fot. Phil Richards / Flickr / Dworzec PKP Hajnówka

Po 25 latach wraca kolejowe połączenie Białystok – Hajnówka. Od stycznia!

Puszcza Białowieska, a w szczególności Białowieża tego lata przeżywała oblężenie. Za sprawą koronawirusa wiele osób zrezygnowało z wyjazdu za granicą i postanowiło zobaczyć co jest ciekawego w Polsce. Także na Podlasiu. Każdy kto jechał samochodem do Białowieży (bo inaczej nie bardzo się da), to wie jak bardzo wymagająca jest droga. Bardzo wąska, pomiędzy drzewami, zatłoczona. Nikt o zdrowych zmysłach nie proponuje, by ją poszerzyć. Dlatego też dojazd kolejowy byłby zbawieniem dla wielu turystów. Problem w tym, że Marszałek Województwa pożałował pieniędzy na remont torów z Hajnówki do Białowieży.

 

Teraz ta zła decyzja będzie miała właśnie swoje konsekwencje. W styczniu ruszą regularne połączenia z Białegostoku do Hajnówki. Warto podkreślić, że kończy się remont torowiska, który zakończy również 25-letnią przerwę w kursowaniu pociągów. Do tej pory do Hajnówki można było dojechać wyłącznie z Czeremchy. W tej miejscowości pociąg ze stolicy Podlaskiego (a w zasadzie szynobus) zatrzymywał się, zaś w dalszą podróż zabierał przyjezdnych kolejny. Generalnie jeżeli ktoś miał do wyboru samochód albo pociąg, wybierał samochód, by nie tracić czasu.

Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Piękne widoki i regionalne jadło!

Teraz będzie możliwe by do Hajnówki dojeżdżały pociągi nawet ogólnopolskie. Tylko po co? Hajnówka to małe miasteczko, zaś zainteresowani Białowieżą musieliby jakiś transport na miejscu załatwić. O ile dla białostoczan, to nie jest zbyt wielki problem, bo przecież zna lokalnych przewoźników, toteż dla kogoś z innego województwa już może być barierą. Co innego, gdyby z takiego Wrocławia czy Krakowa pociąg przywoził ludzi do samej Białowieży. Ale niestety, tak nie będzie.

 

Dlatego też szynobusy Białystok – Hajnówka będą dobrą, alternatywną opcją wyłącznie dla wszystkich stałych klientów pewnej firmy przewozowej, która hajnowski rynek zdominowała. Turyści będą musieli liczyć, że po wyjściu z dworca będą na nich czekać prywatni przewoźnicy kursujący do Białowieży. Biorąc pod uwagę to, co obecnie się dzieje, wielu może jednak nie dotrwać do lata. Sami teraz widzicie ile naprawdę kosztuje jedna zła decyzja. Oszczędziliśmy 28 milionów złotych, a straciliśmy dużo więcej, bo dojazd kolejowy ściągnął by do Białowieży ogromne tłumy turystów nie tylko z Polski, ale i zagranicy.

Zaznaczyliśmy niebieską linią trasę kolejową, która miała powstać przy okazji bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką. Tak się jednak nie stanie.

Nie tylko cud. 7 innych miejsc, dla których warto zwiedzić Sokółkę

Sokółka to miasteczko, które przyciąga szczególnie do kościoła Św. Antoniego Padewskiego, gdzie miał miejsce cud eucharystyczny. Jeszcze inni zwiedzają okolice kościoła, gdzie nagrywano sceny kultowego filmu U Pana Boga za piecem. Warto jednak wiedzieć, że Sokółka ma do zaoferowania znacznie więcej. Oprócz kościoła warto zobaczyć też przepiękną Cerkiew św. Aleksandra Newskiego z 1853 roku. Jest to murowana cerkiew z charakterystyczną dużą kopułą otoczoną czterema mniejszymi bocznymi kopułami. Wewnątrz świątyni znajduje się pochodzący z 1905 r. piękny ikonostas z obrazem “Ostatniej wieczerzy”.

Jeżeli będziemy tam latem, to warto skoczyć nad zalew. Można tam odpocząć, popływać lub skorzystać ze sprzętu do tego przeznaczonego. Jedną z głównych imprez organizowanych tam są mistrzostwa w skokach na nartach wodnych, zawody skuterów wodnych oraz zawody wędkarskie. Dobra wiadomość jest taka, że do Sokółki z łatwością dojedziemy samochodem, pociągiem i autobusem. Jest doskonale skomunikowana z Białymstokiem.

Warto pamiętać, że oprócz Sokółki atrakcyjne są także jej okolice. Możemy obejrzeć wiatrak pod Dąbrową Białostocką albo wybrać się Szlakiem Tatarskim. W Bohonikach odwiedzając meczet i tatarski cmentarz. Podobnie w Kruszynianach. Możemy też skoczyć do Kuźnicy, gdzie znajduje się przejście graniczne – jeżeli ktoś chciałby zobaczyć jak ono wygląda. Natomiast jeżeli pokręcimy się bladym świtem po okolicznych wsiach przy Starej Kamionce to możemy napotkać stado dziko żyjących żubrów.

Sama Sokółka oferuje również Muzeum Społeczne Ziemi Sokólskiej, które powstało w latach 80 –tych XX w. Jest bogatym źródłem wiedzy historycznej o dziejach Sokólszczyzny. Posiada trzy działy: historyczny, tatarski i etnograficzny. Zbiory muzeum przedstawiają historię Sokółki i okolic, potwierdzają zróżnicowanie wyznaniowo etniczne tego regionu Polski, a także prezentują dawne życie codzienne podsokólskich wsi. Jeżeli chcemy wybrać się na wyżej wspomniany Szlak Tatarski, to warto od tej placówki zacząć.

Śladami Słowian na Podlasiu. Leśne demony, miejsca mocy, wilki i legendy.

Mimo, że to miejsce nie zawsze do końca bezpiecznie, mimo że niekiedy owiane tajemniczą aurą, mimo że jest nieokiełznane, to i tak ciągnie tam nadal człowieka. Mowa o lesie. Tych na Podlasiu nie brakuje. Nie brakuje im także słowiańskiego ducha. Szczególnie Puszcza Białowieska zasługuje na największe zainteresowanie. Rosną w niej bowiem drzewa świadczące o najwyższej opiece Leszego i Dobrochoczego, a także są w niej miejsca mocy. Nie brak też wilków oraz miejscowych legend. Dlatego, jeżeli szukacie słowiańskiego świata, to wśród wielu inspirujących miejsc na świecie, niejedno z nich odnajdziecie na Podlasiu.

Między Mielnikiem a Krynkami

Jeżeli mówimy o Słowianach, to możemy wyróżnić 3 grupy plemion – południowcy, wschodni i zachodni. Wbrew pozorom Polska, Czechy i Słowacja należą w tym podziale do zachodu. Oczywiście w dzisiejszych realiach, bo granica między wschodem i zachodem zawsze była płynna i przebiegała gdzieś w naszych okolicach. Uzależniona była od rzek i traktów handlowych. Dlatego w poszukiwaniu słowiańskich korzeni, Podlasie nie jest ani początkiem ani końcem drogi. Po prostu jest punktem na wielkiej mapie.

Punkt ten jest rozległy, bo patrząc na stare mapy szlaków handlowych można wywodzić, że szły one po starych słowiańskich drogach. Dlatego szukając podlaskiego, słowiańskiego ducha powinniśmy zainteresować się nie jednym, a wieloma miejscami. Położonymi pomiędzy Mielnikiem, Bielskiem Podlaskim, Narwią i Krynkami. Interesować nas powinny oczywiście miejsca przyrodnicze. To wokół rzek, górek, pagórków i lasów prowadzili osadnictwo Słowianie.

Jeżeli wybralibyśmy się drogą z Mielnika przez Koterkę, Tokary, Klukowicze, Czeremchę, Dobrowodę, Hajnówkę, Teremiski, Narewkę, Siemianówkę, Bachury, Nowosady, Jałówkę, Mostowlany, Bobrowniki, Rudaki, Kruszyniany a finalnie Krynki to tego ducha byście od razu poczuli. Jadąc drogą przez wymienione wsie pokonacie około 200 km. Całkiem sporo, ale warto to zrobić.

Słowiańskie demony

Leszy i Dobrochoczy to leśni strażnicy pilnujący tam określonego porządku. Czerpią oni swoją moc z otaczających drzew. Im one wyższe, tym strażnicy maja w nim więcej mocy. Stąd też kilkudziesięciometrowe drzewa w Puszczy Białowieskiej, potężne jak wieżowce świadczyć mogą, że te słowiańskie demony jak Leszy (znany tez jako Bies) oraz Dobrochoczy mają się tam dobrze. Oba słowiańskie stwory obowiązkami dzieliły się po równo – Ten pierwszy opiekował się leśną fauną, zaś drugi leśną florą. Jeden i drugi byli surowymi sędziami, nagradzającymi za dobro i karzącymi za zło i zaniedbania. Dlatego człowiek zbierający w lesie różne rośliny mógł zostać ochroniony przed dzikimi zwierzętami lub przez nie zaatakowany. Przez setki lat lasy były dla naszych protoplastów miejscami świętymi, więc jeżeli chcemy żyć w zgodzie ze słowiańskim duchem, nie powinniśmy się wobec naszych puszcz dopuszczać niegodziwych czynów. Polę do interpretacji tego jest szerokie i pozostawiamy to Wam.

Miejsca mocy

fot. Ar2rek / Wikipedia

Bez wątpienia najbardziej znanym miejscem mocy na wspomnianych wyżej terenach jest Święta Góra Grabarka. Mimo że stoi tam cerkiew prawosławna, to pielgrzymują tam ludzie także innych religii. To miejsce ma w sobie pewną moc, którą możemy poczuć i się nią naładować. Ale to nie wszystko. W Puszczy Białowieskiej także jest miejsce mocy. To specyficzna polana, gdzie znajdują się kamienie i dziwnie uformowane drzewa. Prawdopodobnie jest to dawne miejsce kultu Słowian, gdzie odbywały się liczne rytuały. Dojazd na polanę nie jest zbyt trudny. Najpierw musimy dostać się w okolice Białowieży. Przed nią, kierując się drogowskazem jedziemy leśną drogą, którą dojedziemy do parkingu. Potem jeszcze trochę pieszo i jesteśmy na miejscu.

Wilki

W wierzeniach Słowian wilk zawsze zajmował bardzo ważne miejsce. Był ich towarzyszem. Świadczyły o tym choćby Szczodre Gody, świętowane na początku roku. Ich patronem był Weles, opiekun magii, wiedzy, bogactwa, bydła i dzikich zwierząt. Dziś również zwierzę jest pod ochroną i doskonale wiemy jak ważne jest dla ekosystemu. Niestety, po czasach Słowiańskich wilki przestały mieć opiekę. Pojawiły się opowieści o wilkołakach, baśnie o złym wilku i Czerwonym Kapturku, liczne przysłowia z wilkiem i choroba “dostać wilka”. Nagle zwierzę stało się w naukach okrutne i groźne.

Dziś wilki spotkamy na Podlasiu między innymi w Puszczy Białowieskiej. Bezpośredni kontakt z nimi jednak jest niemal niemożliwy. Są tak dzikie, że tylko wytrawni i cierpliwi, do których zapachu przyzwyczają się, mają okazje je spotkać. Ogólnie rzecz biorąc wilki bardzo boją się ludzi. Swoją drogą ludzie wilków też.

Legendy

Opisywane podlaskie, słowiańskie tereny do dziś są obiektem wielu legend. Między innymi o Południcach, które to mają żelazne zęby. Według wierzeń były one morderczymi i złośliwymi demonami. Słowianie wierzyli, że stawały się nimi kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu.

Inna legenda mówi o złośliwym Wodniku mieszkającym nad Bugiem. Mężczyzna topił ludzi, ich dzieci a także bydło. Miejscowi zaczęli unikać rzeki. Wtedy też złośliwy wodnik sprawił, że na Bugu pojawiał się most – widmo. Kto chciał przez niego się przeprawić, ginął gdzieś po drodze. W innej legendzie zaś Góra Zamkowa w Drohiczynie otwierała jedną ze swych ścian tylko raz na 100 lat. Wtedy pojawiali się rycerze, którzy wpływali łodziami do rzeki. Jeden podobno zagapił się na miejscową piękność i przegapił moment, gdy ściana ponownie zamknęła się. Od tej pory biedaczyna błąka się po okolicznych łąkach i czeka aż góra znów się otworzy. Miejscowa piękność zaś wcale nie musiała nią być, bowiem mogła to być czarownica.

W pobliskich Siemiatyczach bowiem znajduje się Wilcza Góra, gdzie znajdują się kamienie. Według legendy czarownice rozniecały wielki ogień i kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Zupełnie jak na świętokrzyskiej Łysej Górze. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek.

Czy te stworzenia sobie odpuściły?

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o miejscu, w którym straszy od lat. To Reduty pod Bielskiem Podlaskim. Tam na skraju Puszczy krzyżowały się szlaki handlowe. W jego pobliżu znajduje się uroczysko “Pod zielonym dębem”. Żeby do niego dojść należy przejść przez Czarny Las. Tam jedn pośród drzew kryją się różne zjawy, które wpływają na wędrowców tak, że ci mogą się zagubić i nigdy nie dotrzeć ani do uroczyska, ani też wyjść z lasu. W okolicy znajdują się także Diabelskie Wrota. Za nimi jest droga przez bagna. Jeżeli tam zbłądzimy, również możemy nigdy już nie wyjść.

Pamiętajmy, że wszystko to składa się z wierzeń sięgających nawet 1000 lat wstecz. Przez ten czas wiele mogło się zmienić. Duchy, zjawy, demony i inne stworzenia mogły sobie już dawno odpuścić. Nie zmienia to jednak faktu, że na wycieczkę śladami podlaskich Słowian warto się wybrać.

Featured Video Play Icon

Czy tu kapliczka zapadła się pod ziemię? Góra Prowały – mniej znana siostra Grabarki.

Dosłownie wszyscy kojarzą świętą górę Grabarkę, ale tylko okoliczni mieszkańcy oraz niektórzy bardzo zainteresowani pielgrzymowaniem wiedzą o tym iż w jej pobliżu znajduje się jeszcze jedna święta Góra – Prowały. Prowadzi do niej urokliwa alejka. Na miejscu oprócz wielu krzyży znajduje się również źródełko, z którego warto zaczerpnąć wody ponieważ ma ona uzdrawiającą moc.

 

Na szczycie znajduje się kapliczka, w której schronienie znalazła ukryta od najazdów tatarskich, cudowna ikona Spasa (Zbawiciela) Mielnika. Kapliczka została zniszczona w nieznanych okolicznościach. Inna legenda mówi iż zapadła się pod ziemię. Stąd nazwa Prowały od słowiańskiego “prowaliłas”. Podobnie jak na Grabarkę pielgrzymują tutaj ludzie, którzy słyszeli o jej istnieniu i tak samo zostawiają tu krzyże w różnych intencjach.

 

Góra znajduje się w lasku obok drogi. Można ją odwiedzić wędrując szlakiem z Drohiczyna do Milejczyc po drodze mijając między innymi Narejki, Żurobice, Siemiatycze, Mielnik, Radziwiłłówkę, Koterkę czy Telatycze. Jeżeli niedługo sypnie śniegiem, to będzie idealna okazja by górę odwiedzić. Klimaty tego miejsca jest wyjątkowy szczególnie zimą oraz latem. Aczkolwiek wiosną i jesienią również nie brakuje mu walorów.

fot. Wody Polskie

Ciężki sprzęt w rzecze. Tak urzędnicy niszczą Narew.

Urzędnicy niszczą Narew i jeszcze się tym chwalą nazywając to “usuwaniem miejsc limitujących żeglugę wodną”. Konkretnie chodzi im o przystosowanie rzeki do tego, by mogły po niej pływać na przykład jachty czy kajaki. Na stronie Wód Polskich czytamy, że usuwane są głazy, kamienie, konary drzew oraz szereg niebezpiecznych płycizn i zwężeń, na których może dochodzić do niebezpiecznych zdarzeń z udziałem motorowodniaków. Na szczęście nie robi się tego jak “dawniej” czyli zamieniając rzekę w prostą rynnę, bo kamienie i głazy są usuwane poza szlak żeglugowy, ale pozostają w korycie rzeki. Jednak takie “poprawianie” natury w rzece, w której w ostatnich latach jest coraz mniej wody może być dla niej zabójcze.

 

Zacznijmy od tego, że prace prowadzone są na odcinku Nowogród w Podlaskiem do miejscowości Różan w Mazowieckiem. By zrozumieć problem, musimy jednak przenieść się na mapie na wschód Podlasia. To właśnie tam znajduje się potężny Zalew Siemianówka, którym to w PRL zniszczono pierwotną rzekę Narew. Od tego czasu, z biegiem lat zaczęły się problemy z jej poziomem. Każdego lata zauważyć można coraz mniej wody. Wystarczy pojechać na przykład do Suraża. Po przyrzecznej roślinności zobaczymy gdzie dawniej była woda, a gdzie jest teraz.

 

Nieco dalej mamy kładkę Waniewo-Śliwno w tym roku zamykaną wiele razy z powodu niskiego stanu wody w rzece. Podobnie można wybrać się na zerwany most w Kruszewie, by zobaczyć co się dzieje. Jeżeli komuś mało, to niech wybierze się na most w okolicy Złotorii. Jeżeli w tym roku po raz kolejny nie będzie śniegu, to wiosną nie będzie rozlewisk, a okoliczna przyroda Narwiańskiego Parku Narodowego dalej będzie wymierać.

 

Rzeka za Strękową Górą zasilana jest dodatkowo wodą z Biebrzy, która łączy się tam z Narwią. Prace o których pisaliśmy na początku trwają za Łomżyńskim Parkiem Krajobrazowym Doliny Narwi. Dlaczego niszczą rzekę? To co urzędnicy nazywają “usuwaniem miejsc limitujących” spowoduje, że prąd rzeki znacznie przyśpieszy. To tak jakbyśmy odkręcili kurek z wodą, wypuszczając jej coraz więcej. Problem z tym, że wody w rzece z roku na rok jest coraz mniej, a jej stan nie jest uzupełniany, bo mamy coraz większe susze, coraz mniej deszczów, a więcej ulew, które nie wsiąkają w glebę tylko spływają bardzo szybko zniszczonymi korytami rzek do morza. Teraz urzędnicy chcą, by jeszcze kolejny odcinek powodował, by cenna woda uciekała do morza szybciej. Wszystko po to, by na rzece odbywała się bezużyteczna żegluga. A jest ona taka, bo w dzisiejszym świecie podstawą jakiegokolwiek transportu jest kolej, która nie jest aż tak inwazyjna dla przyrody jak samoloty, samochody czy żegluga.

 

Chociaż wydaje się, że nie brakuje nam wody, bo nasza planeta głównie z niej się składa, to wody pitnej dla całej ludzkości mamy zaledwie 3 procent. Reszta to woda zasolona, która nadaje się do picia wtedy, gdy wyparuje, a potem spadnie jako deszcz w górach. Sól zostanie odfiltrowana, a woda pitna popłynie rzekami. Jeżeli te są zniszczone przez ludzi, to woda zamiast zasilić naturę oraz studnie ucieknie szybko do morza. Dlatego też rzeka musi meandrować, a te wszystkie głazy, kamienie czy konary drzew wodę hamują. Problem w tym, że są właśnie usuwane przez ciężkie maszyny.

Featured Video Play Icon

Znów będzie można spotkać żubry! Zaczęło się zimowe dokarmianie.

Dzięki pracownikom Białowieskiego Parku Narodowego wolno żyjące żubry mają co jeść zimą, rolnicy nie mają szkód, a w dodatku zarabiają dodatkowe pieniądze. Żubry wychodzą na żer zaś fotografowie, a ostatnio wszyscy turyści co mają aparat w komórce mogą obserwować zwierzęta i uwiecznić to na pamiątkę. Ta piękna symbioza w tym roku znów jest możliwa. Rozpoczęło się zimowe dokarmianie króla puszczy.

 

W Puszczy Białowieskiej żyje około 700 osobników. Są one rozproszone w wielu stadach w całym, ogromnym kompleksie leśnym. Co ciekawe ich Strefa Schengen nie obowiązuje, więc niektóre zwierzęta migrują pomiędzy Polską i Białorusią – gdzie znajduje się większa część Puszczy. Zimą, szczególnie gdy sypnie śniegiem (a ten nie znika tak szybko jak w mieście) król puszczy ma kłopot ze znalezieniem pożywienia. Wówczas szuka go wychodząc z lasu. Żeby nie niszczył upraw rolnikom, są przygotowywane specjalne brogopaśniki czyli miejsca dokarmiania. Najpierw czeka tam na żubry siano, a później sianokiszonki i buraki pastewne. Pracownicy Parku Narodowego odkupują je od lokalnych rolników, a następnie przez zimę uzupełniają zapasy.

 

Wszystko ma swoją specyficzną kolejność. Najpierw żubry dostają same siano. Dopiero, gdy zacznie przyciskać mróz, to dostarczana jest reszta pożywienia. Gdy pojawi się śnieg, a temperatura jest ujemna na polach pojawiają się nie tylko zwierzęta. Nie brakuje też fotografów, którzy robią zdjęcia – szczególnie o wschodzie słońca. W ostatnich latach nie brakuje też turystów. Dlatego ważne jest, ażeby przypomnieć wszystkim, że żubr jest zwierzęciem dziko żyjącym i próba zrobienia sobie z nim selfie może skończyć się dla nas bardzo źle. Dlatego, gdy będziemy zwiedzać Puszczę Białowieską i napotkamy stado – powinniśmy je obserwować albo z drogi albo z wieży obserwacyjnej – jeżeli znajduje się w pobliżu. Podchodzenie może spłoszyć zwierzęta. W najlepszym wypadku uciekną, ale może stać się też najgorsze, dlatego uważajmy także tej zimy.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Kto by się spodziewał, że schowane głęboko w Puszczy Knyszyńskiej staną się takim hitem. W ostatnim czasie przypominaliśmy dlaczego warto tam pojechać i przy okazji sami też pojechaliśmy. Na miejscu zastaliśmy tłumy ludzi! Byliśmy trochę w szoku, bo nigdy wcześniej to miejsce nie było aż tak oblegane. Przypomnijmy miejsce znajduje się niedaleko miejscowości Radunin, po drodze na Gródek.

 

Można było zauważyć i rodziny z dziećmi, młodych ludzi zaciekawionych miejscem, a także kilka par młodych z fotografami urządziło sobie sesję. Tylko wędkarze nie byli zbyt zadowoleni z tego popłochu. Wszak na ryby przyjeżdża się przecież łowić w ciszy i spokoju. Tego na Wyżarach zdecydowanie nie było. Zatem jeżeli tego szukacie, to na Wyżarach już nie znajdziecie. Oczywiście to dobrze, że ludzie obcują z naturą. Miejmy tylko nadzieję, że nie będą śmiecić.

 

Ludzie szczególnie byli zainteresowani dwoma miejscami – Sianożątkami – czyli wielkim bagnem, gdzie znajduje się długa kładka na ich środek. Tam oczywiście pary młode robiły sobie zdjęcia, ale nie tylko one. Co chwilę pojawiało się wiele nowych osób. Druga atrakcja to kolejne dwie kładki przez bagna tuż obok głównego zalewu na Wyżarach prowadzące do galerii rzeźb leśnych. Swoją drogą one też zaciekawiły wiele osób. Nie brakowało także grzybiarzy, bo okazów ostatnio co nie miara.

Więcej o Wyżarach w naszym archiwalnym tekście:

Wiele niesamowitych miejsc obok siebie. Warto tu przyjechać chociaż raz

 

Featured Video Play Icon

Białostockie murale. Zobacz jak wyglądają z góry.

Na to pytanie postanowił odpowiedzieć jeden z internautów stworzonym przez siebie filmem, na którym widzimy białostockie murale pokazane z góry. Dzięki temu perspektywa jest zupełnie inna niż, gdy patrzymy na te ogromne malowidła będąc na dole. Oczywiście nie wszystkie obrazy zostały przedstawione. Murali w Białymstoku bowiem jest bardzo dużo, ale nie zabrakło tych najsłynniejszych – Dziewczynki z konewką, chłopca, babci, Zenka i innych.

 

Ostatnio o Dziewczynce w konewką i Białymstoku zrobiło się głośno, gdy David Attenborough – słynny brytyjski biolog, popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie, pisarz, narrator i podróżnik udostępnił na swoim szeroko obserwowanym Facebooku zdjęcie białostockiego muralu. Nie trzeba być zaskoczonym, że mural przed publiczność został odebrany bardzo pozytywnie. Warto dodać, że takie “rekomendacje” często powodują, że turyści później za ich sprawą przyjeżdżają do miejsca rekomendowanego. Brytyjczycy akurat ukochali sobie Kraków, gdzie mogą sobie szybko przylecieć samolotem na weekend. Być może i u nas za sprawą Krywlan kiedyś będzie to możliwe.

 

Póki co trzeba powoli myśleć o tym, by Dziewczynka z konewką przetrwała. Jak widać na powyższym nagraniu stan budynku nie jest najlepszy. Należy on do Uniwersytetu w Białymstoku. Instytucja chce go sprzedać. Nawet był kupiec, ale wycofał się, gdy wyszło na to, że zaczęto mu robić problemu, gdyby chciał wyremontować elewację z muralem. Jest jasne, że mural zostałby zniszczony, a jego ewentualne odmalowanie nie było pewne. I tak opustoszały budynek stoi sobie, a na nim dziewczynka się sypie. Jeszcze trochę i będą odpadać całe płaty farby.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Wyjazd do Augustowa to koszmar drogowy? Można pojechać nową, alternatywną drogą. Przy okazji zwiedzicie wiatrak!

Kto nią jechał wie doskonale jaka to była katorga. To na szczęście już przeszłość, bo teraz jest jasna długa prosta, szeroka jak morze… i tak dalej… Mowa oczywiście o drodze prowadzącej z Sokółki do Dąbrowy Białostockiej. To nie tylko prezent dla mieszkańców, ale tez dla turystów i białostoczan.

 

Droga krajowa numer osiem latem jest zapchana. Letnia stolica Polski – Augustów jest szturmowany przez kierowców z całego kraju. Dlatego też alternatywą byłą droga wojewódzka 673, którą to przez Sokółkę, Dąbrowę i Lipsk nieco dłużej, ale szybciej dojechać można do Augustowa. Teraz jeszcze w komfortowych warunkach, bo od lat stan wojewódzkiej był kiepski. Trasa ma długość 31 km. Droga Białystok – Sokółka – Lipsk – Augustów to 120 km, zaś ósemką wynosi 90 km. W teorii jedziemy 20 minut dłużej, a w praktyce latem jest dużo szybciej, szczególnie że korek potrafi sięgać Białobrzegów a podczas powrotów wszystkie główne ulice miasta po prostu stoją zatkane.

 

Dlatego też w najbliższe lato, wybierając się w tamte tereny weźcie pod uwagę alternatywę. Nie tylko zyskacie na czasie, ale też nie będziecie się denerwować siedząc w samochodzie w upale podczas, gdy inni w tym czasie będą zażywać kąpieli w jeziorach. Po drodze, w Dąbrowie Białostockiej możecie napotkać wiatrak z powyższego zdjęcia. Można sobie zrobić przy nim klimatyczne zdjęcie. Zobaczycie go po lewej stronie przed samym miasteczkiem jadąc z Sokółki.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

To był zapuszczony i odrapany zabytek. Teraz to prawdziwa perełka!

Mieszkańcy Sokółki oraz wszyscy odwiedzający te miasteczko spacerując po centrum będą mogli podziwiać nowo wyremontowany zabytek z pierwszej połowy XIX wieku. Kamienica właśnie odzyskała swój historyczny wygląd. Dokładna data budowy, a także osoby związane z budową nie są znane. Prof. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków przekazała jednak, że budynek jest jednym z najstarszych w mieście.

 

Nim nastąpił remont przeprowadzono badania konserwatorskie elewacji. Wszystko po to by ustalić jak oryginalnie była pomalowana. Sprawdzono też inne detale architektoniczne wewnątrz kamienicy. Teraz dzięki remontowi zostały podkreślone wszystkie zabytkowe walory budynku. Podczas zwiedzania centrum Sokółki, gdy znajdziemy się przy kamienicy warto zwrócić uwagę na gzyms wieńczący, gzymsy pośrednie, profilowane opaski okienne, fryz ozdobny, ozdobną stolarkę drzwiową i inne detale.

 

Warto też dodać, że kamienica wpisuje się w przestrzeń głównego placu miejskiego w Sokółce, dzięki czemu całe otoczenie również zyskało na estetyce.  Wbrew pozorom, mała Sokółka to bardzo atrakcyjne miasteczko zarówno turystycznie jak i  pod względem życia tam. Obecnie dobrze skomunikowana połączeniem kolejowym. Za kilka lat, gdy będzie jeszcze gotowa droga ekspresowa, to miasteczko zyska dodatkowe walory.

 

fot. Narodowy Instytut Dziedzictwa

To nie pustynia tylko podlaskie wydmy! Tutaj jest piękne w każdą porę roku.

Miejscowość Grądy-Woniecko bardziej mogą kojarzyć się niektórym z tamtejszym zakładem karnym. Jednak cała okolica, to wbrew pozorom wyśmienite miejsce, by spędzić cały dzień podziwiając nietypową przyrodę. Otóż zastaniemy tam wiosną, latem, jesienią i zimą cztery zupełnie różne klimaty. Wszystko dlatego, że tamtejszą przyrodę mają wpływ Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi oraz Biebrzański Park Narodowy.

Wydmy

W czasach starożytnych w tych okolicach ludzie zakładali osady. Dowodów na to dostarczyły prace archeologiczne w tym miejscu. Obszar był zasiedlany przez osadników wielokrotnie, w różnych okresach. Po prostu miejsce to było atrakcyjne do zamieszkania. Z dzisiejszej perspektywy patrzymy na wydmy w Grądach-Woniecku jako o ciekawym, aczkolwiek coraz bardziej zdegradowanym miejscu. Są to bowiem ruchome piaski. Wydmy za sprawą wiatru przesuwają się do 3 kilometrów rocznie, co w zestawieniu z brakiem wegetacji roślin jak i osuszaniem się terenu (przez szkodliwą działalność urzędników, którzy w całym kraju zniszczyli rzeki poprzez budowę systemów melioracji i systemów odwadniających) daje efekt tworzenia się pustyni, co zauważalne jest szczególnie latem.

Wylewy Narwi

To miejsce jest przepiękne wczesną wiosną, aczkolwiek tylko wtedy, gdy są roztopy śniegu po zimie. W ostatnich czasach wszędzie było na tyle sucho, że krajobrazy nie zachwycały. Szczególnie ciekawie jest wtedy, gdy wody jest tak dużo, że występuje ona po obu stronach wąskiej drogi prowadzącej z Grądów-Woniecko do Wizny. Efekt jest naprawdę zdumiewający a i fotografia pamiątkowa może wyjść niczego sobie.

fot. UM Łomża

Jesień i zima

Obie te pory roku w okolicach Grądów-Woniecko to także miejsce szczególne za sprawą pięknych kolorów. Najpierw przekwitające rośliny dają niezwykłe pejzaże, a potem gdy są normalne warunki czyli gdy spadnie śnieg. Wtedy mamy przepiękną, białą scenerię, a cała okolica wygląda jak z bajki. Dlatego też warto tam wybrać się 4 razy do roku, by obserwować zmieniającą się przyrodę. Jest to fascynująca wyprawa, która zachwyci przyrodników, turystów, fotografów oraz tych, co kochają naturę.

Featured Video Play Icon

Od klasztoru do miasta. Ten film pokazuje historię Supraśla.

Archiwalne zdjęcia, piękne krajobrazy a przede wszystkim bogata historia jednego z najmłodszych uzdrowisk na Podlasiu – Supraśla. Można już oglądać film dokumentalny “Supraśl. Od klasztoru do miasta”. Jest to pierwszy z serii dwóch filmów, który opowiada długą drogę miasteczka do tego co możemy podziwiać dzisiaj.

 

Główną osią filmu jest klasztor i jego historia, ale nie tylko jego. Możemy poznać dzieje całego miasteczka na przestrzeni lat. Przedstawionych w filmie jest także sporo ciekawostek. Ponadto film pokazuje krajobrazy uzdrowiska oraz wszelkie walory, dzięki którym Supraśl jest tak atrakcyjny. A bez wątpienia jest., W rym roku, całe lato trwało oblężenie miasteczka. Przypomnijmy też że regularnie nagrywane są w nim odcinki do serialu Blondynka. Jest to okazja do spotkania wielu znanych aktorów.

 

Nie zapominajmy, że Supraśl to także okalająca go Puszcza Knyszyńska oraz znajdujące się w pobliżu rezerwaty przyrody. Po lasach możemy odbywać długie wycieczki piesze czy rowerowe. Nie brakuje też grzybów, stąd też okolice przyciągają wiele osób z koszami.

Featured Video Play Icon

Była rozczarowana, że Podlasie jest tak niedocenione turystyczne. Gdy tu dotarła była zaskoczona.

Zawsze wydawało nam się, że więcej jest blogerów czy też blogerek modowych, a tu miłe zaskoczenie – sporo jest też turystycznych. Serwis YouTube pełen jest filmów i filmików z wypadów – także na Podlasie. Tym razem zwróciliśmy uwagę i postanowiliśmy z Wami się podzielić filmem Gosia – girlontrail. Musimy przyznać, że blogerka wybrała całkiem ciekawy zestaw do odwiedzania w naszym regionie.

 

Najpierw widzimy Ziołowy zakątek w Korycinach, następnie Kaszteltik znajdujący się pod Siemiatyczami, następnie Chatkę Baby Jagi w Orzeszkowie pod Hajnówką. Kolejny kadr to Kraina Otwartych Okiennic oraz ruiny kościoła w Jałówce. Następnie Puchły, Grabarka czy Kruszyniany. Blogerka odwiedza też rezerwat żubrów w Białowieży oraz na koniec zajada się podlaskimi przysmakami.

 

Warto też jeszcze przytoczyć komentarz blogerki – jest rozczarowana, że Podlasie jest niedocenionym turystycznie regionem. Wcześniej kojarzyło jej się z szaro-burym i ponurym miejscem pod granicą z Białorusią. Tymczasem na miejscu okazało się zupełnie inaczej. Jest kolorowo, swojsko oraz z bogatą historią, kulturą i wspaniałą kuchnią. Zgadzacie się? Bo my oczywiście jak najbardziej.

 

W tym roku wiele osób postanowiło nie wyjeżdżać za granicę na wakacje, co też było zauważalne również w naszym regionie. Podlasie przezywało dosłownie oblężenie turystyczne. Szczególnie to było widać w najpopularniejszych miejscach jak Białowieża, Augustów czy Kruszyniany. Po pożarze sporo osób odwiedziło także Biebrzański Park Narodowy, a gdy stan w rzece pozwalał to tłumy szturmowały kładkę łączącą Śliwno i Waniewno. Potężny ruch obserwowaliśmy także w Krainie Otwartych Okiennic. Był tam nawet kamper na czeskich rejestracjach! Miejmy nadzieję, że kolejny sezon będzie również udany. Warto podkreślić jednak, że Podlasie atrakcyjne jest także jesienią i zimą (o ile nie zabraknie śniegu).

fot. PKP S.A.

Dworzec kolejowy w Białymstoku już otwarty! Najpiękniejszy w Polsce?

Tak prezentuje się dworzec PKP w Białymstoku. Swoim wyglądem nawiązuje do czasów, gdy został wybudowany pod koniec XIX wieku, gdy nasz region znajdował się pod zaborem rosyjskim, zaś na zlecenie cara realizowano inwestycję łączenia Petersburga z Warszawą poprzez kolej żelazną. Przy budowie pracowało 15 tysięcy osób! Budowa linii kolejowej zakończyła się w 1862 roku. Pierwszy pociąg ze stacji kolejowej na warszawskiej Pradze ruszył na wschód przejeżdżając przez Białystok oraz Wilno. Wówczas podróż zajmowała 38 godzin. Dziś byłoby znacznie krócej. Wszak to “tylko” 1100 km. Z Warszawy do Białegostoku można było się dostać dwa razy w tygodniu.

 

Dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się rozbudowana poczekalnia, gdyż wzrósł wtedy także ruch kolejowy. Dobudowane zostały wtedy dwa kolejne pawilony i podzielono poczekalnię dla klasy I, II i III. W tej pierwszej podróżni mogli odpoczywać na wygodnych kanapach typu szezlong, które były wyścielone aksamitem. W budynku dworca znajdowała się także ekskluzywna restauracja. Wysoka, śmigająca białymi ścianami ku sufitowi, pod którym płoną jaśniejące misy lamp. Na tle olbrzymich okien, szafirowych od zmierzchu, piętrzą się na bufecie stogi ognistych pomarańczy. To opis dworca, który stworzyła znana pisarka Maria Dąbrowska. Mamy nieodparte wrażenie, że jest on bardzo zbieżny z wizualizacją tego dworca, który ma być w 2020 roku. Oznacza to, że przebywając w białostockiej poczekalni poczuć będziemy mogli klimat XIX wieku.

Warto zaznaczyć, że obecny wygląd nie jest rekonstrukcją, ale nawiązaniem do tego jak dworzec wyglądał na początku swego istnienia. Obecnie nie ma już podziału na klasy poczekalni, zaś  kolumny są obecnie aluminiowe, a dawniej były żeliwne. Jednak dworzec prezentuje się naprawdę przepięknie. Podczas I Wojny Światowej wojska rosyjskie wycofywały się, a po drodze spaliły budynek dworca. Po wojnie dworzec odbudowano. Niestety przyszła II Wojna Światowa i tym razem Niemcy budynek zbombardowali i zniszczyli jak 95 proc. miasta. W PRL budynek nie odzyskał już czasów świetności mimo odbudowy i remontów. Jednak po transformacji ustrojowej było jeszcze gorzej. W 1989 roku rozpoczęła się modernizacja dworca, która trwała… 14 lat! Ostatecznie udało się 28 listopada 2003 roku otworzyć nowy dworzec, który wraz ze swoją antresolą też przeszedł już do historii.

 

Czy białostocki dworzec kolejowy jest obecnie najładniejszy w Polsce? To oczywiście subiektywne odczucie. Dotychczas tak mówiono na dworzec kolejowy w Przemyślu. Tamten bije nasz jednak tym czego u nas zabrakło – freskami. Ale sami oceńcie – wybierając się zarówno na białostocki dworzec oraz na ten, który stoi u stóp Bieszczad.

 

Featured Video Play Icon

Nie ma chyba lepszego sposobu na zwiedzanie Podlasia! Ten film to pokazuje.

Można objechać samochodem, można objechać rowerem, ale jak się 5 dni idzie z Ryboł przez Michałowo, Królowy Most, Supraśl do Białegostoku, to można poczuć nasz region pełną piersią! Tego dowiedli harcerze z powyższego filmu. Warto spróbować powtórzyć ich “wyczyn”. To będzie nie tylko wspaniałą przygoda, ale też prawdziwe, życiowe wyzwanie. To oczywiście w indywidualnym odbiorze, warto jednak zauważyć coś jeszcze – takie wspólne, kilkudniowe wyjście to wspaniała integracja.

 

Harcerze najczęściej widziani są podczas wszelkich uroczystości, gdzie niosą pomoc. W czasach, gdy życie społeczno-towarzyskie przeniosło się do internetu oraz na dyskoteki jest to dosyć miła odmiana zobaczyć, że komuś jeszcze się chce pielęgnować prawdziwe relacje międzyludzkie.  Drużyna przyjechała z Radomia i postanowiła przejść kawał podlaskimi drogami piechotą. Nie straszne były im deszcze i spanie w namiocie. Taka wyprawa hartowała ich ducha i na pewno umocniła więzi. To na takich wyprawach właśnie tworzą się największe przyjaźnie.

 

Dlatego jeżeli Wasze dzieci są już na tyle duże, że możecie je puszczać “samopas”, to warto rozważyć zapisanie ich do jednej z podlaskich drużyn harcerskich. Jest to świetna alternatywa dla komputerów, smartfonów i wirtualnych znajomości. Być może słyszeliście o nich, a nawet widzieliście, ale nigdy się nie interesowaliście. Jeżeli tak, to w skrócie opiszemy co to za organizacja. Jest to sformalizowany ruch oparty na służbie, samodoskonaleniu (pracy nad sobą) i braterstwie. Ruch powstał w 1910 roku i przetrwał do dziś. Polscy harcerze czerpią wzorce z amerykańskiego skautingu, jednak u nas ważnym czynnikiem była i jest również Niepodległość. Polski ruch powstawał w czasie zaborów. W zależności od wieku dziecka możecie je zapisać do skrzatów, zuchów, harcerek i harcerzy oraz harcerek i harcerzy starszych. Drużyny często działają przy szkołach. Wystarczy wyszukać lokalny Związek Harcerstwa Polskiego, by wiedzieć, gdzie dziecko zapisać.

Pociąg do Walił znika na zimę, a od maja będzie jeździć codziennie!

Nareszcie jakieś dobre wiadomości płyną z województwa podlaskiego. Kolej przestała się zwijać, a zacznie się rozwijać. Oczywiście to tylko jakiś promyk, ale przynajmniej odwrócenie kursu. Od maja 2021 pociąg z Białegostoku do Walił będzie jeździć codziennie. W nadchodzący weekend ostatnia szansa, by się nim przejechać przed przerwą.

 

Zacznijmy od tego, że pociągi na tej trasie kursowały regularnie przez 114 lat. W 2000 roku linia została zamknięta. Na szczęście, kilka lat temu poprzedni marszałek województwa linie reaktywował na weekendy dla turystów. Propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wiele osób chętnie z niej korzystało. Teraz kolejny marszałek stawia krok do przodu i zamierza wprowadzić kursy codziennie. Póki co tylko w sezonie letnim od 3 maja do 26 września. Jeżeli będzie zainteresowanie linią, to nie sądzimy by nie chciano stawiać kolejnego kroku i zostawić kursy również zimą. Oczywiście nie wszystko na raz, megalomania nie jest tu potrzebna, a wożenie powietrza mogłoby znów zawrócić kurs i linie kolejowe na Podlasiu zwijać.

 

A więcej połączeń kolejowych jest nam po prostu potrzebna! Mimo istniejących torów kolejowych nie można obecnie dojechać ani do Białowieży, nie ma też bezpośredniego połączenia między Białymstokiem a Siemiatyczami. Warto też wspomnieć o braku bezpośredniego połączenia do Siedlec i Lublina. W obu tych przypadkach problem jest natury technicznej – brak prądu. Województwo Mazowieckie, przez które przebiega linia ma modernizację linii po prostu gdzieś. Mimo wszystko do 2025 roku ma ruszyć tak zwana Magistrala Wschodnia, która rozwiąże ten problem za rządowe pieniądze. O ile do władzy nie dojdzie jakaś ekipa, która znów, tak jak kiedyś będzie uprawiać politykę pod tytułem “j..ać Polskę wschodnią”.

 

Wracając do Podlaskiego. Wciąż nie wiadomo nic o połączeniu kolejowym Białystok – Łomża. Obecne plany są takie, by z tego drugiego miasta można było dojechać tylko do… Warszawy, co jest kuriozalne. Nie wiadomo też dlaczego nie planuje się elektryfikacji odcinka między Augustowem a Sokółką. Wcześniej liczono, że załatwi ro Rail Baltica, jednak jej przebieg sprawił, że odcinek ten będzie pominięty. Brak prądu jednak pozostał.

A to miejsce znajduje się akurat w Krynkach...

3 miejsca na Podlasiu, gdzie poranne mgły wyglądają cudownie!

Aura ostatnio za oknem taka, że nad ranem dominują mgły. Jest to doskonała okazja, by wstać przed świtem i wybrać się nad jakieś większe wzniesienie, by upajać się widokami. Oczywiście jadąc na miejsce trzeba być bardzo ostrożnym, bo mgła na drodze to nie są żarty. Jednak, gdy już bezpiecznie dojedziemy, to piękne widoki przed nami! Gdzie znaleźć najlepsze wzniesienia?

Wieża widokowa w Kołodnie

Nie dość, że możemy wybrać się tam na grzybki, to jeszcze podziwiać piękną Puszczę Knyszyńską od góry, z której bagien będą unosić się mgły. Wystarczy wybrać się na Wzgórza Świętojańskie i ta tamtejszą wieżę widokową znajdującą się na górze Św. Anny. Wejść na nią jest kilka, jednak najlepiej iść z drogi żwirowej niedaleko cmentarza, prowadzącej do lasu. W pewnym momencie będzie wejście na górę po lewej stronie.

Góra Strękowa

To nie tylko miejsce historyczne związane z dzielnym kpt. Raginisem, który heroicznie bronił Wiznę przez co umożliwił uformowanie się sił obrony Warszawy. To także przepiękne miejsce przyrodnicze, gdzie możemy obserwować Narew płynącą w okolicy Biebrzańskiego Parku Narodowego. A jeżeli dodamy do tego poranne mgły, to będziemy mogli widzieć niesamowite przyrodnicze show.

Góra Zamkowa


Kolejne miejsce znajduje się w Mielniku na tamtejszej Górze Zamkowej, z której doskonale widać rzekę Bug oraz można podziwiać ruiny dawnego kościoła, do których prowadzą charakterystyczne drewniane schody. Wszystko w połączeniu z porannymi mgłami daje niesamowity wygląd. Dodajmy jeszcze, że nad Bugiem jest wiele innych miejsc, gdzie można zrobić wyjątkowe zdjęcia z mgłą. Jest ona wszędzie tam, gdzie jest woda – a więc rzecz jasna i na rzece.

 

Warto pamiętać, by na taką wyprawę ciepło się ubrać, szczególnie dbając o buty, gdyż chodząc przed świtem po lesie czy też po łąkach będziemy mieli je zwyczajnie mokre, a podziwianie widoków z mokrymi stopami nie jest ani przyjemne ani dobre dla naszego zdrowia. Gdy jednak zaopatrzymy się w odpowiednie obuwie, to tylko nastawiać budzik i ruszać!

fot. Ministerstwo Aktywów Państwowych

Będzie bezpośrednie połączenie kolejowe z Białegostoku do Wilna! I to już niedługo!

Ta wiadomość to wspaniała nowina. Będzie kolejowe połączenie Białystok – Wilno i to już w przyszłym roku! Wbrew pozorom, to nie tylko atrakcja turystyczna, ale realna szansa dla naszego miasta, by wyrwać się z zapaści. W maju ubiegłego roku pisaliśmy, że Białystok ma jeszcze 5 lat, a potem zaprzepaści swoją największą szanse na rozwój gospodarczy. Nie wiemy czy ktoś z rządzących to przeczytał czy też doszedł do podobnych wniosków, ale to o czym pisaliśmy zaczyna nabierać realnych kształtów! A pisaliśmy tak:

 

W 2025 roku powstanie Rail Baltica łącząca nasze miasto z Litwą, Łotwą i Estonią. Politycy wszystkich opcji powinni zrobić wszystko, by przekonać rząd aby w stolicy województwa podlaskiego znajdował się międzynarodowy węzeł kolejowy. Szczególnie, że na większe regionalne lotnisko nie mamy co liczyć.

 

Tymczasem wczoraj PKP Intercity ogłosiło, że został podpisany list intencyjny dotyczący planów uruchomienia wspólnego połączenia Wilno – Kowno – Białystok – Warszawa. I to nie takie pitu-pitu. Pociąg na tej trasie ma ruszyć w drugiej połowie 2021 roku!

 

Dla nas to oznacza, że po 150 latach uchylamy bardziej bramę na wschód. Bo obecnie dojechać koleją możemy wyłącznie do Kowna (w weekendy) i Grodna. Brama będzie otwarta na szeroko, gdy dojedziemy też do Petersburga, Tallina, Rygi, Kijowa, Mińska i Moskwy. Te trzy ostatnie połączenia możliwe są wyłącznie z Warszawy. Wiele będzie mogło się zmienić, gdy w końcu doczekamy się bezpośredniego połączenia z Lublinem. Co do stolicy Estonii oraz stolicy Łotwy – być może będzie na to szansa jeżeli w 2027 ukończona będzie cała Rail Baltica. Ważne, że od czegoś zaczynamy. Łatwe podróże między stolicami pobudzają gospodarkę. Białystok będzie miał wiele nowych możliwości rozwoju.

Pasażerowie mogą czekać na autobus w komfortowych warunkach. Ruszyło Centrum Przesiadkowe.

Osoby, które jeżdżą po regionie autobusami mogą korzystać już z nowoczesnego obiektu w Łomży. 14 września komunikacja zatrzymuje się już ukończonym Centrum Przesiadkowym, które powstało w miejsce dawnego dworca PKS. Szklany, falisty dach nawiązuje swoim wyglądem do fal Narwi, zaś sam budynek jest wyposażony w zaplecze sanitarno-handlowe. Podróżni mają do dyspozycji też 5 peronów i oczywiście kasy biletowe.

 

Z perspektywy Białegostoku to po prostu ładny obiekt, z perspektywy mieszkańców podłomżyńskich miejscowości oraz samych mieszkańców Łomży to ważna inwestycja. W tamtym rejonie nie ma pociągów. Być może pojawią się za kilka lat, ale póki co nie zapowiada się, by było połączenie Łomża – Białystok. Mieszkańcy tego pierwszego miasteczka dojadą koleją do stolicy. Zatem wszyscy, którzy nie mają samochodów będą oczekiwać na przyjazd autobusu w komfortowych warunkach, co jest bardzo ważne.

 

Wystarczy sobie przypomnieć obskurny dworzec w Białymstoku, który podobnie został zamieniony w nowoczesny obiekt. Teraz podobnie wygodnie mają także i w Łomży. Miejmy nadzieję, że siatka połączeń w tym mieście będzie bardzo rozbudowana a żart, że w Łomży można kupić tylko bilet do Białegostoku przestanie być aktualny.

Featured Video Play Icon

Podlaskie sacrum. Te miejsca odwiedza setki pielgrzymów. Są przepiękne!

Podlasie to miejsce gdzie mamy nie tylko piękną przyrodę, ale także wyjątkową duchową aurę. Mówi się, że nasz region jest wielokulturowy, co też wiąże się z wielowyznaniowością. Wszak mieszkają obok siebie katolicy, prawosławni, mniejszość tatarska, dawniej jeszcze większość żydowska. I w tej całej historii turystom zwykle pokazuje się drewniane cerkwie i meczet, a pomija kościoły.

 

W sumie nie ma co się dziwić, bo kościołów w całej Polsce 10 000! Dlatego nie wzbudzają zwykle zainteresowania turystycznego, ale za to sanktuaria już tak. Są bowiem miejscem pielgrzymek, dzięki którym wielu ludzi próbuje odnaleźć swoją tożsamość od nowa. Czym w ogóle jest sanktuarium? Jest to miejsce uznane za święte identyfikowane ze świątynią. W kościele katolickim sanktuarium to miejsce, w którym Bóg udziela w sposób szczególny swojej łaski. Dlatego ludzie pielgrzymują tam by tej łaski dostąpić. Ludzie przyjeżdżają, by znaleźć rozwiązanie swoich problemów. Często jest tak, że powtarzamy coś w kółko z marnym skutkiem, ale oczekujemy innych rezultatów. Dlatego taka pielgrzymka pozwala oderwać się od codzienności, wyciszyć i wsłuchać się w samego siebie. W skupieniu łatwiej o dobre, nowe rozwiązania starych problemów. Jedni w tym celu wędrują w górach, inni biegają, a jeszcze inny pielgrzymują.

 

Każde z tych rozwiązań jest dobre, ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach trudno jest nawiązać z kimś relację. Ludzie zapatrzeni w telefony komórkowe, zajęci wyłącznie swoim życiem i tym co nowego kupić nie są szczególnie chętni by nam pomóc. I nie chodzi tu o jakieś wyjątkowe działanie. Czasem jedno zdanie wypowiedziane przez drugiego człowieka może tchnąć w nas nową idee, która popchnie nas do przodu. I tak jak w bieganiu najczęściej mierzymy się ze swoimi słabościami, a wyprawa w góry jest bardziej po to, by zrobić sobie selfie, to w kościele cały czas jest miejsce dla człowieka. Tą wyjątkową atmosferę można poczuć szczególnie w sanktuariach, gdzie pielgrzymuje wiele osób. Tam można nie tylko wziąć udział w mszy, ale też poznać innych, nowych ludzi, którzy będą bardziej zainteresowani nami niż smartfonami.

 

W Podlaskiem także są sanktuaria i cieszą się sporą popularnością. Dlatego też przybliżymy te miejsca i liczymy na to, że zainspirujemy Was do pielgrzymki. Warto zaznaczyć, że atmosfera tych miejsc jest naprawdę wyjątkowa i warto wybrać się choćby w celach turystycznych, nawet jeżeli nic nas nie trapi.

Hodyszewo

Hodyszewo to niewielka, pełna zielonych łąk i lasów, spokojna wieś. Tu znajduje się odwiedzane przez pielgrzymów przepiękne sanktuarium oraz drewniana kaplica otoczona drzewami i polami, pod którą płynie niewielkie źródełko wody – miejsce gdzie przed laty Matka Boża objawiła się rolnikowi.

Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Świętej Wodzie

Góra krzyży i źródełko w otoczeniu Puszczy Knyszyńskiej – to oferuje nam sanktuarium w Świętej Wodzie. Powstanie tego miejsca owiane jest licznymi legendami sięgającymi czasów średniowiecza. Pierwsze udokumentowane uzdrowienie miało miejsce w 1719 r., kiedy to miejscowy szlachcic za sprawą wody z cudownego źródła odzyskał wzrok.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku

To wyjątkowe miejsce w stolicy naszego regionu. Warto przyjechać i poznać historię błogosławionego ks. Michała Sopoćki, siostry Faustyny Kowalskiej oraz zagłębić się w absolutnie fantastyczny obraz Jezusa Miłosiernego. Samo sanktuarium to także przepiękne tereny. Oprócz niego warto również zajrzeć na ul. Poleską, gdzie mieszkał błogosławiony ks. Michał Sopoćko. Bardzo ciekawe miejsce, gdzie znajduje się stary zegar, który zepsuł się zatrzymując o godz. 15 – czyli w godzinę miłosierdzia. W grudniu 2007 roku zatwierdzony został w Watykanie cud za przyczyną duchownego. Uroczysta beatyfikacja ks. Michała Sopoćki, odbyła się 28 września 2008 roku w Białymstoku.

Sanktuarium Cudu Eucharystycznego – Sokółka

Cud w Sokółce był bardzo głośnym wydarzeniem i jak to przy cudach bywa poddawany wielu wątpliwościom. Była to niedziela 12 października 2008 roku, tuż po beatyfikacji sługi Bożego ks. Michała Sopoćki. Podczas Mszy świętej rozpoczynającej się w kościele parafialnym pw. św. Antoniego w Sokółce o godzinie 8.30, w trakcie udzielania Komunii świętej jednemu z kapłanów wypadł na stopień ołtarza poświęcony opłatek. W tej sytuacji kapłan przerwał udzielanie sakramentu Komunii świętej, podniósł komunikant i zgodnie z przepisem liturgicznym, włożył do małego naczynia z wodą służącego kapłanowi do obmycia palców po udzielaniu Komunii świętej. Komunikant eucharystyczny miał się w tym naczyniu rozpuścić. Jest to proces powolny, a na jego czas zamknięto naczynie w sejfie, do którego dostęp miały tylko 2 osoby – proboszcz oraz posługująca siostra Julia Dubowska.

Po upływie tygodnia, 19 października, w niedzielę misyjną, siostra Julia – przynaglona zapytaniem ks. Proboszcza o stan Komunikantu – zajrzała do sejfu. Otwierając go poczuła delikatny zapach przaśnego chleba. Po otwarciu naczynia zobaczyła czystą wodę z rozpuszczającym się w niej Komunikantem, na środku którego widniała wypukła plamka o intensywnej czerwonej barwie, przypominająca wyglądem skrzep krwi, mający postać jakby żywej cząstki ciała. Woda w naczyniu była niezabarwiona. Do połowy stycznia 2009 roku fragment Komunikantu o zmienionej postaci w sposób naturalny zasechł i pozostał w formie zakrzepłej krwi. Od tamtej pory nie zmienił swojego wyglądu.

Sanktuarium Maryjne w Różanymstoku

Zacznijmy od tego, że miejsce to jest naprawdę przepiękne! Warto je zwiedzić choćby turystycznie. Pierwsze wzmianki dotyczące świątyni – Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku pochodzą z połowy XVII w., kiedy to został namalowany obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem przez artystę z Grodna. I to właśnie cudowne malowidło przyciąga pielgrzymów do ośrodka salezjan.

Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej w Studzienicznej

Studzieniczna słynie z obrazu słynącego łaskami. Trzy rysy charakterystyczne tego miejsca to: obecność Matki Bożej, piękno przyrody i cisza pustelni sprzyjająca zadumie i refleksji. To specyficzne Sanktuarium Maryjne w Studzienicznej mieści się na tzw. “wyspie” (dziś połączona groblą z lądem), na uboczu komunikacyjnych szlaków, prawie zewsząd otoczone wodą, z rosnącymi wokół wyspy białymi wodnymi liliami. Znajduje się tam także pustelnia, która została w XVIII wieku miejscem pielgrzymek okolicznej ludności szukającej pomocy u pustelnika z pobliskiego klasztoru. I tak miejsce w XIX wieku stało się sanktuarium. Do Studzienicznej przybył także poapież Jan Paweł II podczas jednej z pielgrzymek do naszego kraju.

Featured Video Play Icon

Te 5 filmów pokazuje jak piękne jest Podlasie. W tym roku było zatrzęsienie turystów!

Jerzy Daniłko w tym roku wykonał kawał dobrej roboty. Poświęcił sporo czasu ażeby nagrać i zmontować 5 wyjątkowych filmów. Każdy krótki, ale każdy wypełniony treścią od pierwszej do ostatniej sekundy. Dzięki temu możemy podziwiać piękno takich miejsc jak Białystok, Tykocin, Supraśl, Dolistowo oraz Białego Grądu w Biebrzańskim Parku Narodowym. Filmy zachwycają przede wszystkim swoimi widokami. Pokazują nam także dlaczego warto dbać o przyrodę czy zabytki. Można też dojrzeć ulotność chwili na zmieniajacej się pogodzie i porach dnia. Jednak najistotniejsze chyba jest we wszystkim to – że można filmy pokazać znajomym z innych zakątków Polski i powiedzieć im – patrzcie i przyjeżdżajcie.

Na YouTube w ostatnim czasie znajduje się wręcz zatrzęsienie krótkich filmów o Podlasiu. W tym roku nasz region był niesamowicie modny. Wspomniany wyżej Tykocin czy Supraśl latem przeżywały oblężenie turystów. Biebrzańśki Park Narodowy zresztą także – szczególnie po pożarze wiele osób zainteresowało się miejscem, które przez idiotyzm ludzi może bardzo szybko zniknąć. Mamy wrażenie, że ten sezon to dopiero początek, a w kolejnym roku Podlasie będzie przeżywać jeszcze większe oblężenie turystów, a na YouTube pojawi się jeszcze więcej filmów.

Warto pamiętać, że jeżeli zaczniemy znaczyć turystycznie dużo więcej, to portfele naszych mieszkańców będą bardziej wypchane, wpływy podatkowe zasilające cienkie budżety naszych małych ojczyzn zasilone, a przy dobrym gospodarzu wszystko jeszcze bardziej zadbane. Nie wiemy zupełnie dlaczego turystyka w naszym kraju przez rządzących od zawsze jest ignorowana. Chociaż to potężna gałąź, przynosząca zyski w całej Europie, to u nas zupełnie nie istnieje.

A ważne jest by w USA, Japonii czy Niemczech wiedziano gdzie jest Biebrzański Park Narodowy czy Tykocin, ale właściciele agroturystyki nie będą przecież promować tego na własną rękę, bo po co mieliby to robić? Gdyby jednak rządzący tej czy innej opcji kiedyś to robili, to kwater agroturystycznych byłoby po prostu więcej. To jeden z przykładów, które można mnożyć. Miejmy nadzieję, że podejście polityków do turystyki kiedyś się zmieni. A nam pozostało nadal zachwycać się Podlasiem.

Featured Video Play Icon

Grzybobranie w pełni! Puszcza Knyszyńska to idealne miejsce. Objaśniamy gdzie zbierać leśne przysmaki.

W województwie podlaskim grzybów nie brakuje. Jak widać na powyższym filmie przepysznych grzybów nie brakuje! Zebrać dwa 10-litrowe wiadra to naprawdę wyczyn! Jeżeli macie czas choćby w weekend, to warto go wykorzystać na zbieranie grzybków.

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nasz region obfiutuje w lasy. Największe to oczywiście Puszcza Knyszyńska, Puszcza Białowieska oraz Puszcza Augustowska. Można też wybrać się do Biebrzańskiego Parku Narodowego, gdzie oprócz łąk są także lasy. To wszystko jednak rozległe kompleksy leśne. My skupimy się na Puszczy Knyszyńskiej i dokładnie wytłumaczymy gdzie grzybów w tym ogromnym kompleksie leśnym szukać. Powiedzieć o pojechaniu do Puszczy Knyszyńskiej to jak nic nie powiedzieć. Dlatego w określaniu miejsc pomoże nam pięć dróg, które przecinają las. Jedna z nich oznaczona jest nr 65 i ma status krajowej (Białystok – Bobrowniki), druga to 676 i ma status wojewódzkiej (Białystok – Krynki), kolejna ma numer 19 i jest krajowa (Białystok – Kuźnica), następna to krajowa 8 z Białegostoku do Augustowa oraz ostatnia także ma numer 65 ale prowadzi w drugą stronę czyli z Białegostoku do Knyszyna.

 

Zacznijmy od pierwszej drogi z Białegostoku do Bobrownik. Jadąc nią możemy skręcić jeszcze na drogę wojewódzką 686 do Michałowa. Po drodze znajduje się Żednia i Sokole. I to właśnie pierwszy z lasów, gdzie możemy nazbierać dużo grzybów. Do Żedni możemy dojechać samochodem a do Sokola nawet pociągiem weekendowym relacji Białystok – Waliły Stacja. Kolejne grzybowe miejsce znajduje się za Waliłami. Jak już sama nazwa sugeruje czyli Grzybowce. Idąc lasem – najlepiej trzymając się nieużywanych torów aż do Zubek i Zubrów nazbieramy ogromne ilości! Podobnie będzie jeżeli wybierzemy się do Kruszynian, gdzie ugoszczą nas Tatarzy. W pobliskich lasach również grzybów nie brakuje.

 

Jadąc od drugiej drogi na Krynki możemy zatrzymać się w Supraślu. A raczej trochę za miasteczkiem kierując się na osadę leśną Cegielnia. Tam na parkingu możemy zostawić samochód i dalej ruszyć w pieszą wycieczkę z wiaderkami czy koszami. Możemy dojść tylko do kładki przez rzekę Supraśl i wrócić do miasteczka a możemy zapuścić się głębiej – trzymając się szlaku, zbierając grzyby dochodząc aż do Krzemiennych.

 

Kolejna możliwość to droga z pod Supraśla na Surażkowo. Po drodze napotkamy galerię leśnych rzeźb. Z Krzemiennych też tam dojdziemy, ale pamiętajmy że to ogromny teren i przejdziemy około 20 kilometrów! Dlatego lepiej rozbić sobie to na 2 razy czyli oddzielnie Krzemienne, oddzielnie Surażkowo. Do tego drugiego zresztą można dojść także przez Turo – co jest kolejnym miejscem, gdzie znajdziemy mnóstwo grzybów.

 

Bardzo dobrym miejscem, odwiedzanym przez Grzybiarzy jest także las po drugiej stronie od drogi Supraśl – Krynki. Możemy zbierać kierując się na Jałówkę drogą do Czarnej Białostockiej. Najlepiej zajechać pociągiem do tej drugiej i dojść piechotą do Supraśla właśnie przez Budzisk, Zacisze i Jałówkę. Potem tylko kwestia zorganizowania sobie powrotu z pełnymi wiadrami grzybów. Ostatnią miejscówką w tej części Puszczy Knyszyńskiej jest Lipowy Most, do którego dojedziemy z Kopnej Góry.

 

Popularnym miejscem do zbierania Grzybów jest także droga z Czarnej Białostockiej do Machnacza oraz z Czarnej Białostockiej przez Czarną Wieś Kościelną, Ratowiec do Zaścianka. Swoją wędrówkę możemy zakończyć w Jurowcach i stamtąd wrócić do Białegostoku. Ostatnia cześć Puszczy, gdzie można zbierać to Kopisk do którego dojechać możemy zarówno przez Białystok i Rybniki lub Knyszyn i Chraboły. Możemy także zbierać w okolicach Knyszyna i miejscowości Kozińce.

 

Jak widzicie miejscówek nie brakuje. Pamiętajcie jednak o kleszczach! Żyją one powszechnie na terenie całego kraju w miejscach wilgotnych pełnych roślinności. Kleszcze są aktywne do późnej jesieni. Pamiętajmy, by do lasu podczas grzybobrania mieć na sobie odpowiednią odzież, która zakryje jak najwięcej części ciała. Można też stosować środki odstraszające kleszcze. Po powrocie zmienić i dokładnie wytrzepać odzież którą mieliśmy na sobie w lesie. Także po powrocie dokładne obejrzeć całe ciało. Po zauważeniu ukąszenia należy natychmiast usunąć kleszcza. W tym celu należy użyć pęsety. Nie ściskać kleszcza mocno, by nie wycisnąć jego wydalin, nie wykręcać, nie wyciskać. Chwycić pęsetą i szybkim ruchem wyciągnąć. Po usunięciu kleszcza miejsce ukłucia należy zdezynfekować. Następnie w razie wystąpienia rumienia skontaktować się z lekarzem rodzinnym.

Featured Video Play Icon

Rezerwat Antoniuk. Idealny na spacery na obrzeżach miasta.

Chociaż jest w Białymstoku, to przez wielu pomijany. Mowa tu o Rezerwacie Antoniuk. Wspaniałe miejsce na jesienne spacery. Jako że nasze miasto jest małe, to można tam dojść piechotą z centrum. Można też dojechać autobusem linii 102. Wejście do rezerwatu znajduje się przy drodze krajowej nr 8 – Białystok – Augustów.

 

Rezerwat został objęty ochroną dopiero w 1995 roku. Las znajduje się między osiedlem Dziesięciny oraz Zawady. Spacerując tamtędy dowiemy się z tablic informacyjnych o występujących tam gatunkach fauny i flory. Przede wszystkim będziemy sobie spacerować wśród sosen, świerków, dębów i lip. Nie brakuje również starych drzew, które już dawno przekroczyły setkę. Jest to część dominująca w rezerwacie.

 

Spacerując po rezerwacie możemy również natrafić na strumień wody. Niestety jego kondycja jest coraz gorsza, bo człowiek zniszczył rzeki – także i u nas – prowadząc szkodliwą meliorację. To wpłynęło na poziomy wód, które są dużo niższe niż kiedyś, a niekiedy zanikły. Po obfitych opadach i zimach ze śniegiem w rezerwacie tworzy się też jeziorko. Jeżeli mało nam będzie spaceru nieopodal znajduje się Białostockie Muzeum Wsi. Warto je przy okazji zobaczyć. Stoją tam drewniane chaty i cała spuścizna kultury ludowej regionu.

Featured Video Play Icon

Nic tak nie przyciąga na Podlasie jak meczet i prawosławie

W sieci pojawił się kolejny film nagrany przez turystów, tym razem z Warszawy, którzy postanowili zwiedzić Podlasie w jeden dzień. 2 godziny drogi samochodem i pojawili się w Supraślu. Tam zwiedzili prawosławny monastyr. Kolejnym punktem wycieczki były Kruszyniany oraz tamtejszy meczet i tatarski cmentarz. Następnie Trześcianka i Puchły – gdzie również zwiedzających najbardziej zainteresowały drewniane cerkwie. Na koniec jeszcze skoczyli do Grabarki.

 

Dawniej rekordy popularności bił Augustów, potem Białowieża. Parę lat temu palmę pierwszeństwa biła Sokółka i jej kościół za sprawą cudu. Teraz natomiast niejako wizytówką Podlasia stali się Tatarzy – polscy muzułmanie, a także prawosławie i drewniane, kolorowe cerkwie. To wszystko pokazuje, że gusta turystów się zmieniają. Oczywiście należy pamiętać, że w Augustowie dalej są tłumy, w Białowieży w weekend pełno samochodów na obcych rejestracjach, zaś do Sokółki przyjeżdżają pielgrzymki. Zaś Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic wraz z kolorowymi cerkwiami dopiero stają się popularne. Gdyby nie niski stan rzeki oraz zamknięta kładka Śliwno – Waniewo, to również i to miejsce byłoby w czołówce. Warto zaznaczyć, że przed sezonem turystycznym pisaliśmy, że Kruszyniany i kładki będą hitem. Przeładowana ludźmi platforma, która wywróciła się do wody tylko to potwierdziła. Tak samo tłumy na wschodzie Podlasia, w maleńkiej, tatarskiej wiosce.

 

Warto zauważyć, że przy tym wszystkim gdzieś z boku stoi zarówno Białystok jak i regionalny kościół katolicki. Stolica Podlaskiego ma wiele do zaoferowania, ale jakoś tak pomijana jest. Zobaczcie sami, że turyści przez miasto tylko przejechali udając się od razu do Supraśla. Nie oni jedni – robi tak wiele osób. Ale nie ma co się dziwić, bo w Białymstoku nikogo turystyka zbytnio nie obchodzi. Wszystko organizowane jest minimalnym wysiłkiem, bez większej promocji. W efekcie turyści dalej będą nas omijać, a my tracić, bo jak turysta przyjeżdża to zostawia pieniądze. Podobnie jak z Białymstokiem jest także z regionalnym kościołem katolickim. Zabytków u nas nie brakuje i to naprawdę pięknych, a jednak turyści wolą tylko cerkwie i meczet. Można by pomyśleć, że po prostu kościoły są wszędzie, ale to nie jest prawda. Po prostu wiele osób włożyło wiele wysiłku, by te cerkwie i ten meczet zauważono. I tak też się stało, a zainteresowani mogą odcinać kuponu. W przypadku kościoła ktoś zaspał. Ale może się jeszcze obudzi.

Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Piękne widoki i regionalne jadło!

Kiedyś służyły do transportu drewna, dzisiaj przewozi turystów i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Mowa o kolejce wąskotorowej z Hajnówki do miejscowości Topiło. Podróż kolejką przez Puszczę Białowieską to wyjątkowa atrakcja. Postanowiliśmy sami się przekonać jak się nią jedzie. Było naprawdę super!

Spadek po zaborach

Kolejkę wąskotorową mamy w spadku zaborach. W 1916 roku, gdy Polski jeszcze nie było na mapie, to na terenie Puszczy Białowieskiej urzędowali Niemcy. Potrzebowali drewna, więc wybudowali w Białowieży tartaki i stolarnie, zaś w Hajnówce fabrykę półproduktów chemicznych z drewna. Stąd też przewożono drewno. Kiedy na terenach zaborczych nastała już Rzeczypospolita Polska to do II Wojny Światowej państwo polskie rozbudowało sieć kolejek leśnych. W 1939 roku było ich łącznie 360 km! Dopiero transformacja ustrojowa i wszechobecna, pokomunistyczna bieda w 1992 roku zakończyła eksploatację kolejek.

Piękne zakątki i rezerwaty

Dziś wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września i warto to zrobić, by zobaczyć piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Kolejka mknie przez rezerwaty przyrody. Maszyna zatrzymuje się na stacji Topiło, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem. Tam można wybrać się na spacer po lesie szlakami lub też skorzystać na miejscu z gastronomii. Można najeść się lokalnych przysmaków lub napić się kwasu chlebowego, naparu z ziół czy regionalnego piwa. Jest też sklep z pamiątkami.

 

Jak się jedzie?

Sama jazda jest bardzo przyjemna, aczkolwiek niektórzy narzekają na hałas. Nie jest on jednak uciążliwy. Cała podróż to wspaniała medytacja. Oglądamy piękne widoki za oknem, zielone kolory lasu uspokajają nas, zaś regularny stukot kół wprowadza niemalże w trans. To także doskonałą atrakcja dla dzieci. Pierwszy i ostatni wagon zawiera podłużne ławy do siedzenia, zaś pozostałe mają tradycyjne siedziska. Wszystko jest z drewna. Oprócz rzecz jasna lokomotywy. Podróż odbywa się z prędkością około 20 km na godzinę. W jedną stronę jedziemy przez godzinę, potem postój trwa godzinę i kolejka kolejną godzinę wraca. Można też wyjechać z Hajnówki porannym kursem zaś wrócić popołudniowym. Wtedy będziemy mieć wiele godzin na zwiedzanie Puszczy Białowieskiej.

Ceny i informacje 2020

Cena biletów to:

  • normalny 50 zł
  • ulgowy 40 zł (młodzież w wieku 15-19 lat, seniorzy, niepełnosprawni)
  • ulgowy – 30 zł (dzieci od 3 do 14 roku życia oraz psy)
  • bezpłatnie – dzieci do lat 3

Można płacić gotówką lub kartą w kasie przy stacji. Bilet należy kupić w tym samym dniu co odbywać się będzie przejazd. Nie można zarezerwować przejazdu wcześniej, więc dobrze jest nie przyjeżdżać na ostatnią chwilę, bo może zabraknąć miejsc. W wakacje kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki.

 

Telefon kontaktowy: 693-337-290

fot. Yarl / Wikipedia

150-letnia stacja kolejowa jako mieszkanie? Idealne dla kogoś, kto szuka życia w pięknym miejscu.

Każdy, kto kiedyś jechał do Suwałk pociągiem zwrócił na pewno uwagę, że tory nie prowadzą tak samo jak droga dla samochodów czyli przez Korycin i Suchowolę. Najpierw trzeba jechać na wschód do Sokółki, a dopiero potem pociąg odbija na północ w stronę Suwałk. Ten północy odcinek nie jest zelektryfikowany i prawdopodobnie nigdy nie będzie, gdyż budowana Rail Baltica przebiega z Litwy na Suwałki, a dalej Ełk, Grajewo i Białystok. Oznacza to, że ta część Podlasia może kiedyś być wykluczona kolejowo. Wystarczy, że przestaniemy używać lokalnych szynobusów, które są spalinowe. Nie musi się to wydarzyć w najbliższym czasie, ale obserwując trendy motoryzacyjne można dojść do takiego właśnie wniosku, że po prostu obecne się zużyją, a nikt nie będzie chciał produkować kolejnych z powodów ekologicznych.

 

Po drodze z Sokółki do Suwałk jest Augustów – niegdyś letnia stolica Polski, dziś trudno już usłyszeć takie określenie. To wszystko dlatego, że droga tam z Białegostoku – krajowa – nie spełnia nowoczesnych standardów. Wiele lat bojów spowodowało, że powstaje Via Baltica. Jednak prowadzić ona będzie z Litwy do Suwałk, a dalej przez Grajewo i Białystok. Podobnie jak w przypadku kolejowym Augustów został wykluczony komunikacyjnie. W efekcie jeszcze kilka lub kilkanaście lat i będzie trzeba mocno się natrudzić, by tam dojechać.

 

Augustów więc z biegiem czasu będzie coraz bardziej tracił na atrakcyjności, turyści zaś mogą nie tak chętnie już go odwiedzać, a cały powiat augustowski zbliżać się będzie rozwojem do biednego i zapomnianego powiatu sejneńskiego. Ma to również i pozytywne skutki. Tam, gdzie człowiek przestaje eksploatować, tam też odradza się natura. Otoczenie Puszczy Augustowskiej będzie bardziej dzikie, a czyste jeziora niezabrudzone. Dzięki czemu będzie to idealne miejsce do życia dla wszystkich tych, którzy chcą żyć na uboczu.

 

Warto tu wspomnieć o pewnym pomyśle, który można zrealizować. Otóż niedaleko Augustowa, na południu Puszczy Augustowskiej, całkiem nieźle skomunikowana jest wieś Kamienna Nowa w powiecie sokólskim obok Lipska. Znajduje się tam stara stacja kolejowa z 1870 roku. Budynek można kupić za 220 000 zł od PKP. Jego powierzchnia to 328 metrów kwadratowych. Samej powierzchni użytkowej to 221 metrów. Czyli można zrobić z tego ogromny dom, do którego dojedziemy póki co szynobusem, a także będziemy mogli szybko dojechać do Augustowa wsiadając do pociągu pod samym domem. Brzmi kusząco? Jeżeli martwicie się o hałas pociągów, to nie musicie. Na tej trasie jest ich tyle co kot napłakał. Warto też dodać, że do Augustowa można dojechać też przyjemną trasą samochodową oraz rowerową przez pobliski Lipsk.

 

Dlatego jeżeli marzyliście kiedyś o własnym, nietypowym domu, to jest to dobra okazja, by zakupić ogromny budynek w cenie białostockiej kawalerki. Miejsce do życia też niczego sobie. Jest dużo ciszy i spokoju. Idealna propozycja dla kogoś, kto nie lubi dużych skupisk. Aczkolwiek ostatnie wydarzenia na świecie pokazały, że dużych skupisk trzeba było unikać. Kto wie, czy to nie wróci? Przypominamy też, że inna stacja jest również do kupienia – w Kleszczelach.

/dworzec-kolejowy-kleszczele/

 

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Featured Video Play Icon

Białystok – Wigry rowerem. Zobacz, ile atrakcji jest po drodze!

Jeżeli jesteście fanami dwóch kółek, to polecamy obejrzeć ten film. Zobaczycie na nim ile wspaniałych atrakcji jest, gdy przemierzamy Green Velo z Białegostoku do Wigierskiego Parku Narodowego, a także z powrotem przez Lipsk i Sokółkę. Osoby, które podróżują inaczej niż rowerem także powinny obejrzeć, gdyż po drodze jest wiele atrakcji, które mogą Was zainspirować o ciekawego wyjazdu.

 

Rowerzyści jadą między innymi po carskim trakcie, mijają kładki, z których obejrzeć można łosia na mokradłach, jadą malowniczą drogą wzdłuż Biebrzy prowadzącą pod sam Augustów, przemierzają lasy i złote pola, przeprawiają się pływającą platformą na drugi brzeg rzeki. Zwiedzili także Wigierski Park Narodowy wraz z klasztorem. Powrót natomiast odbywał się malowniczą leśną trasą przez Lipsk i Sokółkę.

 

Turystyka rowerowa w Polsce w ostatnim czasie jest w rozkwicie, co widać również na Podlasiu, gdzie mnóstwo turystów szturmuje Green Velo. Mamy nadzieję, że problemy trapiące ten projekt oraz problemy z przewożeniem roweru pociągiem zaczną być rozwiązywane. Musi jednak nastąpić w urzędnikach zmiana mentalna. Turysta rowerowy jest tak samo ważny jak ten, co przyjeżdża samochodem. Wynajmuje noclegi, zostawia pieniądze. Warto o tym pamiętać.

Featured Video Play Icon

Plaża w Dojlidach nie tylko do kąpieli. Można pływać na sprzęcie wodnym.

Warto czasem przypomnieć coś co może jest oczywiste, ale nie każdy o tym pamięta. Na białostockich Dojlidach można przyjechać także po to, by popływać sprzętem wodnym. A wspominamy o tym dlatego, że białostocka plaża jest oblegana przez ogromne tłumy – szczególnie w upalne dni. Wtedy wiele osób po prostu się zniechęca i szuka innych miejsc. Zaletą Dojlid jest jednak przede wszystkim bliskość. Nie trzeba daleko jechać, by spędzić czas na plaży. Dlatego, jeżeli nie lubicie tłumów to możecie wybrać się na Dojlidy by w spokoju opalać się na środku zalewu. Tam jest dużo ciszej niż na brzegu.

 

W ostatnim czasie przez nagromadzenie ludzi w wodzie pojawiły się groźne bakterie. To zniechęciło wielu mieszkańców. Jeżeli byliście wśród tych zniechęconych, to zamiast kąpieli możecie wybrać się choćby na rowerek wodny. Zapłacicie 4 zł za wstęp na plażę oraz 12 zł za godzinę pływania po zalewie. Są także możliwości wynajmu innych sprzętów: kajaków, łodzi canoe, łodzi wiosłowych, desek windusrfingowych.

 

Mało kto wie, że na plaży w Dojlidach można pożyczyć też… rowery. A to już daje możliwości wycieczki po okolicy, szczególnie gdy się nie ma własnego roweru albo odwiedza się Białystok bez dwóch kółek.

Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Featured Video Play Icon

Piękny wystrój zachwyca! Synagoga, meczet i cerkiew – to wszystko jest na Podlasiu.

No to w Polskę – to seria filmów dotyczących ciekawych miejsc w naszym kraju. Jeden z odcinków dotyczył Podlasia, gdzie Maciek Paszek wybrał się najpierw do Tykocina, gdzie zobaczył wnętrze synagogi i usłyszał, że nie jest to świątynia. Następnie w meczecie dowiedział się jak modlą się Tatarzy oraz, że na pobliskim cmentarzu nie stawia się ognia, bo ten uznawany jest za pogański. Następnie w cerkwi w Puchłach zobaczył przepiękny jej wystrój oraz dowiedział się, że prawosławny ksiądz to nie jest żaden pop, tylko batiuszka.

 

To już kolejny film, który zachęca by przyjechać na Podlasie. Latami było ono pomijane, nieodkryte przez turystów. Teraz powoli to się zmienia i trzeba się cieszyć. Wydaje się, że trzeba też przygotować jeszcze więcej noclegów i lokali gastronomicznych w różnych zakątkach naszego regionu. Teraz wybór jest bardzo mały. Ale oto nie trzeba już się martwić, wolny rynek sam reguluje takie kwestie. W odpowiedzi na popyt tworzy się podaż.

 

Jednego można żałować. Autor filmu pominął zupełnie kościoły, a tych u nas – wartych pokazania jest bardzo dużo. Szczególnie kościół św. Rocha w Białymstoku czy też 281-letni kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim. Nie zabrakło jednak pokazania regionalnej kuchni w Supraślu, gdzie autor na koniec zajadał się lokalnymi przysmakami. Zobaczcie zresztą sami!

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze “śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek “tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Podlaskie kolorowe i drewniane. Okiennice i cerkwie hitem turystycznym

W ostatnim czasie w internecie prawdziwy wysyp materiałów z Podlasia. Wiele turystów czy blogerów postanowiło przybyć do naszego regionu. Te dwa motywy przewijają się najczęściej – czyli zdobienia domów – otwarte okiennice oraz kolorowe, drewniane cerkwie. Kolejnym przykładem jest TraveLove, które zrobiły dwuczęściowy, solidny materiał na ten temat. Warto oba filmy obejrzeć.

 

Pierwszy dotyczy Krainy Otwartych Okiennic. Jak słusznie zauważyli autorzy filmu to nie tylko Soce, Puchły i Trześcianka, ale wiele innych miejscowości, które omawiają w swoim filmie (do obejrzenia poniżej).

Druga część dotyczy kolorowych, drewnianych cerkwi w regionie. Można się dowiedzieć sporo ciekawych informacji, a także przede wszystkim usłyszeć o wioseczkach z takimi świątyniami, o których nie przeczytamy raczej w przewodnikach.

Autorzy dodają także poniższą mapę cerkwi, by wygodniej się zwiedzało.

Warto zauważyć, że to już kolejny taki materiał. Można śmiało powiedzieć, że okiennice i cerkwie są hitem wśród turystów. Dawniej znany był w naszym regionie Augustów, później nieśmiało zaczęła być popularna Białowieża, następnie Kruszyniany i Supraśl. Dziś Kraina Otwartych Okiennic oraz podlaskie wsie. Cieszyć się trzeba, że mamy coraz więcej do zaoferowania. Ostatnio obserwując w maleńkich Pawłach obok Ryboł ruch samochodów – można było zobaczyć bardzo dużo obcych rejestracji. Nawet był kamper z Czech! Gdy wszystko na świecie wróci do normy, to turystyczny ruch u nas będzie naprawdę spory! Do tego czasu jednak warto zadbać o to, na co zwrócili uwagę autorzy filmu. Mianowicie, by była lepsza baza noclegowa, bo obecnie jest po prostu mała.

Featured Video Play Icon

Wioska istniała 500 lat. Teraz są tam tylko wilki i żubry…

Jeżeli trafilibyście kiedyś do tej wioski i się zgubili, to nie byłoby kogo zapytać o dalszą drogę. Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się jeszcze w latach 70-tych ubiegłego wieku. I tak pusta wioska stoi do dziś. A istniała ponad 500 lat! Jamasze znajdują się w pobliżu Krynek, a konrketniej obok Ozieran Małych przy samej granicy polsko-białoruskiej. Wioska znajduje się pomiędzy dwoma rzekami – Nietupą i Świsłoczą.

 

Według spisu powszechnego w 1921 roku w Jamaszach żyły 34 osoby. Dwudziestu mężczyzn oraz czternaście kobiet. Ostatni mieszkaniec wyjechał w 1979 roku, gdy wrócił okazało się, że nie ma do czego, bo wszystko było już rozkradzione. Od tamtej pory w Jamaszach nikt nie mieszka. A szkoda, bo wioska istniała przez ponad 500 lat. Przeżyła zabory i dwie wojny światowe. Nie przeżyła niestety PRL-u.

 

Wioska w czasach II wojny światowej była świadkiem wielu bestialstw ze strony Niemców, którzy potrafili dotkliwie pobić jednego mieszkańca oraz poszczuć go psami za to, że łowił ryby. W innym przypadku, gdy na tereny wkroczyli już Rosjanie zabierali ze sobą wszystkich w miarę młodych mężczyzn. Ojciec z synem schowali się w życie. Jednak jakieś dwie kobiety z wioski pokazały Rosjanom, gdzie. Po latach ojciec wrócił bez syna i postanowił się zemścić na kobietach. Zdobył pieniądze, przekupił żołnierzy niemieckich i razem z nimi wkroczyli razem do wioski. Zaprowadzono kobiety na cmentarz i tam rozstrzelano. Dla przykładu kilka dni nie można było ich pochować.

 

W Jamaszach dziś stoi odnowiony krzyż upamiętniający istnienie miejscowości wraz z tablicą. Jest też ławeczka, by posiedzieć i oddać się zadumie. To wszystko. Żadnych domów już nie ma. Są tylko wilki i żubry.

Do Krainy Otwartych Okiennic można bezpiecznie dojechać rowerem!

Dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy spędzają urlop na Podlasiu z rowerami lub po prostu są aktywnymi rowerzystami. Mimo trwających robót na trasie Zabłudów – Hajnówka jest już możliwy bezpieczny przejazd ścieżką rowerową do miejscowości Soce.

 

Każdy, kto jechał kiedyś drogą wojewódzką wie jak nieprzyjemne to i niebezpieczne jest, gdy co chwilę zza pleców wyjeżdża nam samochód. Kierowcy zazwyczaj nie trzymają dystansu, spychają rowerzystów, a o liczbie śmiertelnych potrąceń już nie będziemy nawet wspominać. Generalnie lepiej nie jechać niż jechać taką trasą. Podobnie było również na trasie z Białegostoku do Puszczy Białowieskiej. Dojechać tam było ciężko. Ale wkrótce to się zmieni, gdy tylko ukończony zostanie remont drogi wojewódzkiej. Razem z nią powstaje ścieżka rowerowa. Jako, że nowa droga jest już gotowa z Zabłudowa do Soc, oznacza to, że można bezpiecznie dojechać do Krainy Otwartych Okiennic nawet z Białegostoku!

 

Wpierw należy wyjechać z Białegostoku. Można wybrać w sumie 2 bezpieczne trasy. Najpierw ścieżką rowerową ul. Mickiewicza, cały czas prosto aż do miejscowości Halickie. Następnie kierujemy się w stronę miejscowości Białostoczek, by wyjechać do krajowej 19. To jedyny minus, bo trzeba będzie przejechać nią 750 metrów, by skręcić w Protasy. Dalej możemy się cieszyć już bezpieczną jazdą do samego Zabłudowa skręcając w Dobrzyniówce.

 

Drugi wariant zakłada, że do krajowej 19 nie będziemy musieli się nawet zbliżać. Wystarczy wyjechać z miasta ul. Filipowicza i tamtejszą ścieżką rowerową dojechać do Juchnowca Kościelnego. Następnie na rondzie kierujemy się na Janowicze, a potem na Janowicze Kolonię. Tu też niestety będzie minus, bo kolejne 9 kilometrów do Zabłudowa przez Nowosady nie będzie miało asfaltu. Alternatywnie możemy podjechać z Janowicz Kolonii w prawo i za 2 kilometry skręcić w Krynickie, a dalej do Zabłudowa.

 

Niezależnie, którą trasę wybierzemy to w Zabłudowie dalej wyboru nie ma. Droga na Hajnówkę jest jedna, wyżej wspominana ze ścieżką rowerową. W miejscowości Soce skończy się droga, a zacznie się remont. Wtedy musimy zjechać na drogę bez nawierzchni, a następnie by skręcić do wsi. Zwiedzając malownicze domy możemy objechać dalej Puchły, Ciełuszki oraz Pawły i Ryboły. Wrócić do Białegostoku najbezpieczniej będzie przez Zabłudów. Z Ryboł prowadzi tam droga krajowa, więc żeby ominąć ją trzeba pojechać na Rzepniki i Krynickie lub po prostu wrócić tą samą trasą co przyjechaliśmy.

To jedyne takie miejsce w Polsce! Powstało w Drohiczynie na Podlasiu.

W Drohiczynie od 15 lipca 2020 zaczęło funkcjonować Nadbużańskie Centrum Turystyki Kajakowej. Mieści się przy ul. Kraszewskiego 13 i warto zapisać sobie ten adres, bo to jedyne takie miejsce w Polsce!

 

W Centrum znajdują się eksponaty z Muzeum Kajakarstwa oraz wystawa zdjęć. Dodatkowo można też oglądać nowoczesne kajaki. Jest też basen, na którym można testować sprzęt oraz… skorzystać z symulatora pływania kajakiem. Można sobie zadać pytanie po co cała ta inicjatywa? Drohiczyn chce ściągnąć i skupić wokół siebie branżę kajakową. Tak jak mamy w Polsce mnóstwo rowerzystów, narciarzy, tak też nie brakuje również wielu osób uczestniczących w spływach lub trenujących sporty kajakowe. Tylko na Podlasiu jest kilka dobrych miejsc na takie aktywności. A wypożyczalni sprzętu wodnego mnóstwo!

 

Warto przypomnieć, że w Drohiczynie co roku organizowany jest największy spływ kajakowy w Polsce – 500 kajaków. W tym roku jak wszystko się nie odbył i nie odbędzie. A na koniec dodamy, że w ciągu 7 lat istnienia poprzedniej instytucji, która została włączona do Nadbużańśkiego Centrum Turystyki Kajakowej, na wizytę przyszło tam 50 tysięcy osób! Warto dołączyć do tego grona i zainteresować się sportem kajakowym, bo to naprawdę świetna sprawa!

Najpiękniejsze zakątki Puszczy Knyszyńskiej. Wystarczy nam rower.

Żeby zanurzyć się w Puszczy Knyszyńskiej potrzebować będziemy roweru. To rozległy kompleks leśny i piechotą zwiedzimy go tylko w małej części. Za to rowerem będzie to dużo łatwiejsze. Proponowana trasa ma około 65 km długości.

 

Zaczynamy w Supraślu i kierujemy się następnie na pobliską Cieliczankę, a także Kołodno. Tam jeżeli mamy ochotę możemy zejść z drogi i wybrać się w na Wzgórza Świętojańskie, gdzie czekać będzie wieża widokowa. Później odwiedzimy słynny Królowy Most. Oczywiście to co w filmie widzimy jest zlepkiem Sokółki, Białegostoku, Supraśla czy Tykocina. Natomiast prawdziwy Królowy Most to wieś, w której stoi bardzo piękna i okazała cerkiew. Można też tam pod wiatą grillować. Jest do tego specjalne miejsce.

 

Żeby bezpiecznie ominąć drogę krajową musimy najpierw przejść na drugą stronę, a potem zrobić mały łuk i wrócić z powrotem. Gdy będziemy jechać na północ, to napotkać możemy kapliczki w Nowosiółkach, a jeszcze przed nimi będzie drogą którą przekroczymy most na rzece Supraśl. To ważne, bo będziemy się poruszać w pobliżu tej rzeki i w pewnym momencie zabrakłoby nam drogi.

 

Kolejny etap to długa, piękna leśna droga aż po okolice Starego Trzciana. Tam dojedziemy do drogi wojewódzkiej, z której możemy znów wjechać do lasu i tym razem jechać w pobliżu rzeki Słoja. Tym razem dotrzemy w okolice Lipowego Mostu. Następnie powinniśmy się kierować na Łaźnie, Surażkowo, a potem kolejnym leśnym szlakiem dojedziemy znów do drogi wojewódzkiej pod samym Supraślem, do którego będzie można już szybko wrócić.

 

Taka wyprawa pozwoli nam się całkowicie zanurzyć w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie będziemy mogli poczuć jej przyrodę w sposób maksymalny. Świeże powietrze odświeży także nasz umysł. Po drodze możemy napotkać dzikie zwierzęta. Jeżeli tak się stanie, to nie wchodźmy z nimi kontakt. Możemy też zbierać grzyby, bo tych nie zabraknie!

Turystyka na Podlasiu będzie się zwijać? Marszałkowi chyba nie zależy…

Marszałkowi Arturowi Kosickiemu najwyraźniej nie zależy na rozwoju podlaskiej turystyki. Najpierw swoją złą decyzją sprawił, że nie będzie można dojechać koleją do Białowieży z całej Polski przez Białystok (co było planowane), teraz zapowiada na łamach lokalnej prasy, że ma wątpliwości czy nie pozbyć się ośrodka Szelment, do którego uderzały takie liczby turystów, że ciężko było o rezerwację. Najlepiej wszystko zlikwidować, pozamykać, a potem patrzeć jak turyści przestają nas odwiedzać. Z takim myśleniem daleko nie zajedziemy.

 

Koronawirus dał się nam we znaki wszystkim bardzo mocno. Najbardziej jednak zachodniej i południowej Europie. W Polsce gospodarcze prognozy nie są najgorsze. Jak to możliwe? Pandemia sprawiła, że w innych państwach dosłownie stanęła turystyka, co pociągnęło za sobą ogromne straty w hotelarstwie, gastronomii czy w firmach przewozowych, a nawet lotniczych. Można więc podejść do sprawy, że skoro w Polsce teraz nie ma problemu, to znaczy, że inwestowanie w turystykę to zły pomysł. Można pomyśleć zupełnie inaczej, zadając sobie pytanie – ile pieniędzy straciliśmy do tej pory, pozwalając by turyści z całego świata odwiedzali inne kraje.

 

Teraz należy sobie zadać kolejne pytanie. Czy na Podlasiu nie ma czego zwiedzać? Gdyby tak było, to ten portal w zasadzie nie miałby po co istnieć. Niemalże każdego dnia dajemy Wam kolejne powody, by coś w naszym pięknym regionie zwiedzić, poznać, zobaczyć czy posmakować. Nie oszukujmy się – żadnego przemysłu u nas nie będzie (bo i po co, skoro czasy są nowoczesne i ekologiczne). Wszelkie zagraniczne korporacje zatrudniające setki osób także na Podlasiu nie występują. My mamy do zaoferowania jednak coś, czego nie mają inni – unikalną naturę, architekturę, kulturę czy kuchnię. Co z tego skoro nie można do nas ani dolecieć samolotem, a dojazd z Białegostoku w inne zakątki Podlaskiego to mordęga. Turyści, którzy do nas przyjeżdżają najczęściej muszą być skazani na łaskę nawigacji i samochodu albo zorganizowanej wycieczki. Wszystko dlatego, że na Podlasiu w turystę się nie inwestuje. Nikt nie dba o to, by przyjechało do nas jak najwięcej osób, zostawiło jak najwięcej pieniędzy, by przedsiębiorcy część swoich dochodów oddali w podatkach, zasilili biedne kasy samorządów.

 

Zamiast rozwijać sieć połączeń komunikacyjnych na Podlasiu, tak jak działa to na Dolnym Śląsku, u nas do Suwałk dojeżdża jeden pociąg z Polski. Planuje się za ileś tam lat połączyć kolejowo Łomżę… z Warszawą, a nie Białymstokiem. Do Siemiatycz dojedziemy pociągiem z Warszawy, a nie Białegostoku. A ostatnio reaktywując linię kolejową Białystok – Hajnówka marszałek Kosicki podjął szkodliwą decyzję, by nie przeznaczać pieniędzy na remont trasy Hajnówka – Białowieża, tak by turyści z Polski mogli tam wygodnie dojechać i podziwiać niesamowity rezerwat przyrody.

– Powiat Hajnowski nie uzyskał dofinansowania do realizacji inwestycji i w związku z tym nie rozpoczęła się jej realizacja – informuje „Rynek Kolejowy” Walentyna Pietroczuk, Naczelnik Wydziału Promocji i Rozwoju w Starostwie Powiatowym w Hajnówce. – Na dzień dzisiejszy projekt nie będzie realizowany z RPO WP – dodaje. – Tak pisaliśmy w lutym tego roku.

/marszalek-nie-dal-pieniedzy-nie-dojedzie-pociag-do-bialowiezy/

Teraz marszałek Artur Kosicki rozważa koleją szkodliwą decyzję. Rozważane jest pozbycie się Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji “Szelment”. Wspaniały obiekt znajdujący się na Górze Jesionowej na Suwalszczyźnie niejednej zimy przyciągał takie tłumy, że ciężko było o rezerwacje. Ludzie szusowali na nartach aż miło. Wbrew pozorom, na “Szelmencie” jest co robić także latem. Znajduje się tam przyjemna plaża. Można pływać i uprawiać wakeboarding nad czystym jeziorem. Jest też park linowy. W ostatnim czasie “Szelment” miał kłopoty jednak, bo zimą nie było śniegu. A jak wiadomo trudno jeździć na nartach, gdy puchu białego zabraknie.

fot. WOSiR Szelment
fot. WOSiR Szelment

Czeka nas decyzja, czy widzimy ten podmiot jako spółkę, którą finansuje województwo podlaskie – przyznał marszałek Artur Kosicki. – W mojej osobistej ocenie są pewne wątpliwości, czy jest dalszy sens prowadzenie tej spółki w ramach działalności województwa. – czytamy w Gazecie Współczesnej. Logiczne jest, że skoro nie było zimy, to były straty finansowe. Politycy przypuszczają też, że zimy nie będzie w kolejnych latach. Taki scenariusz trzeba też zakładać. Czy to oznacza, że “Szelment” trzeba pogrzebać? To naprawdę przepiękne miejsce. Zamiast “zaorać” coś, co przyciągało tłumy lepiej zmienić w taki sposób, by przyciągało cały rok! Miejmy nadzieję, że Artur Kosicki, Marszałek Województwa Podlaskiego kolejnej szkodliwej dla podlaskiej turystyki decyzji nie podejmie. Zamiast tego – oczekiwać należy wyciągnięcia pomocnej dłoni.

Rowerem przez Podlasie. Mnóstwo pięknych widoków i sama przyjemność!

W okresie wakacyjnym warto chociaż raz zorganizować sobie wycieczkę rowerową po Podlasiu. Najlepiej tak jak na powyższym filmie z noclegiem – wtedy będziemy mogli zobaczyć świetne widoki, unikalną architekturę oraz całkiem przyjemną przyrodę.  Każde z tych miejsc ma swoje walory. Jeżeli tak jak autor filmu zaczniemy od przejazdu koleją z Białegostoku do Czeremchy, by do tego miasta wrócić to przed nami około 100 km drogi rowerem.

 

Kolejne kadry filmu to także przejażdżka kolejką wąskotorową, która kursuje na trasie Hajnówka – Białowieża – Topiło. Warto się przejechać nią, by podziwiać Puszczę Białowieską od takiej strony, z której piechotą ani rowerem nie dotrzemy. Tory bowiem przebiegają przez dzikie zakątki. Kolejny przystanek to Zalew Siemianówka. Warto nie tylko obejrzeć go z góry, z wieży widokowej – szczególnie jak na filmie – o zachodzie słońca, ale też dobrze jest objechać rowerem zbiornik dookoła, bowiem z każdej jego strony znajdziemy ciekawe zakątki.

 

Ostatni etap – w filmie już w kolejnym dniu – to długa kładka prowadząca do pustelni w Odrynkach, a także Kraina Otwartych Okiennic, do których w ostatnich latach uderzają tłumy turystów. Za sprawą kolorowych domów z pięknymi ornamentami na okiennicach oraz kolorowych cerkwi, które w zależności od barwy powierzają się opiece Matce Boskiej, Duchowi Świętemu lub konkretnemu patronowi świętemu.

 

Warto też pamiętać, że sama jazda rowerem to ogromna przyjemność. Szczególnie w podlaskich warunkach przyrodniczych. Dodać też trzeba, że trasa jest w miarę płaska. Pod górkę robi się dopiero jeżeli zapuścimy się na południe województwa podlaskiego – w okolice Bugu. Wypatrujcie więc ładnej pogody i w drogę!

fot. Dawid Gromadzki / Wschodzący Białystok

Wakacje w mieście? Białystok oferuje bardzo dużo!

W lipcu i sierpniu białostoczanie, a także turyści będą mogli wziąć udział w wielu wydarzeniach zarówno dla najmłodszych jak i dorosłych. Jeżeli nie wiemy od czego zacząć, to trzeba udać się do jednego z najstarszych budynków w mieście – bramy wjazdowej do Pałacu Branickich. Tam mieści się informacja turystyczna, gdzie będzie można usłyszeć wiele pomysłów na inspirujące wyprawy. Dowiemy się między innymi o szlakach turystycznych esperanto, wielu kultur, rodu Branickich, białostockich  fabrykantów, świątyń, architektury drewnianej, osiedla Bojary, nowożytnych cerkwi i białostockich murali. Brama pałacu to też punkt startowy wielu wydarzeń.

 

  • „Pałac w pigułce” – bezpłatne spacery z przewodnikiem PTTK, które odbywają się w soboty i niedziele (do 27 września). Za każdym razem zbiórka odbywa się w Bramie Pałacowej o godz. 12.00 i 14.00.
  • Oglądanie panoramy miasta z punktu widokowego na wieży kościoła św. Rocha przy ul. ks. A. Abramowicza 1. Punkt jest czynny od poniedziałku do soboty w godz. 9.00-16.00, a w niedziele i święta w godz. 14.00-17.00.
  • Przejazd zabytkowym “ogórkiem” – w każdą niedzielę. Przejazdy organizowane są o godz. 11.00, 12.00 i 13.00. Zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym w autobusie może przybywać nie więcej niż 20 osób. Wyjazdy, jak co roku, odbywają się z przystanku przy Pałacu Branickich (Plac Jana Pawła II). Kursy będą organizowane do 27 września. Obowiązują bezpłatne wejściówki, które można otrzymać w punkcie informacji turystycznej lub poprzez rezerwację e-mailową (mcitbialystok@gmail.com).
  • Od 11 lipca do końca wakacji, w każdą sobotę będą odbywać się wycieczki zabytkowym Jelczem. Na każdej z trzech tras (godz. 12.00 – „Wielokulturowy Białystok”, godz. 13.00 – „Białystok przemysłowców” i godz. 14.00 – „Śladami białostockich murali”) o mieście będzie opowiadał przewodnik PTTK. Wyjazdy będą odbywać się z przystanku na Placu Jana Pawła II/Pałac Branickich. Ze względu na obowiązujący reżim sanitarny, w Jelczu będzie mogło przebywać nie więcej niż 30 osób, a między kursami autobus będzie dezynfekowany.
  • “10 Twarzy Białegostoku” . Cykl coniedzielnych wycieczek, podczas których białostoczanie będą mogli bliżej poznać historię i kulturę Białegostoku. Najbliższy spacer „Zielone serce Białegostoku” odbędzie się w niedzielę (12 lipca) o godz. 11.00 i 15.00 w dolnej części Ogrodu Branickich, Parku Starym przy Teatrze Dramatycznym i rosarium (przy praczkach). Zbiórka: Pawilon pod Orłem.

Serdecznie zapraszamy!

 

Featured Video Play Icon

Puńsk to mała Litwa w Polsce. Warto ją odwiedzić.

6 lipca to dzień wyjątkowy dla naszego sąsiada – Litwy. Dzień ten uznaje się za święto państwowe na pamiątkę Króla Mendoga, założyciela Wielkiego Księstwa Litewskiego. Według historyków był koronowany właśnie 6 lipca 1253 roku. A wspominamy o tym przede wszystkim dlatego, by przypomnieć, że na terenie Polski, w województwie podlaskim – w Puńsku żyje mniejszość litewska, która również 767 rocznicę świętowała. Według ostatniego spisu powszechnego Litwini w Polsce to prawie 6 tysięcy osób.

 

Puńsk a lokalnie Punskas jest obecnie wsią, ale do 1852 roku był miastem. Jego historia jak i sąsiednich terenów wiąże się oczywiście z istnieniem plemiona Jaćwingów. W czasach średniowiecznych były to tereny często odwiedzane przez Wielkich Książąt Litewskich. Okazałe lasy stanowiły idealne miejsce do polowań. W I rzeczypospolitej Puńsk i jego okolice nazywane były Sudowią, która w wyniku wojen i zaborów była raz Litwą, raz Polską, raz Prusami oraz Rosją. Puńsk miał też swój epizod, gdy większość mieszkańców stanowili Żydzi. Po Bitwie warszawskiej (1920) Puńsk był już w Polsce i tak mimo II Wojnie Światowej już zostało. Dziś to istotny dla bezpieczeństwa naszego kraju “Przesmyk Suwalski”.

 

W Puńsku istnieje szkoła z litewskim językiem nauczania, zaś w urzędzie gminy w tym języku bez problemu mieszkańcy mogą się porozumiewać. Jeżeli będziemy zwiedzać tamte okolice nie powinny nas dziwić dwujęzyczne tablice urzędowe. Litwini w Polsce żyją także w Sejnach i Szypliszkach, a także w innych województwach, jednak to Puńsk jest najbardziej rozwiniętym ośrodkiem kulturowym tej mniejszości. Oprócz Litwinów – na Podlasiu żyje też mniejszość tatarska, o której wspominaliśmy nie raz w innych publikacjach, a także mniejszość białoruska.

fot, Biebrzański Park Narodowy

Biebrzański Park Narodowy. To było celowe podpalenie! “Ciekawy układ mafijny, związany z wyciąganiem dopłat”.

Niewyobrażalne straty dla przyrody, gigantyczna wielodniowa akcja strażaków i innych służb – to wszystko przeżywaliśmy, gdy płonął Biebrzański Park Narodowy. Wówczas mówiło się o jednym – ktoś zaprószył ogień na łąkach, a silny wiatr rozdmuchał pożar po suchych terenach, które zapłonęły jak zapałka. Dziś wiemy dużo więcej. Biegły z zakresu pożarnictwa na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku ustalił, że ogień został zaprószony celowo.

 

Warto to zestawić ze słowami byłego już dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego, który w jednym z wywiadów już po pożarze wspomniał iż w dniu pożaru, w jednej z miejscowości, w okolicy której wybuchł pożar widziany był nieznany nikomu motocyklista. Czy to był podpalacz? Jeżeli tak, może to oznaczać, że działał na czyjeś zlecenie? Tylko komu mogło zależeć na wypaleniu łąk? Na to pytanie szukają odpowiedzi prokuratorzy.

 

Od wielu lat lokalnym problemem są tak zwani “Rolnicy z Marriota”. Biebrzański Park Narodowy dzierżawi swoje łąki. Wynajmujący ma je kosić, a w zamian może czerpać dopłaty unijne. Cały problem w tym, że nie wynajmują tego od parku okoliczni mieszkańcy – prawdziwi rolnicy, a spółki zarejestrowane na przykład w Warszawie, które dają dużo wyższe ceny (i potem nie płacą). Później trawa nie jest jednak koszona. Gdy była susza i doszło do pożaru, to jego rozmiar był właśnie większy przez te zaniedbania.

 

– Chciałbym tutaj poruszyć pewien temat, ponieważ w ogóle w parkach biebrzańskich panuje bardzo ciekawy układ mafijny, związany z wyciąganiem dopłat na ptaszka wodniczkę. Jedna z pań, która pracowała w Ministerstwie Środowiska i przygotowywała programy rolnośrodowiskowe dla wodniczki, pracuje w MRiRW. Chciałbym się dowiedzieć, jak to jest możliwe, żeby podmioty zarejestrowane w centrum Warszawy, które mają biura w takich obiektach jak Marriott, miały dzierżawę po 1025 ha na obszarze parków? Nie ma limitu dla płatności bezpośrednich i płatności rolnośrodowiskowych. W Parku tak naprawdę trawa nie jest koszona. To wszystko jest mulczowane ratrakami – alarmował w czasie posiedzenia komisji Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczypospolitej „Solidarni”. – czytamy na agroprofil.pl

 

Mieszkańcy okolicznych wsi bardzo chcieliby kosić te łąki, by zadbać o swoje bezpieczeństwo, ale przez wynajem tych ziem warszawskim spółkom nie mogą tego robić. Teraz każda susza to zagrożenie pożarem i ryzyko, że ogień dojdzie do wiosek. Gdy płonął Biebrzański Park Narodowy, było blisko, ale na szczęście strażacy uratowali mieszkańców. Nie ma wątpliwości, że sprawę przetargów powinno zbadać CBA. Dodatkowo powinny zostać zmienione zasady dzierżawy łąk tak, by mogli startować tylko lokalni rolnicy. Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym nie może się powtórzyć! Dlatego trzeba zadbać o to, łąki były mądrze zagospodarowane.

Podlaskie pod namiotem. Gdzie można się wybrać i jak szukać idealnej miejscówki?

Jeżeli macie ochotę wybrać się pod namiot, to na Podlasiu jest wiele miejsc, gdzie można urządzić kemping. Nie wszędzie jednak warto, bo o ile miejsce do rozbicia biwaku może być prawie każde, to potrzebujemy też podstawowej infrastruktury – bieżącej wody czy prądu. Dlatego musimy ocenić co będzie nam potrzebne, a wtedy wybrać. Lokalizacja geograficzna też ma znaczenia, bo jeżeli chcemy odpoczywać w lesie albo nad jeziorem lub tu i tu na raz – to wybór też będzie inny. Kolejna sprawa to towarzystwo innych ludzi. Czy wolimy duży kemping czy jednak kameralny? Tu pamiętać należy, że na tym drugim można więcej niż na tym pierwszym, ale na tym pierwszym z pewnością wszystko jest bardziej rozwinięte.

 

Gdzie można pojechać? Mało kto wie, ale namioty można rozbić nawet na plaży w Dojlidach. Jest tam pełna infrastruktura oraz możliwość wynajmowania sprzętu wodnego. Jeżeli zamiast zalewu wolimy jezioro to możemy pojechać za Augustów nad kanał. Tam za Śluzą Paniewo znajduje się pole namiotowe. Minusem tego miejsca jest infrastruktura. Na całym polu stoi jeden domek, gdzie są toalety. Tam też znajduje się dostęp do prądu elektrycznego. Nieopodal mamy jednak karczmę.

 

Jeżeli zależy nam na odpoczynku w lesie, to miejsc kempingowych możemy szukać w Puszczy Knyszyńskiej, Puszczy Białowieskiej, a także przy kwaterach agroturystycznych. Tu warto dodać, że Lasy Państwowe w ostatnim czasie zezwoliły na bushcrafting w wyznaczonych miejscach. Oznacza to, że możemy tam kompletnie na dziko nocować. Pamiętajmy jednak, że w lesie absolutnie nie można palić ognia, bo możemy doprowadzić w moment do tragedii. Dlatego jeżeli zależy nam na ognisku z kiełbaskami, to lepiej wybrać takie miejsce, gdzie jest przygotowane palenisko. Warto też spróbować znaleźć dobre miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Tam będzie bardziej dziko, ale pamiętajmy, żeby nie szukać miejsca na bagnach, bo możemy się zgubić!

 

Najważniejsze, by zabrać ze sobą dużo dobrego humoru. Wyjazd pod namioty zawsze wiąże się z utratą wygody. Śpimy w wygodnych łóżkach, w ciepłych i wytłumionych mieszkaniach. Tu nawet na materacu będzie mniej wygodnie, dużo chłodniej (o ile nie mamy grubych śpiworów), a przede wszystkim nasz mózg będzie miał problem, by od razu zasnąć w takich okolicznościach. Od otoczenia będziemy odsłonięci cienkim okryciem. Dlatego wszystkie dźwięki z otoczenia będą nas rozpraszać. Po przełamaniu wrażenia, że “coś lub ktoś chodzi” w pobliżu, powinniśmy w końcu zasnąć.

 

Taka forma aktywności szczególnie polecana jest alergikom. Nie będą oni mieli problemu z przytkanym nosem i innymi dolegliwościami. Świeże leśne lub wiejskie powietrze sprawi, że organizm trochę odpocznie od tego, z czym ma problem w mieście.

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend. Co lubią zwiedzać turyści?

Kolejny film nagrany i opublikowany w mediach społecznościowych zdaje się potwierdzać to, co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Autor powyższego filmu zabrał nas w dobrze znane zakątki – Skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic czy Puszcza Białowieska. Po rejestracji samochodu można zauważyć, że turyści byli z województwa łódzkiego. Jak ich oczami wypadło nasze ukochane Podlasie? Nie zabrakło pięknych widoków, zwierząt i cudownej drewnianej architektury.

 

Warto zauważyć, że to już kolejny film, na którym widać jasno co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Dawniej latem oblężenie zwiedzających przeżywał jedynie Augustów. Teraz w każdy słoneczny weekend nie brakuje ludzi także w innych zakątkach. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się oczywiście Puszcza Białowieska i jej rezerwat. Przyjezdni mogą tam podziwiać żubry, których w takim województwie łódzkim nie ma, ale też ogromne kilkuset letnie dęby. Nie brakuje też fanów drewnianych cerkwi, które można spotkać na Podlasiu czy Podkarpaciu. U nas jednak jest coś jeszcze – drewniany meczet w Kruszynianach, gdzie mieszkają od setek lat polscy Tatarzy.

 

Jednym z ostatnich hitów jest także kładka Śliwno – Waniewo. Niestety, nie zawsze atrakcja jest dostępna. Jeżeli w Narwi jest za mało wody, to platformy, którymi przeprawiamy się na drugi brzeg nie mogą płynąć. Drugie niestety dotyczy władz gminy Sokoły. O ile w Narwiańskim Parku Narodowym postarali się i wyremontowali swoją część kładki biegnącą od Śliwna, tak też władze gminy Sokoły mają turystów gdzieś. Kładka w Waniewie jest zapuszczona i nie nadaje się do korzystania. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tego co jest.

W lesie pojawiły się grzyby! Zdradzamy najlepsze miejscówki!

Ostatnia pogoda sprawiła, że w podlaskich lasach pojawiły się grzyby. Mało tego po weekendzie grzybów będzie jeszcze więcej. Dlatego, jeżeli jesteście fanami leśnych przysmaków, to warto zaplanować sobie wyjazd. Tylko gdzie? W Puszczy Knyszyńskiej będzie idealnie! Lasów na Podlasiu nie brakuje, ale to nie znaczy, że wszędzie gdzie pójdziemy, to na pewno coś znajdziemy. Po prostu są lepsze i gorsze “miejscówki”. Każdy grzybiarz ma swoją, ale niektórzy dopiero zaczynają przygodę lub nie dawno przeprowadzili się do naszego regionu. Albo z innych powodów nie znają Podlasia na tyle, ale chcieliby coś zebrać. Dla wszystkich tych przedstawiamy najlepsze miejscówki na grzyby w 2020 roku. Wszystkie znajdują się w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Nie bez powodu, co roku w Michałowie organizuje się święto grzyba. To właśnie pobliskie lasy są idealne do zbierania leśnych przysmaków. Na grzyby możemy dojechać pociągiem weekendowym kursującym do Walił. Wystarczy wysiąść na stacji Sokole. Jeżeli jesteśmy wprawnymi zbieraczami, to nasze kosze będą pełne. Kolejnym miejscem na tej samej trasie pociągu to właśnie Waliły. Wystarczy kierować się lasem na Piłatowszczyznę. Po drodze zbierzemy bardzo dużo pyszności. Możemy też zapuścić się wzdłuż torów. Pociąg kończy bieg w Waliłach. My jeżeli będziemy szli dalej w kierunku granicy torami, to między Straszewem a Zubkami napotkamy bardzo dużo grzybów.

 

Kolejne miejsce, gdzie możemy zbierać przepyszne leśne przysmaki znajduje się w Supraślu. Wystarczy ruszyć lasem na Krzemienne. Można także kierować się z drogi wojewódzkiej 676 na Krynki w kierunku miejscowości Konne. Ostatnia miejscówka, w której warto szukać grzybów zaczyna się w Czarnej Białostockiej. Kierujemy się leśną drogą na Budzisk, następnie na Zacisze i Jałówkę. Kończymy w Supraślu. Gigantyczne ilości leśnych przysmaków czekają!

 

Pamiętajmy, że w ostatnim czasie w lasach jest mnóstwo kleszczy. Wchodzenie w krzaki i zarośla po grzyby to prawie pewny kontakt z tymi owadami. Dlatego nie wychodźmy do lasu odsłonięci. Najlepiej zainwestować w solidne buty, długie nogawki i rękawy, a także rękawiczki. Dobrze też mieć kapelusz, by przy okazji nie dostać udaru, jeżeli będziemy przebywać na słońcu przechadzając się leśnymi drogami. Po powrocie domu koniecznie powinien ktoś nas dokładnie obejrzeć. Kleszcze potrafią zniszczyć człowiekowi zdrowie i o tym trzeba pamiętać. Miejmy jednak nadzieję, że wypad na grzybki będzie udany!

Tutaj można zwiedzać, plażować i uzdrowić. To miasto niedaleko Puszczy Białowieskiej.

6 razy dziennie z Białegostoku możemy dojechać pociągiem do Kleszczel. Przywita nas przepiękna, stara zabytkowa stacja. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego warto tam się przejechać. Już sama wycieczka koleją może być atrakcją, bowiem prowadzi przez tereny, które leżą nieco na uboczu. Nie jeździ tamtędy żaden pociąg krajowy. Od lat Białystok nie ma bezpośredniego połączenia z Lublinem. Dlatego też trasy nie zobaczymy “przy okazji”. Chyba, że jeździmy regularnie do Bielska Podlaskiego.

 

Gdy dojedziemy do Kleszczel, to przywita nas piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl “szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku.

 

Kleszczele mają jeszcze jedną zaletę, dla której warto je odwiedzić. Około 2 km od miasta znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób. Po relaksie zanim jeszcze wrócimy na stację, można przejść się do miejscowości Dobrowoda. Tam znajduje się święte źródełko, a konkretnie studnia z wodą, której warto się napić, bo ma moce uzdrawiające.

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Podlasiu. Każdy, kto go zobaczy natychmiast się spakuje i tu przyjedzie!

W kultowym filmie Stanisława Barei “Miś” mogliśmy usłyszeć takie oto stwierdzenie, że istnieje prawda czasu i prawda ekranu. Te drugie w dzisiejszych czasach “social mediów” bardzo często jest przez wszystkich nadużywane. Piękne ujęcia, wspaniałe kolory i to wszystko dopełnione poruszającą muzyką powoduje, że po obejrzeniu filmu natychmiast odczuwamy jakieś emocje. Tak też jest i w przypadku wszelkich filmów o Podlasiu. Czy są one prawdziwie? Czy to tylko “prawda ekranu”?

 

Na powyższym filmie, autorstwa Marka Bejgiera, widzimy wiele wspaniałych miejsc z przewodników turystycznych. Autor skupił się tu przede wszystkim na barwnej architekturze drewnianej. W zasadzie nie musiał nic robić, bo Podlasie jest naprawdę takie piękne jak na tym filmie. Dlatego można powiedzieć, że film “nagrał mu się sam”. Oczywiście umiejętność doboru muzyki i umiejętność sztuki montażu pomogła, jednak bez dobrych ujęć nic by z tego nie wyszło. Trochę jak z konkursem Miss. Można sprawić, by piękna kobieta stała się jeszcze piękniejsza.

 

Dlatego, jeżeli myślicie o tym, czy przyjechać na Podlasie pod wpływem tego filmu, to podpowiadamy – tak, warto to zrobić! Ten film nie jest umiejętną manipulacją, jaką często, wiele ludzi stosuje na potrzeby “social mediów”. To autentyczny obraz wspaniałego regionu w północno-wschodniej Polsce. Podpowiemy też lokalizacje, bo być może nie wiecie gdzie szukać tych dzieł sztuki z filmu. Na filmie możemy zobaczyć między innymi Krainę Otwartych Okiennic, Tykocin, Kruszyniany, Pentowo, Białowieżę.

Featured Video Play Icon

Pociąg turystyczny przez Siemianówkę byłby hitem. Czy jest na to szansa? Jest i to spora.

Rok temu reaktywowano po kilkunastu latach przerwy połączenie kolejowe Hajnówka – Siemianówka. W 2019 roku funkcjonowało jako letnia atrakcja turystyczna. W około 25 minut można było przejechać malowniczą trasą. Ostatni pociąg wyjechał 31 sierpnia. Potem mieliśmy zimę, następnie epidemię (która trwa). Teraz wszystko powoli wraca do normy, a wraz z powrotami zasadne jest pytanie czy wróci też połączenie Hajnówka – Siemianówka – Cisówka czyli nie tylko przez malowniczą Puszczę Białowieską, ale też torami przez Zalew Siemianówka, co byłoby turystycznym hitem.

 

W ubiegłym roku portal Rynek Kolejowy przytoczył słowa rzeczniczki Podlaskiego Oddziału Polregio, która to mówiła tak: W przypadku dużej popularności połączeń rozważone zostanie wydłużenie trasy pociągów do Cisówki. Pani rzecznik zastrzegła jednak, że najpierw ocenione będzie zainteresowanie, gdy pierwszy sezon się zakończy. Od tego czasu jednak trochę się namieszało. Na trasie Czeremcha (istotny punkt kolejowy) – Hajnówka funkcjonuje autobusowa komunikacja zastępcza, która miała być tylko do… lutego. Mamy czerwiec, a obecnie datą końcowa komunikacji zastępczej jest 21 lipca.

 

Warto tu dodać, że Hajnówka obecnie nie jest skomunikowana bezpośrednio z Białymstokiem ani kolejowo ani drogowo. Jedno i drugie jest w remoncie. Dlatego też ewentualni turyści z Białegostoku, by skorzystać z atrakcji musieliby jechać od razu samochodem do Siemianówki przez Michałowo, a tam wsiadać do pociągu albo też tradycyjnie dojechać pociągiem do Czeremchy, a potem komunikacją zastępczą do Hajnówki, co nie ma większego sensu. Z Białegostoku regularny pociąg do Hajnówki pojawi się w styczniu 2021 roku. Pisaliśmy już przy tej okazji, że marszałek województwa popełnił fatalny błąd nie przeznaczając pieniędzy na remont odcinka Hajnówka – Białowieża, tak by do serca Puszczy dojechać koleją.

/marszalek-nie-dal-pieniedzy-nie-dojedzie-pociag-do-bialowiezy/

Ubiegłoroczny pociąg jeździł reaktywowaną linią Siedlce – Siemianówka. Zatem oprócz białostoczan, także Podlasianie z południa mogli zwiedzić zalew, bo mieli dogodne połączenie. Generalnie zarówno osoby z Podlaskiego jak i Lubelskiego musiały dojechać najpierw do Czeremchy. Potem czekał na nie pociąg do Hajnówki, a tam do Siemianówki. Dlatego dopóki nie będzie znów połączenia z Czeremchy do Hajnówki (do 21 lipca) to wznowienie linii nie ma większego sensu. Chyba, że wyłącznie dla mieszkańców Hajnówki oraz wszystkich tych, którzy tam dojadą. Miejmy nadzieję, że chociaż w przyszłym roku wróci to połączenie. Szczególnie ważne jest, by pociąg dojechał do Cisówki. Przejazd nasypem kolejowym przez Siemianówkę byłby atrakcją samą w sobie. Przypomnijmy, że na zalewie żyje mnóstwo unikalnych gatunków ptaków. Cisówka to nieco tajemnicze miejsce, na pewno cieszyłoby się ogromnym zainteresowaniem. Wystarczy zobaczyć na powyższym filmie jak wyglądał przejazd pociągiem specjalnym po trasie.

fot. Miron Bogacki / Narodowy Instytut Dziedzictwa (Creative Commons)

Ten cypel pamięta początki państwa polskiego. Znajduje się w Podlaskiem.

Grodzisko Stara Łomża to wyjątkowo malownicze miejsce, które warto odwiedzić na jednodniowej wycieczce. Mieści się ono na Górze Królowej Bony. Czym właściwie jest? To cypel, z którego możemy podziwiać rzekę Narew. Niezależnie od pory roku, najlepiej podczas wschodu albo zachodu słońca warto tam być dla samych widoków. To też okazja ażeby poznać trochę historii.

 

Grodzisko Stara Łomża składa się z grodu właściwego i dwóch podgrodzi. Powstały w XI wieku w wyniku rozwoju handlu w tym rejonie. Pamiętajmy, że był to bardzo ważny punkt graniczny pomiędzy Polską, Rusią Kijowską oraz Państwem Pruskim. Dlatego położenie w trudno dostępnym do zdobycia miejscu miało mieć znaczenie. Niestety położenie nie uchroniło grodu przed ogniem na przełomie XI i XII wieku. W połowie XII wieku przystąpiono jednak do budowy następnego, bardziej ufortyfikowanego grodu. Niestety wzmocnienia z kamieni i gliny nic nie dały. Gród został spalony i zdobyty.

 

Dziś miejsce, gdzie już nie ma śladu po grodzisku leży na uboczu, bo Łomża nieco się przesunęła. Dlatego na mapie mamy też Starą Łomżę. Na miejscu oprócz Góry Królowej Bony warto też zwiedzić zupełnie obok Wzgórze Świętego Wawrzyńca. Tam dawniej stał kościół, dziś możemy obserwować piękne widoki nad Narwią. Po miejscu została tablica pamiątkowa i wiele ogromnych głazów. Jest także krzyż i piękne kamienne schody. Sama świątynia została rozebrana w 1765 roku.

 

Góra i pobliskie wzgórze to miejsca idealne na dłuższy spacer po Starej Łomży. Te miejsce znajdowało się w Polsce od samego początku istnienia państwa. Gdy tam będziemy warto na nie spojrzeć także i z tej perspektywy. Wtedy będziemy mogli sobie wyobrazić w jakich pięknych i dzikich miejscach osiedlali się nasi przodkowie.