Będą nowe rezerwaty rezerwaty w Podlaskiem? Trwają konsultacje.

Będą nowe rezerwaty rezerwaty w Podlaskiem? Trwają konsultacje.

W województwie podlaskim może przybyć niemal 1000 hektarów terenów objętych ochroną rezerwatową. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku rozpoczęła konsultacje społeczne w sprawie utworzenia pięciu nowych rezerwatów przyrody oraz powiększenia trzech już istniejących. Łącznie chodzi o 943,89 ha.

Chodzi o fragmenty lasów, torfowisk, dolin rzecznych, rozlewisk bobrowych i terenów wokół wyjątkowych jezior, które mają zostać zabezpieczone przed zniszczeniem, wycinką, osuszaniem albo zwyczajnym „zagospodarowaniem” w stylu: najpierw wjedzie sprzęt, a potem będziemy się zastanawiać, co właściwie straciliśmy.

Partnerzy portalu:

Nowe rezerwaty mają powstać między innymi w Puszczy Augustowskiej i Puszczy Knyszyńskiej. Planowane jest utworzenie rezerwatu Uroczysko Mszar w gminie Krasnopol, gdzie chroniona ma być chamedafne północna – rzadka roślina związana z chłodniejszym, borealnym klimatem. W Puszczy Knyszyńskiej proponowane są między innymi Uroczysko Skarbacinka, Dolina Świnobródki oraz Misiowa Chatka. To miejsca ważne dla ptaków, owadów, starych lasów, martwego drewna, bagiennych borów i naturalnych dolin rzecznych.

Sama nazwa „Misiowa Chatka” może brzmieć jak atrakcja dla dzieci, ale chodzi o bardzo poważną sprawę: ochronę leśnych siedlisk, w których przyroda może funkcjonować bez ciągłego poprawiania jej przez człowieka. W takich miejscach martwe drewno nie jest bałaganem, tylko domem dla owadów, grzybów i ptaków. Stare drzewa nie są „surowcem”, tylko elementem ekosystemu, którego nie da się odtworzyć w kilka lat.

Na liście jest też Uroczysko Giedź w Puszczy Augustowskiej, gdzie występują rzadkie porosty uznawane za wskaźniki starych lasów. To ważne, bo porosty nie dają się oszukać. Nie wystarczy postawić tabliczki „las naturalny” i zrobić zdjęcia do folderu promocyjnego. Jeżeli przez dekady prowadzono intensywną gospodarkę, takie gatunki po prostu znikają.

Powiększone mają zostać również trzy istniejące rezerwaty: Koryciny, Dolina Rospudy oraz Jezioro Hańcza. Szczególnie symboliczna jest Rospuda. To miejsce, które lata temu stało się jednym z najgłośniejszych przykładów sporu o to, czy rozwój musi oznaczać niszczenie najcenniejszej przyrody. Dziś część terenów, które kiedyś mogły zostać przecięte inwestycją drogową, ma trafić pod mocniejszą ochronę.

W przypadku Hańczy chodzi nie tylko o samą wodę, ale także o lasy w zlewni jeziora. To ważne, bo jeziora nie da się chronić wyłącznie przy brzegu. To, co dzieje się w otoczeniu, wpływa później na jakość wody. Jeżeli dookoła pozwolimy na degradację, spływy zanieczyszczeń i presję inwestycyjną, to samo jezioro prędzej czy później za to zapłaci.

I tu dochodzimy do sedna. Rezerwaty nie są fanaberią urzędników ani zabawką przyrodników. Są jedną z ostatnich skutecznych form ochrony miejsc, które jeszcze nie zostały zajechane, osuszone, rozkopane albo pocięte drogami. W Podlaskiem przez lata wiele decyzji podejmowano według prostego schematu: przyroda jakoś sobie poradzi. Tyle że coraz częściej widać, że nie zawsze sobie radzi. Wysychające rzeki, zanikające mokradła, presja na lasy i coraz większy apetyt na tereny atrakcyjne inwestycyjnie pokazują, że granica została w wielu miejscach przekroczona.

Oczywiście rezerwat nie rozwiązuje wszystkich problemów. Nie zastąpi rozsądnej polityki wodnej, nie zatrzyma suszy, nie naprawi błędów melioracji i nie sprawi, że nagle wszyscy zaczną traktować przyrodę poważnie. Ale jest jasnym sygnałem: są miejsca, których nie powinniśmy już ruszać. Nie dlatego, że „ekolodzy zabraniają”, tylko dlatego, że bez takich miejsc województwo podlaskie straci dokładnie to, czym tak chętnie chwali się w folderach turystycznych.

Warto też pamiętać, że rezerwat nie zawsze oznacza całkowity zakaz wejścia. Część takich obszarów może być udostępniana turystycznie, edukacyjnie czy nawet do zbioru runa leśnego, jeżeli nie szkodzi to celom ochrony. Kluczowe jest jednak to, by człowiek był tam gościem, a nie właścicielem z koparką, piłą i planem „zagospodarowania potencjału”.