Nowa linia 50 w BKM – sukces obywateli i wielka porażka miasta.
fot, Facebook Radała Rudnickiego, wiceprezydenta miasta

Nowa linia 50 w BKM – sukces obywateli i wielka porażka miasta.

Od dziś białostoczanie mogą korzystać z nowej linii autobusowej nr 50 w ramach Białostockiej Komunikacji Miejskiej. Warto przypomnieć, że linia ta powstała nie w wyniku planowych działań miasta, lecz jako efekt inicjatywy mieszkańców przeforsowanej w Budżecie Obywatelskim. Trasa prowadzi od ul. Filipowicza do ul. Przędzalnianej, w dużej mierze Trasą Niepodległości, z odgałęzieniami na poszczególne osiedla.

I już sam ten fakt powinien skłaniać do refleksji. W mieście tej wielkości podstawowe potrzeby transportowe nie powinny być realizowane dopiero wtedy, gdy mieszkańcy „wywalczą” je w głosowaniu. Skoro linia była potrzebna, to dlaczego nie mogła powstać w normalnym trybie planistycznym? Na to pytanie częściowo odpowiada wiceprezydent Rafał Rudnicki, który na swoim profilu w mediach społecznościowych wskazuje, że przyczyną były wątpliwości co do liczby potencjalnych pasażerów. „Teraz będzie można to zweryfikować” – pisze. Po czym dodaje: „Ale bez względu na to, linia nr 50 i tak będzie cały czas funkcjonować. Wszak jest projektem obywatelskim”.

Ten komentarz odsłania istotny problem systemowy. Z jednej strony miasto deklaruje brak pewności co do sensowności danej linii, z drugiej – uruchamia ją „bez względu na koszty”, ponieważ została przegłosowana przez mieszkańców. Trudno uznać to za racjonalne zarządzanie transportem publicznym. To raczej dowód na brak spójnej strategii i odpowiedzialności decyzyjnej. Wystarczy przyjrzeć się konstrukcji Białostockiej Komunikacji Miejskiej, by zrozumieć skalę problemu. BKM jest zarządzana w sposób skrajnie urzędniczy, a model jej funkcjonowania od lat budzi kontrowersje. Krytyka nie dotyczy jednej decyzji czy jednej linii, lecz wieloletniego kierunku, w którym system ten się kurczy zamiast rozwijać.

Niezrozumiała hybryda

Sprawy personalne to jedno, ale kluczowy jest sam model organizacyjny. BKM obsługiwana jest przez trzy miejskie spółki. Przewozy muszą się więc bilansować finansowo, tymczasem ceny biletów ustalają radni miejscy. W praktyce oznacza to sytuację, w której podmioty odpowiadające za realizację usług nie mają realnego wpływu na ich wycenę. To tak, jakby prowadzić kilka sklepów, w których ceny ustala ktoś z zewnątrz, a następnie oczekiwać rentowności.

Efekt? Bilety są drogie, a komunikacja miejska coraz mniej konkurencyjna. Nie jest tajemnicą, że część mieszkańców wybiera taksówki lub samochody prywatne. Jednocześnie system i tak wymaga stałego dofinansowania z budżetu. Trudno o bardziej sprzeczną konstrukcję.

Całość przypomina hybrydę, w której niewiele elementów ze sobą współgra. Zamiast realnej reformy, od lat utrzymuje się status quo. Po co miastu trzy spółki komunikacyjne? Poza argumentami historycznymi i politycznymi trudno wskazać dziś przekonujące uzasadnienie. Obawy sprzed lat, związane ze strajkami po czasach transformacji, nie przystają do obecnych realiów prawnych i gospodarczych. Polska nie jest już krajem z początku lat 90., a utrzymywanie przestarzałych struktur tylko generuje koszty.

Kolejnym problemem jest sama siatka połączeń. Białystok przez ostatnie dekady znacząco się rozrósł i zagęścił, lecz system komunikacji miejskiej zdaje się tego nie dostrzegać. Od lat 90. (nie licząc linii podmiejskich) uruchomiono zaledwie kilka nowych regularnych linii. Co znamienne, nowa linia 50 w dniu startu nie jest nawet ujęta na stronie internetowej BKM.

zrzut ekranu strony BKM z 30.01.2026

Nie mamy linii ekspresowych. Linie nocne funkcjonują wyłącznie w weekendy. Na schematach wszystko wygląda poprawnie — miasto jest „pokryte” autobusami. W praktyce przejazd między oddalonymi osiedlami często zajmuje ponad godzinę, podczas gdy samochodem ten sam dystans można pokonać w kilkanaście minut albo maksymalnie w pół godziny. Najśmieszniejsze są w tym wszystkim wiecznie puste buspasy. Trudno się dziwić wyborom mieszkańców.

Do tego dochodzi dramatycznie niewystarczająca liczba węzłów przesiadkowych. Realnie są to głównie okolice centrum — skrzyżowanie Sienkiewicza i Piłsudskiego, dworzec kolejowy i autobusowy oraz rejon Hetmańskiej i Solidarności. Przy 29 osiedlach to zdecydowanie za mało. Gęsta komunikacja istnieje właściwie tylko w śródmieściu i okolicach.

fot, Facebook Radała Rudnickiego, wiceprezydenta miasta

Modelowa komunikacja miejska

Gdyby ktoś naprawdę poważnie traktował transport publiczny w Białymstoku, planowałby go w skali całego miasta, a nie punktowo i reaktywnie. Komunikacja miejska w dużym mieście nie polega na „łataniu dziur” pojedynczymi liniami ani na reagowaniu dopiero wtedy, gdy presja społeczna staje się zbyt głośna. To system krwionośny miasta, który musi być projektowany całościowo, z wyprzedzeniem i według jasnych zasad.

Modelowo transport publiczny powinien opierać się na czytelnej hierarchii połączeń. Rdzeniem systemu muszą być szybkie, częste linie główne – kursujące co kilka minut, łączące największe osiedla z kluczowymi punktami miasta. Do nich powinny być dowiązane linie osiedlowe i dowozowe, których zadaniem nie jest „jechać wszędzie”, lecz sprawnie doprowadzić pasażera do węzła przesiadkowego. Przesiadka nie może być porażką – musi być naturalnym elementem podróży, szybkim i przewidywalnym. W Białymstoku cały czas urzędnicy się przed tym bronią. Centra przesiadkowe funkcjonują bardziej „przy okazji”.

Duże miasto nie funkcjonuje bez sieci węzłów przesiadkowych. Nie jednego czy dwóch w centrum, lecz wielu – rozlokowanych na styku osiedli, przy dużych arteriach, centrach handlowych, zakładach pracy i uczelniach. Węzeł to nie przystanek z ławką, lecz miejsce, gdzie linie się spotykają, a rozkłady są zsynchronizowane. Tam pasażer nie „czeka”, tylko płynnie się przesiada.

Kolejna rzecz to czas. Transport publiczny musi być konkurencyjny wobec samochodu. Jeśli dojazd autobusem trwa dwukrotnie dłużej niż autem, to żadna kampania promocyjna tego nie zmieni. Stąd potrzeba buspasów, priorytetu na skrzyżowaniach, linii ekspresowych i realnego uprzywilejowania komunikacji zbiorowej w ruchu miejskim – nie na papierze, lecz na ulicy. Co mamy w Białymstoku? Puste buspasy, uprzywilejowane światła dla autobusów jako ciekawostka, a nie standard, brak lini ekspresowych. A zamiast nich linie długie i ciągnące się jak spaghetti.

Równie istotna jest częstotliwość i prostota. Pasażer nie powinien studiować rozkładu jazdy jak instrukcji obsługi reaktora. W dobrze zaprojektowanym systemie autobus „po prostu przyjeżdża” – co 5, 7 czy 10 minut. Linia nocna nie jest „fanaberią weekendową”, tylko elementem bezpieczeństwa i normalnego funkcjonowania miasta przez całą dobę. Bez tego wszystkiego transport publiczny zawsze będzie przegrywał z samochodem. A miasto, które przegrywa walkę o komunikację zbiorową, przegrywa jakość życia swoich mieszkańców.

Dlaczego ciągle nie mamy Szybkiej Kolei Miejskiej?

Na koniec wisienka na torcie. Białystok ma realne warunki do stworzenia Szybkiej Kolei Miejskiej, ale władze miasta od lat konsekwentnie nie podejmują tego tematu. Zamiast myślenia systemowego dominuje przekonanie, że obecne rozwiązania są „wystarczające”. Efekt? Kolej – najwydajniejszy środek transportu w aglomeracjach – pozostaje w praktyce poza miejskim systemem komunikacyjnym.

Tymczasem połączenie kolei i autobusów byłoby jednym z najprostszych i najtańszych sposobów realnego usprawnienia transportu w mieście. Białystok już dziś posiada linię kolejową przebiegającą przez jego obszar, z przystankami, które naturalnie mogłyby pełnić rolę węzłów przesiadkowych. Nie trzeba budować torów od zera ani wymyślać technologii przyszłości – wystarczy włączyć istniejącą infrastrukturę w system transportu miejskiego.

Dlaczego to działa? Bo kolej miejska jest szybka, punktualna i odporna na korki. Pociąg jadący przez miasto nie stoi na światłach, nie grzęźnie w szczycie komunikacyjnym i nie konkuruje z ruchem samochodowym o każdy metr asfaltu. Dla mieszkańców peryferyjnych osiedli lub miejscowości przyległych oznaczałoby to radykalne skrócenie czasu dojazdu – często o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut.

Integracja kolei z autobusami pozwoliłaby też uporządkować całą siatkę połączeń. Autobusy przestałyby udawać dalekobieżne środki transportu, a zaczęłyby pełnić rolę dowozową – dokładnie tak, jak robi się to w nowoczesnych miastach. Jeden bilet, jeden system informacji, skoordynowane rozkłady i realna alternatywa dla samochodu. To nie jest rewolucja – to standard.

Co więcej, Szybka Kolej Miejska działa najlepiej właśnie tam, gdzie komunikacja autobusowa jest niewydolna na dłuższych dystansach. Czyli dokładnie w takich miastach jak Białystok: z oddalonymi osiedlami i coraz większym ruchem samochodowym. Rezygnowanie z tego narzędzia nie jest przejawem ostrożności, lecz braku ambicji transportowej. Dopóki kolej będzie traktowana jako byt „obok miasta”, a nie jego integralna część, dopóty będziemy kręcić się w kółko: drogie bilety, długie dojazdy, ucieczka mieszkańców do samochodów i kolejne, coraz większe dopłaty z budżetu. A potem zdziwienie, że komunikacja miejska się nie broni.

Partnerzy portalu:

To ostatnie dni ferii. Spędźcie je rodzinnie.

To ostatnie dni ferii. Spędźcie je rodzinnie.

Zimowe ferie powoli dobiegają końca, ale to wcale nie oznacza, że trzeba je spędzić w pośpiechu i bez pomysłu. Wręcz przeciwnie – to idealny moment, by wykorzystać to, co w Podlaskiem zimą najcenniejsze: spokój, przyrodę i czas dla siebie oraz bliskich.

Póki jeszcze leży śnieg, warto wybrać się na leśne spacery. Podlaskie lasy zimą mają w sobie coś pierwotnego – skrzypiący pod butami śnieg, cisza przerywana tylko szumem drzew i śladami zwierząt na białych ścieżkach. To także dobry moment na kuligi – te z końmi, kocami i gorącą herbatą, ale też te bardziej spontaniczne, organizowane lokalnie. A jeśli kulig, to najlepiej zakończony ogniskiem – z kiełbaskami, rozmową i prostą radością bycia razem.

Dla tych, którzy wolą bardziej aktywny wypoczynek w mieście, świetnym pomysłem będzie lodowisko. Ostatnie dni ferii to dobra okazja, by jeszcze raz założyć łyżwy – bez presji, bez rywalizacji, po prostu dla zabawy. Alternatywą są baseny i aquaparki (np. w Suwałkach), które pozwalają na chwilę zapomnieć o zimie i rozgrzać się w wodzie, szczególnie gdy za oknem mróz.

Warto też przypomnieć sobie, jak spędzało się czas „kiedyś”. Wspólne wyjście do kina na seans, który naprawdę się ogląda, a nie przewija w telefonie. Albo do teatru – jako małe święto, chwila skupienia i kontaktu z żywym słowem. To proste rzeczy, które dziś znów stają się wyjątkowe.

Ostatnie dni ferii nie muszą być tylko odliczaniem do powrotu do codzienności. Mogą być spokojnym domknięciem zimowego czasu – z ruchem, rozmową, śmiechem i chwilą oddechu. W Podlaskiem nie trzeba daleko jechać, by przeżyć coś wartościowego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białostoccy studenci wynaleźli ubranie przyszłości?

Czy moda może powstawać z… jabłek i porzeczek? Studenci Politechniki Białostockiej udowadniają, że tak. Koło Naukowe „Rolka” z Wydziału Budownictwa i Nauk o Środowisku opracowało innowacyjny materiał o nazwie EcoCorium – w pełni biodegradowalną ekoskórę pochodzenia roślinnego, która może stać się realną alternatywą zarówno dla skóry naturalnej, jak i syntetycznej.

EcoCorium powstało w ramach projektu badawczego realizowanego przez studentów, którzy w warunkach laboratoryjnych testowali m.in. wytłoki jabłkowe oraz pulpę z czerwonej i czarnej porzeczki. Celem było stworzenie materiału przyjaznego środowisku, a jednocześnie estetycznego i użytkowego. Efekty prac nie pozostały jedynie w sferze teorii – z nowego tworzywa powstały już designerskie dodatki, takie jak torebka, etui na długopis czy wizytownik.

– Studenci zrealizowali projekt badawczy EcoCorium, którego celem było opracowanie innowacyjnego, w pełni biodegradowalnego materiału pochodzenia roślinnego, stanowiącego ekologiczną alternatywę dla tradycyjnej i syntetycznej skóry – mówi Kinga Koziak, absolwentka inżynierii rolno-spożywczej i leśnej na Politechnice Białostockiej, związana z Kołem Naukowym „Rolka”.

Potencjał EcoCorium został szybko zauważony. Projekt zdobył grant w wysokości 10 000 zł w konkursie Fundacji Banku Ochrony Środowiska, trafiając do ścisłej czołówki pięciu najlepszych inicjatyw spośród 60 zgłoszeń w kategorii kół naukowych. To wyraźny sygnał, że rozwiązania tworzone w Białymstoku mogą mieć znaczenie nie tylko lokalne, ale i ogólnopolskie.

Czy ekoskóra z owocowych odpadów to tylko ciekawostka, czy zapowiedź rewolucji w modzie i przemyśle materiałowym? Jeśli rozwój projektu pójdzie w stronę skalowania produkcji, EcoCorium może w przyszłości trafić nie tylko do akcesoriów, ale również do ubrań, tapicerki czy elementów wyposażenia wnętrz. Być może właśnie w Podlaskiem rodzi się materiał, który za kilka lat będziemy nosić na co dzień.

Na koniec warto spojrzeć szerzej na to, dlaczego w ogóle szuka się nowych materiałów. Współczesna odzież – szczególnie ta produkowana masowo – w ogromnej mierze powstaje z tworzyw syntetycznych, które rozkładają się setki lat, uwalniają mikroplastik podczas prania. Skóra naturalna z kolei wiąże się z kosztami środowiskowymi i etycznymi, a jej obróbka wymaga użycia agresywnych chemikaliów. Projekty takie jak EcoCorium są odpowiedzią na ten problem – próbą zerwania z modelem „szybko wyprodukuj, szybko wyrzuć” i poszukiwania materiałów, które po zakończeniu swojego życia wrócą do obiegu natury, zamiast pozostawać problemem na dziesięciolecia.

Partnerzy portalu:

Popularny białostocki basen po modernizacji

Popularny białostocki basen po modernizacji

Międzyszkolny Ośrodek Sportowy w Białymstoku wrócił do normalnego funkcjonowania po szeroko zakrojonych pracach modernizacyjnych. Dla tysięcy osób korzystających z pływalni najważniejsze zmiany dotyczą codziennego komfortu, bezpieczeństwa i warunków do nauki pływania oraz treningu.

Najbardziej odczuwalna różnica to poprawa jakości powietrza i akustyki w hali basenowej. Nowa wentylacja nad niecką oraz panele akustyczne ograniczają hałas i wilgoć, które przez lata były jedną z głównych bolączek tego obiektu. Zmieniono także sposób dezynfekcji wody – zastosowanie lamp UV-C pozwala ograniczyć rozwój bakterii i poprawia jej jakość, co ma bezpośrednie znaczenie dla zdrowia użytkowników.

W obiekcie wprowadzono też realne wzmocnienie systemów bezpieczeństwa. Oprócz nowych zabezpieczeń przeciwpożarowych zwiększono dostępność defibrylatorów AED – obecnie na terenie pływalni działa ich sześć. Przebudowano również przestrzenie wspólne: korytarze, hol wejściowy i zaplecze techniczne, dzięki czemu poruszanie się po obiekcie jest bardziej intuicyjne i funkcjonalne.

Nowością jest także siłownia, która uzupełnia ofertę ośrodka i pozwala korzystać z infrastruktury sportowej osobom, które niekoniecznie chcą wchodzić na basen. Dla młodzieży i dorosłych oznacza to dodatkową, bezpieczną przestrzeń do regularnej aktywności fizycznej.

MOS pozostaje jednym z kluczowych punktów sportowych w Białymstoku. Tygodniowo korzysta z niego około 6 tysięcy osób – zarówno w ramach zajęć zorganizowanych, jak i indywidualnych wejść. Szczególną rolę odgrywa nauka pływania dzieci i młodzieży oraz treningi sekcji pływackiej MKS „Juvenia” Białystok, działającej nieprzerwanie od ponad 50 lat.

Prace prowadzono w 2025 roku i zakończono je pod koniec roku. Ich koszt wyniósł blisko 6 mln zł, z czego część została sfinansowana z dotacji państwowej. Wykonaniem zajęło się konsorcjum lokalnych firm.

Partnerzy portalu:

Miliony poszły w bagno. Gmina będzie oddawać dofinansowanie?
fot. UM Łapy

Miliony poszły w bagno. Gmina będzie oddawać dofinansowanie?

Gmina Łapy może zostać zmuszona do oddania około 3,5 miliona złotych unijnego dofinansowania, które kilka lat temu trafiło na uzbrojenie terenów inwestycyjnych w podstrefie ekonomicznej. Problem? Tereny, które miały przyciągać przedsiębiorców, leżą na… torfowiskach.

To jeden z tych przypadków, w których papier przyjmie wszystko, a rzeczywistość brutalnie weryfikuje urzędniczy optymizm. Bo o ile na mapie każdy grunt wygląda solidnie, o tyle w terenie okazało się, że pod przyszłe hale i zakłady zamiast stabilnego podłoża jest grząsko, mokro i mało budowlano. Warunkiem otrzymania dotacji była sprzedaż działek inwestorom. Część gruntów rzeczywiście znalazła nabywców, ale ostatecznie wyszło, że na torfie nie da się sensownie budować. W efekcie jest ryzyko zwrotu unijnych pieniędzy.

Najbardziej zaskakujące w całej historii jest to, że „odkrycie” torfu nastąpiło już po uzbrojeniu strefy. Czyli najpierw wydano miliony złotych na przygotowanie terenów, a dopiero potem okazało się, że nadają się one co najwyżej na lekcję  pod hasłem „jak tego nie robić”. Niektórzy radni zwracają uwagę, że działki można było próbować sprzedać taniej. Pytanie tylko, czy obniżka ceny rozwiązuje problem gruntu, na którym inwestor musiałby najpierw walczyć z naturą, a dopiero potem z przepisami?

Cała podstrefa ekonomiczna w Łapach to 24 hektary, których uzbrajanie trwało kilka lat. Łączny koszt inwestycji przekroczył 18 milionów złotych, z czego blisko 13 milionów pochodziło z Unii Europejskiej. Dziś zamiast nowych miejsc pracy i firm mamy spór o to, ile dokładnie pieniędzy trzeba będzie oddać i z jakiej części inwestycji gmina faktycznie się wywiązała.
Na razie nie ma jeszcze ostatecznej decyzji o zwrocie pełnej kwoty, ale sam fakt, że w budżecie trzeba było „zabezpieczać” środki na oddawanie dotacji, mówi o zarządzaniu gminą dużo.

Partnerzy portalu:

Ferie w Białymstoku? Jest co robić! Gry planszowe, zajęcia ruchowe i warsztaty.
fot, podlaskie.eu

Ferie w Białymstoku? Jest co robić! Gry planszowe, zajęcia ruchowe i warsztaty.

Jeszcze tydzień ferii przed nami. Do ich końca Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego oraz jej filie w Białymstoku prowadzą zajęcia dla dzieci i młodzieży, skierowane głównie do rodzin z młodszymi uczestnikami. Program obejmuje gry planszowe i logiczne, warsztaty plastyczne, aktywności ruchowe oraz zajęcia związane z nowymi technologiami.

W siedzibie głównej przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej 14A jeszcze w przyszłym tygodniu odbywać się będą spotkania w ramach „Ferii w Książnicy”. W dniach 28 i 29 stycznia, w godzinach 10.00–13.00, w galerii na parterze zaplanowano wspólne granie w planszówki, czytanie na dywanie, zabawy z klockami LEGO oraz projektowanie i wykonywanie własnych przypinek. Na zakończenie ferii, w sobotę 31 stycznia, biblioteka organizuje zimowy turniej szachowy dla dzieci.

Równolegle Książnica proponuje zajęcia w przestrzeni zbiorów specjalnych, poświęcone technologii i grom. 26 stycznia odbędą się warsztaty programowania dla dzieci w wieku od 7 do 12 lat, natomiast 28 stycznia zaplanowano spotkanie z grami ruchowymi wykorzystującymi konsole oraz technologię VR. W obu przypadkach obowiązują zapisy, ponieważ liczba miejsc jest ograniczona.

Oferta ferii obejmuje również filie biblioteczne w różnych częściach miasta. W wielu z nich dominują zajęcia plastyczne, czytelnicze i ruchowe, a także swobodny dostęp do gier planszowych i konsol. Część placówek przygotowała cykle tematyczne, m.in. ferie detektywistyczne, zajęcia poświęcone dinozaurom, zwierzętom zimą czy historii Białegostoku. W innych filiach zaplanowano warsztaty kreatywne, turnieje gier – w tym FIFA – oraz wspólne czytanie dla dzieci i opiekunów.

Zajęcia odbywają się do 31 stycznia, wstęp na nie jest bezpłatny, jednak w wielu przypadkach wymagane są wcześniejsze zapisy. Szczegółowe informacje dotyczące terminów i dostępności miejsc publikowane są przez poszczególne filie Książnicy Podlaskiej.

Partnerzy portalu:

Śnieżna zima zrobiła coś, czego nie było od lat

Śnieżna zima zrobiła coś, czego nie było od lat

Przez lata brak śniegu sprawił, że sanki stały w piwnicach, jabłuszka kurzyły się na strychach, a dziecięce zimowe zabawy zniknęły same, bez żadnych zakazów. Po prostu nie było warunków. W tym roku wystarczyło kilka solidnych opadów, by wszystko wróciło — jakby czekało w gotowości. Na osiedlach znów pojawiły się górki pełne dzieci, kolejki bez regulaminu, krzyk, śmiech i dźwięk sanek sunących po ubitym śniegu. W wielu miejscach wróciły też anioły na śniegu, bałwany czy  nawet igloo, bo zimy kończyły się na błocie i deszczu.

Zima przypomniała także rzeczy drobne, ale bardzo konkretne: termosy z herbatą, mokre rękawiczki suszące się na kaloryferach, zapach wełnianych czapek w klatkach schodowych. Rzeczy, których nie da się zaplanować ani kupić — pojawiają się tylko wtedy, gdy pogoda na to pozwala. Co ciekawe, wielu rodziców zwraca uwagę na coś jeszcze: dzieci nie chcą wracać do domu. Mimo zimna, czerwonych rąk i przemoczonych butów. Przez kilka godzin ekrany przestają być pierwszym wyborem, nie dlatego, że ktoś je zabrał, ale dlatego, że na zewnątrz w końcu znowu coś się dzieje.

Po latach zim bez śniegu, znów dostrzegliśmy, że podwórka, górki i osiedlowe przestrzenie wciąż są gotowe do życia. Potrzebowały tylko trochę puchu i ludzi. To wszystko paradoksalnie pokazuje nam jak bardzo na zewnątrz obecnie jest „nieciekawie”. Deweloperskie place zabaw, zabetonowane place, galerie handlowe – to miejsca „tylko na chwilę”. Brakuje takich na wiele godzin. Dlatego wszyscy najpierw uciekają za miasto – na przykład do Supraśla, Szelmentu czy do Rybna, by potem finalnie w tamte okolice się z miasta wyprowadzić. Co nam to wszystko mówi? Że człowiek nie chce tego co mu urzędnicy zaserwowali. Woli naturę. Las, rzekę, górki – latem miejsca do spacerów, wielogodzinnych pikników, czy ognisk z kiełbaskami, a zimą do nart, sanek i snowboardu, a także kuligów.

Może więc ta zima nie jest tylko pogodową ciekawostką, ale sygnałem ostrzegawczym. Pokazała, że wystarczy jeden naturalny impuls, by ludzie masowo wrócili do przestrzeni, które dają swobodę, czas i prawdziwe bycie razem. I że jeśli miasta nie zaczną oferować miejsc do życia, a nie tylko do „szybkiego skorzystania”, to śnieg będzie być może wracał co roku, a ludzie — coraz rzadziej.

Partnerzy portalu:

Lodowisko pod blokiem. Jak za dawnych czasów!
fot. Wodociągi Białotocki

Lodowisko pod blokiem. Jak za dawnych czasów!

W Podlaskiem ferie zimowe trwają w najlepsze, a w Białymstoku wróciły obrazy, które wielu mieszkańcom pamięta z własnego dzieciństwa: trzeszczący lód pod łyżwami, czerwone od mrozu policzki i zbiegowisko dzieci pod blokiem. W dwóch spółdzielniach mieszkaniowych powstały właśnie osiedlowe lodowiska, które mają stać się miejscem spotkań, zabawy i drobnych wyścigów, tak dobrze znanych z dawnych zim.

Inicjatywę wsparły Wodociągi Białostockie, zapewniając wodę do przygotowania tafli. Lodowiska pojawiły się w dwóch lokalizacjach: przy ul. Waszyngtona 24 oraz przy ul. Pułaskiego 127. Za kwestie organizacyjne i regulaminy odpowiadają Spółdzielnie Mieszkaniowe Piaski oraz Elemencik.

Choć technika poszła do przodu, zasada pozostała ta sama — im więcej chętnych z sąsiedztwa, tym bardziej żyje przestrzeń między blokami. W czasach, gdy wiele zimnych miesięcy spędzamy przed ekranami, takie inicjatywy przywracają prostą, osiedlową radość: łyżwy, śmiech, miejską zimę w jej najlepszym wydaniu. Jeśli więc ktoś szuka sposobu na ferie bez dojazdów i kosztów — warto zaglądnąć na jedno z osiedlowych lodowisk i sprawdzić, czy pod butem wciąż pamięta się tamten dobrze znany odgłos rozgrzewającego się lodu.

Partnerzy portalu:

Takiej zimy już dawno nie było! Zobacz ile dobrego dzięki niej będzie na wiosnę.

Takiej zimy już dawno nie było! Zobacz ile dobrego dzięki niej będzie na wiosnę.

Dziś o poranku termometry na Podlasiu wskazały -18 stopni Celsjusza. Słońce świeci jednak tak intensywnie, że biel śniegu aż razi w oczy. Według najnowszych prognoz taka aura ma utrzymać się co najmniej do połowy lutego. To zaskakujący zwrot po ostatnich zimach – łagodnych, bezśnieżnych albo tak krótkich, że biały puch znikał po jednym lub dwóch dniach.

Dla mieszkańców to okazja do powrotu do zim z dzieciństwa, z trzaskającym mrozem i skrzypiącym śniegiem pod butami. Ale tegoroczna zima to przede wszystkim zastrzyk korzyści dla całej przyrody. Długotrwały mróz skutecznie ogranicza populację kleszczy, komarów i innych pasożytów, które w ostatnich latach rozwijały się niemal przez cały rok. Śnieg tworzy także naturalną kołdrę ochronną – zabezpiecza glebę, zatrzymuje wilgoć i chroni rośliny przed uszkodzeniami.

Wiosną możemy spodziewać się powrotu spektakularnych rozlewisk na Narwi, Biebrzy czy Bugu. To zjawisko, które jeszcze dekadę temu było symbolem regionu, a które zanikało wraz z łagodnymi zimami. Rozlewiska mają ogromne znaczenie dla ekosystemu: wspierają migrację ptaków, tworzą tarliska dla ryb, wzbogacają siedliska bobrów, a w efekcie podnoszą bioróżnorodność całej doliny rzecznej.

Narwiański Park Narodowy od kilku lat zmaga się z problemem niskich stanów wody. Słynne kładki w Waniewie i Śliwnie przez większość sezonu pozostawały niedostępne, bo rzeka nie zalewa naturalnych niecek i trzcinowisk. Tegoroczna zima może to częściowo odwrócić – długo zalegający śnieg zapewni wolny, równomierny spływ wiosenny, dając szansę na odbudowę rozlewisk, a z nimi całego mikroświata ptaków i płazów. Pojawia się jednak pytanie, na ile efekt ten zostanie utrzymany w kontekście gospodarowania wodą w dorzeczu Narwi.

Bo zanim Park Narodowy z rozlewiskami, pierwszym absorbującym wodę jest Siemianówka. Płytki, sztuczny, rozległy i wyjątkowo zasobożerny zbiornik zbudowany w PRL. Od lat poruszamy jej szkodliwość na łamach PodlaskieTV. Mocno wątpliwa jest jego rola w systemie wodnym Podlasia. Znaczna część retencjonowanej wody traci się przez parowanie, a jej niedobory coraz dotkliwiej widać na odcinkach niżej położonych. Silna i mroźna zima jest więc testem dla całego układu hydrologicznego regionu: czy większy dopływ wody roztopowej rzeczywiście przełoży się na odbudowę mokradeł, czy też zostanie zatrzymany i rozproszony zbyt wysoko, zanim dotrze do Narwiańskiego Parku Narodowego.

Mroźna zima sprzyja również rolnikom – dłuższe zaleganie śniegu pozwala gromadzić zapasy wilgoci w glebie, co przekłada się na lepsze wschody roślin i większą odporność na wiosenne susze.

To wszystko pokazuje, jak bardzo przyroda potrzebuje prawdziwej zimy, nawet jeśli dla nas oznacza to zimne policzki, grube rękawice i skrobanie szyb pojazdów. Podlasie przez lata było kojarzone ze śnieżnymi zimami – tegoroczna wreszcie przypomina, jak wyglądała pora roku wpisana w krajobraz regionu. Jeżeli prognozy się sprawdzą, przed nami jeszcze kilka tygodni mrozu, słońca i skrzącego się puchu. Warto więc patrzeć nie tylko na termometr, ale i na długofalowe skutki, które mogą okazać się wyjątkowo korzystne dla całego regionu.

Partnerzy portalu:

To była jedna z największych inwestycji od lat.

To była jedna z największych inwestycji od lat.

Za niespełna kilka tygodni dawny teren kolejowy przy ulicy Kolejowej przestanie kojarzyć się z opuszczonym, niszczejącym miejscem, a stanie się węzłem komunikacyjnym, który ma uporządkować ruch pasażerski i wprowadzić do miasta standard spotykany dotąd głównie w większych ośrodkach.

Centrum przesiadkowe powstało na bazie dawnego dworca, który przez lata pełnił funkcję bardziej sentymentalnego wspomnienia niż realnego punktu obsługi podróżnych. Nowy obiekt łączy transport kolejowy i autobusowy, a także przewiduje miejsca postojowe dla samochodów oraz rowerów. W środku znajduje się poczekalnia, zaplecze sanitarne i przestrzeń usługowa, która z czasem ma ożywić tę część miasta. Całość została zaprojektowana z naciskiem na dostępność, co oznacza wygodę zarówno dla osób starszych, rodzin z dziećmi, jak i podróżnych z bagażem czy osób z niepełnosprawnościami.

Dla mieszkańców Sokółki ta inwestycja oznacza przede wszystkim poprawę codziennej mobilności. Do tej pory przesiadki między pociągami a autobusami bywały niewygodne i rozproszone, a korzystanie z transportu zbiorowego wymagało dodatkowej logistyki. Po uruchomieniu centrum komunikacja ma stać się bardziej intuicyjna, a droga z pociągu do autobusu zajmie kilka kroków. Dla kierowców przewidziano nową organizację ruchu, a teren przed centrum zyskał czytelniejszy układ i lepszą estetykę.

Znaczenie inwestycji wykracza jednak poza codzienne dojazdy mieszkańców. Sokółka jest punktem kontaktu dla licznych turystów i odwiedzających, którzy kierują się w stronę Bohonik, Kuźnicy, Krynek czy okolicznych szlaków przyrodniczych. Nowe centrum może stać się pierwszym miejscem, z którym zetkną się przyjezdni – a tym samym wizytówką miasta, które stawia na uporządkowany transport i nowoczesną przestrzeń publiczną. Z drugiej strony to także element regionalnej sieci komunikacyjnej, ułatwiający przemieszczanie się pomiędzy Białymstokiem, Suwałkami i granicą polsko-białoruską.

Istotne jest również, że inwestycja zamyka etap wieloletnich dyskusji o przyszłości dawnych terenów kolejowych. Przez lata dworzec był miejscem zapomnianym, choć o dużym potencjale, a jego modernizacja stanowiła wyzwanie finansowe i organizacyjne. Dziś ten fragment miasta zmienia charakter: zamiast pustych murów i chaotycznego ruchu pojawia się przestrzeń uporządkowana, z jasną funkcją i czytelnym przeznaczeniem. To jedna z tych realizacji, które w dłuższej perspektywie wpływają na to, jak miasto jest postrzegane i jak się w nim żyje.

Po odbiorze technicznym trwają przygotowania do użytkowania obiektu. Miasto dopina formalności, a teren zostaje porządkowany pod kątem docelowego funkcjonowania. W najbliższym czasie poznamy datę otwarcia dla podróżnych. Wraz z nią pojawi się odpowiedź na pytanie, jak Sokółka wykorzysta tę inwestycję w praktyce: czy stanie się ona realnym udogodnieniem dla mieszkańców, magnesem dla turystów i wygodnym punktem startowym dla osób odwiedzających region, czy też pozostanie architektonicznym symbolem, który dopiero z czasem wypełni się treścią.

Jedno jest pewne: Sokółka, miasto z bogatą historią i ciekawą geografią, od dawna zasługiwała na rozwiązanie komunikacyjne tej klasy. Nowe centrum przesiadkowe otwiera możliwość łatwiejszego podróżowania, porządkowania ruchu miejskiego i budowania nowoczesnego wizerunku miasta, które przestaje być tylko przystankiem, a zaczyna być miejscem, z którego warto wyruszać i do którego warto wracać.

Partnerzy portalu:

Ferie w Podlaskiem. Nie chcesz na zewnątrz? Wiele będzie działo się w instytucjach.

Ferie w Podlaskiem. Nie chcesz na zewnątrz? Wiele będzie działo się w instytucjach.

Zimowe ferie to moment, w którym Podlasie zwalnia z codziennego rytmu i oddaje pole kulturze, twórczości oraz rodzinnym spotkaniom. W styczniu 2026 roku instytucje kultury z regionu przygotowały szeroki program – od teatru i muzyki, przez warsztaty i spotkania z historią, po propozycje dla najmłodszych, młodzieży i dorosłych. W repertuarze Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki znalazła się „Królowa Śniegu”. Klasyczna opowieść o przyjaźni i odwadze, wystawiana w dniach 14–22 stycznia, okazała się naturalnym pretekstem do rodzinnego wyjścia do teatru, także przy okazji Dnia Babci i Dziadka. Teatr wznawia również cykl „Bajkowe Poranki” – lekką formę teatrzyku dla najmłodszych.

Opera i Filharmonia Podlaska zaproponowała spektakl muzyczny „Karolcia i sekret świątecznej nocy”, przeznaczony dla dzieci od piątego roku życia. Taneczno-muzyczna inscenizacja z elementami interakcji tworzy przyjazne wejście w świat opery, szczególnie dla rodzin, które dopiero oswajają najmłodszych z teatrem muzycznym.

W muzeach regionu ferie oznaczają praktyczne spotkania z historią. Muzeum Podlaskie prowadzi oprowadzania we wszystkich oddziałach oraz cykl weekendowych warsztatów rodzinnych – od Tykocina po Supraśl, od Choroszczy po Białystok. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie stawia na „Ferie na ludowo”, czyli zajęcia o tradycjach, etnodizajnie i dawnych zwyczajach zimowych, adresowane do grup szkolnych.

Z kolei Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu organizuje RetroFerie – Zimową Akademię Księdza Kluka, podczas której dzieciom towarzyszą warsztaty kulinarne, zielarskie, przyrodnicze, a także zimowa „olimpiada” na terenie skansenu. Skansen Kurpiowski im. Adama Chętnika w Nowogrodzie zaprasza na praktyczne poznawanie kultury Kurpiów: lepienie byśków, pieczenie fafernuchów oraz zajęcia plastyczne, dostępne zarówno stacjonarnie, jak i w formie wyjazdowej.

Twórcza część ferii to także warsztaty i książki. Podlaski Instytut Kultury w cyklu Etnoteka proponuje międzypokoleniowe spotkania wokół makatek, czyli tradycyjnych tekstyliów traktowanych współcześnie jako inspiracja artystyczna. Książnica Podlaska z filami przygotowała szeroki wachlarz aktywności – od lektury i planszówek po LEGO, programowanie, szachy i technologię VR. Oferta jest elastyczna, dostosowana do wieku uczestników i sposobu spędzania wolnego czasu.

Na północno-wschodnich rubieżach regionu Ośrodek „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach i Krasnogrudzie wystawił własny program z warsztatami plastycznymi, muzycznymi i tkackimi, projekcjami filmowymi oraz turniejem gry planszowej „Czterej wędrowcy”, osadzonej w lokalnym kontekście kulturowym. Finał zaplanowano w Dworze Miłosza, z warsztatami, zabawami na śniegu i ogniskiem.

Choć instytucje działają każda we własnej przestrzeni i stylistyce, tegoroczne ferie łączy wspólny motyw: Podlasie pokazuje się jako region, który potrafi opowiadać historię i tradycję bez nachalnego patosu, korzystając z teatru, muzyki, muzeów i warsztatów. Zamiast wielkich deklaracji – praktyczne doświadczenia, kontakt z kulturą i spokojny rodzinny czas.

Partnerzy portalu:

Czas na ferie! Zobacz ile ma do zaoferowania Podlaskie.

Czas na ferie! Zobacz ile ma do zaoferowania Podlaskie.

W ten weekend w województwie podlaskim rozpoczynają się ferie zimowe i potrwają do 1 lutego. To czas długo wyczekiwany przez dzieci, ale także przez dorosłych, którzy planują rodzinne wyjazdy albo szukają pomysłów na atrakcyjne spędzenie wolnych dni na miejscu. Co wyjątkowe, pierwszy raz od lat całe Podlaskie jest skute zimą i na horyzoncie nie widać większych odwilży, co oznacza idealne warunki do aktywności na śniegu przez całe ferie.

Choć wielu mieszkańców ruszy na ferie poza region, równie wielu pozostanie na Podlasiu. W tym roku mogą liczyć na zimę, jaką pamięta się z dzieciństwa, a lista atrakcji na miejscu jest długa i wcale nie gorsza od ofert turystycznych innych części Polski. Wszystko na to wskazuje, że Podlaskie będzie jednym z najciekawszych miejsc w kraju do zimowych rodzinnych aktywności.

Wiele rodzin postawi w tym roku na kuligi – zwłaszcza tam, gdzie zimowe trasy są najpiękniejsze, a śnieg trzyma się na drzewach jak z pocztówki. To jedna z tych atrakcji, które łączą ruch, naturę i klimat dawnych zim, o które coraz trudniej. Z kolei dla miłośników spacerów i krótkich wycieczek znakomitym kierunkiem będzie Puszcza Knyszyńska – zalew w Czarnej Białostockiej o tej porze roku wygląda bajkowo, a rezerwat Krzemianka pozwala zobaczyć, jak zasypane doliny i ścieżki nadają puszczy niemal skandynawski charakter.

Podobnie Puszcza Białowieska – od rezerwatu z żubrami, przez rezerwat ścisły, aż po szlak dębów królewskich – stanowi gotową propozycję na jednodniowe wypady z dziećmi, które często po raz pierwszy mają okazję zobaczyć żubra w zimowej scenerii.

Jeśli ktoś woli bardziej sportowe ferie, wciąż doskonałym wyborem jest narciarski Szelment, który w tym sezonie cieszy się wyjątkowo dobrymi warunkami śniegowymi. Stoki są przyjazne początkującym, a zimowy krajobraz Suwalszczyzny dodaje wrażenia, że ferie odbywają się gdzieś daleko w górach. Podobnie Rybno, gdzie lokalne trasy narciarskie także przyciągają rodziny i amatorów zimowej aktywności, oferując jednocześnie krótszą i łatwiejszą logistykę niż wyjazd na południe kraju.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To nie jest zwykły film. Cały świat może zwiedzać wirtualnie Białystok.

Pojawił się w sieci materiał, który trudno nazwać „kolejnym filmem z miasta”. To raczej wirtualny spacer po Białymstoku – zarejestrowany w sposób, który od lat promuje największe metropolie świata. Bez cięć, bez sztucznej narracji, bez filtrów i teledyskowego montażu. Jedno ujęcie, naturalne światło, prawdziwe dźwięki ulicy. Dzięki temu każdy widz – niezależnie od tego, czy mieszka w Tokio, Nowym Jorku czy Santiago – może poczuć klimat miasta dokładnie takim, jakie jest.

Tym razem autor nagrał wieczorny spacer przez świąteczny Białystok. Kamera prowadzi przez Pałac Branickich, Kilińskiego, pod katedrę, na rynek, ku choinkom, karuzelom, jarmarkowym straganom i dalej – na Lipową i aż pod bazylikę św. Rocha. Wszystko w 4K, z naturalnym audio i w tempie ludzkiego kroku. Dla jednych to idealne wideo do odpoczynku, dla innych inspiracja podróżnicza, a dla jeszcze innych – precyzyjna forma promocji miasta, jakiej nie da się uzyskać ani dronami, ani krótkimi rolkami.

W tym tkwi siła takich nagrań. Człowiek, który nigdy nie był w Białymstoku, nie ogląda zlepków atrakcji, tylko spaceruje. Słyszy gwar, widzi witryny, restauracje, światła ulic. To właśnie takie doświadczenie buduje ciekawość. Kto zobaczy, że to miejsce ma swój rytm, koloryt i atmosferę – dużo chętniej wybierze je jako cel podróży. Dlatego podobne nagrania stały się ważnym elementem promocji miast w skali globalnej. Paryż, Barcelona, Seul czy Warszawa mają swoje spacery – teraz dołącza Białystok.

Trudno wymyślić prostszy i bardziej autentyczny kanał promocyjny. Nikt niczego nie sprzedaje, nie upiększa, nie „aranżuje”. Kamera tylko towarzyszy rzeczywistości. I właśnie dlatego to działa – bo w epoce nadprodukcji marketingu największym luksusem jest prawda. Jeśli komuś Białystok się spodoba na ekranie, to prędzej czy później będzie chciał sprawdzić, jak pachnie jarmark zimą i jak brzmi Lipowa w sobotni wieczór. A to najkrótsza droga, by turysta stał się gościem, a gość – ambasadorem miasta.

Partnerzy portalu:

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Podlaskie to kraina trzech Puszcz, trzech parków narodowych, trzech wielkich rzek i dziesiątek pomniejszych cieków wodnych. To również miejsce, gdzie przyroda wciąż żyje własnym rytmem, a krajobraz – od zielonych łąk po bagienne rozlewiska – zależy od delikatnych bilansów wody. W ostatnich latach zdały się one mocno chwiać. Susze letnie, które jeszcze dekadę temu pojawiały się epizodycznie, dziś stają się niemal regułą, pustosząc łąki i spłycając, a nawet wysuszając rzeki. W tym kontekście śnieg, często postrzegany wyłącznie jako utrapienie kierowców, jest jednym z ostatnich naturalnych mechanizmów regulujących cykl wodny regionu.

Zimą, kiedy Podlasie skuwa mróz, a korony drzew w Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej uginają się pod ciężarem bieli, przyroda wchodzi w stan spowolnienia. Jednak w bieli kryje się zasób – rezerwa wodna odkładana jest na wiosnę. Wolno topniejąca pokrywa śnieżna pozwala wodzie wsiąkać głęboko w glebę i torfy, odbudowując retencję, bez której latem giną zarówno rośliny, jak i owady, płazy czy migrujące ptaki uzależnione od rozlewisk. W parku narodowym, w Biebrzy śnieg decyduje o przyszłych rozlewiskach; w Wigierskim – o kondycji jezior; w Białowieskim – o żywotności lasu i całych sieci zależności ekologicznych.

Rzeki Podlasia – Narew, Biebrza i Bug – oraz setki mniejszych cieków wodnych są żyłami krwionośnymi krajobrazu. To od śniegu zależy, czy wiosenne wody wypełnią doliny Narwi i rozleją się malowniczym labiryntem, czy Biebrza zyska swoje słynne bagienne zwierciadła, a Bug zachowa głębszy nurt. Brak śniegu zimą nie zawsze oznacza nagłą katastrofę, ale oznacza szybsze, prostsze i bardziej dramatyczne przesuwanie się w stronę letniego przesuszenia. Gleba bez zimowego zasilenia staje się jałowa, owady giną, a ptaki tracą bazę pokarmową. Łosie i jelenie, które zimą korzystają z osłony lasów, latem wędrują coraz dalej w poszukiwaniu wodnych schronień.

Śnieg pełni jeszcze jedno zadanie na Podlasiu – chroni. Pąki drzew przed przemarzaniem, korzenie bylin przed wysychaniem, glebę przed erozją, a torfowiska przed utratą wilgoci. W Puszczy Białowieskiej biała pokrywa zamyka obieg materii organicznej, spowalniając rozkład i pozwalając grzybom oraz mikroorganizmom pracować w tempie, które natura zakładała od tysiącleci. W rozlewiskach Narwi zimowa pokrywa śnieżna amortyzuje gwałtowne zmiany temperatur, umożliwiając przetrwanie jajom płazów ukrytych głębiej w mule, a zimą chroniąc drobne ryby i bezkręgowce.

Podlaskie, choć nadal uchodzi za jeden z ostatnich bastionów dzikiej przyrody w Polsce, jest czułe na wahania klimatu. Zimą widać to najsilniej: brak bieli to brak wiosennego zasilania. Jeziora Wigierskiego Parku Narodowego płytko oddychają, bagna Biebrzy schną szybciej, a Białowieski las staje się uboższy pod ziemią, zanim stanie się uboższy nad nią. Śnieg bywa trudny w mieście, ale poza miastem to zasób strategiczny, którego wartość mierzy się nie w centymetrach, a w milimetrach wody i proporcji życia, które może dzięki niej trwać.

W czasach, gdy klimat staje się coraz bardziej niestabilny, warto przypomnieć sobie prostą prawdę: Podlasie żyje dzięki wodzie, a woda wraca dzięki śniegowi. Każda biała zima to inwestycja w zielone lato, w bagienne spektakle Biebrzy, w labirynt Narwi, w potężny spokój Puszcz, w trzepot skrzydeł nad jeziorami Suwalszczyzny i w te niezliczone drobiazgi życia, które milkną, gdy woda znika.

Partnerzy portalu:

Zimowa Puszcza Białowieska to obecnie najbardziej magiczne miejsce na Podlasiu!

Zimowa Puszcza Białowieska to obecnie najbardziej magiczne miejsce na Podlasiu!

W Podlaskiem spadło tyle śniegu, że świat znowu udaje bajkę. A jeśli bajka, to musi mieć swoje serce. Tego zimowego serca nikt nie znajdzie w mieście, w korkach, w pośpiechu ani w sklepach pełnych ludzi. Jest tylko jedno miejsce, gdzie zima wciąż umie czarować do granic — Puszcza Białowieska. W tych dniach jest ona najprawdziwszym, najbardziej magicznym zakątkiem całego Podlasia.

Wczesny ranek. Mróz rysuje delikatne pajęczyny na szybach, śnieg tłumi echo dźwięków, a niebo pali się bladym różem. Puszcza jeszcze śpi, ale gdy wstaje słońce rozpoczyna się spektakl. Najpierw drgają pojedyncze iskry światła na gałęziach, potem całe połacie lasu płoną odcieniami złota. Drogi są miękkie jak wata, płoty w białych kożuchach, a dym z kominów wznosi się pionowo, jakby nie chciał mącić ciszy.

W Białowieży życie płynie wolniej niż gdziekolwiek indziej. Koty wygrzewają się na płotach, owce poskubują trawę skrytą pod puchem, psy bawią się w śnieżne bitwy. Ludzie wychodzą dopiero po dziewiątej, kiedy mróz odpuści odrobinę. Każdy dzień zaczyna się tu podobnie: kilka słów na środku cichej ulicy, przyniesione drewno do pieca, odśnieżony próg domu, zapach dymu i żywicy. Zimowy rytuał Puszczy.

Głębiej w las, tam gdzie wioski topnieją w białą mgłę, zaczyna się królestwo zwierząt. Wystarczy cierpliwość, by czasem zobaczyć żubry jak w legendzie. Dla wilków jesteśmy tylko cieniem. Obserwują z daleka, pamiętając może dawne krzywdy. Lewo, prawo, ślady jak pismo w śniegu, opowieść, którą czyta tylko las.

Idąc leśnym duktem masz wrażenie, że ktoś rozwinął przed tobą płótno malarza. Każda gałąź, każdy mech, każdy zamarznięty źdźbło trawy jest pociągnięciem pędzla. Natura pracuje w technice światła i ciszy; człowiek ma tylko za zadanie nie przeszkadzać.

I tak właśnie wygląda dziś najpiękniejszy zakamarek Podlasia. Z dala od miast, z dala od hałasu, tam gdzie słońce wisi nisko nad białym oceanem puszczy, a czas przestaje mieć znaczenie. Kto raz zimą stanie w Białowieży, ten wraca stamtąd odmieniony — jakby dusza została na chwilę w miejscu, które wymyśliła sama wyobraźnia.

Partnerzy portalu:

Zmiana prezesa PKS Nova. Totalna bezradność marszałka Łukasza Prokoryma.
Marszałek Województwa Podlaskiego Łukasz Prokorym / fot. Urząd Marszałka Województwa Podlaskiego

Zmiana prezesa PKS Nova. Totalna bezradność marszałka Łukasza Prokoryma.

W regionie przyzwyczailiśmy się do tego, że zmiany personalne w spółkach samorządowych mają być symbolem „nowego otwarcia”. W przypadku PKS Nova trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że odwołanie prezesa i powołanie nowej osoby z prokurą samoistną jest nie tyle demonstracją siły, ile wyrazem bezradności. To rodzaj politycznego uniku: skoro nie umiemy rozwiązać problemu strukturalnego, to zmieńmy nazwisko na wizytówce. Tylko że komunikacja publiczna nie jeździ na papierze.

Marszałek województwa podlaskiego Łukasz Prokorym zaprezentował Adama Byglewskiego jako menedżera „największego kalibru”, z bogatym doświadczeniem w transporcie, logistyce i biznesie. To wszystko prawda. Tyle że kompetencje osobiste nie mają tu znaczenia pierwszoplanowego. PKS Nova nie potrzebuje dziś „mocnego człowieka”, lecz jasnych reguł gry – polityki transportowej, systemu współfinansowania, oraz elementarnej odpowiedzialności ze strony samorządów niższego szczebla. Bez tych trzech warstw – merytorycznego, finansowego i administracyjnego fundamentu – każdy kolejny prezes czy prokurent będzie przypominał kierowcę autobusu, któremu kazano wyjechać w trasę bez rozkładu i z resztkami paliwa.

PKS chce być jednocześnie nierentowny i popularny

Najbardziej absurdalny element tej układanki polega na tym, że od PKS Nova oczekuje się dwóch rzeczy wykluczających się nawzajem: ma zarazem nie przynosić strat i nie zamykać połączeń. Dopóki ktoś próbuje utrzymać fikcję, że spółka publiczna może prowadzić deficytowy transport bez dopłat, dopóty każda decyzja zarządu będzie politycznie toksyczna. Jeśli jakikolwiek prezes, cokolwiek likwiduje – jest wrogiem mieszkańców. Jeśli nic nie likwiduje – jest wrogiem finansów. Dopóki marszałek nie rozstrzygnie, które z tych dwóch „złych” ról wybiera, dopóty żadna osoba na stanowisku kierowniczym nie będzie w stanie wykonać sensownej pracy.

To nie jest abstrakcyjna teoria, tylko realny problem. Kiedy odchodzący z końcem miesiąca prezes PKS Nova – Zbigniew Wojno – w obliczu twardych liczb i braku partnerów po stronie gmin i powiatów – zlikwidował blisko sto nierentownych połączeń, na które nikt nie chciał wziąć dopłat z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, otrzymał podziękowanie za współpracę od marszałka. Samorządy powiatowe i gminne miały gotowy instrument finansowy. Pieniądze leżały na stole. PKS Nova proponował pomoc, dokumenty, dane i współpracę. Jedna strona krzyczała, że połączenia są potrzebne, druga udawała, że problem nie istnieje. I tak transport publiczny został rozjechany na skrzyżowaniu bezkolizyjnym: nikt nie miał odwagi nacisnąć hamulca ani dodać gazu.

Samorządy odmówiły współfinansowania. To nie była pomyłka

Fakty są bezlitosne. Powiaty i gminy w Podlaskiem świadomie zignorowały instrument, który w innych regionach uratował dziesiątki linii. Nie było tu chaotycznego poślizgu proceduralnego, lecz czyste zaniechanie, które skutkuje komunikacyjnym wykluczeniem całych miejscowości: od Michałowa i Gródka, przez Łapy i Czarną Białostocką, aż po Dąbrowę, Sejny, Olecko czy Mielnik. To nie prezesi PKS Nova zamykają tym ludziom dostęp do lekarzy, szkół średnich i możliwości dojazdu na studia. To wójtowie i burmistrzowie postanowili, że komunikacja zbiorowa jest kosztem, a nie częścią infrastruktury społecznej.

Na poziomie systemowym jest to fundamentalny problem: PKS Nova nie może być jednocześnie przewoźnikiem społecznej misji i przedsiębiorstwem funkcjonującym według rachunku ekonomicznego, jeżeli lokalne władze nie chcą przejąć swojej części odpowiedzialności. Dopóki nie zostanie to rozstrzygnięte, każdy kolejny prezes będzie miał do wyboru tylko dwa scenariusze: albo zatopić spółkę finansowo, albo zatopić ją politycznie.

Zmiana personalna niczego nie rozwiązuje

W tym sensie powołanie Adama Byglewskiego bardziej przypomina próbę odwrócenia wzroku opinii publicznej od faktycznego problemu. Nie ma żadnego znaczenia, czy stanowisko obejmie menedżer z ADAMPOL-u, były minister, czy kompletny outsider. Nie miałoby też znaczenia, gdyby na stanowisku pozostał Zbigniew Wojno. Dopóki marszałek województwa nie zbuduje klarownego modelu współfinansowania z udziałem powiatów i gmin, PKS Nova będzie żyła w stanie permanentnej niestabilności.

Skoro region (a wcześniej także rząd i samorządy) chciałby mieć publiczny transport autobusowy, to musi wreszcie odpowiedzieć na jedno proste pytanie: czy autobus jest usługą komercyjną, czy usługą publiczną? Dziś próbuje być jednym i drugim. Efektem jest katastrofa – finansowa, logistyczna i społeczna.

Zmiana prezesa nie jest zatem „nowym otwarciem”, lecz symbolicznym potwierdzeniem, że system polityczno-samorządowy nie jest w stanie sam siebie naprawić. I w tym sensie to nie prezes został wymieniony, lecz rola marszałka została zdegradowana do roli komentatora wydarzeń, na które nie ma realnego wpływu. To jest istota bezsilności.

Partnerzy portalu:

Bardzo dobre warunki zimowe w Podlaskiem. Narty w Biebrzańskim Parku, Supraślu, Szelmencie i Rybnie!

Bardzo dobre warunki zimowe w Podlaskiem. Narty w Biebrzańskim Parku, Supraślu, Szelmencie i Rybnie!

Gruba, stabilna pokrywa śnieżna i utrzymujące się niskie temperatury sprawiają, że to idealny moment, by aktywnie wykorzystać zimę. Jedną z najciekawszych propozycji dla miłośników ruchu na świeżym powietrzu są trasy narciarstwa biegowego wytyczone na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Wyznaczono je w czterech obwodach ochronnych. Najbliżej dostępny jest obwód Osowiec, gdzie wokół Fortu IV poprowadzono pętlę o długości około 4,5 kilometra. W tym miejscu znajduje się również parking, co ułatwia dostęp osobom przyjezdnym. Kolejne trasy zlokalizowane są na ścieżkach edukacyjnych Brzeziny Kapickie oraz na skraju Czerwonego Bagna. Najwięcej odcinków narciarskich przygotowano jednak w basenie środkowym parku, w obwodzie ochronnym Grzędy. Tamtejsza trasa nie ma charakteru pętli – jej pełne pokonanie oznacza wyprawę o długości około 20 kilometrów, licząc w obie strony.

Warto dodać, że białą zimę można wykorzystać także bliżej aglomeracji białostockiej. Trasy do narciarstwa biegowego są przygotowywane również w okolicach Supraśla, który od lat stanowi popularne miejsce rekreacji zimowej. Leśne tereny Puszczy Knyszyńskiej sprzyjają zarówno początkującym, jak i bardziej doświadczonym biegaczom narciarskim.

Dodatkową propozycją dla osób, które chcą w pełni wykorzystać wyjątkowo śnieżną zimę w regionie, jest WOSiR Szelment. Po długim oczekiwaniu sezon zimowy w ośrodku oficjalnie trwa. Sprzyjające warunki pogodowe pozwoliły na uruchomienie stoku oraz pierwszych atrakcji dostępnych dla odwiedzających.

Do dyspozycji gości oddano trasę szkoleniową, przeznaczoną głównie dla osób początkujących oraz dzieci. Do tego są też inne trasy narciarskie dla bardziej doświadczoncyh. Równolegle uruchomiony został snowtubing, czyli zjazdy na pontonach, a także karuzela śnieżna, stanowiąca dodatkową atrakcję rekreacyjną. Docelowo ośrodek oferuje osiem oświetlonych i regularnie ratrakowanych tras narciarskich o zróżnicowanym stopniu trudności. Na miejscu działa wypożyczalnia sprzętu, zaplecze gastronomiczne oraz baza noclegowa o standardzie hotelowym.

Uzupełnieniem zimowej oferty regionu jest również Stacja Narciarska Rybno. Obiekt oferuje trzy trasy zjazdowe oraz pełne zaplecze dla miłośników sportów zimowych, w tym wypożyczalnię sprzętu, możliwość skorzystania z pomocy instruktorów narciarstwa i snowboardu oraz bar, w którym można odpocząć po aktywności na stoku. Oferta skierowana jest zarówno do dzieci i dorosłych rozpoczynających naukę jazdy, jak i do bardziej doświadczonych narciarzy. Obecnie stok czynny jest w dni powszednie w godzinach od 14.00 do 20.00, a w niedziele i święta od 10.00 do 20.00.

Tak śnieżna i stabilna zima w Podlaskiem zdarza się rzadko, dlatego to dobry moment, by skorzystać z naturalnych warunków i odkryć region z zupełnie innej, zimowej perspektywy.

Partnerzy portalu:

Ruch „Ręce precz od Dojlid” zwyciężył. TIR-y zniknęły z kameralnego osiedla.
fot. Ręce precz od Dojlid

Ruch „Ręce precz od Dojlid” zwyciężył. TIR-y zniknęły z kameralnego osiedla.

W ostatnich dwóch dekadach osiedle Dojlidy w południowo-wschodnim Białymstoku stało się areną intensywnej walki o przyszłości przestrzennej i transportowej tej części miasta. Jedną z najbardziej konsekwentnych i rozpoznawalnych inicjatyw społecznych był ruch „Ręce precz od Dojlid” — oddolna mobilizacja mieszkańców, której determinacja doprowadziła do trwałej zmiany na osiedlu. Zakaz wjazdy dla TIR-ów właśnie tam obowiązuje. Nie było to takie oczywiste, bo Tadeusz Truskolaski od prawie dwóch dekad rządzi na zasadzie „wszystko wiem najlepiej”. 

Początkowym impulsem do zorganizowanej obrony lokalnej społeczności były propozycje miasta powstania szerokopasmowej trasy komunikacyjnej, która miała przeciąć osiedle i stać się elementem głównej sieci transportowej miasta. Koncepcja szerokiej arterii, przekraczającej możliwości lokalnej infrastruktury, budziła obawy o zwiększenie natężenia ruchu, degradację środowiska oraz trwałą utratę kameralnego charakteru obszaru dotąd zdominowanego przez zabudowę jednorodzinną. Towarzyszyły temu postulaty o zachowanie terenów zielonych, stawów i historycznych elementów przestrzeni Dojlid. Ale jak wspomnieliśmy – najtrudniej było w tej walce z podejściem „wszystko wiem najlepiej”.

Kluczowym przedmiotem sporu stała się także organizacja ruchu drogowego w tej części miasta. Przez Dojlidy przebiegała krajowa 19. Przez co wszyscy okoliczni mieszkańcy byli dotknięci nasilonym ruchem tranzytowym pojazdów ciężarowych, który biegł z innego osiedla – Piasta. Mieszkańcy wielokrotnie wskazywali, że obecność tirów przyczynia się do hałasu, drgań konstrukcyjnych domów, wzrostu emisji zanieczyszczeń i obniżenia bezpieczeństwa pieszych oraz rowerzystów.

Po wybudowaniu nowych ulic w mieście, blisko lotniska na Krywlanach, a daleko od zabudowań, prace nad zmianami przebiegu 19 ruszyły. Ale ruch „wszystko wiem najlepiej” nie odpuszczał i sprawa ciągnęła się w nieskończoność. Ostateczne decyzje zostały przyśpieszone dopiero, gdy w 2024 roku, w jeden z domów na Dojlidach wjechał autobus.

I tak, po latach dyskusji i analiz, decyzje władz „wszystko wiem najlepiej” w końcu zmieniły organizację ruchu, tak by w praktyce wyeliminować tranzyt tirów przez środek osiedla.

W efekcie wprowadzonych zmian Dojlidy stoją dziś przed szansą na rozwój zgodny z oczekiwaniami jego mieszkańców — zachowując dużo przestrzeni o dużej wartości przyrodniczej, przy jednoczesnym odciążeniu lokalnych ulic od nadmiernego ruchu ciężarowego. Decyzje te są postrzegane w lokalnej debacie jako dowód na to, że oddolna mobilizacja społeczna może skutecznie wpływać na decyzje władz miejskich, nawet takich, które latami potrafią bezsensownie się upierać tylko dlatego, że „wszystko wiem najlepiej”.

Ruch jeszcze nie składa broni. W międzyczasie pojawiła się druga sprawa. W dyskusji wokół planów zagospodarowania przestrzennego Dojlid pojawiały się różne propozycje dotyczące zabudowy mieszkaniowej, w tym w rejonie terenów użytkowanych wcześniej pod działalność produkcyjną związaną z przemysłem drzewnym. Część mieszkańców wyrażała obawy, że bardziej intensywna zabudowa w tych rejonach mogłaby zmienić charakter przestrzeni sąsiedniej względem dotychczasowego otoczenia. Blokowisko na Dojlidach ma zielone światło, ale jego powstanie nie jest przesądzone.

Partnerzy portalu:

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

W województwie podlaskim z rozkładów jazdy znika blisko sto połączeń autobusowych PKS Nova, bo lokalne samorządy ostentacyjnie odmówiły ich współfinansowania i z pełną świadomością nie sięgnęły po pieniądze, które leżały na stole. Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych nie był tajemnicą ani abstrakcyjną obietnicą – był realnym narzędziem ratowania komunikacji. PKS Nova miesiącami biła na alarm, pokazywała liczby, proponowała pomoc w pozyskaniu środków. Odpowiedź? Cisza. Obojętność. Totalne wyparcie odpowiedzialności. Efekt jest prosty: likwidacja połączeń w całym województwie podlaskim. Najwięcej zlikwidowanych połączeń jest między Białymstokiem, a m.in. Łapami, Michałowem, Gródkiem, Czarną Białostocką czy Dąbrową Białostocką.

Nie mamy tu do czynienia z pomyłką ani z trudną decyzją budżetową. To było świadome, zimne zaniechanie władzy lokalnej, które wprost uderza w mieszkańców. Wójtowie i burmistrzowie, którzy nie wykonali absolutnie żadnego ruchu, gdy mogli uratować te połączenia, są dziś bezpośrednio odpowiedzialni za komunikacyjne wykluczenie tysięcy ludzi. To oni zdecydowali, że senior ma być skazany na łaskę innych, gdyby chciał jechać do lekarza. To oni uznali, że młodzież z mniejszych miejscowości musi by prosić rodziców o kosztowne podwózki do szkół ponadpodstawowych. Bardzo kosztowne dla nich będzie też studiowanie czy normalne życie społeczne. To wójtowie skazali wsie na prowincjonalną izolację – bez kina, bez teatru, bez urzędu, bez pracy. To przez nich jeszcze bardziej zapchają się drogi i wyludnią gminy na rzecz dużych polskich miast – i to niekoniecznie Białegostoku.

Nie dlatego, że „system nie pozwalał”. Nie dlatego, że „państwo zawiodło”. Zrobili to, bo im się nie chciało. Bo łatwiej było nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność. Pieniądze były. Procedury były. Wsparcie było. Zabrakło tylko jednego: minimalnych kompetencji i elementarnej przyzwoitości. Teraz te środki trafią do innych województw – tam, gdzie samorządowcy rozumieją, że transport publiczny to nie fanaberia, tylko absolutna podstawa funkcjonowania wspólnoty. Podlasie zostaje z niczym, bo jego lokalni włodarze wybrali sabotaż.

Bo nie możemy nazywać tego niekompetencją, bo to słowo nie oddaje w pełni tego co się stało. To jest właśnie administracyjny sabotaż regionu. Cichy, papierowy, przeprowadzony zza biurek, ale skuteczny. Sabotaż, którego konsekwencje mieszkańcy będą odczuwać latami.

Dobrze, że obowiązuje dwukadencyjność dla wójtów i nic nie wskazuje na to, by miała zniknąć. Bo ten poziom pogardy wobec własnych mieszkańców sprawi, że taka lokalna władza, która okupuje stołki od lat wyleci w końcu na polityczny bruk. I słusznie. Samorząd nie może być schronieniem dla nieudaczników, biernych, leniwych i oderwanych od rzeczywistości. Skoro nie potrafili obronić podstawowych interesów swoich gmin, niech przestaną udawać, że kiedykolwiek byli potrzebni.

Lista zlikwidowanych połączeń:

Region Centralny: 

Poniedziałek-piątek

Białystok – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Janów 07:30 08:48

Janów – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Białystok 08:50 10:09

Michałowo – Białystok 13:15 14:10

Białystok – Michałowo 17:00 17:54

Dąbrowa Białostocka – Białystok 05:30 07:18

Białystok – Dąbrowa Białostocka 07:20 09:12

Dąbrowa Białostocka – Białystok 11:10 12:58

Białystok – Dąbrowa B 13:45 15:37

Białystok – Łapy 17:55

Łapy – Białystok 19:00

Białystok – Łapy 19:55

Łapy – Białystok 21:00

Białystok – Łapy 21:55

Grajewo – Ełk 05:40

Ełk – Grajewo 06:20

Grajewo – Ełk 19:15

Ełk – Grajewo 20:00

Grajewo – Rajgród 12:50

Rajgród – Grajewo 13:30

Grajewo – Szczuczyn 16:10

Grajewo – Radziłów 13:05

Ławsk – Radziłów 06:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Grajewo – Radziłów – 13:00

Cyprki – 14:30

Cyprki – 07:00

Grajewo – Wojewodzin – Grajewo – 15:05

Wojewodzin – Grajewo – 08:15

Sobota

Łapy – Białystok 06:30 07:25

Białystok – Łapy 07:25 08:30

Łapy – Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Michałowo– Białystok 05:00 05:55

Białystok – Czarna Białostocka Piłsudskiego 07:30 08:12

Czarna Białostocka Pierekary – Białystok 09:35 10:12

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Dabrowa Białostocka- Sokółka – Zor – Białystok 06:30 08:18

Białystok – Dąbrowa 10:30 12:22

Niedziela

Łapy -Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Michałowo – Białystok 16:20 17:15

Białystok- Mońki 13:15 14:15

Mońki- Białystok 14:20 15:15

Region Południowy 

Łomża – Radziłów o godz. 10:30

Radziłów – Łomża o godz. 12:40

Kolno – Gietki o godz 06:30 i o godz 15:40

Kolno – Lachowo o godz 06:40 i o godz 15:40

Region Północny

Suwałki-Gdańsk, godz. 7:00

Gdańsk-Suwałki, godz. 15:20

Białystok-Suwałki, godz. 5:45

Suwałki-Białystok, godz. 16:30

Olecko-Ełk, godz. 9:30

Ełk-Olecko, godz. 12:55

Ełk-Olecko, godz. 16:00

Suwałki-Sejny, godz. 6:40

Sejny-Suwałki, godz. 14:45

Region Wschodni 

6:30 Wilanowo – Siemiatycze

15:45 Siemiatycze – Wilanowo

8:00 Ciechanowiec – Białystok p. Bielsk Podlaski

16:35 Białystok – Ciechanowiec p. Bielsk Podlaski

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

07:00 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

06:55 Mielnik, szkoła- Mielnik ul. Brzeska 21

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

07:10 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

14:35 Mielnik, szkoła – Mielnik ul. Brzeska 11

Partnerzy portalu:

Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.
Monachium

Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.

Był koniec lat dziewięćdziesiątych, w Monachium trwała kampania wyborcza, kiedy Burmistrz Christian Ude, sympatyczny socjaldemokrata przemieszczający się po mieście na rowerze i lubiący przycupnąć tu i ówdzie na kufelek, zorganizował konferencję prasową. Centralnym tematem były eksplodujące ceny nieruchomości. Należy w tym miejscu wspomnieć, że trzy lata wcześniej mieszkańcy miasta zdecydowali w referendum, iż żaden nowy budynek na terenie miasta nie może być wyższy, niż wieże prastarej katedry. Ude został więc zapytany, co w świetle stale rosnącej liczby ludności zamierza począć z tymi eksplodującymi cenami.

Odpowiedział… że nic.

Na sali zapanowała grobowa cisza, którą przerwał sam Ude. Postaram się wiernie streścić równie długi, jak i przekonujący wywód: – Zamierzam utrzymać i umacniać pozycję naszego miasta jako centrum gospodarcze najwyższej klasy. Opracowania naukowe mówią, że na zdrowym rynku około 30 do 35 procent dochodów netto mieszkańców pokrywa koszty mieszkania, czy to czynsz najmu, czy rata kredytu. U nas liczba ta sięga 40 procent i czyni nas to najdroższym miastem republiki – mam tego świadomość. Jako swoje zadanie pojmuję więc, by uczynić miasto było tak atrakcyjnym dla przedsiębiorstw, że będą one gotowe wypłacać wynagrodzenia na takim poziomie, by te 60 procent pozostające w kieszeniach mieszkańców gwarantowały maksymalnie komfortowy byt.

Uśmiechając się pokazał palcem w kierunku godziny w pół do drugiej i wiadomo było, że zaraz znów przytoczy Berlin – tak się też stało. – Popatrzmy na Berlin. Tanio się tam mieszka, za mieszkanie o powierzchni 70 m² płaci się koło 600 marek, a średni wydatek na mieszkanie to jedynie jedna trzecia dochodów. Wychodzi nam, według Adama Riese, że do dyspozycji zostaje 1200 marek. Jeżeli zatem u nas miesięczny koszt podobnego mieszkania wynosi 1400 marek i stanowi to 40 procent dochodów, to do wolnej dyspozycji zostaje aż 2100. Bierzcie je i bawcie się dobrze, a ja zadbam o resztę.

Zabawna była konsternacja, jaka w tym momencie na zapanowała w piwnicznej gospodzie starego browaru Paulinów. Ludzie liczyli, mamrotali, wyliczali i chyba wyszło im, że coś jest na rzeczy. Wszak Monachijczyk kupujący samochód płacił tyle samo, co Berlińczyk; to samo w biurze podróży, a i w spożywczakach obu miast ceny różniły się marginalnie.

Czas pokazał, że Ude się nie pomylił. Jego popularność rosła, wygrywał kolejne wybory z coraz większym poparciem (ostatnia kandydatura dała mu aż dwie trzecie głosów!), aż w 2013 sam postanowił zwolnić stanowisko. Skutki twardego wdrażania kontrowersyjnego programu również widać było na każdym kroku: w mieście osiedlały się kolejne firmy technologiczne, farmaceutyczne i medtech, a za nimi powstawały coraz bardziej wymyślne lokale gastronomiczne, cocktailbary, galerie sztuki, pod kompleksem olimpijskim pojawiło się gigantyczne podziemne akwarium, zmodernizowano ogród zoologiczny, a parkingi kurortów w austriackich Alpach i nad jeziorami Garda i Como zastawione były lśniącymi pojazdami, których rejestracje zaczynały się na literę M.

Białystok, rok 2025. Dziennikarz Tomasz Maleta przeprowadza wywiad z urzędującym od dziewiętnastu lat Tadeuszem Truskolaskim. Dysponując nagraniem, przytoczę jego rozumienie ekonomii dosłownie: „Nawet te wskaźniki, które są z pozoru negatywne, na przykład bezrobocie, jest pozytywne dla przedsiębiorców. Jeżeli mówimy, że niska płaca jest negatywna dla tego, który tę płacę otrzymuje, ale dla tego, który płaci, jest pewną przewagą”.

I tu wystawiam panu doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych pałę z ekonomii. Gdzie te pchające się drzwiami i oknami firmy chcące tę „przewagę” wykorzystać?

Zamiast opisanego na wstępie rozwoju mamy kompletny regres, który z każdym rokiem staje się bardziej widoczny. Przemysł został wyparty przez deweloperkę lewarem planów zagospodarowania, które każdy cal ziemi oddały pod bloki, które do naszej lokalnej ekonomii wnoszą nie więcej, niż kanapę i łóżko – czyli spanie. Kto nie zamierza wznosić kolejnych bloków dla dewelopera, ten się usamodzielnia, czyli szuka popytu i zakłada firmę, by popyt ten zaspokoić.

A że w warunkach najniższych płac popyt wynika głównie z potrzeby oszczędzania, to widzimy kolejne firmy sprowadzające rozbite rupiecie ze Stanów Zjednoczonych, klepiące je, przygotowujące do sprzedaży pod lotną nazwą detailing. Widzimy też kolejne lokale oferujące najprostszą gastronomię, czyli burgery, pizzę i piwo. Ceny w tych lokalach mamy, co dla niektórych może być zaskoczeniem, stosunkowo wysokie. Wynika to z tego, że koszty stałe pokryć trzeba, a jeśli w knajpie siedzi dziesięciu gości inhalujących dwa piwa przez cztery godziny i dwóch gości jedzących, to ci ostatni proszeni są do kasy. Ktoś musi. I tak kolejne burgerownie padają, w ich miejscu otwierają się kebabownie, które z kolei zastępowane są pizzeriami, i tak w koło.

Realną alternatywą jest oczywiście zatrudnienie w strukturach urzędniczo-uczelnianych. I tutaj Truskolaski oczywiście może dostrzec przewagę wynikającą z wysokiego bezrobocia i niskich płac. Im więcej białostoczan zatrudni się w urzędzie, tym więcej rodzin będzie na głosować na swego szefa, i tym mocniej będą gryźć się w języki, jak im się coś nie spodoba.

Partnerzy portalu:

Powstanie gigantyczny poligon na Przesmyku Suwalskim. Będą przesiedlenia i ingerencja w rezerwaty przyrody.
Litewscy żołnierze. fot. 7th Army Training / Flickr.com

Powstanie gigantyczny poligon na Przesmyku Suwalskim. Będą przesiedlenia i ingerencja w rezerwaty przyrody.

W Sejnach, oddalonych o około 15 kilometrów od planowanej lokalizacji poligonu wojskowego w lasach Kopciowa na Litwie z uwagą śledzi się informacje napływające z rejonu łoździejskiego. Planowana jest tam inwestycja, która ma ogromne znaczenie strategiczne, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa regionu i położenia na Przesmyku Suwalskim. A to jedno z kluczowych punktów na mapie Europy.

Nie ulega wątpliwości, że wzmacnianie zdolności obronnych państw NATO, w tym Litwy, jest dziś koniecznością. Lokalizacja w pobliżu Przesmyku Suwalskiego nie jest przypadkowa – to właśnie to miejsce ma ogromne znaczenie militarne. Nie raz bowiem czytaliście głupie artykuły w mediach, które Was straszyły, jako byłoby tam niebezpiecznie, a putin już się szykował by go zająć. Z naszej perspektywy zagrożenia nie ma, ale nie mamy nic przeciwko poligonowi. Tyle, że warto wsłuchać się w głos protestujących Litwinów. Bo czy rzeczywiście nie było alternatywnych terenów w tym rejonie, które pozwoliłyby zrealizować inwestycję bez sięgania po obszary o wyjątkowych walorach przyrodniczych i krajobrazowych.

Planowany poligon miałby zajmować około 146 kilometrów kwadratowych. Białystok ma 102 kilometry kwadratowe, więc łatwo sobie wyobrazić skalę przedsięwzięcia. Teren ten obejmuje obszary chronione w ramach sieci Natura 2000, rezerwaty przyrody oraz lasy i tereny podmokłe o dużej wartości ekologicznej. Dodatkowo realizacja inwestycji może oznaczać konieczność likwidacji kilkunastu wsi i przesiedlenie około stu rodzin.

Skutki takiej inwestycji nie zatrzymają się na granicy administracyjnej. Stała obecność wojska, hałas ćwiczeń i zmiana charakteru całego obszaru będą odczuwalne również po polskiej stronie granicy. To region o silnym znaczeniu turystycznym i kulturowym, oparty na ciszy, przyrodzie i transgranicznej współpracy.

Dyskusja wokół poligonu powinna się koncentrować więc nie na samym sensie inwestycji, lecz na jej skali i lokalizacji. Czy w tak newralgicznym militarnie obszarze, jak okolice Przesmyku Suwalskiego, naprawdę nie było innych terenów, mniej konfliktowych społecznie i przyrodniczo, które pozwoliłyby pogodzić potrzeby obronności z ochroną unikalnego krajobrazu pogranicza. Życie to nie tylko mapy strategiczne, ale również ludzie i przyroda, które od lat współtworzą to wyjątkowe miejsce na pograniczu Polski i Litwy.

Partnerzy portalu:

KZK ma nową zajezdnię. Deweloper zbuduje blokowisko na Jurowieckiej.

KZK ma nową zajezdnię. Deweloper zbuduje blokowisko na Jurowieckiej.

Teren dawnej zajezdni Komunalnego Zakładu Komunikacyjnego przy ul. Jurowieckiej w Białymstoku czekają duże zmiany. W 2023 roku nieruchomość została sprzedana deweloperowi, a zgodnie z zapowiedziami w miejscu zaplecza technicznego komunikacji miejskiej ma powstać zabudowa mieszkaniowa. Oznacza to kolejne osiedle w śródmiejskiej części miasta, na obszarze dotąd zajmowanym przez infrastrukturę transportową.

Zmiana ta jest bezpośrednio związana z uruchomieniem nowej zajezdni autobusowej KZK przy ul. Pomocnej 1. Nowy obiekt obejmuje stację obsługi pojazdów, plac manewrowy oraz infrastrukturę przystosowaną do ładowania autobusów elektrycznych. Na terenie bazy działa również Stacja Kontroli Pojazdów, z której mogą korzystać także mieszkańcy Białegostoku.

Inwestycja była planowana od wielu lat. Jej początki sięgają 2004 roku, kiedy projekt został wpisany do Zintegrowanego Planu Rozwoju Transportu Publicznego dla Białegostoku. Realizacja przedsięwzięcia wymagała rozwiązania kwestii prawnych i finansowych oraz pozyskania nowego terenu. Prace projektowe rozpoczęły się w 2011 roku, a pozwolenie na budowę wydano w 2013 roku.

Budowę nowej bazy podzielono na etapy. Pierwszy, obejmujący plac manewrowy oraz infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych, zakończył się w 2023 roku i kosztował ponad 8 mln zł. Drugi etap, czyli budowa stacji obsługi pojazdów, pochłonął ponad 36 mln zł. W kolejnych latach planowana jest jeszcze budowa stacji paliw, której koszt szacowany jest na blisko 3,4 mln zł.

Źródłem finansowania drugiego oraz planowanego trzeciego etapu była sprzedaż dotychczasowej bazy KZK przy ul. Jurowieckiej. Nieruchomość sprzedano w 2023 roku za blisko 49 mln zł netto, z zachowaniem możliwości użytkowania jej do czasu zakończenia budowy nowej zajezdni. Decyzja o przeniesieniu bazy wynikała z pogarszających się warunków technicznych starego obiektu oraz jego centralnej lokalizacji, która powodowała uciążliwości w codziennym funkcjonowaniu.

Nowa zajezdnia przy ul. Pomocnej zajmuje teren o powierzchni ponad 2,9 hektara. Umożliwia jednoczesne prowadzenie prac serwisowo-remontowych na 11 stanowiskach, w tym obsługę autobusów przegubowych o długości 18 metrów. Na terenie obiektu działa również bezobsługowa myjnia autobusowa w zamkniętej hali, przystosowana do pracy w okresie jesienno-zimowym i wykorzystująca obieg zamknięty wody.

Istotnym elementem zaplecza jest Stacja Kontroli Pojazdów, przystosowana do badania wszystkich typów pojazdów samochodowych. Zgodnie z informacjami KZK, stacja jest dostępna nie tylko dla floty zakładu, ale również dla mieszkańców miasta.

Nowa lokalizacja zajezdni znajduje się w pobliżu ważnego węzła energetycznego, co ma znaczenie w kontekście planowanego rozwoju floty autobusów elektrycznych. Według spółki umożliwia to zwiększanie mocy przyłączeniowej bez ryzyka zakłóceń w dostawach energii dla innych odbiorców. Obiekt ma również zaplecze umożliwiające prowadzenie szkolnictwa zawodowego – obecnie w ramach szkoły przyzakładowej kształcą się uczniowie na kierunkach mechanik i elektromechanik.

Partnerzy portalu:

Świetna wiadomość! Autobusy w Podlaskiem przestają znikać. Transport publiczny wraca do mniejszych miejscowości.

Świetna wiadomość! Autobusy w Podlaskiem przestają znikać. Transport publiczny wraca do mniejszych miejscowości.

Przez lata komunikacja autobusowa w Podlaskiem była symbolem wykluczenia transportowego. Z roku na rok znikały kolejne połączenia, a mieszkańcy wsi i małych miasteczek zostawali bez realnej alternatywy dla samochodu. Trzeba przy tym jasno powiedzieć, że proces odbudowy jest wyjątkowo trudny, bo od dawna nie istnieje już klasyczna „państwowa komunikacja”. Dzisiejsze przewozy realizują spółki działające na zasadach rynkowych – takie jak PKS Nova, której właścicielem jest samorząd województwa, ale która funkcjonuje jak normalna firma.

Oznacza to konieczność pilnowania kosztów, szukania rentowności i unikania pustych kursów, mimo że komunikacja pasażerska z natury rzadko bywa opłacalna. Tym bardziej widoczna jest zmiana kierunku: zamiast dalszego zwijania połączeń, region zaczyna krok po kroku odbudowywać sieć, próbując pogodzić interes mieszkańców z realiami ekonomicznymi.

Dobrym przykładem jest nowa umowa na obsługę komunikacyjną gmin w rejonie Łomży. Na terenie kilku gmin ma funkcjonować aż 11 regularnych linii autobusowych, które w skali roku przejadą ponad 260 tysięcy kilometrów. To nie są liczby „na papierze” – to konkretne kursy, które umożliwiają dojazd do lekarza, szkoły, urzędu, pracy czy zwykłe podtrzymywanie kontaktów rodzinnych i społecznych. Dla wielu mieszkańców oznacza to realną zmianę jakości życia. Osoby starsze nie są już skazane na pomoc rodziny, młodzież zyskuje dojazd do szkół ponadpodstawowych, a osoby bez auta odzyskują podstawową niezależność. Transport publiczny znów zaczyna pełnić swoją najważniejszą funkcję: łączyć, a nie dzielić.

Podobny proces rozpoczyna się w powiecie monieckim. Samorządy przygotowują się do uruchomienia spójnej sieci połączeń obejmującej m.in. Mońki, Knyszyn, Krypno, Jaświły, Jasionówkę, Goniądz i Trzcianne. Kluczowe jest tu myślenie sieciowe – nie pojedyncze, oderwane kursy, ale system, który pozwala realnie zaplanować codzienne życie bez konieczności posiadania samochodu.

Z punktu widzenia mieszkańców najważniejsze są trzy rzeczy. Po pierwsze – przewidywalność: stałe linie, znane rozkłady i ciągłość połączeń. Po drugie – dostępność: połączenia dopasowane do realnych potrzeb, a nie wyłącznie do granic administracyjnych. Po trzecie – skala: im więcej gmin w jednym systemie, tym większa szansa, że autobusy będą faktycznie użyteczne.

To, co dzieje się obecnie w Podlaskiem, można traktować jako ostrożny, ale wyraźny sygnał, że komunikacja autobusowa przestaje być „problemem bez rozwiązania”. Jeśli nowe linie utrzymają się w dłuższym okresie i będą rozwijane na podstawie realnego zapotrzebowania mieszkańców, region może stopniowo wychodzić z transportowej zapaści. Dla Podlasia to coś więcej niż kwestia dojazdów. To warunek pozostania ludzi w mniejszych miejscowościach, szansa na ograniczenie wykluczenia społecznego i element normalnego, codziennego funkcjonowania – bez wielkich haseł, za to z bardzo konkretnym efektem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co kryją Siemiatycze? Miasteczko pełne wiary, sekretów i cudów!

Na mapie Podlasia Siemiatycze nie krzyczą wielkością ani tempem życia. I właśnie dlatego potrafią zaskoczyć. To miasto, które odsłania swoje znaczenie powoli – w opowieściach, detalach architektury, w ciszy pomiędzy kolejnymi punktami spaceru. Zwiedzane z lokalną przewodniczką (jak w powyższym filmie) przestaje być tylko miejscem, a zaczyna być historią opowiadaną z perspektywy tych, którzy znają je od pokoleń.

Siemiatycze są przykładem podlaskiego tygla kulturowego w najczystszej postaci. Przez wieki przenikały się tu tradycje prawosławne i katolickie, języki, obyczaje i sposoby życia. Ta wielowarstwowość nie jest muzealnym eksponatem – wciąż jest obecna w przestrzeni miasta, w jego układzie, architekturze i lokalnych opowieściach. Dla tych, którzy szukają małych miasteczek z duszą, slow travel i nieoczywistych kierunków, Podlasie w tej odsłonie potrafi naprawdę zauroczyć.

Siemiatycze to także miasto, w którym historia naturalnie splata się z codziennością i przyrodą. Spacer prowadzi tu nie tylko przez ulice i place, ale również ku przestrzeniom, gdzie można na chwilę zwolnić. To właśnie ta równowaga między miejskim rytmem a bliskością natury sprawia, że Siemiatycze najlepiej poznaje się bez pośpiechu, pozwalając, by samo miasto opowiadało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda magia świąt w Augustowie. Miasto przepiękne również zimą!

Augustów przez lata dorobił się miana letniej stolicy Polski. Kojarzony z wodą, słońcem, portem i niespiesznym rytmem wakacji, zimą pokazuje zupełnie inne, zaskakująco piękne oblicze. Cichsze, bardziej refleksyjne, a jednocześnie pełne światła i symbolicznego ciepła, które w grudniowe wieczory unosi się nad miastem. Z perspektywy drona Augustów zimą wygląda jak ilustracja z książki – geometryczne linie ulic przecinają miękką ciemność, a świąteczne iluminacje prowadzą wzrok ku sercu miasta. Centralna choinka rozświetla park, tworząc punkt skupienia, wokół którego pulsuje spokojne, zimowe życie. To nie jest zgiełk letnich deptaków, lecz subtelna harmonia światła, architektury i natury.

Zachód słońca nad Augustowem zimą ma w sobie coś wyjątkowego. Pomarańczowe i różowe odcienie nieba odbijają się w rzekach i kanałach, które na moment stają się lustrami dla nieba. Z góry widać, jak miasto zwalnia, jak zapalają się kolejne okna, a świąteczne dekoracje przejmują rolę przewodników po zimowym krajobrazie. Ten czas wydobywa z Augustowa to, czego latem często nie zauważamy – kameralność. Zimą miasto oddycha ciszej, ale głębiej. Parki, ulice i nabrzeża nie są puste – są spokojne. Światło lamp i iluminacji nie konkuruje z przyrodą, lecz ją podkreśla, tworząc atmosferę bliską bajce, ale zakorzenioną w realnym miejscu.

Film z drona nie tylko pokazuje Augustów – on go opowiada. O mieście, które potrafi być piękne nie tylko wtedy, gdy tętni turystycznym życiem. O letniej stolicy Polski, która zimą nie zasypia, lecz zmienia tonację. Na cieplejszą, bardziej intymną, świąteczną. To właśnie te chwile – krótkie, ulotne, pomiędzy dniem a nocą – sprawiają, że warto zatrzymać obraz i podzielić się nim z innymi. Bo Augustów zimą to nie zaprzeczenie lata. To jego dopełnienie.

Partnerzy portalu:

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.
fot. materiały UM Białystok

Sylwester pod chmurką. Białystok, Łomża i Suwałki organizują skromne imprezy.

Od lat największe telewizje biją się o widza w sylwestrową noc. W tym wyścigu samorządy nie mają szans, więc z roku na rok jest coraz skromniej, bo gdyby chcieli kontraktować największe gwiazdy, musieliby licytować z telewizjami. Szkoda pieniędzy. Ale z drugiej strony koniec roku to dla wielu osób moment, w którym zamiast domówki chce się po prostu wyjść „do ludzi” – bez biletów, bez rezerwacji i bez zobowiązań. W Podlaskiem tradycyjnie można to zrobić na miejskich sylwestrach. Sprawdziliśmy, gdzie w tym roku będzie można zatańczyć pod chmurką i czego się spodziewać w trzech największych miastach regionu.

W Białymstoku będzie najgłośniej i najbardziej koncertowo, w Łomży bardziej lokalnie i klasycznie, a w Suwałkach tanecznie i bez zbędnych dodatków. Każde z miast oferuje coś innego – warto wybrać to, co najbardziej pasuje do własnego stylu świętowania.

Białystok: Rynek Kościuszki i muzyczny miks stylów

W Białymstoku centrum sylwestrowej zabawy ponownie stanie się Rynek Kościuszki. Start zaplanowano na 31 grudnia o godz. 21:30, więc to propozycja dla tych, którzy nie chcą czekać do północy, by poczuć klimat imprezy. Na początek pojawi się regionalny akcent – duet Maxim & Oliczka, łączący hip-hopowe, miejskie brzmienia z podlaskim białym śpiewem i gwarą. To propozycja raczej nietypowa jak na sylwestra, ale właśnie dzięki temu może przyciągnąć osoby szukające czegoś innego niż standardowa „składanka przebojów”.

Głównym punktem wieczoru będzie koncert Patrycji Markowskiej – rockowo-popowy set z dobrze znanymi utworami, które sprawdzają się na dużej, plenerowej scenie. Po północy i w jej okolicach muzyczną pałeczkę przejmie DJ Brave, stawiający na taneczne klasyki, w tym hity lat 80. Całość ma zostać uzupełniona pokazem laserowym na powitanie Nowego Roku.

To propozycja dla osób, które lubią duże, miejskie wydarzenia i chcą spędzić sylwestra w samym sercu miasta.

Łomża: klasyczny sylwester na Starym Rynku

Łomża pozostaje wierna sprawdzonemu formatowi. Sylwestrowa noc odbędzie się na Starym Rynku, a muzyka zacznie się wcześniej niż w innych miastach – już o godz. 21:00. Line-up opiera się głównie na lokalnych i regionalnych wykonawcach: Mega (21:00), Lovestory (22:00), Julita Kaczyńska z zespołem (23:00), Przemysław Piotrowski z zespołem (ok. 00:10).

Zabawa potrwa do godz. 1:00 w nocy. To sylwester raczej spokojniejszy, bez wielkich nazwisk, ale za to z ciągłością koncertów i wyraźnym tanecznym charakterem. Dobra opcja dla mieszkańców, którzy chcą wyjść na chwilę, spotkać znajomych i wrócić do domu bez zarwanej nocy.

Suwałki: DJ set i taneczna noc na placu Konopnickiej

W Suwałkach sylwester ma bardziej klubowy charakter. Impreza odbędzie się 31 grudnia na placu im. Marii Konopnickiej, a start zaplanowano na godz. 22:00. Za muzykę odpowiada DJ Jurgiel, więc zamiast koncertów można spodziewać się tanecznego seta – rytmy pod zabawę, bez długich przerw i zmian scenicznych. To propozycja dla tych, którzy niekoniecznie przyszli „na gwiazdę”, tylko po to, żeby potańczyć i przywitać Nowy Rok w luźnej atmosferze.

Wstęp jest wolny, a formuła prosta: muzyka, ludzie i wspólne odliczanie do północy.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy to najpiękniejsze miejsca Podlaskiego? Bez wątpienia jest na czym oko zawiesić.

Podlasie to region, który nie potrzebuje przesadnych słów ani nachalnych zachwytów. Wystarczy uważnie się rozejrzeć. Film, który widzicie powyżej, powstał podczas krótkiej podróży po północno-wschodniej Polsce na przełomie grudnia 2022 i stycznia 2023 – w czasie, gdy krajobraz zwalnia, kolory cichną, a przestrzeń zaczyna mówić własnym językiem. Minęło od tego czasu już 3 lata, a niewiele się zmieniło.

W kadrach pojawia się Białystok – miasto będące naturalną bramą do regionu. Zimą pokazuje inne oblicze: spokojniejsze, bardziej surowe, ale też uporządkowane i harmonijne. To punkt wyjścia, z którego bardzo szybko można przenieść się w świat wsi, drewnianej architektury i rozległych przestrzeni. Kraina Otwartych Okiennic przyciąga detalem i rytmem codzienności zapisanym w drewnie. Charakterystyczne domy, zdobione okiennice i kolory kontrastujące z bezśnieżnym zimowym pejzażem tworzą obrazy, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem w Polsce. To przestrzeń, gdzie historia nie jest zamknięta w muzeach, lecz nadal funkcjonuje jako część zwykłego życia.

Pustelnia w Odrynkach to z kolei cisza i skupienie. Położona na uboczu, dostępna wąską kładką, staje się symbolem innego tempa – takiego, które pozwala zatrzymać się na chwilę, bez potrzeby interpretowania wszystkiego od razu. Jej surowość tylko wzmacnia wrażenie odosobnienia i autentyczności. Nie mogło zabraknąć także Białowieży i Puszczy Białowieskiej – miejsca, które niezależnie od pory roku pozostaje jednym z najmocniejszych punktów na mapie Podlaskiego. Las, pozbawiony większości liści i dźwięków, odsłania swoją strukturę i potęgę. To przestrzeń, która nie narzuca się odbiorcy, ale zostaje w pamięci na długo.

Ten film i towarzyszący mu tekst nie są próbą odpowiedzi na pytanie, czy to najpiękniejsze miejsca Podlaskiego. Raczej zaproszeniem do własnej oceny. Podlasie nie konkuruje – ono po prostu jest. A czasem to w zupełności wystarcza, by zawiesić na nim oko na dłużej.

Partnerzy portalu:

Łomża będzie miała całoroczne lodowisko i rolkowisko

Łomża będzie miała całoroczne lodowisko i rolkowisko

Łomża podpisała umowę na budowę całorocznego, zadaszonego lodowiska przy ul. Katyńskiej. Dokumentacja projektowa obiektu powstała już w 2018 roku i przed ogłoszeniem przetargu została zaktualizowana, tak aby spełniała obecne standardy techniczne i użytkowe. Nowy obiekt ma umożliwić korzystanie z lodowiska niezależnie od warunków pogodowych oraz wydłużyć sezon jego funkcjonowania — planowane jest uruchamianie tafli nawet w październiku.

Zakres inwestycji obejmuje budowę całorocznego, zadaszonego obiektu sportowo-rekreacyjnego, który zimą będzie pełnił funkcję lodowiska, a w pozostałych miesiącach rolkowiska. Powstanie zaplecze socjalne, bandy rekreacyjne oraz pełna infrastruktura techniczna, w tym instalacje wodno-kanalizacyjne, cieplne, elektroenergetyczne i telekomunikacyjne. Obiekt zostanie wyposażony w monitoring, nagłośnienie, wentylację oraz elektroniczny system obsługi klientów z szafami sterowanymi elektronicznie.

Projekt przewiduje także budowę przyłączy, kanalizacji sanitarnej i deszczowej, sieci energetycznej i wodociągowej oraz zagospodarowanie terenu wraz ze zjazdem z ul. Katyńskiej. Dodatkowym elementem będą trzy bezobsługowe ścianki wspinaczkowe, które uzupełnią ofertę sportową obiektu.

Hala lodowiska będzie miała 50 metrów długości, 25 metrów szerokości i 11 metrów wysokości. Powierzchnia tafli lodowej wyniesie 900 mkw. Obiekt ma służyć mieszkańcom przez cały rok, umożliwiając zarówno jazdę na łyżwach zimą, jak i inne aktywności sportowe w sezonie letnim. Termin realizacji inwestycji wynosi 18 miesięcy od dnia podpisania umowy. Zakończenie prac planowane jest na wakacje 2027 roku.

Partnerzy portalu:

Na ta drogę rowerową czeka bardzo wiele osób. Rozpoczęła się budowa!

Na ta drogę rowerową czeka bardzo wiele osób. Rozpoczęła się budowa!

Rozpoczyna się realizacja inwestycji przy drodze wojewódzkiej nr 676 na odcinku Supraśl – Krynki. Przedsięwzięcie obejmuje budowę infrastruktury pieszo-rowerowej na terenie Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. Planowany odcinek ma długość blisko 7,5 kilometra.

Puszcza Knyszyńska od lat przyciąga turystów szukających kontaktu z naturą, ciszy i aktywnego wypoczynku. Przez cały sezon, a coraz częściej także poza nim, trasą między Supraślem a Krynkami poruszają się zarówno samochody, jak i rowerzyści oraz piesi. Brak chodników i ścieżek rowerowych sprawia, że ruch odbywa się w jednym pasie drogowym, co stwarza realne zagrożenie, szczególnie w weekendy i podczas wakacji.

Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w tej części regionu jest Arboretum w Kopnej Górze. To rozległy ogród leśny, w którym można zobaczyć setki gatunków drzew i krzewów oraz odpocząć na wyznaczonych trasach spacerowych. Miejsce to regularnie odwiedzają rodziny z dziećmi, turyści i grupy szkolne. Nieco dalej znajduje się Silvarium w Poczopku – leśny park edukacyjny, który w przystępny sposób pokazuje przyrodę Puszczy Knyszyńskiej. Drewniane rzeźby, tablice edukacyjne i ścieżki tematyczne sprawiają, że jest to popularny punkt na mapie wycieczek pieszych i rowerowych.

Dużym zainteresowaniem cieszy się także Zagroda Pokazowa Żubrów, gdzie można z bliska zobaczyć symbol regionu. To miejsce często odwiedzane przez turystów przyjeżdżających do Supraśla oraz osoby podróżujące z Białegostoku i okolicznych miejscowości.

W ramach inwestycji powstanie ścieżka rowerowa oraz chodniki, które oddzielą ruch pieszy i rowerowy od samochodowego. Przebudowane zostaną zjazdy i rowy przydrożne, zaplanowano również budowę nowych przepustów. Celem prac jest poprawa bezpieczeństwa i komfortu poruszania się po tym odcinku drogi, zarówno dla mieszkańców, jak i odwiedzających region. Zakończenie robót zaplanowano na 23 grudnia 2026 roku.

Partnerzy portalu:

Kto buduje mieszkania w Białymstoku? Przegląd deweloperów i charakterystyka inwestycji.

Kto buduje mieszkania w Białymstoku? Przegląd deweloperów i charakterystyka inwestycji.

Białystok, stolica województwa podlaskiego zmienia swój krajobraz miejski od kilkunastu lat. Dynamika rozwoju miasta to też kolejni inwestorzy na rynku nieruchomości. Nowe inwestycje mieszkaniowe powstają w różnych częściach miasta, oferując przyszłym mieszkańcom szeroki wybór lokali dostosowanych do różnych oczekiwań, wymagań i marzeń. Zmieniając też krajobraz miejski na bardziej dynamiczny, nowoczesny. W tym artykule przyjrzymy się charakterystyce białostockich deweloperów oraz ich inwestycjom.

Różnorodność ofert na białostockim rynku nieruchomości

W Białymstoku działa wielu deweloperów, oferujących szeroki wachlarz inwestycji mieszkaniowych. Charakterystyka tych inwestycji różni się w zależności od lokalizacji, standardu wykończenia oraz zastosowanych rozwiązań architektonicznych. A każdy deweloper ma swoje własne podejście, styl i propozycje dla przyszłych mieszkańców.

Zauważalny jest trend tworzenia osiedli z rozbudowaną infrastrukturą rekreacyjną, taką jak place zabaw, tereny zielone czy ścieżki rowerowe. Ma to związek ze zmieniającymi się oczekiwaniami kolejnych nabywców i z większą świadomością. Deweloperzy stawiają na nowoczesne technologie, energooszczędność i integrację z otoczeniem.

Nowoczesne inwestycje z myślą o przyszłości

W Białymstoku znajdziesz już budynki z zielonymi dachami, fotowoltaiką i innymi rozwiązaniami pro-eko które są zapowiedzią kolejnych zmian. Jedną z firm deweloperskich wprowadzających takie budynki jest firma ASKO S.A. – deweloper działający na białostockim rynku od 2005 roku. Specjalizacja tej firmy to budownictwo mieszkaniowe i biurowe łączące nowoczesność, technologie, ekologię i piękno.

Jedną z flagowych inwestycji ASKO S.A. jest kompleks Ciepła 38. Inwestycja oferuje mieszkania w różnych metrażach, dopasowane do potrzeb klientów. Dodatkowo stawia na ekologiczne rozwiązania w budownictwie.

Kolejnym ambitnym projektem jest Nowe Centrum Verde, będzie zlokalizowane przy ulicy Kolejowej 12, w pobliżu dworca kolejowego. Inwestycja to bardzo nowoczesna architektura, ale w miejskim stylu, a sam projekt to swoiste miasto w mieście. Cel? Stworzenie wygodnego, nowego, tętniącego życiem miejsca wygodnego i przystosowanego do mieszkania, rekreacji, dobrego spędzania czasu w przestrzeni wspólnej.

Zmieniające się lokalizacje – gdzie dziś buduje się w Białymstoku?

Jeszcze kilkanaście lat temu głównym obszarem nowych inwestycji była dzielnica Nowe Miasto i jej najbliższe okolice. Aktualnie Białystok rozrasta się bardzo dynamicznie, a deweloperzy wychodzą daleko poza te granice. Chętnie inwestują na Starosielcach czy rozbudowują okolice osiedla Piasta. Białystok to też lokalizacja ościenne: gmina Choroszcz, Juchnowiec Kościelny.

Każda z tych lokalizacji ma swój indywidualny charakter. Jedne są bardziej spokojne i kameralne, inne intensywnie zurbanizowane i pełne miejskiej energii.

Popularne są miejsca dobrze skomunikowane z centrum i samo centrum, ale dające jednocześnie dostęp do terenów zielonych. Tego typu balans stał się jedną z głównych wartości, jakich poszukują nabywcy – niezależnie od wieku czy stylu życia i taki balans oferuje inwestycja przy ul. Ciepłej 38.

Deweloperzy jako projektanci miejskiego stylu życia

Nowoczesne inwestycje mieszkaniowe w Białymstoku (https://askosa.pl/mieszkania-na-sprzedaz-bialystok/) to już nie tylko budynki z funkcjonalnym rozkładem i nowoczesną elewacją.

Deweloperzy tworzą całościowe koncepty urbanistyczne – z pasażami usługowymi, lokalami gastronomicznymi, strefami coworkingowymi czy zielonymi dziedzińcami, które sprzyjają integracji sąsiedzkiej. Takie podejście można zaobserwować w projektach Asko, które redefiniuje pojęcie komfortowego życia w mieście. Tworząc mikrospołeczności i przestrzenie wspólne, inwestorzy w praktyce projektują styl życia, który dla wielu mieszkańców jest dziś równie ważny jak metraż mieszkania.

centrum Białegostoku

Kto kupuje nowe mieszkania w Białymstoku i czego oczekuje?

Profil klienta rynku pierwotnego w Białymstoku jest coraz bardziej zróżnicowany. Obok młodych par i singli z pokolenia millenialsów, którzy szukają mieszkań funkcjonalnych i dobrze zaprojektowanych, rośnie liczba klientów z grupy wiekowej 50+, zainteresowanych zamianą większego domu na nowoczesne mieszkanie z windą, tarasem i bliskością usług. Kupujący zwracają też uwagę na:

  • jakość użytych materiałów
  • układ pomieszczeń
  • certyfikaty energetyczne
  • rozwiązania ekologiczne
  • estetykę części wspólnych.

Deweloperzy, którzy potrafią odpowiedzieć na te oczekiwania zyskują lojalność oraz zainteresowanie coraz bardziej świadomych nabywców.

Szeroki wybór i sprzedaż mieszkań w Białymstoku tu i teraz.

Białystok oferuje szeroki wybór inwestycji mieszkaniowych, odpowiadających na zróżnicowane potrzeby klientów. Deweloperzy wprowadzają innowacyjne rozwiązania, które nie tylko podnoszą komfort życia mieszkańców, ale także wpisują się w ideę zrównoważonego rozwoju całego miasta. Aktualnie to deweloperzy w dużej mierze kreują nasze przestrzenie, a trend taki jak prezentuje inwestycja Nowe Centrum Verde to dobra ścieżka i wizja pięknego, zrównoważonego miasta i świetnej architektury mieszkaniowej.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Garnki ze Studzianego Lasu. Niesamowity film z archiwów.

Archiwalny film, który dziś powraca w formie zdigitalizowanej i udźwiękowionej, dokumentuje jedną z najstarszych i najbardziej pierwotnych technik garncarskich – technikę wałeczkową, zwaną też lepieniem. To metoda znana ludzkości od tysięcy lat, starsza niż koło garncarskie, wymagająca nie maszyn, lecz doświadczenia, cierpliwości i głębokiego zrozumienia materii.

Proces rozpoczyna się od pozyskania i przygotowania gliny: jej oczyszczania, mieszania z wodą, ugniatania aż do uzyskania odpowiedniej plastyczności. Następnie z gliny formowane są wałeczki, które krok po kroku budują ścianki naczynia. Każdy kolejny element jest dokładnie dociskany i wygładzany rękami, bez pośpiechu, w rytmie pracy ciała. Naczynie rośnie spiralnie, a jego kształt jest wypadkową wprawy rzemieślnika i właściwości samego surowca.

Film ukazuje także kolejne etapy suszenia oraz wypału – momentu kluczowego, w którym krucha forma staje się trwałym przedmiotem użytkowym. Wypał odbywa się metodami tradycyjnymi, dalekimi od współczesnej kontroli temperatury. To proces obarczony ryzykiem, ale i wpisany w logikę dawnego rzemiosła, gdzie nie wszystko podlegało pełnej kontroli, a doświadczenie przekazywane było z pokolenia na pokolenie.

Miejscem, w którym ta technika była praktykowana, jest między innymi wieś Studziany Las – niewielka osada położona w powiecie sejneńskim, na skraju Puszczy Augustowskiej. To przestrzeń oddalona od większych miast, od głównych szlaków komunikacyjnych, zanurzona w lesie i ciszy. Przez dekady takie miejsca funkcjonowały własnym rytmem, opartym na lokalnych zasobach i umiejętnościach.

To właśnie w takich wsiach przetrwały techniki, które gdzie indziej zniknęły wraz z industrializacją i standaryzacją produkcji. Garncarstwo w Studzianym Lesie nie było rzemiosłem artystycznym w dzisiejszym rozumieniu, lecz elementem codziennej gospodarki – odpowiedzią na realne potrzeby mieszkańców. Film archiwalny staje się więc nie tylko zapisem technologii, ale także świadectwem świata, który funkcjonował poza centrum uwagi historii pisanej z perspektywy miast.

Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że materiał został zdigitalizowany i udźwiękowiony w ramach projektu „Postscriptum dźwiękowe. Nowe oblicze archiwalnych filmów”. Dzięki temu zapis zyskuje nowy wymiar – staje się bardziej dostępny, czytelny i oddziałujący także na współczesnego odbiorcę, dla którego nieme archiwa często pozostają trudne w odbiorze.

Podlaskie jest regionem niezwykle bogatym w takie zapomniane historie i techniki. To przestrzeń styku kultur, peryferyjna w sensie administracyjnym, ale centralna, jeśli chodzi o dziedzictwo niematerialne. Tym bardziej cieszy fakt, że to Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie podjęło trud przypomnienia tej konkretnej tradycji i nadania jej nowego życia w obiegu kultury. Nie sposób jednak nie odczuwać pewnego niedosytu. Można jedynie ubolewać, że w samym Podlaskiem przez lata zabrakło instytucjonalnej troski o takie archiwa i lokalne dziedzictwo. Film ze Studzianego Lasu pokazuje, jak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia – i jak łatwo te ślady przeszłości mogą zniknąć, jeśli nikt nie uzna ich za wystarczająco ważne.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Park z iluminacjami pod Białymstokiem. Świetlne atrakcje czekają.

W Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej możemy spacerować pośród baśniowych instalacji świetlnych, które zachwycają zarówno dzieci, jak i dorosłych. Zaczarowany Skansen to prawdziwa podróż do świata wyobraźni – alejek rozświetlonych tysiącami świateł, niezwykłych postaci z legend i opowieści oraz scenerii, które na długo zostają w pamięci. Choć wydarzenie wystartowało już jakiś czas temu, warto przypomnieć, że będzie dostępne aż do 1 lutego, więc nadal jest czas, by zaplanować wizytę.

Jeśli czekacie na śnieżną aurę, jest duża szansa, że w nadchodzące święta – po rodzinnych spotkaniach i suto zastawionych stołach – uda Wam się wybrać na spacer po rozświetlonym skansenie. Ponad 150 instalacji świetlnych poprowadzi Was przez niezwykłe zakątki pełne historii i podlaskiego folkloru, tworząc klimat, który trudno porównać z czymkolwiek innym. To nie tylko zwykła wystawa – to doświadczenie, które pozwala poczuć magię zimowych wieczorów. Dzieci zachwycają się olbrzymimi postaciami z bajek, a dorośli odkrywają na nowo uroki tradycyjnej architektury, oświetlonej w sposób, który nadaje jej zupełnie nowy charakter. Całość zmienia dobrze znany skansen w miejsce, jakiego na Podlasiu jeszcze nie było.

Warto także podkreślić, że Zaczarowany Skansen to idealna atrakcja dla rodzin, ale również świetny pomysł na romantyczny spacer czy spokojne zakończenie dnia w wyjątkowej scenerii. Bogactwo detali, szerokie alejki i przemyślana aranżacja sprawiają, że każdy znajdzie tu coś dla siebie – niezależnie od wieku i zainteresowań. Jeżeli więc szukacie pomysłu na zimowy wypad w okolicy Białegostoku, to właśnie jedno z tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Ostatnie tygodnie działania instalacji to doskonały moment, by zaplanować wizytę i stworzyć wspomnienia, do których będziecie wracać z uśmiechem przez cały rok.

Partnerzy portalu:

Nowy rozkład jazdy Polregio na Podlasiu od niedzieli

Nowy rozkład jazdy Polregio na Podlasiu od niedzieli

W niedzielę, 14 grudnia 2025 roku, zacznie obowiązywać nowy rozkład jazdy pociągów Polregio na terenie województwa podlaskiego. Zmiany obejmują korekty godzin kursowania, a także uruchomienie nowych połączeń regionalnych. Kolejne modyfikacje zaplanowano od 1 stycznia 2026 roku.

Z dobrych wiadomości – południe województwa będzie dobrze skomunikowane. Wśród nowych połączeń, które pojawią się od 14 grudnia, znajdzie się poranny pociąg REGIO relacji Siemiatycze – Białystok, odjeżdżający o godzinie 6:16 i docierający do Białegostoku o 8:34. Skład będzie kursował przez Hajnówkę. Uruchomione zostanie także wieczorne połączenie REGIO z Bielska Podlaskiego do Siemiatycz, z odjazdem o 19:00 i przyjazdem o 20:03. Pociąg ten będzie skomunikowany w Bielsku Podlaskim z połączeniem z Białegostoku do Hajnówki.

Dodatkowo uruchomione zostaną dwa pociągi na odcinku Sokółka – Kuźnica Białostocka. Pierwszy z nich odjedzie z Sokółki o 20:00 i dotrze do Kuźnicy o 20:17, natomiast drugi w przeciwnym kierunku wyjedzie z Kuźnicy o 19:03, przyjeżdżając do Sokółki o 19:19. Połączenia te będą skoordynowane z pociągami kursującymi na trasie Suwałki – Białystok, dzięki czemu mieszkańcy Kuźnicy zyskają dodatkowy wieczorny dojazd do stolicy regionu.

A już od 1 stycznia 2026 roku wejdzie w życie nowa umowa pomiędzy Polregio a Zarządem Województwa Podlaskiego na realizację przewozów kolejowych w latach 2026–2030. Wraz z nią nastąpią kolejne zmiany w siatce połączeń. Do rozkładu powrócą bezpośrednie pociągi na trasie Białystok – Małkinia – Białystok. Dzięki skomunikowaniu w Małkini z pociągami Kolei Mazowieckich możliwy będzie dojazd do i z Warszawy Wileńskiej. Zaplanowano również dodanie dwóch par pociągów na trasie Białystok – Sokółka. Jedna para będzie kursować codziennie, a druga w weekendy i święta. Dodatkowe połączenie pojawi się także na odcinku Białystok – Łapy. W rozkładzie znajdzie się również nowe, codzienne połączenie na trasie Białystok – Czyżew, z wyjątkiem sobót.

Utrzymane zostanie wakacyjne połączenie Białystok – Suwałki, które będzie dostępne w soboty i niedziele od 2 maja do 30 sierpnia 2026 roku, a także 1 maja oraz 4 czerwca, w dzień Bożego Ciała. W 2026 roku ponownie funkcjonować będzie również sezonowa oferta przewozowa na trasie Białystok – Waliły. Pociągi będą kursowały w weekendy od 6 czerwca do 27 września, w układzie dwóch par dziennie, a dodatkowo także od 1 do 3 maja oraz 4 czerwca.

A czerwca 2026 pojedziemy też do Łomży. Pierwszy raz po 30 latach będzie to możliwe przy pomocy pociągu.

Partnerzy portalu:

Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Nie pytajcie Asi, co o tym myśli. Po prostu zobaczcie, co uruchomiłem.

Moja żona Asia już się nie pyta „po co?”, z radością głaszcze mnie po głowie. Co myśli, nie pytam ze względów bezpieczeństwa. Oto wyjątkowy, kolejny sprzęt dotarł do mojego muzeum. W końcu mam pełen zestaw, no może prawie. Otóż nadajnik dalekopisu, był niezbędny do nadawania powtarzalnych, identycznych wiadomości. Zwanych często okólnikami, na przykład rozsyłanych po wszystkich gminach. Pasek z informacją można było wielokrotnie nadać dzwoniąc pod kolejne numery.

Urządzenie ma 50 lat, nic nie robiłem przed uruchomieniem, jedynie sprawdziłem czy się silnik obraca, po podłączeniu ożył i zaczytał stary pasek informacji. Nie muszę pisać, że jest to kolejne uratowane dzieło sztuki dawnych inżynierów, wiem że to wiecie.

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy takie zimy jeszcze wrócą na Podlasie?

Prognozy długoterminowe nie zapowiadają, by w tym roku w Podlaskiem spadł śnieg. Poprzednie lata pokazywały, że jak popadało to biały puch leżał tylko przez moment. Ale warto wiedzieć, że w takich miejscach jak Puszcza Knyszyńska, Białowieska czy Augustowska – gdy napada – to leży dłużej niż w mieście. Dlatego jeżeli zaśnieży Białystok, a kolejnego dnia wszystko popłynie, to wcale nie musi być tak samo nieopodal w Czarnej Białostockiej. Tam przy słynnym zalewie możecie dreptać tak, że będzie chrupało wam pod nogami.

Patrząc szerzej na kolejne lata, meteorolodzy są dość zgodni – zimy w Polsce będą coraz krótsze, cieplejsze i bardziej „wahadłowe”. To oznacza, że śnieg będzie pojawiał się rzadziej, ale za to bardziej gwałtownie. Zamiast spokojnych, wielotygodniowych zimowych krajobrazów czekają nas raczej krótkie epizody: dwa, trzy dni bieli i szybki powrót temperatur dodatnich. Największe szanse na opady śniegu przypadać będą nadal na styczeń i luty, choć nawet wtedy nie ma już gwarancji, że śnieg utrzyma się na dłużej niż kilka dni. W prognozach na nadchodzące zimy częściej pojawiają się scenariusze z opadami mieszanymi, deszczem ze śniegiem i gwałtownymi roztopami tuż po większym ochłodzeniu.

Podlaskie jednak od lat rządzi się nieco innymi prawami niż reszta kraju. Geograficznie jesteśmy bliżej wpływów klimatu kontynentalnego niż morskiego, który dominuje na zachodzie Polski. Tu zimy potrafią być ostrzejsze, z większymi spadkami temperatur i dłużej utrzymującym się mrozem przy gruncie. To właśnie dlatego statystycznie mamy więcej dni ze śniegiem niż centralna czy zachodnia Polska. Nawet jeśli ogólnokrajowe prognozy sugerują szybkie roztopy, Podlasie wciąż ma większą szansę na kilka prawdziwie zimowych epizodów w sezonie — szczególnie na obszarach oddalonych od miast, w dolinach, na polanach i w otulinach dużych kompleksów leśnych.

Dlaczego więc w lesie śnieg potrafi leżeć długo, a w mieście znika niemal natychmiast? Wszystko rozbija się o temperaturę podłoża, wilgotność i ingerencję człowieka. W lesie ziemia jest chłodniejsza, osłonięta od wiatru i słońca przez gęste korony drzew. Brak asfaltu, betonu i kostki brukowej sprawia, że podłoże wolniej się nagrzewa, a śnieg topnieje znacznie wolniej. Do tego dochodzi też większa wilgotność powietrza, która sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur przy gruncie.

W mieście działa dokładnie odwrotny mechanizm. Nagrzany asfalt, ciepło oddawane przez budynki, ruch samochodów i systemy ogrzewania powodują tzw. „miejską wyspę ciepła”. Nawet gdy w nocy spadnie kilka centymetrów śniegu, rano często zostaje po nim tylko brudna breja. Sól, piasek i intensywny ruch dodatkowo przyspieszają topnienie.

Dlatego właśnie bywa tak, że w centrum Białegostoku w południe nie ma już po śniegu śladu, a kilkanaście kilometrów dalej, w lesie czy nad zalewem, nadal panuje prawdziwa zima. I choć prawdziwie śnieżne zimy stają się coraz rzadsze, to w podlaskich lasach wciąż można jeszcze czasem znaleźć tę cichą, skrzypiącą pod butami biel – nawet wtedy, gdy miasto o zimie już dawno zapomniało.

Partnerzy portalu:

Domki jak z Castoramy i bieda-kopia jarmarku w Białymstoku. A ceny wyższe jak w Niemczech!

Domki jak z Castoramy i bieda-kopia jarmarku w Białymstoku. A ceny wyższe jak w Niemczech!

Przeszedłem się po monachijskich ryneczkach świątecznych, które na cześć Dzieciątka Jezus nazywają się Christkindlmarkt. Jest ich wiele, praktycznie każda dzielnica ma swój, ryneczki są też w większych parkach miejskich. Skupię się na tym centralnym pod ratuszem.

Powitała mnie para tancerzy, uplecionych z kolorowych łańcuchów świetlnych, których charakterystyczny strój zdradza, że to makieta Schäfflertanz. To taki prastary zwyczaj wywodzący się z czasu epidemii dżumy, kiedy to członkowie cechu bednarzy tańczyli na ulicach, by przywrócić normalność w zastraszonym społeczeństwie i wywabić ludzi na ulice.

Tuż za tą powitalną bramą zastaję złożone ze starannie ociosanych drewnianych bali chatki, z których sprzedawane są różności: najwięcej miejsca zajmuje oczywiście grzane wino (ze „strzałem” z rumu lub bez) i inne ciepłe napoje, oczywiście piwo, kiełbaski, golonki, słodycze, ręcznie robione ozdoby świąteczne i inne artefakty odzwierciedlające miejscowe tradycje. Chatki są bogato ozdobione i oświetlone, noszą na sobie mnóstwo snycerskiego kunsztu i oferują gościom schronienie przed wiatrem lub opadami. Na środku ryneczku gości wabi bardzo filigranowo wykonana piramidka świąteczna – to taka tradycyjna ozdoba świąteczna, która na wierzchołku ma śmigło napędzane ciepłym powietrzem znad płomieni świec. Tu w kilkumetrowej wersji makro.

Nie byłbym sobą, gdybym nie obrał najkrótszej drogi do grzanego wina. Odziana w bawarski Dirndl, uśmiechnięta kobieta koło sześćdziesiątki pyta „Servus, wos deaf’s denn sei?”, proszę więc o kubek osławionego wina – bez „strzału”, bo zamierzam jeszcze pospacerować i cokolwiek ze spaceru zapamiętać. Przyglądam się, jak kobieta chwyta ceramiczny kubek ozdobiony ilustracją tegorocznego ryneczku i chochlą wypełnia go po brzegi pachnącym winem, które na miejscu przyprawiane jest goździkami, skórą pomarańczy i laskami cynamonu.

Obok kotła stoi tabliczka informująca mnie o pochodzeniu surowca. Dziękując przyjmuję podany mi oburącz (bym się nie poparzył!) kubek i płacę pani pięć Euro za wino i półtora kaucji za kubek. Ordnung muss sein. Kiedy podciągam ze zdumieniem brwi, pani tłumaczy, że ja-ja… ona ma świadomość, że cena wzrosła aż o jedną czwartą od zeszłego roku, takie życie.

Zdumienie moje nie tyle dotyczyło ceny wina i pięknego kubka, co rozbieżności między tym, co dostaję tutaj w Białymstoku, a… ano właśnie. Kilka dni wcześniej wyszedłem z rodziną z przedstawienia teatralnego w Kinie Ton i zaproponowałem wizytę na jarmarku świątecznym. Przed dziewiątą wieczorem w sobotę, odwracając wzrok od oślepiająco błyskającego diabelskiego koła, weszliśmy na ryneczek i zastaliśmy pozamykane na cztery spusty, pomalowane na szaro, domki narzędziowe podobne do tych w Castoramie.

Na drugim końcu, bliżej ulicy Lipowej, kilka domków miało otwartą klapę, sprzedawane było tu grzane wino, plastry boczku i kiełbasy z metalowej płyty, po drugiej stronie świąteczne ozdoby. Ten pierwszy powitał mnie tablicą z napisem „GRZANIEC BIAŁOSTOCKI 13% – 280 ml – 29 zł”, wiszącą nad stosem tekturowych kubków oraz gryzącym zapachem etanolu. Zrezygnowałem. Sprawiłem za to radość córce kupując jej pięć truskawek nawleczonych na patyk i polanych czekoladą za jedyne 24 złote.

Można to tak zostawić, ale nie oprę się pewnej konkluzji: Otóż miejscowi przedsiębiorcy zainspirowali się wyżej opisanym bawarskim fenomenem i postanowili go dla nas skopiować. So far, so good. Teraz są dwa warianty: robimy kopię-kopię, czyli zamawiamy kosztowne domki z bali, prace snycerskie, ozdoby, kubki ceramiczne itp. frykasy? – Nie, bo to kosztuje i trzeba będzie koszty przerzucić na klienta, a z pustego trudno czerpać.

Decydujemy się więc na bieda-wersję, domki narzędziowe z desek i papierowe kubki, wszak to nie Monachium, gdzie średnio zarabia się ok. 57200 Euro per annum, a miesięczny koszt najmu 50m² mieszkania przekracza Euro dwa tysiące. Też dobrze. Ale krzyżówka obu pomysłów rezultuje w słabej jakości i wysokich cenach (i dużych zyskach!).

Tutaj zaczyna się nasza rola jako konsumentów. Zacznijmy wymagać minimum przyzwoitości. Chcecie, byśmy płacili bawarskie ceny, to nam dajcie bawarski ryneczek. Chcecie nam dać białostocki jarmark – bo takie są realia – to dostaniecie białostockie pieniądze. Bo takie są realia.

Nie bądźmy skąpi, bo wtedy… nie, nie będę cytował pana Kononowicza. Płaćmy i wymagajmy. Nie tylko na jarmarku, ale i w restauracjach, przy zakupie mieszkania i przy wyborze polityków. Na dobre nam wszystkim wyjdzie.

Partnerzy portalu:

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Co czują ludzie, których obecność staje się dla innych atrakcją?

Od ponad trzydziestu lat funkcjonuję w życiu codziennym jako osoba z niepełnosprawnością. Po niefortunnym zdarzeniu losowym poruszam się na wózku inwalidzkim. Przez lata obserwacji dostrzegam dwa istotne elementy, które w dużym stopniu zaburzają obraz osób z niepełnosprawnością (OzN). Po pierwsze – to, co widzimy na znaku drogowym: sylwetkę osoby na wózku. I właśnie w ten sposób niejednokrotnie utożsamia się wszystkich, którzy mają jakąkolwiek niepełnosprawność – wyłącznie z problemami w poruszaniu.

Ktoś, kto nigdy nie miał styczności z tym zagadnieniem, pytany o to, z czym kojarzy mu się niepełnosprawność, odpowie zwykle, że z wózkiem. Taka perspektywa sprawia, że pozostałe rodzaje niepełnosprawności są spychane na margines, traktowane po macoszemu, choćby w kontekście dostępności. Mylnym jest twierdzenie, że jeśli zapewniamy dostęp dla osoby poruszającej się na wózku, to możemy ogłosić pełną dostępność. Ponadto same osoby korzystające z wózka są „naznaczone” ciężarem tego symbolu. To sytuacja, w której inni mylnie zakładają, że skoro ktoś porusza się na wózku, to doświadcza wszystkich możliwych rodzajów niepełnosprawności.

Drugim, nie mniej istotnym elementem jest ukazywanie osób z niepełnosprawnością wyłącznie jako herosów albo jako jednostek całkowicie zależnych. W pośpiechu szukania sensacji zgubiliśmy gdzieś zwyczajny obraz ludzi, którzy – podobnie jak osoby określane jako sprawne – wypełniają codzienne role społeczne. Są ojcami, matkami, uczniami czy pracownikami. Zrozumiałe jest, że sensacje się sprzedają, ale to właśnie one wypaczają rzeczywistość.

Jeżeli chcemy doprowadzić do sytuacji, w której będziemy wspólnie funkcjonować po ludzku w codziennym życiu, edukacja o różnorodności, tolerancji i różnych sposobach funkcjonowania powinna zaczynać się już w szkole podstawowej. Przykładowo – godziny wychowawcze są idealnym momentem, by poruszać tego typu tematy. W ostatecznym rozrachunku efektem takich działań będzie postrzeganie osoby nie jako ciężaru, lecz – przy odpowiednim systemie wsparcia – jako cennego zasobu.

Marzy mi się przestrzeń, w której nie patrzymy na siebie jak na „UFO”, a jeśli nie mamy wewnętrznej potrzeby poznania drugiego człowieka, to przynajmniej zwyczajnie sobie nie przeszkadzamy. OzN to grupa, która mimo że odbiega od kanonu piękna wykreowanego przez lekko zblazowane media, w niczym nie różni się od ogółu w przeżywaniu codziennych perypetii. Może mamy ich po prostu trochę więcej. Bądźmy piękni i rumiani – każdy z nas jest inny. Gdybyśmy byli tacy sami, świat byłby zwyczajnie nudny.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie – Kraina Trzech Żywiołów i serce Ultra Ducha Puszczy. To naprawdę przepiękny film!

Podlasie to miejsce, w którym świat zwalnia. Gdzie poranki wypełnia mleczna mgła unosząca się nad polami, a wieczory witają dźwiękami natury – tak bliskiej, tak dzikiej, że aż czuć jej puls. To przestrzeń, w której majestat Puszczy Białowieskiej spotyka się z ciepłem ludzi, tworząc atmosferę pełną spokoju, a jednocześnie otwartą na przygodę. Tutaj każdy oddech jest głębszy, a każdy krok prowadzi w stronę czegoś pierwotnego i prawdziwego.

Podlasie to wolność. Wolność drogi prowadzącej przez bezkresne pola, wolność szlaków, które pamiętają historie wielu pokoleń, wolność ukryta w cieniu drzew starszych niż niejedna opowieść. To magia, której nie da się streścić jednym zdaniem. Można ją tylko doświadczyć — zobaczyć, dotknąć, poczuć… i pozwolić jej zostać w sobie na długo.

Ale Podlasie to także kultura, żywa jak las po deszczu. Złote kopuły cerkwi odbijają się tu w taflach jezior, a dźwięk dzwonów miesza się z szumem wiatru w koronach drzew. Wiara, tradycja i natura przenikają się tu każdego dnia, tworząc jedną melodię — spokojną, autentyczną i głęboko poruszającą. Ludzie są serdeczni, prawdziwi i zanurzeni w tej samej energii, która napędza każdy kilometr tej ziemi.

To wszystko możemy poczuć oglądając powyższy film — jakbyśmy przez chwilę sami stali w tej mglistnej dolinie, słyszeli szum puszczańskich drzew i czuli wolność podlaskich szlaków. Obraz prowadzi nas tak, jakby Podlasie otwierało się tuż przed nami. To zaproszenie do świata, w którym żywioły naprawdę żyją, a my możemy poczuć ich puls nawet przed ekranem.

Partnerzy portalu:

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czy tegoroczny jarmark świąteczny w Białymstoku będzie klapą?

Czytając komentarze mieszkańców, można zauważyć spory zawód tegorocznym jarmarkiem świątecznym. A przecież dopiero się zaczął! Czy to zwykłe narzekanie, czy może faktycznie jest coś na rzeczy? Wybraliśmy się na miejsce, by sprawdzić, co w tym roku jarmark ma do zaoferowania.

Zacznijmy od najważniejszego. Miasto nie jest organizatorem jarmarku. Tym zajmuje się Fundacja Szamto, partnerem jest Miasto Białystok, a przedsięwzięcie wspiera Województwo Podlaskie. Zatem wszelkie kwestie związane z wystawcami, oferowanymi produktami oraz jakością atrakcji nie podlegają urzędnikom. Jeśli więc ktoś wybrał się na karuzelę i mu się nie podobało, albo uznał, że kiełbasa była niesmaczna, to nie może obwiniać magistratu. Warto jednak dodać, że wszystko, co znajdowało się na stoiskach gastronomicznych, wyglądało bardzo apetycznie! Poza tym nie ma tu „krakowskich” cen (choć tanio też nie jest).

Skupiając się na narzekaniach mieszkańców, trzeba wyjaśnić, czym są zawiedzeni. Otóż nie konkretnymi atrakcjami czy ofertą gastronomiczną, lecz całą organizacją jarmarku. Wystarczy zobaczyć nagrania sprzed poprzednich lat, by zauważyć, że te jarmarki prawie niczym się od siebie nie różnią. I właśnie o to ludzie mają największe pretensje — co roku jest to samo. A białostoczanie chcieliby być zaskakiwani. Swoją drogą, zapewne byliby, gdyby w tym roku nie przyjechał Mikołaj z Laponii. A on będzie. Znów, jak co roku!

Warto też wsłuchać się w głos prawosławnych mieszkańców, których w regionie nie brakuje, a którzy świętują dopiero 6 stycznia. Tymczasem jarmark zwija się tuż przed Wigilią.

Kolejna rzecz, która nie podoba się mieszkańcom, to wielkość jarmarku. Gdyby miasto choć raz postanowiło zrobić coś z rozmachem, jarmark mógłby ciągnąć się od dworca kolejowego, przez ul. św. Rocha, Lipową, Rynek Kościuszki, Kilińskiego, aż po Teatr Dramatyczny, a nawet Planty. Możecie zapytać: skąd wziąć tylu wystawców? To bardzo proste. Na jarmarku nie stoi każdy, kto chce, lecz każdy, kto… zapłaci. To cena reguluje, ilu wystawców wybierze akurat nasze miasto, zamiast innych. Gdyby Białystok ogłosił, że organizuje największy w Polsce jarmark świąteczny, a każdy chętny może wystawić się w atrakcyjnej cenie, zalew turystów i ich pieniędzy napędziłby lokalną gospodarkę. Ale żeby coś takiego zrobić, trzeba mieć trochę fantazji. W Białymstoku szczytem fantazji jest organizowanie głosowań na temat stworzenia linii autobusowej. Więc sami sobie dopowiedzcie, czego możecie się spodziewać zimą przez najbliższe lata. Tego samego.

Na szczęście w 2029 roku Tadeusz Truskolaski wreszcie skończy kadencję i nie będzie mógł startować ponownie. Jest więc szansa, że za cztery lata ostatni raz zobaczymy identyczny jak co roku jarmark, a potem pojawi się ktoś nowy i zaproponuje coś świeżego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę
fot. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę

Modernizacja systemów sterowania ruchem kolejowym na stacji Sokółka ma zwiększyć przepustowość i bezpieczeństwo prowadzenia ruchu – szczególnie dla pociągów towarowych kursujących w kierunku Białegostoku, Suwałk i granicy państwa. Dotychczasowe urządzenia zostaną zastąpione komputerowymi systemami sterowania, a obsługa ruchu będzie prowadzona z nowej, scentralizowanej nastawni. Obecnie pracę wykonują trzy oddzielne posterunki.

Nowy budynek nastawni zostanie przygotowany do pełnienia w przyszłości funkcji Lokalnego Centrum Sterowania, co umożliwi nadzorowanie większego obszaru sieci kolejowej. Inwestycja obejmie również przebudowę rozjazdów i dostosowanie układu torowego do nowych rozwiązań sterowania. Z wykonawcą – konsorcjum firm Intop S.A. i Intop Warszawa Sp. z o.o. – podpisano umowę o wartości 188,3 mln zł netto. Zakres podstawowy to 80,2 mln zł, natomiast pozostała część stanowi pakiet opcji. Na realizację prac projektowych i budowlanych przewidziano 36 miesięcy, a zakończenie inwestycji planowane jest w 2028 roku.

W podstawowym zakresie modernizacji przewidziano przebudowę ośmiu obiektów inżynieryjnych na linii Geniusze – Sokółka – Kuźnica. Obejmie to m.in. mosty i przepusty przystosowane do przejazdu ciężkich składów, w tym na szerokim torze linii nr 57. Zaplanowano również uruchomienie mijanki w Czuprynowie, co ułatwi prowadzenie ruchu na odcinku szerokotorowym. Opcje zawarte w umowie zakładają dodatkowe prace, w tym przebudowę peronu wyspowego nr 2 w Sokółce i modernizację infrastruktury umożliwiającą obsługę dłuższych składów (do 750 m) oraz podniesienie maksymalnej prędkości między stacjami do 160 km/h. Realizacja tych elementów będzie zależna od dostępności dodatkowego finansowania.

Linia szerokotorowa Geniusze – Kuźnica była modernizowana w latach 2019–2023. W ramach tamtych prac przebudowano 27 km torów, 16 obiektów inżynieryjnych oraz 16 przejazdów kolejowo-drogowych. Na stacjach w Kuźnicy, Sokółce i Geniuszach powstały tory umożliwiające przyjmowanie składów towarowych o długości do 1050 m. Obecnie planowane działania mają uzupełnić wcześniejszy zakres i doprowadzić infrastrukturę do zakładanych parametrów technicznych i eksploatacyjnych.

Modernizacja będzie miała również znaczenie dla lokalnej gospodarki. Sprawniejsza odprawa pociągów towarowych, większa przepustowość linii oraz możliwość obsługi dłuższych składów mogą ułatwić działalność przedsiębiorstw korzystających z transportu kolejowego lub planujących taką współpracę. Stabilniejszy i bardziej przewidywalny ruch na linii do granicy sprzyja rozwojowi firm logistycznych, produkcyjnych i magazynowych, a poprawiona infrastruktura może zwiększyć atrakcyjność Sokółki jako miejsca do lokowania nowych inwestycji – zwłaszcza dla podmiotów działających w handlu zagranicznym i transporcie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak brzmią Wzgórza Sokólskie. Odkryjcie Podlaskie szepty.

„Podlaskie szepty” to jeden z tych projektów, które trudno zamknąć w jednej kategorii. To nie tylko sztuka wizualna, nie tylko muzyka elektroniczna – to próba stworzenia nowego języka opowiadania o Podlasiu. Języka, który działa nie przez opis, ale przez doświadczenie. Twórcy projektu sięgają po obraz i dźwięk, by uchwycić to, co w Wzgórzach Sokólskich ulotne: rytm krajobrazu, jego wewnętrzną energię, ciszę i nieoczywisty mistycyzm. To region, który nie potrzebuje wielkich słów – wystarczy wejść w jego przestrzeń, żeby poczuć, że dzieje się w niej coś wyjątkowego.

Za warstwę audio odpowiada Michał Gieniu­s­z – MUTANAUM. Jego kompozycje powstają na styku elektroniki, wokalnych struktur i field recordingu. To właśnie nagrania terenowe – szelest liści, echo pustych wzgórz, wiatr, ptaki, naturalna akustyka miejsc – stają się osią narracyjną. Dźwięki nie są tu dodatkiem do obrazu. One prowadzą odbiorcę. Tworzą przestrzeń, w której można się zatrzymać i naprawdę usłyszeć region, zamiast tylko go oglądać. To dźwiękowe mapy, które otwierają głowę bardziej niż tradycyjna ścieżka muzyczna.

„Podlaskie szepty” nie próbują być dokumentem w klasycznym znaczeniu. To raczej artystyczna medytacja nad miejscem – subtelne kadry spotykają się z wielowarstwowymi dźwiękami, tworząc immersyjną całość. Wspólny język wizualnych i dźwiękowych gestów pozwala wejść głębiej: w atmosferę, w rytm, w tożsamość Wzgórz Sokólskich. To zaproszenie, by nie tylko zobaczyć region, ale dać się mu poprowadzić.

Po co to wszystko? Celem projektu jest zwrócenie uwagi na niepowtarzalność tej części Podlasia. Nie przez głośne hasła, lecz przez ciszę i uważność. Przez pokazanie, że w naturze i historii regionu kryje się coś, co łatwo przeoczyć – chyba że pozwoli się sobie naprawdę stanąć, posłuchać i spojrzeć. „Podlaskie szepty” to opowieść o miejscu, w którym przeszłość, teraźniejszość i dzika natura splatają się w jedną przestrzeń. Przestrzeń, którą warto poznać – nawet jeśli zaczyna się od cichego szeptu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jarmark świąteczny w Białymstoku. Zaczyna się w ten weekend!

Białystok po raz kolejny rozbłyśnie tysiącami światełek, witając mieszkańców i turystów na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Wydarzenie, które na dobre wpisało się w zimowy kalendarz miasta, potrwa w tym roku od 29 listopada do 23 grudnia, zamieniając Rynek Kościuszki w świąteczne miasteczko pełne smaków, zapachów i wyjątkowych atrakcji.

Centrum miasta ponownie zamieni się w krainę światła i dekoracji. Na odwiedzających czekają choinki, nowe iluminacje, ozdobne girlandy oraz karuzele, które stworzą bajkową atmosferę zarówno w dzień, jak i po zmroku. Wśród stoisk znajdzie się ponad 70 wystawców – rękodzielników, twórców dekoracji, producentów kosmetyków i przekąsek, którzy przywiozą do Białegostoku wszystko, co potrzebne, by przygotować dom na Święta.

Będą też dwie strefy gastronomiczne, gdzie wypijemy grzaniec, gorącą czekoladę. Zjemy też aromatyczne grillowane potrawy oraz bogactwo słodkości. Na odwiedzających czekać będą m.in. langosze, kołacze, churrosy, chrupiące frytki, pączki na ciepło i owoce w czekoladzie. To idealne miejsce na zimowy spacer zakończony pyszną przekąską. Powracają również uwielbiane misiowe kubki, które stały się kolekcjonerskim symbolem jarmarku. To prosty sposób, by zabrać ze sobą kawałek świątecznej atmosfery do domu.

Aleja handlowa:

  • pon.–czw. → 11:00–18:00
  • pt.–sob. → 11:00–20:00
  • niedz. → 10:00–17:00

Strefa gastro:

  • pon.–czw. → 12:00–20:00
  • pt.–sob. → 11:00–22:00
  • niedz. → 10:00–20:00

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy ktoś jeszcze tak gotuje? Zaguby z Podlasia – smak dzieciństwa na talerzu.

Zaguby to jedno z najbardziej charakterystycznych i nieco zapomnianych dań Podlasia. Proste, sycące, ale o niezwykle bogatym smaku. Choć wyglądem przypominają pierogi, mają swój własny rytm i charakter. To potrawa, która powstała z potrzeby wykarmienia rodziny tym, co było pod ręką: ziemniakami, kapustą i mąką. Mimo skromnych składników zaguby należą do dań, które pamięta się na długo. Aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że na Podlasiu zostały przyćmione babką ziemniaczaną czy kartaczami.

Sercem zagubów jest farsz – surowe, tarte ziemniaki połączone z dobrze ukiszoną, wyrazistą kapustą. Ten duet sprawia, że potrawa jest jednocześnie delikatna i konkretna. Całość zawija się w bardzo cienko rozwałkowane ciasto, przypominające pierogowe, lecz bardziej elastyczne dzięki użyciu wrzątku. Po zlepieniu zaguby trafiają do garnka i gotują się, aż osiągną miękkość, której nie da się pomylić z żadnym innym daniem.

Tradycyjnie podaje się je ze skwarkami lub zasmażką przygotowaną z cebuli i surowego boczku. To właśnie ta tłusta, aromatyczna polewa nadaje zagubom pełnię smaku i sprawia, że trudno poprzestać na jednej porcji. To idealne danie na chłodne dni – gęste, rozgrzewające i tak domowe, że od razu myśli się o kuchni babci i zapachu gotującego się obiadu w rodzinnych stronach.

Przepis na zaguby z ziemniakami i kiszoną kapustą

Składniki:

1 kg obranych ziemniaków

200 g kiszonej kapusty

600 g mąki pszennej

270 ml wrzącej wody

1 łyżka majeranku

2 cebule

300 g surowego boczku

sól, pieprz do smaku

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasianie na Eurowizji. Zobacz wyjątkowy film dokumentalny.

Końcówka 2024 roku i początek 2025 był niesamowitym okresem dla Podlasia. Za sprawą artystów Sw@dy i Niczosa, nasz region był na ustach wielu osób w kraju. Oto ta dwójka mogła nas reprezentować na Eurowizji w Szwajcarii. Byli niezwykle blisko, bo zajęli drugie miejsce, chociaż zasługiwali na pierwsze. Bo jak pamiętamy, konkurs piosenki w Polsce wygrała Justyna Steczkowska, z której popularnością nie mieli szans. Zatem rywalizacja już od początku była mocno nierówna.

Eurowizja co do zasady nie jest dla znanych artystów, więc udział polskiej piosenkarki w tym konkursie nie powinien mieć miejsca. Ale w sprawach show-biznesu nigdy nie jest uczciwie. Na koniec i tak wyszło jak bardzo bezsensowne było stawianie na Steczkowską. W finale zajęła już dalekie 14. miejsce. Mimo, że jest piosenka Gaja była naprawdę niezłym show. Jesteśmy przekonani, że Sw@da i Niczos zajęli by dużo lepsze miejsce. I nie piszemy tego przez jakiś „żal”, a z obiektywnych względów.

Należy bowiem przypomnieć, że w Eurowizji trzeba zdobywać głosy Europejczyków, a nie Polaków. Wystarczy posłuchać rozgłośni radiowych w innych krajach, by usłyszeć różnice w gustach pomiędzy nami a innymi. Południe ma zupełnie swoje klimaty, zachód jeszcze inne, północ tak samo. Ten styl widać także co roku w występach Eurowizji. Zatem żeby wygrać taki konkurs trzeba podejść do sprawy taktycznie, a nie artystycznie.

I tu wracamy do grudnia 2024, gdy zaczął powstawać dokument „Podlasie Bounce Universe”. Warto zobaczyć ten cały proces od środka. Jak piszą autorzy to przelot bez trzymanki przez współczesne Podlasie w zderzeniu z Eurowizyjną przygodą Sw@dy i Niczosa. Pytania o moc i sens korzeni w 2025 roku. Dzikość pogranicza, telewizyjny blichtr, kaliady po svojomu. Dokument powstał podczas 4 dni zdjęciowych w okresie pomiędzy grudniem 2024, a lutym 2025.

Reżyserią, zdjęciami i montażem zajął się Karol Moch. Wsparcie operatorskie było po stronie Jacka Ryżyńskiego i Dawida Romańskiego. Ujęcia dronowe zapewnił Maciek Korsan.

Partnerzy portalu:

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem
fot. LTG Link

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem

Świąteczne pociągi LTG Link – naszego litewskiego sąsiada – wracają już po raz czwarty, ponownie zamieniając trasy w pełne świateł i muzycznych dekoracji wagony. Tegoroczna edycja zaczyna się właśnie dziś – 20 listopada i potrwa do 11 stycznia. W wybranych składach pojawią się zupełnie nowe iluminacje inspirowane muzyką.

Dla mieszkańców Podlaskiego to świetna okazja, by połączyć wizytę w Wilnie z wyjątkową, świąteczną podróżą pociągiem. Z naszego regionu codziennie odjeżdża pociąg. Zatrzymuje się w Czyżewie, Łapach, Białymstoku, Sokółce, Augustowie czy Suwałkach. Następnie dojeżdża do litewskiej Mockavy. Tam przesiadamy się do świątecznego pociągu (na tym samym bilecie) i to właśnie tam zaczyna się świąteczna magia. Warto dodać, że po dojechaniu do Wilna, dalej (ale już z osobnym biletem) można ruszyć w dalszą świąteczną podróż.

Warto pamiętać, żeby wybrać wagon numer 2.

Magiczne pociągi kursują na trasach

  • Wilno – Mockava (Warszawa) – dekoracje w wagonie 2 oraz w klasie 1
  • Wilno – Kowno – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Troki – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Kłajpeda – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

  • Wilno – Turmont – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

LTG Link zachęca do wcześniejszego zakupu biletów, zwłaszcza na weekendy. W tych dniach obsługa będzie dodatkowo sprawdzać bilety jeszcze przed wejściem do świątecznie udekorowanych wagonów. Na pozostałe przejazdy bilety będą dostępne jak zwykle. W przypadku zakłóceń lub zmian w ruchu świąteczne pociągi mogą zostać zastąpione standardowymi składami lub transportem zastępczym. Obowiązują wtedy ogólne zasady przewozów LTG Link.

Rozkład jazdy świątecznego pociągu

Mockava → Wilno<

Okres kursowania Godzina odjazdu z Mockavy
21–30 listopada 15:11
1–13 grudnia 15:11
14–31 grudnia 9:09, 15:07, 21:04
1 stycznia 9:09, 15:07, 21:04

Wilno → Mockava

Okres kursowania Godzina odjazdu z Wilna
21–30 listopada 12:35
1–13 grudnia 12:35
14–31 grudnia 6:27, 12:35, 18:30
1 stycznia 6:27, 12:35, 18:30

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy warto jechać do Suwałk poza sezonem? Jeszcze jak! Oto dlaczego.

Suwałki poza sezonem mają ten niezwykły urok, którego trudno zaznać latem – spokój, przestrzeń i czystą naturę bez tłumów turystów. Gdy opadnie gwar wakacyjnych miesięcy, miasto odkrywa swoje prawdziwe oblicze: powolne, harmonijne, pełne lokalnego klimatu i dzikiej przyrody, która wciąż pozostaje na wyciągnięcie ręki.

Jesień i wczesna wiosna to najlepszy moment na odkrywanie samego miasta, powolne spacerowanie po nim, oglądanie zabytków i innych klimatycznych miejsc. Ale to także dobry czas na spędzanie dnia nad pobliskimi jeziorami z krystaliczną wodą oraz odwiedzanie malowniczych szlaków biegnących przez pogranicze polsko-litewskie. Bez korków, kolejek, hałasu, za to z poczuciem, że całe Suwalszczyzna należy tylko do Ciebie. W powietrzu unosi się zapach wilgotnych lasów, a nad polodowcowymi pagórkami często snują się mgły, które tworzą niezwykłą atmosferę.  A jeśli dopisze pogoda, koniecznie trzeba wybrać się na niesamowite wschody nad jeziorem Hańcza.

Co najważniejsze, do Suwałk można dojechać nie tylko samochodem, ale też pociągiem. A gdy już uznamy, że wszystko zwiedziliśmy – można ruszyć na Białystok lub do Kowna i Wilna. Bowiem północne miasto jest także bramą do innych ciekawych miejsc nieopodal. San wyjazd do Suwałk poza sezonem to świeże spojrzenie na region – bardziej autentyczne, naturalne i w pełni zanurzone w suwalskim rytmie. Jeśli szukasz spokoju, natury i prawdziwego kontaktu z miejscem, trudno o lepszą porę, niezależnie czy to plan główny czy tylko przystanek w dalszej podróży.

Partnerzy portalu:

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Piast Białystok otwiera nabór do szkółki. Twój syn może zostać piłkarzem!

Klub Sportowy Piast Białystok ogłasza start rekrutacji do swoich drużyn młodzieżowych i zaprasza chłopców z roczników 2012–2018 do dołączenia do jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się akademii piłkarskich w regionie. Klub uruchomił specjalny formularz zgłoszeniowy, dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Nabór jest prowadzony w związku z rozbudową piłkarskiej szkółki oraz rosnącym zainteresowaniem treningami w klubie. KS Piast Białystok stawia na nowoczesne szkolenie, indywidualne podejście do zawodnika i bezpieczne środowisko sportowego rozwoju dla dzieci. Treningi prowadzi kadra licencjonowanych trenerów, a młodzi piłkarze mają możliwość uczestniczenia w rozgrywkach i turniejach.

– Chcemy stworzyć dzieciom warunki, dzięki którym będą mogły rozwijać piłkarskie umiejętności, ale też charakter, współpracę i pewność siebie. Sport ma dawać radość, a my dbamy o to, aby każde dziecko czuło się częścią drużyny – podkreśla Piast Białystok na swojej stronie internetowej.

Aby zgłosić dziecko do rekrutacji, wystarczy wypełnić formularz dostępny na stronie: https://piastbialystok.pl/rekrutacja

Klub zachęca rodziców do nieodkładania decyzji – liczba miejsc w poszczególnych grupach wiekowych jest ograniczona.

KS Piast Białystok zaprasza wszystkich młodych pasjonatów piłki nożnej do rozpoczęcia sportowej przygody w profesjonalnej i przyjaznej akademii.

Partnerzy portalu: