Ostatnie opady deszczu nad województwem podlaskim mogły sprawić wrażenie, że sytuacja hydrologiczna zaczyna się poprawiać. Mokre ulice, kałuże, chwilowo niższe zagrożenie pożarowe – dla wielu osób to sygnał ulgi. Problem w tym, że natura nie działa według krótkotrwałych emocji. Kilka dni deszczu nie jest w stanie odwrócić wielomiesięcznej suszy, która pustoszy lasy, bagna i doliny rzeczne Podlasia.
Szczególnie dramatycznie wygląda sytuacja w Biebrzańskim Parku Narodowym. Brakuje w nim około 10 milionów metrów sześciennych wody. To liczba wręcz niewyobrażalna. Ostatnie opady praktycznie nie wpłynęły na sytuację hydrologiczną lasów. Poprawa zagrożenia pożarowego jest jedynie chwilowa i niewielka. Największym problemem są dziś gwałtowne ulewy. Woda spływa po wysuszonej ziemi, zamiast spokojnie wsiąkać i zasilać mokradła, torfowiska oraz wody gruntowe. To dlatego po kilku dniach bez deszczu sytuacja wraca do punktu wyjścia. Podlasie wysycha dalej.
I właśnie dlatego coraz trudniej zrozumieć bierność instytucji odpowiedzialnych za gospodarkę wodną.
W lutym Wody Polskie zorganizowały spotkanie eksperckie dotyczące rekultywacji starorzeczy Narwi. Sam kierunek działań można ocenić pozytywnie – renaturyzacja rzek, przywracanie starorzeczy czy poprawa retencji są potrzebne. Problem polega jednak na tym, że podczas całego spotkania praktycznie pominięto temat kluczowy dla przyszłości Narwi: wpływ zbiornika Siemianówka.
To właśnie Siemianówka od lat jest głównym czynnikiem destabilizującym naturalny charakter Narwi. Zbiornik zmienił rytm przepływu wody, wpłynął na temperaturę rzeki, transport osadów i funkcjonowanie ekosystemów w dolinie Narwi. Bez uczciwej rozmowy o roli Siemianówki trudno mówić o realnym ratowaniu rzeki.
Tymczasem lutowe spotkanie skupiło się głównie na technicznych rozwiązaniach dotyczących sześciu starorzeczy. Dyskutowano o zastawkach, bystrzach kamiennych i deflektorach nurtu, ale zabrakło odwagi, by podjąć temat systemowy. To trochę tak, jakby próbować ratować wysychające drzewo, podlewając pojedyncze gałęzie, ale ignorując uszkodzony korzeń.
Susza zaczyna uderzać nie tylko w przyrodę, ale również w turystykę i lokalną gospodarkę. W Biebrzańskim Parku Narodowym część atrakcji już jest niedostępna. Nie działa między innymi popularna przeprawa pływającym pomostem na szlaku Szuszalewo – Nowy Lipsk. Dla regionu żyjącego także z turystyki przyrodniczej to bardzo niepokojący sygnał.
Podlasie potrzebuje dziś czegoś więcej niż pojedynczych konferencji i punktowych działań.
Potrzebna jest prawdziwa strategia ratowania rzek i mokradeł północno-wschodniej Polski. Strategia obejmująca całość problemu: retencję, melioracje, regulacje rzek, wycinkę mokradeł i właśnie wpływ Siemianówki.
Bo jeśli dalej będziemy rozmawiać wyłącznie o skutkach, a nie o przyczynach, to za kilka lat możemy obudzić się w rzeczywistości, w której Narew, Biebrza i Bug będą już nawet nie cieniem dawnych rzek, z których słynęło Podlasie, ale usychającymi strumykami. A wtedy nawet największy deszcz może już nie wystarczyć.



