Toaleta na Plantach nie spełnia norm i nie działa. Co teraz?
fot. Bialystok.pl

Toaleta na Plantach nie spełnia norm i nie działa. Co teraz?

Słynny już na cały kraj szalet publiczny w Białymstoku… nie działa. Okazało się, że nie spełnia on norm i nie może być otwarty dla korzystających. Dlatego przechodzący z potrzebą zobaczą budynek otoczony metalową siatką. Jak podaje Radio Białystok – wykonawca dostał miesiąc na naprawienie wad.

Urzędnicy w rozmowie z rozgłośnią wyjaśnili także, że za wadliwą toaletę nie zapłacili. Przypomnijmy, że cała inwestycja kosztować będzie ponad 400 tys. zł. Niektórych tak wysoka cena oburzyła. Bowiem miasto zleciło zbudowanie obiektu 2×3 metry w cenie mieszkania. Chociaż sam Tadeusz Truskolaski i jego świta niechętnie tłumaczyli skąd taka cena, to na naszych łamach pisaliśmy, że wcale nie jest wygórowana. Tutaj macie wytłumaczenie dlaczego musi tyle to kosztować:

Awantura o kibel. Białystok ciągle się z czymś kojarzy.

Mimo, że wykonawca dostał miesiąc na poprawienie wadliwej toalety, to nie jest znana data, kiedy białostoczanie będą mogli z niej korzystać. Warto też się zastanowić nad jej wyglądem zewnętrznym. Szary, betonowy klocek na pięknych Plantach nieco się gryzie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ten film koniecznie musicie zobaczyć. „Kisić przed świętami, bo po trupem będzie śmierdzieć”.

„Kapustę trzeba kisić przed świętami, bo po świętach trupem będzie śmierdzieć”. Taki argument na rzecz kiszonek trudno odrzucić. My dodajmy od siebie jeszcze lepszy. Przetrwanie zimy bez chorób jest możliwe tylko z kiszonkami. W słynnym filmie „U Pana Boga za piecem” możemy zobaczyć taką oto scenę, gdzie to komendant nogami ugniata w beczce kapustę. Czy tak właśnie wygląda jej kiszenie? Ten film, będący pewną inscenizacją, na to pytanie odpowie.

Najpierw do ukiszenia kapusty potrzebne jest doborowe towarzystwo. Potrzebna będzie także beczka. Koniecznie namoczona. Na jej dnie trzeba umieścić wianuszek żeby wszystko było smaczniejsze i chrupiące. Cały proces może być także okazją do flirtów towarzyskich, a także do tego by popić, potańczyć i pośpiewać. Dziwić się tylko, że dzisiejsza młodzież woli spędzać czas z nosem w telefonie. Mogliby tak jak ich przodkowie – kisić kapustę.

Wróćmy jeszcze do samego filmu. Warto na nim zwrócić uwagę nie tylko na pokazywane zwyczaje, ale także na język jakimi posługują się odgrywające swoje role osoby. Jest tam wiele regionalizmów, których nie tylko nie usłyszymy w innych regionach kraju, ale też które już zanikły i na Podlasiu, bo młodzież tak nie mówi. Jeżeli przejechalibyśmy się po podlaskich wioskach i rozmawialibyśmy ze starszymi ludźmi, to byłaby szansa jeszcze to usłyszeć.

Partnerzy portalu:

Duże miasto może więcej? Nic bardziej mylnego. Wasilków to udowadnia.

Duże miasto może więcej? Nic bardziej mylnego. Wasilków to udowadnia.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że duże miasta są atrakcyjniejsze niż te małe, bo są bogatsze i oferują lepsze usługi. Tymczasem, gdy patrzymy na Białystok to tak nie jest. Sąsiedni Wasilków to jedna z niewielu polskich gmin w Polsce, w której bardzo mocno przybywa mieszkańców. Obecnie mieszka tu ok. 18 tys. osób. W 1995 roku było ich zaledwie 11 tys.

Dlaczego akurat tutaj? Można wskazać dwa główne powody. Pierwszy z nich to sąsiedztwo przepięknych, atrakcyjnych, zielonych terenów Puszczy Knyszyńskiej i jej otuliny. Niektórzy nie muszą nawet nigdzie jechać, wystarczy, że wyjdą z domu. Drugim powodem jest konsekwencja polityki sąsiada – czyli Białegostoku. Władze tegoż miasta od lat nie są zainteresowane tym, by miasto się rozrastało poprzez połączenia z gminami sąsiednimi. Miasto przez to jest cały czas kompaktowe i coraz bardziej zagęszczone blokowiskami.

Białystok traci, Wasilków zyskuje

Jakość życia się stale pogarsza. Mamy tam problemy ze smogiem, coraz większymi korkami i gigantycznym problemem z miejscami parkingowymi. Dawniej sporo było też w mieście studentów. To jednak czasy zamierzchłe. Efekt takiej polityki jest tylko taki, że przyrost nowych mieszkańców w Białymstoku jest bliski zera.

Korzysta na tym między innymi atrakcyjnie położony Wasilków i przylegające do niego wsie. Teoretycznie jeszcze lepsze walory przyrodnicze ma uzdrowiskowy Supraśl, ale dojazd do Białegostoku z tego pierwszego jest błyskawiczny, z tego drugiego już nie. Ponadto w Supraślu panuje specyficzna sytuacja właścicielska, przez którą prawie niemożliwe jest zbudowanie blokowiska. Dominują tu tylko domy. Tymczasem w Wasilkowie bloków nie brakuje. Szczególnie rozrosły się tu osiedla Lisia Góra i Dolina Cisów. Obecnie nowe budowle to szeregówki, które w Polsce w ostatnim czasie stały się dosyć modne.

Zadowolony burmistrz z bólem głowy

Nagły i szybki przyrost mieszkańców to nie tylko powód do zadowolenia dla burmistrza, ale także ból głowy. Razem z mieszkańcami lawinowo rośnie zapotrzebowanie na usługi miejskie – komunikację, edukację, gospodarkę komunalną. Wielu z nowych mieszkańców to młodzi rodzice, przez co potrzeba mnóstwo nowych miejsc w żłobkach i przedszkolach. Mimo, że tych w publicznych placówkach jest sporo, to jest to o wiele za mało niż potrzeba. Dlatego zapotrzebowanie miasta odciążają placówki niepubliczne. Jest to wielka korzyść dla rodziców, bo opłata za pobyt dziecka jest dużo niższa niż w takim Białymstoku.

Jest jeszcze jedna korzyść dla rodziców dzieci, chodzących do niepublicznych żłobków i przedszkoli w Wasilkowie. Burmistrz, mimo że teoretycznie powinny interesować go tylko instytucje publiczne, to chcąc czy nie, musi dbać także o te niepubliczne. Na szczęście obecny włodarz chce. Dlatego gdy jego instytucje lub on sam – coś na rzecz dzieci organizują, to w swych planach uwzględniają także placówki prywatne.

Inni chcą brać przykład

Taka współpraca z placówkami niepublicznymi zainspirowała dyrektorów żłobków i przedszkoli z innych polskich miast. Dlatego przyjechali wczoraj, 23 listopada do Wasilkowa na wspólną debatę pod hasłem „Myśl globalnie, działaj lokalnie”. odbyło się to w ramach wizyty studyjnej placówek oświatowych niepublicznych zrzeszonych w Ogólnopolskim Zrzeszeniu Placówek Niepublicznych. W miejskiej bibliotece wymienili się doświadczeniami ze swoimi branżowymi koleżankami i kolegami z Wasilkowa. Na debacie był też wspomniany burmistrz, a także szefowie kilku miejskich instytucji i organizacji pozarządowych.

Główną konkluzją było to, że podział na publiczne i niepubliczne placówki nie jest aż tak ważny. Mówiono o tym, że nie warto ze sobą rywalizować, lepiej się po prostu wzajemnie wspierać i pomagać. Najważniejsze jest, by przyjęcie pomocy nie polegało na wykorzystaniu drugiej osoby. Do współpracy ważny jest także otwarty umysł bez jakichkolwiek uprzedzeń.

Trudno z tymi wnioskami się nie zgodzić. Nadmierna rywalizacja powoduje ogromne straty, bo rozpoczyna grę w „najsłabsze ogniwo”. Tymczasem najlepszy jest stabilny i zrównoważony rozwój. Gdyby żłobki i przedszkola ostro rywalizowały ze sobą, to straciliby na tym najpierw rodzice. Ponadto pamiętać należy, że nie zawsze zapotrzebowanie będzie takie samo, dzieci nie rodzi się więcej tylko mniej. Dlatego trzeba myśleć także o przyszłości. A takiej nie widać dla nikogo, kto woli walkę zamiast współpracy.

Na rozmowach się nie skończy. Szefowie niepublicznych żłobków i przedszkoli będą jeszcze dziś w Wasilkowie obserwować lekcje, zwiedzać szkoły, przedszkola i żłobki, podglądać nowinki techniczne. Między innymi to jak wykorzystać roboty do edukacji dzieci.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wielka wycieczka po Podlaskiem. Zobaczyli prawie wszystko.

Takiego filmu jeszcze nie było. YouTuber 58 OsA przemierzył z kamerą Podlaskie chyba tak dogłębnie, jak nie zrobił to jeszcze nikt. Dzięki temu każdy, kto nie był w naszym regionie może dowiedzieć się o wszystkich najważniejszych punktach naszego regionu. Osoby, które tu mieszkają także znajdą coś dla siebie, bowiem nie wszystkie atrakcje Podlaskiego są tak samo znane.

Film rozpoczyna się od Narwiańskiego Parku Narodowego i Tykocina. Widzimy, że nie przeszkadza w zwiedzaniu brzydka pogoda. Kolejny przypadek to Biebrzański Park Narodowy. Pierwszy zgrzyt jakiego doznał zwiedzający był właśnie tam. Konkretnie to w Osowcu, gdzie twierdzę można zwiedzać od poniedziałku do piątku od 9 do 13. Jak widać obiekt działa tylko dla uczniów i urlopowiczów. Weekendowe zwiedzanie tu nie wchodzi w grę.

Kolejny przystanek to Wigry i tamtejszy klasztor. W kolejnych kadrach filmu możemy zobaczyć jak pięknym terenem jest Suwalszczyzna. Z drona podziwiać możemy wszelkie pagórki. Szkoda tylko tej pogody. O ile do spacerów się nadaje, to do podziwiania już trochę gorzej. Autor dotarł nad sławną Górę Cisową, która jest położona 256 m n.p.m. W filmie nie mogło zabraknąć Białegostoku i jego atrakcji. Zwiedzić Podlaskie i nie zobaczyć jego stolicy? Byłoby to bez sensu. A jak i Białystok to także pobliski Supraśl. Kolejne przystanki to tatarskie Bohoniki, Krynki czy Kruszyniany. Nie zabrakło też ruin w Jałówce.

Następnie 58 OsA wybrał się do Krainy Otwartych Okiennic, która w ostatnim czasie jest prawdziwym hitem turystycznym. Nie mogło też zabraknąć Dębu Dunin, Grabarki czy Kaszteliku. Zauważalne jest ominięcie Puszczy Białowieskiej. Mimo wszystko pokazane zostało i tak bardzo wiele. I to trzeba docenić, bo objechanie naszego regionu i przemierzenie wielu kilometrów piechotą jest sporym wysiłkiem.

Partnerzy portalu:

Z kim trzyma Truskolaski? Z deweloperami czy mieszkańcami Dojlid?
fot. Ręce precz od Dojlid / ul. Niedźwiedzia w Białymstoku.

Z kim trzyma Truskolaski? Z deweloperami czy mieszkańcami Dojlid?

Zaczęło się od internetowej zbiórki podpisów, a skończyło na wielkiej mobilizacji mieszkańców. Teraz urzędnicy nie mogą ich zignorować. Wszyscy patrzymy na to, co zrobi Tadeusz Truskolaski – prezydent Białegostoku. Czy swoją decyzją opowie się po stronie mieszkańców Dojlid czy po stronie deweloperów?

Kto ma rację?

Zacznijmy od racji urzędników. To nie jest tak, że prezydent Tadeusz Truskolaski może wszystko. Mimo, że rządzi już kilkanaście lat, to nie jest dyktatorem. Sam też osobiście nie wyznacza, gdzie jaki blok może powstać, a gdzie nie. Ma od tego urzędników. Ostatecznie jednak to on firmuje swoim nazwiskiem wszystko co się w stolicy Podlaskiego dzieje. Miasto Białystok to zarazem gmina jak i powiat, zatem Tadeusz Truskolaski w myśl prawa jest zarówno wójtem i starostą. Jest wykonawcą lokalnego prawa, które uchwalają radni. Warto jednak zaznaczyć, że to co oni głosują najczęściej powstaje w urzędzie miejskim, którego kierownikiem w myśl prawa jest Tadeusz Truskolaski właśnie.

Zatem to od decyzji Tadeusza Truskolaskiego zależy ostateczna treść uchwały, którą przedłoży do głosowania radnym. Oczywiście tylko w idealnym w świecie. W brutalnej politycznej rzeczywistości – prezydent albo większość w radzie będzie miał albo nie. Przez te wszystkie lata urzędowania włodarza mogliśmy zobaczyć jak współpracował, gdy miał większość z popierającą go Platformą, potem jak nie miał większości, bo tą posiadali członkowie PiS, a także teraz gdy znów większość ma w koalicji różnych, powiązanych ze sobą ugrupowań.

Z naszej perspektywy ostatecznie, w sprawach najważniejszych zawsze się wszyscy dogadywali. Koronnym przykładem jest tu lotnisko w Krywlanach. Radni PiS byli przeciwko, ale tak bardzo, że na koniec zagłosowali za, tak jak prezydent chciał. To jednak taka wisienka na torcie. Najważniejsze było głosowanie nad planami zagospodarowania przestrzennego. Tu zgoda byłą zawsze. Radni z prezydentem najczęściej kłócą się tylko o nazwy ulic.

Udawany dylemat

Polskie prawo jest takie, że jeżeli radni nie uchwalą żadnego planu zagospodarowania przestrzennego na jakimś terenie, to nie ma jasnej instrukcji jakiego typu budynki można tam stawiać. Wtedy każdy deweloper musi zwrócić się do prezydenta o dokument zwany „warunkami zabudowy”. To na podstawie tego dokumentu deweloper może budować bloki dostosowując je do reszty otoczenia.

Natomiast plan zagospodarowania przestrzennego rzekomo ustala „zasady gry” tak jak chcą tego urzędnicy. Mamy tu rzekomo „porządek”, bo budowa jest niejako pod ich kontrolą. Ostatnio w Polskim Radiu Białystok, wiceprezydent Adam Musiuk przekonywał, że z planem, dlatego jest dużo lepiej. Tak naprawdę to udawany dylemat, bo problem nie leży w tym czy jest plan czy go nie ma, ale w tym, że deweloperzy w Białymstoku budują, gdzie chcą. Kupują wszelkie atrakcyjne działki w mieście i wpychają tam blokowiska, brutalnie zmieniając otoczenie.

W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z serią niewyjaśnionych do dziś pożarów starych drewnianych domów, na działkach których powstają potem bloki. Drugim problemem jest budowa niemalże nad samą rzeką. Mieszkańcy Skorup po każdej ulewie mają w garażach baseny. Sami przyznali w Kurierze Porannym, że są zbiornikiem retencyjnym całego osiedla. Podobnie na bagnach zbudowano bloki przy ul. Żubrów.

Ręce precz od Dojlid

Przedstawmy teraz rację mieszkańców Dojlid. Zaczęło się od utworzenia internetowej zbiórki podpisów na profilu „Ręce precz od Dojlid” prowadzonym przez Macieja Rowińskiego-Jabłokowa. Następnie autor skutecznie nagłośnił sprawę w mediach i zaczęto zbierać podpisy niewirtualne. Ostatecznie złożono w urzędzie miasta 1700, co jest bardzo dużą liczbą, biorąc pod uwagę, że zwykle ludzie ograniczają swoją aktywność obywatelską do dania lajka na Facebooku. Tutaj są naprawdę zdesperowani i zrobią wszystko, by zatrzymać zamiary deweloperów.

Mieszkańcy Dojlid uważają, że plan zagospodarowania przestrzennego proponowany przez ekipę Tadeusza Truskolaskiego jest skandaliczny, bo nie tylko pozwala na budowanie w dolinie Rzeki Białej, ale także chce zmienić całkowicie otoczenie osiedla. Pomijając już tych, którzy zdecydują się na kupno mieszkania w blokach na bagnie, to zabetonowanie doliny rzeki, będzie nie tylko szkodliwe przyrodniczo, ale przede wszystkim spowoduje, że ta woda, która się zbiera po deszczu – znajdzie się na posesjach pozostałych mieszkańców okolicy.

Podajmy tu przykład wspomnianej wyżej ul. Żubrów. Niczego nieświadomi mieszkańcy kupili bloki, które deweloper zbudował im na bagnie. Osuwają im się skarpy, a parkingi toną w błocie. To jednak dla urzędników nic nie znaczy. Z niewiadomych powodów w swoich planach prą, żeby w okolicy powstało gęsto zabudowane blokowisko, w których nawet będzie po 8 pięter!

Tymczasem mieszkańcy Dojlid zgłosili swoje uwagi do planu zagospodarowania przestrzennego, w których proponują niską, rozrzedzoną zabudowę, która nie doprowadzi ani do degradacji biologicznej terenu, ani nie spowoduje powodzi. Dzielnica będzie także właściwie, naturalnie wietrzona. Nie będzie też możliwości opalania węglem i ropą w nowych budynkach. Dodatkowo domagają się też całkowitego zakazu budowy czegokolwiek w dolinie rzeki oraz w miejscu, gdzie obecnie znajdują się zbiorniki retencyjne.

Nie tylko bloki

Za problemem z rozbudową osiedla o nowe blokowiska ukryte są kolejne pułapki. Prezydent chciałby nowej drogi, która by zabrała mieszkańcom oazę, spokój i domy. Nie chodzi o zwykłą modernizację. Ma być łącznie 6 pasów jezdni po nowej trasie! Żeby stawiać takiego molocha trzeba mieć jednak ku temu dobre tłumaczenie. Gęsto zaludnione blokowisko byłoby idealnym pretekstem.

Dlatego zmiana charakteru osiedla z obecnego, nieco kameralnego, otoczonego piękną przyrodą, zabytkowym parkiem, w otoczeniu pięknych zabytkowych budynków na wypchane blokowiskami powoduje protesty po stronie mieszkańców, ale też i działkowców. Nowe budynki to potrzeba nowych, szerszych dróg, których nikt tam nie chce.

Na zielono zaznaczona obecna ul. Dojlidy Fabryczne. Na czerwono planowany przebieg drogi łączącej Ciołkowskiego z Plażową.

Problem powraca

Warto podkreślić, że to wszystko jest problemem wtórnym. Już raz urzędnicy próbowali uchwalić plany dla Dojlid korzystne tylko dla deweloperów. W 2014 roku mieszkańcy, którzy zgłosili swoje uwagi zostali przez Truskolaskiego ograni. Postanowił, że nad planami zaczną pracować od nowa, zaś w tym czasie deweloperzy na „warunkach zabudowy” mogli budować w najlepsze między innymi na bagnie przy ul. Żubrów. Później próbowano uchwalić tylko fragment planu bardzo korzystny dla dewelopera. Ostatecznie wojewoda uchylił uchwałę jako rażąco naruszającą prawo.

Teraz z rzekomą troską o Dojlidy prezydent znów będzie chciał uchwalenia planów. Znów robią one dobrze deweloperom, a mieszkańców się ignoruje. Tym razem protest był skuteczniejszy, bo organizatorzy zadziałali dużo sprawniej. Na tyle, że nie da się tego zamieść pod dywan, albo znów zaczynać od początku.

Tadeusz Truskolaski musi się jednoznacznie opowiedzieć. Albo przedstawi radnym plan zagospodarowania przestrzennego zgodny z wolą mieszkańców albo będzie chciał robić dobrze deweloperom. Co wybierze?

Partnerzy portalu:

Białystok mocno stawia na fotowoltaikę. Urzędy, szkoły, instytucje już czerpią energię ze słońca.
fot. Dawid Gromadzki / UM Białystok

Białystok mocno stawia na fotowoltaikę. Urzędy, szkoły, instytucje już czerpią energię ze słońca.

Coraz więcej budynków należących do Miasta Białegostoku czerpie energię ze słońca. Panele fotowoltaiczne wytwarzające prąd zmienny zostały dotychczas zamontowane na obiektach, w których mieści się urząd, a także na szkołach oraz siedzibach jednostek organizacyjnych Urzędu Miejskiego. Dzięki tym instalacjom Miasto może nie tylko zmniejszyć wydatki na energię, ale również mieć wkład w ograniczenie produkcji CO2.

Bez wątpienia to bardzo dobry ruch. Nie ma żadnych przesłanek mówiących o tym, że w kolejnych latach rachunki z prąd (ale i ogólnie koszty utrzymania) będą niższe. Dlatego inwestycja w nowoczesne technologie zawsze się opłaca. Podajmy taki przykład. W ostatnim czasie mieliśmy kryzys węglowy. Cena tego surowca została wywindowana na tyle, że wiele przedsiębiorstw wytwarzających coś w piecach, które były na węgiel – zbankrutowało. Rozsądny zapyta – a dlaczego w XXI wieku dalej palili węglem? Firma musi się cały czas rozwijać, żeby istnieć. Czy także urząd? Gigantyczne długi mogą doprowadzić do likwidacji gminy z powodu niewypłacalności. Dlatego inwestycja w panele fotowoltaiczne to bardzo dobry ruch.

W ubiegłym roku system fotowoltaiczny został zamontowany na budynkach Urzędu Miejskiego przy ulicach Słonimskiej 1, J.K. Branickiego 3/5 i Składowej 11. W tym roku, w październiku, panele słoneczne pojawiły się na trzech szkołach: Szkole Podstawowej Nr 12 przy ul. Komisji Edukacji Narodowej 1, Szkole Podstawowej Nr 50 przy ul. Kazimierza Pułaskiego 96 i XIV Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Upalnej 26. Z energii słonecznej w tym samym czasie zaczęła korzystać także pływalnia sportowa BOSiR przy ul. Włokienniczej. Te instalacje wyprodukowały ponad 202 487 kWh, co przyniosło oszczędności na poziomie ponad 371 tys. zł.

To jednak nie koniec, kolejne obiekty miejskie są wyposażane w fotowoltaikę. Nowa instalacja jest już gotowa na Domu Pomocy Społecznej przy ul. Baranowickiej. Do końca roku powstaną jeszcze trzy nowe – na Szkole Podstawowej Nr 51 przy ul. J. K. Kluka 11A, na budynku filii Domu Pomocy Społecznej w Bobrowej oraz na Białostockim Park Naukowo-Technologicznym. Miasto dotychczas wydało na te instalacje blisko 2 mln zł. Panele fotowoltaiczne wytwarzają energię elektryczną również na potrzeby Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Białymstoku. Spółka uruchomiła instalację pod koniec 2020 roku. Projekt kosztował 1,4 mln zł, w tym dofinansowanie z funduszu Unii Europejskiej wyniosło prawie 804 tys. zł, pozostała kwota pochodziła ze środków własnych spółki.

W taki sam sposób od lipca produkowany jest prąd na terenie Stacji Uzdatniania Wody na Pietraszach w Białymstoku. Wybudowana przez Wodociągi Białostockie elektrownia fotowoltaiczna kosztowała ponad 4,3 mln zł. Na realizację przedsięwzięcia Wodociągi Białostockie otrzymały 75 procent dofinansowania z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020. Energia z tej elektrowni pozwala – zależnie od pory dnia – pokryć od 75 do 100 procent zapotrzebowania na prąd w dwóch stacji uzdatniania wody – na Pietraszach i w Wasilkowie. Panele fotowoltaiczne wytwarzają energię elektryczną również na potrzeby Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Białymstoku. Spółka uruchomiła instalację o mocy 49,95 kWp w ubiegłym roku. Projekt kosztował ok. 190 tys. zł.

W 2023 r. Miasto Białystok planuje budowę kolejnych 20 instalacji na budynkach miejskich i wymianę nieefektywnych źródeł ciepła. Po uruchomieniu wszystkich planowanych instalacji fotowoltaicznych (łącznie z zainstalowanymi w 2023 r.) ich moc osiągnie ok. 1500 kWp. Rocznie powinny wygenerować łącznie 1 350 000 kWh. Przy aktualnych cenach energii montaż instalacji fotowoltaicznych bez dofinansowania zwraca się w okresie 2-3 lat.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Puszcza Knyszyńska zachwyca także jesienią. Tu jest jak w sanatorium!

Gdy wchodzimy do takiej puszczy, stajemy się częścią złożonego organizmu. Oddychamy olejkami eterycznymi, zaczynamy funkcjonować zgodnie z pulsem lasu. W tym niezwykłym świecie zrealizowano najnowszy odcinek „Zasilanych”. Tym razem prowadzący Magda i Petros odwiedzają niezwykły świat Puszczy Knyszyńskiej, rozpościerającej się tuż za granicami Białegostoku. To królewska puszcza – i ze względu na skalę przyrody, i historię: to ulubione tereny króla Zygmunta Augusta, który w Knyszynie miał swój dwór. Ten unikatowy ekosystem jest objęty ochroną w ramach Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej.

Warto zwrócić uwagę, że Puszcza Knyszyńska bardzo mocno różni się od Puszczy Białowieskiej, zatem jeżeli byliście w tej drugiej – z perspektywy mieszkańca innych części Polski bardziej popularnej, to nie uznawajcie, że do Knyszyńskiej już nie warto. Wręcz przeciwnie. To są dwa zupełnie różne ekosystemy. Bohaterka dzisiejszej naszej opowieści jest lasem mocno iglastym. Ponadto położona jest ona na terenie o zróżnicowanej rzeźbie. Nie brak tu wzniesień, pagórków, górek, a nawet gór! Ponadto w Puszczy Knyszyńskiej bardzo bogaty jest system rzeczny, co również wpływa na jej naturę. Mało kto wie, ale w kompleksie znajduje się 550 km dróg rzecznych!

Co jeszcze znajdziemy w puszczy? Opowiada bohaterka, przed którą teren ten nie ma (niemal) żadnych tajemnic: Joanna Kurzawa, dyrektor Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej.

Partnerzy portalu:

Tu Niemcy zamordowali 3000 osób. Miejsce pamięci zostało wyremontowane.
fot. bialystok.pl

Tu Niemcy zamordowali 3000 osób. Miejsce pamięci zostało wyremontowane.

Cmentarz w Lesie Bacieczki, który upamiętnia ofiary terroru z II wojny światowej przeszedł remont. Miejsce pamięci po zamordowaniu 3 tysięcy osób w latach 1941-1944 przez Niemców powstało w 1980 roku. Remont był wykonywany na raty. Tym razem zakończony został trzeci etap prac. W jego ramach wykonano renowację betonowej kompozycji pomnikowej wraz ze stalowym krzyżem, betonowych murków, granitowej płyty z napisami, symbolicznych betonowych kamieni oraz punktu informacyjnego przy drodze dojazdowej do obiektu.

W poprzednich latach wyremontowano ogrodzenia i maszty flagowe. W 2021 roku zostały przeprowadzone prace renowacyjne rzeźby przedstawiającej udręczonego człowieka, znajdującej się na terenie cmentarza. Wykonał je autor całego założenia pomnikowego – białostocki rzeźbiarz Jerzy Grygorczuk, współautor m.in. Reduty Białegostoku na Wysokim Stoczku. W związku ze śmiercią Jerzego Grygorczuka, podczas tegorocznego etapu renowacji cmentarza nie udało się odtworzyć dwóch rzeźb będących autorskimi pracami białostockiego artysty – mieczy w płonącym zniczu oraz tablicy z napisem: „Wołam cię obcy człowieku co kości odkopiesz białe kiedy wystygną już boje szkielet mój będzie miał w ręku sztandar ojczyzny mojej”.

Koszt trzeciego etapu remontu wykonanego wyniósł prawie 48,5 tys. zł.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Narew to polska Amazonka? Park Narodowy to miejsce z fantastycznym klimatem!

Narew to jedna z najdłuższych, a zarazem naturalnych polskich rzek. Najpiękniejsze jej fragmenty znajdują się dolinie Narwi i są objęte ochroną. Z resztą wyjątkowej przyrody oraz zwierzętami tworzą Narwiański Park Narodowy. Splątane koryta, rozległe i nieprzebyte trzcinowiska, rejon ten nazywany jest polską Amazonią. Główną atrakcją tego miejsca jest kładka w Śliwnie, którą można ręcznie przeprawiać się pływającymi platformami. To jednak nie jedyne miejsce, które warto tam zobaczyć.

W ostatnim czasie powstał odcinek internetowego programu na temat tego miejsca. Seria „Zasilani” pokazuje magiczne miejsca Podlasia. Prowadzący Magda i Petros razem ze swoimi gośćmi barwnie opowiadają o wielu atrakcjach naszego regionu. W najnowszym odcinku odwiedzili Narwiański Park Narodowy, gdzie oprócz wspomnianego Śliwna usłyszeć możemy o wyjątkowości Kurowa, gdzie jest ośrodek edukacyjny Parku oraz kolejna kładka. Tam możemy także popływać kajakiem.

To, co wyróżnia powyższy film od wielu podobnych to ujęcia z góry. Mało kto wie, że Narwiański Park Narodowy to obszar, gdzie latanie dronami jest zakazane bez zezwolenia. Zabrania tego polskie prawo, by chronić cenne obszary przyrodnicze. Lot dronem mógłby nękać zamieszkujące tam ptaki. Szczególnie wrażliwe są w okresie lęgowym czyli na przełomie lipca i sierpnia. Dlatego film Zasilani bez trudu mógł powstać właśnie jesienią.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto niezwykły film z podlaskich cmentarzy. Powstawał 7 lat!

7 lat wędrówki po regionie, setki wykonanych zdjęć z czasie uroczystości Wszystkich Świętych, technika timelapse i oto mamy spektakularny, nocny portret Zaduszek. Ten film jest prawdziwą ucztą dla oczu.

Autorem jest Szczepan Skibicki, który zrealizował już mnóstwo pięknych, krótkich filmów na Podlasiu. Łączy je wprawne fotograficzne oko i wspomniana technika timelapse czyli robienie zdjęć w równych odstępach czasowych tak, by możliwe było z nich wykonanie animacji. Na przykład, na której zobaczymy jedno miejsce w kilkanaście sekund, które było nagrywane przez godzinę. Powyższy film to idealny przykład jak można technikę wykorzystać.

Noc Zaduszna. Podlaskie powstało także dlatego, że niebo w naszym regionie należy do najmniej zanieczyszczonych światłem w całej Polsce. Nastrojowa podróż po cmentarzach w Białymstoku, Supraślu, Wasilkowie oraz mniejszych miejscowościach na tle przyrody przeplata się z dziedzictwem duchowym i materialnym regionu. Film dotyka podlaskiej natury, w której silniej niż gdziekolwiek zakorzeniona jest tradycja i duchowość.

Partnerzy portalu:

Wielki pomnik w centrum miasta zmieni swój wygląd. Będzie konkurs.
Pomnik w latach PRL, autor nieznany

Wielki pomnik w centrum miasta zmieni swój wygląd. Będzie konkurs.

Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej zostanie zmodyfikowany. Miasto postanowiło ogłosić konkurs na nową koncepcję architektoniczną. Niestety, nie oznacza to, że pomnik zostanie zburzony, a w jego miejsce powstanie jakiś inny. Raczej trzeba się spodziewać dodatkowych aranżacji. Napisaliśmy niestety, bo już kilka lat temu pisaliśmy, że zarówno siedziba Uniwersytetu w Białymstoku, pomnik i park powinny zostać zlikwidowane, zaś otoczenie dużo lepiej zagospodarowane.

Brzmi kontrowersyjnie? Przypomnijmy jak to z tym pomnikiem i jego otoczeniem było:

W 1972 władze zorganizowały konkurs na projekt obiektu, który miałby upamiętnić białostoczan walczących o Ziemie Białostocką podczas II Wojny Światowej. I tak w 1975 roku powstał Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej, który stanął na krawędzi zasypanego cmentarza. W 1990 roku, czyli już po transformacji ustrojowej postanowiono „odkomunizować” pomnik. Przybyli kapłani katoliccy oraz prawosławni, poświęcili pomnik, zaś u podnóża pomnika na kamieniu zmieniono napis. „W hołdzie bohaterom Ziemi Białostockiej poległym w walce o Polskę Ludową – Mieszkańcy Ziemi Białostockiej” został zastąpiony na „Poległym i pomordowanym za Wolną Polskę”. Doczepiono też orła w koronie. Po 25 latach od tego wydarzenia dostawiono jeszcze na wielkim głazie obok kolejne napisy „Chwała i cześć żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego, którzy walczyli i zginęli za wolność i niepodległość ojczyzny”. W 2011 roku członkowie Klubu Więzionych, Internowanych i Represjonowanych oraz Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego podjęli się bez pytania o jakąkolwiek zgodę modyfikacji pomnika. Jak widać dodanie napisów na kolejnym kamieniu to byłoby za mało. Dlatego doczepiono napisy „Bóg Honor Ojczyzna” zaś orzeł na górze pomnika zyskał koronę. Generalnie akcja wywołała oburzenie tylko części mieszkańców. Sam autor pomnika również wyraził swój sprzeciw. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, zaś napisy pozostały. Na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości – kolejne osoby postanowiły doczepić kolejny napis – Niepodległość. I tak każdy po swojemu pomnik modyfikował.

Ścisłe centrum Białegostoku może się zmienić! Kontrowersyjny pomysł, który warto zrealizować.

Czy dwa razy odkomunizowany pomnik jest już wystarczająco odkomunizowany czy jeszcze nie? Wydaje się, że nie, bo ma być przerabiany pod hasłem „zmiana wyrazu symbolicznego pomnika”. Naszym zdaniem pomnik powinien zostać całkowicie zastąpiony czymś dużo mniejszym, a najlepiej na środku ronda, gdzie wiele osób chciałoby zrobić piesze dojście i jakoś to zagospodarować. Tak naprawdę, to jeżeli ktoś chciałby podjąć się „odkomunizowania”, to musiałby zająć się całym otoczeniem. Sam pomnik, stojący obok dawny „Dom partii”, a także siedziba sądu są wybudowane w stylu socrealistycznym – czyli charakterystycznym dla czasów polskiego komunizmu. Wszystko to szare, monumentalne budynki, które dodatkowo stały się zabytkami. Dlatego też wszystko co stoi wokół Placu NZS (dawniej Uniwersyteckiego) jest jednym wielkim pomnikiem komunizmu w centrum Białegostoku.

Niestety na tak odważny ruch potrzebny byłby ktoś odważny. Zmiana koncepcji, która ma polegać na jakiś kosmetycznych przeróbkach to też już coś, bo pomnik już dawno stracił kolor. A ponadto doczepiane napisy przez różne osoby sprawiły, że stał się jakimś architektonicznym koszmarkiem. Można więc co nieco odświeżyć. Niestety w naszym odczuciu to o wiele za mało.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Cerkiew w Gródku. Piękna na zewnątrz, piękna w środku.

Cerkiew Narodzenia Najświętszej Bogurodzicy wzniesiono w Gródku w latach powojennych na miejscu, gdzie wedle źródeł cerkiew stała już w XV wieku. Wówczas miejscowość była dosyć sporym ośrodkiem, który był zaznaczany już na starych mapach. Gródek jest związany z rodem Chodkiewiczów. W 1498 r Aleksander Chodkiewicz ufundował tu klasztor prawosławny, który później został przeniesiony do Supraśla. W Połowie XVI wieku Gródek otrzymał prawa miejskie. W późniejszych czasach miejscowość przechodziła kolejno w ręce Paców, Sapiehów oraz Radziwiłów. W 1897 r. utracił prawa miejskie.

Obecna cerkiew w Gródku mimo że powstała wiele lat temu, była monumentalna, jak na tamte czasy. Budowla została wypełniona równie niesamowitą ikonografią. W środku znajdują się malunki prof. Adama Stalony-Dobrzańskiego oraz prof. Jerzego Nowosielskiego. Wypełniły one wielkie powierzchnie ścian i sklepień tworząc z Cerkwi w Gródku dzieło niespotykane nigdzie indziej. W wielkoformatowych kompozycjach, w olbrzymich partiach tekstów wypisanych na ścianach i w kolorowych witrażach nieustannie powtarzają się motywy Maryjne. Program ikonograficzny wnętrza przedstawia Kosmiczną Wizję Bogurodzicy jako Królowej i Matki, którą zapowiadali prorocy, a apostołowie i wszyscy święci wychwalają po dziś dzień.

Partnerzy portalu:

Będzie można dojechać pociągiem z Krakowa przez Białystok do Wilna! Jest już data.

Będzie można dojechać pociągiem z Krakowa przez Białystok do Wilna! Jest już data.

Bardzo długo o tej sprawie było cicho, ale nareszcie coś się ruszyło. Przypomnijmy od kilku lat planowano połączyć kolejowo Warszawę z Wilnem (przez Białystok). Na początku plany pokrzyżowała pandemia, później okazało się, że dosyć sporym problemem jest różnica szerokości torów. Na terenie dawnego ZSRR, czyli także na Litwie budowano tory szersze niż w Polsce i innych krajach Europy zachodniej. Oczywiście PKP dysponuje pociągami, które mogą jeździć po różnej szerokości torów, ale nikt nie chce ich na co dzień eksploatować. Traktowane są bardziej jako zapasowe.

W tym roku podawaliśmy już informację o tym, że połączenie z Warszawy do Wilna ruszy jeszcze w tym roku z jedną przesiadką. Wiadomo już więcej o szczegółach tego połączenia. Obecnie do Suwałk dojeżdża pociąg „Hańcza” z Krakowa. Po zmianie rozkładu jazdy w grudniu 2022 nastąpi wydłużenie jego trasy 40 km. Oznacza to, że Wilno zostanie skomunikowane z wieloma polskimi miejscowościami. Pasażerowie dojadą najpierw do litewskiej Mockavy (Maćkowo). Tam będzie na nich czekać skład, którym dojadą do Wilna przez Kowno.

Jest jeszcze jeden problem na tej trasie. To elektryfikacja, której nie ma. Dlatego obecne połączenie jest jeszcze tymczasowe. Będzie obowiązywać do czasu aż strona litewska zapewni lokomotywę spalinową, która mogłaby przejąć prowadzenie polskiego pociągu na odcinku litewskim. Gdy tak się stanie, to docelowo aż do Kowna będzie dojeżdżać pociąg „Nałkowska”, który kursuje na co dzień na trasie Białystok – Wrocław. Później z Kowna będzie można dojechać pociągiem do Wilna. Tylko ten odcinek wynosi zaledwie 90 km.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Żydowska architektura na Podlasiu. Wyjątkowy film dokumentalny.

Podlaskie jest przepiękne i nikt nie powinien mieć co do tego wątpliwości. Tym razem można się o tym przekonać przez pryzmat architektury żydowskiej, która przetrwała II wojnę światową. Przypomnijmy przed straszliwym czasem zbrodni niemieckich, Żydzi na Podlasiu stanowili większość mieszkańców. Niektóre miasta liczyły od 70 do 80 proc. mieszkańców tej narodowości. Dlatego spuścizna po nich powinna być gigantyczna, gdyby nie zniszczenia wojenne. Szczególnie, że większość zwykłych budynków, które stoją do dziś choćby w Białymstoku budowali właśnie Żydzi.

Warto na podlaskie miasta spojrzeć także poprzez pryzmat powyższego filmu dokumentalnego, który został stworzony w 2012 roku. Jak prezentowały się Tykocin, Sejny, Orla, Krynki i Białystok dekadę temu? Film jest kontynuacją cyklu rozpoczętego w 2009 roku dokumentującego architekturę Podlasia. Do tej pory powstały 3 filmy dokumentalne o architekturze drewnianej. Autorem jest bardzo znany i uznany twórca z regionu – Ireneusz Prokopiuk.

W pierwszej części powyższego dokumentu dowiemy się do tykocińskiej synagodze. Z zewnątrz jest jeszcze malowana po staremu. Obecnie jest już w oryginalnych lub zbliżonych do oryginalnych kolorów. W kolejnych minutach filmu poznamy synagogę w Sejnach, a następnie w Orli. Ta ostatnia jest niestety ruiną. Tylko fachowiec dostrzeże tam pewne detale. Swoimi profesjonalnymi spostrzeżeniami z widzami podzieliła się Eleonora Bergman z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Ostatnim obiektem, który zobaczymy w filmie Ireneusza Prokopiuka jest synagoga w Krynkach. Tu warto zwrócić uwagę, że budynek jest wyjątkowy ze względu na swoje zdobienia, które sugerują, że na budowę obiektu mogli mieć wpływ przedstawicieli innych religii. Na wielokulturowym Podlasiu jest to całkiem prawdopodobne. Na koniec dokumentu dowiemy się ogólnie o budownictwie żydowskim. Dzięki czemu możemy zobaczyć też obrazy z Białegostoku, gdzie nie brakuje pozostałości po żydowskiej architekturze. Jest to prawdziwa baza wiedzy oraz wyjątkowa pocztówka z przeszłości.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend – Puszcza Knyszyńska i Supraśl

Puszcza Knyszyńska w Polsce nie jest tak znana jak Puszcza Białowieska, nie mniej jednak jest równie atrakcyjna. Supraśl, Kopna Góra, Poczopek, Krynki, Kołodno, Wyżary, Kruszyniany – te wszystkie miejscowości położone są nad tym kompleksem leśnym. W weekend można zrobić trasę objazdową. W przerwie między jazdą samochodem można sporo pospacerować. Poczynając od Supraśla, gdzie możemy zwiedzać zabytki, spacerować bulwarami i leśnymi ścieżkami. W pobliskiej Kopnej Górze i Poczopku znajdują się kolejne miejsca do spacerów – Arboretum i Silvarium.

Krynki natomiast to miasteczko, gdzie możemy zobaczyć na własne oczy wielkie rondo, z którego odchodzi mnóstwo ulic. Inną atrakcją przygranicznego miasteczka jest spory cmentarz żydowski. Ponadto zimą w okolicach napotkać możemy stado żubrów. Niedaleko znajdują się tatarskie Kruszyniany, gdzie możemy podziwiać drewniany meczet, mizar (cmentarz). Jest także możliwość skosztowania kuchni od polskich Tatarów.

Kołodno to natomiast miejsce, z którego możemy podziwiać Puszczę Knyszyńską z góry. To tam znajduje się jedna z niewielu na płaskim Podlasiu góra Św. Anny. Można tam wejść na wieżę widokową. Wyżary to natomiast miejsce, gdzie znajduje się okazały zbiornik wodny, wiata do grillowania z miejscem do ogniska. Niedaleko znajduje się bagno Śianożątka z bardzo długą kładką, dzięki której dostaniemy się na ich środek.

Bez wątpienia weekend to dobry czas, by odwiedzić te wszystkie miejscówki. Szczególnie, że wszystkie są otoczone Puszczą Knyszyńską, toteż możemy się nastawić na wiele kilometrów spacerów w czystym i świeżym, leśnym powietrzu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Leśnicy ujawniają sekrety grzybiarzy. Jak i gdzie zbierać, by mieć pełny kosz?

Wiedza o tym, gdzie zbierać grzyby, jest czymś w rodzaju wielkiej tajemnicy. Określone grono grzybiarzy ma swoje „miejscówki” i za nic w świecie nie chce się nimi dzielić. Mimo, że leśne przysmaki występują na Podlasiu bardzo powszechnie i praktycznie nie ma limitów w ich zbieraniu (tak jak w innych krajach).

Leśnicy Nadleśnictwa Żednia postanowili ujawnić sekrety grzybiarzy i w powyższym filmie podzielili się z widzami tym, gdzie trzeba zbierać leśne smakołyki, jak to poprawnie robić, a także od czego zależy miejsce rośnięcia danego grzyba.

Błędem początkującego zbieracza jest to, że wchodzi do lasu i… szuka grzybów. W ten sposób prawdopodobnie skończy z pustym koszykiem lub będzie miał zbiorów tyle co kot napłakał. Istotą zbierania darów lasu jest znajomość drzew. Gdy będziemy je rozpoznawać, to wtedy pod danymi gatunkami będziemy mogli znaleźć, to czego tak pragniemy. Jak tłumaczy się nam w filmie – niektóre grzyby lubią niektóre drzewa. I znajomość tych zależności jest kluczem do sukcesu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pod tym kątem Podlaskie jest unikalne. Stare, drewniane chatki ciągle istnieją.

Każdy, kto jeździ trochę po kraju doskonale sobie zdaje sprawę, że stare, drewniane chaty – i to jeszcze zamieszkałe – ciągle mają się dobrze w Podlaskiem. W pozostałych regionach być może natrafimy na pojedyncze sztuki, natomiast u nas drewniane potrafią być jeszcze niemalże całe wioski. To jeszcze i tak nic, bo gdyby nie szkodliwa działalność deweloperów, to i centrum Białegostoku mogłoby poszczycić się czymś, czego nie mają inne miasta.

Może się wydawać, że wszystko powinno być już nowoczesne. Spójrzcie jednak na dowolne zdjęcie Nowego Jorku. Totalnie zabetonowane, gigantyczne miasto z jednym dużym zielonym parkiem. A teraz zobaczcie na to jaki był Białystok dawniej. Zazielenione, przepełnione drzewami miasto, w którym budowano z cegły. To wszystko zaczęło w ostatnich latach bezpowrotnie mijać na rzecz wszędobylskiego betonu, przez który każdego lata mieszkańcy się smażą. „Nowoczesnym” to nie przeszkadza, bo w mieszkaniach, biurach i samochodach mają klimatyzację. Tymczasem dawni mieszkańcy mieli ją wszędzie – także na zewnątrz – bo natura samodzielnie, skutecznie obniżała temperaturę. Tymczasem jeszcze trochę konfliktów na świecie i znów być może wrócimy do czasów bez wszystkiego na prąd. Wtedy nie będzie w miastach ani klimatyzacji w domu, ani w biurze, ani w samochodzie. Drzew i zieleni też nie. Wtedy na takiej podlaskiej wsi, w drewnianym domu życie będzie toczyło się tak jak dotychczas. Natomiast w miastach życia nie będzie.

Dlatego tak popularnym miejscem w naszym regionie jest chociażby Kraina Otwartych Okiennic. Dlatego też całe wycieczki jeżdżą po maleńkich podlaskich wioskach, by zobaczyć jak tu wspaniale funkcjonuje się z drewnem zamiast betonu. Takim Podlasiem w pigułce jest Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej pod Białymstokiem. Dawniej nazywane było Muzeum Wsi. Jak na powyższym filmie można zobaczyć jak w innych regionach żyło się dawniej, a jak niekiedy żyje się dalej u nas. Drewniane domy, wystrojone izby, piece kaflowe które wpływają na niesamowity, unikalny smak zwykłych potraw, a także przepiękne ogrody i całe otoczenie. Warto tam pojechać. Jedni poczują smak dzieciństwa, inni smak utraconego świata, a jeszcze inni być może zobaczą coś, dzięki poczują się dobrze dlatego, że mieszkają w tych nowoczesnych miastach.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ta Rzeka od setek lat jest ważnym miejscem na Podlaskiej mapie. Dziś mamy tu mnóstwo atrakcji.

Rzeka Narew to niesamowicie interesujący ciek wodny. Zaczyna się na Białorusi, przepływa przez Podlasie i Mazowsze, wpływa do Wisły. Po drodze ma bardzo ważne znaczenie na wielu odcinkach. Na odcinku polskim znajduje się w większości, bo 448 km z 484 km znajduje się właśnie w naszym kraju.

Pierwszym miejscem, które zasilane jest Rzeką Narew jest Zalew Siemianówka. Do dziś nie wiadomo po co w PRL został wybudowany kosztem zniszczenia kilku wsi. Z punktu widzenia przyrody robi więcej szkody niż pożytku. Woda jest w nim tak brudna, że od dawna lepiej się tam nie kąpać. Jedynie ptaki mają z niego prawdziwą uciechę. Nie brakuje tam również wędkarzy. Słynnym miejscem nad Siemianówką jest również terminal kolejowy. Pociąg jedzie nasypem prowadzącym przez zalew. Niestety z tej niewątpliwej atrakcji nie mogą korzystać pasażerowie.

Kolejnym interesującym miejscem nad Narwią jest Kraina Otwartych Okiennic. Najbardziej znane to oczywiście Soce, Puchły i Trześcianka, warto jednak podkreślić, że atrakcyjne przyrodniczo są tereny po obu stronach rzeki, która meandruje pomiędzy miejscowościami Narew, Ancuty, Kaczały, Puchły, Ciełuszki, Kaniuki. Każda z tych miejscowości bez wątpienia jest silnie związana z prawosławiem. Po drodze napotkamy malownicze, piękne drewniane cerkwie.

Kolejna część trasy rzeki jest już bardziej związana z katolicyzmem. A to dlatego, że dawniej przez wspominane tereny przebiegała granica Królestwa Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. I tak możemy zwiedzić Strablę, Doktorce, Zawyki i jedno z najmniejszych miast w Polsce – Suraż. Warto dodać, że to naprawdę niesamowita, malownicza trasa kajakarska. Sam Suraż natomiast jest punktem, w którym zaczyna się Narwiański Park Narodowy.

To ojczyzna wielu ptaków i innych gatunków żyjących na dzikich rozlewiskach. Najbardziej charakterystyczne miejscowości to Waniewo, Śliwno, Kruszewo i Kurowo. Pierwsza i ostatnia znajduje się po zachodniej stronie rzeki, druga i trzecia po wschodniej. Waniewo i Śliwno połączone były do niedawna drewnianą kładką. Niestety wójt Waniewa od lat nie remontuje zdezelowanej konstrukcji, przez co można wędrować tylko po tej części od strony Śliwna.

Kruszewo to natomiast stolica ogórka. To tutaj mieszkańcy znają najlepsze receptury na ukiszenie i ukwaszenie go. Natomiast Kurowo jest siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Tutaj oprócz kolejnej kładki możemy też skorzystać z pychówek. Pomiędzy Kruszewem i Kurowem znajduje się także zerwany most. Wiąże się to z przesądem okolicznych mieszkańców. Po budowie mostu wybuchła I wojna światowa, a następnie konstrukcja została zniszczona. Po zakończeniu konfliktu odbudowano most i mieliśmy zaraz II wojnę światową. Znów konstrukcja uległa zniszczeniu. Tym razem by nie kusić losu, most pozostał zerwany do dziś.

Następnym miejscem jest Tykocin. Przepiękne miasto stanowiło kiedyś ważny punkt z perspektywy rzeki. To tam spływały towary z Suraża, a następnie płynęły do Warszawy. Jeszcze w XIX wieku był to ważny szlak towarowy.

Kolejnym interesującym miejscem jest ujście Rzeki Biebrzy do Narwi w miejscowości pomiędzy miejscowościami Ruś a miejscowością Sambory. Tuż obok znajdują się Wylewy Narwi i przepiękne miasto Wizna, gdzie dawniej znajdował się kolejny po Tykocinie port rzeczny. W pobliżu jest także unikalne miejsce zwane Osadą Wydmową. Można poczuć się jak nad morzem. Po drodze jest jeszcze ciekawa atrakcja, czyli drewniany most w Bronowie. W ostatnim czasie na nim nagrywano słynny film „Wołyń”.

Dalej mamy kolejne ważne miejsce, przez które przepływa rzeka, czyli Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. To malownicze, przyrodnicze, dzikie tereny pod Łomżą. Ostatnim punktem w Podlaskiem jest Nowogród, gdzie nad rzeką znajduje się Skansen Kurpiowski. Fantastyczne miejsce do zwiedzania.

Jak widać – Podlaskie bardzo dobrze zagospodarowało Rzekę Narew – wydzielając tu mnóstwo miejsc przyrodniczych i atrakcji turystycznych, a dawniej wykorzystując ciek do handlu. Miejmy nadzieję, że mimo coraz większych trudności Narew nie zniknie z mapy i dalej będzie służyć ludziom przez kolejne setki lat.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość. Można legalnie nocować w lesie pod Supraślem!

Dobra wiadomość. Można legalnie nocować w lesie pod Supraślem!

Od jakiegoś czasu istnieje taki program Lasów Państwowych, dzięki któremu bez narażania się na mandat możemy przenocować w lesie. Jest to odpowiedź na prężnie rozwijającą się grupę ludzi uprawiającą w Polsce „bushcraft” czyli trenowanie umiejętności związanych z przetrwaniem i życiem w dziczy przy użyciu jej naturalnych zasobów. Początkowo pilotaż dopuszczał jedną lokalizację niedaleko Białegostoku. Nie była ona jednak zbyt atrakcyjna. Teraz zmienia się wszystko na lepsze i możemy nocować przy samym Supraślu!

Po ponad rocznym okresie trwania pilotażu, został on przekształcony w szerszy program pn. „Zanocuj w lesie”. Wyznaczona przez Nadleśnictwo Supraśl strefa, to obszar ponad 1500 ha przeznaczony nie tylko dla miłośników bushcraftu i surwiwalu, ale także tych osób, które chcą przeżyć przygodę i zanocować w lesie „na dziko” bez specjalnej infrastruktury i bez obaw o naruszenie Ustawy o lasach.

Przed wyruszeniem w drogę należy pamiętać o kilku ważnych aspektach. Las to miejsce wspólne dla wielu obszarów działania państwa. Jednym z nich jest wycinka i prowadzenie gospodarki leśnej, natomiast swoje terminy mają też myśliwi. Zatem najpierw musimy sprawdzić czy w miejscu, gdzie planujemy spać nie ma wprowadzonego zakazu wstępu oraz nie jest planowany tam odstrzał. Miejsca do palenia ognisk są konkretnie wyznaczone. Drewno trzeba zdobyć osobiście samemu. Nie wolno jednak niszczyć drzew, krzewów i runa leśnego! W jednym miejscu może nocować maksymalnie dziewięć osób, przez nie dłużej niż dwie noce z rzędu. Jeżeli ma być więcej osób i więcej nocy potrzebna jest zgoda nadleśniczego danego obszaru.

Najważniejsze jednak pamiętać, by absolutnie nie zostawiać po sobie żadnych śmieci i resztek jedzenia. Wracając wyrzućmy wszystko do worka, a ten zabierzmy ze sobą.

Partnerzy portalu:

Awantura o kibel. Białystok ciągle się z czymś kojarzy.
fot. Facebook R. Rudnickiego, zastępcy prezydenta Białegostoku

Awantura o kibel. Białystok ciągle się z czymś kojarzy.

Kiedy myślimy o Gdańsku, to pierwsze skojarzenia jakie przychodzi na myśl, to słynny żuraw, Morze Bałtyckie, wolność. Kraków? Wiadomo gród królewski, Wawel, Sukiennice czy smok. Poznań? To oczywiście Koziołki, a Wrocław to Ostrów. Tymczasem w Białymstoku?

Dawniej śledziki i disco polo – co było sympatyczne. A ostanie lata? Kononowicz, logo podobne do nowojorskiej organizacji LGBT, naziści, a ostatnio kibel za prawie pół miliona. Chociaż inwestycja jest ważna i jej cena jest jak najbardziej normalna, to po raz kolejny w „świat” idzie jakiś żenujący przekaz z Białegostoku. Mimo, że Truskolaski od 2006 roku dzielnie trzyma się stołka, to do tej pory nie zapanował nad tym wszystkim. Mało tego – jest ostatnio gwiazdą w telewizyjnej stacji, która regularnie pluje na Białystok i szarga miasta dobre imię, utwierdzając widzów, że Białystok to faszystowskie miasto. Zupełnie prezydentowi nie przeszkadza tam występować.

Teraz znowu wyszło komicznie. W Białymstoku zbudowano publiczną toaletę za prawie pół miliona złotych przez co jesteśmy obiektem żartów w Polsce. Tymczasem to miasto powinno przejść z obrony do ataku i wyśmiewać wyśmiewających. Niestety Truskolaski z kiblem kojarzyć się nie chce, więc trudno go gdziekolwiek zobaczyć w kontekście tej inwestycji. A miałby okazję zamknąć usta chociażby we wczorajszych Faktach.

Cena ponad 400 tys. zł wydaje się ogromna, ale gdy podda się głębszej analizie inwestycję to wyjdzie, że jest ona zwyczajna. Zacznijmy od tego, że samo podłączenie mediów kosztowało 120 000 zł. Zatem sam koszt toalety to około 280 000 zł. Jak za mieszkanie? Co musi być w środku, że tyle to kosztowało. Odpowiedź jest bardzo prosta.

Gdyby wnętrze budynku zbudować tak jak w mieszkaniu – czyli sedes, kafelki, umywalka, lustro itd. to koszt byłby oczywiście niższy, natomiast szalet taki przetrwałby może miesiąc lub dwa. Nawet sobie nie wyobrażacie, ilu idiotów dziennie mijacie przechodząc ulicą. Jest prawie pewne, że wielu z nich wchodząc do takiej toalety dostałoby małpiego rozumu i zaczęłoby ją niszczyć. O bezsensownych aktach wandalizmu w Polsce można napisać książkę z mnóstwem przykładów. Dlatego, gdy decydujemy się na publiczną inwestycję w toaletę, to musi być ona praktycznie niezniszczalna. Tak żeby idiota, który w niej dostanie małpiego rozumu co najwyżej uszkodził siebie podczas próby rozwalenia czegoś.

Druga kwestia to sprzątanie. W swojej łazience nie jest to trudne, ale zapytajcie pracowników galerii handlowych i stacji benzynowych jak się sprząta publiczne toalety. Jeżeli byliście w takich przybytkach to prawdopodobnie wiecie sami, że ludzie niekoniecznie defekują do muszli klozetowej, tak samo niekoniecznie oddają tam mocz. Dlatego też sufit, ściany i podłoga w takim miejscu powinno być zbudowane z materiału, który błyskawicznie się czyści.

Jedyne, do czego można się przyczepić to wygląd zewnętrzny. Otóż w otoczeniu Pałacu Branickich taki budynek zupełnie nie pasuje. Powinien komponować się z całym zabytkowym otoczeniem.

Inwestycja potrzebna bez wątpienia. Niestety Białystok znów cierpi, bo prezydent przez 16 lat swego urzędowania nie potrafił zatrudnić żadnego speca, który by odmienił marketingowe oblicze miasta. Pierwsza próba zakończyła się skandalem. Okazało się, że nowe logo miasta bardzo przypomina logo gejowskiej organizacji z Nowego Jorku. Po miesiącach stawania na uszach i przekonywania, że to wcale nie jest plagiat, ostatecznie zmodyfikowano logo obcinając jego połowę.

Kolejna afera jaka miała miejsce w Białymstoku wystąpiła przez rasistowską napaść. Małżeństwu Polski z Hindusem podpalono drzwi w bloku. Akt godny potępienia. To co się stało jednak później to już zupełna bierność Truskolaskiego. Najpierw politycy, potem media urządziły sobie wielką kampanię przeciwko Białemustokowi, kreując nasze miasto jako gród składających się z samych nazistów. Co z tym zrobiło miasto? Nic. Doszło do takich absurdalności, że nawet nakręcono serial, gdzie tłem akcji był rasistowski Białystok. Mało tego, ostatnio premierę miał film Kryptonim Polska, gdzie znów rasistowski Białystok jest tłem. I co? I nic. Międzyczasie przez miasto przeszła radykalna, prawicowa organizacja NOP, a jeszcze wcześniej doszło do bijatyki na marszu środowisk LGBT. Równorzędnie z aferą o kibel – Polska przypomniała sobie o Krzysztofie Kononowiczu. Niedoszły prezydent miasta od lat aktywnie uczestniczy w tak zwanych „patrostreamach”. Teraz był gościem popularnej „Sprawy dla reportera”.

Oczywiście Tadeusz Truskolaski nic z tymi wspomnianymi sprawami nie może zrobić. Nie będzie pilnować ludziom drzwi, nie zabroni kręcić filmów i seriali, nie zabroni maszerować prawicy i lewicy, ani nie odetnie Kononowiczowi internetu. Natomiast gdyby Truskolaski chciał, to zatrudniłby specjalistów, którzy jednocześnie zalewaliby sieć i telewizję pozytywnym przekazem o Białymstoku – żeby równoważyć cały ten ściek. Niestety, prezydent jest zbyt zajęty uprawianiem polityki krajowej, a miasto chyba ma już gdzieś.

Partnerzy portalu:

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Być może dla niektórych będzie to pewien szok, ale nie w całej Polsce można latem obserwować bociany. Pod tym względem województwo podlaskie jest jednym z niewielu miejsc, gdzie jest ich bardzo dużo. Niestety w ostatnich latach populacja tego ptaka zmniejszyła się o 20 proc.! Niestety to nie koniec złych wieści, za kolejne 20-30 lat może ich w Podlaskiem w ogóle nie być.

Jednym z najpopularniejszych tekstów na naszym portalu jest ten o bocianach, gdzie gruntownie tłumaczymy, dlaczego te piękne ptaki wylatują do ciepłych krajów i po co wracają. Szczegółowo przeczytacie poniżej, zaś w skrócie napiszemy tak: bociany wylatują do dalekich krajów Afryki za jedzeniem. Gdy u nas mróz skuje wszystko wokół, to w Dorzeczu Kongo bociany mogą wybierać i przebierać w pożywieniu. Ptaki wracają zaś, bo w czasie naszej wiosny i lata, w Afryce rozpoczyna się pora sucha, co utrudnia zdobycie pożywienia. Zaś u nas w tym czasie jak w stołówce. W menu każdego ptaka są pasikoniki, dżdżownice, ślimaki, gryzonie, małe ryby, żaby, węże, krety, łasicie, gronostaje, a nawet pisklęta ptaków i młode zające!

Problem w tym, że zmiany klimatu powodują, że w polskich rzekach ubywa wody. Nasz region niestety nie jest wyjątkowy pod tym względem. Puste cieki nie zabiją od razu ludzi, bo korzystamy ze źródeł głębinowych, natomiast ptaki odczują braki jako pierwsze. W efekcie nie będą wracać po zimie do Podlaskiego tylko tam, gdzie będzie dobry dostęp do wody i optymalne warunki do rozmnażania. Obecnie królestwem bociana są Doliny Biebrzy, Narwi i Bugu. To właśnie tam zaobserwowano 20 procentowy spadek populacji ptaka. W zachodnich rejonach kraju jest jeszcze gorzej, bo populacja miejscami zmniejszyła się o połowę! W kraju żyje łącznie około 43-45 tys. par lęgowych. Około jedna czwarta z nich mieszka w naszym regionie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wyglądał Białystok w 1991 roku. Najbardziej zaskakuje mapa w centrum.

Białystok świeżo po transformacji ustrojowej nie wyglądał wcale jakby PRL się już skończył. Nie ma na filmie dokładnej daty, ale po przyrodzie widać, że jest to lato. Film zaczyna się od pokazania Pomnika Bohaterów Ziemi Białostockiej przy Centralu. Następnie widzimy hotel Turkus w jeszcze starych kolorach, chociaż tych na filmie ogólnie mamy znaczny deficyt. Technika w 1991 roku nie była jeszcze na tyle dostępna, by nagrywać w bardzo dobrej jakości. Kamery zapisywały na kasetach z taśmą. Wielokrotne odtworzenie taśmy pogarszało jakość.

Warto też zwrócić uwagę na dworzec kolejowy. Widać, że jest niekompletny. W 1989 roku PKP rozpoczęły prace modernizacyjne dworca, które potrwały 14 lat! Odnowiony budynek dworca został oficjalnie otwarty dopiero 28 listopada 2003. Obecnie dworzec jest po kolejnej już modernizacji, a po tej z 2003 nie ma śladu. Chociaż tamten był uznany w 2008 roku za najpiękniejszy w Polsce, to obecny też nie ma czego się wstydzić, bo nawiązuje swoim wyglądem do oryginalnego wystroju z 1861 roku.

W kolejnych ujęciach mamy znane z centrum miasta budynki. Jednak najbardziej zaskakuje pewna mapa stojąca przy ul. Liniarskiego, obok ówczesnego Placu Uniwersyteckiego (dziś to Plac NZS). Na tej mapie zaznaczone są szlaki turystyczne województwa białostockiego, czyli terytorium zupełnie innego niż obecne Podlaskie. To co w niej zaskakuje to fakt, że w ogóle stoi. 2 lata po transformacji ustrojowej to bynajmniej nie był czas, gdy ludzie myśleli o turystyce.

Partnerzy portalu:

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.

Cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Fastach to zabytek, który powstał w 1875 roku. Mimo, że świątynia jest piękna, to nie jest zbyt szeroko znana. A szkoda, bo pod względem architektonicznym to prawdziwa perełka. Teraz jest świeżo po odnowieniu polichromii. Jest co podziwiać.

Przedmiotowa cerkiew powstała z fundacji Aleksandra Chodkiewicza po nadaniu monasterowi w Supraślu w 1501 r. włości choroskiej i części dóbr białostockich. Drewnianą cerkiew spalono w czasie powstania styczniowego. Wkrótce na cmentarzu powstała kaplica pw. Świętego Archanioła Michała, która przejęła funkcję cerkwi parafialnej. Obecnie to obiekt murowany, pięciokopułowy w stylu neobizantyjskim. Zabytkiem jest od 1979 roku. – Świątynia w Fastach stanowi niezwykle cenny przykład sztuki cerkiewnej województwa podlaskiego – tłumaczy prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz, podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków.

Polichromie to wielobarwne ozdoby malarskie ścian, sufitów, a także inne dekoracje wewnętrzne i zewnętrzne. Na Podlasiu spotykane są dużo częściej w cerkwiach, a ogólnie także w kościołach. Wchodząc do takiej świątyni możemy oglądać gigantyczne dzieła sztuki, które wypełniają całe przestrzenie.

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Partnerzy portalu:

Czy pamiętacie Lipową sprzed „rewolucji Truskolaskiego”? Piękne i rozłożyste drzewa dawały mnóstwo cienia.
fot. bialystok.pl

Czy pamiętacie Lipową sprzed „rewolucji Truskolaskiego”? Piękne i rozłożyste drzewa dawały mnóstwo cienia.

Fakt, że od 10 lat rosną Lipy na kompletnie zabetonowanej ul. Lipowej jest związany z całym systemem, który kryje się pod nawierzchnią. 97 drzew posadzono w 2011 i 2012 roku podczas przebudowy ulicy (zwężono ją do 7 metrów, wymieniono nawierzchnię i chodniki). Przy sadzeniu drzew zastosowano nowoczesny system antykompresyjny zapobiegający zagęszczaniu gruntu i zapewniający optymalne warunki do rozwoju systemu korzeniowego drzew. Zastosowano też moduły kierunkujące korzenie, zabezpieczając w ten sposób okoliczne budynki, nawierzchnie brukowe, a także infrastrukturę techniczną przed szkodliwym działaniem rozrastających się korzeni. Dzięki wybudowanemu systemowi automatycznego nawadniania, lipy w okresie wegetacyjnym są systematycznie podlewane. – czytamy w komunikacie Urzędu Miasta.

Teraz czas na prace pielęgnacyjne. W najbliższym czasie trwać będzie formowanie i prześwietlanie koron drzew. Prowadzone przez specjalistów cięcia pielęgnacyjne to pierwszy tego typu zabieg od momentu ich posadzenia. Wszystko po to, aby drzewa mogły się dalej zdrowo rozwijać. Drzewo w normalnych warunkach osiąga 15-20 metrów wysokości i 10-12 metrów szerokości. Przy ul. Lipowej taki rozrost prawdopodobnie zakłóciłby współistnienie z okolicznymi budynkami. Minusem tego rozwiązanie jest brak cienia.

Czy pamiętacie jednak Lipową sprzed 2011 roku? Wówczas drzewa były właśnie ogromne i rozłożyste. Ul. Lipowa była zupełnie innym miejscem. Kierowcy jeździli po nierównej kostce, piesi mieli węższe chodniki, ale za to lipy dawały mnóstwo cienia. Dziś to niestety dla włodarzy naszego miasta jest abstrakcją. 10 lat temu przy okazji przebudowy Rynku Kościuszki, a potem Lipowej (i innych miejsc) przyjęto zasadę, że rozbudowana roślinność kłóci się z otoczeniem. Postanowiono na masowe wybetonowanie czego się da. Wygląda schludnie prawda? Niestety 10 lat temu nikt nie przewidział, że temperatury latem będą ekstremalne, zaś beton będzie to wszystko potęgować. Warto jednak dodać, że po II wojnie światowej lipy były takie jak teraz. Dopiero przez lata się rozrosły. Wtedy jednak temperatury latem aż tak nie dokuczały.

Dlatego ważny jest kompromis. Trudno, by teraz zostawić lipy same sobie zupełnie, ale przycinanie ich by były małe też nie jest najlepszym rozwiązaniem. W latach 80. drzewa miały optymalny rozmiar – to znaczy nie były małe, ale też ich rozmiar nie dominował nad otoczeniem. Najważniejsze jednak, że skutecznie obniżały temperaturę otoczenia i dawały mnóstwo cienia. A to dziś w centrach miast powinno być na wagę złota. Dlatego też wniosek jest taki, że władza z tym przycinaniem drzew się trochę śpieszy. Powinni poczekać z tym do 2050 roku.

Jako ciekawostkę dodajmy jeszcze, że zwykle przy komunikatach Urzędu Miasta w Białymstoku jest jakiś osobisty komentarz prezydenta lub któregoś z wiceprezydentów. Tymczasem przy informacji o podcinaniu drzew jakoś żaden się nie wypowiedział.

Partnerzy portalu:

Podlaskie się wyludnia. Z Białegostoku uciekają na przedmieścia.

Podlaskie się wyludnia. Z Białegostoku uciekają na przedmieścia.

Od kilku dni są już wyniki Narodowego Spisu Powszechnego. Dzięki temu wiemy o nas samych dużo więcej, bo mamy aktualne dane. A te są dla naszego województwa niepokojące. Województwo podlaskie się wyludnia, zaś z Białegostoku tłumy wyprowadzają się na przedmieścia, do sąsiednich gmin.

Zacznijmy najpierw od całego województwa. Warto zauważyć, że uważane za najbiedniejsze Podkarpacie praktycznie w ogóle nie wyludniło się. Za to lubelskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie owszem. Czy można więc postawić hipotezę, że oprócz ekonomii, o wyprowadzce zadecydowało coś jeszcze? To są oczywiście luźne dywagacje, ale dzięki licznym podróżom w kraju możemy postawić kilka argumentów, które by świadczyły, że ludzie wcale nie wyprowadzają się z powodu „biedy”.

Pójść w ślady Bieszczad

Szczególnie, że wyludniły się miejsca, które nigdy nie były bogate i nigdy nie aspirowały do tego. Dubicze Cerkiewne, Czyże, Kleszczele, Czeremcha – to wszystko miejscowości powiatu hajnowskiego. Wszystkie zaliczyły 20 procentowe spadki liczby mieszkańców. Mało tego, tych wszystkich mieszkańców nie wciąga sama Hajnówka, która od lat też się wyludnia. A to miasto ma gigantyczny potencjał. Można tu rozwijać turystykę i przemysł drzewny. Zupełnie jak na Podkarpaciu. Ten piękny region położony jest u stóp Bieszczad. Góry te ściągają miłośników z całego kraju. Bardzo słaba gospodarka i surowy klimat tego miejsca daje się mocno we znaki tym, którzy tam mieszkają. Tam mimo takich nieprzyjaznych cech liczba mieszkańców od ostatniego badania nie spadła znacząco. Są możliwe 3 przyczyny tego stanu rzeczy.

Pierwsza z nich to rozwinięta turystyka, z której żyje mnóstwo mieszkańców. To nie jest tak, że z turystyki żyje tylko wynajmujący kwatery. To cały przedsiębiorczy organizm – ktoś udostępnia lokum, ktoś gotuje, ktoś sprząta, ktoś naprawia, ktoś zapewnia atrakcje. Jedna osoba by nie dała rady. Druga przyczyna stabilności Podkarpacia wynika z dostępności prostych prac. Nie każdy kończy studia i nie każdy tam się wybiera. Są ludzie, którzy kończą dosyć szybko edukację. Jeżeli nie mają w swoim miejscu zamieszkania i okolicy perspektyw, to nie jadą do najbliższego miasta, gdzie te perspektywy są tylko od razu za granicę. Bo żadna im różnica. W XXI wieku jesteśmy tak skomunikowani, że liczba kilometrów nie jest zbyt dużą przeszkodą. Dlatego też Podkarpacie drewnem stoi. Wyręby lasów, tartaki, budowa drewnianych domów, węgiel drzewny. Nie trzeba być magistrem, żeby takimi rzeczami się zajmować. Do tego należy dodać szeroko pojętą budowlankę, na którą zapotrzebowanie jest zawsze, a ludzie nie szczędzą grosza właśnie dlatego, żeby fachowcy nie pracowali za granicą.

est jeszcze trzecia przyczyna, dlaczego Podkarpacie się nie wyludnia. Tam ceny są bardzo niskie. To co napędza inflację w kraju to duże miasta. Im większe skupiska miejskie tym ceny wyższe, bo jest presja na zarobki. Ceny najmu, usług, atrakcji w mieście ciągle idą w górę. Co z tym idzie – ceny produktów w sklepach również. Natomiast na Podkarpaciu nie jest to aż tak odczuwalne, bo tam duże rynki kręcą się wokół Rzeszowa. Warto jednak zwrócić uwagę, że tam mieszka zaledwie 180 tys. ludzi. Dlatego Hajnówka mogłaby zastopować wyludnianie gdyby poszła w ślady bieszczadzkich gmin.

W Białymstoku pułapka

Tymczasem w Białymstoku liczba mieszkańców w lipcu 2022 wynosiła 296 401 mieszkańców. Gród nad Białą ma mocne 10. miejsce w rankingu najbardziej licznych miast w Polsce. Dawniej byliśmy na miejscu 11., ale przegoniliśmy znacznie Katowice. Nad nami jest Lublin z 337 788 mieszkańcami oraz Bydgoszcz z 341 692. Z dzisiejszej perspektywy liczby te są dla nas nieosiągalne przez głupotę włodarza. Gdyby aktywnie od początku swojego urzędowania rozwijał miasto gospodarczo i zachęcał okolicznych mieszkańców do przyłączania swoich gmin do Białegostoku, to dzisiaj moglibyśmy konkurować o 7. miejsce ze Szczecinem. Największy powiat w Polsce – białostocki to dodatkowe 150 tys. mieszkańców. Mimo, że rozległy terytorialnie, to zdecydowana większość mieszkańców mieszka w gminach sąsiadujących z Białymstokiem.

Białystok, mimo że pod względem liczby mieszkańców delikatnie urósł, to tak naprawdę stoi w miejscu. A dobitnie pokazują to najnowsze dane. Wszystkie gminy wokół Białegostoku zaliczyły ogromne wzrosty liczby mieszkańców. Życie kręci się wokół stolicy województwa, ale ludzie śpią i odprowadzają podatki gdzie indziej. Tak naprawdę liczba mieszkańców Białegostoku mogłaby diametralnie się zmniejszyć, gdyby wszyscy zameldowani tam, zgłosili do urzędów realne adresy zamieszkania.

Nie ma co się oszukiwać, w ostatnich latach Białystok bardzo wypiękniał, ale wbrew pozorom nie rozwinął się gospodarczo prawie wcale. Dajmy taki przykład. Wrocław, który według najnowszych danych stał się trzecim największym miastem w Polsce – w ostatnich latach ściągnął do siebie 100 różnych korporacji, które wygenerowały 100 000 miejsc pracy. Tymczasem, kiedy popatrzymy na Białystok to u nas przez lata stworzono specjalną strefę ekonomiczną, na której postawiono trochę hal produkcyjnych. Firmy tam inwestujące nie muszą płacić podatku przez wiele lat. Jest też kilka galerii handlowych i hipermarketów. Sporo ludzi też zatrudniają dyskonty spożywcze. Reszta to drobny biznes, który generuje stałe dochody, ale nie ma warunków by się rozrastać. Dodajmy teraz do tego niskie zarobki, ogromne ceny usług. Wyjście na Rynek Kościuszki w Białymstoku w 2022 roku skutecznie może wydrenować kieszenie. Tymczasem na takim Śląsku w ogródkach można miło spędzić czas nie wydając fortuny.

I to jest największy problem Białegostoku. Światowe firmy do nas nie zaglądają, nie generują miejsc pracy, przez co ludzie zarabiają mało, a muszą wydawać dużo. Do tego rynek najmu stawia także bardzo wysokie ceny. To wszystko napędza wyłącznie inflację, bo firmy nie wypracowują takich zysków, by zaspakajać w pełni żądania pracowników. W ogólnym rozrachunku jako Białystok jesteśmy w pewnej pułapce. Nadal jesteśmy małym miastem, które mimo dużej liczby mieszkańców nie może porównywać się do Krakowa, Wrocławia, Warszawy czy Poznania, bo gospodarczo nie rozwinęliśmy się na wyższy poziom niż mniejsze od nas Rzeszów (198 tys.), Radom (208 tys.), Częstochowa (215 tys.).

Sami wiecie kto do tego doprowadził. Wydawać kasę z Unii Europejskiej jest łatwo. Wypiękniało nam miasto, ale gdyby tą samą kasę zainwestować w rozwój gospodarczy to mielibyśmy i piękne miasto, dużo więcej mieszkańców i adekwatne zarobki do obowiązujących cen. Tymczasem mamy gigantyczne długi i zero perspektyw na lepsze życie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Będzie nowa atrakcja turystyczna w Supraślu. Widok na rzekę i dzikie zwierzęta.

Być może nie wszyscy wiedzą, ale w Supraślu istnieje coś takiego jak Szlak Bioróżnorodności. Teraz jest aktywnie rozwijany. Właśnie budowana jest wieża widokowa na zakolu rzeki, niedaleko mostu. Ponad 8 metrowa konstrukcja będzie miała kilka różnych poziomów, w tym także podjazd dla osób na wózkach inwalidzkich. Wokół wieży widokowej powstaną również drewniane wiaty oraz inne elementy małej architektury.

Z wieży będzie można podpatrywać dzikie zwierzęta. Podczas rykowiska wypatrzymy jelenie. Ponadto w tamtej okolicy zaobserwujemy bażanty, sarny czy dziki. W pobliżu jest też żerowisko orlika krzykliwego. Dlatego też warto zaopatrzyć się w jakąś lornetkę, a jak fotografujemy to w długi obiektyw. Dodamy od siebie jeszcze, że oglądanie dzikich zwierząt wymaga silnego charakteru. Największa szansa na to, że coś zobaczymy będzie wtedy, gdy jest już jasno, ale jeszcze przed wschodem słońca. To właśnie czas, gdy zwierzęta wychodzą z ukrycia w poszukiwaniu pożywienia.

Oczywiście o innej porze napotkamy ptaki. Na bażanta czy orlika trafimy także w środku dnia. Jedno jest pewne, gdy wieża już powstanie będzie kolejnym punktem na mapie Supraśla, który warto odwiedzić.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak nauczyć się zbierać grzyby? Wybrać dobry las na początek.

Internet zalewany jest od lat zapytaniami „gdzie zbierać grzyby”. Wynika to z faktu, że osoby, które dopiero chcą zacząć przygodę z tymi leśnymi przysmakami nie mają jeszcze swoich „miejscówek”. Warto dodać, że nie wolno się zniechęcać na początek. Nawet, gdy dobrze już wytypujemy las, to może ogarnąć nas frustracja, bo niestety u nas tradycja jest taka, że grzybiarze nie zbierają po prostu koszyka, ale czyszczą lasy z grzybów jak szaleni. Swoje też robi fakt, że istnieją skupy grzybów, które nieco napędzają gospodarkę zbieracką.

Ale zostawmy już te niuanse. Podlaskie na szczęście ma 3 okazałe puszcze i mnóstwo mniejszych lasów. Miejscówek u nas tyle, że jest w czym przebierać. Wystarczy tylko bardzo wcześnie wstać, bo niestety „czyściciele” grasują od bladego świtu. Zatem jeżeli nie chcemy oglądać resztek, to musimy do tego swoistego wyścigu dołączyć. Pamiętajcie, żeby nie zabierać ze sobą żadnych plastikowych reklamówek. Najlepszy będzie kosz wiklinowy. Grzyb uduszony w torbie to grzyb bezużyteczny. Pamiętajcie też o nożyku. Wyrywanie grzyba z korzeniami to głupota. Trzeba odcinać.

Co radzi ekspert z filmu? Po pierwsze przemieszczać się z lasu do lasu, dużo chodzić po rozmaitych lasach z młodnikami, zwłaszcza świerkowymi, po lasach mieszanych z świerkami – jeśli myślimy o prawdziwkach i podgrzybkach – można tez zahaczyć o rydza. – zachęca autor filmu. Kiedyś jak pytałem dziadka, gdzie rosną grzyby, odpowiadał – pod choiną.

Na koniec ważna uwaga. Kiedy uda się Wam już coś nazbierać, to poproście kogoś doświadczonego o sprawdzenie każdego grzyba po kolei. Zjedzenie trujących „owoców leśnych” może się skończyć bardzo ciężkimi powikłaniami, od uszkodzenia wątroby po śmierć włącznie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przepiękne wnętrza monasteru. Supraska świątynia zachwyca w każdym calu.

To bardzo rozpoznawalne miejsce, które odwiedza mnóstwo osób za sprawą Muzeum Ikon. Mowa o supraskim monasterze. Warto jednak dodać, że sama świątynia także zachwyca. Powyższy film pokazuje niesamowite jej wnętrza. Tylko popatrzcie na te wszystkie cuda!

Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż. Postanowili, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Dziś to już zupełnie inne miejsce, oprócz zakonu czy prawosławnej świątyni to także Muzeum Ikon. Jest to miejsce nowoczesne, gdzie spotkamy się ze sztuką przez duże „S”. Dzieła, które możemy podziwiać to ikony tematyczne czy pochodzące z różnych regionów. Osobno należy traktować natomiast świątynię, gdzie wystrój jest również przepiękny. Freski, które możemy podziwiać zostały odtworzone po II wojnie światowej. Monaster był wtedy ruiną. Dziś jest miejscem, które warto odwiedzić, bo zachwyca w każdym calu.

Partnerzy portalu:

Niezwykłe znalezisko na dziedzińcu Pałacu Branickich. Było płytko pod ziemią.

Niezwykłe znalezisko na dziedzińcu Pałacu Branickich. Było płytko pod ziemią.

Fragmenty naczyń z XVI wieku, moneta z XVII wieku – to najnowsze znaleziska archeologiczne, które ujawniono na terenie dziedzińca Pałacu Branickich w Białymstoku. To pierwsze badania prowadzone z tej strony Pałacu. Wcześniej kopano w ogrodzie. Zaczęło się od badań georadarem, który w obecnym miejscu prac archeologicznych pokazał pewne anomalia. Po nitce do kłębka dokopano się do artefaktów z przeszłości. Co ciekawe nie trzeba było zbyt głęboko zanurzać łopat. Na przedmioty natrafiono po zdjęciu pierwszych warstw ziemi.

Warto przypomnieć, że wcześniej badania prowadzono w ogrodach. Podczas prac wydobyto sześć oryginalnych, zdobionych elementów kamiennych balustrad i zwieńczenia pilastra na fasadzie pałacu z XVIII wieku, wykonanych z piaskowca. Jako ciekawostkę należy dodać, że odkryto wówczas także ślady użytkowania jeszcze sprzed powstania ogrodu, datowane na XVI i XVII wiek. Archeolodzy znaleźli trzy jamy, fragmenty ceramiki oraz ułamek kafla z przełomu XVI i XVII wieku z herbem „Ogończyk”. Należał do pierwszego budowniczego zamku obronnego, który znajdował się w tym samym miejscu przed zbudowaniem Pałacu przez Branickich.

Jesteśmy przekonani, że to nie koniec znalezisk. Szczególnie jeżeli przejdzie plan władz uczelni, by pod dziedzińcem wybudować aulę. Wtedy skarbów z przeszłości może znaleźć się dużo więcej. Do tego jeszcze jednak długa i niepewna droga.

Partnerzy portalu:

Wieża widokowa na dawnym wysypisku? Ta „atrakcja” to wielka porażka.

Wieża widokowa na dawnym wysypisku? Ta „atrakcja” to wielka porażka.

Od roku powinniśmy móc korzystać z wieży widokowej w Uhowie. Tymczasem nadal pozostaje zamknięta i nie wiadomo nawet czy zostanie kiedykolwiek otwarta. Burmistrz cały czas utrzymuje (ostatni raz 7 września 2022), że teren wokół wieży wymaga zagospodarowania, zaś wykonawca zwleka. Co innego jednak można dowiedzieć się od fachowców i osób z bliskiego sąsiedztwa 40-metrowej konstrukcji.

Otóż jak podawaliśmy – wieża została zbudowana najprawdopodobniej niezgodnie z przepisami bo stoi zbyt blisko linii wysokiego napięcia. Gdy pytaliśmy o to burmistrza Łap – Krzysztofa Gołaszewskiego – ten stanowczo zaprzeczał. Zapytaliśmy też nieoficjalnie kilku specjalistów od inwestycji budowlanych o tą konstrukcję. Nasi rozmówcy jednoznacznie stwierdzili, że wieża stoi zbyt blisko.

To jednak nie koniec problemów. Inwestycja może być trefna z jeszcze jednego powodu. Okazuje się, że być może zbudowano ją na dawnym wysypisku śmieci! Z relacji jednego z okolicznych mieszkańców wynika, że ostatnio na miejscu ujawniono zakopane odpady. Póki co nie udało nam się potwierdzić tej informacji, ale gdyby okazała się prawdziwa, to jedno jest pewne – byłaby to ogromna porażka burmistrza.

Szczególnie, że widoki z wieży nie powalają. Mimo wielu atrakcyjnych terenów Narwiańskiego Parku Narodowego, konstrukcja stoi w takim miejscu, że nic ciekawego nie widać. Pole, las i okoliczne zabudowania.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak się jeździ zabytkowym jelczem. Autobusy były na ulicach miasta jeszcze 2 dekady temu.

Przez całe lato można było jeździć zabytkowym jelczem przez Białystok. Komu się nie udało załapać, to zapewne będzie mógł spróbować za rok. Zanim to nastąpi, może obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak jeżdżono po mieście jeszcze 2 dekady temu. Bo chociaż autobusy są dużo starsze, to na ulicach Białegostoku nie zniknęły razem z komuną. Pierwsze lata po transformacji były na tyle ciężkie, że wszystkie usługi publiczne się zwijały. W Białymstoku natomiast wybuchł wielki protest kierowców autobusów. Było to w 1991 roku.

Jelcze i ikarusy w Białymstoku zostały‬ wypierane powoli na rzecz lotniskowych mercedesów, białoruskch mazów i niemieckich manów. To głównie za sprawą tych ostatnich nasze miasto dowiedziało się co to jest autobus niskopodłogowy, do którego można wsiąść z dużą łatwością. Zamiast wdrapywać się po schodach, wystarczyło po prostu przejść przez drzwi.

W kolejnych latach pojawiła się kasa ze środków unijnych i zaczęła się cykliczna wymiana dróg i autobusów w mieście. Dlatego teraz jelczem możemy jeździć już tylko z sentymentu. Organizatorem wycieczek jest Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej w Białymstoku.

Partnerzy portalu:

Idealny spacer pod Białymstokiem na jesienną porę. Prawie nie wyjdziecie z lasu!

Idealny spacer pod Białymstokiem na jesienną porę. Prawie nie wyjdziecie z lasu!

Czy można spacerować po Białymstoku i jego okolicach nie wychodząc z lasu? Postanowiliśmy sprawdzić jakie są możliwości. Okazuje się że ogromne. Jesień to czas, gdy wspaniale spaceruje się po lasach. Kolorowe dywany z liści, rześkie powietrze i ogólnie dobra atmosfera do przemyśleń, skłania nas do tego by zażyć trochę ruchu. Jeszcze innych motywują nadprogramowe kilogramy, które zyskali od jedzenia lodów i grilla w nadmiarze.

Kiedy wejdzie się do lasu, to aż nie chce się z niego wychodzić. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić czy jest taka trasa w Białymstoku i jego okolicach, która pozwoli z lasu praktycznie nie wychodzić. Okazuje się że owszem. Wystarczy zacząć w Rezerwacie Antoniuk, by następnie przejść na tereny Nadleśnictwa Dojlidy. Tam na chwilkę wychodzimy z lasu, by przejść na drugą stronę szosy do Augustowa. Następnie czerwonym szlakiem pieszym dojdziemy do pętli autobusowej na granicy Białegostoku i Wasilkowa. Tym sposobem przejdziemy 8 km.

Jeżeli będzie nam mało, to po drugiej stronie drogi lasem przejdziemy, a następnie niebieskim szlakiem aż do Nowodworców. To kolejne 3 km. Następnie, po wyjściu z miejscowości możemy skierować się do drogi na Supraśl. Kolejne 5 km będziemy szli trasą rowerową przez Ogrodniczki. Wszystko w otoczeniu lasu. Za górką możemy wejść głębiej do lasu. Tam w otoczeniu Jeziora Komosa możemy dojść na przedmieścia Supraśla.

Jeżeli zdecydujemy się na tak długą wycieczkę to nasz spacer wyniesie prawie 20 km. I to prawie wszystko lasem! Przykładowo wędrówka Rezerwatem w Lesie Zwierzynieckim daje możliwość przejścia około 5 km. Dla prawdziwych piechurów to często tylko rozgrzewka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Chcecie dobrze zwiedzić Białystok? Ten film bardzo w tym pomoże.

Białystok coraz chętniej jest odwiedzany przez turystów. Dla nich tego typu film jak powyżej może być dobrą pomocą i odpowiedzią co dokładnie zobaczyć i dlaczego. Warto jednak zaznaczyć, że zwiedzają miasto również sami mieszkańcy. Robią to jednak inaczej niż turyści, bo przecież w gruncie rzeczy znają już różne zakątki, zabytki i ciekawe miejsca. Jest jednak pewien szkopuł. Gdy chodzimy po własnym mieście, to robimy to zwykle po utartych szlakach. Tymczasem, po obejrzeniu wideo przewodnika możemy zmienić swoje podejście.

Zaznaczmy, że na filmie zobaczymy tradycyjne już miejsca do odwiedzania: Pałac Branickich, Rynek, Operę, kościoły, cerkwie. To, na co jednak warto zwrócić uwagę to gruntowne, merytoryczne przygotowanie autorki. Na YouTube jest mnóstwo tego typu filmów, ale zwykle możemy je tylko pooglądać. Tu możemy dodatkowo się czegoś dowiedzieć. Warto też przypomnieć sobie historię najnowszą, czyli na przykład to, skąd i dlaczego znalazły się rzeźby na Lipowej.

Warto też przypomnieć sobie historię białostockich Żydów. Pamięć po nich utrwala pomnik schowany między blokami ulicy Suraskiej. Na osobną uwagę zasługuje zapomniany nieco Ludwik Zamenhof. Co prawda w Białymstoku są po nim różne pamiątki, a nawet istnieje centrum jego imienia, ale nie oszukujmy się. Temat esperanto w Białymstoku praktycznie nie istnieje i nikogo nie porywa. Tak czy inaczej, zwiedzając miasto warto sobie przypomnieć historię tego zacnego człowieka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Powstał świetny dokument o podlaskich pasjonatach. Odtwarzają średniowiecze.

Kameralna historia o pasji, która stała się czymś więcej. Mariusz Konieczny, tytułowy Świtowoj z filmu Pawła Jankowskiego, to założyciel podlaskiej grupy historycznej Trzaskawica, odtwarzającej okres wczesnego średniowiecza. – tak zaczyna się opis najnowszego filmu dokumentalnego autora Cząstki Podlasia.

Wpuszczając widzów do swojego świata, pozwala nam spojrzeć na swoje hobby jego oczami. Obraz, który przed nami roztacza, to intymna opowieść przepełniona nostalgią za prostym życiem w zgodzie z przyrodą. Film jest częścią serii „Wschodnie Opowieści”, w której spoglądamy na podlaskie krajobrazy poprzez ludzi związanych z tym regionem. Poznajemy ich historię oraz dowiadujemy się, jak odnajdują siłę i chęć tworzenia w otaczającej ich przyrodzie.

Jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji zaznajomić się z twórczością Pawła Jankowskiego, to powinien koniecznie przejrzeć cały jego kanał. Pierwszym filmem, który tworzył bardzo długo była wspomniana Cząstka Podlasia. Warto podkreślić, że nie jest to byle jaki film. Tworzony był metodą timelapse. Oznacza to, że każde ujęcie to mozolny efekt pracy człowieka i aparatu. Bo nie dość, że musiała dopisać pogoda, to jeszcze przyroda musiała aktualnie prezentować coś unikatowego. Kolejne filmy pokazują Podlaskie nie tylko jako miejsce fantastycznej i dzikiej przyrody, ale też wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają.

Wszystkie filmy do obejrzenia tutaj:

https://www.youtube.com/user/czastkapodlasia/playlists

Partnerzy portalu:

Niezwykłe odkrycie. Miecz z X wieku znalazł pracownik muzeum.
fot. bialystok.pl

Niezwykłe odkrycie. Miecz z X wieku znalazł pracownik muzeum.

Szczepan Skibicki to pracownik Muzeum Wojska w Białymstoku. W wolnym czasie znalazł średniowieczny miecz. – Jak tylko zdałem sobie sprawę z tego, czym może być przedmiot, który mam przed sobą, niezwłocznie go wydobyłem i zabezpieczyłem, aby przekazać do Muzeum Wojska w Białymstoku – relacjonował muzealnik.

Kiedy miecz dotarł do placówki, odkrycie zostało niezwłocznie zgłoszone do Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Miejskiego Konserwatora Zabytków, a o konsultację archeologiczną poproszono archeologów z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku. Jeden z nich, Aleksander Piasecki uważa, że jest to prawdopodobnie miecz pochodzący z Rusi Kijowskiej, z X wieku. Archeolog zwrócił także uwagę na bogaty warsztat wytwórcy oraz bardzo dobrej jakości żelazo, które mogło pochodzić z Chazarii lub z Bliskiego Wschodu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce obowiązuje chore prawo dotyczące używania wykrywaczy metali. Samo posiadanie tego urządzenia nie wymaga żadnych pozwoleń i jest legalne, ale za to w 2018 roku weszła w życie ustawa, zgodnie z którą poszukiwanie zabytków bez zezwolenia traktowane jest jako przestępstwo. Dlatego też wiele artefaktów z przeszłości gnije pod ziemią, chociaż mogłoby leżeć w muzeach. Znalezisko takie, jak Pana Szczepana, który odnalazł X-wieczny miecz jest rzadkie, bo może odbywać się tylko przypadkowo.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja pod Supraślem. Można podglądać żubry!
fot. Adam Tarasiuk

Nowa atrakcja pod Supraślem. Można podglądać żubry!

Kopna Góra pod Supraślem ma nową atrakcję. To wieża widokowa, z której można podziwiać żubry. Konstrukcja powstała w pobliżu Arboretum, w zagrodzie pokazowej. Wieża jest drewniana i ma dwie kondygnacje. Dzięki niej można lepiej, z bliska przyjrzeć się królowi puszczy. Normalnie, w dzikich warunkach, można zostać przez zwierzę poturbowanym, a tak jest bezpiecznie.

fot. Adam Tarasiuk

Arboretum pod Supraślem to także wyjątkowe miejsce, dlatego warto zwiedzić je oprócz wspomnianej zagrody pokazowej. Można podziwiać wiele gatunków roślin, a także można wejść do specjalnej drewnianej chaty. Do tego jest przyjemne oczko wodne, gdzie nad brzegiem odpoczniemy.

Niedaleko jest jeszcze jedno miejsce, które warto zobaczyć. To Silvarium w Poczopku. Tam oprócz przyrody, możemy podziwiać wiele gatunków sów. To naprawdę unikalny widok, bo w lesie ich tak łatwo nie napotkamy. Jak widać, zwiedzanie Supraśla nie powinno odbywać się tylko w obrębie miasteczka, bo okolica oferuje coraz więcej. A to jeszcze nie koniec, bo w planach jest przywrócenie kolejki wąskotorowej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Centrum to wizytówka Białegostoku. Skłania jednak do refleksji.

Od 2010 roku możemy cieszyć się Rynkiem Kościuszki i jego okolicą w całkiem odnowionej formie. Przypomnijmy, że wcześniej przed katedrą i ratuszem przebiegały dwie jezdnie. Był ruch samochodowy, przystanki i autobusy.

Rynek Kościuszki nazywany był zwyczajowo Lipową, gdyż mieszkańcy traktowali ulicę jako jedność z tą właściwą Lipową, biegnącą od okolic hotelu Cristal do kościoła św. Rocha. Pod gąszczem reklam przypiętych do fasad rynkowych kamienic trudno było dojrzeć, gdzie Lipowa się zaczyna, a Rynek kończy. Drugą jezdnią była Suraska. Ta łączyła się z ul. Sienkiewicza i biegła od Placu Uniwersyteckiego.
Pomiędzy dwoma drogami, na trójkątnym placu stał pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, obok rosły dorodne sosny. Za plecami polski wódz miał fontannę i budynek ratusza. Drzewa nieco go zasłaniały. Po drugiej stronie budynku mieścił się zielony skwer z ławeczkami. Można było odpoczywać wśród drzew i krzewów.

W 2010 roku miejsce to przeszło kompletną rewolucję. Ze skwerku zostało tylko kilka drzew i to po protestach mieszkańców. Pierwotnie miało być zupełnie goło. Po drugiej stronie, marszałka przeniesiono na drugą stronę ul. Sienkiewicza. Drzewa wycięto a fontannę przesunięto bliżej ulicy. Położono też mnóstwo betonowych płyt likwidując przejezdność Rynku.

Ogólnie, gdy wszystko weszło w życie zauważalny był podział mieszkańców na przeciwników i zwolenników nowego. Ostatecznie grupa tych pierwszych była coraz mniejsza, bo Rynek w nowej formie stał się popularnym miejscem spędzania czasu. Powstanie galerii handlowych, utrudniony dojazd zaczęły zabijać handel w tym miejscu. Rynek próżni nie znosi, więc szybko pojawiać się zaczęła w tym miejscu gastronomia. Swoje dołożył też prezydent, przedłużając umowy na lokale komunalne tylko, gdy do obecnej działalności dobuduje się gastronomię. I tak księgarnia Akcent to dziś księgarnio-kawiarnia. To było jak śniegowa kula, która spowodowała, że dziś Rynek to tętniące życiem miejsce, które gastronomią i rozrywką stoi.

Niestety zmiany klimatyczne spowodowały, że po latach to przeciwnicy nowego Rynku mieli rację. Beton ulewnych deszczy nie wchłania zbyt dobrze, ale co gorsza centrum nagrzewa się latem potwornie tak, że ciężko tam posiedzieć. Od przebudowy Rynku minęło 12 lat i wracają dyskusje o kolejnej przebudowie. Coraz więcej osób się domaga, by wróciła zieleń. Niestety za kadencji obecnego prezydenta to raczej niemożliwe. Trudno przypuszczać, by chciał likwidować własny betonowy pomnik.

Być może zrobi to kolejny prezydent, o ile będzie zainteresowany własnym miastem. Ten obecny kiedyś był, od jakiegoś czasu niestety zajął się wyłącznie krajową polityką.

Partnerzy portalu:

Sensacyjne odkrycie na cmentarzu żydowskim. Co dalej ze znaleziskiem?
fot. bialystok.pl

Sensacyjne odkrycie na cmentarzu żydowskim. Co dalej ze znaleziskiem?

120 macew odkryto podczas prac przy ogrodzeniu cmentarza żydowskiego przy ul. Wschodniej w Białymstoku. Najprawdopodobniej są to macewy z cmentarza rabinackiego, który znajdował się na terenie obecnego Parku Centralnego przy ul. Kalinowskiego. Co dalej ze znaleziskiem?

Na razie macewy trafią na cmentarz przy ul. Wschodniej, ale będziemy szukać rozwiązania by wróciły na swoje miejsce i by kolejny fragment przeszłości wielokulturowego Białegostoku- tak jak cmentarz ewangelicki na terenie Rynku Siennego – został przywrócony pamięci – powiedział Rafał Rudnicki zastępca prezydenta Białegostoku.

Za swoistym rozwiązaniem kryje się tak naprawdę jedna opcja. Park Centralny jest położony na wzniesieniu nieprzypadkowo. Zostało ono uformowane sztucznie po II wojnie światowej, podczas odbudowywania Białegostoku. Wspomniany cmentarz rabinacki dalej znajduje się pod ziemią. Zakopano go, gdyż nekropolia była miejscem grasowania wandali, a także hien, które w grobach próbowały szukać kosztowności.

Fotografia lotnicza z roku 1944. Obszar obecnie zajmowany jest przez Park Centralny.

Zgodnie z żydowską tradycją nagrobki muszą wrócić na miejsce, w którym zostały wzniesione. Forma upamiętnienia dawnych mieszkańców Białegostoku będzie więc wynikiem współpracy miedzy Miastem Białystok a społecznością żydowską Białegostoku i Polski. Raczej nikt na odkopywanie i oczyszczenie się nie zdecyduje. Wbrew pozorom szkoda, bo zyskalibyśmy naprawdę atrakcyjny zabytek. Dlatego zapewne spodziewać się możemy budowy w parku miejsca pamięci. Oby tylko nie betonowali jak dawnego cmentarza ewangelickiego obok.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak było na Podlasiu. Za budowę ganku, potrafili zniszczyć dom.

Wschodniopodlaskie, zachodniopodlaskie, szlacheckie, drobnoszlacheckie, a także trojaki czy dwojaki. Te wszystkie terminy dotyczą podlaskiego budownictwa ubiegłych stuleci. Do dziś przemierzając nasz region możemy dostrzec jeszcze strzępki tego jak dawniej budowano drewniane domy. Jeżeli będziecie zwiedzać nasz region, to zwróćcie uwagę na stare konstrukcje. Dzięki powyższemu filmowi będziecie mogli wiedzieć, kto dawniej mieszkał w danym budynku.

Dla przykładu ganek to domena drobnoszlachecka. Jeżeli ktoś chciał sobie taki przy domu zbudować, a nie miał odpowiedniego statusu społecznego, to narażał własne mieszkanie na zniszczenia. Pozostali pilnowali bowiem, by szlachty nie udawać. Ciekawie przedstawia się także to, co we wnętrzach. W domach chłopskich w ramach jednego budynku był podział na część mieszkalną i część gospodarczą. Natomiast w wyższych stanach już nie.

Charakterystyczne jest również to, że we wnętrzu centralnym punktem była kuchnia. Natomiast są też takie domy, gdzie był tak zwany „zapiecek” czyli pomieszczenie na tyłach kuchni. Niekiedy występowały również domy, gdzie były dwie osobne kuchnie i izby. Dziś nazywamy to „bliźniakami”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękna cerkiew w Gródku. Tak się prezentuje w środku.

Wielu turystów zwiedzających Podlasie bardzo chętnie zajeżdża na tereny, gdzie znajdują się różne cerkwie. Jest to coś, czego u nich nie ma, więc naturalnie chcą to zobaczyć. Niestety nie zawsze mają możliwość obejrzenia ich w środku. Nie oszukujmy się, pozostawienie otwartych obiektów bez opieki mogłoby skończyć się źle. Dlatego turyści niekiedy widzą tylko dzieło z zewnątrz. Natomiast kultura Bizancjum, to kultura wielkiego przepychu, co odwzorowują wnętrza prawosławnych świątyń.

Nie inaczej jest w Gródku. Już same złote kopuły świadczą o tym, że tam na wystroju nikt nie oszczędzał. Prezbiterium to najważniejsza część świątyni, tam znajduje się ołtarz. Według symboliki religijnej cerkiew to dom Boga, miejsce kultu i oddawania Jemu czci przez wiernych. Budynek powinien być orientowany, a więc zwrócony prezbiterium na wschód. Cerkiew swym kształtem powinna przypominać okręt płynący w kierunku wschodnim. Całość świątyni podzielona jest na dwie podstawowe części, a wszystkie inne pomieszczenia są późniejszymi dodatkami nie mającymi już znaczenia symbolicznego.

Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy w Gródku z majestatyczną kopułą w środku wystrój ma wprost oszałamiający. Przepiękne freski i wszelkie ozdoby wprowadzą niejednego w zachwyt. Warto też obejrzeć z bliska dzwon stojący na dziedzińcu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zapora na granicy to nowa atrakcja turystyczna? Już przyciąga ciekawskich.

Jeżeli pamiętacie film pt. Miś, to tam była taka scena, w której zepsuł się tramwaj. Zaraz po tym urządzono ludziom na czas usuwania awarii koncert „Wesołego Romka”. Konferansjer stwierdził, że „awaria jest też jakąś okazją”. I ta scena przyszła nam na myśl, gdy się okazało, że wielka zapora na granicy, co prawda jeszcze nie chroni napływem nielegalnych migrantów, ale jest już atrakcją turystyczną.

Oczywiście wszyscy czekamy na to aż zamontowana zostanie pełna elektronika, która ma wzmocnić ochronę granicy. Wiadomo już, że skróci ona czas reakcji na nielegalne przekroczenie. Ale czy cały proceder zatrzyma? To dopiero wyjdzie w praktyce. Jako ciekawostkę możemy dodać, że podobna zapora stoi również na terenie Białorusi (nie wiadomo po co). Jednak nie wszyscy wiedzą, że jest ona pod napięciem elektrycznym. Nie jest to oczywiście napięcie, które zrobi krzywdę człowiekowi. Działa bardziej jak pastuch.

Obecnie nielegalni migranci próbują forsować polską zaporę górą, dołem i bokiem (przez rzekę). Już teraz widać, że dobrze by było położyć asfalt na nowej drodze przy samym płocie aby uniemożliwić podkopy, samą barierę podłączyć pod prąd, by nie można było na nią wejść, zaś rzeki zarybić piraniami. Wtedy być może to coś da. Bo jak na razie to czekamy na zimę. Ujemne temperatury i śnieg to jedyne bariery, które do tej pory wykazały swoją skuteczność. Sam płot skutecznie przyciąga turystów i nie zniechęca migrantów.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie mocno się promuje. Internet, telewizja, radio opanowane!

Województwo Podlaskie zabiera się za porządną promocję. Do tej pory jakieś działania na przestrzeni lat były widoczne, ale nie oszukujmy się – najwięcej dobrego dla naszego regionu zrobił film U Pana Boga za piecem. Do dziś jest popularny w telewizji i do dziś przyciągają takie miasta jak Supraśl, Tykocin, ale też Sokółka. Turystów przyciągają też atrakcje z tych wszystkich okolic, które są niejako po drodze.

Swoje robi także trasa Green Velo, która wabi rowerzystów z całego kraju. Chociaż nie jest to cud architektury i infrastruktury, to ogólnie warto się nią przejechać. Ktoś, kto nie ma takich terenów przyrodniczych jak my na co dzień będzie zachwycony.

Jest także tak zwana turystyka religijna. Wszelkie sanktuaria i inne świątynie również przyciągają turystów, którzy przy okazji modlitwy poznają nasze piękne zakątki. I mowa tutaj zarówno o katolikach jak i prawosławnych. Tatarzy przyciągają do swych meczetów zainteresowanych innymi kulturami.

Ostatnią kategorią jest Augustów i Suwalszczyzna. Te pierwsze miasto jest uznawane za „letnią stolicę Polski” i cały czas udaje mu się utrzymywać zainteresowanie turystów – dokładnie tak jak to robi Zakopane. Natomiast Suwalszczyzna to miks różnego typu podróżnych – od zwykłych ciekawych, po tych religijnych.

Nie zapominajmy, że Podlasie to także cel wielu motocyklistów, którzy całymi grupami zwiedzają kraj. Ich również można spotkać w naszym regionie w sporych ilościach.

Jak widać zainteresowanie naszym regionem nie ustaje, ale ten ogień należy podtrzymywać. Do tej pory działo się to na zasadzie „każdy sobie rzepkę skrobie”, natomiast później pojawiła się epidemia, następnie przez białoruskiego dyktatora wprowadzono stan wyjątkowy na granicy. Gdy został on zniesiony, na czas budowy zapory również nie było można pojawiać się w okolicach granic Polski i Białorusi. Niestety to także „promieniowało” na resztę regionu. Turyści masowo odwoływali rezerwacje nawet w oddalonym od granicy Supraślu. Swoje dołożyli też ogólnopolscy dziennikarze, którzy w pewnym momencie zaczęli grzać bzdurny temat „Przesmyku Suwalskiego”, przedstawiając to tak jakby Putin właśnie szykował na Polskę jakieś czołgi, a ten teren miałby iść w pierwszej kolejności pod ogień. I znów turyści zaczęli bać się do Podlaskiego przyjeżdżać.

W ostatnim czasie wszystko się uspokoiło. Ani granicą, ani Przesmykiem w Polsce nikt się nie interesuje. Turystyka powoli wraca do normy. Niestety szkody wyrządzone tymi wszystkimi działaniami były na tyle duże, że rozkręcanie tego może potrwać latami przy założeniu, że już nic się nie wydarzy. Dlatego do akcji wkroczył Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.

Jednym z działań jest kampania „Wszystko przed Tobą” w serwisie Facebook, która pokazuje najpiękniejsze miejsca i najciekawsze wydarzenia w regionie. – To Noc Kupały w Dubiczach Cerkiewnych, Białowieża, Kruszyniany, Bohoniki, Kanał Augustowski i wiele innych – wymieniał marszałek na konferencji poświęconej turystyce województwa.

Z kolei w serwisie YouTube przez cały lipiec prezentowany był cykl audycji „Zasilani”. O turystycznych atrakcjach czekających w miejscowościach przygranicznych i w ogóle naszego województwa opowiadali dziennikarka Magdalena Gołaszewska oraz naukowiec i odkrywca Petros Psyllos.– Były ciekawostki, spotkania z interesującymi ludźmi, a przede wszystkim zachęta do odwiedzin – mówił Artur Kosicki i dodał, że pierwszy odcinek miał około 100 tys. wyświetleń. – To nas cieszy, tym bardziej że są to wyświetlenia użytkowników spoza naszego regionu. To świadczy o zainteresowaniu i z pewnością przełoży się na liczbę odwiedzających nasz region.

Obok kampanii internetowej w lipcu, Podlaskie było mocno obecne także w telewizji. Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna we współpracy z urzędem marszałkowskim przygotowała spot „Świat jak z baśni”. Reklama, w której o urokach Podlaskiego opowiada Krystyna Czubówna była wyświetlana praktycznie we wszystkich kanałach telewizji publicznej. W ciągu miesiąca reklama została wyświetlona około 40 mln razy – informował Artur Kosicki, marszałek.

Promocja Podlaskiego odbywała się też w popularnym programie telewizyjnym „Pytanie na Śniadanie”. Widzowie zobaczyli m.in. relacje z Białowieży, Mielnika, Krynek, a także znad Kanału Augustowskiego. Samorząd województwa był również partnerem dwóch tegorocznych przystanków „Letniej trasy Dwójki” w Augustowie i Łomży. Pierwszy z nich obejrzało średnio 1,6 mln widzów, natomiast drugi rekordowe 2,5 mln.

Podsumowując, dobrze, że Podlaskie aktywnie się reklamuje. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami zima. Dlatego już teraz trzeba przygotowywać wszelkie materiały, dzięki którym turystów nie zabraknie i w taką porę roku. Podlaskie pod śniegiem jest tak samo cudowne jak wtedy, gdy skąpane jest letnim słońcem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiermusy przyciągają ogromne tłumy. Skąd taka popularność jarmarku staroci?

Wakacje skłaniają najczęściej do wyjazdów nad morze, w góry, Mazury. Tymczasem maleńka podlaska wioska przeżyła oblężenie takie jakby była wakacyjnym kurortem albo miał tam odbyć się koncert powszechnie znanego i lubianego artysty. Kiermusy tymczasem gościły wystawców na tradycyjnym już jarmarku staroci. Skąd jego taka popularność?

Na zegarze dochodzi 10 rano. Jest sierpień, mamy ciepły niedzielny poranek. Tymczasem bardzo wąska droga z Tykocina do maleńkich Kiermus jest kompletnie zatkana. W jedną stronę jedzie sznur samochodów, z drugiej próbuje wyjeżdżać. Jezdnia ma zaledwie kilka metrów szerokości. Dodatkowo na poboczach idą piesi, a między samochodami lawirują motocykliści i rowerzyści. Żeby tego było mało – wiele osób chce zaoszczędzić 10 zł za parking i zostawia auto na poboczu, jeszcze bardziej zwężając wąską jezdnię.

Powierzchnia miejscowości to 95 hektarów. Niektórzy w Polsce tyle mają na własność. Na wielkim pastwisku, wśród krowich placków można zostawić za wspominane wyżej 10 zł samochód. Po drugiej stronie jezdni znajduje się leśna polana, gdzie wystawcy na prowizorycznych straganach pokazują co mają na sprzedaż. Można tu znaleźć wszystko co stare: książki, winyle, ubrania, sprzęty agd i rtv, odzież wojskową z demobilu, ale też mnóstwo biżuterii, figurek, obrazów, rękodzieła i innych ozdób, które mogą stać na półkach mieszkania.

Przez stoiska przewijają się prawdziwe tłumy. Trudno powiedzieć skąd taka popularność starociami. Szczególnie, że to już nie te czasy, że można tam coś znaleźć taniej. Jest tak samo drogo jak wszędzie. Wypad na jarmark nie różni się od wypadu do galerii handlowej. Z tym, że w tej drugiej kupujemy rzeczy nowe. Stawiamy dolary przeciw orzechom, że wiele osób na jarmark przyjechało po prostu z nudów – w ramach zwiedzania Tykocina. Bo tak jak tłumy przewijały się przez te wszystkie stoiska, to samych kupujących było jak na lekarstwo. Najwyraźniej ludzie chcieli tylko pooglądać.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tykocin i jego piękne zakątki. Zobacz film przewodnika.

Zwiedzając samemu można skupić się na tym, co przyciąga naszą uwagę. Przewodnik turystyczny ma to do siebie, że pokaże Wam palcem to, czego sami być może nie dojrzycie lub nie będzie to dla was początkowo interesująco. Sztuka opowiadania o przeszłości, zabytkach i zaciekawianie danym miejscem ma się na Podlasiu cały czas dobrze. Wiadomo, że ostatnie lata były „chudsze” przez epidemię i stan wyjątkowy, ale turystyka w regionie ogólnie ma się dobrze, a w Tykocinie to się zaczęła nawet mocno rozwijać.

Pierwsze czym może pochwalić się to wyjątkowe, stare miasteczko oficjalne otwarcie ścieżki spacerowej wokół rzeki Narew. Dawniej były tam zarośla, teraz elegancki chodnik, dzięki któremu możemy chodzić nie tylko w ciężkich butach, ale normalnie z rodziną, wózkiem czy rowerem. Największą uwagę zapewne przyciągać będzie synagoga. Żydowska świątynia w kolorach miętowym i łososiowym to obiekt nie tylko niecodzienny ze względu na kolorystykę, ale również dlatego że po II wojnie światowej w naszym regionie synagog zostało kilka. Przypomnijmy, że przed wojną tylko w samym Białymstoku było 100 (tak, sto!) takich miejsc.

Niedługo Tykocin być może zacznie przyciągać turystów z zagranicy. A to za sprawą filmu My name is Sara. Świetny film, który realizowany był między innymi w tym miasteczku, ale również w pięknej cerkwi w Puchłach (Kraina Otwartych Okiennic) w Polsce już oglądaliśmy. Teraz promowany jest w Stanach Zjednoczonych. Trzymamy kciuki, by przypadł zagranicznym widzom do gustu i by tłumnie wykupili bilety lotnicze do Polski. Potem to już z górki, bo pojadą z lotniska w Warszawie na stację kolejową, a dalej pociągiem do Białegostoku, po to by móc się przesiąść do autobusu jadącego do Tykocina.

Oczywiście pod warunkiem, że ktoś tym Amerykanom powie, że akcja filmu dzieje się na Ukrainie, ale za to Tykocin jest w Polsce.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nowy film promocyjny Podlaskiego. Zapiera dech w piersiach, ale…

W ostatnim czasie w telewizji (a teraz też i w internecie) można podziwiać najnowszy film promujący województwo podlaskie. Jest w 99 procentach perfekcyjny. Zawiera wszystko to, za co kochamy nasz region, czyli przepiękne widoki, dziką naturę, niesamowite zwierzęta, a to wszystko na różnokolorowych obrazach, których doświadczamy w zależności od tego jaka jest pora dnia czy roku. Dzieło zachęcające do przyjazdu w nasze strony opatrzone jest głosem znanej i lubianej z filmów przyrodniczych Krystyny Czubówny. Widać, że autorzy wiedzieli, jak zagrać tą melodię, którą odbiorca lubi najbardziej. Czyli tęsknotę za dzieciństwem na wsi, ale tylko od tej dobrej strony.

Nuta sentymentalna miała wpasować się z ostatnimi zdaniami na filmie, że Podlaskie znajduje się zaledwie dwie godziny od Warszawy. Miało zachęcać, że to „tak blisko”, ale w gruncie rzeczy wychodzi w tym jakiś ukryty kompleks na punkcie stolicy. Bo czy informacja o tym, że nasz piękny wspaniały region jest niedaleko stolicy jest najlepszym powodem, by tu przyjechać? A z tego by wynikało, skoro ktoś tym puentuje cały przekaz. Czy Bieszczady reklamują się, by przyjeżdżać do nich, bo są 2 godziny od Rzeszowa? No nie. Tam kompleksów nie mają. Znają swoją wartość na tyle, by puentować to stwierdzeniem „Uwolnij się w Bieszczadach”.

Dlatego film jako dzieło oceniamy bardzo wysoko, ale to tak jakby ostatni akord ktoś zafałszował. Dobrze by było, gdyby ktoś uwolnij się (może być w Bieszczadach) od kompleksu Warszawy i usunął z filmu to zbędne powiedzenie. Ludzie naprawdę mają mapy i doskonale wiedzą, gdzie leży Podlaskie. Do tej pory jednak nie byli przekonani po co tam jechać. Ostatnio przed Polską odsłaniamy trochę karty, a tych mamy wystarczająco mocno by nie reklamować się bliskością do stolicy.

Partnerzy portalu:

Jak powstają kruszewskie ogórki i dlaczego nie korzysta się już z drewnianych beczek?

Jak powstają kruszewskie ogórki i dlaczego nie korzysta się już z drewnianych beczek?

Już połowa wakacji za nami, a my jak na porządną redakcje przystało, jeszcze nie pisaliśmy nic o ogórkach. Żeby tradycji stało się zadość, znów wrócimy do nich w dzisiejszym tekście. Tym razem napiszemy o słynnych ogórkach z Kruszewa. A mianowicie o tym jak powstają te najsłynniejsze podlaskie specjały.

Kruszewo, gdzie ogórki są przygotowywane na wiele sposobów słynie przede wszystkim z kwaszonych. Dawniej, gdy nie było jeszcze czegoś takiego jak plastik, to ogórki pakowano do beczek z drewna. Za „lodówkę” służyła natomiast rzeka Narew. Kopało się też specjalne sadzawki, które naturalnie napełniały się wodą. Tam albo bezpośrednio w rzece zatapiano beczkę. Gdy trzeba było je zatopić albo potem wyłowić, potrzebna była łódź. Jeżeli była akurat mroźna zima, to by wydobyć beczkę trzeba było wyrąbywać przerębel. Same beczki natomiast tworzono z drewna dębowego, które jest najtrwalsze. Kosztowało to sporo, ale było trwałe i wytrzymywało bardzo długo.

Tak naprawdę plastik nie wygrał z drewnem z powodów ekonomicznych. Popyt na ogórki pakowane w plastikowe beczki był większy, bo przysmaki nie były z aromatem Narwi. Takie z beczki potrafiły lekko smakować błotem. Po wojnie, w PRL-u produkcją ogórków na masową skalę zaczęła zajmować się Spółdzielnia Ogrodnicza Witamina. Ludzie produkowali warzywa, gdzie się da, bo Kruszewo ma dobrą, nawodnioną glebę.

Żeby pyszne ogórki trafiły na stół, rolnicy muszą wstać o 5 rano. Następnie pracują intensywnie wiele godzin podczas zbiorów. W kolejnym kroku warzywa chłodzi się jeszcze zanim trafią do beczek.
Później trzeba posortować je i przygotować solankę. Do tego potrzebny jest też czosnek i koper. Wszystkie te warzywa uprawia się w kruszewskich ogródkach. Następnie cała mieszanka trafia do beczki razem z wodą prosto ze studni. Po kilku godzinach pływania zamyka się szczelnie pojemnik i odstawia do piwnicy lub ziemianki. Po miesiącu leżakowania można ogórki jeść! Najlepiej smakują ze smalcem i chlebem.

Partnerzy portalu:

Oto lista hańby. Nazwiska osób, które mogą coś zrobić, by nie było deweloperskich pożarów.
Radni Rady Miejskiej w Białymstoku

Oto lista hańby. Nazwiska osób, które mogą coś zrobić, by nie było deweloperskich pożarów.

Miarka się przebrała. Jeżeli wczorajszy, nocny pożar drewnianego domu przy Młynowej pozostanie zignorowany tak jak pozostałe, to znak że Białymstokiem rządzi mafia. Nie boimy się używać tak mocnych słów, bo jeżeli wszyscy z imienia i nazwiska wskazują kto jest winny podpaleniom, a reszta mimo swojej władzy tylko się przygląda i udaje że nie ma tematu, to znaczy że są także winni. Czas wyleczyć tego raka, który trawi od lat Białystok.

Żeby się nie powtarzać – odsyłamy najpierw do tekstu, w którym pisaliśmy dlaczego deweloperskie pożary w ogóle mają miejsce:

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Kto to może zmienić? Radni miejscy Białegostoku. Problem w tym, że w debacie publicznej temat tych podpaleń nawet nie istnieje. Najlepiej im idą kłótnie o nazwy ulic. Wtedy każdy dostaje nieziemskiego wigoru. Tym razem nie pozwolimy im milczeć. Presja ma sens i my razem z Wami udowodniliśmy to nie raz. Dlatego zacznijmy od wywołania wielkiej debaty na temat tych podpaleń. Piszcie maile do radnych, prezydenta, wiceprezydentów, prokuratury, CBA, CBŚP. Wszędzie domagajcie się wyjaśnienia wszystkich podpaleń jako jednej sprawy, a nie każdej z osobna.

Poniżej przedstawiamy listę hańby. Oto osoby, które mają władze a nic nie robią w sprawie zatrzymania podpaleń deweloperskich. Te osoby mogą zmienić prawo lokalne tak, by podpalenia nie miały żadnego sensu. Pod każdym z tych nazwisk umieszczony jest link do profilu radnego. Tam znajdziecie maile, na które możecie pisać i pytać – DLACZEGO NIC PAN / PANI NIE ROBI W SPRAWIE PODPALEŃ DEWELOPERSKICH W BIAŁYMSTOKU?

  1. Katarzyna Ancipiuk
  2. Katarzyna Bagan – Kurluta
  3. Alicja Biały
  4. Maciej Biernacki
  5. Jacek Krzysztof Chańko
  6. Jowita Chudzik
  7. Henryk Dębowski
  8. Jarosław Grodzki
  9. Rafał Sebastian Grzyb
  10. Katarzyna Jamróz
  11. Piotr Jankowski
  12. Ksenia Juchimowicz
  13. Elżbieta Kadłubowska
  14. Tomasz Kalinowski
  15. Katarzyna Kisielewska – Martyniuk Wiceprzewodnicząca Rady Miasta
  16. Zbigniew Tomasz Klimaszewski
  17. Karol Konrad Masztalerz
  18. Joanna Misiuk
  19. Paweł Myszkowski
  20. Stefan Nikiciuk Wiceprzewodniczący Rady Miasta
  21. Andrzej Perkowski
  22. Łukasz ProkorymPrzewodniczący Rady Miasta
  23. Sebastian Jakub Putra
  24. Agnieszka Małgorzata Rzeszewska
  25. Mateusz Sawicki
  26. Katarzyna Siemieniuk
  27. Marek Stanisław Tyszkiewicz
  28. Konrad Zieleniecki

To początek naszej akcji. Jeżeli radni nie zajmą się tymi pożarami w trybie natychmiastowym, to we wrześniu zorganizujemy protest uliczny. Zbierzemy największą grupę obywateli jaką tylko zdołamy i przyjdziemy na sesję rady miasta. Tam wyrazimy swoje niezadowolenie bardzo dobitnie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiedyś to były czasy! Zobacz archiwalne nagranie z plaży w Dojlidach.

Pan Mirek, który jest autorem nagrania miał to szczęście i dysponował kamerą w latach 90. ubiegłego wieku. Sporo też udało mu się nakręcić. Dzięki temu, dziś po wielu latach możemy oglądać, jak to było w Białymstoku. Na YouTube można obejrzeć choćby jego przejazd przez centrum w czasach gdzieś między 1993 a 1995 rokiem. Tym razem autor udostępnił kolejny film, który uwiecznił w 1995 roku na Plaży w Dojlidach. – Kiedyś jeździłem wszędzie z kamerą i nakręcałem filmiki. Teraz z kaset wideo przegrywam na dysk. Jak to było kiedyś. Białystok 12.07.1995 r. Plaża Dojlidy. Może ktoś rozpozna siebie. Filmik jest skrócony. – tak napisał pod nagraniem.

Tłumy ludzi, rozbawiona młodzież gra w siatkówkę, dziewczyny wchodzą właśnie do wody – to pierwsze sceny jakie na filmie możemy zobaczyć. Niedługo po tym, w tle przygrywają znane hity z tamtych czasów. Na datowniku kamery widnieje 12 lipca 1995 roku. Trudno dziś ustalić, ile wynosiła wówczas temperatura, ale bez wątpienia było bardzo gorąco. Niektórzy być może sobie przypomnieli, a inni nawet nie wiedzieli, że nad brzegiem w Dojlidach nie było żółtego piasku tylko trawa.

Prawdziwie plażowy styl pojawił się stosunkowo niedawno i to już w XXI wieku. Oprócz wspomnianego kruszcu, wymieniono całkowicie infrastrukturę. Wszystko co widać na filmie w zasadzie nadawało się do jednego – do wyburzenia. Warto wspomnieć też historię tego miejsca, bo jest bardzo ciekawa. Okazuje się, że o te zbiorniki w mieście stoczono ze sobą bój! Były one bowiem wykorzystywane przez Technikum Rolnicze, które hodowały tam karpie. Tymczasem rosło zapotrzebowanie na plażę w wówczas 100-tysięcznym mieście. Gdy nastąpiła „próba sił”, wybuchła afera, która finalnie pozwoliła stworzyć miastu upragniony kurort. Poniżej możecie poznać całą historię.

Wojna o plażę. Karpie na wigilię czy letnie kąpielisko? Dojlidy były oczkiem w głowie prezydenta.

Partnerzy portalu:

Presja ma sens. Można to zauważyć nawet na Rynku Kościuszki.
Czy beton z Rynku Kościuszki kiedyś zniknie i zostanie zastąpiony zielenią?

Presja ma sens. Można to zauważyć nawet na Rynku Kościuszki.

Epidemia koronawirusa, wojna na Ukrainie, ogromna inflacja, a także prawdopodobne w przyszłości niedobory surowców, blackouty, a nawet i kryzys uchodźczy z powodu braku jedzenia i wody. To wszystko spowodowało i powodować będzie także przez kolejne lata, że wszyscy zaczynają przymykać oczy na postępujące zmiany klimatyczne. Rekordowe temperatury w Europie Zachodniej, susze, gigantyczne ulewy z powodziami, tornada i inne gwałtowne zjawiska pogodowe nie znikną na życzenie. Tak samo jak kryzysy same się nie rozwiążą, a wojna jeszcze długo nie ustanie.

Te wszystkie ważne wydarzenia światowe mają także mocny wpływ na nasz region, województwo podlaskie. Szczególnie, że nie wytwarzamy zbyt dużych pieniędzy na tle Europy, a nawet w samej Polsce. Przez to ciężej jest nam się bronić przed tym wszystkim, ale w naszym zasięgu jak najbardziej jest wiele rozwiązań, dzięki którym wiele ciężkich spraw przejdziemy bez większych szkód.
O ile nie mamy bezpośredniego wpływu na pogodę, to dzięki naszej przyrodzie, której się nie pozbyliśmy „w imię rozwoju”, na tle innych rejonów Polski jest u nas ciągle stabilnie. Ale nie oznacza to, że będzie tak cały czas. Bezczynność spowoduje, że za kilka lat dołączymy do takich rejonów kraju, w których rzeki pousychały. Wystarczy spojrzeć na mało rozwinięte Podkarpacie, gdzie ostatnio wielka rzeka San pozostała bez wody.

4 lata temu pisaliśmy, o tym, że w Białymstoku lasy się wycina a nie sadzi, stąd usuwamy miejsca, gdzie natura gromadzi nadmiary wody. Rzeka Biała natomiast jest wyregulowana, przez co podczas deszczu zamienia się w rynnę, przez co potencjalnie pitna woda szybko spływa dalej, by finalnie trafić do słonego Bałtyku. Już pomijamy fakt, że my tą samą pitną wodą spłukujemy sedes. Bo gdyby spojrzeć, ile życiodajnej substancji marnujemy, to złapalibyśmy się za głowę. Szczególnie, że woda z oceanów i mórz nie nadaje się bezpośrednio do spożywania.

Czy Rzeka Biała wsiąknie? Duże prawdopodobieństwo jeśli nic nie zrobimy.

Regularnie jeździmy po Podlasiu i wiemy, że problemu z wodą w rzekach jeszcze nie ma, ale jest inny. Wszystkie lasy – także Puszcza Białowieska są suche jak wiór, zagrożenie pożarowe jest wysokie. Zainwestowano w szybkie wykrywanie zagrożeń, ale w likwidację u źródła już nie. Powinniśmy jak najszybciej wodę gromadzić tak, by podnieść jej poziom, aby lasy mogły się nawodnić.
Tymczasem w naszym regionie dalej króluje beton, który później podczas upałów trzeba chłodzić. Koronnym przykładem jest tu Rynek Kościuszki, który zabetonowano w 2010 roku. Wtedy wydawało się to bardzo eleganckie i schludne, dziś już wiemy, że tej „ozdoby” trzeba się jak najszybciej pozbyć. Najlepiej byłoby w całe otoczenie centrum miasta wkomponować dużo zieleni. Powtarzamy to już któryś raz z kolei i nadal będziemy powtarzać, bo widzimy, że presja ma sens.

Regularnie wyśmiewaliśmy wylewanie wody na Rynku Kościuszki. Teraz spacerując możemy zauważyć, że coś ruszyło w głowach urzędników. Nowoczesne urządzenia tworzą „mgiełkę”. Woda nadal się zużywa, ale już nie tyle co dawniej. Nie oznacza to, że mamy satysfakcję. Będziemy ją mieli, gdy pod wpływem presji zaczną skuwać beton. Ale do tego potrzeba więcej takich jak my.
Trudno oczekiwać, że od naszego tupania nogą i zamykania oczu, problemy same się rozwiążą. Dlatego róbmy to, co jest w naszym zasięgu. Zadbajmy o naszą lokalną ojczyznę, wpływajmy na urzędników – piszmy do nich maile, żądajmy, udostępniajmy, protestujmy, komentujmy. Najgorzej jest wtedy, gdy ignorujemy, bo wtedy inni decydują za nas.

Trawa zamiast betonu na Rynku Kościuszki? Czas wracać do natury!

Partnerzy portalu:

Koniec remontu! Można znów spacerować po moście ogrodu w Pałacu Branickich.
fot. M. Kowalik-Strapczuk / UM Białystok

Koniec remontu! Można znów spacerować po moście ogrodu w Pałacu Branickich.

Zakończyła się przebudowa mostu nad kanałem w Ogrodzie Branickich. Brama wejściowa na dziedziniec Pałacu od strony ulicy Akademickiej została ponownie otwarta. Przypomnijmy, że właścicielem budynków jest Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, zaś za ogród i bramę zegarową odpowiada Miasto Białystok. Przed remontem na moście była stara, asfaltowa nawierzchnia. Chociaż jest wygodna, to od takich rozwiązań odchodzi się. Podczas upałów i przez upływ lat dochodzi do deformacji nawierzchni. Dlatego też rozebrano ją, a także pobliskie schody. Wymieniono również stare, brzydkie barierki na nowe w żywym, miętowym kolorze. Przebudowa kosztowała ponad 1 mln 350 tys. zł.

Rekultywacja i renowacja ogrodu trwa od 2009 roku. Jest to proces trudny i bardzo drogi. Podczas II wojny światowej budynek Pałacu Branickich został zbombardowany. Za jego odbudowę w latach 50. odpowiadał wybitny architekt Stanisław Bukowski. Ostatecznie odsunięto go od prac ze względu na konflikt z PRL-owskimi władzami. Renowację dokończyli jego koledzy po fachu, lecz by „uczcić” dzieło Bukowskiego, na szczycie budynku postawiono betonową głowę z twarzą architekta. Można ją podziwiać do dziś.

Jeżeli chodzi o sam ogród to również zaszło wiele zmian. Ze starych rycin zauważyć można, że w oryginale był on dwa razy dłuższy, lecz po wojnie przy Akademickiej postawiono bloki.  Za czasów Branickich na terenie ogrodu był na przykład teatr. Teraz nie ma już na niego miejsca. Powróciła za to „Ptaszarnia” czyli ten czarny budynek na boku ogrodu. Jeszcze w latach 90. ogród miał inną nawierzchnię niż obecnie i był porośnięty wysokimi krzewami ułożonymi w labirynty. Obecnie ogród wypiękniał, zasadzono mnóstwo roślin, drzewek. Do tego wyczyszczono rzeźby, a i przybyło mnóstwo nowych. Prace prowadzono również z drugiej strony Pałacu, gdzie pojawiły się fontanny i miejsca do spacerów.

Do zwieńczenia brakowało remontu mostu, który był brzydki i zdewastowany. Teraz to wszystko się zmieniło. Białostoczanie mogą cieszyć się swoim zabytkiem – symbolem miasta w pełnej okazałości.

Partnerzy portalu: