Park ogłasza konkurs dla ekologów

Park ogłasza konkurs dla ekologów

Ogrody Przyjazne Przyrodzie. Tak właśnie nazywa się organizowany przez Biebrzański Park Narodowy konkurs dla mieszkańców gmin lezących na jego terenie. We wzorowym ogródku nic nie może się marnować. Pozornie niepotrzebne przedmioty mogą stać się dekoracją, która zachwyci nie tylko znajomych.

 

Ogród stanowić powinien schronienie dla licznych zwierząt, jeży czy też drobnych płazów i gadów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny drewniany płot. Obecnie wiejskie ogrody upodobniają się do tych z miast. Idealnie przystrzyżona trawa czy krzewy nie są jednak dobrym miejscem dla dzikiej przyrody.

 

Każdy właściciel posesji, których ogród spełnia ”naturalne” kryteria może przystąpić do konkursu. W sumie zasięg akcji obejmuje 14 nadbiebrzańskich gmin. Ma ona na celu promocję przyjaznych praktyk ogrodniczych i zachęcenie do obcowania z przyrodą. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 sierpnia. Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://www.biebrza.org.pl/

Natura w Łomży potrafi zaskoczyć

Natura w Łomży potrafi zaskoczyć

Nieopodal Łomży malowniczy krajobraz tworzy wijąca się rzeka Narew. Tereny objęte są ochroną parku krajobrazowego. Zakola rzeki możemy podziwiać z dogodnego punktu obserwacyjnego, stworzonego w Siemieniu Nadrzecznym.

 

Powstała wieża widokowa, plac zabaw dla dzieci, siłownia na świeżym powietrzu, a także tablica z mapą okolicy. Na południowej krawędzi Narwi odnajdziemy Górę Królowej Bony – grodzisko w tzw. Starej Łomży. Należy one do jednego z największych tego typu w tej części Polski. Całość obiektu zajmuje powierzchnie ponad 2 ha, a najłatwiej dostać się tam od strony południowej.

 

Grodzisko podlega ochronie konserwatorskiej na podstawie rejestru zabytków. Po drugiej stronie rzeki w Drozdowie warto odwiedzić Muzeum Przyrodnicze. Powstało one w 1984 r. stawiając sobie za cel badanie przyrody Polski północno-wschodniej, a zwłaszcza Ziemi Łomżyńskiej.

 

Szczególne miejsce w jego działalności zajmuje gromadzenie pamiątek po rodzinie Lutosławskich. Muzeum mieści się bowiem w dawnej siedzibie rodu, z której wywodzi się słynny kompozytor Witold Lutosławski. W ofercie odnajdziemy zwiedzanie z przewodnikiem czy też specjalne zajęcia oświatowe dla dzieci i młodzieży z zakresu nauk historycznych lub przyrodniczych. Istnieje możliwość skorzystania z muzealnej biblioteki.

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia to malowniczo położony sztuczny zbiornik wodny niedaleko centrum Suwałk. Jest największą atrakcją miasta w upalne, letnie dni. Dodatkowo w okresie letnim Zalew Arkadia tworzy ogólnodostępną, strzeżoną plażę miejską. W sąsiedztwie kąpieliska znajduje się plac zabaw dla najmłodszych, skate park, a także kawiarnia, a na przystani wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tu także popływać łódką z żaglem, rowerem wodnym czy odpocząć na trawie lub na jednym z kilku pomostów. Dla osób lubiących sport na świeżym powietrzu przygotowano również mini siłownię. Na terenie Zalewu Arkadia można bezpłatnie skorzystać z sieci internetowej wi-fi.

Idealne miejsce na aktywny wypoczynek i przygodę

Uroku temu miejscu nadaje wysepka położona na środku akwenu. Nad Zalewem Arkadia znajduje się hala Ośrodka Sportu i Rekreacji, z basenem i zapleczem hotelowym. Ze względu na położenie kawiarni, korzystają z niej nie tylko ludzie przebywający nad kąpieliskiem ale i ludzie z miasta. W pobliżu Zalewu Arkadia znajduje się najnowocześniejszy w województwie podlaskim Eurocamping. Cały teren ogrodzono i przygotowano pod najbardziej wymagających wczasowiczów.

Aktywny wypoczynek i piękno natury: Zalew Arkadia w Suwałkach zaprasza

Dużą atrakcją dla dzieci jest oswojone ptactwo, które podpływa do pomostów i oczekuje na kawałek chleba czy bułki. Wokół zalewu Arkadia znajdują się liczne ścieżki rowerowe, piesze i wiele ławek tuż nad brzegiem wody. Na terenie zalewu Arkadia mają miejsce różnego rodzaju imprezy rekreacyjno – sportowe, które w rezultacie przyciągają rzesze zainteresowanych. Woda Zalewu Arkadia spełnia wszystkie wymogi Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej obowiązujące dla kąpielisk publicznych. Zbiornik zasilany jest przez rzekę Czarna Hańcza, która uchodzi do Niemna na Białorusi.

Uroczyste otwarcie Zalewu Arkadia miało miejsce 22 lipca 1976 roku, jednocześnie nastąpiło zarybienie stawu, przez co zaczął przyciągać rzesze amatorów wędkowania. Każdego roku Zalew Arkadia przyciąga do siebie rzesze miłośników sportów wodnych. Dostępność krytej pływalni oraz siłowni w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji sprawia, że tereny nad Zalewem Arkadia są atrakcyjne o każdej porze roku.

Weronika została dumną mamą trojaczków

Weronika została dumną mamą trojaczków

Łopuchowo, gmina Tykocin. Jedno z wielu rolnych gospodarstw, tylko że jej mieszkanka jest wyjątkowa. Owca Weronika została mamą trojaczków! Wcześniej już dwa razy wydała na świat bliźniaki. Dodatkowy potomek wywołał szok u jej pana. Do tej pory nie może wyjść on z podziwu.

 

Teraz głowi się nad imionami. Na razie rozważa nad Kasią i Marysią. Pomysłu na imię baranka nadal nie ma. Gospodarz żartuje, że tymczasowo zawiesi na jednej z owieczek ziemniaka, aby nie pomylić zwierząt. Trojaczki wśród owiec to rzadkie zjawisko, szczególnie w tak maleńkich stadach jak w naszym rejonie. To prawie jak „szóstka” w totka. Gospodarz wierzy, że cudowne narodziny i małe jagniątka przyniosą jego rodzinie… potrójne szczęście.

Jak konik polski pomaga naturze?

Jak konik polski pomaga naturze?

Tego kuca choroba się nie ima. Dzieci go kochają. Konik Polski świetnie radzi sobie w każdych warunkach. Kilkadziesiąt sztuk odnajdziemy w specjalistycznej zachowawczej hodowli na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Koniki Polskie hodowane są nie tylko po to by gatunek przetrwał. Pomagają one również w dużym stopniu przyrodzie. Traktuje się je jako żywe kosiarki.

 

Na podmokłych terenach bagiennych zjadają nadmiar roślin. To zaś ułatwia życie innym zwierzętom, głównie ptakom, którym zarośla nie sprzyjają. Konik Polski nie należy do wybrednych. Smakoszem go nie nazwiemy. Zadowoli się nawet pędami. Do dyspozycji oddano im 214 ha. Teren jest ogrodzony aby uniknąć niespodzianek. Od każdej wiosny żyją bez dachu nad głową i nie są dokarmiane. Muszą sobie radzić same. Jako że mają skłonności do amorów, hodowla szybko się rozrasta. Dlatego też często się je sprzedaje.

Górna Biebrza rządzi w tym roku

Górna Biebrza rządzi w tym roku

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Chroni niezwykle cenne tereny bagienne. Szczególnym miejscem jest zwłaszcza północna część doliny, nazywana Górną Biebrzą. Rok 2017 należy właśnie do niej.

 

Obszary bagienne Górnej Biebrzy należą w przeważającej części do osób prywatnych, a nie do Skarbu Państwa. Aby przeciwdziałać ich zarastaniu, koniecznością jest regularne koszenie. Otrzymują za to dopłaty z UE, ale równocześnie chronią cenne gatunki zwierząt, w tym siedlisk ptaków. Niektóre z nich zagrożone są wymarciem.

 

Do tej pory Górna Biebrza nie cieszyła się szczególnym zainteresowaniem turystów. Nie wiedzą, że czeka na nich cala infrastruktura, jak kładki czy wieże widokowe. A podziwiać jest naprawdę co. Tereny te to jednak nie tylko przyroda, ale i bogate dziedzictwo kulturowe. Nadal możemy tam posłuchać lokalnej gwary ludzi zamieszkujących urocze drewniane chaty.

 

Najwięcej atrakcji dla przyjezdnych Park planuje latem i jesienią. Zorganizowane będą chociażby dni otwarte z mieszkańcami rejonu, spływy kajakowe czy konkurs sianokosów.

Dąb z Augustowa walczy o zwycięstwo

Dąb z Augustowa walczy o zwycięstwo

To drzewo pilnie potrzebuje naszego wsparcia. Na szczęście nie chodzi jednak o żadną wycinkę. Wręcz przeciwnie. Jako jedynie na Podlasiu zostało zakwalifikowane do finału konkursu na drzewo roku. Mowa to o Dębie niepodległości z Augustowa.

 

Plebiscyt ma na celu wyszukanie przykładów ciekawych i trwałych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności, a drzewem, które jest przez nią szczególnie doceniane. Tak jest oczywiście z Dębem Niepodległości. Został on zasadzony tuż przed budynkiem szkoły w dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę Wolności. Gdy w gmachu powstało liceum, nazywano je ”Liceum z Dębem”. Na logotypie szkoły widniało nawet półkole uplecione z gałęzi dębowych.

 

Autorzy zakwalifikowanych do finału zgłoszeń muszą przygotować się do zaciętej rywalizacji, bowiem zwycięzcę wybiorą sami internauci podczas czerwcowego głosowania. Głosy należy oddawać tu: Drzewo Roku

 

5 faktów o orliku grubodziobym

5 faktów o orliku grubodziobym

1.  Orlika grubodziobego można spotkać obecnie tylko i wyłącznie na Podlasiu, a dokładniej w Doliny Biebrzy, gdzie gniazduje 10 par. Wcześniej występował także na terenie Lubelszczyzny i w Bieszczadach. 

 

2. Orlik grubodzioby jest gatunkiem bardzo trudnym do odróżnienia od orlika krzykliwego. Identyfikację komplikuje fakt, że w warunkach europejskich nierzadko spotkać można hybrydy międzygatunkowe wykazujące z reguły cechy pośrednie.

 

3. Jak wyglądają zaloty u samców?  Ptak wzbija się wysoko w powietrze i nurkuje w dół powtarzając tę sekwencję kilkakrotnie.

 

4.Orliki nie są zbyt rodzinnymi ptakami. Nieraz zaobserwowano, że silniejsze pisklę zjada te słabsze. Agresja level hard!

 

5. W chwili zagrożenia dorosłe osobniki maskują gniazdo i jaja bądź pisklę za pomocą świeżych zielonych gałązek. 

Co cietrzew ma wspólnego z internetem?

Co cietrzew ma wspólnego z internetem?

Liczebność tego ptaka ciągle spada. W wielu krajach uznaje się go za gatunek wymarły. Na Podlasiu można go zobaczyć m.in. w Puszczy Augustowskiej i na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Czas poznać kilka ciekawostek na temat Cietrzewia, sympatycznego kuraka.

 

1. Cietrzew żyje pojedynczo. Dopiero we wrześniu zbiera się w stada, a zimą rozdziela na grupy względem płci. Ptaki spędzają dzień na poszukiwaniu pokarmu. W ciągu nocy śpią w koronach drzew.

2. Ptak posiada doskonały słuch, więc ciężko go podejść z zaskoczenia. To, że jest płochliwy to mało powiedziane.

 

3. Nieraz Cietrzew krzyżuje się z bażantem i głuszcem, oczywiście jeśli gatunki występują obok siebie. Związki na odległość nie mają bowiem racji bytu 😉

 

4. W trakcie okresu godowego może dochodzić do walk kogutów, które kończą się najczęściej wyrywaniem piór.

 

5. Zacietrzewienie oznacza ochronę swych racji, która często poparta jest niezbyt eleganckim zachowaniem. Nieraz spotyka się taką postawę w sieci. Takie czasy…

Z Rynku do Parku dojdziemy w kilka chwil

Z Rynku do Parku dojdziemy w kilka chwil

Niewiele miast wielkości Łomży może pochwalić się parkiem krajobrazowym leżącym tuż za ich granicami. Ten łomżyński utworzono w 1994 r. Doceniono w ten sposób wyjątkowy charakter przełomowego odcinka doliny Narwi. Teren parku – ponad 7 tys. ha – obejmuje kilkunasto kilometrowy odcinek rzeki.

 

Rozpoczyna się na wysokości wsi Bronowo, gdzie do Narwi wpada prawobrzeżny dopływ – Łojewek, a kończy na obrzeżach Łomży (przy drodze do Piątnicy), gdzie koryto dwukrotnie charakterystycznie załamuje się pod kątem prostym. Tym samym wystarczy krótki spacer ze Starego Rynku, by oglądać piękny widok nadnarwiańskich łąk należących do parku. Tego inne miasta w Polsce mogą Łomży tylko pozazdrościć.

 

Godłem parku jest czajka, ptak charakterystyczny dla rozległych łąk nadrzecznych. Towarzyszą jej inne gatunki, które dla swego bytowania wymagają otwartych terenów łąkowych, torfowisk, szuwarów i starorzeczy, m.in.rycyk, krwawodziób, bąk, bączek, kropiatka,wodniczka, a z drapieżnych: błotniak łąkowy,orlik krzykliwy, puchacz i sowa błotna. Ptaki królują na tym terenie zwłaszcza podczas wczesno wiosennych przelotów.

 

Nad Narwią można wówczas obserwować duże stada gęsi,tokujące bataliony, liczne czajki. Interesujące obserwacje ornitologiczne można prowadzić wręcz z samego miasta. Ptakiem, którego spotka każdy, nawet niezbyt uważny obserwator jest bocian biały – w każdej podłomżyńskiej wsi natrafimy na kilka jego gniazd usytuowanych na słupach czy dachach budynków.

W Augustowie ratują pszczoły

W Augustowie ratują pszczoły

W Polsce tradycje bartnicze powiązane z dzikimi pszczołami zaczęły znikać w XVIII w. Przyczyniły się do tego choroby, rozwój przemysłu, a także biurokratyczne zakazy. Miód tworzony przez dzikie pszczoły osiąga astronomiczne kwoty na rynku. Jest to bowiem rzadki towar.

 

Na terenie Puszczy Augustowskiej przeprowadzono projekt mający na celu przywrócić zawód bartnika do łask. Stworzono specjalny ogródek z ponad setką gatunków drzew, krzewów czy kwiatów. Nie zapomniano oczywiście o roślinach uprawnych. Mają z niego korzystać pszczoły mieszkające w kłodach bartnych zawieszonych na drzewach nadleśnictwa. Ogródek stanowi również część ścieżki edukacyjnej.

 

Cała akcja odbyła się przy współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego a także Uniwersytetem w Białymstoku. W odtworzeniu tradycji bartniczych duży udział mieli też Rosjanie. Na dalekim wschodzie od lat pomoc dla dzikich pszczół jest na porządku dziennym. Projekt kosztował blisko milion złotych.

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa to jedno z najwyższych wzniesień w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Z jej szczytu rozciąga się piękna panorama na okolicę, a także na jezioro Hańcza i pobliskie wzgórza.  Góra w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk. Suwalski Park Krajobrazowy to obszar chroniony znajdujący się w północno-wschodniej Polsce, w województwie podlaskim. Park ten został utworzony w 1976 roku w celu ochrony walorów przyrodniczych regionu, w tym lasów, torfowisk, jezior i rzek. Szczególnie warto zobaczyć tutaj Jezioro Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce oraz Jezioro Wigry – o malowniczych krajobrazach. W Suwalskim Parku Krajobrazowym można również spotkać wiele gatunków zwierząt i roślin chronionych, takich jak wilki, rysie, bocian czarny czy storczyki.

Góra Cisowa – historia nazw

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Niektórzy nazywają ją „Suwalską Fudżijamą”, inni zaś przywiązali się do określenia „Góra Sypana”. To zdecydowanie ma sens, biorąc pod uwagę przekazy i opowieści związane z tym miejscem. Według jednej z legend, Góra Cisowa miała być usypana z ziemi wydobytej z obszaru, na którym obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Ta historia wpisuje się w bogaty folklor regionu, odzwierciedlając wiarę i tradycje przodków. Aktualna nazwa góry wywodzi się natomiast od potężnego cisa, który kiedyś zdobił jej szczyt, stanowiąc charakterystyczny element krajobrazu. To właśnie te opowieści nadają Górze Cisowej niepowtarzalny charakter i tworzą atmosferę tajemniczości wokół tego miejsca.

Cudowne widoki na Górze Cisowej

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r. Góra Sypana to także popularny cel wycieczek turystycznych oraz doskonałe miejsce do obserwacji przyrody.

Badacze tworzą osiedla dla ptaka

Badacze tworzą osiedla dla ptaka

Biebrzański Park Narodowy to istny raj dla ptaków i …ornitologów. Nie ma w Polsce takiego drugiego miejsca. Wszystkich gatunków skrzydlatych przyjaciół nie sposób wymienić. Jednym z mniej znanych ptaków jest z pewnością wodniczka. Okazuje się, że pojawia się w miejscach, gdzie jeszcze kilka lat temu próżno było jej szukać.

 

Ponad 20 procent światowej populacji wodniczek mieszka właśnie nad Biebrzą. Dlatego też nie ustają wysiłki mające na celu ich ochronę. Za działaniami idą konkretne kwoty. Na samo usuwanie zakrzaczeń czy koszenie bagiennych łąk wydano ponad 6 mln euro. Jest to konieczne gdyż zarośnięte tereny nie należą do ulubionych. Wodniczki po prostu z nich uciekają. Naukowcy zaobserwowali, że na wykoszonych 250 ha szybko pojawiły się pierwsi mieszkańcy. Aby swego rodzaju ”osiedle” wodniczek się rozrastało, należy przeprowadzać podobne akcje. Dlatego też nawiązuje się współpracę z innymi krajami.

 

Wodniczka była niegdyś powszechnym ptakiem. Występowała w całej Europie, lecz jej populacja spadła ze względu na osuszanie podmokłych terenów. Jako jedyna przedstawiciel wróblowatych zagrożony jest wyginięciem. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego naliczono 15 tys. par.

 

Puszcza Knyszyńska konno – odkryj jej uroki z siodła konnego

Puszcza Knyszyńska konno – odkryj jej uroki z siodła konnego

Puszcza Knyszyńska konno to unikalna okazja do odkrywania piękna przyrody i historii regionu. Jest to rozległy kompleks leśny położony na Wysoczyźnie Białostockiej w województwie podlaskim. Puszcza Knyszyńska jest atrakcyjnym miejscem dla miłośników przyrody i turystów. Znajduje się tam wiele szlaków turystycznych, które umożliwiają zwiedzanie i podziwianie piękna tej okolicy. Można również skorzystać z bogatej oferty rekreacyjnej, takiej jak wędrówki piesze i rowerowe, spływy kajakowe czy przyjemny wypoczynek na łonie natury.

Odkryj uroki Puszczy Knyszyńskiej na koniu

W Polsce istnieje bogactwo miejsc, które kuszą miłośników konnych wycieczek oznakowanymi szlakami. Jednym z nich jest malownicza Puszcza Knyszyńska, która stanowi niezwykłą atrakcję dla entuzjastów jazdy konnej. Podążając wierzchem przez te tereny, mijamy liczne ośrodki jeździeckie, gdzie możemy zaparkować naszego towarzysza i skorzystać z ofert noclegowych. Przemierzając te szlaki, nie tylko odkrywamy piękno przyrody Puszczy, ale również napotykamy na wiele architektonicznych i kulturowych klejnotów. Szlak zaczyna się w kolonii Folwarki Tylwickie, a kończy w urokliwej Krynicy, obejmując w sumie ponad trzynaście miejscowości. Większość z nich to malownicze wioski, jednakże na naszej drodze leży także miasteczko Supraśl. Warto zauważyć, że nasza trasa przecina inne szlaki, zarówno dla pieszych, jak i rowerzystów, co dodatkowo wzbogaca nasze doznania podczas podróży.

Puszcza Knyszyńska konno to…

Puszcza Knyszyńska konno to zapowiedź niezapomnianych wrażeń i atrakcji, które przyciągają nie tylko miłośników jeździectwa, lecz również wszystkich poszukujących niezwykłych doznań. Co więc czeka nas w trakcie naszej podróży? Jest to pełne tajemniczej magii doświadczenie, którego pełna lista atrakcji nie mieści się w jednym opisie. Na naszej trasie oczekują nas warsztaty rękodzieła ludowego, gdzie możemy zagłębić się w tradycyjne rzemiosło regionu. Nie brakuje także pomników przyrody, które przykuwają wzrok i zachęcają do refleksji nad pięknem natury. Dodatkowo, odkryjemy malownicze meandrujące rzeki, które otaczają nas swoim spokojem i harmonią. Są także pola golfowe, oferujące odrobinę luksusu i sportowej rywalizacji. W Puszczy Knyszyńskiej czeka na nas prawdziwa mozaika doznań i możliwości. Każdy podróżnik znajdzie tu coś, co poruszy jego duszę i zaspokoi ciekawość. To zaproszenie do nieustannego odkrywania i delektowania się przygodą, która czeka tuż za kolejnym zakrętem.

Atrakcje w Supraślu – wyjątkowa sosna przyciąga turystów

Atrakcje w Supraślu – wyjątkowa sosna przyciąga turystów

Atrakcje w Supraślu, które musisz zobaczyć. To tutaj, w tej niewielkiej miejscowości odnajdziemy święte drzewo. Supraśl to urokliwe miasto położone w województwie podlaskim, na terenie powiatu białostockiego. Leży nad rzeką Supraślą, a jego otoczenie stanowi malownicza Puszcza Knyszyńska.

Atrakcje w Supraślu – bogactwo przyrody i kultury

Jest to idealne miejsce dla miłośników spacerów i aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Puszcza Knyszyńska jest pełna szlaków turystycznych, które pozwalają odkrywać niezwykłe krajobrazy i unikalną florę i faunę tego regionu.

Odkryj magię Supraśla – wyjątkowa sosna

Supraśl to nie tylko zwykłe miasto, również miejsce o bogatej historii i głębokich tradycjach. Jednym z symboli tego miasta jest dwustuletnia sosna, która przez wiele lat nie była jedynie zwyczajnym drzewem. Jedna z mieszkanek miasteczka zawiesiła na niej wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Miała to być pamiątka po długim okresie prześladowań kościoła przez carskiego zaborcę. Ponadto warto dodać, że taki zwyczaj pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Po śmierci bliskich umieszczano na drzewach tzw. tykła, czyli wotywne deski. Ta dwustuletnia sosna staje się więc symbolem nie tylko duchowej głębi i tradycji, ale również pamiątką przeszłości, która kształtuje to piękne miasto. Przez lata, wokół tego drzewa, zbierały się pokolenia, aby modlić się, celebrować wspólne chwile i pielęgnować dziedzictwo przodków.

Święte drzewo w Supraślu

Sosna urosła w Supraślu do rangi symbolu. Nazywano ją świętą. Niegdyś gromadziła wokół siebie liczne grupy modlitewne. Do okresu II Wojny Światowej otaczał ją gęsty las. Chroniona przez mieszkańców jako jedyna ocalała od masowej wycinki, natomiast drzewo runęło na ziemię w 2009 r. Jednakże postanowiono, że pozostanie na swym miejscu. W rezultacie sosnę zadaszono i tym samym stała się kolejną atrakcją miasteczka. Ponoć drzewo pozytywnie wpływa na zakochanych. Oświadczyny przy sośnie gwarantują udane małżeństwo.  Supraśl to miejsce, które doskonale łączy piękno przyrody z bogatą historią i kulturą. Ponadto oferuje szeroki wybór atrakcji dla osób pragnących wypocząć na łonie natury, jak i dla pasjonatów historii i sztuki.

 

Krowy pomogą dla Parku

Krowy pomogą dla Parku

Władze Biebrzańskiego Parku Narodowego robią wszystko aby wykosić jak najwięcej hektarów łąk. Same jednak nie dadzą rady. Dlatego też pomocy szukają u…krów. 

 

Koszenie podmokłych terenów jest koniecznością. Zapobiega to bowiem ich zarastaniu, a większość zwierząt preferuje otwarte przestrzenie. Chodzi tu zwłaszcza o ptactwo wodno-błotne. Powstała więc idea masowej dzierżawy łąk rolnikom. Czeka na nich blisko 600 ha. Cenę wejściową przetargu ustawiono tak nisko, aby większość zainteresowanych farmerów mogła w nim uczestniczyć.

 

Działki będzie można dzierżawić nawet na pięć lat. Przynajmniej raz w roku rolnicy muszą skosić nabyte tereny. Jako, że większość z nich to siedliska zwierząt, użycie mechanicznych kosiarek nie wchodzi w grę. Konieczne jest użycie siły własnych rąk. Alternatywą jest też kosiarka rotacyjna w postaci krowy. Za taki wypada dodatkowo otrzymają dodatkowe unijne dopłaty. 

 

Do tej pory Park dzierżawił jedynie 6, 3 ha łąk. Nie wszyscy jednak wywiązują się z umów. Dług rolników osiągnął już milion złotych. Jak się tłumaczą dzierżawcy? Winę zrzucają na urzędników i problemy z wypłatą dopłat.

 

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Carska droga przed laty posiadała charakter strategiczny. Łączyła takie twierdze jak Łomża, Osowiec czy Grodno. Biegnie ona wśród biebrzańskich bagien stanowiąc ścieżkę edukacyjną. Trasa od Strękowej Góry do Twierdzy Osowiec to nie lada gratka dla miłośników przyrody i fotografii.

 

Carska droga dzięki pieniądzom z unii europejskiej została solidnie wyremontowana. Powstała ścieżka rowerowa, miejsca postojowe czy tablice informacyjne. Jako, że droga pozbawiona jest większych zabudowań czy reklam wielkopowierzchniowych pokonuje się ją niezwykle przyjemnie.

 

Do największego kompleksu bagien łąkowych wprowadzi nas drewniana kładka o długości 400 m. Z pewnością zobaczymy rzadkie gatunki ptactwa a czasem nawet i samego łosia. Obserwację ułatwiają specjalnie przygotowanego do tego wieże. Na tzw. Grobli Honczarowskiej odbywają się co roku mistrzostwa w sianokosach, które ściągają zawodników z całej Europy.  Zapobiega to niszczeniu bagiennych traw. Na deser czeka nas wizyta w Twierdzy Osowiec. Okopy, dawna fosa z wodą i pozostałości budowli fortecznych na pewno pozostaną w pamięci na długo.

Ponownie można podglądać orlika krzykliwego

Ponownie można podglądać orlika krzykliwego

Podglądanie ptaków przez internet staje się coraz modniejsze. Dla wielu to jedyna forma relaksu. Szczególną popularnością cieszą się bociany. W nadleśnictwie Rudka ponownie zainstalowano zaś kamery obserwujące orliki krzykliwe w ich gnieździe. Wszystko stało się pod czujnym okiem pracowników Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku.

 

W zeszłym roku przed ekranami komputerów popisy orlików zgromadziły kilkanaście tysięcy widzów. Orlik krzykliwy to gatunek chroniony, wymieniony w Polskiej czerwonej księdze zwierząt jako wymagający szczególnej uwagi. W Polsce według szacunków odnajdziemy 2700 par tych ptaków, co stanowi 15% światowej populacji. Na zimę emigruje na południowe krańce Afryki, a do naszego kraju nad Wisłą wraca w okolicach kwietnia.

Korniki mnożą się na potęgę w Puszczy

Korniki mnożą się na potęgę w Puszczy

Kwiecień i maj to ulubione miesiące kornika. Przypada bowiem wówczas okres jego rui. Jej początek uzależniony jest od pogody. Owad rozmnaża się powyżej temperatury 14 stopni. Jako że jeszcze na początku maja mieliśmy przymrozki, ruja musiała być odłożona w czasie. 

 

W ciągu tylko trzech ostatnich dni leśnicy odłowili ponad 164 litry korników. Przekłada się to na ponad 6, 5 mln owadów. Warto wspomnieć, że w całym poprzednim roku do pułapek trafiło 205 litrów korników. Wnioski nasuwają się same. Populacja kornika zwiększa się. Należy więc szybko usuwać drzewa opanowane przez owady. Inaczej pozostałe rośliny będą w wielkim zagrożeniu.

 

Jak leśnicy przechwytują korniki? Do tego celu używają pułapek z feromonami. Nasączona nimi płytka działa jak magnes. Jednak zwabienie owadów do pułapki nie rozwiąże problemu. Wiele z nich zimuje w ściółce i pod korą drzew. Dlatego też pułapki służą bardziej do obserwacji niż to bezpośredniej walki ze szkodnikiem.

Bociany najeżdżają wieś

Bociany najeżdżają wieś

Kiedyś we wsi Nowogrodzkie w powiecie wysokomazowieckim było tylko jedne bocianie gniazdo na stodole jednego z gospodarzy. Teraz zajęte są słupy elektryczne, kominy czy latarnie. Jednym słowem – inwazja! Takiego zlotu bocianów nie pamiętają najstarsi mieszkańcy miejscowości. Dlatego też proponują zmienić nazwę osady na ”Bocianogrodzkie”.

 

Sąsiednie wsie nie cieszą się taką popularnością wśród ptaków. W czym tkwi fenomen miejscowości ciężko powiedzieć. Uważa się, że wszystko to zasługa licznych ekologicznych gospodarstw. Nie mamy pojęcia czy przekłada się to w jakiś sposób na to, czy żaby są smaczniejsze. Tak czy siak, bocianom deserów na wsi nie zabraknie.

 

Nikt nie ma nic na przeciwko nieco większej ilości bocianów niż zwykle. Trzeba jedynie trochę po nich posprzątać. Na ulicach bowiem pełno jest patyków z gniazd.  Warto wspomnieć, że przeciętne gniazdo waży ok. pół tony.  Naukowcy uważają, że w środowisku bocianów mamy do czynienia z wyżem demograficznym. Czy ich obecność przyczyni się do zwiększenia populacji wsi? Miłośnicy wierzeń ludowych z pewnością zacierają ręce. Ciekawe co na to kobiety…

W Białymstoku dbają o jeże

W Białymstoku dbają o jeże

To jedyne takie miejsce w Polsce a drugie w Europie. Stowarzyszenie ”Nasze Jeże” od kilku lat prężnie działa w Białymstoku. Choć nie posiada wielu członków, swym entuzjazmem zarazi nie jednego miłośnika przyrody.

 

Jeże w teorii znajdują się pod ścisłą ochroną. No właśnie, w teorii! Praktyka wygląda całkowicie inaczej. Setki zwierząt ginie pod kołami samochodów, gdy chcą przejść przez ulicę. Zagranicą bez trudu odnajdziemy znaki drogowe informujące o przebiegających jeżach. U nas próżno ich szukać.

 

Niebezpieczeństwa czyhają ich również na podwórkach. Kosiarki czy nawet środki chemiczne to dla jeży ogromne zagrożenie. Zranione zwierzę na szczęście może liczyć na pomoc stowarzyszenia. Powołano bowiem do życia Ośrodek Rehabilitacji Jeży gdzie mogą pod opieką fachowców dojść do siebie. Pracownicy przenoszą również zwierzęta to bardziej przyjaznych warunków. Tylko zabezpieczenie naturalnych siedlisk jeży może je ochronić przed działaniami człowieka. Każdy nowo wybudowany odcinek drogi to dla nich kolejny cios w plecy.

Bestia z Puszczy atakowała w dzień i w nocy

Bestia z Puszczy atakowała w dzień i w nocy

Puszcza Białowieska od wieków pełna była dzikiej zwierzyny. Na polowania zjeżdżali ważne osobistości – królowie, carowie i inni. Jedną z najbardziej cennych zdobyczy był niedźwiedź. Mięso, sadło, cenna skóra, ale przede wszystkim satysfakcja z powalenia zwierza zachęcała do łowów.

 

Każde polowanie obarczone było wielkim ryzykiem. Bestia może być nieobliczalna, a że zwierzę nie dba o to czy atakuje króla czy zwykłego wieśniaka, to i monarchom nie raz mocno się obrywało. Tak też było z Augustem II, który tylko dzięki swej zwinności wyszedł cało z opresji.  W 1791 roku, polujący w Puszczy ks. Józef Poniatowski w pewnym momencie został zaatakowany przez rozjuszoną niedźwiedzicę. Z opresji wybawił myśliwego strażnik Marcin Hołota. W nagrodę otrzymał on 100 złotych dukatów. Odwaga się opłaciła.

 

 

Populacja niedźwiedzi zaczęła maleć pod koniec XVIII. Miało to związek z ochroną innej zwierzyny leśnej. Podjęto decyzję o odstrzale. Trwał on niemal ćwierć wieku. Urzędnicy wpłacając do kasy rządowej niewielką kwotę mogli bez problemu polować na każdego drapieżnika. Zwykli kłusownicy też dorzucili swoje cztery grosze. Musiało minąć wiele lat nim populacja mogła się odrodzić. Nie stało by się tak gdyby nie rosyjski rząd, który zakazał posiadania broni na terenie lasów.

 

W Puszczy nieraz dochodziło do starcia tytanów. Żubry nie znoszą gdy ktoś wchodzi na ich terytorium. Dlatego też walki z niedźwiedziami odnotowywano bardzo często. Być może, gdyby niedźwiedzie przetrwały, to one nosiłyby miano Króla Puszczy. Zdecydowana większość pojedynków to bowiem ich zwycięstwo. W 1846 jeden z nich w ciągu jednego dnia powalił ponad pięć żubrów. Każda walka pustoszyła okolicę. Połamane gałęzie, zagłębienia w ziemi, zniszczone krzaki – taki krajobraz pozostawiali po sobie drapieżniki. Niedźwiedzie z tego okresu uznaje się za niezwykle agresywne. Zabijały liczne sztuki bydła dla sportu, nie dla pożywienia. Ostatni niedźwiedź naturalnie występujący w Puszczy został powalony w 1878 r. 

 

Próby odtworzenia populacji podjęto przed II Wojną Światową. Sprowadzane z Białorusi ciężarne osobniki trzymano wpierw w klatkach. Dzięki dużym otworem młode mogły spokojnie wyjść z niej i zapuścić się w głąb lasu, gdzie uczyli się życia w dziczy. Dla mieszkańców okolicy wprowadzono zakaz zabijania zwierząt, jeśli te zbliżyłyby się do zabudowań. Na prośbach się jednak kończyło. Misie często zapuszczały się do domowych gospodarstw. Nie obyło się bez ofiar. 

 

Gdy nastała już wojna nowi niemieccy ”zarządcy” Puszczy wpuszczali do niej wszystkie niedźwiedzie, które odebrali wędrownym cyganom. Wzbudzały one strach. Nie były przystosowane do zdobywania pożywienia w sposób samodzielny. Uważano, ze okupanci w ten sposób chcą odstraszyć miejscowych od pomocy partyzantom. Drzwi nawet zawiązywano łańcuchami w obawie przed włamaniem. Brzęk przypominał zwierzętom czasy niewoli, przez co się oddalały w głąb Puszczy. Strach był jak najbardziej uzasadniony. Zwierzę zabiło bowiem matkę z dzieckiem gdy Ci zbierali maliny w lesie. Ludzie odpłacali im tym samym. W ruch szły siekiery i inne ostre narzędzia. 

 

 

Czasy Wojny przeżyły 4 osobniki – samiec, samica i cztery młode. Ostatnie polskie niedźwiedzie widziano w 1959 roku na terenie Puszczy Lackiej, która obecnie wchodzi w skład Puszczy Białowieskiej. Pojedyncze osobniki wkradały się do nas z głębi Związku Radzieckiego. W maju 1963 roku odnotowano przypadek przywędrowania jednego osobnika. Przekroczył on granicę państwową, pokręcił się  około tygodnia i następnie udał się na wschód.

 

Na Podlasiu pedałujemy szlakiem bocianów

Na Podlasiu pedałujemy szlakiem bocianów

Śnieg w końcu stopniał więc można udać się na wycieczkę rowerową. Nie dość, że spalimy kalorię, będziemy również bliżej natury. Jednym z najciekawszych szlaków rowerowych w Polsce jest bez wątpienia Podlaski Szlak Bociani, który przecina niemal całe województwo podlaskie ukazując jednocześnie jego najważniejsze walory.

 

Powstał on w 2002 r. a rok później otrzymał prestiżową nagrodę Polskiej Organizacji Turystycznej. Szlak przebiega przez najcenniejsze pod względem przyrodniczym tereny nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Łączy najpiękniejsze miejsca województwa podlaskiego, w tym 4 parki narodowe. 

 

Szlak Bociani stanowi najdłuższy znakowany szlak rowerowy województwa podlaskiego licząc 412,5 km. Poprzez tablice informacyjne można poznać życie i zwyczaje Bociana Białego oraz dowiedzieć się o miejscowościach i atrakcjach turystycznych na szlaku.

 

Podlaski Szlak Bociani należy do sieci Zielonych Szlaków – Greenways w Polsce. Greenways to szlaki dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego, tworzone wzdłuż rzek, tradycyjnych, historycznych tras handlowych, naturalnych korytarzy przyrodniczych i kolei.

 

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

Ta wiadomość pewnie rozbudziła niejednego mieszkańca Kiermus pod Tykocinem. Nocą, z czwartku na piątek, na terenie Dworku Pod Łąkami przyszło na świat żubrzątko. Maluch czuje się ponoć znakomicie. Jedynym problemem, na szczęście, jest tylko wybór imienia.

 

”Ostoya Żubra”  stanowi pierwszą prywatną hodowlę króla Puszczy w Polsce. Stado sprowadzone z Białowieży w 2008 r. posiada komfortowe warunki na kilku hektarach zwierzyńca. Oprócz żubra odnajdziemy tam bowiem również kozy, owce czy osiołki. To nie lada atrakcja nie tylko dla najmłodszych.

 

Pensjonat Kiermusy Dworek nad Łąkami położony jest w okolicach Biebrzańskiego i Narwiańskiego Parku Narodowego. Jedynie 500 metrów dzieli go od brzegu rzeki Narew. Cały wystrój pensjonatu nawiązuje do motywów historycznych. Na terenie obiektu nie zaznamy nudy. Ogromne zainteresowanie wzbudza choćby Muzeum Oręża Polskiego z największą wystawą średniowiecznych narzędzi tortur.

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

10 tys. lat przed Chrystusem, północno-wschodnie krańce Polski pokryte były roślinnością tundrową. Były więc to wszelkiej maści mchy, porosty, trawy, drobne krzewy, karłowate brzozy i wierzby. Zwierzęta miały w czym ucztować. W poszukiwaniu pokarmu na tereny obecnej Suwalszczyzny przybyły choćby renifery.

Nie mogły się one oprzeć swemu przysmakowi – chrobotkowi. Za zwierzętami wyruszyli łowcy. Cóż…każdy chciał przetrwać, a że mięso renifera starczy na kilka miesięcy, był to doskonały łup. Dodatkowo z ich skór i narządów wewnętrznych produkowano ubrania czy pokrycia szałasów. Do dziś znajdowane są liczne narzędzia krzemienne służące do polowań.

Wołodyjowski ukrył się na Podlasiu.

Wołodyjowski ukrył się na Podlasiu.

Gdzie odnaleźć Michała Wołodyjowskiego? Oczywiście, że w Białymstoku! Nie, nie chodzi nam o żaden zlot cosplayerów. Od ponad miesiąca tak nazywa się podlaski pomnik przyrody – dwustuletni dąb. Piękny okaz rośnie spokojnie między blokami na ulicy…Wołodyjowskiego właśnie. Drzewo osiąga wysokość 23, 5 m, a obwód jego pnia wynosi 326 cm.

 

Dęby szypułkowe są stałym elementem krajobrazu naszego kontynentu. Dorastają nawet do 50 m. Dzięki temu uważa się ze najszlachetniejsze w przyrodzie. Trudno się z tym nie zgodzić. Dąb Wołodyjowski jest jednak dzieckiem w porównaniu do swych kuzynów. Najstarsze z nich osiągnęły wiek tysiąca lat. Z pewnością byli świadkami wielu ważnych wydarzeń. Szkoda, że nic nie opowiedzą…Łącznie w Białymstoku status pomnika przyrody, posiadają 33 drzewa.

Żubry dzieli płot. Bez niego doszłoby do katastrofy.

Żubry dzieli płot. Bez niego doszłoby do katastrofy.

Jak wiadomo, na polsko – białoruskim przejściu granicznym stoi płot. Przeszkadza on żubrom w swobodnej wędrówce. Są tego dobre i strony. Nasze żubry są nizinnymi przedstawicielami gatunku. Z kolei, białoruskie, jak badania wykazały posiadają domieszkę genów żubra kaukaskiego.

 

Gdyby doszło do połączenia populacji, polski król puszczy miałby problemy. Spadłaby jego odporność na choroby i miałby problemy w adaptacji w nowym otoczeniu. Z drugiej strony nastąpiłoby zwiększenie zmienności genetycznej, co też jest czymś pozytywnym, o ile przebiega z umiarem. Gdyby polskie żubry w pełni połączyłyby się z białoruskimi, zapewne przestałyby istnieć. Żubr, którego dało się odtworzyć dzięki ciężkiej pracy naukowców skończyłby jako relikt historii.

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Jeśli macie problem ze zdrowiem, a farmaceutyki przepisane przez lekarze nie pomagają, warto skorzystać z dobrodziejstw natury. Zioła rozwiążą sprawę. Album o roślinach o właściwościach zdrowotnych wydawało właśnie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. Patron obiektu stworzył pierwszy podręcznik botaniki. On też zasłynął z pionierskiego opisu komórkowej budowy roślin. Terminologia wypracowano przez ks. Kluka przetrwała do dnia dzisiejszego.

 

Album stanowi nawiązanie do ogrodu roślin leczniczych, który działa na terenie muzeum od lat 80. Tam też możemy zgłębić tajniki ziołolecznictwa. Książkę podzielono na kilka działów, dzięki którym łatwo odnajdziemy ziołowy specyfik na konkretną dolegliwość. Ból zębów, gorączka czy katar już nigdy nie będą nam dokuczać. Obok opisów odnajdziemy też liczne przepisy na syropy czy przetwory. Dowiemy się też, jakie dobroczynne rośliny znajdziemy w przydomowym ogrodzie. Przewodnik po ziołolecznictwie to doskonała propozycja dla tych, który medycyna tradycyjna zawiodła.

 

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Na terenie Wigierskiego Parku Narodowego odbywa się maraton o dosyć nietypowej nazwie – Pościg za bobrem. Spokojnie. Żadne zwierzęta nie są zmuszane do wysiłku. Być może bardziej pełnią rolę obserwatorów. Biegacze mają do pokonania odcinek o długości 13 km. Wiedzie on drogami szutrowymi i leśnymi ścieżkami. Bóbr znajduje się w logotypie Wigierskiego Parku Narodowego stąd też pomysł na nazwę imprezy.

 

Jako, że większość uczestników maratonu biega na co dzień w mieście, zwykle są zachwyceni walorami przyrodniczymi trasy. Należy jednak zachować ostrożność i patrzeć czasem pod nogi. Pokonywanie życiówek w tym maratonie schodzi na drugi plan. Organizatorzy pragną, aby przybyli z całego kraju biegacze mogli na własne oczy przekonać się o wyjątkowości Suwalszczyzny. Wąskie i kręte ścieżki nad jeziorem Wigry czy długie kładki na bagnach z pewnością wywierają duże wrażenie.

 

Bocian, który nie klekoce.

Bocian, który nie klekoce.

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

Zgubić się w gęstym lesie to straszna sprawa, urzeczywistnienie koszmaru nie jednego z nas. Na pewno nie grozi to nam na terenie Nadleśnictwa Głęboki Bród na Suwalszczyźnie. Przygotowano bowiem specjalną aplikację na smartfona, które wykorzystuje lokalizację GPS.

 

Na cyfrowej mapie odnajdziemy kilkadziesiąt wartych zainteresowania punktów i stale ich przybywa. Gdy już dotrzemy na miejsce, możemy posłuchać przez telefon opowiadanych gwarą historii starych mieszkańców. Dzięki programowi poznamy dokładnie leśne ścieżki. Natrafimy bez trudu chociażby na najstarszą sosnę w Puszczy Augustowskiej. 

 

Na mapę da się również nanosić własne informacje. Możemy zaznaczyć przykładowo miejsce pozostawienia auta. Niezwykle przydatne, prawda? Aplikacja nie ma więc ograniczeń, zapewniając bezpieczne i zarazem ciekawe wędrówki. Bezpłatny przewodnik multimedialny ściągniemy ze strony nadleśnictwa.

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Bociany wróciły już na dobre, więc przyszła najwyższa pora aby je trochę podejrzeć. Coraz modniejsze staje się umieszczenie kamer przy gniazdach tych ptaków. Dzięki temu obserwacja może trwać przez całą dobę. Poprzez dobrodziejstwo internetu, każdy zainteresowany o dowolnej porze, jednym kliknięciem przeniesie się do światu bocianów na żywo. Projekt ten ma trwać przez najbliższe 9 lat.

 

Ostatnia kamera stanęła w miejscowości Rakowy – Czachy w gminie Piątnica. Są to tereny Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwii. Dlatego też oprócz bocianów śmiało podpatrzymy walory przyrodnicze krajobrazy. Kamera odpowie nam na pytania, jak zmiany w środowisku wpływają na zachowania ptaków. Będziemy też być może świadkami wydarzeń z kategorii tragicznych. Nieraz zdarza się bowiem, że bociany wyrzucają jaja czy już narodzone młode. Oczywiście amorów również nie zabraknie. Obecnie trwa konkurs na imiona obserwowanych bocianów. 

 

Link do transmisji znajdziecie poniżej:

Bociany on-line

Leśnicy polubili finlandzki wynalazek

Leśnicy polubili finlandzki wynalazek

Pottiputki? Gdybyśmy przeprowadzili uliczną ankietę, pytając, co to jest, raczej mało kto znałby poprawną odpowiedź. No chyba, że trafilibyśmy na leśnika. To powstałe w Finlandii narzędzie coraz częściej wykorzystuje się do sadzenia drzew w Puszczy Augustowskiej.

 

Prostota wykorzystania tego narzędzia przewyższa nasze polskie odpowiedniki. Sadzący wbija metalowy klin w podłoże, za pomocą nogi uruchamiając dźwignię. Ta odpowiednio rozchyla ziemię. Potem należy wrzucić sadzonkę w rurę, która prowadzi do jamki. Pozostało tylko ubić ziemię nogą. Sadzący zawsze  ma przy swoim boku pas z plastikowym pojemnikiem z którego sięga po kolejne sadzonki. Ten sposób sadzenia jest znacznie szybszy, a przez co bardziej oszczędne w koszty niż użycie tradycyjnych metod w postaci kostura.  W ogóle nie potrzebne jest przygotowanie gleby, czyli system ten świetnie sprawdza się na terenach gdzie zastosowanie maszyn jest ograniczone. Przede wszystkim jednak nie musimy się schylać .

 

Główną zaletą pottiputki jest szybkość działania. Robotnik w ciągu jednej godziny może zasadzić około 150 sadzonek. Sprzęt ten kosztuje więcej niż zwykły kostur, lecz jest to inwestycja na lata. Zakup zwraca się choćby patrząc na szybkość odnowienia powierzchni i koszty robocizny oraz na zdrowie pracownika i jego późniejszą efektywność. 

Co w Puszczy robił Edward Gierek?

Co w Puszczy robił Edward Gierek?

Wystarczyły dwa dni aby jedno z białowieskich uroczysk przybrało jego nazwisko. Edward Gierek odwiedził Puszczę w ramach odpoczynku po oficjalnych dożynkach w Białymstoku w 1973 r. Towarzyszył mu premier Piotr Jarosiewicz. 

Najważniejszych gości zaproszono do Domu Myśliwskiego mieszczącego się na terenie zabytkowego Parku Pałacowego. Pierwszego dnia panowie odwiedzili rezerwat pokazowy żubra, udając się następnie furmanką do ścisłego rezerwatu. Oczywiście zadbano by dygnitarzom niczego nie brakowało. Ustawiono dwa duże stoły z ławami. Pod wiatą nie groził im żaden deszcz.

Wieczorem przygotowano ognisko na specjalnie przygotowanym terenie. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że okolicę ściśle chroniło dziesiątki funkcjonariuszy. Kolejnego dnia działacze odwiedzili muzeum przyrodnicze, a także spotkali się ze starostą dożynek. Już w czasie trwania wizyty miejsce biesiadowania nazwano Gierkówką. Zabawa musiała być naprawdę udana. Miejsce musiało być szczególnie polecane przez sekretarza. W późniejszym czasie pojawiali się w nim inni działacze komunistyczni.

Nie straszna im ciemność. Szukają ptaków po nocy.

Nie straszna im ciemność. Szukają ptaków po nocy.

Puszczyki, puchacze, płomykówki czy uszaki- w Polsce mamy ich 13 gatunków. Wszystkie są drapieżnikami, polują nocą i u niejednego ich pohukiwanie wywołuje gęsią skórkę. Sowy, bo o nich mowa mają raz w roku swój weekend. Noc sów zapewnia wiele atrakcji miłośników ptaków. Owa akcja to ogólnopolskie wydarzenie, które ma zachęcić do obserwowania przyrody także nocą. Na Podlasiu akcję organizuje Narwiański Park Narodowy. Poszukiwania ptaków poprzedzają ciekawe wykłady, na których dowiemy się wiele ciekawostek. Uzbrojeni w dodatkową wiedzę i latarki, wszyscy chętni wyruszają na poszukiwania sów. Przedział wiekowy jest bardzo zróżnicowany. Chętni na przygodę są zarówno małe dzieci, jak i osoby w podeszłym wieku.

 

Sowy zachwycają swoimi przystosowaniami do życia i intrygują swoim stylem życia. Najlepiej je namierzyć dźwiękową prowokacją. Chociaż pohukiwanie sów kojarzy się ze złowieszczą atmosferą filmów grozy, to te nocne, drapieżne ptaki wcale nie chcą nas wystraszyć. Gdy mają okres godowy, każdy z nich odzywa się, żeby dać sąsiadom znać, że partnerka jest zajęta.

Wyjątkowy film o Podlasiu trafił w końcu do sieci

Wyjątkowy film o Podlasiu trafił w końcu do sieci

Filmów o tematyce podlaskiej przyrody powstało wiele, ale ten jest szczególny. Ukazuje bowiem naturę dającą możliwość aktywnego spędzenia czasu. Dynamiczny montaż sprawia, że każdy kadr wbija w fotel. ”Go-Podlasie”, bo o nim tu mowa, miał swą kinową premierę pod koniec ubiegłego roku. Teraz można go w końcu zobaczyć na portalu YouTube.

 

W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. Zdjęcia trwały 3 lata. Zobaczcie sami ”Go-Podlasie”.

 

Park na skraju Puszczy kusi cały rok

Park na skraju Puszczy kusi cały rok

Wigierski Park Narodowy powstał na początku 1989 r. Mieści się on na skraju Puszczy Augustowskiej, chroniąc kompleks jezior, wiele gatunków ptaków, ryb i ssaków. Najcenniejszymi elementami Parku są akweny wodne – największe jezioro Wigry i najdłuższa rzeka, często używana jako szlak kajakowy – Czarna Hańcza. W lasach dominują drzewa iglaste – charakterystyczne dla Puszczy Augustowskiej sosny i świerki. Znaczną powierzchnię Wigierskiego Parku Narodowego zajmują również torfowiska.

 

Najbardziej charakterystycznym zwierzęciem i symbolem Parku jest bóbr, zasiedlający brzegi rzek i jezior. Coraz częściej spotkać tu można wilka. Na uwagę zasługują liczne gatunki ptaków drapieżnych i wodnych. Poza bogatą przyrodą i pięknym krajobrazem na terenie Wigierskiego Parku Narodowego można zobaczyć pamiątki kultury materialnej.

 

Na szczególną uwagę zasługuje zespół poklasztorny w Wigrach oraz zachowane w niektórych wsiach obiekty drewnianego budownictwa ludowego oraz zabytki techniki. Teren Wigierskiego Parku Narodowego jest udostępniony do zwiedzania i obfituje w szereg atrakcji. Celem Parku jest zachowanie różnorodności biologicznej, składników przyrody nieożywionej i walorów krajobrazowych oraz przywracanie właściwego stanu zasobów przyrodniczych.

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

Muzeum Wigier mieści się w dawnej stacji hydrobiologicznej w suwalskim Starym Folwarku.W okresie międzywojennym, dzięki jej twórcy dr. Alfredowi Lityńskiemu, stała się ona silnym ośrodkiem naukowym, a jezioro Wigry najlepiej poznanym akwenem w Polsce. Muzeum stanowi świetną kontynuację jego pracy.

 

Udostępnia jedną z najciekawszych ekspozycji w regionie dotyczącą przyrody i historii Wigier. Zwiedzanie Muzeum jest wycieczką w czasie i przestrzeni Rozpoczyna się od wystawy poświęconej działalności Stacji Hydrobiologicznej przed wybuchem II wojny światowej. Potem przenosimy się w epokę lodowcową na Suwalszczyźnie, by obejrzeć makietę fragmentu lodowca z trójwymiarowymi zdjęciami śnieżnych pustyń.

 

Następnie czeka nas skok na głęboką wodę – wirtualna podróż batyskafem na dno jeziora Wigry. Najpierw na monitorach widzimy życie na powierzchni, później zanurzamy się w ciemne i zimne głębiny. Przez  peryskop można podglądać wigierskie pejzaże z różnych okresów historycznych.

 

Z pomostu w kolejnej sali widać panoramę jeziora, słychać ptaki. Kontynuując wirtualną wędrówkę, możemy wejść na miękkie torfowisko otaczające leśne jeziorko, zajrzeć do dziupli drzewa, poczuć się odkrywcą. Od wiosny 2011 roku w Wigierskim Parku Narodowym czeka na turystów nowa atrakcja rejsy po jeziorze Wigry specjalną łodzią ”Leptodora II”. Służy ona do obserwacji życia w wodzie przez szklane okna w dnie łodzi. Łódź wyposażona jest w nowoczesny sprzęt badawczy.

Rolnik odnalazł sposób na suszę

Rolnik odnalazł sposób na suszę

Mieszkańcy Podlasia wykazują się niezwykłą pomysłowością i nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Jeden z mieszkańców wsi Czyżewo opracował sposób na radzenie sobie z konsekwencjami suszy. Rolnik wykorzystał jedną z najstarszych roślin, znanej doskonale plemieniu Inków. Mowa to o Amarantusie, nazywanym również szarłatem.

 

Roślina nie jest wymagająca jeśli chodzi o podłoże. Nie potrzebuje również dużej ilości wody. Rolnik spędził ponad 20 lat na poszukiwaniu odpowiedniej odmiany i miejsc sadzenia. Ostatecznie szarłat został posiany między kukurydzą. To jednego lata okazała się zbawienne. Susza niemal doszczętnie zniszczyła uprawy kukurydzy, ale amarantus przetrwał. Wszystko dzięki silnemu korzeniowi. Z rośliny powstała pasza, która zasmakowała zwierzętom w gospodarstwie. Gdyby nie szarłat, krowy nie miały by co jeść. 

 

Jak na razie mody na amarantus nie odnotowano, ale jak widać jest to doskonałe rozwiązanie w rolnictwie. Kapryśna podlaska pogoda nie rozpieszcza nikogo więc warto mieć tajną broń w zapasie.

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Bociany wróciły. Tak, to żaden news. Ale jest ich dużo mniej niż przed rokiem. Tak mówią mieszkańcy Pentowa, który wraz z Tykocinem nosi tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej. Trend ma jednak charakter krajowy. Największe ubytki są na zachodzie kraju i sięgają 40%.

 

Głównym problemem bocianów w Polsce są zmiany w krajobrazie rolniczym. Osuszanie terenów sprawia, że mają mniej pokarmu. Żaby i inne płazy bowiem same pouciekały z niekorzystnych warunków. Bocian trzyma się więc obszarów, na którym uprawia się ekstensywne rolnictwo.

 

Początki bocianiej wsi zaczęły się od katastrofy.  Nad miejscowością w  1992 r. przeszedł huragan, który zniszczył liczne drzewa. Te stały się idealnym miejscem dla bocianów, które co roku na ich wierzchołkach i konarach dobudowywały gniazda. Dzięki dwóm wieżom powstałym na terenie Pentowa miłośnicy przyrody mogą obserwować zarówno żerowiska bocianie, jak i ich gniazda. Dodatkową atrakcją jest ”Bociania Galeria”, która oferuje pamiątki, pocztówki i wydawnictwa przyrodnicze. Dzięki występowaniu tutaj jednej z największych w Polsce kolonii bociana białego, stało się ono atrakcyjnym terenem zarówno przyrodniczym, jak i edukacyjnym. Miejmy nadzieję, że to się nie zmieni.

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

W Polsce spotkamy ich zaledwie 200 par. Większość oczywiście na Podlasiu, a dokładnie w dolinie rzeki Biebrza. Dlatego też wylądowały na…herbie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Bataliony, nazywane dawniej bojownikami najczęściej można spotkać w czasie przelotu.

 

Nazwę te tajemnicze ptaki zawdzięczają swoim męskim przedstawicielom. W okresie godów dochodzi do licznych starć i bójek. Trwać mogą one nawet cały dzień. Warto dodać, że w trakcie trwania okresu zalotów, każdy samiec przybiera inną barwę piór. Nie ma problemu więc z odróżnieniem poszczególnych osobników. Walkom nie towarzyszą żadne odgłosy. Ptaki po prostu puszą się i podskakują. To wszystko w absolutnej ciszy.

 

Bataliony są świetnymi lotnikami. Pokonują nawet do 15 tys. km. Tyle ich dzieli bowiem od zimowisk do gniazd. Jeszcze w latach 80-tych dosyć łatwo było go spotkać. Obecnie znajduje się pod ścisłą ochroną gatunkową. Duży ubytek populacji nastąpił w wyniku zakładów myśliwych. Obstawiali oni, kto odstrzeli dwa idealnie ubarwione koguty.

Natura bije rekordy przy wiatraku

Natura bije rekordy przy wiatraku

Wiele osób nadal uważa, że na Podlasiu można spotkać białe niedźwiedzie. Być może obawa przed spotkaniem z misiem odstrasza od odwiedzenia wschodniej części kraju. Jedno jest pewne. Zimą owe zwierzęta naprawdę miałyby niezłe warunki do egzystencji.

 

Suwalszczyzna od lat nazywana jest polskim biegunem zimna. Taki status otrzymują miejsca położone na nizinach  o najniższej temperaturze na przestrzeni lat. Na czele mroźnego peletonu jest wieś Wiżajny, oddalona ok. 30 km od Suwałk. Tuż przed nią mieści się wzgórze, na której zainstalowano wiatrową turbinę. To właśnie obok wiatraka bite są rekordy zimna. Podczas fali mrozów temperatura łatwo przekracza – 30 stopni. Najgorzej było 12 stycznia 1950 r. Słupki rtęci powędrowały w okolice -35,5. Brrr! Z lodowatego wzgórza rozciągają się krajobrazy na Suwalski Park Krajobrazowy. 

Buczy zamiast ryczeć. Poznaj łosia znad Biebrzy.

Buczy zamiast ryczeć. Poznaj łosia znad Biebrzy.

Ulubionym miejscem łosia są tereny podmokłe i bagienne. Mimo pokracznego wyglądu świetnie się w nich odnajduje. Doskonałe warunki znajduje więc w Dolinie Biebrzy. Szacuje się, że żyje tam około półtora tysiąca osobników. Łosie zmieniają ubarwienie w zależności od pory roku. Wiosną i jesienią ich sierść jest rdzawobrązowa. Wraz z nadejściem chłodu ciemnieje. Wówczas zdecydowanie wyróżniają się jaśniejsze kończyny i…zad. Łosie są znakomitymi nurkami. W celu zdobycia pożywienia zanurzą się nawet na głębokość przekraczającą 5 m. 

 

Sezon godowy rozpoczyna się w okolicy września. Tzw. bukowisko odbywa się w tym samym okresie co rykowisko jeleni. Jest jednak zdecydowanie cichsze. Stąd też nazwa nawiązująca do buczenia. Leśnicy mówią, że słychać jedynie stęki. Trwają one tak długo, aż dwóch samców stoczy walkę o względy klempy. Czasem dochodzi do walkoweru. Wówczas samiec pokazuje rywalowi swoją szyję na znak uległości. W okresie rui samce myślą tylko o jednym, zapominając o jedzeniu. Dlatego też czas amorów oznacza dużą utratę wagi. Szybko jednak dochodzi do siebie. Po zapłodnieniu wraca do samotniczego trybu życia więc z łatwością może odbudować masę.

 

Młode łosie już po kilku dniach od urodzenia podążają za matką. Dorosłości jednak dożyje co drugi z nich. Matka otacza ich opiekę przez rok, później muszą sobie radzić same. Wędrówki nieraz kończą się tragicznie. Nieraz słyszymy o wypadkach samochodowych z udziałem łosi. Na drodze musimy być ŁOŚstrożni. Wiele z nich w poszukiwaniu lepszych terenów zapuszcza się nawet do wielkich miast. 

Zapomnianą  drogę odsłania żywioł

Zapomnianą drogę odsłania żywioł

Przez niewielką miejscowość w powiecie siemiatyckim, Granne przebiegał niegdyś istotny szlak. Kamienna przeprawa stanowiła najkrótszą drogę z Królestwa Polskiego do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prowadziła od Warszawy do Wilna.

 

Zapiski historyczne z końca XVIII w. wspominają o przejeździe samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przeprawa przez rzekę Bug była modernizowana w celach wojskowych, głównie w okresie wojen napoleońskich. Wcześniej rozegrała się tam jedna z ostatnich bitew w obronie Konstytucji 3 Maja. Trakt możemy podziwiać obecnie tylko w przypadku..suszy. Niski poziom wody odsłania malowniczą przeprawę na krótko, wiec jeśli zaistnieje okazja, warto ją zobaczyć na własne oczy. To w końcu kawał historii. Przeprawę musiało pokonać wielu rycerzy i władców.

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Na Podlasiu żyje ich 120 mln. Gdyby jakimś cudem doszło do napromieniowania i urosłyby do ludzkich rozmiarów mielibyśmy problem. Być może dokonałyby zemsty. Mowa to o ślimakach winniczkach. Wizję apokalipsy odłóżmy jednak na później.

 

Co jakiś czas przeprowadza się inwentaryzację winniczków. Jej celem jest określenie limitów zbiorów, które zaczynają się już w kwietniu i trwają przez miesiąc. Najwięcej ślimaków odnajdziemy w gminach Siemiatycze, Bielsk Podlaski i Zabłudów. Są jednak i takie gminy, gdzie winniczki nie występują w ogóle.

 

Ślimak podlega częściowej ochronie, dlatego można zbierać okazy, których muszla przekracza 3 cm. Najlepsi łowcy są w stanie dostarczyć do skupu w okresie zbiorów nawet 30 kg winniczków. Zwykle lądują na stołach we Francji, choć i w Polsce stają się coraz bardziej popularne w kuchni. Łącznie na masową zagładę wysyłamy 240 ton ślimaków. Na szczęście ich populacja jest na tyle duża, że zanik gatunku raczej nie grozi.

 

Wielu biznesmenów zauważyło wysoki popyt na owe zwierzęta. Dlatego też wzięli byka, a właściwie ślimaka za rogi. Powstaje coraz więcej ferm ze ślimakami afrykańskimi. Rosną one sześć razy szybciej więc pozwalają więcej zarobić. Oprócz Francji trafiają do Belgii, Włoch czy Hiszpanii.

 

Czarna Hańcza poruszyła tlumy

Czarna Hańcza poruszyła tlumy

Czarna Hańcza, której źródło znajduje się na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego została uznana ”Rzeką Roku 2016”. Konkurs zorganizowany został przez Klub Gaja, od wielu lat realizujący kampanie ekologiczne. Głównym zadaniem plebiscytu jest zwiększenie pielęgnowanie dziedzictwa przyrodniczego w ramach projektu ”Zaadoptuj rzekę”. Była to już czwarta edycja konkursu.

 

Internauci mogli głosować w sumie na 11 propozycji. Czarną Hańczę na kandydata zgłosiła Podlaska Organizacja Turystyczna. Było to strzał w dziesiątkę. Według danych organizatora, łącznie napłynęło 14 tys. ważnych głosów. Czarną Hańczę poparło ponad 5 tys. osób. Za nią znalazł się fragment Wisły w okolicy Bydgoszczy, a następnie rzeka Bzura. Konkurs stanowi doskonałą okazje na promowanie atrakcji turystycznych regionu. Pozwala też na mobilizację lokalnej społeczności.

W Ciechanowcu zatrzymał się czas

W Ciechanowcu zatrzymał się czas

Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, leżącego na granic Podlasia i Mazowsza, zebrało od lat 60-tych ponad 28 tys. eksponatów. Możemy je podziwiać w ramach kilkudziesięciu stałych ekspozycji. Jako że mieści się przy zespole pałacowo-parkowym rodziny Starzeńskich, całość jest niezwykle zadbana. Od zbiorów może zakręcić się w głowie. Dawne maszyny rolnicze, wyroby rzemiosła czy obrazy religijne to tylko ułamek z bogatej kolekcji.

 

Największe wrażenie robią drewniane chaty i zabudowania gospodarcze z XVIII w. Większość z nich pokryta jest strzechą. Część pełni nawet funkcję domków gościnnych dla przyjezdnych. Budynki otaczają różnego typu plecione płoty, a także zadbane ogródki. Między zagrodami utrzymanymi w dawnym stylu przechadzają się zwierzęta, jak kozy czy gęsie, co tylko nadaje uroku. Na szczególną uwagę zasługuje ogród roślin. Każda z nich została opatrzona tabliczką informacyjną. Warto wspomnieć, iż cały zbiór gatunków może posłużyć do celów medycznych.

 

Rozwój placówki trwał przez lata i w tej materii nic się nie zmieniło. Obecnie istnieją dwie filie Muzeum. W każdej z nich podziwiać drewniane wiatraki. Na terenie skansenu odbywają się imprezy o cyklicznym charakterze. Do najważniejszych należą Święto Chleba i Konkurs Gry Na Instrumentach Ludowych Pasterskich.

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

O tym że Podlasie jest wyjątkowe nie trzeba nikogo przekonywać. W krajobrazie wsi i małych miasteczek jest jednak coś czego próżno szukać w innych miejscach Polski. Mowa to o przydrożnych krzyżach i kapliczkach. Modlitwy nabierają tam materialnego charakteru.

 

Większość krzyży pochodzi jeszcze z czasów zaborów. Na przełomie XIX i XX w. doszło bowiem do wzrostu aktywności ruchów narodowych i religijnych. W ten sposób starano się również zapomnieć o ciemiężycielu. Liczba krzyży na mieszkańcach Podlasia nie robi szczególnego wrażenia. Traktują je jako coś zupełnie naturalnego. Przyjezdni jednak mogą być nieco zszokowani. Przy wjeździe do wsi – krzyż, na wyjeździe – to samo! Czasem zdarzają się podwójne krzyże. Jeden z nich postawili wyznawcy prawosławia, drugi zaś katolicy.

 

Przydrożny krzyż odgrywał wśród mieszkańców wsi szczególną rolę. Nie każdy miał szansę dojechać do kościoła, dlatego często stanowił imitację świątyni. Przy nim dziękowano za otrzymane łaski, jak i proszono o zakończenie klęsk żywiołowych. Niejednokrotnie stawiano je też właśnie dla ochrony miejscowości przed zarazą. Do dziś przetrwały liczne zwyczaje, jak zdejmowanie czapki, czy zwykłe przeżegnanie się na widok wbitych w ziemię belek. Kondukt pogrzebowy zatrzymuje się zaś z odkrytą trumną przy najbliższym krzyżu. W ten sposób zmarły może pożegnać się ze swoim sąsiedztwem.

Puszczę przeniesiono pod dach

Puszczę przeniesiono pod dach

Najstarszym muzeum w województwie podlaskim jest Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży. Prezentacja zbiorów opiera się on na nowoczesnych technologiach i w niczym nie przypomina kojarzącego się ze słowem muzeum zwiedzania wystaw w gablotach za szkłem. Na wystawach podziwiać można fragmenty ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz pełne sceny z życia zwierząt, np. żery wilków. W muzeum zobaczymy również fazy rozkładu drewna i inne procesy ekologiczne.

 

Twórcy wystaw zadbali o pełną oprawę dźwiękową i świetlną ekspozycji, dlatego zwiedzając poszczególne wystawy towarzyszą nam odgłosy zwierząt, śpiewy ptaków i inne dźwięki puszczy. Ponadto, przygotowane makiety są otoczone wielkoformatowymi fotografiami. Wszystko to sprawia, że zwiedzający muzeum mogą poczuć się niemal jak w puszczy. Wystawom przyrodniczym towarzyszy również ekspozycja kulturowa ukazująca sposoby użytkowania puszczy na przestrzeni dziejów.

 

Po Muzeum Przyrodniczo-Leśnym w Białowieży oprowadza przewodnik, jednak innowacyjny charakter muzeum pozwala na pozyskiwanie dodatkowych informacji na temat puszczy w zainstalowanych przy wystawach ekranach dotykowych. Istnieje możliwość zwiedzania muzeum samodzielnie (wejście grupy kilkuosobowej). Pomocne wtedy stają się elektroniczne przewodniki po wystawach.

 

W cenie biletu otrzymujemy audio-przewodnik, który opisuje poszczególne ekspozycje. Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży ma jeszcze jedną ważną zaletę. Cały obiekt jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych – budynek nie stwarza barier architektonicznych, sprzyja poruszaniu się na wózku, a w przypadku osób niewidomych możliwe jest dotykowe poznawanie niektórych eksponatów.

Zawodnicy rywalizują na kosy

Zawodnicy rywalizują na kosy

Co roku we wrześniu nad Biebrzą organizowane są mistrzostwa świata. Panowie walczą na kosy. Na szczęście nie miedzy sobą. Mają tylko jedno zadanie – jak najszybsze skoszenie stu metrowego pasa bagiennej łąki. Sędziowie poza czasem sprawdzali czy zachowali odpowiednią dokładność czy szerokość. Tym samym dobrą zabawę łączy się z ochroną przyrody. Cenne siedliska BPN mogą być utrzymane tylko przy ścinaniu krzewów czy trzcin.

W ostatniej edycji zawodów wzięło udział 23 zawodników. Oprócz Polaków na starcie stanęli Belgowie, Czesi czy Białorusini. Dzięki uczestnictwie debiutantów wiadomo, że tradycja sianokosów na razie nie zaginie. Osoby, które nie koniecznie pewnie czują się z kosą w ręku, mogły z kolei zmierzyć się w konkursie wiedzy na temat ochrony biebrzańskich łąk. Sianokosy zawsze kończą się występami muzycznymi.