Jeżeli ktoś kocha Podlasie, powinien podróżować po nim regularnie. A to dlatego, że nasz region słynie z przepięknej natury, która nieustannie się zmienia. Dlatego zupełnie inaczej jest wiosną, latem, jesienią czy zimą. Warto też podkreślić, że pory roku też wyglądają różnie. Czasem zimą mamy wszystko zasypane, a czasem śniegu w ogóle nie ma. Lata potrafią być gorące lub bardzo umiarkowane. A to wszystko wpływa później na ostateczny krajobraz, który możemy podziwiać.
Dlatego warto sobie obejrzeć powyższy film. Pokazuje on Podlasie w pigułce – czyli nie wszystkie, ale wiele najważniejszych atrakcji naszego regionu, które przyciągają turystów. To nie tylko Białystok i jego okolice, ale też Narwiański Park Narodowy, Puszcza Białowieska, bielsko-hajnowskie zakątki regionu, czy Puszcza Knyszyńska. Warto podkreślić, że wiele na tym filmie też jeszcze brakuje. To oczywiście Rzeka Bug i jej wiele ciekawych okolic, to Biebrzański Park Narodowy oraz Augustów ze swoimi rzekami i jeziorami. Nie ma też na filmie nic o tatarskich tradycjach regionu – pięknych, orientalnych Bohonik czy Kruszynian.
Dlatego też, jeżeli macie nadal wolne w trwającą majówkę, to warto jeszcze co nie co zwiedzić. Szczególnie, że pogoda cały czas dopisuje.
Trebusz, katapulta, taran – to średniowieczne urządzenia, dzięki którym wojownicy mogli napadać na grodzone osady czy zamki. Teraz można je podziwiać w Parku Kulturowym Korycin – Milewszczyzna. Za kilka tygodni zostaną zakończone także prace nad budową średniowiecznego grodziska. Będzie to już drugi kompleks z dawnych czasów w tamtym miejscu. Obecnie możemy oglądać tam codzienne życie dawnych mieszkańców. Jedną z atrakcji jest drewniany wiatrak, dawny folwark, piwnica, dwór czy pracownia tkacka.
fot. A. Tarasiuk
fot. A. Tarasiuk
fot. A. Tarasiuk
fot. A. Tarasiuk
Dzięki tablicom informacyjnym oraz wytycznym alejkom każdy turysta może bez przodownika zwiedzać obiekt oraz poznać ciekawostki parku. Informacje są w 3 wersjach językowych – polska, angielska i rosyjska. Park dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych zarówno na wózkach inwalidzkich oraz niedowidzących (opisy atrakcji są napisane także językiem Braille’a). Oprócz tego dostępna jest infrastruktura rekreacyjna na plaży – wiaty, miejsce ogniskowe oraz grillowe. Do końca maja będzie jeszcze zamknięty wiatrak oraz sala etnograficzna z uwagi na bezpieczeństwo odwiedzających. Wstęp na teren Parku jest bezpłatny.
Park Kulturowy Korycin – Milewszczyzna jest otwarty od wtorku do piątku. Można go zwiedzać w godzinach od 12:00 do 17:00. W weekendy od 11:00 do 18:00.
Na majówkę będziemy mieli 30 stopni. 10 w poniedziałek, 10 we wtorek i 10 w środę. Jeszcze tydzień temu taki scenariusz był bardzo realny. Na szczęście realne prognozy są lepsze. Ma być pomiędzy 14 – 18 stopni. W sam raz żeby wyjść na zewnątrz i trochę się poruszać, ciut za mało żeby gdzieś dłużej posiedzieć. Dlatego też nasze majówkowe propozycje będą uwzględniały aktywność. Dużo aktywności! W tym roku majówka ułożyła się tak, że zaczyna się w piątek 28 kwietnia po południu, a kończy pomiędzy 4 a 7 maja – w zależności czy mamy jakieś urlopy, które możemy wykorzystać. Co zatem robić 10 dni w Podlaskiem? Trzeba skorzystać z naszych 10 propozycji.
Pociągiem do Walił
Wycieczka pociągiem do Walił i powrót do Białegostoku przez Supraśl to doskonała propozycja dla wszystkich tych, którzy planują trochę porowerować lub cały dzień chodzić pieszo. Łączna trasa wynosi 35 km. Zajeżdżamy wpierw pociągiem do Walił, następnie idziemy na Sianożątka i Wyżary, gdzie podziwiać będziemy przepiękne bagna i sztuczny zbiornik w lesie. Potem wędrujemy leśnymi drogami przez Sofipol, Kuberkę i Przechody do Królowego Mostu. Następny przystanek to Kołodno i wieża na Wzgórzach Świętojańskich. Kończymy w Supraślu, z którego linią 500 możemy wrócić do Białegostoku.
Czeremchowa Tryba
Kolejna wycieczka, którą możemy zwiedzić przepiękne tereny Puszczy Knyszyńskiej, to trasa z Czarnej Białostockiej do Supraśla. Do tej pierwszej miejscowości można dojechać i pociągiem i autobusem. Z tej drugiej wrócicie do Białegostoku linią 500. Po drodze możemy zahaczyć o Wiatę pod Dębami, gdzie można legalnie palić ognisko. Po trasie zwiedzimy między innymi Czeremchową Trybę – przepiękne bagna. Wystarczy trzymać się starej linii kolejki wąskotorowej, którą znajdziemy zaraz za zajazdem w Czarnej Białostockiej.
Kładka Śliwno-Waniewo wraca po remoncie
Narwiański Park Narodowy to nadal atrakcyjne miejsce. Oprócz sławnej Kładki, która w pełnej okazałości wraca po remoncie, będzie także nowa wieża widokowa, z której można będzie podziwiać ptaki przez lornetkę. Pamiętajcie, by nie skupiać się wyłącznie na Waniewie i Śliwnie, ale także odwiedzić Kruszewo – gdzie również jest wieża widokowa (prywatna) oraz Kurowo, gdzie znajdują się kolejne piękne tereny do zwiedzania na terenie siedziby Narwiańskiego Parku Narodowego. Do tego warto zajechać do jednego z najmniejszych miast w Polsce – Suraża. Tam również nie braknie Wam pięknych widoków.
Jak majówka to Augustów!
Letnia stolica Polski intensywnie się zmienia. W ostatnich latach powstało tam mnóstwo nowych terenów do spacerowania i odpoczywania. Koniecznie wybierzcie się więc na plażę, z której możecie spory kawałek wędrować wzdłuż jeziora Necko. Oprócz tego grzech nie popływać statkami nad Rospudę oraz Kanałem Augustowskim do Studzienicznej. Samo centrum miasta też oferuje wiele atrakcyjnych miejsc, gdzie można pochodzić, zjeść i odpocząć. Jeżeli przyjedziecie rano, to być może załapiecie się na słynne jagodzianki.
Białowieża ciągle żywa
Piękny, ścisły rezerwat przyrody można zwiedzać wyłącznie z przewodnikiem. Ci czekają w gotowości, w okolicach wejścia do Białowieskiego Parku Narodowego. Dlatego oprócz samego parku, dobrze jest przejść się także w najbardziej dziką część Białowieży. Nie odpuszczajcie sobie także stacji kolejowej Białowieża Towarowa. Tam również jest bardzo klimatycznie a i atrakcji nie brakuje.
Hajnówka też ma ofertę!
Kolejka wąskotorowa z Hajnówki do Topiła to wspaniała atrakcja akurat na majówkę, niezależnie jaka będzie pogoda! Do tego koniecznie zasmakujcie regionalnego jadła, a na deser koniecznie zjeździe sławnego Marcinka!
Nadbużańskie tereny czekają!
Rzeka Bug i górzyste tereny w okolicy to doskonały plan na dłużą wycieczkę od Niemirowa po Mielnik, Drohiczyn, Grabarkę. W okolicę możecie dojechać pociągiem. Gdy tylko wysiądziecie, to bardzo blisko znajduje się Kasztelik – prywatny, kamienny zamek, wybudowany rękoma jednego człowieka.
Dalej możecie się kierować do rzeki Bug, do której jest 4 km. Droga wzdłuż brzegu do przygranicznego Niemirowa to około 30 km.
Halo Biebrza!
fot. P. Jakubczyk
Biebrzański Park Narodowy to także miejsce, które ma wiele do zaoferowania. Nieustannie zachwyca wycieczka z Osowca-Twierdzy, gdzie dojedziecie pociągiem do Suchowoli, z której wrócimy autobusem. Jeżeli 40 km to za dużo na Wasze nogi, to rozbijcie wycieczkę na dwa dni. Po drodze w Dolistowie Starym warto jest przenocować nad Biebrzą. Po drodze będzie też Goniądz, który warto również zwiedzić.
Jeżeli preferujecie jazdę rowerem, to najbliższy pociąg jest w Dąbrowie Białostockiej – 20 km od Suchowoli.
Piękna przyroda w okolicach Łomży
Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi to piękne tereny, którymi można spacerować cały dzień. Po drodze przyroda pokaże nam naprawdę wiele – szczególnie teraz, gdy wszystko rozkwita!
Tutaj też przyda się rower albo samochód, bo przejście dookoła Parku jest zbyt ciężkie na 1 dzień. Kółko wykonane z Łomży to ponad 55 km. Chyba, że także rozbijecie wszystko na 2 dni. Wtedy będzie przyjemnie. Warto jednak pokusić się o jakiś środek lokomocji, bo w okolicy można też dodatkowo zwiedzić Grądy-Woniecko, Wiznę, Ruś czy Górę Strękową. Wtedy mamy drogę otwartą na Biebrzański Park Narodowy.
Wycieczka wschodnią ścianą
Przepiękne i dzikie tereny na wschodniej ścianie doskonale nadają się do tego, by je objechać przez cały dzień samochodem. Z Niemirowa do Wiżajn przez Hajnówkę, Białowieżę, Siemianówkę, Jałówkę, Kruszyniany, Krynki, Sokółkę, Dąbrowę Białostocką, Lipsk, Giby i Szypliszki będzie doskonałą odskocznią dla tych, którzy uwielbiają czas spędzać za kierownicą samochodu oraz lubią szybkie zwiedzanie na zasadzie „zaliczania punktów”. Wszystkie wymienione miejscowości oferują ciekawe atrakcje, doskonałe jadło i piękne widoki.
Bocian od dawien dawna jest symbolem szczęścia, dlatego zawsze gdy na wiosnę powracał do gniazda, to według ludowej tradycji starano się go powitać. A jeśli się nie pojawiał, to próbowano go przywołać. Przylot bociana zazwyczaj zbiegał się w czasie z kwietniowym świętem Zwiastowania Bogurodzicy, dlatego to właśnie wtedy gospodynie tradycyjnie piekły „Busłowe Łapy” (Bocianie Łapy) – postne ciasto drożdżowe w kształcie bocianich łap. Mimo, że już postu nie ma, to warto przepis poznać. A pomoże w tym Pani Luba z Michałowa.
Bocianie Łapy przypominają trochę pączki, więc jeżeli lubicie tego typu przysmaki i chcecie czymś zaskoczyć swoich gości, to koniecznie spróbujcie samodzielnie je wykonać. Szczególnie, że nie da się ich kupić w sklepie.
Podlaskie krajobrazy, przyroda i zwierzęta przyciągają. Także Igę Fijałkowską, która na co dzień pracuje i mieszka w Warszawie. Najlepiej jednak jest jej w Puszczy Białowieskiej. Nazywa ją swoim miejscem na Ziemi. Kolejny film ze „Wschodnich opowieści” Pawła Jankowskiego pokazuje też, że nie każdy jest bezgranicznie zakochany w żubrach. Są także miłośnicy wilków.
Być może chodzi tu o pewną trudność. Wilk jest bardzo czujny i bardzo broni się przed kontaktem z człowiekiem. Dlatego też wytropienie go zajmuje bardzo dużo czasu i wielokrotnie kończy się porażką. Natomiast z żubrami jest dużo łatwiej. Wszak to takie dzikie krowy, więc nie prowadzą aż takich wędrówek co wilki. Po prostu przemieszczają się na dużo mniejszym terytorium. Odnalezienie stada jest dosyć proste, szczególnie że te często samo się odsłania.
Paweł Jankowski to uznany twórca filmowy z Podlasia. Jego największe dzieło to „Cząstka Podlasia”. Niesamowity film, wypełniony przepięknymi ujęciami wykonanymi techniką time lapse – czyli wykonywania bardzo długich serii zdjęć, pozwalających stworzyć animację czegoś, co normalnie nie jest zauważalne. Przykładowo chmury, płynąca rzeka czy przemieszczanie się słońca po niebie trwa bardzo długo, natomiast dzięki technice time lapse można zrobić z tego kilka sekund filmu. Połączenie tego typu efektów z tym co oferuje podlaska przyroda dało efekt piorunujący. Szczególnie uznanie dla Pawła Jankowskiego za cierpliwość. Nagrywanie tego wszystkiego zajmowało gigantyczne ilości czasu. Szczególnie, że twórca skupiał się wyłącznie na pięknych widokach, a te nie występują na życzenie.
Powyższy film natomiast pokazuje ogromną miłość człowieka do natury. Jest jednocześnie ostrzeżeniem, by uważać na siebie w dzikich terenach, bo tam przyroda może dla nas nie mieć litości. Szczególnie podczas wiatru, który potrafi łamać drzewa.
Na szczęście bez echa przeszła wrześniowa premiera filmu pt. Kryptonim Polska. I również na szczęście – można ją oglądać obecnie, póki co, tylko w płatnym Canal+, więc „siła rażenia” tegoż dzieła będzie mała. Niestety prędzej czy później zapewne obejrzymy ją w pewnej trzyliterowej stacji i wtedy mleko szkód szeroko się rozleje. Obiektywnie trzeba przyznać, że to nawet zabawny film, ale jego tłem jest Białystok przepełniony nazistami czy też faszystami. Widzimy między innymi mural Zenka na Dziesięcinach, pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej z doczepionym napisem Bóg – Honor – Ojczyzna, widzimy też białostocki sąd oraz inne fragmenty osiedla Dziesięciny.
Tak jak Sandomierz kojarzy się z Ojcem Mateuszem, Łódź z Nic Śmiesznego, a podbiałostocki Królowy most z U Pana Boga za Piecem, tak sam Białystok niestety zaczyna uchodzić za Mekkę tyle że nazistów. Najgorsze w tym wszystkim, że nikt w mieście, nic nie robi by odwrócić ten przykry stereotyp.
Białystok, za sprawą swoich mieszkańców, ma na swoim koncie rasistowskie ataki na obywatela Indii (któremu podpalono mieszkanie i doprowadzono do wyprowadzki do Anglii), ma na swoim koncie wielki marsz ONR, który oglądała cała Polska. Do tego była też parada równości, która zakończyła się ogromną bitwą na ulicach miasta. Wszystko to opatrzone zdjęciem uciekających, przerażonych ludzi, nad którymi głowami leci helikopter, zawieszony nisko nad budynkami. Jak kadr z jakiegoś filmu akcji. Swoje regularnie dokładała popularna stacja telewizyjna w programach informacyjnych.
W komedii Kryptonim Polska dołożyli nam jeszcze na konto spalenie kukły Żyda (które miało miejsce w innym regionie Polski), rasistowską awanturę w kebabie, która zakończyła się śmiercią (to było w Ełku) i oczywiście klasyk – czyli sławne urodziny Hitlera z tortem, gdzie swastyka była ułożona z czekoladowych wafelków. Warto też dodać, że Kryptonim Polska to nie pierwszy film szkalujący Białystok. Wcześniej w podobnym klimacie powstał kryminał pt. Kruk. Na szczęście również tylko dla widzów Canal+.
Najgorsze co może nam się przytrafić, to gdy film Kryptonim Polska z takimi gwiazdami jak Pazura, Szyc i Musiałowski trafi do trzyliterowej, popularnej stacji rozrywkowej. A to zapewne kwestia czasu. Wtedy szkody dla Białegostoku będą gigantyczne. Masowo rozedrze się „stare skazy” i znów utrwali się negatywny obraz miasta w stereotypowym, szerokim wyobrażeniu. A kto do takiego miasta będzie chciał przyjechać?
Oczywiście nie da się zakazać (i nie miałoby to nawet żadnego sensu) nagrywania takich filmów, mamy wolność słowa, ale na złe słowo musi być odpowiedź dobrego słowa. Dlatego władze powinny już teraz działać na rzecz krzewienia pozytywnego wizerunku miasta. Tymczasem Tadeusz Truskolaski i jego świta w ostatnim czasie sprawiają jakby miasto ich niewiele obchodziło. Ostatnie osiągnięcia w mediach ogólnopolskich – białostockich władz – to wybudowanie okropnego szaletu w cenie mieszkania, który do dnia dzisiejszego nie działa. Mało tego, ostatnio Truskolaski tak się zapędził w polityczne tematy, że publicznie zaczął obrażać mieszkańców Sokółki. Od dłuższego czasu nasze miasto zmaga się z wizerunkową katastrofą, a za sprawą takich filmów jak Kryptonim Polska – nieodwracalnie się to będzie pogłębiać.
Suwalszczyzna kojarzy się głównie z jeziorami, natomiast w samym Wigierskim Parku Narodowym, zdecydowana większość terenu to są lasy. Dlatego też, gdy popatrzymy na ten piękny region Polski, to dostrzeżemy różnorodność natury. Szczególnie, że nie jest tu tak płasko jak na Podlasiu. Mamy zalesione wzgórza, liczne jeziora, wąwozy, olbrzymie głazowiska i krystalicznie czyste rzeki, a to wszystko skupione na niewielkim terenie. Tutaj przed wiekami żyli Jaćwingowie, których Czesław Miłosz nazwał Indianami Europy. Obejrzyjcie 5 miejsc Suwalszczyzny, które zachwycą każdego.
Program prowadzą Magdalena Muskała – białostocka naukowiec oraz Rafał Muskała dziennikarz z zawodu i filmowiec z pasji. Ich kanał Turystoria powstał od zlepienia się dwóch słów – turystyki i historii. Dlatego możemy oglądać ciekawe miejsca, ludzi i pomysły.
Supraśl to nie tylko uzdrowisko, ale także miejsce, gdzie od samego początku istnienia funkcjonuje klasztor. Najpierw w 1500 roku mnisi, przybyli z gwarnego Gródka i w cichym i spokojnym miejscu, na wzgórzu kolejne 11 lat wznosili cerkiew obronną. W kolejnym stuleciu był to już prężny ośrodek intelektualny. Kolejne czasy przyniosły Polsce zabory, które zamknęły złotą erę klasztoru, a finalnie miejsce zostało przejęte przez cerkiew prawosławną. Ostatecznie spór, o to czyje powinny być ziemie i budynki rozstrzygnięto w 1996 roku. Jednak od 1982 roku cerkiew rekonstruuje i upiększa cały supraski dobytek.
Muzeum Ikon w Supraślu jest jednym z elementów dzieła Cerkwi. Powstało w 2006 roku i do dziś cieszy się ogromnym zainteresowaniem. A jak jest w środku? Tego można się dowiedzieć odwiedzając Muzeum Ikon lub oglądając najnowszy odcinek Zasilanych, z których dowiecie się dlaczego ikona jest nierozerwalną kultury prawosławnej. Zarówno pisanie, jak i czytanie ikony to wyjątkowe, duchowe przeżycie. Można poczuć mistycyzm tego miejsca, gdyż w zbiorach placówki jest 1200 dzieł sztuki.
Jeszcze przed Wielkanocą, po serii testów, zadebiutowała w Łomży fontanna na Starym Rynku. Jedna z największych atrakcji zrewitalizowanego placu w centrum miasta będzie czynna codziennie, od rana do późnych godzin wieczornych.
Fontanna ma średnicę 9 metrów i wyposażona jest: w system nawadniania i zróżnicowanych źródeł strumieni, pompę wodną do zamkniętego obiegu z podłączeniem do wodociągu, a także otwory źródeł w płytach granitowych z zastosowaniem dysz fontannowych. Do tego zastosowano również oprawy oświetleniowe wbudowane hermetyczne do podświetlania wody. Dzięki temu można obserwować efektowne widowiska wodne. Strumień potrafi tryskać nawet 6 metrów w górę!
Oświetlenie obrazów wodnych realizowane jest za pomocą reflektorów umieszczonych w ścianie głównej niecki fontanny oraz lamp na środku fontanny. Sterowanie reflektorami odbywa się za pośrednictwem sterownika. Woda w fontannie jest filtrowana, uzdatniana i dezynfekowana w specjalnym zestawie urządzeń zamontowanym w wydzielonym, podziemnym pomieszczeniu technicznym. Koszt budowy fontanny na Starym Rynku wyniósł 1,9 mln złotych.
Nie każdy sobie zdaje sprawę, ale wymagania dla maszynistów w Polsce są większe niż dla pilotów samolotów. Chociaż katastrofy tych drugich są dość spektakularne, to uznaje się że samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu na świecie. Pociąg natomiast jest bardzo komfortowym środkiem, ale dla pasażera. Od maszynisty wymaga nieustannego, wielogodzinnego skupienia. Wyobraźcie sobie, że poruszacie się w zasadzie tylko do przodu, droga jest monotonna, trzeba obserwować znaki, sygnalizatory i komunikaty radiowe. Do tego co chwilę trzeba wciskać specjalny przycisk, który nazywany jest czuwakiem. To on sprawdza czy jesteśmy skupieni na drodze, a nie na przykład śpimy. Jeżeli go zignorujemy, to pociąg się zatrzyma.
W województwie podlaskim mamy modernizowaną trasę kolejową Rail Baltica, która finalnie połączy jednolitymi, szybkimi torami państwa bałtyckie z Polską i nie tylko. Najczęściej ruch się odbywa na trasie Białystok – Warszawa oraz na podlaskich stacjach po drodze. Powyższy film został nagrany na odcinku Białystok – Racibory czyli w naszym regionie. Jak wygląda trasa oczami maszynisty? Zobaczcie sami.
Kładka nad torami, która budziła grozę u każdego dziecka zostanie zamknięta 20 kwietnia. Jej schody są tak skonstruowane, że wchodząc miało się wrażenie, że można wpaść w przestrzeń pomiędzy kolejnymi stopniami. Ostatecznie kładki nie będzie, bo budowany jest właśnie tunel łączący ul. Św. Rocha z ul. Kolejową oraz obie ulice bezpośrednio z budynkiem dworca. Póki co uchowa się jeszcze druga kładka, ta która łączyła się dawniej z budynkiem dworca PKS. Teraz, gdy jest nowy budynek – kładka po prostu umożliwia zejście blisko peronów autobusowych.
W Białymstoku na stacji kolejowej prace koncentrują się obecnie przy budowie trzech peronów, zadaszenia i przejścia podziemnego. Układane są nowe tory i montowana sieć trakcyjna. Białystok jest największą stacją na polskim odcinku międzynarodowej linii Rail Baltica, co przekłada się na szeroki zakres robót. Gdy zakończy się wielki remont, to podróżni będą oczekiwać na pociągi pod zadaszonymi peronami, przy wyremontowanych peronach. A to wszystko w otoczeniu jednego z najpiękniejszych dworców kolejowych w Polsce. Białostocki zabytek swoim wystrojem w miarę możliwości bardzo przypomina dawny oryginał.
Obecnie okolica dworca kolejowego wygląda jak jedno wielkie pobojowisko. Jednocześnie trwa remont ul. Bohaterów Monte Cassino, budowa węzła intermodalnego komunikacji miejskiej w miejscu dawnego Centrum Park oraz wspomniana przebudowa stacji kolejowej. Dlatego też jeżeli nie musicie, lepiej się w tych okolicach nie pojawiajcie. Chodzenie, a tym bardziej jeżdżenie tamtędy jest ogromną udręką.
12 kwietnia 1982 miała miejsce premiera filmu Znachor. Dziś to dzieło kultowe, gdy krytycy go zobaczyli po raz pierwszy, nie mieli o nim zbyt dobrego zdania. Warto dodać, że to ulice Bielska Podlaskiego były planem zdjęciowym filmu. Mimo ponad czterech dekad, jakie minęły od premiery – film nadal jest bardzo chętnie oglądany przez Polaków, dlatego też wiele razy emitowany jest w telewizji.
Znachor jest ekranizacją powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza, która opowiada o losach chirurga, sławnego kardiochirurga Rafała Wilczura, który zostaje porzucony przez żonę. Ta znika z ich córeczką. Zrozpaczony profesor zatapia smutki w alkoholu. Okradziony i pobity traci pamięć. Kolejny raz aresztowany, kradnie dokumenty tożsamości w celu uniknięcia więzienia. Znajduje pracę i schronienie na wsi u młynarza. Tam udanie zoperował kalekiego syna młynarza, a potem sklepikarkę Marysię po wypadku. Zazdrosny miejscowy lekarz oskarżył go o kradzież narzędzi chirurgicznych i nielegalne praktyki. Antoni Kosiba czyli prof. Rafał Wilczur staje przed sądem.
Sklepik, w którym sprzedawała Marysia stoi w Bielsku Podlaskim do dziś. Można tam śmiało zachodzić i zwiedzać. Łatwo go rozpoznacie, bo widnieje na nim ogromny szyld z napisem „Znachor”. Sklep mieści się w pobliżu budynku ratusza.
Możemy też zwiedzić ul. Sienkiewicza w Bielsku, którą przemierzał motocyklem hrabia Leszek Czyński, ukochany Marysi. Niektóre elementy dekoracji czy budynki na ulicach miasteczka zostały stworzone przez ekipę filmową, zatem nie ma ich tu w rzeczywistości.
Zdjęcia do filmu realizowano jeszcze w pałacu w Radziejowicach, młynie wodnym w Skolimowie, Piekarach (gmina Piątek) oraz w Łodzi.
Wczoraj mieliśmy Lany Poniedziałek czyli drugi dzień świąt wielkanocnych. Tymczasem od wczoraj mamy także Wielki Tydzień… tyle, że w Cerkwi prawosławnej. Zatem na Podlasiu możemy ponownie odliczać do świąt. Daty świąt u katolików i prawosławnych nie pokrywają się, bo data Wielkanocy jest obliczana na podstawie dwóch różnych kalendarzy – gregoriańskiego u tych pierwszych oraz juliańskiego u tych drugich.
Pierwsze trzy dni Wielkiego Tygodnia w cerkwi celebruje się jutrznię oraz godziny liturgiczne z czytaniem Ewangelii. To bardzo charakterystyczna msza, bo w czasie jej trwania duchowni wraz z wiernymi trzy razy okrążają cerkiew. Krzyżem kapłan trzykrotnie uderza w drzwi świątyni. To oznacza odsunięcia kamienia, który zasłaniał wejście do grobu zmartwychwstałego Chrystusa. Mszę kończy namaszczenie wiernych świętym olejem.
W Wielki Czwartek natomiast jest dniem Ostatniej Wieczerzy, później jest Wielki Piątek i przeżywanie sądu nad Chrystusem. W Wielką Sobotę wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani, zaś w Wielkanoc radośnie wołamy Christos Woskresie! Woistinu woskriesie! co oznacza „Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!”. Warto dodać, że post u prawosławnych jest dużo bardziej rygorystyczny niż u katolików. Zatem niedziela jest czasem porządnej biesiady. Na świątecznych stołach nie może zabraknąć mięsa, paschy (twaróg, ucierany z żółtkami, masłem, miodem i bakaliami). Do tego można smakować w babkach i chlebie Artos (z wizerunkiem zmartwychwstałego Chrystusa). Po powrocie z nocnej mszy trwa dzielenie się jajkiem. Następnie spożywane są pokarmy, które zostały zaniesione do cerkwi w koszyczku i poświęcone. Dopiero później spożywana jest reszta potraw. Jak widać, praktycznie nie różni się to od celebracji po katolicku. Zarówno w obu religiach, ale wyłącznie na Podlasiu królują ciasta drożdżowe oraz Mazurki.
Jako ciekawostkę możemy też dodać, że w Wielki Tydzień każdy może zadzwonić dzwonem przy cerkiewnej dzwonnicy! Wielkanoc to święto ruchome w Kościele katolickim i Cerkwi prawosławnej. Tyle, że datę oblicza się na podstawie dwóch różnych kalendarzy.
Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Jednym z ciast, jakie wtedy króluje jest Mazurek. Koło Gospodyń Wiejskich ze wsi Słochy Annopolskie pod Siemiatyczami postanowiło podzielić się swoim przepisem na ten przysmak.
Składniki:
Ciasto:
300 g mąki
200 g margaryny
100 g cukru pudru
3 żółtka
Masa:
100 g margaryny
100 g cukru pudru
50 g mleko w proszku
1 łyżka wody
Dodatkowo do dekoracji: orzechy laskowe, migdały płatki i całe, morele suszone, żurawina.
Mąkę razem z cukrem pudrem należy przesiać na stolnicę. Dokładamy do tego pokrojoną w kostkę schłodzoną margarynę i siekamy. Następnie dodajemy żółtka. W kolejnym kroku zagniatamy ciasto. Kiedy już to zrobimy, to odstawiamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie ciasto trzeba rozwałkować na placek (o grubości ok. 1 cm). Potem wykładamy je na blachę o wymiarach i pieczemy ok. 20-30 min na środkowej półce piekarnika w temperaturze 200 stopni. Wyjmujemy i czekamy aż ostygnie.
Przed nami jeszcze wyrobienie masy. Margarynę rozpuszczamy w ganku, dodajemy cukier, mleko w proszku i to wszystko mieszamy, podgrzewając. Następnie, gdy trochę masa się ostudzi trzeba wyłożyć na upieczone ciasto. Docinamy boki i dekorujemy: orzechami, migdałami, morelami. Smacznego!
Przełom lutego i marca to czas, gdy jelenie pozbywają się poroża. Dlatego od połowy marca do kwietnia jest szansa, by je znaleźć przed innymi „zbieraczami”. Po co to robić? Można dla dwóch powodów – pierwszy dla ciekawych wędrówek po trofeum i wzbogacenie kolekcji. Drugi to oczywiście pieniądze. Za poroże można dostać sporo.
Dlaczego jelenie gubią poroże? W ich tkance kostnej tworzą się jamy, które z czasem się powiększają i w końcu poroże się odłamuje. Od momentu zrzucenia poroża do ponownego wzrostu mijają ponad 3 miesiące. Wszystko po to, by jak najlepsze i najświeższe było gotowe na jesień. To wtedy jelenie szukają łani do zapłodnienia. Bogate poroże jest atrybutem, który nie tylko zachęca potencjalną partnerkę, doskonale też pozwala walczyć z konkurentami.
Zbieranie poroża jest dozwolone, jednak należy przestrzegać kilku podstawowych zasad:
w trakcie poszukiwań nie wolno płoszyć zwierząt, zmuszając ich do biegu, licząc że podczas ucieczki odpadnie stare poroże
należy także unikać ostoi zwierzyny i innych terenów objętych ochroną
znalezione zrzuty poroża stają się własnością znalazcy
Mimo że w polskich lasach cały czas przybywa zwierzyny, to znalezienie poroża wcale nie takie łatwe. Poroża jeleni wykorzystuje się do wielu celów – od ozdób, przez meble aż po dzieła sztuki. To dlatego, jeżeli nie zechcemy zachować swojego trofeum po leśnej wędrówce, możemy je sprzedać. Odkupią je firmy prywatne, które ogłaszają się między innymi w internecie. Za każdy kilogram otrzymamy około 100 złotych. Przeciętna waga poroża jelenia waha się pomiędzy 3,5 kg – 8 kg. Matematykę pozostawiamy Wam.
Gmina Wasilków to nie tylko samo miasto, lecz także okoliczne Nowodworce, Sochonie, Studzianki, Dąbrówki, Jurowce czy Rybniki. Te miejscowości są położone dosłownie o krok od Puszczy Knyszyńskiej. Dzięki temu, wybierając się na rower – możemy zwiedzić atrakcyjne tereny przyrodnicze jadąc całkiem wygodną trasą. W tym roku doszła dodatkowa nowość. Po drodze możemy mijać wiaty, po to by sobie odpocząć między kolejnymi odcinkami. Pierwsza znajduje się już na granicy Białegostoku i Wasilkowa na osiedlu Dolina Cisów. Jest tam także stacja BiKeR – jedna z trzech w Wasilkowie.
Łączna długość szlaków rowerowych w gminie to 55 km. Jeden z nich ma 45 km i prowadzi z Wasilkowa, przez Jurowce, Rybniki i Studzianki. Ten krótszy – 10 kilometrowy to tak zwany szlak grzybiarski, który prowadzi ze Studzianek do rezerwatu Jałówka, a następnie do Ożynnika, z którego możemy wrócić do Studzianek. Nazwa nie jest przypadkowe. Trasa ta obfituje w grzyby.
Stacje BiKeR dostępne są natomiast we wspomnianej Dolinie Cisów, a także na osiedlu Lisia Góra oraz w centrum Wasilkowa w okolicach zalewu i rzeki. Oczywiście system jest połączony z tym białostockim, więc śmiało możemy przemieszczać się rowerami pomiędzy tymi miastami.
Strękowa Góra to miejsce wyjątkowe, bo wiąże się z piękną historią kpt. Raginisa, który wraz ze swoimi żołnierzami dzielnie bronili się ze schronu, tym samym opóźniając uderzenie w Warszawę i dając jej mieszkańcom więcej czasów na przygotowanie się do najgorszego. Warto jednak odwiedzić to miejsce z powodów przyrodniczych. Wiosenne rozlewiska Narwi są przepiękne. To już ostatni moment, by je dostrzec. Niedługo poziom wody zacznie opadać, a w Polsce zacznie się pora bez większych opadów deszczu.
Jeżeli już podejmiecie się wycieczki tam, to warto też zwiedzić również całą okolicę. Wszak to tylko góra, więc nie spędzicie w jednym punkcie widokowym całego dnia. Chyba że lubicie. Natomiast doskonale wiemy, że wiele osób najbardziej odnajduje się, gdy może zwiedzać punkt po punkcie. Takich wokół Strękowej Góry nie brakuje. Wycieczkę warto zacząć od Tykocina, gdzie możemy zwiedzić wiele fantastycznych atrakcji związanych z dziejami Polski w okresie wielokulturowego Królestwa Polskiego. Samą w sobie atrakcją również jest rzeka Narew. Cała droga prowadząca z Tykocina do Strękowej Góry również obfituje w ciekawe punkty widokowe nad Narwią.
Po zwiedzeniu historycznej góry możemy ruszyć albo carskim traktem w kierunku Osowca-Twierdzy eksplorując Biebrzański Park Narodowy z Goniądzem, Dolistowem Starym i Polkowem. Alternatywnie możemy wybrać się w stronę Wizny eksplorując piękne dzieła natury pod płaszczek Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć Grądy-Woniecko i tamtejszą drogę zalaną po obu stronach wodą, a także okoliczne wydmy. Nie możemy pominąć też Krzewa, Drozdowa, Starej Łomży czy Rybna.
Jak widać opcji do zwiedzania jest wiele. A po drodze napotkamy wiosenne rozkwity, rozlewiska, bociany czy łosie. Inaczej mówiąc, warto jechać!
Takie filmy to prawdziwa machina czasu. Na głównym ekranie możemy zobaczyć stary film z lat. 80 ubiegłego wieku, a na nim przejazd samochodem przez ówczesny Zambrów. Na mniejszym kadrze film nagrany kilka lat temu pokazujący jak Zambrów prezentuje się w XXI wieku. Czy jest różnica? Oceńcie najlepiej sami.
Jedno jest pewne, zambrowianie, którzy go oglądali natychmiast przywołali wspomnienia z dawnych czasów. Mogli sobie przypomnieć jak to kiedyś wszystko wyglądało. Dziś miasteczko bardzo się rozwinęło. Wbrew pozorom nie jest to słabe miejsce do życia. Zarówno do Białegostoku jak i do Warszawy jest dogodna ekspresowa trasa. Dlatego, jeżeli ktoś pragnie na co dzień mieć ciszę i spokój, lecz być blisko miejskiego zgiełku i życia społeczno-kulturalnego, to leżące na skraju Podlaskiego, 22 tysięczne miasteczko będzie dla niego idealne.
W ostatnim czasie mamy w internecie wysyp filmów z żubrami w roli głównej. A to dlatego, że stada połączyły się ze sobą. Dzięki temu możemy liczyć na szybki ich rozrost. Ponadto ogromna liczba dzikich zwierząt w jednym miejscu wzbudza zainteresowanie każdego. Na powyższym filmie możemy zobaczyć jak stado przemierza z jednego miejsca w drugie, przechodząc przez drogę. Widok jest niesamowity, bo przypomina jadący pociąg.
Na filmie można zauważyć mocno ponad setkę osobników. Warto zaznaczyć, że jeszcze kilka lat temu takich widoków nie było. 50 żubrów w jednym miejscu to było coś! Jak widać zwierzęta doskonale się czują w podlaskich lasach, toteż stada łączą się, by swobodnie się rozmnażać. Gdyby czuły zagrożenie, to żyłyby w większym rozproszeniu.
Doskonale sobie zdajemy sprawę, że niektórych żubry irytują. Szczególnie rolników, którym depczą pola. Jednak warto spojrzeć na nie trochę szerzej niż przez pryzmat własnych upraw. Im większe stada – tym większe zainteresowanie. A to będzie przyciągać coraz więcej osób do naszego regionu. W efekcie zostawiać będą tu pieniądze i wzbogacać nasze Podlaskie. To jedyny chyba sposób, by zatrzymać wyludnianie się regionu.
W ostatnim czasie sporo filmów można odnaleźć, które ludzie nagrywali kamerami, a później zgrywali na kasety VHS. W dzisiejszych czasach to nośnik wymarły, tak jak odtwarzacz wideo. Niektórzy jednak nie wyrzucili swoich kaset, a tam po dekadach pozostały różne perełki. Dzięki dostępnym technologiom – z taśmy można stworzyć film cyfrowy. I w efekcie oglądać możemy „dzieła” z poprzedniego wieku.
Takim przykładem „dzieła” jest nagrany na początku lat 90. film o Suwałkach. Proces transformacji ustrojowej w Polsce przeszedł bezkrwawo, ale nie były to łaskawe czasy. Bieda wylewała się na każdym kroku. Widać to szczególnie po samochodach. Dominowały maluchy i polonezy.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na dwa inne szczegóły. Było bardzo dużo drzew i zieleni oraz mało ludzi, teraz idąc Suwałkami jest zupełnie odwrotnie. Zieleni i drzew tyle co kot napłakał, a na betonowych pustyniach miasta tłumy ludzi. Samochodów też nie brakuje i to różnorodnych. Wszystko, tylko nie polonezy i maluchy. To już relikty poprzedniej epoki.
Bohaterem powyższego filmu jest żywy, różnorodny język, którym jeszcze na co dzień posługują się żyjący na Podlasiu Białorusini. Nie jest to nowy film, ale warto go zobaczyć, bo pokazuje, że warto tradycje podtrzymywać. Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci i Młodzieży Uczących się Języka Białoruskiego AB-BA w latach 2009-2014 realizowało projekt „Kroniki Podlaskie”. Białostocka młodzież pod kierunkiem nauczycielki Aliny Wawrzeniuk zbierała opowieści rodzinne, zdjęcia, dokumenty, pamiątki, pieśni obrzędowe. Efektem tej pracy był spektakl i książka (dwa wydania) „Oj, dawno, dawno… Białoruskie historie z Podlasia”.
W filmie zobaczymy niektórych bohaterów „Kronik Podlaskich”. Młodzież rozmawia ze swoimi babciami i dziadkami o życiu, historii, o tym, co dla nich było i jest ważne. Te same opowieści rozgrywają się zarówno na scenie teatralnej, jak i w podlaskich wsiach. Film miał swoją premierę na Festiwalu „Wschód Kultury – Inny Wymiar” 31 sierpnia 2014 r.
„Mówią Białorusini Podlasia”
reżyseria: Mikołaj Wawrzeniuk
zdjęcia: Roman Wasiluk
czas: 40 minut
Soczewki kontaktowe to doskonałe rozwiązanie dla osób ceniących sobie dyskrecję i wygodę. Niektórym jednak ich użytkowanie wydaje się skomplikowane, przez co rezygnują z tej metody korekcji wzroku, bez uprzedniego jej przetestowania. Dlatego w tym artykule w przystępny sposób przedstawimy podstawy właściwego stosowania soczewek oraz podpowiemy, jakie akcesoria są niezbędne do codziennej pielęgnacji soczewek oraz oczu.
Zanim kupisz swoje pierwsze soczewki
Swoją przygodę z soczewkami warto rozpocząć od zestawu testowego. Dzięki temu możesz wypróbować dany model soczewek bez inwestowania dużej kwoty. Dowiesz się, jakie soczewki będą najbardziej kompatybilne z twoim narządem wzroku, zanim zdecydujesz się na zakup dużego zestawu. To również świetna opcja dla osób, które chcą sprawdzić, czy soczewki kontaktowe to odpowiednia metoda korekcji wad refrakcji dla nich. Duży wybór soczewek testowych i nie tylko znajdziesz na stronie sklepu bezokularow.pl/soczewki-kontaktowe
Wybierz tryb noszenia soczewek
Na rynku dostępne są soczewki nie tylko dopasowane do różnych wad wzroku, ale także modele dostosowane do różnych trybów użytkowania. Cecha ta wpływa nie tylko na sposób noszenia soczewek, ale ich pielęgnację. Możesz wybierać spośród:
soczewek jednodniowych, które są produktem jednorazowego użytku,
soczewek o przedłużonym trybie użytkowania, spośród nich najpopularniejsze to soczewki miesięczne,
soczewek całodobowych, które nie wymagają zdejmowania na noc.
Użytkowanie soczewek jednodniowych
Szkła kontaktowe tego rodzaju są uznawane za najbardziej wygodne rozwiązanie, a to ze względu na brak konieczności ich pielęgnowania. Użytkowanie jest niezwykle proste. Rano należy wyjąć soczewki, które są hermetycznie zapakowane w blister. Jedyne, o czym tak naprawdę trzeba pamiętać, to odpowiednia technika aplikacji i zadbanie o higienę rąk. Wieczorem wystarczy je zdjąć i wyrzucić do kosza, a następnego dnia należy sięgnąć po kolejną parę. Ten rodzaj soczewek nie wymaga zatem stosowania żadnych dodatkowych akcesoriów czy preparatów dezynfekujących. Jedynym ich minusem jest cena. Soczewki jednodniowe nie są najbardziej ekonomiczną opcją, dlatego poleca się je przede wszystkim osobom, które chcą nosić soczewki kontaktowe sporadycznie lub przy okazji uprawiania jakiejś aktywności albo też osobom mającym oczy skłonne do podrażnień czy borykających się z alergiami.
Soczewki kontaktowe miesięczne
Jak sama nazwa wskazuje, soczewki kontaktowe miesięczne można użytkować przez okres 30 dni. Po tym w czasie należy je wyrzucić, ponieważ tracą one swoje właściwości. W czasie ich stosowania należy pamiętać o ich właściwej pielęgnacji i sposobie przechowywania. Soczewki kontaktowe należy przechowywać w specjalnie przeznaczonym do tego pojemniczku, którego komory należy wypełnić płynem do soczewek. Rano należy zaaplikować soczewki, a wieczorem, po zdjęciu, dokładnie je oczyścić przy pomocy dedykowanego do tego celu płynu, a następnie ponownie umieścić w pojemniczku. Pielęgnacja soczewek nie jest skomplikowanym procesem i zajmuje zaledwie kilka minut. Warto natomiast zwrócić uwagę, że jest to najbardziej ekonomiczna opcja, więc warto ją rozważyć, jeżeli planujesz zamienić okulary korekcyjne na miesięczne szkła kontaktowe. Warte polecenia są np. soczewki Eyelove, wyposażone w filtr UV oraz z wysokim poziomem uwodnienia.
Soczewki całodobowe
Soczewki całodobowe są najbardziej doceniane przez osoby, które nie przepadają za zakładaniem oraz zdejmowaniem szkieł kontaktowych. Ich właściwości pozwalają na pozostawienie soczewek przez całą dobę. Oznacza to, że nie ma konieczności, aby zdejmować je na noc. Należy jednak pamiętać, że raz na parę dni konieczne jest ich ściągnięcie oraz dokładne przemycie preparatem dezynfekującym w celach higienicznych. Mimo zalet tego rozwiązania, nie jest one odpowiednie dla wszystkich. Soczewki całodobowe nie są polecane dla osób z wrażliwymi oczami, ponieważ mogą zbyt obciążać narząd wzroku. Jeśli jednak zdecydujesz się na korzystanie z nich, warto rozważyć także zakup kropli do oczu. Będą one wspierać naturalny film łzowy i zapewnią oczom nawilżenie na dłużej, co znacznie przełoży się na komfort widzenia. W tym przypadku najlepsze krople do oczu to te dedykowane do stosowania z soczewkami, bez konieczności ich wyjmowania na czas aplikacji.
Ponoć początki były wybuchowe, a dopiero potem było tylko lepiej. Tak zaczynała mała, podlaska manufaktura Marcina Seliwoniuka i Piotra Marzęckiego. Dziś to już inna historia – nagrody, uznanie w branży. Najpierw jednak było połączenie pasją dwóch inżynierów. Obaj chcieli dopracować smak cydru i miodu do najmniejszych szczegółów. Jak powstaje w Podlaskiem te orzeźwiające i rozgrzewające napoje? Warto dodać, że Cydr Podlaski jest bezalkoholowy.
O tym interesującym produkcie z miejscowości Narew, możecie dowiedzieć się jeszcze więcej z powyższego filmu. To kolejny odcinek „Zasilanych”, prowadzony przez Magdę i Petrosa, którzy wspólnie odkrywają interesujące miejsca województwa podlaskiego oraz nietuzinkowych ludzi, którzy tutaj żyją.
Na terenie nadleśnictwa Czarna Białostocka miał miejsce przypadek zaplątania się jelenia w siatkę. Cała sprawa działa się na terenie prywatnym, zaś wspomniana siatka była pozostałością po grodzeniu gruntów rolnych. Jelenia zaplątanego w siatkę napotkał w lesie patrol Straży Granicznej. O sprawie powiadomiony został leśniczy. Strażnicy wspólnie z nim przecięli sprawnie drut i uwolnili wystraszone zwierzę. Warto dodać, że akcja była nieco ryzykowna, bo wystraszone zwierzę może zaatakować. Nie wie przecież, że ktoś próbuje mu pomóc. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie dla wszystkich.
Puszcza Knyszyńska obfituje w jelenie. Spacerując po tych lasach z bardzo dużą łatwością można napotkać całe stada przebiegające w okolicy. Jelenie żywią się roślinami, toteż żerują często blisko szkółek leśnych. Oprócz ogrodzenia młodych drzew, jest jeszcze dodatkowy strażnik, który chroni sadzonki przed zjedzeniem. To wilk. Drapieżnik stołuje się jeleniem, a co za tym idzie wywiera ciągle na niego presję. Dlatego też zdrowe jelenie, nie mogą sobie pozwolić na zbyt długie żerowanie w jednym miejscu. Dlatego ofiarą wilków padają jednostki najsłabsze, schorowane i stare. W ten sposób wilk wykonuję pracę za myśliwego.
Budynek znajdujący się przy Jurowieckiej 60 w Białymstoku jest przykładem charakterystycznej, ceglanej architektury mieszkalnej, która powstała na przełomie XIX i XX wieku. W dniu 20 marca 2023 roku prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz, Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków, podpisała decyzję o wpisie budynku do rejestru zabytków. Pierwotnie posesja ta została zakupiona w 1895 roku przez białostockiego kupca Gustawa Gielicha od Aleksandra Żuryńskiego i Jana Korbuta. Na przestrzeni lat budynek ten miał wielu właścicieli, a obecnie jest on prywatną własnością i funkcjonuje jako hotel.
Charakterystyczną cechą budynku jest oryginalna ornamentyka wykonana z czerwonej cegły, która kontrastuje z licowanymi żółtą cegłą elewacjami. Wszystkie elewacje posiadają łuki nadokienne z ozdobnymi dwubarwnymi zwornikami nad oknami i drzwiami. Budynek wieńczy wydatny gzyms złożony z rzędu ukośnie ustawionych cegieł i kształtek. Ze względu na zachowanie oryginalnej substancji, bryła i elewacje budynku posiadają wartość jako przedmiot badań nad budownictwem mieszkaniowym Białegostoku.
Konserwator uznała, że wpis do rejestru zabytków domu przy ulicy Jurowieckiej 60 jest w interesie społecznym ze względu na zachowane wartości artystyczne. Elewacje i bryła budynku stanowią autentyczny dokument historii rozwoju architektonicznego i urbanistycznego miasta Białegostoku na przełomie XIX i XX wieku. Budynek przetrwał działania wojenne bez istotnych uszkodzeń i jest jednym z nielicznych obiektów zabytkowych z zachowanym oryginalnym układem dekoracji ceglanej. Jego elewacje zostały szczegółowo opracowane, z użyciem dużej ilości detalu, a bryła nie uległa zmianom, co świadczy o zachowanym walorze autentyczności.
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków
Warto też dodać, że frontem do Jurowieckiej stoi jeszcze jeden wartościowy budynek. Jego właściwy adres to Ciepła 1. To piękna, dwupiętrowa kamienica. Jest stylu neorenesansowym. A wspominamy o tym dlatego, że pozostałe budynki przy ulicy to ogromne „apartamentowce”, galeria handlowa czy zwykłe bloki. Zatem te dwa budynki to ostanie wspomnienie po dawnej ul. Jurowieckiej.
W ostatnim czasie niemalże wszyscy zachwycali się potężnym stadem żubrów, które składało się z ponad 150 osobników. Uznano to za ewenement. Tymczasem – w innym już miejscu – udało się nagrać 142 osobniki. Nie ma wątpliwości, że piękne żubry, symbol Podlasia, zaczęły się łączyć w ogromne stada. Czy w ten sposób jest im łatwiej funkcjonować?
Warto wiedzieć, że jeżeli obecna władza lub przyszła nie dojdzie do szalonego pomysłu odstrzału, to stada będą jeszcze większe z prostego względu. Duże stada rozwijają się szybciej. Dlatego też wspominamy o szalonym pomyśle odstrzału. Ogromne stado potrzebuje jeszcze większych przestrzeni. Jak widać na powyższym filmie – żubry – nie siedzą w lesie tylko bytują na polu. Coś takiego rozwściecza rolników. Zwierzęta niszczą im uprawy. Marne to dla nich pocieszenie – otrzymania odszkodowania. Idzie przecież o marnotrawienie ludzkiej pracy.
Mamy tutaj podobną sytuację, z którą mierzyli się rolnicy z okolic Puszczy Augustowskiej. Przypomnijmy – tam do niedawna żubrów nie było. Postanowiono tam jednak założyć małe stadko, by jeszcze bardziej wzmocnić byt żubra w Polsce. Budziło to sprzeciw rolników, natomiast gdy stado się rozwinęło – zyskała na tym branża turystyczna. Zwierzęta te zaczęły przyciągać odwiedzających do mało popularnej Puszczy Augustowskiej. Podobnie dzieje się teraz z Krynkami, które leżą przy białorusko-polskiej granicy, daleko na uboczu. Wcześniej nikt tam nie zaglądał, ewentualnie przejeżdżał tylko. Teraz wiele osób tam się wybiera nie tylko do pobliskich tatarskich Kruszynian, jeździ się także by podziwiać żubry. Powyższe stado – 142 osobników znajduje się właśnie tam.
Im więcej żubrów tym większa zmiana nas czeka. Do tej pory Podlaskie – region wyłącznie rolniczy – z biegiem lat staje się turystyczny. Rolnictwo zanika, bo przybiera charakter wielkoobszarowy. U nas jednak na wielkie inwestycje w tym obszarze nie ma już zgody. Turystyczne walory są zbyt ważne, by rozwijać u nas wielkie fermy ptaków, stawiać gigantyczne obory. Ziemia jest zbyt słaba w porównaniu z pobliską Ukrainą, by konkurować na zboże. Dlatego rozwój turystyki wydaje się najbardziej racjonalny. Jest ładnie, przyjemnie. Alternatywą jest fetor.
Niestety idzie też niebezpieczny trend – pchania wielkich farm fotowoltaicznych. O ile energia odnawialna to świetna sprawa, to pchanie paneli wszędzie, gdzie się da jest głupotą. Przykładem niech będzie Puszcza Białowieska, gdzie jeden urzędnik się uparł, że będzie ją budował i niezrażony pcha sprawę do przodu. Przekonał nawet swego szefa – wójta Białowieży – by ten wydał mu zgodę. Tylko protesty mieszkańców mogłyby coś zdziałać. Tymczasem widać, że jest im to obojętne.
Nie ma chyba bardziej gorącego tematu na Podlasiu niż Szeptucha. Od wielu lat jej działalność rozpala niemalże wszystkich. Jedni zajadle bronią, inni mocno krytykują – zarzucając „szamanizm”. A co sama zainteresowana ma do powiedzenia na ten temat? Szeroko dowiemy się na ten temat z nowego dokumentu, który powstaje w reżyserii Małgorzaty Szyszki. Iść będzie tropem rytuałów i wierzeń na Podlasiu. Póki co możemy zobaczyć przedsmak tego co nas czeka.
Zacznijmy od najważniejszego. Określenie Szeptucha nie dotyczy tylko jednej osoby. Chociaż przyjęło się, że Szeptucha jest jedna – tylko w podbielskiej Orli, to w rzeczywistości jest wiele osób, które niosą pomoc. Niektórzy mogą być zaskoczeni, ale taką działalnością zajmują się też… mężczyźni. A to wynika z prostego względu, tego typu praktyki działają nieco jak monarchia dziedziczna. Jeżeli dla Szeptuchy urodził się syn, a nie córka – to on przejął wiedzę matki.
Sam dokument powstaje rękami Grupy Przedsięwzięć Teatralno-Medialnych. Reżyserką jest Małgorzata Szyszka, montażem zajmuje się Barbara Mazurek, a autorem zdjęć do filmu jest Autor Sochan. Data premiery jest nieznana, ale miejmy nadzieję że ujrzymy to dzieło bardzo szybko.
W Podlaskiem silne są jeszcze zwyczaje poszczenia przez Wielkanocą. Niektórzy ograniczają to tylko do niejedzenia mięsa, inni potrafią jeść tylko chleb i pić wodę. Wbrew pozorom, to nie tylko część religii. Gdy patrzymy na dzisiejsze, otyłe społeczeństwo, to możemy zauważyć ilu osobom taki post przydałby się dla ratowania zdrowia. Jeżeli należysz do osób, które przybrały jakąś formę postu lub interesujesz się kulinariami prosto z naszego regionu, to dobry jest obecnie czas na postną szarlotkę z Supraśla.
Składniki potrzebne do wykonania tego ciasta to 1 kostka margaryny bezmlecznej, 1 szklanka cukru, 2,5 szklanki mąki pszennej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia i trochę oleju i jabłka. Tak mało składników, a taka pyszność z tego powstaje. Margarynę, mąkę łączymy z resztą składników, ale nie zagniatamy ciasta. Zamiast tego pozostawiamy je w sypkiej postaci. Połowę ciasta (spód szarlotki) wsypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Następnie podpiekamy w piekarniku ok. 10-15min. Następnie na podpieczony spód szarlotki układamy jabłka. Posypujemy to drugą warstwą ciasta. Blachę z ciastem ponownie wstawiamy do piekarnika, tym razem na ok. 45min.
Po upieczeniu szarlotkę można posypać cukrem pudrem bądź polać gorzką czekoladą. Ale to już w wersji niepostnej.
Pierwszy raz sztukę malowania piaskiem można było poznać ponad dekadę temu, gdy popularny stał się program „Mam talent”. W polskiej edycji co prawda nikt z takimi umiejętnościami nie wystąpił, ale między czasie na YouTube zaczęły pojawiać się fragmenty edycji programu z innych krajów. I tak pewnego dnia hitem internetu stał się film, jak pewna Ukrainka w tamtejszej edycji „Mam Talent” stworzyła piękną, wzruszającą, miłosną historię malowaną piaskiem.
Minęło wiele lat od tamtego wydarzenia, ale sztuka malowania piaskiem nadal jest kultywowana. Nie tak dawno, na łamach portalu pisaliśmy o filmie, gdzie można było obejrzeć w takiej technice historię Grajewa. Tym razem możemy zachwycać się dziełem „Dawno temu przy królewskim stawie”, które opowiada o historii Wysokiego Mazowieckiego. Projekt ten zrealizowany został przez Miejski Ośrodek Kultury w Wysokiem Mazowieckiem w partnerstwie z Zespołem Szkół Ogólnokształcących i Policealnych w Wysokiem Mazowieckiem.
A tak wyglądają historię Grajewa i wersja ukraińska, o których pisaliśmy powyżej:
Najpierw plany były ambitne. Zakończyć prace w 2023 roku. Niestety rzeczywistość pokazała, że przeprowadzanie tak skomplikowanych inwestycji musi trwać. Dlatego do 2024 roku będziemy czekać na finał wszystkich robót związanych z przebudową otoczenia dworca kolejowego w Białymstoku. A warto dodać, że zmiany bynajmniej nie będą kosmetyczne. Przede wszystkim budowane są nowe perony z zadaszeniem. Do tego podziemny tunel, który zastąpi kładki, a którym przejdziemy z powstającego właśnie centrum przesiadkowego przy Bohaterów Monte Cassino do ul. Kolejowej oraz bezpośrednio do budynku dworca kolejowego. Gdyby tak zamknąć na jakiś czas dworzec, to może wszystko byłoby sprawniej przeprowadzone. Natomiast stolica województwa podlaskiego to miejsce, z którego odjeżdżają pociągi do Warszawy i dalej, a także do Ełku, Suwałk, Bielska Podlaskiego i Hajnówki. Dojedziemy nawet do Wilna na tym samym bilecie z przesiadką.
Nie zapominajmy też, że przez dworzec kolejowy przejeżdżają też pociągi towarowe. Generalnie na białostockich torach jest jak w mrowisku. Nie pomaga fakt, jak widać na powyższym filmie, że nie wszystkie tory jazdy są dostępne. Warto dodać, że prace w Białymstoku są częścią szerszego projektu – budowy Rail Baltica. W Podlaskiem prace polegają na przebudowie 70-kilometrowego odcinka Czyżew – Białystok. Po zakończeniu wszystkich robót, czyli pomiędzy 2023 r. i 2024r. podróż najszybszym pociągiem z Białegostoku do Warszawy zajmie ok. 90 minut.
Skwerek Ludwika Zamenhofa położony pomiędzy ul. Malmeda i Białówny, po morderstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, został podzielony. I teraz przy trójkącie w centrum są dwie nazwy – jedna dalej Ludwika Zamenhofa, druga Pawła Adamowicza. Oprócz tego, że nieżyjący już prezydent Gdańska był w jakiejś politycznej zażyłości z Tadeuszem Truskolaskim, to nic z Białymstokiem wspólnego nie miał. Zasług dla kraju też nie dostrzegamy. Był po prostu ofiarą napastnika Stefana W. Czy to powód by dzielić skwer na dwie części? Tadeusz Truskolaski mógłby chociażby zapytać mieszkańców o zdanie, ale nie ma tego w zwyczaju. Teraz historia się powtarza.
Skwerek zwany też „Trójkątem Bermudzkim” będzie całkowicie odnowiony. Fontanna z kulą zniknie, a do starych drzew dosadzi się więcej zieleni. Oczywiście modernizacji tej nie krytykujemy, bo trzeba powiedzieć dosadnie, że obecnie ten skwer jest po prosty „syfiasty”. A to za sprawą gołębi i kawek, które to defekują po całej okolicy, raz po raz mocząc się w fontannie. Czy przebudowa skwerku rozwiąże ten problem? Cóż – skoro stare drzewa – dom tych wszystkich ptaków – mają zostać, to i obyczaje stare też tam zostaną.
Wracając do Tadeusza Truskolaskiego i jego świty. Tak jak wyżej pisaliśmy – jego ekipa zawsze wie najlepiej i w zasadzie zdanie mieszkańców ich raczej nie interesuje. Na pewno nie można podać jasnego przykładu, który by temu przeczył. I tak po raz kolejny mamy oto sytuację, że jest ogłoszone: Przebudujemy skwer i tak oto będzie wyglądać (jak na grafice powyżej). Tymczasem w Suwałkach – o czym pisaliśmy niedawno – to mieszkańcy zadecydowali jak ma wyglądać nowy park. Było kilka wariantów do wyboru. Białostoczanie to najwyżej mogą postawić figurki misiów – jak sobie zagłosują w budżecie obywatelskim. I to jak urzędnicy dopuszczą projekt do głosowania.
Dobrze, że skwer się zmieni, ale mamy obawy że wcale nie na lepsze. Od dekad problemem tej okolicy są ogromne ilości ptaków. Wycięcia starych drzew nie proponujemy, ale jeżeli chcemy mieć czyste chodniki w centrum, to sama przebudowa nic nie da.
Film „Jestem Puszczą XXI wieku” to poetycko-epicki portret Puszczy Białowieskiej, który oglądamy oczami natury i jesteśmy prowadzeni głosem Krystyny Czubówny. Młodzi na pewno nie pamiętają, że ta była prezenterka dawniej prowadziła program Panorama w TVP2, zaś największą karierę zrobiła będąc lektorem filmów przyrodniczych. Czar jej głosu trwa do dziś. Piękna muzyka, piękne obrazy, a to wszystko okraszone opowiadaniem Czubówny sprawia, że dokument zawsze jest niesamowity, a przyrodę czujemy tak – jakbyśmy tak byli na miejscu.
Opowieść o Puszczy Białowieskiej podzielona jest na siedem części, ale to też osobista opowieść pary autorów: Bożeny i Jana Walencików. Ten drugi to fotograf przyrody i reżyser filmów o naturze. Do tego scenarzysta, operator, dźwiękowiec i montażysta filmowy, autor albumów i książek przyrodniczych. Także popularyzator natury i przyjaciel Puszczy Białowieskiej. Od długich lat odkrywa naturę wyłącznie po swojemu, a przy okazji realizuje autorskie przedsięwzięcia przyrodnicze: filmy, seriale, albumy, książki, wystawy.
Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce to miejsce naprawdę wyjątkowe. Pod koniec lat 90. zanim stało się sanktuarium, kręcono tam kultowe już U Pana Boga za Piecem – czyli pierwszą część (póki co trylogii) Jacka Bromskiego. Zarówno sam kościół jak i jego bliskie otoczenie możemy oglądać w tym filmie. To też przyciąga turystów po wielu latach.
W 2008 roku miało miejsce tam kolejne wydarzenie. Doszło do tak zwanego cudu w Sokółce. Doszło tam do przemiany hostii. Najpierw ksiądz podczas udzielania komunii świętej upuścił ją na ziemię. Zgodnie z kościelnymi procedurami – należy ją potem rozpuścić w wodzie. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego woda zabarwiła się na czerwono, pojawiła się także substancja. Po badaniach patomorfologów okazało się, że to tkanka, która przypomina mięsień sercowy. Wierni mogą oglądać cudowną hostię od 2011 roku. To również przyciąga mnóstwo osób do Sokółki. Niewątpliwie te dwa wydarzenia miały ogromny wpływ na współczesną historię kościoła pw. Św. Antoniego. Dziś to miejsce bardzo popularne. Corocznie przyjeżdżają tu tysiące osób.
Kulesze Kościele to wieś, która dawniej nazywała się Rokitnicą od przepływającej przez nią rzeczki o takiej samej nazwie. Była to ziemia szlachecka, toteż nazwa wsi zmieniła się od nazwiska kolejnego jej właściciela Kuleszy-Kursztaka h. Ślepowron. W późniejszych latach wsią zawiadywali także Paweł, Piotr, Dziersław i Wacław z Kulesz. A był to wiek XV. W kolejnym stuleciu a dokładnie w 1580 roku w Kuleszach Rokitnicy w księgach odnotowano imię Jana Kuleszę syna Michała, który dziedziczył na 19 włókach ziemi. Do końca XVIII wieku właściciele się jeszcze zmieniali nieraz, ale już nazwa wsi nie.
Na początku wieku XX w Kuleszach osiedlili się Żydzi. Spis powszechny z 1921 r. wykazał, że 42 domy zamieszkiwało 278 mieszkańców. Wśród nich notowano 185 osób było wyznania mojżeszowego. 93 osoby podały wiarę katolicką, mieszkał tu również jeden Rosjanin.
Pierwszy kościół w Kuleszach wybudowano z modrzewia w 1472 r. Parafia została erygowana w 1493 r. przez biskupa łuckiego Jana Andruszewicza Pudełko. Niestety wzniesiona świątynia została zniszczona w czasie wojen ze Szwedami. Kolejny drewniany kościół wzniesiono w latach 1730-1733 dzięki staraniom ks. W. Wnorowskiego. W 1793 r. podjęto decyzję o rozpoczęciu prac przy budowie nowego kościoła z drewna sosnowego na kamienno-ceglanej podmurówce. Obiekt ten został zniszczony wskutek pożaru, który wybuchł w 1908 r. Obecny, okazały murowany kościół parafialny pw. Św. Bartłomieja został zbudowany w latach 1911-1915 oraz 1918-1926. Obiekt powstał według projektu arch. Józefa Piusa Dziekońskiego. Jest to budowla neogotycka, orientowana, murowana z cegły, z dwiema wieżami o wysokości ok. 50 m. Od 1987 roku jest to zabytek.
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku
9 marca 1989 roku to tragiczna data w historii Białegostoku. W tym dniu doszło do wypadku cysterny z chlorem, który mógłby zabić znacznie więcej ludzi niż katastrofa w Czarnobylu. Dlatego każdego roku, w rocznicę tego wydarzenia, miasto obchodzi uroczystości upamiętniające „ocalenie miasta”. Dzięki ciężkiej pracy strażaków oraz przemyślanym decyzjom udało się ocalić życie 180 000 ludzi i zapobiec katastrofie. Przyczyna tego wypadku to wręcz „klasyk” w historii Polski, która tak jak w PRL, tak dziś nie chce odejść od standardów sowieckich. Zarówno wtedy jak i w 2005, 2008, 2010 i 2012 roku – polskie katastrofy pod Jeżewem, w Mirosławcu, w Smoleńsku, w Białymstoku, pod Szczekocinami miały wspólny mianownik – olewanie procedur. To tylko najgłośniejsze przykłady, a katastrof było dużo więcej.
W przypadku białostockiej katastrofy z 1989 roku tory, na których jeździła cysterna, powinny zostać wymienione 4 lata wcześniej, ale nikt się tym nie zajął. W końcu szyna pękła, co doprowadziło do tragedii. Na szczęście miejsce katastrofy było płaskie, co uniemożliwiło wyciek substancji na pobliski wiadukt. Obecnie na miejscu wypadku stoi pomnik-krzyż, który możemy zobaczyć idąc lub jadąc ulicą Poleską. Całą akcję ratunkową możecie obejrzeć w filmie powyżej. Aby podnieść cysternę, trzeba było zamontować specjalny dźwig, ale zanim to się stało, tor musiał zostać naprawiony. Pierwsza cysterna została podniesiona w ciągu półtorej godziny, ale kolejne dwie wymagały znacznie więcej czasu. To jednak sprawy mniej istotne, bo ważniejsze jest to że w 2022 roku miała miejsce katastrofa na rzece Odrze. 33 lata po sowieckich czasach Polski próbowano zataić to co wydarzyło się w rzece.
Państwowe instytucje, służby oraz media rządowe nie informowały o skażeniu rzeki opinii publicznej, nie poinformowano również samorządów miast położonych nad rzeką i nie ostrzeżono ludności oraz strony niemieckiej przez kilkanaście dni. Dopiero 12 sierpnia 2022 wojewoda lubuski Władysław Dajczak zapowiedział rozesłanie SMS alertu RCB. Ostrzeżenie zostało rozesłane po ponad dwóch tygodniach od pojawienia się doniesień o skażeniu.
W 1989 roku mieszkańcy dowiedzieli się o wypadku dopiero 9 godzin po jego wystąpieniu. To i tak szybciej niż mieszkańcy miast nad Odrą, ale tak jak wtedy tak i dziś życie ludzkie w Polsce nie ma tak dużego znaczenia. Wówczas ewakuowano tylko mieszkańców najbliższych bloków, a inni uciekli z miasta lub ukryli się u sąsiadów na wyższych piętrach budynków. Tragedia ta była jednym z największych wydarzeń w historii Białegostoku, ale dzięki determinacji ratowników oraz szczęściu, udało się ocalić życie wielu ludzi. Obchody rocznicowe upamiętniające to wydarzenie są ważnym elementem historii miasta.
Partnerzy portalu:
Fot. Archiwum Państwowe w Białymstoku, ze zbiorów Marii Kolendo
Izabela Branicka, Maria Konopnicka, Stefania Karpowicz, Placyda Bukowska i Irena Białówna. Wszystkie wymienione kobiety żyły w czasach, gdy niewątpliwie do powiedzenia mieli najwięcej mężczyźni. Mimo to, swoją wybitną działalnością udowodniły, że mimo ograniczeń swoich czasów, krwawych wojen, zaborów, okupacji mogą tworzyć wielkie rzeczy. Niech będą inspiracją dla wszystkich kobiet dzisiaj, które mają nieporównywalnie więcej praw i możliwości.
Ważny punkt kulturalnej Europy
Izabela Branicka, fot. obrazu Marcello ,Bacciarelli / Wikipedia
Izabela Branicka z Poniatowskich była trzecią żoną hetmana Jana Klemensa Branickiego. Urodziła się 1 lipca 1730 roku, zmarła zaś 12 lub 14 lutego 1808 roku. Do dziś Białystok jej w żaden sposób nie uhonorował, choćby poprzez nazwanie ulicy na jej część. A zasług dla naszego miasta i regionu ma bardzo wiele. Mąż bowiem zajmował się polityką, a w tym czasie hetmanowa urządzała Pałac – dzisiejszą wizytówkę miasta – po swojemu. W XVIII wieku, dzisiejsza stolica Podlaskiego nie była polską prowincją, lecz europejskim miastem. To w Białymstoku gościły śpiewaczki z Wenecji, balety z Włoch, teatry z Niemiec, a także najsłynniejsi pisarze i malarze – Ignacy Krasicki, Julian Uryn Niemcewicz, Elżbieta Drużbacka czy Franciszek Karpiński.
To nie wszystko. Branicka wspierała również białostocką edukację. Dzięki niej powstały w mieście pierwsze szkoły, które wspierała finansowo. Ponadto dzięki niej powstał w Białymstoku instytut akuszerii (położnictwa).
Nie chciała być na utrzymaniu męża
Maria Konopnicka, fot. obrazu Leopold Bude / Wikipedia
Maria Konopnicka z Wasiłowskich urodziła się w Suwałkach 23 maja 1842 roku, zmarła 8 października 1910 we Lwowie. Jej rodzice w Suwałkach zamieszkali rok przed narodzinami Marii. Gdy przyszła pisarka i poetka miała 7 lat, to z rodzicami wyprowadziła się do Kalisza. W dorosłym życiu Konopnicka nie mogła – jak napisała później w jednym ze swych autobiograficznych wierszy – znieść ograniczeń, jakie narzucał jej mąż. Nie chciała być na jego utrzymaniu i nie odpowiadała jej rola gospodyni domowej. W 1876 rozstała się z mężem i podjęła decyzję o opuszczeniu Gusina, w 1877 przeniosła się z dziećmi do Warszawy, gdzie mieszkała do 1890.
Konopnicka oprócz życia z twórczości, działała też w konspiracji i w akcjach społecznych. A to wszystko podczas zaborów. Konopnicka ostatnie 20 lat swego życia mieszkała, żyła i podróżowała z inną kobietą – Marią Dulębianką. Trudno jednak powiedzieć, czy ta relacja miała charakter homoseksualny czy po prostu towarzyski. Jedno jest pewne – było to całkowicie alternatywne od przyjętych wzorców społecznych.
Wspomagała finansowo Skłodowską-Curie i się przyjaźniła
Stefania Karpowicz
Stefania Karpowicz urodziła się 11 stycznia 1876 roku w Wilnie. Rodzicie posiadali jednak majątek ziemski w Janowiczach koło Zabłudowa. Tam młoda Stefania spędziła dzieciństwo. Do nauki sprowadzono jej francuską guwernantkę, która nauczyła dziewczynę języka francuskiego. 8 maja 1893 roku, kiedy miała 17 lat, zmarł jej ojciec. Pochowano go w Białymstoku. W Warszawie pobierała nauki na prestiżowej pensji u pani Jadwigi Sikorskiej, a następnie w szkole średniej również w stolicy. W Warszawie poznała Stefana Żeromskiego i Władysława Reymonta oraz Marię Skłodowską-Curie, z którą się zaprzyjaźniła.
Podczas pobytu w Paryżu pomagała materialnie przyszłej noblistce. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie uczęszczała na wykłady z historii Polski, historii powszechnej i historii sztuki. Malarstwa uczyła się u Jacka Malczewskiego i Włodzimierza Tetmajera. Kurs, w szkole sztuk pięknych Teofili Certowicz, ukończyła ze srebrnym medalem. Następnie, w latach 1900-1901, kontynuowała studia malarskie w Monachium, Paryżu oraz Szwajcarii. Po powrocie do majątku Janowicze postanowiła zagłębić się w życie ludu.
W 1903 roku matka Stefanii sprzedała majątek w Janowiczach i kupi 400 hektarów w podlaskim Krzyżewie. Mimo gigantycznej ziemi, był tam skromny dom. To wszystko miało służyć za posag Stefanii, ale ostatecznie ta nigdy za mąż nie wyszła. Za to razem ze swoją matką zbudowała na majątku szkołę rolniczą dla synów średnich i zamożniejszych rolników. Wcześniej razem pojechały do Szwecji i Danii, gdzie tego typu instytucje mogły poznać lepiej i na ich wzór stworzyć coś własnego w Krzyżewie.
Po śmierci matki, Stefania kontynuowała wspólne dzieło. Kolejne 47 lat nauczała we własnej szkole języka polskiego, francuskiego, historii, ogrodnictwa, kultury towarzyskiej i właściwych manier. Była to pierwsza w regionie północno-wschodnim i trzecia na ziemiach polskich placówka oświatowa tego typu. Ze światłem elektrycznym, centralnym ogrzewaniem, wodociągiem, napędzanym konnym kieratem. Szkoła – co ciekawe – posiadała łaźnię, szpitalik i mleczarnię. Masło i sery wysyłano do polskich miast oraz eksportowano do Anglii. Placówka szybko zyskała opinię jednej z najlepszych w Europie.
Za okupacji radzieckiej pani Karpowicz musiała opuścić dwór i pomieszkiwać u okolicznych mieszkańców. Ostatnie 23 lata życia spędziła w pobliskich Roszkach-Ziemakach. Bohaterka z Krzyżewa leczyła bezpłatnie ziołami, sprowadzała na własny koszt lekarza, kupowała lekarstwa dla ubogich, dbała o higienę na wsi. Zwalczała pijaństwo, pomagała dotkniętym wypadkami losowymi, przekazywała drewno na dom lub budynek gospodarski, wyposażała nowożeńców. Jako przedstawicielka inteligencji aktywnie działała w Polskim Towarzystwie Krajoznawczym, radzie opiekuńczej szkół ludowych i ochronek. Propagowała zakładanie kół gospodyń wiejskich, a okolicznej ludności służyła radą i pomocą. Po latach pokojówka wspominała, że Stefania Karpowicz modliła się po francusku i prowadziła rozmowy z gośćmi przybyłymi do Krzyżewa w tym języku. 1931 i 1937 roku została odznaczona przez Prezydenta RP Ignacego Mościckiego Złotym Krzyżem Zasługi.
Stefania Karpowicz zmarła 7 stycznia 1974 roku w wieku 98 lat. Spoczęła na cmentarzu w Płonce Kościelnej, w skromnej mogile obok swojej siostry.
Wszechstronnie uzdolniona artystycznie
Placyda Bukowska
Placyda była artystką – głównie plastyczką oraz malarką. Urodziła się w 1907 roku w Białymstoku. Była tak samo mądra jak i przepiękna. Ukończyła Gimnazjum Żeńskie im. księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej z bardzo wysokimi ocenami. Szczególnie z plastyki oraz religii. Następnie przeniosła się do Wilna – gdzie ukończyła z wynikiem bardzo dobrym Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytety Stefana Batorego. Placyda po studiach zaangażowała się w życie artystyczne. Gdy przyjechała do Białegostoku już z mężem – Stanisławem – zatrudniła się jako nauczycielka w Średniej Szkole Sztuk Plastycznych i Ognisku Plastycznym. Następnie współzałożyła, a potem przez kolejne 25 lat pozostawała członkinią i prezesem Związku Polskich Artystów Plastyków. Placyda w 1946 roku urodziła syna Grzegorza. Niestety dziecko Bukowskich przeżyło tylko kilka miesięcy. W 1950 roku urodził im się kolejny chłopiec – Andrzej. Dziecko miało zespół Downa. To znany białostoczanom Andrzejek spod sklepu Opałek.
Kobieta w swoim życiu tworzyła wyjątkowe witraże (choćby ten na suficie w kościele św. Rocha w Białymstoku), płaskorzeźby, obrazy. Kobieta była wszechstronnie uzdolniona artystycznie. Warto dodać, że nie tylko tworzyła w sferze sacrum. Zajmowała się również projektowaniem scenografii teatralnych, publikowała i aranżowała wystawy przepełnione baśnią i metaforą. Placyda, zmarła nagle na atak serca. 18 grudnia 1974 roku.
Tworzyła białostocką ochronę zdrowia od zera
fot. Piotr Sawicki – Kłodziński / Wikipedia
Białystok zawdzięcza jej zbudowanie po wojnie niemal od podstaw lecznictwa pediatrycznego. Mowa o dr Irenie Białównie, która młodym pokoleniom kojarzy się z urazówką przy ulicy jej imienia. Starsi mieszkańcy natomiast pamiętają ją jako bohaterkę. Organizowała położnictwo, system opieki nad umierającymi niemowlętami, organizowała też pomoc dzieciom i matkom. I to w czasach bolszewickiej Rosji, w czasach gestapo i obozów koncentracyjnych i także w powojennym, kompletnie zniszczonym Białymstoku.
Urodziła się w 1900 roku w Wołgoradzie (wówczas miejscowość nazywała się Carycyn). W dorosłym życiu Irena Białówna zaczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego i od początku interesuje ją pediatria. Dyplom uzyskała w 1927 roku i wówczas zadecydowała, że zamieszka w Białymstoku. A warto wiedzieć, że aktywnie działała na studiach w zakresie rozwoju nauki pediatrii i otrzymała propozycję pracy na uczelni. A mimo to odrzuciła ją i wybrała dzisiejszą stolicę Podlaskiego.
Jedna z jej prac to wolontariat w szpitalu. Najbardziej biednym wykupowała leki i leczyła za darmo. Aż do II wojny światowej pracowała jako pediatra. Gdy trwał koszmar zafundowany Polsce i Europie przez Hitlera, Irena Białówna tworzy punkty opatrunkowe dla mieszkańców i żołnierzy. W dalszych latach okupacji kobieta prowadzi szpital przy ul. Fabrycznej, a gdy ta zostaje wcielona do getta, to ewakuuje się z pacjentami na Warszawską.
Razem z dr Anną Ellert przy szpitalu nielegalnie tworzą zakład opiekuńczy dla maluchów, w którym ukrywają dzieci żydowskie. Dla dzieci powyżej trzech lat tworzą drugi punkt przy Sitarskiej. Pomagają wszędzie, gdzie są potrzebne. To jednak dla Białówny za mało. Działała też w konspiracji, współpracowała z AK, szefuje wojskowej służbie kobiet w AK. Irena Białówna jako jedna z nielicznych przeżyje rozbicie siatki AK przez gestapo, które wymordowało 60 osób z konspiracji. Przesiedziała w piwnicach gestapo, a potem w więzieniu. Tu tez jednak „przesiedzieć” jest mocno na wyrost. Razem z innymi lekarzami leczy współwięźniów. Trudno powiedzieć jak, skoro w takich miejscach nie ma do tego środków, a warunki są bardzo złe. Mimo to opanowała epidemię duru plamistego sama na niego chorując.
To nie koniec koszmaru Białówny. Zostaje wywieziona do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Brzezince. Następnie do Ravensbruck i innych niemieckich obozów. Tam też pomaga współwięźniom, szczególnie matkom z małymi dziećmi. Wystarała się nawet w Birkenau o osobny barak szpitali na chorych dzieci, które dostają dodatkowe porcje żywnościowe.
Pół roku po wyzwoleniu obozu Irena Białówna jest już z powrotem w Białymstoku i tutaj od nowa organizuje opiekę medyczną i szpitalnictwo. Nie jest to zbyt proste, bo brakuje wszystkiego. Do lat. 50 w mieście było oprócz niej tylko dwóch innych pediatrów. Dopiero powstanie w 1950 roku Akademii Medycznej spowoduje, że do Białegostoku przyjedzie sporo lekarzy z Wilna i innych części Polski.
W 1957 roku Irena Białówna została posłem na Sejm. Między czasie i do tego czasu cały czas aktywnie działa w zakresie ochrony zdrowia. Tworzy raz po raz kolejne instytucje, szkoli, buduje i oczywiście leczy. Wybitna białostocka postać, Irena Białówna umiera w 1982 roku, dziesięć lat po przejściu na emeryturę.
Kto by się spodziewał, że takie perełki można odnaleźć na YouTube. Użytkownik o imieniu Leszek udostępnił w serwisie film z prywatnych archiwów, który nagrany został w latach 90. w Mońkach. A na filmie zobaczyć można zlot motocyklowy. Co najbardziej zaskakuje, że na tym zlocie było aż tak wiele pojazdów. Czasy transformacji ustrojowej w Polsce dały po kieszeni bardzo wielu osobom, toteż posiadanie motocykla czy samochodu nie było takie powszechne jak dziś. Na ten „luksus” mogli sobie pozwolić tylko lepiej zarabiający, których nie dosięgnęły skutki transformacji. Inni, którzy dysponowali pojazdami, to tacy, którzy je odziedziczyli.
Liczba mieszkańców Moniek od lat jest bardzo podobna i waha się pomiędzy 10 a 11 tys. Skoro w takim maleńkim mieście można było zorganizować zlot i to tak wielu maszyn, to jest to również zaskakujące.
Szkoda tylko, że na filmie nie ma szerszego komentarza. Możemy jedynie podziwiać paradę motocyklów, które jadą główną drogą w Mońkach. Skąd pomysł na to spotkanie? Kto je organizował? I w końcu – jak oni wszyscy się skrzyknęli bez internetu? Odpowiedzi na te pytania pozostaną zagadką.
Na skrzyżowaniu ulic: Bohaterów Monte Cassino i Św. Rocha w Białymstoku została przebudowana infrastruktura podziemna a nieliczne prace w tym zakresie są na ukończeniu. Zakończenie robót na tym skrzyżowaniu planowane jest na 10 marca 2023 r. Wszystkie prace w tej okolicy mają związek z budową węzła intermodalnego – podobnego do tego, jaki istnieje na skrzyżowaniu Piłsudskiego i Sienkiewicza.
W tym rejonie miasta prowadzone są równolegle cztery budowy co przyprawia kierowców, pieszych i okolicznych mieszkańców o poważny ból głowy, gdy muszą się tamtędy przemieszczać. Same zdjęcia pokazują, że to miejsce jest jednym, wielkim pobojowiskiem. Prowadzone budowy to: przebudowa układu drogowego ulic: Bohaterów Monte Cassino, Łomżyńskiej ze skrzyżowaniem z ul. M. Kopernika i ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Św. Rocha; budowa centrum przesiadkowego; budowa przejścia pieszo-rowerowego podziemnego pod torami PKP; przebudowa linii kolejowej E75 realizowana przez PKP.
fot. A. Ludwiczak / UM Białystok
fot. A. Ludwiczak / UM Białystok
Przed nami jeszcze kolejne prace, oprócz tych trwających. Na skrzyżowaniu ulic: Bohaterów Monte Cassino i Kardynała Stefana Wyszyńskiego została przebudowana infrastruktura podziemna kolidująca z przebudową drogi, a do pełnego zakończenia pozostała przebudowa sieci kanalizacji deszczowej oraz odcinka sieci gazowej. Natomiast na ul. Stołecznej realizowane są prace związane z budową sieci kanalizacji deszczowej oraz dużego zbiornika retencyjnego. Po zakończeniu prac związanych z przebudową infrastruktury podziemnej zostaną rozpoczęte roboty drogowe (roboty ziemne, ustawienie krawężników, budowa chodników, ciągów pieszo-rowerowych itp.). Po wykonaniu niezbędnych robót na tych odcinkach wykonawca skupi się na skrzyżowaniu ulic: M. Kopernika z ul. Łomżyńską i Bohaterów Monte Cassino.
Na skrzyżowaniu ulic Bohaterów Monte Cassino i Łomżyńskiej dotychczas została przebudowana infrastruktura podziemna i aktualnie prowadzone są prace związane z przebudową kanału deszczowego. Po zakończeniu przebudowy wykonawca przystąpi do budowy skrzyżowania – wykonania robót drogowych, m.in. wykonania warstw konstrukcyjnych obu jezdni wraz z połączeniem z ul. Łomżyńską, budowy chodników, ścieżki rowerowej, sygnalizacji świetlnej. Równolegle planowane są (na jednej jezdni) roboty bitumiczne na ul. Łomżyńskiej i ul. Bohaterów Monte Cassino, aby jak najszybciej udrożnić ruch lokalnego osiedla.
Czegoś takiego się nie spodziewaliśmy. W okolicach Narwi, w gminie Doratynka udało się nagrać z drona 195 żubrów. Takie stado jest unikalne w skali całego regionu, zwykle zwierzęta skupiają się w mniejszych grupach.
W ostatnim czasie podlaskie żubry były liczone. W Puszczy Knyszyńskiej doliczono się 298 żubrów. W ubiegłym roku było to 212. Po polskiej stronie w Puszczy Białowieskiej żyje prawie 800 żubrów. Warto wiedzieć, że od niedawna żubry zostały również wywiezione do Puszczy Augustowskiej, gdzie też zaczęły się prężnie rozmnażać.
Wiosna w Podlaskiem tuż za rogiem, a to oznacza przepiękne widoki. Budząca się natura do życia zachwyca, jednak nim pierwsze pąki pojawią się na łąkach, krzewach i drzewach potrzeba wody i słońca. Tak się składa, że i jednego i drugiego u nas ostatnio nie brakuje. W efekcie możemy podziwiać niesamowite rozlewiska, które wystąpiły przy rzekach. Możecie podziwiać te widoki przy pomocy filmów lub osobiście, na żywo! Najlepszy efekt będzie bladym świtem, gdy tylko wyjdzie słońce.
Na powyższym filmie zobaczyć możemy Narew w Tykocinie i Surażu. I chociaż widoki są wykonane przy pomocy drona, to gdy będziemy na miejscu – możemy skorzystać z punktów widokowych. Możecie skorzystać z poniższego linka, gdzie jest mapa podlaskich wież widokowych.
Jeżeli chcecie podziwiać wiele miejsc, to możecie to robić z mostów na rzekach. Piękne widoki zastaniecie choćby w Złotorii.
Zwiedzanie rozlewisk warto także połączyć z obserwacją dzikich ptaków. Tych akurat ostatnio nie brakuje. Najlepiej wybrać się do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Będziemy mogli naszych latających przyjaciół podglądać w okolicach Goniądza, Dawidowizny, Wrocenia czy Dolistowa Starego. Możemy też jechać wzdłuż Biebrzy w stronę Augustowa. Alternatywnie warto wybrać się w okolice Strękowej Góry, gdzie Biebrza z Narwią tworzą jedność. Podobnie – dobrym pomysłem będzie odwiedzenie Wizny i Grądów-Woniecko. W tej ostatniej miejscowości charakterystycznym miejscem jest cienki pas drogi pomiędzy rozlewiskami.
Nie może w tym zestawieniu również zabraknąć Bugu, który wylał obficie w tym roku.
Miasto Białystok ogłosiło nabór projektów do realizacji Budżetu Obywatelskiego. Do wydania jest pula 12 milionów złotych. Korzystając z okazji, postanowiliśmy rzucić pomysł budowy szaletu miejskiego na miarę XXI wieku. Bo ten betonowy kloc na Plantach za 400 000 zł, który być może i będzie użyteczny (tego jeszcze nie wiemy, bo ciągle nie działa), swoim wyglądem kompletnie nie przystaje do otoczenia Pałacu Branickich i centrum miasta.
W powyższym filmie (jest w języku angielskim, ale ważne co widać, a nie co słychać) można zobaczyć, jak prezentuje się szalet miejski na miarę XXI wieku. Powstał w Tokio i właśnie z japońskich wzorców powinniśmy czerpać garściami. Szklana toaleta, która dzięki magicznemu przyciskowi zaciemnia obraz to idealne rozwiązanie w mieście. Dzięki przezroczystości nie rzuca się w oczy jak betonowy kloc i nie narzuca się sobą reszcie przestrzeni. Natomiast w chwili próby umiejętnie zmienia kolor, tak by dopasować się do otoczenia. Jeżeli postawimy ją blisko lasu – może być zielona, jeżeli przy pałacu Branickich biało-żółta, a jeżeli na Rynku Kościuszki to jasno-szara. Czy to nie cudowne?
Od razu zaznaczmy, że mimo tego, że to japoński wynalazek, to w Polsce ta technologia jest już dostępna od kilku lat. Zatem Tadeusz Truskolaski, żeby móc zrealizować ten projekt, nie będzie musiał lecieć z ofensywą dyplomatyczną do Japonii. Wystarczy zamówić w polskim sklepie, w którym takie coś sprzedają.
Chcielibyśmy Was zaangażować w realizację tego wyśmienitego projektu. Zanim złożymy projekt w imieniu białostoczan, to chcielibyśmy zapytać Was – zupełnie na poważnie – jaka lokalizacja byłaby najlepsza dla schludnego, szklanego szaletu? Piszcie swoje propozycje w komentarzach na naszym Facebooku.
Mogłoby się wydawać, że Białystok ze swoją ogromną siecią tras rowerowych i BiKeR-em jest miastem bardzo przyjaznym dla rowerzystów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę inne miasta w Polsce, to tak rzeczywiście jest. Tylko czy musimy brać pod uwagę wyłącznie nasz kraj? Wystarczy pojechać do większych miast Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii żeby zobaczyć jak bardzo Białystok przyjazny nie jest. Ścieżki rowerowe to jedno, wypożyczalnia to drugie, ale jest jeszcze trzecie. To codzienne życie.
W zachodnich miastach nie ma takiego wyboru jak w Białymstoku albo samochód albo droga komunikacja miejska. Tam rowerzystów traktuje się nie tylko w ustawie jako uczestników ruchu drogowego, ale traktuje się ich tam z poszanowaniem. Pasy rowerowe są częścią jezdni, a nie chodnika. Jednośladem poruszamy się obok samochodów, a nie pieszych. Kierowcom nie przychodzi tam do głowy, by z ogromną prędkością wymijać rowerzystę kilka centymetrów przy jego nodze. Warto też dodać, że rowerzyści również mają więcej obowiązków – kask czy światła to podstawa, bez której można dostać mandat.
Stowarzyszenie Rowerowy Białystok, które regularnie zwraca się do prezydenta z inicjatywami dotyczącymi jednośladów, tym razem zaproponowało, by jeden z ważniejszych punktów w mieście – Wiadukt Dąbrowskiego mógł być przejezdny – tak samo jak dla samochodów. Obecnie drogami dla rowerów dojedziemy z Centrum na Antoniuk, z Centrum na dworzec kolejowy, ale jeżeli chcielibyśmy do Al. Solidarności, to musimy jechać albo jedną albo drugą z tych dróg. Prosto, bezpośrednio można razem z samochodami. Co oznacza w praktyce proszenie się o śmierć lub kalectwo. Nie będziemy się wypowiadać za cały kraj, ale w naszej części kultura jazdy nie istnieje. Rowerzysta na jezdni sprawia, że niektórzy dostają małpiego rozumu. Szybko wymijają, kilka centymetrów od nogi, zajeżdżają drogę, swoimi zachowaniami spychają w stronę krawężnika, powodują utratę równowagi i wypadki, a także dochodzi do licznych potrąceń.
Odrobinę komfortu zapewnia wydzielony pas dla rowerów. Z tym, że w Białymstoku się czegoś takiego nie praktykuje. Albo chodnikiem albo w ogóle. Stowarzyszenie Rowerowy Białystok pisze do prezydenta tak:
Zadziwiające, że pomimo niespełna 19 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiego oraz popularyzacji wiedzy na temat korzyści z ruchu rowerowego i szkodliwości ruchu samochodowego, na Wiadukcie Dąbrowskiego w dalszym ciągu preferowany jest ruch samochodowy a ruch rowerowy jest zupełnie ignorowany.
Jak jest przez nich opisany przejazd Dąbrowskiego. Jak droga przez mękę.
Obecnie, aby zgodnie z przepisami przekroczyć Wiadukt Dąbrowskiego, rowerzysta jadący od strony ulicy Zwycięstwa musi jechać najpierw lewym pasem ruchu ulicy Kolejowej (na prawym jest buspas), następnie łącznicą, z której przez krawężnik bez wyznaczonego zjazdu może spróbować dostać się na ciąg pieszo-rowerowy. Jeżeli jedzie na Lipową, to pod kościołem św. Rocha musi z powrotem wjechać na jezdnię (od razu lewy pas) i dopiero za budynkiem Lasów Państwowych znowu na ciąg pieszo-rowerowy. Rowerzysta jadący z Alei Solidarności musi wjechać na jezdnię już na wysokości ulicy Kaczmarskiego, po czym zmuszony jest korzystać z wiaduktu aż do łącznicy prowadzącej na Poleską, gdzie pojawia się pierwsza możliwość zjazdu na ciąg pieszo-rowerowy. W podobnej sytuacji jest rowerzysta jadący z ulicy Antoniukowskiej, który na jezdnię musi wjechać już na skrzyżowaniu z ulicą Owsianą, jechać jezdnią główną około 300m pomimo równolegle biegnącej drogi rowerowej (ta jest bowiem niepowiązana z ulicą), następnie zmienić pas w celu dostania się na łącznicę, którą wjeżdża na wiadukt. W gorszym położeniu są rowerzyści jadący z Lipowej lub Piłsudskiego. Rowerzysta jadący z ulicy Lipowej musi wjechać na jezdnię już na wysokości adresu Lipowa 47/1 i wjechać na wiadukt drugim pasem od lewej, w miejscu gdzie wiadukt ma cztery pasy ruchu (sic!). Rowerzysta jadący z Alei Piłsudskiego musi wjechać na jezdnię na wysokości ulicy Botanicznej i zająć pas ruchu drugi od prawej. W obu przypadkach rowerzysta chcący dojechać do ulicy Solidarności lub dworca PKP jest zmuszony jechać środkowym pasem ruchu aż do zjazdu w ulicę Antoniukowską.
Sprawa Wiaduktu jest urzędnikom dobrze znana. O uporządkowanie organizacji ruchu rowerowego na nim wnioskowano już w 2019 roku. Były spotkania w tej sprawie z urzędnikami. Od tamtego spotkania minęło już 3,5 roku, a rowerzyści, aby przekroczyć Wiadukt, w dalszym ciągu muszą łamać przepisy lub narażać się na niebezpieczeństwo. Rowerzyści postanowili wrócić do sprawy i chcieliby, by wyznaczono dedykowaną infrastrukturę kosztem jednego z pasów ruchu ogólnego północnej jezdni Wiaduktu (na odcinku, gdzie jest ich więcej niż dwa).
Jeżeli mamy obstawiać, to prośby rowerzystów raczej wysłuchane nie będą. Białystok i jego urzędnicy pod batutą Tadeusza Truskolaskiego przyzwyczaili mieszkańców do tego, że wiedzą najlepiej.
Takiego Białegostoku być może wiele osób już nie pamięta, jednak z naszej perspektywy to miasto z dzieciństwa. Bujna zieleń występowała wszędzie, labirynty w Pałacu Branickich, skwerek przy ratuszu, a także nysy, wartburgi, fiaty i polonezy, ikarusy i jelcze na ulicach. To tylko skrawek z tego, co można by było zobaczyć, Jest też co wymieniać, czego na filmie już nie widać. Wiele obiektów dziś już nie istnieje – takich jak amfiteatr, gąszcz drewnianych domów i wąskich uliczek od Żelaznej, przez Młynową po Sosnową, czy wreszcie ul. Lipowa z Rynkiem Kościuszki oblepione kolorowymi szyldami.
To miejsca, które ustąpiły nowoczesności. Jeżeli spojrzymy na otwartą, przestrzenną Jurowiecką z dawnych lat oraz dzisiejszą, zabudowaną gęstymi molochami to jest to niebo i ziemia. Owszem, nie ma co płakać po obskurnych bazarach i dawnym stadionie, bo teraz Giełda na Andersa i stadion przy Słonecznej doskonale zastąpiły poprzednie obiekty. Natomiast nikt nie przekona nas, że obecna Jurowiecka z tymi wielkimi budynkami po dwóch stronach jezdni kształtuje lepiej przestrzeń miejską.
Podobny moloch to Opera i Filharmonia Podlaska, która zastąpił amfiteatr. Oczywiście nie ma co płakać po dawnych obiekcie, zaś obecny doskonale nadaje się do organizacji wielu wydarzeń kulturalnych, artystycznych i innych. Natomiast czy ogromny, klocowaty budynek w tym miejscu pasuje? Coś się jednak z przestrzenią gryzie. Tak samo drewniane domki i kocie łby dawnych Chanajek ustąpiły „apartamentowcom” czyli kolejnym molochom. Czy teraz jest lepiej? Nowocześniej na pewno, ale tylko tyle.
Nie mamy wątpliwości, że kolejne pokolenie, które kiedyś dojdzie do władzy w Białymstoku będzie skuwać ten cały beton. Białystok znów będzie przepełniony zielenią jak na powyższym filmie. Trzymamy kciuki, by nastąpiło to jak najszybciej.
Przedwiośnie idzie pełną parą, zaś podlaskie rzeki i ich rozlewiska są pełne wody. To bardzo dobre informacje nie tylko dla środowiska, ale także dla ludzi, którzy bez tego środowiska nie mogli by żyć.
Przypomnijmy, że w ciągu ostatnich 5 lat – przez trzy miała miejsce susza, dopiero zmieniło się wszystko w tamtym roku, gdy na wiosnę nie brakowało wody i rozlewisk. W tym roku również sytuacja jest dobra. Mimo, że śniegu nie było zbyt wiele – padało obficie i powoli, nawadniając ziemię. Już wkrótce będą tego pierwsze efekty. Gdy tylko w końcu wyjrzy słońce na dłużej, a temperatura podniesie się jeszcze wyżej niż obecnie – wszystko pięknie się zazieleni.
graf. hydro.imgw.pl (na żółto i na pomarańczowo zaznaczone wysokie stany rzeki Bug, Biebrzy oraz Narew.
Ale nie o walory estetyczne tu tylko chodzi. Jeżeli wszystko się zazieleni, natychmiast pojawią się wszelkiej maści owady. To natomiast przyciągnie ptaki. To nasi sprzymierzeńcy w walce z komarami. To jednak nie wszystko. Brak suszy to idealny czas dla rolników, którzy mogą cieszyć się później bogatymi zbiorami. A to już ma wpływ na ceny żywności w sklepach. Im więcej jej trafi tym ceny są niższe.
Mokradła, które powstają po zimie to także utrzymywanie lasów przy życiu. Wspominane wyżej 3 lata były bardzo trudnym czasem, ciągłego zagrożenia pożarowego. Pamiętamy też jak spłonął kawał Biebrzańskiego Parku Narodowego, zaś trudna akcja gaśnicza trwała przez wiele dni na rozległym, trudno dostępnym obszarze. Nasze kolejne dobro narodowe Puszcza Białowieska także doświadczyła pożarów, które na szczęście szybko zostały zduszone, nim wyrządziły ogromne straty. Zasilenie wodą lasów spowoduje, że zarówno ich korzenie będą nawodnione jak i ściółka. Jeżeli nikt nie będzie przeszkadzać bobrom, to i one dodatkowo zabezpieczą lasy.
Dlatego też wysokie stany w rzekach to bardzo dobra informacja dla przyrody i dla człowieka.
Takiego filmu się nie spodziewaliśmy. Udało nam się „odkopać” film opublikowany 13 lat temu w serwisie YouTube. Jest to dokument „Autobus Siemiatycze – świat” – Sławomira Koehlera, który został zrealizowany w ramach cyklu „Małe ojczyzny”, wyróżniony przez Fundację Kultury w konkursie „Małe Ojczyzny – Tradycja dla przyszłości”. Pretekstem do zrealizowania filmu jest działająca od dawna linia autobusowa Siemiatycze-Bruksela i od kilku miesięcy linia Siemiatycze-Londyn. W dokumencie tym zaprezentowano rozwój handlu i turystyki.
Już początek pokazuje, że będzie to kawał dobrego kina dokumentalnego. Widzimy starego jelcza z napisem „Bruxela”. Co raz w tle przygrywa akordeon i śpiewa zespół ludowy. Między scenami mieszkańcy Siemiatycz komentują otaczającą ich rzeczywistość. A ta w latach 90. była szara i ponura. Wyjazd do Brukseli był czymś, co powodowało, że ludzie nie musieli żyć w biedzie. Zostawali tylko ci, którzy nie potrafili wyjechać lub z jakichś powodów nie chcieli.
Wyjazdy do Brukseli spowodowały tez rozwój usług w Siemiatyczach. Powracający przywozili pieniądze i wydawali je w rodzimym mieście. To podniosło warunki życiowe tych, którzy na miejscu prowadzili przedsiębiorstwa.
Tykocin, Białystok, Siemianówka, Odrynki, Trześcianka, Puchły, Supraśl, Krynki, Kruszyniany, Grabarka, rzeka Bug – te wszystkie miejsca odwiedził pewien mieszkaniec Łodzi, który zabrał ze sobą drona. W efekcie powstał długi i piękny film, pokazujący jak wspaniały jest nasz region. Przy tej okazji postanowiliśmy poruszyć temat kierunków turystycznych na 2023 rok. Na filmie nie zabrakło zamku w Tykocinie, Pałacu Branickich, zalewu, kolorowych cerkwi, meczetu czy Krainy Otwartych Okiennic. Można powiedzieć, że to już niemalże „zestaw obowiązkowy” każdego przyjeżdżającego. Aż dziw bierze, że przyćmiona została nawet Białowieża czy Augustów, które dawniej były odwiedzane przez ogromne liczby osób.
Białowieża przegrywa
Augustów jest uzdrowiskiem, więc znajdują się tam sanatoria, zaś latem mają niezliczoną liczbę miejsc, gdzie można wypocząć. Tam przyjezdnych brakować nie będzie. Natomiast widać jak bardzo ucierpiała Białowieża. Po pierwsze dojazd tam jest fatalny. Torów nikt nie chce remontować, przez co nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego. Jezdnia jest bardzo wąska i w dość kiepskim stanie. Ze względu na ochronę przyrody nikt poszerzać jej raczej nie będzie. Aczkolwiek warto wiedzieć, że istnieją takie zakusy. Swoje dołożyła też pandemia i stan wyjątkowy. Białowieża jednym słowem przegrywa w ostatnich latach walkę o turystę, bo nie zawsze jest w tym „zestawie obowiązkowym”. Podobnie Augustów – tam przyjeżdża zupełnie inny turysta niż do Tykocina, Supraśla czy Trześcianki.
Białowieży nie pomaga też fakt, że rządzi nią od lat ten sam człowiek. Wójt Albert Litwinowicz ostatnio zasłynął tym, że wydał pozwolenie pracownikowi urzędu, aby ten jako przedsiębiorca mógł zbudować w Puszczy Białowieskiej farmę fotowoltaiczną. Prawdziwe odklejenie od rzeczywistości. Dodajmy do tego brak pomysłów na przyciągnięcie turystów i mamy przepis na katastrofę. Mieszkańcy Białowieży powinni się skrzyknąć i czym prędzej odwołać swego włodarza. Bo jeszcze trochę czasu i nie będzie co ratować.
Augustów cały rok na topie
Augustów stale pięknieje. W ostatnim czasie oprócz świetnego zagospodarowania plaży pojawiły się nowe ścieżki spacerowe, którymi możemy podziwiać zbiorniki wodne w Augustowie. Jest wygodnie nie tylko dla zwykłych turystów, ale też dla emerytów z sanatorium czy dla młodych rodzin z dziećmi. Każdy tam znajdzie coś dla siebie.
Tykocin staje się powoli drugim Kazimierzem Dolnym. Odwiedzając oba miasta możemy zobaczyć wiele podobieństw. Prawosławne miejsca jak Odrynki, Trześcianka czy Puchły przyciągają wszystkich tych, dla których kolorowe i drewniane cerkwie to egzotyka, którą chcą zobaczyć na własne oczy. Dlatego, mimo że to małe miejscowości – nie muszą specjalnie rozwijać się turystycznie. Wystarczy dbać o to co mają. Podobnie Grabarka czy Kruszyniany, tyle że tam przyciąga się wyjątkową górą krzyży czy meczetem.
Supraśl jak Zakopane
Kiedy przyjedziemy do Supraśla, to możemy poczuć się trochę jak w Zakopanem. Tylko zamiast gór będzie Puszcza Knyszyńska. Swoją drogą okolice Supraśla również są górzyste. Siemianówka przyciąga najczęściej tylko z jednego powodu – jest tam ogromny zbiornik wodny, gdzie wiele osób jedzie, bo jest po trasie Green Velo. Szlak rowerowy jest bardzo popularny, mimo że trasa mogłaby być dużo lepsza i ciekawsza. Magia promocji jednak działa.
A Białystok to Białystok. Przyciąga tych, którzy na koniec dnia, po zwiedzaniu Podlasia chcą zaczerpnąć jeszcze wielkomiejskich rozrywek. Rynek Kościuszki i jego okolice to doskonale rozwinięta baza gastronomiczno-rozrywkowa. Przy okazji można coś zwiedzić.
Jakie kierunki w 2023 roku?
Nie mamy wątpliwości, że słabe dane gospodarcze spowodują ten sam efekt, który spowodowała pandemia. Będzie mniej wyjazdów za granicę, więcej podróży po Polsce. Na tym zyska również Podlaskie. Jednym z miejsc, które będzie atrakcyjny dla turystów będzie Białystok i to z trzech powodów.
Przede wszystkim ma bardzo dobrą bazę noclegową w porównaniu z innymi miastami. Nie każdy bowiem chce korzystać z agroturystyki. Hotele oferują konkretny standard i różnorodne śniadanie. Bez wątpienia jest to wygoda, z której ludzie chcą korzystać. Rano wstać, umyć się, zjeść i wyruszać na cały dzień w region by zwiedzać. Liczba hoteli w regionie (nie licząc Białegostoku) jest niska i nic nie powoduje, by rosła. To ciężki biznes dla dużych graczy. Natomiast ludzie z pieniędzmi wolą budować bloki a nie hotele.
Drugim powodem będzie Rynek Kościuszki, który w sezonie letnim żyje intensywnie całe noce – jeszcze bardziej niż w dzień. Skoro już ktoś przyjedzie, to będzie chciał się dobrze bawić. W innych miasteczkach nie znajdzie tego, co w centrum Białegostoku.
Ostatnim powodem, dla którego Białystok będzie wyborem turystów jest skomunikowanie kolejowe. Trzeba z dumą powiedzieć, że naprawdę zmieniło się na lepsze. Regionalnie można dojechać nie tylko do większości miast Podlaskiego, ale też można dojechać do malowniczych Walił, by pół dnia zwiedzać Puszczę Knyszyńską. Można też z Białegostoku dojechać do Kowna i Wilna. A to również będzie przyciągać tych, którzy nie lubią zagrzewać w jednym miejscu zbyt długo.
Czy tylko Białystok będzie przyciągać? Bynajmniej nie jest to najważniejszy punkt dla turystów. Dlatego też znów będzie odgrywany „zestaw obowiązkowy”.
U Pana Boga za piecem, U Pana Boga za miedzą, U Pana Boga w ogródku – te trzy filmy nagrywano w Białymstoku, Tykocinie, Supraślu, Sokółce, Janowie, Wierzchlesiu i oczywiście samym Królowym Moście. Właśnie tak nazywa się fikcyjne miasteczko w filmie. Za jakiś czas obejrzymy czwartą już część filmu tym razem właśnie pod tytułem U Pana Boga w Królowym Moście. Zanim to jednak nastąpi, wróćmy do miejsc, gdzie nagrywano sceny poprzednich trzech filmów.
Na powyższym filmie niektóre miejsca pokazał YouTuber Kaczmar Adventure. Zestawił sceny trylogii z obecnymi kadrami. Można zobaczyć między innymi komin w Supraślu, restaurację Alumnat (błędnie nazwaną w filmie YouTubera), jest także budynek, który gra posterunek policji z Supraśla. Tych miejsc jest dużo więcej, co jakiś czas temu uwieczniliśmy na zdjęciach. Możecie zobaczyć sami:
Film portretujący dzielnice miasta – Łomża. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem mglisty widok na pobliskie budynki. Impulsywnie chwyciłem kamerę i poszedłem to nagrać. – przedstawił swój pomysł autor Fox Noir Studio. Część I sugeruje, że będą kolejne. Jesteśmy ciekawi jak będą się prezentować. Autor pisze na swoim kanale, że filmy będą z innych dzielnic. Najpewniej wkrótce.
Trzeba przyznać, że film ten (szczególnie jak na YouTube) jest wyjątkowy w swoim rodzaju. Znacząco różni się przede wszystkim od innych filmów dokumentujących nie tylko Łomżę, ale i miasta. Widać w nim przede wszystkim indywidualny styl autora, co w dzisiejszych czasach zasługuje na ogromne uznanie. Oglądając bowiem kolejne filmy, kolejnych osób widać ciągle powielanie tych samych schematów, tych samych ujęć. Dokładnie tak, jakby powstawały maszynowo. Nawet jeżeli na danych ujęciach są zupełnie różne tematy. W tym przypadku jest zupełnie inaczej.
Łomża została sportretowana w sposób naprawdę wyjątkowy, intrygujący i zachęcający mimo mgły i ciemności. Dodatkowy czar tego filmu odczuć można za sprawą bardzo klimatycznej muzyki. Jest jeszcze jeden film tego samego autora w podobnym klimacie. Dotyczy on Wszystkim Świętych i sportretowania starego, zabytkowego cmentarza w Łomży.
Najpierw młoda obywatelka Etiopii, a ostatnio także kobieta i mężczyzna o tożsamości nieustalonej z powodu znaczącego rozkładu zwłok. To tylko ostatnie ofiary rosyjsko-białoruskiej wojny hybrydowej prowadzonej przeciwko Polsce. ZBiR (Związek Białorusi i Rosji) reklamuje się na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji – zachęcając kolejne naiwne osoby do przyjazdu do Mińska lub Moskwy. Według przekazów stąd już bliska do Niemiec. Następnie zachęcone osoby lądują w stolicy Rosji lub stolicy Białorusi i tak zaczyna się ich koszmar. To śmiertelna pułapka bez wyjścia.
Migranci są zwożone przez białoruskie służby pod polską granicę. Dalej muszą radzić sobie sami. Do sforsowania mają 5,5 metrowy stalowy płot lub przejście przez rzekę. Alternatywnie mogą próbować przez bagna. Zatrzymani przez Straż Graniczną – trafiają z powrotem na Białoruś. Niestety, nie mają możliwości zrezygnowania. Będą uparcie trafiać pod płot do skutku. Albo im się uda albo zginą. Ile osób trafia tym szlakiem do Niemiec? Oficjalnie nie wiadomo. Musi to być jednak na tyle duża ilość, że migranci cały czas próbują. Bo to nie jest tak, że ciągle przyjeżdżają zachęceni reklamą ZBiR-u. Ci co dotarli do Niemiec, chwalą się w mediach społecznościowych, wrzucają filmiki. Chwalą się, że dostali pomoc od aktywistów na granicy polsko-białoruskiej. Dają złudną nadzieję, że to bezpieczne.
Tymczasem zwłok w podlaskich lasach ciągle przybywa. Tylko w ostatnim czasie ujawniono aż 3 martwe osoby. Nie brakuje też chętnych kurierów, którzy spod granicy przewiozą tych, którzy mają jeszcze jakieś pieniądze. Tylko w tym roku (a mamy dopiero luty) Straż Graniczna odnotowała ponad 2000 prób przekroczenia granicy. Jak widać – popyt na transport jest ogromny, stąd też chętnych na nielegalny interes nie brakuje.
Niestety zarówno końca wojny na Ukrainie jak i końca wojny hybrydowej wymierzonej w Polsce nie widać. Wszyscy cierpliwe czekają na jakieś zmiany w Rosji. Bez wątpienia musi skończyć się era Putina. Wtedy jak domek z kart zawali się ta cała układanka, której częścią jest też białoruski dyktator, który to rękami swoich ludzi organizuje po stronie białoruskiej próby przemytu ludzi.
8-letni Olaf Walczak ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy, padaczkę skroniową i problem z detoksykacją wątroby. To całkiem spory bagaż jak na dziecko. Mimo to, Olaf jest pogodnym chłopakiem, ciekawym świata. Zaburzenia niestety znacznie utrudniają mu kontakt z otoczeniem. Wymaga pomocy w prostych czynnościach. Rodzice jak i Olaf to Walczaki nie tylko z nazwiska. Każdego dnia robią wszystko, by w przyszłości 8-latek był samodzielny. Do tego potrzebna jest terapia sensoryczna, logopedyczna i psychologiczna. Do tego badania, leki, suplementy, odpowiednia dieta. To wszystko niestety kosztuje krocie i jest poza zasięgiem finansowym rodziny.
Dlatego jest okazja, by wspomóc ich w tej nierównej walce. Jednym ze sposobów jest przekazanie 1,5 proc. podatku. Lata lecą, Olaf cały czas rośnie. Jeżeli teraz dzielnie wszystko przepracuje, to w przyszłości będzie miał szansę na normalne życie.
Żeby pomóc w rehabilitacji Olafa, wystarczy w rozliczeniu rocznym PIT wpisać w rubryce
Nr KRS: 0000037904
, a w polu obok wyliczyć i wpisać wnioskowaną kwotę. W rubryce „Informacje uzupełniające – Cel szczegółowy 1,5%” należy napisać:
35213 Walczak Olaf
Obok tych informacji należy jeszcze zaznaczyć w zeznaniu podatkowym „Wyrażam zgodę”. Wtedy 1,5 proc. rocznego podatku trafi na pomoc chłopakowi.
Kontynuując przeglądanie strony, zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu. Ustawienia prywatnościOK
Polityka prywatności i cookies
POLITYKA PRYWATNOŚCI
Szanujemy prawo użytkowników do prywatności. Dbamy, ze szczególna troską, o ochronę ich danych osobowych oraz stosuje odpowiednie rozwiązania technologiczne zapobiegając ingerencji w prywatność użytkowników osób trzecich. Chcielibyśmy, by każdy Internauta korzystający z naszych usług i odwiedzający nasze strony czuł się w pełni bezpiecznie.
Dane osobowe po 25.05
25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych podawanych przez Ciebie w zaszyfrowanych plikach cookies.
Przetwarzamy dane użytkownika, za jego zgodą, m. in. w celu analitycznym. Dane te pomagają nam w określeniu upodobań użytkowników, a tym samym – doskonaleniu kierowanej do nich artykułów.
Cookies – jak działają
Cookies to pliki tekstowe, które serwer zapisuje na dysku urządzenia końcowego użytkownika, dzięki czemu będzie mógł go “rozpoznać” przy ponownym połączeniu.
Portal używa cookies do zapamiętania informacji o Internautach. Rozpoznajemy ich po to, by dowiedzieć się kim są, jakiej informacji potrzebują i szukają na naszych stronach. Wiedząc, które serwisy odwiedzają częściej niż pozostałe, możemy stać się dla Nich znacznie ciekawszym i bogatszym portalem niż dotychczas. To użytkownicy dają nam wiedzę o tym, w jakim kierunku rozwijać serwisy już istniejące, jakim wymaganiom musimy jeszcze sprostać, co uzupełnić, co stworzyć nowego, by odpowiedzieć na ich oczekiwania i potrzeby.
Pliki cookies są wykorzystywane także w celach statystycznych (tworzenie statystyk dla potrzeb wewnętrznych i w ramach współpracy z naszymi kontrahentami, w tym reklamodawcami); oraz związanych z prezentacją reklam w portalu – w szczególności aby uniknąć wielokrotnej prezentacji temu samemu odbiorcy tej samej reklamy oraz w celu prezentacji reklam w sposób uwzględniający zainteresowania odbiorców
Cookies są ustawiane przy “wejściu” i “wyjściu” z Portalu. W żaden sposób nie niszczą systemu w komputerze użytkownika ani nie wpływają na jego sposób działania, w szczególności nie powodują zmian konfiguracyjnych w urządzeniach końcowych użytkowników ani w oprogramowaniu zainstalowanym na tych urządzeniach.
Należy podkreślić, że cookies nie służą identyfikacji konkretnych użytkowników, na ich podstawie nie ustala tożsamości użytkowników.
Zaufani partnerzy
Dane o Użytkownikach przetworzone w postaci profili marketingowych są udostępniane podmiotom trzecim, jednak żadne dane umożliwiające bezpośrednie zidentyfikowanie osób nie są przechowywane ani analizowane. W zakresie, w jakim Dane udostępniane są podmiotom trzecim, Użytkownik, który nie chce aby dane o ich odwiedzinach były przekazywane temu podmiotowi może w dowolnym momencie wyłączyć.
Lista zaufanych partnerów
1. Google Ireland Limited (usługa AdSense, usługa Analytics)
2. Facebook.com (komentarze pod artykułami)
Na naszej stronie używane są ciasteczka firmy Google Ireland Limited będącej naszym partnerem. Ciasteczka te służą przede wszystkim do analizy oglądalności stron internetowych w Polsce i oceny skuteczności działań reklamowych. Użytkownik może w każdym czasie zrezygnować z korzystania z tego rodzaju plików wybierając odpowiednie ustawienia w swojej przeglądarce.
Wyświetlanie reklam
Zasadą działania Portalu jest możliwość darmowego czytania artykułów dla użytkowników. Aby zapewnić sprawne działanie systemu musimy zapewnić odpowiedni poziom usług (serwery, administracja itp.) co niestety wiąże się ze sporym kosztem. Dlatego na portalu obecne są reklamy. Staramy się, aby profil reklam odpowiadał zainteresowaniom użytkowników, aby były one użyteczne i przyczyniały się do możliwości zdobycia dodatkowej wiedzy o interesujących produktach i usługach.
Cookies to pliki tekstowe, które serwer zapisuje na dysku urządzenia końcowego użytkownika, dzięki czemu będzie mógł go “rozpoznać” przy ponownym połączeniu.
Portal używa cookies do zapamiętania informacji o Internautach. Rozpoznajemy ich po to, by dowiedzieć się kim są, jakiej informacji potrzebują i szukają na naszych stronach. Wiedząc, które serwisy odwiedzają częściej niż pozostałe, możemy stać się dla Nich znacznie ciekawszym i bogatszym portalem niż dotychczas. To użytkownicy dają nam wiedzę o tym, w jakim kierunku rozwijać serwisy już istniejące, jakim wymaganiom musimy jeszcze sprostać, co uzupełnić, co stworzyć nowego, by odpowiedzieć na ich oczekiwania i potrzeby.
Pliki cookies są wykorzystywane także w celach statystycznych (tworzenie statystyk dla potrzeb wewnętrznych i w ramach współpracy z naszymi kontrahentami, w tym reklamodawcami); oraz związanych z prezentacją reklam w portalu – w szczególności aby uniknąć wielokrotnej prezentacji temu samemu odbiorcy tej samej reklamy oraz w celu prezentacji reklam w sposób uwzględniający zainteresowania odbiorców
Cookies są ustawiane przy “wejściu” i “wyjściu” z Portalu. W żaden sposób nie niszczą systemu w komputerze użytkownika ani nie wpływają na jego sposób działania, w szczególności nie powodują zmian konfiguracyjnych w urządzeniach końcowych użytkowników ani w oprogramowaniu zainstalowanym na tych urządzeniach.
Należy podkreślić, że cookies nie służą identyfikacji konkretnych użytkowników, na ich podstawie nie ustala tożsamości użytkowników.