5 podlaskich miejscówek na fotografię ślubną i nie tylko…

5 podlaskich miejscówek na fotografię ślubną i nie tylko…

Wkrótce zacznie się sezon na śluby i wesela. Jednym z nieodłącznych elementów tych wydarzeń są zazwyczaj sesje fotograficzne. Gdzie się fotografować, by pamiątka cieszyła później oko i była powodem do dumy, gdy będziemy ją prezentować znajomym? Oto naszym zdaniem 5 miejsc, które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu sesji.

Pałac Branickich

Miejsce to nie jest wyjątkowo oryginalne jeżeli chodzi o wybór, jednak nie ma co sztucznie silić się na wyszukiwania skoro Pałac Branickich tak dużo oferuje. Można fotografować się w ogrodzie z fontannami, w dolnej części przy stawach, a także w samym budynku i na dziedzińcu. Mimo, że przewinęło się tam setki par, to nadal można zrobić świetne zdjęcia.

Muzeum Wsi

fot. Gumisza / Wikipedia

Pod Białymstokiem jeszcze przed Jurowcami znajduje się Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. Miejsce świetne to fotografowania jeżeli ktoś lubi klimat rustykalny, który obecnie jest bardzo modny. Drewniane chaty świetnie będą się prezentować jako tło pamiątkowych zdjęć.

Opera

To również popularne miejsce, które bardzo wiele daje od siebie. Można się fotografować przed pięknym wejściem, a także przy amfiteatrze. Nie będzie też problemu by fotografować się na tarasach budynku oraz na dachu. Wprawne oko fotografa znajdzie tam bardzo wiele interesujących kadrów.

Kraina Otwartych Okiennic

Trześcianka, Soce czy Puchły to kolejna propozycja rustykalna. Bardziej skierowana do osób prawosławnych ze względu na barwne cerkwie w okolicy, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by pamiątkowe zdjęcia robili sobie także nowożeńcy innych wyznań. Wspaniale ozdobione, drewniane domy na pewno będą cieszyć oko podziwiających młodą parę.

Kampus UwB

To dosyć interesująca propozycja ze względu na wygląd budynku, który jest mocno przeszklony. Jeżeli fotograf będzie potrafił wykorzystać tak charakterystyczną konstrukcję, to udane zdjęcia są gwarantowane! Tutaj jednak fachowiec musi zaawansowaną wiedzę fotograficzną, gdyż uzyskanie najlepszego efektu to przede wszystkim umiejętność operowania światłem.

 

Jeżeli temat przypadnie Wam do gustu, to temat plenerów fotograficznych będzie kontynuowany…

Partnerzy portalu:

Duże miasta mogą nam pozazdrościć. Białystok pod tym względem to unikat!

Duże miasta mogą nam pozazdrościć. Białystok pod tym względem to unikat!

Warszawa, Kraków, Gdańsk, Poznań czy Wrocław biją Białystok na głowę w wielu dziedzinach. Jest jednak coś, czego mogą nam pozazdrościć mieszkańcy tych dużych miejscowości. A mianowicie centrum połączonego z… 33 hektarowym lasem. Oczywiście mowa tu o parku i lesie zwierzynieckim. Rezerwat przyrody jest na wyciągnięcie ręki. Czegoś takiego nie ma żadne duże miasto.

 

Jest to oczywiście powód do dumy, którym można chwalić się wszystkim przyjezdnym. Oto można wyjść z pociągu, przejść przez całe Centrum, a następnie podziwiając piękny Pałac Branickich i Planty dojść w 30 minut piechotą do lasu niemalże w środku miasta! Samochodem jeszcze szybciej. Warto tu przypomnieć, że dawniej rezerwat przyrody był miejscem, gdzie żyło bardzo dużych zwierząt – między innymi jelenie, bażanty, daniele, kuropatwy a także łabędzie i dzikie kaczki. To wszystko było ogrodzone i służyło Branickim jako miejsce polowań. W XIX wieku las Zwierzyniec został skurczony, bo miasto zaczęło się rozrastać. Jednak, gdy spojrzymy na inne miasta, to tam lasów w centrum nie ma, a jedynie parki. Dlatego też mogą nam tego bez wątpienia pozazdrościć.

 

Integralną częścią Lasu Zwierzynieckiego jest oczywiście park. Tych w innych miastach oczywiście nie brakuje. Nasz jednak jest wyjątkowy właśnie dzięki temu połączeniu z lasem. Każdy, kto przyjdzie do Zwierzyńca może odwiedzić ZOO, może zabrać dzieci na plac zabaw lub też zwiedzić cmentarz wojskowy. Może też po prostu posiedzieć wśród zieleni i pooddychać świeżym powietrzem. Latem park odwiedzany jest przez tłumy. Tak samo jak pobliskie Planty czy Pałac Branickich.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja turystyczna nad Biebrzą już czeka!

Nowa atrakcja turystyczna nad Biebrzą już czeka!

Podlaskie rozwija się pod kątem kolejnych miejsc turystycznych. Nie od dziś wiadomo, że mamy czym się pochwalić – parki narodowe, parki krajobrazowe, puszcze i mokradła. To wszystko umownie można zwiedzać, w praktyce jednak trzeba wiedzieć gdzie. Dlatego przybywa nam kolejnych kładek edukacyjnych. Tym razem pojawiła się taka nad Biebrzą w okolicach miejscowości Jałowo oraz Nowy Lipsk.

 

Kładka ma 6 kilometrów długości, a do tego jedną przeprawę promową taką jak w Śliwnie i Waniewie. Po drodze będziemy szli przez bagna mijając mchy i różne rzadkie gatunki roślin. Cała trasa składa się z trzech odcinków. Jak tam dojechać? Ścieżka znajduje się w powiecie augustowskim. Musimy dojechać do miejscowości Nowy Lipsk. Najłatwiej będzie, gdy pojedziemy przez Sokółkę, Dąbrowę Białostocką i Lipsk. Oprócz kładki napotkamy po drodze wyspę mineralną, a także wiatę.

 

Wędrówka okolicami rzeki Biebrzy może być fascynująca dla wszystkich tych, którzy cenią sobie ciszę, spokój i bliskość natury. Biebrza zaczyna się tuż przy granicy Polski i Białorusi, zaś kończy się na rozlewiskach w okolicach Wizny wpadając do Narwi. Jej długość to 165 km.

fot główne: Wojsyl / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Kiedy kładka Śliwno-Waniewo znowu będzie działać? Nie wiadomo czy w tym sezonie!

Kiedy kładka Śliwno-Waniewo znowu będzie działać? Nie wiadomo czy w tym sezonie!

Kładka łącząca Śliwno i Waniewo nad rozlewiskami Narwi od wypadku została zamknięta do odwołania już 3 tygodnie temu. Niestety nie mamy dobrych wiadomości dla zwiedzających – trudno jest nawet oszacować ile czasu może potrwać taki stan. Wszystko dlatego, że po wypadku Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie. Musi przesłuchać wiele osób, które wówczas znajdowały się albo w pobliżu albo wpadły do wody. Dopiero po wykonaniu tych czynności zapadnie decyzja czy ktoś usłyszy zarzuty. Kładka zostanie najprawdopodobniej otwarta ponownie, gdy śledztwo wykaże przyczynę zdarzenia. O ile wyjdzie, że platforma do przeprawy nie zawiniła.

 

Nie jesteśmy ekspertami, ale zanim doszło do wypadku byliśmy na tej kładce. Platforma, która się wywróciła wyraźnie różniła się od pozostałych trzech. Tamte były wielkie, masywne i bardzo stabilne – można było nawet po nich skakać i bujać na boki. Natomiast ta, która się wywróciła była krótka, lekka i prawdopodobnie źle skonstruowana. Bowiem niezależnie ile osób się na niej znajdowało przechylała się na prawy bok. Dlatego podczas przeprawy trzeba było stawać na niej równomiernie po obu stronach. Z relacji świadków wynika, że w momencie felernej przeprawy na platformie znajdowało się kilka osób.

 

Jeżeli również śledztwo wykaże wadę konstrukcyjną, to władze Narwiańskiego Parku Narodowego będą musiały poprawić jej działanie. Warto tu dodać, że to te same promy, które były przed remontem. Wówczas jednak nie było problemu z krótką przeprawą. Zatem dlaczego po remoncie się pojawił? Tego dowiemy się zapewne jeszcze w tym roku. Jednak szanse na otwarcie przeprawy w tegoroczną majówkę są nikłe. Nie wiadomo czy w ogóle będzie można tam się przejść w tym sezonie letnim.

Partnerzy portalu:

Tu poczujesz się jak w dżungli. Brakuje tylko małp i tarzana.

Tu poczujesz się jak w dżungli. Brakuje tylko małp i tarzana.

Ten rezerwat istnieje od 1987 roku, jednak nie jest aż tak popularną atrakcją. To duży błąd, bowiem w tym fragmencie Puszczy Knyszyńskiej można nie tylko zaobserwować różnorodność natury, ale także wybrać się z całą rodziną na przyjemny spacer. Kładka ma długość 1 km. Cały rezerwat jest jednak większy. Zacznijmy od walorów przyrodniczych. Krzemianka jest doliną na bagnach obfitą w wiele różnych gatunków roślin. Można powiedzieć, że w rezerwacie jest trochę jak w dżungli. Wszędzie pełno roślin, do tego różne odgłosy ptaków. Brakuje tylko małp i tarzana. Inaczej można by było się pomylić.

Warto zaznaczyć, że Krzemianka pozwala dotrzeć do miejsc, których człowiek normalnie by nie mógł odwiedzić bez ryzyka zagubienia, a nawet narażania życia. Tu jest o tyle bezpiecznie, że można przybyć z dziećmi. Warto jednak pamiętać o dobrym obuwiu. Nie tylko będziemy poruszać się po samej kładce. Na przykład bardzo ciekawie będzie na terenach, gdzie dawniej była kopalnia krzemienia. Nie zapominajmy, że przebywanie w lesie ma dobroczynne właściwości. Zwalcza stres, pomaga się skupić, łągodzi złe samopoczucie oraz dotlenia organizm. W dzisiejszych elektronicznych czasach to bardzo ważne, by nie tracić kontaktu z naturą.

 

Rezerwat Krzemianka mieści się obok miejscowości Rybniki. Możemy tam się dostać na 2 sposoby. Samochodem – wyruszając z Białegostoku w kierunku Augustowa. Możemy także wybrać się tam rowerem jadąc z Białegostoku przez Jurowce, Sochonie, Woroszyły, Zaścianek, a następnie z Rybnik do Katrynki (1,5 km drogą główną). Wypad może być też częścią większej wycieczki po okolicy. Oprócz rezerwatu Krzemianka można zwiedzić Knyszyn, Czarną Wieś Kościelną oraz zalew w Czarnej Białostockiej. Z tej miejscowości natomiast dojedziemy leśną drogą do Supraśla. Możliwości jest wiele. Wystarczy znaleźć chwilę dla siebie i to wykorzystać.

fot główne: Przemysław Wierzbowski / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Zapomniane jezioro w Puszczy. Ma swoją wyspę tajemnic. To wspaniałe miejsce na spacer.

Zapomniane jezioro w Puszczy. Ma swoją wyspę tajemnic. To wspaniałe miejsce na spacer.

Jezioro Komosa znajdujące się po drodze między Białymstokiem a Supraślem to idealne miejsce na spacer o każdej porze roku. Można spacerować lasem do samego Supraśla (lub dojechać tam rowerem).

 

Komosa znajduje się w miejscowości Krasne ok. 3 km od Supraśla. Dlatego też lepiej będzie najpierw dojechać do tego miasteczka, by z niego przejść się piechotą nad jezioro. Wystarczy wejść na polanę przy ul. Lewitówka obok Letniskowej. Następnie trzeba wystarczy wejść w leśną drogę po lewej stronie, a na rozwidleniach iść szerszą drogą aż dotrzemy nad piękne jezioro, które ma swoją wyspę. Nie jest to zwykła wyspa. Kryje ona swoje tajemnice. Legenda mówi, że w letnie sierpniowe noce, przy pełni księżyca, nieraz usłyszymy tam zawodzący płacz i krzyk bezsilności. Wyspa miała być miejscem tragicznych losów pewnych kochanków.

Przed laty na wysepce mieszkał rzemieślnik zwany Rudobrodym. Dzięki swej ciężkiej pracy udało mu się wybudować dom i kupić dużą działkę. Mimo majątku brakowało mu czegoś, czego nie można kupić za żadne pieniądze – odwzajemnionej miłości. Wszystko to przez swą chorobliwą nieśmiałość. Przeciwieństwem Rudobrodego był jego brat Zbyszko, który to prowadził hulaszczy tryb życia. Wszelkie pieniądze przeznaczał na kobiety, wino i śpiew. Braci połączyło jedno – uczucie do tej samej kobiety o imieniu Helena.

 

Rudobrody niestety nie był wystarczająco odważny. Opieszałość wykorzystał Zbyszko, co szybko doprowadziło do gorącego romansu. Ten nawet był gotów w końcu się ustatkować, lecz ojciec dziewczyny nie chciał nawet o słyszeć o ślubie. Kochankowie zmuszeni byli do spotkań w tajemnicy. Na miejsce schadzek wybrali wyspę na jeziorze. Rudobrody niejednokrotnie śledził kochanków. Pewnej letniej nocy uznał, że popełni samobójstwo. Jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i postanowił zabić brata. Tym samym usunąłby konkurenta i od nowa rozpoczął walkę o serce Heleny. Zanim doszło do schadzki, na drodze ukrył się Rudobrody. Czekał tam na brata z kamieniem w ręku. Słysząc szelest kroków, wyskoczył na ścieżkę i zadał cios. Bezwładne ciało opadło na ziemię. Nastała głucha cisza. Księżyc, który wyszedł zza chmur, pokazał okrutną prawdę. Ofiarą Rudobrodego padł nie jego brat, lecz Helena. Do dziś pozostał tylko płacz i jęki dobiegający z traw porastających jezioro.

 

Oczywiście na samą wyspę się nie dostaniemy. W jeziorze też nie można pływać Hodowane są tam bowiem ryby. Jednak warto tam się wybrać dla samych widoków. Tafla wody niezwykle nas uspokoi, zaś spędzanie czasu w lesie ma tylko dobre korzyści. Komosa to także dobre miejsce na relaks wiosną, jesienią i zimą. Jezioro nie jest bowiem typowe. Przepływa przez nie rzeka Podsokołda. Dzięki temu zimą na zamarzniętej tafli można zauważyć płynący ciek wodny.

 

Nie można też zapomnieć o wartościach przyrodniczych tego miejsca. Puszcza Knyszyńska jest ona jedynym w Europie Środkowej obszarem zbliżonym pod wieloma względami (strukturalnym, geobotanicznym czy zoogeograficznym) do południowo-zachodniej tajgi. To także miejsce, gdzie żyje wiele gatunków zwierząt i ptaków. Można tu spotkać żubra, jelenia, wilka czy rysia. Po jeziorze Komosa pływają także łabędzie.

Partnerzy portalu:

Te miejscówki pokochasz tylko za to, że można posiedzieć i popatrzeć. Są pod Białymstokiem!

Te miejscówki pokochasz tylko za to, że można posiedzieć i popatrzeć. Są pod Białymstokiem!

Być może siedzenie pod mostem źle się kojarzy, ale siedzenie nad rzeką już nie. Najbliżej Białegostoku (nie licząc oczywiście małej rzeczki Białej) płynie większa rzeka – Supraśl. Dzięki temu, jeżeli ktoś ma ochotę odpocząć od miejskiego zgiełku, to szybko może wyskoczyć pod miasto. Nowodworce, Wasilków, Sielachowskie, Dobrzyniewo Fabryczne i Złotoria – między innymi przez te 5 miejscowości przepływa rzeka Supraśl. Jeżeli ktoś lubi posiedzieć , wyciszyć się lub zwyczajnie zrelaksować się obserwując wodę, to nasze propozycje będą doskonałą alternatywą dla ostatnio zatłoczonego Supraśla i tamtejszych bulwarów.

Nowodworce

To wioseczka między trasą z Białegostoku do Supraśla a Wasilkowem. Posiedzieć nad rzeką można po obu stronach mostu. Z jednej na małym mostku, z drugiej na maleńkiej plaży. Oba te miejsca mają swój indywidualny urok. Warto więc przetestować i jedno i drugie.

Plaża w Nowodworcach nocą

Wasilków

Obok znajduje się Wasilków. Idealnym miejscem do posiedzenia nad rzeką Supraśl jest tamtejszy zalew. Są pomosty i wiele innych miejsc, które bardzo dobrze się nadają do spoglądania na wodę i relaksowania się. Do wyboru do koloru!

Zalew w Wasilkowie

Sielachowskie

Kolejne warte odwiedzenia miejsce to wieś Sielachowskie. Tam znajduje się kolejny most, z którego możemy spoglądać nad rzekę lub posiedzieć pod nim (jakkolwiek  to nie brzmi). Z jednej strony plaża, z drugiej łąka. Kto co woli. Oba miejsca równie przyjemne!

Dobrzyniewo Fabryczne

Przedostatnie miejsce to Dobrzyniewo Fabryczne. Tam znajduje się tama, która reguluję rzekę. Jest to również wspaniałe miejsce do odpoczynku. Wpatrywanie się w chlupiącą wodę jest na pewno hipnotyczne. Może nas wprowadzić w błogi spokój. Jeżeli tego właśnie potrzebujecie – to ruszajcie jak najprędzej.

Tama w Dobrzyniewie Fabryczym / fot. Athantor / Wikipedia

Złotoria

Na sam koniec – pożegnanie z Supraślą czyli miejsce, gdzie wpada do Narwi. Mowa tu o Złotorii po drodze na Tykocin. Za starą szkołą wystarczy zejść do brzegu. Nieopodal znajduje się także ławeczka. Nikt nie wygoni wędrowca, który chciałby posiedzieć i popatrzeć na rzekę. Dlatego polecamy i zapraszamy!

Partnerzy portalu:

Białystok – Supraśl rowerem po nowemu. Jak jest teraz – lepiej czy gorzej?

Białystok – Supraśl rowerem po nowemu. Jak jest teraz – lepiej czy gorzej?

Zakończyła się już inwestycja w postaci przebudowy drogi z Białegostoku do Supraśla. Bez wątpienia kierowcy mają dużo większy komfort podczas jazdy do uzdrowiska, a jak jest z rowerzystami? Postanowiliśmy to sprawdzić na własnej skórze.

 

Najpierw warto jednak przypomnieć jak było. Asfaltowa ścieżka prowadząca z jednego miasta do drugiego była już dość zniszczona. Pod asfaltem znajdowały się korzenie przez co jazda rowerem była nierówna. Ponadto był fragment, gdzie ścieżka szła przez jedną ze wsi bokiem i gdy jechał ktoś pierwszy raz mógł się zgubić lub jechać wąskim krawężnikiem przy drodze głównej – nie zauważając, że ścieżka skręca. To wszystko jest rekompensowała Puszcza Knyszyńska. Jazda przy samym lesie powodowała, że podróż mimo wszystko była w miarę przyjemna. Teraz Puszczy już nie czuć. Przy całej ścieżce została mocno wygolona. Większość drogi czujemy się jakbyśmy nie opuścili Białegostoku tylko byli na jego przedmieściach. Nawet, gdy kończą się domy. O ile wcześniej droga była w miarę wyrównana, tak teraz z Białegostoku będziemy mieli zdecydowaną większość z góry, zaś powrót będzie pod górę. Dlatego lepiej wracać przez Krasny Las do Grabówki. Będzie wygodniej, szybciej i przyjemniej.

 

Ogólne wrażenia są na plus. Jeżeli ktoś chce jechać rowerem do Supraśla nową drogą to na pewno bardziej warto teraz aniżeli to było, gdy była jeszcze stara droga. Alternatywnie do Supraśla możemy dostać się przez Wasilków i Dąbrówki. Można też jechać z Wasilkowa na Nowodworce, a dalej wyżej omawianą ścieżką rowerową. Kolejna droga, którą warto pojechać jest przez Grabówkę i Majówkę.

Partnerzy portalu:

Wycieczka wzdłuż granicy. Te 7 miejscowości trzeba odwiedzić!

Wycieczka wzdłuż granicy. Te 7 miejscowości trzeba odwiedzić!

7 miejscowości na południowo zachodniej granicy województwa podlaskiego to na pewno jeden z ciekawych pomysłów na zwiedzanie w regionie tego co nie jest oczywiste. Pomysł nie jest zupełnie nielogiczny. Bowiem jeżeli będziemy chcieli zwiedzić województwo podlaskie wzdłuż północono-wschodniej granicy to zauważymy aż 4-krotnie zmieniające się krajobrazy, architekturę i gwarę miejscowych. Jak jest na południowo-zachodniej granicy? Jest to wycieczka po miejscach związanych z Królestwem Polskim, a także z Księstwem Mazowieckim. Oczywiście upłynęło wiele czasu i nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka, ale znając kontekst historyczny danego miejsca można zauważyć pewne, charakterystyczne szczegóły.

Niemirów

Pierwszym punktem naszej osobliwej wycieczki powinien być Niemirów. To bardzo ciekawe miejsce, będące trójstykiem granic wojewódzkich i łączeniem granic Polski i Białorusi. Jest tam też wspaniały punkt widokowy na rzece Bug, góra zamkowa, resztki cmentsarza żydowskiego, a także kościół, którego brama z dzwonnicą pochodzą z XIX wieku. W wieży natomiast znajdują się barokowe dzwony z XVIII wieku. Jest też przeprawa promowa, ale działa nieregularnie. Badania archeologiczne dowodzą że dawniej również w tym miejscu znajdowała się granica między wschodnią a zachodnią cywilizacją.

Mielnik

To miasteczko, w którym możemy przede wszystkim zwiedzić ruiny kościoła (na fot. głównym), a także zobaczyć odkrywkową kopalnię kredy i rozejrzeć się po okolicy na wieży widokowej. W Mielniku można też przeprawić się na drugą stronę rzeki bezpłatnym promem. Nie działa on jednak przez cały rok. Mielnik można porównać także do San Francisco. Część miasteczka jest położona bardzo wysoko, część (bliższa rzeki) bardzo nisko. Przez co spacerując po miasteczku odczujemy różnice wysokościowe.

Drohiczyn

fot. Bladyniec / Wikipedia

To kolejne miasteczko na Bugu, które warto zobaczyć. Tam również znajduje się góra zamkowa, przeprawa promowa, a także wspaniałe zabytki w centrum miasta. Warto tu wspomnieć, że w czasach, gdy Polska była jeszcze królestwem, to Drohiczyn był stolicą Podlasia.

Granne

To ostatnie miejsce związane z Królestwem Polskim. Zostały tam pozostałości po moście, który był częścią szlaku łączącego Grodno z Warszawą. Przechodziła przez ten obiekt wielka armia Imperium Rosyjskiego. Tą samą drogą Król Stanisław August wyjechał do Grodna i już nie wrócił. Był to także szlak dla wojsk Napoleona podczas jego wojny z Imperium Rosyjskim. Część z nich zmarło z zimna, głodu i chorób i zostało pochowanych we wsi Dzierzby – po drugiej stronie Bugu. Dziś po moście zostały tylko pozostałości widoczne tylko wtedy, gdy jest niski poziom rzeki.

Ciechanowiec

W Ciechanowcu możemy zwiedzać dawny rynek z kościołem, cerkwią i dawną synagogą. Najważniejszy jednak obiekt to Muzeum Rolnictwa słynny między innymi z tego, że wystąpił w teledysku Donatana i Cleo. Znajduje się w nim pałac i bogato wyposażony skansen. Gdy były rozbiory miasto początkowo przypadło Prusom, a potem Rosji. W późniejszych czasach – pół miasta należało do Kongresowego Królestwa Polskiego zaś drugie pół do Imperium Rosyjskiego. De facto to wszystko było jedno państwo złączone unią personalną. W czasach II Wojny Światowej Ciechanowiec był miejscem, gdzie Niemcy utworzyli getto dla Żydów, następnie ich wymordowali lub wywieźli do swoich obozów śmierci w Treblince (pod Warszawą). Po II Wojnie Światowej Ciechanowiec nie odzyskał już dawnego znaczenia. Pozostało też na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych. Dlatego dziś najważniejszym miastem w powiecie jest Wysokie Mazowieckie.

Paproć Duża

To wieś, w której w kościele ewangelickim ślub brali Maria i Józef Piłsudscy. Jednak to tak na marginesie. Wieś bowiem jest założoną przez osadników niemieckich osadą na pla nie koła! Wjeżdżając do wsi można jeździć w kółko do woli – wracając cały czas do tego samego miejsca, w którym zaczęło się jazdę. Z tego koła odchodzi promieniście osiem dróg do kolejnych osad. Na zdjęciach satelitarnych prezentuje się to bardzo ciekawie. Z dołu zwiedzanie Paproci Dużej to także ciekawe doświadczenie.

Sosnowiec

Zwieńczeniem wycieczki powinien być Sosnowiec… oczywiście nie ten na Śląsku. Podlaskie ma własny. Jest to wieś w gminie Miastkowo. Nic ciekawego nie możemy na jej temat napisać, ale wiemy jedno na pewno – warto tam pojechać dla samego faktu sfotografowania się przy tabliczce.

fot. główne: Jacek Karczmarz / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Kładka Śliwno-Waniewo po remoncie. Nowa trasa i nowe miejsca! Sprawdziliśmy ją dla Was.

Kładka Śliwno-Waniewo po remoncie. Nowa trasa i nowe miejsca! Sprawdziliśmy ją dla Was.

Kładka Śliwno-Waniewo jest już czynna po remoncie, aczkolwiek ostatni fragment w Waniewie póki co nie prowadzi do wieży widokowej. Wójt gminy Sokoły postanowił, że ta część kładki zostanie obłożona płytami i wystarczy. Dlatego od Śliwna zupełnie nową trasą, po całkowicie nowej kładce możemy zwiedzać rozlewiska Narwi. Po drodze oprócz starej wieży widokowej napotkamy też dwie dodatkowe budki i daszek. Wyremontowana kładka prowadzi aż do samego Waniewa. Dopiero po przeprawie ostatnim promem znajdziemy się na starej konstrukcji obłożonej płytami. W porównaniu z resztą efekt koszmarny. Ponadto nie da się dojść do wieży w Waniewie, można wyjść do wsi inną trasą. Jednak nie ma co ukrywać, że całość robi niesamowite wrażeni, co można zobaczyć na poniższym filmie i zdjęciach.

Przede wszystkim zmienione zostały wejścia na prom. Teraz kładka rozdziela się na 3 alejki. Żeby przyciągnąć do siebie prom trzeba stanąć w środkowej i złapać za łańcuch. Na drugiej przeprawie od Śliwna kilka osób miało problem z przeprawą. Stalowa lina trzymająca prom utknęła między deskami. Na szczęście udało nam się odblokować mechanizm i ludzie mogli już korzystać z kładki bez problemu. Piszemy o tym jednak nie dlatego, by się chwalić, ale dlatego że sytuacja może się powtórzyć. Stalowa linka jest nieco za długa, stąd ten problem. Inaczej mówiąc widać było pośpiech w działaniach.

Nie ma co się dziwić. Wszyscy czekali na powrót kładki z utęsknieniem. Nie była dostępna przez cały rok! Na szczęście już wróciła i wydaje nam się, że będzie to hit 2019 roku. Już dziś na trasie było sporo osób. Nie ma co się dziwić. Przejście nią w obie strony to 3 km wspaniałego spaceru pośród pięknych rozlewisk, śpiewu ptaków – oraz wyróżniających się odgłosów dzikich gęsi. Można też obserwować klucze innych ptaków. Dodatkowo jest wiele miejsc, gdzie można sobie posiedzieć. Wcześniej była to tylko jedna wieża. Teraz mamy do wyboru 3 takie miejsca plus wieża w Waniewie, która  zapewne za jakiś czas również będzie dostępna. Chyba nikogo specjalnie nie musimy namawiać na wyjazd do Śliwna bądź Waniewa. Każda okazja jest dobra, a czas tam spędzony nie będzie czasem straconym.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Bajkowe widoki, cisza i spokój oraz mnóstwo łosi. Oto Biebrza w całej swojej krasie!

Wędrówka okolicami rzeki Biebrzy może być fascynująca dla wszystkich tych, którzy cenią sobie ciszę, spokój i bliskość natury. Biebrza zaczyna się tuż przy granicy Polski i Białorusi, zaś kończy się na rozlewiskach w okolicach Wizny wpadając do Narwi. Jej długość to 165 km. Polecamy sobie zarezerwować cały weekend na jej zwiedzanie. Można to zrobić zarówno podróżując samochodem, pociągiem czy rowerem. Oczywiście zwiedzanie samej rzeki nie będzie aż tak ekscytujące, ale wszystkie miejsca napotkane tuż przy niej już tak! Zanim wybierzecie się tam, to najpierw serdecznie zapraszamy na wirtualną wycieczkę. Zacznijmy u źródła. Tego należy upatrywać w bagnistym lasku pod miejscowością Nowy Dwór w powiecie sokólskim. Biebrza u źródła wygląda tak:

Niecałe 10 km dalej zaczyna się Biebrzański Park Narodowy, przez który naturalnie płynie nasza rzeka. W tych terenach lepiej uważać. Już na najstarszych mapach te miejsca były oznaczone jako bagna. Lepiej zwiedzać te tereny drogami i w najważniejszych punktach, bo można poważnie ugrzęznąć lub zabłądzić. Całkiem sympatycznie można sobie zwiedzić Biebrzę w okolicach Jagłowa. Wędrówka stamtąd do Dolistowa Starego to 10 km przy samym brzegu. Widoki olśniewające, okolica naprawdę spokojna. To bardzo ciche miejsce, w które rzadko kto zagląda. Wędrówka skończy się na moście w Dolistowie Starym.

Kolejne miejsce, gdzie możemy podziwiać Biebrzę to Dawidowizna. Właśnie tam można sobie posiedzieć przy brzegu, wśród trzcin i pokontemplować. Zupełnie inaczej niż tuż obok w Goniądzu. Tam mamy punkty widokowe, alejki spacerowe. Mnóstwo też miejsc agroturystycznych, gdyby ktoś potrzebował przenocować. Jadąc ulicą Rybacką natrafimy na wieżę widokową. Doskonały punkt, by podziwiać okolicę. Szczególnie wiosną, gdy są rozlewiska.

Kolejny punkt, którego omijać przy zwiedzaniu Biebrzy nie można to Twierdza Osowiec, kładka oraz bunkry na wyspie. Dalej rzeka płynie przez bardzo dzikie tereny, które lepiej omijać. Warto też wspomnieć, że są ludzie którzy mieszkają na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wystarczy wybrać się do miejsca zwanego Leśna Polana nad Biebrzą. Rano obudzą Was śpiewy ptaków, nocą będzie można podziwiać gwiazdy, zaś w dzień będzie można odpocząć od wszystkich trosk przy brzegu rzeki. To prawdziwy azyl!

Punkt końcowy to Wierciszewo, gdzie znajduje się ujście Biebrzy do Narwi. Szczególnie wiosną widoki tam są bajeczne. Oprócz rzeki można podziwiać także żurawie. Warto też przypomnieć, że bagniste tereny wokół Biebrzy to również ojczyzna łosia. Natrafienie na te zwierzę podczas spacerów jest wielce prawdopodobne. Zwierzyny tej nie brakuje. Co ciekawe rzeką można pływać kajakami i tratwami. Nie brakuje też pół biwakowych w jej okolicach.

fot. SilverTree / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Ujrzeć niebieską żabę, podglądać bobry i słuchać ptaków. Ten weekend może być ekscytujący!

Ujrzeć niebieską żabę, podglądać bobry i słuchać ptaków. Ten weekend może być ekscytujący!

Najbliższy weekend to idealny czas na wypad do Narwiańskiego Parku Narodowego oraz jego okolic. Pogoda ma niezwykle sprzyjać, bo wiosna zbliża się wielkimi krokami, czego potwierdzeniem są klucze ptaków. Tych w okolicach Narwi pojawia się mnóstwo! Wciąż niedostępna jest w całości kładka łącząca Śliwno i Waniewo. Wszystko przez to, że jej dwie części należą do dwóch różnych podmiotów. Kładka Śliwno należy do Narwiańskiego Parku Narodowego i jest już wyremontowana, zaś druga część w Waniewie należąca do gminy Sokoły na remont wciąż czeka i jest zamknięta.

 

Nie stoi jednak nic na przeszkodzie, by wybrać się nad zerwany most w Kruszewie, a następnie na kładkę w Śliwnie. Następnie pojechać przez Kościuki i Zaczerlany do Baciut, gdzie będzie można przejechać na drugą stronę rozlewisk. Następnie dojechać do Waniewa. Tam wysoki poziom wody sprawił, że można wejść tylko od strony Centrum Informacji Turystycznej. Kolejnym przystankiem powinno być Kurowo, gdzie będziemy mogli podziwiać XIX wieczne zabudowania. To dworek otoczony parkiem z alejkami świerkowymi i lipowymi. Tam właśnie znajduje się największe siedlisko ptaków, które możemy podziwiać. Można też podglądać bobry, gdyż po zimie trzcina nie jest jeszcze wysoka. W Narwiańskim Parku Narodowym można też napotkać na niebieską żabę! Tak, to nie żart. W okresie godowym samce tych płazów potrafią zmienić kolor.

 

Ostatnim przystankiem może być Tykocin, w którym to będziemy mogli po całodziennej wyprawie dobrze zjeść, a także zwiedzić synagogę po remoncie elewacji, a także kościół. Warto też raczyć się widokiem Narwi z mostu, szczególnie gdy trafimy na zachód słońca.

Partnerzy portalu:

Brudna woda władzy nie przeszkadza. Chcą rozwijać turystycznie Siemianówkę.

Brudna woda władzy nie przeszkadza. Chcą rozwijać turystycznie Siemianówkę.

Gmina Michałowo planuje zainwestować w Zalew Siemianówka. Mają pojawić się pomosty, tarasy, stacje rowerowe, pola namiotowe i inne rzeczy które przyciągną turystów. Gmina chce na ten cel pozyskać dofinansowanie z Unii Europejskiej – 8 mln zł, zaś sama dołożyć jeszcze 1,5 mln. Brzmi atrakcyjnie? Tak jakby. Ktoś zapomniał o najważniejszym problemie z Siemianówką. Woda w niej od lat jest bardzo zła. Zalew został sztucznie utworzony w czasach PRL. Żeby go stworzyć zalano wysiedlono 8 wsi, a następnie zalano wodą. Warto też dodać, że taki sam los spotkał okoliczny cmentarz. Nie pozostało to obojętne na jakość wody. A ta jest bardzo kiepska. Od lat nie spełnia wymagań sanitarno-epidemiologicznych. Teoretycznie nie można się tam kąpać. W praktyce rozbudowując turystycznie to miejsce – zachęca się ludzi, by tam przyjeżdżali i właśnie kąpali w brudzie. O wywłaszczeniu ludzi z dzisiejszej Siemianówki powstał film pt. „Czy słyszysz jak płacze Ziemia”.

Siemianówka to bardzo ciekawe miejsce. Na uboczu, niedaleko Puszczy Białowieskiej, można tam liczyć na ciszę i spokój. Od jakiegoś czasu zaczyna przyciągać coraz więcej turystów. Nic dziwnego, że władze chcą to jakoś wykorzystać. Tylko co zrobić z brudną wodą? Tu odpowiedzi nie ma. Nie można po prostu spuścić wody, uporządkować terenu i zalać ponownie. Raz próbowano zrobić coś w tym stylu. Ucierpiało od tego środowisko. Po kilku latach od powstania zalewu zaczęły tam się intensywnie rozwijać sinice. By je zlikwidować postanowiono wymienić wodę oraz uprzątnąć linię brzegową. W związku z tym obniżono poziom wody do niskiego stanu. Takie działania sprawiły, że zniszczono miejsca lęgowe ptactwa. Mało tego po obniżeniu stanu wody nie dokonano zbyt wielu zmian. Nie było żadnego sprzątania linii brzegowej, nie wymieniono roślinności. Za to doszło do spustoszenia wśród ptaków i ryb. A wystarczyło podnieść poziom wody, by schłodzić zalew. Wtedy sinice nie mogłyby się rozwijać.

 

W 2010 roku nad Siemianówką wybudowano pomosty, wiaty na ogniska, boiska do różnych sportów, place zabaw, miejsca dla caravaningu. Jest też wieża widokowa, z której można podziwiać zalew. Czy warto rozwijać to miejsce turystycznie? Trudno powiedzieć. Nie można ignorować tego, że woda jest brudna i nie można się w niej kąpać. Ludzie zakazy te ignorują, a rozbudowa pod względem turystycznym jeszcze bardziej do tego zachęca.

fot. główne: Wojsyl / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Megalomania czy potrzebna inwestycja? Most na rzece za gigantyczne pieniądze.

Megalomania czy potrzebna inwestycja? Most na rzece za gigantyczne pieniądze.

Dziś ten obiekt widoczny jest zazwyczaj latem podczas suszy. Wtedy rzeka Bug odsłania resztki mostu w Grannem niedaleko Siemiatycz. Już niedługo, być może w jego miejsce lub obok powstanie nowy most. Dzięki czemu mieszkańcy gminy Perlejewo będą mogli dojechać szybko do Sokołowa Podlaskiego oraz skrócą sobie trasę do Warszawy. Póki co wszystko opiera się o deklaracje. Czy zamienią się w inwestycję jeszcze nie wiadomo.

 

Wiadomo że budowa mostu to koszt ok. 100 mln zł. Gdyby doszło do realizacji to rząd pokryłby 80 proc. kwoty. Pozostałe 20 proc. i zarazem milionów złotych musiał by pokryć samorząd. Czyli zainteresowani – z województwa podlaskiego – Gmina Perlejewo, Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, a z mazowieckiej strony powiat sokołowski, gmina Jabłonna Lacka oraz Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego. Czyli każda ze stron na przykład po 4 miliony złotych. Oczywiście dla gminy Perlejewo (3 tys. mieszkańców) to zabójcze pieniądze, zatem raczej muszą liczyć na większą przychylność marszałka, a w zasadzie o całkowite finansowanie.

 

Most dla gminy na pewno się przyda, ale szczerze powiedziawszy nie jest on ekonomicznie uzasadniony. Jest to bardziej spełnienie fanaberii premiera Mateusza Morawieckiego (za pieniądze podatników), który ogłosił program „Mosty dla regionów” w ramach którego powstanie 21 nowych mostów za 2,3 mld zł. O ile sam program ma sens – gdyż wiele mostów w Polsce jest potrzebnych to jednak budowa mostu w Perlejewie jest jak budowanie autostrady w polu. Gdyby most ten był częścią większej inwestycji to należałoby jej przyklasnąć.

 

Od miejscowości Granne, gdzie ma powstać nowy most do najbliższego mostu na drugą stronę Bugu jest 17 km. Odległość samochodem można powiedzieć żadna, szczególnie że obiekt ten znajduje się na drodze krajowej, którą można dojechać do Sokołowa Podlaskiego. Warto jednak pamiętać o rolnikach, którzy mają swoje pola także po drugiej stronie Bugu. Często odpuszczają sobie jeżdżenie do nich ze względu na odległość. Dlatego też jakiś most w Grannem by się przydał. Warto sobie zadać jednak pytanie czy taki za 100 mln zł. Niestety obowiązuje tu głupia maksyma „Jak dają to bierz”. Dlaczego głupia? Można się było o tym przekonać podczas idiotycznej inwestycji – drogi Białystok – Supraśl. Tylko dlatego żeby dostać 90 procentowe dofinansowanie – wymyślono projekt na 100 mln zł – w tym wielkie estakady w Puszczy Knyszyńskiej. Kierowcy jadąc do Supraśla mogą podziwiać czubki drzew.

 

Tutaj historia się powtarza – tylko po to by wziąć od rządu 80 mln zł – trzeba wydać 20 mln. Warto też wspomnieć, że rząd nie ma własnych pieniędzy – jeżeli je komuś daje, to wcześniej zabierają je w podatkach z prowizją na swoje utrzymanie. Tak jak w powyższym przypadku, tak teraz należy sobie zadać pytanie czy nie można zrobić zwykłego mostu dla rolników za 20 mln zł lub taniej? Stawiamy dolary przeciw orzechom, że można – tak samo jak w przypadku drogi do Supraśla. Za kwotę wkładu własnego można było wyremontować i stworzyć zwykłą drogę. Bez budowanie wielkich, betonowych estakad w puszczy.

 

Wystarczy spojrzeć na mapę i zobaczyć, że planowana inwestycja w obecnym kształcie nie ma żadnego sensu. Podlaskie Granne i mazowiecka Jabłonna Lacka razem liczą sobie ok. 5000 mieszkańców. Prawdopodobnie oprócz nich nikt inny z mostu korzystać nie będzie. Dlatego też warto może za 20 mln zł stworzyć okazały drewniany most (który wytrzyma spore obciążenia) będący nie tylko częścią infrastruktury drogowej, ale też pamiątką po królewskich czasach. Most – park kulturowy w miejscu starego byłby częścią szlaku „Gościnec Litewski”.

 

Szlak ten istniał od XI wieku, lecz największą rolę odgrywał w XV wieku, gdy Polska i Litwa miały unormowane stosunki w postaci unii obu państw. Droga zaczynała się na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie znajdowała się poczta. Następnie wiodła przez Liw, gdzie była granica pomiędzy Mazowszem a Wielkim Księstwem Litewskim. Kolejnym punktem był Sokołów Podlaski, gdzie swoje majątki mieli Kiszkowie i Radziwiłłowie. W XVIII wieku powstały kolejne stacje, gdy funkcjonowała już regularna poczta królewska. Wówczas na znaczeniu zyskały stacje w Grannem na Bugu, Bielsku Podlaskim i Białymstoku, w którym zachwycano się Wersalem Podlaskim – rządzonym przez Jana Klemensa Branickiego. Kolejne przystanki wiodły przez Wasilków z odnogą do Supraśla, Czarną Białostocką, Sokółkę i Kuźnicę. Później Grodno, Druskienniki, Troki i Wilno. Wielkie Gościniec Litewski stracił na znaczeniu, gdy pojawiła się na tej trasie kolej.

Partnerzy portalu:

Wiemy kiedy ruszy kładka Waniewo-Śliwno! Można już odliczać.

Wiemy kiedy ruszy kładka Waniewo-Śliwno! Można już odliczać.

Jedna kładka a dwóch właścicieli. Mowa tu o przeprawie łączącej Waniewo i Śliwno – chyba jednej z większych atrakcji w ostatnim czasie. Kładka została rozebrana na czas remontu. Okazało się jednak, że wymieniona została tylko jej połowa. Co z drugą częścią? Ma zupełnie innego właściciela, który dopiero remont będzie zaczynać. A wiosna już praktycznie nadeszła. Sytuacja jest trochę absurdalna, by jeden obiekt miał dwóch różnych właścicieli. Część kładki należąca do Śliwna należy do Narwiańskiego Parku Narodowego. Zaś część należąca do Waniewa – już do gminy Sokoły. I to właśnie ta druga część stoi nieruszona. Wójt gminy Józef Zajkowski zapowiedział w Radiu Białystok, że zdąży wymienić starą część przed sezonem. Czyli dokładnie kiedy? Przed majówką. Dlaczego kładkę trzeba było wymienić? Okazało się, że poprzednia została zrobiona z drewna olchowego. Po kilku latach okazało się, że takie drewno nie nadaje się na kładkę. Dlatego też nowa kładka już powinna służyć dużo dłużej.

 

Kładka Śliwno-Waniewo jest jedną z większych atrakcji. Jej długość to około 1,5 km. Oprócz możliwości przejścia przez bagna suchą stopą – można się przeprawić promami rzecznymi. Po drodze czekają nas aż 4 takie przeprawy. Trasa między wsiami prowadząca przez bagna posiada także wieżę obserwacyjną, na której można odpoczywać lub obserwować ptaki, gdyż jest ich tam całkiem sporo. Zwiedzanie można zacząć z obu stron – przyjeżdżając do Śliwna (jadąc przez Kurowo od Choroszczy) lub przyjeżdżając do Waniewa (jadąc ekspresówką przez Jeżewo). Niezależnie, z której strony zaczniemy wycieczkę, to naprawdę warto. Przypomnijmy też, że zupełnie obok są dwie wsie, których też lepiej nie pomijać. Mowa tu Kruszewie i Kurowie – obie wsie, które są rozdzielone, ale połączone wspólną legendą – o zerwanym moście. Ten istnieje naprawdę, jednak nikt nie myśli by go znów odbudować. Za pierwszym razem, gdy połączono wsie mostem wybuchła wojna. Następnie po wojnie go odbudowano i znów wybuchła wojna. Postanowiono, że trzeci raz nie ma co ryzykować. Dlatego w Kruszewie i Kurowie można podziwiać rozlewiska Narwi z zerwanego mostu właśnie. W tej drugiej wsi mieści się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego. Bardzo urokliwe miejsce.

Partnerzy portalu:

Czy warto zamieszkać w miasteczku na krańcu Podlaskiego? Tu rządzi Andrzej Duda.

Czy warto zamieszkać w miasteczku na krańcu Podlaskiego? Tu rządzi Andrzej Duda.

W ostatnich wyborach samorządowych tylko jedna osoba chciała rządzić tym miastem – Andrzej Duda. I nie chodzi tu o Prezydenta Rzeczypospolitej, a o burmistrza o tym samym imieniu i nazwisku. Obaj panowie również są związani z Prawem i Sprawiedliwością. Kolno – bo o nim mowa może się pochwalić jeszcze jedną postacią to Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Krzysztofem Kolumbem! Czy mężczyzna w 1476 roku dotarł do wybrzeży Labradoru (Kanada)? Tego nie wiadomo, bo nie wiadomo. Przypuszcza się, że Jan z Kolna trafił na Grenlandię. Kolno w czasach zaborów było miastem przygranicznym, które należało do Kongresowego Królestwa Polskiego (złączonego z Rosją). Natomiast tuż obok znajdujący się Pisz należał do Prus. Dzisiejsze związki mieszkańców Kolna są właśnie bardziej bliskie Piszowi aniżeli Białemustokowi. Nie ma co się dziwić. Do tego pierwszego kolnianie mają niecałe 30 km. Zaś do stolicy swojego województwa 105 km.

 

W ostatnim czasie miasteczko zasłynęło tym, że stacja TVN nagrała tam część swojego hitowego serialu – Chyłka – zaginięcie. Główną rolę zagrała Magdalena Cielecka, którą można było spotkać na ulicach Kolna, gdy kręcono sceny. Serial był realizowany na ul. Kościuszki oraz Chopina. Miasteczko liczy sobie 10 000 mieszkańców, zaś prawa miejskie ma od 1425 roku! Wydawałoby się, że tak stare miasta w dzisiejszych czasach powinny sobie radzić najlepiej. Niestety różowo nie jest, ale w Kolnie znajdują się zakłady, które zatrudniają ponad 500 osób. Dodatkowo są też duże sklepy.

 

Czy warto by było więc rzucić wszystko i zamieszkać w Kolnie? Odległość do jeziora Śniardwy to 44 km. Jest to jeden z ważniejszych argumentów dla wszystkich tych, którzy chcieliby mieć możliwość bardzo szybkiego wypadu nad jezioro i to nie byłe jakie! Przypomnijmy, że Śniardwy to największe jezioro w Polsce. Jakie jeszcze zalety ma Kolno? Głównie geograficzne. Spontaniczny wypad nad morze? 3,5 godziny samochodem i jesteśmy w Trójmieście. Kolno niestety nie ma już pociągów. Zatem bez własnego środka lokomocji możemy pojechać autobusem do: Białegostoku, Elbląga, Ełku, Gdańska, Łomży, Olsztyna, Pisza (to chyba oczywiste) i Warszawy. Co ciekawe odległość do stolicy jest niemalże taka sama jak z Białegostoku, a ponad połowa trasy to ekspresowa ósemka – ta sama, którą jeżdżą do stolicy białostoczanie.

 

Trochę gorzej tu z pracą. Sprawdziliśmy oferty pracy w Kolnie. Tynkarz, fryzjer, kasjer, doradca klienta. Nic więcej. Niestety ciężko też o wynajem mieszkania. Można jedynie kupić – z rynku wtórnego lub od developera. Ceny? Trochę niższe od białostockich. Pod tym względem dużo lepiej jest w sąsiednim Piszu. Szczerze powiedziawszy te mazurskie, sąsiednie miasto pod każdym względem bije Kolno. I to chyba największe przekleństwo Kolna. Dużo atrakcyjniejsze i dwa razy liczniej zaludnione miasto do życia zupełnie obok. Czy jest jakaś szansa dla miasteczka na krańach województwa podlaskiego? W obecnej sytuacji gospodarczej nie. Niemniej jednak burmistrzowi Andrzejowi Dudzie życzymy, by Kolno odnosiło jak największe sukcesy.

fot główne. PanSG / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękny film ukazuje Podlaskie. Niestety nie wiadomo co dalej robić.

Od kilku dni w serwisie YouTube można obejrzeć klip Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej promujący województwo podlaskie. Główne przesłanie jest do osób, rzecz jasna, które w Podlaskiem nie mieszkają. Dlatego całość zaczyna się zachętą „Dwie godziny drogi od Warszawy znajdziesz świat, który przywraca utraconą równowagę”. Następnie widzimy przepiękne kadry ukazujące najciekawsze miejsca województwa podlaskiego, które warto odwiedzić. Nie zabrakło takich atrakcji jak klasztor w Wigrach, Biebrzański Park Narodowy, Narwiański Park Narodowy, Łomżyński Park Krajobrazowy w Narwi, Puszcza Białowieska, Puszcza Knyszyńska, Tykocin, skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic, meczet w Kruszynianach, Green Velo, Drohiczyn, Suwalski Park Krajobrazowy, Czarna Hańcza czy Kanał Augustowski. To wszystko pod hasłem „Podlaskie zasil się naturą”.

 

Klipowi nie można nic zarzucić. Tak samo jak i hasłu przewodniemu. Nie da się ukryć, że w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie trudno zasilać się naturą. A to właśnie do mieszkańców dużych aglomeracji kierowana jest kampania. Należy sobie zadać pytanie – a gdzie konkretnie mają przyjechać? Żeby zwiedzić wszystkie wymienione – trzeba by było 2 dni jeździć samochodem po całym regionie. I tu jest pies pogrzebany. Białystok powinien być „hubem”, z którego będzie można wszędzie dotrzeć w sposób zorganizowany i logiczny. Brakuje połączeń turystycznych i ogólnie wszystkiego brakuje by można było zapewnić na przykład weekend pełen atrakcji w Podlaskiem – tylko przyjedź, kup jakiś karnet i korzystaj – wszędzie Cię dowieziemy, a na koniec przywieziemy do Białegostoku.

 

Jako region zrobiliśmy pierwszy krok – zaczęliśmy się promować jako wspaniałe, unikalne miejsce w Polsce, które jest trochę dzikie, przepełnione naturą, gdzie można poczuć slow-life. Teraz czas na krok drugi – osoby, które przekonaliśmy muszą się dowiedzieć jak to wszystko w sposób zorganizowany zwiedzić. Jest przewodnik „Podlaskie na weekend”. Są różne wersje – jeżeli chodzi o rejony Białowieży, to przewodnik zachęca do przyjechania w piątek do Krainy Otwartych Okiennic, gdzie mamy skosztować kuchni regionalnej i odprężyć się w ruskiej bani. Problem w tym, że nie wiadomo gdzie posmakujemy takiej kuchni i kto ma ruską banię w Krainie Otwartych Okiennic. Po próbie „wygooglowania” tych informacji – niestety dalej nie wiemy.

 

Na sobotę przewodnik proponuje wizytę w Odrynkach i wyjazd do Krynoczki. Jeżeli kogoś nie interesują religijne eskapady, to przewodnik proponuje mu „questowe trasy” – cokolwiek to znaczy. Bynajmniej nie dowiemy się tego z przewodnika. Propozycja na wieczór to ognisko, lokalna muzyka i śpiew. Gdzie? Nie wiadomo. Na ostatni dzień przewodnik znów proponuje religijną eskapadę – tym razem na Świętą Górę Grabarkę. Alternatywa? Rower lub kajak. A zimą, wiosną, późną jesienią? Trudno powiedzieć. Generalnie z przewodnika niewiele się dowiadujemy. Z propozycjami w okolicach Biebrzy jest jeszcze gorzej. Na piątek przewodnik proponuje jakieś warsztaty, a potem wypad na łąki i bagna. To brzmi trochę jak żart. Jeżeli ktoś nigdy tam nie był, to co – ma szukać jakichś konkretnych bagien czy może obojętnie? Na sobotę przewodnik proponuje podglądanie ptaków. Tutaj też nie wiadomo gdzie to robić. Na niedzielę wreszcie jakiś konkret – Twierdza Osowiec.

 

Cały przewodnik dzieli się na Puszczę Białowieską i Białowieżę, do tego Biebrza, Suwalszczyzna, Puszcza Knyszyńska, Augustów, a także Tykocin i rzeka Narew. Niestety, ale nie polecamy tego przewodnika. Mimo, że przygotowali go najlepsi fachowcy z Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, to w broszurze nie dowiemy się nic konkretnego. Same ogólniki, pseudopropozycje i przykładowe dane teleadresowe miejsc w pobliżu. Dlatego do tak pięknego filmu – przydałby się równie piękny przewodnik, bo ten obecny to gniot.

Partnerzy portalu:

Krwawe starcie Rosjan i Niemców w naszym regionie. Rozzuchwalone wojsko i potężny opór.

Krwawe starcie Rosjan i Niemców w naszym regionie. Rozzuchwalone wojsko i potężny opór.

1915 roku miał dla naszego regionu kluczowe znaczenie. Od roku trwała I Wojna Światowa. Przypomnijmy, że w tym czasie Polski nie było na mapie. Oficjalnie istniało Kongresowe Królestwo Polski – będące w Unii Personalnej z Cesarstwem Rosyjskim. Oznaczało to, że rosyjski car był jednocześnie królem polskim. Nasz region nie należał jednak do Kongresowego Królestwa Polskiego, a bezpośrednio do Cesarstwa. Po przeciwnej stronie konfliktu stały Niemcy, które walczyły jednocześnie na kilku frontach – na zachodzie z Belgią, Francją i Wielką Brytanią. Niemcy walczyli także we Włoszech i na Bałkanach. Istotnym z naszego punktu widzenia był front wschodni – czyli walki z cesarstwem rosyjskim, które zajmowały nie tylko nasz region – ale też sporą część kraju. Gdy wybuchła wojna w 1914 roku – najpierw na teren Prus Wschodnich (dzisiejsze Mazury i obwód Kaliningradzki) wkroczyła armia rosyjska, gdzie starła się z armią niemiecką. Niemcy nie byli gotowi na atak, więc bez większych walk oddali te ziemie Rosjanom. Międzyczasie wymienili dowództwo i przygotowali się do ataku – wspomagając się nowoczesną techniką. W efekcie Rosjanie stracili 92 tys. żołnierzy, którzy trafili do niewoli. Było też dziesiątki tysięcy zabitych i rannych. W ciągu tygodnia wojska niemieckie rozprawiły się z Rosjanami. Takie działania rozochociły Niemców. Po mobilizacji i przygotowaniach uderzyli ponownie na Rosjan po kilku miesiącach (w tym czasie walki trwały też na innych frontach). Zimowe uderzenie na Prusach Wschodnich również dało sukces Niemcom. Tym razem straty rosyjskie wyniosły 190 tys. żołnierzy.

 

Nastał rok 1915. Międzyczasie Niemcy zdobywali południe dzisiejszej Polski i Ukrainy – Przemyśl i Lwów. 5 sierpnia 1915 wojska niemieckie pojawiły się w Warszawie. Wtedy też rosyjska armia zaczęła coraz bardziej cofać się na wschód. Oznaczało to dla naszego regionu spore zmiany. W Białymstoku nie było większych wydarzeń. Wycofujące się wojska rosyjskie jednak wysadziły w powietrze most i wieżę ciśnień przy dworcu kolejowym. Wojska niemieckie zaczęły też gromadzić się między Biebrzą, Narwią i Bugiem. Według dowództwa pojawiła się szansa oskrzydlenia Rosjan i zniszczenia w rejonie Białegostoku i Bielska Podlaskiego. W tym celu armia niemiecka przystąpiła do czołowego uderzenia właśnie w tych kierunkach. Z południowego zachodu wojska niemieckie szły w stronę Kleszczel i Milejczyc.

Nie wszystko jednak poszło po myśli Niemców. Natrafili na potężny opór Rosjan w tych rejonach. W ten sposób doszło do niezwykle krwawych i zaciętych walk w rejonie Lipin, Bociek i Żurobic. Zarówno Niemcy jak i Rosjanie ponieśli ogromne straty. Niemcy zajęli bez walki Siemiatycze, które zostały ostrzelane artylerią, przez co spłonęło kilkadziesiąt domów. Dzień wcześniej – Rosjanie uciekając palili i wysadzali wszystko co mogło się dostać w ręce wroga. Dlatego tak jak przejęcie Białegostoku przez Niemców nie wywołało większych skutków, tak też w Siemiatyczach mocno to odczuli mieszkańcy. Pozostałością po tamtych czasach jest cmentarz wojenny, na którym pochowano 53 niemieckich żołnierzy i 63 rosyjskich. Nekropolia ta jest zabytkiem, którą warto odwiedzić – co uczynił nasz Czytelnik Adam Nowaczuk. Za dokumentację fotograficzną bardzo dziękujemy.

Partnerzy portalu:

Oto 3 przepiękne miejsca w Podlaskiem do odwiedzenia w przedwiośnie

Oto 3 przepiękne miejsca w Podlaskiem do odwiedzenia w przedwiośnie

Przedwiośnie na Podlasiu to czas kiedy tworzą się niesamowite rozlewiska. W tym roku śnieg, który spadł – szybko zamienił się w wodę, która niedługo po opadach zamarzała. Miejscami pojawiła się „lodowa kraina”. Teraz pod wpływem ciepłego powietrza lody ustępują. Ten proces najbardziej zauważalny jest właśnie tam, gdzie są rozlewiska. Oto 3 miejsca w regionie, gdzie z wysokiego punktu możecie podziwiać szerszy krajobraz – rozlewisk.

Waniewo

Kładka pomiędzy Śliwnem a Waniewiem jest jeszcze nieczynna. Mimo iż remont się skończył to trzeba poczekać na wiosnę, by promy wodne mogły swobodnie transportować ludzi między korytami rzeki. Jednak żeby podziwiać rozlewiska warto wybrać się tylko do Waniewa. Tam z wieży widokowej można dostrzec przepiękny krajobraz przedwiośnia ciągnący się po sam horyzont. Drugim takim miejscem obok Waniewa, lecz bliżej bo od strony Białegostoku jest zerwany most w Kruszewie. Tam również możemy podziwiać niesamowite rozlewiska Narwi.

 

Wizna

Pod Wizną mamy największe i najwspanialsze widoki. Można pojechać bezpośrednio na „Wylewy Narwi”, a można jechać od Białegostoku do Złotorii – gdzie rzeka Supraśl wpada do Narwi i jadąc przez miejscowości wzdłuż rzeki do Góry Strękowej obserwować rozlewiska na różnych punktach.

Goniądz

W tym miasteczku, ale też i kilku obok jak Dawidowizna czy Dolistowo Stare są wspaniałe punkty do obserwacji Biebrzy. Oprócz rozlewisk można też zwiedzić ciekawą okolicę – zarówno wdrapać się na górę, gdzie stoi kaplica św. Floriana czy też zobaczyć zabytkowy młyn wodny. Może się wydawać, że rzeka jak rzeka – wszędzie podobnie. Nic bardziej mylnego – każde z wymienionych miejsc – Waniewo, Kruszewo, Wizna, Góra Strękowa, Goniądz, Dawidowizna czy Dolistowo Stare dadzą nam zupełnie inne doznania. Wszędzie tam przyroda zaprezentuje nam unikatowe, niesamowite obrazy. Dlatego też, w najbliższy wolny dzień przedwiośna – nie czekajcie. Spróbujcie odwiedzić je wszystkie.

Partnerzy portalu:

Protesty pomogły! Popularne połączenie kolejowe wraca. Można zrobić jeszcze więcej.

Protesty pomogły! Popularne połączenie kolejowe wraca. Można zrobić jeszcze więcej.

PKP Intercity wycofuje się z głupiego pomysłu jakim była likwidacja popularnego połączenia Suwałki – Kraków. Na początku grudnia popularna „Hańcza” zaczęła kursować do Gliwic. Mieszkańcy podlaskiego bieguna zimna jeżeli muszą więc wyruszając do Krakowa jeździć na raty. Każdorazowo trzeba dojechać do Białegostoku i tam się przesiąść. Nie tylko do Krakowa. Suwałk wyjeżdżają 2 pociągi dziennie – „Podlasiak” do Warszawy Zachodniej oraz wspomniana „Hańcza” na trasie Suwałki – Białystok – Warszawa – Katowice – Zabrze – Gliwice. Okazało się, że warto jest protestować. Masowe apele studentów, zbiórka 5 tysięcy podpisów poskutkowała. Do akcji włączyły się też władze Suwałk. PKP Intercity od 9 czerwca przywróci połączenie Suwałki – Kraków. Dlaczego w ogóle zostało zlikwidowane te połączenie? Według PKP Intercity jest ono nierentowne.

 

Teraz należy sobie zadać pytanie czy działalność spółki ma być rentowna jako całość czy na każdym odcinku. Wiadomo przecież, że im większe miasta tym więcej połączeń potrzeba, zaś Suwałki mają 70 000 mieszkańców, więc pod tym względem są 4 razy mniejsze od Białegostoku, z którego bezpośrednio nie dojedziemy z większych miast tylko do Lublina i Rzeszowa. Skoro stolica województwa podlaskiego jest tak dobrze skomunikowana z resztą kraju, to jaki byłby problem żeby te same pociągi zaczynały bieg już w Suwałkach? Pociąg startowałby tam 2 godziny wcześniej. Z perspektywy logistycznej nie ma to żadnego znaczenia. Bowiem to nie jest tak jak w samolocie, że jest jedna ekipa przez całą podróż. Drużyny konduktorskie zmieniają się w każdym województwie. Zatem żeby zrealizować taki pomysł wystarczyłoby powiększyć podlaską drużynę, by każdemu zgadzała się ilość przepracowanych godzin.

Partnerzy portalu:

Będzie nowy przystanek kolejowy w Białymstoku. Po remontach pociągi pojadą szybciej o 45 minut.

Będzie nowy przystanek kolejowy w Białymstoku. Po remontach pociągi pojadą szybciej o 45 minut.

Tuż przy okręgowej stacji kontroli pojazdów na Nowym Mieście, na Pułaskiego powstanie wkrótce nowy przystanek kolejowy. Podlaska Kolej na Tak poinformowała o tym na Facebooku i umieściła zdjęcia, na których widać, że zostały już zwiezione materiały potrzebne do budowy przystanku kolejowego. Linia kolejowa prowadzi z dworca głównego z Białegostoku, następnie za wiaduktem przy Kopernika skręca w lewo omijając osiedle Ścianka (Bażantaria). Później pojawia się między Nowym Miastem i Kleosinem. I to właśnie tam będzie teraz kolejny przystanek. Pociąg jedzie dalej w kierunku stacji Białystok – Stadion na łączeniu Kawaleryjskiej i Kleosina. Kolejne stacje to Lewickie-Stacja, Hołówki, Zimnochy, Strabla, Rajsk i Bielsk Podlaski.

 

Budowa przystanku na Nowym mieście jest inwestycją tzw. Magistrali Wschodniej, która połączyć ma ze sobą stolice 5 województw. Gdy projekt zostanie zrealizowany w naszej części w całości to trasa Białystok – Siedlce będzie do pokonania o 45 minut krócej niż obecnie. Teraz nie ma nawet bezpośredniego połączenia, ale gdyby takie istniało to pociąg jechałby 3 godziny. Zatem po modernizacji zmiana byłaby mocno zauważalna. Obecnie można do Siedlec dojechać z przesiadką w Czeremsze. Pociąg z Białegostoku jedzie tam 1,5 godziny. Po modernizacji będzie jechać 23 minuty szybciej. Cała inwestycja ma skończyć się już w przyszłym roku, zaś pociągi mają rozwijać na trasie 120 km/h.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te 3 podlaskie miejsca warto odwiedzić w 2019 roku

Turyści mają swoje preferencje, ale też chęć poznawania czegoś nowego. Ten, kto myśli że znów odwiedzą w tym roku Białowieżę i Augustów może się grubo pomylić. Owszem tam zawsze warto przyjechać, ale tegoroczne kierunki turystyczne województwa Podlaskiego zapewne będą się różnić od tych z lat poprzednich. Przede wszystkim nasz region zaczął się profesjonalnie promować. Co to znaczy? Właśnie to, że Podlaskie to nie tylko Białowieża i Augustów, a cała gama różnych niesamowitych miejsc. Tak jak była swoista moda, by rzucić wszystko i jechać w Bieszczady, tak teraz powoli można zauważyć to samo w stosunku co do Podlaskiego. Ludzie chcą tu odnaleźć siebie w ciszy, spokoju i niezmąconej naturze. Gdańsk, Kraków, Warszawa czy Wrocław są wielkimi ośrodkami miejskimi, ale wokół nich nie ma gdzie pojechać, by odpocząć oraz się wyciszyć. Z tego pierwszego miasta najpopularniejsze i najbliższe są przepełnione Sopot czy Hel. Mieszkańcy stolicy Małopolski może sobie pozwolić na szybki wypad w Zakopane, które też jest pełne. W okolicach Warszawy jest Zalew Zegrzyński, zaś z Wrocławia można pojechać choćby do turystycznego Kłodzka. Białostoczanie zaś od lat odwiedzali Białowieżę i Augustów.

 

Zarówno lokalni turyści jak i krajowi są głodni nowych miejsc – a dzięki różnym inicjatywom i reklamom pojawia się wiele innych alternatyw dla tych dwóch turystycznych miasteczek. Jakie więc będą najpopularniejsze kierunki Podlaskie w 2019 roku?

Śliwno – Waniewo

Miejscowości oddzielone od siebie rozlewiskami Narwi, gdzie można dojść kładką i przeprawiając się rzecznymi promami w tym roku będą miały tłumy odwiedzających. Bowiem tam trwał remont. Poprzednie kładki zostały kompletnie rozebrane i zastąpione zupełnie nowymi. Na pewno bardzo wiele osób po ponad rocznej przerwie będzie chciało znów tam przyjechać. Pojawi się też wiele osób, które o tym miejscu dowiedziały się między czasie.

 

Supraśl

Nie ma co ukrywać, że Supraśl jest już popularny, ale nie miał jeszcze swego apogeum. W tym roku może je osiągnąć z dwóch powodów – przede wszystkim jest nowa, wyremontowana droga dojazdowa. Po drugie istnieje szansa, że pojawią się autobusy komunikacji miejskiej, które od 3 lat już do uzdrowiska nie dojeżdżają. Ostatni argument przemawiający za tym jest taki, że Supraśl dołączy do systemu rowerów miejskich, dzięki czemu będzie można dojechać tam BiKeR-em.

 

Ziemia Sejneńska

Tak, to nie żart. W tym roku Ziemia Sejneńska może również przeżyć oblężenie. Zacznijmy od tego, że to przepiękne miejsce, które nie jest tak bardzo znane dla większości. Ma bardzo wiele jezior i jest przy samej granicy z Litwą. Dlaczego w tym roku turyści mogą licznie odwiedzić właśnie tamte rejony? Augustów jest rokrocznie coraz bardziej przepełniony. Wiele osób, nie chcąc tracić uroku tego miejsca wybiera coraz częściej inne miejscowości w pobliżu. Dlaczego więc nie Giby, Kukle czy Sejny właśnie? Jeziora również są polodowcowe, a zatem bardzo czyste. Dodatkowo nie są aż tak tłumnie odwiedzane.

 

Województwo Podlaskie z roku na rok ma coraz więcej do zaoferowania. Mamy taką przewagę nad resztą kraju, że u innych atrakcyjne są pojedyncze miejsca, zaś u nas takich miejsc jest bardzo wiele, tyle że jeszcze nie zostały odkryte przez turystykę masową. Ma to oczywiście swoje plusy – jesteśmy nadal drugimi Bieszczadami. Czy lepszymi? To już kwestia gustu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Rzeki się podniosły. Wkrótce może być powódź albo piękne rozlewiska.

Choć do wiosny jeszcze zostało sporo czasu, a za oknami leży śnieg to w ostatnim czasie na Rzekach Bug i Narew poziom przekroczył stan ostrzegawczy. Ta druga rzeka podniosła się szczególnie w Ploskach. Niebezpiecznie było także w Bondarach, Surażu i Wiźnie. Wszystko to miało miejsce z pierwszymi roztopami. Najpierw spadły duże ilości śniegu, później temperatura wzrosła i biały puch popłynął. Na szczęście temperatura wkrótce znów spadła, ale nie spadło już aż tak dużo śniegu, dzięki czemu nie wszystko popłynęło i nie doszło do lokalnych podtopień. A te są szczególnie uciążliwe dla mieszkańców przyrzecznych miejscowości.

 

Przed laty skutkiem podtopień były nie tylko zalane posesje. Na przykład w Narewce i Brańsku zagrożone podtopieniem były przepompownia i oczyszczalnia ścieków. Robiono wszystko, by woda z Nurcu ich nie zalała. Dlatego droga ściekowa była zabezpieczana workami z piaskiem. Natomiast pod Zambrowem wysoki poziom rzeki uszkodził drogę asfaltową na moście. W Sokółce natomiast zamknięto drogę z Suchowoli do Karpowicz.

 

Miejmy nadzieję, że w tym roku przejście z zimy na wiosnę będzie dużo łagodniejsze i nie wywoła negatywnych skutków. A warto powiedzieć sobie, że są też i pozytywne. Każdego roku wspaniałe rozlewiska rozciągają się w okolicach Narwi i Biebrzy. Jest wiele punktów widokowych, z których można je podziwiać. Dlatego gdy przyjdzie już wiosna – warto sobie zaplanować wycieczkę na rozlewiska. Widoki z dołu będą równie olśniewające jak z góry (tak jak na filmie).

Partnerzy portalu:

Krynki – tu warto przyjechać, ale by zwiedzać trzeba spełnić jeden warunek.

Krynki – tu warto przyjechać, ale by zwiedzać trzeba spełnić jeden warunek.

Krynki to bardzo specyficzne podlaskie miasto, a jeszcze do nie dawna wieś, położone jest przy samej granicy Polski i Białorusi. Z jednej strony można o nim usłyszeć jako o miejscu, które warto odwiedzić, z drugiej strony – gdy człowiek tam pojedzie na pierwszy rzut oka nie potrafi dostrzec nic ciekawego. Zwykłe miasteczko, które wyróżnia się tylko dziwacznym rondem – przez co jest porównywane do Paryża. Rynek i park wybudowane zostały na planie sześcioboku. Zaś od ronda ulice odchodzą jak promienie zupełnie jak w stolicy Francji. Wszystko w układzie gwiazdy.

 

 

Dopiero, gdy zasiądziemy na jednej z ławeczek w parku w samym środku ronda zobaczymy, że całe życie miasteczka kręci się wokół tej ulicy. Wiele samochodów objedzie rondo dookoła kilka razy zanim ich kierowcy zdecydują się na jakąś drogę. Przy okrągłej drodze znajdują się także wszystkie najważniejsze miejsca skupiające społeczność. Warto wiedzieć, że Krynki nie są zwykłym miejscem. W przeszłości odbyło się tu spotkanie Króla Władysława Jagiełły z wielkim księciem litewskim Zygmuntem Kiejstutowiczem. To właśnie Krynki posłużyły za miejsce, gdzie zacieśniono unię Litwy i polskiej Korony.

 

 

Niestety, dziś Krynki – jako całe miasteczko to obraz nędzy i rozpaczy. Jak większość tego typu gmin – cierpi na wyludnienie. Zimą pełno tu fotografów, którzy ochoczo fotografują wielkie stada żubrów. Latem pełno turystów szukających pobliskich tatarskich Kruszynian. Czasem ktoś szuka żydowskiego cmentarza, który niestety od wielu lat jest potwornie zapuszczony. A nekropolia składa się aż z 3 tysięcy macew! A warto wiedzieć, że w Krynkach przed II Wojną Światową mieszkało około 6 tysięcy Żydów. Niemcy utworzyli w 1941 roku getto, które zajmowało połowę miasteczka. Rok później zlikwidowano je – zaś Żydów wywieziono do obozów zagłady pod Grodnem i do podwarszawskiej Treblinki.

 

W Krynkach – jak w wielu innych miastach znajdują się także inne zabytki warte odwiedzenia. Synagoga chasydów, dzwonnica czy Kosmata Góra z punktem widokowym. Żeby przyjechać do Krynek i być usatysfakcjonowanym z wycieczki trzeba spełnić jeden warunek. Należy miasteczko zwiedzać wyłącznie piechotą. Wędrować uliczkami, między domami i innymi budynkami. Wtedy dopiero poczujemy klimat tego miejsca.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czarna Hańcza pod wodą. Ten film zapiera dech w piersiach!

Czarna Hańcza to perła Suwalszczyzny. Każdego roku przyciąga wiele osób. Rzeka ta przepływa przez bardzo ciekawe tereny, nieraz o unikatowych walorach krajobrazowych, geologicznych, a także historycznych. Płynąc kajakiem można liczyć na niesamowite widoki. A pod wodą? Prezentuje się jeszcze lepiej! Wystarczy obejrzeć powyższy film, by to stwierdzić. Skąd się wzięła nazwa rzeki? By odpowiedzieć na to pytanie należy przenieść się do XIII w. Były to czasy walk Litwinów z plemieniem Mazowszan. Nad brzegiem rzeki toczono nie jedną walkę.  Krew mogłaby wypełnić do pełna jej koryta. Podczas jednej z walk armia litewska popadła w kłopoty. Strzały z łuku Mazowszan zabijały Litwinów jednego po drugim. Wielki Książę Trojden już miał w planach odwrót wojsk, lecz niesiony honorem wypowiedział głośno słowa ”Gana cze”. Które oznaczają ”dosyć tutaj”. Niesione echem powtarzane były przez gęste lasy. Los zaczął od tej chwili sprzyjać dla wojownika. Choć bitwa nie została rozstrzygnięta, uratował on wielu swoich towarzyszy. Od tej pory ”Gane cze”powtarzane było z trwogą pośród Mazowszan. Po jakimś czasie wykształciło się określenie ”Hane cze”, a potem ”Hancze”. Tak też nazwano rzekę, która była niemym świadkiem odezwy księcia.

 

 

Partnerzy portalu:

Egoztyczne Podlasie. 3 sfinksy i Mahomet.

Egoztyczne Podlasie. 3 sfinksy i Mahomet.

Wiele osób, które akurat tamtędy przejeżdża może popaść w konsternację. Rzeka przepływająca przez miasto nazywa się… Mahomet. Tak – w Polsce, tak – w samym sercu Podlasia i to od setek lat! Na dokładkę wędrując po mieście można napotkać 3 sfinksy. Ta cała egzotyka znajduje się w Siemiatyczach.

Rzeka Mahomet w Siemiatyczach

Zwiedzający województwo podlaskie nie raz słyszeli o podlaskich Tatarach z Kruszynian czy Bohonik. Oni jednak mieszkają w okolicy Sokółki. Co więc robi rzeka Mahomet w Siemiatyczach? Legenda głosi, że okoliczni mieszkańcy nazywają ją tak od kilkuset lat. Konkretnie od XII wieku z czasów najazdów tatarskich, które rzekomo miały miejsce również w okolicach Siemiatycz. Trudno jednak powiedzieć czy ma to coś wspólnego z prawdą, bowiem Tatarzy w XII wieku zdobyli… Lublin – w ramach akcji wywiadowczo-rozpoznawczej. Zupełnie inaczej w XVII wieku. Wówczas w 1656 roku Drohiczyn został złupiony przez Tatarów krymskich. Czy zahaczyli również o Siemiatycze? Nic o tym nie wiadomo. Jednak w tym samym czasie trwał Potop Szwedzki, który zabrał życie jednej trzeciej populacji Siemiatycz. Szwedzi nie tylko dokonali zniszczeń w tym mieście, ale też w Mielniku czy Drohiczynie.

Sfinksy w Siemiatyczach

Co ze sfinksami? To już zupełnie inna historia. Te w Siemiatyczach są pozostałością po pałacu Księżnej Anny Jabłonowskiej, która fascynowała się tego typu przedmiotami. Takie zainteresowanie zaczęło się od kiedy wyjechała w podróż do Gizy. Dziś dwa posągi strzegą wjazdu do siedziby starostwa powiatowego – gdzie kiedyś stał pałac Księżnej Anny. Trzeciego sfinksa napotkamy przed Liceum w Siemiatyczach. Posąg pochodzi jeszcze sprzed II Wojny Światowej. Zamówił go hrabia Ciecierski – bardzo znana postać w Siemiatyczach.

Partnerzy portalu:

Goniądz warto odwiedzić. Piękne widoki, stary młyn i królestwo łosia

Goniądz warto odwiedzić. Piękne widoki, stary młyn i królestwo łosia

Goniądz to jedno ze starszych miasteczek w województwie podlaskim. Jego historia sięga 1358 r. Przez nie przebiegały szlak do Grodna, a także do Wizny. To oczywiście przyczyniło się do rozwoju gospodarczego. Obecnie 60 proc. gminy znajduje się na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Stąd też warto tam się wybrać o każdej porze roku. Bo wrócimy zachwyceni. Jednym z ciekawszych miejsc jest kaplica z 1864 roku, która stoi na wysokiej skarpie. Tuż obok znajduje się krzyż oraz rzeźba świętego Floriana. Stojąc na skarpie możemy zobaczyć okolicę.

 

Goniądz atrakcje – przepiękny młyn

Tuż obok znajduje się dawny młyn wodny „Dołek”. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pierwszy młyn był zlokalizowany właśnie w tym samym miejscu już w XVI wieku. W 1547 roku w Rajgrodzie Stanisław Dowoyna, wojewoda połocki z żoną Petronelą Radziwiłłówną wydali przywilej, który zezwolił mieszczanom goniądzkim Maciejowi Płaczkowi i Wojtkowi Młynarzowi zbudować młyn własnym nakładem na rzece Goniądzce (czyli obecnej Czarnej Strugi). Obecny „Dołek” powstał w połowie XIX wieku i należał do majątku Klewniaka. Był to młyn zawrotkowy, gospodarczy o napędzie koła, na którego woda spadała z góry. 

 

W 1924 r. młyn został wydzierżawiony od właścicieli majątku Knyszyn przez Aleksandra Rutkowskiego. Aż do II Wojny Światowej młyn pracował na pełnych obrotach. W trakcie walk Niemcy zniszczyli część młyna. Pan Rutkowski przeżył wojnę. W latach 60-tych XX wieku, po śmierci Pana Rutkowskiego młyn trafił w ręce jego zięcia pana Dzienisa. Wkrótce po tym Rada Narodowa w Białymstoku (odpowiednik Rady Miejskiej w PRL) zdecydowała o zakończeniu działalności młyna. Zdemontowano koło i część wyposażenia.

 

Goniądz atrakcje – w poszukiwaniu „slow life”

To co przyciąga do Goniądza i w jego okolice to przede wszystkim wiosenne rozlewiska. Można je obserwować z punktu widokowego, a także przy moście. Z całego świata zjeżdżają tu także ornitolodzy, by obserwować przeróżne gatunki ptaków. Oczywiście nie można nie wspomnieć o łosiach, których w okolicy jest pełno. Goniądz to miasteczko, do którego warto wybrać się zarówno zimą, wiosną, latem jak i jesienią. O każdej porze roku wygląda niebywale i za każdym razem będzie można tam znaleźć coś pięknego dla siebie. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, ze w Goniądzu jest duży spokój. Jeżeli ktoś szuka „slow life”, to warto tam odpocząć.

 

Partnerzy portalu:

To miejsce jest sercem całego Podlasia. Jest bardzo bajkowe i mistyczne.

To miejsce jest sercem całego Podlasia. Jest bardzo bajkowe i mistyczne.

Serce Podlasia to bez kraina zwana „Przełomem Bugu”. To właśnie tam zaczyna się historia naszego wspaniałego regionu. To miejsce wyjątkowe jest też pod innym względem – jest to teren magiczny wręcz i mistyczny zarazem. Znajdują się tam miejsca mocy, w których naładujemy energię, ale też pochodzą stamtąd barwne legendy.

 

Przełom Bugu to miejsce wielu granic – dziś stykają się tam trzy województwa – podlaskie, mazowieckie i lubelskie oraz Polska i Białoruś. W przeszłości zaś była tam granica Polski i Litwy, a jeszcze dawniej Polski i Rusi Kijowskiej. Każde z tych miejsc, gdzie stykają się granice w pewien sposób uwodzi. Jest mieszanką pewnych cech. Na pozór nic tam nie ma – pola, lasy czy rzeki. Jednak człowiek, który potrafi obcować z naturą może dojrzeć, że za tą granicą, która jest umowna przecież – może znajdować się zupełnie inny świat, może podobny, tożsamy, ale jedna już inny. Dlatego też Przełom Bugu od zawsze był miejscem mistycznym.

 

 

To także miejsce owiane wieloma legendami. Na przykład o złośliwym wodniku, który zamieszkał w Bugu. Mężczyzna topił ludzi, ich dzieci a także bydło. Miejscowi zaczęli unikać rzeki. Wtedy też złośliwy wodnik sprawił, że na Bugu pojawiał się most – widmo. Kto chciał przez niego się przeprawić, ginął gdzieś po drodze. W innej legendzie zaś Góra Zamkowa w Drohiczynie otwierała jedną ze swych ścian tylko raz na 100 lat. Wtedy pojawiali się rycerze, którzy wpływali łodziami do rzeki. Jeden podobno zagapił się na miejscową piękność i przegapił moment, gdy ściana ponownie zamknęła się. Od tej pory biedaczyna błąka się po okolicznych łąkach i czeka aż góra znów się otworzy. Miejscowa piękność zaś wcale nie musiała nią być, bowiem mogła to być czarownica.

 

W pobliskich Siemiatyczach bowiem znajduje się inna – „Wilcza Góra”, gdzie znajdują się kamienie. Według legendy czarownice rozniecały wielki ogień i kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Zupełnie jak na świętokrzyskiej Łysej Górze. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek.

 

Nie można też zapominać o świętej górze Grabarce, gdzie co roku wierni pielgrzymują z całej Polski przynosząc swe krzyże. Miejsce to przyciąga nie tylko prawosławnych, ale też katolików. Wiele z nich w tym miejscu nie tylko doświadczyło kontaktu z Bogiem, ale też doznało czegoś, czego nie potrafią nazwać. Krąży tam niesamowita energia dobrych ludzkich emocji.

 

Partnerzy portalu:

Białystok kompletnie zasypało! Zrobiło się magicznie. Zobacz zdjęcia

Białystok kompletnie zasypało! Zrobiło się magicznie. Zobacz zdjęcia

Białystok nawiedziły potężne opady śniegu. Oczywiście odbiło się to na funkcjonowaniu miasta, ale dla tego jednego dnia było warto. Z ulic zniknęła większość samochodów, powietrze było przejrzyste, a ludzie na spacerach mieli widoki jak z bajki! My również postanowiliśmy przejść się po Centrum miasta, by zobaczyć jak wygląda zasypany Białystok. Naprawdę niesamowicie! Zobaczcie sami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

„Podlaskie Safari” zimą. Wilka, jelenia, dzika, żubra i łosia można zobaczyć z okna samochodu.

„Podlaskie Safari” zimą. Wilka, jelenia, dzika, żubra i łosia można zobaczyć z okna samochodu.

W ostatnim czasie w internecie furorę zrobił film „Latający jeleń”. Dla osób mieszkających w województwie podlaskim nie jest to jednak aż tak zaskakujący widok. Każdy, kto przemieszczał się pomiędzy podlaskimi miastami mógł natrafić na dzikie zwierzę, które przebiegło mu drogę. Na dużo szczęścia (rozsądku) może liczyć ten, kto nie rozbił samochodu po spotkaniu ze zwierzęciem. Każdy rozsądny kierowca, który przejeżdża przez „dzikie tereny” samochodem doskonale wie, że w każdej chwili coś mu może wyskoczyć przed maską. Dlatego jazda w okolicach świtu i zachodu słońca nadmiernie szybko to duże ryzyko. Wszystko to jednak można potraktować w sposób pozytywny – jako właśnie „Podlaskie Safari”. Wystarczy wybrać się na przykład o świcie samochodem w niektóre rejony podlaskiego, by dojrzeć z okna samochodu dzikie zwierzę.

 

 

Powyższy jeleń przeskakiwał w nadleśnictwie Łomża. Zwierzyny tej jednak nie brakuje też w innych rejonach podlaskiego – na przykład w okolicach Supraśla. W ostatnim czasie – można też spotkać wszędzie sporo dzików – których trwa odstrzał, bo rządzącym wydaje się, że w ten sposób uporają się z ASF. 

 

 

Oczywiście symbolem Podlaskiego jest Żubr – dostojne zwierzę, które dumnie nas reprezentuje. Spotkanie tego wielkiego, dzikiego zwierzęcia będzie najłatwiejsze w okolicach Hajnówki i Puszczy Białowieskiej. Nie brakuje ich również w okolicach Puszczy Knyszyńskiej. Tutaj też dużo jest wilków. Szczególnie między Supraślem a Krynkami. Wilki można napotkać choćby w okolicach Kopnej Góry. Na poniższym filmie można zobaczyć jak zwierze te poluje na sarnę (1:58)

 

 

Bardzo popularnym zwierzęciem jest także łoś, którego napotkamy w okolicach Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wystarczy wybrać się z Białegostoku do Grajewa. Po drodze o świcie bardzo prawdopodobne, że napotkamy te zwierzę. 

 

 

Dzikie zwierzęta najczęściej „wynurzają się” z lasów bliżej dróg, wsi i miasteczek zimą, gdyż w lesie wtedy ciężko znaleźć coś do jedzenia. Stąd też zimowe „podlaskie Safari”. To kolejny powód, dla którego warto wybrać się na wycieczkę właśnie do naszego pięknego regionu. Pamiętajcie jednak – ostrożnie za kółkiem! Wypadków z udziałem dzikich zwierząt było naprawdę u nas wiele.

Partnerzy portalu:

Coraz więcej rzeźb w Pałacu Branickich

Coraz więcej rzeźb w Pałacu Branickich

Choć ogród Branickich nie będzie już nigdy taki wspaniały jak w oryginale, to powolne jego odtwarzanie daje efekty. Raz na jakiś czas przychodząc tam na spacer napotkać możemy coś nowego. Nawet zimą. Tak też i było tym razem. Od niedawna można podziwiać nowe rzeźby takich znaków zodiaków jak Baran, Byk czy Bliźnięta. Do tego jest jeszcze rzeźba przedstawiająca żywioł wody. Łącznie można oglądać rzeźby 12 znaków zodiaku i 4 żywiołów.   Autorem rzeźb i postumentów, które zostały ustawione w ogrodzie Branickich, jest artysta-rzeźbiarz Grzegorz Kwapisiewicz z Suchedniowa. 

 

Nie ma co liczyć jednak, by ogród został kiedykolwiek powiększony do oryginalnych rozmiarów. Raczej niewiele jest szans, by odtworzyć w tym ogrodzie wspaniałą komedialnię-teatr, ani też raczej nie będzie można napotkać tam danieli. W pierwszej kolejności są remonty, a Wersal Podlaski to studnia bez dna. Przez wiele lat udało się przywrócić go do stanu świetności. Podczas II Wojny Światowej Niemcy zniszczyli naszą perłę architektoniczną. Dopiero w ostatnich latach cały obiekt przeszedł wiele zmian. Naprawdę dużo odtworzono. Niestety spacerując po kompleksie widać, że jeszcze nie jeden remont tam jest potrzebny. Trzymamy kciuki za rozwój tego wspaniałego miejsca. Pałac Branickich to w końcu chluba Białegostoku.

 

fot. Marcin Jakowiak – Urząd Miejski w Białymstoku

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niesamowity film „Moje Podlasie”. Te obrazy Cię zachwycą.

Niewiele jest filmów o Podlasiu, więc o wszystkich trzeba mówić wszędzie gdzie się da – bowiem to niezaprzeczalne dowody na magię naszego regionu. Jednym z takich niesamowitych i klimatycznych filmów jest „Moje Podlasie” Marka Waskiela – fotografika i dziennikarza. Autor poskładał zdjęcia robione metodą „timelapse” tworząc animację, a także ukazał wiele swoich innych pojedynczych zdjęć. Wszystko to dało efekt końcowy, który można oglądać i oglądać.

 

To właśnie dzięki takim filmom ukazywane jest Podlasie jako miejsce wyjątkowe i magiczne, w podobny sposób jak myślimy o Bieszczadach. Czyli jak o miejscu, gdzie można wyjechać i „schować się” przed całym światem. Takie samo jest także Podlasie a kadry z powyższego filmu właśnie to potwierdzają. Miłego seansu!

Partnerzy portalu:

Jak zobaczyć magiczne Podlasie? Oto prosty przepis

Jak zobaczyć magiczne Podlasie? Oto prosty przepis

Wiele serwisów internetowych, szczególnie tych z siedzibą w Warszawie ukazując Podlasie i jego magię skupia się na tych samych miejscach – Tykocin, Drohiczyn, Supraśl. Do zjedzenia proponują babkę i kartacze. Zaś do podglądania żubry czy łosie. Nie ukrywamy, że sami też czasem ulegamy pokusie, by w ten sposób ukazywać Podlasie. Reakcje nie kłamią – prezentowanie wyżej wymienionych na 100 różnych sposobów to przykład na sukces. Ten sposób narracji upodobał sobie szczególnie jeden z popularnych blogów traktujących o Białymstoku i Podlasiu właśnie. Tymczasem Podlasie jest magiczne nie tylko dlatego, że przedstawiane jest niczym kraina z baśni. To miejsce, w którym naocznie możemy poczuć magię. Po prostu stojąc i patrząc. Dlatego też wybraliśmy dla Was 9 fotografii, których wskazanie na mapie niewiele by wniosło. Jednak wszystkie te zdjęcia będą odpowiedzią jak na własne oczy ujrzeć magię Podlasia.

 

Fenomenem baśniowej krainy, Podlasia, gdzie można spotkać łosia i żubra, gdzie można zjeść babkę i kartacze, gdzie można napawać się niesamowitością Tykocina, Drohiczyna i Supraśla, jest niezliczona ilość miejsc, które są zupełnie anonimowe, opustoszałe, dzikie, a jednocześnie znajdują się zupełnie obok miast, miasteczek i wsi, tuż obok ludzi. Wystarczy pójść o krok dalej, wyjrzeć za zakręt, ruszyć a horyzont.

 

Magia Podlasia uchwycona na zdjęciach

 

Jak więc ujrzeć magię Podlasia? Teoretycznie w bardzo prosty sposób, w praktyce bardzo trudny. Przede wszystkim trzeba albo wyruszyć jeszcze w nocy, albo być na miejscu o świcie. To właśnie wtedy wszystko ma niesamowitą aurę. Budzący się dzień, lekkie światło, pierwsi ludzie na ulicach, dzikie zwierzęta poza lasem. Do tego mgły i słońce. Warto dodać, że jeżeli ktoś lubi pospać, to po południu, przed zachodem słońca robi się równie pięknie. Wtedy jednak już nie ma mgieł, które napawają wszystkie miejsca mistycyzmem.

 

Dlatego też nie wybierajcie konkretnego miejsca. Po prostu wyruszcie z miasta A do miasta B na Podlasiu, a gdy zacznie wschodzić słońce – zjeździcie z głównej drogi jadąc przez wsie czy lasy. Jeżeli chcecie – fotografujcie, jeżeli nie chcecie – po prostu oglądajcie. Zachwyt będzie gwarantowany.

Partnerzy portalu:

Zimowe szaleństwa na Podlasiu. Gdzie można jechać i co robić?

Zimowe szaleństwa na Podlasiu. Gdzie można jechać i co robić?

Kiedy za oknem widać śnieg to od razu myślimy o aktywnościach z nim związanych. Czasy mamy takie, że zimą biało jest już nie zawsze. Przymrozki też już nie są tak intensywne i długotrwałe jak kiedyś. Oto nasze propozycje do spędzenia czasu na zimowych aktywnościach:

Narty i snowboard

fot. WOSiR Szelment
fot. WOSiR Szelment

 

Dla miłośników jeżdżenia na nartach lub snowboardzie mamy dobrą wiadomość. Nie trzeba wyjeżdżać zbyt daleko. Niektórzy mają takie miejsca na zimowy sport praktycznie na miejscu. W Podlaskim 3 takie miejsca.

WOSiR Szelment

Fantastyczny ośrodek na Suwalszczyźnie, który działa cały rok. Latem – wyciąg nart wodnych i plaża, zimą wyciąg narciarski i możliwość zjeżdżania różnymi trasami. Do tego baza hotelowa i restauracja z bardzo dobrym jedzeniem. Od razu należy zaznaczyć, chętnych jest tak wielu, że jeżeli chcecie nocować na miejscu, to nie planujcie wyjazdu spontanicznie tylko z wyprzedzeniem. Z dojazdem łatwo się pomylić, gdyż jest miejscowość Szelment oraz Jezioro Szelment. Wpisywanie w nawigację pokaże nam miejscowość. Dlatego należy wpisać „WOSIR SZELMENT”. Tak czy inaczej na miejsce dojedziemy kierując się z Suwałk na granicę z Litwą. Gdy miniemy Żubryn, to 2 km dalej będzie skrzyżowanie. Wtedy jedziemy w lewo i już nie powinniśmy się dalej zgubić. Gdy pogoda będzie kapryśna w Szelmencie dośnieżają stok. Oczywiści na miejscu wypożyczymy sprzęt, a także będziemy mogli skorzystać z serwisu – gdy mamy własny. Atrakcje jakie oferuje WOSiR Szelment to Narty, snowboard, snowtubing (zjeżdżanie na dmuchanych kołach), a także sauna.

Dąbrówka

Kolejnym miejscem na narciarskie i snowboardowe szaleństwa jest podsuwalska Dąbrówka nad jeziorem o takiej nazwie. Ośrodek ten znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Wigierskiego Parku Narodowego. Latem organizowane są tam spływy kajakowe czy wyprawy rowerowe, a także regaty jazda konna, paintball i inne. Zimą zaś można zjeżdżać z 300 metrowej trasy. Stok tak jak w Szelmencie jest sztucznie dośnieżany. Jest też wyciąg o przepustowości 900 osób na godzinę. Na miejscu wypożyczymy sprzęt narciarski, snowboardowy, skorzystamy też z baru i sauny.

Rybno

Podłomżyńska miejscowość oferuje warunki do uprawiania białego szaleństwa dla całej rodziny. Tak jak w powyższych przypadkach w razie kiepskiej pogody dośnieżane jest wszystko sztucznie. Trasy narciarskie mają łączną długość 2300 metrów. Wszystkie są łatwe i sprzyjają narciarstwu rodzinnemu. Na miejscu dostępne są trzy wyciągi, wypożyczalnia sprzętu, a także instruktorzy jazdy na nartach. Nie brakuje oczywiście baru i… pięknych widoków na dolinę Narwi. Zimą jest tak jak w bajce!

Piesze wycieczki

 

Dla tych, co wolą za narty się nie brać to proponujemy zimowe wycieczki. W tym przypadku również w góry nie trzeba wyjeżdżać, gdyż Podlaskie ma własne. Co prawda mniejsze, ale na całodzienne spacery w zupełności wystarczy.

Góry Krzemienne

W Puszczy Knyszyńskiej pod Supraślem znajduje się wspaniały szlak, a w nim Góry Krzemienne. Trasa jest przede wszystkim ciekawa krajobrazowo. Szlak rozpoczyna się w Grabówce i wiedzie przez najciekawsze fragmenty Puszczy Knyszyńskiej, przez Supraśl – centrum turystyczne Puszczy Knyszyńskiej i skupisko zabytków XVII-XIX- wiecznych, a kończy się w Kopnej Górze, gdzie dodatkową atrakcją jest możliwość obejrzenia arboretum. Z uwagi na fakt, że jest on stosunkowo łatwy do przebycia (więcej trudności może sprawić jedynie pokonanie Krzemiennych Gór) mogą go przemierzać turyści zarówno zaawansowani jak i początkujący. Piękne bory w dorzeczu Supraśli oraz mocno pofałdowany teren w okolicach Krzemiennego to największe atuty tego szlaku.

Wzgórza świętojańskie

W małej, zapomnianej wsi Kołodno (gdzie kończy się droga) można wspiąć się na najwyższy szczyt w województwie podlaskim. Mówimy tutaj dokładnie o Wzgórzach Świętojańskich składających się z Góry Kopnej, Góry Św. Jana oraz Góry Św. Anny. Ta druga jest najwyższa, bo znajduje się 209 metrów n.p.m. Ostatnia góra jest 7 metrów niższa. Trafić na górę jest bardzo łatwo. Można to zrobić aż trzema drogami. Pierwsza znajduje się jeszcze w Królowym Moście, a w zasadzie na jego granicy. Idziemy szeroką drogą, a w pewnym momencie w lewo wydeptaną ścieżką zaczynamy się wspinać w górę. Druga droga znajduje się w Kołodnie i prowadzi prosto na górę Św. Anny, do mogiły Powstańców. Stamtąd już blisko do wieży widokowej. Trzecie wejście jest lepsze jako zejście – gdyż prowadzi leśną drogą do asfaltowej ulicy. Niestety jest ona kręta i idąc pod górę łatwiej się zgubić. Na pierwszy raz warto wybrać wejście w Kołodnie. Widoki z dwupiętrowej wieży są piękne przez cały rok.

Siemiatycze-Mielnik

Ostatnią propozycją jest wędrówka trasą Siemiatycze – Grabarka – Mielnik. Po drodze miniemy górzyste tereny, będziemy mogli podziwiać przepiękne widoki na Bug z góry zamkowej, klasztor przyciągający pielgrzymów z całej Polski, a także inne osobliwe miejsca jak miejscowość Końskie Góry. Cała trasa to lekko ponad 30 km – czeka nas cały dzień drogi, ale dla tych widoków warto!

Lodowiska

Należy pamiętać także o możliwości jazdy na Łyżwach. Lodowiska dostępne są w Białymstoku, Suwałkach i Łomży. Wszystkie obiekty są zadaszone i mają wypożyczalnie. Tylko korzystać! Warto pamiętać, by lepiej nie ryzykować i nie wchodzić na tafle jezior i innych zbiorników wodnych. Lód bywa zdradliwy, a wypadków i tragedii co nie miara. 

Partnerzy portalu:

To dzikie i odludne tereny. Warto tam się wybrać na spacer lub przejażdżkę

To dzikie i odludne tereny. Warto tam się wybrać na spacer lub przejażdżkę

W województwie podlaskim jest tak wiele miejsc, które warto zobaczyć, że nie sposób ich wymienić w jednym tekście. Jednakże najpopularniejsze kierunki to Puszcza Białowieska lub Puszcza Knyszyńska, Ziemia Łomżyńska oraz Suwalszczyzna. Na tej ostatniej większość jeździ spędzać czas nad Wigrami lub nad augustowskimi jeziorami. Tymczasem często pomijana jest Puszcza Augustowska, która ma również bardzo wiele miejsc, które warto zobaczyć. Jest ich dokładnie 34 i znajdują się na Szlaku Orła Białego. Cała trasa liczy 80 km więc lepiej pokonać ją rowerem lub 2-3 dni pieszo. Po drodze miniemy 1000 różnych gatunków roślin.

 

 

Cała trasa prowadzi przez tereny dzikie i odludne. Dlatego turyści powinni cały czas się trzymać znaków na drzewach (kolor biało -czerwony). Należy też uwzględnić, że w ciągu wielu godzin może zmienić się pogoda. Miejsca gdzie można będzie używać ognia i biwakować są oznaczone. Powinniśmy robić to tylko tam. Czego będzie potrzebować przechodząc Szlakiem Orła Białego? Na pewno wygodne buty jeżeli zamierzamy go zwiedzać piechotą. Do tego kurtkę, ciepły sweter, jedzenie, wodę, latarkę, zapałki, kompas lub GPS, mapę. Przyda się też lornetka, aparat fotograficzny, telefon komórkowy, a gdy będziemy jechać rowerem to też klucze i pompkę. Może się zdarzyć, że po drodze napotkamy dzikie zwierzęta. Pamiętajmy, że one atakują człowieka tylko w sytuacji zagrożenia. Dlatego krzyk, machanie rękoma, i inne próby straszenia mogą skończyć się dla nas tragicznie. Należy zachować spokój i postarać się oddalić. Absolutnie nie należy zbliżać się do młodych. 

 

Jedną z najnowszym atrakcji na szlaku jest Uroczysko Grądziki, gdzie Nadleśnictwo odbudowało bunkier-ziemiankę. Znajduje się na wydmie, wśród bagien i służyło to jako schronienie podczas wojny. Było bezpiecznym miejscem właśnie dzięki swemu położeniu. W środku są dwie prycze i „koza”, na której przyrządzić można posiłek. Ziemianka pierwotnie powstała w 1943 roku i była częścią większego kompleksu partyzanckiego. W pobliżu znajdowały się również szałasy, magazyny czy też kuchnia polowa. Jeżeli natrafimy na bunkier spacerując lub jadąc po szlaku, to nie wchodźmy do środka. Jeżeli zamkną się drzwi, to będzie można je otworzyć tylko od góry. Dlatego chętni na obejrzenie bunkra powinni najpierw zadzwonić do Nadleśnictwa w Augustowie. Szlak rozpoczyna się przy Tartaku Lipowiec.

Partnerzy portalu:

Randka na Podlasiu. Oto najlepsze miejsca, by kogoś lepiej poznać

Randka na Podlasiu. Oto najlepsze miejsca, by kogoś lepiej poznać

Przyjęło się, że na randki chodzimy tylko do restauracji czy pubu. Takie podejście jednak może sprawić, że zanim poznamy wybrankę lub wybranka to wypłukamy się z pieniędzy. Dlatego też przedstawiamy propozycje romantycznych miejsc, gdzie podczas spaceru będzie Wam łatwiej zdobyć serce drugiej połówki. Nasze propozycje miejsc są na tyle uniwersalne, że można tam jeździć przez cały rok.

Kładka Waniewo – Śliwno

 

Po przerwie na remont w 2019 roku będzie można już wybrać się na kładki łączące Waniewo i Śliwno, które znajdują na rozlewiskach Narwi. Idealne miejsce by kogoś przytulić, złapać za rękę i zrobić wspólne selfie. Do tego ręczna przeprawa promami sprawdzi czy umiecie ze sobą współpracować, by przedostać się na drugi brzeg. Na miejsce można dotrzeć zarówno od wsi Waniewo jak i od wsi Śliwno. Tak czy inaczej jeżeli przyjedziemy samochodem to będziemy musieli do niego wrócić. Jeżeli jednak przyjedziemy od strony Śliwna, to warto zobaczyć przy okazji zerwany most w Kruszewie. Po drugiej stronie można zobaczyć siedzibę Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Spacer nad Nettą w Augustowie

 

W Augustowie poznałem Cię – śpiewał o Beacie Janusz Laskowski w swoim wielkim hicie. Poznać kogoś w letniej stolicy Polski to zdecydowanie dobry pomysł. Najprzyjemniejsze miejsce to bulwary prowadzące na plażę. Można także skorzystać z usług żeglugi i zabrać się z partnerem lub partnerką na rejs statkiem, z którego zobaczyć będzie można wspaniałą Rospudę. Latem możemy także wypożyczyć sprzęt wodny, by popatrzeć na Augustów z tafli jeziora lub rzeki. Jeżeli zdecydujemy się na kajaki to możemy płynąć Kanałem Augustowskim aż do granicy z Białorusią.

Bagna w Krzemiance

 

Rezerwat przyrody Krzemianka pod Białymstokiem to dobre miejsce dla wszystkich tych, którzy lubią styl „eko”. Wędrówka po bagnistym lesie ma nie tylko walor edukacyjny, ale też leczniczy. Można odetchnąć naprawdę świeżym powietrzem, którego w miastach w ostatnim czasie ciągle brakuje. W czasach pradawnych ludzie wydobywali w dzisiejszym rezerwacie krzemień. Wędrując możemy mieć takowy pod nogami. Niezależnie od pory roku warto mieć dobre buty, gdyż nie wszędzie jest kładka, a podłoże może być błotniste. Jak to w głębokim lesie.

Planty w Białymstoku

 

W naszym zestawieniu nie mogło zabraknąć Alei Zakochanych na białostockich Plantach. To miejsce jest dobre na każdą okazję, także na randkę. Można przejść nie tylko cały park Planty, ale też pójść do parku Zwierzynieckiego, a następnie do Lasu Zwierzynieckiego. Byleby nie wystraszyć naszej wybranki proponując od razu przechadzki po lesie. Lepiej poczekać z tym do kolejnego spotkania. Warto też przejść przez ogrody i dziedziniec okazałego Pałacu Branickich – najlepszej wizytówki miasta.

Bulwary w Supraślu

 

Supraśl jest modnym uzdrowiskiem. Niemalże w każdy weekend przyjeżdżają tam tłumy. Warto zabrać ukochanego lub ukochaną na spacer wzdłuż bulwarów, a gdy lubicie dużo chodzić to także na szlaki w Puszczy Knyszyńskiej. Tak naprawdę cały Supraśl to jedno wielkie miejsce do spacerów – każdy jego zakątek dosłownie zachwyca. Jeżeli ktoś lubi bardziej aktywnie, to może skoczyć także do Kołodna, by wspólnie wdrapać się na Wzgórza Świętojańskie. A na wieży widokowej, przytulić i wreszcie pocałować swoją wybrankę. W samym Supraślu grzechem byłoby nie spróbować kartaczy czy też babki ziemniaczanej z kapustą kiszoną.

Partnerzy portalu:

Koniec remontu Synagogi w Tykocinie. Już nie jest biała…

Koniec remontu Synagogi w Tykocinie. Już nie jest biała…

Zakończył się remont XVII wiecznej Wielkiej Synagogi w Tykocinie, która nie jest już taka jak na powyższym zdjęciu. Zabytek przeszedł renowację dachu, elewacji i stolarki. Budynek należący do Muzeum Podlaskiego odzyskując blask znów będzie przyciągał turystów, których w małym miasteczku pod Białymstokiem nie brakuje. 

 

Historycznie to Tykocin był kiedyś ważniejszy. Białystok dorównywać mu zaczął dopiero, gdy pojawili się Braniccy. Potem dzisiejsza stolica województwa podlaskiego zaczęła zyskiwać gdy masowo przeprowadzano się tu z centralnej Polski, by produkować i handlować na granicy z Imperium Rosyjskim. Podczas zaborów Białystok dostał również połączenie kolejowe z Moskwą i Warszawą. To już przechyliło szalę zwycięstwa nad Tykocinem i innymi starszymi miastami w regionie.

 

Synagoga zyskała elewację w oryginalnych kolorach – łososiowym z fragmentami koloru miętowo – zielonego. Kolory te zostały ustalone na podstawie odkrywek – czyli najgłębszych warstw starej elewacji. Warto zaznaczyć, że remont mógł się odbyć dopiero nie dawno, gdyż od 4 lat uregulowane są sprawy własnościowe świątyni. Obecnie należy do Skarbu Państwa. W 2019 roku w Wielkiej Synagodze odbędzie się Festiwal Kultury Żydów Polskich.

 

fot. Muzeum Podlaskie w Białymstoku

Partnerzy portalu:

Na Podlasiu kolej się zwija? Za kilka dni popularne połączenie będzie zlikwidowane!

Na Podlasiu kolej się zwija? Za kilka dni popularne połączenie będzie zlikwidowane!

Na polskiej kolei jest bardzo wiele różnych spółek kolejowych zajmujących się różnymi aspektami działalności. Przewozy Regionalne, TLK, Cargo, Energeytyka – to wszystko nazwy spółek zreszonych dawniej pod nazwą PKP. Dlatego do dziś przyjęło się, że za błędy jednej spółki obrywają wizerunkowo wszystkie. To co się dzieje jednak w ostatnim czasie w województwie podlaskim i na ścianie wschodniej wymaga jednak stwierdzenia, że „Na PKP nadal obowiązuje hasło z podsłuchów poprzedniej ekipy rządzącej – „Ch** z tą Polską wschodnią”. Przyjrzyjmy się poniższej mapie.

 

 

Grubymi liniami zaznaczone są szlaki dwutorowe, zaś cienką – jednotorowe. Jak widać Podlaskie pod tym względem to dziura. Nie oczekujemy jednak, że jak za dotknięciem magicznej różdżki coś tu się zmieni. Wielokrotnie pisaliśmy o inwestycjach kolejowych i powoli się to zmienia na lepsze. To jedyny obszar, za który można pochwalić PKP (jako ogół firm kolejowych),  Analizując jednak mapę można zauważyć, że:

1. Suwałki to absolutna dziura. Wyjazd gdziekolwiek zawsze odbywa się tylko i wyłącznie przez Białystok. Nawet do Olsztyna i dalej na północny zachód.

 

2. Z Białegostoku wydostać się można tylko przez Warszawę

 

3. Łomży nie ma nawet na mapie

 

Co ma w planach PKP? (jako ogół firm kolejowych)

1. Za kilka dni zlikwidowane zostanie popularne połączenie kolejowe „TLK Hańcza” z Suwałk do Krakowa. Tutaj ze względów oczywistych podróż odbywać się będzie przez Białystok, jednak już nie bezpośrednio tylko na raty (w zależności od połączenia Suwałki Białystok, Białystok – Kraków lub Suwałki – Białystok , Białystok – Warszawa, Warszawa – Kraków). Na pocieszenie – będzie więcej połączeń Białystok – Warszawa.

 

2. W ostatnim czasie pisaliśmy, że przesunięto środki na inwestycje pod Sokółką, zabierając z budowy połączenia kolejowego do Łomży. Miasto te mogłoby korzystać z siatki kolejowych połączeń. Niestety szanse na coś innego niż autobusy są póki co marne. Może za kilka lat… Póki co wykonana zostanie tylko dokumentacja projektowa.

 

3. Jak widać na mapie na południu województwa podlaskiego jest cienka niteczka pod granicę z Białorusią, a potem gruba linia. Potem znowu cienka do Lublina. Niżej już kilka wariantów. Warto zaznaczyć, że nie ma technicznych przeciwwskazań, by jeździł pociąg relacji Suwałki – Rzeszów (od niedawna można dojechać nawet w same Bieszczady). Oczywiście czegoś takiego w planach PKP (jako ogół firm kolejowych) nie ma. Chcecie bezpośrednio do Lublina czy Rzeszowa? Jedźcie przez Warszawę.

 

Dlaczego tak się dzieje, że jesteśmy wykluczeni? Tak jak pisaliśmy – poprzednia ekipa rządząca miała zdanie o Polsce wschodniej nienajlepsze. Najważniejsze inwestycje ciągnęły się latami. Mocno wypłakana ekspresową ósemkę w całości otwarto dopiero w tym roku, już w czasach innej władzy (co nie znaczy, że dzięki nim). Dzięki inwestycjom skrócił się też czas podróży pociągiem do Warszawy… o 30 minut. Ale co nam z nowej infrastruktury skoro PKP likwiduje kolejne połączenia?

 

Warto też zaznaczyć, że na Podlasiu wybiera się polityków różnych opcji, o różnych poglądach. Jednak mimo wszelkich różnic – jedno ich łączy – to nieudacznicy, którzy w Warszawie nie mają żadnej siły przebicia. Nic dla swego regionu nie załatwili. Nawet ministrowie!

Poniżej kilka przykładów, że można:

1. Euro 2012 – Gdańsk i Wrocław zyskały nowoczesne stadiony i możliwość organizacji imprezy. Przypadkowo to miasta Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska.

 

2. Między Warszawą a Krakowem jest Centralna Magistrala Kolejowa, na której pociągi mogą pędzić z maksymalnym dopuszczalnym w Polsce limitem – 160 km/h. Po drodze pociąg zatrzymuje się na stacji Włoszczowa. Gdzie??? To rodzinna miejscowość nieżyjącego już posła PiS – Przemysława Gosiewskiego, który nim zginął w katastrofie smoleńskiej skutecznie załatwił zatrzymywanie się pociągów (miasteczko ma 10 tys. mieszkańców).

 

3. Piotr Liroy-Marzec – swoim uporem załatwił wiele uproszczeń dla kierowców oraz najbardziej kontrowersyjną i głośną sprawę – możliwość leczenia medyczną marihuaną. I to kiedy? Za czasów konserwatywnej ekipy rządzącej.

 

Województwo podlaskie wybiera 15 posłów. Czy któryś z nich coś dla swego regionu załatwił? Jakieś mikroinwestycje może i tak. A rządowe? Dlatego też – spójrzcie jeszcze raz mapę i sami sobie odpowiedzcie – dlaczego jest tak jak jest. Dlaczego nie mamy lotniska regionalnego? Dlaczego w regionie jest tylko jedna ekspresówka? Dlaczego likwidują połączenia kolejowe? Bo wszyscy Podlaskie mają w d… Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że jak przy każdej kampanii do Sejmu kandydaci na posłów będą jak przy każdych wyborach obiecywać: drogi ekspresowe, lotnisko, więcej połączeń kolejowych. Oni doskonale wiedzą, że tego brakuje. Lecz to nieudacznicy, którzy nie potrafią z tym nic zrobić. Nie potrafią z rządu wyszarpać ani grosza.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja turystyczna w regionie! Słowiańskie grodzisko oraz folwark

Nowa atrakcja turystyczna w regionie! Słowiańskie grodzisko oraz folwark

Przy okazji Święta Niepodległości pod Korycinem, a dokładnie w Milewszczyźnie zostanie otwarty Park Kulturowy. Jest to największa inwestycja zrealizowana w 2018 roku przez gminę, która wyłożyła niecały milion zł ze swoich środków oraz pozyskała 4,5 mln zł z Unii Europejskiej.

 

Na terenie Parku podziwiać będziemy mogli częściowo odtworzone słowiańskie grodzisko podchodzące z X wieku oraz XIX wieczny drewniany dwór i folwark z budynkami gospodarczymi. Nie zabraknie też drewnianego wiatraka, który został przywieziony z Jatwiezi Dużej. Park Kulturowy w Milewszczyźnie to planowo będzie także miejsce, gdzie turyści nie odejdą głodni. Będzie można też przenocować. O ile znajdzie się inwestor.

 

fot. korycin.pl

Partnerzy portalu:

To już trzeci kościół w tym miejscu. Pierwszy pojawił się w 1525 roku!

To już trzeci kościół w tym miejscu. Pierwszy pojawił się w 1525 roku!

Zabłudów to miasteczko, które słynie z lodziarni, do której zawsze ustawione są gigantyczne kolejki, a także z Kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła. Jego historia sięga 1525 roku! To właśnie wtedy Zygmunt Stary nadał Aleksandrowi Chodkiewiczowi prawa do Puszczy Błudowskiej (dziś część Puszczy Białowieskiej), a 8 lat później król wydał przywilej lokacyjny miasta Zabłudowa. Gdy miasto zostało założone znajdowała się w nim już cerkiew oraz kościół właśnie.

 

Świątynia powstała po raz drugi w 1688 roku, po wojnach z Moskwą. Wtedy też wiele miasteczek podlaskich zostało zniszczone. Zaś w roku 1800 rząd pruski nakazał kościół rozebrać i wybudować nowy. Ostatecznie nowa świątynia została ukończona dopiero w 1840 roku, lecz konsekracja nastąpiła dopiero w 1856 roku. Zabłudowski kościół przechodził wielokrotnie prace remontowe. Ostatnie prace zakończyły się w 2006 roku. Jednak w 2008 roku ruszyła budowa nowej plebanii, gdyż starą strawił pożar.

 

Kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła jest zbudowany trochę na wzór Katedry Wileńskiej. Przejeżdżając przez Zabłudów warto nie tylko przyjrzeć się jej zewnątrz, ale też wstąpić do środka, by obejrzeć też niesamowite obrazy.

 

fot. Polimerek / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Tu można naładować się mocą. Wystarczy posiedzieć pośród kamieni.

Tu można naładować się mocą. Wystarczy posiedzieć pośród kamieni.

Poczopek w Puszczy Knyszyńskiej to niesamowite miejsce. Znajduje się tam naprawdę wiele atrakcji. Jedną z nich jest Park Megalitów. Jest to polana w środku puszczy, w której znajdują się wielkie głazy. Cały „park” powstał z inicjatywy leśników, którzy postanowili wykorzystać wielkie głazy, które pozyskano od osób prywatnych.

 

Cały park składa się z 30 kamieni, które łącznie ważą około 500 ton! Całość stanowić może miejsce mocy, którą możemy posiąść siedząc na ławeczkach znajdujących się w pobliżu. Taka ilość wielkich głazów podobno kumuluje wokół siebie energię właśnie. Układ Megalitów nie jest przypadkowy. Jest powiązany ze zjawiskami astronomiocznymi – niektóre wyznaczają południe, a inne północ. Przy głazach znajdują się także tabliczki z informacjami.

 

Zupełnie obok parku znajduje się Silviarium – wspaniały ogród leśny, gdzie można podziwiać różne okazy sów. Moc z kamieni chyba promienieje na cały obszar, bo już po przyjechaniu można odczuć wyjątkową aurę tego miejsca. Każdy moment jest dobry, by tam się wybrać.

 

fot. Nadleśnictwo Krynki / Lasy Państwowe

Partnerzy portalu:

Ten cmentarz ma 217 lat. Jest na nim pełno zabytków!

Ten cmentarz ma 217 lat. Jest na nim pełno zabytków!

Za nami Wszystkich Świętych oraz Zaduszki. Nie tylko mieszkańcy Podlaskiego, ale oczywiście całej Polski w tych dniach tłumnie odwiedzali groby swoich bliskich. Przy okazji na cmentarzach odbywały się kwesty, dzięki którym można ratować zabytkowe groby. Warto tutaj od razu zaznaczyć, że te groby diametralnie różnią się od dzisiejszych. Warto ten typ architektury utrzymywać od zapomnienia. Cmentarz Katedralny w Łomży jest jednym z najstarszych w Polsce i liczy sobie 217 lat! Na terenie nekropolii znajduje się tam aż 300 grobów, które trzeba uratować przed zniszczeniem. Warto tutaj pochwalić mieszkańców Łomży, którzy w tym roku rekordowo zrzucili się na odnowę zabytków. Do puszek trafiło 52 tysiące złotych. W ubiegłym roku była to kwota w wysokości 40 tys. zł.

 

Łomżyńska nekropolia składa się z grobów rzymskokatolickich, prawosławnych oraz ewangelickich. Te pierwsze pojawiły się już w 1801 roku, zaś 30 lat później dołączyły te drugie, a na sam koniec te trzecie. Po jakimś czasie granice między nimi się zatarły i dziś jest to zespół cmentarny, na którym znajduje się 560 zabytkowych nagrobków w stylach klasycystycznym, neoklasycystycznym, neogotyckim, eklektycznym a nawet neorenesansowe. Na Cmentarzu Katedralnym znajdują się Dom Grabarza z 1853 roku, Kaplica Śmiarowskich z 1838 roku, Dzwonnica z 1886 roku, Kaplica ewangelicka z 1844 roku, Kaplica prawosławna z 1906 roku, a także ogrodzenie z 1879 roku. Na zabytkowej nekropolii nie chowa się już zmarłych, poza nielicznymi wyjątkami.

 

Jeżeli kogoś interesuje „nekroturystyka”, to na Podlasiu warto zwiedzić jeszcze inne cmentarze – rzymskokatolicki Farny w Białymstoku, a także nekropolię w Wasilkowie. Ponadto cmentarze żydowskie w Białymstoku i w Krynkach oraz cmentarze ewangelickie w Białymstoku – przy ul. Produkcyjnej oraz Wasilkowskiej. Warto także zobaczyć cmentarz tatarski w Bohonikach oraz Kruszynianach.

 

fot główne: Patryk Korzeniecki (Wikipedia)

Partnerzy portalu:

Wołano za nimi Lipki, Muślimy. Są z nami od kilkuset lat

Wołano za nimi Lipki, Muślimy. Są z nami od kilkuset lat

Wiele się mówi o Podlasiu jako miejscu wielokulturowym. Najczęściej wspomina się o symbiozie katolików i prawosławnych. Warto jeszcze przypomnieć o polskich muzułmanach, których najwięcej jest… w Białymstoku. 

 

W ostatnim czasie muzułmanie Polakom kojarzą się raczej źle, za sprawą wszystkich wydarzeń, które mają miejsce za granicą. Natomiast polscy muzułmanie czyli Tatarzy powinni kojarzyć się wyłącznie dobrze. Nasi muzułmanie są w Polsce od XIV wieku – na początku osiedlali się w okolicach Wilna, Trok, Grodna i Kowna. Natomiast od XVII wieku także na terenie Wołynia, Podola, później na Suwalszczyźnie. Na Tatarów mówiono wówczas Lipki lub Muślimy. Ta pierwsza nazwa pochodziła od tureckiej nazwy Litwy.

 

Brama wejściowa na cmentarz w Bohonikach

 

Na przełomie XVII i XVIII wieku szlachta tatarska spolonizowała się, zaś mieszczaństwo uległo wpływom białoruskim. W międzywojniu Tatarów żyło w Polsce około 5,5 tysiąca. Zamieszkiwali województwo wileńskie, nowogrodzkie a także białostockie.

 

Cmentarz w Bohonikach

 

Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie o wspólnotę religijną polskich i zagranicznych muzułmanów – szczególnie tych, o których w mediach mówi się wyłącznie negatywnie. W 1936 roku uchwalona została przez parlament ustawa o stosunku państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego (która obowiązuje do dziś), w której to jest napisane, że polscy muzułmanie pozostają w łączności religijno-moralnej ze swoimi współwyznawcami za granicą, tworzą własny związek religijny niezależny od żadnych władz obcokrajowych świeckich i religijnych (tzn. Muzułmański Związek Religijny). Ponadto w ustawie ustanowiono obowiązek odmawiania modlitw za pomyślność Rzeczypospolitej i jej Prezydenta, a także Rządu i Wojska w każdy piątek oraz dnie uroczystych świąt.

 

Meczet w Bohonikach

 

Po II Wojnie Światowej działalność Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP została wznowiona w 1947 roku. Od tego czasu organizacja nieprzerwanie działa na rzecz społeczności tatarsko-muzułmańskiej w Polsce. Tylko w samym Białymstoku żyje około 2000 Muzułmanów. Mieszka tu także Mufti (czyli przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego).

 

 

W Białymstoku są dwa miejsca związane z Tatarami – pierwsze to dom modlitwy przy ul. Hetmańskiej, drugi to zabytkowy dom drewniany ukryty pomiędzy blokami na osiedlu Piasta. Jest to parterowy, przedwojenny dom. Parter nawiązuje do wystroju meczetu. Ponadto Tatarów spotkamy oczywiście w Kruszynianach oraz Bohonikach. Od niedawna także w Suchowoli, gdzie powstało Centrum Kultury Muzułmańskiej.

 

Centrum Kultury Muzułmańskiej w Suchowoli

Partnerzy portalu:

Na dworcu kolejowym znów poczujemy klimat XIX wieku!

Na dworcu kolejowym znów poczujemy klimat XIX wieku!

W listopadzie tego roku ruszają prace remontowe na dworcu PKP w Białymstoku. Ich zakończenie planuje się na 2020 rok. Trzeba przyznać, że dzisiejszy dworzec nie jest najgorszy, ale przejdzie niesamowitą metamorfozę. Przede wszystkim zniknie antresola. Budynek będzie miał bardzo dużo przestrzeni w środku, dużo bieli i dużo światła. Nieśmiało można go porównać do dworca w Przemyślu (najpiękniejszy dworzec kolejowy w Polsce).

 

Po lewej dworzec w Białymstoku po remoncie, po prawej obecny dworzec w Przemyślu – uznany za najpiękniejszy w Polsce

 

Dworzec PKP w Białymstoku powstał w 1862 roku. Oczywiście budynek, który widzimy dziś nie jest tym, który powstał prawie 160 lat temu. Żeby powstał dworzec, najpierw musiały zostać położone tory kolejowe. W tamtych czasach gród nad Białą jak był pod rosyjską okupacją stąd też połączenie mogło przyjść ze wschodu. O budowie linii kolejowej z Petersburga do Warszawy myślano już w 1835 roku, lecz car Mikołaj I nie przepadał za tego typu inwestycjami. Stąd też dopiero do budowy przystąpiono w 1852 roku.

 

 

Przy budowie pracowało 15 tysięcy osób! Budowa linii kolejowej zakończyła się w 1862 roku. Pierwszy pociąg ze stacji kolejowej na warszawskiej Pradze ruszył na wschód przejeżdżając przez Białystok oraz Wilno. Wówczas podróż zajmowała 38 godzin. Dziś byłoby znacznie krócej. Wszak to „tylko” 1100 km. Z Warszawy do Białegostoku można było się dostać dwa razy w tygodniu. Dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się rozbudowana poczekalnia, gdyż wzrósł wtedy także ruch kolejowy. Dobudowane zostały wtedy dwa kolejne pawilony i podzielono poczekalnię dla klasy I, II i III. W tej pierwszej podróżni mogli odpoczywać na wygodnych kanapach typu szezlong, które były wyścielone aksamitem. W budynku dworca znajdowała się także ekskluzywna restauracja.

Wysoka, śmigająca białymi ścianami ku sufitowi, pod którym płoną jaśniejące misy lamp. Na tle olbrzymich okien, szafirowych od zmierzchu, piętrzą się na bufecie stogi ognistych pomarańczy

To opis dworca, który stworzyła znana pisarka Maria Dąbrowska. Mamy nieodparte wrażenie, że jest on bardzo zbieżny z wizualizacją tego dworca, który ma być w 2020 roku. Oznacza to, że przebywając w białostockiej poczekalni poczuć będziemy mogli klimat XIX wieku.

 

 

Podczas I Wojny Światowej wojska rosyjskie wycofywały się, a po drodze spaliły budynek dworca. Po wojnie dworzec odbudowano. Niestety przyszła II Wojna Światowa i tym razem Niemcy budynek zbombardowali i zniszczyli jak 95 proc. miasta.

 

 

W PRL budynek nie odzyskał już czasów świetności mimo odbudowy i remontów. Jednak po transformacji ustrojowej było jeszcze gorzej. W 1989 roku rozpoczęła się modernizacja dworca, która trwała… 14 lat! Ostatecznie udało się 28 listopada 2003 roku otworzyć nowy dworzec, który jak wspomnieliśmy na wstępie mimo tylu lat trzyma się całkiem nieźle. Jednak nikt w Białymstoku na remont się zapewne nie obrazi. Współczujemy tylko podróżnym oczekującym, gdyż będą oczekiwać na swój pociąg na dworcu tymczasowym, co nie jest zbyt wygodne i komfortowe. Warto się jednak przemęczyć.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

W miejscu starej kopalni powstał zalew. Teraz można tam wypoczywać!

Mieszkańcy Antonowa spod Orli postanowili zagospodarować teren po dawnej kopalni gliny. Uporządkowano teren, wywieziono gruz, usypano żwirowe ścieżki wokół, postawiono wiatę oraz parking. To wszystko ze środków unijnych. Teraz można tam wędkować oraz miło spędzać czas. Zbiornik to dobre miejsce rekreacji, które wcześniej było terenem niezdatnym do użycia. Oprócz lokalnych miłośników wędkowania nad zbiornikiem pojawia się coraz więcej turystów.

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”.
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Partnerzy portalu:

Brakuje pół miliarda na inwestycję. Dorzucą?

Brakuje pół miliarda na inwestycję. Dorzucą?

Do końca 2021 roku pociągi do stolicy z Białegostoku mają przyśpieszyć do 160 km/h (obecnie jeżdżą 120 km/h), a później nawet do 200 km/h (w ciągu 10 lat). Inwestycja na interesującym nas odcinku podzielona jest na 3 etapy – modernizację odcinków Warszawa – Sadowne, Sadowne – Czyżew oraz Czyżew – Białystok. Problem jest z tym ostatnim. Do przetargu na jego realizację stanęły dwie firmy. Tańsza zaproponowała przebudowę za kwotę 1,777 mld zł brutto. Tymczasem inwestor – PKP PLK założyła na ten cel 1,275 mld zł brutto. Teraz inwestor musi zadecydować – ogłaszać kolejny przetarg z naiwną nadzieją, że ktoś się zgłosi by zrobić taniej lub podnieść budżet o brakujące pół miliarda złotych.

 

Przy takich pieniądzach zawsze jest to decyzja polityczna. Miejmy nadzieję, że z racji tego iż jest to projekt transgraniczny (Rail Baltica zaczyna się w Estonii, biegnie przez Łotwę oraz Litwę) to Polacy nie dopuszczą do międzynarodowej kompromitacji. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo. Warto jednak pamiętać, że rządowym priorytetem obecnie jest Centralny Port Lotniczy pod Warszawą. Stąd też, jakieś tory do Białegostoku mogą być mniej ważne i ostatecznie brakujące pieniądze mogą się nie odnaleźć tak szybko. 

 

Partnerzy portalu:

Podlasie ma własną Górę czarownic!

Podlasie ma własną Górę czarownic!

Każde dziecko z lekcji geografii wie, że najbardziej znanym miejscem spotkań czarownic w Polsce jest Łysa Góra w Świętokrzyskim. Tymczasem województwo Podlaskie ma własną górę czarownic. Znajduje się ona w Siemiatyczach niedaleko od zalewu. Mowa tu o „Wilczej Górze” Miejsce jest zarośnięte gęstym lasem i trzeba naprawdę wiele sił włożyć w to, by je odszukać. W końcu XIX wieku etnograf Oskar Kolberg w swoich pracach etnograficznych napisał, że według wierzeń tutejszej ludności na Wilczej Górze kobiety zwane potocznie czarownicami odprawiały swoje rytualne obrzędy. Wokół wzniesienia znajdowało się wielkie składowisko tajemniczych głazów.

 

fot. A. Nowaczuk

 

Tajemnicze miejsce odkrył pewien turysta. Legenda głosi, że wszedł  na jedną z gór i zachwycił się pięknem krajobrazu jaku ujrzał oraz poczuł zapach kwiatów. To sprawiło, że zasnął. Drzemiąc śniło mu się, że stał na wzgórzu, wśród wielkich, rozłożystych dębów, z których widać było dolinę Bugu oraz średniowieczny gród. Na wierzchołku góry pełno było dużych głazów, przy których turysta widział grupę rozmodlonych ludzi, mówiących niezrozumiałym dla niego językiem. Jedna z tych osób miała jednak powiedzieć (zrozumiale rzecz jasna), że jest to miejsce święte, a obcym wstęp wzbroniony. Po przebudzeniu turysta wyciągnął mapę i stwierdził, że znajduje się w miejscu, gdzie jest największa góra w okolicy.

 

Gdy zwiedzający zszedł na dół do Siemiatycz, to dowiedział się, że lokalsi nazywają to miejsce „Górą czarownic” właśnie ze względu na te kamienie. W świętokrzyskiej Łysej Górze podczas sabatu czarownice rozniecały wielki ogień, kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek. Zapewne nie inaczej było w Siemiatyczach.

 

O tajemniczym miejscu powiedział nam Adam Nowaczuk, który odwiedził miejsce i je sfotografował. Za fotografie i informację bardzo dziękujemy!

 

fot. A. Nowaczuk

Partnerzy portalu:

Zabytkowe dzwonnica, wnętrza kościoła oraz plebania zyskały nowe życie!

Zabytkowe dzwonnica, wnętrza kościoła oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jest wielu turystów, którzy uprawiają tak zwaną turystykę kościelną – pielgrzymują po kraju, modlą się w sanktuariach a przy okazji zwiedzają przepiękne zabytkowe kościoły oraz ich wnętrza. W Podlaskiem takich miejsc nie brakuje. Warto zobaczyć pod tym względem sanktuarium w Studzienicznej pod Augustowem, sanktuarium w Różanymstoku pod Sokółką, a także sanktuarium w Sokółce czy Krypnie pod Białymstokiem. W samej stolicy województwa podlaskiego można zobaczyć Kościół św. Rocha, Katedrę, Kościół św. Wojciecha, ale też miejsca związane z ks. Michałem Sopoćką.

 

Do tej długiej listy warto dopisać jeszcze trzy: Rosochate Kościelne w gminie Czyżew, Stawiski pod Łomżą oraz Kulesze Kościelne pod Wysokiem Mazowieckiem. Bowiem dla turystów  raczej miejsca to nieznane. Warto zobaczyć w Rosochatem Kościelnym 243-letnia dzwonnicę, która jest unikalnym zabytkiem. Natomiast w Stawiskach zwiedzać można kościół, w którym znajdują się małe obiekty zwane malaturą – każde z nich to oddzielne dzieło sztuki. W Kuleszach Kościelnych natomiast znajduje się zabytkowa plebania – z 1874 roku. Wszystkie te miejsca w ostatnim czasie skorzystały ze środków unijnych, dzięki czemu dzwonnica, malatura oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać. Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Partnerzy portalu:

Możesz zostać dżokejem, amazonką lub turystycznie jeździć po Puszczy konno

Możesz zostać dżokejem, amazonką lub turystycznie jeździć po Puszczy konno

 

Stanica Kresowa to jedna z ciekawszych atrakcji na Podlasiu. Tutaj możemy poczuć klimat jak z polskiego dworu. Agroturystyczne gospodarstwo oraz ośrodek jeździecki mogą być dobrą odskocznią od codziennych spraw. Warto się zmierzyć z czymś nowym – na przykład nauczyć się jazdy konno. Galop przez Puszcze Knyszyńską może sprawić, że poczujemy niesamowity zew wolności, natomiast dzięki strzelaniu z łuku możemy poczuć się niczym Tatarzy lub dawni wojownicy.

 

W stanicy oprócz odpoczynku od codziennego zgiełku, nauczyć się możemy jazdy konnej, ale też przejechać się bryczką – a zimą wziąć udział w kuligu. Jest też odnowa biologiczna. Atrakcja ta znajduje się w Puszczy Knyszyńskiej, w Poczopku, niedaleko Krynek.

 

Stanica Kresowa powstała ze środków unijnych. Jak widać, by skorzystać z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. 
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Partnerzy portalu:

Do Puszczy Białowieskiej dojedziemy weekendowym pociągiem!

Do Puszczy Białowieskiej dojedziemy weekendowym pociągiem!

Lewki to mała miejscowość pod Bielskiem Podlaskim. Jest ważnym punktem na kolejowej mapie Podlasia bowiem wkrótce będzie tam rozwidlenie na dwa kierunki. Pierwszy z nich prowadzi do Czeremchy, drugi zaś do Hajnówki. Przez ostatnie 25 lat było tak, że działał tylko ten pierwszy. Pasażerowie jechali na przykład z Białegostoku do Czeremchy, a następnie pociąg „wracał” do Hajnówki. W połowie przyszłego roku pociągi pojadą z Lewek prosto do Hajnówki, a podróż na 27-kilometrowym odcinku zajmie 24 minuty. Dzięki temu podróże Białystok – Hajnówka skrócą się. To o tyle ważna informacja, że tamte rejony odwiedza sporo turystów ze względu na Puszczę Białowieską.

 

Do samej Białowieży póki co dojechać możemy drogą wojewódzką. Jako, że po drodze mijamy Puszczę, to o rozbudowie infrastruktury drogowej nie może być raczej mowy, więc rozwój infrastruktury kolejowej jest jak najbardziej wskazany. Dlatego dojazd przez Lewki do Hajnówki jest pierwszym zwiastunem tego, co może być dalej. Bowiem zgodnie z zapowiedziami droga do Białowieży ma być także odnowiona w 2019 roku. Następnie pojawią się pociągi weekendowe z Warszawy (być może też Siedlec) i Białegostoku do Białowieży właśnie.

 

Wspaniała to wiadomość dla turystów, którzy nie będą musieli już jechać samochodem czy busem. Szczególnie, gdy kochają wycieczki rowerowe. Jazda przez Puszczę rowerem to naprawdę wielka przyjemność. Dodać należy do tego fakt, że można pojechać bez wizy również na białoruską stronę kompleksu leśnego. Dlatego na przyszłe wakacje można już powoli planować wielkie zwiedzanie Puszczy Białowieskiej niezależnie gdzie mieszkamy. Stanie się ona dostępna jeszcze bardziej. Warto zaznaczyć, że przedsięwzięcie może powstać z opóźnieniem, gdyż bardzo ważnym elementem inwestycji są uwarunkowania środowiskowe inwestycji. Puszcza to bardzo ważne miejsce. Dlatego wykonanie rewitalizacji musi odbyć się z jak najmniejszą szkodą dla przyrody.

Partnerzy portalu: