Ogromny pożar lasów na Lubelszczyźnie po raz kolejny pokazał, jak szybko natura potrafi zamienić się w żywioł nie do zatrzymania. Pożar wybuchł we wtorek w godzinach popołudniowych na terenie Puszczy Solskiej, obszaru, na którym znajdują się rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary sieci Natura 2000, pomniki przyrody czy ochrona gatunkowa roślin i zwierząt. Pożar w bardzo krótkim czasie objął łącznie 250 hektarów lasów.
Należy sobie zadać pytanie już teraz. Czy Podlaskie – region pełen puszcz, bagien i parków narodowych jest przygotowany na długotrwałą suszę i coraz częstsze zagrożenie pożarowe?
Jeszcze kilkanaście lat temu wielu mieszkańców regionu uważało, że Podlaskie jest naturalnie „odporne” na takie zjawiska. W końcu mamy Biebrzę, Narew, ogromne kompleksy leśne i tereny podmokłe. Problem w tym, że klimat zmienia się szybciej niż nasze myślenie o wodzie. Coraz krótsze zimy, brak stabilnej pokrywy śnieżnej i długie okresy bez opadów powodują, że nawet miejsca uznawane kiedyś za wilgotne zaczynają wysychać.
Najbardziej alarmujące sygnały płyną z Biebrzańskiego Parku Narodowego. To właśnie tam regularnie pojawiają się informacje o suszy hydrologicznej i pożarach trzcinowisk oraz łąk. W ostatnich latach ogień wielokrotnie obejmował rozległe obszary parku. W 2025 roku spłonęły kolejne hektary cennych terenów bagiennych i torfowisk.
To szczególnie niebezpieczne dlatego, że torfowiska są naturalnym magazynem wody. Gdy są nawodnione — chronią przed suszą i ograniczają ryzyko pożarów. Gdy wysychają — zamieniają się w łatwopalny materiał, który może tlić się pod ziemią przez wiele dni. Strażacy dobrze pamiętają dramatyczne akcje gaśnicze na Biebrzy, gdzie ogień był trudny do opanowania właśnie przez przesuszone podłoże i niesłabnący wiatr.
Niepokojące sygnały pojawiają się również w Puszczy Białowieskiej. Eksperci zwracają uwagę na zmiany poziomu wód gruntowych oraz pogarszający się stan siedlisk wilgotnych. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) uznała ostatnio stan ochrony Puszczy Białowieskiej za „krytyczny”. Oczywiście problemów jest tam więcej niż sama susza, ale coraz częściej mówi się o tym, że brak stabilnych zasobów wodnych będzie jednym z największych zagrożeń dla całego ekosystemu.
Podobne obawy dotyczą również Narwiańskiego Parku Narodowego. Dolina Narwi od lat zmaga się z coraz niższymi poziomami wód i coraz krótszym okresem naturalnych rozlewisk. To zmienia cały charakter tych terenów. Łąki wysychają szybciej, zmienia się roślinność, a miejsca dawniej stale mokre zaczynają przypominać zwykłe suche pola. W praktyce oznacza to również większe ryzyko pożarowe.
Coraz częściej o problemie przesuszenia mówi się także w kontekście Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej. To ogromne kompleksy leśne, które przy długotrwałej suszy stają się bardzo podatne na pożary. Wystarczy kilka tygodni bez opadów, wysoka temperatura i silny wiatr, aby nawet niewielkie źródło ognia doprowadziło do katastrofy. Instytut Badawczy Leśnictwa regularnie publikuje mapy zagrożenia pożarowego pokazujące, że ryzyko w polskich lasach rośnie bardzo szybko.

W tym wszystkim wraca również temat zbiornika Siemianówka. Od lat sztuczny zalew zaburza naturalny obieg wody i wpływa na warunki hydrologiczne Narwi. Ogromne ilości wody są tam magazynowane na płytkim akwenie, gdzie podczas upałów następuje intensywne parowanie. Tymczasem rzeka niżej mogłaby być lepiej zasilana naturalnym przepływem.
Dziś, w czasach coraz częstszych susz, pytanie o sens dalszego utrzymywania Siemianówki wraca z nową siłą. Być może zamiast kolejnych kosztownych prób utrzymywania sztucznego zbiornika należałoby rozpocząć dyskusję o jego stopniowej likwidacji i renaturyzacji całego obszaru. Teren ten mógłby stać się jednym z największych rezerwatów przyrody w Polsce — czymś na wzór nowych obszarów ochronnych podobnych charakterem do Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Naturalne bagna, rozlewiska i mokradła działają jak gigantyczna gąbka. Zatrzymują wodę znacznie skuteczniej niż betonowe konstrukcje hydrotechniczne i sztuczne zbiorniki. Co więcej — są odporne na parowanie, wspierają bioróżnorodność i ograniczają skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Być może właśnie w tym kierunku powinno iść dziś myślenie o bezpieczeństwie wodnym Podlasia.
Pożary na Lubelszczyźnie pokazują jedno bardzo wyraźnie — Polska wchodzi w epokę, w której susza i wielkie pożary przestają być wyjątkiem. Podlaskie wciąż ma ogromny naturalny potencjał: puszcze, bagna, rzeki i parki narodowe. Ale jeśli nie zaczniemy traktować wody jako najcenniejszego zasobu regionu, nawet najbardziej zielone tereny mogą w przyszłości stanąć w ogniu.


