Suwałki. Pijany jechał hulajnogą elektryczną

Suwałki. Pijany jechał hulajnogą elektryczną

Suwalscy policjanci zatrzymali mężczyznę, który jechał hulajnogą elektryczną w stanie nietrzeźwości.

Funkcjonariusze ruchu drogowego zauważyli go na ulicy Kościuszki. Styl jazdy mężczyzny wzbudził ich zainteresowanie, dlatego zatrzymali go do kontroli.

Badanie alkomatem wykazało blisko 1,5 promila alkoholu w organizmie.

Za kierowanie hulajnogą elektryczną w stanie nietrzeźwości mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 2500 zł.

Zdjęcie ilustracyjne

Grajewo. Mieszkańcy zbierają podpisy pod referendum

Grajewo. Mieszkańcy zbierają podpisy pod referendum

W Grajewie grupa mieszkańców zbiera podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania burmistrza Macieja Bednarki.

Komitet został zarejestrowany w biurze wyborczym. Inicjatorzy muszą zebrać 1650 podpisów. Mają na to jeszcze sześć tygodni.

Zarzuty dotyczą m.in. sposobu traktowania mieszkańców, braku inwestycji i przygotowania miejskich spółek do przetargów. Burmistrz odpowiada, że referendum jest narzędziem demokracji i deklaruje gotowość do oceny przez mieszkańców.

Maciej Bednarko podkreśla, że ma za sobą absolutorium i wotum zaufania Rady Miasta Grajewo.

Zdjęcie ilustracyjne

Featured Video Play Icon

Rower, Suwałki i Wigry. Ten kierunek to gotowy przepis na świetny dzień.

Są takie miejsca, które najlepiej ogląda się nie zza szyby samochodu, nie w pośpiechu i nie z telefonem przyklejonym do dłoni. Suwałki i okolice Wigier należą właśnie do tej kategorii. Tu warto przyjechać z rowerem, zwolnić tempo i pozwolić, żeby krajobraz robił swoje. A robi bardzo dużo.

Suwałki często traktowane są jako miasto „po drodze”. Ktoś jedzie na Litwę, ktoś w stronę Sejn, ktoś nad jeziora, ktoś jeszcze dalej na północ. Tymczasem warto się tu zatrzymać choćby na kilka godzin. Miasto ma spokojny rytm, szerokie ulice, ciekawą historię i klimat pogranicza. Można przejechać się przez centrum, zajrzeć w okolice ulicy Chłodnej, odwiedzić park Konstytucji 3 Maja, zatrzymać się przy pomniku Marii Konopnickiej i poczuć, że Suwałki nie są tylko punktem na mapie, ale dobrą bazą wypadową do jednej z najpiękniejszych rowerowych tras w tej części Polski.

Bo prawdziwa przygoda zaczyna się kawałek dalej – przy jeziorze Wigry.

Pętla wokół Wigier to propozycja dla tych, którzy lubią, gdy trasa rowerowa ma wszystko: wodę, las, pagórki, widoki, zabytki, drewniane pomosty, ciche wsie, miejsca na odpoczynek i ten charakterystyczny suwalski krajobraz, który raz jest sielski, raz dziki, a raz wygląda tak, jakby ktoś specjalnie ustawił go pod pocztówkę.

Sama trasa wokół jeziora ma około 48 kilometrów. To dystans, który dla wprawionych rowerzystów będzie przyjemną jednodniową wycieczką, ale nie warto robić go na zasadzie „byle szybciej”. Wokół Wigier co chwilę jest coś, przy czym chce się zejść z roweru. A to widok na jezioro, a to drewniana kładka, a to ścieżka przez las, a to miejsce, w którym cisza jest tak gęsta, że człowiek automatycznie przestaje mówić za głośno.

Jednym z najważniejszych punktów na trasie jest oczywiście pokamedulski klasztor w Wigrach. Położony na półwyspie, górujący nad wodą, jest jednym z tych miejsc, które robią wrażenie nawet na osobach, które deklarują, że „zabytki to nie dla mnie”. Tu historia, architektura i krajobraz sklejają się w jedną całość. Można wejść na teren klasztoru, popatrzeć na jezioro z góry i zrozumieć, dlaczego Wigry od lat przyciągają turystów, fotografów, kajakarzy i rowerzystów.

Kolejny punkt, którego nie warto omijać, to Stary Folwark i Muzeum Wigier. To dobre miejsce, by lepiej zrozumieć, czym właściwie jest Wigierski Park Narodowy, dlaczego ten teren jest tak cenny i co żyje w wodzie, lesie oraz na torfowiskach. Przy okazji Stary Folwark może być też praktycznym miejscem startu dla tych, którzy nie chcą zaczynać całej wyprawy z Suwałk.

Po drodze pojawiają się też punkty widokowe, pomosty, leśne odcinki i fragmenty prowadzące przez spokojne miejscowości. Warto zahaczyć o okolice Bryzgla, skąd rozciągają się piękne widoki na jezioro. Warto też mieć oczy szeroko otwarte w rejonie Krusznika, gdzie krajobraz potrafi wynagrodzić każdy podjazd. Bo tak, trzeba to uczciwie powiedzieć: Suwalszczyzna nie jest płaska. Kto spodziewa się trasy jak po bulwarach, może się zdziwić. Są podjazdy, są zjazdy, są odcinki leśne i drogi, na których rower trekkingowy albo górski sprawdzi się lepiej niż delikatna szosówka.

Ale właśnie w tym tkwi urok tej wyprawy. To nie jest nudna ścieżka rowerowa, na której odlicza się kilometry. To trasa, która zmienia się co kilka chwil. Raz jedzie się przez las, potem obok pól, potem znów pojawia się tafla jeziora, potem jakaś zatoka, wieża widokowa, cichy pomost, droga przez wieś. Wigry mają bardzo urozmaiconą linię brzegową, więc jezioro za każdym razem wygląda trochę inaczej. Nie ma tu jednego widoku. Jest ich kilkadziesiąt.

Na taką wycieczkę najlepiej zaplanować cały dzień. Nie dlatego, że same kilometry są nie do pokonania, ale dlatego, że szkoda byłoby przejechać tę trasę jak trening. Warto zabrać wodę, coś do jedzenia, wygodne ubranie, zapasową dętkę i trochę cierpliwości do postojów, bo tych będzie sporo. Przyda się też naładowany telefon z mapą, choć szlak jest znany i popularny. W parku narodowym trzeba też pamiętać o podstawowej zasadzie: jesteśmy gośćmi. Nie hałasujemy, nie zjeżdżamy tam, gdzie nie wolno, nie zostawiamy śmieci i nie traktujemy lasu jak prywatnego placu zabaw.

Dla mieszkańców Podlasia to świetny pomysł na jednodniowy albo weekendowy wypad. Można zacząć od spokojnego zwiedzania Suwałk, zjeść coś w mieście, a potem ruszyć w stronę Wigier. Można też potraktować Suwałki jako bazę, przenocować i następnego dnia zrobić pętlę wokół jeziora bez pośpiechu. Wersja idealna? Jeden dzień na miasto i okolice, drugi na Wigry. Wtedy nie trzeba wybierać między kawą w Suwałkach, klasztorem w Wigrach, widokiem w Bryzglu a odpoczynkiem nad wodą.

Suwalszczyzna ma to do siebie, że nie krzyczy. Ona nie próbuje być modna na siłę. Nie udaje kurortu, nie świeci neonami i nie obiecuje atrakcji co pięć metrów. Zamiast tego daje przestrzeń, pagórki, jeziora, lasy i poczucie, że naprawdę gdzieś się pojechało. A rower jest tu chyba najlepszym środkiem transportu, bo pozwala zobaczyć więcej niż pieszo i poczuć więcej niż z samochodu.

Dlatego jeżeli szukacie pomysłu na aktywny wyjazd, który nie wymaga wielkiej logistyki, warto spojrzeć na północ województwa. Suwałki i Wigry to duet, który działa znakomicie. Najpierw miasto, potem jezioro. Najpierw spokojne ulice, potem lasy i widoki. Najpierw kawa, potem kilometry.

A na koniec zmęczenie, które naprawdę ma sens.

Linia Łomża – Śniadowo. Rowerzystka z dzieckiem przewróciła się na przejeździe

Linia Łomża – Śniadowo. Rowerzystka z dzieckiem przewróciła się na przejeździe

Na przejeździe kolejowym na linii Łomża – Śniadowo doszło do niebezpiecznego upadku rowerzystki przewożącej małe dziecko w foteliku.

Kobieta straciła równowagę i przewróciła się na betonowe płyty przejazdu. W pobliżu był patrol Straży Ochrony Kolei, który natychmiast ruszył z pomocą.

41-latka poturbowała kolano i na krótko straciła przytomność. Funkcjonariusze ułożyli ją w bezpiecznej pozycji, podali wodę i wezwali pogotowie. Ratownicy zabrali kobietę do szpitala na obserwację.

Dziecku nic się nie stało. Dziewczynka trafiła pod opiekę ojca.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Działa 20 zarejestrowanych kąpielisk

Podlaskie. Działa 20 zarejestrowanych kąpielisk

W województwie podlaskim działa obecnie 20 zarejestrowanych kąpielisk.

Kilka ostatnich rozpoczęło sezon 1 lipca. Ponad połowa miejsc sprawdzonych przez Państwową Inspekcję Sanitarną znajduje się na Suwalszczyźnie.

Największy wybór mają wypoczywający w okolicach Augustowa. Pięć kąpielisk działa na dwóch jeziorach w mieście, a trzy kolejne znajdują się na jeziorze Serwy.

Z kąpielisk można korzystać także m.in. w Suwałkach, nad Wigrami, w Białymstoku, Wasilkowie, Supraślu, Zarzeczanach, Sokółce, Siemiatyczach, Drohiczynie, Ciechanowcu i Czyżewie. W części miejsc opieka ratownicza działa tylko w wybrane dni, a w Czyżewie kąpiel odbywa się na własne ryzyko.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Miasto wystawia grunty na Krywlanach za 22 mln zł

Białystok. Miasto wystawia grunty na Krywlanach za 22 mln zł

Miasto Białystok wystawia na sprzedaż duży pakiet gruntów na Krywlanach.

Przetarg dotyczy łącznie 14,4653 ha terenów w rejonie ulic Ciołkowskiego i Dywizjonu 303. To rozproszone działki, a największa z nich ma ponad 8,2 ha.

Cena wywoławcza została ustalona na 22 mln zł. Wadium wynosi 2,2 mln zł i trzeba je wnieść do 7 sierpnia.

Przetarg zaplanowano na 14 sierpnia w Urzędzie Miejskim w Białymstoku. Zgodnie z planem miejscowym dominującą funkcją terenu są usługi sportu i rekreacji oraz zieleń urządzona, z możliwością funkcji uzupełniających.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża. Nie było chętnych na działki PKS Nova

Łomża. Nie było chętnych na działki PKS Nova

Nie było chętnych na zakup dwóch działek przy bazie PKS Nova w Łomży.

Przetarg dotyczył terenów przy ul. Piłsudskiego. Jedna z działek ma około 27 arów, druga około 16 arów. Cena wywoławcza za obie nieruchomości wynosiła ponad 1,6 mln zł.

Do sprzedaży nie doszło, bo w wyznaczonym terminie nikt nie wpłacił wadium. Oznacza to, że postępowanie zakończyło się bez wyboru nabywcy.

Sprawa dotyczy majątku regionalnej spółki transportowej, która obsługuje połączenia autobusowe w województwie podlaskim.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. 18-latka zasnęła w autobusie i obudziła się na zajezdni

Białystok. 18-latka zasnęła w autobusie i obudziła się na zajezdni

18-latka zasnęła w podmiejskim autobusie i obudziła się dopiero po zakończeniu kursu, gdy pojazd stał już zamknięty na zajezdni.

Kobieta zadzwoniła pod numer alarmowy z prośbą o pomoc. Na miejsce przyjechali białostoccy policjanci, którzy poinformowali pracowników dworca i awaryjnie otworzyli drzwi autobusu.

Kierowca pojazdu przekazał, że po zakończeniu kursu nie zauważył nikogo w środku. 18-latce nic się nie stało i nie potrzebowała pomocy medycznej.

Policjanci ustalili, że kobieta miała blisko 1,5 promila alkoholu. Ostatecznie trafiła do izby wytrzeźwień.

Zdjęcie ilustracyjne

Brańsk. Policjanci pomogli w resuscytacji 33-latka nad wodą

Brańsk. Policjanci pomogli w resuscytacji 33-latka nad wodą

Policjanci z posterunku w Brańsku pomogli w akcji ratowania 33-latka, który topił się w zbiorniku retencyjnym.

Do zdarzenia doszło w minioną niedzielę wieczorem. Funkcjonariusze patrolowali rejon zbiornika, gdy zauważyli grupę osób wzywających pomocy. Przy nieprzytomnym mężczyźnie resuscytację prowadziła strażaczka ochotniczka.

Policjanci przejęli akcję ratunkową i wezwali pogotowie. Po około 3 minutach mężczyzna odzyskał przytomność. 33-letni mieszkaniec gminy Wyszki został przewieziony do szpitala.

Według ustaleń policji mężczyzna wcześniej spożywał alkohol, a potem wszedł do wody i zaczął się topić.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Lekarze apelują o ostrożność na hulajnogach elektrycznych

Białystok. Lekarze apelują o ostrożność na hulajnogach elektrycznych

Lekarze z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku apelują do rodziców o ostrożność przy korzystaniu przez dzieci z hulajnóg elektrycznych.

Do 24 czerwca tego roku do UDSK trafiło już 56 dzieci z urazami po takich wypadkach. Dla porównania w całym 2024 roku było ich 38, a w 2025 roku 41.

Specjaliści podkreślają, że nie chodzi tylko o otarcia czy drobne złamania. Do szpitala trafiają pacjenci z ciężkimi urazami głowy, twarzy, kończyn i narządów wewnętrznych.

Lekarze przypominają, że kask musi być dobrze zapięty i dopasowany, a rodzice powinni kontrolować sposób jazdy dzieci. Eksperci zwracają też uwagę na małe koła hulajnóg, przez które nawet krawężnik, piasek albo drobna nierówność mogą skończyć się utratą panowania nad pojazdem.

Apel jest szczególnie ważny na początku wakacji, gdy dzieci częściej korzystają z hulajnóg i spędzają więcej czasu poza domem.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. RCKiK przypomina krwiodawcom o nawodnieniu podczas upałów

Białystok. RCKiK przypomina krwiodawcom o nawodnieniu podczas upałów

Upały są dodatkowym wyzwaniem dla krwiodawców. RCKiK w Białymstoku przypomina, by przed oddaniem krwi dobrze się nawodnić i wypocząć.

Lekarze podkreślają, że nie chodzi tylko o szklankę wody rano. Dzień przed donacją warto wypić minimum 3 litry wody.

Centrum zachęca też, by oddać krew przed wakacyjnym wyjazdem. Po powrocie z części krajów dawcy mogą być czasowo dyskwalifikowani.

Krew może oddać zdrowa, pełnoletnia osoba. Trzeba zabrać ze sobą dokument ze zdjęciem.

Zdjęcie ilustracyjne

Featured Video Play Icon

Pamięć o białostockich Żydach jest obowiązkiem wobec historii

Są takie tematy, przy których łatwo wpaść w pułapkę uproszczeń. A jeszcze łatwiej w czasach, gdy świat dzieli się w mediach społecznościowych na obozy, hasła i natychmiastowe wyroki. Jednym z takich tematów jest pamięć o Żydach zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej i dzisiejsza ocena państwa Izrael.

Te dwie sprawy trzeba umieć od siebie oddzielić. I to bardzo wyraźnie.

Dzisiejszy Izrael jako państwo zasługuje na ocenę skrajnie krytyczną. Działania izraelskich władz w Strefie Gazy, polityka wobec Palestyńczyków, okupacja, przemoc wobec ludności cywilnej, niszczenie infrastruktury, blokady humanitarne, przymusowe przesiedlenia i język polityczny oparty na etnicznej wyższości — to wszystko są sprawy, obok których nie wolno przechodzić obojętnie. Nie da się udawać, że chodzi wyłącznie o „skomplikowany konflikt”, w którym każdy argument unieważnia poprzedni. Są granice, po których przekroczeniu należy mówić jasno: państwo może stać się sprawcą przemocy, a jego działania mogą nosić znamiona zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.

Izrael coraz częściej nie jest już postrzegany jedynie jako państwo broniące swojego bezpieczeństwa. Jest postrzegany jako państwo nacjonalistyczne, brutalne, oparte na polityce uprzywilejowania jednej grupy kosztem drugiej. To nie jest antysemityzm. To jest krytyka konkretnego państwa, konkretnych władz, konkretnych decyzji i konkretnego systemu politycznego. Tak samo jak krytyka Rosji putina nie jest nienawiścią do wszystkich Rosjan, krytyka Turcji Erdogana nie jest nienawiścią do Turków, a krytyka Chin nie jest nienawiścią do Chińczyków.

I właśnie dlatego trzeba bardzo mocno powiedzieć drugą rzecz: krytyka Izraela nie może być przenoszona na Żydów jako ludzi, na judaizm, na żydowską kulturę ani na pamięć o żydowskich mieszkańcach Polski. Tym bardziej nie może dotyczyć tych, którzy nie mieli z dzisiejszym Izraelem nic wspólnego, bo zostali zamordowani kilkadziesiąt lat przed powstaniem dzisiejszego porządku politycznego na Bliskim Wschodzie.

Białostoccy Żydzi byli częścią naszego miasta. Nie byli „obcym elementem”, nie byli przypisem do historii, nie byli wyłącznie ofiarami opisanymi w podręcznikach. Przez stulecia współtworzyli Białystok — jego handel, rzemiosło, kulturę, religijność, język ulicy, codzienność i charakter. Miasto, które dziś znamy, wyrasta także z ich obecności. Z tego, że tu mieszkali, pracowali, modlili się, zakładali rodziny, prowadzili sklepy, warsztaty, szkoły, drukarnie, organizacje społeczne. Byli sąsiadami.

27 czerwca 1941 roku rozpoczęła się jedna z najczarniejszych kart w historii miasta. Niemieccy okupanci rozpoczęli zagładę białostockich Żydów. Tego dnia spalili Wielką Synagogę przy ulicy Bożniczej, obecnie Suraskiej, wraz z setkami uwięzionych w niej ludzi. Do tych, którzy próbowali uciekać, strzelano. Szacuje się, że w płomieniach zginęło od 700 do nawet 2,5 tysiąca osób.

To nie była „śmierć w czasie wojny”. To był mord. Zaplanowany, wykonany z zimną konsekwencją, wymierzony w ludzi tylko dlatego, że byli Żydami. Dlatego pamięć o nich nie jest dodatkiem do lokalnej historii. Jest jednym z jej fundamentów.

W 85. rocznicę tamtych wydarzeń Białystok oddał hołd ofiarom „Czarnego piątku”. Pod Pomnikiem-Kopułą Wielkiej Synagogi przy ul. Suraskiej spotkali się mieszkańcy, przedstawiciele władz samorządowych, organizacji i środowisk żydowskich oraz zaproszeni goście. Wspominano ludzi, których świat został brutalnie przerwany. Nie abstrakcyjną grupę, nie symbol, nie polityczny argument, ale konkretnych mieszkańców miasta, którzy mieli swoje domy, rodziny, imiona i życie.

I tutaj właśnie zaczyna się najważniejsza lekcja. Oddanie hołdu białostockim Żydom zamordowanym przez Niemców nie oznacza poparcia dla polityki dzisiejszego Izraela. Tak samo jak krytyka dzisiejszego Izraela nie zwalnia nikogo z obowiązku pamięci o Żydach zamordowanych w Polsce przez niemieckich okupantów. Łączenie tych spraw jest intelektualnie fałszywe i moralnie niebezpieczne.

Bo jeżeli ktoś mówi: „Nie będę upamiętniał Żydów, bo nie popieram Izraela”, to w rzeczywistości popełnia dokładnie ten błąd, który prowadzi do zbiorowej odpowiedzialności. Przenosi winę państwa i jego współczesnej polityki na ludzi, którzy żyli w innym czasie, w innym miejscu i zostali zamordowani jako bezbronne ofiary niemieckiego ludobójstwa. To nie jest krytyka Izraela. To jest wejście na drogę antysemickiego uproszczenia.

Można — a nawet trzeba — stanowczo potępiać zbrodnie wojenne. Można krytykować izraelski nacjonalizm, kolonizację, okupację, przemoc wobec Palestyńczyków i politykę władz w Tel Awiwie oraz Jerozolimie. Można domagać się odpowiedzialności karnej przed trybunałami międzynarodowymi. Można mówić, że cierpienie Palestyńczyków nie może być relatywizowane Holocaustem. Można mówić, że pamięć o Zagładzie nie daje żadnemu państwu immunitetu na łamanie prawa międzynarodowego.

Ale nie wolno z tej krytyki robić nienawiści do Żydów. Nie wolno niszczyć pamięci o dawnych mieszkańcach Białegostoku. Nie wolno udawać, że białostocki Żyd z 1941 roku jest politycznym reprezentantem rządu Izraela z XXI wieku. To absurdalne, okrutne i historycznie fałszywe.

Pamięć o Wielkiej Synagodze jest pamięcią o Białymstoku. O mieście, którego część została spalona razem z ludźmi zamkniętymi w świątyni. O sąsiadach, których Niemcy najpierw odczłowieczyli, potem zamknęli, a następnie zamordowali. O świecie, którego już nie ma, ale którego ślady nadal są pod naszymi stopami — w nazwach ulic, w pustych miejscach, w archiwalnych zdjęciach, w rodzinnych historiach, w miejskiej tożsamości.

Dlatego obecność pod Pomnikiem-Kopułą Wielkiej Synagogi nie jest gestem wobec dzisiejszego państwa Izrael. Jest gestem wobec dawnych mieszkańców Białegostoku. Wobec ofiar niemieckiej zbrodni. Wobec historii, która wydarzyła się tutaj, w naszym mieście, nie gdzieś daleko.

W świecie, w którym polityka coraz częściej próbuje zawłaszczać pamięć, trzeba jej bronić przed prostymi hasłami. Można jednocześnie płakać nad losem Palestyńczyków i oddawać hołd Żydom zamordowanym przez Niemców. Można potępiać izraelskie zbrodnie i zapalić znicz pod pomnikiem Wielkiej Synagogi. Można nie zgadzać się na nacjonalizm państwa Izrael i jednocześnie uznawać żydowskie dziedzictwo Białegostoku za część naszego wspólnego dziedzictwa.

Nie ma w tym sprzeczności. Jest dojrzałość.

Bo pamięć nie powinna być zakładnikiem bieżącej polityki. A ofiary nie powinny po raz drugi tracić swojego miejsca w historii tylko dlatego, że współczesne państwo, które powołuje się na żydowską tożsamość, prowadzi politykę zasługującą na potępienie.

27 czerwca 1941 roku w Białymstoku Niemcy spalili ludzi żywcem. To jest fakt, którego nie wolno rozmywać. I o tych ludziach mamy obowiązek pamiętać — niezależnie od tego, jak surowo oceniamy dzisiejszy Izrael.

Suwałki. Z Zalewu Arkadia wyłowiono ciało mężczyzny

Suwałki. Z Zalewu Arkadia wyłowiono ciało mężczyzny

W Suwałkach z Zalewu Arkadia wyłowiono ciało mężczyzny.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek rano. Po godzinie 6 policja dostała zgłoszenie o odnalezieniu ciała w wodzie.

Na brzegu funkcjonariusze znaleźli plecak i ubrania. Na miejscu pracują policjanci, którzy ustalają okoliczności tragedii.

Policja przypomina o ostrożności nad wodą. W ostatnich dniach w całym kraju doszło do wielu utonięć.

Zdjęcie ilustracyjne

Gmina Grabówka z pierwszym absolutorium. Radni jednogłośnie za wykonaniem budżetu

Gmina Grabówka z pierwszym absolutorium. Radni jednogłośnie za wykonaniem budżetu

Rada Gminy Grabówka jednogłośnie udzieliła absolutorium wójt Katarzynie Todorczuk z tytułu wykonania budżetu.

Decyzja zapadła podczas XVII sesji rady i jest pierwszym takim głosowaniem w historii samodzielnej gminy.

Absolutorium oznacza formalną pozytywną ocenę wykonania budżetu za 2025 rok. Dla Grabówki był to pierwszy rok funkcjonowania jako odrębnej jednostki samorządowej.

W tym czasie gmina organizowała pracę administracji, wdrażała procedury i przejmowała realizację zadań publicznych dla mieszkańców.

Jednogłośne głosowanie radnych zamyka pierwszy etap budowania lokalnego samorządu i daje władzom gminy podstawę do dalszych działań.

Zdjęcie ilustracyjne

Kuźnica i Kiersnówka. Strażacy przy LPR i pożarze sadzy

Kuźnica i Kiersnówka. Strażacy przy LPR i pożarze sadzy

W niedzielę strażacy z powiatu sokólskiego interweniowali w Kiersnówce i Kuźnicy.

Rano w Kiersnówce zapaliła się sadza w kominie jednego z domów. Na miejscu działały zastępy OSP Horodnianka, OSP Suchowola i posterunku JRG w Dąbrowie Białostockiej. Ogień nie wydostał się poza komin, a ratownicy po ugaszeniu sprawdzili pomieszczenia miernikiem.

Po godz. 10 zastęp OSP Kuźnica zabezpieczał lądowanie i start śmigłowca LPR przy ul. Spółdzielczej. Maszyna przyleciała po około 70-letnią kobietę, która źle się poczuła i została przetransportowana do szpitala.

Zdjęcie ilustracyjne

Suchowola. Europarada orkiestr dętych w parku miejskim

Suchowola. Europarada orkiestr dętych w parku miejskim

W Suchowoli odbywa się XXIV Europarada Orkiestr Dętych w Centrum Europy.

Do miasta przyjechały orkiestry z Białegostoku, Czajkowa, Wasilkowa, Łącka i Suchowoli. Wydarzenie rozpoczęło się przemarszem do parku miejskiego, gdzie odbyło się uroczyste otwarcie festiwalu.

Orkiestry wspólnie wykonały utwór, a publiczność mogła oglądać także występy mażoretek i kolejne koncerty estradowe.

Festiwal potrwa do wieczora. W programie znalazły się jeszcze koncerty, podsumowanie wydarzenia, występ Mezo oraz dyskoteka.

Zdjęcie ilustracyjne

Oto pilne zadania dla Narwi i Siemianówki. Co trzeba zrobić w ramach interwencji?
Potrzebujemy piętrzenia wody na Narwi i interwencyjnych zrzutów z Siemianówki.

Oto pilne zadania dla Narwi i Siemianówki. Co trzeba zrobić w ramach interwencji?

Trzeba jasno oddzielić dwie rzeczy: długofalową przebudowę sposobu funkcjonowania Siemianówki oraz pilne działania ratunkowe dla Narwi. Ta pierwsza ścieżka już zaczyna się toczyć — o przyszłości zbiornika rozmawiają instytucje, potrzebne będą analizy, dokumentacje, uzgodnienia środowiskowe i decyzje administracyjne. Realnie większych zmian można spodziewać się zapewne dopiero w okolicach 2029 roku. Problem w tym, że Narew nie ma tylu lat zapasu.

Narwiański Park Narodowy, torfowiska, rozlewiska i cała dolina rzeki potrzebują wody tu i teraz, a także w najbliższych sezonach. Dlatego zanim wejdą w życie duże, systemowe decyzje, potrzebny jest program interwencyjny: szybkie, niskie piętrzenia od Bondar w stronę Narwiańskiego Parku Narodowego oraz kontrolowane zrzuty wody z Siemianówki w miesiącach krytycznych – maju, czerwcu, lipcu i sierpniu. To nie ma zastępować docelowej reformy zbiornika. To ma kupić Narwi czas, zanim jakakolwiek reforma w ogóle zacznie działać.

Nie chodzi o „spuszczenie wody z Siemianówki”. Chodzi o uruchomienie wody dla Narwi

Wokół Siemianówki narosło wiele emocji, a wraz z nimi bardzo prosty lęk: że ktoś chce „opróżnić cały zalew”, zostawić po nim błoto i zniszczyć wszystko, co przez lata wokół niego powstało. Owszem można by było to uznać za działanie pozytywne, ale w obecnych realiach politycznych – niemożliwe. Tak czy inaczej całkowita likwidacja Siemianówki działa na wyobraźnię, ale nie opisuje tego, o czym naprawdę powinniśmy rozmawiać.

Bo w przypadku ratowania Narwi nie chodzi o jednorazowe opróżnienie zbiornika. Chodzi o mądre, sezonowe, interwencyjne zrzuty wody, które obniżą poziom Siemianówki, ale nie zlikwidują zbiornika. Chodzi o to, by część wody, która dziś stoi w płytkim, nagrzewającym się akwenie, zaczęła pracować dla doliny Narwi.

To jest zasadnicza różnica. Siemianówka nie musi zostać „wyłączona”. Powinna zostać przestawiona na inną funkcję. Z biernego zbiornika, który magazynuje wodę głównie dla samego siebie, powinna stać się aktywnym narzędziem ratowania Narwi, Narwiańskiego Parku Narodowego i całego układu mokradeł. Zamiast pytać, czy zalew ma być pełny albo pusty, trzeba zapytać inaczej: ile wody można co roku oddać Narwi tak, by rzeka przetrwała maj, czerwiec, lipiec i sierpień?

Orientacyjne wyliczenia pokazują, że realny program interwencyjny mógłby opierać się na rezerwie rzędu 20–30 mln m³ wody w sezonie. Dla uproszczenia przyjmijmy 25 mln m³. To duża ilość, bo oznaczałaby wyraźne obniżenie poziomu Siemianówki, miejscami zapewne bardzo widoczne dla mieszkańców, turystów i wędkarzy. Ale to nadal nie jest spuszczenie całego zbiornika. Siemianówka ma około 79 mln m³ pojemności całkowitej i około 62 mln m³ pojemności użytkowej. Oznacza to, że nawet przy takim sezonowym programie woda w zbiorniku nadal pozostaje. Zmienia się jednak jej rola: z wody stojącej w zalewie na wodę krążącą w rzece, starorzeczach, rozlewiskach, torfowiskach i mokradłach.

A właśnie krążenia wody najbardziej dziś brakuje Narwi.

Sama ulewa nie uratuje rzeki

Ostatnie tygodnie bardzo dobrze pokazały, że argument „niech popada, to wszystko wróci do normy” jest zbyt prosty. Opady mogą chwilowo podnieść poziom rzek, ale jeśli dolina jest przesuszona, rowy melioracyjne nadal działają jak kanalizacja, a woda szybko odpływa dalej, to po kilku dniach problem wraca. Deszcz spada gwałtownie, nie wsiąka głęboko w przesuszoną ziemię, nie odbudowuje torfowisk i nie zostaje w krajobrazie na długo. Spływa. A potem znów mamy suszę hydrologiczną.

Dlatego zrzuty z Siemianówki nie powinny polegać na prostym otwarciu upustów i puszczeniu wody w dół Narwi. To byłoby marnowanie zasobu. Najpierw trzeba przygotować dolinę tak, by ta woda miała gdzie się zatrzymać. Innymi słowy: zanim zaczniemy większe interwencyjne zrzuty, trzeba zbudować system niskich, naturalnych piętrzeń na odcinku od Bondar do wejścia Narwi w Narwiański Park Narodowy.

Nie chodzi o betonowe zapory. Nie chodzi o wielkie hydrotechniczne budowle, które zamienią rzekę w kanał schodkowy. Chodzi o rozwiązania bliskie naturze: progi z kamienia i drewna, bystrza, zastawki na rowach odpływowych, przetamowania bocznych kanałów, odbudowę dawnych rozlewisk, lokalne spiętrzenia w miejscach, gdzie woda może wejść w łąki, starorzecza i obniżenia terenu. Mówiąc obrazowo: trzeba częściowo zastąpić bobry tam, gdzie ich praca została usunięta, ograniczona albo nie wystarcza wobec skali problemu.

Najpierw piętrzenia, potem zrzuty

Jeżeli chcemy, żeby interwencyjne zrzuty miały sens, potrzebny jest prosty plan: najpierw spowolnić odpływ, potem zasilić rzekę. Od Bondar, czyli od zapory Siemianówki, do rejonu Suraża i wejścia Narwi w obszar Narwiańskiego Parku Narodowego mamy mniej więcej 90 km doliny. To wystarczająco długi odcinek, by woda spuszczona ze zbiornika mogła albo zostać wykorzystana dobrze, albo zostać zmarnowana.

Dlatego na tym odcinku powinien powstać kaskadowy system około 10–12 niskich piętrzeń i stref retencyjnych. Nie jedno wielkie spiętrzenie, lecz seria małych progów, rozlewisk i zastawek rozmieszczonych co kilka kilometrów tam, gdzie rzeka przecina drogi, dawne przeprawy, starorzecza, boczne kanały i obniżenia doliny. Taki układ działałby jak sznur małych hamulców wodnych. Każdy z nich zatrzymywałby część zrzutu, podnosił lokalnie zwierciadło wody, zasilał glebę i mokradła, a dopiero nadmiar przepuszczał dalej.

Roboczo można wskazać następujący układ:

  • Pierwsze piętrzenie powinno znaleźć się tuż poniżej zapory w Bondarach. Jego zadaniem byłoby ustabilizowanie wypływu ze zbiornika i niedopuszczenie do tego, by zrzut od razu gwałtownie uciekał w dół rzeki. To powinien być próg rozpraszający energię wody, a nie tama.
  • Drugie piętrzenie powinno powstać na odcinku między Bondarami a ujściem Narewki do Narwi. To ważne miejsce, bo właśnie tam można zacząć budować pierwszy bufor wodny poniżej zbiornika i wykorzystać naturalne obniżenia doliny.
  • Trzecie piętrzenie powinno znaleźć się poniżej połączenia Narwi z Narewką, w rejonie, gdzie rzeka zaczyna wyraźniej nieść wodę z całego układu puszczańskiego. Chodzi o to, by zrzut z Siemianówki nie był jedynym impulsem, ale łączył się z wodą dopływającą z Narewki i pracował dalej jako wspólny zasób.
  • Czwarte piętrzenie powinno powstać w rejonie miejscowości Narew, najlepiej przy istniejącej przeprawie drogowej i starorzeczach. To jedno z najważniejszych miejsc na całym odcinku, bo daje dostęp techniczny, możliwość kontroli i naturalny punkt zatrzymania wody przed dalszym biegiem rzeki.
  • Piąte piętrzenie powinno objąć odcinek poniżej Narwi, w stronę rozgałęzień i starorzeczy w rejonie Skaryszewa, Nowosiółki i Doratynki. Tam nie chodzi o podniesienie rzeki o metr, lecz o przywrócenie kontaktu wody z bocznymi formami doliny.
  • Szóste piętrzenie powinno znaleźć się w rejonie Plosek, gdzie dolina Narwi jest szeroka, czytelna i przecięta ważną infrastrukturą drogową. To miejsce powinno działać jako większy węzeł retencyjny: próg na rzece, zastawki na odpływach bocznych i kontrolowane rozlewanie wody na tereny, które mogą ją przyjąć bez szkody dla zabudowy.
  • Siódme piętrzenie powinno powstać poniżej Plosek, na odcinku w stronę Ryboł i Strabli. Ten fragment powinien zatrzymywać wodę, która po przejściu przez Ploski nadal miałaby tendencję do szybkiego odpływu głównym korytem.
  • Ósme piętrzenie powinno zostać zaplanowane w rejonie Strabli lub pobliskich obniżeń doliny, gdzie można wykorzystać istniejące starorzecza i łąki jako naturalny magazyn wody.
  • Dziewiąte piętrzenie powinno znaleźć się w rejonie Doktorc i Samułek, czyli tam, gdzie woda powinna być już nie tylko przepuszczana, ale aktywnie rozprowadzana po dolinie. To byłby odcinek szczególnie ważny dla zasilania gleb i mokradeł przed wejściem Narwi w system parkowy.
  • Dziesiąte piętrzenie powinno powstać przed Surażem, jako ostatni bufor przed Narwiańskim Parkiem Narodowym. Jego zadaniem byłoby nie tyle zatrzymanie wody na stałe, ile wyrównanie przepływu i doprowadzenie do Parku wody stabilniejszej, wolniejszej i dłużej obecnej w krajobrazie.

Do tego należałoby dodać 2–3 mniejsze piętrzenia boczne na rowach melioracyjnych i odpływach z doliny, szczególnie tam, gdzie widać szybkie odprowadzanie wody z łąk. Bo jeśli zatrzymamy wodę tylko w głównym korycie, a rowy nadal będą ją odsysać z boków, efekt będzie połowiczny. Prawdziwe ratowanie Narwi zaczyna się nie w samym nurcie, ale w całej dolinie.

Podkreślmy jeszcze raz: mówimy o niskich, naturalnych piętrzeniach, a nie o betonowych tamach. Takie progi powinny być wykonywane z materiałów pasujących do doliny rzeki: kamieni polnych, głazów narzutowych, żwiru, faszyny, gałęzi, pni drzew, drewnianych pali, wikliny, darni, mat kokosowych lub jutowych oraz lokalnego urobku ziemnego używanego tylko tam, gdzie trzeba ustabilizować brzegi albo zamknąć boczny odpływ. Ich zadaniem nie byłoby zatrzymanie Narwi jak na zaporze, lecz spowolnienie odpływu, lekkie podniesienie zwierciadła wody, rozproszenie nurtu i skierowanie części wody z powrotem w starorzecza, obniżenia terenu, łąki i mokradła. To mają być konstrukcje „bobrowe” w logice działania: proste, niskie, przepuszczalne, możliwe do korygowania i wpisane w krajobraz, a nie ciężka infrastruktura hydrotechniczna. Najważniejsze – ma być to szybkie do wykonania, bo nie mamy już czasu.

Jak powinny wyglądać zrzuty?

Po zbudowaniu takiego systemu można mówić o interwencyjnych zrzutach wody z Siemianówki. Najbardziej sensowny wariant to nie jeden wielki zrzut, ale sezonowe „dopalenie” Narwi od maja do sierpnia. Właśnie wtedy rzeka i mokradła najbardziej cierpią, a upały, parowanie i susza hydrologiczna najszybciej obniżają poziom wody.

Można to sobie wyobrazić jako dwa poziomy działania. Pierwszy to stałe, łagodne zasilanie Narwi, na przykład rzędu 1–2 m³/s w okresach suszy. Drugi to krótsze impulsy, na przykład 3–4 m³/s przez kilka lub kilkanaście dni, uruchamiane wtedy, gdy poziom wody w Parku spada do wartości alarmowych albo gdy prognozy pokazują dłuższy okres bez opadów.

Przelicznik jest prosty: 1 m³/s przez dobę to 86 400 m³ wody. Zrzut 2 m³/s przez tydzień to około 1,2 mln m³. Zrzut 3 m³/s przez tydzień to około 1,8 mln m³. Przy sezonowej rezerwie około 25 mln m³ można więc przez kilka miesięcy prowadzić realny program wsparcia Narwi: częściowo stały, częściowo impulsowy, zależny od pogody, poziomu wody i potrzeb przyrodniczych.

Takie działanie obniżyłoby Siemianówkę. Trzeba to powiedzieć uczciwie. Nie da się jednocześnie utrzymywać maksymalnie wysokiego poziomu zalewu i skutecznie ratować Narwi w dole rzeki. Woda nie może być naraz w dwóch miejscach. Ale to obniżenie nie oznacza zniknięcia zbiornika. Oznacza zmianę priorytetu: w okresach krytycznych część wody z zalewu powinna trafić tam, gdzie daje największą korzyść przyrodniczą.

Dlaczego to się opłaca przyrodzie?

Narew nie jest zwykłą rzeką, którą można oceniać wyłącznie po poziomie wody w jednym przekroju. To cały system naczyń połączonych: główne koryto, boczne odnogi, starorzecza, rozlewiska, łąki, torfowiska, trzcinowiska i mokradła. Kiedy brakuje wody, nie cierpi tylko sama rzeka. Cierpią ptaki wodno-błotne, ryby, płazy, owady, roślinność szuwarowa, torfy i cała naturalna zdolność doliny do zatrzymywania wilgoci.

Interwencyjne zrzuty połączone z piętrzeniami mogłyby odtworzyć przynajmniej część tego mechanizmu. Woda nie szłaby szybko głównym korytem, tylko rozlewałaby się wolniej, podsiąkała w gleby, zasilała boczne obniżenia, podnosiła poziom w starorzeczach i dłużej utrzymywała wilgoć. To właśnie jest najważniejszy efekt. Nie chodzi o to, by przez kilka dni „podnieść rzekę” na wykresie. Chodzi o to, by przywrócić wodę krajobrazowi.

W praktyce oznacza to większą odporność Narwi na upały, dłuższe utrzymywanie wody w dolinie, lepsze warunki dla ptaków i płazów, mniejsze ryzyko gwałtownego przesychania torfowisk oraz realne wsparcie dla Narwiańskiego Parku Narodowego. A przy okazji także dla turystyki, bo Park bez wody traci swój najważniejszy sens. Nie da się promować „Polskiej Amazonii”, jeśli Amazonia zaczyna przypominać przesuszoną łąkę.

Dlaczego to się opłaca także Siemianówce?

Paradoksalnie, obniżenie poziomu Siemianówki może być korzystne również dla samego zbiornika. Dzisiejszy problem polega na tym, że duży, płytki, nagrzewający się akwen jest bardzo podatny na parowanie, zakwity i degradację jakości wody. Im więcej płytkiej, stojącej, ciepłej wody, tym większe ryzyko problemów w środku sezonu. Trzymanie zalewu „na siłę” w wysokim stanie nie musi oznaczać ochrony turystyki. Może oznaczać odsuwanie w czasie kryzysu, który i tak będzie wracał.

Niższy poziom wody, utrzymany w sposób kontrolowany, może otworzyć drogę do nowego modelu Siemianówki: częściowo rekreacyjnego, częściowo mokradłowego, bardziej odpornego na suszę, bardziej przyrodniczego i mniej uzależnionego od masowej plażowej turystyki. To nie musi być koniec lokalnego rozwoju. To może być jego przebudowa.

Oczywiście nikt rozsądny nie powinien udawać, że taka zmiana będzie bezbolesna. Mieszkańcy, przedsiębiorcy, wędkarze, właściciele działek i gospodarstwa agroturystyczne muszą dostać jasny plan, konsultacje i wsparcie. Ale nie wolno też udawać, że obecny model jest dobry. Jeśli wody w regionie będzie coraz mniej, a Narew będzie coraz częściej spadała poniżej stanów krytycznych, to ucierpią wszyscy: Park, przyroda, turystyka, lokalna gospodarka i wizerunek całego Podlasia.

Najważniejsze: nie spuszczać bez planu

Najgorszy możliwy scenariusz wyglądałby tak: otwieramy Siemianówkę, spuszczamy wodę, ona szybko przepływa przez Narwią w dół, a po kilku tygodniach mamy niższy zalew i nadal przesuszoną dolinę. Tego właśnie trzeba uniknąć. Dlatego kolejność musi być odwrotna niż w najprostszych hasłach.

Najpierw inwentaryzacja doliny od Bondar do Suraża. Potem wybór miejsc pod 10–12 niskich piętrzeń i 2–3 dodatkowe zastawki na odpływach bocznych. Następnie szybkie prace interwencyjne w miejscach najmniej konfliktowych, najlepiej tam, gdzie można działać na gruntach publicznych, przy istniejących przeprawach, starorzeczach i rowach. Dopiero potem sezonowe zrzuty z Siemianówki, prowadzone według poziomu wody w Narwi i potrzeb Narwiańskiego Parku Narodowego.

To powinien być program ratunkowy, a nie eksperyment na ślepo.

Siemianówka może stać się narzędziem ratowania Narwi

Najważniejsze jest dziś odczarowanie hasła „spuszczanie wody”. Bo ono brzmi tak, jakby ktoś chciał wyjąć korek z wanny i patrzeć, jak znika jezioro. Tymczasem prawdziwa propozycja jest zupełnie inna. Chodzi o kontrolowane, sezonowe, interwencyjne zrzuty wody połączone z zatrzymywaniem jej w dolinie. Chodzi o obniżenie Siemianówki po to, by Narew mogła żyć. Chodzi o to, by woda nie była tylko powierzchnią do oglądania, ale zasobem, który krąży, zasila, podsiąka, chłodzi, nawadnia i utrzymuje przy życiu cały krajobraz.

Jeżeli 25 mln m³ wody zostanie po prostu wypuszczone w dół rzeki, efekt może być krótkotrwały. Ale jeśli ta sama ilość zostanie rozprowadzona przez system naturalnych piętrzeń, rozlewisk, starorzeczy i mokradeł, może pracować dla Narwi przez całe lato.

Dla skali warto dodać jeszcze jedno: gdyby potraktować Siemianówkę jak zamknięty zbiornik, do którego nie wpada już ani kropla wody — bez opadów, bez roztopów, bez dopływów, w warunkach zupełnie teoretycznej, totalnej suszy — to sezonowe wykorzystanie 25 mln m³ oznaczałoby zapas na około 2,5 roku, licząc pojemność użytkową zbiornika, albo nieco ponad 3 lata, licząc całą jego pojemność. W realnym świecie oczywiście tak to nie działa, bo zbiornik jest zasilany wodą, a bilans zależy od opadów, dopływów, parowania i decyzji hydrologicznych. Ale ten prosty rachunek pokazuje jedno: interwencyjne zrzuty nie są pomysłem na „opróżnienie Siemianówki w jeden sezon”, tylko na kupienie Narwi czasu. A ten czas musi zostać dobrze wykorzystany. Najpóźniej do 2030 roku powinny wejść w życie duże zmiany systemowe, po których Siemianówka przestanie być klasycznym jeziorem-zalewem, a stanie się przede wszystkim obszarem mokradeł, rozlewisk i retencji naturalnej — czyli miejscem, które nie trzyma wody dla samego widoku tafli, lecz oddaje ją całemu żywemu systemowi Narwi.

I właśnie o to powinna dziś toczyć się rozmowa. Nie o straszenie ludzi pustym zalewem. Nie o wojnę między Siemianówką a Narwią. Nie o konflikt turystyki z przyrodą. Tylko o mądre zarządzanie wodą w świecie, w którym każda jej ilość będzie coraz cenniejsza.

Siemianówka nie powinna być symbolem sporu. Powinna stać się magazynem ratunkowym dla Narwi. Ale żeby tak się stało, trzeba przestać traktować ją jak nietykalny akwen, a zacząć traktować jak część większego organizmu. Tym organizmem jest cała dolina Narwi — od Bondar, przez Narew, Ploski, Strablę, Doktorce i Suraż, aż po serce Narwiańskiego Parku Narodowego. Woda musi ruszyć. Ale zanim ruszy, trzeba ją nauczyć zostawać.

Featured Video Play Icon

Żar poleje się z nieba. Nawet 40°C! Gdzie na Podlasiu szukać ochłody?

Podlasie szykuje się na pogodę z gatunku: „wyjdę tylko na chwilę po bułki”, po czym człowiek wraca jak pieróg wyjęty z wrzątku. Według prognoz nad region nadciąga fala ekstremalnych upałów, a temperatura miejscami może dobijać nawet do 40 stopni. To już nie jest zwykłe lato. To jest moment, w którym cień pod drzewem staje się dobrem luksusowym, klimatyzacja w sklepie brzmi jak zaproszenie do sanatorium, a człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego koty całymi dniami leżą i niczego od życia nie oczekują.

Dlatego przygotowaliśmy pięć miejscówek, w których można będzie jakoś przetrwać ten żar. Nie obiecujemy, że człowiek od razu poczuje się jak na Alasce, ale przynajmniej nie będzie miał wrażenia, że jest bohaterem filmu Hydrozagadka.

Jezioro Rajgrodzkie

Pierwszy kierunek to Jezioro Rajgrodzkie. I tu nie ma żartów, bo to naprawdę jedna z najlepszych opcji na upalne dni. Woda, przestrzeń, plaże, widoki i ten cudowny moment, gdy człowiek zanurza się po szyję i nagle przypomina sobie, że życie jednak ma sens. Rajgród i okolice to dobry wybór na cały dzień, szczególnie jeśli ktoś chce połączyć kąpiel, odpoczynek i małą ucieczkę od miejskiego betonu.

Uciekaj do lasu

Druga propozycja to Supraśl i Puszcza Knyszyńska. Gdy miasto zamienia się w piekarnik, las robi to, co las robi najlepiej: daje cień, zapach żywicy i złudzenie, że świat jeszcze nie zwariował. Spacer nad rzeką, odpoczynek wśród drzew i powolne tempo to dokładnie to, czego potrzeba, gdy słońce próbuje przeprowadzić na człowieku eksperyment kulinarny.

Perła północy

Trzecia miejscówka to Wigry i okolice Wigierskiego Parku Narodowego. To już trochę dalszy kierunek, ale w zamian dostajemy jezioro, lasy i klimat, który potrafi uratować dzień. Wigry mają w sobie coś z wakacyjnej pocztówki, tylko bez filtra z Instagrama. W upał najlepiej celować tam wcześnie rano albo pod wieczór, bo w południe nawet najpiękniejszy krajobraz nie pomoże, jeśli człowiek zaczyna się topić we własnych sandałach.

Czy znacie Giby?

Czwarta propozycja to Giby i okolice jeziora Gieret. To już kierunek dla tych, którzy naprawdę chcą uciec przed upałem, a nie tylko symbolicznie stanąć w cieniu przystanku. Lasy, jeziora, spokojniejszy klimat i wrażenie, że telefon sam zaczyna mówić ciszej. W największy skwar można tu złapać oddech, schować się pod drzewami i przypomnieć sobie, że lato nie musi oznaczać człowieka przyklejonego do fotela jak ser do zapiekanki.

Wśród starych drzew

Piąte miejsce to Puszcza Białowieska. Stare drzewa, głęboki cień i leśny chłód to zestaw, którego nie da się podrobić żadnym wiatrakiem z marketu. W czasie upałów las jest jak naturalna klimatyzacja, tylko bez pilota, bez rachunku za prąd i bez sąsiada, który narzeka, że mu buczy. Trzeba tylko pamiętać o wodzie, nakryciu głowy i rozsądku, bo nawet w lesie organizm nie działa na zasadzie „jakoś to będzie”.

A skoro już o rozsądku mowa: w największe upały lepiej nie udawać niezniszczalnego. Między 11:00 a 17:00 słońce potrafi być mniej więcej tak delikatne jak urząd skarbowy po terminie. Warto pić dużo wody, unikać alkoholu, zakładać jasne ubrania, chronić głowę i pilnować dzieci, seniorów oraz zwierząt. Samochód zostawiony na słońcu nagrzewa się błyskawicznie, więc nie zostawiamy w nim nikogo „tylko na chwilkę”. Ta chwilka może być bardzo niebezpieczna.

Pewnie zauważyliście, że na naszej liście nie ma Augustowa. Nie dlatego, że przestał być piękny. Wręcz przeciwnie – właśnie dlatego, że podczas takich upałów wpada na ten sam pomysł pół Polski. Efekt? Zamiast relaksu będziecie leżeć na plaży jak sardynki. Tyle że nie na Sardynii, tylko w puszce. Dlatego tym razem postawiliśmy na miejsca trochę mniej oczywiste, gdzie szansa na znalezienie kawałka plaży większego niż ręcznik jest zdecydowanie wyższa.

Podsumowując: będzie gorąco. Bardzo gorąco. Tak gorąco, że nawet komary mogą zacząć latać wolniej. Dlatego zamiast walczyć z upałem na środku rozgrzanego parkingu, lepiej zaplanować ucieczkę nad wodę, do lasu albo w miejsce, gdzie cień nie jest tylko wspomnieniem z dzieciństwa.

Gmina Juchnowiec Kościelny. Od 1 lipca ruszą nowe linie autobusowe

Gmina Juchnowiec Kościelny. Od 1 lipca ruszą nowe linie autobusowe

Od 1 lipca w gminie Juchnowiec Kościelny ruszą cztery nowe linie autobusowe użyteczności publicznej.

Nowe połączenia obejmą trasy: 451 Juchnowiec Kościelny – Hermanówka – Juchnowiec Kościelny, 452 Juchnowiec Kościelny – Wojszki – Juchnowiec Kościelny, 453 Juchnowiec Kościelny – Klewinowo – Juchnowiec Kościelny oraz 454 Juchnowiec Kościelny – Kleosin.

Na liniach 451, 452 i 453 zaplanowano po siedem kursów w dni robocze oraz po cztery kursy w soboty i święta. Linia 454 będzie miała cztery kursy w dni robocze i dwa w soboty oraz święta.

Bilet jednorazowy normalny ma kosztować 3,50 zł, a miesięczny 120 zł. Autobusy mają ułatwić dojazd do centrum gminy oraz przesiadki w kierunku Białegostoku.

Zdjęcie ilustracyjne

Sokółka. Burmistrz z wotum zaufania i absolutorium

Sokółka. Burmistrz z wotum zaufania i absolutorium

Rada Miejska w Sokółce udzieliła burmistrz Ewie Kulikowskiej wotum zaufania i absolutorium za wykonanie budżetu za 2025 rok.

Za wotum zaufania głosowało 14 radnych, czterech było przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Absolutorium poparło 15 radnych, jedna osoba była przeciw, a trzy wstrzymały się od głosu.

Podczas dyskusji wrócił też wątek zarzutów prokuratorskich wobec burmistrz. Ewa Kulikowska zaprzeczyła zarzutom i mówiła, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Zdjęcie ilustracyjne

Featured Video Play Icon

Pociąg dojeżdża do Walił. A mógłby dalej – aż pod samą granicę.

Dziś dla pasażera linia kolejowa nr 37 kończy się w Waliłach. To właśnie tam dojeżdża sezonowy pociąg z Białegostoku, który od lat jest jedną z ciekawszych wakacyjnych propozycji dla mieszkańców regionu, turystów i rowerzystów. Sama podróż ma swój urok: skład powoli wyjeżdża z miasta, mija kolejne przystanki i wprowadza podróżnych w zielony świat Puszczy Knyszyńskiej. Problem w tym, że ta historia mogłaby mieć znacznie mocniejsze zakończenie.

Bo Waliły nie musiałyby być końcem tej wyprawy. Historycznie linia kolejowa nr 37 prowadziła dalej, w kierunku Zubek Białostockich i granicy państwa. Dziś za Waliłami zaczyna się inna opowieść: o torach, które mogłyby pracować dla turystyki, lokalnej gospodarki i bezpieczeństwa, ale zamiast tego pozostają na uboczu. Po drodze jest między innymi opuszczona stacja kolejowa w Zubkach Białostockich – miejsce, które samo w sobie mogłoby stać się punktem na mapie wypraw po zapomnianym Podlasiu.

Warto zadać proste pytanie: skoro pociąg może dojechać do Walił, to dlaczego w dłuższej perspektywie nie miałby dojeżdżać dalej, bliżej granicy? Nie chodzi o sentyment do starych rozkładów jazdy ani o kolejarską nostalgię. Chodzi o bardzo praktyczny pomysł na turystykę we wschodniej części województwa.

Na pasie przygranicznym, w promieniu wygodnej jednodniowej lub weekendowej wyprawy, znajduje się wiele miejsc, które już dziś przyciągają ludzi szukających czegoś więcej niż deptaka, lodów i parkingu pod atrakcją. Są ruiny kościoła św. Antoniego w Jałówce – jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w regionie. Są Kruszyniany z tatarskim dziedzictwem, drewnianym meczetem, mizarem i kuchnią, której smak trudno pomylić z czymkolwiek innym. Są Krynki – miasteczko pogranicza, wielu kultur, starej historii i charakterystycznego układu urbanistycznego. Do tego dochodzą wsie, lasy, szutrowe drogi, ciche cmentarze, dawne trakty i cały krajobraz, który dla turysty z Białegostoku, Warszawy czy Gdańska może być czymś absolutnie unikalnym.

Taki pociąg nie musiałby być zwykłym środkiem transportu. Mógłby być osią gotowego produktu turystycznego: „koleją na pogranicze”. Rano wyjazd z Białegostoku, po drodze rowery, dalej trasy do Jałówki, Kruszynian, Krynek, Nietupy, Gródka czy Michałowa. Pociąg stałby się nie tylko atrakcją samą w sobie, ale też kręgosłupem komunikacyjnym dla całego fragmentu regionu.

Jest jeszcze drugi wymiar tej sprawy, którego nie da się dziś pominąć. Granica polsko-białoruska od kilku lat nie jest zwykłą kreską na mapie. To miejsce realnego napięcia, obecności służb i wojska, a także stałego myślenia o bezpieczeństwie państwa. W takim kontekście czynna linia kolejowa w stronę granicy nie jest fanaberią. To infrastruktura o znaczeniu strategicznym.

Kolej ma w logistyce wojskowej ogromne znaczenie. Pozwala przewozić ludzi, sprzęt, materiały, paliwo, zapasy i elementy zaplecza szybciej oraz bardziej efektywnie niż wiele innych form transportu. Oczywiście nikt rozsądny nie będzie twierdził, że każda lokalna linia powinna natychmiast stać się magistralą wojskową. Ale utrzymywanie i przywracanie infrastruktury kolejowej w regionach przygranicznych powinno być traktowane poważnie – nie tylko jako kwestia rozwoju lokalnego, lecz także odporności państwa.

Dlatego odtworzenie lub przynajmniej etapowe uporządkowanie odcinka za Waliłami warto byłoby analizować nie tylko z perspektywy turystyki, ale też obronności. Skoro w Polsce i Europie mówi się dziś o mobilności wojskowej, infrastrukturze krytycznej i wzmacnianiu wschodniej flanki, to Podlasie powinno umieć upominać się o swoje. Czynna linia kolejowa przy granicy to skarb – nawet jeśli na co dzień woziłaby turystów, rowery i mieszkańców.

Waliły już udowodniły, że kolej turystyczna w tym kierunku ma sens. Pociąg z Białegostoku nie jeździ w próżnię – wozi ludzi do lasu, na rowery, na wypoczynek, po oddech od miasta. Teraz warto zapytać, czy nie czas zrobić krok dalej. Dosłownie dalej: za Waliły, w stronę opuszczonych stacji, zapomnianych torów i miejsc, które mogłyby dostać drugie życie. Bo Podlasie ma takich miejsc mnóstwo. Tylko trzeba do nich dojechać.

Rafał Rudnicki zablokował mnie na Facebooku. Pękniecie ze śmiechu – gdy poznacie powód.

Rafał Rudnicki zablokował mnie na Facebooku. Pękniecie ze śmiechu – gdy poznacie powód.

Od 1 lipca w Białostockiej Komunikacji Miejskiej mają wejść nowe zasady podróżowania. W skrócie: pasażerowie będą musieli częściej korzystać z przycisków. Żeby wejść do autobusu, trzeba będzie nacisnąć guzik przy drzwiach. Żeby wysiąść, też trzeba będzie nacisnąć guzik. A na przystankach na żądanie trzeba będzie odpowiednio wcześniej zasygnalizować kierowcy, że chce się wsiąść lub wysiąść.

Miasto tłumaczy, że chodzi o oszczędności, komfort, ograniczenie uciekania ciepła zimą i lepsze działanie klimatyzacji latem. Czyli generalnie: mniej otwierania drzwi bez potrzeby, więcej odpowiedzialności po stronie pasażera. Zmiana jak zmiana. Można ją popierać, można mieć wątpliwości, można zapytać o sens, szczegóły albo praktykę.

No więc zapytałem.

Pod postem Rafała Rudnickiego, wiceprezydenta Białegostoku, który nadzoruje między innymi Białostocką Komunikację Miejską, napisałem komentarz. Nie był to elaborat. Nie była to tyrada. Nie było tam wyzwisk, wielkich liter, teorii spiskowych ani mema z autobusem jadącym do piekła.

Mój komentarz brzmiał dosłownie:

„Po co?”

I wtedy wydarzyła się rzecz piękna w swojej absurdalności.

Zostałem zablokowany.

Tak, dobrze czytacie. W mieście, w którym pasażer ma naciskać guziki, ja najwyraźniej nacisnąłem ten niewłaściwy. Nie „stop” w autobusie. Nie przycisk otwierania drzwi. Tylko obywatelski guzik z napisem: „zadaj proste pytanie”.

I ten guzik najwyraźniej uruchomił procedurę awaryjną.

Nie mogę już obserwować postów Rafała Rudnickiego. Czyli moje skrajnie agresywne, brutalne i destabilizujące system samorządowy pytanie „Po co?” doprowadziło do sytuacji, w której dialog z mieszkańcami najwyraźniej uznano za ryzyko komunikacyjne.

Przyznaję: nie doceniłem mocy języka polskiego.

Myślałem, że „Po co?” to normalne pytanie. Takie, które można zadać, gdy miasto wprowadza zmianę dotyczącą tysięcy pasażerów. Myślałem, że urzędnik może odpowiedzieć: „Po to, żeby autobusy nie traciły ciepła zimą”, „Po to, żeby zmniejszyć koszty”, „Po to, żeby dostosować system do rozwiązań znanych z innych miast”.

Ale po co odpowiadać, skoro można zablokować?

Rafał Rudnicki dostosował swój poziom do poziomu komunikacji miejskiej. Mieszkaniec pyta: „Po co?”. Władza odpowiada: „Nie będzie pan już więcej pytał”. Elegancko. Szybko. Bez zbędnych konsultacji. Bez marnowania energii. Prawdziwa oszczędność — nie tylko ciepła w autobusie, ale też słów w debacie publicznej.

Najzabawniejsze jest to, że cała sprawa dotyczy przycisków. Miasto mówi mieszkańcom: teraz musicie nauczyć się naciskać przyciski. A ja nacisnąłem jeden przycisk za dużo — przycisk zdrowego rozsądku. I nagle okazało się, że system działa znakomicie. Tylko nie ten autobusowy. Przycisk „blokuj” zadziałał natychmiast. Przycisk „odpowiedz mieszkańcowi” najwyraźniej był chwilowo nieczynny.

Nie mam problemu z tym, że miasto zmienia zasady działania komunikacji. Być może te zmiany mają sens. Być może rzeczywiście przyniosą oszczędności. Być może pasażerowie szybko się przyzwyczają i po kilku tygodniach nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś kierowca otwierał wszystkie drzwi.

Ale mam problem z tym, że pytanie „Po co?” wystarczy, żeby człowiek zniknął z dyskusji. Bo jeżeli osoba publiczna informuje mieszkańców o zmianach, to musi liczyć się z tym, że mieszkańcy będą pytać. Czasem długo. Czasem krótko. Czasem uprzejmie. Czasem kąśliwie. A czasem po prostu: „Po co?”. To nie jest hejt. To nie jest atak. To nie jest naruszenie powagi urzędu. To jest najprostsze pytanie świata. I może właśnie dlatego tak bardzo zabolało.

Bo „Po co?” ma w sobie coś niebezpiecznego. Otwiera drzwi. Nie te autobusowe, tylko te dużo ważniejsze — drzwi do rozmowy o sensie decyzji. O tym, czy mieszkańcy są tylko odbiorcami komunikatów, czy jednak mają prawo zapytać, dlaczego coś się dzieje. O tym, czy profil polityka samorządowego służy do rozmowy z ludźmi, czy tylko do nadawania komunikatów w jedną stronę.

W Białymstoku od lipca pasażerowie będą musieli naciskać przyciski, żeby wejść i wyjść z autobusu. Ja nacisnąłem przycisk wcześniej. Zapytałem: „Po co?” i wysiadłem z dyskusji przymusowo.

Featured Video Play Icon

Siemiatycze pachniały rybą, serem, miodem i Francją. Za nami piknik „Bardzo Cenne Małocenne”

W Siemiatyczach odbył się rodzinny piknik „Bardzo Cenne Małocenne”, zorganizowany w ramach Dni Siemiatycz. Było to wydarzenie, które połączyło lokalną kuchnię, edukację ekologiczną, regionalne produkty, występy artystyczne, atrakcje dla dzieci i muzyczny finał z francuskim akcentem. PodlaskieTV objęło wydarzenie patronatem medialnym.

Gotowanie na żywo

Dzień rozpoczął się od zawodów wędkarskich, które trwały od rana do wczesnego popołudnia. Później impreza przeniosła się do centrum Siemiatycz, gdzie rozpoczął się piknik rodzinny. Na miejscu czekały stoiska, degustacje, animacje dla dzieci, występy lokalnych artystów oraz spotkania z ekspertami, którzy opowiadali o tym, dlaczego ryby małocenne są w rzeczywistości bardzo cenne.

Sama idea wydarzenia zwracała uwagę na mniej popularne gatunki ryb słodkowodnych. To ryby, które często są pomijane w codziennej kuchni, choć mogą być smaczne, wartościowe i ważne z punktu widzenia rozsądnego korzystania z naturalnych zasobów. Podczas pikniku można było przekonać się, że edukacja ekologiczna nie musi mieć formy wykładu — może odbywać się przez rozmowę, gotowanie na żywo, degustację i rodzinne spotkanie w plenerze.

Jednym z najmocniejszych punktów programu było gotowanie na żywo z Mikołajem Reyem, kucharzem znanym między innymi z programu „MasterChef”. Publiczność mogła zobaczyć, jak przygotowywać ryby słodkowodne i dlaczego warto częściej sięgać po lokalne, niedoceniane produkty. Pokazy kulinarne połączone były z degustacją, więc uczestnicy nie tylko słuchali o nowych smakach, ale mogli ich po prostu spróbować.

Święto sera

W Siemiatyczach pojawił się też mocny wątek regionalny. Obecni byli lokalni wystawcy, którzy prezentowali swoje produkty, między innymi miody. Nie zabrakło również święta sera, co w Siemiatyczach ma szczególne znaczenie — to właśnie tutaj powstają popularne sery camembert. Ten element bardzo dobrze połączył lokalną tożsamość miasta z francuskimi inspiracjami obecnymi podczas całej imprezy.

Francuskich akcentów było zresztą więcej. Występy dzieci z siemiatyckich przedszkoli i szkół nawiązywały do francuskiej kultury, muzyki i atmosfery. Dzięki temu motyw Francji nie pojawił się jedynie przy okazji gwiazdy wieczoru, ale przewijał się przez cały program wydarzenia, tworząc ciekawy most między Siemiatyczami, serem camembert, kuchnią i muzyką.

Na scenie wystąpili najmłodsi artyści z Przedszkola numer 5, Szkoły Podstawowej numer 1, Przedszkola numer 3 i Szkoły Podstawowej numer 3. Publiczność mogła też posłuchać Siemiatyckiego Bractwa Akordeonistów, Orkiestry Dętej OSP Siemiatycze oraz muzyków związanych ze Szkołą Muzyczną. Dzięki temu wydarzenie miało bardzo lokalny, rodzinny i wspólnotowy charakter.

Była zabawa i koncerty

Nie zabrakło też atrakcji dla dzieci. Najmłodsi mieli swoją przestrzeń do zabawy, animacji i aktywności, a całe rodziny mogły spędzić niedzielę w spokojnej, letniej atmosferze. Był to jeden z tych pikników, na których można było jednocześnie czegoś się dowiedzieć, czegoś spróbować, posłuchać muzyki i po prostu pobyć razem.

Finałem wydarzenia był koncert François Martineau — francuskiego muzyka mieszkającego w Polsce, znanego między innymi z programu „Mam talent!”. Jego występ zamknął piknik w radosnym, energetycznym stylu i dopełnił francuski charakter tegorocznego spotkania.

„Bardzo Cenne Małocenne” pokazało, że lokalne wydarzenia mogą łączyć wiele tematów w naturalny i ciekawy sposób. W Siemiatyczach spotkały się ryby, sery, miody, dziecięce występy, regionalni twórcy, nauka, kuchnia i muzyka. A wszystko to w rodzinnej atmosferze, która najlepiej pokazuje, że Podlasie potrafi opowiadać o sobie smakiem, dźwiękiem i dobrym spotkaniem.

Materiał partnerski

Białystok. Wręczono Nagrody Artystyczne Prezydenta Miasta

Białystok. Wręczono Nagrody Artystyczne Prezydenta Miasta

Katarzyna Herman, Zespół Szeptucha, Nie Teatr oraz Anna Skorko zostali laureatami Nagrody Artystycznej Prezydenta Miasta Białegostoku za 2025 rok.

Gala wręczenia nagród odbyła się w niedzielę, 21 czerwca, w Operze i Filharmonii Podlaskiej.

Katarzyna Herman została uhonorowana za całokształt działalności artystycznej. Zespół Szeptucha doceniono za płytę live z koncertu na festiwalu Pol’and’Rock oraz całokształt działalności. Nie Teatr otrzymał nagrodę za rozwijanie autorskiej formuły miejsca spotkań ze sztuką, a Anna Skorko za dotychczasową działalność związaną m.in. z przywracaniem pamięci o Białostockich Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Fasty”.

W tym roku wpłynęło 26 wniosków. Najwięcej dotyczyło dokonań twórczych w takich dziedzinach jak film, fotografia, muzyka, plastyka, taniec i teatr.

Zdjęcie ilustracyjne

Wygoda. Upamiętniono 82. rocznicę bitwy w Czerwonym Borze

Wygoda. Upamiętniono 82. rocznicę bitwy w Czerwonym Borze

W Wygodzie pod Łomżą upamiętniono 82. rocznicę bitwy w Czerwonym Borze.

Uroczystości odbyły się w niedzielę, 21 czerwca. Po mszy polowej uczestnicy przeszli pod pomnik przy szkole, gdzie złożono kwiaty i zapalono znicze. W obchodach uczestniczyli mieszkańcy, harcerze, poczty sztandarowe, żołnierze i przedstawiciele lokalnych instytucji.

Podczas uroczystości dr hab. Karol Polejowski, pełniący obowiązki prezesa IPN, wręczył srebrne Medale Reipublicae Memoriae Meritum. Otrzymali je wójt gminy Łomża Piotr Kłys oraz Jarosław Strękowski, współzałożyciel Regionalnej Izby Historycznej w Zambrowie.

Bitwa w Czerwonym Borze rozegrała się 23 czerwca 1944 roku. Oddziały Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowej Organizacji Wojskowej zostały otoczone przez niemiecką obławę. Poległo około 90-100 Polaków.

Zdjęcie ilustracyjne

Bagny. Rowerzysta trafił śmigłowcem do szpitala po zderzeniu z autem

Bagny. Rowerzysta trafił śmigłowcem do szpitala po zderzeniu z autem

Rowerzysta został ranny w wypadku na drodze Dąbrowa Białostocka – Suchowola.

Do zdarzenia doszło w niedzielę, 21 czerwca, około godziny 10:02 w okolicy miejscowości Bagny. Zderzyły się tam samochód osobowy i rower.

Na miejsce pojechali strażacy z Dąbrowy Białostockiej i OSP Olsza, policja oraz zespół ratownictwa medycznego. Poszkodowanemu kierującemu jednośladem udzielono pierwszej pomocy, a następnie przetransportowano go śmigłowcem LPR do szpitala w Białymstoku.

Działania służb trwały do godziny 11:15. Okoliczności wypadku ustalają policjanci.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Pięć osób zatrzymanych w sprawie grupy narkotykowej

Białystok. Pięć osób zatrzymanych w sprawie grupy narkotykowej

Pięć osób zatrzymanych w Białymstoku usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała wytwarzać i wprowadzać na rynek narkotyki.

Zatrzymani to obywatele Polski w wieku od 30 do 40 lat. Podczas działań służby zabezpieczyły ponad 23 kilogramy narkotyków, w tym klofedron, amfetaminę, kokainę i marihuanę. Ich czarnorynkową wartość oszacowano na ponad milion złotych.

Zabezpieczono także przedmiot przypominający broń palną oraz pieniądze w różnych walutach o łącznej wartości ponad 200 tysięcy złotych.

Podejrzani usłyszeli zarzuty między innymi udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przestępstw narkotykowych. Wobec dwóch osób zastosowano tymczasowy areszt.

W całym postępowaniu jest dotąd 38 podejrzanych, a śledztwo ma charakter rozwojowy.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Blisko 24 mln zł dotacji na badania i nowe technologie

Podlaskie. Blisko 24 mln zł dotacji na badania i nowe technologie

Podlaskie firmy otrzymają blisko 24 mln zł dotacji na rozwój badań i nowych technologii.

W środę podpisano umowy na realizację dziewięciu przedsięwzięć badawczo-rozwojowych. Łączna wartość projektów to blisko 38,9 mln zł, z czego prawie 24 mln zł stanowi dofinansowanie ze środków europejskich.

Pieniądze mają pomóc przedsiębiorstwom w inwestycjach w sprzęt, badania i rozwiązania technologiczne, które zwiększą ich konkurencyjność.

Wsparcie trafi do firm z różnych branż działających w regionie.

Zdjęcie ilustracyjne

Bielsk Podlaski. Służby badają sprawę rzeki Białej

Bielsk Podlaski. Służby badają sprawę rzeki Białej

W Bielsku Podlaskim służby badają sprawę zanieczyszczenia rzeki Białej.

Mieszkańcy od miesięcy zgłaszają uciążliwy zapach i silne zabrudzenie wody. Problem ma być związany ze ściekami z zakładowej oczyszczalni działającej przy miejscowym zakładzie mleczarskim.

Miasto wskazuje, że nie ma kompetencji do nakazania modernizacji instalacji ani wstrzymania działalności zakładu, dlatego sprawę prowadzą wyspecjalizowane instytucje. Korespondencja i postępowania dotyczą między innymi WIOŚ, starostwa, Wód Polskich, RDOŚ, prokuratury i inspekcji weterynaryjnej.

Starosta Bielski prowadzi postępowanie w sprawie cofnięcia lub ograniczenia pozwolenia zintegrowanego dla spółki. Termin zakończenia tej sprawy wyznaczono na 1 lipca 2026 roku.

WIOŚ prowadzi też postępowania dotyczące kary administracyjnej oraz użytkowania oczyszczalni ścieków. Ostatnia kontrola została zakończona w maju, a jej wyniki włączono do prowadzonego postępowania.

Zdjęcie ilustracyjne

Kolno. Basen ma przejść dużą przebudowę

Kolno. Basen ma przejść dużą przebudowę

Basen w Kolnie ma przejść dużą przebudowę.

Podpisano już umowę na zaprojektowanie nowego wyglądu i wyposażenia obiektu. W planach jest rozbudowa budynku, druga niecka albo stałe tory do nauki pływania dla dzieci, nowe sauny oraz kilka jacuzzi.

Burmistrz Kolna Andrzej Duda wskazuje, że pływalnia działa od początku lat dwutysięcznych i od ponad 20 lat nie przechodziła generalnego remontu. Według władz miasta modernizacja jest potrzebna także ze względu na stan techniczny części budynku.

Prace mają rozpocząć się jeszcze w tym roku. Przebudowa ma potrwać 12 miesięcy.

Zdjęcie ilustracyjne

Suwałki. Powstanie solarna wiata dla rowerów i hulajnóg

Suwałki. Powstanie solarna wiata dla rowerów i hulajnóg

W Suwałkach powstanie solarna strefa mobilności przy ul. Szczęsnowicza 2 i 4.

Zarząd Budynków Mieszkalnych w Suwałkach TBS otrzymał 23 989 zł dofinansowania na budowę wiaty rowerowej z instalacją fotowoltaiczną oraz punktami ładowania hulajnóg elektrycznych.

Nowa infrastruktura ma służyć mieszkańcom osiedla i okolic, szczególnie osobom korzystającym z rowerów oraz hulajnóg. Projekt ma poprawić warunki bezpiecznego parkowania i ładowania jednośladów.

Inwestycja ma też promować ekologiczny transport i odnawialne źródła energii. ZBM wskazuje, że potrzeba takiego miejsca wynikała między innymi ze zgłoszeń mieszkańców oraz rosnącego zainteresowania zrównoważoną mobilnością.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Obchody 86. rocznicy deportacji na Sybir

Białystok. Obchody 86. rocznicy deportacji na Sybir

W Białymstoku odbędą się obchody 86. rocznicy masowych deportacji obywateli polskich na Sybir.

Program rozpocznie się 20 czerwca o godz. 13:00 warsztatami edukacyjnymi „Przyszli o świcie” oraz oprowadzaniem kuratorskim po wystawie „Art of Remembrance – Sztuka Pamięci” w Muzeum Pamięci Sybiru.

21 czerwca o godz. 11:45 zaplanowano zwiedzanie wystawy stałej z przewodnikiem pod hasłem „Tamtego lata zabrano nas z domu”. Spotkanie ma przypomnieć czerwcowe deportacje z 1940 i 1941 roku oraz losy rodzin wywożonych w głąb Związku Sowieckiego.

Oficjalne uroczystości rocznicowe odbędą się 22 czerwca. O godz. 11:00 uczestnicy spotkają się przy Pomniku-Grobie Nieznanego Sybiraka przy kościele Ducha Świętego. Następnie zaplanowano złożenie kwiatów przy ul. Traugutta oraz przed Muzeum Pamięci Sybiru przy ul. Węglowej.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Groził nożem policjantowi po służbie

Białystok. Groził nożem policjantowi po służbie

Policjant po służbie został zaczepiony przez nieznanego mężczyznę, który groził mu pozbawieniem życia i wyciągnął nóż.

Funkcjonariusz powiadomił dyżurnego białostockiej komendy. Na miejsce przyjechali policjanci z białostockiego oddziału prewencji, którzy zatrzymali napastnika. Okazał się nim 29-letni mieszkaniec Białegostoku.

W chwili zatrzymania mężczyzna był nietrzeźwy. Policjanci znaleźli przy nim nóż oraz niewielkie ilości suszu, który po wstępnym badaniu narkotesterem okazał się marihuaną. Kolejne niewielkie ilości suszu znaleziono podczas przeszukania jego mieszkania.

29-latek trafił do policyjnej celi. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariusza oraz posiadania narkotyków. Grozi mu do 3 lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Lekarze USK uratowali pacjenta po ciężkim urazie kręgosłupa

Białystok. Lekarze USK uratowali pacjenta po ciężkim urazie kręgosłupa

Lekarze z Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku uratowali 72-letniego pacjenta po bardzo ciężkim urazie kręgosłupa szyjnego.

Do wypadku doszło 1 kwietnia podczas prac w ogrodzie. Mężczyzna chorujący na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa upadł na plecy. Badania wykazały całkowite rozerwanie połączenia między szóstym i siódmym kręgiem szyjnym oraz pogarszający się stan neurologiczny.

Pacjent przeszedł dwie skomplikowane operacje. Pierwsza, wykonana 9 kwietnia, trwała ponad 8 godzin i polegała na nastawieniu oraz stabilizacji kręgosłupa od strony przedniej. Druga odbyła się 16 kwietnia i trwała ponad 6 godzin. Wykorzystano w niej śródoperacyjną tomografię oraz technikę robotyczną.

Po leczeniu udało się zachować funkcje neurologiczne. U pacjenta ustąpił niedowład ręki, porusza kończynami i stawia pierwsze kroki. Lekarze podkreślają, że bez operacji groził mu trwały paraliż, zależność od respiratora, a nawet śmierć.

Robot neurochirurgiczny i specjalistyczna tomografia użyte podczas leczenia zostały kupione dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy.

Zdjęcie ilustracyjne

Pierwszy pociąg do Łomży jeszcze nie wyjechał, a już wyprzedany!

Pierwszy pociąg do Łomży jeszcze nie wyjechał, a już wyprzedany!

Bilety na pierwszy pociąg POLREGIO z Ostrołęki do Łomży zostały wyprzedane w aplikacji mPOLREGIO już pierwszego dnia sprzedaży. Oznacza to, że osoby, które liczyły na zakup biletu bezpośrednio u konduktora, nie będą miały takiej możliwości. Inauguracyjny przejazd zaplanowano na jutro, w sobotę 13 czerwca.

Przewoźnik uprzedza, że ze względu na wyjątkowo duże zainteresowanie pierwszym kursem bilety zakupione online będą sprawdzane już przy wejściu na peron w Ostrołęce. Pasażerowie bez ważnego biletu nie zostaną wpuszczeni ani na peron, ani do pociągu. To rozwiązanie ma pomóc w zachowaniu limitów bezpieczeństwa i uniknięciu sytuacji, w której do składu próbowałoby wejść więcej osób, niż przewidziano.

Powrót kolei do Łomży po 33 latach budzi ogromne emocje. Dla wielu mieszkańców regionu to nie tylko wydarzenie komunikacyjne, ale też symboliczny moment przywrócenia miasta na kolejową mapę pasażerskich połączeń. Zainteresowanie pierwszym przejazdem pokazuje, że na takie połączenie czekano od dawna.

Atrakcje w Łomży

Podróżni korzystający z inauguracyjnego przejazdu, a także mieszkańcy Łomży, będą mogli wziąć udział w wydarzeniach przygotowanych przez POLREGIO oraz PKP Polskie Linie Kolejowe. Na rynku w Łomży powstanie specjalna strefa relaksu, która będzie dostępna od godziny 10:00.

Na miejscu zaplanowano między innymi loterię, fotobudkę, kącik dla dzieci, kolorowanki oraz bańki mydlane. Będzie to więc nie tylko okazja do uczestnictwa w historycznym przejeździe, ale też do rodzinnego spędzenia czasu w centrum miasta.

Pociąg POLREGIO w trasę powrotną wyruszy o godzinie 13:30. Również w tym przypadku obowiązywać będą limity bezpieczeństwa.

Regularne kursy od niedzieli

Regularne połączenia kolejowe do Łomży ruszą dzień później, w niedzielę 14 czerwca, wraz z letnią korektą rozkładu jazdy. W dni robocze z Białegostoku do Łomży kursować będą cztery pary pociągów POLREGIO, natomiast w weekendy trzy pary.

Dwa kursy zostaną wydłużone, dzięki czemu pasażerowie zyskają bezpośredni dojazd z Białegostoku do Ostrołęki. Składy do Łomży będą odjeżdżały z Białegostoku o godzinie 5:40, tylko w dni robocze, a także o 11:05, 16:05 i 19:50.

Powrót pociągów pasażerskich do Łomży po ponad trzech dekadach to jedna z najważniejszych zmian komunikacyjnych w regionie. Dla mieszkańców oznacza większą dostępność transportu publicznego, łatwiejsze podróże do Białegostoku i Ostrołęki oraz nowe możliwości codziennych dojazdów.

Bezpłatne przejazdy PKP Intercity

Do świętowania powrotu kolei do Łomży włącza się także PKP Intercity. Już jutro przewoźnik zaprasza na bezpłatne przejazdy promocyjne na trasie Łomża – Ostrołęka – Łomża. Pociągi pojadą według specjalnego rozkładu: z Łomży do Ostrołęki o godz. 14:30, z Ostrołęki do Łomży o godz. 15:11, ponownie z Łomży do Ostrołęki o godz. 15:52 oraz z Ostrołęki do Łomży o godz. 16:33.

Od niedzieli 14 czerwca mieszkańcy zyskają również codzienne połączenia PKP Intercity. Na trasę wyjadą pociągi IC Omulew i IC Orzyc, które połączą Łomżę z Białymstokiem i Olsztynem. Według przewoźnika podróż do Białegostoku zajmie około 1 godziny i 20 minut, a do Olsztyna około 2 godzin i 20 minut. To kolejny element przywracania Łomży na kolejową mapę Polski i zwiększania dostępności połączeń dla mieszkańców mniejszych miast.

To będzie fantastyczny dzień! Rodzinny piknik, ryby z potencjałem i francuska nuta.

To będzie fantastyczny dzień! Rodzinny piknik, ryby z potencjałem i francuska nuta.

Są takie letnie dni, które aż proszą się o to, żeby nie spędzać ich w domu. Wystarczy trochę słońca, dobry pretekst do wyjazdu, dzieciaki gotowe na przygodę i miejsce, w którym od rana do wieczora coś się dzieje. W niedzielę, 21 czerwca 2026 roku, takim miejscem będą Siemiatycze.

W ramach Dni Siemiatycz odbędzie się tam rodzinny piknik „Bardzo Cenne Małocenne” — wydarzenie bezpłatne, całodniowe i pomyślane tak, żeby dobrze czuły się na nim całe rodziny.

To nie będzie zwykły piknik z kilkoma stoiskami i muzyką w tle. Organizatorzy zapowiadają wydarzenie, które połączy rekreację, edukację ekologiczną, dobrą kuchnię, regionalne produkty, atrakcje dla dzieci i koncerty. PodlaskieTV objęło piknik patronatem medialnym, więc tym bardziej zachęcamy: warto wpisać tę datę do kalendarza i wybrać się do Siemiatycz.

Małocenne, czyli bardzo cenne

Nazwa wydarzenia nie jest przypadkowa. Projekt „Bardzo Cenne Małocenne” zwraca uwagę na coś, o czym na co dzień mówi się zdecydowanie za rzadko — na potencjał małocennych gatunków ryb. To ryby często pomijane, niedoceniane, mniej modne od tych, które regularnie pojawiają się na stołach i w sklepach. Tymczasem mądre korzystanie z naturalnych zasobów może być jednocześnie dobre dla środowiska, zdrowia i lokalnej kuchni.

W tym właśnie tkwi najciekawszy wymiar wydarzenia. Nie chodzi tylko o to, żeby przyjechać, pospacerować i coś zjeść. Chodzi też o to, żeby spojrzeć na naturę trochę uważniej. Zobaczyć, że lokalne zasoby nie są czymś oczywistym i niewyczerpanym. Że edukacja ekologiczna nie musi oznaczać nudnego wykładu, ale może wydarzyć się przy dobrej muzyce, rozmowie, warsztatach, degustacji i rodzinnym spędzaniu czasu.

Dzień pełen atrakcji dla dzieci i dorosłych

W programie pikniku znajdą się między innymi zawody wędkarskie, strefa animacji dla dzieci, stoiska z rękodziełem oraz targ produktów regionalnych. To dobra wiadomość dla tych, którzy lubią wydarzenia z klimatem — takie, gdzie można nie tylko popatrzeć na scenę, ale też przejść między stoiskami, porozmawiać z twórcami, spróbować lokalnych smaków i po prostu pobyć wśród ludzi.

Dla rodzin z dziećmi szczególnie ważna będzie strefa animacji. Bo każdy rodzic wie, że udany wyjazd zaczyna się wtedy, gdy najmłodsi nie pytają co pięć minut: „a kiedy wracamy?”. Tu powinno być inaczej. Dzieci będą miały swoją przestrzeń do zabawy, a dorośli — okazję, by złapać trochę oddechu i skorzystać z pozostałych atrakcji.

Nie zabraknie też strefy edukacyjnej z warsztatami i wykładami poświęconymi zdrowemu jedzeniu. To element, który dobrze wpisuje się w ideę całego projektu: pokazać, że jedzenie może być nie tylko smaczne, ale też mądre, lokalne i bardziej świadome.

Kuchnia na żywo i smaki, które mogą zaskoczyć

Jednym z najmocniejszych punktów programu będzie strefa kulinarna z degustacjami oraz live cookingiem prowadzonym przez Mikołaja Reya — kucharza i finalistę programu „MasterChef”. To zapowiada się jako ta część wydarzenia, przy której trudno będzie przejść obojętnie.

Live cooking ma w sobie coś z małego spektaklu. Jest ogień, zapach, tempo, rozmowa z publicznością i ten moment, kiedy zwykłe składniki zaczynają zmieniać się w coś, czego naprawdę chce się spróbować. A jeśli do tego dochodzi temat małocennych gatunków ryb, można spodziewać się nie tylko dobrego jedzenia, ale też inspiracji do własnej kuchni.

Być może właśnie takie wydarzenia są najlepszym sposobem na zmianę przyzwyczajeń. Nie przez moralizowanie, ale przez smak. Przez pokazanie, że coś niedocenianego może być ciekawe, zdrowe i bardzo dobre.

Muzyka, scena i François Martineau

Na scenie głównej wystąpią lokalni artyści, a gwiazdą wieczoru będzie François Martineau — francuski muzyk mieszkający w Polsce, znany między innymi z programu „Mam talent!”. W 2018 roku zdobył złoty przycisk i dotarł do półfinału programu, a publiczność pokochała go za francusko-polskie interpretacje piosenek i wyjątkową sceniczną energię.

To może być bardzo przyjemny finał całego dnia. Po zawodach, warsztatach, degustacjach, spacerach między stoiskami i zabawie z dziećmi przyjdzie czas na muzykę. A muzyka François Martineau ma w sobie coś, co dobrze pasuje do letniego, rodzinnego wydarzenia — lekkość, uśmiech, kontakt z publicznością i most między polską a francuską kulturą.

Dlaczego warto pojechać?

Bo to jeden z tych wyjazdów, które nie wymagają wielkich przygotowań, a mogą zostawić po sobie bardzo dobre wspomnienia. Wystarczy zebrać rodzinę, zaplanować niedzielę i ruszyć do Siemiatycz. Na miejscu czeka piknik, który łączy wiele światów: naturę, kuchnię, muzykę, edukację, regionalność i rodzinną atmosferę.

„Bardzo Cenne Małocenne” to wydarzenie dla tych, którzy lubią spędzać czas aktywnie, ale bez pośpiechu. Dla tych, którzy chcą pokazać dzieciom coś więcej niż ekran telefonu. Dla tych, którzy cenią lokalne inicjatywy i lubią odkrywać Podlasie przez wydarzenia, ludzi i smaki.

W niedzielę, 21 czerwca 2026 roku, Siemiatycze będą dobrym kierunkiem na rodzinny wyjazd. Bez biletów, bez wielkiej logistyki, za to z całodniowym programem i atmosferą letniego święta. Warto tam być.

Rozkład jazdy – 21 czerwca 2026

7:00: Zawody wędkarskie – nad Zalewem Cypel w Siemiatyczach

13:00: Rozpoczęcie pikniku – ul. Pałacowa w Siemiatyczach

18:00: Koncert François Martineau – ul. Pałacowa w Siemiatyczach

Promocja partnera

Białystok. Przy X LO powstaje amfiteatr z Budżetu Obywatelskiego

Białystok. Przy X LO powstaje amfiteatr z Budżetu Obywatelskiego

Przy X Liceum Ogólnokształcącym im. Wisławy Szymborskiej w Białymstoku powstaje nowa przestrzeń z amfiteatrem.

Inwestycja jest realizowana w ramach projektu z Budżetu Obywatelskiego „Zielono, komfortowo, przyjaźnie w XLO na Stołecznej”. Projekt zdobył 7788 głosów mieszkańców, a jego wartość przekracza 1,1 mln zł.

Prace są już zaawansowane. Wykonano część nasadzeń i alejek, a w kolejnych etapach mają pojawić się ławki, hamaki, stoły do gry w szachy i inne elementy małej architektury.

Centralnym punktem terenu będzie amfiteatr przeznaczony do szkolnych i lokalnych inicjatyw. Z nowej przestrzeni mają korzystać nie tylko uczniowie, ale także mieszkańcy.

10 czerwca pod budowanym obiektem zakopano kapsułę czasu z pamiątkami związanymi ze szkołą, uczniami i miastem.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Wakacyjny bilet za 50 zł od 1 lipca

Podlaskie. Wakacyjny bilet za 50 zł od 1 lipca

Od 1 lipca mieszkańcy i turyści będą mogli korzystać z Podlasko-Białostockiego Biletu Wakacyjnego.

Bilet ma kosztować 50 zł i pozwoli przez siedem dni podróżować autobusami PKS Nova oraz komunikacją miejską w Białymstoku. Ma obowiązywać na około 50 połączeniach regionalnego przewoźnika, prowadzących między innymi do miejsc atrakcyjnych turystycznie.

Razem z biletem wakacyjnym ma ruszyć oferta dla seniorów. Osoby, które ukończyły 70 lat, będą mogły korzystać z przejazdów autobusami PKS Nova ze stuprocentową ulgą komercyjną. Do skorzystania z niej wystarczy dokument potwierdzający tożsamość.

Do projektu dołącza również Białystok. Przygotowany ma zostać projekt uchwały określający zasady funkcjonowania zintegrowanego biletu w autobusach BKM i PKS Nova.

Pierwsze 50 osób, które kupią nowy bilet, ma otrzymać podróżny zestaw kosmetyków.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Studenci PB zbudowali rękawice pokazujące objawy Parkinsona

Białystok. Studenci PB zbudowali rękawice pokazujące objawy Parkinsona

Studenci Politechniki Białostockiej zbudowali rękawice, które pomagają zrozumieć codzienne trudności osób z chorobą Parkinsona.

Urządzenie powstało w Kole Naukowym Alios na Wydziale Mechanicznym PB. Rękawice symulują drżenie rąk charakterystyczne dla choroby, dzięki czemu uczestnicy zajęć mogą sprawdzić, jak trudne stają się proste czynności, takie jak napisanie wiadomości czy zawiązanie sznurówki.

Z takiej formy edukacji skorzystało już ponad 200 uczniów z podlaskich szkół. Celem jest nie tylko pokazanie możliwości technicznych studentów, ale też budowanie większej empatii wobec osób przewlekle chorych.

Projekt łączy automatykę, robotykę i edukację przez doświadczenie. Ma pomóc młodym ludziom lepiej zrozumieć, z czym mierzą się osoby żyjące z chorobą Parkinsona.

Zdjęcie ilustracyjne

PKS Nova ma znów nowego prezesa. O co w tym chodzi?
Nowy Prezes PKS Nova - Wojciech Sienicki, fot. PKS NOVA

PKS Nova ma znów nowego prezesa. O co w tym chodzi?

PKS Nova ma nowego prezesa zarządu. Został nim Wojciech Sienicki, dotychczasowy doradca ds. restrukturyzacji w spółce. To kolejna w tym roku zmiana we władzach przewoźnika podległego samorządowi województwa podlaskiego. I choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak następny odcinek personalnej karuzeli, tym razem sprawa jest bardziej logiczna, niż mogłoby się wydawać.

Jak poinformowała spółka, 9 czerwca 2026 roku odbyło się posiedzenie Rady Nadzorczej PKS Nova S.A., podczas którego wybrano prezesa zarządu. W toku procedury kwalifikacyjnej wpłynęły dwie oferty. Po zasięgnięciu opinii kancelarii prawnej potwierdzono, że tylko jedna z nich spełniła wszystkie wymogi wynikające z obowiązujących przepisów prawa. Funkcję prezesa powierzono Wojciechowi Sienickiemu.

I tu właśnie dochodzimy do sedna. Adam Byglewski, który od początku roku faktycznie przejął kierowanie spółką, formalnie nie był prezesem zarządu, lecz prokurentem samoistnym. To nie był przypadek ani wyłącznie polityczna konstrukcja językowa. Byglewski, mimo ogromnego doświadczenia w transporcie, logistyce i biznesie, nie spełniał jednego z formalnych wymogów stawianych kandydatom na prezesa zarządu – wymogu posiadania wyższego wykształcenia. Mówiąc prościej: to wysokiej klasy fachowiec, ale „bez papierka”.

W biznesie wykształcenie ma trzecio jak nie czwartorzędne znaczenie. Można mieć imponujące doświadczenie, prowadzić duże przedsięwzięcia, znać branżę od podszewki i wciąż nie mieć na to „papierów”. Ale gdy mówimy o spółce publicznej, wykształcenie jest wymagane.

Dlatego obecna zmiana może wyglądać dziwnie tylko wtedy, gdy patrzymy na nią jak na kolejne „odwołanie i powołanie”. W rzeczywistości bardziej przypomina uporządkowanie stanu, który od początku był tymczasowy. Adam Byglewski został wprowadzony do spółki jako człowiek od operacyjnej naprawy i praktycznego zarządzania, ale nie jako klasyczny prezes zarządu. Teraz, po konkursie, spółka otrzymuje prezesa spełniającego wymogi formalne, a Byglewski ma pozostać w PKS Nova jako dyrektor operacyjny.

Wojciech Sienicki nie przychodzi z zewnątrz jako osoba przypadkowa. Do tej pory pełnił funkcję doradcy ds. restrukturyzacji i – jak informuje spółka – uczestniczył w działaniach związanych z rozwojem oraz zmianami organizacyjnymi. PKS Nova przedstawia więc tę decyzję nie jako zerwanie z dotychczasowym kierunkiem, lecz jako wzmocnienie obecnego pionu zarządczego. Marszałek Łukasz Prokorym mówi o tandemie, który ma doprowadzić do tego, że przewoźnik będzie samowystarczalny.

To słowo – samowystarczalny – brzmi jednak w przypadku PKS Nova wyjątkowo ryzykownie. Bo o tym pisaliśmy już wcześniej: największym problemem tej spółki nigdy nie było samo nazwisko na drzwiach gabinetu prezesa. Problemem był model, w którym od przewoźnika oczekiwano rzeczy wzajemnie sprzecznych. PKS Nova miała nie przynosić strat, a jednocześnie nie zamykać nierentownych połączeń. Miała działać jak przedsiębiorstwo, ale pełnić społeczną misję. Miała wozić mieszkańców tam, gdzie autobus jest potrzebny, choć wiele takich tras nie ma szans utrzymać się wyłącznie z biletów.

W jednym z poprzednich tekstów pisaliśmy, że sama zmiana personalna niczego nie rozwiąże, jeśli za nią nie pójdzie nowy model finansowania i organizacji transportu. Bo autobus publiczny nie jest zwykłym produktem rynkowym. Nie można przykładać do niego wyłącznie miary zysku i straty, a potem dziwić się, że linie do mniejszych miejscowości wypadają z rozkładu. Dla młodzieży, seniorów, osób bez samochodu czy mieszkańców oddalonych wsi takie połączenie nie jest luksusem. To często warunek normalnego życia.

Dlatego ważniejsze od tego, kto formalnie zostaje prezesem, jest pytanie, czy województwo rzeczywiście zbuduje dla PKS Nova stabilne zasady działania. Wcześniej pojawiła się zapowiedź, że od 1 stycznia spółka ma stać się podmiotem powierzonym województwa i działać w formule in-house. To byłaby zmiana znacznie ważniejsza niż każda roszada personalna. Oznaczałaby bowiem, że samorząd województwa traktuje transport autobusowy jako usługę publiczną, a nie jako biznes, który ma sam się bilansować nawet tam, gdzie z definicji jest deficytowy.

Na tym tle nominacja Wojciecha Sienickiego jest raczej domknięciem formalnego układu niż politycznym trzęsieniem ziemi. Adam Byglewski pozostaje w spółce tam, gdzie jego doświadczenie może być najbardziej użyteczne – przy operacyjnym zarządzaniu, zmianach, analizie przewozów i codziennej logistyce. Sienicki ma natomiast wziąć na siebie formalną odpowiedzialność prezesa zarządu. Jeżeli ten tandem rzeczywiście ma działać, to jego sens będzie można ocenić nie po tytułach stanowisk, lecz po rozkładach jazdy, liczbie połączeń i kondycji finansowej spółki.

A ta kondycja wciąż jest trudna. Według informacji podawanych przy okazji sejmikowych dyskusji strata netto PKS Nova na koniec lutego 2026 roku wynosiła ponad 2,6 mln zł. W kwietniu większość w sejmiku zdecydowała o zwiększeniu poręczenia kredytu do 20 mln zł, głównie na działalność bieżącą. To pokazuje, że przed nowym prezesem nie stoi zadanie wizerunkowe, lecz bardzo konkretna i ciężka praca: modernizacja taboru, uporządkowanie siatki połączeń, stabilizacja finansów i przygotowanie spółki do nowego modelu działania.

Nie ma więc sensu sprowadzać tej zmiany do prostego pytania: „dlaczego znowu nowy prezes?”. Ważniejsze jest pytanie, czy tym razem za zmianą personalną idzie realny porządek. W styczniu można było odnieść wrażenie, że władze województwa próbują przykryć głębszy problem wymianą nazwiska. Teraz sytuacja jest inna. Formalny prezes został wybrany w konkursie, a człowiek od praktycznego zarządzania ma zostać w strukturze spółki. To może być logiczne rozwiązanie, pod warunkiem że nie stanie się tylko kolejnym komunikatem do mediów.

Bo mieszkańców Podlasia naprawdę nie obchodzi, czy PKS NOVA prowadzi prezes, prokurent, dyrektor operacyjny czy doradca ds. restrukturyzacji. Mieszkańców interesuje, czy autobus przyjedzie. Czy dowiezie dziecko do szkoły. Czy senior dotrze do lekarza. Czy z mniejszej miejscowości da się wyjechać rano i wrócić po południu. Czy rozkład będzie miał sens, a nie będzie jedynie tabelą pełną martwych godzin.

Dlatego nowy prezes PKS Nova nie dostaje czystej karty. Dostaje spółkę z historią błędów, napięć, politycznych uników i finansowych problemów. Ale dostaje też moment, w którym można jeszcze uporządkować system. Jeśli Wojciech Sienicki i Adam Byglewski rzeczywiście stworzą skuteczny duet, a samorząd województwa nie cofnie się przed odpowiedzialnością za transport publiczny, ta zmiana może okazać się czymś więcej niż kolejną roszadą.

Na razie warto powiedzieć jedno: sama nominacja nie rozwiązuje problemów PKS Nova. Ale tym razem przynajmniej da się ją logicznie wytłumaczyć. To nie tyle wymiana fachowca na fachowca, ile próba pogodzenia praktyki z formalnościami. A w spółce publicznej, niestety, czasem nawet najlepszy kierowca nie pojedzie dalej, jeśli nie ma właściwego prawa jazdy.

Granica polsko-litewska. Zatrzymano kuriera i 16 cudzoziemców

Granica polsko-litewska. Zatrzymano kuriera i 16 cudzoziemców

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali obywatela Ukrainy oraz 16 cudzoziemców, którzy nielegalnie przekroczyli granicę polsko-litewską.

Do działań doszło we wtorek, 9 czerwca. W gminie Szypliszki funkcjonariusze z placówki w Rutce-Tartak zatrzymali obywatela Maroka i sześciu obywateli Somalii, którzy chwilę wcześniej mieli przedostać się do Polski.

W rejonie miejscowości Krejwiany funkcjonariusz z Sejn, pełniący służbę z żołnierzem WOT, skontrolował audi na opolskich tablicach rejestracyjnych. Kierujący nim 30-letni obywatel Ukrainy miał przyznać, że przyjechał po migrantów. W pobliżu pojazdu zatrzymano pięciu obywateli Afganistanu.

Kolejnych czterech mężczyzn z Afganistanu zatrzymano po południu. Wszyscy ujawnieni cudzoziemcy zostali przekazani stronie litewskiej w ramach readmisji, a zatrzymany kurier pozostaje w dyspozycji Straży Granicznej.

Zdjęcie ilustracyjne

Sokółka. Kierowca stracił prawo jazdy po jeździe 141 km/h

Sokółka. Kierowca stracił prawo jazdy po jeździe 141 km/h

Policjanci z sokólskiej drogówki zatrzymali prawo jazdy 26-letniemu kierowcy BMW.

Do kontroli doszło na drodze wojewódzkiej W673 w pobliżu Grabowa. Mężczyzna jechał 141 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 90 km/h. Oznacza to przekroczenie prędkości o 51 km/h.

Kierowca, mieszkaniec powiatu augustowskiego, został ukarany mandatem w wysokości 1500 zł i 13 punktami karnymi.

Prawo jazdy stracił na 3 miesiące.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Ireneusz Gliniecki będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego

Białystok. Ireneusz Gliniecki będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego

Ireneusz Gliniecki od 1 września będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku.

Decyzję podjął we wtorek zarząd województwa podlaskiego. Wcześniej kandydaturę Glinieckiego rekomendowała komisja konkursowa. Nowy dyrektor ma prowadzić instytucję przez pięć sezonów artystycznych.

Gliniecki dotychczas pełnił obowiązki dyrektora teatru, a wcześniej był zastępcą dyrektora do spraw finansowych. Jest też byłym burmistrzem Rajgrodu i byłym komendantem policji w Grajewie.

Jednym z jego głównych zadań ma być zakończenie modernizacji siedziby teatru i przywrócenie działalności w tym miejscu.

Zdjęcie ilustracyjne

Śniadowo. Auto wjechało w przepust na DW 677

Śniadowo. Auto wjechało w przepust na DW 677

Na drodze wojewódzkiej nr 677 niedaleko Śniadowa samochód osobowy wypadł z trasy i uderzył w przepust.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek przed południem. Zgłoszenie do służb wpłynęło około godziny 11:40. Na miejscu pracowali policjanci, zespół ratownictwa medycznego, strażacy z JRG Łomża oraz druhowie z OSP Konarzyce i OSP Śniadowo.

Autem podróżowały dwie osoby. Mężczyzna wydostał się z pojazdu sam, a kobietę wyciągnęli strażacy. Oboje trafili na badania do szpitala.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża. Pijany kursant prowadził ciężarówkę podczas nauki jazdy

Łomża. Pijany kursant prowadził ciężarówkę podczas nauki jazdy

Pod Łomżą policjanci zatrzymali pijanego kursanta kierującego ciężarówką z naczepą podczas nauki jazdy.

Do kontroli doszło w Starych Kupiskach, w czasie działań „Trzeźwy Poniedziałek”. Za kierownicą pojazdu szkoleniowego siedział 39-latek przygotowujący się do egzaminu na kategorię C+E.

Badanie alkomatem wykazało u niego prawie 1,6 promila alkoholu. Policjanci zatrzymali mężczyźnie prawo jazdy kategorii B. Za jazdę w stanie nietrzeźwości grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Sprawdzane jest również, czy konsekwencje poniesie instruktor, który dopuścił kursanta do prowadzenia pojazdu. Instruktor był trzeźwy.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26

Podlaskie. Odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26

W kilku miejscach województwa podlaskiego 10 i 11 czerwca odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26.

Podlaski Urząd Wojewódzki zapowiada epizody na terenie Mielnika, Turośni Kościelnej, Poświętnego, Suraża, Łap i Łomży. Scenariusz zakłada rozległą awarię sieci energetycznej.

W działania będą zaangażowane samorządy oraz służby, między innymi Państwowa Straż Pożarna, Policja, 1 Podlaska Brygada Obrony Terytorialnej i Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Celem jest sprawdzenie procedur działania w sytuacji kryzysowej.

Mieszkańcy proszeni są o ostrożność przy pojazdach służb oraz nierozpowszechnianie zdjęć ani danych dotyczących lokalizacji i działań mundurowych.

Zdjęcie ilustracyjne

Sejny. Nastolatkowie odpowiedzą za jazdę „na jednym kole”

Sejny. Nastolatkowie odpowiedzą za jazdę „na jednym kole”

Sprawą dwóch nastolatków zatrzymanych na ulicach Sejn zajmie się sąd rodzinny.

Według policji 15- i 16-latek jechali motorowerami mimo znaku zakazu wjazdu, a następnie popisywali się jazdą „na jednym kole”. Zauważyli ich funkcjonariusze sejneńskiej drogówki patrolujący miasto nieoznakowanym radiowozem.

Nastolatkowie stracili prawa jazdy. Policjanci zatrzymali też dowody rejestracyjne jednośladów ze względu na ich niewłaściwy stan techniczny.

O dalszych konsekwencjach zdecyduje sąd rodzinny. W takich sprawach możliwy jest między innymi zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Zdjęcie ilustracyjne

Wielki test dla Łomży. Pociągi wracają tam po bardzo wielu latach.

Wielki test dla Łomży. Pociągi wracają tam po bardzo wielu latach.

14 czerwca 2026 roku Łomża ponownie znajdzie się na kolejowej mapie regionu. Po ponad trzech dekadach przerwy z miasta mają ruszyć regularne pociągi pasażerskie. Dla mieszkańców to wiadomość długo wyczekiwana, bo kolej oznacza wygodniejsze dojazdy do Białegostoku, nowe możliwości dla studentów, pracowników, rodzin i przedsiębiorców. To może być jeden z tych momentów, które realnie zmieniają codzienne życie miasta.

Ale powrót pociągów do Łomży będzie też czymś więcej niż transportowym świętem. Będzie wielkim testem odpowiedzialności kierowców, pieszych i rowerzystów. Przez ponad 30 lat mieszkańcy nie funkcjonowali w mieście, w którym regularny ruch kolejowy jest częścią codzienności. Wielu kierowców mogło przyzwyczaić się do przejazdów traktowanych niemal jak zwykły fragment drogi. Od 14 czerwca takie myślenie może być śmiertelnie niebezpieczne.

Ostrzeżenia te nie są przesadą i nie biorą się znikąd. W województwie podlaskim w ostatnich latach dochodziło do wielu niebezpiecznych zdarzeń z udziałem samochodów i pociągów. Szczególnie alarmujący był 2025 rok, gdy w regionie doszło do serii wypadków na przejazdach kolejowych. Według informacji podawanych przez lokalne media i służby, tylko w tym jednym miesiącu odnotowano siedem takich zdarzeń, a dwa z nich zakończyły się tragicznie.

Na początku lipca 2025 roku w Szyszkach pod Sokółką ciężarówka wjechała pod pociąg Polregio relacji Czyżew – Kuźnica. Siła uderzenia była tak duża, że wykoleił się pierwszy wagon. Pasażerowie zostali ewakuowani, kierowca ciężarówki został ranny, a straty po stronie kolei szacowano nawet na kilka milionów złotych. To przykład, że wypadek na przejeździe nie kończy się wyłącznie na uszkodzonym aucie. Może zatrzymać ruch kolejowy, narazić życie pasażerów i doprowadzić do ogromnych strat.

Kilka tygodni później niebezpiecznie zrobiło się także w okolicach Łomży. W miejscowości Modzele-Wypychy samochód osobowy zderzył się z pociągiem relacji Białystok – Ostrołęka. Według relacji świadków kierowca wjechał wprost pod jadący skład, który uderzył w tył auta. Mężczyzna sam wyszedł z pojazdu, ale trafił do szpitala na badania. Pociągiem jechało ponad 70 pasażerów. Tym razem obyło się bez ofiar, ale przebieg zdarzenia pokazuje, jak niewiele potrzeba, by zwykły przejazd przez tory zamienił się w dramat.

Jeszcze tragiczniejsze skutki miał wypadek na trasie Śniadowo – Mężenin. Kierujący volkswagenem 77-letni mężczyzna wjechał przed nadjeżdżający pociąg. Zginął na miejscu. Według wstępnych ustaleń policji najprawdopodobniej nie zatrzymał się przed znakiem STOP. To szczególnie ważna lekcja dla wszystkich kierowców: znak STOP przed torami nie jest formalnością. Nie jest sugestią. Nie jest czymś, co można zignorować, bo „przecież nic nie jedzie”. Przy torach taki odruch może decydować o życiu.

Do groźnego zdarzenia doszło również w Wołyńcach w powiecie sejneńskim, gdzie 19-letni kierowca osobówki wjechał na niestrzeżony przejazd pod nadjeżdżający pociąg towarowy. Mężczyzna został przewieziony do szpitala, a na miejscu interweniowały służby ratunkowe. W Dziękoniach natomiast opel wjechał na niestrzeżony przejazd i zderzył się z lokomotywą PKP Cargo. Kierowca samochodu zginął.

Te zdarzenia układają się w bardzo czytelny obraz. Problemem nie jest sama kolej. Problemem jest rutyna, pośpiech, ignorowanie znaków, jazda „na pamięć” i przekonanie, że skoro przez lata nic się nie działo, to nic się nie stanie również tym razem. W Łomży to ryzyko może być szczególnie duże, bo powrót regularnych pociągów zmieni sytuację, do której wielu uczestników ruchu nie jest przyzwyczajonych.

Dlatego apel, by przy przejazdach kolejowych zachować szczególną ostrożność, trzeba potraktować poważnie. W rejonie torów nie powinno się jechać z głośną muzyką, rozmawiać przez telefon, patrzeć w ekran, przechodzić w słuchawkach odcinających od otoczenia ani przejeżdżać rowerem bez upewnienia się, że nic nie nadjeżdża. Pociąg nie zatrzyma się tak jak samochód. Maszynista może widzieć zagrożenie, może hamować, może użyć sygnału dźwiękowego, ale fizyki nie oszuka.

Powrót kolei do Łomży jest ogromną szansą. Może ułatwić codzienne dojazdy, poprawić dostępność komunikacyjną miasta, wzmocnić lokalną gospodarkę i sprawić, że Łomża stanie się atrakcyjniejszym miejscem do życia, pracy i inwestowania. Ale ten sukces będzie pełny tylko wtedy, gdy mieszkańcy od pierwszych dni potraktują tory z należytą powagą.

14 czerwca nie zaczyna się wyłącznie nowy rozdział w komunikacji. Zaczyna się także test. Test dla kierowców, pieszych i rowerzystów. Test z cierpliwości, wyobraźni i odpowiedzialności. Oby Łomża zdała go bez wypadków.

Łosieniec. Motocyklista zderzył się z dzikim zwierzęciem

Łosieniec. Motocyklista zderzył się z dzikim zwierzęciem

W pobliżu Łosieńca doszło dziś po południu do wypadku z udziałem motocykla.

Na trasie Ostra Góra – Niemczyn motocykl zderzył się z dzikim zwierzęciem. Pojazdem podróżowały dwie osoby.

Na miejsce wezwano strażaków, policję i zespół ratownictwa medycznego. Po przebadaniu uczestników zdarzenia okazało się, że nie wymagają hospitalizacji.

Okoliczności wypadku ustala sokólska policja.

Zdjęcie ilustracyjne

Powiat sokólski. Strażacy interweniowali przy drzewach i ognisku

Powiat sokólski. Strażacy interweniowali przy drzewach i ognisku

Strażacy z powiatu sokólskiego mieli w sobotę kilka interwencji związanych z powalonymi drzewami, pomocą medykom i zagrożeniem pożarowym.

Rano zastęp OSP Sidra usuwał drzewo, które spadło na drogę w Wandzinie. W Krynkach strażacy pomagali medykom otworzyć drzwi do mieszkania przy ul. Bema. Przebywający tam mężczyzna został przewieziony do szpitala.

Przed południem zabezpieczano też skrzyżowanie ul. Skłodowskiej-Curie i Obwodowej, gdzie drzewo oparło się o przewody elektryczne i doszło do iskrzenia. Awarię usunęli energetycy.

Po południu zastępy z Dąbrowy Białostockiej i OSP Ostrowie interweniowały w Kropiwnie. Przy domu paliło się duże ognisko, a ogień zagrażał budynkowi. Strażacy szybko je ugasili. Kolejna akcja dotyczyła usunięcia drzewa z drogi.

Zdjęcie ilustracyjne