Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.
Monachium

Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.

Był koniec lat dziewięćdziesiątych, w Monachium trwała kampania wyborcza, kiedy Burmistrz Christian Ude, sympatyczny socjaldemokrata przemieszczający się po mieście na rowerze i lubiący przycupnąć tu i ówdzie na kufelek, zorganizował konferencję prasową. Centralnym tematem były eksplodujące ceny nieruchomości. Należy w tym miejscu wspomnieć, że trzy lata wcześniej mieszkańcy miasta zdecydowali w referendum, iż żaden nowy budynek na terenie miasta nie może być wyższy, niż wieże prastarej katedry. Ude został więc zapytany, co w świetle stale rosnącej liczby ludności zamierza począć z tymi eksplodującymi cenami.

Odpowiedział… że nic.

Na sali zapanowała grobowa cisza, którą przerwał sam Ude. Postaram się wiernie streścić równie długi, jak i przekonujący wywód: – Zamierzam utrzymać i umacniać pozycję naszego miasta jako centrum gospodarcze najwyższej klasy. Opracowania naukowe mówią, że na zdrowym rynku około 30 do 35 procent dochodów netto mieszkańców pokrywa koszty mieszkania, czy to czynsz najmu, czy rata kredytu. U nas liczba ta sięga 40 procent i czyni nas to najdroższym miastem republiki – mam tego świadomość. Jako swoje zadanie pojmuję więc, by uczynić miasto było tak atrakcyjnym dla przedsiębiorstw, że będą one gotowe wypłacać wynagrodzenia na takim poziomie, by te 60 procent pozostające w kieszeniach mieszkańców gwarantowały maksymalnie komfortowy byt.

Uśmiechając się pokazał palcem w kierunku godziny w pół do drugiej i wiadomo było, że zaraz znów przytoczy Berlin – tak się też stało. – Popatrzmy na Berlin. Tanio się tam mieszka, za mieszkanie o powierzchni 70 m² płaci się koło 600 marek, a średni wydatek na mieszkanie to jedynie jedna trzecia dochodów. Wychodzi nam, według Adama Riese, że do dyspozycji zostaje 1200 marek. Jeżeli zatem u nas miesięczny koszt podobnego mieszkania wynosi 1400 marek i stanowi to 40 procent dochodów, to do wolnej dyspozycji zostaje aż 2100. Bierzcie je i bawcie się dobrze, a ja zadbam o resztę.

Zabawna była konsternacja, jaka w tym momencie na zapanowała w piwnicznej gospodzie starego browaru Paulinów. Ludzie liczyli, mamrotali, wyliczali i chyba wyszło im, że coś jest na rzeczy. Wszak Monachijczyk kupujący samochód płacił tyle samo, co Berlińczyk; to samo w biurze podróży, a i w spożywczakach obu miast ceny różniły się marginalnie.

Czas pokazał, że Ude się nie pomylił. Jego popularność rosła, wygrywał kolejne wybory z coraz większym poparciem (ostatnia kandydatura dała mu aż dwie trzecie głosów!), aż w 2013 sam postanowił zwolnić stanowisko. Skutki twardego wdrażania kontrowersyjnego programu również widać było na każdym kroku: w mieście osiedlały się kolejne firmy technologiczne, farmaceutyczne i medtech, a za nimi powstawały coraz bardziej wymyślne lokale gastronomiczne, cocktailbary, galerie sztuki, pod kompleksem olimpijskim pojawiło się gigantyczne podziemne akwarium, zmodernizowano ogród zoologiczny, a parkingi kurortów w austriackich Alpach i nad jeziorami Garda i Como zastawione były lśniącymi pojazdami, których rejestracje zaczynały się na literę M.

Białystok, rok 2025. Dziennikarz Tomasz Maleta przeprowadza wywiad z urzędującym od dziewiętnastu lat Tadeuszem Truskolaskim. Dysponując nagraniem, przytoczę jego rozumienie ekonomii dosłownie: „Nawet te wskaźniki, które są z pozoru negatywne, na przykład bezrobocie, jest pozytywne dla przedsiębiorców. Jeżeli mówimy, że niska płaca jest negatywna dla tego, który tę płacę otrzymuje, ale dla tego, który płaci, jest pewną przewagą”.

I tu wystawiam panu doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych pałę z ekonomii. Gdzie te pchające się drzwiami i oknami firmy chcące tę „przewagę” wykorzystać?

Zamiast opisanego na wstępie rozwoju mamy kompletny regres, który z każdym rokiem staje się bardziej widoczny. Przemysł został wyparty przez deweloperkę lewarem planów zagospodarowania, które każdy cal ziemi oddały pod bloki, które do naszej lokalnej ekonomii wnoszą nie więcej, niż kanapę i łóżko – czyli spanie. Kto nie zamierza wznosić kolejnych bloków dla dewelopera, ten się usamodzielnia, czyli szuka popytu i zakłada firmę, by popyt ten zaspokoić.

A że w warunkach najniższych płac popyt wynika głównie z potrzeby oszczędzania, to widzimy kolejne firmy sprowadzające rozbite rupiecie ze Stanów Zjednoczonych, klepiące je, przygotowujące do sprzedaży pod lotną nazwą detailing. Widzimy też kolejne lokale oferujące najprostszą gastronomię, czyli burgery, pizzę i piwo. Ceny w tych lokalach mamy, co dla niektórych może być zaskoczeniem, stosunkowo wysokie. Wynika to z tego, że koszty stałe pokryć trzeba, a jeśli w knajpie siedzi dziesięciu gości inhalujących dwa piwa przez cztery godziny i dwóch gości jedzących, to ci ostatni proszeni są do kasy. Ktoś musi. I tak kolejne burgerownie padają, w ich miejscu otwierają się kebabownie, które z kolei zastępowane są pizzeriami, i tak w koło.

Realną alternatywą jest oczywiście zatrudnienie w strukturach urzędniczo-uczelnianych. I tutaj Truskolaski oczywiście może dostrzec przewagę wynikającą z wysokiego bezrobocia i niskich płac. Im więcej białostoczan zatrudni się w urzędzie, tym więcej rodzin będzie na głosować na swego szefa, i tym mocniej będą gryźć się w języki, jak im się coś nie spodoba.

Partnerzy portalu:

Powstanie gigantyczny poligon na Przesmyku Suwalskim. Będą przesiedlenia i ingerencja w rezerwaty przyrody.
Litewscy żołnierze. fot. 7th Army Training / Flickr.com

Powstanie gigantyczny poligon na Przesmyku Suwalskim. Będą przesiedlenia i ingerencja w rezerwaty przyrody.

W Sejnach, oddalonych o około 15 kilometrów od planowanej lokalizacji poligonu wojskowego w lasach Kopciowa na Litwie z uwagą śledzi się informacje napływające z rejonu łoździejskiego. Planowana jest tam inwestycja, która ma ogromne znaczenie strategiczne, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa regionu i położenia na Przesmyku Suwalskim. A to jedno z kluczowych punktów na mapie Europy.

Nie ulega wątpliwości, że wzmacnianie zdolności obronnych państw NATO, w tym Litwy, jest dziś koniecznością. Lokalizacja w pobliżu Przesmyku Suwalskiego nie jest przypadkowa – to właśnie to miejsce ma ogromne znaczenie militarne. Nie raz bowiem czytaliście głupie artykuły w mediach, które Was straszyły, jako byłoby tam niebezpiecznie, a putin już się szykował by go zająć. Z naszej perspektywy zagrożenia nie ma, ale nie mamy nic przeciwko poligonowi. Tyle, że warto wsłuchać się w głos protestujących Litwinów. Bo czy rzeczywiście nie było alternatywnych terenów w tym rejonie, które pozwoliłyby zrealizować inwestycję bez sięgania po obszary o wyjątkowych walorach przyrodniczych i krajobrazowych.

Planowany poligon miałby zajmować około 146 kilometrów kwadratowych. Białystok ma 102 kilometry kwadratowe, więc łatwo sobie wyobrazić skalę przedsięwzięcia. Teren ten obejmuje obszary chronione w ramach sieci Natura 2000, rezerwaty przyrody oraz lasy i tereny podmokłe o dużej wartości ekologicznej. Dodatkowo realizacja inwestycji może oznaczać konieczność likwidacji kilkunastu wsi i przesiedlenie około stu rodzin.

Skutki takiej inwestycji nie zatrzymają się na granicy administracyjnej. Stała obecność wojska, hałas ćwiczeń i zmiana charakteru całego obszaru będą odczuwalne również po polskiej stronie granicy. To region o silnym znaczeniu turystycznym i kulturowym, oparty na ciszy, przyrodzie i transgranicznej współpracy.

Dyskusja wokół poligonu powinna się koncentrować więc nie na samym sensie inwestycji, lecz na jej skali i lokalizacji. Czy w tak newralgicznym militarnie obszarze, jak okolice Przesmyku Suwalskiego, naprawdę nie było innych terenów, mniej konfliktowych społecznie i przyrodniczo, które pozwoliłyby pogodzić potrzeby obronności z ochroną unikalnego krajobrazu pogranicza. Życie to nie tylko mapy strategiczne, ale również ludzie i przyroda, które od lat współtworzą to wyjątkowe miejsce na pograniczu Polski i Litwy.

Partnerzy portalu:

KZK ma nową zajezdnię. Deweloper zbuduje blokowisko na Jurowieckiej.

KZK ma nową zajezdnię. Deweloper zbuduje blokowisko na Jurowieckiej.

Teren dawnej zajezdni Komunalnego Zakładu Komunikacyjnego przy ul. Jurowieckiej w Białymstoku czekają duże zmiany. W 2023 roku nieruchomość została sprzedana deweloperowi, a zgodnie z zapowiedziami w miejscu zaplecza technicznego komunikacji miejskiej ma powstać zabudowa mieszkaniowa. Oznacza to kolejne osiedle w śródmiejskiej części miasta, na obszarze dotąd zajmowanym przez infrastrukturę transportową.

Zmiana ta jest bezpośrednio związana z uruchomieniem nowej zajezdni autobusowej KZK przy ul. Pomocnej 1. Nowy obiekt obejmuje stację obsługi pojazdów, plac manewrowy oraz infrastrukturę przystosowaną do ładowania autobusów elektrycznych. Na terenie bazy działa również Stacja Kontroli Pojazdów, z której mogą korzystać także mieszkańcy Białegostoku.

Inwestycja była planowana od wielu lat. Jej początki sięgają 2004 roku, kiedy projekt został wpisany do Zintegrowanego Planu Rozwoju Transportu Publicznego dla Białegostoku. Realizacja przedsięwzięcia wymagała rozwiązania kwestii prawnych i finansowych oraz pozyskania nowego terenu. Prace projektowe rozpoczęły się w 2011 roku, a pozwolenie na budowę wydano w 2013 roku.

Budowę nowej bazy podzielono na etapy. Pierwszy, obejmujący plac manewrowy oraz infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych, zakończył się w 2023 roku i kosztował ponad 8 mln zł. Drugi etap, czyli budowa stacji obsługi pojazdów, pochłonął ponad 36 mln zł. W kolejnych latach planowana jest jeszcze budowa stacji paliw, której koszt szacowany jest na blisko 3,4 mln zł.

Źródłem finansowania drugiego oraz planowanego trzeciego etapu była sprzedaż dotychczasowej bazy KZK przy ul. Jurowieckiej. Nieruchomość sprzedano w 2023 roku za blisko 49 mln zł netto, z zachowaniem możliwości użytkowania jej do czasu zakończenia budowy nowej zajezdni. Decyzja o przeniesieniu bazy wynikała z pogarszających się warunków technicznych starego obiektu oraz jego centralnej lokalizacji, która powodowała uciążliwości w codziennym funkcjonowaniu.

Nowa zajezdnia przy ul. Pomocnej zajmuje teren o powierzchni ponad 2,9 hektara. Umożliwia jednoczesne prowadzenie prac serwisowo-remontowych na 11 stanowiskach, w tym obsługę autobusów przegubowych o długości 18 metrów. Na terenie obiektu działa również bezobsługowa myjnia autobusowa w zamkniętej hali, przystosowana do pracy w okresie jesienno-zimowym i wykorzystująca obieg zamknięty wody.

Istotnym elementem zaplecza jest Stacja Kontroli Pojazdów, przystosowana do badania wszystkich typów pojazdów samochodowych. Zgodnie z informacjami KZK, stacja jest dostępna nie tylko dla floty zakładu, ale również dla mieszkańców miasta.

Nowa lokalizacja zajezdni znajduje się w pobliżu ważnego węzła energetycznego, co ma znaczenie w kontekście planowanego rozwoju floty autobusów elektrycznych. Według spółki umożliwia to zwiększanie mocy przyłączeniowej bez ryzyka zakłóceń w dostawach energii dla innych odbiorców. Obiekt ma również zaplecze umożliwiające prowadzenie szkolnictwa zawodowego – obecnie w ramach szkoły przyzakładowej kształcą się uczniowie na kierunkach mechanik i elektromechanik.

Partnerzy portalu:

Świetna wiadomość! Autobusy w Podlaskiem przestają znikać. Transport publiczny wraca do mniejszych miejscowości.

Świetna wiadomość! Autobusy w Podlaskiem przestają znikać. Transport publiczny wraca do mniejszych miejscowości.

Przez lata komunikacja autobusowa w Podlaskiem była symbolem wykluczenia transportowego. Z roku na rok znikały kolejne połączenia, a mieszkańcy wsi i małych miasteczek zostawali bez realnej alternatywy dla samochodu. Trzeba przy tym jasno powiedzieć, że proces odbudowy jest wyjątkowo trudny, bo od dawna nie istnieje już klasyczna „państwowa komunikacja”. Dzisiejsze przewozy realizują spółki działające na zasadach rynkowych – takie jak PKS Nova, której właścicielem jest samorząd województwa, ale która funkcjonuje jak normalna firma.

Oznacza to konieczność pilnowania kosztów, szukania rentowności i unikania pustych kursów, mimo że komunikacja pasażerska z natury rzadko bywa opłacalna. Tym bardziej widoczna jest zmiana kierunku: zamiast dalszego zwijania połączeń, region zaczyna krok po kroku odbudowywać sieć, próbując pogodzić interes mieszkańców z realiami ekonomicznymi.

Dobrym przykładem jest nowa umowa na obsługę komunikacyjną gmin w rejonie Łomży. Na terenie kilku gmin ma funkcjonować aż 11 regularnych linii autobusowych, które w skali roku przejadą ponad 260 tysięcy kilometrów. To nie są liczby „na papierze” – to konkretne kursy, które umożliwiają dojazd do lekarza, szkoły, urzędu, pracy czy zwykłe podtrzymywanie kontaktów rodzinnych i społecznych. Dla wielu mieszkańców oznacza to realną zmianę jakości życia. Osoby starsze nie są już skazane na pomoc rodziny, młodzież zyskuje dojazd do szkół ponadpodstawowych, a osoby bez auta odzyskują podstawową niezależność. Transport publiczny znów zaczyna pełnić swoją najważniejszą funkcję: łączyć, a nie dzielić.

Podobny proces rozpoczyna się w powiecie monieckim. Samorządy przygotowują się do uruchomienia spójnej sieci połączeń obejmującej m.in. Mońki, Knyszyn, Krypno, Jaświły, Jasionówkę, Goniądz i Trzcianne. Kluczowe jest tu myślenie sieciowe – nie pojedyncze, oderwane kursy, ale system, który pozwala realnie zaplanować codzienne życie bez konieczności posiadania samochodu.

Z punktu widzenia mieszkańców najważniejsze są trzy rzeczy. Po pierwsze – przewidywalność: stałe linie, znane rozkłady i ciągłość połączeń. Po drugie – dostępność: połączenia dopasowane do realnych potrzeb, a nie wyłącznie do granic administracyjnych. Po trzecie – skala: im więcej gmin w jednym systemie, tym większa szansa, że autobusy będą faktycznie użyteczne.

To, co dzieje się obecnie w Podlaskiem, można traktować jako ostrożny, ale wyraźny sygnał, że komunikacja autobusowa przestaje być „problemem bez rozwiązania”. Jeśli nowe linie utrzymają się w dłuższym okresie i będą rozwijane na podstawie realnego zapotrzebowania mieszkańców, region może stopniowo wychodzić z transportowej zapaści. Dla Podlasia to coś więcej niż kwestia dojazdów. To warunek pozostania ludzi w mniejszych miejscowościach, szansa na ograniczenie wykluczenia społecznego i element normalnego, codziennego funkcjonowania – bez wielkich haseł, za to z bardzo konkretnym efektem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co kryją Siemiatycze? Miasteczko pełne wiary, sekretów i cudów!

