To ostatnie dni ferii. Spędźcie je rodzinnie.

To ostatnie dni ferii. Spędźcie je rodzinnie.

Zimowe ferie powoli dobiegają końca, ale to wcale nie oznacza, że trzeba je spędzić w pośpiechu i bez pomysłu. Wręcz przeciwnie – to idealny moment, by wykorzystać to, co w Podlaskiem zimą najcenniejsze: spokój, przyrodę i czas dla siebie oraz bliskich.

Póki jeszcze leży śnieg, warto wybrać się na leśne spacery. Podlaskie lasy zimą mają w sobie coś pierwotnego – skrzypiący pod butami śnieg, cisza przerywana tylko szumem drzew i śladami zwierząt na białych ścieżkach. To także dobry moment na kuligi – te z końmi, kocami i gorącą herbatą, ale też te bardziej spontaniczne, organizowane lokalnie. A jeśli kulig, to najlepiej zakończony ogniskiem – z kiełbaskami, rozmową i prostą radością bycia razem.

Dla tych, którzy wolą bardziej aktywny wypoczynek w mieście, świetnym pomysłem będzie lodowisko. Ostatnie dni ferii to dobra okazja, by jeszcze raz założyć łyżwy – bez presji, bez rywalizacji, po prostu dla zabawy. Alternatywą są baseny i aquaparki (np. w Suwałkach), które pozwalają na chwilę zapomnieć o zimie i rozgrzać się w wodzie, szczególnie gdy za oknem mróz.

Warto też przypomnieć sobie, jak spędzało się czas „kiedyś”. Wspólne wyjście do kina na seans, który naprawdę się ogląda, a nie przewija w telefonie. Albo do teatru – jako małe święto, chwila skupienia i kontaktu z żywym słowem. To proste rzeczy, które dziś znów stają się wyjątkowe.

Ostatnie dni ferii nie muszą być tylko odliczaniem do powrotu do codzienności. Mogą być spokojnym domknięciem zimowego czasu – z ruchem, rozmową, śmiechem i chwilą oddechu. W Podlaskiem nie trzeba daleko jechać, by przeżyć coś wartościowego.

Partnerzy portalu:

Czas na ferie! Zobacz ile ma do zaoferowania Podlaskie.

Czas na ferie! Zobacz ile ma do zaoferowania Podlaskie.

W ten weekend w województwie podlaskim rozpoczynają się ferie zimowe i potrwają do 1 lutego. To czas długo wyczekiwany przez dzieci, ale także przez dorosłych, którzy planują rodzinne wyjazdy albo szukają pomysłów na atrakcyjne spędzenie wolnych dni na miejscu. Co wyjątkowe, pierwszy raz od lat całe Podlaskie jest skute zimą i na horyzoncie nie widać większych odwilży, co oznacza idealne warunki do aktywności na śniegu przez całe ferie.

Choć wielu mieszkańców ruszy na ferie poza region, równie wielu pozostanie na Podlasiu. W tym roku mogą liczyć na zimę, jaką pamięta się z dzieciństwa, a lista atrakcji na miejscu jest długa i wcale nie gorsza od ofert turystycznych innych części Polski. Wszystko na to wskazuje, że Podlaskie będzie jednym z najciekawszych miejsc w kraju do zimowych rodzinnych aktywności.

Wiele rodzin postawi w tym roku na kuligi – zwłaszcza tam, gdzie zimowe trasy są najpiękniejsze, a śnieg trzyma się na drzewach jak z pocztówki. To jedna z tych atrakcji, które łączą ruch, naturę i klimat dawnych zim, o które coraz trudniej. Z kolei dla miłośników spacerów i krótkich wycieczek znakomitym kierunkiem będzie Puszcza Knyszyńska – zalew w Czarnej Białostockiej o tej porze roku wygląda bajkowo, a rezerwat Krzemianka pozwala zobaczyć, jak zasypane doliny i ścieżki nadają puszczy niemal skandynawski charakter.

Podobnie Puszcza Białowieska – od rezerwatu z żubrami, przez rezerwat ścisły, aż po szlak dębów królewskich – stanowi gotową propozycję na jednodniowe wypady z dziećmi, które często po raz pierwszy mają okazję zobaczyć żubra w zimowej scenerii.

Jeśli ktoś woli bardziej sportowe ferie, wciąż doskonałym wyborem jest narciarski Szelment, który w tym sezonie cieszy się wyjątkowo dobrymi warunkami śniegowymi. Stoki są przyjazne początkującym, a zimowy krajobraz Suwalszczyzny dodaje wrażenia, że ferie odbywają się gdzieś daleko w górach. Podobnie Rybno, gdzie lokalne trasy narciarskie także przyciągają rodziny i amatorów zimowej aktywności, oferując jednocześnie krótszą i łatwiejszą logistykę niż wyjazd na południe kraju.

Partnerzy portalu:

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Podlaskie to kraina trzech Puszcz, trzech parków narodowych, trzech wielkich rzek i dziesiątek pomniejszych cieków wodnych. To również miejsce, gdzie przyroda wciąż żyje własnym rytmem, a krajobraz – od zielonych łąk po bagienne rozlewiska – zależy od delikatnych bilansów wody. W ostatnich latach zdały się one mocno chwiać. Susze letnie, które jeszcze dekadę temu pojawiały się epizodycznie, dziś stają się niemal regułą, pustosząc łąki i spłycając, a nawet wysuszając rzeki. W tym kontekście śnieg, często postrzegany wyłącznie jako utrapienie kierowców, jest jednym z ostatnich naturalnych mechanizmów regulujących cykl wodny regionu.

Zimą, kiedy Podlasie skuwa mróz, a korony drzew w Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej uginają się pod ciężarem bieli, przyroda wchodzi w stan spowolnienia. Jednak w bieli kryje się zasób – rezerwa wodna odkładana jest na wiosnę. Wolno topniejąca pokrywa śnieżna pozwala wodzie wsiąkać głęboko w glebę i torfy, odbudowując retencję, bez której latem giną zarówno rośliny, jak i owady, płazy czy migrujące ptaki uzależnione od rozlewisk. W parku narodowym, w Biebrzy śnieg decyduje o przyszłych rozlewiskach; w Wigierskim – o kondycji jezior; w Białowieskim – o żywotności lasu i całych sieci zależności ekologicznych.

Rzeki Podlasia – Narew, Biebrza i Bug – oraz setki mniejszych cieków wodnych są żyłami krwionośnymi krajobrazu. To od śniegu zależy, czy wiosenne wody wypełnią doliny Narwi i rozleją się malowniczym labiryntem, czy Biebrza zyska swoje słynne bagienne zwierciadła, a Bug zachowa głębszy nurt. Brak śniegu zimą nie zawsze oznacza nagłą katastrofę, ale oznacza szybsze, prostsze i bardziej dramatyczne przesuwanie się w stronę letniego przesuszenia. Gleba bez zimowego zasilenia staje się jałowa, owady giną, a ptaki tracą bazę pokarmową. Łosie i jelenie, które zimą korzystają z osłony lasów, latem wędrują coraz dalej w poszukiwaniu wodnych schronień.

Śnieg pełni jeszcze jedno zadanie na Podlasiu – chroni. Pąki drzew przed przemarzaniem, korzenie bylin przed wysychaniem, glebę przed erozją, a torfowiska przed utratą wilgoci. W Puszczy Białowieskiej biała pokrywa zamyka obieg materii organicznej, spowalniając rozkład i pozwalając grzybom oraz mikroorganizmom pracować w tempie, które natura zakładała od tysiącleci. W rozlewiskach Narwi zimowa pokrywa śnieżna amortyzuje gwałtowne zmiany temperatur, umożliwiając przetrwanie jajom płazów ukrytych głębiej w mule, a zimą chroniąc drobne ryby i bezkręgowce.

Podlaskie, choć nadal uchodzi za jeden z ostatnich bastionów dzikiej przyrody w Polsce, jest czułe na wahania klimatu. Zimą widać to najsilniej: brak bieli to brak wiosennego zasilania. Jeziora Wigierskiego Parku Narodowego płytko oddychają, bagna Biebrzy schną szybciej, a Białowieski las staje się uboższy pod ziemią, zanim stanie się uboższy nad nią. Śnieg bywa trudny w mieście, ale poza miastem to zasób strategiczny, którego wartość mierzy się nie w centymetrach, a w milimetrach wody i proporcji życia, które może dzięki niej trwać.

W czasach, gdy klimat staje się coraz bardziej niestabilny, warto przypomnieć sobie prostą prawdę: Podlasie żyje dzięki wodzie, a woda wraca dzięki śniegowi. Każda biała zima to inwestycja w zielone lato, w bagienne spektakle Biebrzy, w labirynt Narwi, w potężny spokój Puszcz, w trzepot skrzydeł nad jeziorami Suwalszczyzny i w te niezliczone drobiazgi życia, które milkną, gdy woda znika.

Partnerzy portalu:

Zmiana prezesa PKS Nova. Totalna bezradność marszałka Łukasza Prokoryma.
Marszałek Województwa Podlaskiego Łukasz Prokorym / fot. Urząd Marszałka Województwa Podlaskiego

Zmiana prezesa PKS Nova. Totalna bezradność marszałka Łukasza Prokoryma.

W regionie przyzwyczailiśmy się do tego, że zmiany personalne w spółkach samorządowych mają być symbolem „nowego otwarcia”. W przypadku PKS Nova trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że odwołanie prezesa i powołanie nowej osoby z prokurą samoistną jest nie tyle demonstracją siły, ile wyrazem bezradności. To rodzaj politycznego uniku: skoro nie umiemy rozwiązać problemu strukturalnego, to zmieńmy nazwisko na wizytówce. Tylko że komunikacja publiczna nie jeździ na papierze.

Marszałek województwa podlaskiego Łukasz Prokorym zaprezentował Adama Byglewskiego jako menedżera „największego kalibru”, z bogatym doświadczeniem w transporcie, logistyce i biznesie. To wszystko prawda. Tyle że kompetencje osobiste nie mają tu znaczenia pierwszoplanowego. PKS Nova nie potrzebuje dziś „mocnego człowieka”, lecz jasnych reguł gry – polityki transportowej, systemu współfinansowania, oraz elementarnej odpowiedzialności ze strony samorządów niższego szczebla. Bez tych trzech warstw – merytorycznego, finansowego i administracyjnego fundamentu – każdy kolejny prezes czy prokurent będzie przypominał kierowcę autobusu, któremu kazano wyjechać w trasę bez rozkładu i z resztkami paliwa.

PKS chce być jednocześnie nierentowny i popularny

Najbardziej absurdalny element tej układanki polega na tym, że od PKS Nova oczekuje się dwóch rzeczy wykluczających się nawzajem: ma zarazem nie przynosić strat i nie zamykać połączeń. Dopóki ktoś próbuje utrzymać fikcję, że spółka publiczna może prowadzić deficytowy transport bez dopłat, dopóty każda decyzja zarządu będzie politycznie toksyczna. Jeśli jakikolwiek prezes, cokolwiek likwiduje – jest wrogiem mieszkańców. Jeśli nic nie likwiduje – jest wrogiem finansów. Dopóki marszałek nie rozstrzygnie, które z tych dwóch „złych” ról wybiera, dopóty żadna osoba na stanowisku kierowniczym nie będzie w stanie wykonać sensownej pracy.

To nie jest abstrakcyjna teoria, tylko realny problem. Kiedy odchodzący z końcem miesiąca prezes PKS Nova – Zbigniew Wojno – w obliczu twardych liczb i braku partnerów po stronie gmin i powiatów – zlikwidował blisko sto nierentownych połączeń, na które nikt nie chciał wziąć dopłat z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, otrzymał podziękowanie za współpracę od marszałka. Samorządy powiatowe i gminne miały gotowy instrument finansowy. Pieniądze leżały na stole. PKS Nova proponował pomoc, dokumenty, dane i współpracę. Jedna strona krzyczała, że połączenia są potrzebne, druga udawała, że problem nie istnieje. I tak transport publiczny został rozjechany na skrzyżowaniu bezkolizyjnym: nikt nie miał odwagi nacisnąć hamulca ani dodać gazu.

Samorządy odmówiły współfinansowania. To nie była pomyłka

Fakty są bezlitosne. Powiaty i gminy w Podlaskiem świadomie zignorowały instrument, który w innych regionach uratował dziesiątki linii. Nie było tu chaotycznego poślizgu proceduralnego, lecz czyste zaniechanie, które skutkuje komunikacyjnym wykluczeniem całych miejscowości: od Michałowa i Gródka, przez Łapy i Czarną Białostocką, aż po Dąbrowę, Sejny, Olecko czy Mielnik. To nie prezesi PKS Nova zamykają tym ludziom dostęp do lekarzy, szkół średnich i możliwości dojazdu na studia. To wójtowie i burmistrzowie postanowili, że komunikacja zbiorowa jest kosztem, a nie częścią infrastruktury społecznej.

Na poziomie systemowym jest to fundamentalny problem: PKS Nova nie może być jednocześnie przewoźnikiem społecznej misji i przedsiębiorstwem funkcjonującym według rachunku ekonomicznego, jeżeli lokalne władze nie chcą przejąć swojej części odpowiedzialności. Dopóki nie zostanie to rozstrzygnięte, każdy kolejny prezes będzie miał do wyboru tylko dwa scenariusze: albo zatopić spółkę finansowo, albo zatopić ją politycznie.

Zmiana personalna niczego nie rozwiązuje

W tym sensie powołanie Adama Byglewskiego bardziej przypomina próbę odwrócenia wzroku opinii publicznej od faktycznego problemu. Nie ma żadnego znaczenia, czy stanowisko obejmie menedżer z ADAMPOL-u, były minister, czy kompletny outsider. Nie miałoby też znaczenia, gdyby na stanowisku pozostał Zbigniew Wojno. Dopóki marszałek województwa nie zbuduje klarownego modelu współfinansowania z udziałem powiatów i gmin, PKS Nova będzie żyła w stanie permanentnej niestabilności.

Skoro region (a wcześniej także rząd i samorządy) chciałby mieć publiczny transport autobusowy, to musi wreszcie odpowiedzieć na jedno proste pytanie: czy autobus jest usługą komercyjną, czy usługą publiczną? Dziś próbuje być jednym i drugim. Efektem jest katastrofa – finansowa, logistyczna i społeczna.

Zmiana prezesa nie jest zatem „nowym otwarciem”, lecz symbolicznym potwierdzeniem, że system polityczno-samorządowy nie jest w stanie sam siebie naprawić. I w tym sensie to nie prezes został wymieniony, lecz rola marszałka została zdegradowana do roli komentatora wydarzeń, na które nie ma realnego wpływu. To jest istota bezsilności.

Partnerzy portalu:

Bardzo dobre warunki zimowe w Podlaskiem. Narty w Biebrzańskim Parku, Supraślu, Szelmencie i Rybnie!

Bardzo dobre warunki zimowe w Podlaskiem. Narty w Biebrzańskim Parku, Supraślu, Szelmencie i Rybnie!

Gruba, stabilna pokrywa śnieżna i utrzymujące się niskie temperatury sprawiają, że to idealny moment, by aktywnie wykorzystać zimę. Jedną z najciekawszych propozycji dla miłośników ruchu na świeżym powietrzu są trasy narciarstwa biegowego wytyczone na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Wyznaczono je w czterech obwodach ochronnych. Najbliżej dostępny jest obwód Osowiec, gdzie wokół Fortu IV poprowadzono pętlę o długości około 4,5 kilometra. W tym miejscu znajduje się również parking, co ułatwia dostęp osobom przyjezdnym. Kolejne trasy zlokalizowane są na ścieżkach edukacyjnych Brzeziny Kapickie oraz na skraju Czerwonego Bagna. Najwięcej odcinków narciarskich przygotowano jednak w basenie środkowym parku, w obwodzie ochronnym Grzędy. Tamtejsza trasa nie ma charakteru pętli – jej pełne pokonanie oznacza wyprawę o długości około 20 kilometrów, licząc w obie strony.

Warto dodać, że białą zimę można wykorzystać także bliżej aglomeracji białostockiej. Trasy do narciarstwa biegowego są przygotowywane również w okolicach Supraśla, który od lat stanowi popularne miejsce rekreacji zimowej. Leśne tereny Puszczy Knyszyńskiej sprzyjają zarówno początkującym, jak i bardziej doświadczonym biegaczom narciarskim.

Dodatkową propozycją dla osób, które chcą w pełni wykorzystać wyjątkowo śnieżną zimę w regionie, jest WOSiR Szelment. Po długim oczekiwaniu sezon zimowy w ośrodku oficjalnie trwa. Sprzyjające warunki pogodowe pozwoliły na uruchomienie stoku oraz pierwszych atrakcji dostępnych dla odwiedzających.

Do dyspozycji gości oddano trasę szkoleniową, przeznaczoną głównie dla osób początkujących oraz dzieci. Do tego są też inne trasy narciarskie dla bardziej doświadczoncyh. Równolegle uruchomiony został snowtubing, czyli zjazdy na pontonach, a także karuzela śnieżna, stanowiąca dodatkową atrakcję rekreacyjną. Docelowo ośrodek oferuje osiem oświetlonych i regularnie ratrakowanych tras narciarskich o zróżnicowanym stopniu trudności. Na miejscu działa wypożyczalnia sprzętu, zaplecze gastronomiczne oraz baza noclegowa o standardzie hotelowym.

Uzupełnieniem zimowej oferty regionu jest również Stacja Narciarska Rybno. Obiekt oferuje trzy trasy zjazdowe oraz pełne zaplecze dla miłośników sportów zimowych, w tym wypożyczalnię sprzętu, możliwość skorzystania z pomocy instruktorów narciarstwa i snowboardu oraz bar, w którym można odpocząć po aktywności na stoku. Oferta skierowana jest zarówno do dzieci i dorosłych rozpoczynających naukę jazdy, jak i do bardziej doświadczonych narciarzy. Obecnie stok czynny jest w dni powszednie w godzinach od 14.00 do 20.00, a w niedziele i święta od 10.00 do 20.00.

Tak śnieżna i stabilna zima w Podlaskiem zdarza się rzadko, dlatego to dobry moment, by skorzystać z naturalnych warunków i odkryć region z zupełnie innej, zimowej perspektywy.

Partnerzy portalu:

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

W województwie podlaskim z rozkładów jazdy znika blisko sto połączeń autobusowych PKS Nova, bo lokalne samorządy ostentacyjnie odmówiły ich współfinansowania i z pełną świadomością nie sięgnęły po pieniądze, które leżały na stole. Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych nie był tajemnicą ani abstrakcyjną obietnicą – był realnym narzędziem ratowania komunikacji. PKS Nova miesiącami biła na alarm, pokazywała liczby, proponowała pomoc w pozyskaniu środków. Odpowiedź? Cisza. Obojętność. Totalne wyparcie odpowiedzialności. Efekt jest prosty: likwidacja połączeń w całym województwie podlaskim. Najwięcej zlikwidowanych połączeń jest między Białymstokiem, a m.in. Łapami, Michałowem, Gródkiem, Czarną Białostocką czy Dąbrową Białostocką.

Nie mamy tu do czynienia z pomyłką ani z trudną decyzją budżetową. To było świadome, zimne zaniechanie władzy lokalnej, które wprost uderza w mieszkańców. Wójtowie i burmistrzowie, którzy nie wykonali absolutnie żadnego ruchu, gdy mogli uratować te połączenia, są dziś bezpośrednio odpowiedzialni za komunikacyjne wykluczenie tysięcy ludzi. To oni zdecydowali, że senior ma być skazany na łaskę innych, gdyby chciał jechać do lekarza. To oni uznali, że młodzież z mniejszych miejscowości musi by prosić rodziców o kosztowne podwózki do szkół ponadpodstawowych. Bardzo kosztowne dla nich będzie też studiowanie czy normalne życie społeczne. To wójtowie skazali wsie na prowincjonalną izolację – bez kina, bez teatru, bez urzędu, bez pracy. To przez nich jeszcze bardziej zapchają się drogi i wyludnią gminy na rzecz dużych polskich miast – i to niekoniecznie Białegostoku.

Nie dlatego, że „system nie pozwalał”. Nie dlatego, że „państwo zawiodło”. Zrobili to, bo im się nie chciało. Bo łatwiej było nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność. Pieniądze były. Procedury były. Wsparcie było. Zabrakło tylko jednego: minimalnych kompetencji i elementarnej przyzwoitości. Teraz te środki trafią do innych województw – tam, gdzie samorządowcy rozumieją, że transport publiczny to nie fanaberia, tylko absolutna podstawa funkcjonowania wspólnoty. Podlasie zostaje z niczym, bo jego lokalni włodarze wybrali sabotaż.

Bo nie możemy nazywać tego niekompetencją, bo to słowo nie oddaje w pełni tego co się stało. To jest właśnie administracyjny sabotaż regionu. Cichy, papierowy, przeprowadzony zza biurek, ale skuteczny. Sabotaż, którego konsekwencje mieszkańcy będą odczuwać latami.

Dobrze, że obowiązuje dwukadencyjność dla wójtów i nic nie wskazuje na to, by miała zniknąć. Bo ten poziom pogardy wobec własnych mieszkańców sprawi, że taka lokalna władza, która okupuje stołki od lat wyleci w końcu na polityczny bruk. I słusznie. Samorząd nie może być schronieniem dla nieudaczników, biernych, leniwych i oderwanych od rzeczywistości. Skoro nie potrafili obronić podstawowych interesów swoich gmin, niech przestaną udawać, że kiedykolwiek byli potrzebni.

Lista zlikwidowanych połączeń:

Region Centralny: 

Poniedziałek-piątek

Białystok – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Janów 07:30 08:48

Janów – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Białystok 08:50 10:09

Michałowo – Białystok 13:15 14:10

Białystok – Michałowo 17:00 17:54

Dąbrowa Białostocka – Białystok 05:30 07:18

Białystok – Dąbrowa Białostocka 07:20 09:12

Dąbrowa Białostocka – Białystok 11:10 12:58

Białystok – Dąbrowa B 13:45 15:37

Białystok – Łapy 17:55

Łapy – Białystok 19:00

Białystok – Łapy 19:55

Łapy – Białystok 21:00

Białystok – Łapy 21:55

Grajewo – Ełk 05:40

Ełk – Grajewo 06:20

Grajewo – Ełk 19:15

Ełk – Grajewo 20:00

Grajewo – Rajgród 12:50

Rajgród – Grajewo 13:30

Grajewo – Szczuczyn 16:10

Grajewo – Radziłów 13:05

Ławsk – Radziłów 06:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Grajewo – Radziłów – 13:00

Cyprki – 14:30

Cyprki – 07:00

Grajewo – Wojewodzin – Grajewo – 15:05

Wojewodzin – Grajewo – 08:15

Sobota

Łapy – Białystok 06:30 07:25

Białystok – Łapy 07:25 08:30

Łapy – Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Michałowo– Białystok 05:00 05:55

Białystok – Czarna Białostocka Piłsudskiego 07:30 08:12

Czarna Białostocka Pierekary – Białystok 09:35 10:12

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Dabrowa Białostocka- Sokółka – Zor – Białystok 06:30 08:18

Białystok – Dąbrowa 10:30 12:22

Niedziela

Łapy -Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Michałowo – Białystok 16:20 17:15

Białystok- Mońki 13:15 14:15

Mońki- Białystok 14:20 15:15

Region Południowy 

Łomża – Radziłów o godz. 10:30

Radziłów – Łomża o godz. 12:40

Kolno – Gietki o godz 06:30 i o godz 15:40

Kolno – Lachowo o godz 06:40 i o godz 15:40

Region Północny

Suwałki-Gdańsk, godz. 7:00

Gdańsk-Suwałki, godz. 15:20

Białystok-Suwałki, godz. 5:45

Suwałki-Białystok, godz. 16:30

Olecko-Ełk, godz. 9:30

Ełk-Olecko, godz. 12:55

Ełk-Olecko, godz. 16:00

Suwałki-Sejny, godz. 6:40

Sejny-Suwałki, godz. 14:45

Region Wschodni 

6:30 Wilanowo – Siemiatycze

15:45 Siemiatycze – Wilanowo

8:00 Ciechanowiec – Białystok p. Bielsk Podlaski

16:35 Białystok – Ciechanowiec p. Bielsk Podlaski

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

07:00 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

06:55 Mielnik, szkoła- Mielnik ul. Brzeska 21

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

07:10 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

14:35 Mielnik, szkoła – Mielnik ul. Brzeska 11

Partnerzy portalu:

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.
fot. materiały UM Białystok

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.

Od lat największe telewizje biją się o widza w sylwestrową noc. W tym wyścigu samorządy nie mają szans, więc z roku na rok jest coraz skromniej, bo gdyby chcieli kontraktować największe gwiazdy, musieliby licytować z telewizjami. Szkoda pieniędzy. Ale z drugiej strony koniec roku to dla wielu osób moment, w którym zamiast domówki chce się po prostu wyjść „do ludzi” – bez biletów, bez rezerwacji i bez zobowiązań. W Podlaskiem tradycyjnie można to zrobić na miejskich sylwestrach. Sprawdziliśmy, gdzie w tym roku będzie można zatańczyć pod chmurką i czego się spodziewać w trzech największych miastach regionu.

W Białymstoku będzie najgłośniej i najbardziej koncertowo, w Łomży bardziej lokalnie i klasycznie, a w Suwałkach tanecznie i bez zbędnych dodatków. Każde z miast oferuje coś innego – warto wybrać to, co najbardziej pasuje do własnego stylu świętowania.

Białystok: Rynek Kościuszki i muzyczny miks stylów

W Białymstoku centrum sylwestrowej zabawy ponownie stanie się Rynek Kościuszki. Start zaplanowano na 31 grudnia o godz. 21:30, więc to propozycja dla tych, którzy nie chcą czekać do północy, by poczuć klimat imprezy. Na początek pojawi się regionalny akcent – duet Maxim & Oliczka, łączący hip-hopowe, miejskie brzmienia z podlaskim białym śpiewem i gwarą. To propozycja raczej nietypowa jak na sylwestra, ale właśnie dzięki temu może przyciągnąć osoby szukające czegoś innego niż standardowa „składanka przebojów”.

Głównym punktem wieczoru będzie koncert Patrycji Markowskiej – rockowo-popowy set z dobrze znanymi utworami, które sprawdzają się na dużej, plenerowej scenie. Po północy i w jej okolicach muzyczną pałeczkę przejmie DJ Brave, stawiający na taneczne klasyki, w tym hity lat 80. Całość ma zostać uzupełniona pokazem laserowym na powitanie Nowego Roku.

To propozycja dla osób, które lubią duże, miejskie wydarzenia i chcą spędzić sylwestra w samym sercu miasta.

Łomża: klasyczny sylwester na Starym Rynku

Łomża pozostaje wierna sprawdzonemu formatowi. Sylwestrowa noc odbędzie się na Starym Rynku, a muzyka zacznie się wcześniej niż w innych miastach – już o godz. 21:00. Line-up opiera się głównie na lokalnych i regionalnych wykonawcach: Mega (21:00), Lovestory (22:00), Julita Kaczyńska z zespołem (23:00), Przemysław Piotrowski z zespołem (ok. 00:10).

Zabawa potrwa do godz. 1:00 w nocy. To sylwester raczej spokojniejszy, bez wielkich nazwisk, ale za to z ciągłością koncertów i wyraźnym tanecznym charakterem. Dobra opcja dla mieszkańców, którzy chcą wyjść na chwilę, spotkać znajomych i wrócić do domu bez zarwanej nocy.

Suwałki: DJ set i taneczna noc na placu Konopnickiej

W Suwałkach sylwester ma bardziej klubowy charakter. Impreza odbędzie się 31 grudnia na placu im. Marii Konopnickiej, a start zaplanowano na godz. 22:00. Za muzykę odpowiada DJ Jurgiel, więc zamiast koncertów można spodziewać się tanecznego seta – rytmy pod zabawę, bez długich przerw i zmian scenicznych. To propozycja dla tych, którzy niekoniecznie przyszli „na gwiazdę”, tylko po to, żeby potańczyć i przywitać Nowy Rok w luźnej atmosferze.

Wstęp jest wolny, a formuła prosta: muzyka, ludzie i wspólne odliczanie do północy.

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy takie zimy jeszcze wrócą na Podlasie?

Prognozy długoterminowe nie zapowiadają, by w tym roku w Podlaskiem spadł śnieg. Poprzednie lata pokazywały, że jak popadało to biały puch leżał tylko przez moment. Ale warto wiedzieć, że w takich miejscach jak Puszcza Knyszyńska, Białowieska czy Augustowska – gdy napada – to leży dłużej niż w mieście. Dlatego jeżeli zaśnieży Białystok, a kolejnego dnia wszystko popłynie, to wcale nie musi być tak samo nieopodal w Czarnej Białostockiej. Tam przy słynnym zalewie możecie dreptać tak, że będzie chrupało wam pod nogami.

Patrząc szerzej na kolejne lata, meteorolodzy są dość zgodni – zimy w Polsce będą coraz krótsze, cieplejsze i bardziej „wahadłowe”. To oznacza, że śnieg będzie pojawiał się rzadziej, ale za to bardziej gwałtownie. Zamiast spokojnych, wielotygodniowych zimowych krajobrazów czekają nas raczej krótkie epizody: dwa, trzy dni bieli i szybki powrót temperatur dodatnich. Największe szanse na opady śniegu przypadać będą nadal na styczeń i luty, choć nawet wtedy nie ma już gwarancji, że śnieg utrzyma się na dłużej niż kilka dni. W prognozach na nadchodzące zimy częściej pojawiają się scenariusze z opadami mieszanymi, deszczem ze śniegiem i gwałtownymi roztopami tuż po większym ochłodzeniu.

Podlaskie jednak od lat rządzi się nieco innymi prawami niż reszta kraju. Geograficznie jesteśmy bliżej wpływów klimatu kontynentalnego niż morskiego, który dominuje na zachodzie Polski. Tu zimy potrafią być ostrzejsze, z większymi spadkami temperatur i dłużej utrzymującym się mrozem przy gruncie. To właśnie dlatego statystycznie mamy więcej dni ze śniegiem niż centralna czy zachodnia Polska. Nawet jeśli ogólnokrajowe prognozy sugerują szybkie roztopy, Podlasie wciąż ma większą szansę na kilka prawdziwie zimowych epizodów w sezonie — szczególnie na obszarach oddalonych od miast, w dolinach, na polanach i w otulinach dużych kompleksów leśnych.

Dlaczego więc w lesie śnieg potrafi leżeć długo, a w mieście znika niemal natychmiast? Wszystko rozbija się o temperaturę podłoża, wilgotność i ingerencję człowieka. W lesie ziemia jest chłodniejsza, osłonięta od wiatru i słońca przez gęste korony drzew. Brak asfaltu, betonu i kostki brukowej sprawia, że podłoże wolniej się nagrzewa, a śnieg topnieje znacznie wolniej. Do tego dochodzi też większa wilgotność powietrza, która sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur przy gruncie.

W mieście działa dokładnie odwrotny mechanizm. Nagrzany asfalt, ciepło oddawane przez budynki, ruch samochodów i systemy ogrzewania powodują tzw. „miejską wyspę ciepła”. Nawet gdy w nocy spadnie kilka centymetrów śniegu, rano często zostaje po nim tylko brudna breja. Sól, piasek i intensywny ruch dodatkowo przyspieszają topnienie.

Dlatego właśnie bywa tak, że w centrum Białegostoku w południe nie ma już po śniegu śladu, a kilkanaście kilometrów dalej, w lesie czy nad zalewem, nadal panuje prawdziwa zima. I choć prawdziwie śnieżne zimy stają się coraz rzadsze, to w podlaskich lasach wciąż można jeszcze czasem znaleźć tę cichą, skrzypiącą pod butami biel – nawet wtedy, gdy miasto o zimie już dawno zapomniało.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przyjeżdża Mikołaj z Laponii. Białystok i Suwałki włączają choinki.

W Białymstoku i Suwałkach rozpoczęło się oczekiwanie na jeden z najbardziej nastrojowych momentów grudnia — uroczyste oświetlenie miejskich choinek. To wydarzenia, które co roku gromadzą mieszkańców i wprowadzają miasta w atmosferę nadchodzących świąt.

W Białymstoku żywa choinka miejska stoi tradycyjnie przy pomniku Józefa Piłsudskiego. Rozbłyśnie już jutro – 6 grudnia, a zgodnie z wieloletnią tradycją towarzyszyć temu będzie przyjazd Mikołaja z Rovaniemi. Gość z Laponii, wspólnie z białostoczanami, około godziny 17 uruchomi świąteczne iluminacje na miejskim drzewku. Atrakcje rozpoczną się wcześniej. Od godziny 15 zaplanowano występy artystyczne i koncerty, a dla uczestników przygotowano konkursy z nagrodami. Już od południa najmłodsi będą mogli porozmawiać telefonicznie z Mikołajem w specjalnie przygotowanej strefie. Przyjazd Mikołaja z Laponii od lat stanowi jedną z największych atrakcji wydarzenia.

Świąteczny klimat zagości również w Suwałkach. O godzinie 17 na Placu Marii Konopnickiej rozpocznie się uroczyste rozświetlenie miejskiej choinki. Wydarzeniu będzie towarzyszyć widowisko muzyczno-taneczne „Magiczny Wieczór”. Na scenie zaprezentują się artyści ze Studia Tańca Radość z Suwalskiego Ośrodka Kultury, zespół Wyszywanka z Związku Ukraińców w Suwałkach oraz zespół Pierwiosnki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wspólne występy stworzą wyjątkową, świąteczną atmosferę, która co roku przyciąga mieszkańców w centrum miasta.

Oba wydarzenia, choć odbywają się w różnych miastach, mają wspólny cel — symbolicznie rozpocząć czas świątecznej radości, łącząc mieszkańców we wspólnym przeżywaniu grudniowej tradycji. Podlaskie po raz kolejny udowadnia, że magia świąt zaczyna się od światła, muzyki i wspólnoty.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem
fot. LTG Link

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem

Świąteczne pociągi LTG Link – naszego litewskiego sąsiada – wracają już po raz czwarty, ponownie zamieniając trasy w pełne świateł i muzycznych dekoracji wagony. Tegoroczna edycja zaczyna się właśnie dziś – 20 listopada i potrwa do 11 stycznia. W wybranych składach pojawią się zupełnie nowe iluminacje inspirowane muzyką.

Dla mieszkańców Podlaskiego to świetna okazja, by połączyć wizytę w Wilnie z wyjątkową, świąteczną podróżą pociągiem. Z naszego regionu codziennie odjeżdża pociąg. Zatrzymuje się w Czyżewie, Łapach, Białymstoku, Sokółce, Augustowie czy Suwałkach. Następnie dojeżdża do litewskiej Mockavy. Tam przesiadamy się do świątecznego pociągu (na tym samym bilecie) i to właśnie tam zaczyna się świąteczna magia. Warto dodać, że po dojechaniu do Wilna, dalej (ale już z osobnym biletem) można ruszyć w dalszą świąteczną podróż.

Warto pamiętać, żeby wybrać wagon numer 2.

Magiczne pociągi kursują na trasach

  • Wilno – Mockava (Warszawa) – dekoracje w wagonie 2 oraz w klasie 1
  • Wilno – Kowno – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Troki – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Kłajpeda – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

  • Wilno – Turmont – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

LTG Link zachęca do wcześniejszego zakupu biletów, zwłaszcza na weekendy. W tych dniach obsługa będzie dodatkowo sprawdzać bilety jeszcze przed wejściem do świątecznie udekorowanych wagonów. Na pozostałe przejazdy bilety będą dostępne jak zwykle. W przypadku zakłóceń lub zmian w ruchu świąteczne pociągi mogą zostać zastąpione standardowymi składami lub transportem zastępczym. Obowiązują wtedy ogólne zasady przewozów LTG Link.

Rozkład jazdy świątecznego pociągu

Mockava → Wilno<

Okres kursowania Godzina odjazdu z Mockavy
21–30 listopada 15:11
1–13 grudnia 15:11
14–31 grudnia 9:09, 15:07, 21:04
1 stycznia 9:09, 15:07, 21:04

Wilno → Mockava

Okres kursowania Godzina odjazdu z Wilna
21–30 listopada 12:35
1–13 grudnia 12:35
14–31 grudnia 6:27, 12:35, 18:30
1 stycznia 6:27, 12:35, 18:30

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy warto jechać do Suwałk poza sezonem? Jeszcze jak! Oto dlaczego.

Suwałki poza sezonem mają ten niezwykły urok, którego trudno zaznać latem – spokój, przestrzeń i czystą naturę bez tłumów turystów. Gdy opadnie gwar wakacyjnych miesięcy, miasto odkrywa swoje prawdziwe oblicze: powolne, harmonijne, pełne lokalnego klimatu i dzikiej przyrody, która wciąż pozostaje na wyciągnięcie ręki.

Jesień i wczesna wiosna to najlepszy moment na odkrywanie samego miasta, powolne spacerowanie po nim, oglądanie zabytków i innych klimatycznych miejsc. Ale to także dobry czas na spędzanie dnia nad pobliskimi jeziorami z krystaliczną wodą oraz odwiedzanie malowniczych szlaków biegnących przez pogranicze polsko-litewskie. Bez korków, kolejek, hałasu, za to z poczuciem, że całe Suwalszczyzna należy tylko do Ciebie. W powietrzu unosi się zapach wilgotnych lasów, a nad polodowcowymi pagórkami często snują się mgły, które tworzą niezwykłą atmosferę.  A jeśli dopisze pogoda, koniecznie trzeba wybrać się na niesamowite wschody nad jeziorem Hańcza.

Co najważniejsze, do Suwałk można dojechać nie tylko samochodem, ale też pociągiem. A gdy już uznamy, że wszystko zwiedziliśmy – można ruszyć na Białystok lub do Kowna i Wilna. Bowiem północne miasto jest także bramą do innych ciekawych miejsc nieopodal. San wyjazd do Suwałk poza sezonem to świeże spojrzenie na region – bardziej autentyczne, naturalne i w pełni zanurzone w suwalskim rytmie. Jeśli szukasz spokoju, natury i prawdziwego kontaktu z miejscem, trudno o lepszą porę, niezależnie czy to plan główny czy tylko przystanek w dalszej podróży.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wigierski Park Narodowy późną jesienią. Czy jest tu co zwiedzać?

Na powyższym filmie widzimy letnie oblicze Wigierskiego Parku Narodowego. To normalne, że zwiedzamy najczęściej w ciepłe dni. Tymczasem, wyjątkowe miejsce na skraju Suwalszczyzny, w listopadzie zmienia swoje oblicze i warto to też zobaczyć na własne oczy. Z letniego, pełnego życia królestwa wody i zieleni przeistacza się w krainę mgieł, szelestu liści i odbić słabego słońca w spokojnych taflach jezior. Choć sezon turystyczny dawno się skończył, to właśnie teraz park pokazuje swoje najbardziej nastrojowe, niemal mistyczne oblicze – idealne dla tych, którzy szukają ciszy, spokoju i kontaktu z prawdziwą naturą. Listopad to czas, gdy szlaki wokół Wigier pustoszeją. Znika zgiełk rowerzystów i kajakarzy, a w ich miejsce pojawia się tylko wiatr i stukot dzięcioła w odległym lesie.

Wigierski klasztor Kamedułów, górujący nad jeziorem Wigry, to obowiązkowy punkt zwiedzania niezależnie od pory roku. Jednak w listopadzie nabiera on szczególnej, surowej urody. Kamienne mury kontrastują z chłodnym błękitem nieba, a z tarasu widokowego rozpościera się widok na spokojne jezioro, które w bezwietrzne dni staje się jak lustro. Warto zajrzeć do cel klasztornych i poczuć atmosferę dawnego życia mnichów – ich rytmu dnia, ciszy i kontemplacji.

Choć większość ptaków odleciała, Wigierski Park Narodowy nie traci na atrakcyjności dla miłośników przyrody. W listopadzie można spotkać łabędzie nieme, kruki, myszołowy, a z odrobiną szczęścia – łosia lub bobra. To też doskonały czas na fotografowanie – niskie słońce tworzy długie cienie i ciepłe, miękkie światło, które wydobywa szczegóły krajobrazu. A po całodniowym spacerze nic tak nie smakuje jak gorąca herbata lub regionalna potrawa w jednej z okolicznych agroturystyk. W wielu miejscach wciąż można wynająć pokój z widokiem na jezioro. – w listopadzie w ciszy i bez pośpiechu.

Wigierski Park Narodowy jesienią to miejsce dla tych, którzy potrafią docenić spokój, chłód powietrza i poetycką urodę północnego krajobrazu. Gdy liście już opadły, a woda milknie, przyroda wstrzymuje oddech – przygotowując się na zimę. I właśnie w tej ciszy tkwi cały urok listopadowego zwiedzania Wigier.

Partnerzy portalu:

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zrób to jak dawniej – przetwory z Podlasia wracają do łask

Jesień w Podlaskiem to czas, gdy spiżarnie znowu wypełniają się po brzegi. W słoikach lśnią ogórki, papryka, buraczki, a na półkach dojrzewają kompoty i dżemy z późnych owoców. Choć kiedyś robienie przetworów było koniecznością, dziś coraz więcej osób wraca do tego zwyczaju z wyboru. To nie tylko sposób na zatrzymanie smaku lata, ale też na chwilę spokoju i poczucie, że robi się coś prawdziwego, własnymi rękami.

W Podlaskiem ten rytuał nigdy tak naprawdę nie zanikł. W wielu domach wciąż przygotowuje się tradycyjne kiszonki według rodzinnych receptur, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W beczkach fermentują kapusty, w glinianych garnkach – ogórki, a w piecach suszą się jabłka i grzyby. Coraz częściej młodzi ludzie odkrywają w tym dawnym rytuale coś więcej niż tylko zapasy na zimę – odkrywają spokój i sens prostego życia.

Na giełdzie w Białymstoku z kolei można dostać lokalne przetwory z podlaskich gospodarstw. Bez chemii, bez pośpiechu – z tym samym smakiem, jaki pamiętamy z dzieciństwa. Sok z aronii, miody, chrzany czy ogórki. To wszystko symbol jakości i powrotu do natury. Robienie przetworów to trochę jak zatrzymanie czasu – chwila, w której zapach owoców i ziół przypomina, że życie nie musi być szybkie, by było pełne. Może właśnie dlatego, w epoce gotowych produktów, coraz więcej osób sięga po słoiki, by znów poczuć radość z czegoś własnoręcznie stworzonego.

Partnerzy portalu:

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Jesień rozgościła się w Podlaskiem na dobre, a tegoroczna naprawdę zachwyca. Wystarczy wyjść z domu, by zobaczyć, jak lasy i pola zamieniły się w malarski pejzaż – odcienie złota, czerwieni i pomarańczy tańczą na wietrze, a każdy krok pośród liści brzmi jak cichy koncert natury. To najlepszy moment, by na chwilę zwolnić, wziąć głęboki oddech i poczuć, jak słońce wciąż jeszcze delikatnie ogrzewa twarz.

Wystarczy krótki spacer po Puszczy Knyszyńskiej, wzdłuż Narwi czy po parkach miejskich, by zrozumieć, dlaczego właśnie jesień uchodzi za najbardziej fotogeniczną porę roku. Światło jest miękkie, powietrze czyste, a zapach wilgotnych liści i ziemi tworzy atmosferę, której nie da się odtworzyć o żadnej innej porze. W lesie słychać jeszcze ostatnie śpiewy ptaków przed odlotem, a przydrożne aleje klonów i lip zdają się płonąć w słońcu.

To także czas, kiedy warto oderwać się od ekranu i ruszyć na szlak – nawet krótki spacer wokół wsi, po ścieżkach Biebrzańskiego Parku Narodowego czy bulwarami w Supraślu może działać jak najlepsza terapia. Nie trzeba planować długiej wyprawy – wystarczy pół godziny wśród drzew, by poczuć spokój i przypomnieć sobie, że piękno często jest tuż obok.

Zanim listopadowe deszcze zmyją kolory, wykorzystajmy każdą słoneczną chwilę. Złota jesień nie trwa długo – ale wspomnienia spacerów wśród czerwonych liści zostaną na długo.

Partnerzy portalu:

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Dobre wieści dla podróżnych z Podlaskiego i wszystkich, którzy wybierają kolej na trasie do naszych północnych sąsiadów. Od nowego rozkładu jazdy (zmiany są w połowie grudnia) liczba połączeń między Polską a Litwą wzrośnie trzykrotnie. Zamiast jednego pociągu dziennie, z Białegostoku i Suwałk do Wilna będzie można dojechać aż trzema składami. Oprócz dobrze znanej „Hańczy” (Kraków – Wilno przez Warszawę, Białystok i Kowno), na tory wyjedzie również „Wigry” (Szczecin – Poznań – Warszawa – Białystok – Wilno) oraz nowy, krótszy kurs „Jaćwing” na trasie Suwałki – Wilno.

Wszystkie pociągi, tak jak dotychczas, będą wymagały przesiadki w litewskiej Mockavie, gdzie podróżni przechodzą z polskiego składu na szerokotorowy pociąg litewskich kolei LTG Link. Jednak czas przejazdu z Warszawy do Wilna ma się skrócić o około godzinę dzięki lepszej koordynacji przesiadki i temu, że składy „Hańcza” i „Wigry” pokonają odcinek Warszawa – Białystok bez dodatkowych postojów.

Tymczasem za północno-wschodnią granicą prace nad europejską magistralą Rail Baltica wchodzą w decydującą fazę. Na Litwie rozpoczęto już układanie szyn na pierwszych odcinkach nowej linii, m.in. w rejonie Janowa. Do końca roku powstanie niemal dziewięciokilometrowy fragment toru między miejscowościami Šveicarija i Žeimiai, a roboty ziemne i budowa obiektów inżynieryjnych toczą się na ponad 100 kilometrach trasy z Kowna w kierunku Poniewieża.

Rail Baltica to projekt, który całkowicie odmieni podróże między Polską a krajami bałtyckimi. Do 2030 roku powstanie 870 kilometrów normalnotorowej linii kolejowej o europejskim rozstawie 1435 mm – 392 km na Litwie, 265 km na Łotwie i 213 km w Estonii. Tory będą przystosowane do prędkości 249 km/h, co pozwoli pociągom łączyć Warszawę, Białystok, Suwałki z Wilnem, Rygą i Tallinem bez żadnych zmian pociągów i w czasie krótszym niż kiedykolwiek wcześniej.

Dla Podlaskiego to ogromna szansa. Już dziś region staje się ważnym węzłem na szlaku północ–południe, a zwiększona liczba połączeń do Wilna to krok w stronę przyszłej, nowoczesnej kolei dużych prędkości. Do momentu, gdy Rail Baltica będzie gotowa, warto jak najintensywniej rozwijać obecne połączenia – tak, by podróżni z Podlasia coraz częściej wybierali pociąg nie tylko do stolicy Litwy, ale i dalej – ku krajom bałtyckim.

Partnerzy portalu:

Bezmyślni dziennikarze straszą wojną w Podlaskiem, bo to się „klika”. Region ponosi realne straty.

Bezmyślni dziennikarze straszą wojną w Podlaskiem, bo to się „klika”. Region ponosi realne straty.

W ostatnich miesiącach media w Polsce znalazły sobie nowe złoto – Przesmyk Suwalski. Temat, który sprzedaje się znakomicie, bo łączy w sobie wszystko, co pobudza emocje: Rosję, wojnę i strach. Każdy, kto wrzuci do tytułu słowa „atak”, „napięcie” i „granica”, może liczyć na tysiące kliknięć. I nie ma znaczenia, że to czysta fantazja – ważne, że ludzie klikają, udostępniają, dyskutują. Strach się sprzedaje, a więc jest produkowany w masowych ilościach. Tyle że w tym wszystkim ginie rzeczywistość, a Podlaskie płaci za tą medialną zabawę bezmyślnych dziennikarzy realną cenę.

Nie ma żadnego zagrożenia dla Przesmyku Suwalskiego. Żadnego. Cała ta narracja o „możliwym ataku” to kompletne brednie, które może powtarzać tylko ktoś, kto nigdy nie spojrzał na mapę i nie ma pojęcia o tym, jak działa armia. Rosja nie może sobie po prostu „najechać” kawałka polskiego terytorium, jakby to była misja w grze komputerowej, gdzie klikamy obszar i wciskamy „atak”. W wojskowości liczy się logika działań i kolejność frontów. Dopóki trwa wojna na Ukrainie, Rosja jest związana tam w stu procentach. Nie ma „zapasowych” sił, zaplecza, ani logistyki, by otworzyć drugi front przeciwko NATO. Żeby w ogóle myśleć o jakimkolwiek ruchu w stronę Przesmyku Suwalskiego, musiałaby najpierw połknąć Ukrainę, potem zająć państwa bałtyckie, a dopiero później – może – rozważać jakieś działania w rejonie Przesmyku Suwalskiego – od strony Litwy. Atak na Polskę przez Suwałki bez zajętej Ukrainy i bez opanowanych krajów bałtyckich to wojskowy absurd, coś, co nie istnieje poza wyobraźnią redaktorów zafascynowanych mapami i czołgami w grach.

Tymczasem te medialne bzdury mają konkretne skutki. Na Podlasie – jeden z najpiękniejszych i najspokojniejszych regionów Polski – ludzie zaczęli rezygnować z wyjazdów, bo „tam może być wojna”. Trzeba wprowadzać bony turystyczne, żeby ratować całe branże. A wszystko dlatego, że medialni nabijacze klikania znalazło sobie sposób na dobry zarobek.

To, co robią media, jest w istocie działaniem przeciwko własnemu krajowi. Bo każdy taki artykuł o „zagrożeniu na wschodzie” uderza nie w Moskwę, tylko w Białystok, Suwałki i Augustów. Zamiast wzmacniać odporność psychiczną społeczeństwa, sieją lęk i nieufność. Zamiast promować Podlaskie jako bezpieczne i piękne, tworzą z niego strefę strachu. Tymczasem tu nikt nie słyszy huku armat, tylko klangor żurawi czy klekot bocianów. Wybrzmiewa też cisza lasu w Puszczy Augustowskiej.

Nie da się zakazać mediom pisania głupot, ale można przestać je nagradzać kliknięciami. Dopóki ludzie będą klikać w każdy tytuł o zagrożeniu w Przesmyku Suwalskim, dopóty te teksty będą powstawać. A więc to od nas zależy, czy pozwolimy się straszyć. Podlasie potrzebuje dziś nie paniki, tylko zdrowego rozsądku. Bo prawdziwe zagrożenie nie nadchodzi ze wschodu, tylko z telewizora i portali, które dawno pomyliły informowanie z sianiem lęku.

Przesmyk Suwalski nie jest żadnym punktem zapalnym, tylko kawałkiem spokojnej ziemi w sercu Europy. Ale jeśli dalej będziemy wierzyć mediom, które żyją z niepokoju, to sami zamienimy ten kraj w jeden wielki obóz strachu. A może lepiej po prostu przyjechać na Podlasie, usiąść nad jeziorem i przekonać się, że jedyne, co tu naprawdę wybucha – to śmiech wszystkich tych, którzy doskonale się bawią w regionie, gdy przełamią strach i przyjadą do nas w gości.

Zamiast bajek o wojnie, lepiej obejrzeć sobie piękną przyrodę z Przesmyku Suwalskiego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Suwałki, Augustów i legenda Gołej Zośki

Podlaskie to region, w którym historia, kultura i przyroda tworzą spójną całość. W jego północnej części szczególną uwagę przyciągają Suwałki i Augustów – miasta różne w charakterze, lecz równie atrakcyjne dla turystów.

Suwałki są znane jako miasto o bogatej historii i wielokulturowych korzeniach. Spacer po Suwałkach warto rozpocząć od Placu Marii Konopnickiej, który upamiętnia jedną z najwybitniejszych polskich poetek i nadaje centrum miasta charakterystyczny wygląd. Architektura i układ ulic nadają Suwałkom kameralny i spokojny klimat, sprzyjający zwiedzaniu. Oprócz tego o każdej porze roku warto wybrać się nad Zalew Arkadia, a także obejrzeć zabytki, których jest tam całe mnóstwo. Zaczynając od Muzeum Okręgowego, warto obejść na spokojnie ulicę Kościuszki, Chłodną, Kamedulską, Gałaja, Konopnickiej czy Noniewicza. Napotkamy tam co nie miara starych i wyjątkowych domów.

Augustów to miejscowość znana przede wszystkim z położenia w otoczeniu jezior i lasów Puszczy Augustowskiej. Największą atrakcją turystyczną jest rejs po Jeziorze Necko, podczas którego można zobaczyć słynną skałę zwaną Gołą Zośką. Według miejscowej legendy symbolizuje ona tragiczną historię nieszczęśliwej miłości, a dziś stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów regionu. Samo miasto oferuje liczne miejsca do spacerów, a także bogatą ofertę gastronomiczną i turystyczną. Dzięki bliskości Kanału Augustowskiego stanowi także świetną bazę wypadową do dalszego odkrywania szlaków wodnych i rowerowych Podlasia.

Zwiedzanie Suwałk i Augustowa pozwala poznać dwa różne oblicza Podlasia. W Suwałkach można doświadczyć wielokulturowego dziedzictwa i historycznego klimatu, natomiast Augustów przyciąga wodnymi krajobrazami i legendami. Razem tworzą harmonijną propozycję dla turystów poszukujących zarówno wypoczynku na łonie natury, jak i kontaktu z lokalną tradycją.

Partnerzy portalu:

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.
Przez głupotę wójtów, autobusy będą stały, chociaż mogłyby wozić ludzi.

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.

Zdrowie, kultura czy transport pasażerski — to nie są biznesy życia. To są przeważnie zadania samorządowe, czyli takie, które z definicji nie muszą się spinać budżetowo. A mimo to samorządy  prowadzą je przez spółki prawa handlowego. A spółka, jak to spółka — musi być na plusie. No i wtedy zaczyna się problem.

Weźmy przykład z naszego podwórka. Od 1 października w powiatach wysokomazowieckim i zambrowskim kilka linii autobusowych PKS Nova znika z mapy. Dlaczego? Bo prawie nikt nie jeździ. A jak prawie nikt nie jeździ, to przewóz jest nierentowny. A jak jest nierentowny, to spółka akcyjna musi go zlikwidować, bo przecież akcjonariusze nie żyją z powietrza. Brzmi logicznie, prawda? Tylko że tu logika uderza w pasażerów.

Ironia polega na tym, że właścicielem PKS Nova jest… Województwo Podlaskie. Czyli de facto państwowa instytucja jest prywatnym przewoźnikiem. A gdyby transportem zajmował się po prostu Departament Infrastruktury i Transportu w urzędzie marszałkowskim, to nie byłoby żadnego wymogu „opłacalności”. Autobus by po prostu jechał — choćby i z trzema pasażerami na pokładzie. Poza tym pasażerów byłoby zdecydowanie więcej, bo gdy nie musimy być rentowni, nie ma znaczenia też cena biletu. Może go w ogóle nie być.

Nawet w tych najmniejszych gminach, gdzie dziś pies z kulawą nogą nie wsiada, nagle okazałoby się, że mieszkańcy jednak „chcą jeździć”, tylko niekoniecznie za cenę biletu droższą niż litr benzyny. Studenci, emeryci, dzieciaki jadące do szkoły, a nawet sąsiad, który od lat nie opuszczał wsi — wszyscy by wsiedli. I nie trzeba do tego wielkiej ekonomii: wystarczy przestać udawać, że autobus to biznes życia.

Na papierze siatka podlaskich połączeń wygląda przyzwoicie: do każdej większej miejscowości dojedziemy. Ale województwo to nie tylko miasta. To aż 119 gmin, z czego 80 to gminy wiejskie. I nagle czar pryska. Autobusu nie zobaczą mieszkańcy Płaskiej, Wyszek, Narewki, Grabowa, Krypna, Trzciannego, Nowego Dworu czy Szudziałowa. Nie dojedzie też nic do Krynek, choć to gmina miejsko-wiejska. A w gminach przyklejonych do Białegostoku rządzi komunikacja miejska.

Gdyby PKS Nova był faktycznie prywatny, bez nadzoru z urzędu marszałkowskiego, to zapewne kursów byłoby jeszcze mniej. Prywatny przewoźnik wozi tam, gdzie się opłaca. I tylko tam. Zajrzyjcie do rozkładów jazdy innych przewoźników, naprawdę prywatnych — cudów nie ma.

No dobrze, ale przecież państwo coś z tym robi. I faktycznie — istnieje Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Brzmi poważnie: rząd dopłaca gminom, żeby organizowały kursy tam, gdzie się nie opłaca. Czyli w końcu ktoś pomyślał, że komunikacja to nie tylko rachunek zysków i strat, ale też… ludzie. Pieniądze więc są, miliony leżą na stole. Tylko co robią gminy? Ano nic. W 2023 roku wykorzystano zaledwie 31 proc. środków. W 2024 roku — 33 proc. Efekt? 68 milionów złotych poszło do innych województw.

I tak dochodzimy do sedna. Gdy wójtowie będą przed Wami rozkładać ręce i mówić „nie da się”, a autobusy od 1 października po prostu nie wyjadą, to już będziecie wiedzieć kto jest winny. Ten sam co rozkłada ręce. Ludzie zostają bez dojazdu do pracy, szkoły czy lekarza. A winę można by zrzucić na spółki, na przepisy, na rentowność. Ale prawda jest prostsza: to zwyczajna głupota wójtów.

A teraz wyobraźmy sobie, że te 68 milionów złotych, które lekką ręką oddaliśmy innym województwom, zostałoby wrzucone w siatkę połączeń wieś–miasto–duży węzeł transportowy. Zamiast kombinować, błagać sąsiada o podwózkę, ludzie mieliby normalny autobus rano i drugi powrotny. Dzieciaki dojechałyby do szkoły, starsi do lekarza, a pracujący – do zakładów pracy czy biur. Do tego zyskałyby same miasta, bo ruch i życie społeczne nie kończyłyby się na granicy gminy. Województwo zaczęłoby oddychać jak jeden organizm – wieś i miasto przestałyby być oddzielnymi światami, a stałyby się częściami jednej całości. I wszystko to za pieniądze, które i tak już były, tylko ktoś postanowił, że „nie warto sięgać”.

Partnerzy portalu:

Dlaczego nie warto biec po papier toaletowy, gdy nadlatują ruskie drony?

Dlaczego nie warto biec po papier toaletowy, gdy nadlatują ruskie drony?

W nocy z 9 na 10 września doszło do bezprecedensowej sytuacji – w polską przestrzeń powietrzną wleciały rosyjskie drony, część z nich od strony Białorusi. Te, które mogły stanowić zagrożenie, zostały zestrzelone przez polskie wojsko i sojuszników z NATO. Nie odnotowano ofiar wśród ludności cywilnej, a jedyne szkody ograniczyły się do fragmentów maszyn, które spadły na budynki i samochody. Rząd zwołał nadzwyczajne posiedzenie, a premier określił incydent mianem prowokacji.

Choć sytuacja była poważna, służby zadziałały szybko i skutecznie. Dlatego najważniejsze jest, aby społeczeństwo zachowało spokój. W takich momentach pojawia się naturalny niepokój, jednak panika – szczególnie w postaci masowego wykupywania makaronu czy papieru toaletowego jak w pandemii – jest całkowicie nieuzasadniona. Polska gospodarka funkcjonuje normalnie, dostawy do sklepów są zabezpieczone, a codzienne życie może toczyć się dalej bez zakłóceń.

Cywile powinni pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Jeśli w okolicy znajdą fragment drona, należy natychmiast zgłosić to odpowiednim służbom i nie zbliżać się do znaleziska. Warto śledzić komunikaty władz i mediów publicznych, zamiast powielać niesprawdzone informacje w internecie. Szkoły i instytucje działają normalnie, a zamknięta czasowo przestrzeń powietrzna nad lotniskami nie wynikała z zagrożenia, a z ułatwieniu operacji polskiego wojska.

Z dzisiejszego zdarzenia płynie ważna lekcja: Polska nie jest bezbronna, a siły zbrojne i sojusznicy reagują błyskawicznie. Dlatego zamiast ulegać panice, lepiej zaufać procedurom i spokojnie kontynuować codzienne życie. Świadomość zagrożenia jest potrzebna, ale to rozsądek i opanowanie obywateli pozwalają zachować normalność nawet w obliczu prowokacji.

W takich chwilach szczególnie nie warto rzucać się na sklepy i masowo kupować makaronu, ryżu czy papieru toaletowego – to wyłącznie nakręca zbędną histerię i prowadzi do chaosu. Równie nierozsądne jest wykupywanie na zapas kilkunastu litrów oleju, cukru czy mąki, jakby jutro miało zabraknąć piekarni. Nie ma też sensu ustawiać się w długich kolejkach po benzynę, by zatankować każdy kanister, jaki znajdzie się w garażu. Paniczne wypłacanie wszystkich oszczędności z banku, tylko po to, by trzymać je w skarpecie, również niczego nie zabezpiecza – wręcz przeciwnie, zwiększa ryzyko strat. Tak samo nie pomoże chaotyczne gromadzenie świeczek, zniczy z cmentarza, przypadkowych konserw, które nikt w domu nie jada, ani kupowanie kolejnego telewizora „na wszelki wypadek”.

Niektórzy w emocjach próbują także pędzić na stacje kolejowe czy autobusowe, by „uciec gdziekolwiek” – a to tylko potęguje zamieszanie i utrudnia służbom pracę. Równie złym pomysłem jest rozsyłanie niesprawdzonych plotek (typu mój znajomy ma ciocię w ministerstwie) w mediach społecznościowych, straszenie sąsiadów „końcem świata” albo kupowanie w internecie domowych bunkrów i masek gazowych z niepewnego źródła. Wszystko to są reakcje impulsywne, które nie podnoszą bezpieczeństwa, a jedynie wywołują poczucie chaosu i bezradności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Z Białegostoku przez Sokółkę, Augustów i Suwałki do Wilna. Czy warto jechać?

Ten pociąg zaczyna bieg w Krakowie, następnie przez Warszawę dojeżdża do Białegostoku, by następnie dojechać Mockavy na Litwie. W dalszą podróż do Wilna można zabrać się pociągiem litewskiej firmy LTG Link, który czeka na pasażerów z Polski na tym samym peronie, na torze obok. Wystarczy jeden bilet, wystarczy przejście do drugiego pociągu i można zwiedzać stolicę Litwy!

Podróż takim pociągiem to nie tylko wygodny sposób dotarcia do celu, ale także wyjątkowa okazja, by przeżyć coś więcej niż zwykły transport z punktu A do punktu B. Trasa prowadzi przez różnorodne krajobrazy – zielone lasy Podlasia, które ciągną się aż ku litewskiej granicy zrobią wrażenie na każdym. Wystarczy spojrzeć za okno, by zobaczyć, jak zmienia się Polska w trakcie podróży najpierw na wschód, a później na północ. To jak podróż przez małą ojczyznę, która stopniowo ustępuje miejsca innemu krajowi i innej kulturze.

Pociąg daje też czas, by naprawdę poczuć klimat podróży. W przeciwieństwie do samolotu, który przenosi nas błyskawicznie z jednego miasta do drugiego, kolej pozwala obserwować świat w bardziej naturalnym tempie. Jest miejsce na spokojną rozmowę, na lekturę książki, na filiżankę kawy w wagonie restauracyjnym. Można poznać innych podróżnych – studentów jadących na Erasmus, turystów wybierających się pierwszy raz na Litwę, czy Litwinów wracających do rodzinnych stron. Każda z tych rozmów potrafi nadać podróży nowego znaczenia.

Warto też pamiętać, że sama przygoda zaczyna się w chwili wejścia na peron. Niespieszne pakowanie walizki, czekanie na stacji, zapach rozgrzanych torów latem czy chłodny powiew zimą – to wszystko buduje atmosferę wyprawy. Podróż pociągiem staje się częścią wspomnień, a nie tylko środkiem do ich zdobycia.

Granica, którą przekraczamy w Mockavie, to symboliczny moment – w kilka minut znajdujemy się w innym kraju, nagle zmienia się strefa czasowa, ale nadal nie tracimy rytmu podróży. To rzadkie doświadczenie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie przez lata przejazd przez granicę kojarzył się z długotrwałymi kontrolami i barierami. Dziś wystarczy spojrzeć na zmieniające się nazwy stacji i język na tablicach, by poczuć, że jesteśmy już w innej przestrzeni kulturowej.

Dlatego właśnie warto wsiąść do tego pociągu – nie tylko po to, by dotrzeć do Wilna, ale po to, by przypomnieć sobie, że podróż sama w sobie jest przygodą. To droga, która łączy miasta, ludzi i krajobrazy. To doświadczenie, którego nie da się odtworzyć w żadnym innym środku transportu. Pociąg z Białegostoku do Wilna to zaproszenie do przeżycia czegoś więcej niż zwykłej podróży – to szansa na małą wyprawę, która pozostaje w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Lato dobiega końca. Te 3 miejsca warto odwiedzić teraz, bo za miesiąc może być zbyt zimno.

Lato powoli żegna się z Podlasiem. Choć ostatnie dni przyniosły chłodniejsze poranki i wieczory, wrócą jeszcze cieplejsze chwile, idealne na krótkie, późnoletnie wyprawy. Warto je wykorzystać, bo prognozy wskazują, że to już ostatni miesiąc, kiedy można naprawdę cieszyć się zwiedzaniem regionu w promieniach słońca, zanim na dobre zapanuje jesienny chłód. Podlasie jest wyjątkowe o każdej porze roku, ale nie da się ukryć, że niektóre miejsca tracą swoją letnią aurę szybciej niż inne. Zwłaszcza tam, gdzie teren jest podmokły, a poranna mgła i wieczorna rosa potrafią sprawić, że zimno przychodzi niespodziewanie wcześnie. Dlatego jeśli szukasz jeszcze okazji, by nacieszyć się ciepłem, te trzy kierunki powinny znaleźć się na Twojej liście.

Drohiczyn i rzeka Bug

Malowniczo położony Drohiczyn, dawna stolica Podlasia, to miejsce, które jesienią zyskuje zupełnie nowy urok. Jednak ciepłe dni to ostatnia szansa, by w pełni poczuć klimat nadrzecznych pejzaży. Spacer bulwarem nad Bugiem, widok z Góry Zamkowej czy rejs kajakiem – to atrakcje, które najlepiej smakują, gdy słońce jeszcze przyjemnie grzeje. Już niedługo poranne mgły nad rzeką staną się chłodne i gęste, a wieczory zdominują pierwsze jesienne przymrozki.

Biebrzański Park Narodowy

Biebrzańskie bagna i rozległe torfowiska są wizytówką Podlasia, ale to także jedno z tych miejsc, gdzie jesień przychodzi wyjątkowo wcześnie. Rozległe doliny potrafią zatrzymać wilgoć i chłód, co sprawia, że ciepłe dni szybko stają się wspomnieniem. Wrzesień to idealny czas, by jeszcze zobaczyć bogactwo ptaków, podziwiać dzikie przestrzenie i poczuć ogrom przyrody. To również moment, gdy wędrówka po kładkach i szlakach pozwala jeszcze cieszyć się komfortem cieplejszej pogody.

Suwalszczyzna

Na północy Podlasia, gdzie jeziora i wzgórza nadają krajobrazowi niepowtarzalny charakter, chłód pojawia się wyjątkowo szybko. Suwalszczyzna, nazywana często „polskim biegunem zimna”, wkrótce znów zacznie udowadniać, skąd wzięła się ta nazwa. Wrzesień to ostatni moment, by wyruszyć na szlak wokół jeziora Hańcza, odwiedzić Wigierski Park Narodowy czy podziwiać widoki z Cisowej Góry bez konieczności ubierania się w kilka warstw ciepłej odzieży.

Podlasie w ostatnich dniach lata ma w sobie coś magicznego – łączy ciepło promieni słonecznych z delikatnym powiewem nadchodzącej jesieni. Jeśli chcesz jeszcze poczuć klimat wakacyjnych podróży, warto zaplanować wyprawę właśnie teraz. Bo już za chwilę mgły, chłód i krótsze dni sprawią, że region odsłoni swoje bardziej surowe, jesienne oblicze.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przelot nad Suwałkami. To piękne i niepozorne miasteczko.

Na północno-wschodnim krańcu Polski, w miejscu gdzie stykają się trzy kultury i trzy granice, leżą Suwałki – miasto, które na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojne i niepozorne. Jednak każdy, kto choć raz zatrzymał się tu na dłużej, wie, że to prawdziwa brama do niezwykłej Suwalszczyzny – krainy jezior, wzgórz, lasów i unikalnych tradycji. Suwałki łączą w sobie historię, przyrodę i nowoczesność, tworząc wyjątkowy punkt na mapie turystycznej Polski.

Jednak to nie tylko samo miasto przyciąga turystów, lecz przede wszystkim jego niezwykłe otoczenie. Nieopodal znajduje się Wigierski Park Narodowy. Jego symbolem jest majestatyczny Klasztor Kamedułów w Wigrach, malowniczo położony nad jeziorem. To jedno z tych miejsc, które pozwala poczuć ducha historii i jednocześnie zachwycić się pięknem przyrody.

Suwałki to także doskonała baza dla miłośników aktywnego wypoczynku. W okolicy znajdziemy jeziora, z których wiele zachęca do kąpieli, kajakowania czy żeglowania. Wśród nich szczególną uwagę przyciąga Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce, popularne wśród nurków z całego kraju i zza granicy. Na kajakarzy czeka zaś malownicza rzeka Czarna Hańcza, której szlak uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dla rowerzystów wytyczono trasy prowadzące przez malownicze wzgórza i doliny, pozwalające odkryć niezwykły krajobraz polodowcowy.

Choć Suwałki nie są głośnym turystycznym kurortem, to właśnie w tym tkwi ich największa siła. Miasto i jego okolice pozwalają oderwać się od codzienności, zanurzyć w naturze, doświadczyć gościnności mieszkańców i odkryć bogactwo tradycji. To miejsce, które zachwyca subtelnie – nie krzyczy, nie przytłacza, ale zaprasza do tego, by się zatrzymać, rozejrzeć i poczuć wyjątkowy rytm życia.

Partnerzy portalu:

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Znacie tego mema z nosaczem, który z czułością w oczach mówi „Kuuu… kiedyś to było”? Właśnie tak brzmi ostatni komunikat związkowców z suwalskiego PKS. Państwo związkowcy mentalnie wciąż żyją w PRL. Tyle że teraz postanowili pójść krok dalej: napisali pismo, w którym… sami nazywają siebie „wrzodem na dupie”. Nie, to nie jest mem. To jest dokument. Oficjalny. Podpisany.

To, co tam wyprodukowali, to jest literacko-polityczny bigos. Wrzucili wszystko: strach przed „sprzedażą nieruchomości”, brak „wizji rozwoju”, jakieś opowieści o mobbingu, plus wątek rodem z filmu Barei – propozycję, by spółkę przekazać pracownikom za symboliczną złotówkę. Zero faktów, zero danych, zero wyceny – za to pełen kocioł narzekań i personalnych wycieczek. Jeśli ktoś kiedyś zrobi podręcznik „Jak kompromitować się na papierze”, to to pismo będzie miało złotą ramkę.

Oddanie suwalskiego oddziału PKS Nova związkowcom za darmo? To brzmi jak scenariusz komedii, ale takiej, po której widz wychodzi z poczuciem, że ktoś go okradł z czasu i pieniędzy. Nigdy, przenigdy nie pokazali żadnego planu finansowego. Żadnej analizy ryzyka. Żadnego harmonogramu. Po prostu: „Dajcie nam kluczyki, a jakoś to będzie”. Takie „jakoś” to można usłyszeć od pijanego wujka na „weselu”, który gości raczy barwnymi opowieściami jak to kiedyś naprawiał malucha w stodole i „jakoś” było dobrze, a nie od ludzi, którzy chcą przejąć kawałek spółki z milionowymi obrotami i zobowiązaniami.

Kto będzie finansował remonty taboru? Kto będzie spłacał zobowiązania? Kto podpisze umowy z dostawcami paliwa? Kto wyłoży kasę na nowe autobusy? Pracownicy? No jasne. Bo przecież każdy kierowca ma w domu 3 miliony w skarpecie i portfel pełen kontaktów z bankami inwestycyjnymi. W realnym życiu wyglądałoby to tak: bieg pod Urząd Marszałkowski z wyciągniętą ręką i tekstem „Dajcie, bo inaczej nie pojedziemy”. Można mieć „misję”, ale misja nie opłaca faktur za części i opony.

A teraz uwaga, bo będzie wisienka na torcie. Opozycja, czyli PiS, która razem ze związkami rwie szaty nad rzekomym „upadkiem” PKS Nova, jeszcze niedawno pompowała w tę firmę miliony złotych. I co? I nic. Teraz ci sami ludzie, którzy wtedy trzymali ster, stoją z boku, pokazują palcem i krzyczą na ludzi, którzy próbują ogarniać ten bajzel. Zamiast sensownych propozycji – nowych linii, promocji biletowych, przemyślanych zmian w rozkładzie – mamy medialny kabaret.

Wywiady, sesje nadzwyczajne, groźne miny. Zero konkretów. Ani jednego sensownego pomysłu, który można by wprowadzić jutro rano. Bo po co się męczyć z mapą, kalkulatorem i pytaniami do pasażerów o ich preferencje, skoro łatwiej jest odpalić kolejną konferencję prasową i udawać, że się „walczy o dobro ludzi”. Efekt? PKS Nova nadal działa, ale to jest najwyraźniej kompletnie niewygodne dla tych, którzy żyją z marudzenia.

W tej farsie nie chodzi o pasażerów, nie chodzi o rozwój, nie chodzi o sensowne zarządzanie. Chodzi o to, żeby dowalić marszałkowi województwa – tylko dlatego, że stoi na czele koalicji zbudowanej z przeciwników PiS. Tego samego PiS, który zwyciężył w wyborach samorządowych, posiadając najwięcej radnych i nie potrafił zbudować koalicji. Tylko dlaczego za tą nieudolność mają cierpieć pasażerowie i zwykli pracownicy PKS Nova? Dlaczego wszyscy mamy wysiadać na przystanku „Ruina”?

Partnerzy portalu:

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.
Wigry z widokiem na klasztor, fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.

W samym sercu Suwalszczyzny, krainy ukształtowanej przez lodowiec, rozciąga się malownicza kraina trzech pojezierzy. To miejsce, gdzie przyroda przeplata się z historią, a ludzie z otwartym sercem witają przybyszów opowieściami o dawnych czasach. Nad jednym z najpiękniejszych jezior regionu – Wigry – wznosi się monumentalny pokamedulski klasztor, z którego roztacza się widok niczym z bajki: tafla wody, wysepki i bezkresna przestrzeń.

Tu, tuż obok swojej kwatery, o świcie możesz wejść w mleczne mgły snujące się po łąkach. Światło sączące się przez liście, cienie drzew i cisza tworzą niemal baśniowy klimat. Wystarczy objąć pień drzewa, spojrzeć w górę, by poczuć jego siłę i upływający czas.

Bogactwem tej gminy są jeziora – rynnowe, ciepłe i krystaliczne, a także morenowe, ukryte wśród pagórków. Perłą jest jezioro Wigry z licznymi wyspami, a wśród leśnych ostępów znajdują się mniejsze jeziorka z naturalnie kwaśną wodą, które można podziwiać z drewnianych kładek.

W krajobraz wpisuje się również Czarna Hańcza – rzeka wijąca się przez Suwalski Park Krajobrazowy aż po lasy Wigierskiego Parku Narodowego. To jedna z najpiękniejszych tras kajakowych w Polsce. Spokojna podróż jej nurtem to nie tylko kontakt z naturą, ale też okazja do poznania gościnnych mieszkańców, częstujących jagodziankami i domowymi wypiekami.

Najcenniejszym zabytkiem regionu jest z pewnością klasztor kamedułów w Wigrach – potężna budowla z XVII wieku, wzniesiona na półwyspie w sercu jeziora. Otoczona eremami, z tarasem widokowym i kościołem, była kiedyś jednym z najbogatszych klasztorów tego zakonu w Europie.

Warto też zajrzeć do drewnianego kościoła w Żylinach i odwiedzić Małą Hutę – dawną siedzibę dworską, gdzie niegdyś działała huta szkła prowadzona przez zakonników.

Zapach powietrza, spokój, którego nie znajdziesz w mieście, i niezwykła energia, którą daje ta ziemia – tego nie da się ująć w słowach. Suwalszczyznę trzeba poczuć, zobaczyć i przeżyć. Wtedy zostanie w sercu na długo.

Partnerzy portalu:

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie
fot. Podlaska Toskania

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie

Jeśli marzysz o odrobinie egzotyki bez konieczności wyjeżdżania za granicę, koniecznie odwiedź Podlaską Toskanię – niezwykłe miejsce zlokalizowane w miejscowości Wychodne, zaledwie kilka kilometrów od Suwałk. To nie jest zwykła zagroda – to prawdziwa oaza spokoju, natury i niespodziewanych spotkań ze zwierzętami z całego świata.

Na odwiedzających czekają kapibary, lamy, alpaki, surykatki, małpy, muflony, kozy, owce, a nawet wielbłądy i kangury. Można tu zobaczyć również zebry, ogromne żółwie i bogactwo egzotycznego ptactwa. Wśród stawów pełnych ryb, śpiewu ptaków i kojącej zieleni można się całkowicie oderwać od codzienności i to bez zmiany kontynentu! Ogród z hamakami zaprasza do relaksu, a dla tych, którzy nie chcą wracać zbyt szybko – dostępne są noclegi w klimatycznych pokojach.

Podlaska Toskania to idealne miejsce na rodzinny wypad, romantyczną wycieczkę lub spokojne popołudnie z naturą. Obiekt czynny jest od wtorku do niedzieli w godz. 12:00–17:00. Jeśli jesteś w okolicach Suwałk – nie możesz tego przegapić!

Partnerzy portalu:

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Podlasie, ze swoją niespieszną aurą, szerokimi horyzontami i mozaiką krajobrazów, to idealna przestrzeń dla tych, którzy szukają długich, spokojnych spacerów z dala od zgiełku cywilizacji. Tutejsze ścieżki wiją się przez lasy pachnące żywicą, ciągną wzdłuż meandrujących rzek, mijają wiekowe cerkwie i drewniane chaty, których kolorowe zdobienia przypominają o wielokulturowych korzeniach regionu. Długi spacer po Podlasiu to nie tylko kontakt z przyrodą – to wędrówka przez czas, tradycję i przestrzeń, która niezmiennie zadziwia swoją autentycznością. Spośród wielu tras wybraliśmy te, które najlepiej oddają charakter tego niezwykłego regionu.

Na początek Kruszyniany

Meczet w Kruszynianach

Pierwszą z nich jest ścieżka, która powadzi przez Puszczę Knyszyńską, ale tak naprawdę jest spacerem przez historię. Szlak zaczyna się w tatarskiej wsi Kruszyniany, znanej z drewnianego meczetu i tatarskiego cmentarza (mizaru), i prowadzi przez pagórkowaty teren otoczony starymi sosnami i świerkami. Po drodze napotkamy także zalew. Trasa prowadzi przez Jaryłówkę, Bobrowniki, Chomontowce, Rudaki, Ozierany Wielkie i Ozierany Małe.

Powietrze jest tu rześkie, przesiąknięte zapachem igliwia, a cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków. Trasa nie jest trudna, ale długa – idealna na powolny spacer z zatrzymywaniem się przy różnych ciekawych miejscach napotkanych po drodze Spacer kończy się tam, gdzie rozpoczął – w Kruszynianach, gdzie warto zakończyć dzień posłuchaniem lokalnego przewodnika o historii Tatarów, a także napiciem się herbaty spróbowaniem tatarskich przysmaków.

Narwiański Park Narodowy z dwóch stron

fot. Narwiański Park Narodowy

Chociaż wody w Narwi jest tyle co kot napłakał, to i tak warto jako drugie miejsce na spacer warto wybrać to, które zachwyca zarówno przyrodą, jak i spokojem. Mowa o trasie wzdłuż doliny Narwi – od miejscowości Waniewo do Śliwna. A w zasadzie to dwie trasy, bo słynna kładka łącząca dwie miejscowości po obu stronach rozlewiska (Waniewo i Śliwno) nie działa, z powodu wspomnianych niskich stanów wód.

Po jednej stronie mamy Kruszewo, Śliwno, Izbiszcze, Topilec, a po drugiej równie ciekawe Waniewo i Kurowo – z siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Pierwsza trasa to 12 km w jedną strnę, druga to 6 km. Idealne na dwa dni spacerów.

Przechodząc tędy, można poczuć się jak na wodnym safari – trzciny szumią, czaple przelatują nisko nad głową, a w oddali widać siedliska bobrów. To miejsce, gdzie woda i ląd przeplatają się nieustannie, a cały krajobraz żyje własnym rytmem. Idealne dla tych, którzy kochają przyrodę i chcą doświadczyć jej bliskości w niemal intymny sposób.

Wokół Wigier

fot. A. Tarasiuk

Trzeci szlak, który warto przejść, to pętla wokół jeziora Wigry. Znajduje się na terenie Wigierskiego Parku Narodowego, a trasa wiedzie przez zróżnicowany krajobraz – od lasów liściastych po wysokie pagórki z widokiem na taflę jeziora. Żeby obejść cały akwen należy się przygotować na dwa dni wyprawy, bo to łącznie około 50-60 km – w zależności ile chcemy zobaczyć, bo miejsc wartych zobaczenia tam nie brakuje.

Spacer zaczyna się zwykle przy klasztorze pokamedulskim w Wigrach, który sam w sobie jest miejscem wartym odwiedzenia, a potem prowadzi wzdłuż brzegu jeziora, gdzie co chwilę otwierają się nowe perspektywy – raz na trzcinowiska, innym razem na zatoczki, gdzie cumują łódki wędkarzy, a jeszcze innym razem kładki i gęsty las. To teren dla tych, którzy szukają zarówno przestrzeni, jak i kontaktu z historią oraz duchowością. Jego dopełnieniem niech będzie nocowanie w celach klasztoru.

Biebrza zaprasza

fot. P. Jakubczyk

Czwarta propozycja to długa wędrówka przez Biebrzański Park Narodowy, szczególnie zwiedzanie osobno Osowca-Twierdzy i chodzenia z Dolistowa Starego wzdłuż Biebrzy do Polkowa i z powrotem. Ta druga trasa w obie strony to 22 km.

Po drodze nie tylko będziecie mogli nacieszyć się widokiem jednej z ostatnich dzikich rzek Europy, ale też będziecie mogli przejść przez tereny, gdzie natura wciąż gra pierwsze skrzypce. Rozległe bagna, torfowiska, otwarte łąki i gęste olsy tworzą krajobraz niemal pierwotny. Po drodze można napotkać łosie, żurawie. Dla miłośników długich, nieco surowych wędrówek, to miejsce niemal mistyczne.

Bez Białowieży ani rusz!

Piąta i ostatnia trasa to zupełnie inna opowieść – to wędrówka przez Puszczę Białowieską, od Białowieży do rezerwatu ścisłego, gdzie potrzebny będzie przewodnik. Konieczne trzeba zobaczyć też rezerwat żubrów i szlak dębów królewskich. To będzie jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Wędrując wśród drzew mających kilkaset lat, można poczuć siłę i majestat przyrody, która trwa tu nieprzerwanie od wieków. Stare dęby, niektóre nazwane imionami dawnych władców Polski i Litwy, są niczym pomniki historii zaklęte w drewnie. To trasa, która skłania do refleksji i ciszy. Jej długość – w zależności od wariantu – pozwala na całodzienną wędrówkę, pełną przystanków, obserwacji i kontemplacji. Do tego jest jeszcze park pałacowy w Białowieży. Oj, jest gdzie chodzić.

Podlasie proponuje przestrzeń, w której można zwolnić, posłuchać własnych myśli i zanurzyć się w świecie, gdzie rytm wyznaczają ptaki, rzeki i drzewa. Długie spacery po tym regionie to nie tylko rekreacja – to sposób na spotkanie z czymś większym, spokojniejszym i bardziej prawdziwym.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.
Granica Polski i Litwy. fot Darek Sołtysiński / Wikipedia

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.

Od 7 lipca 2025 r. Polska czasowo przywraca kontrole graniczne zarówno na granicy z Niemcami, jak i z Litwą. Ten drugi przypadek będzie szczególnie bolesny dla województwa podlaskiego. Decyzję ogłosił premier Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Ministrów 1 lipca, podkreślając, że jest ona odpowiedzią na rosnącą presję migracyjną z Białorusi, Litwy i Łotwy. Kontrole mają zostać wprowadzone „z poszanowaniem interesów obywateli” i mają na celu „zminimalizowanie niekontrolowanych przepływów migrantów”. Tyle w teorii.

Służby – w tym Straż Graniczna, Wojska Obrony Terytorialnej i Policja – już prowadzą przygotowania logistyczne do uruchomienia punktów kontrolnych i mobilnych patroli. Kontrole będą wyrywkowe i dotyczyć będą zarówno przejść granicznych, jak i tzw. „zielonej granicy”.

Dla województwa podlaskiego, które latem liczy na gości z Litwy, to tragiczna informacja. Szczególnie, że Podlaskie miejsca turystyczne były zamknięte podczas pandemii, a potem gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu turystów wystraszyło się odpoczynku w regionie przy granicy z zaangażowaną w konflikt Białorusią. Następny cios w Podlaskie nastąpił, gdy wybuchł kryzys migracyjny i znów ograniczono dostęp do turystyki ze względu na stan wyjątkowy i późniejszą budowę zapory.

Region od lat buduje swoją markę jako miejsce wypoczynku blisko natury, atrakcyjne dla zagranicznych turystów szukających spokoju, autentyczności i unikalnych krajobrazów. Litwini chętnie odwiedzają Augustów, Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Wprowadzenie kontroli może jednak znacząco ograniczyć ten ruch – już sama zapowiedź możliwych opóźnień czy dodatkowych formalności potrafi skutecznie zniechęcić turystów do podróży.

W sezonie letnim, kiedy każda rezerwacja ma znaczenie, nawet kilkuprocentowy spadek liczby gości może przełożyć się na konkretne straty finansowe. Branża turystyczna, w tym właściciele pensjonatów, restauratorzy czy organizatorzy spływów kajakowych, stoi przed realnym ryzykiem słabszego sezonu. Co więcej, powrót do kontroli może osłabić budowane przez lata poczucie swobody podróżowania, które było jednym z filarów popularności Podlasia wśród sąsiadów z północy.

Choć rząd zapewnia, że działania są tymczasowe i podyktowane bezpieczeństwem, ich konsekwencje mogą sięgnąć znacznie dalej, niż granica, na której staną posterunki. W regionie, który żyje z turystyki i współpracy transgranicznej, nawet chwilowe zamieszanie może mieć długofalowe skutki.

Partnerzy portalu:

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Bilety bez limitu, darmowe przejazdy dla dzieci, wygodne kursy nad morze oraz nowoczesne rozwiązania dla turystów i mieszkańców regionu – tak prezentuje się wakacyjna oferta PKS Nova. Latem podróże mają być łatwiejsze, tańsze i dostępne dla każdego. PKS Nova stawia w tym sezonie na praktyczne promocje. Letnia oferta pozwala mieszkańcom i turystom planować codzienne dojazdy, rodzinne wypady i weekendowe wycieczki w elastyczny, wygodny i przystępny cenowo sposób.

Najciekawszą propozycją jest bilet OPEN. Czyli miesięczny bilet na nieograniczone przejazdy dla uczniów i studentów. Za 197 zł można korzystać ze wszystkich linii PKS Nova – także dalekobieżnych – bez limitu i bez ograniczeń tras. W cenie zawarte są m.in. połączenia do Gdańska z Białegostoku czy Suwałk. Inaczej mówiąc za 197 zł można zjeździć całą Polskę!

PKS Nova wspiera rodzinne podróże, oferując promocję 2+2. Wystarczy, że dwie osoby dorosłe kupią bilety, a jedno lub dwoje dzieci do 16. roku życia pojedzie z nimi bezpłatnie. Promocja obowiązuje na trasach prowadzących do najciekawszych zakątków województwa: Augustowa, Białowieży czy Tykocina. To idealna okazja na wspólną jednodniową wycieczkę – bez nadwyrężania domowego budżetu. Bilety będą dostępne od 1 lipca w kasach na dworcach oraz u kierowców.

Osoby korzystające z biletów miesięcznych nie zostają pominięte. Każdy pasażer, który zakupi bilety miesięczne na lipiec i sierpień, otrzyma wrześniowy bilet z 35 proc. zniżką. To ukłon w stronę pasażerów, którzy również latem pozostają aktywni zawodowo.

Z myślą o urlopowiczach, PKS Nova uruchomiła wygodne połączenia do Gdańska. Autobusy kursują: z Suwałk przez Giżycko, Mrągowo, Olsztyn i Elbląg, a także z Białegostoku przez Łomżę, Ostrołękę, Olsztyn i Elbląg.

Wakacyjną nowością jest również „Turystyczna Ósemka” – specjalna linia autobusowa łącząca Białystok z najciekawszymi atrakcjami regionu. Autobus kursuje codziennie do 31 sierpnia, wykonując trzy kursy (08:30, 11:00, 16:00). Na trasie znalazły się m.in. Tykocin, Kurowo, Choroszcz, Supraśl, Wasilków i Kopna Góra. Bilet dzienny za 8 zł pozwala na nielimitowane przejazdy w ciągu jednego dnia i dowolne wsiadanie/wysiadanie na trasie.

Dodatkowo, w niedziele o 11:00, podczas drugiego kursu, pasażerowie mogą skorzystać z bezpłatnego oprowadzania przez przewodnika PTTK, który opowiada o lokalnych atrakcjach i historii regionu.

Kolejna wakacyjna nowość to trasa Hajnówka – Białowieża, która pozwala na wygodne połączenie z siecią kolejową z miast takich jak Warszawa, Trójmiasto, Białystok, Olsztyn, Ełk czy Siedlce.
Po przyjeździe pociągiem do Hajnówki, bus podjeżdża w pobliże dworca i odwozi pasażera pod wskazany adres w Białowieży lub okolicach. Trasa działa w obie strony – również z Białowieży do Hajnówki, z możliwością dalszej podróży pociągiem.

Aby zamówić przejazd, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki na stronie www.pksnova.pl i podać datę oraz trasę podróży. Po zakupie biletu, dzień przed wyjazdem pasażer otrzyma SMS z potwierdzeniem godziny i szczegółami przejazdu. Bilet kosztuje 20 zł. Usługa jest dostępna do 31 sierpnia 2025 roku. Bilety można kupić online, przez infolinię oraz w stacjonarnych punktach sprzedaży. Zakup u kierowcy nie jest możliwy – rezerwacji należy dokonać najpóźniej dzień przed podróżą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Suwałki na wakacje. Idealny kierunek dla poszukiwaczy ciszy i natury.

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się spojrzeć na mapę Polski i zastanowić, co kryje się na jej północno-wschodnich krańcach, to odpowiedź często brzmi: spokój, zieleń i przestrzeń. Suwałki, położone z dala od wielkich metropolii, w regionie o nieco surowszym klimacie, skrywają w sobie coś więcej niż tylko cień dawnej historii. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie turystyka wciąż może być doświadczeniem osobistym – bez tłumów, kolejek i wszechobecnych reklam. Weekend w Suwałkach to podróż w powolnym rytmie, w którym równie ważne jak zabytki, są zapach łąki o poranku, dźwięk wiatru nad jeziorem i echo kroków na leśnych ścieżkach.

Z pozoru zwyczajne miasto – Suwałki nie krzyczą do turysty. Nie mają monumentalnych zamków, zatłoczonych deptaków ani kolejek linowych. Mają za to coś znacznie bardziej cennego – autentyczność. Centrum Suwałk to przestrzeń, w której życie toczy się powoli. Pięknie odnowiony park Konstytucji 3 Maja, klasycystyczne kamienice przy ulicy Kościuszki i nieliczne, ale klimatyczne kawiarnie tworzą atmosferę miasta, które nie musi niczego udowadniać. To dobre miejsce na rozpoczęcie weekendu z kawą i spacerem.

Kiedy jednak opuści się centrum miasta i wyruszy choćby kilka kilometrów za jego granice, zaczyna się prawdziwa przygoda. Suwalszczyzna, jako jedna z najbardziej malowniczych części Podlasia, to region pełen kontrastów – wzgórza przeplatają się z jeziorami, pola z lasami, a doliny z morenowymi pagórkami, które przypominają o lodowcowej przeszłości tych ziem. Tu właśnie zaczyna się to, co wielu nazywa „ciszą północnego wschodu”. To nie tylko brak hałasu i miejskiego zgiełku, ale coś znacznie głębszego – poczucie przestrzeni, oddalenia od codzienności, jakby czas nieco się tutaj zatrzymał.

Najlepszym miejscem, by to zrozumieć, jest Suwalski Park Krajobrazowy. Położony zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od Suwałk, rozciąga się wzdłuż granicy z Litwą i oferuje krajobrazy, które zapadają w pamięć na długo. Jezioro Hańcza, najgłębsze w Polsce, o krystalicznie czystej wodzie, potężne głazy narzutowe porozrzucane po łąkach, strome wzgórza i drewniane wioski, gdzie czas płynie tak, jak kiedyś. To przestrzeń, gdzie najlepiej poruszać się pieszo lub na rowerze, zanurzając się w rytm natury. Szlaki nie są trudne, ale widoki – zwłaszcza przy dobrej pogodzie – potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów.

Drugim magicznym miejscem, do którego warto się udać, jest klasztor kamedułów nad jeziorem Wigry. Droga prowadzi przez Wigierski Park Narodowy, równie piękny, choć nieco bardziej dziki niż jego krajobrazowy odpowiednik. Jezioro Wigry to ogromna tafla wody otoczona lasami i trzcinowiskami, na której często można dostrzec żaglówki, kajaki lub zupełną ciszę. Nad jego brzegiem, na niewielkim półwyspie, wznosi się zespół pokamedulski – monumentalny, ale prosty w wyrazie.

Weekend w Suwałkach nie musi być intensywny, by był wartościowy. Wręcz przeciwnie – jego siłą jest spokój. Wizyta tutaj pozwala oderwać się od codzienności, złapać dystans i odetchnąć świeżym powietrzem. To propozycja dla tych, którzy cenią prawdziwy kontakt z naturą, historią i samym sobą. Suwalszczyzna nie narzuca się turystom, ale jeśli ktoś da jej szansę, potrafi nagrodzić go wyjątkowymi przeżyciami.

Dla wielu odwiedzających to właśnie tutaj, w tej nieco zapomnianej części Polski, odnajduje się to, czego tak często brakuje w codziennym życiu – ciszę, przestrzeń i czas. I choć weekend to niewiele, w Suwałkach wystarczy, by poczuć coś więcej niż tylko zmianę miejsca – poczuć prawdziwy wypoczynek.

Partnerzy portalu:

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku przygotowuje się do utworzenia serii nowych rezerwatów przyrody na terenie województwa podlaskiego. Łącznie planowanych jest 14 obszarów o łącznej powierzchni przekraczającej 1500 hektarów. Miejsca te zostały wytypowane już wcześniej przez specjalistów i wpisane listę szczególnie cennych przyrodniczo terenów.

Wśród lokalizacji znajdują się między innymi „Źródliska nad Szeszupą” w gminie Jeleniewo, „Czarna Rzeczka” na terenie Puszczy Knyszyńskiej oraz „Osada wydmowa” w gminie Rutki w powiecie zambrowskim. Największy z planowanych rezerwatów — „Kozi Rynek” w gminie Sztabin — ma objąć powierzchnię ponad 430 hektarów.

Choć docelowo projekt obejmuje około 30 lokalizacji, na obecnym etapie najbardziej zaawansowane działania prowadzone są w odniesieniu do połowy z nich. Część z nowych rezerwatów będzie zlokalizowana na terenach trudno dostępnych, jednak w zamyśle mają one być otwarte zarówno dla mieszkańców regionu, jak i dla odwiedzających turystów.

Dotychczas projekty zostały wstępnie omówione z Lasami Państwowymi. W najbliższym czasie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zamierza przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne, aby umożliwić mieszkańcom i innym zainteresowanym osobom wyrażenie swojego zdania. Szczegółowe informacje na ten temat będą publikowane na stronie internetowej RDOŚ.

Partnerzy portalu:

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Od grudnia pociągi z Polski do Wilna przyspieszą, a liczba połączeń wzrośnie. Dzięki współpracy PKP Intercity i litewskiego LTG Link podróż z Warszawy do Wilna skróci się o godzinę i potrwa docelowo poniżej 7 godzin. Początkowo uruchomione zostaną trzy połączenia, a w przyszłości ich liczba wzrośnie do czterech dziennie, kursujących co 4 godziny.

Pasażerowie jadący do Wilna będą musieli tak jak do tej pory tylko raz przesiąść się na stacji Mockawa po stronie litewskiej, z pociągu normalnotorowego do szerokotorowego. Czas tej przesiadki wyniesie maksymalnie 20 minut.

Przewoźnicy zapewnią wysoki standard usług, w tym Wi-Fi, gniazdka elektryczne, klimatyzację oraz możliwość zakupu posiłków na pokładzie. Zakup biletów ma być możliwy w jednej transakcji przez strony internetowe lub aplikacje mobilne obu przewoźników, z możliwością rezerwacji miejsc.

W planach jest także wspólna obsługa przyszłej linii Rail Baltica, która połączy Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią. Do końca 2025 roku PKP Intercity i LTG Link przygotują wspólny model obsługi tych połączeń oraz ustalą szczegóły dotyczące taboru kolejowego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pociągi pojadą częściej i szybciej do Wilna!

Od grudnia podróż pociągiem z Białegostoku do Wilna stanie się łatwiejsza i wygodniejsza. PKP Intercity rozbudowuje ofertę połączeń międzynarodowych, dzięki czemu pasażerowie z Podlasia zyskają dostęp do częstszych przejazdów na Litwę. Nowe połączenia przewidują uruchomienie drugiej pary pociągów na trasie Polska–Litwa, co przełoży się na dogodniejsze opcje podróży także dla mieszkańców i turystów odwiedzających Białystok. Jedno połączenie będzie rano – jak dotychczas, drugie popołudniowe z powrotem następnego dnia.

Trasa z Białegostoku do Wilna prowadzi przez przejście kolejowe w Mockawie, gdzie pasażerowie przesiadają się do litewskich pociągów Kolei Litewskich (LTG Link), przystosowanych do szerszego rozstawu torów. Obecnie podróż trwa około 6-7 godzin (na Litwie jest inna strefa czasowa). Jednak planowane inwestycje infrastrukturalne oraz lepsze skomunikowanie pociągów już w najbliższych latach znacząco skrócą czas podróży – docelowo nawet o połowę do roku 2027.

Te zmiany są częścią większego projektu Rail Baltica, który przewiduje gruntowną modernizację połączeń kolejowych łączących Polskę z krajami bałtyckimi. Dzięki temu Białystok będzie mógł pełnić rolę dogodnego punktu startowego dla turystów planujących wizytę w Wilnie i innych miastach Litwy, a także dalsze podróże w głąb krajów bałtyckich czy Europy Środkowo-Wschodniej.

Zwiększona częstotliwość kursowania oraz krótszy czas przejazdu uczynią kolej atrakcyjną alternatywą dla podróży samochodowych i autokarowych. Jest to istotne udogodnienie zwłaszcza dla turystów, którzy chcą wygodnie, bezstresowo i ekologicznie odwiedzić Wilno, odkrywając jego bogate dziedzictwo kulturowe i historyczne.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość! Więcej połączeń kolejowych Białystok – Wilno

Dobra wiadomość! Więcej połączeń kolejowych Białystok – Wilno

Ministerstwo Infrastruktury oraz PKP Intercity zapowiedziały zmiany w ofercie międzynarodowych połączeń kolejowych, które zaczną obowiązywać od grudnia tego roku. Szczególnie interesująco przedstawia się oferta dotycząca województwa podlaskiego oraz połączeń z Wilnem.

Najważniejszą informacją dla pasażerów z Podlasia jest zwiększenie liczby kursów na trasie prowadzącej przez polsko-litewskie przejście graniczne w Trakiszkach. Do dotychczasowego pociągu „Hańcza”, łączącego Kraków z Litwą przez Warszawę, Białystok i Suwałki, dołączy kolejna para połączeń. Nowy pociąg będzie kursował w relacji Warszawa – Mockava z popołudniowym wyjazdem z Warszawy w kierunku Wilna oraz porannym powrotem do stolicy Polski.

Na litewskiej stacji przygranicznej Mockava zostanie utrzymany dotychczasowy system przesiadkowy. Oznacza to, że pasażerowie będą musieli przesiąść się do składów obsługiwanych przez litewskiego przewoźnika LTG Link, które zapewnią bezpośrednie połączenie do Wilna przez Kowno. Dzięki temu podróżni z województwa podlaskiego oraz pozostali pasażerowie korzystający z tej trasy będą mieli większy wybór dogodnych połączeń na Litwę.

Partnerzy portalu:

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Właściciele pensjonatów, hoteli, kwater agroturystycznych czy kempingów z województwa podlaskiego mogą już zgłaszać chęć udziału w nowym programie wspierającym lokalną turystykę. Ruszyła właśnie rejestracja do programu Podlaski Bon Turystyczny, którego celem jest zachęcenie turystów z całej Polski do odwiedzin naszego regionu. Aby dołączyć do inicjatywy, właściciele obiektów noclegowych powinni wypełnić formularz online dostępny na stronie podlaskibonturystyczny.pl. Wymagane jest m.in. podanie linku do strony internetowej lub profilu w mediach społecznościowych, zawierającego zdjęcia obiektu wpisanego do ewidencji obiektów hotelarskich. Warunkiem udziału w programie jest także brak zaległości wobec ZUS i Urzędu Skarbowego.

Czas na zgłoszenia mija 11 kwietnia. Następnie oferty będą weryfikowane, a od 20 kwietnia lista dostępnych miejsc pojawi się w systemie, z którego będą mogli korzystać turyści. Każdy turysta otrzyma bon w formie cyfrowej – na numer telefonu podany przy rejestracji. Warunkiem skorzystania z dofinansowania są co najmniej dwa noclegi. Wysokość dopłat uzależniona będzie od standardu noclegu. Za pobyt w kempingu, schronisku lub gospodarstwie agroturystycznym turysta otrzyma 200 zł wsparcia. Nocleg w pensjonacie, apartamencie lub hotelu 1-2-gwiazdkowym to 300 zł dofinansowania, natomiast za pobyt w hotelach o wyższym standardzie – 3, 4 lub 5-gwiazdkowych – przewidziano 400 zł dopłaty.

Swoją drogą powinno być odwrotnie – bo państwo powinno mocniej wspierać najmniejszych przedsiębiorców, gdyż to ich funkcjonowanie jest najbardziej zagrożone. Tymczasem największe dopłaty dostaną najbogatsi. Oczywiście, te obiekty ponoszą też ogromne koszty, ale mimo wszystko – najbogatsi potrafią sobie radzić dużo lepiej niż najmniejsi, bo system jest jednakowy i dla jednych i dla drugich.

Wprowadzony tego typu Bon turystyczny w czasach covidu na pewno pomógł branży HoReCa, ale sytuacja gospodarcza w Polsce jest kiepska. Toteż nie wiadomo czy znajdzie się wielu chętnych na wyjazdy do naszego regionu. Mamy co zaoferować, ale ludzie zwyczajnie mogą nie mieć pieniędzy na takie kilkudniowe wycieczki.

Program ruszy jeszcze przed Wielkanocą. Już wtedy pierwsi turyści będą mogli wykorzystać bony na wypoczynek w Podlaskiem. Na realizację projektu przeznaczono 2 miliony złotych z budżetu województwa, które będą rozdysponowywane stopniowo, w zależności od miesiąca.

Partnerzy portalu:

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Podlasie na dwóch kółkach – brzmi jak wyzwanie? Wiele osób przyjeżdża do nas by przejechać słynną Green Velo. My jednak uważamy, że ta trasa jest po prostu słaba. Dlatego proponujemy własną. Jej przejechanie gwarantuje zobaczenie w naszym regionie wszystkiego – z czego słyniemy! Od malowniczych widoków, dzikiej natury, pięknej architektury po wspaniałych ludzi, małe wioseczki, drewniane chatki i mnóstwo innego kolorytu. Założyliśmy sobie, że urlop trwa dwa tygodnie. Pierwszy i ostatni dzień będzie dotyczył przyjazdu i wyjazdu (lub odpoczynku), więc średnio będzie robić po 66 km dziennie. Wystarczająco, by się nie zajechać. Noclegi możecie organizować sobie sami – w dowolnych punktach.

Pierwszym etapem jest dojechanie do miejscowości Biała Piska koleją. Rower jak najbardziej można zapakować do środka, a pociąg nazywa się „Biebrza”.  Gdy już będziemy na miejscu, to możemy ruszać na Rajgród, urokliwe miasteczko nad Jeziorem Rajgrodzkim. To raj dla miłośników sportów wodnych i plażowania. Dalej na trasie czeka Augustów – perła turystyczna Podlasia, słynąca z Kanału Augustowskiego, oferującego malownicze rejsy oraz licznych ścieżek rowerowych wokół jezior.

Kanał Augustowski

 

Kolejne miejsce to Wiżajny, zwane „polskim biegunem zimna”, z pięknymi pagórkowatymi krajobrazami przypominającymi wręcz górskie tereny. W Gibach warto zatrzymać się przy pomniku pamięci ofiar Obławy Augustowskiej – tragicznego wydarzenia z 1945 roku. Tu jednak mamy też cudowne, czyste jezioro Gieret. Następnie trasa prowadzi wzdłuż granicy przez Nowy Dwór i Krynki do Kruszynian – magicznej tatarskiej wsi, gdzie można odwiedzić drewniany meczet oraz spróbować wyśmienitej kuchni tatarskiej. Z Kruszynian szlak kieruje do Białowieży, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć Rezerwat Pokazowy Żubrów i słynną Puszczę Białowieską, wpisaną na listę UNESCO.

Białowieża

Dalej na trasie jest Mielnik, który oferuje piękny widok na dolinę Bugu oraz możliwość zwiedzenia odkrywkowej kopalni kredy. Stamtąd kierujemy się do Grabarki, najważniejszego prawosławnego sanktuarium w Polsce z niezwykłą atmosferą modlitwy i tysiącami krzyży przyniesionych przez pielgrzymów. Historyczny Drohiczyn, dawna stolica województwa podlaskiego, to miasto z imponującą panoramą na zakole rzeki Bug. Granne to idealne miejsce na chwilę relaksu nad rzeką, gdzie dawniej przebiegała królewska trasa do Wilna. Natomiast w Ciechanowcu koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Rolnictwa.

Dalej trasa prowadzi przez Pietkowo – z niesamowitymi stawami, gdzie będziemy mogli podziwiać dzikie ptactwo, a dalej do Waniewa, gdzie znajduje się niezwykła kładka przez rozlewiska Narwi, pozwalająca obserwować liczne gatunki ptaków. Kolejnym punktem jest Tykocin, miasteczko słynące z barokowej synagogi, zamku oraz urokliwego rynku. Kolejny punkt to Góra Strękowa i Wizna. To miejsca związane z bohaterską obroną podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, nazywane polskimi Termopilami. W Starej Łomży, do której dojedziemy przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi znajdują się historyczne grodzisko oraz piękne widoki na wspomnianą dolinę.

Dalej kierujemy się na Biebrzański Park Narodowy. Przejeżdżając przez Dolistowo Stare, warto zatrzymać się nad Biebrzą, aby nacieszyć oczy dziką przyrodą Parku. Kolejny przystanek na mapie to Korycin, który słynie z sera korycińskiego, regionalnego przysmaku wartego spróbowania. To także królestwo truskawki. Dalej możemy już jechać do Puszczy Knyszyńskiej. Czarna Białostocka natomiast to miejsce startowe licznych szlaków turystycznych biegnących przez ogromny kompleks leśny.

biebrzanski-park-narodowy-panorama
Biebrzański Park Narodowy

Następny po drodze Supraśl zachwyci prawosławnym monasterem oraz klimatycznymi uliczkami pełnymi gastronomii. Następny punkt po drodze to Trześcianka. Serce Krainy Otwartych Okiennic – wiosek słynących z drewnianych, barwnie zdobionych domów. Potem jest Orla, kolejny przystanek. To klimatyczna wieś z historyczną synagogą i licznymi pamiątkami po społeczności żydowskiej. Bielsk Podlaski zachwyci cerkwią Narodzenia NMP oraz ciekawą architekturą sakralną. Dalej przez Turośń Kościelną, malowniczą wioskę idealną na krótki odpoczynek, docieramy do Choroszczy ze słynnym Pałacykiem Branickich.

Supraśl

Ostatnim etapem tej wyjątkowej podróży jest Białystok – stolica województwa, w której nie można pominąć Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki.

Podlasie, pełne uroku i różnorodności, to idealny region na rowerowy urlop. Każdy kilometr to okazja do odkrywania niezwykłych miejsc, spotkań z historią, kulturą i przyrodą – czego można chcieć więcej na dwóch kółkach?

Partnerzy portalu:

Wraca połączenie kolejowe Białystok – Waliły
Wyżary znajdują się nieopodal Walił

Wraca połączenie kolejowe Białystok – Waliły

9 marca wszedł w życie nowy rozkład jazdy Polregio. Wśród najważniejszych zmian znajdują się zaplanowane, sezonowe połączenia kolejowe z Białegostoku do Walił oraz dodatkowy pociąg na trasie Białystok-Suwałki. Sezonowe pociągi z Białegostoku do Walił będą kursowały w soboty i niedziele od 3 maja do 28 września. W długi majowy weekend oraz w okresie letnim, od 19 czerwca do 31 sierpnia, na trasie Białystok-Suwałki pojawi się dodatkowy pociąg, który będzie kursował w piątki, soboty i niedziele.

Trasa kolejowa Białystok-Waliły ma 36 km, a pociąg zatrzymuje się na stacji Białystok Fabryczny oraz w Kurianach i Zajeziercach. To doskonała propozycja dla miłośników przyrody, ponieważ linia prowadzi przez serce Puszczy Knyszyńskiej – jednego z największych kompleksów leśnych w Polsce. Waliły są świetnym punktem startowym do pieszych i rowerowych wypraw po rezerwatach i ścieżkach edukacyjnych.

Podróżując na trasie Białystok-Suwałki, również można znaleźć wiele ciekawych miejsc do zwiedzania. Suwałki stanowią doskonałą bazę wypadową do Wigierskiego Parku Narodowego, który zachwyca malowniczymi jeziorami, ścieżkami rowerowymi i klasztorem pokamedulskim w Wigrach. Turyści mogą także udać się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego, gdzie znajduje się najgłębsze jezioro w Polsce – Hańcza, oraz Góra Cisowa, zwana „Suwalską Fudżijamą”, skąd rozciąga się wspaniała panorama regionu.

Podróżni planujący aktywne zwiedzanie mogą zabrać ze sobą rower – zarówno Puszcza Knyszyńska, jak i tereny wokół Suwałk oferują liczne szlaki rowerowe, które pozwalają dotrzeć do miejsc niedostępnych dla samochodów. Warto skorzystać z tej możliwości i połączyć podróż koleją z wycieczką rowerową, aby w pełni cieszyć się urokami przyrody Podlasia i Suwalszczyzny.

W nowym rozkładzie uwzględniono także niewielkie zmiany w godzinach odjazdów i przyjazdów na trasach Białystok-Czyżew, Białystok-Ełk i Białystok-Ostrołęka.

Nowe rozkłady są dostępne na stacjach i przystankach kolejowych, w kasach biletowych, na stronach internetowych polregio.pl i portalpasazera.pl oraz poprzez całodobową infolinię Polregio, pod numerem 22 474 00 44.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu – jakie tradycje przetrwały do dziś?

Karnawał to czas radości, zabawy i świętowania, który przez wieki miał na Podlasiu wyjątkowy charakter. Choć dziś kojarzy się głównie z balami i ostatkami, dawne zwyczaje były znacznie bogatsze i pełne lokalnych rytuałów. Jak świętowano kiedyś, a jak wygląda to dziś? Czy tradycje karnawałowe na Podlasiu przetrwały w niezmienionej formie, czy może zmieniły się wraz z upływem czasu?

W dawnych czasach karnawał na Podlasiu był okresem pełnym zabawy i biesiad, szczególnie na wsiach, gdzie ludzie cieszyli się ostatnimi chwilami przed okresem Wielkiego Postu. Organizowano wesela, kuligi, a także wieczory pełne śpiewu i tańca. Nie brakowało też obrzędów związanych z przepędzaniem zimy – to właśnie na Podlasiu można było zobaczyć grupy przebierańców, które odwiedzały domostwa, śpiewając i psocąc, w zamian za poczęstunek.

Dziś te tradycje są mniej popularne, ale wciąż można je spotkać w niektórych miejscowościach. Nie brakuje w regionie zabaw karnawałowych w nowoczesnym wydaniu – z DJ-em zamiast kapeli ludowej, ale wciąż z dużą dawką radości i tańców do białego rana. Jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji karnawałowych na Podlasiu są kuligi. Dawniej były one nieodłącznym elementem zimowego świętowania – orszaki sanek, ciągniętych przez konie, przemierzały zaśnieżone drogi, a uczestnicy popijali grzane wino lub herbatę z miodem. Po przejażdżce odbywały się ogniska, podczas których śpiewano i biesiadowano. Dziś niestety nie można na to liczyć ze względu na brak śniegu.

Tłusty czwartek to jedno z najważniejszych wydarzeń karnawałowych, znane w całej Polsce, ale na Podlasiu miał on swoje lokalne odmiany. Oprócz pączków popularne były również chrusty (faworki), racuchy i pampuchy. W wielu domach ostatni tydzień karnawału był czasem szczególnej obfitości jedzenia. Pieczono placki, smażono skwarki, a na wsiach organizowano wspólne gotowanie i biesiady.

Dziś przeważnie świętowanie Tłustego czwartku ogranicza się do wystania w ogromnej kolejce, by kupić mnóstwo pączków. Aczkolwiek, jeżeli nie chcemy jeść dziadostwa z marketu, tylko pożądne wypieki, to ceny przysmaku przyprawiają o zawrót głowy. Wiele osób stawia jednak na jakość, a nie ilość. Co też ma znaczenie dla naszego zdrowia.

Partnerzy portalu:

To ostatnia szansa na zimowy spacer po Podlasiu. Gdzie się wybrać?

To ostatnia szansa na zimowy spacer po Podlasiu. Gdzie się wybrać?

Podlasie to region pełen dzikiej przyrody, rozległych lasów i malowniczych dolin rzek. Nawet zimą można tu znaleźć wyjątkowe trasy spacerowe, które pozwalają podziwiać uroki tej krainy w nieco surowszej, ale niezwykle klimatycznej odsłonie. Gdzie warto wybrać się na zimowy spacer?

Puszcza Białowieska

To jeden z najbardziej oczywistych wyborów, ale też jeden z najlepszych. Puszcza Białowieska zimą wygląda bajecznie (nawet, gdy nie ma śniegu) – przyroda, dzikie zwierzęta i wyjątkowa cisza sprawiają, że to doskonałe miejsce na spokojny spacer. Można wybrać się na trasę do Rezerwatu Pokazowego Żubrów albo przejść się po rozległym Parku Pałacowym.

Narwiański Park Narodowy

Narwiański Park Narodowy zimą jest niemniej malowniczy niż latem. Niestety w tym roku nie możemy liczyć na rozlewiska rzeki Narwi, bo o mamy susze hydrologiczną. Ponadto rzeka ta została zniszczona przez powstanie zalewu Siemianówka. Ale i tak warto jechać, by zobaczyć i posłuchać pierwszych przybyłych z ciepłych krajów ptaków. Ogólnie, świetnym miejscem na spacer jest kładka Śliwno-Waniewo (teraz trwa tam remont), dlatego warto objechać rzekę od Kruszewa, Śliwna, Topilca, przez Waniewo i Kurowo. Szczególnie wcześnie rano, gdy słońce wschodzi – jest tam magicznie.

Suwalszczyzna

To propozycja dla tych, którzy szukają nieco bardziej surowych krajobrazów. Suwalszczyzna zimą jest piękna, a trasa wokół Hańczy – najgłębszego jeziora w Polsce (obecnie zamarzniętego) – oferuje wyjątkowe widoki. Można tu podziwiać klify i taflę jeziora, a w pobliżu znajdują się punkty widokowe, z których rozciąga się panorama na całą okolicę.

Dolina Biebrzy

Biebrza zimą wygląda zupełnie inaczej niż latem – krajobraz jest surowy, ale jednocześnie niesamowicie malowniczy. Spacer po jednym z drewnianych pomostów w Biebrzańskim Parku Narodowym pozwala poczuć prawdziwy spokój i obcować z dziką przyrodą. Słuchanie dzikich ptaków czy spacery wzdłuż rzeki dzikimi terenami od Dolistowa do Polkowa – to coś, co warto odbyć przed pełną wiosną.

Rezerwat Antoniuk w Białymstoku

Jeśli nie masz czasu na dłuższą wyprawę, warto wybrać się na spacer do Rezerwatu Antoniuk w Białymstoku. To idealne miejsce na zimową przechadzkę blisko miasta – można w ciszy podziwiać różne drzewa oraz cieszyć się świeżym powietrzem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zielona wyspa pośród zamarzniętego stawu. Nietypowy krajobraz zimowy w Podlaskiem.

To Zalew Arkadia w Suwałkach tak wyjątkowo prezentuje się tej zimy. Pokryta lodem tafla wody otula wyspę niczym naturalna rama, podkreślając jej niezwykły urok. Wśród nagich drzew i białego krajobrazu, zielona roślinność na wyspie przypomina, że natura nigdy nie zasypia całkowicie – nawet w najmroźniejsze dni.

Mieszkańcy Suwałk dobrze znają to miejsce jako letnią oazę spokoju, gdzie można odpocząć nad wodą lub popływać. Jednak zimą Zalew Arkadia odsłania swoje inne, bardziej surowe i jednocześnie magiczne oblicze. Spokojna tafla lodu przyciąga spacerowiczów, którzy ostrożnie przemierzają brzegi, podziwiając krajobraz. Czasem wiatr przynosi ciche trzaski pękającego lodu, a ptaki krążące nad wodą przypominają, że życie toczy się tu nieprzerwanie.

Choć Zalew Arkadia zimą wydaje się miejscem uśpionym, to jego piękno nie traci blasku. Wręcz przeciwnie – skuta lodem woda, błękitne niebo i smugi pary unoszącej się nad wodą tworzą widok, który można podziwiać godzinami. A zielona wyspa, niezmiennie tkwiąca pośród lodowego pustkowia, przypomina, że zima to tylko jeden z etapów cyklu natury – i że wiosna nadejdzie szybciej, niż się wydaje.

Partnerzy portalu:

Jest już połączenie kolejowe Białystok – Wilno – Ryga – Tallin. W bonusie Helsinki.

Jest już połączenie kolejowe Białystok – Wilno – Ryga – Tallin. W bonusie Helsinki.

10 lutego wystartowało wspólne połączenie kolejowe z Wilna przez Rygę do Tallina. Oznacza to, że z Białegostoku bezpośrednio dojedziemy nie tylko jak dotychczas do stolicy Litwy, ale też do stolic Łotwy i Estonii. Podróż w dwie strony to koszt 500 zł.

Pierwszy etap jest już znany. Kupujemy bilet za 77 zł i wsiadamy na stacji w Białymstoku (albo Sokółce, Augustowie, Suwałkach) i dojeżdżamy do litewskiej Mockawy. Tam na tym samym peronie będzie stać pociąg LTG Link, którym dojedziemy do Wilna. Na trasie obowiązuje ten sam bilet. Wyjazd ze stolicy Podlaskiego jest o godz. 10.30. Na granicy czeka nas zmiana czasu, to też dojedziemy o 17.29 tracąc godzinę w sekundę. Teraz mamy 13,5 godziny przerwy. Możemy ją wykorzystać na zwiedzanie Wilna wieczorową porą. A w weekend nawet zasmakować nocnego życia. Alternatywnie możemy po prostu przenocować.

Następnego dnia meldujemy się na stacji kolejowej, kupujemy bilet do Tallina za 39 Euro (około 160 zł). O 7.05 następnego dnia meldujemy się na stacji i odjeżdżamy. Najpierw dojedziemy do Valgi, gdzie musimy zmienić pociąg (bez dokupowania biletu), by po 10,5 godzinach zameldować się w stolicy Estonii. Tu możemy zwiedzać miasto wieczorową porą, przenocować by zwiedzać je jeszcze w dzień. Możemy też dodatkowo wybrać się promem do Helsinek (stolica Finlandii). Gdy już zobaczymy wszystko, to powrót jest każdego kolejnego dnia o 10.25.

Nie zapominajmy jeszcze o Rydze! W stolicy Łotwy będziemy o 16.37. Zatem kolejny wieczór przed nami. Następnego dnia, gdy będziemy wracać, wyjazd do Wilna jest o 16.55. Na miejscu będziemy o 21:03. Powrót do Białegostoku jest kolejnego dnia o 12.35. Na miejscu będziemy o 17.28. Tu odzyskamy straconą przy wyjeździe za granicę godzinę.

Jak widzicie – by realnie objechać 4 bałtyckie stolice trzeba nam co najmniej 5 noclegów. Hotele nie są zbyt drogie – w porównaniu z Polską. Cały wyjazd na jedną osobę powinien kosztować w okolicach 2000 zł, nie licząc jedzenia i ewentualnego imprezowania. Warto? Ocenę pozostawiamy Wam.

Jak kupić bilety? Najlepiej online:

Białystok – Wilno oraz Wilno – Białystok:

https://ebilet.intercity.pl/

Wilno – Tallin, Tallin – Ryga, Ryga – Wilno

https://ltglink.lt/en/vilnius-tallinn

Promy Tallin – Helsinki

https://www.directferries.pl/helsinki_tallinn_prom.htm

 

Partnerzy portalu:

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Mało kto wie, że istnieje taka strona na Facebooku jak „Czy ZKA w Podlaskim dziś wyjechało?”. Jedno jest pewne – musi być ona solą w oku Polregio i Urzędu Marszałkowskiego. Ten duet w ostatnim czasie stanowił antyreklamę kolei, a wspomniana strona boleśnie o tym przypominała niemalże każdego dnia.

139 kursów odwołanych

Żeby zrozumieć tą skomplikowaną sytuację, potrzebny jest szerszy kontekst. Tylko od 24 listopada 2024 roku do 24 stycznia 2025 roku odwołanych zostało 139 kursów pociągiem. Polregio zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują. Ale ile napsuli krwi pasażerom, to zostanie z nami jeszcze na długo. Warto jednak dodać, że do obsługi połączeń kolejowych województwo użycza spółce Polregio 17 pojazdów szynowych. Jednak tabor, którego właścicielem jest województwo, nie zabezpiecza w pełni obsługi wszystkich zaplanowanych kursów (potrzeba do tego 24 pojazdy – dop. red). Zgodnie z umową, operator jest zobowiązany do uzupełnienia brakującego taboru we własnym zakresie.

Jak zapewnia Polregio, problemy na liniach z trakcją spalinową wynikały z niezbędnych przeglądów technicznych połączonych z modernizacją szynobusów, co wiąże się z potrzebą wyłączenia pojazdów z ruchu. – poinformowała nas Renata Gerasimiuk – specjalista z działu handlowego POLREGIO S.A. Dodatkowe problemy wynikały z konieczności przeprowadzenia napraw gwarancyjnych oraz powypadkowych. – dodała. Widać jak na dłoni, że Polregio ma za małą liczbę pociągów do swojej dyspozycji, skoro 17 maszyn użycza jej Województwo Podlaskie, a do tego niezbędne przeglądy i naprawy paraliżują funkcjonowanie  kolejowych przewozów pasażerskich w naszym regionie. Bo nie oszukujmy się, jeżeli ktoś kupił bilet na pociąg – to chce jechać pociągiem, a nie autobusem. Zatem podstawianie komunikacji zastępczej nie jest rozwiązaniem. Polregio powinno dysponować takim taborem, by przeglądy czy naprawy nie powodowały odwoływania kursów.

To całkiem poważny problem, bo przez właśnie takie sytuacje parkingi w miastach puchną od samochodów, a ruch na wszystkich drogach się nasila. Nic dziwnego – skoro cztery osoby w rodzinie (ojciec, matka, córka, syn) muszą mieć cztery osobne samochody. Gdyby mogli liczyć na solidną komunikację – być może potrzebowaliby ich mniej.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Zapytaliśmy Polregio o to jak planuje rozwiązać problem w przyszłości. W odpowiedzi czytamy, że spółka planuje wypuścić w trasę… wagon piętrowy. Tak, to nie jest żart. Weźmy na to 16 stycznia 2025. Tego dnia odwołane zostały: PR 10441 Czeremcha 06:44 – Hajnówka 07:10, PR 10430 Hajnówka 07:45 – Czeremcha 08:12, PR 10415 Czeremcha 10:28 – Białystok 11:45, PR 10404 Białystok 15:05 – Czeremcha 16:24, PR 10302 Białystok 16:15 – Ostrołęka 18:07, na odcinku Łapy – Ostrołęka, PR 10312 Ostrołęka 18:33 – Białystok 20:32, na odcinku Ostrołęka – Łapy. Chociaż spółka zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują – co przytaczaliśmy powyżej – to przecież nie znaczy, że już takich utrudnień nie będzie. I co wtedy ma dać jeden wagon?

Na szczęście, Polregio jest świadome, że trzeba coś robić przyszłościowo. Priorytetem obecnych władz POLREGIO jest – obok stałego rozwijania oferty spółki – wymiana najstarszych i najbardziej wyeksploatowanych pojazdów. Pozyskanie nowego taboru jest kluczowe dla poprawy sytuacji i komfortu pasażerów. Zarząd spółki jest w trakcie rozmów dotyczących finansowania takiego zakupu. Jego wartość w skali wszystkich zakładów POLREGIO szacowana jest na wiele miliardów złotych, co sprawia, że proces ten jest ogromnym wyzwaniem i wymaga czasu. Mamy nadzieję, że prowadzone obecnie rozmowy zakończą się pomyślnie. My też mamy nadzieję, ale życie nadzieją to trochę jednak za mało.

Co na to marszałek?

O sytuację z tak wielką liczbą odwołanych połączeń kolejowych zapytaliśmy tego, kto płaci naszymi pieniędzmi za przewozy czyli Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego. Zgodnie z umową o świadczenia usług publicznych w zakresie kolejowych przewozów pasażerskich, finansuje jedynie zrealizowane połączenia. W przypadku niewykonania przewozów operator nie otrzymuje rekompensaty i dodatkowo jest naliczana kara umowną za każdy niezrealizowany kurs. – napisała nam w mailu Barbara Likowska-Matys, Zastępca Dyrektora Departamentu Polityki Informacyjnej i dodaje – Jeżeli jest to komunikacja zastępcza – autobusowa, to traktujemy to jako zrealizowanie kursu, przy czym nakładamy karę w związku niedotrzymaniem warunków umowy. 

Na koniec warto się zastanowić jak to jest, że spółka, która ma wystarczającej liczby taboru (brakuje pociągów przy przeglądach i naprawach, musi też „pożyczać” od województwa), nie dość, że realizuje połączenia dla województwa podlaskiego, to jeszcze może wygrać kolejne konkursy na przewozy. Zgodnie z najnowszą umową z listopada 2024 – Polregio ma zapewniać usługi naszemu województwu aż do 2030 roku. W dni robocze na trasy kolejowe Podlaskiego pociągi powinny wyjechać 75 razy. Tabor do obsługi połączeń w regionie to 24 pojazdy. Firma obsługuje 94 stacje i przystanki osobowe, a podczas wakacji 99.

Jak można rozwiązać ten problem?

Wystarczy popatrzeć na Koleje Dolnośląskie. Można stawiać je za wzór. W styczniu 2024 roku z jej usług skorzystało prawie 1,9 miliona pasażerów. W ponad 15-letniej historii przewoźnika jego pociągi nigdy nie przewiozły tak wielu osób w ciągu jednego miesiąca. Rekordy popularności biją także Koleje Wielkopolskie. Jaki jest wspólny mianownik obu? Tam samorządy województw nie zlecają nikomu przewozów pasażerskich tylko organizują je same. Dlatego nie mamy wątpliwości, że w 2030 roku żadnej z umowy z Polregio ani nikim innym podpisywać nie powinniśmy. Za to muszą powstać Koleje Podlaskie.

Dlaczego to ważne? Bo samorząd realizuje zadania publiczne i nie musi jak spółka – zarabiać. Wystarczy bilansować się na zero. To wystarczy – by komunikacja publiczna działała naprawdę dobrze. Ponadto nie jest zrozumiałe dlaczego – mimo tak okazałej infrastruktury kolejowej – w Białymstoku i całej aglomeracji nie ma kolei miejskiej? Taką usługę mogłyby również prowadzić wspomniane Koleje Podlaskie. Wystarczą decyzje polityczne i można działać. Warto jednak pamiętać, że politycy sami z siebie nigdy nic nie robią – zawsze potrzebna jest presja społeczna.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To klimatyczna animacja z ożywionych, starych zdjęć Suwałk

Sztuczna inteligencja w ostatnim czasie robi coraz większą furorę – szczególnie poprzez możliwość animowania zdjęć. O ile początki były trudne, bo postacie ze zdjęć zdeformowane, a ich ruch co najmniej dziwaczy, tak teraz nowoczesna technologia radzi sobie coraz lepiej. Przykładem może być powyższa animacja, która ożywiła Suwałki ze starych zdjęć. Do tego dobry montaż, klimatyczna muzyka – i możemy cieszyć się wycieczką w czasie.

Widzimy przedmieścia, Wigry, centrum miasta, stację kolejową, ale przede wszystkim zajętych i przejętych pracą ludzi, ale także takich co się uśmiechają. Zwyczajny dzień w Suwałkach. Wyróżniającą się postacią jest na pewno Maria Konopnicka, którą widzimy aktualnie pozującą do fotografii portretowej. Ponadto można zobaczyć żołnierzy czy tłumy na targu. Oczywiście całość to pewna interpretacja, ale dobrze że takie rzeczy powstają, gdyż na pewno są inspirujące do poznawania lokalnej historii. To szczególnie ważne, by ludzie w social mediach nie odnajdowali samej rozrywki, ale też treści edukacyjne. A taka animacja z pewnością jest jakimś wstępem do edukacji.

Dlatego eksperymentowanie ze sztuczną inteligencją w tej kwestii jest na pewno pożyteczne. Bo czy chcemy czy nie, rewolucja technologiczna postępuje na naszych oczach. Im więcej osób będzie jej używać zgodnie z etyką i po to by ludziom służyć, to tym lepiej dla wszystkich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przywitaliśmy Nowy 2025 Rok! Tak wygląda

Podlaskie niebo rozświetliło się od fajerwerków w sylwestrową noc. Chociaż coraz więcej osób nawołuje, by na Nowy Rok nie strzelać – ze względu na wysoki stres u psów, to wiele osób początek nowego „rozdziału” celebruje właśnie poprzez wystrzelenie w niebo kolorowych fajerwerków. W internecie pojawiły się nagrania z dronów pokazujących jak wiele tych wystrzałów było. Powyżej widzicie pięknie rozświetlone niebo w Suwałkach, a pod spodem możecie obejrzeć obrzeża Białegostoku.

W stolicy województwa podlaskiego była też impreza na Rynku Kościuszki. O północy można było obserwować fajerwerki z okolicy, a miasto zafundowało uczestnikom koncertu pokaz laserowy. Niektórzy wyciągnęli swoje własne – zimne ognie.

Czy warto odejść od tradycji na rzecz psów? Odpowiedź na to pytanie zostawiamy Wam. Jedno wiemy na pewno – przymuszanie kogokolwiek zawsze daje efekt odwrotny do zamierzonego. Lepiej postawić na edukację i merytoryczne przekonywanie. Chociaż w dzisiejszych czasach chcemy wszystko szybko i tego typu rozwiązanie – niektórym może wydawać się absurdalne. Ale musicie też wiedzieć, że na wszystko w życiu przychodzi pora. Także na przekonanie, że szkoda psów, albo szkoda pieniędzy na fajerwerki oraz szkoda zdrowia na mieszanie szampana z wódką.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy zima stulecia to było kłamstwo?

Kiedy ogląda się stare filmy widać, albo wspomina stare czasy, to wówczas wszędzie było mnóstwo śniegu. Białego puchu co najmniej po kolana to był standard. A teraz? Wszędzie zielono, deszczowo tak jakby była wczesna wiosna. Mamy końcówkę roku, zatem czy wszystko powinno leżeć pod śniegiem? Zacznijmy od tego, że astronomiczna zima rozpoczyna się dopiero 21 grudnia, zatem mamy jeszcze jesień. Owszem – śnieg leży – ale w górach. A kiedy powinien być w Podlaskiem?

Zacznijmy najpierw od „odczarowania” powyższego filmu. Kadry z Suwalszczyzny, które widzicie dotyczyły tak zwanej „zimy stulecia”. Prawda jest taka, że nie była to ani najmroźniejsza, ani nawet najdłuższa zima w XX wieku. Okrzyknięto ją tak tylko dlatego, że przyszła nagle razem z gwałtownym ochłodzeniem pod koniec grudnia 1978 roku. Obfite opady śniegu zaczęły się na początku stycznia 1979 roku. Co ciekawe najwięcej napadało nie tylko na Suwalszczyźnie, ale też w Małopolsce i na Mazowszu. W reszcie kraju było… tak jak zwykle. W Suwałkach pod koniec grudnia notowano -13,3 st. C. Przepraszamy, ale co to jest? Zima stulecia? Cytując klasyka – to jakaś „popierdółka”…

Zatem patrząc jeszcze raz na zielony i deszczowy grudzień, kilka dni przed astronomiczną zimą możemy śmiało powiedzieć, że to normalna pogoda. Czy zatem „zima stulecia” była kłamstwem? Na pewno można powiedzieć, że opowieści starszych, a także „prawda ekranu” mocno przesadziły z tematem. To była zwykła zima. Zresztą nawet na filmie lektor mówi, że nikt nie jest pogodą zaskoczony… tyle, że sprawia więcej kłopotów.

Partnerzy portalu: