Featured Video Play Icon

Takie widoki, że zapiera dech w piersiach! Niesamowity film z Rajgrodu.

Rajgród i jego okolice to chyba jedna z lepszych, nieco zapomnianych miejscówek wypoczynkowych. Warto jednak tam się wybrać nie tylko w pełni lata, ale także pod jego koniec. Chłodne wieczory i cieplejsze poranki powodują, że można tam zaobserwować mgły. Wschód słońca obecnie jest w o tyle atrakcyjnej porze, że nie trzeba zbyt większych poświęceń by na niego zdążyć. A obserwowanie go choćby w Rajgrodzie dostarczy nam niezapomnianych przeżyć na wiele czasu.

Warto w mieście spędzić czas nie tylko na plaży, ale też w pięknych okolicach. Nazwa Rajgród nie jest przypadkowa, to naprawdę jest Gród w raju! Powyższy film tylko to potwierdza. Możemy na nim zobaczyć wyjątkowe widoki z góry. Poranne mgły, wschód słońca, rwącą wodę na tamie, leśne zakątki i przede wszystkim jeziora Rajgrodzkie i Jerzgnia. Niedaleko jest jeszcze trzecie jezioro Dręstwo i czwarte Krzywe. Polecamy Wam spędzić czas nad każdym z nich.

Możecie spacerować, jeździć rowerem po okolicy lub wypożyczyć sprzęt wodny by popatrzeć na te cuda z pozycji tafli wody. Jak widzicie na filmie – w momencie nagrywania ujęcia latał też balon. To nie przypadek bowiem w naszym regionie jest mnóstwo propozycji na lot balonem. Niezależnie jaki środek lokomocji wybierzecie, to radzimy pierwszy wolny weekend wykorzystajcie koniecznie na wycieczce w tamte strony.

Featured Video Play Icon

W podlaskim kalendarzu teraz czas na grzyby. A co potem?

Sierpień to czas, gdy na niebie można było oglądać rój Perseidów, który muskał atmosferę naszej planety tworząc widowiskowe smugi przypominające fajerwerki. To już jednak za nami. Tak samo jak odloty bocianów do ciepłych krajów. Jeszcze nie dawno można było obserwować sejmiki bocianie, teraz tylko puste gniazda. Nie wykluczone jednak, że gdzieś uchowały się jeszcze ostatnie sztuki.

Teraz pogoda się nieco skiepściła więc w lesie pojawiły się pierwsze grzyby. Jedno jest pewne – nie ostatnie. Najbliższy czas to właśnie raj dla grzybiarzy. Dlatego jeżeli szukacie zajęcia na urlop lub inny czas wolny, to w naszym regionie właśnie wszyscy wyjeżdżają do lasów po przysmaki. W menu dominować będą kurki, maślaki i prawdziwki. Najlepszym miejscem do zbierania jest ogromna Puszcza Knyszyńska.

Coraz chłodniejsze noce powodują, że z lasów wyłaniają się żubry, które to szukają pożywienia na polach. Tradycyjnie w wyznaczonych miejscach czekają na nie stogi siana z innymi przysmakami. Z roku na rok stada tych wspaniałych zwierząt się powiększają, a to znak że o dumę naszego regionu dbamy jak tylko możemy. Najlepszym miejscem obserwacji jest oczywiście Puszcza Białowieska.

Warto też wybrać się jeszcze do Augustowa, Biebrzańskiego Parku Narodowego i Narwiańskiego Parku Narodowego. Te miejsca mają w sobie wiele uroku o każdej porze. W tym pierwszym ciągle atrakcyjne są spacery bulwarami na plażę i rejsy statkami. Szczególnie nad Rospudę, by poobserwować z pokładu zmieniającą się przyrodę. Podobnie w parkach – tam jednak służą do tego wieże widokowe. Na kładkach trwa remont od strony Waniewa, więc zwiedzajcie od strony Śliwna. Warto też poobserwować Narew z zerwanego mostu w Kruszewie. Teraz jest najlepszy czas na uchwycenie pięknych kadrów. O ile nie zabraknie słońca. W Biebrzańskim Parku Narodowym natomiast warto objechać tereny od Goniądza, przez Dolistowo Stare aż do Jagłowa.

 

 

Featured Video Play Icon

W Podlaskiem jest ponad 50 wież widokowych! Zobacz mapę, skąd można podziwiać region.

Pięknych miejsc w Podlaskiem nie brakuje. Czasem jednak ciężko to zobaczyć z ziemi. Dlatego też coraz popularniejszą formą turystyczną są wieże widokowe. I chociaż największe konstrukcje powstają w górach, to w naszym regionie też nie ma czego się wstydzić.

Żeby zobaczyć więcej informacji na temat danej wieży wystarczy przybliżyć mapę w wybranym miejscu i kliknąć ikonkę. Możemy znaleźć wieże w różnych mezoregionach. Nie brakuje widoków na Równinie Bielskiej, Wzgórzach Sokólskich, Dolinie Górnej Narwi czy też Pojezierzu Wschodniosuwalskim. Wieże znajdują się także w Białymstoku jak i w jego bliskiej okolicy – w Kołodnie czy Pańkach.

Co ciekawe wieża znajduje się także w tatarskiej wiosce Kruszyniany. Tam wszyscy przyjeżdżają podziwiać drewniany meczet, mizar czy też smakują lokalnej kuchni, a pomijają wieżę, która może być urozmaiceniem wycieczki. Jest to tak zwana “Orla wieża”. Dlatego, gdy następnym razem będziecie gościć w Kruszynianach (lub jedziecie tam po raz pierwszy), to nie zapomnijcie również zapytać i o tą atrakcję. Z wieży możemy podziwiać tam wyjątkowe gatunki ptaków.

Warto wybrać się także do Siemieniakowszczyzny. Wieś położona u stóp Puszczy Białowieskiej oferuje naprawdę wysoką konstrukcję, z której widoki są olśniewające! Możemy natrafić na rozlewiska, możemy zobaczyć żubry. To kwestia pory roku, pogody i szczęścia. Niemniej jednak warto spróbować. Szczególnie, że można to połączyć z wycieczką do reszty Puszczy Białowieskiej.

Świetną konstrukcję możemy również podziwiać w Puszczy Białowieskiej w Kosym Moście. Tam niedaleko znajduje się ostroja żubrów. Dodamy tylko żeby nie wybierać się tam samemu i bez telefonu, bo to już głęboki las i wystarczy trochę roztargnienia, by się zgubić. Oczywiście droga jest normalna, ale w lesie jak to w lesie, szczególnie tak wielkim jak Puszcza Białowieska lepiej być dodatkowo ostrożnym.

Warto też wybrać się do Czarnej Białostockiej, gdzie powstała nowa wieża widokowa. Nad Zalewem Czapielówka jest teraz bardzo pięknie! To świetne miejsce do rekreacji i odpoczynku. Jeżeli jesteście fanami wędrowania i przyrody, to powinniście spróbować zaliczyć wszystkie wieże! Trochę to zajmie, ale satysfakcja jest gwarantowana.

Featured Video Play Icon

Wycieczka nad Biebrzę motocyklem? Zobacz, jaka to piękna trasa.

Podlaskie można zwiedzać na różne sposoby. Jednym z nich jest zwiedzanie motocyklem. W tym przypadku dobrze jest wybrać się na przykład na tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tak jak na powyższym filmie zaczynając od podłomżyńskiej Rusi, a kończąc na Kanale Augustowskim oraz Sztabinie.

Po drodze miniemy kilka ciekawych atrakcji. Na przykład carską drogę, na której znajduje się nie tylko uwieczniona na filmie wieża widokowa, ale także kładka nad bagna, gdzie można przy odrobinie szczęścia zaobserwować łosie. Na końcu drogi znajduje się Osowiec-Twierdza, gdzie również są kładki, fort – muzeum oraz bunkry. Swoją drogą często odwiedzane przez motocyklistów. Jest to dość ciekawe miejsce, bo znajduje się na wysepce.

Kolejny przystanek wycieczki to Goniądz oraz punkt widokowy. Warto też wybrać się tam na nabrzeże Biebrzy niedaleko mostu. W Goniądzu możemy też wybrać się do starego młyna wodnego, by poznać jego historię. W okolicy znajduje się również kaplica wraz z figurą św. Floriana na wysokim wzniesieniu. Następny przystanek to Dolistowo i tamtejsze piękne okolice. Bardzo ładnie prezentuje się drewniany most, po którym na filmie motocyklista przejechał.

Następnie do Sztabina będziemy jechać bardzo długą, szutrową drogą wzdłuż Biebrzy. Widoki przepiękne – szczególnie wtedy gdy wschodzi lub zachodzi słońce. Warto też dodać, że to tereny bardzo spokojne, więc jeżeli cenicie sobie małą obecność innych ludzi, to ten odcinek sprzyja Waszym oczekiwaniom. Ogólnie cała wycieczka może odbywać się nie tylko motocyklem, ale też samochodem, a nawet rowerem. Drogi są całkiem dobre.

Tykocin

Podlaskie na długi weekend! Plan na 5 dni zwiedzania

Przed nami długi weekend. Każdy zacznie go w innym momencie, nie każdy będzie miał wszystkie dni wolne, ale każdy z tego tekstu skorzysta. Przygotowaliśmy dla Was plan zwiedzania Podlaskiego, który można modyfikować lub wykorzystać w pełni. Zakładamy, że skończycie pracę po południu przed dniem wolnym i od razu wyruszycie do naszego regionu lub już tu jesteście na miejscu i możecie dojechać na pierwszy punkt wyprawy. Czasu jest wiele, bo zachód słońca jest dosyć późno.

Zobaczyć zachodzące słońce w Mielniku

Dla takiego widoku warto jechać do Mielnika. To właśnie tam na Górze Zamkowej można podziwiać rzekę Bug oraz ruiny dawnego kościoła, do których prowadzą charakterystyczne drewniane schody. Wszystko w połączeniu z wieczornym zachodem słońca daje niesamowity wygląd. Jeżeli przyjedziecie z Mazowsza, to możecie przedostać się do Mielnika promem z Zabuża lub klasycznie przez Sokołów Podlaski. Podlasianie najszybciej dostaną się przez Siemiatycze.

Jacek Karczmarz / Wikipedia

Po drodze do kolejnego punktu warto zahaczyć o Koterkę. Piękna cerkiew przy samej granicy zachwyci każdego.

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Nocleg i poranek w Białowieży

Nocleg polecamy w Białowieży. Konkretnego miejsca wskazywać nie będziemy, ale stosunkowo ciepła noc skłania do tego, by nocować jak najbliżej lasu, by wieczorem pijąc herbatę nasłuchiwać odgłosów i oglądać gwiaździste niebo. Kolejnego dnia warto wybrać się do ścisłego rezerwatu z przewodnikiem (czekają gotowi w punkcie PTTK), warto też pospacerować po parku i wybrać się do rezerwatu żubrów.

Świątynie, plaża i kanał

fot. P. Jakubczyk

Po wycieczce przez Puszczę Białowieską, kolejny punkt wycieczki to Jałówka i ruiny kościoła. Wyglądają naprawdę ciekawie i warto je uwzględnić w swojej wyprawie. Szczególnie, że dzięki temu nasza trasa będzie przebiegać przez przepiękne krajobrazowo tereny. Wyjeżdżając z Białowieży wybierzmy drogę narewkowską (na poniższej mapie nie jest uwzględniona), a następnie mijając Zalew Siemianówka zajedźmy do Jałówki. Gdy już ją zwiedzimy będziemy mieli wspaniałą krajobrazowo drogę do Kruszynian. Tam koniecznie zwiedźmy meczet i mizar (cmentarz). Możecie też spróbować tatarskiego jadła. To nie koniec wycieczki tego dnia. Nocleg proponujemy w Augustowie. Teraz nad jeziorami i rzekami natura dosłownie krzyczy. Dlatego warto spędzić wieczór właśnie tam. A następnego dnia warto pokusić się o wycieczkę statkiem albo nad Rospudę albo wzdłuż Kanału Augustowskiego do sanktuarium w Studzienicznej. Alternatywnie możecie wybrać się na spacer bulwarami oraz na plażę. A jeśli macie czas to warto zrobić i jedno i drugie.

Meczet w Kruszynianach

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Twierdza, bagna i łosie

fot. P. Jakubczyk

Kolejny punkt wycieczki to wypad do Rajgrodu. Tam poszukajmy kolejnego noclegu. Miasteczko nieprzypadkowo ma taką nazwę. Znajduje się na półwyspie, który jest z 3 stron otoczony przez jezioro. Naprawdę wspaniałe miejsce do spędzenia kolejnego wieczoru. Następnego dnia wyspani ruszamy do Osowca-Twierdzy, gdzie możemy obejrzeć twierdzę, bunkry oraz przejść się kładką. Później ruszmy carskim traktem – zbaczając choćby na kładkę, gdzie można napotkać łosia. Kolejny przystanek to Strękowa Góra i tamtejszy punkt widokowy. Na koniec jedziemy wzdłuż Narwi do Tykocina, gdzie warto odwiedzić rynek, kościół (i zobaczyć znajdujące się dzieła sztuki), synagogę. Warto też spędzić czas nad rzeką. Tam też poszukajmy noclegu.

Szlachecka i drewniana Rzeczpospolita

Ostatni dzień wyprawy to dawne tereny szlacheckie. Odwiedźmy Grądy-Woniecko oraz tamtejsze wydmy, a także Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi i miasteczko Nowogród – gdzie znajduje się wspaniały skansen, gdzie jest mnóstwo drewnianej architektury. Warto też poznać historię Stacha Konwy. Zapoznajcie się także z historią walk z 1944 roku, które upamiętnia czołg i działa artyleryjskie. W Nowogrodzie jest także plaża oraz miejsce, gdzie Narew łączy się z Pisą. Spacerując wzdłuż tej pierwszej rzeki – napotkamy dawne schrony. Były to tak zwane punkty oporu.

Wydmy w okolicach miejscowości Grądy-Woniecko

Featured Video Play Icon

Piękno dzikiej przyrody pokazane na filmie. Tak się prezentuje Biebrzański Park Narodowy.

Kiedy wybuchł pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, to w większości relacji powtarzano informację, że palą się łąki. W czasach, gdy wszyscy szybko przetwarzają newsy, by zaraz o nich zapomnieć, taki film jak powyżej to prawdziwy skarb. Przedstawia on bardzo dokładnie to, co na tych łąkach mieszka. Różnorodność zwierząt i ptaków jest naprawdę przeogromna. Zobaczcie sami.

Biebrzański Park Narodowy to miejsce życia wielu gatunków dlatego, że jest to bardzo dziki zakątek Polski. Pełno tam bagien i torfowisk. Film oprócz pokazania jak wyglądają konkretne gatunki, a nawet to, czym różni się wodniczka od rokitniczki czyli bardzo podobne do siebie ptaki. Dostrzeżenie przyrody to jedno. Żeby nagrać tyle ujęć, trzeba było poświęcić na to mnóstwo czasu! Dlatego też gratulujemy autorowi cierpliwości.

Biebrzański Park Narodowy to bardzo dobre miejsce na wypad z rodziną. Jest tam mnóstwo atrakcji jak kładki na bagnach czy droga do wędrowania wzdłuż rzeki. Oprócz tego są też wieże widokowe. Szansa na spotkanie łosia jest bardzo duża. Wystarczy przejść się jedną z kładek znajdującą się przy carskim trakcie, by na jej końcu spokojnie poczekać i w ciszy obserwować. Jest tam sporo odwiedzających, więc dyscyplina, by nie spłoszyć zwierzęcia musi być grupowa.

Pamiętajcie, że to naprawdę dzikie tereny. Dlatego tez nie schodźcie ze szlaków, bo to proszenie się o utknięcie na bagnach, które nie raz turystom się zdarzało. Biebrzański Park Narodowy to gigantyczny teren, więc jest co zwiedzać. A jeżeli jesteście miłośnikami przyrody, to weźcie koniecznie lornetki. Wiosna i lato to bowiem czas, gdy dzieje się tam bardzo wiele. Tylko obserwować i nasłuchiwać!

Featured Video Play Icon

Majówka 2021 w Podlaskiem. Gdzie pojechać i co zwiedzić?

Tegoroczna majówka może być zimna, a może być ciepła. Prognozy są takie, że w sumie nie wiadomo. Dlatego też mamy dla Was propozycję, która będzie dobra zarówno na dwa warianty – w przypadku brzydkiej pogody jak i ładnej. Potrzebny będzie samochód, gdyż trasa objazdowa z Białegostoku, przez zaproponowane miejsca do Białegostoku to prawie 300 km. Dlatego wystarczy zatankować, wziąć trochę ciepłych ubrań do bagażnika i w drogę. Na końcu tekstu mapa.

Zalew na start

Startujemy w Białymstoku i od razu ruszamy w na Grabówkę. Pierwszy przystanek to Zalew Siemianówka i tamtejsza wieża widokowa. Warto wziąć ze sobą lornetkę gdyż na ogromnym zbiorniku jest sporo pięknych ptaków. Dodatkowo przyjemnie może być na pomostach – o ile będzie pogoda. Pamiętajcie, by po drodze zrobić sobie pamiątkową fotkę przy znanym z filmie Zenek – Bar Disco Czar w Bondarach.

Siemianowka / fot. Wojsyl / Wikipedia

Kolejny przystanek to ruiny w Jałówce. Dawny kościół zachwyca zawsze, gdy tam pojedziemy. Dlatego zarówno w ładnej i brzydkiej pogodzie będzie na co popatrzeć.

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Po pierwszej porcji zwiedzania na pewno zgłodniejecie, dlatego możecie następny punkt zrobić w Kruszynianach. Gościł tam nie dawno Robert Makłowicz i pokazał swoim widzom tatarskie specjały. Ślinka poleciała… Nie zapomnijcie z tego wszystkiego zwiedzić meczetu i mizaru (cmentarza). To naprawdę przepiękne miejsca.

Meczet w Kruszynianach

U Pana Boga w Sokółce

Kolejny przystanek to Sokółka, gdzie możecie odwiedzić Kościół Rzymskokatolicki pw. Św. Antoniego Padewskiego oraz jego okolice, by przypomnieć sobie klimaty filmu U Pana Boga za piecem, a także zainteresować się historią cudu. Dodatkowo warto w tym miasteczku odwiedzić miejscowy zalew.

Kolejny przystanek to okolice Dąbrowy Białostockiej. Tam też możecie podziwiać stary wiatrak. Oprócz niego koniecznie zajedźcie na kładkę Jałowo-Nowy Lipsk. Znajduje się na niej nie tylko fantastyczna droga przyrodniczymi terenami wokół Biebrzy, ale też jest platforma do przeprawy rzecznej – taka jak w Śliwnie.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Kanałem do Augustowa

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Ostatni przystanek naszej wycieczki to Augustów. Tam możecie wybrać się przez Rygol odwiedzając kolejne przystanki Kanału Augustowskiego lub pojechać drogą wojewódzką prosto do miasta, gdzie możecie wybrać się w rejs po Rospudzie czy też wspomnianym kanale. Życzymy wszystkim dobrej pogody i udanej wyprawy!

Featured Video Play Icon

Ogromny obszar dzikiej przyrody. Na miejscu czuje się magię. To oni służą tej ziemi.

22 kwietnia to Światowy Dzień Ziemi. Tak jak w Walentynki ludzie przypominają sobie o miłości, tak też w święto naszej planety ludzie przypominają sobie o ekologii. Nawet w ostatnich czasach stało się to modne. Chociaż azjatyckie rzeki za sprawą tamtejszych mieszkańców to szambo, które wpływa do wspólnych Oceanów, to najgorliwsi w byciu “eko” są Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska. Oczywiście obciążając tym zwykłych ludzi zamiast tych, którzy najbardziej przyczyniają się do degradacji środowiska.

Ciągłe dążenie do nowoczesności, ciągłe ulepszanie świata, a także nieustanna pogoń za pieniądzem nie sprawiają, że ludzie są szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie – nieustanna konsumpcja wszystkiego co się da doprowadza do wielu ludzkich nieszczęść i tragedii. Ludzie przeglądają social media i myślą, że tak wygląda świat, a ich życie jest marne. Życie w Województwie Podlaskim jest zgoła inne. Oczywiście Białystok jest “europejski”, ale wystarczy wyjechać poza jego obszar, by zobaczyć że nikt u nas czas nie pędzi tylko co najwyżej bimber. Ludzie żyją spokojnie w wiejskich i małomiasteczkowych wspólnotach, że jak ktoś chce “zażyć” świata to jedzie do Białegostoku albo Warszawy, ale zawsze wraca.

Doskonałym przykładem takiego spokoju są okolice Biebrzy. Sam park narodowy to ogromny obszar dzikiej przyrody. Wystarczy tam przyjechać, a od razu czuje się magię tego miejsca. A co jeśli ktoś tam mieszka? Jest prawdziwym szczęściarzem. Tak też można powiedzieć o tych, którzy są w biebrzańskiej służbie. To ich codzienna praca powoduje, że na tym kawałku ziemi przyroda działa w sposób niezakłócony. Gdy rok temu wybuchł ogromny pożar – oni ratowali nie tylko park narodowy, ale przede wszystkim swój dom.

Tak jak pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego służą swojemu kawałkowi ziemi, tak w Światowy Dzień Ziemi warto pamiętać, że zamartwianie się o cały świat nie ma sensu. Wiara, że politycy rozwiążą problemy klimatyczne jest nieco naiwna. Wystarczy służyć ziemi – nie trzeba całej. Niech każdy pod opieką ma swój kawałek. Swoją własną lokalną ojczyznę. I takie przesłanie mamy dla Was na 22 kwietnia i wszystkie kolejne dni.

fot. P. Jakubczyk

Majówka 2021. Nasze 5 propozycji na fantastyczny weekend w Podlaskiem!

Majówka 2021 będzie trwała 3 dni oraz w związku z decyzją rządu – wszystkie hotele i inne miejsca noclegowe pozostaną zamknięte. Oznacza to, że ewentualne planowanie dłuższego wyjazdu jest mocno utrudnione. Co nie oznacza, że nie jest możliwe. Dlatego jeżeli macie możliwość pozostania w regionie na noc lub też mieszkacie na tyle blisko, by codziennie wracać do domu – te propozycje będą dla Was.

Wyżary zawsze w modzie

Ostatni rok to miejsce przeżywa nieustanne oblężenie. Bagna w środku lasu tak zachwycają, że co chwilę ktoś tam podjeżdża samochodem, rowerem czy też spaceruje po okolicy. Wyżary to przede wszystkim 3 miejsca – okazały zbiornik wodny (bez możliwości kąpieli) wraz z wiatą grillową, mini-wieża widokowa na polanę oraz kładka na bagno – Sianożątka.

Można tam dojechać samochodem od miejscowości Radunin, a można też pojechać od maja codziennie pociągiem Białystok – Waliły i dojść piechotą. Sianożątka znajdują się 7 km od stacji. Zbiornik wodny odrobinę dalej. Zaprowadzi nas leśna droga prowadząca Puszczą Knyszyńską.

Jeżeli wybierzemy się rowerem – to także możemy zabrać go do pociągu, a następnie zaliczyć Wyżary – Królowy Most i Kołodno – Supraśl. Jeżeli wyjedziemy z Białegostoku i tam planujemy wracać, to trasa wyniesie 50 km.

Kolejką po Puszczy

Puszcza Białowieska to drugi kierunek, który można obrać na Majówkę 2021. Szczególnym zainteresowaniem powinniśmy w tym roku obdarzyć Hajnówkę. Po pierwsze po latach jest tam nareszcie dobry dojazd koleją z Białegostoku, a po drugie na miejscu funkcjonują fantastyczne kolejki wąskotorowe. Możemy się przejechać do miejscowości Topiło w środku Puszczy Białowieskiej, a tam pójść na długi leśny spacer i wrócić kolejnym połączeniem. Można też pojechać w tą i z powrotem z przerwą na relaks w okolicznym barze na świeżym powietrzu.

Sam przejazd kolejką wąskotorową to także atrakcja sama w sobie. Można przez okna obejrzeć dzikie zakątki Puszczy Białowieskiej, podziwiać przyrodę oraz oddychać świeżym powietrzem.

Kładki na rozlewiskach

Wiosna to idealny czas żeby podziwiać rozlewiska. Dlatego też powinniśmy wybrać się do Śliwna, gdzie czekają na nas piękne – odnowione kładki z różnymi punktami widokowymi oraz platformami do przepływania po rozlewiskach. Niestety w tym roku należy tylko zajrzeć do Śliwna, gdyż wójt Waniewa – znajdującego się po drugiej stronie rozlewisk obiecywał remont swojej części kładek, ale na obietnicach tylko się skończyło. Do Śliwna możemy dotrzeć samochodem albo rowerem (około 25 km). Można też próbować powrotu przez pobliskie Baciuty. Są one odległe o 14 km. Zatem śmiało możecie zaplanować nawet rowerowy wypad rodzinny.

Warto także zajrzeć do Kruszewa, gdzie znajduje się nie tylko zerwany most i piękny widok na rozlewiska, ale także prywatna wieża widokowa, z której oczywiście można korzystać. Warto też zabrać ze sobą lornetki – jeżeli macie. Rozlewiska to miejsce, gdzie dostrzeżemy wiele niezwykłych gatunków ptaków.

Od Podlaskich Wydm po Kanał Augustowski

Jeżeli do tej pory nazwa Grądy-Woniecko nic Wam nie mówiły to powinno w tym roku się to zmienić. Od tej miejscowości warto zrobić sobie dłuższą wycieczkę zachodnimi terenami regionu, by zobaczyć wiele pięknych, dzikich zakątków. Tym razem potrzebny będzie samochód. Cała trasa to 165 km.

Prowadzi ona przez niesamowite tereny. W Grądach-Woniecko znajdują się podlaskie wydmy, następny punkt to Stara Łomża i okoliczny park krajobrazowy. Później Wizna i Góra Strękowa – gdzie przypomnimy sobie trochę historii. Następnie długa podróż przepiękną drogą w Białowieskim Parku Narodowym. Po drodze zatrzymajmy się na kładce do bagien, gdzie można zobaczyć łosie. Następnie na końcu tej drogi będzie Osowiec-Twierdza, gdzie nie tylko możemy zwiedzić fort, ale także spędzić czas na wspaniałych kładkach. Kolejny przystanek to Dolistowo Stare i droga wzdłuż Biebrzy do miejscowości Kopiec. Tam kierujemy się na Kanał Augustowski i Śluzę Sosnowo praz dalej na Rajgród, gdzie skończymy naszą wycieczkę podziwiając górę zamkową oraz przepiękny półwysep. Warto na miejscu wypożyczyć sprzęt pływający, by odpocząć na tafli jeziora.

Majówka na wodzie

Ostatnią propozycją jest Augustów. W ostatnich latach powstało tam wiele interesujących miejsc do spacerów, jednak my oprócz tego chcielibyśmy Wam zaproponować skorzystanie z augustowskiej żeglugi, którą można pływać po jeziorze Necko a także po dzikiej Rospudzie. Alternatywnie można wybrać się w rejs po Kanale Augustowskim. Relaks na wodzie, wpatrywanie się w nią i spędzanie czasu na burcie na pewno spowoduje, że majówka będzie udana.

Przypomnijmy też, że jest nowa droga prowadząca do Augustowa. Została wyremontowana i warto z niej korzystać. Przede wszystkim unikniemy stania w korkach – gdy zatka się wjazd do miasta. Oprócz tego można zrobić trasę Supraśl – Poczopek – Krynki (Kruszyniany), a następnie Sokółka, Dąbrowa Białostocka, Lipsk i Augustów. Będzie dłużej, ale też zobaczymy dużo więcej atrakcji.

Niezależnie który wariant z naszej propozycji przypadnie Wam najbardziej do gustu – życzymy udanego weekendu!

Featured Video Play Icon

Podlasie jest piękne! Ten film pokazuje najlepsze zakątki regionu.

Trudno jest wybrać jeden najlepszy, bo tych najlepszych zakątków na w Podlaskiem jest całe mnóstwo. Powyższy film pokazuje Białowieski Park Narodowy, Kruszyniany, Bohoniki, Wasilków i Świętą Wodę, a także klasztor w Wigrach. A to tylko ułamek tego, co Podlaskie oferuje zwiedzającym. Znów nadchodzą ciepłe dni, można więc planować turystyczne wypady po regionie. Żeby na spokojnie wszystko zobaczyć – trzeba co najmniej tygodnia.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć wszystko, to musiałby podzielić sobie województwo na mniejsze kawałki. Oddzielnie zwiedzić południe (namiastka w filmie powyżej), osobno wschód (miejsca z głównego filmu) a także jeszcze osobno północ. Warto też zobaczyć zachód, który trzeba by było podzielić na tereny biebrzańskie, łomżyńskie i ciechanowskie. Niekiedy trzeba byłoby zwiedzać powiatami, żeby nie przeoczyć niczego.

Dlatego też dobrym pomysłem jest przyjechanie do Białegostoku i tu pozostanie na cały czas zwiedzania. Dosyć dobrze skomunikowanie pociągami pozwoli zwiedzić część. W bardziej niedostępne miejsca dojedzie też autobus. W ostateczności można skorzystać z wynajmowania samochodu. Oczywiście to wszystko zakładając, że nie macie własnego środka transportu, aczkolwiek w dzisiejszych czasach to rzadkość.

Niech te filmy będą namiastką tego co można na Podlasiu zobaczyć. Właściwą wycieczkę zorganizujcie samodzielnie – da Wam to dużo frajdy. Pomóc może Wam w tym nasz dział “atrakcje” i “turystyka”.

5 najlepszych miejscówek na Podlasiu, gdy spadnie śnieg

Na wstępie zaznaczymy, że ranking jest subiektywny i być może są na Podlasiu jeszcze lepsze miejsca zimą. My jednak przedstawiamy te, które lubimy najbardziej. Dlatego też arbitralnie uznajemy je za najlepsze.

Stare Masiewo

Absolutnym numerem jeden jest Puszcza Białowieska. Zimą to miejsce naprawdę wyjątkowe. Bujna roślinność potrafi przyjąć duże ilości śniegu, dziko żyjące żubry wyglądają natychmiast z lasów, gdy ich zasypie biały puch. A gdy pojawi się trochę mrozu, to kolor okolicznych rzek staje się natychmiast intensywny. Coś wspaniałego. Puszcza Białowieska to jednak ogromny obszar, my proponujemy wybrać się w okolice Starego Masiewa. Ciche odludzie przy granicy będzie idealne na wspaniały spacer wśród zaśnieżonych drzew.

Rozlewisko Sianożątka

Zamarznięte rozlewisko z ogromną i długą kładką o wschodzie słońca to przepis na udane zdjęcie w każdą porę roku. I choć takiego zdjęcia zimą nie zrobiliśmy, to musicie uwierzyć na słowo, że widok powala na kolana. Wyżary w ostatnim czasie zrobiły się bardzo popularnym miejscem. Szczególnie upodobali sobie je fotografowie ślubni. Skoro młode pary swój wyjątkowy czas chcą mieć w tak magicznej scenerii, to musi być najlepsza.

Miejscowość Narew

Miejscowość Narew z przepływającą przez nią rzeką Narew, to miejsce wyjątkowe i zarazem najlepsze zimą z kilku powodów. Przede wszystkim specyficzny teren powoduje, że mróz tam szczypie mocniej. A przez to widoki są zupełnie inne niż w innych miejscach na Podlasiu, gdzie jest zimą lżej. Szczególnie uwydatniają się dwa kolory na rzece – złoto o poranku i lazur podczas zachodu.

Stary Młyn w Goniądzu

Biebrzański Park Narodowy to wyjątkowe miejsce i nie ma tu żadnych wątpliwości. Warto wiedzieć, że nie tylko latem jest tam pięknie. Zimą jest to jedna z najlepszych podlaskich miejscówek. Szczególnie ciekawie prezentuje się Stary Młyn “Dołek” w Goniądzu. Jak możemy dowiedzieć się w lokalnej historii, pierwsza konstrukcja powstała w 1547 roku. Wtedy jeszcze nie na rzece Goniądzce, a Czarnej Strudze.

Supraskim szlakiem

Gdy wybierzemy się na spacer z Supraśla przez Cieliczankę do Kołodna to spędzimy fantastyczny dzień w zachwycających widokach. Szczególnie, gdy na drzewach drzemie pokrywa śnieżna. Przejdziemy przez las, pole, miniemy urokliwy mostek, wdrapiemy się na Wzgórza Świętojańskie, by zakończyć wyprawę widokiem z wieży widokowej. To będzie zapierać dech w piersiach!

10 podlaskich miejscówek, które warto odwiedzić w 2021 roku

Wiosną ubiegłego roku, jeszcze przed ogłoszeniem pandemii, pisaliśmy, że Podlaskie będzie turystycznym hitem. Koronawirus i zamknięte granice niejako pomogły w tym jeszcze bardziej. Z niedowierzaniem, w Puchłach obserwowaliśmy masę samochodów na rejestracjach z całej Polski. Podobnie zaskoczyły nas tłumy na Wyżarach, o których wydawałoby się, że mało kto słyszał. Tłumy były także w Hajnówce i Białowieży. W tej drugiej miejscowości, w jednym z najpopularniejszych bistro na jedzenie trzeba było czekać kilkadziesiąt minut. Nie brakowało też ludzi w Augustowie. Warto też wspomnieć o Białymstoku – Rynek Kościuszki pękał w szwach, zaś znalezienie miejsca siedzącego w ogródku graniczyło z cudem.

W tym roku w prognozach będziemy ostrożniejsi. Przez pandemię samorządy nie zrobiły nic, by dalej zachęcać do przyjazdów. Natomiast w telewizji można oglądać na przykład spoty zachęcające do odwiedzenia Austrii. Kraje zachodniej Europy, które przez brak turystyki dostały po kieszeni bardzo mocno, teraz za wszelką cenę będą chciały przyciągnąć tłumy spragnionych po lockdownach do siebie. Tym tekstem chcemy zachęcić wszystkich tych, którzy w Podlaskiem już byli i chcą teraz zaczerpnąć naszego regionu jeszcze bardziej. Oto 10 miejscówek, które warto zobaczyć w 2021 roku. Naszą listę będziemy przedstawiać od północy po południe i zachód.

Burniszki – gdzie diabeł mówi dobranoc

Jeżeli spojrzymy na mapę, to bez wątpienia jest to bardzo odległe miejsce. Suwalszczyzna zachwyca, a w Burniszkach panuje specyficzna atmosfera, dzięki której jeżeli macie ochotę, to możecie spędzić nawet całe lato nie nudząc się. Cisza, spokój, piękne i czyste jezioro, wyjątkowe powietrze. Czego chcieć więcej?

Giby nad jeziorami

Atutem podsejneńskich Gib są oczywiście piękne i czyste jeziora, ale jeżeli komuś siedzenie nad zbiornikiem wodnym nie starczy i chce czegoś więcej, to bardzo dobrze trafił. Niezależnie czy z rowerem czy z samochodem – Giby to idealna baza wypadowa na Litwę i jej wszystkie atrakcje – Wilno, Troki, Druskieniki, Kowno i Kłajpeda.

Śluza Dębowo

Biebrzański Park Narodowy jest gigantyczny i polecenie jednego miejsca na tym obszarze byłoby błędem. Dlatego też pierwsza miejscówka będzie fantastyczna na długie spacery, wędkowanie czy zwiedzanie dzikich okolic. Niedaleko znajduje się także Suchowola. Piękne miasteczko, w którym można bardzo miło spędzić czas poznając różne zakątki. Warto też zainteresować się osobą ks. Jerzego Popiełuszki, związanego z Suchowolą.

Woźna Wieś

Jezioro Dreństwo

Druga miejscówka w Biebrzańskim Parku Narodowym to idealne miejsce do wypoczynku całą rodziną. Jest to raj dla rowerzystów, którzy mogą wybierać się na eskapady pomiędzy lasami Parku, a jeziorami – Tajenko, Dreństwo i Rajgrodzkim.

Pentowo – Europejska Wieś Bociania

Jeżeli szukacie mocno wiejskiego klimatu, to zaszycie się na odpoczynek w Pentowie będzie świetnym pomysłem. Długie spacery, rowery, ogniska, wiejskie jadło i świeże powietrze, a to wszystko w otoczeniu naszych pięknych, polskich bocianów sprawią, że Podlaski wypad będziecie wspominać długo i szczęśliwie. W Pentowie znajduje się kilkadziesiąt gniazd. Są też wieże obserwacyjne.

Plaża Stary Dwór

Na wschodzie województwa także czeka nas miła niespodzianka. Plaża nad zbiornikiem Siemianówka to świetne miejsce by się opalać, uprawiać sporty plażowe, grillować i biesiadować. Kąpać się nie polecamy, bo woda nie jest najczystsza, ale jednego tam nie zabraknie – ciszy i spokoju, tłumów w Starym Dworze nie uświadczycie.

Teremiski

Miłośnicy Puszczy Białowieskiej oraz żubrów, a także fani fotografii nocnej docenią Teremiski. Miejsce nieopodal Białowieży cenią sobie wszyscy ci, którzy lubią las. Nie brakuje też w tych okolicach żubrów i innych dzikich zwierząt – jeleni czy wilków. To także dobre miejsce jeżeli kochamy obserwować gwiazdy nocą. Jest tam tak ciemno, że na niebie dostrzeżemy mnóstwo gwiazd. A dzięki aparatowi możemy nawet zdobyć świetne ujęcia roju meteorów.

Topiło

Drugim miejscem w Puszczy Białowieskiej jest Topiło, gdzie możemy dojechać z Hajnówki kolejką Wąskotorowa. A gdy już tam będziemy, to warto zostać kilka dni spacerując po puszczy i tak jak w Teremiskach – obserwować dzikie zwierzęta i nocne niebo. Cisza i wspaniałe powietrze będą miłym dodatkiem.

Mielnik – moc atrakcji

Miasteczko nad Bugiem obfituje w wiele ciekawych miejsc, które można odwiedzić pomiędzy plażowaniem. Jest kopalnia kredy z tarasem widokowym, są alpaki czy góra zamkowa. Jest także możliwość zorganizowania spływu kajakowego. Można również przeprawić się promem na drugi brzeg, gdzie będzie województwo mazowieckie. Tam również atrakcji nie brakuje.

Nowogród

Ostatnią miejscówką, o której warto wspomnieć jest Nowogród – na zachodzie Podlaskiego. Na pewno spodoba się tam wszystkim miłośnikom historii. Koniecznie odwiedźcie Skansen Kurpiowski, gdzie jest mnóstwo drewnianej architektury. Warto też poznać historię Stacha Konwy. Zapoznajcie się także z historią walk z 1944 roku, które upamiętnia czołg i działa artyleryjskie. W Nowogrodzie jest także plaża oraz miejsce, gdzie Narew łączy się z Pisą. Spacerując wzdłuż tej pierwszej rzeki – napotkamy dawne schrony. Były to tak zwane punkty oporu.

To tyle jeżeli chodzi o zwiedzanie Podlaskiego w 2021 roku. Musimy jednak dodać, że w kolejnych latach również będzie można te miejscówki zwiedzić. Serdecznie zapraszamy!

Featured Video Play Icon

Te 5 filmów pokazuje jak piękne jest Podlasie. W tym roku było zatrzęsienie turystów!

Jerzy Daniłko w tym roku wykonał kawał dobrej roboty. Poświęcił sporo czasu ażeby nagrać i zmontować 5 wyjątkowych filmów. Każdy krótki, ale każdy wypełniony treścią od pierwszej do ostatniej sekundy. Dzięki temu możemy podziwiać piękno takich miejsc jak Białystok, Tykocin, Supraśl, Dolistowo oraz Białego Grądu w Biebrzańskim Parku Narodowym. Filmy zachwycają przede wszystkim swoimi widokami. Pokazują nam także dlaczego warto dbać o przyrodę czy zabytki. Można też dojrzeć ulotność chwili na zmieniajacej się pogodzie i porach dnia. Jednak najistotniejsze chyba jest we wszystkim to – że można filmy pokazać znajomym z innych zakątków Polski i powiedzieć im – patrzcie i przyjeżdżajcie.

Na YouTube w ostatnim czasie znajduje się wręcz zatrzęsienie krótkich filmów o Podlasiu. W tym roku nasz region był niesamowicie modny. Wspomniany wyżej Tykocin czy Supraśl latem przeżywały oblężenie turystów. Biebrzańśki Park Narodowy zresztą także – szczególnie po pożarze wiele osób zainteresowało się miejscem, które przez idiotyzm ludzi może bardzo szybko zniknąć. Mamy wrażenie, że ten sezon to dopiero początek, a w kolejnym roku Podlasie będzie przeżywać jeszcze większe oblężenie turystów, a na YouTube pojawi się jeszcze więcej filmów.

Warto pamiętać, że jeżeli zaczniemy znaczyć turystycznie dużo więcej, to portfele naszych mieszkańców będą bardziej wypchane, wpływy podatkowe zasilające cienkie budżety naszych małych ojczyzn zasilone, a przy dobrym gospodarzu wszystko jeszcze bardziej zadbane. Nie wiemy zupełnie dlaczego turystyka w naszym kraju przez rządzących od zawsze jest ignorowana. Chociaż to potężna gałąź, przynosząca zyski w całej Europie, to u nas zupełnie nie istnieje.

A ważne jest by w USA, Japonii czy Niemczech wiedziano gdzie jest Biebrzański Park Narodowy czy Tykocin, ale właściciele agroturystyki nie będą przecież promować tego na własną rękę, bo po co mieliby to robić? Gdyby jednak rządzący tej czy innej opcji kiedyś to robili, to kwater agroturystycznych byłoby po prostu więcej. To jeden z przykładów, które można mnożyć. Miejmy nadzieję, że podejście polityków do turystyki kiedyś się zmieni. A nam pozostało nadal zachwycać się Podlasiem.

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Featured Video Play Icon

Białystok – Wigry rowerem. Zobacz, ile atrakcji jest po drodze!

Jeżeli jesteście fanami dwóch kółek, to polecamy obejrzeć ten film. Zobaczycie na nim ile wspaniałych atrakcji jest, gdy przemierzamy Green Velo z Białegostoku do Wigierskiego Parku Narodowego, a także z powrotem przez Lipsk i Sokółkę. Osoby, które podróżują inaczej niż rowerem także powinny obejrzeć, gdyż po drodze jest wiele atrakcji, które mogą Was zainspirować o ciekawego wyjazdu.

 

Rowerzyści jadą między innymi po carskim trakcie, mijają kładki, z których obejrzeć można łosia na mokradłach, jadą malowniczą drogą wzdłuż Biebrzy prowadzącą pod sam Augustów, przemierzają lasy i złote pola, przeprawiają się pływającą platformą na drugi brzeg rzeki. Zwiedzili także Wigierski Park Narodowy wraz z klasztorem. Powrót natomiast odbywał się malowniczą leśną trasą przez Lipsk i Sokółkę.

 

Turystyka rowerowa w Polsce w ostatnim czasie jest w rozkwicie, co widać również na Podlasiu, gdzie mnóstwo turystów szturmuje Green Velo. Mamy nadzieję, że problemy trapiące ten projekt oraz problemy z przewożeniem roweru pociągiem zaczną być rozwiązywane. Musi jednak nastąpić w urzędnikach zmiana mentalna. Turysta rowerowy jest tak samo ważny jak ten, co przyjeżdża samochodem. Wynajmuje noclegi, zostawia pieniądze. Warto o tym pamiętać.

Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze “śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek “tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

fot, Biebrzański Park Narodowy

Biebrzański Park Narodowy. To było celowe podpalenie! “Ciekawy układ mafijny, związany z wyciąganiem dopłat”.

Niewyobrażalne straty dla przyrody, gigantyczna wielodniowa akcja strażaków i innych służb – to wszystko przeżywaliśmy, gdy płonął Biebrzański Park Narodowy. Wówczas mówiło się o jednym – ktoś zaprószył ogień na łąkach, a silny wiatr rozdmuchał pożar po suchych terenach, które zapłonęły jak zapałka. Dziś wiemy dużo więcej. Biegły z zakresu pożarnictwa na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku ustalił, że ogień został zaprószony celowo.

 

Warto to zestawić ze słowami byłego już dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego, który w jednym z wywiadów już po pożarze wspomniał iż w dniu pożaru, w jednej z miejscowości, w okolicy której wybuchł pożar widziany był nieznany nikomu motocyklista. Czy to był podpalacz? Jeżeli tak, może to oznaczać, że działał na czyjeś zlecenie? Tylko komu mogło zależeć na wypaleniu łąk? Na to pytanie szukają odpowiedzi prokuratorzy.

 

Od wielu lat lokalnym problemem są tak zwani “Rolnicy z Marriota”. Biebrzański Park Narodowy dzierżawi swoje łąki. Wynajmujący ma je kosić, a w zamian może czerpać dopłaty unijne. Cały problem w tym, że nie wynajmują tego od parku okoliczni mieszkańcy – prawdziwi rolnicy, a spółki zarejestrowane na przykład w Warszawie, które dają dużo wyższe ceny (i potem nie płacą). Później trawa nie jest jednak koszona. Gdy była susza i doszło do pożaru, to jego rozmiar był właśnie większy przez te zaniedbania.

 

– Chciałbym tutaj poruszyć pewien temat, ponieważ w ogóle w parkach biebrzańskich panuje bardzo ciekawy układ mafijny, związany z wyciąganiem dopłat na ptaszka wodniczkę. Jedna z pań, która pracowała w Ministerstwie Środowiska i przygotowywała programy rolnośrodowiskowe dla wodniczki, pracuje w MRiRW. Chciałbym się dowiedzieć, jak to jest możliwe, żeby podmioty zarejestrowane w centrum Warszawy, które mają biura w takich obiektach jak Marriott, miały dzierżawę po 1025 ha na obszarze parków? Nie ma limitu dla płatności bezpośrednich i płatności rolnośrodowiskowych. W Parku tak naprawdę trawa nie jest koszona. To wszystko jest mulczowane ratrakami – alarmował w czasie posiedzenia komisji Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczypospolitej „Solidarni”. – czytamy na agroprofil.pl

 

Mieszkańcy okolicznych wsi bardzo chcieliby kosić te łąki, by zadbać o swoje bezpieczeństwo, ale przez wynajem tych ziem warszawskim spółkom nie mogą tego robić. Teraz każda susza to zagrożenie pożarem i ryzyko, że ogień dojdzie do wiosek. Gdy płonął Biebrzański Park Narodowy, było blisko, ale na szczęście strażacy uratowali mieszkańców. Nie ma wątpliwości, że sprawę przetargów powinno zbadać CBA. Dodatkowo powinny zostać zmienione zasady dzierżawy łąk tak, by mogli startować tylko lokalni rolnicy. Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym nie może się powtórzyć! Dlatego trzeba zadbać o to, łąki były mądrze zagospodarowane.

Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Zobaczcie jak wszystko pięknie kwitnie miesiąc po pożarze w Biebrzańskim Parku Narodowym

Minął już miesiąc od wielkiego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym. Tak jak przypuszczaliśmy sprawca podpalenia pozostał nieujęty i sprawa “ucichła”. Wyrzucono tylko dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego bez podawania przyczyny. Są jedynie przypuszczenia, że to dlatego, że organizując zbiórkę na akcję gaśniczą postawił w złym świetle rząd, który to się kolokwialnie mówiąc wypiął na park i sypnął kasą dopiero, gdy po kilku dniach wymęczeni strażacy w bardzo okrojonym składzie nie dawali sobie rady. Obecnie do czasu wyłonienia nowego dyrektora parkiem kieruje zastępca poprzednika.

 

Przez miesiąc natura mocno się zregenerowała przede wszystkim dzięki obfitym deszczom jakie były ostatnio na Podlasiu. Nie ma już czarnych wielkich obszarów, które pokazywały jak wielka to byłą tragedia. Teraz ktoś sobie może pomyśleć, że skoro trawa odrosła to nic się nie stało. Otóż przypomnijmy więc, że roślinność Parku jest domem wielu ptaków i zwierząt. Park jest też miejscem zamieszkania wielu łosi. Pożar im zagrażał na tyle, że to one jako pierwsze zaalarmowały ludzi – stadem wbiegając do okolicznej wioski. Dlatego też miejmy nadzieję, że ta okropna historia nigdy się już nie powtórzy.

 

Oto 5 absolutnie magicznych, nieoczywistych, pięknych podlaskich miejsc, które da się odczuć wszystkimi zmysłami

Magia Podlasia nieco “obrosła” już w legendy. Wiele osób zastanawia się jak ją nie tylko zobaczyć, ale też w pełni odczuć. To jak siedzenie latem w trawie, wysoko w Bieszczadach, oglądanie przepięknych widoków przy pięknej pogodzie i słuchanie Starego Dobrego Małżeństwa. Jak widzicie, by to “odczuć” musi zagrać ze sobą kilka elementów. Podobnie jest z odczuciem magii na Podlasiu. Uchylimy Wam rąbka tajemnicy. Oto 5 absolutnie magicznych, nieoczywistych, pięknych podlaskich miejsc, które da się odczuć wszystkimi zmysłami, gdy wszystko ze sobą zagra.

 

Czy zastanawialiście się kiedyś – dlaczego, gdy ktoś dzwoni, to mówicie na przykład nieoczywiste “halo” czy “słucham”, chociaż wiecie kto dzwoni, bo komórka Wam to wyświetla? Dokładnie z tego samego powodu dla którego co roku ubieracie choinkę na święta, mimo że w zasadzie moglibyście kupić już ubraną. Ten moment ozdabiania jednak zostawiamy sobie, by być pewnym, że choinka będzie ubrana tak samo jak wtedy, gdy byliśmy jeszcze dziećmi i ubieraliśmy ją z rodziną. Mimo upływającego czasu, zmieniających się ozdób czy światełek, każde z nas strojąc drzewko na święta robi to na swój, indywidualny sposób. To poczucie by było “jak zawsze”, które nas wewnętrznie bardzo uspakaja, towarzyszy nam także przy odbieraniu telefonu. Mimo, że na ekranie napisane jest, że dzwoni mama, to i tak chęć powiedzenia “halo” jest silniejsza, by zrobić to jak zawsze – odkąd byliśmy dziećmi i podnosząc słuchawkę kompletnie nie wiedzieliśmy kto jest po drugiej stronie.

 

To uczucie, które nam towarzyszy ma nawet swoją nazwę – Reverse shibboleth. Jest to jedno z określeń na moment, który odczuwamy, a którego nie potrafimy nazwać. Takich określeń jest dużo więcej. Mało tego, niektóre momenty można wywołać. Potrzebne są do tego sprzyjające okoliczności oraz specyficzne miejscówki. Na Podlasiu takich nie brakuje. Dzięki czemu wywołamy ten specyficzny stan naszego ducha podobnie jak na szczycie w Bieszczadach. Wystarczy, że zagra ze sobą kilka elementów. Poniżej przedstawimy Wam wybrane przez nas nieoczywiste momenty oraz połączymy z miejscówkami na Podlasiu, gdzie można je poczuć.

Kenopsia na Rynku Kościuszki

Czy odczuliście kiedyś niesamowitość miejsca, które jest na ogół pełne ludzi, a teraz jest ciche i puste? Szkolny korytarz w czasach pandemii czy wasze biuro w weekend. Brak tłumu ludzi w takim miejscu powoduje, że miejsce nie jest puste, ale totalnie puste. Tak jakby była tam “ujemna liczba ludzi”. Miejsce, gdzie jaskrawo brakuje ludzi. Tak właśnie jest na Rynku Kościuszki w Białymstoku, ale nie zawsze! Ostatnio, gdy wybuchła pandemia Rynek właśnie w ten specyficzny sposób wymarł. Nie trzeba jednak koronawirusa, by pusty Rynek dojrzeć. Wystarczy wybrać się na niego w lipcu, w poniedziałek o 4.45 nad ranem. Słońce wschodzi, oplata kolorem fasady budynków. Zaś my możemy stać na samym jego środku, ba wyglądać z ratuszowej wieży. Nikogo nie będzie. Ujemna liczba ludzi!

Chrysalism w Gibach

Pośrodku lasu, obok jeziora, na werandzie drewnianego domku letniskowego podczas, gdy pada letni ciepły deszcz odczujemy ogromny spokój, który nas ukoi. Z jednej strony mamy brzydką pogodę, a jednak deszcz jest całkiem niegroźny, bo obserwujemy go pod dachem i w każdej chwili możemy schować się w środku. Ten dźwięk deszczu to jak problemy, które zostawiliśmy w oddali, ale jeszcze je słyszymy wiedząc, że już nie wrócą. To właśnie Chrysalism. Możemy go odczuć, gdy po rozwiązaniu trapiącego nas problemu wybierzemy się na granicę Polski i Litwy. Tam w Gibach nad jeziorami, w drewnianym letniskowym domku w lesie, gdy tylko zacznie padać, a my wygodnie zasiądziemy na werandzie. Chrysalism w czystej postaci!

Trumspringa w Olszowej Drodze

Na pewno słyszeliście powiedzenie “rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Ta pokusa, by rzucić wszystko, wyjechać, być pasterzem co wędruje górami ze swoim wiernym psem i stadem owiec, a wieczorem siada z fajką i słucha odgłosów przyrody. To właśnie Trumspringa. Wystarczy kliknąć “kup bilet”, przyjechać i zacząć nowe życie. Tak mało i tak dużo zarazem, bo to kliknięcie jest tylko wycieczką naszych myśli, którą serwuje nam mózg w przerwie od pracy. Warto jednak zaznaczyć, że ta wymarzona wycieczka może odbyć się naprawdę. Możemy niejako “zwiadowca” przyjechać na kilka dni, by zobaczyć czy realnie jest nasze marzenie. Nie musimy też jechać w Bieszczady. Alternatywnie możemy wybrać Biebrzę i jej przepiękne okolice. Ostatnio był tam ogromny pożar, ale obszar parku narodowego jest tak ogromny, że nasza wycieczka nie musi odbywać się po pogorzelisku. Naszą zwiadowczą Trumspringę możemy zacząć w miejscowości Osowiec-Twierdza. Tam właśnie dojedziemy pociągiem. Potem możemy przejść kilka kilometrów pięknym lasem, by poszukać noclegu w Olszowej Drodze. Tam będziemy mogli poczuć się jako pasterz, który może kilka dni podoglądać stada szkockich krów, a wieczorem siedząc nad Biebrzą wysłuchiwać przyrody.

Mal de coucou w Rudakach

Jeżeli prowadziliśmy bujne życie towarzyskie (te przed epidemią) to na pewno odczuwaliśmy pewien paradoks. Bo niby życie było bujne, ale tak naprawdę otaczaliśmy się tylko garstką przyjaciół, bo przy nich możemy być naprawdę sobą. Te pozostałe tłumy ludzi, którymi towarzysko się otaczaliśmy było właśnie jak Mal de coucou – złe odżywianie, które które sprawia, że nawet jeśli pochłoniemy cały bufet niezobowiązujących pogawędek, to i tak wciąż jesteśmy głodni prawdziwego posiłku. Rudaki to idealne miejsce na ten prawdziwy emocjonalno-towarzyski posiłek. Możemy godzinami przesiadywać na ławeczce pod drzewem na końcu świata, by razem z mieszkańcami prowadzić długie dysputy o życiu.

Ambedo w Wierzchlesiu

Gdy sprzyjają okoliczności przyrody to potrafimy wpaść w specyficzny, melancholijny trans podczas którego bez reszty oddajemy się szczegółom i szczególikom tego co widzimy, odczuwając to wszystkimi zmysłami. Dzieję się tak wtedy, gdy jest ciepły letni dzień z domieszką wiatru. Ambedo to trawa falująca i drzewa szumiące na wietrze, to chmury zmieniające swoją postać co kilka minut. To krótkie momenty podczas których doznajemy po prostu tego, że żyjemy, i to tylko po to, żeby takich momentów właśnie doświadczyć. Oprócz specyficznej pogody potrzebujemy jeszcze konkretnego miejsca. A takie znajdziemy w Wierzchlesiu. Pośród starych, pięknych drewnianych płotów możemy wpatrywać się w łąkę, drzewa i chmury od świtu do zmierzchu.

 

Pojęcia pochodzą z bloga, gdzie możecie poznać ich dużo więcej: http://myslnikstankiewicza.pl/slownik-nieoczywistych-smutkow

fot. Henryk Borawski / Wikipedia

Tu mieszkali Polekszanie, potem było miasto. Warto odwiedzić biebrzański Osowiec-Twierdzę.

Dawniej było to miasto Marcinpol, dziś jest to wieś Osowiec-Twierdza, która słynie – jak sama nazwa wskazuje z twierdzy. Warto te miejsce odwiedzić, by zobaczyć XIX wieczne fortyfikacje, przejść się kładką oraz odwiedzić bunkry na wysepce. Osowiec to inaczej smutne, posępne odludzie (miejsce osowiałe). Nic dziwnego, że tak je zaborca nazwał. Okoliczne biebrzańskie bagna wówczas mogły odstraszać wiele osób. Choć dla przyrody to bardzo pożyteczne miejsce, to do dziś zapuszczenie się na bagna może się źle skończyć dla człowieka. W okresie międzywojennym dodano do nazwy miejscowości słowo “Twierdza”. Potem była II Wojna Światowa i komunizm a wieś znów byłą Osowcem. W 1998 roku postanowiono wrócić do przedwojennej nazwy.

 

O tym wyjątkowym punkcie na mapie wiemy dosyć sporo. Otóż w czasach bardzo dawnych mieszkało tam jaćwieskie plemię – Polekszanie. W 1444 roku wieś nazywała się Okrasa. Wiele się zmieniło, gdy zbudowano tam most i komorę celną. 1743 roku miejsce to nazywało się już Marcinpol i zostało miastem. Funkcjonowało tak do 1827 roku. Pod koniec XIX wieku już przez Osowiec budowano kolej łączącą Białystok z Królewcem. Rosyjski zaborca mniej więcej w tym samym czasie zbudował także jedną z największych twierdz, której zadaniem było chronić północno-zachodnie granice Imperium Rosyjskiego. Rozbudowa fortyfikacji trwała aż do wybuchu I wojny światowej. Twierdza spełniła swoją rolę. Niemcy bezskutecznie próbowali ją zdobyć podczas walk z Rosjanami. Ostatecznie ci drudzy ewakuowali się sami rok po wybuchu wojny. Dopiero wtedy Niemcy zajęli fortyfikację.

 

W międzywojniu w twierdzy stacjonowały już wojska polskie. Podczas II wojny światowej Niemcy nawet nie próbowali zdobywać twierdzy w Osowcu. Dlatego też skierowali się na Wiznę. W późniejszych dniach wojny w twierdzy stacjonowali już Niemcy, gdy razem z Rosjanami rozerwali Polskę na strzępy. W 1945 roku ostatnie wojska wróciły do Niemiec. W PRL w Osowcu znajdowała się jednostka wojskowa. Obecnie jest tam skład amunicji.

 

W twierdzy znajduje się Muzeum Twierdzy Osowiec. Gorąco polecamy odwiedzić to miejsce. Warto jednak pamiętać, że znajduje się ona na bardzo cennym przyrodniczo terenie, który można zwiedzić osobno. Rozlewiska, trzesawiska oraz bagna biebrzańskie już doskonale znacie z powodu ostatniej tragedii. W Osowcu jest kładka, którą warto przejść się, by z bliska przyjrzeć się tamtejszej przyrodzie. Dobrze jest też wybrać się na wyspę, gdzie znajdują się schrony. Podobno grasuje tam duch “Czarnej damy”, która pierwszy raz zobaczona została przez cara Mikołaja II – jeszcze, gdy żyła. Przy okazji trzeba nadmienić, że nie można zwiedzać całego fortu, gdyż częściowo został zniszczony, a częściowo należy do wojska. Turyści oprócz muzeum mogą oglądać fortyfikacje z przewodnikiem.

fot. Wojska Obrony Terytorialnej

Wspólnie złapmy podpalacza Biebrzańskiego Parku Narodowego! Zobacz, co możesz zrobić.

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym został już na szczęście ugaszony, ale nie oznacza to, że można o nim zapomnieć. Pozostała jeszcze jedna ważna kwestia – złapanie podpalacza i jego ukaranie. Sprawą zajęła się już Policja lub prokuratura, nawet zostali przesłuchani pierwsi świadkowie, ale nie oznacza to, że inni mogą czekać z założonymi rękami. Im szybciej złapiemy winnego, tym bezpieczniejszy będzie Biebrzański Park Narodowy. Przed nami suche lato, niewykluczone że mogą być kolejne podpalenia. Bo ten pożar, który miał miejsce, nie był pierwszy. Łąki podpalano w jego rejonie tylko w tym roku 12 razy! Głównie na terenie gminy Sztabin.

Co już wiadomo

O tym, że to było podpalenie było wiadome już od początku. Ogień został rozdmuchany przez porywisty wiatr, po tym gdy ktoś wypalał łąki. Kto? Nie wiadomo, ale można przypuszczać, że osoba ta wypalała własne łąki, a nie cudze. Jest to logiczne. Zatem jest określona liczba łąk i ich posiadaczy do sprawdzenia. Co jeszcze wiadomo? Pożar zaczął się w okolicach trzech miejscowości: Polkowo, Kopytkowo oraz Jasionowo Dębowskie (wszystkie na terenie gminy Sztabin, na powyższej mapie zaznaczone najjaśniejszym kolorem). Zatem krąg podejrzanych zawęża się do tych, którzy tam mają swoje ziemie. Oczywiście pamiętać należy, że jest to wiele osób, a podpalacz jeden. Prawdopodobnie może być to ta sama osoba, która stoi za pozostałymi pożarami.

 

Osoba, która wskaże podpalacza otrzyma nagrodę 10 tys. złotych od dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego. Nie dla pieniędzy jednak warto złapać sprawcę, ale po to by został surowo ukarany, po to byśmy wszyscy mocno go napiętnowali, by inni wiedzieli, że to koniec tolerancji dla wypalania łąk. Ten, kto będzie tak robił – powinien czuć opór społeczeństwa, niezależnie czy to okolice Parku Narodowego czy mała wieś daleko od przyrodniczych skarbów.

Dotrzeć do tych, co mogą coś wiedzieć

Jeżeli zależy Wam tak jak nam na złapaniu tego, kto spowodował tą gigantyczną tragedię, to pomóżcie nam dotrzeć z tym tekstem do jak największej liczby osób, które mogą coś wiedzieć – czyli do mieszkańców Polkowa, Kopytkowa oraz Jasionowa Dębowskiego oraz innych nadbiebrzańskich, okolicznych miejscowości: Goniądz, Dawidowizna, Wroceń, Dolistowo Stare, Dolistowo Nowe, Grzędy, Jagłowo, Mogilnice, Jaziewo . Osoby te mogą z różnych powodów nie chcieć dzielić się informacjami z dyrekcją parku ani z Policją, a my gwarantujemy całkowitą anonimowość.

 

Wszystkie osoby, które mogą przekazać jakieś informacje – nawet anonimowo – prosimy o kontakt: redakcja@podlaskie.tv lub poprzez wiadomość na Facebooku.

https://www.facebook.com/podlaskietv/

fot. Podlaska Policja

Dwa oblicza pożaru. Jedni desperacko walczyli, drudzy przyjechali lansować się i robić “selfie”.

Dobre wiadomości z Biebrzańskiego Parku Narodowego. Sytuacja została opanowana, trwa dogaszanie pożaru. Jest na tyle stabilnie, że wielu strażaków może już wracać do domu. Spłonęło 6000 hektarów czyli 10 proc. Parku, którego powierzchnia to 60 000 hektarów. Pożar miał dwa oblicza – od niedzieli do środy oraz od środy do czwartku wieczór. Przez pierwsze dni było dramatycznie. 130 strażaków desperacko walczyło z ogniem, który był rozdmuchiwany przez porywisty wiatr. Pieniądze na akcje ratowniczą skończyły się w poniedziałek. Dyrekcja zwróciła się do ludzi z prośbą o pomoc finansową. W dobę uzbierano milion złotych (łącznie ponad 2 miliony, a wpłacających było 25 000 osób).

 

Po wtorkowej nocy było wiadomo, że straty są ogromne. W środę no parku przyjechał minister środowiska, ale chyba tylko po to by uniknąć wizerunkowej katastrofy. Najpierw mówił, że sytuacja jest opanowana (chociaż nie była), a potem zakomunikował, że park dostanie pół miliona złotych. Za ministrem przyjechały media ogólnopolskie i zainteresowanie tematem nie było już tylko lokalne, ale ogólnopolskie. Podwojono liczbę strażaków, ściągnięto dodatkowe samoloty, helikopter. Następnego dnia premier dorzucił jeszcze 6 milionów złotych. Szkoda, że tak późno. Gdyby zareagował w poniedziałek, a nie czwartek to straty byłyby 4 razy mniejsze.

 

Do parku zjechało też mnóstwo, nie wiemy jak to ująć… może pajaców? Robili sobie selfie, robili “dramatyczne fotoreportaże”, zadeptywali gniazda ptaków, generalnie swoją obecnością przeszkadzali tym, którzy na miejscu walczyli z żywiołem. Potem jeszcze przyjechali politycy, którzy także udawali zatroskanych. Na szczęście byli też ludzie dobrej woli, co przywieźli dodatkowy sprzęt, samochodami terenowymi dowozili strażaków w trudno dostępne miejsca, sami pomagali w gaszeniu, przywozili napoje, jedzenie. Sytuacja tym razem naprawdę była już opanowywana.

 

W czwartek wieczorem było już na tyle stabilnie, że strażacy-ochotnicy mogli wracać do domu, zaś na miejscu dogaszali już tylko zawodowcy. Wkrótce będą liczone straty. Tymczasem nadal nie wiadomo czy Policja traktuje sprawę standardowo czy priorytetowo. Na stronie podlaskiej Policji jest tylko lakoniczny komunikat o wspomaganiu strażaków. My jednak tej sprawy nie zostawimy. Sprawca tej tragedii musi zostać szybko złapany i surowo osądzony!

fot. Wojska Obrony Terytorialnej

Skandaliczne decyzje. Ogień na kilkanaście kilometrów, strażacy wyczerpani. Zbyt późna pomoc, za małe siły na ten pożar!

Choć akcja gaszenia pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym jeszcze trwa, to powoli zaczyna dobiegać końca, choć może trochę to sformułowanie na wyrost. Nie wygląda to zbyt dobrze. Jednak już teraz wiadomo, że można było działać szybciej, skuteczniej. Straty być może byłyby dużo mniejsze. Dramat rozegrał się w przedwczorajszą noc. Gdyby nie dziwne decyzje, to straty mogłyby być nawet o połowę mniejsze! We wtorek w nocy porywisty wiatr rozdmuchiwał ogień na wiele stron na raz. Był to prawdziwy, wycieńczający koszmar. W dodatku było za mało strażaków, choć w gotowości było dużo dużo więcej. Wczoraj (środa) rano poznaliśmy najnowsze dane – pożar pochłonął 6000 hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego czyli 10 proc. jego powierzchni. Po wycieńczającej walce rząd wreszcie sypnął pieniędzmi – przeznaczając pół miliona złotych. Pojawiły się samoloty, 160 dodatkowych strażaków z całej Polski, helikoptery. Przez cały wczorajszy dzień udało się przejąć kontrolę nad ogniem. Wczoraj w nocy strażacy intensywnie walczyli tylko na północy Parku w okolicach miejscowości Grzędy. W pozostałych miejscach tylko “czuwano”. Wszystkie decyzje były o dobę za późno.

 

Film z dzisiejszej nocy:

 

Akcja powoli dobiega końca, chociaż z relacji Katarzyny Ramontowskiej – biebrzańskiej przewodniczki – wynika, że minister, który był na miejscu stwierdził, że sytuacja jest “opanowana” mocno na wyrost. Biebrza; 22. 04. 2020 godzina 23.15; od strony Dawidowizny. Ogień trawi Biebrzę w dwóch miejscach, już mniejszy niż za dnia pod Wólką Piaseczną i ten ogromny – ciągnący się przez kilkanaście kilometrów na Grzędach. Wyczerpanym garstkom strażaków brakuje podstawowego sprzętu typu tłumice i rękawice ognioodporne i z racji małej ilości ludzi mogą się koncentrować głównie na obronie miejscowości przed ogniem. – pisze Katarzyna Ramontowska. Po wczorajszym dniu pojawiło się mnóstwo pytań. Dlaczego rząd przeznaczył pieniądze tak późno (po 3 dniach)? Dlaczego dyrekcja Parku zmuszona była prowadzić zbiórkę? Minister Środowiska w środę na miejscu “apelował” o nie wypalanie traw. Serio? Tylko tyle? To jeszcze nie wszystko. W okolicy było mnóstwo gotowych jednostek straży pożarnej, by w kilkadziesiąt minut dołączyć do akcji. Zdecydowano się ściągać siły z innych części kraju. Trudno powiedzieć dlaczego. Wciąż nie wiemy też czy Policja intensywnie szuka już tego co podpalił trawy. 3 wsie to naprawdę nie tak dużo do sprawdzenia pod kątem wypalonych pól.

 

Poniżej cytaty: Rwą się do akcji jednostki OSP w innych miejsc, w tym nasza OSP Jurowce. Decyzja jednak jest taka, że jedzie 50 żołnierzy WOT i obwody z Poznania. Hm…a może przeliczyć gotowych do akcji strażaków OSP i przy przypilnowaniu zabezpieczenia dla terenów, do których jesteśmy przydzieleni, to wysłać te zapasy do akcji. Trzymam kciuki, szczególnie za żołnierzy WOTu, którzy bez odzieży ochronnej i przygotowania mogą mieć ciężko. – Maciej Żywno.

 

Pożar chlewni w Nowoberezowie gasiliśmy w 70 osób. Znamy nasze zasoby ludzkie i w naszym powiecie wszyscy jesteśmy w domu. – Mariusz Niczyporuk. Przez pierwsze dni pożar w Parku Narodowym gasiło 130 strażaków. Trudno powiedzieć dlaczego tylko tyle. Tak samo jak nie do końca wiadomo dlaczego ściągano strażaków z kraju zamiast z regionu oraz dlaczego do akcji zaangażowano żołnierzy WOT bez odzieży ochronnej i przygotowania zamiast – zabezpieczonych i wyszkolonych strażaków.

Konkluzja jest taka, że można było działać szybciej i dużo większymi siłami. Zniszczenia mogłyby być dużo mniejsze. Tymczasem pieniędzy na akcję ratowniczą zabrakło już pierwszego dnia i trzeba było ratować się zbiórkami, bo w pomoc rząd zaangażował się dopiero w środę czyli po trzech dniach. Efekty były widać bardzo szybko. Przyleciały dodatkowe samoloty, helikopter i liczba strażaków została podwojona. Dzięki temu już wieczorem zostało “tylko” opanowanie okolic miejscowości Grzędy, chociaż to wielokilometrowy pożar. Jednak nie jest to wiele kierunków na raz, jak było we wtorek. Gdyby te wszystkie siły uderzyły we wtorek, to ogień być może nie strawiłby 6000 hektarów. Ostatni raport z rana, wiele godzin przed ciężką wtorkową nocą mówił o 1500 spalonych hektarach.

 

Choć akcja jeszcze się nie skończyła, to wielkie brawa należy skierować dzielnym strażakom. Byłem – można powiedzieć – w samym epicentrum żywiołu. Widziałem w życiu wiele pożarów, w tym pożary łąk, ale ogrom tego mnie przeraził. Wszędzie jak okiem sięgnąć ogień i spalona ziemia, kłęby dymu widoczne podobno z wielu kilometrów. Zmęczeni i umorusani strażacy, często nie mający czasu na łyk wody czy zjedzenie kanapki. Trzeba wiedzieć w jakim niebezpiecznym i trudnym terenie pracują ci ludzie. W Dolistowie 15 wozów straży, samoloty, 3 traktory wyciągają zapadające się w torfie samochody. – czytamy relację na rzekabiebrza.pl – W czasie swojej eskapady znalazłem dwa spalone łosie i kilkanaście resztek po gniazdach. Coś strasznego. – czytamy dalej w relacji. – Przerażająca jest opowieść strażaków, którzy widzieli jak koło Wrocenia samica bielika starała się obronić gniazdo. Smutne i straszne, po prostu brak słów. – Tadeusz Daniłko, 22 kwietnia 2020.

 

Jest coś pocieszającego. Udało się powstrzymać ogień przed dotarciem do torfu. Gdyby tak się nie stało, to strażacy walczyliby z pożarem… miesiącami! Dodatkowo jest jeszcze przed sezonem, więc wiele ptaków dopiero założy lęgi. Ostatnia pocieszająca wiadomość jest taka, że ludzie chyba przejrzeli na oczy i dotarło do nich w końcu, że zmiana klimatu to nie jest opinia tylko fakt. A to wszystko w Światowy Dzień Ziemi, który był wczoraj.

 

Biebrzański Park Narodowy. Najnowsze informacje. W nocy ogień pochłonął ogromne ilości Parku.

Gdy pisaliśmy ostatni tekst wczoraj późnym wieczorem, to podawaliśmy, że we wtorek ogień strawił około 1500 hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego. Gdy piszemy obecny tekst jest środa rano, a po nocy są nowe informacje. Spłonęły już 3000 hektarów. Poniżej widać zdjęcia satelitarne, które pokazują pierwszy dzień walki z żywiołem – czyli poniedziałek oraz wczorajszy drugi dzień. Nie ma jeszcze zdjęć satelitarnych z dzisiaj. Gdy tylko będą dostępne opublikujemy je na naszym profilu Facebook..

Obecnie jest prowadzona zbiórka na akcję gaśniczą. Pieniądze przeznaczone na ten cel skończyły się już w poniedziałek. Wyjaśnijmy, że pełne finansowanie akcji jest z Ministerstwa Środowiska i Lasów Państwowych. Akcję zaś prowadzi Państwowa Straż Pożarna. Zbiórka dotyczy Ochotniczych Straży Pożarnych, które równie ciężko walczą, ale nie mają sprzętu gaśniczego. Ochotnicy dniem i nocą z narażeniem życia walczą z ogniem w dolinie Biebrzy. Ale rozmiar tragedii i ilość wyjazdów powoduje zużycie najpotrzebniejszych sprzętów do gaszenia. Zebrane środki przeznaczone zostaną na zakup:
– tłumic do ręcznego gaszenia
– małych motopomp, które można przenosić w niedostępny teren, służących do pobierania i gaszenia wodą z bagien, cieków wodnych
– paliwa na dojazdy, niezbędnych kosztów gaszenia pożarów

Na koniec pokażemy jeszcze najsmutniejsze obrazy. Oto ofiary tej ogromnej katastrofy, gdyby ktoś pomyślał, że pali się jakaś trawa, która odrośnie… Zdjęcia zostały wykonane przez strażaków na potrzeby kampanii informacyjnej dot. skutków wypalania traw.

Biebrzański Park Narodowy. Zabrakło pieniędzy na akcje gaśniczą! Skala tragedii porażająca.

Największy Park Narodowy w Polsce, położony na Podlasiu – nad Biebrzą płonie. Co rusz wiatr roznieca gigantyczny ogień, a pieniądze przeznaczone na akcję gaśniczą… już się skończyły. Biebrzański Park Narodowy miał odłożone na ten cel 150 tys. złotych. Ludzie wysyłają darowizny, do czego zachęcamy i Państwa. Zapewne w tym momencie zapaliła się Wam lampka i zadajecie sobie pytanie – jak mogą skończyć się pieniądze na akcję gaśniczą. W tym miejscu uspakajamy – nie oznacza to, że strażacy się zwinęli. Na miejscu akcją dowodzi Państwowa Straż Pożarna, a wspomagają sprzętem Wojska Obrony Terytorialnej. Pieniądze natomiast są na dodatkowy sprzęt, bo na bagna i zarośnięte łąki nie da się wjechać wozem strażackim oraz na to, by móc gasić pożar z powietrza. Jeden wylot samolotu z wodą to koszt 10 000 zł. Politycznego aspektu tej sprawy nie komentujemy.

Stado wystraszonych łosi wbiegło do wsi

Dane z 21.04.2020

Za to spróbujemy Wam najdokładniej oddać rozmiary tej tragedii. Z wczorajszych wieczornych danych wynika, że do tej pory spaliło się już 1458 hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego. Dla osób, które nie operują taką miarą tłumaczymy – to tyle co 2000 boisk piłkarskich. Roślinność się odrodzi, ale na tych bagnach i łąkach mieszka 280 gatunków ptaków – w tym wiele rzadkich. To miejsce, gdzie mieszka mnóstwo łosi, rysi i wilków. To te pierwsze zwierzęta zaalarmowały ludzi, że dzieje się coś złego. Stado wystraszonych łosi wbiegło do wsi.

 

Ci, którzy na co dzień zapewniają sobie ciepło przy pomocy pieca zapewne wiedzą co to pellet. Mieszkańcy bloków być może też. Są to odpady drzewne oraz odpady roślin, które się pali w kotle. Pellet ma około 20 proc. wilgotności. Obecnie tyle samo mają kompletnie wysuszone łąki, które są takie przez zmiany klimatu. Miejsce, które się pali – jest jak jedno wielkie paliwo, które roznieca wiatr. Przez co akcja strażaków jest bardzo trudna. Przede wszystkim ratowano ścisły rezerwat, zaś w nocy gdy ogień zaczął się zbliżać do Goniądza i pobliskich wsi, to akcja przeniosła się w te rejony, by zabezpieczyć również ludzi! Pożar jest potężny i przemieszcza się na kilkudziesięciu kilometrach. Łuna z pożaru widoczna była wieczorem w oddalonym 60 km Białymstoku!

Kto jest winny?

Skupmy się na winnych. Bez wątpienia ktoś podpalił trawy na swoich łąkach. Wiosną mimo apeli oraz kar, rolnicy wypalają trawy. Jest to ohydna “tradycja”, której do dziś nie udało się wyplenić. Rolnicy uważają, że w ten sposób przygotują najlepiej pole do zasiewu, pozbyć się chwastów, uzyskać nawóz popiołu oraz spulchnić glebę. Ogień na podpalonych łąkach rozdmuchał wiatr. Suche łąki zajęły się bardzo szybko ogniem, zaś ten błyskawicznie się rozprzestrzenił na kilkunastu kilometrach trawiąc wszystko po drodze.

 

Miejsce, gdzie zaczął się pożar to łąki w pobliżu 3 wsi – Polkowo, Jasionowo Dębowskie, Kopytkowo. To właśnie w pobliżu tej trzeciej wsi znajduje się ścisły rezerwat “Czerowne Bagno”, który wczoraj w dzień ratowali strażacy. Wieczorem ogień dotarł aż kilkanaście kilometrów dalej w okolice Goniądza. Jeżeli polska Policja nie zignoruje tej gigantycznej tragedii, to ustalenie sprawcy nie powinno być aż takie trudne. To najprawdopodobniej przecież ktoś, do kogo należy jedna z wypalonych łąk w pobliżu tych maleńkich wsi. Pytanie tylko, czy sprawa ta zostanie potraktowana poważnie. Jeżeli śledzicie uważnie media, to co roku możemy na wiosnę przeczytać niemalże wszędzie “Rozpoczął się sezon na wypalanie traw, strażacy interweniowali tu i tu” – i tak co kilka dni. W ciągu ostatnich 10 lat takich newsów w Polsce były zapewne setki. Czy ktoś tym się przejął? Dopiero, gdy doszło do gigantycznej katastrofy w Biebrzańskim Parku Narodowym, to nagle się okazało, że jest źle. Dopiero, gdy miejscami znikła woda w Wiśle – ludzie zauważyli, że jest gigantyczna susza w Polsce.

Czy musimy zacząć umierać z pragnienia, by ktoś serio potraktował problem?

Obudzenie się z letargu to jednak za mało. Trzeba działać, o czym pisaliśmy już wielokrotnie. Nie może być tak, że 94 procent wody spuszczamy do Bałtyku, nie może być tak że pitną wodą spuszczamy wodę w ubikacji, nie może być tak, że w tym trudnym układzie – rolnik – zwierzęta – rośliny – górą jest rolnik. To chyba oczywiste, że musimy jeść, ale musi być równowaga. Inaczej natura brutalnie upomniała się o swoje. Czy naprawdę musimy zacząć umierać z pragnienia, by w końcu na serio zajęto się problemem braku wody w Polsce i tego, że zamieniamy się w pustynię? Czy naprawdę nie widzimy, że tak nagrzaliśmy wszystko, że przestał padać śnieg i susza będzie się pogłębiać?

 

Jeżeli ktoś myśli, że pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym to nieszczęśliwy wypadek, to niestety nie mamy dobrych wieści. Wysoki stopień zagrożenia pożarowego obowiązuje niemalże we wszystkich polskich lasach. Jak już wspomnieliśmy “sezon na wypalanie traw” dopiero się zaczyna. Jeżeli Policja nie zacznie tak gorliwie “pilnować” przestrzegania prawa przez rolników jak gorliwie “pilnowała”, by ludzie nie wchodzili do lasów, to może idioci nie puszczą Polski z dymem. A w tym przypadku chodzi o bezkarność. Teoretycznie rolnik, który wypala trawy może trafić nawet na 12 lat do więzienia, stracić dotacje. Może także dostać mandat od kilkuset do 5000 zł. Z wypalaniem traw walczy Unia Europejska, walczą strażacy, ale to wszystko ogranicza się do apeli czy straszenia karami.

Turystyczne atrakcje pozamykane. Ludzie wciąż nie siedzą w domach.

Od kilku dni obowiązują liczne ograniczenia, które mają na celu zatrzymanie rozprzestrzenianie się epidemii. Jest jednak wielu ludzi, którzy nie zamierzają siedzieć w domu i chyba tylko wojsko na ulicach ich by do tego zmusiło. Wychodzą pod byle pretekstem, szukają luk w prawie, trzymają się kurczowo tego co można a czego nie można, kompletnie ignorując to co najważniejsze – czyli przebywanie w domu. Wystarczy byle pretekst do wyjścia. Nie będziemy krytykować takich osób, bo dla niektórych siedzenie w domu to psychiczna udręka. Gdyby mogli, to by 24 godziny na dobę spędzali swój czas poza domem. Ale nie będziemy też chwalić tego zachowania, bowiem w czasie epidemii najważniejsza jest grupowa odpowiedzialność a nie indywidualne potrzeby.

 

W ostatnim czasie Narwiański Park Narodowy pozamykał wszystkie kładki – w Śliwnie i Waniewie, a także w Kurowie. Stało się tak dlatego, że ludzie zaczęli masowo tam przyjeżdżać. W ich ślad poszły Biebrzański i Białowieski Parki Narodowe. Tam również wszystko już zamknięto. Póki pogoda była kiepska, to ludzi było łatwo utrzymać w domu. Teraz idzie ocieplenie, więc każdy będzie chciał gdzieś wyjść szukając miejsc odosobnienia. O ile wszyscy, którzy mają domy z ogrodami – sobie poradzą, to w ludzie z bloków nie usiedzą na swoich mikrobalkonach. Nie będziemy apelować “zostań w domu”, bo każdy odpowiedzialny to robi, a pozostali i tak mają to gdzieś. Chcielibyśmy prosić, byście pomyśleli o innych.

 

Nawet jak nie macie żadnych objawów, to możecie być zarażeni koronawirusem i zarażać innych o tym nie wiedząc. Nawet unikając ludzi, wszystko co dotkniecie może potem dotknąć ktoś jeszcze niezarażony. I ten ktoś tego spotkania z wirusem może nie przeżyć.

Życie rysia wygląda tak jakby było wbrew naturze. Te wielkie koty są w podlaskich lasach i właśnie szukają pary.

Wygląda prawie tak samo jak kot, tylko że jest dużo większy. Mowa tu o Rysiu – dzikim, pięknym zwierzęciu, które mimo iż prowadzi żywot samotnika, to każdego roku pamięta o tym, by się rozmnażać. Jeszcze przez miesiąc potrwa okres godowy. To daje większą szansę na spotkanie tego zwierzęcia, gdyż nie jest ono tak ostrożne. Później napotkanie zwierzęcia jest niemal niemożliwe.

 

Ryś jest przeciwieństwem wilka tak jak kot jest przeciwieństwem psa. Wilk to zwierzę, które tworzy watahę. Basior spędza swoje życie z waderą, jej siostrami, braćmi oraz swoimi dziećmi. Tylko w ten sposób mogą podtrzymać swój gatunek oraz sprawić, że nikomu nie zabraknie jedzenia. U Rysia natomiast jest zupełnie odwrotnie. Samiec prowadzi samotny tryb życia. Raz do roku, gdy zaczyna się okres godowy, to Ryś zaczyna szukać swojej samicy. Jeżeli odnajdzie jakąś w gęstych podlaskich lasach i jest między nimi “chemia” czy jak kto woli nie drą ze sobą kotów, to dochodzi do zapłodnienia. Pani Ryś po 70 dniach zostaje mamą jednego, dwóch, trzech a nawet czterech rysi. A tatuś? No cóż, w poczuciu spełnionej misji ulatnia się czym prędzej do lasu nie dając więcej znaku życia.

 

 

Żeby jednak nie było że panie rysice są takie święte. Gdy tylko odchowają swoje młode natychmiast je porzucają, by być gotowe na kolejne urodzenia. Młode rysie muszą zaś zacząć radzić sobie same. Nauczyć się polować, a potem dobrać się w pary, by na koniec prowadzić życie samotnika. To wszystko niemalże brzmi jak życie wbrew naturze, a jednak ma miejsce i działa. Rysie mają jednak mają z wilkami coś wspólnego. Zarówno jedne i drugie zwierzęta to drapieżniki, które jedzą mięso. Przysmakiem rysia są nie tylko ptaki, myszy, zające, a niekiedy i sarny. Jest jeszcze coś. Tak jak wilki, także rysie trzymają się z dala od ludzi. Wszystko po to, by potomstwo było bezpieczne.

 

 

W Podlaskich lasach żyje około 40 rysi. W całej Polsce jest około 200 sztuk. Zwierzę można zobaczyć w białowieskim rezerwacie. Na wolności praktycznie nie jest to możliwe. Udaje się to tylko nielicznym i to bardzo rzadko. Ryś prowadzi swoją aktywność głównie nocą. Nie ma problemu wtedy z widzeniem w ciemności. Od stycznia do marca trwa natomiast okres godowy. Wówczas zwierzę staje się mniej czujne i  można je napotkać również w dzień.

 

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

fot. http://nowa.korycin.pl

Nowa atrakcja w regionie. Można uprawiać sport, ćwiczyć i odpoczywać przy ognisku!

Dawniej miasto królewskie, dziś tylko gmina wiejska, ale jaka! Mowa to o Korycinie. Leżący na trasie Białystok – Augustów jest mijany przez setki samochodów dziennie. Wiele osób zwiedzających Białystok i Augustów nawet nie wie, że przejeżdżając przez gminę odpuszcza sobie zobaczenie wiele atrakcji.

 

Jedną z najnowszych jest strefa rodzinna przy zalewie. Inwestycja pozwala skorzystać z boiska do street soccera, korty tenisowe, boisko do koszykówki, a także wiata wypoczynkowa przy której można rozpalić ognisko. Do tego jest jeszcze siłownia. Oprócz strefy rodzinnej w pobliskiej Milewszczyźnie jest jeszcze niedawno otwarty park kulturowy, gdzie możemy zobaczyć replikę dawnego grodziska słowiańskiego z X wieku, XIX-wieczny drewniany dwór i folwark a także różne zabytki odkryte podczas prac archeologicznych i przedmioty użytku codziennego dawnych mieszkańców. Nie można też zapomnieć o zrewitalizowanym wiatraku. Każdy, kto odwiedzi gminę koniecznie powinien spróbować sera korycińskiego. Jest on wyjątkowy w smaku!

 

Korycin położony jest między Puszczą Knyszyńską i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Dlatego planując wycieczkę do gminy warto uwzględnić inne atrakcje w okolicy. W okolicy Korycina zwiedzić możemy także Knyszyn, Suchowolę czy Goniądz.

Featured Video Play Icon

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.

Bimber jest trunkiem specyficznym. Na Podlasiu i być może w całej Polsce najbardziej rozpoznawalny jest “Duch Puszczy”. Warto jednak dodać, że to nie jedyny produkt jaki można skosztować w naszym regionie. Przedstawiamy Wam najpopularniejsze bimbry podlaskie.

Bimber – a co to takiego?

Najpierw jednak zacznijmy od podstaw. Co to jest bimber? Jest to inaczej mówiąc wódka, która nie jest wytwarzana przez koncerny spirytusowe tylko przez prywatne osoby przy pomocy specjalnej aparatury. Różnica między wódką a bimbrem jest też taka, że trunek ten jest dużo mocniejszy. Wódka ma 40 proc. alkoholu, natomiast bimber od 50 do nawet 70 proc. W podlaskiej gwarze regionalny trunek nazywamy również “samogonem” od zbitki słów “samo – gonić” czyli samemu pędzić. Bowiem piwo się warzy zaś wódkę pędzi. Dodatkowo bimber jest przyprawiany różnymi ziołami, dzięki czemu można uzyskać fascynujące smaki. To tyle w teorii.

 

W praktyce produkcja samogonu jest nielegalna. Trudno powiedzieć właściwie dlaczego. Wyroby koncernowe są dodatkowo opodatkowane akcyzą. To nie oznacza jednak, że bimbrownicy nie chcieliby jej płacić. Po prostu państwo nie pozwala im produkować i już. Nie bo nie. Dlatego też cała produkcja działa w ukryciu. Warto tutaj dodać, że podczas pędzenia wytwarza się para wodna. Dlatego też zauważona może zdradzić miejsce produkcji. Tak się jednak nie dzieje. Bimbrownie są ukryte głęboko w Puszczach – Knyszyńskiej, Białowieskiej oraz w Biebrzańskim Parku Narodowym, który także jest rozległym kompleksem. Warto też dodać, że we wszystkich wspomnianych lasach jest dużo bagien. Dlatego przypadkowo raczej na bimbrownię w lesie nie natrafimy.

 

Jak więc regionalni producenci wpadają? No cóż – od wielu lat największym sprzymierzeńcem wszelkich polskich służb był donos. Do dziś urzędy skarbowe mają pełne teczki donosów. Jest to dla nich cenne źródło informacji. Jeżeli kogoś kłuje w oczy, że sąsiad ma dużo pieniędzy, a w każdej wiosce przecież wszyscy wiedzą kto pędzi bimber, to często Krajowa Administracja Skarbowa, która likwiduje leśne bimbrownie – ma wszystko na tacy. Kwestia jedynie dookreślenia konkretnego miejsca. Warto jednak tutaj dodać, że przed Podlaskie przewinęła się cała masa polityków z całego kraju, którzy chętnie bimber pili. Nawet odwiedzający Białowieżę Książę Karol chciał go skosztować. Nigdy jednak nie udało się doprowadzić do legalizacji. Taka hipokryzja.

Podlaski Bimber – gdzie jest produkowany?

  1. Najbardziej rozpoznawalny produkt na Podlasiu i chyba też w Polsce powstaje na bagnach Puszczy Białowieskiej. Gdzie konkretnie oczywiście nie napiszemy. Nie polecamy też szukać, bo może to się skończyć utonięciem w bagnie. Szczególnie, że ze względu na parę wodną produkcja często odbywa się wtedy, gdy sprzyjają do tego warunki atmosferyczne – mgła, deszcz, noc. Jak dostać produkt? Wystarczy popytać we wsiach okalających Puszczę. Produkt można dostać również w Hajnówce.
  2. Kolejnym popularnym produktem regionalnym jest Kopnięcie Łosia. Oczywiście produkcja ma miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jest to teren mocno bagnisty. Jednak w Goniądzu czy Mońkach produkt powinniśmy dostać bez problemu. Wystarczy popytać.
  3. Czarna Białostocka ma dwa bardzo chwalone produkty – jeden to “Old Bimber”, drugi zaś to “BimBer”. Trunki powstają w Puszczy Knyszyńskiej. Produkt naturalnie dostaniemy w Czarnej Białostockiej, być może również w Supraślu.
  4. Kolejnym produktem regionalnym, który warto spróbować jest Zew Natury produkowany w Dobrzyniewie Dużym. Tutaj jednak żadnych lasów nie ma. Jednak nieopodal jest spory obszar Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam mieści się produkcja.
  5. Ostatnim, mniej znanym szeroko produktem jest Szwędaczek. Bimber z papryczką chili. Wbrew pozorom nie kopie mocniej niż pozostałe, ale papryczka dodaje pikanterii smaku. Trunek powstaje w Puszczy Knyszyńskiej w okolicach Gródka.

 

Oczywiście musimy podkreślić, by nie przesadzać z ilością, bo co prawda bimber jest łagodniejszy w skutkach niż wódka, to jednak debiutanci mogą przy zbyt dużej ilości bardzo szybko odpłynąć. Natomiast zaprawionych w boju uczyć nie będziemy.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

Przeglądając różne przewodniki, blogi i inne miejsca gdzie ktoś coś napisał o Podlasiu najczęściej wymieniane były 3 miejsca – Meczet w Kruszynianach, kolorowe cerkwie między Bielskiem a Hajnówką oraz Białowieża. Nie ma wątpliwości, że są to miejsca fascynujące, ale nie oszukujmy się – dla tych co mieszkają na Podlasiu – prawdopodobnie się… przejadły, tak samo jak dla białostoczan – Pałac Branickich. Miło jest tamtędy przechodzić, ale specjalnie raczej nikt nie planuje tam wycieczek. Tak to jest, gdy ma się coś na co dzień.

Dlatego też tym razem postanowiliśmy napomnieć o takich miejscach, które nie są oczywiste, mało znane, ale zdecydowanie warto zobaczyć je na własne oczy. Znaleźliśmy specjalnie dla Was 5 takich miejsc.

Czerwone Bagno w Grzędach

Biebrzański Park Narodowy kryje w sobie wiele wspaniałych atrakcji, miejsc do odkrycia, a także przyrody do podziwiania. Grzędy – miejscowość na północ od Goniądza to zdecydowanie ciekawe, mało znane miejsce, w którym można drewnianą kładką wybrać się na spacer, po to by podziwiać torfowiska, lasy bagienne i ogólnie klimatyczne bagna. Po drodze miniemy też “świętą sosnę” z kapliczką. Można będzie także zobaczyć z bliska łosie, dziki, lisy i inne zwierzęta, które aktualnie przebywają w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt.

Pałac Starzeńskich w Ciechanowcu

fot. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

Osoby, które już tam były – polecają pałac. Dlaczego? Jest to budynek z XIX wieku, w którym możemy podejrzeć jak dawniej żyli polscy artystokraci. Obecnie pełni on siedzibę Muzeum Rolnictwa. Zaś wcześniej mieszkała tam Elżbieta Starzeńska, hrabina z Ożarowskich wraz mężem Michałem Konstantym, hrabim Starzeńskim. To własnie oni przeprowadzili przebudowę oraz modernizację całego pałacu będącego obecnie chlubą całego Ciechanowca. Każdy, kto odwiedzi pałac może podziwiać zabytkowe wnętrza oraz salonik. Można też poznać historię Ciechanowca. Naprawdę warto!

Biała Synagoga w Sejnach

fot. Andwieczor / Wikipedia

Bez wątpienia jest to miejsce, które warto zobaczyć w Sejnach. Biała Synagoga powstała w XVIII wieku! Wówczas z drewna. Obecny budynek to budowla z 1885 roku, który powstał za sprawą rabina Mojżesza Becalela Lurii. Podczas II Wojny Światowej żydowska świątynia została zdewastowana przez Niemców. Po wojnie natomiast budynek pełnił rolę remizy strażackiej, magazynu, a nawet zajezdni! Budynek prezentuje się naprawdę ciekawie zarówno na zewnątrz jak i w środku.

Wierszalin

fot. Krzysztof Maria Różański (Upior polnocy) / Wikipedia

Był sobie prorok Eljasz Klimowicz, który założył sektę. Razem ze swoimi wyznawcami mieszkał w drewnianej chacie w Wierszalinie. Tam też znajdują się fragmenty stawianej przez proroka świątyni. Wierszalin miał być nową stolicą świata. Warto tam zajrzeć, by poczuć niezwykły klimat tego miejsca. Może trochę straszny, może intrygujący? Bez wątpienia krąży tam jakaś dziwna moc. Szczególnie, gdy dowiemy się więcej o tym kim był prorok “Ilja”.

Kasztelik w Olendrach

Pod Siemiatyczami możemy napotkać kamienny “Kasztelik” czyli prywatny zamek wybudowany przez Pana Jurka. Jest to osoba otwarta, którą warto poznać i osobiście wysłuchać historii – po co budował ten zamek. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki.

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Co robić podczas Majówki 2019? Trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, ale może być jednego dnia kiepska, a innego słonecznie. Dlatego też najlepiej mieć do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Dlatego też specjalnie dla Was przygotowaliśmy różne warianty w każdym powiecie!

Majówka w miastach:

Długi weekend w większym mieście wiąże się głównie z rozrywką w obiektach zamkniętych – kino, teatry, puby, restauracje, a gdy jest ładna pogoda to ewentualnie można odwiedzać place zabaw, parki czy nawet plaże. Tego typu atrakcji nie brakuje również w trzech największych miastach województwa podlaskiego. Białystok, Łomża, Suwałki mogą zaoferować to wszystko oprócz spacerów po centrach miast i okolicach.

A co można robić w mniejszych miastach na Majówkę?

Powiat augustowski

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Tutaj bezapelacyjnie rządzą plaża, bulwary i Rynek. W okolicach warto wybrać się nad Kanał Augustowski oraz do sanktuarium w Studzienicznej.

Powiat białostocki

Supraśl

Jest to rozległy obszar, który można podzielić aż na trzy części – pierwsza to tereny Puszczy Knyszyńskiej – Supraśl, Cieliczanka, Kołodno, Królowy Most, Gródek czy Michałowo. Druga zaś to Tykocin i wycieczka wzdłuż Narwi aż do Góry Strękowej. Warto też odwiedzić Choroszcz i zerwany most w Kruszewie oraz Czarną Białostocką i jej zalew. Każde z tych miasteczek ma coś do zaoferowania przyjezdnym. Od spaceru to ciekawe zabytki i inne miejsca, gdzie można zwyczajnie się zrelaksować.

Powiat bielski

Synagoga w Orli, fot. Emmanuel Dyan

Tutaj najciekawsze tereny to przede wszystkim wioseczki między Orlą a Ploskami. Po trasie możemy napotkać wiele elementów wielokulturowości. Jednym z elementów będzie synagoga w Orli oraz cerkwie.

Powiat grajewski

Jezioro Dręstwo pod Rajgrodem

Te tereny to przede wszystkim Biebrzański Park Narodowy oraz Rajgród. W tym pierwszym można spacerować po wspaniałym bagnistym lesie. W drugim przypadku to odpoczynek nad jeziorami.

Powiat hajnowski

Kolej wąskotorowa w Hajnówce

Bezapelacyjnie w powiecie hajnowskim rządzi Puszcza Białowieska. Warto ją odwiedzić oraz skorzystać z licznych atrakcji – takich jak kolej wąskotorowa, drezyny, zwiedzanie Parku Narodowego i rezerwatu. Oprócz tego warto spotkać żubry i stare dęby.

Powiat kolneński

Brama cmentarza żydowskiego w Kolnie, fot. PanSG / Wikipedia

Czy jest coś ciekawego w Kolnie i jego okolicach? Miasteczko ostatnio zasłynęło z tego, że TVN nagrywał tam jeden ze swoich seriali. W Kolnie możemy zwiedzić cmentarz żydowski i synagogę. Możemy też się dowiedzieć kim był Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Kolumbem. Warto też przejść się po centrum miasta oraz na cmentarz z 1809 roku.

Powiat łomżyński

Ujście Biebrzy do Narwi,fot. SilverTree / Wikipedia

Tutaj przede wszystkim można zwiedzać Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejsce, gdzie będzie można podziwiać wspaniałe rozlewiska Narwi. Warto też wybrać się do miejscowości Ruś pod Wizną. Tam obejrzeć możemy z bliska ujście Biebrzy do Narwi.

Powiat moniecki

Biebrzański Park Narodowy

Na tych terenach przy odrobinie szczęścia możemy napotkać łosia. Biebrzański Park Narodowy od strony powiatu monieckiego to przede wszystkim Osowiec-Twierdza, gdzie możemy zobaczyć bunkry oraz przejść się kładką. Warto też odwiedzić Goniądz i tamtejszy punkt widokowy. Warto też wdrapać się na górkę, by odpocząć przy św. Florianie. Jest też drugi punkt widokowy w Dawidowiznie. Można też wybrać się wzdłuż Biebrzy – od Dolistowa Starego do Jagłowa.

Powiat sejneński

Kukle, fot. Darek Sołtysiński / Wikipedia

Jeżeli powiat sejneński to jeziora w miejscowości Giby i Kukle. Można też wybrać inne jeziora na przykład leżące na granicy Polski i Litwy – Gaładuś.

Powiat siemiatycki

Niemirów

Okolice dawnej stolicy Podlasia czyli Drohiczyna to wspaniałe miejsce na dłuższą wycieczkę. Zachwycimy się w Niemirowie, Mielniku czy Drohiczynie właśnie. Dodatkowo warto obejrzeć z bliska klasztor na Grabarce. Można też wybrać się do Koterki, by zobaczyć piękną cerkiew na granicy polsko-białoruskiej. Powiat siemiatycki to także rzeka Bug, gdzie możemy popływać kajakiem.

Powiat sokólski

Meczet w Kruszynianach

Kruszyniany, Bohoniki to miejsca, gdzie możemy poznać Tatarów – polskich muzułmanów, mieszkających w naszym kraju od kilkuset lat. Czy różnią się od muzułmanów z krajów arabskich? Jeszcze jak! O tym wszystkim dowiecie się choćby odwiedzając meczet w Kruszynianach. Powiat sokólski to także miejsca związane z filmem “U Pana Boga za Piecem”, które mimo dwóch dekad nie zmieniły się zbytnio. W samej Sokółce znajduje się też kościół, w którym doszło do cudu. Pod samym miasteczkiem całkiem przyjemnie można spędzić czas nad zalewem.

Powiat suwalski

Klasztor w Wigrach fot. Krzysztof Mierzejewski / Wikipedia

Wigierski Park Narodowy to miejsce, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisaliśmy na naszych łamach o nim wiele razy. Pokamedulski klasztor czeka! Oprócz tego oczywiście Szelment ze swoimi atrakcjami – wyciągiem nart wodnych, mini-golfem i parkiem linowym, do tego Wiżajny i trójstyk granic. A jakby komuś było mało, to niech zajrzy jeszcze na Stańczyki tuż za granicą województwa podlaskiego.

Powiat wysokomazowiecki

Muzeum w Ciechanowcu, to miejsce gdzie Donatan nagrywał swój znany kawałek “My Słowianie”. Zobaczcie te wyjątkowe miejsce na własne oczy. Żałować nie będziecie! Warto też zajechać do Waniewa – gdzie niestety nie skorzystamy ze wspaniałej kładki, ale miło spędzimy czas nad rozlewiskami. Do tego na liście “do zobaczenia” powinna znaleźć się siedziba Parku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Powiat zambrowski

Popiersie Józefa Piłsudskiego w Paproci Dużej fot. Jolanta Dyr / Wikipedia

Tutaj najciekawszym miejscem jest “Paproć Duża”. Miejscowość, która znajduje się wewnątrz wielkiego ronda. W kościele znajdującym się w miejscowości żenił się Józef Piłsudski.

 

Jak widzicie na Majówkę jest wiele atrakcji. Nudzić się nie będzie kiedy. Byleby pogoda dopisała. Bo jak szklana pogoda, to szyby niebieskie od telewizorów. A tak – można zwiedzać i zwiedzać. Udanego wypoczynku!

Nowa atrakcja turystyczna nad Biebrzą już czeka!

Podlaskie rozwija się pod kątem kolejnych miejsc turystycznych. Nie od dziś wiadomo, że mamy czym się pochwalić – parki narodowe, parki krajobrazowe, puszcze i mokradła. To wszystko umownie można zwiedzać, w praktyce jednak trzeba wiedzieć gdzie. Dlatego przybywa nam kolejnych kładek edukacyjnych. Tym razem pojawiła się taka nad Biebrzą w okolicach miejscowości Jałowo oraz Nowy Lipsk.

 

Kładka ma 6 kilometrów długości, a do tego jedną przeprawę promową taką jak w Śliwnie i Waniewie. Po drodze będziemy szli przez bagna mijając mchy i różne rzadkie gatunki roślin. Cała trasa składa się z trzech odcinków. Jak tam dojechać? Ścieżka znajduje się w powiecie augustowskim. Musimy dojechać do miejscowości Nowy Lipsk. Najłatwiej będzie, gdy pojedziemy przez Sokółkę, Dąbrowę Białostocką i Lipsk. Oprócz kładki napotkamy po drodze wyspę mineralną, a także wiatę.

 

Wędrówka okolicami rzeki Biebrzy może być fascynująca dla wszystkich tych, którzy cenią sobie ciszę, spokój i bliskość natury. Biebrza zaczyna się tuż przy granicy Polski i Białorusi, zaś kończy się na rozlewiskach w okolicach Wizny wpadając do Narwi. Jej długość to 165 km.

fot główne: Wojsyl / Wikipedia

Featured Video Play Icon

Bajkowe widoki, cisza i spokój oraz mnóstwo łosi. Oto Biebrza w całej swojej krasie!

Wędrówka okolicami rzeki Biebrzy może być fascynująca dla wszystkich tych, którzy cenią sobie ciszę, spokój i bliskość natury. Biebrza zaczyna się tuż przy granicy Polski i Białorusi, zaś kończy się na rozlewiskach w okolicach Wizny wpadając do Narwi. Jej długość to 165 km. Polecamy sobie zarezerwować cały weekend na jej zwiedzanie. Można to zrobić zarówno podróżując samochodem, pociągiem czy rowerem. Oczywiście zwiedzanie samej rzeki nie będzie aż tak ekscytujące, ale wszystkie miejsca napotkane tuż przy niej już tak! Zanim wybierzecie się tam, to najpierw serdecznie zapraszamy na wirtualną wycieczkę. Zacznijmy u źródła. Tego należy upatrywać w bagnistym lasku pod miejscowością Nowy Dwór w powiecie sokólskim. Biebrza u źródła wygląda tak:

Niecałe 10 km dalej zaczyna się Biebrzański Park Narodowy, przez który naturalnie płynie nasza rzeka. W tych terenach lepiej uważać. Już na najstarszych mapach te miejsca były oznaczone jako bagna. Lepiej zwiedzać te tereny drogami i w najważniejszych punktach, bo można poważnie ugrzęznąć lub zabłądzić. Całkiem sympatycznie można sobie zwiedzić Biebrzę w okolicach Jagłowa. Wędrówka stamtąd do Dolistowa Starego to 10 km przy samym brzegu. Widoki olśniewające, okolica naprawdę spokojna. To bardzo ciche miejsce, w które rzadko kto zagląda. Wędrówka skończy się na moście w Dolistowie Starym.

Kolejne miejsce, gdzie możemy podziwiać Biebrzę to Dawidowizna. Właśnie tam można sobie posiedzieć przy brzegu, wśród trzcin i pokontemplować. Zupełnie inaczej niż tuż obok w Goniądzu. Tam mamy punkty widokowe, alejki spacerowe. Mnóstwo też miejsc agroturystycznych, gdyby ktoś potrzebował przenocować. Jadąc ulicą Rybacką natrafimy na wieżę widokową. Doskonały punkt, by podziwiać okolicę. Szczególnie wiosną, gdy są rozlewiska.

Kolejny punkt, którego omijać przy zwiedzaniu Biebrzy nie można to Twierdza Osowiec, kładka oraz bunkry na wyspie. Dalej rzeka płynie przez bardzo dzikie tereny, które lepiej omijać. Warto też wspomnieć, że są ludzie którzy mieszkają na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wystarczy wybrać się do miejsca zwanego Leśna Polana nad Biebrzą. Rano obudzą Was śpiewy ptaków, nocą będzie można podziwiać gwiazdy, zaś w dzień będzie można odpocząć od wszystkich trosk przy brzegu rzeki. To prawdziwy azyl!

Punkt końcowy to Wierciszewo, gdzie znajduje się ujście Biebrzy do Narwi. Szczególnie wiosną widoki tam są bajeczne. Oprócz rzeki można podziwiać także żurawie. Warto też przypomnieć, że bagniste tereny wokół Biebrzy to również ojczyzna łosia. Natrafienie na te zwierzę podczas spacerów jest wielce prawdopodobne. Zwierzyny tej nie brakuje. Co ciekawe rzeką można pływać kajakami i tratwami. Nie brakuje też pół biwakowych w jej okolicach.

fot. SilverTree / Wikipedia
Featured Video Play Icon

Piękny film ukazuje Podlaskie. Niestety nie wiadomo co dalej robić.

Od kilku dni w serwisie YouTube można obejrzeć klip Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej promujący województwo podlaskie. Główne przesłanie jest do osób, rzecz jasna, które w Podlaskiem nie mieszkają. Dlatego całość zaczyna się zachętą “Dwie godziny drogi od Warszawy znajdziesz świat, który przywraca utraconą równowagę”. Następnie widzimy przepiękne kadry ukazujące najciekawsze miejsca województwa podlaskiego, które warto odwiedzić. Nie zabrakło takich atrakcji jak klasztor w Wigrach, Biebrzański Park Narodowy, Narwiański Park Narodowy, Łomżyński Park Krajobrazowy w Narwi, Puszcza Białowieska, Puszcza Knyszyńska, Tykocin, skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic, meczet w Kruszynianach, Green Velo, Drohiczyn, Suwalski Park Krajobrazowy, Czarna Hańcza czy Kanał Augustowski. To wszystko pod hasłem “Podlaskie zasil się naturą”.

 

Klipowi nie można nic zarzucić. Tak samo jak i hasłu przewodniemu. Nie da się ukryć, że w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie trudno zasilać się naturą. A to właśnie do mieszkańców dużych aglomeracji kierowana jest kampania. Należy sobie zadać pytanie – a gdzie konkretnie mają przyjechać? Żeby zwiedzić wszystkie wymienione – trzeba by było 2 dni jeździć samochodem po całym regionie. I tu jest pies pogrzebany. Białystok powinien być “hubem”, z którego będzie można wszędzie dotrzeć w sposób zorganizowany i logiczny. Brakuje połączeń turystycznych i ogólnie wszystkiego brakuje by można było zapewnić na przykład weekend pełen atrakcji w Podlaskiem – tylko przyjedź, kup jakiś karnet i korzystaj – wszędzie Cię dowieziemy, a na koniec przywieziemy do Białegostoku.

 

Jako region zrobiliśmy pierwszy krok – zaczęliśmy się promować jako wspaniałe, unikalne miejsce w Polsce, które jest trochę dzikie, przepełnione naturą, gdzie można poczuć slow-life. Teraz czas na krok drugi – osoby, które przekonaliśmy muszą się dowiedzieć jak to wszystko w sposób zorganizowany zwiedzić. Jest przewodnik “Podlaskie na weekend”. Są różne wersje – jeżeli chodzi o rejony Białowieży, to przewodnik zachęca do przyjechania w piątek do Krainy Otwartych Okiennic, gdzie mamy skosztować kuchni regionalnej i odprężyć się w ruskiej bani. Problem w tym, że nie wiadomo gdzie posmakujemy takiej kuchni i kto ma ruską banię w Krainie Otwartych Okiennic. Po próbie “wygooglowania” tych informacji – niestety dalej nie wiemy.

 

Na sobotę przewodnik proponuje wizytę w Odrynkach i wyjazd do Krynoczki. Jeżeli kogoś nie interesują religijne eskapady, to przewodnik proponuje mu “questowe trasy” – cokolwiek to znaczy. Bynajmniej nie dowiemy się tego z przewodnika. Propozycja na wieczór to ognisko, lokalna muzyka i śpiew. Gdzie? Nie wiadomo. Na ostatni dzień przewodnik znów proponuje religijną eskapadę – tym razem na Świętą Górę Grabarkę. Alternatywa? Rower lub kajak. A zimą, wiosną, późną jesienią? Trudno powiedzieć. Generalnie z przewodnika niewiele się dowiadujemy. Z propozycjami w okolicach Biebrzy jest jeszcze gorzej. Na piątek przewodnik proponuje jakieś warsztaty, a potem wypad na łąki i bagna. To brzmi trochę jak żart. Jeżeli ktoś nigdy tam nie był, to co – ma szukać jakichś konkretnych bagien czy może obojętnie? Na sobotę przewodnik proponuje podglądanie ptaków. Tutaj też nie wiadomo gdzie to robić. Na niedzielę wreszcie jakiś konkret – Twierdza Osowiec.

 

Cały przewodnik dzieli się na Puszczę Białowieską i Białowieżę, do tego Biebrza, Suwalszczyzna, Puszcza Knyszyńska, Augustów, a także Tykocin i rzeka Narew. Niestety, ale nie polecamy tego przewodnika. Mimo, że przygotowali go najlepsi fachowcy z Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, to w broszurze nie dowiemy się nic konkretnego. Same ogólniki, pseudopropozycje i przykładowe dane teleadresowe miejsc w pobliżu. Dlatego do tak pięknego filmu – przydałby się równie piękny przewodnik, bo ten obecny to gniot.

Oto 3 przepiękne miejsca w Podlaskiem do odwiedzenia w przedwiośnie

Przedwiośnie na Podlasiu to czas kiedy tworzą się niesamowite rozlewiska. W tym roku śnieg, który spadł – szybko zamienił się w wodę, która niedługo po opadach zamarzała. Miejscami pojawiła się “lodowa kraina”. Teraz pod wpływem ciepłego powietrza lody ustępują. Ten proces najbardziej zauważalny jest właśnie tam, gdzie są rozlewiska. Oto 3 miejsca w regionie, gdzie z wysokiego punktu możecie podziwiać szerszy krajobraz – rozlewisk.

Waniewo

Kładka pomiędzy Śliwnem a Waniewiem jest jeszcze nieczynna. Mimo iż remont się skończył to trzeba poczekać na wiosnę, by promy wodne mogły swobodnie transportować ludzi między korytami rzeki. Jednak żeby podziwiać rozlewiska warto wybrać się tylko do Waniewa. Tam z wieży widokowej można dostrzec przepiękny krajobraz przedwiośnia ciągnący się po sam horyzont. Drugim takim miejscem obok Waniewa, lecz bliżej bo od strony Białegostoku jest zerwany most w Kruszewie. Tam również możemy podziwiać niesamowite rozlewiska Narwi.

 

Wizna

Pod Wizną mamy największe i najwspanialsze widoki. Można pojechać bezpośrednio na “Wylewy Narwi”, a można jechać od Białegostoku do Złotorii – gdzie rzeka Supraśl wpada do Narwi i jadąc przez miejscowości wzdłuż rzeki do Góry Strękowej obserwować rozlewiska na różnych punktach.

Goniądz

W tym miasteczku, ale też i kilku obok jak Dawidowizna czy Dolistowo Stare są wspaniałe punkty do obserwacji Biebrzy. Oprócz rozlewisk można też zwiedzić ciekawą okolicę – zarówno wdrapać się na górę, gdzie stoi kaplica św. Floriana czy też zobaczyć zabytkowy młyn wodny. Może się wydawać, że rzeka jak rzeka – wszędzie podobnie. Nic bardziej mylnego – każde z wymienionych miejsc – Waniewo, Kruszewo, Wizna, Góra Strękowa, Goniądz, Dawidowizna czy Dolistowo Stare dadzą nam zupełnie inne doznania. Wszędzie tam przyroda zaprezentuje nam unikatowe, niesamowite obrazy. Dlatego też, w najbliższy wolny dzień przedwiośna – nie czekajcie. Spróbujcie odwiedzić je wszystkie.

Featured Video Play Icon

Rzeki się podniosły. Wkrótce może być powódź albo piękne rozlewiska.

Choć do wiosny jeszcze zostało sporo czasu, a za oknami leży śnieg to w ostatnim czasie na Rzekach Bug i Narew poziom przekroczył stan ostrzegawczy. Ta druga rzeka podniosła się szczególnie w Ploskach. Niebezpiecznie było także w Bondarach, Surażu i Wiźnie. Wszystko to miało miejsce z pierwszymi roztopami. Najpierw spadły duże ilości śniegu, później temperatura wzrosła i biały puch popłynął. Na szczęście temperatura wkrótce znów spadła, ale nie spadło już aż tak dużo śniegu, dzięki czemu nie wszystko popłynęło i nie doszło do lokalnych podtopień. A te są szczególnie uciążliwe dla mieszkańców przyrzecznych miejscowości.

 

Przed laty skutkiem podtopień były nie tylko zalane posesje. Na przykład w Narewce i Brańsku zagrożone podtopieniem były przepompownia i oczyszczalnia ścieków. Robiono wszystko, by woda z Nurcu ich nie zalała. Dlatego droga ściekowa była zabezpieczana workami z piaskiem. Natomiast pod Zambrowem wysoki poziom rzeki uszkodził drogę asfaltową na moście. W Sokółce natomiast zamknięto drogę z Suchowoli do Karpowicz.

 

Miejmy nadzieję, że w tym roku przejście z zimy na wiosnę będzie dużo łagodniejsze i nie wywoła negatywnych skutków. A warto powiedzieć sobie, że są też i pozytywne. Każdego roku wspaniałe rozlewiska rozciągają się w okolicach Narwi i Biebrzy. Jest wiele punktów widokowych, z których można je podziwiać. Dlatego gdy przyjdzie już wiosna – warto sobie zaplanować wycieczkę na rozlewiska. Widoki z dołu będą równie olśniewające jak z góry (tak jak na filmie).

Goniądz atrakcje Podlaskie TV portal regionalny i turystyczny

Goniądz warto odwiedzić. Piękne widoki, stary młyn i królestwo łosia

Goniądz to jedno ze starszych miasteczek w województwie podlaskim. Jego historia sięga 1358 r. Przez nie przebiegały szlak do Grodna, a także do Wizny. To oczywiście przyczyniło się do rozwoju gospodarczego. Obecnie 60 proc. gminy znajduje się na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Stąd też warto tam się wybrać o każdej porze roku. Bo wrócimy zachwyceni. Jednym z ciekawszych miejsc jest kaplica z 1864 roku, która stoi na wysokiej skarpie. Tuż obok znajduje się krzyż oraz rzeźba świętego Floriana. Stojąc na skarpie możemy zobaczyć okolicę.

 

Goniądz atrakcje – przepiękny młyn

Tuż obok znajduje się dawny młyn wodny “Dołek”. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pierwszy młyn był zlokalizowany właśnie w tym samym miejscu już w XVI wieku. W 1547 roku w Rajgrodzie Stanisław Dowoyna, wojewoda połocki z żoną Petronelą Radziwiłłówną wydali przywilej, który zezwolił mieszczanom goniądzkim Maciejowi Płaczkowi i Wojtkowi Młynarzowi zbudować młyn własnym nakładem na rzece Goniądzce (czyli obecnej Czarnej Strugi). Obecny “Dołek” powstał w połowie XIX wieku i należał do majątku Klewniaka. Był to młyn zawrotkowy, gospodarczy o napędzie koła, na którego woda spadała z góry. 

 

W 1924 r. młyn został wydzierżawiony od właścicieli majątku Knyszyn przez Aleksandra Rutkowskiego. Aż do II Wojny Światowej młyn pracował na pełnych obrotach. W trakcie walk Niemcy zniszczyli część młyna. Pan Rutkowski przeżył wojnę. W latach 60-tych XX wieku, po śmierci Pana Rutkowskiego młyn trafił w ręce jego zięcia pana Dzienisa. Wkrótce po tym Rada Narodowa w Białymstoku (odpowiednik Rady Miejskiej w PRL) zdecydowała o zakończeniu działalności młyna. Zdemontowano koło i część wyposażenia.

 

Goniądz atrakcje – w poszukiwaniu “slow life”

To co przyciąga do Goniądza i w jego okolice to przede wszystkim wiosenne rozlewiska. Można je obserwować z punktu widokowego, a także przy moście. Z całego świata zjeżdżają tu także ornitolodzy, by obserwować przeróżne gatunki ptaków. Oczywiście nie można nie wspomnieć o łosiach, których w okolicy jest pełno. Goniądz to miasteczko, do którego warto wybrać się zarówno zimą, wiosną, latem jak i jesienią. O każdej porze roku wygląda niebywale i za każdym razem będzie można tam znaleźć coś pięknego dla siebie. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, ze w Goniądzu jest duży spokój. Jeżeli ktoś szuka “slow life”, to warto tam odpocząć.

 

“Podlaskie Safari” zimą. Wilka, jelenia, dzika, żubra i łosia można zobaczyć z okna samochodu.

W ostatnim czasie w internecie furorę zrobił film “Latający jeleń”. Dla osób mieszkających w województwie podlaskim nie jest to jednak aż tak zaskakujący widok. Każdy, kto przemieszczał się pomiędzy podlaskimi miastami mógł natrafić na dzikie zwierzę, które przebiegło mu drogę. Na dużo szczęścia (rozsądku) może liczyć ten, kto nie rozbił samochodu po spotkaniu ze zwierzęciem. Każdy rozsądny kierowca, który przejeżdża przez “dzikie tereny” samochodem doskonale wie, że w każdej chwili coś mu może wyskoczyć przed maską. Dlatego jazda w okolicach świtu i zachodu słońca nadmiernie szybko to duże ryzyko. Wszystko to jednak można potraktować w sposób pozytywny – jako właśnie “Podlaskie Safari”. Wystarczy wybrać się na przykład o świcie samochodem w niektóre rejony podlaskiego, by dojrzeć z okna samochodu dzikie zwierzę.

 

 

Powyższy jeleń przeskakiwał w nadleśnictwie Łomża. Zwierzyny tej jednak nie brakuje też w innych rejonach podlaskiego – na przykład w okolicach Supraśla. W ostatnim czasie – można też spotkać wszędzie sporo dzików – których trwa odstrzał, bo rządzącym wydaje się, że w ten sposób uporają się z ASF. 

 

 

Oczywiście symbolem Podlaskiego jest Żubr – dostojne zwierzę, które dumnie nas reprezentuje. Spotkanie tego wielkiego, dzikiego zwierzęcia będzie najłatwiejsze w okolicach Hajnówki i Puszczy Białowieskiej. Nie brakuje ich również w okolicach Puszczy Knyszyńskiej. Tutaj też dużo jest wilków. Szczególnie między Supraślem a Krynkami. Wilki można napotkać choćby w okolicach Kopnej Góry. Na poniższym filmie można zobaczyć jak zwierze te poluje na sarnę (1:58)

 

 

Bardzo popularnym zwierzęciem jest także łoś, którego napotkamy w okolicach Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wystarczy wybrać się z Białegostoku do Grajewa. Po drodze o świcie bardzo prawdopodobne, że napotkamy te zwierzę. 

 

 

Dzikie zwierzęta najczęściej “wynurzają się” z lasów bliżej dróg, wsi i miasteczek zimą, gdyż w lesie wtedy ciężko znaleźć coś do jedzenia. Stąd też zimowe “podlaskie Safari”. To kolejny powód, dla którego warto wybrać się na wycieczkę właśnie do naszego pięknego regionu. Pamiętajcie jednak – ostrożnie za kółkiem! Wypadków z udziałem dzikich zwierząt było naprawdę u nas wiele.

Niesamowite widoki Podlasia. Blogerzy szukali łosi

Czasem warto zobaczyć to, jak nas widzą inni. To co wydaje się chlebem powszednim dla wielu z nas – blogerów “Kołem się toczy” nasz region zachwycił – co pokazali w ujęciach. Głównym celem wyprawy było zobaczenie łosia. Z filmu widać, że autorzy filmu kompletnie nie mieli pojęcia jak się do tego zabrać, ale… sprawdźcie sami co z tego wyszło na koniec. Możemy tylko powiedzieć – że cieszymy się z ich wizyty i zapraszamy częściej.

Odkryto starodawną osadę na Podlasiu. Tak mogła wyglądać

To odkrycie spod Suchowoli wstrząsnęło dotychczasową wiedzą historyczną. W ostatnim czasie archeolodzy w miejscowości Jatwieź Duża wykopali osadę, która powstała między VIII a VI wiekiem przed naszą erą. Do tej pory najstarszą osadą w Polsce była uznawana ta w Biskupinie – to właśnie o niej uczyliśmy się na lekcjach historii. Czy niedługo uczniowie będą słyszeć o Jatwiezi Dużej? O tym, że osada jest naprawdę z epoki brązu świadczy fakt, że do wzniesienia dużej osady (mając do dyspozycji jedynie prymitywne narzędzia) potrzebna by była stabilna struktura społeczna – czyli musiałby być ktoś, kto budowę osady zaplanował, przeprowadził “inwestycję”, a także zarządzał ludźmi by to zbudowali.

 

Odkrycie osady wyszło przypadkiem. Naukowcy analizowali zdjęcia satelitarne i badali teren w celu wykrycia potencjalnych obszarów zalewowych. Co dalej z wykopaną osadą? Nic. Miejsce prac zostanie zasypane.

 

Osada mogła wyglądać podobnie jak ta w Biskupinie. Ludzie mieszkali w dorzeczu, więc mieli dostęp do wody, zaś na terenie dzisiejszego Biebrzańskiego Parku Narodowego panował podobny klimat jaki mamy dziś w Bieszczadach… tyle, że bez gór. Za to mogły występować tak egzotyczne dziś zwierzęta jak renifery – na które polowano. Ludzie posługiwali się już prymitywnymi narzędziami, wiedzieli też co to pasterstwo, hodowla bydła i rolnictwo. Budowa wielkiej osady oznaczała też, że musi ona posiadać funkcje obronne przed obcymi. Na co dzień jednak występował tradycyjny podział ról – mężczyźni zajmowali się łowiectwem, zaś kobiety zbieractwem.

 

Na zdjęciu osada w Biskupinie

 

 

Featured Video Play Icon

Znany YouTuber na Podlasiu jadł śledzie i jeździł drezyną

 

Akcja #VisitPoland zorganizowana przez Polską Organizację Turystyczną nie ominęła Podlasia. Zagraniczni YouTuberzy (tacy bardziej znani) zostali zaproszeni do Polski, by nagrać tu filmy, w których przedstawią nasz kraj. Popularny (ponad 600 tys. subskrybentów) YouTuber LeBlanc odwiedził województwo podlaskie. Pokazał innym nasz wspaniały region dużo lepiej niż nie jeden film promocyjny czy ogólnopolska telewizja.

 

YouTuber odwiedził Tykocin, Supraśl, Białowieżę, Drohiczyn. O wyborze akurat tych miejsc zapewne decydował organizator, który wszędzie YouTuberów woził. Dla “znawców” tematu film może się nie spodobać. Bowiem w Podlaskiem nie istnieje coś takiego jak spójna strategia promocyjna. Każdy sobie rzepkę skrobie. Tym razem mogliśmy obejrzeć Podlaskie pod tytułem “odlotowe miejsca na Podlasiu, których nie ma gdzie indziej” i to jest prawda, a także na pewno wizerunkowi nie szkodzi, ale… pokazywanie Podlasia przez pryzmat powyższych miejscowości może sprawić wrażenie, że cały region jest dokładnie taki.

 

Czyli jaki? W filmie możemy zobaczyć wszystko tak jak widziałby to YouTuber, którego interesowało przede wszystkim jedzenie – i tutaj ciągle je chwalił. Niestety widać ewidentnie, że nie pokazał tego czego by oczekiwali organizatorzy. Najwięcej można obejrzeć na temat jedzenia, a także specyficzne zajęcia – pływanie łodzią po Narwi (raczej nie dostępne normalnym turystom), wygłupy na rowerze na ścieżce rowerowej Supraśla – zapewne nigdzie nie pojechali, bo jak wiadomo ścieżka obecnie donikąd nie prowadzi. Jedyna ciekawostka to białowieskie drezyny, z których naprawdę może skorzystać każdy. No i Drohiczyn – pływanie kajakiem (YouTuber pokazał samą rzekę i restaurację).

 

Film ogólnie jest sympatyczny, ale efekt końcowy jest lekko komiczny. Dlatego, że organizatorzy są zafiksowani na “perełkach”, ale nie wzięli pod uwagę, że młodych ludzi te perełki w ogólnie nie będą obchodzić, stąd też w filmie nie obejrzymy Podlasia takiego jakie jest naprawdę. Oceńcie sami.

Featured Video Play Icon

Skandaliczne słowa ministra środowiska Henryka Kowalczyka. Będzie wybijać żubry, łosie, wilki i bobry?

Jak wszyscy wiemy żubry, łosie, wilki i bobry to są obecnie zwierzęta pod ochroną, do których myśliwi mogą strzelać tylko w przypadku, gdyby te zagrażały ludziom. Zanim jednak padnie strzał każdorazowo zgodę musi wydać regionalna dyrekcja ochrony środowiska. 1 lipca minister środowiska Henryk Kowalczyk spotkał się z mieszkańcami Mławy, gdzie wyraził swój plugawy stosunek do tych wspaniałych zwierząt.

Minister Henryk Kowalczyk:

Żyjemy w czasach nadmiernej wrażliwości w ochornie zwierząt. Minister Szyszko wydał zgodę na odstrzał łosi i musiał ją prawie że na drugi dzień odwoływać. My prowadzimy w tej chwili taką zasadę. RDOŚie (Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska – dop. red) mają taką sugestię żeby bardzo chętnie wyrażać zgodę na odstrzały zwierząt chronionych gatunkowo. Łosie, żubry, bobry… żubry też tam sporo szkód robią. Co do wilków te potrzeby na razie nie są tak mocno zgłaszane, ale myślę że za chwile zajdzie taka potrzeba. Ten wypadek, który był na podkarpaciu myślę że też otrzeźwi co niektórych.

 

Co najsmutniejsze, minister Kowalczyk wprost wyraża, że ma gdzieś ochronę gatunkową, a nie może jej zdjąć, bo obawia się konfliktu z Unią Europejską i wszystkimi innymi instytucjami. Zaś uważa, że lepiej robić to małymi krokami – co jest też skuteczne.  Tak skandaliczne słowa powodują, że minister środowiska powinien być natychmiast wyrzucony! Jak może zarządzać polską ochroną środowiska ktoś, kto chce niszczyć ekosystem? Przecież to chore!

 

Czy widzieliście kiedyś łosia? Te żyją głównie na mokradłach Biebrzańskiego Parku Narodowego, więc raczej większości ich nie widziała. Ich populacja jednak rośnie, więc raz na jakiś czas dochodzi do wypadków, podczas których łoś wchodzi na leśną drogę i uderza w niego samochód. Mamy więc dwa rozwiązania – ogrodzić drogę i zbudować korytarze (jak to się robi wszędzie) albo wystrzelać łosie.

 

O strzelaniu do wilków marzą myśliwi – o czym pisaliśmy, więc na te wspaniałe zwierzęta trwa nieustannie nagonka. Dlatego też minister Kowalczyk chętnie by do nich strzelał.

Tutaj więcej:

Po 20 latach znów będą polowania na wilki? Myśliwi tego pragną!

 

Bobry w oczach wielu ludzi są szkodnikami. I rzeczywiście po bobrzej robocie wypłacane są odszkodowania. Ale eksperci nie mają wątpliwości, bez bobrów straty w rolnictwie i w środowisku byłyby gigantyczne. Wszystko dlatego, że Polska pustynnieje, a bobry zatrzymują ten proces.

Tutaj więcej:

Czy Rzeka Biała wsiąknie? Duże prawdopodobieństwo jeśli nic nie zrobimy.

 

No i na koniec żubry. Piękne, dostojne zwierzęta, które żyją w symbiozie z ludźmi z okolicznych wiosek Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej. Kiedy zwierzę jest stare i słabe to stado je odrzuca. Wtedy takie pojedyncze sztuki chadzają samotnie, nie zwarzając na żadne zagrożenia. Jeżeli nic się ze zwierzęciem nie da zrobić i zagraża ludziom, to najpierw je się wabi, a potem wywozi w głąb Puszczy. Jeżeli to nie pomaga, to dopiero wtedy niestety trzeba je odstrzelić. Strzela się też do osobników chorych, które nie zostały wyrzucone ze stada. Wtedy w celu ochrony całego gatunku także do zwierzęcia tzeba strzelać.

 

I tu właśnie dochodzi do sedna. Czy do zwierząt, do których trzeba czasem strzelać naprawdę potrzeba myśliwych? Nie mógłby robić tego ktoś pod okiem weterynarza? By po prostu uśpić zwierzę? Żeby zwierzę było utylizowane, a nie zabierane jako trofeum? Strzelanie do zwierząt w Polsce to niezły biznes. Bogaci myśliwy uprawiają swoje chore hobby, zaś państwo na ich fanaberii zarabia. Tak samo zarabiają te osoby, które handlują bronią i amunicją. Zaś polowania to bardzo często po prostu pijackie imprezy z bronią, w których nie raz ktoś postronny został postrzelony lub zastrzelony.

 

Polska pod każdym względem zaczyna przypominać republikę bananową. Wszędzie tam, gdzie swoje łapy pchają politycy zaczyna się dziać coraz gorzej. Wszystko dlatego, że rozum zastępowany jest ideologią.

Uroczysko Dębiec – kompletna dzicz, gdzie można spotkać łosia

Uroczysko Dębiec to takie miejsce w dolinie Biebrzy, którego nie ma na mapie, nie da się dotrzeć samochodem, lecz warto tam pojechać. Biebrzański Park Narodowy słynie z bagien. Jest tam wiele ciekawych miejsc do zobaczenia. Jednym z nich jest Uroczysko Dębiec położone nad rzeką Ełk. Rzeka ta łączy się z Jegrznią i wpada do Biebrzy. Razem z Kanałem Woźnawiejskim tworzą tak zwany Biebrzański Trójkąt – to właśnie powoduje, że uroczysko znajduje się na wyspie.

 

Na miejscu można obserwować łosie i ptaki, ale też możemy natrafić na wiele innych zwierząt na przykład wilki. To wymarzona okazja, by wyjechać, wyciszyć się i kontemplować naturę. Z wieży można zobaczyć Brzeziny Ciszewskie, a także cały Biebrzański Trójkąt. W uroczysku Dębiec można natrafić na ślady dawnej osady, gdzie mieszkali ludzie! Można zobaczyć pozostałości trzech gospodarstw, a także krzyż. Codzienność była ciężka. Wokół bagna, woda. Wiosną wszystko zalane, a mieszkańcy poruszali się łódką. Uroczysko Dębiec było głęboko ukryte wśród mokradeł, teraz można dotrzeć tam dzięki renaturyzacji sieci hydrograficznej.

 

Uroczysko Dębiec znajduje się na szlaku pieszym Goniądz ruda (oznaczony kolorem czerwonym), a także na szlaku Osowiec – Twierdza – Kuligi oznaczone kolorem zielonym. Z racji tego, że są to bagna to najbezpieczniej wybrać się do uroczyska właśnie teraz czyli w czerwcu i lipcu. Cały szlak ma 29 km. Jeśli jednak nie chcecie przechodzić całego, to należy jechać do wsi Kapice. Tam odszukać szlak czerwony. Jest on za wsią, gdzie zaczyna się też Biebrzański Park Narodowy z dużym kompleksem leśnym zwanym Brzeziny Kapickie.

Majówka 2018 nad wodą. 5 najlepszych jezior w Podlaskiem

Wyprawa na Mazury z Podlasia nie jest zbyt wymagająca. Na przykład do popularnego Giżycka z Białegostoku dojedziemy w prawie 3 godziny. Nie jest to zbyt wiele, ale warto się zastanowić po co marnować czas na dojazd, gdy równie przyjemnych jezior nie brakuje również w Podlaskiem. Przedstawiamy 5 najciekawszych jezior w województwie, do których dojedziemy w podobnym czasie lub jeszcze szybciej niż na Mazury. Wszystkie znajdują się na północy województwa.

 

fot. UM Rajgród

 

Jezioro Rajgrodzkie znajduje się 1,5 godziny drogi od Białegostoku. Leży na granicy Podlaskiego i Mazur. Jest połączone z jeziorem Stackim, a także sąsiaduje z jeziorem Dręstwo. Na miejscu znajdziemy bardzo dużo ośrodków wypoczynkowych, w których na pewno spędzimy miłe chwile. Na jeziorze Rajgrodzkim znajduje się wyspa Sacin, o której niewiele wiadomo. Jest porośnięta trzciną, lecz w kilku miejscach da się do niej dostać. Dla żądnych przygód – na pewno będzie to ciekawa ekspedycja.

 

Nad Neckiem – poznałem Cię… śpiewał Janusz Laskowski. Mowa tu oczywiście o Beacie z Albatrosa, która jest bohaterką historii miłosnej z Augustowa. Właśnie tam znajduje się między innymi jezioro Necko, które jest jednym z popularniejszych jezior w Polsce. Nie bez przyczyny mówi się, że Augustów to letnia stolica Polski. Rodacy upodobali sobie to miasteczko tak samo – jak uwielbiają Zakopane zimą. Warto przyjechać do Augustowa i zobaczyć czym zachwycają się tłumy…

 

 

Chyba że nie lubimy tłumów – to warto wybrać się do oddalonej o parę kroków Przewięzi. Tam na słynnej “Patelni” jest równie ciekawie a i tłumy nie takie ogromne. Przewięź charakteryzuje się przede wszystkim bardzo dużym urokiem osobistym. Ponoć – kto tam pojechał od razu się zakochał i na pewno nie raz powróci. 

 

Kolejne jezioro, które może przyciągnąć to oddalone o parę kilometrów od wyżej wymienionego – jezioro Serwy. Możemy odpoczywać w Suchej Rzeczce, Serwach lub Mołowistych. Tłumów tam nie będzie, gdyż jezioro te znajduje się w samym sercu Puszczy Augustowskiej.

 

Ostatnim jeziorem, jakie możemy polecić to jezioro Gieret w Gibach. Ta mała miejscowość znajduje się tuż przy granicy z Litwą. Obok jest wiele jezior do wyboru, ale to właśnie Gieret ma największy urok. Nie jest zbyt wielkie, ale wystarczająco w nim wody by dobrze się bawić.

 

Warto dodać, że wszystkie jeziora które wymieniliśmy są polodowcowe. Oznacza to, że woda w nich jest niesamowicie czysta. Na potwierdzenie naszych słów – możemy tylko zdradzić, że w każdym z wymienionych mieszkają raki, które jak wiadomo – w brudzie by życia nie układały.

Majówka 2018. Przedstawiamy kilkadziesiąt atrakcji Województwa Podlaskiego

W tym roku majówka będzie wyjątkowo długa. W wersji minimalnej 4 dni, w wersji maksymalnej 9. Zależy od tego – kto, kiedy dostanie urlop. Przedstawiamy najciekawsze miejsca i kilkadziesiąt atrakcji województwa podlaskiego.

 

Na południu województwa dobrze jest odwiedzić takie miejsca jak historyczną stolicę Podlasia czyli Drohiczyn i jego okolicę – Niemirów, Mielnik, Grabarkę, a także Białowieski Park Narodowy – po obu jego stronach – włączając w to pobliski Zalew w Siemianówce. Na wschodzie nie powinniśmy omijać Kruszynian, Krynek, Poczopka, Kopnej Góry, Supraśla, a także Królowego Mostu i Kołodna. Na północy koniecznie trzeba zajrzeć w takie miejsca jak Augustów, Giby, Wigierski Park Narodowy, a także Puńsk, Wiżajny i po sąsiedzku Stańczyki. Na zachodzie będzie do zwiedzenia Narwiański Park Narodowy – a tam Waniewo, Śliwno, Kurowo i Kruszewo, a takżę Tykocin, Kiermusy i Strękowa Góra. Później przejedźmy się carskim traktem – już w Biebrzańskim Parku Narodowym – dojeżdżając do Osowca-Twierdzy i Goniądza.

 

Co konkretnie zwiedzać?

Majówka 2018. Atrakcje województwo podlaskie – południe

Na południu, w Drohiczynie zobaczyć możemy Górę Zamkową, okazały kościół i klasztor – a także znajdujące się tam krypty. Dodatkowo 2 inne klasztory, cerkiew z końca XVIII wieku, zegar słoneczny, dąb papieski. Można też wykupić rejs statkiem po Bugu.

 

 

Dobrym pomysłem będzie zobaczenie Góry Zamkowej w Mielniku, ruiny kościoła przy tej górze, a także cerkiew z 1823 roku, kościół z 1720 roku, synagogę, kopalnię kredy, rezerwat przyrody, a także w okolicy Kurhany w Maćkowiczach i Osłowie, cmentarzysko, kościół z 1780 roku, a także punkty widokowe i sowieckie schrony w Niemirowie. Dodatkowo cerkiew i kościół w Tokarach. Do tego w Grabarce – oczywiście miejsce sacrum polskiego prawosławia – święta góra, na której wierni pozostawili tysiące krzyży wraz ze swoimi prośbami i modlitwami.

 

Białowieski Park Narodowy to przede wszystkim rezerwat pokazowy żubrów, muzeum, park pałacowy, Stara Białowieża (rezerwat ścisły), a także kilka interesujących szlaków. Nad Siemianówką warto zobaczyć oczywiście zalew. W Bondarach jest wieża widokowa, a także nowe pomosty – gdzie można się zrelaksować. Kąpieli na miejscu nie polecamy, gdyż woda w zalewie jest bardzo brudna.

 

Majówka 2018. Atrakcje województwo podlaskie – wschód

Na wschodzie w Kruszynianach możemy zobaczyć jak żyją polscy tatarzy. Na miejscu zwiedzić możemy meczet, a także zjeść tatarskie potrawy. W Krynkach napotkamy natomiast ogromne rondo, w środku którego znajduje się park. Dodatkowo warto zajrzeć na żydowski cmentarz. W Poczopku obejrzymy Silvarium – przepiękny ogród, w którym z bliska będzie można zobaczyć okazałe sowy. W Kopnej Górze natrafimy na ślad powstańców, zaś w Supraślu obejrzymy monastyr, zalew na rzece, pałac czy też wiele innych atrakcji. Będziemy mogli posilić się też typową podlaską strawą.

 

 

W Królowym Moście – obejrzymy przepiękną cerkiew, zaś w Kołodnie zdobyć możemy wzgórza świętojańskie – gdzie znajduje się wieża widokowa, z której zobaczymy panoramę Puszczy Knyszyńskiej.

 

Majówka 2018. Atrakcje województwo podlaskie – północ

Augustów to letnia stolica Polski – gdzie będziemy mogli wspaniale spędzić czas na rynku lub nad rzeką. Warto wybrać się też bulwarami na plażę lub popłynąć w rejs rzeką Rospudą. W Gibach natomiast – odpocząć można nad jeziorami. Jest ich tam w okolicy naprawdę bardzo dużo. Do wyboru do koloru. Wigierski Park Narodowy – to przede wszystkim klasztor, a także przepiękna okolica. W Puńsku możemy zobaczyć jak się żyje wspólnie Polakom i Litwinom. W Wiżajnach mamy kolejny trójstyk granicy – tym razem łączą się ze sobą granice Polski, Rosji i Litwy.

 

 

Stańczyki formalnie leżą już na Mazurach, jednak żal ich nie zobaczyć – bo są prawie na granicy z województwie podlaskim. Gigantyczne akwedukty robią wrażenie zarówno od góry jak i z dołu. Do dawnych mostów kolejowych prowadzi przepiękna aleja.

 

Majówka 2018. Atrakcje województwo podlaskie – zachód

Kruszewo, Waniewo, Śliwno i Kurowo – to cztery miejscowości obok siebie, w których można obserwować rozlewiska Narwii. W tej pierwszej miejscowości czas spędzić możemy nad zerwanym mostem, zaś w drugiej i trzeciej przejść się kładkami – aczkolwiek w tym roku jest to utrudnione, gdyż trwa tam remont. W Kurowie zaś znajdują się kolejne kładki i okazała siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego.

 

 

W Tykocinie obejrzeć możemy przede wszystkim przepiękny kościół i synagogę. W dodatku cała okolica czyli Kiermusy, a także droga do Strękowej Góry będzie obfita w niesamowite widoki. We wspomnianej już Strękowej Górze możemy przede wszystkim obejrzeć niesamowite widoki. Jest tam także miejsce pamięci po Władysławie Raginisie – który bunkier chronił aż do wyczerpania zapasów amunicji. Później wysadził schron w powietrze oddając życie.

 

 

Carski Trakt to przepiękne miejsce, na którym znajdziemy kładki do podglądania łosi, a także wieże widokowe. W Osowcu-Twierdzy kolejne kładki i bunkry. W Goniądzu zaś obejrzeć możemy rozlewiska oraz ptasi raj.

 

 

Udanej zabawy!

Czy będą strzelać do łosi? Zwierzęta to łakomy kąsek

70 procent łosi z Polski żyje na Podlasiu. Najwięcej zwierząt spotkamy w Dolinie Biebrzy. Jest ich tam między 600 a 700 sztuk. Liczba ta z roku na rok utrzymuje się. Ogólnie w Polsce mamy 1500 sztuk. Leśnicy uważają, że populacja łosia rośnie i chętnie by zaczęli do nich strzelać. Poprzedni minister środowiska chciał im dać taką możliwość, o planach nowego ministra nie wiadomo. Pomijając fakt, że cały pomysł ze strzelaniem do łosi jest idiotyczny, to warto zwrócić uwagę, że problemów z tymi zwierzętami w zasadzie nie ma. Są wypadki z ich udziałem – ale nie jest to duża skala, a poza tym nie ma statystyk, które mówią kto był winny – łoś czy kierowca.

 

Łosie dokuczają także rolnikom. Zwierzęta są bowiem roślinożerne i żerują na drzewach i krzewach. Warto jednak wiedzieć, że gdy rolnikowi dzikie zwierzę zniszczy uprawy, to gospodarz dostaje od państwa odszkodowanie. Po co więc strzelać do łosi? Nie wiadomo. A jak nie wiadomo, to zapewne chodzi o pieniądze. Jest grono myśliwych, którzy do zwierząt strzelają z przyjemnością. Za swoje “hobby” płacą nadleśnictwom. Ciągła możliwość strzelania do dzików czy lisów to oczywiście im za mało, im większa oferta to oczywiście większa przyjemność, a w kasach nadleśnictw – więcej gotówki.

 

Sam pomysł, by człowiek kontrolował populację zwierząt jest niedorzeczny. Nie ma żadnego uzasadnienia, by przejmować obowiązki matki natury. To człowiek powinien dostosować się do współistnienia dzikich zwierząt, a także nauczyć się współżycia w jednym ekosystemie, zamiast wyrzynać je jak obce plemiona. Miejmy nadzieję, że kiedyś to w naszym kraju będzie zrozumiałe.

Biebrzański Park Narodowy zbiera pieniądze na leczenie dzikich zwierząt

W Biebrzańskim Parku Narodowym planują powiększyć Ośrodek Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego i Rehabilitacji Zwierząt. Na ten cel potrzeba pieniędzy. To największe w województwie podlaskim miejsce, w którym leczy się dzikie zwierzęta i ptaki. Przebywają tam okaleczone bociany, dziki, jelenie, łosie czy oswojony przez ludzi wilk. Część z leczonych zwierząt wypuszcza się na wolność, są jednak takie, które same nie przeżyłyby i muszą w ośrodku przebywać na stałe. Biebrzański Park Narodowy zbiera pieniądze na karmę dla zwierząt, budowę i remonty ogrodzenia czy też opiekę weterynaryjną.

 

Wpłat można dokonywać bezpośrednio na wyodrębniony rachunek przeznaczony na Darowizny na rzecz BPN w banku BGK o numerze: 

31 1130 1059 0017 3397 2620 0016

 

Osoby, które zdecydują się na przekazanie darowizny dla Biebrzańskiego Parku Narodowego są proszone o kontakt, mailem na adres sekretariat@biebrza.org.pl lub tel: (+48) 857 380 620; 857 383 000; fax: (+48) 857 383 021.