Ciechanowscy jeźdźcy powożą na medal

Ciechanowscy jeźdźcy powożą na medal

Co roku w Ciechanowcu odbywają się Podlaskie Zawody w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi. Zawodnicy rywalizują o Puchar Burmistrza. Pierwsza edycja miała miejsce w 2005 r. Impreza powstała z inicjatywy Jeździeckiego Klubu Sportowego ”Gepard”.

 

Przed konkursem odprawiana jest uroczysta msza święta. To już tradycja. Następnie wszystkie zaprzęgi i jeźdźcy udają się na miejsce współzawodnictwa. Zawody początkowo były rozgrywane w dwóch kategoriach – zaprzęgach parakonnych i singlowych. Od dziesięciu lat możemy również podziwiać skoki przez przeszkody. Imprezie towarzyszą liczne zabawy i konkursy.

 

Dużą atrakcją jest bez wątpienia pokaz sztuki władania szablą i lancą. Członkowie Bractwa Kurkowego przebierają się zaś w stroje szlacheckie, co stanowi doskonałą okazję na selfie z sarmatą. To wszystko rozgrywa się w rytmie najlepszej ludowej muzyki.

Partnerzy portalu:

To pierwsze takie wykopaliska w Tykocinie

To pierwsze takie wykopaliska w Tykocinie

Synagoga w Tykocinie pełniła swą prawowita rolę przez trzy stulecia. Obecnie mieści się tam jeden z oddziałów Muzeum Białostockiego. To jeden z najstarszych budynków tego typu w kraju. Bożnica powstała w 1642 r. i aż do II Wojny Światowej stanowiła centrum duchowne żydowskiej społeczności miasteczka. Nic więc dziwnego, że tereny z nią sąsiadujące przyciągnęły archeologów.

 

W ciągu kilku dni odnaleziono setki śladów przeszłości. Jest to głównie ceramika naczyniowa związane z codziennym użytkownikiem. Kafle od pieców, garnki, naczynia – to wszystko skrywała ziemia. Największym odkryciem były jednak ceglano – kamiennne fundamenty datowane na XVIII w. Przypuszcza się, że to pozostałość po kramach, jakie nakazał zbudować hetman J. K. Branicki. Prace prowadzone przez Muzeum Podlaskie potrwają do połowy lipca. Badacze chcą zając się jak największym obszarem

Partnerzy portalu:

W Białymstoku za żywność chcieli płacić wódką

W Białymstoku za żywność chcieli płacić wódką

W połowie XIX w. przeciętny mieszkaniec Królestwa Polskiego wypijał rocznie 10 litrów czystego alkoholu. Białostoczanie wznosili się ponad przeciętność. Władze miasta starały się stwarzać pozory walki z pijaństwem, ale wychodziło im to średnio. W 1897 r. w Białymstoku powstał oddział Imperium Towarzystwa Trzeźwości. Mieścił się on w Domu Szlachty na ulicy Lipowej. Organizacja była niezwykle zbiurokratyzowana gdyż zasiadali w niej głównie lokalni urzędnicy. Podobną rolę miało pełnić towarzystwo powołane do życia przez ewangelików. W jego składzie znajdowały się głównie żony żydowskich magnatów przemysłowych.

 

Wraz z nadejściem wojny zwiększyła się ilość spożywanych procentów. Niemal na każdej ulicy Białegostoku można było znaleźć kogoś, kto zajmował się produkcją trunków. Jako, że był to niezwykle dochodowy interes, nikogo nie odstraszała wizja więzienia. Zarówno wojsko i policja poszukiwała nielegalnych fabryczek. Śledczy często szli za…węchem. Jako, że samogon posiada charakterystyczny zapach, nachylali się nad rynsztokiem i wdychali swojskie aromaty.  Gdy już taką znaleźli, często za ”skromny podarunek” zapominali o sprawie. Łapówki były więc na porządku dziennym. 

 

W Białymstoku podjęto próbę użycia wódki jako oficjalnego środka płatniczego. Do takiego pomysłu skłoniła ludzi bieda. Wprowadzono więc hasło ”wódka za żywność”. Tak właśnie mieli się rozliczać w sklepach.  Niemcy okupujący miasto jednak nie zgodzili się na nietypową formę transakcji. Uznali, to za niezbyt moralne posunięcie. 

 

Po zakończeniu wojny problem alkoholowy nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Wszystko przez związek potajemnych gorzelników, nazywany ”Verein”. Transportował on bimber chociażby do Grodna czy Warszawy. Organizacja zrzeszała ponad stu fachowców od samogonu. Posiadała swoje struktury z prezesem na czele. Specjalny dział zajmował się rozdawaniem łapówek dla urzędników czy policjantów.

Partnerzy portalu:

Stojaki na rowery promują rękodzieło

Stojaki na rowery promują rękodzieło

Gmina Korycin słynie głównie z sera i truskawek. Wyrabia się w niej również tkaninę dwusosnową, która stanowi jeden z najbardziej znanych produktów regionalnych. Wełniane, dekoracyjne tkaniny, zwane często janowskimi dywanami, łączą w swoim wzornictwie tradycję ze współczesnością. W mieście coraz częściej eksponuje się wzory owego rękodzieła.

 

W centrum Korycina można odnaleźć chociażby metalowe rowerowe stojaki, posiadające motywy roślinne i zwierzęce przeniesione z tkanin dwusosnowych. Jako, że znajdują się przy Urzędzie Gminy nie sposób ich nie zauważyć. Na Korycinie się jednak nie skończy. Podobne stojaki zostaną zainstalowane w Białymstoku i Janowie. Stojaki to oczywiście nie wszystko. Nad korycińskim zalewem montowana jest scena z tradycyjnym wzornictwem. Planuje się również stworzenie muralu. rojekt związany z ludowym wzornictwem jest realizowany wspónie z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury w Białymstoku.

Partnerzy portalu:

Miniaturowe pociągi zobaczymy tylko w Łapach

Miniaturowe pociągi zobaczymy tylko w Łapach

Łapy niedaleko Białegostoku były niegdyś kolejarską potęgą. To już przeszłość, choć wspomnienia o wielkości nadal żyją. Po upadku Zakładów Naprawczych tysiące osób zostało bez pracy. Z łezką w oku, co roku, miasto organizuje wystawę makiety kolejowej, która zyskała status imprezy ogólnopolskiej. Kolejna edycja ”Kolei w miniaturze” odbędzie się już w piątek w hali sportowej Zespołu Szkół Mechanicznych.

 

To tutaj będzie można zobaczyć miniaturowe pociągi, które kursują po torach o długości około 5 km. Pociągi te to repliki prawdziwych wagonów i lokomotyw, a ich rozmiar zmniejszono o połowę. Podróż nimi to nie tylko atrakcja dla najmłodszych, ale także dla dorosłych miłośników kolei.

Dodatkowo na wystawie będziemy mieli okazję podziwiać trasę kolejową powstałą z ponad kilkudziesięciu makiet. Zostały one przygotowane przez modelarzy z całego kraju. Trasa prowadzi przez lasy oraz pola i oferuje piękne widoki. Współpraca przyniosła ponad 200 metrów torów kolejowych i kilkanaście stacji. Wszystkie makiety są niezwykle realistyczne. Zadbano o każdy detal. Dotyczy to także całej infrastruktury – mostów i tuneli. Nie zabraknie również odwzorowanych krajobrazów, ale i …śmieci. Takie obrazki bowiem widzimy na co dzień z okien pociągów. Wszystko zostało wykonane w skali 1:120 i 1:87.

W tegorocznym wydarzeniu weźmie udział również Stacja Muzeum z Warszawy. Zaprezentuje ona ”zdobycze” historyczne mające związek z dziejami kolei w naszym regionie. Zaprezentują również starannie wykonane modele wagonów i lokomotyw będące własnością placówki.

Otwarcie wystawy zostało zaplanowane  na sobotę 27 maja, o godz. 10:00. Wydarzeniem inaugurującym będzie inscenizacji zderzenia samochodu z pojazdem kolejowym i pokaz ratownictwa, który rozpocznie się o godz. 11:00 na terenie rampy kolejowej położonej w sąsiedztwie Zespołu Szkół Mechanicznych.

Partnerzy portalu:

Dla fotografii poświęcił wszystko

Dla fotografii poświęcił wszystko

Antoni Węcławski był jednym z najlepszych polskich fotografów przedwojennych. Dziś zapomniany, przed laty świecił triumfy. Poznajmy bliżej tego urodzonego w Białymstoku artystę.

 

Fotografią zajął się po I Wojnie Światowej. Brak odpowiedniego wykształcenia nadrabiał niesłychanym talentem. Na co dzień zajmował się początkowo udzielaniem pożyczek. Karierę rozpoczął wraz z przyjęciem do Polskiego Towarzystwa Fotograficznego. Jego prace można było podziwiać również za granicą, głównie na wystawach zbiorowych. Sukcesy nie przeszły bez echa. Zaproszono go więc do Fotoklubu Polskiego, który skupiał najważniejszych twórców.

 

Karierę Antoniego Węcławskiego przerwała wojna. Walczył w kampanii wrześniowej, a potem trafił do niemieckiej niewoli. Po zakończeniu działań militarnych wrócił do kraju. Najpierw zajął się pracą biurową w okolicach Poznania, lecz wkrótce postanowił wrócić do swej pasji i miast rodzinnego. W Białymstoku nie wszystko poszło po jego myśli. Otworzony zakład fotograficzny nie cieszył się dużym zainteresowaniem.  Wyprowadził się więc za chlebem do Warszawy, gdzie wykładał w szkołach zajmujących się fotografią. Zmarł w stolicy w wieku 94 lat.

Partnerzy portalu:

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Carska droga przed laty posiadała charakter strategiczny. Łączyła takie twierdze jak Łomża, Osowiec czy Grodno. Biegnie ona wśród biebrzańskich bagien stanowiąc ścieżkę edukacyjną. Trasa od Strękowej Góry do Twierdzy Osowiec to nie lada gratka dla miłośników przyrody i fotografii.

 

Carska droga dzięki pieniądzom z unii europejskiej została solidnie wyremontowana. Powstała ścieżka rowerowa, miejsca postojowe czy tablice informacyjne. Jako, że droga pozbawiona jest większych zabudowań czy reklam wielkopowierzchniowych pokonuje się ją niezwykle przyjemnie.

 

Do największego kompleksu bagien łąkowych wprowadzi nas drewniana kładka o długości 400 m. Z pewnością zobaczymy rzadkie gatunki ptactwa a czasem nawet i samego łosia. Obserwację ułatwiają specjalnie przygotowanego do tego wieże. Na tzw. Grobli Honczarowskiej odbywają się co roku mistrzostwa w sianokosach, które ściągają zawodników z całej Europy.  Zapobiega to niszczeniu bagiennych traw. Na deser czeka nas wizyta w Twierdzy Osowiec. Okopy, dawna fosa z wodą i pozostałości budowli fortecznych na pewno pozostaną w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

Kapliczka z Wołkusza skrywa tajemnice

Kapliczka z Wołkusza skrywa tajemnice

Podlaskie krajobrazy pełne są krzyży i kapliczek. Na wiele z nich nie zwracamy nawet uwagi i niesłusznie. Za każdą z pewnością kryje się ciekawa historia. Na jedną z ciekawszych kapliczek natrafimy w miejscowości Wołkusz, położonej w powiecie augustowskim.

Kapliczka z czerwonej cegły osiąga wysokości blisko czterech metrów. Wyrasta na niewielkim wzniesieniu przyciągając wzrok przejeżdżających obok kierowców. Miejscowi mówią, że w promieniu kilometra od niej zakopano skarby. Kto jednak mógł je ukryć? Liczne kamienie porozrzucane wokół obiektu mogą zaś świadczyć o istnieniu cmentarzyska. Domniemuje się, że chowano tam żołnierzy wojsk napoleońskich wracających z Moskwy. Padli oni ofiarą cholery.

Historycy twierdzą, iż w XVI w. powstała cerkiew, którą mieli ufundować przedstawiciele rodu Bouffałów, właścicieli pobliskiego dworu. Kapliczka natomiast upamiętniała istnienie sakralnego obiektu. W wydawnictwie poświęconym owej familii można dostrzec zapiski, iż była to świątynia św. Jana Ewangelisty, ponieważ we wnęce umieszczono orła – symbol owego apostoła. Ponoć istniała również kiedyś istniała Wołkuska Ikona Matki Bożej, która przyciągała mieszkańców z całej Grodzieńszczyzny. Orła dawno już nie ma, a legenda głosi, że zniszczyli tamtejsi pasterze trzody, którzy rzucali w niego kamieniami. W latach 60. ubiegłego wieku w środku kapliczki miał się ponoć znajdować wizerunek matki karmiącej pięcioro orląt, który został skradziony. 

Wersji jest wiele, ale która jest prawdziwa? Tak więc historię kapliczki z Wołkusza należy doliczyć do nierozwiązanych podlaskich tajemnic.

Partnerzy portalu:

5 faktów o dworku w Hieronimowie

5 faktów o dworku w Hieronimowie

W niewielkiej wsi Hieronimowo w powiecie białostockim odnajdziemy ruiny jednego z najpiękniejszych podlaskich dworków. Powstały w XVIII w. utrzymany w barokowym stylu pałac stanowił  siedzibę kolejnych właścicieli niegdyś wzorcowego i dobrze prosperującego folwarku. 

 

1.  Majątek, na którym powstał dwór, został nazwany na cześć założyciela – Hieronima Radziwiłła. Pełnił on funkcję podkomorzego Wielkiego Księstwa Litewskiego i starosty mińskiego. Wcześniej tereny należały do rodziny Chodkiewiczów. 

 

2. Dwór do świetności doprowadził generał wojsk polskich z czasów Powstania Listopadowego. Powstał ogród z aleją spacerową i stawem. We wnętrzach można było zaś podziwiać dzieła sztuki z całego świata.

 

3. O dawnym blasku rezydencji dowiadujemy się z relacji…Napoleona. Nie chodzi jednak o imperatora. Napoleon orda był znanym pianistą, rysownikiem i malarzem przyjaźniącym się z samym Chopinem. Jako, że często podróżował, opisywał napotkane przez siebie wyjątkowe obiekty. To on jest twórcą ”Albumu Widoków Polskich”, gdzie odnajdziemy 260 rysunków pereł architektonicznych.

 

4. Po II Wojnie Światowej majątek został przejęty przez PGR. Jako, że dworek w wyniku działań został spalony, cegły jakie z niego zostały, posłużyły do budowy nasypu drogi wiodącej przez park.

 

5. Dwór zrekonstruowano w latach 70. Odbudowano oficynę i kilka budynków gospodarskich. Obecnie posiadłość jest w rękach prywatnych. W oficynie znajduje się biuro firmy prowadzącej fermę drobiarską. Wielkość dworku pamiętają tylko stare modrzewie…

Partnerzy portalu:

Białostoczanin wyreżyseruje Wiedźmina. Premiera na Netflixie.

Białostoczanin wyreżyseruje Wiedźmina. Premiera na Netflixie.

Wszystko wskazuje na to, że doczekamy się godnej ekranizacji kultowych już opowiadań o Wiedźminie. Prozę Andrzeja Sapkowskiego przetłumaczono na 20 języków. Przez długi czas utrzymywała się na listach bestsellerów. Popularność przygód głównego bohatera, Geralta nie przeszła nie zauważono przez twórców gier. Seria Wiedźmin została już sprzedana w wielu milionach egzemplarzy.

 

Jednym z reżyserów Wiedźmina będzie urodzony w Białymstoku Tomasz Bagiński. Możemy więc być spokojni o jakość efektów specjalnych. Już sam fakt nominacji artysty do Oscara za ”Katedrę” mówi sam za siebie. Ostatnio talent Bagińskiego można było dostrzec w produkcjach cyklu ”Legendy Polskie”. Prawdziwy majstersztyk! Poza Bagińskim przy produkcji nie zabraknie innych cenionych postaci ze świata filmu. Jest nim chociażby twórca ostatniej odsłony ”Mumii” Sean Daniel. 

 

Nowa wersja Wiedźmina miała wyjść jako film długometrażowy, lecz koncepcję po kilku latach rozmów zmieniono. Proza A. Sapkowskiego została bowiem uznana za zbyt wartościową by zamknąć ją w dwu godzinnej produkcji. Twórca Wiedźmina, również będzie uczestniczył w projekcie jako konsultant kreatywny. Adaptacja ma być wierna materiałowi źródłowemu, co jeszcze bardziej ucieszy fanów opowiadań. Nad całością przedsięwzięcia czuwa platforma Netflix, będąca obecnie jednym z największych producentów seriali. To jej zawdzięczamy takie hity jak ”House of cards” czy ”Stranger things”. Jednego możemy być pewni. W produkcji zabraknie gumowych smoków, jakie mogliśmy ”podziwiać” w polskiej ekranizacji.

 

Źródło zdjęcia: Wikipedia

 

Partnerzy portalu:

Kościół w Tykocinie odkrywa sekrety

Kościół w Tykocinie odkrywa sekrety

Do remontowanego kościoła w Tykocinie wprowadzono georadar. O tym, że pod głównym ołtarzem znajduje się grobowiec, wiedziano od dawna, ale badania przyniosły niespodziewane rezultaty. Odkryto bowiem coś zaskakującego.

 

W mauzoleum spoczywają szczątki zarządców miasteczka nad Narwią – Potockich i Roztworowskich. Na czas remontu ich trumny zostały przeniesione. Wkrótce jednak wrócą na swe miejsce. A to dlatego, że grobowiec zostanie otwarty dla zwiedzających. Stanie się tak jeszcze w tym roku.

 

Nawy boczne z założenia powinny posiadać krypty. Ten kościół okazał się jednak wyjątkiem. W ogródku pod świątynią georadar coś jednak wychwycił. Były to mury o szerokości przekraczającej metr. Świadczy to o tym, że J. K. Branicki lokując kościół przesunął ją bliżej rynku.

 

Kościół w Tykocinie to jedna z wizytówek miasta i stały punkt wycieczek. Dzięki gruntownemu remontowi liczba zwiedzających jeszcze się zwiększy. Remont trwający w środku i na zewnątrz potrwa jeszcze przez 3 lata. Cały teren zostanie objęty monitoringiem.

Partnerzy portalu:

Zbieracze prezentowali owoce swych poszukiwań

Zbieracze prezentowali owoce swych poszukiwań

Impreza ta przyciąga kolekcjonerów z całego kraju. Co roku w Białymstoku odbywają się Targi Minerałów i Biżuterii ”Skarby Ziemi”. W weekend miała miejsce już czternasta edycja wydarzenia. Stoiska wręcz uginały się pod ciężarem oryginalnych kamieni.

 

Wystawcy aby zdobyć cenny kruszec nieraz musieli wybrać się do dalekich zakątków globu. Pochłonięci pasją nie zważają czasem na niebezpieczeństwa. Zdobyte fluoryty, rubiny czy bursztyny wyglądają jak prawdziwe arcydzieła natury. Cieszą jednak nie tylko wzrok. Ich posiadanie to prawdziwa satysfakcja. Właściciele kamieni mogą być więc dumni z owoców swych poszukiwań. Tym bardziej, że każdy odwiedzający stoiska kwituje je wielkim ”wow”. Wielu wystawców przyznaje, że owe ”małe rzeczy” mają czasem większą wartość emocjonalną niż prywatną.

 

Na targach można było kupić minerały nie tknięte ręką człowieka, ale też te obrobione przez fachowców. Kamienie służą im jako budulec chociażby ozdobnych zegarów. Największe zainteresowanie, nie tylko wśród Pań, budziła tradycyjnie biżuteria. Dodatki subtelnie potrafią podkreślić urodę każdej przedstawicielce płci pięknej.

Partnerzy portalu:

W Piątnicy pobiegną z butelką mleka

W Piątnicy pobiegną z butelką mleka

Piątnica, przepiękne miejscowość położona w Dolinie Narwi już 11 czerwca stanie się stolicą wszystkich ceniących aktywny wypoczynek. Mowa tu o drugiej edycji ”Biegu z butelką mleka”. Wszyscy chętni mogą spróbować swoich sił na dystansach 5 i 10 km i 21 km.

 

Na wybranych przez siebie trasach w ręku będą trzymać tytułową butelkę z białym zdrowym trunkiem. Cały dochód z wpisowego zostanie przeznaczony na cele dobroczynne. Uczestnicy biegu sami podejmą decyzję komu przekażą zebrane środki. Na najlepszych czekają puchary i odlewane medale i oczywiście nagrody finansowe. Impreza jak w zeszłym roku organizowana jest przez Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Sportu dla Wszystkich „Biegamy dla Zdrowia”. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął zaś Wójt Gminy Piątnica.

 

Pierwszy w Polsce i oczywiście w Piątnicy bieg z butelką mleka przyciągnął na start aż blisko 300 zawodniczek i zawodników z regionu i z kraju. Trasa półmaratonu (dystans 21 km) była atestowana co oznacza, że uzyskane wyniki miały oficjalny charakter.

Partnerzy portalu:

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

Konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów”, odbywający się już po raz siedemnasty w białostockich „spodkach”, przyciągnął uwagę licznych entuzjastów kulinariów. Tegoroczna edycja zgromadziła imponującą liczbę uczestników – 84 producentów, którzy zaprezentowali 129 wyrobów podzielonych na 4 kategorie konkursowe. To wydarzenie cieszyło się ogromną popularnością. Podkreśla ono nie tylko bogactwo kulinarnych tradycji, ale także ich znaczenie dla dziedzictwa regionalnego.

Bogactwo smaków i tradycji: kulinarne święto Podlasia

Podczas konkursu prezentowano szeroki wachlarz produktów. Począwszy od pieczonych mięs, kiełbas, salcesonów. Skończywszy na pasztetach, pierogach, ciastach, dżemach, sokach, winach czy nalewkach. Bogactwo i różnorodność oferowanych smaków miało na celu nie tylko zaspokojenie podniebienia. Przede wszystkim ocalenie od zapomnienia tradycyjnych receptur oraz promowanie lokalnych produktów. Podlaski konkurs stanowi jednocześnie pierwszy etap, z którego wyłaniani zostaną kandydaci do tytułu „Perła 2017”. Finał o ogólnopolskim charakterze odbędzie się we wrześniu w Poznaniu. Produkty reprezentujące Podlasie będą miały szansę zdobyć uznanie na szerszym forum.

Słynne produkty podlaskiej kuchni: ser z Korycina i kindziuk z Puńska

Z Podlasia na przestrzeni lat sławę zyskały takie produkty jak ser z Korycina czy kindziuk z Puńska. Ponad trzydzieści trzykrotnie potrawy i wyroby z tego regionu okazały się najlepsze, co świadczy o wysokiej jakości i wyjątkowym smaku produktów. Kulinarne dziedzictwo Podlasia, reprezentowane przez uczestników tego konkursu, stanowi nie tylko wyraz lokalnej tradycji, ale także bogactwo kulturowe regionu, które przyciąga uwagę zarówno miłośników kulinariów, jak i osób poszukujących autentycznych doznań smakowych. Warto więc doceniać i promować te wyjątkowe produkty.

Konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – smaki regionów”: promowanie lokalnych delikatesów

Wydarzenia takie jak konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów” stymulują rozwój lokalnej branży spożywczej i promują świadomość kulturową i regionalną tożsamość. Poprzez eksponowanie tradycyjnych potraw i wyrobów, konkurs kultywuje dziedzictwo kulinarne regionu. Przyczynia się to jednocześnie do budowania więzi społecznych i lokalnej dumy. To również okazja dla producentów, aby zaprezentować swoje umiejętności i pasję. Jak i również zdobyć uznanie oraz nowych klientów, zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym.

Partnerzy portalu:

W Supraślu mają swoją aleję sław

W Supraślu mają swoją aleję sław

Dwa lata temu w Supraślu pod Białymstokiem odsłonięto tzw. Aleję Ambasadorów. Powstała ona dzięki staraniom Stowarzyszenia Uroczysko i Towarzystwu Przyjaciół Supraśla. Ich celem było stworzenia miejsca upamiętniającego jednostki, które przyczyniły się do rozwoju miejscowości. Pomysł powstał w czasie wizyty Andrzeja Strumiłły, znanego malarza i grafika. To on znalazł się na jednej z siedmiu tabliczek z brązu.

 

Swój wkład w życie kulturalne Supraśla wniosło wiele osób. Wiele z nich poświęciło miastu całe swoje życie. Dlatego też z biegiem czasu tabliczek na pewno będzie przybywać. Odciśnięte dłonie na Alei Ambasadorów odnajdziemy przy Domu Ludowym. Dzięki inicjatywie pamięć po wielkich ludziach nigdy nie zniknie.

Partnerzy portalu:

W Białymstoku łatają drogi smartfonem

W Białymstoku łatają drogi smartfonem

O Polskich drogach można pisać bez końca, najczęściej niż pozytywnego. Mówi się, że asfalt znika wraz ze śniegiem i najczęściej jest to okrutną prawdą. Będąc obserwatorem robót, nie łatwo zauważyć, że jedna osoba faktycznie pracuje, druga się przygląda, paląc papierosa, trzecia błądzi myślami w świecie Boba budowniczego.  Działania ”Januszów” muszą więc przynosić opłakane skutki. Fuszerka pełną gębą!

 

Na jednej z ulic Białegostoku zastosowano nietypowe wypełnienie. Do załatania dziury użyto jednego z modeli smartfona. Gdyby byłaby to kultowa Nokia 3310, nie miał bym nic naprzeciw. Ba! Można wyłożyć by nią całą ulice, oczywiście w ramach eksperymentu.  Znając jednak żywotność współczesnych telefonów, nie wróżę sukcesu w biciu rekordu wytrzymałości. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk speców od robót drogowych.

Partnerzy portalu:

W Augustowie w weekend zwiedzamy za darmo

W Augustowie w weekend zwiedzamy za darmo

W tym roku Augustów obchodzi 460. rocznicę uzyskania praw miejskich. Dlatego też turystom przygotowano niespodziankę. W każdy weekend aż do 26 sierpnia będą mogli zupełnie za darmo korzystać z usług przewodnika. Co należy zrobić? Wystarczy przespacerować się do Biura Informacji Turystycznej. Mieści się ono na Rynku Zygmunta Augusta. Tam odbierzemy bezpłatny bilecik. Gotowe!

 

Na darmowe zwiedzanie nie można się spóźnić. Zbiórka odbywać się ma o godz. 16:00 pod kolumną Zygmunta. Wycieczki trwają około 3 godzin, w ciągu których na pewno poznamy wszelkie smaczki związane z uzdrowiskiem. Na pewno nie zabraknie opowieści z dawnych dziejów Augustowa czy historii powstania Kanału. Do zobaczenia na trasie!

Partnerzy portalu:

Ponownie można podglądać orlika krzykliwego

Ponownie można podglądać orlika krzykliwego

Podglądanie ptaków przez internet staje się coraz modniejsze. Dla wielu to jedyna forma relaksu. Szczególną popularnością cieszą się bociany. W nadleśnictwie Rudka ponownie zainstalowano zaś kamery obserwujące orliki krzykliwe w ich gnieździe. Wszystko stało się pod czujnym okiem pracowników Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku.

 

W zeszłym roku przed ekranami komputerów popisy orlików zgromadziły kilkanaście tysięcy widzów. Orlik krzykliwy to gatunek chroniony, wymieniony w Polskiej czerwonej księdze zwierząt jako wymagający szczególnej uwagi. W Polsce według szacunków odnajdziemy 2700 par tych ptaków, co stanowi 15% światowej populacji. Na zimę emigruje na południowe krańce Afryki, a do naszego kraju nad Wisłą wraca w okolicach kwietnia.

Partnerzy portalu:

Korniki mnożą się na potęgę w Puszczy

Korniki mnożą się na potęgę w Puszczy

Kwiecień i maj to ulubione miesiące kornika. Przypada bowiem wówczas okres jego rui. Jej początek uzależniony jest od pogody. Owad rozmnaża się powyżej temperatury 14 stopni. Jako że jeszcze na początku maja mieliśmy przymrozki, ruja musiała być odłożona w czasie. 

 

W ciągu tylko trzech ostatnich dni leśnicy odłowili ponad 164 litry korników. Przekłada się to na ponad 6, 5 mln owadów. Warto wspomnieć, że w całym poprzednim roku do pułapek trafiło 205 litrów korników. Wnioski nasuwają się same. Populacja kornika zwiększa się. Należy więc szybko usuwać drzewa opanowane przez owady. Inaczej pozostałe rośliny będą w wielkim zagrożeniu.

 

Jak leśnicy przechwytują korniki? Do tego celu używają pułapek z feromonami. Nasączona nimi płytka działa jak magnes. Jednak zwabienie owadów do pułapki nie rozwiąże problemu. Wiele z nich zimuje w ściółce i pod korą drzew. Dlatego też pułapki służą bardziej do obserwacji niż to bezpośredniej walki ze szkodnikiem.

Partnerzy portalu:

Jak nazwać ulicę? Rzućmy monetą!

Jak nazwać ulicę? Rzućmy monetą!

W całym kraju trwają zmiany nazw ulic. Na samorządach wymusza to bowiem ustawa dekomunizacyjna. Do niecodziennej sytuacji z tym związanej doszło w Suwałkach. O nowej nazwie ulicy zdecydował bowiem rzut monetą.

 

Zarówno mieszkańcy ul. Mareckiego jak i Paweckiego zażyczyli sobie, aby od tej pory bytować przy ulicy Pogodnej. Taką propozycję nazwy zgłosili w czasie konsultacji społecznych. Była to jedna z wielu opcji, ale wyniki głosowania były jednoznaczne. Pogodna przypadła większości zainteresowanych do gustu. Problemu można byłoby uniknąć, gdyby władze nie pozwoliłyby na dublowanie się propozycji. Mądry Polak po szkodzie.

 

Urząd zorganizował z mieszkańcami obu ulic specjalne spotkanie. Spór trzeba było rozstrzygnąć. Zainteresowani nie zgodzili się na ponowne głosowanie, przedłużenie ulicy i zmianę numeracji czy zwykłe ustępstwo. Postanowiono zdać się na ślepy los. Zdecydowano się na rzut monetą. Wszyscy wstrzymali oddech. Czas jakby stanął w miejscu. Po chwili u jednych zagościła euforia, u drugich gorycz i rozczarowanie. Zwyciężyli mieszkańcy ulicy Paweckiego. Przegrani od tej pory zamieszkają na ulicy…Zgodnej.

 

Partnerzy portalu:

Bociany najeżdżają wieś

Bociany najeżdżają wieś

Kiedyś we wsi Nowogrodzkie w powiecie wysokomazowieckim było tylko jedne bocianie gniazdo na stodole jednego z gospodarzy. Teraz zajęte są słupy elektryczne, kominy czy latarnie. Jednym słowem – inwazja! Takiego zlotu bocianów nie pamiętają najstarsi mieszkańcy miejscowości. Dlatego też proponują zmienić nazwę osady na ”Bocianogrodzkie”.

 

Sąsiednie wsie nie cieszą się taką popularnością wśród ptaków. W czym tkwi fenomen miejscowości ciężko powiedzieć. Uważa się, że wszystko to zasługa licznych ekologicznych gospodarstw. Nie mamy pojęcia czy przekłada się to w jakiś sposób na to, czy żaby są smaczniejsze. Tak czy siak, bocianom deserów na wsi nie zabraknie.

 

Nikt nie ma nic na przeciwko nieco większej ilości bocianów niż zwykle. Trzeba jedynie trochę po nich posprzątać. Na ulicach bowiem pełno jest patyków z gniazd.  Warto wspomnieć, że przeciętne gniazdo waży ok. pół tony.  Naukowcy uważają, że w środowisku bocianów mamy do czynienia z wyżem demograficznym. Czy ich obecność przyczyni się do zwiększenia populacji wsi? Miłośnicy wierzeń ludowych z pewnością zacierają ręce. Ciekawe co na to kobiety…

Partnerzy portalu:

Młodzi poszli na Grabarkę

Młodzi poszli na Grabarkę

Od wczoraj trwają spotkania tegorocznych maturzystów na Świętej Górze Grabarce. Ich organizatorem jest Bractwo Młodzieży Prawosławnej.  Uczestniczą w nim nie tylko pielgrzymi z Polski, ale także z Gruzji, Rosji Estonii, Rumuni, Słowacji oraz z Syrii i Islandii. Jest to dobra okazja do wymiany poglądów i doświadczeń. Myślą przewodnią 38. spotkań są słowa apostoła Tymoteusza „…wiem, komu zawierzyłem i pewien jestem tego, że On jest w mocy zachować to, co mi powierzono do owego dnia”.

 

Spotkanie rozpoczęło się wspólnym nabożeństwem oraz poświęceniem wody w studni przy Świętej Górze. Został ustawiony wielki drewniany krzyż w intencji wszystkich przybyłych. Sobota to czas dyskusji w ramach warsztatów ”100 pytań do..”. Hierarchowie odkryją przed zainteresowanymi wszystkie tajemnice.

 

Jako że cerkiew pod wezwaniem ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość, przeszła generalny remont,w niedzielę nastąpi jej ponowne wyświęcenie. Będzie to doskonale zwieńczenie pielgrzymki. Spotkania maturzystów są najważniejszą inicjatywą młodzieży prawosławnej w Polsce, odbywającą się nieprzerwanie od 35 lat. W latach 80-tych gromadziła ponad 3000 uczestników i była największym spotkaniem młodzieży prawosławnej w Europie i na świecie. W ciągu 35 lat historii w Paschalnej pielgrzymce wzięło udział blisko 50 tys. młodych osób.

Partnerzy portalu:

W Białymstoku dbają o jeże

W Białymstoku dbają o jeże

To jedyne takie miejsce w Polsce a drugie w Europie. Stowarzyszenie ”Nasze Jeże” od kilku lat prężnie działa w Białymstoku. Choć nie posiada wielu członków, swym entuzjazmem zarazi nie jednego miłośnika przyrody.

 

Jeże w teorii znajdują się pod ścisłą ochroną. No właśnie, w teorii! Praktyka wygląda całkowicie inaczej. Setki zwierząt ginie pod kołami samochodów, gdy chcą przejść przez ulicę. Zagranicą bez trudu odnajdziemy znaki drogowe informujące o przebiegających jeżach. U nas próżno ich szukać.

 

Niebezpieczeństwa czyhają ich również na podwórkach. Kosiarki czy nawet środki chemiczne to dla jeży ogromne zagrożenie. Zranione zwierzę na szczęście może liczyć na pomoc stowarzyszenia. Powołano bowiem do życia Ośrodek Rehabilitacji Jeży gdzie mogą pod opieką fachowców dojść do siebie. Pracownicy przenoszą również zwierzęta to bardziej przyjaznych warunków. Tylko zabezpieczenie naturalnych siedlisk jeży może je ochronić przed działaniami człowieka. Każdy nowo wybudowany odcinek drogi to dla nich kolejny cios w plecy.

Partnerzy portalu:

Jak zaoszczędzić w Augustowie? Wyrób Kartę Turysty!

Jak zaoszczędzić w Augustowie? Wyrób Kartę Turysty!

Rewelacyjna wiadomość dla wszystkich odwiedzających kurort. Jeśli planujemy pobyt dłuższy niż 3 dni i wniesiemy opłatę uzdrowiskową możemy ubiegać się o Kartę Turysty. Wystarczy tylko udać się do Centrum Informacji Turystycznej.  Parę chwil i gotowe! W naszym portfelu zostanie więcej środków, które przeznaczymy na przyjemności. Opłatę uzdrowiskową lub miejscową należy wnieść za pobyt z góry w obiekcie noclegowym, w którym dany turysta się zatrzymuje. Maksymalny koszty takiej opłaty to 4 zł.

 

Jakie korzyści płyną z posiadania Karty? W lipcu i sierpnia czekać będzie na nas bezpłatna komunikacja miejska. Skorzystamy też z rabatów na przejażdżkę katamaranem czy statkiem Żeglugi Augustowskiej. Dużo taniej wynajmiemy sprzęt wodny i zwiedzimy muzeum. Również restauracje i kina oferują korzystne zniżki dla posiadaczy karty. Nic tylko korzystać.

 

Każda Augustowska Karta Turysty posiada nadrukowany indywidualny numer, imię i nazwisko użytkownika, termin pobytu oraz numer kwitariusza, na podstawie którego została wydana Karta. Do każdej Karty dołączona zostanie dwustronna broszura informacyjna z listą Partnerów i informacją o wysokości zaoferowanych przez nich zniżek i rabatów.

 

Partnerzy portalu:

5 ciekawostek o Brańsku, o których mogłeś nie słyszeć

5 ciekawostek o Brańsku, o których mogłeś nie słyszeć

Brańsk to niespełna czterotysięczne miasteczko, oddalone od Bielska Podlaskiego o 24 km. Posiada niezwykłą bogatą historię, której niejedna większa miejscowość może pozazdrościć.

 

1.  Z Brańska pochodzi najstarszy pochówek szkieletowy w tej części Polski. Na tereny obecnego miasta człowiek zawędrował 10 tys lat temu. Osadnictwo istniało przez cały okres starożytności. Do tej pory w Brańsku i jego okolicach odkryto kilkadziesiąt stanowisk archeologicznych. Na kilku z nich prowadzone były krótkotrwałe prace badawcze. W samym regionie nie przeprowadzono jednak do tej pory kompleksowych badań wykopaliskowych.

 

2. W 1264 pod Brańskiem rozegrała się wielka bitwa między Jaćwingami a wojskami księcia sandomierskiego Bolesława Wstydliwego. Trwała ona kilkanaście godzin. W jej wyniku zginął wódz Jaćwingów nazywany Komatem. Został on przebity sztyletem. Tym samym zakończyły się czasy łupieżczych wypraw tego plemienia. Na przylegającym do miasta wzgórzu prawdopodobnie pochowano Komata, a od jego imienia nazwano uroczysko. Miejsce to upamiętnia polny głaz i tablica informacyjna.

 

 

3. W 1526 r. ustanowiono dosyć nietypowy rekord. W ciągu kilkunastu minut, miejski kat o pieszczotliwym imieniu Michałko, ściął 26 głów. Taki los spotkał szlachciców, którzy lubili rabować i pozbawiać czci kobiety. Gdy pierwsze głowy zaczęły spadać, na horyzoncie pojawił się królewski wysłannik z listem ułaskawiającym.  W słońcu lśniły czerwone pieczęcie, na miejscu egzekucji zaś krew. Sędzia, mając świadomość, że jeździec niesie dla niego niekorzystne wieści, przybliżył się do kata i szepnął mu do ucha ”Śpiesz się Michałku”. Ten wziął sobie słowa do serca. Wieść o zręczności kata szybko obiegła kraj. Powstało nawet powiedzenie: ”A bodaj Cię kat brański oprawił”

 

 

4. W Brańsku doszło do jedynego na Podlasiu wystąpienia dekabrystów. Kim właściwie oni byli? Pod tą nazwą kryją się rosyjscy rewolucjoniści szlacheccy, w większości młodzi oficerowie, którzy dążyli do zniesienia jedynowładztwa cara i oparcia władzy w Rosji o zasady konstytucyjne. Pierwsze wystąpienie rewolucjonistów miało miejsce w grudniu 1825 r.  W Brańsku do zrywu dekabrystów doszło w styczniu.  Oficerowie i żołnierze stacjonującego tutaj batalionu saperów Samodzielnego Korpusu Litewskiego, odmówili złożenia przysięgi na wierność carowi Mikołajowi I. Bunt stłumiono, a przywódców, po złagodzeniu wyroków śmierci, zesłano na Syberię

 

5. To właśnie w Brańsku posłem na sejm walny został wybrany późniejszy król Polski, Stanisław August Poniatowski. Miasto przez wieki stanowiło istotny ośrodek administracyjny. Dzięki temu na przestrzeni dziejów gościło wielu monarchów – Władysława Jagiełłę, Kazimierz Jagiellończyka, Zygmunta I Starego z królową Boną. Ta ostatnia ufundowała szpital i przytułek dla ubogich.

 

Partnerzy portalu:

Bestia z Puszczy atakowała w dzień i w nocy

Bestia z Puszczy atakowała w dzień i w nocy

Puszcza Białowieska od wieków pełna była dzikiej zwierzyny. Na polowania zjeżdżali ważne osobistości – królowie, carowie i inni. Jedną z najbardziej cennych zdobyczy był niedźwiedź. Mięso, sadło, cenna skóra, ale przede wszystkim satysfakcja z powalenia zwierza zachęcała do łowów.

 

Każde polowanie obarczone było wielkim ryzykiem. Bestia może być nieobliczalna, a że zwierzę nie dba o to czy atakuje króla czy zwykłego wieśniaka, to i monarchom nie raz mocno się obrywało. Tak też było z Augustem II, który tylko dzięki swej zwinności wyszedł cało z opresji.  W 1791 roku, polujący w Puszczy ks. Józef Poniatowski w pewnym momencie został zaatakowany przez rozjuszoną niedźwiedzicę. Z opresji wybawił myśliwego strażnik Marcin Hołota. W nagrodę otrzymał on 100 złotych dukatów. Odwaga się opłaciła.

 

 

Populacja niedźwiedzi zaczęła maleć pod koniec XVIII. Miało to związek z ochroną innej zwierzyny leśnej. Podjęto decyzję o odstrzale. Trwał on niemal ćwierć wieku. Urzędnicy wpłacając do kasy rządowej niewielką kwotę mogli bez problemu polować na każdego drapieżnika. Zwykli kłusownicy też dorzucili swoje cztery grosze. Musiało minąć wiele lat nim populacja mogła się odrodzić. Nie stało by się tak gdyby nie rosyjski rząd, który zakazał posiadania broni na terenie lasów.

 

W Puszczy nieraz dochodziło do starcia tytanów. Żubry nie znoszą gdy ktoś wchodzi na ich terytorium. Dlatego też walki z niedźwiedziami odnotowywano bardzo często. Być może, gdyby niedźwiedzie przetrwały, to one nosiłyby miano Króla Puszczy. Zdecydowana większość pojedynków to bowiem ich zwycięstwo. W 1846 jeden z nich w ciągu jednego dnia powalił ponad pięć żubrów. Każda walka pustoszyła okolicę. Połamane gałęzie, zagłębienia w ziemi, zniszczone krzaki – taki krajobraz pozostawiali po sobie drapieżniki. Niedźwiedzie z tego okresu uznaje się za niezwykle agresywne. Zabijały liczne sztuki bydła dla sportu, nie dla pożywienia. Ostatni niedźwiedź naturalnie występujący w Puszczy został powalony w 1878 r. 

 

Próby odtworzenia populacji podjęto przed II Wojną Światową. Sprowadzane z Białorusi ciężarne osobniki trzymano wpierw w klatkach. Dzięki dużym otworem młode mogły spokojnie wyjść z niej i zapuścić się w głąb lasu, gdzie uczyli się życia w dziczy. Dla mieszkańców okolicy wprowadzono zakaz zabijania zwierząt, jeśli te zbliżyłyby się do zabudowań. Na prośbach się jednak kończyło. Misie często zapuszczały się do domowych gospodarstw. Nie obyło się bez ofiar. 

 

Gdy nastała już wojna nowi niemieccy ”zarządcy” Puszczy wpuszczali do niej wszystkie niedźwiedzie, które odebrali wędrownym cyganom. Wzbudzały one strach. Nie były przystosowane do zdobywania pożywienia w sposób samodzielny. Uważano, ze okupanci w ten sposób chcą odstraszyć miejscowych od pomocy partyzantom. Drzwi nawet zawiązywano łańcuchami w obawie przed włamaniem. Brzęk przypominał zwierzętom czasy niewoli, przez co się oddalały w głąb Puszczy. Strach był jak najbardziej uzasadniony. Zwierzę zabiło bowiem matkę z dzieckiem gdy Ci zbierali maliny w lesie. Ludzie odpłacali im tym samym. W ruch szły siekiery i inne ostre narzędzia. 

 

 

Czasy Wojny przeżyły 4 osobniki – samiec, samica i cztery młode. Ostatnie polskie niedźwiedzie widziano w 1959 roku na terenie Puszczy Lackiej, która obecnie wchodzi w skład Puszczy Białowieskiej. Pojedyncze osobniki wkradały się do nas z głębi Związku Radzieckiego. W maju 1963 roku odnotowano przypadek przywędrowania jednego osobnika. Przekroczył on granicę państwową, pokręcił się  około tygodnia i następnie udał się na wschód.

 

Partnerzy portalu:

Z nieba spadł deszcz krwi. Czy ma to związek z miejscem mocy?

Z nieba spadł deszcz krwi. Czy ma to związek z miejscem mocy?

Choć o Pana Eugeniusza upomniały się niebiosa, pamięć po nim żyje wśród mieszkańców wsi Skiwy Małe, leżącej nieopodal Siemiatycz. Długo przetrwa też jego dzieło – prywatne miejsce mocy. Oznak wyjątkowości działki rolnej było wiele. Mimo że w pobliżu nie ma dębów, na polu zasiały się same.  Dlatego też teren miejscowi nazywają ”dębitką”. Dziwnie zachowywało się też ptactwo. Stado bocianów niejednokrotnie raptownie zmieniało kierunek lotu, okrążając miejsce. Inne zwierzęta po prostu kochały się tam wylegiwać. 

 

Jako, że Pan Eugeniusz od lat zajmował się radiestezją, postanowił sprawdzić rozmiary promieniowania. Uznaje się, że miejsca mocy wykazują 18 tys jednostek w tzw. skali Bovisa. Na polu norma ta została znacznie przekroczona – 28 tys. jednostek. Z dnia na dzień, co dziwne,  promieniowanie jeszcze rosło. Coś było trzeba z tym zrobić.

 

Rozwiązanie przyszło we śnie. Tajemniczy głos nakazał mu usypać kopiec a z kamieni stworzyć spiralę. Tak też uczynił. Zajęło mu to kilka dni, mimo że kilka dni wcześniej wyszedł ze szpitala. Starannie wyselekcjonowane kamienie pan Eugeniusz sprowadził ze żwirowni. Największe z nich waży ponad 100 kg, ale nie sprawiały żadnego problemu przy transporcie. Budowa kręgu skończyła się 26 lipca, co jest pierwszym dniem w roku kalendarza Majów. Przypadek?

 

Promieniowanie wzrastało w szybkim tempie. W pewnej chwili zbliżyło się do poziomu, jaki znamy w czakramu na Wawelu – 120 tys. jednostek. Pan Eugeniusz postanowił skonsultować się ze specjalistami. Okazało się, że jego pomiary były całkowicie prawidłowe. Sytuację ustabilizowało dołożenie do kopca kolejnych warstw ziemi. Dołożone zostały też dodatkowe kamienie.

 

Gdy kopiec został usypany, w okolicy doszło do ciekawych zjawisk. Ze żwirowni zniknęła woda, na łąkach pojawiły się zaś lecznicze rośliny. Z pól pouciekały nawet krety. Na ptaki zaś miejsce działało jak magnes. Całe stada zlatywały bowiem nad kopiec. Często w pobliżu miejsca mocy przestawały działać urządzenia elektroniczne. Trudno było więc zrobić zdjęcie dla kręgu. Nad kopiec przychodzili oczywiście miejscowi, w celu naładowania akumulatorów. Niektórzy mieli nawet prorocze wizje.

 

Skąd pochodzi niespotykana siła miejsca. Przypuszcza się, że zamieszkujący dawniej owe tereny Celtowie, stworzyli tam miejsce kultu. Ziemia była więc świadkiem wielu rytuałów. Co ciekawe, Sikwy Małe znajdują się w jednej linii prostej z innymi cudownymi lokalizacjami. Jest to chociażby Koterka, gdzie ukazała się Matka Boska, czy też Grabarka, pełniąca rolę Jasnej Góry prawosławia. W niewielkim oddaleniu od wsi odnaleźć można wzgórek. Chodzą słuchy, że spoczywa tam celtycki książę. Inni są przekonani, że mogiła pochodzi z okresu szwedzkiego potopu.

 

Na owym wzgórku pewien mężczyzna wykopał miecz. Nocą przyśnił mu się właściciel oręża, rozkazując zanieść je na miejsce. Odkrywca skarbu nie zamierzał jednak tego czynić. Od tej pory nawiedzała go tajemnicza siła. Przedmioty latały, szafki same się przesuwały. Odpowiedź wysuwa się sama – to sprawka ducha. Mężczyzna nie mógł znieść życia w strachu i postanowił odnieść miecz na wzgórz. Poskutkowało. Hałasy ustały.

 

W okolicy obecnego kopca w latach 50. doszło do niewytłumaczalnego zjawiska. Stało się to 24 czerwca, w dniu św. Jana. W słoneczny dzień znikąd pojawiła się ciemna chmura, ale zamiast zwykłego deszczu, z nieba spadła gęsta krew. Opad był tak duży, że miejscowy potok cały zabarwił się na czerwono. Mieszkańcy uznali, że doszło do cudu. Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono krzyż.

 

Na Podlasiu istnieje wiele miejsc mocy. Wiele z nich czeka na odkrycie. Być może jedno z nich znajduje się właśnie na twej działce! Szukajcie, a znajdziecie…

Partnerzy portalu:

Chcieli sprawdzić, czy prorok mówi prawdę. Postanowili go ukrzyżować.

Chcieli sprawdzić, czy prorok mówi prawdę. Postanowili go ukrzyżować.

Co byście zrobili gdyby przemówił do Was tajemniczy głos? Czy byście go posłuchali? A może uznalibyście to za objaw szaleństwa? Wątpliwości nie miał w latach 20. Eliasz Klimowicz z Grzybowszczyzny. Usłyszawszy, że ma zbudować cerkiew, nie zawahał się. Dla prostego niepiśmiennego chłopa ukazywała wielokrotnie się Matka Boska, która miała powierzyć mu ważne zadanie.

Miejscowi nie skąpili datków na stworzenie świątyni. Po błogosławieństwo udał się aż do Zatoki Fińskiej. Tam bowiem rezydował Joan Kronsztadzki, który był spowiednikiem carów. Plany jednak musiały być szybko zweryfikowane. Nadeszła I Wojna Światowa. Mieszkańców wsi przesiedlono, a w rodzinne strony powrócili dopiero kilka lat po zakończeniu działań. Cerkiew stanęła na nogi dopiero w 1929 r.

Eliasz przez pewien czas był zakonnikiem, który przybrał imię Joan. Nie mogąc patrzeć na zepsucie dostojników zrzucił jednak habit i to w sposób widowiskowy. Otóż gdy usłyszał, że ma zakaz odprawiania nabożeństw, zrzucił swe szaty i ze złości zaczął po nich skakać. Cerkiew zamknął na amen. Zdecydował się postawić nową świątynię w nowym założonym przez siebie mieście.

Nową osadę nazwał Wierszalinem. Tam na 40 ha miała być stolica świata. Kiedy? Gdy już świat stanie w obliczu apokalipsy i utonie w morzu ognia. Nie każdy jednak mógł tam znaleźć schronienie. Trzeba było odznaczać się sprawiedliwością, wiernością i uczciwością. W planach była budowa domów, wiatraka, szpitala i cerkwi na wzgórzu. Na każdym rogu miały zaś stanąć klasztory. W rzeczywistości wszystko wyszło trochę skromniej.

Szukający ocalenia ludzie zjawiali się tłumnie przyciągani wiarą w przepowiednie. Przybywali choćby z Wołynia czy Gródka.  Mimo, że nigdy nie mówił o konkretnej dacie zagłady, przewijała się plotka, że koniec nastąpi w czerwcu 1936 r.  Gdy termin minął ludzi ogarnęła niepewność. Wielu z nich zostawiła bowiem cały swój majątek. Dowodem na to, że Eliasz mówił prawdę, miała być pewna próba.

Ciągnąca się polnymi drogami procesja szła ukrzyżować nowe wcielenie Chrystusa. Ludzie uznali, że pierwsze odkupienie nastąpiło już zbyt dawno. Dlatego też należy złożyć nową ofiarę. Pewnie ciężko to sobie wyobrazić. Żniwa, piękne krajobrazy i chęć dokonania krwawego rytuału. Brzmi jak scena z horroru. Do ukrzyżowania jednak nie doszło. Eliasz zdążył się ukryć w kopcu ziemniaków.

Minęły 3 lata a ”koniec świata” jednak nastąpił. Wybuch konflikt zbrojny na masową skalę. Prorok zaginął. Jedni uważają, że został rozstrzelany przez komunistów, drudzy skłaniają się do wersji z wywózką na Sybir. Jedna z teorii spiskowych mówi o tym, iż przeżył wojnę, stając się nawet doradcą Bieruta.

Partnerzy portalu:

Gdzie podziało się serce króla? Trop prowadzi do Knyszyna.

Gdzie podziało się serce króla? Trop prowadzi do Knyszyna.

Lato 1572 r. Nad centrum kraju nadciągnęło morowe powietrze. Na ulicach Mazowsza roi się od ciał. Cały orszak króla Zygmunta Augusta ucieka na wschód. Monarcha jest również ciężko chory. 16 koni ciągnie ile sił łoże królewskie do jego ulubionej rezydencji w Knyszynie. Tumany kurzu unoszą się na drogach. Wszyscy walczą z czasem. Z minuty na minutę głowa państwa słabnie.  Na miejsce docierają 6. lipca. Zaufany lekarz zwany Piotrem Fizykiem namawia króla do ostatniego namaszczenia. Wybija godzina 18. Ostatnia w życiu ostatniego z Jagiellonów.

 

Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wszyscy zaufani doradcy króla rozpłynęli się w powietrzu. Nikt nawet nie przykrył ciała. Dopiero biskup krakowski zlitował się nad nieboszczykiem. Został zrobiony całun, na palec wsunięto drogi kamień, na szyi zawieszono zaś złoty krzyż. Ciało zostało przetransportowane do Tykocina, gdzie umieszczono je w …lochach. Wszystko przez szalejącą epidemię. Dopiero zimą przeniesiono trumnę do sali zamkowej. Tradycja zakazywała grzebać zmarłego monarchę, póki jego następca nie postawi nogi na polskiej ziemi. Zygmunt August spoczął obok swojego ojca na Wawelu.

Tam jednak nie odnajdziemy serca króla. Złożono je do specjalnej urny, umieszczonej w kamiennym sarkofagu ustawionym w knyszyńskim kościele, który mieścił się na rynku. Drewniana świątynia z czasem zaczęła się rozpadać. Konieczna była rozbiórka. Ze starego kościoła została właśnie urna z sercem monarchy. Sarkofag prawdopodobnie bywał wykorzystywany jako ołtarz. Obok niego pojawiły się drewniane krzyże, a także dzwonnica. Wokół powstało również targowisko, na którym co czwartek handlowali okoliczni mieszkańcy. Władze zaborcze widząc zamieszanie podjęły decyzję o uporządkowaniu rynku. Dzwonnicę zburzono a urna przepadła bez wieści.

 

Cześć historyków twierdzi, że urnę można odnaleźć w podziemiach murowanego kościoła w Knyszynie, który to zlokalizowany jest kilkadziesiąt metrów od starej drewnianej świątyni. Wszelkie tropy prowadzą do podziemi. Ponoć przed laty widniał tam napis: ”Kto mnie tu zamknął, ten mnie otworzy”.  W XIX w. w kościele pod naciskiem tłumu załamała się podłoga. W podziemiach odnaleziono jedynie trumnę zmarłego na początku wieku księdza. Natomiast w latach 80. XX w. w czasie prac remontowych odpadł ze ściany wielki kamień. Tym samym odsłonił wejście do krypty. Znajdowały się w niej resztki trumien szczątki ludzkie. Obecności urny nie odnotowano.

 

Inne ślady prowadzą do kościoła w Krypnie ufundowanego przez Krasińskich. W murze otaczającym świątynie znajdowała się tablica z informacją, że jego granitowe fragmenty pochodzą z sarkofagu Zygmunta…Starego. Do XIX w. krążył bowiem błędny przekaz, że w urnie znajduje się serce ojca ostatniego z dynastii. Ksiądz Walentynowicz, który zajmował się porządkowaniem otoczenia świątyni, mógł znaleźć urnę w pałacu Krasińskich. Uważa się, że to właśnie oni zaopiekowali się sarkofagiem po XIX – to wiecznym remoncie knyszyńskiego rynku. 

 

Czy urnę uda się kiedykolwiek odnaleźć? Tego nie wie nikt. Jeśli została zniszczona i wyrzucona szanse na to są niewielkie. Trzeba jednak mieć nadzieję.

 

Partnerzy portalu:

Palestyna leży bliżej niż myślicie

Palestyna leży bliżej niż myślicie

Zbliżała się wielka wojna. Kilku Żydów z Sokółki, mieszczącej się tuż przy granicy z obecną Białorusią, założyło niewielką osadę. Nazwali ją…Palestyna. Ich głównymi zajęciami była uprawa ziemi i ogrodnictwo. Do dnia dzisiejszego przetrwały liczne sady.

 

Gdy nastały lata 30-te, wyznawcy judaizmu w obawie przed represjami wyemigrowali za Ocean i do właściwej już Palestyny. Ostatni Żyd opuścił wieś w 1937 r. Wielu mieszkańców jednak przez lata nie zapomniała języka swych przyjaciół.

 

Władzom komunistycznym nazwa kolonii nie była na rękę. Mieszkańcy jednak trwali przy swoim i za nic nie chcieli jej zmienić. Opór się opłacił. Co raz na wsi pojawiają się goście z Ameryki, którzy pragną odwiedzić swoich przodków.

Partnerzy portalu:

Od 17 czerwca ruszają pociągi do Walił

Od 17 czerwca ruszają pociągi do Walił

W lipcu zeszłego roku po 16 – stu latach powrócił pociąg na linii Białystok – Waliły, kursujący przez Puszczę Knyszyńską. O wybuchu euforii nie ma co mówić, ale w ciągu niespełna trzech miesięcy z przejazdów skorzystało ponad 2500 osób. Teraz pociągi, a dokładnie dwie pary pociągów, będą jeździły już od 17 czerwca. Swą pracę zakończą w połowie października. Kursy zostały dofinansowane przez wszystkie gminy leżące na trasie. Liczą one na ożywienie turystyczne.

 

Cieszą się też oczywiście miejscowi. Łatwiej dojadą do weekendowej pracy czy na zakupy do stolicy Podlasia. Mają nadzieje, że już w następnych latach linia przybierze regularny charakter. Trasa liczy 36 km a jej przejechanie zajmuje niespełna 50 min.  Skład będzie zatrzymywał się na stacjach Białystok Fabryczny, Kuriany, Zajezierce, Żednia, Sokole i Waliły. Dodatkowe połączenia będą uruchomione 14 i 29 lipca. Ma to związek z muzycznymi festiwalami.

Partnerzy portalu:

Bałachowcy. Skąd się oni wzięli?

Bałachowcy. Skąd się oni wzięli?

Bałachowcy to byli żołnierze armii generała Stanisława Bułak-Bałachowicza. Był on generałem majorem Białej Armii oraz także dowódcą ochotniczych oddziałów białoruskich walczących w składzie Wojska Polskiego II RP w 1920 i 1939 r. Umarł w trakcie II wojny światowej w 1940 r.

Bałachowcy i ich pochodzenie

Na terenie Puszczy Białowieskiej została rozwiązana białogwardyjska dywizja gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza. W jej szeregach byli głównie kozacy syberyjscy. Od imienia dowódcy nazwano nowych przybyszy. W tym właśnie czasie wytworzyło się też w Hajnówce społeczeństwo różnojęzyczne, wielogwarowe i zróżnicowane pod względem religijnym. Warto jednak wspomnieć, że przed wojną nie było tu ani jednej cerkwi – pierwsza hajnowska cerkiew została poświęcona 11 października 1942 r., a więc w czasie okupacji hitlerowskiej.

Zapewnione osiedlenie w Puszczy Białowieskiej

Generałowi, któremu przyznano obywatelstwo polskie, oraz jego żołnierzom zagwarantowano także możliwość osiedlenia się na stałe w Polsce. W początkowym etapie tego procesu, 12 tysięcy żołnierzy i oficerów zostało internowanych i umieszczonych w obozach. Wśród internowanych przeprowadzano działania agitacyjne. Ich celem było też zachęcenie ich do dołączenia do nowo tworzonych oddziałów robotniczych, które miały działać w Puszczy Białowieskiej. Te oddziały miały za zadanie prowadzić prace wyrębu drzew oraz wywózki surowca drzewnego. Agitacja prowadzona przez władze przyniosła pewne rezultaty, ponieważ część internowanych zdecydowała się na wyjazd i aktywne uczestnictwo w tych oddziałach, może widząc w tym szansę na lepszą przyszłość oraz integrację z społeczeństwem polskim.

Część bałachowców zgodziło się na osiedlenie

Na wyjazd zdecydowało się kilka tysięcy żołnierzy. W 1921 r. w okolicach Puszczy Białowieskiej osiedliło się 2200 Bałachowców. Zamieszkiwali i pracowali przy transporcie leśnym. Setki Bałachowców osiedliło się w Hajnówce, Czeremsze, Narewce i w innych miejscowościach Puszczy Białowieskiej. Osiedlając się w tych obszarach, przyczynili się do kształtowania lokalnej społeczności i kultury. Ich obecność wniosła do tych regionów także specyficzne elementy kulturowe, tradycje oraz język białoruski, który wpłynął na bogactwo etniczne regionu. W Hajnówce zasilali oni też załogi Fabryki Chemicznej, Terpentyny i Kolejek Leśnych. Zajmowali stanowiska najbardziej płatne i uprzywilejowane.

Partnerzy portalu:

Rocznik Tatarski ma już 85 lat.

Rocznik Tatarski ma już 85 lat.

We wtorek obchodzono 85. rocznicę wydania pierwszego tomu Rocznika Tatarskiego. Obecnie funkcjonuje on pod nazwą Rocznik Tatarów Polskich. Do tej pory światło dzienne ujrzało kilkanaście publikacji.

Kalendarz muzułmański, wydany dzięki Muzułmańskiemu Związkowi Religijnemu, podaje informację, że prezentacja pierwszego rocznika miała miejsce w Wilnie 16 maja 1932 r. Praca nad nim trwała ponad 2 lata. Rocznik stanowi pismo o charakterze naukowym, literackim i społecznym. Zawiera teksty o kulturze, historii sporządzone przez wybitnych naukowców. Nie brakuje jednak teraźniejszych wątków. Mimo, że pismo przygotowywane jest z inicjatywy tatarskiej, mogą zainteresować wszystkich zainteresowanych  sprawami tatarskiej mniejszości.

Do wybuchu II Wojny Światowej ukazały się trzy tomy Rocznika. Reaktywacja nastąpiła dopiero w 1993 r. z inicjatywy Związków Tatarów RP. W 2006 r. wydania wstrzymano na skutek problemów finansowych. Wznowienie nastąpiło dzięki dotacji udzielonej przez Muzułmański Związek Religijny RP. Rocznik Tatarów Polskich to nie jedyne wydawnictwo tej społeczności. Ukazuje się także kwartalnik „Przegląd Tatarski” oraz „Życie Tatarskie”.

Partnerzy portalu:

W kolonii mieszkało kilka osób i duch

W kolonii mieszkało kilka osób i duch

Milewszczyzna to niewielka kolonia w gminie Korycin, składająca się tylko z trzech gospodarstw. Tylko w jednym z nich ktoś mieszka. Ale w osadzie zdaniem nielicznych mieszkańców był ktoś jeszcze – duch. Przeprowadzone w okolicy dawnego dworu wykopaliska odsłoniły szczątki 60-letniego mężczyzny.  Budujący dwór nie mieli pojęcia, że w miejscu tym spoczywają czyjeś zwłoki. Dlatego więc  na mogiłce stanął ganek. Jego grób został przeniesiony na cmentarz parafialny w Korycinie. Strachów więc nie będzie!

 

Prace archeologów wiążą się z planami utworzenia Parku Kulturowego Korycin. Ma on stanowić rekonstrukcje słowiańskiego  grodu, który istniał tam przed wiekami. W czasie wykopalisk na dnie fosy odnaleziono części drewna. Dzięki nim wiadomo, że pierwsza faza istnienia osady przypada 1000 lat wstecz.. Metr pod ziemią napotkano wykop na płody rolne pochodzący sprzed 300 lat. To jeszcze nie wszystko. Odnaleziono piwniczkę o dwumetrowej głębokości, a także naczynia ceramiczne.

 

W Korycinie wkrótce rozpocznie się budowa prasłowiańskiego grodziska. Będzie ono częścią parku kulturowego, którego łączny koszt powstania szacuje się na 4, 5 mln. zł. Osada powstanie dokładnie w miejscu gdzie według archeologów działali nasi przodkowie. Dzięki inwestycji przekonamy się, jak wyglądało ich codzienne życie. Zrekonstruowana zostanie brama wjazdowa, wały, mury z kamienia, a także najistotniejsze budowle. Nie zabraknie również ścieżek edukacyjnych.

 

 

Partnerzy portalu:

Pomnik badacza i jego żon stanął w skansenie

Pomnik badacza i jego żon stanął w skansenie

W 50. rocznicę śmierci  Adama Chętnika, założyciela Skansenu w Nowogrodzie, na jego terenie postawiono pomnik-ławeczkę etnografa i jego dwóch żon. Data ich odsłonięcia to nie przypadek. Jako, że cała trójka była głęboko wierząca wybrano Święto Marki Bożej Fatimskiej. Warto przypomnieć, że obchodziliśmy okrągłą setną rocznicę objawień.

 

Adam Chętnik stawał na ślubnym kobiercu dwa razy. Pierwsza, Zofia Klukowska pomagała w budowie skansenu i w części go finansowała. Gdy A. Chętnik musiał się ukrywać mając dwa wyroki śmierci, sama zajęła się muzeum i robiła to doskonale. Zmarła w 1950 r. Pięć lat później związał się z Jadwigą Nowicką. Ona również kontynuowała dzieło, pełniąc funkcje kustosza. 

 

Pomnik Adama Chętnika przedstawia go trzymającego laseczkę i aparat fotograficzny. Tak właśnie został zapamiętany – chodził bowiem od domu do domu pytając i zbierając różne rzeczy. Pomniki ufundowały władze Łomży i powiaty: łomżyński i ostrołęcki, przy wsparciu marszałka województwa podlaskiego. Uroczystości przygotowało wspólnie z wieloma instytucjami i parafią w Nowogrodzie Towarzystwo Ochrony Dziedzictwa Kurpiowszczyzny im. A. Chętnika.

 

 

Partnerzy portalu:

Przy urzędzie miasta znaleziono średniowieczną czaszkę

Przy urzędzie miasta znaleziono średniowieczną czaszkę

Jak to w życiu bywa, wiele znalezisk jest dziełem przypadku. Tak też było i tym razem. Jeden z mieszkańców Suraża, w czasie spacerów natrafił na niepokojący widok. Czaszka i kości nie jednego wprawiłyby w osłupienie, jednak mężczyzna zachował zimną głowę i wezwał policję. Co ciekawe szkielet znajdował się jedynie 200 m. od urzędu miejskiego.

Na miejscu pojawił się konserwator zabytków. Stwierdził on, że czaszka leżąca w niewielkim zagłębieniu zachowała się w bardzo dobrym stanie. Badania datują ją na XVI w. Znalezisko nie powinno jednak nikogo dziwić. Od wieków bowiem krążą pogłoski o istnieniu na tamtejszym obszarze kurhanów. W dokumentach można odnaleźć wzmianki, że cmentarzysko należało do Mazowszan.

Suraż to jedno z najstarszych miast na Podlasiu o bogatych dziejach. We wczesnym średniowieczu stanowił istotny ośrodek o charakterze administracyjnym. Świadczył o tym chociażby gród wzniesiony przez księcia Rusi Kijowskiej, Jarosława Wielkiego. Wielkość Suraża skończyła się na jakiś czas za sprawą najazdów krzyżackich, którzy to spalili zamek. Forteca została odbudowana dopiero pod koniec XVI w. dzięki staraniom Królowej Bony.

Miasto już w XIX w. zainteresowało archeologów. Wielkie prace miały miejsce w okresie międzywojnia a nadzorował je dyrektor muzeum w Grodnie. Ziemia kryła i nadal kryje wiele pochówków, lecz upłyną lata zanim wiele z nich zostanie odnaleziona. 

Partnerzy portalu:

Kumpia najlepiej smakuje z chlebem razowym

Kumpia najlepiej smakuje z chlebem razowym

Kumpia wieprzowa jest staropolską potrawą będącą nieodłącznym elementem wielu świątecznych stołów. Nie tylko łączy pokolenia w tradycyjnym przygotowywaniu i spożywaniu, ale także przenosi nas w czasie do korzeni polskiej kultury kulinarnej. Jej historia sięga głęboko zakorzenionych zwyczajów wiejskich. Tam przemyślane wykorzystanie dostępnych surowców i technik konserwacji mięsa było niezbędne dla przetrwania w trudnych warunkach codzienności.

Symbol kunsztu i umiejętności

Sercem kumpii jest łopatka wieprzowa, której zanurzenie w solance, uważanej za kluczowy składnik, nadaje potrawie jej charakterystyczny smak i aromat. Sól, oprócz funkcji konserwującej, nadaje kumpii delikatnie słonawą nutę, która idealnie komponuje się z bogactwem przypraw. Wędzenie, z kolei, to kolejny etap procesu, który nie tylko przedłuża trwałość potrawy, ale również nadaje jej niepowtarzalny smak i zapach. Oczywiście sercem kumpii jest łopatka wieprzowa. Nadaje ona potrawie jej charakterystyczny smak i aromat. Proces wędzenia nadaje jej niepowtarzalny smak i zapach, przenikając każdą jej warstwę.

Kumpia – symbol przetrwania tradycji i budowania więzi

Ale kumpia to nie tylko potrawa – to symbol kunsztu i umiejętności, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie.  To także czas, kiedy wspólnie uczestniczymy w tradycyjnych obrzędach kulinarnych, które budują więzi rodzinne i wzmacniają poczucie tożsamości kulturowej. Oczywiście kumpia to nie tylko potrawa – to symbol kunsztu i umiejętności, przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Żywa historia polskiej kuchni

Nie sposób pominąć znaczenia kumpii jako elementu kulturowego, który odzwierciedla bogactwo i różnorodność polskiej kuchni tradycyjnej. Jej przetrwanie na przestrzeni wieków świadczy o odporności polskich tradycji kulinarnej na upływ czasu i zmieniające się trendy. Nie sposób pominąć znaczenia kumpii jako elementu kulturowego, który odzwierciedla bogactwo i różnorodność polskiej kuchni tradycyjnej, oraz jako symbol odporności tradycji kulinarnej na upływ czasu i zmieniające się trendy. Kumpia, jako symbol polskiej kuchni tradycyjnej, jest nie tylko smakowitą potrawą, lecz również nośnikiem historii, tradycji i lokalnej tożsamości. Jej przetrwanie i popularność przez wieki świadczą o głębokich korzeniach kulinarnych w naszym społeczeństwie oraz o umiejętności adaptacji do zmieniających się warunków i upodobań.

Partnerzy portalu:

5 faktów o Dworku Gubernatora w Białowieży

5 faktów o Dworku Gubernatora w Białowieży

Tzw. Dworek Gubernatora stanowi najstarszy budynek w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Wybudowano go 1 1845 r. Od lat tłumnie odwiedzany jest przez turystów. 

 

1. Obiekt powstał w miejscu dworu króla Augusta III Sasa.  Zatrzymywali się w nim znane postacie polityki, w tym sam car Aleksander II. Pierwszym gościem był  generał-gubernator Fiodor J. Mirkowicz, który przybył do puszczy na polecenie cara w związku z planowanym polowaniem na żubry.

 

2. Aby upamiętnić polowania w budynku powstało muzeum. Albumu dokumentujące łowy czy pamiątkowe puchary zostały wywiezione do Rosji w 1915 r. 

 

3. W okresie I Wojny Światowej Dworek pełnił funkcję szpitala a potem kasyna oficerskiego. Po odzyskaniu wolności stał się gospodą. Przez 5 lat budynek używany był również jako przedszkole. Dziś mieści się tu Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Białowieskiego Parku Narodowego.

 

4. Na początku lat 90. rozpoczęto gruntowny remont, który ujawnił, że Dworek nie posiada fundamentów. Ich rolę pełniły głazy.

 

5. Dworek cieszy się dużą popularnością jako miejsce fotograficznych ślubnych sesji. Jeśli nie macie pomysłu na ciekawe miejsce, warto rozważyć Dworek Gubernatora.

Partnerzy portalu:

6 tysięcy złotych za najładniejszy drewniany dom

6 tysięcy złotych za najładniejszy drewniany dom

W tym roku odbędzie się już XIII edycja konkursu na Najlepiej Zachowany Zabytek Wiejskiego Budownictwa w Podlaskiem. Organizowany jest on przez Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu i Urząd Marszałkowski. Do tej pory napłynęło 30 zgłoszeń. Zdecydowana większość pochodzi ze wschodniej części województwa. Najczęściej są to całe zagrody, domy mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej.

 

Konkurs ma za zadanie ochronę tradycyjnego, wiejskiego budownictwa drewnianego oraz propagowanie wiedzy na temat wartości zabytkowej i piękna dawnej wiejskiej architektury drewnianej. Organizatorzy chcą zachęcić władze gminne i właścicieli obiektów drewnianych budownictwa wiejskiego do dbałości o ich stan. Istotne jest także kształtowanie poczucia tożsamości regionalnej, dumy z dbałości o zachowane obiekty i potrzeby ich konserwacji i utrzymania. Dla zwycięzców przewidziane zostały nagrody pieniężne. Pierwsza nagroda – 6 000 zł., trzy drugie nagrody po 3.000 zł., pięć trzecich nagród po 1.500 zł. oraz dziesięć wyróżnień po 500 zł.

 

W lipcu zakończy się komisyjny objazd zgłoszonych obiektów. Konkurs zostanie tradycyjnie podsumowany na przełomie października i listopada, jednak w 2017 roku organizatorzy chcieliby zdążyć na Europejskie Dni Dziedzictwa we wrześniu.

Partnerzy portalu:

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba, coroczna impreza odbywająca się w malowniczej miejscowości Michałowo niedaleko Białegostoku, stanowi niezaprzeczalnie wyjątkową okazję do eksploracji bogactwa przyrodniczego regionu Podlasia. W Polsce wyróżnia się ponad 12 tysięcy gatunków grzybów. To tutaj, na Podlasiu, w atmosferze otaczającej przyrodę, odbywa się to wielkie święto zbieractwa, kulinarnych eksperymentów i miłych spotkań.

Święto grzyba w Michałowie: kulinarna uczta i festiwal lokalnych smaków

Odważni podróżnicy i lokalni mieszkańcy spotykają się na głównym placu, gdzie rozmieszczone są liczne stoiska prezentujące różnorodne przysmaki grzybowe oraz wytwory lokalnych rzemieślników. Świąteczne stoiska, zdobione naturalnymi elementami, kuszą smakoszy coraz bardziej wyszukanymi kulinarnymi kreacjami, takimi jak grzybowy tort czy wyśmienite risotto z borowikami. To prawdziwy festiwal smaków, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Niezwykłym punktem programu jest wybór najsmaczniejszego dania, do którego zaproszone jest specjalne jury, gotowe na kulinarne wyzwania. Od delikatnych zup po wykwintne dania główne, wszystko jest poddane próbie smaku i kunsztu kulinarnego. Uczestnicy festiwalu mają okazję do degustacji różnych potraw i poznania różnorodności przygotowania grzybów.

Smakowite potrawy, konkursy, i promocja zdrowego stylu życia

Oprócz kulinarnych atrakcji, Michałowskie święto grzyba to również doskonała okazja do uczestnictwa w konkursach i zabawach, które wzbogacają atmosferę imprezy. Oczywiście konkurs na władcę grzyba to wydarzenie szczególnie lubiane przez miłośników przyrody. Wszyscy wyruszają na poszukiwania w pobliskich lasach, próbując zgromadzić jak najwięcej okazów. Święto grzyba przyciąga również wielu turystów, którzy chętnie uczestniczą w lokalnych tradycjach i wydarzeniach kulturalnych. Również promocja imprezy poza regionem sprawia, że Michałowo staje się celem podróży dla wielu pasjonatów zbieractwa grzybów i miłośników kuchni. To okazja do poznania lokalnej kultury i tradycji. Także do skosztowania wyjątkowych potraw przygotowanych z naturalnych składników, które od wieków stanowią nieodłączny element kuchni podlaskiej.  Wspólna zabawa, eksploracja lasów i spotkania w przyrodniczej scenerii sprzyjają integracji społecznej i dbaniu o zdrowie. To także okazja do podzielenia się pasją do zbieractwa, wymiany doświadczeń i wspólnego spędzenia czasu w rodzinnej atmosferze.

Partnerzy portalu:

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Zajączki to mała wieś położona w gminie Juchnowiec Kościelny. Co ją wyróżnia? Otóż na jednym z pól sąsiadujących z miejscowością znajduje się kamień, i to nie byle jaki. Podobno ślad na nim pozostawiła Matka Boska. W obwodzie głaz ma kilkanaście metrów. Jeszcze większa jest tajemnica z nim związana.

Według legendy. Maryja, niosąc Jezusa na rękach widziana była również pod dzisiejszym Bielskiem Podlaskim czy we wsi Białki nieopodal Trześcianki. Co robiła na Podlasiu, tego raczej się nie dowiemy. Wracając jednak do samych Zajączek, tamtejsze ziemie są bardzo grząskie. Wędrówka musiała więc być ciężka. W pewnej chwili wspięła się na kamień by rozejrzeć się po okolicy. Na chropowatej powierzchni pozostał ślad jej stopy, który jednak stopniowo zatarł czas. Teraz by go dostrzec należy uruchomić wyobraźnię.

Na głazie dostrzec można za to bez trudu kilkanaście otworów. Właściciel pola chciał go bowiem pozbyć się ze swej ziemi, wysadzając kamień w powietrze. Eksplozja zakończyła się tragicznie. Głaz został nienaruszony, a mężczyzna stracił wzrok. Okoliczni mieszkańcy uznali to jako karę za pozbycie się świętego miejsca.

Od tego czasu głaz nie był przez nikogo niepokojony. Przez lata stanowił przedmiot kultu, stawiano przy nim świece i modlono się. Radiesteci odkryli skupisko olbrzymiej energii wokół głazu. Z kolei poszukiwacze zjawisk paranormalnych uznają go za jeden z diabelskich kamieni, służące do komunikacji z istotami z innego wymiaru.

Partnerzy portalu:

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino przy ulicy Lipowej istniało od pokoleń. W 1912 r.  uruchomiono obiekt o nazwie ”Modern”. Wytrzymał on niespełna ćwierć wieku. Na jego miejsce powstał ”Pan” , który na czas okupacji zmienił się na ”Capitol”. Po zakończeniu działań wojennych przy planach budowy ul. Lipowej nie mogło zabraknąć obiektu X Muzy. Jego otwarcie miało nastąpić 22 lipca 1952 r. Nazwa kina miała stanowić wezwanie do walki o…pokój.

Pewnie zastanawiacie się, co było na pierwszym seansie. Otóż zgromadzeni najlepsi miejscy robotnicy mieli przyjemność oglądania mieli przyjemność oglądania radzieckiego ”Wielkiego Koncertu”. Lokalne media zachwycały się nad kinem bez końca.

Oprócz seansów, na odwiedzających czekała bogato wyposażona czytelnia. Jej główną dekorację stanowił otoczony kwiatami portret Stalina. Swój żywot zakończyła wraz ze śmiercią towarzysza. Zresztą uginające się półki z radziecką prasą i literaturą i tak Białostoczanom do gustu nie przypadły. Na miejsce czytelni powstało coś na osłodę. Białostockie Zakłady Cukiernicze utworzyli tam filię Podlasianki. W lokalu pierwsi goście zjawili się 1 maja 1955 r. 

Kino było w stanie pomieścić 800 widzów. Zastosowano w nim wiele nowatorskich rozwiązań technicznych poprawiających akustykę i klimatyzację. Wszystko to było zasługą projektanta inż. architekta Zygmunta Rogulskiego. Ze względu na niezwykłe jak na tamte czasy wnętrza, kino zostało zaliczone do polskiej czołówki.

W połowie lat 50. wprowadzono kolejne wynalazki. Pojawił się panoramiczny ekran i stereofoniczny dźwięk. Normalnie Europa! Nie udał się za to pomysł z tzw. ”przechowalnią dla dzieci”. Uznano, że nie można na czas trwania seansu zgromadzić w jednym pomieszczeniu milusińskich ze względu na ryzyko epidemii. 

Partnerzy portalu:

Tatarzy doczekali się Centrum Kultury

Tatarzy doczekali się Centrum Kultury

Tatarzy to niezwykle fascynująca grupa ludów o bogatej historii i kulturze. Wywodzą się z terenów północno-wschodniej Mongolii oraz rejonu Bajkału, skąd rozprzestrzenili się na obszary Europy wschodniej i północnej Azji. Ich historię można śledzić aż do czasów imperium Czyngis-chana, gdy stali się istotną częścią wieloetnicznej armii mongolskiej. Uczestniczyli oni w wyprawach na Europę. Po rozpadzie imperium mongolskiego, Tatarzy uformowali wiele nowych państw. Do tych państw należały między innymi Chanat Kazański i Chanat Krymski, które były ważnymi podmiotami politycznymi na mapie regionu. W XIV wieku przyjęli sunnicką wersję islamu, co wpłynęło na dalszy rozwój ich społeczności i kultury. Zatem, mając na uwadze ich znaczenie historyczne i kulturowe, miejsce, które pozwala na głębsze poznanie historii i dziedzictwa Tatarów, jest niezwykle wartościowe.

Tatarzy mają swoje Centrum Kultury

To jedna z niewielu takich placówek w Polsce. W Suchowoli otwarto Centrum Kultury Islamu. To, że Centrum nie ogranicza się wyłącznie do aspektów religijnych, jest niezwykle istotne. Dzięki różnorodnym działaniom kulturalnym i edukacyjnym, takim jak różne pokazy i wystawy, otwiera ono drzwi do poznania bogactwa tradycji i zwyczajów społeczności tatarskiej. Jest to nie tylko okazja dla mieszkańców regionu, ale również dla turystów, by zanurzyć się w fascynującym świecie tej mniejszości narodowej. Turyści i mieszkańcy regionu będą mieli okazję choćby zwyczaje i kuchnię mniejszości tatarskiej. Władze miasta mają nadzieję na rozwój i promocję kultury tatarskiej. Wzmocni też współpracę między społecznością lokalną a muzułmanami.

Wygląd obiektu

Obiekt podzielono na 3 części, każda z nich informuje o czym innym. Parter stanowi część sakralną. Na pierwszym piętrze mieści się dział kulturalno-wystawowy, zaś na poddaszu część mieszkalna. Wszyscy chętni mogą też skorzystać z biblioteki i czytelni. Budynek został wykupiony w 2001 przez członków gminy muzułmańskiej Bohonikach. Jego przebudowa kosztowała 2 mln zł. Uroczystość otwarcia Centrum Kultury Islamu odbyła się w ramach 620-u lecia osadnictwa Tatarów w Wielkim Księstwie Litewskim. Do Suchowoli Tatarzy przybyli 400 lat później.

Partnerzy portalu:

Legendarny pojazd trafił do Muzeum

Legendarny pojazd trafił do Muzeum

Muzeum Rolnictwa im. Krzysztofa Kluka wzbogaciło się o cenny eksponat. Jest to legendarny ciągnik Rumely Oil Pull, który na linie produkcyjne trafił ponad 100 lat temu w stanie Illinois. Ciągnik dołączył do swoich 43 braci po fachu. 

Takich maszyn nie wyprodukowane za wiele. Szacuje się, że na przełomie lat 20. i 30. wytworzono ich niespełna 2, 4 tys. Losy wiele egzemplarzy są nieznane. Dlatego trzeba jak najbardziej docenić nowy nabytek Muzeum. Co więcej jest on w pełni sprawny, gdyż poprzedni właściciel przeprowadził gruntowny remont.  

Traktor posiada niezwykły napęd. Rozruch jest możliwy dzięki benzynie, a następnie rozgrzany silnik przeskakuje na naftę. Pełną moc maszyna osiąga po zasileniu…wodą. Pojazd na stalowych kołach osiąga prędkość do 5,6 km/h. Wyjątkowy ciągnik będziemy mieli okazję zobaczyć z okazji Nocy Muzeów 20 maja.

Partnerzy portalu:

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Już 19 maja 2017 w Białymstoku odbędzie się Festiwal Piwa. Stanowi to doskonałą okazję na zapoznanie się ze smakami trunków z całego kraju, ale także z Litwy. W ramach imprezy zostanie zorganizowany III Podlaski Konkurs Piw domowych.

 

Fachowcy ocenią je w trzech kategoriach – American IP, piwo szampańskie i monachijskie ciemne. Przewodniczącym Jury będzie główny piwowar w Browarze Stary Rynek – Czesław Dziełak. Sam przyznaje, że warzenie piwa w domowym zaciszu to nie lada sztuka. Stanowi też świetne wprowadzenie do zostania zawodowym piwowarem.

 

Jedną z głównych atrakcji festiwalu będzie kasyno piwne. Przy stole jaki znamy z gry w ruletkę trzeba będzie odgadnąć smak, aromat i styl piwa. Jednym słowem – sama przyjemność. Ośmiu graczy w ciągu godzinnych potyczek zawalczy o nagrodę w postaci…piwa rzecz jasna. Zabawa odbędzie się na Rynku Kościuszki.

Partnerzy portalu:

5 faktów o synagodze w Orli

5 faktów o synagodze w Orli

Synagoga w Orli stanowi najstarszą świątynię takiego typu w powiecie bielskim. Odnajdziemy ją w samym centrum liczącej niespełna tysiąc mieszkańców wsi.

1. O pochodzeniu synagogi nie wiele wiadomo. Jako, że Orla w XVII w. stanowiła ośrodek kalwinizmu, mogła powstać w wyniku przebudowy zboru.

2. Legenda mówi, że żona Radziwiłła za sprzedaż budynku zażądała od gminy żydowskiej 10 tysięcy groszy. Suma miała być wpłacona w ciągu godziny samymi grosikami. Według innej wersji miało to być 2,5 tysiąca groszy dostarczonych w ciągu jednej nocy.

3. Świątynia znajduje się na niższym poziomie niż ulica. Stanowi to odzwierciedlenie słów psalmu: ”Z głębi wołam do Ciebie, Panie”.

4. Na froncie obiektu widniał przed laty napis w języku hebrajskim ”Jakimże lekiem napawa to miejsce”.

5. W czasie II Wojny Światowej synagoga pełniła funkcję szpitala i spichlerza. Magazynowano w niej chociażby zboże. Po zakończeniu działań dawała schronienie…owocom.

Partnerzy portalu:

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

154 lata temu w sercu Puszczy Knyszyńskiej, pod Waliłami, rozegrała się jedna z największych bitew powstania styczniowego. Polskie oddziały nie miały szans z trzykrotnie większymi siłami Rosjan. Kilkudziesięciu pasjonatów historii, z inicjatywy nadleśnictwa Supraśl, ruszyło śladami tamtych wydarzeń, chcąc również odkryć nieznane fakty. W ziemi odnaleziono wiele prywatnych rzeczy – podkówkę od buta, obozowy toporek, metalową zapinkę od paska czy mały medalik. Dowody materialne są niezwykle cenne.

 

Przypuszcza się, że leśna mogiła, która utożsamiana jest z powstańcami tak naprawdę jest miejscem pochówku żołnierzy rosyjskich. Mogiła poległych 32 powstańców nadal nie została odnaleziona. Rozwiązać zagadkę ma pomóc georadar. Jako, że okolica pełna jest anomalii nie jest to takie łatwe zadanie. 

 

Pamięć po wydarzeniach z kwietnia 1863 r. przetrwała. Pielęgnują ją mieszkańcy okolicy i leśnicy.  W 150-tą rocznicę wydarzeń utworzono ścieżkę edukacyjną śladem powstańców.

Partnerzy portalu:

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jeśli zapuściliście się autem w te rejony, radzimy wyłączyć GPS, a uzbroić się w tradycyjne papierowe mapy. W okolicach tzw. Przesmyku Suwalskiego elektronika płata bowiem figla i staje się zupełnie bezużyteczna. Wszystko przez systemy NATO w tym radar wczesnego wykrywania, który znajduje się w miejscowości Szypliszki. Oddziaływania wojskowych technologii jest tak duże, że przestają działać nawet telefony komórkowe. Jak żyć?

 

Przesmyk Suwalski to licząca 104 km granica polsko-litewska. Ma on znaczenie strategiczne. Jeśli doszłoby do ataku wojsk rosyjskich na kraje nadbałtyckie, zajęcie przesmyku przez siły wroga, uniemożliwiłoby przerzucenie sił NATO. Jedna trasa kolejowa i droga A5 / E67 to jedyna szansa dotarcia lądem do Bałtów. Pakt tak bardzo dba o bezpieczeństwo, że zabiera przejeżdżającym trasą dostęp do zdobyczy techniki.

Partnerzy portalu:

Aplikacja zarejestruje nasze eskapady po Parku Narodowym

Aplikacja zarejestruje nasze eskapady po Parku Narodowym

Wigierski Park Narodowy powstały w 1989 r.  jest jednym z największych w Polsce. Ponad 60% jego powierzchni stanowią lasy, więc czystego powietrza nie brakuje. Każdego roku władze Parku robią wszystko, co w ich mocy, aby jeszcze bardziej zachęcić turystów do odwiedzin. Na ten sezon przygotowano nowe liczne platformy widokowe czy kładki.

 

Goście coraz rzadziej korzystają z usług przewodnika, więc z myślą o samotnych wędrowcach stworzono aplikację na smartfona. Rejestruje ona ścieżki przemierzane przez turystów, które mogą być potem propozycją trasy dla innych. Oczywiście taka trasa zostaje zweryfikowana przez pracowników obsługujących serwis. Ścieżki różnią się długością czy stopniem trudności. Poruszać można się po nich zarówno pieszo, jak i rowerem. 

 

Wigierski Park Narodowy przygotowuje mnóstwo atrakcji na wakacje. W ramach Letniej Akademii Przygody odbędą się przykładowo zawody wędkarstwa ekologicznego. W ubiegłym roku park odwiedziło ponad sto dwadzieścia tysięcy turystów. W tych roku władze liczą na jeszcze więcej. 

Partnerzy portalu:

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Muzeum Wigier mieszczące się w podsuwalskim Starym Folwarku posiada wiele ciekawych eksponatów. Jednym z nich jest bez wątpienia fragment ciosu mamuta. Znaleziony on został w okolicy Filipowa a do muzeum trafił jako prezent od jednego z mieszkańców Wigierskiego Parku Narodowego.

Po dokładnych badaniach laboratoryjnych umieszczono go w dziale prezentującym działania lodowca. W obiekcie odnajdziemy również kości krokodyla sprzed kilku milionów lat oraz fragmenty rafy koralowej.

Cios mamuta, ma już od jakiegoś czasu również Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Znaleziono je w latach 80-tych podczas prac ziemnych w Przerośli. Najwięcej ciosów mamuta odnajduje się w Rosji. Skamieliny transportowano drogą kolejową do chińskich zakładów rzemieślniczych. Mamuty wymarły ok. 13 tys. lat temu. Ich ciosy osiągały do 5 metrów długości i służyły do odkopywania roślin spod śniegu podczas zimy.

Partnerzy portalu: