Featured Video Play Icon

Czy jedliście kiedyś Hałoczki? Zobacz jak zrobić ten podlaski przysmak!

Hałoczki to wspaniała kartoflana przyprawa, która jest już nieco zapomniana, a warto dodać, że bardzo pyszna. Idealna na obiad lub dla gości jako część obiadu. Możecie zobaczyć na powyższym filmie jak powstaje.

 

Jeżeli macie problemy ze zrozumieniem tego co mówi gospodyni z filmu, bo nie howorycie po swojomu, to śpieszymy z tłumaczeniem. Najpierw trzeba ugotować ziemniaki oraz rozdrobnić je łyżką (lub widelcem). Następnie dosypujemy mąki – oczywiście na oko, tak by nie zasypać całkowicie ziemniaków, ale je równomiernie wymieszać. Potem formujemy rękami ciasto aż będzie miało jednolitą konsystencję. Gdy to zrobimy, to rolujemy ciasto i rozwałkowujemy w cienką rurkę. Następnie spłaszczamy i kroimy na małe kopytka czyli hałoczoki.

 

I jak to mawia gospodyni – Ot i cała procedura. Następnie wrzucamy nasze hałoczki na patelnię i smażymy aż się zarumienią. Dorzucamy też do tego cebulkę pokrojoną w kostkę. Razem wszystko przesypujemy do miski, gdzie jeszcze możemy podobnie jak gospodyni na filmie wymieszać. Potem potrawa będzie gotowa. Nie zapomnijcie dorobić do tego jakiejś pysznej surówki! Alternatywnie możecie zajadać się hałoczkami popijając je zsiadłym mlekiem, kefirem czy jogurtem naturalnym. Smacznego!

Featured Video Play Icon

Przepyszne kartacze to wspaniały przysmak! Czy wiesz jak powstają?

W regionalnych restauracjach, gdy tylko pojawiają się turyści, to zaraz na stole można zauważyć coś, czego w innych regionach Polski nie ma – czyli kartacze. Wyglądają jak duże pyzy, smakują niesamowicie – szczególnie z okrasą i skwarkami. Podczas jedzenia warto je popijać mlekiem czy kefirem – w zależności od upodobań. Jak powstają kartacze? Tego dowiecie się z powyższego filmu.

 

My od siebie chcemy tylko dodać że pora na dania ziemniaczane jest idealna, bo jest świeżo po wykopkach lub za moment będzie. Wszędzie więc dominują młode ziemniaczki, które smakiem biją na głowę te stare. Przygotowanie kartaczy nie jest tak trudne jak się wydaje. Warto dodać, że mięso może być w zasadzie dowolne – wołowina, wieprzowina czy baranina. To już kwestia gustu. Drób raczej się nie nadaje, ale jeżeli ktoś bardzo chce… Nie zapomnijcie również o mące ziemniaczanej.

 

 

Featured Video Play Icon

Co Podlasie ma wspólnego z ogórkami? Bardzo wiele!

Podlasie kocha ogórki! Co roku organizujemy im święto, a stolicą jest Kruszewo. Mamy też wieś i unikalną produkcję. W tym roku ze świętem ogórka może być różnie, ale jedno jest pewne. Tym razem był urodzaj. Dlatego nigdzie nie powinno braknąć tych przepysznych warzyw. Szykujcie słoiki w ogromnych ilościach! Ogórki można jeść surowe, małosolne, kiszone czy jako korniszony. Co roku gospodynie robią przetwory, by potem zimą można było zajadać się przy obiedzie. Warto sobie jednak zadać pytanie – ile wspólnego z tymi przysmakami ma Podlasie. Okazuje się, że sporo.

 

Przede wszystkim w województwie podlaskim znajduje się wieś… Ogórki. konkretnie w powiecie sejneńskim w gminie Puńsk na pograniczu Polski i Litwy. To jeszcze nie wszystko. Jedyne w kraju są kwaszone ogórki “Narwiańskie”. Do produkcji wykorzystuje się warzywa nieskażone żadnym przemysłem czy wielkimi miastami. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem. Uprawa ogórków (masowo) odbywa się w takich gminach jak Choroszcz, Kobylin-Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna czy Tykocin. Co ważne, produkcja nie oznacza, że są tu jakieś fabryki ogórów. Uprawa jest tradycyjna, nawożona organicznie dzięki czemu warzywa mają niesamowity, unikalny smak.

 

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Działalność taką zapoczątkowała Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska „Witamina”, która w Śliwnie rozpoczęła skupowanie zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenie. Odbywało się to w drewnianych beczkach, które następnie zatapiano w rzece Narew. Jednak tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków pozostała do dziś, a tajemnice produkcji były przekazywane z pokolenia na pokolenie i są ściśle chronione przez każdego producenta.

W lesie pojawiły się grzyby! Zdradzamy najlepsze miejscówki!

Ostatnia pogoda sprawiła, że w podlaskich lasach pojawiły się grzyby. Mało tego po weekendzie grzybów będzie jeszcze więcej. Dlatego, jeżeli jesteście fanami leśnych przysmaków, to warto zaplanować sobie wyjazd. Tylko gdzie? W Puszczy Knyszyńskiej będzie idealnie! Lasów na Podlasiu nie brakuje, ale to nie znaczy, że wszędzie gdzie pójdziemy, to na pewno coś znajdziemy. Po prostu są lepsze i gorsze “miejscówki”. Każdy grzybiarz ma swoją, ale niektórzy dopiero zaczynają przygodę lub nie dawno przeprowadzili się do naszego regionu. Albo z innych powodów nie znają Podlasia na tyle, ale chcieliby coś zebrać. Dla wszystkich tych przedstawiamy najlepsze miejscówki na grzyby w 2020 roku. Wszystkie znajdują się w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Nie bez powodu, co roku w Michałowie organizuje się święto grzyba. To właśnie pobliskie lasy są idealne do zbierania leśnych przysmaków. Na grzyby możemy dojechać pociągiem weekendowym kursującym do Walił. Wystarczy wysiąść na stacji Sokole. Jeżeli jesteśmy wprawnymi zbieraczami, to nasze kosze będą pełne. Kolejnym miejscem na tej samej trasie pociągu to właśnie Waliły. Wystarczy kierować się lasem na Piłatowszczyznę. Po drodze zbierzemy bardzo dużo pyszności. Możemy też zapuścić się wzdłuż torów. Pociąg kończy bieg w Waliłach. My jeżeli będziemy szli dalej w kierunku granicy torami, to między Straszewem a Zubkami napotkamy bardzo dużo grzybów.

 

Kolejne miejsce, gdzie możemy zbierać przepyszne leśne przysmaki znajduje się w Supraślu. Wystarczy ruszyć lasem na Krzemienne. Można także kierować się z drogi wojewódzkiej 676 na Krynki w kierunku miejscowości Konne. Ostatnia miejscówka, w której warto szukać grzybów zaczyna się w Czarnej Białostockiej. Kierujemy się leśną drogą na Budzisk, następnie na Zacisze i Jałówkę. Kończymy w Supraślu. Gigantyczne ilości leśnych przysmaków czekają!

 

Pamiętajmy, że w ostatnim czasie w lasach jest mnóstwo kleszczy. Wchodzenie w krzaki i zarośla po grzyby to prawie pewny kontakt z tymi owadami. Dlatego nie wychodźmy do lasu odsłonięci. Najlepiej zainwestować w solidne buty, długie nogawki i rękawy, a także rękawiczki. Dobrze też mieć kapelusz, by przy okazji nie dostać udaru, jeżeli będziemy przebywać na słońcu przechadzając się leśnymi drogami. Po powrocie domu koniecznie powinien ktoś nas dokładnie obejrzeć. Kleszcze potrafią zniszczyć człowiekowi zdrowie i o tym trzeba pamiętać. Miejmy jednak nadzieję, że wypad na grzybki będzie udany!

fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Czy jedliście kiedyś Ciastka Siemiatyckie? Zdobyły kulinarną “Perłę”.

Są kruche, przekładane marmoladą, mają też kleks bezy. W innym wariancie występują jako foremkowe z cukrem. To właśnie Ciastka Siemiatyckie. Od kilku lat mogą poszczycić się nawet nagrodą kulinarną “Perłą”.

 

Pani Jolanta Posławska właścicielka cukierni, która produkuje Ciastka Siemiatyckie.
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.

Przepis na ciastka Pani Jolanta przejęła od cioci. Wpierw nazywały się one “Warszawskimi”. – Udoskonaliliśmy je i zmieniliśmy nazwę na siemiatyckie. Przyjęły się bardzo szybko i zyskały popularność nie tylko w naszym mieście. Przyjeżdżają po nie turyści. Nasi stali klienci wożą je do swoich miast, rodzin, znajomych w całej Polsce. Ciastka siemiatyckie to dwa niewielkie prostokąty kruchego ciasta przełożone marmoladą i z dwóch stron ozdobione kleksem bezy. W 2017 r. roku zdobyły kulinarną „Perłę” – najwyższą kulinarną nagrodę ogólnopolskiego konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”. – W naszej rodzinie to druga „Perła”, bo pierwszą zdobyła moja teściowa w 2016 r. za lody tradycyjne, które w sezonie letnim sprzedajemy w naszej cukierni.

 

Siemiatycze warto odwiedzić również z innych względów. Miasto leżące w Dolinie Rzeki Bug to miejsce z historią. To tutaj, w czasach szlacheckich miasto rozwijało się za sprawą króla Zygmunta Augusta, Michała Sapiehy, księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej oraz Ignacego Gilewskiego. Warto zobaczyć w mieście kościół i były klasztor z XVII i XVIII wieku, a także XIX wieczną cerkiew,  synagogę z XVIII wieku. Na szczególną uwagę zwrócić trzeba także na rzeźby sfinksów. To, że są w Siemiatyczach oraz że mamy tam rzekę Mahomet – nie jest przypadkiem.

/egoztyczne-podlasie-3-sfinksy-i-mahomet/

Maslenicę świętuje się głównie w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Zwyczaj ten obchodzony jest również przez Białorusinów na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Na stołach królują pączki, faworki, jagodzianki oraz bliny. Zabawa trwa w najlepsze.

Pączki, faworki, jagodzianki – dziś takie przysmaki będą królować na podlaskich stołach. Tłusty czwartek czyli ostatni czwartek przed Wielkim postem to czas, gdy można sobie pofolgować. Później jeszcze przez tydzień potrwa karnawał, który kończy się w środę popielcową. Od następnego czwartku aż do Wielkanocy trzeba zachować post. Warto nie tylko ze względów religijnych. Ogólnie dzięki stronieniu od jedzenia do świąt można zrzucić kilka kilogramów, co będzie miało dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ale zanim to nastąpi chcielibyśmy Wam przedstawić zwyczaje obchodzone na Podlasiu. Zdradzimy też przepis na wyśmienite pączki.

Skakano przez drewniany kloc

Dawniej na Podlasiu nie było tłustego czwartku. Okres trzech dni przed środą popielcową nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach zabawa trwała w najlepsze. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

Dziś tłusty czwartek głównie kojarzy się z gigantycznymi kolejkami do cukierni oraz do objadania się na potęgę. Warto jednak podtrzymywać również dawne tradycje. Nie musicie się od razu polewać wodą, ale warto spotkać się w rodzinnym gronie oraz w gronie osób najbliższych. Niech każdy przyniesie swój, własnoręcznie wykonany poczęstunek i nim wkupi się w łaski pozostałych biesiadników. Później niech zabawa i tańce potrwają do późna, by po środzie popielcowej nie było niedosytu.

Córka Dziadka Mroza

Odpowiednikiem ostatków w religii prawosławnej jest maslenica. Nie obchodzą jej jednak wszyscy prawosławni, bo to święto popularne bardziej w Rosji, Ukrainie i Białorusi. Maslenica w dawnych wierzeniach to była córka Dziadka Mroza, która żyła daleko na północy, ukrywając się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Żeby lepiej radzić sobie z mrozami wyobrażano sobie maleńką dziewczynkę, od której biło ciepło oraz radość. Podczas maslenicy dawniej symbolicznie żegnało się zimę, witało wiosnę, jednało z bliźnimi oraz wybaczało im krzywdy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa na tereny Rusi przejęto maselnicę jako obchody ostatków w kościele prawosławnym. Wyznaczono ją na siedem tygodni przed Wielkanocą. Trwa ona przez cały tydzień i jest to czas, gdy można ucztować oraz bawić się do woli.

 

Zamiast pączków są bliny (naleśniki) – symbol słońca i nadchodzącej wiosny. Te przyrządzane są w poniedziałek – pierwszy dzień rozpoczynający święto. Kolejny dzień jest przeznaczony na gry i zabawy. W środę trzeba odwiedzić teściów oraz łakomie ucztować. “Obszerny czwartek” to czas na największą zabawę. Wtedy są tańce i muzyka. Na piątek i sobotę trwają spotkania z rodziną. Natomiast w niedzielę – ludzie wybaczają sobie nawzajem i proszą o przebaczenie win, tak by wielki post rozpocząć z czystym sercem. Maslenicę świętują również Białorusini mieszkający na Podlasiu.

U Tatarów zabawa jest później

Podlascy Tatarzy natomiast zamiast Wielkiego Postu obchodzą związany z ich religią Ramadan. Jest to czas postu i wyciszenia. Ten w tym roku przypada dopiero 23 kwietnia i trwa do 23 maja. Ich kalendarz różni się od naszego i jest oparty na fazach księżyca. Dlatego też czas świąt islamskich ulega przesunięciom w kalendarzu powszechnym. Tatarzy bawią się dopiero po zakończeniu Ramadanu. Wtedy obchodzą Ramadan Bajram.

Na zakończenie przepis na pączki:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

Featured Video Play Icon

Babka ziemniaczana. Ukochana potrawa na Podlasiu.

Co ciekawe babka ziemniaczana jest tradycyjną potrawą kuchni białoruskiej. Jednak to na Podlasiu w ostatnim czasie ma swoje pięć minut. Jak grzyby po deszczy pojawiają się nowe restauracje oferujące to danie. A wydawałoby się, że skoro jest ono mało skomplikowane, to każdy może sobie je zrobić sam. Z myślą o tych osobach postanowiliśmy przybliżyć babkę ziemniaczaną od kuchni.

 

Babka ziemniaczana to nic innego jak tarkowane ziemniaki z dodatkiem kawałków boczku (skwarek) lub słoniny. Kartoflak, pyrczok, kugel – to wszystko to samo danie. Warto dodać, że raz do roku w Supraślu na Podlasiu co roku organizowane są mistrzostwa świata w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej. Jak zrobić przygotować takie danie? Bardzo prosto – potrzebować będziemy przede wszystkim ziemniaków (co oczywiste), tarki, boczku, czosnku, cebuli, jajek, mąki i oleju lub innego tłuszczu, a także pieprzu, soli i piekarnika. Warto też zaopatrzyć się w siadłe mleko, kefir, jogurt naturalny. W połączeniu z wypieczoną babeczką smakują wyśmienicie.

 

Babka ziemniaczana – składniki:

1,5 kg obranych ziemniaków

2 duże cebule (300 g)

3 jaja – 1 na każde pół kilo ziemniaków

150 g mąki – 50 g na każde pół kilo ziemniaków

3 ząbki czosnku

500 g – mięsa (boczek, kiełbasa, podgardle itp)

sól, pieprz, tłuszcz (olej) do pieczenia

Pierekaczewnik, Czebureki i Listokowiec. To tatarskie przysmaki, które warto spróbować na Podlasiu!

Polscy Tatarzy mieszkający na Podlasiu są głównie znani w kraju głównie za sprawą Kruszynian. Mała wioska pod granicą Polski i Białorusi każdego roku gości turystów z całej Polski. Na miejscu można zobaczyć piękny (szczególnie w środku), drewniany meczet, cmentarz oraz przede wszystkim spróbować tatarskiej kuchni. Najpopularniejsze miejsce to Tatarska Jurta prowadzona przez Dżennetę Bogdanowicz. Jest także Zajazd Tatarski “Na końcu świata”. Mało kto jednak wie, że Tatarzy na Podlasiu mieszkają również w innych miejscach.

Warto wybrać się choćby do Suchowoli. Tam Pani Elżbieta Muchla wraz z mężem Stefanem kultywują również religię, zwyczaje oraz kulinarne dziedzictwo tatarskie. Tutaj możemy spróbować na miejscu złotych pierogów czyli Czebureków. Gdy ich zapach roznosi się po domu, to wszyscy goście już nie mogą się doczekać aż te zostaną podane. Tatarskie pierogi można zjeść na słodko zz jabłkami, z białym serem lub z mięsem. Najważniejszym składnikiem Czebureków jest niepasteryzowana śmietana.

Listkowiec to wielowarstwowe ciasto przekładane różnymi masami – najczęściej makiem. Żeby się udało trzeba mieć naprawdę duży stół. Tworzenie Listkowca to długi proces, ale smak jest niepowtarzalny. Ciasto przypomina trochę makowiec. Z tatarskiej kuchni warto spróbować również baraniny. Mięso znacznie różni się w smaku od drobiu, wołowiny czy wieprzowiny – dominujących w polskiej kuchni. Takie danie możemy zjeść właśnie w Zajeździe Tatarskim “Na końcu świata” w Kruszynianach. 

 

Pierekaczewnik najbardziej znany jest przede wszystkim z Kruszynian. To właśnie Pani Dżenneta Bogdanowicz upowszechnia o nim wiedzę występując często w telewizji. Wypiek z zewnątrz wygląda jak upieczony, wielki ślimak. Efekt taki powstaje dzięki nałożeniu na siebie sześciu warstw rozwałkowanego ciasta. Podobnie jak w listkowcu. Tu jednak zamiast maku jest farsz. Pierekaczewnik może być pikantny a może być również słodki.

Zwiedzając miejsca związane z polskimi Tatarami warto również zajrzeć do Bohonik. Tam również można zwiedzić meczet i wyjątkowo piękny tatarski cmentarz, do którego prowadzi niesamowita aleja.

Featured Video Play Icon

Tak wygląda i smakuje prawdziwy podlaski chleb. Powinien być czysty…

Ireneusz Prokopiuk to bardzo utalentowany filmowiec z Podlasia, który zrealizował wiele filmów dokumentalnych pokazujących zwyczaje naszego regionu. Jeden z najbardziej znanych to “Rudaki”, który można było obejrzeć w Canal+, gdy jeszcze nie istniał YouTube a internet był pełen stron wyłącznie z tekstem. Dziś dzięki rozwoju technologii można oglądać te wszystkie “perełki”. Jedną z nich jest “Historie Podlasie: Chleb”.

 

Na filmie możemy obejrzeć jak tradycyjnie na Podlasiu piecze się chleb w tradycyjnym piecu kaflowym, które jeszcze można spotkać w wielu domach na podlaskich wsiach. Możemy zobaczyć sposób przygotowania ciasta, to jak się go wypieka, a także jak przyrządza po wyjęciu z pieca. – Ludzie dodają mleko kwaśne, ludzie dodają jakieś zupy co zostają. Robią z chleba śmietnik. A chleb powinien być czysty. – Tłumaczy na filmie mieszkanka naszego regionu.

 

Każdy, kto jadł kiedykolwiek cokolwiek przyrządzone na takim piecu, to doskonale wie, że smak jest nieporównywalny ze smakami potraw stworzonych na gazie czy kuchence indukcyjnej. Narobiła Nam Pani smaka na tym filmie.

W lasach pojawiły się grzyby. Oto miejscówki, gdzie można zbierać leśne przysmaki.

W podlaskich lasach pojawiły się pierwsze grzyby! Chociaż leśne przysmaki można znaleźć w bardzo wielu miejscach, to wiadomo że każdy szanujący się grzybiarz ma swoje “tajne” miejscówki. My jednak jesteśmy na tyle uprzejmi, że uchylimy rąbka tajemnicy – gdzie najlepiej zbierać grzyby.

 

Najogólniej mówiąc w Puszczy Knyszyńskiej. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to gigantyczny kompleks leśny, to taka odpowiedź nic by nikomu nie powiedziała. Dlatego też – wspomagając się poniższą mapą wyjaśnimy gdzie szukać grzybów, by znaleźć. Zakładamy, że jesteście zmotoryzowani i na wyprawę w bagażniku macie ze sobą koszyk. Wszak grzybów nie można nosić w plastikowej reklamówce. Pamiętajcie jednak o umiarze, by zostawić też coś innym. To przecież ma być relaks a nie zawody, kto zabierze więcej.

Do lasu jednak wjeżdżać samochodem nie można. Oto miejsca, gdzie można zaparkować:

Krzemienne

Jedziemy do Supraśla, gdzie parkujemy na końcu ul. Nowy Świat. Następnie idziemy drogą obok rzeki, przechodzimy przez most do lasu. Następnie idąc w prawo mamy do samej miejscowości Krzemienne miejsce, gdzie znajdziemy grzybki.

Żednia

Jedziemy drogą z Białegostoku na Michałowo. Przed Żednią będzie po lewej wjazd do lasu. Tam zostawmy samochód, a dalej idźmy pieszo. Dobrze się rozglądajmy. Powinniśmy znaleźć kurki oraz inne grzybki.

Wyżary

Idealne miejsce do zwiedzania grzybów to takie, które jest połączone ze zwiedzaniem. W tym przypadku czeka nas długa droga. Parkujemy w Raduninie i zmierzamy na Zbiornik Wyżary. Następnie kierujemy się na kładkę. Prawdziwe skarby zaczniemy znajdować właśnie za nią kierując się na polanę.

Waliły-Stacja

Okolice Gródka są pełne grzybków. Warto dodać, że można tam dojechać weekendowym pociągiem. Jeżei zaparkujemy w okolicach stacji paliw lub wysiądziemy z pociągu to powinniśmy się kierować na miejscowość Ruda. Tam w lesie natrafimy na wiele okazów.

Zubry

Z Białegostoku jest tam najdalej, ale las jest naprawdę pełen grzybów, dlatego warto jechać właśnie tam. Kierujemy się drogą krajową nr 65 na granicę. Następnie skręcamy w prawo na Zubki Białostockie, a potem jedziemy do miejscowości Zubry. Tam wchodzimy do lasu i idziemy drogą na Straszewo, gdzie znajdziemy wiele dużych okazów.

 

Pamiętajmy jeszcze, by odpowiednio się ubrać. Kleszcze w lasach tylko czyhają na różnych krzakach, by wskoczyć właśnie na nas. Ukąszenie tego owada może być bardzo ciężkie w skutkach. Nie wychodźmy do kompleksu leśnego w krótkich ubraniach. Załóżmy długie, lecz przewiewne okrycie. Pamiętajmy też by nakryć głowę. Można też się spryskać preparatami odstraszającymi owady.

To będzie prawdziwe święto dobrego jedzenia. Dania z różnych stron świata!

MOSiR i organizacja FUTRAKI zapraszają wszystkich miłośników dobrego jedzenia na otwarcie sezonu foodtruckowego w Bielsku Podlaskim. Impreza odbędzie się w dniach 13-14 lipca. Food trucki, jak zwykle, zaoferują duży wybór dań z różnych stron świata.

Dania z Ameryki Południowej i Azji

13 i 14 lipca (sobota, niedziela) teren przy MOSiR Bielsk Podlaski będzie kusić mieszkańców miasta zapachami wspaniałych potraw przyrządzanych przez prawdziwych pasjonatów kulinariów. To najlepsze zaproszenie do ucztowania w formule wielkiego, rodzinnego pikniku, którego główną atrakcją będzie kilkanaście food trucków – aut przystosowanych do przygotowywania i wydawania posiłków. Każdy z samochodów serwuje oryginalne potrawy: od wyjątkowych meksykańskich buritto, poprzez azjatyckie dania z woka i oryginalne burgery, aż po słodkie hiszpańskie churrosy i lody tajskie. Bogata oferta kulinarna zaspokoi najwybredniejsze gusta miłośników jedzenia.

 

Wszystkie potrawy przygotowywane są ze świeżych, sezonowych produktów. Na ich bazie powstają przepyszne: przystawki, dania główne oraz desery i kawa. Impreza odbędzie się przy MOSiR, przy ul. Elizy Orzeszkowej w Bielsku Podlaskim. Wstęp na wydarzenie jest wolny. Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2409101902650931/

Co będzie można dobrego zjeść?

? Beat Pastrami Food Truck – amerykańskie pastrami!

? Cafe Rolka- Lodorolki – lody tajskie!

? Czarros – hiszpańskie churros!

? E.Doggs – pyszne hot dogi!

? El Compadre Foodtruck – burrito i quesadilla!

? Farsz Food- BAO – bułeczki bao i pierożki na parze!

? Le mini lemoniada – lemoniada molekularna!

? Lord Burger – najlepsze burgery!

? PAN FRYTA – frytki belgijskie!

? Pulled Pork F.T. – kanapki z szarpaną wieprzowiną!

? SMAKI ULICY – grillowane ciabatty!

? Smakoteka Foodtruck – tortilla XXL i zakręcony ziemniak!

? SweetGang – słodziutkie mini pączki!

? WokKing – tajski Pad Thai!

Materiał partnerski

Znany kucharz upodobał sobie Podlaskie. Wyczyniał cuda z wołowiną.

Ostatnio miała miejsce straszno-śmieszna sytuacja. Pewien uczeń był tak zachwycony faktem, że nadeszły wakacje. Postanowił spalić swoje wszystkie zeszyty w… piekarniku. Jako, że kuchnia znajdowała się w bloku, to zrobiło się dużo dymu, aż wezwano straż pożarną. To wszystko wydarzyło się przy ul. Wyszyńskiego w Białymstoku. Zupełnie inaczej podeszli do tematu zakończenia roku szkolnego uczniowie podlaskich szkół rolniczych biorący udział w warsztatach z Karolem Okrasą w majątku Howieny w Pomigaczach. Mistrz kuchni uczył ich prawidłowego używania dymu. Nie do kopcenia w bloku i straszenia sąsiadów, ale do wędzenia.

 

– Polacy umieją uwędzić wszystko, dlatego i my dzisiaj będziemy bawić się smakiem wędzenia, bo dym jest przyprawą, którą jesteśmy w stanie sami zrobić. A jest niezwykła – zapowiadał Karol Okrasa. Znany kucharz pokazał także uczestnikom jak oczyścić wołowinę, podzielić ją na części, a każdą z nich użyć do czegoś innego. I tak uczniowie szkół rolniczych dowiedzieli się jak przygotowywać wyśmienite policzki wołowe, tatara wołowego, polędwicę marynowaną, górkę cielęcą oraz steka wołowego.

 

Warsztatowicze na tarasie w majątku Howieny uwijali się wśród wędzonego dymu z palonego siana. – Nie jest to siano zwykłe, a łąkowe; lekkie, z cienkich liści, nie łodyg. Daje aromatyczny dym i nie spala się w zbyt wysokiej temperaturze – opowiadał Karol Okrasa i demonstrował opalając siano w garnku. – W ten sposób można smak wędzenia, dymu nadawać masłu, olejom, mięsom, rozmaitym daniom.

fot. Wrota Podlasia

Featured Video Play Icon

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.

Bimber jest trunkiem specyficznym. Na Podlasiu i być może w całej Polsce najbardziej rozpoznawalny jest “Duch Puszczy”. Warto jednak dodać, że to nie jedyny produkt jaki można skosztować w naszym regionie. Przedstawiamy Wam najpopularniejsze bimbry podlaskie.

Bimber – a co to takiego?

Najpierw jednak zacznijmy od podstaw. Co to jest bimber? Jest to inaczej mówiąc wódka, która nie jest wytwarzana przez koncerny spirytusowe tylko przez prywatne osoby przy pomocy specjalnej aparatury. Różnica między wódką a bimbrem jest też taka, że trunek ten jest dużo mocniejszy. Wódka ma 40 proc. alkoholu, natomiast bimber od 50 do nawet 70 proc. W podlaskiej gwarze regionalny trunek nazywamy również “samogonem” od zbitki słów “samo – gonić” czyli samemu pędzić. Bowiem piwo się warzy zaś wódkę pędzi. Dodatkowo bimber jest przyprawiany różnymi ziołami, dzięki czemu można uzyskać fascynujące smaki. To tyle w teorii.

 

W praktyce produkcja samogonu jest nielegalna. Trudno powiedzieć właściwie dlaczego. Wyroby koncernowe są dodatkowo opodatkowane akcyzą. To nie oznacza jednak, że bimbrownicy nie chcieliby jej płacić. Po prostu państwo nie pozwala im produkować i już. Nie bo nie. Dlatego też cała produkcja działa w ukryciu. Warto tutaj dodać, że podczas pędzenia wytwarza się para wodna. Dlatego też zauważona może zdradzić miejsce produkcji. Tak się jednak nie dzieje. Bimbrownie są ukryte głęboko w Puszczach – Knyszyńskiej, Białowieskiej oraz w Biebrzańskim Parku Narodowym, który także jest rozległym kompleksem. Warto też dodać, że we wszystkich wspomnianych lasach jest dużo bagien. Dlatego przypadkowo raczej na bimbrownię w lesie nie natrafimy.

 

Jak więc regionalni producenci wpadają? No cóż – od wielu lat największym sprzymierzeńcem wszelkich polskich służb był donos. Do dziś urzędy skarbowe mają pełne teczki donosów. Jest to dla nich cenne źródło informacji. Jeżeli kogoś kłuje w oczy, że sąsiad ma dużo pieniędzy, a w każdej wiosce przecież wszyscy wiedzą kto pędzi bimber, to często Krajowa Administracja Skarbowa, która likwiduje leśne bimbrownie – ma wszystko na tacy. Kwestia jedynie dookreślenia konkretnego miejsca. Warto jednak tutaj dodać, że przed Podlaskie przewinęła się cała masa polityków z całego kraju, którzy chętnie bimber pili. Nawet odwiedzający Białowieżę Książę Karol chciał go skosztować. Nigdy jednak nie udało się doprowadzić do legalizacji. Taka hipokryzja.

Podlaski Bimber – gdzie jest produkowany?

  1. Najbardziej rozpoznawalny produkt na Podlasiu i chyba też w Polsce powstaje na bagnach Puszczy Białowieskiej. Gdzie konkretnie oczywiście nie napiszemy. Nie polecamy też szukać, bo może to się skończyć utonięciem w bagnie. Szczególnie, że ze względu na parę wodną produkcja często odbywa się wtedy, gdy sprzyjają do tego warunki atmosferyczne – mgła, deszcz, noc. Jak dostać produkt? Wystarczy popytać we wsiach okalających Puszczę. Produkt można dostać również w Hajnówce.
  2. Kolejnym popularnym produktem regionalnym jest Kopnięcie Łosia. Oczywiście produkcja ma miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jest to teren mocno bagnisty. Jednak w Goniądzu czy Mońkach produkt powinniśmy dostać bez problemu. Wystarczy popytać.
  3. Czarna Białostocka ma dwa bardzo chwalone produkty – jeden to “Old Bimber”, drugi zaś to “BimBer”. Trunki powstają w Puszczy Knyszyńskiej. Produkt naturalnie dostaniemy w Czarnej Białostockiej, być może również w Supraślu.
  4. Kolejnym produktem regionalnym, który warto spróbować jest Zew Natury produkowany w Dobrzyniewie Dużym. Tutaj jednak żadnych lasów nie ma. Jednak nieopodal jest spory obszar Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam mieści się produkcja.
  5. Ostatnim, mniej znanym szeroko produktem jest Szwędaczek. Bimber z papryczką chili. Wbrew pozorom nie kopie mocniej niż pozostałe, ale papryczka dodaje pikanterii smaku. Trunek powstaje w Puszczy Knyszyńskiej w okolicach Gródka.

 

Oczywiście musimy podkreślić, by nie przesadzać z ilością, bo co prawda bimber jest łagodniejszy w skutkach niż wódka, to jednak debiutanci mogą przy zbyt dużej ilości bardzo szybko odpłynąć. Natomiast zaprawionych w boju uczyć nie będziemy.

Karol Okrasa w Kruszynianach. Gotował tatarskie dania przed kamerą

Krótki wstęp dotyczący Tatarów i tego dlaczego mieszkają w Kruszynianach, a potem przejście do sedna – czyli do gotowania. Karol Okrasa w tym jest najlepszy. Zaczął najpierw od przyrządzania jagnięciny z lekko kiszoną kapustą. Kolejnym daniem są kołduny, zaś następnym tatarska zapiekanka. Okrasa wspomniał też o tym, że Tatarzy wszystko co jadalne potrafią zawinąć w ciasto. P.S łopatka jagnięca rozpływała się w ustach.

 

Dżemil Bogdanowicz, który na miejscu był przewodnikiem kucharza (i każdego kto przyjedzie do Kruszynian) opowiadał w odcinku dlaczego warto odwiedzić wioskę tatarską na Podlasiu. Każdy może zwiedzić meczet pod warunkiem, że będzie stosownie ubrany. Warto tutaj zaznaczyć, że Dżemil ma żonę katoliczkę. Powiedział, że nie musiała przechodzić na islam, ale nauczyć się robić kołduny już tak.

 

Warto obejrzeć cały odcinek. Można nie tylko sporo się dowiedzieć o Tatarach, ale też o ich kuchni! Karol Okrasa lubi przebywać na Podlasiu. Był tutaj już kilka razy. W Nowogrodzie i Ciechanowcu. Cały odcinek do obejrzenia tutaj: https://vod.tvp.pl/video/okrasa-lamie-przepisy,w-tatarskim-kociolku,42395775

Znany arystokrata przyjechał z telewizją na Podlasie. Poznawał tajniki sera.

Mikołaj Rey – artysta, kucharz, potomek poety na Podlasiu. Chciał znać tajniki Sera Korycińskiego. Wszystko to można było obejrzeć w programie Dzień Dobry TVN. Mikołaj Rej – znany polski poeta i prozaik, który w XVI wieku tworzył polską literaturę renesansu zasłynął z wielu dzieł na przykład “Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem”, której znamiona są aktualne do dziś! Potomek pisarza Mikołaj Rey pochodzi z Francji. Jest arystokratą. W Polsce pojawił się po raz pierwszy, gdy miał 11 lat. Obecnie jest przed czterdziestką i można go obejrzeć w programie Dzień Dobry TVN. W ostatnim czasie przybył do Korycina, który słynie między innymi z produkcji sera. Widzowie mogli się dowiedzieć jak ten produkt powstaje. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Szczególnie przekonał się o tym Mikołaj Rey, który przybrał fartuch i czepek, by spróbować utworzyć końcowy produkt samodzielnie. Widzowie mogli też się dowiedzieć o historii tego sera.

Featured Video Play Icon

Poznali się na studiach. Dziś razem produkują wspaniały trunek

Piotr Marzęcki oraz Marcin Seliwoniuk mogą być przykładem na to, że warto studiować. Obaj panowie trafili do tej samej grupy, a z biegiem czasu, gdy lepiej się poznali odkryli w sobie podobne zainteresowania. Ich efektem jest dzisiaj Podlaski Cydr. Nie było to jednak takie proste, bowiem koledzy ze studiów chcieli najpierw produkować wino. Jednak masa problemów spowodowała, że stworzyli bezalkoholowy cydr, w którym rozsmakowali się miłośnicy tego trunku, a efektem było zwycięstwo w konkursie zorganizowanym przez Lubelskie Stowarzyszenie Miłośników Cydru. Produkowany w powiecie hajnowskim Podlaski Cydr musiał naprawdę przypaść do gustu, skoro w województwie lubelskim wybrano produkt podlaski.

 

Z całej tej historii płynie jeszcze jedna konkluzja. Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Featured Video Play Icon

Ta atrakcja w regionie jest hitem! Leży wśród malowniczych pól i lasów Podlasia.

Ziołowy zakątek w Google ma 1091 opinii. Średnia? 4,6. To potwierdza, że jedna z atrakcji województwa podlaskiego stała się z miejsca prawdziwym hitem. Czym jest ziołowy zakątek? To niesamowity ogród botaniczny, w którym wśród malowniczych pól i lasów Podlasia uskutecznia się najlepsze tradycje zielarskie. Warto tam się wybrać i zobaczyć na własne oczy te niesamowite miejsce. Więcej o Ziołowym zakątku w powyższym filmie. 

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. 
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Konfiskują bimbrownie, ale bimber piją chętnie

Nie raz i nie dwa, a dosyć często słyszymy o policyjnych nalotach na leśne bimbrownie. Efekt jest taki, że bimbrownicy swoje urządzenia kryją na coraz większych bagnach, zaś policja nic nie likwiduje tylko uprzykrza życie. Bo w Polsce alkohol musi mieć akcyzę, stąd też nie można tworzyć nawet produktów regionalnych – jakim jest bimber. Prawo nie rozróżnia zwykłej wódy produkowanej w ilościach przemysłowych od produkcji 100 butelek bimbru dla siebie, rodziny i znajomych.

 

To samo państwo, które tak dzielnie walczy z bimbrownikami składa się z województw, a jedno z nich – oczywiście chodzi o nasze Podlaskie – prowadzi pod Białymstokiem Muzeum Kultury Ludowej, gdzie od lat można zwiedzać współczesną bimbrownię. Zatem szczycimy się w tymże muzeum czymś czego sami zakazujemy. Nie jest to głupie? 8 lat temu na Podlasiu gościł książę Karol. Być może państwo, które organizowało jego wizytę przypomni sobie co zrobiło, gdy książę zaczął mówić, że słyszał że tu jest bimber i chciałby go spróbować. A może państwo reprezentanci urzędniczych stołków różnych szczebli powiedzą, coś o polowaniach? Zagryzacie dziczyzną, a czym popijacie?

 

 

A co goście piją na weselach przy “wiejskim stole”? Smaczny bimberek zamiast wódy przy stole? A potem bawiący się na tych weselach policjanci likwidują bimbrownię, zaś politycy im przyklaskują, by potem także popijać regionalne trunki. Jak Podlasie długie i szerokie jest u nas bimbru pod dostatkiem. Jest to miły, regionalny, koloryt, który każdy chce spróbować, ale nikt nie robi nic z tym, by bimber był legalny. Skoro tak, po co szczycić się bimbrownią w muzeum? Po co podawać go przy “wiejskim stoliku” na weselach”, po co częstować nim zagranicznych oficjeli? 

 

Czy wobec tego głupie jest zakazywanie bimbru? Odpowiedzcie sobie sami.

 

fot główne, autor: big.d

W lasach pojawiły się grzyby! Zobacz, gdzie je zbierać

Po wielkiej suszy, jaka dotknęła nasz region nareszcie przyszły deszcze. Dzięki ich obfitości w lasach pojawiły się grzyby! Puszcza Knyszyńska to idealne miejsce by je zbierać. Warto zabezpieczyć się przed kleszczami i można wyruszać w drogę! Wiadomo, że każdy grzybiarz ma “swoje miejscówki”, których nie zdradziłby nawet na łożu śmierci, ale dzielenie się informacjami jest przyjemnością – szczególnie wtedy, gdy można kogoś zarazić pasją zbierania grzybów. Dlatego też “podpowiemy” gdzie szukać grzybów w Puszczy Knyszyńskiej. Najpierw mapa, następnie opis miejsc.

 

 

Żednia (Kozi Las)

To miejsce, w którym napotkać można sporo innych grzybiarzy, więc tutaj obowiązuje zasada – kto pierwszy ten ma kurki. Wjazd jest przy samej miejscowości Żednia. Wystarczy wejść do lasu i zbierać. Przy odrobinie szczęścia możemy napotkać Rysia. Nie przestraszmy się tego dużego kota.

 

Ruda (Waliły Stacja)

To mały lasek, ale sporo w nim grzybów. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. Dojeżdżamy do Walił, a następnie skręcamy na Waliły-Stacja. Kilkaset metrów dalej po prawej stronie szukamy wejścia do lasu i można zaczynać zbiory.

 

Zubry

Miejsce najbardziej odległe, ale najlepsze bo mało tam grzybiarzy, więc sporo możemy zebrać tylko dla siebie. Zubry znajdują się niedaleko granicy z Białorusią. Dojeżdżamy do wsi i po prostu wchodzimy do lasu.

 

Krzemienne

Tutaj miejsce dla osób z dobrą kondycją, gdyż znajdziemy się w górach Krzemiennych. Dlatego nasza przechadzka zajmie nam dużo więcej czasu. Ale dla grzybków warto, prawda?

 

Wyżary

Najmniej dostępne miejsce. Trzeba iść kładką przez bagna. Dopiero za nimi w lesie możemy zacząć spokojnie zbierać grzybki.

 

Udanych znalezisk!

Tłusty czwartek na Podlasiu. Odświętne ubrania, pączki i zakrapiana uczta

Dziś obchodzimy Tłusty Czwartek. Z tej okazji przypomnimy dawne zwyczaje, jakie panowały tego dnia na Podlasiu. Do dzisiaj w niektórych miejscowościach obchodzi się go odświętnie. Dziś masowo kupujemy pączki w cukierniach, dyskontach i hipermarketach. Ich smak znacząco się różni od dawnych wypieków, które samodzielnie gospodynie przygotowywały w domach. Oprócz pączków wypiekano także chrust, którymi częstowano swoich gości podczas wieczornych, zakrapianych uczt. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed tym świętem nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach bawiono się. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

W dzisiejszych czasach Tłusty Czwartek polega głównie na objadaniu się pączkami bez opamiętania. W kolejne dni ludzie wychodzą do miast i bawią się dyskotekach po raz ostatni przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, w czasie którego wyciszają się. Czas wolny spędzają np. na czytaniu książek i rozmyślaniu. Polacy czerpią jednak dużymi garściami z zachodu. Przestają obchodzić post, zaś kolejne weekendy do Wielkanocy traktują tak samo jak poprzednie weekendy. Na Podlasiu jednak czas płynie wolniej i zachodnie zwyczaje docierają tu też niezbyt szybko. O ile w Białymstoku nie jest to aż tak widoczne, a kluby muzyczne funkcjonują normalnie, to w pozostałych podlaskich miastach pod koniec tygodnia w lokalach wieje pustkami.

 

Warto dodać, że istnieją „Pączki serowe podlaskie”. Oto przepis:

 

Składniki:

 

– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

 

Sposób wykonania:

 

1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

 

Smacznego!

Karol Okrasa nagrywał swój program w Podlaskiem. Co ugotował?

Karol Okrasa czyli znany kucharz, który prowadzi w TVP 1 program “Okrasa łamie przepisy” odwiedził województwo podlaskie. Swoją kuchnię rozstawił w Ciechanowcu, gdzie znajduje się Muzeum Rolnictwa. Przypomnijmy, że także tam kręcono ujęcia do wielkiego hitu “My Słowianie” – Donatana i Cleo. Miejsce więc wyjątkowe, a także już znane.

 

W najbliższym odcinku programu Karola Okrasy oprócz gotowania zobaczymy jak kucharz mierzy się z zabytkowym traktorem, ale też z pracami polowymi na innych zabytkowych maszynach. – Dziś mało kto jest sobie w stanie wyobrazić trud, który towarzyszył dawnemu rolnikowi. Aby zaorać jeden hektar ziemi, trzeba było przejść za koniem kilkadziesiąt kilometrów, trzymając w dłoniach ciężki pług. Współczesnemu podlaskiemu rolnikowi, który w nowoczesnym ciągniku operuje joystickiem, zajmuje to niewiele czasu. Ale po ciężkiej pracy trzeba coś zjeść – podkreślał w czasie nagrania – co przeczytamy w serwisie Wrota Podlasia.

 

Jeżeli chodzi o same gotowanie to nie zabraknie na talerzach kaczki, razowego chleba czy serów. Gościem programu był także Jerzy Leszczyński – marszałek województwa podlaskiego. Tam opowiedział między innymi o tym, że w naszym regionie produkuje się nowoczesny sprzęt rolniczy. 

 

Jak wypadnie Podlaskie w “Okrasa łamie przepisy” dowiemy się już w najbliższą sobotę. Program będzie można obejrzeć w TVP 1.

 

Dieta Podlaska. Przygotowaliśmy 100-procentowe regionalne menu

Dieta Podlaska nie jest może fit, ale za to jaka pyszna! Dania, które są dobrze znane w naszym regionie to raj dla wszelkiej maści łasuchów. Do tego należy dodać, że większość z nich jest tania! Specjalnie dla Was przejrzeliśmy podlaską kuchnię, by zaproponować całodniowy jadłospis.

Śniadanie

Zaznaczymy od razu, że nie kierujemy się chęcią reklamowania tylko własnym doświadczeniem połączonym z dostępnością produktu. Na śniadanie najlepszy będzie chleb pieczony w jednej z podlaskich piekarń. Największy prym wiedzie “Okruszek”, to tam można kupić codziennie świeże wypieki. Możemy też spróbować znaleźć chleb wiejski na zakwasie z liściem. Pieczywo zaś posmarować możemy posmarować masłem Mlekovity lub Piątnicy. Co położymy na kanapkę? Oczywiście Ser Koryciński. Podobno jest produkowany w niezmienionej recepturze od ponad 300 lat!

 

Jeżeli komuś kanapki to za mało, to polecamy wybrać się na lokalny targ na przykład w Sokółce – gdzie kupimy jajka z wolnego wybiegu. Jeżeli do tej pory jedliście tylko jajka sklepowe, to wierzcie na słowo – różnica w smaku jest naprawdę odczuwalna!

 

Wszystko to możemy popić kwasem chlebowym lub podpiwkiem.

Obiad

Jak wiadomo obiad składa się z dwóch dań. Pierwsze to oczywiście zupa. Możemy pójść w klimaty Tatarskie. Wpierw zjedzmy “Łapaszę”, którą dostaniemy w Kruszynianach. A na drugie… no cóż wiadomo – Pierekaczewnik. Również zjemy w tym samym miejscu.

 

Alternatywnie możemy wybrać się do Supraśla, gdzie możemy wsunąć przepyszne kartacze lub babkę ziemniaczaną. Oczywiście z kapustą kiszoną! A żeby dobrze się trafiło, to przepłukajmy gardło setką Ducha Puszczy, którego dostaniemy w okolicach Hajnówki.

 

Niektórzy zamiast alkoholu mogą wybrać deser. Najbardziej podlaskie ciasto to Marcinek, również dostaniemy w Hajnówce i okolicach.

Kolacja

Na koniec dnia powinniśmy zjeść coś lekkiego. Na naszym talerzu powinny znaleźć się zatem ogórki – oczywiście z Kruszewa, a do tego kilka plastrów mięsiwa lub kiełbasy z dziczyzny. Musicie uwierzyć na słowo, że jest przepyszna! A można ją zdobyć choćby w Białowieży.

 

Po tak wspaniałym dniu, lepiej nie stawać na wagę…

 

fot. ayustety / Wikipedia

Zazdrosny biznesman podpalił restaurację

Rok 1880. Na ulicy Kilińskiego pod numerem osiemnastym rozpoczyna swą działalność pierwsza tej klasy restauracja w mieście. Ermitraż kusił zawsze świeżymi produktami w atrakcyjnych cenach. Serwował kuchnię francuską i…ruską, a dania były podawane przez przystojnych kelnerów. Dużym zainteresowaniem cieszył się starannie urządzony przestronny balkon, na którym wieczorami grała orkiestra.

 

Po drugiej stronie ulicy powstała konkurencja. W pałacyku gościnnym należącym do niemieckiego przemysłowca Litterera urządzono restaurację Renaissance. Jej szefem był A. Wiśniewski. Goście mogli cieszyć się niespotykanym komfortem. Powstały oddzielnie pomieszczenia dla całych rodzin i miejsca, gdzie panowie mogli się…zabawić. Jak nie trudno się domyśleć ”gabinety rozkoszy” były oblegane. I w tym lokalu nie zabrakło muzyki. Orkiestra smyczkowa składała się z samych urodziwych dziewcząt. Choć wejście było bezpłatne, w środku panowała drożyzna. Z tego też powodu większość Białostoczan wybierała Ermitraż.

 

A. Wiśniewski znany ze swego wybuchowego charakteru postanowił działać. Wraz ze swoim szwagrem zdecydowali się na desperacki krok. Nie zważając na konsekwencje postanowili podpalić Ermitraż. W październiku 1913 r. lokal Renaissance miał hucznie obchodzić swoje urodziny.  Zamiast balu odbyła się jednak sądowa rozprawa. Jej wyniki zaskoczył wszystkich, być może nawet samych podpalaczy. Zostali uznani za niewinnych. Ermitraż już nigdy nie powstał z popiołów. 

 

Lewe wyroby odstraszają turystów

Coraz częściej do obrotu trafiają produkowane bez nadzoru produkty regionalne. Tak jest chociażby z podlaskim serem korycińskim czy pierekaczewnikiem. Klienci nie zawsze zwracają uwagę na certyfikat, co ułatwia podrabiańcom rozwój procederu.

 

Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych może kontrolować co do jakości tylko tych producentów, którzy taki certyfikat mają. Ci którzy wytwarzają ”na lewo” są więc w praktyce poza kontrolą. Jedynym rozwiązaniem jest donos na policję. Sery można kupić dosłownie wszędzie, a w rzeczywistości odpowiednie zezwolenie na produkcję ma garstka osób.

 

Podróbki zwykle są tańsze, choć reguły to nie stanowi. Jeśli chodzi o smak, różnica jest kolosalna. Właśnie to najbardziej boli producentów oryginałów. Mniejsze zyski to jedno, ale zawód turysty to poważna sprawa. Jak bowiem wytłumaczyć gościowi z Polski południowej, że towar, dla którego przyjechał, nie spełnia jego oczekiwań smakowych. Zła wieść się rozniesie i po turystach.

 

Produkt z certyfikatem musi spełniać wiele warunków – dotyczących zarówno smaku, jak i procesu produkcji. Tylko kupując towary opatrzone napisem mamy gwarancję zadowolenia. 

Gruzińskie danie, które przyjęło się na Podlasiu

Chinkali, to  jedno z tradycyjnych dań kuchni gruzińskiej. Pierożki te robione są z takiego samego ciasta, jak nasze polskie pierogi. Różni je natomiast sposób zaklejania. Podczas gdy my tworzymy półksiężyce, Gruzini zlepiają sakiewki. Chinkali dotarło również na Podlasie, dlatego więc warto przyjrzeć się mu nieco bliżej.

 

Do chinkali wkłada się surowe mięso wyrobione z dość dużą ilością rosołu, co sprawia, że wnętrze gotowych pierożków jest bardzo soczyste, wręcz pływa w odrobinie pysznej zupy. Mięso może być przeróżne. Baranina, wołowina, wieprzowina i wszelkie mieszanki też dobrze smakują. Obowiązkowym elementem jest kolendra, którą czuć we wszystkich gruzińskich lokalach.

 

Do chinkali nie podaje się sztućców, gdyż krojenie pierożków sprawi, że cały bulion wypłynie na talerz. Należy chwycić je w palce, wgryź się i wypić cały znajdujący się w nim płyn. Została więc tylko konsumpcja reszty. Zresztą nie da się ich wziąć do buzi w całości, bo są za duże. Trzeba się nieźle napocić by podjeść, ale naprawdę warto. 

Miód pitny wpływa na wszystko

Historia produkcji miodów pitnych na obszarze woj. podlaskiego sięga XIV wieku, kiedy to kronikarz województwa napisał: ”Bielsku karczm miodowych 5, w Narwi karczm miodowych 2, w miasteczku Kleszczele karczm miodowych i piwnych 32”. Miód pitny podlaski wytwarzany jest według tradycyjnych receptur i metod produkcji, co gwarantuje pełną naturalność wyrobu i niezmienny od wieków smak oraz dobroczynne działanie dla ducha i ciała.

 

Podstawowym składnikiem miodu pitnego podlaskiego jest miód pszczeli naturalny oraz soki owocowe, pochodzące z własnej pasieki i certyfikowanych ekologicznych upraw sadowniczych zlokalizowanych w gospodarstwie w miejscu produkcji. To klarowny, słodki napój alkoholowy, wyróżniający się charakterystycznym miodowym aromatem i smakiem, z ewentualnym dodatkiem przypraw ziołowo-korzennych, soków owocowych lub chmielu.

 

Przybiera barwę od złocistej do bursztynowo-rubinowej. Co ważne, zawartość alkoholu waha się od 9% do 18%. Fermentacja trwa ok. czterech tygodni, a leżakowanie od roku do kilku lat. Gdy miód pity stanie się w pełni klarowny i gdy osiągnie wymagane cechy organoleptyczne, jest rozlewany do butelek szklanych lub ceramicznych.

Piernik z żołędzi? Podlasie potrafi!

Piernik to twarde, ciemnobrązowe ciasto, w którego skład wchodzi m.in. mieszanka mąki pszennej i żytniej, jaja, karmelizowany cukier, miód oraz przede wszystkim przyprawy korzenne, jak pieprz. Nazwa wywodzi się wiec od staropolskiego słowa ”pierny”, czyli pieprzny. Zazwyczaj kojarzą się nam z Toruniem, ale Podlasie też może mieć swoje własne i to w stylu eko.

 

Wytwarzane byłyby z popularnej ostatnimi czasy mąki żołędziowej, która już jest produktem regionalnym. Można ją przygotować w domowym zaciszu. Cały proces trwa tylko pół godziny więc raczej nie spędzimy całego wieczoru w kuchni. Najpierw żołędzie należy jednak moczyć kilka godzin w ciepłej wodzie. Potem trzeba pozbyć się garbników. Wówczas żołędzie przestaną być gorzkie. Dopiero wtedy przystępujemy do suszenia. Po nim oddzielamy skorupkę i prażymy wnętrze żołędzi. Gdzie to zrobimy zależy już od nas samych – na patelni lub w piecu . Pozostało tylko wszystko doprawić.

 

Do tej pory pierniczki żołędziowe często gościły na okolicznościowych stołach. Wykorzystywano je również jako ozdobę świątecznych choinek. Czy pierniczki z mąki żołędziowej mają szansę stać się regionalnym przysmakiem?

Napój z podlaskich terenów leczy raka

Oskoła, czyli sok brzozowy ściągana jest z drzew od połowy marca do pojawienia się pierwszych pąków. Swój charakterystyczny słonawy smak zawdzięcza wyjątkowo czystemu środowisku oraz odpowiednim warunkom klimatycznym. Wytwarza się go bowiem głównie na terenie otuliny BPN i obrzeżach Puszczy Augustowskiej. Skrócony okres wegetacji, surowsza niż w innych regionach zima, sprawiają, że oskoła płynie bardzo intensywnie, ale krótko. Napój z brzozy otrzymał w 2013 roku wyróżnienie w konkursie “Nasze Kulinarne Dziedzictwo”.

 

Napój z brzozy stosuje się w medycynie ludowej jako lek przeciwnowotworowy. Wielu wierzy także, że sok z brzozy łagodzi bóle reumatyczne i objawy choroby wrzodowej. Świeży sok z pnia brzozy, a także z jej młodych liści i pączków jest skarbnicą witamin i minerałów.  

 

Regularnie pity sok z brzozy wzmacnia układ odpornościowy a tym samym zapobiega infekcjom wirusowym, tak częstym wczesną wiosną. Dlatego jest szczególnie polecany osobom, które są bardziej podatne na zakażenia wirusowe, czyli np. małym dzieciom i osobom starszym.

Ryby z Biebrzy smakują wszystkim

Mięso ryb żyjących w Biebrzy, zwanej kiedyś Bobrą, jest jedyne w swym rodzaju. Ryby mają tu obfitość pożywienia, zaś woda w zbiornikach wodnych jest czysta, pozbawiona chemii. Wszystko to przekłada się na wyjątkowy smak i aromat mięsa złowionych okazów. Mięso z leszcza jest bardzo delikatne, białe, nie zawiera dużo tłuszczu, co ucieszy dbających o linię.

 

Wykorzystanie wyjątkowej jakości tych bardzo świeżych ryb dało okazję do stworzenia niepowtarzalnej lokalnej potrawy. Recepturę na biebrzańskiego leszcza w zalewie octowej przekazuje się z pokolenia na pokolenie. W lodówce danie może stać aż do 3 miesięcy. Po kilku dniach od przygotowania produkt zyskuje nieprawdopodobny smak. Niebo w gębie. W 2011 r. potrawa otrzymała I miejsce w konkursie ”Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, a rok później przeyznaną jej nagrodę ”Perły” na poznańskich targach.

Jedyne takie ogórki w kraju

Do produkcji Ogórków Kwaszonych ”Narwiańskich” wykorzystuje się ogórki wyprodukowane w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego, na czystych ekologicznie terenach nieskażonych przemysłem i wielkomiejską cywilizacją. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem, który wpływa na oryginalne walory smakowe uprawianych ogórków.

 

Uprawa ogórków odbywa się na terenie następujących gmin: Choroszcz, Kobylin Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna i Tykocin. Produkcja prowadzona jest metodą tradycyjną, to znaczy używa się nawozów organicznych z niewielkim dodatkiem nawozów sztucznych. Do produkcji surowca używa się odmian odpornych lub o dużej tolerancji na choroby po to, aby w jak najmniejszych ilościach stosować środki ochrony roślin. Duża ilość nawozów sztucznych oraz środków ochrony wpływa niekorzystnie na jakość ogórków kwaszonych.

 

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Działalność taką zapoczątkowała Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska „Witamina”, która w Śliwnie rozpoczęła skupowanie zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenie. Odbywało się to w drewnianych beczkach, które następnie zatapiano w rzece Narew. Jednak tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków pozostała do dziś, a tajemnice produkcji były przekazywane z pokolenia na pokolenie i są ściśle chronione przez każdego producenta.

Soczewiaki dodadzą Ci energii

Soczewiaki to dość stara potrawa, uważana kiedyś za typową potrawę ludzi ubogich. Jest to rodzaj pierogów, których nadzieniem jest zmielona soczewica, bogato przyprawiona skwarkami.

 

W czasach powojennych jadło się potrawy bardziej tłuste. Soczewiaki polewano skwarkami, wstawiano do piekarnika, by zawsze były ciepłe, a domownicy mogli się nimi posilić o każdej porze dnia. Robiono je więc w dużych ilościach i na cały dzień. Ciasto, w które zawija się soczewicę, należy przyrządzić z ugotowanych i utłuczonych ziemniaków.

 

Potrawa ta była powszechnie znana w okolicach Sejn już przed II wojną światową. Potwierdzają to liczne wypowiedzi osób, które od lat na tym terenie zajmują się wypiekaniem soczewiaków, a sposób na ich przyrządzenie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Potrawa ta wywodzi się z terenów litewskich. Wiele przepisów na potrawy z tamtych stron przekazywana jest z matki na córkę.  Na terenie Sejneńszczyzny wiele gospodyń domowych, szczególnie starszych, nadal przygotowuje soczewiaki, nazywając je kakorami. 

Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało jest świętem ruchomym. W Polsce obchodzi się je w czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego i wypada ono zawsze 60 dni po Wielkanocy. Uroczystych procesji nie brakuje oczywiście na Podlasiu.

 

W naszej kulturze Boże Ciało symbolizuje chleb. Powstało wiele przesądów na jego temat, kultywowanych na naszych ziemiach. Pewnie nie raz słyszeliście od dziadków, że nie powinno się nigdy chleba wyrzucać. Według wierzeń okruchy chleba zbierał pająk i po bardzo długiej pajęczynie zanosił je do Pana Boga, by poskarżyć się, że ludzie marnują jego dar. Rozgniewany stwórca zsyłał wtedy na ziemię dar nieurodzaju. Nie powinno się również upuszczać chleba na ziemię.

 

Gdy to się zdarzyło powinno się go podnieść i ucałować go 3 razy na znak przeprosin. Nie można go było też jeść nie umytą ręką. Dawniej obowiązywał również zakaz bawienia się chlebem, bębnienie palcami po bochenku lub stukanie nim nożem. Niedopuszczalne było wyjadanie miąższu ze środka bochenka i pozostawianie skórki.

Pierogi w formacie XXL. Tatarzy potrafią!

Czubereki to tradycyjne danie krymskich Tatarów. Przyciąga nie tylko nazwą i wyglądem. Przypominają wielkiego pieroga z chrupiącą skórką, który swoim zapachem zdradza mięsne wnętrze. Są nadal popularne niemal we wszystkich krajach byłego Związku Radzieckiego, nie tylko na Ukrainie. Na Podlasiu mało kto wie o ich istnieniu, chyba że odwiedzimy mniejszość tatarską w powiecie sokólskim.

 

Różnią się między sobą wariantami nadzienia – z baraniny, wołowiny, albo też wieprzowiny, z serem lub ziarnistym twarogiem. Niektóre mają dużo kolendry, inne są z samą cebulą. Co kraj, to obyczaj. Czym różni się od tradycyjnych pierogów, jakie znamy z polskich stołów? Czubereki trzeba piec lub usmażyć w głębokim oleju, więc radzimy odstawić wrzątek. Zdecydowanie też różnią się gabarytami od ”naszych” wytworów. Przygotowanie Czubereków zajmuje trochę czasu, ale rezultat jest warty zachodu. Choć to zajmujące zajęcie, przy dobrej organizacji może być zabawą dla całej rodziny.

 

Ten napój był niegdyś podlaskim przysmakiem

Sporządzanie kawy z żołędzi to na terenach nadbużańskich długoletnia tradycja. Mieszkańcy do dziś dysponują wiedzą zaczerpniętą od swych przodków. Napój ten był jeszcze popularny tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Ze względu na swe zdrowotne właściwości wzmianki o kawie żołędziowej znajdują się w literaturze wielu polskich pisarzy. Jednym z przykładów jest ” Zielnik Ekonomiczno-Techniczny” z 1845 r. autorstwa Józefa Geralda Wyżyckiego, gdzie można wyczytać, że napój wzmaga układ trawienny i limfatyczny. 

 

Najistotniejszym potwierdzeniem tradycji produktu oraz jego związku z nadbużańskim Podlasiem można odnaleźć w utworach u ks. Krzysztofa Kluka, który zachwycał się kawą żołędziową w jednym ze swych dzieł. Dzięki możliwościom korzystania z bogatej biblioteki i gabinetu przyrodniczego w Siemiatyczach ks. Kluk dokonał przełomu w polskich naukach przyrodniczych i rolniczych. Nadbużańska kawa to zdrowy, posilny i wzmacniający napój, dający poczucie sytości, wzmacniający żołądek, wątrobę i śledzionę, likwidujący zaburzenia żołądkowe.

Daje siłę i jest afrodyzjakiem. Poznajcie Żubrowkę.

Już w XIV w. polska szlachta doprawiała gorzałkę. Niby tylko do smaku, ale pewien składnik miała zapewniać coś extra. Trawa rosnąca na leśnych białowieskich polanach ponoć zapewniała siłę żubra. Uważano również ją za afrodyzjak. Dlatego też źdźbło zanurzano w wysokoprocentowym trunku. Tzw. żubrówka to ludowe określenie dwóch gatunków traw – turówki wonnej i leśnej, których zapach przypomina świeże siano. Od blisko stu lat staropolską recepturę wykorzystuje białostocki zakład produkujący słynną wódką.

 

Zdobycie składnika wydaje się proste. Tak różowo jednak nie jest. Zbieracze pokonują dziesiątki kilometrów, zapędzając się w niedostępne miejsca puszczy. Tylko doświadczone osoby odróżnią żubrówkę od zwykłej trawy. Potrzeba więc dobrego oka. Zbiory podlegają rygorystycznej selekcji. Każde źdźbło jest odpowiednie przycinane i ręcznie trafia do butelki jeszcze przed napełnieniem wódką. Trawa, która nie będzie pełniła funkcji dekoracyjnej, posłuży jako wyciąg roślinny. To on stanowi podstawę produkcji wódki. Dzięki odpowiednim procesom powstaje zielona ciecz nazywana smakiem puszczy. Miesza się ją z czystym alkoholem w odpowiednich proporcjach, co stanowi już tajemnicę zakładu.

 

Źdźbło trawy w butelce jest chronione jako znak towarowy zarejestrowany w Urzędzie Patentowym RP i w wielu innych krajach. Trawka to nie tylko gadżet. Przez lata tak mocno wpłynęła na konsumentów, że uważana jest za nieodłączny element butelki. Bez niej Żubrówka nie byłaby sobą.

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

W białostockich ”spodkach” już po raz siedemnasty rozegrano wojewódzki finał konkursu ”Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów”. Jak zawsze cieszył się ogromną popularnością. 84 producentów, 129 wyroby i 4 kategorie. Tak w liczbach przedstawia się event. Prezentowano pieczone mięsa, kiełbasy, salcesony, pasztety, pierogi, ale też ciasta, dżemy, soki, wina czy nalewki. Wszystko ma na celu ocalić od zapomnienia tradycyjne receptury.

 

Podlaski konkurs jest pierwszym etapem, z którego wyłonieni zostaną kandydaci do tytuły “Perła 2017″. Finał już o ogólnopolskim charakterze odbędzie się we wrześniu w Poznaniu. Z Podlasia na przestrzeni lat sławę zyskał chociaż ser z Korycina czy kindziuk z Puńska. W sumie ”nasze” potrawy okazywały się najlepsze ponad 33 razy.

Ten przysmak najlepiej smakuje z chlebem razowym

Choć Wielkanoc za nami, warto powspominać świąteczne obżarstwo. Z pewnością u wielu z Was na stole zagościła kumpia wieprzowa. W 2005 r. wpisano ją na listę produktów tradycyjnych. Kumpię wieprzową niezwykle łatwo wykonać w warunkach domowych, dlatego cieszy się duża popularnością wśród wiejskich gospodyń. Co więcej, niegdyś przygotowywano ją nawet w warunkach polowych. Zabrana do koszyka wraz z razowym chlebem mogła stanowić podstawowy posiłek drwala, żniwiarza i oracza.

 

Podstawowymi surowcami do przygotowania kumpii wieprzowej są łopatka wieprzowa, gruba sól kamienna i liść laurowy. Mówi się, że gdyby nie sól, kumpia nie miałaby takiego słonawego i pikantnego (w zależności od ilości dodanych przypraw) smaku. Przed wędzeniem od dwóch do trzech tygodni świńska łopatka musi poleżeć w solance. Po uwędzeniu zimnym dymem wędlinę w lodówce można trzymać nawet miesiąc – bez uszczerbku dla jej zapachu, smaku i koloru.

 

Jej wytwarzanie sięga czasów udomowienia świni. W starożytnym Rzymie i Grecji wieprzowinę podawano jako nieodzowną potrawę na ucztach. W okresie średniowiecza chów trzody był powszechnie znany i miał najczęściej półdziki charakter. Produkty poubojowe ze względu na wysoką wartość odżywczą mają szerokie zastosowanie jako świeże mięso lub służą do wyrobu nietrwałych i trwałych wędlin. Metoda wykorzystywana do solenia mięsa została opisana w wydanej w latach 30. książce pt. ”Kuchnia Polska”.

W Michałowie walczą o tytuł władcy grzybów

W Polsce wyróżnia się ponad 12 tys. gatunków grzybów. Wiele z nich odnajdziemy na Podlasiu. Jedno z miast szczególnie upodobało sobie te dary natury. W Michałowie nieopodal Białegostoku co rok organizuje się święto grzyba. Stoiska prezentują przyjezdnym coraz to bardziej wyszukane wytwory, czasem niezwykle pomysłowe, jak choćby grzybowy tort.

 

Główny punkt imprezy to wybór najsmaczniejszego dania. Jury staje przed nie lada trudnym wyzwaniem. Pizza, gołąbki czy rolady – wszystkiego muszą spróbować.  W sumie grzyba można przyrządzić na tysiące sposobów. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia.

 

Święto przyciąga wielu turystów. Dzięki odpowiedniej promocji, Michałowo odwiedzają również częściej miłośnicy zbieractwa. Dlatego też organizuje się konkurs na władcę grzyba. Wygrywa ten, kto w michałowskim lesie zbierze więcej. Zasady są więc dziecinnie proste. Oby tylko król grzyba władał dobrze…

Bułeczki z Knyszyna zawędrowały za ocean.

Knysza to swoiste połączenie bułki i pieroga, wywodzące się z kuchni litewskiej lub białoruskiej. Inni jeszcze są przekonani, że danie wymyślono w…Knyszynie niedaleko Białegostoku. Od bułeczek z nadzieniem ma więc również pochodzić nazwa miejscowości.

 

Choć na Podlasiu trudno je dostać, za oceanem cieszą się olbrzymią popularnością. Szczególny szał na knysze panuje w Nowym Jorku, gdzie zawędrowały z żydowskimi emigrantami. W wielkim mieście prężnie działają nawet knyszarnie.

 

Na Podlasiu ciągle walczą aby wrócić do łask smakoszy. Dużą pomoc w tym zakresie dają warsztaty tworzenia przysmaku, które rok rocznie odbywają się w ramach ”Dni Knyszyna”. Knysze mogą mieć różne nadzienie. Najczęściej wybiera się jednak grzyby i kaszę gryczaną.

 

Sok z tego drzewa leczy choroby. Na Podlasiu obchodzą jego święto.

Na Podlasiu obchodzi się wiele imprez. Niekiedy powody do świętowania mogą być zaskakujące. We wsi Poczopek, nadleśnictwo Krynki organizuje ”Dzień Brzozy”.

 

Drzewa te na stałe wpisały się w krajobraz podlaskich ziem. Uważa się, że są magiczne, dlatego zaleca się ich przytulanie. To doskonała recepta na dobry nastrój. Brzoza dawniej uratowała wielu ludzi przed głodem. W czasach biedy jej kora była mielona na mąkę, dzięki czemu można było wypiekać chleb. Dobroczynne właściwości posiada głównie sok brzozowy, którego degustacja to jeden z głównych punktów obchodów. Niektórzy twierdza, że ma właściwości rakobójcze. Sok można zbierać jedynie przez dwa tygodnie, więc należy dosłownie wycisnąć z drzewa ile się da.

 

Przez wieś co roku, zgodnie z tradycją przemierza korowód na czele z grajkiem i brzozową panią. Leśnicy barwnie opowiadają przyjezdnym historie związane z dobroczynnym drzewem. Co roku na święto brzozy przyjeżdża kilkaset osób z okolic.

Do wyrobu tego ciasta potrzeba…poduszki

Te ciasto sprowadził do Polski książę litewski Witold. Przybyło one razem z …Tatarami. Stuliściec, bo o nim tu mowa to bardzo pracochłonne danie. Jeśli brak nam cierpliwości, raczej powinniśmy odpuścić. Wymaga również zegarmistrzowskiej precyzji wykonania. W końcu kulinaria to prawdziwa sztuka. Stuliściec zajął pierwsze miejsce w prestiżowym konkursie ”Nasze kulinarne dziedzictwo”, zdobywając najcenniejszą nagrodę w postaci perły. Było to 7 lat temu.

 

Aby wykonać ciasto potrzeba dwóch osób. Jest to więc praca zespołowa. Do wyrobu potrzebna będzie nam poduszka. Tak, to nie pomyłka! Musi być ona obszyta lnianym płótnem. Nakłada się na nią wyrobione ciasto, a następnie należy ją odpowiednio rozciągnąć. Zastępuje to wałkowanie.

 

Stuliściec najbardziej popularny był w północno-wschodniej Polsce, czyli na granicy z Litwą. Jak nazwa wskazuje ciasto robione jest ze “stu” cienko rozwałkowanych warstw drożdżowego ciasta przekładanego rozsmarowanym masłem. Do tak przygotowanego ciasta zawija się mak oraz rodzynki w kształt podkowy albo ślimaka. Wyglądem przypomina makowiec, ale ze względu na wielość warstw ciasta ma niepowtarzalny smak.

Takie bułki kupisz tylko w Augustowie!

Na ministerialnej liście produktów tradycyjnych znajduje się ponad półtora tysiąca wyrobów. 64 z nich pochodzi z Podlasia. Stanowią one element dziedzictwa kulturowego regionu. Muszą powstawać w niezmienionej recepturze przez co najmniej 25 lat. Dziś weźmiemy na warsztat augustowską jagodziankę.

 

Tradycja wypieku takich bułek w rejonie Puszczy Augustowskiej sięga XVIII w. Mieszkańcy od lat doceniali owoce leśne jako doskonałą metodę wzmocnienia organizmu. Dlatego też czarna jagoda na stałe zagościła w kuilnarnym menu. Każda rodzina posiada własny sprawdzony przepis.

 

Jeden element zawsze będzie jednak wspólny – owoce muszą być świeże. Należy zapomnieć o marmoladach czy konfiturach. Tym co wyróżnia jagodzianki augustowskie od innych jest duża ilość nadzienia. Mówimy więc to o jagodziankach w owocowej wersji XXL. Bułkami zajadają się nie tylko mieszkańcy Augustowa, ale i turyści licznie odwiedzający kurort.

Słodka rywalizacja. Pszczelarze wybierają najlepszy miód.

Narwiański Park Narodowy kultywuje wiele tradycji. Jedną z nich jest biesiada miodowa w Kurowie. Impreza przyciąga zarówno osoby zajmujące się pszczelarstwem, jak i zwykłych smakoszu miodu. Początki biesiady były raczej skromne. Nikt nie spodziewał się, że wydarzenie po szesnastu latach zyska takie rozmiary. Na pierwszej edycji pojawiło się tylko czterech wystawców. Teraz przybywa ich ponad dziesięć razy więcej. Głównym punkt imprezy to wybór najlepszego miodu. Rywalizacja trwa na całego.

 

O pozytywnych właściwościach miodu nie trzeba nikogo przekonywać. Niejednego uratował od objawów jesiennego przeziębienia. Na układ odpornościowy dobrze robią również miodowe nalewki, które oczywiście można skosztować na biesiadzie. Polskie miody cieszą się popularnością na całym globie. Nie, to nie przesada. Co roku eksportuje się 200 tys. litrów. Zajadają się nim zarówno dzieci, jak i dorośli.

W Kruszewie rządzą ogórki

Wieś Kruszewo niedaleko Białegostoku słynie nie tylko z malowniczych kładek. W czasach kryzysu gospodarczego mieszkańcy ustanowili święto ogórka, zakładając Stowarzyszenie Kruszewskie Warzywa Herbowe. Jego celem to promocja warzywa na terenie całej Europy. Zacna inicjatywa, trzeba przyznać. Ogórek jest więc jedynym w swym rodzaju honorowym obywatelem Kruszewa. Może kluczy do bram wsi nie dostanie, ale kto wie…może kiedyś.

 

Tajemnica smaku kruszewskiego ogórka tkwi głównie w braku konserwantów. Wszystko powstaje w naturalnym gospodarstwie. Aby posmakować wyjątkowego warzywa do wsi zjeżdża wielu okolicznych smakoszy. Święto ogórka przyciąga bowiem licznymi atrakcjami. Rozgrywane są zwariowane konkursy, jak np. rzut ogórkiem do celu. Proste i pomysłowe, prawda? Producenci ogórków odwiedzają również inne miejscowości na Podlasiu. Dobry towar nie może się przecież zmarnować. Ogórki sprzedawane są jak świeże…bułeczki. Są jednak znacznie zdrowsze. 

Beczki zostawiano w rzece. Zobacz jak na Podlasiu kiszono kapustę.

Kapusta od wieków była przysmakiem na kresach wschodnich. Zajadała się nią szlachta, ale także chłopi aby mieć siłę na prace polowe. Tradycje kiszenia kapusty na Podlasiu sięgają początków XIX w. Duża wilgotność gleby oraz czyste, nieskażone powietrze sprzyjają uprawie tego smakołyku.

 

Kiszenie odbywało się one zawsze po zakończeniu prac polowych i przed dniem Wszystkich Świętych. Panowało bowiem przekonanie, że po tym dniu kapusta nigdy nie wyjdzie dobra. Najpierw należało przygotować beczki. Aby sprawdzić czy nie ciekną napełniano je wodą. W dniu szatkowania warzywa beczki parzono wrzącą wodą, po czym przykrywano lnianym płótnem w celu dokładnego odkażenia.

 

Główki kapusty starannie oglądano i usuwano chore liście. Nawet jeden uszkodzony mógł doprowadzić do zepsucia całej beczki. Do jej połowy układano całe główki i przykrywano je warstwą poszatkowanej. Jedynym środkiem konserwującym była sól. Ugniatanie miało na celu usunięcie powietrza. Beczki zostawiano w izbie przy nagrzanym piecu na około tydzień. Po tym czasie beczkę  przykrywano drewnianym denkiem, obciążano kamieniem i wstawiano do piwnicy. Niekiedy też przechowywano ją w rzecznych sadzawkach. Tak wyglądał całoroczny rytuał. Oczywiście kiszenie kapusty popularne jest nie tylko na Podlasiu. Zobaczcie jak to robi się na terenach Lubelszczyzny

 

kiszka ziemniaczana

W Supraślu walczą o miano mistrza kiszki ziemniaczanej

Kiszka ziemniaczana to regionalne danie Podlasia. Jednak pozostaje pytanie, kto ją wyrabia najlepiej. Aby rozwiązać spór w ramach imprezy ”Spotkania z Naturą i Sztuką” w Supraślu organizuje się zawody. Event posiada dużą renomę i przyciąga wielu gości.

 

Najlepsi kucharze i miłośnicy gotowania prześcigają się w przepisach na smaczne danie. Każdy ma swój sekretny składnik, choć oczywiście bez pewnych produktów kiszka nie ma racji bytu. Jednym  z nich jest boczek, rzecz jasna z podlaskiej świni. Ziemniaki również powinny pochodzić z lokalnych upraw.

 

Niektórzy twierdzą, że kiszka nie będzie smaczna jeśli przygotujemy ją bez uczucia. Imprezie towarzyszą liczne atrakcje. Nigdy nie brakuje koncertów gwiazd polskiej muzyki. Oprócz kiszki można skosztować podlaskich nalewek i innych ciekawych trunków.

Na Białostockim Rynku powstało rekordowe danie

100 kg wagi i 45 m. długości. Tyle tego włoskiego dania należało przygotować aby pobić rekord Guinessa. W zeszłym roku udało się to pracownikom białostockich restauracji. Dużym wyzwaniem było przede wszystkim krojenie buraków na cienkie plastry. Kucharze nie mogli pozwolić sobie na pobrudzenie płyt chodnikowych na Placu Kościuszki. Tam właśnie bowiem bito rekord.  

 

Do przygotowania dania monstrum zużyto 70 kg czerwonych buraków i 20 kg sera z Korycina. Pozostałe składniki to orzechy włoskie, rukola oraz sos vinegret. Nad całością czuwał oczywiście przedstawiciel Obwodowego Urzędu Miar. Bicie rekordy zaczęto wczesnym rankiem. Stół udało się zapełnić potrawą dopiero wieczorem. Udało się! Rekord został pobity. Carpaccio następnie zostało skonsumowane przez przechodniów.

Bimber uzdrowił wiele osób

W blasku księżyca

Lekcja angielskiego w podstawówce. Poszukujemy słówka na literkę ”m”. Nasz wzrok przykuwa hasło ”moonshine”. Tłumaczy się je jako… bimber. Umysł młodego człowieka nie wie jeszcze skąd związek lśniącego księżyca z trunkiem. Minie trochę czasu zanim pozna prawdę. Być może uświadomi go ktoś z rodziny. I tu może coś mu pomieszać. Zwłaszcza gdy z ust wujka ze wsi usłyszy określenie PKWN. W myślach pojawiają się wojenne dzieje naszego pięknego kraju. Z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego nie ma jednak nic wspólnego. To nic innego jak polski koniak wyrobiony nocą. No właśnie…Wszystko sprowadza się do zmierzchu.

Śladem tradycji

Bimbrownictwo na Podlasiu pojawiło się już w XIX w. Wszystko przez władze, które ograniczały swobodę produkcji własnego alkoholu. Nastąpiła carska prohibicja. Rozwojowi procederu sprzyjały też warunki naturalne. Duża ilość gęstych lasów umożliwiała w miarę swobodną produkcję po zmierzchu. Tak niestety już nie jest.  Na terenie Puszczy Knyszyńskiej czy Augustowskiej służby odnajdują prywatne fabryczki, puszczając je z dymem. Niektórym z pewnością na wieść o takich zdarzeniach popłynęła łza. Nawyk pędzenia bimbru wywodzący się z czasów okupacji niemożliwy był do wykorzenienia. Starych drzew się przecież nie przesadza. Po odzyskaniu wolności kraju, wolność bimbrowników została zachwiana. Polskie władze za wszelką cenę usiłowały przerwać nielegalne produkcje. Budżet kraju musiał się zgadzać.

 

Podlaski samogon powinien mieć ok. 70 proc. Najczęściej jednak wytwórcy zadowalają się już trunkiem 50 proc. Wszystko zależy od wymagań odbiorców. Dobry bimber nie obędzie się bez wody. Ta na Podlasiu jest przejrzysta i świeża, co ma znaczenie przy destylacji. Bimber z Podlasia tradycyjnie wyrabia się z żyta. Na jego bazie powstają też inne trunki, jak. np. miodówka. Z Puszczą Knyszyńską wiąże się nierozerwalnie nazwa ”bukwicówka”. Bukwica to roślina rosnąca w lesie przypominająca szczaw. Użyta przy wyrobie zapewnia niepowtarzalny smak i aromat. Wiele osób twierdzi, że ma też właściwości lecznicze. Oczyszcza nasze ciało z toksyn.

Duch nie taki straszny

W każdym regionie Polski bimber określa się inaczej. Na Podlasiu rządzi nazwa ”Duch Puszczy” oraz ”Czar PGR-u”. Samo słowo bimber wywodzi się z warszawskiego żargonu złodziejskiego. Oznaczał skradziony przedmiot, który to po schwytaniu przestępców stawał się dowodem winy. Autor definicji uważa, że bimber oznaczał początkowo ”zegarek”. Z czasem zaczęto go używać, mając na myśli towar zakazany. W miarę nowe określenie to ”księżycówka”. Odnosi się do zwyczaju wytwarzania samogonu w późnych porach nocnych. Jako że wiele osób zatruwało się w przeszłości źle sporządzonym bimbrem, ochrzczono go również jako ściemniacz. 

 

W 2009 r. na terenie Białostockiego Muzeum Wsi otwarto jedyne w swym rodzaju muzeum bimbrownictwa. Zobaczymy w nich wszelkie przedmioty niezbędne do wytworzenia samogonu. Zauważymy bez trudu, że aparatura z biegiem lat ulegała ewolucji. Nowinki techniczne zawsze były chętnie widziane. Cel się nie zmieniał – jak najlepszy trunek. 

Weekend na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?

Dla wszystkich tych, którzy lubią podróżować własnym autem i coś zwiedzić mamy kilka propozycji, jak zwiedzić Podlaskie, by się nie wykosztować. Wystarczy zatankować i przygotować trochę gotówki na dobre jedzenie i wypoczynek.

Piątek wieczór

fot. SilverTree / Wikipedia

Przypuśćmy, że przyjeżdżacie zaraz po pracy i na Podlasiu meldujecie się w piątek wieczorem. Naszą przygodę powinniśmy zacząć w Białymstoku. Wieczorem na Rynku Kościuszki życie tętni na całego. Jest tu bardzo wiele miejsc, gdzie skosztujemy regionalnego jadła czy browarów. 

Sobota przed świtem

fot. K. Gopaniuk

Jeżeli chcemy kierować samochodem, to nie powinniśmy zbyt wiele tych browarów wypić. Przed świtem powinniśmy wybrać się nad zalew Siemianówka. Nieopodoał miejscowości Pasieki znajduje się wieża widokowa, z której przy odrobinie szczęścia o bladym świcie można podziwiać żubry.  

fot. K. Gopaniuk

Kolejny przystanek to śniadanie w Kruszynianach. Zwiedzimy tam tatarski meczet (polscy Muzułmanie). Do wyboru mamy kilka miejsc, w których zjemy tradycyjne tatarskie jedzenie. Najsławniejszy jest Pierekaczerwnik. My możemy polecić baraninę.

 

Następnie warto zwiedzić Krynki, Poczopek i Kopną Górę. W tej pierwszej miejscowości znajdziemy między innymi stary, żydowski cmentarz, w Poczopku zaś wspaniały rezerwat, a w Kopnej Górze kolejny rezerwat. Obiad doskonale będzie smakować. Tam zdecydowanie polecamy babkę ziemniaczaną. Można ją skosztować przy głównej ulicy w Supraślu.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

 

Na wieczór wróćmy do Białegostoku, by solidnie odpocząć bo całodniowej wycieczce.

Niedziela

Niedzielę zaś możemy spędzić w Augustowie i Suwalszczyźnie. W centrum tego pierwszego znajduje się port, z którego możemy odpłynąć statkiem, by zwiedzić znaną w całej Polsce Dolinę Rospudy. Po wspaniałej wodnej wycieczce warto zajechać do klasztoru w Wigrach i Szelmentu, by spróbować swoich sił na wyciągu nart wodnych. Tam też znajduje się restauracja, w której możemy się posilić przed dalszą drogą. Kolejny przystanek to Wiżajny, gdzie znajduje się trójstyk granic Polski, Litwy i Rosji.

fot. K. Gopaniuk

Ostatnim przystankiem będą Stańczyki i wielkie akwedukty. Miejsce warte odwiedzenia, gdyż w Polsce niewiele jest tak wielkich budowli.

fot. K. Gopaniuk

Cała wycieczka zajmie nam nie więcej niż 400 km podróżowania. Jeżeli ktoś ma samochód na gaz, to będzie go kosztować ta wycieczka jedną, standardowa butla gazu.

Serdecznie zapraszamy!

kiszka ziemniaczana

Kiszka ziemniaczana. Przepis na królową ziemniaków.

Królewskie warzywo

Kuchnia podlaska wydaje się z pozoru minimalistyczna. Większość typowych dla regionów dań przygotowuje się z prostych ziemniaków. Oszczędność składników oznacza również więcej pieniędzy w portfelu. Ziemniaki do Polski przywędrowały za sprawą króla Jana III Sobieskiego. Przysyłał je również swojej ukochanej Marysieńce. Swego rodzaju ekspansja zaczęła się jednak za panowania Augusta III Sasa. Popularność ta przetrwała do dziś. Kuchnia Podlaska stanowi swego rodzaju połączenie kuchni ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej, litewskiej i kilku innych. Jej najbardziej rozpoznawalnym daniem jest kiszka ziemniaczana, stanowiąca oficjalne danie regionalne Białegostoku. Przygotowanie nie wydaje się zbyt skomplikowane, lecz wymaga cierpliwości.

Zrób to sam, zrób to dobrze. Kiszka ziemniaczana krok po kroku.

Na początkowym etapie nieraz jednak napotkamy opór…psychiczny. Świeżo umyte ziemniaki należy utrzeć, a następnie lekko odsączyć. Taki farsz miesza się z różnym typem kasz, najczęściej gryczanej. Do masy dodaje się też łyżkę mąki. Całość nadziewamy w wieprzowe jelito. Czymś oczywistym wydaje się, że powinno wpierw zostać dokładnie wyczyszczone. Dlatego też osoby o wrażliwym powonieniu mogą mieć pewne problemy. Nie oznacza to, że kiszka jest daniem dla ludzi tylko o mocnych nerwach. Jeśli robimy kiszkę poza naszym gospodarstwem, Bez trudu kupimy już przygotowane jelita w sklepie garmażeryjnym. Po nadzianiu nie zapomnijmy związać nicią oba ich końce. Nie chcemy bowiem aby cały farsz uciekł na podłogę. Koniecznym dodatkiem do kiszki jest też podsmażona wcześniej cebulka i boczek. które nadadzą daniu specyficzny zapach. Podczas pieczenia należy uważać, aby nie popękała skóra. Zaglądanie co minutę do rozgrzanego pieca będzie już lekką przesadą, lecz jak z każdym daniem trzeba uważać. Zaleca się przygotowywanie kiszki w tradycyjnym piecu kaflowym, niestety coraz rzadziej spotykanym w polskich gospodarstwach. Dokładny przepis na kiszkę znajdziecie poniżej. Smacznego!

  • grube jelita jak na kaszankę (ok. 3 kawałki o dł. 40 cm każdy)
  • 2 kg ziemniaków
  • 3  cebule
  • 3 jajka
  • 25 dag  wędzonego boczku
  • kilka ząbków czosnku
  • 3 łyżki oleju
  • sól, pieprz, majeranek

Żródło zdjęcia: Wikipedia