Wynajem garażu – co powinna zawierać umowa?

Wynajem garażu – co powinna zawierać umowa?

Posiadanie samochodu to ogromny komfort, który poprawia jakość naszego życia. Nie marzniemy na przystankach, szybko się przemieszamy i nie musimy pamiętać o kasowaniu biletów. Samochód to również odpowiedzialność bowiem musimy go gdzieś zaparkować. Właśnie wtedy przydaje się garaż. Nie zawsze chcemy posiadać go na własność. Idealnym rozwiązaniem będzie jego wynajęcie. Umowa najmu garażu gwarantuje, że zawsze mamy gdzie stanąć, bez względu na porę dnia. To nasze indywidualne miejsce parkingowe. Wygoda i komfort wynikające z najmu miejsca garażowego są nie do opisania. Dodatkowo zabezpieczamy swój samochód przed śniegiem, deszczem lub gradem.

Dlaczego umowa najmu garażu to dobry pomysł?

Posiadanie własnego, wydzielonego miejsca do parkowania, jest dziś na wagę złota. To luksus, który ułatwia codzienne parkowanie i oszczędza nasz czas poświęcany na szukanie miejsca parkingowego. Nawet jeśli nie korzystamy z samochodu codziennie, a używamy go od czasu do czasu, własne miejsce parkingowe sprawdzi się w 100%. Garaż lub wyznaczone miejsce parkingowe to również zabezpieczenie dla naszego samochodu. Niestety posiadanie garażu na własność wiąże się z dużym wydatkiem. Warto rozejrzeć się dookoła i poszukać garażu na wynajem. Tutaj niezbędna będzie poprawnie skonstruowana umowa najmu garażu na autoumowa.pl. Jeśli spisujemy jakąkolwiek umowę, zawsze warto korzystać z gotowych, poprawnych wzorów. Dzięki temu mamy pewność, że wszystkie ważne i potrzebne rubryki do uzupełnienia, znajdują się w umowie.

Co powinno się znaleźć w umowie najmu miejsca garażowego?

Aby bezpiecznie wynająć garaż, i nie zbankrutować, powinniśmy przygotować odpowiedni wzór umowy najmu miejsca garażowego. Pisemna umowa najmu garażu nie jest obowiązkowa z punktu widzenia polskiego prawa. Jest ona jednak dużym zabezpieczeniem dla każdej ze stron. Jeśli dojdzie do wątpliwości lub niezgodności dotyczących przedmiotu najmu, umowa jest swego rodzaju zabezpieczeniem.

Umowa najmu miejsca garażowego powinna zawierać ważne informacje dotyczące obu stron zawierających umowę. Po pierwsze dane osobowe najemcy i wynajmującego. Po drugie wszelkie informacje dotyczące przedmiotu umowy. Nie mniej istotne są zawarte ustalenia dotyczące wysokości opłat za najem, terminu obowiązywania umowy oraz momentu udostępnienia pomieszczenia. Umowa najmu miejsca garażowego powinna być podpisana zarówno przez najemcę, jak również wynajmującego.

Warto również zwrócić uwagę na jeszcze jeden, bardzo ważny szczegół. Bez względu na rodzaj spisywanej umowy, a także jej przedmiot, trzeba zawsze pamiętać, aby została sporządzona w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach. Jeden otrzymuje najemca, a drugi wynajmujący.

Kto ponosi odpowiedzialność za ubezpieczenie miejsca garażowego?

Obowiązek ubezpieczenia miejsca garażowego leży po stronie wynajmującego, o ile nie zostało to uregulowane w inny sposób. Wynajmujący, czyli osoba udostępniająca garaż, jest odpowiedzialna za jego ochronę w sytuacji powstania szkody lub nieszczęśliwego zdarzenia. Jeśli dojdzie do powodzi, pożaru lub włamania, to właśnie po stronie wynajmującego leży cała odpowiedzialność i powstały problem. Właściciel oprócz dobrego zamka powinien zainwestować w prawidłowe ubezpieczenie garażu.

Odwrotnie wygląda sytuacja, jeśli wynajmujący zawrze w umowie najmu podpunkty, które przesuną odpowiedzialność na najmującego. Wtedy, w razie nieszczęśliwego wypadku, odpowiedzialność za powstałe szkody, spada na osobę użytkującą garaż. Warto na to zwrócić uwagę podczas podpisywania umowy.

Materiał partnerski

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Miejsca jak z baśni istnieją naprawdę. Są tuż pod Białymstokiem!

Każdego dnia wiosną, latem, jesienią i zimą tamtędy przemierza setki samochodów. Szczególnie w weekend. Wszystko to za sprawą Supraśla, który jest wyjątkową atrakcją turystyczną. Tymczasem pędząc do uzdrowiska praktycznie wszyscy pomijają prawdziwą perełkę. Mają wiele uroku latem, w słoneczne dni, a także prezentują się jak miejsca z baśni wtedy, gdy spadnie śnieg. Można ją zwiedzać piechotą, na nartach, a jak ktoś lubi to także i rowerem. Mowa tu o dwóch miejscowościach Nowodworce i Ogrodniczki.

Nowodworce

Nowodworce leżą na szlaku Wielkiego Gościńca Litewskiego, a także na trasie pieszego szlaku turystycznego z Białegostoku do Supraśla. We wsi znajduje się także mini-plaża i mostek, na którym latem można odpocząć patrząc na rzekę.

O każdej porze roku możemy trafić tam urokliwą leśną drogą. Wystarczy obserwować znaki na drzewach. Szlak zaczyna się w Białymstoku na drodze wylotowej do Augustowa, 500 metrów od skrzyżowania. Zaczyna się znakiem drogowym zakazującym ruchu kołowego (białe koło z czerwonym obwodem) z dopiskiem „Nie dotyczy ALP”. To na tyle charakterystyczne miejsce, że bez problemu je znajdziecie. Następnie należy kierować się znakami na drzewach. Jest to szlak czerwony (nie oznacza to stopnia trudności). Dlatego na skrzyżowaniach dróg wypatrujcie czerwonych oznaczeń na białym tle. W ten sposób lasem dojdziecie do ul. Wysockiego przy pętli autobusowej. Po przejściu przez ulicę na drugą stronę kontynuujcie drogę lasem za pętlą. Kolejne znaki szlaku doprowadzą Was do Nowodworców.

Do wsi prowadzi też inna, mniej znana droga. Zaczyna się przy siedzibie Wodociągów w Wasilkowie. Żwirową drogą, dojdziecie do samego mostku przy rzece Supraśl w Nowodworcach. Przez wieś prowadzi również droga rowerowa. Nie zapomnijcie odwiedzić Muzeum Straży Pożarnej. Można je zwiedzać z zewnątrz.

Ogrodniczki

To miejsce, które zatrzymuje wielu rowerzystów jadących do Supraśla. Wszystko to za sprawą wymagającej krzepy w nogach górki. Wjechanie pod nią jest prawdziwą mordęgą. Na miejscu znajduje się na szczęście trochę ławek i wiata MOR Green Velo, by sobie odpocząć. Ale to nie jest jedyna atrakcja jaka kryje się w Ogrodniczkach. Dużo więcej jest tuż za drzewami! Tam mamy dwa urokliwe zbiorniki wodne zwane „jeziorkami”. Tam też jest możliwość campingu latem oraz snowpark dla amatorów śnieżnego szusowania. Przepiękne są także widoki, gdy jesteśmy na górze i patrzymy w dół terenu.

I pomyśleć, że to wszystko tak blisko Białegostoku…

Partnerzy portalu:

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych to dobrze zorganizowana ekipa! Jest bliska wygranej w prestiżowym konkursie.
fot. Facebook BKKN / Białostocka ekipa na wyjeździe we Wrocławiu

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych to dobrze zorganizowana ekipa! Jest bliska wygranej w prestiżowym konkursie.

Chociaż wszyscy są niepełnosprawni, to łączy ich zupełnie coś innego – pasja. Dzięki niej i dzięki wzajemnej obecności są dla siebie niewyobrażalnym wsparciem. Pretekstem do wyjścia z domu i wspólnego spotkania jest dla nich mecz Jagiellonii Białystok i reprezentacji Polski. To na stadionie nawiązali przyjaźnie, poznali nowych ludzi, a co najważniejsze dla nich – nauczyli się funkcjonować w społeczeństwie. Mowa tu o Białostockim Klubu Kibiców Niepełnosprawnych.

Warto dodać, że to nie jest to napisane na wyrost. Oni, mimo różnych niepełnosprawności, są świetnie zorganizowani i bardzo aktywni! Skrzykują się, jadą razem setki kilometrów na wyjazdowe mecze Jagiellonii i mecze reprezentacji Polski. Aktywnie kibicują również w Białymstoku na meczach u siebie. Nie brakuje ich również na meczach białostockich drużyn futsalowych czy rugby. Jak sami określają – kibicowanie daje im wolność. Są też dla siebie doskonałą grupą wsparcia, bo mierzą się z podobnymi problemami.

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych na swoim koncie ma zorganizowane 15 wyjazdów na mecze Jagiellonii i reprezentacji. Łącznie pojechało na nie kilkadziesiąt osób. Oprócz oglądania widowiska sportowego grupa zwiedza także miasta, które odwiedza. Gdy jacyś niepełnosprawni kibice przyjeżdżają z Polski na Podlasie, to także zostają przez BKKN odpowiednio ugoszczeni.

Swoją aktywnością uświadomili wielu ludziom i instytucjom, że jakiekolwiek wydarzenie sportowe czy kulturalne musi uwzględniać osoby niepełnosprawne. Teraz startują w konkursie Podlaska Marka Konsumentów i są na dobrej drodze do wygranej. Wy także możecie zagłosować na nich. Wystarczy podać organizatorowi (Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego) swój numer telefonu i pobrać kod sms. Następnie wpisać ten kod i potwierdzić. To wszystko!

Podlaska Marka to jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych plebiscytów odbywających się na terenie regionu, organizowany nieprzerwanie od 14 lat przez Marszałka Województwa Podlaskiego i niezmiennie cieszący się dużym zainteresowaniem regionalnych producentów i konsumentów. W ciągu ostatniej dekady w konkursie rywalizowało łącznie kilkaset produktów, które do dzisiaj, dzięki obecności na rynku i swojej doskonałej jakości, przyczyniają się do promocji Podlaskiego w kraju i poza granicami Polski. Wśród laureatów znajdują się zarówno produkty dużych podlaskich przedsiębiorstw, takich jak np.: Mlekovita, Polmos, Pronar, ale również drobnych producentów, kultywujących tradycje dziedzictwa kulturowego regionu.

Otrzymanie tytułu Podlaskiej Marki Roku nie wynika z wysokości sprzedaży, czy z liczby zatrudnionych pracowników, ale z wysokiej jakości i unikatowych walorów wytwarzanych produktów. Podlaska Marka przyznawana jest więc najciekawszym inicjatywom, najpiękniejszym miejscom oraz najlepszym produktom, których wspólnym mianownikiem jest obszar ich realizacji – województwo podlaskie.

Partnerzy portalu:

Czy turystyka wróci do Białowieży i Kruszynian? Kończy się stan wyjątkowy.

Czy turystyka wróci do Białowieży i Kruszynian? Kończy się stan wyjątkowy.

Ostatni dzień listopada będzie ostatnim dniem stanu wyjątkowego, który został wprowadzony po tym, gdy dyktator Łukaszenko zaczął eskalować napięcie na granicy Polski i Białorusi. Przypomnijmy, że w odległości 3 kilometrów od pasa granicy mają wstęp tylko mieszkańcy. Osoby z zewnątrz mogą tam się pojawić tylko w ramach obowiązków służbowych. Taka decyzja uderzyła w dwie turystyczne miejscowości – Białowieżę i Kruszyniany. Dodatkowo, obecność dużej ilości wojska, policji i straży granicznej nad granicą była całkowicie zrozumiała i dawała poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie spowodowała zmęczenie psychiczne mieszkańców. Dodatkowo ciężko było, gdy co raz w pobliżu koczowały grupy migrantów, a czasem dochodziło także do ich zgonów.

Po ostatnich szturmach na granicy, póki co sytuacja się uspokoiła. Nie wiadomo jednak na jak długo. Jedno jest pewne, pod koniec listopada kończy się stan wyjątkowy. O ile dostęp do pasa na granicy dalej nie będzie możliwy za sprawą nowej ustawy o ochronie granic państwowych, toteż dostęp do Białowieży i Kruszynian już tak. Czy turyści skuszą się na powrót?

Biznes w tej branży jest bardzo delikatny i buduje się go latami. Szczególnie ciężko jest w Kruszynianach, gdzie mieszkają Tatarzy, gdzie stoi zabytkowy i wyjątkowy drewniany meczet, jest też mizar (tatarski cmentarz). Najpopularniejsze gospodarstwo agroturystyczne w szczycie sezonu spotkało nieszczęście i doszło do pożaru. Potem wybuchła pandemia koronawirusa, która doprowadziła do wprowadzenia lockdownu. Gdy już można było „wracać do normalności”, to zaraz wprowadzono stan wyjątkowy.

W Białowieży natomiast jest duża baza hotelowa, która została także uderzona lockdownem, a teraz kolejny raz oberwała stanem wyjątkowym. Przez cały rok było tam mnóstwo turystów, którzy odwiedzali park narodowy i rezerwaty. Teraz jest tam zupełnie pusto. Białowieża to bowiem wieś, chociaż ze względu na liczbę mieszkańców (ponad 2500) powinna być miastem.

Niestety, raczej nie będzie też tak, że po zakończeniu stanu wyjątkowego turyści rzucą się do zwiedzania Kruszynian i Białowieży. Po tym co się stało, przygraniczna część Podlasia może kojarzyć się reszcie kraju jako miejsce potencjalnie niebezpieczne. Dlatego przed branżą turystyczną w naszym regionie stoi ogromne zadanie, by odbudować w turystach poczucie bezpieczeństwa. A trzeba dodać, że to nie jest tak, że ucierpią tylko te dwa miejsca. Rykoszetem może oberwać również Supraśl, Augustów, Wigry, a nawet szerszej odkrywane dopiero teraz okolice Sejn, Siemiatycz czy Sokółki.

Przed nami zima. Jeżeli spadnie dużo śniegu, to może to uratować resztki sezonu w Białowieży, a być może i Kruszynianach. Obie te miejscowości pod białym puchem wyglądają naprawdę bajecznie i cudownie. Niestety gwarancji pogody nie ma. Nie ma też gwarancji, że białoruski dyktator powiedział ostatnie słowo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto twórcy ludowi Podlasia. Zobacz, jak powstają wyjątkowe regionalne produkty.

Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku wyprodukował wyjątkowy film, w którym możemy poznać twórców ludowych z Podlasia. Zwykle można było się o nich dowiedzieć jeżdżąc po lokalnych festynach. Tym razem może z nimi i ich dziełami zapoznać się szersza publiczność.

W filmie możemy zobaczyć Panią Teresę Pryzmont z Wasilówki, która wprowadza widzów w świat krosna. Opowiada też o tym jak zaczęła się jej przygoda z tkaniem, gdy była dzieckiem. Kolejnym twórcą jest Michał Koc, rzeźbiarz z Hajnówki. Opowiada o swojej pasji, którą zajął się, gdy nie mógł dłużej pracować w swoim zawodzie. Ciekawa jest również opowieść Jana Szarkiela, który jest stolarzem z Ciełuszek. Wykonuje on przepiękne drewniane ornamenty, które zdobią niejeden dom w Krainie Otwartych Okiennic. Kolejny twórca z filmu mógłby mieć pseudonim „gliniarz”, bo zajmuje się garncarstwem. Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej to także utalentowany człowiek. Swoim zajęciem para się od 25 lat!

W dalszej części filmu możemy także poznać Jerzego Tarasiewicza, który jest tokarzem z Hajnówki. Wykonuje on przepiękne naczynia z drewna. Kolejnym twórcą jest Marek Kozak, który jest kowalem we wsi Simuny. Warto dodać, że nie chodzi o podkuwanie koni, lecz o kowalstwo artystyczne. Wieszaki, świeczniki, ale też kute płoty i bramy to jego specjalność. Ciekawe zajęcie ma także Piotr Bogacewicz, który tworzy małe dzieła sztuki… poprzez wycinanie papieru. Mieszka w Krywiatyczach. Jego rodzina robi to z pokolenia na pokolenie. Warto dodać, że twórca pasją zaraził też swoje dzieci. Warto dodać, że wycinanki można zastosować choćby podczas kolędowania.

Krystyna Cieśluk tworzy natomiast pisanki. Pochodzi z Lipska, gdzie można napotkać ogromną pisankę, zdobiącą miasto. Warto dodać, że na jajkach nie znajdują się przypadkowe wzorki. Wszystko jest przemyślane i ma odniesienia religijne. Pani Krystyna została nauczona, by umieszczać na pisance wszystko co nas otacza – to co na niebie i to co na ziemi. Dlatego też, jej wielkanocne dzieła są przepiękne i wyjątkowe.

Opowieści twórców przeplatane są pięknymi widokami Podlasia. Możemy zobaczyć niezwykłe krajobrazy i ujęcia z drona. Warto to dzieło zobaczyć, bo jest na czym oko zawiesić i też można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poszerzając własne horyzonty.

Partnerzy portalu:

Białostoczanie w ramach protestu używali nafty. Tak zmusili elektrownię do obniżek cen!
fot. Muzeum Podlaskie w Białymstoku

Białostoczanie w ramach protestu używali nafty. Tak zmusili elektrownię do obniżek cen!

Białystok na początku XX wieku, od kilkudziesięciu lat był już prężnie rozwijającym się miastem dzięki kolei. W 1908 roku dodatkowym czynnikiem pobudzającym było zniesienie przez Cesarstwo Rosyjskie (pod którego zaborem była Polska) poddaństwa chłopów. W praktyce oznaczało to, że mogli oni migrować. Wielu z nich mieszkając w okolicy, wybrało Białystok. Przemysł ruszył z kopyta, bo liczba firm produkujących w mieście szła w setki. Samych zajmujących się włókiennictwem było 300.

We wspomnianym 1908 roku została zawarta umowa pomiędzy Białymstokiem a Niemieckim Towarzystwem Przedsiębiorstw Elektrycznych w Berlinie. Na jej mocy towarzystwo zobowiązało się do zbudowania w mieście elektrowni. W zamian Białystok nie mógł zbudować takiego budynku samodzielnie lub pozwolić komuś jeszcze na taką inwestycję. Wszystko przez 50 lat. Potem elektrownia miała przejść na własność miasta. 13 maja 1913 roku, przy ul. Elektrycznej 13 powstała pierwsza elektrownia w mieście.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego, korzystając z monopolu firma podnosiła mieszkańcom ceny energii przy każdej możliwej okazji. Prowadziło to do sporów. Wielcy odbiorcy przemysłowi, jak warsztaty kolejowe w Łapach płaciły 15,5 gr, magistrat za oświetlenie ulic 61 gr, odbiorcy przemysłowi w Białymstoku po 77 gr, a prywatni 88 gr za 1 kWh. Takie ceny dla odbiorców prywatnych, podczas gdy w Krakowie cena wynosiła 55 gr, a w Warszawie 73 gr powodowały wielkie niezadowolenie odbiorców. Prowadziło to do ciągłych sporów z magistratem i mieszkańcami. Miasto groziło wypowiedzeniem umowy i skierowało sprawę do sądu.

W latach 1930-33 wybuchały strajki elektryczne w czasie których rezygnowano z korzystania z energii elektrycznej. W takiej sytuacji powołany został Ogólnozwiązkowy Komitet do Walki o Tańsze Światło Elektryczne, który ogłosił 7 i 8 września 1932 roku dniami strajku ostrzegawczego. Drobni sklepikarze, a także różne inne firmy, które najbardziej korzystały z prądu najpierw każdego dnia strajku całkowicie wyłączali prąd. 22 stycznia 1933 roku został rozpoczęty bezterminowy strajk elektryczny. Protest objął również Wasilków i Łapy. Przez 2 miesiące protestujący mieszkańcy nie używali prądu! Doprowadziło to do powstania strat w elektrowni sięgających 150 tys. zł.

Białostoczanie używali nafty, a strajk przyniósł im korzyść. Monopolista został zmuszony do spełnienia żądań i obniżek cen. Porozumienie osiągnięto 12 maja 1933 r. Umowa elektrowni z miastem nie dotrwała do końca. II wojna światowa zniszczyła biznes. Ostatecznie w 1944 roku elektrownię upaństwowiono. Dziś jest to siedziba Galerii Arsenał.

Partnerzy portalu:

Podlaskie ma nowy szlak turystyczny! To malownicza trasa z Tykocina do Wasilkowa.
fot, Fundacja Obowiązek Polski

Podlaskie ma nowy szlak turystyczny! To malownicza trasa z Tykocina do Wasilkowa.

Obecnie z Tykocina do Wasilkowa można dojechać dosyć szybko najpierw obwodnicą, a później drogą ekspresową. Przyznajmy sobie jednak, że widoków żadnych ciekawych nie będzie. Dlatego świetną alternatywą jest nowy szlak turystyczny „Pamięć i Tożsamość”, który łączy oba miasta.

Trasa biegnie spod Alumnatu w Tykocinie poprzez Górę, Pacową Chatę, Borsukówkę, Chraboły i kończy w Wasilkowie w Folwarku Nadawki tuż przy stajni Grot. Malownicza trasa szlaku prowadzi przez podlaskie wsie o nieznanych, często ciekawych historiach, co skłania do lepszego poznania regionu, otaczającej go przyrody, jego historii, czy tradycji. Jako pierwsi szlak przemierzyli go ci, którzy szlak stworzyli czyli Podlaska Chorągiew Husarska. Oczywiście przejechali ją konno.

Nowy szlak prowadzi przez malownicze tereny nad Narwią. Kolejny przystanek Pacowa Chata to wioska tematyczna, przysiółek szlachecki, w którym poznać możemy sarmackie tradycje. Następnie trasa prowadzi wzdłuż Puszczy Knyszyńskiej aż do Wasilkowa. Nie zapomnijmy też, że warto dokładnie zwiedzić zarówno Tykocin jak i Wasilków. Trasa szlaku ta ma 45 kilometrów. Można ją przemierzyć pieszo, biegiem, rowerem lub… konno tak jak robiono to dawniej. Niezależnie od środka transportu, warto choć raz się tamtędy przejść.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kładka Waniewo-Śliwno. Tak obecnie wygląda przeprawa przez rozlewiska.

Jak wiadomo, od dłuższego czasu kładka od strony Waniewa jest w fatalnym stanie technicznym. Zadbana część biegnąca od Śliwna to ta należąca do Narwiańskiego Parku Narodowego. Ta druga zaniedbana należy do gminy Sokoły. Wójt Józef Zajkowski, pytany przez dziennikarzy o remont, wielokrotnie się wypowiadał że cały czas to planuje. Jako największą przeszkodę w realizacji wskazywał konieczność wykonania drogiej inwestycji z drewna dębowego, by było to na lata. Nie sposób mu odmówić racji. Ostatnio obiecywał prace na majówkę. Jak widać na powyższym filmie dalej jest źle. Wstyd dla gminy Sokoły, że ma takiego wójta, co tylko planuje i nic więcej nie robi. Kładka jest odwiedzana przez ogromne tłumy turystów. Wszyscy oni potem wracają do swoich miast i opowiadają o zniszczonej infrastrukturze co rzutuje na całe Podlaskie.

Od strony Śliwna kładka została świeżo wyremontowana w 2018 roku. Teraz jest jeszcze lepiej, bo pierwsze zejście jest poprawione i utwardzone kostką. Po drodze przeprawiamy się platformami po rozlewiskach i mijamy wieże widokowe. Możemy z nich obserwować to, co się dzieje w przyrodzie. Na powyższym filmie turysta napotkał na swojej drodze lisa, który akurat zwinął jajko. Warto jednak wziąć ze sobą lornetkę, gdyż można w okresie lęgowym napotkać wiele pięknych gatunków ptaków. Sam spacer jest już dobrą sprawą.

Długość kładki wynosi 1050 metrów. Obecnie niestety, końcówka trasy przez wspomniane wyżej długotrwałe planowanie wójta jest niedostępna. Jak widać na powyższym filmie – można ewentualnie iść po zdezelowanej części. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tej części, która jest dostępna. Na kładce obowiązują bilety wstępu do Narwiańskiego Parku Narodowego. Kupić je można w siedzibie Parku w Kurowie oraz przez internet na stronie instytucji.

 

Partnerzy portalu:

Białystok zyska kolejny przystanek kolejowy. Przydałoby się jeszcze kilka innych.
Przystanek na Zielonych Wzgórzach już powstaje. fot. PKP PLK SA

Białystok zyska kolejny przystanek kolejowy. Przydałoby się jeszcze kilka innych.

Trwa budowa przystanku kolejowego pomiędzy ulicami Zielonogórska i Starosielce w Białymstoku. Jest to część trasy Rail Baltica. Wszystko będzie tak skonstruowane, że pociągi jadące na przykład z Ełku do Bielska Podlaskiego oraz z Łap do Ełku nie będą musiały zajeżdżać do Białegostoku. To wszystko w teorii. W praktyce pociągi będą jeździć tak, jak zaplanuje przewoźnik. Szczególnie, że pomijanie głównej stacji w mieście nie ma żadnego sensu.

Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Transport kolejowy nie polega na przewożeniu wyłącznie pasażerów. Dlatego jeżeli nawet nie będzie połączeń pasażerskich pomiędzy stacjami „Ełk – Bielsk Podlaski” czy też „Łapy – Ełk”, toteż istnienie takiej infrastruktury pozwoli na planowanie nowych łańcuchów dostaw, co przyczyni się do rozwoju naszego regionu.

Jednak nie wolno być minimalistą. W interesie wszystkich mieszkańców jest rozwój kolei także dla pasażerów. W ostatnim czasie pisaliśmy, że największym w zasadzie problemem jest brak połączenia ze Śniadowem (mimo istniejących przejezdnych torów) oraz brak połączenia kolejowego z Białowieżą. Jest też problem wykluczenia Łomży. Od 1993 roku nie było tam pociągu pasażerskiego. Mają one wrócić, ale plany są bardzo mgliste. Ogólnie mówiąc jakieś plany są, ale żadnych realnych terminów. Prace projektowe (czyli konkretny plan budowy) mają zostać ukończone dopiero w 2023 roku). Zaś rozpoczęcie robót budowlanych ma być w nowej perspektywie finansowej UE. W praktyce oznacza to, że takie połączenie będzie jeżeli Unia w kolejnym rozdaniu środków będzie łożyć dalej na rozwój kolei. Bo urzędnicy z Brukseli mogą powiedzieć „dość”, tak jak to było w przypadku lotnisk regionalnych. Wtedy zostaniemy sobie z planami.

Niezależnie od tych planów ma być budowane z połączenie kolejowe łączące Ostrołękę z Łomża i Giżyckiem. Tutaj jednak również terminy nie są zbyt napięte. Ogólnie wszystkie inwestycje kolejowe związane z budową CPK mają potrwać do 2034 roku. Trudno też powiedzieć czy do tego czasu projekt dotrwa, gdyż może zniknąć w momencie zmiany władzy w Polsce.

Oprócz wspomnianego wyżej problemu Łomży, który może zostanie w końcu rozwiązany przez odpowiednie inwestycje, powstaje jeszcze Rail Baltica. Połączenie w naszym regionie przebiega po obecnych torach kolejowych, tyle że na nowoczesnej infrastrukturze. Przy okazji budowane są również przystanki kolejowe. Jadąc do Warszawy pociągiem można zauważyć, że niektóre z nich zatrzymują się w zupełnie nowych miejscach. Czy zatem pociąg pośpieszny w przyszłości będzie też zatrzymywać się na Nowym Mieście? Bardzo możliwe. Nowoczesne składy dużo szybciej sobie radzą z zatrzymaniem i ponownym ruszeniem niż maszyny starego typu. Dlatego też nie powoduje to zbyt wielkich opóźnień w rozkładzie jazdy. Ciekawe jednak czy nie odbędzie się to kosztem stacji Starosielce?

Trzeba się jeszcze przyjrzeć czy jest sens omijania przez pociągi pasażerskie Białegostoku. Obecnie pociąg z Hajnówki do Gdyni jedzie przez stację główną i tak powinno zostać. Jeżeli będzie połączenie Olsztyn – Warszawa przez Białystok (które samo w sobie nie ma sensu), to także jeszcze głębszym nonsensem byłoby omijanie stolicy województwa podlaskiego i zatrzymywanie się wyłącznie na stacji na Zielonych Wzgórzach. Dlatego nowa infrastruktura łącząca 3 kierunki w tamtym miejscu będzie raczej przydatna tylko dla pociągów towarowych.

Tak czy siak inwestycje kolejowe cieszą. Patrząc z perspektywy ostatnich dekad, to po upadku PRL z powodów finansowych kolej w Podlaskiem bardziej dogorywała. Teraz rozkwita. Warto jednak zauważyć, że w Białymstoku i jego okolicach przydałoby się jeszcze kilka innych przystanków kolejowych. Zauważalny jest mocno brak takowego na osiedlu Białostoczek, Szczególnie, że planowane są dodatkowe dwa przystanki w Wasilkowie – jeden przy ul. Nadawki obok działek, drugi na osiedlu Lisia Góra. Gdyby jeszcze dodać do tego przystanek na wspomnianym Białostoczku to od stacji głównej można by było stworzyć całkiem dobre, lokalne połączenie z Czyżewa aż do Grodna. Tego typu propozycji snuć można jeszcze więcej. Póki co kolej jest u nas traktowana podobnie jak ścieżki rowerowe. Są to inwestycje przy okazji. Gdyby Unia nie dawała, to sami by nie budowali.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Plażowanie w Podlaskiem. Mapa kąpielisk w regionie.

Chociaż sezon letni już trwa, to warto pokazać, gdzie można plażować w Podlaskiem. Jeżeli lubicie spędzać czas nad wodą, to warto pojechać to tu, to tam. Trochę odmiany zawsze urozmaica czas wolny. Z powodu przyduchy nie zalecamy kąpieli w rzece Supraśl w Supraślu, Nowodworcach i Wasilkowie. Chociaż już jej nie ma, to trzeba poczekać na badania wody. Zaznaczyliśmy te kąpieliska na żółto. Nie warto jednak tych plaż przekreślać. Niedługo sytuacja może się zmienić.

Jeżeli chodzi o pozostałe kolory, to na zielono zaznaczyliśmy plaże, gdzie jest ratownik. Ale nie oznacza to, że w zaznaczonych na pomarańczowo nikogo nie ma. Tu po prostu nie posiadamy aktualnych informacji. Warto jednak korzystać z plaż w całym regionie. Każda z nich ma co innego do zaoferowania. Nie tylko piaszczyste lub trawiaste brzegi. Niektóre mają też wypożyczalnie sprzętów wodnych i gastronomię na miejscu.

Najważniejsze jednak jest to, że wybór kąpielisk w całym Podlaskiem jest naprawdę okazały. To, co zaznaczyliśmy na mapie to i tak nie wszystkie miejsca, gdzie można się kąpać. Nad samym Kanałem Augustowskim małych miejsc z dobrym zejściem do wody jest mnóstwo. Jednak to wszystko miejsca „dzikie”. Ani tam ratowników, ani też solidnej infrastruktury. Jeżeli pasuje Wam taka sytuacja, to też warto korzystać. Człowiek jest kowalem własnego losu. Nic nie ochroni Was tak jak własny rozum. Życzymy udanego wypoczynku!

Partnerzy portalu:

Katastrofa ekologiczna na rzece Supraśl. Trzeba ją ratować!
fot. OSP Supraśl, Zalew w Supraślu

Katastrofa ekologiczna na rzece Supraśl. Trzeba ją ratować!

Śnięte ryby, na całej szerokości rzeki Supraśl, zastali strażacy w sobotę 10 lipca 2021 r. po zgłoszeniach wędkarzy. Plaże w Supraślu i Wasilkowie zostały obłożone zakazem kąpieli do odwołania. Wstępnie ustalono, że nastąpiła tzw. „przyducha”. Jej konsekwencje odczujemy przez kolejne lata. Potrzebne są pilne inwestycje, by ratować rzekę.

Jak wiemy z lekcji chemii, woda to inaczej H2O czyli połączenie wodoru z tlenem. „Przyducha” natomiast to taki stan, w którym tlenu w wodzie jest dużo mniej niż powinno. Jego braki powodują powolną śmierć ryb, które najpierw zaczynają być niecierpliwe. Potem ich ruchy są gwałtowne. Zaczynają też próbować łapać powietrze. W kolejnym kroku skóra i skrzela bledną, następuje wytrzeszcz oczu i śmierć z osłabienia. Masowe wymarcie ryb wpływa na cały ekosystem. Jak wiemy z biologii – istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. Brak ryb powoduje głodowanie innych gatunków i ich migrację – choćby ptaków. Ostatecznie dochodzi do pogorszenia się jakości życia człowieka.

To z czym mieliśmy do czynienia na rzece Supraśl, możemy nazwać katastrofą ekologiczną. Doszło do zjawiska, które zabiło masowo ryby. Dodajmy, że jest początek lata i początek kłopotów. „Przyducha” wystąpiła dlatego, że najpierw występowały obfite deszcze. Powstały rozlewiska na łąkach. W takim środowisku powstały masowo mikroorganizmy, które natomiast zabrały tlen rybom. Przed nami zapewne kolejne letnie ulewy. Przypomnijmy, że człowiek doprowadził do zmian klimatycznych, przez co zjawiska atmosferyczne rzadko występują normalnie. Są wielkie ulewy, rekordowe upały czy trąby powietrzne.

Napowietrzanie Zalewu w Wasilkowie

Odrodzenie się środowiska na rzece Supraśl wymagać będzie kilku lat. Jednak trzeba zaznaczyć, że mówimy tu o latach bez kolejnych „przyduch”. Dlatego też bez ratowania rzeki przez człowieka, może to być niemożliwe. Podobny problem mieli w Ełku. Tam wykonano rekultywację zbiornika wodnego. Specjalne urządzenia napowietrzają wody jeziora za pomocą 2 urządzeń, zanurzonych w najgłębszych miejscach jeziora. Jednocześnie dozowane są do wody sól i żelazo, które powodują dezaktywację fosforu. Aby ograniczyć dopływ mikroorganizmów do wody umieszczono glony poroślowe. Generalnie rzecz biorąc – uczyniono z jeziora wielkie akwarium.

Weźmy pod uwagę, że rzeka płynie i jest to inny rodzaj zbiornika niż jezioro. Problem „przyduchy” wystąpił nad zalewem w Supraślu, a następnie przeniósł się rzeką nad zalew w Wasilkowie. Dlatego też te dwa zbiorniki wodne powinny zostać zamienione jak najszybciej w takie „akwaria”. Gminy Supraśl i Wasilków jeżeli chcą ratować rzekę, to powinny natychmiast zacząć planować tego typu inwestycje. W innym przypadku będziemy świadkami kolejnych, coraz częściej występujących „przyduch”. Coraz częstszy będzie też widok strażaków, którzy ręcznie będą napowietrzać zbiorniki. Będą też zakazy kąpieli. Czy tego chcemy?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromny obszar dzikiej przyrody. Na miejscu czuje się magię. To oni służą tej ziemi.

22 kwietnia to Światowy Dzień Ziemi. Tak jak w Walentynki ludzie przypominają sobie o miłości, tak też w święto naszej planety ludzie przypominają sobie o ekologii. Nawet w ostatnich czasach stało się to modne. Chociaż azjatyckie rzeki za sprawą tamtejszych mieszkańców to szambo, które wpływa do wspólnych Oceanów, to najgorliwsi w byciu „eko” są Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska. Oczywiście obciążając tym zwykłych ludzi zamiast tych, którzy najbardziej przyczyniają się do degradacji środowiska.

Ciągłe dążenie do nowoczesności, ciągłe ulepszanie świata, a także nieustanna pogoń za pieniądzem nie sprawiają, że ludzie są szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie – nieustanna konsumpcja wszystkiego co się da doprowadza do wielu ludzkich nieszczęść i tragedii. Ludzie przeglądają social media i myślą, że tak wygląda świat, a ich życie jest marne. Życie w Województwie Podlaskim jest zgoła inne. Oczywiście Białystok jest „europejski”, ale wystarczy wyjechać poza jego obszar, by zobaczyć że nikt u nas czas nie pędzi tylko co najwyżej bimber. Ludzie żyją spokojnie w wiejskich i małomiasteczkowych wspólnotach, że jak ktoś chce „zażyć” świata to jedzie do Białegostoku albo Warszawy, ale zawsze wraca.

Doskonałym przykładem takiego spokoju są okolice Biebrzy. Sam park narodowy to ogromny obszar dzikiej przyrody. Wystarczy tam przyjechać, a od razu czuje się magię tego miejsca. A co jeśli ktoś tam mieszka? Jest prawdziwym szczęściarzem. Tak też można powiedzieć o tych, którzy są w biebrzańskiej służbie. To ich codzienna praca powoduje, że na tym kawałku ziemi przyroda działa w sposób niezakłócony. Gdy rok temu wybuchł ogromny pożar – oni ratowali nie tylko park narodowy, ale przede wszystkim swój dom.

Tak jak pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego służą swojemu kawałkowi ziemi, tak w Światowy Dzień Ziemi warto pamiętać, że zamartwianie się o cały świat nie ma sensu. Wiara, że politycy rozwiążą problemy klimatyczne jest nieco naiwna. Wystarczy służyć ziemi – nie trzeba całej. Niech każdy pod opieką ma swój kawałek. Swoją własną lokalną ojczyznę. I takie przesłanie mamy dla Was na 22 kwietnia i wszystkie kolejne dni.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białystok – wiele może Was tu zaskoczyć. Zobacz zanim tu przyjedziesz!

Białystok to miejsce, które staje się coraz atrakcyjniejsze dla turystów. Tym razem naszym miastem zainteresował się dziennikarz Mateusz Grzymkowski, który na swoim kanale YouTube w niezwykle barwny sposób pokazał i opowiedział o naszym mieście. Dzięki czemu wszyscy, którzy kojarzą nas z Kononowiczem, disco polo mogą słodko się zdziwić.

Od niedawna stolica Podlasia kojarzy się wielu negatywnie. Swoją cegiełkę dołożył tu m.in. Lord Kruszwil, który pokazał Białystok jako zacofaną wieś. W swoim vlogu niemal równo po „słynnym” nagraniu pokazuję Białystok z zupełnie innej strony. Wiele może Was zaskoczyć! Zobacz zanim tu przyjedziesz! Vlog „Białystok stolica Podlasia!” jest krótką opowieścią o miejscach mniej i bardziej znanych. Bo przecież to wschodnie miasto to nie tylko disco polo, Zenek Martyniuk czy Krzysztof Kononowicz. Ma o wiele więcej do zaoferowania! Nie zdradzam jednak wszystkiego. Wskazuję drogę i liczę, że ten vlog zachęci Was do przyjazdu do stolicy Podlasia jak i do pozostałych miejsc na Podlasiu. – opisuje dziennikarz.

Na filmie zobaczymy oczywiście Pałac Branickich, katedrę, murale czy drewniane domy. Warto jednak zobaczyć film dlatego, że jest wszystko co widzimy jest ciekawie opowiedziane. Na szczęście Mateusz Grzymkowski nie odkrywa wszystkich kart i zostawia coś dla tych, co nigdy u nas nie byli i być może skuszą się na odwiedziny. Szczególnie latem – gdy Rynek tętni życiem niemal całą dobę.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wyglądały przedwojenne Suwałki. Zobacz film z 1937 roku.

Zwykle stare filmy z podlaskich miast możemy oglądać tylko dlatego, że kręcili je żołnierze okupantów na potrzeby propagandy. Zarówno niemieccy jak i rosyjscy – prowadząc wojnę na wielu frontach – tworzyli całe dokumenty dla swoich obywateli, by utwierdzać ich w słuszności prowadzonej polityki względem innych państw. W tym przypadku jest zupełnie inaczej, bo film z Suwałk powstał w 1937 roku czyli w czasie, gdy II Rzeczypospolita Polska cieszyła się niepodległością już 19 lat. U władzy był już Hitler, jednak życie w Polsce toczyło się spokojnie – a tym bardziej w Suwałkach. Przypomnijmy tez, że wówczas nasz kraj granicami sięgał aż do Wilna, więc nasz region był bardziej w środku niż na wschodzie.

Niniejsze filmy pokazują tzw. dzielnicę żydowską w Suwałkach. Na nagraniu zobaczycie na przykład Synagogę, Park, czy też jedne z głównych ulic w mieście – Noniewicza oraz Marii Konopnickiej. Nie zabrakło w kadrach słynny jarmarku. Film składa się z dwóch części. W tej drugiej możemy obejrzeć cmentarz żydowski przy ulicy Zarzecze, publiczną łaźnię, ulicę Kościuszki, ratusz czy rzekę Czarną Hańczę. Warty uwagi jest również Dom Starców Żydowskich, który znajdował się przy ulicy Noniewicza.

https://www.youtube.com/watch?v=uNhMdLafcZ4

Dziś nie istnieje już ani gmina żydowska ani synagoga. Ulica Noniewicza nazywała się wówczas Joselewicza 36 i tam znajdowała się świątynia. Bożnica pochodząca z 1828 roku była murowana, o długości 30 metrów i szerokości 16 metrów. Miała dwa rzędy wielkich okien i osiem kolumn od frontu. Charakterystycznym elementem budowli były: okazały kolumnowy portyk oraz falista attyka. Okolice synagogi zamieszkiwała do II wojny światowej głównie mniejszość żydowska, której przedstawiciele w znacznym stopniu opanowali lokalny handel i przemysł.

Synagoga została zdewastowana przez Niemców na początku okupacji. Po wojnie częściowo zniszczony i opuszczony budynek stopniowo popadał w ruinę. W 1952 roku świątynia została wpisana do rejestru zabytków województwa białostockiego. Jako właściciela budynku wskazano Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, Oddział w Białymstoku. Cztery lata później, w 1956 r. synagoga, będąca już w stanie katastrofy budowlanej, na polecenie władz lokalnych i za zgodą ówczesnego ministra kultury została skreślona z listy zabytków i zburzona.

Tak wyglądały przedwojenne Suwałki. Zobacz film z 1937 roku.
Synagoga w Suwałkach, stojąca przy ul. Joselewicza 36 / fot. Archiwum UM Suwałki

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak promowało się Podlaskie 10 lat temu. Czy wiele się zmieniło?

Czasem warto wrócić po latach do czegoś, co już się obejrzało. Można jeszcze raz zrozumieć, poznać na nowo zapomniane lub porównać z tym co aktualne. Wracamy po 10 latach do filmu promocyjnego województwa podlaskiego. Tak się składa, że dziś gdyby jeszcze raz nagrać ten sam film, to tylko jednej sceny by się nie udało zrealizować – skoku na deskorolce przy Centralu. Wszystko dlatego, że zlikwidowano tam murek widoczny w kadrze filmu. A reszta? Bez zmian.

Od razu nasuwa się pytanie czy to dobrze czy źle. Cały czas mamy presję rozwoju, bo nie można stać w miejscu. Każdy chce zarabiać coraz więcej, więc produkujemy coraz więcej, konsumujemy coraz więcej, zamawiamy coraz więcej usług. Gdyby to wszystko realizować także na Podlasiu, to nie zniknąłby tylko ten murek, ale coś więcej. Zatracilibyśmy się w tym co materialne i całkowicie odsunęlibyśmy od siebie to co duchowe. W 2020 roku za sprawą znanych każdemu wydarzeń mieliśmy przedsmak takiego świata.

Co jest jego odwrotnością? To, do czego ludzie uciekali, gdy im nic nie było wolno. Natura. Rzeki, lasy, pola, jeziora, ale też dzikie zwierzęta. Pośród tego świątynie pełne ludzi, należących do tej samej wspólnoty. Świat, gdzie nikt nie jest sam, a życzliwi ludzie są na każdym kroku. To właśnie Podlasie z jego magią. To fascynujące, ze po 10 latach, mimo prężnie rozwijającego się świata u nas nie zmieniło się zbyt wiele. A gdy świat na rok się zatrzymał, to u nas tylko w Białymstoku, Łomży, Suwałkach i innych powiatowych miejscowościach można to było poczuć. W mniejszych miejscowościach było tak jak zawsze. I to jest właśnie dobre. Ciągle wracamy do czegoś co było w przeszłości, bo nie cierpimy przyszłości oraz zmian. A na Podlasiu czas płynie tak wolno, że zmiany są ledwo dostrzegalne.

Partnerzy portalu:

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze „śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Partnerzy portalu:

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek „tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

Partnerzy portalu:

Czy na Podlasiu jest miejsce dla genetycznie modyfikowanych drzew?
fot, Wrota Podlasia

Czy na Podlasiu jest miejsce dla genetycznie modyfikowanych drzew?

W PRL masowo sadzono topole, bo bardzo szybko rosły. Niestety także latem mocno rozwiewało puch z takich drzew, który to był dosłownie wszędzie i przylepiał się do wszystkiego. Jako dziecko pamiętam, że puch bardzo łatwo się palił, a topola ogromna dzięki wiatrowi przyjemnie szumiała. Gdyby dawniej zrobić pocztówkę z Polski, to w krajobrazie takiego drzewa zabraknąć by nie mogło. Niestety topola to także katorga dla alergików, których zaczęło pojawiać się coraz więcej, a wręcz występować masowo. Okazało się też, że wielkie drzewa to zwyczajne chwasty. Dziś trudno takie dostrzec w miejskim krajobrazie.

 

Tymczasem zamiast zazieleniać całe miasta, by było jak najwięcej tlenu i chłodu latem, to testuje się genetyczne mieszanki – drzewa tlenowe. Taka roślina daje 10 razy więcej tlenu niż normalne drzewo, przez co jest w mieście bardzo pożyteczna. Ale to też chodzenie na skróty. By posadzić mniej, by było więcej betonu. 50 takich drzew posadzono w Łomży w ramach eksperymentu pod okiem Wyższej Szkoły Agrobiznesu w Łomży.

 

Drzewo powstało w 2011 roku w warunkach laboratoryjnych. Osiąga wysokość 16 metrów w 6 lat, a po ścięciu odrasta od pozostawionego pnia jeszcze przez kilkanaście lat. Może wyprodukować nawet do 10 razy więcej tlenu w porównaniu z innymi gatunkami rodzimych drzew liściastych, a to dzięki liściom o ogromnej powierzchni sięgającej nawet 3000 centymetrów kwadratowych (czyli o średnicy 70 cm). Topola bis? Drzewa posadzono przy trasach z dużym ruchem samochodów. Teraz trzeba będzie sprawdzić co gromadzi się w ich liściach i w glebie pod wpływem intensywnego ruchu drogowego. W dalszej perspektywie także to jaką mają wartość opałową takie drzewa. Ważna dla naukowców i ekologów jest także ocena jak drzewo tlenowe wpływa na rodzime ekosystemy i gatunki roślin.

 

Miejmy nadzieję, że cała ta genetyczna mieszanka po prostu nie wypali i wrócimy do normalnych drzew. W przyrodzie nie ma drogi na skróty. Nawet jak przez 10 czy 20 lat nie będzie widać różnicy, to ta różnica może występować. A jako pierwsze odczują ją zwierzęta, a potem być może ludzie. Tak było, gdy wyregulowano rzeki, a w praktyce je zniszczono i mamy suszę oraz podtopienia, tak było z pryskaniem upraw i wybiciem mnóstwa pszczół. Można wymienić jeszcze dużo, co człowiek zniszczył próbując przerabiać naturę. Dlatego genetycznie modyfikowane drzewa z Łomży nie powinny być sadzone już nigdzie indziej, gdy tylko eksperyment się zakończy.

Partnerzy portalu:

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

Władysław Jagiełło (u góry). Ilustracja z książki „Wizerunki książąt i królów polskich“ / Ksawery Pilati (1843-1902) / Wikipedia

Ostatnio obchodziliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, którego konsekwencje doprowadziły do rozpadu państwa Zakonu Krzyżackiego i długoletniej dominacji Królestwa Polskiego. A wspominamy o tym, by skłonić do refleksji – co dziś pozostało nam po tym wielkim zwycięstwie. Złotymi głoskami w historii zapisał się Władysław Jagiełło. Po wielu latach polskiej dominacji przyszły jednak zabory. Gdy odzyskaliśmy niepodległość – trzeba było zszyć kraj. Mało kto wie, ale w 1918 roku obowiązywało na terenach II RP pięć różnych porządków prawnych! Jednak krok po kroku do 1939 roku Polska zaczęła się odradzać. Potem wielkie zniszczenia II wojny światowej obróciły wiele miejsc w gruz i znów trzeba było odbudowywać. W czasach PRL byliśmy niejako znów pod zaborem rosyjskim. Przez to choćby nasz region kulturowo powrócił do tych czasów. Polityka „rusyfikacyjna” prowadzona była jednak bardziej subtelnie. Mamy jednak 2020 rok, jesteśmy bogatszym krajem niż jeszcze 10, 20 czy 30 lat temu. Możemy sobie pozwalać na coraz więcej. Dlatego też przyszedł czas na to, by zrobić pewien bilans, którym odpowiemy sobie czy nadal chcemy kontynuować dzieło zaborcy czy zacząć przywracać pamięć i dziedzictwo o świetnych czasach Królestwa Polskiego oraz odrodzić te elementy kultury polskiej, o których zapomnieliśmy.

Z perspektywy podlaskiej

Król Polski oraz Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, gdy rządził zarówno Polską jak i Litwą rezydował głównie w ówczesnej polskiej stolicy – Krakowie, ale wielokrotnie podróżował również do Wilna, by doglądać tamtejszych spraw osobiście. Chcąc nie chcąc królewski orszak musiał jakoś się przetransportować. Gdy spojrzymy na mapę, to zastanawiamy się czy król Jagiełło podróżował też przez dzisiejsze Podlasie. Drogi z Krakowa prowadzące do Wilna były dwie, jedna prowadziła przez dzisiejsze Podlasie. Należy jednak zaznaczyć, że wówczas nasz region był „rozdarty” pomiędzy Księstwo Litewskie, a lenno Królestwa Polskiego. Choć granica była umowna, to gdyby jej się trzymać, to można by było powiedzieć że Jagiełło jadąc przez nasz region kilkukrotnie by przekraczał granicę raz w jedną raz w drugą stronę. Jak wyglądała trasa?

 

Pierwszym większym przystankiem podczas wyprawy z Krakowa był zamek w Lublinie. Następnie wybierano wariant kierując się albo na Brześć albo na Mielnik . Gdy padał wybór tej drugiej trasy, to przekraczając rzekę Bug orszak kierował się następnie na Milejczyce. Kolejny przystanek to Bielsk oraz miejscowość Narew. Ostatnim punktem dzisiejszego Podlasia były Krynki. Dodać należy także, że trasą tą nie poruszał się jedynie orszak, ale była ona stale uczęszczana przez kupców, urzędników, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych, artystów i innych. A od 1569 roku, gdy utworzona została Rzeczypospolita Obojga Narodów była to najważniejsza droga w państwie!

Szlak Jagielloński

Patrząc z dzisiejszej perspektywy zaborcy rosyjskiemu skutecznie udało się doprowadzić do degradacji kultury polskiej bowiem dziś między Lublinem a Białymstokiem nie ma porządnej drogi (która dopiero powstaje). O dawnej trasie nie ma nawet co wspominać. Na 130 kilometrowym odcinku pomiędzy Mielnikiem a Krynkami mimo, że istnieją drogi to tak naprawdę niewiele pozostało. Warto jednak podkreślić, że 11 lat temu utworzono turystyczny „Szlak Jagielloński”. Niestety nie poszły za tym żadne inwestycje. Upowszechnianie kultury i historii nie powinno mieć miejsca tylko w sposób teoretyczny przy pomocy książek czy mediów. Warto przywracać to, co zaborca doprowadził do upadku. Gdyby tak zrobić „inwentaryzacje”, to wyszłoby, że jest wiele obiektów (choćby ruiny w Mielniku), które można by było przywrócić, spójnie ze sobą połączyć, a także zorganizować wokół nich turystykę. Byłby to niewątpliwie pierwszy krok, by przywrócić pamięć o świetnych polskich czasach, które nasi protoplaści wywalczyli na polach Grunwaldu.

Partnerzy portalu:

Jak kapitan Bruzda uciekł z więzienia?

Jak kapitan Bruzda uciekł z więzienia?

Czasy II Wojny Światowej. Jednym z więźniów łomżyńskiego więzienia jest kapitan Jan Tabortowski, pseudonim Bruzda, szef inspektoratu łomżyńskiego AK. Do celi trafił wraz z kilkunastoma towarzyszami w wyniku zasadzki gestapo. Przyjaciele postanawiają go odbić. Zaczyna się igranie z ogniem.

 

Na szczęście dla żołnierzy wśród Niemców znalazł się zdrajca. Strażnik więzienny umożliwił kontakt z przetrzymywanymi. Wraz z córką dostarczał aresztowanym broń i podrobione do cel klucze. W nocy z 12 na 13 stycznia 1943 r. aresztowani wyszli z cel, sterroryzowali obsługę więzienia i przedostali się na zewnątrz muru okalającego budynek. Ze względu na bezpieczeństwo Bruzdy komendant okręgu Mścisław skierował jego na nowe stanowisko – inspektora Inspektoratu IV Suwałki”.

 

Po wojnie Tabortowski uczestniczył w licznych akcjach zbrojnych, m.in. w maju 1945 r. 200 ludzi pod jego komendą zajęło Grajewo. Mimo amnestii okazało się, że nadal grozi mu aresztowanie i 3 lata później ponownie zszedł do podziemia. Zaczął się ukrywać m.in. na Bagnach Biebrzańskich. Uważa się go za ostatniego akowca, który zginął w walce. Doszło do tego w Przytułach, w obecnym powiecie łomżyńskim.

Partnerzy portalu:

Do Łomży nie wpuszczano Żydów

Do Łomży nie wpuszczano Żydów

Żydzi w ciągu kilkuset lat stopniowo napływali na teren Mazowsza i Podlasia. Miasta północno-wschodniej Polski ubożały na skutek licznych wojen. Prawo Rzeczpospolitej nie sprzyjało działalności finansowej szlachty,dyskryminowało „stan trzeci”. Dominowały niewielkie miasteczka, których właściciele chętnie godzili się na osiedlenie każdego, kto wnosił jakikolwiek kapitał. Żydzi byli idealnymi wprost kandydatami, zajmując się handlem,
dysponowali ”gotowymi” pieniędzmi

 

Aż do wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej (1941) prawie połowę mieszkańców Łomży stanowili Żydzi. Pierwsze wzmianki dotyczące ich obecności w mieście pochodzą z roku 1494. Pół wieku później, a dokładnie w 1556 r., dotknął ich zakaz osiedlania się w obrębie miasta, powtórzony pod koniec XVI stulecia. Przywilej de non tolerandis Judaeis, praktykowany w miastach królewskich, miał chronić chrześcijańskich kupców przed konkurencją.

 

Wyznawcy judaizmu, nie mogąc mieszkać w samej Łomży, osiedlali się w jej okolicach, np. we wsi Rybaki (dziś ulica w obrębie Łomży). Formalną zgodę na ich powrót do miast narodowych (dawniej królewskich) wydały dopiero władze zaborcze w 1822 r. Od tego momentu Żydów w Łomży szybko przybywało. W pierwszych dziesięcioleciach XX w. gmina żydowska dysponowała okazałą synagogą, jesziwą, szpitalem i kilkoma szkołami, wydawała też swoje gazety. Żydzi mieli także własne partie polityczne. Kres temu położyło zajęcie Łomży przez Niemców w czerwcu 1941 r.

 

Tuż po wkroczeniu do miasta hitlerowcy utworzyli getto i do września wymordowali kilka tysięcy Żydów w okolicznych lasach, m.in. koło Giełczyna i Sławca. Likwidacja getta nastąpiła w listopadzie 1942 r., a pozostałych przy życiu Żydów przetransportowano do obozu w Zambrowie, a potem do Treblinki. Warto wspomnieć, że łomżyńskie korzenie miał prezydent Izraela Chaim Herzog (1918–97), który to odwiedził miasto w 1992 r. W Łomży urodził się jego ojciec, Isaak Herzog. Mając kilka lat, Isaak wyjechał z rodzicami do Wielkiej Brytanii. Został następnie naczelnym rabinem Irlandii, a w 1937 r., kiedy przeniósł się do Palestyny – naczelnym rabinem wspólnoty aszkenazyjskiej.

Partnerzy portalu:

Puszcza została przeniesiona do Minecrafta

Puszcza została przeniesiona do Minecrafta

Po trzech miesiącach w końcu się udało. W ramach projektu ”Ostatnie drzewo” Puszcza Białowieska została przeniesiona w skali 1:1 do świata wirtualnego, a mianowicie słynnej gry Minecrafta. Autorom przyświecała przede wszystkim dokładność. Odtworzono nie tylko drzewostan, ale i każdy najmniejszy strumyczek.

 

Łącznie do cyfrowej wersji trafiło ponad  700 km kw. powierzchni Puszczy, co zajmuje 18 GB . W praktyce oznacza to, że cała mapa zbudowana jest z ponad 50 miliardów bloków. Zdecydowano się uwzględnić tylko 5 obszarów, na których widać ludzką działalność. Wszystko to oczywiście zobaczymy w typowej dla Minecrafta, kanciastej grafice. Kwadratowe jest więc też…słońce. Powstał również film promocyjny. Przewodnikiem po kompleksie leśnym jest głos niezastąpionej Krystyny Czubównej. 

 

Sięgnięcie do Minecrafta nie jest przypadkiem. Jego użytkownikami są przede wszystkim młodzi ludzie, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy z obecnego konfliktu o Puszczę. Dzięki mapie mogą zapoznać się z tematem. Teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że kopia zapasowa nie pozostanie jedyną wersją.

 

 

Partnerzy portalu:

Czego brakowało w Cristalu?

Czego brakowało w Cristalu?

Hotel Cristal w Białymstoku to jeden z wielu obiektów zaprojektowanych w czasach PRL przez Stanisława Bukowskiego. Otwarto został w 1952 r. jako Hotel Miejski ”Żubr”, lecz na wykończenie trzeba było jednak czekać latami. Obecnie  przyjmuje około 50 tys. gości rocznie.

 

Kilka elementów hotelu nie przetrwało do dnia dzisiejszego. Chodzi tu zwłaszcza o jeden z pierwszych neonów w mieście. Zaprojektowała go Placyda Bukowska, żona projektanta, uczennica Ludomira Sleńdzińskiego na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.

 

Fasadę budynku rozświetlała tzw. Dama Kameliowa będącej zarysem kobiecej postaci, która trzyma trójkątny kieliszek do martini. Neon zniknął w latach 90. podczas prac remontowych. Instalacja miała pełnić również reklamową funkcję.  Zatem nie tylko wzbogacała walory estetyczne gmachu, lecz także zachęcała do skorzystania z oferty hotelu.

 

Z okazji zbliżającego się 65-lecia otwarcia hotelu dyrekcja postanowiła odtworzyć neon w pierwotnej formie. Domagali się tego starsi klienci. Co prawda nie znalazł się na elewacji, ale na szklanej dobudówce, gdzie mieści się wejście do restauracji. 

 

Partnerzy portalu:

Czy Podlasiu grozi inwazja żmij?

Czy Podlasiu grozi inwazja żmij?

W Polsce miejscami, gdzie spotkanie żmii jest najbardziej prawdopodobne, są tereny górzyste, szczególnie Bieszczady i Beskidy. Jednak mieszkańcy nizinnych terenów nie powinni jednak wyzbywać się czujności. Ostatnimi czasy zaobserwowano pojawienie się sporej liczby żmij również na Podlasiu. Przekonała się o tym mieszkanka gminy Rajgród (powiat grajewski).

 

Do jednostki policji zgłosił się mężczyzna z prośbą pomocy dla swej żony, która odczuwa silny ból głowy i nogi. Okazało się, że kobietę ugryzła żmija. Wszystko działo się na terenie posesji letniskowej. Funkcjonariusze bez chwili zawahania umieścili cierpiącą w radiowozie po czym na sygnale popędzili do szpitala. Na szczęście kobieta doszła do siebie.

 

Czy na Podlasiu nie można spokojnie spacerować czy leżakować? Bez przesady. Inwazja żmij nam nie grozi. Najczęściej do ataków gada dochodzi przypadkiem. One również kochają słońce i korzystają z pięknej pogody. Niekiedy nasze drogi dosłownie się krzyżują i dochodzi do nadepnięcia żmii. Tej już instynkt podpowiada atak. Można się jednak zabezpieczyć.

 

Przed wyprawą w tereny, gdzie ryzyko spotkania ze żmiją jest większe, trzeba zwrócić uwagę na odpowiedni strój. By ograniczyć ryzyko ukąszenia przez żmiję, warto nosić długie spodnie włożone w skarpety oraz kryte buty za kostkę.

 

Partnerzy portalu:

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Powoduje on mocne oparzenia, które w skrajnych przypadkach mogą zakończyć się zgonem. Władze robią wszystko co w swej mocy aby wyplenić te diabelskie zielsko. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Nasiona są lekkie, a przenoszone przez wiatr sieją się na potęgę. Przełom czerwca i lipca to miesiące, kiedy kontakt z barszczem Sosnowskiego jest najbardziej niebezpieczny.

 

Duże skupiska rośliny występują  w Suwałkach i okolicach.Tamtejsza straż miejska wzywa wszystkich mieszkańców, aby informowali o pojawieniu się barszczu na ich posesjach. To właśnie funkcjonariusze zajmą się sprawą osobiście. Służby prowadzą również kampanię informacyjną na temat tego jak zachować się w przypadku kontaktu.

 

Samo wycięcie rośliny nic nie daje. Trzeba użyć odpowiednich środków chemicznych aby nie wyrosła ponownie za rok. Barszcz Sosnowskiego został sprowadzony do Polski w okresie komunizmu, jako roślina pastewna. Jako, że jej wysokość dochodziła do 4 m, szybko stała się popularna wśród rolników. Uprawa jednak wymknęła się spod kontroli. Dlatego też nazywana jest ”zemstą Stalina”. W dużym niebezpieczeństwie są zwłaszcza dzieci, które nie zdają sobie sprawę z zagrożenia. Należy więc uważać na bawiące się pociechy. Barszcz może zostawić blizny do końca życia.

 

 

Partnerzy portalu:

Ściany będą uczyć historii

Ściany będą uczyć historii

Już wkrótce mieszkańcy Łomży będą mogli podziwiać historyczne postacie na ścianach kilku budynków. Kosztem blisko 60. tys. zł powstaną bowiem murale odnoszące się do ważnych dla miasta wydarzeń. Jest to doskonała metoda  na promocję Łomży. Istotny jest jednak również aspekt edukacyjny.

 

Największy mural zostanie stworzony przy ul. Wojska Polskiego. Będzie przedstawiał epizod powstania styczniowego. Następny upamiętni postać Jakuba Ignacego Wagi, prekursora działalności ekologicznej. Ozdobi on budynek na ul. Polnej.  Z kolei sylwetkę kapitana Mariana Raganowicza i jego 33. Pułk Piechoty. artyści namalują na ul. Rządowej.

 

Grafiką zajmą się studenci z Gdańskiej Szkoły Muralu, założonej przez dr Rafał Roskowiński. Jego podopieczni działali już w regionie, mianowicie w Wiźnie. Czy ścienne malowidła przyciągną do Łomży turystów? Na odpowiedź na to pytanie należy poczekać.

 

Partnerzy portalu:

Gwiazdor będzie jeździł białostockim rowerem

Gwiazdor będzie jeździł białostockim rowerem

Ile czasu może powstawać wypasiony rower? Wszystko zależy od tego, dla kogo został projektowany. Dla Adama Zdanowicza z Białegostoku stworzenie ”maszyny” dla legendarnego gitarzysty Slasha zajęło blisko rok.

 

W rowerze można odnaleźć wszystkie elementy, jakie ubóstwia muzyk. Rama w kształcie instrumentu, pedały w formie małych gitar, czaszka na kierownicy czy węże na zębatce – od tego wszystkiego każdy pasjonat może umrzeć z zazdrości.

 

A wszystko zaczęło się od…Dody, która supportowała Gun’s N Roses na koncercie w Gdańsku. To ona była pomysłodawczynią nietypowego prezentu. Poprzez wspólną znajomą skontaktowała się z Adamem Zdanowiczem,a ten jako wieloletni fan zespołu, mógł spełnić swoje marzenie. Nie dość, że poznał kultowego muzyka, to jeszcze zrobił mu rower.

 

Z długiego procesu powstawania egzemplarza powstał cały film , a link do niego został zamieszczony w siodełku roweru. Slash uznał produkcję za genialną i umieścił ją na swoim kanale na YT.Już niedługo rower z Białegostoku będzie śmigał po ulicach Los Angeles. Możemy być dumni z dzieła Podlasianina.

Partnerzy portalu:

Szkoła muzyczna to więzienie

Szkoła muzyczna to więzienie

Kompleks więzień w Łomży zaczął swe funkcjonowanie w 1892 r. Składał się on z kilku murowanych z czerwonej cegły budynków dwu i trzypiętrowych, otoczonych wysokim murem. Na bokach zlokalizowano zaś strażnice. Łącznie gwarantował odsiadkę dla trzystu przestępców.

 

Wycofujący się w 1944 roku Niemcy zniszczyli budynki więzienne. Po wyzwoleniu, w drugiej połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, ruiny, mimo iż były pilnowane przez uzbrojonych ormowców, były penetrowane przez mieszkańców miasta, którzy wykorzystywali niektóre fragmenty (blachy, fragmenty wyposażenia, elementy drewniane) do naprawy zniszczonych w czasie wojny domów, jak też przez szukających przygód młodszych mieszkańców Łomży.

 

Zniszczone wybuchami budynki więzienia, a także ceglane mury ogrodzenia zostały rozebrane prawdopodobnie na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. O przyczynach tych rozbiórek krążyły różne pogłoski. Słyszało się między innymi, że cegłę i inne materiały pochodzącą z rozbiórek tych budowli łomżyńskie władze przekazały na odbudowę Warszawy. Z większych budowli, pozostał tylko dawny budynek administracyjny z bramą wjazdową, w którym, po przebudowie, znalazła siedzibę szkoła muzyczna.

Partnerzy portalu:

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu do niczego nie przywiązuje się wagi.  Na byle czym skacze się do wody w Augustowie, na byle czym zjeżdża się na nartach w Szelmencie. Wyobraźnia mieszkańców naszej krainy nie ma końca. Tylko pozazdrościć pomysłowości.

 

I co z tego, że wehikuły są zwykle jednorazowe. Chociaż praktycznego zastosowania nie posiadają, sprawiają więcej radości niż przejażdżka bolidem formuły 1. W sumie w czym brodzik od prysznica, wykorzystany do przejażdżki na stoku, jest gorszy od super maszyn, jakie znamy z plakatów motoryzacyjnych. Czy Porsche można wstawić do łazienki? Czy schłodzi nasze ciało po upalnym dniu? No właśnie…

 

Chociaż dystanse do pokonania są krótkie, kilka sekund radości, prędzej utkwi nam w pamięci, niż podróż dookoła świata. Globtroterzy pewnie czują się już urażeni…Aby wystartować w skokach czy zjazdach na byle czym, należy włożyć całe serce w przygotowania. Nieraz trwają one wiele miesięcy. Ludzie nie śpią po nocach, dłubiąc w warsztacie, udoskonalając swe pojazdy. Dla kilku metrów lotu czy stu metrów zjazdu naprawdę warto. Zawody to też doskonała okazja na poznanie podobnych sobie freaków. Kto wie, może druga połówka też się znajdzie…

Partnerzy portalu:

Leśnicy pomagają sokołom

Leśnicy pomagają sokołom

Już blisko 6 lat trwają starania leśników z Poczopka (Nadleśnictwo Krynki) o przywrócenie populacji sokoła wędrownego. Do tymczasowego gniazda w środku lasu trafiły właśnie dwie opierzone samiczki. Mają kilka tygodni i czują się doskonale w nowym środowisku. Konstrukcja przypominająca klatkę wisi 20 m nad ziemią.

 

Dlaczego tak wysoko? Ptaki muszą trenować skrzydła, a w wyższych partiach drzewa jest to możliwe dzięki większym porywom wiatru. Przez trzy tygodnie sokoły będą szczegółowo obserwowane po czym zostaną wypuszczone w świat. Wraz z otwarciem klatki czeka ich ważny egzamin. Same muszą nauczyć się zdobyć pokarm.

 

W latach 60. liczba sokołów wędrownych drastycznie spadła. Jednak dzięki programowi reintrodukcji, a więc przywracania, udało się uratować te wyjątkowe ptaki, które potrafią pikować nawet do 300 km/h.

 

Partnerzy portalu:

Zaginioną fokę odnaleziono przy…śmietniku

Zaginioną fokę odnaleziono przy…śmietniku

Gdzie jest foka? Takie pytanie można było usłyszeć nie jeden raz w Augustowie, głównie z ust starszych mieszkańców kurortu. Rzeźba zlokalizowana w centrum miejskiego parku przez ponad 20 lat cieszyła odwiedzających. Jako, że mieściła się w źle zaprojektowanej fontannie, było tylko kwestią czasu, aż dokona żywota. Tak też się stało. 

 

W 1991 r. wadliwą konstrukcję zasypano. Foka natomiast przepadła bez wieści. Zapewne w umysłach mieszkańców powstały różne teorie na temat jej losów. Tych spiskowych też, za pewne, nie brakowało. Jedni byli przekonani, że została zniszczona, drudzy z nieufnością patrzyli na sąsiadów, którzy mogli sobie ją przecież przywłaszczyć. Inni jeszcze przypisywali jej magiczne właściwości. Była więc czymś w rodzaju artefaktu (dobry temat na film swoją drogą). Prawda okazała się zgoła odmienna. Betonowa foka odnalazła się na jednej z posesji spółek miejskich. Stała smutna i opuszczona przy kubłach na śmieci. Czy tak można traktować dawną atrakcję?

 

Na wieść o tym ruszała lawina komentarzy. Co prawda, na ulicach nie pojawiły się transparenty z napisem ”Uwolnić fokę”, ale mnóstwo mieszkańców domagało się powrotu rzeźby z emerytury. Większość planów spaliła jednak na panewce. W końcu rzeźba znalazła nowy dom.  Właściciel sanatorium nad rzeką Nettą umieścił ją, za zgodą władz, w tamtejszym stawie. Przedsiębiorca chciał nawet zwierzę ozłocić. ”Złota foka” – czy to nie brzmi epicko? Niestety na ten, trzeba przyznać, zwariowany pomysł, burmistrz się nie zgodził. 

Partnerzy portalu:

Augustów rozpoczyna kolejną batalię

Augustów rozpoczyna kolejną batalię

7 lat temu się nie udało. Może tym razem? Władze Augustowa po raz kolejny rozpoczęli batalię o wpisanie Kanału na Listę Światowego Dziedzictwa. Specjalny pełnomocnik już przygotowuje specjalny wniosek. Ważne by nie popełnić błędów z przeszłości, które przekreśliły szansę kurortu.

 

Kanał Augustowski był największą inwestycją XIX-to wiecznej Polski. Liczy sobie 100 km długości, z czego 80 km przebiega przez nasz piękny kraj. 20-oma kilometrami muszą zadowolić się Białorusini.Wpis na listę byłby ogromną promocją miasta. Choć kurort i tak jest oblegany, kilku turystów więcej nie zaszkodzi.

 

Potencjału Kanału nadal nie udało się jednak wykorzystać. Bazy turystyczne powstały w okresie międzywojennym co mówi samo za siebie. Bez inwestycji się nie obędzie. Przedłużą one sezon odwiedzin. Wpis na listę oznaczałby ogromny zastrzyk finansowy. Do miasta trafiłoby kilkadziesiąt milionów złotych.

Partnerzy portalu:

Zwierzęta zostały złapane w pułapkę

Zwierzęta zostały złapane w pułapkę

Biebrzański Park Narodowy rozciągający się na kilka powiatów Podlasia pełny jest dzikiej zwierzyny. Ich miłośnicy muszą jednak obejść się z makiem. Zwierzaki najczęściej są nieuchwytne. Aby wyjść na przeciw oczekiwaniom, pracownicy Parku stworzyli sieć fotopułapek. W sumie zainstalowano ponad 60 sztuk.

 

Dzięki nim mieszkańcy Parku mają spokój, a ich fani przynajmniej zobaczą świeże fotki. Choć pierwsze próby monitoringu podejmowane były już 6 lat temu, popularność pułapek przyszła właśnie teraz. W krótkim okresie czasu zarejestrowały tysiące gatunków. Ustawione są w miejscach szlaków wędrówek, a także przy gniazdach szczególnych ptaków, jak orzeł bielik i bocian czarny. 

 

Fotopułapki umożliwiają zdobycie wielu cennych informacji o gatunkach. Dzięki nim leśnicy dowiedzieli się chociażby, że wilki chodzą ścieżkami przeznaczonymi dla turystów. Kładki, mosty i drogi – tam można ich spotkać. Niektóre zwierzęta nie zauważają kamerki, inne wręcz przeciwnie. Pozują przed nimi całymi godzinami.

Partnerzy portalu:

Sprzedawali klejnoty za bezcen. Oszukali setki ludzi.

Sprzedawali klejnoty za bezcen. Oszukali setki ludzi.

W latach 20. Białostoccy oszuści do swego kanciarskiego repertuaru dorzucili coś nowego. Chodzi tu o sprzedaż domniemanych brylantów z carskiej korony. Ofiary procederu należy liczyć w setkach. Najczęściej byli to wieśniacy, którzy na chwilę przyjechali do miasta. Wracali zwykle w dobrych humorach, sądząc że zrobili interes życia, kupując cenne klejnoty.

 

W rzeczywistości oszuści wciskali szkło i tomblak. Nie jeden z nich posiadał umiejętności aktorskie. Zwykle sprzedawali bajeczkę o konieczności wyjeździe do Warszawy. Łamiącym się głosem opowiadali kupcom o chorych i głodnych dzieciach. Pieniądze na bilet do lepszego świata mogli zaś zdobyć pozbywając się za odpowiednią kwotę rodzinnych pamiątek.

 

Historie były tak poruszające, że chwytały za serce, głównie panie. Czar prysł, gdy klejnoty zanoszono do jubilera. Kosztowności, za które zapłacono kilkadzieścia złotych były warte dosłownie grosze. Chociaż zgłoszenie sprawy do Urzędu Śledczego zakończyło przygodę kilku kanciarzy, to pieniędzy zwykle nie udawało się odzyskać.

 

 

Partnerzy portalu:

Małżeństwo upiększało miasto

Małżeństwo upiększało miasto

Choć chcieli zamieszkać na stałe w Wilnie, wojenna zawierucha i sprawy rodzinne sprawiły, że osiedlili się  w Białymstoku. Uzdolnione małżeństwo – Stanisław i Placyda Bukowscy przyczynili się jak mało kto do odbudowy miasta.

 

Architekt Bukowski szybko znalazł pracę przy odbudowie zniszczonych białostockich zabytków. Wraz z ówczesnym wojewódzkim konserwatorem, przywrócił do czasów świetności centrum miasta zniszczone na skutek wojny. To jemu zawdzięcza się odbudowę chociażby Rynku Kościuszki i strategicznych obiektów.

 

Niedługo po przybyciu do miasta objął dowodzenie nad budową kościoła Świętego Rocha. Zaprojektował ołtarze, a także skonstruował mur, mający na celu zaprzestanie osuwania się skarpy. Żona Placyda, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zajęła się z kolei witrażami.

 

Architekt zajmował się również budynkami o publicznej użyteczności. To spod jego ręki wyszedł między innymi Dom Partii przy Placu Uniwersyteckim oraz Hotel Cristal.  Warto nadmienić, że budynek hotelu zdobił pierwotnie neon który ukazywał  Damę Kameliową autorstwa Placydy.

 

Najważniejszym projektem była jednak Pałac Branickich wraz z ogrodami. Nie zgadzał się z władzami komunistycznymi, co do jego przeznaczenia. Umieszczono w nim Akademię Medyczną, choć wedle jego projektu miał powstać dom kultury. Spór doprowadził do usunięcia architekta od dalszych prac. Stanisława nagrodzili jednak znajomi, którzy zamówili jego popiersie i w tajemnicy umieścili je na tympanonie ogrodowej fasady pałacu.

 

Partnerzy portalu:

Podlasie krzyżami stoi

Podlasie krzyżami stoi

Ręcznie kute żelazne krzyże, które umieszcza się na wierzchołkach kapliczek i krzyży drewnianych należą do charakterystycznych wytworów polskiej sztuki ludowej. Na Podlasiu tradycja takiego zdobnictwa sięga XVIII w. Jednak większość tych, które się zachowały, ufundowana została na przełomie XIX I XX w. Krzyże były sponsorowane zarówno przez katolików i wyznawców prawosławia.

 

Podlaskie kute krzyże stanowią nie tylko świadectwo pobożności wiejskich społeczności. Wyróżniają się walorami plastycznymi, bogactwem form oraz kunsztem artystycznym miejscowych rzemieślników. Różnorodność rozwiązań kompozycyjnych zaskoczy nie jednego obserwatora. Nie oznacza to jednak, że każdy krzyż posiada bogate dekoracje. W krajobrazie Podlasia można również odnaleźć skromniejsze formy formy. Śmiało mogą więc konkurować z krzyżami litewskimi, które zostały wpisane na listę dziedzictwa kultury UNESCO.

 

Z roku na rok niszczeją kapliczki, a więc i krzyże. W społecznościach lokalnych należy więc zaszczepić ideę ochrony tych tych niezwykłych form kowalskich. Inaczej znikną z krajobrazu kulturowego na dobre.

 

Partnerzy portalu:

Pedałując można poznać historię regionu

Pedałując można poznać historię regionu

Nie od dzisiaj wiadomo, że każdy uczeń czekał na lekcje w plenerze. Ile można w końcu siedzieć w ławce. Solidną dawkę wiedzy zapewnić może chociażby Szlak Orla Białego w Augustowie. Rozległe tereny Puszczy stwarzały niegdyś doskonałe warunki do działań partyzanckich. Wytyczeniem szlaku zajęli się pracownicy nadleśnictwa. Odnajdziemy na nim ponad 34 ciekawe miejsca. Można dojść do nich na pieszo, bądź też podjechać rowerem.

 

Chętni mają do wyboru kilka wariantów trasy. Każda ma inną długość. W zależności od kondycji można wybrać 12-sto kilometrową drogę po okolicach Augustowa, bądź też pętlę o łącznej długości ponad 70-ciu kilometrów. Jest to jednak propozycja dla wytrwałych cyklistów. Również z okazji uruchomienia szlaku zorganizowano wyścig rowerowy. Piękno przyrody możemy podziwiać obok samotnych krzyży, mogił czy odbudowanych schronów.

Partnerzy portalu:

Ogórki kwaszone – jedyne takie w kraju

Ogórki kwaszone – jedyne takie w kraju

Ogórki kwaszone ”Narwiańskie” to niezwykły produkt, którego wyjątkowość tkwi w połączeniu naturalnych walorów środowiska uprawy i tradycyjnych metod produkcji. Otulina Narwiańskiego Parku Narodowego, gdzie te ogórki są hodowane, oferuje idealne warunki do uprawy, dzięki swojemu czystemu ekologicznie środowisku. Właśnie ten unikalny ekosystem przyczynia się do wyjątkowej jakości i smaku ”Narwiańskich” kwaszonych ogórków.

Ogórki kwaszone i ich produkcja na obszarze Narwiańskiego Parku Narodowego

Uprawa ogórków na obszarze otuliny Narwiańskiego Parku Narodowego obejmuje kilka gmin, w tym Choroszcz, Kobylin Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna i Tykocin. Oczywiście metoda produkcji opiera się na tradycyjnych praktykach, które promują zrównoważone wykorzystanie zasobów naturalnych. Gospodarstwa stosują głównie nawozy organiczne, minimalizując użycie nawozów sztucznych. Ponadto, wybierane są odmiany ogórków charakteryzujące się wysoką odpornością na choroby, co pozwala ograniczyć stosowanie środków ochrony roślin. Oczywiście cały proces produkcji odbywa się w trosce o zachowanie naturalnej równowagi i czystości ekosystemu.

Tradycja produkcji w dolinie rzeki Narew

Historia produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew ma swoje korzenie w latach 60. XX wieku, kiedy to Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska ”Witamina” rozpoczęła skup zielonych ogórków od lokalnych rolników i proces kwaszenia. Pierwotnie, ogórki były kwaszone w drewnianych beczkach zanurzonych w rzece Narew. Dziedzictwo kulinarnych praktyk, opartych na lokalnych surowcach i tradycyjnych metodach, stanowi nieodłączną część historii i kultury regionu.

Promocja zrównoważonego rolnictwa i lokalnej kultury

Kultywowanie tradycji uprawy ogórków kwaszonych w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego przynosi korzyści nie tylko dla lokalnej społeczności, ale również dla środowiska. Oczywiście współczesne gospodarstwa rolnicze, które kontynuują tę praktykę, przyczyniają się do zachowania bioróżnorodności i ochrony ekosystemu. Ponadto, produkcja ”Narwiańskich” kwaszonych ogórków promuje zrównoważone rolnictwo i świadome spożycie, inspirując konsumentów do wyboru lokalnych, ekologicznych produktów.

Ogórki kwaszone i ich dziedzictwo kulinarnych tradycji

Te wyjątkowe ogórki, wraz z ich historią i tradycją, stanowią ważny składnik dziedzictwa kulinarnego Podlasia. Przekazują nie tylko smak, ale również historię i wartości regionu. Poprzez kontynuowanie praktyk uprawy i produkcji ogórków kwaszonych, społeczność lokalna pielęgnuje swoje dziedzictwo kulturowe i ekologiczne, budując jednocześnie więzi społeczne i promując lokalną tożsamość.

Partnerzy portalu:

Bocian został nowym logo Łomży

Bocian został nowym logo Łomży

Powiat Łomżyński już wkrótce będzie miał nowe logo. Wybór padł na bociana, który na terenie starostwa zakłada liczne gniazda. Jako, że budzi on raczej pozytywne emocje, na pewno nie wzbudzi kontrowersji. Grafice  towarzyszy hasło ”Powiat Łomżyński. Ja tu zostaję”. Bocian więc z logo nigdzie nie odleci. 

 

Ptak nie posiada jednak biało – czerwonej kolorystyki. Uznano, że kolor niebieski, bardziej będzie odpowiadał założeniom, nawiązując do przepływającej przez powiat rzeki Narew. Zarówno logo jak i hasło jeszcze w tym roku pojawią się na materiałach promocyjnych Starostwa. Życzymy powodzenia w propagowaniu bociana.

Partnerzy portalu:

Muzeum w Ciechanowcu idzie z duchem czasu

Muzeum w Ciechanowcu idzie z duchem czasu

Muzeum Rolnictwa w Białymstoku zmieniło się w plac budowy. Wszystkie zabytkowe budynki, a także same pawilony doczekają się liftingu. Dawny blask odzyskała już chociażby stajnia, w której mieści się muzeum weterynarii. To samo dotyczy się piwnicy, która do tej pory pełniła funkcję chłodni.

 

Wszystko to oczywiście dla turystów. Skończą się czasy przeciekającego dachu i deszczu kropiącego na eksponaty. Nowe granitowe i kamienne nawierzchnie dróg zadbają o komfort spacerowiczów.  Na 350 m2 już będą odbywać się wystawy i pokazy filmowo – muzyczne. Pojawi się też nowa ekspozycja poświęcona w całości historii rolnictwa – od feudalizmu po czasy obecne. Połączy ona nowoczesność z tradycyjnymi elementami.

 

Całość remontu, szacowana na 7 mln zł. jest możliwa dzięki dofinansowaniu z UE. Prace potrwają do końca przyszłego roku i zamkną okres dziesięcioletniej modernizacji obiektu.

Partnerzy portalu:

Ziołowy show na Podlasiu

Ziołowy show na Podlasiu

Ziołowy show w Korycinach to wyjątkowe wydarzenie, które ma miejsce w malowniczej wsi położonej w województwie podlaskim. Koryciny, znane swoją urodą i bogactwem przyrody, stają się areną dla pasjonatów ziół i miłośników natury. To właśnie tutaj, w sercu pięknej polskiej przyrody, odbywają się „Nadbużańskie Ziołowe Spotkania”, organizowane przez Ziołowy Zakątek. W czerwcu, gdy przyroda roztacza swoje bogactwo i zieloność, zbieracze ziół mają idealny czas na poszukiwanie różnorodnych gatunków roślin leczniczych i aromatycznych. Skrzyp polny, liście malin, czy inne dobroczynne zioła stają się celem poszukiwań entuzjastów, którzy podczas tego wyjątkowego wydarzenia mogą się podzielić swoją wiedzą i pasją z innymi. „Nadbużańskie Ziołowe Spotkania” nie tylko promują zbieractwo ziół, ale także stanowią doskonałą okazję do edukacji i promocji zdrowego stylu życia.

Ziołowy show i jego atrakcje

Wydarzenie było pełne atrakcji i nie zabrakło w nim różnorodnych zajęć. Jedną z głównych atrakcji był konkurs „Co to za zioło”, w którym każdy mógł spróbować swoich sił w rozpoznawaniu roślin po samym zapachu. Okazało się to niezwykle trudnym zadaniem, nawet dla doświadczonych pasjonatów ziół. Dodatkowo, uczestnicy mieli okazję stworzyć swoje własne, unikalne mieszanki ziół, co zaowocowało powstaniem wielu oryginalnych receptur. Nie mogło zabraknąć również aromaterapii, gdzie uczestnicy mogli zanurzyć się w cudownych zapachach, których nie brakowało na wydarzeniu. Jednakże, nie tylko zmysły były tu zachwycone, ale także umysły, gdyż prezentacja pozyskiwania naturalnych barwników roślinnych przyciągała uwagę wielu osób. To był prawdziwy pokaz natury i kreatywności, który dodatkowo wzbogacał doświadczenie uczestników.

Ziołowy zakątek

Ziołowy Zakątek to jedyne takie miejsce w regionie. Na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. ale przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90. Placówka zrodziła się z pasji, miłości do przyrody i do otaczającego nas świata. Jej właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje.

Partnerzy portalu:

Park ogłasza konkurs dla ekologów

Park ogłasza konkurs dla ekologów

Ogrody Przyjazne Przyrodzie. Tak właśnie nazywa się organizowany przez Biebrzański Park Narodowy konkurs dla mieszkańców gmin lezących na jego terenie. We wzorowym ogródku nic nie może się marnować. Pozornie niepotrzebne przedmioty mogą stać się dekoracją, która zachwyci nie tylko znajomych.

 

Ogród stanowić powinien schronienie dla licznych zwierząt, jeży czy też drobnych płazów i gadów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny drewniany płot. Obecnie wiejskie ogrody upodobniają się do tych z miast. Idealnie przystrzyżona trawa czy krzewy nie są jednak dobrym miejscem dla dzikiej przyrody.

 

Każdy właściciel posesji, których ogród spełnia ”naturalne” kryteria może przystąpić do konkursu. W sumie zasięg akcji obejmuje 14 nadbiebrzańskich gmin. Ma ona na celu promocję przyjaznych praktyk ogrodniczych i zachęcenie do obcowania z przyrodą. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 sierpnia. Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://www.biebrza.org.pl/

Partnerzy portalu:

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia to malowniczo położony sztuczny zbiornik wodny niedaleko centrum Suwałk. Jest największą atrakcją miasta w upalne, letnie dni. Dodatkowo w okresie letnim Zalew Arkadia tworzy ogólnodostępną, strzeżoną plażę miejską. W sąsiedztwie kąpieliska znajduje się plac zabaw dla najmłodszych, skate park, a także kawiarnia, a na przystani wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tu także popływać łódką z żaglem, rowerem wodnym czy odpocząć na trawie lub na jednym z kilku pomostów. Dla osób lubiących sport na świeżym powietrzu przygotowano również mini siłownię. Na terenie Zalewu Arkadia można bezpłatnie skorzystać z sieci internetowej wi-fi.

Idealne miejsce na aktywny wypoczynek i przygodę

Uroku temu miejscu nadaje wysepka położona na środku akwenu. Nad Zalewem Arkadia znajduje się hala Ośrodka Sportu i Rekreacji, z basenem i zapleczem hotelowym. Ze względu na położenie kawiarni, korzystają z niej nie tylko ludzie przebywający nad kąpieliskiem ale i ludzie z miasta. W pobliżu Zalewu Arkadia znajduje się najnowocześniejszy w województwie podlaskim Eurocamping. Cały teren ogrodzono i przygotowano pod najbardziej wymagających wczasowiczów.

Aktywny wypoczynek i piękno natury: Zalew Arkadia w Suwałkach zaprasza

Dużą atrakcją dla dzieci jest oswojone ptactwo, które podpływa do pomostów i oczekuje na kawałek chleba czy bułki. Wokół zalewu Arkadia znajdują się liczne ścieżki rowerowe, piesze i wiele ławek tuż nad brzegiem wody. Na terenie zalewu Arkadia mają miejsce różnego rodzaju imprezy rekreacyjno – sportowe, które w rezultacie przyciągają rzesze zainteresowanych. Woda Zalewu Arkadia spełnia wszystkie wymogi Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej obowiązujące dla kąpielisk publicznych. Zbiornik zasilany jest przez rzekę Czarna Hańcza, która uchodzi do Niemna na Białorusi.

Uroczyste otwarcie Zalewu Arkadia miało miejsce 22 lipca 1976 roku, jednocześnie nastąpiło zarybienie stawu, przez co zaczął przyciągać rzesze amatorów wędkowania. Każdego roku Zalew Arkadia przyciąga do siebie rzesze miłośników sportów wodnych. Dostępność krytej pływalni oraz siłowni w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji sprawia, że tereny nad Zalewem Arkadia są atrakcyjne o każdej porze roku.

Partnerzy portalu:

Weronika została dumną mamą trojaczków

Weronika została dumną mamą trojaczków

Łopuchowo, gmina Tykocin. Jedno z wielu rolnych gospodarstw, tylko że jej mieszkanka jest wyjątkowa. Owca Weronika została mamą trojaczków! Wcześniej już dwa razy wydała na świat bliźniaki. Dodatkowy potomek wywołał szok u jej pana. Do tej pory nie może wyjść on z podziwu.

 

Teraz głowi się nad imionami. Na razie rozważa nad Kasią i Marysią. Pomysłu na imię baranka nadal nie ma. Gospodarz żartuje, że tymczasowo zawiesi na jednej z owieczek ziemniaka, aby nie pomylić zwierząt. Trojaczki wśród owiec to rzadkie zjawisko, szczególnie w tak maleńkich stadach jak w naszym rejonie. To prawie jak „szóstka” w totka. Gospodarz wierzy, że cudowne narodziny i małe jagniątka przyniosą jego rodzinie… potrójne szczęście.

Partnerzy portalu:

Góra, która gościła nie jednego monarchę

Góra, która gościła nie jednego monarchę

W Bielsku Podlaskim pomiędzy rzekami Białą i Lubką, wznosi się Góra Zamkowa – miejsce pierwotnego grodu bielskiego. Jego początek przypada na przełom XII i XIII-go w. Góra ta jest sztucznym usypiskiem o wysokości siedmiu metrów. W obrębie grodu na górze stał drewniany zamek z siedzibą zarządu oraz władz sądowych ziemskich i grodzkich, a nieopodal zamku znajdowała się cerkiew.

 

Usytuowany na ”Łysej Górce” zamek był dobrze przygotowany do obrony przed najeźdźcami. Z dwóch stron opływały go rzeczki, dalej ciągnęły się bagna i sztucznie przekopane fosy. W 1377 r. na Bielsk napadli Krzyżacy zdobywając jedynie gród i podgrodzia. Niestety dwa lata później podczas ich najazdu nie udało się już ocalić zamku. Szybko go jednak odbudowano. Nastąpił potem długi czas spokoju, miasto odbudowało się i rozwijało. W przeciągu wieków na zamku gościli chociażby Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary z królową Boną czy Stefan Batory.

Partnerzy portalu:

Górna Biebrza rządzi w tym roku

Górna Biebrza rządzi w tym roku

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Chroni niezwykle cenne tereny bagienne. Szczególnym miejscem jest zwłaszcza północna część doliny, nazywana Górną Biebrzą. Rok 2017 należy właśnie do niej.

 

Obszary bagienne Górnej Biebrzy należą w przeważającej części do osób prywatnych, a nie do Skarbu Państwa. Aby przeciwdziałać ich zarastaniu, koniecznością jest regularne koszenie. Otrzymują za to dopłaty z UE, ale równocześnie chronią cenne gatunki zwierząt, w tym siedlisk ptaków. Niektóre z nich zagrożone są wymarciem.

 

Do tej pory Górna Biebrza nie cieszyła się szczególnym zainteresowaniem turystów. Nie wiedzą, że czeka na nich cala infrastruktura, jak kładki czy wieże widokowe. A podziwiać jest naprawdę co. Tereny te to jednak nie tylko przyroda, ale i bogate dziedzictwo kulturowe. Nadal możemy tam posłuchać lokalnej gwary ludzi zamieszkujących urocze drewniane chaty.

 

Najwięcej atrakcji dla przyjezdnych Park planuje latem i jesienią. Zorganizowane będą chociażby dni otwarte z mieszkańcami rejonu, spływy kajakowe czy konkurs sianokosów.

Partnerzy portalu:

W Białymstoku chcieli okraść Napoleona

W Białymstoku chcieli okraść Napoleona

Od 1919 r. był jedną z najważniejszych postaci w mieście. Napoleon Cydzik objął wówczas stanowisko komisarza rządowego w Białymstoku. Mimo, że po wyborach jego misja dobiegła końca, działał dalej, stając się niezręcznym partnerem dla lokalnych elit.

 

Doświadczenie Napoleona Cydzika przydało się w kryzysowej sytuacji Białegostoku zimą 1920 r. Narastał bowiem konflikt polsko – żydowski, miasto posiadało też problem z zaopatrzeniem. Jako komisarz codziennie zajmował się też chociażby karaniem właścicieli nieodśnieżonych chodników czy też sprawą rynsztoków. W następnym roku objął urząd radcy wojewody. Mimo niemałej pensji żył bardzo skromnie, wynajmując pokój w jednej z kamienic.

 

W styczniu 1920 w owym mieszkaniu miała miejsce nie typowa sytuacja. Nieznani sprawcy w czasie niedzielnego obiadu zakradli się na strych zabierając… bieliznę. Domownicy o zajściu dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Rabusie wrócili w nocy. Jeden z nich dostrzegł w pokoju Napoleona Cydzika walizkę. Rozciął ją nożem, ale zamiast kosztowności znalazł letnie ubrania. Nie dał jednak za wygraną. Uwagę zwróciła poduszka, na której spał urzędnik. Złodziej tak nieporadnie wsunął dłoń, że obudził Cydzika. Ten chwycił rewolwer i rozpoczął pościg za rzezimieszkami. Po drodze złodziej zdołał zdobyć cenne trofeum jakim było futro urzędnika. Cydzikowi nie udało się złapać złodziei, którzy zniknęli w ciemnych ulicach miasta.

 

W stan spoczynku Napoleon Cydzik przeszedł w 1925 r. Radca został pożegnany huczną imprezą, którą zwieńczyła wspólna fotografia. Niedługo potem przeniósł się do Warszawy gdzie zmarł w 1946 r.

Partnerzy portalu:

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Tego nie można przegapić. Już po raz 13-sty na ulicach Podlasia pojawią się maszyny z duszą. Niektóre z nich mają nawet 100 lat i napędzane są silnikiem parowym. W sumie w rajdzie będzie uczestniczyć ok. 70 załóg z Polski, Litwy, Białorusi i Rosji. Jeśli mówią Ci takie marki pojazdów jak Rambler czy Metz – lepiej zakasaj rękawy. 

Zabytkowe pojazdy wyruszą 16 czerwca z Augustowa do Sejn, mijając po drodze malownicze miejscowości Augustowszczyzny. Tam też zaprzyjaźnione Gminy Litewskie zaprezentują swoje dziedzictwo kulturowe oraz wyroby kulinarne. W drodze powrotnej przez Wigry kolumna zatrzyma się pod klasztorem kamedułów. W samych Suwałkach na placu miejskim odbędzie się parada, a finałowa część rajdu, a więc pokaz elegancji czeka miłośników motoryzacji z powrotem w Augustowie. Zobaczymy wówczas pojazdy i ich kierowców przebranych zgodnie do danej epoki.

Rajd organizuje tradycyjnie już Białostockie Stowarzyszenie Moto Retro. Jego głównym celem jest turystyczna promocja  północno-wschodniej Polski i popularyzacja wiedzy o motoryzacji.

Partnerzy portalu:

Dąb z Augustowa walczy o zwycięstwo

Dąb z Augustowa walczy o zwycięstwo

To drzewo pilnie potrzebuje naszego wsparcia. Na szczęście nie chodzi jednak o żadną wycinkę. Wręcz przeciwnie. Jako jedynie na Podlasiu zostało zakwalifikowane do finału konkursu na drzewo roku. Mowa to o Dębie niepodległości z Augustowa.

 

Plebiscyt ma na celu wyszukanie przykładów ciekawych i trwałych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności, a drzewem, które jest przez nią szczególnie doceniane. Tak jest oczywiście z Dębem Niepodległości. Został on zasadzony tuż przed budynkiem szkoły w dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę Wolności. Gdy w gmachu powstało liceum, nazywano je ”Liceum z Dębem”. Na logotypie szkoły widniało nawet półkole uplecione z gałęzi dębowych.

 

Autorzy zakwalifikowanych do finału zgłoszeń muszą przygotować się do zaciętej rywalizacji, bowiem zwycięzcę wybiorą sami internauci podczas czerwcowego głosowania. Głosy należy oddawać tu: Drzewo Roku

 

Partnerzy portalu:

Czym jest białostocka Podróż?

Czym jest białostocka Podróż?

Przyjezdni odwiedzający Białystok często pytają czym właściwie jest rzeźba o kształcie koła stojąca na ulicy Lipowej. Choć robią sobie przy niej zdjęcia, nie mają pojęcia o jej symbolice.

 

Wykonana z brązu rzeźba autorstwa Michała Jackowskiego nosi nazwę Podróż. Oznacza koniec zmian, jakie w ostatnich latach przeszła reprezentatywna ulica stolicy Podlasia. Pomnik nawiązuje do miejsc i wydarzeń związanych z teatrem w Białymstoku. Ustawienie jej pomiędzy ulicami Nowy Świat i Częstochowską symbolicznie wytycza drogę do Białostockiego Teatru Lalek. W tamtą stronę spogląda przez lunetę jedna z postaci na rzeźbie. 

 

Rzeźba zdobyła w 2008 roku drugie miejsce w konkursie na opracowanie projektu obiektu małej architektury. Miała to być teatralna forma przestrzenna, która mogłaby ozdobić wybrane miejsce w Białymstoku. Efektem tego samego konkursu jest teatralna „Maska”, która zamknęła – od strony placu Uniwersyteckiego – ulicę Suraską.

Partnerzy portalu: