Miniony marzec był w Polsce ekstremalnie ciepły i jednocześnie skrajnie suchy. Te dwa zjawiska – choć brzmią abstrakcyjnie – w województwie podlaskim mają bardzo konkretne konsekwencje. I widać je już teraz, w terenie.
Z jednej strony mamy efekt śnieżnej zimy. W wielu miejscach Podlasia wciąż utrzymują się skromne rozlewiska – szczególnie w dolinach rzek, na łąkach i terenach bagiennych. Biebrza, Narew czy mniejsze cieki znów tworzą krajobraz, który jest jednym z największych skarbów regionu. Wielu mieszkańców okolic tych rzek jednak przyznaje, że to nie to co kiedyś. Rozlewiska są skromne.
Marzec był też jednym z najsuchszych w historii pomiarów. W Suwałkach – czyli w samym sercu północnego Podlasia – opady praktycznie nie wystąpiły. To oznacza, że obecne rozlewiska nie są efektem bieżących opadów, tylko „zapasem” po zimie. A ten zapas szybko się kończy.
Ciepło dodatkowo przyspiesza parowanie. W praktyce oznacza to, że woda, która dziś jeszcze utrzymuje się na łąkach i w dolinach rzek, może zniknąć znacznie szybciej niż zwykle. Jeśli kwiecień i maj nie przyniosą wyraźnych opadów, Podlasie może wejść w okres suszy hydrologicznej wcześniej niż zazwyczaj.
To szczególnie groźne dla terenów, które są symbolem regionu. Bagna Biebrzańskie, rozlewiska Narwi czy torfowiska – wszystkie te ekosystemy są uzależnione od stabilnego poziomu wody. Bez niego zaczynają wysychać, a to uruchamia cały łańcuch zmian: zanika roślinność bagienna, spada liczba ptaków, rośnie ryzyko pożarów. Jeśli trend ciepłych i suchych miesięcy się utrzyma, zmiany w przyrodzie regionu będą coraz bardziej widoczne. A to już nie jest kwestia jednego sezonu, tylko kierunku, w jakim zmierza cały krajobraz północno-wschodniej Polski. W pewnym momencie będzie u nas jak w Mongolii – jeden wielki step.
W tej sytuacji rola władz – zarówno regionalnych, jak i państwowych – powinna być jednoznaczna: zatrzymywać wodę tam, gdzie naturalnie występuje. Nie ma czasu już na wielkie inwestycje hydrotechniczne, tylko o odtwarzanie i ochronę tego, co już mamy. Kluczowe jest ograniczenie melioracji odwadniających, renaturyzacja rzek takich jak Narew i jej dopływy, odbudowa małej retencji oraz blokowanie odpływu wody z torfowisk. Częściowo się to już dzieje, ale zbyt wolno i na zbyt małą skalę. Kluczowe jest też zlikwidowanie zalewu Siemianówka, który degraduje Narew. Tu niestety władze postępują w drugą stronę – rozbudowują turystykę wokół zalewu. Jest to ogromny błąd.
Podlaskie nie potrzebuje szybkiego zatrzymania wody. Każdej, która spadnie z nieba. Bez tego nawet najlepsze warunki przyrodnicze regionu zostaną stopniowo zdegradowane. Jak mawiał klasyk „Nie będzie niczego”.



