Podlaskie jest zacofane, chociaż nie wygląda

Województwo Podlaskie w obecnym kształcie istnieje od 1999 roku. Zostało połączone z dawnych województw białostockiego, łomżyńskiego i suwalskiego. Mimo, że miało to miejsce 21 lat temu, to można odnieść wrażenie, że była to zmiana wyłącznie na papierze. Po prostu narysowano nowe mapy. Oczywiście pojawiły się nowe stołki – marszałka województwa, jego zarządu, a także radnych wojewódzkich, zaś wiele władzy zabrano wojewodzie – przedstawicielowi premiera na danym terenie. Mimo wszystko do dziś mamy wojewodę, który to głównie nadzoruje. To wszystko jednak jest machiną biurokratyczno-urzędniczą i na co dzień szarego człowieka nie obchodzi. Bynajmniej reformy nie robiono tylko dla utworzenia nowych urzędów (mamy nadzieję), a przyświecała temu jakaś idea.

 

Dziś, po 21 latach trudno jednak bez szukania, sprawdzania zauważyć tą idee naocznie. Jak się spojrzy na mapę, to nie trudno zauważyć, że Białystok, Łomża, Suwałki oraz Siemiatycze zupełnie do siebie nie przystają. Mimo, że Białystok jest stolicą województwa to nie trudno zauważyć, że suwalczanie więcej związków mają z ełczanami, którzy to byli kiedyś w województwie białostockim, a teraz są w warmińsko-mazurskim. Łomża natomiast więcej związków ma z Ostrołęką, zaś do dziś istnieją żarty i antagonizmy między łomżyniakami a białostoczanami. Nie widać też związków między stolicą województwa a Siemiatyczami.

 

To wszystko mogłoby się kiedyś zmienić, gdyby Białystok był silnym ośrodkiem gospodarczym w regionie, z którym byłyby dobre połączenia komunikacyjne. Tymczasem po 21 latach nadal nie ma porządnej drogi do Łomży, Suwałk czy Siemiatycz. Ani samochodowej ani kolejowej. Do tego pierwszego możemy dojechać średniej jakości drogą wojewódzką. O połączeniu kolejowym być może będzie mowa dopiero za jakieś 10 lat. O ile władza zrealizuje wszystkie inwestycje związane z CPK, zaś kolejne władze wojewódzkie doprowadzą do dokończenia remontów i połączenia kolejowego z Łomża przez Łapy i Śniadowo.

 

Droga Krajowa nr 8 na odcinku Białystok – Suwałki to porażka. Mało tego, politycy swoimi wieloletnimi kłótniami doprowadzili do sytuacji, że to się nie zmieni. Via Baltica poprowadzi tak, że z Białegostoku do Augustowa dalej będziemy jechać beznadziejną drogą. Warto też przypomnieć, że z Augustowa do Suwałk prowadzi nowa droga, która to ma po jednym pasie w każdą stronę. Pomysłowe prawda? Wielu kierowców wybiera więc starą drogę, bo niewielka jest różnica, a i kilometrów mniej się robi. Kolejowo natomiast mamy połączenie, które to także nie jest idealne. Linia prowadzi przez Sokółkę. A od tego miasta do Suwałk nie ma elektryfikacji. Do polskiego bieguna zimna dojedziemy tylko 5 razy dziennie, a podróż trwać będzie tyle co do Warszawy.

 

Do Siemiatycz prowadzi beznadziejna droga krajowa nr 19. W tym przypadku też kłótnie polityków doprowadziły, że do dziś nie ma porządnej drogi. Ta dopiero jest w planach. Nawet mamy już ją narysowaną na mapie, więc możliwe że w końcu powstanie, ale nie prędko. Z połączeniem kolejowym jest tak, że trwają remonty torów, więc nie można oczekiwać cudów. Tu problemy są dwa. Jeden – brak bezpośredniego połączenia z Białymstokiem. Drugi problem to odległość stacji kolejowej w Siemiatyczach od miasta.

 

Sam Białystok natomiast nie jest atrakcyjnym miejscem, by mieszkańcy województwa chcieli tu przyjeżdżać. Dla porównania warto spojrzeć na Wrocław. Koleje Dolnośląskie funkcjonują tam bardzo dobrze. Nie brakuje połączeń kolejowych z innymi miastami województwa. Natomiast sam Wrocław jest silnym ośrodkiem gospodarczym, gdzie wiele osób chce mieszkać, pracować czy studiować. W Białymstoku studentów od lat mocno ubywa, a pociągi często kursują tylko do Warszawy. Droga ekspresowa natomiast również prowadzi tylko do Warszawy.

 

Warto spojrzeć jakie duże inwestycje, o znaczeniu ponad lokalnym zostały przeprowadzone w Podlaskiem. Mamy operę, stadion, nowocześnie wyposażone szpitale i psuedolotnisko. Dawniej inwestycja oznaczała, że kiedyś nakłady na nią się zwrócą. Dziś znaczy tyle, by wydoić unijne dotacje bez żadnych konsekwencji. W efekcie po 21 latach istnienia województwa podlaskiego, a także 16 lat od wstąpienia do Unii Europejskiej dalej można powiedzieć, że jesteśmy zacofani. Co ciekawe, z tego “zacofania” moglibyśmy żyć, ale coś takiego jak masowa turystyka u nas też nie istnieje. Ale nie ma co się dziwić, skoro ciężko do nas dojechać.

Co oferują nowe telewizory Samsung Crystal UHD?

Na rynku pojawiła się pełna oferta nowych telewizorów marki Samsung Crystal UHD, która obejmuje trzy rodziny – TU8500, TU8000 i TU7100. Każda z serii ma w swoim składzie odbiorniki o różnych przekątnych – począwszy od niewielkich 43-calowych ekranów, a skończywszy na pokaźnych telewizorach o przekątnej 75 cali. Oferta marki Samsung na rok 2020 jest na tyle różnorodna, że każdy powinien znaleźć telewizor, który spełni jego wymagania – zarówno pod kątem wizualnym, jak i finansowym.

Telewizory 4K z linii TU – nowość na rok 2020

Marka Samsung wprowadziła do sprzedaży nową rodzinę telewizorów – Samsung Crystal UHD z linii TU, która zastąpiła ubiegłoroczną linię RU. Obejmuje ona trzy serie telewizorów – podstawową TU7100, bardziej zaawansowaną TU8000 i najwyższą serię TU8500. Odbiorniki dostępne są w wielu rozmiarach, dlatego równie dobrze sprawdzą się w przestronnym salonie, jak i średniej wielkości pomieszczeniu. Względem poprzedników, w nowej linii telewizorów producent wprowadził kilka zmian, które wpłynęły na jakość obrazu. Wyświetlane treści stały się jeszcze bardziej realne, a w kolorystyce można zauważyć nawet najbardziej subtelne różnice.

To, co łączy nową serię telewizorów, to również technologia HDR i ekrany w rozdzielczości 4K, gwarantujące dużą ostrość i szczegółowość wyświetlanych treści. Telewizory dysponują ponadto Trybem Gry i niskim Input Lagiem, dlatego będą dobrym wyborem do konsoli do gier. Poza tym są to telewizory Smart TV, a więc zapewniają dostęp do dużej ilości aplikacji filmowych i muzycznych, a także oferują możliwość wygodnego korzystania z zasobów Internetu. 75-calowy telewizor Samsung UE 75TU7172UXXH stanie się prawdziwym centrum domowej rozrywki. Zapewni relaks po męczącym dniu w pracy i rozrywkę dla całej rodziny.

Zmiany wpływające na lepszy obraz

Nowe telewizory Samsung Crystal UHD swoją nazwę zawdzięczają zamontowanemu procesorowi Crystal 4K. To właśnie jego moc obliczeniowa pozwala na skalowanie treści do jakości 4K. Nowością są również wyświetlacze, które zapewniają lepsze odwzorowanie kolorów i zwiększają realizm wyświetlanych treści na ekranie. W podstawowej serii TU7100 oraz serii TU8000 producent zastosował Wyświetlacze Krystaliczne, które gwarantują szerokie spektrum barw i optymalizują temperaturę kolorów. Z kolei modele z najwyższej serii TU8500 otrzymały Dynamiczne Wyświetlacze Krystaliczne. Ich zadaniem jest dokładne odwzorowywanie kolorów, nawet z ponad miliardami odcieni, ale również dostosowanie ich odpowiedniej temperatury. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że wyświetlane na ekranie obrazy mają takie kolory, jak w rzeczywistości. Nie tylko zwiększa to realizm treści, ale również pozwala w pełni cieszyć się z ulubionych filmów, seriali czy programów telewizyjnych.

Minimalistyczny wygląd telewizorów

Warto dodać, że wszystkie telewizory z rodziny TU mają bardzo wąskie, niemal niewidoczne ramki, co odróżnia je od ubiegłorocznych modeli. Taki design sprawia, że telewizory Samsung dobrze odnajdą się w każdym wnętrzu – zarówno w minimalistycznym salonie, jak i tym urządzonym w bardziej tradycyjnym stylu. Dodatkowo wszystkie modele, z wyjątkiem telewizora Samsung UE 43TU7172UXXH, zostały wyposażone w System Maskowania Kabli. To praktyczne rozwiązanie pomoże nam ukryć wszystkie kable z tyłu telewizora w jego stojaku. Dzięki temu przewody zostaną odpowiednio uporządkowane, a w salonie utrzymamy należyty porządek. Warto wspomnieć, że w najwyższych seriach – TU8000 i TU8500 producent zamontował Tryb Ambient, który do tej pory był stosowany jedynie w telewizorach Samsung QLED. Pozwala on zamienić czarny ekran w dowolny dodatek, który będzie pod względem stylistyki pasował do naszego salonu. Gdy żaden z domowników nie będzie oglądał telewizji, na ekranie pojawią się własne zdjęcie, dekoracyjne tapety i motywy, a nawet bieżące informacje z kraju i ze świata.

 

Telewizory marki Samsung Crystal UHD są już dostępne w ofercie sklepu internetowego MaxElektro.pl oraz w sklepach stacjonarnych Max Elektro na terenie województwa podlaskiego i w innych regionach polski. Zachęcamy do zakupów, odwiedzania strony, zadawania pytań w temacie.
Materiał partnerski

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Podlaskie z góry. Przepiękne widoki na wyjątkową przyrodę.

Województwo Podlaskie jest przepiękne, to wiadomo nie od dziś. Jednak dzięki rozwojowi technologii, każdy kto chce może dziś kupić drona i spojrzeć na swoje otoczenie z góry. Jako, że fascynatów naszego regionu nie brakuje, to i w serwisach społecznościowych nie brak niesamowitych zdjęć i filmów, które dawniej można było wykonać lecąc samolotem, helikopterem czy balonem. Zaletą drona jest jego rozmiar – dzięki czemu urządzenie może nam pokazać wiele miejsc, których nie zobaczylibyśmy z pokładu statku powietrznego.

 

I tak na powyższym filmie możemy zobaczyć na przykład jak wygląda z góry rzeka Supraśl, jak wygląda Pałac Branickich w Choroszczy i jego otoczenie, oraz jak niesamowity efekt dają poranne mgły, zakręcone rzeki i kolorowe pola. To wszystko z ziemi wygląda równie atrakcyjnie, ale z powietrza jest dodatkowo wyjątkowe. Szczególne wrażenie robi ujęcie z ogromną mgłą, która unosi się nad rzeką.

 

Film jest krótki, bo trwa minutę, ale jest w nim bardzo wiele wartościowej treści. Szczególnie pokazuje, że warto zwiedzać nasz region o wschodzie i godzinę przed zachodem słońca. To wtedy niebo staje się wyjątkowo piękne, a słońce sprawia, że wszystko okrywa się złotym blaskiem. Wtedy też mamy okazję dojrzeć mgły w pięknej i ulotnej krasie. Szczególnie latem wyjątkowo przyjemnie obserwować to wszystko, gdy można wybrać się jeszcze nocą, by powitać dzień lub zabrać się po pracy, by go pożegnać. Ten film niech Wam o tym przypomina, iż warto kończyć i zaczynać dni podglądając naturę.

W lesie pojawiły się grzyby! Zdradzamy najlepsze miejscówki!

Ostatnia pogoda sprawiła, że w podlaskich lasach pojawiły się grzyby. Mało tego po weekendzie grzybów będzie jeszcze więcej. Dlatego, jeżeli jesteście fanami leśnych przysmaków, to warto zaplanować sobie wyjazd. Tylko gdzie? W Puszczy Knyszyńskiej będzie idealnie! Lasów na Podlasiu nie brakuje, ale to nie znaczy, że wszędzie gdzie pójdziemy, to na pewno coś znajdziemy. Po prostu są lepsze i gorsze “miejscówki”. Każdy grzybiarz ma swoją, ale niektórzy dopiero zaczynają przygodę lub nie dawno przeprowadzili się do naszego regionu. Albo z innych powodów nie znają Podlasia na tyle, ale chcieliby coś zebrać. Dla wszystkich tych przedstawiamy najlepsze miejscówki na grzyby w 2020 roku. Wszystkie znajdują się w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Nie bez powodu, co roku w Michałowie organizuje się święto grzyba. To właśnie pobliskie lasy są idealne do zbierania leśnych przysmaków. Na grzyby możemy dojechać pociągiem weekendowym kursującym do Walił. Wystarczy wysiąść na stacji Sokole. Jeżeli jesteśmy wprawnymi zbieraczami, to nasze kosze będą pełne. Kolejnym miejscem na tej samej trasie pociągu to właśnie Waliły. Wystarczy kierować się lasem na Piłatowszczyznę. Po drodze zbierzemy bardzo dużo pyszności. Możemy też zapuścić się wzdłuż torów. Pociąg kończy bieg w Waliłach. My jeżeli będziemy szli dalej w kierunku granicy torami, to między Straszewem a Zubkami napotkamy bardzo dużo grzybów.

 

Kolejne miejsce, gdzie możemy zbierać przepyszne leśne przysmaki znajduje się w Supraślu. Wystarczy ruszyć lasem na Krzemienne. Można także kierować się z drogi wojewódzkiej 676 na Krynki w kierunku miejscowości Konne. Ostatnia miejscówka, w której warto szukać grzybów zaczyna się w Czarnej Białostockiej. Kierujemy się leśną drogą na Budzisk, następnie na Zacisze i Jałówkę. Kończymy w Supraślu. Gigantyczne ilości leśnych przysmaków czekają!

 

Pamiętajmy, że w ostatnim czasie w lasach jest mnóstwo kleszczy. Wchodzenie w krzaki i zarośla po grzyby to prawie pewny kontakt z tymi owadami. Dlatego nie wychodźmy do lasu odsłonięci. Najlepiej zainwestować w solidne buty, długie nogawki i rękawy, a także rękawiczki. Dobrze też mieć kapelusz, by przy okazji nie dostać udaru, jeżeli będziemy przebywać na słońcu przechadzając się leśnymi drogami. Po powrocie domu koniecznie powinien ktoś nas dokładnie obejrzeć. Kleszcze potrafią zniszczyć człowiekowi zdrowie i o tym trzeba pamiętać. Miejmy jednak nadzieję, że wypad na grzybki będzie udany!

fot. Wschodzący Białystok

Czy w Białymstoku ktoś się przejmuje ulewami i suszą?

Wygląda na to, że w Białymstoku nikt nie przejmuje się potężnymi ulewami oraz zapobieganiem suszy. Wiadomo, że nie od razu można wszystko naprawić, co przez wiele lat, od czasów PRL popsuto, ale jest coś co można od ręki zrobić, co bardzo by pomogło. Wystarczy przestać kosić trawę. Tymczasem w stolicy województwa podlaskiego ta czynność trwa w najlepsze. Od razu zaznaczymy, że wiele terenów należy do spółdzielni mieszkaniowych, które w ten sposób “dbają” o mieszkańców. Jednak przykład powinien iść z góry. Miasto ma możliwość i powinno z niej skorzystać ażeby zakazać koszenia trawników od czerwca do września. Oczywiście potrzebna jest tylko wola radnych, by taką uchwałę przyjęli.

 

Co to da? Trawniki są elementami małej retencji. Gdy spadnie ulewa, to bujna roślinność spowolni odpływ wód opadowych. Dzięki czemu kanalizacja będzie odciążona, przez co ulice nie będą podtapiane. Ponadto tam gdzie jest bujna roślinność, to utrzymuje się niższa temperatura po opadach. Ostatnim najważniejszym plusem braku koszenia jest czyste powietrze. Zarośnięte trawy pochłaniają dwutlenek węgla i wydzielają tlen. Gdyby tak nie kosić zieleni przy drogach, to w godzinach szczytu może byśmy się tak nie dusili przechodząc w pobliżu.

 

Po co się kosi trawniki? Tylko i wyłącznie dla walorów estetycznych. Alternatywnym sposobem jest zasadzanie łąk kwietnych. Jak wiemy w mieście poszli tą drogą. Tylko jest jeden minus tego rozwiązania. Gdyby wymienić wszystkie zielone trawniki na łąki kosztowałoby to fortunę. Można to zrobić na raty przez wiele lat. Do tego czasu trawa w najgorętsze miesiące nie powinna być koszona.

Tutaj można zwiedzać, plażować i uzdrowić. To miasto niedaleko Puszczy Białowieskiej.

6 razy dziennie z Białegostoku możemy dojechać pociągiem do Kleszczel. Przywita nas przepiękna, stara zabytkowa stacja. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego warto tam się przejechać. Już sama wycieczka koleją może być atrakcją, bowiem prowadzi przez tereny, które leżą nieco na uboczu. Nie jeździ tamtędy żaden pociąg krajowy. Od lat Białystok nie ma bezpośredniego połączenia z Lublinem. Dlatego też trasy nie zobaczymy “przy okazji”. Chyba, że jeździmy regularnie do Bielska Podlaskiego.

 

Gdy dojedziemy do Kleszczel, to przywita nas piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl “szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku.

 

Kleszczele mają jeszcze jedną zaletę, dla której warto je odwiedzić. Około 2 km od miasta znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób. Po relaksie zanim jeszcze wrócimy na stację, można przejść się do miejscowości Dobrowoda. Tam znajduje się święte źródełko, a konkretnie studnia z wodą, której warto się napić, bo ma moce uzdrawiające.

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Podlasiu. Każdy, kto go zobaczy natychmiast się spakuje i tu przyjedzie!

W kultowym filmie Stanisława Barei “Miś” mogliśmy usłyszeć takie oto stwierdzenie, że istnieje prawda czasu i prawda ekranu. Te drugie w dzisiejszych czasach “social mediów” bardzo często jest przez wszystkich nadużywane. Piękne ujęcia, wspaniałe kolory i to wszystko dopełnione poruszającą muzyką powoduje, że po obejrzeniu filmu natychmiast odczuwamy jakieś emocje. Tak też jest i w przypadku wszelkich filmów o Podlasiu. Czy są one prawdziwie? Czy to tylko “prawda ekranu”?

 

Na powyższym filmie, autorstwa Marka Bejgiera, widzimy wiele wspaniałych miejsc z przewodników turystycznych. Autor skupił się tu przede wszystkim na barwnej architekturze drewnianej. W zasadzie nie musiał nic robić, bo Podlasie jest naprawdę takie piękne jak na tym filmie. Dlatego można powiedzieć, że film “nagrał mu się sam”. Oczywiście umiejętność doboru muzyki i umiejętność sztuki montażu pomogła, jednak bez dobrych ujęć nic by z tego nie wyszło. Trochę jak z konkursem Miss. Można sprawić, by piękna kobieta stała się jeszcze piękniejsza.

 

Dlatego, jeżeli myślicie o tym, czy przyjechać na Podlasie pod wpływem tego filmu, to podpowiadamy – tak, warto to zrobić! Ten film nie jest umiejętną manipulacją, jaką często, wiele ludzi stosuje na potrzeby “social mediów”. To autentyczny obraz wspaniałego regionu w północno-wschodniej Polsce. Podpowiemy też lokalizacje, bo być może nie wiecie gdzie szukać tych dzieł sztuki z filmu. Na filmie możemy zobaczyć między innymi Krainę Otwartych Okiennic, Tykocin, Kruszyniany, Pentowo, Białowieżę.

Puszcza Białowieska staje się pastwiskiem. Jak nie zaczniemy jej ratować, to będziemy wypasać tam bydło.

To taki temat, który warto powtarzać, bo gołym okiem widać że z roku na rok problem jest coraz większy. Być może niektórzy z Was sobie myślą, że jakiś czas temu straszyliśmy suszą, a w ostatnie dni przyroda dała popalić tak bardzo, że o suszy nie ma mowy. To tylko jednak złudzenie. Wystarczy spojrzeć na twarde dane z czujników pomiarowych, by zobaczyć, że nadal jest źle. Jak to możliwe? Poniżej tłumaczymy.

 

Jest wiele osób, które mimo przedstawiania twardych, naukowych danych negują zmiany klimatyczne. Na niepodlegające dyskusji liczby mają opinie. I teraz jest trochę podobnie. W ostatnim czasie była niemiłosierna susza. Przypomnijmy sobie, jak Biebrzański Park Narodowy zapłonął niczym zapałka, gdy zostały podpalone trawy na czyimś wysuszonym polu. Ostatnie dni natomiast to ogromne ulewy, ściany deszczu, nieustające burze. Tak dużo wody, że ulice i zabetonowane place tradycyjnie zamieniły się w rzeki i jeziora. Podlało przy okazji wszystkie rośliny. Więc o co chodzi? Czy nie ma suszy? Tak może się wydawać, ale to że czegoś nie widzimy to jeszcze nie znaczy, że to nie istnieje. Tak jak boleśnie możemy się przekonać o istnieniu niewidzialnej grawitacji, gdy skoczymy na przykład z wysokości pierwszego piętra.

 

Wystarczy zrobić samodzielnie prosty eksperyment, by naocznie zobaczyć, że jak po suszy spadnie dużo deszczu na raz, to nie zlikwiduje to suszy. Jeżeli macie doniczkę z kwiatami, a następnie przez kilka tygodni nie będziecie podlewać ziemi, to stanie się ona bardzo twarda. Gdy wlejecie do doniczki nagle wiaderko wody, to ciecz zamiast wsiąkać rozleje się na boki. W ogromnej skali działa to dokładnie tak samo. Zabetonowane chodniki i ulice wody nie wchłoną w ogóle, zaś twarda ziemia wchłonie tylko trochę. Reszta rozleje się na boki, aż trafi do rzek. Wtedy woda przez zmiany jakie wywołał człowiek, szybko spłynie do morza i stanie się słona – ani nam ludziom ani roślinom nieprzydatna. Dopiero wyparowanie wody i powrót do chmur spowoduje, że woda zostanie odsolona. Nie ma jednak gwarancji, że to znów u nas spadnie deszcz.

 

Teraz spójrzmy na poniższe mapy, gdzie wszystko potwierdzają twarde dane z czujników. Oto badanie z 21 czerwca 2020. Południe Polski jest kompletnie pod wodą. Pierwsze 7 centymetrów to jedno wielkie błoto. Na Podlasiu natomiast jest grząsko, zaś w okolicach Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej – ilość wody jest w normie.

graf. IMGW

Jednak, gdy zajrzymy głębiej można zauważyć, że ilość wody Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej jest już poniżej normy. To dlatego, że woda z nieba nie wchłonęła się w całości tylko spłynęła dalej.

graf. IMGW

Gdy zajrzymy poniżej 28 centymetrów to zaczyna robić się już dramatycznie. Ziemia jest bardzo sucha. Dopiero poniżej metra sytuacja wraca do normy. Wniosek jest taki, że woda znajduje się tylko powierzchownie.

graf. IMGW

Zapewne zadajecie sobie teraz pytanie. Co mnie obchodzi ziemia poniżej 28 centymetrów. Otóż w uproszczonym skrócie – jeżeli powstają niedobory wody w ziemi jak obecnie, to skład chemiczny gleby ulega zmianie. Oznacza to, że rolnicy muszą nawozić swoje pola, by utrzymać właściwe proporcje pierwiastków i minerałów w glebie. Jednak jak spojrzymy na mapy – to problem suchej gleby na głębokości 28-100 cm dotyczy Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie na takich głębokościach znajdują się korzenie. Wyjałowiona gleba powoduje, że ziemia traci swoje potrzebne właściwości i staje się jałowa. Teren na powierzchni powoli obumiera i staje się pastwiskiem.

 

A pomaga w tym kornik, który pojawia się właśnie gdy panuje susza. Obecnie 25 procent drzew w Puszczy Białowieskiej jest już martwa. Na pewno pamiętacie nie tak odległą awanturę o kornika. Jedni chcieli wycinać martwe drzewa, drudzy na to się nie godzili. Nie będziemy do tego wracać, ale chyba dla każdego jest jasne, że pozbycie się problemów z kornikiem trzeba zacząć z uporaniem się z suszami. Czyli, by woda, która spadnie nie uciekała do morza. Na szczęście w Polsce otworzono oczy na problem, ale jego minimalistyczne rozwiązanie planuje się na 2027 rok. Obecnie 97 procent wody spuszczamy do morza, a za 7 lat ma to być 85 procent. W tym tempie to jeszcze za naszego życia Puszcza Białowieska zacznie stawać się pastwiskiem, zaś Puszcza Knyszyńska zacznie obumierać.

Featured Video Play Icon

Pociąg turystyczny przez Siemianówkę byłby hitem. Czy jest na to szansa? Jest i to spora.

Rok temu reaktywowano po kilkunastu latach przerwy połączenie kolejowe Hajnówka – Siemianówka. W 2019 roku funkcjonowało jako letnia atrakcja turystyczna. W około 25 minut można było przejechać malowniczą trasą. Ostatni pociąg wyjechał 31 sierpnia. Potem mieliśmy zimę, następnie epidemię (która trwa). Teraz wszystko powoli wraca do normy, a wraz z powrotami zasadne jest pytanie czy wróci też połączenie Hajnówka – Siemianówka – Cisówka czyli nie tylko przez malowniczą Puszczę Białowieską, ale też torami przez Zalew Siemianówka, co byłoby turystycznym hitem.

 

W ubiegłym roku portal Rynek Kolejowy przytoczył słowa rzeczniczki Podlaskiego Oddziału Polregio, która to mówiła tak: W przypadku dużej popularności połączeń rozważone zostanie wydłużenie trasy pociągów do Cisówki. Pani rzecznik zastrzegła jednak, że najpierw ocenione będzie zainteresowanie, gdy pierwszy sezon się zakończy. Od tego czasu jednak trochę się namieszało. Na trasie Czeremcha (istotny punkt kolejowy) – Hajnówka funkcjonuje autobusowa komunikacja zastępcza, która miała być tylko do… lutego. Mamy czerwiec, a obecnie datą końcowa komunikacji zastępczej jest 21 lipca.

 

Warto tu dodać, że Hajnówka obecnie nie jest skomunikowana bezpośrednio z Białymstokiem ani kolejowo ani drogowo. Jedno i drugie jest w remoncie. Dlatego też ewentualni turyści z Białegostoku, by skorzystać z atrakcji musieliby jechać od razu samochodem do Siemianówki przez Michałowo, a tam wsiadać do pociągu albo też tradycyjnie dojechać pociągiem do Czeremchy, a potem komunikacją zastępczą do Hajnówki, co nie ma większego sensu. Z Białegostoku regularny pociąg do Hajnówki pojawi się w styczniu 2021 roku. Pisaliśmy już przy tej okazji, że marszałek województwa popełnił fatalny błąd nie przeznaczając pieniędzy na remont odcinka Hajnówka – Białowieża, tak by do serca Puszczy dojechać koleją.

/marszalek-nie-dal-pieniedzy-nie-dojedzie-pociag-do-bialowiezy/

Ubiegłoroczny pociąg jeździł reaktywowaną linią Siedlce – Siemianówka. Zatem oprócz białostoczan, także Podlasianie z południa mogli zwiedzić zalew, bo mieli dogodne połączenie. Generalnie zarówno osoby z Podlaskiego jak i Lubelskiego musiały dojechać najpierw do Czeremchy. Potem czekał na nie pociąg do Hajnówki, a tam do Siemianówki. Dlatego dopóki nie będzie znów połączenia z Czeremchy do Hajnówki (do 21 lipca) to wznowienie linii nie ma większego sensu. Chyba, że wyłącznie dla mieszkańców Hajnówki oraz wszystkich tych, którzy tam dojadą. Miejmy nadzieję, że chociaż w przyszłym roku wróci to połączenie. Szczególnie ważne jest, by pociąg dojechał do Cisówki. Przejazd nasypem kolejowym przez Siemianówkę byłby atrakcją samą w sobie. Przypomnijmy, że na zalewie żyje mnóstwo unikalnych gatunków ptaków. Cisówka to nieco tajemnicze miejsce, na pewno cieszyłoby się ogromnym zainteresowaniem. Wystarczy zobaczyć na powyższym filmie jak wyglądał przejazd pociągiem specjalnym po trasie.

fot. Miron Bogacki / Narodowy Instytut Dziedzictwa (Creative Commons)

Ten cypel pamięta początki państwa polskiego. Znajduje się w Podlaskiem.

Grodzisko Stara Łomża to wyjątkowo malownicze miejsce, które warto odwiedzić na jednodniowej wycieczce. Mieści się ono na Górze Królowej Bony. Czym właściwie jest? To cypel, z którego możemy podziwiać rzekę Narew. Niezależnie od pory roku, najlepiej podczas wschodu albo zachodu słońca warto tam być dla samych widoków. To też okazja ażeby poznać trochę historii.

 

Grodzisko Stara Łomża składa się z grodu właściwego i dwóch podgrodzi. Powstały w XI wieku w wyniku rozwoju handlu w tym rejonie. Pamiętajmy, że był to bardzo ważny punkt graniczny pomiędzy Polską, Rusią Kijowską oraz Państwem Pruskim. Dlatego położenie w trudno dostępnym do zdobycia miejscu miało mieć znaczenie. Niestety położenie nie uchroniło grodu przed ogniem na przełomie XI i XII wieku. W połowie XII wieku przystąpiono jednak do budowy następnego, bardziej ufortyfikowanego grodu. Niestety wzmocnienia z kamieni i gliny nic nie dały. Gród został spalony i zdobyty.

 

Dziś miejsce, gdzie już nie ma śladu po grodzisku leży na uboczu, bo Łomża nieco się przesunęła. Dlatego na mapie mamy też Starą Łomżę. Na miejscu oprócz Góry Królowej Bony warto też zwiedzić zupełnie obok Wzgórze Świętego Wawrzyńca. Tam dawniej stał kościół, dziś możemy obserwować piękne widoki nad Narwią. Po miejscu została tablica pamiątkowa i wiele ogromnych głazów. Jest także krzyż i piękne kamienne schody. Sama świątynia została rozebrana w 1765 roku.

 

Góra i pobliskie wzgórze to miejsca idealne na dłuższy spacer po Starej Łomży. Te miejsce znajdowało się w Polsce od samego początku istnienia państwa. Gdy tam będziemy warto na nie spojrzeć także i z tej perspektywy. Wtedy będziemy mogli sobie wyobrazić w jakich pięknych i dzikich miejscach osiedlali się nasi przodkowie.

fot. Narodowy Instytut Dziedzictwa

To był kiedyś piękny pałac. Dziś pozostały tylko ruiny.

Hieronimowo to mała wioska pomiędzy Zabłudowem i Michałowem, na uboczu od Topolan. Jeżeli nie zboczymy z głównej drogi, to tam nie trafimy. Być może dzięki temu do dziś przetrwały w tym miejscu ruiny XIX-wiecznego dworku. Jaka jest jego historia? W oryginale był to klasycystyczny pałac, oficyna i park.

 

Budynek powstał w 1820 roku jednak bardzo szybko został skonfiskowany przez zaborcę czyli władze rosyjskie. Wszystko dlatego, że jego właściciel generał Kazimierz Dziekoński brał udział w powstaniu listopadowym. Władza zesłała go w głąb Rosji, a pałacyk wrócił do rodziny i przeszedł w ręce jego bratanicy Jadwigi Olizarowej oraz jej męża Aleksandra Ramma. Sam Dziekoński po przyrzeczeniu carowi wierności mógł wrócić na tereny Polski pod zaborami.

Po I wojnie światowej pałacyk należał już do Olgi Ramm. Była to spadkobierczyni. Nazwisko silnie sugeruje pokrewieństwo z poprzednikami lecz nie wiemy jakiego stopnia. Być może to córka małżeństwa? W każdym razie, gdy wybuchła II wojna światowa spadkobierczyni wyjechała do Niemiec zaś piękny budynek został skonfiskowany przez władze radzieckie i utworzyły tam państwowe gospodarstwo rolne. Potem majątek przeszedł w ręce niemieckie.

 

W 1944 roku majątek trafił do Eugeniusza Ramma. Niestety otrzymał już pałacyk spalony. W 1945 roku wybuchł jeszcze jeden pożar. Spalił się nie tylko okazały budynek, ale też budynki gospodarcze. W 1956 roku rozpoczęto odbudowę, ale tylko oficyny pałacowej. Sam pałac tylko odgruzowano. Obecnie jest w rękach prywatnych. Miejmy nadzieję, że obecny właściciel kiedyś zdecyduje się na odbudowę.

Czy Nowe Miasto straci swój las? Wszystko w rękach kurii.

Po weekendzie, 22 czerwca będzie sesja Rady Miejskiej podczas której zapadnie kluczowa decyzja dzięki której czy zamiast dwóch lasów wyciąć tylko jeden. Drzewa z pierwszego należałoby usunąć ze względu na Lotnisko Krywlany, by wreszcie mogło naprawdę funkcjonować, zaś drzewa z drugiego planowano wycinać pod cmentarz. Mowa tu o lasach Solnickim i Turyczyńskim.

 

Na wstępie trzeba zaznaczyć istotną kwestię – jeden las leży w gminie Białystok, drugi zaś w gminie Choroszcz – która obejmuje też właśnie las przy osiedlu Nowe Miasto oraz pobliską miejscowość Turczyn. Dlatego też o losach Solnickiego i Turczyńskiego decydują zupełnie inne osoby.

 

Sprawa lotniska jest dosyć znana. Inwestycje pokracznie, ale zawsze to do przodu prowadzi Tadeusz Truskolaski. Gdyby chciał, to by już dawno zdecydował o wycince lasu, by uruchomić inwestycje. Tymczasem inicjator własnej inwestycji sam sobie zaczął piętrzyć problemy i tak na Lotnisku w Krywlanach od 2 lat stoi pas, który dopiero co uzyskał certyfikację, lecz i tak nie można z jego pełni korzystać. Oznacza to, że te wszystkie samoloty co mogły lądować w Białymstoku na pasie trawiastym mogą teraz na betonowym. Gdy w końcu Truskolaski zdecyduje o wycince, to będzie można korzystać z całej długości betonowego pasa i wtedy zmieszczą się tam maszyny, które do tej pory się nie mieściły czyli samoloty pasażerskie zabierające do 50 osób.

 

Cmentarz w Lesie Turczyńskim to natomiast inwestycja przez Kurię Metropolitalną. Dogadała się w tej sprawie z gminą Choroszcz, lecz przeciwni byli mieszkańcy osiedla Nowe Miasto i okolic. Nie chcieli, by ich ulubiony las zamienił się w cmentarz. Wiele razy protestowano w obronie lasu. I tak, by pogodzić zwaśnione strony padła propozycja. Skoro i tak trzeba wycinać las Solnicki, to czemu nie zrobić lasu tam?

 

Teraz decyzja należy do kurii. Raczej wszyscy się spodziewają decyzji pozytywnej. Jeżeli tak się stanie, to machina urzędnicza będzie musiała zmienić plany także formalnie. Las Turczyński zostanie, zaś Las Solnicki zostanie wycięty, a teren po nim przygotowany pod cmentarz. Natomiast miasto w końcu będzie mogło szukać chętnych przewoźników lotniczych. Podlaskie to wciąż biała plama na mapie jeżeli chodzi o lotnicze przewozy pasażerskie.

Zabezpieczenia samochodu a autocasco

Autoalarm, immobilizer czy lokalizator GPS to podstawowe zabezpieczenia samochodów. Czy musisz je mieć zamontowane w samochodzie, gdy będziesz chciał wykupić ubezpieczenie od kradzieży? Jakich zasad musisz się trzymać, by nie stracić odszkodowania w razie utraty pojazdu? I czym grozi podanie fałszywych informacji przy podpisywaniu umowy autocasco?

Autocasco – jaka spoczywa odpowiedzialność na ubezpieczonym?

Dodatkowe ubezpieczenie komunikacyjne AC może być przydatne w wielu sytuacjach. Poczynając od coraz bardziej zmiennej pogody, która wyrządza z każdym rokiem więcej strat, kończąc na atakach wandali i podpaleniach pojazdów. Jednym z ważnych aspektów ubezpieczenia autocasco jest ochrona przed kradzieżą. Jakich zachowań może wymagać od Ciebie ubezpieczyciel? Czy sposób zabezpieczenia samochodu ma wpływ na odszkodowanie?

 

Odpowiedzialność za pojazd leży przede wszystkim po stronie właściciela. Jeśli posiadasz samochód, to powinieneś zminimalizować szansę kradzieży. Oczywiście niektórych kradzieży nie da się uniknąć i jeśli złodziej będzie chciał ukraść konkretnie Twój samochód, to najprawdopodobniej to zrobi. Jednak dużo zależy także od Ciebie – zwłaszcza w kontekście drobnych złodziei, którzy kradną pojazdy na części.

Autocasco – co to  jest rażące niedbalstwo?

Postaraj się unikać rażącego niedbalstwa – to naruszenia warunków ubezpieczenia, które mogą skutkować odmową wypłacenia odszkodowania. Nie brzmi miło, ale dotyczy prostych zachowań, które pewnie i tak stosujesz na co dzień. O co więc chodzi?

 

– Dla ubezpieczyciela rażącym niedbalstwem jest pozostawienie samochodu w niestrzeżonym miejscu bez uruchomienia systemów zabezpieczających, zostawienie kluczyków i dokumentów w aucie czy trzymanie ich w łatwo dostępnym miejscu podczas wyjścia z domu – wymienia Tomasz Sowa redaktor w mubi.pl.

 

Pamiętaj także, że kluczyki są także uważane za element zabezpieczenia samochodu. Gdy zgubisz je, to zgłoś ten fakt do ubezpieczyciela – najprawdopodobniej będziesz musiał wymienić zamki.

Autocasco – jakie wymagania mają ubezpieczyciele?

Podpisując umowę na polisę AC, musisz mieć świadomość, że ubezpieczyciel będzie wymagał od Ciebie kilku rzeczy. Jak już było wyżej wspomniane, TU będzie liczyć na Twoją odpowiedzialność. W zapewnieniu bezpieczeństwa auta  nie chodzi tylko o rozsądne zachowania, ale także o montaż odpowiednich zabezpieczeń.

 

Ubezpieczyciele, wyceniając polisę AC, zwracają uwagę na jakość i ilość zainstalowanych systemów bezpieczeństwa w samochodzie. Niektóre TU nawet nie podpiszą z Tobą umowy, jeśli Twoje auto nie będzie ich miało. Wszystkie wymagania ubezpieczycieli dotyczące kwestii ochrony pojazdu przed kradzieżą znajdziesz w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, czyli tak zwanym OWU – warto więc do nich zajrzeć!

 

Może zdarzyć się tak, że ubezpieczyciel będzie sprawdzał po kradzieży, czy włączyłeś zabezpieczenia w pojeździe – jeśli nie, to nie otrzymasz odszkodowania. Niektóre towarzystw ubezpieczeniowe określają ilość zabezpieczeń samochodu na podstawie jego wartości rynkowej – im droższy pojazd, tym więcej zabezpieczeń musi mieć.

Autocasco – jak zabezpieczyć samochód?

Jednym z niezbędnych elementów dobrego zabezpieczenia samochodu są urządzenia przeciwkradzieżowe, które zostały zaakceptowane przez ubezpieczyciela. Powinny być one montowane fabrycznie lub przez licencjonowaną stację obsługi podaną przez producenta. Jakie są najpopularniejsze systemy i urządzenia zabezpieczające samochody przed kradzieżą?

  • autoalarm – wydaje sygnały dźwiękowe i świetlne,
  • immobiliser – blokuje zapłon, rozrusznik i dopływ paliwa,
  • lokalizator – namierza pojazd za pomocą GPS,
  • mechaniczne blokady – montowane na kluczyk blokady kierownicy lub drążka zmiany biegów.
  • monitoring radiowy – namierza samochód przy pomocy fal radiowych.

Pamiętaj, że tylko zatwierdzone przez ubezpieczyciela urządzenia antykradzieżowe zapewnią Ci brak kłopotów przy wypłacie odszkodowania w razie kradzieży! Jednocześnie jakość i ilość zamontowanych systemów również wpływa na cenę ubezpieczenia, którą warto sprawdzić w porównywarce OC AC mubi.pl.

Autocasco – czym grozi podawanie nieprawdziwych informacji?

Gdy zdecydujesz się na wykupienie ubezpieczenia AC, to przed zawarciem umowy będziesz zapytany przez ubezpieczyciela o zainstalowane systemy antykradzieżowe w samochodzie. Nie warto w tej kwestii zmyślać i liczyć na niższą składkę. Nawet jak tak się stanie, to w razie kradzieży i udowodnienia zatajenia prawdy, grozić Ci będzie odmowa przyznania odszkodowania i rekalkulacja składki.

 

Jeśli nie będziesz miał odpowiednich zabezpieczeń samochodu, to ubezpieczyciel zleci Ci ich montaż, co na pewno poprawi bezpieczeństwo samochodu przed kradzieżą. Warto więc zadbać o ochronę pojazdu jeszcze przed wybraniem autocasco.

Materiał partnerski

Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Województwo Podlaskie ma ogromną ilość miejsc, gdzie można popływać kajakiem. Nie będziemy jednak ich wszystkich tu przedstawiać. Wybraliśmy te szlaki wodne, które najbardziej mogą przypaść do gustu także Wam. Teoretycznie woda to woda, więc wybór miejsca może wydawać się drugorzędny. Warto jednak wiedzieć, że jedne trasy będą bardziej wymagające, a inne mniej. Jedne będą prowadziły przez kompletne zarośla, inne będą miały też przepiękne widoki. Co najlepiej wybrać? To zależy ile czasu chcemy przeznaczyć na pływanie. Spływ kajakowy trwa zwykle kilka dni, jednak nie każdy ma ochotę przez tyle czasu siedzieć i wiosłować. Niektórym przecież starczy tylko kilka godzin.

Suwalszczyzna

Na Suwalszczyźnie są 3 miejsca, gdzie warto wypożyczyć sprzęt i zacząć drogę. To okolice Budy Ruskiej, gdzie zaczniemy piękną przeprawę rzeką Czarną Hańczą. Pierwszy odcinek możemy zakończyć w Głębokim Brodzie po kilkunastu kilometrach. Jeżeli to dla nas za mało kolejna okazja na koniec będzie w Rygolu po kolejnych kilkunastu kilometrach. Aczkolwiek na tym drugim odcinku będzie trudniej, więc jeżeli to nasz pierwszy raz to lepiej wybrać coś innego. W Rygolu natomiast możemy dołączyć do Kanału Augustowsiego, którym dopłyniemy do pięknej Przewięzi. Trasa wyniesie około 30 kilometrów. Jej zasadniczym plusem jest to, że bardzo często będzie okazja do zejścia na ląd, czego nie można powiedzieć o Czarnej Hańczy.

 

Teoretycznie możemy płynąć dalej aż do Augustowa, jednak na jeziorze Białym pomiędzy obiema miejscowościami panuje spory ruch. Jeżeli irytują Was fale robione przez inne przepływające jednostki, to lepiej sobie darować. Jeżeli jesteście zdeterminowani, to możecie dopłynąć do Jeziora Rospuda. Jeżeli to nie jest spływ kajakowy, a jednorazowe rekreacyjne pływanie, to polecamy od razu zacząć na tym jeziorze, by popłynąć dziką rzeką i Doliną Rospudy. Przed Wami będzie około 20 kilometrowa piękna trasa, którą zakończycie w Raczkach. Pamiętajmy, że po drodze będzie bardzo mała szansa na to, by zejść na ląd.

Białostocczyzna

Jeżeli chcemy wybrać coś bliżej Białegostoku, to proponujemy dwie miejscówki. Jedna to Supraśl i jego okolice. Zacząć możemy w pobliskim Surażkowie, by przepłynąć piękną i malowniczą trasą do miejscowości Supraśl przez Krzemienne. A możemy od razu w miejscowości Supraśl zacząć płynąć przez Nowodworce do Wasilkowa. Jeżeli chcielibyśmy urządzić jakiś kilkudniowy spływ, to rzeka wpada do Narwi za Fastami, a dalej możemy nawet dotrzeć do Tykocina albo i do Wizny. Po drodze będzie można zejść na ląd w wielu miejscach – Supraślu, Nowodworcach, Wasilkowie, Sielachowskich. W Dobrzyniewie Fabrycznym trzeba będzie przenieść kajak, bo jest śluza. Potem kolejna okazja do zejścia na ląd będzie w Złotorii i Tykocinie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia – szczególnie na jednodniową wyprawę to Suraż. Tam możemy wypożyczyć kajaki. Następnie zostaniemy z nimi zawiezieni do Doktorc, po to by wrócić do Suraża. Trasa jest dosyć łatwa i przyjemna. Jej przepłynięcie zajmie nam kilka godzin, bo do przepłynięcia będzie około 15 kilometrów. Nie ma przeciwwskazań, by płynąć dalej przez Narwiański Park Narodowy. To jednak już wyprawa na więcej niż 1 dzień. Warto zaznaczyć, że niezależnie czy będziemy płynąć tylko na trasie Doktorce – Suraż czy dalej, to miejsc, by zejść na ląd będzie bardzo mało, bo to dzikie tereny.

Południowe Podlasie

Rzeka Bug to kolejne miejsce, gdzie warto wypłynąć kajakiem. Konkretnie to warto wypłynąć z Niemirowa. Pierwszy przystanek (lub dzień) zrobimy po 15 km w Mielniku. Jeżeli komuś mało, to kolejny przystanek warto zrobić w Drohiczynie czyli po kolejnych 30 kilometrach. Po kolejnych trzydziestu dopłyniemy do miejscowości Granne. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

 

Jeżeli planujemy kilka dni spływu, to na wszystkich trasach bez problemu znajdziecie noclegi. Pod tym kątem nasz region jest bardzo rozwinięty. Warto tylko przed wypłynięciem sprawdzić prognozy pogody, tak by mieć pewność, że nie będzie żadnych burz, bo nie zawsze będzie jak uciec z wody, gdyby nagle na niebie zmieniła się sytuacja. Nie zapominajmy też o kapokach. Nawet, gdy umiemy pływać, to ryzyko utonięcia jest zawsze. Trzymamy jednak kciuki, by wyprawy odbywały się w spokoju.

Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Featured Video Play Icon

Parostatkiem w piękny rejs! Wypłyń na jeziora, rzeki i Kanał Augustowski.

Nie trzeba ani jechać nad morze, ani też na Mazury. Można i w Podlaskiem pływać statkiem. Najbardziej rozwiniętym miejscem do tego typu umilania sobie czasu jest oczywiście Augustów. To tam w centrum miasta przy ul. Mostowej na rzece Netta znajduje się port, z którego możemy wypłynąć na wycieczkę. Wariantów jest bardzo wiele – od krótkich po całodniowe. Port stoi na rzece, która jest połączona z jeziorem Necko, które to z kolei połączone jest z rzeką Rospudą oraz kanałami z jeziorem Białym, Studzieniczną oraz wieloma innymi wodami. To daje wiele możliwości na kierunki zwiedzania.

 

Jedną z możliwości jest rejs katamaranem. Na stylizowanym na jaćwieski statek może wejść aż 60 pasażerów. Można skorzystać z rejsu półtoragodzinnego lub też całodniowego. Kolejnym statkiem jakim możemy popływać to Kareta Wodna “Rospuda”. Jest to statek imprezowy i rejsy są organizowane pod tym kątem. W augustowskim porcie zacumowana jest także gondola. Jest to dużo mniejsza łódź, co daje więcej możliwości jeżeli chodzi o dostępność niektórych miejsc, gdzie nie zmieści się duży statek. W rejs można wybrać się także statkami, które na pokładzie mają bary, toalety, pokłady górny (taras) i dolny przeszklony. Tyle o flocie.

 

Dokąd można popłynąć w piękny rejs? Podstawowym miejscem jest rzeka Netta, z której będziemy mogli podziwiać centrum Augustowa. To ona będzie naszym punktem startowym w każdej wycieczce. Kolejnym kierunkiem jest jezioro Necko. To tam znajduje się plaża, a także piękne tereny leśne. Oglądać to wszystko możemy z pokładu. Zmiana perspektywy dobrze nam zrobi. Jedną z atrakcji jest przyrodnicza perła Dolina Rospudy. Miejsce dzikie, zarośnięte i wyjątkowe. Można będzie zobaczyć torfowiska, a przy odrobinie szczęścia rzadkie gatunki kwiatów. Jest to najpopularniejsza trasa rejsowa. Czyli Rzeka Netta – Jezioro Necko – Rzeka Rospuda – oraz Dolina Rospudy. Statek dopłynie tylko 2 km w głąb. Jeżeli chcielibyśmy zwiedzić więcej musimy wypożyczyć kajak. Znajdziemy go na plaży jeziora Necko.

 

Jeżeli planujemy zrobić komuś niespodziankę, to jest nawet możliwość zamówienia grajków na pokład! Wyobraźmy sobie, że zabieramy na randkę swoją ukochaną, płyniemy z nią w świetle zachodu słońca, nagle wyciągamy pierścionek, ona się zgadza i wtedy grajkowie grają przepiękne, miłosne melodie. Takie wspomnienia będą towarzyszyć już na zawsze. Podobno mówi się, że mężczyzna pozostaje długo pod wrażeniem jakie zrobił na kobiecie.

 

Kolejny wariant to odprężająca wycieczka Pojezierzem Augustowskim. Z Rzeki Netta poprzez Jezioro Necko, Rzekę Klonownicę, Jezioro Białe oraz Jezioro Rospuda. Możemy również wybrać się na rejs Gondolą, która zawiezie nas śluzami Kanału Augustowskiego poprzez przepiękną Przewięź aż na jezioro Studzieniczne, gdzie będzie można zwiedzić Sanktuarium Maryjne. Cały rejs potrwa aż 3 godziny! Możemy też też wybrać się nad dłuższy rejs tak zwanym “wydłużonym Szlakiem Papieskim”, który potrwa 4 godziny. Jak komuś mało to jest i rejs 6-godzinny. Tak zwany “Pełen Szlak Papieski”. Zwiedzimy podczas niego same największe perełki płynąć Kanałem Augustowskim aż do Śluzy Gorczyca. Najdłuższy rejs, ale całodniowy jest do Jeziora Paniewo, gdzie znajduje się podwójna śluza. Naprawdę warto!

Featured Video Play Icon

Suwalszczyzna samochodem. Co zwiedzać i gdzie pojechać?

Suwalski Park Krajobrazowy, Głazowisko w Bachanowie, Góra Zamkowa w Szurpiłach czy Punkt Widokowy w Smolnikach to tylko niektóre miejsca jakie warto odwiedzić na Suwalszczyźnie. Wycieczkę najlepiej zacząć troszeczkę za granicami województwa w Stańczykach – tam piękne, ogromne, kolejowe akwedukty zachwycą nie jednego odwiedzającego. Dla fanów historii przemierzając północ Podlasia będzie też możliwość zobaczenia Pomnika Bitwy pod Filipowem, który to upamiętnia wojnę ze Szwecją, o której pisaliśmy w ostatnim czasie przy okazji innego pomnika – z Tykocina.

 

Warto też skosztować podlaskich specjałów – kiszkę ziemniaczaną, babkę czy kartaczy. Koniecznie z kiszoną kapustą popijając podpiwkiem. Szczególnie, że zwiedzając wszystkie ciekawe miejsca na pewno będziemy głodni. Warto dodać, że zwiedzając Suwalszczyznę zobaczyć będziemy mogli bardzo wiele przepięknych krajobrazów dlatego warto mieć ze sobą aparat fotograficzny, by uchwycić najciekawsze widoki na pamiątkę.

 

W powyższym filmie nie ma dwóch miejsc, które także warto zobaczyć będąc na Suwalszczyźnie – to oczywiście Wigierski Park Narodowy oraz klasztor, a także przepiękne jezioro Szelment, gdzie latem można korzystać z plaży i wyciągu nart wodnych. Pamiętajcie, by przed wyjazdem zaopatrzyć się w papierową mapę albo pobrać sobie fragment mapy na telefon. Będziecie przemierzać miejsca, gdzie nie zawsze będzie sprawny internet oraz… GPS. Wszystko dlatego, że Suwalszczyzna jest także ważnym punktem na mapie pod względem wojskowym, więc czasem może nawet przestać Wam grać radio w samochodzie.

Przejażdżki ogórkiem, wieża widokowa i zegar od środka. Kiedy można zwiedzać?

Czerwony ogórek wraca na białostockie ulice! Przejażdżka z Panem Jurkiem będzie możliwa już w niedzielę 7 czerwca. To jednak nie wszystko, atrakcji będzie więcej. Jedną z nich będzie możliwość wejścia na wieżę widokową na kościele św. Rocha. Od razu uprzedzamy, taras znajduje się wysoko, ale nie na samej górze. Warto jednak popatrzeć na Białystok z góry. Białostoczanie i turyści będą mogli także obejrzeć mechanizm zegarowy znajdujący się w bramie wjazdowej do Pałacu Branickich.

 

Przejazdy Ogórkiem będą odbywać się w każdą niedzielę o godz. 11.00, 12.00, 13.00. Odjazd z parkingu przy dawnej ul. Zamkowej na boku Pałacu Branickich (formalnie to ul. Kilińskiego). Kursy będą organizowane aż do 27 września.

Zwiedzanie wieży widokowej na kościele Św. Rocha odbywać się będą od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 16.00, a w niedzielę 14.00 – 17.00. Warto zabrać ze sobą dobrą kondycję, bo do pokonania będzie bardzo wiele schodów. Ale dla tych pięknych widoków, jakie zastaniemy na miejscu naprawdę warto! Jeżeli chcielibyśmy zobaczyć zegar od środka, to wystarczy odwiedzić bramę pałacową, gdzie jest informacja turystyczna. Jest ona otwarta codziennie w godz. 10.00 – 18.00. Zegar jednak można oglądać w weekendy i święta.

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Spalony zabytek z 1905 roku przy ul. Sosnowskiego stał na działce dewelopera. Mało tego, urzędnik sprytnie ukrył w miejscowych przepisach sformułowanie, które wręcz zachęcało do podpalenia! A radni to uchwalili. Czy byli świadomi co zrobili? Tą sprawą powinien zająć się prokurator!

 

Jeżeli próbowalibyście przeczytać uchwałę Rady Miasta Białystok nr XXVI/417/16 z 24 października 2016r. to prawdopodobnie niewiele byście zrozumieli. Jest napisana rzecz jasna urzędowym i zawiłym językiem, przerzucając “czytelnika” po gąszczu przepisów. Dzięki takiej konstrukcji bardzo łatwo coś ukryć przed tymi, którzy “nie są w temacie”. Powiedzmy sobie szczerze czy przeciętnego białostoczanina obchodzi plan zagospodarowania przestrzennego? O ile nie chce urządzać przestrzeni w mieście to nie. Plan jest dla tych, którzy budują w mieście budynki – a tak się składa, że w ostatnich latach bardzo aktywnie budują wszelkiej maści deweloperzy. Wpychają swoje “apartamenty” gdzie się da. Generalnie nie ma co im się dziwić, jest to żyła złota, bo w Polsce brakuje 2 milionów mieszkań, a ten deficyt stale rośnie. Zainteresowanie mieszkaniami nie maleje.

Warto wrócić do sformułowania “gdzie się da”. Otóż deweloper może budować na swoich działkach, które aktywnie odkupuje od chętnych. Gdy już ma tyle skrawka ziemi ile potrzebuje, to może zacząć zajmować się formalnościami. Czy deweloperzy kupują wszystkie działki? Ogólnie rzecz biorąc te, na których mogą powstać mieszkania. Co może powstać na konkretnej działce reguluje plan zagospodarowania przestrzennego. I tu przechodzimy do sedna.

Wyżej wymieniana uchwała XXVI/417/16 dotyczy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego części osiedli Centrum i Przydworcowe (rejon ul. Młynowej i Cieszyńskiej). W ten rejon wpisuje się ul. Sosnowskiego, gdzie w ostatnim czasie spalił się piękny drewniany dom wielorodzinny z 1905 roku. Poprzedni właściciel starał się o jego rozbiórkę. Zamiast tego urzędnicy objęli go ochroną. Budynek wpisano do ewidencji zabytków. Mimo to nieruchomość, na której się znajduje została odkupiona przez firmę deweloperską. Należy do niej również działka obok. Razem stanowią wielki obszar. Tylko co z tym zabytkiem?

 

Generalnie, gdyby ten zabytek został w jakiś sposób zniszczony np. podpalony, to powinien zostać odbudowany do tej samej formy. Oczywiście nie można nikogo zmusić do remontu, chodzi o to, że nie można by było zbudować czegoś innego. I tu wracamy do uchwały XXVI/417/16.

Jest w niej napisane “Tereny oznaczone na rysunku planu symbolami 3.1U,MW i 3.2U,MW przeznacza się pod zabudowę usługową i mieszkaniową wielorodzinną”. Działka przy, której stoi spalony zabytek jest oznaczona symbolem 3.1U, MW jak i wiele innych. Później już robi się trochę mniej jasno, bo musimy wrócić 13 stron by odnaleźć rozdział 3 uchwały, który wylicza co można a czego nie można zrobić z zabytkiem. Między innymi jest zakaz docieplania go z zewnątrz i trochę nakazów. Następnie uchwała XXVI/417/16 wymienia w jaki sposób można zabudować działki 3.1U,MW. Jedną z ważniejszych informacji – szczególnie dla dewelopera – jest dopuszczalna wysokość zabudowy. W tym przypadku maksimum wynosi 18 metrów. Zatem jest to około 6-7 pięter. Tyle tylko, że gdyby deweloper chciał budować blok obok drewnianego zabytku, to jego wysokość mogłaby by wynosić maksymalnie 12 metrów czyli ledwo 4 piętra.

 

Uchwała XXVI/417/16 ma jednak przepis, którego istnienie trudno logicznie uzasadnić, a który daje pewną zachętę – nie będzie zabytku to nie będzie problemu. Chodzi o sformułowanie “dopuszcza się (…) w przypadku zdjęcia formy ochrony budynku (…) stosowanie na części terenu (…) maksymalnej zabudowy jak dla pozostałego terenu“. Zacytowanie tego fragmentu w całości sprytnie ukrywa sedno sprawy.

Zatem jesteśmy oto świadkami takiej oto sytuacji. Otóż urzędnik przygotowujący treść uchwały sformułował taki sprytny przepis. Radni przegłosowali plan i tym samym uchwalili sytuację, w której jeżeli dojdzie do przypadku, że zabytek zostanie zniszczony to można budować 6 a nawet 7-piętrowy blok. Okazało się, że przypadek nastąpił 4 lata po uchwaleniu planu zagospodarowania przestrzennego. Na marne pocieszenie dodamy, że Miejski Konserwator Zabytków złożył do prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na zniszczeniu w wyniku podpalenia i pożaru zabytku. Prokurator powinien się także zainteresować sformułowaniem “w przypadku zdjęcia formy ochrony budynku” w uchwale. A raczej jak ono tam się znalazło i po co.

 

fot. Krzysztof Mizera / Wikipedia

Czy Wigry to tylko klasztor? Tam można spędzać czas na wiele sposobów!

Gawrych-Ruda, Bryzgiel, Czerwony Krzyż, Rosochaty Róg, Stary Folwark oraz Wigry – to wszystko miejscowości, które położone są nad Jeziorem Wigry, w Wigierskim Parku Narodowym. Wspaniałe miejsce do odpoczynku. Tłumów nie należy się spodziewać aczkolwiek pustek też nie.

 

O głównej atrakcji tego miejsca miejsca czyli Klasztorze Kamedułów po raz kolejny rozpisywać się nie będziemy. Na pewno warto tam się udać i popatrzeć z góry na okolicę oraz obejrzeć te piękne zabudowania. Jednak chcielibyśmy zachęcić Was do odwiedzenia Jeziora Wigry i jego okolic ze względu na walory wypoczynkowe. Piękna natura w okół uspokoi Wasze dusze, zaś kąpiel w jednym z najczystszych jezior w Polsce uspokoi Wasze ciało.

 

Warto też się pokusić o wypożyczenie sprzętów wodnych – jak ktoś ma patent to żaglówki albo kajaka. Co warto podkreślić na jeziorze zabronione jest używanie silników spalinowych, dlatego też nie będzie ani hałasu, ani fal, gdy będziemy sobie płynąć. Wigry to też dobre miejsce dla wędkarzy. Można łowić ryby, gdy ma się zezwolenie władz Wigierskiego Parku Narodowego. Co warto podkreślić można znaleźć dowolny typ noclegu – agroturystykę bądź pole namiotowe i campingowe. Nic tylko odwiedzać i odpoczywać!

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

W województwie podlaskim od 1 czerwca do 30 września oficjalnie można plażować. Oczywiście jak ktoś ma ochotę, to może i w grudniu, tyle że w tym okresie oficjalnym woda jest badana. Najważniejsza wiadomość w tym roku jest taka, że podczas kąpieli w wodzie nie można zarazić się koronawirusem, co nie oznacza, że nie można wrócić do domu z wysypką, a tak może być jeżeli będziemy korzystać z miejsc do kąpieli, gdzie nikt nie sprawdza stanu wody. Warto tu zwrócić uwagę szczególnie na 2 miejsca: Siemianówka – zajeżdżając na miejsce – może się wydawać, że to dobre miejsce na plażowanie, bo przecież znajduje się tam nawet sprzęt rekreacyjny czy plac zabaw. Podobnie wiele osób dawniej jeździło do Plosek, a dziś mimo dobrej “miejscówki” woda również nie spełnia wymagań, by bezpiecznie się tam kąpać.

Na powyższej mapie zaznaczyliśmy te kąpieliska, w których woda została już przebadana. Oznacza to, że brakuje tu wielu popularnych plaż, ale nie dlatego że jest tam brudna woda. Po prostu nie doszło tam jeszcze do badania. Dlatego, gdy w końcu przyjdą ciepłe dni to te miejscówki są już pewne. Co z popularnymi, ale nie przebadanymi miejscami? Zmieniły się przepisy prawa dotyczące organizacji kąpielisk. Dlatego w tym roku będzie wiele takich miejsc, które będą otwarte tylko na miesiąc –  najpewniej w lipcu lub sierpniu.

 

Pamiętajmy też, że trwa nadal epidemia zatem trzeba uważać na plażach, by zachować odpowiedni odstęp od innych ludzi. Takie ściski jak w poprzednich latach chyba nie będą możliwe. Oczywiście można przewidzieć, że w tym roku jak nigdy popularne będą wyśmiewane parawany. Te osoby, które nad morzem je rozstawiały chyba coś pod skórą czuły, że lepiej odgradzać się od innych. Zwykle jest tak, że geniusza rozumiemy dopiero po latach. Życzymy udanej pogody i dużo ciepłych i słonecznych dni!

Featured Video Play Icon

Można Panikować 2020. Film dokumentalny.

“Można panikować” to przepełniony nostalgią portret 62-letniego fizyka atmosferycznego, prof. Szymona Malinowskiego, dyrektora Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Profesor zajmuje się zjawiskami prowadzającymi do zmian klimatycznych i od lat ostrzega o nadchodzącym zagrożeniu. Szymon, który przez całe życie zawodowe edukuje innych, jest ukazany w momencie kiedy musi poradzić sobie z osobistą tragedią, która skłania go do oceny dokonań życia.

Film dostępny na YouTube 1-7 czerwca 2020 r.

fot. Facebook Michała Matyskiela - Burmistrza Suchowoli

Sensacyjne odkrycie. Ponad 1000-letnie przedmioty Wikingów wykopane na Podlasiu.

Pod Suchowolą znajduje się grodzisko pamiętające czasy Jaćwingów – plemienia zamieszkującego ponad 1000 lat temu północne tereny dzisiejszego województwa Podlaskiego (i nie tylko oczywiście). Na pamiątkę tegoż plemienia pod wspomnianą Suchowolą znajdują się dwie wsie – Jatwieź Duża i Jatwieź Mała. To właśnie tam znajduje się wzniesienie, na którym prace prowadzą archeolodzy z Muzeum Podlaskiego. W ostatni majowy weekend dokonali oni na miejscu sensacyjnego odkrycia o czym poinformował burmistrz Suchowoli – Michał Matyskiel.

To odkrycie to przedmioty z X wieku należące do Wikinkgów. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo dobrze zachowany grot i inne elementy uzbrojenia. Miejmy nadzieję, że to jeszcze nie koniec odkryć pod Suchowolą. Archeolodzy z Muzeum Podlaskiego prowadzą prace badawcze na wczesnośredniowiecznym grodzisku, które zostało odkryte w ubiegłym roku. Gród pochodzi z ok. VII-XVIII wieku przed naszą erą czyli z tak zwanej epoki brązu.