Kto zarabia, a kto płaci? Podlasie między młotem a kowadłem.
Tarcza Wschód w budowie - fot. gov.pl

Kto zarabia, a kto płaci? Podlasie między młotem a kowadłem.

Na Podlasiu coraz częściej ścierają się dwie wizje przyszłości regionu. Pierwsza zakłada rozwój gospodarczy, nowe inwestycje, modernizację infrastruktury i wykorzystanie lokalnych zasobów. Druga stawia na ochronę krajobrazu, ciszę, przyrodę oraz zachowanie charakteru miejsca, który dla wielu mieszkańców jest największą wartością województwa. Żadnej z tych wizji nie można łatwo uznać za słuszną albo błędną. Problem zaczyna się wtedy, gdy korzyści z inwestycji otrzymują konkretne osoby lub przedsiębiorstwa, natomiast jej koszty ponosi znacznie większa grupa mieszkańców.

Panele zamiast łąk

Dobrym przykładem jest planowana budowa wielkopowierzchniowej elektrowni słonecznej w gminie Zabłudów. Inwestycja miałaby objąć ponad 200 hektarów prywatnych gruntów, z czego około 130 hektarów zostałoby zajętych przez panele. Część mieszkańców okolicznych miejscowości protestuje, wskazując na skalę przedsięwzięcia, bliskość zabudowań oraz możliwy wpływ na krajobraz i działalność gospodarstw agroturystycznych.

Partnerzy portalu:

Zwolennicy podobnych inwestycji mogą odpowiedzieć, że energia odnawialna jest potrzebna, prywatni właściciele mają prawo korzystać ze swojej ziemi, a gmina nie może pozostawać na uboczu przemian gospodarczych. Podlasie nie powinno być traktowane jak skansen, w którym każda większa inwestycja jest z góry uznawana za zagrożenie. Przeciwnicy pytają jednak, czy rozwój musi oznaczać ustawienie przemysłowej instalacji tuż obok ich domów. Z ich perspektywy nie jest to abstrakcyjny spór o transformację energetyczną, lecz trwała zmiana otoczenia, w którym mieszkają, odpoczywają i niekiedy prowadzą działalność turystyczną.

Panele mogą produkować czystą energię, ale jednocześnie zmieniają krajobraz. To, co dla inwestora jest źródłem dochodu, dla sąsiada może oznaczać utratę widoku, poczucia przestrzeni oraz dotychczasowego charakteru miejscowości. Obie strony patrzą więc na tę samą inwestycję, ale widzą zupełnie inne rzeczy.

Przyroda, bezpieczeństwo i granice wolności

Podobne napięcie pojawia się przy planach związanych z przyrodniczym komponentem Tarczy Wschód. Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziały zmiany w sposobie gospodarowania lasami przy wschodniej granicy. W debacie pojawiły się określenia stref „no-go” i „slow-go”, których zasadniczym celem ma być utrudnienie przemieszczania się potencjalnych wojsk przeciwnika poprzez odpowiednie kształtowanie terenu i roślinności.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa oraz ochrony przyrody taki projekt może wydawać się korzystny. Ograniczenie wycinki, pozostawianie większej ilości martwego drewna, odtwarzanie mokradeł czy zwiększanie naturalnej retencji mogą służyć zarówno środowisku, jak i obronności. Mieszkańcy terenów przygranicznych mogą jednak obawiać się, że decyzje podejmowane na poziomie centralnym będą coraz mocniej wpływały na ich codzienne życie. Pojawiają się pytania o dostęp do lasów i terenów przygranicznych, możliwość prowadzenia działalności gospodarczej, korzystania z własności oraz rozwijania turystyki.

W tym przypadku konflikt nie przebiega wyłącznie pomiędzy rozwojem a ochroną przyrody. Dotyczy także granicy pomiędzy interesem państwa a swobodą mieszkańców. Przyroda może zyskać, bezpieczeństwo może zostać wzmocnione, ale jednocześnie część ludzi może odczuwać, że traci wpływ na otoczenie, w którym żyje.

Żwirownia daje miejsca pracy, ale zabiera krajobraz

Jeszcze wyraźniej problem widać w przypadku żwirowni działających w okolicach Sokółki. Wzgórza Sokólskie są obszarem cenionym ze względu na urozmaiconą rzeźbę terenu oraz walory przyrodnicze, krajobrazowe, kulturowe i wypoczynkowe. Jednocześnie znajdują się tam złoża, których wydobycie może przynosić przedsiębiorcom znaczne dochody, zapewniać zatrudnienie i dostarczać materiałów potrzebnych między innymi w budownictwie.

Z punktu widzenia właściciela złoża lub przedsiębiorstwa wydobywczego eksploatacja kruszywa jest legalną działalnością gospodarczą. Z punktu widzenia mieszkańców oznacza jednak ciężki transport, hałas, pył, zmianę stosunków wodnych oraz trwałe przekształcenie terenu. Żwir zostaje sprzedany, pieniądze trafiają do przedsiębiorstwa, a powstałe wyrobisko pozostaje na miejscu. Nawet jeżeli teren zostanie później poddany rekultywacji, pierwotny krajobraz może już nigdy nie powrócić.

Właśnie tutaj najlepiej widać nierównowagę pomiędzy prywatnym zyskiem a społecznym kosztem. Korzyść można stosunkowo łatwo policzyć w złotówkach. Znacznie trudniej wycenić utracony krajobraz, pogorszenie komfortu życia albo fakt, że dana okolica przestaje być atrakcyjna turystycznie i mieszkaniowo.

Konfliktu nie da się całkowicie rozwiązać

Takich przykładów można znaleźć znacznie więcej. Budowa drogi w Puszczy poprawia komunikację, ale ingeruje w przyrodę. Elektrownia wiatrowa produkuje energię, ale zmienia panoramę okolicy i wprowadza hałas. Nowe osiedle przynosi podatki i mieszkania, ale zabiera pola oraz tereny zielone. Rezerwat chroni przyrodę, ale może ograniczać działalność gospodarczą.

Nie istnieje rozwiązanie, które jednocześnie zapewni nieograniczony rozwój, pełną ochronę krajobrazu, całkowitą swobodę właścicieli gruntów i brak uciążliwości dla sąsiadów. Te interesy są ze sobą sprzeczne i prawdopodobnie zawsze będą prowadziły do konfliktów. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo powinno bezradnie przyglądać się każdej inwestycji albo automatycznie ją blokować. Najważniejsze pytanie może brzmieć inaczej: kto otrzymuje korzyści, a kto ponosi koszty?

Jeżeli inwestycja przynosi prywatny zysk, ale powoduje mierzalne straty po stronie lokalnej społeczności, rozsądne wydaje się stworzenie mechanizmu rekompensaty. Mogłyby to być dodatkowe opłaty przeznaczone bezpośrednio na rozwój danej miejscowości, fundusze dla mieszkańców, inwestycje w drogi i przestrzeń publiczną, pasy zieleni osłaniające instalacje, ograniczenia dotyczące transportu lub inne rozwiązania uzgodnione ze społecznością.

Rekompensata nie sprawi, że farma fotowoltaiczna zniknie z krajobrazu, żwirownia przestanie być żwirownią, a ograniczenia przy granicy nie będą odczuwalne. Może jednak przywrócić elementarną równowagę. Skoro mieszkańcy mają ponosić część kosztów inwestycji lub decyzji podejmowanej w interesie innych podmiotów, powinni również otrzymać część wynikających z niej korzyści.

Spór pomiędzy rozwojem a spokojem pozostanie nierozwiązywalny, ponieważ obie wartości są potrzebne. Podlasie nie musi wybierać wyłącznie pomiędzy byciem przemysłowym zapleczem a przyrodniczym skansenem. Powinno natomiast wypracować zasadę, zgodnie z którą rozwój nie odbywa się cudzym kosztem bez rozmowy, udziału mieszkańców i uczciwego wyrównania ponoszonych strat.

Kamil Gopaniuk
Tarcza Wschód w budowie - fot. gov.pl
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.