Dajcie spokój z tymi syrenami na rocznice. Politycy – znajdźcie sobie inną zabawkę!

Dajcie spokój z tymi syrenami na rocznice. Politycy – znajdźcie sobie inną zabawkę!

W sobotę o godzinie 17.00 w wielu polskich miastach ponownie zawyją syreny. Oficjalnie będzie to symboliczne uczczenie 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Stolica zatrzyma się na minutę w godzinę „W”, a podobne sygnały zostaną uruchomione również w innych częściach kraju. Piękny gest? Owszem. Pod warunkiem że syrena jest dzwonem, hejnałem albo instrumentem w orkiestrze dętej. Tyle że nie jest.

Syrena alarmowa jest urządzeniem służącym do alarmowania (a to ciekawe!) ludzi o niebezpieczeństwie. Jej dźwięk powinien oznaczać mniej więcej tyle: przerwij to, co robisz, sprawdź komunikaty, znajdź schronienie, bo być może za chwilę stanie się coś bardzo złego.

Partnerzy portalu:

W Polsce oznacza natomiast wszystko

Rocznicę. Ćwiczenia. Test techniczny. Pamięć historyczną. Zagrożenie. Odwołanie zagrożenia. Czasami uroczystość państwową, czasami samorządową, a czasami fakt, że ktoś w urzędzie postanowił sprawdzić, czy przycisk nadal działa. Nie mamy już systemu alarmowania. Mamy narodową trąbkę do obsługi dowolnej okazji. Dziesięć dni temu test. Wczoraj prawdziwe zagrożenie. Jutro rocznica.

21 lipca w całym kraju odbywały się ćwiczenia „ALARM-26”. W godzinach od 7.00 do 19.00 uruchamiano systemy ostrzegania, sprawdzając między innymi procedury, słyszalność syren i działanie infrastruktury. Mieszkańców uprzedzano, że to tylko trening i nie należy się niepokoić. Czyli syrena wyje, ale spokojnie. Nad ranem 30 lipca syreny obudziły mieszkańców Lubelszczyzny. Tym razem nie chodziło o akademię, rekonstrukcję ani test głośników. Alarm uruchomiono w związku z rosyjskim atakiem na Ukrainę, aktywnością lotnictwa przy polskiej granicy i pojawieniem się niezidentyfikowanego obiektu. Czyli syrena wyje i tym razem być może naprawdę należy się bać. A jutro znów zawyje. Ale spokojnie, tym razem czcimy rocznicę.

Jeszcze kilka takich rund i obywatel po usłyszeniu alarmu będzie zastanawiał się nie nad tym, gdzie jest najbliższe bezpieczne miejsce, lecz nad tym, czy przypadkiem nie wypada dziś jakaś bitwa, powstanie, katastrofa albo lokalny jubileusz koła gospodyń wiejskich.

Państwo uczy ludzi ignorowania własnych alarmów

Zjawisko jest banalne i znane każdemu, kto kiedykolwiek miał w samochodzie wadliwy czujnik. Pierwszy sygnał niepokoi. Drugi sprawdzasz. Przy trzecim wzdychasz. Po dziesiątym podgłaśniasz radio. Tak właśnie powstaje zobojętnienie alarmowe. Im częściej sygnał ostrzegawczy pojawia się bez realnego zagrożenia, tym mniejszą wywołuje reakcję. Nie dlatego, że ludzie są głupi, leniwi albo niepatriotyczni. Dlatego, że ich mózg całkiem rozsądnie uczy się, iż ten dźwięk najczęściej niczego od nich nie wymaga.

Państwo prowadzi więc bardzo osobliwy program szkoleniowy: regularnie trenuje obywateli, żeby ignorowali system, który może kiedyś uratować im życie. Najpierw informuje: „usłyszycie syreny, ale nie reagujcie”. Potem: „usłyszeliście syreny, to było prawdziwe zagrożenie”. Następnie: „jutro znów usłyszycie syreny, ale tym razem stańcie na baczność”. Jeszcze brakuje tylko komunikatu: „W środę syreny zostaną użyte do przypomnienia o odbiorze odpadów wielkogabarytowych”.

Pamięć o powstańcach nie wymaga psucia systemu bezpieczeństwa

Krytyka używania syren nie jest krytyką Powstania Warszawskiego ani pamięci o jego uczestnikach. To wygodny chwyt tych, którzy każdą dyskusję chcą zamknąć pytaniem: „Czy przeszkadza panu oddawanie hołdu bohaterom?”. Nie. Przeszkadza mi używanie urządzenia alarmowego do celów ceremonialnych w państwie leżącym przy kraju napadniętym przez Rosję. Powstańców można uczcić minutą ciszy. Zatrzymaniem ruchu. Dzwonami kościelnymi. Hejnałem. Sygnałem emitowanym z miejskich głośników. Komunikatem w radiu i telefonach. Flagami. Uroczystościami. Światłami. Dosłownie setką sposobów, które nie polegają na rozmywaniu znaczenia podstawowego narzędzia obrony cywilnej.

Syrena powinna wyć wtedy, gdy człowiek ma coś zrobić. Nie wtedy, gdy ma coś wspominać. To rozróżnienie naprawdę nie wymaga doktoratu z zarządzania kryzysowego. Halyna, baczność. Albo i nie. Jutro więc znów zawyje. Jedni staną. Inni nagrają film telefonem. Ktoś pomyśli, że są ćwiczenia. Ktoś inny sprawdzi kalendarz. Większość nawet nie oderwie wzroku od ekranu, bo przecież syreny ostatnio wyją regularnie i prawie zawsze po chwili okazuje się, że „nie ma powodów do niepokoju”.

A kiedy pewnego dnia powody naprawdę będą, usłyszymy zapewne zdziwione pytanie: dlaczego ludzie nie zareagowali? Ano dlatego, że wcześniej przez lata tresowano ich, żeby nie reagowali. Bohater mema przynajmniej próbował zachować się patriotycznie. Pomylił powstania, pożegnał się z Halyną, wyszedł oddać hołd i dopiero wtedy zobaczył błysk. My jesteśmy już o etap dalej. Usłyszymy syrenę, przewrócimy się na drugi bok i pomyślimy: „Dajcie spokój. Pewnie znowu jakaś rocznica”.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.