Featured Video Play Icon

Podlaskie żubry uchwycone niczym przejeżdżający pociąg

W ostatnim czasie mamy w internecie wysyp filmów z żubrami w roli głównej. A to dlatego, że stada połączyły się ze sobą. Dzięki temu możemy liczyć na szybki ich rozrost. Ponadto ogromna liczba dzikich zwierząt w jednym miejscu wzbudza zainteresowanie każdego. Na powyższym filmie możemy zobaczyć jak stado przemierza z jednego miejsca w drugie, przechodząc przez drogę. Widok jest niesamowity, bo przypomina jadący pociąg.

Na filmie można zauważyć mocno ponad setkę osobników. Warto zaznaczyć, że jeszcze kilka lat temu takich widoków nie było. 50 żubrów w jednym miejscu to było coś! Jak widać zwierzęta doskonale się czują w podlaskich lasach, toteż stada łączą się, by swobodnie się rozmnażać. Gdyby czuły zagrożenie, to żyłyby w większym rozproszeniu.

Doskonale sobie zdajemy sprawę, że niektórych żubry irytują. Szczególnie rolników, którym depczą pola. Jednak warto spojrzeć na nie trochę szerzej niż przez pryzmat własnych upraw. Im większe stada – tym większe zainteresowanie. A to będzie przyciągać coraz więcej osób do naszego regionu. W efekcie zostawiać będą tu pieniądze i wzbogacać nasze Podlaskie. To jedyny chyba sposób, by zatrzymać wyludnianie się regionu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wyglądały Suwałki na początku lat. 90.

W ostatnim czasie sporo filmów można odnaleźć, które ludzie nagrywali kamerami, a później zgrywali na kasety VHS. W dzisiejszych czasach to nośnik wymarły, tak jak odtwarzacz wideo. Niektórzy jednak nie wyrzucili swoich kaset, a tam po dekadach pozostały różne perełki. Dzięki dostępnym technologiom – z taśmy można stworzyć film cyfrowy. I w efekcie oglądać możemy „dzieła” z poprzedniego wieku.

Takim przykładem „dzieła” jest nagrany na początku lat 90. film o Suwałkach. Proces transformacji ustrojowej w Polsce przeszedł bezkrwawo, ale nie były to łaskawe czasy. Bieda wylewała się na każdym kroku. Widać to szczególnie po samochodach. Dominowały maluchy i polonezy.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na dwa inne szczegóły. Było bardzo dużo drzew i zieleni oraz mało ludzi, teraz idąc Suwałkami jest zupełnie odwrotnie. Zieleni i drzew tyle co kot napłakał, a na betonowych pustyniach miasta tłumy ludzi. Samochodów też nie brakuje i to różnorodnych. Wszystko, tylko nie polonezy i maluchy. To już relikty poprzedniej epoki.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak mówią podlascy Białorusini. Warto pielęgnować ten piękny język.

Bohaterem powyższego filmu jest żywy, różnorodny język, którym jeszcze na co dzień posługują się żyjący na Podlasiu Białorusini. Nie jest to nowy film, ale warto go zobaczyć, bo pokazuje, że warto tradycje podtrzymywać. Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci i Młodzieży Uczących się Języka Białoruskiego AB-BA w latach 2009-2014 realizowało projekt „Kroniki Podlaskie”. Białostocka młodzież pod kierunkiem nauczycielki Aliny Wawrzeniuk zbierała opowieści rodzinne, zdjęcia, dokumenty, pamiątki, pieśni obrzędowe. Efektem tej pracy był spektakl i książka (dwa wydania) „Oj, dawno, dawno… Białoruskie historie z Podlasia”.

W filmie zobaczymy niektórych bohaterów „Kronik Podlaskich”. Młodzież rozmawia ze swoimi babciami i dziadkami o życiu, historii, o tym, co dla nich było i jest ważne. Te same opowieści rozgrywają się zarówno na scenie teatralnej, jak i w podlaskich wsiach. Film miał swoją premierę na Festiwalu „Wschód Kultury – Inny Wymiar” 31 sierpnia 2014 r.

„Mówią Białorusini Podlasia”
reżyseria: Mikołaj Wawrzeniuk
zdjęcia: Roman Wasiluk
czas: 40 minut

Partnerzy portalu:

Niezbędnik zakupowy użytkownika soczewek

Niezbędnik zakupowy użytkownika soczewek

Soczewki kontaktowe to doskonałe rozwiązanie dla osób ceniących sobie dyskrecję i wygodę. Niektórym jednak ich użytkowanie wydaje się skomplikowane, przez co rezygnują z tej metody korekcji wzroku, bez uprzedniego jej przetestowania. Dlatego w tym artykule w przystępny sposób przedstawimy podstawy właściwego stosowania soczewek oraz podpowiemy, jakie akcesoria są niezbędne do codziennej pielęgnacji soczewek oraz oczu.

Zanim kupisz swoje pierwsze soczewki

Swoją przygodę z soczewkami warto rozpocząć od zestawu testowego. Dzięki temu możesz wypróbować dany model soczewek bez inwestowania dużej kwoty. Dowiesz się, jakie soczewki będą najbardziej kompatybilne z twoim narządem wzroku, zanim zdecydujesz się na zakup dużego zestawu. To również świetna opcja dla osób, które chcą sprawdzić, czy soczewki kontaktowe to odpowiednia metoda korekcji wad refrakcji dla nich. Duży wybór soczewek testowych i nie tylko znajdziesz na stronie sklepu bezokularow.pl/soczewki-kontaktowe

Wybierz tryb noszenia soczewek

Na rynku dostępne są soczewki nie tylko dopasowane do różnych wad wzroku, ale także modele dostosowane do różnych trybów użytkowania. Cecha ta wpływa nie tylko na sposób noszenia soczewek, ale ich pielęgnację. Możesz wybierać spośród:

  • soczewek jednodniowych, które są produktem jednorazowego użytku,
  • soczewek o przedłużonym trybie użytkowania, spośród nich najpopularniejsze to soczewki miesięczne,
  • soczewek całodobowych, które nie wymagają zdejmowania na noc.

Użytkowanie soczewek jednodniowych

Szkła kontaktowe tego rodzaju są uznawane za najbardziej wygodne rozwiązanie, a to ze względu na brak konieczności ich pielęgnowania. Użytkowanie jest niezwykle proste. Rano należy wyjąć soczewki, które są hermetycznie zapakowane w blister. Jedyne, o czym tak naprawdę trzeba pamiętać, to odpowiednia technika aplikacji i zadbanie o higienę rąk. Wieczorem wystarczy je zdjąć i wyrzucić do kosza, a następnego dnia należy sięgnąć po kolejną parę. Ten rodzaj soczewek nie wymaga zatem stosowania żadnych dodatkowych akcesoriów czy preparatów dezynfekujących. Jedynym ich minusem jest cena. Soczewki jednodniowe nie są najbardziej ekonomiczną opcją, dlatego poleca się je przede wszystkim osobom, które chcą nosić soczewki kontaktowe sporadycznie lub przy okazji uprawiania jakiejś aktywności albo też osobom mającym oczy skłonne do podrażnień czy borykających się z alergiami.

Soczewki kontaktowe miesięczne

Jak sama nazwa wskazuje, soczewki kontaktowe miesięczne można użytkować przez okres 30 dni. Po tym w czasie należy je wyrzucić, ponieważ tracą one swoje właściwości. W czasie ich stosowania należy pamiętać o ich właściwej pielęgnacji i sposobie przechowywania. Soczewki kontaktowe należy przechowywać w specjalnie przeznaczonym do tego pojemniczku, którego komory należy wypełnić płynem do soczewek. Rano należy zaaplikować soczewki, a wieczorem, po zdjęciu, dokładnie je oczyścić przy pomocy dedykowanego do tego celu płynu, a następnie ponownie umieścić w pojemniczku. Pielęgnacja soczewek nie jest skomplikowanym procesem i zajmuje zaledwie kilka minut. Warto natomiast zwrócić uwagę, że jest to najbardziej ekonomiczna opcja, więc warto ją rozważyć, jeżeli planujesz zamienić okulary korekcyjne na miesięczne szkła kontaktowe. Warte polecenia są np. soczewki Eyelove, wyposażone w filtr UV oraz z wysokim poziomem uwodnienia.

Soczewki całodobowe

Soczewki całodobowe są najbardziej doceniane przez osoby, które nie przepadają za zakładaniem oraz zdejmowaniem szkieł kontaktowych. Ich właściwości pozwalają na pozostawienie soczewek przez całą dobę. Oznacza to, że nie ma konieczności, aby zdejmować je na noc. Należy jednak pamiętać, że raz na parę dni konieczne jest ich ściągnięcie oraz dokładne przemycie preparatem dezynfekującym w celach higienicznych. Mimo zalet tego rozwiązania, nie jest one odpowiednie dla wszystkich. Soczewki całodobowe nie są polecane dla osób z wrażliwymi oczami, ponieważ mogą zbyt obciążać narząd wzroku. Jeśli jednak zdecydujesz się na korzystanie z nich, warto rozważyć także zakup kropli do oczu. Będą one wspierać naturalny film łzowy i zapewnią oczom nawilżenie na dłużej, co znacznie przełoży się na komfort widzenia. W tym przypadku najlepsze krople do oczu to te dedykowane do stosowania z soczewkami, bez konieczności ich wyjmowania na czas aplikacji.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niewinne Podlasie… czyli cydrowe historie Zasilanych

Ponoć początki były wybuchowe, a dopiero potem było tylko lepiej. Tak zaczynała mała, podlaska manufaktura Marcina Seliwoniuka i Piotra Marzęckiego. Dziś to już inna historia – nagrody, uznanie w branży. Najpierw jednak było połączenie pasją dwóch inżynierów. Obaj chcieli dopracować smak cydru i miodu do najmniejszych szczegółów. Jak powstaje w Podlaskiem te orzeźwiające i rozgrzewające napoje? Warto dodać, że Cydr Podlaski jest bezalkoholowy.

O tym interesującym produkcie z miejscowości Narew, możecie dowiedzieć się jeszcze więcej z powyższego filmu. To kolejny odcinek „Zasilanych”, prowadzony przez Magdę i Petrosa, którzy wspólnie odkrywają interesujące miejsca województwa podlaskiego oraz nietuzinkowych ludzi, którzy tutaj żyją.

 

 

Partnerzy portalu:

Jeleń zaplątał się w siatkę w lesie. Lesnicy ze Strażą Graniczną uwolnili zwierzę.
fot, Nadleśnictwo Czarna Białostocka

Jeleń zaplątał się w siatkę w lesie. Lesnicy ze Strażą Graniczną uwolnili zwierzę.

Na terenie nadleśnictwa Czarna Białostocka miał miejsce przypadek zaplątania się jelenia w siatkę. Cała sprawa działa się na terenie prywatnym, zaś wspomniana siatka była pozostałością po grodzeniu gruntów rolnych. Jelenia zaplątanego w siatkę napotkał w lesie patrol Straży Granicznej. O sprawie powiadomiony został leśniczy. Strażnicy wspólnie z nim przecięli sprawnie drut i uwolnili wystraszone zwierzę. Warto dodać, że akcja była nieco ryzykowna, bo wystraszone zwierzę może zaatakować. Nie wie przecież, że ktoś próbuje mu pomóc. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie dla wszystkich.

Puszcza Knyszyńska obfituje w jelenie. Spacerując po tych lasach z bardzo dużą łatwością można napotkać całe stada przebiegające w okolicy. Jelenie żywią się roślinami, toteż żerują często blisko szkółek leśnych. Oprócz ogrodzenia młodych drzew, jest jeszcze dodatkowy strażnik, który chroni sadzonki przed zjedzeniem. To wilk. Drapieżnik stołuje się jeleniem, a co za tym idzie wywiera ciągle na niego presję. Dlatego też zdrowe jelenie, nie mogą sobie pozwolić na zbyt długie żerowanie w jednym miejscu. Dlatego ofiarą wilków padają jednostki najsłabsze, schorowane i stare. W ten sposób wilk wykonuję pracę za myśliwego.

Partnerzy portalu:

Piękny, murowany dom z Jurowieckiej stał się zabytkiem. Zbudowano go w 1895 r.

Piękny, murowany dom z Jurowieckiej stał się zabytkiem. Zbudowano go w 1895 r.

Budynek znajdujący się przy Jurowieckiej 60 w Białymstoku jest przykładem charakterystycznej, ceglanej architektury mieszkalnej, która powstała na przełomie XIX i XX wieku. W dniu 20 marca 2023 roku prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz, Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków, podpisała decyzję o wpisie budynku do rejestru zabytków. Pierwotnie posesja ta została zakupiona w 1895 roku przez białostockiego kupca Gustawa Gielicha od Aleksandra Żuryńskiego i Jana Korbuta. Na przestrzeni lat budynek ten miał wielu właścicieli, a obecnie jest on prywatną własnością i funkcjonuje jako hotel.

Charakterystyczną cechą budynku jest oryginalna ornamentyka wykonana z czerwonej cegły, która kontrastuje z licowanymi żółtą cegłą elewacjami. Wszystkie elewacje posiadają łuki nadokienne z ozdobnymi dwubarwnymi zwornikami nad oknami i drzwiami. Budynek wieńczy wydatny gzyms złożony z rzędu ukośnie ustawionych cegieł i kształtek. Ze względu na zachowanie oryginalnej substancji, bryła i elewacje budynku posiadają wartość jako przedmiot badań nad budownictwem mieszkaniowym Białegostoku.

Konserwator uznała, że wpis do rejestru zabytków domu przy ulicy Jurowieckiej 60 jest w interesie społecznym ze względu na zachowane wartości artystyczne. Elewacje i bryła budynku stanowią autentyczny dokument historii rozwoju architektonicznego i urbanistycznego miasta Białegostoku na przełomie XIX i XX wieku. Budynek przetrwał działania wojenne bez istotnych uszkodzeń i jest jednym z nielicznych obiektów zabytkowych z zachowanym oryginalnym układem dekoracji ceglanej. Jego elewacje zostały szczegółowo opracowane, z użyciem dużej ilości detalu, a bryła nie uległa zmianom, co świadczy o zachowanym walorze autentyczności.

Warto też dodać, że frontem do Jurowieckiej stoi jeszcze jeden wartościowy budynek. Jego właściwy adres to Ciepła 1. To piękna, dwupiętrowa kamienica. Jest stylu neorenesansowym. A wspominamy o tym dlatego, że pozostałe budynki przy ulicy to ogromne „apartamentowce”, galeria handlowa czy zwykłe bloki. Zatem te dwa budynki to ostanie wspomnienie po dawnej ul. Jurowieckiej.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

142 żubry w jednym miejscu! Niesamowity widok nagrał dron.

W ostatnim czasie niemalże wszyscy zachwycali się potężnym stadem żubrów, które składało się z ponad 150 osobników. Uznano to za ewenement. Tymczasem – w innym już miejscu – udało się nagrać 142 osobniki. Nie ma wątpliwości, że piękne żubry, symbol Podlasia, zaczęły się łączyć w ogromne stada. Czy w ten sposób jest im łatwiej funkcjonować?

Warto wiedzieć, że jeżeli obecna władza lub przyszła nie dojdzie do szalonego pomysłu odstrzału, to stada będą jeszcze większe z prostego względu. Duże stada rozwijają się szybciej. Dlatego też wspominamy o szalonym pomyśle odstrzału. Ogromne stado potrzebuje jeszcze większych przestrzeni. Jak widać na powyższym filmie – żubry – nie siedzą w lesie tylko bytują na polu. Coś takiego rozwściecza rolników. Zwierzęta niszczą im uprawy. Marne to dla nich pocieszenie – otrzymania odszkodowania. Idzie przecież o marnotrawienie ludzkiej pracy.

Mamy tutaj podobną sytuację, z którą mierzyli się rolnicy z okolic Puszczy Augustowskiej. Przypomnijmy – tam do niedawna żubrów nie było. Postanowiono tam jednak założyć małe stadko, by jeszcze bardziej wzmocnić byt żubra w Polsce. Budziło to sprzeciw rolników, natomiast gdy stado się rozwinęło – zyskała na tym branża turystyczna. Zwierzęta te zaczęły przyciągać odwiedzających do mało popularnej Puszczy Augustowskiej. Podobnie dzieje się teraz z Krynkami, które leżą przy białorusko-polskiej granicy, daleko na uboczu. Wcześniej nikt tam nie zaglądał, ewentualnie przejeżdżał tylko. Teraz wiele osób tam się wybiera nie tylko do pobliskich tatarskich Kruszynian, jeździ się także by podziwiać żubry. Powyższe stado – 142 osobników znajduje się właśnie tam.

Im więcej żubrów tym większa zmiana nas czeka. Do tej pory Podlaskie – region wyłącznie rolniczy – z biegiem lat staje się turystyczny. Rolnictwo zanika, bo przybiera charakter wielkoobszarowy. U nas jednak na wielkie inwestycje w tym obszarze nie ma już zgody. Turystyczne walory są zbyt ważne, by rozwijać u nas wielkie fermy ptaków, stawiać gigantyczne obory. Ziemia jest zbyt słaba w porównaniu z pobliską Ukrainą, by konkurować na zboże. Dlatego rozwój turystyki wydaje się najbardziej racjonalny. Jest ładnie, przyjemnie. Alternatywą jest fetor.

Niestety idzie też niebezpieczny trend – pchania wielkich farm fotowoltaicznych. O ile energia odnawialna to świetna sprawa, to pchanie paneli wszędzie, gdzie się da jest głupotą. Przykładem niech będzie Puszcza Białowieska, gdzie jeden urzędnik się uparł, że będzie ją budował i niezrażony pcha sprawę do przodu. Przekonał nawet swego szefa – wójta Białowieży – by ten wydał mu zgodę. Tylko protesty mieszkańców mogłyby coś zdziałać. Tymczasem widać, że jest im to obojętne.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niesamowity film! Szeptucha ujawnia kulisy swojej działalności.

Nie ma chyba bardziej gorącego tematu na Podlasiu niż Szeptucha. Od wielu lat jej działalność rozpala niemalże wszystkich. Jedni zajadle bronią, inni mocno krytykują – zarzucając „szamanizm”. A co sama zainteresowana ma do powiedzenia na ten temat? Szeroko dowiemy się na ten temat z nowego dokumentu, który powstaje w reżyserii Małgorzaty Szyszki. Iść będzie tropem rytuałów i wierzeń na Podlasiu. Póki co możemy zobaczyć przedsmak tego co nas czeka.

Zacznijmy od najważniejszego. Określenie Szeptucha nie dotyczy tylko jednej osoby. Chociaż przyjęło się, że Szeptucha jest jedna – tylko w podbielskiej Orli, to w rzeczywistości jest wiele osób, które niosą pomoc. Niektórzy mogą być zaskoczeni, ale taką działalnością zajmują się też… mężczyźni. A to wynika z prostego względu, tego typu praktyki działają nieco jak monarchia dziedziczna. Jeżeli dla Szeptuchy urodził się syn, a nie córka – to on przejął wiedzę matki.

Sam dokument powstaje rękami Grupy Przedsięwzięć Teatralno-Medialnych. Reżyserką jest Małgorzata Szyszka, montażem zajmuje się Barbara Mazurek, a autorem zdjęć do filmu jest Autor Sochan. Data premiery jest nieznana, ale miejmy nadzieję że ujrzymy to dzieło bardzo szybko.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pościsz do Wielkanocy? Spróbuj tej szarlotki. Jest właśnie na ten czas.

W Podlaskiem silne są jeszcze zwyczaje poszczenia przez Wielkanocą. Niektórzy ograniczają to tylko do niejedzenia mięsa, inni potrafią jeść tylko chleb i pić wodę. Wbrew pozorom, to nie tylko część religii. Gdy patrzymy na dzisiejsze, otyłe społeczeństwo, to możemy zauważyć ilu osobom taki post przydałby się dla ratowania zdrowia. Jeżeli należysz do osób, które przybrały jakąś formę postu lub interesujesz się kulinariami prosto z naszego regionu, to dobry jest obecnie czas na postną szarlotkę z Supraśla.

Składniki potrzebne do wykonania tego ciasta to 1 kostka margaryny bezmlecznej, 1 szklanka cukru, 2,5 szklanki mąki pszennej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia i trochę oleju i jabłka. Tak mało składników, a taka pyszność z tego powstaje. Margarynę, mąkę łączymy z resztą składników, ale nie zagniatamy ciasta. Zamiast tego pozostawiamy je w sypkiej postaci. Połowę ciasta (spód szarlotki) wsypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Następnie podpiekamy w piekarniku ok. 10-15min. Następnie na podpieczony spód szarlotki układamy jabłka. Posypujemy to drugą warstwą ciasta. Blachę z ciastem ponownie wstawiamy do piekarnika, tym razem na ok. 45min.

Po upieczeniu szarlotkę można posypać cukrem pudrem bądź polać gorzką czekoladą. Ale to już w wersji niepostnej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Historia miasta malowana piaskiem. To prawdziwe dzieło sztuki!

Pierwszy raz sztukę malowania piaskiem można było poznać ponad dekadę temu, gdy popularny stał się program „Mam talent”. W polskiej edycji co prawda nikt z takimi umiejętnościami nie wystąpił, ale między czasie na YouTube zaczęły pojawiać się fragmenty edycji programu z innych krajów. I tak pewnego dnia hitem internetu stał się film, jak pewna Ukrainka w tamtejszej edycji „Mam Talent” stworzyła piękną, wzruszającą, miłosną historię malowaną piaskiem.

Minęło wiele lat od tamtego wydarzenia, ale sztuka malowania piaskiem nadal jest kultywowana. Nie tak dawno, na łamach portalu pisaliśmy o filmie, gdzie można było obejrzeć w takiej technice historię Grajewa. Tym razem możemy zachwycać się dziełem „Dawno temu przy królewskim stawie”, które opowiada o historii Wysokiego Mazowieckiego. Projekt ten zrealizowany został przez Miejski Ośrodek Kultury w Wysokiem Mazowieckiem w partnerstwie z Zespołem Szkół Ogólnokształcących i Policealnych w Wysokiem Mazowieckiem.

A tak wyglądają historię Grajewa i wersja ukraińska, o których pisaliśmy powyżej:

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak obecnie prezentuje się dworzec kolejowy. Widać już wejście do tunelu i fragmenty zadaszenia.

Najpierw plany były ambitne. Zakończyć prace w 2023 roku. Niestety rzeczywistość pokazała, że przeprowadzanie tak skomplikowanych inwestycji musi trwać. Dlatego do 2024 roku będziemy czekać na finał wszystkich robót związanych z przebudową otoczenia dworca kolejowego w Białymstoku. A warto dodać, że zmiany bynajmniej nie będą kosmetyczne. Przede wszystkim budowane są nowe perony z zadaszeniem. Do tego podziemny tunel, który zastąpi kładki, a którym przejdziemy z powstającego właśnie centrum przesiadkowego przy Bohaterów Monte Cassino do ul. Kolejowej oraz bezpośrednio do budynku dworca kolejowego. Gdyby tak zamknąć na jakiś czas dworzec, to może wszystko byłoby sprawniej przeprowadzone. Natomiast stolica województwa podlaskiego to miejsce, z którego odjeżdżają pociągi do Warszawy i dalej, a także do Ełku, Suwałk, Bielska Podlaskiego i Hajnówki. Dojedziemy nawet do Wilna na tym samym bilecie z przesiadką.

Nie zapominajmy też, że przez dworzec kolejowy przejeżdżają też pociągi towarowe. Generalnie na białostockich torach jest jak w mrowisku. Nie pomaga fakt, jak widać na powyższym filmie, że nie wszystkie tory jazdy są dostępne. Warto dodać, że prace w Białymstoku są częścią szerszego projektu – budowy Rail Baltica. W Podlaskiem prace polegają na przebudowie 70-kilometrowego odcinka Czyżew – Białystok. Po zakończeniu wszystkich robót, czyli pomiędzy 2023 r. i 2024r. podróż najszybszym pociągiem z Białegostoku do Warszawy zajmie ok. 90 minut.

graf. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Partnerzy portalu:

Fontanna z kulą przejdzie do historii. „Bermudzki trójkąt” zyska nowy wygląd.

Fontanna z kulą przejdzie do historii. „Bermudzki trójkąt” zyska nowy wygląd.

Skwerek Ludwika Zamenhofa położony pomiędzy ul. Malmeda i Białówny, po morderstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, został podzielony. I teraz przy trójkącie w centrum są dwie nazwy – jedna dalej Ludwika Zamenhofa, druga Pawła Adamowicza. Oprócz tego, że nieżyjący już prezydent Gdańska był w jakiejś politycznej zażyłości z Tadeuszem Truskolaskim, to nic z Białymstokiem wspólnego nie miał. Zasług dla kraju też nie dostrzegamy. Był po prostu ofiarą napastnika Stefana W. Czy to powód by dzielić skwer na dwie części? Tadeusz Truskolaski mógłby chociażby zapytać mieszkańców o zdanie, ale nie ma tego w zwyczaju. Teraz historia się powtarza.

Skwerek zwany też „Trójkątem Bermudzkim” będzie całkowicie odnowiony. Fontanna z kulą zniknie, a do starych drzew dosadzi się więcej zieleni. Oczywiście modernizacji tej nie krytykujemy, bo trzeba powiedzieć dosadnie, że obecnie ten skwer jest po prosty „syfiasty”. A to za sprawą gołębi i kawek, które to defekują po całej okolicy, raz po raz mocząc się w fontannie. Czy przebudowa skwerku rozwiąże ten problem? Cóż – skoro stare drzewa – dom tych wszystkich ptaków – mają zostać, to i obyczaje stare też tam zostaną.

Wracając do Tadeusza Truskolaskiego i jego świty. Tak jak wyżej pisaliśmy – jego ekipa zawsze wie najlepiej i w zasadzie zdanie mieszkańców ich raczej nie interesuje. Na pewno nie można podać jasnego przykładu, który by temu przeczył. I tak po raz kolejny mamy oto sytuację, że jest ogłoszone: Przebudujemy skwer i tak oto będzie wyglądać (jak na grafice powyżej). Tymczasem w Suwałkach – o czym pisaliśmy niedawno – to mieszkańcy zadecydowali jak ma wyglądać nowy park. Było kilka wariantów do wyboru. Białostoczanie to najwyżej mogą postawić figurki misiów – jak sobie zagłosują w budżecie obywatelskim. I to jak urzędnicy dopuszczą projekt do głosowania.

Dobrze, że skwer się zmieni, ale mamy obawy że wcale nie na lepsze. Od dekad problemem tej okolicy są ogromne ilości ptaków. Wycięcia starych drzew nie proponujemy, ale jeżeli chcemy mieć czyste chodniki w centrum, to sama przebudowa nic nie da.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niezwykły dokument o Puszczy Białowieskiej. Piękne obrazy, które opisuje Czubówna.

Film „Jestem Puszczą XXI wieku” to poetycko-epicki portret Puszczy Białowieskiej, który oglądamy oczami natury i jesteśmy prowadzeni głosem Krystyny Czubówny. Młodzi na pewno nie pamiętają, że ta była prezenterka dawniej prowadziła program Panorama w TVP2, zaś największą karierę zrobiła będąc lektorem filmów przyrodniczych. Czar jej głosu trwa do dziś. Piękna muzyka, piękne obrazy, a to wszystko okraszone opowiadaniem Czubówny sprawia, że dokument zawsze jest niesamowity, a przyrodę czujemy tak – jakbyśmy tak byli na miejscu.

Opowieść o Puszczy Białowieskiej podzielona jest na siedem części, ale to też osobista opowieść pary autorów: Bożeny i Jana Walencików. Ten drugi to fotograf przyrody i reżyser filmów o naturze. Do tego scenarzysta, operator, dźwiękowiec i montażysta filmowy, autor albumów i książek przyrodniczych. Także popularyzator natury i przyjaciel Puszczy Białowieskiej. Od długich lat odkrywa naturę wyłącznie po swojemu, a przy okazji realizuje autorskie przedsięwzięcia przyrodnicze: filmy, seriale, albumy, książki, wystawy.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

W tym kościele kręcili kultowy film, tu także wydarzył się cud

Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce to miejsce naprawdę wyjątkowe. Pod koniec lat 90. zanim stało się sanktuarium, kręcono tam kultowe już U Pana Boga za Piecem – czyli pierwszą część (póki co trylogii) Jacka Bromskiego. Zarówno sam kościół jak i jego bliskie otoczenie możemy oglądać w tym filmie. To też przyciąga turystów po wielu latach.

W 2008 roku miało miejsce tam kolejne wydarzenie. Doszło do tak zwanego cudu w Sokółce. Doszło tam do przemiany hostii. Najpierw ksiądz podczas udzielania komunii świętej upuścił ją na ziemię. Zgodnie z kościelnymi procedurami – należy ją potem rozpuścić w wodzie. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego woda zabarwiła się na czerwono, pojawiła się także substancja. Po badaniach patomorfologów okazało się, że to tkanka, która przypomina mięsień sercowy. Wierni mogą oglądać cudowną hostię od 2011 roku. To również przyciąga mnóstwo osób do Sokółki. Niewątpliwie te dwa wydarzenia miały ogromny wpływ na współczesną historię kościoła pw. Św. Antoniego. Dziś to miejsce bardzo popularne. Corocznie przyjeżdżają tu tysiące osób.

Świątynia powstała w XIX wieku.

Partnerzy portalu:

W tej wsi mieszka tylko 300 osób, a stoi tam okazały kościół.
fot. UG Kulesze Kościelne (kuleszek.pl)

W tej wsi mieszka tylko 300 osób, a stoi tam okazały kościół.

Kulesze Kościele to wieś, która dawniej nazywała się Rokitnicą od przepływającej przez nią rzeczki o takiej samej nazwie. Była to ziemia szlachecka, toteż nazwa wsi zmieniła się od nazwiska kolejnego jej właściciela Kuleszy-Kursztaka h. Ślepowron. W późniejszych latach wsią zawiadywali także Paweł, Piotr, Dziersław i Wacław z Kulesz. A był to wiek XV. W kolejnym stuleciu  a dokładnie w 1580 roku w Kuleszach Rokitnicy w księgach odnotowano imię Jana Kuleszę syna Michała, który dziedziczył na 19 włókach ziemi. Do końca XVIII wieku właściciele się jeszcze zmieniali nieraz, ale już nazwa wsi nie.

Na początku wieku XX w Kuleszach osiedlili się Żydzi. Spis powszechny z 1921 r. wykazał, że 42 domy zamieszkiwało 278 mieszkańców. Wśród nich notowano 185 osób było wyznania mojżeszowego. 93 osoby podały wiarę katolicką, mieszkał tu również jeden Rosjanin.

Pierwszy kościół w Kuleszach wybudowano z modrzewia w 1472 r. Parafia została erygowana w 1493 r. przez biskupa łuckiego Jana Andruszewicza Pudełko. Niestety wzniesiona świątynia została zniszczona w czasie wojen ze Szwedami. Kolejny drewniany kościół wzniesiono w latach 1730-1733 dzięki staraniom ks. W. Wnorowskiego. W 1793 r. podjęto decyzję o rozpoczęciu prac przy budowie nowego kościoła z drewna sosnowego na kamienno-ceglanej podmurówce. Obiekt ten został zniszczony wskutek pożaru, który wybuchł w 1908 r. Obecny, okazały murowany kościół parafialny pw. Św. Bartłomieja został zbudowany w latach 1911-1915 oraz 1918-1926. Obiekt powstał według projektu arch. Józefa Piusa Dziekońskiego. Jest to budowla neogotycka, orientowana, murowana z cegły, z dwiema wieżami o wysokości ok. 50 m. Od 1987 roku jest to zabytek.

fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To mógł być drugi Czarnobyl. Tak jak tam – władza ukrywała katastrofę.

9 marca 1989 roku to tragiczna data w historii Białegostoku. W tym dniu doszło do wypadku cysterny z chlorem, który mógłby zabić znacznie więcej ludzi niż katastrofa w Czarnobylu. Dlatego każdego roku, w rocznicę tego wydarzenia, miasto obchodzi uroczystości upamiętniające „ocalenie miasta”. Dzięki ciężkiej pracy strażaków oraz przemyślanym decyzjom udało się ocalić życie 180 000 ludzi i zapobiec katastrofie. Przyczyna tego wypadku to wręcz „klasyk” w historii Polski, która tak jak w PRL, tak dziś nie chce odejść od standardów sowieckich. Zarówno wtedy jak i w 2005, 2008, 2010 i 2012 roku – polskie katastrofy pod Jeżewem, w Mirosławcu, w Smoleńsku, w Białymstoku, pod Szczekocinami miały wspólny mianownik – olewanie procedur. To tylko najgłośniejsze przykłady, a katastrof było dużo więcej.

W przypadku białostockiej katastrofy z 1989 roku tory, na których jeździła cysterna, powinny zostać wymienione 4 lata wcześniej, ale nikt się tym nie zajął. W końcu szyna pękła, co doprowadziło do tragedii. Na szczęście miejsce katastrofy było płaskie, co uniemożliwiło wyciek substancji na pobliski wiadukt. Obecnie na miejscu wypadku stoi pomnik-krzyż, który możemy zobaczyć idąc lub jadąc ulicą Poleską. Całą akcję ratunkową możecie obejrzeć w filmie powyżej. Aby podnieść cysternę, trzeba było zamontować specjalny dźwig, ale zanim to się stało, tor musiał zostać naprawiony. Pierwsza cysterna została podniesiona w ciągu półtorej godziny, ale kolejne dwie wymagały znacznie więcej czasu. To jednak sprawy mniej istotne, bo ważniejsze jest to że w 2022 roku miała miejsce katastrofa na rzece Odrze. 33 lata po sowieckich czasach Polski próbowano zataić to co wydarzyło się w rzece.

Państwowe instytucje, służby oraz media rządowe nie informowały o skażeniu rzeki opinii publicznej, nie poinformowano również samorządów miast położonych nad rzeką i nie ostrzeżono ludności oraz strony niemieckiej przez kilkanaście dni. Dopiero 12 sierpnia 2022 wojewoda lubuski Władysław Dajczak zapowiedział rozesłanie SMS alertu RCB. Ostrzeżenie zostało rozesłane po ponad dwóch tygodniach od pojawienia się doniesień o skażeniu.

W 1989 roku mieszkańcy dowiedzieli się o wypadku dopiero 9 godzin po jego wystąpieniu. To i tak szybciej niż mieszkańcy miast nad Odrą, ale tak jak wtedy tak i dziś życie ludzkie w Polsce nie ma tak dużego znaczenia. Wówczas ewakuowano tylko mieszkańców najbliższych bloków, a inni uciekli z miasta lub ukryli się u sąsiadów na wyższych piętrach budynków. Tragedia ta była jednym z największych wydarzeń w historii Białegostoku, ale dzięki determinacji ratowników oraz szczęściu, udało się ocalić życie wielu ludzi. Obchody rocznicowe upamiętniające to wydarzenie są ważnym elementem historii miasta.

Partnerzy portalu:

To 5 najbardziej inspirujących kobiet Podlaskiego
Fot. Archiwum Państwowe w Białymstoku, ze zbiorów Marii Kolendo

To 5 najbardziej inspirujących kobiet Podlaskiego

Izabela Branicka, Maria Konopnicka, Stefania Karpowicz, Placyda Bukowska i Irena Białówna. Wszystkie wymienione kobiety żyły w czasach, gdy niewątpliwie do powiedzenia mieli najwięcej mężczyźni. Mimo to, swoją wybitną działalnością udowodniły, że mimo ograniczeń swoich czasów, krwawych wojen, zaborów, okupacji mogą tworzyć wielkie rzeczy. Niech będą inspiracją dla wszystkich kobiet dzisiaj, które mają nieporównywalnie więcej praw i możliwości.

Ważny punkt kulturalnej Europy

Izabela Branicka, fot. obrazu Marcello ,Bacciarelli / Wikipedia

Izabela Branicka z Poniatowskich była trzecią żoną hetmana Jana Klemensa Branickiego. Urodziła się 1 lipca 1730 roku, zmarła zaś 12 lub 14 lutego 1808 roku. Do dziś Białystok jej w żaden sposób nie uhonorował, choćby poprzez nazwanie ulicy na jej część. A zasług dla naszego miasta i regionu ma bardzo wiele. Mąż bowiem zajmował się polityką, a w tym czasie hetmanowa urządzała Pałac – dzisiejszą wizytówkę miasta – po swojemu. W XVIII wieku, dzisiejsza stolica Podlaskiego nie była polską prowincją, lecz europejskim miastem. To w Białymstoku gościły śpiewaczki z Wenecji, balety z Włoch, teatry z Niemiec, a także najsłynniejsi pisarze i malarze – Ignacy Krasicki, Julian Uryn Niemcewicz, Elżbieta Drużbacka czy Franciszek Karpiński.

To nie wszystko. Branicka wspierała również białostocką edukację. Dzięki niej powstały w mieście pierwsze szkoły, które wspierała finansowo. Ponadto dzięki niej powstał w Białymstoku instytut akuszerii (położnictwa).

Nie chciała być na utrzymaniu męża

Maria Konopnicka, fot. obrazu Leopold Bude / Wikipedia

Maria Konopnicka z Wasiłowskich urodziła się w Suwałkach 23 maja 1842 roku, zmarła 8 października 1910 we Lwowie. Jej rodzice w Suwałkach zamieszkali rok przed narodzinami Marii. Gdy przyszła pisarka i poetka miała 7 lat, to z rodzicami wyprowadziła się do Kalisza. W dorosłym życiu Konopnicka nie mogła – jak napisała później w jednym ze swych autobiograficznych wierszy – znieść ograniczeń, jakie narzucał jej mąż. Nie chciała być na jego utrzymaniu i nie odpowiadała jej rola gospodyni domowej. W 1876 rozstała się z mężem i podjęła decyzję o opuszczeniu Gusina, w 1877 przeniosła się z dziećmi do Warszawy, gdzie mieszkała do 1890.

Konopnicka oprócz życia z twórczości, działała też w konspiracji i w akcjach społecznych. A to wszystko podczas zaborów. Konopnicka ostatnie 20 lat swego życia mieszkała, żyła i podróżowała z inną kobietą – Marią Dulębianką. Trudno jednak powiedzieć, czy ta relacja miała charakter homoseksualny czy po prostu towarzyski. Jedno jest pewne – było to całkowicie alternatywne od przyjętych wzorców społecznych.

Wspomagała finansowo Skłodowską-Curie i się przyjaźniła

Stefania Karpowicz

Stefania Karpowicz urodziła się 11 stycznia 1876 roku w Wilnie. Rodzicie posiadali jednak majątek ziemski w Janowiczach koło Zabłudowa. Tam młoda Stefania spędziła dzieciństwo. Do nauki sprowadzono jej francuską guwernantkę, która nauczyła dziewczynę języka francuskiego. 8 maja 1893 roku, kiedy miała 17 lat, zmarł jej ojciec. Pochowano go w Białymstoku. W Warszawie pobierała nauki na prestiżowej pensji u pani Jadwigi Sikorskiej, a następnie w szkole średniej również w stolicy. W Warszawie poznała Stefana Żeromskiego i Władysława Reymonta oraz Marię Skłodowską-Curie, z którą się zaprzyjaźniła.

Podczas pobytu w Paryżu pomagała materialnie przyszłej noblistce. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie uczęszczała na wykłady z historii Polski, historii powszechnej i historii sztuki. Malarstwa uczyła się u Jacka Malczewskiego i Włodzimierza Tetmajera. Kurs, w szkole sztuk pięknych Teofili Certowicz, ukończyła ze srebrnym medalem. Następnie, w latach 1900-1901, kontynuowała studia malarskie w Monachium, Paryżu oraz Szwajcarii. Po powrocie do majątku Janowicze postanowiła zagłębić się w życie ludu.

W 1903 roku matka Stefanii sprzedała majątek w Janowiczach i kupi 400 hektarów w podlaskim Krzyżewie. Mimo gigantycznej ziemi, był tam skromny dom. To wszystko miało służyć za posag Stefanii, ale ostatecznie ta nigdy za mąż nie wyszła. Za to razem ze swoją matką zbudowała na majątku szkołę rolniczą dla synów średnich i zamożniejszych rolników. Wcześniej razem pojechały do Szwecji i Danii, gdzie tego typu instytucje mogły poznać lepiej i na ich wzór stworzyć coś własnego w Krzyżewie.

Po śmierci matki, Stefania kontynuowała wspólne dzieło. Kolejne 47 lat nauczała we własnej szkole języka polskiego, francuskiego, historii, ogrodnictwa, kultury towarzyskiej i właściwych manier. Była to pierwsza w regionie północno-wschodnim i trzecia na ziemiach polskich placówka oświatowa tego typu. Ze światłem elektrycznym, centralnym ogrzewaniem, wodociągiem, napędzanym konnym kieratem. Szkoła – co ciekawe – posiadała łaźnię, szpitalik i mleczarnię. Masło i sery wysyłano do polskich miast oraz eksportowano do Anglii. Placówka szybko zyskała opinię jednej z najlepszych w Europie.

Za okupacji radzieckiej pani Karpowicz musiała opuścić dwór i pomieszkiwać u okolicznych mieszkańców. Ostatnie 23 lata życia spędziła w pobliskich Roszkach-Ziemakach. Bohaterka z Krzyżewa leczyła bezpłatnie ziołami, sprowadzała na własny koszt lekarza, kupowała lekarstwa dla ubogich, dbała o higienę na wsi. Zwalczała pijaństwo, pomagała dotkniętym wypadkami losowymi, przekazywała drewno na dom lub budynek gospodarski, wyposażała nowożeńców. Jako przedstawicielka inteligencji aktywnie działała w Polskim Towarzystwie Krajoznawczym, radzie opiekuńczej szkół ludowych i ochronek. Propagowała zakładanie kół gospodyń wiejskich, a okolicznej ludności służyła radą i pomocą. Po latach pokojówka wspominała, że Stefania Karpowicz modliła się po francusku i prowadziła rozmowy z gośćmi przybyłymi do Krzyżewa w tym języku. 1931 i 1937 roku została odznaczona przez Prezydenta RP Ignacego Mościckiego Złotym Krzyżem Zasługi.

Stefania Karpowicz zmarła 7 stycznia 1974 roku w wieku 98 lat. Spoczęła na cmentarzu w Płonce Kościelnej, w skromnej mogile obok swojej siostry.

Wszechstronnie uzdolniona artystycznie

Placyda Bukowska

Placyda była artystką – głównie plastyczką oraz malarką. Urodziła się w 1907 roku w Białymstoku. Była tak samo mądra jak i przepiękna. Ukończyła Gimnazjum Żeńskie im. księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej z bardzo wysokimi ocenami. Szczególnie z plastyki oraz religii. Następnie przeniosła się do Wilna – gdzie ukończyła z wynikiem bardzo dobrym Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytety Stefana Batorego. Placyda po studiach zaangażowała się w życie artystyczne. Gdy przyjechała do Białegostoku już z mężem – Stanisławem – zatrudniła się jako nauczycielka w Średniej Szkole Sztuk Plastycznych i Ognisku Plastycznym. Następnie współzałożyła, a potem przez kolejne 25 lat pozostawała członkinią i prezesem Związku Polskich Artystów Plastyków. Placyda w 1946 roku urodziła syna Grzegorza. Niestety dziecko Bukowskich przeżyło tylko kilka miesięcy. W 1950 roku urodził im się kolejny chłopiec – Andrzej. Dziecko miało zespół Downa. To znany białostoczanom Andrzejek spod sklepu Opałek.

Kobieta w swoim życiu tworzyła wyjątkowe witraże (choćby ten na suficie w kościele św. Rocha w Białymstoku), płaskorzeźby, obrazy. Kobieta była wszechstronnie uzdolniona artystycznie. Warto dodać, że nie tylko tworzyła w sferze sacrum. Zajmowała się również projektowaniem scenografii teatralnych, publikowała i aranżowała wystawy przepełnione baśnią i metaforą. Placyda, zmarła nagle na atak serca. 18 grudnia 1974 roku.

Tworzyła białostocką ochronę zdrowia od zera

fot. Piotr Sawicki – Kłodziński / Wikipedia

Białystok zawdzięcza jej zbudowanie po wojnie niemal od podstaw lecznictwa pediatrycznego. Mowa o dr Irenie Białównie, która młodym pokoleniom kojarzy się z urazówką przy ulicy jej imienia. Starsi mieszkańcy natomiast pamiętają ją jako bohaterkę. Organizowała położnictwo, system opieki nad umierającymi niemowlętami, organizowała też pomoc dzieciom i matkom. I to w czasach bolszewickiej Rosji, w czasach gestapo i obozów koncentracyjnych i także w powojennym, kompletnie zniszczonym Białymstoku.

Urodziła się w 1900 roku w Wołgoradzie (wówczas miejscowość nazywała się Carycyn). W dorosłym życiu Irena Białówna zaczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego i od początku interesuje ją pediatria. Dyplom uzyskała w 1927 roku i wówczas zadecydowała, że zamieszka w Białymstoku. A warto wiedzieć, że aktywnie działała na studiach w zakresie rozwoju nauki pediatrii i otrzymała propozycję pracy na uczelni. A mimo to odrzuciła ją i wybrała dzisiejszą stolicę Podlaskiego.

Jedna z jej prac to wolontariat w szpitalu. Najbardziej biednym wykupowała leki i leczyła za darmo. Aż do II wojny światowej pracowała jako pediatra. Gdy trwał koszmar zafundowany Polsce i Europie przez Hitlera, Irena Białówna tworzy punkty opatrunkowe dla mieszkańców i żołnierzy. W dalszych latach okupacji kobieta prowadzi szpital przy ul. Fabrycznej, a gdy ta zostaje wcielona do getta, to ewakuuje się z pacjentami na Warszawską.

Razem z dr Anną Ellert przy szpitalu nielegalnie tworzą zakład opiekuńczy dla maluchów, w którym ukrywają dzieci żydowskie. Dla dzieci powyżej trzech lat tworzą drugi punkt przy Sitarskiej. Pomagają wszędzie, gdzie są potrzebne. To jednak dla Białówny za mało. Działała też w konspiracji, współpracowała z AK, szefuje wojskowej służbie kobiet w AK. Irena Białówna jako jedna z nielicznych przeżyje rozbicie siatki AK przez gestapo, które wymordowało 60 osób z konspiracji. Przesiedziała w piwnicach gestapo, a potem w więzieniu. Tu tez jednak „przesiedzieć” jest mocno na wyrost. Razem z innymi lekarzami leczy współwięźniów. Trudno powiedzieć jak, skoro w takich miejscach nie ma do tego środków, a warunki są bardzo złe. Mimo to opanowała epidemię duru plamistego sama na niego chorując.

To nie koniec koszmaru Białówny. Zostaje wywieziona do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Brzezince. Następnie do Ravensbruck i innych niemieckich obozów. Tam też pomaga współwięźniom, szczególnie matkom z małymi dziećmi. Wystarała się nawet w Birkenau o osobny barak szpitali na chorych dzieci, które dostają dodatkowe porcje żywnościowe.

Pół roku po wyzwoleniu obozu Irena Białówna jest już z powrotem w Białymstoku i tutaj od nowa organizuje opiekę medyczną i szpitalnictwo. Nie jest to zbyt proste, bo brakuje wszystkiego. Do lat. 50 w mieście było oprócz niej tylko dwóch innych pediatrów. Dopiero powstanie w 1950 roku Akademii Medycznej spowoduje, że do Białegostoku przyjedzie sporo lekarzy z Wilna i innych części Polski.

W 1957 roku Irena Białówna została posłem na Sejm. Między czasie i do tego czasu cały czas aktywnie działa w zakresie ochrony zdrowia. Tworzy raz po raz kolejne instytucje, szkoli, buduje i oczywiście leczy. Wybitna białostocka postać, Irena Białówna umiera w 1982 roku, dziesięć lat po przejściu na emeryturę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wyjątkowy film z lat 90. z prywatnych archiwów. Zlot motocyklistów w Mońkach.

Kto by się spodziewał, że takie perełki można odnaleźć na YouTube. Użytkownik o imieniu Leszek udostępnił w serwisie film z prywatnych archiwów, który nagrany został w latach 90. w Mońkach. A na filmie zobaczyć można zlot motocyklowy. Co najbardziej zaskakuje, że na tym zlocie było aż tak wiele pojazdów. Czasy transformacji ustrojowej w Polsce dały po kieszeni bardzo wielu osobom, toteż posiadanie motocykla czy samochodu nie było takie powszechne jak dziś. Na ten „luksus” mogli sobie pozwolić tylko lepiej zarabiający, których nie dosięgnęły skutki transformacji. Inni, którzy dysponowali pojazdami, to tacy, którzy je odziedziczyli.

Liczba mieszkańców Moniek od lat jest bardzo podobna i waha się pomiędzy 10 a 11 tys. Skoro w takim maleńkim mieście można było zorganizować zlot i to tak wielu maszyn, to jest to również zaskakujące.

Szkoda tylko, że na filmie nie ma szerszego komentarza. Możemy jedynie podziwiać paradę motocyklów, które jadą główną drogą w Mońkach. Skąd pomysł na to spotkanie? Kto je organizował? I w końcu – jak oni wszyscy się skrzyknęli bez internetu? Odpowiedzi na te pytania pozostaną zagadką.

Partnerzy portalu:

Drogowy horror w rejonie białostockich dworców trwa, ale jedno skrzyżowanie lada moment będzie gotowe
fot. A. Ludwiczak / UM Białystok

Drogowy horror w rejonie białostockich dworców trwa, ale jedno skrzyżowanie lada moment będzie gotowe

Na skrzyżowaniu ulic: Bohaterów Monte Cassino i Św. Rocha w Białymstoku została przebudowana infrastruktura podziemna a nieliczne prace w tym zakresie są na ukończeniu. Zakończenie robót na tym skrzyżowaniu planowane jest na 10 marca 2023 r. Wszystkie prace w tej okolicy mają związek z budową węzła intermodalnego – podobnego do tego, jaki istnieje na skrzyżowaniu Piłsudskiego i Sienkiewicza.

W tym rejonie miasta prowadzone są równolegle cztery budowy co przyprawia kierowców, pieszych i okolicznych mieszkańców o poważny ból głowy, gdy muszą się tamtędy przemieszczać. Same zdjęcia pokazują, że to miejsce jest jednym, wielkim pobojowiskiem. Prowadzone budowy to: przebudowa układu drogowego ulic: Bohaterów Monte Cassino, Łomżyńskiej ze skrzyżowaniem z ul. M. Kopernika i ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Św. Rocha; budowa centrum przesiadkowego; budowa przejścia pieszo-rowerowego podziemnego pod torami PKP; przebudowa linii kolejowej E75 realizowana przez PKP.

Przed nami jeszcze kolejne prace, oprócz tych trwających. Na skrzyżowaniu ulic: Bohaterów Monte Cassino i Kardynała Stefana Wyszyńskiego została przebudowana infrastruktura podziemna kolidująca z przebudową drogi, a do pełnego zakończenia pozostała przebudowa sieci kanalizacji deszczowej oraz odcinka sieci gazowej. Natomiast na ul. Stołecznej realizowane są prace związane z budową sieci kanalizacji deszczowej oraz dużego zbiornika retencyjnego. Po zakończeniu prac związanych z przebudową infrastruktury podziemnej zostaną rozpoczęte roboty drogowe (roboty ziemne, ustawienie krawężników, budowa chodników, ciągów pieszo-rowerowych itp.). Po wykonaniu niezbędnych robót na tych odcinkach wykonawca skupi się na skrzyżowaniu ulic: M. Kopernika z ul. Łomżyńską i Bohaterów Monte Cassino.

Na skrzyżowaniu ulic Bohaterów Monte Cassino i Łomżyńskiej dotychczas została przebudowana infrastruktura podziemna i aktualnie prowadzone są prace związane z przebudową kanału deszczowego. Po zakończeniu przebudowy wykonawca przystąpi do budowy skrzyżowania – wykonania robót drogowych, m.in. wykonania warstw konstrukcyjnych obu jezdni wraz z połączeniem z ul. Łomżyńską, budowy chodników, ścieżki rowerowej, sygnalizacji świetlnej. Równolegle planowane są (na jednej jezdni) roboty bitumiczne na ul. Łomżyńskiej i ul. Bohaterów Monte Cassino, aby jak najszybciej udrożnić ruch lokalnego osiedla.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

195 żubrów w jednym miejscu! Co za widok!

Czegoś takiego się nie spodziewaliśmy. W okolicach Narwi, w gminie Doratynka udało się nagrać z drona 195 żubrów. Takie stado jest unikalne w skali całego regionu, zwykle zwierzęta skupiają się w mniejszych grupach.

W ostatnim czasie podlaskie żubry były liczone. W Puszczy Knyszyńskiej doliczono się 298 żubrów. W ubiegłym roku było to 212. Po polskiej stronie w Puszczy Białowieskiej żyje prawie 800 żubrów. Warto wiedzieć, że od niedawna żubry zostały również wywiezione do Puszczy Augustowskiej, gdzie też zaczęły się prężnie rozmnażać.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przepiękne rozlewiska zdobią całe Podlaskie. Zobaczcie te widoczki!

Wiosna w Podlaskiem tuż za rogiem, a to oznacza przepiękne widoki. Budząca się natura do życia zachwyca, jednak nim pierwsze pąki pojawią się na łąkach, krzewach i drzewach potrzeba wody i słońca. Tak się składa, że i jednego i drugiego u nas ostatnio nie brakuje. W efekcie możemy podziwiać niesamowite rozlewiska, które wystąpiły przy rzekach. Możecie podziwiać te widoki przy pomocy filmów lub osobiście, na żywo! Najlepszy efekt będzie bladym świtem, gdy tylko wyjdzie słońce.

Na powyższym filmie zobaczyć możemy Narew w Tykocinie i Surażu. I chociaż widoki są wykonane przy pomocy drona, to gdy będziemy na miejscu – możemy skorzystać z punktów widokowych. Możecie skorzystać z poniższego linka, gdzie jest mapa podlaskich wież widokowych.

http://podlaskie.cyfryzacja.eu/wieze-widokowe-na-podlasiu/

Jeżeli chcecie podziwiać wiele miejsc, to możecie to robić z mostów na rzekach. Piękne widoki zastaniecie choćby w Złotorii.

Zwiedzanie rozlewisk warto także połączyć z obserwacją dzikich ptaków. Tych akurat ostatnio nie brakuje. Najlepiej wybrać się do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Będziemy mogli naszych latających przyjaciół podglądać w okolicach Goniądza, Dawidowizny, Wrocenia czy Dolistowa Starego. Możemy też jechać wzdłuż Biebrzy w stronę Augustowa. Alternatywnie warto wybrać się w okolice Strękowej Góry, gdzie Biebrza z Narwią tworzą jedność. Podobnie – dobrym pomysłem będzie odwiedzenie Wizny i Grądów-Woniecko. W tej ostatniej miejscowości charakterystycznym miejscem jest cienki pas drogi pomiędzy rozlewiskami.

Nie może w tym zestawieniu również zabraknąć Bugu, który wylał obficie w tym roku.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Budżet obywatelski rusza! Zbudujmy WC na miarę XXI wieku!

Miasto Białystok ogłosiło nabór projektów do realizacji Budżetu Obywatelskiego. Do wydania jest pula 12 milionów złotych. Korzystając z okazji, postanowiliśmy rzucić pomysł budowy szaletu miejskiego na miarę XXI wieku. Bo ten betonowy kloc na Plantach za 400 000 zł, który być może i będzie użyteczny (tego jeszcze nie wiemy, bo ciągle nie działa), swoim wyglądem kompletnie nie przystaje do otoczenia Pałacu Branickich i centrum miasta.

W powyższym filmie (jest w języku angielskim, ale ważne co widać, a nie co słychać) można zobaczyć, jak prezentuje się szalet miejski na miarę XXI wieku. Powstał w Tokio i właśnie z japońskich wzorców powinniśmy czerpać garściami. Szklana toaleta, która dzięki magicznemu przyciskowi zaciemnia obraz to idealne rozwiązanie w mieście. Dzięki przezroczystości nie rzuca się w oczy jak betonowy kloc i nie narzuca się sobą reszcie przestrzeni. Natomiast w chwili próby umiejętnie zmienia kolor, tak by dopasować się do otoczenia. Jeżeli postawimy ją blisko lasu – może być zielona, jeżeli przy pałacu Branickich biało-żółta, a jeżeli na Rynku Kościuszki to jasno-szara. Czy to nie cudowne?

Od razu zaznaczmy, że mimo tego, że to japoński wynalazek, to w Polsce ta technologia jest już dostępna od kilku lat. Zatem Tadeusz Truskolaski, żeby móc zrealizować ten projekt, nie będzie musiał lecieć z ofensywą dyplomatyczną do Japonii. Wystarczy zamówić w polskim sklepie, w którym takie coś sprzedają.

Chcielibyśmy Was zaangażować w realizację tego wyśmienitego projektu. Zanim złożymy projekt w imieniu białostoczan, to chcielibyśmy zapytać Was – zupełnie na poważnie – jaka lokalizacja byłaby najlepsza dla schludnego, szklanego szaletu? Piszcie swoje propozycje w komentarzach na naszym Facebooku.

Partnerzy portalu:

Rowerzyści chcą własny pas na wiadukcie Dąbrowskiego. Co na to prezydent?
fot. Stowarzyszenie Rowerowy Białystok

Rowerzyści chcą własny pas na wiadukcie Dąbrowskiego. Co na to prezydent?

Mogłoby się wydawać, że Białystok ze swoją ogromną siecią tras rowerowych i BiKeR-em jest miastem bardzo przyjaznym dla rowerzystów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę inne miasta w Polsce, to tak rzeczywiście jest. Tylko czy musimy brać pod uwagę wyłącznie nasz kraj? Wystarczy pojechać do większych miast Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii żeby zobaczyć jak bardzo Białystok przyjazny nie jest. Ścieżki rowerowe to jedno, wypożyczalnia to drugie, ale jest jeszcze trzecie. To codzienne życie.

W zachodnich miastach nie ma takiego wyboru jak w Białymstoku albo samochód albo droga komunikacja miejska. Tam rowerzystów traktuje się nie tylko w ustawie jako uczestników ruchu drogowego, ale traktuje się ich tam z poszanowaniem. Pasy rowerowe są częścią jezdni, a nie chodnika. Jednośladem poruszamy się obok samochodów, a nie pieszych. Kierowcom nie przychodzi tam do głowy, by z ogromną prędkością wymijać rowerzystę kilka centymetrów przy jego nodze. Warto też dodać, że rowerzyści również mają więcej obowiązków – kask czy światła to podstawa, bez której można dostać mandat.

Stowarzyszenie Rowerowy Białystok, które regularnie zwraca się do prezydenta z inicjatywami dotyczącymi jednośladów, tym razem zaproponowało, by jeden z ważniejszych punktów w mieście – Wiadukt Dąbrowskiego mógł być przejezdny – tak samo jak dla samochodów. Obecnie drogami dla rowerów dojedziemy z Centrum na Antoniuk, z Centrum na dworzec kolejowy, ale jeżeli chcielibyśmy do Al. Solidarności, to musimy jechać albo jedną albo drugą z tych dróg. Prosto, bezpośrednio można razem z samochodami. Co oznacza w praktyce proszenie się o śmierć lub kalectwo. Nie będziemy się wypowiadać za cały kraj, ale w naszej części kultura jazdy nie istnieje. Rowerzysta na jezdni sprawia, że niektórzy dostają małpiego rozumu. Szybko wymijają, kilka centymetrów od nogi, zajeżdżają drogę, swoimi zachowaniami spychają w stronę krawężnika, powodują utratę równowagi i wypadki, a także dochodzi do licznych potrąceń.

Odrobinę komfortu zapewnia wydzielony pas dla rowerów. Z tym, że w Białymstoku się czegoś takiego nie praktykuje. Albo chodnikiem albo w ogóle. Stowarzyszenie Rowerowy Białystok pisze do prezydenta tak:

Zadziwiające, że pomimo niespełna 19 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiego oraz popularyzacji wiedzy na temat korzyści z ruchu rowerowego i szkodliwości ruchu samochodowego, na Wiadukcie Dąbrowskiego w dalszym ciągu preferowany jest ruch samochodowy a ruch rowerowy jest zupełnie ignorowany.

Jak jest przez nich opisany przejazd Dąbrowskiego. Jak droga przez mękę.

Obecnie, aby zgodnie z przepisami przekroczyć Wiadukt Dąbrowskiego, rowerzysta jadący od strony ulicy Zwycięstwa musi jechać najpierw lewym pasem ruchu ulicy Kolejowej (na prawym jest buspas), następnie łącznicą, z której przez krawężnik bez wyznaczonego zjazdu może spróbować dostać się na ciąg pieszo-rowerowy. Jeżeli jedzie na Lipową, to pod kościołem św. Rocha musi z powrotem wjechać na jezdnię (od razu lewy pas) i dopiero za budynkiem Lasów Państwowych znowu na ciąg pieszo-rowerowy. Rowerzysta jadący z Alei Solidarności musi wjechać na jezdnię już na wysokości ulicy Kaczmarskiego, po czym zmuszony jest korzystać z wiaduktu aż do łącznicy prowadzącej na Poleską, gdzie pojawia się pierwsza możliwość zjazdu na ciąg pieszo-rowerowy. W podobnej sytuacji jest rowerzysta jadący z ulicy Antoniukowskiej, który na jezdnię musi wjechać już na skrzyżowaniu z ulicą Owsianą, jechać jezdnią główną około 300m pomimo równolegle biegnącej drogi rowerowej (ta jest bowiem niepowiązana z ulicą), następnie zmienić pas w celu dostania się na łącznicę, którą wjeżdża na wiadukt. W gorszym położeniu są rowerzyści jadący z Lipowej lub Piłsudskiego. Rowerzysta jadący z ulicy Lipowej musi wjechać na jezdnię już na wysokości adresu Lipowa 47/1 i wjechać na wiadukt drugim pasem od lewej, w miejscu gdzie wiadukt ma cztery pasy ruchu (sic!). Rowerzysta jadący z Alei Piłsudskiego musi wjechać na jezdnię na wysokości ulicy Botanicznej i zająć pas ruchu drugi od prawej. W obu przypadkach rowerzysta chcący dojechać do ulicy Solidarności lub dworca PKP jest zmuszony jechać środkowym pasem ruchu aż do zjazdu w ulicę Antoniukowską.

Sprawa Wiaduktu jest urzędnikom dobrze znana. O uporządkowanie organizacji ruchu rowerowego na nim wnioskowano już w 2019 roku. Były spotkania w tej sprawie z urzędnikami. Od tamtego spotkania minęło już 3,5 roku, a rowerzyści, aby przekroczyć Wiadukt, w dalszym ciągu muszą łamać przepisy lub narażać się na niebezpieczeństwo. Rowerzyści postanowili wrócić do sprawy i chcieliby, by  wyznaczono dedykowaną infrastrukturę kosztem jednego z pasów ruchu ogólnego północnej jezdni Wiaduktu (na odcinku, gdzie jest ich więcej niż dwa).

Cały wniosek do prezydenta można przeczytać tutaj: http://rowerowybialystok.pl/art/wniosek-w-sprawie-wiaduktu-dabrowskiego-i-jego-okolic

Jeżeli mamy obstawiać, to prośby rowerzystów raczej wysłuchane nie będą. Białystok i jego urzędnicy pod batutą Tadeusza Truskolaskiego przyzwyczaili mieszkańców do tego, że wiedzą najlepiej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białystok z przełomu lat 80. i 90. XX wieku na filmach. Było bardzo zielono!

Takiego Białegostoku być może wiele osób już nie pamięta, jednak z naszej perspektywy to miasto z dzieciństwa. Bujna zieleń występowała wszędzie, labirynty w Pałacu Branickich, skwerek przy ratuszu, a także nysy, wartburgi, fiaty i polonezy, ikarusy i jelcze na ulicach. To tylko skrawek z tego, co można by było zobaczyć, Jest też co wymieniać, czego na filmie już nie widać. Wiele obiektów dziś już nie istnieje – takich jak amfiteatr, gąszcz drewnianych domów i wąskich uliczek od Żelaznej, przez Młynową po Sosnową, czy wreszcie ul. Lipowa z Rynkiem Kościuszki oblepione kolorowymi szyldami.

To miejsca, które ustąpiły nowoczesności. Jeżeli spojrzymy na otwartą, przestrzenną Jurowiecką z dawnych lat oraz dzisiejszą, zabudowaną gęstymi molochami to jest to niebo i ziemia. Owszem, nie ma co płakać po obskurnych bazarach i dawnym stadionie, bo teraz Giełda na Andersa i stadion przy Słonecznej doskonale zastąpiły poprzednie obiekty. Natomiast nikt nie przekona nas, że obecna Jurowiecka z tymi wielkimi budynkami po dwóch stronach jezdni kształtuje lepiej przestrzeń miejską.

Podobny moloch to Opera i Filharmonia Podlaska, która zastąpił amfiteatr. Oczywiście nie ma co płakać po dawnych obiekcie, zaś obecny doskonale nadaje się do organizacji wielu wydarzeń kulturalnych, artystycznych i innych. Natomiast czy ogromny, klocowaty budynek w tym miejscu pasuje? Coś się jednak z przestrzenią gryzie. Tak samo drewniane domki i kocie łby dawnych Chanajek ustąpiły „apartamentowcom” czyli kolejnym molochom. Czy teraz jest lepiej? Nowocześniej na pewno, ale tylko tyle.

Nie mamy wątpliwości, że kolejne pokolenie, które kiedyś dojdzie do władzy w Białymstoku będzie skuwać ten cały beton. Białystok znów będzie przepełniony zielenią jak na powyższym filmie. Trzymamy kciuki, by nastąpiło to jak najszybciej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dobre informacje. Pełno wody w podlaskich rzekach!

Przedwiośnie idzie pełną parą, zaś podlaskie rzeki i ich rozlewiska są pełne wody. To bardzo dobre informacje nie tylko dla środowiska, ale także dla ludzi, którzy bez tego środowiska nie mogli by żyć.

Przypomnijmy, że w ciągu ostatnich 5 lat – przez trzy miała miejsce susza, dopiero zmieniło się wszystko w tamtym roku, gdy na wiosnę nie brakowało wody i rozlewisk. W tym roku również sytuacja jest dobra. Mimo, że śniegu nie było zbyt wiele – padało obficie i powoli, nawadniając ziemię. Już wkrótce będą tego pierwsze efekty. Gdy tylko w końcu wyjrzy słońce na dłużej, a temperatura podniesie się jeszcze wyżej niż obecnie – wszystko pięknie się zazieleni.

graf. hydro.imgw.pl (na żółto i na pomarańczowo zaznaczone wysokie stany rzeki Bug, Biebrzy oraz Narew.

Ale nie o walory estetyczne tu tylko chodzi. Jeżeli wszystko się zazieleni, natychmiast pojawią się wszelkiej maści owady. To natomiast przyciągnie ptaki. To nasi sprzymierzeńcy w walce z komarami. To jednak nie wszystko. Brak suszy to idealny czas dla rolników, którzy mogą cieszyć się później bogatymi zbiorami. A to już ma wpływ na ceny żywności w sklepach. Im więcej jej trafi tym ceny są niższe.

Mokradła, które powstają po zimie to także utrzymywanie lasów przy życiu. Wspominane wyżej 3 lata były bardzo trudnym czasem, ciągłego zagrożenia pożarowego. Pamiętamy też jak spłonął kawał Biebrzańskiego Parku Narodowego, zaś trudna akcja gaśnicza trwała przez wiele dni na rozległym, trudno dostępnym obszarze. Nasze kolejne dobro narodowe Puszcza Białowieska także doświadczyła pożarów, które na szczęście szybko zostały zduszone, nim wyrządziły ogromne straty. Zasilenie wodą lasów spowoduje, że zarówno ich korzenie będą nawodnione jak i ściółka. Jeżeli nikt nie będzie przeszkadzać bobrom, to i one dodatkowo zabezpieczą lasy.

Dlatego też wysokie stany w rzekach to bardzo dobra informacja dla przyrody i dla człowieka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co za film, co za klimat! Dokument „Autobus Siemiatycze – Świat” można zobaczyć dawne wyjazdy za chlebem.

Takiego filmu się nie spodziewaliśmy. Udało nam się „odkopać” film opublikowany 13 lat temu w serwisie YouTube. Jest to dokument „Autobus Siemiatycze – świat” – Sławomira Koehlera, który został zrealizowany w ramach cyklu „Małe ojczyzny”, wyróżniony przez Fundację Kultury w konkursie „Małe Ojczyzny – Tradycja dla przyszłości”. Pretekstem do zrealizowania filmu jest działająca od dawna linia autobusowa Siemiatycze-Bruksela i od kilku miesięcy linia Siemiatycze-Londyn. W dokumencie tym zaprezentowano rozwój handlu i turystyki.

Już początek pokazuje, że będzie to kawał dobrego kina dokumentalnego. Widzimy starego jelcza z napisem „Bruxela”. Co raz w tle przygrywa akordeon i śpiewa zespół ludowy. Między scenami mieszkańcy Siemiatycz komentują otaczającą ich rzeczywistość. A ta w latach 90. była szara i ponura. Wyjazd do Brukseli był czymś, co powodowało, że ludzie nie musieli żyć w biedzie. Zostawali tylko ci, którzy nie potrafili wyjechać lub z jakichś powodów nie chcieli.

Wyjazdy do Brukseli spowodowały tez rozwój usług w Siemiatyczach. Powracający przywozili pieniądze i wydawali je w rodzimym mieście. To podniosło warunki życiowe tych, którzy na miejscu prowadzili przedsiębiorstwa.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jakie miejsca będą popularne w Podlaskiem w 2023 roku?

Tykocin, Białystok, Siemianówka, Odrynki, Trześcianka, Puchły, Supraśl, Krynki, Kruszyniany, Grabarka, rzeka Bug – te wszystkie miejsca odwiedził pewien mieszkaniec Łodzi, który zabrał ze sobą drona. W efekcie powstał długi i piękny film, pokazujący jak wspaniały jest nasz region. Przy tej okazji postanowiliśmy poruszyć temat kierunków turystycznych na 2023 rok. Na filmie nie zabrakło zamku w Tykocinie, Pałacu Branickich, zalewu, kolorowych cerkwi, meczetu czy Krainy Otwartych Okiennic. Można powiedzieć, że to już niemalże „zestaw obowiązkowy” każdego przyjeżdżającego. Aż dziw bierze, że przyćmiona została nawet Białowieża czy Augustów, które dawniej były odwiedzane przez ogromne liczby osób.

Białowieża przegrywa

Augustów jest uzdrowiskiem, więc znajdują się tam sanatoria, zaś latem mają niezliczoną liczbę miejsc, gdzie można wypocząć. Tam przyjezdnych brakować nie będzie. Natomiast widać jak bardzo ucierpiała Białowieża. Po pierwsze dojazd tam jest fatalny. Torów nikt nie chce remontować, przez co nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego. Jezdnia jest bardzo wąska i w dość kiepskim stanie. Ze względu na ochronę przyrody nikt poszerzać jej raczej nie będzie. Aczkolwiek warto wiedzieć, że istnieją takie zakusy. Swoje dołożyła też pandemia i stan wyjątkowy. Białowieża jednym słowem przegrywa w ostatnich latach walkę o turystę, bo nie zawsze jest w tym „zestawie obowiązkowym”. Podobnie Augustów – tam przyjeżdża zupełnie inny turysta niż do Tykocina, Supraśla czy Trześcianki.

Białowieży nie pomaga też fakt, że rządzi nią od lat ten sam człowiek. Wójt Albert Litwinowicz ostatnio zasłynął tym, że wydał pozwolenie pracownikowi urzędu, aby ten jako przedsiębiorca mógł zbudować w Puszczy Białowieskiej farmę fotowoltaiczną. Prawdziwe odklejenie od rzeczywistości. Dodajmy do tego brak pomysłów na przyciągnięcie turystów i mamy przepis na katastrofę. Mieszkańcy Białowieży powinni się skrzyknąć i czym prędzej odwołać swego włodarza. Bo jeszcze trochę czasu i nie będzie co ratować.

Augustów cały rok na topie

Augustów stale pięknieje. W ostatnim czasie oprócz świetnego zagospodarowania plaży pojawiły się nowe ścieżki spacerowe, którymi możemy podziwiać zbiorniki wodne w Augustowie. Jest wygodnie nie tylko dla zwykłych turystów, ale też dla emerytów z sanatorium czy dla młodych rodzin z dziećmi. Każdy tam znajdzie coś dla siebie.

Tykocin staje się powoli drugim Kazimierzem Dolnym. Odwiedzając oba miasta możemy zobaczyć wiele podobieństw. Prawosławne miejsca jak Odrynki, Trześcianka czy Puchły przyciągają wszystkich tych, dla których kolorowe i drewniane cerkwie to egzotyka, którą chcą zobaczyć na własne oczy. Dlatego, mimo że to małe miejscowości – nie muszą specjalnie rozwijać się turystycznie. Wystarczy dbać o to co mają. Podobnie Grabarka czy Kruszyniany, tyle że tam przyciąga się wyjątkową górą krzyży czy meczetem.

Supraśl jak Zakopane

Kiedy przyjedziemy do Supraśla, to możemy poczuć się trochę jak w Zakopanem. Tylko zamiast gór będzie Puszcza Knyszyńska. Swoją drogą okolice Supraśla również są górzyste. Siemianówka przyciąga najczęściej tylko z jednego powodu – jest tam ogromny zbiornik wodny, gdzie wiele osób jedzie, bo jest po trasie Green Velo. Szlak rowerowy jest bardzo popularny, mimo że trasa mogłaby być dużo lepsza i ciekawsza. Magia promocji jednak działa.

A Białystok to Białystok. Przyciąga tych, którzy na koniec dnia, po zwiedzaniu Podlasia chcą zaczerpnąć jeszcze wielkomiejskich rozrywek. Rynek Kościuszki i jego okolice to doskonale rozwinięta baza gastronomiczno-rozrywkowa. Przy okazji można coś zwiedzić.

Jakie kierunki w 2023 roku?

Nie mamy wątpliwości, że słabe dane gospodarcze spowodują ten sam efekt, który spowodowała pandemia. Będzie mniej wyjazdów za granicę, więcej podróży po Polsce. Na tym zyska również Podlaskie. Jednym z miejsc, które będzie atrakcyjny dla turystów będzie Białystok i to z trzech powodów.

Przede wszystkim ma bardzo dobrą bazę noclegową w porównaniu z innymi miastami. Nie każdy bowiem chce korzystać z agroturystyki. Hotele oferują konkretny standard i różnorodne śniadanie. Bez wątpienia jest to wygoda, z której ludzie chcą korzystać. Rano wstać, umyć się, zjeść i wyruszać na cały dzień w region by zwiedzać. Liczba hoteli w regionie (nie licząc Białegostoku) jest niska i nic nie powoduje, by rosła. To ciężki biznes dla dużych graczy. Natomiast ludzie z pieniędzmi wolą budować bloki a nie hotele.

Drugim powodem będzie Rynek Kościuszki, który w sezonie letnim żyje intensywnie całe noce – jeszcze bardziej niż w dzień. Skoro już ktoś przyjedzie, to będzie chciał się dobrze bawić. W innych miasteczkach nie znajdzie tego, co w centrum Białegostoku.

Ostatnim powodem, dla którego Białystok będzie wyborem turystów jest skomunikowanie kolejowe. Trzeba z dumą powiedzieć, że naprawdę zmieniło się na lepsze. Regionalnie można dojechać nie tylko do większości miast Podlaskiego, ale też można dojechać do malowniczych Walił, by pół dnia zwiedzać Puszczę Knyszyńską. Można też z Białegostoku dojechać do Kowna i Wilna. A to również będzie przyciągać tych, którzy nie lubią zagrzewać w jednym miejscu zbyt długo.

Czy tylko Białystok będzie przyciągać? Bynajmniej nie jest to najważniejszy punkt dla turystów. Dlatego też znów będzie odgrywany „zestaw obowiązkowy”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

U Pana Boga… na Podlasiu. Tak wyglądają teraz miejsca, gdzie kręcono film!

U Pana Boga za piecem, U Pana Boga za miedzą, U Pana Boga w ogródku – te trzy filmy nagrywano w Białymstoku, Tykocinie, Supraślu, Sokółce, Janowie, Wierzchlesiu i oczywiście samym Królowym Moście. Właśnie tak nazywa się fikcyjne miasteczko w filmie. Za jakiś czas obejrzymy czwartą już część filmu tym razem właśnie pod tytułem U Pana Boga w Królowym Moście. Zanim to jednak nastąpi, wróćmy do miejsc, gdzie nagrywano sceny poprzednich trzech filmów.

Na powyższym filmie niektóre miejsca pokazał YouTuber Kaczmar Adventure. Zestawił sceny trylogii z obecnymi kadrami. Można zobaczyć między innymi komin w Supraślu, restaurację Alumnat (błędnie nazwaną w filmie YouTubera), jest także budynek, który gra posterunek policji z Supraśla. Tych miejsc jest dużo więcej, co jakiś czas temu uwieczniliśmy na zdjęciach. Możecie zobaczyć sami:

http://podlaskie.cyfryzacja.eu/u-pana-boga-za-piecem-po-20-latach-odwiedzilismy-miejsca-z-kultowego-filmu-zdjecia/

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Takiego filmu o Łomży jeszcze nie było! Powstał pod wpływem impulsu.

Film portretujący dzielnice miasta – Łomża. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem mglisty widok na pobliskie budynki. Impulsywnie chwyciłem kamerę i poszedłem to nagrać. – przedstawił swój pomysł autor Fox Noir Studio. Część I sugeruje, że będą kolejne. Jesteśmy ciekawi jak będą się prezentować. Autor pisze na swoim kanale, że filmy będą z innych dzielnic. Najpewniej wkrótce.

Trzeba przyznać, że film ten (szczególnie jak na YouTube) jest wyjątkowy w swoim rodzaju. Znacząco różni się przede wszystkim od innych filmów dokumentujących nie tylko Łomżę, ale i miasta. Widać w nim przede wszystkim indywidualny styl autora, co w dzisiejszych czasach zasługuje na ogromne uznanie. Oglądając bowiem kolejne filmy, kolejnych osób widać ciągle powielanie tych samych schematów, tych samych ujęć. Dokładnie tak, jakby powstawały maszynowo. Nawet jeżeli na danych ujęciach są zupełnie różne tematy. W tym przypadku jest zupełnie inaczej.

Łomża została sportretowana w sposób naprawdę wyjątkowy, intrygujący i zachęcający mimo mgły i ciemności. Dodatkowy czar tego filmu odczuć można za sprawą bardzo klimatycznej muzyki. Jest jeszcze jeden film tego samego autora w podobnym klimacie. Dotyczy on Wszystkim Świętych i sportretowania starego, zabytkowego cmentarza w Łomży.

Partnerzy portalu:

Coraz więcej zwłok przy polsko-białoruskiej granicy. To nielegalni migranci.
fot. Straż Graniczna

Coraz więcej zwłok przy polsko-białoruskiej granicy. To nielegalni migranci.

Najpierw młoda obywatelka Etiopii, a ostatnio także kobieta i mężczyzna o tożsamości nieustalonej z powodu znaczącego rozkładu zwłok. To tylko ostatnie ofiary rosyjsko-białoruskiej wojny hybrydowej prowadzonej przeciwko Polsce. ZBiR (Związek Białorusi i Rosji) reklamuje się na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji – zachęcając kolejne naiwne osoby do przyjazdu do Mińska lub Moskwy. Według przekazów stąd już bliska do Niemiec. Następnie zachęcone osoby lądują w stolicy Rosji lub stolicy Białorusi i  tak zaczyna się ich koszmar. To śmiertelna pułapka bez wyjścia.

Migranci są zwożone przez białoruskie służby pod polską granicę. Dalej muszą radzić sobie sami. Do sforsowania mają 5,5 metrowy stalowy płot lub przejście przez rzekę. Alternatywnie mogą próbować przez bagna. Zatrzymani przez Straż Graniczną – trafiają z powrotem na Białoruś. Niestety, nie mają możliwości zrezygnowania. Będą uparcie trafiać pod płot do skutku. Albo im się uda albo zginą. Ile osób trafia tym szlakiem do Niemiec? Oficjalnie nie wiadomo. Musi to być jednak na tyle duża ilość, że migranci cały czas próbują. Bo to nie jest tak, że ciągle przyjeżdżają zachęceni reklamą ZBiR-u. Ci co dotarli do Niemiec, chwalą się w mediach społecznościowych, wrzucają filmiki. Chwalą się, że dostali pomoc od aktywistów na granicy polsko-białoruskiej. Dają złudną nadzieję, że to bezpieczne.

Tymczasem zwłok w podlaskich lasach ciągle przybywa. Tylko w ostatnim czasie ujawniono aż 3 martwe osoby. Nie brakuje też chętnych kurierów, którzy spod granicy przewiozą tych, którzy mają jeszcze jakieś pieniądze. Tylko w tym roku (a mamy dopiero luty) Straż Graniczna odnotowała ponad 2000 prób przekroczenia granicy. Jak widać – popyt na transport jest ogromny, stąd też chętnych na nielegalny interes nie brakuje.

Niestety zarówno końca wojny na Ukrainie jak i końca wojny hybrydowej wymierzonej w Polsce nie widać. Wszyscy cierpliwe czekają na jakieś zmiany w Rosji. Bez wątpienia musi skończyć się era Putina. Wtedy jak domek z kart zawali się ta cała układanka, której częścią jest też białoruski dyktator, który to rękami swoich ludzi organizuje po stronie białoruskiej próby przemytu ludzi.

Partnerzy portalu:

Możesz pomóc 8-latkowi. Olaf ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy, padaczkę skroniową i problem z detoksykacją wątroby.

Możesz pomóc 8-latkowi. Olaf ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy, padaczkę skroniową i problem z detoksykacją wątroby.

8-letni Olaf Walczak ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy, padaczkę skroniową i problem z detoksykacją wątroby. To całkiem spory bagaż jak na dziecko. Mimo to, Olaf jest pogodnym chłopakiem, ciekawym świata. Zaburzenia niestety znacznie utrudniają mu kontakt z otoczeniem. Wymaga pomocy w prostych czynnościach. Rodzice jak i Olaf to Walczaki nie tylko z nazwiska. Każdego dnia robią wszystko, by w przyszłości 8-latek był samodzielny. Do tego potrzebna jest terapia sensoryczna, logopedyczna i psychologiczna. Do tego badania, leki, suplementy, odpowiednia dieta. To wszystko niestety kosztuje krocie i jest poza zasięgiem finansowym rodziny.

Dlatego jest okazja, by wspomóc ich w tej nierównej walce. Jednym ze sposobów jest przekazanie 1,5 proc. podatku. Lata lecą, Olaf cały czas rośnie. Jeżeli teraz dzielnie wszystko przepracuje, to w przyszłości będzie miał szansę na normalne życie.

Żeby pomóc w rehabilitacji Olafa, wystarczy w rozliczeniu rocznym PIT wpisać w rubryce

Nr KRS: 0000037904

, a w polu obok wyliczyć i wpisać wnioskowaną kwotę. W rubryce „Informacje uzupełniające – Cel szczegółowy 1,5%” należy napisać:

35213 Walczak Olaf

Obok tych informacji należy jeszcze zaznaczyć w zeznaniu podatkowym „Wyrażam zgodę”. Wtedy 1,5 proc. rocznego podatku trafi na pomoc chłopakowi.

Jeżeli chcecie pomóc w inny sposób, możecie wpłacić darowiznę bezpośrednio poprzez adres www.dzieciom.pl/podopieczni/35213

Kontakt do rodziców: [email protected], telefon: +48 570 200 321

Partnerzy portalu:

Truskolaski się opamiętał! Zamówili słodyczy tyle co kot napłakał.
Tadeusz Truskolaski, dziś w Tłusty Czwartek może sobie słodyczy nie żałować!

Truskolaski się opamiętał! Zamówili słodyczy tyle co kot napłakał.

Tłusty Czwartek to doskonała okazja, by wrócić do śmiesznej „aferki” z 2021 roku, gdy ujawniliśmy że Tadeusz Truskolaski i jego ekipa nazamawiali słodyczy, coli, kaw i herbat na prawie 100 000 tys. zł. Pisaliśmy wówczas jak to nie zabrakło Rafaello, Merci, Michałków, a także migdałów i pistacji. Do tego kilkadziesiąt bombonierek, kilkaset opakowań ciastek, 800 butelek coli, ponad 100 kg cukierków. Zamówienie odbyło się w atmosferze ciągłego ogłaszania, że w budżecie jest mało pieniędzy. A do tego zabrakło nawet 200 zł na stojaki rowerowe w ZOO!

Po ujawnieniu przez nas tego zamówienia, o sprawie napisały także inne media. Wtedy nagle się okazało, że urzędnicy częścią ze słodyczy podzielą się ze środowiskiem medycznym w podziękowaniu za walkę z COVID-19. Chociaż po wpisach na Twitterze zastępcy Tadeusza Truskolaskiego można było się zorientować, że jego szefa chyba najbardziej zabolała zaprezentowana karykatura (sugerowano pozew). Mało tego, w ZOO pojawiły się stojaki na rowery!

http://podlaskie.cyfryzacja.eu/truskolaski-um-bialystok-slodycze/

Ale to już historia! W następnym roku po „słodyczgate”, czyli w 2022, Tadeusz Truskolaski i jego ekipa wyraźnie się opamiętali. W grudniu zamówiono na cały 2023 rok za niecałe 90 tys. zł słodycze, herbatę, kawę, colę i wodę. Gdzie lista produktów jest wyraźnie mniejsza, a słodyczy tyle co kot napłakał. Firma dostarcza słodycze i inne artykuły 6 razy w miesiącu. Trafiają one do 5 białostockich siedzib urzędu. Każda dostawa to średnio po jednej paczce ciastek i dwie butelki coli. Skromnie, prawda? Panie Tadeuszu dziś jest Tłusty Czwartek, to ten dzień, gdzie może sobie Pan nie żałować!

Partnerzy portalu:

Będzie można najeść się do syta i wytańczyć do upadłego. To będzie prawdziwa gratka dla fanów Podlasia!

Będzie można najeść się do syta i wytańczyć do upadłego. To będzie prawdziwa gratka dla fanów Podlasia!

Jeżeli zawsze marzyliście o podróży w czasie, to będziecie mieli okazję w najbliższą niedzielę. W podbiałostockim skansensie odbędą się zapusty. Świętowanie ostatnich dni karnawału na ludowo, to doskonała okazja by poczuć klimat dawnych lat.

W niedzielę, 19 lutego o godzinie 11.00 w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej (dawniej Muzeum Wsi) będzie można, jak nakazuje zapustna tradycja, najeść się do syta i wytańczyć do upadłego. Pokazy smażenia pączków i faworków przygotuje Koło Gospodyń Wiejskich Olmoncianki, do tańca zagra kapela „Zabuzaki”. Zgodnie z tradycją ludową, kto w ostatnich dniach karnawału nie je tłusto i obficie, nie ma co liczyć w na powodzenie i dobrobyt przez cały rok.

Dawniej przed Wielkim Postem ludzie starali się nie tylko najeść do syta dobrych rzeczy, ale też wytańczyć, wybawić, wyśmiać i wykrzyczeć. Tańczono więc do upadłego w domach i w karczmach, a na ulice wsi, miasteczek i przedmieść wielkomiejskich wychodziły korowody przebierańców. Przez cały czas – od godz. 11.00 do 15.00 będzie się paliło ognisko. Można przynieść własny koszyk z jedzeniem i posilić się czymś konkretniejszym niż karnawałowe słodkości.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To najbardziej oryginalne zjawisko sztuki ludowej. Jest tylko w Podlaskiem.

Podlaskie w historii polskiego tkactwa zapisało się w sposób wyjątkowy. Mało kto wie, ale nasz region jest najbardziej urozmaicony wzorniczo, kolorystycznie i splotowo. Tylko u nas występuje tkanina dwuosnowowa, a to najbardziej oryginalne zjawisko w sztuce ludowej. Można także w Podlaskiem spotkać różnorodne tkaniny wielonicielnicowe; dwu lub wielokolorowe, o wzorach złożonych z drobnych elementów kostkowych – radziuszki, sejpaki, tkaniny wybierane (tak zwane perebory) oraz krajki, kilimy, pasiaki, kraciaki i chodniki.

Dziś tkactwo jest zajęciem hobbystycznym, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Podlaskiem było to powszechne zajęcie. Czy ten rodzaj rzemiosła zanika ze swoimi tradycjami? Na pewno warto chronić je przed zapomnieniem, warto popularyzować. Jednym z nich jest właśnie poniższa seria filmów, które dają szansę na przekazanie wiedzy o historii tkactwa w województwie podlaskim i upowszechnienie bogatego dorobku lokalnych twórców.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

W tym filmie jest wszystko, co potrzeba do pokazania innym Podlasia

Tytuł filmu jest niepozorny, nawet lekko mylący. A to dlatego, że pewien rowerzysta ze Zgierza postanowił spędzić kilka dni na dziko w Podlaskiem. Poruszał się rowerem po niektórych przepięknych miejscach naszego regionu. Spał pod tarpem, czyli specjalną płachtą biwakową, kąpał się w rzece, jadł kiełbaski z ogniska. A kolorowe, podlaskie cerkwie mijał po drodze. Tak jak też nie omieszkał zajrzeć do Kruszynian i Bohonik, gdzie stoją meczety, przewinął się też kościół z Narwi. Do tego drewniane domy, słynne już okiennice i czysta przyroda.

Autor filmu zwrócił uwagę na bociany, które nie wywołują większego poruszenia dla miejscowych. Mało kto wie, ale dla przyjezdnych to taka sama atrakcja jak dla nas, gdy pojedziemy nad morze i zobaczymy mewy. Warto też zwrócić uwagę na słowa, które padły w filmie, gdy ten dojechał do Sokółki. Prawdziwe Podlasie (czyli takie, jak sobie wyobrażał) zaczyna się dopiero tutaj. Wcześniej Białystok, Wasilków i Supraśl nie zrobił na nim specjalnego wrażenia. Ten ostatni był miejscem, gdzie mężczyzna chciał nocować na dziko. Okazało się, że miejsce, w którym się znajduje jest bardzo popularne. Kolejny nocleg w Ancutach między Hajnówką a Zabłudowem z pewnością był już bardziej dziki.

Z filmu wyłania się przede wszystkim piękna, idylliczna opowieść o Podlaskiem, gdzie dominuje piękna przyroda, w którą wrośnięte są stare, drewniane domy. Gdy spojrzymy na nasz region szerzej, to oczywiście dostrzeżemy dużo więcej. Ważne jest jednak, że mieszkańcy innych regionów myślą o nas w ten sposób. Bo przyjeżdżają i odnajdują właśnie to, co sobie wyobrażali. A wtedy mogą odpocząć.

Partnerzy portalu:

Miejsce pamięci o Marii Konopnickiej. To kamienica z ul. Kościuszki 31 w Suwałkach
fot. Muzeum im Marii Konopnickiej w Suwałkach

Miejsce pamięci o Marii Konopnickiej. To kamienica z ul. Kościuszki 31 w Suwałkach

Budynek powstał w latach 1826–1827, zaś jego ostateczny kształt otrzymał w latach 1835–1836 i nawiązuje do architektury szlacheckiego dworku. Jest to parterowy budynek z użytkowym poddaszem w kształcie podkowy, z główną częścią przylegającą do ulicy i dwoma skrzydłami wychodzącymi w kierunku ogrodu.

Został zbudowany z cegły i pokryty dwuspadowym dachem. W środku jest główne wejście, które kiedyś prowadziło na dziedziniec, a obecnie stanowi hol muzeum im. Marii Konopnickiej.

Front budynku zdobi 5-osiowa facjata, zwieńczona schodkową attyką. Okna facjaty wieńczą rzeźbione maski lwów, zaś główne wejście zdobią dwie pary kolumn toskańskich. Kiedy Wasiłowscy przybyli do Suwałk kamienica ta należała do rejenta Jana Zapiórkiewicza. Znajdowały się tam wówczas trzy mieszkania, dwa na parterze i jedno na poddaszu. Początkowo rodzice Marii Konopnickiej zajęli mieszkanie na górze. Później przenieśli się na parter i przez pewien czas mieszkali w pozostałych dwóch.

Obiekt jest fragmentem zabudowy ul. Kościuszki, stanowiącej dobrze zachowany zespół urbanistyczny. Budynek został objęty najwyższą ochroną konserwatorską poprzez wpis do rejestru zabytków już w 1979 roku.

Partnerzy portalu:

Tak się prezentował Wasilków w 1974 roku! Zobacz wyjątkowy film.

Tak się prezentował Wasilków w 1974 roku! Zobacz wyjątkowy film.

Telewizyjny Kurier Białostocki w 1974 roku postanowił dokonać wizyty w Wasilkowie. Cóż takiego się tam wydarzyło? Miasto postanowił odwiedził PZPR-owski sekretarz. A konkretnie wizytował Zakłady Przemysłu Wełnianego im. Emilii Plater (upadły w 2005 roku, a wcześniej były sprywatyzowane). Obecnie przy Nadrzecznej 22 znajduje się firma przemysłowa.

Obejrzyj film w YouTube

Tkalnia była w 1974 roku zmodernizowana, by zwiększyć produkcję oraz obniżyć hałas. Do tego tkaniny zaczęły być produkowane w jeszcze lepszej jakości. Sekretarz przyjechał zobaczyć jak to przebiegło w praktyce.

O samym Wasilkowie w Kurierze powiedziano, że znajduje się on na przedmieściach Białegostoku i styka się z nim na rogatkach. Wspomniano, że Wasilków miał wówczas 6 tysięcy mieszkańców oraz bogatszą historię od sąsiada. Co ciekawe, w dalszej części filmu mogliśmy się dowiedzieć, że w Wasilkowie bieżącą w domu ma tylko 3 na 4 gospodarstwa domowe! Co piąty mieszkaniec pracował w Białymstoku.

W dalszej części filmu jest jeszcze ciekawiej! Można zobaczyć między innymi Zalew w Wasilkowie, który jak się okazuje – administrowano z Białegostoku. Władze Wasilkowa tłumaczyły tylko, że nie odpowiadają za brak napojów chłodzących. Po serii idyllicznych kadrów z pięknej natury otaczającej miasto, lektor zadaje pytanie. Czy człowiek, który niszczy swoje środowisko działa na swoją zgubę? Dziś w 2023 roku sami możecie sobie już na to pytanie odpowiedzieć.

Mimo, że to film zrealizowany przez propagandę PRL-u, to wartościowy i pouczający. Warto go obejrzeć.

Partnerzy portalu:

Prezydent adwokatem dewelopera? Wielki Łaskawiec Truskolaski odpisał po 2 miesiącach

Prezydent adwokatem dewelopera? Wielki Łaskawiec Truskolaski odpisał po 2 miesiącach

Kiedy jakiś obywatel, organizacja społeczna lub ktokolwiek napisze do urzędnika, to ten zgodnie z prawem musi mu odpowiedzieć w ciągu miesiąca. A najlepiej bez zbędnej zwłoki – szczególnie gdy sprawa, której dotyczy pismo są urzędnikowi już znane. Czasem zdarza się, że odpowiedź na pytanie jest trudna i trzeba ten termin wydłużyć. Urzędnik w takiej sytuacji musi napisać w ciągu miesiąca obywatelowi, że odpowiedź jest trudna i odpowie nieco później. A dokładnie może odpowiedzieć maksymalnie w ciągu dwóch miesięcy. To czas, gdy urzędnik musi się zorientować w sprawie, której wcześniej nie znał.

W tym kontekście będziemy rozpatrywać zachowanie Prezydenta Białegostoku – Tadeusza Truskolaskiego i jego odpowiedzi mieszkańcom Dojlid. Przypomnijmy całą sprawę. Ruch Ręce precz od Dojlid – czyli mieszkańcy tegoż osiedla od lat walczą z Truskolaskim i jego urzędnikami, by przygotowali radnym jakiś plan zagospodarowania, który pozwoli w cywilizowany sposób stawiać nowe budynki na osiedlu. Obecnie przez działania Truskolaskiego i jego ekipy – deweloperzy mogą działać bez planu. W efekcie powstałe tam blokowisko przy ul. Żubrów na terenie fabryki sklejki wybudowano na zasypanym stawie – nie tylko fundując kupującym mieszkanie horror, ale całej okolicy. Szczególnie widać to po opadach deszczu.

Bitwa o sklejki

Deweloper buduje już kolejne bloki na terenie fabryki sklejki bez planu zagospodarowania. Z archiwalnych zdjęć wynika, że na tymże terenie dawniej znajdował się ogromny staw, gdzie moczono kłody drewna. Jak to wygląda dziś? Zobaczcie sami jak się zmienił teren na przestrzeni 5 ostatnich lat.

Czy myślicie, że woda pod ziemią w tym miejscu znikła? Mieszkańcy Dojlid oskarżają właściciela fabryki, że ten przyczynił się do powstawania powodzi po ulewach na okolicznych posesjach. Według planów, fabryka przeniosłaby się gdzieś indziej. Na placu zostałyby tylko zabytkowy komin fabryczny, dawna kotłownia i jeden z budynków fabrycznych stojący od ul. Dojlidy Fabryczne. Reszta terenu poszłaby pod bloki. Jak widzimy z archiwalnych zdjęć – całe blokowisko stałoby na dawnym stawie.

Mieszkańcy skupieni wokół planu Ręce Precz od Dojlid nie dopuszczają myśli o budowie bloków. Postulują niskie budownictwo wielorodzinne, szeroko rozstawione i pozostawiające dużo powierzchni zielonej. Zakładają, że skoro zasypanie części dawnego stawu doprowadziło do powodzi, to co będzie – gdy jeszcze postawi się kolejne ciężkie budynki? Szczególnie, że obok płynie też rzeka Biała! To przepis na wielką katastrofę. Generalnie sprawa bloków i protestów o ten kawałek ziemi toczy się od wielu lat.

Najpierw uchwalono plan zagospodarowania przestrzennego z wadą prawną, przez co uchylił go wojewoda. Potem przez dłuższy czas była cisza w tym temacie. W grudniu ubiegłego roku odbyło się spotkanie urzędników Truskolaskiego z radnymi (co transmitowaliśmy na żywo). Wtedy urzędnicy tłumaczyli swoje pomysły na plan – uwzględniający blokowiska. Skończyło się to gorącą dyskusją i uwagami od radnych, by urzędnicy nie forsowali na siłę pewnych rozwiązań, bo te nie zostaną uchwalone. Ma być taki plan, który zostanie zaakceptowany przez wszystkie strony.

Co z tym planem w 2023 roku?

Na dzień dzisiejszy, nadal nie ma planu i nie wiadomo, kiedy powstanie. Tymczasem, jak widać na zdjęciu z 2022 roku, deweloper nie czeka. Społecznicy Ręce precz od Dojlid zaapelowali do Prezydenta, by zrobić to jak najszybciej, by ukrócić deweloperowi budowę blokowiska. 14 grudnia mieszkańcy wysłali list do Truskolaskiego, w którym podzielili się swoimi uwagami do szkicu planu urzędników. Po ustawowym miesiącu jednak nie było żadnej odpowiedzi. Wygląda na to, że Tadeusz Truskolaski uznał, że sprawy Dojlid nie zna i potrzebuje dwóch miesięcy. Tylko nikogo nie raczył o tym poinformować. Swoją drogą źle to o nim świadczy, by nie znać sprawy, która bulwersuje opinię publiczną od tak wielu lat.

Sama odpowiedź też nie zachwyca. Ogólnie rzecz biorąc Truskolaski stwierdził, że sprawa jest skomplikowana i chce wysłuchać co mają do powiedzenia eksperci w tej sprawie. I głowił się nad tym dwa miesiące! Wygląda na to, że pomysły mieszkańców go w ogóle nie interesują. Ma być tak – jak powiedzą eksperci. A na koniec zrobi się spotkanie, gdzie eksperci wyjaśnią reszcie, dlaczego ma być tak a nie inaczej. To budzi podejrzenia społeczników z Ręce Precz od Dojlid, którzy zauważyli, że ekspertów można dobrać adekwatnie do potrzeb. Śledząc jak przez lata, z uporem maniaka, urzędnicy Truskolaskiego dążyli do zabudowania Dojlid blokowiskiem, można dopowiedzieć sobie samemu jakież to potrzeby.

Warto dodać jeszcze, że im dłużej planu nie będzie powstawać, tym lepiej tylko dla dewelopera, który wbrew mieszkańcom postawi spokojnie całe osiedle na dawnym stawie. Natomiast uchwalenie planu spowoduje, że wszystkie pozwolenia, którymi dysponuje (warunki zabudowy) zostaną anulowane.

Prezydent adwokatem dewelopera?

Jak komentuje pismo Maciej Rowiński-Jabłokow, z ruchu Ręce precz od Dojlid?

Uwagi wcale skomplikowane nie są i dopiero przez ich przyjęcie plan stanie się czytelny – postulujemy bowiem likwidację wszelkich tzw. stref wydzielenia wewnętrznego i ujednolicenie zapisów, by nie dawało się „ukryć” bloków między wierszami. Jeżeli pan prezydent uważa, że nieskomplikowany plan na mikroskopijnym obszarze przekracza kompetencje jest zastępców i urzędników, to dlaczego bez sięgania po opinie ekspertów lekką ręką sporządził plan zakładający siedmiopiętrowe bloczyska? Eksperci są potrzebni dopiero, kiedy prezydent występuje przeciwko mieszkańcom w roli adwokata dewelopera, który posiłkuje się opiniami zewnętrznymi. Jednak w przeciwieństwie do procesu sądowego bynajmniej nie mamy do czynienia z niezależnymi biegłymi. Cały zabieg ma na celu przekonanie opinii publicznej, że tysiące mieszkańców są w błędzie, a Dojlidy to wspaniałe miejsce na blokowisko. Prezydent Truskolaski już w 2014 roku zastosował identyczny zabieg, a jak się skończyło, wszyscy wiemy: wstydem, niesmakiem, schowaniem do szuflady całej procedury planistycznej, pożarami i niekontrolowaną budową szpetnych bloków na Sklejkach i przy ul. Nowowarszawskiej.

A oto całe, skomplikowane pismo Truskolaskiego, na które mieszkańcy czekali dwa miesiące:

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jeden człowiek rozłupał i obrobił każdy z kamienia osobno. Tak powstał Kasztelik.

Niedaleko Siemiatycz znajduje się prywatna atrakcja turystyczna – Kasztelik – wybudowany przez jednego człowieka. Każdy z kamieni rozłupywał i obrabiał osobno. W efekcie powstała niesamowita budowla, która jest dziś odwiedzana przez mnóstwo turystów. Pan Jerzy Korowiecki – pomysłodawca i budowniczy zauważył w kamieniu nie tylko budulec, ale też wydobył z niego zaklęte piękno. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki. Pan Jerzy to otwarty człowiek, który z chęcią opowie Wam historię powstania tego ciekawego obiektu.

W pobliżu wsi Olendry płynie rzeka Bug, dlatego też, gdy wybierzecie się już w jej okolice – warto tamtędy się przespacerować. Obecnie stan rzeki jest bardzo wysoki, toteż widoki mogą być naprawdę ekscytujące. Szczególnie, że w ostatnich dniach naprawdę dopisuje pogoda i zaczyna pachnieć wiosną.

Partnerzy portalu:

Willa w centrum zabytkiem od 2019 roku. Czym sobie zasłużyła?
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Willa w centrum zabytkiem od 2019 roku. Czym sobie zasłużyła?

Najczęściej zabytkowy budynek sobie wyobrażamy jako stary, wyraźnie wyróżniający się od reszty. Architektoniczna perełka, unikalne rozwiązania artystyczne. Według przepisów prawa polskiego zabytkiem jest nieruchomość (np. pojedynczy budynek, cmentarz, historyczny układ urbanistyczny lub krajobraz kulturowy) albo rzecz ruchoma (np. dzieło sztuki użytkowej, obraz, rzeźba, znalezisko archeologiczne – np. artefakt), ich części lub zespoły rzeczy, które są dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowią świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, a których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na swoją wartość artystyczną, naukową lub historyczną.

Czy willa stojąca przy ul. Skłodowskiej w Białymstoku zasługuje na ochronę konserwatorską? Decyzja o tym, by ją wpisać zapadła dopiero w 2019 roku. Budynek powstał w latach 30. XX wieku i kwalifikowany jest do architektury modernizmu. I w tym właśnie ukryty jest „haczyk”: czy modernistyczne budynki powinny być zabytkami? Gmach „ONZ” przy Skłodowskiej, Białostocki Teatr Lalek, budynek banku (Pekao) przy Rynku Kościuszki, Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki, a także cała rzesza bloków, domów i willi. Czy tego typu budownictwo zasługuje na ochronę konserwatorską?

Czy sam fakt, że coś powstało przed wojną, z automatu powinno nadawać status zabytków? W Białymstoku, od wielu lat można zauważyć, że przykłada się ogromną pracę by wpisać na listę zabytków mnóstwo nowych obiektów, a tymczasem już istniejące lub zasługujące na zabytkowość są zwyczajną ruiną. Czyżby liczyła się ilość, a nie jakość?

Wracając do willi z ul. Skłodowskiej. Nieruchomość należąca do Stefana i Stefanii Fricków to budynek wolnostojący, murowany, otynkowany, podpiwniczony, założony na planie wielokąta zbliżonego do rombu, przykryty płaskim dachem, z wydatnym okapem, o rozczłonkowanej bryle, złożonej z kubicznych form o różnej wysokości. Główny korpus jest dwukondygnacyjny, segment południowy – dwu i pół kondygnacyjny. Każda z brył została wyraźnie zaakcentowana. Przemyślana asymetria dodanych do siebie prostopadłościennych form wprowadza dynamikę, ale nie zakłóca harmonii kompozycji. Należy tu wyróżnić: okna w układzie pasowym (zespolone), okna narożne podkreślające ostre załamania bryły, okno tzw. „termometr” w klatce schodowej. – czytamy na stronie Podlaskiego Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Budynek cechuje prostota i podporządkowanie jednolitemu wyrazowi kompozycji architektonicznej. Dotyczy to również wnętrza. W willi zachowały się niektóre oryginalne elementy wyposażenia, szczególnie w obrębie ażurowej klatki schodowej. – czytamy w dalszej części.

Czy ten budynek zasługuje na to by być zabytkiem?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To jedna z wielu maleńkich wiosek, gdzie można długo spacerować i rozmyślać

Hryniewicze Duże to jedna z maleńkich wioseczek województwa podlaskiego, o której nie trzeba zbyt wiele pisać w kontekście historycznym, ale na pewno warto o niej wspomnieć z powodu jej położenia i ułożenia. Widać to doskonale z góry – wielkie puste przestrzenie i rzeka Biała (inna niż ta z Białegostoku). Do tego maleńka, drewniana, niebieska cerkiew przy maleńkim cmentarzu.

Jeżeli wybierzecie się w okolice Bielska Podlaskiego to takich miejsc jak Hryniewicze Duże jest tam pełno! Trójkąt Bielsk – Dubicze Cerkiewne – Narew to w zasadzie jedna pustynia wypełniona maleńkimi wioseczkami. To tam ludzie mówią nieco inaczej niż w reszcie kraju, to tam można spotkać się z Szeptuchą, to tam można poznać dawne tradycje. To także tam miesza sfera sacrum i profanum.

Niezależnie czy jest zima czy lato, wybierając się tam możecie liczyć na jedno. Spotkacie mało ludzi i spędzicie czas w ciszy oraz spokoju. To idealne miejsce do długich spacerów, podczas których będziecie mieli czas na niczym nieskrępowane przemyślenia.

Partnerzy portalu:

Supraśl w zimowej odsłonie. Mało śniegu, dużo ludzi.

Supraśl w zimowej odsłonie. Mało śniegu, dużo ludzi.

Supraśl jak i cała Puszcza Knyszyńska zachwycają przez cały rok. Także zimą. Wtedy, gdy spadnie śnieg jest najpiękniej. Niestety w ostatnich latach białego puchu u nas coraz mniej, toteż nie ma co się dziwić ludziom, że gdy tylko trochę popadało, to postanowili pospacerować bulwarami Supraśla i w jego okolicach.

Jeżeli również macie ochotę przyjechać do tego uzdrowiskowego miasteczka, to oprócz bulwarów – warto wybrać się w kilka okolicznych miejsc. W samym Supraślu możecie zrobić dodatkowe kółko przez Puszczę Knyszyńską. Start na drewnianym mostku przy bulwarach. Droga doprowadzi Was do kolejnego mostku. Gdy go przekroczycie, trzeba iść leśną, szeroką drogą w lewo. Następnie przy drodze głównej idziemy do mostu drogowego i znów jesteśmy w centrum. Jeżeli zamiast w lewo, skręcicie w prawo to po pewnym czasie dojdziecie do skrzyżowania leśnych dróg. Możecie na przykład zawitać do Surażkowa, gdzie z dużym prawdopodobieństwem napotkacie piękne, białe konie. Po drodze mijać jeszcze będziecie Góry Krzemienne. Niezwykłe wzniesienia w środku Puszczy! Jest, gdzie się wdrapać.

Inną drogą z Supraśla możecie dojść do Cieliczanki, cały czas ciągiem pieszo-rowerowym. Jeżeli zapragniecie iść jeszcze dalej to zawitacie do Kołodna, gdzie znajduje się Góra Św. Anny z wieżą widokową. To jedno z najwyższych wzniesień w tej okolicy. Położone jest ponad 200 metrów nad poziomem morza. Kolejna wieś to osławiony już Królowy Most. Chociaż kultowy film U Pana Boga za piecem (i jego kolejne części) w rzeczywistości był nagrywany gdzie indziej, to pojedyncze sceny także i w tej wiosce zrealizowano. Na pewno na uwagę zasługuje piękna cerkiew. Jest także Trakt Napoleoński, którym możemy iść cały czas prosto aż do dużego skrzyżowania w nieco przerzedzonej części Puszczy. Potem z łatwością, prostą drogą wrócimy do Supraśla. Ta trasa to dobry trening dla pieszych, rowerzystów, narciarzy i jeźdźców konnych. Długość trasy wynosi 30 km.

Jest jeszcze wspaniałe miejsce do odpoczynku nad rzeką, gdzie można rozpalić ognisko i morsować. Równie chętnie odwiedzane przez turystów. To Pólko. Jest tam wiata, zakole rzeki. Ognisko można tam palić legalnie w specjalnie do tego przygotowanym miejscu. Jest także Wiata pod Dębami, gdzie można to robić. Przypomnijmy też, że w ostatnim czasie można legalnie nocować w lasach Puszczy Knyszyńskiej. Aczkolwiek to już trzeba być wprawionym bushcrafterem. Dodajmy jednak, że w Polsce to bardzo rozwojowa dziedzina hobbystyczna.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Film dokumentalny o starym Supraślu. Zobaczcie obrazy z dawnych lat.

W 1501 na uroczysku Suchy Hrud powstał, przeniesiony z Gródka, prawosławny monaster, którego założycielem i głównym fundatorem był wojewoda nowogródzki Aleksander Chodkiewicz. To początki miasta Supraśl położonego nad rzeką Supraśl. W 1834 roku, po wprowadzeniu przez carskiego zaborcę ceł na towary sprowadzane z Królestwa Polskiego do Rosji, w Supraślu (będącego miastem zagrabionym przez Rosję) powstały pierwsze manufaktury sukiennicze, następnie warsztaty tkackie, produkujące głównie na rynek rosyjski.

W połowie września 1939 r. miasto zostało zajęte przez wojska niemieckie, a następnie, po tygodniu, przez Armię Czerwoną. Sowieci skonfiskowali budynki klasztorne, urządzając w nich koszary. W tym czasie zniszczyli wyposażenie świątyni, a po wybuchu wojny w czerwcu 1941 r. spalili też Pałac Opatów. W listopadzie 1942 suprascy Żydzi zostali wywiezieni do obozu przejściowego w Białymstoku, skąd trafili do obozu zagłady w Treblince. Synagogę Niemcy zdewastowali wybuchami granatów, a następnie rozebrali, a z uzyskanego budulca obmurowali budynek żandarmerii. 23 lipca 1944 r. wojska niemieckie wysadziły w powietrze budynek cerkwi oraz spaliły niemal wszystkie fabryki włókiennicze. 24 lipca 1944 r. Supraśl został zajęty przez Armię Czerwoną.

Obecnie Supraśl ma charakter turystyczny. W latach 90. XX w. budynki klasztorne zostały przekazane Kościołowi Prawosławnemu. Na terenie monasteru, od 2004 r., mieści się siedziba Akademii Supraskiej. Jest tam także popularne Muzeum Ikon.

Produkcję powyższego filmu zrealizowało Stowarzyszenie Kulturalne Collegium Suprasliense w ramach projektu „Old Supraśl. Obrazy z dawnych lat”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co za powrót do przeszłości! Tak wyglądała Łomża w 1991 roku!

Film zaczyna się w dość intrygujący sposób. Oto widzimy ujęcie, gdzie stoi kilka policyjnych polonezów nieco blokując pas drogi. Światła na ich dachach błyskają. Co się tam wydarzyło? Kolejne ujęcie pokazuje sznur zaparkowanych radiowozów po drugiej stronie. UAZ-y, nysy i polonezy. Dziś zobaczyć któryś z takich pojazdów można raczej w muzeum lub na zapomnianej podlaskiej wsi, gdzie emerytowany rolnik dba o swój pojazd przez całe życie i postanowił, że go nie zmieni.

Na filmie przygrywa Roxette z kawałkiem It must have been love. To dosyć świeża piosenka bo z 1987 roku. Datownik kamery pokazuje 3 czerwca 1991 roku. I wszystko jasne. To dzień przez tym, gdy Łomżę odwiedził papież Jan Paweł II. Wszystkie służby w gotowości. Na ulicach ruch samochodowy przebiega spokojnie, ludzie spacerują też jak gdyby nigdy nic. Tyle, że ulice od chodników są oddzielone taśmami. Wszyscy czekają.

Papież Jan Paweł II z apostolską wizytą gościł w Łomży aż dwa dni. Był tam 4 i 5 czerwca 1991 roku. Ociec Święty przybył z hasłem „Bogu dziękujcie, ducha nie gaście”. Ojciec Święty w Łomży z wiernymi spotkał się dwa razy. Po raz pierwszy na placu przy budowanym wówczas Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Podczas pobytu w mieście Ojciec Święty koronował obraz Matki Bożej z łomżyńskiej katedry.

Łomża w 1991 roku wyglądała tak, jakby PRL tam nadal trwał. Trudno się dziwić, bo od upadku komuny minęły zaledwie 2 lata. Z perspektywy filmu najbardziej dostrzegalną zmianą było to, że wszędzie było pełno policji, a nie milicji. Zmiana ta dokonała się dopiero roku po transformacji czyli 6 kwietnia 1990 r. Na koniec filmu można zobaczyć tłumy oczekujących przy kościele. To była wspaniała podróż przez przeszłość!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Powstał niesamowity film dokumentalny o rzece Narew. Obejrzyjcie koniecznie!

Dawniej nazywana Nurem, teraz jest Narwią. Wspaniała rzeka płynąca przez województwo podlaskie zaczyna się na białoruskich bagnach w Puszczy Białowieskiej, a kończy wpadając do Wisły w podwarszawskim Modlinie. Przepełniona jest mnóstwem zwierząt, ptaków i innych stworzeń. Wszystko to okraszone ciepłym głosem Doroty Sokołowskiej z Polskiego Radia Białystok.

Na filmie zobaczymy przede wszystkim przepiękne widoki. Zostaniemy przeprowadzeni od źródeł do ujścia rzeki, kawałek po kawałku, by zobaczyć jakie atrakcje nas czekają, kto zamieszkuje i żyje nad Narwią. Mowa tu o wielu gatunkach ptaków i dzikich zwierzętach. Korzystają też zwierzęta gospodarskie – konie i krowy. Oprócz tego dowiemy się co nieco o torfowiskach i ogólnie o całym systemie bagiennym. W dalszej części opowieści możemy zobaczyć rozlewiska Narwi. Jest to labirynt krętych, naturalnych kanałów wodnych. To, dlatego rzeka jest nazywana polską Amazonką.

Ogólne przesłanie filmu, choć niewypowiedziane wprost jest bardzo smutne. Narew ginie. To konsekwencja złych decyzji ludzi, którzy zadecydowali kiedyś o budowie zalewu Siemianówka, a także o tym by rzekę regulować. Teraz poziomy wody są bardzo niskie i nikt nie robi nic, by to zmienić. Dlatego kolejne pokolenia być może nie będą już mogły podziwiać Narwi na żywo. Chyba, że stanie się jakiś cud i ktoś w końcu zacznie ratować polskie rzeki przed całkowitym wyschnięciem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co za wyprawa! Piknik podczas rejzy łodzią po Supraśli i Narwi. W styczniu!

To dosyć wyjątkowa sytuacja. Zwykle o tej porze roku, w styczniu Podlasie było skute lodem. Tymczasem Panowie mieli okazję w połowie pierwszego miesiąca 2023 roku wyruszyć na rejzę. Dawniej oznaczała ona zbrojną wyprawę o charakterze łupieżczym, której celem nie był trwały podbój danego terytorium. Dziś w tykocińskich stronach słowo to oznacza 3-dniowe wyjście z domu. Na powyższym filmie widzimy fantastyczną wyprawę przy pełnym stole regionalnych specjałów. Wszystko to okraszone przepięknymi i niecodziennymi jak na styczeń widokami.

Trasa, którą poruszają się panowie wiedzie rzeką Supraśl za Dobrzyniewiem Fabrycznym. Następnie w Złotorii niedaleko Tykocina panowie skręcają w Narew, z którą ta pierwsza rzeka się łączy. A międzyczasie możemy zobaczyć piękne zakola obu rzek, regionalne specjały, ale przede wszystkim można zobaczyć jak u nas na Podlasiu można fantastycznie się bawić. Można na przykład piknikować w styczniu na łodzi.

Patrząc na to jak zmienił się klimat w ostatnich latach, widać czarno na białym, że chyba śnieżne i długie zimy to w naszym regionie to przeszłość. Mimo, że mało kto lubi zimno i surowy klimat, to trzeba wiedzieć, że stałe ocieplenie się Podlasia zmieni też jego naturę. Wody w rzekach już ubywa, a to początek do zanikania lasów. Na przestrzeni lat region upodobni się wyglądem do Bieszczad. Tyle, że nie będzie u nas gór. Będzie odsłonięty, płaski step.

Partnerzy portalu:

Niepozorny budynek na Antoniuku został zabytkiem

Niepozorny budynek na Antoniuku został zabytkiem

Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków włączyła do wojewódzkiej ewidencji zabytków kartę ewidencyjną budynku mieszkalnego znajdującego się przy ul. Antoniuk Fabryczny 3 w Białymstoku. Ten niepozorny budynek stoi bezpośrednio przy ulicy, za ogrodzeniem i zaroślami. Jego historia bezpośrednio związana jest z Augustem Commichauem, który w 1843 r. przybył do Białegostoku i założył w nim przedsiębiorstwo „August Commichau” zajmujące się produkcją m.in. sukna i kołder. W skład przedsiębiorstwa wchodziły: tkalnia, kantor, przędzalnia, suszarnia, apretura i ambulatorium, stanowiąc jedną z największych fabryk włókienniczych w mieście.

Rodzina Commichau zamieszkiwała dzisiejszy zabytek do lat 20. XX wieku. Niedługo po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wyjechali. Pierwszy właściciel Herman Commichau zmarł w 1891 r. przeżywszy 74 lata. Swój testament spisał 19 sierpnia 1888 r. Na jego mocy właścicielem wszystkich posiadanych ruchomości i nieruchomości po śmierci został Hermana. Był jednak warunek dla potomka. Ten miał wypłacić matce i czterem siostrom 60 proc. wartości odziedziczonego majątku. Każda dostała po 12 proc. Żeby nie było tak słodko – były też długi.

W 1925 r. fabryka wraz z innymi budynkami przeszła na własność Skarbu Państwa. Obiekty fabryczne zaadaptowano na potrzeby Szkoły Rzemieślniczo-Handlowej. Wartości artystyczne budynku wyrażają się w proporcjonalnej bryle budynku oraz opracowaniu elewacji z zastosowaniem szerokiego, profilowanego gzymsu kordonowego i koronującego. Obiekt zachował się w stanie niemal niezmienionym, co świadczy o jego autentyczności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy jedliście kiedyś kartoflaniki? Wykonanie dania prosto z podbielskiego Rajska.

Mimo, że powyżej prezentujemy kulinaria, to cała otoczka lekka i wesoła nie będzie. Rajsk to wieś niedaleko Bielska Podlaskiego. W okresie II wojny światowej wydarzyła się tam duża tragedia. Miejscowość została spacyfikowana przez Niemców, spalono cerkiew, nawet wyrwano bruk z drogi. Inaczej mówiąc Rajsk przestał istnieć. W okrutny sposób zamordowano 149 mieszkańców wsi – w tym 16-letnich chłopców i dziewczynki. W w powyższym filmie Pani Eugenia Szumska opowie o tej tragedii. Zobaczymy także izbę pamięci poświęconą poległym, która jest hołdem oddawanym przez ocalałych dla pomordowanych oraz przestrogą, by podobna historia nigdy już nie miała miejsca.

Jeżeli chodzi o część kulinarną, to w odcinku Białoruskich Smaków Podlasia zaprezentowany będzie przepis na kartoflaniki. To paszteciki grzybowe, idealne na okres postu. Przy okazji będzie można zapoznać się z działalnością zespołu Zgodne Maki. Na filmie mamy szansę usłyszeć utwory przez nich wykonywane, w tym jeden przejmujący, opowiadający o smutnej historii Rajska.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Morsowanie w Podlaskiem jest coraz bardziej popularne. Jak zacząć?

Kąpiel zimą w rzece, na pierwszy rzut oka może wydawać się bardzo nieprzyjemna. Wszak plażowanie kojarzy się z latem. Tymczasem ktoś, kiedyś pomyślał, że skoro morsy mogą, to dlaczego nie ludzie. I tak to się zaczęło. Fenomen tego zjawiska postanowili zbadać w „Zasilanych” prowadzący Magda i Petros. Rozmawiali z Panią Barbarą, miłośniczką morsowania. Opowiedziała ona o początkach swojej przygody, endorfinach jakie tym kąpielom towarzyszą. Za sukcesem udanej całej tej zabawy stoi odpowiednie przygotowanie, pozytywne nastawienie oraz doborowe towarzystwo.

Morsowanie daje wiele zalet dla organizmu człowieka. Gdy już przełamiemy pierwszy szok i nabierzemy doświadczenia w takich kąpielach, i spodoba nam się regularne ich zażywanie, to na pewno poprawi się nasza odporność, nastrój, krążenie i sprężystość skóry. Mówiąc inaczej – odmłodzimy się! Póki zima trwa w najlepsze – macie okazję jeszcze się skusić. Morsy spotykają się regularnie nad rzeką Supraśl oraz na Dojlidach.

Partnerzy portalu: