Mrowisko. Deser inny niż wszystkie.

Mrowisko. Deser inny niż wszystkie.

Mrowisko zaskakuje wyglądem i doskonale smakuje. Mimo że nie jest tak popularny jak sękacz, ma swoje stałe miejsce w kulinarnym repertuarze gospodyń domowych. Starsi mieszkańcy określają go też jako kopiec lub choineczka.

Mrowisko – z czym to się je?

Dla większości z nas mrowisko będzie przypominało bardziej znane faworki czy chruściki. Dodając mak, miód i orzechy, a także układając ciastka w ekstrawagancką piramidę, otrzymamy oryginalne danie. Tradycyjnie mrowisko wyrabia się na koniec karnawału. Zalecamy jednak ostrożność. Kto raz spróbuje, nie będzie mógł się oprzeć. Takie smaki tylko na Podlasiu.

Transfer ze wschodu

Mrowisko dotarło na Podlasie z terenów Litewszczyzny. Tam przepis na ciasto był przekazywany z pokolenia na pokolenie, a dokładniej z matki na córkę. Dawniej przyrządzano je tylko i wyłącznie w domach biskupów na szczególne okazje. Z czasem opuściło kręgi duchownych i podawano mrowisko na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Zmienił się też jego smak. Przede wszystkim stało się mniej słodkie. Dzięki temu cukier przeznaczymy na inne okazje.

Mrowisko w praktyce

Wielkość ciasta zależy od talerza, na którym się go układa. Według danych na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przeciętne Mrowisko ma około 20 cm u podstawy i 30 cm wysokości. Oczywiście zdarzają się znacznie wyższe, bardziej widowiskowe i cieszące oko. W konsekwencji barwa faworków w głównej mierze zależy od jajek. By uzyskać pożądany złoty kolor trzeba dodać do ciasta jaja z żółtkami o intensywnym kolorze. Same, lekko słone faworki powinny być odpowiednio usmażone, by zachować lekkość i chrupkość kontrastującą z gęstym miodem. Na talerz nakładamy faworki, sklejamy syropem, posypujemy makiem, rodzynkami lub orzechami i nakładamy kolejną warstwę. Powtarzając wszystkie czynności otrzymamy pożądaną wysokość. Dlatego jeśli mamy we krwi kulinarną rywalizację, zawsze można zorganizować konkurs na największy wyrób.

Składniki

  • Jajko – 5 sztuk
  • Sól
  • Olej – 3 łyżki
  • Spirytus – 2 łyżki
  • Mąka – 0,5 kg
  • Kostka do pieczenia
  • Miód – 3 łyżki
  • Cukier – 1 szklanka
  • Woda – 0,25 szklanki
  • Bakalie, wiórki kokosowe, mak – 10 dag

Źródło zdjęcia: http://www.sowa.suwalszczyzna.com.pl/nasze-wyroby-142.htm

 

Partnerzy portalu:

Palcówka – kresowy przysmak

Palcówka – kresowy przysmak

Palcówka to kresowy przysmak, który wyróżnia się niepowtarzalnym smakiem i tradycyjnym sposobem przygotowania. Z pewnością jest ona ulubioną potrawą wielu mieszkańców wschodnich regionów Polski oraz stałym elementem kulinarnego dziedzictwa kresowego. Często mówiło się, że jest to kiełbasa biednych. Wyrabiano ją bowiem bez wędzenia, a główny składnik stanowiły strzępki wieprzowiny.

Tylko ona, jedyna

Gotową kiełbasę według tradycyjnej receptury można kupić jedynie w okolicach Białegostoku i Suwałk. Jeśli jednak mamy trochę czasu i kulinarnych ambicji, nic nie stoi na przeszkodzie aby poczuć się jak prababcia. Z pewnością przygotowana samodzielnie stanowi gwarancję smaku i aromatu. Palcówka swą nazwę zawdzięcza z powodu ręcznego wypychania mięsa do jelit. Nie oznacza to jednak, że używanie sprzętu jest totalnie zakazane. Zaleca się przygotowanie jej w okresie zimowym. Wówczas to łatwiej odnajdziemy suche i ciepłe miejsce. Może być nim nawet kaloryfer. W ten sposób kiełbasa przez pewien czas powinna być swoistym wisielcem. Dwa tygodnie to wystarczający okres na jej dojrzewanie, a optymalna temperatura powietrza oscyluje w granicach 15 stopni. Istotną zaletą palcówki jest jej długi czas przydatności do spożycia. Wynosi on nawet 3 miesiące. Jeśli chodzi o smak, przypomina on polędwicę. W sam raz na kanapkę.

Palcówka – tajniki przygotowania

Mięso z szynki lub łopatki wieprzowej należy pokroić w małe prostokątne lub kwadratowe kawałeczki. Analogicznie robimy to z boczkiem i słoniną. Całość mieszamy z przyprawami – zielem angielskim, majerankiem, kolendrą, pieprzem, solą, a także czosnkiem.  Później tak przygotowana masę mięsną wykładamy do pojemnika. Dokładnie okrywamy ze względu na intensywny zapach, który może dominować w lodówce. Tego samego dnia jeszcze raz dokładnie mieszamy i odstawimy z powrotem. Nazajutrz kiełbaski tniemy w odpowiednie długości  i wiążemy. Później powieszone w przewiewnym miejscu co najmniej raz dziennie powinny być przekręcane. W ten sposób równomiernie suche staną się obie strony. Przekręcanie nie będzie konieczne dopiero w momencie nabrania przez kiełbasę odpowiedniej twardości.

Palcówka – składniki:

1,2 kg chudej szynki wieprzowej
½ kg łopatki wieprzowej
1 łyżeczka pieprzu czosnkowego
1,2  kg przerośniętego boczku wieprzowego
1 łyżka soli
1,5 łyżki peklosoli ok. 20 g/kg
1 łyżeczka pieprzu czarnego
po 1 łyżeczce ziaren, ziela angielskiego, kolendry,  jałowca
3 łyżki majeranku
1 łyżka cukru
4 ząbki czosnku
1 szklanka wody
cienkie jelita wieprzowe

Partnerzy portalu:

Polska wschodnia konkuruje z górami

Polska wschodnia konkuruje z górami

Zima, ferie, urlop. Na myśl wielu Polaków przychodzi jedno – wyjazd na narty. Większość obiera kierunek na południe. Zanim jednak rzucimy wszystko i ruszymy w góry, warto zapoznać się z ofertą Podlasia. Tak! Na wschodzie również można poszusować.

Sport na biegunie

Prym na nizinnych stokach wiedzie Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji Szelment. Znajdziemy go w oddalonej  o 15 km. od Suwałk miejscowości Leszczewo. Powstał on w 2008 r. i od tego czasu zajmuje on wysokie miejsce w rankingach na najlepszy kompleks narciarski. Wszystkie sześć tras zjazdowych jest w pełni oświetlonych, więc nie straszny nam zachód słońca. Niemałym ułatwieniem dla stawiającym pierwsze kroki na nartach jest bez wątpienia wyciąg taśmowy. W przypadku braku śniegu do akcji wkracza 8 armatek. Jako, że jednak Suwałki to polski biegun zimna, taka sytuacja nie zdarza się zbyt często. Sezon praktycznie trwa od początku grudnia do końca marca. Częstymi gośćmi Szelmentu są także obcokrajowcy. Około 30% przyjezdnych stanowią bowiem Litwini. Na spragnionych wypoczynku czeka restauracja z tarasem widokowym, a także bar szybkiej obsługi.

 

Innym istotny ośrodek narciarski w okolicy mieści się w bezpośrednim sąsiedztwie Wigierskiego Park Narodowego. Mowa tu o wyciągu Dąbrówka usytuowanym  jedynie 3 km od centrum Suwałk. W przeciągu godziny może przewieźć do 900 osób.  Wszystkie trasy są w pełni oświetlone i ratrakowane. Wokół wyciągu powstała bogata infrastruktura. Aby naładować akumulatory możemy udać się choćby do sauny. Nic tylko korzystać.

Małe jest piękne

Przenieśmy się teraz 150 km od Suwałk w dół mapy. Także w okolicach Łomży, mianowicie w oddalonej od niej o 10 km wsi Rybno, można wykorzystać zimową aurę. Nad gośćmi czuwają doświadczeni instruktorzy posiadający uprawnienia trenerów Polskiego Związku Narciarskiego oraz Polskiego Związku Snowboardowego. Tak jak inne ośrodki takiego typu oferuje wypożyczalnię sprzętu wysokiej klasy. Łącznie mamy do dyspozycji 6 wyciągów, a najdłuższy z nich liczy 315 m. długości.

Partnerzy portalu:

Odpoczynek w cieniu króla

Odpoczynek w cieniu króla

Wydawać by się mogło, że drzewa mogą zafascynować tylko miłośników przyrody. Nic bardziej mylnego. Niosą ze sobą również wartości poznawcze. Jedną z głównych atrakcji Białowieży jest Szlak Dębów Królewskich i Książąt Litewskich, który stanowi ścieżkę edukacyjną o długości około 500 m. Powstał on w 1978 r. dla ochrony cennych zbiorowisk. Prowadzi przez majestatyczne wiekowe rośliny, a każdą z nich nazwano imieniem królów polskich i litewskich, co nadaje im indywidualny charakter.

 

Liczą one od 150 do 500 lat. Wędrując po szlaku poznamy historię Puszczy Białowieskiej, Litwy i Polski od XII do końca XVIII w. Szlak przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Stworzono bowiem kładkę dla wózków oraz tabliczki informacyjne opatrzone znakami w alfabecie Braille’a. Modernizacja przyniosła również parking i deszczochron. W Uroczysku Stara Białowieża odnajdziemy też miejsca do relaksu w postaci choćby wiaty i ławek. Znajomym będziemy mogli się pochwalić, że dosłownie odpoczywaliśmy w cieniu króla.

Partnerzy portalu:

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Jaćwingowie wywodzą się z ludu, który  przybył znad Dniepra na tereny północno-wschodniej Polski. Mowa tu o tak zwanych bałtach zachodnich. Osady tworzyli wzdłuż jezior i rzek, co ułatwiało im komunikację w pierwotnej puszczy. Trudnili się głównie rolnictwem i hodowlą. Grabieże również nie były im obce. Po latach łupieżczych wypraw i konflikcie z zakonem krzyżackim, nastąpił ich kres.

Kultura kurhanów

Cmentarzysko Jaćwingów mieści się niecałe 5 km na północny wschód od Suwałk we wsi Szwajcaria. Niegdyś znajdowało się tam centrum plemienne. Teren został dokładnie przebadany w latach 1955-1966 przez ekspedycję pod przewodnictwem Jerzego Antoniewicza. Rezerwat archeologiczny posiada obecnie powierzchnię ponad 4 ha. Jeśli chodzi o wielkość kurhanów – ich średnica wynosi od 6 do 21 metrów. Każdy kurhan składa się z kilku warstw kamieni. Nagromadzenie małych wzniesień terenu, które porośnięte są roślinnością, sprawia wrażenie jakby niegdyś przejechał tam spychacz. Na cmentarzysku odnajdziemy pochówki całopalne i szkieletowe. W zależności od statusu zmarłego, te drugie zawierają ozdoby, naczynia, broń. W czasie badań odnaleziono pochówki typu książęcego charakteryzujące się okazałością i bogatym wyposażeniem (miecze, pozłacane pasy, srebrne oszczepy i inne atrybuty wojownika). W okolicy znajduje się jeszcze kilka podobnych cmentarzysk jaćwieskich – w Osinkach, Prudziszkach, Żywej Wodzie i wsi Balwinowo.

Śladami historii

Nieopodal cmentarzyska, co roku odbywa się festyn archeologiczny, organizowany przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Pierwsza edycja miała miejsce w 1999 r. Celem tej cyklicznej imprezy jest zaprezentowanie zagadnień związanych z archeologią doświadczalną. Najlepsi specjaliści w tej dziedzinie z Polski i Litwy demonstrują najróżniejsze techniki i rzemiosła, jakimi posługiwano się w zamierzchłych czasach. Można między innymi obejrzeć, jak w epoce kamienia wykonywano narzędzia i broń z krzemienia, kości i rogu, w jaki sposób wykonywano naczynia gliniane, zarówno poprzez lepienie ręczne, jak i na kole garncarskim. Prezentowane są też sposoby wykonywania odzieży i najprzeróżniejszych ozdób. Odtwarza się także metody sporządzania pożywienia, mikstur leczniczych z ziół czy trucizn.

Partnerzy portalu:

Janusz kontra Krzyżacy. Historia pewnego Jelenia

Janusz kontra Krzyżacy. Historia pewnego Jelenia

Krzyżackie porachunki

Obecny herb Łomży przedstawia jelenia przeskakującego nad czterema kamieniami. Z jego powstaniem się pewna legenda. W pewien upalny dzień książę Janusz zapragnął zapolować na zwierzynę i zaspokoić swój instynkt łowcy. W eskapadzie uczestniczyli też miejscowi młodzi chłopcy, którzy odegrali w sprawie kluczową rolę. Po dłuższym czasie oczekiwania pojawił się cel. Gdy książę napiął łuk i wycelował do jelenia, chłopcy dostrzegli dziwne zachowanie zwierzęcia. Te spłoszyło się obecnością innych ludzi. To byli… Krzyżacy, którzy w krzakach czaili się na Janusza i jego kompanów. Gdy pomocnicy księcia dojrzeli przeciwników, to stwierdzili jedno – to zasadzka.

Janusz podjął natychmiastowe działania. Przypuszczenia młodzieńców bowiem okazały się słuszne. To była zasadzka. Książę przechytrzył jednak złoczyńców, atakując z zaskoczenia. Cisza towarzysząca polowaniu została przerwana krzykiem, stukotem mieczy i zbroi. Wśród konarów nawiązała się krotka potyczka. Zdezorientowani przeciwnicy nie mieli żadnych szans. Napastnikami okazali się… Krzyżacy. Las okazał się dla dziesięciu zakonników miejscem ich śmierci. Suche, martwe liście zostały skąpane ich krwią. Spłoszony jeleń i spostrzegawczość kompanów uratowała księciu życie. Na pamiątkę tych wydarzeń zwierzę umieszczono na herbie ze złotą koroną i ozdobnym wzornictwem.

Z kart historii

Początki Łomży sięgają X w. Gród usytuowany został wówczas na skarpie doliny rzeki Narew. Największy rozkwit miasta przypadł na przełom XV i XVI w. Do dnia dzisiejszego w Łomży krzyżują się  szlaki komunikacyjne północno-wschodniej Polski. Mimo że leży na terenie historycznego Mazowsza, przynależność administracyjna lokują ją w województwie podlaskim.

Co z tym herbem?

Herb Łomży został nadany już w XV w przez książąt mazowieckich. Symbolika dobrze odzwierciedlała sytuację osady, która to była otoczona przez lasy bogate w dziką zwierzynę. Prawdopodobnie herb pojawił się wraz z nadaniem praw miejskich z rąk księcia Janusza I. Najwcześniejsze wersje pochodzą z pieczęci listów wysłanych z Łomży do Gdańska w XV w. Złoty jeleń wieńczył pierwszy miejski ratusz. Widniał również na lokalnych rzemieślniczych wyrobach. Mieszkańcy musieli pożegnać się ze starym herbem w czasach guberni. Jej godłem został statek rzeczny pod żaglami na niebieskim tle. Jeleń symbolicznie wskoczył na stare miejsce  wraz z odzyskaniem niepodległości.

 

 

Partnerzy portalu:

Jak romans zmienił się w tortury?

Jak romans zmienił się w tortury?

Jak romans zmienił się w tortury. Wizna to mała miejscowość położona nieopodal Łomży, datowana już na XI w. Gród posiadał niegdyś znaczenie strategiczne, strzegąc wschodnich granic Mazowsza i szlaków handlowych, biegnących na Litwę, Ruś i do Prus. Lokalizacja stanowiła jednak przekleństwo. Władający Wizną książęta mazowieccy, toczyli o nią boje z zakonem krzyżackim, którzy w XIII w. spalili gród. 4 wieki później ogień dosięgnął tu…czarownicę.

Jak romans zmienił się w tortury? – bo to zła kobieta była…

W 1664 r. poborca podatkowy ziemi wiskiej, Adam Jeziorkowski, zeznał pod przysięgą o niejakiej Barbarze Królce. Twierdził, że zarówno on, jak i jego dobytek padł ofiarą ciemnej magii. Nikt jednak nie znał jego faktycznych pobudek. Czyżby chodziło o nieodwzajemnione uczucie? Oskarżenia te zbiegły się w czasie z zarazą, która w ciągu dwóch miesięcy uśmierciła blisko pięć tysięcy mieszkańców. Kozła ofiarnego nie trzeba było długo szukać. Kobietę obwiniono o wszelkie zło, nawet o śmierć samej Elżbiety i Barbary Radziwiłównej. W czasie tortur, chcąc zakończyć swe cierpienia, przyznała się do wszystkich stawianych zarzutów. Egzekucja odbyła się na lokalnym rynku przy poklasku mieszkańców Wizny. Barbarę Królkę utopiono w lokalnej rzece. Według tradycji, ciało heretyka miało wypłynąć na wierzch w przypadku jego niewinności. Z kolei ciało, które zostało na dnie, oznaczało, iż wyrok był słuszny. Pozostało tylko mieć nadzieję, że nie dosięgnie nas zemsta zza grobu.

Magia pośród nas

Polowania na czarownice zaczęły się w połowie XV wieku i związane były ściśle z rozwojem ruchu reformatorskiego. Wówczas to papież Mikołaj przekazał inkwizycji prawo do badania przypadków praktykowania czarów. Tym samym w praktyce otworzył furtkę do masowych, najczęściej bezzasadnych prześladowań. Wcześniej heretyków spotykało wygnanie. Teraz czekała na nich śmierć w nieludzkich męczarniach. Uznano, że osoby nadnaturalne, które niszczą porządek świata, można było pokonać wyłącznie za pomocą siły. Karano również tych, którzy uważali czarownice za mit. Na kobiety padł blady strach. Dlaczego tylko na nie? Już samo łacińskie słowo określające kobietę – ”femina” oznaczało kogoś posiadającego mniejszą wiarę. Poza tym, jako, że Jezus był mężczyzną, przedstawiciele tej płci mieli być wolni od wszelkich podejrzeń i konszachtów z diabłem. Nic dziwnego, że owy okres nazywano ciemnymi wiekami. Wszystko to dokładnie opisywał swego rodzaju pierwszy elementarz dla łowców wiedźm, znany pod nazwą ”Młota na czarownice”.

Partnerzy portalu:

Piękno widziane spod nieba

Piękno widziane spod nieba

Lecę, bo chcę

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Doskonałym sposobem przekonania się o rozległości i wyjątkowości terenu jest lot balonem, organizowany przez władze parku.  Z góry będziemy podziwiać meandrującą rzekę, malownicze rozlewiska, liczną zwierzynę i ptactwo. Zaleca się posiadanie aparatów fotograficznych. Wspomnienia należy bowiem utrwalić. Jeśli mamy problemy ze wzrokiem bezpłatnie zostanie nam wypożyczona lornetka. Mile widziany jest brak lęku wysokości.

Podniebny rejs

O tym czy nasza podróż będzie możliwa decyduje głównie pogoda. Niesprzyjająca aura, a zwłaszcza silne podmuchy wiatru dosłownie uziemiają balon. Ostateczna decyzja zawsze należy do pilota. O bezpieczeństwo śmiałków zadba sam mistrz świata, więc pasażerowie nie muszą się niczego obawiać. Ceny lotu uzależnione są od liczby uczestników, wahając się od od 450 do 800 zł.  Podniebna wyprawa trwać może nawet 4 godziny, lecz wrażenia pozostaną do końca życia.

Przygotowania

Panuje powszechne przekonanie, że lot balonem wymaga ubioru na przysłowiową cebulkę. W okresie letnim zdecydowanie wystarczą długie spodnie, bluza i polarowa kurtka. Warto tez pamiętać, że wyprawy odbywają się głównie wczesnym rankiem i popołudniem, kiedy to temperatura do najwyższych nie należy. Balon startuje z otwartej przestrzeni. Dlatego dobrym pomysłem będą nieprzemakalne buty, a to ze względu na rosę, pokrywającą zielone łąki. Temperatura  ”na górze” niewiele odbiega od poziomu, jaki panuje na ziemi. Chłód zaczyna się powyżej 10000 m, a w przypadku lotów pasażerskich rzadko przekracza się tą granicę.

 

Partnerzy portalu:

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

 Cudze chwalicie…

Na północ od Puszczy Białowieskiej leży pełny uroku Zalew Siemianówka. Jego początki sięgają lat siedemdziesiątych. Na magii tego miejsca poznali się amerykańscy filmowcy, którzy postanowili nakręcić kluczowe sceny filmu fantasy – ”Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”.

Przypadki rządzą światem

Producenci wykonawczy superprodukcji o budżecie przekraczającym 200 mln dolarów poszukiwali jeziora umożliwiającego kręcenie scen batalistycznych. Warunek był tylko jeden – zbiornik musiał być zamarźnięty. Jako, że pogoda w Polsce należy do nieprzewidywalnych, ekipa posiadała plan awaryjny. Było to Morskie Oko. Tam też pierwotnie miał być zlokalizowany zamek czarownicy. Na przeszkodzie stanęło zagrożenie lawinowe i brak przejrzystości powietrza. Na szczęście dla Podlasia, lód skuł jezioro w samą porę.

 

O wyborze Zalewu Siemianówka zadecydowały wpierw walory przyrodnicze…. Puszczy Białowieskiej. Reżyser widowiska, Grant Major, przeglądając internet przypadkiem natknął się na tamtejsze masywne dęby. Mimo, że nie miał początkowo pojęcia gdzie jest Podlasie, zdecydował się odnaleźć osobiście majestatyczne okazy. Pierwsza wizyta filmowców miała miejsce w 2001 r. W poszukiwaniu plenerów do sceny na polanie, odwiedzili Biebrzański i Narwiański Park Narodowy. Spacerując nad brzegami rzeki stwierdzili jednak, że trawy miały jednak zbyt ciepły odcień, a brzozy nie były wystarczająco białe.  To nie pasowało do koncepcji krainy skutej lodem.  Przede wszystkim produkcji zależało na odnalezieniu jeziora nieskażonego cywilizacją. Mimo że Siemianówka to sztuczny zbiornik z tama, filmowcy nie mogli wyjść z zachwytu.

Wymogi produkcyjne

Ekipa filmowa posiadała początkowo pewne obawy. Jezioro miało być ”nietknięte”. Wcześniej bowiem w czasie przelotu helikopterem zauważyli ślady opon samochodowych na zamarźniętej tafli. Duży problem stanowiły też dziury po wędkowaniu. Na pomoc przyszli jednak leśnicy. W dniu kręcenia leśnicy pilnowali, aby nikt nie zbliżał się na okoliczne tereny. Na korzyść wyszło również utrzymanie lokalizacji produkcji w tajemnicy. Zapobiegło to przybyciu gapiów czy dziennikarzy. Nad jezioro zawitała cała filmowa infrastruktura. Pojawił się też poduszkowiec, który gwarantował aktorom bezpieczeństwo. Mimo kaprysów pogody udało się nakręcić najbardziej dramatyczną scenę filmu – ucieczkę dzieci przed Białą Czarownicą.

 

Partnerzy portalu:

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Wyjeżdżamy z Białowieży. Mając nadal przed oczami stada żubrów i innych dzikich zwierząt kierujemy się w stronę Hajnówki. Nie zdążyliśmy się rozpędzić, a naszą uwagę przykuwa drewniana statua. Miejsce mocy? Wobec tego nie można przejść obojętnie…

W kręgu tajemnic

Napis wzbudza niemałą ciekawość. Aby się tam dostać i naładować baterie, musimy wpierw nieco się zmęczyć. Auto nie da rady. Jesteśmy zdani na własne nogi. Po porzuceniu środków transportu po krótkim spacerze odnajdujemy porozrzucane kamienie. Nie jest to jednak miejsce kręcenia kontynuacji horroru Blair Witch Project, a pradawny ośrodek rytualny Słowian. Przynajmniej tak informuje tablica. Wszędzie wokół nietypowe dla puszczy drzewa – jabłonie i grusze. Ich rozdwojone korzenie przenoszą nas w krainę wyobraźni.  Ponoć nocą kręgi emanują niebieską poświatą. Niewielu jednak ma odwagę spać pod gwiazdami w gęstym lesie i przekonać się o tym osobiście. Kamienie prowadzą również własną audycję radiową. Najgłośniej rozbrzmiewa kamień centralny. Przekonamy się o tym  dzięki zwykłej empetrójce ze wzmacniaczem. Nietypową listę przebojów możemy posłuchać jedynie wewnątrz kręgu. Nie dajmy się zwieść pozorom. Początkowo uznamy ich dźwięki za niedostrojoną falę. Po chwili jednak dostrzeżemy powtarzalność sekwencji.

Prawda leży pośrodku

Niektórzy badacze są przekonani, że kamienie umiejscowione są przy szczelinach skorupy ziemskiej. Domniemuje się,  że w okolicy powinny znajdować się jeszcze dwa inne kręgi.  Czyżby były niewidzialne dla śmiertelników? Wato też spojrzeć w niebo. Mogą one bowiem stanowić odwzorowanie gwiazdozbioru Wielkiego Psa. Jako że jest on widoczny jedynie zimą, lokalizacja ma związek z obserwacją astronomiczną w dniu przesilenia –  21 grudnia. Większość obserwatorów stawia jednak na religijny charakter kręgów. Świadczyć mają o tym porozrzucane po okolicy kurhany.

Działa jak natura chciała

Badania radiestetów potwierdzają wyjątkowość miejsca. Białowieskie kręgu emanują pozytywną energią. Każdy jednaj odbiera ją inaczej. Ci bardziej wrażliwi odczuwają mrowienie, a nawet zmiany skórne. Odnotowano przypadki miewania niewyjaśnionych wizji. Wygląda to na opowieści z pogranicza fikcji naukowej. Dobroczynne działanie kamieni nie zastąpi na pewno wizyty u lekarza i nie powinno się go traktować jako pewnik. Z drugiej strony wiara czyni cuda.

 

Partnerzy portalu:

5 sposobów na podlaską majówkę

5 sposobów na podlaską majówkę

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Jeśli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów na majówkę zapraszamy na Podlasie. Jeśli znudziły Ci się rodzime góry, a parawany nad morzem przyprawiają Cię o ból głowy, nie zwlekaj i obierz kierunek na wschód. Oto tylko kilka miast, oferujących bogaty wachlarz możliwości.

Wodne szaleństwo w Augustowie

Wizytówką północno – wschodniej części Polski jest bez wątpienia Augustów. Kurort zyskał miano ”najfajniejszego miasta w Polsce”. Swoje walory uzdrowiskowe zawdzięcza położeniu wśród nieskażonych lasów. Miasto przyciąga głównie miłośników wodnego szaleństwa. Powstał tam bowiem pierwszy w Polsce wyciąg do nart wodnych. Liczy on 740 m długości, a rozpędzimy się na nim do ponad 80 km/h. Dzięki temu możemy choć przez chwilę poczuć się niczym w filmie ”Szybcy i Wściekli”, z tym wyjątkiem, że auta zmienimy na deski. Nie grożą nam też nagłe zwroty akcji, gdyż czuwają nad nami fachowi instruktorzy i ratownicy. Jeśli zadowala nas umiarkowana prędkość, czekają na nas rejsy wycieczkowe po słynnym Kanale Augustowskim. W sam raz dla rodzin z dziećmi. Zakochani nie oprą się możliwości przejażdżki zabytkowa gondolą. Wystarczy zamknąć oczy i poczujemy się jak w Wenecji. W mieście bez trudu wypożyczymy wysokiej jakości sprzęt do rekreacji, jak kajaki czy rowery wodne. Po dniu pełnym wrażeń posilimy się świeżą rybką. Lokali gastronomicznych w Augustowie nie brakuje.

Suwałki nie takie zimne

Źródło: Wikipedia, autor – Ludwig Schneider

Jeśli Augustów wyda się zbyt tłocznym miastem ( a w majówkę jest to wielce prawdopodobne), radzimy udać się kilkadziesiąt kilometrów dalej do Suwałk. O tej porze roku polski biegun zimna nie wykazuje swojej aktywności. Tam również poczujemy adrenalinę. Miasto pozazdrościło sąsiadowi i również zainwestowało w wyciąg wodny.Narciarze mają do pokonania tor o długości 1000 metrów. Dwie proste po 300 metrów i dwie po 200. Tor jest w kształcie prostokąta, trzeba więc uporać się z czterema zakrętami.

 

Jedną z głównych atrakcji regionu jest bez wątpienia klasztor kamedułów, górujący nad taflą jeziora Wigry. Powstał on na wyspie podarowanej zakonnikom przez króla Jana Kazimierza. Mimo że obiektu nie remontowano od lat, nadal robi ogromne wrażenie. Szczególną uwagę przyciąga wieża zegarowa.

 

Na północny zachód od Suwałk odnajdziemy niewielką miejscowość Stańczyki. Jej wizytówkę stanowią zabytkowe mosty nazywane akweduktami Puszczy Romnickiej. Osiągają one blisko 37 m, przez co należą do najwyższych w Polsce. Z mostami wiążę się legenda o znikającym jeziorze.

Odpoczynek nad Biebrzą

Miłośnicy przyrody odnajdą swój prywatny raj w Biebrzańskim Parku Narodowym. To największy rezerwat w Polsce będący domem dla setek gatunków ptaków i innych zwierząt. Dla przyjezdnych przygotowano szlaki rowerowe, piesze i kajakowe. Jest to więc też doskonała oferta dla aktywnych. Życie toczące się w dolinie można obserwować z wysokich wież  i kładek, które pomagają poruszać się po bagnistym terenie. Wiosną będziemy podziwiać rozlaną po horyzont Biebrzę. Radzimy wziąć ze sobą aparat.

W głębi Puszczy Białowieskiej

Pora przenieść się teraz do południowej części Podlasia. Dużo popularnością w regionie cieszy się Hajnówka i przylegająca do niej Białowieża – siedziba najstarszego Parku Narodowego w Polsce. Historię okolicy poznamy w czasie wycieczki kolejką wąskotorową. Po drodze spotkać można samego króla puszczy – Żubra. Jeśli tym razem myśleliście, że nie będziemy mieli okazji zmoczyć dolnej części garderoby, musimy wyprowadzić Was z błędu. O bogactwie natury przekonamy się jedynie wędrując podmokłą ścieżką o nazwie ”Kładka Żubra”. Trasa, która liczy sobie niecałe 5 km ma swój koniec rezerwacie pokazowym.

 

 

 

Oaza spokoju w Supraślu

Na deser proponujemy zapoznać się z podbiałostockim Supraślem. Te niespełna pięciotysięczne miasto w 2001 r. zyskało status uzdrowiska. Olejki eteryczne z pobliskich lasów wpływają korzystnie na układ oddechowy. Jeśli pozbyć się kaszlu to tylko tam. Niemal na każdym kroku miejscowości natkniemy się na perełki architektury drewnianej. Najbardziej oblegane przez turystów jest bez wątpienia Muzeum Ikon. Uroki miasta docenili producenci filmowi. Stało się bowiem planem zdjęciowym filmu ”U pana Boga za miedzą”,  bądź też popularnego serialu ”Blondynka”. Na amatorów wodnych wędrówek czekają szlaki kajakowe. Prowadzą one z nurtem rzek Supraśl i Sokołda. Najdłuższa trasa to ponad 60-cio kilometrowa przeprawa.

Partnerzy portalu:

Romeo i Julia z Łomży. Miłość z zabójstwem tle.

Romeo i Julia z Łomży. Miłość z zabójstwem tle.

Romeo i Julia z Łomży. Czy łączy coś Łomżę z włoską Weroną? Ulice tych miast były niemymi świadkami wielkiej miłości, która miała swój tragiczny finał. Romeo i Julia z Łomży, właśnie taki tytuł nosi książka Marii Kaczyńskiej wydanej w 2008 r. przez miejscowe wydawnictwo ”Stopka”.

Romeo i Julia z Łomży – miłość z zabójstwem tle

Leon Kaliwoda, czyli tytułowy Romeo, był komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej. Dowództwo nad łomżyńskim oddziałem objął, mając zaledwie 20 lat. Przenosiny z Warszawy przyniosły mu wielkie zmiany, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. W mieście poznał młodszą uczennicę szkoły handlowej Halinę Januszkiewiczównę – naszą łomżyńską Julię i dosyć szybko połączyło ich gorące uczucie. Dorastając w ostatnich latach zaboru, obydwoje dosyć wcześnie zaangażowali się w działalność patriotyczną, zdobywając doświadczenie w harcerstwie. W cieniu wielkiej historii rozegrał się dramat jednostek.

Symbolika

11 listopada nie dla wszystkich okazał się szczęśliwy. Parze nie było pisane doczekanie wolnego kraju. Ostatnia kula, jaką wystrzelono w Łomży, zakończyła żywot Leona Kaliwody. Miasto opuścili Niemcy, lecz Halinę opuściła jej miłość. Dziewczyna nie mogła się z tym pogodzić. Kilka dni później  przy grobie ukochanego skróciła swoje cierpienia. Strzał w głowę na nowo połączył parę, tym razem w innym świecie. Tablica upamiętniająca Leona Kaliwodę została wmurowana w miejscu jego śmierci – kamienicy Śledziewskich. Wcześniej bo w 1933 r.  na grobie komendanta postawiono okazały pomnik.Halina Januszkiewiczówna nie mogła liczyć na honory. Wśród mieszkańców, mimo wymiaru tragedii,  nie znalazła współczucia.

Powrót do przeszłości

W 2011 r., książka „Romeo i Julia z Łomży” na tyle weszła w kanony literackie Podlasia, że  postanowiono odtworzyć dramatyczne wydarzenia. Całość postanowiono uwiecznić za pomocą kamer. W przedsięwzięciu wzięła udział Grupa Rekonstrukcji Historycznej ”Narew” z Łomży,  a także Teatr Form Różnych z Zambrowa.  Największą przeszkodą przy kręceniu reportażu były reklamowe banery obecne w całym mieście, problem stanowiły też znaki drogowe. Łomżynianie wykazali duże zainteresowanie wydarzeniem, najzwyczajniej w świecie cieszyli się, że historia dotrze do większej ilości osób. Musieli przy tym też wykazać się cierpliwością, gdyż zdjęcia na cmentarzu kręcono w okresie listopadowego dnia zmarłych. Reportaż swego czasu można było obejrzeć na antenie TVP INFO I TVP Białystok.

Partnerzy portalu:

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Na północny-zachód od Suwałk odnajdziemy spokojną wieś Stańczyki. Przed laty władze Prus Wschodnich miały wobec okolicy ambitne plany. Oczyma wyobraźni widziano tłumy podróżujące pociągami. W trudzie zbudowano dwa potężne mosty wzorowane na rzymskich akweduktach. Los bywa jednak przewrotny…

Wsi spokojna, wsi wesoła…

fot. Wikipedia

Puszcza Romnicka stanowiła niegdyś najbardziej atrakcyjny kompleks leśny w Prusach. Tam też królowie wybierali się na polowania. Cały teren miał zaś być otoczony liniami kolejowymi. W rzeczywistości budowa mostów w Stańczykach służyła raczej celom propagandowym. Znacznie rozsądniejszym wyjściem było przeniesienie torów kilkaset metrów dalej, na płaski teren, co pozwoliłoby uniknąć ogromnych kosztów. Inżynierowie stwierdzili, że nie istnieją przeszkody nie do pokonania. Zainteresowanie podróżami pociągiem  po dzikiej puszczy było praktycznie zerowe. Pasażerami byli głównie…grzybiarze.

Tajemnica jeziora

W połowie lat 20-tych doszło do niepokojących wydarzeń. Okoliczne jezioro po prostu zniknęło. Zastąpiła je jedna wielka bryła błota. Wszystko rozpoczęło się od gwałtownej burzy. Błyskawice malowały ciemne niebo, a pioruny spotykały się z ziemią jeden po drugim. Jeden z nich uderzył wprost w jezioro.  Woda zamieniła się w płomienie. Świadkowie twierdzili, że zostały otwarte bramy piekła. Chwilę potem nastąpił wybuch. Majestatyczne mosty zadrżały. Konstrukcja jednak była cała. Winowajcą okazała się natura. Błyskawica zapaliła gaz błotny, który to gromadził się od setek lat. Tego dnia wskutek wysokiego ciśnienia atmosferycznego wydobył się na powierzchnię. Piorun spełnił więc rolę zapałki.

Wszystko ma swój czas

W 1933 r. całą Puszczę Romnicką otoczono płotem, ze względu na tajne spotkania. Kres linii kolejowej położyła wycofująca się Armia Czerwona. Tory rozebrano. Obecnie wejście na mosty w Stańczykach jest płatne. Zwiedzający mogą obejrzeć wielkie akwedukty na własne oczy.

Partnerzy portalu:

Ludzie polubili nietoperze

Ludzie polubili nietoperze

Co roku w okresie zimowym na terenie Łomżyńskiego Parku Narodowego Dolina Narwii odbywa się swego rodzaju inwentaryzacja nietoperzy. Początki działań badaczy nie należały do łatwych. Jeszcze kilka lat wstecz, mieszkańcy niechętnie udostępniali gospodarcze zabudowania, gdzie mogły skrywać się ssaki. Obecnie z coraz większą wyrozumiałością podchodzą do działań przyrodników. Co więcej, sami są ciekawi, ile tych tajemniczych stworzeń żyje w sąsiedztwie.  Może wynika to ze strachu przed inwazją? Ludzi też, czy któryś z gatunków zadomowił się u nich na dłużej.

Kryjówki władców ciemności

Stanowiska obserwatorów ulokowane są w wielu podłomżyńskich  miejscowościach, dlatego też dzielą się na grupy po obu stronach rzeki. Nietoperze znajdują schronienie głównie w zewnętrznych prywatnych piwnicach i piątnickich fortach. Największą ilość odnotowuje się jednak w piwnicach dawnego browaru. Liczenie nietoperzy nie jest łatwym zadaniem. Wymaga też niemałej odwagi. Obserwatorzy, uzbrojeni tylko w latarki,  na swej drodze napotykają chłód i wilgoć. Ciemność może skrywać poza tym niemiłe niespodzianki. Zwierzęta często kryją się w szczelinach, co utrudnia liczenie. Postępowanie z nietoperzem powinno trwać jak najkrócej. W przeciwnym razie możemy go obudzić. Obowiązuje więc zasada – patrz, ale nie dotykaj. Nie zazdrościmy nikomu, kto musiał wyplątać zwierzę ze swych włosów.

Nic na ślepo

Aby monitoring był skuteczny należy przestrzegać kilku zasad. Termin spisu powinien pokrywać się z tym sprzed roku. Jeśli to nie możliwe, ustala się dwutygodniowy przedział czasowy. Dzięki temu badacze uzyskają większą przewidywalność wyników. Optymalnym rozwiązaniem jest wysłanie do konkretnego obiektu osoby, która wcześniej już go poznała.  Liczący, w ciągu pierwszych kilku sezonów poznaje obiekt, zna rozmieszczenie np. szczelin, w których mogą zimować nietoperze. Jeśli musi nastąpić zmiana liczącego, dobrze by było, żeby zastąpił go ktoś, kto uprzednio towarzyszył mu w przynajmniej 1-2 liczeniach.

 

Partnerzy portalu:

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Najstarszy wieżowy zegar w Polsce, którego mechanizm nie odmówił posłuszeństwa, znajduje się w białostockim Pałacu Branickich. Konkurencję zostawił daleko w tyle, pracując z małymi przerwami przez setki lat.

Czasu nie oszukasz

Wiek daje się zegarowi we znaki, lecz tylko w kwestii jego dokładności. Zaleca się obdarzenie go ograniczonym zaufaniem. Nadmierna wiara w jego wskazówki oznacza najczęściej spóźnienie na umówione spotkanie. Magnat Jan Klemens Branicki słynął ze swoich nietypowych zachcianek. Imitację prywatnego zoo stanowił sprowadzony z Turcji struś. Na ptaku jednak nie poprzestał.

 

Pewnego dnia zapragnął mieć szwajcarski zegar. Kto bogatemu zabroni? Zegar został wykonany przez mistrza kowalstwa, co może obecnie trochę dziwić. O oryginalności dzieła świadczą nowoczesne jak na tamte czasy mechanizmy, nieznane w wielu zakątkach świata. Mimo technicznej doskonałości, zegar to tylko potężny kawał żelaza. Jego kaprysy są spowodowane głównie przez naturę. Wpływ wywierają takie czynniki jak temperatura, ciśnienie czy wilgotność. Nakręcony siłą ludzkich mięśni pracuje równo przez 48 godzin. W okresie  turystycznym wejście na wieżę jest całkowicie bezpłatne.

Źródło zdjęcia – Wikipedia, autor – Joanna Dyr

Partnerzy portalu:

Grodzisko skrywa sekret

Grodzisko skrywa sekret

Niecałe 5 km od Łomży natkniemy się na ślady dawnego grodziska. Według badań archeologicznych istniało one do XIII w. Z dawną osadą obronną wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. Można jedynie domyśleć, jakie bogactwa zostały pogrzebane.

 

W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy. Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.

Partnerzy portalu:

Go-Podlasie

Go-Podlasie

Film ukazujący piękno Podlasia z perspektywy możliwości jakie przestrzeń ta daje osobom aktywnym, poszukującym wyzwań, przygody, chcących realizować swoje pasje i rozwijać zainteresowania.

Partnerzy portalu: