Featured Video Play Icon

Jak się zwiedza Podlasie w 3 dni? Żubry, Tatarzy i Wersal.

Podlasie to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce – kraina, w której czas płynie wolniej, a spotkanie z naturą, historią i kulturą wielu narodów tworzy niepowtarzalne wrażenie. Jeśli masz tylko trzy dni, by poznać ten region, ten plan pozwoli Ci zobaczyć jego najpiękniejsze oblicza – od bezkresnych bagien po barokowe pałace i puszczańskie knieje.

Pierwszy dzień zaczynamy od wizyty w Biebrzańskim Parku Narodowym – największym parku narodowym w Polsce, zwanym Królestwem Bagien. To raj dla miłośników dzikiej przyrody i fotograficznych ujęć. Drewniane kładki prowadzą przez rozlewiska, gdzie wiosną rozbrzmiewa klangor żurawi, a latem można dostrzec łosia brodzącego wśród trzcin. Najlepiej zacząć wędrówkę od kładki Długa Luka lub Carskiej Drogi.

Po południu kierujemy się do Tykocina, miasteczka, które zachwyca barokową zabudową i niezwykłą atmosferą. Obowiązkowym punktem jest Wielka Synagoga – potężna budowla z XVII wieku, dziś pełniąca funkcję muzeum. Przypomina o wielowiekowej obecności Żydów w tym regionie i ich wpływie na kulturę Podlasia. Tuż obok znajduje się Zamek w Tykocinie. Twierdza nie jest zabytkiem, to prywatna inicjatywa, ale przypuszczalnie może przypominać czasy Stefana Batorego i Zygmunta Augusta.

Wieczorem warto zatrzymać się na nocleg w okolicach Białegostoku, a przed snem wybrać się na spacer do Pałacu Branickich, który nocą prezentuje się niczym Wersal Północy – rozświetlony, pełen harmonii i elegancji. To jeden z najpiękniejszych pałaców w Polsce – niegdyś rezydencja rodu Branickich, dziś wizytówka miasta. Zajrzyj do ogrodów w stylu francuskim i obejrzyj pałac z perspektywy mostu na rzece Białej – widok jest bajkowy.

Kolejnego dnia zrób sobie przystanek w supraskim Monastyrze – Perle Prawosławia i jednym z najważniejszych miejsc duchowych regionu. Barokowo-bizantyjska cerkiew, muzeum ikon oraz malowniczy klasztorny dziedziniec tworzą atmosferę mistycznego spokoju. Z Supraśla ruszamy do Pokazowej Zagrody Żubrów w Kopnej Górze. To tuż obok Supraśla. Tam możemy się spotkać z królem Puszczy.

Na zakończenie dnia – prawdziwa niespodzianka: Drewniany Meczet w Kruszynianach, symbol polskiej egzotyki. Zielony meczet i cmentarz tatarski (mizar) przypominają, że Podlasie od wieków było miejscem spotkania wielu kultur i religii. Warto też zajrzeć do tatarskiej jurty i spróbować oryginalnych potraw, jak pierekaczewnik czy czebureki.

Trzeci dzień to podróż w czasie – do miejsc, gdzie czas naprawdę się zatrzymał. Na początek Kraina Otwartych Okiennic – kilka wiosek (Trześcianka, Soce, Puchły), w których zachowały się drewniane domy z kolorowymi zdobieniami. A wszystko to okraszone kolorowymi, drewnianymi cerkwiami. To żywy skansen podlaskiej wsi, gdzie każdy detal ma znaczenie – od koronkowych okiennic po malowane ganki. Spacerując, można poczuć klimat dawnego Podlasia i zobaczyć, jak różnorodne były wpływy ruskie i białoruskie w tutejszej architekturze.

Następnie czeka Cię spotkanie z naturą w najczystszej postaci – Białowieski Park Narodowy. To ostatni w Europie las nizinny o charakterze pierwotnym. Warto odwiedzić Rezerwat Ścisły z przewodnikiem i wejść na ścieżkę edukacyjną „Żebra Żubra”. Poczujesz, że jesteś gościem w świecie natury, który od wieków nie znał piły ani siekiery.

Podlasie to region, którego nie da się opowiedzieć jednym zdaniem. To miejsce, gdzie natura, historia i duchowość przenikają się w sposób niepowtarzalny. Trzy dni wystarczą, by zakochać się w jego autentyczności i wrócić tu po więcej – może już nie z planem, ale z sercem otwartym na nowe odkrycia.

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Znów będzie można podglądać żubry. Leśnicy zaczynają dokarmianie.

Stado żubrów w Puszczy Augustowskiej jest już całkiem liczne — obecnie liczy aż 35 osobników! Przypomnijmy, że wcześniej tych zwierząt w tej części Podlaskiego w ogóle nie było. Stado utworzono dopiero w 2018 roku, zaczynając od zaledwie kilku sztuk. Początkowo decyzja o ich introdukcji spotkała się z oporem lokalnych rolników — żubry, choć majestatyczne i przyciągające turystów, potrafią też wyrządzać szkody w uprawach. Na szczęście z czasem przeważyły względy przyrodnicze i turystyczne, a żubry stały się jedną z wizytówek Puszczy Augustowskiej.

Aby ograniczyć szkody w gospodarstwach, leśnicy dokarmiają żubry zimą. W miejscach, gdzie zwierzęta pojawiają się najczęściej, wysypano buraki, marchew i bele siana. W ich diecie znajdzie się również kiszonka z kukurydzy oraz owies. Leśnicy dostarczają też sól z mikroelementami, umieszczoną w specjalnych lizawkach. Wytypowano cztery stałe punkty dokarmiania.

Warto dodać, że to mogą być jednocześnie doskonałe miejsca obserwacyjne dla turystów i miłośników przyrody. Niedługo dokarmianie rozpocznie się też w Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej, gdzie żubrów jest najwięcej. A jeżeli ktoś woli obejrzeć zwierzęta w kontrolowanych warunkach – warto wybrać się pod Supraśl, gdzie jest zagroda. Można też jechać do Białowieży.

Warto jednak pamiętać, że mimo przyjaznego wyglądu, żubry to dzikie zwierzęta, do których nie wolno zbliżać się ani płoszyć. Choć przypominają krowy lub byki, ich reakcje są zupełnie inne — przestraszone mogą zaatakować. Dlatego wszelkie próby robienia selfie lub podchodzenia do stada mogą skończyć się tragicznie. Dlatego jak spotkacie żubra – trzymajcie dystans.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Pociągi pojadą szybciej. Zmiany w rozkładach jazdy.

Od niedzieli, 26 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy pociągów POLREGIO w województwie podlaskim. Najwięcej zmian dotyczy trasy Hajnówka – Siedlce, gdzie z powodu remontu na odcinku Niemojki–Siedlce trzy pociągi będą odjeżdżać kilkanaście minut wcześniej.

Połączenie:

  • Hajnówka (5:10) – Siedlce (7:02) odjeżdża teraz o 4:51
  • Siedlce (15:07) – Hajnówka (16:58) rusza o 14:49
  • Siedlce (18:21) – Białystok (21:30) startuje o 18:10.

Zmiany te będą obowiązywać do 14 listopada. Kolejnego dnia pociągi wrócą do dotychczasowych godzin kursowania. Dodatkowo, w dniach 9–14 listopada, pociąg REGIO z Białegostoku do Ełku (odjazd 14:56) pojedzie na odcinku Prostki–Ełk o 11 minut wcześniej. Na pozostałych trasach — Białystok–Ostrołęka, Białystok–Suwałki i Białystok–Czyżew — rozkład nie ulegnie zmianie. Kolejarze apelują, by przed podróżą sprawdzać aktualne godziny odjazdów.

Tymczasem już 14 grudnia w życie wejdzie nowy roczny rozkład jazdy PKP Intercity, który przyniesie znaczne usprawnienia i nowe połączenia dla mieszkańców północno-wschodniej Polski. Największą zmianą będzie skrócenie czasu przejazdu na trasie Suwałki–Warszawa. Pociąg IC Hańcza pokona tę trasę w 3 godziny i 34 minuty, czyli ponad 40 minut szybciej niż dotychczas, dzięki powrotowi na trasę przez Centralną Magistralę Kolejową (Hańcza jedzie do Krakowa). Skróceniu ulegną także czasy podróży z Białegostoku do innych miast. Do Giżycka – 1 godz. 41 min, do Olsztyna – 2 godz. 59 min, do Krakowa – 4 godz. 7 min. Biorąc pod uwagę ile czasu te trasy pokonywało się wcześniej, trzeba przyznać, że takie rozkłady robią ogromne wrażenie.

Zwiększy się też liczba szybkich połączeń z Białegostoku do Warszawy — z trzech do czterech, które pojadą o godzinach 7:33, 11:33, 17:33 i 19:33, umożliwiając dotarcie do stolicy w zaledwie 1,5 godziny (dzięki nie zatrzymywaniu się na wszystkich stacjach po kolei).

Wśród nowości znajdzie się pociąg IC Wigry relacji Mockava (Litwa) – Suwałki – Białystok – Warszawa – Poznań – Szczecin, co uczyni go trzecim bezpośrednim połączeniem Suwałk z Warszawą. Dodatkowo wydłużona zostanie trasa pociągu IC Korfanty, który pojedzie z Białegostoku aż do Bielska-Białej lub Gliwic, zapewniając mieszkańcom Podlasia wygodny dojazd na Śląsk. W skali całego kraju PKP Intercity uruchomi 56 nowych pociągów, rozbudowując również ofertę międzynarodową o blisko połowę.

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

Gdzie znaleźć ciszę? Podlaskie miejsca, w których naprawdę odpoczniesz.

W świecie, w którym ciągle coś dzwoni, gra, powiadamia i przeszkadza, cisza staje się luksusem. A jednak w Podlaskiem wciąż można ją znaleźć – prawdziwą, głęboką, niemal dotykalną. Wystarczy odjechać kilkanaście kilometrów od Białegostoku, by zniknęły dźwięki cywilizacji, a pozostał tylko szum drzew, skrzypienie drewnianych mostków i śpiew ptaków.

Jednym z takich miejsc jest Białowieski Park Narodowy – szczególnie o poranku, gdy mgły unoszą się nad parkiem pałacowym, a woda w stawach odbija kolory nieba. Słychać tylko plusk ryby i odgłos skrzydeł ptaków. Podobne wrażenie daje spacer po Puszczy Knyszyńskiej, zwłaszcza w rejonie Królowego Mostu, gdzie las zdaje się pochłaniać każdy dźwięk. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, by poczuć, jak napięcie znika z ciała.

Ciszę można odnaleźć też w miejscach mniej znanych – jak w rezerwatach od Krzemianki, przez okolice Czarnej Białostockiej i Supraśla. To przestrzenie, w których nie ma ruchu turystycznego, nie docierają hałasy samochodów, a jedynym towarzyszem bywa czasem wiatr. W takich chwilach człowiek przypomina sobie, jak to jest po prostu być – bez pośpiechu, bez słów, w obecności natury.

Podlaskie nie potrzebuje wielkich atrakcji, by zachwycać. Wystarczy trochę spokoju, zapach wilgotnego mchu i cisza, która koi bardziej niż najdroższe wakacje. Jeśli szukasz odpoczynku, nie musisz jechać daleko. Wystarczy otworzyć mapę i znaleźć małą, zieloną plamkę – tam, gdzie kończy się asfalt, a zaczyna prawdziwy świat.

Featured Video Play Icon

Świat podlaskich Szeptuch uchylił rąbka tajemnicy. Zobacz ten film.

Na wschodnich rubieżach Polski, tam gdzie mgły unoszą się nad łąkami, a cisza ma w sobie coś świętego, wciąż żyje niezwykła tradycja. W Podlaskiem, regionie pogranicza kultur i religii, przetrwały do dziś praktyki uzdrawiania zakorzenione głęboko w słowiańskim folklorze. Ich strażniczkami są szeptuchy – kobiety (choć czasem także mężczyźni), które posługują się szeptem, modlitwą i dawnymi rytuałami, by leczyć ciało i duszę.

Szeptucha to nie czarodziejka ani uzdrowicielka w sensie medycznym. To raczej pośredniczka między światem ludzi a światem duchowym, przekazująca dobro i chroniąca przed złem. Jej siła tkwi w słowie – w modlitwach, które odmawia cicho, z głębokim skupieniem, często w samotności, przy krzyżu, źródle lub na rozstaju dróg. Zwraca się zarówno do Boga, jak i do natury – bo w tradycji ludowej wszystko, co żyje, ma moc: woda, ogień, ziemia, zioła, wiatr.

Korzenie tego zjawiska sięgają czasów przedchrześcijańskich. Później szeptuchy wplotły w swoje praktyki elementy prawosławia, łącząc modlitwy do świętych z archaicznymi zaklęciami. Taka synteza religii i magii ludowej przetrwała wieki, choć często budziła nieufność Kościoła. Dla mieszkańców Podlasia szeptucha nie jest jednak heretyczką – to ktoś, kto po prostu „wie więcej”, kto pomaga wtedy, gdy lekarz rozkłada ręce, a cierpienie nie daje się wytłumaczyć racjonalnie.

Dziś świat szeptuch powoli zanika. Coraz mniej ludzi chce uczyć się tej sztuki, a dawne modlitwy – przekazywane wyłącznie ustnie – umierają wraz z najstarszymi kobietami. Zostają wspomnienia, historie i nieliczne zapiski. To właśnie ten kruchy świat postanowiła uchwycić w swoim filmie dokumentalnym „Szepciarze” Alexandra Golus, polska reżyserka mieszkająca w Berlinie. Jej kamera zagląda do chat i ogrodów, w których czas płynie inaczej, próbując ocalić od zapomnienia ludzi, którzy wciąż wierzą w moc szeptu.

Podlaskie, z jego wielokulturowym dziedzictwem, jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie magia i wiara przenikają się tak naturalnie. Spotkanie z szeptuchą to nie tylko podróż w głąb dawnej tradycji, ale także przypomnienie, że człowiek – mimo postępu i technologii – wciąż potrzebuje tajemnicy, nadziei i słowa wypowiedzianego z wiarą.

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska pokazywana we francuskich i niemieckich mediach. Widoki nieziemskie!

W ostatnim czasie, w internecie pojawiły się dwa zagraniczne filmy dotyczące Puszczy Białowieskiej. Jeden od niemieckiego kanału naukowego Space and Sience od ZDF, drugi od France 24. Oba w języku angielskim. Widoki w obu filmach są nieziemskie! Ale co ważne, jeżeli nasi zachodni sąsiedzi interesują się Puszczą Białowieską, to znaczy że pokazują swoim społeczeństwom także jak wygląda granica NATO.

Puszcza Białowieska to jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych lasów nizinnych w Europie. Jest symbolem naturalnej dzikości, a zarazem miejscem, gdzie można zobaczyć, jak wyglądała niegdyś ogromna część kontynentu, zanim człowiek zaczął intensywnie przekształcać krajobraz. To tutaj żyje żubr – największy ssak lądowy Europy, który stał się wizytówką puszczy i Polski.

Puszcza od wieków była obecna w dziejach Europy. Służyła jako miejsce polowań królów i carów, była też świadkiem licznych wydarzeń politycznych i społecznych. Dziś jej znaczenie wykracza poza wymiar historyczny czy przyrodniczy – to również przestrzeń kulturowa, ważna dla mieszkańców Podlasia i całej Polski. Dzięki unikatowym wartościom została objęta ochroną w formie parku narodowego oraz wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wschodnia część Puszczy Białowieskiej wyznacza granicę Polski z Białorusią. To zarazem granica Unii Europejskiej i NATO. Zainteresowanie zachodnich mediów wynika więc nie tylko z niezwykłych walorów przyrodniczych, ale i z geopolitycznego znaczenia regionu. Pokazując obrazy dzikiego lasu, jednocześnie ukazują linię podziału między Wschodem a Zachodem – i to w samym sercu Europy.

Dla turystów Puszcza Białowieska to przestrzeń kontaktu z naturą. Dla naukowców – skarbnica wiedzy o procesach ekologicznych. Dla Polaków i Europejczyków – dziedzictwo, które warto chronić i przekazywać kolejnym pokoleniom. To miejsce, gdzie historia, przyroda i polityka splatają się w jedną opowieść – o granicach, o wspólnocie i o tym, co naprawdę warto zachować.

Featured Video Play Icon

Podlaska wieś – czy tu diabeł mówi dobranoc? W niektórych miejscach z pewnością.

Jeżdżą kamperem po Polsce i odwiedzają zarówno znane, jak i mniej oczywiste miejsca. Tym razem zatrzymali się w Podlaskiem, aby przyjrzeć się bliżej wioskom i miasteczkom naszego regionu. Na swoim kanale pokazali zarówno perełki turystyczne, jak i miejsca, które wciąż pozostają na uboczu. Mową o YouTuberach – TaniePodróżovanie.

Pierwszym punktem podróży była Kraina Otwartych Okiennic, czyli Soce, Trześcianka i Puchły – wioski znane z kolorowych drewnianych domów i bogatych zdobień. To właśnie tu można poczuć klimat dawnej architektury i zobaczyć wyjątkowy charakter Podlasia. Następnie zatrzymali się w Skicie Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach, jedynym prawosławnym skicie w Polsce. Miejsce to, położone na rozlewiskach Narwi, zachwyca spokojem i duchową atmosferą.

Nie zabrakło także wizyty w Jałówce, gdzie stoją malownicze ruiny kościoła św. Antoniego. Kolejne etapy to ukryte w lasach podlaskie wsie, a także przygraniczne Mostowlany i miejscowości nad rzeką Świsłocz, które leżą tuż przy samej granicy. Youtuberzy pokazali również Bobrowniki z nieczynnym przejściem granicznym i charakterystyczną bramą MIR.

Podróż nie mogła ominąć Kruszynian – tatarskiej wsi słynącej z meczetu i mizaru. To miejsce, w którym można poznać historię i kulturę polskich Tatarów. Później odwiedzili tajemniczy Wierszalin, dawną osadę proroka Eliasza Klimowicza, gdzie do dziś krążą legendy o niezwykłych wydarzeniach. Na trasie znalazły się także Krynki, miasteczko przy granicy z największym rondem w Polsce, oraz niezwykłe źródło „Krzywa Rura”, znane ze swojego nietypowego, wygiętego kształtu.

Cała podróż TaniePodróżovanie to barwny przegląd miejsc, które pokazują różnorodność Podlasia – od zabytków, przez naturę, aż po ślady wielokulturowej historii regionu. Obejrzyjcie sami!

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.
Przez głupotę wójtów, autobusy będą stały, chociaż mogłyby wozić ludzi.

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.

Zdrowie, kultura czy transport pasażerski — to nie są biznesy życia. To są przeważnie zadania samorządowe, czyli takie, które z definicji nie muszą się spinać budżetowo. A mimo to samorządy  prowadzą je przez spółki prawa handlowego. A spółka, jak to spółka — musi być na plusie. No i wtedy zaczyna się problem.

Weźmy przykład z naszego podwórka. Od 1 października w powiatach wysokomazowieckim i zambrowskim kilka linii autobusowych PKS Nova znika z mapy. Dlaczego? Bo prawie nikt nie jeździ. A jak prawie nikt nie jeździ, to przewóz jest nierentowny. A jak jest nierentowny, to spółka akcyjna musi go zlikwidować, bo przecież akcjonariusze nie żyją z powietrza. Brzmi logicznie, prawda? Tylko że tu logika uderza w pasażerów.

Ironia polega na tym, że właścicielem PKS Nova jest… Województwo Podlaskie. Czyli de facto państwowa instytucja jest prywatnym przewoźnikiem. A gdyby transportem zajmował się po prostu Departament Infrastruktury i Transportu w urzędzie marszałkowskim, to nie byłoby żadnego wymogu „opłacalności”. Autobus by po prostu jechał — choćby i z trzema pasażerami na pokładzie. Poza tym pasażerów byłoby zdecydowanie więcej, bo gdy nie musimy być rentowni, nie ma znaczenia też cena biletu. Może go w ogóle nie być.

Nawet w tych najmniejszych gminach, gdzie dziś pies z kulawą nogą nie wsiada, nagle okazałoby się, że mieszkańcy jednak „chcą jeździć”, tylko niekoniecznie za cenę biletu droższą niż litr benzyny. Studenci, emeryci, dzieciaki jadące do szkoły, a nawet sąsiad, który od lat nie opuszczał wsi — wszyscy by wsiedli. I nie trzeba do tego wielkiej ekonomii: wystarczy przestać udawać, że autobus to biznes życia.

Na papierze siatka podlaskich połączeń wygląda przyzwoicie: do każdej większej miejscowości dojedziemy. Ale województwo to nie tylko miasta. To aż 119 gmin, z czego 80 to gminy wiejskie. I nagle czar pryska. Autobusu nie zobaczą mieszkańcy Płaskiej, Wyszek, Narewki, Grabowa, Krypna, Trzciannego, Nowego Dworu czy Szudziałowa. Nie dojedzie też nic do Krynek, choć to gmina miejsko-wiejska. A w gminach przyklejonych do Białegostoku rządzi komunikacja miejska.

Gdyby PKS Nova był faktycznie prywatny, bez nadzoru z urzędu marszałkowskiego, to zapewne kursów byłoby jeszcze mniej. Prywatny przewoźnik wozi tam, gdzie się opłaca. I tylko tam. Zajrzyjcie do rozkładów jazdy innych przewoźników, naprawdę prywatnych — cudów nie ma.

No dobrze, ale przecież państwo coś z tym robi. I faktycznie — istnieje Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Brzmi poważnie: rząd dopłaca gminom, żeby organizowały kursy tam, gdzie się nie opłaca. Czyli w końcu ktoś pomyślał, że komunikacja to nie tylko rachunek zysków i strat, ale też… ludzie. Pieniądze więc są, miliony leżą na stole. Tylko co robią gminy? Ano nic. W 2023 roku wykorzystano zaledwie 31 proc. środków. W 2024 roku — 33 proc. Efekt? 68 milionów złotych poszło do innych województw.

I tak dochodzimy do sedna. Gdy wójtowie będą przed Wami rozkładać ręce i mówić „nie da się”, a autobusy od 1 października po prostu nie wyjadą, to już będziecie wiedzieć kto jest winny. Ten sam co rozkłada ręce. Ludzie zostają bez dojazdu do pracy, szkoły czy lekarza. A winę można by zrzucić na spółki, na przepisy, na rentowność. Ale prawda jest prostsza: to zwyczajna głupota wójtów.

A teraz wyobraźmy sobie, że te 68 milionów złotych, które lekką ręką oddaliśmy innym województwom, zostałoby wrzucone w siatkę połączeń wieś–miasto–duży węzeł transportowy. Zamiast kombinować, błagać sąsiada o podwózkę, ludzie mieliby normalny autobus rano i drugi powrotny. Dzieciaki dojechałyby do szkoły, starsi do lekarza, a pracujący – do zakładów pracy czy biur. Do tego zyskałyby same miasta, bo ruch i życie społeczne nie kończyłyby się na granicy gminy. Województwo zaczęłoby oddychać jak jeden organizm – wieś i miasto przestałyby być oddzielnymi światami, a stałyby się częściami jednej całości. I wszystko to za pieniądze, które i tak już były, tylko ktoś postanowił, że „nie warto sięgać”.

Jedziesz do Białowieży? Nie pomijaj Hajnówki. To brama do Puszczy.

Jedziesz do Białowieży? Nie pomijaj Hajnówki. To brama do Puszczy.

Hajnówka często nazywana jest bramą do Puszczy Białowieskiej. To określenie nie wzięło się znikąd, bo właśnie tutaj zaczyna się niezwykła podróż w jeden z ostatnich pierwotnych lasów Europy. Miasto, które na pierwszy rzut oka wygląda jak spokojny, niewielki ośrodek powiatowy, kryje w sobie rolę przewodnika do świata przyrody, kultury i historii, jakie trudno znaleźć gdziekolwiek indziej.

Spacerując ulicami Hajnówki można odnieść wrażenie, że rytm życia mieszkańców zawsze pozostawał w cieniu drzew puszczy. Przez wieki to właśnie las dawał im drewno, pracę, jedzenie i poczucie zakorzenienia. Dziś puszcza nadal wyznacza charakter miasta, ale zamiast być jedynie źródłem utrzymania, stała się także największym skarbem turystycznym regionu. To do Hajnówki przyjeżdżają ci, którzy chcą zanurzyć się w dzikości natury i zobaczyć żubra w jego naturalnym środowisku.

Miasto pełni funkcję pierwszego przystanku dla podróżników. To tutaj można dojechać łatwo pociągiem czy autobusem. Z Hajnówki prowadzi jedna wąska jezdnia do Białowieży, a także jest możliwość dojechania przez las. Niezależnie, którą opcje wybierzemy, będziemy mieli wrażenie, że powoli zanurzamy się w inny świat, gdzie ludzki gwar cichnie, a głos przejmuje śpiew ptaków i szelest liści.

Puszcza Białowieska przyciąga swoją dzikością, ale to właśnie Hajnówka pozwala do niej podejść i poczuć się bezpiecznie. Nie trzeba od razu ruszać w najbardziej surowe rejony, by poczuć majestat puszczy. Już pierwsze kilometry szlaku pozwalają doświadczyć potęgi drzew, które pamiętają jeszcze czasy, gdy granice i państwa wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Hajnówka, choć niewielka, odgrywa więc rolę ambasadora jednej z najcenniejszych przyrodniczych pereł świata. To ona otwiera drzwi do spotkania z żubrem, symbolem puszczy i całej wschodniej Polski. To tu turysta uczy się szacunku do lasu, który nie jest parkiem stworzonym ludzką ręką, ale żywą, pulsującą przestrzenią, wymagającą ciszy i cierpliwości.

Wyjazd do Puszczy Białowieskiej to doświadczenie, które zostaje w pamięci na długo. W świecie, gdzie coraz trudniej znaleźć miejsca autentyczne i nienaruszone przez cywilizację, Hajnówka, Białowieża przypominają, że wciąż istnieją przestrzenie, w których natura i człowiek mogą współistnieć w harmonii. Dlatego, gdy ktoś pyta, gdzie naprawdę zaczyna się Puszcza Białowieska, odpowiedź jest prosta – zaczyna się właśnie tutaj, w Hajnówce. To ona jest strażniczką wejścia do lasu, miejscem, w którym podróżnik zbiera siły i inspiracje, zanim zrobi pierwszy krok w cieniu pradawnych dębów i lip.

Featured Video Play Icon

Wrócili na Podlasie po 9 latach. Co się zmieniło?

Wideoblogerzy Wędrowne Motyle wrócili na Podlasie po dziewięciu latach. Odwiedzili Tykocin, Narwiański Park Narodowy, Suraż, Krainę Otwartych Okiennic, Skit w Odrynkach, Siemianówkę, Białowieski Park Narodowy, Kleszczele i Grabarkę. Od razu odpowiadamy na pytanie z tytułu – czy coś się zmieniło? Z naszej perspektywy praktycznie nic. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak było, z jedną małą różnicą.

Turyści odwiedzili kładkę Waniewo–Śliwno, z której jednak nie mogli skorzystać, ponieważ w rzece jest zbyt mało wody. Problem w tym, że to zjawisko postępuje i niewiele osób decyzyjnych się nim przejmuje. Jeśli tak dalej pójdzie, za kolejne dziewięć lat w tym miejscu może być już tylko pastwisko. Bez Narwi nie będzie też ludzi w okolicy, bo woda to życie. Tak oczywiste stwierdzenie trzeba przypominać, bo urzędnicy najwyraźniej myślą, że woda pojawia się samoistnie w kranie.

Wracając do wycieczki Wędrownych Motyli – bardzo dobrze, że odwiedzili też Suraż. To jedno z najmniejszych miast w Polsce, często niesłusznie pomijane. Dawniej było świetnym miejscem do kajakowania, dziś przy obecnym stanie Narwi można wręcz szorować po dnie. Za to cała okolica nieodmiennie kojarzy się z Konopielką. Pochodzący stąd Edward Redliński napisał tu świetne dzieło. Jeśli po jego lekturze chcecie poczuć się jak w Taplarach – koniecznie wybierzcie się do Suraża, a następnie ruszcie Szlakiem Konopielki.

Jedno jest pewne – Podlasie wciąż pozostaje doskonałym kierunkiem turystycznym. Jest tu co podziwiać, co zjeść, gdzie odpocząć i się wyciszyć. Jedynie przyroda zaczęła się degradować, ale kto wie – może kiedyś ktoś kompetentny zajmie się i tym problemem, aby ratować nasze ukochane Podlasie.

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.
fot. PKS Nova

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie: na tabliczce jest rozkład, pasażerowie stoją w kolejce, autobus zbliża się do przystanku. Po chwili jednak pojawia się drugi autobus, w tym samym kierunku, niemal o tej samej porze. Wiezie powietrze. I tak kilka razy dziennie. A potem w rozkładzie mamy kilkadziesiąt minut „dziury” bez kursu.

Od lat na trasach w Podlaskiem, m.in. Białystok–Hajnówka, kursują równolegle PKS Nova i prywatny przewoźnik Voyager Trans. Obie firmy mają własne rozkłady, sprzedają bilety, dysponują pozwoleniami. Problem nie w tym, że jeżdżą — tylko w tym, jak te rozkłady są do siebie ułożone. W praktyce bywa, że odjazdy obu przewoźników przypadają niemal na tę samą godzinę. W zasadzie często pierwszy podjeżdża Voyager. To strategia zgodna z prawem, choć budząca wątpliwości z punktu widzenia pasażera.

Z perspektywy pasażera kursy powinny być równomiernie rozłożone w czasie. Problem polega na tym, że obecnie nie istnieje żaden mechanizm, który z góry rozdzielałby kursy „po równo” albo w większych odstępach, tak aby pasażer miał odjazd co 30 minut, zamiast dwóch autobusów „pod rząd”. Prowadzi to do marnotrawienia zasobów: zamiast obsłużyć pasażerów w sposób równomierny i bardziej dostępny, jeden autobus jedzie przepełniony, a drugi pusty.

Od razu zaznaczmy: nie jest to afera polegająca na łamaniu przepisów, bo prawo dopuszcza równoległe kursy. Przewoźnicy składają wnioski o zezwolenia, uzgadniają dostęp do przystanków, spełniają wymogi formalne — i jeżdżą. Problem w tym, że nikt nie układa wspólnej układanki. A pasażer płaci dwa razy — najpierw biletem, a potem podatkami, gdy sejmik dotuje PKS Nova, które w tym układzie ponosi straty.

W samych suchych danych nie widać „stłoczeń” jak na dłoni, bo rozkłady są rozproszone po różnych serwisach. Ale gdy weźmiemy tablicę porannych i popołudniowych odjazdów, układa się obraz zbyt małych odstępów między kursami konkurencyjnych firm.

Dlaczego tak się dzieje?

Problem tkwi w tym, że nikt nie koordynuje „siatki” odjazdów. Dzisiejsze przepisy gwarantują możliwość legalnego wejścia na trasę, ale nie narzucają minimalnego odstępu czasowego między konkurencyjnymi kursami na tej samej linii. To oznacza, że przewoźnik może „ustawić się” kilka minut przed konkurentem i jest to zgodne z prawem. Efekt uboczny? Zamiast zwiększać łączną dostępność kursów w ciągu dnia, system generuje „piki i dziury”.

Teoretycznie ludzie wybierają portfelem, ale w praktyce oba podmioty świadczą identyczną usługę, więc można próbować konkurować ceną biletu albo godzinami odjazdów. Problem w tym, że ani jedno, ani drugie nie poprawia komfortu pasażera. Ten nie potrzebuje dwóch autobusów o 7:40 i 7:45. Potrzebuje jednego o 7:40 i kolejnego o 8:10.

Z perspektywy rodzin, osób starszych czy dojeżdżających do pracy i szkół rytm kursów ma ogromne znaczenie. Gdy pojawiają się dwa pojazdy niemal naraz, a potem dłuższa przerwa, rytm się gubi. Pasażerowie, którzy nie są codziennymi bywalcami danej linii, tracą orientację.

Kto może z tym zrobić porządek?

Zacznijmy od tego, że problem nie jest nowy. Jest znany od wielu lat. I co? I nic. Politycy i samorządowcy są jak aligatory — szerokie paszcze, żeby wiele powiedzieć, ale rączki do roboty krótkie. A istnieją dwa sposoby rozwiązania tego problemu.

Mniej realny i bardziej realny. Ten mniej realny to zmiana ustawy. Tak, coś, co można zrobić w jedną noc (jak pokazały działania polityków PiS w przeszłości), w tym przypadku urasta do rangi nieosiągalnego. Zakazanie ustawą praktyki podjeżdżania kilka minut przed konkurencją zamknęłoby problem raz na zawsze. Ale, jak wspomnieliśmy, to rozwiązanie mniej realne. Szanse na wprowadzenie takiego zakazu są bliskie zeru. Dlaczego? Bo jeśli politycy zmieniają przepisy, to zwykle po to, aby na tym skorzystać. A kto przejmie się jakimś rozkładem jazdy?

Dlatego jest drugi sposób, bardziej realny. Marszałek województwa organizuje przewozy użyteczności publicznej i wydaje zezwolenia na przewozy regularne. Nie ma jednak narzędzi, by zmuszać przewoźników do układania rozkładów racjonalnie. Ale to, że ich nie ma, nie oznacza, że nie można ich stworzyć. Wystarczy decyzja sejmiku.

Jak się za to zabrać?

Należy pamiętać, że w hierarchii prawa ustawa stoi wyżej. Skoro zakazu w niej nie ma, sejmik nie może samodzielnie go wprowadzić. Istotny staje się jednak Regionalny Plan Transportowy Województwa Podlaskiego na lata 2021–2027. To strategiczny dokument, którego głównym celem jest poprawa dostępności komunikacyjnej regionu.

Wystarczy zaktualizować go o rozdział dotyczący koordynacji działań podmiotów zajmujących się transportem publicznym. Koordynacja polegałaby na synchronizacji rozkładów jazdy między przewoźnikami na podobnych trasach oraz na wprowadzeniu minimalnych zasad (np. określonego odstępu czasowego, kolejności kursów).

Dodanie zapisu w brzmieniu: „Organizator transportu wojewódzkiego, przy wydawaniu zezwoleń na przewozy regularne, zobowiązany jest do uwzględnienia zasady koordynacji rozkładów jazdy w interesie pasażerów” dałoby marszałkowi narzędzie pozwalające odmówić zatwierdzenia rozkładu w przypadku ewidentnych „podjazdów”, wskazując brak koordynacji jako przeszkodę.

Skoro to „takie łatwe”, dlaczego nikt tego nie robi?

Podstawową barierą jest wszechobecna bierność urzędników. Po co się wychylać i narażać na kłopoty? Dlatego inicjatywa musi wyjść z sejmiku lub zarządu województwa. Co ciekawe, w ostatnim czasie w sejmiku poświęcono wiele godzin dyskusji o PKS Nova. Nikomu jednak z „zatroskanych” nie przyszło do głowy, by rozwiązać akurat ten problem, który realnie poprawiłby sytuację — nie tylko budżet PKS Nova, ale także komfort pasażerów i przejrzystość rozkładów.

Featured Video Play Icon

Podlaskie kamperem. Co można zwiedzać? Niech te filmy będą podpowiedzią.

Youtubowy kanał NieDoZajechania w ostatnim czasie opublikował dużo filmów związanych z województwem Podlaskiem. To kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzać nasz region samochodem czy kamperem. A takich nie brakuje. Turystyka w województwie kwitnie! A to dlatego, że Podlasie to jeden z tych regionów Polski, w których czas płynie wolniej, a krajobrazy potrafią zahipnotyzować nawet najbardziej zaprawionego w podróżach turystę. Wyruszając w trasę kamperem, zyskujemy pełną wolność – możemy zatrzymać się tam, gdzie akurat nas zauroczy widok, i spędzić noc w miejscach, w których cisza ma swoją własną melodię. Proponowana trasa pozwoli odkryć nie tylko przyrodę i architekturę, ale też klimat pogranicza kultur, w którym miesza się wpływ wschodu i zachodu.

Start od północy – Augustów i Studzieniczna

Podróż warto rozpocząć w Augustowie – miasteczku otoczonym jeziorami, które słynie z Kanału Augustowskiego i rejsów statkami. Tutaj można spędzić dzień na plażowaniu, spróbować lokalnych ryb, a wieczorem zaparkować kampera w pobliżu jeziora Necko czy Białego. Kilka kilometrów dalej, w Studzienicznej, czeka nas sanktuarium Matki Bożej, położone malowniczo na wyspie, do której prowadzi drewniany mostek. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego – z jednej strony jest spokojne i sprzyja refleksji, z drugiej oferuje piękne panoramy i możliwość krótkiego spaceru nad wodą.

Kraina Biebrzy – dla miłośników natury

Kierując się na zachód, wjedziemy do Biebrzańskiego Parku Narodowego – największego parku narodowego w Polsce, znanego z rozległych bagien i torfowisk. To raj dla ornitologów, ale nawet bez lornetki można zachwycić się tutejszymi krajobrazami. Drewniane kładki, wieże widokowe i możliwość nocowania na dziko w okolicy sprawiają, że kamperzyści czują się tu jak w domu. Poranne mgły nad Biebrzą to widok, który na długo zostaje w pamięci.

Kolejny etap to spotkanie z tatarską historią w Bohonikach i Kruszynianach. Małe, drewniane meczety i cmentarze przypominają o tym, że Podlasie od wieków jest mozaiką kultur. W Kruszynianach obowiązkowo trzeba spróbować tatarskich specjałów. Dalej na południowy wschód, tuż przy granicy, leży maleńka Jałówka z ruinami kościoła. A dalej Koterka, gdzie jest drewniana cerkiew. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Nie ma tu tłumów, za to towarzyszy nam poczucie, że jest się na końcu świata.

Z Koterki warto udać się do Mielnika, miasteczka położonego nad Bugiem, gdzie można zwiedzić ruiny kościoła zamkowego, podziwiać krajobrazy doliny rzeki i odwiedzić punkt widokowy na Górze Zamkowej. Kilka kilometrów dalej znajduje się prawosławne sanktuarium na Grabarce – góra porośnięta tysiącami krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów. To miejsce przepełnione jest symboliką i spokojem, a zarazem robi ogromne wrażenie swoją prostotą.

W Drohiczynie, dawnej stolicy Podlasia, czas warto przeznaczyć na spacer po rynku, wizytę w muzeum kajakarstwa i rejs po Bugu. Miasteczko ma swój urok – ciche uliczki, zabytkowe kościoły i panoramę rzeki, którą można podziwiać z Górki Zamkowej. Wieczorem można tu znaleźć przyjemne miejsce postojowe nad samym Bugiem.

Kraina Otwartych Okiennic – wioski jak z pocztówki

Przed powrotem warto przejechać przez Krainę Otwartych Okiennic – region, w którym zachowały się pięknie zdobione drewniane domy, cerkwie i kapliczki. Trzy najbardziej znane wsie to Trześcianka, Soce i Puchły, ale jadąc kamperem można zbaczać z głównych dróg, by odkrywać mniej znane miejscowości. Kolorowe okiennice, rzeźbione ganki i bujne ogrody sprawiają, że każdy kadr nadaje się na pocztówkę.

Białowieża i Hajnówka – serce Puszczy

Podróż warto zakończyć w Białowieży, gdzie można wybrać się na piesze lub rowerowe szlaki po Puszczy Białowieskiej. Spotkanie z żubrem w rezerwacie pokazowym, spacer do dębu Jagiełły czy przejażdżka wąskotorową kolejką w Hajnówce to atrakcje, które docenią zarówno dorośli, jak i dzieci. Białowieża i Hajnówka to miejsca, które wciągają. Te pierwsze swoją ciszą i majestatem natury – idealne, by zakończyć podróż w spokojnym rytmie. To drugie, by skosztować cudownych wypieków.

Podlasie to połączenie swobody podróżowania z możliwością zanurzenia się w unikalnym klimacie regionu. To tu można w jeden dzień przejechać od tatarskiego meczetu przez prawosławną cerkiew, po katolicką katedrę, a po drodze podziwiać dziką przyrodę, która nie ustępuje tej znanej z parków narodowych Europy. Taka trasa nie wymaga pośpiechu – najlepiej dać się ponieść drodze, zatrzymywać tam, gdzie widok zachwyci, i pozwolić, by Podlasie samo opowiedziało swoją historię.

Featured Video Play Icon

Co robić w Białowieży? Przewodnik dla początkujących.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Białowieża to miejsce, w którym dominuje tylko jedno – las. I trudno się dziwić, bo Puszcza Białowieska przyciąga jak magnes. Ale jeśli pozwolić sobie na chwilę ciszy, wsłuchać się w rytm tego miejsca i zejść z utartych ścieżek, okazuje się, że w Białowieży można robić znacznie więcej niż tylko spacerować między drzewami.

Dla wielu pierwszą myślą są żubry – symbol regionu i całej Puszczy. Rzeczywiście, możliwość zobaczenia ich z bliska to wyjątkowe przeżycie, ale nie trzeba zaczynać od Rezerwatu Pokazowego. Dużo ciekawsze, choć mniej przewidywalne, jest spotkanie z żubrem na jednej z mniej uczęszczanych ścieżek, na przykład o świcie w jakiejś puszczańskiej wiosce.

Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń jest wyprawa do ścisłego rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Wstęp tutaj jest możliwy tylko z licencjonowanym przewodnikiem (czekają w gotowości przy punkcie obsługi turystów nieopodal wejścia do Parku Pałacowego).

To miejsce, w którym przyroda rządzi się własnymi prawami – martwe drzewa nie są usuwane, leżą, rozpadają się, karmią inne organizmy, a człowiek może być tylko cichym obserwatorem. Nie ma tam wytyczonych ścieżek, są tylko ślady. Trzeba patrzeć pod nogi, ale i ponad głową – tam, gdzie wysoko krążą dzięcioły trójpalczaste albo przelatuje samotny orlik krzykliwy. To nie jest zwykły spacer. To zanurzenie się w przestrzeni, która działa na zmysły i wyobraźnię.

Dla tych, którzy wolą bardziej aktywne formy spędzania czasu, Białowieża oferuje rozbudowaną sieć tras pieszych i rowerowych. Najbardziej znana z nich to Szlak Dębów Królewskich, gdzie każde drzewo ma swoje imię – na cześć dawnych władców Polski i Litwy. To miejsce, gdzie natura spotyka się z historią w sposób symboliczny, ale bardzo czytelny. Równie interesujące są dłuższe wyprawy rowerowe do Grudek, Teremisek czy Narewki. Każda z tych tras prowadzi przez inne oblicze puszczy – od gęstych, mrocznych lasów po otwarte polany, gdzie czasem można natknąć się na tropy dzikich zwierząt.

Szczególnym przeżyciem może być też wyprawa o świcie lub o zmierzchu. Wtedy las zaczyna mówić innym językiem – skrzypi, szumi, czasem zawyje. Można poczuć się wtedy trochę jak intruz, a trochę jak uczestnik pradawnego rytuału.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym – o czasie. W Białowieży płynie on inaczej. Bez neonów, centrów handlowych i miejskiego zgiełku, łatwiej tu oddychać, myśleć i patrzeć szerzej. Dlatego nie trzeba planować każdej godziny. Czasem wystarczy pójść na spacer, usiąść na ławce, posłuchać ptaków albo po prostu nic nie robić. Bo to też jest część podróży – tej wewnętrznej, którą Białowieża oferuje każdemu, kto zdecyduje się na chwilę zatrzymać.

Featured Video Play Icon

Tak się zwiedza Podlasie kamperem. Jest na co popatrzeć!

Urokliwe cerkwie, ukryte w lasach Skity, kładki nad rzekami przez które aż trudno przejść, i potężne dęby, które przetrwały setki lat. Na filmie zobaczycie żubry, zajrzycie na dworzec w Białowieży, a potem zobaczycie co autorzy wyprawy przywieźli z podróży z Miejsca Mocy, które jest ciche, tajemnicze, pełne dobrej energii. Jeśli kochacie przyrodę, historię i miejsca z duszą to odcinek właśnie dla Was. Zaparzcie herbatę , usiądźcie wygodnie i ruszajcie w głąb Podlasia.

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Podlasie, ze swoją niespieszną aurą, szerokimi horyzontami i mozaiką krajobrazów, to idealna przestrzeń dla tych, którzy szukają długich, spokojnych spacerów z dala od zgiełku cywilizacji. Tutejsze ścieżki wiją się przez lasy pachnące żywicą, ciągną wzdłuż meandrujących rzek, mijają wiekowe cerkwie i drewniane chaty, których kolorowe zdobienia przypominają o wielokulturowych korzeniach regionu. Długi spacer po Podlasiu to nie tylko kontakt z przyrodą – to wędrówka przez czas, tradycję i przestrzeń, która niezmiennie zadziwia swoją autentycznością. Spośród wielu tras wybraliśmy te, które najlepiej oddają charakter tego niezwykłego regionu.

Na początek Kruszyniany

Meczet w Kruszynianach

Pierwszą z nich jest ścieżka, która powadzi przez Puszczę Knyszyńską, ale tak naprawdę jest spacerem przez historię. Szlak zaczyna się w tatarskiej wsi Kruszyniany, znanej z drewnianego meczetu i tatarskiego cmentarza (mizaru), i prowadzi przez pagórkowaty teren otoczony starymi sosnami i świerkami. Po drodze napotkamy także zalew. Trasa prowadzi przez Jaryłówkę, Bobrowniki, Chomontowce, Rudaki, Ozierany Wielkie i Ozierany Małe.

Powietrze jest tu rześkie, przesiąknięte zapachem igliwia, a cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków. Trasa nie jest trudna, ale długa – idealna na powolny spacer z zatrzymywaniem się przy różnych ciekawych miejscach napotkanych po drodze Spacer kończy się tam, gdzie rozpoczął – w Kruszynianach, gdzie warto zakończyć dzień posłuchaniem lokalnego przewodnika o historii Tatarów, a także napiciem się herbaty spróbowaniem tatarskich przysmaków.

Narwiański Park Narodowy z dwóch stron

fot. Narwiański Park Narodowy

Chociaż wody w Narwi jest tyle co kot napłakał, to i tak warto jako drugie miejsce na spacer warto wybrać to, które zachwyca zarówno przyrodą, jak i spokojem. Mowa o trasie wzdłuż doliny Narwi – od miejscowości Waniewo do Śliwna. A w zasadzie to dwie trasy, bo słynna kładka łącząca dwie miejscowości po obu stronach rozlewiska (Waniewo i Śliwno) nie działa, z powodu wspomnianych niskich stanów wód.

Po jednej stronie mamy Kruszewo, Śliwno, Izbiszcze, Topilec, a po drugiej równie ciekawe Waniewo i Kurowo – z siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Pierwsza trasa to 12 km w jedną strnę, druga to 6 km. Idealne na dwa dni spacerów.

Przechodząc tędy, można poczuć się jak na wodnym safari – trzciny szumią, czaple przelatują nisko nad głową, a w oddali widać siedliska bobrów. To miejsce, gdzie woda i ląd przeplatają się nieustannie, a cały krajobraz żyje własnym rytmem. Idealne dla tych, którzy kochają przyrodę i chcą doświadczyć jej bliskości w niemal intymny sposób.

Wokół Wigier

fot. A. Tarasiuk

Trzeci szlak, który warto przejść, to pętla wokół jeziora Wigry. Znajduje się na terenie Wigierskiego Parku Narodowego, a trasa wiedzie przez zróżnicowany krajobraz – od lasów liściastych po wysokie pagórki z widokiem na taflę jeziora. Żeby obejść cały akwen należy się przygotować na dwa dni wyprawy, bo to łącznie około 50-60 km – w zależności ile chcemy zobaczyć, bo miejsc wartych zobaczenia tam nie brakuje.

Spacer zaczyna się zwykle przy klasztorze pokamedulskim w Wigrach, który sam w sobie jest miejscem wartym odwiedzenia, a potem prowadzi wzdłuż brzegu jeziora, gdzie co chwilę otwierają się nowe perspektywy – raz na trzcinowiska, innym razem na zatoczki, gdzie cumują łódki wędkarzy, a jeszcze innym razem kładki i gęsty las. To teren dla tych, którzy szukają zarówno przestrzeni, jak i kontaktu z historią oraz duchowością. Jego dopełnieniem niech będzie nocowanie w celach klasztoru.

Biebrza zaprasza

fot. P. Jakubczyk

Czwarta propozycja to długa wędrówka przez Biebrzański Park Narodowy, szczególnie zwiedzanie osobno Osowca-Twierdzy i chodzenia z Dolistowa Starego wzdłuż Biebrzy do Polkowa i z powrotem. Ta druga trasa w obie strony to 22 km.

Po drodze nie tylko będziecie mogli nacieszyć się widokiem jednej z ostatnich dzikich rzek Europy, ale też będziecie mogli przejść przez tereny, gdzie natura wciąż gra pierwsze skrzypce. Rozległe bagna, torfowiska, otwarte łąki i gęste olsy tworzą krajobraz niemal pierwotny. Po drodze można napotkać łosie, żurawie. Dla miłośników długich, nieco surowych wędrówek, to miejsce niemal mistyczne.

Bez Białowieży ani rusz!

Piąta i ostatnia trasa to zupełnie inna opowieść – to wędrówka przez Puszczę Białowieską, od Białowieży do rezerwatu ścisłego, gdzie potrzebny będzie przewodnik. Konieczne trzeba zobaczyć też rezerwat żubrów i szlak dębów królewskich. To będzie jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Wędrując wśród drzew mających kilkaset lat, można poczuć siłę i majestat przyrody, która trwa tu nieprzerwanie od wieków. Stare dęby, niektóre nazwane imionami dawnych władców Polski i Litwy, są niczym pomniki historii zaklęte w drewnie. To trasa, która skłania do refleksji i ciszy. Jej długość – w zależności od wariantu – pozwala na całodzienną wędrówkę, pełną przystanków, obserwacji i kontemplacji. Do tego jest jeszcze park pałacowy w Białowieży. Oj, jest gdzie chodzić.

Podlasie proponuje przestrzeń, w której można zwolnić, posłuchać własnych myśli i zanurzyć się w świecie, gdzie rytm wyznaczają ptaki, rzeki i drzewa. Długie spacery po tym regionie to nie tylko rekreacja – to sposób na spotkanie z czymś większym, spokojniejszym i bardziej prawdziwym.

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Noc Kupały, znana także jako Kupalnocka, to jedno z najbardziej tajemniczych i radosnych świąt słowiańskich, obchodzone w najkrótszą noc roku – z 21 na 22 czerwca. To czas przesilenia letniego, kiedy ogień, woda, zioła, kwiaty i miłość łączą się w jedną wielką celebrację życia, płodności i natury. Tradycyjnie rozpalano ogniska, wróżono z ziół, poszukiwano legendarnego kwiatu paproci, a dziewczęta puszczały na wodę wianki ze świecami, by przepowiedzieć sobie miłość. Choć współczesne obchody mają często formę festynów, to wciąż można w nich odnaleźć dawny duch wspólnoty i tajemnicy.

Tak właśnie było w Narewce, gdzie tegoroczne obchody Kupały zgromadziły tłumy mieszkańców i gości. Uroczystość rozpoczął barwny przemarsz zespołów ludowych, śpiewających kultową pieśń „Kupalinka”, a dalsza część wieczoru przyniosła mnóstwo atrakcji: koncerty, konkurs na najpiękniejszy wianek, obrzęd puszczania wianków na rzece oraz efektowne fireshow. Na scenie pojawiły się zarówno lokalne zespoły folklorystyczne, jak i gwiazdy muzyki disco polo, a muzyka, taniec i śmiech towarzyszyły uczestnikom do późnej nocy.

Podsumowując – Noc Kupały to nie tylko widowiskowe wydarzenie kulturalne, ale przede wszystkim piękne nawiązanie do naszych słowiańskich korzeni. W Narewce udało się połączyć tradycję z nowoczesną oprawą artystyczną, przyciągając zarówno starszych, jak i młodszych uczestników. Tego typu święta przypominają nam, jak ważne są wspólne przeżycia, radość z natury i siła lokalnej wspólnoty.

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.
Granica Polski i Litwy. fot Darek Sołtysiński / Wikipedia

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.

Od 7 lipca 2025 r. Polska czasowo przywraca kontrole graniczne zarówno na granicy z Niemcami, jak i z Litwą. Ten drugi przypadek będzie szczególnie bolesny dla województwa podlaskiego. Decyzję ogłosił premier Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Ministrów 1 lipca, podkreślając, że jest ona odpowiedzią na rosnącą presję migracyjną z Białorusi, Litwy i Łotwy. Kontrole mają zostać wprowadzone „z poszanowaniem interesów obywateli” i mają na celu „zminimalizowanie niekontrolowanych przepływów migrantów”. Tyle w teorii.

Służby – w tym Straż Graniczna, Wojska Obrony Terytorialnej i Policja – już prowadzą przygotowania logistyczne do uruchomienia punktów kontrolnych i mobilnych patroli. Kontrole będą wyrywkowe i dotyczyć będą zarówno przejść granicznych, jak i tzw. „zielonej granicy”.

Dla województwa podlaskiego, które latem liczy na gości z Litwy, to tragiczna informacja. Szczególnie, że Podlaskie miejsca turystyczne były zamknięte podczas pandemii, a potem gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu turystów wystraszyło się odpoczynku w regionie przy granicy z zaangażowaną w konflikt Białorusią. Następny cios w Podlaskie nastąpił, gdy wybuchł kryzys migracyjny i znów ograniczono dostęp do turystyki ze względu na stan wyjątkowy i późniejszą budowę zapory.

Region od lat buduje swoją markę jako miejsce wypoczynku blisko natury, atrakcyjne dla zagranicznych turystów szukających spokoju, autentyczności i unikalnych krajobrazów. Litwini chętnie odwiedzają Augustów, Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Wprowadzenie kontroli może jednak znacząco ograniczyć ten ruch – już sama zapowiedź możliwych opóźnień czy dodatkowych formalności potrafi skutecznie zniechęcić turystów do podróży.

W sezonie letnim, kiedy każda rezerwacja ma znaczenie, nawet kilkuprocentowy spadek liczby gości może przełożyć się na konkretne straty finansowe. Branża turystyczna, w tym właściciele pensjonatów, restauratorzy czy organizatorzy spływów kajakowych, stoi przed realnym ryzykiem słabszego sezonu. Co więcej, powrót do kontroli może osłabić budowane przez lata poczucie swobody podróżowania, które było jednym z filarów popularności Podlasia wśród sąsiadów z północy.

Choć rząd zapewnia, że działania są tymczasowe i podyktowane bezpieczeństwem, ich konsekwencje mogą sięgnąć znacznie dalej, niż granica, na której staną posterunki. W regionie, który żyje z turystyki i współpracy transgranicznej, nawet chwilowe zamieszanie może mieć długofalowe skutki.

Featured Video Play Icon

Cuda w Puszczy Białowieskiej.

Kilka dni spędzonych w Puszczy Białowieskiej to nie tylko wędrówka po jednym z najstarszych lasów Europy, ale też podróż do świata dzikiej przyrody, gdzie każdy poranek i każda noc mogą przynieść niezapomniane emocje. Tym razem było ich wyjątkowo wiele.

Choć głównymi bohaterami tego wypadu były wilki – aż jedenaście osobników udało się zaobserwować o świcie – to nie zabrakło też innych mieszkańców puszczy. Wyczekana sóweczka, najmniejsza sowa Europy, pojawiła się w pełnej krasie, a żubry, sarny i żurawie dumnie prezentowały się przed obiektywem. Drobne ptaki, takie jak pleszka, szczygieł czy pokląskwa, dopełniały ten dźwiękowo-barwny spektakl.

Nieco trudniej było tym razem z jeleniami – pojawiły się głównie nocą, uchwycone przez noktowizor i fotopułapki. Za to szalony łoś zaskoczył nie tylko swoją obecnością, ale i zachowaniem, przypominając, że w lesie to one są gospodarzami, a my jedynie gośćmi.

Ten film to nie tylko lista gatunków. To emocje, cisza przerywana klangorem żurawi, i momenty, które zostają w pamięci na długo.

Featured Video Play Icon

To podlaskie miasteczko ma wielki, ukryty potencjał

Zaledwie 20 tys. osób mieszka w Hajnówce, a mogłoby i 120 tys., a i 300 tys. Połączenie drogowe jest, kolejowe jest, komunikacja działa. Są sklep duże i małe. Jest też coś, czego nie mają inne podlaskie miasta – znanej na cały świat Puszczy Białowieskiej. I to bezpośrednio złączonej z miastem. Hajnówka to też tygiel kulturowy i niskie ceny. Przyjedźcie sami i zobaczcie jak tam jest.

Featured Video Play Icon

Podlaskie to raj dla rowerzystów. Gdzie można jeździć?

Ta wycieczka zaczęła się od Hajnówki, a konkretnie od posągu żubra – symbolu Podlaskiego. Ponadto miasteczko to też dobre miejsce, by poznać lokalną kulturę. Najważniejszy jednak jest fakt, że Hajnówka jest bramą do Puszczy Białowieskiej! Możecie tu przyjechać z każdego zakątka Polski pociągiem lub samochodem, a następnie rowerować od ręki po przepięknych przyrodniczo terenach, które zaczynają się od razu na obrzeżach maleńkiego miasteczka.

A jeżeli Puszcza Białowieska, to także i miejscowości okoliczne – czyli Werstok, Topiło czy oczywiście Białowieża – gdzie znajduje się park przy Parku Narodowym, rezerwat żubrów czy rezerwat ścisły – gdzie wejdziemy tylko z przewodnikiem. Następnie możemy pojechać przez Krainę Otwartych Okiennic do kolejnej Puszczy.

Kolejny przystanek to Supraśl i Puszcza Knyszyńska. Tu nie możemy ominąć nie tylko pięknego miasteczka, jego bulwarów i okolicznego lasu Puszczy Knyszyńskiej. Koniecznie pojedźmy przez Cieliczankę do Kołodna, a tam na Górę Świętej Anny. Potem kierujmy się do Królowego Mostu, by przez Downiewo dojechać do Radul, a następnie na Wyżary – zbiornik wodny w środku lasu. Potem już łatwo dojedziemy do kolejnego przystanku.

A są nim tatarskie Kruszyniany. Tu jest zabytkowy meczet, mizar i regionalne jadło. A to wszystko na skraju naszego kraju. Pod koniec możemy wrócić przez Krynki – do Supraśla.

Featured Video Play Icon

Same perełki Podlasia! Zobacz ten wyjątkowy film.

Piękne widoki, kolorowe cerkwie, drewniane domy, trochę Białegostoku i piękna pogoda! Film, który obejrzeliście powyżej na pewno Was zachwycił. Ale warto tutaj dodać, że nie bez przyczyny. Podlasie przecież naprawdę takie jest!

Zatem jeżeli macie odrobinę wolnego, to koniecznie przyjeżdżajcie, objeżdżajcie, zwiedzajcie, bo jest naprawdę co! Najbardziej chyba trzeba korzystać z wszelkich kładek, bo stany wód coraz niższe, więc niedługo zapewne przestaną działać. Już na tym filmie było widać kompletnie wysuszone Waniewo.

Nie zapomnijcie też posmakować podlaskiej kuchni. Pierogi, kartacze, babka ziemniaczane, kiszona kapusta, ogórki również kiszone to zestaw obowiązkowy dla każdego konesera naszego regionu.

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Topiło w Puszczy Białowieskiej, Wyżary, Supraśl i Puszcza Knyszyńska po Sokółkę, Rajgród – to miejscowości, gdzie strefa stanów rzek jest określana jako średnia. W pozostałych miejscowościach stan rzek jest niski. Oznacza to, że jeżeli planujecie majówkę w na łonie przyrody w pobliżu rzeki, to przeważnie zobaczycie suche koryta. Dlatego w tegoroczną majówkę warto przejechać się kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła, wybrać się rowerem przez rezerwaty przyrody w pobliżu Wyżar, Supraśla, Dworzyska aż po Sokółkę. Albo wypożyczyć sprzęt wodny i popływać po jeziorze Rajgrodzkim.

Każde z tych miejsc oferuje wyjątkowe doznania przyrodnicze. Topiło to ukryta w sercu Puszczy Białowieskiej osada, otoczona torfowiskami, stawami i lasami, w których można spotkać żubry, jelenie i liczne gatunki ptaków. Trasa kolejki wąskotorowej sama w sobie jest atrakcją – to podróż przez dziką puszczę, gdzie niemal każda mijana polana zachęca do krótkiego postoju i odpoczynku w cieniu drzew.

Rejon Wyżar to z kolei mozaika lasów, bagien i łąk, a pobliskie rezerwaty, to prawdziwe oazy ciszy i kontaktu z naturą. Supraśl, z zabytkowym monasterem i malowniczymi ścieżkami, łączy historię z krajobrazem. Rowerowa trasa Supraśl – Sokółka to nie tylko przyjemna droga przez Puszczę Knyszyńską, ale też możliwość obserwacji bocianów, saren i dzików na tle ciągnących się wzgórz i wąwozów.

W Rajgrodzie i okolicach z kolei króluje woda – Jezioro Rajgrodzkie jest jednym z najczystszych w regionie. To idealne miejsce na kajak czy rowerek wodny wśród malowniczych okoliczności przyrody.

Niestety, mimo tych naturalnych bogactw, wiele rzek w regionie cierpi z powodu niskich stanów wód. Susze, regulacje koryt oraz osuszanie terenów pod uprawy sprawiły, że niegdyś tętniące życiem strumienie dziś stają się tylko wspomnieniem. Dlatego coraz więcej mówi się o konieczności renaturyzacji rzek – przywracania im naturalnych meandrów, odbudowy mokradeł i odtwarzania łąk zalewowych. Tylko dzięki takim działaniom możliwe będzie zachowanie wodnej bioróżnorodności, poprawa mikroklimatu i przywrócenie życia wielu miejscom, które dziś wysychają na naszych oczach.

Featured Video Play Icon

Majówka 2025. 10 miejsc, które trzeba zobaczyć w Podlaskiem.

Majówka 2025 zbliża się wielkimi krokami, a Podlaskie to idealny kierunek dla tych, którzy pragną odpocząć od zgiełku miasta, zanurzyć się w dzikiej przyrodzie i odkryć bogactwo kulturowe regionu. Oto 10 miejsc, które warto odwiedzić podczas długiego weekendu majowego:​

Białowieża i Puszcza Białowieska

To serce dzikiej natury Europy. Spacer po Rezerwacie Ścisłym, obserwacja żubrów oraz jazda kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła to tylko niektóre z atrakcji. Gdy tylko zajedziemy na miejsce, to dostrzeżemy jak jest wiele możliwości zwiedzania. Potężne dęby, park pałacowy, muzeum, ścieżki leśne czy jazda rowerem. Do wyboru, do koloru!

Kanał Augustowski i Augustów

Idealne miejsce dla miłośników wodnych przygód. Spływy kajakowe, rejsy statkiem oraz relaks nad jeziorami sprawiają, że Augustów to doskonały wybór na aktywny wypoczynek.​ Do tego sam Augustów jest miejscem, gdzie można spacerować czy jeździć rowerem. Ścieżek jest mnóstwo!

Tykocin

Urokliwe miasteczko z bogatą historią. Zamek, barokowa synagoga oraz klimatyczne uliczki przyciągają turystów szukających autentycznych doświadczeń.​ Do tego ścieżka spacerowa przy rzece oraz możliwość pływania barką po Narwi to same świetne pomysły na odpoczynek.

Supraśl

Miasto uzdrowiskowe otoczone Puszczą Knyszyńską. Warto odwiedzić Monaster oraz Muzeum Ikon. Spacer po malowniczych uliczkach i relaks nad rzeką Supraśl to doskonały sposób na spędzenie czasu.​ Do tego jest wiele leśnych dróg w okolicy. Dzięki czemu pieszo lub rowerem możemy zrobić wiele kilometrów.

Kruszyniany

Miejsce, gdzie można poznać kulturę tatarską. Drewniany meczet, mizar oraz regionalna kuchnia to atrakcje, które pozwalają zanurzyć się w historii i tradycji tej społeczności.​ Ponadto Kruszyniany to cicha i spokojna wieś. Możemy tam się odstresować, kontemplować i realnie wypoczywać!

Biebrzański Park Narodowy

Choć ostatnio ucierpiał w pożarze, to nadal jest rajem dla miłośników przyrody i ornitologów. Rozległe bagna, dzika fauna i flora oraz liczne szlaki turystyczne czynią to miejsce wyjątkowym na mapie Polski.​ Ponadto to królestwo łosia. Te wielkie zwierzę można podglądać w jego naturalnym środowisku. Tylko trzeba rano wstać.

Wigierski Park Narodowy

Położony wokół jeziora Wigry, oferuje piękne krajobrazy, klasztor oraz możliwość aktywnego wypoczynku na łonie natury.​ Z wieży klasztoru możemy podziwiać przepiękne widoki na całą okolicę, można też  przenocować w jednej z „cel”. Do tego nie brakuje miejsc na spacery i jazdę rowerem. Smaczku dodaje fakt, że Suwalszczyzna to górzyste tereny, więc jest to miła odmiana od płaskiego Podlasia.

Białystok

Stolica regionu z licznymi atrakcjami: Pałac Branickich, Rynek Kościuszki, cerkwie, murale oraz bogatą ofertą kulturalną i gastronomiczną może być ciekawym sposobem na spędzenie czasu. Jednak naszym zdaniem wiele mają do zaoferowania również Dojlidy, na których można odpocząć z lądu i z wody – wypożyczając sprzęt.

Drohiczyn

Historyczne miasteczko położone nad Bugiem. Zabytkowe kościoły, klasztory oraz malownicze widoki na rzekę czynią to miejsce idealnym na spokojny spacer i refleksję.​ To także dobra okazja, by wybrać się kajakiem, o ile komuś woda nie jest za zimna. Na pewno jest gdzie spacerować.

Bielsk Podlaski

Często pomijane w różnych zestawieniach miasto z bogatą historią i wielokulturowym dziedzictwem. Spacerując po jego uliczkach, można poczuć klimat dawnych czasów i odkryć liczne zabytki. ​To między innymi miejsce, gdzie nagrywano słynnego „Znachora”. Do tego przyjemny klimat małego miasteczka pośród natury. Bielsk Podlaski docenią wszyscy, którzy tęsknią za dawnymi czasami. Bo Bielsk taki trochę jest – nowoczesny, ale staroświecki. I to jego największa zaleta.

Podlasie to region, który zachwyca swoją różnorodnością i autentycznością. Niezależnie od tego, czy szukasz aktywnego wypoczynku, kontaktu z naturą czy chcesz zgłębić bogactwo kulturowe – nasz region ma to wszystko. Majówka 2025 to doskonała okazja, by odkryć te skarby i zakochać się w tej części Polski.​

Wielkanoc razem, ale inaczej. Podlasie świętuje po katolicku i prawosławnie w jednym czasie.

Wielkanoc razem, ale inaczej. Podlasie świętuje po katolicku i prawosławnie w jednym czasie.

Na Podlasiu, w miejscach takich jak Białystok, Hajnówka, Bielsk Podlaski czy Sokółka, wiosna nie przychodzi jedynie z topniejącym śniegiem i pierwszymi kwiatami. Przychodzi z zapachem wosków, święconego chleba i kadzidła. W 2025 roku wyjątkowo – zarówno katolicy, jak i prawosławni obchodzą Wielkanoc w tym samym czasie. Taka zbieżność nie zdarza się często. Dla wielu mieszkańców regionu to nie tylko logistyczna ulga, ale i głęboko symboliczny moment, w którym to, co na co dzień równoległe, przez chwilę biegnie wspólnym rytmem.

W sobotę przed wielkanocną niedzielą można wyjść na ulice Białegostoku i niemal równocześnie natknąć się na katolicką rodzinę niosącą koszyczek do kościoła oraz prawosławnych mieszkańców przygotowujących się do wieczornego nabożeństwa w cerkwi. Choć symbolika wielu gestów jest podobna – święcenie pokarmów, zapalanie świec, dzwony oznajmiające Zmartwychwstanie – to różnią się one formą, rytmem, a często także kolorem i nastrojem.

W katolickim kościele Wigilia Paschalna odbywa się w sobotni wieczór. Światło Paschału wnosi wiernych w przestrzeń święta, które wybucha radością zmartwychwstania. Pieśni są uroczyste, radosne, niekiedy wręcz triumfalne. Tymczasem w cerkwiach Podlasia, nabożeństwo paschalne zaczyna się później, czasem dopiero o północy. Cerkiew wypełnia półmrok, a pieśni – śpiewane a cappella – powoli budują atmosferę duchowego napięcia.

Mimo różnic, wiele rodzin na Podlasiu ma zarówno katolickich, jak i prawosławnych członków. Dzieci idą w sobotę z tatą do kościoła, w niedzielę z babcią do cerkwi. Albo odwrotnie. Nikt nie pyta, która forma jest „właściwsza”. To, co ważniejsze, dzieje się poza murami świątyń – przy stołach, w domach, w czułych gestach. Wspólny stół, choć może różnić się detalami symbolizuje tę samą radość: życie zwyciężyło śmierć.

Wielkanoc 2025 roku ma więc na Podlasiu wymiar wyjątkowy. To nie tylko święto religijne, ale także społeczne. Pokazuje, że różnice nie muszą dzielić, a wręcz przeciwnie – mogą być źródłem bogactwa. Liturgia w kościele i cerkwi nie jest taka sama, ale obie prowadzą do tego samego – do światła, które rozprasza mrok. I choć raz do roku ich rytmy się zsynchronizują, to duch współistnienia trwa tu przez cały rok.

Featured Video Play Icon

Tak nas widzą inni. Francuzi odkryli Podlasie. Co ich zaciekawiło?

Białowieża, Kraina Otwartych Okiennic, Kruszyniany i dziko żyjące żubry. W zasadzie nie jesteśmy zaskoczeni, że ten podlaski zestaw zainteresował zagranicznych turystów najbardziej. Każde z tych miejsc przyciąga na Podlasie niczym magnes. Warto, by w końcu ktoś z tego zrobił jakiś użytek, bo nasz biedny i słabo rozwinięty region mógłby na turystach ze świata zarabiać tak samo jak zarabiają Hiszpanie, Włosi czy Grecy. Ale u nas politycy kompletnie nie są zainteresowani stymulowaniem gospodarki turystycznej. Jedyne, co potrafią to dać bon.

Wybór turystów z Francji wcale nas nie zdziwił. Białowieża to cudowne miejsce o każdej porze roku. A to za sprawą wyjątkowej przyrody. Przepiękne wspomnienia mogą być i latem i zimą, aczkolwiek ta ostatnia musi występować koniecznie ze śniegiem w parze. Inaczej jest tylko szaro, buro i ponuro. Podobnie jest z Krainą Otwartych Okiennic oraz z Kruszynianami – to miejsca wyjątkowe, ale pod względem architektury. Te kolorowe domy i cerkwie to prawdziwy fenomen. Kruszyniany to jeszcze inna wyjątkowość – historyczna. A żubry? Co tu dużo mówić – każdy, kto jest na Podlasiu koniecznie chce zobaczyć dziko żyjące żubry.

Jeżeli nie znacie francuskiego, a chcecie powyższy film obejrzeć rozumiejąc, to w YouTube jest opcja „tłumaczenia automatycznego”. Włączamy napisy, a następnie w ustawieniach wybieramy odpowiednie opcje.

Featured Video Play Icon

To może być inspiracja dla innych. Odlotowi Dziadkowie na Podlasiu!

YouTube przyzwyczaił nas do promowania wszelkiej maści patologii i patocelebrytów. Bezduszny algorytm pokazuje ludziom to, co najchętniej oglądają inni. Dlatego Odlotowi Dziadkowie to bardzo miła odmiana dla tego bagna, które serwuje nam amerykański serwis z filmami.

Kanał Rodzinni Dziadkowie, który odkryliśmy dzięki temu, że przyjechali na Podlasie to rodzinne filmy o życiu w kamperze. Autorzy pokazują jak w starszym wieku można spędzać czas ku wspólnemu zadowoleniu. Powyższy film jest relacją z ich krótkiego wyjazdu na Podlasie. Rodzinni Dziadkowie czyli Małgosia i Maciej zachęcają do oglądania i oczywiście przesyłania komentarzy.

W tym odcinku autorzy weszli do cerkwi Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gródku oraz spotkali się w Skicie Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach – prawosławnej pustelni na rozlewiskach Narwi – z księdzem Andrzejem. Odwiedzili też Kruszyniany, w których znajduje się meczet polskich Tatarów. Po drodze oczywiście raczyli się (nie zawsze) pięknymi widokami Podlasia.

 

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Właściciele pensjonatów, hoteli, kwater agroturystycznych czy kempingów z województwa podlaskiego mogą już zgłaszać chęć udziału w nowym programie wspierającym lokalną turystykę. Ruszyła właśnie rejestracja do programu Podlaski Bon Turystyczny, którego celem jest zachęcenie turystów z całej Polski do odwiedzin naszego regionu. Aby dołączyć do inicjatywy, właściciele obiektów noclegowych powinni wypełnić formularz online dostępny na stronie podlaskibonturystyczny.pl. Wymagane jest m.in. podanie linku do strony internetowej lub profilu w mediach społecznościowych, zawierającego zdjęcia obiektu wpisanego do ewidencji obiektów hotelarskich. Warunkiem udziału w programie jest także brak zaległości wobec ZUS i Urzędu Skarbowego.

Czas na zgłoszenia mija 11 kwietnia. Następnie oferty będą weryfikowane, a od 20 kwietnia lista dostępnych miejsc pojawi się w systemie, z którego będą mogli korzystać turyści. Każdy turysta otrzyma bon w formie cyfrowej – na numer telefonu podany przy rejestracji. Warunkiem skorzystania z dofinansowania są co najmniej dwa noclegi. Wysokość dopłat uzależniona będzie od standardu noclegu. Za pobyt w kempingu, schronisku lub gospodarstwie agroturystycznym turysta otrzyma 200 zł wsparcia. Nocleg w pensjonacie, apartamencie lub hotelu 1-2-gwiazdkowym to 300 zł dofinansowania, natomiast za pobyt w hotelach o wyższym standardzie – 3, 4 lub 5-gwiazdkowych – przewidziano 400 zł dopłaty.

Swoją drogą powinno być odwrotnie – bo państwo powinno mocniej wspierać najmniejszych przedsiębiorców, gdyż to ich funkcjonowanie jest najbardziej zagrożone. Tymczasem największe dopłaty dostaną najbogatsi. Oczywiście, te obiekty ponoszą też ogromne koszty, ale mimo wszystko – najbogatsi potrafią sobie radzić dużo lepiej niż najmniejsi, bo system jest jednakowy i dla jednych i dla drugich.

Wprowadzony tego typu Bon turystyczny w czasach covidu na pewno pomógł branży HoReCa, ale sytuacja gospodarcza w Polsce jest kiepska. Toteż nie wiadomo czy znajdzie się wielu chętnych na wyjazdy do naszego regionu. Mamy co zaoferować, ale ludzie zwyczajnie mogą nie mieć pieniędzy na takie kilkudniowe wycieczki.

Program ruszy jeszcze przed Wielkanocą. Już wtedy pierwsi turyści będą mogli wykorzystać bony na wypoczynek w Podlaskiem. Na realizację projektu przeznaczono 2 miliony złotych z budżetu województwa, które będą rozdysponowywane stopniowo, w zależności od miesiąca.

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Urlop rowerowy w Podlaskiem? Można przejechać tu 800 km i zwiedzić dosłownie wszystko!

Podlasie na dwóch kółkach – brzmi jak wyzwanie? Wiele osób przyjeżdża do nas by przejechać słynną Green Velo. My jednak uważamy, że ta trasa jest po prostu słaba. Dlatego proponujemy własną. Jej przejechanie gwarantuje zobaczenie w naszym regionie wszystkiego – z czego słyniemy! Od malowniczych widoków, dzikiej natury, pięknej architektury po wspaniałych ludzi, małe wioseczki, drewniane chatki i mnóstwo innego kolorytu. Założyliśmy sobie, że urlop trwa dwa tygodnie. Pierwszy i ostatni dzień będzie dotyczył przyjazdu i wyjazdu (lub odpoczynku), więc średnio będzie robić po 66 km dziennie. Wystarczająco, by się nie zajechać. Noclegi możecie organizować sobie sami – w dowolnych punktach.

Pierwszym etapem jest dojechanie do miejscowości Biała Piska koleją. Rower jak najbardziej można zapakować do środka, a pociąg nazywa się „Biebrza”.  Gdy już będziemy na miejscu, to możemy ruszać na Rajgród, urokliwe miasteczko nad Jeziorem Rajgrodzkim. To raj dla miłośników sportów wodnych i plażowania. Dalej na trasie czeka Augustów – perła turystyczna Podlasia, słynąca z Kanału Augustowskiego, oferującego malownicze rejsy oraz licznych ścieżek rowerowych wokół jezior.

Kanał Augustowski

 

Kolejne miejsce to Wiżajny, zwane „polskim biegunem zimna”, z pięknymi pagórkowatymi krajobrazami przypominającymi wręcz górskie tereny. W Gibach warto zatrzymać się przy pomniku pamięci ofiar Obławy Augustowskiej – tragicznego wydarzenia z 1945 roku. Tu jednak mamy też cudowne, czyste jezioro Gieret. Następnie trasa prowadzi wzdłuż granicy przez Nowy Dwór i Krynki do Kruszynian – magicznej tatarskiej wsi, gdzie można odwiedzić drewniany meczet oraz spróbować wyśmienitej kuchni tatarskiej. Z Kruszynian szlak kieruje do Białowieży, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć Rezerwat Pokazowy Żubrów i słynną Puszczę Białowieską, wpisaną na listę UNESCO.

Białowieża

Dalej na trasie jest Mielnik, który oferuje piękny widok na dolinę Bugu oraz możliwość zwiedzenia odkrywkowej kopalni kredy. Stamtąd kierujemy się do Grabarki, najważniejszego prawosławnego sanktuarium w Polsce z niezwykłą atmosferą modlitwy i tysiącami krzyży przyniesionych przez pielgrzymów. Historyczny Drohiczyn, dawna stolica województwa podlaskiego, to miasto z imponującą panoramą na zakole rzeki Bug. Granne to idealne miejsce na chwilę relaksu nad rzeką, gdzie dawniej przebiegała królewska trasa do Wilna. Natomiast w Ciechanowcu koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Rolnictwa.

Dalej trasa prowadzi przez Pietkowo – z niesamowitymi stawami, gdzie będziemy mogli podziwiać dzikie ptactwo, a dalej do Waniewa, gdzie znajduje się niezwykła kładka przez rozlewiska Narwi, pozwalająca obserwować liczne gatunki ptaków. Kolejnym punktem jest Tykocin, miasteczko słynące z barokowej synagogi, zamku oraz urokliwego rynku. Kolejny punkt to Góra Strękowa i Wizna. To miejsca związane z bohaterską obroną podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, nazywane polskimi Termopilami. W Starej Łomży, do której dojedziemy przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi znajdują się historyczne grodzisko oraz piękne widoki na wspomnianą dolinę.

Dalej kierujemy się na Biebrzański Park Narodowy. Przejeżdżając przez Dolistowo Stare, warto zatrzymać się nad Biebrzą, aby nacieszyć oczy dziką przyrodą Parku. Kolejny przystanek na mapie to Korycin, który słynie z sera korycińskiego, regionalnego przysmaku wartego spróbowania. To także królestwo truskawki. Dalej możemy już jechać do Puszczy Knyszyńskiej. Czarna Białostocka natomiast to miejsce startowe licznych szlaków turystycznych biegnących przez ogromny kompleks leśny.

biebrzanski-park-narodowy-panorama
Biebrzański Park Narodowy

Następny po drodze Supraśl zachwyci prawosławnym monasterem oraz klimatycznymi uliczkami pełnymi gastronomii. Następny punkt po drodze to Trześcianka. Serce Krainy Otwartych Okiennic – wiosek słynących z drewnianych, barwnie zdobionych domów. Potem jest Orla, kolejny przystanek. To klimatyczna wieś z historyczną synagogą i licznymi pamiątkami po społeczności żydowskiej. Bielsk Podlaski zachwyci cerkwią Narodzenia NMP oraz ciekawą architekturą sakralną. Dalej przez Turośń Kościelną, malowniczą wioskę idealną na krótki odpoczynek, docieramy do Choroszczy ze słynnym Pałacykiem Branickich.

Supraśl

Ostatnim etapem tej wyjątkowej podróży jest Białystok – stolica województwa, w której nie można pominąć Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki.

Podlasie, pełne uroku i różnorodności, to idealny region na rowerowy urlop. Każdy kilometr to okazja do odkrywania niezwykłych miejsc, spotkań z historią, kulturą i przyrodą – czego można chcieć więcej na dwóch kółkach?

Featured Video Play Icon

Kraina Otwartych Okiennic na rowerze. Zwiedzisz więcej niż samochodem!

Kraina Otwartych Okiennic na Podlasiu to wyjątkowe miejsce, idealne do odkrywania na dwóch kółkach. Malownicze drewniane domy, ozdobne okiennice i spokojne, sielskie krajobrazy tworzą niezapomnianą atmosferę, która najlepiej smakuje z perspektywy rowerowego siodełka.

Wyprawę warto zacząć od Trześcianki, urokliwej wsi słynącej z intensywnych kolorów i bogato zdobionych domów. Jazda pozwala delektować się każdym detalem architektury – misternymi zdobieniami, ażurowymi ornamentami oraz kolorowymi, drewnianymi okiennicami, które zdają się opowiadać własne historie. Z Trześcianki, trasa poprowadzi nas do kolejnych miejscowości: Soc, Puchłów czy Ciełuszek, gdzie można podziwiać jeszcze więcej wyjątkowych domów, odpocząć przy starej drewnianej cerkwiach i ogólnie poznać lokalną kulturę.

Podróż rowerem po Krainie Otwartych Okiennic to nie tylko doznania estetyczne, ale także bliski kontakt z naturą. Ścieżki biegną przez pachnące łąki, kwitnące pola oraz sosnowe lasy, które oferują cień w upalne dni. Warto mieć ze sobą koszyk piknikowy i zatrzymać się nad brzegiem malowniczej rzeki Narew i wsłuchać się w ciszę przerywaną jedynie śpiewem ptaków.

Rowerowa wycieczka po Krainie Otwartych Okiennic to prawdziwa uczta dla zmysłów oraz sposób na aktywne spędzenie czasu, podczas którego poznasz jeden z najbardziej magicznych zakątków Podlasia

Featured Video Play Icon

Tak promowało się Podlaskie ponad 20 lat temu. Zobacz ile się zmieniło!

To niesamowite jak wszystko wokół nas się zmieniło od 2004 roku. Wtedy to powstał film promujący Podlaskie. 22-minutowy dokument opowiada potencjalnym turystom o wszelkich walorach naszego regionu. Dla lokalsów tematy są dobrze znane – Białystok, Puszcza Białowieska, Wigry, Kruszyniany, Biebrza… Ale warto na ten film spojrzeć z drugiej strony – jak na cudowną podróż do przeszłości, do świata sprzed dwóch dekad, takiego, którego już nie ma, bo został wchłonięty przez rozwój.

Obrazy w filmie mają niezwykłą moc przywoływania nostalgii. Oglądając kadry sprzed dwudziestu lat, dostrzegamy mniej ludzi, węższe drogi i nieodnowione jeszcze budynki, albo takie co całkowicie się zmieniły. Film pokazuje również ludzi – ich styl życia, ubiór. To przypomnienie, jak bardzo ewoluowaliśmy w ciągu zaledwie jednej generacji. Wtedy telefon komórkowy był rzadkością, a internet dopiero wchodził w codzienność mieszkańców Podlaskiego. Dziś trudno wyobrazić sobie choćby weekend bez zdjęć i relacji w mediach społecznościowych z odwiedzanych miejsc.

Tym bardziej warto przypomnieć sobie te czasy, by docenić piękno regionu oraz spojrzeć, jak szybko zmienia się świat wokół nas. Film jest nie tylko pamiątką historyczną, ale także punktem odniesienia do refleksji – jak wyglądać będzie Podlaskie za kolejne dwie dekady? Obyśmy nadal posiadali to co w naszym regionie najcenniejsze – dzika natura, wielokulturowość i niepowtarzalny klimat.

Featured Video Play Icon

Rekordowy przyrost populacji żubrów w Puszczy Knyszyńskiej!

Co roku zimą w województwie podlaskim odbywa się inwentaryzacja żubrów. To kluczowy moment, w którym eksperci oraz pracownicy parków narodowych i nadleśnictw sprawdzają liczebność tych majestatycznych zwierząt. Najnowsze wyniki przyniosły rekordowy wzrost populacji w Puszczy Knyszyńskiej, podczas gdy w Puszczy Białowieskiej zaobserwowano nieznaczny spadek liczby osobników.

Tegoroczna inwentaryzacja odbyła się 4 i 5 lutego, ale obserwacje prowadzone są przez cały rok. Pracownicy Lasów Państwowych oraz naukowcy wykorzystują nie tylko tradycyjne metody naziemne, ale również nowoczesne technologie, takie jak drony, które pozwalają na bardziej precyzyjne obliczenia bez niepokojenia zwierząt. W tym roku w Puszczy Knyszyńskiej odnotowano aż 562 żubry, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do ubiegłego roku, gdy liczba osobników wynosiła 322. To rekordowy przyrost, który wskazuje na bardzo dobre warunki dla żubrów w tym rejonie.

W Puszczy Białowieskiej odnotowano 870 żubrów, w tym 107 cieląt. To nieco mniej niż przed rokiem, gdy populacja liczyła 892 osobniki. Spadek liczebności wynika jednak głównie z naturalnych migracji – około 120-130 żubrów przeniosło się na teren Nadleśnictwa Żednia, co zostało potwierdzone telemetrycznie. To pierwszy udokumentowany przypadek przemieszczania się nie tylko pojedynczych byków, ale także całych grup mieszanych, co świadczy o zdrowym przepływie genów między populacjami.

Tegoroczne wyniki inwentaryzacji potwierdzają, że populacja podlaskich żubrów rozwija się w naturalny sposób, a zarządzanie ich siedliskami przynosi wymierne korzyści. Ochrona tego gatunku, choć nadal wymagająca, zdaje się przebiegać w dobrym kierunku.

Featured Video Play Icon

Podlaskie miejsca, które zachwycają

Podlasie, malowniczy region Polski, kryje w sobie wiele nieodkrytych skarbów, które zachwycą każdego turystę. Odwiedzając tę część kraju, warto zwrócić uwagę na miejsca takie jak Supraśl, ruiny kościoła w Jałówce, Dąb Dunin oraz okolice Grądów-Woniecka.​

Supraśl – perła Podlasia

Supraśl to niewielkie miasteczko położone nad rzeką o tej samej nazwie, otoczone lasami Puszczy Knyszyńskiej. Jego historia sięga XV wieku, kiedy to powstał tu prawosławny monaster, który stał się centrum duchowym i kulturalnym regionu. Dziś Supraśl przyciąga turystów nie tylko ze względu na swoje walory historyczne, ale także jako uzdrowisko oferujące spokój i relaks w otoczeniu przyrody.​

Najważniejszym zabytkiem miasta nadal jest monaster, który zachwyca swoją architekturą i bogatą historią. W jego murach mieści się Muzeum Ikon, prezentujące jedną z najbogatszych kolekcji ikon w Polsce. Spacerując po Supraślu, warto zwrócić uwagę na urokliwe drewniane domy z XIX wieku oraz Pałac Buchholtzów, będący przykładem secesyjnej architektury.​ Najprzyjemniej spędza się czas na bulwarach im. Wiktora Wołkowa, a także w całej leśnej okolicy.

Ruiny kościoła w Jałówce – świadectwo historii

Jałówka to niewielka wieś położona blisko granicy z Białorusią, która kryje w sobie niezwykły zabytek – ruiny kościoła św. Antoniego. Świątynia została zbudowana na początku XX wieku w stylu neogotyckim, jednak podczas I wojny światowej została poważnie uszkodzona i nigdy jej nie odbudowano. Dziś ruiny stanowią malownicze miejsce, które przyciąga miłośników historii i fotografii. Spacerując pośród ceglanych ścian i strzelistych łuków, można poczuć ducha minionych czasów i zastanowić się nad burzliwymi losami tego miejsca.​

Dąb Dunin – strażnik Puszczy Białowieskiej

W okolicach wsi Przybudki rośnie imponujący Dąb Dunin, nazywany również Strażnikiem Puszczy. To potężne drzewo o obwodzie pnia wynoszącym około 700 cm i wysokości około 13 metrów jest symbolem siły i długowieczności przyrody Podlasia. 400-letnie drzewo w 2022 roku zdobyło tytuł Europejskiego Drzewa Roku, co świadczy o jego wyjątkowości i znaczeniu dla lokalnej społeczności oraz miłośników przyrody. Odwiedzając to miejsce, można nie tylko podziwiać majestatyczny Dąb, ale także poczuć więź z naturą i historią regionu.​

Grądy-Woniecko i okolice – kraina wydm nad Narwią

Grądy-Woniecko to niewielka miejscowość położona w dolinie Narwi, otoczona unikalnym krajobrazem wydm śródlądowych. Te piaszczyste wzniesienia, porośnięte sosnowymi lasami, tworzą niepowtarzalny pejzaż, który zachęca do pieszych wędrówek i obserwacji przyrody. Okolice Grądów-Woniecka są również siedliskiem wielu gatunków ptaków, co czyni je atrakcyjnym miejscem dla ornitologów i miłośników dzikiej fauny. Spacerując po tych terenach, można poczuć się jak na nadmorskiej plaży, mimo znacznej odległości od morza.​

Ciekawe są także wiosenne rozlewiska – gdy nie ma suszy. Jak widać na powyższym filmie – woda potrafi pozostawić zaledwie cienkie pasy drogi. Niesamowity klimat przyciąga wiele osób, które nie mogą sobie odmówić interesującej fotografii w tym miejscu.

Podlasie to region pełen kontrastów i niezwykłych miejsc, które warto odkryć. Supraśl zachwyca swoją historią i architekturą, ruiny kościoła w Jałówce przypominają o burzliwych dziejach tych ziem, Dąb Dunin symbolizuje potęgę przyrody, a okolice Grądów-Woniecka oferują unikalne krajobrazy wydmowe. Odwiedzając te miejsca, można doświadczyć różnorodności i bogactwa kulturowego oraz przyrodniczego Podlasia, które na długo pozostaną w pamięci każdego turysty.

Featured Video Play Icon

Holubcie to podlaskie gołąbki. Znacie je?

Podlasie to region, w którym tradycja i smak idą w parze. W tutejszych domach od pokoleń przygotowuje się dania, które przetrwały próbę czasu, nie tylko ze względu na prostotę składników, ale i na niezrównany smak. Jednym z takich specjałów są holubcie – podlaska odmiana gołąbków, których podstawą jest farsz z ziemniaków, otulony miękkimi liśćmi kapusty. To potrawa, którą trudno pomylić z innymi – lekko kwaśna, aromatyczna i niezwykle sycąca.

Gołąbki w różnych wersjach są popularne w wielu zakątkach Europy Wschodniej, ale na Podlasiu przybrały unikalną formę. Tradycyjnie przygotowywano je z ziemniaków, ponieważ to właśnie one, obok kapusty, stanowiły podstawę diety mieszkańców regionu. Mięso było rzadziej dostępne, a gospodynie musiały wykazywać się pomysłowością w przygotowywaniu sycących potraw dla całej rodziny. Dawniej holubcie były bardziej kwaśne niż te, które znamy dzisiaj. Starsi mieszkańcy Podlasia wspominają, że ich babcie przechowywały gołąbki w beczkach z kiszoną kapustą, gdzie nabierały intensywnego smaku. Dziś kwaśność nadaje im dodatek kiszonej kapusty, który sprawia, że danie staje się bardziej wyraziste.

Podlaskie gołąbki to potrawa, która łączy pokolenia. Kiedyś były symbolem prostoty i codziennej kuchni, dziś wracają na stoły jako kulinarny skarb regionu. Ich smak to mieszanka delikatnej kapusty, ziemniaczanego farszu i charakterystycznej kwaśnej nuty kiszonej kapusty. Jeśli chcesz poczuć prawdziwy smak Podlasia, warto spróbować przygotować je samemu. To doskonały sposób, by przenieść się do kuchni naszych babć i doświadczyć prawdziwego, regionalnego smaku.

Featured Video Play Icon

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu – jakie tradycje przetrwały do dziś?

Karnawał to czas radości, zabawy i świętowania, który przez wieki miał na Podlasiu wyjątkowy charakter. Choć dziś kojarzy się głównie z balami i ostatkami, dawne zwyczaje były znacznie bogatsze i pełne lokalnych rytuałów. Jak świętowano kiedyś, a jak wygląda to dziś? Czy tradycje karnawałowe na Podlasiu przetrwały w niezmienionej formie, czy może zmieniły się wraz z upływem czasu?

W dawnych czasach karnawał na Podlasiu był okresem pełnym zabawy i biesiad, szczególnie na wsiach, gdzie ludzie cieszyli się ostatnimi chwilami przed okresem Wielkiego Postu. Organizowano wesela, kuligi, a także wieczory pełne śpiewu i tańca. Nie brakowało też obrzędów związanych z przepędzaniem zimy – to właśnie na Podlasiu można było zobaczyć grupy przebierańców, które odwiedzały domostwa, śpiewając i psocąc, w zamian za poczęstunek.

Dziś te tradycje są mniej popularne, ale wciąż można je spotkać w niektórych miejscowościach. Nie brakuje w regionie zabaw karnawałowych w nowoczesnym wydaniu – z DJ-em zamiast kapeli ludowej, ale wciąż z dużą dawką radości i tańców do białego rana. Jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji karnawałowych na Podlasiu są kuligi. Dawniej były one nieodłącznym elementem zimowego świętowania – orszaki sanek, ciągniętych przez konie, przemierzały zaśnieżone drogi, a uczestnicy popijali grzane wino lub herbatę z miodem. Po przejażdżce odbywały się ogniska, podczas których śpiewano i biesiadowano. Dziś niestety nie można na to liczyć ze względu na brak śniegu.

Tłusty czwartek to jedno z najważniejszych wydarzeń karnawałowych, znane w całej Polsce, ale na Podlasiu miał on swoje lokalne odmiany. Oprócz pączków popularne były również chrusty (faworki), racuchy i pampuchy. W wielu domach ostatni tydzień karnawału był czasem szczególnej obfitości jedzenia. Pieczono placki, smażono skwarki, a na wsiach organizowano wspólne gotowanie i biesiady.

Dziś przeważnie świętowanie Tłustego czwartku ogranicza się do wystania w ogromnej kolejce, by kupić mnóstwo pączków. Aczkolwiek, jeżeli nie chcemy jeść dziadostwa z marketu, tylko pożądne wypieki, to ceny przysmaku przyprawiają o zawrót głowy. Wiele osób stawia jednak na jakość, a nie ilość. Co też ma znaczenie dla naszego zdrowia.

Jak przyroda budzi się po zimie? Przed nami miesiąc przejściowy.

Jak przyroda budzi się po zimie? Przed nami miesiąc przejściowy.

Marzec to miesiąc przejściowy w przyrodzie – zima powoli ustępuje miejsca wiośnie, choć noce bywają jeszcze mroźne, a w głębi lasów można spotkać śnieżne połacie. To czas, gdy przyroda na Podlasiu budzi się do życia, a wędrowcy i miłośnicy natury mogą dostrzec pierwsze oznaki nadchodzącej zmiany. Co warto wypatrywać podczas spacerów po podlaskich lasach w marcu?

Już w pierwszej połowie marca, na obrzeżach lasów, w wilgotnych miejscach i pod osłoną starych drzew, można dostrzec pierwsze kwiaty. Przebiśniegi i śnieżyce wiosenne to jedne z pierwszych roślin, które przebijają się przez resztki śniegu. W dolinach rzek oraz w pobliżu mokradeł mogą pojawiać się kaczeńce – ich żółte kwiaty stanowią piękny kontrast do jeszcze szaroburego krajobrazu.

Marzec to czas, gdy do podlaskich lasów powracają pierwsze ptaki wędrowne. Można już usłyszeć śpiew skowronków i czajek, które zwiastują nadchodzącą wiosnę. Do swoich lęgowisk wracają także bociany – pierwsze osobniki można zaobserwować już pod koniec lutego. W koronach drzew zaczynają być bardziej aktywne dzięcioły, które stukaniem w pnie oznajmiają rozpoczęcie okresu lęgowego. To również czas, gdy w borach sosnowych można usłyszeć charakterystyczne nawoływania żurawi, które przylatują na rozlewiska Narwi i Biebrzy.

Pod koniec marca, gdy temperatura wzrośnie powyżej 10 stopni, można zobaczyć pierwsze owady. Szczególnie warto wypatrywać cytrynków – żółtych motyli, które jako jedne z pierwszych budzą się z zimowego letargu. W ciepłe dni nad leśnymi polanami zaczynają się pojawiać pszczoły oraz trzmiele, które szukają pierwszych kwitnących roślin.

Jelenie i sarny zaczynają zmieniać zimową sierść na letnią. Ich futro staje się jaśniejsze i mniej puszyste. To również czas, gdy można zauważyć młode sarny, które uczą się samodzielności i powoli odłączają się od matek. Choć wilki i rysie są trudne do spotkania, ich ślady można jeszcze dostrzec na resztkach śniegu. Marzec to czas, gdy młode wilki zaczynają większą samodzielność i oddalają się od stada. Drapieżniki w tym okresie mają mniej łatwej zdobyczy, ponieważ inne zwierzęta stają się bardziej czujne i aktywne.

To ostatnia szansa na zimowy spacer po Podlasiu. Gdzie się wybrać?

To ostatnia szansa na zimowy spacer po Podlasiu. Gdzie się wybrać?

Podlasie to region pełen dzikiej przyrody, rozległych lasów i malowniczych dolin rzek. Nawet zimą można tu znaleźć wyjątkowe trasy spacerowe, które pozwalają podziwiać uroki tej krainy w nieco surowszej, ale niezwykle klimatycznej odsłonie. Gdzie warto wybrać się na zimowy spacer?

Puszcza Białowieska

To jeden z najbardziej oczywistych wyborów, ale też jeden z najlepszych. Puszcza Białowieska zimą wygląda bajecznie (nawet, gdy nie ma śniegu) – przyroda, dzikie zwierzęta i wyjątkowa cisza sprawiają, że to doskonałe miejsce na spokojny spacer. Można wybrać się na trasę do Rezerwatu Pokazowego Żubrów albo przejść się po rozległym Parku Pałacowym.

Narwiański Park Narodowy

Narwiański Park Narodowy zimą jest niemniej malowniczy niż latem. Niestety w tym roku nie możemy liczyć na rozlewiska rzeki Narwi, bo o mamy susze hydrologiczną. Ponadto rzeka ta została zniszczona przez powstanie zalewu Siemianówka. Ale i tak warto jechać, by zobaczyć i posłuchać pierwszych przybyłych z ciepłych krajów ptaków. Ogólnie, świetnym miejscem na spacer jest kładka Śliwno-Waniewo (teraz trwa tam remont), dlatego warto objechać rzekę od Kruszewa, Śliwna, Topilca, przez Waniewo i Kurowo. Szczególnie wcześnie rano, gdy słońce wschodzi – jest tam magicznie.

Suwalszczyzna

To propozycja dla tych, którzy szukają nieco bardziej surowych krajobrazów. Suwalszczyzna zimą jest piękna, a trasa wokół Hańczy – najgłębszego jeziora w Polsce (obecnie zamarzniętego) – oferuje wyjątkowe widoki. Można tu podziwiać klify i taflę jeziora, a w pobliżu znajdują się punkty widokowe, z których rozciąga się panorama na całą okolicę.

Dolina Biebrzy

Biebrza zimą wygląda zupełnie inaczej niż latem – krajobraz jest surowy, ale jednocześnie niesamowicie malowniczy. Spacer po jednym z drewnianych pomostów w Biebrzańskim Parku Narodowym pozwala poczuć prawdziwy spokój i obcować z dziką przyrodą. Słuchanie dzikich ptaków czy spacery wzdłuż rzeki dzikimi terenami od Dolistowa do Polkowa – to coś, co warto odbyć przed pełną wiosną.

Rezerwat Antoniuk w Białymstoku

Jeśli nie masz czasu na dłuższą wyprawę, warto wybrać się na spacer do Rezerwatu Antoniuk w Białymstoku. To idealne miejsce na zimową przechadzkę blisko miasta – można w ciszy podziwiać różne drzewa oraz cieszyć się świeżym powietrzem.

Featured Video Play Icon

To hobby dla wytrwałych. Zrzuty poroży przyciągają chętnych.

To hobby dla wytrwałych. Zrzuty poroży przyciągają chętnych. Gdy tylko wiosenne słońce zaczyna rozgrzewać lasy i łąki, pasjonaci tropienia ruszają w teren, licząc na znalezienie unikalnych trofeów. Marzec i kwiecień to czas, gdy jelenie szlachetne gubią swoje imponujące poroża, dając naturze znak, że zima odchodzi w zapomnienie, a cykl życia zaczyna się od nowa. Tymczasem mamy luty, a w internecie można już zobaczyć pierwszych z trofeami.

Każdy tropiciel wie, że to zadanie wymaga cierpliwości i wytrwałości. Samo przejście kilku kilometrów przez las nie gwarantuje sukcesu – trzeba znać zwyczaje zwierząt, rozumieć ich szlaki i wiedzieć, gdzie najczęściej przebywają w okresie linienia. Jelenie, zmęczone zimowym wysiłkiem, szukają teraz spokoju i obfitego pożywienia, a to oznacza, że najlepsze miejsca na znalezienie poroży to śródleśne polany, gęste zagajniki i okolice wodopojów.

Niektórym udaje się znaleźć pojedyncze tyki, inni trafiają na pary, które są marzeniem każdego zbieracza. Każde poroże to ślad natury, unikalna pamiątka i dowód na siłę oraz zdrowie zwierzęcia. Dla wielu to nie tylko kolekcjonerska pasja, ale także okazja do obserwacji przyrody i wędrówek wśród budzącego się lasu.

Idzie wiosna, a z nią nowy początek. Jelenie wkrótce rozpoczną budowanie nowego poroża, które stanie się jeszcze większe i potężniejsze. Tymczasem ich zeszłoroczne korony stają się trofeum dla tych, którzy potrafią patrzeć uważnie, szanować naturę i podążać jej śladami.

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

Zapora na granicy już kompletna. Zakończono montaż ostatnich elementów.

W tym roku po zimie przekonamy się ostatecznie czy skuteczna jest zapora na granicy polsko-białoruskiej, zbudowana w Podlaskiem. Przypomnijmy dotychczas ona nie działała i świadczyły o tym twarde dane z granicy niemieckiej. Międzyczasie poprawiono 5,5 metrowy płot, który dało się rozchylać lewarkiem. Do tego zamontowano 500 słupów – a na nich 1300 kamer, po to by uniemożliwić przekraczanie granicy rzeką. Czy to będzie skuteczne? Ten „sezon na przekroczenia” pokaże. W tamtym roku łącznie było to 30 000 prób. Póki co, zimową porą – w tym roku odnotowano zaledwie 240 prób. Kluczowe będzie jednak lato, gdy pogoda nielegalnej migracji i koczowaniu w białoruskich lasach sprzyja.

Na ten moment nie da się przesądzić czy usprawnienie zapory coś dało, ale jedno jest pewne – Straż Graniczna ma o wiele bardziej zaawansowane narzędzie niż wcześniej. Na początku był sam płot, a funkcjonariusze o przekroczeniu dowiadywali się dopiero gdy ono już następowało. Teraz wiedzą to już dużo wcześniej, a patrol mogą skierować jeszcze przed samą próbą przekroczenia granicy. Problemem był brak fizycznej zapory na rzekach. Teraz – dzięki czujnikom i kamerom może się to zmienić. Ale to pokażą dopiero wyniki zatrzymań na granicy polskiej oraz na granicy niemieckiej.

Na 206 km granicy z Białorusią bariera stoi już od trzech lat. 186 km to płot, a już na całości bariera elektroniczna, która teraz także funkcjonuje na rzekach. Inwestycja na pewno utrudniła przekraczanie granicy, ale do tej pory problemu całkowicie nie rozwiązała.

Featured Video Play Icon

Wiosny nie ma, a są już rozlewiska na Podlasiu!

Gdy myślimy o zimowym krajobrazie, wyobrażamy sobie najczęściej zaspy śniegu, zamarznięte jeziora i ciszę przenikającą lasy. Niestety, to w dużej mierze nasze wyobrażenia z dawnych czasów, bo takich zim nie ma nawet i na Podlasiu. Ale na szczęście jesteśmy położeni na mokradłach, przez co zimą magiczne potrafią być rozlewiska rzeki. Dolina Narwi, kojarzona głównie z wiosennymi i letnimi wędrówkami wśród bagiennych ostępów i ptasich odgłosów, zimą odkrywa swoje zupełnie nowe, zaskakujące oblicze. To właśnie wtedy staje się miejscem, gdzie cisza nabiera szczególnego znaczenia, a zimowa pustka pozwala dostrzec to, co w innych porach roku często umyka.

Podczas tej pory roku, gdy temperatura spadnie poniżej zera, woda która latem i wiosną rozlewa się po szerokich terenach doliny, stopniowo zamarza. Powstają tu różnorodne wzory lodowe, które przypominają artystyczne dzieła tworzone przez naturę. Mróz skuwa nie tylko powierzchnię rozlewisk, ale też wprowadza niezwykłą harmonię w krajobrazie – białe połacie śniegu ciągną się aż po horyzont, a gdzieniegdzie wystające trzciny czy nagie drzewa tworzą graficzne akcenty na tej spokojnej scenerii. To idealny moment na długie spacery, ponieważ szlaki, zwykle otoczone wodą, teraz stają się bardziej dostępne i ciche. I mówimy tu o sytuacji, gdzie tego śniegu nie musi spaść zbyt dużo.

Największą atrakcją dla miłośników natury pozostaje jednak ptactwo. Choć wiosną i latem rozlewiska Narwi pełne są ptaków migrujących, to zimą również można spotkać wiele interesujących gatunków, takich jak łabędzie krzykliwe czy bieliki majestatycznie szybujące nad rzeką. Ptaki drapieżne, jak myszołowy czy pustułki, patrolują teren w poszukiwaniu małych gryzoni, co daje możliwość unikalnych obserwacji. Warto jednak dodać, że w tym roku wiosenne powietrze przyciągnęło już dzikie gęsi. Mimo, że mamy styczeń.

Nie trzeba być zagorzałym przyrodnikiem, by docenić piękno zimowych rozlewisk Narwi. To miejsce, które działa na zmysły, niezależnie od tego, czy jest się doświadczonym podróżnikiem, czy osobą szukającą chwili wytchnienia od codziennego zgiełku. Cisza, przestrzeń i naturalne piękno sprawiają, że zima nad Narwią jest nie tylko przygodą, ale także sposobem na odnalezienie wewnętrznego spokoju. Wyruszajcie!

Żubr zaatakował człowieka! Podszedł z telefonem zwierzęciu niemalże pod sam nos.

Żubr zaatakował człowieka! Podszedł z telefonem zwierzęciu niemalże pod sam nos.

Samotnik, wyrzucony przez własne stado może być niebezpieczny dla otoczenia. Nie oznacza to, że tak musi być bezwzględnie. Jedno jest pewne – bez stada zwierzę zawsze czuje się bardziej zagrożone. Tymczasem pewna osoba, Pan Waldemar – postanowił podejść blisko dzikiego zwierzęcia, został zaatakowany i jeszcze to nagrał. Następnie opublikował w YouTube ku przestrodze. Oto co napisał:

To wyłącznie moja wina bo za blisko podszedłem. Wszystko dobrze się skończyło a film umieszczam ku przestrodze żeby Was ostrzec że nie wolno tak robić. Ja mimo ogromnego doświadczenia w spotkaniach z żubrami zostałem zaskoczony jego zachowaniem. Obserwując żubry należy zawsze zachować szczególną ostrożność. Nie należy zbliżać się ani tym bardziej płoszyć i niepokoić tych zwierząt.

Żubry z natury nie są agresywne wobec ludzi, ale w sytuacji, gdy czują się zagrożone mogą zaatakować Typowe zachowanie żubra przed atakiem to spuszczona nisko głowa, podniesiony do góry ogon oraz energicznie wierzganie przednimi racicami. Należy wtedy jak najszybciej zwiększyć dystans dzielący nas od żubra – czyli uciekać! Do tego najlepiej, jeśli to możliwe, zejść mu z pola widzenia. Do ataków najczęściej dochodzi na otwartej przestrzeni wtedy, gdy żubr nie może uciec do lasu i w poczuciu zagrożenia decyduje się na obronę przez atak. Na szczęście takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, jednak nie należy ich lekceważyć.
Pamiętajmy o szacunku i respekcie do żubrów.

Niech powyższy film będzie nauczką dla wszystkich, którzy koniecznie chcą mieć „selfie” z żubrem.

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Co się dzieje z Podlaską koleją? 139 kursów odwołanych!

Mało kto wie, że istnieje taka strona na Facebooku jak „Czy ZKA w Podlaskim dziś wyjechało?”. Jedno jest pewne – musi być ona solą w oku Polregio i Urzędu Marszałkowskiego. Ten duet w ostatnim czasie stanowił antyreklamę kolei, a wspomniana strona boleśnie o tym przypominała niemalże każdego dnia.

139 kursów odwołanych

Żeby zrozumieć tą skomplikowaną sytuację, potrzebny jest szerszy kontekst. Tylko od 24 listopada 2024 roku do 24 stycznia 2025 roku odwołanych zostało 139 kursów pociągiem. Polregio zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują. Ale ile napsuli krwi pasażerom, to zostanie z nami jeszcze na długo. Warto jednak dodać, że do obsługi połączeń kolejowych województwo użycza spółce Polregio 17 pojazdów szynowych. Jednak tabor, którego właścicielem jest województwo, nie zabezpiecza w pełni obsługi wszystkich zaplanowanych kursów (potrzeba do tego 24 pojazdy – dop. red). Zgodnie z umową, operator jest zobowiązany do uzupełnienia brakującego taboru we własnym zakresie.

Jak zapewnia Polregio, problemy na liniach z trakcją spalinową wynikały z niezbędnych przeglądów technicznych połączonych z modernizacją szynobusów, co wiąże się z potrzebą wyłączenia pojazdów z ruchu. – poinformowała nas Renata Gerasimiuk – specjalista z działu handlowego POLREGIO S.A. Dodatkowe problemy wynikały z konieczności przeprowadzenia napraw gwarancyjnych oraz powypadkowych. – dodała. Widać jak na dłoni, że Polregio ma za małą liczbę pociągów do swojej dyspozycji, skoro 17 maszyn użycza jej Województwo Podlaskie, a do tego niezbędne przeglądy i naprawy paraliżują funkcjonowanie  kolejowych przewozów pasażerskich w naszym regionie. Bo nie oszukujmy się, jeżeli ktoś kupił bilet na pociąg – to chce jechać pociągiem, a nie autobusem. Zatem podstawianie komunikacji zastępczej nie jest rozwiązaniem. Polregio powinno dysponować takim taborem, by przeglądy czy naprawy nie powodowały odwoływania kursów.

To całkiem poważny problem, bo przez właśnie takie sytuacje parkingi w miastach puchną od samochodów, a ruch na wszystkich drogach się nasila. Nic dziwnego – skoro cztery osoby w rodzinie (ojciec, matka, córka, syn) muszą mieć cztery osobne samochody. Gdyby mogli liczyć na solidną komunikację – być może potrzebowaliby ich mniej.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Zapytaliśmy Polregio o to jak planuje rozwiązać problem w przyszłości. W odpowiedzi czytamy, że spółka planuje wypuścić w trasę… wagon piętrowy. Tak, to nie jest żart. Weźmy na to 16 stycznia 2025. Tego dnia odwołane zostały: PR 10441 Czeremcha 06:44 – Hajnówka 07:10, PR 10430 Hajnówka 07:45 – Czeremcha 08:12, PR 10415 Czeremcha 10:28 – Białystok 11:45, PR 10404 Białystok 15:05 – Czeremcha 16:24, PR 10302 Białystok 16:15 – Ostrołęka 18:07, na odcinku Łapy – Ostrołęka, PR 10312 Ostrołęka 18:33 – Białystok 20:32, na odcinku Ostrołęka – Łapy. Chociaż spółka zapewnia, że utrudnienia w ruchu już nie występują – co przytaczaliśmy powyżej – to przecież nie znaczy, że już takich utrudnień nie będzie. I co wtedy ma dać jeden wagon?

Na szczęście, Polregio jest świadome, że trzeba coś robić przyszłościowo. Priorytetem obecnych władz POLREGIO jest – obok stałego rozwijania oferty spółki – wymiana najstarszych i najbardziej wyeksploatowanych pojazdów. Pozyskanie nowego taboru jest kluczowe dla poprawy sytuacji i komfortu pasażerów. Zarząd spółki jest w trakcie rozmów dotyczących finansowania takiego zakupu. Jego wartość w skali wszystkich zakładów POLREGIO szacowana jest na wiele miliardów złotych, co sprawia, że proces ten jest ogromnym wyzwaniem i wymaga czasu. Mamy nadzieję, że prowadzone obecnie rozmowy zakończą się pomyślnie. My też mamy nadzieję, ale życie nadzieją to trochę jednak za mało.

Co na to marszałek?

O sytuację z tak wielką liczbą odwołanych połączeń kolejowych zapytaliśmy tego, kto płaci naszymi pieniędzmi za przewozy czyli Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego. Zgodnie z umową o świadczenia usług publicznych w zakresie kolejowych przewozów pasażerskich, finansuje jedynie zrealizowane połączenia. W przypadku niewykonania przewozów operator nie otrzymuje rekompensaty i dodatkowo jest naliczana kara umowną za każdy niezrealizowany kurs. – napisała nam w mailu Barbara Likowska-Matys, Zastępca Dyrektora Departamentu Polityki Informacyjnej i dodaje – Jeżeli jest to komunikacja zastępcza – autobusowa, to traktujemy to jako zrealizowanie kursu, przy czym nakładamy karę w związku niedotrzymaniem warunków umowy. 

Na koniec warto się zastanowić jak to jest, że spółka, która ma wystarczającej liczby taboru (brakuje pociągów przy przeglądach i naprawach, musi też „pożyczać” od województwa), nie dość, że realizuje połączenia dla województwa podlaskiego, to jeszcze może wygrać kolejne konkursy na przewozy. Zgodnie z najnowszą umową z listopada 2024 – Polregio ma zapewniać usługi naszemu województwu aż do 2030 roku. W dni robocze na trasy kolejowe Podlaskiego pociągi powinny wyjechać 75 razy. Tabor do obsługi połączeń w regionie to 24 pojazdy. Firma obsługuje 94 stacje i przystanki osobowe, a podczas wakacji 99.

Jak można rozwiązać ten problem?

Wystarczy popatrzeć na Koleje Dolnośląskie. Można stawiać je za wzór. W styczniu 2024 roku z jej usług skorzystało prawie 1,9 miliona pasażerów. W ponad 15-letniej historii przewoźnika jego pociągi nigdy nie przewiozły tak wielu osób w ciągu jednego miesiąca. Rekordy popularności biją także Koleje Wielkopolskie. Jaki jest wspólny mianownik obu? Tam samorządy województw nie zlecają nikomu przewozów pasażerskich tylko organizują je same. Dlatego nie mamy wątpliwości, że w 2030 roku żadnej z umowy z Polregio ani nikim innym podpisywać nie powinniśmy. Za to muszą powstać Koleje Podlaskie.

Dlaczego to ważne? Bo samorząd realizuje zadania publiczne i nie musi jak spółka – zarabiać. Wystarczy bilansować się na zero. To wystarczy – by komunikacja publiczna działała naprawdę dobrze. Ponadto nie jest zrozumiałe dlaczego – mimo tak okazałej infrastruktury kolejowej – w Białymstoku i całej aglomeracji nie ma kolei miejskiej? Taką usługę mogłyby również prowadzić wspomniane Koleje Podlaskie. Wystarczą decyzje polityczne i można działać. Warto jednak pamiętać, że politycy sami z siebie nigdy nic nie robią – zawsze potrzebna jest presja społeczna.

Białowieża jak wymarła. Spotkać kogoś – to jak spotkać ducha.

Białowieża jak wymarła. Spotkać kogoś – to jak spotkać ducha.

Jak wiadomo na Podlasiu – świętuje się dwa razy – najpierw obchodziliśmy Boże Narodzenie i Nowy Rok – 25 grudnia i 1 stycznia, by 7 stycznia obchodzić Boże Narodzenie, a 13 stycznia Nowy Rok. Zgodnie z kalendarzem gregoriańskim oraz juliańskim. W takim okresie ludzie zajęci są swoimi sprawami, więc nie jest to dobry czas na obserwacje tego „jak jest”. Ale gdy już czasy świąteczne minęły i wróciła zwykła codzienność, to jak najbardziej można jakieś wnioski wysuwać. Postanowiliśmy pojechać do Białowieży, by zobaczyć jak się ma turystyczna wieś po covidzie, kryzysie migracyjnym na granicy, stanach wyjątkowych, budowach płotów.

Na wyprawę wybraliśmy weekendową sobotę – bo wtedy ludzie mają wolne i czas na wyjazdy. Już jadąc z Białegostoku do Białowieży można było poczynić pierwsze obserwacje. Na krajowej 19 – pomiędzy Białymstokiem a Zabłudowem był spory ruch. Na dalszym odcinku – Zabłudów – Hajnówka niemalże pusto. Samochody można było policzyć na palach obu rąk. Dopiero w samej Hajnówce można było zobaczyć ożywienie. Ruch samochodowy był naprawdę spory. Następnie odcinek Hajnówka – Białowieża – znów puściutki. Samochodów tyle co kot napłakał.

Po drodze do Białowieży rzuca się w oczy także to – o co było wiele politycznych kłótni – całe stosy powalonych drzew. Jak wiadomo droga jest bardzo wąska, więc trzeba jechać ostrożnie. Po obu stronach jezdni mamy dziką Puszczę. A to znaczy, że człowiek w nią nie ingeruje. W praktyce wygląda to tak jakby przez las przeszło jakieś tornado, bo pomiędzy rosnącymi drzewami – leży mnóstwo starych powalonych mniejszych i większych drzew. Widok dość zaskakujący – bo w lasach gospodarczych (tam gdzie można prowadzić wycinkę na handel drewnem) panuje pod tym kątem duży porządek. Czy to źle, że po drodze do Białowieży jest odwrotnie? Pod względem przyrodniczym – idealnie. W takich warunkach panuje gigantyczna bioróżnorodność. Natura w czystej postaci!

Dojeżdżamy do Białowieży, by zacząć od spaceru po Parku Pałacowym. Po drodze napotykamy kilka osób. Co ciekawe – mimo kompletnego braku turystów dwie rzeczy działają – jarmark z pamiątkami oraz płatny parking. Okoliczna gastronomia pozamykana na cztery spusty. Kolejny punkt to Białowieża Towarowa. Tam napotykamy dwie osoby. Restauracja z hotelem w dawnej stacji jest otwarta. Samochody na parkingu też stoją. Co ciekawe, po drodze widzimy nowoczesne osiedle z domami typu bliźniak. Jak widać i do Białowieży dotarli już deweloperzy.

Kolejny punkt, który zdążymy odwiedzić przed szybko przychodzącym zachodem słońca to rezerwat pokazowy żubrów. Tam również jarmark działa w najlepsze, ale ludzi niewiele. Na parkingu tylko kilka samochodów. Kilku spacerujących widać też na drodze do Dębów Królewskich. Tam już nie jedziemy, bo za chwile będzie się ściemniać.

Czy można z tego wyciągać wnioski absolutne? Oczywiście, że nie, ale jak widzimy Białowieżę i jej okolice jako miejsce niemalże wymarłe, to wiadome jest że brakuje turystów i to mocno. Jeżeli będziemy tak się dalej przyglądać – to nikt nie będzie chciał tam prowadzić biznesu. Tym bardziej nie będzie sensu remontować linii kolejowej – co jest w planach – ani budować nowych ścieżek rowerowych. Turyści pojadą tam, gdzie jest modnie. A Białowieża po wszystkich swoich „przygodach” modna nie jest. Wszyscy, którym zależy na tym, by wróciła turystyka na Podlasie, muszą ten trend odwrócić.

Featured Video Play Icon

Czy na Podlasiu mówi się jeszcze „po swojomu”?

Ponad 10 lat minęło od umieszczenia na YouTube powyższego filmu. To dobra okazja, by sobie zadać pytanie o jego aktualność. czy Podlaska mowa, w poprzednich latach mocno obecna we wschodnich miasteczkach i wsiach Podlasia jest jeszcze obecna? Upływ czasu robi swoje, więc pytanie dotyczy w zasadzie tego czy młodzież kultywuje dawne tradycje. Szczególnie, że nasz region się wyludnia.

W Białymstoku w zasadzie już to zjawisko zanikło. W jaki sposób to w ogóle można sprawdzić? Wystarczy chodzić i słuchać – na giełdzie, ryneczkach, przystankach autobusowych. Dwie dekady temu w stolicy województwa podlaskiego „prosty język” można było usłyszeć na każdym kroku, dziś już prawie nigdzie. Wszyscy, którzy go na co dzień używali – albo już powymierali albo są już bardzo starzy i przeważnie nie wychodzą z domu. Kolejne pokolenia mówiły już tak samo jak na zachodzie Podlaskiego i reszty Polski.

W Bielsku Podlaskim, Sokółce, Michałowie czy też Gródku do dziś można usłyszeć jeszcze gwarę, ale również nie jest to tak powszechne jak kiedyś. Kolejne pokolenia, które zostały na Podlasiu, albo jeszcze stąd nie wyjechały – „tradycji” już nie przejęły. Warto jednak pamiętać, że to może być uczucie subiektywne, gdyż nikt stałych badań nad tym nie prowadzi. Tak czy inaczej zjawisko zanikania prostej mowy było zauważane – także na wschodzie województwa już dekadę temu.

Wszystko sprowadza się do poczucia tożsamości kulturowej. Kaszubi, Ślązacy taką posiadają i swoje tradycje dumnie pielęgnują. Na Podlasiu tego niestety nie ma i chyba nigdy nie było. Warto jednak z uznaniem uwzględnić, że dość dobrze „trzyma się” mniejszość białoruska – czyli obywatele Polski, narodowości Białoruskiej, posługujący się językiem białoruskim. Warto tu dodać, że Republika Białorusi jest pod tak silnym rosyjskim wpływem, że tam powszechnie mówi się po rosyjsku, zaś białoruski jest tak samo językiem mniejszości jak w Polsce.

Miejscem, gdzie możemy na co dzień obcować z językiem białoruskim jest Hajnówka. Warto mocno podkreślić, że Białoruski należy do wschodniosłowiańskiej grupy języków, wywodzi się z prasłowiańskiego, który był wspólnym językiem przodków wszystkich Słowian. Jego rozwój był ściśle związany z historią Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie język ruski (przodkowie dzisiejszych białoruskiego, ukraińskiego i części rosyjskiego) pełnił rolę urzędową od XIV do XVI wieku. W kolejnych wiekach, pod wpływem polskim i rosyjskim, język białoruski ulegał zmianom, jednak zachował unikalne cechy, takie jak miękkie brzmienie czy charakterystyczne słownictwo. Współczesny język białoruski ukształtował się w XIX wieku, kiedy zaczęto świadomie promować jego literacką formę jako wyraz tożsamości narodowej.

Ważne by ten język przetrwał. Dlaczego? Bo język prosty wywodzi się z mieszanki języków wschodniosłowiańskich, głównie białoruskiego właśnie, a także wpływów polskich i ukraińskich. O ile Polska czy Ukraina (mimo wojny) nie jest zagrożona zaniknięciem swoich języków, tak Białoruś niestety jest. Jeżeli dożyjemy czasów przemian politycznych na Białorusi, gdy odrodzi się tam silna tożsamość narodowa u większości społeczeństwa, a następnie nastąpi powrót do języka białoruskiego to można będzie wtedy ze spokojem uznać, że element dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego  ciągle żyje. Dlatego każdemu Polakowi powinno zależeć na tym, by języki podlaskich mniejszości nie zanikały.

Featured Video Play Icon

Zimowy spektakl wśród majestatu puszcz – żubry wychodzą z lasów

W miarę jak kończy się rok, natura nieubłaganie zapisuje kolejną stronę swojego cyklu. Puszcza Białowieska i Puszcza Knyszyńska – dwie perły dzikiej przyrody w sercu Podlasia – budzą się do życia w zupełnie inny sposób. Najpierw szron, a później śnieg pokryje ziemię jak puszysta kołdra, drzewa coraz częściej stają się posągowe w swojej bezlistnej prostocie, a w tym chłodnym pejzażu rozgrywa się fascynujące zjawisko – żubry opuszczają głębokie zakamarki lasu i ruszają w poszukiwaniu pożywienia.

Wczesny poranek, gdy słońce nieśmiało przebija się przez zamglone horyzonty, to najlepszy czas na wyprawę do puszczy. Na skraju lasu, wśród otwartych polan i młodników, można dostrzec pierwsze ślady – głębokie odciski racic. Ślady te prowadzą wprost do ich majestatycznych właścicieli. Żubry, największe ssaki lądowe Europy, przemierzają otwarte przestrzenie w poszukiwaniu traw, krzewów i resztek zeszłorocznych zbiorów. Ich ciche kroki zdają się odbijać echem w spokojnym krajobrazie, jakby przyroda wstrzymywała oddech, by nie zakłócić tego widowiska.

Spotkanie z żubrem w jego naturalnym środowisku to przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Te potężne zwierzęta, choć wyglądają na groźne i nieco surowe, emanują spokojem i dostojnością. Żyją w harmonii z otoczeniem, a ich obecność jest przypomnieniem o potędze dzikiej przyrody, która przetrwała wieki. W Puszczy Białowieskiej i Knyszyńskiej można je zobaczyć, jak powoli przemierzają polany.

Przełom roku to najlepszy moment, by zanurzyć się w zimowej scenerii puszcz i spróbować dostrzec żubry. Mniej liści na drzewach i zaszronione, a czasem i śnieżne otoczenie sprawiają, że te zwierzęta są łatwiejsze do wypatrzenia. Ponadto, zimowe słońce, choć krótkie, rzuca miękkie światło, które podkreśla piękno puszczańskiego krajobrazu. Ale obserwacja żubrów to nie tylko okazja do bliskiego kontaktu z naturą. To również szansa na chwilę refleksji, na zatrzymanie się w biegu codzienności i na nowo odkrycie świata, który tętni życiem nawet w najzimniejszym okresie roku. Spacer po puszczy, dźwięki łamania butem lekko zmarzniętych traw, albo skrzypiącego śniegu, odgłos żubra chrupiącego pożywienie – wszystko to tworzy doświadczenie, które pozostaje w pamięci na zawsze.

Wyruszając w podróż, pamiętaj, by odpowiednio się przygotować. Ciepłe ubrania, termos z herbatą i lornetka to podstawowe wyposażenie. Na przełomie roku Puszcza Białowieska i Puszcza Knyszyńska zamieniają się w magiczną krainę, w której natura otwiera przed nami swoje tajemnice. To czas, gdy majestatyczne żubry wychodzą z cienia lasu, a my mamy okazję, choć na chwilę, stać się częścią ich świata. Warto więc spakować plecak i wyruszyć w podróż, która dostarczy niezapomnianych wrażeń – bo gdzie indziej, jeśli nie w sercu dzikiego Podlasia, można tak blisko poczuć puls życia?

Bezpośrednie połączenie kolejowe Białystok – Lublin. Wiemy kiedy może powstać!
fot. Archiwum PKP PLK SA - po prawej mapa Magistrali Wschodniej

Bezpośrednie połączenie kolejowe Białystok – Lublin. Wiemy kiedy może powstać!

Mieszkańcy województwa podlaskiego wciąż muszą jechać do Lublina pociągiem przez Warszawę z przesiadką. To wszystko może zmienić się już w 2029 roku, bo wtedy ma powstać ostatni – 106 kilometrowy odcinek torów z elektryfikacją. To ostatni, brakujący element, dzięki któremu pociągi dalekobieżne mogłyby jeździć aż do Lublina. Teraz jest to możliwe, ale tylko lokomotyw spalinowych lub z możliwością zmiany. Połączenie ściany wschodniej jest konieczne. O Magistrali Wschodniej mówi się już od 10 lat. Pozwoliłoby to połączyć ze sobą kolejowo Olsztyn – Białystok – Lublin i Rzeszów.

Projekt „Elektryfikacja linii kolejowej nr 30 Łuków – Lublin” realizowany jest już od roku. Inwestycja zakłada elektryfikację między Łukowem a Lublinem poprzez Radzyń Podlaski, Parczew, Lubartów.

Być może zauważyliście, w tytule napisaliśmy „wiemy kiedy MOŻE powstać”. Otóż inwestycja nie jest realizowana po to, by łączyć Podlaskie z Lubelskim, a by usprawnić połączenia między Lubelskiem a Mazowszem. Zatem ewentualne połączenie Białegostoku i Lublina i dopełnienie Magistrali Wschodniej zależy w dużej mierze od porumień między politykami, którzy rządzą koleją. Jedni lepiej, drudzy gorzej, a jeszcze inni doprowadzając spółki kolejowe do ruiny.

Dlatego przed wszystkimi, którym zależy na połączeniu tych miast kolejowo, czeka bardzo ważne zadanie. Przede wszystkim – najbliższe 5 lat zainteresowanie tym tematem nie może zniknąć. A poza tym – po wyborach do Sejmu w 2027 roku trzeba będzie cisnąć o to wszystkich podlaskich i lubelskich polityków. Należy pamiętać, że ci sami z siebie nigdy nic nie zrobią.

Latem to popularne miejsce w Podlaskiem. Można już tam dojechać pociągiem!
fot. PKP PLK S.A.

Latem to popularne miejsce w Podlaskiem. Można już tam dojechać pociągiem!

Na co dzień ułatwi dojazdy do pracy i szkoły, a latem wypady nad wodę – to nowy przystanek Repczyce w powiecie hajnowskim na kolejowej mapie Podlasia. Od 15 grudnia, wraz z wejściem w życie nowego rocznego rozkładu jazdy, mogą z niego korzystać podróżni.

Pociągi regionalne jadące z Czeremchy do Białegostoku zatrzymują się w nowym miejscu – na przystanku Repczyce w gminie Kleszczele, który powstał przy wsi i zalewie o tej samej nazwie. Zbudowano wysoki peron, dzięki czemu łatwo wsiadać i wysiadać – także dla osób, które mają ograniczoną mobilność. Jest też antypoślizgowy chodnik i ścieżki naprowadzające. Jeżeli ktoś chce na przykład dojechać lub podwieźć kogoś na stację samochodem, to przygotowano 4 miejsca parkingowe – w tym jedno dla niepełnosprawnych. Rowerzystom pozostawiono stojaki. Warto też dodać o okolicy. Pobliski przejazd kolejowy został wyposażony w sygnalizację świetlną, co na pewno podniesie bezpieczeństwo w tym miejscu. Łączny koszt prac to ok 2 mln zł.

Przypomnijmy, że na tej samej linii kolejowej z Czeremchy do Białegostoku, w odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie, rok temu powstał także nowy przystanek Gregorowce Południowe. Repczyce zamykają pulę piętnastu przystanków kolejowych w regionie, które zyskały lepszy standard dzięki inwestycjom z aktualnej edycji programu przystankowego. Prace objęły pięć lokalizacji na linii Białystok – Czeremcha i dziesięć na trasie Sokółka – Suwałki. Uzupełnieniem inwestycji jest budowa siedmiu parkingów. Łączny koszt prac w ramach programu w województwie to około 28,2 mln zł.

Do Białowieży dojedzie pociąg? Wiele na to wskazuje!

Do Białowieży dojedzie pociąg? Wiele na to wskazuje!

Starostwa Hajnowski o za tą sprawą chodził od wielu lat, aż wszystko na to wskazuje, że w końcu wychodził. Przypomnijmy, że ostatnia szansa na to była, gdy marszałkiem województwa był jeszcze Artur Kosicki z PiS, który przyznając dofinansowania, pominął wniosek Powiatu Hajnowskiego. Dodajmy też, że ten temat jest trudny, bo struktura właścicielska obecnych zdezelowanych torów na odcinku z Hajnówki do Białowieży jest skomplikowana. Zatem to nie jest tak, że wystarczy dać pieniądze i budować.

Sprawa wymagała współdziałania Starosty Hajnowskiego, Marszałka Województwa, PKP PLK. Udało się dokonać podziałów nieruchomości, które starostwo przejęło w 2007 roku. Trwają jeszcze inne formalności z tym związane, których finałem ma być porozumienie trójstronne. Wtedy można będzie remontować tory i wypuszczać pociągi.

Cała sprawa była poza zasięgiem finansowym Powiatu Hajnowskiego, więc jasne było że potrzebne będzie dofinansowanie i uporządkowanie tematu własności. To, w co nie chciał angażować się poprzedni zarząd województwa z Arturem Kosickim na czele, zajął się obecny zarząd z marszałkiem Łukaszem Prokorymem. Na przewozy pasażerskie w województwie podlaskim Polregio w latach 2026-2030 otrzyma blisko 400 mln zł.

Co ciekawe, pociągi nie dojadą do stacji Białowieża Towarowa, gdzie w dawnym budynku dworca znajduje się obecnie restauracja. PKP wybuduje perony i cała resztę w okolicach przejazdu kolejowego.  Dokładna data nie jest jeszcze znana, ale można przypuszczać że pociągi dojadą tam jeszcze przed 2030 rokiem.

Featured Video Play Icon

Jest nowy film od Cząstki Podlasia. Odkrywa kulisy popularnego programu.

Autor popularnej serii „Cząstka Podlasia”, gdzie możemy podziwiać przepiękne podlaskie pejzaże, cudowne spektakle natury, wyjątkowe i nieznane, dzikie miejsca – to także ta sama osoba, która współtworzy Zasilanych – popularny program na YouTube, w którym Magdalena Gołaszewska i Petros Psyllos odwiedzają wiele zakątków i ludzi Podlasia. W ostatnim czasie na kanale wspomnianej „Cząstki Podlasia” pojawił się film „zza kulis” Zasilanych. To bardzo interesujący projekt – szczególnie, że nagrywany kamerą starego typu, co daje wyjątkowy klimat całemu przedsięwzięciu.

Magda i Petros wspólnie odbyli 99 podróży w ramach cyklu „Zasilani”. Dwójka prowadzących zwiedzała skrupulatnie region przez dwa lata, poznając niezwykłe miejsca i wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają. Po zakończeniu programu Magda i Petros siadają w pewien piękny, letni dzień w Narewce, aby wrócić wspomnieniami do początku ich przygody. W tym filmie to oni sami wraz z ekipą – stają się bohaterami, którzy odkrywają kulisy realizacji programu.

A wszystko po to, by wierni widzowie „Zasilanych” – a bywało ich dziesiątki tysięcy – mieli ochotę ponownie wrócić do rozmów z gośćmi, których Magda i Petros spotkali na swojej drodze. A może znajdzie się też ktoś nowy, kto zechce poznać „Zasilanych”? I wrócić do ich pierwszej podróży?

Jak zwiedzać Podlaskie samochodem? Oto plan na kilkanaście godzin.

Jak zwiedzać Podlaskie samochodem? Oto plan na kilkanaście godzin.

Podlaskie to region pełen dzikiej przyrody, unikalnych krajobrazów i zabytkowych miejsc. Jeśli planujesz zwiedzanie naszego województwa samochodem, warto zaplanować trasę, która pozwoli maksymalnie wykorzystać czas, bez konieczności wracania po własnych śladach. Oto sugestia, jak zwiedzać Podlaskie w jeden ciągły, malowniczy przejazd, obejmujący najważniejsze atrakcje, od Białegostoku przez zachwycające zakątki przyrody aż po perły architektury. To plan na kilkanaście godzin zwiedzania i jeżdżenia po regionie.

Punktem startowym większości podróży po Podlasiu jest Białystok, największe miasto regionu i jego kulturalne centrum. Tu warto zatrzymać się na krótką wizytę w Pałacu Branickich – jednej z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich w Polsce. Park otaczający pałac to doskonałe miejsce na krótki spacer, a w samym mieście jest szeroka baza noclegowa, więc warto coś wybrać gdy już będziecie wracać po całym dniu.

Po opuszczeniu Białegostoku, wyrusz w kierunku północnym, w stronę Tykocina – malowniczej miejscowości nad Narwią. Tykocin to prawdziwa perełka barokowej architektury, z majestatycznym kościołem Trójcy Świętej oraz imponującą synagogą. Miasto ma również bogatą historię, co można odkryć, odwiedzając zrekonstruowany zamek, będący niegdyś rezydencją królewską. Spacer po spokojnych uliczkach tego miasteczka przenosi w przeszłość i pozwala poczuć atmosferę dawnych lat.

Z Tykocina trasa wiedzie dalej na północ, w stronę Biebrzańskiego Parku Narodowego – jednego z największych i najdzikszych parków narodowych w Polsce. To idealne miejsce na krótką przerwę i obcowanie z naturą. Szlaki turystyczne prowadzą wzdłuż bagien, gdzie można obserwować unikalną faunę i florę. Szczególnie warto wybrać się na jedną z wież widokowych, skąd rozpościera się widok na rozległe tereny doliny Biebrzy.

Następnie warto przez Biebrzański Park Narodowy dojechać do Augustowa. Tam oczywiście największymi atrakcjami są jeziora i rzeki otaczające miasto – uzdrowisko. Zatrzymajcie się też nad śluzami Kanału Augustowskiego, by podziwiać ten cud techniki. Warto dodać, że chociaż to letnia stolica Polski, to przez cały rok jest tam naprawdę atrakcyjnie. Nie brakuje miejsc, które warto odwiedzić oraz przespacerować.

Następnie możecie pojechać przez Lipsk i Dąbrowę Białostocką do Sokółki, Krynek i Kruszynian. Odkryjecie tatarską kulturę, poczujecie magię wschodu, a nawet natraficie na dzikie stada żubrów. Kruszyniany to jedna z najważniejszych w Polsce wsi tatarskich. To miejsce szczególne nie tylko z uwagi na piękno przyrody, ale także ze względu na swoją unikalną historię i kulturę. Drewniany meczet w Kruszynianach oraz cmentarz muzułmański (mizar) przyciągają turystów z całego kraju. Tutaj możesz skosztować kuchni tatarskiej.

Jeśli wyruszysz dalej na południe, to przez miejscowość Jałówka i Bondary trasa prowadzi w kierunku Puszczy Białowieskiej – jednego z najważniejszych przyrodniczych skarbów Europy, wpisanego na listę UNESCO. Białowieża to idealne miejsce na kilkugodzinny spacer po dziewiczych lasach, gdzie można spotkać żubry i inne dzikie zwierzęta. Warto odwiedzić Rezerwat Pokazowy Żubrów, przejść szlakiem dębów królewskich, obejrzeć siedzibę parku oraz koniecznie zajrzeć na stację Białowieża Towarowa. Na koniec możecie wracając zahaczyć o Krainę Otwartych Okiennic – zwiedzając Trześciankę, Soce i Puchły.

Następnie z Zabłudowa kierujcie się do Michałowa, potem przez Gródek na Królowe Stojło i Wyżary. Dalej pojedziecie przez Radunin, Królowy Most, Kołodno, Cieliczankę do Supraśla podziwiając Puszczę Knyszyńską. Wyżary to piękne bagna i kładki leśne, Królowy Most z Kołodnem spodoba się Wam dzięki swoim Wzgórzom Świętojańskim, gdzie możecie wejść na wieżę widokową, by podziwiać panoramę Puszczy Knyszyńskiej. Następnie czeka Was Supraśl. Niewielkie, ale urokliwe miasteczko, które słynie z prawosławnego klasztoru. Oprócz tego warto odwiedzić Muzeum Ikon, które w oryginalny sposób przybliża bogactwo duchowego dziedzictwa prawosławia. Spacer nad rzeką Supraśl oraz odpoczynek na miasteczkowym rynku to miłe uzupełnienie wizyty. Potem możecie wracać do Białegostoku.

Podsumowując, wycieczka samochodowa po Podlasiu to nie tylko okazja do odwiedzenia najważniejszych historycznych miejsc i obcowania z dziką przyrodą, ale także szansa na poznanie różnorodności kulturowej tego regionu. Trasa obejmuje zarówno zabytki architektury, jak i malownicze parki narodowe, a jej układ pozwala na płynne poruszanie się po województwie bez konieczności wracania tą samą drogą. To idealny plan dla tych, którzy chcą zobaczyć jak najwięcej, bez zbędnego pośpiechu.