Nareszcie! Będzie połączenie kolejowe Białystok – Lublin – Rzeszów!
fot. Koefbac / Wikipedia

Nareszcie! Będzie połączenie kolejowe Białystok – Lublin – Rzeszów!

Pisaliśmy na łamach PodlaskieTV o wykluczeniu kolejowym wiele razy. Nareszcie coś się zmienia w tej sprawie! Przy okazji realizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego pod Warszawą będą również realizowane inne inwestycje poboczne. Miedzy innymi usprawnienie połączeń kolejowych. Jak czytamy na stronie CPK – także w województwie podlaskim.

 

Wybudowanych ma być 56 km linii kolejowych prowadzących z Ostrołęki przez Łomżę i Kolno do Giżycka (pisaliśmy o tym jakiś czas temu – że to kuriozalne, że Białystok z Łomża nie będą nadal połączone kolejowo). Oprócz tego program CPK zakłada budowę odcinka Milanów – Biała Podlaska – Fronołów w województwie lubelskim. Dzięki tej właśnie inwestycji powstanie bezpośrednie połączenie Białystok – Lublin – Rzeszów (teraz trzeba jechać przez Warszawę), zaś sama podróż potrwa nie 5,5 godziny jak teraz lecz 3 godziny i 5 minut!). Do Rzeszowa zaś dojedziemy w 4 godziny 45 minut zamiast obecnych 7 godzin!

 

– Inwestycje CPK uzupełnią brakujące połączenia istniejącej sieci kolejowej – wyjaśnia Maciej Kaczorek, dyrektor Biura Planowania Kolei w CPK. – Linia Milanów – Biała Podlaska – Fronołów, choć powstanie zaraz za granicą województwa podlaskiego, stworzy bezpośrednie połączenie Białegostoku, Lublina i Rzeszowa oraz zapewni nowe możliwości w ruchu pasażerskim i towarowym – czytamy na stronie CPK. Zgodnie z założeniami inwestora, aż 81 proc. mieszkańców województwa podlaskiego będzie w stanie w czasie poniżej godziny dotrzeć do stacji pociągów dużych prędkości.

 

Dokładna data realizacji decyzji nie jest jeszcze znana. Bowiem dopiero Premier Mateusz Morawiecki zatwierdził studium lokalizacyjne (dokument zatwierdzający trasy kolejowe). Sam port CPK ma być gotowy w 2027 roku. Wszelkie inwestycje kolejowe mają być zakończone między 2025 a 2030 rokiem. Perspektywa nie najgorsza.

Partnerzy portalu:

Podlasie Unplugged. Oto 3 miejsca, gdzie komórka na nic się nie przyda.

Podlasie Unplugged. Oto 3 miejsca, gdzie komórka na nic się nie przyda.

W dzisiejszych czasach smartfony są niemalże jak część ciała – nieodłączone. Już dawno minęły czasy, gdy do pełni szczęścia potrzeba było Wi-Fi. Dziś urządzenie jest podłączone do internetu przez 24 godziny na dobę bez żadnych limitów. U niektórych świadomość, że możemy być gdzieś „odłączeni” przez rozładowanie baterii wywołuje wręcz strach. Każdemu przydałby się jednak cyfrowy odwyk. Można go szukać gdzieś tam w górnych partiach Bieszczad, ale można też na Podlasiu. Oto 3 miejscówki, gdzie nawet telefon z pełną baterią na niewiele się przyda.

Jezioro Szczęścia

Odbiornik radiolokacyjny czyli inaczej radar to takie urządzenie, które służy do wykrywania za pomocą fal radiowych – samolotów, śmigłowców, rakiet i wiele wiele innych. Tak się składa, że jedno takie wielkie urządzenie stoi na Suwalszczyźnie. Jest tak wielkie, że pochłania wszelkie fale radiowe z okolicy. Możecie tam zapomnieć o internecie z komórki, GPS-ie a nawet zwykłym radiu! Zupełnie obok wielkiego radaru znajduje się Jezioro Szczęścia. Idealne miejsce, gdzie można siedzieć, patrzeć na wodę, piknikować, relaksować się i być offline czy tego się chce czy nie. Żeby tam dojechać należy kierować się drogą krajową nr 8 na granicę Polski z Litwą, a następnie skręcić w lewo na miejscowość Przejma Wielka. Tuż za miejscowością Szury dotrzemy do Jeziora Szczęścia. Obok jest jeszcze jedno jezioro – dużo większe Szelment – prawdziwe cudo natury.

Niemirów

Trójstyk granic. To właśnie w okolicy Niemirowa łączą się ze sobą województwa Podlaskie, Lubelskie i Mazowieckie. Ponadto miejscowość leży na samej granicy z Białorusią. Siedząc nad brzegiem Bugu możemy odpoczywać w otoczeniu wspaniałej natury. Z racji bliskości z Białorusią – lepiej wyłączyć internet. W każdej chwili może przełączyć nas na białoruską sieć komórkową. Wtedy bycie online bardzo zaboli nasz portfel. W Niemirowie możemy również przeprawiać się promem na drugą stronę rzeki. Nie zawsze jest to jednak dostępna atrakcja, jednak spacer wzdłuż Bugu – dostępny jest 365 dni w roku!

Nad Świsłoczą

Spacer między miejscowościami Gobiaty, Świsłoczany, Mostowlany, Dublany, Jałówka dobrze zrobi wszystkim tym, którzy zbyt dużo siedzą przed komputerem. Nie dość, że wprawimy w ruch nasze ciało, to jeszcze ani przez moment nie będziemy mogli skorzystać przez internetu. Nie dość, że tak jak powyżej będziemy przy samej granicy, to jeszcze są to takie krańce Polski, gdzie nawet i zwykły zasięg telefoniczny ledwo dochodzi. Idealne miejsce, by się wyciszyć. Szczególnie, że w Jałówce w pobliżu ruin kościoła znajduje się przyjemne miejsce do posiedzenia w lesie. Wystarczy iść w stronę granicy. Przy szlabanach można piknikować.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dolina Górnej Narwi. Wyjątkowe miejsce, gdzie żyją półdzikie konie.

Żadne przewodniki turystyczne ani inne publikacje o tym nie wspominają. A szkoda, bo Dolina Górnej Narwi to miejsce wyjątkowe i w zasadzie pomijane przez wszystkich. Żyją tam półdzikie konie, czerwone krowy będące gatunkiem w odbudowie (w rolnictwie zanikła na rzecz bardziej wydajnych) oraz takie ptaki jak czajki, rycyki, dubelty i krwawodzioby. Warto tam się wybrać zwiedzając wschodnią Białostocczyznę.

 

Kalitnik to wieś ukryta gdzieś między Michałowem, Siemianówką, Gródkiem i takimi wsiami, że pewnie nigdy o nich nie słyszeliście. To takie Podlasie, do którego mało kto zagląda. A szkoda, bo jest przepiękne. Na nadnarwiańskich łąkach Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków dbając o różne gatunki prowadzi stację terenową. To właśnie tam zimuje niemal sto koni, które w inne pory roku żyje półdziko. Mają one nietypowe zadanie do wykonania. Razem z krowami dają lepsze szanse bytowe ptakom.

 

To wszystko dzieje się na kilkuset hektarach. Wystarczy zobaczyć na filmie, że zwierzęta mają tam jak w raju. One jak i ptaki żyją ze sobą w symbiozie. To wszystko warto zobaczyć na własne oczy odwiedzając Kalitnik. Można to zrobić przy okazji jadąc do Michałowa czy nad Siemianówkę właśnie. Miejsce niezwykłe i unikalne. Nawet jak na Podlasie, gdzie pełno jest ciekawych atrakcji turystycznych i przyrodniczych.

Partnerzy portalu:

Spadł śnieg i Podlasie znów stało się magiczne! Te zdjęcia to pokazują.

Spadł śnieg i Podlasie znów stało się magiczne! Te zdjęcia to pokazują.

Dla wielu z nas brak śniegu w grudniu to wciąż anomalia. Mimo iż taki stan rzeczy ma miejsce już od wielu lat, to wciąż trudno się przyzwyczaić do braku klasycznej, kilkumiesięcznej zimy na Podlasiu. W ostatnich latach śnieg padał dopiero w styczniu i utrzymywał się do marca lub kwietnia. Teraz również się pojawił lecz niestety prawdopodobnie wkrótce zniknie i w tym roku więcej się nie pojawi. Idzie spore ocieplenie i nie wiadomo czy nie będziemy mieli wiosny… już w lutym.

 

Co będzie to czas pokaże. Jednak gdy tylko spadł śnieg, to postanowiliśmy ten moment wykorzystać, by jeszcze raz pokazać Wam jak piękne i magiczne jest Podlasie, gdy prezentuje się w prawdziwej, zimowej odsłonie. Przemierzyliśmy Wysoczyznę Białostocką i się nie zawiedliśmy. Wiejskie tereny pomiędzy Krynkami, Sokółką a Supraślem wyglądają bajecznie! Po drodze napotkaliśmy żubry (o czym więcej poniżej), napotkaliśmy też trop wilka, a także kapliczki znane z filmu U Pana Boga za Piecem. Przede wszystkim zobaczyliśmy jednak niesamowite krajobrazy! Poniżej galeria zdjęć. Serdecznie zapraszamy do oglądania:

/zubry-krynki-wschod-slonca/

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie Żubry wyłoniły się o wschodzie. To lokalna atrakcja!

Żubry to przede wszystkim symbol województwa podlaskiego. Choć kojarzone są głównie z Puszczą Białowieską, to występują również w Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam na wielu polach są lokalną atrakcją. Nam również udało się uchwycić piękno tych majestatycznych zwierząt o wschodzie słońca. Niestety nie ma jednego miejsca, gdzie można żubry napotkać. Jest to wypadkowa dobrej pogody i łutu szczęścia. Zwierzęta te żyją dziko i przebywają tam gdzie mają ochotę.

 

Najczęściej są w lesie. Jednak, gdy tylko spadnie śnieg i zrobi się chłodniej to żubry wychodzą poszukując pożywienia na polach. Wówczas jest to również czas, gdy można je zobaczyć na przykład jadąc samochodem przez okoliczne wsie Puszczy Knyszyńskiej. W tym wypadku zwierzęta napotkaliśmy pod Krynkami. Były to tylko cztery osobniki. Niekiedy można w jednym miejscu napotkać kilkadziesiąt osobników na raz!

Warto pamiętać, że to dzikie zwierzęta i nie można do nich podchodzić czy podjeżdżać samochodem. Możemy narazić się na niebezpieczeństwo lub spłoszyć żubry narażając w ten sposób innych na niebezpieczeństwo. Bezpieczna odległość to 300 metrów. Wówczas zwierzęta nie będą się nami nawet interesować. Gdy zaczniemy podchodzić bliżej, te zostaną już zaniepokojone i bacznie będą nam się przyglądać. Wówczas jeden „fałszywy” ruch może doprowadzić do nieszczęścia.

Partnerzy portalu:

Podlaskie zimą bez śniegu? Oto 3 wyjątkowe miejscówki!

Podlaskie zimą bez śniegu? Oto 3 wyjątkowe miejscówki!

Styczeń to zwykle czas, gdy na Podlasiu jest biało. Tak było nawet w tamtym roku. Tym razem jednak za oknami jedynie szaro, a prognozy pogody pokazują, żeyb na śnieg nie czekać. Bo raczej go nie będzie. Oczywiście w pogodzie wszystko się zmienia, ale trzeba być gotowym na brak białego puchu. W związku z tym chcielibyśmy zaproponować 3 miejsca zimą, w których cudownie jest nawet wtedy gdy nic białego z nieba nie pada.

Puszcza Białowieska

To miejsce, które cały rok roztacza nad sobą fantastyczną aurę, również teraz. Warto tutaj dodać, że gdy ktoś wybierze się na spacer po lesie porankiem to z dużym prawdopodobieństwem ujrzy szron. Będzie to jakaś namiastka białych dni. Ponadto w lesie nie przeszkadza brak słońca, które również i zimą bardzo wpływa na nasze samopoczucie i odbiór otoczenia.

Żubry pod Krynkami

Zima nawet taka bez śniegu to czasu, gdy trudniej o pożywienie w lesie. Wówczas przyzwyczajone żubry wychodzą na pola, gdzie czekają na nie przygotowane stogi siana. To wszystko po to ażeby nie niszczyli pól rolnikom. Dzięki temu jest wiele miejsc na Podlasiu, gdzie można napotkać te majestatyczne zwierzęta nie wchodząc do lasu. A to ważne, bo niektórzy turyści są tak zdesperowani, że potrafią jeździć samochodem po lesie i płoszyć zwierzęta. Dlatego też jeżeli chcemy z bezpiecznej odległości obserwować całę stado symbolu Podlasia to warto wybrać się pod Krynki. Zwierzęta o świcie możemy napotkać na drodze Krynki – Sokółka.

Wzgórza Świętojańskie

Mało kto wie, lecz w okolicy Białegostoku znajdują się góry. W małej, zapomnianej wsi Kołodno można wspiąć się na najwyższy szczyt na Białostocczyznie. Mówimy tutaj dokładnie o Wzgórzach Świętojańskich składających się z Góry Kopnej, Góry Św. Jana oraz Góry Św. Anny. Ta druga jest najwyższa, bo znajduje się 209 metrów n.p.m. Ostatnia góra jest 7 metrów niższa. Trafić na górę jest bardzo łatwo. Można to zrobić aż trzema drogami. Pierwsza znajduje się jeszcze w Królowym Moście, a w zasadzie na jego granicy. Idziemy szeroką drogą, a w pewnym momencie w lewo wydeptaną ścieżką zaczynamy się wspinać w górę. Druga droga znajduje się w Kołodnie i prowadzi prosto na górę Św. Anny, do mogiły Powstańców. Stamtąd już blisko do wieży widokowej. Trzecie wejście jest lepsze jako zejście – gdyż prowadzi leśną drogą do asfaltowej ulicy. Niestety jest ona kręta i idąc pod górę łatwiej się zgubić. Na pierwszy raz warto wybrać wejście w Kołodnie. Widoki z dwupiętrowej wieży są piękne przez cały rok.

Partnerzy portalu:

Remontują dworce w regionie. Prawie wszędzie brakuje najważniejszego.

Remontują dworce w regionie. Prawie wszędzie brakuje najważniejszego.

Zauważaliśmy pewną prawidłowość. PKP od jakiegoś czasu intensywnie remontuje dworce także w naszym regionie. Trwają właśnie prace w Białymstoku by wrócić do dawnego świetnego wyglądu, będą też remonty w Szepietowie i Jabłoni Kościelnej w powiecie wysokomazowieckim. Nie inaczej będzie w Siemiatyczach, Suwałkach, Czeremsze wielu innych. Remonty te na pewno cieszą jednak praktycznie wszędzie w nich brakuje istotnego elementu.

 

Tym istotnym elementem jest zadaszenie peronów. W Białymstoku od lat tylko na jednym peronie stoją maleńkie wiaty jak na przystanku autobusowym. Nie mamy pojęcia skąd to wynika, że pieniądze na remont budynku, ba nawet na budowę przejść podziemnych zamiast kładek w Białymstoku się znalazły, a na zadaszenie peronów już nie. Nie są to bowiem zbyt wielkie koszty. Dach przecież nie musi być gigantyczny. Wystarczy spojrzeć jak to wygląda w pobliskich Łapach. Tam zadaszenie już jest od dawna. Szansa na dach w Białymstoku pojawi się wraz z budową Rail Baltica, która ma być ukończona w 2025 roku. Sam Białystok ma być ukończony wcześniej. Przy dobrych wiatrach pod dachem będziemy stali gdzieś w 2022-2023 roku. Jakby nie było można tego zrobić wcześniej. A inne miasta Podlaskiego, przez które nie przebiega Rail Baltica?

 

Problemu w zasadzie nie ma tam gdzie jest tylko jeden peron. Zawsze można powiedzieć, że tam gdzie nie ma dachu można czekać w budynku. Chyba każdy jednak lubi wsiąść do pociągu bez pośpiechu czyli w sytuacji, gdy stoi na peronie. Wsiadanie na ostatnią chwilę to nie jest najlepszy pomysł.

Partnerzy portalu:

Gumisiowa Zatoka w nieistniejącej wiosce. Takie rzeczy tylko na Podlasiu!

Gumisiowa Zatoka w nieistniejącej wiosce. Takie rzeczy tylko na Podlasiu!

Choć na mapie nadal jest zaznaczona to faktycznie nie istnieje. Mowa tu o dawnej wsi Łuka nad zalewem Siemianówka. Z powodu budowy tego wielkiego zbiornika wodnego mieszkańcy zostali przesiedleni w 1986 roku do miejscowości Nowa Łuka. Ta pierwotna istniała od 1632 roku. Jednymi z dawnych mieszkańców byli państwo Kuczyńscy – agentka pocztowa oraz nauczyciel, którzy pod koniec lat dwudziestych XX wieku los rzucił do wsi Łuka nad Narwią.

 

Dawna miejscowość Łuka położona była na lekkim wzgórzu, które ciągnęło się wzdłuż rzeki Narew. Wioskę można obejrzeć w filmie i serialu Nad Niemnem. Dawne zwyczaje w miejscowości, a także łuczańskie pieśni zostały przekazane kolejnym pokoleniom. Można o nich poczytać w książce pt. Łuka nad Narwią. Pamięć jest skarbem bezcennym autorstwa córki państwa Kuczyńskich – Danuty. Obecnie po wsi pozostał pół spróchniały krzyż oraz jeden dom, który zachował pierwotny wystrój.

 

Dawna Łuka jest pod wodą, ale nad nią znajduje się obecnie także „Gumisiowa Zatoka” – bardzo ciekawe miejsce, gdzie można napotkać dzikie zwierzęta, ale też w ciszy i spokoju odpocząć w otoczeniu wspaniałej przyrody i samego zalewu Siemianówka. Nazwa „Gumisiowa Zatoka” oczywiście nie jest oficjalna, ale miejscowi ją znają.  Przyjeżdżając w te tereny napotkamy nie tylko jedyny dom, ale też głaz pamiątkowy, który upamiętnia wjazd do byłej wsi. Same okolicy Łuki są również ciekawe do zwiedzania. Obok znajduje się popularne miejsce turystyczne – Stary Dwór. W Nowej Łuce jest też pole namiotowe oraz prawosławna kaplica. Warto też się wybrać nad Tamę na Zalewie. To miejsce, w którym woda z zalewu płynie już normalną rzeką.

 

Warto też objechać zalew Siemianówkę dookoła zajeżdżając do wszystkich wsi. Niektóre miejsca wyglądają tak jakby czas się tam zatrzymał. Ogólnie to miejsce staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym. Dzika przyroda, żubry, bliskość granicy z Białorusią, a także słynne ruiny w pobliskiej Jałówce – to jedne z wielu atutów tego miejsca. Warto tam pojechać także zimą. Uroku temu miejscu nie brakuje cały rok!

 

Polecamy również obejrzeć film dokumentalny ukazujący los mieszkańców wsi, którzy musieli opuścić swoje domostwa z powodu budowy zbiornika Siemianówka oraz filmu, który pokazuje jak zniszczono przyrodę w tych okolicach:

 

https://www.youtube.com/watch?v=KBdwCG3VeKM

 

Partnerzy portalu:

Piękna cerkiew ukryta w lesie. Tutaj objawiła się kobiecie Matka Boża.
fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Piękna cerkiew ukryta w lesie. Tutaj objawiła się kobiecie Matka Boża.

Piękna drewniana cerkiew ukryta w lesie oraz źródełko. Tu doszło do objawienia maryjnego, lecz nie zostało ono uznane przez Rosyjski Kościół Prawosławny. To wszystko możemy zobaczyć i poczuć na samym końcu drogi w gminie Mielnik. Zwiedzając południe Podlaskiego oraz rejony stolicy historycznego Podlasia warto właśnie również zajrzeć nie tylko do Drohiczyna, Siemiatycz i Mielnika ale też właśnie do Koterki.

 

Najpierw małe wyjaśnienie. Dawniej Koterka była częścią innej wsi – Tokary. Wszystko się zmieniło w 1948 roku, gdy Polska i ZSRR oficjalnie ustanowiły granice. Piękna, drewniana i niebieska świątynia to obecnie Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” w Koterce. Sama miejscowość Tokary jest podzielona granicą dlatego też występuje po obu stronach mapy. W 1852 roku doszło do objawienia maryjnego w Koterce.

 

Matka Boża miała objawić się Eufrozynie Iwaszczuk, gdy kobieta w święto Trójcy Świętej na uroczysku zbierała szczaw zamiast iść do świątyni w Tokarach. Maryja podczas objawienia miała kobiecie powiedzieć, że święto zostało ustanowione, by w tym dniu oddawać się modlitwie, a nie pracować. Mieszkańcy mieli zostać ukarani za grzechy „morowym powietrzem”. Chłopka miała udać się do proboszcza i razem ze wszystkimi modlić się o wybaczenie win. Po tym wydarzeniu na uroczysku postawiono krzyż. Zaczęli pojawiać się pielgrzymi, którzy mieli cudownie ozdrowieć. To wzystko jednak zostało zanegowane przez Rosyjski Kościół Prawosławny. Oficjalnie cudu nie było. Krzyż przeniesiono na cmentarz. Pielgrzymki jednak nie ustawały. Nadal miało dochodzić do uzdrowień w tym miejscu. Mało tego – tam gdzie wcześniej stał krzyż wybiło źródełko. Wszystkie prośby o budowę kaplicy w tym miejscu zostały odrzucane. Dopiero w 1906 roku biskup grodzieński Michał pozwolił na wybudowanie świątyni. Powstała ona w 1912 roku. Stoi do dziś przy samej granicy polsko-białoruskiej.

 

Warto też wybrać się w okolice wsi. Klimat tego miejsca jest naprawdę wyjątkowy. Piękne malowane, drewniane domy, wystrojone przydrożne kapliczki oraz pewna aura w pobliżu cerkwi sprawiają, że wycieczka w te rejony będzie udana. Szczególnie, gdy połączymy ją z wypadem nad Mielnik, Drohiczyn i Siemiatycze.

Partnerzy portalu:

Ostatnie takie osiedle w Białymstoku. Wąskie uliczki i drewniane domy. Za kilka lat może tam być już zupełnie inaczej.

Ostatnie takie osiedle w Białymstoku. Wąskie uliczki i drewniane domy. Za kilka lat może tam być już zupełnie inaczej.

Przechodziliśmy tamtędy setki razy. Zarówno z jednej jak i drugiej strony nic nie wskazywało, że coś tam się zmienia. Dziś postanowiliśmy zajrzeć do środka i byliśmy w szoku. Połowy dawnego osiedla już nie ma. Zostało wyparte przez nowe budownictwo. Mowa tutaj o drewnianej części os. Przydworcowego – bardzo wąskie uliczki między Młynową a Bema dawniej wypełnione drewnianymi domami. A dziś… no cóż zostało już niewiele.

 

Na wstępie trzeba obiektywnie przyznać. Wartość historyczna tego miejsca nie jest zbyt wielka. Skrupulatnie sprawdzaliśmy. Jest dosłownie kilka domów jeszcze sprzed I Wojny Światowej. Nawet dwa z XIX wieku! Jednak większość to budynki, które powstały przed samą II Wojną Światową. Nie ma co tego miejsca porównywać do Bojar, ale można do Chanajek. Jak wiadomo te słynęły z wąskich uliczek, przy których stały drewniane domy i kamienice. Zupełnie jak właśnie na Toruńskiej, Angielskiej, Kieleckiej, Kurpiowskiej czy Kochanowskiego czyli drewniane Przydworcowe. Z tym, że w ostatnich latach te drewniane domy zaczęły znikać. W ich miejsce pojawiły się nowoczesne domy, a ostatnio także bloki. Nie mamy wątpliwości, że przyszłość tego miejsca jest już przesądzona. Jednak póki jeszcze istnieje to zachęcamy wszystkich bez wyjątku do spaceru tamtymi uliczkami. Poczujecie się dokładnie tak jakbyście byli na przedwojennych Chanajkach. Podczas naszego spaceru byliśmy zachwyceni domami, które napotkaliśmy. Mają w sobie niezwykły urok. Szczególnie, gdy idziemy bardzo ciasną i cichą uliczką. Czasem tylko jakiś pies zaszczeka.

Ta część Białegostoku zaczęła się rozwijać stosunkowo późno. Studiując dawne mapy widać, że najpierw było dzisiejsze centrum z Pałacem Branickich, ulicą Kilińskiego i ratuszem na czele. Później miasteczko zaczęło się rozwijać na północ. To tam powstawać zaczęły jedna przy drugiej fabryki. Pierwsze domy oddalone od centrum i to w sporych odległościach od siebie powstawały na początku XX wieku przy Angielskiej, Grunwaldzkiej, Sosnowej czy Młynowej. Dopiero w kolejnych 40 latach czyli do II Wojny Światowej ulice te zaczęły się zagęszczać domami. Wtedy też pojawiać się zaczęły domy przy wspomnianych ulicach Kieleckiej, Toruńskiej, Kochanowskiego, Kurpiowskiej, Mohylowskiej i Witebskiej oraz Angielskiej, Młynowej czy Bema.

 

Za kilka lat z pewnością będzie już tam zupełnie inaczej. Pojawiły się pierwsze bloki przy Młynowej. Ogólnie całe os. Przydworcowe obecnie mocno wypiera drewniane domy. W okolicy prowadzonych jest kilka budów. Dźwigi rozstawione są co krok. Cóż, zawsze powtarzamy że miasto jest tkanką dynamiczną, która się rozwija i zawsze nowe będzie wypierać stare (byleby z rozsądkiem). Warto zwrócić uwagę, że w tych nowych blokowiskach uchował się jeden dom – przy Angielskiej 2. Cała jego okolica dosłownie znikła na rzecz blokowisk właśnie. Oby ten drewniany dom pozostał jak najdłużej. Wybudowano go bowiem w 1885 roku. Warto dbać o taką perełkę.

Dźwigi na os. Przydworcowym to obecnie bardzo częsty widok. Można je spotkać na każdym kroku. Powstaje wiele nowych bloków w miejscu, gdzie dawniej stały drewniane domy. Na zdjęciu widok z ul. Młynowej na bloki powstające w okolicy Angielskiej i Wyszyńskiego.

Partnerzy portalu:

Rowerzyści mogą poczuć ulgę. Ważna ścieżka rowerowa jest już otwarta.

Rowerzyści mogą poczuć ulgę. Ważna ścieżka rowerowa jest już otwarta.

Ta inwestycja była długo wyczekiwana przez rowerzystów. Nareszcie jest ukończona. Mowa tu o ścieżce łączącej Białystok z Juchnowcem Kościelnym. Wcześniej rowerzyści jeździli jezdnią razem z kierowcami, którzy w tamtym miejscu urządzili sobie autostradę. Jazda rowerem obok nich zawsze wiązała się z niebezpieczeństwem. Co prawda to jeszcze nie koniec, bo z Juchnowca Kościelnego do Wojszek nadal jest niebezpiecznie, ale zawsze to już coś, gdy jadąc nie trzeba się obawiać chociaż na połowie trasy. Teraz z samego Białegostoku dojedziemy gotową oddzieloną od jezdni ścieżką rowerową.

 

Warto przypomnieć, że za Juchnowcem Kościelnym do Wojszek trasą jeździ mnóstwo samochodów. Dlaczego? Na krajowej 19 biegnącej nieopodal zamontowano odcinkowy pomiar ruchu, który automatycznie rejestruje wszystkie samochody i przesyła do ukarania rejestracje tych, które średnio przekraczają dozwoloną prędkość. W efekcie nawet wszystkie nawigacje radzą omijać krajową 19 właśnie trasą przez Juchnowiec. Ktoś, kto jedzie tamtędy samochodem 90 km/h będzie wyprzedzony przez wszystkich. Bezpieczeństwo na tej drodze nie obchodzi właściwie nikogo.

 

To ma oczywiście skutek w postaci zagrożenia dla rowerzystów. Kierowcy mają dziwną manierę, że gdy wyprzedzają samochód to zmieniają pas. Natomiast jeżeli widzą rower to większość manewruje tak, by rowerzysta poczuł niemal dotknięcie samochodu z boku. Im bliżej rowerzysty tym kierowca bardziej zadowolony. Oczywiście cały manewr jest wykonywany przy prędkości minimum 120 km/h dla poniesienia „atrakcyjności” rozrywki.

 

Upadek rowerzystów, potrącenia i wywołanie strachu to codzienny chleb każdego kto jedzie jednośladem po drodze. Wszystko przez właśnie takich kierowców. A potem kierowcy samochodów mają pretensje, że taki rowerzysta nie jedzie na skraju pasa tylko jego środkiem. A on to robi ze względu na bezpieczeństwo. Dlatego też nie ma co liczyć, że mentalność kierowców się zmieni, tak jak na na to, że ktoś zainteresuje się nielegalną autostradą na wiejskich drogach. Trzeba się cieszyć, że chociaż trochę ulżono rowerzystom, którzy jeżdżą w tamtym rejonie.

Partnerzy portalu:

Biwak na Podlasiu. Można legalnie bawić się w surwiwal w lesie!

Biwak na Podlasiu. Można legalnie bawić się w surwiwal w lesie!

Wyjście do lasu to nie tylko atrakcja dla grzybiarzy czy miłośników spaceru. Jest spora społeczność, która dostała od Lasów Państwowych specjalny prezent. Możliwość legalnego obozowania w lesie. Są to specjalnie wyznaczone obszary, gdzie można spędzać czas bez obaw o mandat od straży leśnej.

 

W całym kraju są wyznaczone 43 takie tereny. Pod Białymstokiem w Puszczy Knyszyńskiej wystarczy wybrać się do Nadleśnictwa Czarna Białostocka. Tam za Horodnianką jest taki wyznaczony teren. Drugi teren znajduje się na terenie Nadleśnictwa Dojlidy. Póki co to obszary pilotażowe. Będzie można tu sobie obozować przez najbliższy rok. Co potem? To zależy. Jeżeli ludzie zostawią po sobie chlew to pewnie wszystko szybko się skończy. Nie ma jednak co roztaczać czarnych wizji. Ludzie, którzy interesują się biwakowaniem to najczęściej osoby, które mają wpojoną miłość do lasu, więc nie będą po sobie zostawiać negatywnych pamiątek.

 

Co warto wiedzieć przed wyjściem na biwak do Puszczy Knyszyńskiej?
1. Grupa może składać się z najwyżej 4 osób
2. Można być nie dłużej niż 2 noce z rzędu bez zgody nadleśnictwa
3. Należy wysłać e-mail z powiadomieniem biwakowania
4. Nie można palić otwartego ognia w lesie
5. Na koniec trzeba po sobie dokładnie posprzątać

Jeżeli ludzie swoim biwakowaniem przez najbliższy rok nie będą sprawiać kłopotów, to po okresie pilotażowym będzie można zapewne biwakować w większej ilości nadleśnictw.

Tutaj możecie przeczytać o klimacie jaki nocą panuje w puszczy:

/zobaczyc-wilka-nocna-wyprawa-puszczy-knyszynskiej-prawdziwa-przygoda/

Partnerzy portalu:

Wycieczki do podlaskiego sąsiada. Wyjazd do Grodna, Brześcia i Lidy nie był tak łatwy jak teraz!

Wycieczki do podlaskiego sąsiada. Wyjazd do Grodna, Brześcia i Lidy nie był tak łatwy jak teraz!

Wyjazd na pobliską Białoruś do Grodna, Brześcia, Lidy czy też białoruskiej części Puszczy Białowieskiej stał się jeszcze łatwiejszy. Od kilku lat panuje możliwość zwiedzania tych regionów bez wizy. Wcześniej warunkiem było wykupienie usługi turystycznej w białoruskim biurze podróży. Teraz wszystko można załatwić również przez internet, co mocno upraszcza sprawę.

 

Potrzebujemy paszportu oraz 97 zł w dowolnej walucie na każdy dzień planowanego pobytu. Gdy dysponujemy tym możemy zgłosić wyjazd online kupując usługę turystyczną oraz ubezpieczenie. Po tym otrzymamy zezwolenie, dzięki któremu wjedziemy na zachodnią część Białorusi bez posiadania wizy. Wystarczy online podać dane z paszportu, wyznaczyć datę przyjazdu i wyjazdu. Gdy nocujemy musimy zaznaczyć gdzie. Warto tutaj skorzystać z oferty internetowych serwisów do rezerwacji noclegów. Wszystko to załatwimy na stronie internetowej bezviz.by

Najbliżej Białegostoku jest Grodno. To zaledwie 80 km. Można tam więc zarówno jechać samochodem jak i pociągiem. Mało kto wie, ale raz dziennie z Krakowa przez Białystok do Grodna wyjeżdża pociąg „Hańcza”. Bilet ze stolicy Podlasia kosztuje około 30 zł (7,5 euro). Usługa turystyczna w sklepie online kosztuje natomiast 50 zł. W minimalnej potrzebnej cenie 97 zł znajdziemy również wiele przyzwoitych miejsc noclegowych w Grodnie – nawet w samym centrum. Dlatego też 3-dniowy wyjazd, łącznie z wydatkami na miejscu kosztować jedną osobę powinien nie więcej jak 500-600 zł.

 

Co warto wiedzieć jeszcze? Białoruś tak jak Litwa czy Ukraina była dawniej częścią Polski. Sami mieszkańcy są gościnnie nastawieni. Wszyscy, których pytalismy, którzy byli w Grodnie mówili, że nigdy nie widzieli tak czystych miast. Warto zwiedzić najbliższe miasta naszego sąsiada. Nie wiadomo czy będzie to takie łatwe na zawsze.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja w regionie. Można uprawiać sport, ćwiczyć i odpoczywać przy ognisku!
fot. http://nowa.korycin.pl

Nowa atrakcja w regionie. Można uprawiać sport, ćwiczyć i odpoczywać przy ognisku!

Dawniej miasto królewskie, dziś tylko gmina wiejska, ale jaka! Mowa to o Korycinie. Leżący na trasie Białystok – Augustów jest mijany przez setki samochodów dziennie. Wiele osób zwiedzających Białystok i Augustów nawet nie wie, że przejeżdżając przez gminę odpuszcza sobie zobaczenie wiele atrakcji.

 

Jedną z najnowszych jest strefa rodzinna przy zalewie. Inwestycja pozwala skorzystać z boiska do street soccera, korty tenisowe, boisko do koszykówki, a także wiata wypoczynkowa przy której można rozpalić ognisko. Do tego jest jeszcze siłownia. Oprócz strefy rodzinnej w pobliskiej Milewszczyźnie jest jeszcze niedawno otwarty park kulturowy, gdzie możemy zobaczyć replikę dawnego grodziska słowiańskiego z X wieku, XIX-wieczny drewniany dwór i folwark a także różne zabytki odkryte podczas prac archeologicznych i przedmioty użytku codziennego dawnych mieszkańców. Nie można też zapomnieć o zrewitalizowanym wiatraku. Każdy, kto odwiedzi gminę koniecznie powinien spróbować sera korycińskiego. Jest on wyjątkowy w smaku!

 

Korycin położony jest między Puszczą Knyszyńską i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Dlatego planując wycieczkę do gminy warto uwzględnić inne atrakcje w okolicy. W okolicy Korycina zwiedzić możemy także Knyszyn, Suchowolę czy Goniądz.

Partnerzy portalu:

To mała i niepozorna uliczka. Dawniej przewijały się przez nią tłumy każdego dnia!
Dawna tkalnia

To mała i niepozorna uliczka. Dawniej przewijały się przez nią tłumy każdego dnia!

Dawniej produkowano tutaj sukna, kapelusze oraz materiał na płaszcze. Ponad 100 lat później powstawały koce, zaś obecnie jest to świątynia konsumpcjonizmu. To wszystko przy jednej małej niepozornej uliczce w Białymstoku. Augustowska dawniej na osiedlu Nowym, dziś na osiedlu Mickiewicza. To przez nią przewijały się setki osób dziennie przychodząc do pracy w fabryce Chaima Nowika, to tutaj setki osób dziennie przychodziły zarabiać na chleb produkując koce, w końcu to tutaj setki osób dziennie przyjeżdża robić zakupy.

 

W 1868 roku Białystok był nazywany Manchesterem Północy za sprawą wielu fabryk w mieście. Jedną z nich miał znany i szanowany białostocki potentat – Chaim Nowik, który prowadził przedsiębiorstwo jako „Nowik i Synowie”. Ów przedsiębiorstwo zajmowało się produkowaniem kapeluszy, które powstawały w fabryce, która w naszych czasach służyła za szkołę włókienniczą. Na głównym zdjęciu widzimy tkalnie, a obok niej przepiękna wieża ciśnień, która dostarczała wody do maszyn z silnikami parowymi. Dla Nowika w fabryce w najlepszych czasach pracowało nawet 400 osób. Do dnia dzisiejszego nie przetrwały suszarnia, kotłownia i magazyn. Zostały zniszczone przez Niemców podczas II Wojny Światowej jak większość miasta. Zanim to się jednak stało fabryka działała w najlepsze. Nowik zaczynał od małej fabryki, którą zaczął rozbudowywać. Pozyskał okoliczne grunty od Sztejnberga, Krauzego oraz Lenczewskiego. Dzięki temu powstała hala produkcyjna kapeluszy (a od 1947 roku szkoła włókiennicza). Później bo 1904 roku powstała też wieża ciśnień, która stoi do dziś.

 

O rozmachu Nowika niech powiedzą liczby. Przed wybuchem I Wojny Światowej produkowano w jego fabryce 12 milionów tkanin i 500 tysięcy koców rocznie. Gdy wojna się zakończyła Nowik zaczął jeszcze bardziej się rozwijać. Żeby to zrobić założył z innymi białostockimi potentatami – Tryllingiem, Cytronem i Behlerem – Związek Białostockiego Wielkiego Przemysłu. Miało to niesamowitą siłę gdyż w Białymstoku w całej branży włókienniczej pracowało 3665 osób! Niestety 21 września 1939 roku do Białegostoku weszły wojska rosyjskie. Agresor wprowadził swoje prawa, a jednym z nich było upaństwowienie wszystkich fabryk. W 1944 roku Niemcy totalnie zniszczyli Białystok – w tym fabryki Nowika. 

 

W PRL powołano Białostockie Zjednoczenie Przemysłu Włókienniczego. 3 stycznia 1946 roku fabryka „Nowik i Synowie” tym razem przez polskie władze została upaństwowiona i przekazana zjednoczeniu. Później w miejsce zjednoczenia pojawiły się Państwowe Zakłady Przemysłu Wełnianego. Gdy nadszedł 1989 rok na mocy porozumień okrągłego stołu Polska przeszła transformację ustrojową. Wiele osób oskarżało ówczesnych polityków, że wyprzedali Polskę. Prawda była dość brutalna. Złotówka nie była warta zupełnie nic. Przeprowadzono denominację złotego oraz zaczęto wyprzedawać „za grosze” wszelkie zakłady pracy. W 1995 roku Państwowe Zakłady Przemysłu Wełnianego zostały odkupione przez Niemca Josefa Aloisa Hora. Były zamówienia, byłą produkcja. Pracę miało 200 osób. Niestety nowy właściciel bardzo szybko zastawił budynki i teren zakładu pod hipotekę. Pomijając wszelkie finansowe „machinacje”, w 2004 roku z dnia na dzień wszyscy pracownicy dowiedzieli się, że zakład upada. Kolejny wielki zakład pracy stał się ofiarą kogoś, kto skorzystał na prywatyzacji i transformacji ustrojowej.

 

Na ruinach fabryki powstała dzisiejsza Galeria Biała. Wielka świątynia konsumpcjonizmu oraz rozrywki dała pracę wielu osobom oraz zupełnie nową drogę – ulicę Czesława Miłosza. Augustowska natomiast stała się „zapleczem” galerii. Dlatego dziś to spokojna i niepozorna uliczka, przez którą dawniej przewijały się tłumy. Dziś łączy bulwary nad rzeką Białą z ulicą Mickiewicza. Można się nią przejść – obejrzeć wieżę ciśnień, dawną tkalnię oraz wiele starych domów, które jeszcze przetrwały. Można iść i wyobrażać sobie ten gwar i hałas jaki dobiegał dawniej z Augustowskiej.

Partnerzy portalu:

Lepszego momentu nie będzie. Czas na długą wycieczkę dorzeczami Supraśli oraz Puszczą Knyszyńską!

Lepszego momentu nie będzie. Czas na długą wycieczkę dorzeczami Supraśli oraz Puszczą Knyszyńską!

Chyba nie ma lepszego momentu niż obecny, by zwiedzać Puszczę Knyszyńską. Pogoda jest przepiękna, a kolory jesieni magiczne. Do tego można do domu wrócić z grzybkami, których w lesie obecnie nie brakuje. Czego chcieć więcej? Być może mało kto wie, ale dorzecza Supraśli i tereny Puszczy Knyszyńskiej oplecione są szlakami o łącznej długości 400 km! Jest z czego wybierać. Jesienią można zwiedzać kompleks leśny piechotą, rowerem albo… konno!

 

W tym ostatnim przypadku wystarczy zgłosić się do przesympatycznego Pana Cezarego, który ma swoje stadko wierzchów w Surażkowie. Razem z żoną od wielu lat prowadzi popularne „Ritowisko”. Jeżeli ktoś ma siły w nogach to szlakiem rowerowym może przejechać aż 150 km lub zrobić to samochodem odwiedzając po kolei wszystkie „przystanki”. A po drodze jest naprawdę wiele miejsc, które wyglądają jesienią przepięknie.

Pierwszy przystanek to Królowy Most i Kołodno, które oplecione są przez Wzgórza Świętojańskie. Pierwsza miejscowość ma nazwę znaną z kultowej trylogii Jacka Bromskiego „U Pana Boga”. W rzeczywistości to spokojna wieś, w której zobaczyć można przepiękną cerkiew. Tuż obok w Kołodnie możemy wdrapać się na górę Św. Anny i z wieży widokowej zobaczyć panoramę Puszczy Knyszyńskiej w złotych kolorach.

Kolejny przystanek to Supraśl, do którego dojedziemy w części żwirową drogą przez Cieliczankę. W tym miasteczku koniecznie musimy spróbować babki ziemniaczanej albo kartaczy oczywiście zapijając kwasem chlebowym. Oprócz tego warto zajrzeć nie tylko do najpopularniejszych atrakcji miasteczka jak bulwary czy klasztor, ale też przejść się malowniczą trasą wokół rzeki podziwiając Supraski System Wodny. Początek znajduje się przy ul. Nowy Świat lub na moście przy bulwarach.

Następne miejsce po drodze to Nowodworce, gdzie będziemy mogli podziwiać wspaniałe, stare pojazdy Straży Pożarnej w muzeum tej formacji. Kolejny przystanek to oczywiście Wasilków. Warto zajrzeć nad zalew, a także na świeżo wyremontowany plac w centrum. Potem jedźmy ul. Jurowiecką na Sochonie aż do miejscowości Mostek. Przy tartaku skręćmy w prawo kierując się malowniczą trasą Puszczą Knyszyńską na Ratowiec, Wólkę Ratowiecką oraz Czarną Wieś Kościelną, gdzie będziemy mogli poznać najlepsze tradycje rękodzieła ludowego. Tutaj mała uwaga – jeżeli jedziemy samochodem – warto pojechać z Wasilkowa na Świętą Wodę a dalej Czarną Białostocką, gdzie możemy przy okazji zajrzeć nad zalew.

 

Następnie, z Czarnej Białostockiej możemy pojechać na Janowszczyznę, a dalej na Wierzchlesie, by ostatecznie wyjechać Kopnej Górze i zwiedzić tam Arboretrum. Po drodze miniemy mnóstwo przepięknych krajobrazów i drewnianych wiejskich domów. Takie Podlasie w pigułce. Rowerem natomiast można pojechać przez malownicze bagna kierując się na Budzisk, a dalej Supraśl, a dopiero potem Kopną Górę. Ostatni odcinek naszej wycieczki to trasa Kopna Góra – Kruszyniany przez Silvarium w Poczopku oraz wielkie rondo w Krynkach. Jeżeli nam mało koniecznie jedźmy na Rudaki i Chomontowce do Bobrownik. Wioseczki na samej granicy z Białorusią mają swój niepowtarzalny klimat. Poczujemy się jak na końcu świata!

Z Bobrownik już prosta i krajowa droga do Białegostoku. Możemy jednak skoczyć nad rzekę Świsłocz i miejscowość Mostowlany. Dalej przez Jałówkę, gdzie stoją ruiny kościoła aż do Bondar i Siemianówki. Tam po drodze na Pasieki możemy natrafić na żubry. Pytanie tylko czy ktoś wytrzyma tak długą wycieczkę? Zawsze można rozbić ją na 2 lub 3 dni. Na Podlasiu nikt się z niczym nie śpieszy!

Partnerzy portalu:

Historyczne Podlasie. Jak zwiedzać to co pozostało? Można zorganizować 4 wycieczki.

Historyczne Podlasie. Jak zwiedzać to co pozostało? Można zorganizować 4 wycieczki.

Turystyka związana z województwem podlaskim głównie skupia się na Puszczy Białowieskiej i jej okolicach. Oczywiście nie brakuje również zachęt by odwiedzić Suwalszczyznę. Jest też wiele miejsc, które proponuje się do zwiedzania ludziom, związanych z Białymstokiem i miasteczkami obok Tykocinem czy Choroszczą. Są też takie atrakcje, które można powiedzieć dopiero zyskują popularność od niedawna – tatarskie Kruszyniany, kładka Śliwno-Waniewo, Biebrzański Park Narodowy. Niewiele jest zachęt dla turystów natomiast, by zwiedzali najbardziej rdzenne tereny Podlasia. A szkoda, bo tam również jest na co popatrzeć!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na mapie z 1665 roku tereny dzisiejszego województwa podlaskiego były podzielone pomiędzy Księstwo Mazowieckie i Księstwo Litewskie złączone Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Na tej samej mapie między Bugiem a Narwią znajdowało się „Masovie Duché et Polaquie” – tak nazwane przez francuskiego kartografa Abrahama Peyrounina, który ów mapę sporządził.

 

Dawną mapę można podzielić na „rejony”. Na północy znajdował się Augustów, Rajgród, Goniadz. Na górnej części województwa, lecz trochę niżej położone były Supraśl, Wasilków, Choroszcz, Waniewo, Tykocin oraz Suraż. Do dziś poniżej przetrwały zupełnie odludne tereny, za którymi znajduje się Brańsk, Bielsk oraz na granicy województwa (rzeką Nur) Ciechanowiec. Na południu znajdowały się takie miasta jak Mielnik, Drohiczyn, Siemiatycze.

 

Dlatego też jeżeli chcemy eksplorować historyczne Podlasie to najlepiej właśnie robić to w takiej kolejności. Wówczas wszystkie zabytki i miejsca historyczne jakie napotkamy będą ze sobą w jakiś sposób powiązane. Oczywiście po ponad 300 latach od stworzenia mapy, na której opieramy się w niniejszej publikacji, trzech rozbiorach, powstaniach, dwóch wojnach światowych i innych bitwach spuścizna z tamtych czasów praktycznie nie istnieje, a jednak coś przetrwało. To polska kultura, architektura, zwyczaje.

 

Podróżując między Augustowem, Rajgrodem i Goniądzem będziemy mogli zaobserwować trochę inne budownictwo niż na przykład w Mielniku, Drohiczynie i Siemiatyczach. Wynika to z tego, że kolejne pokolenia żyjące na tych ziemiach podtrzymywały zupełnie inne kultury i dziedzictwo. Najbardziej to widać po wszelkiej maści dworkach, które były budowane, a także po kościołach, które przetrwały lub zostały w tym samym miejscu odbudowane tak, by były zbliżone do oryginału.

 

Podobnie ze zwiedzaniem Tykocina i Choroszczy, które są do siebie podobne oraz Ciechanowca, Brańska i Bielska oraz Siemiatycz, Drohiczyna i Mielnika. Nie tylko jednak miasta są do siebie podobne w tych rejonach – podobne są także wsie. Dlatego też w każdej możliwej wolnej chwili warto sobie zaplanować aż 4 wycieczki.

  1. Augustów – Rajgród – Goniądz
  2. Supraśl – Wasilków – Choroszcz – Tykocin – Waniewo – Suraż
  3. Ciechanowiec – Brańsk – Bielsk Podlaski
  4. Mielnik – Drohiczyn – Siemiatycze

Partnerzy portalu:

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Odkąd Kraina Otwartych Okiennic tj. Trześcianka, Soce i Puchły stały się popularne w przewodnikach turystycznych i wszelkiej maści portalach i blogach, to turyści z całej Polski, a nawet ze świata ruszyli na Podlasie, by na własne oczy zobaczyć przepiękne okiennice, stare drewniane domy oraz ich wyjątkowy wystrój. To wszystko możecie zobaczyć między innymi w kolejnym odcinku „Po drugiej stronie” twórców kultowej „Cząstki Podlasia”.

 

Popularne wioseczki między Zabłudowem a Hajnówką to obecnie miejsca, gdzie silnie zaczęła rozwijać się agroturystyka. Pojawiła się wręcz moda na spędzanie czasu na podlaskiej, cichej i spokojnej wsi. Posiedzieć w starej, drewnianej izbie (lub w nowej stylizowanej na starą) to jednak nie to samo co siedzenie w luksusowym hotelu. Są zupełnie inne przeżycia i odczucia. Do tego natura robi swoje. Ktoś kto przyjeżdża ze Śląska czy Krakowa oddychając tutejszym powietrzem może poczuć się jak w sanatorium. Nie inaczej jest z jedzeniem. Jajka prosto od wiejskiej kury, warzywa prosto z ogródka, a owoce prosto z drzew to najlepsze i najzdrowsze co człowiek może zjeść. Do tego wszystko przyrządzone na piecu kaflowym. Nikogo nie powinno dziwić, że na Podlasiu jest tak dużo stulatków.

 

Warto pamiętać, że czas można spędzić nie tylko w Krainie Otwartych Okiennic. Wybierając się na wycieczkę w te rejony dobrze jest też zahaczyć o Narew, Hajnówkę i Białowieżę. Miejsca te słyną nie tylko z charakterystycznych domów, ale też żubrów, puszczy, pięknych cerkwi i wszystkiego co w Podlasiu najlepsze – pogodnych ludzi, z którymi można porozmawiać na ławeczce przed domem. W dzisiejszych zwariowanych czasach to naprawdę coś, co napawa optymizmem.

Partnerzy portalu:

Via Carpatia powstanie do 2025 roku. Podlaskie powinno się do tego solidnie przygotować.

Via Carpatia powstanie do 2025 roku. Podlaskie powinno się do tego solidnie przygotować.

Z Litwy do Grecji jedną drogą przez województwo podlaskie. W 2025 roku w całości ma być gotowa Via Carpatia. Nasz region do tego czasu powinien się przygotować, by jak najlepiej wykorzystać szansę. Droga nie tylko będzie służyła lokalnemu ruchowi oraz tranzytowi. Będzie też nią podróżować mnóstwo turystów.

 

Wracając do Via Carpatii. Jak się przygotować? Wszystkie podlaskie gminy, przez które będzie droga przebiegać mają kilka lat by przygotować i wdrożyć plan, dzięki któremu wszyscy przejeżdżający drogą turyści będą zatrzymywać się u nich. Wiejski sklepik może nie wystarczyć, być może warto postawić na więcej gastronomii i lokalne przysmaki, ale też pamiątki, mini-muzea, atrakcje dla dzieci czy miejsca noclegowe – w tym pola dla kamperów i namiotów.

 

W Podlaskiem Via Carpatia przebiegnie przez Budzisko na granicy Polski i Litwy, a dalej Suwałki do Ełku. Następnie prawdopodobnie przez obecną drogę do Knyszyna przez Białystok (na tym odcinku jest Biebrzański Park Narodowy, stąd nie wiadomo jak ta trasa dokładnie przebiegnie). Dalej między Białymstokiem a Bielskiem Podlaskim droga przebiegnie trasą, której jeszcze nie ma. Później obecnym odcinkiem z Bielska Podlaskiego do Siemiatycz. Zatem turyści będą mijać takie miejsca jak Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy, Białystok, a także południe województwa podlaskiego, które pod względem turystycznym ma wiele do zaoferowania, ale wciąż są to kierunki dopiero rozwijające się. Jak widać jest co robić, by przyciągnąć turystów.

 

Problem w tym, że póki co na rozwój turystyki w Podlaskiem nie ma dotacji. A dziś mało kto za własne pieniądze chce inwestować. Władze przyzwyczaiły ludzi, żeby brać dofinansowanie na każdą inicjatywę. Dlatego też może powstać wielka droga, którą wszystkie samochody będą szybko przemykać, a my nic z tego mieć nie będziemy poza nowocześnie zorganizowanym ruchem lokalnym i tranzytem. To jednak trochę za mało. Trzeba od takich inwestycji wymagać więcej.

Partnerzy portalu:

To ostatnia szansa na taką podróż w tym roku. Szkoda, że połączenia nie ma na co dzień.

To ostatnia szansa na taką podróż w tym roku. Szkoda, że połączenia nie ma na co dzień.

Turystyczny pociąg do Walił w sercu Puszczy Knyszyńskiej odjedzie w najbliższy weekend po raz ostatni. Warto wykorzystać ten fakt choćby ze względu na to, że jesień w Puszczy Knyszyńskiej jest przepiękna. Ponadto jeżeli ktoś lubi i zna się na grzybach, to ten kompleks leśny na potężne zasoby pod tym względem. Dlatego bilet w dłoń, koszyk w drugą, nożyk w kieszeń i odjazd!

 

Pociąg do Walił jeździ już czwarty sezon. Można tylko żałować, że połączenia nie ma na co dzień i że pociąg nie dojeżdża do samej granicy państwa. Na pewno by to ułatwiło życie mieszkańcom okolicznych wsi, których po drodze nie jest mało. Skorzystaliby z tego również mieszkańcy Gródka, który położony jest obok stacji Waliły. Patrząc w ogóle na tą część powiatu białostockiego, to można powiedzieć że jest ona poszkodowana pod wieloma względami. Wszystko przez to, że obszar powiatu białostockiego jest rozległy. Zatem władze muszą dbać o miejscowości zarówno na wschodzie – Gródek, Michałowo, Supraśl jak i na zachodzie Tykocin, Choroszcz, Łapy Suraż. Na szczęście z tej puli wyłączony jest Białystok, który stanowi odrębny powiat. Inaczej prawdopodobnie – wymienione miasteczka byłyby w tragicznej sytuacji. Ale w dobrej też nie są co pokazuje właśnie skomunikowanie.

 

Gródek – mógłby mieć stałe połączenie kolejowe, Mieszkańcy Supraśla mają ogromne kłopoty z dojazdem do Białegostoku. Mimo, że miasta dzieli tylko 10 km. Michałowo jakiś czas temu zyskało nową drogę do Białegostoku. Tykocin i Choroszcz również leżą położone w pobliżu ekspresówki, więc też dojazd do tych gmin nie jest najgorszy. Suraż to osobny przypadek – jedno z najmniejszych miast w Polsce, które mimo wspaniałej historii straciło od momentu, gdy kolej przebiegła przez sąsiednie Łapy. To miasteczko natomiast mimo dobrej komunikacji kolejowej ma potężne problemy gospodarcze jakie zafundowało im likwidacja cukrowni oraz Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Warto jeszcze wspomnieć o innych miastach powiatu białostockiego.

 

Chodzi o Białostocki Obszar Funkcjonalny, do którego oprócz wymienianych Choroszczy, Łap i Supraśla należą również Czarna Białostocka, Dobrzyniewo Duże, Juchnowiec Kościelny, Turośń Kościelna, Wasilków i Zabłudów oraz oczywiście sam Białystok. Stowarzyszenie tych gmin ma pewne cele, jednak są one dosyć ogólne. Co oczywiście nie jest żadną wadą, gdyż daje bardzo elastyczną możliwość działania. Takie działania jednak nie są zauważalne, a podstawowe działanie, jakie powinny gminy realizować to silna komunikacja miejska.

 

Niestety tu są 2 zasadnicze problemy. Pierwszy to fatalna białostocka komunikacja miejska, która ma tyle wad, że można by było napisać o tym książkę. Dlatego ludzie wolą korzystać z samochodów, a nawet rowerów! Byleby tylko nie jeździć autobusem. Władze miasta nawet się tym chwalą. W skład Białostockiem Komunikacji Miejskiej wchodzą także BiKeRy – które w ostatnim czasie miały trzy milionowe wypożyczenie. Dla władzy jest to oczywiście sukces, tylko ta władza nie chce sobie zadać pytanie – skąd ta popularność roweru? Może właśnie stąd, że Białystok jest mały i jeżeli ktoś może za darmo przejechać 20 minut to nie wybierze autobusu. Gdyby Tadeusz Truskolaski wprowadził pierwsze 20 minut autobusem za darmo, to BiKeRy musiałby likwidować, bo nikt z nich by nie korzystał.

 

Drugi zasadniczy problem jest taki, że Tadeusz Truskolaski nie rozumie interesu miasta w tym, by Białystok był skomunikowany komunikacją miejską z całym obszarem funkcjonalnym. Po pierwsze mieszkańcy podbiałostockich gmin zasilaliby budżet miasta kupując bilety, a po drugie wydawaliby więcej pieniędzy w Białymstoku, bo ich centrum życiowe znajdowałoby się właśnie tutaj. W swojej gminie zaś tylko by odpoczywali po pracy i po szkole. Po drugie gdybyśmy mieli Szybką Kolej Miejską to więcej białostoczan by korzystało z tej formy, bo większe obszary miasta przemierzaliby koleją zamiast zapychać ulice samochodami. To jak źle skomunikowany jest Białystok i jego obszar widać dopiero wtedy, gdy się wyjedzie. Warszawę można pod tym kątem podać za wzór do naśladowania. Natomiast pod względem kolejowym skomunikowanie Dolnego Śląska.

 

I teraz wróćmy do początku. My jesteśmy na etapie, że niektóre połączenia kolejowe są tylko w weekendy w sezonie letnim. Na Dolnym Śląsku natomiast wszystkie trasy kolejowe są czynne cały rok z dużą częstotliwością. Białostocka komunikacja miejska natomiast jest droga i fatalnie zorganizowana. Warszawska natomiast jest tania i mimo wielkiego obszaru można tam się szybko poruszać (nawet jeżeli nie będziemy korzystać z metra). A od tego się zaczyna. Białystok to 10 miasto pod względem liczby mieszkańców, a władze cały czas działają tak jakbyśmy byli gdzieś daleko od świata.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie oczami znanej blogerki. Duuużo jedzenia.

Paulina to urodzona w Luksemburgu blogerka, która szukała swojego miejsca w życiu. W ciągu 8 lat mieszkała w trzech krajach w 7 różnych miastach, by na koniec powrócić do Luksemburga. W ostatnim czasie szczupła dziewczyna przyjechała na Podlasie. Oglądając film można jednak dojść do wniosku, że po tej ilości jedzenia z jaką miała tu do czynienia do ojczyzny wracała z pełnym brzuchem. Takie gościnne nasze Podlasie.

 

Na filmie, w którym Podlasie jest promowane możemy zobaczyć Krainę Otwartych Okiennic i miejscowość Soce, możemy też zobaczyć Białowieski Park Narodowy, a także mnóstwo jedzenia. Oczywiście na talerzu królowały pierogi i kartacze. Paulina także liznęła podlaskiej kultury – tworząc gliniane rękodzieło oraz ugniatając ciasto na tradycyjne wypieki. Oprócz tego Paulina posmakowała co to jest jazda drezyną przez Puszczę oraz lepiła pierogi oraz zjadła prawdziwą zupę grzybową.

 

Musimy przyznać, że Paulina to prawdziwa szczęściara, że mogła wystąpić w takim filmie. Teraz jej czytelnicy przeczytać mogą 10 powodów dla których warto odwiedzić Podlasie. Jakież to powody? Numer pierwszy to żubry. Tam na zachodzie są znane jako „bizony”. Drugi powód – las Puszczy Białowieskiej. Kolejny to jakżeby inaczej – jedzenie. A na zachętę blogerka obrazuje ten powód sękaczem.

 

Kolejne powody to wolno płynący czas oraz wsie zatracone w czasie, a razem z nimi mieszkańcy. Paulina zachwycona jest również kulturą słowiańską oraz florą i fauną Podlasia. W zachwyt wpadła także widząc carski wystrój. Jako zalety wskazała również możliwość obcowania z prawosławiem oraz bliskość granicy z Białorusią, do której też można się wybrać. My od siebie możemy tylko dodać, że w Białowieży i jej okolicach jest niesamowity klimat także zimą. Puszcza wtedy jest naprawdę jak z bajki!

 

Jeżeli nie macie problemów z angielskim, to możecie sami przeczytać co napisała o nas Paulina – tutaj.

Partnerzy portalu:

Lasoterapia na Carskiej Tropinie. Poczuj magię Puszczy Białowieskiej!

Lasoterapia na Carskiej Tropinie. Poczuj magię Puszczy Białowieskiej!

Jesień w Puszczy Białowieskiej jest przepiękna. Złote kolory w połączeniu ze wschodami i zachodami słońca tworzą prawdziwie magiczną aurę. Warto wykorzystać dobrą pogodę na spacery po lesie. Wolne w weekend daje nam namiastkę wakacji. Ostatnie ciepłe dni można wykorzystać na przykład na długi spacer Carską Tropiną w Puszczy Białowieskiej. Warto zarezerwować sobie kilka godzin. Jakie atrakcje nas czekają?

 

Carska Tropina to bardzo stara droga, po której chodzili dawniej królowie. Dziś to miejsce, które ma głównie przyrodnicze walory. Po drodze oprócz bujnej roślinności możemy zobaczyć też panoramę Narewki z wysokiej wieży widokowej. Oprócz tego spacerując mijać będziemy wielkie dęby. To nie wszystko. Wędrując kładką będziemy mijać także bagna. Te w zależności od pory roku wyglądają naprawdę cudownie. Kolory na tafli wody tworzą niesamowitą mozaikę. Warto też wspomnieć o wilkach, których w tamtych rejonach nie brakuje. Oczywiście te mają bardzo dobry węch, dlatego już z dala nas poczują i będą trzymać dystans. Może jednak tak się zdarzyć, że zwierzę przebiegnie w zasięgu naszego wzroku. Nie tylko one – możemy napotkać też ostatnio aktywne jelenie lub inne dzikie stworzenia mieszkające w puszczy. Głównym atutem tego miejsca jest cisza, która przerywana jest tylko śpiewem ptaków. Obcowanie z naturą w tym miejscu daje dużo sił witalnych. Nie tylko odetchniemy pełną piersią, ale także uspokoimy wszystkie zmysły. Jest to tak zwana „lasoterapia”.

 

Jak dojechać na Carską Tropinę? Najlepiej dostać się do Narewki. Potem możemy piechotą iść nawet do Białowieży. Zajmie nam to około 5-6 godzin. 26 km na świeżym powietrzu dobrze nam zrobi. Możemy też skończyć w Teremiskach czyli 5 km wcześniej. Jeżeli chcemy szybciej wrócić, to najlepiej pożyczyć rower w Narewce i dojechać nim do Kosego Mostu. Wtedy pierwsze 8 km przejedziemy, a dopiero potem będziemy mogli wybrać się piechotą lub jeżeli chcemy więcej to zrobić kółko. Pamiętajmy, że szlaki turystyczne są oznaczone, dzięki czemu nie zgubimy się. Jednak dla wszystkiego lepiej mieć w pełni naładowany telefon, zapas jedzenia i wody. Trasa wiedzie przez bardzo głęboki las z dala od cywilizacji.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te 4 wsie znajdują się obok siebie. W każdej są inne atrakcje!

Kruszewo to miejsce, które raz do roku ściąga do siebie tłumy za sprawą Dnia Ogórka. W tym roku ne było inaczej. Warto jednak wiedzieć, że Kruszewo dobrze jest odwiedzić nie tylko od święta, ale przy każdej możliwej okazji. Znajduje się tam bowiem zerwany most oraz od niedawna prywatna wieża widokowa. Dobrze jest też się wybrać na drugą zerwanego mostu czyli do Kurowa. Tam zwiedzający mogą spacerować po kładce przyrodniczej nad rzeką. Raz do roku odbywa się tam także Biesiada Miodowa. Idealnie by było zahaczyć jeszcze o pobliskie Śliwno i Waniewo. Jednak w tym roku to pechowe miejsce. Najpierw było zamknięte z powodu remontu. Po ponownym otwarciu nadmiar chętnych doprowadził do wywrócenia jednej z platform służącej do przepraw. To spowodowało zamknięcie kładki. Gdy po kolejnej dłuższej przerwie otwarto kładkę, to stan wody w Narwi spadł na tyle, że przeprawa znów stała się niemożliwa.

 

Ten swoisty czworokąt w Narwiańskim Parku Narodowym ma wiele do zaoferowania. W Kurowie oprócz kładki znajduje się też zabytkowy dworek z parkiem. Sama kładka ma 1 km długości i prowadzi przez bagna. Zwiedzający zobaczyć mogą z bliska trzcinowisko, turzycowisko, rzekę, dziką łąkę oraz zarosła. Wszystko na miejscu jest obszernie opisane na tablicach. Dodatkowo – gdy Narew pozwala – można skorzystać z Pychówek. Są to specjalne łódki, którymi można zwiedzać park narodowy z pozycji tafli wody. Po drugiej stronie zerwanego mostu w Kruszewie jest doskonałe miejsce widokowe. Siedząc na skraju konstrukcji można wypocząć. Warto też dodać, że sama droga prowadząca do mostu jest atrakcyjna. Po obu stronach znajdują się bowiem rozległe bagna i zarośla. Przy odrobinie szczęścia można napotkać łabędzie.

 

Waniewo oprócz kładki ma do zaproponowania jeszcze wieżę widokową, z której możemy podziwiać nie tylko przyrodę. Otóż w zarośla przy rzece jeden z gospodarzy często wypuszcza swoje konie. Ich obserwacja może być fascynująca. W Śliwnie natomiast również możemy napotkać koniki. Znajduje się tam również wiata, gdzie możemy urządzić sobie piknik. Jeżeli wybierzemy się na środek kładki łączącej obie wsie to tam również jest wieża obserwacyjna. Świetne miejsce by posiedzieć i porozmyślać patrząc na przyrodę.

Partnerzy portalu:

Podlaskie po wakacjach. Uroczysko „Kosy Most” to idealne miejsce jesienią.

Podlaskie po wakacjach. Uroczysko „Kosy Most” to idealne miejsce jesienią.

Upalne lato skłoniło wszystkich, by wyjeżdżali jak najwięcej nad wodę, grillowali ze znajomymi czy po prostu spędzali czas zwiedzając województwo podlaskie. Warto wiedzieć, że po wakacjach w Podlaskiem istnieje także życie. Warto się wybrać na przykład do Puszczy Białowieskiej. Szczególnym miejscem, które jest mało znane jest Uroczysko „Kosy Most”. Można tam podglądać żubry, zbierać grzyby i podziwiać przyrodę, która obecnie przygotowuje się na przyjście jesieni.

 

„Kosy Most” jest położone w malowniczej dolinie rzeki Narewki w Białowieskim Parku Narodowym. Znajduje się tutaj ostoja żubrów. Przy odrobinie szczęścia i zachowania ciszy – będziemy mogli napotkać te dzikie zwierzęta. Największa szansa jest o świcie. Później żubry mogą wejść w głąb lasu, a tam już nie będą widoczne dla człowieka. Warto pamiętać o zachowaniu ostrożności. Gdy napotkamy te majestatyczne zwierzęta, nie podchodźmy do nich zbyt blisko. Przestraszone mogą nas poturbować, poważnie ranić, a nawet zabić! Na miejscu jest specjalna platforma widokowa – warto z niej skorzystać. Jeżeli szczęście nam dopisze to spotkamy także jelenie czy sarny. Oprócz zwierząt warto też podziwiać niesamowite widoki. Krajobraz doliny Narewki zapiera dech w piersiach – także o świcie.

 

Na miejsce dojedziemy samochodem oraz rowerem – drogą narewkowską. Prowadzi tam między innymi szlak Green Velo, więc można się poruszać po pomarańczowych znakach lub z nawigacją. Będąc w Białowieskim Parku Narodowym pamiętajmy o tym, że jest to miejsce bardzo cenne przyrodniczo. Nie zostawiajmy po sobie żadnych śmieci, nie niszczmy roślin, a także nie palmy ognia. W Puszczy Białowieskiej jest obecne bardzo sucho i każda iskierka mogłaby wywołać niewyobrażalny pożar.

Partnerzy portalu:

Szlakiem podlaskich cerkwi. Zielone, niebieskie, pomarańczowe. Drewniane i murowane.

Szlakiem podlaskich cerkwi. Zielone, niebieskie, pomarańczowe. Drewniane i murowane.

Województwo podlaskie obfituje nie tylko w kościoły katolickie ale też cerkwie prawosławne. Warto wiedzieć, że świątynie te warto zwiedzać nie tylko ze względu na to by na własne oczy zobaczyć istne cuda architektoniczne, ale też ze względu na wystrój w środku. Bowiem ten znacząco się rożni od wystroju kościołów.

 

Moglibyśmy napisać, że warto wszystkie cerkwie obejrzeć z osobna i byście nie żałowali, jednak na pewno trudno wygospodarować tak dużo czasu (objechanie wszystkich świątyń zajęłoby z tydzień). Dlatego też postanowiliśmy zaproponować tylko niektóre budynki, murowane ze względu na ich historię oraz drewniane bo to ważny element kulturowy Podlasia. Architektura z drewna była u nas dominująca. Nawet, gdy wzorowano się na budynkach z cegły, to budowano je właśnie z drewna. Jest to unikat na całą Polskę. Warto więc wybrać się szczególnie w rejon na południe od Białegostoku.

Kraina Otwartych Okiennic i okolice

Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów w Ploskach, Trześciance, Puchłach warto także zajechać do Narwi. Najbardziej charakterystyczne będzie to, że świątynie będą miały różne i niespotykane jak na budownictwo kolory – niebieskie, zielone czy pomarańczowe. Dla przykładu w Puchłach będzie niebieska z ciemnym dachem i kopułami, w Trześciance zielona z zielonym dachem i złotą kopułą, a w Narwi niebieska ale z niebieskim dachem i niebieską kopułą. Czy był jakiś klucz? Nie jest to co prawda wiedza oficjalna, ale „miejscowa”. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego, niebieski to kolor Matki Boskiej a pomarańczowy to kolor zwiastujący opiekę któregoś ze świętych.

Białystok i Supraśl

Warto również zajrzeć do murowanych cerkwi. Koniecznie trzeba obejrzeć Katedralną cerkiew pw. św. Mikołaja Cudotwórcy stojącą w samym centrum Białegostoku przy ul. Lipowej. Obiekt został wzniesiony już w 1846 roku. Warto wiedzieć, że w 1897 roku świątynię odwiedził ówczesny car Rosji Mikołaj II (nasza część Polski była pod zaborem rosyjskim). Sama cerkiew jest typowa dla architektury Imperium Rosyjskiego. W centrum znajduje się także Cerkiew pw. Świętej Marii Magdaleny. Warto zaznaczyć iż znajdujący się na wzgórzu budynek na bardzo ciekawą historię. Przede wszystkim na początku (czyli w 1758 roku) była ona kościołem katolickim. Dopiero 100 lat później w niejasnych okolicznościach budynek został przejęty przez cerkiew i tak pozostało do dnia dzisiejszego.

 

Powinniśmy też zajechać do Cerkwi pw. Świętego Ducha na Antoniuku. Chociaż nie ma ona zbyt długiej przeszłości, to jest to jedna z największych cerkwi w Polsce! Kolejną świątynią wartą odwiedzenia jest Haga Sophia przy ul. Trawiastej. Została zbudowana na wzór bizantyjskiej świątyni w Stambule o takiej samej nazwie. Z taką różnicą, że białostocka jest 3 razy mniejsza od oryginału.

 

Na sam koniec Supraśl i Cerkiew Św. Jana Teologa. Jej wystrój jest naprawdę niezwykły. Monaster supraski i cały obszar wokół wzbudza zainteresowanie wszystkich zwiedzających. Świątynia powstała w 1889 roku. Jest zbudowana z czerwonych cegieł. W środku przepięknie wypełniona freskami. Warto też odwiedzić znajdujące się na jej terenie Muzeum Ikon, bo robi niesamowite wrażenie na każdym.

Partnerzy portalu:

Dawna gorzelnia dworska na sprzedaż. Można kupić w cenie kawalerki.

Dawna gorzelnia dworska na sprzedaż. Można kupić w cenie kawalerki.

Mało kto wie, że na pograniczu polsko-litewskim, w powiecie sejneńskim znajduje się wieś o bardzo sympatycznej nazwie Hołny Wolmera. Jeżeli będziecie kiedyś w tamtych rejonach to warto zwiedzić wspaniały zabytek tam się znajdujący. Jest to dawna gorzelnia dworska przerobiona później na strażnicę Korpusu Ochrony Pogranicza. Bardzo piękny murowany budynek, zdobiony w sposób charakterystyczny. Przeważają żółte cegły, ale są też fragmenty budowane cegłą czerwoną. To charakterystyczne budownictwo występujące na Suwalszczyźnie.

 

Co ciekawe zabytek ten jest na sprzedaż. Niestety obiekt niszczeje a powiat sejneński ma pusto w kasie. Cena nie jest zbyt wygórowana, to tylko 150 tys. złotych. Jak za kawalerkę w Białymstoku! Budynek ma piętro oraz poddasze, a także parterowe skrzydło. Można tam ciekawie się urządzić lub stworzyć miejsce turystyczne. Hołny Wolmera znajdują się w pobliżu miejscowości Ogrodniki na samym początku Drogi Krajowej nr 16. Nieopodal znajduje się Jezioro Hołny.

fot główne: Kaszcze

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Michałowo, Gródek i Sokole na weekend. Co tam można zwiedzić?

Wysoczyzna Białostocka czyli wschodnie tereny województwa podlaskiego znane są głównie z Puszczy Knyszyńskiej, która posiada wiele walorów, dzięki którym jej zwiedzanie jest atrakcyjne. Warto jednak dodać, że to także tereny z wielkim potencjałem, który dopiero jest dostrzegany i powoli rozwijany. Michałowo, Gródek i Sokole to miejsca, które w przyszłości będą atrakcyjnym kierunkiem turystycznym ale też kierunkiem migracji z Białegostoku „na obrzeża”. Michałowo to od 2010 roku miasto, zaś Gródek i Sokole to jeszcze wsie. Chociaż ta druga miejscowość ma 2900 mieszańców i mogłaby uzyskać prawa miejskie, które utraciła w rosyjskim zaborze. Kolejność zwiedzania dowolna. Dojazd do Sokola i Gródka możliwy jest pociągiem weekendowym do Walił. Do Michałowa natomiast kursują autobusy. Można też spakować rower do pociągu i objechać wszystko właśnie takim pojazdem.

Co zwiedzić w Michałowie?

fot. Yarl / Wikipedia

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem w Michałowie jest zalew oraz plaża wraz z placem zabaw. Dlatego jeżeli to nasz rodzinny wyjazd to dzieci nie będą się nudzić. Sami dorośli też nie, bo można na miejscu wypoczywać, kąpać się oraz grillować. W Michałowie znajduje się także kilka ciekawych budynków – a mianowicie Urząd Miejski z charakterystyczną wieżą zegarową oraz przepiękna drewniana Cerkiew pw. św. Mikołaja. Ponadto warto też zajrzeć na tereny starej cegielni, gdzie znajdują się niesamowite tunele – wybudowane właśnie z cegieł. Sam budynek jest już opuszczony, ale warto wejść do jego wnętrz. Ma swój klimat.

Co zwiedzić w Gródku?

fot. Krzysztof Kundzicz / Wikipedia

W Gródku także znajduje się zalew oraz przepiękna Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy z majestatyczną kopułą. Warto także zajrzeć do środka świątyni, gdyż wystrój jest oszałamiający. Przepiękne freski i wszelkie ozdoby wprowadzą niejednego w zachwyt. Warto też obejrzeć z bliska dzwon stojący na dziedzińcu. Jest także miejsce, które na co dzień jest puste, ale zamienia się w pole koncertowe przy różnych okazjach. To Uroczysko „Boryk” – tam odbywa się raz do roku Siabrouskaja Biasieda. Jest to fantastyczna impreza przepełniona folklorem.

Co zwiedzić w Sokolach?

Zacznijmy od tego, że Sokole jest dziś małą wioseczką, ale z ogromnym potencjałem. Ma wspaniałą historię oraz linię kolejową, która dziś służy tylko w weekendy na przejazdy turystycznego pociągu. Jednak jeżeli kiedyś dojrzeje we władzy że warto rozwijać przewozy pasażerskie tym środkiem komunikacji, to Sokole na tym zyska.

 

W Sokolu można zwiedzać przede wszystkim Zabytkowy Dom Ludowy im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Jest on całkowicie zmodernizowany i wyremontowany. Jest to modernistyczny budynek gotowy do organizacji wielu przedsięwzięć artystycznych. Sokole lezy także na skraju Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. Zwiedzanie jej właśnie w okolicach wsi pozwoli na obejrzenie przyrody z bliska i dostrzeżenie jej wszystkich walorów. Warto tez dodać, że w okolicach wsi mieszkają rysie. Jeżeli nie będziemy hałasować idąc przez las, to jest szansa, że gdzieś niedaleko dostrzeżemy te wielkie koty.

Partnerzy portalu:

Ten kościół ma 280 lat. To prawdziwa perła!

Ten kościół ma 280 lat. To prawdziwa perła!

Kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim to niesamowite miejsce. To nie tylko jeden z najcenniejszych zabytków drewnianej architektury województwa podlaskiego, ale także jeden z nielicznych tak starych budynków w regionie, który został mocno doświadczony przez wojny. Warto wiedzieć, że dawniej na Podlasiu drewno było ulubionym budulcem. Dlatego też do dziś można napotkać w regionie wiele drewnianych kościołów, cerkwi, a nawet meczety. Wszystkie te budynki doskonale oddawały kulturę panującą na Podlasiu.

 

Dlaczego Kościół pw. Św. Barbary to architektoniczna perełka? Przede wszystkim kościoły najczęściej są wielkie, monumentalne oraz posiadają wieżę. Ten jej nie ma. Wszystkie elementy świątyni są nakryte jednym, wspólnym dachem. Ponadto drewnianą szalówką naśladowano budowle z kamienia. Sam kościół przypomina okręt płynący na wschód czyli do Jerozolimy. Ta łódź ma porywać duszę, by człowiek czuł poczucie przynależności do Boga. Dlatego świątynia zawiera wszystkie elementy, dzięki którym człowiek chce wracać do tego miejsca. Warto też wspomnieć o zapachu w kościele. Wiekowe drewno i kadzidła tworzą wspaniałą mieszankę, która powoduje że jeszcze bardziej czujemy w świątyni atmosferę „sacrum”. Kościół nie tylko jednak jest przepiękny z zewnątrz. Również wewnątrz zachwyca. Szczególnie malunki na drewnianych ścianach i suficie.

Warto dodać, że świątynia pierwotnie stała w Radziłowie. Została ona jednak przeniesiona w latach 80. XX wieku właśnie do Kramarzewa. Zaś w starym miejscu wybudowano kościół murowany. W 1739 roku dzięki staraniom proboszcza Jakuba Tafiłowskiego drewniana świątynia powstała. Remontowano ją w 1760, 1811, 1820 oraz od 1867 do 1879 roku, a także w 1962 roku. W świątyni znajdują się późnobarokowe ołtarze z XIX wieku, a także rzeźby świętych Piotra i Pawła oraz obraz św. Barbary. Do tego późnobarokowa ambona w kształcie łodzi z baldachimem w kształcie żagla. Oczywiście wykonana z drewna. Na uwagę również zasługuje stojąca obok kościoła dzwonnica. Również drewniana. Kościół najlepiej zwiedzać wtedy, gdy odprawiane są w nim nabożeństwa.

fot. główne: Grzegorz Poniatowski / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Weekendowy wypad na granicę z Litwą. Osada jaćwieska i odpoczynek nad jeziorem.

Ziemia Sejneńska to jedno z wielu niesamowitych miejsc województwa podlaskiego, które jest przez turystów w zasadzie pomijane. Nie wiadomo z czego to wynika, ale w każdy weekend mieszkańcy innych części województwa (oraz Polski) mają doskonałą okazję, by tam się wybrać.

 

Co weekend (w piątki, soboty i niedziele) kursuje bowiem pociąg z Białegostoku do Kowna. Nie oznacza to, że po drodze nie ma żadnych stacji. Kolej jedzie przez Czarną Białostocką, Sokółkę, Sidrę, Dąbrowę Białostocką, Augustów, Suwałki i Trakiszki. To właśnie ta ostatnia stacja w Polsce powinna nas zainteresować gdyż trochę ponad kilometr od niej znajduje się kilka miejsc, które warto zobaczyć.

Osada prusko-jaćwieska

Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to żadne nudne muzeum tylko prywatna inicjatywa pana Piotra Łukaszewicza, który zbudował w miejscowości Oszkinie wielki kompleks nawiązujący do dawnych czasów pogańskiej Litwy. Na miejscu możemy od niego poznać wiele niesamowitych historii dotyczących pierwszych Litwinów, którzy przywędrowali na dzisiejszą Suwalszczyznę. Sama osada zaś znajduje się na 7,5 hektarach i odtwarza XIII-wieczne „miasteczko”. Można obejrzeć wieżę strażniczą, twierdzę, fosę oraz bardzo wiele obiektów związanych z pogańskim kultem, który zanikł, gdy Litwa zdecydowała się przyjąć chrzest w 1378 roku – do czego zobowiązał się przyszły król Polski – Władysław Jagiełło.

 

Tymczasem dzisiaj na Litwie odradza się kult neopogaństwa. Oczywiście jest to mikroskala, ale warto dowiedzieć się o energii nawiedzającej osadę, a także poznać dawne pogańskie bóstwa. Na terenie obiektu nie brakuje również wielu wspaniałych budowli, które zachwycą niejednego odwiedzającego. Wystarczy spędzić tam kilka godzin by poczuć wyjątkową moc tego miejsca.

Dane kontaktowe osady:
Oszkinie 42, 16-515 Puńsk, tel. 603 977 637, e-mail: [email protected]

Jezioro Sejwy i litewski folklor

Sama osada to jednak nie wszystko. Jest jeszcze jezioro Sejwy, wokół którego mieści się wiele ciekawych przybytków związanych z wypoczynkiem. noclegami i rozrywką. Warto dodać, że są to miejsca na uboczu bez tłumów i wielkich miast. Cisza oraz spokój. Warto jednak dodać, by przyjeżdżający mieli świadomość że zastaną na miejscu surową przyrodę oraz niewiele wygód. Jednak niedaleko jeziora znajduje się bar oraz agroturystyka, więc nie musicie się na stawiać na survival. Warto też dodać, że polodowcowe jeziora – w tym jezioro Sejwy są niesamowicie czyste. Zanurzając się w nich nie będziecie mieli obaw o wysypki czy inne zapalenia – jak to się zdarza w sztucznych zalewach.

 

Ogólnie mówiąc – jest to idealne miejsce dla wszystkich tych, którzy chcą solidnie wypocząć od przebywania w mieście. Wystarczy nabrać książek (z internetem w komórce będzie kiepsko), można też rower, strój kąpielowy. Następnie wsiadać w pociąg do Trakiszek i przepis na cudowny wypoczynek gotowy!

Partnerzy portalu:

Są tylko 2 takie miejsca w województwie. Kolejki wąskotorowe to niesamowita atrakcja!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie. Kolejki wąskotorowe to niesamowita atrakcja!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie podlaskim – Puszcza Augustowska oraz Puszcza Białowieska. W obu przypadkach funkcjonuje niesamowita atrakcja turystyczna – kolej wąskotorowa. Warto przejechać się i tu i tu.

Kolejka Wigierska

Wigierska kolejka wąskotorowa już w 1991 roku została wpisana do rejestru zabytków jako cenny wytwór techniki. Pierwotnie kolejka leśna kursowała z Płocziczna do Zelwy. Trasa liczyła 36 km. Teraz niestety turyści mogą podróżować na krótszym szlaku, bo 10 km z Płociczna do Krusznika. Ale i tak warto to zrobić. Przejazd kolejką zabytkową przebiega przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej oraz Wigierskiego Parku Narodowego tuż nad brzegiem jeziora. W sierpniu 2019 można z atrakcji korzystać codziennie w godz. 10.00, 13.00 oraz 16.00. We wrześniu codziennie o godz. 13.00. Adres stacji początkowej to Płociczno-Tartak 40.

 

Bilet normalny kosztuje 30 zł. Dzieci do ukończenia 7 roku życia – 6 zł, starsze 20 zł. Można też przewozić rower za dopłatą 10 zł. Warto pamiętać, że przejazd odbywa się przez Wigierski Park Narodowy dlatego trzeba będzie dokuopić też kartę wstepu za 5 zł lub 2,5 zł jeżeli przysługuje nam ulga (uczniowie, emeryci i renciści). Dzieci do lat 7 w WPN wchodzą za darmo.

Telefon do organizatorów: 87 5639263, kom. 603 165 390, 697 075 906

Kolejka w Hajnówce

Wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września. Wybudowana przez Niemców w czasie I Wojny Światowej służyła do transportu drewna. Dziś wozi turystów przez piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Warto się wybrać gdyż nie da się ich zobaczyć ze szlaku. Kolejka mknie przez rezerwat Głęboki Kąt oraz rzekę Leśną. Maszyna zatrzymuje się, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem.

 

Cena biletów to: normalny 30 zł, ulgowy 20 zł, przewóz roweru lub psa – 5 zł. Dzieci do lat 4 podróżują bezpłatnie. Do końca sierpnia kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki. Główną ulicą w mieście jest 3 Maja. Powinniśmy nią przjechać całe miasto, aż do skrzyżowania z Reja i Celną. Skręcamy w tą drugą. Na jej końcu będzie stacja.

Partnerzy portalu:

Śladem podlaskich ruin. Oto 4 miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Śladem podlaskich ruin. Oto 4 miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Wiele jest osób, które podczas podróżowania szuka sobie punktu zaczepienia. Jeżeli byliśmy już na Podlasiu nie raz i chcielibyśmy je odkryć „na nowo”, to wiadomo że nie będziemy chcieli oglądać tego samego co już widzieliśmy. Dlatego też warto organizować sobie wycieczki tematyczne. Jedną z takich wycieczek może być zwiedzanie ruin podlaskich. Oczywiście nie ma żadnego sensu by jechać kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilometrów, by zobaczyć parę cegieł, dlatego też wybraliśmy specjalnie dla Was miejsca, w których sporo się jeszcze zachowało.

Kościół w Jałówce

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Oczywiście numerem jeden są ruiny Kościoła św. Antoniego w Jałówce przy samej granicy z Białorusią. Miejsce to jest bardzo klimatycze i każdy, kto zwiedza podlaskie ruiny koniecznie powinien tam zawitać. Ruiny są na samym końcu wsi – kierując się w stronę granicy.

Przy okazji warto też odwiedzić 2 inne obiekty „obok”. Przy samym rondzie w Krynkach znadjują się ruiny synagogi. Warto tutaj zaznaczyć, że niewiele tego pozostało – dlatego obejrzyjmy je przy okazji zwiedzania całego miasteczka. Można też zajrzeć do Malawicz Górnych gdzie znajdują się resztki bardzo starego młyna. To wszystko jednak tylko gdy planujemy zwiedzać właśnie całą wschodnią granicę. Sama jazda dla ruin w Krynkach czy Malawiczach nie ma sensu. Do Jałówki już tak.

Dworek w Lewickich

fot. Krzysztof Kundzicz / Wikipedia

Te miejsce jest naprawdę ciekawe. W Lewickich znajdują się ruiny dworku. Stoi on niedaleko drogi łączącej Białystok oraz Juchnowiec Kościelny. Wystarczy wjechać w drogę gruntową po lewej stronie, która to znajduje się zaraz za sklepem spożywczym.

Ruiny browaru Glogera

fot. Nexusdx / Wikipedia

W miejscowości Jeżewo znajduje się okazały budynek. To ruiny browaru Glogera. Wystarczy zjechać z drogi ekspresowej właśnie w Jeżewie na Łomżę, Tykocin, Wysokie Mazowieckie. Następnie na rondzie prosto aż do pierwszego skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo i jedziemy prosto do wsi. Gdy miniemy zielony budynek to po drugiej stronie ulicy dojrzymy ruiny. Warto też zobaczyć całą wieś, jest w niej wiele klimatycznych domów.

Ruiny schronu

fot. Fczarnowski / Wikipedia

Niewątpliwie nie można pominąć ruin schronu, w którym dzielnie walczył kpt. Władysław Raginis. Oprócz pozostałości po obiekcie jest tam także tablica pamiątkowa ale też niesamowity widok na rzekę Narew. Bowiem schron znajdował się na wzgórzu. Dlatego też najlepszą porą by tam się wybrać powinny być 2 godziny przed zachodem słońca. Wtedy poczujemy klimat tego miejsca. Gdzie ono się znajduje? Pomiędzy miejscowościami Strękowa Góra a Ruś. Jedziemy drogą krajową nr 64. Gdy dojrzymy znak „Góra Strękowa 0,4” to trzeba skręcać. Znajdziemy się wtedy na miejscu.

fot główne: Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Partnerzy portalu:

To mało odkryte miejsca na Podlasiu. Nasze 3 propozycje do zwiedzania samochodem, rowerem i pieszo.

To mało odkryte miejsca na Podlasiu. Nasze 3 propozycje do zwiedzania samochodem, rowerem i pieszo.

Każda okazja jest dobra, by zwiedzać województwo podlaskie. Jedną z nich może być na przykład najbliższy weekend. Dlatego też przygotowaliśmy Wam 3 ciekawe propozycje krótkich wycieczek w miejsca, które nie są aż tak dobrze znane, a które warto odwiedzić. Sposób zwiedzania dowolny – samochodem, rowerem lub pieszo. Punkt startowy to Białystok.

Opowieści z Narwi

Pierwsza wycieczka samochodem – należy ekspresową ósemką ruszyć na Warszawę. Następnie zjechać dopiero w miejscowości Mężenin i podróżować przez Rutki-Kossaki. Następnie kierujmy się na Wiznę mijając malownicze i urokliwe tereny wzdłuż rozlewisk Narwi w Grądach-Woniecko. Następnie odwiedźmy miejscowość Ruś, następnie Wiznę, później Jedwabne i Osowiec-Twierdzę. Później warto przejechać Carską drogą do Strękowej Góry. Powrót wzdłuż Narwi przez Zajki do Tykocina. Na zakończenie warto jeszcze w Złotorii za starą szkołą obejrzeć jak Supraśl wpada do Narwi.

Puszcza Knyszyńska w pełnej krasie

Tym razem naszą wycieczkę możemy rozpocząć od wyjazdu pod Supraśl. Możemy rowerem lub pieszo. Pierwszy przystanek – ukryte w lesie Jezioro Komosa, które na środku ma wyspę, na której według legend spotykali się kochankowie. Niezwykle ciche i przyjazne miejsce. Dalej powinniśmy się wybrać do miejscowości Ciasne, z której to powinniśmy kierować się na Krasną Rzeczkę – również piękne i ciche miejsce ukryte w środku Puszczy. Tam można spotkać jedynie wędkarzy, którzy to hałasu nie lubią, by im rybek nie płoszyć. Ostatni przystanek to już Wasz wybór. Kierujmy się do Krasnego Lasu a dalej albo do Supraśla w lewo albo do Traktu Napoleońskiego i Grabówki w prawo. Przez całą wycieczkę nie wyjdziemy z lasu. To będzie ciekawe doświadczenie.

Odwiedzić Taplary

Taplary to fikcyjna wieś z Konopielki. Tereny jednak jak najbardziej prawdziwe. Edward Redliński – autor kultowej powieści osadził ją w miejscu, z którego pochodzi czyli z małej wsi w okolicy Suraża. Cały ten rejon to jedna wielka przypominająca coś pomiędzy Sawanną a Stepami – w zależności od pogody. Tutaj lepiej wziąć ze sobą GPS, żeby się nie zgubić. Możemy dojechać pociągiem do Strabli, przyjechać rowerem lub samochodem. W pobliskich Doktorach znajduje się park linowy. Warto też obejrzeć Zawyki i kierować się na Suraż. Można z Doktorc przypłynąć do Suraża kajakiem. Wystarczy zgłosić się w Surażu do Centrum Turystyki Aktywnej Bajdarka. To nie koniec wycieczki. Warto przejechać się z Suraża do Pietkowa, a następnie skręcić na Ostrów Tam w pobliżu znajduje się czatownia, wiata biwakowa oraz wieża widokowa. Jeżeli chcemy to możemy tam zostać, jeżeli nie – to warto wracać do domu. To koniec naszej wycieczki!

fot główne: Dariusz Kowalczyk / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Łomża i jej okolice. Atrakcje i zwiedzanie. Co warto zobaczyć w Łomży?

Łomża i jej okolice. Atrakcje i zwiedzanie. Co warto zobaczyć w Łomży?

Łomża często przez białostoczan jest traktowana żartami. W zasadzie to ta wyjątkowa sympatia międzymiastowa jest z wzajemnością. Wszystko przez sztuczny podział administracyjny kraju, w którym to wchodząca w skład Królestwa Polskiego oraz historycznego Mazowsza – Łomża – nagle znalazła się na terytorium województwa podlaskiego. Największy grzech popełnia ten, który myli Podlasie z Podlaskiem. Pierwsze to historyczna kraina jak Mazowsze, drugie to sztuczny twór istniejący od 1999 roku, który niczym nie różni się od PRL-owskiego Województwa Białostockiego, tyle że w nowej wersji Podlaskie jest bez „EGO” czyli Ełku, Gołdapi oraz Olecka.

 

Generalnie rzecz ujmując, wszelkie zmiany na mapie to dla Łomży nieustanna degradacja. Najpierw odłączono ich z Mazowsza, później zabrano województwo łomżyńskie. Warto też zaznaczyć, że we władzach wojewódzkich przedstawiciele mazowieckiej krainy również nigdy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Chociaż pierwszym Marszałkiem Województwa Podlaskiego był Sławomir Zgrzywa z Łomży. Niestety rządził w czasie, gdy niewiele można było zrobić – bo od 1999 do 2002 roku. Natomiast Polska weszła do Unii Europejskiej w 2004 roku i wtedy też uderzył strumień pieniędzy na rozwój regionalny. Do Łomży też kapało, ale zbyt słabo, bo łomżyńscy politycy siły przebicia nie mieli, podobnie jak przez lata podlascy politycy w polskim rządzie.

 

Chociaż los nie był zbyt łaskawy dla Łomży, to nie oznacza, że należy ją omijać szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie, jest to miejsce dosyć nieodkryte przez wiele osób z „Podlasia”. A naprawdę jest co zwiedzać. Przede wszystkim jedną z ciekawszych propozycji jest krypta w Katedrze św. Michała Archanioła. Co prawda to rekonstrukcja, ale swój klimat ma! Podobnie jak Muzeum Północno-Mazowieckie. Znajdujące się tam eksponaty przybliżą nas do tego z czym kojarzy się Polska za granicą. Nie można też pomijać Kurpie Open Air Muzeum w Nowogrodzie. Klimat jeszcze bardziej regionalny. Jeżeli ktoś miałby kręcić film o dworskim życiu Polaków, to tylko w Drozdowie. Znajduje się tam niesamowicie piękny obiekt, w którym obecnie znajduje się Muzeum Przyrody. Nawet jeżeli ktoś się nią nie interesuje (a powinien), to dla samego zwiedzenia pałacu warto tam pojechać.

 

Być może zaskoczeniem będzie fakt, że mimo i ż w Łomży nie ma ani morza ani jeziora to jest port. Warto Łomżę i jej okolice zwiedzić właśnie z perspektywy tafli Narwi. Będziemy mogli podejrzeć z bliska piękną przyrodę. Tak jak w Warszawie i Krakowie trzeba odwiedzić Stare Miasto, tak też w Łomży jest Stary Rynek. To wokół niego koncentruje się życie mieszkańców. Warto więc skosztować czegoś właśnie przy Rynku. Oczywiście absolutnie koniecznie jest także zrobienie sobie fotki na Ławeczce z Hanką Bielicką. O ile starsi dobrze wiedzą o kim mowa, o tyle młodzież może mieć problem. Warto sobie sprawdzić tą barwną postać.

 

Jeżeli ktoś lubi militarne klimaty, to powinien zobaczyć Twierdzę Łomża. Dosyć mało znany obiekt składający się z pięciu budynków. Jest to jedna z nielicznych twierdz, która została wybudowana w XIX wieku i brała udział w walkach dwukrotnie. Podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz podczas napadu Niemiec na Polskę w 1939 roku. Świetnym miejscem do zwiedzania – szczególnie jesienią – jest Cmentarz wielowyznaniowy. Jest z początku XIX wieku, znajduje się tam wiele pięknych rzeźb a i klimat tego miejsca niesamowity. Warto też zajrzeć na cmentarz żydowski. Nie można też zapomnieć o zwiedzaniu Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego. Jest to naprawdę niesamowite miejsce o każdej porze roku. Narew zachwyci chyba każdego, kto tam się wybierze.

fot. główne: Arkadiusz Zarzecki / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Taki parowóz mógłby być wspaniałą atrakcją turystyczną. Niestety nasze województwo ma problem.

Jedenaście takich maszyn stacjonowało w Białymstoku między 1982 a 1984 rokiem. Mowa tu o niezwykle eleganckich parowozach Pt47-65. Być może to szalony pomysł, ale gdyby POLREGIO Przewozy Regionalne czyli podlaski przewoźnik kolejowy taki parowóz odkupiłby od jakiegoś muzeum, wyposażył w stylowe wagony i wypuścił w trasę, to byłaby to niesamowita atrakcja turystyczna. Podobnie jak – zabytkowy „Ogórek” – autobus komunikacji miejskiej w Białymstoku, który wozi od czasu do czasu turystów. Obecnie podróże zabytkowymi pociągami oferuje firma prywatna, która organizuje raz na jakiś czas wycieczki w różnych zakątkach Polski. Ostatnio taka eskapada odbyła się na Mazurach. Byłoby świetnie gdyby tak można było regularnie pojechać z Białegostoku do Grodna – zupełnie jak w XIX wieku!

 

Niestety organizacja turystyki to pięta Achillesa Województwa Podlaskiego. Prowadzone działania są chaotyczne i mało zachęcające. Sam fakt, że Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego uruchomił weekedowe połączenia kolejowe to już coś. Jednak trzeba odważnie stawiać krok dalej. Turystyka kolejowa ma ogromny potencjał, wielką przyszłość a przede wszystkim mnóstwo fanów na całym świecie. Tymczasem my próbujemy przyciągać turystów stroną internetową. Nowa witryna turystyczna województwa to jednak jakiś żart. Za 25 tysięcy złotych stworzono coś, co jest warte jako produkt 10 razy mniej, a z perspektywy turystyki nic nie jest warte. Wystarczy spojrzeć na stronę turystyczną Białegostoku (odkryj Białystok), by zauważyć gigantyczną różnicę. Tam dominuje wspaniała kreacja, która aż wzywa turystów – przyjeżdżajcie! Natomiast pożal się Boże strona podlaskie.eu powiela wzorce, nie odkrywa nic nowego i nie pokazuje nic atrakcyjnego. Poza tym jakość zdjęć i filmów jest kiepska. Za 25 tysięcy złotych można było oczekiwać zdecydowanie więcej. Szczególnie, że w Podlaskiem dobrych fotografów i filmowców nie brakuje.

 

Wracając do turystyki. Województwo Podlaskie nie potrzebuje stron internetowych tworzonych za wielkie pieniądze przez urzędników. Potrzebne są realne działania. Kreowanie atrakcji oraz przyciąganie turystów na wszelkie możliwe sposoby. Jeżeli ktoś myśli, że urzędowa strona przyciągnie to jest naiwny. Nawet jeżeli jest tak dobra jak Odkryj Białystok, to jest ona zaledwie drogowskazem. Podlaskie potrzebuje realnej promocji, realnych działań i realnych atrakcji. Tymczasem jest u nas wszystko tworzone na własną rękę. Odbiciem jakości turystyki w regionie jest baza hotelowa. W Białymstoku jest kilkanaście hoteli. W Warszawie ponad 100.

 

Dlatego połączenia kolejowe zabytkowym parowozem mogłyby być jedną z wielu atrakcji w regonie. A z tym u nas ubogo. Ostatnio jedna z atrakcji padła przez braki wody w rzece i teraz nie wiadomo gdzie pójść i co zwiedzać. Szczególnie, że pogoda kiepska. A gdyby ktoś z władz Podlaskiego o to zadbał – nawet nie trzeba by było się nad tym zbytnio zastanawiać.

Partnerzy portalu:

Podlaska magia latem. Te dwa miejsca to dobry pomysł na weekendowe zwiedzanie.

Podlaska magia latem. Te dwa miejsca to dobry pomysł na weekendowe zwiedzanie.

Zalew Siemianówka i Dolina Świsłoczy. Te dwa miejsca położone obok siebie to dobry pomysł na spędzenie jednego dnia na wschodnie Podlasia. Zwiedzając zobaczymy urokliwe cerkwie, kościoły i meczety. Poczujemy też moc przyrody, a jak wybierzemy się dostatecznie wcześnie rano, to może trafimy również na dzikie zwierzęta! Można powiedzieć, że taka wyprawa będzie zwiedzaniem Podlasia w pigułce. Po drodze zobaczymy wszystko to, dzięki czemu nasz region jest taki magiczny i przyciąga do siebie coraz więcej osób z całej Polski. Ten tekst kierujemy do wszystkich, którzy chcieliby poczuć podlaską magię latem.

 

Jeżeli dla kogoś nie jest problemem przejechanie 90 km rowerem, to może naszą trasę właśnie pokonać w ten sposób. Wystarczy pojechać weekendowym pociągiem do Walił, a dalej zrobić wielkie kółko jednośladem. Natomiast wszyscy zmotoryzowani, wybierając się z Białegostoku powinni kierować się na Michałowo. To właśnie tam przy pięknej cerkwi będziemy skręcać w lewo i rozpoczynać wspaniałą przygodę.

 

Stamtąd powinniśmy skoczyć do miejscowości Bondary – gdzie znajduje się wieża widokowa, z której zobaczymy sobie Zalew Siemianówka. Jest też plaża, jednak jakość wody w jest na tyle dyskusyjna, że odradzamy kąpiel. Kolejny przystanek to miejscowość Bachury. Znajduje się tam prawosławna kaplica św. Mikołaja oraz droga na uboczu, którą możemy poruszać się przy samym zbiorniku wodnym. Robiąc łuk wrócimy do drogi wojewódzkiej nr 686, którą pojedziemy dalej do Jałówki. Tam oczywiście numerem jeden do zwiedzania są ruiny kościoła.

 

Kolejny punkt naszego zwiedzania to Dolina Świsłoczy. Jadąc przez Kondratki miniemy 2 duże stawy. Następnie jedźmy przez Dublany do Mostowlan. Tam obejrzymy cerkiew oraz kaplicę prawosławną. Możemy też dojechać pod samą rzekę Świsłocz, która tylko fragmentarycznie przepływa przez Polskę, a w większości jest na Białorusi. Jest to dopływ Niemna. Warto tutaj też zwrócić uwagę na ukształtowanie terenu. Miniemy sporo pagórków czy zakrętów. Łatwo jest się tu zgubić. Szczególnie, że to kompletne odludzie. Dalej jedźmy na Gobiaty. Po drodze miniemy zamknięte przejście graniczne kolejowe. Na wielkiej bramie będzie napisane po rosyjski „MIR” czyli „Pokój”.

 

Kolejny przystanek to przejście graniczne w Bobrownikach. Warto zobaczyć z bliska miejsce, którym można wyjechać nie tylko z Polski, ale także z Unii Europejskiej. Następny przystanek to Chomontowce. Istny raj dla grzybiarzy. Odludny dziki wschód jest pełen leśnych przysmaków. Warto jednak uważać, by przypadkiem nie przekroczyć granicy. Bo mogą nas spotkać naprawdę przykre konsekwencje.

Urokliwa wioseczka oprócz grzybów w lesie ma jednak wiele więcej do zaoferowania. To drewniane domy, które są niemalże żywym skansenem oraz brukowana uliczka powodują, że można odnieść wrażenie jakby czas tam się zatrzymał. Warto zwrócić uwagę na narożniki domów oraz okiennice. Starannie wyrzeźbione i pomalowane wzory wzbudzą zachwyt u wielu osób. Swój urok mają także w niektórych domach ganki, w których na oknach znajdują się wyjątkowe firanki. Wyjeżdżając z tej magicznej wioski dojedziemy do innej urokliwej wioseczki – Rudaki. Tam warto dojechać do końca wsi by spocząć na ławeczce pod drzewem i porozmyślać o życiu. Warto też porozmawiać z miejscowymi ludźmi – jeżeli takich napotkamy. Ich gwara to mieszanka polskiego, rosyjskiego i białoruskiego. Mówią „po swojomu”.

 

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki będzie tatarska wioska Kruszyniany. Oczywiście można tam zwiedzić unikalny drewniany meczet oraz cmentarz. Do tego warto na miejscu skosztować tatarskiej kuchni. W weekendy wioska tętni życiem i na pewno nie będziemy jedyni, którzy tu się wybrali. Być może będzie to okazja do poznania nie tylko Tatarów, ale też innych zwiedzających, którzy podzielają nasze zainteresowania?

 

Jeżeli będziemy jechać rowerem to do Walił możemy wrócić przez Sanniki, Szaciły i Piłatowszczyznę. Samochodem będzie wygodniej wrócić do Bobrownik, a następnie drogą krajową prosto do Białegostoku.

Partnerzy portalu:

Kładka Śliwno-Waniewo znów całkowicie zamknięta! Nie mamy dobrych wieści.

Kładka Śliwno-Waniewo znów całkowicie zamknięta! Nie mamy dobrych wieści.

Tym razem nie było na szczęście żadnego wypadku, ale susza spowodowała, że wody w Narwi jest na tyle mało, że platformy do przechodzenia między kładkami opadły na dno. Niestety nie wiadomo kiedy sytuacja się zmieni i czy w ogóle się zmieni. Najbliższe dni mają być chłodniejsze. Być może coś popada, ale jak wiadomo – jest to loteria. Dopóki stan rzeki nie polepszy się – z kładki nie będzie można korzystać.

 

Jeżeli już podniesie się poziom Narwi to z kładki będzie można korzystać w całości, a nie jak do tej pory. Wszystkie platformy będą dostępne dla turystów i możliwe będzie przejście ze Śliwna do Waniewa (oraz odwrotnie). Przypomnijmy, że kładka była zamknięta, a później częściowo otwarta po wypadku jaki miał miejsce. Jedna z platform wywróciła się do wody z turystami. Skończyło się na strachu i mokrych ubraniach. Na szczęście ofiar nie było, ale sprawę trzeba było wyjaśnić. Teraz pozostaje tylko czekać na deszcz. Tu jednak może być pewien spory problem.

 

Warto tutaj zaznaczyć, że brak wody na początku lata na rozlewiskach to wina działalności człowieka. Wiele miesięcy temu pisaliśmy, że Polska pustynnieje a Rzeka Biała w Białymstoku może wsiąknąć. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej! Istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Swoje dołożyli też developerzy zabudowując dolinę Białej. Na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm. Jeżeli chodzi o Narew to tutaj nie było developerów, ale rolnicy. Adaptując kolejne tereny pod uprawy również zdeformowali naturalny bieg rzeki. Ulewne i gwałtowne deszcze powodują, że woda szybko spływa dalej, a upalne dni doprowadzają do suszy. Czy oprócz rzeki Białej wsiąknie też Narew?

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja turystyczna w regionie. Pociąg przewiezie na plażę przez Puszczę!

Nowa atrakcja turystyczna w regionie. Pociąg przewiezie na plażę przez Puszczę!

To niezwykła atrakcja turystyczna. Od dziś można jeździć przez całe wakacje pociągiem z Hajnówki nad Zalew Siemianówka. Podobnie jak z Białegostoku do Walił będą jeździć 2 pary pociągów w soboty i niedziele oraz jedna w piątek wieczorem do Siemianówki a z samego rana w sobotę powrót. Pociąg będzie jechać przez Narewkę. Bilet na całej trasie kosztuje 5 zł. Rozkład został ułożony w taki sposób aby można było bez przeszkód do Siemianówki dojechać z Czeremchy i Siedlec. Z Białegostoku nie ma torów prowadzących bezpośrednio do Hajnówki, dlatego też należy wpierw przesiąść się w Czeremsze. Jeżeli linia będzie cieszyć się zainteresowaniem turystów, to być może w przyszłości zostanie wydłużona tak by przejeżdżać torami przez nasyp na środku zbiornika aż do granicy państwa. Trzeba by było jednak wyremontować tory, gdyż za zbiornikiem nie są w najlepszym stanie.

 

Rozkład jazdy (ważny do 31 sierpnia 2019):

 

Piątki: Hajnówka – 20.40 – Narewka – 20.57 – Siemianówka – 21:04
Soboty: Siemianówka – 4:51 – Narewka – 4:58 – Hajnówka – 5:15

 

Soboty i niedziele:
Hajnówka – 10:44 – Narewka – 11:01 – Siemianówka – 11:08
Siemianówka – 12:39 – Narewka – 12:46 – Hajnówka – 13:03

 

Hajnówka – 15:40 – Narewka – 15:57 – Siemianówka – 16:04
Siemianówka – 16:12 – Narewka – 16:19 – Hajnówka – 16:36

fot główne. Phil Richards / flickr.com

Partnerzy portalu:

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Zgodnie z naszymi przewidywaniami – Supraśl to jeden z najpopularniejszych kierunków zwiedzających województwo podlaskie. Na taki stan rzeczy wpływa także fakt, że w miasteczku ostatnio dużo się dzieje. Dlatego też chcielibyśmy przedstawić 5 najważniejszych miejsc Supraśla (wszystkich jest dużo więcej), których pomijać przy zwiedzaniu nie można.

Cmentarz

fot1. Lilly M | fot. 2 Athantor / Wikipedia

Wjeżdżając do Supraśla od strony Białegostoku na początku będziemy mijać cmentarz. To właśnie tam warto zacząć zwiedzanie miasta – od odwiedzenia okazałych kaplic osób, które zmieniły oblicze miasteczka. To właśnie te dwie rodziny wywarły największy wpływ na miasto i tchnęły w niego swoją duszę.

Prawosławny Monaster i Muzeum Ikon

Monaster to miejsce, dzięki któremu Supraśl zawdzięcza swoje istnienie. Bowiem istnieje od czasów, gdy nie było to jeszcze miasto, a maleńka osada. Jedną z najważniejszych wydarzeń, jakie miało miejsce w klasztorze było powstanie drukarni. To właśnie tam wydrukowano przepiękne pieśni Franciszka Karpińskiego – kolęda “Bóg się rodzi”, czy też zaczynająca się od słów “Kiedy ranne wstają zorze” – czyli Pieśń poranna. Na terenie monasteru znajduje się także Muzeum Ikon, gdzie możemy podziwiać przepiękną sztukę, jaką jest pisanie prawosławnych ikon. Od razu zaznaczamy, że to nie jest jakieś starodawne muzeum, gdzie po prostu obejrzymy święte obrazki. Muzeum Ikon jest nowoczesne, gdzie spotkamy się ze sztuką przez duże „S”.

Pałac Bucholtzów

fot. Lilly M / Wikipedia

Przepiękny budynek, w zasadzie najpiękniejszy w całym Supraślu to właśnie Pałac Bucholtzów, a obecnie Liceum Plastyczne. W skład całego kompleksu wchodzi eklektyczny budynek z elementami neorenesansowymi oraz z ornamentyką secesyjną. Do tego dawna stajnia i wozownia. Wszystko robi przeogromne wrażenie.

Bulwary im. Wiktora Wołkowa

To wspaniałe miejsce na spacer tuż przy rzece Supraśl. Można tam wypocząć na ławkach, na trawie, ale też poćwiczyć na siłowni pod chmurką. Można też pograć w siatkówkę plażową oraz wypożyczyć kajaki, by popływać rzeką. Generalnie bulwary są miejscem, tłumnie odwiedzanym latem – gdyż znajduje się tam plaża.

Kuchnia regionalna

Tłumy zajeżdżają do Supraśla także dla walorów smakowych. To właśnie stamtąd do białostockich knajp przywędrowała moda na babkę ziemniaczaną, kartacze i pierogi. W centrum miasta znajduje się kilka miejsc, gdzie możemy posmakować tych wybornych potraw. Najpopularniejszym przez wiele lat była „Jarzębinka”, aczkolwiek już dziś (oczywiście naszym zdaniem) powstało wiele lepszych restauracji.

Partnerzy portalu:

Atrakcje Białegostoku. Co zwiedzić w kilka godzin? Zobacz zdjęcia i mapę.

Atrakcje Białegostoku. Co zwiedzić w kilka godzin? Zobacz zdjęcia i mapę.

Zwiedzanie Białegostoku i okolic ma różne wymiary. Fanatycy historii szukają czegoś innego, weekendowi przyjezdni jeszcze czegoś innego, mieszkańcy, którzy mają miasto na co dzień także zwiedzają inaczej. Podobnie jak osoby, które mają na to kilka godzin oraz kilka dni. Każdy wolny dzień jest idealny, by poznać miasto. My przygotowaliśmy specjalnie dla Was taki spacer, który zajmie od godziny do trzech (zależy kto jak szybko chodzi i czy będzie wchodzić do budynków. Polecamy zwiedzić miasto w ten sposób zarówno dla osób, które są po raz pierwszy jak i dla tych, które znają je doskonale. Na samym dole mapa. Jeżeli przejdziecie się trasą, to zostawcie w komentarzu jakiś ślad o swoich odczuciach.

Zwiedzanie miasta w kilka godzin

Żeby na szybko obejrzeć Białystok warto przejść konkretną trasę. Załóżmy, że właśnie przyjechaliście do miasta i znajdujecie się na dworcu PKP lub PKS, które stoją obok siebie. Gdzie iść dalej? Najpierw polecamy wycieczkę po centrum. Idziemy do góry w ul. Wyszyńskiego. Mijając osiedle Przydworcowe na początku nie napotkamy nic ciekawego, ale im dalej tym ciekawiej. Pierwsza okazja przy Biedronce. Obok stoi ceglana kamienica o wyjątkowym wyglądzie. Następnie idąc dalej prosto możemy zobaczyć plac, na środku którego znajduje się gwiazda Dawida i miejsca do siedzenia w kształcie… zębów. Właśnie znajdujemy się na dawnym cmentarzu żydowskim, który powstał w tym miejscu, gdy w Białymstoku zapanowała epidemia przez co wielu mieszkańców zmarło. Jak to miejsce wyglądało w przeszłości zobaczymy na tablicy pamiątkowej.

Po odwiedzeniu tego miejsca musimy wyruszyć w lewo ul. Młynową. To dawne żydowskie osiedle Chanajki. Mieszkali tam biedni, przestępcy, biznesmeni i prostytutki. Drewniane chaty i ceglane kamienice wymieszały się ze sobą, a ciasne uliczki przeplatały się. Dziś z Chanajek już prawnie nic nie zostało. Tylko kilka budynków, ale warto je obejrzeć z przodu i z tyłu. Na Młynowej znajduje się obecnie przygotowywany jako miejsce pamięci dawny cmentarz ewangelicki. Póki co nic tam nie zobaczymy, ale gdy prace zostaną ukończone – będzie tam stać pomnik. Może się wydawać, że Białystok to miasto cmentarzy. To mylące, gdyż poruszasz się po miejscach, które znajdowały się dawniej poza miastem. Wejdź w stronę Mariańskiego – tam kiedyś zaczynało się miasto. Przed sobą masz Plac NZS, przy którym stoi pomnik bohaterów Ziemi Białostockiej z napisem „Bóg Honor Ojczyzna”. Napis ten został dostawiony przez antykomunistyczne środowisko już długo po upadku PRL jako „dekomunizację”. Jest także napis „Niepodległość”, który został dostawiony przez inne środowisko z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Warto wspomnieć, że autorzy ani pierwszego ani drugiego napisu nie mieli pozwolenia by je umieścić, ale Polska to wolny kraj i każdy może do pomnika dopisać co chce.

Wchodzimy do ścisłego centrum

Wróćmy do zwiedzania. Obok pomnika stoi wielki budynek z ogromnym tarasem. To Uniwersytet w Białymstoku – wydział historyczno-socjologiczny. Dawniej siedziba komitetu PZPR. Idąc prosto w ul. Suraską zobaczymy pomnik z maską, miniemy też budynek z napisem „Solidarność”, w którym dawniej mieściła się Gazeta Współczesna – organ prasowy PZPR, a po transformacji gazeta należąca do „Solidarności”. Gdy nie było jeszcze internetu, to pod budynkiem gromadzili się kibice Jagiellonii, gdy ta grała na wyjeździe. W jednym z okien redaktorzy gazety pokazywali aktualny wynik. Idźmy dalej. Doszliśmy do najściślejszego centrum miasta. To Rynek Kościuszki. Na jego środku stoi ratusz, który nigdy nie pełnił siedziby Urzędu Miejskiego. W dawnych czasach była to wielka „galeria handlowa”. Kupcy na swoich kramach handlowali w budynku oraz wokół budynku.

Idąc prosto miniemy fontannę „wędrowniczkę”. Stoi ona obecnie obok oryginalnego miejsca. Na początku stała przy zbiegu 4 ulic. Teraz pozostała tylko jedna. Pozostałe 3 znikły na rzecz nowoczesnego rynku. „Wędrowniczka” po II Wojnie Światowej, gdy miasto zostało praktycznie całe zniszczone, została odbudowana ale już w innym miejscu – bliżej ratusza. Przy okazji przebudowy Rynku Kościuszki wróciła obok miejsca, gdzie znajdowała się przed II Wojną Światową. Nasza wycieczka dalej trwa. Pójdziemy teraz w prawo od fontanny. Kilka kroków i jesteśmy w przepięknym parku Planty. Można tu się schronić przed upałami. Przechodząc przez przejście dla pieszych warto pójść w prawo. Miniemy wtedy pomnik psa Kawelina. Tak nazywał się carski pułkownik, który przyjechał na Podlasie pod koniec XIX wieku i zrobił dla miasta wiele dobrego. Legenda głosi, że pułkownik był bardzo brzydki stąd też pies został stworzony w 1936 roku na jego podobieństwo. Pomnik został skradziony przez Niemców podczas II Wojny Światowej. W 2005 roku zrekonstruowano go na podstawie odkrytych zdjęć przedwojennego fotografa Bolesława Augustisa. Dziś stoi przy wejściu dla parku Planty. Dawniej stał w miejscu, do którego dojdziemy później.

Przejdźmy się teraz szeroką aleją na Plantach. Po drodze możemy kupić lody. Dojdźmy do końca drogi czyli do schodów. Miniemy po lewej Pałac Branickich, do którego potem wejdziemy. Teraz idźmy prosto na największą perłę Plant czyli fontanny. Są one po lewej stronie za schodami. Przejdźmy przez plac z fontannami, a potem skręćmy w prawo idąc ścieżkami przy stawie „serce”. Dojdziemy do pomnika Praczek przy kolejnym zbiorniku wodnych. Co ciekawe – pomnik ten został kiedyś ukradziony. Teraz stoi drugi.

 

Od Praczek pójdźmy w lewo ul. Mickiewicza w stronę bramy wjazdowej Pałacu Branickich. Jest ona bardzo okazała, a w jej konstrukcję wmontowany jest zegar, który mimo kilkuset lat działa znakomicie. Na szczycie znajduje się gryf. Wchodzimy na dziedziniec Pałacu Branickich. Jego obecny wygląd zawdzięczamy staraniom wielu władz. Gdy miasto zostało przejęte przez zabiorcę rosyjskiego usunął on wszelkie zdobienia ukazujące polską kulturę. Budynek wówczas stanął się Instytutem Panien Szlacheckich, gdzie rosyjskie nastolatki uczyły się obycia na salonach. Podczas II Wojny Światowej dawny pałac był mocno zniszczony. Na szczęście ten budynek oraz wiele innych został odwzorowany i odbudowany dzięki architektowi Stanisławowi Bukowskiemu. Obecnie budynek należy do Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. W prawym skrzydle znajduje się Muzeum Farmacji. Sam budynek główny można zwiedzać bezpłatnie. Można wchodzić śmiało, byleby nie zakłócać pracy ludziom. Warto wejść na piętro i wyjść na balkon, z którego spojrzymy z góry na cały przepiękny ogród. W oryginale był on dwa razy dłuższy i jeszcze bardziej okazały. Warto też następnie zejść na dół i obejrzeć rzeźby, rośliny, fontanny i czarną konstrukcję, gdzie dawniej chodziły piękne ptaki. Zejdźmy z mostu na dół i przejdźmy się obok stawu. Dojdźmy do budynku pałacu i wyjdźmy przez boczną wąską bramkę. Właśnie znajdujemy się przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, gdzie dawniej stał właśnie pomnik psa Kawelina nim go skradli Niemcy.

Luksusowa dzielnica

Idźmy teraz w prawo do przejścia dla pieszych. Po drugiej stronie ulicy będzie stał dawny Dom Koniuszego, a dziś okazały Pałacyk Ślubów. Dawniej stał tu hotel Ritz. Przejdźmy wąską ul. Kilińskiego, a następnie zatrzymajmy się przy Katedrze. Wejdźmy do środka. Jest on tylko dobudówką do białego kościołka obok, chociaż mogłoby się wydawać że jest odwrotnie. Ten biały kościółek pamięta jeszcze czasy Branickich. W krypcie pochowana jest Izabela Branicka. Tam niestety nie można wejśc. Ale kościół możemy obejrzeć. Następnie przejdźmy w lewo tyłem kościoła do ul. Kościelnej. Idźmy cały czas prosto. Na przejściu dla pieszych dalej prosto. Dojdziemy do rzeki. Przejdźmy przez most idąc cały czas prosto. Miniemy stary, ceglany budynek. Na górze ulicy znajdziemy się na Warszawskiej – historycznym osiedlu bogatych białostoczan. Mieszkały tutaj same znakomite osobistości, które pozostawiły po sobie wiele wspaniałych budynków. Po lewej zobaczymy VI Liceum Ogólnokształcące, a po drugiej stronie Pałac Tryllingów (obecnie w remoncie). Idźmy w prawo. Na horyzoncie zobaczymy wieżę kościoła. To katolicka parafia św. Wojciecha, a dawniej kościół ewangelicki. Idąc w jego stronę miniemy jeszcze Centrum Ludwika Zamenhofa – twórcy międzynarodowego języka Esperanto. Możemy wstąpić do środka.

Za skrzyżowaniem miniemy jeszcze wiele okazałych budynków. Warto wstąpić do Muzeum Historycznego, gdzie znajduje się makieta dawnego Białegostoku. Naprawdę fascynująca ekspozycja! Następnie wejdźmy do kościoła Św. Wojciecha. Obejrzyjmy go w środku i na zewnątrz. Następnie przejdźmy na drugą stronę ulicy cofając się do budynku z numerem 57 obok przystanku. Wejdźmy w bramę, a następnie prosto wchodząc w wąską drogę. Wyjdziemy do ul. Koszykowej, przy której stoi wiele wspaniałych drewnianych domów przypominających dawne osiedle Bojary. Na końcu ulicy idźmy w lewo i wstąpmy jeszcze w ulicę obok o nazwie „Wiktorii”. Wrócimy do ul. Stanisława Staszica. Idźmy tą ulicą w prawo (mając z tyłu ul. Wiktorii). Dojdziemy do ul. Piasta. Dalej idźmy w lewo do ul. Słonimskiej. Tu możemy zakończyć wycieczkę. Do centrum wrócimy autobusem linii – 5. Można wysiąść przy „Lipowej” bądź też przy kościele Św. Rocha z dużą, białą wieżą.

 

Partnerzy portalu:

Dawniej to był „koniec świata”. Teraz to początek czegoś nowego…

Dawniej to był „koniec świata”. Teraz to początek czegoś nowego…

Obecny tydzień zapowiada się upalnie. Warto to wykorzystać na przykład biorąc urlop. Jest wiele miejsc w Podlaskiem, które można zwiedzić albo dla odmiany – zajrzeć do sąsiadów na Białoruś. W ostatnim czasie pojawiła się ku temu naprawdę dobra okazja. Otwarto ścieżkę rowerową August Velo, którą dojechać możemy do Grodna. Przypomnijmy, że można także płynąć kajakiem, Kanałem Augustowskim przekraczając polsko-białoruską granice. W obu przypadkach nie trzeba mieć wiz.

 

Mieszkańcy naszego województwa mogą korzystać z wielu nowych miejsc turystycznych dzięki współpracy transgranicznej. To, co było dawniej nazywane „końcem świata” dziś jest bramą na wschód. Mowa tu o Śluzie Kurzyniec. Wspaniałe miejsce do odwiedzenia (nawet, gdy ktoś nie chce przekraczać granicy). A osoby, które chcą – mogą wybrać się rowerem przez Niemnowo do samego Grodna. Początek drogi w podaugustowskiej Mikaszówce. Wystarczy paszport, wykupienie usług turystycznych Parku „Kanał Augustowski” wydane przez certyfikowane białoruskie biuro podroży, świadczące usługi turystyczne na terenie strefy oraz ubezpieczenie i środki płatnicze. Wówczas można za granicą przebywać nawet 10 dni. Z tymi dokumentami wpuszczą nas na Białoruś nie tylko na śluzie, ale też w Kuźnicy Białostockiej (gdy pojedziemy koleją lub samochodem), a nawet od strony litewskiej na przejściu Švendubrė-Privalka, Raigardas-Privalka.

 

Pamiętajmy, że można także odwiedzić naszych litewskich sąsiadów ze Strefy Schengen: Kowno – pociągiem weekendowym, Wilno przy pomocy Eco Lines, Druskienniki – Biacomex oraz Sindbad, a także nadmorski kurort Kłajpeda przy pomocy Eco Lines. Ta sama firma zawiezie nas również do łotewskiej Rygi i estońskiego Tallina (jednak to już dłuższa podróż). Bez wizy na Białoruś możemy również dojechać do Brześcia. Warto jednak pamiętać, że nie można za jednym razem zwiedzić Grodna i Brześcia. Po zwiedzeniu jednego z obwodów należy wrócić do Polski, a następnie ponownie wjechać. Do obu stref bezwizowych służą inne przejścia graniczne.

fot główne: Wrota Podlasia

Partnerzy portalu:

To będzie hit tegorocznego sezonu? Zainteresowanie tym miejscem jest ogromne.

To będzie hit tegorocznego sezonu? Zainteresowanie tym miejscem jest ogromne.

Przed sezonem wymienialiśmy je w gronie faworytów, teraz wszystko wskazuje że Kruszyniany mogą być liderem jeżeli chodzi o wybór turystów. Czy tatarska wioska przy granicy, tego lata będzie odwiedzana najczęściej? Jedno jest pewne. Po incydencie na kładce Śliwno-Waniewo – popularność tego miejsca zmalała. Zaś chęć przyjazdu na Podlasie wcale nie. O naszym regionie w ostatnim czasie jest dosyć głośno z różnych powodów.

Gejowskie logo i Kononowicz

Jest coś takiego jak mimowolna promocja. Nie jest ona jednak taka zła. W myśl zasady – „niech mówią wszystko, byleby nazwiska nie przekręcali”. W tym przypadku nieustające żarty z Podlasia w dłuższej perspektywie opłaciły się. Zasadniczym problemem było to, że głównego podlaskiego miasta – Białegostoku nie było na mapie… od pogody. Od wielu lat ludzie oglądając telewizję nie wiedzieli, że oprócz Suwałk coś tam leży. Potem przyszedł z pomocą internet. Mamy rok 2006 – w wyborach startują Tadeusz Truskolaski, jacyś inni kandydaci oraz on – Krzysztof Kononowicz. Postać tak barwna, że nie trzeba jej przedstawiać. O tym, że Białystok istnieje – wiedzą już chyba wszyscy w Polsce. Wybory wygrywa ten pierwszy.

 

Nowy prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski postanowił także dorzucić od siebie cegiełkę w celu promocji miasta (a zatem też regionu). Wynajmuje do tego specjalistów za wielkie pieniądze. Oni robią wiele szumu… wokół swojej pracy, na przykład przekonując białostoczan byśmy promowali się śledzikowaniem. To jednak nie przeszło. W końcu szef grupy promocyjnej pokazuje nowo logo Białegostoku i hasło „Wschodzący Białystok”. Zaraz po tym wybucha ogromny skandal. Okazuje się, że nowe logo jest bardzo łudząco podobne do innego logo. Na domiar złego – reprezentujące słynne dziś LGBT (tyle że z Nowego Jorku). W obawie o wizerunkową tragedię (konserwatywne Podlasie nie wyobraża sobie być kojarzone z homoseksualizmem) logo zostaje przepołowione i rusza cała kampania. Trudno powiedzieć czy coś dała, bo na efekty takich działań czeka się bardzo długo. Na pewno jest już jakiś punkt zaczepienia.  

Czytaj też:

/tatarzy-polska-podlaskie/

Filmy promocyjne i memy

Kolejne lata to wysyp filmów promocyjnych. A to wspominany wyżej Wschodzący Białystok promował się aniołem, województwo podlaskie różnorodnością, innym razem Białystok walorami turystycznymi zaś podlaskie pikselowym żubrem. Tutaj też trudno powiedzieć czy efekt był, bo to nie jest tak że jak ktoś zobaczy reklamę to wsiada w pociąg i przyjeżdża. Szczególnie, że w tamtych czasach do Białegostoku nie było łatwo dojechać. Aż tak wielu połączeń nie było.

 

Internet rozwijał się w zawrotnym tempie. Ludzie mogli posiadać coraz większą wiedzę, rozwiązywać dzięki temu różne cywilizacyjne problemy, a tymczasem zrobił się boom na kupowanie wszystkiego co się da przez internet oraz pojawiły się memy. Okazało się, że te drugie jest poza jakąkolwiek kontrolą. I tak zaczęła się promocja tych, którzy nie chcieli oraz w taki sposób w jaki nikt by sobie nie życzył. Jednym z pierwszych, który wtedy oberwał był policjant z Elbląga. Dziś zastąpiony „Noszaczem” był wizerunkiem typowego Polaka. Sumiasty wąs i naburmuszona mina na biało-czerwonej fladze z dodanymi „śmiesznymi tekstami”. Policjant przeżył wstrząs, gdy się o tym dowiedział. A stało się to w dość niewybredny sposób. Młodzież zaczęła go wytykać na ulicy i się z niego śmiać. Pewnego dnia padło również na Podlasie. I się zaczęła cała fala.

 

Przedstawiono nas tam jako dzikusów z dżungli, którzy w kółko powtarzają „Dla mnie się podobasz”. Było śmieszne, nikomu krzywda się nie stała. Ale wieść o naszej krainie znów się rozeszła po całym kraju. Ponadto reaktywował się Krzysztof Kononowicz, który dołączył do nowego trendu w internecie jakim są „patostreamy” czyli transmitowanie na żywo obrazu i dźwięku z własnego domu, gdzie często odbywają się libacje. Nie przesądzamy o tym co się dzieje u dawnego kandydata na prezydenta miasta, ale razem z „Majorem” czynią duet na tyle popularny, że Białystok i Podlasie jest bardzo popularne wśród młodzieży.

Czytaj też:

/dla-mnie-sie-podobasz-czyli-jak-memy-loga-i-powiedzenia-zawladnely-emocjami-polakow/

Telewizja śniadaniowa i blogerzy

Dużo dobrego robi dla kontrastu telewizja śniadaniowa, która pokazuje nas z dużo lepszej strony. W ostatnim czasie wszędzie był niemalże wysyp zachęt, by odwiedzić Kruszyniany. Tatarska wioska w tym sezonie letnim może przeżyć oblężenie. Wszyscy będą chcieli zobaczyć piękny meczet na własną stronę oraz wysłuchać od Pana Dżemila – skąd są na Podlasiu Tatarzy. Oczywiście nie obejdzie się od skosztowania ichniejszej kuchni o co zadba Pani Dżanetta.

 

Konkurencję nieco przegrała kładka Śliwno-Waniewo, która przez incydent została na jakiś czas zamknięta. Teraz jest otwarta, ale z jednej wsi do drugiej nie da się przejść między rozlewiskami. Dlatego też po intensywnej kampanii w mediach zachęcającej – raczej nic nie zostanie. Co innego Kruszyniany. W ostatnim czasie gotował tam Karol Okrasa, a także zajechali popularni blogerzy „Busem przez świat”. Warto dodać, że tatarska wioska jest również chyba we wszystkich przewodnikach. 

 

Partnerzy portalu:

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

W województwie podlaskim mamy 115 kościołów oraz 67 cerkwi. Wiele z tych budynków przyciąga do naszego regionu turystów. Obecnie w wielu filmach i materiałach promocyjnych można znaleźć zachęty, by odwiedzać Podlaskie na przykład po to, by zobaczyć na własne oczy piękne, drewniane kolorowe cerkwie. To fakt – warto je zobaczyć na własne oczy zarówno od zewnątrz jak i w środku. Jednak mimo wszystko nie warto zapominać również o zwiedzaniu kościołów. Tym razem chcemy się skupić na świątyniach zbudowanych z drewna. Mają one swój wyjątkowy urok. Dlatego, jeżeli planujecie wycieczki tematyczne w naszym regionie – to warto uwzględnić również i zwiedzanie pod takim kątem. Żałować nie będziecie, gdyż Podlaskie ma do zaoferowania prawdziwe cuda architektoniczne.

Drewniane kościoły na Suwalszczyźnie

fot. Witia / Wikipedia

Jednym z takich cudów jest kościół Św. Anny w Gibach w powiecie sejneńskim. Pierwotnie była to molenna, przez co stylem przypomina budynek w Wodziłkach czy Gabowych Grądach. Z tym, że te dwa należą do staroobrzędowców. Budynek w Gibach także do nich należał jeszcze przed II Wojną Światową.

fot. E.giedraitis / Wikipedia

Kolejnym, drewnianym cudem jest katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Berżnikach (powiat sejneński). Parafia w tym miejscu powstała już w 1447 roku. Obecny budynek pochodzi natomiast z 1819 roku. Później był jeszcze restaurowany.

fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / Wikipedia

Następna świątynia również leży na Suwalszczyźnie a konkretnie w Jeleniewie. Jest to Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa. Świątynia została wzniesiona w 1878 roku, a poświęcona w 1899 roku. Warto tutaj dodać, że ołtarz oraz konfesjonały pochodzą z innego kościoła i są w stylu rokoko. We wnętrzu obejrzymy również XIX wieczne obrazy oraz przepiękne stacje drogi krzyżowej także z tamtego wieku. Jako ciekawostkę można dodać iż na strychu kościoła znajduje się bardzo wiele nietoperzy objętych ścisłą ochroną gatunkową.

fot. Ejkum / Wikipedia

Kolejny drewniany kościół stoi w Mikaszówce. Przypomina wyglądem molennę. Wiadomo o nim tylko tyle, że został wybudowany na początku XX wieku.

fot. Thebleeding / Wikipedia

Drewniane kościoły na Podlasiu

Warto również na własne oczy zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Sokołach (powiat wysokomazowiecki). Świątynia została wzniesiona pierwotnie jako cerkiew unicka w 1758 roku w Tykocinie. Następnie w 1833 roku przeniesiono ją na cmentarz w Sokołach (tak – drewniane budynki można przenosić) i tam została kościołem katolickim. Aż do dzisiaj.

fot. Simpledot / Wikipedia

Grzechem byłoby nie zobaczenie wspaniałego kościoła św. Anny w Kalinówce Kościelnej. Świątynia została wybudowana w 1774 roku na bazie innej, spalonej w 1761 roku. Rzeźby w środku datowane są na XVII wiek. Warto także zobaczyć obraz św. Mikołaja z XIX wieku oraz XVII wieczne renesansowe tabernakulum (czyli szafki na eucharystię). Przy kościele stoi także wspaniała dzwonnica.

fot. Yarl / Wikipedia

Warto także wybrać się do Starej Kamiennej, gdzie znajduje się Kościół Św. Anny – najstarszy drewniany budynek na Podlasiu, zachowany do dnia dzisiejszego. Świątynia została ufundowana przez Piotra Wiesiołowskiego (który w Białymstoku wzniósł zamek, z którego powstał Pałac Branickich). Drewniana świątynia znajduje się w powiecie sokólskim.

Pozostałe kościoły, które warto zobaczyć to XIX wieczny Kościół Matki Bożej Szkaplerznej w Studzienicznej, XVI-wieczne Sanktuarium Matki naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa w Domanowie (rozbudowywane w XIX wieku), XVIII-wieczny Kościół św. Stanisława w Milejczycach, Kościół Matki Bożej Anielskiej w Monkiniach z XX wieku, a także XVI-wieczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława w Narwi, XX-wieczny Kościół Trójcy Przenajświętszej w Pawłówce oraz Kościół św. Jana Chrzciciela w Turośli z XIX wieku.

fot. Ludwig Schneider / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Znani blogerzy na Podlasiu. Zachwyceni naszym regionem – „najbardziej niesamowite i egzotyczne”.

Blogerzy „Busem przez świat” postanowili przyjechać na Podlasie i pokazać swoim widzom 10 miejsc, które warto zobaczyć na Podlasiu. Warto obejrzeć film, by zobaczyć jakie podlaskie atrakcje przyciągają. Serce też się raduje, że robi się wreszcie moda na nasz region. Przestajemy być „dziurą”. Teraz jesteśmy „popularną dziurą”. Dalej ludzie stąd uciekają na rzecz bardziej rozwiniętych miejsc i tutaj raczej nic się nie zmieni, ale przynajmniej jesteśmy drugimi Bieszczadami. Rzadko zamieszkanym regionem, w którym jest dziko, niesamowicie i egzotycznie właśnie. A jak widzą nas blogerzy z „Busem przez świat”?

 

Na pierwszym miejscu wymieniają Kruszyniany oraz zamieszkałych tam Tatarów. Na drugim miejscu postanowiono ukazać prywatny zamek „Kasztelnik”. Oczywiście nie mogło zabraknąć podlaskich, kolorowych, drewnianych cerkwi. Kolor – niebieski oznacza powierzenie matce boskiej, zaś zielona świątynia powierzona duchowi świętemu bądź męczennikowi. Kolejna propozycja blogerów to Kraina Otwartych Okiennic. Kolejne miejsce to Święta Góra Grabarka pod Siemiatyczami.

 

Następnie blogerzy polecają wybrać się do Odrynek, gdzie znajduje się skit prawosławny. Tak samo jak podlaskich cerkwi, tak nie mogło zabraknąć w propozycjach Puszczy Białowieskiej. Kolejna wycieczka proponowana przez podróżników to kładka Waniewo i Śliwno. Kolejnym punktem na mapie był Supraśl. Ostatnie miejsce to Europejska Wieś Bociania.

 

Warto dodać, że blogerzy mają na kanale YouTube – 94 tys. subskrypcji. Właśnie tyle osób dzięki nim zobaczy piękno Podlasia i być może zdecyduje się na przyjazd do nas.

Partnerzy portalu:

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

Przeglądając różne przewodniki, blogi i inne miejsca gdzie ktoś coś napisał o Podlasiu najczęściej wymieniane były 3 miejsca – Meczet w Kruszynianach, kolorowe cerkwie między Bielskiem a Hajnówką oraz Białowieża. Nie ma wątpliwości, że są to miejsca fascynujące, ale nie oszukujmy się – dla tych co mieszkają na Podlasiu – prawdopodobnie się… przejadły, tak samo jak dla białostoczan – Pałac Branickich. Miło jest tamtędy przechodzić, ale specjalnie raczej nikt nie planuje tam wycieczek. Tak to jest, gdy ma się coś na co dzień.

Dlatego też tym razem postanowiliśmy napomnieć o takich miejscach, które nie są oczywiste, mało znane, ale zdecydowanie warto zobaczyć je na własne oczy. Znaleźliśmy specjalnie dla Was 5 takich miejsc.

Czerwone Bagno w Grzędach

Biebrzański Park Narodowy kryje w sobie wiele wspaniałych atrakcji, miejsc do odkrycia, a także przyrody do podziwiania. Grzędy – miejscowość na północ od Goniądza to zdecydowanie ciekawe, mało znane miejsce, w którym można drewnianą kładką wybrać się na spacer, po to by podziwiać torfowiska, lasy bagienne i ogólnie klimatyczne bagna. Po drodze miniemy też „świętą sosnę” z kapliczką. Można będzie także zobaczyć z bliska łosie, dziki, lisy i inne zwierzęta, które aktualnie przebywają w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt.

Pałac Starzeńskich w Ciechanowcu

fot. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

Osoby, które już tam były – polecają pałac. Dlaczego? Jest to budynek z XIX wieku, w którym możemy podejrzeć jak dawniej żyli polscy artystokraci. Obecnie pełni on siedzibę Muzeum Rolnictwa. Zaś wcześniej mieszkała tam Elżbieta Starzeńska, hrabina z Ożarowskich wraz mężem Michałem Konstantym, hrabim Starzeńskim. To własnie oni przeprowadzili przebudowę oraz modernizację całego pałacu będącego obecnie chlubą całego Ciechanowca. Każdy, kto odwiedzi pałac może podziwiać zabytkowe wnętrza oraz salonik. Można też poznać historię Ciechanowca. Naprawdę warto!

Biała Synagoga w Sejnach

fot. Andwieczor / Wikipedia

Bez wątpienia jest to miejsce, które warto zobaczyć w Sejnach. Biała Synagoga powstała w XVIII wieku! Wówczas z drewna. Obecny budynek to budowla z 1885 roku, który powstał za sprawą rabina Mojżesza Becalela Lurii. Podczas II Wojny Światowej żydowska świątynia została zdewastowana przez Niemców. Po wojnie natomiast budynek pełnił rolę remizy strażackiej, magazynu, a nawet zajezdni! Budynek prezentuje się naprawdę ciekawie zarówno na zewnątrz jak i w środku.

Wierszalin

fot. Krzysztof Maria Różański (Upior polnocy) / Wikipedia

Był sobie prorok Eljasz Klimowicz, który założył sektę. Razem ze swoimi wyznawcami mieszkał w drewnianej chacie w Wierszalinie. Tam też znajdują się fragmenty stawianej przez proroka świątyni. Wierszalin miał być nową stolicą świata. Warto tam zajrzeć, by poczuć niezwykły klimat tego miejsca. Może trochę straszny, może intrygujący? Bez wątpienia krąży tam jakaś dziwna moc. Szczególnie, gdy dowiemy się więcej o tym kim był prorok „Ilja”.

Kasztelik w Olendrach

Pod Siemiatyczami możemy napotkać kamienny „Kasztelik” czyli prywatny zamek wybudowany przez Pana Jurka. Jest to osoba otwarta, którą warto poznać i osobiście wysłuchać historii – po co budował ten zamek. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki.

Partnerzy portalu:

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Co robić podczas Majówki 2019? Trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, ale może być jednego dnia kiepska, a innego słonecznie. Dlatego też najlepiej mieć do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Dlatego też specjalnie dla Was przygotowaliśmy różne warianty w każdym powiecie!

Majówka w miastach:

Długi weekend w większym mieście wiąże się głównie z rozrywką w obiektach zamkniętych – kino, teatry, puby, restauracje, a gdy jest ładna pogoda to ewentualnie można odwiedzać place zabaw, parki czy nawet plaże. Tego typu atrakcji nie brakuje również w trzech największych miastach województwa podlaskiego. Białystok, Łomża, Suwałki mogą zaoferować to wszystko oprócz spacerów po centrach miast i okolicach.

A co można robić w mniejszych miastach na Majówkę?

Powiat augustowski

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Tutaj bezapelacyjnie rządzą plaża, bulwary i Rynek. W okolicach warto wybrać się nad Kanał Augustowski oraz do sanktuarium w Studzienicznej.

Powiat białostocki

Supraśl

Jest to rozległy obszar, który można podzielić aż na trzy części – pierwsza to tereny Puszczy Knyszyńskiej – Supraśl, Cieliczanka, Kołodno, Królowy Most, Gródek czy Michałowo. Druga zaś to Tykocin i wycieczka wzdłuż Narwi aż do Góry Strękowej. Warto też odwiedzić Choroszcz i zerwany most w Kruszewie oraz Czarną Białostocką i jej zalew. Każde z tych miasteczek ma coś do zaoferowania przyjezdnym. Od spaceru to ciekawe zabytki i inne miejsca, gdzie można zwyczajnie się zrelaksować.

Powiat bielski

Synagoga w Orli, fot. Emmanuel Dyan

Tutaj najciekawsze tereny to przede wszystkim wioseczki między Orlą a Ploskami. Po trasie możemy napotkać wiele elementów wielokulturowości. Jednym z elementów będzie synagoga w Orli oraz cerkwie.

Powiat grajewski

Jezioro Dręstwo pod Rajgrodem

Te tereny to przede wszystkim Biebrzański Park Narodowy oraz Rajgród. W tym pierwszym można spacerować po wspaniałym bagnistym lesie. W drugim przypadku to odpoczynek nad jeziorami.

Powiat hajnowski

Kolej wąskotorowa w Hajnówce

Bezapelacyjnie w powiecie hajnowskim rządzi Puszcza Białowieska. Warto ją odwiedzić oraz skorzystać z licznych atrakcji – takich jak kolej wąskotorowa, drezyny, zwiedzanie Parku Narodowego i rezerwatu. Oprócz tego warto spotkać żubry i stare dęby.

Powiat kolneński

Brama cmentarza żydowskiego w Kolnie, fot. PanSG / Wikipedia

Czy jest coś ciekawego w Kolnie i jego okolicach? Miasteczko ostatnio zasłynęło z tego, że TVN nagrywał tam jeden ze swoich seriali. W Kolnie możemy zwiedzić cmentarz żydowski i synagogę. Możemy też się dowiedzieć kim był Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Kolumbem. Warto też przejść się po centrum miasta oraz na cmentarz z 1809 roku.

Powiat łomżyński

Ujście Biebrzy do Narwi,fot. SilverTree / Wikipedia

Tutaj przede wszystkim można zwiedzać Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejsce, gdzie będzie można podziwiać wspaniałe rozlewiska Narwi. Warto też wybrać się do miejscowości Ruś pod Wizną. Tam obejrzeć możemy z bliska ujście Biebrzy do Narwi.

Powiat moniecki

Biebrzański Park Narodowy

Na tych terenach przy odrobinie szczęścia możemy napotkać łosia. Biebrzański Park Narodowy od strony powiatu monieckiego to przede wszystkim Osowiec-Twierdza, gdzie możemy zobaczyć bunkry oraz przejść się kładką. Warto też odwiedzić Goniądz i tamtejszy punkt widokowy. Warto też wdrapać się na górkę, by odpocząć przy św. Florianie. Jest też drugi punkt widokowy w Dawidowiznie. Można też wybrać się wzdłuż Biebrzy – od Dolistowa Starego do Jagłowa.

Powiat sejneński

Kukle, fot. Darek Sołtysiński / Wikipedia

Jeżeli powiat sejneński to jeziora w miejscowości Giby i Kukle. Można też wybrać inne jeziora na przykład leżące na granicy Polski i Litwy – Gaładuś.

Powiat siemiatycki

Niemirów

Okolice dawnej stolicy Podlasia czyli Drohiczyna to wspaniałe miejsce na dłuższą wycieczkę. Zachwycimy się w Niemirowie, Mielniku czy Drohiczynie właśnie. Dodatkowo warto obejrzeć z bliska klasztor na Grabarce. Można też wybrać się do Koterki, by zobaczyć piękną cerkiew na granicy polsko-białoruskiej. Powiat siemiatycki to także rzeka Bug, gdzie możemy popływać kajakiem.

Powiat sokólski

Meczet w Kruszynianach

Kruszyniany, Bohoniki to miejsca, gdzie możemy poznać Tatarów – polskich muzułmanów, mieszkających w naszym kraju od kilkuset lat. Czy różnią się od muzułmanów z krajów arabskich? Jeszcze jak! O tym wszystkim dowiecie się choćby odwiedzając meczet w Kruszynianach. Powiat sokólski to także miejsca związane z filmem „U Pana Boga za Piecem”, które mimo dwóch dekad nie zmieniły się zbytnio. W samej Sokółce znajduje się też kościół, w którym doszło do cudu. Pod samym miasteczkiem całkiem przyjemnie można spędzić czas nad zalewem.

Powiat suwalski

Klasztor w Wigrach fot. Krzysztof Mierzejewski / Wikipedia

Wigierski Park Narodowy to miejsce, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisaliśmy na naszych łamach o nim wiele razy. Pokamedulski klasztor czeka! Oprócz tego oczywiście Szelment ze swoimi atrakcjami – wyciągiem nart wodnych, mini-golfem i parkiem linowym, do tego Wiżajny i trójstyk granic. A jakby komuś było mało, to niech zajrzy jeszcze na Stańczyki tuż za granicą województwa podlaskiego.

Powiat wysokomazowiecki

Muzeum w Ciechanowcu, to miejsce gdzie Donatan nagrywał swój znany kawałek „My Słowianie”. Zobaczcie te wyjątkowe miejsce na własne oczy. Żałować nie będziecie! Warto też zajechać do Waniewa – gdzie niestety nie skorzystamy ze wspaniałej kładki, ale miło spędzimy czas nad rozlewiskami. Do tego na liście „do zobaczenia” powinna znaleźć się siedziba Parku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Powiat zambrowski

Popiersie Józefa Piłsudskiego w Paproci Dużej fot. Jolanta Dyr / Wikipedia

Tutaj najciekawszym miejscem jest „Paproć Duża”. Miejscowość, która znajduje się wewnątrz wielkiego ronda. W kościele znajdującym się w miejscowości żenił się Józef Piłsudski.

 

Jak widzicie na Majówkę jest wiele atrakcji. Nudzić się nie będzie kiedy. Byleby pogoda dopisała. Bo jak szklana pogoda, to szyby niebieskie od telewizorów. A tak – można zwiedzać i zwiedzać. Udanego wypoczynku!

Partnerzy portalu:

Spacer wzdłuż torów. Tędy codziennie przemierza wielu spacerowiczów i rowerzystów.

Spacer wzdłuż torów. Tędy codziennie przemierza wielu spacerowiczów i rowerzystów.

Chociaż ta trasa nie jest „oficjalna”, to można na niej spotkać bardzo wielu spacerowiczów czy rowerzystów. Mowa o drodze biegnącej z Białegostoku do Wasilkowa tuż przy torach kolejowych. Jest to ciekawa propozycja na spacer po okolicach.

 

Warto przede wszystkim pamiętać, że na torach cały czas odbywa się ruch kolejowy, więc należy zachowywać bezwzględnie ostrożność. Ścieżka jest jednak wydeptana, zaś ludzie sami sobie krzywdy nie zrobią idąc obok. Warto jednak się zatrzymać i maksymalnie odsunąć, gdy będzie nadjeżdżać pociąg. Trasa spacerowa zaczyna się w Białymstoku przy ul. Olsztyńskiej na os. Białostoczek. Przechodzimy przez żółte barierki i idziemy w prawo. Następnie cały czas prosto aż do samego Wasilkowa. Po drodze miniemy dwie estakady, ogródki działkowe, a także przyjemny las. Droga biegnie też przez żelazny most, na którym musimy uważać. Żeby przejść musimy iść kilkanaście metrów przez tory. Wtedy musimy być maksymalnie pewni, że nic nie jedzie.

 

Nasza trasa zakończy się na stacji kolejowej w Wasilkowie. Dawniej była to przyjemna miejscówka, na której można było sobie posiedzieć, odpocząć. Dziś już nie ma nawet ławki. Dlatego też, gdy dojdziemy – możemy albo pójść do miejscowości Jurowce, a dalej wracać do Białegostoku przez Sielachowskie albo pójść do Wasilkowa na przykład nad zalew. Zarówno jeden i drugi kierunek będzie ciekawy. Wrócić też możemy autobusami – 102 z Jurowiec lub 100 z Wasilkowa.

Partnerzy portalu:

Znów będzie można zwiedzać miasto „ogórkiem”. Będą też inne letnie atrakcje.

Znów będzie można zwiedzać miasto „ogórkiem”. Będą też inne letnie atrakcje.

Po wczorajszej informacji, że wraca popularne połączenie kolejowe Białystok – Waliły okazuje się, że wracają też inne atrakcje w samym Białymstoku.

 

W najbliższy weekend po raz kolejny rozpoczyna działalność Multimedialne Centrum Informacji Turystycznej, zlokalizowane w Bramie Wielkiej Pałacu Branickich przy ul. J. Kilińskiego 1. Codziennie w godz. 10.00-18.00 licencjonowani przewodnicy zrzeszeni w Klubie Przewodników Turystycznych przy Regionalnym Oddziale PTTK w Białymstoku będą udzielać szczegółowych informacji mieszkańcom i turystom zwiedzającym miasto. Ponadto we wszystkie weekendy, dni świąteczne oraz podczas Nocy Muzeów (18 maja) możliwe będzie zwiedzanie zabytkowego zegara w Bramie.

 

Od najbliższej niedzieli (28 maja) będzie można zwiedzać nasze miasto podczas bezpłatnych przejazdów zabytkowymi autobusami z przewodnikami PTTK. Wycieczki „ogórkiem” i zabytkowym jelczem odbywać się będą do 1 września w niedziele i święta, a w wakacje także w soboty. Trasy będą wiodły poprzez najciekawsze białostockie atrakcje, a także tematycznymi szlakami: Wielokulturowy Białystok, Białystok przemysłowców, Śladami białostockich murali. Specjalne przejazdy zaplanowano z okazji święta ulicy Kilińskiego, 80-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej, również dotyczące Białostockich Patronów 2019 roku. Łącznie od 28 kwietnia do 1 września odbędzie się ok. 70 takich wycieczek. Rozkłady jazdy dostępne na bialystok.pl

Partnerzy portalu:

Atrakcja dla turystów i mieszkańców wraca po przerwie. Czy będzie rozbudowana?

Atrakcja dla turystów i mieszkańców wraca po przerwie. Czy będzie rozbudowana?

W najbliższy weekend 27 kwietnia ruszają pociągi kursujące z Białegostoku do Walił. Przewozy organizuje jak rok temu POLRegio, w których najwięcej ma do powiedzenia Urząd Marszałkowski. Od 27 kwietnia do 5 maja pociągi będą kursować na tej trasie codziennie. Zaś po majówce tylko w weekendy. Odjazdy o godz. 9.00 i 15.50, powroty z Walił o 10.26 i 16.56. Linia prowadząca przez Puszczę Knyszyńską jest bardzo popularna, dlatego też jej działanie co roku jest kontynuowane. To się chwali. Jednak jeżeli coś działa znakomicie, to dlaczego by tego nie rozwijać?

Przede wszystkim linia prowadzi aż do bramy z napisem w cyrylicy „Mir” (po polsku – pokój). Po drodze jest jeszcze jedna stacja Zubki Białostockie. Można by było także utworzyć prowizoryczny peron w miejscowości Gobiaty na końcu polskiej części linii. Nic nie stoi na przeszkodzie, by dogadać się ze wschodnimi sąsiadami, by otworzyli też bramę „Mir-u”, a pociągi dojeżdżały do Wołkowyska. Przypomnijmy, że ruch bezwizowy z Białorusią obowiązuje na Kanale Augustowskim czy w Puszczy Białowieskiej.

 

Kolejną kwestią są godziny odjazdów. Powrót o 16.56 jest zdecydowanie za wcześnie. Oczywiście dzięki temu mogą do domów wrócić osoby, które w stolicy Podlaskiego tylko się przesiadają, ale szynobus powinien zabierać do samego Białegostoku znacznie później. Dlatego potrzebna by byłą jeszcze jeden kurs. Na przykład o 17.30. Wtedy pociąg z Walił mógłby startować po godz. 19. Czyli akurat wtedy, gdy latem zaczyna się powoli robić ciemno.

Przypomnijmy też, że trwają prace nad rewitalizacją linii kolejowej do Białowieży. Linia nr 52 na trasie Białystok – Lewki – Hajnówka – Białowieża jest w trakcie modernizacji. Zakończenie robót ma nastąpić w połowie 2019 roku. Wtedy do zrobienia zostanie tylko część łącząca Hajnówkę z Białowieżą.

Partnerzy portalu:

Fontanny wytrysły! Jest ich w mieście całkiem sporo.

Fontanny wytrysły! Jest ich w mieście całkiem sporo.

Fontanny w Białymstoku stanowią od bardzo dawna element miejskiej architektury. Mieszkańcy bardzo lubią przebywać wśród nich, co można zaobserwować we wszystkie ciepłe dni. Gdzie się znajdują?

 

6 fontann znajduje się na terenie Pałacu Branickich. Cztery w ogrodzie oraz dwie na dziedzińcu. Warto przypomnieć, że tych ostatnich przez pewien czas nie było. Zostały „przywrócone” przy okazji przebudowy dziedzińca. Fontanna na Plantach natomiast miała roczną przerwę w działaniu. Wszystko to przez wielką awarię, która na szczęście została już usunięta. Najbardziej efektownie wodotryski prezentują się w weekendy, gdy można obserwować kolorowe pokazy wieczorami.

Na Rynku Kościuszki fontanna jest zwana wędrowniczką. A to wszystko dlatego, że zmieniała swoje położenie. Dawniej znajdowała się przy rondzie łączącym dzisiejsze ul. Rynek Kościuszki, Suraską i Sienkiewicza. Po II Wojnie Światowej miasto zostało praktycznie w całości zniszczone. Po jego odbudowie fontanna znalazła się bliżej ratusza. Za kadencji urzędującego prezydenta zapadła decyzja o wielkiej przebudowie Rynku Kościuszki. Wtedy też fontanna wróciła na dawne miejsce. Z małą zmianą – ul. Rynek Kościuszki i odcinek Suraskiej zostały zlikwidowane.

 

Fontanna z kulą natomiast znajduje się na skwerku przy pomniku Ludwika Zamenhofa. Dawniej kula obracała się. Czemu już tego nie robi – nie wiadomo. Wiadomo jednak, że miejsce to powinno trochę zmienić charakter. Obecnie jest to miejsce zajmowane przez bezdomnych. Wieczorami natomiast – przewija się tam wiele nietrzeźwych osób, które swoim zachowaniem wielokrotnie doprowadzały do interwencji policyjnych. Skwerek nazywany jest też „Trójkątem Bermudzkim”. Ostatnia fontanna znajduje się na niedawno utworzonym skwerku przy ul. Św. Mikołaja, Lipowej oraz Liniarskiego. Wcześniej było tu miejsce podobne do wyżej opisywanego – zajmowanego przez  bezdomnych oraz pijanych. Wszystko to za sprawą krzaków, które osłaniały przed widokiem z ulicy. Zamiast tego mamy obecnie elegancką instalację. Niestety często jest zaśmiecona.

Partnerzy portalu:

Pełne brzuchy po świętach? Przyjedź tu aktywnie spędzić czas

Pełne brzuchy po świętach? Przyjedź tu aktywnie spędzić czas

Park linowy, mini-golf oraz wyciąg nart wodnych – między innymi te atrakcje czekają już na wszystkich turystów, którzy zechcą odwiedzić Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji – Szelment na Suwalszczyźnie. Przy okazji można też zwiedzić Wigierski Park Narodowy i dosłownie obok województwa podlaskiego – Stańczyki.

Wigry

fot. Krzysztof Mizera / Wikipedia

Na początku warto wyruszyć do Wigierskiego Parku Narodowego. Zacznijmy od miejscowości Bryzgiel, a następnie podziwianie jeziora, mokradeł, torfowisk, lasów kontynuujmy jadąc przez Gawrych-Rudę, Płociczno-Tartak, Sobolewo docierając do Starego Folwarku i miejscowości Wigry, gdzie oczywiście warto zwiedzić Klasztor Kamedułów na półwyspie. Do klasztoru należy kościół, wieża zegarowa, ogrody, tawerna, przystań, galeria, restauracja oraz dawne domy zakonników. Nie ma żadnych ograniczeń w zwiedzaniu! Trzeba tylko wykupić bilet wstępu.

Szelment czeka

fot. Wrota Podlasia

Jedną z największych atrakcji latem na Szelmencie jest park linowy. Na chętnych czekają 3 różnorodne trasy – dla dzieci, trasa łatwa oraz trasa trudna. Organizatorzy parku zapewniają, że nie jest potrzebne żadne doświadczenie aby korzystać z atrakcji. Na miejscu są przeszkoleni instruktorzy, którzy o wszystko zadbają! Oprócz parku linowego na Szelmencie można spróbować swoich sił na nartach wodnych. Wyciąg zostanie otworzony na majówkę. Wtedy też na chętnych czeka możliwość przebycia aż 1000 metrów po tafli wody. Oczywiście należy tutaj wspomnieć, że ważny jest dobry start. Gdy wyciąg nas pociągnie – należy utrzymać równowagę. Gdy to się uda, to już będzie z górki.

Wielkie akwedukty

fot. Semu / Wikipedia

Przy Jesionowej Górze na Szelmencie można też przenocować, a także posilić się w restauracji. Można też pojechać dalej na przykład na dawne, gigantyczne akwedukty kolejowe w Stańczykach tuż za granicą województwa podlaskiego. Z Szelmentu to 40 km. Po drodze możemy minąć Trójstyk Granic Wisztyniec. Specjalne miejsce, gdzie znajdują się granice Polski, Litwy oraz Rosji.


fot. główne: Wrota Podlasia

Partnerzy portalu: