Podlaskie szykuje się na wojnę. A może na niej zarabiać?

Podlaskie szykuje się na wojnę. A może na niej zarabiać?

Europa się zbroi, Polska wydaje miliardy na obronność, a Podlaskie, jako sąsiad sprzymierzonej z Rosją Białorusi, znajduje się w szczególnym położeniu. Nie oznacza to, że za chwilę na naszych ulicach pojawią się czołgi. Znacznie bardziej realnym zagrożeniem jest eskalacja trwających już działań hybrydowych, które pewnego dnia mogą przybrać znacznie groźniejszą postać, choćby ataków dronowych czy rakietowych, i pociągnąć za sobą ofiary śmiertelne. Dlatego przygotowania do takich zagrożeń są potrzebne, ale nie powinny sprowadzać się do budowania schronów, fortyfikacji i wzbudzania niepokoju. Warto jednocześnie dostrzec ogromną szansę gospodarczą dla naszego biednego gospodarczo regionu. Obecny wyścig zbrojeń może stać się impulsem, który na trwałe zmieni gospodarkę naszego województwa.

Skoro Europa zamierza przez najbliższe lata kupować uzbrojenie, rozwijać technologie wojskowe i wzmacniać swoją odporność, Podlaskie powinno spróbować zdobyć jak największy kawałek tego rynku. Nie chodzi o budowę jednej wielkiej fabryki amunicji. Chodzi o uruchomienie całego regionalnego przemysłu, który będzie zarabiał na potrzebach związanych z bezpieczeństwem.

Partnerzy portalu:

Pierwszy kierunek to technologie bezzałogowe. Drony, roboty terenowe, elektronika, podzespoły i serwis. Drugi to przemysł metalowy i maszynowy, który już dziś ma na Podlasiu solidne podstawy. Istniejące zakłady mogłyby dostarczać konstrukcje, elementy wyposażenia i części dla producentów sprzętu wojskowego. Trzeci obszar to informatyka i cyberbezpieczeństwo. Oprogramowanie, systemy łączności i zabezpieczanie infrastruktury. Czwarty to logistyka i zaplecze techniczne, czyli transport, magazynowanie, naprawy i obsługa sprzętu. Piąty to budownictwo ochronne. Mamy na myśli prefabrykowane schronienia, konstrukcje modułowe i zabezpieczenia obiektów. Szósty to technologie podwójnego zastosowania, takie jak mobilne źródła energii, systemy awaryjne czy wyposażenie ratownicze, które można sprzedawać zarówno wojsku, jak i odbiorcom cywilnym.

Te branże mogą wzajemnie napędzać swój rozwój. Białostocka firma projektuje robota, grajewski zakład produkuje jego konstrukcję, a lokalni informatycy dostarczają oprogramowanie, zaś kolejne przedsiębiorstwa zajmują się transportem i serwisem. Jeden produkt może dawać zarobek całemu łańcuchowi podwykonawców.

Marszałek może uruchomić tę machinę

Nie trzeba czekać, aż rząd postawi na Podlasiu fabrykę. Marszałek województwa i zarząd mają narzędzia pozwalające wspierać rozwój gospodarczy, finansować innowacje i przyciągać inwestorów. Zamiast kolejnych konferencji o potencjale regionu można zorganizować konkretne przedsięwzięcie: zebrać podlaskie firmy metalowe, informatyczne, elektroniczne i budowlane, a następnie połączyć je z producentami uzbrojenia poszukującymi podwykonawców. Regionalne pieniądze można wykorzystać na prototypowanie, badania, certyfikację i dostosowanie istniejących zakładów do nowych zamówień — w ramach dostępnych programów i zasad finansowania.

Samorząd może też występować w roli pierwszego klienta. Jeżeli wojewódzkie szpitale potrzebują awaryjnego zasilania, systemów łączności i zabezpieczeń, to takie rozwiązania można rozwijać we współpracy z lokalnymi przedsiębiorcami, a później sprzedawać innym odbiorcom.

To nie jest pomysł oderwany od rzeczywistości. Podlaskie przedsiębiorstwa już interesują się przemysłem obronnym, a samorząd województwa wraz z Klastrem Przemysłowym Evoluma rozwija inicjatywę „Sojusz dla Regionu”. W zmienionym programie Fundusze Europejskie dla Podlaskiego przewidziano również środki na bezpieczeństwo, technologie i rozwój zdolności przemysłowych. Fundamenty więc istnieją.

Nie chodzi jednak o to, żeby kolejne miliony z funduszy europejskich trafiły do wąskiego grona tych samych przedsiębiorstw, które od lat doskonale odnajdują się w systemie dotacji. Prawdziwym sukcesem nie będzie rozdysponowanie całej dostępnej puli pieniędzy, lecz stworzenie warunków do powstania setek nowych firm: producentów podzespołów, dostawców technologii, zakładów usługowych, start-upów i wyspecjalizowanych podwykonawców. Takich, które będą zarabiały przede wszystkim na sprzedaży swoich produktów i usług, a nie na pozyskiwaniu kolejnych dofinansowań. Istniejące duże przedsiębiorstwa mogą stać się motorem tego procesu, zamawiając rozwiązania u mniejszych, lokalnych dostawców.

Bo celem nie powinno być stworzenie kolejnej grupy beneficjentów unijnych dotacji, lecz całej nowej generacji podlaskich przedsiębiorców. Takich, którzy za kilka lat nie będą zastanawiać się, skąd wziąć następne dofinansowanie, tylko jak zrealizować rosnącą liczbę zamówień z Polski i zagranicy.

Wojny może nie być. Przemysł zostanie.

Największa zaleta takiego kierunku polega na tym, że nie wymaga on wybuchu wojny, aby się opłacał. Przeciwnie — najlepiej, żeby wojny nigdy nie było. Europejski wyścig zbrojeń już jednak trwa, a przedsiębiorstwa, które dziś zdobędą technologie, doświadczenie i kontrakty, mogą korzystać z nich przez kolejne dziesięciolecia. Nowoczesny zakład metalowy może obsługiwać zarówno producentów pojazdów wojskowych, jak i cywilnych. Firma rozwijająca drony może dostarczać je także rolnictwu i ratownictwu. Technologie awaryjnego zasilania znajdą zastosowanie w szpitalach, przedsiębiorstwach i samorządach.

Podlaskie nie musi więc wybierać między przygotowaniem do wojny a rozwojem gospodarczym. Może robić jedno i drugie. Skoro nasze województwo ze względu na swoje położenie ponosi szczególne ryzyko, powinno również wykorzystać szczególne możliwości. Niech na europejskich miliardach wydawanych na bezpieczeństwo zarabiają także podlaskie firmy, pracownicy i mieszkańcy. Bo jeśli wojny nie będzie, schrony pozostaną schronami. Ale nowoczesny przemysł może służyć regionowi przez następne pokolenia.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.