Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Podlaskie to kraina trzech Puszcz, trzech parków narodowych, trzech wielkich rzek i dziesiątek pomniejszych cieków wodnych. To również miejsce, gdzie przyroda wciąż żyje własnym rytmem, a krajobraz – od zielonych łąk po bagienne rozlewiska – zależy od delikatnych bilansów wody. W ostatnich latach zdały się one mocno chwiać. Susze letnie, które jeszcze dekadę temu pojawiały się epizodycznie, dziś stają się niemal regułą, pustosząc łąki i spłycając, a nawet wysuszając rzeki. W tym kontekście śnieg, często postrzegany wyłącznie jako utrapienie kierowców, jest jednym z ostatnich naturalnych mechanizmów regulujących cykl wodny regionu.

Zimą, kiedy Podlasie skuwa mróz, a korony drzew w Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej uginają się pod ciężarem bieli, przyroda wchodzi w stan spowolnienia. Jednak w bieli kryje się zasób – rezerwa wodna odkładana jest na wiosnę. Wolno topniejąca pokrywa śnieżna pozwala wodzie wsiąkać głęboko w glebę i torfy, odbudowując retencję, bez której latem giną zarówno rośliny, jak i owady, płazy czy migrujące ptaki uzależnione od rozlewisk. W parku narodowym, w Biebrzy śnieg decyduje o przyszłych rozlewiskach; w Wigierskim – o kondycji jezior; w Białowieskim – o żywotności lasu i całych sieci zależności ekologicznych.

Rzeki Podlasia – Narew, Biebrza i Bug – oraz setki mniejszych cieków wodnych są żyłami krwionośnymi krajobrazu. To od śniegu zależy, czy wiosenne wody wypełnią doliny Narwi i rozleją się malowniczym labiryntem, czy Biebrza zyska swoje słynne bagienne zwierciadła, a Bug zachowa głębszy nurt. Brak śniegu zimą nie zawsze oznacza nagłą katastrofę, ale oznacza szybsze, prostsze i bardziej dramatyczne przesuwanie się w stronę letniego przesuszenia. Gleba bez zimowego zasilenia staje się jałowa, owady giną, a ptaki tracą bazę pokarmową. Łosie i jelenie, które zimą korzystają z osłony lasów, latem wędrują coraz dalej w poszukiwaniu wodnych schronień.

Śnieg pełni jeszcze jedno zadanie na Podlasiu – chroni. Pąki drzew przed przemarzaniem, korzenie bylin przed wysychaniem, glebę przed erozją, a torfowiska przed utratą wilgoci. W Puszczy Białowieskiej biała pokrywa zamyka obieg materii organicznej, spowalniając rozkład i pozwalając grzybom oraz mikroorganizmom pracować w tempie, które natura zakładała od tysiącleci. W rozlewiskach Narwi zimowa pokrywa śnieżna amortyzuje gwałtowne zmiany temperatur, umożliwiając przetrwanie jajom płazów ukrytych głębiej w mule, a zimą chroniąc drobne ryby i bezkręgowce.

Podlaskie, choć nadal uchodzi za jeden z ostatnich bastionów dzikiej przyrody w Polsce, jest czułe na wahania klimatu. Zimą widać to najsilniej: brak bieli to brak wiosennego zasilania. Jeziora Wigierskiego Parku Narodowego płytko oddychają, bagna Biebrzy schną szybciej, a Białowieski las staje się uboższy pod ziemią, zanim stanie się uboższy nad nią. Śnieg bywa trudny w mieście, ale poza miastem to zasób strategiczny, którego wartość mierzy się nie w centymetrach, a w milimetrach wody i proporcji życia, które może dzięki niej trwać.

W czasach, gdy klimat staje się coraz bardziej niestabilny, warto przypomnieć sobie prostą prawdę: Podlasie żyje dzięki wodzie, a woda wraca dzięki śniegowi. Każda biała zima to inwestycja w zielone lato, w bagienne spektakle Biebrzy, w labirynt Narwi, w potężny spokój Puszcz, w trzepot skrzydeł nad jeziorami Suwalszczyzny i w te niezliczone drobiazgi życia, które milkną, gdy woda znika.

Partnerzy portalu:

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

W województwie podlaskim z rozkładów jazdy znika blisko sto połączeń autobusowych PKS Nova, bo lokalne samorządy ostentacyjnie odmówiły ich współfinansowania i z pełną świadomością nie sięgnęły po pieniądze, które leżały na stole. Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych nie był tajemnicą ani abstrakcyjną obietnicą – był realnym narzędziem ratowania komunikacji. PKS Nova miesiącami biła na alarm, pokazywała liczby, proponowała pomoc w pozyskaniu środków. Odpowiedź? Cisza. Obojętność. Totalne wyparcie odpowiedzialności. Efekt jest prosty: likwidacja połączeń w całym województwie podlaskim. Najwięcej zlikwidowanych połączeń jest między Białymstokiem, a m.in. Łapami, Michałowem, Gródkiem, Czarną Białostocką czy Dąbrową Białostocką.

Nie mamy tu do czynienia z pomyłką ani z trudną decyzją budżetową. To było świadome, zimne zaniechanie władzy lokalnej, które wprost uderza w mieszkańców. Wójtowie i burmistrzowie, którzy nie wykonali absolutnie żadnego ruchu, gdy mogli uratować te połączenia, są dziś bezpośrednio odpowiedzialni za komunikacyjne wykluczenie tysięcy ludzi. To oni zdecydowali, że senior ma być skazany na łaskę innych, gdyby chciał jechać do lekarza. To oni uznali, że młodzież z mniejszych miejscowości musi by prosić rodziców o kosztowne podwózki do szkół ponadpodstawowych. Bardzo kosztowne dla nich będzie też studiowanie czy normalne życie społeczne. To wójtowie skazali wsie na prowincjonalną izolację – bez kina, bez teatru, bez urzędu, bez pracy. To przez nich jeszcze bardziej zapchają się drogi i wyludnią gminy na rzecz dużych polskich miast – i to niekoniecznie Białegostoku.

Nie dlatego, że „system nie pozwalał”. Nie dlatego, że „państwo zawiodło”. Zrobili to, bo im się nie chciało. Bo łatwiej było nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność. Pieniądze były. Procedury były. Wsparcie było. Zabrakło tylko jednego: minimalnych kompetencji i elementarnej przyzwoitości. Teraz te środki trafią do innych województw – tam, gdzie samorządowcy rozumieją, że transport publiczny to nie fanaberia, tylko absolutna podstawa funkcjonowania wspólnoty. Podlasie zostaje z niczym, bo jego lokalni włodarze wybrali sabotaż.

Bo nie możemy nazywać tego niekompetencją, bo to słowo nie oddaje w pełni tego co się stało. To jest właśnie administracyjny sabotaż regionu. Cichy, papierowy, przeprowadzony zza biurek, ale skuteczny. Sabotaż, którego konsekwencje mieszkańcy będą odczuwać latami.

Dobrze, że obowiązuje dwukadencyjność dla wójtów i nic nie wskazuje na to, by miała zniknąć. Bo ten poziom pogardy wobec własnych mieszkańców sprawi, że taka lokalna władza, która okupuje stołki od lat wyleci w końcu na polityczny bruk. I słusznie. Samorząd nie może być schronieniem dla nieudaczników, biernych, leniwych i oderwanych od rzeczywistości. Skoro nie potrafili obronić podstawowych interesów swoich gmin, niech przestaną udawać, że kiedykolwiek byli potrzebni.

Lista zlikwidowanych połączeń:

Region Centralny: 

Poniedziałek-piątek

Białystok – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Janów 07:30 08:48

Janów – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Białystok 08:50 10:09

Michałowo – Białystok 13:15 14:10

Białystok – Michałowo 17:00 17:54

Dąbrowa Białostocka – Białystok 05:30 07:18

Białystok – Dąbrowa Białostocka 07:20 09:12

Dąbrowa Białostocka – Białystok 11:10 12:58

Białystok – Dąbrowa B 13:45 15:37

Białystok – Łapy 17:55

Łapy – Białystok 19:00

Białystok – Łapy 19:55

Łapy – Białystok 21:00

Białystok – Łapy 21:55

Grajewo – Ełk 05:40

Ełk – Grajewo 06:20

Grajewo – Ełk 19:15

Ełk – Grajewo 20:00

Grajewo – Rajgród 12:50

Rajgród – Grajewo 13:30

Grajewo – Szczuczyn 16:10

Grajewo – Radziłów 13:05

Ławsk – Radziłów 06:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Grajewo – Radziłów – 13:00

Cyprki – 14:30

Cyprki – 07:00

Grajewo – Wojewodzin – Grajewo – 15:05

Wojewodzin – Grajewo – 08:15

Sobota

Łapy – Białystok 06:30 07:25

Białystok – Łapy 07:25 08:30

Łapy – Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Michałowo– Białystok 05:00 05:55

Białystok – Czarna Białostocka Piłsudskiego 07:30 08:12

Czarna Białostocka Pierekary – Białystok 09:35 10:12

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Dabrowa Białostocka- Sokółka – Zor – Białystok 06:30 08:18

Białystok – Dąbrowa 10:30 12:22

Niedziela

Łapy -Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Michałowo – Białystok 16:20 17:15

Białystok- Mońki 13:15 14:15

Mońki- Białystok 14:20 15:15

Region Południowy 

Łomża – Radziłów o godz. 10:30

Radziłów – Łomża o godz. 12:40

Kolno – Gietki o godz 06:30 i o godz 15:40

Kolno – Lachowo o godz 06:40 i o godz 15:40

Region Północny

Suwałki-Gdańsk, godz. 7:00

Gdańsk-Suwałki, godz. 15:20

Białystok-Suwałki, godz. 5:45

Suwałki-Białystok, godz. 16:30

Olecko-Ełk, godz. 9:30

Ełk-Olecko, godz. 12:55

Ełk-Olecko, godz. 16:00

Suwałki-Sejny, godz. 6:40

Sejny-Suwałki, godz. 14:45

Region Wschodni 

6:30 Wilanowo – Siemiatycze

15:45 Siemiatycze – Wilanowo

8:00 Ciechanowiec – Białystok p. Bielsk Podlaski

16:35 Białystok – Ciechanowiec p. Bielsk Podlaski

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

07:00 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

06:55 Mielnik, szkoła- Mielnik ul. Brzeska 21

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

07:10 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

14:35 Mielnik, szkoła – Mielnik ul. Brzeska 11

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co kryją Siemiatycze? Miasteczko pełne wiary, sekretów i cudów!

Na mapie Podlasia Siemiatycze nie krzyczą wielkością ani tempem życia. I właśnie dlatego potrafią zaskoczyć. To miasto, które odsłania swoje znaczenie powoli – w opowieściach, detalach architektury, w ciszy pomiędzy kolejnymi punktami spaceru. Zwiedzane z lokalną przewodniczką (jak w powyższym filmie) przestaje być tylko miejscem, a zaczyna być historią opowiadaną z perspektywy tych, którzy znają je od pokoleń.

Siemiatycze są przykładem podlaskiego tygla kulturowego w najczystszej postaci. Przez wieki przenikały się tu tradycje prawosławne i katolickie, języki, obyczaje i sposoby życia. Ta wielowarstwowość nie jest muzealnym eksponatem – wciąż jest obecna w przestrzeni miasta, w jego układzie, architekturze i lokalnych opowieściach. Dla tych, którzy szukają małych miasteczek z duszą, slow travel i nieoczywistych kierunków, Podlasie w tej odsłonie potrafi naprawdę zauroczyć.

Siemiatycze to także miasto, w którym historia naturalnie splata się z codziennością i przyrodą. Spacer prowadzi tu nie tylko przez ulice i place, ale również ku przestrzeniom, gdzie można na chwilę zwolnić. To właśnie ta równowaga między miejskim rytmem a bliskością natury sprawia, że Siemiatycze najlepiej poznaje się bez pośpiechu, pozwalając, by samo miasto opowiadało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Partnerzy portalu:

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Podlaskie wschody i zachody słońca – magia, która nie wymaga biletu

Są takie momenty, kiedy Podlaskie wygląda jak z innego świata. Wschody i zachody słońca to właśnie te chwile – krótkie, ale niezwykle intensywne, gdy cała przyroda na chwilę zamiera, a świat nabiera ciepłych barw. To spektakl, który można oglądać codziennie i który nigdy się nie nudzi.

Najpiękniej dzień rodzi się na wschodzie województwa. Na powyższym zdjęciu widzicie Krynki, gdzie gdy słońce wstaje, robi się od razu bajkowo. Ale warto też odwiedzić inne wschodnie miejsca, gdzie przywitanie dnia na pewno będzie przyjemne. Chociażby Niemirów nad Bugiem, gdzie słońce wstaje na zakolach rzeki. Podobnie jest w Drohiczynie, gdzie na górze zamkowej poranne widoki są przepiękne.

Zachody słońca mają zupełnie inny nastrój – są spokojniejsze, bardziej nostalgiczne. Warto wybrać się do Supraśla i Tykocina, gdzie zachody potrafią zamienić całe niebo w pomarańczowo-różową poświatę, która trwa zaledwie kilka minut, ale zostaje w pamięci na długo. A to wszystko możecie obserwować patrząc na klasztor w tym pierwszym mieście, albo na Narew – w tym drugim.

Podlaskie to miejsce, gdzie nie trzeba szukać egzotyki – wystarczy wstać wcześniej albo zostać chwilę dłużej na spacerze. Wschody i zachody słońca przypominają, że każdego dnia dzieje się coś pięknego, tylko trzeba chcieć to zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Nie trzeba jechać daleko, by poczuć smak podróży. W Podlaskiem drogi same w sobie potrafią być celem – wiją się przez lasy, pola i doliny rzek, prowadząc przez małe wioski, gdzie czas płynie spokojniej, a widoki zmieniają się jak w filmie. Wystarczy zatankować i ruszyć bez pośpiechu – jesienią każda z tych tras nabiera jeszcze więcej uroku.

Jedną z piękniejszych dróg jest ta z Sokółki przez Dąbrowę Białostocką, Lipsk do Augustowa. Po drodze podziwiamy Wzgórza Sokólskie i Puszczę Augustowską. Kolejna trasa to Białystok – Supraśl – Krynki. Droga prowadzi przez Puszczę Knyszyńską i przypomina kadr z filmu – pełna światłocienia. To idealny wybór dla tych, którzy kochają podziwiać przyrodę. Szczególnie teraz jesienią, gdy na drzewach występuje cała ciepła paleta. Wystarczy jechać wolniej, delektując się widokiem drzew, które tworzą nad jezdnią naturalny tunel.

Warto też spróbować trasy Niemirów – Granne nad Bugiem, zahaczając od Drohiczyn i Mielnik. Po drodze można zatrzymać się na wielu punktach widokowych. Alternatywnie można pojechać z Ciechanowca przez Brańsk, Suraż, Łapy, Waniewo, Kurowo aż do Tykocina. Ta długa trasa pokaże nam niesamowite wiejskie widoki, cudowne jesienne krajobrazy, a przede wszystkim zamieni podróż w medytację. Bo podlaskie drogi nie służą do szybkiej jazdy – one uczą zwalniać. Bo tu nie chodzi o to, by jak najszybciej dotrzeć, tylko by po drodze naprawdę zobaczyć.

Partnerzy portalu:

W końcu ktoś o tym pomyślał! Będzie dojazd ze stacji kolejowej do miasta.
fot. Grzegorz W. Tężycki / Wikipedia

W końcu ktoś o tym pomyślał! Będzie dojazd ze stacji kolejowej do miasta.

Siemiatycze to wyjątkowe miasto pod wieloma względami, ale jedno rozwiązanie wprawiało w zdumienie niejedną osobę. Stacja kolejowa Siemiatycze jest bowiem oddalona od miasta o około 8 km. Dla porównania – to mniej więcej taka sama odległość, jak z białostockiego dworca do Jurowiec. Iść pieszo z walizką, a jeszcze w zimie, gdy wieje i pada, to nie lada wyzwanie. Tymczasem nikt do tej pory nie zorganizował mieszkańcom połączeń autobusowych. Chciałeś jechać z Siemiatycz do Białegostoku, Warszawy, Siedlec czy Gdyni – ktoś musiał cię najpierw podwieźć na stację samochodem. Prawdziwe utrapienie!

Na szczęście w końcu ktoś zajął się rozwiązaniem tego problemu. Od dziś, 1 października, mieszkańcy mogą normalnie dojechać na stację i wrócić ze stacji autobusem – bez proszenia kogokolwiek o podwózkę. Porozumienie w tej sprawie zawarto pomiędzy Starostwem Powiatowym w Siemiatyczach a PKS Nova. Swoją drogą ciekawe, dlaczego do tej pory ani Starostwo ani Urząd Miasta w Siemiatyczach nie chcieli stworzyć takiego połączenia. Pociągi w Siemiatyczach nie jeżdżą od dziś. Ktoś się tam obawiał, że mieszkańcy zbyt łatwo będą mogli wyjeżdżać? Być może to echo traumy po tym, jak wielu ludzi z tego miasta wyjechało swego czasu do Belgii.

Niestety jest też minus nowego połączenia – będzie ono działać testowo tylko do 2 listopada. Jeżeli znajdą się chętni, zapewne zostanie. Cały szkopuł w tym, że zgodnie z opracowaniami naukowymi na temat transportu publicznego, testy niczego wartościowego nie pokazują. Linia na jakiejkolwiek trasie działa tylko wtedy, gdy funkcjonuje bez przerw, a rozkład jazdy pozostaje stabilny. Dopiero wtedy mieszkańcy nabierają zaufania i zaczynają korzystać z transportu publicznego. Nie trzeba też dodawać, że cena biletów nie może być absurdalna – jak w Białostockiej Komunikacji Miejskiej, gdzie wielu osobom bardziej opłaca się jeździć Boltem.

W ramach wspomnianych testów autobusy będą dowozić pasażerów, dopasowane zgodnie z rozkładem 18 połączeń pociągowych. Bilet kosztuje 7 zł.

Partnerzy portalu:

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.
Przez głupotę wójtów, autobusy będą stały, chociaż mogłyby wozić ludzi.

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.

Zdrowie, kultura czy transport pasażerski — to nie są biznesy życia. To są przeważnie zadania samorządowe, czyli takie, które z definicji nie muszą się spinać budżetowo. A mimo to samorządy  prowadzą je przez spółki prawa handlowego. A spółka, jak to spółka — musi być na plusie. No i wtedy zaczyna się problem.

Weźmy przykład z naszego podwórka. Od 1 października w powiatach wysokomazowieckim i zambrowskim kilka linii autobusowych PKS Nova znika z mapy. Dlaczego? Bo prawie nikt nie jeździ. A jak prawie nikt nie jeździ, to przewóz jest nierentowny. A jak jest nierentowny, to spółka akcyjna musi go zlikwidować, bo przecież akcjonariusze nie żyją z powietrza. Brzmi logicznie, prawda? Tylko że tu logika uderza w pasażerów.

Ironia polega na tym, że właścicielem PKS Nova jest… Województwo Podlaskie. Czyli de facto państwowa instytucja jest prywatnym przewoźnikiem. A gdyby transportem zajmował się po prostu Departament Infrastruktury i Transportu w urzędzie marszałkowskim, to nie byłoby żadnego wymogu „opłacalności”. Autobus by po prostu jechał — choćby i z trzema pasażerami na pokładzie. Poza tym pasażerów byłoby zdecydowanie więcej, bo gdy nie musimy być rentowni, nie ma znaczenia też cena biletu. Może go w ogóle nie być.

Nawet w tych najmniejszych gminach, gdzie dziś pies z kulawą nogą nie wsiada, nagle okazałoby się, że mieszkańcy jednak „chcą jeździć”, tylko niekoniecznie za cenę biletu droższą niż litr benzyny. Studenci, emeryci, dzieciaki jadące do szkoły, a nawet sąsiad, który od lat nie opuszczał wsi — wszyscy by wsiedli. I nie trzeba do tego wielkiej ekonomii: wystarczy przestać udawać, że autobus to biznes życia.

Na papierze siatka podlaskich połączeń wygląda przyzwoicie: do każdej większej miejscowości dojedziemy. Ale województwo to nie tylko miasta. To aż 119 gmin, z czego 80 to gminy wiejskie. I nagle czar pryska. Autobusu nie zobaczą mieszkańcy Płaskiej, Wyszek, Narewki, Grabowa, Krypna, Trzciannego, Nowego Dworu czy Szudziałowa. Nie dojedzie też nic do Krynek, choć to gmina miejsko-wiejska. A w gminach przyklejonych do Białegostoku rządzi komunikacja miejska.

Gdyby PKS Nova był faktycznie prywatny, bez nadzoru z urzędu marszałkowskiego, to zapewne kursów byłoby jeszcze mniej. Prywatny przewoźnik wozi tam, gdzie się opłaca. I tylko tam. Zajrzyjcie do rozkładów jazdy innych przewoźników, naprawdę prywatnych — cudów nie ma.

No dobrze, ale przecież państwo coś z tym robi. I faktycznie — istnieje Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Brzmi poważnie: rząd dopłaca gminom, żeby organizowały kursy tam, gdzie się nie opłaca. Czyli w końcu ktoś pomyślał, że komunikacja to nie tylko rachunek zysków i strat, ale też… ludzie. Pieniądze więc są, miliony leżą na stole. Tylko co robią gminy? Ano nic. W 2023 roku wykorzystano zaledwie 31 proc. środków. W 2024 roku — 33 proc. Efekt? 68 milionów złotych poszło do innych województw.

I tak dochodzimy do sedna. Gdy wójtowie będą przed Wami rozkładać ręce i mówić „nie da się”, a autobusy od 1 października po prostu nie wyjadą, to już będziecie wiedzieć kto jest winny. Ten sam co rozkłada ręce. Ludzie zostają bez dojazdu do pracy, szkoły czy lekarza. A winę można by zrzucić na spółki, na przepisy, na rentowność. Ale prawda jest prostsza: to zwyczajna głupota wójtów.

A teraz wyobraźmy sobie, że te 68 milionów złotych, które lekką ręką oddaliśmy innym województwom, zostałoby wrzucone w siatkę połączeń wieś–miasto–duży węzeł transportowy. Zamiast kombinować, błagać sąsiada o podwózkę, ludzie mieliby normalny autobus rano i drugi powrotny. Dzieciaki dojechałyby do szkoły, starsi do lekarza, a pracujący – do zakładów pracy czy biur. Do tego zyskałyby same miasta, bo ruch i życie społeczne nie kończyłyby się na granicy gminy. Województwo zaczęłoby oddychać jak jeden organizm – wieś i miasto przestałyby być oddzielnymi światami, a stałyby się częściami jednej całości. I wszystko to za pieniądze, które i tak już były, tylko ktoś postanowił, że „nie warto sięgać”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wrócili na Podlasie po 9 latach. Co się zmieniło?

Wideoblogerzy Wędrowne Motyle wrócili na Podlasie po dziewięciu latach. Odwiedzili Tykocin, Narwiański Park Narodowy, Suraż, Krainę Otwartych Okiennic, Skit w Odrynkach, Siemianówkę, Białowieski Park Narodowy, Kleszczele i Grabarkę. Od razu odpowiadamy na pytanie z tytułu – czy coś się zmieniło? Z naszej perspektywy praktycznie nic. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak było, z jedną małą różnicą.

Turyści odwiedzili kładkę Waniewo–Śliwno, z której jednak nie mogli skorzystać, ponieważ w rzece jest zbyt mało wody. Problem w tym, że to zjawisko postępuje i niewiele osób decyzyjnych się nim przejmuje. Jeśli tak dalej pójdzie, za kolejne dziewięć lat w tym miejscu może być już tylko pastwisko. Bez Narwi nie będzie też ludzi w okolicy, bo woda to życie. Tak oczywiste stwierdzenie trzeba przypominać, bo urzędnicy najwyraźniej myślą, że woda pojawia się samoistnie w kranie.

Wracając do wycieczki Wędrownych Motyli – bardzo dobrze, że odwiedzili też Suraż. To jedno z najmniejszych miast w Polsce, często niesłusznie pomijane. Dawniej było świetnym miejscem do kajakowania, dziś przy obecnym stanie Narwi można wręcz szorować po dnie. Za to cała okolica nieodmiennie kojarzy się z Konopielką. Pochodzący stąd Edward Redliński napisał tu świetne dzieło. Jeśli po jego lekturze chcecie poczuć się jak w Taplarach – koniecznie wybierzcie się do Suraża, a następnie ruszcie Szlakiem Konopielki.

Jedno jest pewne – Podlasie wciąż pozostaje doskonałym kierunkiem turystycznym. Jest tu co podziwiać, co zjeść, gdzie odpocząć i się wyciszyć. Jedynie przyroda zaczęła się degradować, ale kto wie – może kiedyś ktoś kompetentny zajmie się i tym problemem, aby ratować nasze ukochane Podlasie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Lato dobiega końca. Te 3 miejsca warto odwiedzić teraz, bo za miesiąc może być zbyt zimno.

Lato powoli żegna się z Podlasiem. Choć ostatnie dni przyniosły chłodniejsze poranki i wieczory, wrócą jeszcze cieplejsze chwile, idealne na krótkie, późnoletnie wyprawy. Warto je wykorzystać, bo prognozy wskazują, że to już ostatni miesiąc, kiedy można naprawdę cieszyć się zwiedzaniem regionu w promieniach słońca, zanim na dobre zapanuje jesienny chłód. Podlasie jest wyjątkowe o każdej porze roku, ale nie da się ukryć, że niektóre miejsca tracą swoją letnią aurę szybciej niż inne. Zwłaszcza tam, gdzie teren jest podmokły, a poranna mgła i wieczorna rosa potrafią sprawić, że zimno przychodzi niespodziewanie wcześnie. Dlatego jeśli szukasz jeszcze okazji, by nacieszyć się ciepłem, te trzy kierunki powinny znaleźć się na Twojej liście.

Drohiczyn i rzeka Bug

Malowniczo położony Drohiczyn, dawna stolica Podlasia, to miejsce, które jesienią zyskuje zupełnie nowy urok. Jednak ciepłe dni to ostatnia szansa, by w pełni poczuć klimat nadrzecznych pejzaży. Spacer bulwarem nad Bugiem, widok z Góry Zamkowej czy rejs kajakiem – to atrakcje, które najlepiej smakują, gdy słońce jeszcze przyjemnie grzeje. Już niedługo poranne mgły nad rzeką staną się chłodne i gęste, a wieczory zdominują pierwsze jesienne przymrozki.

Biebrzański Park Narodowy

Biebrzańskie bagna i rozległe torfowiska są wizytówką Podlasia, ale to także jedno z tych miejsc, gdzie jesień przychodzi wyjątkowo wcześnie. Rozległe doliny potrafią zatrzymać wilgoć i chłód, co sprawia, że ciepłe dni szybko stają się wspomnieniem. Wrzesień to idealny czas, by jeszcze zobaczyć bogactwo ptaków, podziwiać dzikie przestrzenie i poczuć ogrom przyrody. To również moment, gdy wędrówka po kładkach i szlakach pozwala jeszcze cieszyć się komfortem cieplejszej pogody.

Suwalszczyzna

Na północy Podlasia, gdzie jeziora i wzgórza nadają krajobrazowi niepowtarzalny charakter, chłód pojawia się wyjątkowo szybko. Suwalszczyzna, nazywana często „polskim biegunem zimna”, wkrótce znów zacznie udowadniać, skąd wzięła się ta nazwa. Wrzesień to ostatni moment, by wyruszyć na szlak wokół jeziora Hańcza, odwiedzić Wigierski Park Narodowy czy podziwiać widoki z Cisowej Góry bez konieczności ubierania się w kilka warstw ciepłej odzieży.

Podlasie w ostatnich dniach lata ma w sobie coś magicznego – łączy ciepło promieni słonecznych z delikatnym powiewem nadchodzącej jesieni. Jeśli chcesz jeszcze poczuć klimat wakacyjnych podróży, warto zaplanować wyprawę właśnie teraz. Bo już za chwilę mgły, chłód i krótsze dni sprawią, że region odsłoni swoje bardziej surowe, jesienne oblicze.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie kamperem. Co można zwiedzać? Niech te filmy będą podpowiedzią.

Youtubowy kanał NieDoZajechania w ostatnim czasie opublikował dużo filmów związanych z województwem Podlaskiem. To kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzać nasz region samochodem czy kamperem. A takich nie brakuje. Turystyka w województwie kwitnie! A to dlatego, że Podlasie to jeden z tych regionów Polski, w których czas płynie wolniej, a krajobrazy potrafią zahipnotyzować nawet najbardziej zaprawionego w podróżach turystę. Wyruszając w trasę kamperem, zyskujemy pełną wolność – możemy zatrzymać się tam, gdzie akurat nas zauroczy widok, i spędzić noc w miejscach, w których cisza ma swoją własną melodię. Proponowana trasa pozwoli odkryć nie tylko przyrodę i architekturę, ale też klimat pogranicza kultur, w którym miesza się wpływ wschodu i zachodu.

Start od północy – Augustów i Studzieniczna

Podróż warto rozpocząć w Augustowie – miasteczku otoczonym jeziorami, które słynie z Kanału Augustowskiego i rejsów statkami. Tutaj można spędzić dzień na plażowaniu, spróbować lokalnych ryb, a wieczorem zaparkować kampera w pobliżu jeziora Necko czy Białego. Kilka kilometrów dalej, w Studzienicznej, czeka nas sanktuarium Matki Bożej, położone malowniczo na wyspie, do której prowadzi drewniany mostek. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego – z jednej strony jest spokojne i sprzyja refleksji, z drugiej oferuje piękne panoramy i możliwość krótkiego spaceru nad wodą.

Kraina Biebrzy – dla miłośników natury

Kierując się na zachód, wjedziemy do Biebrzańskiego Parku Narodowego – największego parku narodowego w Polsce, znanego z rozległych bagien i torfowisk. To raj dla ornitologów, ale nawet bez lornetki można zachwycić się tutejszymi krajobrazami. Drewniane kładki, wieże widokowe i możliwość nocowania na dziko w okolicy sprawiają, że kamperzyści czują się tu jak w domu. Poranne mgły nad Biebrzą to widok, który na długo zostaje w pamięci.

Kolejny etap to spotkanie z tatarską historią w Bohonikach i Kruszynianach. Małe, drewniane meczety i cmentarze przypominają o tym, że Podlasie od wieków jest mozaiką kultur. W Kruszynianach obowiązkowo trzeba spróbować tatarskich specjałów. Dalej na południowy wschód, tuż przy granicy, leży maleńka Jałówka z ruinami kościoła. A dalej Koterka, gdzie jest drewniana cerkiew. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Nie ma tu tłumów, za to towarzyszy nam poczucie, że jest się na końcu świata.

Z Koterki warto udać się do Mielnika, miasteczka położonego nad Bugiem, gdzie można zwiedzić ruiny kościoła zamkowego, podziwiać krajobrazy doliny rzeki i odwiedzić punkt widokowy na Górze Zamkowej. Kilka kilometrów dalej znajduje się prawosławne sanktuarium na Grabarce – góra porośnięta tysiącami krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów. To miejsce przepełnione jest symboliką i spokojem, a zarazem robi ogromne wrażenie swoją prostotą.

W Drohiczynie, dawnej stolicy Podlasia, czas warto przeznaczyć na spacer po rynku, wizytę w muzeum kajakarstwa i rejs po Bugu. Miasteczko ma swój urok – ciche uliczki, zabytkowe kościoły i panoramę rzeki, którą można podziwiać z Górki Zamkowej. Wieczorem można tu znaleźć przyjemne miejsce postojowe nad samym Bugiem.

Kraina Otwartych Okiennic – wioski jak z pocztówki

Przed powrotem warto przejechać przez Krainę Otwartych Okiennic – region, w którym zachowały się pięknie zdobione drewniane domy, cerkwie i kapliczki. Trzy najbardziej znane wsie to Trześcianka, Soce i Puchły, ale jadąc kamperem można zbaczać z głównych dróg, by odkrywać mniej znane miejscowości. Kolorowe okiennice, rzeźbione ganki i bujne ogrody sprawiają, że każdy kadr nadaje się na pocztówkę.

Białowieża i Hajnówka – serce Puszczy

Podróż warto zakończyć w Białowieży, gdzie można wybrać się na piesze lub rowerowe szlaki po Puszczy Białowieskiej. Spotkanie z żubrem w rezerwacie pokazowym, spacer do dębu Jagiełły czy przejażdżka wąskotorową kolejką w Hajnówce to atrakcje, które docenią zarówno dorośli, jak i dzieci. Białowieża i Hajnówka to miejsca, które wciągają. Te pierwsze swoją ciszą i majestatem natury – idealne, by zakończyć podróż w spokojnym rytmie. To drugie, by skosztować cudownych wypieków.

Podlasie to połączenie swobody podróżowania z możliwością zanurzenia się w unikalnym klimacie regionu. To tu można w jeden dzień przejechać od tatarskiego meczetu przez prawosławną cerkiew, po katolicką katedrę, a po drodze podziwiać dziką przyrodę, która nie ustępuje tej znanej z parków narodowych Europy. Taka trasa nie wymaga pośpiechu – najlepiej dać się ponieść drodze, zatrzymywać tam, gdzie widok zachwyci, i pozwolić, by Podlasie samo opowiedziało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?

Jeżeli szukasz miejsca, w którym da się połączyć leniwe plażowanie z kameralnym klimatem małego miasteczka, Siemiatycze sprawdzą się zaskakująco dobrze. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy, około półtorej godziny z Białegostoku wystarczą, by zamienić wielkomiejski szum na szum fal sztucznego zalewu i odetchnąć zapachem lasu opadającego ku dolinie Bugu.

Już pierwszy spacer po rynku pokazuje, że to miasto lubi łączyć stare z nowym. W samym centrum stoi klasycystyczna synagoga – dziś siedziba Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. Kilkadziesiąt kroków dalej stoi też dawny Dom Talmudyczny. Jednak kiedy słońce rośnie nad dachami, najłatwiej podążyć za mieszkańcami – prosto nad wodę. A jest w czym wybierać, bo miasteczko ma dwie plaże.

Pierwszy zalew położony jest najbliżej centrum miasta – sąsiaduje z terenem zielonym wykorzystywanym na potrzeby miejskich wydarzeń promocyjnych. Nad drugim zalewem znajduje się strzeżone kąpielisko z plażą, pływającym pomostem, boiskiem do siatkówki plażowej, siłownią zewnętrzną, placem zabaw, wypożyczalnią sprzętu wodnego. Zalewy nr 1 i 2 z plażami łączy ścieżka pieszo-rowerowa oraz rekreacyjna „trasa zdrowia”. W sąsiedztwie zbiorników znajdują się obiekty sportowe: stadion miejski, skatepark oraz zespół boisk m.in. do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i kort tenisowy. Trzeci zalew bez plaży to oaza spokoju uczęszczana głównie przez wędkarzy. W pobliskim lesie znajdują się dwie oznakowane trasy piesze długości 2,3 km i 6 km.

Ci, którzy odwiedzają miasto poza sezonem plażowym, nie muszą rezygnować z Siemiatycz. Miasto może nie epatuje monumentalną historią, choć po drodze trudno nie zauważyć barokowego kościoła Wniebowzięcia NMP czy sfinksów strzegących niegdyś bramy pałacu. Resztę zostaw przestrzeni – miasto pokaże Ci, jak smakuje podlaski slow‑life.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Drohiczyn to południowa perła Podlasia. Co tu warto zobaczyć?

Drohiczyn nie należy do miejsc, które krzyczą swoją obecnością z billboardów czy pierwszych stron przewodników turystycznych. Leży cicho, nad rzeką Bug, na południowych krańcach województwa podlaskiego, trochę jakby poza głównym nurtem podróżniczych szlaków. A jednak ci, którzy choć raz się tu zatrzymali – nawet na krótki dzień – wracają z poczuciem, że odkryli coś bardzo osobistego. Miejsce, gdzie czas płynie nieco inaczej, a historia i natura żyją obok siebie w zadziwiającej harmonii.

Jeśli masz tylko jeden dzień, Drohiczyn nie będzie cię poganiał. Wręcz przeciwnie – zaprosi cię do niespiesznej wędrówki przez swoją historię, przyrodę i duchowe dziedzictwo. Poranek najlepiej zacząć od spaceru po nadrzecznych bulwarach. To tutaj Bug pokazuje swoją najłagodniejszą twarz – szeroki, spokojny nurt odbijający niebo, ciche trzcinowiska, zapach mokrej trawy. To także świetny moment na pierwsze spojrzenie na panoramę miasta z dołu.

Warto od razu skierować się na Górę Zamkową – to tylko kilkuminutowe podejście, a z jej szczytu roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę Bugu. Tu kiedyś stał zamek, o którym dziś przypomina już tylko nazwa i niewielki obelisk. Ale nawet bez ruin, to miejsce ma w sobie coś z majestatu dawnej siedziby książąt.

Schodząc z góry, niemal automatycznie trafisz do serca Drohiczyna – niewielkiego rynku i jego okolic. To właśnie tu skupia się większość zabytków. Drohiczyn był przez wieki miastem trzech kultur – katolickiej, prawosławnej i unickiej – co dziś można dostrzec w zaskakująco dużej liczbie świątyń jak na tak małe miasteczko.

Zbliżając się do południa, dobrze jest zrobić przerwę na posiłek. Choć Drohiczyn nie oferuje bogatej sceny gastronomicznej, znajdzie się kilka miejsc, które serwują tradycyjne podlaskie dania z prostotą i autentycznością. Kartacze, pierogi, babka czy chłodnik to lokalne rarytasy. Kuchnia, która nie próbuje nikogo zaskakiwać, tylko karmi jak w domu.

Popołudnie warto poświęcić na spotkanie z przyrodą. Można wypożyczyć rower lub po prostu wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, kierując się w stronę przystani. Jeśli pogoda sprzyja, możliwe są także krótkie rejsy na drugi brzeg po Bugu.

Na koniec dnia dobrze jest wrócić na Górę Zamkową lub usiąść na jednej z ławek przy rzece. Zachód słońca nad Bugiem ma w sobie coś z kontemplacji. Nie chodzi nawet o spektakularność barw, choć i one bywają zachwycające, ale o spokój, który w tym miejscu wydaje się być czymś naturalnym, nienarzuconym.

Partnerzy portalu:

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

Gdzieś na granicy Podlaskiego – tam, gdzie Bug rysuje krętą linię dzieląc Podlasie na północ i południe, rozciąga się gmina Mielnik. Kamera z lotu ptaka ukazuje falujące wzgórza, przecinane smugami porannej mgły. Tu, na Wysoczyźnie Drohickiej, natura i człowiek od wieków współistnieją w harmonii. To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem – rytmem Bugu.

Wędrując tutejszymi szlakami, człowiek niepostrzeżenie przenosi się w przeszłość. Wzgórza, jakby wyrwane z innej epoki, skrywają tajemnice geologiczne i historyczne, a śpiew ptaków miesza się z echem dawnych opowieści. Mówi się o nich: Bieszczady Podlasia. I nie bez przyczyny – to właśnie tutaj znajdują się najwyższe wzniesienia na wschód od Warszawy, porośnięte lasami, które zajmują ponad 60 proc. powierzchni gminy. W ich cieniu ukryte są rezerwaty – „Uszeście”, „Grąd Radziwiłłowski”, „Głogi” – chroniące rzadką roślinność i dzikie ostępy Doliny Bugu.

Ale Mielnik to nie tylko raj dla przyrodników. To także teren przesycony historią, która nie zginęła w kronikach, ale wciąż żyje w kamieniach, ruinach i opowieściach. Na wzgórzu – ruiny zamku litewskich książąt, z widokiem, który zapiera dech. W cieniu cerkwi i kościołów XIX i XV wieku – mury, które przetrwały wojny, pożary i zmiany granic. A na skraju miejscowości – unikat: jedyna w Polsce czynna kopalnia kredy, otwarta dla tych, którzy chcą zajrzeć pod powierzchnię ziemi, dosłownie.

Gmina Mielnik to miejsce, które nie krzyczy – ale przyciąga. Nie oferuje hałaśliwych atrakcji, ale pozwala wsłuchać się w siebie. Dla jednych – to weekend z dala od miasta. Dla innych – wędrówka przez czas, naturę i historię. A dla wszystkich – dowód na to, że są jeszcze miejsca, gdzie można po prostu być.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Spacer wśród ziół — jak wygląda zwiedzanie w Ziołowym Zakątku?

Na południowym skraju Podlasia, w maleńkiej wsi Koryciny, ukrywa się miejsce, które z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników natury, zdrowego stylu życia i spokoju. Ziołowy Zakątek to nie tylko kolejna atrakcja turystyczna na mapie regionu. To przede wszystkim opowieść o miłości do roślin, tradycji zielarskiej i umiejętnym połączeniu przyrody z edukacją oraz wypoczynkiem.

Już sam wjazd na teren Ziołowego Zakątka jest jak przekroczenie niewidzialnej granicy między codziennym pośpiechem a światem, w którym wszystko zwalnia. Drewniane zabudowania, zadbane ścieżki i wszechobecna zieleń wprowadzają odwiedzających w nastrój wyciszenia. Największym skarbem tego miejsca są jednak ogrody — starannie zaplanowane, różnorodne, a przy tym całkowicie podporządkowane rytmowi natury.

Ziołowy Zakątek żyje także w rytmie pór roku. Wiosną zachwyca soczystą zielenią i kwitnącymi pierwszymi ziołami, latem pulsuje pełnią życia i barw, jesienią kusi zapachem suszonych roślin i zbiorami, zimą natomiast oferuje kameralną atmosferę, rozgrzewające napary.

Zwiedzanie ogrodów w Ziołowym Zakątku to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również swoista lekcja pokory wobec przyrody. Każdy spacer uświadamia, jak wiele zawdzięczamy roślinom i jak ogromną wiedzę kryją w sobie tradycje zielarskie. To miejsce, które niezmiennie zachwyca zarówno tych, którzy odwiedzają je po raz pierwszy, jak i tych, którzy wracają tu regularnie, by na nowo odkrywać piękno podlaskiej przyrody.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Majówka 2025. 10 miejsc, które trzeba zobaczyć w Podlaskiem.

Majówka 2025 zbliża się wielkimi krokami, a Podlaskie to idealny kierunek dla tych, którzy pragną odpocząć od zgiełku miasta, zanurzyć się w dzikiej przyrodzie i odkryć bogactwo kulturowe regionu. Oto 10 miejsc, które warto odwiedzić podczas długiego weekendu majowego:​

Białowieża i Puszcza Białowieska

To serce dzikiej natury Europy. Spacer po Rezerwacie Ścisłym, obserwacja żubrów oraz jazda kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła to tylko niektóre z atrakcji. Gdy tylko zajedziemy na miejsce, to dostrzeżemy jak jest wiele możliwości zwiedzania. Potężne dęby, park pałacowy, muzeum, ścieżki leśne czy jazda rowerem. Do wyboru, do koloru!

Kanał Augustowski i Augustów

Idealne miejsce dla miłośników wodnych przygód. Spływy kajakowe, rejsy statkiem oraz relaks nad jeziorami sprawiają, że Augustów to doskonały wybór na aktywny wypoczynek.​ Do tego sam Augustów jest miejscem, gdzie można spacerować czy jeździć rowerem. Ścieżek jest mnóstwo!

Tykocin

Urokliwe miasteczko z bogatą historią. Zamek, barokowa synagoga oraz klimatyczne uliczki przyciągają turystów szukających autentycznych doświadczeń.​ Do tego ścieżka spacerowa przy rzece oraz możliwość pływania barką po Narwi to same świetne pomysły na odpoczynek.

Supraśl

Miasto uzdrowiskowe otoczone Puszczą Knyszyńską. Warto odwiedzić Monaster oraz Muzeum Ikon. Spacer po malowniczych uliczkach i relaks nad rzeką Supraśl to doskonały sposób na spędzenie czasu.​ Do tego jest wiele leśnych dróg w okolicy. Dzięki czemu pieszo lub rowerem możemy zrobić wiele kilometrów.

Kruszyniany

Miejsce, gdzie można poznać kulturę tatarską. Drewniany meczet, mizar oraz regionalna kuchnia to atrakcje, które pozwalają zanurzyć się w historii i tradycji tej społeczności.​ Ponadto Kruszyniany to cicha i spokojna wieś. Możemy tam się odstresować, kontemplować i realnie wypoczywać!

Biebrzański Park Narodowy

Choć ostatnio ucierpiał w pożarze, to nadal jest rajem dla miłośników przyrody i ornitologów. Rozległe bagna, dzika fauna i flora oraz liczne szlaki turystyczne czynią to miejsce wyjątkowym na mapie Polski.​ Ponadto to królestwo łosia. Te wielkie zwierzę można podglądać w jego naturalnym środowisku. Tylko trzeba rano wstać.

Wigierski Park Narodowy

Położony wokół jeziora Wigry, oferuje piękne krajobrazy, klasztor oraz możliwość aktywnego wypoczynku na łonie natury.​ Z wieży klasztoru możemy podziwiać przepiękne widoki na całą okolicę, można też  przenocować w jednej z „cel”. Do tego nie brakuje miejsc na spacery i jazdę rowerem. Smaczku dodaje fakt, że Suwalszczyzna to górzyste tereny, więc jest to miła odmiana od płaskiego Podlasia.

Białystok

Stolica regionu z licznymi atrakcjami: Pałac Branickich, Rynek Kościuszki, cerkwie, murale oraz bogatą ofertą kulturalną i gastronomiczną może być ciekawym sposobem na spędzenie czasu. Jednak naszym zdaniem wiele mają do zaoferowania również Dojlidy, na których można odpocząć z lądu i z wody – wypożyczając sprzęt.

Drohiczyn

Historyczne miasteczko położone nad Bugiem. Zabytkowe kościoły, klasztory oraz malownicze widoki na rzekę czynią to miejsce idealnym na spokojny spacer i refleksję.​ To także dobra okazja, by wybrać się kajakiem, o ile komuś woda nie jest za zimna. Na pewno jest gdzie spacerować.

Bielsk Podlaski

Często pomijane w różnych zestawieniach miasto z bogatą historią i wielokulturowym dziedzictwem. Spacerując po jego uliczkach, można poczuć klimat dawnych czasów i odkryć liczne zabytki. ​To między innymi miejsce, gdzie nagrywano słynnego „Znachora”. Do tego przyjemny klimat małego miasteczka pośród natury. Bielsk Podlaski docenią wszyscy, którzy tęsknią za dawnymi czasami. Bo Bielsk taki trochę jest – nowoczesny, ale staroświecki. I to jego największa zaleta.

Podlasie to region, który zachwyca swoją różnorodnością i autentycznością. Niezależnie od tego, czy szukasz aktywnego wypoczynku, kontaktu z naturą czy chcesz zgłębić bogactwo kulturowe – nasz region ma to wszystko. Majówka 2025 to doskonała okazja, by odkryć te skarby i zakochać się w tej części Polski.​

Partnerzy portalu:

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Podlasie na dwóch kółkach – brzmi jak wyzwanie? Wiele osób przyjeżdża do nas by przejechać słynną Green Velo. My jednak uważamy, że ta trasa jest po prostu słaba. Dlatego proponujemy własną. Jej przejechanie gwarantuje zobaczenie w naszym regionie wszystkiego – z czego słyniemy! Od malowniczych widoków, dzikiej natury, pięknej architektury po wspaniałych ludzi, małe wioseczki, drewniane chatki i mnóstwo innego kolorytu. Założyliśmy sobie, że urlop trwa dwa tygodnie. Pierwszy i ostatni dzień będzie dotyczył przyjazdu i wyjazdu (lub odpoczynku), więc średnio będzie robić po 66 km dziennie. Wystarczająco, by się nie zajechać. Noclegi możecie organizować sobie sami – w dowolnych punktach.

Pierwszym etapem jest dojechanie do miejscowości Biała Piska koleją. Rower jak najbardziej można zapakować do środka, a pociąg nazywa się „Biebrza”.  Gdy już będziemy na miejscu, to możemy ruszać na Rajgród, urokliwe miasteczko nad Jeziorem Rajgrodzkim. To raj dla miłośników sportów wodnych i plażowania. Dalej na trasie czeka Augustów – perła turystyczna Podlasia, słynąca z Kanału Augustowskiego, oferującego malownicze rejsy oraz licznych ścieżek rowerowych wokół jezior.

Kanał Augustowski

 

Kolejne miejsce to Wiżajny, zwane „polskim biegunem zimna”, z pięknymi pagórkowatymi krajobrazami przypominającymi wręcz górskie tereny. W Gibach warto zatrzymać się przy pomniku pamięci ofiar Obławy Augustowskiej – tragicznego wydarzenia z 1945 roku. Tu jednak mamy też cudowne, czyste jezioro Gieret. Następnie trasa prowadzi wzdłuż granicy przez Nowy Dwór i Krynki do Kruszynian – magicznej tatarskiej wsi, gdzie można odwiedzić drewniany meczet oraz spróbować wyśmienitej kuchni tatarskiej. Z Kruszynian szlak kieruje do Białowieży, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć Rezerwat Pokazowy Żubrów i słynną Puszczę Białowieską, wpisaną na listę UNESCO.

Białowieża

Dalej na trasie jest Mielnik, który oferuje piękny widok na dolinę Bugu oraz możliwość zwiedzenia odkrywkowej kopalni kredy. Stamtąd kierujemy się do Grabarki, najważniejszego prawosławnego sanktuarium w Polsce z niezwykłą atmosferą modlitwy i tysiącami krzyży przyniesionych przez pielgrzymów. Historyczny Drohiczyn, dawna stolica województwa podlaskiego, to miasto z imponującą panoramą na zakole rzeki Bug. Granne to idealne miejsce na chwilę relaksu nad rzeką, gdzie dawniej przebiegała królewska trasa do Wilna. Natomiast w Ciechanowcu koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Rolnictwa.

Dalej trasa prowadzi przez Pietkowo – z niesamowitymi stawami, gdzie będziemy mogli podziwiać dzikie ptactwo, a dalej do Waniewa, gdzie znajduje się niezwykła kładka przez rozlewiska Narwi, pozwalająca obserwować liczne gatunki ptaków. Kolejnym punktem jest Tykocin, miasteczko słynące z barokowej synagogi, zamku oraz urokliwego rynku. Kolejny punkt to Góra Strękowa i Wizna. To miejsca związane z bohaterską obroną podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, nazywane polskimi Termopilami. W Starej Łomży, do której dojedziemy przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi znajdują się historyczne grodzisko oraz piękne widoki na wspomnianą dolinę.

Dalej kierujemy się na Biebrzański Park Narodowy. Przejeżdżając przez Dolistowo Stare, warto zatrzymać się nad Biebrzą, aby nacieszyć oczy dziką przyrodą Parku. Kolejny przystanek na mapie to Korycin, który słynie z sera korycińskiego, regionalnego przysmaku wartego spróbowania. To także królestwo truskawki. Dalej możemy już jechać do Puszczy Knyszyńskiej. Czarna Białostocka natomiast to miejsce startowe licznych szlaków turystycznych biegnących przez ogromny kompleks leśny.

biebrzanski-park-narodowy-panorama
Biebrzański Park Narodowy

Następny po drodze Supraśl zachwyci prawosławnym monasterem oraz klimatycznymi uliczkami pełnymi gastronomii. Następny punkt po drodze to Trześcianka. Serce Krainy Otwartych Okiennic – wiosek słynących z drewnianych, barwnie zdobionych domów. Potem jest Orla, kolejny przystanek. To klimatyczna wieś z historyczną synagogą i licznymi pamiątkami po społeczności żydowskiej. Bielsk Podlaski zachwyci cerkwią Narodzenia NMP oraz ciekawą architekturą sakralną. Dalej przez Turośń Kościelną, malowniczą wioskę idealną na krótki odpoczynek, docieramy do Choroszczy ze słynnym Pałacykiem Branickich.

Supraśl

Ostatnim etapem tej wyjątkowej podróży jest Białystok – stolica województwa, w której nie można pominąć Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki.

Podlasie, pełne uroku i różnorodności, to idealny region na rowerowy urlop. Każdy kilometr to okazja do odkrywania niezwykłych miejsc, spotkań z historią, kulturą i przyrodą – czego można chcieć więcej na dwóch kółkach?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Siemiatycze w 1985 roku. Dostały tytuł Mistrza Gospodarności. Jak wtedy wyglądały?

Takie powroty do przeszłości to zawsze coś pięknego. Siemiatycze, to jedno z wielu miast, które w czasach PRL miały się dobrze, a po okresie transformacji ustrojowej niestety wręcz odwrotnie. Dziś to małe i spokojne miasteczko bez większych perspektyw. Ale warto zobaczyć jak tu było w 1985 roku.

W tamtych czasach Siemiatycze były miejscem wyjątkowo przyjaznym dla mieszkańców. Tereny rekreacyjne nad zalewem, dużo zieleni, nowoczesne inwestycje. Miasteczko było zadbane, a zieleń miejska sprawiała, że życie codzienne toczyło się w sympatycznej atmosferze. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że ten dawny urok został nieco zapomniany, a przecież Siemiatycze wciąż mają ogromny potencjał. Nadal mamy zalew czy zieleń, ale miasto mogłoby odnowić to, co najlepsze w przeszłości, a jednocześnie stworzyć przestrzeń dla turystów. Gdyby Siemiatycze zdecydowały się na taką przemianę, mogłyby znów zabłysnąć na turystycznej mapie regionu. W czasach, kiedy ludzie coraz bardziej cenią sobie kameralność, autentyczność i lokalny koloryt, miasto mogłoby śmiało wykorzystać te atuty.

Bo o Siemiatyczach dziś można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to – że to ciekawy kierunek turystyczny. Mielnik, Drohiczyn, Grabarka – owszem, ale same Siemiatycze już nie do końca. Sam zalew nie jest wystarczającym powodem, by tam jechać. Na pewno trzeba by było coś zrobić z dobrym dojazdem. Obecnie stacja kolejowa od miasta jest oddalona o 8 km. Można by było utworzyć na przykład turystyczny szlak dla pieszych i turystów, który sam w sobie byłby już atrakcją. Obecnie po drodze ze stacji do Siemiatycz możemy minąć Kasztelik – prywatny zamek zbudowany z kamienia, dawne schrony, żwirownię. Jest też pokaźny las. Połączenie tych wszystkich miejsc wspólną trasą turystyczną byłoby dobre na początek.

Drugim ważnym aspektem zmiany powinny być same Siemiatycze. Tam musi się coś dziać – festiwale, koncerty i inne wydarzenia artystyczne. Ale nie mówimy tu wyłącznie o lokalnych artystach, którzy są na wielu takich regionalnych imprezach. Tu trzeba metodycznej zmiany – by Siemiatycze miały coś swojego. Tak jak jest Rock na bagnach, Pływanie na byle czym czy Siabrouskaja biasieda. Można by było to połączyć z imprezą 500 kajaków, która przyciąga z całej Polski ludzi latem, by z sąsiedniego Drohiczyna płynąć po Bugu.

Możliwości jest wiele, trzeba tylko mieć pomysł. A tego wyraźnie brak. Bo wegetowanie to żaden pomysł.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak promowało się Podlaskie ponad 20 lat temu. Zobacz ile się zmieniło!

To niesamowite jak wszystko wokół nas się zmieniło od 2004 roku. Wtedy to powstał film promujący Podlaskie. 22-minutowy dokument opowiada potencjalnym turystom o wszelkich walorach naszego regionu. Dla lokalsów tematy są dobrze znane – Białystok, Puszcza Białowieska, Wigry, Kruszyniany, Biebrza… Ale warto na ten film spojrzeć z drugiej strony – jak na cudowną podróż do przeszłości, do świata sprzed dwóch dekad, takiego, którego już nie ma, bo został wchłonięty przez rozwój.

Obrazy w filmie mają niezwykłą moc przywoływania nostalgii. Oglądając kadry sprzed dwudziestu lat, dostrzegamy mniej ludzi, węższe drogi i nieodnowione jeszcze budynki, albo takie co całkowicie się zmieniły. Film pokazuje również ludzi – ich styl życia, ubiór. To przypomnienie, jak bardzo ewoluowaliśmy w ciągu zaledwie jednej generacji. Wtedy telefon komórkowy był rzadkością, a internet dopiero wchodził w codzienność mieszkańców Podlaskiego. Dziś trudno wyobrazić sobie choćby weekend bez zdjęć i relacji w mediach społecznościowych z odwiedzanych miejsc.

Tym bardziej warto przypomnieć sobie te czasy, by docenić piękno regionu oraz spojrzeć, jak szybko zmienia się świat wokół nas. Film jest nie tylko pamiątką historyczną, ale także punktem odniesienia do refleksji – jak wyglądać będzie Podlaskie za kolejne dwie dekady? Obyśmy nadal posiadali to co w naszym regionie najcenniejsze – dzika natura, wielokulturowość i niepowtarzalny klimat.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu – jakie tradycje przetrwały do dziś?

Karnawał to czas radości, zabawy i świętowania, który przez wieki miał na Podlasiu wyjątkowy charakter. Choć dziś kojarzy się głównie z balami i ostatkami, dawne zwyczaje były znacznie bogatsze i pełne lokalnych rytuałów. Jak świętowano kiedyś, a jak wygląda to dziś? Czy tradycje karnawałowe na Podlasiu przetrwały w niezmienionej formie, czy może zmieniły się wraz z upływem czasu?

W dawnych czasach karnawał na Podlasiu był okresem pełnym zabawy i biesiad, szczególnie na wsiach, gdzie ludzie cieszyli się ostatnimi chwilami przed okresem Wielkiego Postu. Organizowano wesela, kuligi, a także wieczory pełne śpiewu i tańca. Nie brakowało też obrzędów związanych z przepędzaniem zimy – to właśnie na Podlasiu można było zobaczyć grupy przebierańców, które odwiedzały domostwa, śpiewając i psocąc, w zamian za poczęstunek.

Dziś te tradycje są mniej popularne, ale wciąż można je spotkać w niektórych miejscowościach. Nie brakuje w regionie zabaw karnawałowych w nowoczesnym wydaniu – z DJ-em zamiast kapeli ludowej, ale wciąż z dużą dawką radości i tańców do białego rana. Jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji karnawałowych na Podlasiu są kuligi. Dawniej były one nieodłącznym elementem zimowego świętowania – orszaki sanek, ciągniętych przez konie, przemierzały zaśnieżone drogi, a uczestnicy popijali grzane wino lub herbatę z miodem. Po przejażdżce odbywały się ogniska, podczas których śpiewano i biesiadowano. Dziś niestety nie można na to liczyć ze względu na brak śniegu.

Tłusty czwartek to jedno z najważniejszych wydarzeń karnawałowych, znane w całej Polsce, ale na Podlasiu miał on swoje lokalne odmiany. Oprócz pączków popularne były również chrusty (faworki), racuchy i pampuchy. W wielu domach ostatni tydzień karnawału był czasem szczególnej obfitości jedzenia. Pieczono placki, smażono skwarki, a na wsiach organizowano wspólne gotowanie i biesiady.

Dziś przeważnie świętowanie Tłustego czwartku ogranicza się do wystania w ogromnej kolejce, by kupić mnóstwo pączków. Aczkolwiek, jeżeli nie chcemy jeść dziadostwa z marketu, tylko pożądne wypieki, to ceny przysmaku przyprawiają o zawrót głowy. Wiele osób stawia jednak na jakość, a nie ilość. Co też ma znaczenie dla naszego zdrowia.

Partnerzy portalu:

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

W tym roku po zimie przekonamy się ostatecznie czy skuteczna jest zapora na granicy polsko-białoruskiej, zbudowana w Podlaskiem. Przypomnijmy dotychczas ona nie działała i świadczyły o tym twarde dane z granicy niemieckiej. Międzyczasie poprawiono 5,5 metrowy płot, który dało się rozchylać lewarkiem. Do tego zamontowano 500 słupów – a na nich 1300 kamer, po to by uniemożliwić przekraczanie granicy rzeką. Czy to będzie skuteczne? Ten „sezon na przekroczenia” pokaże. W tamtym roku łącznie było to 30 000 prób. Póki co, zimową porą – w tym roku odnotowano zaledwie 240 prób. Kluczowe będzie jednak lato, gdy pogoda nielegalnej migracji i koczowaniu w białoruskich lasach sprzyja.

Na ten moment nie da się przesądzić czy usprawnienie zapory coś dało, ale jedno jest pewne – Straż Graniczna ma o wiele bardziej zaawansowane narzędzie niż wcześniej. Na początku był sam płot, a funkcjonariusze o przekroczeniu dowiadywali się dopiero gdy ono już następowało. Teraz wiedzą to już dużo wcześniej, a patrol mogą skierować jeszcze przed samą próbą przekroczenia granicy. Problemem był brak fizycznej zapory na rzekach. Teraz – dzięki czujnikom i kamerom może się to zmienić. Ale to pokażą dopiero wyniki zatrzymań na granicy polskiej oraz na granicy niemieckiej.

Na 206 km granicy z Białorusią bariera stoi już od trzech lat. 186 km to płot, a już na całości bariera elektroniczna, która teraz także funkcjonuje na rzekach. Inwestycja na pewno utrudniła przekraczanie granicy, ale do tej pory problemu całkowicie nie rozwiązała.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To największa inwestycja w historii powiatu. Powstanie przed czasem.

Największa inwestycja w historii powiatu siemiatyckiego powstanie przed czasem dzięki łagodnej zimie. Czym jest most za 101 milionów złotych we wsi Granne najlepiej definiuje cytat z kultowego filmu pt. Miś.

Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu…

Najśmieszniejsze w tym cytacie z filmu Stanisława Barei – pt. Miś jest chyba fakt, że most w Grannem jest budowany właśnie w oparciu o sześć instytucji. Województw podlaskiego i mazowieckiego, powiatów siemiatyckiego i sokołowskiego oraz gmin Perlejewo i Jabłonna Lacka. Most będzie miał 412 metrów długości, będzie szeroki od 11,7 do 13,7 metrów. Do tego powstanie jeszcze droga o długości ponad 2 km w Podlaskiem i podobnej długości w Mazowieckiem.

Dlaczego piszemy, że ta inwestycja to jest „miś”? Wystarczy spojrzeć na mapę. Budowa powstaje nad rzeką Bug. Najbliższe dwa mosty znajdują się 15 i 20 km od Grannego. Z takiej perspektywy może się wydawać, że most jest potrzebny. Owszem, ale nie taki za 100 milionów złotych. Bowiem tak doniosła inwestycja powinna zakładać, że przyjmie ona duży ruch pojazdów. Tymczasem most jest budowany właściwie pośród niczego.

Gdyby jeszcze to było po trasie gdziekolwiek, to można by było uznać ten most za sensowny. Najbliższe miasto po tej hipotetycznej trasie do Grannego to Sokołów Podlaski. Dzięki inwestycji szybciej dojedziemy z niego do Brańska (3,6 tys. mieszkańców). Mało tego – gdyby zgodnie z życzeniami lokalnych władz podnieść parametry dróg dojazdowych do mostu z gminnych i powiatowych do wojewódzkich, a nawet krajowych, to nadal nie byłyby to trasy, które cokolwiek by zmieniły w transporcie.

Najzwyczajniej w świecie – lokalnym samorządom udało się naciągnąć władze województw oraz Rządowy Fundusz Wsparcia Rozwoju Dróg (który dał na tą farsę 81 milionów) na inwestycję ku uciesze swoich mieszkańców. Oni cieszyć się na pewno będą, nie ulega to wątpliwości. Tylko problem polega na tym, że cały powiat siemiatycki i sokołowski liczą mniej więcej tyle co cztery Sokółki. Zatem wpompowano gigantyczne pieniądze i planuje się kolejne pompowanie po to, by pokazać swoim mieszkańcom swoją sprawczość. To, że będzie tam hulać wiatr – już nikogo nie obchodzi.

Najśmieszniejsze jest to, że most będzie miał „certyfikację NATO”. To taki bat na wszystkich rozsądnych, którzy by się czepiali o te wyrzucanie w błoto 100 milionów złotych – tak jak my. Bo jak to! Wojna u naszych bram, więc taka inwestycja jest potrzebna żeby mogły przejechać czołgi. Tak się jednak składa, że czołgi mają ogromne spalanie. Przykładowo słynny Abrams potrafi spalić 1500 litrów paliwa na 100 km. Dlatego nikt nie będzie czołgiem jeździć przez most, bo po to mamy kolej, by sprzęt wojskowy wozić bez zużywania ton paliwa.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Magiczne Podlasie. Tyle pięknych miejsc do zwiedzania!

Podlasie to region pełen urokliwych miejsc, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej, a otaczający krajobraz koi zmysły. Jako cel obrała sobie naszą piękną krainę użytkowniczka YouTube – Paula. Odwiedziła wiele wspaniałych miejsc. W tym Drohiczyn, Kruszyniany, Krainę Otwartych Okiennic, Skit w Odrynkach, Supraśl i niesamowity Pałac w Patrykozach – ciągle na Podlasiu, ale w województwie mazowieckim.

Drohiczyn, jedno z najstarszych miast Podlasia, leży malowniczo nad rzeką Bug. To miejsce, gdzie historia przeplata się z pięknem przyrody. Spacerując wąskimi uliczkami, można podziwiać zabytki, ale warto także odwiedzić punkt widokowy, z którego roztacza się panorama na Bug i okoliczne łąki. Kruszyniany natomiast to niezwykłe miejsce, gdzie można poznać dziedzictwo polskich Tatarów. Meczet i mizar, czyli cmentarz tatarski, są świadectwem wielowiekowej obecności tej społeczności na Podlasiu. Wizyta w Kruszynianach to również okazja do spróbowania tradycyjnych potraw tatarskich.

Kraina Otwartych Okiennic to obszar obejmujący wsie Trześcianka, Puchły i Soce, gdzie czas zatrzymał się w XIX wieku. Charakterystyczne drewniane domy z kolorowymi okiennicami i bogatymi zdobieniami to prawdziwa wizytówka tego miejsca. Warto zatrzymać się tu na dłużej, by spacerować między domami i odwiedzić cerkiew w Puchłach, znaną z wyjątkowej architektury i malowniczego położenia. Warto dodać, że charakterystyczne domy napotkamy w wielu okolicznych wsiach obok wspomnianej trójki.

Skit w Odrynkach to miejsce pełne duchowej głębi i spokoju. Otoczony bagnami i lasami, skit jest jedyną taką prawosławną pustelnią w Polsce. Aby dotrzeć tam, trzeba przejść drewnianą kładką prowadzącą przez malownicze tereny doliny Narwi. To idealne miejsce na refleksję i oderwanie się od codziennego zgiełku. Supraśl natomiast, znany z unikatowego klimatu i walorów uzdrowiskowych, to miejsce idealne na relaks i odkrywanie historii. Na szczególną uwagę zasługuje monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy, będący jednym z najważniejszych ośrodków prawosławia w Polsce. Nieopodal znajduje się również Muzeum Ikon, gdzie można podziwiać pokaźną kolekcję ikon oraz poznać tajemnice tej sztuki sakralnej.

Jeżeli chcielibyście zwiedzać Podlasie, ale wyrwać się spoza ram województwa podlaskiego, to z pewnością pojechać do miejscowości Patrykozy, w której znajduje się przepiękny pałac, który wybudowano na zamówienie generała polskiego wojska Teodora Lubicz-Szydłowskiego. Prace ukończono w 1843 roku. Po śmierci wojskowego w 1863 roku pałac przechodził z rąk do rąk, by finalnie po II wojnie światowej trafić we własność Skarbu Państwa. W 2000 roku ponownie trafił w ręce prywatne. Maurycy Zając – jego obecny właściciel gruntownie wyremontował obiekt w latach 2004 – 2010. Zabytek dostępny jest dla zwiedzających za drobną opłatą i po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem. Obecnie pałac wystawiony jest na sprzedaż.

Partnerzy portalu:

Bezpośrednie połączenie kolejowe Białystok – Lublin. Wiemy kiedy może powstać!
fot. Archiwum PKP PLK SA - po prawej mapa Magistrali Wschodniej

Bezpośrednie połączenie kolejowe Białystok – Lublin. Wiemy kiedy może powstać!

Mieszkańcy województwa podlaskiego wciąż muszą jechać do Lublina pociągiem przez Warszawę z przesiadką. To wszystko może zmienić się już w 2029 roku, bo wtedy ma powstać ostatni – 106 kilometrowy odcinek torów z elektryfikacją. To ostatni, brakujący element, dzięki któremu pociągi dalekobieżne mogłyby jeździć aż do Lublina. Teraz jest to możliwe, ale tylko lokomotyw spalinowych lub z możliwością zmiany. Połączenie ściany wschodniej jest konieczne. O Magistrali Wschodniej mówi się już od 10 lat. Pozwoliłoby to połączyć ze sobą kolejowo Olsztyn – Białystok – Lublin i Rzeszów.

Projekt „Elektryfikacja linii kolejowej nr 30 Łuków – Lublin” realizowany jest już od roku. Inwestycja zakłada elektryfikację między Łukowem a Lublinem poprzez Radzyń Podlaski, Parczew, Lubartów.

Być może zauważyliście, w tytule napisaliśmy „wiemy kiedy MOŻE powstać”. Otóż inwestycja nie jest realizowana po to, by łączyć Podlaskie z Lubelskim, a by usprawnić połączenia między Lubelskiem a Mazowszem. Zatem ewentualne połączenie Białegostoku i Lublina i dopełnienie Magistrali Wschodniej zależy w dużej mierze od porumień między politykami, którzy rządzą koleją. Jedni lepiej, drudzy gorzej, a jeszcze inni doprowadzając spółki kolejowe do ruiny.

Dlatego przed wszystkimi, którym zależy na połączeniu tych miast kolejowo, czeka bardzo ważne zadanie. Przede wszystkim – najbliższe 5 lat zainteresowanie tym tematem nie może zniknąć. A poza tym – po wyborach do Sejmu w 2027 roku trzeba będzie cisnąć o to wszystkich podlaskich i lubelskich polityków. Należy pamiętać, że ci sami z siebie nigdy nic nie zrobią.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jest nowy film od Cząstki Podlasia. Odkrywa kulisy popularnego programu.

Autor popularnej serii „Cząstka Podlasia”, gdzie możemy podziwiać przepiękne podlaskie pejzaże, cudowne spektakle natury, wyjątkowe i nieznane, dzikie miejsca – to także ta sama osoba, która współtworzy Zasilanych – popularny program na YouTube, w którym Magdalena Gołaszewska i Petros Psyllos odwiedzają wiele zakątków i ludzi Podlasia. W ostatnim czasie na kanale wspomnianej „Cząstki Podlasia” pojawił się film „zza kulis” Zasilanych. To bardzo interesujący projekt – szczególnie, że nagrywany kamerą starego typu, co daje wyjątkowy klimat całemu przedsięwzięciu.

Magda i Petros wspólnie odbyli 99 podróży w ramach cyklu „Zasilani”. Dwójka prowadzących zwiedzała skrupulatnie region przez dwa lata, poznając niezwykłe miejsca i wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają. Po zakończeniu programu Magda i Petros siadają w pewien piękny, letni dzień w Narewce, aby wrócić wspomnieniami do początku ich przygody. W tym filmie to oni sami wraz z ekipą – stają się bohaterami, którzy odkrywają kulisy realizacji programu.

A wszystko po to, by wierni widzowie „Zasilanych” – a bywało ich dziesiątki tysięcy – mieli ochotę ponownie wrócić do rozmów z gośćmi, których Magda i Petros spotkali na swojej drodze. A może znajdzie się też ktoś nowy, kto zechce poznać „Zasilanych”? I wrócić do ich pierwszej podróży?

Partnerzy portalu:

Kluczowa inwestycja dla regionu wkracza w kolejną fazę
fot. podlaskie.eu

Kluczowa inwestycja dla regionu wkracza w kolejną fazę

Budowa mostu na rzece Bug, który połączy województwa podlaskie i mazowieckie, nabiera tempa. Przeprawa łącząca miejscowości Granne i Krzemień Wieś to najważniejsza inwestycja infrastrukturalna w historii powiatu siemiatyckiego. Most ma duże znaczenie nie tylko dla lokalnej komunikacji, ale także dla rozwoju gospodarczego i turystycznego regionu. Przypomnijmy, że w Grannem most znajdował się jeszcze w średniowieczu. Teraz przy niskich stanach Bugu można zobaczyć jego resztki.

Nowy most nie tylko skróci czas podróży między regionami, ale także poprawi połączenia komunikacyjne między lokalnymi gminami i powiatami. Na uwagę zasługują także kwestie związane z infrastrukturą drogową po obu stronach mostu. Obecnie drogi dojazdowe posiadają status dróg gminnych i powiatowych. Aby most mógł w pełni spełniać swoją funkcję, konieczna jest poprawa jakości tych dróg. Trwają rozmowy, których celem jest podniesienie ich kategorii, co poprawi dostępność i bezpieczeństwo podróżnych.

Budowa mostu, która rozpoczęła się w 2024 roku, ma zakończyć się w październiku 2025 roku. Przeprawa o długości 412 metrów będzie mieć szerokość od 11,7 do 13,7 metra, a po obu stronach powstaną nowe drogi dojazdowe o długości około 2 km. Dodatkowo przewidziano budowę ścieżek pieszo-rowerowych, co zwiększy atrakcyjność regionu także dla turystów.

Inwestycja jest realizowana wspólnie przez sześć samorządów: województwa podlaskie i mazowieckie, powiaty siemiatycki i sokołowski oraz gminy Perlejewo i Jabłonna Lacka. Całkowity koszt projektu wynosi ponad 101 mln zł, z czego większość pochodzi z Rządowego Funduszu Wsparcia Rozwoju Dróg.

Partnerzy portalu:

Święta Góra Grabarka to prawosławna „Jasna Góra”. Dlaczego?

Święta Góra Grabarka to prawosławna „Jasna Góra”. Dlaczego?

Święta Góra Grabarka, nazywana często „prawosławną Jasną Górą”, to jedno z najważniejszych miejsc kultu religijnego w Polsce, szczególnie dla wyznawców prawosławia. Znajduje się w województwie podlaskim, w pobliżu Siemiatycz, a jej historia sięga XVIII wieku, kiedy to miały miejsce wydarzenia, które uczyniły Grabarkę miejscem pielgrzymek i modlitwy.

Legenda głosi, że w 1710 roku, podczas wielkiej epidemii dżumy, mieszkańcy pobliskich terenów szukali ratunku przed chorobą. Według opowieści, jeden z mieszkańców Siemiatycz miał wizję, w której objawiło mu się, że jedynym sposobem na ocalenie będzie modlitwa na pobliskim wzgórzu. Zaniesiono tam krzyż, a przy źródle u stóp góry modlono się o ratunek. Osoby, które tam przybyły, obmyły się wodą ze źródła, a po powrocie do domów ocalały z epidemii. Od tego czasu Góra Grabarka zaczęła przyciągać pielgrzymów z całej Polski, którzy wierzyli w uzdrawiającą moc tego miejsca. We­dług kroniki siemiatyckiej parafii ratunek od choroby znalazło wówczas ok. 10 tys. ludzi.

Dziś Grabarka jest nie tylko miejscem modlitw, ale także symbolem duchowego odrodzenia. Corocznie, zwłaszcza w święto Przemienienia Pańskiego, tysiące wiernych przybywa tu z krzyżami, które zostawiają na górze, licząc na spełnienie swoich modlitw. Widok wzgórza pokrytego krzyżami, o różnej wielkości, wykonanymi z różnych materiałów, robi ogromne wrażenie. Wiele z tych krzyży opatrzonych jest intencjami lub imionami, co nadaje temu miejscu głęboki, osobisty wymiar.

Na szczycie wzgórza znajduje się cerkiew, która także ma burzliwą historię. Pierwsza cerkiew na tym miejscu została podpalona i spłonęła, a obecna została odbudowana na początku lat 90. XX wieku. Odbudowa cerkwi po pożarze była nie tylko aktem odnowy fizycznej, ale i duchowej – miejscowa społeczność zebrała środki i pracowała nad rekonstrukcją miejsca kultu, co umocniło jego znaczenie.

Nieodłącznym elementem pielgrzymek na Grabarkę jest rytuał obmywania się wodą ze świętego źródła, które do dziś uważane jest za cudowne. Wielu pielgrzymów przynosi chusteczki, które moczą w źródlanej wodzie i przykładają do bolących miejsc, wierząc, że woda ta przyniesie im uzdrowienie. Grabarka nie jest tylko miejscem ważnym dla duchowości prawosławnej. Odwiedzają ją również ludzie innych wyznań i kultur, przyciągani atmosferą modlitwy, ciszy i kontemplacji, jaką oferuje to miejsce. Dla wszystkich jest to przestrzeń refleksji i wewnętrznej odnowy, co sprawia, że Grabarka pozostaje jedną z najważniejszych duchowych stolic Podlasia, ale też całej Polski.

Warto zaznaczyć, że Święta Góra Grabarka jest nie tylko miejscem religijnym, ale także historycznym świadectwem wielokulturowości Podlasia. Region ten przez wieki był miejscem spotkań różnych tradycji, w tym katolickiej, prawosławnej, żydowskiej i muzułmańskiej, a Grabarka, będąca centrum prawosławia, jest ważnym elementem tego wielobarwnego krajobrazu duchowego.

Partnerzy portalu:

Zwiedzanie wzdłuż Bugu. Idealne rowerem, kajakiem, samochodem i z wędką.

Zwiedzanie wzdłuż Bugu. Idealne rowerem, kajakiem, samochodem i z wędką.

Turystyka wzdłuż rzeki Bug to niezwykła podróż przez jeden z najbardziej malowniczych i dzikich obszarów w Polsce. Rzeka, która na dużym odcinku wyznacza granicę między Polską a Białorusią, zachwyca nie tylko swoją naturalną urodą, ale również bogatą fauną i florą oraz licznymi miejscami o znaczeniu historycznym i kulturowym. W regionie tym można doświadczyć wyjątkowej harmonii pomiędzy naturą a człowiekiem, która na przestrzeni wieków kształtowała to miejsce.

Płynąc Bugiem, można dostrzec niezmienione przez działalność człowieka krajobrazy, które są domem dla wielu gatunków ptaków, ryb i ssaków. Wody Bugu są stosunkowo czyste i bogate w ryby, co przyciąga wędkarzy, zarówno tych początkujących, jak i doświadczonych. Wędkarstwo jest tu nie tylko popularnym hobby, ale także formą relaksu, pozwalającą na bliski kontakt z naturą.

Kajakiem czy rowerem?

Dla miłośników kajakarstwa Bug oferuje trasy o różnym stopniu trudności. Spływy kajakowe to doskonały sposób na odkrywanie uroków rzeki i jej okolic. W zależności od odcinka, można napotkać spokojne, szerokie wody lub nieco bardziej wymagające, meandrujące fragmenty, które sprawiają, że każdy spływ staje się przygodą. Wielu kajakarzy docenia także możliwość obserwacji dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku.

Nieopodal rzeki znajdują się liczne wsie i miasteczka, w których czas zdaje się płynąć wolniej. Są to miejsca, gdzie tradycje i zwyczaje są wciąż żywe, a lokalni mieszkańcy chętnie dzielą się swoją kulturą i gościnnością. Warto odwiedzić Drohiczyn – jedno z najstarszych miast na Podlasiu, z bogatą historią i zabytkami. Innym interesującym miejscem jest Mielnik, znany z ruin i kopalni kredy.

Okolice Bugu są również idealne dla turystyki rowerowej. Rozległe tereny, malownicze drogi i ścieżki rowerowe prowadzą przez lasy, pola i nadbrzeżne łąki, oferując niepowtarzalne widoki i bliski kontakt z naturą. Wiele tras rowerowych biegnie wzdłuż rzeki, umożliwiając podziwianie jej piękna z różnych perspektyw. Rowerem można też dotrzeć do wielu trudno dostępnych miejsc, które kryją w sobie niezwykłe historie i sekrety.

Odpoczywaj na łonie natury

Dla osób poszukujących ciszy i spokoju, Bug i jego okolice oferują również możliwość odpoczynku na łonie natury. Biwakowanie nad brzegiem rzeki, przy odgłosach szumiącej wody i śpiewie ptaków, to doskonały sposób na oderwanie się od zgiełku codzienności. W rejonie Bugu znajdują się liczne pola namiotowe i miejsca biwakowe, które stanowią idealną bazę wypadową do pieszych wędrówek czy wycieczek rowerowych.

Turystyka wzdłuż Bugu ma także wymiar edukacyjny. Zwiedzając napotkasz ścieżki edukacyjne oraz tablice informacyjne, dzięki którym można dowiedzieć się więcej o tutejszej przyrodzie i historii. Nie można również zapomnieć o bogactwie kulturowym tego regionu. Wzdłuż Bugu znajduje się wiele cerkwi, kościołów, kapliczek i cmentarzy, które są świadectwem wielokulturowości i historii tych ziem. Wizyta w takich miejscach pozwala na głębsze zrozumienie skomplikowanej przeszłości i wielowiekowej tradycji współistnienia różnych narodowości i wyznań. Najpopularniejszym miejscem, które przyciąga jest Święta Góra Grabarka.

Podsumowując, turystyka wzdłuż rzeki Bug to nie tylko kontakt z dziką przyrodą, ale także podróż przez historię i kulturę pogranicza. To miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie – od aktywnego wypoczynku, przez spokojne chwile relaksu, po możliwość zgłębiania wiedzy o otaczającym nas świecie. Bug to prawdziwa perełka, która zachwyca swoim naturalnym pięknem i różnorodnością, stanowiąc doskonały kierunek dla tych, którzy pragną odkrywać mniej znane zakątki Polski.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie wzdłuż Bugu. Tu jest wiele do odkrycia.

Niemirów, Mielnik czy Drohiczyn to dobry wstęp by zwiedzić Podlasie wzdłuż rzeki Bug. Możecie to zrobić zarówno po stronie województwa podlaskiego, lubelskiego i mazowieckiego. Rzeka to bowiem trójstyk granic tych trzech województw. Każde oferuje coś innego.

Skupmy się najbardziej na Podlaskiem. Tutaj najważniejsze miejsca do zwiedzania ciągną się od miejscowości Granne po Niemirów. W tej pierwszej miejscowości przy niskich stanach rzek – czyli latem – możecie dostrzec ruiny dawnego mostu, który położony był na szlaku królewskim, łączącym Kraków z Wilnem. Przez Granne podróżował nie tylko król, ale też jego urzędnicy czy poczta.

Drohiczyn to natomiast pierwsza stolica województwa Podlaskiego. Gród został założony w I połowie XI wieku przez ludność ruską, na co wskazuje także jego nazwa, która wywodzi się od ruskiego imienia Drogit, czy też Drohicz. W 1181 roku powstało samodzielne księstwo drohickie. W 1254 roku, o czym się nie pamięta, Drohiczyn był miejscem koronacji jedynego króla w dziejach Rusi – Daniela Romanowicza. Później na kilka wieków Drohiczyn stał się stolicą województwa podlaskiego, które początkowo należało do Wielkiego Księstwa Litewskiego, a od czasów Unii Lubelskiej – do Korony. Miejskie prawo magdeburskie Drohiczyn uzyskał w 1498 roku od księcia Aleksandra Jagiellończyka, syna Kazimierza. Stolicą województwa podlaskiego stał się Drohiczyn w 1520 roku. I pozostał nim do rozbiorów.

A co dziś pozostało po tych czasach? Na pewno przyciągnie Góra Zamkowa z pięknym widokiem na rzekę. A do tego kościoły, cerkiew i inne perełki architektoniczne. Ponadto w Drohiczynie przeprawimy się promem (nawet z samochodem) na druga stronę Bugu, gdzie też możemy zwiedzić okoliczne atrakcje.

Kolejny punkt na mapie to Mielnik. Tutaj najsłynniejsza jest kopalnia kredy. Ponadto interesujące mogą być ruiny kościoła zamkowego, kościoły, cerkwie i rezerwat przyrody. Ogólnie rzecz biorąc nie brakuje tam miejsc widokowych i do spacerów. Możemy w Mielniku i jego okolicach całkowicie zatopić się w okolicznej przyrodzie.

Niemirów natomiast to obecnie mała wieś przy granicy z Białorusią. Lokacje miejską otrzymał w 1616 roku, a zdegradowany do wsi został w 1897 roku.  Zapewne przez obecną sytuację możemy napotkać tam wiele umudurowanych służb, ale z pewnością jest bezpiecznie. Gdyby tak nie było, to nikt by nas tam nie wpuścił. Mimo tego, warto tam się wybrać bo miejscowość oferuje całkiem pokaźną liczbę atrakcji. Jest tam kościół oraz brama z dzwonnicą z 1823 r. Nad rzeką znajduje się Góra Zamkowa ze średniowiecznym grodziskiem. Są także resztki cmentarza żydowskiego z XIX wieku, w lesie, tuż przy granicy, z zachowanymi nielicznymi macewami.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Majówka 2024 w Podlaskiem. Rowerem wzdłuż granicy Polski.

To zdecydowanie najlepsza propozycja dla tych, którzy chcieliby spędzić majówkę 2024 w sposób aktywny. Pogoda ma być, więc możecie odkurzać rowery i na przykład objechać Podlaskie wzdłuż granicy Polski. Połączenia kolejowe przebiegają tak, że możecie zacząć w Suwałkach albo Siemiatyczach. My podpowiadamy tą pierwszą opcję, bo będziecie wtedy mieli na początku – gdy jeszcze będziecie mieli najwięcej sił – górzyste tereny, by potem mieć coraz bardziej płaskie.

Cała trasa z Suwałk do Siemiatycz przez granicę wschodnią to 434 km. Dojeżdżamy pociągiem do Suwałk, następnie udajemy się na trójstyk granicy w Wiżajnach. Potem kierujemy się na miejscowość Hołny Mejera – przy granicy z Litwą. Następnie wzdłuż granic z Litwą i Białorusią dojeżdżamy do Kuźnicy, Jałówki i Białowieży. Potem ostatni odcinek do Niemirowa i Siemiatycz, gdzie mamy pociąg powrotny.

Taki kilometraż dla średnio zaawansowanych rowerzystów najlepiej rozłożyć na 5 dni. Gdyby przejechać rowerem trasę na raz ze średnią prędkością 18 km/h (czyli nie za szybko, ale też nie wolno) to zajęłoby to nam 24 godziny. Zatem rozbicie tego na 5 dni oznacza średnio 5 godzin dziennie samego pedałowania. Idealnie na majówkowe, rekreacyjne wycieczki.

A co po drodze ciekawego zobaczymy? W Suwałkach już sam dworzec kolejowy wygląda bardzo interesująco. Warto objechać w tym mieście centrum miasta czy Zalew Arkadia. Oprócz tego będziemy jechać wzdłuż jeziora Hańcza, które jak zapewne pamiętacie z lekcji geografii jest najgłębszym w Polsce. We wspomnianych wcześniej Wiżajnach zobaczymy odgrodzony trójstyk granic. Po agresywnych zachowaniach Rosji – Obwód Królewiecki został odgrodzony fizyczną barierą od Polski i Litwy. Kolejny przystanek możecie zrobić przy jeziorze Szelment, które ma fantastyczną, kameralną plażę i wyciąg nart wodnych. Do tego można tam wynająć bez żadnych uprawnień małą łódkę z napędem silnikowym. Jest też wieża widokowa i park linowy.

Następnie w Trakiszkach znajduje się osada prusko-jaćwieska, potem napotkamy jezioro Gaładuś na granicy Polski i Litwy. Będzie też jezioro Hołny. Kolejny, ale mniej zauważalny będzie trójstyk Polski, Litwy i Białorusi w Szlamach. Ciekawiej będzie w Rudawce, gdzie znajduje się graniczny kanał Augustowski. Następnie miniemy wieś będącą obiektem żartów – Stare Leśne Bohatery. Następnie przed nami Kuźnica i tamtejsze zamknięte przejście graniczne z Białorusią.

Kolejne miejscowości po drodze to Krynki ze słynnym rondem niczym z Paryża, dużym cmentarzem żydowskim i innymi zabytkami. Potem tatarska wieś Kruszyniany z drewnianym meczetem i mizarem (cmentarzem). Następna w kolejce jest Jałówka z ruinami kościoła katolickiego. Potem czeka nas trochę wody – nad zalewem Siemianówka, by ostatecznie dojechać do lasu i to nie byle jakiego. Przywita nas Puszcza Białowieska i Białowieża. Następnie będziemy jechać przez Hajnówkę, gdzie warto skorzystać z kolejki leśnej do miejscowości Topiło, a także zjeść lokalne przysmaki w tym ciasto Marcinek.

Z pełnymi brzuchami możemy jechać do Kleszczel, gdzie napotkamy zabytkową 124-letnią stację kolejową, a następnie do Niemirowa gdzie będziemy w ostatnim już trójstyku granic. Tym razem województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Do tego jest tam granica Polski i Białorusi. Gdy już zaliczymy ten punkt czas wybierać się na stację kolejową w Siemiatyczach. Alternatywnie możecie jeszcze przejechać wzdłuż Bugu aż do miejscowości Granne, a następnie do Ciechanowca i Czyżewa – gdzie też jest stacja kolejowa.

Partnerzy portalu:

Platformy widokowe wracają po remoncie. Piękny klimat.
UM Siemiatycze

Platformy widokowe wracają po remoncie. Piękny klimat.

W Siemiatyczach, malowniczym mieście w województwie podlaskim, przeprowadzono gruntowną modernizację platform widokowych znajdujących się nad popularnym zalewem nr 2. Te estetyczne i funkcjonalne konstrukcje stały się kluczowym elementem siemiatyckiego molo, przyciągając zarówno mieszkańców, jak i turystów pragnących cieszyć się urokami lokalnej przyrody. Modernizacja platform widokowych miała na celu nie tylko poprawę ich bezpieczeństwa i trwałości, ale również zwiększenie komfortu użytkowników. Prace remontowe objęły wzmocnienie struktury platform, co zapewnia ich długotrwałe użytkowanie bez obaw o uszkodzenia. Dodatkowo, zmodernizowane platformy zyskały na estetyce – nowoczesne materiały i świeży design sprawiają, że stanowią one teraz prawdziwą ozdobę mola.

Warto podkreślić, że zmodernizowane platformy widokowe nie tylko zwiększają atrakcyjność turystyczną regionu, ale także umożliwiają odwiedzającym pełne doświadczenie piękna naturalnego krajobrazu. Od teraz, każdy spacerujący po molo może zatrzymać się na chwilę relaksu, podziwiając widoki na zalew i otaczającą go bujną roślinność.

Geograficznie, Siemiatycze leżą na malowniczej Wysoczyźnie Drohiczyńskiej, nad rzeką Kamianką. Idealne dla turystów szukających kontaktu z naturą​.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Szukasz pomysłu na weekend? Oto 10 propozycji do zwiedzania.

Wszystkie te propozycje znajdują się niedaleko siebie, bo na południowej i wschodniej części Podlasia. Każda z tych propozycji jest warta uwagi. Podróż zaczynamy w Drohiczynie, który niegdyś był najważniejszym miejscem na Podlasiu, ale też bardzo ważnym łącznikiem pomiędzy Królestwem Polski a Wielkim Księstwem Litewskim. Miejsce nie przypadkowe, bo położone na wzniesieniach, przez co ciężko je było podbić. Dziś można chodzić tam i oglądać widoki z góry.

Kolejnym interesującym miejscem jest Kasztelik. To prywatny zamek, zbudowany z kamieni tylko przez jednego człowieka. Naprawdę imponujące osiągnięcie. Kolejny punkt to Święta Góra Grabarka. Mistyczne miejsce, które pełne jest krzyży. Każdy z nich przyniesiony przez inną osobę zawiera w sobie inną intencje.

Z powiatu siemiatyckiego przenosimy się do powiatu hajnowskiego. A tam oczywiście Białowieża, rezerwat żubrów, kładka wśród dębów królewskich, Białowieski Park Narodowy i Biały Pałac. Każde z tych miejsc zasługuje na osobne opisanie. Natomiast my skupimy się tylko na dębach, bo często są pomijane, a to błąd. Niektóre drzewa są tak samo wysokie jak wieżowce. Zobaczyć coś takiego na własne oczy to niesamowite przeżycie.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Po tym filmie można się zakochać z Podlasiu! Koniecznie zobacz Tryptyk.

W sercu wschodniej Polski, gdzie nieskażona natura łączy się z bogactwem kulturowym, narodził się projekt, który przenosi widzów w niezwykłą podróż przez Podlasie. „Tryptyk Podlaski” to trzyczęściowe dzieło, które oferuje nie tylko wizualne, ale i muzyczne doznania, prowadząc nas przez malownicze zakątki regionu w towarzystwie żubra – Króla Puszczy.

Film zabiera nas w głąb lasów pierwotnych, gdzie czas wydaje się płynąć inaczej, a natura rządzi niepodzielnie. Dzięki wyjątkowym ujęciom Pawła Jankowskiego i Zdzisława Folgi odkrywamy ukryte zakamarki tych dzikich ostępów, przemierzając ścieżki niezbadane przez większość z nas. Obecność Króla Puszczy, symbolicznej postaci oprowadzającej widza, dodaje podróży tajemniczości i głębi. Dzieło ukazuje także podróż wzdłuż najpiękniejszych rzek Podlasia. To tu, na brzegach krystalicznie czystych wód, można doświadczyć harmonii i spokoju, które są tak charakterystyczne dla naszego regionu. Film ukazuje nie tylko naturalne piękno rzek, ale także żyjące w ich pobliżu społeczności ptaków i zwierząt, które od pokoleń czerpią z nich życie i inspirację. „Tryptyk Podlaski” to także wizyta w malowniczych miejscach regionu wschodniego, gdzie tradycja i zwyczaje jeszcze mają się dobrze. To podróż przez miejsca, które mogą zaskoczyć niejednego podróżnika swoją unikalnością i urodą. Zaciszne wioski, kolorowe domy, wyjątkowa atmosfera. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

„Tryptyk Podlaski” to nie tylko film – to uczta dla zmysłów, która pozwala zanurzyć się w niezwykłości Podlasia bez wychodzenia z domu. Dzieło to, zrealizowane z pasją i wielką dbałością o szczegóły, można traktować jak wizytówkę regionu, która przyciąga do niego turystów z całego świata, spragnionych autentycznych wrażeń i bliskości z naturą.

Partnerzy portalu:

Ciekawe miejsca na Podlasiu. Oto 10 punktów obowiązkowych.

Ciekawe miejsca na Podlasiu. Oto 10 punktów obowiązkowych.

Niektóre są dobrze znane, inne niekoniecznie. Mowa o podlaskich miejscach, które można odwiedzać. Pierwsze z nich to wyjątkowy pomysł. Nad Bugiem istnieje bowiem specjalna tuba, do której możemy wejść i słuchać wszystkie dźwięki natury, które zbiera. Naprawdę świetny pomysł! Warto też odwiedzić ruiny kościoła w Jałówce. Dawno nie było o nich mowy, bo sytuacja na granicy polsko-białoruskiej nie była ciekawa. Teraz, gdy wszystko się uspokoiło można zobaczyć świątynie stojącą tuż przy pasie granicznym.

Warto też wybrać się na Świętą Górę Grabarkę. Mimo, że to miejsce religii prawosławnej, to nie powinno być aż tak jednoznacznie kojarzone ani z prawosławiem ani religią. To po prostu fantastyczne miejsce, gdzie można poczuć duchowość miejsca, niezależnie od naszych wierzeń i przekonań. Naprawdę czuć atmosferę tego miejsca.

Pozostałe pozycje to dobrze znane Kruszyniany, Białowieża czy Kraina Otwartych Okiennic. Wszystkie te pozycje są dobre do odwiedzania na każdy dzień.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękne widoki na rzekach! Gdzie są najlepsze rozlewiska?

Obfita zima spowodowała, że rzeki wypełnione są wodą. To dobra informacja dla wszystkich, którzy chcą obserwować piękne widoki. W Podlaskiem utworzyły się rozlewiska. Szczególnie niesamowicie wygląda to tak, gdzie Biebrza łączy się z Narwią. Ale nie tylko tam jest pięknie. Warto zobaczyć też rozlewiska Narwi na południu województwa. Podobnie sprawa ma się z Bugiem – tam również jest na co popatrzeć.

Strękowa Góra, Ruś, Wizna, Grądy-Woniecko – to miejscowości, które warto odwiedzić – by spoglądać na pięknie widoki. Samo ujście Biebrzy do Narwi znajduje się w Kalinówce. W samej Wiźnie jest natomiast taras widokowy. Ciekawym miejscem jest też Osada Wydmowa. Jednak wszystkie z nich bije na głowę Grądy-Woniecko, gdzie będziemy mogli podziwiać rozlewiska z wąskiej drogi szutrowej – zalanej po obu stronach. Należy jednak pamiętać, by nie próbować wszędzie dojeżdżać samochodem, bo może o się skończyć zatopieniem go w grząskim gruncie. Zdecydowanie lepiej dojechać do jednego punktu (na przykład do miejscowości Ruś – która jest bezpośrednio przy drodze Łomża – Białystok), a dalej zwiedzać pieszo.

Rozlewiska przyciągają nie tylko ludzi, ale też ptaki. To doskonałe dla nich warunki. Rozlewiska są dla nich jak jedna, wielka stołówka. Toteż na Biebrzy, Narwi, ale też innych rozlewiskach będziemy mogli obserwować gatunki, które są tylko przelotem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękno Bugu i Drohiczyna bije z tego filmu. Aż chce się lata.

Za oknem nasypało śniegu tyle, że dookoła leżą ogromne zaspy. Sytuacja niewiele się zmienia od kilku dni. To powoduje, że niektórzy odczuwają już zmęczenie zimową aurą. Odśnieżanie aut, skrobanie szyb, ubieranie wielu warstw. Aż człowiek zatęsknił za czasami, by wyjść na zewnątrz w krótkich spodenkach (lub przewiewnej spódnicy)  oraz w t-shircie. Na ten cudowny moment musimy jeszcze poczekać, a do tego czasu możemy pooglądać filmy. Jeden z takich, na który warto zwrócić uwagę to powyższy – dotyczący Drohiczyna.

Patrząc na województwo podlaskie i to co oferuje turystom, to trzeba przyznać, że Drohiczyn wcale nie jest gorszy od Tykocina – który w ostatnich latach tłumnie odwiedzany jest przez turystów. Zestawiamy te dwa miasta, bo powstały w podobnym czasie. Drohiczyn w 1429 roku, a Tykocin w 1425 roku. Warto wiedzieć, że te pierwsze jest dawną stolicą województwa. Niestety została zdegradowana działaniami rusyfikacji w XIX wieku. Dawna stolica województwa, do której zjeżdżano do szkół, na sejmiki i sądy, przekształciła się w prowincjonalne miasteczko bez perspektyw rozwoju, oddalone od nowych szlaków komunikacyjnych. Dzieło zniszczenia dokonało się tak mocno, że niewiele się zmieniło do dziś. Co prawda przez Drohiczyn przebiega droga krajowa numer 62, a także niedaleko jest droga krajowa 19. Planowana modernizacja tej drugiej i podniesienie jej rangi do ekspresowej, być może da tchnienie nowego życia także i w dawną stolicę.

Po tylu latach bycia prowincjalnym miasteczkiem, los nie odwróci się, nawet z ekspresówką, ale zyski z turystyki będzie można pomnażać. Oczywiście o ile wcześniej zaplanuje się wiele działań w tej kwestii. Póki co, to niewiele tam się dzieje. Na pewno przyciągają latem spływy kajakowe i sama rzeka Bug. Są też miejsca widokowe i sporo miejsc do wędrówki i jazdy rowerem, ale o sile przyciągania decyduje też baza noclegowa, gastronomiczna, rozrywkowa, a także dostęp do SPA, basenów, saun – które sprawiłyby, że Drohiczyn nie byłby miasteczkiem atrakcyjnym tylko w dzień. Trzeba jednak wiedzieć, że takie coś możliwe jest, gdyby ktoś chciał zainwestować w turystykę duże pieniądze. Tymczasem w Polsce – władze samorządowego i rządowe nie traktują tej gałęzi gospodarki zbyt poważnie. Nie widać kompleksowych i przemyślanych działań. A tymczasem w niektórych krajach – o wielkości Podlaskiego – turystyka jest bardzo ważną częścią PKB.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nadchodzi Szczodry Wieczór – na Podlasiu znów można świętować Nowy Rok!

Bielsk Podlaski, Hajnówka, Sokółka, Siemiatycze czy Białystok – to miejsca w województwie podlaskim, gdzie w nocy z 13 na 14 stycznia będzie można zobaczyć na niebie fajerwerki, bo bardzo wiele osób świętować będzie nadejście Nowego Roku. To prawosławni obchodzą święto według kalendarza juliańskiego. Szykuje się wiele małych imprez w regionie.

Warto nieco wspomnieć o samym kalendarzu juliańskim. Powstał on już w 45 r. p.n.e. jako odpowiedź na rozregulowany kalendarz księżycowy. Niestety i z nowym był problem, który wyszedł dopiero za jakiś czas. Rok w kalendarzu juliańskim trwał 365 dni, podzielonych na 12 miesięcy, z dodatkowym dniem co cztery lata, znanym jako rok przestępny. To wprowadzenie roku przestępnego było kluczowe dla utrzymania kalendarza w zgodności z rocznym cyklem słonecznym.

Mimo swojej innowacyjności, kalendarz juliański nie był doskonały. Miał niewielkie, ale kumulujące się błędy, ponieważ rok słoneczny jest nieco krótszy niż 365,25 dnia. Ponadto urzędnicy odpowiedzialni za pilnowanie lat przestępnych swoje obowiązki wykonywali na tyle niechlujnie, że w pewnym momencie i kalendarz juliański się rozregulował, przez co w przeciągu 36 lat zamiast 9 wtrącano do kalendarza 12 dni. Doszło też do zmian w liczbach dni w poszczególnych miesiącach. Pierwotnie piąty, szósty i siódmy miesiąc (dzisiaj ten same miesiące to siódmy, ósmy i dziewiąty) miały po 31 dni. Później doszło do zmian – na część cesarza Augusta zmieniono Sextilis na Augustus. W Polsce znany jako Sierpień. Wbrew powszechnym legendom – zarówno w poprzedniej nazwie jak i w nowej – ten miesiąc miał 31 dni, więc nie został wydłużony kosztem lutego, który od samego początku miał 28 dni, a w lata przestępne 29.

Problemem kalendarza juliańskiego było spóźnianie się o 1 dzień na 128 lat w stosunku co o słońca. Dlatego też powstał kalendarz gregoriański. Pomimo tej zmiany, kalendarz juliański nadal jest stosowany przez niektóre kościoły wschodnie oraz w różnych celach kulturowych i historycznych. Na Podlasiu nie ma problemu by stosować oba kalendarze – najpierw świętują Boże Narodzenie i Sylwestra katolicy (i wszyscy chętni), następnie te same święta obchodzą prawosławni. Boże Narodzenie już było, teraz czas na sylwester juliański czyli popularny Szczodry Wieczór lub Małanka.

W głośnikach będą królować takie zespoły jak Zorka, Prymaki, Time, Viesna, Czeremszyna, Kalinka, Pozytyw, Vieroza czy Ruch. Playlista do słuchania poniżej:

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zimowa magia przyrody. Piękna aura jeszcze się utrzyma.

Za oknem panuje typowa zimowa sceneria i nic nie wskazuje na to, by w ciągu najbliższych dwóch miesięcy coś się zmieniło. Przymrozek skutecznie maluje drzewa na biało, a śnieg przykrywa ziemię miękką, cichą kołderką. Według prognoz, ta urokliwa aura zimy będzie trwać do końca lutego. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, jak przyroda radzi sobie w tych mroźnych warunkach? Dlaczego zima jest tak istotna dla prawidłowego funkcjonowania kolejnych pór roku?

Lasy, które latem były pełne życia, w okresie zimy przekształcają się w miejsce spokoju i ciszy. Drzewa, które wiosną i latem dostarczały cieni i schronienia dla dzikiego życia, teraz odpoczywają. Liście opadły, a gałęzie pokryły się warstwą śniegu, co pomaga w ochronie przed mrozem. Drzewa ograniczają także utratę wody przez transpirację, co jest istotne w sezonie zimowym, kiedy dostęp do wody z deszczu jest ograniczony. Zima jest kluczowym okresem dla lasów, ponieważ pozwala na ich regenerację. Śnieg działa jako naturalna izolacja, chroniąc korzenie drzew i rośliny przed ekstremalnymi temperaturami. Głębszy pokład śniegu to także zasobnik wody, który zasili strumienie i rzeki w okresie wiosennego topnienia.

Rzeki, które płynęły dynamicznie latem, teraz w zimie ulegają przemianie. Przymrozek sprawia, że powierzchnia wód zamarza, tworząc magiczne krajobrazy lodowych formacji. To stanowi wyzwanie dla ryb i innych organizmów wodnych, ale także wpływa na ekosystem rzeczny. W okresie zimy ryby dostosowują się do warunków, zmniejszając swoją aktywność i obniżając metabolizm. Niektóre gatunki, takie jak pstrągi, szukają schronienia w głębszych i mniej zamrożonych miejscach rzeki. W miarę topnienia lodu wiosną, życie w rzekach budzi się do życia, a ryby wracają do aktywności.

Zima to dla dzikich zwierząt czas wyzwań i walki o przetrwanie. Niska temperatura i ograniczone źródła pożywienia sprawiają, że zwierzęta muszą być sprytne i oszczędne w zużyciu energii. Niektóre gatunki hibernują, co pozwala im przetrwać okresy, kiedy pożywienia jest niewiele. Ptaki migrują na cieplejsze tereny, gdzie mogą znaleźć dostęp do pożywienia. Inne zwierzęta, takie jak wilki czy jelenie, zmieniają swoje zwyczaje żerowania, przemieszczając się w poszukiwaniu młodych pędów drzew i innych roślin. Żubry można napotkać na polach rolników.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie zimą. Zamarznięte piękno i dzikie zwierzęta na wyciągnięcie reki.

Zimowy krajobraz Podlasia to spektakularne połączenie surowego mrozu i niepowtarzalnego piękna. Kiedy termometry pokazują 20 stopni poniżej zera, natura przybiera zupełnie nową postać. Wszystko wokół zamienia się w krystaliczny świat, gdzie drzewa pokryte szronem tworzą bajkowe sceny, a pola i łąki zamieniają się w lśniące połacie śniegu.

Warunki zmuszają dzikie zwierzęta do zmiany swoich zachowań. Z lasów na otwarte przestrzenie wyłaniają się liczne gatunki zwierząt w poszukiwaniu pożywienia. Nie brakuje króla podlaskiej kniei – żubra. To idealny czas dla miłośników natury i fotografów, aby podziwiać te dzikie stworzenia w ich naturalnym środowisku. Rano, gdy słońce wschodzi, rozświetlając mroźne krajobrazy, można też zaobserwować sarny, jelenie czy dziki, które ostrożnie przemierzają śnieżne pola. Jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia to napotkamy również wilki.

Jeżeli zdecydujemy się na wycieczkę, warto bardzo ciepło się ubrać. Podczas wyprawy w teren odpowiedni strój jest kluczowy. Blisko pól wieje wiatr, a gdy jesteśmy niedaleko rzeki, to zimno będzie spotęgowane od wilgoci. Aby cieszyć się pięknem zimowej przyrody bez ryzyka przemarznięcia, należy pamiętać o kilku warstwach ubioru. Przyda się bielizna termoaktywna, która odprowadzi wilgoć z ciała. Do tego izolująca swetrem czy polarem, a na na to jeszcze wodoodporna kurtka. Ważne jest też mieć czapkę, rękawicę, ciepłe zimowe i wodoodporne buty. Nie ma co też wzgardzać termosem z herbatą i czymś słodkim. Taka wyprawa energię i ciepło będzie z nas wysysać powoli, ale skutecznie. Mimo wszystko dla takich widoków jakie mamy – warto.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Powstał nowy dokument historyczny. Śladami Powstania Styczniowego.

To gratka dla fanów lokalnej historii. Powstał film dokumentalny Śladami Powstania Styczniowego. W Polsce niestety dyskusje o historii są zdominowane przez wydarzenia II wojny światowej i w ostatnich latach też trochę mówi się o odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Tymczasem jest wiele ważnych wydarzeń poprzedzających wybuch I i II wojny światowej, dzięki której nasz znów ma swoje miejsce na mapie i jest podmiotem. Jednych z takich wydarzeń jest Powstanie Styczniowe. Szczególnie upamiętnianie w województwie podlaskim.

Powstanie Styczniowe z 1863 roku było przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone Manifestem 22 stycznia wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy. Wybuchło 22 stycznia 1863 w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 na Litwie, trwało do jesieni 1864, zasięgiem objęło ziemie zaboru rosyjskiego, tj. Królestwo Polskie i ziemie zabrane, zyskując także szerokie poparcie wśród ludności litewskiej i częściowe pośród białoruskiej. Było największym i najdłużej trwającym polskim powstaniem narodowym, spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej. Miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. Przez oddziały powstania styczniowego przewinęło się około 200 tys. osób, zarówno z rodzin szlacheckich, jak też w mniejszym stopniu z chłopstwa i mieszczaństwa.

Pomimo klęski militarnej powstanie styczniowe osiągnęło część celów politycznych, zwłaszcza długofalowych, jakie stawiali sobie jego organizatorzy. Powstanie przyczyniło się do korzystniejszego niż w dwóch pozostałych zaborach i w etnicznej Rosji uwłaszczenia chłopów, zarówno w Królestwie, jak i na ziemiach zabranych. Konsekwencją był w końcowych trzech dekadach XIX wieku gwałtowny skok demograficzny, niemniej potężny wzrost produkcji przemysłowej, wzrost urbanizacji, podniesienie się stopy życiowej. Tym gospodarczym procesom towarzyszył bujny rozwój czasopiśmiennictwa, literatury pięknej, teatru, malarstwa. Na wsi zaczęło się szerzyć czytelnictwo polskie. W Królestwie Polskim nastąpił progres na drodze kapitalistycznego rozwoju. Zaś podstawową przesłanką tego rozwoju był radykalny charakter reformy uwłaszczeniowej ogłoszonej w 1864 roku.

Po upadku powstania znaczna część patriotów, w tym uczestników powstania zwróciła się ku pracy organicznej, zaś pamięć o powstańcach stała się ważnym motywem w literaturze (np. Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski) i malarstwie (min. Artur Grottger, Jan Matejko, Maksymilian Gierymski) oraz motywacją dla nowego pokolenia działaczy niepodległościowych (np. skupionych wokół Józefa Piłsudskiego).

Partnerzy portalu:

Wiadomo już do kiedy powstanie Podlaska część Krajowej 19! Wyłoniono wykonawców.

Wiadomo już do kiedy powstanie Podlaska część Krajowej 19! Wyłoniono wykonawców.

Chińska firma Stecol, Unibep z Bielska Podlaskiego, a także Budimex z Warszawy – te firmy do 2028 roku (jeżeli nie będzie niespodzianek i trudności) stworzą ekspresową dziewiętnastkę w województwie podlaskim. O tej drodze mówiło się od bardzo dawna. Droga prowadzi z Kuźnicy (granica Polska-Białoruś) do granicy z województwem mazowieckim w miejscowości Turna Mała, a dalej przez Lublin, Rzeszów do granicy ze Słowacją. Jej stan – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt dobry. Wąska, przepełniona  TIR-ami, niebezpieczna to zdecydowanie miejsce, które trzeba omijać – gdy tylko można. Nawet jadąc do Lublina – lepiej wybrać inną, dłuższą i bezpieczniejszą trasę.

Obecnie w budowie jest już odcinek Kuźnica – Sokółka. Jako, że granica jest zamknięta, to nie jest to zbyt kluczowa inwestycja, ale od czegoś trzeba było zacząć. Kolejny odcinek Sokółka – Czarna Białostocka stworzy chińska firma Stecol. Następnie 2 fragmenty trasy od Czarnej Białostockiej po Białystok, a dalej z Białegostoku do Dobrzyniewa wybuduje Unibep. Nie wiadomo jeszcze nic co z fragmentem Dobrzyniewo – Ploski. To najtrudniejszy fragment do realizacji, ze względu na cenne przyrodniczo obszary.

Realizacja wszystkich trzech odcinków – od Sokółki po Dobrzyniewo planowana jest na lata 2025-28. To oznacza, że kierowcy powinni móc z nich skorzystać jeszcze w 2028 r. Fragment drogi z Sokółki do Czarnej Białostockiej poprowadzony będzie w przybliżeniu śladem istniejącej DK19. Dodatkowo na istniejącej obwodnicy Wasilkowa dobudowana zostanie druga jezdnia, a dotychczasowa zostanie przystosowana do parametrów drogi ekspresowej. Na całym odcinku przewidziano 18 obiektów inżynierskich.

Na odcinkach, które wybuduje – czyli prowadzące przez Białystok zaplanowano 14 obiektów inżynierskich – mosty, wiadukty, przejścia dla zwierząt. Powstanie też węzeł drogowy w Dobryzniewie, który będzie łączyć drogi 19 i 16. To tam także w przyszłości będzie nowy wylot na Augustów.

Na odcinku Haćki – Bielsk Podlaski – budowa także już postępuje, obecnie rozpoczęto realizację obiektów ‎mostowych. Za ten fragment odpowiedzialny jest Budimex. Na odcinku ‎wykonano już m.in. pierwsze fundamenty oraz podpory obiektów mostowych. W ramach zadania poza zaprojektowaniem i budową drogi ekspresowej S19 o długości 9 km oraz drogi krajowej ‎nr 66 o długości 2,16 km wykonane będzie połączenie istniejącej drogi krajowej nr 19 poprzez wybudowanie ‎łącznic oraz ronda, które zostanie zlokalizowane przed wjazdem do Bielska Podlaskiego od strony Białegostoku. W ‎zakres robót drogowych wchodzi również budowa Węzła ‎„Bielsk Podlaski Północ” z łącznicami, ‎ Węzła „Bielsk ‎Podlaski Zachód” ‎z dwoma średnimi rondami stanowiącymi ‎elementy węzła‎ oraz skrzyżowania typu czterowlotowe ‎rondo średnie ‎łączące projektowane ‎przełożenie DK66 z ‎istniejącą drogą krajową 66.‎ Łącznie w ramach inwestycji ‎ma także powstać siedem wiaduktów, siedem przepustów ekologicznych i dwa przejścia dla zwierząt.‎ Oprócz ‎wymienionych prac, inwestycja będzie obejmowała wykonanie‎ ‎Obwodu Drogowego na Węźle „Bielsk Podlaski ‎Zachód”‎ wraz z m.in. budynkami, parkingiem i magazynem soli.‎

Partnerzy portalu:

5 najlepszych podlaskich miejscówek do zwiedzania w śnieżną zimę

5 najlepszych podlaskich miejscówek do zwiedzania w śnieżną zimę

Podlaskie, kraina pełna naturalnego piękna i historycznej głębi, odkrywa swoje prawdziwe oblicze zimą, gdy pada intensywny śnieg. Wtedy to region zamienia się w baśniową krainę, gdzie zarówno miłośnicy przyrody, jak i entuzjaści historii oraz aktywnego wypoczynku znajdą coś dla siebie. Oto pięć najlepszych miejsc, które trzeba odwiedzić, aby poczuć magię tej wyjątkowej zimy.

1. Białowieski Park Narodowy

Jest to park narodowy w województwie podlaskim, znany z ochrony najlepiej zachowanej części Puszczy Białowieskiej, ostatniego fragmentu pierwotnego lasu, który kiedyś rozciągał się na całą Nizinę Europejską. Park jest domem dla największej populacji żubrów w Europie i został uznany przez UNESCO za Światowe Dziedzictwo. Warto jednak też pamiętać, że jest on przepełniony wspaniałymi atrakcjami. Mamy tu rezerwat ścisły – dostępny tylko z przewodnikiem, mamy też piękny park do spacerów, drewniane zabytki, wspaniałą kuchnię regionalną oraz mnóstwo miejsca do zimowych spacerów.

2. Narty na Suwalszczyźnie (w Szelmencie) i w okolicach Łomży (w Rybnie)

To propozycja dla tych, którzy lubią narty lub chcą je polubić. Podlaskie oferuje aż dwa miejsca, w których możemy szusować. Jeżeli chcemy zatrzymać się na kilka dni, to warto też zwiedzić okolicę Szelmentu oraz Rybna. Na Suwalszczyźnie czekają na nas zapierające dech w piersiach górzyste krajobrazy. Rybno położone jest w otulinie Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Dlatego warto zwiedzić cała okolicę. Przyrodniczo jest to przepiękne miejsce.

Szelment

Fantastyczny ośrodek na Suwalszczyźnie, który działa cały rok. Latem – wyciąg nart wodnych i plaża, zimą wyciąg narciarski i możliwość zjeżdżania różnymi trasami. Do tego baza hotelowa i restauracja z bardzo dobrym jedzeniem. Od razu należy zaznaczyć, chętnych jest tak wielu, że jeżeli chcecie nocować na miejscu, to nie planujcie wyjazdu spontanicznie tylko z wyprzedzeniem. Z dojazdem łatwo się pomylić, gdyż jest miejscowość Szelment oraz Jezioro Szelment. Wpisywanie w nawigację pokaże nam miejscowość. Dlatego należy wpisać “WOSIR SZELMENT”. Tak czy inaczej na miejsce dojedziemy kierując się z Suwałk na granicę z Litwą. Gdy miniemy Żubryn, to 2 km dalej będzie skrzyżowanie. Wtedy jedziemy w lewo i już nie powinniśmy się dalej zgubić. Gdy pogoda będzie kapryśna w Szelmencie dośnieżają stok. Oczywiści na miejscu wypożyczymy sprzęt, a także będziemy mogli skorzystać z serwisu – gdy mamy własny. Atrakcje jakie oferuje WOSiR Szelment to Narty, snowboard, snowtubing (zjeżdżanie na dmuchanych kołach), a także sauna.

Rybno:

Podłomżyńska miejscowość oferuje warunki do uprawiania białego szaleństwa dla całej rodziny. Tak jak w powyższych przypadkach w razie kiepskiej pogody dośnieżane jest wszystko sztucznie. Trasy narciarskie mają łączną długość 2300 metrów. Wszystkie są łatwe i sprzyjają narciarstwu rodzinnemu. Na miejscu dostępne są trzy wyciągi, wypożyczalnia sprzętu, a także instruktorzy jazdy na nartach. Nie brakuje oczywiście baru i… pięknych widoków na dolinę Narwi. Zimą jest tak jak w bajce!

fot. WOSiR Szelment
fot. WOSiR Szelment

3. Supraśl i Puszcza Knyszyńska

Puszcza Knyszyńska, druga co do wielkości po Puszczy Białowieskiej w Nizinie Podlaskiej, zajmuje obszar około 1050 km². Znajduje się tu wiele gatunków drzew, takich jak sosna, świerk, brzoza, olcha i dąb. W puszczy żyją żubry, jelenie, wilki, łosie i wiele innych dzikich zwierząt, które można napotkać przy zwiedzaniu. A jest gdzie chodzić. Zwiedzenie samego Supraśla i okolicznych lasów może nam zająć nawet cały dzień. Do tego są jeszcze okoliczne miejscowości takie jak Podsokołda z przepięknym Arboretum. Do tego jest Poczopek. Te obie miejscowości razem ze śniegiem tworzą prawdziwie magiczną krainę.

W Puszczy Knyszyńskiej pod Supraślem znajduje się także wspaniały szlak leśny, a w nim Góry Krzemienne. Trasa jest przede wszystkim ciekawa krajobrazowo. Szlak rozpoczyna się w Grabówce i wiedzie przez najciekawsze fragmenty Puszczy Knyszyńskiej, przez Supraśl – centrum turystyczne Puszczy Knyszyńskiej i skupisko zabytków XVII-XIX- wiecznych, a kończy się w Kopnej Górze, gdzie dodatkową atrakcją jest możliwość obejrzenia arboretum. Z uwagi na fakt, że jest on stosunkowo łatwy do przebycia (więcej trudności może sprawić jedynie pokonanie Krzemiennych Gór) mogą go przemierzać turyści zarówno zaawansowani jak i początkujący. Piękne bory w dorzeczu Supraśli oraz mocno pofałdowany teren w okolicach Krzemiennego to największe atuty tego szlaku.

W małej, zapomnianej wsi Kołodno (gdzie kończy się droga) można wspiąć się na najwyższy szczyt w województwie podlaskim. Mówimy tutaj dokładnie o Wzgórzach Świętojańskich składających się z Góry Kopnej, Góry Św. Jana oraz Góry Św. Anny. Ta druga jest najwyższa, bo znajduje się 209 metrów n.p.m. Ostatnia góra jest 7 metrów niższa. Trafić na górę jest bardzo łatwo. Można to zrobić aż trzema drogami. Pierwsza znajduje się jeszcze w Królowym Moście, a w zasadzie na jego granicy. Idziemy szeroką drogą, a w pewnym momencie w lewo wydeptaną ścieżką zaczynamy się wspinać w górę. Druga droga znajduje się w Kołodnie i prowadzi prosto na górę Św. Anny, do mogiły Powstańców. Stamtąd już blisko do wieży widokowej. Trzecie wejście jest lepsze jako zejście – gdyż prowadzi leśną drogą do asfaltowej ulicy. Niestety jest ona kręta i idąc pod górę łatwiej się zgubić. Na pierwszy raz warto wybrać wejście w Kołodnie. Widoki z dwupiętrowej wieży są piękne przez cały rok.

4. Podglądanie żubrów (Sokółka, Szudziałowo, Krynki, Kruszyniany, Bobrowniki)

Jesienno-zimowy okres jest najlepszym czasem na obserwację żubrów, ponieważ wtedy opuszczają lasy w poszukiwaniu pożywienia na polach i łąkach. Nie jest to jednak łatwe, by napotkać dziko żyjące żubry. Musi być dobra pora dnia oraz sprawdzona miejscówka. Tych w regionie jest sporo, ale najpopularniejsze to trasa wiodąca z Sokółki do Szudziałowa i Krynek, a dalej Kruszynian i Bobrownik. Szansa na sukces jest największa, gdy wstaniemy przed świtem i w okolicach wschodu słońca wyruszymy z Sokółki w trasę. Nawet jak żubrów nie spotkamy, to przy pięknej słonecznej pogodzie i tak widoki będą nieziemskie.

Miejscowości nad Bugiem (Niemirów, Drohiczyn, Mielnik, Siemiatycze)

  • Drohiczyn: Miasteczko powstało na początku XI wieku. Oprócz odpoczynku nad Bugiem, można zwiedzać tam zespoły poklasztorne i kościoły. Interesującym miejscem jest Góra Zamkowa z widokiem na dolinę Bugu.
  • Niemirów: Mała wioska, granica między Polską a Białorusią, oferuje wyjątkowe widoki na rzekę.
  • Mielnik i Sutno: Mielnik znany jest z kopalni kredy, tarasów widokowych oraz góry zamkowej. Sutno oferuje piękne widoki wyspy na Bugu, zwłaszcza o wschodzie słońca.

Jest także dobra propozycja na wędrówkę trasą Siemiatycze – Grabarka – Mielnik. Po drodze miniemy górzyste tereny, będziemy mogli podziwiać przepiękne widoki na Bug z góry zamkowej, klasztor przyciągający pielgrzymów z całej Polski, a także inne osobliwe miejsca jak miejscowość Końskie Góry. Cała trasa to lekko ponad 30 km – czeka nas cały dzień drogi, ale dla tych widoków warto!

Województwo podlaskie to prawdziwa perła zimowego zwiedzania, oferująca nie tylko wspaniałe krajobrazy, ale także bogate dziedzictwo kulturowe i historyczne. Od narciarskich szaleństw na malowniczych stokach, poprzez spacery po puszczy i obserwacje żubrów, aż po zabytkowe miasteczka pełne historii – każdy odwiedzający znajdzie tu coś dla siebie. Podlasie zimą to nie tylko miejsce na mapie, to przede wszystkim niezapomniane przeżycia i odkrycia, które pozostaną w sercu na długo po powrocie do domu.

Partnerzy portalu:

Sekrety wschodniej Polski. Fascynujące dziedzictwo unitów.

Sekrety wschodniej Polski. Fascynujące dziedzictwo unitów.

Kiedy myślimy o wielokulturowości Podlasia, pierwszym co przychodzi do głowy jest wiara bądź narodowość. Rzeczpospolita Obojga Narodów – potęga w Europie składała się bowiem głównie z Polaków, Litwinów i Rusinów. Dziś powiedzielibyśmy, że chodzi o Polskę, Litwę, Białoruś i Ukrainę. Pod względem religijnym dominującą wiarą był katolicyzm rzymski, jednak nikt tu nie prześladował wierzących ludzi z innych obrządków chrześcijaństwa, a nawet osób nie będących chrześcijanami. Zatem dobrze się mieli prawosławni, protestanci, kalwini. Nie mieli też problemu Żydzi i Tatarzy (Islam). Choć o nich mówi się w kontekście historii Polski najmniej. A już zupełnie nie mówi się o Unitach. A to dosyć ciekawy obrządek, który przetrwał do dzisiejszych czasów i szczególnie jest powiązany z Podlasiem.

Unici mają własną tradycję, bizantyjsko-słowiańską w kościele katolickim. Mówiąc w największym skrócie są to prawosławni, którzy uznają zwierzchnictwo katolickiego papieża. Czy nie ma lepszego połączenia wiary w miejscu, gdzie zdarzały się antagonizmy pomiędzy katolikami i prawosławnymi?

Zaczęło się od Unii

W 1596 roku, na synodzie w Brześciu, niecałe 30 lat po powstaniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów, grupa biskupów prawosławnych z terenów Rzeczpospolitej postanowiła nawiązać bliskie związki z Kościołem Katolickim, przy jednoczesnym zachowaniu swoich tradycyjnych obrzędów, języka liturgicznego, prawa kościelnego i wyglądu swoich cerkwi. To wydarzenie doprowadziło do powstania Kościoła Katolickiego wschodniego obrządku, znanego jako Kościół unicki. Rosja, która wówczas traktowała Kościół prawosławny jako część swojej tożsamości narodowej, była przeciwna tej unii. Gdy Rosja zdobywała kontrolę nad częścią ziem polskich, zaczęła eliminować Kościół unicki. W Rosji, proces ten został zakończony w 1839 roku, a w Kongresowym Królestwie Polskim (pod władzą Rosji) – w 1875 roku, kiedy to ostatnia diecezja unicka w Chełmie została zlikwidowana. Mieszkańcy tych terenów, wcześniej katolicy, zostali zmuszeni do przejścia na prawosławie, co stało się obowiązkową religią państwową w Rosji. Unici, broniąc swojej wiary, doświadczyli prześladowań i represji, a niektórzy z nich nawet oddali życie za swoje przekonania. Pomimo późniejszej możliwości powrotu do katolicyzmu (ale tylko w obrządku rzymskim), wiele osób i miejscowości przeszło na prawosławie i pozostało przy tej wierze.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, wiele osób, wcześniej zmuszonych do przejścia na prawosławie, zaczęło wyrażać chęć powrotu do katolicyzmu, ale w obrządku wschodnim. W odpowiedzi na te aspiracje, w 1924 roku, został utworzony Kościół Katolicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, zatwierdzony przez papieża Piusa XI, który nazwał go „neounią”. Ten nowy Kościół miał zachować obrzędy i liturgię prawosławną, jednocześnie uznając papieża. Mimo początkowego zainteresowania, brakowało księży znających ten obrządek, a władze polskie miały mieszane uczucia co do tego projektu, obawiając się napięć na tle wyznaniowym i narodowościowym. Kościół ten przetrwał do końca II wojny światowej, ale po wysiedleniu Ukraińców i zmianach granic państwowych, jego obecność znacznie się zmniejszyła.

Piękne drewniane cerkwie i kościoły

Co dziś pozostało po Unitach? Piękne drewniane cerkwie i kościoły. Zwiedzający zwykle skupiają się na ich kolorach, a nie stylach architektonicznych (co zrozumiałe). Jednak cerkwie unickie różnią się od tych, budowanych w stylu moskiewskim.

Pod wpływem obrządku łacińskiego w cerkwiach unickich zaczęły występować elementy wyposażenia, które były nie do pomyślenia w świątyniach ortodoksyjnych: architektoniczne ołtarze (przy braku niekiedy ikonostasu) z figuralną dekoracją rzeźbiarską, ołtarze boczne, ambony, organy, ławki, bardzo zlatynizowane malarstwo. Po 1839 r. często przebudowywano świątynie w duchu moskiewskim, w związku z czym zatraciły one pierwotny charakter. Nowi właściciele podjęli działania zmierzające do oczyszczenia dawnych cerkwi unickich z łacińskiego nalotu, jaki w ciągu dwóch stuleci zdołał się na nich nawarstwić.

Na terenie województwa podlaskiego zachowało się całkiem sporo obiektów powstałych jako cerkwie unickie, a dziś pełniących funkcje świątyń prawosławnych lub katolickich (parafialnych i cmentarnych). Są to np. świątynie w Bielsku Podlaskim, Czeremsze, Czyżach, Folwarkach Tylwickich, Grodzisku, Jurowlanach, Koźlikach, Kuraszewie, Lewkowie Starym, Łosince, Mielniku, Nowej Woli, Nowoberezowie, Orli, Parcewie, Pasynkach, Pawłach, Ploskach, Rudawce, Sokołach, Zawykach, Żurobicach itd.

Występują one dziś jako kościoły rzymskokatolickie lub cerkwie prawosławne. Jednak są i takie, które nadal są unickie: Cerkiew Unicka Bazylianów w Sokołach oraz Cerkiew Unicka w Wysokiem Mazowieckiem. Ten drugi to murowany budynek w stylu późnobarokowym. Ten pierwszy w Sokołach to piękna drewniana budowla w stylu barokowym. Sokoły znajdują się na pograniczu Mazowsza i Podlasia, wzdłuż dolnego biegu rzeki Narwi. Tamtejsza drewniana cerkiew, jest częścią grupy barokowych świątyń zbudowanych około połowy XVIII wieku. Te wyjątkowe konstrukcje, prawdopodobnie dzieło jednego warsztatu ciesielskiego, wyróżniają się prostokątnym korpusem nawowym, połączonym z ryzalitem frontowym oraz wydłużonym prezbiterium. Całość pokryta jest wspólnym dachem z charakterystyczną sygnaturką. Charakterystyczne dla tych świątyń są elewacje z szerokimi, drobno profilowanymi gzymsami oraz okna o dekoracyjnych kształtach. Cerkiew w Sokołach wyróżnia się tym, że jest jedyną cerkwią w tej grupie.

Historia cerkwi sięga 1778 roku, kiedy to została zbudowana w Tykocinie jako cerkiew unicka pod wezwaniem św. Mikołaja, należąca do bazylianów supraskich. Po utracie przez nich majątku w 1805 roku, cerkiew została przekształcona w kościół rzymskokatolicki. Następnie, w 1833 roku, została przeniesiona do Sokołów, gdzie zastąpiła spaloną kaplicę cmentarną. Przez lata cerkiew była wielokrotnie remontowana, z czego najważniejsze prace miały miejsce w latach 1984-1986. Remont ten obejmował naprawę fundamentów, wymianę szalunku i pokrycie dachu blachą. Ostatni remont odbył się w latach 2010-2011 i wiązał się z wymianą stolarki okiennej, pokrycia dachu na miedziane oraz obiciem blachą sygnaturki. Dzisiaj cerkiew w Sokołach stanowi nie tylko cenny zabytek architektoniczny, ale także ważne świadectwo historii regionu, łącząc elementy unickie i katolickie, odzwierciedlając wielowarstwowość kulturową i religijną tego obszaru Polski.

Elita dawnego Podlasia – Suprascy Bazylianie

W kontekście religii unickiej trzeba jeszcze wspomnieć o Bazylianach Supraskich. To właśnie od nich zaczęła się historia monasteru. To jedyna w Polsce świątynia obronna, która łączy ze sobą cechy gotyku i architektury bizantyjskiej. Klasztor prowadził tu silną działalność wydawniczą i drukarnię. To dzięki nim w nasz zakątek dotarło oświecenie. Produkowaliśmy bowiem księgi religijne, czasopisma, kalendarze. To w końcu u nas wydrukowano słynne do dziś dzieła Franciszka Karpińskiego. Jedno z nich czasie świąt Bożego Narodzenia. Mowa tu oczywiście o kolędzie „Bóg się rodzi – moc truchleje”.

W 1498 r. Aleksander Chodkiewicz sprowadził z Ławry Pieczerskiej do Gródka mnichów reguły Bazylego Wielkiego, którzy w 1500 r. przenieśli się do uroczyska Suchy Grąd nad rzeką Supraśl. Pierwszą budowlą klasztorną była niewielka drewniana cerkiew pw. św. Jana Ewangelisty w 1501 roku. Budowę murowanej cerkwi pw. Zwiastowania NMP ukończono w 1511 r. W połowie XVI wieku ściany pokryto bizantyńskimi freskami autorstwa serbskiego malarza Nektarija. W 1603 r. klasztor supraski przystąpił do obrządku unickiego.

Od przyjęcia unii brzeskiej między 1601 r. a 1603 r. aż do 1839 r. konwent supraski był jedynym w Polsce klasztorem autonomicznym. Nie podlegał zwierzchnictwu centralnie zarządzanym kongregacjom bazyliańskim. Zależny był jedynie od swojego metropolity i Stolicy Apostolskiej. Opatami supraskimi byli najwyżsi dostojnicy Cerkwi unickiej w Polsce, w tym metropolici tego Kościoła.

W latach 1695-1803 istniała w Supraślu typografia klasztorna. Prasy drukarskie w ciągu 108 lat działalności wytłoczyły 452 zarejestrowanych współcześnie pozycji, spośród których aż 73 proc. wydrukowano czcionką łacińską, zaś 27 proc. cyrylicą.

Unici to dziedzictwo naszego regionu

Wielokulturowość Podlasia ujawnia się w pełnej krasie, gdy przyjrzymy się historii i teraźniejszości cerkwi unickich, które stanowią nie tylko architektoniczne, ale i kulturowe dziedzictwo regionu. Kościół unicki, będący połączeniem tradycji prawosławnej i katolickiej, a zapoczątkowany na synodzie w Brześciu w 1596 roku, wskazuje na historię tolerancji i integracji różnych kultur i wyznań na Podlasiu. W XIX wieku, pod wpływem polityki rosyjskiej, Kościół unicki został zmuszony do zaniku, a jego wierni przeszli na prawosławie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, próbowano ożywić tradycję unicką poprzez utworzenie Kościoła Katolickiego obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, jednak z czasem jego rola znacząco zmalała.

Dziedzictwo Unii Brzeskiej żyje dziś w postaci zabytkowych cerkwi, jak ta w Wysokiem Mazowieckiem, Sokołach, Supraślu i wielu innych miejscach, które są świadectwem bogatej historii religijnej regionu. Wiele z tych cerkwi, niegdyś unickich, obecnie służy jako kościoły rzymskokatolickie lub prawosławne, co odzwierciedla skomplikowaną historię wyznaniową tych ziem. Bazylianie Suprascy, jako ważny element tej historii, przyczynili się do rozwoju kulturalnego i religijnego regionu, a ich dziedzictwo jest nadal widoczne w regionie. Ich wpływ na oświecenie i działalność wydawnicza miały kluczowe znaczenie dla kultury Podlasia.

Jeżeli chcielibyście poznać lepiej obrządek unicki, możecie wybrać się na drugą stronę Bugu do miejscowości Kostomłoty. Jest to miejscowość, która w końcu XVIII wieku znajdowała się w powiecie brzeskolitewskim województwa brzeskolitewskiego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Teraz to województwo lubelskie. Przy samej granicy z województwem podlaskim.

Partnerzy portalu:

30 lat czekali i się doczekali. Centrum Kultury Białoruskiej powstanie w Białymstoku.

30 lat czekali i się doczekali. Centrum Kultury Białoruskiej powstanie w Białymstoku.

Głównym celem Centrum Kultury Białoruskiej będzie rozwój i promocja kultury białoruskiej oraz integracja tej mniejszości w Podlaskiem. Instytucja, która rozpocznie działalność od 1 stycznia 2024 r., będzie finansowana z budżetu województwa. Z1arezerwowano na ten cel 1,5 mln zł. Do czasu ustalenia stałej lokalizacji, CKB będzie tymczasowo mieścić się w budynku urzędu marszałkowskiego przy ul. Kilińskiego.

Inicjatywa powołania Centrum ma swoje korzenie w postulatach środowiska białoruskiego z początku lat 90. ubiegłego wieku. W kwietniu 2022 r. dwanaście organizacji pozarządowych działających na rzecz społeczności białoruskiej utworzyło związek stowarzyszeń Centrum Kultury Białoruskiej, a we wrześniu br. zwróciły się one z prośbą o utworzenie instytucji. Marszałek Województwa Artur Kosicki, który odpowiada między inny za zadania związane z kulturą, przychylił się do propozycji utworzenia placówki. Do czasu wyboru dyrektora CKB, jego obowiązki będzie pełnił Anatol Wap. Nowa organizacja planuje organizować koncerty, festiwale, warsztaty, seminaria oraz działania popularyzujące język białoruski i kulturę.

Ostateczna decyzja w sprawie powołania CKB należy do radnych wojewódzkich, którzy będą głosować nad projektem budżetu 27 listopada br.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy zobaczymy jeszcze śnieg zimą? To zależy od nas.

Pełno śniegu oraz temperatura minus 17 stopni. Jeszcze 5 lat temu tak wyglądała podlaska zima. Czy są szanse, że taka pogoda jeszcze wróci?

Zacznijmy od wyjaśnienia marudom, co śniegu nie lubią, jak bardzo ważne jest, by spadło jak najwięcej puchu i poleżało do wiosny. Przede wszystkim każde anomalie pogodowe zaburzają ekosystem. Jeżeli nie spadnie śnieg, namnażać się będą wszelkiej maści owady. A latem odczujemy tego skutek. Ponadto brak śniegu spowoduje, że wiosną nie będzie miało się co rozpuszczać i zasilać gruntów i rzek. Inaczej mówiąc – jeżeli wiosną nie będzie regularnych opadów po zimie, to nastanie susza. Wówczas ceny polskiego jedzenia skoczą do góry i będziemy skazani na importowane, które delikatnie mówiąc nie smakuje zbyt dobrze i jest przepełnione chemią.

Brak śniegu to także więcej gatunków roślin i zwierząt inwazyjnych, które w Polsce normalnie nie występują. Zatem długotrwały brak zim może doprowadzić do całkowitej zmiany naszego ekosystemu. Ostatecznie będzie coraz mniej drzew, zanikną rzeki, a krajobraz w Polsce będzie przypominał taki, jaki mamy w Bieszczadach – czyli niska roślinność i dużo kamieni. Do tego zaadaptowane do takiego klimatu owady i zwierzęta. Czy wyobrażacie sobie Podlaskie choćby bez łosi, które kochają bagna i wysokie trawy?

Należy sobie zadać pytanie czy coś w ogóle możemy zrobić. Ależ owszem, nie tylko nasz region, ale cały nasz kraj powinien obfitować w zbiorniki retencyjne, w których gromadzić będziemy deszcz. Ponadto trzeba naprawić to, co zniszczył PRL – a mianowicie koryta rzek. Otóż wówczas urzędnicy próbując rozwiązać problem powojennego głodu, udrożnili i wyprostowali koryta rzek tak, by woda szybko spływała do morza. W efekcie odsłonięto nowe pola, które mogli zasiać rolnicy. Dziś w XXI wieku, gdy jedzenia nie brakuje – koryta rzek muszą zostać przywrócone, by znów woda w nich mogła powoli meandrować i zasilać szeroko całą okolicę wodą. W efekcie będziemy mieli bujną roślinność w Podlaskiem.

W tamtym roku śnieg zasypał całą okolicę tylko na jeden dzień. Jeżeli chcielibyśmy, by padało dłużej i utrzymywało się wszystko częściej, to musimy przestać emitować tak dużo ciepła jak obecnie. To nie tylko globalny problem, to także trzeba rozwiązywać lokalnie. Wystarczy wziąć termometr i przejechać się z centrum Białegostoku do okolicznych miejscowości, by zobaczyć jak bardzo zabetonowanie stolicy województwa wpływa na temperaturę. Te wszystkie samochody spalinowe, które Unia Europejska chce zlikwidować, nie są winne tego, że urzędnicy wylali miliony ton betonu w Europie. Nawet mocno pro-ekologiczna Kopenhaga, stolica Danii jest mocno zabetonowana. Pozytywnie natomiast można wyrazić się pod tym względem od Wiedniu – czyli stolicy Austrii. Tam kierunek jest odwrotny – nie walczy się z samochodami, tylko betonem właśnie.

Dlatego i my powinniśmy iść drogą Wiednia. Odbetonować Białystok i inne miasta, nasadzić ile się da i gdzie się da oraz poczekać aż cała okolica się schłodzi. Wtedy będzie przyjemnie latem i zobaczymy śnieg zimą.

Partnerzy portalu: