Piekło zamarza! Będziemy chwalić urzędników.

Piekło zamarza! Będziemy chwalić urzędników.

Rzadko się to zdarza, dlatego warto to jasno powiedzieć: urzędnicy zachowali się tym razem odpowiedzialnie. Po latach kluczenia, przemilczania tematu albo ulegania najgłośniejszym emocjom, pojawił się racjonalny, merytoryczny komunikat, który nie próbuje ani straszyć mieszkańców, ani przypodobać się doraźnym interesom. Zamiast tego — edukuje.

Dotychczas temat wilków w regionie był dla wielu samorządowców politycznie niewygodny. Rolnicy obawiający się strat, mieszkańcy karmieni sensacyjnymi nagłówkami i część środowisk myśliwskich tworzyli presję, której najłatwiej było… nie zauważać. Wójtowie często populistycznie stawali „po stronie strachu”, a urzędnicy unikali jasnych komunikatów. Tym razem stało się inaczej — i to jest dobra wiadomość.

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku odniosła się do medialnych doniesień o wilku obserwowanym na terenie Sokółki, studząc emocje i przywracając proporcje. Pojedyncze obserwacje wilków w miastach nie są zjawiskiem nadzwyczajnym — podobne sytuacje miały już miejsce w Warszawie, Łodzi, Tarnowie, Augustowie czy Dubiczach Cerkiewnych. To nie „inwazja”, lecz efekt naturalnych migracji dzikich zwierząt.

Jak podkreśla Sabina Pierużek-Nowak, badaczka wilków z ponad 30-letnim doświadczeniem, osobnik obserwowany w Sokółce jest w dobrej kondycji, nie wykazuje objawów choroby ani agresji. Wilki — co warto wreszcie powiedzieć wprost — nie mają wbudowanego GPS-u. Przemieszczają się na znaczne odległości, czasem pojawiając się w pobliżu zabudowań, a nawet w dużych miastach. Widok wilka z samochodu czy zza okna nie oznacza, że zwierzę „oswoiło się” z człowiekiem ani że stanowi zagrożenie.

Co ważne, komunikat RDOŚ nie bagatelizuje bezpieczeństwa mieszkańców. Wydano decyzję zezwalającą na płoszenie zwierzęcia, a Straż Miejska prowadzi patrole i reaguje na zgłoszenia. To przykład działania proporcjonalnego: bez paniki, ale też bez bezczynności.

Szczególnie trafna jest krytyka medialnej sensacyjności. Nagłaśnianie przez dziennikarzy pojedynczych zdarzeń w formie clickbaitów nie zwiększa bezpieczeństwa — za to skutecznie podsyca strach. W regionach przygranicznych, gdzie napięcia społeczne i informacyjne i tak są wysokie, takie działania są po prostu nieodpowiedzialne.

RDOŚ zwraca też uwagę na niewygodny, lecz istotny fakt: ludzie sami często zapraszają dzikie zwierzęta, pozostawiając otwarte bramy, niezabezpieczone podwórka czy zwierzęta gospodarskie. To nie wilk łamie zasady współistnienia — to my często je ignorujemy.

Apel o spokój i rozsądek jest tu kluczowy. W przypadku spotkania z wilkiem należy zachować dystans, nie dokarmiać zwierzęcia, nie próbować go płoszyć na własną rękę i spokojnie się oddalić. To wiedza podstawowa, ale przez lata niemal nieobecna w oficjalnych przekazach.

Dlatego ten komunikat warto zapamiętać. Nie dlatego, że „broni wilków”, ale dlatego, że broni faktów przed strachem. Jeśli administracja publiczna ma odzyskiwać zaufanie społeczne, właśnie takimi działaniami — opartymi na nauce, odpowiedzialności i odwadze mówienia prawdy — powinna to robić częściej.

Warto w tym miejscu jasno podkreślić jeszcze jedną, często pomijaną kwestię: wilk w Polsce objęty jest ścisłą ochroną gatunkową. Oznacza to, że jego zabijanie, okaleczanie, chwytanie, płoszenie bez zezwolenia czy niszczenie siedlisk jest nielegalne i podlega odpowiedzialności karnej. Ochrona ta nie jest „fanaberią ekologów”, lecz elementem prawa krajowego i europejskiego, wynikającym z realnej potrzeby zachowania równowagi w ekosystemach. Wilk pełni kluczową rolę jako drapieżnik regulujący liczebność zwierzyny kopytnej, co w dłuższej perspektywie ogranicza szkody w uprawach i lasach. Dlatego myśliwi tak go nienawidzą, bo jest dla nich konkurencją.

Partnerzy portalu:

To była jedna z największych inwestycji od lat.

To była jedna z największych inwestycji od lat.

Za niespełna kilka tygodni dawny teren kolejowy przy ulicy Kolejowej przestanie kojarzyć się z opuszczonym, niszczejącym miejscem, a stanie się węzłem komunikacyjnym, który ma uporządkować ruch pasażerski i wprowadzić do miasta standard spotykany dotąd głównie w większych ośrodkach.

Centrum przesiadkowe powstało na bazie dawnego dworca, który przez lata pełnił funkcję bardziej sentymentalnego wspomnienia niż realnego punktu obsługi podróżnych. Nowy obiekt łączy transport kolejowy i autobusowy, a także przewiduje miejsca postojowe dla samochodów oraz rowerów. W środku znajduje się poczekalnia, zaplecze sanitarne i przestrzeń usługowa, która z czasem ma ożywić tę część miasta. Całość została zaprojektowana z naciskiem na dostępność, co oznacza wygodę zarówno dla osób starszych, rodzin z dziećmi, jak i podróżnych z bagażem czy osób z niepełnosprawnościami.

Dla mieszkańców Sokółki ta inwestycja oznacza przede wszystkim poprawę codziennej mobilności. Do tej pory przesiadki między pociągami a autobusami bywały niewygodne i rozproszone, a korzystanie z transportu zbiorowego wymagało dodatkowej logistyki. Po uruchomieniu centrum komunikacja ma stać się bardziej intuicyjna, a droga z pociągu do autobusu zajmie kilka kroków. Dla kierowców przewidziano nową organizację ruchu, a teren przed centrum zyskał czytelniejszy układ i lepszą estetykę.

Znaczenie inwestycji wykracza jednak poza codzienne dojazdy mieszkańców. Sokółka jest punktem kontaktu dla licznych turystów i odwiedzających, którzy kierują się w stronę Bohonik, Kuźnicy, Krynek czy okolicznych szlaków przyrodniczych. Nowe centrum może stać się pierwszym miejscem, z którym zetkną się przyjezdni – a tym samym wizytówką miasta, które stawia na uporządkowany transport i nowoczesną przestrzeń publiczną. Z drugiej strony to także element regionalnej sieci komunikacyjnej, ułatwiający przemieszczanie się pomiędzy Białymstokiem, Suwałkami i granicą polsko-białoruską.

Istotne jest również, że inwestycja zamyka etap wieloletnich dyskusji o przyszłości dawnych terenów kolejowych. Przez lata dworzec był miejscem zapomnianym, choć o dużym potencjale, a jego modernizacja stanowiła wyzwanie finansowe i organizacyjne. Dziś ten fragment miasta zmienia charakter: zamiast pustych murów i chaotycznego ruchu pojawia się przestrzeń uporządkowana, z jasną funkcją i czytelnym przeznaczeniem. To jedna z tych realizacji, które w dłuższej perspektywie wpływają na to, jak miasto jest postrzegane i jak się w nim żyje.

Po odbiorze technicznym trwają przygotowania do użytkowania obiektu. Miasto dopina formalności, a teren zostaje porządkowany pod kątem docelowego funkcjonowania. W najbliższym czasie poznamy datę otwarcia dla podróżnych. Wraz z nią pojawi się odpowiedź na pytanie, jak Sokółka wykorzysta tę inwestycję w praktyce: czy stanie się ona realnym udogodnieniem dla mieszkańców, magnesem dla turystów i wygodnym punktem startowym dla osób odwiedzających region, czy też pozostanie architektonicznym symbolem, który dopiero z czasem wypełni się treścią.

Jedno jest pewne: Sokółka, miasto z bogatą historią i ciekawą geografią, od dawna zasługiwała na rozwiązanie komunikacyjne tej klasy. Nowe centrum przesiadkowe otwiera możliwość łatwiejszego podróżowania, porządkowania ruchu miejskiego i budowania nowoczesnego wizerunku miasta, które przestaje być tylko przystankiem, a zaczyna być miejscem, z którego warto wyruszać i do którego warto wracać.

Partnerzy portalu:

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

W województwie podlaskim z rozkładów jazdy znika blisko sto połączeń autobusowych PKS Nova, bo lokalne samorządy ostentacyjnie odmówiły ich współfinansowania i z pełną świadomością nie sięgnęły po pieniądze, które leżały na stole. Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych nie był tajemnicą ani abstrakcyjną obietnicą – był realnym narzędziem ratowania komunikacji. PKS Nova miesiącami biła na alarm, pokazywała liczby, proponowała pomoc w pozyskaniu środków. Odpowiedź? Cisza. Obojętność. Totalne wyparcie odpowiedzialności. Efekt jest prosty: likwidacja połączeń w całym województwie podlaskim. Najwięcej zlikwidowanych połączeń jest między Białymstokiem, a m.in. Łapami, Michałowem, Gródkiem, Czarną Białostocką czy Dąbrową Białostocką.

Nie mamy tu do czynienia z pomyłką ani z trudną decyzją budżetową. To było świadome, zimne zaniechanie władzy lokalnej, które wprost uderza w mieszkańców. Wójtowie i burmistrzowie, którzy nie wykonali absolutnie żadnego ruchu, gdy mogli uratować te połączenia, są dziś bezpośrednio odpowiedzialni za komunikacyjne wykluczenie tysięcy ludzi. To oni zdecydowali, że senior ma być skazany na łaskę innych, gdyby chciał jechać do lekarza. To oni uznali, że młodzież z mniejszych miejscowości musi by prosić rodziców o kosztowne podwózki do szkół ponadpodstawowych. Bardzo kosztowne dla nich będzie też studiowanie czy normalne życie społeczne. To wójtowie skazali wsie na prowincjonalną izolację – bez kina, bez teatru, bez urzędu, bez pracy. To przez nich jeszcze bardziej zapchają się drogi i wyludnią gminy na rzecz dużych polskich miast – i to niekoniecznie Białegostoku.

Nie dlatego, że „system nie pozwalał”. Nie dlatego, że „państwo zawiodło”. Zrobili to, bo im się nie chciało. Bo łatwiej było nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność. Pieniądze były. Procedury były. Wsparcie było. Zabrakło tylko jednego: minimalnych kompetencji i elementarnej przyzwoitości. Teraz te środki trafią do innych województw – tam, gdzie samorządowcy rozumieją, że transport publiczny to nie fanaberia, tylko absolutna podstawa funkcjonowania wspólnoty. Podlasie zostaje z niczym, bo jego lokalni włodarze wybrali sabotaż.

Bo nie możemy nazywać tego niekompetencją, bo to słowo nie oddaje w pełni tego co się stało. To jest właśnie administracyjny sabotaż regionu. Cichy, papierowy, przeprowadzony zza biurek, ale skuteczny. Sabotaż, którego konsekwencje mieszkańcy będą odczuwać latami.

Dobrze, że obowiązuje dwukadencyjność dla wójtów i nic nie wskazuje na to, by miała zniknąć. Bo ten poziom pogardy wobec własnych mieszkańców sprawi, że taka lokalna władza, która okupuje stołki od lat wyleci w końcu na polityczny bruk. I słusznie. Samorząd nie może być schronieniem dla nieudaczników, biernych, leniwych i oderwanych od rzeczywistości. Skoro nie potrafili obronić podstawowych interesów swoich gmin, niech przestaną udawać, że kiedykolwiek byli potrzebni.

Lista zlikwidowanych połączeń:

Region Centralny: 

Poniedziałek-piątek

Białystok – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Janów 07:30 08:48

Janów – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Białystok 08:50 10:09

Michałowo – Białystok 13:15 14:10

Białystok – Michałowo 17:00 17:54

Dąbrowa Białostocka – Białystok 05:30 07:18

Białystok – Dąbrowa Białostocka 07:20 09:12

Dąbrowa Białostocka – Białystok 11:10 12:58

Białystok – Dąbrowa B 13:45 15:37

Białystok – Łapy 17:55

Łapy – Białystok 19:00

Białystok – Łapy 19:55

Łapy – Białystok 21:00

Białystok – Łapy 21:55

Grajewo – Ełk 05:40

Ełk – Grajewo 06:20

Grajewo – Ełk 19:15

Ełk – Grajewo 20:00

Grajewo – Rajgród 12:50

Rajgród – Grajewo 13:30

Grajewo – Szczuczyn 16:10

Grajewo – Radziłów 13:05

Ławsk – Radziłów 06:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Grajewo – Radziłów – 13:00

Cyprki – 14:30

Cyprki – 07:00

Grajewo – Wojewodzin – Grajewo – 15:05

Wojewodzin – Grajewo – 08:15

Sobota

Łapy – Białystok 06:30 07:25

Białystok – Łapy 07:25 08:30

Łapy – Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Michałowo– Białystok 05:00 05:55

Białystok – Czarna Białostocka Piłsudskiego 07:30 08:12

Czarna Białostocka Pierekary – Białystok 09:35 10:12

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Dabrowa Białostocka- Sokółka – Zor – Białystok 06:30 08:18

Białystok – Dąbrowa 10:30 12:22

Niedziela

Łapy -Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Michałowo – Białystok 16:20 17:15

Białystok- Mońki 13:15 14:15

Mońki- Białystok 14:20 15:15

Region Południowy 

Łomża – Radziłów o godz. 10:30

Radziłów – Łomża o godz. 12:40

Kolno – Gietki o godz 06:30 i o godz 15:40

Kolno – Lachowo o godz 06:40 i o godz 15:40

Region Północny

Suwałki-Gdańsk, godz. 7:00

Gdańsk-Suwałki, godz. 15:20

Białystok-Suwałki, godz. 5:45

Suwałki-Białystok, godz. 16:30

Olecko-Ełk, godz. 9:30

Ełk-Olecko, godz. 12:55

Ełk-Olecko, godz. 16:00

Suwałki-Sejny, godz. 6:40

Sejny-Suwałki, godz. 14:45

Region Wschodni 

6:30 Wilanowo – Siemiatycze

15:45 Siemiatycze – Wilanowo

8:00 Ciechanowiec – Białystok p. Bielsk Podlaski

16:35 Białystok – Ciechanowiec p. Bielsk Podlaski

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

07:00 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

06:55 Mielnik, szkoła- Mielnik ul. Brzeska 21

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

07:10 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

14:35 Mielnik, szkoła – Mielnik ul. Brzeska 11

Partnerzy portalu:

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Kolej ma dobre wiadomości dla naszego regionu. Lepsze trasy i tanie pociągi.

Dobre wiadomości dla mieszkańców regionu i wszystkich, którzy odwiedzają Podlaskie. Kolej, która istnieje od XIX wieku, po dekadach zapaści powoli wraca do życia. W ostatnich latach widać to coraz wyraźniej — także w Białymstoku i okolicach. Nie tylko możemy cieszyć się wyremontowanymi dworcami, doczekaliśmy się zadaszenia peronów w Białymstoku i nowoczesnego taboru, ale też coraz śmielej mówi się o kolejnych inwestycjach. Oprócz Rail Baltiki w kierunku Warszawy i włączenia Łomży do sieci kolejowej, szykowana jest nowa inwestycja infrastrukturalna. Do tego dochodzi wyjątkowo atrakcyjna oferta tanich połączeń międzynarodowych. To wyraźny sygnał, że północno-wschodnia Polska staje się coraz ważniejszym punktem na kolejowej mapie kraju i Europy. Pisaliśmy o tym już 6 lat temu. Oczywiście nie przewidzieliśmy wznowienia wojny na Ukrainie, ale…

Dziś, po sześciu latach, widać wyraźnie, że tamte diagnozy były w dużej mierze trafne. Rail Baltica realnie przechodzi z fazy planów i budowy w konkretne odcinki tras. Sporo jeszcze zostało do zrobienia, ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia intensywnie działają w tym kierunku, a pociągi jeżdżą coraz szybciej. Z naszej perspektywy połączenia z Wilnem stają się coraz łatwiejsze i tańsze, a Białystok odzyskuje znaczenie jako punkt wypadowy w stronę północno-wschodniej Europy — dokładnie tak, jak wtedy wskazywaliśmy jako konieczne dla naszego rozwoju.

Jedynym wyjątkiem pozostaje kierunek białoruski i rosyjski. Połączenia do Mińska, Moskwy czy Petersburga zatrzymała sytuacja geopolityczna i wznowienie wojny na Ukrainie, którego wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Mimo tego główny scenariusz się spełnia — Białystok przestaje być tylko końcem trasy, a coraz bardziej staje się realną bramą na wschód i do krajów bałtyckich.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Z najnowszych dobrych wieści: PKP Polskie Linie Kolejowe planują budowę nowej łącznicy kolejowej w Białymstoku, która połączy linię z Warszawy i Mazur (oraz Łomży i Ostrołęki) z południem Podlaskiego. Nowy, około kilometrowy odcinek toru ma powstać w rejonie dawnego przystanku Białystok Wiadukt, na pograniczu osiedla Nowe Miasto. Dzięki temu pociągi towarowe jadące w stronę Bielska Podlaskiego i Łap będą mogły omijać główny dworzec w centrum Białegostoku. To oznacza sprawniejszy ruch, krótsze czasy przejazdów i mniej składów przejeżdżających przez ścisłe centrum. Dla pasażerów oznacza to również większą przepustowość torów, którą będzie można lepiej wykorzystać. Inwestycja warta 45 mln zł ma zostać zrealizowana w latach 2029–2030, choć na razie przeciągają się formalności środowiskowe.

Równolegle trwają też ogromne inwestycje związane z Rail Baltiką. Odcinek Białystok – Ełk został już rozstrzygnięty przetargowo, a jego budowa ma kosztować ponad 4,5 miliarda złotych. To właśnie ta trasa w przyszłości połączy Podlasie z krajami bałtyckimi nowoczesną, szybką koleją. Choć postępowania środowiskowe jeszcze się wydłużają, kierunek zmian jest jasny — region ma zyskać zupełnie nową jakość połączeń.

Jeszcze lepsze wiadomości płyną dla turystów i osób lubiących szybkie city breaki. PKP Intercity uruchomiło właśnie zwiększoną pulę bardzo tanich biletów do Wilna. Z Białegostoku do stolicy Litwy można teraz pojechać już za 12,90 euro, czyli ponad 40 procent taniej niż zwykle. To jedna z najtańszych międzynarodowych tras kolejowych w Polsce. Promocja obejmuje przejazdy od 15 grudnia 2025 roku aż do 6 czerwca 2026 roku, co daje idealną okazję zarówno na zimowe wypady, jak i wiosenne wycieczki.

To wszystko sprawia, że Białystok i całe Podlasie korzystają podwójnie. Z jednej strony region zyskuje nowe inwestycje, które poprawią płynność ruchu kolejowego i przygotują infrastrukturę pod przyszłe, szybkie połączenia z Europą. Z drugiej — już teraz mieszkańcy i turyści mogą cieszyć się tanimi, wygodnymi podróżami do Wilna. Dla Podlasia to realna szansa na jeszcze większy ruch turystyczny, nowe kontakty biznesowe i umacnianie pozycji regionu jako bramy na Wschód i do krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy takie zimy jeszcze wrócą na Podlasie?

Prognozy długoterminowe nie zapowiadają, by w tym roku w Podlaskiem spadł śnieg. Poprzednie lata pokazywały, że jak popadało to biały puch leżał tylko przez moment. Ale warto wiedzieć, że w takich miejscach jak Puszcza Knyszyńska, Białowieska czy Augustowska – gdy napada – to leży dłużej niż w mieście. Dlatego jeżeli zaśnieży Białystok, a kolejnego dnia wszystko popłynie, to wcale nie musi być tak samo nieopodal w Czarnej Białostockiej. Tam przy słynnym zalewie możecie dreptać tak, że będzie chrupało wam pod nogami.

Patrząc szerzej na kolejne lata, meteorolodzy są dość zgodni – zimy w Polsce będą coraz krótsze, cieplejsze i bardziej „wahadłowe”. To oznacza, że śnieg będzie pojawiał się rzadziej, ale za to bardziej gwałtownie. Zamiast spokojnych, wielotygodniowych zimowych krajobrazów czekają nas raczej krótkie epizody: dwa, trzy dni bieli i szybki powrót temperatur dodatnich. Największe szanse na opady śniegu przypadać będą nadal na styczeń i luty, choć nawet wtedy nie ma już gwarancji, że śnieg utrzyma się na dłużej niż kilka dni. W prognozach na nadchodzące zimy częściej pojawiają się scenariusze z opadami mieszanymi, deszczem ze śniegiem i gwałtownymi roztopami tuż po większym ochłodzeniu.

Podlaskie jednak od lat rządzi się nieco innymi prawami niż reszta kraju. Geograficznie jesteśmy bliżej wpływów klimatu kontynentalnego niż morskiego, który dominuje na zachodzie Polski. Tu zimy potrafią być ostrzejsze, z większymi spadkami temperatur i dłużej utrzymującym się mrozem przy gruncie. To właśnie dlatego statystycznie mamy więcej dni ze śniegiem niż centralna czy zachodnia Polska. Nawet jeśli ogólnokrajowe prognozy sugerują szybkie roztopy, Podlasie wciąż ma większą szansę na kilka prawdziwie zimowych epizodów w sezonie — szczególnie na obszarach oddalonych od miast, w dolinach, na polanach i w otulinach dużych kompleksów leśnych.

Dlaczego więc w lesie śnieg potrafi leżeć długo, a w mieście znika niemal natychmiast? Wszystko rozbija się o temperaturę podłoża, wilgotność i ingerencję człowieka. W lesie ziemia jest chłodniejsza, osłonięta od wiatru i słońca przez gęste korony drzew. Brak asfaltu, betonu i kostki brukowej sprawia, że podłoże wolniej się nagrzewa, a śnieg topnieje znacznie wolniej. Do tego dochodzi też większa wilgotność powietrza, która sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur przy gruncie.

W mieście działa dokładnie odwrotny mechanizm. Nagrzany asfalt, ciepło oddawane przez budynki, ruch samochodów i systemy ogrzewania powodują tzw. „miejską wyspę ciepła”. Nawet gdy w nocy spadnie kilka centymetrów śniegu, rano często zostaje po nim tylko brudna breja. Sól, piasek i intensywny ruch dodatkowo przyspieszają topnienie.

Dlatego właśnie bywa tak, że w centrum Białegostoku w południe nie ma już po śniegu śladu, a kilkanaście kilometrów dalej, w lesie czy nad zalewem, nadal panuje prawdziwa zima. I choć prawdziwie śnieżne zimy stają się coraz rzadsze, to w podlaskich lasach wciąż można jeszcze czasem znaleźć tę cichą, skrzypiącą pod butami biel – nawet wtedy, gdy miasto o zimie już dawno zapomniało.

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę
fot. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Pociągi towarowe pojadą sprawniej przez Sokółkę

Modernizacja systemów sterowania ruchem kolejowym na stacji Sokółka ma zwiększyć przepustowość i bezpieczeństwo prowadzenia ruchu – szczególnie dla pociągów towarowych kursujących w kierunku Białegostoku, Suwałk i granicy państwa. Dotychczasowe urządzenia zostaną zastąpione komputerowymi systemami sterowania, a obsługa ruchu będzie prowadzona z nowej, scentralizowanej nastawni. Obecnie pracę wykonują trzy oddzielne posterunki.

Nowy budynek nastawni zostanie przygotowany do pełnienia w przyszłości funkcji Lokalnego Centrum Sterowania, co umożliwi nadzorowanie większego obszaru sieci kolejowej. Inwestycja obejmie również przebudowę rozjazdów i dostosowanie układu torowego do nowych rozwiązań sterowania. Z wykonawcą – konsorcjum firm Intop S.A. i Intop Warszawa Sp. z o.o. – podpisano umowę o wartości 188,3 mln zł netto. Zakres podstawowy to 80,2 mln zł, natomiast pozostała część stanowi pakiet opcji. Na realizację prac projektowych i budowlanych przewidziano 36 miesięcy, a zakończenie inwestycji planowane jest w 2028 roku.

W podstawowym zakresie modernizacji przewidziano przebudowę ośmiu obiektów inżynieryjnych na linii Geniusze – Sokółka – Kuźnica. Obejmie to m.in. mosty i przepusty przystosowane do przejazdu ciężkich składów, w tym na szerokim torze linii nr 57. Zaplanowano również uruchomienie mijanki w Czuprynowie, co ułatwi prowadzenie ruchu na odcinku szerokotorowym. Opcje zawarte w umowie zakładają dodatkowe prace, w tym przebudowę peronu wyspowego nr 2 w Sokółce i modernizację infrastruktury umożliwiającą obsługę dłuższych składów (do 750 m) oraz podniesienie maksymalnej prędkości między stacjami do 160 km/h. Realizacja tych elementów będzie zależna od dostępności dodatkowego finansowania.

Linia szerokotorowa Geniusze – Kuźnica była modernizowana w latach 2019–2023. W ramach tamtych prac przebudowano 27 km torów, 16 obiektów inżynieryjnych oraz 16 przejazdów kolejowo-drogowych. Na stacjach w Kuźnicy, Sokółce i Geniuszach powstały tory umożliwiające przyjmowanie składów towarowych o długości do 1050 m. Obecnie planowane działania mają uzupełnić wcześniejszy zakres i doprowadzić infrastrukturę do zakładanych parametrów technicznych i eksploatacyjnych.

Modernizacja będzie miała również znaczenie dla lokalnej gospodarki. Sprawniejsza odprawa pociągów towarowych, większa przepustowość linii oraz możliwość obsługi dłuższych składów mogą ułatwić działalność przedsiębiorstw korzystających z transportu kolejowego lub planujących taką współpracę. Stabilniejszy i bardziej przewidywalny ruch na linii do granicy sprzyja rozwojowi firm logistycznych, produkcyjnych i magazynowych, a poprawiona infrastruktura może zwiększyć atrakcyjność Sokółki jako miejsca do lokowania nowych inwestycji – zwłaszcza dla podmiotów działających w handlu zagranicznym i transporcie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak brzmią Wzgórza Sokólskie. Odkryjcie Podlaskie szepty.

„Podlaskie szepty” to jeden z tych projektów, które trudno zamknąć w jednej kategorii. To nie tylko sztuka wizualna, nie tylko muzyka elektroniczna – to próba stworzenia nowego języka opowiadania o Podlasiu. Języka, który działa nie przez opis, ale przez doświadczenie. Twórcy projektu sięgają po obraz i dźwięk, by uchwycić to, co w Wzgórzach Sokólskich ulotne: rytm krajobrazu, jego wewnętrzną energię, ciszę i nieoczywisty mistycyzm. To region, który nie potrzebuje wielkich słów – wystarczy wejść w jego przestrzeń, żeby poczuć, że dzieje się w niej coś wyjątkowego.

Za warstwę audio odpowiada Michał Gieniu­s­z – MUTANAUM. Jego kompozycje powstają na styku elektroniki, wokalnych struktur i field recordingu. To właśnie nagrania terenowe – szelest liści, echo pustych wzgórz, wiatr, ptaki, naturalna akustyka miejsc – stają się osią narracyjną. Dźwięki nie są tu dodatkiem do obrazu. One prowadzą odbiorcę. Tworzą przestrzeń, w której można się zatrzymać i naprawdę usłyszeć region, zamiast tylko go oglądać. To dźwiękowe mapy, które otwierają głowę bardziej niż tradycyjna ścieżka muzyczna.

„Podlaskie szepty” nie próbują być dokumentem w klasycznym znaczeniu. To raczej artystyczna medytacja nad miejscem – subtelne kadry spotykają się z wielowarstwowymi dźwiękami, tworząc immersyjną całość. Wspólny język wizualnych i dźwiękowych gestów pozwala wejść głębiej: w atmosferę, w rytm, w tożsamość Wzgórz Sokólskich. To zaproszenie, by nie tylko zobaczyć region, ale dać się mu poprowadzić.

Po co to wszystko? Celem projektu jest zwrócenie uwagi na niepowtarzalność tej części Podlasia. Nie przez głośne hasła, lecz przez ciszę i uważność. Przez pokazanie, że w naturze i historii regionu kryje się coś, co łatwo przeoczyć – chyba że pozwoli się sobie naprawdę stanąć, posłuchać i spojrzeć. „Podlaskie szepty” to opowieść o miejscu, w którym przeszłość, teraźniejszość i dzika natura splatają się w jedną przestrzeń. Przestrzeń, którą warto poznać – nawet jeśli zaczyna się od cichego szeptu.

Partnerzy portalu:

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem
fot. LTG Link

Dziś ruszają magiczne podróże świątecznym pociągiem

Świąteczne pociągi LTG Link – naszego litewskiego sąsiada – wracają już po raz czwarty, ponownie zamieniając trasy w pełne świateł i muzycznych dekoracji wagony. Tegoroczna edycja zaczyna się właśnie dziś – 20 listopada i potrwa do 11 stycznia. W wybranych składach pojawią się zupełnie nowe iluminacje inspirowane muzyką.

Dla mieszkańców Podlaskiego to świetna okazja, by połączyć wizytę w Wilnie z wyjątkową, świąteczną podróżą pociągiem. Z naszego regionu codziennie odjeżdża pociąg. Zatrzymuje się w Czyżewie, Łapach, Białymstoku, Sokółce, Augustowie czy Suwałkach. Następnie dojeżdża do litewskiej Mockavy. Tam przesiadamy się do świątecznego pociągu (na tym samym bilecie) i to właśnie tam zaczyna się świąteczna magia. Warto dodać, że po dojechaniu do Wilna, dalej (ale już z osobnym biletem) można ruszyć w dalszą świąteczną podróż.

Warto pamiętać, żeby wybrać wagon numer 2.

Magiczne pociągi kursują na trasach

  • Wilno – Mockava (Warszawa) – dekoracje w wagonie 2 oraz w klasie 1
  • Wilno – Kowno – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Troki – udekorowany cały pociąg

  • Wilno – Kłajpeda – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

  • Wilno – Turmont – dekoracje w wagonie 2. oraz w klasie 1

LTG Link zachęca do wcześniejszego zakupu biletów, zwłaszcza na weekendy. W tych dniach obsługa będzie dodatkowo sprawdzać bilety jeszcze przed wejściem do świątecznie udekorowanych wagonów. Na pozostałe przejazdy bilety będą dostępne jak zwykle. W przypadku zakłóceń lub zmian w ruchu świąteczne pociągi mogą zostać zastąpione standardowymi składami lub transportem zastępczym. Obowiązują wtedy ogólne zasady przewozów LTG Link.

Rozkład jazdy świątecznego pociągu

Mockava → Wilno<

Okres kursowania Godzina odjazdu z Mockavy
21–30 listopada 15:11
1–13 grudnia 15:11
14–31 grudnia 9:09, 15:07, 21:04
1 stycznia 9:09, 15:07, 21:04

Wilno → Mockava

Okres kursowania Godzina odjazdu z Wilna
21–30 listopada 12:35
1–13 grudnia 12:35
14–31 grudnia 6:27, 12:35, 18:30
1 stycznia 6:27, 12:35, 18:30

Partnerzy portalu:

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku
fot. Podlaski Urząd Wojewódzki

Podlaskie przejścia graniczne Polski z Białorusią ponownie otwarte po 2,5 roku

W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie 17 listopada, w Podlaskiem ponownie otwarto dwa drogowe przejścia graniczne z Białorusią – w Kuźnicy i Bobrownikach. To symboliczny powrót do normalności po latach blokady: Kuźnica była zamknięta od 2021 r., a Bobrowniki od lutego 2023 r.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyjaśniało, że otwarcie stało się możliwe dopiero po wzmocnieniu ochrony granicy, gdzie wciąż dochodzi do licznych prób nielegalnego przekroczenia terenu UE. Kluczowe były również konsultacje z lokalnymi władzami i przedsiębiorcami, którzy od dawna apelowali o przywrócenie przynajmniej jednego przejścia.

Straty dotknęły praktycznie wszystkie branże oparte na ruchu transgranicznym — od hotelarstwa i gastronomii, po transport i usługi. Służby zapewniają, że są gotowe do pełnego wznowienia odpraw, a na granicy zacznie działać unijny system Entry/Exit rejestrujący obywateli spoza UE.

Jaki ruch został przywrócony? W Kuźnicy – tylko ruch osobowy samochodami, bez autobusów. W Bobrownikach – ruch osobowy i autobusowy oraz ruch ciężarowy. Jeszcze przed północą przed Bobrownikami ustawiła się kilkukilometrowa kolejka pojazdów. Kierowcy autobusów podkreślali, że otwarcie przejścia skróci ich trasę na Białoruś nawet o połowę.

Przejścia graniczne zostały zamknięte w 2021 po zamieszkach wywołanych przez grupy migrantów inspirowane przez białoruskie służby. W 2023 r. ostatnie podlaskie przejście zamknięto po skazaniu przez reżim białoruski Andrzeja Poczobuta. Wciąż zamknięte pozostają przejścia w Połowcach, Białowieży i Rudawce.

Przedsiębiorcy z Podlasia od miesięcy alarmowali, że brak ruchu transgranicznego zabija regionalną gospodarkę. Rząd zapewnia, że nastąpiła stabilizacja sytuacji na granicy. Według MSWiA szczelność ochrony oceniana jest na poziomie 98 proc.. Straż Graniczna notuje obecnie zaledwie 20–40 prób nielegalnego przekroczenia granicy dziennie, a czasem nawet mniej.

Partnerzy portalu:

Nareszcie! Jeżeli Białoruś nie odstawi żadnego numeru, od poniedziałku otwarcie podlaskich granic!

Nareszcie! Jeżeli Białoruś nie odstawi żadnego numeru, od poniedziałku otwarcie podlaskich granic!

W poniedziałek, 17 listopada ponownie otwarte będą przejścia graniczne z Białorusią. Wznowienie tego ruchu w Bobrownikach i Kuźnicy to długo wyczekiwany sygnał dla mieszkańców i przedsiębiorców Podlaskiego. Region od lat odczuwa poważne skutki zamknięcia granic – zarówno gospodarcze, jak i społeczne. Brak swobodnego przepływu osób i towarów uderzył w lokalny handel, transport i małe firmy, które żyły z codziennej współpracy przygranicznej. Znikły też autobusy z parkingów pod galeriami handlowymi, które przywoziły Białorusinów na zakupy.

Otwarcie dwóch drogowych przejść, nawet z ograniczeniami, oznacza dla wielu z nich realną szansę na odbudowanie obrotów i powrót stabilności. To także pierwszy, symboliczny krok w przywracaniu normalności na terenach, które najbardziej ucierpiały na odcięciu od sąsiadów. Decyzja ma także ogromne znaczenie dla turystyki, która w ostatnich latach przeżywała w Podlaskiem trudny czas nie z powodu braku gości z Białorusi – bo tych nigdy nie było wielu – lecz przez obawy Polaków przed samą bliskością granicy. Wielu turystów unikało terenów przygranicznych, mając w głowie obrazy z medialnych doniesień. Otwarcie przejść to jasny komunikat: region jest bezpieczny, życie toczy się tu normalnie, a odwiedziny są tak samo spokojne jak w innych częściach kraju. Dla branży hotelarskiej, gastronomicznej i agroturystyki to impuls, którego potrzebowały od dawna.

Choć nowe zasady przekraczania granicy – w tym cyfrowy system rejestracji wjeżdżających spoza UE – mogą początkowo wydłużyć odprawy, to rozwiązania te zwiększają bezpieczeństwo i ułatwiają kontrolę ruchu w całej strefie Schengen. Straż Graniczna zapewnia, że jest w pełni przygotowana na przywrócenie ruchu, a przejścia po polskiej stronie są dostosowane technicznie. Dla Podlaskiego najważniejsze jest jednak to, że granica ponownie zaczynie żyć, a region może powoli odzyskiwać gospodarczy rytm i wizerunek miejsca otwartego, przyjaznego oraz wolnego od napięć, które przez ostatnie lata niesprawiedliwie go obciążały.

Do otwarcia granicy zostały zaledwie trzy dni, jednak warto pamiętać, że sytuacja wciąż pozostaje krucha. Białoruś – ściśle związana politycznie i militarnie z Rosją – wielokrotnie brała udział w agresywnych działaniach hybrydowych wobec państw Unii Europejskiej (doszło do ataku przez nielegalnych migrantów na polską granicę, zginął polski żołnierz, atakowano wiele razy strażników), często działając wspólnie z Moskwą lub wręcz na jej zlecenie.

Dlatego decyzja o wznowieniu ruchu nie jest zwykłym aktem administracyjnym. Przypuszczamy, że to efekt delikatnych rozmów dyplomatycznych, prowadzonych zapewne kanałami MSZ, gdzie obie strony musiały wyznaczyć pewne warunki i „linie, których się nie przekracza”. Nie jest tajemnicą, że Białoruś potrafi sygnalizować swoje intencje – jak choćby wtedy, gdy uprzedziła o rosyjskich dronach, które „przypadkowo” nadleciały z jej terytorium – co tylko potwierdza istnienie bezpośredniej komunikacji między państwami.

Pytanie brzmi, czy Mińsk dotrzyma ustaleń po otwarciu przejść, a jeśli tak, to jak długo utrzyma się ta krucha stabilizacja. Wystarczy jeden polityczny zwrot lub nacisk ze strony Kremla, by otwarcie szybko zmieniło się ponownie w zamknięcie.

Partnerzy portalu:

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Partnerzy portalu:

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Podlaskie drogi z klimatem – trasy, którymi warto się przejechać

Nie trzeba jechać daleko, by poczuć smak podróży. W Podlaskiem drogi same w sobie potrafią być celem – wiją się przez lasy, pola i doliny rzek, prowadząc przez małe wioski, gdzie czas płynie spokojniej, a widoki zmieniają się jak w filmie. Wystarczy zatankować i ruszyć bez pośpiechu – jesienią każda z tych tras nabiera jeszcze więcej uroku.

Jedną z piękniejszych dróg jest ta z Sokółki przez Dąbrowę Białostocką, Lipsk do Augustowa. Po drodze podziwiamy Wzgórza Sokólskie i Puszczę Augustowską. Kolejna trasa to Białystok – Supraśl – Krynki. Droga prowadzi przez Puszczę Knyszyńską i przypomina kadr z filmu – pełna światłocienia. To idealny wybór dla tych, którzy kochają podziwiać przyrodę. Szczególnie teraz jesienią, gdy na drzewach występuje cała ciepła paleta. Wystarczy jechać wolniej, delektując się widokiem drzew, które tworzą nad jezdnią naturalny tunel.

Warto też spróbować trasy Niemirów – Granne nad Bugiem, zahaczając od Drohiczyn i Mielnik. Po drodze można zatrzymać się na wielu punktach widokowych. Alternatywnie można pojechać z Ciechanowca przez Brańsk, Suraż, Łapy, Waniewo, Kurowo aż do Tykocina. Ta długa trasa pokaże nam niesamowite wiejskie widoki, cudowne jesienne krajobrazy, a przede wszystkim zamieni podróż w medytację. Bo podlaskie drogi nie służą do szybkiej jazdy – one uczą zwalniać. Bo tu nie chodzi o to, by jak najszybciej dotrzeć, tylko by po drodze naprawdę zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wzgórza Sokólskie – nowy cud Polski 2025!

Internauci zdecydowali – Wzgórza Sokólskie zostały ogłoszone nowym cudem Polski 2025 roku w prestiżowym plebiscycie magazynu National Geographic Traveler. To wyjątkowe wyróżnienie dla regionu Podlasia, który w tegorocznej edycji miał aż trzy swoje propozycje, ale to właśnie malownicze wzgórza w okolicach Sokółki zdobyły serca głosujących z całej Polski.

Wzgórza Sokólskie to niezwykły fragment północno-wschodniego Podlasia – kraina falujących pagórków, dolin i widoków, które bardziej przypominają Toskanię niż typowy krajobraz Polski. Położone pomiędzy dolinami Biebrzy i Supraśli, stanowią naturalne przejście między nizinnym Podlasiem a bardziej pofałdowanymi terenami Suwalszczyzny. Najwyższe punkty oferują rozległe panoramy na mozaikę pól, lasów i wiosek o charakterystycznych, drewnianych domach z kolorowymi okiennicami.

To region, w którym można poczuć autentyczną ciszę i spokój. Ogromne połacie zieleni sprawiają, że Wzgórza Sokólskie są idealnym miejscem na piesze wędrówki, wycieczki rowerowe i fotograficzne plenery. O każdej porze roku zachwycają innym obliczem – wiosną świeżą zielenią, latem złotymi łanami zbóż, jesienią mgłami i ciepłymi barwami drzew, a zimą bajkową bielą, gdy spadnie śnieg.

Dzięki temu zwycięstwu Podlasie po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej niedocenianych regionów Polski. Wzgórza Sokólskie, choć nie posiadają głośnych atrakcji turystycznych, przyciągają tym, co dziś najcenniejsze – autentycznością, spokojem i naturalnym pięknem. To miejsce, które nie potrzebuje filtrów, by zachwycać. Zasłużony tytuł „Cudu Polski 2025” sprawi, że o Wzgórzach Sokólskich z pewnością usłyszy cała Polska – i wielu przekona się, że magia Podlasia naprawdę istnieje.

Dobrze się stało, że to właśnie Wzgórza Sokólskie zdobyły tytuł Cudu Polski 2025. To wyróżnienie ma bowiem znaczenie nie tylko turystyczne, ale i społeczne. Od lat ten wyjątkowy krajobraz jest stopniowo niszczony przez żwirownie, które pojawiają się tu coraz częściej, zmieniając malownicze wzgórza w księżycowe pustkowia. Mimo że lokalne społeczności wielokrotnie zwracały uwagę na ten problem, ich głos rzadko przebijał się dalej. Teraz, dzięki ogólnopolskiej nagrodzie, jest szansa, że o zagrożeniu dla Wzgórz Sokólskich usłyszy szersza publiczność – media, przyrodnicy i decydenci. Być może ten symboliczny tytuł sprawi, że ktoś wreszcie zatrzyma rabunkową eksploatację i pozwoli, by to niezwykłe miejsce mogło dalej zachwycać swoim naturalnym pięknem.

Partnerzy portalu:

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Więcej pociągów z Podlasia na Litwę. Za kilka lat także bez zmiany pociągu.

Dobre wieści dla podróżnych z Podlaskiego i wszystkich, którzy wybierają kolej na trasie do naszych północnych sąsiadów. Od nowego rozkładu jazdy (zmiany są w połowie grudnia) liczba połączeń między Polską a Litwą wzrośnie trzykrotnie. Zamiast jednego pociągu dziennie, z Białegostoku i Suwałk do Wilna będzie można dojechać aż trzema składami. Oprócz dobrze znanej „Hańczy” (Kraków – Wilno przez Warszawę, Białystok i Kowno), na tory wyjedzie również „Wigry” (Szczecin – Poznań – Warszawa – Białystok – Wilno) oraz nowy, krótszy kurs „Jaćwing” na trasie Suwałki – Wilno.

Wszystkie pociągi, tak jak dotychczas, będą wymagały przesiadki w litewskiej Mockavie, gdzie podróżni przechodzą z polskiego składu na szerokotorowy pociąg litewskich kolei LTG Link. Jednak czas przejazdu z Warszawy do Wilna ma się skrócić o około godzinę dzięki lepszej koordynacji przesiadki i temu, że składy „Hańcza” i „Wigry” pokonają odcinek Warszawa – Białystok bez dodatkowych postojów.

Tymczasem za północno-wschodnią granicą prace nad europejską magistralą Rail Baltica wchodzą w decydującą fazę. Na Litwie rozpoczęto już układanie szyn na pierwszych odcinkach nowej linii, m.in. w rejonie Janowa. Do końca roku powstanie niemal dziewięciokilometrowy fragment toru między miejscowościami Šveicarija i Žeimiai, a roboty ziemne i budowa obiektów inżynieryjnych toczą się na ponad 100 kilometrach trasy z Kowna w kierunku Poniewieża.

Rail Baltica to projekt, który całkowicie odmieni podróże między Polską a krajami bałtyckimi. Do 2030 roku powstanie 870 kilometrów normalnotorowej linii kolejowej o europejskim rozstawie 1435 mm – 392 km na Litwie, 265 km na Łotwie i 213 km w Estonii. Tory będą przystosowane do prędkości 249 km/h, co pozwoli pociągom łączyć Warszawę, Białystok, Suwałki z Wilnem, Rygą i Tallinem bez żadnych zmian pociągów i w czasie krótszym niż kiedykolwiek wcześniej.

Dla Podlaskiego to ogromna szansa. Już dziś region staje się ważnym węzłem na szlaku północ–południe, a zwiększona liczba połączeń do Wilna to krok w stronę przyszłej, nowoczesnej kolei dużych prędkości. Do momentu, gdy Rail Baltica będzie gotowa, warto jak najintensywniej rozwijać obecne połączenia – tak, by podróżni z Podlasia coraz częściej wybierali pociąg nie tylko do stolicy Litwy, ale i dalej – ku krajom bałtyckim.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Coraz więcej kamperów w Podlaskiem. Zobacz wyprawę podróżników do Tatarów.

Podlaskie z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników caravaningu. Na drogach regionu widać kampery z całej Polski, a także z innych krajów. Nie ma się co dziwić – to właśnie tutaj czekają dzikie krajobrazy, przestrzeń, cisza i autentyczność, której trudno szukać w bardziej zurbanizowanych częściach kraju. Szlaki wśród łąk, lasów i cerkwi prowadzą do miejsc, gdzie czas płynie wolniej, a ludzie witają cię uśmiechem i zapachem świeżego chleba z pieca.

Tym razem podróżnicy TerSfera postanowili poznać bliżej krainę podlaskich Tatarów. Ich kamper zatrzymał się w Kruszynianach – legendarnej wsi, gdzie od stuleci żyje społeczność tatarska. Zielony meczet, drewniane chaty i orientalne aromaty kuchni w Tatarskiej Jurcie sprawiły, że to miejsce stało się jednym z najczęściej odwiedzanych punktów na mapie podróżniczej. Nie zabrakło też wizyty w Sokółce – mieście cudu. Ziemia Sokólska to miejsce, gdzie historia splata się z kulturą i przyrodą.

Podlaskie to idealny kierunek dla tych, którzy cenią wolność podróżowania i chcą odkrywać Polskę poza utartym szlakiem. Tu można zatrzymać się nad brzegiem Narwi, obudzić wśród mgieł Biebrzańskiego Parku Narodowego, albo usiąść przy ognisku pod gwiazdami. Każda trasa prowadzi do nowych spotkań i historii, które zostają w pamięci na długo. Jeśli marzysz o prawdziwej przygodzie – spakuj się, niezależnie od posiadania kampera i rusz na wschód. Tatarskie i Podlaskie szlaki czekają.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaska wieś – czy tu diabeł mówi dobranoc? W niektórych miejscach z pewnością.

Jeżdżą kamperem po Polsce i odwiedzają zarówno znane, jak i mniej oczywiste miejsca. Tym razem zatrzymali się w Podlaskiem, aby przyjrzeć się bliżej wioskom i miasteczkom naszego regionu. Na swoim kanale pokazali zarówno perełki turystyczne, jak i miejsca, które wciąż pozostają na uboczu. Mową o YouTuberach – TaniePodróżovanie.

Pierwszym punktem podróży była Kraina Otwartych Okiennic, czyli Soce, Trześcianka i Puchły – wioski znane z kolorowych drewnianych domów i bogatych zdobień. To właśnie tu można poczuć klimat dawnej architektury i zobaczyć wyjątkowy charakter Podlasia. Następnie zatrzymali się w Skicie Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach, jedynym prawosławnym skicie w Polsce. Miejsce to, położone na rozlewiskach Narwi, zachwyca spokojem i duchową atmosferą.

Nie zabrakło także wizyty w Jałówce, gdzie stoją malownicze ruiny kościoła św. Antoniego. Kolejne etapy to ukryte w lasach podlaskie wsie, a także przygraniczne Mostowlany i miejscowości nad rzeką Świsłocz, które leżą tuż przy samej granicy. Youtuberzy pokazali również Bobrowniki z nieczynnym przejściem granicznym i charakterystyczną bramą MIR.

Podróż nie mogła ominąć Kruszynian – tatarskiej wsi słynącej z meczetu i mizaru. To miejsce, w którym można poznać historię i kulturę polskich Tatarów. Później odwiedzili tajemniczy Wierszalin, dawną osadę proroka Eliasza Klimowicza, gdzie do dziś krążą legendy o niezwykłych wydarzeniach. Na trasie znalazły się także Krynki, miasteczko przy granicy z największym rondem w Polsce, oraz niezwykłe źródło „Krzywa Rura”, znane ze swojego nietypowego, wygiętego kształtu.

Cała podróż TaniePodróżovanie to barwny przegląd miejsc, które pokazują różnorodność Podlasia – od zabytków, przez naturę, aż po ślady wielokulturowej historii regionu. Obejrzyjcie sami!

Partnerzy portalu:

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.
fot. PKS Nova

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie: na tabliczce jest rozkład, pasażerowie stoją w kolejce, autobus zbliża się do przystanku. Po chwili jednak pojawia się drugi autobus, w tym samym kierunku, niemal o tej samej porze. Wiezie powietrze. I tak kilka razy dziennie. A potem w rozkładzie mamy kilkadziesiąt minut „dziury” bez kursu.

Od lat na trasach w Podlaskiem, m.in. Białystok–Hajnówka, kursują równolegle PKS Nova i prywatny przewoźnik Voyager Trans. Obie firmy mają własne rozkłady, sprzedają bilety, dysponują pozwoleniami. Problem nie w tym, że jeżdżą — tylko w tym, jak te rozkłady są do siebie ułożone. W praktyce bywa, że odjazdy obu przewoźników przypadają niemal na tę samą godzinę. W zasadzie często pierwszy podjeżdża Voyager. To strategia zgodna z prawem, choć budząca wątpliwości z punktu widzenia pasażera.

Z perspektywy pasażera kursy powinny być równomiernie rozłożone w czasie. Problem polega na tym, że obecnie nie istnieje żaden mechanizm, który z góry rozdzielałby kursy „po równo” albo w większych odstępach, tak aby pasażer miał odjazd co 30 minut, zamiast dwóch autobusów „pod rząd”. Prowadzi to do marnotrawienia zasobów: zamiast obsłużyć pasażerów w sposób równomierny i bardziej dostępny, jeden autobus jedzie przepełniony, a drugi pusty.

Od razu zaznaczmy: nie jest to afera polegająca na łamaniu przepisów, bo prawo dopuszcza równoległe kursy. Przewoźnicy składają wnioski o zezwolenia, uzgadniają dostęp do przystanków, spełniają wymogi formalne — i jeżdżą. Problem w tym, że nikt nie układa wspólnej układanki. A pasażer płaci dwa razy — najpierw biletem, a potem podatkami, gdy sejmik dotuje PKS Nova, które w tym układzie ponosi straty.

W samych suchych danych nie widać „stłoczeń” jak na dłoni, bo rozkłady są rozproszone po różnych serwisach. Ale gdy weźmiemy tablicę porannych i popołudniowych odjazdów, układa się obraz zbyt małych odstępów między kursami konkurencyjnych firm.

Dlaczego tak się dzieje?

Problem tkwi w tym, że nikt nie koordynuje „siatki” odjazdów. Dzisiejsze przepisy gwarantują możliwość legalnego wejścia na trasę, ale nie narzucają minimalnego odstępu czasowego między konkurencyjnymi kursami na tej samej linii. To oznacza, że przewoźnik może „ustawić się” kilka minut przed konkurentem i jest to zgodne z prawem. Efekt uboczny? Zamiast zwiększać łączną dostępność kursów w ciągu dnia, system generuje „piki i dziury”.

Teoretycznie ludzie wybierają portfelem, ale w praktyce oba podmioty świadczą identyczną usługę, więc można próbować konkurować ceną biletu albo godzinami odjazdów. Problem w tym, że ani jedno, ani drugie nie poprawia komfortu pasażera. Ten nie potrzebuje dwóch autobusów o 7:40 i 7:45. Potrzebuje jednego o 7:40 i kolejnego o 8:10.

Z perspektywy rodzin, osób starszych czy dojeżdżających do pracy i szkół rytm kursów ma ogromne znaczenie. Gdy pojawiają się dwa pojazdy niemal naraz, a potem dłuższa przerwa, rytm się gubi. Pasażerowie, którzy nie są codziennymi bywalcami danej linii, tracą orientację.

Kto może z tym zrobić porządek?

Zacznijmy od tego, że problem nie jest nowy. Jest znany od wielu lat. I co? I nic. Politycy i samorządowcy są jak aligatory — szerokie paszcze, żeby wiele powiedzieć, ale rączki do roboty krótkie. A istnieją dwa sposoby rozwiązania tego problemu.

Mniej realny i bardziej realny. Ten mniej realny to zmiana ustawy. Tak, coś, co można zrobić w jedną noc (jak pokazały działania polityków PiS w przeszłości), w tym przypadku urasta do rangi nieosiągalnego. Zakazanie ustawą praktyki podjeżdżania kilka minut przed konkurencją zamknęłoby problem raz na zawsze. Ale, jak wspomnieliśmy, to rozwiązanie mniej realne. Szanse na wprowadzenie takiego zakazu są bliskie zeru. Dlaczego? Bo jeśli politycy zmieniają przepisy, to zwykle po to, aby na tym skorzystać. A kto przejmie się jakimś rozkładem jazdy?

Dlatego jest drugi sposób, bardziej realny. Marszałek województwa organizuje przewozy użyteczności publicznej i wydaje zezwolenia na przewozy regularne. Nie ma jednak narzędzi, by zmuszać przewoźników do układania rozkładów racjonalnie. Ale to, że ich nie ma, nie oznacza, że nie można ich stworzyć. Wystarczy decyzja sejmiku.

Jak się za to zabrać?

Należy pamiętać, że w hierarchii prawa ustawa stoi wyżej. Skoro zakazu w niej nie ma, sejmik nie może samodzielnie go wprowadzić. Istotny staje się jednak Regionalny Plan Transportowy Województwa Podlaskiego na lata 2021–2027. To strategiczny dokument, którego głównym celem jest poprawa dostępności komunikacyjnej regionu.

Wystarczy zaktualizować go o rozdział dotyczący koordynacji działań podmiotów zajmujących się transportem publicznym. Koordynacja polegałaby na synchronizacji rozkładów jazdy między przewoźnikami na podobnych trasach oraz na wprowadzeniu minimalnych zasad (np. określonego odstępu czasowego, kolejności kursów).

Dodanie zapisu w brzmieniu: „Organizator transportu wojewódzkiego, przy wydawaniu zezwoleń na przewozy regularne, zobowiązany jest do uwzględnienia zasady koordynacji rozkładów jazdy w interesie pasażerów” dałoby marszałkowi narzędzie pozwalające odmówić zatwierdzenia rozkładu w przypadku ewidentnych „podjazdów”, wskazując brak koordynacji jako przeszkodę.

Skoro to „takie łatwe”, dlaczego nikt tego nie robi?

Podstawową barierą jest wszechobecna bierność urzędników. Po co się wychylać i narażać na kłopoty? Dlatego inicjatywa musi wyjść z sejmiku lub zarządu województwa. Co ciekawe, w ostatnim czasie w sejmiku poświęcono wiele godzin dyskusji o PKS Nova. Nikomu jednak z „zatroskanych” nie przyszło do głowy, by rozwiązać akurat ten problem, który realnie poprawiłby sytuację — nie tylko budżet PKS Nova, ale także komfort pasażerów i przejrzystość rozkładów.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Z Białegostoku przez Sokółkę, Augustów i Suwałki do Wilna. Czy warto jechać?

Ten pociąg zaczyna bieg w Krakowie, następnie przez Warszawę dojeżdża do Białegostoku, by następnie dojechać Mockavy na Litwie. W dalszą podróż do Wilna można zabrać się pociągiem litewskiej firmy LTG Link, który czeka na pasażerów z Polski na tym samym peronie, na torze obok. Wystarczy jeden bilet, wystarczy przejście do drugiego pociągu i można zwiedzać stolicę Litwy!

Podróż takim pociągiem to nie tylko wygodny sposób dotarcia do celu, ale także wyjątkowa okazja, by przeżyć coś więcej niż zwykły transport z punktu A do punktu B. Trasa prowadzi przez różnorodne krajobrazy – zielone lasy Podlasia, które ciągną się aż ku litewskiej granicy zrobią wrażenie na każdym. Wystarczy spojrzeć za okno, by zobaczyć, jak zmienia się Polska w trakcie podróży najpierw na wschód, a później na północ. To jak podróż przez małą ojczyznę, która stopniowo ustępuje miejsca innemu krajowi i innej kulturze.

Pociąg daje też czas, by naprawdę poczuć klimat podróży. W przeciwieństwie do samolotu, który przenosi nas błyskawicznie z jednego miasta do drugiego, kolej pozwala obserwować świat w bardziej naturalnym tempie. Jest miejsce na spokojną rozmowę, na lekturę książki, na filiżankę kawy w wagonie restauracyjnym. Można poznać innych podróżnych – studentów jadących na Erasmus, turystów wybierających się pierwszy raz na Litwę, czy Litwinów wracających do rodzinnych stron. Każda z tych rozmów potrafi nadać podróży nowego znaczenia.

Warto też pamiętać, że sama przygoda zaczyna się w chwili wejścia na peron. Niespieszne pakowanie walizki, czekanie na stacji, zapach rozgrzanych torów latem czy chłodny powiew zimą – to wszystko buduje atmosferę wyprawy. Podróż pociągiem staje się częścią wspomnień, a nie tylko środkiem do ich zdobycia.

Granica, którą przekraczamy w Mockavie, to symboliczny moment – w kilka minut znajdujemy się w innym kraju, nagle zmienia się strefa czasowa, ale nadal nie tracimy rytmu podróży. To rzadkie doświadczenie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie przez lata przejazd przez granicę kojarzył się z długotrwałymi kontrolami i barierami. Dziś wystarczy spojrzeć na zmieniające się nazwy stacji i język na tablicach, by poczuć, że jesteśmy już w innej przestrzeni kulturowej.

Dlatego właśnie warto wsiąść do tego pociągu – nie tylko po to, by dotrzeć do Wilna, ale po to, by przypomnieć sobie, że podróż sama w sobie jest przygodą. To droga, która łączy miasta, ludzi i krajobrazy. To doświadczenie, którego nie da się odtworzyć w żadnym innym środku transportu. Pociąg z Białegostoku do Wilna to zaproszenie do przeżycia czegoś więcej niż zwykłej podróży – to szansa na małą wyprawę, która pozostaje w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie kamperem. Co można zwiedzać? Niech te filmy będą podpowiedzią.

Youtubowy kanał NieDoZajechania w ostatnim czasie opublikował dużo filmów związanych z województwem Podlaskiem. To kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzać nasz region samochodem czy kamperem. A takich nie brakuje. Turystyka w województwie kwitnie! A to dlatego, że Podlasie to jeden z tych regionów Polski, w których czas płynie wolniej, a krajobrazy potrafią zahipnotyzować nawet najbardziej zaprawionego w podróżach turystę. Wyruszając w trasę kamperem, zyskujemy pełną wolność – możemy zatrzymać się tam, gdzie akurat nas zauroczy widok, i spędzić noc w miejscach, w których cisza ma swoją własną melodię. Proponowana trasa pozwoli odkryć nie tylko przyrodę i architekturę, ale też klimat pogranicza kultur, w którym miesza się wpływ wschodu i zachodu.

Start od północy – Augustów i Studzieniczna

Podróż warto rozpocząć w Augustowie – miasteczku otoczonym jeziorami, które słynie z Kanału Augustowskiego i rejsów statkami. Tutaj można spędzić dzień na plażowaniu, spróbować lokalnych ryb, a wieczorem zaparkować kampera w pobliżu jeziora Necko czy Białego. Kilka kilometrów dalej, w Studzienicznej, czeka nas sanktuarium Matki Bożej, położone malowniczo na wyspie, do której prowadzi drewniany mostek. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego – z jednej strony jest spokojne i sprzyja refleksji, z drugiej oferuje piękne panoramy i możliwość krótkiego spaceru nad wodą.

Kraina Biebrzy – dla miłośników natury

Kierując się na zachód, wjedziemy do Biebrzańskiego Parku Narodowego – największego parku narodowego w Polsce, znanego z rozległych bagien i torfowisk. To raj dla ornitologów, ale nawet bez lornetki można zachwycić się tutejszymi krajobrazami. Drewniane kładki, wieże widokowe i możliwość nocowania na dziko w okolicy sprawiają, że kamperzyści czują się tu jak w domu. Poranne mgły nad Biebrzą to widok, który na długo zostaje w pamięci.

Kolejny etap to spotkanie z tatarską historią w Bohonikach i Kruszynianach. Małe, drewniane meczety i cmentarze przypominają o tym, że Podlasie od wieków jest mozaiką kultur. W Kruszynianach obowiązkowo trzeba spróbować tatarskich specjałów. Dalej na południowy wschód, tuż przy granicy, leży maleńka Jałówka z ruinami kościoła. A dalej Koterka, gdzie jest drewniana cerkiew. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Nie ma tu tłumów, za to towarzyszy nam poczucie, że jest się na końcu świata.

Z Koterki warto udać się do Mielnika, miasteczka położonego nad Bugiem, gdzie można zwiedzić ruiny kościoła zamkowego, podziwiać krajobrazy doliny rzeki i odwiedzić punkt widokowy na Górze Zamkowej. Kilka kilometrów dalej znajduje się prawosławne sanktuarium na Grabarce – góra porośnięta tysiącami krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów. To miejsce przepełnione jest symboliką i spokojem, a zarazem robi ogromne wrażenie swoją prostotą.

W Drohiczynie, dawnej stolicy Podlasia, czas warto przeznaczyć na spacer po rynku, wizytę w muzeum kajakarstwa i rejs po Bugu. Miasteczko ma swój urok – ciche uliczki, zabytkowe kościoły i panoramę rzeki, którą można podziwiać z Górki Zamkowej. Wieczorem można tu znaleźć przyjemne miejsce postojowe nad samym Bugiem.

Kraina Otwartych Okiennic – wioski jak z pocztówki

Przed powrotem warto przejechać przez Krainę Otwartych Okiennic – region, w którym zachowały się pięknie zdobione drewniane domy, cerkwie i kapliczki. Trzy najbardziej znane wsie to Trześcianka, Soce i Puchły, ale jadąc kamperem można zbaczać z głównych dróg, by odkrywać mniej znane miejscowości. Kolorowe okiennice, rzeźbione ganki i bujne ogrody sprawiają, że każdy kadr nadaje się na pocztówkę.

Białowieża i Hajnówka – serce Puszczy

Podróż warto zakończyć w Białowieży, gdzie można wybrać się na piesze lub rowerowe szlaki po Puszczy Białowieskiej. Spotkanie z żubrem w rezerwacie pokazowym, spacer do dębu Jagiełły czy przejażdżka wąskotorową kolejką w Hajnówce to atrakcje, które docenią zarówno dorośli, jak i dzieci. Białowieża i Hajnówka to miejsca, które wciągają. Te pierwsze swoją ciszą i majestatem natury – idealne, by zakończyć podróż w spokojnym rytmie. To drugie, by skosztować cudownych wypieków.

Podlasie to połączenie swobody podróżowania z możliwością zanurzenia się w unikalnym klimacie regionu. To tu można w jeden dzień przejechać od tatarskiego meczetu przez prawosławną cerkiew, po katolicką katedrę, a po drodze podziwiać dziką przyrodę, która nie ustępuje tej znanej z parków narodowych Europy. Taka trasa nie wymaga pośpiechu – najlepiej dać się ponieść drodze, zatrzymywać tam, gdzie widok zachwyci, i pozwolić, by Podlasie samo opowiedziało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Podlasie, ze swoją niespieszną aurą, szerokimi horyzontami i mozaiką krajobrazów, to idealna przestrzeń dla tych, którzy szukają długich, spokojnych spacerów z dala od zgiełku cywilizacji. Tutejsze ścieżki wiją się przez lasy pachnące żywicą, ciągną wzdłuż meandrujących rzek, mijają wiekowe cerkwie i drewniane chaty, których kolorowe zdobienia przypominają o wielokulturowych korzeniach regionu. Długi spacer po Podlasiu to nie tylko kontakt z przyrodą – to wędrówka przez czas, tradycję i przestrzeń, która niezmiennie zadziwia swoją autentycznością. Spośród wielu tras wybraliśmy te, które najlepiej oddają charakter tego niezwykłego regionu.

Na początek Kruszyniany

Meczet w Kruszynianach

Pierwszą z nich jest ścieżka, która powadzi przez Puszczę Knyszyńską, ale tak naprawdę jest spacerem przez historię. Szlak zaczyna się w tatarskiej wsi Kruszyniany, znanej z drewnianego meczetu i tatarskiego cmentarza (mizaru), i prowadzi przez pagórkowaty teren otoczony starymi sosnami i świerkami. Po drodze napotkamy także zalew. Trasa prowadzi przez Jaryłówkę, Bobrowniki, Chomontowce, Rudaki, Ozierany Wielkie i Ozierany Małe.

Powietrze jest tu rześkie, przesiąknięte zapachem igliwia, a cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków. Trasa nie jest trudna, ale długa – idealna na powolny spacer z zatrzymywaniem się przy różnych ciekawych miejscach napotkanych po drodze Spacer kończy się tam, gdzie rozpoczął – w Kruszynianach, gdzie warto zakończyć dzień posłuchaniem lokalnego przewodnika o historii Tatarów, a także napiciem się herbaty spróbowaniem tatarskich przysmaków.

Narwiański Park Narodowy z dwóch stron

fot. Narwiański Park Narodowy

Chociaż wody w Narwi jest tyle co kot napłakał, to i tak warto jako drugie miejsce na spacer warto wybrać to, które zachwyca zarówno przyrodą, jak i spokojem. Mowa o trasie wzdłuż doliny Narwi – od miejscowości Waniewo do Śliwna. A w zasadzie to dwie trasy, bo słynna kładka łącząca dwie miejscowości po obu stronach rozlewiska (Waniewo i Śliwno) nie działa, z powodu wspomnianych niskich stanów wód.

Po jednej stronie mamy Kruszewo, Śliwno, Izbiszcze, Topilec, a po drugiej równie ciekawe Waniewo i Kurowo – z siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Pierwsza trasa to 12 km w jedną strnę, druga to 6 km. Idealne na dwa dni spacerów.

Przechodząc tędy, można poczuć się jak na wodnym safari – trzciny szumią, czaple przelatują nisko nad głową, a w oddali widać siedliska bobrów. To miejsce, gdzie woda i ląd przeplatają się nieustannie, a cały krajobraz żyje własnym rytmem. Idealne dla tych, którzy kochają przyrodę i chcą doświadczyć jej bliskości w niemal intymny sposób.

Wokół Wigier

fot. A. Tarasiuk

Trzeci szlak, który warto przejść, to pętla wokół jeziora Wigry. Znajduje się na terenie Wigierskiego Parku Narodowego, a trasa wiedzie przez zróżnicowany krajobraz – od lasów liściastych po wysokie pagórki z widokiem na taflę jeziora. Żeby obejść cały akwen należy się przygotować na dwa dni wyprawy, bo to łącznie około 50-60 km – w zależności ile chcemy zobaczyć, bo miejsc wartych zobaczenia tam nie brakuje.

Spacer zaczyna się zwykle przy klasztorze pokamedulskim w Wigrach, który sam w sobie jest miejscem wartym odwiedzenia, a potem prowadzi wzdłuż brzegu jeziora, gdzie co chwilę otwierają się nowe perspektywy – raz na trzcinowiska, innym razem na zatoczki, gdzie cumują łódki wędkarzy, a jeszcze innym razem kładki i gęsty las. To teren dla tych, którzy szukają zarówno przestrzeni, jak i kontaktu z historią oraz duchowością. Jego dopełnieniem niech będzie nocowanie w celach klasztoru.

Biebrza zaprasza

fot. P. Jakubczyk

Czwarta propozycja to długa wędrówka przez Biebrzański Park Narodowy, szczególnie zwiedzanie osobno Osowca-Twierdzy i chodzenia z Dolistowa Starego wzdłuż Biebrzy do Polkowa i z powrotem. Ta druga trasa w obie strony to 22 km.

Po drodze nie tylko będziecie mogli nacieszyć się widokiem jednej z ostatnich dzikich rzek Europy, ale też będziecie mogli przejść przez tereny, gdzie natura wciąż gra pierwsze skrzypce. Rozległe bagna, torfowiska, otwarte łąki i gęste olsy tworzą krajobraz niemal pierwotny. Po drodze można napotkać łosie, żurawie. Dla miłośników długich, nieco surowych wędrówek, to miejsce niemal mistyczne.

Bez Białowieży ani rusz!

Piąta i ostatnia trasa to zupełnie inna opowieść – to wędrówka przez Puszczę Białowieską, od Białowieży do rezerwatu ścisłego, gdzie potrzebny będzie przewodnik. Konieczne trzeba zobaczyć też rezerwat żubrów i szlak dębów królewskich. To będzie jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Wędrując wśród drzew mających kilkaset lat, można poczuć siłę i majestat przyrody, która trwa tu nieprzerwanie od wieków. Stare dęby, niektóre nazwane imionami dawnych władców Polski i Litwy, są niczym pomniki historii zaklęte w drewnie. To trasa, która skłania do refleksji i ciszy. Jej długość – w zależności od wariantu – pozwala na całodzienną wędrówkę, pełną przystanków, obserwacji i kontemplacji. Do tego jest jeszcze park pałacowy w Białowieży. Oj, jest gdzie chodzić.

Podlasie proponuje przestrzeń, w której można zwolnić, posłuchać własnych myśli i zanurzyć się w świecie, gdzie rytm wyznaczają ptaki, rzeki i drzewa. Długie spacery po tym regionie to nie tylko rekreacja – to sposób na spotkanie z czymś większym, spokojniejszym i bardziej prawdziwym.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.
Granica Polski i Litwy. fot Darek Sołtysiński / Wikipedia

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.

Od 7 lipca 2025 r. Polska czasowo przywraca kontrole graniczne zarówno na granicy z Niemcami, jak i z Litwą. Ten drugi przypadek będzie szczególnie bolesny dla województwa podlaskiego. Decyzję ogłosił premier Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Ministrów 1 lipca, podkreślając, że jest ona odpowiedzią na rosnącą presję migracyjną z Białorusi, Litwy i Łotwy. Kontrole mają zostać wprowadzone „z poszanowaniem interesów obywateli” i mają na celu „zminimalizowanie niekontrolowanych przepływów migrantów”. Tyle w teorii.

Służby – w tym Straż Graniczna, Wojska Obrony Terytorialnej i Policja – już prowadzą przygotowania logistyczne do uruchomienia punktów kontrolnych i mobilnych patroli. Kontrole będą wyrywkowe i dotyczyć będą zarówno przejść granicznych, jak i tzw. „zielonej granicy”.

Dla województwa podlaskiego, które latem liczy na gości z Litwy, to tragiczna informacja. Szczególnie, że Podlaskie miejsca turystyczne były zamknięte podczas pandemii, a potem gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu turystów wystraszyło się odpoczynku w regionie przy granicy z zaangażowaną w konflikt Białorusią. Następny cios w Podlaskie nastąpił, gdy wybuchł kryzys migracyjny i znów ograniczono dostęp do turystyki ze względu na stan wyjątkowy i późniejszą budowę zapory.

Region od lat buduje swoją markę jako miejsce wypoczynku blisko natury, atrakcyjne dla zagranicznych turystów szukających spokoju, autentyczności i unikalnych krajobrazów. Litwini chętnie odwiedzają Augustów, Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Wprowadzenie kontroli może jednak znacząco ograniczyć ten ruch – już sama zapowiedź możliwych opóźnień czy dodatkowych formalności potrafi skutecznie zniechęcić turystów do podróży.

W sezonie letnim, kiedy każda rezerwacja ma znaczenie, nawet kilkuprocentowy spadek liczby gości może przełożyć się na konkretne straty finansowe. Branża turystyczna, w tym właściciele pensjonatów, restauratorzy czy organizatorzy spływów kajakowych, stoi przed realnym ryzykiem słabszego sezonu. Co więcej, powrót do kontroli może osłabić budowane przez lata poczucie swobody podróżowania, które było jednym z filarów popularności Podlasia wśród sąsiadów z północy.

Choć rząd zapewnia, że działania są tymczasowe i podyktowane bezpieczeństwem, ich konsekwencje mogą sięgnąć znacznie dalej, niż granica, na której staną posterunki. W regionie, który żyje z turystyki i współpracy transgranicznej, nawet chwilowe zamieszanie może mieć długofalowe skutki.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jeden dzień w Sokółce. Co warto tu zobaczyć?

Sokółka to miejsce, które na mapie Polski mogłoby wydawać się jednym z wielu małych, prowincjonalnych miasteczek. Ale jeśli dać jej jeden dzień i spojrzeć uważnie, okaże się, że ma w sobie coś z duszy pogranicza – trochę wschodu, trochę zachodu, coś głęboko duchowego, a zarazem zaskakująco codziennego. W Sokółce nic nie jest spektakularne na pierwszy rzut oka. Ale może właśnie w tym tkwi jej urok.

Dzień warto zacząć wcześnie, najlepiej o poranku, kiedy powietrze nad pobliskim zalewem Sokólskim jest jeszcze chłodne i pachnie wilgotną trawą. To miejsce, choć technicznie sztuczne, ma swoją dziką poetykę. Często można tu spotkać wędkarzy i biegaczy, a niekiedy nawet miejscowych starszych panów, którzy w ciszy obserwują taflę wody, jakby czekali na coś więcej niż tylko branie ryby. W ciepłe miesiące zalew przyciąga też plażowiczów i rodziny z dziećmi – ale z rana jest spokojnie, niemal intymnie. To dobre miejsce, by na chwilę się zatrzymać i poczuć, że zaczynasz dzień w rytmie zupełnie innym niż ten znany z dużych miast.

Z nad zalewu warto ruszyć pieszo do centrum. Droga nie jest długa, ale pozwala przejść przez Sokółkę tak, jak robią to jej mieszkańcy – bez pośpiechu. Serce miasta to Rynek – nieco klasyczny, nieco z czasów PRL, z fontanną, ławkami i urzędami. Tutaj widać codzienność Sokółki: dzieci idące do szkoły, starsze panie z siatkami na zakupy, kierowców czekających na światłach. Choć może nie wygląda jak miejsce turystyczne, to właśnie tutaj można poczuć prawdziwy puls tego miasteczka.

Jednym z najbardziej symbolicznych punktów na mapie Sokółki jest kościół pw. św. Antoniego Padewskiego. To nie tylko główny kościół w mieście, ale także miejsce, które przyciąga pielgrzymów – zwłaszcza po wydarzeniach z 2008 roku, kiedy doszło tu do zdarzenia uznanego przez wielu za cud eucharystyczny. Niezależnie od osobistych przekonań religijnych, warto wejść do środka choć na chwilę – dla spokoju, dla architektury, dla zrozumienia, jak ważne miejsce w życiu społeczności może odgrywać świątynia.

Jeśli pogoda dopisuje, dobrze jest pojechać w kierunku cmentarza tatarskiego w Bohonikach – jednej z najciekawszych i najbardziej unikatowych atrakcji w okolicach Sokółki. To zaledwie kilka kilometrów od miasta, ale można tam dotrzeć rowerem, a nawet pieszo, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty na spacer.

Bohoniki są maleńką wsią, ale w ich centrum znajduje się meczet i mizar – świadectwo obecności polskich Tatarów, którzy osiedlili się tu kilka wieków temu. Miejsce to emanuje spokojem i prostotą, która działa bardziej niż niejedna wystawna katedra czy zamkowe muzeum. Podobnie rzecz ma się w Kruszynianach, które są bardziej „sławne”.

Jeśli dzień zbliża się ku końcowi, warto wrócić na chwilę nad zalew albo wejść na niewielkie wzniesienia w okolicach miasta i spojrzeć na Sokółkę z góry. Wieczorne światła, powolny ruch samochodów i spokojny rytm życia tworzą atmosferę zamknięcia klamry dnia. To nie jest miejsce, które konkuruje z Gdańskiem, Zakopanem czy Wrocławiem. Ale to też nie jest miejsce, które udaje coś, czym nie jest.

W Sokółce wszystko ma swój czas, swój rytm i swoje znaczenie. Jeden dzień wystarczy, by zobaczyć jej kontury. Ale to, co najważniejsze, zostaje na dłużej – wrażenie, że gdzieś na wschodzie Polski, tuż przy granicy kultur i religii, toczy się życie, które wciąż potrafi być proste, głębokie i piękne w swojej zwyczajności.

Partnerzy portalu:

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

W meczetach w Bohonikach, Kruszynianach i Białymstoku rozpoczęły się uroczystości związane z Kurban Bajram – jednym z dwóch najważniejszych świąt w islamie. Przez cztery dni polscy Tatarzy będą celebrować Święto Ofiarowania, pielęgnując tradycje, które przetrwały w Polsce od ponad 300 lat.

Polscy Tatarzy to unikatowa wspólnota, której historia sięga XVII wieku, kiedy to osiedlili się na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Choć od pokoleń są Polakami, to zachowali własną tożsamość kulturową i religijną. Największe skupiska tej społeczności znajdują się dziś w województwie podlaskim – zwłaszcza w Kruszynianach, Bohonikach i Białymstoku. Tam też znajdują się jedyne w Polsce drewniane, zabytkowe meczety oraz mizary – muzułmańskie cmentarze, które stanowią świadectwo ich wielowiekowej obecności.

Kurban Bajram, to święto przypominające historię proroka Abrahama, który według przekazu muzułmańskiego był gotów poświęcić życie swojego syna w posłuszeństwie wobec Boga. Współczesnym wyrazem tej ofiary jest rytualny ubój zwierzęcia – najczęściej owcy lub krowy – którego mięso dzielone jest na trzy części: dla rodziny, bliskich i potrzebujących. Rozdawanie mięsa to nie tylko gest solidarności, ale również jeden z filarów islamu – jałmużna.

Partnerzy portalu:

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Od grudnia pociągi z Polski do Wilna przyspieszą, a liczba połączeń wzrośnie. Dzięki współpracy PKP Intercity i litewskiego LTG Link podróż z Warszawy do Wilna skróci się o godzinę i potrwa docelowo poniżej 7 godzin. Początkowo uruchomione zostaną trzy połączenia, a w przyszłości ich liczba wzrośnie do czterech dziennie, kursujących co 4 godziny.

Pasażerowie jadący do Wilna będą musieli tak jak do tej pory tylko raz przesiąść się na stacji Mockawa po stronie litewskiej, z pociągu normalnotorowego do szerokotorowego. Czas tej przesiadki wyniesie maksymalnie 20 minut.

Przewoźnicy zapewnią wysoki standard usług, w tym Wi-Fi, gniazdka elektryczne, klimatyzację oraz możliwość zakupu posiłków na pokładzie. Zakup biletów ma być możliwy w jednej transakcji przez strony internetowe lub aplikacje mobilne obu przewoźników, z możliwością rezerwacji miejsc.

W planach jest także wspólna obsługa przyszłej linii Rail Baltica, która połączy Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią. Do końca 2025 roku PKP Intercity i LTG Link przygotują wspólny model obsługi tych połączeń oraz ustalą szczegóły dotyczące taboru kolejowego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pociągi pojadą częściej i szybciej do Wilna!

Od grudnia podróż pociągiem z Białegostoku do Wilna stanie się łatwiejsza i wygodniejsza. PKP Intercity rozbudowuje ofertę połączeń międzynarodowych, dzięki czemu pasażerowie z Podlasia zyskają dostęp do częstszych przejazdów na Litwę. Nowe połączenia przewidują uruchomienie drugiej pary pociągów na trasie Polska–Litwa, co przełoży się na dogodniejsze opcje podróży także dla mieszkańców i turystów odwiedzających Białystok. Jedno połączenie będzie rano – jak dotychczas, drugie popołudniowe z powrotem następnego dnia.

Trasa z Białegostoku do Wilna prowadzi przez przejście kolejowe w Mockawie, gdzie pasażerowie przesiadają się do litewskich pociągów Kolei Litewskich (LTG Link), przystosowanych do szerszego rozstawu torów. Obecnie podróż trwa około 6-7 godzin (na Litwie jest inna strefa czasowa). Jednak planowane inwestycje infrastrukturalne oraz lepsze skomunikowanie pociągów już w najbliższych latach znacząco skrócą czas podróży – docelowo nawet o połowę do roku 2027.

Te zmiany są częścią większego projektu Rail Baltica, który przewiduje gruntowną modernizację połączeń kolejowych łączących Polskę z krajami bałtyckimi. Dzięki temu Białystok będzie mógł pełnić rolę dogodnego punktu startowego dla turystów planujących wizytę w Wilnie i innych miastach Litwy, a także dalsze podróże w głąb krajów bałtyckich czy Europy Środkowo-Wschodniej.

Zwiększona częstotliwość kursowania oraz krótszy czas przejazdu uczynią kolej atrakcyjną alternatywą dla podróży samochodowych i autokarowych. Jest to istotne udogodnienie zwłaszcza dla turystów, którzy chcą wygodnie, bezstresowo i ekologicznie odwiedzić Wilno, odkrywając jego bogate dziedzictwo kulturowe i historyczne.

Partnerzy portalu:

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Topiło w Puszczy Białowieskiej, Wyżary, Supraśl i Puszcza Knyszyńska po Sokółkę, Rajgród – to miejscowości, gdzie strefa stanów rzek jest określana jako średnia. W pozostałych miejscowościach stan rzek jest niski. Oznacza to, że jeżeli planujecie majówkę w na łonie przyrody w pobliżu rzeki, to przeważnie zobaczycie suche koryta. Dlatego w tegoroczną majówkę warto przejechać się kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła, wybrać się rowerem przez rezerwaty przyrody w pobliżu Wyżar, Supraśla, Dworzyska aż po Sokółkę. Albo wypożyczyć sprzęt wodny i popływać po jeziorze Rajgrodzkim.

Każde z tych miejsc oferuje wyjątkowe doznania przyrodnicze. Topiło to ukryta w sercu Puszczy Białowieskiej osada, otoczona torfowiskami, stawami i lasami, w których można spotkać żubry, jelenie i liczne gatunki ptaków. Trasa kolejki wąskotorowej sama w sobie jest atrakcją – to podróż przez dziką puszczę, gdzie niemal każda mijana polana zachęca do krótkiego postoju i odpoczynku w cieniu drzew.

Rejon Wyżar to z kolei mozaika lasów, bagien i łąk, a pobliskie rezerwaty, to prawdziwe oazy ciszy i kontaktu z naturą. Supraśl, z zabytkowym monasterem i malowniczymi ścieżkami, łączy historię z krajobrazem. Rowerowa trasa Supraśl – Sokółka to nie tylko przyjemna droga przez Puszczę Knyszyńską, ale też możliwość obserwacji bocianów, saren i dzików na tle ciągnących się wzgórz i wąwozów.

W Rajgrodzie i okolicach z kolei króluje woda – Jezioro Rajgrodzkie jest jednym z najczystszych w regionie. To idealne miejsce na kajak czy rowerek wodny wśród malowniczych okoliczności przyrody.

Niestety, mimo tych naturalnych bogactw, wiele rzek w regionie cierpi z powodu niskich stanów wód. Susze, regulacje koryt oraz osuszanie terenów pod uprawy sprawiły, że niegdyś tętniące życiem strumienie dziś stają się tylko wspomnieniem. Dlatego coraz więcej mówi się o konieczności renaturyzacji rzek – przywracania im naturalnych meandrów, odbudowy mokradeł i odtwarzania łąk zalewowych. Tylko dzięki takim działaniom możliwe będzie zachowanie wodnej bioróżnorodności, poprawa mikroklimatu i przywrócenie życia wielu miejscom, które dziś wysychają na naszych oczach.

Partnerzy portalu:

Wielkanoc razem, ale inaczej. Podlasie świętuje po katolicku i prawosławnie w jednym czasie.

Wielkanoc razem, ale inaczej. Podlasie świętuje po katolicku i prawosławnie w jednym czasie.

Na Podlasiu, w miejscach takich jak Białystok, Hajnówka, Bielsk Podlaski czy Sokółka, wiosna nie przychodzi jedynie z topniejącym śniegiem i pierwszymi kwiatami. Przychodzi z zapachem wosków, święconego chleba i kadzidła. W 2025 roku wyjątkowo – zarówno katolicy, jak i prawosławni obchodzą Wielkanoc w tym samym czasie. Taka zbieżność nie zdarza się często. Dla wielu mieszkańców regionu to nie tylko logistyczna ulga, ale i głęboko symboliczny moment, w którym to, co na co dzień równoległe, przez chwilę biegnie wspólnym rytmem.

W sobotę przed wielkanocną niedzielą można wyjść na ulice Białegostoku i niemal równocześnie natknąć się na katolicką rodzinę niosącą koszyczek do kościoła oraz prawosławnych mieszkańców przygotowujących się do wieczornego nabożeństwa w cerkwi. Choć symbolika wielu gestów jest podobna – święcenie pokarmów, zapalanie świec, dzwony oznajmiające Zmartwychwstanie – to różnią się one formą, rytmem, a często także kolorem i nastrojem.

W katolickim kościele Wigilia Paschalna odbywa się w sobotni wieczór. Światło Paschału wnosi wiernych w przestrzeń święta, które wybucha radością zmartwychwstania. Pieśni są uroczyste, radosne, niekiedy wręcz triumfalne. Tymczasem w cerkwiach Podlasia, nabożeństwo paschalne zaczyna się później, czasem dopiero o północy. Cerkiew wypełnia półmrok, a pieśni – śpiewane a cappella – powoli budują atmosferę duchowego napięcia.

Mimo różnic, wiele rodzin na Podlasiu ma zarówno katolickich, jak i prawosławnych członków. Dzieci idą w sobotę z tatą do kościoła, w niedzielę z babcią do cerkwi. Albo odwrotnie. Nikt nie pyta, która forma jest „właściwsza”. To, co ważniejsze, dzieje się poza murami świątyń – przy stołach, w domach, w czułych gestach. Wspólny stół, choć może różnić się detalami symbolizuje tę samą radość: życie zwyciężyło śmierć.

Wielkanoc 2025 roku ma więc na Podlasiu wymiar wyjątkowy. To nie tylko święto religijne, ale także społeczne. Pokazuje, że różnice nie muszą dzielić, a wręcz przeciwnie – mogą być źródłem bogactwa. Liturgia w kościele i cerkwi nie jest taka sama, ale obie prowadzą do tego samego – do światła, które rozprasza mrok. I choć raz do roku ich rytmy się zsynchronizują, to duch współistnienia trwa tu przez cały rok.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość! Więcej połączeń kolejowych Białystok – Wilno

Dobra wiadomość! Więcej połączeń kolejowych Białystok – Wilno

Ministerstwo Infrastruktury oraz PKP Intercity zapowiedziały zmiany w ofercie międzynarodowych połączeń kolejowych, które zaczną obowiązywać od grudnia tego roku. Szczególnie interesująco przedstawia się oferta dotycząca województwa podlaskiego oraz połączeń z Wilnem.

Najważniejszą informacją dla pasażerów z Podlasia jest zwiększenie liczby kursów na trasie prowadzącej przez polsko-litewskie przejście graniczne w Trakiszkach. Do dotychczasowego pociągu „Hańcza”, łączącego Kraków z Litwą przez Warszawę, Białystok i Suwałki, dołączy kolejna para połączeń. Nowy pociąg będzie kursował w relacji Warszawa – Mockava z popołudniowym wyjazdem z Warszawy w kierunku Wilna oraz porannym powrotem do stolicy Polski.

Na litewskiej stacji przygranicznej Mockava zostanie utrzymany dotychczasowy system przesiadkowy. Oznacza to, że pasażerowie będą musieli przesiąść się do składów obsługiwanych przez litewskiego przewoźnika LTG Link, które zapewnią bezpośrednie połączenie do Wilna przez Kowno. Dzięki temu podróżni z województwa podlaskiego oraz pozostali pasażerowie korzystający z tej trasy będą mieli większy wybór dogodnych połączeń na Litwę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak nas widzą inni. Francuzi odkryli Podlasie. Co ich zaciekawiło?

Białowieża, Kraina Otwartych Okiennic, Kruszyniany i dziko żyjące żubry. W zasadzie nie jesteśmy zaskoczeni, że ten podlaski zestaw zainteresował zagranicznych turystów najbardziej. Każde z tych miejsc przyciąga na Podlasie niczym magnes. Warto, by w końcu ktoś z tego zrobił jakiś użytek, bo nasz biedny i słabo rozwinięty region mógłby na turystach ze świata zarabiać tak samo jak zarabiają Hiszpanie, Włosi czy Grecy. Ale u nas politycy kompletnie nie są zainteresowani stymulowaniem gospodarki turystycznej. Jedyne, co potrafią to dać bon.

Wybór turystów z Francji wcale nas nie zdziwił. Białowieża to cudowne miejsce o każdej porze roku. A to za sprawą wyjątkowej przyrody. Przepiękne wspomnienia mogą być i latem i zimą, aczkolwiek ta ostatnia musi występować koniecznie ze śniegiem w parze. Inaczej jest tylko szaro, buro i ponuro. Podobnie jest z Krainą Otwartych Okiennic oraz z Kruszynianami – to miejsca wyjątkowe, ale pod względem architektury. Te kolorowe domy i cerkwie to prawdziwy fenomen. Kruszyniany to jeszcze inna wyjątkowość – historyczna. A żubry? Co tu dużo mówić – każdy, kto jest na Podlasiu koniecznie chce zobaczyć dziko żyjące żubry.

Jeżeli nie znacie francuskiego, a chcecie powyższy film obejrzeć rozumiejąc, to w YouTube jest opcja „tłumaczenia automatycznego”. Włączamy napisy, a następnie w ustawieniach wybieramy odpowiednie opcje.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To może być inspiracja dla innych. Odlotowi Dziadkowie na Podlasiu!

YouTube przyzwyczaił nas do promowania wszelkiej maści patologii i patocelebrytów. Bezduszny algorytm pokazuje ludziom to, co najchętniej oglądają inni. Dlatego Odlotowi Dziadkowie to bardzo miła odmiana dla tego bagna, które serwuje nam amerykański serwis z filmami.

Kanał Rodzinni Dziadkowie, który odkryliśmy dzięki temu, że przyjechali na Podlasie to rodzinne filmy o życiu w kamperze. Autorzy pokazują jak w starszym wieku można spędzać czas ku wspólnemu zadowoleniu. Powyższy film jest relacją z ich krótkiego wyjazdu na Podlasie. Rodzinni Dziadkowie czyli Małgosia i Maciej zachęcają do oglądania i oczywiście przesyłania komentarzy.

W tym odcinku autorzy weszli do cerkwi Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gródku oraz spotkali się w Skicie Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach – prawosławnej pustelni na rozlewiskach Narwi – z księdzem Andrzejem. Odwiedzili też Kruszyniany, w których znajduje się meczet polskich Tatarów. Po drodze oczywiście raczyli się (nie zawsze) pięknymi widokami Podlasia.

 

Partnerzy portalu:

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Właściciele pensjonatów, hoteli, kwater agroturystycznych czy kempingów z województwa podlaskiego mogą już zgłaszać chęć udziału w nowym programie wspierającym lokalną turystykę. Ruszyła właśnie rejestracja do programu Podlaski Bon Turystyczny, którego celem jest zachęcenie turystów z całej Polski do odwiedzin naszego regionu. Aby dołączyć do inicjatywy, właściciele obiektów noclegowych powinni wypełnić formularz online dostępny na stronie podlaskibonturystyczny.pl. Wymagane jest m.in. podanie linku do strony internetowej lub profilu w mediach społecznościowych, zawierającego zdjęcia obiektu wpisanego do ewidencji obiektów hotelarskich. Warunkiem udziału w programie jest także brak zaległości wobec ZUS i Urzędu Skarbowego.

Czas na zgłoszenia mija 11 kwietnia. Następnie oferty będą weryfikowane, a od 20 kwietnia lista dostępnych miejsc pojawi się w systemie, z którego będą mogli korzystać turyści. Każdy turysta otrzyma bon w formie cyfrowej – na numer telefonu podany przy rejestracji. Warunkiem skorzystania z dofinansowania są co najmniej dwa noclegi. Wysokość dopłat uzależniona będzie od standardu noclegu. Za pobyt w kempingu, schronisku lub gospodarstwie agroturystycznym turysta otrzyma 200 zł wsparcia. Nocleg w pensjonacie, apartamencie lub hotelu 1-2-gwiazdkowym to 300 zł dofinansowania, natomiast za pobyt w hotelach o wyższym standardzie – 3, 4 lub 5-gwiazdkowych – przewidziano 400 zł dopłaty.

Swoją drogą powinno być odwrotnie – bo państwo powinno mocniej wspierać najmniejszych przedsiębiorców, gdyż to ich funkcjonowanie jest najbardziej zagrożone. Tymczasem największe dopłaty dostaną najbogatsi. Oczywiście, te obiekty ponoszą też ogromne koszty, ale mimo wszystko – najbogatsi potrafią sobie radzić dużo lepiej niż najmniejsi, bo system jest jednakowy i dla jednych i dla drugich.

Wprowadzony tego typu Bon turystyczny w czasach covidu na pewno pomógł branży HoReCa, ale sytuacja gospodarcza w Polsce jest kiepska. Toteż nie wiadomo czy znajdzie się wielu chętnych na wyjazdy do naszego regionu. Mamy co zaoferować, ale ludzie zwyczajnie mogą nie mieć pieniędzy na takie kilkudniowe wycieczki.

Program ruszy jeszcze przed Wielkanocą. Już wtedy pierwsi turyści będą mogli wykorzystać bony na wypoczynek w Podlaskiem. Na realizację projektu przeznaczono 2 miliony złotych z budżetu województwa, które będą rozdysponowywane stopniowo, w zależności od miesiąca.

Partnerzy portalu:

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Podlasie na dwóch kółkach – brzmi jak wyzwanie? Wiele osób przyjeżdża do nas by przejechać słynną Green Velo. My jednak uważamy, że ta trasa jest po prostu słaba. Dlatego proponujemy własną. Jej przejechanie gwarantuje zobaczenie w naszym regionie wszystkiego – z czego słyniemy! Od malowniczych widoków, dzikiej natury, pięknej architektury po wspaniałych ludzi, małe wioseczki, drewniane chatki i mnóstwo innego kolorytu. Założyliśmy sobie, że urlop trwa dwa tygodnie. Pierwszy i ostatni dzień będzie dotyczył przyjazdu i wyjazdu (lub odpoczynku), więc średnio będzie robić po 66 km dziennie. Wystarczająco, by się nie zajechać. Noclegi możecie organizować sobie sami – w dowolnych punktach.

Pierwszym etapem jest dojechanie do miejscowości Biała Piska koleją. Rower jak najbardziej można zapakować do środka, a pociąg nazywa się „Biebrza”.  Gdy już będziemy na miejscu, to możemy ruszać na Rajgród, urokliwe miasteczko nad Jeziorem Rajgrodzkim. To raj dla miłośników sportów wodnych i plażowania. Dalej na trasie czeka Augustów – perła turystyczna Podlasia, słynąca z Kanału Augustowskiego, oferującego malownicze rejsy oraz licznych ścieżek rowerowych wokół jezior.

Kanał Augustowski

 

Kolejne miejsce to Wiżajny, zwane „polskim biegunem zimna”, z pięknymi pagórkowatymi krajobrazami przypominającymi wręcz górskie tereny. W Gibach warto zatrzymać się przy pomniku pamięci ofiar Obławy Augustowskiej – tragicznego wydarzenia z 1945 roku. Tu jednak mamy też cudowne, czyste jezioro Gieret. Następnie trasa prowadzi wzdłuż granicy przez Nowy Dwór i Krynki do Kruszynian – magicznej tatarskiej wsi, gdzie można odwiedzić drewniany meczet oraz spróbować wyśmienitej kuchni tatarskiej. Z Kruszynian szlak kieruje do Białowieży, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć Rezerwat Pokazowy Żubrów i słynną Puszczę Białowieską, wpisaną na listę UNESCO.

Białowieża

Dalej na trasie jest Mielnik, który oferuje piękny widok na dolinę Bugu oraz możliwość zwiedzenia odkrywkowej kopalni kredy. Stamtąd kierujemy się do Grabarki, najważniejszego prawosławnego sanktuarium w Polsce z niezwykłą atmosferą modlitwy i tysiącami krzyży przyniesionych przez pielgrzymów. Historyczny Drohiczyn, dawna stolica województwa podlaskiego, to miasto z imponującą panoramą na zakole rzeki Bug. Granne to idealne miejsce na chwilę relaksu nad rzeką, gdzie dawniej przebiegała królewska trasa do Wilna. Natomiast w Ciechanowcu koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Rolnictwa.

Dalej trasa prowadzi przez Pietkowo – z niesamowitymi stawami, gdzie będziemy mogli podziwiać dzikie ptactwo, a dalej do Waniewa, gdzie znajduje się niezwykła kładka przez rozlewiska Narwi, pozwalająca obserwować liczne gatunki ptaków. Kolejnym punktem jest Tykocin, miasteczko słynące z barokowej synagogi, zamku oraz urokliwego rynku. Kolejny punkt to Góra Strękowa i Wizna. To miejsca związane z bohaterską obroną podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, nazywane polskimi Termopilami. W Starej Łomży, do której dojedziemy przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi znajdują się historyczne grodzisko oraz piękne widoki na wspomnianą dolinę.

Dalej kierujemy się na Biebrzański Park Narodowy. Przejeżdżając przez Dolistowo Stare, warto zatrzymać się nad Biebrzą, aby nacieszyć oczy dziką przyrodą Parku. Kolejny przystanek na mapie to Korycin, który słynie z sera korycińskiego, regionalnego przysmaku wartego spróbowania. To także królestwo truskawki. Dalej możemy już jechać do Puszczy Knyszyńskiej. Czarna Białostocka natomiast to miejsce startowe licznych szlaków turystycznych biegnących przez ogromny kompleks leśny.

biebrzanski-park-narodowy-panorama
Biebrzański Park Narodowy

Następny po drodze Supraśl zachwyci prawosławnym monasterem oraz klimatycznymi uliczkami pełnymi gastronomii. Następny punkt po drodze to Trześcianka. Serce Krainy Otwartych Okiennic – wiosek słynących z drewnianych, barwnie zdobionych domów. Potem jest Orla, kolejny przystanek. To klimatyczna wieś z historyczną synagogą i licznymi pamiątkami po społeczności żydowskiej. Bielsk Podlaski zachwyci cerkwią Narodzenia NMP oraz ciekawą architekturą sakralną. Dalej przez Turośń Kościelną, malowniczą wioskę idealną na krótki odpoczynek, docieramy do Choroszczy ze słynnym Pałacykiem Branickich.

Supraśl

Ostatnim etapem tej wyjątkowej podróży jest Białystok – stolica województwa, w której nie można pominąć Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki.

Podlasie, pełne uroku i różnorodności, to idealny region na rowerowy urlop. Każdy kilometr to okazja do odkrywania niezwykłych miejsc, spotkań z historią, kulturą i przyrodą – czego można chcieć więcej na dwóch kółkach?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak promowało się Podlaskie ponad 20 lat temu. Zobacz ile się zmieniło!

To niesamowite jak wszystko wokół nas się zmieniło od 2004 roku. Wtedy to powstał film promujący Podlaskie. 22-minutowy dokument opowiada potencjalnym turystom o wszelkich walorach naszego regionu. Dla lokalsów tematy są dobrze znane – Białystok, Puszcza Białowieska, Wigry, Kruszyniany, Biebrza… Ale warto na ten film spojrzeć z drugiej strony – jak na cudowną podróż do przeszłości, do świata sprzed dwóch dekad, takiego, którego już nie ma, bo został wchłonięty przez rozwój.

Obrazy w filmie mają niezwykłą moc przywoływania nostalgii. Oglądając kadry sprzed dwudziestu lat, dostrzegamy mniej ludzi, węższe drogi i nieodnowione jeszcze budynki, albo takie co całkowicie się zmieniły. Film pokazuje również ludzi – ich styl życia, ubiór. To przypomnienie, jak bardzo ewoluowaliśmy w ciągu zaledwie jednej generacji. Wtedy telefon komórkowy był rzadkością, a internet dopiero wchodził w codzienność mieszkańców Podlaskiego. Dziś trudno wyobrazić sobie choćby weekend bez zdjęć i relacji w mediach społecznościowych z odwiedzanych miejsc.

Tym bardziej warto przypomnieć sobie te czasy, by docenić piękno regionu oraz spojrzeć, jak szybko zmienia się świat wokół nas. Film jest nie tylko pamiątką historyczną, ale także punktem odniesienia do refleksji – jak wyglądać będzie Podlaskie za kolejne dwie dekady? Obyśmy nadal posiadali to co w naszym regionie najcenniejsze – dzika natura, wielokulturowość i niepowtarzalny klimat.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu – jakie tradycje przetrwały do dziś?

Karnawał to czas radości, zabawy i świętowania, który przez wieki miał na Podlasiu wyjątkowy charakter. Choć dziś kojarzy się głównie z balami i ostatkami, dawne zwyczaje były znacznie bogatsze i pełne lokalnych rytuałów. Jak świętowano kiedyś, a jak wygląda to dziś? Czy tradycje karnawałowe na Podlasiu przetrwały w niezmienionej formie, czy może zmieniły się wraz z upływem czasu?

W dawnych czasach karnawał na Podlasiu był okresem pełnym zabawy i biesiad, szczególnie na wsiach, gdzie ludzie cieszyli się ostatnimi chwilami przed okresem Wielkiego Postu. Organizowano wesela, kuligi, a także wieczory pełne śpiewu i tańca. Nie brakowało też obrzędów związanych z przepędzaniem zimy – to właśnie na Podlasiu można było zobaczyć grupy przebierańców, które odwiedzały domostwa, śpiewając i psocąc, w zamian za poczęstunek.

Dziś te tradycje są mniej popularne, ale wciąż można je spotkać w niektórych miejscowościach. Nie brakuje w regionie zabaw karnawałowych w nowoczesnym wydaniu – z DJ-em zamiast kapeli ludowej, ale wciąż z dużą dawką radości i tańców do białego rana. Jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji karnawałowych na Podlasiu są kuligi. Dawniej były one nieodłącznym elementem zimowego świętowania – orszaki sanek, ciągniętych przez konie, przemierzały zaśnieżone drogi, a uczestnicy popijali grzane wino lub herbatę z miodem. Po przejażdżce odbywały się ogniska, podczas których śpiewano i biesiadowano. Dziś niestety nie można na to liczyć ze względu na brak śniegu.

Tłusty czwartek to jedno z najważniejszych wydarzeń karnawałowych, znane w całej Polsce, ale na Podlasiu miał on swoje lokalne odmiany. Oprócz pączków popularne były również chrusty (faworki), racuchy i pampuchy. W wielu domach ostatni tydzień karnawału był czasem szczególnej obfitości jedzenia. Pieczono placki, smażono skwarki, a na wsiach organizowano wspólne gotowanie i biesiady.

Dziś przeważnie świętowanie Tłustego czwartku ogranicza się do wystania w ogromnej kolejce, by kupić mnóstwo pączków. Aczkolwiek, jeżeli nie chcemy jeść dziadostwa z marketu, tylko pożądne wypieki, to ceny przysmaku przyprawiają o zawrót głowy. Wiele osób stawia jednak na jakość, a nie ilość. Co też ma znaczenie dla naszego zdrowia.

Partnerzy portalu:

Jest już połączenie kolejowe Białystok – Wilno – Ryga – Tallin. W bonusie Helsinki.

Jest już połączenie kolejowe Białystok – Wilno – Ryga – Tallin. W bonusie Helsinki.

10 lutego wystartowało wspólne połączenie kolejowe z Wilna przez Rygę do Tallina. Oznacza to, że z Białegostoku bezpośrednio dojedziemy nie tylko jak dotychczas do stolicy Litwy, ale też do stolic Łotwy i Estonii. Podróż w dwie strony to koszt 500 zł.

Pierwszy etap jest już znany. Kupujemy bilet za 77 zł i wsiadamy na stacji w Białymstoku (albo Sokółce, Augustowie, Suwałkach) i dojeżdżamy do litewskiej Mockawy. Tam na tym samym peronie będzie stać pociąg LTG Link, którym dojedziemy do Wilna. Na trasie obowiązuje ten sam bilet. Wyjazd ze stolicy Podlaskiego jest o godz. 10.30. Na granicy czeka nas zmiana czasu, to też dojedziemy o 17.29 tracąc godzinę w sekundę. Teraz mamy 13,5 godziny przerwy. Możemy ją wykorzystać na zwiedzanie Wilna wieczorową porą. A w weekend nawet zasmakować nocnego życia. Alternatywnie możemy po prostu przenocować.

Następnego dnia meldujemy się na stacji kolejowej, kupujemy bilet do Tallina za 39 Euro (około 160 zł). O 7.05 następnego dnia meldujemy się na stacji i odjeżdżamy. Najpierw dojedziemy do Valgi, gdzie musimy zmienić pociąg (bez dokupowania biletu), by po 10,5 godzinach zameldować się w stolicy Estonii. Tu możemy zwiedzać miasto wieczorową porą, przenocować by zwiedzać je jeszcze w dzień. Możemy też dodatkowo wybrać się promem do Helsinek (stolica Finlandii). Gdy już zobaczymy wszystko, to powrót jest każdego kolejnego dnia o 10.25.

Nie zapominajmy jeszcze o Rydze! W stolicy Łotwy będziemy o 16.37. Zatem kolejny wieczór przed nami. Następnego dnia, gdy będziemy wracać, wyjazd do Wilna jest o 16.55. Na miejscu będziemy o 21:03. Powrót do Białegostoku jest kolejnego dnia o 12.35. Na miejscu będziemy o 17.28. Tu odzyskamy straconą przy wyjeździe za granicę godzinę.

Jak widzicie – by realnie objechać 4 bałtyckie stolice trzeba nam co najmniej 5 noclegów. Hotele nie są zbyt drogie – w porównaniu z Polską. Cały wyjazd na jedną osobę powinien kosztować w okolicach 2000 zł, nie licząc jedzenia i ewentualnego imprezowania. Warto? Ocenę pozostawiamy Wam.

Jak kupić bilety? Najlepiej online:

Białystok – Wilno oraz Wilno – Białystok:

https://ebilet.intercity.pl/

Wilno – Tallin, Tallin – Ryga, Ryga – Wilno

https://ltglink.lt/en/vilnius-tallinn

Promy Tallin – Helsinki

https://www.directferries.pl/helsinki_tallinn_prom.htm

 

Partnerzy portalu:

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

W tym roku po zimie przekonamy się ostatecznie czy skuteczna jest zapora na granicy polsko-białoruskiej, zbudowana w Podlaskiem. Przypomnijmy dotychczas ona nie działała i świadczyły o tym twarde dane z granicy niemieckiej. Międzyczasie poprawiono 5,5 metrowy płot, który dało się rozchylać lewarkiem. Do tego zamontowano 500 słupów – a na nich 1300 kamer, po to by uniemożliwić przekraczanie granicy rzeką. Czy to będzie skuteczne? Ten „sezon na przekroczenia” pokaże. W tamtym roku łącznie było to 30 000 prób. Póki co, zimową porą – w tym roku odnotowano zaledwie 240 prób. Kluczowe będzie jednak lato, gdy pogoda nielegalnej migracji i koczowaniu w białoruskich lasach sprzyja.

Na ten moment nie da się przesądzić czy usprawnienie zapory coś dało, ale jedno jest pewne – Straż Graniczna ma o wiele bardziej zaawansowane narzędzie niż wcześniej. Na początku był sam płot, a funkcjonariusze o przekroczeniu dowiadywali się dopiero gdy ono już następowało. Teraz wiedzą to już dużo wcześniej, a patrol mogą skierować jeszcze przed samą próbą przekroczenia granicy. Problemem był brak fizycznej zapory na rzekach. Teraz – dzięki czujnikom i kamerom może się to zmienić. Ale to pokażą dopiero wyniki zatrzymań na granicy polskiej oraz na granicy niemieckiej.

Na 206 km granicy z Białorusią bariera stoi już od trzech lat. 186 km to płot, a już na całości bariera elektroniczna, która teraz także funkcjonuje na rzekach. Inwestycja na pewno utrudniła przekraczanie granicy, ale do tej pory problemu całkowicie nie rozwiązała.

Partnerzy portalu:

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Mało kto wie, że istnieje taka strona na Facebooku jak „Czy ZKA w Podlaskim dziś wyjechało?”. Jedno jest pewne – musi być ona solą w oku Polregio i Urzędu Marszałkowskiego. Ten duet w ostatnim czasie stanowił antyreklamę kolei, a wspomniana strona boleśnie o tym przypominała niemalże każdego dnia.

139 kursów odwołanych

Żeby zrozumieć tą skomplikowaną sytuację, potrzebny jest szerszy kontekst. Tylko od 24 listopada 2024 roku do 24 stycznia 2025 roku odwołanych zostało 139 kursów pociągiem. Polregio zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują. Ale ile napsuli krwi pasażerom, to zostanie z nami jeszcze na długo. Warto jednak dodać, że do obsługi połączeń kolejowych województwo użycza spółce Polregio 17 pojazdów szynowych. Jednak tabor, którego właścicielem jest województwo, nie zabezpiecza w pełni obsługi wszystkich zaplanowanych kursów (potrzeba do tego 24 pojazdy – dop. red). Zgodnie z umową, operator jest zobowiązany do uzupełnienia brakującego taboru we własnym zakresie.

Jak zapewnia Polregio, problemy na liniach z trakcją spalinową wynikały z niezbędnych przeglądów technicznych połączonych z modernizacją szynobusów, co wiąże się z potrzebą wyłączenia pojazdów z ruchu. – poinformowała nas Renata Gerasimiuk – specjalista z działu handlowego POLREGIO S.A. Dodatkowe problemy wynikały z konieczności przeprowadzenia napraw gwarancyjnych oraz powypadkowych. – dodała. Widać jak na dłoni, że Polregio ma za małą liczbę pociągów do swojej dyspozycji, skoro 17 maszyn użycza jej Województwo Podlaskie, a do tego niezbędne przeglądy i naprawy paraliżują funkcjonowanie  kolejowych przewozów pasażerskich w naszym regionie. Bo nie oszukujmy się, jeżeli ktoś kupił bilet na pociąg – to chce jechać pociągiem, a nie autobusem. Zatem podstawianie komunikacji zastępczej nie jest rozwiązaniem. Polregio powinno dysponować takim taborem, by przeglądy czy naprawy nie powodowały odwoływania kursów.

To całkiem poważny problem, bo przez właśnie takie sytuacje parkingi w miastach puchną od samochodów, a ruch na wszystkich drogach się nasila. Nic dziwnego – skoro cztery osoby w rodzinie (ojciec, matka, córka, syn) muszą mieć cztery osobne samochody. Gdyby mogli liczyć na solidną komunikację – być może potrzebowaliby ich mniej.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Zapytaliśmy Polregio o to jak planuje rozwiązać problem w przyszłości. W odpowiedzi czytamy, że spółka planuje wypuścić w trasę… wagon piętrowy. Tak, to nie jest żart. Weźmy na to 16 stycznia 2025. Tego dnia odwołane zostały: PR 10441 Czeremcha 06:44 – Hajnówka 07:10, PR 10430 Hajnówka 07:45 – Czeremcha 08:12, PR 10415 Czeremcha 10:28 – Białystok 11:45, PR 10404 Białystok 15:05 – Czeremcha 16:24, PR 10302 Białystok 16:15 – Ostrołęka 18:07, na odcinku Łapy – Ostrołęka, PR 10312 Ostrołęka 18:33 – Białystok 20:32, na odcinku Ostrołęka – Łapy. Chociaż spółka zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują – co przytaczaliśmy powyżej – to przecież nie znaczy, że już takich utrudnień nie będzie. I co wtedy ma dać jeden wagon?

Na szczęście, Polregio jest świadome, że trzeba coś robić przyszłościowo. Priorytetem obecnych władz POLREGIO jest – obok stałego rozwijania oferty spółki – wymiana najstarszych i najbardziej wyeksploatowanych pojazdów. Pozyskanie nowego taboru jest kluczowe dla poprawy sytuacji i komfortu pasażerów. Zarząd spółki jest w trakcie rozmów dotyczących finansowania takiego zakupu. Jego wartość w skali wszystkich zakładów POLREGIO szacowana jest na wiele miliardów złotych, co sprawia, że proces ten jest ogromnym wyzwaniem i wymaga czasu. Mamy nadzieję, że prowadzone obecnie rozmowy zakończą się pomyślnie. My też mamy nadzieję, ale życie nadzieją to trochę jednak za mało.

Co na to marszałek?

O sytuację z tak wielką liczbą odwołanych połączeń kolejowych zapytaliśmy tego, kto płaci naszymi pieniędzmi za przewozy czyli Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego. Zgodnie z umową o świadczenia usług publicznych w zakresie kolejowych przewozów pasażerskich, finansuje jedynie zrealizowane połączenia. W przypadku niewykonania przewozów operator nie otrzymuje rekompensaty i dodatkowo jest naliczana kara umowną za każdy niezrealizowany kurs. – napisała nam w mailu Barbara Likowska-Matys, Zastępca Dyrektora Departamentu Polityki Informacyjnej i dodaje – Jeżeli jest to komunikacja zastępcza – autobusowa, to traktujemy to jako zrealizowanie kursu, przy czym nakładamy karę w związku niedotrzymaniem warunków umowy. 

Na koniec warto się zastanowić jak to jest, że spółka, która ma wystarczającej liczby taboru (brakuje pociągów przy przeglądach i naprawach, musi też „pożyczać” od województwa), nie dość, że realizuje połączenia dla województwa podlaskiego, to jeszcze może wygrać kolejne konkursy na przewozy. Zgodnie z najnowszą umową z listopada 2024 – Polregio ma zapewniać usługi naszemu województwu aż do 2030 roku. W dni robocze na trasy kolejowe Podlaskiego pociągi powinny wyjechać 75 razy. Tabor do obsługi połączeń w regionie to 24 pojazdy. Firma obsługuje 94 stacje i przystanki osobowe, a podczas wakacji 99.

Jak można rozwiązać ten problem?

Wystarczy popatrzeć na Koleje Dolnośląskie. Można stawiać je za wzór. W styczniu 2024 roku z jej usług skorzystało prawie 1,9 miliona pasażerów. W ponad 15-letniej historii przewoźnika jego pociągi nigdy nie przewiozły tak wielu osób w ciągu jednego miesiąca. Rekordy popularności biją także Koleje Wielkopolskie. Jaki jest wspólny mianownik obu? Tam samorządy województw nie zlecają nikomu przewozów pasażerskich tylko organizują je same. Dlatego nie mamy wątpliwości, że w 2030 roku żadnej z umowy z Polregio ani nikim innym podpisywać nie powinniśmy. Za to muszą powstać Koleje Podlaskie.

Dlaczego to ważne? Bo samorząd realizuje zadania publiczne i nie musi jak spółka – zarabiać. Wystarczy bilansować się na zero. To wystarczy – by komunikacja publiczna działała naprawdę dobrze. Ponadto nie jest zrozumiałe dlaczego – mimo tak okazałej infrastruktury kolejowej – w Białymstoku i całej aglomeracji nie ma kolei miejskiej? Taką usługę mogłyby również prowadzić wspomniane Koleje Podlaskie. Wystarczą decyzje polityczne i można działać. Warto jednak pamiętać, że politycy sami z siebie nigdy nic nie robią – zawsze potrzebna jest presja społeczna.

Partnerzy portalu:

Serce wielokulturowości, historii i natury w jednym miejscu. Taka jest Sokółka i jej okolice.

Serce wielokulturowości, historii i natury w jednym miejscu. Taka jest Sokółka i jej okolice.

Sokółka, leżąca na pograniczu kultur i tradycji, zachwyca odwiedzających nie tylko swoją historią, ale również unikatowym połączeniem przyrody i różnorodności kulturowej. Wizyta w tym urokliwym miasteczku i jego okolicach to podróż przez wieki i przestrzenie, które oferują zarówno możliwość zanurzenia się w przeszłości, jak i aktywnego wypoczynku w otoczeniu natury. Zimą – bonusowo możemy natrafić na ogromne stado dziko żyjących żubrów!

Pierwszym miejscem, które przyciąga uwagę każdego odwiedzającego Sokółkę, jest rynek. W jego sercu znajduje się zabytkowy kościół św. Antoniego Padewskiego, wzniesiony w XIX wieku. Ta monumentalna, barokowa budowla jest nie tylko świadkiem długiej historii regionu, ale także symbolem religijnej i kulturowej różnorodności Sokółki. Świątynia zachwyca swoją architekturą, a jej odnowione wnętrza, pełne detali, emanują spokojem. Niewątpliwie jest to wielkie dzieło sztuki. Przyciąga zarówno turystów, jak i pielgrzymów. To miejsce, w którym przeszłość spotyka się z teraźniejszością, tworząc niezwykłą atmosferę. A tuż obok znajduje się cerkiew pw. św. Aleksandra Newskiego również z XIX wieku. We wnętrzu świątyni znajduje się ikonostas pochodzący z 1905 roku. Na wyposażeniu świątyni pozostaje także ikona Świętych Mikołaja i Aleksandry stanowiąca dar cara Mikołaja II i jego małżonki Aleksandry Fiodorówny. Cerkiew posiada jedną dużą kopułę i cztery boczne.

Mówiąc o Sokółce i jej okolicach nie sposób nie wspomnieć o Tatarach, którzy osiedlili się w tych okolicach już w XVII wieku, wnosząc do regionu swoje tradycje, religię i kuchnię. Przemierzając szlak, można odwiedzić wsie takie jak Bohoniki czy Kruszyniany, gdzie znajdują się zabytkowe meczety – jedne z najstarszych w Polsce. Każdy krok na tym szlaku to spotkanie z historią, która jest wciąż żywa, pielęgnowana przez potomków tatarskich osadników. Można tu również spróbować tradycyjnych potraw, takich jak pierekaczewnik czy czebureki, które są kulinarnym symbolem tego regionu. Warto też zajrzeć do Muzeum Ziemi Sokólskiej, gdzie znajduje się stała wystawa poświęcona osadnictwu tatarskiemu.

Latem, idealnym miejscem na odpoczynek jest Zalew Sokólski. To sztuczny zbiornik otoczony malowniczymi terenami zielonymi, jest ulubionym miejscem rekreacji mieszkańców i turystów. Nad wodą można nie tylko złapać oddech, ale także aktywnie spędzić czas, korzystając z tras spacerowych czy wypożyczalni sprzętu wodnego. Zalew jest idealnym miejscem zarówno na spokojny piknik z rodziną, jak i na bardziej aktywne formy relaksu.

W bliskim sąsiedztwie Sokółki kryją się kolejne skarby regionu, które doskonale uzupełniają opowieść o tej części Podlasia. Dąbrowa Białostocka, sanktuarium w Różanymstoku i malownicze Wzgórza Sokólskie tworzą krajobraz, w którym historia i duchowość przeplatają się z dzikim pięknem natury.

Dąbrowa Białostocka to niewielkie miasteczko, które na pierwszy rzut oka wydaje się spokojne i niepozorne. Warto jednak przejechać się malowniczą trasą z Sokółki, a także zobaczyć zabytkowy wiatrak. Zaledwie kilka kilometrów od Dąbrowy Białostockiej znajduje się Różanystok – miejsce, które jest znane na całym Podlasiu z jednego z najważniejszych sanktuariów maryjnych w Polsce. To miejsce pielgrzymek, wzniesione w stylu barokowym z domieszką rokoko. Wnętrza, pełne złoconych detali, zapraszają do kontemplacji i modlitwy. Otoczenie sanktuarium, z malowniczymi alejkami i cichymi zakątkami, sprzyja refleksji i wyciszeniu.

Podążając dalej na południe, trafiamy na jedno z najbardziej malowniczych miejsc w regionie – Wzgórza Sokólskie. Ta część Podlasia, mniej znana i rzadziej odwiedzana przez turystów, kryje w sobie niezwykłe krajobrazy, które zmieniają się wraz z porami roku. Wzgórza te, ukształtowane przez lodowiec, porośnięte są mozaiką lasów, łąk i pól, tworząc obraz rodem z pocztówki. To idealne miejsce dla miłośników pieszych wędrówek i rowerowych wycieczek. Wędrówki po wzgórzach pozwalają poczuć bliskość natury – wiosną można tu podziwiać kwitnące łąki, latem cieszyć się ciszą wśród bujnej zieleni, a jesienią spacerować wśród złocistych liści. To także raj dla obserwatorów ptaków i fotografów przyrody, którzy znajdują tu nieograniczone możliwości uchwycenia piękna Podlasia w kadrze.

Niepozorna Sokółka i jej okolice mają do zaoferowania całe mnóstwo fantastycznych, ciekawych i pięknych miejsc. Niezależnie od pory roku to doskonały kierunek wycieczki.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy na Podlasiu mówi się jeszcze „po swojomu”?

Ponad 10 lat minęło od umieszczenia na YouTube powyższego filmu. To dobra okazja, by sobie zadać pytanie o jego aktualność. czy Podlaska mowa, w poprzednich latach mocno obecna we wschodnich miasteczkach i wsiach Podlasia jest jeszcze obecna? Upływ czasu robi swoje, więc pytanie dotyczy w zasadzie tego czy młodzież kultywuje dawne tradycje. Szczególnie, że nasz region się wyludnia.

W Białymstoku w zasadzie już to zjawisko zanikło. W jaki sposób to w ogóle można sprawdzić? Wystarczy chodzić i słuchać – na giełdzie, ryneczkach, przystankach autobusowych. Dwie dekady temu w stolicy województwa podlaskiego „prosty język” można było usłyszeć na każdym kroku, dziś już prawie nigdzie. Wszyscy, którzy go na co dzień używali – albo już powymierali albo są już bardzo starzy i przeważnie nie wychodzą z domu. Kolejne pokolenia mówiły już tak samo jak na zachodzie Podlaskiego i reszty Polski.

W Bielsku Podlaskim, Sokółce, Michałowie czy też Gródku do dziś można usłyszeć jeszcze gwarę, ale również nie jest to tak powszechne jak kiedyś. Kolejne pokolenia, które zostały na Podlasiu, albo jeszcze stąd nie wyjechały – „tradycji” już nie przejęły. Warto jednak pamiętać, że to może być uczucie subiektywne, gdyż nikt stałych badań nad tym nie prowadzi. Tak czy inaczej zjawisko zanikania prostej mowy było zauważane – także na wschodzie województwa już dekadę temu.

Wszystko sprowadza się do poczucia tożsamości kulturowej. Kaszubi, Ślązacy taką posiadają i swoje tradycje dumnie pielęgnują. Na Podlasiu tego niestety nie ma i chyba nigdy nie było. Warto jednak z uznaniem uwzględnić, że dość dobrze „trzyma się” mniejszość białoruska – czyli obywatele Polski, narodowości Białoruskiej, posługujący się językiem białoruskim. Warto tu dodać, że Republika Białorusi jest pod tak silnym rosyjskim wpływem, że tam powszechnie mówi się po rosyjsku, zaś białoruski jest tak samo językiem mniejszości jak w Polsce.

Miejscem, gdzie możemy na co dzień obcować z językiem białoruskim jest Hajnówka. Warto mocno podkreślić, że Białoruski należy do wschodniosłowiańskiej grupy języków, wywodzi się z prasłowiańskiego, który był wspólnym językiem przodków wszystkich Słowian. Jego rozwój był ściśle związany z historią Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie język ruski (przodkowie dzisiejszych białoruskiego, ukraińskiego i części rosyjskiego) pełnił rolę urzędową od XIV do XVI wieku. W kolejnych wiekach, pod wpływem polskim i rosyjskim, język białoruski ulegał zmianom, jednak zachował unikalne cechy, takie jak miękkie brzmienie czy charakterystyczne słownictwo. Współczesny język białoruski ukształtował się w XIX wieku, kiedy zaczęto świadomie promować jego literacką formę jako wyraz tożsamości narodowej.

Ważne by ten język przetrwał. Dlaczego? Bo język prosty wywodzi się z mieszanki języków wschodniosłowiańskich, głównie białoruskiego właśnie, a także wpływów polskich i ukraińskich. O ile Polska czy Ukraina (mimo wojny) nie jest zagrożona zaniknięciem swoich języków, tak Białoruś niestety jest. Jeżeli dożyjemy czasów przemian politycznych na Białorusi, gdy odrodzi się tam silna tożsamość narodowa u większości społeczeństwa, a następnie nastąpi powrót do języka białoruskiego to można będzie wtedy ze spokojem uznać, że element dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego  ciągle żyje. Dlatego każdemu Polakowi powinno zależeć na tym, by języki podlaskich mniejszości nie zanikały.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Magiczne Podlasie. Tyle pięknych miejsc do zwiedzania!

Podlasie to region pełen urokliwych miejsc, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej, a otaczający krajobraz koi zmysły. Jako cel obrała sobie naszą piękną krainę użytkowniczka YouTube – Paula. Odwiedziła wiele wspaniałych miejsc. W tym Drohiczyn, Kruszyniany, Krainę Otwartych Okiennic, Skit w Odrynkach, Supraśl i niesamowity Pałac w Patrykozach – ciągle na Podlasiu, ale w województwie mazowieckim.

Drohiczyn, jedno z najstarszych miast Podlasia, leży malowniczo nad rzeką Bug. To miejsce, gdzie historia przeplata się z pięknem przyrody. Spacerując wąskimi uliczkami, można podziwiać zabytki, ale warto także odwiedzić punkt widokowy, z którego roztacza się panorama na Bug i okoliczne łąki. Kruszyniany natomiast to niezwykłe miejsce, gdzie można poznać dziedzictwo polskich Tatarów. Meczet i mizar, czyli cmentarz tatarski, są świadectwem wielowiekowej obecności tej społeczności na Podlasiu. Wizyta w Kruszynianach to również okazja do spróbowania tradycyjnych potraw tatarskich.

Kraina Otwartych Okiennic to obszar obejmujący wsie Trześcianka, Puchły i Soce, gdzie czas zatrzymał się w XIX wieku. Charakterystyczne drewniane domy z kolorowymi okiennicami i bogatymi zdobieniami to prawdziwa wizytówka tego miejsca. Warto zatrzymać się tu na dłużej, by spacerować między domami i odwiedzić cerkiew w Puchłach, znaną z wyjątkowej architektury i malowniczego położenia. Warto dodać, że charakterystyczne domy napotkamy w wielu okolicznych wsiach obok wspomnianej trójki.

Skit w Odrynkach to miejsce pełne duchowej głębi i spokoju. Otoczony bagnami i lasami, skit jest jedyną taką prawosławną pustelnią w Polsce. Aby dotrzeć tam, trzeba przejść drewnianą kładką prowadzącą przez malownicze tereny doliny Narwi. To idealne miejsce na refleksję i oderwanie się od codziennego zgiełku. Supraśl natomiast, znany z unikatowego klimatu i walorów uzdrowiskowych, to miejsce idealne na relaks i odkrywanie historii. Na szczególną uwagę zasługuje monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy, będący jednym z najważniejszych ośrodków prawosławia w Polsce. Nieopodal znajduje się również Muzeum Ikon, gdzie można podziwiać pokaźną kolekcję ikon oraz poznać tajemnice tej sztuki sakralnej.

Jeżeli chcielibyście zwiedzać Podlasie, ale wyrwać się spoza ram województwa podlaskiego, to z pewnością pojechać do miejscowości Patrykozy, w której znajduje się przepiękny pałac, który wybudowano na zamówienie generała polskiego wojska Teodora Lubicz-Szydłowskiego. Prace ukończono w 1843 roku. Po śmierci wojskowego w 1863 roku pałac przechodził z rąk do rąk, by finalnie po II wojnie światowej trafić we własność Skarbu Państwa. W 2000 roku ponownie trafił w ręce prywatne. Maurycy Zając – jego obecny właściciel gruntownie wyremontował obiekt w latach 2004 – 2010. Zabytek dostępny jest dla zwiedzających za drobną opłatą i po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem. Obecnie pałac wystawiony jest na sprzedaż.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na wschodnim Podlasiu też była szlachta. Historia dworu Eynarowiczów w Kudrawce.

Gdy spojrzymy na stare mapy, to niewątpliwie tereny zachodniego województwa Podlaskiego były mocniej zasiedlone przez szlachtę, a na wschodnich częściach – obejmujących dzisiejsze tereny powiatu hajnowskiego, wschodu powiatu białostockiego, sokólskiego czy augustowskiego już nie. Wynikało to zapewne z biegnącej pomiędzy wschodem i zachodem dzisiejszego Podlaskiego granicy Królestwa Polskiego z Koroną Księstwa Litewskiego. Na zachodzie dominowało osadnictwo polskie, a drobna szlachta była bardziej liczna. Na wschodzie dominowały dobra magnackie i wielkie majątki ziemskie, często należące do rodów litewskich lub ruskich, z mniejszym udziałem drobnej szlachty. Dla porządku przypomnijmy, że szlachta posiadała skromne majątki i miała wpływy lokalne, będąc wiernymi króla, zaś magnateria miała ogromne majątki i wpływy nie tylko na cały kraj, ale też możliwość ubiegania się o tron króla.

Dlatego Eynarowicze to doskonały przykład rodu, który niewątpliwie miał korzenie litewsko-ruskie, ale istnienie Rzeczypospolitej Obojga Narodów granice etniczne i kulturowe zatarła. Wielu przedstawicieli szlachty litewskiej czy ruskiej przejmowało język polski i kulturę szlachecką Korony, stając się częścią polskiej, lokalnej elity. Dwór w Kudrawce, którego początki sięgają XVI wieku, nabrał szczególnego znaczenia w rękach rodziny Eynarowiczów, będących właścicielami majątku od końca XVIII wieku. To właśnie za ich czasów miejsce to przeszło największe zmiany i osiągnęło szczyt swojej świetności. To jeden z nielicznych dworów w tej części historycznego Podlasia.

W pierwszej połowie XIX wieku właścicielem majątku był Józef Eynarowicz, który zmarł w 1845 roku, przekazując dobra swojemu synowi Wincentemu. To właśnie za jego rządów Kudrawka została gruntownie przebudowana i znacząco rozbudowana. Eklektyczna kompozycja obejmowała zarówno regularne, geometryczne ogrody, jak i bardziej swobodne grupy drzew oraz krzewów, a także rozległy park leśny. Dzięki sukcesywnemu powiększaniu założenia, pod koniec XIX wieku całość obejmowała już około 55 hektarów. Ogrody użytkowe i ozdobne, tarasy oraz stawy tworzyły wyjątkowy krajobraz, który przyciągał gości z kraju i zagranicy.

Po śmierci Wincentego w 1856 roku zarząd nad majątkiem przejęła jego żona Teodora z Barcewiczów, a następnie ich syn Kazimierz, który gospodarował aż do swojej śmierci w 1908 roku. Kolejne dekady to okres intensywnych zmian. Dwór stawał się miejscem spotkań towarzyskich, a nasadzenia wzbogacano o egzotyczne rośliny. Funkcjonowały tu szkółki ogrodnicze i inspekty, co świadczyło o dbałości o detale oraz wysokim poziomie zarządzania majątkiem.

Po 1908 roku Kudrawką zarządzał młodszy syn Kazimierza – Wincenty. Dwór kontynuował tradycję gościnności, ale również pod jego opieką założenie podlegało starannej pielęgnacji. Jednak w latach 30. XX wieku brat Wincentego, Stanisław, sprzedał część lasu grabowego, co zapoczątkowało stopniowy upadek świetności Kudrawki.

W czasie II wojny światowej majątek doznał poważnych zniszczeń – spalono budynki, wycięto drzewa, a wiele elementów ogrodowych zostało zdewastowanych. Po wojnie majątek został rozparcelowany, a pozostałości dworskich ogrodów i budynków stopniowo znikały. W dworze mieściła się szkoła, a dawny park leśny został przejęty przez Nadleśnictwo Nowy Dwór. Do dziś z dawnej świetności Kudrawki przetrwały jedynie fundamenty niektórych budynków, zdziczałe drzewa i krzewy oraz dwa stawy. Mimo to historia Eynarowiczów w Kudrawce pozostaje świadectwem wyjątkowego dziedzictwa tego miejsca.

Partnerzy portalu:

Łatwo dojedziesz pociągiem z Podlaskiego do stolic Litwy, Łotwy i Estonii!

Łatwo dojedziesz pociągiem z Podlaskiego do stolic Litwy, Łotwy i Estonii!

Dobra wiadomość dla pasażerów z Podlaskiego. Do tej pory mogą łatwo dojechać z Czyżewa, Szepietowa, Łap, Białegostoku, Sokółki, Augustowa, Suwałk do litewskiej Mockavy, gdzie czeka podstawiony pociąg do Wilna. Od 6 stycznia 2025 dojedziemy z Podlaskiego do Wilna – stolicy Litwy, Rygi – stolicy Łotwy i Tallina – stolicy Estonii. Dodajmy tylko, że pomiędzy Tallinem a fińskimi Helsinkami są regularne promy. Oznacza to doskonałą okazję do zwiedzenia Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii za jednym razem!

Przewoźnicy trzech krajów bałtyckich – „LTG Link”, „Vivi” i „Elron” – uzgadniają rozkłady jazdy pociągów, aby zapewnić połączenie kolejowe między stolicami trzech krajów. Dotychczas nie było możliwości dotarcia w ciągu jednego dnia pociągiem z Wilna do Tallina. Teraz to się zmieni! Po tym, jak Litwa w grudniu ubiegłego roku uruchomiła pociąg Wilno–Ryga, uzgodniono, że kolejnym etapem będzie połączenie wszystkich trzech stolic (Wilna, Rygi i Tallina). Przewiduje się, że w początkowej fazie, po skoordynowaniu rozkładów jazdy pociągów wszystkich trzech przewoźników, pasażerowie z Wilna dotrą do Tallina z dwiema przesiadkami.

„LTG Link” wraz z partnerami przeprowadziło testowy przejazd na trasie Wilno–Valga, aby sprawdzić techniczną kompatybilność pociągu PESA 730 ML z infrastrukturą olejową Estonii. Od 15 grudnia tego roku rusza pociąg „Vivi” na trasie Ryga–Valga, którego godzina odjazdu z Rygi zostanie dostosowana do przyjazdu pociągu „LTG Link” Wilno–Ryga na dworzec w Rydze. Te pociągi zostaną skoordynowane również w kierunku przeciwnym, tzn. pociąg z Valgi do Rygi dotrze przed odjazdem pociągu Ryga–Wilno, zapewniając podróżnym około 20 minut na przesiadkę.

W kolejnym etapie, od 6 stycznia 2025 r., do przyjazdu pociągu „Vivi” Ryga–Valga do stacji Valga, „Elron” dostosuje dodatkowy pociąg Tallin–Valga–Tallin. W ten sposób powstanie w pełni funkcjonujące codzienne połączenie kolejowe między Wilnem, Rygą i Tallinem w obu kierunkach. Czas podróży będzie znany, gdy „Elron” ustali rozkład jazdy dodatkowego pociągu Tallin–Valga–Tallin.

Oczekuje się, że rozpoczynające działanie nowe połączenie będzie alternatywą dla podróży samochodem i stanie się podstawą do dalszego udoskonalania komunikacji, której ostatecznym celem jest bezpośrednie, konkurencyjne, codzienne połączenie kolejowe między stolicami krajów bałtyckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jest nowy film od Cząstki Podlasia. Odkrywa kulisy popularnego programu.

Autor popularnej serii „Cząstka Podlasia”, gdzie możemy podziwiać przepiękne podlaskie pejzaże, cudowne spektakle natury, wyjątkowe i nieznane, dzikie miejsca – to także ta sama osoba, która współtworzy Zasilanych – popularny program na YouTube, w którym Magdalena Gołaszewska i Petros Psyllos odwiedzają wiele zakątków i ludzi Podlasia. W ostatnim czasie na kanale wspomnianej „Cząstki Podlasia” pojawił się film „zza kulis” Zasilanych. To bardzo interesujący projekt – szczególnie, że nagrywany kamerą starego typu, co daje wyjątkowy klimat całemu przedsięwzięciu.

Magda i Petros wspólnie odbyli 99 podróży w ramach cyklu „Zasilani”. Dwójka prowadzących zwiedzała skrupulatnie region przez dwa lata, poznając niezwykłe miejsca i wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają. Po zakończeniu programu Magda i Petros siadają w pewien piękny, letni dzień w Narewce, aby wrócić wspomnieniami do początku ich przygody. W tym filmie to oni sami wraz z ekipą – stają się bohaterami, którzy odkrywają kulisy realizacji programu.

A wszystko po to, by wierni widzowie „Zasilanych” – a bywało ich dziesiątki tysięcy – mieli ochotę ponownie wrócić do rozmów z gośćmi, których Magda i Petros spotkali na swojej drodze. A może znajdzie się też ktoś nowy, kto zechce poznać „Zasilanych”? I wrócić do ich pierwszej podróży?

Partnerzy portalu:

Jak zwiedzać Podlaskie samochodem? Oto plan na kilkanaście godzin.

Jak zwiedzać Podlaskie samochodem? Oto plan na kilkanaście godzin.

Podlaskie to region pełen dzikiej przyrody, unikalnych krajobrazów i zabytkowych miejsc. Jeśli planujesz zwiedzanie naszego województwa samochodem, warto zaplanować trasę, która pozwoli maksymalnie wykorzystać czas, bez konieczności wracania po własnych śladach. Oto sugestia, jak zwiedzać Podlaskie w jeden ciągły, malowniczy przejazd, obejmujący najważniejsze atrakcje, od Białegostoku przez zachwycające zakątki przyrody aż po perły architektury. To plan na kilkanaście godzin zwiedzania i jeżdżenia po regionie.

Punktem startowym większości podróży po Podlasiu jest Białystok, największe miasto regionu i jego kulturalne centrum. Tu warto zatrzymać się na krótką wizytę w Pałacu Branickich – jednej z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich w Polsce. Park otaczający pałac to doskonałe miejsce na krótki spacer, a w samym mieście jest szeroka baza noclegowa, więc warto coś wybrać gdy już będziecie wracać po całym dniu.

Po opuszczeniu Białegostoku, wyrusz w kierunku północnym, w stronę Tykocina – malowniczej miejscowości nad Narwią. Tykocin to prawdziwa perełka barokowej architektury, z majestatycznym kościołem Trójcy Świętej oraz imponującą synagogą. Miasto ma również bogatą historię, co można odkryć, odwiedzając zrekonstruowany zamek, będący niegdyś rezydencją królewską. Spacer po spokojnych uliczkach tego miasteczka przenosi w przeszłość i pozwala poczuć atmosferę dawnych lat.

Z Tykocina trasa wiedzie dalej na północ, w stronę Biebrzańskiego Parku Narodowego – jednego z największych i najdzikszych parków narodowych w Polsce. To idealne miejsce na krótką przerwę i obcowanie z naturą. Szlaki turystyczne prowadzą wzdłuż bagien, gdzie można obserwować unikalną faunę i florę. Szczególnie warto wybrać się na jedną z wież widokowych, skąd rozpościera się widok na rozległe tereny doliny Biebrzy.

Następnie warto przez Biebrzański Park Narodowy dojechać do Augustowa. Tam oczywiście największymi atrakcjami są jeziora i rzeki otaczające miasto – uzdrowisko. Zatrzymajcie się też nad śluzami Kanału Augustowskiego, by podziwiać ten cud techniki. Warto dodać, że chociaż to letnia stolica Polski, to przez cały rok jest tam naprawdę atrakcyjnie. Nie brakuje miejsc, które warto odwiedzić oraz przespacerować.

Następnie możecie pojechać przez Lipsk i Dąbrowę Białostocką do Sokółki, Krynek i Kruszynian. Odkryjecie tatarską kulturę, poczujecie magię wschodu, a nawet natraficie na dzikie stada żubrów. Kruszyniany to jedna z najważniejszych w Polsce wsi tatarskich. To miejsce szczególne nie tylko z uwagi na piękno przyrody, ale także ze względu na swoją unikalną historię i kulturę. Drewniany meczet w Kruszynianach oraz cmentarz muzułmański (mizar) przyciągają turystów z całego kraju. Tutaj możesz skosztować kuchni tatarskiej.

Jeśli wyruszysz dalej na południe, to przez miejscowość Jałówka i Bondary trasa prowadzi w kierunku Puszczy Białowieskiej – jednego z najważniejszych przyrodniczych skarbów Europy, wpisanego na listę UNESCO. Białowieża to idealne miejsce na kilkugodzinny spacer po dziewiczych lasach, gdzie można spotkać żubry i inne dzikie zwierzęta. Warto odwiedzić Rezerwat Pokazowy Żubrów, przejść szlakiem dębów królewskich, obejrzeć siedzibę parku oraz koniecznie zajrzeć na stację Białowieża Towarowa. Na koniec możecie wracając zahaczyć o Krainę Otwartych Okiennic – zwiedzając Trześciankę, Soce i Puchły.

Następnie z Zabłudowa kierujcie się do Michałowa, potem przez Gródek na Królowe Stojło i Wyżary. Dalej pojedziecie przez Radunin, Królowy Most, Kołodno, Cieliczankę do Supraśla podziwiając Puszczę Knyszyńską. Wyżary to piękne bagna i kładki leśne, Królowy Most z Kołodnem spodoba się Wam dzięki swoim Wzgórzom Świętojańskim, gdzie możecie wejść na wieżę widokową, by podziwiać panoramę Puszczy Knyszyńskiej. Następnie czeka Was Supraśl. Niewielkie, ale urokliwe miasteczko, które słynie z prawosławnego klasztoru. Oprócz tego warto odwiedzić Muzeum Ikon, które w oryginalny sposób przybliża bogactwo duchowego dziedzictwa prawosławia. Spacer nad rzeką Supraśl oraz odpoczynek na miasteczkowym rynku to miłe uzupełnienie wizyty. Potem możecie wracać do Białegostoku.

Podsumowując, wycieczka samochodowa po Podlasiu to nie tylko okazja do odwiedzenia najważniejszych historycznych miejsc i obcowania z dziką przyrodą, ale także szansa na poznanie różnorodności kulturowej tego regionu. Trasa obejmuje zarówno zabytki architektury, jak i malownicze parki narodowe, a jej układ pozwala na płynne poruszanie się po województwie bez konieczności wracania tą samą drogą. To idealny plan dla tych, którzy chcą zobaczyć jak najwięcej, bez zbędnego pośpiechu.

Partnerzy portalu:

Już można! Grzyby w podlaskich lasach czekają.

Już można! Grzyby w podlaskich lasach czekają.

Podlaskie to prawdziwy raj dla miłośników grzybobrania, szczególnie w miesiącach jesiennych, kiedy lasy pełne są różnych gatunków grzybów. Nasz region wyróżnia się obfitością terenów leśnych, zalesionych wzgórz i malowniczych puszcz, które stanowią idealne warunki dla rozwoju grzybów. Każdy rok przynosi wyjątkowe doświadczenia grzybiarzom, a rok 2024, choć poprzedzony suszą, zapowiada się dobrze, zwłaszcza po ostatnich deszczach, które sprawiły, że grzyby zaczęły rosnąć intensywnie w wielu miejscach.

Podlasie oferuje bogactwo lasów, a najbardziej rekomendowane lokalizacje na grzybobranie to okolice Czarnej Białostockiej, Knyszyna, Grabówki oraz całej Puszczy Knyszyńskiej. Te tereny są znane z wysokiej jakości zbiorów, zwłaszcza borowików, podgrzybków, kurek i koźlarzy. W okolicach Białegostoku warto wybrać się w kierunku Gródka, Walił czy Supraśla, gdzie lasy od lat przyciągają grzybiarzy. Ponadto, na południu regionu, szczególnie w lasach w pobliżu Siemiatycz, Hajnówki oraz na zachodzie w okolicach Łomży, grzybiarze również znajdą bogate zasoby tych leśnych przysmaków.

Warto pamiętać, że sukces grzybobrania zależy nie tylko od miejsca, ale również od pory dnia. Doświadczeni grzybiarze radzą, by do lasu wyruszać wcześnie rano, najlepiej po ciepłej i deszczowej nocy, kiedy to grzyby pojawiają się najliczniej. Przepełnione grzybami kosze widziane u lokalnych grzybiarzy dowodzą, że październikowe poranki są szczególnie owocne.

Grzybobranie to jednak nie tylko sposób na zdobycie smacznych i zdrowych dodatków do dań, ale również doskonała okazja do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Podlaskie lasy zachwycają jesiennymi barwami, a cisza i spokój, jakie tam panują, sprawiają, że każda wizyta w lesie staje się odprężającym doświadczeniem. Podczas spaceru po leśnych ścieżkach można nie tylko zebrać grzyby, ale także podziwiać piękno natury – spotkać dzikie zwierzęta, usłyszeć śpiew ptaków czy napawać się zapachem mokrego mchu i igliwia.

Partnerzy portalu:

Ludzie nie zapomnieli o Cudzie w Sokółce. Tłumy na specjalnej mszy.
fot. Archibial.pl / Archidiecezja Białostocka

Ludzie nie zapomnieli o Cudzie w Sokółce. Tłumy na specjalnej mszy.

Chociaż w 2008 roku sprawa ta była traktowana mocno sceptycznie, ostatecznie uznano, że doszło do cudu eucharystycznego. 12 października 2008 hostia (opłatek do komunii świętej), która została upuszczona podczas mszy powinna zgodnie z procedurami zostać rozpuszczona w wodzie. Tak się jednak nie stało. Po kilku dniach w zamkniętym naczyniu z hostii popłynęła krew. Jak do tego doszło? Nikt nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Badania wykazały, że ten pobrany materiał to tkanka mięśnia sercowego człowieka w agonii. Jeden z profesorów, który badał próbkę, nie wiedział, skąd ona pochodzi. Mimo to potwierdził wyniki badań innego naukowca.

I tak 16 lat od tego wydarzenia celebruje się cud w sokólskim kościele. Wszyscy zgromadzeni na mszy świętej, pod koniec liturgii mogli obejrzeć jeszcze raz „Cząstkę Ciała Pańskiego”. Wierni mogli ją oglądać do wieczora.

– Wszystkim przybywającym do nas pielgrzymom powtarzam to samo: cud eucharystyczny wciąż trwa. Powtarza się na każdej Mszy św. Warto ją przeżywać z wielkim zaangażowaniem, skupieniem i świadomością obecności na Golgocie w Wielki Piątek. Eucharystia przypomina wiernym, kto jest siłą Kościoła, kto stanowi jego centrum, do kogo trzeba iść, skąd brać siły, żeby się nie zagubić – zgodnie ze słowami Chrystusa: «Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity – przypomniał wiernym proboszcz sokólskiej kolegiaty – ks. kan. Jarosław Ciuchna.

Partnerzy portalu: