IPN szuka szczątków ofiar komunistów

IPN szuka szczątków ofiar komunistów

Na dziedzińcu byłej siedziby Urzędu Bezpieczeństwa w Bielsku Podlaskim zostały wznowione prace archeologów z IPN. Potrwają one przez okres trzech tygodni. Naukowcy nadal poszukują szczątek ofiar bojowników o polską wolność. Celem jest ustalenie personaliów wszystkich poległych. Pierwsze wykopaliska miały miejsce we wrześniu 2016 r. Odnaleziono wówczas szczątki sześciu osób.

Urząd Bezpieczeństwa działał w Bielsku w budynku po byłym klasztorze. W latach 1944-1956 torturowano tam i zabijano działaczy podziemia niepodległościowego. Nazwisk katów wciąż nie znamy. Odpowiednich dokumentów bowiem nadal brakuje. Śledztwo trwa nadal.

Partnerzy portalu:

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus to zwyczaj, który praktykuje się w Poniedziałek Wielkanocny. Kiedyś to były czasy. Panny można było wrzucić do koryta i sadzawki bez konsekwencji. Teraz za takie działania, do aresztu może nie trafimy, ale każda ceni sobie nietykalność. Ciało to bowiem świątynia. Dzisiaj w lany poniedziałek w mało kto kultywuje dawne tradycje. Jeśli już ktoś się polewa to w minimalnych ilościach. Zamiast wiader czy konewek używa się mikroskopijnych jajeczek jako sikawkę.

Śmigus dyngus – skąd się wywodzi?

Śmigus dyngus ma interesujące korzenie sięgające czasów pogańskich. Pierwotnie był to rytuał obchodzony w okresie wiosennym, związany z oczyszczeniem oraz przywoływaniem urodzaju. Kościół katolicki, widząc w nim elementy niezgodne z jego doktryną, początkowo potępiał ten zwyczaj. Jednakże, zamiast zaniknąć, Śmigus-Dyngus zaczął stopniowo wtapiać się w kulturowy krajobraz, stając się częścią polskiej tradycji. Polewanie wodą, charakterystyczna praktyka tego dnia, miało pierwotnie symboliczne znaczenie. Uważano, że woda oczyszcza z grzechów i wszelkich nieczystości cielesnych, przygotowując tym samym ludzi na nadchodzący okres wiosenny. Ponadto, wierzyło się, że rytuał ten ma moc przyciągania deszczu, który był kluczowy dla obfitych zbiorów rolniczych. Mimo początkowych oporów ze strony kościoła, Śmigus-Dyngus z czasem stał się integralną częścią polskiej kultury, będąc nie tylko okazją do zabawy i żartów, ale także kontynuując swoje pierwotne znaczenie jako symbol oczyszczenia

Im ładniejsza dziewczyna, tym więcej wody używano

Dziewczyny przed laty nie miały oporów przed polewaniem. Jeśli któraś w poniedziałek była sucha, oznaczało to, że nie ma powodzenia u płci przeciwnej. Panowała zasada – im piękniejsza dziewczyna, tym więcej wody na nią przeznaczano. Wizyta w stawie stanowiła zaś spełnienie najskrytszych marzeń. Dlatego też panny wystawiały się nawet na publiczny widok.

Mokry odwet

Według dawnych zwyczajów, za oblewanie wodą w świąteczny poniedziałek kobiety po świętach wielkanocnych aż do Zielonych Świątek mogły brać odwet na mężczyznach i również lać ich wodą. Było to postrzegane jako zabawna tradycja, przynosząca społeczności radość i integrująca ją.

Partnerzy portalu:

Chleb artos chroni od burz i ognia

Chleb artos chroni od burz i ognia

Chleb artos? Większość z nas pewnie nie wie, co to jest. Dla wyznawców prawosławia ma zaś szczególne znaczenie. W języku greckim oznacza chleb pszeniczny. Przez wieki nazwa ulegała różnym przekształceniom fonetycznym i dlatego w obecnej chwili występują na Białostocczyźnie nazwy gwarowe: Atos, Artus, Artur. Z powodu jego statusu świętości, obchodzi się z nim z wielką dbałością.

Chleb artos i jego specjalne przygotowanie

Przed zakończeniem niedzielnej mszy w pierwszy dzień świąt, chleb jest błogosławiony przez duchownych. Na artos nakłada się ponadto ikonę Chrystusa. Przez cały tydzień wystawia się go w cerkwi aż do niedzieli św. Tomasza nazywanej również Antypaschą, po czym artos rozdrobniony przekazuje się wiernym. Na chlebie widnieje wizerunek Chrystusa zmartwychwstałego. Poświęcony w pierwszy dzień Paschy, jego cząstka jest rozdawana wiernym w sobotę Tygodnia Paschalnego, po czym przez cały tydzień jest wystawiony w cerkwiach, na pulpicie ustawionym przed ikonostasem. Artos stanowi wspomnienie wydarzeń opisywanych przez Ewangelię, gdy Jezus ukazywał się uczniom i spożywał z nimi chleb.

Wierzenia związane z artosem

Dawniej wierzono, że artos, czyli święcony chleb, posiada magiczną moc ochronną przed burzami i piorunami. W tradycji ludowej, gdy zbliżała się burza, gospodynie umieszczały artos na parapecie obok zapalonej świecy gromnicznej. Wierzyło się, że ten rytuał miał za zadanie odpędzić chmury i zapewnić ochronę przed uderzeniem pioruna. Ponadto, artosowi przypisywano właściwości łagodzenia bólu i poprawy zdrowia. Stosowano go jako środek łagodzący przebieg chorób. Kawałek namoczonego w święconej wodzie chleba często dawano rodzącej kobiecie, aby przyniósł ulgę w bólu i ułatwił poród. Artos miał także swoje zastosowanie jako środek gaśniczy. W przypadku pożaru, ludzie przekazywali wiarę w jego ochronne właściwości, wierząc, że należy obchodzić płonące budynki z artosem, a następnie oddalić się jak najdalej od ognia, aby uniknąć niebezpieczeństwa. Te wierzenia i praktyki pokazują bogactwo ludowych tradycji oraz sposoby, w jakie ludzie kiedyś szukali ochrony i wsparcia w codziennym życiu, wierząc w magiczną moc święconego chleba.

Partnerzy portalu:

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki odgrywa istotną rolę w wielu zwyczajach i tradycjach, szczególnie w kulturze chrześcijańskiej. Jest to woda pobłogosławiona przez duchownego podczas obrzędu nazywanego święceniem wody. Odbywa się on m.in. w okresie Wielkanocy w Kościołach katolickim i prawosławnym. Praktyki te mogą się różnić w zależności od lokalnych tradycji i obrzędów. Woda ze święconki ma symboliczne znaczenie jako symbol oczyszczenia, życia i błogosławieństwa. Ludzie używają jej w różnych celach, zarówno w sferze duchowej, jak i codziennego życia.

Woda ze święconki kluczem do utrzymania dobrego wyglądu na Podlasiu.

Żadna świąteczna okazja nie przemija bez chęci prezentacji się w jak najlepszym świetle, a kiedy wychodzi się w jakieś miejsce publiczne, oczekiwania co do wyglądu mogą być jeszcze większe. Gładka i promienna skóra zawsze przyciąga uwagę, zwłaszcza w tak ważnych momentach. Ciekawym spojrzeniem na tę kwestię jest też tradycja, która sięga nawet pierwszej połowy XX wieku w niektórych domach na Podlasiu. Tamtejsze zwyczaje przypominały, że do koszyczka z święconką często dodawano małą buteleczkę wody, w której wcześniej gotowano jajka. Ta prosta, a zarazem niezwykła praktyka wskazuje, że nie zawsze potrzebne są kosztowne kosmetyki, by osiągnąć efekt nieskazitelnej skóry. Tradycje te, choć niezwykłe (i nie zawsze przynoszące skutki), przypominają nam, że piękno może być czasem proste i naturalne, a kluczem do niego często są rzeczy dostępne w naszym codziennym otoczeniu.

Nieskazitelna skóra?

Po powrocie do domu ze święconką młode dziewczyny obmywały sobie twarz pobłogosławioną przez księdza wodą. Wierzono, że woda pobłogosławiona przez księdza podczas święcenia może mieć właściwości oczyszczające i lecznicze. Z tego powodu używano jej też do pielęgnacji skóry. Młode dziewczyny, po powrocie do domu ze święconką, często obmywały swoje twarze tą wodą. Wierzyły one, że pomoże im pozbyć się wszelkich niedoskonałości, takich jak pryszcze czy piegi. Choć może to brzmieć nieco nietypowo dla dzisiejszych standardów pielęgnacji, dla wielu ludzi było to naturalne rozwiązanie, oparte na wierzeniach i tradycji.

Partnerzy portalu:

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko od wieków zajmuje szczególne miejsce w wielu tradycjach, zwłaszcza podczas świąt, takich jak Wielkanoc. To nie tylko smaczny dodatek do świątecznego stołu, ale również symbol głęboko zakorzeniony w obrzędach i zwyczajach ludowych. Jajko jest symbolizuje początek, życie oraz odrodzenie się przyrody – dlatego jest ono spożywane podczas Wielkanocy. Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa.

Jajko – tradycyjnie gości na stołach podczas Wielkanocy

Jednym z elementów świątecznego śniadania jest zwyczaj dzielenia się jajkiem. Choć nie każdy lubi składać życzeń, tego dnia odmówić jednak nie wypada. Jako że Wielkanoc stanowi połączenie tradycji chrześcijańskich i pogańskich, wiąże się z nią wiele przesądów związanych ze święconką. Praktykowano je głównie na terenach nadbużańskich.

Zakopane jajko – dobre zbiory

Czasami jedno poświęcone jajko trzymali aż do późnego maja. Następnie zakopywano je wraz z kością na polu, gdzie rosło żyto, była głęboko zakorzeniona w ludowych tradycjach i przesądach. Gospodarze wykonujący ten obrzęd wierzyli, że ta ceremonia przyniesie im pomyślne plony. Kiedy nadszedł czas, aby zająć się polami, gospodarze udawali się na swoje ziemie wraz z poświęconym jajkiem i kością. Wybierali pole, na którym rosło żyto, i tam, w ziemi, dokładnie zakopywali jajko obok kości. Dodatkowo, obok zakopanego jajka i kości sadzili także poświęconą gałązkę wierzbową. W dniu rozpoczęcia żniw odkopywano jajko i uroczyście zjadano dzieląc się nim jak na Wielkanoc. Taka praktyka miała zapewnić pomyślne zbiory.

Święconka a przesądy

Oprócz tego, istniały także przesądy związane z tzw. „święconką”, czyli poświęconymi pokarmami. Ludowa mądrość nakazywała nie wyrzucać resztek święconki, ponieważ wierzono, że mogą one przynieść szczęście. Jeśli zostały resztki pokarmu, zbierano go i wysypywano pod drzewka owocowe, wierząc że wyrośnie z nich marynka — ziele o białych kwiatkach. Okruchy dawano również kurom by lepiej się niosły. Od nadmiaru jaj głowa przecież nie boli. Dokładnie sprzątano również ich skorupki. Dawano je ptakom lub wysiewano do ziemi podczas siania lnu.

Partnerzy portalu:

Kolędowanie na Podlasiu nawet w Wielkanoc! Stary zwyczaj.

Kolędowanie na Podlasiu nawet w Wielkanoc! Stary zwyczaj.

Kolędowanie na Podlasiu jest związane z bogatą tradycją i ma kilka specyficznych starych zwyczajów, które wyróżniają ten region od innych części Polski. W powszechnej świadomości, śpiewanie kolęd kojarzy się głównie z okresem Bożego Narodzenia i zimą. Czy można również kolędować w czasie Wielkanocy? Oczywiście! Choć zwyczaj ten zanikł w latach 60. XX wieku, obecnie trwają próby jego wskrzeszenia, co jest znaczącym elementem ożywienia kultury i tradycji lokalnych społeczności. Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa: jego mękę, śmierć i także zmartwychwstanie, które jest poprzedzane Wielkim Postem. Odbywa się ono co roku, więc śpiewano też co roku kolędy.

Kolędowanie na Podlasiu – prawosławna tradycja

Tradycję tą praktykowali głównie prawosławni mieszkańcy Podlasia, Litwy i Białorusi. Wiosenne kolędowanie przybrało różne określenia – ”chodzenie z konopielką” lub ”włóczebne”. Samych kolędników określano zaś jako kompanię. Zbierały się one w pierwszym dniu świąt, a śpiewy trwały całą noc. W składzie kompanii próżno było szukać kobiet. Wstęp do elitarnego grona mieli tylko kawalerzy.

Śpiewy i zwyczaje z nimi związane

Na czele grup stał tzw. „zapiewajło”, który oprócz tekstów pieśni znał każdego mieszkańca wsi osobiście. Kompania życzyła gospodarzom udanych przyszłych plonów, a pannom i kawalerom jak najszybszego znalezienia drugiej połówki. Za swoje śpiewy otrzymywali skromne podarunki – kawałek kiełbasy czy kieliszek wódki. Tym, którzy nawet i tego poskąpili, śpiewano, delikatnie mówiąc, niegrzeczne utwory. Istniało przekonanie, że takie przyśpiewki przyniosą nieszczęście w amorach. Prawdziwa tragedia! Nikt bowiem nie chciał zostać starym kawalerem czy starą panną.

Biesiada i pamięć o tradycjach

Po zakończeniu trzech dni intensywnego kolędowania, tradycyjnie organizowano biesiadę, która odbywała się zwykle trzeciego dnia świąt. Była to okazja nie tylko do kontynuowania śpiewania kolęd i życzeń, ale również do jeszcze głębszej integracji społecznej oraz wspólnego spędzania czasu. Ta tradycja stanowiła więc niegdyś istotny element życia społeczno-kulturowego Podlasia, a obecnie budzi zainteresowanie jako część dziedzictwa kulturowego wartego zachowania i ożywienia.

Partnerzy portalu:

Wspólne świętowanie Wielkanocy. W tym roku świętujemy razem.

Wspólne świętowanie Wielkanocy. W tym roku świętujemy razem.

Wspólne świętowanie Wielkanocy przez różne wyznania chrześcijańskie jest zjawiskiem dość rzadkim, więc kiedy katolicy i prawosławni obchodzą Wielkanoc tego samego dnia, jest to moment wart zauważenia. W naszym regionie jest dużo rodzin złożonych zarówno z katolików, jak i prawosławnych. Daje to też powód do spędzenia tego Święta wspólnie. Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa: jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Święto przybrało formę trzydniowego obchodu tzw. Triduum Paschalnego, poprzedzonego czterdziestodniowym okresem przygotowania, kontynuowanego następnie radosną celebracją pięćdziesięciu dni okresu wielkanocnego aż do święta Zesłania Ducha Świętego. W przeciętnych okolicznościach, wyznawcy obu obrządków świętują Wielkanoc w różnych terminach, czasami nawet oddzielając je o kilka tygodni.

Wspólne świętowanie Wielkanocy przez katolików i prawosławnych

To, dlaczego Wielkanoc może być wspólna dla katolików i prawosławnych w danym roku, ma głębokie korzenie w zawiłych mechanizmach kalendarzowych oraz historycznych ustaleniach. Wspólne święta wypadają średnio raz na trzy lata. Ogólne zasady wyznaczenia daty świąt zostały opracowane na pierwszy soborze w Nicei. Zmartwychwstanie miało być obchodzone w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca. Początkowo termin ogłaszano z rocznym wyprzedzeniem. Od połowy V w. przygotowano daty paschy nawet 100 lat do przodu.

Ruchomość daty Wielkanocy

To, dlaczego Wielkanoc może być wspólna dla katolików i prawosławnych w danym roku, ma głębokie korzenie w mechanizmach kalendarzowych. Różnice między kalendarzem juliańskim, stosowanym przez niektóre tradycje prawosławne, a kalendarzem gregoriańskim, przyjętym przez Kościół katolicki i wiele innych instytucji, powodują, że daty świąt mogą się różnić. Główną przyczyną ruchomości daty Wielkanocy jest fakt, że rok księżycowy nie pokrywa się dokładnie z rokiem słonecznym. W konsekwencji, różnica między kalendarzem juliańskim a gregoriańskim sprawia, że daty mogą się znacznie różnić. Są lata, kiedy 13-dniowa różnica między tymi kalendarzami powoduje, że Wielkanoc wypada w tym samym czasie dla obu wyznań. Takie wspólne świętowanie zdarza się średnio raz na kilka lat, dodając więc wyjątkowości i symbolicznego znaczenia temu wydarzeniu.

Partnerzy portalu:

Pożegnanie postu. Zakopane garnki i powieszone śledzie.

Pożegnanie postu. Zakopane garnki i powieszone śledzie.

Pożegnanie postu – w tych czasach się nad nim, poza wizytą w kościele, nie zastanawiamy, ale kiedyś było to szeroko świętowane wydarzenie. Po dłużących się dniach trwania postu, trzeba w końcu coś zjeść – kończy się Wielki Post a zaczyna czas świątecznego obżarstwa. Wielki Post to czas pokuty przygotowujący do przeżycia najważniejszych dla chrześcijan świąt wielkanocnych. W Kościele łacińskim zaczyna się w Środę Popielcową, przypadającą 46 dni przed Niedzielą Wielkanocną (do postu nie wlicza się przypadających w tym okresie 6 niedziel). Czas trwania wielkiego postu ma odniesienie do trwającego 40 dni postu samego Chrystusa. Wielkopostny czas przygotowania jest też niezwykle istotny w kulturze chrześcijańskiej. To także okres refleksji, pokuty i umartwienia, który przygotowuje wiernych na celebrację zmartwychwstania Chrystusa podczas Wielkanocy. Tradycje związane z Wielkim Postem często przypominają o tych duchowych wartościach poprzez różnorodne praktyki, obrzędy i rytuały.

Pożegnanie postu – koniec z żurkiem

Przed laty, również na Podlasiu, okres ten witano w niezwykły sposób. Wszystko działo się późną porą w Wielki Piątek, bądź też rankiem w Wielką Sobotę. Jako, że główną potrawą spożywaną w poście był żurek, wylewano go całymi garnkami na ziemię. Czasem nawet zakopywano całe naczynia. Nieraz do środka dodawano jeszcze trochę popiołu. Był to znak nastania końca pokuty. Ową tradycję nazwano ”pogrzebem żuru”.

Kara dla śledzia

Nie tylko żurek był bohaterem tego symbolicznego pożegnania. Śledź, będący często głównym elementem postnych posiłków, także miał swoją rolę do odegrania. Największego, najokazalszego śledzia wybierano i przybijano do drzewa – czasem mogła to być nawet sztuczna ryba wykonana z drewna lub tektury. Ta nietypowa kara była swoistym wyrazem uznania dla śledzia, który przez cały okres wielkiego postu był „królem stołu”, dominującą potrawą na postnym stole. Wieszanie ryby odbywało się z uśmiechem na twarzy, świadcząc o radości z końca ograniczeń żywieniowych i nadchodzącej obfitości pokarmów.

Tradycje jako element kultury regionu

Te tradycje, choć dziś może praktykowane bardzo rzadko albo niepraktykowane, wciąż stanowią kolorowy i fascynujący element kultury i historii regionu. Przypominają one o głębokim znaczeniu wielkopostnego okresu przygotowania w kulturze chrześcijańskiej i oczekiwania na radosne święta Wielkanocy.

Partnerzy portalu:

Pisanie ikon studenci traktują jak modlitwę

Pisanie ikon studenci traktują jak modlitwę

Pisanie ikon to czynność, którą ludzie zajmowali się przez wiele lat. Według tradycji, autorem pierwszych ikon był święty Łukasz Ewangelista, a nawet obecnie są osoby, które chcą się tego nauczyć. Są to zazwyczaj osoby prawosławne, więc województwo Podlaskie to idealne miejsce do nauki tej profesji. Bielsk Podlaski to miasto w województwie podlaskim, siedziba powiatu bielskiego oraz także gminy wiejskiej Bielsk Podlaski. Leży nad rzeką Białą, około 50 km na południe od Białegostoku.

Pisanie ikon – w Bielsku Podlaskim się tego nauczysz

To jedyna taka szkoła w Polsce. Studium Ikonograficzne w Bielsku Podlaskim działa od połowy lat 90-tych. Do tej pory szkołę skończyło kilkunastu uczniów. Kształcenie odbywa się według zasady uczeń-mistrz. Aby stać się uczniem należy spełnić odpowiednie wymogi. Oprócz matury kandydatów czeka egzamin wstępny, rozmowa o na tematy związane z religią, a także sprawdzian umiejętności plastycznych.

Na czym polega pisanie ikon?

Ikony to obrazy sakralne malowane na drewnie, przedstawiające postacie świętych, sceny z ich życia oraz sceny biblijne. Ikony są charakterystyczne dla chrześcijańskich Kościołów wschodnich – prawosławnego i greckokatolickiego. Jej najważniejszym zadaniem jest głoszenie Dobrej Nowiny i budzenie wiary. Ma być ilustracją historii Bożego Objawienia, oddziałującą na zmysły swoją estetyką i artyzmem. Jest swoistą teologią zapisaną w kolorach i wizualnym środkiem ewangelizacji. Oznacza nie tylko sakralny obraz charakterystyczny dla wschodnio-chrześcijańskiego świata, ale posiada wielkie bogactwo duchowych konotacji. Ikona jest oknem i bramą, która wprowadza twórcę oraz wszystkich innych patrzących na ikonę do duchowej, metafizycznej rzeczywistości.

Studenci studium ikonograficznego

Jak nie trudno się domyślić, zdecydowana większość słuchaczy to osoby wyznania prawosławnego. Szkoła ma bardziej duchowy niż artystyczny charakter. Jako że tworzenie ikon utożsamia się z samą modlitwą, nie jest to zajęcie dla typowego malarza. Na program zajęć składa się nauka pisma świętego, języka starocerkiewnego czy też historia sztuki. Absolwenci otrzymują dyplom, który uprawnia ich do wykonywania prac ikonograficznych w cerkwiach. Po pięciu latach w zawodzie uzyskują status mistrza.

Partnerzy portalu:

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty to nie tylko proces konserwacji warzyw, ale także autentyczna ceremonia, która od wieków stanowi istotny element życia społeczności. W tradycji lubelskiej, podobnie jak na Podlasiu, staranne przygotowanie beczek, precyzyjne sortowanie i układanie główek kapusty oraz ostrożne dozowanie soli to kluczowe aspekty tego kulinarnej rytuału, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Szczególną uwagę poświęcano starannej kontroli procesu fermentacji. Należało zapewnić odpowiednią jakość i niepowtarzalny smak przyszłego produktu. Podkreślało to znaczenie i dbałość o tradycyjne metody przygotowania.

Kiszenie Kapusty: tradycja, wspólnota i dziedzictwo kulturowe

Wspólne spotkania wokół beczek podczas kiszenia kapusty na Lubelszczyźnie miały głębszy wymiar społeczny niż tylko wymiana praktycznych porad. To także okazja do umocnienia więzi międzyludzkich poprzez wspólne działanie i współpracę. Ludzie z różnych pokoleń i środowisk zbierali się razem, tworząc atmosferę współdziałania i solidarności, co wzmocniło poczucie wspólnoty lokalnej. Było to ważne nie tylko dla przekazania wiedzy, ale także dla zachowania pamięci o przodkach i korzeniach kulturowych. Każdy krok tego procesu, począwszy od starannego sortowania kapusty, aż po precyzyjne fermentowanie, miał swoje korzenie głęboko zakorzenione w historii i tradycji przekazywanej przez wieki. To właśnie te wspólne doświadczenia i praktyki kulturowe tworzyły niepowtarzalny charakter społeczności lubelskiej i ugruntowywały jej tożsamość regionalną. Kiszenie kapusty było więc nie tylko sposobem na przygotowanie pożywienia na zimę. Było także sposobem na budowanie wspólnoty i zachowanie dziedzictwa kulturowego.

Kontynuacja dziedzictwa i jedność społeczności

W dzisiejszych czasach, pomimo postępującej technologii i dostępności nowoczesnych metod konserwacji, tradycyjne metody kiszenia kapusty wciąż są cenione i praktykowane. Ludzie w regionie nadal przestrzegają tradycyjnych zasad i rytuałów, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Stanowią one istotny element dziedzictwa kulturowego. Kiszenie kapusty nie tylko jest procesem kulinarnym, ale także ma głębokie znaczenie społeczne, symbolizując jedność społeczności i kontynuację tradycji rodzinnych. To praktyka, która nie tylko utrzymuje dawne zwyczaje, ale także wpisuje się w obecną rzeczywistość. Stanowi most między przeszłością a teraźniejszością, jednoczącą społeczność wokół wspólnego dziedzictwa i kultury.

Partnerzy portalu:

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali odbywają się w wielu różnych miejscach w Polsce. W naszym regionie organizuje się taki konkurs w miejscach takich jak Rudka położona w powiecie bielskim. Jest kilka powodów, aby odwiedzić tą miejscowość: Kościół pw. Trójcy Świętej,
Pałac Ossolińskich zbudowany w 1763 roku przez Aleksandra Ossolińskiego, dworskie zabudowania gospodarcze i administracyjne, czy też wszechobecna przyroda – w pobliżu wsi znajduje się kompleks lasów iglasto-liściastych, zajmujący rozległy obszar. Powodem mogą też być właśnie zawody drwali, o których można przeczytać w tym artykule.

Zawody drwali na Podlasiu

Zawody drwali są częstym zjawiskiem w Polsce, odbywającym się w wielu regionach kraju. Jednym z takich miejsc jest mała miejscowość Rudka, usytuowana niedaleko Bielska Podlaskiego – tutaj corocznie rozgrywane są zawody o „Srebrną Siekierę”. Zawody odbywają się cyklicznie i przeważnie zaczynają się w ostatni weekend września. To wydarzenie gromadzi zarówno drwali, jak i pilarzy, którzy rywalizują w różnorodnych konkurencjach, zarówno indywidualnych, jak i zespołowych.

Konkurencje i kryteria oceny

W zawodach tych kluczową rolę odgrywa czas. Uczestnicy zmierzają się w takich konkurencjach jak ścinka i obalanie drzewa, przecięcie kłody na dokładność oraz zrywka, czyli transport drewna do miejsca składowania, co stanowi konkurencję drużynową. Oprócz szybkości, oceniana jest również ogólna higiena pracy oraz przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, co stanowi istotny element oceny przez komisję konkursową. Tego rodzaju imprezy, choć lokalnego charakteru, posiadają bogatą tradycję i przyciągają zarówno zawodowców, jak i miłośników tego typu rywalizacji. Zawody drwali są nie tylko okazją do pokazania umiejętności w obróbce drewna, ale także do integracji społeczności lokalnych i promocji tradycyjnych rzemiosł.

Na najlepszych czekają nagrody

Nagrody, które przyznawane są zwycięzcom mogą być różnorodne, jednak najczęściej są to praktyczne narzędzia do obróbki drewna. Stanowią one nie tylko wyraz uznania, ale również przydatny sprzęt w dalszej pracy. Takie wydarzenia stanowią nie tylko atrakcję dla uczestników, ale również dla widzów. Mogą oni obserwować zmagania zawodników oraz cieszyć się atmosferą rywalizacji i tradycyjnym rzemiosłem.

Partnerzy portalu:

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy, zamawiaczki, czy też wiedźmy. Każdy nazywa je inaczej. Najczęściej mieszkają w małych wsiach w skromnych warunkach. Zazwyczaj kojarzą się nam z pomarszczonymi kobietami, które opanowały kilka zaklęć. Czas poznać tajemnice znachorek z Podlasia, gdzie magiczna profesja ma wielowiekową tradycję.

Szeptuchy – kobiety o wielkiej mocy

Na lekcjach religii uczono nas, że tylko osoby z szatańską mocą, mogą uzdrawiać innych. Wszystko ma działać na zasadzie ”coś za coś”. Wyleczenie z choroby jednego, przenosi ją na drugiego. Tyle mówi kościół. Jak jest w rzeczywistości tego nie wie nikt. Pewne jest to, że szeptuchy odmawiają liczne modlitwy. Czy diabeł miałby na tyle odwagi by wypowiadać imię swego odwiecznego rywala? Wszystko działa na zasadzie instynktu. Niektórzy są przekonani, że lekarz nie zdoła im pomóc. Ogarnia ich desperacja. Gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, wizyta u szeptuchy może okazać się ostatnią deską ratunku. No właśnie – może, ale nie musi. Zdarzają się bowiem przypadki, że nawet sama znachorka radzi udać się do lekarza.

Czy szeptuchy pomogą każdemu?

Moc z reguły dziedziczy się od kogoś z rodziny. Nie każdy jednak jest godny daru. Trzeba posiadać odpowiednie uwarunkowania duchowe, przede wszystkim duży poziom empatii. Energię szeptuchy przypisują boskiemu wstawiennictwu, pełnią rolę pośrednika. Każdy, kto chce zostać uleczony wpierw musi otworzyć drzwi na przyjęcie dawki niezwykłej łaski. Na posesjach szeptuch coraz to pojawiają się samochody potencjalnych klientów. Każdy mieszkaniec wsi bez trudu wskaże drogę do poszukiwanego domostwa. Nie każdy jednak może być przyjęty. Kobiety wyczuwają kto jest godny pomocy. Spoglądają więc prosto w duszę i serce człowieka. Swoich usług nie wyceniają zbyt wysoko. Zwykle biorą ” co łaska”. Dlatego też mimo wielu klientów żyją w skromnych warunkach. Warto dodać, że szeptucha nie musi być też wcale w sędziwym wieku. To mit!

Jak wygląda uzdrowienie?

Do szeptuchy przyjeżdżają klienci z różnymi schorzeniami. Osoba, która pragnie zostać wyleczona, musi być wpierw oczyszczona ze złej energii. Wielkie spustoszenie sieją uroki. Nie trzeba być wielkim czarownikiem aby kogoś przeklnąć. Niektórzy nawet nieświadomie mogą doprowadzić do czyjegoś nieszczęścia. Słowa i myśli mają bowiem wielką siłę. Uważa się, że wielu ludzi nie wie o tym, że wisi nad nimi klątwa. Jej zdejmowanie jest bardzo trudne i wymaga czasu.  Usuwanie zlej energii dla osoby przypatrującej się z boku może wydawać się czymś strasznym. Każdy z nas odznacza się inną wrażliwością. Niektórzy w czasie procesu oczyszczenia wpadają w trans. Trzęsie się cale ciało. Może przypominać to atak padaczki. Są też osoby, które przy odganianiu złych mocy nie reagują w żaden sposób. Przy uzdrawianiu często stosuje się owczą wełnę. Uważają, że dzięki odpowiednim formułkom posiada ona właściwość ”wyciągania choroby”. Należy ją po prostu przyłożyć do miejsca gdzie odczuwamy ból czy dyskomfort.

Odganianie chorób

Zamawiaczki potrafią również przenieść schorzenia z człowieka na ubrania. Wówczas należy mu urządzić symboliczny pogrzeb. Krzyż należy owinąć w ową tkaninę i zakopać go z cmentarnej ziemi. Większość chorób odgania się podobnym rytuałem. Szeptucha krąży wokół osoby z palącymi się ziołami. Wygłasza przy tym liczne znane sobie formułki i modlitwy. Bez trudu przygotuje dla nas też amulet chroniący przed złem. Nie będzie to jednak jakiś magiczny kamień czy biżuteria, a…świeczka. Każdy kolor świeczki przeznaczony jest na co innego. Szeptuchy chętnie się dzielą swoją wiedzą. Nie mają przed nikim tajemnic. Sami często dają spisane na karteczce zaklęcia i modlitwy. Skuteczność zamawiaczek jest niezwykle wysoka. Pomogły one w wielu przypadkach, które zostały potem udokumentowane medycznie. Jak same przyznają, najważniejsza jest wiara w uzdrowienie.

Partnerzy portalu:

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber, znany również jako samogon, to trunek o długiej historii i bogatych tradycjach, który zyskuje coraz większą popularność nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Jego tajemnicza aura, wytwarzana często w warunkach domowych, oraz unikalny smak sprawiają, że jest przedmiotem zainteresowania zarówno miłośników mocnych trunków, jak i badaczy kultury alkoholu.

W blasku księżyca

Lekcja angielskiego w podstawówce. Poszukujemy słówka na literkę ”m”. Nasz wzrok przykuwa hasło ”moonshine”. Tłumaczy się je jako… bimber. Oczywiście umysł młodego człowieka nie wie jeszcze skąd związek lśniącego księżyca z trunkiem. Minie trochę czasu zanim pozna prawdę. Być może uświadomi go ktoś z rodziny. I tu może coś mu pomieszać. Zwłaszcza gdy z ust wujka ze wsi usłyszy określenie PKWN. W myślach pojawiają się wojenne dzieje naszego pięknego kraju. Z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego nie ma jednak nic wspólnego. To nic innego jak polski koniak wyrobiony nocą. No właśnie… W związku z tym wszystko sprowadza się do zmierzchu.

Bimber – śladem tradycji

Bimbrownictwo na Podlasiu pojawiło się już w XIX w. Wszystko przez władze, które ograniczały swobodę produkcji własnego alkoholu. Nastąpiła carska prohibicja. Rozwojowi procederu sprzyjały też warunki naturalne. Dlatego duża ilość gęstych lasów umożliwiała w miarę swobodną produkcję po zmierzchu. Tak niestety już nie jest.  Na terenie Puszczy Knyszyńskiej czy Augustowskiej służby odnajdują prywatne fabryczki, puszczając je z dymem. Niektórym z pewnością na wieść o takich zdarzeniach popłynęła łza. Nawyk pędzenia bimbru wywodzący się z czasów okupacji niemożliwy był do wykorzenienia. Starych drzew się przecież nie przesadza. W konsekwencji po odzyskaniu wolności kraju, wolność bimbrowników została zachwiana. Polskie władze za wszelką cenę usiłowały przerwać nielegalne produkcje. Budżet kraju musiał się zgadzać.

 

Podlaski samogon powinien mieć ok. 70 proc. Najczęściej jednak wytwórcy zadowalają się już trunkiem 50 proc. Wszystko zależy od wymagań odbiorców. Oczywiście dobry bimber nie obędzie się bez wody. Ta na Podlasiu jest przejrzysta i świeża, co ma znaczenie przy destylacji. Bimber z Podlasia tradycyjnie wyrabia się z żyta. Na jego bazie powstają też inne trunki, jak. np. miodówka. Z Puszczą Knyszyńską wiąże się nierozerwalnie nazwa ”bukwicówka”. Bukwica to roślina rosnąca w lesie przypominająca szczaw. Użyta przy wyrobie zapewnia niepowtarzalny smak i aromat. Wiele osób twierdzi, że ma też właściwości lecznicze.  W rzeczywistości nawet oczyszcza nasze ciało z toksyn.

Duch nie taki straszny

W każdym regionie Polski bimber określa się inaczej. Na Podlasiu rządzi nazwa ”Duch Puszczy” oraz ”Czar PGR-u”. Samo słowo bimber wywodzi się z warszawskiego żargonu złodziejskiego. Oznaczał skradziony przedmiot, który to po schwytaniu przestępców stawał się dowodem winy. Autor definicji uważa, że bimber oznaczał początkowo ”zegarek”. Z czasem zaczęto go używać, mając na myśli towar zakazany. W miarę nowe określenie to ”księżycówka”. Odnosi się do zwyczaju wytwarzania samogonu w późnych porach nocnych. Jako że wiele osób zatruwało się w przeszłości źle sporządzonym bimbrem, ochrzczono go również jako ściemniacz.

Bimber – muzeum

W 2009 r. na terenie Białostockiego Muzeum Wsi otwarto jedyne w swym rodzaju muzeum bimbrownictwa. Zobaczymy w nich wszelkie przedmioty niezbędne do wytworzenia samogonu. Zauważymy bez trudu, że aparatura z biegiem lat ulegała ewolucji. Nowinki techniczne zawsze były chętnie widziane. Cel się nie zmieniał – jak najlepszy trunek.

Partnerzy portalu:

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

25 marca to od wieków szczególny dzień na Podlasiu. Obchodzi się wówczas święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Do dziś pośród wielu mieszkańców panuje przekonanie, że jest ważniejsze nawet od Wielkanocy. Przenieśmy się na chwilę do przeszłości by poznać dawne zwyczaje.

Tego dnia obowiązywał ścisły post. Zakaz wykonywania wszelkich prac był tak rygorystyczny, że dziewczyny nie mogły nawet rozczesywać włosów. A co z rolnikami? Nawet jeśli był to jedyny dobry czas na prace na polu, musieli pozostać w domu. Jeśli złamali zakaz mogli sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. W celach zapobiegawczych przekazywano z pokolenia na pokolenie informację, że tego dnia na pola wychodzą ze swych kryjówek jadowite węże.

Ze świętem zwiastowania nierozerwalnie wiążą się bociany. Powrót tych ptaków na dachy gospodarstw miał zapewnić dobrobyt. Starano się pomóc szczęściu montując specjalne brony na gniazda. Bociany również obecne były w kuchni. Gospodynie do dzisiaj wypiekają tzw. bocianie łapy. Ze względu na post wyrabia się je tylko z wody i mąki. Czasem wkładano do ciasta monety, a dziecko, które je znalazło w przyszłości miało być zamożne. Tego dnia pieczono ponadto ciastka w kształcie maszyn rolniczych.  Dzięki temu nic złego uprawom nie mogło się stać.

Partnerzy portalu:

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

O tym że Podlasie jest wyjątkowe nie trzeba nikogo przekonywać. W krajobrazie wsi i małych miasteczek jest jednak coś czego próżno szukać w innych miejscach Polski. Mowa to o przydrożnych krzyżach i kapliczkach. Modlitwy nabierają tam materialnego charakteru.

 

Większość krzyży pochodzi jeszcze z czasów zaborów. Na przełomie XIX i XX w. doszło bowiem do wzrostu aktywności ruchów narodowych i religijnych. W ten sposób starano się również zapomnieć o ciemiężycielu. Liczba krzyży na mieszkańcach Podlasia nie robi szczególnego wrażenia. Traktują je jako coś zupełnie naturalnego. Przyjezdni jednak mogą być nieco zszokowani. Przy wjeździe do wsi – krzyż, na wyjeździe – to samo! Czasem zdarzają się podwójne krzyże. Jeden z nich postawili wyznawcy prawosławia, drugi zaś katolicy.

 

Przydrożny krzyż odgrywał wśród mieszkańców wsi szczególną rolę. Nie każdy miał szansę dojechać do kościoła, dlatego często stanowił imitację świątyni. Przy nim dziękowano za otrzymane łaski, jak i proszono o zakończenie klęsk żywiołowych. Niejednokrotnie stawiano je też właśnie dla ochrony miejscowości przed zarazą. Do dziś przetrwały liczne zwyczaje, jak zdejmowanie czapki, czy zwykłe przeżegnanie się na widok wbitych w ziemię belek. Kondukt pogrzebowy zatrzymuje się zaś z odkrytą trumną przy najbliższym krzyżu. W ten sposób zmarły może pożegnać się ze swoim sąsiedztwem.

Partnerzy portalu:

Turyści nie wejdą do świątyni

Turyści nie wejdą do świątyni

Na terenie Bielska Podlaskiego odnajdziemy liczne budowle sakralne. Jedną z ciekawszych jest bez wątpienia drewniana cerkiew św. Michała Archanioła. Działkę pod jej budowę podarował sam król Zygmunt I Stary, lecz sama cerkiew powstała za pieniądze wiernych. Większa część konstrukcji pochodzi z końca XVIII w. Niektóre fragmenty, w tym też dzwonnicę dobudowano znacznie później.

 

Świątynia posiada oprócz głównej wieży, jeszcze trzy mniejsze. Ciekawostką jest fakt, że ikony zdobią cerkiew zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.Ponad wejściem do świątyni zauważymy ikonę jej patrona – św. Michała Archanioła. Na tyłach cerkwi ulokowano baptysterium, a tuż przy niej dom parafialny.Wnętrze obiektu nie jest dostępne dla turystów.

Partnerzy portalu:

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Wschodnie regiony Polski pełne są mistycyzmu. Liczne przesądy i zabobony niegdyś stanowiły nieodłączny element codzienności. Na Podlasiu wierzy się, że niektóre zwierzęta mogą przewidzieć śmierć. Najczęstszym zwiastunem jest wycie psa. Wydaje się, że to nic szczególnego. Psy bowiem wyją w innych sytuacjach. Gdy jednak ktoś z rodziny przebywa choćby w szpitalu, a pysk wyjącego psa skierowany jest ku ziemi, trzeba być przygotowanym na najgorsze.Rzadziej praktykowana wróżba wiąże się z koniem. Jeśli kopał on pod domem gdzie leżał chory, wkrótce zawita tam śmierć. Dawniej uważano również, iż jeśli konie wiozące księdza, obejrzą się za siebie, lub będą spocone, to kostucha czyha w pobliżu. 

Ciekawym zwiastunem śmierci są krety, a właściwie ich kopce pod domem. Zwierzęta miały w ten sposób wyprowadzać duszę z gospodarstwa. Na wsiach panowało również przekonanie, iż nieszczęście przynosi piejąca kura. Dlatego też praktykowano tzw. przemierzanie. Polegało ona na mierzeniu kurą domostwa. Wygląda to dosyć absurdalnie trzeba przyznać. Gdy na progu wypadła głowa, ptaka należało zabić, jeśli zaś ogon, trzeba było go odciąć. Miało to ochronić domownika od szponów śmierci. Ludzie obawiali się ponadto sowy, a dokładnie jej złowieszczego odgłosu ”pódź, pódź”. Jeśli taki dźwięk unosił się w powietrzu, nie było już ratunku.

Partnerzy portalu:

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Studiował geografię. Przez pięć lat był dziennikarzem radiowym. Jednak to film okazał się jego prawdziwą pasją. Mowa to o Ireneuszu Prokopiuku, urodzonym w Bielsku artyście.

 

Filmy tworzone przez Ireneusza Prokopiuka posiadają krótkometrażowy charakter. Trwają do około 10 minut. Z pozoru przypominają produkcje dokumentalne, lecz znajdziemy tam też wątki fabularne. Opowiadają o prostych ludziach i ich codziennych czynnościach. Wiele zwyczajów, które obserwujemy w materiałach, powoli zanika. Dlatego też u niektórych pojawi się nutka nostalgii. Poszczególne mogą przenieść widza do krainy dziecięcych wspomnień. Realizacja filmu wymaga znalezienia odpowiedniego bohatera i przede wszystkim zdobycia jego zaufania. To zaś nie jest łatwym zadaniem. I. Prokopiukowi taka sztuka udaje się jednak doskonale. Dzięki temu możemy przykładowo dokładnie poznać zasady pieczenia wiejskiego chleba czy przygotowania wieprzowiny do wędzenia. Bohaterowie sami przyznają, że boją się zapomnienia. Już wkrótce niegdyś powszechne praktyki przejdą do lamusa. Być może dzięki filmom przetrwają trochę dłużej.

 

Produkcje Ireneusza Prokopiuka powstają dzięki przychylności władz samorządowych. W zamian za hojność tworzy dzieła, które doskonale odzwierciedlają i promują region Podlasia.

Partnerzy portalu:

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

Nie ma problemu ze smogiem

W ostatnim czasie smog dał się we znaki mieszkańcom Polski, ale nie tak bardzo mieszkańcom województwa podlaskiego. Miały wpływ na to zapewne trzy czynniki. Niestety ludzie wrzucają do pieca co popadnie, tak samo jak w innych rejonach Polski, ale… województwo nie jest gęsto zaludnione, dzięki czemu dym nie osiada tak samo jak na przykład w Katowicach czy Chorzowie. Drugim czynnikiem jest większa lesistość terenu, przez co drzewa wchłaniają więcej dwutlenku węgla. Ostatnim czynnikiem jest specyficzne położenie geograficzne choćby Krakowa. Miasto znajduje się na wklęsłym terenie.

Czas płynie bardzo wolno

Jeżeli przemierzacie samochodem czy rowerem przez Podlaskie i zjedziecie z głównych dróg, to natychmiastowo poczujecie jak zatrzymuje się czas. Będą Was otaczać stare domy, natura nieskalana obecnością człowieka, a także spokojnie pasące się zwierzęta. Słoneczny, bezwietrzny dzień tylko spotęguje te uczucie.

Uprzejmi ludzie

Nie ma chyba innego takiego województwa w Polsce, w którym obce osoby zaczepiają się w autobusach, na przystankach czy kolejkach, by sobie po prostu porozmawiać. Sympatyczne towarzystwo często też spotkamy w parkach, skwerach i deptakach.

Jeziora, rzeki, dużo lasów

Podlaskie jest fantastycznie położone. Na jego terenie mamy jeziora, rzeki, a także mnóstwo lasów! Można tu organizować niekończące się piesze wycieczki szlakami, a także wyprawy rowerowe.

Blisko na Litwę, Mazury i nad… Bałtyk z dwóch stron!

Samochodem też pojedziemy w ciekawe miejsca. Bardzo szybko się dostaniemy na Litwę, Mazury a także Bałtyk – ze strony polskiej i litewskiej, a gdy postaramy się o wizę, to możemy również szybko dostać się do Królewca i spędzić czas nad tamtejsza częścią Morza Bałtyckiego.

Rzut beretem do Warszawy

Mówi się, że bezpieczna odległość zamieszkania teściowej od małżeństwa to taka, gdy teściowa nie może przyjść do nas w kapciach. Podobnie jest ze stolicą Polski. Nie pójdziemy do niej w kapciach, ale szybko się dostaniemy choćby po to, by dostać się na któreś lotnisko lub zaczerpnąć naprawdę wielkomiejskiego życia.

Kilkadziesiąt ścieżek rowerowych

Jeżeli jednak postanowimy nie ruszać się z Podlaskiego i akurat kochamy rower, to możemy tutaj jeździć bez końca! Podlaskie na swoim terenie ma kilkadziesiąt ścieżek rowerowych, w tym szlak Green Velo. Jeżeli ktoś ma tyle sił, to może przejechać 100 i 200 km bez obaw, że nie będzie miał gdzie się ruszyć.

Tygiel kulturowy

Ostatnio źle się mówi o sytuacji u zachodnich sąsiadów. Nastąpiła tam wielka mieszanka różnych kultur i jak przyznali odpowiedzialni za to politycy – multi-kulti nie powiodło się. Tymczasem Podlaskie to prawdziwy tygiel kulturowy, miejsce, gdzie ludzie żyją ze sobą we wspaniałej symbiozie. Oczywiście, jak to ludzie – nie obywa się bez antagonizmów i złośliwości, ale jest bezpiecznie i spokojnie. Dlatego na jednym terenie mogą mieszkać ze sobą katolicy, prawosławni, Tatarzy (rdzennie polscy Muzułmanie), a kiedyś pośród nich – i to w zdecydowanej większości Żydzi, którzy podczas II Wojny Światowej zostali wymordowani.

Dziesiątki miejsc, by się zaszyć

Mówi się o Bieszczadach – że można rzucić wszystko i tam jechać. Tam mamy jednak tylko góry, a zaszycie się polega na tym, że zapewne zaszyjemy się w takim górskim domku właśnie. Podlaskie jest o tyle atrakcyjniejsze, że tutaj miejsc, w których możemy się zaszyć jest dziesiątki… Jest duża oferta agroturystyczna, z dala od miejskiego zgiełku, a także… tanie siedliska do kupienia w totalnych… dziurach!

Najwięcej pubów na mieszkańca

Jeżeli ktoś kocha nocne życie, to zapraszamy do Białegostoku. Statystycznie na każdego mieszkańca przypada najwięcej pubów. Ostatnio modne stały się lokalne piwa. Tutaj można spróbować naprawdę bardzo wielu interesujących smakowo wyrobów.

Jesteśmy przekonani, że powodów, dla których warto zamieszkać . Znacie jakieś?

Partnerzy portalu:

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Rozkopano grób, a ze szkieletu pozostała tylko czaszka, przyciągając uwagę nietypowym otworem. Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy, to ofiara wojny, nieszczęśnik został zastrzelony. Prawda może jednak być bardziej przerażająca. Obok leży gwóźdź, co sugeruje, że ktoś zadał wiele trudu, aby zapobiec temu, by zmarły nie obudził się po śmierci. Takie musiały być przypuszczenia archeologów, którzy badali nietypowe mogiły, starając się rozwikłać tajemnicę tego makabrycznego odkrycia. To odkrycie rzuciło nowe światło na praktyki pogrzebowe minionych epok, stając się tematem wielu dyskusji wśród badaczy historycznych.

Wampiry na Podlasiu – pochówki wampiryczne

Pochówki wampiryczne, znane głównie na Lubelszczyźnie, istniały także na Podlasiu, przetrwały aż do XVIII wieku. Podejrzewanych o żywienie się ludzką krwią chowano na obrzeżach cmentarza, a zwłokom brakowało zazwyczaj kilku części ciała. Wiele osób chowano również twarzą do ziemi, obciążając trumny kamieniami czy dachówkami. Niejednokrotnie odnajdywano kawałki cegieł, które miały zapobiec przyszłemu nawiedzeniu. Jednak najbardziej powszechną praktyką zapobiegawczą było przebicie serca ostrym narzędziem, w tym oczywiście drewnianym kołkiem, co miało uniemożliwić powrót zmarłego do życia jako upiór. Te obrzędy pogrzebowe rzucają światło na wierzenia i obyczaje przodków, które kształtowały kulturę regionu na przestrzeni wieków.

Dawne wierzenia o wampirach

W podlaskich wsiach wierzono, że wampirem mogła być osoba o bardziej różowym odcieniu skóry, zwłaszcza na karku. Upiór za życia posiadał dwa serca, więc gdy jedno przestało bić, drugie często zaczynało pracować. Zdarzały się przypadki, gdy podejrzewano o wampiryzm już dzieci, których zęby były obecne od chwili urodzenia. Potworem mogły stać się też osoby zmarłe w sposób nagły, zwłaszcza samobójcy, co wywoływało podejrzenia ze względu na zrośnięte brwi czy siną twarz. Jednakże historia wampirów na Podlasiu to nie tylko opowieści z przeszłości, lecz także część bogatego dziedzictwa kulturowego. To spojrzenie w głąb historii, które kształtuje nasze zrozumienie tradycji i przekonań przodków oraz pozwala nam docenić różnorodność kulturową naszej krainy. Poprzez badania tych zjawisk możemy lepiej zrozumieć naszą tożsamość i historię, wzbogacając naszą wiedzę o kulturze regionu.

Partnerzy portalu:

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji. Znachor to kultowy polski film będący ekranizacją powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. Opowiada o losach chirurga, który po utracie pamięci kradnie tożsamość w celu uniknięcia więzienia. Znajdując schronienie na wsi udanie zooperował kalekiego syna młynarza, przez co zazdrosny miejscowy lekarz wytoczył proces. Po ponad trzydziestu latach historia zatoczyła koło, a ulice Bielska Podlaskiego znów zamieniły się w plan zdjęciowy.

Kultowy film doczekał się kontynuacji – trudne początki

Na pomysł nakręcenia kontynuacji Znachora wpadł filmowiec Marek Włodzimirow, aktor Mateusz Sacharzewski, a także radny i animator kultury Tomasz Sulima.  To właśnie oni zgłosili zamiar produkcji do miejskiego budżetu obywatelskiego, propozycja spotkała się z dużym zainteresowaniem, a władze przeznaczyły na ten cel blisko 30 tys. zł. Aby ruszyć z projektem, wkrótce ogłoszono pierwszy konkurs, do którego jednak nikt nie przystąpił. Wymagano bowiem gotowego scenariusza i przynajmniej podstawowej obsady, na szczęście kolejny konkurs obniżył znacznie kryteria, produkcja miała połączyć obecne i dawne walory miasta na tle jego wielokulturowości.

Kulisy filmu

Kontynuacja Znachora nosi nazwę ”Wnyki”.  Fabuła ogniskuje się na wnukach i prawnukach bohaterów pierwszej części. Za kamerą tym razem stanął młody absolwent filmówki Szymon Nowak, a scenariusz z kolei napisał doktor filozofii Mirosław Miniszecki. Na planie zagościli  aktorzy, którzy przed laty zagrali w dziele J. Hoffmana. Ze starej obsady w filmie ujrzymy choćby Artura Barcisia czy Bożenę Dykiel. Scenariusz nie zadowolił Anny Dymnej, która pierwotnie miała wcielić się we wnuczkę profesora Wilczura, a Tomasz Stockinger natomiast po prostu nie wierzył w powodzenie niskobudżetowego filmu. Główną rolę powierzono dla Stanisławy Celińskiej, która stwierdziła, że ma w sobie wschodnią duszę. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Specjalnie dla mieszkańców Bielska Podlaskiego wymyślono scenę zbiorową, w której wzięło udział ponad 200 osób. Zdjęcia do niej trwały przez cały dzień.

Zmiana planów

Początkowo ”Wnyki” miały być filmem krótkometrażowym, a to ze względu na ograniczenie finansowe. Dzięki osobom prywatnym i funduszom urzędowym udało się zebrać sumę, która wystarczyła na stworzenie pełnej wersji. Uroczysta premiera miała miejsce w grudniu 2016 w Bielskim Domu Kultury, a obraz zebrał całkiem przychylne recenzje.

Partnerzy portalu: