Wigierski Park Narodowy. Tłumy na jeziorach i szlakach.

125 tys. turystów odwiedziło w tym roku Wigierski Park Narodowy – podaje radio Białystok. Władze parku zaś dysponują wiedzą o ilości sprzedanych biletów. Tych sprzedano 9 tys. Pozostała liczba to wynajmujący noclegi. Przyjezdni zwiedzali ten piękny rejon Suwalszczyzny pieszo, kajakiem, rowerem, statkiem czy kolejką wąskotorową. Mało kto wie, ale do Parku można przyjechać także by łowić ryby. Do dyspozycji jest aż 8 jezior. Oczywiście trzeba wcześniej załatwić wszelkie formalności.

 

Wigry odwiedzane są przez osoby zarówno z Polski jak i zagranicy. Największą popularnością cieszą się spływy kajakowe Czarną Hańczą, przejazdy kolejką wąskotorową oraz rejsy statkiem. W przyszłych latach ma być lepiej z polami namiotowymi na Suwalszczyźnie przy Czarnej Hańczy. Jest ich sporo do wyboru, ale infrastruktura pozostawia wiele do życzenia, dlatego przejdzie modernizację. Zmiany czekają także parkingi i inne miejsca związane z podróżami po szlaku oraz w miejscach odpoczynku.

 

Wigierski Park Narodowy istnieje od 1989 roku. Wcześniej był to tylko park krajobrazowy. Na terenie WPN znajduje się aż 40 jezior. Największe i najbardziej reprezentatywne, to oczywiście Wigry, których wizytówką jest oczywiście klasztor pokamedulski. Cały teren to wspaniałe miejsce, gdzie można spędzić czas zarówno aktywnie jak i na spokojnie. Jeżeli jeszcze nie byliście, to koniecznie się wybierzcie.

Stada żubrów się rozrastają. Niektóre zostaną wywiezione do Puszczy Augustowskiej

Stada Żubrów na Podlasiu się rozrastają do pokaźnych rozmiarów. W samej Puszczy Knyszyńskiej żyje 140 sztuk, zaś w Białowieskiej 578!. Takie ilości oznaczają, że zwierzęta te czują się w naszych lasach wyjątkowo dobrze. Niestety powiększanie się stad przysparza pewnych kłopotów, bowiem żubry mogą niszczyć uprawy rolne, ponadto w każdym stadzie może zdarzyć się osobnik chory lub słaby.

Takich na Podlasiu doliczono się 40 sztuk, które będą niestety odstrzelone. (Dla porównania – w 2015 roku odstrzelono 2 sztuki, zaś w poprzednich latach 20). To dzięki temu, że tak mało strzelano do żubrów, te ochoczo się rozmnażały. Wybicie tak dużej ilości w krótkim czasie spowoduje, że zwierzę może poczuć się zagrożone. Wtedy wystraszone przez dłuższy czas mogą przestać się rozmnażać. Rozbicie tego procesu w czasie i regularne odstrzały zaś spotęgują strach na dłużej. Dlatego też pozbycie się chorych i agresywnych żubrów powinno odbyć się dyskretnie. Na poniższym filmie przedstawiamy jak to powinno się odbywać:

 

(Od 39 minuty)

 

https://youtu.be/a47-_2aOJ2U?t=39m

 

W ten właśnie sposób w najbliższym czasie odłowi się 8 sztuk i pod koniec grudnia przetransportuje do Puszczy Augustowskiej. Tam powstanie specjalna zagroda aklimatyzacyjna. Dzięki której lepiej będzie chronić się cały gatunek. Zbyt dużo zwierząt skupionych w jednym miejscu to większe zagrożenie chorobami. Stworzenie stada w innym miejscu spowoduje zaś, że i tam za jakiś czas żubry będą powiększać swoje stada.

 

Warto wiedzieć, że na ochronę żubra w Polsce wydaliśmy tylko w tym roku około 8 mln zł.

Na uboczu, biedna i zapomniana. Ziemia Sejneńska – warto tu przyjechać

View this post on Instagram

Do you recall beatifull pictures of atolls in Pacific Ocean? I've found one inland, exactly in #Podlasie Region in Poland! It would be exactly same if there is no forrest and looking like snake lake just beside it! More my aerial pictures: www.CrazyCopter.pl ⠀ [PL] Też tak macie, że czasem nie mieści Wam się w głowie patrząc na cuda, które Matka Natura napowyrabiała?⠀ ⠀ Kojarzycie zdjęcia bajkowo pięknych atoli na Pacyfiku? Wczoraj udało mi się znaleźć taki "atol" wśród suwalskich lasów. Mowa dokładniej o Jeziorze Płaskim w powiecie augustowskim. Tuż koło mojego "suwalskiego atolu" jest jeszcze, wijące się jak wąż, jezioro #Krejwelanek – szaleństwo, co ta Natura tutaj stworzyła! ⠀ Picture taken by #CrazyCopter with #DJI #Inspire1Pro with 15mm 1.7 #Panasonic lens.⠀⠀ ⠀ #Polska #Poland #Augustów #podróże #podroze #jezioro #lake #atol #aerialview #aerialphotography #igerspoland #igerspodlasie #instadrone #drony #dron #drone #dronestagram #uavphotography #UAV #rpa #DJIInspire1 #cyfrowinomadowie

A post shared by Andrzej Budnik (@loswiaheros) on

Leżąca na uboczu, biedna i zapomniana. Ziemia Sejneńska – warto ją odwiedzić, bo to wbrew pozorom bardzo atrakcyjne miejsce pod wieloma względami. Dobrze skomunikowane z Augustowem, Suwałkami, a także litewskim Kownem i Druskienikami.

 

Sejny położone są tuż przy granicy Polski i Litwy. To doskonałe miejsce do wypoczynku zarówno dla tych, którzy cenią sobie spokój, jak i tych, którzy szukają aktywnego spędzania czasu. Gmina Sejny zaś jest jedyna w swoim rodzaju, bowiem w prawie każdej wsi znajduje się jezioro. W dodatku, są to wody polodowcowe, więc ich czystość aż bije po oczach. Nie brakuje też lasów, po których można wędrować bez końca. Jest też gratka dla fanów kajakowania bowiem przez powiat sejneński przepływa kręta rzeka Czarna Hańcza, która jest doskonale skomunikowana z kanałem Augustowskim. Jest także Jezioro Płaskie, które kształtem przypomina jajko. Warto też odwiedzić Giby, gdzie znajduje się bardzo przyjemne miejsce do odpoczynku – jezioro Gieret.

 

Sejny i cały powiat żyją głównie z agroturystyki i jezior właśnie. Jednak nie oznacza to, że tylko takie atrakcje sa na miejscu. Warto przyjechać w tamte okolice przede wszystkim, by zobaczyć rezerwat przyrody “Kukle” czy Bazylikę w Sejnach z XVI w. W samych Sejnach znajduje się również synagoga, wybudowana jeszcze w XIX w.

 

Osobną atrakcją jest gmina Puńsk. Niech nie zdziwią Was dwujęzyczne tablice drogowe. W tej polskiej gminie większość mieszkańców to… Litwini. Można tam odwiedzić Skansen kultury litewskiej. Niedaleko Sejn, bo zaledwie 60 km dalej – znajdują się litewskie Druskieniki, gdzie główną atrakcją jest pokaźny Aquapark – otwarty cały rok.

 

Nałtawiej do Sejn dojechać drogą krajową nr 16 z Augustowa bądź wojewódzką 653 z Suwałk. Kierowcy powinni pamiętać, że w Puszczy Augustowskiej mieszkają łosie i inne dzikie zwierzęta. Dlatego jedźmy ostrożnie, by nie mieć przykrego zderzenia z dziką zwierzyną.

 

Nieznane perły Suwalszczyzny. Przyjedź i zobacz na własne oczy

Suwalszczyzna słynie przede wszystkim z Wigierskiego Parku Narodowego, Szelmentu, wspaniałych krajobrazów oraz oczywiście jezior. Są jednak 2 takie miejsca, które naprawdę warto odwiedzić, lecz niewiele osób o nich słyszało. Miejsca leżą obok siebie.

Bachanowo

Położone nad jeziorem Hańcza – Bachanowo słynie z naturalnego, polodowcowego krajobrazu. Jego głównym elementem jest głazowisko. Jest to rezerwat o powierzchni prawie 1 hektara, na którym znajduje się mnóstwo głazów. Jest ich tam około 10 000 sztuk! Obwód wynosi od 50 cm do nawet 8 metrów.

 

Głazy matka natura przetransportowała na Suwalszczyznę aż ze Skandynawii. Jak takie wielkie i ciężkie obiekty pokonały tak wiele kilometrów? Znajdowały się w lodowcu. Gdy ten zniknął, głazy pozostały.

 

Łąka, na której znajdują się polodowcowe kamienie jest pod ochroną rezerwatową.

Foto – Rumun999 z polskiej Wikipedii, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8707134

Wodziłki

3 kilometry na wschód od Bachanowa znajdują się Wodziłki, mała miejscowość, gdzie możemy odwiedzić unikalną perłę architektury, jaką jest Molenna. Czyli obiekt sakralny należący do Wschodniego Kościoła Staroobrzędowego (niekanoniczny Kościół prawosławny).

 

Świątynia powstała w 1921 roku. Jest drewniana. Posiada wieżę, którą dobudowano w 1928 roku. Molenna znajduje się w rejestrze zabytków. Została gruntownie wyremontowana w 1997 roku.

 

Foto – pl.wiki: Wp – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1006418

Dworzec kolejowy w Augustowie przestanie straszyć. Jest nowy właściciel.

Dobra wiadomość z Augustowa! Zabytkowy dworzec kolejowy, który przez 8 ostatnich lat zamieniał się w ruinę nareszcie zyska blask. Wszystko za sprawą samorządu. Władze letniej stolicy Polski odkupiły budynek od prywatnej osoby, która miała zainwestować, lecz ostatecznie nic nie zrobiła. Za jakiś czas podróżni będą mieli znów poczekalnię, cały teren wokół zostanie uporządkowany, a być może nawet wyremontowana zostanie ulica dojazdowa. W samym budynku zaś oprócz miejsca oczekiwań może się pojawić też siedziba jakiejś miejskiej instytucji.

 

Obiekt został zamknięty w 2009 roku. Kilka lat później PKP sprzedało budynek prywatnej osobie, która miała przeprowadzić inwestycje. Nic z tego nie wyszło, a budynek do tej pory stoi zamknięty i straszy swoim wyglądem. Warto dodać, że latem miejsce to przeżywa oblężenie, bo wielu turystów, by nie stać w korkach (w letnie weekendy krajowa 8 jest dosłownie zatkana) wybiera podróż pociągiem. Jest także sporo rowerzystów, którzy jeżdżą po Suwalszczyźnie, lecz na wieczór wracają np. do Białegostoku.

 

Dworzec kolejowy w Augustowie powstał w 1897 roku. Wówczas uruchomiono linię kolejową z Suwałk do Grodna. W latach czterdziestych XX wieku obiekt był świadkiem historii. Z tego miejsca wywożono Polaków na Syberię. 

 

Dworzec może być otwarty już wiosną.

Popularna trasa turystyczna zyska ścieżkę rowerową!

Powstaje 7 kilometrów ścieżki rowerowej na trasie Augustów – Przewieź. To dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy uwielbiają spędzać czas na Pojezierzu Augustowskim, bowiem trasa będzie prowadzić wzdłuż międzynarodowej trasy. 

Dzisiaj jeżeli chcemy dojechać do Przewięzi, to jedyny dojazd prowadzi drogą krajową nr 16. Każdy rowerzysta doskonale wie jak bardzo niebezpiecznie jest jeździć tą trasą, gdyż prowadzi ona do granicy z Litwą. Ruch samochodowy jest na niej spory, a jak wiemy kierowcy bardzo często mają w złym zwyczaju wymijać rower przy samych nogach. Teraz to się zmieni, bowiem ścieżka będzie odseparowana od jezdni, a cykliści będą mogli dojechać bezpieczniej do Przewięzi, gdzie mogą wypocząć lub jechać dalej bezpieczniejszą drogą lokalną, która łączy się z miejscowością Rudawka.

 

Przypomnijmy, że z Mikaszówki wybudowana zostanie dalsza część drogi rowerowej biegnącej wzdłuż Kanału Augustowskiego aż do Grodna! Już dziś by tam pojechać innymi środkami lokomocji niż samochód nie potrzebujemy wizy, a jedynie specjalne zezwolenie z białoruskiego biura turystycznego, dzięki któremu w obwodzie grodzieńskim możemy przebywać 5 dni! 

 

 

5 najbardziej dzikich terenów na Podlasiu. Niebezpieczne i kompletnie odludnione

Gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? – Zapewne słyszeliście to lub nawet sami tak mówiliście wiele razy. Każdy kto był w Bieszczadach wie, że to przyjemne miejsce, ale… jeżeli szukacie prawdziwej dzikości, to powinniście jej szukać na Podlasiu. Przedstawimy 5 miejsc, w których gdybyście teoretycznie się zaszyli, to nie zobaczylibyście żywego ducha prawdopodobnie przez lata bądź nigdy. Wyprawa w te miejsca jednak byłaby zbyt ryzykowna, bo można utknąć na bagnach, nie ma czegoś takiego jak zasięg telefoniczny lub zostać zaatakowanym przez wystraszone dzikie zwierzęta. Choć niedźwiedzi u nas nie ma (chyba), to taki jeleń mógłby zabić równie szybko uderzając rozłożystym porożem.

 

Trzeba mieć jednak świadomość, że na Podlasiu jest takich miejsc co najmniej 5. Oto i one:

 

1. Okolice Suraża. O tym miejscu już wspominaliśmy jakiś czas temu. Teren między Surażem, Pietkowem, Topczewem i Samułkami to prawdziwa pustynia! Tyle, że zamiast piachu mamy niekończące się łąki, bagna i cieki wodne. Oczywiście miejscowe władze doskonale sobie zdają sprawę jaki skarb posiadają i że ciekawscy i tak tu będą próbować dotrzeć. Dlatego też jest miejsce, gdzie utworzono wieżę widokową, wiatę biwakową i czatownię do obserwacji ptaków! Dzikich rzecz jasna.

 

Żeby się tam dostać najłatwiej jest dojechać do Pietkowa, a następnie na Pietkowo Drugie i Ostrów. W Ostrowie dojeżdżamy do ogromnego zbiornika wodnego i odpoczywamy od ludzi.

 

2. Puszcza Białowieska. W ścisłym rezerwacie jest takie miejsce, gdzie nie ma szans na dotarcie. Nawet jeśli ktoś się uprze, to i tak lepiej się tam nie zapuszczać także, bo można napotkać żubra, wilka albo rysia. Te spłoszone zwierzęta mogą nas poturbować i rozszarpać, a słuch po nas zaginie na zawsze.

 

Te miejsce to bardzo gęsta część Puszczy między rzeczkami Swożna oraz Orłówka.

 

3. Puszcza Knyszyńska. Bardziej bezpieczne (to nie znaczy, że zupełnie bezpieczne) będzie wybranie się do Puszczy Knyszyńskiej. Tam w miejscowości Królowe Stojło można przejść 10 km odcinek, gdzie będzie tylko gęsta Puszcza i nic więcej. Należy pamiętać, że i tam bogato jest w dzikie zwierzęta.

 

4. Biebrzański Park Narodowy. To już dzicz totalna. Las i bagna. Ostatnia miejscowość, gdzie jest cywilizacja to Grzędy. Dalej na zachodzie tylko totalna, kompletna i niebezpieczna dzicz.

 

5. Puszcza Augustowska. Ostatnie miejsce to kolejna Puszcza. Tym razem Augustowska. Jest takie miejsce, że od Augustowa idąc prosto do najbliższej miejscowości moglibyśmy dojść (lub i nie) dopiero po pokonaniu 20 km. Dlatego zgubić się w Puszczy Augustowskiej to byłby duży problem. Tam także nie brakuje dzikich zwierząt i trudnych terenów. Żeby tam się dostać wystarczy wybrać się 5 km na południe od Suchej Rzeczki. Będziemy pośrodku niczego.

 

Ten artykuł powinien mieć tytuł – Podlaskie – gdzie absolutnie nigdy się nie wybierać. Znamy jednak wariatów, którzy tego typu miejsca odwiedzają z wielką lubością. Jeden nawet w takiej dziczy się wychował – pozdrawiam Dawid 😉

Pojedziemy rowerem wzdłuż kanału Augustowskiego do Grodna!

To dobra wiadomość. Podlaskie władze doszły do porozumienia z włodarzami Grodna. Czego efektem będzie utworzenie ścieżki rowerowej prowadzącej z granicy Polski aż do Grodna. Ścieżka będzie biec wzdłuż kanału Augustowskiego. Oczywiście, jak do tej pory nie trzeba będzie mieć wizy. Dlatego wszyscy rowerowi zapaleńcy żądni zdobywania nowych terenów mogą zacząć planować wyjazdy od wiosny 2018 roku!

 

Ścieżka będzie zaczynać się w Mikaszówce, nieopodal Augustowa. Tamtymi terenami przebiega Kanał Augustowski, którym można pływać nie tylko w Polsce, ale też na Białorusi. Teraz białoruska strona będzie także rozbudowana o ścieżkę rowerową. Cały projekt AugustVelo, zapewne będzie przypominać GreenVelo. Czyli rowerzyści mogą zapomnieć o pięknym i równym asfalcie o jakim marzyli, gdy te powstawało, a będą mogli liczyć po prostu na oznakowanie trasy i na miejsca postojowe z wiatą i ławkami. Jednak jak to się mówi, lepszy rydz niż nic. 

 

Białoruś dla Polaków wciąż jest mało znana. O tym kraju w Polsce przez lata mówiło się głównie źle. Jednak od jakiegoś czasu to się zmienia. Rozwój internetu małymi krokami odczarowuje Białoruś, pokazując ją jako piękne, czyste i dobre na wypoczynek miejsce, a nie jak kiedyś jako komunistyczny reżim, który czyha na Polaków. Swoje zrobili także włodarze obu krajów normalizując stosunki dyplomatyczne, zaś regionalne władze zaczęły współpracować ze sobą intensywniej, czego efektem jest możliwość zwiedzania obwodu grodzieńskiego przez 5 dni bez wizy. Potrzeba jedynie paszport, ubezpieczenie i pozwolenie z białoruskiego biura turystycznego. 

 

Przyjedź posłuchać jeleni nad Wigrami

Rykowisko nad Wigrami – to bardzo ciekawa propozycja dla wszystkich miłośników przyrody na najbliższy piątkowy wieczór. 15 września o 18.30 warto pojawić się w Wigierskim Parku Narodowym. Tam najpierw wysłuchać będzie można opowieści o jeleniach Tomasza Huszczy, później zaś pokazany będzie film z cyklu “Obserwator”. Tuż po nim odbędzie się główna atrakcja wieczoru czyli nasłuchy jeleni w terenie. Całość zakończy się ogniskiem.

 

Wstęp jest możliwy po zapisaniu się i wykupieniu karty wstępu do Parku.

 

Start: 15 września 2017
Słupie, Ośrodek Edukacji Środowiskowej

 

Program:
18:30 Opowieści o jeleniach Tomasza Huszczy
19:10 Pokaz filmu z cyklu Obserwator
19:30 Nocne nasłuchy jeleni w terenie
22:00 Ognisko

 

Wstęp – 5zł, ulgowy 2,5 zł
Zgłoszenia należy wysyłać na: ela.perkowska@wigry.org.pl

 

5 propozycji na deszczowe dni. Co robić na Podlasiu?

Pogoda za oknem taka jak każdy widzi. Można siedzieć w domu i przerzucać kanały od telewizora, można surfować po internecie, a można ciekawie spędzić czas. Zobaczcie 5 naszych propozycji na spędzenie czasu na Podlasiu podczas deszczowych dni.

 

1. Obecnie w lasach jest zatrzęsienie grzybów. Ludzie wynoszą je pełnymi wiadrami. Wszystko to przez obecną pogodę, która sprzyja wyrastaniu grzybów. Można też na tym zarobić – istnieją bowiem skupy grzybów. Jednak usmażenie leśnych zdobyczy razem z cebulką i zjedzenie ze śmietaną – jest dużo więcej warte niż sprzedaż.

 

2. Na basenie nie pada, ale też jest dużo wody.Warto wybrać się na ul. Włókienniczą – gdzie znajduje się oprócz basenu strefa relaksu (sauny, jacuzzi) lub do hotelu Gołębiewskiego – gdzie również znajduje się mini-aquapark – mamy tam do wyboru różne jacuzzi, sauny, brodzik, basen z falą i hydromasażami, a także normalny basen sportowy – oraz zjeżdżalnię. Większy basen czy też park wodny znajduje się również w Hajnówce czy Suwałkach.

 

3. Na lodowisko! Tak, mamy wrzesień a lodowisko w Białymstoku już działa. Dzięki temu, że wiele lat temu przebudowano obiekt – dziś można z niego korzystać cały rok. Jednakże robi się przerwę wakacyjną. A że mamy już wrzesień, to można wskoczyć w łyżwy i szusować po tafli.

4. Park trampolin to dobra okazja by poprawić swoją kondycję. Wszak skakanie i odbijanie się nie należy do najłatwiejszego zadania – szczególnie po kilku minutach. Po godzinie będziemy niezwykle umęczeni… ale bardzo radośni.

 

5. Spacer w deszczu. Niczym bohater komedii Woody Allena – O północy w Paryżu, tyle że w Białymstoku można wybrać się na zwykły spacer po mieście. Jeżeli wierzyć reżyserowi, są ludzie którzy kochają spacery w deszczu. Teraz pora jest idealna – jeszcze lato, więc w dzień nie zmarzniemy od deszczu. Chyba, że ktoś chce o północy – to głowy nie dajemy.

Wypad na Suwalszczyznę. Co zwiedzić i gdzie jechać?

Lato sprzyja podróżom. W najbliższy weekend, jeżeli pogoda w końcu dopisze, to możecie wybrac się na Suwalszczyznę. Zimą straszy niskimi temperaturami, latem zaś łagodna jak baranek.

 

Podróż powinniśmy rozpocząć od Augustowa. Tuż przy bulwarach kupimy przepyszne lody, a następnie możemy wsiąść na statek, który zabierze nas nad dzikie tereny Rospudy. Z pokładu obejrzymy unikalną przyrodę występującą w tamtym miejscu.

 

Kolejny krok naszej wycieczki to Stary Folwark i pokamedulski zakon w Wigrach, którego początki datuje się na XVII wiek. Z wieży kościoła możemy podziwiać przepiękne widoki na jezioro Wigry. Dodatkowo możemy przejśc się przez cały kompleks budynków i podziwiać wspaniałą architekturę.

Po takim spacerze na pewno zgłodniejemy, dlatego też warto wybrać się na dalszą część wycieczki do Szelmentu. Tam najpierw zjemy obiad, zaś później możemy wybrać się na plażę lub na wyciąg nart wodnych.

 

Gdy już się wyszalejemy, to warto zahaczyć na chwilkę o jeszcze dwa ciekawe miejsca na mapie – pierwsze to miejscowość Smolniki, gdzie kręcono niektóre sceny Pana Tadeusza. Przepiękne widoki na jeziorko, kompletna cisza i unikalny krajobraz. Jest oczywiście punkt widokowy, dzięki któremy zobaczymy wszystko w pełnej okazałości! Drugi punkt do zahaczenia to trójstyk granic. Miejsce, gdzie stykają się ze soba 3 kraje – Polska, Rosja i Litwa.

 

A gdy już to zrobimy, to warto też postawić krok tuż za granicę województwa. W Stańczykach będą czekać na nas wspaniałe, wielkie akwedukty, po których kiedyś jeździły pociągi. Wejście na akwedukty jest płatne.

I tutaj należy zakończyć wycieczkę. Własnie zwiedziliśmy Suwalszcyznę w pełnej okazałości!

 

Podlaskie plaże są dużo lepsze niż te nad morzem. Sprawdźcie dlaczego.

Bez parawanów, krzyczących sprzedawców i drakońskich cen! Wybieramy najlepsze plaże w Podlaskiem, które mogą konkurować z nadmorskimi kurortami.

 

W ostatnim czasie polskie Morze Bałtyckie ma złą prasę. Z roku na rok jest tam coraz drożej, nie można w spokoju wypocząć, bo co chwile sprzedawcy jedzenia wydzierają się na cała plażę, że mają gorące pierogi, lody czy popcorn. Ostatnio pojawił się kolejny głupi trend – wydzielanie sobie kawałka plazy parawanami. Najwyraźniej pokochaliśmy mieszkać w zamkniętych osiedlach i ten trend przywieźliśmy nad morze. Zaś reszta podpatrzyła i naśladuje. Efekt? Koszmarny. Całe plaże zabudowane parawanami, nie da się przejśc. Czy w takich warunkach da się wypoczywać? Absolutnie nie!

 

Tymczasem w Podlaskiem mamy bardzo dużo miejsc, gdzie jedyne co słychać to krzyki bawiących się w wodzie dzieci i ewentualnie muzykę. Plaże już dawno przeszły renesans i są obłożone złotym piaskiem, zaś w pobliżu bez problemu znajdziemy toalety i gastronomię. Przejrzymy najlepsze kąpieliska w regionie. Od razu musimy zaznaczyć. Za najlepsze trzeba uznać miejsca, w których woda jest czysta! Oczywiście, kąpieliska przechodzą badania sanitarne, ale największym dowodem na to, że woda w danym miejscu jest wyjątkowo czysta – jest fakt, że znajdują się w niej raki. Najlepszej jakości woda znajduje się przede wszystkim w jeziorach polodowcowych – a takich nie brakuje na Suwalszczyźnie.

 

Od lat tłumy można napotkać w Augustowie, choć w jego okolicach jest dużo lepiej. Tuż pod letnią stolicą Polski mamy miejscowość – Przewięź. Od lat cieszy się ono ogromnym zainteresowaniem “wtajemniczonych” – czyli tych, szukających spokojnych plaż bez gigantycznych tłumów. Przede wszystkim w Przewięźi można plażować nad dwoma jeziorami do wyboru. Pierwsze to Studzieniczne zaś drugie to Białe Augustowskie. 

 

Drugie miejsce jeszcze lepsze od pierwszego. To Sucha Rzeczka i Serwy, a także Płaska i okoliczne śluzy. Przepięknie jest również pod Sejnami w Gibach, tuż przy granicy z Litwą – gdzie są jeziora Gieret, Pomorze i Zelwa. Trudno nie wspomnieć o Jeziorze Wigry, gdzie można się kąpać przy ośrodku PTTK w Starym Folwarku. Ostatnie, choć nie najgorsze – to jezioro Szelment

 

Jeżeli chodzi o jakość wody, to wszystkie powyższe są absolutnymi prymusami. Jeżeli chodzi o nawierzchnię, to można napotkać piaszczystą – jak nad morze, ale też trawiastą, jeżeli ktoś nie przepada. Tereny są tak ukształtowane, że dla każdego coś miłego. Pod względem atrakcji też jest ciekawie. Oczywiście bez problemu wypożyczymy sprzęt wodny, ale też wybierzemy się na wycieczki statkiem – to w Augustowie. W Szelmencie natomiast będziemy mogli poszaleć na wyciągu nart wodnych. Zaś w pozostałych na pewno możemy liczyć na bardzo duży spokój i względną ciszę. W każdym z wymienionych miejsc bez problemu odnajdziemy blisko gastronomię, toalety i noclegi

 

Jest też wiele mniejszych jeziorek, które są jeszcze spokojniejsze i jeszcze cichsze. Jednak te proponujemy odkryć samodzielnie. Bo, gdy o nich napiszemy może już tam nie być aż tak cicho i spokojnie…

Green Velo i Kanał Augustowski. Turyści zyskują na współpracy obu krajów

Polacy i Białorusini wspólnie debatowali o kanale Augustowskim, którym można się poruszać w obu krajach. Ważnym elementem rozmów było poszukiwanie rozwiązań dla aktualnych problemów. Między innymi co zrobić, gdy poziom wody w kanale jest zbyt niski. Dodatkowo rozmawiano też o możliwości wpisania kanału na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dodatkowym tematem było połączenie szlaku Green Velo z drogami dla rowerów na Białorusi.

 

W tym roku grupa spotka się po raz kolejny. Warto zaznaczyć, że oba kraje współpracują ze sobą ze względu na rozwój turystyki w tamtym regionie. Białorusini mimo, że nie należą do Unii Europejskiej, to wprowadzili takie regulacje, że można po ich stronie korzystać z kanału Augustowskiego bez wiz. Jeżeli dodamy do tego planowanie połączenie szlaków rowerowych i inne ułatwienia dla turystów, którzy mogą bez wiz zajść lub zajechać rowerem do białoruskiej części Puszczy Białowieskiej, a także wybrać się do Grodna, to możemy powiedzieć, że współpraca polsko-białoruskich grup układa się nieźle i z korzyścią dla polskich turystów.

Dieta Podlaska. Przygotowaliśmy 100-procentowe regionalne menu

Dieta Podlaska nie jest może fit, ale za to jaka pyszna! Dania, które są dobrze znane w naszym regionie to raj dla wszelkiej maści łasuchów. Do tego należy dodać, że większość z nich jest tania! Specjalnie dla Was przejrzeliśmy podlaską kuchnię, by zaproponować całodniowy jadłospis.

Śniadanie

Zaznaczymy od razu, że nie kierujemy się chęcią reklamowania tylko własnym doświadczeniem połączonym z dostępnością produktu. Na śniadanie najlepszy będzie chleb pieczony w jednej z podlaskich piekarń. Największy prym wiedzie “Okruszek”, to tam można kupić codziennie świeże wypieki. Możemy też spróbować znaleźć chleb wiejski na zakwasie z liściem. Pieczywo zaś posmarować możemy posmarować masłem Mlekovity lub Piątnicy. Co położymy na kanapkę? Oczywiście Ser Koryciński. Podobno jest produkowany w niezmienionej recepturze od ponad 300 lat!

 

Jeżeli komuś kanapki to za mało, to polecamy wybrać się na lokalny targ na przykład w Sokółce – gdzie kupimy jajka z wolnego wybiegu. Jeżeli do tej pory jedliście tylko jajka sklepowe, to wierzcie na słowo – różnica w smaku jest naprawdę odczuwalna!

 

Wszystko to możemy popić kwasem chlebowym lub podpiwkiem.

Obiad

Jak wiadomo obiad składa się z dwóch dań. Pierwsze to oczywiście zupa. Możemy pójść w klimaty Tatarskie. Wpierw zjedzmy “Łapaszę”, którą dostaniemy w Kruszynianach. A na drugie… no cóż wiadomo – Pierekaczewnik. Również zjemy w tym samym miejscu.

 

Alternatywnie możemy wybrać się do Supraśla, gdzie możemy wsunąć przepyszne kartacze lub babkę ziemniaczaną. Oczywiście z kapustą kiszoną! A żeby dobrze się trafiło, to przepłukajmy gardło setką Ducha Puszczy, którego dostaniemy w okolicach Hajnówki.

 

Niektórzy zamiast alkoholu mogą wybrać deser. Najbardziej podlaskie ciasto to Marcinek, również dostaniemy w Hajnówce i okolicach.

Kolacja

Na koniec dnia powinniśmy zjeść coś lekkiego. Na naszym talerzu powinny znaleźć się zatem ogórki – oczywiście z Kruszewa, a do tego kilka plastrów mięsiwa lub kiełbasy z dziczyzny. Musicie uwierzyć na słowo, że jest przepyszna! A można ją zdobyć choćby w Białowieży.

 

Po tak wspaniałym dniu, lepiej nie stawać na wagę…

 

fot. ayustety / Wikipedia

Wycieczka rowerowa doliną Czarnej Hańczy

Już jutro o 10.00 Wigierski Park Narodowy zorganizuje wycieczkę rowerową “Doliną Czarnej Hańczy”. Trasa obejmie – jak w tytule wyprawy – dolinę Czarnej Hańczy. Czyli to propozycja dla miłośników rowerownia, a także przyrody. Warto przypomnieć, że tereny Suwalszczyzny pod względem rowerowym – to głównie pagórki, więc osoby, które zdecydują się na wyjazd będą musieli się zmierzyć z własnymi mięśniami. Jednak dla widoków na pewno warto!

 

Zapisać się można na wyprawę do dziś do godz. 14. Zbiórka jutro przy budynku dyrekcji WPN.

Woda na plaży będzie oczyszczona

Zbiornik Arkadia w Suwałkach to miejsce, które przyciąga tak samo mieszkańców jak w Białymstoku Plaża Dojlidy. Jednak jak to z zalewem bywa – jakoś wody cały czas się pogarsza. W ostatnim czasie wykonano badania, które miały wykazać co pomoże polepszyć Arkadię. Naukowcy Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego po serii badań dowiedli, że należy zadbać o wodę z rzeki Czarna Hańcza, która wpływa do zalewy. Na jakość zbiornika wpływa nadmiar fosforu i azotu.

 

Po tych badaniach – włodarze Suwałk postanowili zmierzyć się z problemem już w przyszłym roku. Zanim jednak to zrobią – wykonają swoje badania. Inną sprawą wpływającą na stan wody jest złe zarybienie zalewu. Jest w nim za dużo płoci oraz uklei, a za mało drapieżnych ryb, które by wyregulowały ilość ryb.

 

Władze Suwałk chcą też wybudować specjalne filtry, jeżeli powyższe zabiegi nie pomogą.

 

fot. Marcin Suwalczan / Wikipedia

 

Tajemnicza osada wykopana przez robotników

Suwałki wkrótce będą miały swoją obwodnicę, własnie trwają prace drogowe. Na nowej drodze w okolicach ul. Krzywólka, tuż obok rzeki Czarna Hańcza odnaleziono osadę. Archeolodzy na miejscu ocenili, że powstała ona około III-IV wieku naszej ery. Prymitywna osada miała piece i ceramikę. Wspomniany czas to tak zwana epoka wielkich wędrówek ludów. Według badań trwała wówczas ekspansja Europy.

 

Odnaleziona osada może należeć do kultury sudowskiej. Były to plemiona, które prowadziły swój żywot właśnie przy dorzeczu Czarnej Hańczy. Tereny te były zasiedlone przez plemiona Jaćwingów. Warto zaznaczyć, że o ludności tej wiadomo niewiele. Ludność praktykowała szkieletowy obrządek pogrzebowy na płaskich cmentarzyskach. Z czasem pojawiły się szkieletowe groby pod kurhanami. W kolejnej fazie zbiorowe groby popielnicowe umieszczano również pod kurhanami.

 

Odnalezione przez robotników fragmenty osady po badaniach trafią do Muzeum Okręgowego w Suwałkach.

 

Czarna hańcza. fot. SkyMaja / Wikipedia 

Mała gmina na końcu świata, duże zamieszanie. Tu kręcono Pana Tadeusza.

Jak podało Radio5, wójt gminy Rutka-Tartak Jan Racis po 25 latach urzędowania zrezygnował ze swojego stanowiska. Czytając komentarze pod tą wiadomością można dostrzec, że mieszkańcy bardzo żałują jego odejścia i uważają, że to były wspaniałe czasy dla gminy, a teraz zacznie się walka o “stołki”.

 

Rutka-Tartak to mała miejscowość położona jest na samej północy Polski, tuż przy granicy z Litwą. W skład gminy oprócz Rutki-Tartak wchodzi jeszcze kilka mniejszych wiosek. W jednej z nich przed laty kręcono sceny do filmu Pan Tadeusz – Andrzeja Wajdy. Rutka-Tartak to przede wszystkim gmina turystyczna, w której wiele jest jezior. Rzut beretem od Rutki jest szerzej znany Szelment, gdzie co roku przyjeżdża sporo narciarzy, a teraz też i narciarzy wodnych. Zimą wszystkie kwatery w okolicy są zawsze zajęte i mocno oblegane. Siłą rzeczy korzysta na tym również Rutka-Tartak.

 

W komentarzach pod informacją o rezygnacji wójta – mieszkańcy wskazują, że ten potrafił z każdym dojść do porozumienia, gmina się rozwijała, nie było też zadłużenia – co w polskich warunkach jest bardzo trudne, gdyż wielu samorządowców najpierw zaciąga gigantyczne kredyty, a potem wydaje pieniądze na potęgę. Wystarczy spojrzeć na sąsiadujące z Rutką-Tartak Sejny, które mają gigantyczne kłopoty finansowe, choć mogłyby korzystać na turystyce podobnie jak Rutka-Tartak.

 

Mieszkańcy zapewne obawiają się zmian. Trzymamy kciuki, by następca wójta nie puścił Rutki-Tartak z torbami, a gmina nadal się rozwijała.

 

fot. Hugo.arg / Wikipedia

Bardzo cenny obraz trafi do suwalskiego muzeum

Bardzo cenny obraz trafi do Muzeum Okręgowego w Suwałkach. “Wilki nocy” – Alfreda Wierusza-Kowalskiego to kompozycja olejna na płótnie o wielkości 79 x 104 cm. Według krytyków, praca artysty, a przy okazji patrona jednej z ulic w Suwałkach ma bardzo wysoki poziom. Wyróżnia się spośród innych dzieł Wierusza-Kowalskiego. Obraz został namalowany z myślą o wystawie sztuki w Paryżu w 1910 roku. W suwalskim muzeum znajdują się też inne dzieła malarza – “Śmiejąca się dziewczyna” czy “Orszak wieśniaków”.

 

Alfred Wierusz-Kowalski urodził się w Suwałkach w 1849 roku. Od 1873 roku przebywał w Monachium i tam też zmarł. Pierwotnie tam pochowany, jednak po latach sprowadzono jego prochy do Polski i pochowano na Powązkach. 

Mistyczne Podlasie. Granica to bardzo pociągające miejsce

Podlaskie jest specyficznie położone. Na północy mamy trójstyk granic Rosji, Litwy i Polski. Tam też jest granica dwóch województw: podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Głęboko ukryty w Puszczy Augustowskiej jest kolejny trójstyk – granic Polski, Litwy i Białorusi. Na południu województwa mamy niewielką miejscowość Niemirów – tam stykają się ze sobą kolejne granice. Polski i Białorusi a także województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Na północnym zachodzie stykają się ze sobą kolejne 3 granice – województw podlaskiego, mazowieckiego i warmińsko-mazurskiego. Można powiedzieć ot normalna sprawa, były wojny, był podział administracyjny i tak własnie zarządzono i tak właśnie jest.

 

W granicy jednak jest również pewien mistycyzm. Tak jak w znakach zodiaku, naszych imionach czy liczbach. Z jednej strony pozornie bez znaczenia, z drugiej można wierzyć, że urodząc się w okresie danego znaku zodiaku nasz charakter ma określone właściwości, podobnie z imieniem czy szczęśliwą liczbą. To wszystko można oczywiście sprowadzić do kabały, jednak jest coś pociągającego w tych cechach. Tak samo z granicami – każde z tych miejsc, gdzie stykają się granice w pewien sposób uwodzi. Jest mieszanką pewnych cech. Na pozór nic tam nie ma – pola, lasy czy rzeki. Jednak człowiek, który potrafi obcować z naturą może dojrzeć, że za tą granicą, która jest umowna przecież – może znajdować się zupełnie inny świat, może podobny, tożsamy, ale jedna już inny.

Przyjrzyjcie się powyższemu zdjęciu. Zostało one zrobione na brzegu Bugu w Niemirowie. Po drugiej stronie wody mamy województwo lubelskie. Na pozór takie same, a jednak inne. Nie widać tego jednak z poziomu ulicy. Być może nie widać tego też bezpośrednio za pierwszymi drzewami, ale widać to nieopodal granicy. Słońce tam świeci już inaczej, szczegóły w architekturze już się zmieniają, nawet kolory płotów nie te same. Inne zdobienia na przydrożnych krzyżach i kapliczkach i ludzie inaczej mówią.

 

Ta granica, którą widzimy na mapie tak naprawdę jest umowna. Prawdziwa jest bardzo płynna, nierówna i niekiedy nieuchwytna, ale nie dlatego, że jej nie ma, dlatego, że przeoczona. Dlatego jeśli będziesz drogi Czytelniku kiedyś na granicy, to nie patrz na nią płasko i obojętnie, postaraj się dostrzec granicę, by poczuć mistycyzm tego miejsca.

Tak promuje się Augustów. Zobacz film

Ścieżkami rowerowymi, uzdrowiskiem i ekstremalnymi sportami wodnymi między innymi tymi atrakcjami promuje się Augustów. Klipy można było zobaczyć w komunikacji miejskiej w Warszawie.

 

Obejrzyjcie film. I napiszcie w komentarzach – za co Wy lubicie Augustów?

Wilki uaktywniły się w Wigierskim Parku Narodowym

Najnowsze obserwacje wskazują, że na terenie Wigierskiego Parku Narodowym przebywa obecnie 20 wilków. Jako potwierdzenie tego faktu było zdarzenie z Krasnopola, o którym pisaliśmy kilka dni temu. Została mocno poszkodowana hodowla owiec. 20 z nich została zagryziona własnie przez wilki.

 

Warto wiedzieć, że wbrew pozorom zwierzęta hodowlane nie są zbyt chętnie i często atakowane przez wilki. Te wolą nie zbliżać się do terenów ludzi. Najczęściej, gdy jedno z rodziców wilczej rodziny ginie, to zostaje zaburzona struktura watahy. To powoduje, że przywódca stada ma większy kłopot z wykarmieniem młodych wilków. Wtedy też wilki podejmują bardziej ryzykowne działania – jak w tym przypadku – atakując owce.

 

Na Podlasiu jest bardzo wiele wilków, jednak spotkanie ich graniczy z cudem. Żeby napotkać wilka trzeba poczynić bardzo wiele trudnych przygotowań i uzbroić się w cierpliwość.

W Augustowie odbyła się olimpiada

Czy Augustów przez kilka dni był swego rodzaju miastem olimpijskim? Coś jest na rzeczy. Na niemieckim medalu z 1915 r. można odnaleźć nazwę kurortu, laur olimpijski, a także napis ”Dem Sieger Im Olympia Prufungskampf”.  Pozyskanie konkretnych informacji na jego temat nie jest rzeczą łatwą. Pewne jest tylko to, że chodziło tu o zawody wojskowe zorganizowane przez Niemców. Dlatego też należałoby przeszukać archiwa niemieckiej prasy aby dowiedzieć się czegoś więcej.

 

Jakie konkurencje można było rozgrywać w kurorcie? Z pewnością takie związane z wodą, a więc kajakarstwo czy wioślarstwo. Dowodów jednak nie ma. W augustowskim muzeum znajdują się zdjęcia z zawodów, ale dostrzeżemy na nich jedynie najwyższych stopniem dowódców stojących na specjalnie skonstruowanym podium. Podczas uroczystości prawdopodobnie obecny był Hindenburg.

 

Augustów nie był jednak jedynym miastem w Polsce gdzie rozgrywano taką wojskową olimpiadę. Podobne sportowe zmagania organizowano też w innych miastach. Wzór medalu pozostawał stały, zmieniała się jedynie wygrawerowana na nim nazwa miejscowości. 

 

Gorzałka z pieprzem uratowała miasto od śmierci

Na początku XIX nad Augustów napłynęło morowe powietrze. Ludność uciekała jak najdalej w głębokie rejony Puszczy, lecz i tam dosięgała ich zaraza. Zwłoki można było napotkać wszędzie. Ciała trzeba było godnie pochować, lecz większość obawiała się o swe życie. Na ochotnika zgłosił się niejaki podstarzały Cimoch. Podobno kopał groby własnymi rękoma. Chorych natomiast dźwigał na barkach do szpitala.

 

Tam też wymyślił lekarstwo. Kuracja była dosyć nietypowa – gorzałka z pieprzem i czołganie się na twardych deskach. Cimoch wywarł ogromny wpływ na pozostałych. Ludność po prostu przestała się bać choroby, co spowodowało stworzenie systemu opieki nad cierpiącymi. Gdy epidemię udało się powstrzymać, Cimoch osiedlił się w drewnianej budce pod miastem. W środku ktoś umieścił w niej modrzewiową figurkę Chrystusa.

 

Przez kilka lat zbierał pieniądze na budowę kaplicy. Wraz z towarzysze, wędrownikiem Szczerbińskim, tułali się po świecie zbierając datki. Po powrocie miejsce obsadził topolami i zbudował parkan. Na kilka dni przed śmiercią po raz pierwszy i ostatni zachorował. Twierdził, że 150 lat to i tak wystarczająco dużo. W rzeczywistości był jednak nieco młodszy. Według danych urzędniczych było ok. 40 lat młodszy. Tak czy siak dożył imponującego wieku.

 

Po Cimochu zostały wspomnienia i kapliczka, przy której po wojnie założono budkę z piwem. Podobno nie ma było dnia bez ”ogonka”. Kolejki po trunek stały się normą. Każdy rolnik po powrocie z pola chciał bowiem ugasić pragnienie.

Cud nad jeziorem. Rzeka zmieniła swój kierunek.

Nad jeziorem Studzienicznym w Augustowie zlokalizowane jest znane w całym kraju Sanktuarium Maryjne. Prowadzi do niego grobla połączona z lądem. Okoliczna wieś o tej samej nazwie co jezioro, powstała w drugiej połowie XVIII w. i do dziś stanowi ważne miejsce odpustowe, zwłaszcza w Zielone Światki. Świętość tego miejsca wiąże się jeszcze z czasami pogańskimi.

 

Początki kultu maryjnego sięgają niezwykłych zdarzeń, które w chwili klęsk żywiołowych, uznane były za cudowne. Pobliska rzeczka zmieniała bowiem kierunek swego prądu, a na drzewie ukazała się Matka Boska. Pod koniec XIX w. wybudowano kaplicę w stylu neoklasycystycznym. Wewnątrz niej mieści się cudowny obraz Matki Bożej Studzieniczańskiej, ukoronowany złotem papieskim w 1995 roku.

 

Jest to XVIII-wieczna kopia dzieła z Częstochowy, a jej autor do dziś pozostaje nieznany. Za jego wstawiennictwem dokonało się wiele uzdrowień fizycznych i duchowych. 9 czerwca 1999 r. Sanktuarium odwiedził szczególny gość – papież Jan Paweł II. Do Studzienicznej przypłynął ON łodzią w dniu wolnym od apostolskiego trudu. Na cześć tego wydarzenia wybudowano pomnik, przedstawiający pielgrzyma z laską i różańcem. Umieszczono na nim pamiętne słowa: ” Byłem tu wiele razy, ale jako papież po raz pierwszy i chyba ostatni”.

Święte miejsce w Puszczy. Na czym polega jego fenomen?

Nad rzeką Rospuda przepływającą przez Puszczę Augustowską odnajdziemy owiane tajemnicą ”święte miejsce”. Jego sława sięga jeszcze czasów pogańskich. Ze wzgórza porośniętego lasem iglastym wypływa źródełko o magicznych właściwościach. Na tle świerków nie sposób nie zauważyć drewnianych i kamiennych krzyży. Jeden z nich jest wyraźnie nadpalony, a w miejscu spękań wetknięto monety.

 

Początki ”świętego miejsca” wiążą się z objawieniem świętego Jana. W pewien wiosenny dzień ukazał się on staruszce gdy ta przyprowadziła krowy na łąkę. Cała okolica rozbłysła a wielki dąb runął na ziemię. Wystraszona uciekła i opowiedziała o wszystkim proboszczowi. Wraz z innymi mieszkańcami udali się wszyscy razem z powrotem na polanę. Tam odnaleziono drewnianą figurkę świętego. Z obalonego dębu zrobiono krzyż, który stał się przedmiotem kultu.

 

Od tej pory na dzień św. Jana z odległych zakątków przybywały głównie osoby cierpiące i schorowane. Woda w strumyku miała również zapobiegać przyszłym nieszczęściom. Dzieci kąpały się w rzece a potem zostawiały w niej koszule. Choroba odpływała razem z wodą. Z kolei osoby skarżące się na ból gardła obwiązywali do dolnej krzyża umoczoną chustę. W ten sposób dosłownie zostawiali chorobę.

 

Za carskiego panowania również miało miejsce nietypowe wydarzenie. W miejscowości Kuriany, położonej w sąsiedztwie polany, mieszkał Rosjanin. Zawsze gdy przechodził obok krzyży doznawał ataku szału. Raz nie wytrzymał, nakazując swym pracownikom ściąć je i wyrzucić do rzeki. Te jednak nie chciały płynąć z prądem. Wyglądało to jakby magicznie były połączone z ziemią. Krzyże nadal trzymały się świętego miejsca, więc Rosjanin musiał porzucić swe zamiary na zawsze.

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu do niczego nie przywiązuje się wagi.  Na byle czym skacze się do wody w Augustowie, na byle czym zjeżdża się na nartach w Szelmencie. Wyobraźnia mieszkańców naszej krainy nie ma końca. Tylko pozazdrościć pomysłowości.

 

I co z tego, że wehikuły są zwykle jednorazowe. Chociaż praktycznego zastosowania nie posiadają, sprawiają więcej radości niż przejażdżka bolidem formuły 1. W sumie w czym brodzik od prysznica, wykorzystany do przejażdżki na stoku, jest gorszy od super maszyn, jakie znamy z plakatów motoryzacyjnych. Czy Porsche można wstawić do łazienki? Czy schłodzi nasze ciało po upalnym dniu? No właśnie…

 

Chociaż dystanse do pokonania są krótkie, kilka sekund radości, prędzej utkwi nam w pamięci, niż podróż dookoła świata. Globtroterzy pewnie czują się już urażeni…Aby wystartować w skokach czy zjazdach na byle czym, należy włożyć całe serce w przygotowania. Nieraz trwają one wiele miesięcy. Ludzie nie śpią po nocach, dłubiąc w warsztacie, udoskonalając swe pojazdy. Dla kilku metrów lotu czy stu metrów zjazdu naprawdę warto. Zawody to też doskonała okazja na poznanie podobnych sobie freaków. Kto wie, może druga połówka też się znajdzie…

Skąd się wzięła nazwa Czarnej Hańczy?

Czarna Hańcza to malownicza rzeka przepływająca przez Suwalszczyznę. W zeszłym roku zdobyła w prestiżowym konkursie miano rzeki roku. Skąd się wzięła jej nazwa?

 

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy przenieść się do XIII w. Były to czasy walk Litwinów z plemieniem Mazowszan. Nad brzegiem rzeki toczono niezwykle zacięte boje.  Krew mogłaby wypełnić do pełna jego koryta. Armia litewska popadła w tarapaty. Jeden po drugim padał od celnych strzałów z łuku. Wielki Książę Trojden już miał w planach odwrót wojsk, lecz niesiony honorem wypowiedział głośno słowa ”Gana cze”. Oznaczają one ”dosyć tutaj”.

 

Niesione echem powtarzane były przez gęste lasy. Los zaczął od tej chwili sprzyjać dla wojownika. Choć bitwa nie została rozstrzygnięta, uratował on wielu swoich towarzyszy. Od tej pory ”Gane cze”powtarzane było z trwogą pośród Mazowszan. Ci trochę je zniekształcili przez swój nieco twardszy język. Po jakimś czasie wykształciło się określenie ”Hane cze”, a potem ”Hancze”. Tak też nazwano rzekę, która była niemym świadkiem odezwy księcia.

 

Zaginioną fokę odnaleziono przy…śmietniku

Gdzie jest foka? Takie pytanie można było usłyszeć nie jeden raz w Augustowie, głównie z ust starszych mieszkańców kurortu. Rzeźba zlokalizowana w centrum miejskiego parku przez ponad 20 lat cieszyła odwiedzających. Jako, że mieściła się w źle zaprojektowanej fontannie, było tylko kwestią czasu, aż dokona żywota. Tak też się stało. 

 

W 1991 r. wadliwą konstrukcję zasypano. Foka natomiast przepadła bez wieści. Zapewne w umysłach mieszkańców powstały różne teorie na temat jej losów. Tych spiskowych też, za pewne, nie brakowało. Jedni byli przekonani, że została zniszczona, drudzy z nieufnością patrzyli na sąsiadów, którzy mogli sobie ją przecież przywłaszczyć. Inni jeszcze przypisywali jej magiczne właściwości. Była więc czymś w rodzaju artefaktu (dobry temat na film swoją drogą). Prawda okazała się zgoła odmienna. Betonowa foka odnalazła się na jednej z posesji spółek miejskich. Stała smutna i opuszczona przy kubłach na śmieci. Czy tak można traktować dawną atrakcję?

 

Na wieść o tym ruszała lawina komentarzy. Co prawda, na ulicach nie pojawiły się transparenty z napisem ”Uwolnić fokę”, ale mnóstwo mieszkańców domagało się powrotu rzeźby z emerytury. Większość planów spaliła jednak na panewce. W końcu rzeźba znalazła nowy dom.  Właściciel sanatorium nad rzeką Nettą umieścił ją, za zgodą władz, w tamtejszym stawie. Przedsiębiorca chciał nawet zwierzę ozłocić. ”Złota foka” – czy to nie brzmi epicko? Niestety na ten, trzeba przyznać, zwariowany pomysł, burmistrz się nie zgodził. 

Czy dorożki wrócą do Augustowa?

Nie tylko w Białymstoku można było przejechać się dorożką. Do lat 60. służyły jako główny środek transportu również w Augustowie. Mieszkańcom aż łezka kręci się oku na myśl o dostojnych zaprzęgach.Być może jeszcze wrócą na ulicę jako turystyczna atrakcja.

 

Na ulicach powojennego Augustowa można było spotkać dorożki nowe i stare. Te drugie woziły głównie…emerytów. Dominowały jednak karety sprowadzane z Wiednia. Obsługujący je lokaje mieli nawet w kwiaty w butonierkach. Powoźnicy natomiast traktowali bat niczym marszałkowską buławę, trzymając go przy biodrze. Pojazdy kursowały po okolicznych miejscowościach, odwożąc gości czy rodzinę.

 

Dorożki zwykle numerowano. Im niższy numer, tym większy komfort podróżowania i jakość usług. Dzięki popularności karet rozwijał się przemysł rymarski. Pojazdów używano do różnych celów i często je przerabiano. Do polowań używano dorożek przypominających powóz na cztery koła. Na podłużnej ławie opierali się myśliwi z bronią.

Napój z podlaskich terenów leczy raka

Oskoła, czyli sok brzozowy ściągana jest z drzew od połowy marca do pojawienia się pierwszych pąków. Swój charakterystyczny słonawy smak zawdzięcza wyjątkowo czystemu środowisku oraz odpowiednim warunkom klimatycznym. Wytwarza się go bowiem głównie na terenie otuliny BPN i obrzeżach Puszczy Augustowskiej. Skrócony okres wegetacji, surowsza niż w innych regionach zima, sprawiają, że oskoła płynie bardzo intensywnie, ale krótko. Napój z brzozy otrzymał w 2013 roku wyróżnienie w konkursie “Nasze Kulinarne Dziedzictwo”.

 

Napój z brzozy stosuje się w medycynie ludowej jako lek przeciwnowotworowy. Wielu wierzy także, że sok z brzozy łagodzi bóle reumatyczne i objawy choroby wrzodowej. Świeży sok z pnia brzozy, a także z jej młodych liści i pączków jest skarbnicą witamin i minerałów.  

 

Regularnie pity sok z brzozy wzmacnia układ odpornościowy a tym samym zapobiega infekcjom wirusowym, tak częstym wczesną wiosną. Dlatego jest szczególnie polecany osobom, które są bardziej podatne na zakażenia wirusowe, czyli np. małym dzieciom i osobom starszym.

Soczewiaki dodadzą Ci energii

Soczewiaki to dość stara potrawa, uważana kiedyś za typową potrawę ludzi ubogich. Jest to rodzaj pierogów, których nadzieniem jest zmielona soczewica, bogato przyprawiona skwarkami.

 

W czasach powojennych jadło się potrawy bardziej tłuste. Soczewiaki polewano skwarkami, wstawiano do piekarnika, by zawsze były ciepłe, a domownicy mogli się nimi posilić o każdej porze dnia. Robiono je więc w dużych ilościach i na cały dzień. Ciasto, w które zawija się soczewicę, należy przyrządzić z ugotowanych i utłuczonych ziemniaków.

 

Potrawa ta była powszechnie znana w okolicach Sejn już przed II wojną światową. Potwierdzają to liczne wypowiedzi osób, które od lat na tym terenie zajmują się wypiekaniem soczewiaków, a sposób na ich przyrządzenie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Potrawa ta wywodzi się z terenów litewskich. Wiele przepisów na potrawy z tamtych stron przekazywana jest z matki na córkę.  Na terenie Sejneńszczyzny wiele gospodyń domowych, szczególnie starszych, nadal przygotowuje soczewiaki, nazywając je kakorami. 

Ten zalew to istna arkadia…

Zalew Arkadia to malowniczo położony sztuczny zbiornik wodny niedaleko centrum Suwałk. Jest największą atrakcją miasta w upalne, letnie dni. W okresie letnim Zalew Arkadia tworzy ogólnodostępną, strzeżoną plażę miejską. W sąsiedztwie kąpieliska znajduje się plac zabaw dla najmłodszych, skate park, kawiarnia, a na przystani wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tu popływać łódką z żaglem, rowerem wodnym czy odpocząć na trawie lub na jednym z kilku pomostów. Dla osób lubiących sport na świeżym powietrzu została przygotowana mini siłownia. Na terenie Zalewu Arkadia można bezpłatnie skorzystać z sieci internetowej wi-fi.

 

Uroku temu miejscu nadaje wysepka położona na środku akwenu. Nad Zalewem Arkadia znajduje się hala Ośrodka Sportu i Rekreacji, z basenem i zapleczem hotelowym. Ze względu na położenie kawiarni, korzystają z niej nie tylko ludzie przebywający nad kąpieliskiem ale i ludzie z miasta. W pobliżu Zalewu Arkadia znajduje się najnowocześniejszy w województwie podlaskim Eurocamping. Cały teren jest ogrodzony i przygotowany pod najbardziej wymagających wczasowiczów.

 

Dużą atrakcją dla dzieci jest oswojone ptactwo, które podpływa do pomostów i oczekuje na kawałek chleba czy bułki. Wokół zalewu Arkadia znajdują się liczne ścieżki rowerowe, piesze i wiele ławek tuż nad brzegiem wody. Na terenie zalewu Arkadia mają miejsce różnego rodzaju imprezy rekreacyjno – sportowe, które przyciągają rzesze zainteresowanych. Woda Zalewu Arkadia spełnia wszystkie wymogi Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej obowiązujące dla kąpielisk publicznych. Zbiornik zasilany jest przez rzekę Czarna Hańcza, która uchodzi do Niemna na Białorusi.

 

Uroczyste otwarcie Zalewu Arkadia miało miejsce 22 lipca 1976 roku, jednocześnie nastąpiło zarybienie stawu, przez co zaczął przyciągać rzesze amatorów wędkowania. Każdego roku Zalew Arkadia przyciąga do siebie rzesze miłośników sportów wodnych. Dostępność krytej pływalni oraz siłowni w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji sprawia, że tereny nad Zalewem Arkadia są atrakcyjne o każdej porze roku.

Skąd się wzięła nazwa wsi Ateny?

Wieś Ateny, położona nad jeziorem Blizno, liczy tylko kilkanaście zabudowań. Dookoła cisza i spokój. Okoliczne lasy sprzyjają pieszym wędrówkom. O tym skąd się wzięła nazwa miejscowości nie wiedzą nawet jej nieliczni mieszkańcy. A historia jest dosyć prosta.

 

Według legendy założycielem wsi był grecki wędrowiec. Osadę nazwał imieniem swojej pięknej żony – Ateny. To jednak tylko opowiastka dla dzieci. Prawda jest nieco mniej atrakcyjna. Otóż w miejscowości Walne mieszkał sobie żyd Szteygman. Trudnił się on, nie zgadniecie…handlem. W 1837 r. ochrzcił się on jako Augustyn Ateński.

 

Przez lata dzierżawił kolonię ”Małe Walne” a także samo jezioro Blizno. Na skutek zmian administracyjnych wieś nazwano Atenami, od nazwiska kupca i tak jest do dziś.  Na augustowskim cmentarzu spoczywa żona jego syna – Kamilla z Medunieckich. Historyczny już grób przy kapliczce z okazałą “ułamaną” kolumną zwraca uwagę przechodzących

Kwiat Paproci można odnaleźć w Parku Narodowym

Gry terenowe zdobywają coraz większą popularność. To doskonała okazja do nauki i zabawy dla całych rodzin. Już 24 czerwca na terenie Wigierskiego Parku Narodowego odbędą się poszukiwania kwiatu paproci. Brzmi zachęcająco prawda? W końcu kto by nie chciał zdobyć bogactwa. Kwiat zakwita tylko raz więc na prawdę warto spróbować szczęścia.

 

Aby stanąć do rywalizacji należy do 19 czerwca przesłać zgłoszenie na adres: muzeum.wpn@wigry.org.pl . Drużyny będą liczyć od 3 do 7 osób. Co ważne w każdym teamie musi znaleźć się osoba pełnoletnia. Zawodnicy wyruszą na poszukiwania spod  Muzeum Wigier w Starym Folwarku. Organizatorzy przewidują dwie trasy – 3, 5 i 9 km. Do zdobycia cenne nagrody w tym nasiona kwiatu paproci.

W Szelmencie zobaczymy 8 gwiazd

Szelment nieopodal Suwałk znany jest turystom lubującym się w jeździe na nartach. Można to robić zimą na stoku, ale też w okresie letnim, dzięki najdłuższemu w Polsce wyciągowi do nart wodnych. Teraz ośrodek wzbogacił się o kolejną atrakcję. Powstała bowiem Aleja Olimpijczyków. Obecnie odnajdziemy w niej 8 kamiennych płyt z wyrytą gwiazdą i nazwiskami wybitnych sportowców.

 

Ośrodek uhonorował przedstawicieli różnorodnych dyscyplin. Aż trójka z nich związana była bądź jest nadal ze skokami narciarskimi. Mowa to o legendarnym Stanisławie Marusarzu, Wojciechu Fortunie, a także aktualnym dwukrotnym mistrzu olimpijskim Kamilu Stochu.

 

Uroczystości odsłonięcia każdej z tablic towarzyszyło sadzenie dębu przez sportowców bądź ich przedstawicieli. Powstanie alei posiada również cele edukacyjne. Przypomni bowiem młodzieży o wielkich postaciach historii sportu, o których istnieniu nie mieli pojęcia.

Zegar słoneczny na Kanale doczekał się renowacji

Półtora kilometra od granicy z Białorusią, został odnowiony zegar słoneczny, który liczy sobie już 200 lat. Znajduje się on na obok śluzy Kanału Augustowskiego, Wołkuszek.

 

Granitowy zegar odnaleziono już kilkanaście lat temu przy pracach nad przebudowa Kanału. Konserwacja polegała na nałożeniu nowych podziałek do odczytywania godziny,  a także na wymianie wskazówki. Jako, że pogoda nie dopisywała trzeba było kilku dni aby sprawdzić czy zegar działa poprawnie.

 

Planowane jest też umieszczenie przy zegarze odpowiedniej tablicy informacyjnej. Nie zabraknie też kamiennej ławeczki. Miejscowe władze otwierając nowe atrakcje nad białoruską częścią Kanału Augustowskiego, zamierzają przyciągnąć jak najwięcej turystów. Od października ubiegłego roku w ten rejon oraz do Grodna można przyjeżdżać bez wiz.

Bunkier wykorzystano jako zjeżdżalnię

W Augustowie nad kanałem Bystrym natkniemy się na nietypowe gruzowisko. Opatrzone jest napisem ”Nigdy więcej wojny”. Są to pozostałości po bunkrze, które z biegiem lat zyskały nowe funkcjonalności. Nad kamieniami powstała kładka pieszo-rowerowa, która nieco zakłóciła wyjątkowość tego miejsca.

 

Bunkier powstał w miejscu strategicznym aby mieć podgląd na jedną z głównych ulic. W jego budowę zaangażowało się nie tylko wojsko, ale i zwykli mieszkańcy miasta. W bunkrze znajdowało się działko przeciwlotnicze, lecz ze skutecznością strzałów bywało różnie.

 

Pozostałości po bunkrze wysadzonym na przełomie 1944/1945 r zyskały nową rolę. W latach siedemdziesiątych dzieci zjeżdżały z nasypu na sankach.  Po zabezpieczeniu wejścia, bunkier stał się zwykłym pomnikiem. Mimo, że do jego wnętrza zostały zamknięte na wieki, nadal pozostaje namacalnym dowodem wojennej rzeczywistości. Warto też wspomnieć, że w czasach PRL-u przy pomniku odbywały się uroczystości z okazji świąt narodowych.

Gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk.

 

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Jedni określają ją jako ”Suwalską Fudżijamę”, drudzy przywiązali się do nazywania wzniesienia ”Górą Sypaną”.  Ma to dużo sensu. Według opowieści została usypana z ziemi wydobytej z miejsca, gdzie obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Aktualna zaś nazwa pochodzi od rosnącego niegdyś na szczycie góry potężnego cisa. 

 

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r.

Aktorzy występuja w stodole

Puńsk to niewielkie miasteczko na północno – wschodnim krańcu Polski. Jego wizytówką jest bez wątpienia Muzeum Litewskiego Centrum Kultury Ludowej. Skansen został wybudowany w 1986 r. i stanowi okazałą zagrodę wiejską z przełomu XIX i XX w. Przewodnik oprowadzi nas po domach mieszkalnych, oborach, stodołach, spichlerzach i studniach. Tylko, żeby kondycji nie zabrakło!

 

W każdym z budynków przedstawionych w skansenie znajdziemy również charakterystyczne narzędzia pracy lub użytku domowego. Są to eksponaty związane z uprawą roli, a więc widły, cepy do młócenia zboża, nosiłki, siekacze czy sierpy. Dla mieszkańców wsi to nic szczególnego, ale na ”mieszczuchach nadal robią wrażenie”. Niektóre z eksponatów obrazują również rękodzieło ludowe.

 

Ciekawy obiekt w skansenie to bez wątpienia teatr stodolany, który zlokalizowany jest, jak to sugeruje nazwa, w stodole. Niegdyś w taki właśnie sposób przygotowywano rozrywki mieszkańcom. Taką tradycję podtrzymuje Dom Kultury Litewskiej, organizując na małej scenie liczne imprezy, w tym ”Festiwal na klepisku”. Co roku uczestniczy w nim co najmniej kilka grup aktorskich. Sztuki, jak łatwo się domyśleć wykorzystują motywy wiejskiego życia. Mimo, iż sztuki grane są w języku litewskim, to zrozumieć ich treść nie jest trudno. Są to przeważnie komedie, a artyści grają tak sugestywnie, że śmieją się nawet turyści z dalekich krajów, którzy coraz częściej trafiają na gościnną ziemię puńską. Aktorzy zwykli rolnicy, robotnicy, studenci, uczniowie, pedagodzy, lekarze czy ludzie z tytułami naukowymi. Wszystkich łączy miłość do teatru, własnej kultury i  języka.

Góra w Szurpiłach była siedzibą wodza Jaćwingów

To z pewnością jeden z najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Polsce. Góra zamkowa w Szurpiłach otoczona jest przez 4 jeziora. Istniejące przed wiekami grodzisko znajdowało się w samym sercu historycznej Jaćwieży. Ze względu na położenie posiadało strategiczny charakter.

 

W grodzisku nie zabrakło umocnień. Otaczała go podwójna linia wałów, pogłębiono też wąwóz, przez co dwa jeziora zostały połączone. Nad powstałym kanałem stworzono most łączący gród z największą z osad. Gród w IX w. nie był jednak zamieszkały. Służył głównie, jako miejsce schronienia w czasie zagrożenia militarnego. Życie codzienne toczyło się w okolicznych osadach.

 

Rozwój grodu przypadł na XIII w. Wtedy też w kronikach odnotowano imię wodza jaćwieskiego Szurpiła. Na jego cześć nazwano jezioro, a gród stanowił siedzibę rodową. Szurpił uczestniczył w rozmowach pokojowych, ale nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. O tereny walczyli chociażby Krzyżacy, Rusini czy Litwini. Ci pierwsi w 1283 r. zdobyli gród i przez wiele lat prowadzili akcję przesiedleńczą.

5 najciekawszych produkcji promujących Podlasie

1.  W 2010 r. produkcja ta zdobyła nagrodę grand prix podczas II Edycji Festiwalu Filmów Promocyjnych Miast i Regionów organizowanego w Gdyni. Pokonała ponad 40-u konkurentów. Film powstawał przez 4 miesiące, a jego realizacja kosztowała 45 tys. zł. Kadry przyrodnicze przeplatają się akcentami kulturowymi, co przy odpowiedniej oprawie dźwiękowej tworzy całkiem niezły efekt.

 

2. Klip ten wzbudził wiele kontrowersji, gdyż emanuje nagością. Podobnie jak pierwsze propozycja, powstał z inicjatywy Urzędu Marszałkowskiego. Tym razem skupiono się na konkretnym regionie, mianowicie Puszczy Augustowskiej. Postawiono też na twarze znanych sportowców – kajakarza Marka Twardowskiego i kolarza Pawła Skowrońskiego. Panowie ścigają się na jeziorze Krzywym, napotykając na swej drodze urokliwe dziewczyny i bezwstydnych facetów. Kto wyszedł zwycięsko z wyścigu? 

3. Gdy poniższa produkcja trafiła do szerokiej publiczności, ruszyła lawina negatywnych komentarzy. Wiele osób twierdzi do tej pory, że spot bardziej pasuje do reklamy piwa niż do promocji regionu. Ujęcia plenerowe kręcono m.in. na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego i w Puszczy Knyszyńskiej. Akcja rozgrywa się w prawdziwej saunie parowej zlokalizowanej we wsi Waliłki, zamieszkanej przez staroobrzędowców. O co ten hałas? Nagi mężczyzna zostaje nie jako ”opętany Podlasiem”. Zamienia się w pixelowatego konia, żubra i bobra. Stąd też tytuł spotu – Natura przejawia się różnie.

4. Prace nad tym filmem trwały przez 3 lata. Cząstka Podlasia to czterdziestominutowy film dokumentalny, który przerósł wszelkie oczekiwania twórców.  Bilety na pokazy rozchodziły się błyskawicznie. W samym Białymstoku grany był przez 2 miesiące. Film doskonale łączy obraz z muzyką symfoniczną. Mistyka przeplata się zaś z rzeczywistością. Produkcja miała wzbudzać głębsze refleksje i tak też się stało. Po prostu wow! Miejsca, które znamy, od tej pory staną się czymś więcej.

5. Go – Podlasie ukazuje wszelkie możliwe sposoby aktywnego spędzania czasu. Dzięki odpowiedniemu montażowi mamy wiec do czynienia z prawdziwą przejażdżką po wschodnich terenach. W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. 

 

Kapliczka z Wołkusza skrywa tajemnice

Podlaskie krajobrazy pełne są krzyży i kapliczek. Na wiele z nich nie zwracamy nawet uwagi i niesłusznie. Za każdą z pewnością kryje się ciekawa historia. Na jedną z ciekawszych kapliczek natrafimy w miejscowości Wołkusz, położonej w powiecie augustowskim.

Kapliczka z czerwonej cegły osiąga wysokości blisko czterech metrów. Wyrasta na niewielkim wzniesieniu przyciągając wzrok przejeżdżających obok kierowców. Miejscowi mówią, że w promieniu kilometra od niej zakopano skarby. Kto jednak mógł je ukryć? Liczne kamienie porozrzucane wokół obiektu mogą zaś świadczyć o istnieniu cmentarzyska. Domniemuje się, że chowano tam żołnierzy wojsk napoleońskich wracających z Moskwy. Padli oni ofiarą cholery.

Historycy twierdzą, iż w XVI w. powstała cerkiew, którą mieli ufundować przedstawiciele rodu Bouffałów, właścicieli pobliskiego dworu. Kapliczka natomiast upamiętniała istnienie sakralnego obiektu. W wydawnictwie poświęconym owej familii można dostrzec zapiski, iż była to świątynia św. Jana Ewangelisty, ponieważ we wnęce umieszczono orła – symbol owego apostoła. Ponoć istniała również kiedyś istniała Wołkuska Ikona Matki Bożej, która przyciągała mieszkańców z całej Grodzieńszczyzny. Orła dawno już nie ma, a legenda głosi, że zniszczyli tamtejsi pasterze trzody, którzy rzucali w niego kamieniami. W latach 60. ubiegłego wieku w środku kapliczki miał się ponoć znajdować wizerunek matki karmiącej pięcioro orląt, który został skradziony. 

Wersji jest wiele, ale która jest prawdziwa? Tak więc historię kapliczki z Wołkusza należy doliczyć do nierozwiązanych podlaskich tajemnic.

W Augustowie w weekend zwiedzamy za darmo

W tym roku Augustów obchodzi 460. rocznicę uzyskania praw miejskich. Dlatego też turystom przygotowano niespodziankę. W każdy weekend aż do 26 sierpnia będą mogli zupełnie za darmo korzystać z usług przewodnika. Co należy zrobić? Wystarczy przespacerować się do Biura Informacji Turystycznej. Mieści się ono na Rynku Zygmunta Augusta. Tam odbierzemy bezpłatny bilecik. Gotowe!

 

Na darmowe zwiedzanie nie można się spóźnić. Zbiórka odbywać się ma o godz. 16:00 pod kolumną Zygmunta. Wycieczki trwają około 3 godzin, w ciągu których na pewno poznamy wszelkie smaczki związane z uzdrowiskiem. Na pewno nie zabraknie opowieści z dawnych dziejów Augustowa czy historii powstania Kanału. Do zobaczenia na trasie!

Jak zaoszczędzić w Augustowie? Wyrób Kartę Turysty!

Rewelacyjna wiadomość dla wszystkich odwiedzających kurort. Jeśli planujemy pobyt dłuższy niż 3 dni i wniesiemy opłatę uzdrowiskową możemy ubiegać się o Kartę Turysty. Wystarczy tylko udać się do Centrum Informacji Turystycznej.  Parę chwil i gotowe! W naszym portfelu zostanie więcej środków, które przeznaczymy na przyjemności. Opłatę uzdrowiskową lub miejscową należy wnieść za pobyt z góry w obiekcie noclegowym, w którym dany turysta się zatrzymuje. Maksymalny koszty takiej opłaty to 4 zł.

 

Jakie korzyści płyną z posiadania Karty? W lipcu i sierpnia czekać będzie na nas bezpłatna komunikacja miejska. Skorzystamy też z rabatów na przejażdżkę katamaranem czy statkiem Żeglugi Augustowskiej. Dużo taniej wynajmiemy sprzęt wodny i zwiedzimy muzeum. Również restauracje i kina oferują korzystne zniżki dla posiadaczy karty. Nic tylko korzystać.

 

Każda Augustowska Karta Turysty posiada nadrukowany indywidualny numer, imię i nazwisko użytkownika, termin pobytu oraz numer kwitariusza, na podstawie którego została wydana Karta. Do każdej Karty dołączona zostanie dwustronna broszura informacyjna z listą Partnerów i informacją o wysokości zaoferowanych przez nich zniżek i rabatów.

 

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jeśli zapuściliście się autem w te rejony, radzimy wyłączyć GPS, a uzbroić się w tradycyjne papierowe mapy. W okolicach tzw. Przesmyku Suwalskiego elektronika płata bowiem figla i staje się zupełnie bezużyteczna. Wszystko przez systemy NATO w tym radar wczesnego wykrywania, który znajduje się w miejscowości Szypliszki. Oddziaływania wojskowych technologii jest tak duże, że przestają działać nawet telefony komórkowe. Jak żyć?

 

Przesmyk Suwalski to licząca 104 km granica polsko-litewska. Ma on znaczenie strategiczne. Jeśli doszłoby do ataku wojsk rosyjskich na kraje nadbałtyckie, zajęcie przesmyku przez siły wroga, uniemożliwiłoby przerzucenie sił NATO. Jedna trasa kolejowa i droga A5 / E67 to jedyna szansa dotarcia lądem do Bałtów. Pakt tak bardzo dba o bezpieczeństwo, że zabiera przejeżdżającym trasą dostęp do zdobyczy techniki.

Aplikacja zarejestruje nasze eskapady po Parku Narodowym

Wigierski Park Narodowy powstały w 1989 r.  jest jednym z największych w Polsce. Ponad 60% jego powierzchni stanowią lasy, więc czystego powietrza nie brakuje. Każdego roku władze Parku robią wszystko, co w ich mocy, aby jeszcze bardziej zachęcić turystów do odwiedzin. Na ten sezon przygotowano nowe liczne platformy widokowe czy kładki.

 

Goście coraz rzadziej korzystają z usług przewodnika, więc z myślą o samotnych wędrowcach stworzono aplikację na smartfona. Rejestruje ona ścieżki przemierzane przez turystów, które mogą być potem propozycją trasy dla innych. Oczywiście taka trasa zostaje zweryfikowana przez pracowników obsługujących serwis. Ścieżki różnią się długością czy stopniem trudności. Poruszać można się po nich zarówno pieszo, jak i rowerem. 

 

Wigierski Park Narodowy przygotowuje mnóstwo atrakcji na wakacje. W ramach Letniej Akademii Przygody odbędą się przykładowo zawody wędkarstwa ekologicznego. W ubiegłym roku park odwiedziło ponad sto dwadzieścia tysięcy turystów. W tych roku władze liczą na jeszcze więcej. 

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Muzeum Wigier mieszczące się w podsuwalskim Starym Folwarku posiada wiele ciekawych eksponatów. Jednym z nich jest bez wątpienia fragment ciosu mamuta. Znaleziony on został w okolicy Filipowa a do muzeum trafił jako prezent od jednego z mieszkańców Wigierskiego Parku Narodowego.

Po dokładnych badaniach laboratoryjnych umieszczono go w dziale prezentującym działania lodowca. W obiekcie odnajdziemy również kości krokodyla sprzed kilku milionów lat oraz fragmenty rafy koralowej.

Cios mamuta, ma już od jakiegoś czasu również Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Znaleziono je w latach 80-tych podczas prac ziemnych w Przerośli. Najwięcej ciosów mamuta odnajduje się w Rosji. Skamieliny transportowano drogą kolejową do chińskich zakładów rzemieślniczych. Mamuty wymarły ok. 13 tys. lat temu. Ich ciosy osiągały do 5 metrów długości i służyły do odkopywania roślin spod śniegu podczas zimy.

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

10 tys. lat przed Chrystusem, północno-wschodnie krańce Polski pokryte były roślinnością tundrową. Były więc to wszelkiej maści mchy, porosty, trawy, drobne krzewy, karłowate brzozy i wierzby. Zwierzęta miały w czym ucztować. W poszukiwaniu pokarmu na tereny obecnej Suwalszczyzny przybyły choćby renifery.

Nie mogły się one oprzeć swemu przysmakowi – chrobotkowi. Za zwierzętami wyruszyli łowcy. Cóż…każdy chciał przetrwać, a że mięso renifera starczy na kilka miesięcy, był to doskonały łup. Dodatkowo z ich skór i narządów wewnętrznych produkowano ubrania czy pokrycia szałasów. Do dziś znajdowane są liczne narzędzia krzemienne służące do polowań.

Termometr – kłamca zostanie przeniesiony.

Na początku roku w centrum Suwałk na ścianie jednej z kamienic zainstalowano dużych rozmiarów termometr. Gdy tylko słońce wychodzi zza chmur, jego wady wychodzą na wierzch. Wystawiony na działanie promieni słonecznych zawyża temperaturę nawet dwukrotnie. Władze miasta zapowiadają przenieść go w inne miejsce.

 

Niektórzy są przekonani, że umiejscowienie termometru nie jest przypadkowe. Jako że miasto promuje się obecnie hasłem ”Pogodne Suwałki” nieco zawyżone wskazania, idealnie się w nie dopasowują. Tym sam na zawsze zerwano by z obiegowym twierdzenie, że Suwałki to polski biegun zimna. Początkowo myślano też o możliwości podglądania termometru przez internet. Jednak gdy oszustwo wyszło na jaw, plany porzucono.