Płynęliśmy statkiem po Augustowie. Wspaniałe widoki i niezwykły klimat!

Augustów to niezwykłe miejsce na mapie Polski. Miasto oferuje mnóstwo ciekawych atrakcji. Jedną z nich są rejsy statkiem. Najciekawszym elementem wyprawy jest unikalne połączenie jezior i rzek. Smaczku dodaje zabytkowy Kanał Augustowski oraz przeprawa na śluzach. Trasa naszej wycieczki prowadziła z Augustowa do pobliskiego sanktuarium w Studzienicznej z powrotem do portu w Augustowie.

Port znajduje się na Rzece Netta. Następnie statek płynie przez centrum miasta do plaży nad Jeziorem Necko. Kolejny odcinek to najkrótsza rzeka w Polsce – Klonownica. Liczy sobie tylko 800 metrów. Następnie trasa wiedzie przez Jezioro Białe. Gdy dopłynęliśmy do Przewięzi – statek zaczął się przeprawiać przez śluzę do Jeziora Studzienicznego. Różnica wysokości pomiędzy nimi wynosi 1 metr. Dlatego też, gdy wpłynęliśmy do śluzy, to mogliśmy obserwować jak wypełnia się wodą. Gdy tylko poziomy kanału i jeziora się wyrównały mogliśmy ruszyć dalej.
Trzeba też wspomnieć o niesamowitych umiejętnościach kapitana. Statek był szeroki na 5,8 metra, kanał zaś na 6 metrów. Dlatego też kapitan musiał być bardzo precyzyjny podczas wpływania do śluzy. Miał tylko po 10 cm luzu z każdej strony, co przy tak dużym statku robiło wrażenie. Gdy statek dopłynął do sanktuarium – to tam można było wysiąść. Jeżeli ktoś chciał je zwiedzić, to musiał z powrotem poczekać aż przypłynie następny statek (warto upewnić się czy będzie). Ten, którym płynęliśmy, po wypuszczeniu pasażerów ruszył w drogę powrotną. Cała wyprawa trwała 2 godziny 40 minut. Co ciekawe, 9 czerwca 1999 r. tą samą trasą płynął papież Jan Paweł II, podczas swojej siódmej pielgrzymki do Polski.

Musimy przyznać, że rejs był wspaniały. Warto będąc w Augustowie skorzystać z takiej atrakcji. Są różne trasy do wyboru. Oprócz wspomnianej do Studzienicznej, można popłynąć w krótszy rejs nad Rospudę. Tam jednak droga wodna prowadzi rzeką i nie ma kanału. Na statku jest górny i dolny pokład. Warto w dwie strony płynąć z różnych miejsc. Jeżeli ktoś lubi konsumować podczas wycieczek to się nie zawiedzie. Dostępny jest bar z przekąskami i napojami. Są też toalety. Statek mieści ponad 330 osób.

Rejsy statkiem Augustów – Studzieniczna w 2021 roku:

Bilet normalny – 50 zł

Dzieci do lat 6 – 5 zł

Dzieci 7 – 10 lat – 20 zł

Rejsy statkiem Augustów – Rospuda w 2021 roku:

Bilet normalny – 30 zł

Dzieci do lat 6 – 5 zł

Dzieci 7 – 10 lat – 20 zł

Godziny odpływu są różne w zależności od dnia. Dokładny rozkład znajduje się tutaj: www.zeglugaaugustowska.pl

Bilety można kupić w kasie na miejscu (jest płatność kartą) oraz przez internet tutaj: bilety.zeglugaaugustowska.pl

Featured Video Play Icon

Wyjątkowe miejsce w Podlaskiem! Tutaj krowy przepływają rzekę.

Niedaleko podłomżyńskiego Nowogrodu w Jankowie-Młodzianowie jest takie wyjątkowe miejsce, gdzie można zaobserwować pływające krowy. Jest to jedne z niewielu, jak nie jedne z ostatnich miejsc, gdzie przeprawia się zwierzęta przez rzekę. W tym przypadku przepływają one przez Narew. Jak widać nie sprawia im to problemu.

Trzeba przyznać, że jest to widok codzienny dla okolicznych mieszkańców, ale dla przyjezdnych to już prawdziwy unikat. Dawniej takie scenki można było zaobserwować dużo częściej, gdyż rolnictwo na wsi było powszechne. Teraz dominuje uprawa i hodowla wielkoobszarowa, zaś wieś często jest miejscem odpoczynku od zgiełku miasta. Tak samo jest w Podlaskiem. Wiele miejsc żyje z agroturystyki lub mieszkańcy jadą do miasta do pracy, a wieczorem wracają do domostw.

Na szczęście Podlaskie, to miejsce gdzie czas mija dużo wolniej, a czasem stoi w miejscu. Dzięki temu możemy właśnie zaobserwować coś takiego jak krowy przepływające Narew. Widok jest to wspaniały, bo przypomina niektórym dzieciństwo, a innym pokazuje różnorodność świata. Dlatego też Jankowo-Młodzianowo trzeba traktować w formie atrakcji turystycznej.

Featured Video Play Icon

Mogliście nie wiedzieć, że w Białymstoku jest aż tyle cerkwi! Czy znacie je wszystkie?

Z perspektywy Białegostoku czy ogólnie Podlasia cerkwie nie wzbudzają zbyt wielkiego zainteresowania. Po prostu jest to świątynia osób prawosławnych, tak jak kościoły są świątyniami katolików. Jednak przyjeżdżający do naszego regionu z innych rejonów kraju są bardzo nimi zainteresowani. Co ciekawe w innych regionach też są cerkwie, ale liderem jest Podlaskie. Zaś sam Białystok jest miastem, gdzie stoi ich najwięcej bo 12. Powyższy film pokazuje je wszystkie.

Największą cerkwią jest ta znajdująca się na Antoniuku. Przepiękny budynek zyskał niedawno ogromną dzwonnicę. Warto też zainteresować się najstarszym budynkiem w Białymstoku czyli świątynią stojącą na wzgórzu Św. Marii Magdaleny u zbiegu ulic Kalinowskiego, Krakowskiej i Kijowskiej. Warto też zobaczyć przepiękną cerkiew Haga Sofia, która jest prawdziwą perłą architektury. Warto zwrócić uwagę, że nie jest to po prostu kopia świątyni z Konstantynopola.

Według autora projektu białostockiej Hagia Sophia architekta Michała Bałasza kopie zazwyczaj wyglądają źle, gdyż nie uwzględniają kontekstu historycznego ani krajobrazowego. Teren, na którym powstała białostocka świątynia jest otwarty, równinny, nieco wywyższony. Dlatego przyjęto, że będzie on stanowił jego zasadniczą dominantę. Zaprojektowano pięciokopułową świątynię, z wyraźnie dominującą centralną kopułą o rozpiętości 16 metrów.

Nie można nie wspomnieć także o cerkwi św. Mikołaja stojącej w samym centrum Białegostoku. Szczególnie zwiedzając ten przybytek koniecznie wejdźcie do środka. To, co namalowane w środku to prawdziwe dzieło sztuki. Można je oglądać z zachwytem przez długi czas, analizując każdy szczegół. Podobnie interesujący wystrój jest w pozostałych świątyniach. Tym właśnie różnią się cerkwie prawosławne od kościołów. Te drugie w środku są przeważnie bardzo skromne.

fot. Dawid Gromadzki / UM Białystok

Rynek Kościuszki będzie można oglądać z wysokości 30 metrów. Diabelski młyn przy ratuszu.

Co prawda nie jest to drugie “London Eye”, ale “Diabelski młyn”. Taka atrakcja od 8 maja do 13 czerwca będzie stała na Rynku Kościuszki. Różnica jest taka, że ten pierwszy ma 135 metrów wysokości, ten drugi tylko 28. “Nasz” to widok mniej więcej 9 piętra.  Białostoczanie będą mogli popatrzeć na miasto niczym dziennikarze TVN24 z Błękitnego wieżowca przy Legionowej, niczym mieszkańcy wieżowców z pobliskiego osiedla Piaski, niczym mieszkańcy pobliskiego wieżowca z ul. Grochowej. To najbliższe wysokie obiekty w okolicy, nie licząc oczywiście kościołów.

Średnica ustawionego pionowo koła wynosi 28 metrów. Młyn jest wyposażony w 20 sześcioosobowych gondoli. Łącznie pomieści 120 osób. Firma ma też inny sprzęt – 50-metrowe koło widokowe, ale te służy mieszkańcom Krakowa. Podobną atrakcję co w Białymstoku, Krakowie czy Londynie można zobaczyć również w Budapeszcie. Zapewne interesująca jest dla chętnych cena tej przyjemności. Firma na swojej stronie podaje, że atrakcja w dawnej stolicy Polski kosztuje 30 zł (ulgowy 20 zł), a przejażdżka trwa 10 minut. Wszystkie dzieci do lat 2 mogą korzystać za darmo. W Krakowie istnieje też możliwość wykupienia przejażdżki VIP. 60 minut patrzenia z góry na miasto kosztuje 250 zł.

Niewątpliwe białostoczanie najbardziej czekają na powrót ogródków na Rynek Kościuszki. Takie koło widokowe jednak na pewno urozmaici centrum miasta. Przypomnijmy, że jest także dostępna wieża widokowa w kościele św. Rocha – jeżeli ktoś lubi patrzyć na świat z wysoka. Alternatywnie pozostają pobliskie wieżowce.

 

fot. P. Jakubczyk

Majówka 2021. Nasze 5 propozycji na fantastyczny weekend w Podlaskiem!

Majówka 2021 będzie trwała 3 dni oraz w związku z decyzją rządu – wszystkie hotele i inne miejsca noclegowe pozostaną zamknięte. Oznacza to, że ewentualne planowanie dłuższego wyjazdu jest mocno utrudnione. Co nie oznacza, że nie jest możliwe. Dlatego jeżeli macie możliwość pozostania w regionie na noc lub też mieszkacie na tyle blisko, by codziennie wracać do domu – te propozycje będą dla Was.

Wyżary zawsze w modzie

Ostatni rok to miejsce przeżywa nieustanne oblężenie. Bagna w środku lasu tak zachwycają, że co chwilę ktoś tam podjeżdża samochodem, rowerem czy też spaceruje po okolicy. Wyżary to przede wszystkim 3 miejsca – okazały zbiornik wodny (bez możliwości kąpieli) wraz z wiatą grillową, mini-wieża widokowa na polanę oraz kładka na bagno – Sianożątka.

Można tam dojechać samochodem od miejscowości Radunin, a można też pojechać od maja codziennie pociągiem Białystok – Waliły i dojść piechotą. Sianożątka znajdują się 7 km od stacji. Zbiornik wodny odrobinę dalej. Zaprowadzi nas leśna droga prowadząca Puszczą Knyszyńską.

Jeżeli wybierzemy się rowerem – to także możemy zabrać go do pociągu, a następnie zaliczyć Wyżary – Królowy Most i Kołodno – Supraśl. Jeżeli wyjedziemy z Białegostoku i tam planujemy wracać, to trasa wyniesie 50 km.

Kolejką po Puszczy

Puszcza Białowieska to drugi kierunek, który można obrać na Majówkę 2021. Szczególnym zainteresowaniem powinniśmy w tym roku obdarzyć Hajnówkę. Po pierwsze po latach jest tam nareszcie dobry dojazd koleją z Białegostoku, a po drugie na miejscu funkcjonują fantastyczne kolejki wąskotorowe. Możemy się przejechać do miejscowości Topiło w środku Puszczy Białowieskiej, a tam pójść na długi leśny spacer i wrócić kolejnym połączeniem. Można też pojechać w tą i z powrotem z przerwą na relaks w okolicznym barze na świeżym powietrzu.

Sam przejazd kolejką wąskotorową to także atrakcja sama w sobie. Można przez okna obejrzeć dzikie zakątki Puszczy Białowieskiej, podziwiać przyrodę oraz oddychać świeżym powietrzem.

Kładki na rozlewiskach

Wiosna to idealny czas żeby podziwiać rozlewiska. Dlatego też powinniśmy wybrać się do Śliwna, gdzie czekają na nas piękne – odnowione kładki z różnymi punktami widokowymi oraz platformami do przepływania po rozlewiskach. Niestety w tym roku należy tylko zajrzeć do Śliwna, gdyż wójt Waniewa – znajdującego się po drugiej stronie rozlewisk obiecywał remont swojej części kładek, ale na obietnicach tylko się skończyło. Do Śliwna możemy dotrzeć samochodem albo rowerem (około 25 km). Można też próbować powrotu przez pobliskie Baciuty. Są one odległe o 14 km. Zatem śmiało możecie zaplanować nawet rowerowy wypad rodzinny.

Warto także zajrzeć do Kruszewa, gdzie znajduje się nie tylko zerwany most i piękny widok na rozlewiska, ale także prywatna wieża widokowa, z której oczywiście można korzystać. Warto też zabrać ze sobą lornetki – jeżeli macie. Rozlewiska to miejsce, gdzie dostrzeżemy wiele niezwykłych gatunków ptaków.

Od Podlaskich Wydm po Kanał Augustowski

Jeżeli do tej pory nazwa Grądy-Woniecko nic Wam nie mówiły to powinno w tym roku się to zmienić. Od tej miejscowości warto zrobić sobie dłuższą wycieczkę zachodnimi terenami regionu, by zobaczyć wiele pięknych, dzikich zakątków. Tym razem potrzebny będzie samochód. Cała trasa to 165 km.

Prowadzi ona przez niesamowite tereny. W Grądach-Woniecko znajdują się podlaskie wydmy, następny punkt to Stara Łomża i okoliczny park krajobrazowy. Później Wizna i Góra Strękowa – gdzie przypomnimy sobie trochę historii. Następnie długa podróż przepiękną drogą w Białowieskim Parku Narodowym. Po drodze zatrzymajmy się na kładce do bagien, gdzie można zobaczyć łosie. Następnie na końcu tej drogi będzie Osowiec-Twierdza, gdzie nie tylko możemy zwiedzić fort, ale także spędzić czas na wspaniałych kładkach. Kolejny przystanek to Dolistowo Stare i droga wzdłuż Biebrzy do miejscowości Kopiec. Tam kierujemy się na Kanał Augustowski i Śluzę Sosnowo praz dalej na Rajgród, gdzie skończymy naszą wycieczkę podziwiając górę zamkową oraz przepiękny półwysep. Warto na miejscu wypożyczyć sprzęt pływający, by odpocząć na tafli jeziora.

Majówka na wodzie

Ostatnią propozycją jest Augustów. W ostatnich latach powstało tam wiele interesujących miejsc do spacerów, jednak my oprócz tego chcielibyśmy Wam zaproponować skorzystanie z augustowskiej żeglugi, którą można pływać po jeziorze Necko a także po dzikiej Rospudzie. Alternatywnie można wybrać się w rejs po Kanale Augustowskim. Relaks na wodzie, wpatrywanie się w nią i spędzanie czasu na burcie na pewno spowoduje, że majówka będzie udana.

Przypomnijmy też, że jest nowa droga prowadząca do Augustowa. Została wyremontowana i warto z niej korzystać. Przede wszystkim unikniemy stania w korkach – gdy zatka się wjazd do miasta. Oprócz tego można zrobić trasę Supraśl – Poczopek – Krynki (Kruszyniany), a następnie Sokółka, Dąbrowa Białostocka, Lipsk i Augustów. Będzie dłużej, ale też zobaczymy dużo więcej atrakcji.

Niezależnie który wariant z naszej propozycji przypadnie Wam najbardziej do gustu – życzymy udanego weekendu!

Featured Video Play Icon

Nowa atrakcja powstanie w Rajgrodzie. Turyści będą zachwyceni!

Nowa atrakcja turystyczna w Podlaskiem powstanie w Rajgrodzie. Zostanie utworzona tam ścieżka edukacyjna, którą umiejscowią przy jeziorze. Do tego będzie wieża widokowa w najlepszym punkcie miasteczka.

Przypomnijmy, że Rajgród to przepiękne miasteczko położone pomiędzy Jeziorem Rajgrodzkim oraz Jeziorem Dręstwo. Płynie tam też rzeka Jegrznia. Kapitalna jest Góra Zamkowa na półwyspie oraz wiele wiele innych miejsc, które warto tam zobaczyć. Teraz do nich dołączy nowa atrakcja. Będzie to dwukilometrowy odcinek trasy, która rozpoczynać się będzie w porcie. Następnie biec będzie brzegiem Jeziora Rajgrodzkiego wokół Góry Zamkowej. Następnie dojdziemy do ujścia rzeki Jegrzni. Po drodze mijać będziemy punkty widokowe. Powstanie też wieża widokowa na Górze Zamkowej.

Zwiedzanie Rajgrodu możemy połączyć też ze zwiedzaniem pobliskiego Augustowa oraz Puszczy i Kanału Augustowskiego. Niedaleko miasteczka znajduje się także Osowiec-Twierdza i Biebrzański Park Narodowy.

fot. Zala / Wikipedia

Znacie Kozi Rynek? Wspaniała kładka nad bagnami.

Wzgórze otoczone bagnami w okolicach Augustowa znane jest jako Kozi Rynek. W jego pobliżu znajduje się ścieżka edukacyjna. Doskonała na leśny spacer. Trzeba tylko poczekać na lepszą pogodę, aż będzie bardziej sucho. Warto dodać, że nadaje się ona zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Atrakcja znajduje się na drodze Augustów – Lipsk. Dlatego, jadąc z Białegostoku możemy wyruszyć na Sokółkę i Dąbrowę Białostocką i uwzględnić także te miejscowości w dziennym planie zwiedzania. Jeżeli wyruszymy odpowiednio wcześnie rano, przed świtem, to jest szansa że napotkamy dziką zwierzynę, której w okolicach jest pełno.

Rezerwat ma parking, gdzie możemy pozostawić samochód. Na miejscu stoi też obelisk pamiątkowy dotyczący powstańców styczniowych. To tam zaczniemy wycieczkę idąc wyznaczoną ścieżką. Po drodze miniemy 22 tematyczne przystanki – w tym miejsce na ognisko, kładkę oraz jeszcze jedno miejsce upamiętniające powstańców. Do tego po drodze napotkamy mnóstwo informacji przyrodniczych.

Jeżeli będziemy tam latem, to jednym z piękniejszych miejsc będzie roślinny “tunel” czyli droga prowadząca przez gęsto zarośnięte miejsce tworzące niesamowite wrażenie. To także doskonałe miejsce na zbieranie grzybów. A jeżeli będziemy mieli ochotę na ognisko, to kijki na kiełbaski już są.

Będzie nowa atrakcja na Podlasiu. Nocowanie w lesie pod gołym niebem!

W tamtym roku był tylko pilotaż, a teraz już będzie można to robić w wielu miejscach. Mowa o nocowaniu w lasach. Do tej pory było to całkowicie nielegalne, zaś ktoś kto podejmował próby rozbijania biwaku narażał się na mandat. Każdy większy kompleks jest bowiem ostoją dla dzikich zwierząt. Stała obecność człowieka zakłóciłaby ich życie. Dlatego teraz, po przeprowadzaniu “testów” wypracowano najlepsze zasady, by nocowanie w lesie zalegalizować.

W każdym nadleśnictwie w Polsce Lasy Państwowe wyznaczą obszar, gdzie będzie można rozbijać biwak. Miejsca będą gotowe od 1 maja 2021 roku. Każdy wyznaczony teren będzie liczyć około 1,5 hektara. Jeżeli ktoś nie zajmuje się rolnictwem i nie umie sobie wyobrazić takiego obszaru, to podpowiadamy. Jest to tyle miejsca, gdzie deweloper jest w stanie wybudować 6 bloków mieszkalnych.

Co ciekawe, na wyznaczonych terenach będzie można używać kuchenek gazowych. Jedno obozowisko będzie mogło liczyć maksymalnie 9 osób. A ich przebywanie będzie mogło potrwać nie dłużej niż 2 noce. Każdorazowo tego typu wypad trzeba będzie zgłosić do nadleśnictwa. Nie będzie to trudne. Wystarczyć ma wysłanie e-maila i czekanie na potwierdzenie. Oczywiste jest, że po zakończeniu biwaku będzie trzeba po sobie posprzątać.

Obecnie szacuje się iż w Polsce grupa osób interesująca się bushcraftem liczy sobie 40 tys. osób i stale rośnie. Warto pamiętać, że utrzymanie programu będzie zależeć w głównej mierze od osób korzystających. Póki co należy poczekać na informacje z nadleśnictw – które konkretnie tereny wyznaczyli.

 

Featured Video Play Icon

Królowy Most i Kołodno zimą. Piękne widoki z wieży.

Prawdziwie zimowa aura to był czas, który jednym dał się mocno we znaki, gdy inni ochoczo go wykorzystali. Do tych drugich należy zaliczyć YouTuberów DSVlog, którzy postanowili wybrać się na wycieczkę do Królowego Mostu i Kołodna. Wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę, bo Puszcza Knyszyńska pod białym puchem wygląda magicznie. Przy okazji można było się wspiąć na słynne Wzgórza Świętojańskie z Górą Świętej Anny włącznie, gdzie stoi wieża widokowa.

Jak widać warunki drogowe nie należały do najłatwiejszych, ale najważniejszy był entuzjazm. Dlatego widać od razu, że wyprawa udała się. YouTuberzy zobaczyli jak wygląda Królowy Most w oryginale, gdyż ten filmowy jest kompozycją z Sokółki, Tykocina, Supraśla, Białegostoku i Wierzchlesia. Natomiast w samym Królowym Moście i jego okolicach nagrano zaledwie kilka scen. Łącznie z najsyłnniejszą, gdy policjanci mierzyli prędkość księdzu na rowerze. Zwiedzający wspięli się też na górę Św. Anny, gdzie obserwowali piękno Puszczy Knyszyńskiej z wieży widokowej.

Samo Kołodno i Królowy Most warto zwiedzać o każdej porze roku. Szczególnie, że można tam dojechać z Supraśla. Wystarczy wybrać się drogą na Cieliczankę. Co prawda fragment będzie drogą szutrową, ale nie powinno być problemu z dojazdem. Dlatego też, gdy ktoś przybędzie na Podlasie może śmiało zrobić nawet całą pętlę w Puszczy Knyszyńskiej. Jadąc i zwiedzając trasą Białystok – Supraśl – Cieliczanka – Kołodno – Królowy Most – Wyżary – Białystok. Po drodze same fantastyczne miejsca!

fot. Soheaux / Wikipedia

To osiedle jest ciekawą atrakcją w naszym regionie. Mało kto o nim słyszał.

Zambrów to miasto pomiędzy Białymstokiem a Warszawą, które ludzie znają bardziej z tego, że przez nie przejeżdżają aniżeli zajeżdżają. Jest ono bowiem typowym przykładem miejscowości z “Polski powiatowej” czyli takiej, gdzie wszyscy dobrze się znają, zaś młodzież nie ma żadnych możliwości rozwoju. Niewielka jest także możliwość rozrywki, a tym bardziej szansa na atrakcyjną pracę i zarobki. Większość urodzonych tamże ucieka do większego miasta – Białegostoku czy Warszawy właśnie. My jednak odwrotnie – każdy zakątek Podlaskiego jest dla nas atrakcyjny i ciągle szukamy czegoś nowego, by odwiedzić i zachęcić innych do odwiedzenia. Przykładem ciekawego miejsca w Zambrowie są carskie koszary i to na nich się dziś skupimy.

Carskie koszary w Zambrowie to kompleks budynków, które budowano przez około 20 lat. Początek miał miejsce w latach 80. XIX wieku, zaś ukończono prace w pierwszych latach wieku XX (ok. 1905 r.). W tym czasie wybudowano nie tylko w Zambrowie. Inwestycje miały miejsce także w Osowcu, Piątnicy, Łomży, Suwałkach czy Białymstoku. Koszary w Zambrowie powstały ze względu na skrzyżowanie ważnych szlaków komunikacyjnych oraz bliskość dużego kompleksu leśnego – Czerwony Bór, na którym można było urządzić poligon.

Nowa, carska inwestycja mocno kontrastowała z dotychczasową zabudową miasta. Drewniana architektura stanęła nieco w cieniu charakterystycznej czerwonej cegły. Część budynków przeznaczono na osiedle dla rodzin wojskowych oraz pracowników cywilnych. Wzniesiono także dwie cerkwie, kaplicę i cmentarz. Zambrów zaś został zasilony kilkoma tysiącami nowych mieszkańców. Z jednej strony wielkie czerwone mury przypominały o zaborze i rusyfikacji, z drugiej mieszkańcy zyskali szansę na wymianę dóbr i usług.

W 1915 r. Zambrów i jego koszary zostały zajęte przez wojska niemieckie. W 1917 r. część koszar została przeznaczona dla żołnierzy polskich 1 i 2 pułku Legionów, a wśród dowódców pułku był późniejszy marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. koszary nie były w całości użytkowane przez wojsko. Kompleks dzielono także na szkołę czy mieszkania komunalne dla najbiedniejszych. Wiele budynków przez brak użytkowania została zdewastowana.

Remont miał miejsce dopiero w 1926 roku za sprawą 71. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych. Budynki zostały wyremontowane, doprowadzono bieżącą wodę, wybudowano elektrownię. W 1929 r. na terenie koszar zbudowano kino garnizonowe. Kolejną dekadę do II wojny światowej – miejsce było przeznaczone pod edukację żołnierzy. 10 września 1939 r. koszary zajęły wojska niemieckie. 11 września 1939 r. miała miejsce nieudana próba odbicia Zambrowa. Skończyło się to zorganizowaniem przez Niemców masakry jeńców. Była to jedna z największych zbrodni wojennych popełnionych przez Wehrmacht. Pod koniec września, gdy ZSRR zaatakowało Polskę ze wschodu – do Zambrowa wkroczyły wojska sowieckie. Stacjonowały w koszarach do 1941 roku. W czerwcu 1941 r. Zambrów ponownie znalazł się pod okupacją niemiecką.

Po drugiej wojnie światowej, aż kilka lat po śmierci Stalina w koszarach stacjonowały jeszcze wojska. Od 1957 roku budynki zostały przeznaczone na użytkowanie cywilne – mieszkania, zakłady, instytucje. Na dawnych placach koszarowych wybudowano osiedla mieszkaniowe. 26 stycznia 1989 r. zachowane budynki koszarowe oraz towarzyszące im budowle magazynowane i gospodarcze wpisano na listę zabytków.

Obecnie kompleks składa się z ponad 20 budynków przy Alei Wojska Polskiego, Grunwaldzkiej, Legionowej i Magazynowej. Warto tam się wybrać. Jest to kawał ciekawej architektury, która przetrwała do dziś. Warto tam się wybrać  na spacer i skupić się na detalach. Tam gdzie będzie to możliwe – warto wejść także do środka.

Featured Video Play Icon

Ferie w Podlaskiem z dziećmi. Co robić i gdzie pojechać całą rodziną bez noclegu?

Brak możliwości oficjalnego rezerwowania noclegów i wszędobylskie apele, by zostać w domu na pewno wychodzą Wam już bokiem. Szczególnie, gdy trwają ferie i dzieci mają czas wolny. A do poniedziałku jeszcze tak daleko… Dlatego też przedstawiamy Wam 3 pomysły na Ferie w Podlaskiem. Z dziećmi.

Zacznijmy od kwestii najważniejszej – noclegu. Z racji obecnej sytuacji, warto wybrać się na Podlasie gdy macie do nas na tyle blisko, by wieczorem być w domu. Warto też sprawdzić rozkłady jazdy pociągów. Odpowiednio poranny przyjazd da się pogodzić z powrotem ostatnim kursem. Jeżeli jesteście z Podlaskiego, to macie jeszcze łatwiej.

Zimowa kraina Otwartych Okiennic

Nawet jeżeli już tam byliście, to warto zobaczyć je jeszcze raz w zimowej scenerii. Miejsce jest wyjątkowo urocze, gdy śnieg zalega wszędzie dookoła. Wycieczka nie zajmie Wam dużo czasu. Z samego Białegostoku do Trześcianki otwierającej “krainę” to odległość 25 km. Objechanie Soc, Puchłów, Ciełuszek, Dawidowicz, Pawłów i Rybołów na spokojnie zajmie godzinę. Jeżeli wolicie spacerkiem, to w zależności od ułożonej trasy po krainie trzeba będzie przejść od 12 do 20 km. Jeżeli będziecie zmotoryzowani, to warto przy okazji odwiedzić wszystko to, co w pobliżu. Czyli Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach, miejscowość Narew i jej drewniany kościół oraz przepiękną cerkiew. Cała wycieczka zajmie kilka godzin.

Spotkać żubra

Kto rano wstaje, ten ma okazję spotkać stado żubrów. Tylko gdzie tu jechać? Zacznijmy od tego – kiedy wyruszyć. Wschód słońca w styczniu jest dopiero około 7.30. Oznacza to, że musicie stawić się na miejscu około 30 minut wcześniej. Wtedy będzie dostatecznie jasno i piękno, by podziwiać dzikie stado. Ten drugi walor oczywiście zależy od tego czy będzie słońce czy nie. Niezależnie wypad “na żubry” będzie doskonałą przygodą dla całej rodziny.

Warto jednak pamiętać, że robienie sobie “selfie” z żubrem to skrajna głupota. Gdy za blisko podejdziemy, to zwierze może się wystraszyć i nas zaatakować. Dlatego lepszym rozwiązaniem będzie zaopatrzenie się w lornetki i bezpieczne podziwianie z daleka. Jednym z takich miejsc jest wieża zaznaczona na poniższej mapie.

Żubry napotkamy też w okolicach Krynek. Wystarczy objechać okolice Krynek aż po Starą Kamionkę oraz Grzybowszczyznę i Babiki. Trzeci wariant, gdzie można napotkać króla puszczy, znajduje się w miejscowości Masiewo Stare. Miejsce zaznaczyliśmy na mapie.

Zimowe Stoki i saneczki

Mimo, że stoki narciarskie są zamknięte, to zjeżdżanie na sankach nie jest zabronione. Świetną zabawę można urządzić sobie na górkach Suwalszczyzny. Tych, tam nie brakuje. Najpopularniejszy jest oczywiście Szelment, gdzie znajduje się wyciąg narciarski. Całkiem przyjemnym punktem jest Cisowa Góra z doskonałym punktem widokowym na wysokości 256 m n.p.m. Jeżeli traficie na przejrzyste niebo, to dostrzeżecie z niej kilkanaście jezior. Pamiętajcie, by docierając na Górę Cisową trzymać się wyznaczonych szlaków i ścieżek.

Gdzie na narty w Podlaskiem? Supraśl, Szelment i Rybno czekają!

Górzyste tereny wokół Supraśla to idealne miejsce na szusowanie na nartach. Szczególnie, że zapowiada się w tym roku szansa na śnieżną zimę. Już dawno nie było takiego grudnia, by tak długo utrzymywał się śnieg. Dlatego można powoli planować uprawianie sportu z nartami. W gminie Supraśl znajdują się aż 4 popularne trasy narciarskie. Każda stanowi pętle o długości 1, 2, 3 i 4 km. Trasy mają różny stopień trudności, tak aby mogły być atrakcyjne zarówno dla amatorów jak i zawodowców. Każdej trasie odpowiada odpowiedni kolor na tabliczkach tak aby narciarz łatwo mógł rozpoznać na której pętli się znajduje.

Główny punkt początkowy wszystkich tras zaczyna się w okolicach drogi na Cieliczankę. Konkretnie to na rogu ulic Krasny Las oraz Józefa Piłsudskiego. Znajduje się tam wjazd do lasu. Trasy są oznaczone kolorami – żółtym, czerwonym, zielonym i niebieskim. Od razu zaznaczymy, że szlaki powstały kilka lat temu za unijne pieniądze. Oznacza to, że sama droga oczywiście istnieje, ale niektóre oznaczenia mogły już zaniknąć. W ostatnich czasach to częste zjawisko, że znaczki nie są odmalowywane.

Doświadczeni narciarze mogą wybrać się do Szelmentu pod Suwałkami oraz Rybna pod Łomżą. To zaawansowane ośrodki, które co roku ściągają sportowców z całej Polski. W tym roku jest podobnie. Tam śniegu nie zabraknie tak długo, jak długo będzie ujemna temperatura. Specjalne maszyny naśnieżające o to zadbają. Na stokach znajdują się także.

Obraz na żywo z Szelmentu:

Jeżeli nie macie własnego sprzętu, to nie szkodzi. W Supraślu znajduje się wypożyczalnia nart. Dlatego potrzebne są przede wszystkim chęci. A umiejętności? No cóż, czasy są takie że można poćwiczyć z YouTubem.

Białystok jak bajkowa kraina! Zobacz te zdjęcia.

W ostatnim czasie w Białymstoku zadebiutowała nowa instalacja świetlna, która wieczorem miała tworzyć świąteczną atmosferę. Oczywiste było, że brakowało wówczas śniegu, stąd też wstrzymaliśmy się z robieniem zdjęć. Czuliśmy w kościach, że lada moment może być biało. Okazało się, że warto było czekać. Białystok wieczorem wygląda jak bajkowa kraina. Instalacje razem z białym puchem tworzą niesamowity, unikalny klimat. Zresztą zobaczcie sami.

Nie tylko cud. 7 innych miejsc, dla których warto zwiedzić Sokółkę

Sokółka to miasteczko, które przyciąga szczególnie do kościoła Św. Antoniego Padewskiego, gdzie miał miejsce cud eucharystyczny. Jeszcze inni zwiedzają okolice kościoła, gdzie nagrywano sceny kultowego filmu U Pana Boga za piecem. Warto jednak wiedzieć, że Sokółka ma do zaoferowania znacznie więcej. Oprócz kościoła warto zobaczyć też przepiękną Cerkiew św. Aleksandra Newskiego z 1853 roku. Jest to murowana cerkiew z charakterystyczną dużą kopułą otoczoną czterema mniejszymi bocznymi kopułami. Wewnątrz świątyni znajduje się pochodzący z 1905 r. piękny ikonostas z obrazem “Ostatniej wieczerzy”.

Jeżeli będziemy tam latem, to warto skoczyć nad zalew. Można tam odpocząć, popływać lub skorzystać ze sprzętu do tego przeznaczonego. Jedną z głównych imprez organizowanych tam są mistrzostwa w skokach na nartach wodnych, zawody skuterów wodnych oraz zawody wędkarskie. Dobra wiadomość jest taka, że do Sokółki z łatwością dojedziemy samochodem, pociągiem i autobusem. Jest doskonale skomunikowana z Białymstokiem.

Warto pamiętać, że oprócz Sokółki atrakcyjne są także jej okolice. Możemy obejrzeć wiatrak pod Dąbrową Białostocką albo wybrać się Szlakiem Tatarskim. W Bohonikach odwiedzając meczet i tatarski cmentarz. Podobnie w Kruszynianach. Możemy też skoczyć do Kuźnicy, gdzie znajduje się przejście graniczne – jeżeli ktoś chciałby zobaczyć jak ono wygląda. Natomiast jeżeli pokręcimy się bladym świtem po okolicznych wsiach przy Starej Kamionce to możemy napotkać stado dziko żyjących żubrów.

Sama Sokółka oferuje również Muzeum Społeczne Ziemi Sokólskiej, które powstało w latach 80 –tych XX w. Jest bogatym źródłem wiedzy historycznej o dziejach Sokólszczyzny. Posiada trzy działy: historyczny, tatarski i etnograficzny. Zbiory muzeum przedstawiają historię Sokółki i okolic, potwierdzają zróżnicowanie wyznaniowo etniczne tego regionu Polski, a także prezentują dawne życie codzienne podsokólskich wsi. Jeżeli chcemy wybrać się na wyżej wspomniany Szlak Tatarski, to warto od tej placówki zacząć.

Featured Video Play Icon

Czy tu kapliczka zapadła się pod ziemię? Góra Prowały – mniej znana siostra Grabarki.

Dosłownie wszyscy kojarzą świętą górę Grabarkę, ale tylko okoliczni mieszkańcy oraz niektórzy bardzo zainteresowani pielgrzymowaniem wiedzą o tym iż w jej pobliżu znajduje się jeszcze jedna święta Góra – Prowały. Prowadzi do niej urokliwa alejka. Na miejscu oprócz wielu krzyży znajduje się również źródełko, z którego warto zaczerpnąć wody ponieważ ma ona uzdrawiającą moc.

 

Na szczycie znajduje się kapliczka, w której schronienie znalazła ukryta od najazdów tatarskich, cudowna ikona Spasa (Zbawiciela) Mielnika. Kapliczka została zniszczona w nieznanych okolicznościach. Inna legenda mówi iż zapadła się pod ziemię. Stąd nazwa Prowały od słowiańskiego “prowaliłas”. Podobnie jak na Grabarkę pielgrzymują tutaj ludzie, którzy słyszeli o jej istnieniu i tak samo zostawiają tu krzyże w różnych intencjach.

 

Góra znajduje się w lasku obok drogi. Można ją odwiedzić wędrując szlakiem z Drohiczyna do Milejczyc po drodze mijając między innymi Narejki, Żurobice, Siemiatycze, Mielnik, Radziwiłłówkę, Koterkę czy Telatycze. Jeżeli niedługo sypnie śniegiem, to będzie idealna okazja by górę odwiedzić. Klimaty tego miejsca jest wyjątkowy szczególnie zimą oraz latem. Aczkolwiek wiosną i jesienią również nie brakuje mu walorów.

Zalew Czapielówka. Niedoceniane, lecz fantastyczne miejsce do odpoczynku i rekreacji!

Czarna Białostocka to miejsce, które niewątpliwie kojarzy się z Zalewem Czapielówka w Puszczy Knyszyńskiej. Jednak niemal zawsze jest ono pomijane przez  turystów. Widać to w zestawieniu z Supraślem. Chociaż zarówno to miasteczko jak i Czarna Białostocka mogłyby przyciągać te same osoby – tłumy z Białegostoku oraz turystów to wygrywa tylko Supraśl. Dlaczego tak się dzieje?

Jakie atuty ma Supraśl?

Niewątpliwie Supraśl jest hitem z powodu regionalnej kuchni i dobrej lokalizacji. Miasteczko leży w Puszczy Knyszyńskiej, zaś w centrum miasteczka jest kilka miejsc, gdzie zjemy takie lokalne przysmaki jak babka ziemniaczana czy pierogi. Niektóre dania to prawdziwy rarytas. Nie można zapominać też o kwasie chlebowym. Sama bliskość lasu powoduje, że jest wiele miejsc, gdzie możemy spacerować zwiedzając okoliczne rezerwaty przyrody. Przez miasto oczywiście też płynie rzeka Supraśl, na której stworzony został zalew z plażą i terenami rekreacyjnymi.

Jakie atuty ma Czarna Białostocka?

W zasadzie, prawie to samo można napisać o Czarnej Białostockiej co u Supraślu. Dobra lokalizacja – w Puszczy Knyszyńskiej. Ba! Nawet jest przyjemna leśna droga prowadząca do Supraśla – fantastyczna dla rowerzystów czy grzybiarzy. W przyszłości oba miasteczka mają być połączone kolejką wąskotorową (o ile nic nie pokrzyżuje tych planów – czyt. nie zabraknie pieniędzy). Miasteczko słynie ze swojego zalewu Czapielówka. Szczególnie przyciągają piękne pomosty (które są odnawiane), a także tereny wokół zbiornika do spacerowania (już niedługo będzie można obejść zbiornik dookoła). Niestety w Czarnej Białostockiej w zasadzie nie istnieje gastronomia. Jest co prawda bar oraz klimatyczny zajazd (gdzie kręcono nawet serial i teledysk) – ale są one przy głównej drodze. W pobliżu zalewu pusto. I to w zasadzie jedyny a zarazem największy minus. Przy zalewie niedługo powstaną też kładki, wieża widokowa i lepszy parking.

Miejmy nadzieję, że jednak to się w przyszłości zmieni. Ludzie są złaknieni nowych miejsc o czym się przekonaliśmy niedawno na Wyżarach. Odludzie w środku Puszczy Knyszyńskiej z trudnym dojazdem w ostatni ciepły weekend października przeżywało oblężenie. Takich tłumów nie widzieliśmy tam jeszcze nigdy, a podejrzewamy że to nie jest ostatnie słowo przyjezdnych. Czy podobnie będzie z Czarną Białostocką? Trzymamy kciuki, bo miejsce ma ogromny potencjał lecz jest niedoceniane.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Kto by się spodziewał, że schowane głęboko w Puszczy Knyszyńskiej staną się takim hitem. W ostatnim czasie przypominaliśmy dlaczego warto tam pojechać i przy okazji sami też pojechaliśmy. Na miejscu zastaliśmy tłumy ludzi! Byliśmy trochę w szoku, bo nigdy wcześniej to miejsce nie było aż tak oblegane. Przypomnijmy miejsce znajduje się niedaleko miejscowości Radunin, po drodze na Gródek.

 

Można było zauważyć i rodziny z dziećmi, młodych ludzi zaciekawionych miejscem, a także kilka par młodych z fotografami urządziło sobie sesję. Tylko wędkarze nie byli zbyt zadowoleni z tego popłochu. Wszak na ryby przyjeżdża się przecież łowić w ciszy i spokoju. Tego na Wyżarach zdecydowanie nie było. Zatem jeżeli tego szukacie, to na Wyżarach już nie znajdziecie. Oczywiście to dobrze, że ludzie obcują z naturą. Miejmy tylko nadzieję, że nie będą śmiecić.

 

Ludzie szczególnie byli zainteresowani dwoma miejscami – Sianożątkami – czyli wielkim bagnem, gdzie znajduje się długa kładka na ich środek. Tam oczywiście pary młode robiły sobie zdjęcia, ale nie tylko one. Co chwilę pojawiało się wiele nowych osób. Druga atrakcja to kolejne dwie kładki przez bagna tuż obok głównego zalewu na Wyżarach prowadzące do galerii rzeźb leśnych. Swoją drogą one też zaciekawiły wiele osób. Nie brakowało także grzybiarzy, bo okazów ostatnio co nie miara.

Więcej o Wyżarach w naszym archiwalnym tekście:

Wiele niesamowitych miejsc obok siebie. Warto tu przyjechać chociaż raz

 

Featured Video Play Icon

Czy plaża Dojlidy jest atrakcyjna jesienią? Jeszcze jak!

Jeżeli ktoś myśli, że z nadejściem jesieni plaża w Dojlidach straciła na atrakcyjności, to się myli. Jak widać można pływać, można uprawiać sport, można zwyczajnie spacerować. Szczególnie jest to przyjemne gdy idziemy leśną ścieżką. Wtedy zapach drzew jest oszałamiający! Warto też dodać, że latem za wejście na teren obiektu trzeba płacić. Teraz bramy są otwarte dla wszystkich. Dojlidy składają się z trzech części.

Teren rekreacyjny OSiR

To najważniejsze miejsce. Jest tu parking, jest plac zabaw, są także pomosty oraz dużo miejsca do wszelkiej rekreacji. Naprawdę przyjemnie ćwiczy się i spaceruje wśród drzew lub nad wodą. Co odważniejsi kąpią się i nie przeszkadza im niska temperatura. Mało kto wie, ale Dojlidy to także dobre miejsce podczas pełni księżyca. Bo podczas wschodu ten jest doskonale widoczny właśnie na plaży.

Wyspa

To druga część znajdująca się jeszcze na terenie OSiR. Żeby do niej dojść wystarczy przejść kawałek drogą za wypożyczalnią sprzętu oraz za pomostami z zacumowanymi łodziami. Na wyspie można sobie posiedzieć i odpocząć. Jesienią jest nieco zarośnięta, ale ma swój klimat. Szczególnie upodobali sobie to miejsce wędkarze, jednak spacerowicze także się tam zmieszczą. Widoki są przyjemne szczególnie gdy zachodzi słońce. Można tam zabrać drugą połówkę na romantyczny wieczór.

Dzikie stawy

Ostatnia część leży poza plażą. Dzikie stawy, na których napotkamy wiele gatunków ptaków to wspaniałe miejsce dla tych, co kochają obserwować przyrodę z bliska. Idąc tym cichym i spokojnym miejscem nieraz można zapomnieć, że nadal jest się w Białymstoku! Jeżeli wybierzemy się wcześnie rano to bardzo prawdopodobne będzie, że spotkamy sarny i inne dzikie zwierzęta.

Featured Video Play Icon

ZOO Akcent w Białymstoku. Całkiem przyjemne miejsce do spacerów z dziećmi.

Dawniej ZOO Akcent w Białymstoku było miejscem dosyć ponurym. Przede wszystkim były tam smutne zwierzęta w ciasnych klatkach. Od wielu lat na szczęście jest już dużo lepiej, bo ZOO przeszło gruntowną przebudowę, a zwierzęta mają dużo lepsze warunki bytowe. Obecnie w ogrodzie zoologicznym są wilki, niedźwiedź (były wcześniej dwa), rysie, świnki wietnamskie, żubry, i inne kopytne, a także wiele ptaków.

 

Dawniej można było tylko wejść przez bramę główną, by zobaczyć kilka klatek oraz obejść ogród dookoła, teraz można nie tylko go obejść, ale za bramą główną przejść ścieżką przez jego środek, postać nad mostkiem oraz przede wszystkim zrobić sobie zdjęcie z misiem, który ma wybieg najlepszy ze wszystkich. Ogród zoologiczny to także miejsce, w którym możemy się dowiedzieć o życiu  różnych gatunków zwierząt. Dlatego warto zabrać tam dzieci na spacer, aczkolwiek osoby dorosłe też nudzić się nie będą.

 

Do ZOO trafiają zwierzęta, które nie potrafiłyby sobie już poradzić na wolności. Na przykład niedźwiedź przeszłość spędził w cyrku. Wypuszczenie go do Puszczy nie tylko by zakłóciło ekosystem, ale też zwierzę nie wiedziałoby raczej jak samodzielnie zdobyć jedzenie. Podobnie z innymi zwierzętami. Życie po za ogrodem zoologicznym oznaczałoby dla nich wyrok śmierci. Dlatego też jest to dla nich pewne “sanatorium” o ile gmina, w której znajduje się takie miejsce odpowiednio o zwierzęta dba. Dawniej w Białymstoku był z tym problem, ale to już historia. Dlatego korzystając z ładnej pogody – zabierzcie dzieci do ZOO, a jak dzieci nie macie to idźcie sami. Naprawdę warto!

Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Piękne widoki i regionalne jadło!

Kiedyś służyły do transportu drewna, dzisiaj przewozi turystów i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Mowa o kolejce wąskotorowej z Hajnówki do miejscowości Topiło. Podróż kolejką przez Puszczę Białowieską to wyjątkowa atrakcja. Postanowiliśmy sami się przekonać jak się nią jedzie. Było naprawdę super!

Spadek po zaborach

Kolejkę wąskotorową mamy w spadku zaborach. W 1916 roku, gdy Polski jeszcze nie było na mapie, to na terenie Puszczy Białowieskiej urzędowali Niemcy. Potrzebowali drewna, więc wybudowali w Białowieży tartaki i stolarnie, zaś w Hajnówce fabrykę półproduktów chemicznych z drewna. Stąd też przewożono drewno. Kiedy na terenach zaborczych nastała już Rzeczypospolita Polska to do II Wojny Światowej państwo polskie rozbudowało sieć kolejek leśnych. W 1939 roku było ich łącznie 360 km! Dopiero transformacja ustrojowa i wszechobecna, pokomunistyczna bieda w 1992 roku zakończyła eksploatację kolejek.

Piękne zakątki i rezerwaty

Dziś wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września i warto to zrobić, by zobaczyć piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Kolejka mknie przez rezerwaty przyrody. Maszyna zatrzymuje się na stacji Topiło, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem. Tam można wybrać się na spacer po lesie szlakami lub też skorzystać na miejscu z gastronomii. Można najeść się lokalnych przysmaków lub napić się kwasu chlebowego, naparu z ziół czy regionalnego piwa. Jest też sklep z pamiątkami.

 

Jak się jedzie?

Sama jazda jest bardzo przyjemna, aczkolwiek niektórzy narzekają na hałas. Nie jest on jednak uciążliwy. Cała podróż to wspaniała medytacja. Oglądamy piękne widoki za oknem, zielone kolory lasu uspokajają nas, zaś regularny stukot kół wprowadza niemalże w trans. To także doskonałą atrakcja dla dzieci. Pierwszy i ostatni wagon zawiera podłużne ławy do siedzenia, zaś pozostałe mają tradycyjne siedziska. Wszystko jest z drewna. Oprócz rzecz jasna lokomotywy. Podróż odbywa się z prędkością około 20 km na godzinę. W jedną stronę jedziemy przez godzinę, potem postój trwa godzinę i kolejka kolejną godzinę wraca. Można też wyjechać z Hajnówki porannym kursem zaś wrócić popołudniowym. Wtedy będziemy mieć wiele godzin na zwiedzanie Puszczy Białowieskiej.

Ceny i informacje 2021

Cena biletów to:

  • normalny 50 zł
  • ulgowy 40 zł (młodzież w wieku 15-19 lat, seniorzy, niepełnosprawni)
  • ulgowy – 30 zł (dzieci od 3 do 14 roku życia oraz psy)
  • bezpłatnie – dzieci do lat 3

Można płacić gotówką lub kartą w kasie przy stacji. Bilet należy kupić w tym samym dniu co odbywać się będzie przejazd. Nie można zarezerwować przejazdu wcześniej, więc dobrze jest nie przyjeżdżać na ostatnią chwilę, bo może zabraknąć miejsc. 

Informacje o odjazdach kolejki na 2021 rok:

– w okresie od 4 czerwca do 6 czerwca – codziennie o godz. 10:00 i 14:00

– w okresie od 12 czerwca do 26 czerwca – w każdą sobotę o godz. 10:00 i 14:00;

– w okresie od 29 czerwca do 31 sierpnia – w każdy wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę o godz.10:00 i 14:00 z wyłączeniem dnia 17 lipca,

– w okresie od 2 września do 30 września – w każdy czwartek i sobotę o godz. 10:00 i 14:00.

Telefon kontaktowy: 693-337-290

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Podlaskie kolorowe i drewniane. Okiennice i cerkwie hitem turystycznym

W ostatnim czasie w internecie prawdziwy wysyp materiałów z Podlasia. Wiele turystów czy blogerów postanowiło przybyć do naszego regionu. Te dwa motywy przewijają się najczęściej – czyli zdobienia domów – otwarte okiennice oraz kolorowe, drewniane cerkwie. Kolejnym przykładem jest TraveLove, które zrobiły dwuczęściowy, solidny materiał na ten temat. Warto oba filmy obejrzeć.

 

Pierwszy dotyczy Krainy Otwartych Okiennic. Jak słusznie zauważyli autorzy filmu to nie tylko Soce, Puchły i Trześcianka, ale wiele innych miejscowości, które omawiają w swoim filmie (do obejrzenia poniżej).

Druga część dotyczy kolorowych, drewnianych cerkwi w regionie. Można się dowiedzieć sporo ciekawych informacji, a także przede wszystkim usłyszeć o wioseczkach z takimi świątyniami, o których nie przeczytamy raczej w przewodnikach.

Autorzy dodają także poniższą mapę cerkwi, by wygodniej się zwiedzało.

Warto zauważyć, że to już kolejny taki materiał. Można śmiało powiedzieć, że okiennice i cerkwie są hitem wśród turystów. Dawniej znany był w naszym regionie Augustów, później nieśmiało zaczęła być popularna Białowieża, następnie Kruszyniany i Supraśl. Dziś Kraina Otwartych Okiennic oraz podlaskie wsie. Cieszyć się trzeba, że mamy coraz więcej do zaoferowania. Ostatnio obserwując w maleńkich Pawłach obok Ryboł ruch samochodów – można było zobaczyć bardzo dużo obcych rejestracji. Nawet był kamper z Czech! Gdy wszystko na świecie wróci do normy, to turystyczny ruch u nas będzie naprawdę spory! Do tego czasu jednak warto zadbać o to, na co zwrócili uwagę autorzy filmu. Mianowicie, by była lepsza baza noclegowa, bo obecnie jest po prostu mała.

To jedyne takie miejsce w Polsce! Powstało w Drohiczynie na Podlasiu.

W Drohiczynie od 15 lipca 2020 zaczęło funkcjonować Nadbużańskie Centrum Turystyki Kajakowej. Mieści się przy ul. Kraszewskiego 13 i warto zapisać sobie ten adres, bo to jedyne takie miejsce w Polsce!

 

W Centrum znajdują się eksponaty z Muzeum Kajakarstwa oraz wystawa zdjęć. Dodatkowo można też oglądać nowoczesne kajaki. Jest też basen, na którym można testować sprzęt oraz… skorzystać z symulatora pływania kajakiem. Można sobie zadać pytanie po co cała ta inicjatywa? Drohiczyn chce ściągnąć i skupić wokół siebie branżę kajakową. Tak jak mamy w Polsce mnóstwo rowerzystów, narciarzy, tak też nie brakuje również wielu osób uczestniczących w spływach lub trenujących sporty kajakowe. Tylko na Podlasiu jest kilka dobrych miejsc na takie aktywności. A wypożyczalni sprzętu wodnego mnóstwo!

 

Warto przypomnieć, że w Drohiczynie co roku organizowany jest największy spływ kajakowy w Polsce – 500 kajaków. W tym roku jak wszystko się nie odbył i nie odbędzie. A na koniec dodamy, że w ciągu 7 lat istnienia poprzedniej instytucji, która została włączona do Nadbużańśkiego Centrum Turystyki Kajakowej, na wizytę przyszło tam 50 tysięcy osób! Warto dołączyć do tego grona i zainteresować się sportem kajakowym, bo to naprawdę świetna sprawa!

Nowe miejsce do rekreacji w Białymstoku już gotowe! Można będzie się relaksować.

Takich inwestycji powinno w mieście być jak najwięcej. Z inicjatywą w tym przypadku wyszli mieszkańcy. Mieli oni także głos decydujący. Z budżetu obywatelskiego dokonano rewitalizacji jednego ze stawów przy ul. Mickiewicza. Dawniej był miejscem niezbyt przyjemnym, teraz aż zachęca by go odwiedzać. Białostoczanie wkrótce będą mogli z niego korzystać. Zakończyły się już prace budowlane. Pozostało tylko zarybić staw i posadzić trochę roślin. Do tego czasu teren nie będzie jeszcze udostępniony, ale jak się domyślacie takie czynności nie trwają zbyt długo, więc lada moment miejsce będzie dostępne.

 

Na jednym z brzegów zbiornika zainstalowano pięć pomostów dla wędkarzy. W innej części wybudowano fragment rowu z kamiennym dnem, nad którym pojawiła się stylowa kładka z poręczami. Jeszcze inny brzeg został wzmocniony specjalną palisadą, utworzono też ścieżkę spacerową. Ze względu na przyrodnicze walory tego miejsca, na środku stawu – tuż obok wyspy – pojawiła się wieża dla nietoperzy i jerzyków, a na pobliskich drzewach zainstalowane zostały budki dla ptaków, domki dla wiewiórek, specjalne domki dla jeży, które występują tam dość licznie. Wokół stawu zamontowano ekologiczne lampy fotowoltaiczne, ławki i kosze na śmieci. Aby poprawić jakość wody oczyszczono dno stawu poprzez wywiezienie namułu, pogłębiono zbiornik na całej jego powierzchni, przeprowadzono reprofilację dna zapewniając w ten sposób właściwą cyrkulację wody, przebudowano urządzenia wodne, a także zainstalowano dwie specjalne platformy w postaci wysp pływających z funkcją oczyszczania wody.

 

Rosnące tam drzewa zostały zachowane, a wkrótce będzie ich jeszcze więcej. Na przyległym terenie zostanie posadzonych 7 drzew. Ponadto zasadzonych będzie 158 krzewów, w tym derenie, róże, budleje Dawida (motyli krzew), hortensje bukietowe. Będzie także rabata, na której zostanie posadzonych 160 bylin. Zapowiada się przepiękny ogród w centrum miasta! Chciałoby się, żeby takich miejsc było jak najwięcej!

Tutaj można zwiedzać, plażować i uzdrowić. To miasto niedaleko Puszczy Białowieskiej.

6 razy dziennie z Białegostoku możemy dojechać pociągiem do Kleszczel. Przywita nas przepiękna, stara zabytkowa stacja. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego warto tam się przejechać. Już sama wycieczka koleją może być atrakcją, bowiem prowadzi przez tereny, które leżą nieco na uboczu. Nie jeździ tamtędy żaden pociąg krajowy. Od lat Białystok nie ma bezpośredniego połączenia z Lublinem. Dlatego też trasy nie zobaczymy “przy okazji”. Chyba, że jeździmy regularnie do Bielska Podlaskiego.

 

Gdy dojedziemy do Kleszczel, to przywita nas piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl “szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku.

 

Kleszczele mają jeszcze jedną zaletę, dla której warto je odwiedzić. Około 2 km od miasta znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób. Po relaksie zanim jeszcze wrócimy na stację, można przejść się do miejscowości Dobrowoda. Tam znajduje się święte źródełko, a konkretnie studnia z wodą, której warto się napić, bo ma moce uzdrawiające.

Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Województwo Podlaskie ma ogromną ilość miejsc, gdzie można popływać kajakiem. Nie będziemy jednak ich wszystkich tu przedstawiać. Wybraliśmy te szlaki wodne, które najbardziej mogą przypaść do gustu także Wam. Teoretycznie woda to woda, więc wybór miejsca może wydawać się drugorzędny. Warto jednak wiedzieć, że jedne trasy będą bardziej wymagające, a inne mniej. Jedne będą prowadziły przez kompletne zarośla, inne będą miały też przepiękne widoki. Co najlepiej wybrać? To zależy ile czasu chcemy przeznaczyć na pływanie. Spływ kajakowy trwa zwykle kilka dni, jednak nie każdy ma ochotę przez tyle czasu siedzieć i wiosłować. Niektórym przecież starczy tylko kilka godzin.

Suwalszczyzna

Na Suwalszczyźnie są 3 miejsca, gdzie warto wypożyczyć sprzęt i zacząć drogę. To okolice Budy Ruskiej, gdzie zaczniemy piękną przeprawę rzeką Czarną Hańczą. Pierwszy odcinek możemy zakończyć w Głębokim Brodzie po kilkunastu kilometrach. Jeżeli to dla nas za mało kolejna okazja na koniec będzie w Rygolu po kolejnych kilkunastu kilometrach. Aczkolwiek na tym drugim odcinku będzie trudniej, więc jeżeli to nasz pierwszy raz to lepiej wybrać coś innego. W Rygolu natomiast możemy dołączyć do Kanału Augustowsiego, którym dopłyniemy do pięknej Przewięzi. Trasa wyniesie około 30 kilometrów. Jej zasadniczym plusem jest to, że bardzo często będzie okazja do zejścia na ląd, czego nie można powiedzieć o Czarnej Hańczy.

 

Teoretycznie możemy płynąć dalej aż do Augustowa, jednak na jeziorze Białym pomiędzy obiema miejscowościami panuje spory ruch. Jeżeli irytują Was fale robione przez inne przepływające jednostki, to lepiej sobie darować. Jeżeli jesteście zdeterminowani, to możecie dopłynąć do Jeziora Rospuda. Jeżeli to nie jest spływ kajakowy, a jednorazowe rekreacyjne pływanie, to polecamy od razu zacząć na tym jeziorze, by popłynąć dziką rzeką i Doliną Rospudy. Przed Wami będzie około 20 kilometrowa piękna trasa, którą zakończycie w Raczkach. Pamiętajmy, że po drodze będzie bardzo mała szansa na to, by zejść na ląd.

Białostocczyzna

Jeżeli chcemy wybrać coś bliżej Białegostoku, to proponujemy dwie miejscówki. Jedna to Supraśl i jego okolice. Zacząć możemy w pobliskim Surażkowie, by przepłynąć piękną i malowniczą trasą do miejscowości Supraśl przez Krzemienne. A możemy od razu w miejscowości Supraśl zacząć płynąć przez Nowodworce do Wasilkowa. Jeżeli chcielibyśmy urządzić jakiś kilkudniowy spływ, to rzeka wpada do Narwi za Fastami, a dalej możemy nawet dotrzeć do Tykocina albo i do Wizny. Po drodze będzie można zejść na ląd w wielu miejscach – Supraślu, Nowodworcach, Wasilkowie, Sielachowskich. W Dobrzyniewie Fabrycznym trzeba będzie przenieść kajak, bo jest śluza. Potem kolejna okazja do zejścia na ląd będzie w Złotorii i Tykocinie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia – szczególnie na jednodniową wyprawę to Suraż. Tam możemy wypożyczyć kajaki. Następnie zostaniemy z nimi zawiezieni do Doktorc, po to by wrócić do Suraża. Trasa jest dosyć łatwa i przyjemna. Jej przepłynięcie zajmie nam kilka godzin, bo do przepłynięcia będzie około 15 kilometrów. Nie ma przeciwwskazań, by płynąć dalej przez Narwiański Park Narodowy. To jednak już wyprawa na więcej niż 1 dzień. Warto zaznaczyć, że niezależnie czy będziemy płynąć tylko na trasie Doktorce – Suraż czy dalej, to miejsc, by zejść na ląd będzie bardzo mało, bo to dzikie tereny.

Południowe Podlasie

Rzeka Bug to kolejne miejsce, gdzie warto wypłynąć kajakiem. Konkretnie to warto wypłynąć z Niemirowa. Pierwszy przystanek (lub dzień) zrobimy po 15 km w Mielniku. Jeżeli komuś mało, to kolejny przystanek warto zrobić w Drohiczynie czyli po kolejnych 30 kilometrach. Po kolejnych trzydziestu dopłyniemy do miejscowości Granne. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

 

Jeżeli planujemy kilka dni spływu, to na wszystkich trasach bez problemu znajdziecie noclegi. Pod tym kątem nasz region jest bardzo rozwinięty. Warto tylko przed wypłynięciem sprawdzić prognozy pogody, tak by mieć pewność, że nie będzie żadnych burz, bo nie zawsze będzie jak uciec z wody, gdyby nagle na niebie zmieniła się sytuacja. Nie zapominajmy też o kapokach. Nawet, gdy umiemy pływać, to ryzyko utonięcia jest zawsze. Trzymamy jednak kciuki, by wyprawy odbywały się w spokoju.

Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Featured Video Play Icon

Parostatkiem w piękny rejs! Wypłyń na jeziora, rzeki i Kanał Augustowski.

Nie trzeba ani jechać nad morze, ani też na Mazury. Można i w Podlaskiem pływać statkiem. Najbardziej rozwiniętym miejscem do tego typu umilania sobie czasu jest oczywiście Augustów. To tam w centrum miasta przy ul. Mostowej na rzece Netta znajduje się port, z którego możemy wypłynąć na wycieczkę. Wariantów jest bardzo wiele – od krótkich po całodniowe. Port stoi na rzece, która jest połączona z jeziorem Necko, które to z kolei połączone jest z rzeką Rospudą oraz kanałami z jeziorem Białym, Studzieniczną oraz wieloma innymi wodami. To daje wiele możliwości na kierunki zwiedzania.

 

Jedną z możliwości jest rejs katamaranem. Na stylizowanym na jaćwieski statek może wejść aż 60 pasażerów. Można skorzystać z rejsu półtoragodzinnego lub też całodniowego. Kolejnym statkiem jakim możemy popływać to Kareta Wodna “Rospuda”. Jest to statek imprezowy i rejsy są organizowane pod tym kątem. W augustowskim porcie zacumowana jest także gondola. Jest to dużo mniejsza łódź, co daje więcej możliwości jeżeli chodzi o dostępność niektórych miejsc, gdzie nie zmieści się duży statek. W rejs można wybrać się także statkami, które na pokładzie mają bary, toalety, pokłady górny (taras) i dolny przeszklony. Tyle o flocie.

 

Dokąd można popłynąć w piękny rejs? Podstawowym miejscem jest rzeka Netta, z której będziemy mogli podziwiać centrum Augustowa. To ona będzie naszym punktem startowym w każdej wycieczce. Kolejnym kierunkiem jest jezioro Necko. To tam znajduje się plaża, a także piękne tereny leśne. Oglądać to wszystko możemy z pokładu. Zmiana perspektywy dobrze nam zrobi. Jedną z atrakcji jest przyrodnicza perła Dolina Rospudy. Miejsce dzikie, zarośnięte i wyjątkowe. Można będzie zobaczyć torfowiska, a przy odrobinie szczęścia rzadkie gatunki kwiatów. Jest to najpopularniejsza trasa rejsowa. Czyli Rzeka Netta – Jezioro Necko – Rzeka Rospuda – oraz Dolina Rospudy. Statek dopłynie tylko 2 km w głąb. Jeżeli chcielibyśmy zwiedzić więcej musimy wypożyczyć kajak. Znajdziemy go na plaży jeziora Necko.

 

Jeżeli planujemy zrobić komuś niespodziankę, to jest nawet możliwość zamówienia grajków na pokład! Wyobraźmy sobie, że zabieramy na randkę swoją ukochaną, płyniemy z nią w świetle zachodu słońca, nagle wyciągamy pierścionek, ona się zgadza i wtedy grajkowie grają przepiękne, miłosne melodie. Takie wspomnienia będą towarzyszyć już na zawsze. Podobno mówi się, że mężczyzna pozostaje długo pod wrażeniem jakie zrobił na kobiecie.

 

Kolejny wariant to odprężająca wycieczka Pojezierzem Augustowskim. Z Rzeki Netta poprzez Jezioro Necko, Rzekę Klonownicę, Jezioro Białe oraz Jezioro Rospuda. Możemy również wybrać się na rejs Gondolą, która zawiezie nas śluzami Kanału Augustowskiego poprzez przepiękną Przewięź aż na jezioro Studzieniczne, gdzie będzie można zwiedzić Sanktuarium Maryjne. Cały rejs potrwa aż 3 godziny! Możemy też też wybrać się nad dłuższy rejs tak zwanym “wydłużonym Szlakiem Papieskim”, który potrwa 4 godziny. Jak komuś mało to jest i rejs 6-godzinny. Tak zwany “Pełen Szlak Papieski”. Zwiedzimy podczas niego same największe perełki płynąć Kanałem Augustowskim aż do Śluzy Gorczyca. Najdłuższy rejs, ale całodniowy jest do Jeziora Paniewo, gdzie znajduje się podwójna śluza. Naprawdę warto!

Featured Video Play Icon

Suwalszczyzna samochodem. Co zwiedzać i gdzie pojechać?

Suwalski Park Krajobrazowy, Głazowisko w Bachanowie, Góra Zamkowa w Szurpiłach czy Punkt Widokowy w Smolnikach to tylko niektóre miejsca jakie warto odwiedzić na Suwalszczyźnie. Wycieczkę najlepiej zacząć troszeczkę za granicami województwa w Stańczykach – tam piękne, ogromne, kolejowe akwedukty zachwycą nie jednego odwiedzającego. Dla fanów historii przemierzając północ Podlasia będzie też możliwość zobaczenia Pomnika Bitwy pod Filipowem, który to upamiętnia wojnę ze Szwecją, o której pisaliśmy w ostatnim czasie przy okazji innego pomnika – z Tykocina.

 

Warto też skosztować podlaskich specjałów – kiszkę ziemniaczaną, babkę czy kartaczy. Koniecznie z kiszoną kapustą popijając podpiwkiem. Szczególnie, że zwiedzając wszystkie ciekawe miejsca na pewno będziemy głodni. Warto dodać, że zwiedzając Suwalszczyznę zobaczyć będziemy mogli bardzo wiele przepięknych krajobrazów dlatego warto mieć ze sobą aparat fotograficzny, by uchwycić najciekawsze widoki na pamiątkę.

 

W powyższym filmie nie ma dwóch miejsc, które także warto zobaczyć będąc na Suwalszczyźnie – to oczywiście Wigierski Park Narodowy oraz klasztor, a także przepiękne jezioro Szelment, gdzie latem można korzystać z plaży i wyciągu nart wodnych. Pamiętajcie, by przed wyjazdem zaopatrzyć się w papierową mapę albo pobrać sobie fragment mapy na telefon. Będziecie przemierzać miejsca, gdzie nie zawsze będzie sprawny internet oraz… GPS. Wszystko dlatego, że Suwalszczyzna jest także ważnym punktem na mapie pod względem wojskowym, więc czasem może nawet przestać Wam grać radio w samochodzie.

Przejażdżki ogórkiem, wieża widokowa i zegar od środka. Kiedy można zwiedzać?

Czerwony ogórek wraca na białostockie ulice! Przejażdżka z Panem Jurkiem będzie możliwa już w niedzielę 7 czerwca. To jednak nie wszystko, atrakcji będzie więcej. Jedną z nich będzie możliwość wejścia na wieżę widokową na kościele św. Rocha. Od razu uprzedzamy, taras znajduje się wysoko, ale nie na samej górze. Warto jednak popatrzeć na Białystok z góry. Białostoczanie i turyści będą mogli także obejrzeć mechanizm zegarowy znajdujący się w bramie wjazdowej do Pałacu Branickich.

 

Przejazdy Ogórkiem będą odbywać się w każdą niedzielę o godz. 11.00, 12.00, 13.00. Odjazd z parkingu przy dawnej ul. Zamkowej na boku Pałacu Branickich (formalnie to ul. Kilińskiego). Kursy będą organizowane aż do 27 września.

Zwiedzanie wieży widokowej na kościele Św. Rocha odbywać się będą od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 16.00, a w niedzielę 14.00 – 17.00. Warto zabrać ze sobą dobrą kondycję, bo do pokonania będzie bardzo wiele schodów. Ale dla tych pięknych widoków, jakie zastaniemy na miejscu naprawdę warto! Jeżeli chcielibyśmy zobaczyć zegar od środka, to wystarczy odwiedzić bramę pałacową, gdzie jest informacja turystyczna. Jest ona otwarta codziennie w godz. 10.00 – 18.00. Zegar jednak można oglądać w weekendy i święta.

fot. Krzysztof Mizera / Wikipedia

Czy Wigry to tylko klasztor? Tam można spędzać czas na wiele sposobów!

Gawrych-Ruda, Bryzgiel, Czerwony Krzyż, Rosochaty Róg, Stary Folwark oraz Wigry – to wszystko miejscowości, które położone są nad Jeziorem Wigry, w Wigierskim Parku Narodowym. Wspaniałe miejsce do odpoczynku. Tłumów nie należy się spodziewać aczkolwiek pustek też nie.

 

O głównej atrakcji tego miejsca miejsca czyli Klasztorze Kamedułów po raz kolejny rozpisywać się nie będziemy. Na pewno warto tam się udać i popatrzeć z góry na okolicę oraz obejrzeć te piękne zabudowania. Jednak chcielibyśmy zachęcić Was do odwiedzenia Jeziora Wigry i jego okolic ze względu na walory wypoczynkowe. Piękna natura w okół uspokoi Wasze dusze, zaś kąpiel w jednym z najczystszych jezior w Polsce uspokoi Wasze ciało.

 

Warto też się pokusić o wypożyczenie sprzętów wodnych – jak ktoś ma patent to żaglówki albo kajaka. Co warto podkreślić na jeziorze zabronione jest używanie silników spalinowych, dlatego też nie będzie ani hałasu, ani fal, gdy będziemy sobie płynąć. Wigry to też dobre miejsce dla wędkarzy. Można łowić ryby, gdy ma się zezwolenie władz Wigierskiego Parku Narodowego. Co warto podkreślić można znaleźć dowolny typ noclegu – agroturystykę bądź pole namiotowe i campingowe. Nic tylko odwiedzać i odpoczywać!

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

W województwie podlaskim od 1 czerwca do 30 września oficjalnie można plażować. Oczywiście jak ktoś ma ochotę, to może i w grudniu, tyle że w tym okresie oficjalnym woda jest badana. Najważniejsza wiadomość w tym roku jest taka, że podczas kąpieli w wodzie nie można zarazić się koronawirusem, co nie oznacza, że nie można wrócić do domu z wysypką, a tak może być jeżeli będziemy korzystać z miejsc do kąpieli, gdzie nikt nie sprawdza stanu wody. Warto tu zwrócić uwagę szczególnie na 2 miejsca: Siemianówka – zajeżdżając na miejsce – może się wydawać, że to dobre miejsce na plażowanie, bo przecież znajduje się tam nawet sprzęt rekreacyjny czy plac zabaw. Podobnie wiele osób dawniej jeździło do Plosek, a dziś mimo dobrej “miejscówki” woda również nie spełnia wymagań, by bezpiecznie się tam kąpać.

Na powyższej mapie zaznaczyliśmy te kąpieliska, w których woda została już przebadana. Oznacza to, że brakuje tu wielu popularnych plaż, ale nie dlatego że jest tam brudna woda. Po prostu nie doszło tam jeszcze do badania. Dlatego, gdy w końcu przyjdą ciepłe dni to te miejscówki są już pewne. Co z popularnymi, ale nie przebadanymi miejscami? Zmieniły się przepisy prawa dotyczące organizacji kąpielisk. Dlatego w tym roku będzie wiele takich miejsc, które będą otwarte tylko na miesiąc –  najpewniej w lipcu lub sierpniu.

 

Pamiętajmy też, że trwa nadal epidemia zatem trzeba uważać na plażach, by zachować odpowiedni odstęp od innych ludzi. Takie ściski jak w poprzednich latach chyba nie będą możliwe. Oczywiście można przewidzieć, że w tym roku jak nigdy popularne będą wyśmiewane parawany. Te osoby, które nad morzem je rozstawiały chyba coś pod skórą czuły, że lepiej odgradzać się od innych. Zwykle jest tak, że geniusza rozumiemy dopiero po latach. Życzymy udanej pogody i dużo ciepłych i słonecznych dni!

Co zwiedzać, gdy dojedziemy pociągiem do Walił? W pobliżu jest wiele atrakcji!

W piątki, sobotę i niedzielę. W te dni do końca września będzie kursować specjalny pociąg turystyczny z Białegostoku do Walił. Jest to atrakcja, która cieszy się zainteresowaniem – spacerowiczów i rowerzystów. Pierwszy pociąg rusza już dzisiaj. Pociąg wyjeżdża z Białegostoku, z dworca głównego. Robi jeszcze postój na dworcu Białystok – Fabryczny, a potem jedzie przez Kuriany, Zajezierce, Żednię i Sokole mijając piękne, malownicze tereny Puszczy Knyszyńskiej. Ostatnim przystankiem są Waliły koło Gródka.

 

Warto jednak pamiętać, że wyjazd w piątek raczej łączy się z brakiem możliwości powrotu tego samego dnia. Chyba, że chcecie się tylko przejechać, bo pociąg startuje o 15:50, dojeżdża na miejsce o 16.40, a wraca do Białegostoku o 16:55. Trochę lepiej jest w soboty i niedzielę, bo pociąg przemierza trasę 2 razy – rano o 8:55 oraz o 15:50. Dlatego jeżeli wybierzemy się porannym połączeniem to możemy pozwiedzać okolicę od godz. 9:45 do 16:55.

 

W okolicy możemy zwiedzić przede wszystkim Gródek, gdzie znajduje się zalew oraz przepiękna cerkiew. Jest też obok Michałowo, gdzie również znajduje się zalew i kolejna piękna cerkiew. Można też wybrać się na wycieczkę po Puszczy Knyszyńskiej. Jeżeli weźmiemy ze sobą rowery to można przejechać nią aż do Krynek oddalonych 22 km od Walił. Znacznie bliżej, bo 15 km od stacji znajdują się tatarskie Kruszyniany. Jeżeli planujemy tam nocleg, to możemy w ramach aktywnego odpoczynku przejść się tam piechotą. Wycieczka zajmie nam około 3,5 godziny. 10 km od Wali znajduje się przepiękne miejsce w Puszczy – Wyżary. Tam jest zarówno zbiornik wodny, wiata do grillowania jak też kładka na malowniczym bagnie. Naprawdę warto to zobaczyć.

 

Dawniej trasa kolejowa, którą jeździ pociąg do Walił prowadziła do samej Moskwy. Dziś na granicy z Białorusią w Gobiatach stoi zamknięte, graniczne przejście kolejowe. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie jeszcze otwarte zaś pociągiem będzie można dojechać do pobliskiego Wołkowyska. To jednak póki co sfera fantazji. Białoruskie władze otworzyły się na Polskę – znosząc potrzebę posiadania wizy, by zwiedzać zachodnią część kraju, ale póki co można to w zasadzie robić na własną rękę. Jedynym wyjątkiem jest regularne połączenie kolejowe z Grodnem, do którego można dojechać bez przesiadek nawet z Krakowa.

Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze “cerkwie” oraz “drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak “Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą “Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś “moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na “nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po “centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy “oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia
Featured Video Play Icon

Wkrótce będzie można wypoczywać nad stawem obok centrum Białegostoku. Prace już się kończą.

Za około 1,5 miesiąca białostoczanie będą mogli się cieszyć kolejnym miejscem, gdzie będzie można w przyjemnych okolicznościach przyrody odpocząć. Mowa tu stawach przy ul. Mickiewicza. Po jednej stronie od Galerii Białej są bulwary, zaś drugi staw był zaniedbany. Zimą ruszyły prace rewitalizacyjne. Ich koniec jest zapowiadany w czerwcu 2020 roku. Jak widać już niewiele zostało do zrobienia.

 

Do tej pory zakończono oczyszczenie i pogłębienie stawu oraz budowę nowych obiektów, takich jak wieża dla nietoperzy, kładka czy umocnienia brzegowe. Wzdłuż północnego brzegu stawu zbudowano sześć pomostów wędkarskich i odbudowano zniszczone schodki. Wkrótce zostaną utwardzone ścieżki i zagospodarowana strefa rekreacyjna (ławki, kosze na śmieci, oświetlenie kładki). Odbędzie się instalacja pływających wysp, nasadzenia zieleni, instalacja budek dla jerzyków, innych ptaków i wiewiórek oraz montaż tablicy informacyjnej o jeżach. To jedna z inwestycji realizowana z Budżetu Obywatelskiego.

 

Jak wspomnieliśmy to kolejne miejsce do rekreacji. Pierwsze znajduje się na Słonecznym Stoku. Stawy Marczukowskie po rewitalizacji cieszą się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Tam również można wypoczywać w przyjemnych okolicznościach przyrody. Warto zauważyć, że w mieście jest więcej takich “zapuszczonych” zbiorników wodnych, które warto by było odświeżyć. Jeden z nich mieści się przy ul. Octowej, inny przy ul. Niskiej. Niewielkim kosztem mogłyby być zagospodarowane do rekreacji.

fot. Henryk Borawski / Wikipedia

Tu mieszkali Polekszanie, potem było miasto. Warto odwiedzić biebrzański Osowiec-Twierdzę.

Dawniej było to miasto Marcinpol, dziś jest to wieś Osowiec-Twierdza, która słynie – jak sama nazwa wskazuje z twierdzy. Warto te miejsce odwiedzić, by zobaczyć XIX wieczne fortyfikacje, przejść się kładką oraz odwiedzić bunkry na wysepce. Osowiec to inaczej smutne, posępne odludzie (miejsce osowiałe). Nic dziwnego, że tak je zaborca nazwał. Okoliczne biebrzańskie bagna wówczas mogły odstraszać wiele osób. Choć dla przyrody to bardzo pożyteczne miejsce, to do dziś zapuszczenie się na bagna może się źle skończyć dla człowieka. W okresie międzywojennym dodano do nazwy miejscowości słowo “Twierdza”. Potem była II Wojna Światowa i komunizm a wieś znów byłą Osowcem. W 1998 roku postanowiono wrócić do przedwojennej nazwy.

 

O tym wyjątkowym punkcie na mapie wiemy dosyć sporo. Otóż w czasach bardzo dawnych mieszkało tam jaćwieskie plemię – Polekszanie. W 1444 roku wieś nazywała się Okrasa. Wiele się zmieniło, gdy zbudowano tam most i komorę celną. 1743 roku miejsce to nazywało się już Marcinpol i zostało miastem. Funkcjonowało tak do 1827 roku. Pod koniec XIX wieku już przez Osowiec budowano kolej łączącą Białystok z Królewcem. Rosyjski zaborca mniej więcej w tym samym czasie zbudował także jedną z największych twierdz, której zadaniem było chronić północno-zachodnie granice Imperium Rosyjskiego. Rozbudowa fortyfikacji trwała aż do wybuchu I wojny światowej. Twierdza spełniła swoją rolę. Niemcy bezskutecznie próbowali ją zdobyć podczas walk z Rosjanami. Ostatecznie ci drudzy ewakuowali się sami rok po wybuchu wojny. Dopiero wtedy Niemcy zajęli fortyfikację.

 

W międzywojniu w twierdzy stacjonowały już wojska polskie. Podczas II wojny światowej Niemcy nawet nie próbowali zdobywać twierdzy w Osowcu. Dlatego też skierowali się na Wiznę. W późniejszych dniach wojny w twierdzy stacjonowali już Niemcy, gdy razem z Rosjanami rozerwali Polskę na strzępy. W 1945 roku ostatnie wojska wróciły do Niemiec. W PRL w Osowcu znajdowała się jednostka wojskowa. Obecnie jest tam skład amunicji.

 

W twierdzy znajduje się Muzeum Twierdzy Osowiec. Gorąco polecamy odwiedzić to miejsce. Warto jednak pamiętać, że znajduje się ona na bardzo cennym przyrodniczo terenie, który można zwiedzić osobno. Rozlewiska, trzesawiska oraz bagna biebrzańskie już doskonale znacie z powodu ostatniej tragedii. W Osowcu jest kładka, którą warto przejść się, by z bliska przyjrzeć się tamtejszej przyrodzie. Dobrze jest też wybrać się na wyspę, gdzie znajdują się schrony. Podobno grasuje tam duch “Czarnej damy”, która pierwszy raz zobaczona została przez cara Mikołaja II – jeszcze, gdy żyła. Przy okazji trzeba nadmienić, że nie można zwiedzać całego fortu, gdyż częściowo został zniszczony, a częściowo należy do wojska. Turyści oprócz muzeum mogą oglądać fortyfikacje z przewodnikiem.

fot. Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie

Atrakcje na Podlasiu otwierają się jedna za drugą! Wysyp propozycji spędzania wolnego czasu.

Można powiedzieć, że to wysyp nowych propozycji spędzania czasu w Podlaskiem. W Białowieskim Parku Narodowym po remoncie powstała nowa atrakcja, w Korycinie wraca po pandemii Park Kulturowy Korycin-Milewszczyzna zaś w Białymstoku można znów wybrać się na plażę w Dojlidach.

Białowieża

W ramach modernizacji w Białowieży zmodernizowano Park Dyrekcyjny. Można teraz spacerować specjalnie przygotowaną ścieżką, czerpać informacje z tablic edukacyjnych, ale przede wszystkim upajać się wspaniałą przyrodą. Park Dyrekcyjny powstał w 1890 roku, rozbudowano go dodatkowo kilka lat przed II Wojną Światową. Znajduje się on 1,5 km od carskiego Parku Pałacowego (z którym pierwotnie stanowił całość). By dotrzeć do atrakcji wystarczy kierować się albo na ul. Stoczek albo na ul. Tropinka.

Korycin

Drugi sezon zaczyna wielka atrakcja w Korycinie. Park Kulturowy w ubiegłym roku odwiedziło 50 000 osób. 5 maja otwarto wrota do średniowiecznego grodziska, ale wyłącznie do samodzielnego zwiedzania. Dzięki tablicom informacyjnym oraz wytycznym alejkom każdy turysta może bez przodownika zwiedzać obiekt oraz poznać ciekawostki parku. Informacje są w 3 wersjach językowych – polska, angielska i rosyjska. Park dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych zarówno na wózkach inwalidzkich oraz niedowidzących (opisy atrakcji są napisane także językiem Braille’a). Oprócz tego dostępna jest infrastruktura rekreacyjna na plaży – wiaty, miejsce ogniskowe oraz grillowe. Do końca maja będzie jeszcze zamknięty wiatrak oraz sala etnograficzna z uwagi na bezpieczeństwo odwiedzających. Wstęp na teren Parku jest bezpłatny.

 

Badania archeologiczne, przeprowadzone w 2014 roku odkryły wiele tajemnic z przeszłości Milewszczyzny w Korycinie. Istniejące tam grodzisko powstało w X wieku i funkcjonowało do XII. Gród otoczony był trzema wałami i prawdopodobnie trzema fosami. Sprawne oko obserwatora może dostrzec wszystkie te elementy podczas wędrówki po jego umocnieniach. Jedną z atrakcji jest wiatrak z 1949 r. posadowiony w centrum parku, na majdanie – podobno stał w tym miejscu w XIX w. Został on przeniesiony z pobliskiej miejscowości Jatwieź Duża. To jeden z najpiękniejszych wiatraków w Polsce. Dzięki temu, że posiada pełne wyposażenie, odwiedzający poznają konstrukcję młynów wiatracznych oraz historię młynarstwa. Każdy chętny może „zostać młynarzem” i spróbować własnych sił przy produkcji mąki na żarnie nieckowatym i żarnie obrotowym. Natkniemy się tu również na ślady XVI – XVII wiecznej strażnicy czy powstałego na przełomie XIX i XX w. dworku, na którego fundamentach stanęła szklana wiata edukacyjna. Można też zajrzeć do starej, zbudowanej z kamienia piwniczki, która jest charakterystycznym elementem korycińskiej wsi. Przechowywane są w niej dary ziemi (ziemniaki, marchew, buraki) i wytwory pracy rąk mieszkańców, takie jak: konfitury, soki, kompoty czy sery korycińskie.

Dojlidy

Plaży w Dojlidach raczej nie trzeba szerzej opisywać. Sztuczny zbiornik służył dawniej tylko dla okolicznej szkoły rolniczej. Dziś to miejsce, gdzie wielu mieszkańców odpoczywa na złotym piasku. W tym roku zapewne nie będzie jednak legendarnych tłumów z powodu pandemii, ale obiekt nie powinien stać pusty. Plaża bowiem ma nie tylko do zaoferowania zbiornik wodny, ale też sprzęt do pływania – kajaki, rowery wodne, łodzie deski windsurfingowe, łodzie żaglowe. Naprawdę warto skorzystać!

To wyjątkowe miejsce trzeba odwiedzić. Idealne, by uniknąć tłumów.

Oto miejsce, które warto będzie odwiedzić, gdy zniosą już zakaz wchodzenia do lasów, parków i na bulwary. A to stanie się lada moment. Natura, cisza i spokój. Oto co nas czeka na wyspie pomiędzy stawami w Ośrodku Edukacji Leśnej “Cyraneczka” Nadleśnictwa Rudka pod Surażem. Już sama nazwa wskazuje, że to musi być gdzieś daleko od cywilizacji. Idealne miejsce, by uniknąć tłumów – a zatem zmniejszyć ryzyko zarażenia się (lub nieświadomie kogoś), a zarazem by zażyć trochę natury.

 

Najpierw postaramy się wyjaśnić jak trafić w te magiczne miejsce, gdzie pełno pięknych ptaków i widoków. Szczególnie warto wybrać się tam o poranku, gdy zastaniemy mgły oraz wschód słońca. Jeżeli jedziemy z Białegostoku to wpierw kierujemy się drogą na Łapy. Następnie skręcamy na Suraż. Kolejny kierunek to Brańsk. W Pietkowie skręcamy na Pietkowo Drugie, a następnie jedziemy prostą drogą mając po obu stronach pola. Na rozstaju dróg przed lasem skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do końca drogi. Prawda, że łatwy dojazd? Jeżeli zbyt skomplikowany – użyjcie nawigacji, na pewno Wam pomoże.

Tuż za otwartym szlabanem będzie wiata. Tam możemy zostawić samochód, by dalej wybrać się pieszo. Można iść na kładkę, można do wieży widokowej, można też do czatowni. Trochę dalej jest kolejna wieża widokowa. Będziemy wędrować pomiędzy takimi stawami jak Elżbieta I, Elżbieta II, Michał I, Michał II, Maria, Marylka, Zofia, Józef, Witold oraz Gabriela. Skąd te wszystkie imiona? To dzieci. Stawy Pietkowskie w leśnictwie Zwierzyniec, które zajmują łącznie 208 hektarów zbudował hrabia Starzeński na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej znajdowały się tam naturalne rozlewiska. Nazwy stawów pochodzą od imion dzieci Starzeńskich oraz ich spadkobierców Krasickich oraz Komarów.

Z wieży widokowej możemy podziwiać między innymi rozległe tereny wilgotnych łąk pomiędzy Surażem i Zawykami. To słynne “Taplary” z kultowej powieści Edwarda Redlińskiego “Konopielka”. “Na zebraniu przeczytała uczycielka z gazety, co pisano o bagnie i Taplarach: że za rok woda będzie spuszczona i zaczno się melioracje, układanie szosy i stawianie słupów do elektryczności. I pokazała narysowane w gazecie: u góry było tak jak jest teraz, Narew ze wszystkimi odnogami i Taplary. A u dołu jak będzie: jedna rzeka koło Zawykow i Suraża, a na bagnie łąki i drogi”. Gdy już będziecie na miejscu przeczytajcie jeszcze raz ten fragment, a następnie się rozejrzyjcie.

 

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia, którego częścią jest dzisiejsze województwo podlaskie oraz w którym Drohiczyn leży. Przepiękne miasteczko nad Bugiem będzie miało coś naprawdę unikatowego. To Ośrodek Promocji Produktu Lokalnego. Budynek będzie miał 400 metrów kwadratowych a swoim wyglądem będzie przypominać dworek. W środku będzie funkcjonować sklep z lokalnymi produktami, hala targowa i escape room o tematyce kuchni lokalnej. Do tego będą organizowane również warsztaty kulinarne.

 

Lokalne produkty warto promować, bo jest ich sporo. To między innymi sery, wędliny, miody, soki czy zioła. Warto wspomnieć choćby o znanym w całej Polsce wyjątkowym w smaku Serze Korycińskim. Dzięki inicjatywie ośrodka z Drohiczyna takich produktów – znanych nie tylko w danej gminie, powiecie czy województwie, ale w całej Polsce może być jeszcze więcej. Przyciągając ludzi w miejsce, które skupia wszystko co najlepsze do jedzenia na Podlasiu sprawimy, że lokalna turystyka będzie się rozwijać, zaś w kieszeniach lokalnych przedsiębiorców będzie więcej pieniędzy. Oni zaś oddadzą część zarobku w podatkach, które to zasilą budżety samorządu. Zatem im więcej osób przyjedzie, tym więcej sfinansuje nam drogi, szkoły, szpitale itd.

 

A wspominamy o tym przy okazji drohiczyńskiego ośrodka dlatego, że turystyka przez wielu rządzących traktowana jest jak piąte koło u wozu. Brak myślenia w szerszej perspektywie i szerszym ujęciu czasowym ma swoje negatywne konsekwencje. Dla przykładu – obecny rząd obniżył podatek dochodowy z 18 proc. do 17,75 proc. w 2019 roku, a następnie do 17 proc. w 2020 roku. Z perspektywy każdego pracującego obywatela i małych firm to niewiele. W przypadku dużych przedsiębiorców to już bardzo dużo. Jednak to czego oni wszyscy razem nie wpłacili – nie dostał nie tylko rząd ale właśnie i samorząd. Wszyscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy się zapożyczali na potęgę i wyłącznie budowali drogi, place i wprowadzali inne udogodnienia jednocześnie podpisywali na swoje miasta i gminy wyroki, bo nie wykorzystali tych pieniędzy ażeby w przyszłości się zwróciły. Każdy, kto rozwijał turystykę oraz inne dziedziny z nią powiązane – dziś może tylko zachęcać do przyjazdów na Podlasie. Bo jeżeli wybudował infrastrukturę, to ma do czego zapraszać.

 

Dlatego zyskały wszystkie gminy, które inwestowały ścieżki rowerowe, rewitalizacje zbiorników wodnych, wieże widokowe, kładki przyrodnicze i inne rzeczy, które przyciągają. Wystarczy, że kilka gmin z jednej okolicy dogadało się i każda stworzyła po jednej atrakcji – to dziś wygrywa przed tymi, które tego nie zrobiły. Przypuszczalnie – zajeżdżając do Drohiczyna – by poznać i kupić regionalne produkty możemy też zajrzeć do pięknego Niemirowa, Mielnika, Siemiatycz, Grabarki i Grannego. Wszędzie tam znajdziemy coś godnego uwagi. Można też podać inne przykłady jak kładka Waniewo-Śliwno, która po remoncie zyskała takie tłumy, że aż stała się ofiarą własnej popularności i musiała być zamknięta. Ale jeżeli poziom wody w Narwi się utrzyma to w tym roku te tłumy wrócą. I znów zostawią pieniądze w okolicy – zasilając kasę Narwiańskiego Parku Narodowego, gminy Sokoły oraz gminę Choroszcz, a także być może gmin sąsiednich. Bo dziś niemalże wszyscy dysponują samochodami, więc gdy wybierają się w miejsce danej atrakcji – zwiedzają też inne okolice.

 

Podobnie wygrane mogą czuć się inni, którzy jakiś czas temu zainwestowali w turystykę – Kruszyniany, Siemianówka, Supraśl, Białowieża, a dawniej Augustów, który postanowił konkurować z jeziorami w Warmińsko-Mazurskiem a teraz od wielu lat zbiera tego plony. A przegrani? To na przykład Białystok, który jest w tarapatach finansowych a turystyką nigdy nie był zainteresowany. Gdyby był, to może to co stracił na zmianach podatkowych, to w części by odzyskał w podatkach od turystów.

 

Województwo Podlaskie w tym roku może być jednym z turystycznych hitów. W ubiegłym roku intensywnie się promowano, robiąc zarówno dobry i zły PR. Jednak ciągle o nas było głośno. Bez wątpienia wiele osób będzie chciało zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda, atrakcje i inne ciekawostki. Swoje zrobił też Zenek Martyniuk – zarówno występując często i gęsto w telewizji oraz będąc bohaterem filmu, gdzie można było zobaczyć wiele podlaskich miejsc jak Bondary czy Kleszczele. Do tego dorzucić należy seriale telewizyjne – Rodzinka.pl, Kruk, Chyłka oraz częste emisje serii “U Pana Boga…”. To wszystko zaprocentuje i to dość szybko.

Powstanie nowa atrakcja w regionie. Będzie można spacerować i jeździć rowerem.

Tykocin zyska nową atrakcję. Będzie to 1,5 kilometrowa ścieżka edukacyjna biegnąca wzdłuż Narwi. Będzie można spacerować po dwóch stronach rzeki. Dzięki niej Narew zyska nadbrzeże, którego obecnie w miasteczku brakuje. Każdy kto przyjeżdża do Tykocina może oglądać rzekę wyłącznie z mostu. Tylko nieliczni zapuszczają się bliżej brzegu, do której ciężko jest dojść. Trzeba też wiedzieć gdzie da się zejść, a gdzie nie.

 

Inwestycja rusza jeszcze w tym roku, dzięki czemu spacery nad samą rzeką będą możliwe w czerwcu przyszłego roku. Nawierzchnia ścieżki będzie pieszo-rowerowa – z kostki. Zamontowane zostanie też oświetlenie oraz ławeczki, by można było sobie nad Narwią posiedzieć. Oczywiście nie zabraknie również tablic informacyjnych, na których dowiemy się więcej o zabytkach Tykocina a także o występującej na miejscu roślinności.

 

Tykocin to perła architektoniczna. Jest miasteczkiem, które funkcjonowało na długo przed Białymstokiem. Dopiero budowa kolei oraz granica celna pod Białymstokiem zmieniła rozwój w regionie. Obecnie jednak można w Tykocinie zwiedzać kościół, synagogę, klasztor czy zamek. Do tego dojdzie właśnie ścieżka.

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim fot. jdx / Wikipedia

5 nieoczywistych atrakcji Podlasia. Mogliście nie wiedzieć, że w ogóle istnieją!

Województwo Podlaskie to nie tylko wspaniała przyroda, ale także wyjątkowa architektura. O ile w pierwszej kolejności wymienia się na przykład Pałac Branickich, klasztor w Wigrach czy zespół klasztorny z dawnej stolicy Podlasia – Drohiczyna, to warto wiedzieć, że niesamowitych budynków w naszym regionie jest dużo więcej. Mało prawdopodobne, by słyszeli o nich turyści, bo mogli o nich nie słyszeć nawet mieszkańcy Podlaskiego. Oto 5 nieoczywistych atrakcji Podlasia.

Zespół Klasztorny Bernardynów

Każdy, kto przyjedzie do Tykocina od razu zagląda na Rynek, gdzie stoi okazały kościół pw. Trójcy Przenajświętszej. Zaraz za mostem jest Zamek, a po drugiej stronie Rynku – Wielka Synagoga. W zasadzie to główne atrakcje. Tymczasem trochę na uboczu, przy ul. Klasztornej znajduje się Zespół Klasztorny Bernardynów ufundowany przez Jana Klemensa Branickiego. Obecny budynek został wybudowany w 1771 roku. Jednak po raz pierwszy ufundowano w tym miejscu klasztor w 1479. Zwiedzając to miejsce warto zainteresować się także unikatem jakim jest Obraz Matki Boskiej Szlacheckiej.

 

Według legendarnych opowieści pierwszym portrecistą Matki Bożej miał być św. Łukasz Ewangelista, zaś jego obraz stał się pierwowzorem dla ogromnej liczby kopii. W ciągu wieków wierni otaczali kultem wiele cudownych wizerunków. Do najważniejszych należy obraz Matki Bożej “Śnieżnej”. Jedną z kopii rzymskiego pierwowzoru jest obraz Matki Boskiej “Szlacheckiej” w tykocińskim kościele p.w. Trójcy Przenajświętszej. Drugiego takiego w Polsce nie ma!

fot. muzeum.bialystok.pl

Rezydencja Ekonomiczna

fot. Nexusdx / Wikipedia

Skoro jesteśmy w Tykocinie, to warto zajrzeć także do dawnej “Rezydencji Ekonomicznej”. Obecnie jest to Urząd Miejski, który znajduje się przy ul. 11 Listopada. O samym budynku wiadomo niewiele… Wpierw był tam dworek, który pierwotnie wzniesiono w 1656 roku w czasie najazdu Szwedów na Polskę. Obecny budynek powstał w II połowie XVIII wieku w pobliżu dawnego portu rzecznego. Miał służyć do handlu zbożem. Dworek nosi również nazwę “Dwór administratora”, gdyż mieszkał w nim administrator dóbr tykocińskich namaszczony przez Jana Klemensa Branickiego. Gdy będziemy zwiedzać dworek koniecznie zajrzyjmy na jego tyły. Płynie tamtędy Narew, którą od podwórza oddziela rząd starych drzew. Nie bójmy się też zajrzeć do środka.

Okazały Pałac Ossolińskich

Pod Bielskiem Podlaskim znajduje się maleńka miejscowość – Rudka. Znajduje się w niej wielki i piękny Pałac Ossolińskich. Został zbudowany w 1763 roku przez hrabiego i starostę drohickiego Aleksandra Ossolińskiego. Obecnie w Pałacu znajduje się Zespół Szkół Rolniczych. Neobarokowy budynek ma bogaty wystrój. O ile Pałac przetrwał zaborcze czasy, to mocno oberwał podczas II Wojny Światowej. Po niej był zniszczony i opuszczony, zaś ożywiony dopiero w latach 1965 – 1970. Koniecznie trzeba te cudo zobaczyć na własne oczy!

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych

Z okolic przenosimy się do samego Bielska Podlaskiego. Tam znajduje się Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych. Jest to ciekawy przykład architektury przejściowej między klasycyzmem a barokiem. Oznacza to w praktyce, że zbudowano barokowy kościół (nowoczesny), ale jego bryła była (tradycyjnie) złożona z czterech skrzydeł ustawionych w czworobok. Budynek powstał w 1784 roku i znajduje się przy ul. Żwirki i Wigury. Aczkolwiek początki historii Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim sięgają 1632 roku. Wówczas o. Elizeusz Niewiński zakupił w tutaj dom na potrzeby zakonne. Następnie wybudowano kościół, jednak po 140 latach wszystko spłonęło. Odbudowa została sfinansowana między innymi przez Izabelę Branicką.

 

Podczas zaborów kościół został zamknięty i przekazany cerkwi prawosławnej. Wówczas przebudowano wieże i wymieniono barokowe hełmy (takie jak ma na przykład białostocki ratusz) na sferyczne kopuły. Budynek po tych modernizacjach zyskał styl rusko-biznatyjski. W 1920 roku kościół powrócił do katolików. Kopuły usunięto, a po 30 latach osadzono nowe hełmy stylizowane na barokowe. W latach 1945-1957 klasztor był zajmowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Później funkcjonowała tam poczta i dom kultury. Kościołowi zwrócono go dopiero w 1992 roku.

Zarząd Wodny

fot. jdx / Wikipedia

Augustów słynie obecnie z tego, że jest letnią stolicą Polski. Jedną z jego atrakcji jest także Kanał Augustowski. Szlaki wodne nie są bezobsługowe. Potrzebują człowieka, by opiekował się nimi, naprawiał, konserwował i zarządzał. Stąd też była potrzeba funkcjonowania Zarządu Wodnego. Miejsce, gdzie się znajdowała ich siedziba do dziś zapiera dech w piersiach. W 1903 roku zbudowano eklektyczny pałac przeznaczony dla kierownictwa wiślańsko-niemeńskiej drogi wodnej. Podczas II Wojny Światowej został zajęty przez rosyjskie NKWD, które w pobliżu zorganizowało więzienie. 22 czerwca 1941, gdy Niemcy zaatakowały ZSRR większość więźniów straciło życie. Dlatego obok budynku Zarządu Wodnego znajduje się pomnik.

 

Obecny wygląd budynku zawdzięcza się niedawnym remontom. Gdy będziecie go zwiedzać zwróćcie uwagę na czterokondygnacyjną wieżę, która dobrze się wpisuje w cały budynek. Warto podkreślić, że budynek ten jest jednym z najbardziej okazalszych w całym Augustowie!

fot. Narwiański Park Narodowy

Kładka Waniewo-Śliwno znowu czynna. Jest jednak kilka zmian!

Dobra wiadomość z Narwiańskiego Parku Narodowego. Po ostatnich opadach stan wody poprawił się już na tyle, że znów można korzystać z kładki Waniewo-Śliwno. Jednak to, że się poprawił nie oznacza że jest już dobrze. Stan wody ciągle jest niski. Dlatego zmiana w porównaniu z tamtym rokiem jest taka, że jeżeli ktoś będzie się przeprawiać, to musi użyć bardzo dużo siły by przeciągnąć pomost na drugą stronę. Obecnie na kładkę najlepiej wybierać się po opadach. Stan wody może ulec zmianie.

 

Warto też wiedzieć, że kładka od strony Waniewa w tym roku zaczyna się od pomostu pływającego i należy do niego dojść ścieżką przy rzece, bo część kładki należąca do gminy Sokoły jest w fatalnym stanie technicznym. Dosłownie się rozpada. Jak wytłumaczył nam Wójt Gminy Sokoły Józef Zajkowski – w przyszłości również i ta część będzie wyremontowana. W tej sprawie przygotowywany jest wniosek do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Kiedy dokładnie jednak przeprowadzona będzie inwestycja – jeszcze nie wiadomo.

fot. Narwiański Park Narodowy

Jeżeli potwierdzą się prognozy pogody, to w przyszłym tygodniu będzie dużo padać. Jeżeli tak się stanie to zarówno w ten i następny weekend jest szansa na skorzystanie kładki. Jak będzie później nie wiadomo. Przez brak zimy czeka nas susza, zatem i stan wody w Narwi w tym roku wysoki raczej nie będzie. Dobrze by było, by chociaż się utrzymał na minimalnym poziomie potrzebnym do przepraw. To są jednak pobożne życzenia.

graf. UM Łapy

Powstanie atrakcja wielka jak wieżowiec. Czy przyjadą turyści?

Wieże widokowe w Narwiańskim Parku Narodowym to nie jest żadna nowość. Kilka lat temu zbudowano tam 7 wież za półtorej miliona złotych. Wiele osób narzekało, że stoją pośród bagien i ciężko do nich dojść. Zaś widoki z nich na pewno nie takie wyjątkowe. W tym przypadku zabrakło chyba odpowiedniego wykonania oraz poinformowania turystów, że natura każdego dnia nie musi być piękna, że trzeba trafić w dobry moment – wschód czy zachód słońca. Wieże także służą do podglądania zwierząt i ptaków. Nie zapominajmy też, że taka wieża to idealne miejsce do oglądania nocnego nieba. Piszemy o tym co miało miejsce kilka lat temu, bo jak wiemy historia lubi się powtarzać.

 

Gmina Łapy bowiem przeprowadzać będzie kolejną inwestycję – budowę wieży widokowej w Uhowie. Tym razem będzie ona ogromna, bo 40-metrowa (czyli taka jak wieżowiec). Ma być to jedna z najwyższych wież w Polsce. Wiele osób i tym razem zapytało “po co?” Wójt chciał taką atrakcję, która sprawi, że będą gminę odwiedzać turyści. Na wieży będą znajdować się teleskopy, barometry, termometry, kompasy, wiatromierze, plansze edukacyjne a w okół latarnie, altany, wiaty na rowery i wiele innych.

 

Podłapskie Uhowo położone jest nad samą Narwią u granic Narwiańskiego Parku Narodowego. Obecnie znajduje się tam mała wieża widokowa, z której możemy obserwować przyrodę nad rzeką oraz wokół niej. Z nowej wieży będziemy mogli obserwować jeszcze więcej. Pytanie tylko czy rzeczywiście taka atrakcja przyciągnie turystów. Obecnie w tym rejonie najwyższą wieżą jest ta zbudowana w Kruszewie. Warto zaznaczyć iż jest to prywatna konstrukcja.

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

W Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi zbudowano wieżę widokową. Można z niej podglądać na przykład drapieżne bieliki. Ptaki te rozpoczęły budowę gniazda w okolicy. Wieża widokowa znajduje się w miejscowości Rakowo-Czachy niedaleko Łomży. Na wyprawę warto zabrać ze sobą lunetę lub lornetkę. W marcu trwają gody bielików i jest to prawdziwe widowisko. Choć to amory, dzięki którym ptaki łączą się w pary, to wygląda jak bitwa. Ptaki z charakterystycznymi żółtymi dziobami robią niesamowite rzeczy w powietrzu!

Warto dodać, że oprócz wieży widokowej w Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi powstał również Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, w którym specjaliści opiekują się przede wszystkimi bocianami oraz wodno-błotnymi gatunkami ptaków, a także drapieżnikami. Ponadto w ośrodku gotowi są tymczasowo nieść pomoc również ssakom – sarnom, łosiom, jeleniom a nawet jeżom.

Trzeba zauważyć, że w Podlaskiem powstaje coraz więcej wież widokowych. Najciekawsze możemy spotkać choćby w Bondarach z widokiem na Zalew Siemianówka czy na górze Św. Anny obok Królowego Mostu i Kołodna z widokiem na Puszczę Knyszyńską. Wieża znajduje się również w Nadleśnictwie Browsk, gdzie możemy podglądać żubry na polanie. Przyjemnym miejscem do obserwacji jest również kładka Waniewo-Śliwno, gdzie na jej środku można odpocząć i również podglądać naturę. W samym Waniewie również jest wieża. Jak widać drewnianych obiektów nie brakuje. Świetne miejsca do relaksu – wiosną – gdy natura budzi się do życia, a także latem czy jesienią.

Featured Video Play Icon

Podlaskie Żubry wyłoniły się o wschodzie. To lokalna atrakcja!

Żubry to przede wszystkim symbol województwa podlaskiego. Choć kojarzone są głównie z Puszczą Białowieską, to występują również w Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam na wielu polach są lokalną atrakcją. Nam również udało się uchwycić piękno tych majestatycznych zwierząt o wschodzie słońca. Niestety nie ma jednego miejsca, gdzie można żubry napotkać. Jest to wypadkowa dobrej pogody i łutu szczęścia. Zwierzęta te żyją dziko i przebywają tam gdzie mają ochotę.

 

Najczęściej są w lesie. Jednak, gdy tylko spadnie śnieg i zrobi się chłodniej to żubry wychodzą poszukując pożywienia na polach. Wówczas jest to również czas, gdy można je zobaczyć na przykład jadąc samochodem przez okoliczne wsie Puszczy Knyszyńskiej. W tym wypadku zwierzęta napotkaliśmy pod Krynkami. Były to tylko cztery osobniki. Niekiedy można w jednym miejscu napotkać kilkadziesiąt osobników na raz!

Warto pamiętać, że to dzikie zwierzęta i nie można do nich podchodzić czy podjeżdżać samochodem. Możemy narazić się na niebezpieczeństwo lub spłoszyć żubry narażając w ten sposób innych na niebezpieczeństwo. Bezpieczna odległość to 300 metrów. Wówczas zwierzęta nie będą się nami nawet interesować. Gdy zaczniemy podchodzić bliżej, te zostaną już zaniepokojone i bacznie będą nam się przyglądać. Wówczas jeden “fałszywy” ruch może doprowadzić do nieszczęścia.

Wojna o plażę. Karpie na wigilię czy letnie kąpielisko? Dojlidy były oczkiem w głowie prezydenta.

Wraz z rozwojem Białegostoku coraz więcej mieszkańców szukało miejsc, gdzie mogłoby się ochłodzić w upalne dni. Jeżdżono lub chodzono do Jurowiec oraz do Supraśla. Była to jednak spora wyprawa gdyż w latach dwudziestych miasto kończyło się na skrzyżowaniu Sokólskiej i Białystoczek (teraz 1000-lecia P.P). Większość białostoczan mieszkała w bliższej lub dalszej okolicy dzisiejszego Rynku Kościuszki. Zatem by dostać się na plaże musieli pokonać około 8 km. W dwie strony to już sporo. Na Dojlidy zaś było dużo bliżej. Dlatego już w latach 30. XX wieku było to bardzo oblegane miejsce. Szczególnie, że na uporządkowanym terenie nie było można spożywać alkoholu co czyniło je bezpieczniejsze w przeciwieństwie do Jurowiec.

 

Porządek na stawie w Dojlidach zaprowadzono już w 1933 roku. Powstanie w tym miejscu plaży było oczkiem w głowie prezydenta miasta Seweryna Nowakowskiego. Dlatego też w trzy lata przeprowadzono wszystkie prace, by ruszyć z miejską plażą w Białymstoku. Wraz z nią w Białymstoku pojawiły się stroje kąpielowe odsłaniające ciało oraz wybory miss najzgrabniejszych nóg, miss z najładniejszą opalenizną oraz miss całego sezonu letniego. Dodatkowo na Dojlidach obchodzono noc świętojańską. Wzdłuż plaży ciągnął się chodnik. Między nim a taflą wody był złociutki piasek, na którym stały też boiska do siatkówki oraz innych gier plażowych. Wybudowano również kawiarnię. Już w 1937 roku dobudowano skocznię oraz zakupiono kajaki i rowery wodne.

 

Po II Wojnie światowej Dojlidy były zapuszczonymi, zarośniętymi stawami. Miejsce to zostało wykorzystane przez Technikum Rolnicze, które postanowiło hodować karpie. O żadnym wznowieniu plaży w tym miejscu nie było nawet mowy. Zapotrzebowanie na plażowanie jednak rosło, bo mieszkańców Białegostoku przybywało. Miasto szukało sposobu by wznowić “Dojlidzki kurort”. Tymczasem dyrekcja technikum szła w zaparte. W 1958 roku postanowiono zaproponować “kompromis”. Technikum Rolnicze zaproponowało podzielenie stawów i zapłacenie gigantycznych pieniędzy każdego roku. W mieście nie przeszli koło tego obojętnie. Wybuchł skandal. Białostoczanie na łamach prasy zaczęli żywo dyskutować o tym co ważniejsze hodowla karpi czy jednak plaża dla 100 tysięcy obywateli. Sprawa odbiła się tak dużym echem, że Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić Technikum Rolnicze. Okazało się, że szkoła na hodowli ryb wcale nie zarabia, a ponadto niemalże rozdaje za darmo karpie swoich pracownikom i urzędnikom. W wyniku tego Ministerstwo Rolnictwa, któremu podlegało technikum podjęło w 1958 roku decyzję o tym ażeby stawy przekazać miastu. Ostatecznie jednak miało miejsce to w 1959 roku. W 1962 roku na terenie kompleksu zaczęto prace, które miały przywrócić rekreację.

 

Dzisiejsze Dojlidy to trzy sztuczne zbiorniki o łącznej powierzchni 34 hektarów. Mało kto wie, że dzisiejsza plaża to tylko kawałeczek całości. Z drugiej strony zalewu można udać się do wspaniałego świata natury. Występuje tam około 200 gatunków ptaków! Sprawny obserwator może zauważyć czaplę białą, czaplę nadobną, kormorany, pelikany, orły a nawet mewy! Niektóre z ptaków, które występują na stawach dojlidzkich nie są obecne nawet w największej podlaskiej dziczy – Biebrzańskim Parku Narodowym. Spacerując tamtędy możemy również napotkać wiele płazów. Przede wszystkim żaby, ale też ropuchy, kumaki, rzekotki czy traszki.

https://www.youtube.com/watch?v=vo_zIxWQB38

Druga strona Dojlid to ciekawe miejsce również zimą. Idąc tym cichym i spokojnym miejscem nieraz można zapomnieć, że nadal jest się w Białymstoku! Jeżeli wybierzemy się wcześnie rano to bardzo prawdopodobne będzie, że spotkamy sarny i inne dzikie zwierzęta. We współczesnych Dojlidach oprócz popularnej plaży jest również inne ciekawe miejsce. Dawniej intrygowało wielu, gdyż niewielu potrafiło tam dopłynąć. Dziś prowadzi tam kładka. Mowa tu o wyspie, która znajduje się kilkaset metrów od plaży. Można tam się wybrać piechotą bądź podjechać rowerem. Miejsce to jest poza Białostockim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji stąd też latem, gdy wejście na plażę jest płatne, to do wyspy można dojść drogą prowadzącą z cerkwi.

fot. Wigierski Park Narodowy

Wspaniała atrakcja na wiosnę. Żaby, ropuchy czy rzekotki urządzą przedstawienie.

Płazy – szczególnie gdy jest ich dużo obok siebie wytwarzają ciekawą atmosferę poprzez wydawanie swoich dźwięków. Namnożenie ich w jednym czasie powoduje, że miejsce gdzie to się dzieje jest prawdziwym teatrem, w którym głównymi aktorami są żaby, ropuchy czy rzekotki. O czym rechoczą i kumkają? To ich głosy godowe. Oznajmiała wszem i wobec, że to czas rozmnażania. Wiosną będzie można wybrać się na specjalną kładkę do Wigierskiego Parku Narodowego, gdzie będziemy mogli na własne uszy je usłyszeć, a nawet zobaczyć, bo płazy od człowieka nie uciekają. Oczywiście warto wiedzieć, by płazów nie dotykać.

 

W Parku wyremontowano edukacyjną kładkę “Płazy”. Postawiono 6 tablic informacyjnych, odnowiono wielki stół raz samą 47-metrową kładkę. Korzystać z niej można już teraz jednak płazy najbardziej aktywne są właśnie wiosną. Gdy dni będą robić się coraz cieplejsze, to znak że można już się wybierać. Dla miłośników przyrody, ale też dla całych rodzin z dziećmi będzie to wspaniale spędzony czas. Co ważne, kładka nie jest zbyt długa, więc zabranie ze sobą na miejsce dzieci nie wymęczy ich nadto. A czegoś będą mogły się dowiedzieć.

 

Warto podkreślić, że w Wigierskim Parku Narodowym jest wiele kładek edukacyjnych. Warto przejść się nie tylko po tej jednej, ale właśnie po wszystkich. Po wszystkim możemy wybrać się nad klasztor. Cały teren jest wart zwiedzania.

Ostatnie takie osiedle w Białymstoku. Wąskie uliczki i drewniane domy. Za kilka lat może tam być już zupełnie inaczej.

Przechodziliśmy tamtędy setki razy. Zarówno z jednej jak i drugiej strony nic nie wskazywało, że coś tam się zmienia. Dziś postanowiliśmy zajrzeć do środka i byliśmy w szoku. Połowy dawnego osiedla już nie ma. Zostało wyparte przez nowe budownictwo. Mowa tutaj o drewnianej części os. Przydworcowego – bardzo wąskie uliczki między Młynową a Bema dawniej wypełnione drewnianymi domami. A dziś… no cóż zostało już niewiele.

 

Na wstępie trzeba obiektywnie przyznać. Wartość historyczna tego miejsca nie jest zbyt wielka. Skrupulatnie sprawdzaliśmy. Jest dosłownie kilka domów jeszcze sprzed I Wojny Światowej. Nawet dwa z XIX wieku! Jednak większość to budynki, które powstały przed samą II Wojną Światową. Nie ma co tego miejsca porównywać do Bojar, ale można do Chanajek. Jak wiadomo te słynęły z wąskich uliczek, przy których stały drewniane domy i kamienice. Zupełnie jak właśnie na Toruńskiej, Angielskiej, Kieleckiej, Kurpiowskiej czy Kochanowskiego czyli drewniane Przydworcowe. Z tym, że w ostatnich latach te drewniane domy zaczęły znikać. W ich miejsce pojawiły się nowoczesne domy, a ostatnio także bloki. Nie mamy wątpliwości, że przyszłość tego miejsca jest już przesądzona. Jednak póki jeszcze istnieje to zachęcamy wszystkich bez wyjątku do spaceru tamtymi uliczkami. Poczujecie się dokładnie tak jakbyście byli na przedwojennych Chanajkach. Podczas naszego spaceru byliśmy zachwyceni domami, które napotkaliśmy. Mają w sobie niezwykły urok. Szczególnie, gdy idziemy bardzo ciasną i cichą uliczką. Czasem tylko jakiś pies zaszczeka.

Ta część Białegostoku zaczęła się rozwijać stosunkowo późno. Studiując dawne mapy widać, że najpierw było dzisiejsze centrum z Pałacem Branickich, ulicą Kilińskiego i ratuszem na czele. Później miasteczko zaczęło się rozwijać na północ. To tam powstawać zaczęły jedna przy drugiej fabryki. Pierwsze domy oddalone od centrum i to w sporych odległościach od siebie powstawały na początku XX wieku przy Angielskiej, Grunwaldzkiej, Sosnowej czy Młynowej. Dopiero w kolejnych 40 latach czyli do II Wojny Światowej ulice te zaczęły się zagęszczać domami. Wtedy też pojawiać się zaczęły domy przy wspomnianych ulicach Kieleckiej, Toruńskiej, Kochanowskiego, Kurpiowskiej, Mohylowskiej i Witebskiej oraz Angielskiej, Młynowej czy Bema.

 

Za kilka lat z pewnością będzie już tam zupełnie inaczej. Pojawiły się pierwsze bloki przy Młynowej. Ogólnie całe os. Przydworcowe obecnie mocno wypiera drewniane domy. W okolicy prowadzonych jest kilka budów. Dźwigi rozstawione są co krok. Cóż, zawsze powtarzamy że miasto jest tkanką dynamiczną, która się rozwija i zawsze nowe będzie wypierać stare (byleby z rozsądkiem). Warto zwrócić uwagę, że w tych nowych blokowiskach uchował się jeden dom – przy Angielskiej 2. Cała jego okolica dosłownie znikła na rzecz blokowisk właśnie. Oby ten drewniany dom pozostał jak najdłużej. Wybudowano go bowiem w 1885 roku. Warto dbać o taką perełkę.

Dźwigi na os. Przydworcowym to obecnie bardzo częsty widok. Można je spotkać na każdym kroku. Powstaje wiele nowych bloków w miejscu, gdzie dawniej stały drewniane domy. Na zdjęciu widok z ul. Młynowej na bloki powstające w okolicy Angielskiej i Wyszyńskiego.
fot. http://nowa.korycin.pl

Nowa atrakcja w regionie. Można uprawiać sport, ćwiczyć i odpoczywać przy ognisku!

Dawniej miasto królewskie, dziś tylko gmina wiejska, ale jaka! Mowa to o Korycinie. Leżący na trasie Białystok – Augustów jest mijany przez setki samochodów dziennie. Wiele osób zwiedzających Białystok i Augustów nawet nie wie, że przejeżdżając przez gminę odpuszcza sobie zobaczenie wiele atrakcji.

 

Jedną z najnowszych jest strefa rodzinna przy zalewie. Inwestycja pozwala skorzystać z boiska do street soccera, korty tenisowe, boisko do koszykówki, a także wiata wypoczynkowa przy której można rozpalić ognisko. Do tego jest jeszcze siłownia. Oprócz strefy rodzinnej w pobliskiej Milewszczyźnie jest jeszcze niedawno otwarty park kulturowy, gdzie możemy zobaczyć replikę dawnego grodziska słowiańskiego z X wieku, XIX-wieczny drewniany dwór i folwark a także różne zabytki odkryte podczas prac archeologicznych i przedmioty użytku codziennego dawnych mieszkańców. Nie można też zapomnieć o zrewitalizowanym wiatraku. Każdy, kto odwiedzi gminę koniecznie powinien spróbować sera korycińskiego. Jest on wyjątkowy w smaku!

 

Korycin położony jest między Puszczą Knyszyńską i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Dlatego planując wycieczkę do gminy warto uwzględnić inne atrakcje w okolicy. W okolicy Korycina zwiedzić możemy także Knyszyn, Suchowolę czy Goniądz.

Dzieła sztuki na cmentarzu. Przepiękne wielkie rzeźby pod Białymstokiem

Dziś odwiedzamy groby bliskich, stawiamy znicze by uczcić ich pamięć. Wieczorami cmentarze zamieniają się natomiast w przepiękne morza świateł. Wiele osób wtedy wybiera się, by zobaczyć efektowny wygląd białostockich nekropolii. My natomiast proponujemy również wybrać się w dzień. Konkretnie do Wasilkowa. Znajdujący się tam obiekt jest bardzo piękny za sprawą wielkich rzeźby jakie stoją obok siebie. Figury aniołów oraz Jezusa mają również przesłanie dla wszystkich.

 

Cmentarz w Wasilkowie to największy zabytek gminy. Znajduje się on na wylocie z miasta w kierunku na Świętą Wodę. Nekropolia powstała pod koniec XIX wieku i zajmuje powierzchnię 4,5 hektara. Łącznie na terenie obiekty znajduje się siedem grup rzeźb. Wszystkie nawiązują do Pasji i Zmartwychwstania Jezusa. Ponadto są też dwie fontanny i 60 zabytkowych nagrobków. Najstarszy pochodzi z 1896 roku.

 

Oprócz wielkich rzeźb na cmentarzu znajdują się również wyryte w murach wersety z Pisma Świętego. Ponadto zwiedzając wasilkowską nekropolię natkniemy się również na okazały nagrobek ks. Wacława Rabczyńskiego, którego dokonania na rzecz lokalnej społeczności są ogromne. Duchowny nie tylko przyczynił się do wybudowania kościoła pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Matki Miłosierdzia, ale również dzięki niemu powstała kaplica w Świętej Wodzie. To właśnie także za sprawą ks. Rabczyńskiego możemy podziwiać przepiękne rzeźby na cmentarzu.

 

Na cmentarzu znajduje się również grób legionistów polskich Aleksandra i Michała Żukowskich, nagrobek z 1896 r., grób 34 mieszkańców Wasilkowa i Studzianek rozstrzelonych w 1943 r. oraz groby ofiar II wojny światowej. Warto zaznaczyć również, że nekropolia jest obfita w małą architekturę. Wszystko razem przepięknie się komponuje.

Białystok pod wpływem jesieni stał się magiczny. Dwa kroki od bajecznej atmosfery!

Białystok zamienił się w magiczną krainę za sprawą jesieni, która powoli ogałaca drzewa z liści oraz zmienia ich kolory. Dlatego też na ulicach jest kolorowo. Nasze miasto ma to do siebie, że wiele u nas miejsc, które sprawiają wrażenie jakbyśmy w mieście wcale nie byli. Jednym z nich jest Rezerwat przyrody Las Zwierzyniecki. Jego ścieżki to idealne miejsce by zaczerpnąć świeżego powietrza, pospacerować w ciszy i spokoju, ale też by uprawiać sport – biegać i jeździć rowerem. Jesienna aura sprawiła, że chce się do Lasu Zwierzynieckiego iść w każdej wolnej chwili.

 

Las Zwierzyniecki w czasach Branickich służył jako miejsce polowań dworskich. Można było tu napotkać jelenie, bażanty, daniele, kuropatwy, łabędzie i dzikie kaczki. Można tylko ubolewać, że charakter tego miejsca już taki nie jest. Wiemy jednak, że istnienie takiej zwierzyny blisko centrum stanowiłoby problem. Dlatego możemy tylko spacerować po pięknej krainie i wyobrażać sobie jak tu było kiedyś.

Warto dodać, że kiedyś było zdecydowanie inaczej. Dzisiejszy rezerwat był ogromnym kompleksem leśnym, który zaczął się kurczyć pod wpływem rozwoju miasta. Z jednej strony zachodnią częśc lasu zabudowano koszarami przez co wykarczowano całe połacie lasu. Inne fragmenty przeznaczono na pola uprawne i ogrody. Las Zwierzyniecki przeistaczał się coraz bardziej w park. Wytyczono alejki spacerowe, wybudowano bufety. Wzniesiono teatr letni, restauracje i inne obiekty rozrywkowe. Do miejsca tego w roku 1895 doprowadzono nawet “konkę” czyli dawną linię tramwajową. Zwierzyniec stał się modnym miejscem.

 

W 1920 roku Zwierzyniec podzielono na 2 części. Pierwszą z nich nazwano “Parkiem Miejskim 3-go maja” i tym samym połączono go z Parkiem Miejskim im. Księcia J. Poniatowskiego, który biegł aż do Teatru Dramatycznego. Druga część to dzisiejszy Las Zwierzyniecki. Warto podkreślić, że Białystok jest jednym z niewielu miast w Polsce, w którym wchodząc do parku w centrum można wyjść poza granicę miasta w zasadzie nie wychodząc z terenów zielonych. Pielęgnujmy te tereny jak możemy, bo wiele mieszkańców innych miasta może ich nam pozazdrościć.