Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Kiedyś odzwierciedlał potęgę militarną. Teraz nic po nim nie pozostało. Chodząc po okolicy, ciężko uwierzyć, że mógł stanąć tam zamek. Mowa tu o dawnej twierdzy w Mielniku.

Składała się on z dwóch części – górnej i dolnej. Wyposażona w dwie baszty obronne stanowiła solidną fortyfikację. Najwcześniejsze zapiski o niej pochodzą z końca XIV w. z kronik krzyżaka Wiganda z Marburga. Wówczas to zakon podjął nieudaną próbę oblężenia. Zamek okazał się nie do zdobycia. Czasy świetności przypadają na okres panowania króla Kazimierza IV Jagiellończyka. Na początku XVI w. podpisano w nim Unię Mielnicką. Polska i Litwa miały stać się jednym państwem. Na pismach się jednak skończyło. Traktat nie był przestrzegany, gdyż Aleksander Jagiellończyk obawiał się utraty tronu.

Postrachem dla wrogów stanowiła tzw. ”Izba Czarna”. W tym zamkowym więzieniu wyroki odsiadywali głównie moskiewscy kniaziowie. Z biegiem lat zamek stracił swe znaczenie, głównie ze względu na brak modernizacji. Już samo przekształcenie baszty w mieszkalną kamienicę mówi samo za siebie. Najgorsze jednak przyniósł ogień. Pozostał tylko kościół na zamku dolnym, który też wkrótce zamienił się w popiół. Budowli nigdy nie odbudowano. 

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Synagogę w Tykocinie odwiedza rocznie ok. 60 tys. turystów. Połowa z nich pochodzi z zagranicy, głównie Izraela. W zeszłym roku w konkursie organizowanym przez ”National Geographic”  zajął piąte miejsce w kategorii ”7 nowych cudów Polski”.

Początki synagogi w Tykocinie sięgają początków XVI w. Wówczas to wielki kanclerz litewski Olbracht Gasztołd sprowadził Żydów z Grodna. Szybko powstał ośrodek myśli judaistycznej, obejmujący swym zasięgiem Podlasie, Mazowsze i Litwę. Z dawnej murowanej świątyni do dziś przetrwału polichromie z tekstami modlitw, które pełnią rolę ściągi. Ich konserwację przeprowadzono w latach 70-tych. W czasie II Wojny Światowej synagoga została ograbiona. W mieście przeżyło tylko 21 wyznawców judaizmu. Połowa z nich stała się autorami książki o losach tykocińskich Żydów. Jedyny polski egzemplarz odnajdziemy w lokalnym muzeum.

W pamięci ocalałych przetrwały liczne opowieści. W synagodze przed laty wisieć miał cudowny żyrandol, w którym ukryto magiczne amulety z wypisanymi modlitwami. Ich głównym zadaniem miało być ochrona Żydów od wszelkich nieszczęść. Tak też się działo. Żyrandolowi przypisywano brak ofiar przy niemieckim bombardowaniu. Mimo że świątynia cała się zatrzęsła, obyło się bez rannych. W czasie jednego nabożeństwa żyrandol się urwał. Choć synagoga była pełna wiernych, żyrandol w niewytłumaczalny sposób zmienił trajektorię. Nikomu nic się nie stało. Synagoga w Tykocinie pełna była też skarbów. W połowie XIX w.  przy remoncie podłogi odkryto choćby 9 staropolskich łyżek. Na części z nich widniała data – 1647. Inne posiadały wygrawerowane przysłowia.

Skaczą dla zabawy i pieniędzy

Skaczą dla zabawy i pieniędzy

Nad augustowskimi jeziorami odpoczywają latem tłumy wczasowiczów. Co roku do miasta przyjeżdżają z koncertem gwiazdy muzyki światowego formatu. Odbywają się również liczne imprezy sportowe o dużej randze. Najwięcej śmiechu przynosi jednak konkurs, który zyskał już pełnoletność. Mowa to o ”Mistrzostwach w pływaniu na byle czym”. Konstruktorzy wodowanych na rzece Netta wehikułów, ściągają z całej Polski, by wziąć udział w tym niecodziennym wydarzeniu.

 

Warunkiem jest zbudowanie pojazdu napędzanego „wiatrem, wiosłem, silnikiem lub siłą i godnością osobistą” – jak piszą organizatorzy – oraz przepłynięcie w ten sposób określonego dystansu. Załoga oczywiście musi być na pokładzie. Co roku pula nagród jest coraz większa, dochodząc do 40 tys. zł. Tym, którzy nie mają odwagi stawić czoła takiemu wyzwaniu, radzimy wziąć do Augustowa na tę okoliczność lornetkę i dobry humor. Patronat nad imprezą tradycyjnie obejmuje Polskie Radio Białystok.

Źródło zdjecia: Józef Kowalski, Wikimedia.

Miał być kurort dla nazistów z Niemiec. Teraz to wspaniała plaża

Miał być kurort dla nazistów z Niemiec. Teraz to wspaniała plaża

Będąc w okolicy Sokółki nie sposób przeoczyć Zalewu. Lokalizacja łatwa jest do zapamiętania dla turystów, a to ze względu na to, że położony jest przy ulicy…. wodnej. Zalew Sokólski zajmuje łącznie powierzchnię ok. 20 ha. Powstał on już w 1942 r. w czasach okupacji hitlerowskiej. Siłę roboczą stanowili zaś głównie Żydzi.

 

Istnieją dwie wersje celu jego budowy. Pierwsza z nich mówi o obniżeniu poziomu wód gruntowych w związku z osuszaniem bagien, druga zaś, sugeruje chęci utworzenia kurortu dla niemieckich pacjentów. Obecnie zalew stanowi doskonałe miejsce do spędzenie wolnego czasu. Posiada on łącznie dwa zejścia do wody. Funkcjonuje przy nim wypożyczalnia sprzętu rekreacyjnego – kajaków, żaglówek i rowerów wodnych.

 

Z atrakcji można korzystać codziennie w godzinach 10-18. Na miłośników siatkówki czekają dwa piaskowe boiska. Nad wodą organizowane są liczne imprezy – mistrzostwa w skokach na nartach wodnych, zawody skuterów i rywalizacja wędkarzy. W maju 2013 r. nad zalewem postawiono pomnik braci Ejsmontów – słynnych żeglarzy z Węgorzewa. Odnowiono również promenadę, która posiada teraz nową nawierzchnię, barierki i oświetlenie. Wokół zalewu ma powstać kompleks z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i kręgielnią. Głównym punktem w przyszłości ma zostać odkryty basen.

Takiego muzeum jeszcze nie było!

Takiego muzeum jeszcze nie było!

To pierwsza taka placówka. W pełni multimedialna zapewnia doskonałą interakcję z gośćmi.  Od 3 miesięcy w Grajewie działa Centrum Tradycji Mleczarstwa – Muzeum Mleka. Całość powstała dzięki wsparciu Unii Europejskiej.

 

Muzeum zaprojektowano tak, aby zarówno dzieci, jak i dorośli mogli dowiedzieć się czegoś nowego o białym napoju. Obiekt podzielono łącznie na siedem stref. Pierwsza z nich to łąka, gdzie odnajdziemy automatyczne zwierzęta. W dziale historycznym zapoznamy się z losami mleka na przestrzeni dziejów. Kolejna wystawa to swoista podróż w czasie. W imitacji obory zawarto wszelkie eksponaty funkcjonujące w branży mleczarskiej. Muzeum uświadomi nam jaką drogę pokonuje mleko, zanim dotrze na nasz stół.

 

W barze mlecznym wrócimy zaś  do PRL-u. Na ekranie telewizora puszczane są też doskonale polskie komedie z dawnej epoki. Dzieci szczególnie ucieszą się z wizyty w laboratorium. W ruch pójdą mikroskopy i wirówki oddzielające śmietanę od mleka. Muzeum czynne jest codzienne w godzinach 10 -18. Dzięki niemu dokładnie zapoznamy się w wyjątkowym naturalnym napojem. Od ilości ciekawostek głowa nie zaboli.

Białostoczanie spacerują po klawiszach

Białostoczanie spacerują po klawiszach

Białystok jako pierwsze miasto w Polsce złożył hołd muzyce bluesowej. Idea powstania Alei Bluesa pojawiła się w 2007 r. Pomysł zrealizowano błyskawicznie. Deptak z chodnikiem w kształcie klawiatury fortepianu powstał w sąsiedztwie Rynku Kościuszki. Spacerowiczów tylko kilkaset metrów dzieli od parku planty.

 

Powstanie Alei  zbiegło się kilkoma istotnymi wydarzeniami. W mieście obchodzono Rok Bluesa, festiwal Jesień z Bluesem, a także rocznicę  śmierci Ryszarda ”Skiby” Skibińskiego. Ten ostatni był legendarnym założycielem Kasy Chorych.  Deptak pełni funkcję edukacyjną, przypominając młodym pokoleniom o osiągnięciach największych muzyków gatunku. Mało kto wie, ale to właśnie w Białymstoku działa wiele znanych kapel, które posiadają fanów  w całej Polsce. Dlatego należy uważać miasto za jeden z istotnych ośrodków Bluesa. Ponadto w Białymstoku odbywa się najstarszy festiwal bluesowy.

 

W Alei Bluesa odsłonięto tabliczki takich gwiazd estradowych, jak Ada Rusowicz czy Martyna Jakubowicz. Regularnie dołączają do nich nowe nazwiska.

 

Weekend na Podlasiu. Tu nie wiadomo co to nuda!

Weekend na Podlasiu. Tu nie wiadomo co to nuda!

Miejscówki na majówkę są już zabukowane. Na wymarzony urlop jednak jeszcze trochę poczekamy. Nim rozkwitną pąki na drzewach, a wiosenne słońce opali nasze blade twarze, warto skorzystać już teraz z całego wachlarza możliwości, jakie daje nam Podlaskie.

 

Mieszkańcy Białegostoku i okolic powinni udać się do Tykocina. Skoro kręci się tam filmy, coś musi być w tym miasteczku. Oprócz zwiedzenia nietypowego trapezowego rynku szczególnie polecamy most na rzece Narew. Podobno przyniosła go armia ZSRR z Wrocławia. Miał on trafić dalej na wschód, lecz został w Tykocinie. Trzeba przyznać, że pasuje do barokowych budowli. 

https://www.youtube.com/watch?v=TOUgXcC_A2U

W niewielkim oddaleniu od stolicy Podlasia znajduje się malowniczy Supraśl. Czeka tam na nas choćby Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa, a także najbardziej oblegane Muzeum Ikon. We wszystkich obiektach poznamy na pewno wiele ciekawostek. Miasteczko wyróżnia się licznymi drewnianymi zabudowaniami. Przykładem takiej perełki jest Stara Poczta nazywana też Domem ogrodnika.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

Kto jeszcze nie był w Białowieży, ten niech nadrobi zaległości. Najstarsze muzeum na Podlasiu znajduje się właśnie tam. Prezentacja zbiorów opiera się on na nowoczesnych technologiach i w niczym nie przypomina kojarzącego się ze słowem muzeum zwiedzania wystaw w gablotach za szkłem. Na wystawach podziwiać można fragmenty ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz pełne sceny z życia zwierząt, np. żery wilków. 

 

Jeśli stęskniliśmy się za wodą, najlepszym wyjściem będzie wycieczka do Augustowa. Aby rozprostować kości przyda się spacer, najlepiej po bulwarach. Augustowski deptak to fantastyczny trakt, wyłożony kostką brukową, czysty i prowadzący przez ciekawe zakątki Augustowa. Przy bulwarze powstały hotele, ośrodki wypoczynkowe i restauracje. Stoi tu również piękny Pałac na Wodzie.  Przy moście cumuje często statek wycieczkowy Jaćwież, należący do Żeglugi Augustowskiej. Podczas rejsu tym statkiem poznamy historię Jaćwingów.

 

Śniegi stopniały, więc warto wrócić do aktywnego wypoczynku. W Puszczy Białowieskiej skorzystamy z pewnością ze szlaków do nordic walking, który staje się coraz popularniejszy. Przez Podlasie, warto przypomnieć, przebiega słynny szlak rowerowy Green Velo, liczący w sumie 2000 km. Okolice Łomży, Augustowa czy Suwałk powinny więc w weekend zapełnić się jednośladami. Jeśli lubimy łączyć podziwianie widoków ze spalaniem kalorii, to wręcz idealna propozycja.

 

 

 

Nawiedzone mokradła w Puszczy Białowieskiej. Łatwo się tam zgubić

Nawiedzone mokradła w Puszczy Białowieskiej. Łatwo się tam zgubić

Magia mokradeł

Puszcza Białowieska pełna jest tajemniczych uroczysk. Jedno z nich znajduje się w okolicy wsi Zastawa. Podmokły las nosi imię Knihiniówka, lecz przewodnicy określają się go Knaziewka”. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od gwarowej nazwy czajki, która gniazduje właśnie na terenach uroczyska. Dawniej uroczysko stanowiło dla człowieka dużą przeszkodę. Ułożone w poprzek kłody ściętych drzew stanowiły jedyną drogę do okolicznych miejscowości. Dziś przebiega przez nie tzw. ”Kładka Żubra” stanowiąca istotny dla rozwoju turystyki szlak edukacyjny. 

Zagubieni

Podróżni nie są świadomi tego, że mokradła są nawiedzone. Wielu było świadkiem niewyjaśnionych wydarzeń. Pierwsze relacje pochodzą jeszcze sprzed wojny. Mężczyzna wiózł koniem drewno. Gdy zapadł zmrok, zwierzę zarżało w panice. Z mroku wyłoniła się biała postać. Aby lepiej jej się przyjrzeć rolnik podpalił wiązkę siana. Nim płomienie objęły uschniętą trawę, postać rozpłynęła się we mgle.

Innym razem dwóch kłusowników ujrzało na drodze ognisty krzyż, który z wielką prędkością mknął w ich kierunku. Przerażające. Mężczyźni nie mogli uwierzyć własnym oczom. Z krzykiem uciekli do domu. Dziwne zjawiska mają miejsce do tej pory. Nikt nie wie co jest tego przyczyną. Domniemuje się, że mam to związek z dawnymi magicznymi rytuałami.

Jeśli ktoś wybiera się na uroczysko, niech lepiej weźmie dobrą nawigację. Mokradła w tajemniczy sposób wpływają na orientację. Mnóstwo osób nie mogło znaleźć drogi powrotnej. Gdyby nie telefon komórkowy, być może zostaliby tam na zawsze.

Na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?
fot. SilverTree / Wikipedia

Na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?

Na Podlasiu znajdzie się miejsce dla wszystkich tych, którzy lubią podróżować własnym autem i coś zwiedzić. Mamy kilka propozycji, jak zwiedzić Podlaskie, by się nie wykosztować. Wystarczy zatankować i przygotować trochę gotówki na dobre jedzenie i wypoczynek.

Piątek wieczór i rozpoczęcie przygody na Podlasiu

Przypuśćmy, że przyjeżdżacie zaraz po pracy i na Podlasiu meldujecie się w piątek wieczorem. Z pewnością naszą przygodę powinniśmy zacząć w Białymstoku. Wieczorem na Rynku Kościuszki życie tętni na całego. Jest tu bardzo wiele miejsc, gdzie skosztujemy regionalnego jadła czy browarów.

Sobota przed świtem

fot. K. Gopaniuk

Z pewnością jeżeli chcemy kierować samochodem, to nie powinniśmy zbyt wiele tych browarów wypić. Wcześniej niż wstanie świt powinniśmy wybrać się nad zalew Siemianówka. Nieopodoal miejscowości Pasieki znajduje się wieża widokowa, z której przy odrobinie szczęścia o bladym świcie można podziwiać żubry.

fot. K. Gopaniuk

Kolejny przystanek to śniadanie w Kruszynianach. Zwiedzimy tam tatarski meczet (polscy Muzułmanie). Do wyboru mamy kilka miejsc, w których zjemy tradycyjne tatarskie jedzenie. Najsławniejszy jest Pierekaczerwnik. Bez wątpienia możemy polecić baraninę.

Następnie warto zwiedzić Krynki, Poczopek i Kopną Górę. W tej pierwszej miejscowości znajdziemy między innymi stary, żydowski cmentarz, w Poczopku zaś wspaniały rezerwat, a w Kopnej Górze kolejny rezerwat. W konsekwencji obiad będzie smakować doskonale. Tam zdecydowanie polecamy babkę ziemniaczaną. Można ją skosztować przy głównej ulicy w Supraślu.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

Na wieczór wróćmy do Białegostoku, by solidnie odpocząć bo całodniowej wycieczce.

Niedziela

Niedzielę zaś możemy spędzić w Augustowie i Suwalszczyźnie. W centrum tego pierwszego znajduje się port, z którego możemy odpłynąć statkiem, by zwiedzić znaną w całej Polsce Dolinę Rospudy. Później, po wspaniałej wodnej wycieczce warto zajechać do klasztoru w Wigrach i Szelmentu, by spróbować swoich sił na wyciągu nart wodnych. Tam też znajduje się restauracja, w której możemy się posilić przed dalszą drogą. Kolejny przystanek to Wiżajny, gdzie znajduje się trójstyk granic Polski, Litwy i Rosji.

fot. K. Gopaniuk

Na zakończenie ostatnim przystankiem będą Stańczyki i wielkie akwedukty. Miejsce warte odwiedzenia, gdyż w Polsce niewiele jest tak wielkich budowli.

Na Podlasiu

fot. K. Gopaniuk

Cała wycieczka zajmie nam nie więcej niż 400 km podróżowania. Dlatego jeżeli ktoś ma samochód na gaz, to będzie go kosztować ta wycieczka jedną, standardowa butla gazu.

Serdecznie zapraszamy!

Czarna dama dusiła wrogów. Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś

Czarna dama dusiła wrogów. Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś

Twierdza Osowiec powstała w drugiej połowie XIX w. Zbudowana została w miejscu zwężenia biebrzańskich bagien, co miało służyć ochronie linii kolejowej Białystok – Królewiec. Składała się ona z czterech fortów i do dziś sławi się tym, że nigdy nie została zdobyta. Pochłonęła jednak wiele ofiar, co z pewnością miało wpływ na nietypowe zjawiska.

 

W Twierdzy Osowiec przetestowano po raz pierwszy gazy bojowe. Chmura o szerokości kilku kilometrów, która powstała po wypuszczeniu chloru z baterii gazowych, przyniosła śmierć tysiącu Rosjan. Wielu próbowało uciec. Jednym się udało, drudzy nie mieli tyle szczęścia. Ocalałych oskarżono o dezercję. Na sądzie polowym żołnierze przyznali, że w oparach widzieli czarną zjawę, wybierającą swe ofiary. Czarna dama, gdyż tak ją nazwano, dusiła ich za gardło, pozbawiając ostatniego tchnienia. Potwór w ciemnej pelerynie miał mieć ponoć szerokość kilku metrów. Ducha widziano również współcześnie. Przypadek został udokumentowany przez reporterów. Na jednym ze zdjęć, po ich wywołaniu okazało się, że przy dziennikarce stała właśnie złowroga Czarna Dama.

 

Pani w czerni to nie jedyna zjawa, jaką można spotkać bądź usłyszeć na terenie Twierdzy Osowiec. Wiele osób skarżyło się, że w czasie zwiedzania czuło na karku mroźny oddech. Nic nam jednak nie grozi, gdyż jest to ”Dobry duch Twierdzy”. Przed wojną młody rosyjski oficer popełnił samobójstwo z powodu odrzuconych zaręczyn szlachcianki z Goniądza. Jego żywot zakończyła kula w skroń i od tej pory towarzysze broni byli świadkami zjawisk paranormalnych. Pewnego dnia odkryli na ścianie wykonany krwią napis ” Chryste, daj wieczny odpoczynek duszy sługi Twojego”.  Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś.  Wszystkich odważnych, nie bojących się upiorów, zapraszamy na wycieczkę po Twierdzy Osowiec. 

 

To jedyne takie miejsce w Europie. Dzieci są zachwycone

To jedyne takie miejsce w Europie. Dzieci są zachwycone

Jedyne takie miejsce

Czy dziecko może przebywać w fabryce? Tak, o ile jest to fabryka..misia. Zeszłego roku w Białymstoku powołano do życia pierwsze takie miejsce w Europie. Każde dziecko po przekroczeniu murów poznaje bajkę o misiu Madrusiu, który bardzo chce poznać nowych kolegów. Należy jednak ich najpierw stworzyć. To jest właśnie zadanie dla maluchów.

Zrób to sam

Dzieci sami decydują o wyglądzie misia swoich marzeń. Wybierają futro, oczy i nos, a także serce, które własnoręcznie malują. Następnie z niewielką pomocą dorosłych wypełniają skórę puchem. Przy użyciu  maszyn, igły i nici w krótkim czasie otrzymają nowego przyjaciela. To jednak nie wszystko. Każdy miś musi mieć też imię i określony charakter. Tak więc dziecko decyduje o życiowej postawie pluszaka. Cały proces kończy się otrzymaniem odpowiedniego certyfikatu. 

Moc atrakcji

Właściciele fabryki sami zbudowali maszyny służące do produkcji misia na życzenie. Śmiało postawili na miejscowych rzemieślników zaopatrujących fabrykę w skórki i inne niezbędne elementy, w tym ubranka. Zrezygnowano z taniej chińszczyzny na rzecz jakości. Fabryka misia zapewnia ponadto inne atrakcje, jak choćby interaktywna podłoga. Zdecydowanie jest to miejsce godne polecenia, nie tylko na przyjęcie urodzinowe dziecka.

Fabryka Misia znajduje się przy ul. Zwycięstwa 8 w budynku Madro.

To może być wielka atrakcja. Jednak nad zabytkiem ciąży fatum

To może być wielka atrakcja. Jednak nad zabytkiem ciąży fatum

Wieża ciśnień w Łomży to bez wątpienia jedna z wizytówek tego miasta. Swą pracę zakończyła oficjalnie w 1992 r. Od tej pory stoi opuszczona i nic na razie nie wskazuje, by sytuacja miała ulec zmianie. 

 

Budynek powstał na początku lat 50. przez co mógłby już oficjalnie zostać zabytkiem. Wpisanie do rejestru zagwarantowałoby ochronę obiektu i zachowanie dziedzictwa kulturowego. Władze miasta chciały sprzedać wieżę razem z działką, lecz niestety bez skutku. Poprzedni prezydent Łomży, Mieczysław Czerniawski, planował przekształcenie jej w obserwatorium astronomiczne. Byłaby to doskonała rozrywka dla uczniów. Taki pomysł nie spodobał się jednak dla Ministerstwa Edukacji Narodowej. Bez uzyskania dotacji inwestycja nie mogła zostać dopięta na ostatni guzik.

 

Kolejne próby przetargu kończą się niepowodzeniem, mimo obniżki ceny za otaczającą działkę. Warunkiem nabycia jest też konieczność rozpoczęcia inwestycji w ciągu dwóch lat. Obecne władze Łomży oczami wyobraźni widzą w wieży ciśnień hotel z restauracją. Na razie to pobożne życzenia. Obiekt mieści się na terenie wpisanym do rejestru zabytków o ”historycznym układzie urbanistycznym miasta Łomży”. Dlatego tez każda decyzja musi przejść przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. Tymczasem wieża coraz bardziej niszczeje i bardziej odstrasza niż przyciąga.

Bocian przemówił ludzkim głosem. Wskazał kufer pełen złota i srebra

Bocian przemówił ludzkim głosem. Wskazał kufer pełen złota i srebra

Ciężkie życie

Nadeszła wiosna. Na dach chaty powróciły bociany. Z promieniami słońca i przyszedł jednak głód. Pozostało chude mleko i ziemniaki. Tak wyglądał marzec Macieja Skiby, mieszkańca niewielkiej osady na Podlasiu. Uśmiech mężczyzny wzbudzał jedynie syn,  który niedawno przyszedł na świat. To w nim upatrywał nadzieję na lepsze jutro. Wedle tradycji dziecku nadano imię po ojcu.

Zatrute powietrze

Minęło 12 lat. Wybuchła epidemia. Większość ludzi albo zmarła, albo uciekła jak najdalej. Maciej Skiba nie przetrwał zarazy, lecz jego syn miał więcej szczęścia. Długo tułał się po innych miastach, lecz nie mając ani wykształcenia, ani fachu w ręku, nie mógł znaleźć pracy. Wrócił więc do rodzinnej osady. Następnego dnia na podwórzu odnalazł pisklę i stojącego przy nim bociana.

Bogactwo pod kamieniem

Maciej bez chwili zastanowienia odłożył młodego ptaka do gniazda. Pełen żalu mówił sam do siebie, że chce zakończyć swój żywot. Wówczas bocian przemówił ludzkim głosem. Nakazał Maćkowi porzucić troski. W zamian za pomoc wskazał dla chłopaka ukryty pod kamieniem skarb. Bocian mówił prawdę. Faktycznie kufer pełen był złotych i srebrnych monet.  Maciek jednak ostrożnie dysponował niespodziewanym majątkiem. Kupił kilka koni, krów i zbudował dom. Wkrótce spotkał miłość swego życia. Wioska powoli zaczęła się zaludniać. Po dziś nosi nazwę Boćki.

Z wiatrem we włosach ścigają się po rzece

Z wiatrem we włosach ścigają się po rzece

Przez Augustów przepływa rzeka Netta, stanowiąca swoiste źródło miejskich rozrywek. W 1999 r. uruchomiono na niej pierwszy w kraju profesjonalny wyciąg nart wodnych. Władze miasta zostały nagrodzone z okazji tego wydarzenia. Wyciąg otrzymał bowiem tytuł ”Atrakcji turystycznej roku”.

 

Parametry wyciągu są imponujące. Posiada om 740 m długości, a prędkość, jaką pozwala rozwinąć to blisko 60 km/h. Na miejscu obsługa zapewnia wynajem fachowego sprzętu, a doświadczeni instruktorzy zapewniają bezpieczeństwo turystom. Wyciąg czynny jest codziennie w lipcu i sierpniu. W miesiące takie jak maj, czerwiec i wrzesień, z jego usług skorzystamy jedynie w weekendy. Jednorazowy wypad ze sprzętem wiąże się z kosztem 4 zł, zaś za całodniowe szaleństwo bez ekwipunku zapłacimy 100 zł.

 

Mimo że taki sport wymaga sprawności fizycznej, co roku tysiące turystów zostawia obawy za sobą. W drugiej połowie lipca odbywają się zawody w skokach na nartach wodnych – memoriał Zygmunta Kowalika ”Netta Cup”. Konkurs ten posiada międzynarodowy wydźwięk i organizowany był już w latach sześćdziesiątych. Od kilku lat rozgrywane są też konkurencje o puchar burmistrza miasta, które rozpoczynają się po zachodzie słońca. W sierpniu z kolei mamy do czynienia z prestiżowymi Mistrzostwami Polski. Kategorie w jakich startują zawodnicy to: slalom, skoki i jazda figurowa.

Wsie podzielone rozlewiskiem. Przyjedź na kładki.

Wsie podzielone rozlewiskiem. Przyjedź na kładki.

Między miejscowościami Śliwno i Waniewo, oddalonymi od Białegostoku o około 30 km, odnajdziemy kładkę, która tylko z nazwy jest zwyczajna. Na początek naszej przygody musimy użyć siły mięśni aby przyciągnąć platformę, która pozwoli dostać się na drugi brzeg Narwi. Znajdujące się na kołowrotku liny nie powinny sprawić żadnego kłopotu. Dlatego też posiłować się mogą też dzieci. Łącznie na trasie przygotowano pięć takich tratw.

 

Gdy już uporamy się z platformami możemy się delektować pięknem okolicy. Przejście nad rozlewiskami jest całkowicie bezpieczne przez co nie musimy obawiać się o nasze pociechy. Jako że turystów nie ma zbyt wielu nic nie zakłóci spokoju przyjezdnym. Kilometrowa drewniana kładka posiada wieżę obserwacyjną, z której skorzysta nie tylko miłośników ptaków. Wieża powstała w miejscu dawnego zamczyska. Kładkę można zwiedzać z obu stron. Do nas już należy wybór czy spacer rozpoczniemy w Śliwnie czy w Waniewie.

 

Przyjedź tutaj, a będziesz miał erotyczne sny

Przyjedź tutaj, a będziesz miał erotyczne sny

Pobojna Góra według przekazów stanowiła grodzisko Jaćwingów. Plemię osiedlało się często na terenach oo szczególnej koncentracji energii. Takie też znaleźli nad Biebrzą. Nazwa góry wiązać się może ze szwedzkim potopem, bowiem właśnie tam wojska walczyły najdłużej. Pobojna Góra to jednak nie tylko miejsce śmierci wielu żołnierzy. Dziesiątki osób doświadczyło tam czegoś niewytłumaczalnego.

 

Jeśli zachowamy ciszę z łatwością usłyszymy odgłosy, które wydobywają się z ziemi. Najczęściej są one w obcym języku. Niejednokrotnie okolicę przeszywa krzyk, lecz również i piękny śpiew. Pewne jest, że każdy biwakowicz będzie miał nad Biebrzą fantazyjne sny, które okazują się być niesamowicie realne. Wypoczywający na urlopie nauczyciel usłyszał głos mężczyzny żądający zapłaty za miejsce namiotowe. Gdy ten odmówił niespodziewany gość runął z hukiem na konstrukcję. Nauczyciel błyskawicznie obudził się z bólem.  Faktycznie namiot spadł mu na głowę.

 

Przed laty reformator społeczny hrabia Karol Brzostowski wyznał nad Biebrzą miłość Wiktorii Rymaszewskiej. Niespotykane widoki działają na wyobraźnię do dziś. Na Pobojną Górę nadal przybywają chętnie pary zakochanych. Okolice pobudzają siły witalne. Noc to gwarancja erotycznych snów. Niejedni wracali do cywilizacji jako już zaręczeni. Samotni mężczyźni muszą mieć się na baczności. Duchy młodych dziewic są aktywne zwłaszcza latem i nie koniecznie okażą im dobroć. Opowieści o Pobojnej Górze zainteresowały znanego jasnowidza, ojca Kilimuszkę. Stwierdził on obecność wielu bytów i tajemniczych przedmiotów.

 

Puszcza Białowieska kryje skarb. Dołącz do poszukiwań

Puszcza Białowieska kryje skarb. Dołącz do poszukiwań

Coś nowego

W okolicach Puszczy Białowieskiej powstało 11 tras łączących naukę z zabawą. Mowa to o tzw. szlakach questingowych. Uczestnicy zabawy odpowiadając poprawnie na pytania otrzymują wskazówki umożliwiające dotarcie do ukrytego w skrzyni skarbu. Poruszać możemy się w dowolny sposób. Możemy wybrać pieszą wędrówkę bądź też rower. Nietypowa forma wypoczynku promowana jest jako produkt turystyczny powiatu hajnowskiego. Stanowi doskonałą propozycję na spędzenie wolnego czasu zarówno dla osób indywidualnych, jak i grup zorganizowanych, zwłaszcza szkolnych wycieczek.

Questing w praktyce

Zgodnie z zasadami questingu trasy w terenie nie są opisane, lecz znajdziemy je wyłącznie w sieci. Zagadki dotyczą różnych dziedzin. Dzięki questom historycznym zagłębimy się choćby w tematykę związku królowy Bony z Narwią. Zagadki kulturowe czekać zaś będą na nas w miejscowości Nowoberezewo, gdzie to będziemy podziwiać krajobraz podlaskiej wsi. Z kolei Dubicze Cerkiewne zapraszają na ”Szlak Błękitu” i zapoznanie się z obrządkiem wschodnim. W kolejnych miasteczkach na własne oczy przekonamy się o wzajemnym przenikaniu kultur , będziemy też świadkami prac rękodzieła ludowego. Questy w powiecie powstały dzięki projektowi dofinansowanemu z Unii Europejskiej – ”Questing – Wyprawy odkrywców w Puszczy Białowieskiej”.

 

Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Niejednokrotnie z ust turystów wydobywa się stwierdzenie, że Suwalszczyzna posiada bajkowe krajobrazy. Co więcej, w Suwałkach urodziła się autorka wielu książek dla dzieci, Maria Konopnicka.  Było to powodem utworzenia tzw. Baśniowego Szlaku. Oprócz Suwałk, składa się na niego sześć innych okolicznych miejscowości – Nowa Wieś, Kopiec, Puńsk, Bakałarzewo, Rutka Tartak oraz Sejny.

Na szlaku odnajdziemy siedem przystanków nazywanych Wioskami Bajek. Na początek czeka na nas zaułek krasnoludków. Mieści przy Muzeum Marii Konopnickiej, utworzonym w domu gdzie pisarka przyszła na świat. Sympatyczne krasnoludki zabiorą chętnych na poszukiwanie skarbu, a w czasie wędrówki opowiedzą nam wiele barwnych opowieści. Każda wioska to inne atrakcje. Towarzyszyć nam będą postacie z różnych bajek i baśni. Wycieczki umożliwiają poznanie zarówno świata fauny i flory, jak i dawnych zwyczajów. Dzieci nauczą się też niemało o litewskiej kulturze. Przede wszystkim jednak szlak daje dzieciom szansę na aktywny wypoczynek, a to choćby dzięki parkom linowym istniejącym w Wiosce Zapomnianych Wojów.

Rywalizowali w blasku księżyca

Rywalizowali w blasku księżyca

Śnieg, noc i pot. W połowie lutego już po raz piąty odbył się w Suwałkach bieg narciarski na orientację. Spragnionych adrenaliny gościła trasa ”papiernia”. Imprezę zorganizował tradycyjnie Klub Rowerowy MTB Suwałki przy wsparciu nadleśnictwa Suwałki. Uczestnicy musieli wykazać się kondycją i umiejętnością szybkiego myślenia przy wzmożonym wysiłku, co wcale nie jest łatwym zadaniem.

 

Śmiałkowie, mając do dyspozycji jedynie czytelną mapę,  musieli odszukać zaznaczone na niej punkty kontrolne. Mapy zawierały wszelkie niezbędne informacje na temat gęstości lasu czy rodzaju podłoża. Większość punktów kontrolnych stanowiły tablice ścieżki edukacyjnej.  Gdy już im się to udało, należało za pomocą odpowiedniego kasownika potwierdzić swoją obecność.

 

Biegi na orientację (już bez nart) odbywają się również w innych porach roku. Aby stanąć na starcie nie trzeba być wcale wyczynowcem. Wystarczy chęć aktywnego spędzenia czasu na łonie natury. Nadleśnictwo Suwałki przygotowało w tym celu trzy stałe trasy. Są to kolejno ”Las Suwalski” , ”Szwajcaria” oraz  ”Rutka”.

 

 

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Na skraju Puszczy Białowieskiej leży niewielka wieś Dubicze Cerkiewne. Już sama nazwa wskazuje na związki z obrządkiem prawosławnym. Pierwsza świątynia powstała w połowie XVI, co potwierdza przywilej wydany przez króla Zygmunta III Augusta. W sąsiedztwie przebiegał trakt carski z Bielska Podlaskiego do Kamieńca. Z tego właśnie względu droga aż do dzisiaj nazywana jest gościńcem Kamienickim.

 

Pierwsza świątynia pod wezwaniem Piotra i Pawła zakończyła swe istnienie w gwałtowny sposób. Stanęła bowiem w płomieniach. Ikona niesiona przez silny wiatr zatrzymała się na samym końcu wsi. Mieszkańcy uznali, że właśnie tam powinna powstać nowa cerkiew.

 

Bardziej fantastyczna wersja mówi o zapadnięciu się świątyni przez ziemię. Miała to być kara za grzechy parafian. Ponoć jeśli 12 lipca w południe, gdy przyłożymy ucho do ziemi na wzgórzu, usłyszymy bicie cerkiewnych dzwonów. W miejscu tym stoi do dziś kamienny krzyż. Stanowi pamiątkę po starej cerkwi. Obecna drewniana świątynia w Dubiczach Cerkiewnych powstała tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Jej konsekracja nastąpiła zaś w 1955 r.

Sam zbudował sobie zamek

Sam zbudował sobie zamek. W połowie drogi między Drohiczynem a Mielnikiem ukazuje się coś wyjątkowego, coś, czego nie spotyka się codziennie w podróży przez te ziemie. W świecie, gdzie wiele zabytków chyli się ku upadkowi, jedno miejsce śmiało wyłamuje się z tego trendu – Korona Podlasia, zamek wznoszony od dziesięciu lat z niesłabnącym zapałem przez jednego człowieka. To dzieło pasji, które z dnia na dzień nabiera coraz większego blasku, budząc zachwyt i podziw. Prasa nie omieszkała poruszyć tematu tego niezwykłego zamku, a reportaże o nim krążą w mediach publicznych, zdumiewając widzów swoją historią i rozmachem przedsięwzięcia.

Sam zbudował sobie zamek – ogrodzenie z nietypowego surowca

Historia tego monumentalnego dzieła sięga początku, kiedy to właściciel, Jerzy Korowicki, postanowił zbudować z kamienia solnego ogrodzenie. Dlatego coś co początkowo miało być jedynie płotem, przerodziło się w ambitne przedsięwzięcie – wzniesienie prawdziwej twierdzy. Korowicki, niezłomny we wznoszeniu murów, zajął się każdym szczegółem, każdym kamieniem, by z dnia na dzień spełniać swoje marzenie. Krzemienie i otoczaki, starannie obrabiane własnoręcznie, stanowią główny budulec zamku, nadając mu niepowtarzalny charakter i solidność, która robi wrażenie.

Wyposażenie zamku

Chociaż wnętrza zamku nie są jeszcze w pełni wyposażone, natomiast jego imponująca bryła robi już ogromne wrażenie. Wśród surowych murów odnajdziemy na razie tylko prosty stół rycerski, dlatego w przyszłości zamierza się tu stworzyć salę uroczystości kameralnych. Na szczycie zamku, dumnie wznosi się korona, symbolizująca jego wyjątkową rangę. Dlatego też nawet własny herb nie został zapomniany – lustrzane odbicie herbu Siemiatycz stoi za znakiem tego dzieła.

Wykorzystanie obiektu

To miejsce stało się ulubionym punktem sesji fotograficznych dla nowożeńców. Zapewne dlatego, że przyciąga ich swoim niezwykłym urokiem, jak również romantycznym krajobrazem, rozpościerającym się dookoła, na malowniczych terenach nad Bugiem. Warto również dodać, że pierwotnie na terenie zamku planowano uruchomić zakład przetwórczy. Na szczęście te plany nigdy nie ujrzały światła dziennego. Pozwolono Koronie Podlasia zachować swój dostojeński charakter i historyczną rangę, którą tak dumnie nosi.

Historia klasztoru w Puszczy. Przyrzekali ubóstwo. Zbili majątek.

Historia klasztoru w Puszczy. Przyrzekali ubóstwo. Zbili majątek.

Historia Klasztoru w Puszczy. Klasztor w Puszczy, położony na jednej z wysp jeziora Wigry, jest nie tylko miejscem o bogatej historii, ale również miejscem, które od wieków przyciągało uwagę wielu znakomitych postaci. Jego otoczenie pełne jest magicznych zakątków i tajemniczych legend. Nieopodal klasztoru rozciąga się urokliwa kraina, w której niegdyś królowie Polski urządzali swoje polowania, a teraz jest to miejsce, gdzie czas zatrzymuje się, pozwalając na refleksję i kontemplację.

Historia klasztoru w Puszczy – sprowadzenie kamedułów

Na wyspę, na której znajduje się klasztor, król Jan Kazimierz podarował kamedułom wieczyste użytkowanie, chcąc w ten sposób zapewnić im bezpieczeństwo i odpoczynek od ziemskich zmartwień. Choć upływ lat sprawił, że klasztor nieco niszczeje, wciąż emanuje swoim wyjątkowym urokiem. Figury zakonników, dawne eremy oraz majestatyczna wieża zegarowa stanowią niepowtarzalną atmosferę tego miejsca, przyciągając do siebie wielu pielgrzymów i turystów. Historia sprowadzenia kamedułów na polskie ziemie ma swe korzenie w wydarzeniach początku XVII wieku. Jeden z królewskich marszałków, przechodząc spowiedź przed papieżem, otrzymał zadanie sprowadzenia zakonu do Polski jako akt pokuty za swoje grzechy. Mimo wątpliwości i obaw, przeorowie podjęli się tej misji, rozpoczynając budowę pierwszych eremów w Krakowie i Warszawie. W końcu osiedli na terenach Suwalszczyzny, gdzie na wyspie Wigier założyli swoją siedzibę.

Życie na wyspie

Początkowo życie na wyspie było trudne, jednak dzięki wytrwałości i determinacji zakonników, szybko powstało miasto Suwałki. Zakonnicy, choć przyrzekli życie w ubóstwie, stali się posiadaczami wielkiego majątku. Czerpali z różnorodnych działań gospodarczych, takich jak rybołówstwo, rolnictwo czy przemysł. Pomimo złożenia ślubów milczenia, sprawnie zarządzali swymi dobrami. Sprawiło to, że pustelnia na wyspie stała się jednym z najbogatszych ośrodków w całej Europie, przyciągając uwagę wielu ludzi. Dzisiaj klasztor w Puszczy nadal przyciąga pielgrzymów i turystów, którzy pragną zanurzyć się w atmosferze spokoju i zadumy. Pragną również odkryć tajemnice jego historii oraz doświadczyć bliskości Boga w otoczeniu natury i piękna architektury.

fot. Wikipedia / Krzysztof Mierzejewski

Modlitwę łączyli z wysiłkiem

Modlitwę łączyli z wysiłkiem

Modlitwę łączyli z wysiłkiem. W pierwszej pielgrzymce rowerowej z Białegostoku do Jabłecznej uczestniczyli ludzie o różnych przekonaniach i wyznaniach, łącząc się w duchu wspólnego poszukiwania głębszego znaczenia życia. Licząca 255 kilometrów trasa stanowiła nie tylko wyzwanie fizyczne, lecz także okazję do wewnętrznego wzrostu i refleksji. Przejechanie jej w ciągu trzech dni wymagało od uczestników zarówno siły woli, jak i cierpliwości w pokonywaniu trudności. Każdy kilometr przynosił nowe doświadczenia i możliwość zbliżenia się do siebie oraz innych uczestników. Planowana kolejna edycja pielgrzymki już teraz budzi ogromne oczekiwania i entuzjazm. Wzbudziła nadzieję na jeszcze głębsze doświadczenia duchowe i wzmacnianie więzi społecznych.

Modlitwę łączyli z wysiłkiem – wsparcie duchowe

Podczas pielgrzymki dążyliśmy do osiągnięcia naszego docelowego miejsca. Ale oprócz tego doświadczaliśmy wzajemnego wsparcia duchowego i umocnienia poprzez wspólne modlitwy i refleksje. Było to nie tylko podróżowanie fizyczne, ale również duchowa wędrówka, która pozwoliła nam zbliżyć się do siebie i do Boga. Święto św. Onufrego Wielkiego, które uroczyście obchodziliśmy na zakończenie naszej podróży, stanowiło wyjątkową okazję do jeszcze głębszego zanurzenia się w duchowość i tradycje prawosławne. Wspólne uczestnictwo w liturgii, modlitwie i obrzędach religijnych pozwoliło nam zintegrować się jako społeczność pielgrzymów oraz umocnić naszą wiarę i więź z Bogiem. Ta wyjątkowa podróż przyniosła nam niezwykłą radość z osiągnięcia celu. Wzbogaciła również nasze życie duchowe i umocniła naszą więź z naszą wiarą.

Kluczowe elementy organizacyjne

Zapewnienie uczestnikom odpowiednich warunków było kluczowe dla powodzenia pielgrzymki i zapewnienia bezpieczeństwa oraz komfortu podróżującym. Dodatkowo, możliwość pozostawienia bagaży w busie ułatwiała podróż i sprawiało, że uczestnicy mogli skupić się na duchowym wymiarze pielgrzymki. Zainteresowanie wydarzeniem w zeszłym roku było ogromne, co świadczy o potrzebie takich inicjatyw w społeczności. Planowana powtórka w tym roku obiecuje być równie udana. Przyciąga rowerzystów z różnych kręgów i zachęcając ich do połączenia aktywności fizycznej z duchowym odkrywaniem. Rower stał się tutaj nie tylko środkiem transportu, ale także narzędziem do poszukiwania głębszego znaczenia i więzi z innymi ludźmi.

Muzeum raz w roku staje się operą

Muzeum raz w roku staje się operą

Wizytówką Drozdowa koło Łomży jest bez wątpienia Muzeum Przyrody. Mieści się ono w Dworku Lutosławskich. Od ponad dwudziestu lat na końcu czerwca w jego murach następuje inauguracja i finał Festiwalu Muzyczne Dni Drozdowa. Jest to jedno w ważniejszych wydarzeń w regionie. Dworek rozbrzmiewa w rytm oper, operetek czy musicali. Impreza trwa kilkanaście dni. Składają się na nią koncerty w okolicznych miejscowościach,  choćby w Jedwabnem czy Kolnie. Muzykę można usłyszeć zarówno w kościele, jak i centrum handlowym.

 

Lutosławscy pojawili się w Drozdowie pod koniec XVIII w. Przez lata mieszkało tam kilka pokoleń rodziny jednego z najlepszych współczesnych kompozytorów – Witolda Lutosławskiego. Sam muzyk spędził w tej miejscowości całe dzieciństwo. W Muzeum możemy dogłębnie zapoznać się z jego losami.

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Zbucz, niewielka miejscowość w powiecie hajnowskim, stanowi nie tylko malowniczy punkt na mapie, ale także enigmatyczne świadectwo przeszłości, które przyciąga uwagę zarówno lokalnych mieszkańców, jak i badaczy historycznych. Tajemnicze nasypy w formie wałów, wznoszące się na tle płaskiego terenu, stanowią punkt centralny tutejszego krajobrazu, budząc spekulacje i domysły co do ich pochodzenia i funkcji. Od pokoleń są one nazywane przez mieszkańców po prostu „okopami”, choć dotychczas nie udało się jednoznacznie ustalić historii ich genezy. Jednakże, w miarę jak czas płynie, istnieje obawa, że tajemnice te mogą zaginąć w zapomnieniu lub zostać zniszczone przez działalność człowieka lub naturalne procesy erozji. Dlatego ważne jest, aby kontynuować starania w celu ochrony tych miejsc, aby mogły służyć jako inspiracja dla przyszłych pokoleń.

W poszukiwaniu prawdy – tajemnicze nasypy

Niektórzy badacze sugerują, że te tajemnicze nasypy mogły powstać w czasach najazdów tatarskich, gdy imperium mongolskie osiągnęło szczyt swojej potęgi. Jednakże, inne teorie wskazują na XVII wiek i czasy potopu szwedzkiego jako bardziej prawdopodobne okresy powstania tych struktur. Opierając się na historycznych dokumentach i analizach archeologicznych, badacze wskazują na istnienie szkieletów datowanych na okres wojen ze Szwedami. Dodaje to wiarygodności hipotezie o ich związku z tamtymi wydarzeniami. Istnieje przypuszczenie, że wzniesienia mogły pełnić funkcję cmentarza, gdzie pochowano osoby związane z okolicznymi wydarzeniami. Być może stanowiły one również punkt obronny lub schronienie przed nieprzyjaciółmi, gdzie przechowywano również cenne przedmioty.

Badania archeologiczne

Dotychczasowe wykopaliska i badania archeologiczne nie zdołały jednoznacznie odpowiedzieć na wiele pytań. Pozostawiły wiele kwestii otwartych i tajemniczych. Nadal niejasne jest, skąd przybyli i gdzie mieszkali ludzie, którzy wykorzystywali ten nietypowy teren. Należy koniecznie  porównać okopy z podobnymi miejscami na Podlasiu, co rzuci nieco więcej światła na historię tego regionu. Ziemia z pewnością kryje nadal wiele tajemnic. Tajemnicze okopy w Zbucz mogą być kluczem do odkrycia kolejnych fragmentów nieznanej historii i zrozumienia przeszłości tego fascynującego miejsca.

Źródło zdjęcia: http://wielkarajza.pl/

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

Nie ma problemu ze smogiem

W ostatnim czasie smog dał się we znaki mieszkańcom Polski, ale nie tak bardzo mieszkańcom województwa podlaskiego. Miały wpływ na to zapewne trzy czynniki. Niestety ludzie wrzucają do pieca co popadnie, tak samo jak w innych rejonach Polski, ale… województwo nie jest gęsto zaludnione, dzięki czemu dym nie osiada tak samo jak na przykład w Katowicach czy Chorzowie. Drugim czynnikiem jest większa lesistość terenu, przez co drzewa wchłaniają więcej dwutlenku węgla. Ostatnim czynnikiem jest specyficzne położenie geograficzne choćby Krakowa. Miasto znajduje się na wklęsłym terenie.

Czas płynie bardzo wolno

Jeżeli przemierzacie samochodem czy rowerem przez Podlaskie i zjedziecie z głównych dróg, to natychmiastowo poczujecie jak zatrzymuje się czas. Będą Was otaczać stare domy, natura nieskalana obecnością człowieka, a także spokojnie pasące się zwierzęta. Słoneczny, bezwietrzny dzień tylko spotęguje te uczucie.

Uprzejmi ludzie

Nie ma chyba innego takiego województwa w Polsce, w którym obce osoby zaczepiają się w autobusach, na przystankach czy kolejkach, by sobie po prostu porozmawiać. Sympatyczne towarzystwo często też spotkamy w parkach, skwerach i deptakach.

Jeziora, rzeki, dużo lasów

Podlaskie jest fantastycznie położone. Na jego terenie mamy jeziora, rzeki, a także mnóstwo lasów! Można tu organizować niekończące się piesze wycieczki szlakami, a także wyprawy rowerowe.

Blisko na Litwę, Mazury i nad… Bałtyk z dwóch stron!

Samochodem też pojedziemy w ciekawe miejsca. Bardzo szybko się dostaniemy na Litwę, Mazury a także Bałtyk – ze strony polskiej i litewskiej, a gdy postaramy się o wizę, to możemy również szybko dostać się do Królewca i spędzić czas nad tamtejsza częścią Morza Bałtyckiego.

Rzut beretem do Warszawy

Mówi się, że bezpieczna odległość zamieszkania teściowej od małżeństwa to taka, gdy teściowa nie może przyjść do nas w kapciach. Podobnie jest ze stolicą Polski. Nie pójdziemy do niej w kapciach, ale szybko się dostaniemy choćby po to, by dostać się na któreś lotnisko lub zaczerpnąć naprawdę wielkomiejskiego życia.

Kilkadziesiąt ścieżek rowerowych

Jeżeli jednak postanowimy nie ruszać się z Podlaskiego i akurat kochamy rower, to możemy tutaj jeździć bez końca! Podlaskie na swoim terenie ma kilkadziesiąt ścieżek rowerowych, w tym szlak Green Velo. Jeżeli ktoś ma tyle sił, to może przejechać 100 i 200 km bez obaw, że nie będzie miał gdzie się ruszyć.

Tygiel kulturowy

Ostatnio źle się mówi o sytuacji u zachodnich sąsiadów. Nastąpiła tam wielka mieszanka różnych kultur i jak przyznali odpowiedzialni za to politycy – multi-kulti nie powiodło się. Tymczasem Podlaskie to prawdziwy tygiel kulturowy, miejsce, gdzie ludzie żyją ze sobą we wspaniałej symbiozie. Oczywiście, jak to ludzie – nie obywa się bez antagonizmów i złośliwości, ale jest bezpiecznie i spokojnie. Dlatego na jednym terenie mogą mieszkać ze sobą katolicy, prawosławni, Tatarzy (rdzennie polscy Muzułmanie), a kiedyś pośród nich – i to w zdecydowanej większości Żydzi, którzy podczas II Wojny Światowej zostali wymordowani.

Dziesiątki miejsc, by się zaszyć

Mówi się o Bieszczadach – że można rzucić wszystko i tam jechać. Tam mamy jednak tylko góry, a zaszycie się polega na tym, że zapewne zaszyjemy się w takim górskim domku właśnie. Podlaskie jest o tyle atrakcyjniejsze, że tutaj miejsc, w których możemy się zaszyć jest dziesiątki… Jest duża oferta agroturystyczna, z dala od miejskiego zgiełku, a także… tanie siedliska do kupienia w totalnych… dziurach!

Najwięcej pubów na mieszkańca

Jeżeli ktoś kocha nocne życie, to zapraszamy do Białegostoku. Statystycznie na każdego mieszkańca przypada najwięcej pubów. Ostatnio modne stały się lokalne piwa. Tutaj można spróbować naprawdę bardzo wielu interesujących smakowo wyrobów.

Jesteśmy przekonani, że powodów, dla których warto zamieszkać . Znacie jakieś?

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Ultra Śledź Puszczy Knyszyńskiej przeciera to pierwszy terenowy maraton biegowy na Podlasiu. W tym roku miała miejsce jego druga edycja. Uczestnicy mogli wybrać spośród tras o długości 50 i 80 km. Bieg miał swój początek i koniec w Supraślu, a dokładniej w Domu Ludowym. Tereny są bardzo wymagające – Puszcza Knyszyńska szybko weryfikuje nasze biegowe przygotowanie. Jako, że rywalizacja zaczęła się wczesnym rankiem, głowy biegaczy ozdabiały…latarki. Na trasie pojawiło się ponad 200 – stu śmiałków. Zawodnikom uzyskanie dobrych czasów niewątpliwie uniemożliwiła pogoda – wiatr i silny deszcz. Typowa podlaska pogoda dla tej pory roku. Najszybszy uczestnik pokonał 50 km w ponad 4,5 godziny. Długo więcej musieliśmy czekać na zwycieżcę w kategorii 80 km. Metę przekroczył blisko 3 godziny później.

 

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

 Co było zanim powstał Dramatyczny. Każde miasto kryje w sobie historie zapomniane, ukryte pod warstwami czasu, które czasem wychodzą na światło dzienne w formie opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jedną z takich historii jest opowieść o niegdyś malowniczym parku, który niegdyś tętnił życiem w sercu Białegostoku. Miejsce to, znane jako Argentyna, było nie tylko miejscem spotkań i rozrywki, ale także świadkiem dramatycznych przeżyć mieszkańców. To tutaj, w otoczeniu przyrody i dźwięków akordeonu, rozgrywały się historie miłości, radości i smutku, które pozostawiły ślad w pamięci mieszkańców. Zapraszam więc do podróży w głąb czasu, by odkryć historię Argentyny przed teatrem Dramatycznym.

Co było zanim powstał Dramatyczny – argentyna przed teatrem

W XIX wieku, gdy nie istniał jeszcze Teatr Dramatyczny, park znanym jako Argentyna był miejscem o wyjątkowej historii i atmosferze. Serce tego terenu, staw, przez lata był świadkiem zarówno piękna natury, jak i przemysłowej działalności, której ślady pozostały w intensywnie niebieskim kolorze wody. Decyzja o zasypaniu zbiornika była punktem zwrotnym dla tego miejsca. Jednak mieszkańcy nadal mogli cieszyć się urokami sąsiadującej z parkiem rzeki Białej. Rozkwit parku w okresie międzywojennym dopełnił jego historię, będąc świadkiem zarówno radości miłości, jak i gorzkich rozstań. Staw, choć zanieczyszczony, nadal emanował swoim niebieskim blaskiem, przyciągając mieszkańców i turystów chcących zanurzyć się w tej wyjątkowej atmosferze. Decyzja o jego zasypaniu była jak zamknięcie księgi pełnej opowieści. Po latach ludzie wspominali o nim z nostalgią, jak o miejscu, gdzie życie toczyło się nieco inaczej niż gdzie indziej.

Wszystko zalane

Na terenie parku odbywały się festyny, zabawy czy też zbiórki pieniędzy na białostockie sieroty. W drewnianej restauracji w każdy weekend słychać było dźwięki akordeonu grającego modne wówczas tango. Stąd też nazwa parku – owy gatunek wywodzi się bowiem z Argentyny. W 1923 r. wówczas jeszcze nieuregulowana Biała zmieniła się w rwący potok. Po okolicy poruszano się łódkami, a park został całkowicie zalany. Pod koniec lat dwudziestych postanowiono stworzyć żywy pomnik J. Piłsudskiego. Wybudowano w tym celu budynek Teatru Dramatycznego. Park stopniowo przestawał istnieć, a spacerowicze przenieśli się na planty.

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Dar Puszczy

Dolina Rospudy stanowi obszar chroniony, stanowiąc część Puszczy Augustowskiej. Swą nazwę zawdzięcza urokliwej rzece, stanowiącej górny bieg Netty. Piękne krajobrazy, a także interesujące zabytki możemy podziwiać z siodełka roweru. Długość szlaku wynosi blisko 50 km. Oznakowany w terenie kolorem zielonym jest łatwy do przejechania nawet dla mało wprawionych rowerzystów.

Atrakcje po drodze

Wycieczka trwa tylko jeden dzień. Szlak rozpoczyna się w Augustowie, mieście uznanym w 2014 r. za najfajniejsze miasto w Polsce. Mimo, że po drodze odnajdziemy liczne ciekawe miejsca, warto skupić się na tylko kilku z nich. Pierwszym istotnym punktem na szlaku jest Uroczysko – Święte Miejsce, stanowiące pradawne miejsce kultu religijnego. W oczy wrzuca się masywna drewniana rzeźba Świątka. Niegdyś odprawiano tam modły nawiązująca do prawosławnego święta Jordanu. Wierni zjadali rytualny posiłek i obmywali się w pobliskiej rzeczce Jałówce, uważanej za leczniczą. Składali też ofiary z pieniędzy i żywności. Zwyczaj w zmienionej formie przetrwał do dzisiaj i co roku odbywa się tam odpust.

 

Z Uroczyska dojedziemy wprost do Dowspudy. Szczególną uwagę należy zwrócić tam na ruiny neogotyckiego pałacu Paców, który został wybudowany w latach 1820-1827. Charakteryzował go niespotykany przepych i bogate wzornictwo. Znajdowały się w nim, m.in. kaplica, biblioteka czy oranżeria. W związku z nadmiernym eksponowaniem majętności powstało powiedzenie: ”Wart Pac pałaca, a pałac Paca”. Niestety z pałacu pozostało niewiele.

 

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Jedną z ciekawszych atrakcji Hajnówki jest z pewnością Park Miniatur Zabytków Podlasia. Mieści się on przy drodze wylotowej do Bielska Podlaskiego. Miniatury wykonano w skali 1;25, co jest już standardem w innych europejskich ekspozycjach tego typu. Możemy podziwiać charakterystyczną dla regionu architekturę drewnianą, świątynie, pałace i zrekonstruowane już nieistniejące budowle. Każdą z makiet zaopatrzono w tabliczkę informacyjną, która zawiera krótką historię zabytku, a także mapkę lokalizacyjną oryginalnego obiektu.

 

Odnajdziemy tam takie pozycje, jak ratusz z Bielska Podlaskiego, meczet w Kruszynianach czy młyn wodny w Ciechanowcu. Makiety zajmują łącznie powierzchnię około 0,7 ha. Ekspozycja została ulokowana między alejkami, wśród traw, roślin ozdobnych i oczka wodnego. Teren parku jest wyjątkowo zadbany. Na kierowców czeka parking, zaś turyści odpoczną na wygodnych ławkach. Należy zapamiętać, że na teren parku nie można wprowadzać zwierząt. Obiekt w pełni przystosowano pod przyjmowanie zorganizowanych wycieczek autokarowych, co jest doskonałą informacją dla szkół. Park Miniatur Zabytków Podlasia czynny jest od maja do września.

Nad świątynią wisiało fatum

Nad świątynią wisiało fatum

Pierwszy kościół w Jałówce położonej przy granicy z Białorusią, ufundowała królowa Bona. Wojny, które przechodziły przez kraj nie oszczędziły drewnianej budowli. Została ona odbudowana dopiero w połowie XVIII w. przez Kazimierza Sapiehę. Musiało minąć wiele lat nim na okolicznej ziemi stanął murowany kościół. Niedokończoną budowę przekazano wpierw wyznawcom prawosławia, a następnie na drodze stanęły przeszkody biurokratyczne. Pozwolenie uzyskano dopiero w 1911 r., lecz prace budowlane rozpoczęto już wcześniej. Wcześniejsza data figuruje też na kamieniu węgielnym.

Na okazały kościół zużyto ponoć ponad 100 wagonów cegły. Świątynię w stylu neogotyckim przywrócono w końcu katolikom, a jej oficjalne otwarcie dla wiernych nastąpiło w 1915. Kościół został zniszczony przez wycofujących się Niemców. Dach przestał istnieć, a pozostały wyłącznie ruiny ścian. Co roku odbywa się tam msza dzięki zainstalowaniu ołtarza polowego. Ruiny często odwiedzane są przez pary młode, które wybierają je na scenerię sesji fotograficznych. Oby tylko małżeństwo nie legło w gruzach. Malownicze brzozy i bliskość do granicy z Białorusią stwarza nietypową atmosferę.

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu. Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat, tworząc fascynującą historię mniejszości etnicznej. Mniejszość tatarska, licząca blisko 6 milionów ludności wyznania muzułmańskiego, odgrywa istotną rolę w tej historii. W Polsce narodowość tatarską deklaruje około 2 tysięcy osób, zdecydowana większość z nich osiedla się na Podlasiu, głównie w Białymstoku i powiecie sokólskim. Ale skąd przybyli ich przodkowie?

Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat – historia mniejszości etnicznej

Historia sięga XIV wieku, gdy Tatarzy zasiedlili tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego, zostawiając swój niepowtarzalny ślad w historii regionu. Ich obecność nie tylko miała znaczenie militarnego, wchodząc w skład polskich oddziałów, ale również przyniosła konsekwencje społeczne i kulturowe. W zamian za służbę, Tatarzy otrzymywali ziemie. Umożliwiło powstanie pierwszych tatarskich gospodarstw i folwarków, stanowiących fundament dla dalszego rozwoju społeczności.

Wsparcie materialne dla tatarskich osad

Rozwój społeczności Tatarów otrzymał znaczący impuls dzięki wsparciu materialnemu udzielonemu przez Jana III Sobieskiego. Z upływem lat osady tatarskie rozrastały się, zachowując swoją odrębność religijną, kulturową i językową. Dziś symbolem dziedzictwa tatarskiego są głównie meczety i mizary, stanowiące centra życia religijnego i społecznego dla tej społeczności. Pomimo zmieniających się czasów i wyzwań, tatarska społeczność nadal pielęgnuje swoje tradycje, kultywując swój unikalny dziedzictwo kulturowe i religijne. Zachowanie tych wartości jest nie tylko wyrazem ich tożsamości, lecz także fundamentem silnej więzi społecznej, która przetrwała przez wieki, czerpiąc siłę z tradycji i ducha wspólnoty.

Szlak tatarski

Pozostałości po kulturze grupy etnicznej odnajdziemy na tzw. szlaku tatarskim, łączącym kilkanaście podlaskich wsi i miejscowości. Najważniejsze ośrodki to Białystok, Sokółka, Bohoniki i Kruszyniany. Cały szlak można łatwo pokonać rowerem, dzięki dobrze przygotowanym ścieżkom. Najważniejszym zabytkiem przyciągającym rzeszę turystów jest meczet w Bohonikach, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku. Istotne znaczenie posiada też minbar, miejsce do wygłaszania kazań, używane wyłącznie podczas piątkowej popołudniowej modlitwy. Wnętrze meczetu ozdobiono motywami pnącej winorośli, na ścianach powieszono obrazy przedstawiające święte miejsca islamu, co nie tylko co nadaje miejscu niepowtarzalny urok, ale i atmosferę.

Skansen odrodził się po wojnie

Skansen odrodził się po wojnie

15 km od Łomży odnajdziemy niewielkie miasteczko –  Nowogród. Ze względu na położenie posiadało niegdyś istotne znaczenie strategiczne. Pierwotny gród obronny, usytuowano w widłach Narwi i Pisy, a pierwsze wzmianki o nim datuje się na XI w. 100 lat później zmieniono jego lokalizację na obecną – naprzeciw ujścia Pisy. Tu na pograniczu Mazowsza i Podlasia powstał jeden z najstarszych murowanych zamków w kraju.

Współczesny Nowogród słynie głównie ze Skansenu Kurpiowskiego. Nosi on imię założyciela, etnografa Adama Chętnika. Pierwszy obiekt na placu zakupionym przez badacza stanął w 1923 r., co czyni go jednym z najstarszych w kraju. W wyniku wojny ucierpiały jednak niemal cały skansen. Ocalała jedynie brama wejściowa od strony rzeki. Po zakończeniu walk obiekt narodził się ponownie. Obecnie stanowi oddział Muzeum Północno – Mazowieckiego, a spośród innych skansenów w kraju, wyróżnia go dział bartniczo-pszczelarski. Badania archeologiczne dowodzą, że stoi on w miejscu dawnego zamku. Spacerując po okolicy można docenić strategiczne położenie już nieistniejących fortyfikacji z czasów Kazimierza Wielkiego. Skansen zgromadził w sumie 21 zabytkowych budynków pochodzących z lesistych terenów umiejscowionych między Narwią a dawniejszymi Prusami. Wejście do skansenu zdobi kurpiowska chata, a jednym z ciekawszych obiektów jest XIX – wieczny młyn wodny.

Egipt w Tykocinie

Egipt w Tykocinie

Plemię Jaćwingów przed laty uznało okolice obecnego Tykocina idealna do założenia osady. Jej serce znajdowało się prawdopodobnie przy ruinach szesnastowiecznego zamku króla Zygmunta Augusta. Władcy od zawsze poszukiwali miejsc emanujących pozytywną energią. Miało im to zapewnić powodzenie na wszystkich frontach.

 

Niegdyś miejsca mocy wyszukiwano intuicyjnie, otaczając je kultem. Dziś mamy cały arsenał urządzeń. Specjalista od radiestezji, Leszek Materla, nieraz odwiedzał Tykocin. Wyniki jego badań są jednoznaczne. Występuje tam niezwykle korzystne dla organizmu promieniowanie. Osoby wrażliwe z pewnością poczują mrowienie. Rzadziej zdarzają się uniesienia religijne czy uzdrowienia. Największą ciekawostką jest jednak bezpośrednie połączenie liniami energetycznymi ze słynnymi piramidami w Gizie. Linia biegnie dokładnie od zamku poprzez zabytkowy kościół Świętej Trójcy. Na miejscu silnego kosmicznego promieniowania powstała również w XVII w. synagoga.

 

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży słynie z kolekcji ”Bursztyn z dorzecza Narwii”. W zbiorach znajdują się okazy żywicznej skamieliny, ludowe narzędzia do obróbki oraz gotowe wyroby nadnarwiańskich bursztyniarzy. Muzeum zawdzięcza swe istnienie Adamowi Chętnikowi, twórcy skansenu w Nowogrodzie. Badacz spisał legendę, według której bursztyn powstał z ludzkich łez. Niegdyś jantar odnajdowano kopiąc studnie i orząc pola. Stopniowo jednak wprowadzono efektywne techniki wydobycia z dna rzek czy stawów. Używano siatek czy szufli. Do obróbki używano zaś tokarek bądź specjalnie skonstruowanych kołowrotków. Nie wiedziano wówczas jeszcze, że bursztyn bałtycki na teren północnego Mazowsza, przeniosły lodowce. Jantar służył jako element garderoby, lecz także jako środek lecznicy i nieoficjalny pieniądz. Prawdziwa kobieta musiała mieć co najmniej trzy sznurki bursztynowych korali. Osoby pobożne nie gardziły wykonanego ze skamieliny różańcem. Jantar na stałe wkradł się do tradycji zdobniczej Kurpiowszczyzny.

Odpoczynek w cieniu króla

Odpoczynek w cieniu króla

Wydawać by się mogło, że drzewa mogą zafascynować tylko miłośników przyrody. Nic bardziej mylnego. Niosą ze sobą również wartości poznawcze. Jedną z głównych atrakcji Białowieży jest Szlak Dębów Królewskich i Książąt Litewskich, który stanowi ścieżkę edukacyjną o długości około 500 m. Powstał on w 1978 r. dla ochrony cennych zbiorowisk. Prowadzi przez majestatyczne wiekowe rośliny, a każdą z nich nazwano imieniem królów polskich i litewskich, co nadaje im indywidualny charakter.

 

Liczą one od 150 do 500 lat. Wędrując po szlaku poznamy historię Puszczy Białowieskiej, Litwy i Polski od XII do końca XVIII w. Szlak przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Stworzono bowiem kładkę dla wózków oraz tabliczki informacyjne opatrzone znakami w alfabecie Braille’a. Modernizacja przyniosła również parking i deszczochron. W Uroczysku Stara Białowieża odnajdziemy też miejsca do relaksu w postaci choćby wiaty i ławek. Znajomym będziemy mogli się pochwalić, że dosłownie odpoczywaliśmy w cieniu króla.

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Jaćwingowie wywodzą się z ludu, który  przybył znad Dniepra na tereny północno-wschodniej Polski. Mowa tu o tak zwanych bałtach zachodnich. Osady tworzyli wzdłuż jezior i rzek, co ułatwiało im komunikację w pierwotnej puszczy. Trudnili się głównie rolnictwem i hodowlą. Grabieże również nie były im obce. Po latach łupieżczych wypraw i konflikcie z zakonem krzyżackim, nastąpił ich kres.

Kultura kurhanów

Cmentarzysko Jaćwingów mieści się niecałe 5 km na północny wschód od Suwałk we wsi Szwajcaria. Niegdyś znajdowało się tam centrum plemienne. Teren został dokładnie przebadany w latach 1955-1966 przez ekspedycję pod przewodnictwem Jerzego Antoniewicza. Rezerwat archeologiczny posiada obecnie powierzchnię ponad 4 ha. Jeśli chodzi o wielkość kurhanów – ich średnica wynosi od 6 do 21 metrów. Każdy kurhan składa się z kilku warstw kamieni. Nagromadzenie małych wzniesień terenu, które porośnięte są roślinnością, sprawia wrażenie jakby niegdyś przejechał tam spychacz. Na cmentarzysku odnajdziemy pochówki całopalne i szkieletowe. W zależności od statusu zmarłego, te drugie zawierają ozdoby, naczynia, broń. W czasie badań odnaleziono pochówki typu książęcego charakteryzujące się okazałością i bogatym wyposażeniem (miecze, pozłacane pasy, srebrne oszczepy i inne atrybuty wojownika). W okolicy znajduje się jeszcze kilka podobnych cmentarzysk jaćwieskich – w Osinkach, Prudziszkach, Żywej Wodzie i wsi Balwinowo.

Śladami historii

Nieopodal cmentarzyska, co roku odbywa się festyn archeologiczny, organizowany przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Pierwsza edycja miała miejsce w 1999 r. Celem tej cyklicznej imprezy jest zaprezentowanie zagadnień związanych z archeologią doświadczalną. Najlepsi specjaliści w tej dziedzinie z Polski i Litwy demonstrują najróżniejsze techniki i rzemiosła, jakimi posługiwano się w zamierzchłych czasach. Można między innymi obejrzeć, jak w epoce kamienia wykonywano narzędzia i broń z krzemienia, kości i rogu, w jaki sposób wykonywano naczynia gliniane, zarówno poprzez lepienie ręczne, jak i na kole garncarskim. Prezentowane są też sposoby wykonywania odzieży i najprzeróżniejszych ozdób. Odtwarza się także metody sporządzania pożywienia, mikstur leczniczych z ziół czy trucizn.

Piękno widziane spod nieba

Piękno widziane spod nieba

Lecę, bo chcę

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Doskonałym sposobem przekonania się o rozległości i wyjątkowości terenu jest lot balonem, organizowany przez władze parku.  Z góry będziemy podziwiać meandrującą rzekę, malownicze rozlewiska, liczną zwierzynę i ptactwo. Zaleca się posiadanie aparatów fotograficznych. Wspomnienia należy bowiem utrwalić. Jeśli mamy problemy ze wzrokiem bezpłatnie zostanie nam wypożyczona lornetka. Mile widziany jest brak lęku wysokości.

Podniebny rejs

O tym czy nasza podróż będzie możliwa decyduje głównie pogoda. Niesprzyjająca aura, a zwłaszcza silne podmuchy wiatru dosłownie uziemiają balon. Ostateczna decyzja zawsze należy do pilota. O bezpieczeństwo śmiałków zadba sam mistrz świata, więc pasażerowie nie muszą się niczego obawiać. Ceny lotu uzależnione są od liczby uczestników, wahając się od od 450 do 800 zł.  Podniebna wyprawa trwać może nawet 4 godziny, lecz wrażenia pozostaną do końca życia.

Przygotowania

Panuje powszechne przekonanie, że lot balonem wymaga ubioru na przysłowiową cebulkę. W okresie letnim zdecydowanie wystarczą długie spodnie, bluza i polarowa kurtka. Warto tez pamiętać, że wyprawy odbywają się głównie wczesnym rankiem i popołudniem, kiedy to temperatura do najwyższych nie należy. Balon startuje z otwartej przestrzeni. Dlatego dobrym pomysłem będą nieprzemakalne buty, a to ze względu na rosę, pokrywającą zielone łąki. Temperatura  ”na górze” niewiele odbiega od poziomu, jaki panuje na ziemi. Chłód zaczyna się powyżej 10000 m, a w przypadku lotów pasażerskich rzadko przekracza się tą granicę.

 

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

 Cudze chwalicie…

Na północ od Puszczy Białowieskiej leży pełny uroku Zalew Siemianówka. Jego początki sięgają lat siedemdziesiątych. Na magii tego miejsca poznali się amerykańscy filmowcy, którzy postanowili nakręcić kluczowe sceny filmu fantasy – ”Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”.

Przypadki rządzą światem

Producenci wykonawczy superprodukcji o budżecie przekraczającym 200 mln dolarów poszukiwali jeziora umożliwiającego kręcenie scen batalistycznych. Warunek był tylko jeden – zbiornik musiał być zamarźnięty. Jako, że pogoda w Polsce należy do nieprzewidywalnych, ekipa posiadała plan awaryjny. Było to Morskie Oko. Tam też pierwotnie miał być zlokalizowany zamek czarownicy. Na przeszkodzie stanęło zagrożenie lawinowe i brak przejrzystości powietrza. Na szczęście dla Podlasia, lód skuł jezioro w samą porę.

 

O wyborze Zalewu Siemianówka zadecydowały wpierw walory przyrodnicze…. Puszczy Białowieskiej. Reżyser widowiska, Grant Major, przeglądając internet przypadkiem natknął się na tamtejsze masywne dęby. Mimo, że nie miał początkowo pojęcia gdzie jest Podlasie, zdecydował się odnaleźć osobiście majestatyczne okazy. Pierwsza wizyta filmowców miała miejsce w 2001 r. W poszukiwaniu plenerów do sceny na polanie, odwiedzili Biebrzański i Narwiański Park Narodowy. Spacerując nad brzegami rzeki stwierdzili jednak, że trawy miały jednak zbyt ciepły odcień, a brzozy nie były wystarczająco białe.  To nie pasowało do koncepcji krainy skutej lodem.  Przede wszystkim produkcji zależało na odnalezieniu jeziora nieskażonego cywilizacją. Mimo że Siemianówka to sztuczny zbiornik z tama, filmowcy nie mogli wyjść z zachwytu.

Wymogi produkcyjne

Ekipa filmowa posiadała początkowo pewne obawy. Jezioro miało być ”nietknięte”. Wcześniej bowiem w czasie przelotu helikopterem zauważyli ślady opon samochodowych na zamarźniętej tafli. Duży problem stanowiły też dziury po wędkowaniu. Na pomoc przyszli jednak leśnicy. W dniu kręcenia leśnicy pilnowali, aby nikt nie zbliżał się na okoliczne tereny. Na korzyść wyszło również utrzymanie lokalizacji produkcji w tajemnicy. Zapobiegło to przybyciu gapiów czy dziennikarzy. Nad jezioro zawitała cała filmowa infrastruktura. Pojawił się też poduszkowiec, który gwarantował aktorom bezpieczeństwo. Mimo kaprysów pogody udało się nakręcić najbardziej dramatyczną scenę filmu – ucieczkę dzieci przed Białą Czarownicą.

 

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Wyjeżdżamy z Białowieży. Mając nadal przed oczami stada żubrów i innych dzikich zwierząt kierujemy się w stronę Hajnówki. Nie zdążyliśmy się rozpędzić, a naszą uwagę przykuwa drewniana statua. Miejsce mocy? Wobec tego nie można przejść obojętnie…

W kręgu tajemnic

Napis wzbudza niemałą ciekawość. Aby się tam dostać i naładować baterie, musimy wpierw nieco się zmęczyć. Auto nie da rady. Jesteśmy zdani na własne nogi. Po porzuceniu środków transportu po krótkim spacerze odnajdujemy porozrzucane kamienie. Nie jest to jednak miejsce kręcenia kontynuacji horroru Blair Witch Project, a pradawny ośrodek rytualny Słowian. Przynajmniej tak informuje tablica. Wszędzie wokół nietypowe dla puszczy drzewa – jabłonie i grusze. Ich rozdwojone korzenie przenoszą nas w krainę wyobraźni.  Ponoć nocą kręgi emanują niebieską poświatą. Niewielu jednak ma odwagę spać pod gwiazdami w gęstym lesie i przekonać się o tym osobiście. Kamienie prowadzą również własną audycję radiową. Najgłośniej rozbrzmiewa kamień centralny. Przekonamy się o tym  dzięki zwykłej empetrójce ze wzmacniaczem. Nietypową listę przebojów możemy posłuchać jedynie wewnątrz kręgu. Nie dajmy się zwieść pozorom. Początkowo uznamy ich dźwięki za niedostrojoną falę. Po chwili jednak dostrzeżemy powtarzalność sekwencji.

Prawda leży pośrodku

Niektórzy badacze są przekonani, że kamienie umiejscowione są przy szczelinach skorupy ziemskiej. Domniemuje się,  że w okolicy powinny znajdować się jeszcze dwa inne kręgi.  Czyżby były niewidzialne dla śmiertelników? Wato też spojrzeć w niebo. Mogą one bowiem stanowić odwzorowanie gwiazdozbioru Wielkiego Psa. Jako że jest on widoczny jedynie zimą, lokalizacja ma związek z obserwacją astronomiczną w dniu przesilenia –  21 grudnia. Większość obserwatorów stawia jednak na religijny charakter kręgów. Świadczyć mają o tym porozrzucane po okolicy kurhany.

Działa jak natura chciała

Badania radiestetów potwierdzają wyjątkowość miejsca. Białowieskie kręgu emanują pozytywną energią. Każdy jednaj odbiera ją inaczej. Ci bardziej wrażliwi odczuwają mrowienie, a nawet zmiany skórne. Odnotowano przypadki miewania niewyjaśnionych wizji. Wygląda to na opowieści z pogranicza fikcji naukowej. Dobroczynne działanie kamieni nie zastąpi na pewno wizyty u lekarza i nie powinno się go traktować jako pewnik. Z drugiej strony wiara czyni cuda.

 

5 sposobów na podlaską majówkę

5 sposobów na podlaską majówkę

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Jeśli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów na majówkę zapraszamy na Podlasie. Jeśli znudziły Ci się rodzime góry, a parawany nad morzem przyprawiają Cię o ból głowy, nie zwlekaj i obierz kierunek na wschód. Oto tylko kilka miast, oferujących bogaty wachlarz możliwości.

Wodne szaleństwo w Augustowie

Wizytówką północno – wschodniej części Polski jest bez wątpienia Augustów. Kurort zyskał miano ”najfajniejszego miasta w Polsce”. Swoje walory uzdrowiskowe zawdzięcza położeniu wśród nieskażonych lasów. Miasto przyciąga głównie miłośników wodnego szaleństwa. Powstał tam bowiem pierwszy w Polsce wyciąg do nart wodnych. Liczy on 740 m długości, a rozpędzimy się na nim do ponad 80 km/h. Dzięki temu możemy choć przez chwilę poczuć się niczym w filmie ”Szybcy i Wściekli”, z tym wyjątkiem, że auta zmienimy na deski. Nie grożą nam też nagłe zwroty akcji, gdyż czuwają nad nami fachowi instruktorzy i ratownicy. Jeśli zadowala nas umiarkowana prędkość, czekają na nas rejsy wycieczkowe po słynnym Kanale Augustowskim. W sam raz dla rodzin z dziećmi. Zakochani nie oprą się możliwości przejażdżki zabytkowa gondolą. Wystarczy zamknąć oczy i poczujemy się jak w Wenecji. W mieście bez trudu wypożyczymy wysokiej jakości sprzęt do rekreacji, jak kajaki czy rowery wodne. Po dniu pełnym wrażeń posilimy się świeżą rybką. Lokali gastronomicznych w Augustowie nie brakuje.

Suwałki nie takie zimne

Źródło: Wikipedia, autor – Ludwig Schneider

Jeśli Augustów wyda się zbyt tłocznym miastem ( a w majówkę jest to wielce prawdopodobne), radzimy udać się kilkadziesiąt kilometrów dalej do Suwałk. O tej porze roku polski biegun zimna nie wykazuje swojej aktywności. Tam również poczujemy adrenalinę. Miasto pozazdrościło sąsiadowi i również zainwestowało w wyciąg wodny.Narciarze mają do pokonania tor o długości 1000 metrów. Dwie proste po 300 metrów i dwie po 200. Tor jest w kształcie prostokąta, trzeba więc uporać się z czterema zakrętami.

 

Jedną z głównych atrakcji regionu jest bez wątpienia klasztor kamedułów, górujący nad taflą jeziora Wigry. Powstał on na wyspie podarowanej zakonnikom przez króla Jana Kazimierza. Mimo że obiektu nie remontowano od lat, nadal robi ogromne wrażenie. Szczególną uwagę przyciąga wieża zegarowa.

 

Na północny zachód od Suwałk odnajdziemy niewielką miejscowość Stańczyki. Jej wizytówkę stanowią zabytkowe mosty nazywane akweduktami Puszczy Romnickiej. Osiągają one blisko 37 m, przez co należą do najwyższych w Polsce. Z mostami wiążę się legenda o znikającym jeziorze.

Odpoczynek nad Biebrzą

Miłośnicy przyrody odnajdą swój prywatny raj w Biebrzańskim Parku Narodowym. To największy rezerwat w Polsce będący domem dla setek gatunków ptaków i innych zwierząt. Dla przyjezdnych przygotowano szlaki rowerowe, piesze i kajakowe. Jest to więc też doskonała oferta dla aktywnych. Życie toczące się w dolinie można obserwować z wysokich wież  i kładek, które pomagają poruszać się po bagnistym terenie. Wiosną będziemy podziwiać rozlaną po horyzont Biebrzę. Radzimy wziąć ze sobą aparat.

W głębi Puszczy Białowieskiej

Pora przenieść się teraz do południowej części Podlasia. Dużo popularnością w regionie cieszy się Hajnówka i przylegająca do niej Białowieża – siedziba najstarszego Parku Narodowego w Polsce. Historię okolicy poznamy w czasie wycieczki kolejką wąskotorową. Po drodze spotkać można samego króla puszczy – Żubra. Jeśli tym razem myśleliście, że nie będziemy mieli okazji zmoczyć dolnej części garderoby, musimy wyprowadzić Was z błędu. O bogactwie natury przekonamy się jedynie wędrując podmokłą ścieżką o nazwie ”Kładka Żubra”. Trasa, która liczy sobie niecałe 5 km ma swój koniec rezerwacie pokazowym.

 

 

 

Oaza spokoju w Supraślu

Na deser proponujemy zapoznać się z podbiałostockim Supraślem. Te niespełna pięciotysięczne miasto w 2001 r. zyskało status uzdrowiska. Olejki eteryczne z pobliskich lasów wpływają korzystnie na układ oddechowy. Jeśli pozbyć się kaszlu to tylko tam. Niemal na każdym kroku miejscowości natkniemy się na perełki architektury drewnianej. Najbardziej oblegane przez turystów jest bez wątpienia Muzeum Ikon. Uroki miasta docenili producenci filmowi. Stało się bowiem planem zdjęciowym filmu ”U pana Boga za miedzą”,  bądź też popularnego serialu ”Blondynka”. Na amatorów wodnych wędrówek czekają szlaki kajakowe. Prowadzą one z nurtem rzek Supraśl i Sokołda. Najdłuższa trasa to ponad 60-cio kilometrowa przeprawa.

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Na północny-zachód od Suwałk odnajdziemy spokojną wieś Stańczyki. Przed laty władze Prus Wschodnich miały wobec okolicy ambitne plany. Oczyma wyobraźni widziano tłumy podróżujące pociągami. W trudzie zbudowano dwa potężne mosty wzorowane na rzymskich akweduktach. Los bywa jednak przewrotny…

Wsi spokojna, wsi wesoła…

fot. Wikipedia

Puszcza Romnicka stanowiła niegdyś najbardziej atrakcyjny kompleks leśny w Prusach. Tam też królowie wybierali się na polowania. Cały teren miał zaś być otoczony liniami kolejowymi. W rzeczywistości budowa mostów w Stańczykach służyła raczej celom propagandowym. Znacznie rozsądniejszym wyjściem było przeniesienie torów kilkaset metrów dalej, na płaski teren, co pozwoliłoby uniknąć ogromnych kosztów. Inżynierowie stwierdzili, że nie istnieją przeszkody nie do pokonania. Zainteresowanie podróżami pociągiem  po dzikiej puszczy było praktycznie zerowe. Pasażerami byli głównie…grzybiarze.

Tajemnica jeziora

W połowie lat 20-tych doszło do niepokojących wydarzeń. Okoliczne jezioro po prostu zniknęło. Zastąpiła je jedna wielka bryła błota. Wszystko rozpoczęło się od gwałtownej burzy. Błyskawice malowały ciemne niebo, a pioruny spotykały się z ziemią jeden po drugim. Jeden z nich uderzył wprost w jezioro.  Woda zamieniła się w płomienie. Świadkowie twierdzili, że zostały otwarte bramy piekła. Chwilę potem nastąpił wybuch. Majestatyczne mosty zadrżały. Konstrukcja jednak była cała. Winowajcą okazała się natura. Błyskawica zapaliła gaz błotny, który to gromadził się od setek lat. Tego dnia wskutek wysokiego ciśnienia atmosferycznego wydobył się na powierzchnię. Piorun spełnił więc rolę zapałki.

Wszystko ma swój czas

W 1933 r. całą Puszczę Romnicką otoczono płotem, ze względu na tajne spotkania. Kres linii kolejowej położyła wycofująca się Armia Czerwona. Tory rozebrano. Obecnie wejście na mosty w Stańczykach jest płatne. Zwiedzający mogą obejrzeć wielkie akwedukty na własne oczy.

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Najstarszy wieżowy zegar w Polsce, którego mechanizm nie odmówił posłuszeństwa, znajduje się w białostockim Pałacu Branickich. Konkurencję zostawił daleko w tyle, pracując z małymi przerwami przez setki lat.

Czasu nie oszukasz

Wiek daje się zegarowi we znaki, lecz tylko w kwestii jego dokładności. Zaleca się obdarzenie go ograniczonym zaufaniem. Nadmierna wiara w jego wskazówki oznacza najczęściej spóźnienie na umówione spotkanie. Magnat Jan Klemens Branicki słynął ze swoich nietypowych zachcianek. Imitację prywatnego zoo stanowił sprowadzony z Turcji struś. Na ptaku jednak nie poprzestał.

 

Pewnego dnia zapragnął mieć szwajcarski zegar. Kto bogatemu zabroni? Zegar został wykonany przez mistrza kowalstwa, co może obecnie trochę dziwić. O oryginalności dzieła świadczą nowoczesne jak na tamte czasy mechanizmy, nieznane w wielu zakątkach świata. Mimo technicznej doskonałości, zegar to tylko potężny kawał żelaza. Jego kaprysy są spowodowane głównie przez naturę. Wpływ wywierają takie czynniki jak temperatura, ciśnienie czy wilgotność. Nakręcony siłą ludzkich mięśni pracuje równo przez 48 godzin. W okresie  turystycznym wejście na wieżę jest całkowicie bezpłatne.

Źródło zdjęcia – Wikipedia, autor – Joanna Dyr

Grodzisko skrywa sekret

Grodzisko skrywa sekret

Niecałe 5 km od Łomży natkniemy się na ślady dawnego grodziska. Według badań archeologicznych istniało one do XIII w. Z dawną osadą obronną wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. Można jedynie domyśleć, jakie bogactwa zostały pogrzebane.

 

W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy. Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.