Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Zaśnieżone Podlaskie ratuje nas przed katastrofą. W jaki sposób?

Podlaskie to kraina trzech Puszcz, trzech parków narodowych, trzech wielkich rzek i dziesiątek pomniejszych cieków wodnych. To również miejsce, gdzie przyroda wciąż żyje własnym rytmem, a krajobraz – od zielonych łąk po bagienne rozlewiska – zależy od delikatnych bilansów wody. W ostatnich latach zdały się one mocno chwiać. Susze letnie, które jeszcze dekadę temu pojawiały się epizodycznie, dziś stają się niemal regułą, pustosząc łąki i spłycając, a nawet wysuszając rzeki. W tym kontekście śnieg, często postrzegany wyłącznie jako utrapienie kierowców, jest jednym z ostatnich naturalnych mechanizmów regulujących cykl wodny regionu.

Zimą, kiedy Podlasie skuwa mróz, a korony drzew w Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej uginają się pod ciężarem bieli, przyroda wchodzi w stan spowolnienia. Jednak w bieli kryje się zasób – rezerwa wodna odkładana jest na wiosnę. Wolno topniejąca pokrywa śnieżna pozwala wodzie wsiąkać głęboko w glebę i torfy, odbudowując retencję, bez której latem giną zarówno rośliny, jak i owady, płazy czy migrujące ptaki uzależnione od rozlewisk. W parku narodowym, w Biebrzy śnieg decyduje o przyszłych rozlewiskach; w Wigierskim – o kondycji jezior; w Białowieskim – o żywotności lasu i całych sieci zależności ekologicznych.

Rzeki Podlasia – Narew, Biebrza i Bug – oraz setki mniejszych cieków wodnych są żyłami krwionośnymi krajobrazu. To od śniegu zależy, czy wiosenne wody wypełnią doliny Narwi i rozleją się malowniczym labiryntem, czy Biebrza zyska swoje słynne bagienne zwierciadła, a Bug zachowa głębszy nurt. Brak śniegu zimą nie zawsze oznacza nagłą katastrofę, ale oznacza szybsze, prostsze i bardziej dramatyczne przesuwanie się w stronę letniego przesuszenia. Gleba bez zimowego zasilenia staje się jałowa, owady giną, a ptaki tracą bazę pokarmową. Łosie i jelenie, które zimą korzystają z osłony lasów, latem wędrują coraz dalej w poszukiwaniu wodnych schronień.

Śnieg pełni jeszcze jedno zadanie na Podlasiu – chroni. Pąki drzew przed przemarzaniem, korzenie bylin przed wysychaniem, glebę przed erozją, a torfowiska przed utratą wilgoci. W Puszczy Białowieskiej biała pokrywa zamyka obieg materii organicznej, spowalniając rozkład i pozwalając grzybom oraz mikroorganizmom pracować w tempie, które natura zakładała od tysiącleci. W rozlewiskach Narwi zimowa pokrywa śnieżna amortyzuje gwałtowne zmiany temperatur, umożliwiając przetrwanie jajom płazów ukrytych głębiej w mule, a zimą chroniąc drobne ryby i bezkręgowce.

Podlaskie, choć nadal uchodzi za jeden z ostatnich bastionów dzikiej przyrody w Polsce, jest czułe na wahania klimatu. Zimą widać to najsilniej: brak bieli to brak wiosennego zasilania. Jeziora Wigierskiego Parku Narodowego płytko oddychają, bagna Biebrzy schną szybciej, a Białowieski las staje się uboższy pod ziemią, zanim stanie się uboższy nad nią. Śnieg bywa trudny w mieście, ale poza miastem to zasób strategiczny, którego wartość mierzy się nie w centymetrach, a w milimetrach wody i proporcji życia, które może dzięki niej trwać.

W czasach, gdy klimat staje się coraz bardziej niestabilny, warto przypomnieć sobie prostą prawdę: Podlasie żyje dzięki wodzie, a woda wraca dzięki śniegowi. Każda biała zima to inwestycja w zielone lato, w bagienne spektakle Biebrzy, w labirynt Narwi, w potężny spokój Puszcz, w trzepot skrzydeł nad jeziorami Suwalszczyzny i w te niezliczone drobiazgi życia, które milkną, gdy woda znika.

Partnerzy portalu:

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

Blisko 100 połączeń autobusowych zniknęło. Sabotaż wójtów to komunikacyjny upadek regionu.

W województwie podlaskim z rozkładów jazdy znika blisko sto połączeń autobusowych PKS Nova, bo lokalne samorządy ostentacyjnie odmówiły ich współfinansowania i z pełną świadomością nie sięgnęły po pieniądze, które leżały na stole. Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych nie był tajemnicą ani abstrakcyjną obietnicą – był realnym narzędziem ratowania komunikacji. PKS Nova miesiącami biła na alarm, pokazywała liczby, proponowała pomoc w pozyskaniu środków. Odpowiedź? Cisza. Obojętność. Totalne wyparcie odpowiedzialności. Efekt jest prosty: likwidacja połączeń w całym województwie podlaskim. Najwięcej zlikwidowanych połączeń jest między Białymstokiem, a m.in. Łapami, Michałowem, Gródkiem, Czarną Białostocką czy Dąbrową Białostocką.

Nie mamy tu do czynienia z pomyłką ani z trudną decyzją budżetową. To było świadome, zimne zaniechanie władzy lokalnej, które wprost uderza w mieszkańców. Wójtowie i burmistrzowie, którzy nie wykonali absolutnie żadnego ruchu, gdy mogli uratować te połączenia, są dziś bezpośrednio odpowiedzialni za komunikacyjne wykluczenie tysięcy ludzi. To oni zdecydowali, że senior ma być skazany na łaskę innych, gdyby chciał jechać do lekarza. To oni uznali, że młodzież z mniejszych miejscowości musi by prosić rodziców o kosztowne podwózki do szkół ponadpodstawowych. Bardzo kosztowne dla nich będzie też studiowanie czy normalne życie społeczne. To wójtowie skazali wsie na prowincjonalną izolację – bez kina, bez teatru, bez urzędu, bez pracy. To przez nich jeszcze bardziej zapchają się drogi i wyludnią gminy na rzecz dużych polskich miast – i to niekoniecznie Białegostoku.

Nie dlatego, że „system nie pozwalał”. Nie dlatego, że „państwo zawiodło”. Zrobili to, bo im się nie chciało. Bo łatwiej było nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność. Pieniądze były. Procedury były. Wsparcie było. Zabrakło tylko jednego: minimalnych kompetencji i elementarnej przyzwoitości. Teraz te środki trafią do innych województw – tam, gdzie samorządowcy rozumieją, że transport publiczny to nie fanaberia, tylko absolutna podstawa funkcjonowania wspólnoty. Podlasie zostaje z niczym, bo jego lokalni włodarze wybrali sabotaż.

Bo nie możemy nazywać tego niekompetencją, bo to słowo nie oddaje w pełni tego co się stało. To jest właśnie administracyjny sabotaż regionu. Cichy, papierowy, przeprowadzony zza biurek, ale skuteczny. Sabotaż, którego konsekwencje mieszkańcy będą odczuwać latami.

Dobrze, że obowiązuje dwukadencyjność dla wójtów i nic nie wskazuje na to, by miała zniknąć. Bo ten poziom pogardy wobec własnych mieszkańców sprawi, że taka lokalna władza, która okupuje stołki od lat wyleci w końcu na polityczny bruk. I słusznie. Samorząd nie może być schronieniem dla nieudaczników, biernych, leniwych i oderwanych od rzeczywistości. Skoro nie potrafili obronić podstawowych interesów swoich gmin, niech przestaną udawać, że kiedykolwiek byli potrzebni.

Lista zlikwidowanych połączeń:

Region Centralny: 

Poniedziałek-piątek

Białystok – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Janów 07:30 08:48

Janów – Czarna Białostocka (Piłsudskiego) – Białystok 08:50 10:09

Michałowo – Białystok 13:15 14:10

Białystok – Michałowo 17:00 17:54

Dąbrowa Białostocka – Białystok 05:30 07:18

Białystok – Dąbrowa Białostocka 07:20 09:12

Dąbrowa Białostocka – Białystok 11:10 12:58

Białystok – Dąbrowa B 13:45 15:37

Białystok – Łapy 17:55

Łapy – Białystok 19:00

Białystok – Łapy 19:55

Łapy – Białystok 21:00

Białystok – Łapy 21:55

Grajewo – Ełk 05:40

Ełk – Grajewo 06:20

Grajewo – Ełk 19:15

Ełk – Grajewo 20:00

Grajewo – Rajgród 12:50

Rajgród – Grajewo 13:30

Grajewo – Szczuczyn 16:10

Grajewo – Radziłów 13:05

Ławsk – Radziłów 06:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Radziłów – Grajewo 14:15

Grajewo – Radziłów – 13:00

Cyprki – 14:30

Cyprki – 07:00

Grajewo – Wojewodzin – Grajewo – 15:05

Wojewodzin – Grajewo – 08:15

Sobota

Łapy – Białystok 06:30 07:25

Białystok – Łapy 07:25 08:30

Łapy – Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Michałowo– Białystok 05:00 05:55

Białystok – Czarna Białostocka Piłsudskiego 07:30 08:12

Czarna Białostocka Pierekary – Białystok 09:35 10:12

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Dabrowa Białostocka- Sokółka – Zor – Białystok 06:30 08:18

Białystok – Dąbrowa 10:30 12:22

Niedziela

Łapy -Białystok 08:30 09:25

Białystok – Łapy 13:25 14:30

Łapy – Białystok 15:00 15:55

Białystok – Łapy 15:55 17:00

Łapy – Białystok 17:00 17:55

Białystok – Łapy 17:55 19:00

Gródek – Załuki – Białystok 06:20 07:25

Białystok – Załuki – Gródek 07:30 08:37

Gródek – Zaluki – Białystok 09:40 10:45

Białystok – Załuki – Gródek 13:45 14:52

Gródek – Załuki – Białystok 15:30 16:35

Białystok – Załuki – Gródek 16:50 17:57

Białystok – Łapy 09:25 10:30

Łapy – Białystok 10:30 11:25

Białystok – Michałowo 15:00 15:54

Michałowo – Białystok 16:20 17:15

Białystok- Mońki 13:15 14:15

Mońki- Białystok 14:20 15:15

Region Południowy 

Łomża – Radziłów o godz. 10:30

Radziłów – Łomża o godz. 12:40

Kolno – Gietki o godz 06:30 i o godz 15:40

Kolno – Lachowo o godz 06:40 i o godz 15:40

Region Północny

Suwałki-Gdańsk, godz. 7:00

Gdańsk-Suwałki, godz. 15:20

Białystok-Suwałki, godz. 5:45

Suwałki-Białystok, godz. 16:30

Olecko-Ełk, godz. 9:30

Ełk-Olecko, godz. 12:55

Ełk-Olecko, godz. 16:00

Suwałki-Sejny, godz. 6:40

Sejny-Suwałki, godz. 14:45

Region Wschodni 

6:30 Wilanowo – Siemiatycze

15:45 Siemiatycze – Wilanowo

8:00 Ciechanowiec – Białystok p. Bielsk Podlaski

16:35 Białystok – Ciechanowiec p. Bielsk Podlaski

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

12:30 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

08:05 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Siemiatycze DA

07:00 Siemiatycze DA – Mielnik, ul. Brzeska

06:55 Mielnik, szkoła- Mielnik ul. Brzeska 21

14:34 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

07:10 Mielnik, ul. Brzeska – Mielnik, szkoła

14:35 Mielnik, szkoła – Mielnik ul. Brzeska 11

Partnerzy portalu:

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Ostatnia doba na uratowanie autobusów. Jutro Podlaskie może stracić 39 milionów!

Dziś jest 4 grudnia. Termin składania wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych mija jutro. To ostatnia doba, by zdecydować, czy mieszkańcy dostaną realny, codzienny transport, czy kolejne miejscowości w Podlaskiem będą dalej znikać z mapy komunikacyjnej.

Prezes PKS Nova opublikował list otwarty, który wprost nazywa rzeczy po imieniu: transport publiczny nie jest luksusem, tylko warunkiem normalnego życia. To autobus dowozi młodzież do szkoły, dorosłych do pracy, a najstarszych do lekarzy i urzędów. Gdy go nie ma — ludzie nie mają jak funkcjonować, a całe wsie popadają w izolację.

W liście pada apel do samorządowców, ale też przypomnienie odpowiedzialności. To gminy i powiaty są organizatorami transportu. To one ustalają, którędy pojedzie autobus i jak często. Operatorzy — PKS Nova i inni regionalni przewoźnicy — deklarują pełną gotowość do realizacji kursów. Flota jest, kierowcy są, doświadczenie jest. Brakuje tylko decyzji samorządów.

Prezes przypomina też o czymś, o czym wielu wójtów woli nie mówić głośno: jeśli Podlaskie nie wykorzysta swoich 39,2 mln zł, pieniądze nie poczekają. Zostaną przesunięte do innych województw — tych, które potrafią mądrze budować sieci połączeń i współpracować między gminami. A wtedy mieszkańcy Podlasia zostaną z niczym.

List podkreśla również to, o czym od początku mówiliśmy: tylko międzygminna współpraca ma sens. Pojedyncza gmina wożąca ludzi „w kółko po swoim terytorium” generuje puste przebiegi. Dopiero wspólna sieć kilku samorządów sprawia, że mieszkańcy faktycznie korzystają z transportu — jadąc do lekarza, szkoły, pracy czy na zajęcia w większym mieście. To w takich układach frekwencja rośnie, a transport zaczyna się „sam napędzać”.

I teraz docieramy do sedna sprawy: jest 4 grudnia. To nie jest moment na analizy i „zastanawianie się”. To jest moment na działanie. Wniosek można złożyć nawet w wersji roboczej — poprawki będzie można wprowadzić później. Jeśli jednak wójt, burmistrz czy starosta tego nie zrobi teraz, jutro o północy będzie za późno. I naprawdę nie będzie co tłumaczyć mieszkańcom. Bo oni wiedzą jedno: jeśli dzieci dalej nie będą miały jak dojechać do szkoły, jeśli starsi nie dostaną się do lekarza, jeśli ludzie będą szukać wśród sąsiadów podwózki licząc na cud — to nie autobus zawinił, tylko samorząd.

Dlatego wybór jest brutalnie prosty: albo teraz, albo potem mieszkańcy mogą wywozić wójta na taczkach. Bo nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której gmina z własnej winy traci miliony na transport, a potem tłumaczy ludziom, że „nie było czasu”. Czas jest. Jeszcze kilkanaście godzin. A potem… potem zostaje tylko wstyd.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ogromna szansa, by PKS-y jeździły często po Podlaskiem. Wszystko w rękach wójtów.

Publiczny transport autobusowy w województwie podlaskim stoi dziś przed jedną z największych szans ostatnich lat. Ministerstwo Infrastruktury zabezpieczyło 39,2 mln zł na wsparcie przewozów, a nabór wniosków do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2026 rok trwa tylko do 5 grudnia 2025 r. To moment decydujący. Od tego, jak gminy wykorzystają dostępne środki, zależy funkcjonowanie połączeń, które dla wielu mieszkańców stanowią jedyną drogę do lekarza, szkoły, pracy, urzędu czy usług w większych ośrodkach. Samo jednak złożenie wniosku to za mało — kluczowe jest jego mądre zaplanowanie, oparte na współpracy, a nie izolacji.

Doświadczenia z poprzednich naborów pokazują, że samodzielne działania pojedynczych gmin, ograniczające się do organizowania połączeń wyłącznie w granicach własnego terytorium, rzadko przynoszą efekty. W takich przypadkach autobusy bardzo często wożą powietrze, bo potrzeby mieszkańców zdecydowanie wykraczają poza układ lokalny. Naturalne kierunki codziennych podróży prowadzą do szpitali powiatowych, szkół średnich, urzędów, centrów handlowych czy miejsc pracy w sąsiednich gminach lub większych miastach. To właśnie te międzygminne przepływy generują największy ruch pasażerski, a przez to czynią linie opłacalnymi i uzasadnionymi.

Dlatego najbardziej efektywnym modelem, rekomendowanym również przez praktyków transportu publicznego, jest budowanie połączeń obejmujących kilka jednostek samorządu terytorialnego – najlepiej w formie związku gmin. Taka współpraca pozwala projektować trasy tam, gdzie faktycznie jeżdżą ludzie, a nie tam, gdzie kończą się granice administracyjne. To również wzmacnia pozycję gmin w procesie ubiegania się o środki.

W poprzednim naborze dofinansowania uzyskały gminy: Szczuczyn, która otrzymała 16,6 mln zł, Stawiski – 14,5 mln zł, a w całym województwie podpisano 57 umów na kwotę 22,1 mln zł, obejmujących łącznie 265 linii o długości ponad 10 tys. km. To dowód, że dobrze zaprojektowane i uzasadnione przedsięwzięcia mają realną szansę na silne wsparcie.

Nie wszystkie gminy posiadają jednak zasób kompetencji, który pozwala samodzielnie przejść przez proces projektowania linii, przygotowania dokumentacji czy sporządzenia wniosku. Właśnie w takich sytuacjach istotną rolę odgrywa PKS Nova, która wspiera podlaskie samorządy w planowaniu i wdrażaniu przewozów autobusowych. Spółka oferuje pomoc w analizie potrzeb mieszkańców, opracowaniu siatki połączeń, przygotowaniu wniosku oraz pełnym przeprowadzenie gminy przez procedury formalne. Dzięki temu nawet niewielkie jednostki, nieposiadające własnych ekspertów, mogą skutecznie ubiegać się o środki i realizować transport publiczny na wysokim poziomie.

Szczególnie ważne jest jednak jedno: czas. Termin składania wniosków mija 5 grudnia 2025. Zwłoka może skutkować utratą możliwości uzyskania dofinansowania na cały rok 2026. Nawet jeśli dokumentacja wymaga w przyszłości dopracowania lub uzupełnienia, najważniejsze jest to, aby wniosek został złożony na czas. Procedury dopuszczają poprawki, lecz nie tolerują spóźnień.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych udowodnił już, że przy właściwej organizacji możliwe jest realne odbudowanie siatki połączeń, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców. Podlaskie gminy mają do dyspozycji znaczące środki i gotowe wsparcie eksperckie. Teraz pozostaje pytanie, ile z nich wykorzysta tę szansę i zdecyduje się na współpracę, zamiast działać w pojedynkę. Od tej decyzji zależy, czy publiczny transport autobusowy w regionie stanie się realnym narzędziem w walce z wykluczeniem komunikacyjnym, czy pozostanie niewykorzystanym potencjałem.

W jednym można być jednak pewnym: zapotrzebowanie na transport jest duże i rośnie. Mieszkańcy chcą jeździć. Potrzeba tylko jednego — mądrze to zorganizować. Jeśli tego zabraknie, autobusy znów będą kursować puste, a środki publiczne zostaną zmarnowane.

Partnerzy portalu:

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.
Przez głupotę wójtów, autobusy będą stały, chociaż mogłyby wozić ludzi.

68 milionów złotych w błoto. Więcej głupoty niż autobusów.

Zdrowie, kultura czy transport pasażerski — to nie są biznesy życia. To są przeważnie zadania samorządowe, czyli takie, które z definicji nie muszą się spinać budżetowo. A mimo to samorządy  prowadzą je przez spółki prawa handlowego. A spółka, jak to spółka — musi być na plusie. No i wtedy zaczyna się problem.

Weźmy przykład z naszego podwórka. Od 1 października w powiatach wysokomazowieckim i zambrowskim kilka linii autobusowych PKS Nova znika z mapy. Dlaczego? Bo prawie nikt nie jeździ. A jak prawie nikt nie jeździ, to przewóz jest nierentowny. A jak jest nierentowny, to spółka akcyjna musi go zlikwidować, bo przecież akcjonariusze nie żyją z powietrza. Brzmi logicznie, prawda? Tylko że tu logika uderza w pasażerów.

Ironia polega na tym, że właścicielem PKS Nova jest… Województwo Podlaskie. Czyli de facto państwowa instytucja jest prywatnym przewoźnikiem. A gdyby transportem zajmował się po prostu Departament Infrastruktury i Transportu w urzędzie marszałkowskim, to nie byłoby żadnego wymogu „opłacalności”. Autobus by po prostu jechał — choćby i z trzema pasażerami na pokładzie. Poza tym pasażerów byłoby zdecydowanie więcej, bo gdy nie musimy być rentowni, nie ma znaczenia też cena biletu. Może go w ogóle nie być.

Nawet w tych najmniejszych gminach, gdzie dziś pies z kulawą nogą nie wsiada, nagle okazałoby się, że mieszkańcy jednak „chcą jeździć”, tylko niekoniecznie za cenę biletu droższą niż litr benzyny. Studenci, emeryci, dzieciaki jadące do szkoły, a nawet sąsiad, który od lat nie opuszczał wsi — wszyscy by wsiedli. I nie trzeba do tego wielkiej ekonomii: wystarczy przestać udawać, że autobus to biznes życia.

Na papierze siatka podlaskich połączeń wygląda przyzwoicie: do każdej większej miejscowości dojedziemy. Ale województwo to nie tylko miasta. To aż 119 gmin, z czego 80 to gminy wiejskie. I nagle czar pryska. Autobusu nie zobaczą mieszkańcy Płaskiej, Wyszek, Narewki, Grabowa, Krypna, Trzciannego, Nowego Dworu czy Szudziałowa. Nie dojedzie też nic do Krynek, choć to gmina miejsko-wiejska. A w gminach przyklejonych do Białegostoku rządzi komunikacja miejska.

Gdyby PKS Nova był faktycznie prywatny, bez nadzoru z urzędu marszałkowskiego, to zapewne kursów byłoby jeszcze mniej. Prywatny przewoźnik wozi tam, gdzie się opłaca. I tylko tam. Zajrzyjcie do rozkładów jazdy innych przewoźników, naprawdę prywatnych — cudów nie ma.

No dobrze, ale przecież państwo coś z tym robi. I faktycznie — istnieje Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Brzmi poważnie: rząd dopłaca gminom, żeby organizowały kursy tam, gdzie się nie opłaca. Czyli w końcu ktoś pomyślał, że komunikacja to nie tylko rachunek zysków i strat, ale też… ludzie. Pieniądze więc są, miliony leżą na stole. Tylko co robią gminy? Ano nic. W 2023 roku wykorzystano zaledwie 31 proc. środków. W 2024 roku — 33 proc. Efekt? 68 milionów złotych poszło do innych województw.

I tak dochodzimy do sedna. Gdy wójtowie będą przed Wami rozkładać ręce i mówić „nie da się”, a autobusy od 1 października po prostu nie wyjadą, to już będziecie wiedzieć kto jest winny. Ten sam co rozkłada ręce. Ludzie zostają bez dojazdu do pracy, szkoły czy lekarza. A winę można by zrzucić na spółki, na przepisy, na rentowność. Ale prawda jest prostsza: to zwyczajna głupota wójtów.

A teraz wyobraźmy sobie, że te 68 milionów złotych, które lekką ręką oddaliśmy innym województwom, zostałoby wrzucone w siatkę połączeń wieś–miasto–duży węzeł transportowy. Zamiast kombinować, błagać sąsiada o podwózkę, ludzie mieliby normalny autobus rano i drugi powrotny. Dzieciaki dojechałyby do szkoły, starsi do lekarza, a pracujący – do zakładów pracy czy biur. Do tego zyskałyby same miasta, bo ruch i życie społeczne nie kończyłyby się na granicy gminy. Województwo zaczęłoby oddychać jak jeden organizm – wieś i miasto przestałyby być oddzielnymi światami, a stałyby się częściami jednej całości. I wszystko to za pieniądze, które i tak już były, tylko ktoś postanowił, że „nie warto sięgać”.

Partnerzy portalu:

Minister śmierci Stefan Krajewski chce strzelać w serce Biebrzy

Minister śmierci Stefan Krajewski chce strzelać w serce Biebrzy

W chwili gdy Biebrzańskie bagna tętnią życiem — dzikie ptaki śpiewają, ptaki drapieżne krążą, a łoś stał się symbolem dzikiej natury Podlasia — nowy minister rolnictwa Stefan Krajewski (nomen omen z Podlaskiego) rzuca na stół haniebną propozycję: zniesienie moratorium na odstrzał łosi. To nic innego jak polityczny akt barbarzyństwa! Akt zdrady wobec przyrody, wobec regionu, wobec nas — obywateli, którym zależy na dziedzictwie naturalnym regionu.

Krajewski w zamian proponuje… że zgodzi się na objęcie ochroną pięciu gatunków ptaków! To handlowanie dziką przyrodą — wymiana życia na kompromis polityczny! Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot alarmuje, że to nie jest dialog — to szantaż naturą. Minister w jednym geście stawia warunek: ochrona ptaków w zamian za możliwość polowania na łosie — jak gdyby przyroda była przedmiotem targowiska.

Czy Krajewski naprawdę myśli, że większość Polaków zgodzi się na taki barbarzyński układ? Lobby myśliwych od razu podskoczyło z radości, ale reszta Polaków jest zniesmaczona i zażenowana takimi propozycjami. Przede wszystkim jednak nie ma rzetelnych, wiążących danych, które uzasadniałyby odstrzał łosi jako potrzebne rozwiązanie! W rzeczywistości to pomysł bez podstaw. Próba zniesienia moratorium to tylko prezent dla myśliwych. Swoją drogą co chwilę słyszymy, gdy pomylili człowieka z dzikiem. Im mniej będą mieli okazji do strzelania, tym lepiej dla nas. Najlepiej żeby eliminacją zwierząt zajmowali się weterynarze.

Symbol Biebrzańskiego Parku Narodowego — łoś — staje się ofiarą politycznego cynizmu. Tam, gdzie krajobraz wodno-bagienny jest wizytówką Podlasia i jednym z najcenniejszych ekosystemów w Europie, minister chce wprowadzić terror na gatunek, który do tej pory był objęty ochroną przez ponad dwie dekady. To nie jest „regulacja populacji” — to polityczny zamach na dziką przyrodę. To zaproszenie dla myśliwych, by ponownie traktować łosia jako trofeum, a nie część ekosystemu. To upokorzenie regionu, który dumnie prezentuje dzikość i naturalność jako swoje atuty.

Zamiast służyć społeczeństwu, przyrodzie i Polsce, minister proponuje transakcję: „Ja daje ptaki, a wy dajcie łosie”. To kompromitująca polityka. Strasznie wstyd, że człowiek z Podlasia zostaje ministrem i zaczyna uderzać we własny region. Na szczęście w obecnym rządzie ktoś ma jeszcze trochę więcej rozumu. To Mikołaj Dorożała, który wyraża sprzeciw wobec takiego handlu gatunkami przyrodniczymi.

I oto przechodzimy do sedna: kto to tak naprawdę chce zastrzelić symbol Biebrzy? Kto stoi za tą propozycją spod znaku cynizmu i krótkowzroczności? Stefan Krajewski — z formalnego życiorysu — to polityk, samorządowiec i urzędnik. Wykształcenie? Politologia na Uniwersytecie Warszawskim, studia podyplomowe w zakresie wspólnej polityki rolnej UE na UWM oraz studia MBA. Doświadczenie zawodowe? Pracował w ARiMR — od biura powiatowego w Zambrowie, potem kierował oddziałem regionalnym ARiMR w Podlaskiem. W ikonie kariery: działacz PSL, radny powiatowy, członek zarządu województwa, poseł, sekretarz stanu, teraz minister.

To nie są zbyt mocne kompetencje. Szczególnie jeżeli chodzi o przyrodę. To życiorys polityczny, a nie eksperta czy naukowca. Gdy ktoś taki staje się rzecznikiem odstrzału łosi — wychodzi poza kompetencje. Jego rola w ARiMR była rola administracyjna i biurokratyczna — nie rola eksperta od dzikiej przyrody. Krajewski jest działaczem politycznym — a ten projekt? To działania polityczne, a nie działania w służbie ochrony przyrody, którą na Podlasiu tak się szczycimy. Człowiek z doświadczeniem wyłącznie partyjnym nie powinien samodzielnie decydować o życiu gatunków — zwłaszcza wbrew głosom ekspertów i zdrowemu rozsądkowi.

Czy on rozumie ekosystem, procesy migracji, zmiany klimatyczne, dynamikę populacji? Czy ktoś spyta: na jakiej podstawie naukowej proponuje zabijanie? Zgadza się – żadnej. Zrobić dobrze myśliwym – o to tylko tutaj chodzi. Propozycja Krajewskiego to kompromitacja, parodia polityki środowiskowej i dramat dla Podlasia.

Niech ten artykuł będzie alarmem: jeśli zniesienie moratorium na odstrzał łosi przejdzie — to nie będzie tylko zmiana regulacji. To będzie bluźnierstwo przeciw Biebrzy, to będzie plama na twarzy polskiej ochrony przyrody, to będzie znak, że politycy potrafią handlować życiem dzikiego zwierzęcia jak towarem.

Partnerzy portalu:

Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

3,5 godziny debatowali radni wojewódzcy w podlaskim Sejmiku o sytuacji w PKS NOVA. Sesja była „nadzwyczajna”, sugerując jakby coś wielkiego się stało, co pilnie trzeba omówić. Tymczasem całość była „nadzwyczajnie” nudna. Dlatego w obawie o Wasze zdrowie, nie będziemy przytaczać wszystkiego co tam padło, szczególnie że niektóre wypowiedzi przypominały bełkot.

Zacznijmy od kontekstu. PKS NOVA ogłosił przetargi dotyczące sprzedaży swoich trzech baz – w Łomży, Zambrowie i Wysokiem Mazowieckiem. Gdyby transakcja doszła do skutku, firma zbudowałaby jedną, nowoczesną bazę, która zaczęłaby dla PKS zarabiać pieniądze – świadcząc usługi mechaniczne nie tylko samej sobie, ale również podmiotom zewnętrznym. Obecne bazy generują stratę w wysokości 1,1 mln zł rocznie.

Pomysł ten nie spodobał się politykom PiS. Artur Kosicki, były marszałek województwa postanowił zrobić z tej sprawy niezrozumiałe „show” na konferencjach broniąc tego co widzicie poniżej niczym niepodległości.

Przy okazji sugerując, że ogłoszenie przetargu na sprzedaż tych baz to tak wielka rzecz, że na pewno robiono to od dawna i w tajemnicy. Tymczasem wystarczy wejść na stronę internetową PKS NOVA i przeczytać dokumenty przetargowe. Jedno ogłoszenie to dosłownie 6 stron A4. Jeżeli radny Kosicki uważa, że napisanie czegoś takiego wymaga miesięcy to nawet trudno to jakoś skomentować.

Szerzej o tej obronie baz pisaliśmy o tym tutaj:

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Dzisiejsza sesja miała być więc „nadzwyczajna”. W środku wakacji wszyscy liczyli na jakieś wstrząsające informacje, a tymczasem przez 3,5 godziny samorządowcy rozmawiali szerzej o planach PKS Nova na swoją inwestycję. Prezes PKS Nova – Zbigniew Wojno pokazał radnym film, gdzie widać obecny stan rzeczy (rozpadające się budynki), a także wizualizację tego co proponuje w zamian.

Wojno powtórzył również to, że chce sprzedać obecne grunty (bo przecież nie te rozpadające się budynki), by zbudować nowoczesną jedną bazę.

Kosicki w odpowiedzi na to zadał mnóstwo pytań dot. PKS Nova. Szczególnie interesowały go kwestie finansowe. W trakcie dyskusji wyszło, że za czasów, gdy był marszałkiem województwa i nadzorował PKS Nova, w firmę wpompowano 50 mln zł i efektów tego nie widać. Generalnie dyskusja radnych (w tym Kosickiego) kręciła się wokół tego czy sprzedać grunty i zbudować bazę czy zbudować bazę na którymś z gruntów. Prezes PKS Nova nie wykluczył i takiej ewentualności. Sprawa tej inwestycji jest na bardzo wczesnym etapie i w zasadzie trudno powiedzieć po co politycy PiS bili pianę i w ogóle chcieli tej nadzwyczajnej sesji, skoro nawet nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Generalnie prezes PKS Nova podkreślał, ze nie zamierza zaciągać żadnych zobowiązań, więc plan jest taki by te stare, zdewastowane tereny zamienić w coś nowego bezkosztowo.

Chyba najbardziej żenujące wystąpienie miała Bernadetta Krynicka. Jeżeli ktoś tej pani nie kojarzy, to przypominamy. To łomżyńska, była posłanka, obecne radna Sejmiku Województwa Podlaskiego. To także dyrektorka łomżyńskiego MOSiR. W swojej karierze najbardziej zasłynęła z uciekania od osób niepełnosprawnych podczas protestów w Sejmie w 2018 roku. Pani radna podczas swojego wystąpienia zachowywała się niczym aparatczyk PZPR, który rzewni łzy za komuną. O przedsiębiorcach mówiła per „prywaciarze”. Zaś prezesowi Wojno radziła, by to pracownicy PKS sami odnowili te bazy-ruiny.

Już to widzimy oczyma wyobraźni jak kierowcy zakasują rękawy i zamalowują kilkudziesięcioletni brud w czynie społecznym. Na koniec przyjeżdża pierwszy sekretarz i proletariatowi ściska prawicę. Wszyscy wzruszeni biją brawo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Zamiast malować rdzę, wietrzyć smród i likwidować brud, woli zbudować nowe. Przecież to oczywisty dowód szaleństwa! Mowa tu o prezesie PKS Nova, który rozpętał ostatnio dziką awanturę, bo śmiał swoim pracownikom zbudować nowoczesne i czyste miejsce pracy. Brakuje jeszcze zarzutu, że podmienił kawę w automacie na zbożową. To co zobaczycie na zdjęciach i filmie może być dla Was szokujące. A jeszcze związkowcy, ramie w ramię z politykami PiS walczą, by nie budować nowej bazy. Aż chciałoby się przodującemu w „walce” byłemu marszałkowi Arturowi Kosickiemu powiedzieć – człowieku obejrzyj w jakich warunkach ludzie tu pracują. Zobacz co im swoimi protestami fundujesz.

Co najbardziej żałosne, wygląda na to, że przez Kosickiego przemawia wyłącznie urażona duma. Jego formacja PiS zwyciężyła w wyborach do Sejmiku, ale nikt z nimi nie chciał tworzyć koalicji. Trudno bowiem logicznie argumentować po co były marszałek broni tej ruiny, wmawiając pracownikom PKS Nova i opinii publicznej, że jest to lepsze niż planowana, nowoczesna baza. Nie śmiejcie się – to nie są zwykłe bazy. To pomniki. To sanktuaria autobusowości. Związki zawodowe pod rękę z Kosickim już dawno powinny zgłosić je do rejestru zabytków, a najlepiej – wpisać na listę dziedzictwa UNESCO. Tam, między Wielkim Murem Chińskim, Puszczą Białowieską powinna znaleźć się rozpadające się budynki.

Ale o co cała awantura? Zbigniew Wojno czyli prezes PKS Nova niedawno ogłosił, że zamierza te „skarby” sprzedać (o ile ktoś to w ogóle będzie chciał kupić). Tymczasem zamiast nich planowany jest jeden samowystarczalny energetycznie i funkcjonalny punkt, skupiający w jednym miejscu bazę obsługującą cały teren południowy (czyli Łomżę, Zambrów i Wysokie Mazowieckie). Nowe warsztaty, stacja kontroli pojazdów, myjnia oraz kanały warsztatowo będą w założeniu nie tylko obsługiwać PKS Nova, ale też mają być udostępnione podmiotom zewnętrznym, co przełoży się na dodatkowe źródło dochodów.

Chyba, że pracownicy zostaną z tym co jest teraz, bo wspomniany Kosicki w wywiadzie dla Dzień Dobry Podlaskie przebąkiwał możliwość strajków.  Inaczej mówiąc związkowcy rozważają narażenie swojej firmy na gigantyczne straty tylko po to by zrobić dobrze dla PiS-u. Bo innej korzyści z tego nie będzie. Działacze zażądali głowy prezesa PKS Nova. Oprócz wspomnianej walki o rozpadające się bazy, dołożyli jeszcze kilka innych śmiesznych zarzutów.

Na przykład doprowadzenia do zapaści finansowej spółki. Wystarczy jednak prześledzić ostatnie 10 lat, by zobaczyć że w tym czasie pod rządami różnych prezesów spółka była cały czas na minusie na miliony złotych. A międzyczasie sprzedała swoje tereny przy ul. Fabrycznej, oddała 45 proc. terenów obecnego dworca w Białymstoku w zamian za wybudowanie nowoczesnego budynku i zaplecza. Czy wtedy związkowcy mieli coś przeciwko?

Każdy, kto prowadzi firmę doskonale wie, że sam wynik finansowy nie jest najważniejszy. Można być na minusie do momentu, gdy jest się w stanie pokrywać koszty na działalność bieżącą. Jeżeli nie brakuje na wypłaty, paliwo, części, raty kredytów czy rachunki to znaczy, że nic złego się nie dzieje. Bo firma nie tylko ma wydatki, ale też zarabia! Tymczasem nie tak dawno związkowcy wynegocjowali z obecnym prezesem podwyżki. Więc skoro martwią się o sytuację finansową spółki, może powinni się ich zrzec?

Związkowcy dawniej byli też przeciwko łączeniu PKS-ów Łomży, Zambrowa, Siemiatycz, Suwałk i Białegostoku w jedną spółkę. Dlaczego? Znów wygrała tutaj wiara, że kiedyś to było. A że autobusy się zużywają i trzeba kupować nowe? Gdzie tam lepiej było smrodzić starymi autosanami w nieskończoność i serwisować je w zapuszczonych bazach. I teraz po latach widać jak na dłoni kto ma racje. W Łomży, Wysokiem Mazowieckiem i Zambrowie stoją bazy, które kosztują krocie, ale związkowcy chcą je trzymać jak relikwie. Po co? Bo są. A że generują miesięczne straty rzędu 90 tysięcy złotych? To już ich nie interesuje. Aż łza się w oku kręci. Jakby PKS to nie była firma, ale muzeum PRL-u.

Mamy nadzieję, że nikt na poważnie związkowego betonu z politykami PiS pod rękę słuchać nie będzie. Bo z takimi doradcami, PKS wróciłby do swoich mrocznych czasów, gdy stare, zdezelowane pojazdy woziłyby powietrze, bo nikt nie chciałby tymi trupami jeździć. Najbardziej na robieniu tej polityki cierpią pasażerowie ze zwykłymi pracownikami PKS. Bo to oni zostaną z tą ruiną.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku przygotowuje się do utworzenia serii nowych rezerwatów przyrody na terenie województwa podlaskiego. Łącznie planowanych jest 14 obszarów o łącznej powierzchni przekraczającej 1500 hektarów. Miejsca te zostały wytypowane już wcześniej przez specjalistów i wpisane listę szczególnie cennych przyrodniczo terenów.

Wśród lokalizacji znajdują się między innymi „Źródliska nad Szeszupą” w gminie Jeleniewo, „Czarna Rzeczka” na terenie Puszczy Knyszyńskiej oraz „Osada wydmowa” w gminie Rutki w powiecie zambrowskim. Największy z planowanych rezerwatów — „Kozi Rynek” w gminie Sztabin — ma objąć powierzchnię ponad 430 hektarów.

Choć docelowo projekt obejmuje około 30 lokalizacji, na obecnym etapie najbardziej zaawansowane działania prowadzone są w odniesieniu do połowy z nich. Część z nowych rezerwatów będzie zlokalizowana na terenach trudno dostępnych, jednak w zamyśle mają one być otwarte zarówno dla mieszkańców regionu, jak i dla odwiedzających turystów.

Dotychczas projekty zostały wstępnie omówione z Lasami Państwowymi. W najbliższym czasie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zamierza przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne, aby umożliwić mieszkańcom i innym zainteresowanym osobom wyrażenie swojego zdania. Szczegółowe informacje na ten temat będą publikowane na stronie internetowej RDOŚ.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie białe plamy turystyczne. Gdy wszystko wróci do normy, oni tylko stracą.

Podlaskie to niewątpliwie region turystyczny. Pracowało na to wiele osób i to inwestycja, która zacznie się w pewnym momencie zwracać. Na razie sytuacja podmiotów turystycznych jest trudna ze względu na napiętą sytuację przy granicy polsko-białoruskiej, covidowe lockdowny i wysoką inflację. Sytuację miał poprawić bon turystyczny, ale póki co wywołał tylko dużo zamieszania.

Tak czy inaczej, mimo ogromnego zaangażowania wielu osób, w Podlaskiem są jeszcze tak zwane „białe plamy” czyli regiony, które także mają potencjał turystyczny, ale są pomijane. Z jednej strony mamy popularne powiaty siemiatycki, hajnowski, białostocki, sokólski, augustowski, suwalski, moniecki, grajewski, łomżyński czy wysokomazowiecki. Z drugiej wspomniane białe plamy to powiaty kolneński, zambrowski czy też bielski.

Choć każdy z nich mógłby bardziej przyciągać turystów, to jakoś specjalnie tego nie robi. Dlaczego?

Co można zwiedzać w Bielsku Podlaskim i jego okolicach? Park, muzeum czy sklep z filmowego Znachora. W powiecie jest jeszcze synagoga w Orli i kolorowe drewniane cerkwie. Brakuje niewątpliwie miejsca, w którym moglibyśmy spędzić czas dłużej.

Podobnie sytuacja prezentuje się w powiecie kolneńskim, który można zwiedzić niejako przy okazji jadąc na Mazury. Powodów, by to tam spędzać urlop brak. Podobnie z powiatem zambrowskim, przez który tylko przejeżdżamy do Warszawy. I to niewiele zobaczymy, bo ekspresówka prowadzi przez obrzeża.

Władze tych trzech powiatów powinny zastanowić się jak mogłyby skorzystać na tym, że Podlaskie jest turystyczne i by turyści chcieli zaglądać także do nich. Jest to o tyle ważne, że za jakiś czas wszystko się unormuje i turyści masowi wrócą. A wtedy profity z tego będą czerpać wszyscy tylko nie Zambrów, Kolno i Bielsk Podlaski.

Partnerzy portalu:

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Podlaski Bon Turystyczny ruszy w okolicach Wielkanocy. Czy to coś zmieni?

Właściciele pensjonatów, hoteli, kwater agroturystycznych czy kempingów z województwa podlaskiego mogą już zgłaszać chęć udziału w nowym programie wspierającym lokalną turystykę. Ruszyła właśnie rejestracja do programu Podlaski Bon Turystyczny, którego celem jest zachęcenie turystów z całej Polski do odwiedzin naszego regionu. Aby dołączyć do inicjatywy, właściciele obiektów noclegowych powinni wypełnić formularz online dostępny na stronie podlaskibonturystyczny.pl. Wymagane jest m.in. podanie linku do strony internetowej lub profilu w mediach społecznościowych, zawierającego zdjęcia obiektu wpisanego do ewidencji obiektów hotelarskich. Warunkiem udziału w programie jest także brak zaległości wobec ZUS i Urzędu Skarbowego.

Czas na zgłoszenia mija 11 kwietnia. Następnie oferty będą weryfikowane, a od 20 kwietnia lista dostępnych miejsc pojawi się w systemie, z którego będą mogli korzystać turyści. Każdy turysta otrzyma bon w formie cyfrowej – na numer telefonu podany przy rejestracji. Warunkiem skorzystania z dofinansowania są co najmniej dwa noclegi. Wysokość dopłat uzależniona będzie od standardu noclegu. Za pobyt w kempingu, schronisku lub gospodarstwie agroturystycznym turysta otrzyma 200 zł wsparcia. Nocleg w pensjonacie, apartamencie lub hotelu 1-2-gwiazdkowym to 300 zł dofinansowania, natomiast za pobyt w hotelach o wyższym standardzie – 3, 4 lub 5-gwiazdkowych – przewidziano 400 zł dopłaty.

Swoją drogą powinno być odwrotnie – bo państwo powinno mocniej wspierać najmniejszych przedsiębiorców, gdyż to ich funkcjonowanie jest najbardziej zagrożone. Tymczasem największe dopłaty dostaną najbogatsi. Oczywiście, te obiekty ponoszą też ogromne koszty, ale mimo wszystko – najbogatsi potrafią sobie radzić dużo lepiej niż najmniejsi, bo system jest jednakowy i dla jednych i dla drugich.

Wprowadzony tego typu Bon turystyczny w czasach covidu na pewno pomógł branży HoReCa, ale sytuacja gospodarcza w Polsce jest kiepska. Toteż nie wiadomo czy znajdzie się wielu chętnych na wyjazdy do naszego regionu. Mamy co zaoferować, ale ludzie zwyczajnie mogą nie mieć pieniędzy na takie kilkudniowe wycieczki.

Program ruszy jeszcze przed Wielkanocą. Już wtedy pierwsi turyści będą mogli wykorzystać bony na wypoczynek w Podlaskiem. Na realizację projektu przeznaczono 2 miliony złotych z budżetu województwa, które będą rozdysponowywane stopniowo, w zależności od miesiąca.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu – jakie tradycje przetrwały do dziś?

Karnawał to czas radości, zabawy i świętowania, który przez wieki miał na Podlasiu wyjątkowy charakter. Choć dziś kojarzy się głównie z balami i ostatkami, dawne zwyczaje były znacznie bogatsze i pełne lokalnych rytuałów. Jak świętowano kiedyś, a jak wygląda to dziś? Czy tradycje karnawałowe na Podlasiu przetrwały w niezmienionej formie, czy może zmieniły się wraz z upływem czasu?

W dawnych czasach karnawał na Podlasiu był okresem pełnym zabawy i biesiad, szczególnie na wsiach, gdzie ludzie cieszyli się ostatnimi chwilami przed okresem Wielkiego Postu. Organizowano wesela, kuligi, a także wieczory pełne śpiewu i tańca. Nie brakowało też obrzędów związanych z przepędzaniem zimy – to właśnie na Podlasiu można było zobaczyć grupy przebierańców, które odwiedzały domostwa, śpiewając i psocąc, w zamian za poczęstunek.

Dziś te tradycje są mniej popularne, ale wciąż można je spotkać w niektórych miejscowościach. Nie brakuje w regionie zabaw karnawałowych w nowoczesnym wydaniu – z DJ-em zamiast kapeli ludowej, ale wciąż z dużą dawką radości i tańców do białego rana. Jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji karnawałowych na Podlasiu są kuligi. Dawniej były one nieodłącznym elementem zimowego świętowania – orszaki sanek, ciągniętych przez konie, przemierzały zaśnieżone drogi, a uczestnicy popijali grzane wino lub herbatę z miodem. Po przejażdżce odbywały się ogniska, podczas których śpiewano i biesiadowano. Dziś niestety nie można na to liczyć ze względu na brak śniegu.

Tłusty czwartek to jedno z najważniejszych wydarzeń karnawałowych, znane w całej Polsce, ale na Podlasiu miał on swoje lokalne odmiany. Oprócz pączków popularne były również chrusty (faworki), racuchy i pampuchy. W wielu domach ostatni tydzień karnawału był czasem szczególnej obfitości jedzenia. Pieczono placki, smażono skwarki, a na wsiach organizowano wspólne gotowanie i biesiady.

Dziś przeważnie świętowanie Tłustego czwartku ogranicza się do wystania w ogromnej kolejce, by kupić mnóstwo pączków. Aczkolwiek, jeżeli nie chcemy jeść dziadostwa z marketu, tylko pożądne wypieki, to ceny przysmaku przyprawiają o zawrót głowy. Wiele osób stawia jednak na jakość, a nie ilość. Co też ma znaczenie dla naszego zdrowia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jest nowy film od Cząstki Podlasia. Odkrywa kulisy popularnego programu.

Autor popularnej serii „Cząstka Podlasia”, gdzie możemy podziwiać przepiękne podlaskie pejzaże, cudowne spektakle natury, wyjątkowe i nieznane, dzikie miejsca – to także ta sama osoba, która współtworzy Zasilanych – popularny program na YouTube, w którym Magdalena Gołaszewska i Petros Psyllos odwiedzają wiele zakątków i ludzi Podlasia. W ostatnim czasie na kanale wspomnianej „Cząstki Podlasia” pojawił się film „zza kulis” Zasilanych. To bardzo interesujący projekt – szczególnie, że nagrywany kamerą starego typu, co daje wyjątkowy klimat całemu przedsięwzięciu.

Magda i Petros wspólnie odbyli 99 podróży w ramach cyklu „Zasilani”. Dwójka prowadzących zwiedzała skrupulatnie region przez dwa lata, poznając niezwykłe miejsca i wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają. Po zakończeniu programu Magda i Petros siadają w pewien piękny, letni dzień w Narewce, aby wrócić wspomnieniami do początku ich przygody. W tym filmie to oni sami wraz z ekipą – stają się bohaterami, którzy odkrywają kulisy realizacji programu.

A wszystko po to, by wierni widzowie „Zasilanych” – a bywało ich dziesiątki tysięcy – mieli ochotę ponownie wrócić do rozmów z gośćmi, których Magda i Petros spotkali na swojej drodze. A może znajdzie się też ktoś nowy, kto zechce poznać „Zasilanych”? I wrócić do ich pierwszej podróży?

Partnerzy portalu:

Czas na dożynki. Na czym polega ta tradycja? Ma głębokie korzenie w naszej kulturze.
fot. Krystian Guzewicz / podlaskie.eu Dożynki gminno-parafialne w Kalnicy (powiat bielski)

Czas na dożynki. Na czym polega ta tradycja? Ma głębokie korzenie w naszej kulturze.

Dożynki to jedno z najważniejszych świąt ludowych w Polsce, którego tradycje sięgają wieków i mają głębokie korzenie w kulturze wiejskiej. Obchodzone po zakończeniu żniw, święto to stanowi nie tylko wyraz dziękczynienia za plony, ale także symbolizuje silne więzi społeczne wśród rolników i ich związek z naturą. Na przestrzeni lat dożynki zyskały charakter zarówno religijny, jak i świecki, stając się okazją do uroczystych spotkań, festynów oraz ceremonii podziękowania za urodzaj.

Tradycja dożynek w Polsce wywodzi się z czasów pogańskich, kiedy to rolnicy składali ofiary bogom, dziękując za obfite plony i prosząc o pomyślność w nadchodzącym roku. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, obrzędy te uległy przekształceniu, wplatając elementy religijne, co szczególnie widoczne jest w obecnych obchodach. Współcześnie dożynki mają wyraźny kontekst religijny, który łączy się z tradycją składania wieńca dożynkowego na ołtarzu kościoła oraz uroczystą mszą dziękczynną. Taki wieniec, najważniejszy symbol dożynek, jest misternie pleciony z kłosów zboża, kwiatów, owoców oraz innych darów natury. Często przybiera kształt korony lub krzyża, co odzwierciedla chrześcijańskie znaczenie święta.

Sam proces tworzenia wieńca dożynkowego to istotna część tradycji, w której udział bierze cała społeczność. Zwykle zajmują się tym kobiety, które z niezwykłą starannością dobierają materiały, a każdy etap plecenia odbywa się zgodnie z dawnymi zwyczajami. Gotowy wieniec jest dumnie niesiony na czele uroczystego korowodu, któremu towarzyszy śpiew, muzyka ludowa i kolorowe stroje regionalne. Korowód ten jest jednym z najbarwniejszych elementów dożynek, w którym często uczestniczą także przedstawiciele lokalnych władz, kapłani oraz osoby związane z rolnictwem. Wieniec, jako symbol ukończonych żniw, jest wręczany gospodarzowi dożynek – zwykle jest to wójt czy burmistrz gminy.

Podczas obchodów nie brakuje również symbolicznych gestów podkreślających zakończenie żniw, jak np. przekazanie pierwszego bochenka chleba wypieczonego z tegorocznych plonów. Chleb ten, podobnie jak wieniec, pełni ważną funkcję w obrzędzie, symbolizując owoc pracy rolników oraz ich trud włożony w uprawę ziemi. Wręczany gospodarzom dożynek chleb jest następnie dzielony wśród zebranych, co nawiązuje do idei dzielenia się dobrem i wspólnoty.

Dożynki to jednak nie tylko religijne i obrzędowe święto, ale także okazja do wspólnej zabawy i integracji społeczności wiejskiej. Po zakończeniu części oficjalnej, zwykle odbywają się festyny, koncerty i różnorodne występy artystyczne, które są doskonałą okazją do odpoczynku i świętowania. Charakterystycznym elementem tych festynów są także tradycyjne potrawy, przygotowywane z produktów lokalnych, które stanowią doskonałą promocję regionalnej kuchni. Stoły uginają się od domowych wypieków, wędlin, serów oraz świeżo przygotowanych dań, które mają podkreślać urodzaj i obfitość darów ziemi.

Warto podkreślić, że dożynki mają także wymiar symboliczny, odzwierciedlający związek człowieka z naturą oraz szacunek dla pracy rolnika. W Polsce rolnictwo od wieków było jednym z filarów gospodarki, a dożynki, jako święto związane z plonami, zawsze stanowiły ważny element kultury. Mimo postępu technologicznego, który zmienił sposób uprawy i zbiorów, dożynki wciąż pozostają żywym świadectwem tradycji, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Co więcej, w ostatnich latach święto to zyskuje na popularności również w miastach, gdzie organizowane są festyny dożynkowe, mające na celu przypomnienie o rolniczych korzeniach oraz promowanie zdrowej żywności.

Ciekawym zjawiskiem jest także zmieniająca się forma dożynek. Współcześnie coraz częściej można spotkać się z dożynkami gminnymi, powiatowymi czy wojewódzkimi, które gromadzą rolników z szerszych okolic, a ich obchody przybierają rozmach zbliżony do festiwalu.

Partnerzy portalu:

Z Białegostoku do Zambrowa rowerem. Czy warto?

Z Białegostoku do Zambrowa rowerem. Czy warto?

Zambrów, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się niewielkim miastem na mapie Podlaskiego, to skrywa wiele atrakcji dla miłośników aktywnego wypoczynku. Dlatego wyprawa rowerowa ze stolicy regionu właśnie tam może być dobrym pomysłem na spędzenie całego wolnego dnia. Odległość rowerowa jest znacznie dłuższa niż samochodowa, dlatego że trzeba stawiać na bezpieczeństwo i wybierać lokalne drogi. Dlatego też przed nami wycieczka na 110 km. Zakładając, że chcecie wrócić do Białegostoku pociągiem z Szepietowa. To najbliższa stacja w okolicach Zambrowa.

A samo miasto warto odwiedzić. Położone w otoczeniu malowniczych krajobrazów, oferuje doskonałe warunki do uprawiania turystyki pieszej i rowerowej, co czyni je idealnym miejscem na weekendowy wypad z dala od zgiełku większych aglomeracji.

Trasy rowerowe wokół Zambrowa

Zambrów i jego okolice obfitują w trasy rowerowe, które prowadzą przez urokliwe zakątki regionu. Jedną z najpopularniejszych jest trasa biegnąca wzdłuż rzeki Jabłonki, która oferuje nie tylko piękne widoki na wodne pejzaże, ale także możliwość obserwacji lokalnej fauny i flory.

Dla tych, którzy szukają nieco większych wyzwań, polecana jest trasa prowadząca z Zambrowa do Ciechanowca. Wtedy przygodę z rowerem powinniście zaczynać w Szepietowie. Pętla Szepietowo – Zambrów – Ciechanowiec – Szepietowo to równo 100 km. Ten malowniczy szlak rowerowy przebiega przez różnorodne tereny, od lasów po otwarte pola, i kończy się w urokliwym miasteczku znanym z Muzeum Rolnictwa.

Miłośnicy dłuższych dystansów mogą wybrać się na trasę do Tykocina, gdzie czeka na nich nie tylko zabytkowy rynek, ale także imponujący zamek. Ta trasa, choć dłuższa, jest niezwykle satysfakcjonująca, oferując po drodze możliwość zwiedzenia Grądów-Woniecko i okolicznych wydm. Trasa Szepietowo – Zambrów – Tykocin – Białystok to 120 km.

Piesze wędrówki w okolicach Zambrowa

Zambrów to także doskonała baza wypadowa dla miłośników pieszych wędrówek. Jedną z najciekawszych tras jest szlak prowadzący przez okoliczne lasy. Możecie się wybrać z miasteczka najpierw do Szumowa, a potem do Czerwonego Boru. W zależności od trasy, którą obierzecie wycieczka ta wyniesie od 35 do 40 km. Pamiętajcie o zorganizowanie transportu z Czerwonego Boru lub użycie komunikacji autobusowej. Spacerując po tych terenach, można podziwiać unikalne gatunki roślin i zwierząt, a także cieszyć się spokojem i ciszą, które są rzadkością w bardziej zurbanizowanych częściach kraju.

Przygotowanie do wyprawy

Przed wyruszeniem na trasy rowerowe lub piesze wokół Zambrowa warto odpowiednio się przygotować. Choć większość szlaków jest dobrze utrzymana, warto zabrać ze sobą mapę lub korzystać z aplikacji GPS, aby nie zgubić się na mniej uczęszczanych odcinkach. Dobrze jest również zadbać o odpowiednie nawodnienie i prowiant, zwłaszcza na dłuższe wycieczki, gdyż w okolicy mogą być miejsca, gdzie nie znajdziemy sklepów ani punktów gastronomicznych.

Rowerzyści powinni upewnić się, że ich sprzęt jest w dobrym stanie technicznym, a piesi nie zapomnieć o wygodnym obuwiu, które sprawdzi się na różnorodnym terenie. Warto także pamiętać o odpowiednim ubraniu – w zależności od pory roku mogą przydać się ubrania na deszcz lub przeciwsłoneczne.

Partnerzy portalu:

Połączenie kolejowe Białystok – Ostrołęka znika na 3 tygodnie

Połączenie kolejowe Białystok – Ostrołęka znika na 3 tygodnie

Po 2 miesiącach nastąpi przerwa w kursowaniu kolei z Białegostoku do Ostrołęki. Od 18 maja wprowadzona zostanie na 3 tygodnie zastępcza komunikacja autobusowa. Zatem wszyscy rowerzyści czy osoby z wózkami muszą swoje plany odłożyć. Decyzja Polregio ma związek z pracami torowymi na stacji Łapy. Przypomnijmy, że trwa budowa Rail Baltici, dzięki której po zmodernizowanym szlaku pociągi będą mogły jeździć dużo szybciej niż obecnie.

Na uwagę jednak zasługuje fakt, że linia kolejowa Białystok – Ostrołęka została otwarta zaledwie dwa miesiące temu. Chociaż liczby pasażerów nie są znane, to mówi się o dużym zainteresowaniu linią. Dlatego szkoda tej przerwy, bo po niej frekwencja może spaść. Co ciekawe, wiele osób korzysta z tego połączenia by dojechać do Olsztyna, mimo że jest bezpośredni pociąg z Białegostoku, a czas jazdy w obu przypadkach jest podobny. Tyle, że po dojechaniu do Ostrołęki, trzeba przesiąść się w pociąg do Chorzeli, a dalej w autobus do Olsztyna. Chyba, że ktoś chce coś załatwić w Ostrołęce i nie przeszkadza mu czekanie na autobus bezpośredni do stolicy Warmi i Mazur.

Niestety zastępcza komunikacja jest wolniejsza o 40 minut. Ponadto zmienią się całkowicie godziny odjazdu. Miejmy nadzieję, że prace torowe potrwają bezproblemowo i za trzy tygodnie nie tylko wrócą pociągi na trasę, ale także i pasażerowie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie wydmy kryją niezwykłą historię

Wcale nie trzeba jechać nad morze aby zobaczyć wydmy. Wystarczy udać się do powiatu zambrowskiego, w okolice wsi Grądów – Woniecko. Wędrujące wydmy stanowią cenny zabytek archeologiczny. Pozostawił je wycofujący się lądolód. Piasek bowiem pędzony wiatrem blisko powierzchni lub wleczony po niej zatrzymuje się za takimi przeszkodami jak głazy, zarośla czy nierówności gruntu. Specyficznie ukształtowany teren po lądolodzie stał się takim naturalnym miejscem, gdzie utworzyła się wydma. Pojedyncza składa się ze stoków dowietrznego i zawietrznego, które rozdzielają jej grzbiet. Stoki te są zazwyczaj asymetryczne. Nakładające się wydmy tworzą nieregularne, rozległe formy poprzeczne do kierunku wiatru – pola wydmowe.

Wydmy były zasiedlane już w epoce kamienia. Ślady po przodkach odnajdziemy do dziś.  W piasku dostrzeżemy kręgi po paleniskach, ale także części ceramicznych naczyń i niewielkich narzędzi z krzemienia. Najstarsze z nich pochodzą z epoki mezolitu, a znaczy to, że powstały około 8 – 5 tys. lat p.n.e. Odnaleziono ponadto pozostałości po późniejszym osadnictwie, przypadającym na okres kultury łużyckiej, czyli wczesnej epoki żelaza. Do dziś w tym miejscu odbywają się cykliczne badania archeologiczne. Oznacza to, że teren pozostaje jeszcze nie do końca odkryty.

I też doskonały do zwiedzania. W pobliżu znajduje się ogromny, naturalny basen z wylewem Narwi oraz miasteczko Wizna, które słynie przede wszystkim z bohaterskiej postawy majora Raginisa (wówczas kapitana). Został on heroicznym dowódcą obrony wspomnianej Wizny. Jego postawa pozwoliła opóźnić natarcie wroga. W pobliskiej Górze Strękowej możemy podziwiać miejsce pamięci tego wydarzenia. To miejsce nie jest przypadkowe, tam łączą się ze sobą dwie rzeki: Biebrza i Narew. Taki teren spowodował, że będzie to dobre stanowisko obronne.

Jeżeli mamy więcej czasu, to warto też rzutem na taśmę zwiedzić Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Piękna ścieżka przyrodnicza prowadzi przez Bronowo, Krzewo i Drozdowo, zaś powrót w stronę wydm może odbywać się przez Starą Łomżę, Siemień Nadrzeczny, Pniewo i Gać.

Partnerzy portalu:

Oto mało znany i tajemniczy las w Podlaskiem. Warto go zwiedzić!
fot. Gmina Zambrów

Oto mało znany i tajemniczy las w Podlaskiem. Warto go zwiedzić!

Las Czerwony Bór to jeden z najmniej odkrytych kompleksów w Podlaskiem. Istnieje sobie w cieniu Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej oraz czterech Parków Narodowych. Ponadto ze względu na funkcje jakie pełnił w przeszłości dziś jest nieco tajemniczy. A warto do niego się wybrać. Ba! Nawet jest doskonała okazja, gdyż funkcjonuje nowa linia kolejowa Białystok – Ostrołęka. Wysiadając w Śniadowie będziemy kilka kilometrów od kompleksu leśnego. Wystarczy zapakować rower i można zwiedzać! Dodatkowo warto wiedzieć, że las rośnie na terenie górzystym, więc to dodatkowa atrakcja.

Las nie jest popularny i mało tajemniczy, bo dawniej w obrębie Czerwonego Boru znajdował się poligon oraz tereny jednostek wojskowych. W stanie wojennym był tam wojskowy obóz dla internowanych. Obecnie na terenach byłej jednostki wojskowej funkcjonuje już tylko zakład karny.

Nazwa Czerwony Bór znana była już w średniowieczu. W ten sposób określano podłużny garb wzgórz morenowych zwanych pierwotnie Wielkimi lub Długimi Górami. I właśnie to ukształtowanie tereny powoduje, że warto tam się wybrać rowerem lub spacerem. Szczególnie, gdy jesteśmy miłośnikami przyrody.

W Czerwonym Borze napotkać możemy między innymi wydmy śródlądowe, suche wrzosowiska, górskie świeże łąki, ciepłolubne dąbrowy i oczywiście sosnowy bór chrobotkowy. Jeżeli chcielibyśmy spędzić tam więcej czasu to napotkamy bobry i wilki. Z ptaków cietrzewie, gąsiorki czy żurawie. Już same dźwięki w takim lesie wiosną powodują, że można spędzić tam wiele godzin. To po prostu czysty relaks.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co za piękne widoki! Zobacz wydmy i rozlewiska z drona.

Grądy-Woniecko w gminie Rutki (powiat zambrowski) to miejsce, gdzie znajduje się wyjątkowa atrakcja przyrodnicza. Pozostałości po lądolodzie ukształtowały teren, zaś wiatr utworzył na nim wydmy. A teraz, gdy wiosna nadciąga – dodatkowo są tam rozlewiska.

Wydmy to nie jest to taka zwyczajna góra piachu. Powstawanie wydmy jest ściśle związane z tym materiałem. Piasek bowiem pędzony wiatrem blisko powierzchni lub wleczony po niej zatrzymuje się za takimi przeszkodami jak głazy, zarośla czy nierówności gruntu. Specyficznie ukształtowany teren po lądolodzie stał się takim naturalnym miejscem, gdzie utworzyła się wydma. Pojedyncza składa się ze stoków dowietrznego i zawietrznego, które rozdzielają jej grzbiet. Stoki te są zazwyczaj asymetryczne. Nakładające się wydmy tworzą nieregularne, rozległe formy poprzeczne do kierunku wiatru – pola wydmowe.

Wydawałoby się, że trzeba jechać nad morze, by to wszystko oglądać. Tymczasem wystarczy wybrać się do miejscowości Grądy-Woniecko niedaleko Wizny. W pobliżu znajduje się także ogromny, naturalny basen z wylewem Narwi. Jeżeli mamy więcej czasu, to warto też rzutem na taśmę zwiedzić drewniany most w Bronowie (nie jedźcie najbliższą drogą tylko dookoła!), a także Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Piękna ścieżka przyrodnicza o tej porze roku, gdy wszystko budzi się do życia to naprawdę fantastyczne miejsce do zwiedzania.

Partnerzy portalu:

Robi się ciepło. Uwaga na kleszcze w lasach!

Robi się ciepło. Uwaga na kleszcze w lasach!

Wystarczy kilka stopni na plusie, by uaktywniły się kleszcze. Szczególnie muszą o tym myśleć ci, którzy kochają chodzić po lasach. Dodatkowo czujni powinni być właściciele psów. Wspólny spacer powinien zakończyć się sprawdzeniem, czy nie ma intruza.

Najbardziej powinniśmy się obawiać kleszczowego zapalenia mózgu i opon mózgowo rdzeniowych. Tydzień po ukłuciu kleszcza może wystąpić gorączka. Jeżeli organizm sam sobie nie poradzi z wirusem, wtedy może dojść do zaburzeń neurologicznych. Cechą charakterystyczną ukłucia jest pojawienie się rozszerzającego rumienia. Podlaskie jest na pierwszym miejscu w Polsce pod względem zapadalności na kleszczowe zapalenie mózgu i boreliozę.

Jak postępować, gdy złapiemy kleszcza? Przede wszystkim niczym nie smarować. Kleszcza należy usunąć. Można zgłosić się do apteki po specjalny przyrząd do tego. Gdy w taki się zaopatrzymy możemy go wyssać albo schwytać jak najbliżej skóry i wyciągnąć. Należy jednak pamiętać – gdy kleszcz napił się już krwi, to jest ona zainfekowana. Wciśnięcie brzucha owada z krwią spowoduje, że wpuścimy do swego organizmu zainfekowaną krew. Dlatego też najlepiej wtedy zgłosić się do lekarza.

Gdy uda się pozbyć intruza, to starannie dezynfekujemy miejsce i myjemy też ręce. Warto też żeby obejrzał nas lekarz, gdy już kleszcza się pozbędziemy. Pamiętajmy jednak, żeby nie odmawiać sobie przyjemności chodzenia po lesie z powodu kleszczy. Te występują wyłącznie na roślinach niskich i liściastych. Dlatego może się zdarzyć, że kleszcze zadomowią się też na łąkach i ogrodach. Jak magnes działają na kleszcze paprocie, mszaki, wysokie trawy, leszczyny, jeżyny, czarny bez, gęste krzewy. Jeżeli chcecie mieć pewność, że kleszczy nie spotkanie to spędzajcie czas wśród takich roślin jak kocimiętka, lawenda, rozmaryn, tymianek, czosnek, eukaliptus, mięta, pelargonie, piołuny, aksamitki.

Partnerzy portalu:

Będzie pociąg z Białegostoku do Ostrołęki! Rusza już w marcu.

Będzie pociąg z Białegostoku do Ostrołęki! Rusza już w marcu.

To wielka szansa nie tylko dla mieszkańców powiatu łomżyńskiego, ale też dla samej Łomży i Zambrowa. W marcu 2024 samorząd województwa zamierza uruchomić regularne połączenie kolejowe z Białegostoku do Ostrołęki.

Szynobus ma wyjeżdżać z rana ze stolicy Podlaskiego, a następnie po dotarciu do Ostrołęki powrócić. Później ma się odbyć jeszcze kurs popołudniowy. Będzie to działać podobnie jak połączenie Białystok – Waliły. Tyle, że nie w weekendy, ale cały tydzień. Ma to być połączenie testowe, które pozwoli ocenić zainteresowanie transportem kolejowym na tej trasie. I tak naprawdę to wielka szansa dla mieszkańców. Jeżeli szynobus nie będzie wozić powietrza, to połączenie zapewne się utrzyma.

Pociąg z Białegostoku pojedzie do miejscowości Sokoły, następnie zatrzyma się w Kuleszach Kościelnych, Kołakach Kościelnych, Śniadowie i Kurpiach Dworskich. Ostatnią stacją będzie Ostrołęka. Czy połączenie utrzyma się na dłużej? Dowiemy się na koniec roku. Decyzję o tym będzie podejmować już nowy marszałek województwa.

Warto jednak podkreślić, że to ogromna szansa dla mieszkańców regionu, którzy dotychczas od kolei byli odcięci. Otóż wszystkie wymienione stacje kolejowe znajdują się w małych miejscowościach, dlatego do sukcesu linii mogą przyczynić się mieszkańcy Łomży, Kolna, Zambrowa i Ostrołęki. Żeby jednak chcieli pojechać, godziny odjazdów autobusów muszą być skomunikowane z godziną przyjazdu pociągu.

Podróż z Białegostoku do Ostrołęki potrwa około 2 godzin.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie zimą. Zamarznięte piękno i dzikie zwierzęta na wyciągnięcie reki.

Zimowy krajobraz Podlasia to spektakularne połączenie surowego mrozu i niepowtarzalnego piękna. Kiedy termometry pokazują 20 stopni poniżej zera, natura przybiera zupełnie nową postać. Wszystko wokół zamienia się w krystaliczny świat, gdzie drzewa pokryte szronem tworzą bajkowe sceny, a pola i łąki zamieniają się w lśniące połacie śniegu.

Warunki zmuszają dzikie zwierzęta do zmiany swoich zachowań. Z lasów na otwarte przestrzenie wyłaniają się liczne gatunki zwierząt w poszukiwaniu pożywienia. Nie brakuje króla podlaskiej kniei – żubra. To idealny czas dla miłośników natury i fotografów, aby podziwiać te dzikie stworzenia w ich naturalnym środowisku. Rano, gdy słońce wschodzi, rozświetlając mroźne krajobrazy, można też zaobserwować sarny, jelenie czy dziki, które ostrożnie przemierzają śnieżne pola. Jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia to napotkamy również wilki.

Jeżeli zdecydujemy się na wycieczkę, warto bardzo ciepło się ubrać. Podczas wyprawy w teren odpowiedni strój jest kluczowy. Blisko pól wieje wiatr, a gdy jesteśmy niedaleko rzeki, to zimno będzie spotęgowane od wilgoci. Aby cieszyć się pięknem zimowej przyrody bez ryzyka przemarznięcia, należy pamiętać o kilku warstwach ubioru. Przyda się bielizna termoaktywna, która odprowadzi wilgoć z ciała. Do tego izolująca swetrem czy polarem, a na na to jeszcze wodoodporna kurtka. Ważne jest też mieć czapkę, rękawicę, ciepłe zimowe i wodoodporne buty. Nie ma co też wzgardzać termosem z herbatą i czymś słodkim. Taka wyprawa energię i ciepło będzie z nas wysysać powoli, ale skutecznie. Mimo wszystko dla takich widoków jakie mamy – warto.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Powstał nowy dokument historyczny. Śladami Powstania Styczniowego.

To gratka dla fanów lokalnej historii. Powstał film dokumentalny Śladami Powstania Styczniowego. W Polsce niestety dyskusje o historii są zdominowane przez wydarzenia II wojny światowej i w ostatnich latach też trochę mówi się o odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Tymczasem jest wiele ważnych wydarzeń poprzedzających wybuch I i II wojny światowej, dzięki której nasz znów ma swoje miejsce na mapie i jest podmiotem. Jednych z takich wydarzeń jest Powstanie Styczniowe. Szczególnie upamiętnianie w województwie podlaskim.

Powstanie Styczniowe z 1863 roku było przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone Manifestem 22 stycznia wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy. Wybuchło 22 stycznia 1863 w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 na Litwie, trwało do jesieni 1864, zasięgiem objęło ziemie zaboru rosyjskiego, tj. Królestwo Polskie i ziemie zabrane, zyskując także szerokie poparcie wśród ludności litewskiej i częściowe pośród białoruskiej. Było największym i najdłużej trwającym polskim powstaniem narodowym, spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej. Miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. Przez oddziały powstania styczniowego przewinęło się około 200 tys. osób, zarówno z rodzin szlacheckich, jak też w mniejszym stopniu z chłopstwa i mieszczaństwa.

Pomimo klęski militarnej powstanie styczniowe osiągnęło część celów politycznych, zwłaszcza długofalowych, jakie stawiali sobie jego organizatorzy. Powstanie przyczyniło się do korzystniejszego niż w dwóch pozostałych zaborach i w etnicznej Rosji uwłaszczenia chłopów, zarówno w Królestwie, jak i na ziemiach zabranych. Konsekwencją był w końcowych trzech dekadach XIX wieku gwałtowny skok demograficzny, niemniej potężny wzrost produkcji przemysłowej, wzrost urbanizacji, podniesienie się stopy życiowej. Tym gospodarczym procesom towarzyszył bujny rozwój czasopiśmiennictwa, literatury pięknej, teatru, malarstwa. Na wsi zaczęło się szerzyć czytelnictwo polskie. W Królestwie Polskim nastąpił progres na drodze kapitalistycznego rozwoju. Zaś podstawową przesłanką tego rozwoju był radykalny charakter reformy uwłaszczeniowej ogłoszonej w 1864 roku.

Po upadku powstania znaczna część patriotów, w tym uczestników powstania zwróciła się ku pracy organicznej, zaś pamięć o powstańcach stała się ważnym motywem w literaturze (np. Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski) i malarstwie (min. Artur Grottger, Jan Matejko, Maksymilian Gierymski) oraz motywacją dla nowego pokolenia działaczy niepodległościowych (np. skupionych wokół Józefa Piłsudskiego).

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy zobaczymy jeszcze śnieg zimą? To zależy od nas.

Pełno śniegu oraz temperatura minus 17 stopni. Jeszcze 5 lat temu tak wyglądała podlaska zima. Czy są szanse, że taka pogoda jeszcze wróci?

Zacznijmy od wyjaśnienia marudom, co śniegu nie lubią, jak bardzo ważne jest, by spadło jak najwięcej puchu i poleżało do wiosny. Przede wszystkim każde anomalie pogodowe zaburzają ekosystem. Jeżeli nie spadnie śnieg, namnażać się będą wszelkiej maści owady. A latem odczujemy tego skutek. Ponadto brak śniegu spowoduje, że wiosną nie będzie miało się co rozpuszczać i zasilać gruntów i rzek. Inaczej mówiąc – jeżeli wiosną nie będzie regularnych opadów po zimie, to nastanie susza. Wówczas ceny polskiego jedzenia skoczą do góry i będziemy skazani na importowane, które delikatnie mówiąc nie smakuje zbyt dobrze i jest przepełnione chemią.

Brak śniegu to także więcej gatunków roślin i zwierząt inwazyjnych, które w Polsce normalnie nie występują. Zatem długotrwały brak zim może doprowadzić do całkowitej zmiany naszego ekosystemu. Ostatecznie będzie coraz mniej drzew, zanikną rzeki, a krajobraz w Polsce będzie przypominał taki, jaki mamy w Bieszczadach – czyli niska roślinność i dużo kamieni. Do tego zaadaptowane do takiego klimatu owady i zwierzęta. Czy wyobrażacie sobie Podlaskie choćby bez łosi, które kochają bagna i wysokie trawy?

Należy sobie zadać pytanie czy coś w ogóle możemy zrobić. Ależ owszem, nie tylko nasz region, ale cały nasz kraj powinien obfitować w zbiorniki retencyjne, w których gromadzić będziemy deszcz. Ponadto trzeba naprawić to, co zniszczył PRL – a mianowicie koryta rzek. Otóż wówczas urzędnicy próbując rozwiązać problem powojennego głodu, udrożnili i wyprostowali koryta rzek tak, by woda szybko spływała do morza. W efekcie odsłonięto nowe pola, które mogli zasiać rolnicy. Dziś w XXI wieku, gdy jedzenia nie brakuje – koryta rzek muszą zostać przywrócone, by znów woda w nich mogła powoli meandrować i zasilać szeroko całą okolicę wodą. W efekcie będziemy mieli bujną roślinność w Podlaskiem.

W tamtym roku śnieg zasypał całą okolicę tylko na jeden dzień. Jeżeli chcielibyśmy, by padało dłużej i utrzymywało się wszystko częściej, to musimy przestać emitować tak dużo ciepła jak obecnie. To nie tylko globalny problem, to także trzeba rozwiązywać lokalnie. Wystarczy wziąć termometr i przejechać się z centrum Białegostoku do okolicznych miejscowości, by zobaczyć jak bardzo zabetonowanie stolicy województwa wpływa na temperaturę. Te wszystkie samochody spalinowe, które Unia Europejska chce zlikwidować, nie są winne tego, że urzędnicy wylali miliony ton betonu w Europie. Nawet mocno pro-ekologiczna Kopenhaga, stolica Danii jest mocno zabetonowana. Pozytywnie natomiast można wyrazić się pod tym względem od Wiedniu – czyli stolicy Austrii. Tam kierunek jest odwrotny – nie walczy się z samochodami, tylko betonem właśnie.

Dlatego i my powinniśmy iść drogą Wiednia. Odbetonować Białystok i inne miasta, nasadzić ile się da i gdzie się da oraz poczekać aż cała okolica się schłodzi. Wtedy będzie przyjemnie latem i zobaczymy śnieg zimą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ależ ten Zambrów się zmienił! Połączono dwa filmy z jednej trasy.

Takie filmy to prawdziwa machina czasu. Na głównym ekranie możemy zobaczyć stary film z lat. 80 ubiegłego wieku, a na nim przejazd samochodem przez ówczesny Zambrów. Na mniejszym kadrze film nagrany kilka lat temu pokazujący jak Zambrów prezentuje się w XXI wieku. Czy jest różnica? Oceńcie najlepiej sami.

Jedno jest pewne, zambrowianie, którzy go oglądali natychmiast przywołali wspomnienia z dawnych czasów. Mogli sobie przypomnieć jak to kiedyś wszystko wyglądało. Dziś miasteczko bardzo się rozwinęło. Wbrew pozorom nie jest to słabe miejsce do życia. Zarówno do Białegostoku jak i do Warszawy jest dogodna ekspresowa trasa. Dlatego, jeżeli ktoś pragnie na co dzień mieć ciszę i spokój, lecz być blisko miejskiego zgiełku i życia społeczno-kulturalnego, to leżące na skraju Podlaskiego, 22 tysięczne miasteczko będzie dla niego idealne.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie kapliczki. Nieodzowny element regionu.

Podczas zwiedzania Podlaskiego można niejednokrotnie napotkać kapliczki. Stoją samotnie wśród pól, przy drogach, na wsiach. Niekiedy wiszą na drzewach. Jedno jest pewne, bez nich krajobraz naszego regionu nie byłby taki sam. Ba! Niektóre kapliczki mają status podwójnie kultowych. W religijnym znaczeniu każda z nich taka jest, ale też niektóre są bardzo dobrze znane ludziom jako obiekty architektoniczne.

Najbardziej znany przykład to kapliczka z plakatu filmu U Pana Boga za piecem, która to stoi po drodze z Krynek do Sokółki. Inna też w tamtych okolicach była użyta w scenie tego filmu, gdy komendant modlił się do „pagera”. Równie ciekawą kapliczką jest konstrukcja z miejscowości Brody. Została obfotografowana przez całą rzeszę ludzi. Nie sposób nie wspomnieć o kapliczce, która stoi na szczycie górki w Goniądzu. A to tylko kilka bardziej znanych. Inne, równie ciekawe można obejrzeć na powyższym filmie.

Autorem jest Szczepan Skibicki, autor wspaniałego filmu krajobrazowego Go Podlasie. Film został wykonany techniką time-lapse. Czyli fotografowano obiekt w równych odstępach czasowych, a następnie złożono to w ruchome dzieło. Tak jak kiedyś tworzono kreskówki – rysowano klatka po klatce sceny, a następnie szybko je przewijano. Tak też jest i przy time-lapse. Pięknie się to ogląda.

Partnerzy portalu:

Myśliwy zabił dwa łosie. Tłumaczył, że pomylił je z dzikami.

Myśliwy zabił dwa łosie. Tłumaczył, że pomylił je z dzikami.

72-letni myśliwy zastrzelił dwa łosie. Mamę z młodym. Tłumaczył się, że pomylił je z dzikami. Teraz grozi mu do 5 lat więzienia. Miało to miejsce w gminie Rutki w powiecie zambrowskim.

Historii o tym że myśliwy pomylił człowieka / psa / zwierzę pod ochroną z dzikiem jest w Polsce mnóstwo. O ile my jesteś za całkowitą delegalizacją tego zawodu, o tyle silne lobby myśliwych ma się w naszym kraju dobrze. Tym razem Polski Związek Łowiecki błyskawicznie usunął ze swoich szeregów mężczyznę, który zabił łosie. Oprócz grożącego myśliwemu więzienia (do którego pewnie i tak nie trafi) będzie musiał zapłacić prawie 30 000 zł kary. Oczywiście mężczyzna straci także broń.

Warto dodać, że łosie nie są objęte ochroną, ale od 2001 roku obowiązuje całkowity zakaz polowań na te zwierzęta. W ubiegłych latach były zakusy by to zmienić, na szczęście kontrowersyjny, nieżyjący już minister do tego nie doprowadził. Warto dodać, że łosie żyją na biebrzańskich bagnach. Najwięcej kłopotów sprawiają kierowcom. Było sporo wypadków, które powodowane są przez te zwierzęta. Przez Biebrzański Park Narodowy przebiega ruchliwa droga krajowa 65 łącząca Białystok z Ełkiem. Po drodze są jeszcze Mońki i Grajewo. Na szczęście oprócz dodatkowego, specjalnego oznakowania, odlesiono pobocza dróg przez co zwiększono widoczność. Jest tam także ograniczenie prędkości. Odstrzał wydaje się zbędny.

Wracając do ministra, to 5 lat temu chciał doprowadzić do zniesienia moratorium z 2001 roku. Dokumenty w tej sprawie były już przygotowane. Ostatecznie do zniesienia nie doszło. A warto wiedzieć, że w 2001 zakazano odstrzału, bo łosiom groziła całkowita zagłada.

Partnerzy portalu:

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Być może dla niektórych będzie to pewien szok, ale nie w całej Polsce można latem obserwować bociany. Pod tym względem województwo podlaskie jest jednym z niewielu miejsc, gdzie jest ich bardzo dużo. Niestety w ostatnich latach populacja tego ptaka zmniejszyła się o 20 proc.! Niestety to nie koniec złych wieści, za kolejne 20-30 lat może ich w Podlaskiem w ogóle nie być.

Jednym z najpopularniejszych tekstów na naszym portalu jest ten o bocianach, gdzie gruntownie tłumaczymy, dlaczego te piękne ptaki wylatują do ciepłych krajów i po co wracają. Szczegółowo przeczytacie poniżej, zaś w skrócie napiszemy tak: bociany wylatują do dalekich krajów Afryki za jedzeniem. Gdy u nas mróz skuje wszystko wokół, to w Dorzeczu Kongo bociany mogą wybierać i przebierać w pożywieniu. Ptaki wracają zaś, bo w czasie naszej wiosny i lata, w Afryce rozpoczyna się pora sucha, co utrudnia zdobycie pożywienia. Zaś u nas w tym czasie jak w stołówce. W menu każdego ptaka są pasikoniki, dżdżownice, ślimaki, gryzonie, małe ryby, żaby, węże, krety, łasicie, gronostaje, a nawet pisklęta ptaków i młode zające!

Problem w tym, że zmiany klimatu powodują, że w polskich rzekach ubywa wody. Nasz region niestety nie jest wyjątkowy pod tym względem. Puste cieki nie zabiją od razu ludzi, bo korzystamy ze źródeł głębinowych, natomiast ptaki odczują braki jako pierwsze. W efekcie nie będą wracać po zimie do Podlaskiego tylko tam, gdzie będzie dobry dostęp do wody i optymalne warunki do rozmnażania. Obecnie królestwem bociana są Doliny Biebrzy, Narwi i Bugu. To właśnie tam zaobserwowano 20 procentowy spadek populacji ptaka. W zachodnich rejonach kraju jest jeszcze gorzej, bo populacja miejscami zmniejszyła się o połowę! W kraju żyje łącznie około 43-45 tys. par lęgowych. Około jedna czwarta z nich mieszka w naszym regionie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak nauczyć się zbierać grzyby? Wybrać dobry las na początek.

Internet zalewany jest od lat zapytaniami „gdzie zbierać grzyby”. Wynika to z faktu, że osoby, które dopiero chcą zacząć przygodę z tymi leśnymi przysmakami nie mają jeszcze swoich „miejscówek”. Warto dodać, że nie wolno się zniechęcać na początek. Nawet, gdy dobrze już wytypujemy las, to może ogarnąć nas frustracja, bo niestety u nas tradycja jest taka, że grzybiarze nie zbierają po prostu koszyka, ale czyszczą lasy z grzybów jak szaleni. Swoje też robi fakt, że istnieją skupy grzybów, które nieco napędzają gospodarkę zbieracką.

Ale zostawmy już te niuanse. Podlaskie na szczęście ma 3 okazałe puszcze i mnóstwo mniejszych lasów. Miejscówek u nas tyle, że jest w czym przebierać. Wystarczy tylko bardzo wcześnie wstać, bo niestety „czyściciele” grasują od bladego świtu. Zatem jeżeli nie chcemy oglądać resztek, to musimy do tego swoistego wyścigu dołączyć. Pamiętajcie, żeby nie zabierać ze sobą żadnych plastikowych reklamówek. Najlepszy będzie kosz wiklinowy. Grzyb uduszony w torbie to grzyb bezużyteczny. Pamiętajcie też o nożyku. Wyrywanie grzyba z korzeniami to głupota. Trzeba odcinać.

Co radzi ekspert z filmu? Po pierwsze przemieszczać się z lasu do lasu, dużo chodzić po rozmaitych lasach z młodnikami, zwłaszcza świerkowymi, po lasach mieszanych z świerkami – jeśli myślimy o prawdziwkach i podgrzybkach – można tez zahaczyć o rydza. – zachęca autor filmu. Kiedyś jak pytałem dziadka, gdzie rosną grzyby, odpowiadał – pod choiną.

Na koniec ważna uwaga. Kiedy uda się Wam już coś nazbierać, to poproście kogoś doświadczonego o sprawdzenie każdego grzyba po kolei. Zjedzenie trujących „owoców leśnych” może się skończyć bardzo ciężkimi powikłaniami, od uszkodzenia wątroby po śmierć włącznie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nie trzeba jechać nad morze żeby zobaczyć wydmy. Pod Łomżą też są.

Grądy-Woniecko w gminie Rutki (powiat zambrowski) to miejsce, które co najwyżej niektórym może kojarzyć się z zakładem karnym. Tymczasem znajduje się tam wyjątkowa atrakcja przyrodnicza. Pozostałości po lądolodzie ukształtowały teren, zaś wiatr utworzył na nim wydmy.

Na początku przypomnijmy czym one są. Bo przecież nie jest to taka zwyczajna góra piachu. Powstawanie wydmy jest ściśle związane z tym materiałem. Piasek bowiem pędzony wiatrem blisko powierzchni lub wleczony po niej zatrzymuje się za takimi przeszkodami jak głazy, zarośla czy nierówności gruntu. Specyficznie ukształtowany teren po lądolodzie stał się takim naturalnym miejscem, gdzie utworzyła się wydma. Pojedyncza składa się ze stoków dowietrznego i zawietrznego, które rozdzielają jej grzbiet. Stoki te są zazwyczaj asymetryczne. Nakładające się wydmy tworzą nieregularne, rozległe formy poprzeczne do kierunku wiatru – pola wydmowe.

To wszystko można podziwiać właśnie w Grądach-Woniecko. Ale nie tylko ten specyficzny teren jest atrakcyjny. W pobliżu znajduje się ogromny, naturalny basen z wylewem Narwi oraz miasteczko Wizna, które słynie przede wszystkim z bohaterskiej postawy majora Raginisa (wówczas kapitana). Został on heroicznym dowódcą obrony wspomnianej Wizny. Jego postawa pozwoliła opóźnić natarcie wroga. W pobliskiej Górze Strękowej możemy podziwiać miejsce pamięci tego wydarzenia. To miejsce nie jest przypadkowe, tam łączą się ze sobą dwie rzeki: Biebrza i Narew. Taki teren spowodował, że będzie to dobre stanowisko obronne.

Jeżeli mamy więcej czasu, to warto też rzutem na taśmę zwiedzić Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Piękna ścieżka przyrodnicza prowadzi przez Bronowo, Krzewo i Drozdowo, zaś powrót w stronę wydm może odbywać się przez Starą Łomżę, Siemień Nadrzeczny, Pniewo i Gać. Przyda nam się co najmniej rower, bo objechanie całości zajmie kilka godzin. Długość trasy to około 60 km. Samochodem oczywiście szybciej, ale nie oszukujmy się zwiedzanie miejsc przyrodniczych takim środkiem lokomocji nie ma większego sensu, bo skupiając się na jeździe pomijamy wiele szczegółów. Dlatego jak już nie chcecie rowerem, to nie objeżdżajcie samochodem na raz, tylko róbcie dłuższe postoje.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie miasto samotnych kobiet? Tak przedstawiała je propaganda.

PRL-owska propaganda, oglądana z dzisiejszej perspektywy jest nieco zabawna. W powyższym filmie podlaski Zambrów został przedstawiony jako zatęchła dziura, która została uratowana przez władzę dzięki temu, że ulokowano tam garnizon oraz stworzono zakłady pracy. Przedstawiano to tak, że miasto powstało wokół wojskowego obiektu. Prawda jest zupełnie inna.

Pierwsza wzmianka o Zambrowie pochodzi z 4 maja 1283 roku. Wtedy erygowano tam parafię pw. św. Trójcy. W czasach Pierwszej Rzeczpospolitej miasteczko należało do Księstwa Mazowieckiego, podobnie jak cała okolica. Ostatnie kilkaset lat jest podobne jak w reszcie regionu. Najpierw osiedlanie się przez Żydów, potem zabory (Zambrów przypadł Prusom), następnie przyłączenie do Królestwa Polskiego zależnego od Rosji. Rok 1870 to degradacja ukazem cara z miasta do wsi. W XX wieku miasteczko odzyskało Niepodległość i ponownie nadano mu prawa miejskie. Następnie II wojna światowa i Holocaust.

Wracamy teraz do momentu z filmu propagandowego. Ukazuje on Zambrów po II wojnie światowej, który w 1946 roku liczył 4130 mieszkańców. Zniszczenia wojenne szacowano na ok. 43 proc. Zaczęto odbudowę miasta. Historia filmu to lata 50. W 1954 roku wybudowano tam zakłady przemysłu bawełniarskiego. Na filmie możemy usłyszeć, że nie było chętnych do pracy. Biorąc pod uwagę liczebność miasteczka, trudno się dziwić skoro do pracy szukano 3000 chętnych.

Produkcja WFDiF przedstawiła także Zambrów jako miasto nieprzyjazne kobietom, które przyjechały tam do pracy. Można usłyszeć, że miejscowi woleli świniom dać ziemniaki niż sprzedać im. Dodatkowo pracownice zakładów miały być piętnowane za romanse z żołnierzami. Gdy garnizon został przeniesiony w inne miejsce, kobiety miały pozostać samotne w mieście. Czy tak było naprawdę? Jedno jest pewne – sprowadzając kilka tysięcy kobiet do małego miasteczka wywoła się lokalnie brak równowagi pomiędzy płciami. Więc nie trudno o samotność. Natomiast brak chęci odsprzedaży ziemniaków raczej należy tłumaczyć tym, że bez tych najedzonych świń – miejscowi by sobie mogli nie poradzić, bez zakładów już tak. Widzimy więc klasyczny przykład socjalistycznej głupoty. Ktoś sobie wymyślił, że w spustoszonym mieście zbuduje się wielki zakład i ludzie przyjdą tam pracować. To niestety tak nie działa. Dlatego trzeba cieszyć się, że w dzisiejszych czasach to osoby prywatne na własne ryzyko otwierają przedsięwzięcia w miejscach, gdzie potencjalnie będą one potrzebne.

Kolejne lata Zambrowa także są podobne. Intensywny rozwój przemysłu spowodował znaczny rozwój miasta. Następnie nastąpiła transformacja ustrojowa, która obnażyła ekonomiczną głupotę socjalizmu. Wówczas doszło do totalnej zapaści gospodarczej, a Zambrów dziś jest spokojnym miasteczkiem. Z wielkiego komunistycznego przemysłu, w wolnej Polsce, w warunkach gospodarki bez sterowania centralnego, przetrwało zaledwie kilka firm. Na szczęście do dnia dzisiejszego powstały inne, produkujące okna, wyroby medyczne, asfalt czy tłoczące gaz. Obecnie Zambrów zamieszkiwany jest przez ponad 22 000 mieszkańców i rozwija się we właściwym tempie i kierunku.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak dawniej wyglądał Tłusty Czwartek na Podlasiu

Tłusty czwartek dzisiaj to po prostu kupowanie pączków i faworków oraz zajadanie się nimi na potęgę. Czy tak było zawsze? Na Podlasiu panowały pewne zwyczaje, które być może są gdzieś jeszcze praktykowane. Jedno jest pewne – najlepsze wypieki wychodzą wtedy, gdy robimy je samodzielnie, z dobrej mąki, a najlepiej gdy wypiekamy w starym tradycyjnym piecu. Smak wtedy jest nieporównywalny z tym co dostajemy w dyskontach i hipermarketach.

Dawniej oprócz pączków wypiekano także „chrust” czyli faworki, którymi częstowano gości wieczorem przy zakrapianych ucztach. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed nią nazywano „Kusakami”. Był to czas intensywnej zabawy. Karczmy były pełne. Panny i kawalerzy pod jej wejście przyciagali drewniany kloc. Następnie przybyłych polewano wodą aż do momentu, gdy nie wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Kloc, którzy przyciągano słuzył do zabawy w skakanie przez niego. Kolejnego dnia po domach chodzili przebrani mieszkańcy, którzy prosili gospodarza o jakieś podarki. Najczęściej dawano słoninę, chleb, a nawet oferowano nocleg.

Na koniec nie może zabraknąć jeszcze przepisu na pączki. Oto i on:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jest szansa na nowoczesną trasę Białystok – Augustów! Sporo się dzieje na podlaskich drogach.

Mimo, że mamy zimę, to wiele się dzieje na podlaskich drogach. Dla porządku przypomnijmy, że przez nasz region ma przebiegać Via Baltica (ekspresówka z Warszawy do Tallina w Estonii) oraz Via Carpatia (międzynarodowa trasa z Kłajpedy na Litwie do Salonik w Grecji). Trasa tej pierwszej przez Podlaskie przebiegać będzie od Budziska na granicy z Litwą, przez Suwałki, Szczuczyn, Stawiski, Łomżę i Śniadowo. Druga zaczyna się na granicy z Białorusią w Kuźnicy i biegnąć będzie po obecnej trasie, czyli Sokółkę do Białegostoku, a dalej przez Dobrzyniewo Duże, Choroszcz, Ploski, Haćki, Bielsk Podlaski i Siemiatycze.

Warto pamiętać, że przy okazji tych dwóch wielkich inwestycji powstają także obwodnice miast, ale też będą łączniki Via Carpatia – Via Baltica. Generalnie więc na tych dwóch korytarzach międzynarodowych skorzystają nie tylko przewoźnicy i firmy transportowe, ale wszyscy mieszkańcy – mając daleko od siebie TIR-y, a przy okazji mogąc korzystać z obwodnic. Jak wspomnieliśmy na początku, na podlaskich drogach, mimo zimy sporo się dzieje. Na przykład ostatnio otwarty został łącznik, którym można ominąć Łomżę jadąc z Zambrowa w kierunku Ostrołęki i Szczytna. Docelowo droga będzie łączyć drogę krajową 63 z ekspresówka Via Baltica.

Jeżeli chodzi o tą drogę, to w tym roku drogowcy mają skończyć odcinek Łomża Południe – Łomża Zachód ze zjazdem na drogę krajową 61 ze Szczuczyna do Ełku Południe. Gotowy będzie też odcinek łączący granicę z Litwą w Budzisku z obwodnicą Suwałk.

Ważą się też losy innych dwóch dróg – porzuconej przez niektórych polityków trasy Białystok – Augustów oraz szesnastki z Białegostoku do Ełku. Jedna z nich zostanie łącznikiem pomiędzy Via Carpatia a Via Baltica. Pod uwagę będą brane różne kryteria, jednak warto zauważyć, że na trasie Białystok – Augustów jest 5 razy więcej TIR-ów niż z Białegostoku do Ełku. A to może być kluczowy czynnik przy decyzji o łączniku. Problem w tym, że nikt nie zaplanował pieniędzy na taką inwestycję. Trzeba by było sporo się napocić w Warszawie, by przekonać premiera do zmian. Szczególnie, że każdy wariant ma swoich zwolenników i przeciwników. W tym wpływowych polityków.

W tym roku prawdopodobnie ruszą także prace nad Via Carpatia – mają być realizowane odcinku Kuźnica – Sokółka, Krynice – Białystok Zachód oraz Białystok Zachód – Księżyno.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Żydzi intensywnie rozwijali Zambrów. Brali też udział w uroczystościach patriotycznych. Dziś pozostał po nich cmentarz.

Podlaskie przed II wojną światową było zamieszkane głównie przez Żydów. Po tragicznych momentach historii, zostało po dawnych mieszkańcach niewiele. Jedną z takich pamiątek jest XIX-wieczna nekropolia w Zambrowie. Jest nieco zarośnięta, ale zachowane są alejki.

Pierwsze wzmianki o ludności żydowskiej mieszkającej w Zambrowie pochodzą z XVII wieku, jednak aż do schyłku XVIII wieku było ich niewielu. 32 osoby stanowiły 5,8 proc. mieszkańców miasta. Z biegiem lat zaczęło ich przybywać coraz więcej. Przyjeżdżali z pobliskiej miejscowości Jabłonka. Początkowo Żydzi skupieni byli wokół gminy w Tykocinie. W późniejszych latach zaczęli migrować po całej okolicy. Kluczową inwestycją, która zachęcała do przenosin była synagoga, wokół toczyło się całe życie. Ta w Zambrowie powstała w 1895 roku. W kolejnych latach napływ ludności żydowskiej przybrał na sile, zaś liczba mieszkańców zwiększyła się dziesięciokrotnie. Do wybuchu II wojny światowej Żydzi stanowili już niemal połowę mieszkańców.

Zwiększająca się przewaga nad liczbą chrześcijan zaczęła powodować konflikty. W latach 30. XX wieku dochodziło do prób blokowania żydowskich sklepów przez endeków. Na nic to się jednak nie zdało. Zambrów dzięki Żydom rozkwitał, którzy zajmowali się nie tylko handlem, ale też rozwijali życie społeczne, polityczne i sportowe. Co ciekawe – Żydzi brali również udział w obchodach rocznic patriotycznych, zaś lokalny garnizon miał rabina.

Historia Żydów w Zambrowie skończyła się tak samo jak w pozostałych miastach. W 1941 roku Niemcy zajęli miasto i zaczęli zabijać ludzi w lasach. Tak życie odebrali ponad 2 tys. osobom tylko dlatego, że byli Żydami. Pozostali czekali na egzekucję w gettcie. Ostatecznie trafiając do niemieckich obozów zagłady. Osoby, które przeżyły uciekły do Palestyny lub do obu Ameryk. Po Żydach zambrowskich nie pozostał niemal żaden ślad. Zostało jedynie kilkanaście kamienic z przełomu XIX i XX wieku oraz kirkut.

Cmentarze żydowskie znajdują się w całym regionie. Najbardziej znane i dobrze zachowane są w Białymstoku i Krynkach. W wielu miejscowościach są zaniedbane i znajdują się ukryte w zaroślach.

Partnerzy portalu:

Jak sierpień to Perseidy! Gdzie i kiedy obserwować je w Podlaskiem?

Jak sierpień to Perseidy! Gdzie i kiedy obserwować je w Podlaskiem?

Mamy sierpień, więc trzeba szukać dogodnej lokalizacji, by obserwować Perseidy. Co roku, dzięki ułożeniu Ziemi względem Słońca widoczny jest rój meteorów, który wchodzi na jedną ścieżkę z naszą planetą. Gdy tylko jakieś odłamki wchodzą w naszą atmosferę to natychmiastowo się spalają. Wygląda to zjawiskowo! Dlatego lepiej czegoś takiego nie przegapić. Perseidy widoczne są tylko nocą i to w miejscu, gdzie jest bardzo ciemno. Światła miasta i okoliczna łuna zakłóca ten obraz. Na szczęście w Podlaskiem nie brakuje miejsc, gdzie jest jeszcze nocą bardzo ciemno. Intensywny rozwój temu nie sprzyja.

„Spadające gwiazdy” można oglądać przez cały sierpień, ale prawdziwy spektakl na niebie rozpocznie się po 10 dniu tego miesiąca. Tegoroczne „maksimum” przypada 12 sierpnia. Jeżeli będzie czyste niebo, to ujrzymy na nim kilkadziesiąt meteorów co godzinę. Warto też dodać, że niektóre odłamki komety nie wpadają w ziemską atmosferę całkowicie, a jedynie „prześlizgują się” po niej, co daje świetny efekt na niebie – długiej świetlistej smugi.

Żeby być przygotowanym do oglądania – warto zabrać ze sobą kocyk, koszyk piknikowy z różnymi dobrami na całą noc, a także kompas (lub taką aplikację w komórce). Możemy się rozglądać po niebie, a możemy od razu skierować swój wzrok na południowy zachód. To tam będą najlepsze widoki! Pozostaje nam tylko trzymać kciuki za dobrą pogodę.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

W Podlaskiem jest ponad 50 wież widokowych! Zobacz mapę, skąd można podziwiać region.

Pięknych miejsc w Podlaskiem nie brakuje. Czasem jednak ciężko to zobaczyć z ziemi. Dlatego też coraz popularniejszą formą turystyczną są wieże widokowe. I chociaż największe konstrukcje powstają w górach, to w naszym regionie też nie ma czego się wstydzić.

Żeby zobaczyć więcej informacji na temat danej wieży wystarczy przybliżyć mapę w wybranym miejscu i kliknąć ikonkę. Możemy znaleźć wieże w różnych mezoregionach. Nie brakuje widoków na Równinie Bielskiej, Wzgórzach Sokólskich, Dolinie Górnej Narwi czy też Pojezierzu Wschodniosuwalskim. Wieże znajdują się także w Białymstoku jak i w jego bliskiej okolicy – w Kołodnie czy Pańkach.

Co ciekawe wieża znajduje się także w tatarskiej wiosce Kruszyniany. Tam wszyscy przyjeżdżają podziwiać drewniany meczet, mizar czy też smakują lokalnej kuchni, a pomijają wieżę, która może być urozmaiceniem wycieczki. Jest to tak zwana „Orla wieża”. Dlatego, gdy następnym razem będziecie gościć w Kruszynianach (lub jedziecie tam po raz pierwszy), to nie zapomnijcie również zapytać i o tą atrakcję. Z wieży możemy podziwiać tam wyjątkowe gatunki ptaków.

Warto wybrać się także do Siemieniakowszczyzny. Wieś położona u stóp Puszczy Białowieskiej oferuje naprawdę wysoką konstrukcję, z której widoki są olśniewające! Możemy natrafić na rozlewiska, możemy zobaczyć żubry. To kwestia pory roku, pogody i szczęścia. Niemniej jednak warto spróbować. Szczególnie, że można to połączyć z wycieczką do reszty Puszczy Białowieskiej.

Świetną konstrukcję możemy również podziwiać w Puszczy Białowieskiej w Kosym Moście. Tam niedaleko znajduje się ostroja żubrów. Dodamy tylko żeby nie wybierać się tam samemu i bez telefonu, bo to już głęboki las i wystarczy trochę roztargnienia, by się zgubić. Oczywiście droga jest normalna, ale w lesie jak to w lesie, szczególnie tak wielkim jak Puszcza Białowieska lepiej być dodatkowo ostrożnym.

Warto też wybrać się do Czarnej Białostockiej, gdzie powstała nowa wieża widokowa. Nad Zalewem Czapielówka jest teraz bardzo pięknie! To świetne miejsce do rekreacji i odpoczynku. Jeżeli jesteście fanami wędrowania i przyrody, to powinniście spróbować zaliczyć wszystkie wieże! Trochę to zajmie, ale satysfakcja jest gwarantowana.

Partnerzy portalu:

Podróże 2021. Co będzie popularne w Podlaskiem? Jak zaplanować wyjazd?

Podróże 2021. Co będzie popularne w Podlaskiem? Jak zaplanować wyjazd?

Po upalnych i suchych latach, krótkich zimach bez śniegu, brakach wiosen i jesieni tegoroczna pogoda może zaskakiwać, bo jest dokładnie taka jak w porzekadłach ludowych. Luty – podkuj buty, w marcu jak w garncu, kwiecień plecień bo przeplata – trochę zimy trochę lata. Jak tak dalej pójdzie, to pogoda może być kapryśna przez cały ten rok. A to nakazuje zrewidować dotychczasowe plany turystyczne.

Na początku będzie mniej jeżdżenia nad rzeki i jeziora, a więcej zwiedzania lasów i ciekawych wsi oraz innych miejsc, gdzie wiatr, deszcz czy niska temperatura nie będą dokuczać. Takich miejsc nie brakuje również na Podlasiu. Mamy przecież mnóstwo atrakcji w Białowieży i Puszczy Białowieskiej czy Puszczy Knyszyńskiej. Pomiędzy nimi mamy Krainę Otwartych Okiennic oraz kolorowe cerkwie i meczety. Mniej atrakcyjne za to mogą być miejsca, gdzie przestrzenie są otwarte – czyli Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy czy okolice rzeki Bug. Oczywiście, gdy przyjdzie już pełnia lata – to także i tam pojawią się zwiedzający.

Dlatego też jeżeli planujecie zwiedzać Podlaskie, to zacznijcie właśnie od tych pierwszych miejsc, które wymieniliśmy, a te drugie zostawcie na później. Dzięki temu – niezależnie od kapryśnej pogody – wszystkie wypady powinny być udane. Oczywiście na bieżąco będziemy na naszym portalu podsuwać propozycje, dlatego nie zapomnijcie odwiedzić także i nas.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kochasz obserwować niebo? Pod tym względem Podlasie świetnie się nadaje.

Utalentowany twórca Szczepan Skibicki stworzył film, w którym widać jak wiele dzieje się na niebie, gdy je uważnie obserwujemy – szczególnie za pomocą aparatu fotograficznego. Podlasie do obserwacji nadaje się wyjątkowo. Jest bardzo wiele miejsc w Polsce, gdzie jest tak dużo sztucznego światła nocą, że obserwacja nieba nie jest możliwa. A im ciemniej tu na dole, tym więcej na nim widać.

Idealnie do obserwacji nadają się nasze Puszcze – Białowieska, Knyszyńska i Augustowska. Pod warunkiem, że księżyc nie jest w pełni i nie jest blisko ziemi. Gdy jest inaczej – to nawet w środku ciemnego lasu jest bardzo jasno – a nasz satelita jest jak wielka latarnia. Dlatego też, by zacząć przygodę z nocnym niebem należy najpierw nauczyć się pewnych prawidłowości – kiedy są wschody i zachody słońca, kiedy pojawia się na niebie księżyc i w jakim stopniu, a także co przedstawia nocne niebo. Dodamy tylko, że są do tego aplikacje na komórki, które ułatwią zadanie na początek.

Niebo u góry jest także miejscem, gdzie możemy natrafić na coś, co wygląda jak jasna gwiazda a nią nie jest – mowa tu o międzynarodowej stacji kosmicznej. Do tego możemy raz na jakiś czas zaobserwować sznur jasnych punktów – to z kolei satelity Eleona Muska – który w kosmosie zakłada internet pod nazwą „Starlink”. Są także raz na jakiś czas zjawiska wyjątkowe i nieczęste – na przykład zorza polarna, która potrafi dotrzeć także na Podlasie.

Warto zainteresować się nocnymi obserwacjami nieba z aparatem – szczególnie, gdy za oknem jest coraz cieplej. Idealna okazja, by wyskoczyć samotnie lub z kimś na wieczorne oglądanie nieba. Na pewno będzie to niesamowita przygoda oraz świetnie spędzony czas.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiełbasa wędzona i chleb na zakwasie – zróbcie sami pokarm do koszyka!

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Jej nieodłącznym elementem jest święcenie koszyka z pokarmem. Najbardziej tradycyjny zawiera jajka, kiełbasę, pieczywo i sól. Warto rozważyć czy je kupić i poświęcić czy też podjąć staranie, by samodzielnie stworzyć pokarm. Da to naprawdę dużo satysfakcji. O ile jajka i sól powstają w taki sposób, że możemy je tylko kupić to kiełbasa i pieczywo jest produktem wytworzonym. Na Podlasiu bardzo wiele przywiązuje się uwagi do tradycji i zwyczajów. Dlatego też warto włożyć trochę serca od siebie, by jeszcze bardziej poczuć ich moc i samodzielnie wytworzyć takie produkty.

Ostatnie czasy są takie, że ludzie siedzą w domu przed ekranem komputera lub smartfona. To prosta droga do nieszczęścia. Dlatego też spędzenie czasu przy świątecznym stole z rodziną jest przerwaniem tej zmarnowanej drogi, do której sami siebie prowadzimy. Wielkanoc to nie jest zwykłe święto, bo to też czas by zastanowić się nad tym co w życiu robimy. Śmierć na krzyżu to nie tylko koniec, ale też początek czegoś nowego. Dlatego też warto zastanowić się co w życiu skończyć, by coś nowego zacząć.

Wytworzenie własnych produktów do koszyczka można potraktować właśnie w ten sposób – jako stworzenie czegoś nowego w swoim życiu, poświęcenie tego, a następnie spożycie. Może to natchnie Was również, by w ten sam sposób zmienić inne sprawy swego życia – jedne zakończyć, a innym dać nowy początek, poświęcić i skonsumować. To już pozostawiamy Wam do refleksji. My natomiast skupimy się na tym jak stworzyć własne pieczywo i kiełbasę do koszyka.

Zaczniemy od wędliny. Film – jak ją wykonać obejrzycie powyżej. Potrzebować będziecie następujących składników: Mięso mielone: boczek i łopatkę pokrojona w kostkę. Z przypraw mieloną gorczycę oraz pieprz ziołowy. Potrzebnych będzie też kilka ząbków czosnku (wedle uznania). Nie może też zabraknąć soli. Wszystko to znajdować się powinno w jelicie – więc ich też będziemy potrzebować.

Jeżeli chcecie stworzyć chleb na zakwasie, to musicie zacząć już teraz, bo tworzenie własnych produktów wymaga czasu.

Potrzebować będziecie zakwasu, drożdży, mąki żytniej i soli. Informacje o tym jak wszystko wykonać znajdziecie w filmie powyżej. Nam pozostaje życzyć smacznego!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie jest piękne! Ten film pokazuje najlepsze zakątki regionu.

Trudno jest wybrać jeden najlepszy, bo tych najlepszych zakątków na w Podlaskiem jest całe mnóstwo. Powyższy film pokazuje Białowieski Park Narodowy, Kruszyniany, Bohoniki, Wasilków i Świętą Wodę, a także klasztor w Wigrach. A to tylko ułamek tego, co Podlaskie oferuje zwiedzającym. Znów nadchodzą ciepłe dni, można więc planować turystyczne wypady po regionie. Żeby na spokojnie wszystko zobaczyć – trzeba co najmniej tygodnia.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć wszystko, to musiałby podzielić sobie województwo na mniejsze kawałki. Oddzielnie zwiedzić południe (namiastka w filmie powyżej), osobno wschód (miejsca z głównego filmu) a także jeszcze osobno północ. Warto też zobaczyć zachód, który trzeba by było podzielić na tereny biebrzańskie, łomżyńskie i ciechanowskie. Niekiedy trzeba byłoby zwiedzać powiatami, żeby nie przeoczyć niczego.

Dlatego też dobrym pomysłem jest przyjechanie do Białegostoku i tu pozostanie na cały czas zwiedzania. Dosyć dobrze skomunikowanie pociągami pozwoli zwiedzić część. W bardziej niedostępne miejsca dojedzie też autobus. W ostateczności można skorzystać z wynajmowania samochodu. Oczywiście to wszystko zakładając, że nie macie własnego środka transportu, aczkolwiek w dzisiejszych czasach to rzadkość.

Niech te filmy będą namiastką tego co można na Podlasiu zobaczyć. Właściwą wycieczkę zorganizujcie samodzielnie – da Wam to dużo frajdy. Pomóc może Wam w tym nasz dział „atrakcje” i „turystyka”.

Partnerzy portalu:

Będzie nowa atrakcja na Podlasiu. Nocowanie w lesie pod gołym niebem!

Będzie nowa atrakcja na Podlasiu. Nocowanie w lesie pod gołym niebem!

W tamtym roku był tylko pilotaż, a teraz już będzie można to robić w wielu miejscach. Mowa o nocowaniu w lasach. Do tej pory było to całkowicie nielegalne, zaś ktoś kto podejmował próby rozbijania biwaku narażał się na mandat. Każdy większy kompleks jest bowiem ostoją dla dzikich zwierząt. Stała obecność człowieka zakłóciłaby ich życie. Dlatego teraz, po przeprowadzaniu „testów” wypracowano najlepsze zasady, by nocowanie w lesie zalegalizować.

W każdym nadleśnictwie w Polsce Lasy Państwowe wyznaczą obszar, gdzie będzie można rozbijać biwak. Miejsca będą gotowe od 1 maja 2021 roku. Każdy wyznaczony teren będzie liczyć około 1,5 hektara. Jeżeli ktoś nie zajmuje się rolnictwem i nie umie sobie wyobrazić takiego obszaru, to podpowiadamy. Jest to tyle miejsca, gdzie deweloper jest w stanie wybudować 6 bloków mieszkalnych.

Co ciekawe, na wyznaczonych terenach będzie można używać kuchenek gazowych. Jedno obozowisko będzie mogło liczyć maksymalnie 9 osób. A ich przebywanie będzie mogło potrwać nie dłużej niż 2 noce. Każdorazowo tego typu wypad trzeba będzie zgłosić do nadleśnictwa. Nie będzie to trudne. Wystarczyć ma wysłanie e-maila i czekanie na potwierdzenie. Oczywiste jest, że po zakończeniu biwaku będzie trzeba po sobie posprzątać.

Obecnie szacuje się iż w Polsce grupa osób interesująca się bushcraftem liczy sobie 40 tys. osób i stale rośnie. Warto pamiętać, że utrzymanie programu będzie zależeć w głównej mierze od osób korzystających. Póki co należy poczekać na informacje z nadleśnictw – które konkretnie tereny wyznaczyli.

 

Partnerzy portalu:

To osiedle jest ciekawą atrakcją w naszym regionie. Mało kto o nim słyszał.
fot. Soheaux / Wikipedia

To osiedle jest ciekawą atrakcją w naszym regionie. Mało kto o nim słyszał.

Zambrów to miasto pomiędzy Białymstokiem a Warszawą, które ludzie znają bardziej z tego, że przez nie przejeżdżają aniżeli zajeżdżają. Jest ono bowiem typowym przykładem miejscowości z „Polski powiatowej” czyli takiej, gdzie wszyscy dobrze się znają, zaś młodzież nie ma żadnych możliwości rozwoju. Niewielka jest także możliwość rozrywki, a tym bardziej szansa na atrakcyjną pracę i zarobki. Większość urodzonych tamże ucieka do większego miasta – Białegostoku czy Warszawy właśnie. My jednak odwrotnie – każdy zakątek Podlaskiego jest dla nas atrakcyjny i ciągle szukamy czegoś nowego, by odwiedzić i zachęcić innych do odwiedzenia. Przykładem ciekawego miejsca w Zambrowie są carskie koszary i to na nich się dziś skupimy.

Carskie koszary w Zambrowie to kompleks budynków, które budowano przez około 20 lat. Początek miał miejsce w latach 80. XIX wieku, zaś ukończono prace w pierwszych latach wieku XX (ok. 1905 r.). W tym czasie wybudowano nie tylko w Zambrowie. Inwestycje miały miejsce także w Osowcu, Piątnicy, Łomży, Suwałkach czy Białymstoku. Koszary w Zambrowie powstały ze względu na skrzyżowanie ważnych szlaków komunikacyjnych oraz bliskość dużego kompleksu leśnego – Czerwony Bór, na którym można było urządzić poligon.

Nowa, carska inwestycja mocno kontrastowała z dotychczasową zabudową miasta. Drewniana architektura stanęła nieco w cieniu charakterystycznej czerwonej cegły. Część budynków przeznaczono na osiedle dla rodzin wojskowych oraz pracowników cywilnych. Wzniesiono także dwie cerkwie, kaplicę i cmentarz. Zambrów zaś został zasilony kilkoma tysiącami nowych mieszkańców. Z jednej strony wielkie czerwone mury przypominały o zaborze i rusyfikacji, z drugiej mieszkańcy zyskali szansę na wymianę dóbr i usług.

W 1915 r. Zambrów i jego koszary zostały zajęte przez wojska niemieckie. W 1917 r. część koszar została przeznaczona dla żołnierzy polskich 1 i 2 pułku Legionów, a wśród dowódców pułku był późniejszy marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. koszary nie były w całości użytkowane przez wojsko. Kompleks dzielono także na szkołę czy mieszkania komunalne dla najbiedniejszych. Wiele budynków przez brak użytkowania została zdewastowana.

Remont miał miejsce dopiero w 1926 roku za sprawą 71. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych. Budynki zostały wyremontowane, doprowadzono bieżącą wodę, wybudowano elektrownię. W 1929 r. na terenie koszar zbudowano kino garnizonowe. Kolejną dekadę do II wojny światowej – miejsce było przeznaczone pod edukację żołnierzy. 10 września 1939 r. koszary zajęły wojska niemieckie. 11 września 1939 r. miała miejsce nieudana próba odbicia Zambrowa. Skończyło się to zorganizowaniem przez Niemców masakry jeńców. Była to jedna z największych zbrodni wojennych popełnionych przez Wehrmacht. Pod koniec września, gdy ZSRR zaatakowało Polskę ze wschodu – do Zambrowa wkroczyły wojska sowieckie. Stacjonowały w koszarach do 1941 roku. W czerwcu 1941 r. Zambrów ponownie znalazł się pod okupacją niemiecką.

Po drugiej wojnie światowej, aż kilka lat po śmierci Stalina w koszarach stacjonowały jeszcze wojska. Od 1957 roku budynki zostały przeznaczone na użytkowanie cywilne – mieszkania, zakłady, instytucje. Na dawnych placach koszarowych wybudowano osiedla mieszkaniowe. 26 stycznia 1989 r. zachowane budynki koszarowe oraz towarzyszące im budowle magazynowane i gospodarcze wpisano na listę zabytków.

Obecnie kompleks składa się z ponad 20 budynków przy Alei Wojska Polskiego, Grunwaldzkiej, Legionowej i Magazynowej. Warto tam się wybrać. Jest to kawał ciekawej architektury, która przetrwała do dziś. Warto tam się wybrać  na spacer i skupić się na detalach. Tam gdzie będzie to możliwe – warto wejść także do środka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Rzucić wszystko i zamieszkać w Zambrowie. Czy jest sens?

Zambrów to typowe małe miasteczko powiatowe. Czy jest odpowiednim miejscem do życia? Czy warto tam się przeprowadzić? To oczywiście zależy. Od tego jakie mamy plany na przyszłość.

 

Zambrów to miasteczko leżące na granicy województwa Podlaskiego, przez które przebiega ekspresowa droga nr 8. Dzięki temu zmotoryzowani mogą szybko dostać się zarówno do Białegostoku jak i do Warszawy, więc to zdecydowany atut tego miejsca dla kogoś, kto między tymi dwoma miastami dosyć często podróżuje. Możemy na przykład studiować na dwóch kierunkach, albo prowadzić firmę i dojeżdżać do klientów zarówno do stolicy kraju jak i stolicy województwa podlaskiego.

 

Co ciekawe ceny mieszkań są w porównaniu z Białymstokiem oraz z Warszawą bardzo niskie. Z ogłoszeń dostępnych w internecie można napotkać na oferty cenowo przypominające te z Białegostoku 10 lat temu. Gorzej z pracą. Najszybciej znajdziemy pracę fizyczną, pracę kasjerki lub na magazynie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć własny biznes. W dzisiejszych czasach wiele zawodów przeżywa swój renesans – na przykład stolarz. Wystarczy więc zapełnić niszę na lokalnym rynku i żyć w dostatku.

 

Zambrów to także miejsce, gdzie można ciekawie spędzać czas wolny. Jest park czy plaża oraz wiele terenów do spacerów i jazdy rowerem. Jak już wyżej pisaliśmy – możemy szybko dostać się zarówno do Białegostoku czy do Warszawy. Dzięki temu możemy przebierać w imprezach i wydarzeniach w obu miastach. Szczególnie stolica daje wiele koncertów i wydarzeń kulturalnych. Białystok to dobre miasto na imprezy w pubach czy dyskotekach, bo jest dużo tańsze. Reasumując widać wiele pozytywnych aspektów do przeprowadzki do Zambrowa. Wcześniej tylko trzeba znaleźć sensowne zajęcie, by zarabiać pieniądze potrzebne do utrzymania się.

Partnerzy portalu:

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.
Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Święto ogórków na Podlasiu. Co ciekawego na nim się dzieje?

Święto ogórków to nie tylko okazja do radości i świętowania, ale także czas refleksji nad głęboko zakorzenionymi w kulturze Podlasia tradycjami związanymi z tym warzywem. Co roku, święto ogórków odbywa się w Kruszewie. Kruszewo staje się stolicą ogórkowych festiwali, zgromadzając miłośników tych przysmaków z całego regionu. Jednak w tym roku, mimo różnych okoliczności, ogórki wydały szczególnie obfite plony, co sprawia, że nie ma powodu do obaw, że zabraknie ich w domowych spiżarniach. Ogórki, od lat nieodłączny element podlaskiego stołu, występują tu w różnych postaciach – od surowych, przez małosolne, po kiszone czy korniszony. Przetwory z ogórków, takie jak ogórkowa sałatka czy tradycyjne kiszone ogórki, stanowią nieodłączny element zimowych obiadów.

Święto ogórków na Podlasiu

Przede wszystkim w województwie podlaskim znajduje się wieś… Ogórki. konkretnie w powiecie sejneńskim w gminie Puńsk na pograniczu Polski i Litwy. To jeszcze nie wszystko. Jedyne w kraju są kwaszone ogórki „Narwiańskie”. Do produkcji wykorzystuje się warzywa nieskażone żadnym przemysłem czy wielkimi miastami. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem. Uprawa ogórków (masowo) odbywa się w takich gminach jak Choroszcz, Kobylin-Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna czy Tykocin. Co ważne, produkcja nie oznacza, że są tu jakieś fabryki ogórków. Uprawa jest tradycyjna, nawożona organicznie dzięki czemu warzywa mają niesamowity, unikalny smak.

Tradycja produkcji ogóreczków

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska „Witamina” z siedzibą w Śliwnie podjęła inicjatywę skupowania zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenia. Początkowo proces kwaszenia odbywał się w drewnianych beczkach. Następnie je zatapiano w rzece Narew, co zapewniało odpowiednią fermentację i wyjątkowy smak ogórków. Choć technologia i metody produkcji mogły się zmieniać, to tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków w Dolinie Narwi przetrwała do dzisiaj. Tajemnice produkcji, od wyboru odpowiednich warzyw po skomplikowane procesy fermentacji, były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu każdy krok wytwarzania kwaszonych ogórków w Dolinie Narwi odzwierciedla bogatą historię i tradycję tego wyjątkowego regionu.

Partnerzy portalu:

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Koniec roku to także czas podsumowań. W związku z tym postanowiliśmy przypomnieć nasze najlepsze teksty z tego roku i opatrzeć je liczbami i dodatkowym komentarzem. W tym roku mieliśmy aż 194 148 unikalnych użytkowników. Jak na portal, który nie zieje sprawami kryminalnymi, patologią, nie uprawia polityki oraz nie stosuje chwytliwych tytułów, po których Czytelnik czuje się oszukany, to jest to całkiem przyzwoity wynik.

Nasz numer jeden to:

Ten film to absolutny unikat! Niemcy przekazują Sowietom Białystok w Pałacu Branickich
/bialystok-1939-historia-sowieci-niemcy

 

Kto jeszcze nie widział może obejrzeć na własne oczy dramatyczne sceny z miasta. Jest także nasz nowy materiał, gdzie film z życia w Białymstoku podczas II Wojny Światowej jest dłuższy: /bialystok-1939-1944-film/

Drugi najpopularniejszy artykuł w tym roku to:

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?
/absolutny-skandal-nadlesnictwo-uwaza-ze-wilk-to-szkodnik/

 

Mnóstwo udostępnień tego artykułu w internecie pokazało, że presja ma sens. Zaraz po naszej publikacji nadleśnictwo usunęło swoje „przemyślenia” z Facebooka. Do dziś jednak nie przeprosiło. Jednak Lasy Państwowe będące nad nadleśnictwem – stanowczo stwierdziły – wilk to nie jest szkodnik.

Kolejne popularne artykuły to:

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.
/bimber-podlaski-duch-puszczy/

Podejrzewamy, że popularność tego artykułu wynika przede wszystkim z faktu, że w innych częściach Polski usłyszano o naszym regionalnym trunku i postanowili sprawdzić cóż to za wynalazek.

 

To była luksusowa dzielnica Białegostoku. Mieszkali tu najbogatsi.
/to-byla-luksusowa-dzielnica-bialegostoku-mieszkali-tu-najbogatsi/

Przedwojenna Warszawska była przeciwieństwem Chanajek. Zobaczcie sami kto mieszkał dawniej w tej części miasta.

 

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?
/dlaczego-prawoslawni-sa-akurat-na-podlasiu-i-kim-wlasciwie-sa/

Ostatni tekst, który zdobył popularność dotyczy tożsamości osób prawosławnych. Zrobiliśmy bardo dokładną analizę w oparciu o statystyki ze spisów powszechnych, a także innych źródeł by odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są (tożsamościowo).

 

Dziękujemy, że byliście z nami w tym roku a także w poprzednich. Pokazaliście, że w polskim internecie jest miejsce również na tematy, które nie wywołują niepotrzebnych, fałszywych i chwilowych sensacji. Miejsce, w którym można wzajemnie dyskutować z poszanowaniem drugiej osoby. W przyszłym roku będziemy się starać pokazać i napisać jeszcze więcej. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż nie stoją za nami wielkie korporacje ze swoimi wielkimi budżetami, stąd też Podlaskie.TV nie jest czymś co przynosi stałe dochody. Zatem, by mogło funkcjonować autorzy najpierw zarabiają pieniądze w swoich pracach, a dopiero potem przygotowują kolejne materiały do publikacji. Jeżeli zależy Ci tak jak nam ażeby portal się rozwijał jeszcze bardziej możesz wesprzeć nas dodatkowymi środkami, które przeznaczone będą na utrzymanie serwera, domeny, a także na produkcję kolejnych filmów i zdjęć  oraz przyczynią się do powstawania kolejnych artykułów: /wsparcie/

 

Wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2020 roku!

Kamil Gopaniuk

Partnerzy portalu:

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Co robić podczas Majówki 2019? Trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, ale może być jednego dnia kiepska, a innego słonecznie. Dlatego też najlepiej mieć do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Dlatego też specjalnie dla Was przygotowaliśmy różne warianty w każdym powiecie!

Majówka w miastach:

Długi weekend w większym mieście wiąże się głównie z rozrywką w obiektach zamkniętych – kino, teatry, puby, restauracje, a gdy jest ładna pogoda to ewentualnie można odwiedzać place zabaw, parki czy nawet plaże. Tego typu atrakcji nie brakuje również w trzech największych miastach województwa podlaskiego. Białystok, Łomża, Suwałki mogą zaoferować to wszystko oprócz spacerów po centrach miast i okolicach.

A co można robić w mniejszych miastach na Majówkę?

Powiat augustowski

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Tutaj bezapelacyjnie rządzą plaża, bulwary i Rynek. W okolicach warto wybrać się nad Kanał Augustowski oraz do sanktuarium w Studzienicznej.

Powiat białostocki

Supraśl

Jest to rozległy obszar, który można podzielić aż na trzy części – pierwsza to tereny Puszczy Knyszyńskiej – Supraśl, Cieliczanka, Kołodno, Królowy Most, Gródek czy Michałowo. Druga zaś to Tykocin i wycieczka wzdłuż Narwi aż do Góry Strękowej. Warto też odwiedzić Choroszcz i zerwany most w Kruszewie oraz Czarną Białostocką i jej zalew. Każde z tych miasteczek ma coś do zaoferowania przyjezdnym. Od spaceru to ciekawe zabytki i inne miejsca, gdzie można zwyczajnie się zrelaksować.

Powiat bielski

Synagoga w Orli, fot. Emmanuel Dyan

Tutaj najciekawsze tereny to przede wszystkim wioseczki między Orlą a Ploskami. Po trasie możemy napotkać wiele elementów wielokulturowości. Jednym z elementów będzie synagoga w Orli oraz cerkwie.

Powiat grajewski

Jezioro Dręstwo pod Rajgrodem

Te tereny to przede wszystkim Biebrzański Park Narodowy oraz Rajgród. W tym pierwszym można spacerować po wspaniałym bagnistym lesie. W drugim przypadku to odpoczynek nad jeziorami.

Powiat hajnowski

Kolej wąskotorowa w Hajnówce

Bezapelacyjnie w powiecie hajnowskim rządzi Puszcza Białowieska. Warto ją odwiedzić oraz skorzystać z licznych atrakcji – takich jak kolej wąskotorowa, drezyny, zwiedzanie Parku Narodowego i rezerwatu. Oprócz tego warto spotkać żubry i stare dęby.

Powiat kolneński

Brama cmentarza żydowskiego w Kolnie, fot. PanSG / Wikipedia

Czy jest coś ciekawego w Kolnie i jego okolicach? Miasteczko ostatnio zasłynęło z tego, że TVN nagrywał tam jeden ze swoich seriali. W Kolnie możemy zwiedzić cmentarz żydowski i synagogę. Możemy też się dowiedzieć kim był Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Kolumbem. Warto też przejść się po centrum miasta oraz na cmentarz z 1809 roku.

Powiat łomżyński

Ujście Biebrzy do Narwi,fot. SilverTree / Wikipedia

Tutaj przede wszystkim można zwiedzać Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejsce, gdzie będzie można podziwiać wspaniałe rozlewiska Narwi. Warto też wybrać się do miejscowości Ruś pod Wizną. Tam obejrzeć możemy z bliska ujście Biebrzy do Narwi.

Powiat moniecki

Biebrzański Park Narodowy

Na tych terenach przy odrobinie szczęścia możemy napotkać łosia. Biebrzański Park Narodowy od strony powiatu monieckiego to przede wszystkim Osowiec-Twierdza, gdzie możemy zobaczyć bunkry oraz przejść się kładką. Warto też odwiedzić Goniądz i tamtejszy punkt widokowy. Warto też wdrapać się na górkę, by odpocząć przy św. Florianie. Jest też drugi punkt widokowy w Dawidowiznie. Można też wybrać się wzdłuż Biebrzy – od Dolistowa Starego do Jagłowa.

Powiat sejneński

Kukle, fot. Darek Sołtysiński / Wikipedia

Jeżeli powiat sejneński to jeziora w miejscowości Giby i Kukle. Można też wybrać inne jeziora na przykład leżące na granicy Polski i Litwy – Gaładuś.

Powiat siemiatycki

Niemirów

Okolice dawnej stolicy Podlasia czyli Drohiczyna to wspaniałe miejsce na dłuższą wycieczkę. Zachwycimy się w Niemirowie, Mielniku czy Drohiczynie właśnie. Dodatkowo warto obejrzeć z bliska klasztor na Grabarce. Można też wybrać się do Koterki, by zobaczyć piękną cerkiew na granicy polsko-białoruskiej. Powiat siemiatycki to także rzeka Bug, gdzie możemy popływać kajakiem.

Powiat sokólski

Meczet w Kruszynianach

Kruszyniany, Bohoniki to miejsca, gdzie możemy poznać Tatarów – polskich muzułmanów, mieszkających w naszym kraju od kilkuset lat. Czy różnią się od muzułmanów z krajów arabskich? Jeszcze jak! O tym wszystkim dowiecie się choćby odwiedzając meczet w Kruszynianach. Powiat sokólski to także miejsca związane z filmem „U Pana Boga za Piecem”, które mimo dwóch dekad nie zmieniły się zbytnio. W samej Sokółce znajduje się też kościół, w którym doszło do cudu. Pod samym miasteczkiem całkiem przyjemnie można spędzić czas nad zalewem.

Powiat suwalski

Klasztor w Wigrach fot. Krzysztof Mierzejewski / Wikipedia

Wigierski Park Narodowy to miejsce, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisaliśmy na naszych łamach o nim wiele razy. Pokamedulski klasztor czeka! Oprócz tego oczywiście Szelment ze swoimi atrakcjami – wyciągiem nart wodnych, mini-golfem i parkiem linowym, do tego Wiżajny i trójstyk granic. A jakby komuś było mało, to niech zajrzy jeszcze na Stańczyki tuż za granicą województwa podlaskiego.

Powiat wysokomazowiecki

Muzeum w Ciechanowcu, to miejsce gdzie Donatan nagrywał swój znany kawałek „My Słowianie”. Zobaczcie te wyjątkowe miejsce na własne oczy. Żałować nie będziecie! Warto też zajechać do Waniewa – gdzie niestety nie skorzystamy ze wspaniałej kładki, ale miło spędzimy czas nad rozlewiskami. Do tego na liście „do zobaczenia” powinna znaleźć się siedziba Parku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Powiat zambrowski

Popiersie Józefa Piłsudskiego w Paproci Dużej fot. Jolanta Dyr / Wikipedia

Tutaj najciekawszym miejscem jest „Paproć Duża”. Miejscowość, która znajduje się wewnątrz wielkiego ronda. W kościele znajdującym się w miejscowości żenił się Józef Piłsudski.

 

Jak widzicie na Majówkę jest wiele atrakcji. Nudzić się nie będzie kiedy. Byleby pogoda dopisała. Bo jak szklana pogoda, to szyby niebieskie od telewizorów. A tak – można zwiedzać i zwiedzać. Udanego wypoczynku!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ksiądz, Batiuszka oraz Imam we wspólnej akcji. Ten wspaniały film powstał na Podlasiu!

Kto by pomyślał, że obraz ze świętym może dosłownie uratować życie. Zwykle w religiach wierni modlą się do obrazu. Tym razem ksiądz proboszcz Marcin Kuczyński z kościoła katolickiego, ksiądz wikary Piotr Borowik z cerkwi prawosławnej oraz imam Meczetu w Kruszynianach wystąpili we wspólnej akcji Krajowej Izby Kominiarzy – „Znak Floriana”. Duchowni spotykając się z wiernymi edukują ich jak mają się ustrzec zatruciem tlenkiem węgla. Obrazek z wizerunkiem świętego Floriana rozdawany był w trakcie kolędy. Można nim było również sprawdzić drożność wentylacji w domu.

 

Pomysł na akcję jest zaskakujący. Wszelkie ekumeniczne działania duchownych pokazują, że Podlasie było wielokulturowe oraz że nadal jest. Nie ma co ukrywać, że antagonizmy pomiędzy wiernymi różnych religii zdarzają się do dziś. Jednak jak tłumaczy w filmie ks. Piotr Borowik – My tu na Podlasiu często razem się śmiejemy, ale też razem płaczemy. Jednak czad zabija wszystkich – wierzących, niewierzących – prawosławnych, katolików, bogatych, biednych. To zabójca wszystkich tych, którzy zapominają o swoim bezpieczeństwie.

 

Dlatego w 2019 roku duchowni podczas kolędy rozdawali obraz ze świętym Florianem – patronem strażaków. Jeżeli przyłożony obrazek do wentylacji zostanie przyssany, to znaczy że ta działa poprawnie. Jeżeli odpadnie – to znak, by zadzwonić do kominiarza. Ten prosty przekaz jest skuteczny. Zaś ludzie, którzy przyjmują duchownych mogą się przekonać o tym od razu sprawdzając jak jest z tym u nich w domu.

 

Wystarczy kilka minut by czad zabił mieszkańców. Co roku swoje życie traci trując się nim 2000 osób! Czad – czyli „cichy zabójca” (bo ani go nie czuć ani nie widać) zaczyna działać, gdy zaczyna się sezon grzewczy. Pierwsze objawy działania czadu na organizm to zawroty głowy, duszności, osłabienie, wymioty, szybszy oddech czy uczucie oszołomienia. Jak się nie dać czadowi? Warto pamiętać o tym, by wentylacja działała poprawnie. Zatem należy poddawać ją regularnym przeglądom. Można dodatkowo zainstalować czujnik.

Partnerzy portalu:

Wycieczka wzdłuż granicy. Te 7 miejscowości trzeba odwiedzić!

Wycieczka wzdłuż granicy. Te 7 miejscowości trzeba odwiedzić!

7 miejscowości na południowo zachodniej granicy województwa podlaskiego to na pewno jeden z ciekawych pomysłów na zwiedzanie w regionie tego co nie jest oczywiste. Pomysł nie jest zupełnie nielogiczny. Bowiem jeżeli będziemy chcieli zwiedzić województwo podlaskie wzdłuż północono-wschodniej granicy to zauważymy aż 4-krotnie zmieniające się krajobrazy, architekturę i gwarę miejscowych. Jak jest na południowo-zachodniej granicy? Jest to wycieczka po miejscach związanych z Królestwem Polskim, a także z Księstwem Mazowieckim. Oczywiście upłynęło wiele czasu i nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka, ale znając kontekst historyczny danego miejsca można zauważyć pewne, charakterystyczne szczegóły.

Niemirów

Pierwszym punktem naszej osobliwej wycieczki powinien być Niemirów. To bardzo ciekawe miejsce, będące trójstykiem granic wojewódzkich i łączeniem granic Polski i Białorusi. Jest tam też wspaniały punkt widokowy na rzece Bug, góra zamkowa, resztki cmentsarza żydowskiego, a także kościół, którego brama z dzwonnicą pochodzą z XIX wieku. W wieży natomiast znajdują się barokowe dzwony z XVIII wieku. Jest też przeprawa promowa, ale działa nieregularnie. Badania archeologiczne dowodzą że dawniej również w tym miejscu znajdowała się granica między wschodnią a zachodnią cywilizacją.

Mielnik

To miasteczko, w którym możemy przede wszystkim zwiedzić ruiny kościoła (na fot. głównym), a także zobaczyć odkrywkową kopalnię kredy i rozejrzeć się po okolicy na wieży widokowej. W Mielniku można też przeprawić się na drugą stronę rzeki bezpłatnym promem. Nie działa on jednak przez cały rok. Mielnik można porównać także do San Francisco. Część miasteczka jest położona bardzo wysoko, część (bliższa rzeki) bardzo nisko. Przez co spacerując po miasteczku odczujemy różnice wysokościowe.

Drohiczyn

fot. Bladyniec / Wikipedia

To kolejne miasteczko na Bugu, które warto zobaczyć. Tam również znajduje się góra zamkowa, przeprawa promowa, a także wspaniałe zabytki w centrum miasta. Warto tu wspomnieć, że w czasach, gdy Polska była jeszcze królestwem, to Drohiczyn był stolicą Podlasia.

Granne

To ostatnie miejsce związane z Królestwem Polskim. Zostały tam pozostałości po moście, który był częścią szlaku łączącego Grodno z Warszawą. Przechodziła przez ten obiekt wielka armia Imperium Rosyjskiego. Tą samą drogą Król Stanisław August wyjechał do Grodna i już nie wrócił. Był to także szlak dla wojsk Napoleona podczas jego wojny z Imperium Rosyjskim. Część z nich zmarło z zimna, głodu i chorób i zostało pochowanych we wsi Dzierzby – po drugiej stronie Bugu. Dziś po moście zostały tylko pozostałości widoczne tylko wtedy, gdy jest niski poziom rzeki.

Ciechanowiec

W Ciechanowcu możemy zwiedzać dawny rynek z kościołem, cerkwią i dawną synagogą. Najważniejszy jednak obiekt to Muzeum Rolnictwa słynny między innymi z tego, że wystąpił w teledysku Donatana i Cleo. Znajduje się w nim pałac i bogato wyposażony skansen. Gdy były rozbiory miasto początkowo przypadło Prusom, a potem Rosji. W późniejszych czasach – pół miasta należało do Kongresowego Królestwa Polskiego zaś drugie pół do Imperium Rosyjskiego. De facto to wszystko było jedno państwo złączone unią personalną. W czasach II Wojny Światowej Ciechanowiec był miejscem, gdzie Niemcy utworzyli getto dla Żydów, następnie ich wymordowali lub wywieźli do swoich obozów śmierci w Treblince (pod Warszawą). Po II Wojnie Światowej Ciechanowiec nie odzyskał już dawnego znaczenia. Pozostało też na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych. Dlatego dziś najważniejszym miastem w powiecie jest Wysokie Mazowieckie.

Paproć Duża

To wieś, w której w kościele ewangelickim ślub brali Maria i Józef Piłsudscy. Jednak to tak na marginesie. Wieś bowiem jest założoną przez osadników niemieckich osadą na pla nie koła! Wjeżdżając do wsi można jeździć w kółko do woli – wracając cały czas do tego samego miejsca, w którym zaczęło się jazdę. Z tego koła odchodzi promieniście osiem dróg do kolejnych osad. Na zdjęciach satelitarnych prezentuje się to bardzo ciekawie. Z dołu zwiedzanie Paproci Dużej to także ciekawe doświadczenie.

Sosnowiec

Zwieńczeniem wycieczki powinien być Sosnowiec… oczywiście nie ten na Śląsku. Podlaskie ma własny. Jest to wieś w gminie Miastkowo. Nic ciekawego nie możemy na jej temat napisać, ale wiemy jedno na pewno – warto tam pojechać dla samego faktu sfotografowania się przy tabliczce.

fot. główne: Jacek Karczmarz / Wikipedia

Partnerzy portalu: