Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Moja żona Asia już się nie pyta „po co?”, z radością głaszcze mnie po głowie. Co myśli, nie pytam ze względów bezpieczeństwa. Oto wyjątkowy, kolejny sprzęt dotarł do mojego muzeum. W końcu mam pełen zestaw, no może prawie. Otóż nadajnik dalekopisu, był niezbędny do nadawania powtarzalnych, identycznych wiadomości. Zwanych często okólnikami, na przykład rozsyłanych po wszystkich gminach. Pasek z informacją można było wielokrotnie nadać dzwoniąc pod kolejne numery.

Urządzenie ma 50 lat, nic nie robiłem przed uruchomieniem, jedynie sprawdziłem czy się silnik obraca, po podłączeniu ożył i zaczytał stary pasek informacji. Nie muszę pisać, że jest to kolejne uratowane dzieło sztuki dawnych inżynierów, wiem że to wiecie.

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Domki jak z Castoramy i bieda-kopia jarmarku w Białymstoku. A ceny wyższe jak w Niemczech!

Domki jak z Castoramy i bieda-kopia jarmarku w Białymstoku. A ceny wyższe jak w Niemczech!

Przeszedłem się po monachijskich ryneczkach świątecznych, które na cześć Dzieciątka Jezus nazywają się Christkindlmarkt. Jest ich wiele, praktycznie każda dzielnica ma swój, ryneczki są też w większych parkach miejskich. Skupię się na tym centralnym pod ratuszem.

Powitała mnie para tancerzy, uplecionych z kolorowych łańcuchów świetlnych, których charakterystyczny strój zdradza, że to makieta Schäfflertanz. To taki prastary zwyczaj wywodzący się z czasu epidemii dżumy, kiedy to członkowie cechu bednarzy tańczyli na ulicach, by przywrócić normalność w zastraszonym społeczeństwie i wywabić ludzi na ulice.

Tuż za tą powitalną bramą zastaję złożone ze starannie ociosanych drewnianych bali chatki, z których sprzedawane są różności: najwięcej miejsca zajmuje oczywiście grzane wino (ze „strzałem” z rumu lub bez) i inne ciepłe napoje, oczywiście piwo, kiełbaski, golonki, słodycze, ręcznie robione ozdoby świąteczne i inne artefakty odzwierciedlające miejscowe tradycje. Chatki są bogato ozdobione i oświetlone, noszą na sobie mnóstwo snycerskiego kunsztu i oferują gościom schronienie przed wiatrem lub opadami. Na środku ryneczku gości wabi bardzo filigranowo wykonana piramidka świąteczna – to taka tradycyjna ozdoba świąteczna, która na wierzchołku ma śmigło napędzane ciepłym powietrzem znad płomieni świec. Tu w kilkumetrowej wersji makro.

Nie byłbym sobą, gdybym nie obrał najkrótszej drogi do grzanego wina. Odziana w bawarski Dirndl, uśmiechnięta kobieta koło sześćdziesiątki pyta „Servus, wos deaf’s denn sei?”, proszę więc o kubek osławionego wina – bez „strzału”, bo zamierzam jeszcze pospacerować i cokolwiek ze spaceru zapamiętać. Przyglądam się, jak kobieta chwyta ceramiczny kubek ozdobiony ilustracją tegorocznego ryneczku i chochlą wypełnia go po brzegi pachnącym winem, które na miejscu przyprawiane jest goździkami, skórą pomarańczy i laskami cynamonu.

Obok kotła stoi tabliczka informująca mnie o pochodzeniu surowca. Dziękując przyjmuję podany mi oburącz (bym się nie poparzył!) kubek i płacę pani pięć Euro za wino i półtora kaucji za kubek. Ordnung muss sein. Kiedy podciągam ze zdumieniem brwi, pani tłumaczy, że ja-ja… ona ma świadomość, że cena wzrosła aż o jedną czwartą od zeszłego roku, takie życie.

Zdumienie moje nie tyle dotyczyło ceny wina i pięknego kubka, co rozbieżności między tym, co dostaję tutaj w Białymstoku, a… ano właśnie. Kilka dni wcześniej wyszedłem z rodziną z przedstawienia teatralnego w Kinie Ton i zaproponowałem wizytę na jarmarku świątecznym. Przed dziewiątą wieczorem w sobotę, odwracając wzrok od oślepiająco błyskającego diabelskiego koła, weszliśmy na ryneczek i zastaliśmy pozamykane na cztery spusty, pomalowane na szaro, domki narzędziowe podobne do tych w Castoramie.

Na drugim końcu, bliżej ulicy Lipowej, kilka domków miało otwartą klapę, sprzedawane było tu grzane wino, plastry boczku i kiełbasy z metalowej płyty, po drugiej stronie świąteczne ozdoby. Ten pierwszy powitał mnie tablicą z napisem „GRZANIEC BIAŁOSTOCKI 13% – 280 ml – 29 zł”, wiszącą nad stosem tekturowych kubków oraz gryzącym zapachem etanolu. Zrezygnowałem. Sprawiłem za to radość córce kupując jej pięć truskawek nawleczonych na patyk i polanych czekoladą za jedyne 24 złote.

Można to tak zostawić, ale nie oprę się pewnej konkluzji: Otóż miejscowi przedsiębiorcy zainspirowali się wyżej opisanym bawarskim fenomenem i postanowili go dla nas skopiować. So far, so good. Teraz są dwa warianty: robimy kopię-kopię, czyli zamawiamy kosztowne domki z bali, prace snycerskie, ozdoby, kubki ceramiczne itp. frykasy? – Nie, bo to kosztuje i trzeba będzie koszty przerzucić na klienta, a z pustego trudno czerpać.

Decydujemy się więc na bieda-wersję, domki narzędziowe z desek i papierowe kubki, wszak to nie Monachium, gdzie średnio zarabia się ok. 57200 Euro per annum, a miesięczny koszt najmu 50m² mieszkania przekracza Euro dwa tysiące. Też dobrze. Ale krzyżówka obu pomysłów rezultuje w słabej jakości i wysokich cenach (i dużych zyskach!).

Tutaj zaczyna się nasza rola jako konsumentów. Zacznijmy wymagać minimum przyzwoitości. Chcecie, byśmy płacili bawarskie ceny, to nam dajcie bawarski ryneczek. Chcecie nam dać białostocki jarmark – bo takie są realia – to dostaniecie białostockie pieniądze. Bo takie są realia.

Nie bądźmy skąpi, bo wtedy… nie, nie będę cytował pana Kononowicza. Płaćmy i wymagajmy. Nie tylko na jarmarku, ale i w restauracjach, przy zakupie mieszkania i przy wyborze polityków. Na dobre nam wszystkim wyjdzie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przyjeżdża Mikołaj z Laponii. Białystok i Suwałki włączają choinki.

W Białymstoku i Suwałkach rozpoczęło się oczekiwanie na jeden z najbardziej nastrojowych momentów grudnia — uroczyste oświetlenie miejskich choinek. To wydarzenia, które co roku gromadzą mieszkańców i wprowadzają miasta w atmosferę nadchodzących świąt.

W Białymstoku żywa choinka miejska stoi tradycyjnie przy pomniku Józefa Piłsudskiego. Rozbłyśnie już jutro – 6 grudnia, a zgodnie z wieloletnią tradycją towarzyszyć temu będzie przyjazd Mikołaja z Rovaniemi. Gość z Laponii, wspólnie z białostoczanami, około godziny 17 uruchomi świąteczne iluminacje na miejskim drzewku. Atrakcje rozpoczną się wcześniej. Od godziny 15 zaplanowano występy artystyczne i koncerty, a dla uczestników przygotowano konkursy z nagrodami. Już od południa najmłodsi będą mogli porozmawiać telefonicznie z Mikołajem w specjalnie przygotowanej strefie. Przyjazd Mikołaja z Laponii od lat stanowi jedną z największych atrakcji wydarzenia.

Świąteczny klimat zagości również w Suwałkach. O godzinie 17 na Placu Marii Konopnickiej rozpocznie się uroczyste rozświetlenie miejskiej choinki. Wydarzeniu będzie towarzyszyć widowisko muzyczno-taneczne „Magiczny Wieczór”. Na scenie zaprezentują się artyści ze Studia Tańca Radość z Suwalskiego Ośrodka Kultury, zespół Wyszywanka z Związku Ukraińców w Suwałkach oraz zespół Pierwiosnki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wspólne występy stworzą wyjątkową, świąteczną atmosferę, która co roku przyciąga mieszkańców w centrum miasta.

Oba wydarzenia, choć odbywają się w różnych miastach, mają wspólny cel — symbolicznie rozpocząć czas świątecznej radości, łącząc mieszkańców we wspólnym przeżywaniu grudniowej tradycji. Podlaskie po raz kolejny udowadnia, że magia świąt zaczyna się od światła, muzyki i wspólnoty.

Partnerzy portalu:

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Od ponad trzydziestu lat funkcjonuję w życiu codziennym jako osoba z niepełnosprawnością. Po niefortunnym zdarzeniu losowym poruszam się na wózku inwalidzkim. Przez lata obserwacji dostrzegam dwa istotne elementy, które w dużym stopniu zaburzają obraz osób z niepełnosprawnością (OzN). Po pierwsze – to, co widzimy na znaku drogowym: sylwetkę osoby na wózku. I właśnie w ten sposób niejednokrotnie utożsamia się wszystkich, którzy mają jakąkolwiek niepełnosprawność – wyłącznie z problemami w poruszaniu.

Ktoś, kto nigdy nie miał styczności z tym zagadnieniem, pytany o to, z czym kojarzy mu się niepełnosprawność, odpowie zwykle, że z wózkiem. Taka perspektywa sprawia, że pozostałe rodzaje niepełnosprawności są spychane na margines, traktowane po macoszemu, choćby w kontekście dostępności. Mylnym jest twierdzenie, że jeśli zapewniamy dostęp dla osoby poruszającej się na wózku, to możemy ogłosić pełną dostępność. Ponadto same osoby korzystające z wózka są „naznaczone” ciężarem tego symbolu. To sytuacja, w której inni mylnie zakładają, że skoro ktoś porusza się na wózku, to doświadcza wszystkich możliwych rodzajów niepełnosprawności.

Drugim, nie mniej istotnym elementem jest ukazywanie osób z niepełnosprawnością wyłącznie jako herosów albo jako jednostek całkowicie zależnych. W pośpiechu szukania sensacji zgubiliśmy gdzieś zwyczajny obraz ludzi, którzy – podobnie jak osoby określane jako sprawne – wypełniają codzienne role społeczne. Są ojcami, matkami, uczniami czy pracownikami. Zrozumiałe jest, że sensacje się sprzedają, ale to właśnie one wypaczają rzeczywistość.

Jeżeli chcemy doprowadzić do sytuacji, w której będziemy wspólnie funkcjonować po ludzku w codziennym życiu, edukacja o różnorodności, tolerancji i różnych sposobach funkcjonowania powinna zaczynać się już w szkole podstawowej. Przykładowo – godziny wychowawcze są idealnym momentem, by poruszać tego typu tematy. W ostatecznym rozrachunku efektem takich działań będzie postrzeganie osoby nie jako ciężaru, lecz – przy odpowiednim systemie wsparcia – jako cennego zasobu.

Marzy mi się przestrzeń, w której nie patrzymy na siebie jak na „UFO”, a jeśli nie mamy wewnętrznej potrzeby poznania drugiego człowieka, to przynajmniej zwyczajnie sobie nie przeszkadzamy. OzN to grupa, która mimo że odbiega od kanonu piękna wykreowanego przez lekko zblazowane media, w niczym nie różni się od ogółu w przeżywaniu codziennych perypetii. Może mamy ich po prostu trochę więcej. Bądźmy piękni i rumiani – każdy z nas jest inny. Gdybyśmy byli tacy sami, świat byłby zwyczajnie nudny.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie – Kraina Trzech Żywiołów i serce Ultra Ducha Puszczy. To naprawdę przepiękny film!

Podlasie to miejsce, w którym świat zwalnia. Gdzie poranki wypełnia mleczna mgła unosząca się nad polami, a wieczory witają dźwiękami natury – tak bliskiej, tak dzikiej, że aż czuć jej puls. To przestrzeń, w której majestat Puszczy Białowieskiej spotyka się z ciepłem ludzi, tworząc atmosferę pełną spokoju, a jednocześnie otwartą na przygodę. Tutaj każdy oddech jest głębszy, a każdy krok prowadzi w stronę czegoś pierwotnego i prawdziwego.

Podlasie to wolność. Wolność drogi prowadzącej przez bezkresne pola, wolność szlaków, które pamiętają historie wielu pokoleń, wolność ukryta w cieniu drzew starszych niż niejedna opowieść. To magia, której nie da się streścić jednym zdaniem. Można ją tylko doświadczyć — zobaczyć, dotknąć, poczuć… i pozwolić jej zostać w sobie na długo.

Ale Podlasie to także kultura, żywa jak las po deszczu. Złote kopuły cerkwi odbijają się tu w taflach jezior, a dźwięk dzwonów miesza się z szumem wiatru w koronach drzew. Wiara, tradycja i natura przenikają się tu każdego dnia, tworząc jedną melodię — spokojną, autentyczną i głęboko poruszającą. Ludzie są serdeczni, prawdziwi i zanurzeni w tej samej energii, która napędza każdy kilometr tej ziemi.

To wszystko możemy poczuć oglądając powyższy film — jakbyśmy przez chwilę sami stali w tej mglistnej dolinie, słyszeli szum puszczańskich drzew i czuli wolność podlaskich szlaków. Obraz prowadzi nas tak, jakby Podlasie otwierało się tuż przed nami. To zaproszenie do świata, w którym żywioły naprawdę żyją, a my możemy poczuć ich puls nawet przed ekranem.

Partnerzy portalu:

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czytając komentarze mieszkańców, można zauważyć spory zawód tegorocznym jarmarkiem świątecznym. A przecież dopiero się zaczął! Czy to zwykłe narzekanie, czy może faktycznie jest coś na rzeczy? Wybraliśmy się na miejsce, by sprawdzić, co w tym roku jarmark ma do zaoferowania.

Zacznijmy od najważniejszego. Miasto nie jest organizatorem jarmarku. Tym zajmuje się Fundacja Szamto, partnerem jest Miasto Białystok, a przedsięwzięcie wspiera Województwo Podlaskie. Zatem wszelkie kwestie związane z wystawcami, oferowanymi produktami oraz jakością atrakcji nie podlegają urzędnikom. Jeśli więc ktoś wybrał się na karuzelę i mu się nie podobało, albo uznał, że kiełbasa była niesmaczna, to nie może obwiniać magistratu. Warto jednak dodać, że wszystko, co znajdowało się na stoiskach gastronomicznych, wyglądało bardzo apetycznie! Poza tym nie ma tu „krakowskich” cen (choć tanio też nie jest).

Skupiając się na narzekaniach mieszkańców, trzeba wyjaśnić, czym są zawiedzeni. Otóż nie konkretnymi atrakcjami czy ofertą gastronomiczną, lecz całą organizacją jarmarku. Wystarczy zobaczyć nagrania sprzed poprzednich lat, by zauważyć, że te jarmarki prawie niczym się od siebie nie różnią. I właśnie o to ludzie mają największe pretensje — co roku jest to samo. A białostoczanie chcieliby być zaskakiwani. Swoją drogą, zapewne byliby, gdyby w tym roku nie przyjechał Mikołaj z Laponii. A on będzie. Znów, jak co roku!

Warto też wsłuchać się w głos prawosławnych mieszkańców, których w regionie nie brakuje, a którzy świętują dopiero 6 stycznia. Tymczasem jarmark zwija się tuż przed Wigilią.

Kolejna rzecz, która nie podoba się mieszkańcom, to wielkość jarmarku. Gdyby miasto choć raz postanowiło zrobić coś z rozmachem, jarmark mógłby ciągnąć się od dworca kolejowego, przez ul. św. Rocha, Lipową, Rynek Kościuszki, Kilińskiego, aż po Teatr Dramatyczny, a nawet Planty. Możecie zapytać: skąd wziąć tylu wystawców? To bardzo proste. Na jarmarku nie stoi każdy, kto chce, lecz każdy, kto… zapłaci. To cena reguluje, ilu wystawców wybierze akurat nasze miasto, zamiast innych. Gdyby Białystok ogłosił, że organizuje największy w Polsce jarmark świąteczny, a każdy chętny może wystawić się w atrakcyjnej cenie, zalew turystów i ich pieniędzy napędziłby lokalną gospodarkę. Ale żeby coś takiego zrobić, trzeba mieć trochę fantazji. W Białymstoku szczytem fantazji jest organizowanie głosowań na temat stworzenia linii autobusowej. Więc sami sobie dopowiedzcie, czego możecie się spodziewać zimą przez najbliższe lata. Tego samego.

Na szczęście w 2029 roku Tadeusz Truskolaski wreszcie skończy kadencję i nie będzie mógł startować ponownie. Jest więc szansa, że za cztery lata ostatni raz zobaczymy identyczny jak co roku jarmark, a potem pojawi się ktoś nowy i zaproponuje coś świeżego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę
fot. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę

Modernizacja systemów sterowania ruchem kolejowym na stacji Sokółka ma zwiększyć przepustowość i bezpieczeństwo prowadzenia ruchu – szczególnie dla pociągów towarowych kursujących w kierunku Białegostoku, Suwałk i granicy państwa. Dotychczasowe urządzenia zostaną zastąpione komputerowymi systemami sterowania, a obsługa ruchu będzie prowadzona z nowej, scentralizowanej nastawni. Obecnie pracę wykonują trzy oddzielne posterunki.

Nowy budynek nastawni zostanie przygotowany do pełnienia w przyszłości funkcji Lokalnego Centrum Sterowania, co umożliwi nadzorowanie większego obszaru sieci kolejowej. Inwestycja obejmie również przebudowę rozjazdów i dostosowanie układu torowego do nowych rozwiązań sterowania. Z wykonawcą – konsorcjum firm Intop S.A. i Intop Warszawa Sp. z o.o. – podpisano umowę o wartości 188,3 mln zł netto. Zakres podstawowy to 80,2 mln zł, natomiast pozostała część stanowi pakiet opcji. Na realizację prac projektowych i budowlanych przewidziano 36 miesięcy, a zakończenie inwestycji planowane jest w 2028 roku.

W podstawowym zakresie modernizacji przewidziano przebudowę ośmiu obiektów inżynieryjnych na linii Geniusze – Sokółka – Kuźnica. Obejmie to m.in. mosty i przepusty przystosowane do przejazdu ciężkich składów, w tym na szerokim torze linii nr 57. Zaplanowano również uruchomienie mijanki w Czuprynowie, co ułatwi prowadzenie ruchu na odcinku szerokotorowym. Opcje zawarte w umowie zakładają dodatkowe prace, w tym przebudowę peronu wyspowego nr 2 w Sokółce i modernizację infrastruktury umożliwiającą obsługę dłuższych składów (do 750 m) oraz podniesienie maksymalnej prędkości między stacjami do 160 km/h. Realizacja tych elementów będzie zależna od dostępności dodatkowego finansowania.

Linia szerokotorowa Geniusze – Kuźnica była modernizowana w latach 2019–2023. W ramach tamtych prac przebudowano 27 km torów, 16 obiektów inżynieryjnych oraz 16 przejazdów kolejowo-drogowych. Na stacjach w Kuźnicy, Sokółce i Geniuszach powstały tory umożliwiające przyjmowanie składów towarowych o długości do 1050 m. Obecnie planowane działania mają uzupełnić wcześniejszy zakres i doprowadzić infrastrukturę do zakładanych parametrów technicznych i eksploatacyjnych.

Modernizacja będzie miała również znaczenie dla lokalnej gospodarki. Sprawniejsza odprawa pociągów towarowych, większa przepustowość linii oraz możliwość obsługi dłuższych składów mogą ułatwić działalność przedsiębiorstw korzystających z transportu kolejowego lub planujących taką współpracę. Stabilniejszy i bardziej przewidywalny ruch na linii do granicy sprzyja rozwojowi firm logistycznych, produkcyjnych i magazynowych, a poprawiona infrastruktura może zwiększyć atrakcyjność Sokółki jako miejsca do lokowania nowych inwestycji – zwłaszcza dla podmiotów działających w handlu zagranicznym i transporcie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak brzmią Wzgórza Sokólskie. Odkryjcie Podlaskie szepty.

„Podlaskie szepty” to jeden z tych projektów, które trudno zamknąć w jednej kategorii. To nie tylko sztuka wizualna, nie tylko muzyka elektroniczna – to próba stworzenia nowego języka opowiadania o Podlasiu. Języka, który działa nie przez opis, ale przez doświadczenie. Twórcy projektu sięgają po obraz i dźwięk, by uchwycić to, co w Wzgórzach Sokólskich ulotne: rytm krajobrazu, jego wewnętrzną energię, ciszę i nieoczywisty mistycyzm. To region, który nie potrzebuje wielkich słów – wystarczy wejść w jego przestrzeń, żeby poczuć, że dzieje się w niej coś wyjątkowego.

Za warstwę audio odpowiada Michał Gieniu­s­z – MUTANAUM. Jego kompozycje powstają na styku elektroniki, wokalnych struktur i field recordingu. To właśnie nagrania terenowe – szelest liści, echo pustych wzgórz, wiatr, ptaki, naturalna akustyka miejsc – stają się osią narracyjną. Dźwięki nie są tu dodatkiem do obrazu. One prowadzą odbiorcę. Tworzą przestrzeń, w której można się zatrzymać i naprawdę usłyszeć region, zamiast tylko go oglądać. To dźwiękowe mapy, które otwierają głowę bardziej niż tradycyjna ścieżka muzyczna.

„Podlaskie szepty” nie próbują być dokumentem w klasycznym znaczeniu. To raczej artystyczna medytacja nad miejscem – subtelne kadry spotykają się z wielowarstwowymi dźwiękami, tworząc immersyjną całość. Wspólny język wizualnych i dźwiękowych gestów pozwala wejść głębiej: w atmosferę, w rytm, w tożsamość Wzgórz Sokólskich. To zaproszenie, by nie tylko zobaczyć region, ale dać się mu poprowadzić.

Po co to wszystko? Celem projektu jest zwrócenie uwagi na niepowtarzalność tej części Podlasia. Nie przez głośne hasła, lecz przez ciszę i uważność. Przez pokazanie, że w naturze i historii regionu kryje się coś, co łatwo przeoczyć – chyba że pozwoli się sobie naprawdę stanąć, posłuchać i spojrzeć. „Podlaskie szepty” to opowieść o miejscu, w którym przeszłość, teraźniejszość i dzika natura splatają się w jedną przestrzeń. Przestrzeń, którą warto poznać – nawet jeśli zaczyna się od cichego szeptu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jarmark świąteczny w Białymstoku. Zaczyna się w ten weekend!

Białystok po raz kolejny rozbłyśnie tysiącami światełek, witając mieszkańców i turystów na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Wydarzenie, które na dobre wpisało się w zimowy kalendarz miasta, potrwa w tym roku od 29 listopada do 23 grudnia, zamieniając Rynek Kościuszki w świąteczne miasteczko pełne smaków, zapachów i wyjątkowych atrakcji.

Centrum miasta ponownie zamieni się w krainę światła i dekoracji. Na odwiedzających czekają choinki, nowe iluminacje, ozdobne girlandy oraz karuzele, które stworzą bajkową atmosferę zarówno w dzień, jak i po zmroku. Wśród stoisk znajdzie się ponad 70 wystawców – rękodzielników, twórców dekoracji, producentów kosmetyków i przekąsek, którzy przywiozą do Białegostoku wszystko, co potrzebne, by przygotować dom na Święta.

Będą też dwie strefy gastronomiczne, gdzie wypijemy grzaniec, gorącą czekoladę. Zjemy też aromatyczne grillowane potrawy oraz bogactwo słodkości. Na odwiedzających czekać będą m.in. langosze, kołacze, churrosy, chrupiące frytki, pączki na ciepło i owoce w czekoladzie. To idealne miejsce na zimowy spacer zakończony pyszną przekąską. Powracają również uwielbiane misiowe kubki, które stały się kolekcjonerskim symbolem jarmarku. To prosty sposób, by zabrać ze sobą kawałek świątecznej atmosfery do domu.

Aleja handlowa:

  • pon.–czw. → 11:00–18:00
  • pt.–sob. → 11:00–20:00
  • niedz. → 10:00–17:00

Strefa gastro:

  • pon.–czw. → 12:00–20:00
  • pt.–sob. → 11:00–22:00
  • niedz. → 10:00–20:00

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy ktoś jeszcze tak gotuje? Zaguby z Podlasia – smak dzieciństwa na talerzu.

Zaguby to jedno z najbardziej charakterystycznych i nieco zapomnianych dań Podlasia. Proste, sycące, ale o niezwykle bogatym smaku. Choć wyglądem przypominają pierogi, mają swój własny rytm i charakter. To potrawa, która powstała z potrzeby wykarmienia rodziny tym, co było pod ręką: ziemniakami, kapustą i mąką. Mimo skromnych składników zaguby należą do dań, które pamięta się na długo. Aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że na Podlasiu zostały przyćmione babką ziemniaczaną czy kartaczami.

Sercem zagubów jest farsz – surowe, tarte ziemniaki połączone z dobrze ukiszoną, wyrazistą kapustą. Ten duet sprawia, że potrawa jest jednocześnie delikatna i konkretna. Całość zawija się w bardzo cienko rozwałkowane ciasto, przypominające pierogowe, lecz bardziej elastyczne dzięki użyciu wrzątku. Po zlepieniu zaguby trafiają do garnka i gotują się, aż osiągną miękkość, której nie da się pomylić z żadnym innym daniem.

Tradycyjnie podaje się je ze skwarkami lub zasmażką przygotowaną z cebuli i surowego boczku. To właśnie ta tłusta, aromatyczna polewa nadaje zagubom pełnię smaku i sprawia, że trudno poprzestać na jednej porcji. To idealne danie na chłodne dni – gęste, rozgrzewające i tak domowe, że od razu myśli się o kuchni babci i zapachu gotującego się obiadu w rodzinnych stronach.

Przepis na zaguby z ziemniakami i kiszoną kapustą

Składniki:

1 kg obranych ziemniaków

200 g kiszonej kapusty

600 g mąki pszennej

270 ml wrzącej wody

1 łyżka majeranku

2 cebule

300 g surowego boczku

sól, pieprz do smaku

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasianie na Eurowizji. Zobacz wyjątkowy film dokumentalny.

Końcówka 2024 roku i początek 2025 był niesamowitym okresem dla Podlasia. Za sprawą artystów Sw@dy i Niczosa, nasz region był na ustach wielu osób w kraju. Oto ta dwójka mogła nas reprezentować na Eurowizji w Szwajcarii. Byli niezwykle blisko, bo zajęli drugie miejsce, chociaż zasługiwali na pierwsze. Bo jak pamiętamy, konkurs piosenki w Polsce wygrała Justyna Steczkowska, z której popularnością nie mieli szans. Zatem rywalizacja już od początku była mocno nierówna.

Eurowizja co do zasady nie jest dla znanych artystów, więc udział polskiej piosenkarki w tym konkursie nie powinien mieć miejsca. Ale w sprawach show-biznesu nigdy nie jest uczciwie. Na koniec i tak wyszło jak bardzo bezsensowne było stawianie na Steczkowską. W finale zajęła już dalekie 14. miejsce. Mimo, że jest piosenka Gaja była naprawdę niezłym show. Jesteśmy przekonani, że Sw@da i Niczos zajęli by dużo lepsze miejsce. I nie piszemy tego przez jakiś „żal”, a z obiektywnych względów.

Należy bowiem przypomnieć, że w Eurowizji trzeba zdobywać głosy Europejczyków, a nie Polaków. Wystarczy posłuchać rozgłośni radiowych w innych krajach, by usłyszeć różnice w gustach pomiędzy nami a innymi. Południe ma zupełnie swoje klimaty, zachód jeszcze inne, północ tak samo. Ten styl widać także co roku w występach Eurowizji. Zatem żeby wygrać taki konkurs trzeba podejść do sprawy taktycznie, a nie artystycznie.

I tu wracamy do grudnia 2024, gdy zaczął powstawać dokument „Podlasie Bounce Universe”. Warto zobaczyć ten cały proces od środka. Jak piszą autorzy to przelot bez trzymanki przez współczesne Podlasie w zderzeniu z Eurowizyjną przygodą Sw@dy i Niczosa. Pytania o moc i sens korzeni w 2025 roku. Dzikość pogranicza, telewizyjny blichtr, kaliady po svojomu. Dokument powstał podczas 4 dni zdjęciowych w okresie pomiędzy grudniem 2024, a lutym 2025.

Reżyserią, zdjęciami i montażem zajął się Karol Moch. Wsparcie operatorskie było po stronie Jacka Ryżyńskiego i Dawida Romańskiego. Ujęcia dronowe zapewnił Maciek Korsan.

Partnerzy portalu:

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem
fot. LTG Link

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem

Świąteczne pociągi LTG Link – naszego litewskiego sąsiada – wracają już po raz czwarty, ponownie zamieniając trasy w pełne świateł i muzycznych dekoracji wagony. Tegoroczna edycja zaczyna się właśnie dziś – 20 listopada i potrwa do 11 stycznia. W wybranych składach pojawią się zupełnie nowe iluminacje inspirowane muzyką.

Dla mieszkańców Podlaskiego to świetna okazja, by połączyć wizytę w Wilnie z wyjątkową, świąteczną podróżą pociągiem. Z naszego regionu codziennie odjeżdża pociąg. Zatrzymuje się w Czyżewie, Łapach, Białymstoku, Sokółce, Augustowie czy Suwałkach. Następnie dojeżdża do litewskiej Mockavy. Tam przesiadamy się do świątecznego pociągu (na tym samym bilecie) i to właśnie tam zaczyna się świąteczna magia. Warto dodać, że po dojechaniu do Wilna, dalej (ale już z osobnym biletem) można ruszyć w dalszą świąteczną podróż.

Warto pamiętać, żeby wybrać wagon numer 2.

Magiczne pociągi kursują na trasach

  • Wilno – Mockava (Warszawa) – dekoracje w wagonie 2 oraz w klasie 1
  • Wilno – Kowno – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Troki – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Kłajpeda – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

  • Wilno – Turmont – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

LTG Link zachęca do wcześniejszego zakupu biletów, zwłaszcza na weekendy. W tych dniach obsługa będzie dodatkowo sprawdzać bilety jeszcze przed wejściem do świątecznie udekorowanych wagonów. Na pozostałe przejazdy bilety będą dostępne jak zwykle. W przypadku zakłóceń lub zmian w ruchu świąteczne pociągi mogą zostać zastąpione standardowymi składami lub transportem zastępczym. Obowiązują wtedy ogólne zasady przewozów LTG Link.

Rozkład jazdy świątecznego pociągu

Mockava → Wilno<

Okres kursowania Godzina odjazdu z Mockavy
21–30 listopada 15:11
1–13 grudnia 15:11
14–31 grudnia 9:09, 15:07, 21:04
1 stycznia 9:09, 15:07, 21:04

Wilno → Mockava

Okres kursowania Godzina odjazdu z Wilna
21–30 listopada 12:35
1–13 grudnia 12:35
14–31 grudnia 6:27, 12:35, 18:30
1 stycznia 6:27, 12:35, 18:30

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy warto jechać do Suwałk poza sezonem? Jeszcze jak! Oto dlaczego.

Suwałki poza sezonem mają ten niezwykły urok, którego trudno zaznać latem – spokój, przestrzeń i czystą naturę bez tłumów turystów. Gdy opadnie gwar wakacyjnych miesięcy, miasto odkrywa swoje prawdziwe oblicze: powolne, harmonijne, pełne lokalnego klimatu i dzikiej przyrody, która wciąż pozostaje na wyciągnięcie ręki.

Jesień i wczesna wiosna to najlepszy moment na odkrywanie samego miasta, powolne spacerowanie po nim, oglądanie zabytków i innych klimatycznych miejsc. Ale to także dobry czas na spędzanie dnia nad pobliskimi jeziorami z krystaliczną wodą oraz odwiedzanie malowniczych szlaków biegnących przez pogranicze polsko-litewskie. Bez korków, kolejek, hałasu, za to z poczuciem, że całe Suwalszczyzna należy tylko do Ciebie. W powietrzu unosi się zapach wilgotnych lasów, a nad polodowcowymi pagórkami często snują się mgły, które tworzą niezwykłą atmosferę.  A jeśli dopisze pogoda, koniecznie trzeba wybrać się na niesamowite wschody nad jeziorem Hańcza.

Co najważniejsze, do Suwałk można dojechać nie tylko samochodem, ale też pociągiem. A gdy już uznamy, że wszystko zwiedziliśmy – można ruszyć na Białystok lub do Kowna i Wilna. Bowiem północne miasto jest także bramą do innych ciekawych miejsc nieopodal. San wyjazd do Suwałk poza sezonem to świeże spojrzenie na region – bardziej autentyczne, naturalne i w pełni zanurzone w suwalskim rytmie. Jeśli szukasz spokoju, natury i prawdziwego kontaktu z miejscem, trudno o lepszą porę, niezależnie czy to plan główny czy tylko przystanek w dalszej podróży.

Partnerzy portalu:

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku
fot. Podlaski Urząd Wojewódzki

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku

W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie 17 listopada, w Podlaskiem ponownie otwarto dwa drogowe przejścia graniczne z Białorusią – w Kuźnicy i Bobrownikach. To symboliczny powrót do normalności po latach blokady: Kuźnica była zamknięta od 2021 r., a Bobrowniki od lutego 2023 r.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyjaśniało, że otwarcie stało się możliwe dopiero po wzmocnieniu ochrony granicy, gdzie wciąż dochodzi do licznych prób nielegalnego przekroczenia terenu UE. Kluczowe były również konsultacje z lokalnymi władzami i przedsiębiorcami, którzy od dawna apelowali o przywrócenie przynajmniej jednego przejścia.

Straty dotknęły praktycznie wszystkie branże oparte na ruchu transgranicznym — od hotelarstwa i gastronomii, po transport i usługi. Służby zapewniają, że są gotowe do pełnego wznowienia odpraw, a na granicy zacznie działać unijny system Entry/Exit rejestrujący obywateli spoza UE.

Jaki ruch został przywrócony? W Kuźnicy – tylko ruch osobowy samochodami, bez autobusów. W Bobrownikach – ruch osobowy i autobusowy oraz ruch ciężarowy. Jeszcze przed północą przed Bobrownikami ustawiła się kilkukilometrowa kolejka pojazdów. Kierowcy autobusów podkreślali, że otwarcie przejścia skróci ich trasę na Białoruś nawet o połowę.

Przejścia graniczne zostały zamknięte w 2021 po zamieszkach wywołanych przez grupy migrantów inspirowane przez białoruskie służby. W 2023 r. ostatnie podlaskie przejście zamknięto po skazaniu przez reżim białoruski Andrzeja Poczobuta. Wciąż zamknięte pozostają przejścia w Połowcach, Białowieży i Rudawce.

Przedsiębiorcy z Podlasia od miesięcy alarmowali, że brak ruchu transgranicznego zabija regionalną gospodarkę. Rząd zapewnia, że nastąpiła stabilizacja sytuacji na granicy. Według MSWiA szczelność ochrony oceniana jest na poziomie 98 proc.. Straż Graniczna notuje obecnie zaledwie 20–40 prób nielegalnego przekroczenia granicy dziennie, a czasem nawet mniej.

Partnerzy portalu:

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Klub Sportowy Piast Białystok ogłasza start rekrutacji do swoich drużyn młodzieżowych i zaprasza chłopców z roczników 2012–2018 do dołączenia do jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się akademii piłkarskich w regionie. Klub uruchomił specjalny formularz zgłoszeniowy, dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Nabór jest prowadzony w związku z rozbudową piłkarskiej szkółki oraz rosnącym zainteresowaniem treningami w klubie. KS Piast Białystok stawia na nowoczesne szkolenie, indywidualne podejście do zawodnika i bezpieczne środowisko sportowego rozwoju dla dzieci. Treningi prowadzi kadra licencjonowanych trenerów, a młodzi piłkarze mają możliwość uczestniczenia w rozgrywkach i turniejach.

– Chcemy stworzyć dzieciom warunki, dzięki którym będą mogły rozwijać piłkarskie umiejętności, ale też charakter, współpracę i pewność siebie. Sport ma dawać radość, a my dbamy o to, aby każde dziecko czuło się częścią drużyny – podkreśla Piast Białystok na swojej stronie internetowej.

Aby zgłosić dziecko do rekrutacji, wystarczy wypełnić formularz dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Klub zachęca rodziców do nieodkładania decyzji – liczba miejsc w poszczególnych grupach wiekowych jest ograniczona.

KS Piast Białystok zaprasza wszystkich młodych pasjonatów piłki nożnej do rozpoczęcia sportowej przygody w profesjonalnej i przyjaznej akademii.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Podlaskie po sezonie. Jest co zwiedzać!

Podlasie ma w sobie coś niezwykłego właśnie wtedy, gdy kończy się główny sezon turystyczny. Gdy w innych regionach robi się pusto, tutaj zaczyna się zupełnie inna podróż – spokojniejsza, bardziej intymna, zanurzona w rytmie natury i lokalnych tradycji. Powyższa filmowa wycieczka po Hajnówce i Białowieży pokazuje to doskonale: Podlaskie po sezonie nie gaśnie, lecz odsłania drugie oblicze, w którym nie ma pośpiechu, są za to spacery po ścieżkach, ciepło domowych smaków i przygody, których latem często nie da się doświadczyć.

Warto zacząć od Hajnówki, miasta będącego naturalną bramą do Puszczy Białowieskiej. Już same miejskie ścieżki potrafią wprowadzić w klimat regionu – ciche, otoczone drzewami, prowadzą w kierunku głębokich lasów i pierwszych podmokłych terenów. Tu Podlaskie zaczyna pokazywać swoją przedzimową twarz: delikatne mgły, świerki pokryte szronem z rana, ślady zwierząt. Z Hajnówki w kilka minut dociera się do puszczy, a stamtąd można wybrać dowolną trasę – od krótkich spacerów po wielokilometrowe, odludne szlaki.

Zwiedzanie Hajnówki to również odkrywanie jej historii i lokalnego kolorytu. To miasto pełne ciekawostek, miejsc pamięci i kultur, które przeplatają się tu od pokoleń. Po spacerach dobrze jest znaleźć coś dobrego do zjedzenia, a w zimne dni – rozgrzewającego. Lokalne restauracje serwują potrawy, których smak wynika z pogranicznego charakteru regionu, a domowe wypieki przyciągają podróżnych o każdej porze roku. Jednym z najsłynniejszych smaków okolicy jest hajnowski marcinek – wielowarstwowe ciasto, które w wielu miejscach można spróbować.

Po kulinarnych atrakcjach można zanurzyć się w cieple parku wodnego, a potem ruszyć dalej. Rezerwat pokazowy żubrów to obowiązkowy punkt każdej wycieczki w okolice Białowieży. Dalej trasa prowadzi do samej Białowieży, miejsca, które nawet po sezonie ma w sobie moc przyciągania. Puszcza przed zimą jest wyciszona i monumentalna, a jej ścieżki idealnie nadają się do długich spacerów.

Hajnówka i Białowieża to przykład, że Podlaskie poza sezonem zachwyca tak samo, a nawet bardziej. Cisza, wolniejsze tempo, prawdziwe spotkania z naturą i ludźmi, lokalne smaki i atrakcje, które przed zimą nabierają większej głębi – wszystko to sprawia, że warto tu przyjechać właśnie wtedy, gdy inni już wyjechali. To idealny czas, by zobaczyć Podlasie takim, jakie jest naprawdę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wigierski Park Narodowy późną jesienią. Czy jest tu co zwiedzać?

Na powyższym filmie widzimy letnie oblicze Wigierskiego Parku Narodowego. To normalne, że zwiedzamy najczęściej w ciepłe dni. Tymczasem, wyjątkowe miejsce na skraju Suwalszczyzny, w listopadzie zmienia swoje oblicze i warto to też zobaczyć na własne oczy. Z letniego, pełnego życia królestwa wody i zieleni przeistacza się w krainę mgieł, szelestu liści i odbić słabego słońca w spokojnych taflach jezior. Choć sezon turystyczny dawno się skończył, to właśnie teraz park pokazuje swoje najbardziej nastrojowe, niemal mistyczne oblicze – idealne dla tych, którzy szukają ciszy, spokoju i kontaktu z prawdziwą naturą. Listopad to czas, gdy szlaki wokół Wigier pustoszeją. Znika zgiełk rowerzystów i kajakarzy, a w ich miejsce pojawia się tylko wiatr i stukot dzięcioła w odległym lesie.

Wigierski klasztor Kamedułów, górujący nad jeziorem Wigry, to obowiązkowy punkt zwiedzania niezależnie od pory roku. Jednak w listopadzie nabiera on szczególnej, surowej urody. Kamienne mury kontrastują z chłodnym błękitem nieba, a z tarasu widokowego rozpościera się widok na spokojne jezioro, które w bezwietrzne dni staje się jak lustro. Warto zajrzeć do cel klasztornych i poczuć atmosferę dawnego życia mnichów – ich rytmu dnia, ciszy i kontemplacji.

Choć większość ptaków odleciała, Wigierski Park Narodowy nie traci na atrakcyjności dla miłośników przyrody. W listopadzie można spotkać łabędzie nieme, kruki, myszołowy, a z odrobiną szczęścia – łosia lub bobra. To też doskonały czas na fotografowanie – niskie słońce tworzy długie cienie i ciepłe, miękkie światło, które wydobywa szczegóły krajobrazu. A po całodniowym spacerze nic tak nie smakuje jak gorąca herbata lub regionalna potrawa w jednej z okolicznych agroturystyk. W wielu miejscach wciąż można wynająć pokój z widokiem na jezioro. – w listopadzie w ciszy i bez pośpiechu.

Wigierski Park Narodowy jesienią to miejsce dla tych, którzy potrafią docenić spokój, chłód powietrza i poetycką urodę północnego krajobrazu. Gdy liście już opadły, a woda milknie, przyroda wstrzymuje oddech – przygotowując się na zimę. I właśnie w tej ciszy tkwi cały urok listopadowego zwiedzania Wigier.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Kraina otwartych okiennic bez filtrów

W dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się do tego, by oglądać wszystko jako zlepek krótkich ujęć z kolorowymi filtrami i muzyką. Wszystko w formie „rolek” czyli w wersji natychmiastowej. W efekcie za kilka minut nie pamiętamy co widzieliśmy. Dlatego powyższy film jest niejako testem – czy potrafimy oglądać jeszcze filmy w takim tempie jakbyśmy byli tam na miejscu. Bez upiększeń, bez wyrafinowanych ujęć, bez kolorowania. A tak naprawdę wygląda Kraina Otwartych Okiennic, która jest chętnie odwiedzana przez turystów.

To miejsce to jeden z najbardziej malowniczych zakątków Podlasia — kilka wsi, w których czas płynie wolniej, a każdy dom wydaje się mieć duszę. Kolorowe, ręcznie zdobione okiennice, misternie rzeźbione ganki i zdobienia na ścianach to nie scenografia z muzeum, ale codzienność mieszkańców. Kraina Otwartych Okiennic to nie tylko architektura, ale i ludzie — życzliwi, spokojni, często uśmiechnięci mimo skromnego życia. Wystarczy tu przyjechać, by poczuć zapach świeżo ściętej trawy, usłyszeć skrzypienie studziennego kołowrotu i zobaczyć, jak słońce odbija się w szybach domów pomalowanych w tradycyjne wzory.

Ale na powyższym filmie widać, że jesienią Kraina też ma swoje uroki. Dlatego wioski takie jak Trześcianka, Soce i Puchły przyciągają nie tłumem atrakcji, ale swoją prawdziwością. Tu nikt nie udaje, że świat jest prosty i kolorowy — jest po prostu taki, jaki jest. Tylko tu można poczuć coś, czego nie da się przekazać żadnym krótkim filmem — spokój. To właśnie ten spokój sprawia, że Kraina Otwartych Okiennic jest miejscem, które warto zobaczyć na własne oczy, a nie tylko „przewinąć” wśród dziesiątek krótkich ujęć.

Bo prawdy nie da się zamknąć w trzydziestu sekundach. Rolki i krótkie filmiki karmią nas obrazami pozbawionymi zapachu, ciszy, wiatru — tego, co tworzy prawdziwe wspomnienie. Dlatego zamiast scrollować kolejne ujęcia, lepiej wsiąść w samochód lub autobus i pojechać tam naprawdę. Zatrzymać się przy drodze, zejść na chwilę z asfaltu, dotknąć drewnianej ściany domu, który stoi tam od lat. Dopiero wtedy zrozumiesz, że to, co prawdziwe, nie potrzebuje filtrów ani muzyki w tle.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czarne bociany na Podlasiu. Dlaczego nie gniazdują w wioskach tak jak białe?

W gęstwinie Puszczy Białowieskiej, gdzie światło sączy się przez konary starych dębów, mieszka ptak, którego mało kto widział na własne oczy. Czarne bociany. Ich kuzyni, białe bociany, przesiadują beztrosko na dachach, w gniazdach nad drogami, na słupach, w samym środku wsi. Czarne natomiast wybierają ciszę i dystans. Dlaczego?

Odpowiedź może być zaskakująca. Dawniej ludzie bali się tego ptaka. Wierzono, że przynosi nieszczęście, zwiastuje śmierć lub chorobę. Jego czarne, błyszczące pióra i skryty tryb życia sprawiały, że uznawano go za złego ducha lasu. W wielu wsiach, gdy czarny bocian przelatywał nad domem, kobiety żegnały się na znak ochrony. A jeśli próbował założyć gniazdo w pobliżu zabudowań — był przepędzany.

W ten sposób ludzie sami dokonali podziału, który trwa do dziś. Białe bociany nauczyły się żyć obok człowieka, karmiąc się na polach i łąkach, przyzwyczajone do hałasu wsi. Czarne – wycofały się w głąb lasów. I tak pozostało w genach. Czarny bocian to ptak wyjątkowo nieufny. Gniazduje wysoko na drzewach, często nad rzekami i bagnami, z dala od ludzkich oczu. Ma w sobie coś z pustelnika – żyje wśród ciszy i wody, tam, gdzie człowiek nie zagląda. Dla niego las nie jest tylko schronieniem, ale domem zbudowanym z zapachu mchu, odgłosów dzięciołów i mgły nad starorzeczami.

Biały bocian to ekstrawertyk. Lubi towarzystwo, otwartą przestrzeń, ludzkie zapachy i dźwięki. Często spaceruje po polach za traktorem, korzystając z łatwego dostępu do pożywienia.
Czarny bocian to introwertyk – nieufny, zamknięty w sobie, obserwujący świat z cienia drzew. Jego urok kryje się w tajemnicy. Gdy się pojawia, to znak, że miejsce jest naprawdę dzikie. W całej Polsce gniazduje zaledwie około 1400–2000 par czarnych bocianów, podczas gdy białych jest nawet ponad 45 tysięcy. Puszcza Białowieska to dla tych pierwszych jedno z ostatnich bezpiecznych miejsc, gdzie mogą żyć według własnych zasad – z dala od asfaltu, betonu i ludzkich spojrzeń.

Dziś wiemy, że czarny bocian nie jest złym omenem, lecz symbolem natury, która wciąż potrafi się bronić przed człowiekiem. Może właśnie dlatego w Puszczy Białowieskiej czarne bociany czują się u siebie – bo to jedyne miejsce, gdzie człowiek nauczył się patrzeć z szacunkiem, nie ze strachem. Kiedy więc latem usłyszysz dziwne syczenie czy gwizdanie (rzadko klekot), to może to właśnie on – czarny pustelnik Puszczy. Siedzący w koronach starych drzew. Nie szukaj wzrokiem białych skrzydeł. Najwyżej przeleci nad tobą w ciszy, przypominając, że są jeszcze istoty, które wolą być same.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak się zwiedza Podlasie w 3 dni? Żubry, Tatarzy i Wersal.

Podlasie to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce – kraina, w której czas płynie wolniej, a spotkanie z naturą, historią i kulturą wielu narodów tworzy niepowtarzalne wrażenie. Jeśli masz tylko trzy dni, by poznać ten region, ten plan pozwoli Ci zobaczyć jego najpiękniejsze oblicza – od bezkresnych bagien po barokowe pałace i puszczańskie knieje.

Pierwszy dzień zaczynamy od wizyty w Biebrzańskim Parku Narodowym – największym parku narodowym w Polsce, zwanym Królestwem Bagien. To raj dla miłośników dzikiej przyrody i fotograficznych ujęć. Drewniane kładki prowadzą przez rozlewiska, gdzie wiosną rozbrzmiewa klangor żurawi, a latem można dostrzec łosia brodzącego wśród trzcin. Najlepiej zacząć wędrówkę od kładki Długa Luka lub Carskiej Drogi.

Po południu kierujemy się do Tykocina, miasteczka, które zachwyca barokową zabudową i niezwykłą atmosferą. Obowiązkowym punktem jest Wielka Synagoga – potężna budowla z XVII wieku, dziś pełniąca funkcję muzeum. Przypomina o wielowiekowej obecności Żydów w tym regionie i ich wpływie na kulturę Podlasia. Tuż obok znajduje się Zamek w Tykocinie. Twierdza nie jest zabytkiem, to prywatna inicjatywa, ale przypuszczalnie może przypominać czasy Stefana Batorego i Zygmunta Augusta.

Wieczorem warto zatrzymać się na nocleg w okolicach Białegostoku, a przed snem wybrać się na spacer do Pałacu Branickich, który nocą prezentuje się niczym Wersal Północy – rozświetlony, pełen harmonii i elegancji. To jeden z najpiękniejszych pałaców w Polsce – niegdyś rezydencja rodu Branickich, dziś wizytówka miasta. Zajrzyj do ogrodów w stylu francuskim i obejrzyj pałac z perspektywy mostu na rzece Białej – widok jest bajkowy.

Kolejnego dnia zrób sobie przystanek w supraskim Monastyrze – Perle Prawosławia i jednym z najważniejszych miejsc duchowych regionu. Barokowo-bizantyjska cerkiew, muzeum ikon oraz malowniczy klasztorny dziedziniec tworzą atmosferę mistycznego spokoju. Z Supraśla ruszamy do Pokazowej Zagrody Żubrów w Kopnej Górze. To tuż obok Supraśla. Tam możemy się spotkać z królem Puszczy.

Na zakończenie dnia – prawdziwa niespodzianka: Drewniany Meczet w Kruszynianach, symbol polskiej egzotyki. Zielony meczet i cmentarz tatarski (mizar) przypominają, że Podlasie od wieków było miejscem spotkania wielu kultur i religii. Warto też zajrzeć do tatarskiej jurty i spróbować oryginalnych potraw, jak pierekaczewnik czy czebureki.

Trzeci dzień to podróż w czasie – do miejsc, gdzie czas naprawdę się zatrzymał. Na początek Kraina Otwartych Okiennic – kilka wiosek (Trześcianka, Soce, Puchły), w których zachowały się drewniane domy z kolorowymi zdobieniami. A wszystko to okraszone kolorowymi, drewnianymi cerkwiami. To żywy skansen podlaskiej wsi, gdzie każdy detal ma znaczenie – od koronkowych okiennic po malowane ganki. Spacerując, można poczuć klimat dawnego Podlasia i zobaczyć, jak różnorodne były wpływy ruskie i białoruskie w tutejszej architekturze.

Następnie czeka Cię spotkanie z naturą w najczystszej postaci – Białowieski Park Narodowy. To ostatni w Europie las nizinny o charakterze pierwotnym. Warto odwiedzić Rezerwat Ścisły z przewodnikiem i wejść na ścieżkę edukacyjną „Żebra Żubra”. Poczujesz, że jesteś gościem w świecie natury, który od wieków nie znał piły ani siekiery.

Podlasie to region, którego nie da się opowiedzieć jednym zdaniem. To miejsce, gdzie natura, historia i duchowość przenikają się w sposób niepowtarzalny. Trzy dni wystarczą, by zakochać się w jego autentyczności i wrócić tu po więcej – może już nie z planem, ale z sercem otwartym na nowe odkrycia.

Partnerzy portalu:

Kładka Waniewo–Śliwno znów otwarta. Jak długo podziała? Wody jak nie było, tak nie ma.
fot. Narwiański Park Narodowy

Kładka Waniewo–Śliwno znów otwarta. Jak długo podziała? Wody jak nie było, tak nie ma.

Kładka Waniewo–Śliwno ponownie została otwarta dla turystów. Zdjęcia uśmiechniętych odwiedzających, zaproszenia do spacerów, zachęty do kontaktu z przyrodą — wszystko wygląda jakby wracała dawna normalność. Tylko że to nie jest prawda. Narew nadal płynie tak, jakby ledwo żyła. Wody jest mało, a rozlewiska — serce i wizytówka Narwiańskiego Parku Narodowego — bardziej przypominają wspomnienie niż to na co je stać.

Problem ciągnie się od lat i nie jest tajemnicą. Zbiornik Siemianówka, powołany kiedyś, aby stabilizować poziomy wody, stał się paradoksalnie jednym z głównych winowajców jej braku. Ogromna, płytka powierzchnia, narażona na intensywne parowanie, każdego roku traci miliony metrów sześciennych wody. To ilość, której dolina Narwi zwyczajnie nie jest w stanie odzyskać, szczególnie w czasach coraz częstszych susz i wysokich temperatur. Rzeka, która niegdyś dawała życie setkom gatunków ptaków, roślin i zwierząt, dziś sama walczy o przetrwanie, a my obserwujemy, jak unikalny ekosystem stopniowo gaśnie.

Tym bardziej uderza cisza instytucji, które powinny bić na alarm. Narwiański Park Narodowy informuje o otwarciu kładki, przypomina o ostrożności na pływających pomostach — i na tym komunikacja właściwie się kończy. Ani słowa o przyczynach tak niskiego poziomu wody. Ani kampanii informacyjnej. Ani zaproszenia do publicznej debaty. Instytucja powołana do ochrony tej rzeki ogranicza się do komunikatów o ruchu turystycznym, jakby problem miał charakter kosmetyczny, a nie egzystencjalny.

Można zrozumieć ostrożność języka urzędowego. Trudniej zrozumieć milczenie, gdy ekosystem ginie w oczach. Narwiański Park Narodowy to nie miejsce, w którym można wymienić rośliny czy poprawić trasy spacerowe. To żywy organizm zależny od wody. Bez niej znika jego tożsamość i sens istnienia. Przez lata przyroda radziła sobie sama. Dziś już nie daje rady — a my udajemy, że spacer po kładce rozwiązuje problem.

Chodzi o odpowiedzialność. O odwagę powiedzenia głośno, że Siemianówka wymaga likwidacji, a Narwiański Park Narodowy — zamiast jedynie otwierać atrakcje — powinien stanąć na czele dyskusji o ratowaniu tego, co powierzył mu kraj. Bo pytanie, które powinniśmy dziś zadawać, nie brzmi: „Czy kładka jest czynna?” tylko „Czy za kilka lat będzie tu jeszcze rzeka, która tę kładkę opływa?”

Dolina Narwi nie potrzebuje dziś kolejnego cichego sezonu. Potrzebuje głosu. Potrzebuje działania. I potrzebuje, żebyśmy wreszcie przestali się cieszyć tym, że możemy wejść na kładkę — kiedy pod nią znika życie.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość! Słynna kładka wraca po remoncie. Tłumy odwiedzających i sesje nowożeńców.
fot. Nadleśnictwo Waliły

Dobra wiadomość! Słynna kładka wraca po remoncie. Tłumy odwiedzających i sesje nowożeńców.

Nadleśnictwo Waliły zakończyło remont wyjątkowej kładki na rozlewisku Sianożątka. Obiekt jest w pełni bezpieczny i ponownie dostępny dla odwiedzających, a sama kładka ma ok. 100 metrów długości i prowadzi w głąb mokradła – prosto w serce jednego z najbardziej fotogenicznych zakątków okolic Wyżar. To tu nowożeńcy robią sobie pamiątkowe fotki. Do Wyżar najwygodniej dojechać jest od wsi Radunin – leśną drogą udostępnioną do ruchu. Samochód zostawiamy w wyznaczonym miejscu i dalej ruszamy pieszo; to kompromis, który pozwala dotrzeć blisko wody, a jednocześnie chroni puszczańską ciszę.

Jesienna Puszcza Knyszyńska sprzyja takim wypadom: powietrze jest klarowne, światło miękkie, a zarośla i turzycowiska przybierają miedziano-złote odcienie. Na tafli rozlewiska przysiadują łabędzie, a z brzegów odzywają się zwinne drobne ptaki. Tutaj nawet krótki spacer potrafi zwolnić czas i wyostrzyć zmysły.

Sama pętelka przy zbiorniku Wyżary jest krótka i przyjemna – przejście zajmuje około pół godziny, z naturalnymi przystankami na zdjęcia i ciche obserwacje. Przy wodzie czeka wiata z ławami i stołem, więc łatwo zamienić spacer w mały piknik. Tuż obok zbiornika w Wyżarach znajduje się jeszcze jedna kładka prowadząca do leśnej galerii rzeźb. Osobna droga prowadzi na Sianożątka i wyremontowaną kładkę.

Obszary bagienne, takie jak te w okolicy Puszczy Knyszyńskiej mają znacznie większą wartość niż tylko estetyczną. Są naturalnymi „regulatorami” wilgoci – pochłaniają nadmiar opadów, zapobiegając gwałtownym spływom i powodziom. Ponadto bagna pełnią funkcję magazynów wody w okresach suszy oraz są miejscem akumulacji materii organicznej – torfu – który wiąże węgiel i wspiera równowagę klimatyczną.

Z biologicznego punktu widzenia bagna stanowią unikalne środowisko życia dla wielu rzadkich gatunków roślin i zwierząt, często silnie wyspecjalizowanych i wrażliwych — co czyni je ważnymi punktami ochrony przyrody. Dlatego spacerując po kładce nad Sianożątką nie tylko obcujemy z pięknem natury, ale jesteśmy częścią wrażliwego ekosystemu — zatem warto zachować ciszę i ostrożność, by nie zakłócać jego działania.

Partnerzy portalu:

Byli nauczyciele wyskoczyli jak Filipy z Konopi. Czy oni w ogóle mieli coś wspólnego z transportem?
fot. Adrian Grycuk / Wikipedia | gov.pl / Wikipedia

Byli nauczyciele wyskoczyli jak Filipy z Konopi. Czy oni w ogóle mieli coś wspólnego z transportem?

Jeden zasłynął z tego, że był uznany za sprawcę przestępstwa urzędniczego, drugi — że mu policja zrzucała konfetti z helikoptera. Dwaj byli nauczyciele, którzy w pewnym momencie życia przytulili się do PiS, postanowili w swojej najnowszej aktywności politycznej spróbować czegoś nowego. Chyba po to, by zobaczyć, „jak to jest”. Fakt, że nie mają o tym zielonego pojęcia, w niczym im nie przeszkadzał. Dwaj panowie, niczym rycerze z kronik dawno minionych czasów, wyskoczyli jak przysłowiowe filipy z konopi: Dariusz Piontkowski — kiedyś geograf, potem minister edukacji, czyli człowiek, który wie, gdzie leży Kraków i co to są stalaktyty i stalagmity, oraz Jarosław Zieliński — niegdyś nauczyciel, później wiceminister od mundurów.

Wyglądało to mniej więcej tak, jakby dwóch wodzirejów od apeli szkolnych z dawnych lat postanowiło rozwiązać kryzys publicznego transportu. Bo — nie oszukujmy się — specjaliści od transportu to oni może są, ale tylko tego politycznego, polegającego na przesiadkach z ław rządowych do opozycyjnych.

Największym hitem w ich wykonaniu była jednak troska o… zadłużenie. Chodzi o 9 milionów złotych, które nie wzięło się z mgły o poranku ani z tajemniczego pyłu na podlaskich szosach, tylko z wieloletniego politycznego sterowania PKS-em niczym żaglowcem bez interesowania się wiatrem. W czym udział również brała partia PiS. Piontkowski nawet był marszałkiem województwa, gdy jeszcze PKS Nova nie istniała — tylko PKS Białystok, PKS Łomża, PKS Suwałki, PKS Siemiatycze i PKS Zambrów. I było z tymi firmami tak kolorowo, że w końcu je zlikwidowano na rzecz jednego podmiotu. I teraz ci sami panowie, którzy te koła sterowe kiedyś dotykali i mieli na nie ogromny polityczny wpływ, dziś z wielkim zapałem są oburzeni, że „tam są długi”.

Może to jednak jakaś nowa szkoła zarządzania? Taka, w której doświadczenie w edukacji daje prawo do oceniania firm przewozowych, a epizod w MSWiA nadaje kompetencje do analizowania rentowności kursów autobusowych. Gdyby jutro otworzyli debatę o budowie rakiety kosmicznej z kartonu i taśmy pakowej, też byśmy się nie zdziwili. W końcu obserwacja polityki nauczyła nas jednego: im mniej wiesz, tym głośniej możesz mówić.

A rozwiązanie problemu z pieniędzmi dla PKS jest ciągle to samo i wcale nie magiczne. Albo to jest firma działająca według praw rynku — tak jak teraz, czyli jeździ tam, gdzie się opłaca — albo mówimy wprost, że wynik ekonomiczny nas nie interesuje, PKS staje się departamentem w Urzędzie Marszałkowskim, a nie spółką prawa handlowego, i wtedy możemy robić nawet po 10 kursów dziennie do Rudaków. Jedno albo drugie — ale wreszcie z odwagą powiedzieć to głośno, zamiast udawać, że da się być jednocześnie przedsiębiorstwem i misją społeczną z kieszeni podatników „tak po trochu”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ten film ma 111 milionów wyświetleń. Pływająca reklama Augustowa!

Czasem najlepsza promocja miasta dzieje się sama — wystarczy piękne jezioro, muzyka, energia ludzi i… 111 milionów wyświetleń na YouTube. Film z imprezy na płynącej po jeziorze łódce w Augustowie, na której DJ i saksofonista wspólnie grają kultowy przebój Infinity (Guru Josh Project), stał się fenomenem internetu. Statek, tańczący ludzie, tafla wody, pulsująca muzyka. To wszystko budują narrację o letniej stolicy Polski jako miejscu, gdzie wakacje mają swój własny rytm — lekkie, radosne, pełne życia i wolności. Czy nie takie powinny być reklamy? Jak widać nie trzeba nagrywać klipów za miliony, z czego urzędnicy w całym naszym kraju słyną.

Wystarczyło trochę spontanicznej imprezy i Augustów zyskał światowy zasięg dzięki organicznej energii i autentyczności. To nie jest wyreżyserowany spot reklamowy, lecz prawdziwy moment uchwycony w czasie — spontaniczny i szczery. W kadrze widać to, co zachwyca turystów: bliskość natury, czystą wodę jezior, letni klimat i atmosferę, która przyciąga niczym magnes. Ten film pokazuje Podlaskie jako stylowe i otwarte na ludzi z pasją — miejsce, gdzie można oderwać się od codzienności i zanurzyć w wakacyjnej beztrosce.

Dziś, z perspektywy nadchodzącej zimy możemy śmiało powiedzieć: to pływająca reklama Augustowa, którą warto powielać w przyszłe lato w innych zakątkach Podlaskiego. Bo to reklama, której nie da się odtworzyć w studiu i którą trudno byłoby wymyślić w agencji kreatywnej. To dowód, że wystarczy zorganizować dobrą imprezę w dobrym miejscu. Zadzieje się magia.

Partnerzy portalu:

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Stado żubrów w Puszczy Augustowskiej jest już całkiem liczne — obecnie liczy aż 35 osobników! Przypomnijmy, że wcześniej tych zwierząt w tej części Podlaskiego w ogóle nie było. Stado utworzono dopiero w 2018 roku, zaczynając od zaledwie kilku sztuk. Początkowo decyzja o ich introdukcji spotkała się z oporem lokalnych rolników — żubry, choć majestatyczne i przyciągające turystów, potrafią też wyrządzać szkody w uprawach. Na szczęście z czasem przeważyły względy przyrodnicze i turystyczne, a żubry stały się jedną z wizytówek Puszczy Augustowskiej.

Aby ograniczyć szkody w gospodarstwach, leśnicy dokarmiają żubry zimą. W miejscach, gdzie zwierzęta pojawiają się najczęściej, wysypano buraki, marchew i bele siana. W ich diecie znajdzie się również kiszonka z kukurydzy oraz owies. Leśnicy dostarczają też sól z mikroelementami, umieszczoną w specjalnych lizawkach. Wytypowano cztery stałe punkty dokarmiania.

Warto dodać, że to mogą być jednocześnie doskonałe miejsca obserwacyjne dla turystów i miłośników przyrody. Niedługo dokarmianie rozpocznie się też w Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej, gdzie żubrów jest najwięcej. A jeżeli ktoś woli obejrzeć zwierzęta w kontrolowanych warunkach – warto wybrać się pod Supraśl, gdzie jest zagroda. Można też jechać do Białowieży.

Warto jednak pamiętać, że mimo przyjaznego wyglądu, żubry to dzikie zwierzęta, do których nie wolno zbliżać się ani płoszyć. Choć przypominają krowy lub byki, ich reakcje są zupełnie inne — przestraszone mogą zaatakować. Dlatego wszelkie próby robienia selfie lub podchodzenia do stada mogą skończyć się tragicznie. Dlatego jak spotkacie żubra – trzymajcie dystans.

Partnerzy portalu:

Niech żyje BKM! Jeden autobus więcej, a dumy jakbyśmy właśnie wylądowali na Marsie.

Niech żyje BKM! Jeden autobus więcej, a dumy jakbyśmy właśnie wylądowali na Marsie.

Proszę państwa, oto sensacja! W Budżecie Obywatelskim 2026 najwięcej głosów zdobył… projekt utworzenia nowej linii autobusowej. Tak, dobrze czytacie. Nie nowy  park, nie nie ciekawe i nieoczywiste atrakcje, nie jakieś wypasione miejsce dla młodzieży tylko linia autobusowa. W XXI wieku, w całkiem sporym mieście wojewódzkim, ludzie muszą głosować, żeby łaskawie pojawił się autobus. Ż E N A D A.

W Białymstoku mamy nowoczesność na miarę epoki. Zanim powstanie linia autobusowa, najpierw mieszkańcy muszą łaskawie poprosić urzędników i jeszcze wygrać plebiscyt. A tu już robią się schody, bo poważna potrzeba mieszkańców konkuruje z figurkami misiów. A potem – jeśli wszystko pójdzie dobrze – może za rok czy dwa lata łaskawie pojawi się Solaris, niczym objawienie, który przyjedzie ze trzy razy dziennie i ominie przystanek, bo ten będzie zawsze pusty.

A w takiej Warszawie, mimo istnienia tramwajów, metra i kolei miejskiej, autobusy jeżdżą tak często, że nie zdążysz wyjąć telefonu z kieszeni, to już nadjeżdża kolejny. Ale wiecie za co komunikacja ze stolicy wygrywa z całą Europą (ex æquo z Brukselą)? Nie dlatego, że jest taka nasycona połączeniami. Dlatego, że jest inteligentnie zorganizowana. A w Białymstoku? Tutaj podróż autobusem to bardziej gra losowa: czy się spóźni czy przyjedzie za wcześnie, czy się zmieścisz, czy kierowca włączy ogrzewanie czy trzeba będzie marznąć.

Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest jednak to, że za tą padaką mieszkańcy muszą jeszcze głosować i w ten żałosny sposób prosić o autobus jak o wielką przysługę. Głosują w Budżecie Obywatelskim, jakby to był konkurs piękności. Gratulacje dla urzędników – udało się wam stworzyć patologiczny system, w którym komunikacja miejska nie jest oczywistym obowiązkiem miasta, tylko luksusem do wygrania w głosowaniu. Może w 2027 zaproponujemy komunikację nocną przez cały tydzień? A w 2028 połączenia ekspresowe, które nie objeżdżają jak wąż wszystkich osiedli po kolei z krańców miasta.

Ale może o to właśnie chodzi? Może w Białymstoku chodzi o to żeby prosić łaskawego Pana? My, prosty lud, uniżenie prosimy Cię Królu Truskolaski, bo śmiemy marzyć i głosować za kolejnymi liniami w cudownej metropolii, którą zarządzasz.

Partnerzy portalu:

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Partnerzy portalu:

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Są takie momenty, kiedy Podlaskie wygląda jak z innego świata. Wschody i zachody słońca to właśnie te chwile – krótkie, ale niezwykle intensywne, gdy cała przyroda na chwilę zamiera, a świat nabiera ciepłych barw. To spektakl, który można oglądać codziennie i który nigdy się nie nudzi.

Najpiękniej dzień rodzi się na wschodzie województwa. Na powyższym zdjęciu widzicie Krynki, gdzie gdy słońce wstaje, robi się od razu bajkowo. Ale warto też odwiedzić inne wschodnie miejsca, gdzie przywitanie dnia na pewno będzie przyjemne. Chociażby Niemirów nad Bugiem, gdzie słońce wstaje na zakolach rzeki. Podobnie jest w Drohiczynie, gdzie na górze zamkowej poranne widoki są przepiękne.

Zachody słońca mają zupełnie inny nastrój – są spokojniejsze, bardziej nostalgiczne. Warto wybrać się do Supraśla i Tykocina, gdzie zachody potrafią zamienić całe niebo w pomarańczowo-różową poświatę, która trwa zaledwie kilka minut, ale zostaje w pamięci na długo. A to wszystko możecie obserwować patrząc na klasztor w tym pierwszym mieście, albo na Narew – w tym drugim.

Podlaskie to miejsce, gdzie nie trzeba szukać egzotyki – wystarczy wstać wcześniej albo zostać chwilę dłużej na spacerze. Wschody i zachody słońca przypominają, że każdego dnia dzieje się coś pięknego, tylko trzeba chcieć to zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Nie trzeba jechać daleko, by poczuć smak podróży. W Podlaskiem drogi same w sobie potrafią być celem – wiją się przez lasy, pola i doliny rzek, prowadząc przez małe wioski, gdzie czas płynie spokojniej, a widoki zmieniają się jak w filmie. Wystarczy zatankować i ruszyć bez pośpiechu – jesienią każda z tych tras nabiera jeszcze więcej uroku.

Jedną z piękniejszych dróg jest ta z Sokółki przez Dąbrowę Białostocką, Lipsk do Augustowa. Po drodze podziwiamy Wzgórza Sokólskie i Puszczę Augustowską. Kolejna trasa to Białystok – Supraśl – Krynki. Droga prowadzi przez Puszczę Knyszyńską i przypomina kadr z filmu – pełna światłocienia. To idealny wybór dla tych, którzy kochają podziwiać przyrodę. Szczególnie teraz jesienią, gdy na drzewach występuje cała ciepła paleta. Wystarczy jechać wolniej, delektując się widokiem drzew, które tworzą nad jezdnią naturalny tunel.

Warto też spróbować trasy Niemirów – Granne nad Bugiem, zahaczając od Drohiczyn i Mielnik. Po drodze można zatrzymać się na wielu punktach widokowych. Alternatywnie można pojechać z Ciechanowca przez Brańsk, Suraż, Łapy, Waniewo, Kurowo aż do Tykocina. Ta długa trasa pokaże nam niesamowite wiejskie widoki, cudowne jesienne krajobrazy, a przede wszystkim zamieni podróż w medytację. Bo podlaskie drogi nie służą do szybkiej jazdy – one uczą zwalniać. Bo tu nie chodzi o to, by jak najszybciej dotrzeć, tylko by po drodze naprawdę zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zrób to jak dawniej – przetwory z Podlasia wracają do łask

Jesień w Podlaskiem to czas, gdy spiżarnie znowu wypełniają się po brzegi. W słoikach lśnią ogórki, papryka, buraczki, a na półkach dojrzewają kompoty i dżemy z późnych owoców. Choć kiedyś robienie przetworów było koniecznością, dziś coraz więcej osób wraca do tego zwyczaju z wyboru. To nie tylko sposób na zatrzymanie smaku lata, ale też na chwilę spokoju i poczucie, że robi się coś prawdziwego, własnymi rękami.

W Podlaskiem ten rytuał nigdy tak naprawdę nie zanikł. W wielu domach wciąż przygotowuje się tradycyjne kiszonki według rodzinnych receptur, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W beczkach fermentują kapusty, w glinianych garnkach – ogórki, a w piecach suszą się jabłka i grzyby. Coraz częściej młodzi ludzie odkrywają w tym dawnym rytuale coś więcej niż tylko zapasy na zimę – odkrywają spokój i sens prostego życia.

Na giełdzie w Białymstoku z kolei można dostać lokalne przetwory z podlaskich gospodarstw. Bez chemii, bez pośpiechu – z tym samym smakiem, jaki pamiętamy z dzieciństwa. Sok z aronii, miody, chrzany czy ogórki. To wszystko symbol jakości i powrotu do natury. Robienie przetworów to trochę jak zatrzymanie czasu – chwila, w której zapach owoców i ziół przypomina, że życie nie musi być szybkie, by było pełne. Może właśnie dlatego, w epoce gotowych produktów, coraz więcej osób sięga po słoiki, by znów poczuć radość z czegoś własnoręcznie stworzonego.

Partnerzy portalu:

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

W świecie, w którym ciągle coś dzwoni, gra, powiadamia i przeszkadza, cisza staje się luksusem. A jednak w Podlaskiem wciąż można ją znaleźć – prawdziwą, głęboką, niemal dotykalną. Wystarczy odjechać kilkanaście kilometrów od Białegostoku, by zniknęły dźwięki cywilizacji, a pozostał tylko szum drzew, skrzypienie drewnianych mostków i śpiew ptaków.

Jednym z takich miejsc jest Białowieski Park Narodowy – szczególnie o poranku, gdy mgły unoszą się nad parkiem pałacowym, a woda w stawach odbija kolory nieba. Słychać tylko plusk ryby i odgłos skrzydeł ptaków. Podobne wrażenie daje spacer po Puszczy Knyszyńskiej, zwłaszcza w rejonie Królowego Mostu, gdzie las zdaje się pochłaniać każdy dźwięk. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, by poczuć, jak napięcie znika z ciała.

Ciszę można odnaleźć też w miejscach mniej znanych – jak w rezerwatach od Krzemianki, przez okolice Czarnej Białostockiej i Supraśla. To przestrzenie, w których nie ma ruchu turystycznego, nie docierają hałasy samochodów, a jedynym towarzyszem bywa czasem wiatr. W takich chwilach człowiek przypomina sobie, jak to jest po prostu być – bez pośpiechu, bez słów, w obecności natury.

Podlaskie nie potrzebuje wielkich atrakcji, by zachwycać. Wystarczy trochę spokoju, zapach wilgotnego mchu i cisza, która koi bardziej niż najdroższe wakacje. Jeśli szukasz odpoczynku, nie musisz jechać daleko. Wystarczy otworzyć mapę i znaleźć małą, zieloną plamkę – tam, gdzie kończy się asfalt, a zaczyna prawdziwy świat.

Partnerzy portalu:

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Jesień rozgościła się w Podlaskiem na dobre, a tegoroczna naprawdę zachwyca. Wystarczy wyjść z domu, by zobaczyć, jak lasy i pola zamieniły się w malarski pejzaż – odcienie złota, czerwieni i pomarańczy tańczą na wietrze, a każdy krok pośród liści brzmi jak cichy koncert natury. To najlepszy moment, by na chwilę zwolnić, wziąć głęboki oddech i poczuć, jak słońce wciąż jeszcze delikatnie ogrzewa twarz.

Wystarczy krótki spacer po Puszczy Knyszyńskiej, wzdłuż Narwi czy po parkach miejskich, by zrozumieć, dlaczego właśnie jesień uchodzi za najbardziej fotogeniczną porę roku. Światło jest miękkie, powietrze czyste, a zapach wilgotnych liści i ziemi tworzy atmosferę, której nie da się odtworzyć o żadnej innej porze. W lesie słychać jeszcze ostatnie śpiewy ptaków przed odlotem, a przydrożne aleje klonów i lip zdają się płonąć w słońcu.

To także czas, kiedy warto oderwać się od ekranu i ruszyć na szlak – nawet krótki spacer wokół wsi, po ścieżkach Biebrzańskiego Parku Narodowego czy bulwarami w Supraślu może działać jak najlepsza terapia. Nie trzeba planować długiej wyprawy – wystarczy pół godziny wśród drzew, by poczuć spokój i przypomnieć sobie, że piękno często jest tuż obok.

Zanim listopadowe deszcze zmyją kolory, wykorzystajmy każdą słoneczną chwilę. Złota jesień nie trwa długo – ale wspomnienia spacerów wśród czerwonych liści zostaną na długo.

Partnerzy portalu:

Jak służby Putina rozgrywają Polaków?

Jak służby Putina rozgrywają Polaków?

Rosja nie musi wysyłać czołgów, żeby przesuwać granice naszego bezpieczeństwa. Wystarczy, że wślizgnie się do naszych rozmów, mediów i głów. Sfera informacyjna to dla Kremla pełnoprawny teatr działań – z planem, budżetem i reżyserią. Ośrodek Studiów Wschodnich od lat pokazuje, jak ta machina pracuje: propaganda i dezinformacja nie są dodatkiem do polityki, lecz jej rdzeniem. Ich cel jest zawsze ten sam: w domu cementować władzę, na zewnątrz – rozmontowywać odporność przeciwników. Polska jest w tym scenariuszu celem pierwszoplanowym, bo stoi na drodze rosyjskiej strefie wpływów i ma odruch solidarności z Ukrainą. Więc trzeba ją ośmieszyć, podzielić, wyczerpać. I to właśnie robią służby Putina – codziennie, metodycznie, po cichu i bez skrupułów.

Sposób pierwszy: wdrukować Polakom obcą opowieść o nas samych. W rosyjskich przekazach jesteśmy prymitywnym imperialistą, który marzy o „kresowych łupach”, tęskni do 1612 roku i chowa szablę za pazuchą pod flagą NATO. Wersja eksportowa mówi więc Ukraińcom: „Polacy to nie sojusznik, tylko złodziej ziemi”. Wersja krajowa szepcze nam: „wasze elity zdradzą was dla Kijowa”. Do kompletu dokładane są spreparowane „dowody”: rzekome mapy polskiej telewizji z zachodnią Ukrainą w granicach RP, insynuacje o „oddziałach LGBT” w Wojsku Polskim, słowa przypisywane Zełenskiemu o przekazywaniu Polsce terytoriów. To nie są memy z piwnicy. To procedury. Komunikaty są projektowane tak, by grały na nerwach i odruchach: lęku przed wojną, niechęci do kosztów, zmęczeniu pomocą. Mają rozewrzeć szwy polsko-ukraińskiego zaufania i wylać w nie brudny, lepki klej podejrzeń.

Sposób drugi: zalać przestrzeń cyfrową, aż nikt nie rozróżni piany od wody. Trolle, boty, „webbrygady”, firmy-słupy kupujące „autentyczne” komentarze – to dziś tańsze niż batalion piechoty, a efektywniejsze niż niejedna dywizja. Astroturfing tworzy iluzję spontanicznych tłumów: niby zwykli ludzie „od dołu” mają dość uchodźców, są „po prostu sceptyczni” wobec NATO, „pytają tylko” o koszty wsparcia Ukrainy. Łańcuch jest zawsze ten sam: fałszywka → wzburzenie → amplifikacja → normalizacja.

Sposób trzeci: przenikać realną politykę tam, gdzie boli najbardziej – w kasę i w krwiobieg instytucji. Źródła i analizy OSW opisują klasykę „środków aktywnych”: sieciowanie „organizacji kulturalnych”, projekty „dialogu religijnego”, finansowanie grup, które „przypadkiem” powtarzają tezy Moskwy. Do tego prowokacje i sabotaże – wystarczy iskra na granicy, incydent z dronem, tajemniczy pożar czy zasłyszana rozmowa w mundurach – i już można szyć narrację o nieudolnym państwie, które „nie panuje nad niczym”. Finalnie powstaje obraz, w którym Polska jest jednocześnie agresorem i nieudacznikiem: dla Rosjan – wilkiem, dla Polaków – baranem prowadzonym na rzeź przez „zachodnich pasterzy”. Cyniczne? Oczywiście. Skuteczne? Niestety.

W tym miejscu trzeba powiedzieć coś nieprzyjemnego: ta operacja działa, bo ma podatną glebę. Polska to kraj niskiego zaufania. Przerobiliśmy afery, butę władzy, medialną wojnę na froncie 24/7 i komunikację państwa, która bywa – łagodnie mówiąc – niespójna. Jeśli rząd informuje o incydencie i trzy razy zmienia wersję, to nie trzeba Kremla, by ludzie przewracali oczami. Jeśli ktoś z góry mówi obywatelom „zaufajcie nam”, ale nie pokazuje liczb, dokumentów, procedur, to nie jest prośba – to zaproszenie dla dezinformacji. Tak, nieufność bywa zdrowa. Ale w polskich warunkach zbyt często przeradza się w cynizm: „wszyscy kłamią, więc ja wybiorę kłamstwo, które lepiej brzmi”. To jest przepis na państwo bez kręgosłupa. I właśnie na taki organizm polują służby Putina.

Kto wzrusza ramionami, niech spojrzy na brytyjskie lustro. Brexit zaczął się od banałów: hasła o „odzyskaniu kontroli”, autobus z 350 milionami dla NHS, poczucie, że „elity nas nie słuchają”. Brzmi znajomo? Do tej mieszaniny dołożono rosyjską przyprawę: rtęciowe media RT i Sputnik pompowały antyunijne narracje, trolle i boty spuszczały do kanałów społecznościowych strumienie emocjonalnej piany, a państwo brytyjskie – zajęte własną grą – nie sprawdziło, jak głęboko to sięgnęło. Dziś bilans jest bezlitosny. YouGov w czerwcu 2025 roku pokazuje, że większość Brytyjczyków uważa wyjście z UE za błąd. Większość ocenia Brexit jako porażkę, większość chce bliższych relacji z Unią, a wielu – po prostu powrotu. Coś, co miało „uwolnić” państwo, spętało gospodarkę i politykę. Coś, co miało być katharsis, okazało się długotrwałym kacem. Czy rosyjska ingerencja „przechyliła szalę”? Rzetelnego, pełnego śledztwa nie było – i to już samo w sobie jest aktem oskarżenia pod adresem elit. Ale jedno wiemy na pewno: rosyjskie sieci wpływu wykorzystały bliskość wyniku i pęknięcia społeczne do maksimum. Dokładnie tak to działa: nie trzeba sfabrykować 10 punktów procentowych. Wystarczy poruszyć jedną setną – a historia skręci w ślepy zaułek.

Polska nie jest skazana na powtórkę. Ale musi wyjść z roli naiwnego widza. Po pierwsze, państwo ma obowiązek mówić prawdę szybko, jasno i do końca. Informacja opóźniona to informacja przegrana. Po drugie, media – również te, które szczycą się patriotyczną pozą – mają przestać żyrować fejki tylko dlatego, że pasują do linii dnia. Po trzecie, my – obywatele – musimy przestać mylić „zdrowy sceptycyzm” z emocjonalnym refleksem „udowodnijcie, że to nie spisek”. Służby Putina nie rozerwą nas siłą. One nas rozkręcają jak słoik: milimetr po milimetrze, aż nagle metal puszcza. I wtedy wystarczy lekki skręt, żeby nakrętka poleciała.

Przy całej bezlitosnej diagnozie warto postawić kropkę nad i: krytykować władzę – tak, rozliczać – tak, domagać się przejrzystości – tak. Ale nie oddawać własnego osądu w ręce farm trolli i cynicznych propagandystów. Zaufanie buduje się powoli, kłamstwo rozchodzi się błyskawicznie. Jeśli Polacy chcą być nie do rozegrania, muszą znów mieć wspólny fundament faktów. Możemy się spierać o wybory, podatki i granice kompromisu. Ale nie możemy pozwolić, by spór zastąpił rzeczywistość. Bo wtedy obudzimy się w kraju, w którym decyzje podejmują nie obywatele, tylko cudze algorytmy. I nie będzie to „krótka zwycięska wojna”. To będzie cicha kapitulacja.

Co więc może zrobić zwykły obywatel, który nie ma w rękach mediów, służb ani politycznych dźwigni? Więcej, niż się wydaje.

Po pierwsze – sprawdzać źródła. Zanim udostępnisz sensacyjny news, zatrzymaj się na dziesięć sekund, zajrzyj, kto to napisał, kiedy, i gdzie jeszcze o tym piszą. Jeśli odpowiedzi brzmią: „anonimowy kanał”, „screen z Telegrama”, „nigdzie indziej” – to już wiesz, że pachnie to trollownią.

Po drugie – karmić się różnorodnością, nie algorytmem. Nie pozwól, by to Facebook czy YouTube decydowały, jakie masz poglądy. Czytaj różne źródła, także te, które cię drażnią – tylko wtedy zobaczysz, gdzie kończy się opinia, a zaczyna manipulacja.

Po trzecie – nie powtarzać emocji, których nie rozumiesz. W sieci gniew jest walutą, a twoje wzburzenie to dla trolla darmowe paliwo.

Po czwarte – rozmawiać na żywo. Nic tak nie rozbraja propagandy jak prawdziwa rozmowa przy stole, bez filtrów i nagłówków.

I wreszcie – uczyć się, jak działa informacyjna wojna, bo dziś to element obywatelskiej obronności tak samo ważny jak znajomość hymnu. Dezinformacja jest skuteczna tylko wtedy, gdy społeczeństwo nie zna zasad gry. A Polacy, jeśli coś potrafią, to uczyć się szybko, gdy stawką jest wolność.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Świat podlaskich Szeptuch uchylił rąbka tajemnicy. Zobacz ten film.

Na wschodnich rubieżach Polski, tam gdzie mgły unoszą się nad łąkami, a cisza ma w sobie coś świętego, wciąż żyje niezwykła tradycja. W Podlaskiem, regionie pogranicza kultur i religii, przetrwały do dziś praktyki uzdrawiania zakorzenione głęboko w słowiańskim folklorze. Ich strażniczkami są szeptuchy – kobiety (choć czasem także mężczyźni), które posługują się szeptem, modlitwą i dawnymi rytuałami, by leczyć ciało i duszę.

Szeptucha to nie czarodziejka ani uzdrowicielka w sensie medycznym. To raczej pośredniczka między światem ludzi a światem duchowym, przekazująca dobro i chroniąca przed złem. Jej siła tkwi w słowie – w modlitwach, które odmawia cicho, z głębokim skupieniem, często w samotności, przy krzyżu, źródle lub na rozstaju dróg. Zwraca się zarówno do Boga, jak i do natury – bo w tradycji ludowej wszystko, co żyje, ma moc: woda, ogień, ziemia, zioła, wiatr.

Korzenie tego zjawiska sięgają czasów przedchrześcijańskich. Później szeptuchy wplotły w swoje praktyki elementy prawosławia, łącząc modlitwy do świętych z archaicznymi zaklęciami. Taka synteza religii i magii ludowej przetrwała wieki, choć często budziła nieufność Kościoła. Dla mieszkańców Podlasia szeptucha nie jest jednak heretyczką – to ktoś, kto po prostu „wie więcej”, kto pomaga wtedy, gdy lekarz rozkłada ręce, a cierpienie nie daje się wytłumaczyć racjonalnie.

Dziś świat szeptuch powoli zanika. Coraz mniej ludzi chce uczyć się tej sztuki, a dawne modlitwy – przekazywane wyłącznie ustnie – umierają wraz z najstarszymi kobietami. Zostają wspomnienia, historie i nieliczne zapiski. To właśnie ten kruchy świat postanowiła uchwycić w swoim filmie dokumentalnym „Szepciarze” Alexandra Golus, polska reżyserka mieszkająca w Berlinie. Jej kamera zagląda do chat i ogrodów, w których czas płynie inaczej, próbując ocalić od zapomnienia ludzi, którzy wciąż wierzą w moc szeptu.

Podlaskie, z jego wielokulturowym dziedzictwem, jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie magia i wiara przenikają się tak naturalnie. Spotkanie z szeptuchą to nie tylko podróż w głąb dawnej tradycji, ale także przypomnienie, że człowiek – mimo postępu i technologii – wciąż potrzebuje tajemnicy, nadziei i słowa wypowiedzianego z wiarą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wzgórza Sokólskie – nowy cud Polski 2025!

Internauci zdecydowali – Wzgórza Sokólskie zostały ogłoszone nowym cudem Polski 2025 roku w prestiżowym plebiscycie magazynu National Geographic Traveler. To wyjątkowe wyróżnienie dla regionu Podlasia, który w tegorocznej edycji miał aż trzy swoje propozycje, ale to właśnie malownicze wzgórza w okolicach Sokółki zdobyły serca głosujących z całej Polski.

Wzgórza Sokólskie to niezwykły fragment północno-wschodniego Podlasia – kraina falujących pagórków, dolin i widoków, które bardziej przypominają Toskanię niż typowy krajobraz Polski. Położone pomiędzy dolinami Biebrzy i Supraśli, stanowią naturalne przejście między nizinnym Podlasiem a bardziej pofałdowanymi terenami Suwalszczyzny. Najwyższe punkty oferują rozległe panoramy na mozaikę pól, lasów i wiosek o charakterystycznych, drewnianych domach z kolorowymi okiennicami.

To region, w którym można poczuć autentyczną ciszę i spokój. Ogromne połacie zieleni sprawiają, że Wzgórza Sokólskie są idealnym miejscem na piesze wędrówki, wycieczki rowerowe i fotograficzne plenery. O każdej porze roku zachwycają innym obliczem – wiosną świeżą zielenią, latem złotymi łanami zbóż, jesienią mgłami i ciepłymi barwami drzew, a zimą bajkową bielą, gdy spadnie śnieg.

Dzięki temu zwycięstwu Podlasie po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej niedocenianych regionów Polski. Wzgórza Sokólskie, choć nie posiadają głośnych atrakcji turystycznych, przyciągają tym, co dziś najcenniejsze – autentycznością, spokojem i naturalnym pięknem. To miejsce, które nie potrzebuje filtrów, by zachwycać. Zasłużony tytuł „Cudu Polski 2025” sprawi, że o Wzgórzach Sokólskich z pewnością usłyszy cała Polska – i wielu przekona się, że magia Podlasia naprawdę istnieje.

Dobrze się stało, że to właśnie Wzgórza Sokólskie zdobyły tytuł Cudu Polski 2025. To wyróżnienie ma bowiem znaczenie nie tylko turystyczne, ale i społeczne. Od lat ten wyjątkowy krajobraz jest stopniowo niszczony przez żwirownie, które pojawiają się tu coraz częściej, zmieniając malownicze wzgórza w księżycowe pustkowia. Mimo że lokalne społeczności wielokrotnie zwracały uwagę na ten problem, ich głos rzadko przebijał się dalej. Teraz, dzięki ogólnopolskiej nagrodzie, jest szansa, że o zagrożeniu dla Wzgórz Sokólskich usłyszy szersza publiczność – media, przyrodnicy i decydenci. Być może ten symboliczny tytuł sprawi, że ktoś wreszcie zatrzyma rabunkową eksploatację i pozwoli, by to niezwykłe miejsce mogło dalej zachwycać swoim naturalnym pięknem.

Partnerzy portalu:

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Dobre wieści dla podróżnych z Podlaskiego i wszystkich, którzy wybierają kolej na trasie do naszych północnych sąsiadów. Od nowego rozkładu jazdy (zmiany są w połowie grudnia) liczba połączeń między Polską a Litwą wzrośnie trzykrotnie. Zamiast jednego pociągu dziennie, z Białegostoku i Suwałk do Wilna będzie można dojechać aż trzema składami. Oprócz dobrze znanej „Hańczy” (Kraków – Wilno przez Warszawę, Białystok i Kowno), na tory wyjedzie również „Wigry” (Szczecin – Poznań – Warszawa – Białystok – Wilno) oraz nowy, krótszy kurs „Jaćwing” na trasie Suwałki – Wilno.

Wszystkie pociągi, tak jak dotychczas, będą wymagały przesiadki w litewskiej Mockavie, gdzie podróżni przechodzą z polskiego składu na szerokotorowy pociąg litewskich kolei LTG Link. Jednak czas przejazdu z Warszawy do Wilna ma się skrócić o około godzinę dzięki lepszej koordynacji przesiadki i temu, że składy „Hańcza” i „Wigry” pokonają odcinek Warszawa – Białystok bez dodatkowych postojów.

Tymczasem za północno-wschodnią granicą prace nad europejską magistralą Rail Baltica wchodzą w decydującą fazę. Na Litwie rozpoczęto już układanie szyn na pierwszych odcinkach nowej linii, m.in. w rejonie Janowa. Do końca roku powstanie niemal dziewięciokilometrowy fragment toru między miejscowościami Šveicarija i Žeimiai, a roboty ziemne i budowa obiektów inżynieryjnych toczą się na ponad 100 kilometrach trasy z Kowna w kierunku Poniewieża.

Rail Baltica to projekt, który całkowicie odmieni podróże między Polską a krajami bałtyckimi. Do 2030 roku powstanie 870 kilometrów normalnotorowej linii kolejowej o europejskim rozstawie 1435 mm – 392 km na Litwie, 265 km na Łotwie i 213 km w Estonii. Tory będą przystosowane do prędkości 249 km/h, co pozwoli pociągom łączyć Warszawę, Białystok, Suwałki z Wilnem, Rygą i Tallinem bez żadnych zmian pociągów i w czasie krótszym niż kiedykolwiek wcześniej.

Dla Podlaskiego to ogromna szansa. Już dziś region staje się ważnym węzłem na szlaku północ–południe, a zwiększona liczba połączeń do Wilna to krok w stronę przyszłej, nowoczesnej kolei dużych prędkości. Do momentu, gdy Rail Baltica będzie gotowa, warto jak najintensywniej rozwijać obecne połączenia – tak, by podróżni z Podlasia coraz częściej wybierali pociąg nie tylko do stolicy Litwy, ale i dalej – ku krajom bałtyckim.

Partnerzy portalu:

Bezmyślni dziennikarze straszą wojną w Podlaskiem, bo to się „klika”. Region ponosi realne straty.

Bezmyślni dziennikarze straszą wojną w Podlaskiem, bo to się „klika”. Region ponosi realne straty.

W ostatnich miesiącach media w Polsce znalazły sobie nowe złoto – Przesmyk Suwalski. Temat, który sprzedaje się znakomicie, bo łączy w sobie wszystko, co pobudza emocje: Rosję, wojnę i strach. Każdy, kto wrzuci do tytułu słowa „atak”, „napięcie” i „granica”, może liczyć na tysiące kliknięć. I nie ma znaczenia, że to czysta fantazja – ważne, że ludzie klikają, udostępniają, dyskutują. Strach się sprzedaje, a więc jest produkowany w masowych ilościach. Tyle że w tym wszystkim ginie rzeczywistość, a Podlaskie płaci za tą medialną zabawę bezmyślnych dziennikarzy realną cenę.

Nie ma żadnego zagrożenia dla Przesmyku Suwalskiego. Żadnego. Cała ta narracja o „możliwym ataku” to kompletne brednie, które może powtarzać tylko ktoś, kto nigdy nie spojrzał na mapę i nie ma pojęcia o tym, jak działa armia. Rosja nie może sobie po prostu „najechać” kawałka polskiego terytorium, jakby to była misja w grze komputerowej, gdzie klikamy obszar i wciskamy „atak”. W wojskowości liczy się logika działań i kolejność frontów. Dopóki trwa wojna na Ukrainie, Rosja jest związana tam w stu procentach. Nie ma „zapasowych” sił, zaplecza, ani logistyki, by otworzyć drugi front przeciwko NATO. Żeby w ogóle myśleć o jakimkolwiek ruchu w stronę Przesmyku Suwalskiego, musiałaby najpierw połknąć Ukrainę, potem zająć państwa bałtyckie, a dopiero później – może – rozważać jakieś działania w rejonie Przesmyku Suwalskiego – od strony Litwy. Atak na Polskę przez Suwałki bez zajętej Ukrainy i bez opanowanych krajów bałtyckich to wojskowy absurd, coś, co nie istnieje poza wyobraźnią redaktorów zafascynowanych mapami i czołgami w grach.

Tymczasem te medialne bzdury mają konkretne skutki. Na Podlasie – jeden z najpiękniejszych i najspokojniejszych regionów Polski – ludzie zaczęli rezygnować z wyjazdów, bo „tam może być wojna”. Trzeba wprowadzać bony turystyczne, żeby ratować całe branże. A wszystko dlatego, że medialni nabijacze klikania znalazło sobie sposób na dobry zarobek.

To, co robią media, jest w istocie działaniem przeciwko własnemu krajowi. Bo każdy taki artykuł o „zagrożeniu na wschodzie” uderza nie w Moskwę, tylko w Białystok, Suwałki i Augustów. Zamiast wzmacniać odporność psychiczną społeczeństwa, sieją lęk i nieufność. Zamiast promować Podlaskie jako bezpieczne i piękne, tworzą z niego strefę strachu. Tymczasem tu nikt nie słyszy huku armat, tylko klangor żurawi czy klekot bocianów. Wybrzmiewa też cisza lasu w Puszczy Augustowskiej.

Nie da się zakazać mediom pisania głupot, ale można przestać je nagradzać kliknięciami. Dopóki ludzie będą klikać w każdy tytuł o zagrożeniu w Przesmyku Suwalskim, dopóty te teksty będą powstawać. A więc to od nas zależy, czy pozwolimy się straszyć. Podlasie potrzebuje dziś nie paniki, tylko zdrowego rozsądku. Bo prawdziwe zagrożenie nie nadchodzi ze wschodu, tylko z telewizora i portali, które dawno pomyliły informowanie z sianiem lęku.

Przesmyk Suwalski nie jest żadnym punktem zapalnym, tylko kawałkiem spokojnej ziemi w sercu Europy. Ale jeśli dalej będziemy wierzyć mediom, które żyją z niepokoju, to sami zamienimy ten kraj w jeden wielki obóz strachu. A może lepiej po prostu przyjechać na Podlasie, usiąść nad jeziorem i przekonać się, że jedyne, co tu naprawdę wybucha – to śmiech wszystkich tych, którzy doskonale się bawią w regionie, gdy przełamią strach i przyjadą do nas w gości.

Zamiast bajek o wojnie, lepiej obejrzeć sobie piękną przyrodę z Przesmyku Suwalskiego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Supraśl to miasteczko warte zwiedzania o każdej porze roku!

Supraśl to jedno z tych miejsc, które zachwycają od pierwszego wejrzenia – nie tylko urodą przyrody, ale też spokojem i klimatem, jakiego trudno dziś szukać w innych częściach Polski. Położony zaledwie kilkanaście kilometrów od Białegostoku, nad rzeką Supraśl, otoczony Puszczą Knyszyńską, przyciąga turystów szukających oddechu od zgiełku, kontaktu z naturą i autentycznego ducha Podlasia.

Spacerując po centrum miasteczka, można poczuć wyjątkową harmonię między kulturą prawosławną i katolicką, drewnianą architekturą dawnych willi i nowoczesnymi akcentami. Najbardziej rozpoznawalnym symbolem Supraśla jest oczywiście Monaster – jeden z najważniejszych zabytków prawosławia w Polsce. Jego monumentalna bryła, połączenie stylu obronnego i sakralnego, robi ogromne wrażenie, a znajdujące się w nim Muzeum Ikon z ekspozycją stanowi obowiązkowy punkt każdej wizyty.

Ale Supraśl to nie tylko historia i religia. Otaczająca miasto Puszcza Knyszyńska to raj dla miłośników spacerów, rowerów i kajaków. Szlaki piesze i rowerowe wiją się przez pachnące żywicą bory, a spływy rzeką Supraśl pozwalają zobaczyć okolicę z zupełnie innej perspektywy. Zimą natomiast okolice przyciągają amatorów narciarstwa biegowego – w Supraślu funkcjonują dobrze przygotowane trasy o różnym stopniu trudności. Oczywiście działają pod warunkiem, że spadnie śnieg.

Nie sposób pominąć również walorów kulinarnych tego miejsca. Supraśl to idealny przystanek dla smakoszy kuchni regionalnej – tu można spróbować kiszki ziemniaczanej, babki, kartaczy, a także innych tradycyjnych dań, które doskonale oddają wielokulturowy charakter Podlasia.

Supraśl ma w sobie coś, co sprawia, że każdy, kto tu przyjedzie, pragnie wrócić. To miasteczko, które nie goni za nowoczesnością, ale też nie zatrzymało się w czasie – rozwija się w rytmie natury, pozostając wierne swoim korzeniom. Spacer po nadrzecznym bulwarze, chwila ciszy w cieniu klasztornych murów, zapach lasu i smak lokalnych przysmaków – wszystko to sprawia, że Supraśl pozostaje w pamięci na długo. To nie tylko turystyczna atrakcja, ale prawdziwa oaza spokoju, w której można się zatrzymać, odpocząć i na chwilę zapomnieć o codzienności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Coraz więcej kamperów w Podlaskiem. Zobacz wyprawę podróżników do Tatarów.

Podlaskie z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników caravaningu. Na drogach regionu widać kampery z całej Polski, a także z innych krajów. Nie ma się co dziwić – to właśnie tutaj czekają dzikie krajobrazy, przestrzeń, cisza i autentyczność, której trudno szukać w bardziej zurbanizowanych częściach kraju. Szlaki wśród łąk, lasów i cerkwi prowadzą do miejsc, gdzie czas płynie wolniej, a ludzie witają cię uśmiechem i zapachem świeżego chleba z pieca.

Tym razem podróżnicy TerSfera postanowili poznać bliżej krainę podlaskich Tatarów. Ich kamper zatrzymał się w Kruszynianach – legendarnej wsi, gdzie od stuleci żyje społeczność tatarska. Zielony meczet, drewniane chaty i orientalne aromaty kuchni w Tatarskiej Jurcie sprawiły, że to miejsce stało się jednym z najczęściej odwiedzanych punktów na mapie podróżniczej. Nie zabrakło też wizyty w Sokółce – mieście cudu. Ziemia Sokólska to miejsce, gdzie historia splata się z kulturą i przyrodą.

Podlaskie to idealny kierunek dla tych, którzy cenią wolność podróżowania i chcą odkrywać Polskę poza utartym szlakiem. Tu można zatrzymać się nad brzegiem Narwi, obudzić wśród mgieł Biebrzańskiego Parku Narodowego, albo usiąść przy ognisku pod gwiazdami. Każda trasa prowadzi do nowych spotkań i historii, które zostają w pamięci na długo. Jeśli marzysz o prawdziwej przygodzie – spakuj się, niezależnie od posiadania kampera i rusz na wschód. Tatarskie i Podlaskie szlaki czekają.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak się zmieniała Łomża. Ogromny przeskok!

Łomża to niewielkie, ale niezwykle charakterystyczne miasto położone na Mazowszu, choć administracyjnie – za sprawą decyzji polityków – od 1999 roku przyporządkowane do województwa podlaskiego. Od tego momentu Łomżanie współtworzą wspólnotę regionu razem z mieszkańcami Białegostoku i Suwałk. Przez wiele lat ta relacja była pełna napięć i ambicji, ale też stopniowego zbliżenia. Początkowo wydawało się, że Łomża zyskała niewiele na nowym podziale administracyjnym. Jednak z perspektywy czasu widać, że miasto potrafiło przekuć peryferyjność w siłę i odnaleźć własny rytm rozwoju.

Wystarczy spojrzeć na stare filmy dokumentujące jego przemiany. Obrazy z początku XXI wieku pokazują Łomżę, która dopiero budziła się po latach stagnacji – z ulicami i budynkami przypominającymi jeszcze czasy PRL-u, ale już z widocznym duchem zmian.

Tak wyglądało to w 2000 roku:

W 2004 roku Polska wstąpiła do Unii Europejskiej – moment przełomowy nie tylko dla kraju, ale też dla samej Łomży. Początkowo lokalni samorządowcy narzekali, że unijne fundusze szerokim strumieniem płyną głównie do Białegostoku. Jednak w kolejnych latach i tu zaczęto dostrzegać efekty europejskiego wsparcia. Zmieniły się ulice, odnowiono budynki, powstały nowe obiekty publiczne i rekreacyjne. Łomża zaczęła nabierać europejskiego charakteru, zachowując jednocześnie swój kameralny urok.

Film promocyjny z 2015 roku, który możecie obejrzeć na początku artykułu, najlepiej oddaje ten etap przemiany – miasto stało się czyste, zadbane i tętniące życiem. Widać było, że Łomża zaczyna wychodzić z cienia dużego Białegostoku, pokazując, że ambicja i dbałość o przestrzeń mogą zastąpić wielkomieński rozmach.

A jak jest dziś, w 2025 roku? Coraz lepiej.

Nowe drogi ekspresowe połączyły Łomżę z resztą kraju, a wkrótce dołączy do tego również połączenie kolejowe. Miasto rozwija się spokojnie, ale konsekwentnie – bez zgiełku metropolii, za to z rosnącą jakością życia. Coraz więcej osób dostrzega w nim alternatywę dla przepełnionego Białegostoku, gdzie wszędobylski beton, hałas i tempo życia często przytłaczają. Bo prawda jest taka, że dziś to nie liczba mieszkańców decyduje o wartości miasta, lecz jego atmosfera, dostępność, infrastruktura i możliwości. Łomża pokazuje, że można się rozwijać w harmonii – z szacunkiem dla tradycji i z odwagą patrząc w przyszłość. Być może właśnie w tej równowadze tkwi jej największa siła.

Partnerzy portalu:

Absurd budżetu obywatelskiego w Białymstoku

Absurd budżetu obywatelskiego w Białymstoku

Kończy się głosowanie na projekty Budżetu Obywatelskiego w Białymstoku, więc postanowiliśmy przyjrzeć się, co w tym roku znalazło się w puli do wyboru. I jak co roku – nie brakuje propozycji, które bardziej kompromitują władze miasta niż świadczą o kreatywności mieszkańców.

Pomysły mieszkańców nie są głupie. Wręcz przeciwnie, to sensowne i potrzebne postulaty. Absurd polega na tym, że w XXI wieku, w 2025 roku, białostoczanie muszą błagać urzędników o rzeczy, które dawno powinny być standardem w europejskim mieście. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której białostoczanie składają wnioski o nową linię BKM, budowę łączników rowerowych, oświetlenie chodnika (sic!), wymianę nawierzchni, wiaty śmietnikowe (sic!) czy rozbudowę parkingu? To nie są „obywatelskie inicjatywy” – to zwykłe obowiązki miasta, które próbuje przerzucić swoją odpowiedzialność na mieszkańców, udając przy tym, że „wsłuchuje się w ich głos”.

Na osobną uwagę zasługuje projekt budowy drogi łączącej ulicę Wołodyjowskiego z terenem szpitali klinicznych. To groteskowe, że Budżet Obywatelski staje się pośrednikiem między władzami szpitala a urzędem miasta. Jeśli dojazd do szpitala wymaga plebiscytu, to znaczy, że coś w systemie zarządzania miastem jest poważnie nie tak.

Europejskie standardy miejskie to infrastruktura rowerowa, bezpieczne i oświetlone chodniki, dostępny transport publiczny, porządek i estetyka przestrzeni. To nie powinno być luksusem ani łaską władzy, lecz oczywistością. Budżet obywatelski służy rozwojowi, a nie nadrabianiu zaległości.

Budżet Obywatelski miał być narzędziem wzmacniającym obywatelskość, a nie listą wstydu pokazującą, gdzie miasto nie wykonało swojej pracy. Pierwszym krokiem powinno być uczciwe rozdzielenie zadań: samorząd zajmuje się tym, co jest jego obowiązkiem, a mieszkańcy – tym, co naprawdę jest społeczną inicjatywą. Dopiero wtedy Budżet Obywatelski przestanie być protezą i zacznie mieć prawdziwe swoje znaczenie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska pokazywana we francuskich i niemieckich mediach. Widoki nieziemskie!

W ostatnim czasie, w internecie pojawiły się dwa zagraniczne filmy dotyczące Puszczy Białowieskiej. Jeden od niemieckiego kanału naukowego Space and Sience od ZDF, drugi od France 24. Oba w języku angielskim. Widoki w obu filmach są nieziemskie! Ale co ważne, jeżeli nasi zachodni sąsiedzi interesują się Puszczą Białowieską, to znaczy że pokazują swoim społeczeństwom także jak wygląda granica NATO.

Puszcza Białowieska to jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych lasów nizinnych w Europie. Jest symbolem naturalnej dzikości, a zarazem miejscem, gdzie można zobaczyć, jak wyglądała niegdyś ogromna część kontynentu, zanim człowiek zaczął intensywnie przekształcać krajobraz. To tutaj żyje żubr – największy ssak lądowy Europy, który stał się wizytówką puszczy i Polski.

Puszcza od wieków była obecna w dziejach Europy. Służyła jako miejsce polowań królów i carów, była też świadkiem licznych wydarzeń politycznych i społecznych. Dziś jej znaczenie wykracza poza wymiar historyczny czy przyrodniczy – to również przestrzeń kulturowa, ważna dla mieszkańców Podlasia i całej Polski. Dzięki unikatowym wartościom została objęta ochroną w formie parku narodowego oraz wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wschodnia część Puszczy Białowieskiej wyznacza granicę Polski z Białorusią. To zarazem granica Unii Europejskiej i NATO. Zainteresowanie zachodnich mediów wynika więc nie tylko z niezwykłych walorów przyrodniczych, ale i z geopolitycznego znaczenia regionu. Pokazując obrazy dzikiego lasu, jednocześnie ukazują linię podziału między Wschodem a Zachodem – i to w samym sercu Europy.

Dla turystów Puszcza Białowieska to przestrzeń kontaktu z naturą. Dla naukowców – skarbnica wiedzy o procesach ekologicznych. Dla Polaków i Europejczyków – dziedzictwo, które warto chronić i przekazywać kolejnym pokoleniom. To miejsce, gdzie historia, przyroda i polityka splatają się w jedną opowieść – o granicach, o wspólnocie i o tym, co naprawdę warto zachować.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Suwałki, Augustów i legenda Gołej Zośki

Podlaskie to region, w którym historia, kultura i przyroda tworzą spójną całość. W jego północnej części szczególną uwagę przyciągają Suwałki i Augustów – miasta różne w charakterze, lecz równie atrakcyjne dla turystów.

Suwałki są znane jako miasto o bogatej historii i wielokulturowych korzeniach. Spacer po Suwałkach warto rozpocząć od Placu Marii Konopnickiej, który upamiętnia jedną z najwybitniejszych polskich poetek i nadaje centrum miasta charakterystyczny wygląd. Architektura i układ ulic nadają Suwałkom kameralny i spokojny klimat, sprzyjający zwiedzaniu. Oprócz tego o każdej porze roku warto wybrać się nad Zalew Arkadia, a także obejrzeć zabytki, których jest tam całe mnóstwo. Zaczynając od Muzeum Okręgowego, warto obejść na spokojnie ulicę Kościuszki, Chłodną, Kamedulską, Gałaja, Konopnickiej czy Noniewicza. Napotkamy tam co nie miara starych i wyjątkowych domów.

Augustów to miejscowość znana przede wszystkim z położenia w otoczeniu jezior i lasów Puszczy Augustowskiej. Największą atrakcją turystyczną jest rejs po Jeziorze Necko, podczas którego można zobaczyć słynną skałę zwaną Gołą Zośką. Według miejscowej legendy symbolizuje ona tragiczną historię nieszczęśliwej miłości, a dziś stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów regionu. Samo miasto oferuje liczne miejsca do spacerów, a także bogatą ofertę gastronomiczną i turystyczną. Dzięki bliskości Kanału Augustowskiego stanowi także świetną bazę wypadową do dalszego odkrywania szlaków wodnych i rowerowych Podlasia.

Zwiedzanie Suwałk i Augustowa pozwala poznać dwa różne oblicza Podlasia. W Suwałkach można doświadczyć wielokulturowego dziedzictwa i historycznego klimatu, natomiast Augustów przyciąga wodnymi krajobrazami i legendami. Razem tworzą harmonijną propozycję dla turystów poszukujących zarówno wypoczynku na łonie natury, jak i kontaktu z lokalną tradycją.

Partnerzy portalu:

W końcu ktoś o tym pomyślał! Będzie dojazd ze stacji kolejowej do miasta.
fot. Grzegorz W. Tężycki / Wikipedia

W końcu ktoś o tym pomyślał! Będzie dojazd ze stacji kolejowej do miasta.

Siemiatycze to wyjątkowe miasto pod wieloma względami, ale jedno rozwiązanie wprawiało w zdumienie niejedną osobę. Stacja kolejowa Siemiatycze jest bowiem oddalona od miasta o około 8 km. Dla porównania – to mniej więcej taka sama odległość, jak z białostockiego dworca do Jurowiec. Iść pieszo z walizką, a jeszcze w zimie, gdy wieje i pada, to nie lada wyzwanie. Tymczasem nikt do tej pory nie zorganizował mieszkańcom połączeń autobusowych. Chciałeś jechać z Siemiatycz do Białegostoku, Warszawy, Siedlec czy Gdyni – ktoś musiał cię najpierw podwieźć na stację samochodem. Prawdziwe utrapienie!

Na szczęście w końcu ktoś zajął się rozwiązaniem tego problemu. Od dziś, 1 października, mieszkańcy mogą normalnie dojechać na stację i wrócić ze stacji autobusem – bez proszenia kogokolwiek o podwózkę. Porozumienie w tej sprawie zawarto pomiędzy Starostwem Powiatowym w Siemiatyczach a PKS Nova. Swoją drogą ciekawe, dlaczego do tej pory ani Starostwo ani Urząd Miasta w Siemiatyczach nie chcieli stworzyć takiego połączenia. Pociągi w Siemiatyczach nie jeżdżą od dziś. Ktoś się tam obawiał, że mieszkańcy zbyt łatwo będą mogli wyjeżdżać? Być może to echo traumy po tym, jak wielu ludzi z tego miasta wyjechało swego czasu do Belgii.

Niestety jest też minus nowego połączenia – będzie ono działać testowo tylko do 2 listopada. Jeżeli znajdą się chętni, zapewne zostanie. Cały szkopuł w tym, że zgodnie z opracowaniami naukowymi na temat transportu publicznego, testy niczego wartościowego nie pokazują. Linia na jakiejkolwiek trasie działa tylko wtedy, gdy funkcjonuje bez przerw, a rozkład jazdy pozostaje stabilny. Dopiero wtedy mieszkańcy nabierają zaufania i zaczynają korzystać z transportu publicznego. Nie trzeba też dodawać, że cena biletów nie może być absurdalna – jak w Białostockiej Komunikacji Miejskiej, gdzie wielu osobom bardziej opłaca się jeździć Boltem.

W ramach wspomnianych testów autobusy będą dowozić pasażerów, dopasowane zgodnie z rozkładem 18 połączeń pociągowych. Bilet kosztuje 7 zł.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaska wieś – czy tu diabeł mówi dobranoc? W niektórych miejscach z pewnością.

Jeżdżą kamperem po Polsce i odwiedzają zarówno znane, jak i mniej oczywiste miejsca. Tym razem zatrzymali się w Podlaskiem, aby przyjrzeć się bliżej wioskom i miasteczkom naszego regionu. Na swoim kanale pokazali zarówno perełki turystyczne, jak i miejsca, które wciąż pozostają na uboczu. Mową o YouTuberach – TaniePodróżovanie.

Pierwszym punktem podróży była Kraina Otwartych Okiennic, czyli Soce, Trześcianka i Puchły – wioski znane z kolorowych drewnianych domów i bogatych zdobień. To właśnie tu można poczuć klimat dawnej architektury i zobaczyć wyjątkowy charakter Podlasia. Następnie zatrzymali się w Skicie Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach, jedynym prawosławnym skicie w Polsce. Miejsce to, położone na rozlewiskach Narwi, zachwyca spokojem i duchową atmosferą.

Nie zabrakło także wizyty w Jałówce, gdzie stoją malownicze ruiny kościoła św. Antoniego. Kolejne etapy to ukryte w lasach podlaskie wsie, a także przygraniczne Mostowlany i miejscowości nad rzeką Świsłocz, które leżą tuż przy samej granicy. Youtuberzy pokazali również Bobrowniki z nieczynnym przejściem granicznym i charakterystyczną bramą MIR.

Podróż nie mogła ominąć Kruszynian – tatarskiej wsi słynącej z meczetu i mizaru. To miejsce, w którym można poznać historię i kulturę polskich Tatarów. Później odwiedzili tajemniczy Wierszalin, dawną osadę proroka Eliasza Klimowicza, gdzie do dziś krążą legendy o niezwykłych wydarzeniach. Na trasie znalazły się także Krynki, miasteczko przy granicy z największym rondem w Polsce, oraz niezwykłe źródło „Krzywa Rura”, znane ze swojego nietypowego, wygiętego kształtu.

Cała podróż TaniePodróżovanie to barwny przegląd miejsc, które pokazują różnorodność Podlasia – od zabytków, przez naturę, aż po ślady wielokulturowej historii regionu. Obejrzyjcie sami!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pomijane miasteczko z Podlaskiego, które też warto odwiedzić

Sejny znajdują się na Pojezierzu Wschodniosuwalskim, nad rzeką Marychą – lewym dopływem Czarnej Hańczy. To miasteczko często pozostaje w cieniu Augustowa czy Suwałk, a niesłusznie, bo kryje w sobie wyjątkowy urok i autentyczność, której brakuje w bardziej obleganych miejscach. Jadąc wygodną drogą krajową nr 16 przez malowniczą Puszczę Augustowską, można dotrzeć tutaj szybko i bez trudu, a już sam przejazd jest podróżą pełną widoków i bliskości natury.

Sejny to spokojna przestrzeń, gdzie historia i przyroda łączą się w jedną opowieść. Tutejsze zabytki – imponująca bazylika, klasztor dominikanów czy biała synagoga – przypominają o wielokulturowych tradycjach regionu, gdzie od wieków spotykały się wpływy polskie, litewskie i żydowskie. Spacerując wąskimi uliczkami, można poczuć atmosferę dawnego pogranicza i odkryć miejsca, które nie zostały zdominowane przez turystyczny zgiełk.

W przeciwieństwie do Augustowa i Suwałk, gdzie latem roi się od turystów, Sejny oferują wytchnienie i autentyczny kontakt z lokalną kulturą. To idealny punkt wypadowy na rowerowe i piesze wycieczki po Pojezierzu Wschodniosuwalskim, a także miejsce, gdzie można naprawdę odpocząć – w ciszy, nad wodą, w otoczeniu przyrody i z dala od tłumów.

Jesienią Jezioro Sejny nabiera zupełnie innego charakteru niż w upalne dni lata. Tafla wody odbija złoto-czerwone barwy drzew, a mgły porankiem nadają krajobrazowi niemal bajkowy nastrój. To doskonałe miejsce na spokojny spacer brzegiem, chwilę zadumy na pomoście czy wędkowanie w ciszy, przerywanej jedynie szelestem liści i pluskiem ryby. Z dala od turystycznego zgiełku, jezioro pozwala odpocząć w rytmie natury i naprawdę zwolnić.

Dopełnieniem wizyty w Sejnach jest kuchnia pogranicza – wyjątkowa mieszanka smaków litewskich, polskich i żydowskich. Choć podobne potrawy spotkać można w całym Podlaskiem, to właśnie tutaj smakują najpełniej. Sękacz, kindziuk, chłodnik czy kibiny – wszystko to ma w Sejnach  autentyczność i głębię, której trudno szukać gdzie indziej. Tutaj kuchnia nie jest atrakcją „dla turystów”, lecz częścią codzienności mieszkańców, dzięki czemu jej oryginalny charakter pozostaje nienaruszony.

Partnerzy portalu:

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.
Przez głupotę wójtów, autobusy będą stały, chociaż mogłyby wozić ludzi.

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.

Zdrowie, kultura czy transport pasażerski — to nie są biznesy życia. To są przeważnie zadania samorządowe, czyli takie, które z definicji nie muszą się spinać budżetowo. A mimo to samorządy  prowadzą je przez spółki prawa handlowego. A spółka, jak to spółka — musi być na plusie. No i wtedy zaczyna się problem.

Weźmy przykład z naszego podwórka. Od 1 października w powiatach wysokomazowieckim i zambrowskim kilka linii autobusowych PKS Nova znika z mapy. Dlaczego? Bo prawie nikt nie jeździ. A jak prawie nikt nie jeździ, to przewóz jest nierentowny. A jak jest nierentowny, to spółka akcyjna musi go zlikwidować, bo przecież akcjonariusze nie żyją z powietrza. Brzmi logicznie, prawda? Tylko że tu logika uderza w pasażerów.

Ironia polega na tym, że właścicielem PKS Nova jest… Województwo Podlaskie. Czyli de facto państwowa instytucja jest prywatnym przewoźnikiem. A gdyby transportem zajmował się po prostu Departament Infrastruktury i Transportu w urzędzie marszałkowskim, to nie byłoby żadnego wymogu „opłacalności”. Autobus by po prostu jechał — choćby i z trzema pasażerami na pokładzie. Poza tym pasażerów byłoby zdecydowanie więcej, bo gdy nie musimy być rentowni, nie ma znaczenia też cena biletu. Może go w ogóle nie być.

Nawet w tych najmniejszych gminach, gdzie dziś pies z kulawą nogą nie wsiada, nagle okazałoby się, że mieszkańcy jednak „chcą jeździć”, tylko niekoniecznie za cenę biletu droższą niż litr benzyny. Studenci, emeryci, dzieciaki jadące do szkoły, a nawet sąsiad, który od lat nie opuszczał wsi — wszyscy by wsiedli. I nie trzeba do tego wielkiej ekonomii: wystarczy przestać udawać, że autobus to biznes życia.

Na papierze siatka podlaskich połączeń wygląda przyzwoicie: do każdej większej miejscowości dojedziemy. Ale województwo to nie tylko miasta. To aż 119 gmin, z czego 80 to gminy wiejskie. I nagle czar pryska. Autobusu nie zobaczą mieszkańcy Płaskiej, Wyszek, Narewki, Grabowa, Krypna, Trzciannego, Nowego Dworu czy Szudziałowa. Nie dojedzie też nic do Krynek, choć to gmina miejsko-wiejska. A w gminach przyklejonych do Białegostoku rządzi komunikacja miejska.

Gdyby PKS Nova był faktycznie prywatny, bez nadzoru z urzędu marszałkowskiego, to zapewne kursów byłoby jeszcze mniej. Prywatny przewoźnik wozi tam, gdzie się opłaca. I tylko tam. Zajrzyjcie do rozkładów jazdy innych przewoźników, naprawdę prywatnych — cudów nie ma.

No dobrze, ale przecież państwo coś z tym robi. I faktycznie — istnieje Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Brzmi poważnie: rząd dopłaca gminom, żeby organizowały kursy tam, gdzie się nie opłaca. Czyli w końcu ktoś pomyślał, że komunikacja to nie tylko rachunek zysków i strat, ale też… ludzie. Pieniądze więc są, miliony leżą na stole. Tylko co robią gminy? Ano nic. W 2023 roku wykorzystano zaledwie 31 proc. środków. W 2024 roku — 33 proc. Efekt? 68 milionów złotych poszło do innych województw.

I tak dochodzimy do sedna. Gdy wójtowie będą przed Wami rozkładać ręce i mówić „nie da się”, a autobusy od 1 października po prostu nie wyjadą, to już będziecie wiedzieć kto jest winny. Ten sam co rozkłada ręce. Ludzie zostają bez dojazdu do pracy, szkoły czy lekarza. A winę można by zrzucić na spółki, na przepisy, na rentowność. Ale prawda jest prostsza: to zwyczajna głupota wójtów.

A teraz wyobraźmy sobie, że te 68 milionów złotych, które lekką ręką oddaliśmy innym województwom, zostałoby wrzucone w siatkę połączeń wieś–miasto–duży węzeł transportowy. Zamiast kombinować, błagać sąsiada o podwózkę, ludzie mieliby normalny autobus rano i drugi powrotny. Dzieciaki dojechałyby do szkoły, starsi do lekarza, a pracujący – do zakładów pracy czy biur. Do tego zyskałyby same miasta, bo ruch i życie społeczne nie kończyłyby się na granicy gminy. Województwo zaczęłoby oddychać jak jeden organizm – wieś i miasto przestałyby być oddzielnymi światami, a stałyby się częściami jednej całości. I wszystko to za pieniądze, które i tak już były, tylko ktoś postanowił, że „nie warto sięgać”.

Partnerzy portalu: