Boom na Zenka przerasta ludzkie pojęcie

Zenon Martyniuk czyli niekwestionowany król disco polo, zdobywa coraz więcej zwolenników swego panowania. Już wkrótce na jednym z białostockich budynków pojawi się mural z jego podobizną. Ci, którzy nie będą mogli zobaczyć epickiego dzieła szukają innych sposobów na obcowanie z liderem zespołu Akcent.

 

Jeden z łódzkich fanów Zenka postanowił nie rozstawać się ze swym idolem. Dlatego też zrobił sobie tatuaż z zamyśloną postacią muzyka. Na skórze wydziarał również fragment tekstu jednego z hitów – ”Biorę urlop od Ciebie, chcę być jak w niebie”. Czy to będzie nowy trend w salonach tatuażu? Tak czy siak gratulujemy odwagi.

Czy Czerwony Hrabia był prekursorem socjalizmu?

Sztabin to niewielka wieś nad rzeką Biebrzą położona w powiecie augustowskim. Od 1819 roku jej właścicielem był hrabia Karol Brzostowski, który zaczął przeprowadzać tu eksperymenty społeczne i gospodarcze. W latach 20. XIX wieku założył tzw. rzeczpospolitą sztabińską.

 

Wynalazki hrabiego uznano za nowatorskie na skalę europejską. Zapoczątkowały prawdziwą rewolucję na podlaskich wsiach. Zaprojektował chociażby urządzenia do służące do wyrobu masła czy chleba. To jemu zawdzięcza się też kopaczki i dojarki, które weszły do produkcji na skalę masową. Jako właściciel dóbr sztabińskich uczynił je istotnym ośrodkiem przemysłowym. Powstała tam m.in. huta żelaza czy gorzelnia.

 

Postęp techniczny to jednak nie wszystko. Wprowadził również wiele reform społecznych, mających na celu utrzymanie porządku na wsi. Dlatego też stosowano zakaz przeklinania i nadużywania alkoholu. Osoby ubogie bądź niezdolnym do podjęcia otrzymywali miesięczne zasiłki.

 

Robotnikom przyznano zaś emerytury. Finansował również opiekę lekarska i edukację. Dzięki temu większość mieszkańców umiała czytać i pisać. Na jego ziemiach działały pierwsze w historii polskiej wsi kasy oszczędnościowo-pożyczkowe oraz hurtownie sklepowe z hurtowymi cenami zakupu. W jego prospołecznej postawie dopatrywano się prekursorstwa socjalizmu, stąd też otrzymał przydomek „Czerwonego Hrabiego”.

Muzeum Ikon rozszerzy swą kolekcję przez konkurs

Muzeum Ikon w Supraślu, funkcjonujące w budynku męskiego klasztoru prawosławnego obchodzi swoje dziesiąte urodziny. W związku z tym ogłosiło konkurs ”Nowe Epitafia Piękna”, którego odbiorcami są twórcy współczesnych ikon. Mogą w nim uczestniczyć artyści zarówno hołdujący tradycji, jak i Ci szukający niestandardowych rozwiązań.

 

Specjalne jury wybierze z nadesłanych prac 30 najciekawszych. Będą one poddawane dalszym ocenom. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone zimą. Nagrodzone i wyróżnione prace zostaną przedstawione na wystawie pokonkursowej w ramach ekspozycji stałej. Będzie je można oglądać od lipca do 10 lutego do 30 września 2018 r. Trzy najlepsze ocenione zakupi supraskie muzeum.

 

Dołączą one do starych kolekcji, a placówka naprawdę ma czymś się pochwalić. W zbiorach posiada jedną z największych w kraju zbiorów  ikon z XVIII, XIX i XX wieku. Ponadto możemy w muzeum podziwiać wyjątkowe XVI-wieczne freski.

Mieszkanka Białegostoku robi cuda z książkami

Jedna z pracownic Biblioteki Uniwersyteckiej w Białymstoku daje drugie życie zapomnianym książkom. Jej pasją jest bowiem tzw. folding art czyli książkowe origami. Zajęcie rzecz jasna należy do tych z kategorii pracochłonnych. Tworzenie rzeźb z zaginanych kartek papierów wymaga wielu godzin mozolnych działań.

 

Już same przygotowania pochłonąć mogą cały wieczór. Muszą bowiem powstać szczegółowe instrukcje. Dla laika mogą wydać się niezwykle skomplikowane. Swoje dzieła artystka przekazuje znajomym, którzy mogą pochwalić się nietypową dekoracją. Do tej pory, najtrudniejszym zadaniem było stworzenie popiersia Sherlocka Holmesa, które zajęło ponad 10 godzin. Czapki z głów!

Nie chciały iść do pracy. Zgłosiły się do aresztu.

W 1889 r. Fajwel Janowski uruchomił w Białymstoku fabrykę tytoniu. Produkowano tam takie znane marki papierosów jak ”Dukat” czy ”Nr.30”. Z maszyn wychodziły również cygara oraz tabaka. Właściciel nie był szczególnie lubiany przez mieszkańców. Wszystko przez złe traktowanie pracowników.

 

W fabryce działały głównie kobiety. Nie dość że ich pensje były bardzo małe to musiały płacić karę za zepsucie jednego papierosa. Ta osiągała monstrualne rozmiary. Za jej równowartość można było wytworzyć ponad tysiąc sztuk towaru.

 

W 1896 roku, protestując przeciw złym warunkom pracy oraz słabym zarobkom, pracownice fabryki zainicjowały nietypową akcję strajkową. Dobrowolnie zgłosiły się do policyjnego aresztu, aby zostać usprawiedliwionymi z niestawienia się do pracy. Janowski nie miał wyboru i musiał pójść na ustępstwa. Pod jego rządami firma prowadziła swą działalność w 1924 roku. Następnie została upaństwowiona.

Pióro bohatera przetrwało w ziemi 70 lat

Muzeum “Fort” w Piątnicy koło Łomży dokumentuje militarną historię regionu. Bohaterom kampanii wrześniowej poświęcona jest specjalna gablota. Jednym z cennych eksponatów jest bez wątpienia pióro należące do majora Władysława Raginisa. Był on dowódcą odcinka Wizna w pierwszych dniach II Wojny Światowej.  Podjął wówczas batalię z czterdziestokrotnie większymi siłami nacierających Niemców. Po trzech dniach nierównej walki, w obliczu przegranej, dotrzymał wojskowej przysięgi złożonej przed bitwą, że żywy nie opuści schronu. Wziął do ręki granat i dokończył dzieła.

 

Pióro odnaleziono podczas ekshumacji szczątków majora Władysława Raginisa w 2012 r. Przetrwało tylko dlatego, że zostało ukryte w płaszczu. Musiało przejść jednak rekonstrukcję. Było bowiem połamane, prawdopodobnie przez złodzieja, który za wszelką cenę chciał dobrać się do złotej stalówki. Odnowienia przedmiotu podjęła się grupa pasjonatów pasjonaci z wrocławskiego “Forum o Piórach”.

 

Pióro majora było prawdopodobnie prezentem rodzinnym. Miało więc dla niego wartość sentymentalną. Przedmiot tej klasy przed wojną stanowił towar luksusowy. Stalówka była pokryta czternastokaratowym złotem. Kosztował około pięćdziesięciu złotych.

Ofiary epidemii chowano obok Jaćwingów

Jatwieź mała to miejscowość oddalona od Białegostoku o około 50 km. Już sama jej nazwa wskazywałyby na to, że posiada związek z plemieniem Jaćwingów. Obszar między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą stanowiły swoiste pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyckie, mazowieckie i ruskie. 

 

Grodzisko na tym terenie zostało założone przez ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem. W 1281 roku Leszek Czarny miał w okolicy rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski. Nieopodal wsi z sosnowym zagajniku można odnaleźć ślady dawnego cmentarzyska uchodźców. Nie prowadzą jednak do niego żadne drogowskazy. Trzeba dokładnie znać teren by dotrzeć na miejsce. Licznie głazy narzutowe formują w miarę regularny krąg, oznaczając miejsce pochówku. 

 

Las przez miejscowych nazywany jest Budką. Ma to związek z epidemią dżumy w nieokreślonej przeszłości. Na obrzeżach zagajnika wzniesiono drewnianą chatkę, która to służyła do izolacji śmiertelnie chorych. Ich ciała były grzebane przez kolejnych zarażonych, którzy zajmowali ich miejsce w ”poczekalni śmierci”. Prawdopodobnie pochówki miały miejsce na cmentarzysku Jaćwingów.

W Szelmencie zobaczymy 8 gwiazd

Szelment nieopodal Suwałk znany jest turystom lubującym się w jeździe na nartach. Można to robić zimą na stoku, ale też w okresie letnim, dzięki najdłuższemu w Polsce wyciągowi do nart wodnych. Teraz ośrodek wzbogacił się o kolejną atrakcję. Powstała bowiem Aleja Olimpijczyków. Obecnie odnajdziemy w niej 8 kamiennych płyt z wyrytą gwiazdą i nazwiskami wybitnych sportowców.

 

Ośrodek uhonorował przedstawicieli różnorodnych dyscyplin. Aż trójka z nich związana była bądź jest nadal ze skokami narciarskimi. Mowa to o legendarnym Stanisławie Marusarzu, Wojciechu Fortunie, a także aktualnym dwukrotnym mistrzu olimpijskim Kamilu Stochu.

 

Uroczystości odsłonięcia każdej z tablic towarzyszyło sadzenie dębu przez sportowców bądź ich przedstawicieli. Powstanie alei posiada również cele edukacyjne. Przypomni bowiem młodzieży o wielkich postaciach historii sportu, o których istnieniu nie mieli pojęcia.

Zdemolowali kino i spalili taśmę z filmem

Białystok. Ulica Sienkiewicza 22. Obecnie mieści się tam m.in. apteka i księgarnia. Przed wybuchem II Wojny Światowej działało tam największe kino w mieście. Apollo – gdyż tak się nazywało – zostało założone przez rodzinę Wajnsztejnów. Mogło pomieścić maksymalnie 800 widzów i przeprowadzało projekcje filmowych nowości. Nie było więc tam odświeżanych kotletów.

 

W 1926 roku wyświetlono filmu Ben Hur. Nie spodobał się on lwowskiemu rabinatowi, uznając dzieło za antysemickie. Również lokalna prasa żydowska skrytykowała właścicieli kina. Informacje rozpowszechnił się na całą Polskę. Temat podchwycił również sam londyński ”Times”.

 

W artykule na ten temat opisano rzekomy protest przeciwko projekcji filmu, który przerodził się w żywiołową demonstrację. Ta miała się skończyć zdemolowaniem kina, pobiciem jego właściciela, a także  spaleniem taśmy z problematycznym filmem na…stosie. Prasa argentyńska z kolei napisała, że z powodu zajść wprowadzono w mieście stan wyjątkowy.

 

Na następny skandal nie trzeba było wcale długo czekać. Miały one związek z nocnymi seansami dla fanów kina erotycznego. Po północy wyświetlono chociażby film ”Jak powstaje człowiek”.  Na reakcję władz miasta nie trzeba było długo czekać i wkrótce wprowadzono bezwzględny zakaz projekcji.

 

 

Tatarzy nadal strzelają z łuku

Tradycja strzelania z łuku w czasie jazdy konnej nadal jest żywa. Wszystko dzięki zawodom rozgrywanym zawodom towarzyszącym Festiwalowi Tatarskiemu. To właśnie bowiem Tatarzy pod koniec XIV wieku w polskim wojsku ”wypromowali” krótki łuk.

 

Choć w Polsce odnotować należy kilka imprez w podobny stylu, ta zdążyła już wypracować sobie renomę. Część zawodników występuje w tradycyjnych strojach tatarskich, co jeszcze zwiększa atrakcyjność dla widza. Obserwatorzy mogą poczuć się jakby przenieśli się w czasie.

 

W ramach mistrzostw rozgrywa się trzy konkurencje – tzw. tor węgierski, polski i koreański. Różnią się one długością, a także rozmieszczeniem tarcz. Każdy z zawodników strzela przed siebie, w bok i do tyłu, siedząc przez cały czas na rozpędzonym koniu. Łucznictwo konne zyskuje coraz więcej sympatyków na całym świecie. W poprzednich edycjach imprezy brali udział zawodnicy chociażby ze Szwecji, Luxemburga czy nawet z odległej Brazylii.

 

W teatrze walczyli bokserzy

Białostocki Teatr Palace powstały w 1912 roku, gościł nie tylko aktorów. Plakat reklamowy obiektu mieszczącego się za Pałacykiem Gościnnym, głosił, iż stanowi salę do wynajęcia na 900 osób. Odbywały się w nim więc bale i maskarady. Nie znaczy to jednak, że życie kulturalne z prawdziwego zdarzenie zeszło na dalszy plan. Wręcz przeciwnie. Występowały w niej warszawskie zespoły Operetki Żydowskiej i Teatru Żydowskiego. W 1913 roku odbył się w nim pierwszy w Białymstoku seans filmowy. Wyświetlono włoską ekranizację ”Quo Vadis”.

 

W teatrze grano wiele sztuk w języku jidysz. Nieraz przyjeżdżały tam znane postacie ze świata literatury. jak chociażby Julian Tuwim. Ciekawostką jest to, że na jego wieczorze autorskim pojawiła się garstka 30 osób. Sala więc świeciła pustkami. Nie chodzi tu wcale o brak zainteresowania mistrzem pióra, ale o warunki, jakie panowały w teatrze. Chłód, brak komfortu – to wszystko zniechęcało widzów to odwiedzin.

 

Pod koniec lat 30-tych, w Białymstoku otwarto nowy gmach Teatru Miejskiego, przez co teatr na ulicy Kilińskiego stracił na znaczeniu. Pod koniec istnienia Teatr Palace pełnił  funkcję areny sportowej. Na deskach montowano ring, dzięki czemu można było rozgrywać walki bokserskie. Relację na żywo przeprowadzała lokalna prasa. 

 

5 września 1939 roku otwarto w „Palace” Dom Żołnierza Polskiego, prowadzony przez Polski Biały Krzyż. W 1941 roku Niemcy w opuszczonym budynku zorganizowali magazyn książek. Trafiły do niego księgozbiory Biblioteki Miejskiej, Biblioteki im. Szalem Alejchema i bibliotek szkolnych.

 

Uciekła przez zamążpójściem. Została gwiazdą kina.

Nora Rey a właściwie Sofia Nejman urodziła się we wsi Sielachowskie niedaleko Białegostoku. Już jako dziecka marzyła o wielkiej karierze aktorskiej. Gdy stała się pełnoletnia, rodzice nakazali jej poślubić dużo starszego mężczyznę. Ta jednak nie miała zamiaru wiązać się ze ”starszym panem”. Postanowiła więc opuścić miasto.

 

Wybór Warszawy na miejsce ucieczki okazał się strzałem w dziesiątkę. Trafiła bowiem do znanego Instytutu Filmowego Wiktora Biegańskiego. Był to krok milowy w spełnieniu wizji z dzieciństwa. Popularność przyniosły jej role w filmach “Gorączka złota” i “Czerwony błazen” z 1926 roku. Szybko stała się gwiazdą krajowego kina. Nazywaną ją nieraz  “polską Gretą Garbo”.

 

Nora Rey, wyróżniała się nietypową urodą , której typ określanO mianem”erotyzmu orientalnego”. Aktorka miałA tez niecodzienne podejście do mody. Propagowała chociażby noszenie spodni przez kobiety. W plebiscycie zorganizowanym w 1933 r.  wybrano ją “Królową Polskiegio Ekranu”.

 

Każda jej wizyta z okazji premier filmowych przyciągała rzesze fanów. Nie inaczej było w Białymstoku, kiedy przybyła pokaz produkcji”Serce na ulicy”. Po wybuchu wojny Nora Ney, wraz z córeczką Joanną, uciekła na Wschód. Trafiwszy do ZSRR została zesłana w głąb kraju, co – paradoksalnie – uratowało jej życie. Zaraz po kapitulacji III Rzeszy wróciła do Polski, ale w nowym kinie nie było już dla niej miejsca. Opuściła więc kraj, w którym zdobyła sławę. Za oceanem, w Nowym Jorku, nie udało jej się jednak powtórzyć polskiego sukcesu. Ponieważ nie znała angielskiego, kariera filmowa była dla niej zamknięta. Nora Ney nigdy już nie powróciła na ekrany kin.

Co miał wspólnego Białystok z Manchesterem?

W latach 30. XVIII w. władze carskie wprowadziły wysokie cło na wszystkie towary sprowadzone z Rosji. Jak nie trudno się domyślić, spowodowało to duże skutki ekonomiczne. Właściciele przedsiębiorstw z Królestwa Polskiego zaczęli przenosić swe fabryki na wschód kraju, w tym do Białegostoku. Na terenach dotychczas pozbawionych przemysłu, zaczęły powstawać mniejsze i większe manufaktury i fabryki, głównie tekstylne.

Jako, że w mieście dominował przemysł tekstylny, zaczęto je określać mianem Manchesteru Północy. Z geograficznego punktu widzenia nie trzyma się to kupy, gdyż Białystok leży bardziej na południe od brytyjskiego miasta. Skąd więc takie nazewnictwo. W tamtych czasach Polskim Manchesterem określano Łódź. Jako, że faktycznie Białystok leży na południu od tego miasta – zagadka rozwiązuje się sama.

Rosjanie wrzucili Świętego do rzeki

Białostocka Kamienna rzeźba św. Jana Nepomucena pojawiła się nad Białką w 1770 roku. Przetrwała ponad 100 lat. Jej koniec przyszedł wraz z Moskalami, którzy rzucili ją wprost do rzeki. Przekazy mówią, że ponad lustrem wody widać było jedynie rękę trzymającą krzyż. Mieszkańcy Białegostoku widzieli w tym cud. Dalsze jej dzieje stanowią zagadkę. 

 

W 2011 r. na moście przy ul. Świętojańskiej zainstalowano nową dwumetrową rzeźbę. Chociaż nie jest ona wykonana z piaskowca, należy ją docenić. Lepszy rydz niż nic. Autorką projektu jest Krakowianka Ewa Gołofit z Krakowa. W swej pracy nawiązała do pomnika zlokalizowanego obecnie w miejscowości Szczyty Dzięciełowo. Stworzył go Jan Chryzostom Redler, który to odpowiedzialny jest również za rzeźby i zdobnictwo w ogrodzie Pałacu Branickich w Białymstoku.

 

Według tradycji ludowej, Jan Nepomucen to patron mostów oraz święty, który chroni pola przed powodzią i suszą. Najbardziej znany postument świętego stoi na moście Karola w Pradze. 

Wystawa przybliża dawne zawody

Dyrekcja Wigierskiego Parku Narodowego znajduje się w miejscowości Krzywe w pobliżu Suwałk.  Zwiedzimy tam wystawę etnograficzną ”Ocalić od zapomnienia”. Przedstawia ona ponad 800 eksponatów, które stanowią przykłady przemijającej kultury materialnej okolic jeziora Wigry. Są to przede wszystkim pamiątki rodzinne przekazane nieodpłatnie przez osoby prywatne. Wystawę można oglądać w zabytkowej leśniczówce pochodzącej z lat 20-tych XX w.

 

Oglądanie zbiorów wystawy jest pierwszym krokiem do poznania historii dawnych zawodów, wykonywanych przez mieszkańców terenu Wigierskiego Parku Narodowego. W pierwszym pomieszczeniu zwanym wozownią zobaczymy choćby sanie czy uprzęże konne. Dwie kolejne izby stanowią wyposażenie dawnej chaty wiejskiej. Czwarta izba to pomieszczenie typowo gospodarcze, a w nim odnajdziemy warsztat stolarski, sprzęt do obróbki lnu i wełny oraz liczne narzędzia rolnicze. Pod wiatą stoi snopowiązałka, młockarnia czy sieczkarnia.  Na zewnątrz wystawy umieszczono pługi, brony, silniki oraz tradycyjny ogród wiejski ze starymi odmianami kwiatów i ziół.

Augustów reklamuje się w warszawskich autobusach

3o sekund. Tyle trwa najnowszy spot reklamujący Augustów. Mogą go zobaczyć pasażerowie ponad 60-u linii komunikacji miejskiej w Warszawie. Zalet kurortu nie można jednak oglądać codziennie. Na dni promocji wyznaczono poniedziałek i środę. Filmik będzie się pojawiał 6 razy w ciągu godziny aż do 20 września. Czy akcja przyniesie spodziewane rezultaty? Czy w ogóle trzeba jeszcze kogoś zachęcać by odwiedził owe miasto? Wielu turystów i tak skarży się na tłumy.

 

 

Jak w powojennym Białymstoku walczono z pijaństwem?

Socjalizm miał dawać ludziom szczęście i dobrobyt. Zamiast jednak radować się z cudownej sytuacji kraju, szukano pocieszanie w alkoholu. Tak też było w Białymstoku. Pijackie wybryki w latach 50. były tak liczne, że władze postanowiły działać na szeroką skalę.

 

Z nadużywającym procentów walczono na różne sposoby. Przy kinie Pokój na ul. Lipowej powstała specjalna galeria z podobiznami jego mości, którzy zakłócali porządek. Przechodnie traktowali to jednak jako atrakcję. W gazetach podawano z kolei dane osobowe, w tym miejsce zamieszkania miłośników mocniejszych trunków. Informowano również o ich popisach zakłady pracy. 

 

Ciekawą formę ograniczenia spożycia zastosował jeden z białostockich barów, nazywany ”wykańczalnią”. Kupno każdego kieliszka wódki, obligowało do zamówienia dania gorącego. Stali klienci lokalu nie kryli zdziwienia. Aby zaspokoić pragnienie spożywali więc wino w ilościach hurtowych. Tak więc eksperyment zakończył się niepowodzeniem.

 

Nastał rok 1956. W całym kraju uruchomiono izby wytrzeźwień. W Białymstoku powstała ona na ulicy Warszawskiej, a w skład jej personelu wchodził milicjant, sprzątaczka i trzech felczerów. Koszt samemu noclegu wynosił 90 zł. To jednak nie wszystko. Sam dowóz na miejsce wymagał uiszczenia 15 zł. Inne usługi, jak mycie, strzyżenie czy prasowanie ubrań również uszczuplały portfel. Co jednak gdy zataczający się delikwent nie miał gotówki? Dawano mu wówczas 7 dni na uregulowanie długu.

 

Już pierwszego dnia funkcjonowania ”hotel dla pijaków” odwiedziło ponad dwudziestu gości. Duże zainteresowanie ofertą sprawiło, że władze placówki postanowiły zwiększyć ilość łóżek. Niektórzy przychodzili tam dobrowolnie, szukając spokoju od problemów życia codziennego. Jako, że wizyta w izbie trwała 8 h, mieli sporo czasu na przemyślenia.

 

Podlaskie meczety mogą trafić na listę UNESCO

Czy zabytki związane z kulturą tatarską trafią na listę światowego dziedzictwa UNESCO? Jest na to duża szansa. Polskie władze w tym celu nawiązały współpracę z Litwinami i Białorusinami. Wkroczenie na wyższy level nie byłoby możliwe bez uznania obiektów za pomnik historii. Na szczęście tak stało się już w 2012 r.

 

Meczety i mizary znajdujące się w Bohonikach i Kruszynianach stanowią dowód kulturowego bogactwa, ale także i religijnej tolerancji. Są też świadectwem pokojowego istnienia społeczności muzułmańskiej w chrześcijańskim świecie. Zachowała ona odrębność przy równoczesnej asymilacji. Teraz materialne dziedzictwo ma szansę zostać uhonorowane. Obiekty sakralne doskonale łączą wzorce lokalne i orientalne. Drewniane świątynie posiadają wschodnie zwieńczenia wieżyczek i zdobienia wnętrz. Tak jest też u naszych wschodnich sąsiadów – chociażby w Wilnie.

 

Jedynym polskim obiektem na liście UNESCO jest obecnie Puszcza Białowieska. Do prestiżowego grona miał też dołączyć Kanał Augustowski, ale sprawa ucichła. Trzymajmy więc kciuki za wątek tatarski.

 

Zegar słoneczny na Kanale doczekał się renowacji

Półtora kilometra od granicy z Białorusią, został odnowiony zegar słoneczny, który liczy sobie już 200 lat. Znajduje się on na obok śluzy Kanału Augustowskiego, Wołkuszek.

 

Granitowy zegar odnaleziono już kilkanaście lat temu przy pracach nad przebudowa Kanału. Konserwacja polegała na nałożeniu nowych podziałek do odczytywania godziny,  a także na wymianie wskazówki. Jako, że pogoda nie dopisywała trzeba było kilku dni aby sprawdzić czy zegar działa poprawnie.

 

Planowane jest też umieszczenie przy zegarze odpowiedniej tablicy informacyjnej. Nie zabraknie też kamiennej ławeczki. Miejscowe władze otwierając nowe atrakcje nad białoruską częścią Kanału Augustowskiego, zamierzają przyciągnąć jak najwięcej turystów. Od października ubiegłego roku w ten rejon oraz do Grodna można przyjeżdżać bez wiz.

Poznaj tajemnice Kościoła Farnego

Czy to najważniejszy historyczny obiekt w Białymstoku? Wiele przemawia na jego korzyść. Kościół Farny to bowiem najstarszy murowany budynek w stolicy Podlasia. Jako jeden z nielicznych zachował oryginalne wyposażenie. Mimo że wygląda na dobudówkę, wcale nią nie jest. Gotowi na poznanie jego historii?

 

Fundatorem kościoła był marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Piotr Wesołowski. Pracę nad świątynią rozpoczęto w 1612 r. Wyposażenie zostało ufundowane zaś  przez kolejnego właściciela miasta Jana Klemensa Branickiego. To on uczynił z kościoła rodowe mauzoleum. Pochował tam serca swego ojca i babki. A taki sam los zadbała żona, po śmierci hetmana.

 

Pod koniec XIX w. okazało się, że świątynia jest za mała by pomieścić wiernych. Władze carskie jednak zabraniały budowania kościołów. Dziekan parafii Wilhelm Szwarc wykorzystał kruczek i uzyskał zgodę na rozbudową istniejącej świątyni. Zamówiono został więc projekt dobudówki. Ta rozrosła się do wielkich rozmiarów, przewyższając wielokrotnie pierwotną świątynię.

 

Kilkadzieścia lat temu była to prawdziwa sensacja archeologiczna. We wnętrzu kościoła parafialnego Wniebowzięcia Maryi Panny odnaleziono zamurowane wejście. Gdy udało dostać się na drugą stronę, badacze nie mogli uwierzyć własnym oczom. Leżały tam trumny. W sumie było ich ponad 20. Jedna z nich była bogata zdobiona. Na wieku widniał zaś pozłacany herb rodziny Poniatowskich, a także łacińska inskrypcja.

 

Okazało się, że spoczywa tam bratanica ostatniego króla Polski. Zmarła Katarzyna Poniatowska była ubrana w jasną koszulę i białe rękawiczki. Zachował się nawet wianek z uschłych kwiatów. Uwagę przyciągały też tekstylne buty. Krypty szukano przez lata. Mimo licznych zapisków w księgach parafialnych badacze mieli nie mały orzech do zgryzienia.  Do tej pory nie udało się ustalić tożsamości większości osób pochowanych w krypcie. Przypuszcza się, że spoczywa tam choćby ojciec fundatora kościoła.

 

W grobowcach jest m.in. pochowany pierwszy metropolita białostocki abp Edward Kisiel, biskup diecezji mińsko-mohylewskiej Edward Ropp, ale także jest tam trumna żon Izabeli Branickiej. Krypty są niedostępne na co dzień. Bardzo rzadko można je oglądać. Ostatnie takie okazje były w lutym i czerwcu 2010 roku, gdy białostoccy przewodnicy organizowali wejścia do krypt z okazji międzynarodowego dnia przewodnika turystyki oraz w ramach akcji “Lato z zabytkami”

 

W kościele farnym miały miejsce premiery znanych polskich pieśni religijnych – jak ”Bóg się rodzi”. Świątynia zachowuje związki z muzyką do dnia obecnego. Organizowane są bowiem corocznie w czerwcu niedzielne koncerty organowe pod nazwą “Muzyka w Starym Kościele”.

 

 

 

5 faktów o Pałacu w Pawłowiczach

Pawłowicze to niewielka miejscowość w powiecie sokólskim. Od XVI opiekę nad miejscowością sprawował ród Wołłowiczów. Kierowali oni akcją osiedleńczą i kontrolowali eksploatację puszczańskich zasobów. Mimo że w sztuce panował barok, familia postanowiła stworzyć pałac klasycystyczny. Czas zapoznać się z nim nieco bliżej.

 

1.  Obiekt wzniesiony w 1610 r.  na polecenie podskarbiego litewskiego Pawła Wołłowicza jest najstarszym pałacem w regionie urządzonym w całości w stylu renesansowym.

 

2. Przy wejściu do budynku można dojrzeć oryginalną tablicę z łacińską inskrypcją – ”Czego pragniesz dla siebie, czyń i drugiemu”.

 

3. Prawdopodobnie przy pałacu istniał zbór kalwiński. Upamiętniać miał go kamień w wyrytym krzyżem. Zlokalizowany był on ponoć przy wjeździe do pałacu.

 

4. Pałac od połowy lat 60. stanowił siedzibę szkoły podstawowej,  ale ze względu na niż demograficzny szybko przestał pełnić ową funkcję. Teraz to pustostan otwierany jedynie na czas wyborów.

 

5. Z pałacem wiąże się tragiczna legenda.Dawno temu dziedzic pawłowicki miał przepiękną córkę na wydaniu, która jednak zakochała się w młodym koniuszym pracującym we dworze. Ojciec zabronił córce spotykać się ze sługą i przez pewien czas ta przestrzegała zakazu. Jednak uczucie okazało się silniejsze. Gdy rozsierdzony dziedzic dostrzegł swą latorośl w ramionach koniuszego, zagotowała się w nim krew i nakazał zamurować córkę w murach pałacu, lecz tylko do połowy, by bardziej cierpiała. Gdy zmarła, zamurowano ją całą, a podobnie postąpiono z koniuszym. Do tej pory można ponoć zobaczyć dwa wgłębienia przy schodach prowadzących do piwnic.

Zalew w Repczycach to gratka nie tylko dla wędkarzy

W okresie letnim tłumnie odwiedzany przez mieszkańców okolic Hajnówki jest zalew Repczyce. Powstał on na początku millenium na rzece Nurzec, a jego łączna powierzchnia wynosi około 11 ha. Linia brzegowa rozciąga się na długości ponad 2 km. Opiekę nad zbiornikiem sprawuje dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Kleszczelach.

 

Zalew zapewnia wiele wariantów spędzenia swojego czasu. Atrakcje przygotowano również dla dzieci. Obecność ratowników WOPR gwarantuje całkowite bezpieczeństwo. Na miejscu możemy wypożyczyć sprzęt służący do rekreacji wodnej, taki jak kajaki czy rowery wodne. Ciekawą formą zorganizowania pobytu jest również organizacja ogniska w specjalnie wyznaczonych do tego miejsca.

 

Miłośnicy gier zespołowych zagrają niejeden mecz siatkówki i koszykówki. Na zmotoryzowanych wczasowiczów czeka parking. Obszar zalewu zapewnia zaplecze sanitarne – wc i natryski. Wędkarzy przyciąga głównie zachodnia część zbiornika. W wodach czekają na nich takie gatunki jak: szczupaki, okonie, leszcze, karpie, a nawet sum. Wędkowanie nie wymaga specjalnych zezwoleń – wystarczy karta.

5 faktów o początkach białostockiej biblioteki miejskiej

Rok 1910. Na ówczesnej ulicy Niemieckiej w Białymstoku swoje drzwi otwiera czytelnia. Rok później wprowadzono opcję wypożyczenia publikacji. Biblioteka publiczna swobodnie funkcjonowała do I Wojny Światowej. Czas poznać jej sekrety.

1.  Personel biblioteki składał się tylko z dwóch osób. W kilka miesięcy obsłużył on ponad 500 tys. czytelników.

2. Na część książek wprowadzono opłaty abonamentowe. Zniżki posiadali żołnierze, bezrobotni i uczniowie.

3. Aby mieć środki na nowe pozycje organizowano bale charytatywne. Dochód szedł na uzupełnienie bibliotecznych półek o polską beletrystykę i prace naukowe. Bibliotekę wspomagała również miasto. Na jej potrzeby przeznaczała 100 rubli rocznie.

4. Połowę książek stanowiły książki w języku polskim. W zbiorach znajdowały się również publikacje pisane po niemiecku, francusku, angielsku, hebrajsku i w jidysz.

5. Biblioteka ściśle współpracowała z pierwszym lokalny czasopismem – Gazetą Białostocką. Na jej łamach często pojawiały się wpisy promujące placówkę.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Akiba Rubinstein urodził się w miejscowości Stawiski w powiecie kolneńskim. Po śmierci rodziców trafił pod opiekę dziadków.  Być może to właśnie oni zarazili pasją swego wnuczka. Akiba nauczył się grać w szachy w wieku 14 lat. W opanowaniu gry do perfekcji pomógł mu podręcznik autorstwa Josepha Sossnitza.

 

Szachy tak bardzo pochłonęły życie Akiby, że porzucił on studia talmudyczne, jakie rozpoczął w Białymstoku. Ćwiczenia zajmowały mu nawet 8 godzin dziennie przez 300 dni w roku. Istne szaleństwo. Pierwszy pojedynek stoczył w 1901 r. ze znamy w środowisku szachowym G. Bartoszkiewiczem. Utytułowany gracz musiał uznać wyższość dużo młodszego kolegi.

Wkrótce po pojedynku Ariba udał się do Łodzi, który nazywany był polską stolicą szachów. Tam też rozgrywano mistrzostwa. Pod opiekę wziął go Henryk Selwe – prawdziwa legenda gry. Ariba po trzech latach przerósł mistrza. Zdobycie pierwszego miejsca na Kongresie Niemieckiego Związku Szachowego otworzyły mu drzwi do dalszej kariery. W 1912 wygrał pięć kolejnych turniejów, w których uczestniczyła sama śmietanka gry.

 

Po zakończeniu I Wojny Światowej Ariba osiadł w Niemczech, a następnie udał się do Belgii. Nadal jednak reprezentował Polskę. Tak też było na licznych olimpiadach szachowych, z których wspólnie z kolegami przywoził medale. W czasie II wojny światowej Akiba Rubinstein przebywał w Belgii. Ukrywał się w szpitalu w Brukseli. Zmarł w Antwerpii 14 marca 1961 r. 

Lokal zareklamował się przez uczciwość

Jesienią 1934 r. po wieloletnim remoncie Pałacyku Gościnnego w Białymstoku otwarto Cafe Club, nazywano później przytułkiem rozrywki towarzyskiej. Właścicielem lokalu był Hirsz Wider, który zlecił wykonanie wnętrz znanemu architektowi Szymonowi Pappe. To on był twórcą budynku Wojska Polskiego, nazywanego potocznie ”okrąglakiem”.

Kawiarnię urządzono w nowoczesnym stylu. Bogate dekoracje, setki świateł – to wszystko pierwszym klientom zatykało dech piersiach. Na otwarciu amerykańskie standardy zagrała jazzowa orkiestra. Prawdziwą nowinką w lokalu był stolik prasowy. Nazywano go gniazdem prasożytów. 

W pierwszym tygodniu funkcjonowania kawiarni miało miejsce ciekawe wydarzenie, które przyczyniło się do promocji lokalu. Jeden z klientów znalazł pod stołem pierścionek z brylantem. Znalazca przekazał go żonie właściciela. Wkrótce potem do kawiarni zawitała elegancka dama z zapytaniem o klejnot. Ogromnie się zdziwiła, że tak szybko udało się jej odzyskać zgubę. Uczciwość została nagrodzona. Na wieść o porządności lokalu, tłumnie zaczęła napływać do niego śmietanka towarzyska miasta.

Bóbr i czapla żyją razem pod jednym dachem

Kurowo jest niewielką miejscowością w powiecie wysokomazowieckim. Zlokalizowana jest w nim Siedziba Dyrekcji Narwiańskiego Parku Narodowego. Stanowi ją zabytkowy dworek otoczony zewsząd parkiem. Na gości czeka ekspozycja przedstawiająca ptaki i ssaki, które zamieszkują Dolinę Narwi. Dzięki niej przyjrzymy się z bliska okazom bardzo płochliwym w naturalnym środowisku. Jedne z nich umieszczono w gablotach, przy drugich zaś odtworzono warunki bytowania. Tak jest choćby w przypadku bobrów.

 

Na miejscu z pewnością nieraz skorzystamy ze ścieżek przyrodniczo-edukacyjnych. Na wyróżnienie zasługuje tzw. ”Kładka wśród bagien” o długości 1 km. Trasa rozpoczyna się już za dworkiem, kierując nas do drewnianego pomostu. Dzięki niemu przemieszczamy się po bagiennych terenach Narwi. Na krótkim odcinku przejdziemy przez pięć ekosystemów, a przy każdym z nich umieszczono tabliczki z cennymi informacjami. Chętni mogą skorzystać również z wieży obserwacyjnej. Osobom w wieku szkolnym poleca się z kolei ścieżkę ”Park przydworski w Kurowie”, która pozwala zapoznać się z fauną i florą dominującą w okolicy.

Jak marszałek złowił szczupaka?

Józef Piłsudski odwiedził augustowskich kawalerzystów w 1935 r. Zaproponowano mu oczywiście jedną z głównych atrakcji miasta – rejs statkiem po jeziorze Necko. Rejs jednak sam w sobie mógł dla marszałka wydać się mało ciekawy. Postanowiono więc nieco go uatrakcyjnić. Piłsudskiemu wręczono bambusową wędkę z przyczepioną płotką. Owa ryba miała pełnić rolę wabika na drapieżnego szczupaka.

 

Ten jednak nie pojawił się przez dłuższy czas. Zniecierpliwiony marszałek postanowił pójść na papierosa. Wówczas to postanowiono nieco pomóc szczęściu. Jeden z członków załogi wyjął z beczki szczupaka, wbij w niego haczyk, po czym wypuścił do jeziora. Piłsudski powróciwszy z dymka musiał tylko dopełnić formalności. Nieświadomy oszustwa cieszył się ze zdobyczy.

Dziewczynkę z konewką można mieć przy sobie

Z tej wiadomości ucieszą się panie. Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Białymstoku wprowadził do sprzedaży torebki prezentujące słynną ”Dziewczynkę z Konewką”. Kto nie wie o kogo chodzi – już wyjaśniamy. Otóż jest to postać z muralu zdobiąca Instytut Chemii. Malowidło powstało w ramach akcji “Folk on the street” której założeniem było wprowadzenie motywów kultury ludowej Podlasia do przestrzeni publicznej Białegostoku.

 

Bawełniane torebki nie dość, że ładnie się prezentują, to są bardzo funkcjonalne. Posiadają wytrzymałe rączki i dwie kieszenie dzięki czemu idealnie nadają się na wyjście do miasta. Jak na razie można dostać je jedynie w czarnej wersji, ale w planach jest rozszerzenie oferty kolorystycznej.  Torebki to nie jedyne gadżety związane z muralem jakie można zakupić w siedzibie WOAK. Dziewczynka z konewką widnieje również na zeszytach, kubkach czy workach.

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Co jakiś czas na łamach portalu wspominamy Podlasian, którzy osiągnęli sukcesy, lecz większość z nas nie jest świadoma ich istnienia. Dziś nadeszła pora przedstawić sylwetkę Andrzeja Strumiłły – malarza, fotografa i pisarza. Jednym słowem to człowiek renesansu. Obecnie mieszka w Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie.

 

Jego kariera rozpoczęła się od współpracy z Polską Izbą Handlową. Projektując pawilony na wystawy mógł zwiedzić dalekie zakątki świata. Podróże wywarły ogromny wpływ na jego twórczość. Szczególnie interesowała go kultura azjatycka. W pracach łączył różne style – od abstrakcyjnych po metaforyczne. Fotografią zainteresował się w latach 40. Odpowiednimi zdjęciami dokumentował swoje wyprawy.

 

Jego łączny dorobek to ponad 120 wystaw w Polsce i za granicą. Były to wystawy zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, jak choćby Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.  W 2008 r. w Suwałkach powołano do życia galerię imienia Andrzeja Strumiłły. Można tam odnaleźć większość dzieł tego wybitnego twórcy.

 

Dworek Sapiehów zniszczyli Rosjanie

Dubno to niewielka miejscowość w powiecie bielskim, położona nad rzeką Nurzec. Niecałe dwa kilometry od wsi istniał niegdyś dwór należący do rodu Sapiehów. Teraz zamiast dworu są gęste krzaki i co jakiś czas archeolodzy.

 

Obiekt stworzył  pierwszy wojewoda podlaski Jan Sapieha. Na urząd został mianowany przez króla Zygmunta Starego w 1513 r.  Prawdopodobnie zmarł on w swojej rezydencji w Dubnie i tu został tymczasowo pochowany, zanim jego ciało przeniesiono do Kodnia.

 

Rozbudowa rezydencji to z kolei zasługa Mikołaja Krzysztofa Sapiehy. Miński wojewoda władał miejscowością 100 lat później. Dubno stawiło siedzibę zacnego rodu do połowy XVII w. Potem co raz dwór zmieniał właścicieli, którzy, delikatnie mówiąc, nie zbyt dbali o budynek. Czarę goryczy przelały działania wojsk moskiewskich. Zniszczony obiekt pełnił rolę spichlerza.Ostatecznie dwór rozebrano przed stu laty. Fotografie odkopanych w ubiegłych latach fragmentów i komputerowa wizualizacja dworu wiszą na ścianach urzędu gminy Boćki.

W Białymstoku szykują się do bicia rekordu

Już w niedzielę na placu przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku odbędzie się finał kampanii Kilometry Dobra organizowanej przez Caritas. To wyjątkowa akcja charytatywna, w której może wziąć udział każdy. Organizatorem mistrzostw świata w dobroci jest Polski Instytut Filantropii.

Na czym polega rywalizacja na dobroć? Wystarczy przez trzy miesiące zbierać pieniądze. Następnie podczas finału akcji fundacje wymienią je na monety o nominale 1 zł, aby ułożyć z nich nieprzerwany ciąg złotówek i pobić rekord Guinessa. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Potrzeba ponad 75 km. Czy uda się to w Białymstoku? Trzymamy kciuki.

Wszelkie środki zebrane w ciągu trwania akcji Kilometry Dobra będą przeznaczone na remont Katolickiego Ośrodka Wychowania Terapii Uzależnień “Metanoia” w Czarnej Białostockiej.

Po zamku został tylko fragment

Pierwotny drewniany zamek w Ciechanowcu powstał, nad prawym brzegiem Nurca, dzięki kasztelanowi Mikołajowi Kiszce na początku XVII w. Przez blisko 30 lat warownia była przebudowywana. Otoczono ją ziemnymi fortyfikacjami z nawodnioną fosą. W okresie szwedzkiego potopu zamek uległ dużemu zniszczeniu. Jako że nie prowadzono żadnych badań, nikt nie zna dokładnego rozplanowania obiektu. Z przekazów wiadomo, że zamek posiadał baszty i mury obronne. Ponoć zatrzymywała się w nim Królowa Bona,  Zygmunt Stary oraz Zygmunt August.

 

Po  ”potopie” nowa właścicielka miasta, Eleonora Bremmerowa na miejscu zniszczonej warowni wzniosła drewniany dwór, który w czasie Wojny Północnej został strawiony przez ogień. Kolejni właściciele Ciechanowca, Ossolińscy, wznieśli na terenie zamkowym murowaną siedzibę, która została spalona w 1915 roku przez wycofujące się wojska rosyjskie. Do dziś zachował się we fragmentach mur podzamcza, piwnica w niewielkim wzgórzu oraz resztki fosy.

 

Chórzyści stworzyli nową wersję hymnu Jagi

Już w niedzielę o 18. Jagiellonia Białystok rozpocznie ostateczny bój o historyczne mistrzostwo Polski. Na Podlasiu nikt raczej nie wątpi w szczęśliwe zakończenie. W mieście panuje hasło ”wszystkie ręce na podkład”. Kibicie wymyślają więc różne formy wsparcia dla żółto – czerwonych.

 

Jedną z ciekawszych jest nagranie nowej wersji hymnu Jagiellonii. Dwudziestu wykonawców z Chóru Akademickiego stworzyło epicką muzyczną opowieść na cztery głosy. Aranżacją zajął się dyrygent, prof. Edward Kulikowski. Pomysłodawcami są sami członkowie chóru, na co dzień oddani fani klubu. Czy nowa wersja zagrzeje piłkarzy do walki jeszcze bardziej?

Bunkier wykorzystano jako zjeżdżalnię

W Augustowie nad kanałem Bystrym natkniemy się na nietypowe gruzowisko. Opatrzone jest napisem ”Nigdy więcej wojny”. Są to pozostałości po bunkrze, które z biegiem lat zyskały nowe funkcjonalności. Nad kamieniami powstała kładka pieszo-rowerowa, która nieco zakłóciła wyjątkowość tego miejsca.

 

Bunkier powstał w miejscu strategicznym aby mieć podgląd na jedną z głównych ulic. W jego budowę zaangażowało się nie tylko wojsko, ale i zwykli mieszkańcy miasta. W bunkrze znajdowało się działko przeciwlotnicze, lecz ze skutecznością strzałów bywało różnie.

 

Pozostałości po bunkrze wysadzonym na przełomie 1944/1945 r zyskały nową rolę. W latach siedemdziesiątych dzieci zjeżdżały z nasypu na sankach.  Po zabezpieczeniu wejścia, bunkier stał się zwykłym pomnikiem. Mimo, że do jego wnętrza zostały zamknięte na wieki, nadal pozostaje namacalnym dowodem wojennej rzeczywistości. Warto też wspomnieć, że w czasach PRL-u przy pomniku odbywały się uroczystości z okazji świąt narodowych.

Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Urodzony w Białymstoku Chaim Zelig Słomiński od dziecka interesował się astronomią i matematyką. To w nauce podkładał swoją przyszłość. Gdy skończył 18 lat ożenił się z majętną panną z podbiałostockiego Zabłudowa. Ta jednak nie rozumiała pasji męża. Związek zakończył rychły rozwód.

 

Po powrocie do stolicy Podlasia Chaim rozpoczął pracę nad podręcznikiem od matematyki w języku hebrajskim. Dzięki pomocy wileńskiego sponsora publikacja została wydana. Rok później światło dzienne ujrzało dzieło ”Kometa”. Pracę z astronomii również przyjęto pozytywnie.

 

W 1842 r.  Chaim Słonimski poślubił Sarę, najmłodszą córkę Abrahama Sterna i osiadł w Warszawie na stałe. Zajął się udoskonalaniem maszyny do liczenia wynalezionej przez swojego teścia. Praca ta przyniosła mu nagrodę Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu. Wynalazek ten prezentował później między innymi w Królewcu i Berlinie, gdzie zaprzyjaźnił się z wybitnym naukowcem niemieckim – Aleksandrem Humboldtem.

W latach 50-tych XIX wieku Słonimski miał już na swoim koncie kilka istotnych wynalazków, jak urządzenie do jednoczesnego przekazywania czterech depesz przez jeden przewód. W roku 1850 otrzymał patent na cynowanie naczyń kuchennych z lanego żelaza, a w 1854 na sikawkę strażacką.

 

Chaim Zelig Słonimski był wielkim entuzjastą języka hebrajskiego, znawcą i popularyzatorem Talmudu. Działał w Warszawskim Towarzystwie Krzewienia Oświaty, opracował podstawy kalendarza żydowskiego, ogłosił w języku hebrajskim wiele prac z dziedziny matematyki i geometrii.

 

Zapomniany cmentarz sąsiaduje z centrum handlowym

Cmentarz ten zajmuje niespełna pół hektara. W jego pobliżu odnajdziemy wielkie centra handlowe. Białostocka nekropolia na ulicy Produkcyjnej należy do zapominanych obiektów w mieście. Powstał on najprawdopodobniej w połowie XIX wieku. Cmentarz założyła grupa niemieckich tkaczy z Saksonii, których sprowadzono do fabryk włókienniczych zlokalizowanych w Choroszczy.  22 rodziny zamieszkały w północnej dzielnicy miasta, na terenie dzisiejszego osiedla Bacieczki. 

 

Na cmentarzu niemieckim w Białymstoku odnajdziemy tylko kilka nagrobków. Na trzech z nich można odczytać nazwiska zmarłych. Największy, z figurą Jezusa, pozbawiony jest głowy. Reszta to betonowe obramowania mogił. Ostatni pochówek na cmentarzu przy ulicy Produkcyjnej odbył się  po II wojnie światowej. W 2009 roku urząd miasta nieco uporządkował nekropolię.

Z Rynku do Parku dojdziemy w kilka chwil

Niewiele miast wielkości Łomży może pochwalić się parkiem krajobrazowym leżącym tuż za ich granicami. Ten łomżyński utworzono w 1994 r. Doceniono w ten sposób wyjątkowy charakter przełomowego odcinka doliny Narwi. Teren parku – ponad 7 tys. ha – obejmuje kilkunasto kilometrowy odcinek rzeki.

 

Rozpoczyna się na wysokości wsi Bronowo, gdzie do Narwi wpada prawobrzeżny dopływ – Łojewek, a kończy na obrzeżach Łomży (przy drodze do Piątnicy), gdzie koryto dwukrotnie charakterystycznie załamuje się pod kątem prostym. Tym samym wystarczy krótki spacer ze Starego Rynku, by oglądać piękny widok nadnarwiańskich łąk należących do parku. Tego inne miasta w Polsce mogą Łomży tylko pozazdrościć.

 

Godłem parku jest czajka, ptak charakterystyczny dla rozległych łąk nadrzecznych. Towarzyszą jej inne gatunki, które dla swego bytowania wymagają otwartych terenów łąkowych, torfowisk, szuwarów i starorzeczy, m.in.rycyk, krwawodziób, bąk, bączek, kropiatka,wodniczka, a z drapieżnych: błotniak łąkowy,orlik krzykliwy, puchacz i sowa błotna. Ptaki królują na tym terenie zwłaszcza podczas wczesno wiosennych przelotów.

 

Nad Narwią można wówczas obserwować duże stada gęsi,tokujące bataliony, liczne czajki. Interesujące obserwacje ornitologiczne można prowadzić wręcz z samego miasta. Ptakiem, którego spotka każdy, nawet niezbyt uważny obserwator jest bocian biały – w każdej podłomżyńskiej wsi natrafimy na kilka jego gniazd usytuowanych na słupach czy dachach budynków.

W fundamentach dworca umieszczono kapsułę czasu

Prace wre i już na jesień oddanie zostanie oddany do użytku nowy dworzec PKS w Białymstoku. W poniedziałek w fundamentach umieszczono kapsułę czasu. Co znajduje się we wmurowanym akcie erekcyjnym? Tradycyjnie nie mogło zabraknąć dokumentu z nazwiskami pomysłodawców inwestycji. To jednak oczywiście nie wszystko. Szklana kapsuła zawiera również zdjęcia starego dworca, lokalne gazety oraz fotografie osób, które podpisały akt erekcyjny. 

Teraz rodzi się pytanie. Kiedy potomni ujrzą zawartość kapsuły? Musiałoby to się wiązać z gruntowną modernizacja lub rozbiórką. Ile czasu upłynie zanim nowy dworzec zakończy swój żywot? No cóż…na razie niech najpierw powstanie.

Co ukrywał Piłsudski w Białymstoku?

Józef Piłsudski wielokrotnie odwiedzał Białystok. Jako działacz Polskiej Partii Socjalistycznej czynił to raz na kwartał. Ze względów bezpieczeństwa podróżował samotnie. Tutejsi przyjaciele nazywali go towarzyszem Wiktorem albo Ziukiem. Spotkania odbywały się w jednym z czteropokojowych mieszkań na obecnej ulicy Jana Kilińskiego. Tam wręczał sprzymierzeńcom odezwy i gazetę ”Robotnik”, którą ukrywano w fortepianie jednej z rodzin. Zwykle brało w nich udział maksymalnie 7 osób.

 

Rzadko zdarzało się by nocował w mieście. Jeśli już, schronienie znajdował na ulicy Starobojarskiej. Zwykle opuszczał miasto tego samego dnia. Piłsudski dbał bowiem o innych. Nie chciał doprowadzić do aresztowań współpracowników.

 

Kolejna wizyta miała miejsce już po I Wojnie Światowej. Pod hotelem Ritz, gdzie zjadł obiad, zorganizowano manifestację na jego cześć. 3 lata później władze zadecydowały o nadaniu marszałkowi tytułu honorowego mieszkańca Białegostoku. Na czas przyjazdu powstały bramy triumfalne, a na dworcu witano Piłsudskiego chlebem i solą.

 

Jako, że był to poranek prezydent miasta zaprosił go na śniadanie do swego domu. Była to jedynie część nieoficjalna wydarzenia. Prawidłowe uroczystości z rozmachem odbyły się na Rynku Kościuszki. Nie zabrakło płomiennych przemówień i defilad.  Natomiast uroczysty obiad w ogrodach Pałacu Branickich zgromadził ponad 2 tys. Tak właśnie wyglądały ostatnie odwiedziny marszałka w mieście.

Na muralu w Choroszczy zobaczymy burmistrza

Jedni nazywają to sztuką, drudzy formą reklamy. W Choroszczy pod Białymstokiem jeden mural przyciąga szczególną uwagę. Dostrzec można w nim burmistrza miasta. Jednak malowidło powstało zanim Robert Wardziński objął swój urząd. Czarno-biały streetart stanowi formę promocji czasopisma, które było wydawane przez stowarzyszenie wówczas jeszcze kandydata na burmistrza. O agitacji politycznej nie może być więc mowy.

W Choroszczy powstaje coraz więcej murali. Jeden z nich ozdabia ściany urzędu miejskiego. Jest on swoistą mapą po okolicy. Przedstawia zabytkowe budynki, kapliczki, pomniki, a także miejsca rekreacji. Jego kolorystyka jest stosowana aby jak najlepiej wpasować się w charakter ulicy. 

W Augustowie ratują pszczoły

W Polsce tradycje bartnicze powiązane z dzikimi pszczołami zaczęły znikać w XVIII w. Przyczyniły się do tego choroby, rozwój przemysłu, a także biurokratyczne zakazy. Miód tworzony przez dzikie pszczoły osiąga astronomiczne kwoty na rynku. Jest to bowiem rzadki towar.

 

Na terenie Puszczy Augustowskiej przeprowadzono projekt mający na celu przywrócić zawód bartnika do łask. Stworzono specjalny ogródek z ponad setką gatunków drzew, krzewów czy kwiatów. Nie zapomniano oczywiście o roślinach uprawnych. Mają z niego korzystać pszczoły mieszkające w kłodach bartnych zawieszonych na drzewach nadleśnictwa. Ogródek stanowi również część ścieżki edukacyjnej.

 

Cała akcja odbyła się przy współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego a także Uniwersytetem w Białymstoku. W odtworzeniu tradycji bartniczych duży udział mieli też Rosjanie. Na dalekim wschodzie od lat pomoc dla dzikich pszczół jest na porządku dziennym. Projekt kosztował blisko milion złotych.

Stworzył gazetę pod rosyjskim zaborem. Pisał po polsku.

Konstanty Kosiński urodził się 23 stycznia 1887 we wsi Bogusze Litewka w obecnym powiecie bielskim. W Białymstoku ukończył szkołę podstawową a na studia udał się do Petersburga. W 1915 roku zaangażował się w działalność społeczno – kulturową. Wraz z kilkunastoosobową grupą zapaleńców stworzył Towarzystwo Dramatyczne Pochodnia. Teatr ten pełnił ważną rolę patriotyczną.

 

Główną pasją Konstantego Kosińskiego było jednak dziennikarstwo. Gdy ukończył 25 lat zwrócił się do gubernatora o koncesję na wydawanie gazety w języku polskim. Warunek był tylko jeden – polityczna bezbarwność. Próba uzyskania zgody władz carskich na wydawanie gazety w języku polskim stanowiła wielki akt odwagi. Ostatecznie się udało.

 

Gazeta Białostocka była to pierwszą i jedynym czasopismem w języku polskim ukazująca się w mieście w czasach zaboru rosyjskiego. Wychodziła jako tygodnik. Wydawano ją z przerwami przez trzy lata. Jej ostatni numer ukazał się 15 sierpnia 1915 roku, tuz po wkroczeniu Niemców do Białegostoku.

 

Po odzyskaniu niepodległości, Konstanty Kosiński aktywnie współtworzył szkolnictwo podstawowe. Wkrótce też wznowił pracę dziennikarską jako współpracownik, a następnie jako redaktor naczelny Dziennika Białostockiego. Za swoje osiągnięcia został wielokrotnie odznaczony. Otrzymał Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyże Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk.

 

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Jedni określają ją jako ”Suwalską Fudżijamę”, drudzy przywiązali się do nazywania wzniesienia ”Górą Sypaną”.  Ma to dużo sensu. Według opowieści została usypana z ziemi wydobytej z miejsca, gdzie obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Aktualna zaś nazwa pochodzi od rosnącego niegdyś na szczycie góry potężnego cisa. 

 

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r.