Na mapie Podlasia Siemiatycze nie krzyczą wielkością ani tempem życia. I właśnie dlatego potrafią zaskoczyć. To miasto, które odsłania swoje znaczenie powoli – w opowieściach, detalach architektury, w ciszy pomiędzy kolejnymi punktami spaceru. Zwiedzane z lokalną przewodniczką (jak w powyższym filmie) przestaje być tylko miejscem, a zaczyna być historią opowiadaną z perspektywy tych, którzy znają je od pokoleń.

Siemiatycze są przykładem podlaskiego tygla kulturowego w najczystszej postaci. Przez wieki przenikały się tu tradycje prawosławne i katolickie, języki, obyczaje i sposoby życia. Ta wielowarstwowość nie jest muzealnym eksponatem – wciąż jest obecna w przestrzeni miasta, w jego układzie, architekturze i lokalnych opowieściach. Dla tych, którzy szukają małych miasteczek z duszą, slow travel i nieoczywistych kierunków, Podlasie w tej odsłonie potrafi naprawdę zauroczyć.

Siemiatycze to także miasto, w którym historia naturalnie splata się z codziennością i przyrodą. Spacer prowadzi tu nie tylko przez ulice i place, ale również ku przestrzeniom, gdzie można na chwilę zwolnić. To właśnie ta równowaga między miejskim rytmem a bliskością natury sprawia, że Siemiatycze najlepiej poznaje się bez pośpiechu, pozwalając, by samo miasto opowiadało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda magia świąt w Augustowie. Miasto przepiękne również zimą!

Augustów przez lata dorobił się miana letniej stolicy Polski. Kojarzony z wodą, słońcem, portem i niespiesznym rytmem wakacji, zimą pokazuje zupełnie inne, zaskakująco piękne oblicze. Cichsze, bardziej refleksyjne, a jednocześnie pełne światła i symbolicznego ciepła, które w grudniowe wieczory unosi się nad miastem. Z perspektywy drona Augustów zimą wygląda jak ilustracja z książki – geometryczne linie ulic przecinają miękką ciemność, a świąteczne iluminacje prowadzą wzrok ku sercu miasta. Centralna choinka rozświetla park, tworząc punkt skupienia, wokół którego pulsuje spokojne, zimowe życie. To nie jest zgiełk letnich deptaków, lecz subtelna harmonia światła, architektury i natury.

Zachód słońca nad Augustowem zimą ma w sobie coś wyjątkowego. Pomarańczowe i różowe odcienie nieba odbijają się w rzekach i kanałach, które na moment stają się lustrami dla nieba. Z góry widać, jak miasto zwalnia, jak zapalają się kolejne okna, a świąteczne dekoracje przejmują rolę przewodników po zimowym krajobrazie. Ten czas wydobywa z Augustowa to, czego latem często nie zauważamy – kameralność. Zimą miasto oddycha ciszej, ale głębiej. Parki, ulice i nabrzeża nie są puste – są spokojne. Światło lamp i iluminacji nie konkuruje z przyrodą, lecz ją podkreśla, tworząc atmosferę bliską bajce, ale zakorzenioną w realnym miejscu.

Film z drona nie tylko pokazuje Augustów – on go opowiada. O mieście, które potrafi być piękne nie tylko wtedy, gdy tętni turystycznym życiem. O letniej stolicy Polski, która zimą nie zasypia, lecz zmienia tonację. Na cieplejszą, bardziej intymną, świąteczną. To właśnie te chwile – krótkie, ulotne, pomiędzy dniem a nocą – sprawiają, że warto zatrzymać obraz i podzielić się nim z innymi. Bo Augustów zimą to nie zaprzeczenie lata. To jego dopełnienie.

Partnerzy portalu:

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.
fot. materiały UM Białystok

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.

Od lat największe telewizje biją się o widza w sylwestrową noc. W tym wyścigu samorządy nie mają szans, więc z roku na rok jest coraz skromniej, bo gdyby chcieli kontraktować największe gwiazdy, musieliby licytować z telewizjami. Szkoda pieniędzy. Ale z drugiej strony koniec roku to dla wielu osób moment, w którym zamiast domówki chce się po prostu wyjść „do ludzi” – bez biletów, bez rezerwacji i bez zobowiązań. W Podlaskiem tradycyjnie można to zrobić na miejskich sylwestrach. Sprawdziliśmy, gdzie w tym roku będzie można zatańczyć pod chmurką i czego się spodziewać w trzech największych miastach regionu.

W Białymstoku będzie najgłośniej i najbardziej koncertowo, w Łomży bardziej lokalnie i klasycznie, a w Suwałkach tanecznie i bez zbędnych dodatków. Każde z miast oferuje coś innego – warto wybrać to, co najbardziej pasuje do własnego stylu świętowania.

Białystok: Rynek Kościuszki i muzyczny miks stylów

W Białymstoku centrum sylwestrowej zabawy ponownie stanie się Rynek Kościuszki. Start zaplanowano na 31 grudnia o godz. 21:30, więc to propozycja dla tych, którzy nie chcą czekać do północy, by poczuć klimat imprezy. Na początek pojawi się regionalny akcent – duet Maxim & Oliczka, łączący hip-hopowe, miejskie brzmienia z podlaskim białym śpiewem i gwarą. To propozycja raczej nietypowa jak na sylwestra, ale właśnie dzięki temu może przyciągnąć osoby szukające czegoś innego niż standardowa „składanka przebojów”.

Głównym punktem wieczoru będzie koncert Patrycji Markowskiej – rockowo-popowy set z dobrze znanymi utworami, które sprawdzają się na dużej, plenerowej scenie. Po północy i w jej okolicach muzyczną pałeczkę przejmie DJ Brave, stawiający na taneczne klasyki, w tym hity lat 80. Całość ma zostać uzupełniona pokazem laserowym na powitanie Nowego Roku.

To propozycja dla osób, które lubią duże, miejskie wydarzenia i chcą spędzić sylwestra w samym sercu miasta.

Łomża: klasyczny sylwester na Starym Rynku

Łomża pozostaje wierna sprawdzonemu formatowi. Sylwestrowa noc odbędzie się na Starym Rynku, a muzyka zacznie się wcześniej niż w innych miastach – już o godz. 21:00. Line-up opiera się głównie na lokalnych i regionalnych wykonawcach: Mega (21:00), Lovestory (22:00), Julita Kaczyńska z zespołem (23:00), Przemysław Piotrowski z zespołem (ok. 00:10).

Zabawa potrwa do godz. 1:00 w nocy. To sylwester raczej spokojniejszy, bez wielkich nazwisk, ale za to z ciągłością koncertów i wyraźnym tanecznym charakterem. Dobra opcja dla mieszkańców, którzy chcą wyjść na chwilę, spotkać znajomych i wrócić do domu bez zarwanej nocy.

Suwałki: DJ set i taneczna noc na placu Konopnickiej

W Suwałkach sylwester ma bardziej klubowy charakter. Impreza odbędzie się 31 grudnia na placu im. Marii Konopnickiej, a start zaplanowano na godz. 22:00. Za muzykę odpowiada DJ Jurgiel, więc zamiast koncertów można spodziewać się tanecznego seta – rytmy pod zabawę, bez długich przerw i zmian scenicznych. To propozycja dla tych, którzy niekoniecznie przyszli „na gwiazdę”, tylko po to, żeby potańczyć i przywitać Nowy Rok w luźnej atmosferze.

Wstęp jest wolny, a formuła prosta: muzyka, ludzie i wspólne odliczanie do północy.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy to najpiękniejsze miejsca Podlaskiego? Bez wątpienia jest na czym oko zawiesić.

Podlasie to region, który nie potrzebuje przesadnych słów ani nachalnych zachwytów. Wystarczy uważnie się rozejrzeć. Film, który widzicie powyżej, powstał podczas krótkiej podróży po północno-wschodniej Polsce na przełomie grudnia 2022 i stycznia 2023 – w czasie, gdy krajobraz zwalnia, kolory cichną, a przestrzeń zaczyna mówić własnym językiem. Minęło od tego czasu już 3 lata, a niewiele się zmieniło.

W kadrach pojawia się Białystok – miasto będące naturalną bramą do regionu. Zimą pokazuje inne oblicze: spokojniejsze, bardziej surowe, ale też uporządkowane i harmonijne. To punkt wyjścia, z którego bardzo szybko można przenieść się w świat wsi, drewnianej architektury i rozległych przestrzeni. Kraina Otwartych Okiennic przyciąga detalem i rytmem codzienności zapisanym w drewnie. Charakterystyczne domy, zdobione okiennice i kolory kontrastujące z bezśnieżnym zimowym pejzażem tworzą obrazy, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem w Polsce. To przestrzeń, gdzie historia nie jest zamknięta w muzeach, lecz nadal funkcjonuje jako część zwykłego życia.

Pustelnia w Odrynkach to z kolei cisza i skupienie. Położona na uboczu, dostępna wąską kładką, staje się symbolem innego tempa – takiego, które pozwala zatrzymać się na chwilę, bez potrzeby interpretowania wszystkiego od razu. Jej surowość tylko wzmacnia wrażenie odosobnienia i autentyczności. Nie mogło zabraknąć także Białowieży i Puszczy Białowieskiej – miejsca, które niezależnie od pory roku pozostaje jednym z najmocniejszych punktów na mapie Podlaskiego. Las, pozbawiony większości liści i dźwięków, odsłania swoją strukturę i potęgę. To przestrzeń, która nie narzuca się odbiorcy, ale zostaje w pamięci na długo.

Ten film i towarzyszący mu tekst nie są próbą odpowiedzi na pytanie, czy to najpiękniejsze miejsca Podlaskiego. Raczej zaproszeniem do własnej oceny. Podlasie nie konkuruje – ono po prostu jest. A czasem to w zupełności wystarcza, by zawiesić na nim oko na dłużej.

Partnerzy portalu:

Łomża będzie miała całoroczne lodowisko i rolkowisko

Łomża będzie miała całoroczne lodowisko i rolkowisko

Łomża podpisała umowę na budowę całorocznego, zadaszonego lodowiska przy ul. Katyńskiej. Dokumentacja projektowa obiektu powstała już w 2018 roku i przed ogłoszeniem przetargu została zaktualizowana, tak aby spełniała obecne standardy techniczne i użytkowe. Nowy obiekt ma umożliwić korzystanie z lodowiska niezależnie od warunków pogodowych oraz wydłużyć sezon jego funkcjonowania — planowane jest uruchamianie tafli nawet w październiku.

Zakres inwestycji obejmuje budowę całorocznego, zadaszonego obiektu sportowo-rekreacyjnego, który zimą będzie pełnił funkcję lodowiska, a w pozostałych miesiącach rolkowiska. Powstanie zaplecze socjalne, bandy rekreacyjne oraz pełna infrastruktura techniczna, w tym instalacje wodno-kanalizacyjne, cieplne, elektroenergetyczne i telekomunikacyjne. Obiekt zostanie wyposażony w monitoring, nagłośnienie, wentylację oraz elektroniczny system obsługi klientów z szafami sterowanymi elektronicznie.

Projekt przewiduje także budowę przyłączy, kanalizacji sanitarnej i deszczowej, sieci energetycznej i wodociągowej oraz zagospodarowanie terenu wraz ze zjazdem z ul. Katyńskiej. Dodatkowym elementem będą trzy bezobsługowe ścianki wspinaczkowe, które uzupełnią ofertę sportową obiektu.

Hala lodowiska będzie miała 50 metrów długości, 25 metrów szerokości i 11 metrów wysokości. Powierzchnia tafli lodowej wyniesie 900 mkw. Obiekt ma służyć mieszkańcom przez cały rok, umożliwiając zarówno jazdę na łyżwach zimą, jak i inne aktywności sportowe w sezonie letnim. Termin realizacji inwestycji wynosi 18 miesięcy od dnia podpisania umowy. Zakończenie prac planowane jest na wakacje 2027 roku.

Partnerzy portalu:

Na ta drogę rowerową czeka bardzo wiele osób. Rozpoczęła się budowa!

Na ta drogę rowerową czeka bardzo wiele osób. Rozpoczęła się budowa!

Rozpoczyna się realizacja inwestycji przy drodze wojewódzkiej nr 676 na odcinku Supraśl – Krynki. Przedsięwzięcie obejmuje budowę infrastruktury pieszo-rowerowej na terenie Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. Planowany odcinek ma długość blisko 7,5 kilometra.

Puszcza Knyszyńska od lat przyciąga turystów szukających kontaktu z naturą, ciszy i aktywnego wypoczynku. Przez cały sezon, a coraz częściej także poza nim, trasą między Supraślem a Krynkami poruszają się zarówno samochody, jak i rowerzyści oraz piesi. Brak chodników i ścieżek rowerowych sprawia, że ruch odbywa się w jednym pasie drogowym, co stwarza realne zagrożenie, szczególnie w weekendy i podczas wakacji.

Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w tej części regionu jest Arboretum w Kopnej Górze. To rozległy ogród leśny, w którym można zobaczyć setki gatunków drzew i krzewów oraz odpocząć na wyznaczonych trasach spacerowych. Miejsce to regularnie odwiedzają rodziny z dziećmi, turyści i grupy szkolne. Nieco dalej znajduje się Silvarium w Poczopku – leśny park edukacyjny, który w przystępny sposób pokazuje przyrodę Puszczy Knyszyńskiej. Drewniane rzeźby, tablice edukacyjne i ścieżki tematyczne sprawiają, że jest to popularny punkt na mapie wycieczek pieszych i rowerowych.

Dużym zainteresowaniem cieszy się także Zagroda Pokazowa Żubrów, gdzie można z bliska zobaczyć symbol regionu. To miejsce często odwiedzane przez turystów przyjeżdżających do Supraśla oraz osoby podróżujące z Białegostoku i okolicznych miejscowości.

W ramach inwestycji powstanie ścieżka rowerowa oraz chodniki, które oddzielą ruch pieszy i rowerowy od samochodowego. Przebudowane zostaną zjazdy i rowy przydrożne, zaplanowano również budowę nowych przepustów. Celem prac jest poprawa bezpieczeństwa i komfortu poruszania się po tym odcinku drogi, zarówno dla mieszkańców, jak i odwiedzających region. Zakończenie robót zaplanowano na 23 grudnia 2026 roku.

Partnerzy portalu:

Kto buduje mieszkania w Białymstoku? Przegląd deweloperów i charakterystyka inwestycji.

Kto buduje mieszkania w Białymstoku? Przegląd deweloperów i charakterystyka inwestycji.

Białystok, stolica województwa podlaskiego zmienia swój krajobraz miejski od kilkunastu lat. Dynamika rozwoju miasta to też kolejni inwestorzy na rynku nieruchomości. Nowe inwestycje mieszkaniowe powstają w różnych częściach miasta, oferując przyszłym mieszkańcom szeroki wybór lokali dostosowanych do różnych oczekiwań, wymagań i marzeń. Zmieniając też krajobraz miejski na bardziej dynamiczny, nowoczesny. W tym artykule przyjrzymy się charakterystyce białostockich deweloperów oraz ich inwestycjom.

Różnorodność ofert na białostockim rynku nieruchomości

W Białymstoku działa wielu deweloperów, oferujących szeroki wachlarz inwestycji mieszkaniowych. Charakterystyka tych inwestycji różni się w zależności od lokalizacji, standardu wykończenia oraz zastosowanych rozwiązań architektonicznych. A każdy deweloper ma swoje własne podejście, styl i propozycje dla przyszłych mieszkańców.

Zauważalny jest trend tworzenia osiedli z rozbudowaną infrastrukturą rekreacyjną, taką jak place zabaw, tereny zielone czy ścieżki rowerowe. Ma to związek ze zmieniającymi się oczekiwaniami kolejnych nabywców i z większą świadomością. Deweloperzy stawiają na nowoczesne technologie, energooszczędność i integrację z otoczeniem.

Nowoczesne inwestycje z myślą o przyszłości

W Białymstoku znajdziesz już budynki z zielonymi dachami, fotowoltaiką i innymi rozwiązaniami pro-eko które są zapowiedzią kolejnych zmian. Jedną z firm deweloperskich wprowadzających takie budynki jest firma ASKO S.A. – deweloper działający na białostockim rynku od 2005 roku. Specjalizacja tej firmy to budownictwo mieszkaniowe i biurowe łączące nowoczesność, technologie, ekologię i piękno.

Jedną z flagowych inwestycji ASKO S.A. jest kompleks Ciepła 38. Inwestycja oferuje mieszkania w różnych metrażach, dopasowane do potrzeb klientów. Dodatkowo stawia na ekologiczne rozwiązania w budownictwie.

Kolejnym ambitnym projektem jest Nowe Centrum Verde, będzie zlokalizowane przy ulicy Kolejowej 12, w pobliżu dworca kolejowego. Inwestycja to bardzo nowoczesna architektura, ale w miejskim stylu, a sam projekt to swoiste miasto w mieście. Cel? Stworzenie wygodnego, nowego, tętniącego życiem miejsca wygodnego i przystosowanego do mieszkania, rekreacji, dobrego spędzania czasu w przestrzeni wspólnej.

Zmieniające się lokalizacje – gdzie dziś buduje się w Białymstoku?

Jeszcze kilkanaście lat temu głównym obszarem nowych inwestycji była dzielnica Nowe Miasto i jej najbliższe okolice. Aktualnie Białystok rozrasta się bardzo dynamicznie, a deweloperzy wychodzą daleko poza te granice. Chętnie inwestują na Starosielcach czy rozbudowują okolice osiedla Piasta. Białystok to też lokalizacja ościenne: gmina Choroszcz, Juchnowiec Kościelny.

Każda z tych lokalizacji ma swój indywidualny charakter. Jedne są bardziej spokojne i kameralne, inne intensywnie zurbanizowane i pełne miejskiej energii.

Popularne są miejsca dobrze skomunikowane z centrum i samo centrum, ale dające jednocześnie dostęp do terenów zielonych. Tego typu balans stał się jedną z głównych wartości, jakich poszukują nabywcy – niezależnie od wieku czy stylu życia i taki balans oferuje inwestycja przy ul. Ciepłej 38.

Deweloperzy jako projektanci miejskiego stylu życia

Nowoczesne inwestycje mieszkaniowe w Białymstoku (https://askosa.pl/mieszkania-na-sprzedaz-bialystok/) to już nie tylko budynki z funkcjonalnym rozkładem i nowoczesną elewacją.

Deweloperzy tworzą całościowe koncepty urbanistyczne – z pasażami usługowymi, lokalami gastronomicznymi, strefami coworkingowymi czy zielonymi dziedzińcami, które sprzyjają integracji sąsiedzkiej. Takie podejście można zaobserwować w projektach Asko, które redefiniuje pojęcie komfortowego życia w mieście. Tworząc mikrospołeczności i przestrzenie wspólne, inwestorzy w praktyce projektują styl życia, który dla wielu mieszkańców jest dziś równie ważny jak metraż mieszkania.

centrum Białegostoku

Kto kupuje nowe mieszkania w Białymstoku i czego oczekuje?

Profil klienta rynku pierwotnego w Białymstoku jest coraz bardziej zróżnicowany. Obok młodych par i singli z pokolenia millenialsów, którzy szukają mieszkań funkcjonalnych i dobrze zaprojektowanych, rośnie liczba klientów z grupy wiekowej 50+, zainteresowanych zamianą większego domu na nowoczesne mieszkanie z windą, tarasem i bliskością usług. Kupujący zwracają też uwagę na:

  • jakość użytych materiałów
  • układ pomieszczeń
  • certyfikaty energetyczne
  • rozwiązania ekologiczne
  • estetykę części wspólnych.

Deweloperzy, którzy potrafią odpowiedzieć na te oczekiwania zyskują lojalność oraz zainteresowanie coraz bardziej świadomych nabywców.

Szeroki wybór i sprzedaż mieszkań w Białymstoku tu i teraz.

Białystok oferuje szeroki wybór inwestycji mieszkaniowych, odpowiadających na zróżnicowane potrzeby klientów. Deweloperzy wprowadzają innowacyjne rozwiązania, które nie tylko podnoszą komfort życia mieszkańców, ale także wpisują się w ideę zrównoważonego rozwoju całego miasta. Aktualnie to deweloperzy w dużej mierze kreują nasze przestrzenie, a trend taki jak prezentuje inwestycja Nowe Centrum Verde to dobra ścieżka i wizja pięknego, zrównoważonego miasta i świetnej architektury mieszkaniowej.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Garnki ze Studzianego Lasu. Niesamowity film z archiwów.

Archiwalny film, który dziś powraca w formie zdigitalizowanej i udźwiękowionej, dokumentuje jedną z najstarszych i najbardziej pierwotnych technik garncarskich – technikę wałeczkową, zwaną też lepieniem. To metoda znana ludzkości od tysięcy lat, starsza niż koło garncarskie, wymagająca nie maszyn, lecz doświadczenia, cierpliwości i głębokiego zrozumienia materii.

Proces rozpoczyna się od pozyskania i przygotowania gliny: jej oczyszczania, mieszania z wodą, ugniatania aż do uzyskania odpowiedniej plastyczności. Następnie z gliny formowane są wałeczki, które krok po kroku budują ścianki naczynia. Każdy kolejny element jest dokładnie dociskany i wygładzany rękami, bez pośpiechu, w rytmie pracy ciała. Naczynie rośnie spiralnie, a jego kształt jest wypadkową wprawy rzemieślnika i właściwości samego surowca.

Film ukazuje także kolejne etapy suszenia oraz wypału – momentu kluczowego, w którym krucha forma staje się trwałym przedmiotem użytkowym. Wypał odbywa się metodami tradycyjnymi, dalekimi od współczesnej kontroli temperatury. To proces obarczony ryzykiem, ale i wpisany w logikę dawnego rzemiosła, gdzie nie wszystko podlegało pełnej kontroli, a doświadczenie przekazywane było z pokolenia na pokolenie.

Miejscem, w którym ta technika była praktykowana, jest między innymi wieś Studziany Las – niewielka osada położona w powiecie sejneńskim, na skraju Puszczy Augustowskiej. To przestrzeń oddalona od większych miast, od głównych szlaków komunikacyjnych, zanurzona w lesie i ciszy. Przez dekady takie miejsca funkcjonowały własnym rytmem, opartym na lokalnych zasobach i umiejętnościach.

To właśnie w takich wsiach przetrwały techniki, które gdzie indziej zniknęły wraz z industrializacją i standaryzacją produkcji. Garncarstwo w Studzianym Lesie nie było rzemiosłem artystycznym w dzisiejszym rozumieniu, lecz elementem codziennej gospodarki – odpowiedzią na realne potrzeby mieszkańców. Film archiwalny staje się więc nie tylko zapisem technologii, ale także świadectwem świata, który funkcjonował poza centrum uwagi historii pisanej z perspektywy miast.

Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że materiał został zdigitalizowany i udźwiękowiony w ramach projektu „Postscriptum dźwiękowe. Nowe oblicze archiwalnych filmów”. Dzięki temu zapis zyskuje nowy wymiar – staje się bardziej dostępny, czytelny i oddziałujący także na współczesnego odbiorcę, dla którego nieme archiwa często pozostają trudne w odbiorze.

Podlaskie jest regionem niezwykle bogatym w takie zapomniane historie i techniki. To przestrzeń styku kultur, peryferyjna w sensie administracyjnym, ale centralna, jeśli chodzi o dziedzictwo niematerialne. Tym bardziej cieszy fakt, że to Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie podjęło trud przypomnienia tej konkretnej tradycji i nadania jej nowego życia w obiegu kultury. Nie sposób jednak nie odczuwać pewnego niedosytu. Można jedynie ubolewać, że w samym Podlaskiem przez lata zabrakło instytucjonalnej troski o takie archiwa i lokalne dziedzictwo. Film ze Studzianego Lasu pokazuje, jak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia – i jak łatwo te ślady przeszłości mogą zniknąć, jeśli nikt nie uzna ich za wystarczająco ważne.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Park z iluminacjami pod Białymstokiem. Świetlne atrakcje czekają.

W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej możemy spacerować pośród baśniowych instalacji świetlnych, które zachwycają zarówno dzieci, jak i dorosłych. Zaczarowany Skansen to prawdziwa podróż do świata wyobraźni – alejek rozświetlonych tysiącami świateł, niezwykłych postaci z legend i opowieści oraz scenerii, które na długo zostają w pamięci. Choć wydarzenie wystartowało już jakiś czas temu, warto przypomnieć, że będzie dostępne aż do 1 lutego, więc nadal jest czas, by zaplanować wizytę.

Jeśli czekacie na śnieżną aurę, jest duża szansa, że w nadchodzące święta – po rodzinnych spotkaniach i suto zastawionych stołach – uda Wam się wybrać na spacer po rozświetlonym skansenie. Ponad 150 instalacji świetlnych poprowadzi Was przez niezwykłe zakątki pełne historii i podlaskiego folkloru, tworząc klimat, który trudno porównać z czymkolwiek innym. To nie tylko zwykła wystawa – to doświadczenie, które pozwala poczuć magię zimowych wieczorów. Dzieci zachwycają się olbrzymimi postaciami z bajek, a dorośli odkrywają na nowo uroki tradycyjnej architektury, oświetlonej w sposób, który nadaje jej zupełnie nowy charakter. Całość zmienia dobrze znany skansen w miejsce, jakiego na Podlasiu jeszcze nie było.

Warto także podkreślić, że Zaczarowany Skansen to idealna atrakcja dla rodzin, ale również świetny pomysł na romantyczny spacer czy spokojne zakończenie dnia w wyjątkowej scenerii. Bogactwo detali, szerokie alejki i przemyślana aranżacja sprawiają, że każdy znajdzie tu coś dla siebie – niezależnie od wieku i zainteresowań. Jeżeli więc szukacie pomysłu na zimowy wypad w okolicy Białegostoku, to właśnie jedno z tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Ostatnie tygodnie działania instalacji to doskonały moment, by zaplanować wizytę i stworzyć wspomnienia, do których będziecie wracać z uśmiechem przez cały rok.

Partnerzy portalu:

Nowy rozkład jazdy Polregio na Podlasiu od niedzieli

Nowy rozkład jazdy Polregio na Podlasiu od niedzieli

W niedzielę, 14 grudnia 2025 roku, zacznie obowiązywać nowy rozkład jazdy pociągów Polregio na terenie województwa podlaskiego. Zmiany obejmują korekty godzin kursowania, a także uruchomienie nowych połączeń regionalnych. Kolejne modyfikacje zaplanowano od 1 stycznia 2026 roku.

Z dobrych wiadomości – południe województwa będzie dobrze skomunikowane. Wśród nowych połączeń, które pojawią się od 14 grudnia, znajdzie się poranny pociąg REGIO relacji Siemiatycze – Białystok, odjeżdżający o godzinie 6:16 i docierający do Białegostoku o 8:34. Skład będzie kursował przez Hajnówkę. Uruchomione zostanie także wieczorne połączenie REGIO z Bielska Podlaskiego do Siemiatycz, z odjazdem o 19:00 i przyjazdem o 20:03. Pociąg ten będzie skomunikowany w Bielsku Podlaskim z połączeniem z Białegostoku do Hajnówki.

Dodatkowo uruchomione zostaną dwa pociągi na odcinku Sokółka – Kuźnica Białostocka. Pierwszy z nich odjedzie z Sokółki o 20:00 i dotrze do Kuźnicy o 20:17, natomiast drugi w przeciwnym kierunku wyjedzie z Kuźnicy o 19:03, przyjeżdżając do Sokółki o 19:19. Połączenia te będą skoordynowane z pociągami kursującymi na trasie Suwałki – Białystok, dzięki czemu mieszkańcy Kuźnicy zyskają dodatkowy wieczorny dojazd do stolicy regionu.

A już od 1 stycznia 2026 roku wejdzie w życie nowa umowa pomiędzy Polregio a Zarządem Województwa Podlaskiego na realizację przewozów kolejowych w latach 2026–2030. Wraz z nią nastąpią kolejne zmiany w siatce połączeń. Do rozkładu powrócą bezpośrednie pociągi na trasie Białystok – Małkinia – Białystok. Dzięki skomunikowaniu w Małkini z pociągami Kolei Mazowieckich możliwy będzie dojazd do i z Warszawy Wileńskiej. Zaplanowano również dodanie dwóch par pociągów na trasie Białystok – Sokółka. Jedna para będzie kursować codziennie, a druga w weekendy i święta. Dodatkowe połączenie pojawi się także na odcinku Białystok – Łapy. W rozkładzie znajdzie się również nowe, codzienne połączenie na trasie Białystok – Czyżew, z wyjątkiem sobót.

Utrzymane zostanie wakacyjne połączenie Białystok – Suwałki, które będzie dostępne w soboty i niedziele od 2 maja do 30 sierpnia 2026 roku, a także 1 maja oraz 4 czerwca, w dzień Bożego Ciała. W 2026 roku ponownie funkcjonować będzie również sezonowa oferta przewozowa na trasie Białystok – Waliły. Pociągi będą kursowały w weekendy od 6 czerwca do 27 września, w układzie dwóch par dziennie, a dodatkowo także od 1 do 3 maja oraz 4 czerwca.

A czerwca 2026 pojedziemy też do Łomży. Pierwszy raz po 30 latach będzie to możliwe przy pomocy pociągu.

Partnerzy portalu:

Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Moja żona Asia już się nie pyta „po co?”, z radością głaszcze mnie po głowie. Co myśli, nie pytam ze względów bezpieczeństwa. Oto wyjątkowy, kolejny sprzęt dotarł do mojego muzeum. W końcu mam pełen zestaw, no może prawie. Otóż nadajnik dalekopisu, był niezbędny do nadawania powtarzalnych, identycznych wiadomości. Zwanych często okólnikami, na przykład rozsyłanych po wszystkich gminach. Pasek z informacją można było wielokrotnie nadać dzwoniąc pod kolejne numery.

Urządzenie ma 50 lat, nic nie robiłem przed uruchomieniem, jedynie sprawdziłem czy się silnik obraca, po podłączeniu ożył i zaczytał stary pasek informacji. Nie muszę pisać, że jest to kolejne uratowane dzieło sztuki dawnych inżynierów, wiem że to wiecie.

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy takie zimy jeszcze wrócą na Podlasie?

Prognozy długoterminowe nie zapowiadają, by w tym roku w Podlaskiem spadł śnieg. Poprzednie lata pokazywały, że jak popadało to biały puch leżał tylko przez moment. Ale warto wiedzieć, że w takich miejscach jak Puszcza Knyszyńska, Białowieska czy Augustowska – gdy napada – to leży dłużej niż w mieście. Dlatego jeżeli zaśnieży Białystok, a kolejnego dnia wszystko popłynie, to wcale nie musi być tak samo nieopodal w Czarnej Białostockiej. Tam przy słynnym zalewie możecie dreptać tak, że będzie chrupało wam pod nogami.

Patrząc szerzej na kolejne lata, meteorolodzy są dość zgodni – zimy w Polsce będą coraz krótsze, cieplejsze i bardziej „wahadłowe”. To oznacza, że śnieg będzie pojawiał się rzadziej, ale za to bardziej gwałtownie. Zamiast spokojnych, wielotygodniowych zimowych krajobrazów czekają nas raczej krótkie epizody: dwa, trzy dni bieli i szybki powrót temperatur dodatnich. Największe szanse na opady śniegu przypadać będą nadal na styczeń i luty, choć nawet wtedy nie ma już gwarancji, że śnieg utrzyma się na dłużej niż kilka dni. W prognozach na nadchodzące zimy częściej pojawiają się scenariusze z opadami mieszanymi, deszczem ze śniegiem i gwałtownymi roztopami tuż po większym ochłodzeniu.

Podlaskie jednak od lat rządzi się nieco innymi prawami niż reszta kraju. Geograficznie jesteśmy bliżej wpływów klimatu kontynentalnego niż morskiego, który dominuje na zachodzie Polski. Tu zimy potrafią być ostrzejsze, z większymi spadkami temperatur i dłużej utrzymującym się mrozem przy gruncie. To właśnie dlatego statystycznie mamy więcej dni ze śniegiem niż centralna czy zachodnia Polska. Nawet jeśli ogólnokrajowe prognozy sugerują szybkie roztopy, Podlasie wciąż ma większą szansę na kilka prawdziwie zimowych epizodów w sezonie — szczególnie na obszarach oddalonych od miast, w dolinach, na polanach i w otulinach dużych kompleksów leśnych.

Dlaczego więc w lesie śnieg potrafi leżeć długo, a w mieście znika niemal natychmiast? Wszystko rozbija się o temperaturę podłoża, wilgotność i ingerencję człowieka. W lesie ziemia jest chłodniejsza, osłonięta od wiatru i słońca przez gęste korony drzew. Brak asfaltu, betonu i kostki brukowej sprawia, że podłoże wolniej się nagrzewa, a śnieg topnieje znacznie wolniej. Do tego dochodzi też większa wilgotność powietrza, która sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur przy gruncie.

W mieście działa dokładnie odwrotny mechanizm. Nagrzany asfalt, ciepło oddawane przez budynki, ruch samochodów i systemy ogrzewania powodują tzw. „miejską wyspę ciepła”. Nawet gdy w nocy spadnie kilka centymetrów śniegu, rano często zostaje po nim tylko brudna breja. Sól, piasek i intensywny ruch dodatkowo przyspieszają topnienie.

Dlatego właśnie bywa tak, że w centrum Białegostoku w południe nie ma już po śniegu śladu, a kilkanaście kilometrów dalej, w lesie czy nad zalewem, nadal panuje prawdziwa zima. I choć prawdziwie śnieżne zimy stają się coraz rzadsze, to w podlaskich lasach wciąż można jeszcze czasem znaleźć tę cichą, skrzypiącą pod butami biel – nawet wtedy, gdy miasto o zimie już dawno zapomniało.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przyjeżdża Mikołaj z Laponii. Białystok i Suwałki włączają choinki.

W Białymstoku i Suwałkach rozpoczęło się oczekiwanie na jeden z najbardziej nastrojowych momentów grudnia — uroczyste oświetlenie miejskich choinek. To wydarzenia, które co roku gromadzą mieszkańców i wprowadzają miasta w atmosferę nadchodzących świąt.

W Białymstoku żywa choinka miejska stoi tradycyjnie przy pomniku Józefa Piłsudskiego. Rozbłyśnie już jutro – 6 grudnia, a zgodnie z wieloletnią tradycją towarzyszyć temu będzie przyjazd Mikołaja z Rovaniemi. Gość z Laponii, wspólnie z białostoczanami, około godziny 17 uruchomi świąteczne iluminacje na miejskim drzewku. Atrakcje rozpoczną się wcześniej. Od godziny 15 zaplanowano występy artystyczne i koncerty, a dla uczestników przygotowano konkursy z nagrodami. Już od południa najmłodsi będą mogli porozmawiać telefonicznie z Mikołajem w specjalnie przygotowanej strefie. Przyjazd Mikołaja z Laponii od lat stanowi jedną z największych atrakcji wydarzenia.

Świąteczny klimat zagości również w Suwałkach. O godzinie 17 na Placu Marii Konopnickiej rozpocznie się uroczyste rozświetlenie miejskiej choinki. Wydarzeniu będzie towarzyszyć widowisko muzyczno-taneczne „Magiczny Wieczór”. Na scenie zaprezentują się artyści ze Studia Tańca Radość z Suwalskiego Ośrodka Kultury, zespół Wyszywanka z Związku Ukraińców w Suwałkach oraz zespół Pierwiosnki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wspólne występy stworzą wyjątkową, świąteczną atmosferę, która co roku przyciąga mieszkańców w centrum miasta.

Oba wydarzenia, choć odbywają się w różnych miastach, mają wspólny cel — symbolicznie rozpocząć czas świątecznej radości, łącząc mieszkańców we wspólnym przeżywaniu grudniowej tradycji. Podlaskie po raz kolejny udowadnia, że magia świąt zaczyna się od światła, muzyki i wspólnoty.

Partnerzy portalu:

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Od ponad trzydziestu lat funkcjonuję w życiu codziennym jako osoba z niepełnosprawnością. Po niefortunnym zdarzeniu losowym poruszam się na wózku inwalidzkim. Przez lata obserwacji dostrzegam dwa istotne elementy, które w dużym stopniu zaburzają obraz osób z niepełnosprawnością (OzN). Po pierwsze – to, co widzimy na znaku drogowym: sylwetkę osoby na wózku. I właśnie w ten sposób niejednokrotnie utożsamia się wszystkich, którzy mają jakąkolwiek niepełnosprawność – wyłącznie z problemami w poruszaniu.

Ktoś, kto nigdy nie miał styczności z tym zagadnieniem, pytany o to, z czym kojarzy mu się niepełnosprawność, odpowie zwykle, że z wózkiem. Taka perspektywa sprawia, że pozostałe rodzaje niepełnosprawności są spychane na margines, traktowane po macoszemu, choćby w kontekście dostępności. Mylnym jest twierdzenie, że jeśli zapewniamy dostęp dla osoby poruszającej się na wózku, to możemy ogłosić pełną dostępność. Ponadto same osoby korzystające z wózka są „naznaczone” ciężarem tego symbolu. To sytuacja, w której inni mylnie zakładają, że skoro ktoś porusza się na wózku, to doświadcza wszystkich możliwych rodzajów niepełnosprawności.

Drugim, nie mniej istotnym elementem jest ukazywanie osób z niepełnosprawnością wyłącznie jako herosów albo jako jednostek całkowicie zależnych. W pośpiechu szukania sensacji zgubiliśmy gdzieś zwyczajny obraz ludzi, którzy – podobnie jak osoby określane jako sprawne – wypełniają codzienne role społeczne. Są ojcami, matkami, uczniami czy pracownikami. Zrozumiałe jest, że sensacje się sprzedają, ale to właśnie one wypaczają rzeczywistość.

Jeżeli chcemy doprowadzić do sytuacji, w której będziemy wspólnie funkcjonować po ludzku w codziennym życiu, edukacja o różnorodności, tolerancji i różnych sposobach funkcjonowania powinna zaczynać się już w szkole podstawowej. Przykładowo – godziny wychowawcze są idealnym momentem, by poruszać tego typu tematy. W ostatecznym rozrachunku efektem takich działań będzie postrzeganie osoby nie jako ciężaru, lecz – przy odpowiednim systemie wsparcia – jako cennego zasobu.

Marzy mi się przestrzeń, w której nie patrzymy na siebie jak na „UFO”, a jeśli nie mamy wewnętrznej potrzeby poznania drugiego człowieka, to przynajmniej zwyczajnie sobie nie przeszkadzamy. OzN to grupa, która mimo że odbiega od kanonu piękna wykreowanego przez lekko zblazowane media, w niczym nie różni się od ogółu w przeżywaniu codziennych perypetii. Może mamy ich po prostu trochę więcej. Bądźmy piękni i rumiani – każdy z nas jest inny. Gdybyśmy byli tacy sami, świat byłby zwyczajnie nudny.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie – Kraina Trzech Żywiołów i serce Ultra Ducha Puszczy. To naprawdę przepiękny film!

Podlasie to miejsce, w którym świat zwalnia. Gdzie poranki wypełnia mleczna mgła unosząca się nad polami, a wieczory witają dźwiękami natury – tak bliskiej, tak dzikiej, że aż czuć jej puls. To przestrzeń, w której majestat Puszczy Białowieskiej spotyka się z ciepłem ludzi, tworząc atmosferę pełną spokoju, a jednocześnie otwartą na przygodę. Tutaj każdy oddech jest głębszy, a każdy krok prowadzi w stronę czegoś pierwotnego i prawdziwego.

Podlasie to wolność. Wolność drogi prowadzącej przez bezkresne pola, wolność szlaków, które pamiętają historie wielu pokoleń, wolność ukryta w cieniu drzew starszych niż niejedna opowieść. To magia, której nie da się streścić jednym zdaniem. Można ją tylko doświadczyć — zobaczyć, dotknąć, poczuć… i pozwolić jej zostać w sobie na długo.

Ale Podlasie to także kultura, żywa jak las po deszczu. Złote kopuły cerkwi odbijają się tu w taflach jezior, a dźwięk dzwonów miesza się z szumem wiatru w koronach drzew. Wiara, tradycja i natura przenikają się tu każdego dnia, tworząc jedną melodię — spokojną, autentyczną i głęboko poruszającą. Ludzie są serdeczni, prawdziwi i zanurzeni w tej samej energii, która napędza każdy kilometr tej ziemi.

To wszystko możemy poczuć oglądając powyższy film — jakbyśmy przez chwilę sami stali w tej mglistnej dolinie, słyszeli szum puszczańskich drzew i czuli wolność podlaskich szlaków. Obraz prowadzi nas tak, jakby Podlasie otwierało się tuż przed nami. To zaproszenie do świata, w którym żywioły naprawdę żyją, a my możemy poczuć ich puls nawet przed ekranem.

Partnerzy portalu:

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czytając komentarze mieszkańców, można zauważyć spory zawód tegorocznym jarmarkiem świątecznym. A przecież dopiero się zaczął! Czy to zwykłe narzekanie, czy może faktycznie jest coś na rzeczy? Wybraliśmy się na miejsce, by sprawdzić, co w tym roku jarmark ma do zaoferowania.

Zacznijmy od najważniejszego. Miasto nie jest organizatorem jarmarku. Tym zajmuje się Fundacja Szamto, partnerem jest Miasto Białystok, a przedsięwzięcie wspiera Województwo Podlaskie. Zatem wszelkie kwestie związane z wystawcami, oferowanymi produktami oraz jakością atrakcji nie podlegają urzędnikom. Jeśli więc ktoś wybrał się na karuzelę i mu się nie podobało, albo uznał, że kiełbasa była niesmaczna, to nie może obwiniać magistratu. Warto jednak dodać, że wszystko, co znajdowało się na stoiskach gastronomicznych, wyglądało bardzo apetycznie! Poza tym nie ma tu „krakowskich” cen (choć tanio też nie jest).

Skupiając się na narzekaniach mieszkańców, trzeba wyjaśnić, czym są zawiedzeni. Otóż nie konkretnymi atrakcjami czy ofertą gastronomiczną, lecz całą organizacją jarmarku. Wystarczy zobaczyć nagrania sprzed poprzednich lat, by zauważyć, że te jarmarki prawie niczym się od siebie nie różnią. I właśnie o to ludzie mają największe pretensje — co roku jest to samo. A białostoczanie chcieliby być zaskakiwani. Swoją drogą, zapewne byliby, gdyby w tym roku nie przyjechał Mikołaj z Laponii. A on będzie. Znów, jak co roku!

Warto też wsłuchać się w głos prawosławnych mieszkańców, których w regionie nie brakuje, a którzy świętują dopiero 6 stycznia. Tymczasem jarmark zwija się tuż przed Wigilią.

Kolejna rzecz, która nie podoba się mieszkańcom, to wielkość jarmarku. Gdyby miasto choć raz postanowiło zrobić coś z rozmachem, jarmark mógłby ciągnąć się od dworca kolejowego, przez ul. św. Rocha, Lipową, Rynek Kościuszki, Kilińskiego, aż po Teatr Dramatyczny, a nawet Planty. Możecie zapytać: skąd wziąć tylu wystawców? To bardzo proste. Na jarmarku nie stoi każdy, kto chce, lecz każdy, kto… zapłaci. To cena reguluje, ilu wystawców wybierze akurat nasze miasto, zamiast innych. Gdyby Białystok ogłosił, że organizuje największy w Polsce jarmark świąteczny, a każdy chętny może wystawić się w atrakcyjnej cenie, zalew turystów i ich pieniędzy napędziłby lokalną gospodarkę. Ale żeby coś takiego zrobić, trzeba mieć trochę fantazji. W Białymstoku szczytem fantazji jest organizowanie głosowań na temat stworzenia linii autobusowej. Więc sami sobie dopowiedzcie, czego możecie się spodziewać zimą przez najbliższe lata. Tego samego.

Na szczęście w 2029 roku Tadeusz Truskolaski wreszcie skończy kadencję i nie będzie mógł startować ponownie. Jest więc szansa, że za cztery lata ostatni raz zobaczymy identyczny jak co roku jarmark, a potem pojawi się ktoś nowy i zaproponuje coś świeżego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę
fot. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę

Modernizacja systemów sterowania ruchem kolejowym na stacji Sokółka ma zwiększyć przepustowość i bezpieczeństwo prowadzenia ruchu – szczególnie dla pociągów towarowych kursujących w kierunku Białegostoku, Suwałk i granicy państwa. Dotychczasowe urządzenia zostaną zastąpione komputerowymi systemami sterowania, a obsługa ruchu będzie prowadzona z nowej, scentralizowanej nastawni. Obecnie pracę wykonują trzy oddzielne posterunki.

Nowy budynek nastawni zostanie przygotowany do pełnienia w przyszłości funkcji Lokalnego Centrum Sterowania, co umożliwi nadzorowanie większego obszaru sieci kolejowej. Inwestycja obejmie również przebudowę rozjazdów i dostosowanie układu torowego do nowych rozwiązań sterowania. Z wykonawcą – konsorcjum firm Intop S.A. i Intop Warszawa Sp. z o.o. – podpisano umowę o wartości 188,3 mln zł netto. Zakres podstawowy to 80,2 mln zł, natomiast pozostała część stanowi pakiet opcji. Na realizację prac projektowych i budowlanych przewidziano 36 miesięcy, a zakończenie inwestycji planowane jest w 2028 roku.

W podstawowym zakresie modernizacji przewidziano przebudowę ośmiu obiektów inżynieryjnych na linii Geniusze – Sokółka – Kuźnica. Obejmie to m.in. mosty i przepusty przystosowane do przejazdu ciężkich składów, w tym na szerokim torze linii nr 57. Zaplanowano również uruchomienie mijanki w Czuprynowie, co ułatwi prowadzenie ruchu na odcinku szerokotorowym. Opcje zawarte w umowie zakładają dodatkowe prace, w tym przebudowę peronu wyspowego nr 2 w Sokółce i modernizację infrastruktury umożliwiającą obsługę dłuższych składów (do 750 m) oraz podniesienie maksymalnej prędkości między stacjami do 160 km/h. Realizacja tych elementów będzie zależna od dostępności dodatkowego finansowania.

Linia szerokotorowa Geniusze – Kuźnica była modernizowana w latach 2019–2023. W ramach tamtych prac przebudowano 27 km torów, 16 obiektów inżynieryjnych oraz 16 przejazdów kolejowo-drogowych. Na stacjach w Kuźnicy, Sokółce i Geniuszach powstały tory umożliwiające przyjmowanie składów towarowych o długości do 1050 m. Obecnie planowane działania mają uzupełnić wcześniejszy zakres i doprowadzić infrastrukturę do zakładanych parametrów technicznych i eksploatacyjnych.

Modernizacja będzie miała również znaczenie dla lokalnej gospodarki. Sprawniejsza odprawa pociągów towarowych, większa przepustowość linii oraz możliwość obsługi dłuższych składów mogą ułatwić działalność przedsiębiorstw korzystających z transportu kolejowego lub planujących taką współpracę. Stabilniejszy i bardziej przewidywalny ruch na linii do granicy sprzyja rozwojowi firm logistycznych, produkcyjnych i magazynowych, a poprawiona infrastruktura może zwiększyć atrakcyjność Sokółki jako miejsca do lokowania nowych inwestycji – zwłaszcza dla podmiotów działających w handlu zagranicznym i transporcie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak brzmią Wzgórza Sokólskie. Odkryjcie Podlaskie szepty.

„Podlaskie szepty” to jeden z tych projektów, które trudno zamknąć w jednej kategorii. To nie tylko sztuka wizualna, nie tylko muzyka elektroniczna – to próba stworzenia nowego języka opowiadania o Podlasiu. Języka, który działa nie przez opis, ale przez doświadczenie. Twórcy projektu sięgają po obraz i dźwięk, by uchwycić to, co w Wzgórzach Sokólskich ulotne: rytm krajobrazu, jego wewnętrzną energię, ciszę i nieoczywisty mistycyzm. To region, który nie potrzebuje wielkich słów – wystarczy wejść w jego przestrzeń, żeby poczuć, że dzieje się w niej coś wyjątkowego.

Za warstwę audio odpowiada Michał Gieniu­s­z – MUTANAUM. Jego kompozycje powstają na styku elektroniki, wokalnych struktur i field recordingu. To właśnie nagrania terenowe – szelest liści, echo pustych wzgórz, wiatr, ptaki, naturalna akustyka miejsc – stają się osią narracyjną. Dźwięki nie są tu dodatkiem do obrazu. One prowadzą odbiorcę. Tworzą przestrzeń, w której można się zatrzymać i naprawdę usłyszeć region, zamiast tylko go oglądać. To dźwiękowe mapy, które otwierają głowę bardziej niż tradycyjna ścieżka muzyczna.

„Podlaskie szepty” nie próbują być dokumentem w klasycznym znaczeniu. To raczej artystyczna medytacja nad miejscem – subtelne kadry spotykają się z wielowarstwowymi dźwiękami, tworząc immersyjną całość. Wspólny język wizualnych i dźwiękowych gestów pozwala wejść głębiej: w atmosferę, w rytm, w tożsamość Wzgórz Sokólskich. To zaproszenie, by nie tylko zobaczyć region, ale dać się mu poprowadzić.

Po co to wszystko? Celem projektu jest zwrócenie uwagi na niepowtarzalność tej części Podlasia. Nie przez głośne hasła, lecz przez ciszę i uważność. Przez pokazanie, że w naturze i historii regionu kryje się coś, co łatwo przeoczyć – chyba że pozwoli się sobie naprawdę stanąć, posłuchać i spojrzeć. „Podlaskie szepty” to opowieść o miejscu, w którym przeszłość, teraźniejszość i dzika natura splatają się w jedną przestrzeń. Przestrzeń, którą warto poznać – nawet jeśli zaczyna się od cichego szeptu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jarmark świąteczny w Białymstoku. Zaczyna się w ten weekend!

Białystok po raz kolejny rozbłyśnie tysiącami światełek, witając mieszkańców i turystów na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Wydarzenie, które na dobre wpisało się w zimowy kalendarz miasta, potrwa w tym roku od 29 listopada do 23 grudnia, zamieniając Rynek Kościuszki w świąteczne miasteczko pełne smaków, zapachów i wyjątkowych atrakcji.

Centrum miasta ponownie zamieni się w krainę światła i dekoracji. Na odwiedzających czekają choinki, nowe iluminacje, ozdobne girlandy oraz karuzele, które stworzą bajkową atmosferę zarówno w dzień, jak i po zmroku. Wśród stoisk znajdzie się ponad 70 wystawców – rękodzielników, twórców dekoracji, producentów kosmetyków i przekąsek, którzy przywiozą do Białegostoku wszystko, co potrzebne, by przygotować dom na Święta.

Będą też dwie strefy gastronomiczne, gdzie wypijemy grzaniec, gorącą czekoladę. Zjemy też aromatyczne grillowane potrawy oraz bogactwo słodkości. Na odwiedzających czekać będą m.in. langosze, kołacze, churrosy, chrupiące frytki, pączki na ciepło i owoce w czekoladzie. To idealne miejsce na zimowy spacer zakończony pyszną przekąską. Powracają również uwielbiane misiowe kubki, które stały się kolekcjonerskim symbolem jarmarku. To prosty sposób, by zabrać ze sobą kawałek świątecznej atmosfery do domu.

Aleja handlowa:

  • pon.–czw. → 11:00–18:00
  • pt.–sob. → 11:00–20:00
  • niedz. → 10:00–17:00

Strefa gastro:

  • pon.–czw. → 12:00–20:00
  • pt.–sob. → 11:00–22:00
  • niedz. → 10:00–20:00

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy ktoś jeszcze tak gotuje? Zaguby z Podlasia – smak dzieciństwa na talerzu.

Zaguby to jedno z najbardziej charakterystycznych i nieco zapomnianych dań Podlasia. Proste, sycące, ale o niezwykle bogatym smaku. Choć wyglądem przypominają pierogi, mają swój własny rytm i charakter. To potrawa, która powstała z potrzeby wykarmienia rodziny tym, co było pod ręką: ziemniakami, kapustą i mąką. Mimo skromnych składników zaguby należą do dań, które pamięta się na długo. Aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że na Podlasiu zostały przyćmione babką ziemniaczaną czy kartaczami.

Sercem zagubów jest farsz – surowe, tarte ziemniaki połączone z dobrze ukiszoną, wyrazistą kapustą. Ten duet sprawia, że potrawa jest jednocześnie delikatna i konkretna. Całość zawija się w bardzo cienko rozwałkowane ciasto, przypominające pierogowe, lecz bardziej elastyczne dzięki użyciu wrzątku. Po zlepieniu zaguby trafiają do garnka i gotują się, aż osiągną miękkość, której nie da się pomylić z żadnym innym daniem.

Tradycyjnie podaje się je ze skwarkami lub zasmażką przygotowaną z cebuli i surowego boczku. To właśnie ta tłusta, aromatyczna polewa nadaje zagubom pełnię smaku i sprawia, że trudno poprzestać na jednej porcji. To idealne danie na chłodne dni – gęste, rozgrzewające i tak domowe, że od razu myśli się o kuchni babci i zapachu gotującego się obiadu w rodzinnych stronach.

Przepis na zaguby z ziemniakami i kiszoną kapustą

Składniki:

1 kg obranych ziemniaków

200 g kiszonej kapusty

600 g mąki pszennej

270 ml wrzącej wody

1 łyżka majeranku

2 cebule

300 g surowego boczku

sól, pieprz do smaku

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasianie na Eurowizji. Zobacz wyjątkowy film dokumentalny.

Końcówka 2024 roku i początek 2025 był niesamowitym okresem dla Podlasia. Za sprawą artystów Sw@dy i Niczosa, nasz region był na ustach wielu osób w kraju. Oto ta dwójka mogła nas reprezentować na Eurowizji w Szwajcarii. Byli niezwykle blisko, bo zajęli drugie miejsce, chociaż zasługiwali na pierwsze. Bo jak pamiętamy, konkurs piosenki w Polsce wygrała Justyna Steczkowska, z której popularnością nie mieli szans. Zatem rywalizacja już od początku była mocno nierówna.

Eurowizja co do zasady nie jest dla znanych artystów, więc udział polskiej piosenkarki w tym konkursie nie powinien mieć miejsca. Ale w sprawach show-biznesu nigdy nie jest uczciwie. Na koniec i tak wyszło jak bardzo bezsensowne było stawianie na Steczkowską. W finale zajęła już dalekie 14. miejsce. Mimo, że jest piosenka Gaja była naprawdę niezłym show. Jesteśmy przekonani, że Sw@da i Niczos zajęli by dużo lepsze miejsce. I nie piszemy tego przez jakiś „żal”, a z obiektywnych względów.

Należy bowiem przypomnieć, że w Eurowizji trzeba zdobywać głosy Europejczyków, a nie Polaków. Wystarczy posłuchać rozgłośni radiowych w innych krajach, by usłyszeć różnice w gustach pomiędzy nami a innymi. Południe ma zupełnie swoje klimaty, zachód jeszcze inne, północ tak samo. Ten styl widać także co roku w występach Eurowizji. Zatem żeby wygrać taki konkurs trzeba podejść do sprawy taktycznie, a nie artystycznie.

I tu wracamy do grudnia 2024, gdy zaczął powstawać dokument „Podlasie Bounce Universe”. Warto zobaczyć ten cały proces od środka. Jak piszą autorzy to przelot bez trzymanki przez współczesne Podlasie w zderzeniu z Eurowizyjną przygodą Sw@dy i Niczosa. Pytania o moc i sens korzeni w 2025 roku. Dzikość pogranicza, telewizyjny blichtr, kaliady po svojomu. Dokument powstał podczas 4 dni zdjęciowych w okresie pomiędzy grudniem 2024, a lutym 2025.

Reżyserią, zdjęciami i montażem zajął się Karol Moch. Wsparcie operatorskie było po stronie Jacka Ryżyńskiego i Dawida Romańskiego. Ujęcia dronowe zapewnił Maciek Korsan.

Partnerzy portalu:

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem
fot. LTG Link

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem

Świąteczne pociągi LTG Link – naszego litewskiego sąsiada – wracają już po raz czwarty, ponownie zamieniając trasy w pełne świateł i muzycznych dekoracji wagony. Tegoroczna edycja zaczyna się właśnie dziś – 20 listopada i potrwa do 11 stycznia. W wybranych składach pojawią się zupełnie nowe iluminacje inspirowane muzyką.

Dla mieszkańców Podlaskiego to świetna okazja, by połączyć wizytę w Wilnie z wyjątkową, świąteczną podróżą pociągiem. Z naszego regionu codziennie odjeżdża pociąg. Zatrzymuje się w Czyżewie, Łapach, Białymstoku, Sokółce, Augustowie czy Suwałkach. Następnie dojeżdża do litewskiej Mockavy. Tam przesiadamy się do świątecznego pociągu (na tym samym bilecie) i to właśnie tam zaczyna się świąteczna magia. Warto dodać, że po dojechaniu do Wilna, dalej (ale już z osobnym biletem) można ruszyć w dalszą świąteczną podróż.

Warto pamiętać, żeby wybrać wagon numer 2.

Magiczne pociągi kursują na trasach

  • Wilno – Mockava (Warszawa) – dekoracje w wagonie 2 oraz w klasie 1
  • Wilno – Kowno – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Troki – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Kłajpeda – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

  • Wilno – Turmont – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

LTG Link zachęca do wcześniejszego zakupu biletów, zwłaszcza na weekendy. W tych dniach obsługa będzie dodatkowo sprawdzać bilety jeszcze przed wejściem do świątecznie udekorowanych wagonów. Na pozostałe przejazdy bilety będą dostępne jak zwykle. W przypadku zakłóceń lub zmian w ruchu świąteczne pociągi mogą zostać zastąpione standardowymi składami lub transportem zastępczym. Obowiązują wtedy ogólne zasady przewozów LTG Link.

Rozkład jazdy świątecznego pociągu

Mockava → Wilno<

Okres kursowania Godzina odjazdu z Mockavy
21–30 listopada 15:11
1–13 grudnia 15:11
14–31 grudnia 9:09, 15:07, 21:04
1 stycznia 9:09, 15:07, 21:04

Wilno → Mockava

Okres kursowania Godzina odjazdu z Wilna
21–30 listopada 12:35
1–13 grudnia 12:35
14–31 grudnia 6:27, 12:35, 18:30
1 stycznia 6:27, 12:35, 18:30

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy warto jechać do Suwałk poza sezonem? Jeszcze jak! Oto dlaczego.

Suwałki poza sezonem mają ten niezwykły urok, którego trudno zaznać latem – spokój, przestrzeń i czystą naturę bez tłumów turystów. Gdy opadnie gwar wakacyjnych miesięcy, miasto odkrywa swoje prawdziwe oblicze: powolne, harmonijne, pełne lokalnego klimatu i dzikiej przyrody, która wciąż pozostaje na wyciągnięcie ręki.

Jesień i wczesna wiosna to najlepszy moment na odkrywanie samego miasta, powolne spacerowanie po nim, oglądanie zabytków i innych klimatycznych miejsc. Ale to także dobry czas na spędzanie dnia nad pobliskimi jeziorami z krystaliczną wodą oraz odwiedzanie malowniczych szlaków biegnących przez pogranicze polsko-litewskie. Bez korków, kolejek, hałasu, za to z poczuciem, że całe Suwalszczyzna należy tylko do Ciebie. W powietrzu unosi się zapach wilgotnych lasów, a nad polodowcowymi pagórkami często snują się mgły, które tworzą niezwykłą atmosferę.  A jeśli dopisze pogoda, koniecznie trzeba wybrać się na niesamowite wschody nad jeziorem Hańcza.

Co najważniejsze, do Suwałk można dojechać nie tylko samochodem, ale też pociągiem. A gdy już uznamy, że wszystko zwiedziliśmy – można ruszyć na Białystok lub do Kowna i Wilna. Bowiem północne miasto jest także bramą do innych ciekawych miejsc nieopodal. San wyjazd do Suwałk poza sezonem to świeże spojrzenie na region – bardziej autentyczne, naturalne i w pełni zanurzone w suwalskim rytmie. Jeśli szukasz spokoju, natury i prawdziwego kontaktu z miejscem, trudno o lepszą porę, niezależnie czy to plan główny czy tylko przystanek w dalszej podróży.

Partnerzy portalu:

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku
fot. Podlaski Urząd Wojewódzki

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku

W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie 17 listopada, w Podlaskiem ponownie otwarto dwa drogowe przejścia graniczne z Białorusią – w Kuźnicy i Bobrownikach. To symboliczny powrót do normalności po latach blokady: Kuźnica była zamknięta od 2021 r., a Bobrowniki od lutego 2023 r.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyjaśniało, że otwarcie stało się możliwe dopiero po wzmocnieniu ochrony granicy, gdzie wciąż dochodzi do licznych prób nielegalnego przekroczenia terenu UE. Kluczowe były również konsultacje z lokalnymi władzami i przedsiębiorcami, którzy od dawna apelowali o przywrócenie przynajmniej jednego przejścia.

Straty dotknęły praktycznie wszystkie branże oparte na ruchu transgranicznym — od hotelarstwa i gastronomii, po transport i usługi. Służby zapewniają, że są gotowe do pełnego wznowienia odpraw, a na granicy zacznie działać unijny system Entry/Exit rejestrujący obywateli spoza UE.

Jaki ruch został przywrócony? W Kuźnicy – tylko ruch osobowy samochodami, bez autobusów. W Bobrownikach – ruch osobowy i autobusowy oraz ruch ciężarowy. Jeszcze przed północą przed Bobrownikami ustawiła się kilkukilometrowa kolejka pojazdów. Kierowcy autobusów podkreślali, że otwarcie przejścia skróci ich trasę na Białoruś nawet o połowę.

Przejścia graniczne zostały zamknięte w 2021 po zamieszkach wywołanych przez grupy migrantów inspirowane przez białoruskie służby. W 2023 r. ostatnie podlaskie przejście zamknięto po skazaniu przez reżim białoruski Andrzeja Poczobuta. Wciąż zamknięte pozostają przejścia w Połowcach, Białowieży i Rudawce.

Przedsiębiorcy z Podlasia od miesięcy alarmowali, że brak ruchu transgranicznego zabija regionalną gospodarkę. Rząd zapewnia, że nastąpiła stabilizacja sytuacji na granicy. Według MSWiA szczelność ochrony oceniana jest na poziomie 98 proc.. Straż Graniczna notuje obecnie zaledwie 20–40 prób nielegalnego przekroczenia granicy dziennie, a czasem nawet mniej.

Partnerzy portalu:

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Klub Sportowy Piast Białystok ogłasza start rekrutacji do swoich drużyn młodzieżowych i zaprasza chłopców z roczników 2012–2018 do dołączenia do jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się akademii piłkarskich w regionie. Klub uruchomił specjalny formularz zgłoszeniowy, dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Nabór jest prowadzony w związku z rozbudową piłkarskiej szkółki oraz rosnącym zainteresowaniem treningami w klubie. KS Piast Białystok stawia na nowoczesne szkolenie, indywidualne podejście do zawodnika i bezpieczne środowisko sportowego rozwoju dla dzieci. Treningi prowadzi kadra licencjonowanych trenerów, a młodzi piłkarze mają możliwość uczestniczenia w rozgrywkach i turniejach.

– Chcemy stworzyć dzieciom warunki, dzięki którym będą mogły rozwijać piłkarskie umiejętności, ale też charakter, współpracę i pewność siebie. Sport ma dawać radość, a my dbamy o to, aby każde dziecko czuło się częścią drużyny – podkreśla Piast Białystok na swojej stronie internetowej.

Aby zgłosić dziecko do rekrutacji, wystarczy wypełnić formularz dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Klub zachęca rodziców do nieodkładania decyzji – liczba miejsc w poszczególnych grupach wiekowych jest ograniczona.

KS Piast Białystok zaprasza wszystkich młodych pasjonatów piłki nożnej do rozpoczęcia sportowej przygody w profesjonalnej i przyjaznej akademii.

Partnerzy portalu:

Nareszcie! Jeżeli Białoruś nie odstawi żadnego numeru, od poniedziałku otwarcie podlaskich granic!

Nareszcie! Jeżeli Białoruś nie odstawi żadnego numeru, od poniedziałku otwarcie podlaskich granic!

W poniedziałek, 17 listopada ponownie otwarte będą przejścia graniczne z Białorusią. Wznowienie tego ruchu w Bobrownikach i Kuźnicy to długo wyczekiwany sygnał dla mieszkańców i przedsiębiorców Podlaskiego. Region od lat odczuwa poważne skutki zamknięcia granic – zarówno gospodarcze, jak i społeczne. Brak swobodnego przepływu osób i towarów uderzył w lokalny handel, transport i małe firmy, które żyły z codziennej współpracy przygranicznej. Znikły też autobusy z parkingów pod galeriami handlowymi, które przywoziły Białorusinów na zakupy.

Otwarcie dwóch drogowych przejść, nawet z ograniczeniami, oznacza dla wielu z nich realną szansę na odbudowanie obrotów i powrót stabilności. To także pierwszy, symboliczny krok w przywracaniu normalności na terenach, które najbardziej ucierpiały na odcięciu od sąsiadów. Decyzja ma także ogromne znaczenie dla turystyki, która w ostatnich latach przeżywała w Podlaskiem trudny czas nie z powodu braku gości z Białorusi – bo tych nigdy nie było wielu – lecz przez obawy Polaków przed samą bliskością granicy. Wielu turystów unikało terenów przygranicznych, mając w głowie obrazy z medialnych doniesień. Otwarcie przejść to jasny komunikat: region jest bezpieczny, życie toczy się tu normalnie, a odwiedziny są tak samo spokojne jak w innych częściach kraju. Dla branży hotelarskiej, gastronomicznej i agroturystyki to impuls, którego potrzebowały od dawna.

Choć nowe zasady przekraczania granicy – w tym cyfrowy system rejestracji wjeżdżających spoza UE – mogą początkowo wydłużyć odprawy, to rozwiązania te zwiększają bezpieczeństwo i ułatwiają kontrolę ruchu w całej strefie Schengen. Straż Graniczna zapewnia, że jest w pełni przygotowana na przywrócenie ruchu, a przejścia po polskiej stronie są dostosowane technicznie. Dla Podlaskiego najważniejsze jest jednak to, że granica ponownie zaczynie żyć, a region może powoli odzyskiwać gospodarczy rytm i wizerunek miejsca otwartego, przyjaznego oraz wolnego od napięć, które przez ostatnie lata niesprawiedliwie go obciążały.

Do otwarcia granicy zostały zaledwie trzy dni, jednak warto pamiętać, że sytuacja wciąż pozostaje krucha. Białoruś – ściśle związana politycznie i militarnie z Rosją – wielokrotnie brała udział w agresywnych działaniach hybrydowych wobec państw Unii Europejskiej (doszło do ataku przez nielegalnych migrantów na polską granicę, zginął polski żołnierz, atakowano wiele razy strażników), często działając wspólnie z Moskwą lub wręcz na jej zlecenie.

Dlatego decyzja o wznowieniu ruchu nie jest zwykłym aktem administracyjnym. Przypuszczamy, że to efekt delikatnych rozmów dyplomatycznych, prowadzonych zapewne kanałami MSZ, gdzie obie strony musiały wyznaczyć pewne warunki i „linie, których się nie przekracza”. Nie jest tajemnicą, że Białoruś potrafi sygnalizować swoje intencje – jak choćby wtedy, gdy uprzedziła o rosyjskich dronach, które „przypadkowo” nadleciały z jej terytorium – co tylko potwierdza istnienie bezpośredniej komunikacji między państwami.

Pytanie brzmi, czy Mińsk dotrzyma ustaleń po otwarciu przejść, a jeśli tak, to jak długo utrzyma się ta krucha stabilizacja. Wystarczy jeden polityczny zwrot lub nacisk ze strony Kremla, by otwarcie szybko zmieniło się ponownie w zamknięcie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Podlaskie po sezonie. Jest co zwiedzać!

Podlasie ma w sobie coś niezwykłego właśnie wtedy, gdy kończy się główny sezon turystyczny. Gdy w innych regionach robi się pusto, tutaj zaczyna się zupełnie inna podróż – spokojniejsza, bardziej intymna, zanurzona w rytmie natury i lokalnych tradycji. Powyższa filmowa wycieczka po Hajnówce i Białowieży pokazuje to doskonale: Podlaskie po sezonie nie gaśnie, lecz odsłania drugie oblicze, w którym nie ma pośpiechu, są za to spacery po ścieżkach, ciepło domowych smaków i przygody, których latem często nie da się doświadczyć.

Warto zacząć od Hajnówki, miasta będącego naturalną bramą do Puszczy Białowieskiej. Już same miejskie ścieżki potrafią wprowadzić w klimat regionu – ciche, otoczone drzewami, prowadzą w kierunku głębokich lasów i pierwszych podmokłych terenów. Tu Podlaskie zaczyna pokazywać swoją przedzimową twarz: delikatne mgły, świerki pokryte szronem z rana, ślady zwierząt. Z Hajnówki w kilka minut dociera się do puszczy, a stamtąd można wybrać dowolną trasę – od krótkich spacerów po wielokilometrowe, odludne szlaki.

Zwiedzanie Hajnówki to również odkrywanie jej historii i lokalnego kolorytu. To miasto pełne ciekawostek, miejsc pamięci i kultur, które przeplatają się tu od pokoleń. Po spacerach dobrze jest znaleźć coś dobrego do zjedzenia, a w zimne dni – rozgrzewającego. Lokalne restauracje serwują potrawy, których smak wynika z pogranicznego charakteru regionu, a domowe wypieki przyciągają podróżnych o każdej porze roku. Jednym z najsłynniejszych smaków okolicy jest hajnowski marcinek – wielowarstwowe ciasto, które w wielu miejscach można spróbować.

Po kulinarnych atrakcjach można zanurzyć się w cieple parku wodnego, a potem ruszyć dalej. Rezerwat pokazowy żubrów to obowiązkowy punkt każdej wycieczki w okolice Białowieży. Dalej trasa prowadzi do samej Białowieży, miejsca, które nawet po sezonie ma w sobie moc przyciągania. Puszcza przed zimą jest wyciszona i monumentalna, a jej ścieżki idealnie nadają się do długich spacerów.

Hajnówka i Białowieża to przykład, że Podlaskie poza sezonem zachwyca tak samo, a nawet bardziej. Cisza, wolniejsze tempo, prawdziwe spotkania z naturą i ludźmi, lokalne smaki i atrakcje, które przed zimą nabierają większej głębi – wszystko to sprawia, że warto tu przyjechać właśnie wtedy, gdy inni już wyjechali. To idealny czas, by zobaczyć Podlasie takim, jakie jest naprawdę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wigierski Park Narodowy późną jesienią. Czy jest tu co zwiedzać?

Na powyższym filmie widzimy letnie oblicze Wigierskiego Parku Narodowego. To normalne, że zwiedzamy najczęściej w ciepłe dni. Tymczasem, wyjątkowe miejsce na skraju Suwalszczyzny, w listopadzie zmienia swoje oblicze i warto to też zobaczyć na własne oczy. Z letniego, pełnego życia królestwa wody i zieleni przeistacza się w krainę mgieł, szelestu liści i odbić słabego słońca w spokojnych taflach jezior. Choć sezon turystyczny dawno się skończył, to właśnie teraz park pokazuje swoje najbardziej nastrojowe, niemal mistyczne oblicze – idealne dla tych, którzy szukają ciszy, spokoju i kontaktu z prawdziwą naturą. Listopad to czas, gdy szlaki wokół Wigier pustoszeją. Znika zgiełk rowerzystów i kajakarzy, a w ich miejsce pojawia się tylko wiatr i stukot dzięcioła w odległym lesie.

Wigierski klasztor Kamedułów, górujący nad jeziorem Wigry, to obowiązkowy punkt zwiedzania niezależnie od pory roku. Jednak w listopadzie nabiera on szczególnej, surowej urody. Kamienne mury kontrastują z chłodnym błękitem nieba, a z tarasu widokowego rozpościera się widok na spokojne jezioro, które w bezwietrzne dni staje się jak lustro. Warto zajrzeć do cel klasztornych i poczuć atmosferę dawnego życia mnichów – ich rytmu dnia, ciszy i kontemplacji.

Choć większość ptaków odleciała, Wigierski Park Narodowy nie traci na atrakcyjności dla miłośników przyrody. W listopadzie można spotkać łabędzie nieme, kruki, myszołowy, a z odrobiną szczęścia – łosia lub bobra. To też doskonały czas na fotografowanie – niskie słońce tworzy długie cienie i ciepłe, miękkie światło, które wydobywa szczegóły krajobrazu. A po całodniowym spacerze nic tak nie smakuje jak gorąca herbata lub regionalna potrawa w jednej z okolicznych agroturystyk. W wielu miejscach wciąż można wynająć pokój z widokiem na jezioro. – w listopadzie w ciszy i bez pośpiechu.

Wigierski Park Narodowy jesienią to miejsce dla tych, którzy potrafią docenić spokój, chłód powietrza i poetycką urodę północnego krajobrazu. Gdy liście już opadły, a woda milknie, przyroda wstrzymuje oddech – przygotowując się na zimę. I właśnie w tej ciszy tkwi cały urok listopadowego zwiedzania Wigier.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Kraina otwartych okiennic bez filtrów

W dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się do tego, by oglądać wszystko jako zlepek krótkich ujęć z kolorowymi filtrami i muzyką. Wszystko w formie „rolek” czyli w wersji natychmiastowej. W efekcie za kilka minut nie pamiętamy co widzieliśmy. Dlatego powyższy film jest niejako testem – czy potrafimy oglądać jeszcze filmy w takim tempie jakbyśmy byli tam na miejscu. Bez upiększeń, bez wyrafinowanych ujęć, bez kolorowania. A tak naprawdę wygląda Kraina Otwartych Okiennic, która jest chętnie odwiedzana przez turystów.

To miejsce to jeden z najbardziej malowniczych zakątków Podlasia — kilka wsi, w których czas płynie wolniej, a każdy dom wydaje się mieć duszę. Kolorowe, ręcznie zdobione okiennice, misternie rzeźbione ganki i zdobienia na ścianach to nie scenografia z muzeum, ale codzienność mieszkańców. Kraina Otwartych Okiennic to nie tylko architektura, ale i ludzie — życzliwi, spokojni, często uśmiechnięci mimo skromnego życia. Wystarczy tu przyjechać, by poczuć zapach świeżo ściętej trawy, usłyszeć skrzypienie studziennego kołowrotu i zobaczyć, jak słońce odbija się w szybach domów pomalowanych w tradycyjne wzory.

Ale na powyższym filmie widać, że jesienią Kraina też ma swoje uroki. Dlatego wioski takie jak Trześcianka, Soce i Puchły przyciągają nie tłumem atrakcji, ale swoją prawdziwością. Tu nikt nie udaje, że świat jest prosty i kolorowy — jest po prostu taki, jaki jest. Tylko tu można poczuć coś, czego nie da się przekazać żadnym krótkim filmem — spokój. To właśnie ten spokój sprawia, że Kraina Otwartych Okiennic jest miejscem, które warto zobaczyć na własne oczy, a nie tylko „przewinąć” wśród dziesiątek krótkich ujęć.

Bo prawdy nie da się zamknąć w trzydziestu sekundach. Rolki i krótkie filmiki karmią nas obrazami pozbawionymi zapachu, ciszy, wiatru — tego, co tworzy prawdziwe wspomnienie. Dlatego zamiast scrollować kolejne ujęcia, lepiej wsiąść w samochód lub autobus i pojechać tam naprawdę. Zatrzymać się przy drodze, zejść na chwilę z asfaltu, dotknąć drewnianej ściany domu, który stoi tam od lat. Dopiero wtedy zrozumiesz, że to, co prawdziwe, nie potrzebuje filtrów ani muzyki w tle.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak się zwiedza Podlasie w 3 dni? Żubry, Tatarzy i Wersal.

Podlasie to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce – kraina, w której czas płynie wolniej, a spotkanie z naturą, historią i kulturą wielu narodów tworzy niepowtarzalne wrażenie. Jeśli masz tylko trzy dni, by poznać ten region, ten plan pozwoli Ci zobaczyć jego najpiękniejsze oblicza – od bezkresnych bagien po barokowe pałace i puszczańskie knieje.

Pierwszy dzień zaczynamy od wizyty w Biebrzańskim Parku Narodowym – największym parku narodowym w Polsce, zwanym Królestwem Bagien. To raj dla miłośników dzikiej przyrody i fotograficznych ujęć. Drewniane kładki prowadzą przez rozlewiska, gdzie wiosną rozbrzmiewa klangor żurawi, a latem można dostrzec łosia brodzącego wśród trzcin. Najlepiej zacząć wędrówkę od kładki Długa Luka lub Carskiej Drogi.

Po południu kierujemy się do Tykocina, miasteczka, które zachwyca barokową zabudową i niezwykłą atmosferą. Obowiązkowym punktem jest Wielka Synagoga – potężna budowla z XVII wieku, dziś pełniąca funkcję muzeum. Przypomina o wielowiekowej obecności Żydów w tym regionie i ich wpływie na kulturę Podlasia. Tuż obok znajduje się Zamek w Tykocinie. Twierdza nie jest zabytkiem, to prywatna inicjatywa, ale przypuszczalnie może przypominać czasy Stefana Batorego i Zygmunta Augusta.

Wieczorem warto zatrzymać się na nocleg w okolicach Białegostoku, a przed snem wybrać się na spacer do Pałacu Branickich, który nocą prezentuje się niczym Wersal Północy – rozświetlony, pełen harmonii i elegancji. To jeden z najpiękniejszych pałaców w Polsce – niegdyś rezydencja rodu Branickich, dziś wizytówka miasta. Zajrzyj do ogrodów w stylu francuskim i obejrzyj pałac z perspektywy mostu na rzece Białej – widok jest bajkowy.

Kolejnego dnia zrób sobie przystanek w supraskim Monastyrze – Perle Prawosławia i jednym z najważniejszych miejsc duchowych regionu. Barokowo-bizantyjska cerkiew, muzeum ikon oraz malowniczy klasztorny dziedziniec tworzą atmosferę mistycznego spokoju. Z Supraśla ruszamy do Pokazowej Zagrody Żubrów w Kopnej Górze. To tuż obok Supraśla. Tam możemy się spotkać z królem Puszczy.

Na zakończenie dnia – prawdziwa niespodzianka: Drewniany Meczet w Kruszynianach, symbol polskiej egzotyki. Zielony meczet i cmentarz tatarski (mizar) przypominają, że Podlasie od wieków było miejscem spotkania wielu kultur i religii. Warto też zajrzeć do tatarskiej jurty i spróbować oryginalnych potraw, jak pierekaczewnik czy czebureki.

Trzeci dzień to podróż w czasie – do miejsc, gdzie czas naprawdę się zatrzymał. Na początek Kraina Otwartych Okiennic – kilka wiosek (Trześcianka, Soce, Puchły), w których zachowały się drewniane domy z kolorowymi zdobieniami. A wszystko to okraszone kolorowymi, drewnianymi cerkwiami. To żywy skansen podlaskiej wsi, gdzie każdy detal ma znaczenie – od koronkowych okiennic po malowane ganki. Spacerując, można poczuć klimat dawnego Podlasia i zobaczyć, jak różnorodne były wpływy ruskie i białoruskie w tutejszej architekturze.

Następnie czeka Cię spotkanie z naturą w najczystszej postaci – Białowieski Park Narodowy. To ostatni w Europie las nizinny o charakterze pierwotnym. Warto odwiedzić Rezerwat Ścisły z przewodnikiem i wejść na ścieżkę edukacyjną „Żebra Żubra”. Poczujesz, że jesteś gościem w świecie natury, który od wieków nie znał piły ani siekiery.

Podlasie to region, którego nie da się opowiedzieć jednym zdaniem. To miejsce, gdzie natura, historia i duchowość przenikają się w sposób niepowtarzalny. Trzy dni wystarczą, by zakochać się w jego autentyczności i wrócić tu po więcej – może już nie z planem, ale z sercem otwartym na nowe odkrycia.

Partnerzy portalu:

Kładka Waniewo–Śliwno znów otwarta. Jak długo podziała? Wody jak nie było, tak nie ma.
fot. Narwiański Park Narodowy

Kładka Waniewo–Śliwno znów otwarta. Jak długo podziała? Wody jak nie było, tak nie ma.

Kładka Waniewo–Śliwno ponownie została otwarta dla turystów. Zdjęcia uśmiechniętych odwiedzających, zaproszenia do spacerów, zachęty do kontaktu z przyrodą — wszystko wygląda jakby wracała dawna normalność. Tylko że to nie jest prawda. Narew nadal płynie tak, jakby ledwo żyła. Wody jest mało, a rozlewiska — serce i wizytówka Narwiańskiego Parku Narodowego — bardziej przypominają wspomnienie niż to na co je stać.

Problem ciągnie się od lat i nie jest tajemnicą. Zbiornik Siemianówka, powołany kiedyś, aby stabilizować poziomy wody, stał się paradoksalnie jednym z głównych winowajców jej braku. Ogromna, płytka powierzchnia, narażona na intensywne parowanie, każdego roku traci miliony metrów sześciennych wody. To ilość, której dolina Narwi zwyczajnie nie jest w stanie odzyskać, szczególnie w czasach coraz częstszych susz i wysokich temperatur. Rzeka, która niegdyś dawała życie setkom gatunków ptaków, roślin i zwierząt, dziś sama walczy o przetrwanie, a my obserwujemy, jak unikalny ekosystem stopniowo gaśnie.

Tym bardziej uderza cisza instytucji, które powinny bić na alarm. Narwiański Park Narodowy informuje o otwarciu kładki, przypomina o ostrożności na pływających pomostach — i na tym komunikacja właściwie się kończy. Ani słowa o przyczynach tak niskiego poziomu wody. Ani kampanii informacyjnej. Ani zaproszenia do publicznej debaty. Instytucja powołana do ochrony tej rzeki ogranicza się do komunikatów o ruchu turystycznym, jakby problem miał charakter kosmetyczny, a nie egzystencjalny.

Można zrozumieć ostrożność języka urzędowego. Trudniej zrozumieć milczenie, gdy ekosystem ginie w oczach. Narwiański Park Narodowy to nie miejsce, w którym można wymienić rośliny czy poprawić trasy spacerowe. To żywy organizm zależny od wody. Bez niej znika jego tożsamość i sens istnienia. Przez lata przyroda radziła sobie sama. Dziś już nie daje rady — a my udajemy, że spacer po kładce rozwiązuje problem.

Chodzi o odpowiedzialność. O odwagę powiedzenia głośno, że Siemianówka wymaga likwidacji, a Narwiański Park Narodowy — zamiast jedynie otwierać atrakcje — powinien stanąć na czele dyskusji o ratowaniu tego, co powierzył mu kraj. Bo pytanie, które powinniśmy dziś zadawać, nie brzmi: „Czy kładka jest czynna?” tylko „Czy za kilka lat będzie tu jeszcze rzeka, która tę kładkę opływa?”

Dolina Narwi nie potrzebuje dziś kolejnego cichego sezonu. Potrzebuje głosu. Potrzebuje działania. I potrzebuje, żebyśmy wreszcie przestali się cieszyć tym, że możemy wejść na kładkę — kiedy pod nią znika życie.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość! Słynna kładka wraca po remoncie. Tłumy odwiedzających i sesje nowożeńców.
fot. Nadleśnictwo Waliły

Dobra wiadomość! Słynna kładka wraca po remoncie. Tłumy odwiedzających i sesje nowożeńców.

Nadleśnictwo Waliły zakończyło remont wyjątkowej kładki na rozlewisku Sianożątka. Obiekt jest w pełni bezpieczny i ponownie dostępny dla odwiedzających, a sama kładka ma ok. 100 metrów długości i prowadzi w głąb mokradła – prosto w serce jednego z najbardziej fotogenicznych zakątków okolic Wyżar. To tu nowożeńcy robią sobie pamiątkowe fotki. Do Wyżar najwygodniej dojechać jest od wsi Radunin – leśną drogą udostępnioną do ruchu. Samochód zostawiamy w wyznaczonym miejscu i dalej ruszamy pieszo; to kompromis, który pozwala dotrzeć blisko wody, a jednocześnie chroni puszczańską ciszę.

Jesienna Puszcza Knyszyńska sprzyja takim wypadom: powietrze jest klarowne, światło miękkie, a zarośla i turzycowiska przybierają miedziano-złote odcienie. Na tafli rozlewiska przysiadują łabędzie, a z brzegów odzywają się zwinne drobne ptaki. Tutaj nawet krótki spacer potrafi zwolnić czas i wyostrzyć zmysły.

Sama pętelka przy zbiorniku Wyżary jest krótka i przyjemna – przejście zajmuje około pół godziny, z naturalnymi przystankami na zdjęcia i ciche obserwacje. Przy wodzie czeka wiata z ławami i stołem, więc łatwo zamienić spacer w mały piknik. Tuż obok zbiornika w Wyżarach znajduje się jeszcze jedna kładka prowadząca do leśnej galerii rzeźb. Osobna droga prowadzi na Sianożątka i wyremontowaną kładkę.

Obszary bagienne, takie jak te w okolicy Puszczy Knyszyńskiej mają znacznie większą wartość niż tylko estetyczną. Są naturalnymi „regulatorami” wilgoci – pochłaniają nadmiar opadów, zapobiegając gwałtownym spływom i powodziom. Ponadto bagna pełnią funkcję magazynów wody w okresach suszy oraz są miejscem akumulacji materii organicznej – torfu – który wiąże węgiel i wspiera równowagę klimatyczną.

Z biologicznego punktu widzenia bagna stanowią unikalne środowisko życia dla wielu rzadkich gatunków roślin i zwierząt, często silnie wyspecjalizowanych i wrażliwych — co czyni je ważnymi punktami ochrony przyrody. Dlatego spacerując po kładce nad Sianożątką nie tylko obcujemy z pięknem natury, ale jesteśmy częścią wrażliwego ekosystemu — zatem warto zachować ciszę i ostrożność, by nie zakłócać jego działania.

Partnerzy portalu:

Byli nauczyciele wyskoczyli jak Filipy z Konopi. Czy oni w ogóle mieli coś wspólnego z transportem?
fot. Adrian Grycuk / Wikipedia | gov.pl / Wikipedia

Byli nauczyciele wyskoczyli jak Filipy z Konopi. Czy oni w ogóle mieli coś wspólnego z transportem?

Jeden zasłynął z tego, że był uznany za sprawcę przestępstwa urzędniczego, drugi — że mu policja zrzucała konfetti z helikoptera. Dwaj byli nauczyciele, którzy w pewnym momencie życia przytulili się do PiS, postanowili w swojej najnowszej aktywności politycznej spróbować czegoś nowego. Chyba po to, by zobaczyć, „jak to jest”. Fakt, że nie mają o tym zielonego pojęcia, w niczym im nie przeszkadzał. Dwaj panowie, niczym rycerze z kronik dawno minionych czasów, wyskoczyli jak przysłowiowe filipy z konopi: Dariusz Piontkowski — kiedyś geograf, potem minister edukacji, czyli człowiek, który wie, gdzie leży Kraków i co to są stalaktyty i stalagmity, oraz Jarosław Zieliński — niegdyś nauczyciel, później wiceminister od mundurów.

Wyglądało to mniej więcej tak, jakby dwóch wodzirejów od apeli szkolnych z dawnych lat postanowiło rozwiązać kryzys publicznego transportu. Bo — nie oszukujmy się — specjaliści od transportu to oni może są, ale tylko tego politycznego, polegającego na przesiadkach z ław rządowych do opozycyjnych.

Największym hitem w ich wykonaniu była jednak troska o… zadłużenie. Chodzi o 9 milionów złotych, które nie wzięło się z mgły o poranku ani z tajemniczego pyłu na podlaskich szosach, tylko z wieloletniego politycznego sterowania PKS-em niczym żaglowcem bez interesowania się wiatrem. W czym udział również brała partia PiS. Piontkowski nawet był marszałkiem województwa, gdy jeszcze PKS Nova nie istniała — tylko PKS Białystok, PKS Łomża, PKS Suwałki, PKS Siemiatycze i PKS Zambrów. I było z tymi firmami tak kolorowo, że w końcu je zlikwidowano na rzecz jednego podmiotu. I teraz ci sami panowie, którzy te koła sterowe kiedyś dotykali i mieli na nie ogromny polityczny wpływ, dziś z wielkim zapałem są oburzeni, że „tam są długi”.

Może to jednak jakaś nowa szkoła zarządzania? Taka, w której doświadczenie w edukacji daje prawo do oceniania firm przewozowych, a epizod w MSWiA nadaje kompetencje do analizowania rentowności kursów autobusowych. Gdyby jutro otworzyli debatę o budowie rakiety kosmicznej z kartonu i taśmy pakowej, też byśmy się nie zdziwili. W końcu obserwacja polityki nauczyła nas jednego: im mniej wiesz, tym głośniej możesz mówić.

A rozwiązanie problemu z pieniędzmi dla PKS jest ciągle to samo i wcale nie magiczne. Albo to jest firma działająca według praw rynku — tak jak teraz, czyli jeździ tam, gdzie się opłaca — albo mówimy wprost, że wynik ekonomiczny nas nie interesuje, PKS staje się departamentem w Urzędzie Marszałkowskim, a nie spółką prawa handlowego, i wtedy możemy robić nawet po 10 kursów dziennie do Rudaków. Jedno albo drugie — ale wreszcie z odwagą powiedzieć to głośno, zamiast udawać, że da się być jednocześnie przedsiębiorstwem i misją społeczną z kieszeni podatników „tak po trochu”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ten film ma 111 milionów wyświetleń. Pływająca reklama Augustowa!

Czasem najlepsza promocja miasta dzieje się sama — wystarczy piękne jezioro, muzyka, energia ludzi i… 111 milionów wyświetleń na YouTube. Film z imprezy na płynącej po jeziorze łódce w Augustowie, na której DJ i saksofonista wspólnie grają kultowy przebój Infinity (Guru Josh Project), stał się fenomenem internetu. Statek, tańczący ludzie, tafla wody, pulsująca muzyka. To wszystko budują narrację o letniej stolicy Polski jako miejscu, gdzie wakacje mają swój własny rytm — lekkie, radosne, pełne życia i wolności. Czy nie takie powinny być reklamy? Jak widać nie trzeba nagrywać klipów za miliony, z czego urzędnicy w całym naszym kraju słyną.

Wystarczyło trochę spontanicznej imprezy i Augustów zyskał światowy zasięg dzięki organicznej energii i autentyczności. To nie jest wyreżyserowany spot reklamowy, lecz prawdziwy moment uchwycony w czasie — spontaniczny i szczery. W kadrze widać to, co zachwyca turystów: bliskość natury, czystą wodę jezior, letni klimat i atmosferę, która przyciąga niczym magnes. Ten film pokazuje Podlaskie jako stylowe i otwarte na ludzi z pasją — miejsce, gdzie można oderwać się od codzienności i zanurzyć w wakacyjnej beztrosce.

Dziś, z perspektywy nadchodzącej zimy możemy śmiało powiedzieć: to pływająca reklama Augustowa, którą warto powielać w przyszłe lato w innych zakątkach Podlaskiego. Bo to reklama, której nie da się odtworzyć w studiu i którą trudno byłoby wymyślić w agencji kreatywnej. To dowód, że wystarczy zorganizować dobrą imprezę w dobrym miejscu. Zadzieje się magia.

Partnerzy portalu:

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Stado żubrów w Puszczy Augustowskiej jest już całkiem liczne — obecnie liczy aż 35 osobników! Przypomnijmy, że wcześniej tych zwierząt w tej części Podlaskiego w ogóle nie było. Stado utworzono dopiero w 2018 roku, zaczynając od zaledwie kilku sztuk. Początkowo decyzja o ich introdukcji spotkała się z oporem lokalnych rolników — żubry, choć majestatyczne i przyciągające turystów, potrafią też wyrządzać szkody w uprawach. Na szczęście z czasem przeważyły względy przyrodnicze i turystyczne, a żubry stały się jedną z wizytówek Puszczy Augustowskiej.

Aby ograniczyć szkody w gospodarstwach, leśnicy dokarmiają żubry zimą. W miejscach, gdzie zwierzęta pojawiają się najczęściej, wysypano buraki, marchew i bele siana. W ich diecie znajdzie się również kiszonka z kukurydzy oraz owies. Leśnicy dostarczają też sól z mikroelementami, umieszczoną w specjalnych lizawkach. Wytypowano cztery stałe punkty dokarmiania.

Warto dodać, że to mogą być jednocześnie doskonałe miejsca obserwacyjne dla turystów i miłośników przyrody. Niedługo dokarmianie rozpocznie się też w Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej, gdzie żubrów jest najwięcej. A jeżeli ktoś woli obejrzeć zwierzęta w kontrolowanych warunkach – warto wybrać się pod Supraśl, gdzie jest zagroda. Można też jechać do Białowieży.

Warto jednak pamiętać, że mimo przyjaznego wyglądu, żubry to dzikie zwierzęta, do których nie wolno zbliżać się ani płoszyć. Choć przypominają krowy lub byki, ich reakcje są zupełnie inne — przestraszone mogą zaatakować. Dlatego wszelkie próby robienia selfie lub podchodzenia do stada mogą skończyć się tragicznie. Dlatego jak spotkacie żubra – trzymajcie dystans.

Partnerzy portalu:

Niech żyje BKM! Jeden autobus więcej, a dumy jakbyśmy właśnie wylądowali na Marsie.

Niech żyje BKM! Jeden autobus więcej, a dumy jakbyśmy właśnie wylądowali na Marsie.

Proszę państwa, oto sensacja! W Budżecie Obywatelskim 2026 najwięcej głosów zdobył… projekt utworzenia nowej linii autobusowej. Tak, dobrze czytacie. Nie nowy  park, nie nie ciekawe i nieoczywiste atrakcje, nie jakieś wypasione miejsce dla młodzieży tylko linia autobusowa. W XXI wieku, w całkiem sporym mieście wojewódzkim, ludzie muszą głosować, żeby łaskawie pojawił się autobus. Ż E N A D A.

W Białymstoku mamy nowoczesność na miarę epoki. Zanim powstanie linia autobusowa, najpierw mieszkańcy muszą łaskawie poprosić urzędników i jeszcze wygrać plebiscyt. A tu już robią się schody, bo poważna potrzeba mieszkańców konkuruje z figurkami misiów. A potem – jeśli wszystko pójdzie dobrze – może za rok czy dwa lata łaskawie pojawi się Solaris, niczym objawienie, który przyjedzie ze trzy razy dziennie i ominie przystanek, bo ten będzie zawsze pusty.

A w takiej Warszawie, mimo istnienia tramwajów, metra i kolei miejskiej, autobusy jeżdżą tak często, że nie zdążysz wyjąć telefonu z kieszeni, to już nadjeżdża kolejny. Ale wiecie za co komunikacja ze stolicy wygrywa z całą Europą (ex æquo z Brukselą)? Nie dlatego, że jest taka nasycona połączeniami. Dlatego, że jest inteligentnie zorganizowana. A w Białymstoku? Tutaj podróż autobusem to bardziej gra losowa: czy się spóźni czy przyjedzie za wcześnie, czy się zmieścisz, czy kierowca włączy ogrzewanie czy trzeba będzie marznąć.

Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest jednak to, że za tą padaką mieszkańcy muszą jeszcze głosować i w ten żałosny sposób prosić o autobus jak o wielką przysługę. Głosują w Budżecie Obywatelskim, jakby to był konkurs piękności. Gratulacje dla urzędników – udało się wam stworzyć patologiczny system, w którym komunikacja miejska nie jest oczywistym obowiązkiem miasta, tylko luksusem do wygrania w głosowaniu. Może w 2027 zaproponujemy komunikację nocną przez cały tydzień? A w 2028 połączenia ekspresowe, które nie objeżdżają jak wąż wszystkich osiedli po kolei z krańców miasta.

Ale może o to właśnie chodzi? Może w Białymstoku chodzi o to żeby prosić łaskawego Pana? My, prosty lud, uniżenie prosimy Cię Królu Truskolaski, bo śmiemy marzyć i głosować za kolejnymi liniami w cudownej metropolii, którą zarządzasz.

Partnerzy portalu:

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Partnerzy portalu:

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Są takie momenty, kiedy Podlaskie wygląda jak z innego świata. Wschody i zachody słońca to właśnie te chwile – krótkie, ale niezwykle intensywne, gdy cała przyroda na chwilę zamiera, a świat nabiera ciepłych barw. To spektakl, który można oglądać codziennie i który nigdy się nie nudzi.

Najpiękniej dzień rodzi się na wschodzie województwa. Na powyższym zdjęciu widzicie Krynki, gdzie gdy słońce wstaje, robi się od razu bajkowo. Ale warto też odwiedzić inne wschodnie miejsca, gdzie przywitanie dnia na pewno będzie przyjemne. Chociażby Niemirów nad Bugiem, gdzie słońce wstaje na zakolach rzeki. Podobnie jest w Drohiczynie, gdzie na górze zamkowej poranne widoki są przepiękne.

Zachody słońca mają zupełnie inny nastrój – są spokojniejsze, bardziej nostalgiczne. Warto wybrać się do Supraśla i Tykocina, gdzie zachody potrafią zamienić całe niebo w pomarańczowo-różową poświatę, która trwa zaledwie kilka minut, ale zostaje w pamięci na długo. A to wszystko możecie obserwować patrząc na klasztor w tym pierwszym mieście, albo na Narew – w tym drugim.

Podlaskie to miejsce, gdzie nie trzeba szukać egzotyki – wystarczy wstać wcześniej albo zostać chwilę dłużej na spacerze. Wschody i zachody słońca przypominają, że każdego dnia dzieje się coś pięknego, tylko trzeba chcieć to zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Nie trzeba jechać daleko, by poczuć smak podróży. W Podlaskiem drogi same w sobie potrafią być celem – wiją się przez lasy, pola i doliny rzek, prowadząc przez małe wioski, gdzie czas płynie spokojniej, a widoki zmieniają się jak w filmie. Wystarczy zatankować i ruszyć bez pośpiechu – jesienią każda z tych tras nabiera jeszcze więcej uroku.

Jedną z piękniejszych dróg jest ta z Sokółki przez Dąbrowę Białostocką, Lipsk do Augustowa. Po drodze podziwiamy Wzgórza Sokólskie i Puszczę Augustowską. Kolejna trasa to Białystok – Supraśl – Krynki. Droga prowadzi przez Puszczę Knyszyńską i przypomina kadr z filmu – pełna światłocienia. To idealny wybór dla tych, którzy kochają podziwiać przyrodę. Szczególnie teraz jesienią, gdy na drzewach występuje cała ciepła paleta. Wystarczy jechać wolniej, delektując się widokiem drzew, które tworzą nad jezdnią naturalny tunel.

Warto też spróbować trasy Niemirów – Granne nad Bugiem, zahaczając od Drohiczyn i Mielnik. Po drodze można zatrzymać się na wielu punktach widokowych. Alternatywnie można pojechać z Ciechanowca przez Brańsk, Suraż, Łapy, Waniewo, Kurowo aż do Tykocina. Ta długa trasa pokaże nam niesamowite wiejskie widoki, cudowne jesienne krajobrazy, a przede wszystkim zamieni podróż w medytację. Bo podlaskie drogi nie służą do szybkiej jazdy – one uczą zwalniać. Bo tu nie chodzi o to, by jak najszybciej dotrzeć, tylko by po drodze naprawdę zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zrób to jak dawniej – przetwory z Podlasia wracają do łask

Jesień w Podlaskiem to czas, gdy spiżarnie znowu wypełniają się po brzegi. W słoikach lśnią ogórki, papryka, buraczki, a na półkach dojrzewają kompoty i dżemy z późnych owoców. Choć kiedyś robienie przetworów było koniecznością, dziś coraz więcej osób wraca do tego zwyczaju z wyboru. To nie tylko sposób na zatrzymanie smaku lata, ale też na chwilę spokoju i poczucie, że robi się coś prawdziwego, własnymi rękami.

W Podlaskiem ten rytuał nigdy tak naprawdę nie zanikł. W wielu domach wciąż przygotowuje się tradycyjne kiszonki według rodzinnych receptur, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W beczkach fermentują kapusty, w glinianych garnkach – ogórki, a w piecach suszą się jabłka i grzyby. Coraz częściej młodzi ludzie odkrywają w tym dawnym rytuale coś więcej niż tylko zapasy na zimę – odkrywają spokój i sens prostego życia.

Na giełdzie w Białymstoku z kolei można dostać lokalne przetwory z podlaskich gospodarstw. Bez chemii, bez pośpiechu – z tym samym smakiem, jaki pamiętamy z dzieciństwa. Sok z aronii, miody, chrzany czy ogórki. To wszystko symbol jakości i powrotu do natury. Robienie przetworów to trochę jak zatrzymanie czasu – chwila, w której zapach owoców i ziół przypomina, że życie nie musi być szybkie, by było pełne. Może właśnie dlatego, w epoce gotowych produktów, coraz więcej osób sięga po słoiki, by znów poczuć radość z czegoś własnoręcznie stworzonego.

Partnerzy portalu:

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

W świecie, w którym ciągle coś dzwoni, gra, powiadamia i przeszkadza, cisza staje się luksusem. A jednak w Podlaskiem wciąż można ją znaleźć – prawdziwą, głęboką, niemal dotykalną. Wystarczy odjechać kilkanaście kilometrów od Białegostoku, by zniknęły dźwięki cywilizacji, a pozostał tylko szum drzew, skrzypienie drewnianych mostków i śpiew ptaków.

Jednym z takich miejsc jest Białowieski Park Narodowy – szczególnie o poranku, gdy mgły unoszą się nad parkiem pałacowym, a woda w stawach odbija kolory nieba. Słychać tylko plusk ryby i odgłos skrzydeł ptaków. Podobne wrażenie daje spacer po Puszczy Knyszyńskiej, zwłaszcza w rejonie Królowego Mostu, gdzie las zdaje się pochłaniać każdy dźwięk. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, by poczuć, jak napięcie znika z ciała.

Ciszę można odnaleźć też w miejscach mniej znanych – jak w rezerwatach od Krzemianki, przez okolice Czarnej Białostockiej i Supraśla. To przestrzenie, w których nie ma ruchu turystycznego, nie docierają hałasy samochodów, a jedynym towarzyszem bywa czasem wiatr. W takich chwilach człowiek przypomina sobie, jak to jest po prostu być – bez pośpiechu, bez słów, w obecności natury.

Podlaskie nie potrzebuje wielkich atrakcji, by zachwycać. Wystarczy trochę spokoju, zapach wilgotnego mchu i cisza, która koi bardziej niż najdroższe wakacje. Jeśli szukasz odpoczynku, nie musisz jechać daleko. Wystarczy otworzyć mapę i znaleźć małą, zieloną plamkę – tam, gdzie kończy się asfalt, a zaczyna prawdziwy świat.

Partnerzy portalu:

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Podlaskie w złotej odsłonie jesieni – spaceruj, póki słońce jeszcze grzeje

Jesień rozgościła się w Podlaskiem na dobre, a tegoroczna naprawdę zachwyca. Wystarczy wyjść z domu, by zobaczyć, jak lasy i pola zamieniły się w malarski pejzaż – odcienie złota, czerwieni i pomarańczy tańczą na wietrze, a każdy krok pośród liści brzmi jak cichy koncert natury. To najlepszy moment, by na chwilę zwolnić, wziąć głęboki oddech i poczuć, jak słońce wciąż jeszcze delikatnie ogrzewa twarz.

Wystarczy krótki spacer po Puszczy Knyszyńskiej, wzdłuż Narwi czy po parkach miejskich, by zrozumieć, dlaczego właśnie jesień uchodzi za najbardziej fotogeniczną porę roku. Światło jest miękkie, powietrze czyste, a zapach wilgotnych liści i ziemi tworzy atmosferę, której nie da się odtworzyć o żadnej innej porze. W lesie słychać jeszcze ostatnie śpiewy ptaków przed odlotem, a przydrożne aleje klonów i lip zdają się płonąć w słońcu.

To także czas, kiedy warto oderwać się od ekranu i ruszyć na szlak – nawet krótki spacer wokół wsi, po ścieżkach Biebrzańskiego Parku Narodowego czy bulwarami w Supraślu może działać jak najlepsza terapia. Nie trzeba planować długiej wyprawy – wystarczy pół godziny wśród drzew, by poczuć spokój i przypomnieć sobie, że piękno często jest tuż obok.

Zanim listopadowe deszcze zmyją kolory, wykorzystajmy każdą słoneczną chwilę. Złota jesień nie trwa długo – ale wspomnienia spacerów wśród czerwonych liści zostaną na długo.

Partnerzy portalu:

Jak służby Putina rozgrywają Polaków?

Jak służby Putina rozgrywają Polaków?

Rosja nie musi wysyłać czołgów, żeby przesuwać granice naszego bezpieczeństwa. Wystarczy, że wślizgnie się do naszych rozmów, mediów i głów. Sfera informacyjna to dla Kremla pełnoprawny teatr działań – z planem, budżetem i reżyserią. Ośrodek Studiów Wschodnich od lat pokazuje, jak ta machina pracuje: propaganda i dezinformacja nie są dodatkiem do polityki, lecz jej rdzeniem. Ich cel jest zawsze ten sam: w domu cementować władzę, na zewnątrz – rozmontowywać odporność przeciwników. Polska jest w tym scenariuszu celem pierwszoplanowym, bo stoi na drodze rosyjskiej strefie wpływów i ma odruch solidarności z Ukrainą. Więc trzeba ją ośmieszyć, podzielić, wyczerpać. I to właśnie robią służby Putina – codziennie, metodycznie, po cichu i bez skrupułów.

Sposób pierwszy: wdrukować Polakom obcą opowieść o nas samych. W rosyjskich przekazach jesteśmy prymitywnym imperialistą, który marzy o „kresowych łupach”, tęskni do 1612 roku i chowa szablę za pazuchą pod flagą NATO. Wersja eksportowa mówi więc Ukraińcom: „Polacy to nie sojusznik, tylko złodziej ziemi”. Wersja krajowa szepcze nam: „wasze elity zdradzą was dla Kijowa”. Do kompletu dokładane są spreparowane „dowody”: rzekome mapy polskiej telewizji z zachodnią Ukrainą w granicach RP, insynuacje o „oddziałach LGBT” w Wojsku Polskim, słowa przypisywane Zełenskiemu o przekazywaniu Polsce terytoriów. To nie są memy z piwnicy. To procedury. Komunikaty są projektowane tak, by grały na nerwach i odruchach: lęku przed wojną, niechęci do kosztów, zmęczeniu pomocą. Mają rozewrzeć szwy polsko-ukraińskiego zaufania i wylać w nie brudny, lepki klej podejrzeń.

Sposób drugi: zalać przestrzeń cyfrową, aż nikt nie rozróżni piany od wody. Trolle, boty, „webbrygady”, firmy-słupy kupujące „autentyczne” komentarze – to dziś tańsze niż batalion piechoty, a efektywniejsze niż niejedna dywizja. Astroturfing tworzy iluzję spontanicznych tłumów: niby zwykli ludzie „od dołu” mają dość uchodźców, są „po prostu sceptyczni” wobec NATO, „pytają tylko” o koszty wsparcia Ukrainy. Łańcuch jest zawsze ten sam: fałszywka → wzburzenie → amplifikacja → normalizacja.

Sposób trzeci: przenikać realną politykę tam, gdzie boli najbardziej – w kasę i w krwiobieg instytucji. Źródła i analizy OSW opisują klasykę „środków aktywnych”: sieciowanie „organizacji kulturalnych”, projekty „dialogu religijnego”, finansowanie grup, które „przypadkiem” powtarzają tezy Moskwy. Do tego prowokacje i sabotaże – wystarczy iskra na granicy, incydent z dronem, tajemniczy pożar czy zasłyszana rozmowa w mundurach – i już można szyć narrację o nieudolnym państwie, które „nie panuje nad niczym”. Finalnie powstaje obraz, w którym Polska jest jednocześnie agresorem i nieudacznikiem: dla Rosjan – wilkiem, dla Polaków – baranem prowadzonym na rzeź przez „zachodnich pasterzy”. Cyniczne? Oczywiście. Skuteczne? Niestety.

W tym miejscu trzeba powiedzieć coś nieprzyjemnego: ta operacja działa, bo ma podatną glebę. Polska to kraj niskiego zaufania. Przerobiliśmy afery, butę władzy, medialną wojnę na froncie 24/7 i komunikację państwa, która bywa – łagodnie mówiąc – niespójna. Jeśli rząd informuje o incydencie i trzy razy zmienia wersję, to nie trzeba Kremla, by ludzie przewracali oczami. Jeśli ktoś z góry mówi obywatelom „zaufajcie nam”, ale nie pokazuje liczb, dokumentów, procedur, to nie jest prośba – to zaproszenie dla dezinformacji. Tak, nieufność bywa zdrowa. Ale w polskich warunkach zbyt często przeradza się w cynizm: „wszyscy kłamią, więc ja wybiorę kłamstwo, które lepiej brzmi”. To jest przepis na państwo bez kręgosłupa. I właśnie na taki organizm polują służby Putina.

Kto wzrusza ramionami, niech spojrzy na brytyjskie lustro. Brexit zaczął się od banałów: hasła o „odzyskaniu kontroli”, autobus z 350 milionami dla NHS, poczucie, że „elity nas nie słuchają”. Brzmi znajomo? Do tej mieszaniny dołożono rosyjską przyprawę: rtęciowe media RT i Sputnik pompowały antyunijne narracje, trolle i boty spuszczały do kanałów społecznościowych strumienie emocjonalnej piany, a państwo brytyjskie – zajęte własną grą – nie sprawdziło, jak głęboko to sięgnęło. Dziś bilans jest bezlitosny. YouGov w czerwcu 2025 roku pokazuje, że większość Brytyjczyków uważa wyjście z UE za błąd. Większość ocenia Brexit jako porażkę, większość chce bliższych relacji z Unią, a wielu – po prostu powrotu. Coś, co miało „uwolnić” państwo, spętało gospodarkę i politykę. Coś, co miało być katharsis, okazało się długotrwałym kacem. Czy rosyjska ingerencja „przechyliła szalę”? Rzetelnego, pełnego śledztwa nie było – i to już samo w sobie jest aktem oskarżenia pod adresem elit. Ale jedno wiemy na pewno: rosyjskie sieci wpływu wykorzystały bliskość wyniku i pęknięcia społeczne do maksimum. Dokładnie tak to działa: nie trzeba sfabrykować 10 punktów procentowych. Wystarczy poruszyć jedną setną – a historia skręci w ślepy zaułek.

Polska nie jest skazana na powtórkę. Ale musi wyjść z roli naiwnego widza. Po pierwsze, państwo ma obowiązek mówić prawdę szybko, jasno i do końca. Informacja opóźniona to informacja przegrana. Po drugie, media – również te, które szczycą się patriotyczną pozą – mają przestać żyrować fejki tylko dlatego, że pasują do linii dnia. Po trzecie, my – obywatele – musimy przestać mylić „zdrowy sceptycyzm” z emocjonalnym refleksem „udowodnijcie, że to nie spisek”. Służby Putina nie rozerwą nas siłą. One nas rozkręcają jak słoik: milimetr po milimetrze, aż nagle metal puszcza. I wtedy wystarczy lekki skręt, żeby nakrętka poleciała.

Przy całej bezlitosnej diagnozie warto postawić kropkę nad i: krytykować władzę – tak, rozliczać – tak, domagać się przejrzystości – tak. Ale nie oddawać własnego osądu w ręce farm trolli i cynicznych propagandystów. Zaufanie buduje się powoli, kłamstwo rozchodzi się błyskawicznie. Jeśli Polacy chcą być nie do rozegrania, muszą znów mieć wspólny fundament faktów. Możemy się spierać o wybory, podatki i granice kompromisu. Ale nie możemy pozwolić, by spór zastąpił rzeczywistość. Bo wtedy obudzimy się w kraju, w którym decyzje podejmują nie obywatele, tylko cudze algorytmy. I nie będzie to „krótka zwycięska wojna”. To będzie cicha kapitulacja.

Co więc może zrobić zwykły obywatel, który nie ma w rękach mediów, służb ani politycznych dźwigni? Więcej, niż się wydaje.

Po pierwsze – sprawdzać źródła. Zanim udostępnisz sensacyjny news, zatrzymaj się na dziesięć sekund, zajrzyj, kto to napisał, kiedy, i gdzie jeszcze o tym piszą. Jeśli odpowiedzi brzmią: „anonimowy kanał”, „screen z Telegrama”, „nigdzie indziej” – to już wiesz, że pachnie to trollownią.

Po drugie – karmić się różnorodnością, nie algorytmem. Nie pozwól, by to Facebook czy YouTube decydowały, jakie masz poglądy. Czytaj różne źródła, także te, które cię drażnią – tylko wtedy zobaczysz, gdzie kończy się opinia, a zaczyna manipulacja.

Po trzecie – nie powtarzać emocji, których nie rozumiesz. W sieci gniew jest walutą, a twoje wzburzenie to dla trolla darmowe paliwo.

Po czwarte – rozmawiać na żywo. Nic tak nie rozbraja propagandy jak prawdziwa rozmowa przy stole, bez filtrów i nagłówków.

I wreszcie – uczyć się, jak działa informacyjna wojna, bo dziś to element obywatelskiej obronności tak samo ważny jak znajomość hymnu. Dezinformacja jest skuteczna tylko wtedy, gdy społeczeństwo nie zna zasad gry. A Polacy, jeśli coś potrafią, to uczyć się szybko, gdy stawką jest wolność.

Partnerzy portalu: