Featured Video Play Icon

Przedwojenne Suwałki. Zaczynali od dwóch domów.

Suwałki zostały założone w 1690 roku przez kamedułów wigierskich i składały się wtedy z zaledwie dwóch domów! Korzystne położenie przyszłego miasta sprawiło, że zaczęło się ono błyskawicznie rozwijać. Ów położenie to skrzyżowanie szlaków handlowych. Po 10 latach osada była tak rozbudowana, że utworzony został podział na Suwałki Małe i Suwałki Wielkie. Prawa miejskie Król August II Mocny nadał im w 1720 roku. Jest to najmłodsze miasto z całej, obecnej Suwalszczyzny czyli Sejn, Lipska i Augustowa.

Dalszą historię miasta determinują zabory. Białystok był pod zaborem rosyjskim, zaś Suwałki leżały w Kongresowym Królestwie Polski. Dzisiejsza stolica województwa podlaskiego mogła się intensywnie rozwijać z dwóch powodów. Przez miasto przebiegała Warszawsko-Petersburska kolej żelazna. Ponadto Kongresowe Królestwo Polski było politycznie zależne od Imperium Rosyjskiego, co miało wpływ na handel po obu stronach granicy położonej tuż za Białymstokiem. Tymczasem Suwałki oddalone było znacznie od granicy Imperium Rosyjskiego, zaś leżące blisko Prus. To powodowało, że były miastem garnizonowym. Do dziś zwiedzając miasto można podziwiać dawne koszary, w których w momencie powstania funkcjonowały wojska rosyjskie.

Podczas I wojny światowej do miasta wkroczyli Niemcy. Okupowali miasto przez cały jej okres. W 1918 roku, gdy Polska odzyskała niepodległość, to granice naszego kraju były jeszcze płynne. Niemcom zależało, by Suwałki były litewskie. W sierpniu 1919 roku wybuchło powstanie sejneńskie, które dotarło także i do Suwałk. Po 5 dniach Litwini opuścili miasto. Próbowano je jeszcze odebrać w 1920 roku, ale ostatecznie nie udało im się to. Dalszy okres międzywojnia również łaskawy nie był. Miasto bowiem pozostawało poza głównym szlakiem handlowym.

Podczas II wojny światowej okupant niemiecki przyłączył miasto do siebie. Zaczęła się eksterminacja Żydów oraz polskiej inteligencji. Tylko w samych Suwałkach założono dwa obozy pracy. 23 października 1944 roku do miasta wkroczyła Armia Czerwona. Po wojnie większość budynków jednak przetrwała w stanie nienaruszonym.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pstrokate obiekty w Białymstoku. Wiele już zniknęło, ale sporo pozostało.

Całe otoczenie białostockiej stacji kolejowej przechodzi metamorfozę. Na samym dworcu brak jest pierwszych dwóch peronów, a w ich miejscu kopany jest właśnie tunel, dzięki któremu nie będą potrzebne „kładki grozy” w przyszłości. Jeżeli ktoś się zastanawia skąd taka nazwa, to wystarczy zapytać losowego białostoczanina, czy nigdy nie bał się że wpadnie w otwór pomiędzy stopniami schodów.

To wszystko jednak przechodzi do historii, podobnie jak przeszło Centrum Handlowe Park, po którym niewiele już pozostało. Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że to było jedno z ostatnich takich miejsc w Białystoku, które przypomina białostoczanom o transformacji ustrojowej. Chodzi o charakterystyczne budynki trwające jeszcze od czasów PRL-u lub lat 90. Przypomnijmy, że ostatnie dwie dekady temu takich miejsc było dużo więcej. Zaznaczmy, że nie chodzi nam o wyjątkowe modernistyczne budynki (Central, Spodki, Uniwersytet w Białymstoku) ani o budynki stworzone po II wojnie światowej przez architekta Bukowskiego. Mamy tu na myśli te miejsca, które wyglądały jakby były tymczasowe, ale o nich zapomniano. Takie wyjątkowo pstrokate, wyraźnie wyróżniające się od reszty otoczenia.

 

Najbardziej charakterystycznym był wielki, obskurny bazar przy ul. Jurowieckiej ciągnący się od stadionu Jagiellonii do skrzyżowania z ul. Sienkiewicza. Najpierw zapadła decyzja, by bazar zlikwidować. Był rok 2008. Przypomnijmy, że od 9 lat leżała na stole propozycja samych kupców, by bazar zmienić w nowoczesną galerię handlową, w której dalej mieliby swoje miejsca pracy. Ostatecznie lokalsi musieli przenieść się na ul. Andersa, a teren został zagospodarowany przez biznesmena z Siedlec, który wybudował tam Galerię Jurowiecką. Gdy handel pozostał na stadionie obok, to władze Jagiellonii planowały właśnie budowę galerii handlowej. Trwało to tak długo, że gdy biznesmenów wyprzedził z galerią sąsiad z działki obok, to planowana „Galeria Jagiellońska” nie powstała, zamiast niej mamy wielkie blokowisko.

Kolejną inwestycją była całkowita przebudowa Rynku Kościuszki. Mini-park przy ratuszu zniknął, wycięto też sporo drzew, a całość całkowicie zabetonowano. O ile na początku budziło to duże niezadowolenie mieszkańców, to kilka pierwszych lat z ogródkami piwnymi pokazały, że miejsce jest coraz modniejsze i tętni życiem dzień i noc. Z biegiem lat przybyło tam i w całej okolicy również lokali gastronomicznych. Wiele jednak się zmieniło od czasów, gdy zmiany klimatu dają o sobie znać. Letnie upały potrafią betonowy rynek podgrzać do czerwoności.

Rok 2012 to czas, gdy oddano do użytku Operę i Filharmonię Podlaską. Zastąpiła ona amfiteatr. Dawniej odbywały się tam niemalże wszystkie koncerty. Najbardziej rekordowy jaki pamiętamy odbył się, gdy ś.p. Andrzej Lepper podczas kampanii wyborczej Samoobrony zafundował mieszkańcom darmowy koncert zespołu Ich Troje. Widowisko oglądało wówczas 10 tys. ludzi, zaś obiekt pękał w szwach.

W 2014 roku wybudowano przejście podziemne na skrzyżowaniu Jurowieckiej, Al. Piłsudskiego i Sienkiewicza. Wcześniej w tym miejscu mieliśmy po prostu zwykłe pasy. Trudno powiedzieć po co te przejście skoro dalej samochody stoją na światłach tak jak stały. Gdyby chociaż tam było skrzyżowanie bezkolizyjne. Nie ma jednak wątpliwości, że poza samą bezużytecznością tego miejsca – jest ładniej. Rok 2014 to także czas, gdy do użytku oddano całkowicie nowoczesny Stadion Miejski w Białymstoku. Zastąpił on oddany na dożynki wojewódzkie PRL-owski obiekt.

Rok 2017 to otwarcie nowego dworca PKS w Białymstoku. PRL-owski budynek zastąpiono nowoczesnym obiektem. Przeniesiono także perony w nowe miejsce. Było to bardzo rozległe miejsce, gdzie od kilku dekad grała ta sama muzyka. Najbardziej charakterystyczne było Numero Uno ze swoich przebojem – Tora Tora Tora. Teraz jest kompaktowo. Zwolnione miejsce zajęła galeria handlowa.

W roku 2020 wyremontowano natomiast po raz kolejny wnętrze zabytkowego dworca PKP. Poprzednie również było kompromisowym miksem PRL-u i lat 90. W tym przypadku zrobiono cokolwiek, by zakończyć ciągnący się latami remont. W ostatniej modernizacji natomiast obiektowi przywrócono XIX-wieczny blask.

Kiedy tak spojrzymy na centrum Białegostoku, to można jeszcze napotkać kilka budynków, które pamiętają transformację. Pierwszy jaki przychodzi na myśl, to budynek handlowy przy ul. Legionowej. Charakterystycznie pstrokaty. Dokładnie tak jak się budowało w latach 90. Kolejny taki budynek to „Zielona Kamienica” przy ul. Rocha. Nie można zapominać także o Opałku czy „Błękitnym wieżowcu” przy Centralu. Ostatnim takim pstrokatym budynkiem jest białostocki ZUS, na którym kiedyś dla żartu próbowano zorganizować skoki narciarskie.

Warto dodać, że to nie są budynki stare i będą jeszcze służyć przez lata. Warto jednak, by ich elewacje dostosować do dzisiejszych czasów. Na pewno byłoby schludniej, chociaż jak się popatrzy na taką Warszawę, to naprawdę jest u nas przepięknie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Puszcza Knyszyńska zimą wygląda przepięknie! Tu można wybrać się na spacer.

Podsokołda to wieś niedaleko Supraśla, która dawniej była miejscem ważnych wydarzeń historycznych. Ludziom, którzy na co dzień nie interesują się zbyt mocno historią mogło się przewinąć gdzieś, że było tam powstanie. Tylko które? Styczniowe czy listopadowe? Okolicznym mieszkańcom zlały się dwa wydarzenia w jedno. Trzeba było wielu lat i uporu żeby wszystko „odkręcić”

Od razu wyjaśniamy – pomiędzy dwoma wydarzeniami było 30 lat różnicy, toteż z dzisiejszej perspektywy wielu osobom mogło się pomylić. Swego czasu Supraśl również miał problem z pamięcią, honorując powstańców styczniowych zasługami listopadowych – dedykując pomnik przy Arboretum w Kopnej Górze „Powstańcom 1863”. Jedyna bitwa jaka tam się odbywała miała miejsce podczas Powstania Listopadowego w 1831 roku. Dodajmy, że było to potężne powstanie, które zaczęło się – w listopadzie i trwało do października następnego roku. Sama bitwa w okolicach rzeki Sokołdy miała miejsce w czerwcu (niektóre archiwa podają lipiec – bo pod zaborem rosyjskim obowiązywał kalendarz juliański).

Oto zapiski proboszcza parafii w Szudziałowie:

Na dniu dzisiejszym w czasie Uroczystości obchodzącey się rocznie w Szudziałowskim Kościele, gdy lud zebrał się z różnych stron, trafił się wypadek niepraktykowany; przy zaczynaniu się processyi z Najśw . Sakramentem otoczony zostałem woiennemi ludźmi uzbroionemi . Przestrach i zdziwienie moie ukończyły się, iż słysząc komenderówkę w tym samym ięzyku, w jakim to piszę, domyślać się wypadało, iż chcą assystować Wszechmocnemu w Sakramencie ukrytemu . Po skończoney processyi i odeyściu moim z Ołtarza do Zakrystyi, powitali mię Katolickim sposobem, a razem oświadczyli, iż nie w innem zamiarze przybyli: nayprzód, aby dopełnili cześć należną Bogu, po wtóre Naczelnik tych żołnierzy oświadczył, iż przybył z Warszawy walczyć za Wiarę, Oyczyznę y wolność, abym im broń, którą przy sobie mieli obrzędem swoim pobłogosławił (…)

(…) Po tym obrzędzie wszyscy ci padli krzyżem na ziemię z orężem w ręku i mnie toż samo kazali dopełnić; późniey wstawszy, którego nazywano Kapitanem zalecił sam w głos do ludu, aby ten modlił się za dusze poległych Polaków; po skończonych trzech Zdrowaś Marya!, nie więcey, i tyleż „wieczne odpocznienie”, którego lud, lękając się zapewne morderstwa iakiego, przestraszony pomagał, pospieszyłem do Zakrystyi, taż eskorta prowadziła mnie do Plebanyi, która otoczywszy Plebanią, ieden ten Kapitan wszedł do Plebanyi rozkazał dać Kałamarza, pióra i Papieru, z resztą usiłowałem uwolnić się od tey daniny, lecz pióra i papier na stole moim sam znalazł i wziął, a po Kałamarz posłał i przyniesiono . Na dziedzińcu więc Plebańskim zapisywał imiona i nazwiska ochotników lecz że się nie znaydywałem tam przy nich, niewiem kto się zapisywał lub poszedł . Z resztą, nic nie rabowali, ani krzywdy inney dopełnili, tylko kazali dać nie wielką ilość wódki, kilka flaszek, dwa paczki tytuniu do palenia, funt lub więcey tabaki do zażywania, chustkę do nosa i librę papieru . Od udzielenia obiadu wymówiłem się, iako na moią iedną osobę goto-
wanego, a to aby ich głodem przymorzyć, za co z pogróżkami, konno i piechotą w niemałey liczbie wyruszyli w dalszą drogę przez wieś Szudziałowo .

Dan w Szudziałowie Roku 1831 d . 21 Junij . X . Andruszkiewicz

Podczas powstania listopadowego, w Puszczy Knyszyńskiej funkcjonowały dwa polskie oddziały.

Dlaczego więc funkcjonuje w pamięci również Powstanie styczniowe? Najprawdopodobniej dlatego, że było ono bardzo krwawe i traumatyczne. 22 stycznia 1863 r.,, gdy wybuchło, miało ono partyzancki charakter walki, objęło swym zasięgiem Królestwo Polskie i część wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. W trakcie powstania nie było wielkich bitew. Powstańcy nie opanowali w zasadzie większego miasta, działali przeważnie w lasach i na wsi. Wobec miażdżącej przewagi armii rosyjskiej oddziały powstańcze musiały być w ciągłym ruchu. Walki partyzanckie trwały ponad 15 miesięcy (tylko w zaborze rosyjskim), a więc znacznie dłużej niż np. w czasie powstania listopadowego w 1831 r. Przez cały okres powstania przez oddziały powstańcze przewinęło się około 200 tysięcy ludzi, a jeszcze więcej wspomagało powstańców. Bilans powstania był tragiczny. W trakcie powstania było dziesiątki tysięcy poległych i pomordowanych, wtrąconych do więzień i zesłanych w głąb Rosji. Skonfiskowano też wiele majątków. Ostre represje dotknęły również Kościół Rzymskokatolicki.

Oto fragment historii dotyczący wydarzeń powstania styczniowego z Podsokołdy:

[Powstańcy] doszli do wsi Sokołdy, tu chcieli odpocząć . Byli pokrwawieni, byli oblepieni błotem, szlamem, nic nie mieli ze sobą tylko jedną broń, nic kompletnie! Tak opowiadała babcia Łazewska. Powstańcy mieli świeże rany, ociekali krwią, byli bardzo zmęczeni. Byli znużeni do tego stopnia, że po prostu upadali ze zmęczenia, nie mogli ustać na nogach . Chcieli odpocząć i tu, w Sokołdzie się zatrzymali . Już dalej iść nie mogli, byli u granic wytrzymałości: przemęczeni, głodni . Kiedy tu przyszli pod wieczór, to tych najbardziej poranionych umieścili w domach w Sokołdzie i prosili o opiekę, natomiast reszta rozlokowała się na łące między wsią Sokołda a rzeką . Palili ogniska – trzy albo cztery – bo dni wtedy były już gorące, ale noce jeszcze zimne, gotowali sobie do zjedzenia to co od ludzi dostali, przynajmniej wodę gorącą . Chcieli tu odpocząć, przynajmniej z grubsza, opatrzeć rany . No i chodzili po wsi i prosili u kobiet o prześcieradła, o tzw . płachty . Te płachty były lniane . Potrzebowali ich na opatrunki a oprócz tego zmywali z siebie błoto, brud, więc musieli się czymś wytrzeć, okryć, bo nie mieli nic z sobą tylko broń i to prawdopodobnie nie każdy tę broń miał.

Co się wydarzyło, kiedy ten oddział stacjonował w Sokołdzie? Przyszli prawdopodobnie wieczorem, w przeddzień tego pogromu późniejszego, albo w nocy . W Podsokołdzie był Żyd, nazywał się Jankiel, on miał sklep; ten dom stoi do dzisiaj, w tym sklepie można było wszystko kupić, „mydło, szydło i powidło”; ten Żyd jechał z rana do Szudziałowa, gdzie zaopatrywał się w towary . Przejeżdżał przez Sokołdę i widział, że tam się paliły jeszcze ogniska, widział powstańców, którzy byli tam przy ogniskach nad rzeką. Przyjechał do Klina. W Klinie zatrzymał go oddział Kozaków, którzy go zaczęli wypytywać czy nie widział powstańców, ponieważ tu gdzieś powstańcy muszą być. Zaczęli wypytywać Żyda czy on nie widział powstańców . On widział, ale początkowo wystraszył się i nic nie mówił. Kozacy zaczęli go tarmosić i zagrozili, że pojadą do Sokołdy i jeśli stwierdzą, że skłamał, to jego rozstrzelają, a rodzinę wyślą na Sybir. Żyd zląkł się i powiedział, że w Sokołdzie widział właśnie tych powstańców. No i wtedy kozacy (nie wiem co tam z nim zrobili) ale pojechali do Sokołdy. Do samej wsi nie dojechali: zatrzymali się w lesie, i doczekali do nocy. W nocy rozdzielili się na połowę. Część poszła przez Łaźnie prawdopodobnie, w stronę Supraśla, część została w lesie od Kopnej Góry. I na ranku zaatakowali tych powstańców, którzy się tego nie spodziewali.

Najpierw zaczęli strzelać kozacy od strony Supraśla, więc powstańcy myśleli, że to od Białegostoku przyszedł atak więc zaczęli uciekać w stronę Kopnej Góry . No i ponieważ tu było to przejście, więc się na nim skupili . A wtedy od strony Kopnej Góry zaatakowała druga część kozaków, wzięli ich w dwa ognie. Nabili bardzo dużo, tak mój tatuś opowiadał, a jemu dziadek opowiadał, że można było przejść suchą nogą po ciałach tych zabitych powstańców. Bo oni skupieni byli przeważnie przy tym przejściu.

Niektórym z powstańców udało się, mimo tego nasilonego ognia, uciec w stronę Woronicza . Uciekali po górze – jadąc do Woronicza po lewej stronie. Za nimi pojechali Kozacy . Dopędzili ich na górze w Woroniczu. Tak jak Tatuś mi mówił, jechali za nimi Kozacy i strzelali do nich w plecy tak jak do kaczek, jak do dzikiego zwierza . Wszystkich, którzy zostali zastrzeleni, nie pozwalali pochować . I dopiero pod osłoną nocy ludzie z Woronicza i Międzyrzecza zbierali tych zastrzelonych i chowali po prawej stronie góry woronickiej, tam gdzie stoi krzyż .

Natomiast ci, którzy zginęli w Sokołdzie podczas przeprawy, byli grzebani w nocy . Wywożono ich z Sokołdy do lasów i w lesie byli chowani . Nic o miejscu pochówku ani mój tata, ani babcia Łazewska nie mówili . Ale chowani byli nie zaraz, ale po trzech albo czterech dniach, kiedy kozacy odeszli . Bo część z nich pojechała jako eskorta dla odwożonych schwytanych, a część została, żeby zobaczyć, kto będzie tych zabitych, powieszonych zabierał, żeby wyciągnąć konsekwencje wobec rodziny. Dopiero gdy kozacy odjechali, ludzie zaczęli wyciągać tych pobitych z rzeki . Tatuś mi opowiadał, że przez te trzy dni woda w rzece była czerwona od krwi.

Dziś Podsokołda to spokojne miejsce w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie można długimi godzinami spacerować i rozmyślać nad wydarzeniami z przeszłości. Szczególnie zimą, gdy spadnie śnieg jest tam bardzo pięknie. Byleby był śnieg.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Do postu jeszcze daleko. Zobacz jak powstają słynne michałowskie bułeczki!

Nina Gorbacz z Michałowa ujawniła jeden z sekretów miasta, a mianowicie – przepis na ichniejsze bułeczki. Jako, że do postu jeszcze daleko, to warto pokusić się o wykorzystanie tych informacji do wyrobienia własnych przysmaków. Nie będzie to szczególnie trudne. Dodajmy tylko, że przepis ten Pani Nina poznała od mamy, a ta od swojej mamy. Dlatego jedząc bułeczki, z pewnością poczujemy się jak dawniej.

Na kilogram mąki potrzebować będziemy: szklankę cukru, szczyptę soli, 6 jaj, opakowanie (10dag) drożdży. Do tego warto dodać cytrynowy aromat. Na później zostawcie też masło i jedno jajko.

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku i dodajemy cukier. Po utworzeniu się skorupki dodajemy pozostałe składniki (oprócz masła). Odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Następnie rolujemy wszystko w kształt „bagietki” czy też „węża”. Im będzie grubszy wałek, tym większe bułeczki. Dlatego najlepiej robić je średniej wielkości. Następnie kroimy wałek odcinając kulki o wybranej wielkości. W kolejnym kroku rozpłaszczamy je w placek i smarujemy rozpuszczonym masłem. Jeżeli chcemy, to opcjonalnie możemy je posypać na przykład cynamonem lub dodać białego sera.

W kolejnym roku zwijamy ciasto w rulonik i zginamy na połowę. Następnie nożem przecinamy je (ale nie w całości, tylko do połowy). Wtedy wyjdzie nam piękne serce, które będzie prawie gotowe do pieczenia. Został nam ostatni krok – wysmarowanie żółtkiem jajka bułeczek od góry, by po upieczeniu wyglądały olśniewająco! Pieczemy w 180 stopniach aż do zarumienienia się góry.

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

Tykocin jak Kazimierz Dolny? Można zauważyć bardzo wiele podobieństw!
fot. UM Tykocin

Tykocin jak Kazimierz Dolny? Można zauważyć bardzo wiele podobieństw!

Ścieżka edukacyjna wzdłuż rzeki Narew w Tykocinie jest już ukończona i w pełni gotowa na przyjmowanie turystów. Przypomnijmy, że od lat były tam zarośla, zaś rzekę można było podziwiać głównie z mostu. Teraz można się przespacerować nowymi bulwarami.

Budowa ścieżki wzbudziła kontrowersje. Tykocin to zabytkowe miasto. Jakiekolwiek przebudowy w okolicy centrum wpływają na odbiór całości. Długa, wybrukowana ścieżka jest zupełnie nowym elementem, zmieniającym krajobraz. Ponadto wielu osobom nie podoba się sam fakt, że zastosowano betonową kostkę, od której w czasach zmian klimatycznych powinno się odchodzić – szczególnie przy rzece. Potężna ulewa (jakich jest coraz więcej) może spowodować podtopienia, bo deszczówka, przez bruk nie będzie miała jak spływać. Są jednak także plusy tego rozwiązania. Po ścieżce edukacyjnej będą mogły poruszać się nie tylko nogi, ale też koła wózków i rowerów. Na utwardzonej powierzchni bez kostki nie byłby to najlepszy pomysł – szczególnie po deszczu.

Najważniejsze, że cały brzeg Narwi może teraz służyć mieszkańcom. Wcześniejsze zarośla – mimo, że zupełnie naturalne nikogo nie przyciągały. A tak Tykocin może porównać się do Kazimierza Dolnego, gdzie również są bulwary nad rzeką, mała starówka, zamek, synagoga czy stare domy. W jednym i drugim mieście nie brakuje także turystów. Jedyne, czego brakuje w Tykocinie to ogródki na Rynku latem. Gastronomia jest tu rozproszona.

Miejmy nadzieję, że pod tym i innymi względami Tykocin się jeszcze rozwinie. Gdyby nie wydarzenia historyczne, to dziś Białystok prawdopodobnie byłby wsią, a stolicą województwa na przykład Tykocin.

Partnerzy portalu:

Czy Białystok ze swoim lotniskiem przebije Radom? Będzie rozbudowa Krywlan!

Czy Białystok ze swoim lotniskiem przebije Radom? Będzie rozbudowa Krywlan!

Było to już wiadomo od dawna, ale warto przypomnieć w kontekście tego co wydarzyło się w 2021 roku. Miasto Białystok planuje budowę terminala i hangaru na lotnisku Krywlany. Tak tym samym lotnisku, które nie może działać bo do tej pory, od kilku lat nie można wyciąć drzew, by umożliwić lądowanie samolotom pasażerskim. Tak się czasem zastanawiamy co jest śmieszniejsze – budowa lotniska w Radomiu jako kaprys zakompleksionych na punkcie Warszawy polityków, które stało bezużyteczne aż je zamknięto na czas rozbudowy na jeszcze większe. Czy może śmieszniejsza jest budowa lotniska Krywlany i rozbudowa bez załatwienia najważniejszej rzeczy – usunięcia przeszkód lotniczych. Trochę to przypomina pewnego dewelopera, który buduje bez pozwolenia, a potem liczy że jakoś to będzie.

Najnowsza historia z Krywlanami trwa już ładnych parę lat. Mimo sprzeciwu polityków, którzy głosowali za, mimo sprzeciwu mieszkańców Dojlid i Olmont, wybudowano pas startowy. Zanim wybuchło w 2020 wiadomo co, to podobno nawet LOT miał chrapkę na lądowania i starty z Białegostoku. Tylko trzeba było rozwiązać maleńki problemik. Wyciąć las. Problemik stał się problemem. Co bystrzejszy zauważył, że niekiedy jest potężna kłótnia o kilka drzew. Co jeśli ktoś chciałby wycinać cały las? Oliwy do ognia dolał od siebie jeszcze kościół, który ujawnił plany wycinki innego lasu. Rozwścieczeni mieszkańcy mieli zostać pozbawieni dwóch kompleksów! Tego było już za wiele. Może trzeba było więc zacząć od załatwienia sprawy tego lasu?

Ostatecznie żadne lasy nie zostały (jeszcze wycięte) zaś Tadeusz Truskolaski zgodnie z wyrokiem sądu, na spokojnie musi od nowa przygotować decyzję o wycince lasu pod lotnisko. Tymczasem ogłoszone zostało to, co dawniej wpisano do budżetu: Nowa inwestycja na Krywlanach za prawie 16 milionów złotych. Miasto chce budować terminal do odpraw pasażerów i hangar na samoloty. Ponadto okazało się, że… płyta lotniska nie jest dostosowana do wymagań Urzędu Lotnictwa Cywilnego i dopiero teraz trzeba będzie się za to zabrać!

Miejmy tylko nadzieję, że nie przebijemy Radomia. Tam jest lotnisko, z którego nikt nie chciał latać. My możemy mieć lotnisko, z którego nikt nie będzie mógł latać. Bo czytamy o kolejnych inwestycjach, zaś o tym co najważniejsze – cisza.

Partnerzy portalu:

Takiego miejsca jak to, nie ma na żadnej mapie

Takiego miejsca jak to, nie ma na żadnej mapie

Takie hasło napisane na ścianie opuszczonego wagonu niedaleko stacji w Zubkach Białostockich doskonale oddaje klimat tego miejsca. Zostało ono zapomniane wiele lat temu. Czynna stacja kolejowa mieściła się na legendarnym szlaku Białystok – Wołkowysk – Baranowicze, otwartym w 1886 roku. Po II wojnie światowej stacja Zubki Białostockie dalej istniała. Niestety przemiany ustrojowe w Polsce zrujnowały linię. W latach 90. likwidowano kolejne połączenia, a ostatni pociąg, który zatrzymał się także w Zubkach Białostockich ruszył 2 kwietnia 2000 roku.

Po 22 latach od tamtego kursu, na YouTube można obejrzeć 3 krótkie filmiki pokazujące obecny stan rzeczy. Jest gorzej niż źle. Osobiście na stacji w Zubkach Białostockich byliśmy w 2005 roku czyli zaledwie 5 lat po ostatnim kursie. Wyglądało to wtedy tak:

Minęło 17 lat od naszej wizyty i możemy to samo miejsce obejrzeć ponownie. Niewiele tam się zmieniło.

Warto jednak sobie zadać pytanie czy tak musi być. Przypomnijmy, że w 2016 roku na tej trasie wróciły pociągi. Na początku tylko w weekendy, a ostatnio codziennie. Do końca września 2021 szynobus dojeżdżał do pobliskich Walił (Zubki są jedną stacje – Straszewo – dalej). W tym roku prawdopodobnie połączenie znów będzie funkcjonować, bo jest zainteresowanie turystyczne. Już jakiś czas temu pisaliśmy, że szynobus nie musi zatrzymywać się w Waliłach tylko mógłby dojeżdżać do samej granicy, po drodze zahaczając o wspomniane Straszewo, Zubki Białostockie i Gobiaty.

Problem w tym, że obecnie nie ma czego pokazywać turystom. Jak wyglądają Zubki już wiecie. Tak natomiast prezentuje się Straszewo.

Takiego miejsca jak to, nie ma na żadnej mapie
Stacja Straszewo, fot. K. Kundzicz / Wikipedia

W Gobiatach natomiast stacji nie ma, ale jest bardzo wymowna brama z napisem po rosyjsku. „MIR” oznacza „Pokój”.

Nieczynne kolejowe przejście graniczne – Gobiaty

Tylko czy tak musi być? Czy nie można odrobinę zainwestować w te miejsca? Nie chodzi nam o nic wielkiego. Wystarczy, by w Straszewie był kawałek twardego podłoża. W Zubkach trzeba b było po prostu posprzątać, odmalować i wstawić okna. Miejsce mogłoby na co dzień być wiejską świetlicą albo po prostu służyć w sezonie turystom jako klimatyczna poczekalnia. W Gobiatach także wystarczy kawałek twardego podłoża do wysiadania.

Jeżeli wpiszemy w Google lub inne mapy „Zubki białostockie” to oczywiście zobaczymy to miejsce, tak samo jak Straszewo czy Gobiaty. Jednak w świadomości społeczeństwa tych miejsc nie ma. Są opuszczone i zapomniane. Czy takie mają pozostać? Nie trzeba zbyt wielu pieniędzy by przywrócić je do życia i zwrócić mieszkańcom w postaci użytecznych lokalizacji. Nie chodzi tylko o dojazd do Białegostoku dla garstki mieszkańców. Chodzi o to, by Białystok i Polska mogła tam przyjechać.

Straszewo to niezwykle dzikie i fantastyczne miejsce. Można tam zbierać tony grzybów, obserwować dzikie ptaki (w tym duże drapieżniki) i dzikie zwierzęta (łącznie z wilkami). Same Zubki to małą wioseczka ze wspomnianą stacją kolejową. Idealne miejsce do spacerów o każdej porze roku. Gobiaty to nie tylko interesujący punkt graniczny z bramą, ale także dobre miejsce do dalszych wycieczek. Do Kruszynian jest 10 km. Do Jałówki (gdzie są ruiny kościoła 12 km).

Ruiny kościoła w Jałówce, fot. P. Jakubczyk
Meczet w Kruszynianach

Warto wspomnieć też o rowerzystach, którzy zyskaliby dostęp do kolejnych tras, do których normalnie jest za daleko (by móc potem wrócić). Mogliby na przykład przyjechać do Zubek pociągiem, a dalej niezwykle malowniczą trasą rowerem do Siemianówki, do której też wróciły pociągi. To wszystko są realne pomysły, które można zrealizować niskim kosztem. Tylko potrzebna jest chęć. U nas niestety na tereny przygraniczne patrzy się dosyć specyficznie.

Na Dolnym Śląsku jest takie miasto nieopodal Wrocławia – Wałbrzych. Strasznie zaniedbane, zapuszczone i przygnębiające. Dawniej leżało na terenie Niemiec, ale po drugiej wojnie światowej dostała je Polska „na otarcie łez” za utratę kresów. Wówczas mieszkańcy nie byli przekonani o tym, że miasto trafiło do Polski na zawsze, więc nie bardzo chcieli w nie inwestować. Lata mijały, Wałbrzych coraz bardziej zapuszczony należał do Polski. I teraz ciężko jest nadgonić ten czas. Na Podlasiu podobnie jest z terenami przygranicznymi. Traktuje się tak, jakby ktoś miał tu wkroczyć i je nam zabrać. Lata mijają, a takich miejsc jak Zubki przybywa. Ostatni mieszkańcy po prostu z nich uciekają, bo nie ma po co tam siedzieć.

Od takich wiosek się zaczęło, potem taki sam los zaczął spotykać tak zwaną „Polskę powiatową” czyli małe miasteczka i te, które dawniej były stolicami województw (przy podziale na 49 regionów). Znikać zaczęły połączenia kolejowe, autobusowe, przestano dbać o budynki i infrastrukturę. Zaczynało brakować pracy i ludzi. Czy naprawdę kiedyś chcemy się obudzić w Podlaskiem, gdzie ludzie mieszkają tylko w Białymstoku, Łomży i Suwałkach? A do tego to wszystko zmierza, bo pozwalamy rządzącym, by w naszym imieniu nie dbali o małe miasta powiatowe i wioseczki. Nabrali dofinansowania z Unii Europejskiej i myślą że to na co pozwolili im wydać te pieniądze wystarczy. Otóż nie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jest szansa na nowoczesną trasę Białystok – Augustów! Sporo się dzieje na podlaskich drogach.

Mimo, że mamy zimę, to wiele się dzieje na podlaskich drogach. Dla porządku przypomnijmy, że przez nasz region ma przebiegać Via Baltica (ekspresówka z Warszawy do Tallina w Estonii) oraz Via Carpatia (międzynarodowa trasa z Kłajpedy na Litwie do Salonik w Grecji). Trasa tej pierwszej przez Podlaskie przebiegać będzie od Budziska na granicy z Litwą, przez Suwałki, Szczuczyn, Stawiski, Łomżę i Śniadowo. Druga zaczyna się na granicy z Białorusią w Kuźnicy i biegnąć będzie po obecnej trasie, czyli Sokółkę do Białegostoku, a dalej przez Dobrzyniewo Duże, Choroszcz, Ploski, Haćki, Bielsk Podlaski i Siemiatycze.

Warto pamiętać, że przy okazji tych dwóch wielkich inwestycji powstają także obwodnice miast, ale też będą łączniki Via Carpatia – Via Baltica. Generalnie więc na tych dwóch korytarzach międzynarodowych skorzystają nie tylko przewoźnicy i firmy transportowe, ale wszyscy mieszkańcy – mając daleko od siebie TIR-y, a przy okazji mogąc korzystać z obwodnic. Jak wspomnieliśmy na początku, na podlaskich drogach, mimo zimy sporo się dzieje. Na przykład ostatnio otwarty został łącznik, którym można ominąć Łomżę jadąc z Zambrowa w kierunku Ostrołęki i Szczytna. Docelowo droga będzie łączyć drogę krajową 63 z ekspresówka Via Baltica.

Jeżeli chodzi o tą drogę, to w tym roku drogowcy mają skończyć odcinek Łomża Południe – Łomża Zachód ze zjazdem na drogę krajową 61 ze Szczuczyna do Ełku Południe. Gotowy będzie też odcinek łączący granicę z Litwą w Budzisku z obwodnicą Suwałk.

Ważą się też losy innych dwóch dróg – porzuconej przez niektórych polityków trasy Białystok – Augustów oraz szesnastki z Białegostoku do Ełku. Jedna z nich zostanie łącznikiem pomiędzy Via Carpatia a Via Baltica. Pod uwagę będą brane różne kryteria, jednak warto zauważyć, że na trasie Białystok – Augustów jest 5 razy więcej TIR-ów niż z Białegostoku do Ełku. A to może być kluczowy czynnik przy decyzji o łączniku. Problem w tym, że nikt nie zaplanował pieniędzy na taką inwestycję. Trzeba by było sporo się napocić w Warszawie, by przekonać premiera do zmian. Szczególnie, że każdy wariant ma swoich zwolenników i przeciwników. W tym wpływowych polityków.

W tym roku prawdopodobnie ruszą także prace nad Via Carpatia – mają być realizowane odcinku Kuźnica – Sokółka, Krynice – Białystok Zachód oraz Białystok Zachód – Księżyno.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Tykocinie. Tak wyglądał dawniej.

Wyjątkowy film o Tykocinie można oglądać w sieci. Chociaż został on opublikowany w serwisie YouTube w 2018 roku, to do tej pory nie doczekał się specjalnego rozgłosu, a szkoda, bo jest naprawdę co oglądać. Film został przypuszczalnie nagrany w latach 60. XX wieku. Nadano mu tytuł „Zabytki Tykocina”. Można zobaczyć na nim Rynek główny, synagogę, kościół, klasztor, pomnik Stefana Czarnieckiego, a także prace archeologiczne na ruinach zamku. Nie zabrakło też rzeki Narew. Jest też wiele innych wyjątkowych miejsc z miasteczka.

To wszystko można oglądać także i dziś na żywo, dlatego też warto zrobić sobie porównanie z tym jak to było około 60 lat temu. Czy aż tak wiele się zmieniło? Ulice i budynki, które przetrwały wojnę, w PRL-u także zostały zachowane. Lata współczesne zaczęły oddziaływać na miasta i ich wygląd, ale gdy spojrzymy na Tykocin dzisiaj to na szczęście zmiany są tylko na lepsze. Nie ma tam wciskania nowego pomiędzy stare. Jest renowacja tego drugiego i wyraźny podział pomiędzy dawną architekturą, a współczesną. Być może Tykocin od takiej degradacji uchronił fakt, że po II wojnie światowej utracił prawa miejskie, a odzyskał je dopiero na początku lat 90.

To chyba dlatego teraz Tykocin cieszy się tak dużym zainteresowaniem turystycznym. Przyjeżdżają tu także filmowcy, dzięki którym później ludzie miasteczko mogą oglądać. Była tam nagrywana kultowa „Biała sukienka”, sceny trylogii „U Pana Boga…”, a ostatnio „My name is Sara”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białystok i jego okolice. Po tym filmie aż zachciało się lata!

Zimy na Podlasiu w ostatnich latach nie są zbyt srogie. Może to i dobrze, ale brakuje też śniegu. Wyjątkowy pod tym względem (i chyba nie tylko tym) był rok 2020. Wówczas śniegu u nas nie brakowało. Wcześniejsze trzy lata było go jak na lekarstwo, toteż mieliśmy problemy z coraz większą suszą. To już jednak przeszłość. Natura wspaniale się odrodziła, co widać także na filmie z lata 2021 roku. Oprócz wspaniałej przyrody, możemy zobaczyć też wiele interesujących miejsc w okolic Białegostoku.

Letnia wycieczka na powyższym filmie zaczyna się na Wyżarach. Wspaniały zbiornik wodny razem z pobliskimi bagnami, kładkami i wieżą widokową na polanę stanowią niezwykły kompleks przyrodniczy, który przyciąga coraz więcej osób.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Kolejny miejscem, jakie możemy zaobserwować jest Arboretum w Kopnej Górze niedaleko Supraśla. Kolejny kompleks przyrodniczy, gdzie bioróżnorodność zachwyca. Szczególnie przyjemnie się tam spaceruje latem, gdy wszystko już rozkwitło. Oprócz roślin, jest tam także drewniana chata, w której możemy nie tylko odpocząć w cieniu, ale ogólnie porozmyślać jak to kiedyś się w takich domach żyło.

Następna na liście jest Pustelnia w Odrynkach. Mała cerkiew strojąca na wyspie, do której można dojść na dwa sposoby – zwykłą drogą i długą, drewnianą kładką. Jest to miejsce, które istnieje nadal mimo, że jego założyciel już nie żyje. Moc tego miejsca oddziałuje nadal. Nie brakuje chętnych, by zobaczyć świątynie. Ludzie często przyjeżdżali tam i przyjeżdżają nadal po uzdrowienie.

Archimandryta Gabriel nie żyje. Popularna pustelnia w Odrynkach była jego domem.

Na filmie nie mogło zabraknąć Białegostoku. Przyjechać na Podlasie i nie zobaczyć obecnej stolicy województwa podlaskiego? Tak nie może być. Tym razem podziwiać możemy różne świątynie, Operę, centrum z Pałacem Branickich. Jeżeli chcielibyście także pozwiedzać Białystok, to wartko skorzystać z naszych propozycji.

Wielki spacer po Białymstoku. Ułożyliśmy dla Was trasę na 3 godziny

Ostatnio miasteczko to podlaskie Zakopane. Mowa oczywiście o Supraślu, które od kilku lat jest już uzdrowiskiem i zaczyna rozkwitać. Swoje też zrobiło wystąpienie miasta w trylogii „U Pana Boga…” – Jacka Bromskiego. W każdy letni weekend Supraśl przeżywa potężne oblężenie.

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Nieopodal Supraśla, po drodze na Krynki jest kolejne przyrodnicze miejsce, które może zachwycić. Mowa o Silvarium w Poczopku. Tam oprócz wspaniałych miejsc do spacerowania, można także podglądać różne gatunki sów. Kompleks przyrodniczy przyciąga wiele osób.

Ostatnia na liście, ale nie mniej warta do zwiedzania jest Kraina Otwartych Okiennic – Trześcianka, Soce i Puchły. W tej ostatniej miejscowości oprócz przepięknych drewnianych domów jest także wyjątkowa cerkiew, którą można było ostatnio obejrzeć w filmie „My name is Sara”.

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Jak się patrzy na te wszystkie obrazy, to znowu chce się lata. Skoro zima jest taka byle jaka, to może dobrze by było gdyby lato nadeszło w tym roku wcześniej. Aczkolwiek wiosna też by się przydała. Tej jednak, w naszym regionie przez zmiany klimatyczne dawno nie było widać. Może w tym roku?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej. Jest także wyjątkowa instytucja.

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej, ale także miejsce, gdzie żyje mniejszość białoruska. Są to obywatele Polski, narodowości białoruskiej. Wielu mieszkańców jest aktywna i zaangażowana społecznie. Jednym z miejsc, które skupia wokół różnych wydarzeń jest Muzeum Białoruskie w Hajnówce. Warto wybrać się tam, gdy będziemy zwiedzać okolicę. Na miejscu są na co dzień wystawy stałe o tematyce etnograficznej.

Gromadzone przez wiele lat eksponaty dokumentujące życie i kulturę materialną Białorusinów Podlasia prezentowane są na trzech stałych ekspozycjach. Każdy, kto odwiedzi Muzeum Białoruskie w Hajnówce może zobaczyć mnóstwo ciekawych zabytków. W roku 2011 powstała nowa multimedialna wystawa dotycząca rzemiosła, zaś w 2016 przeprowadzono modernizację dwóch istniejących wystaw nadając im multimedialny charakter.

„Białoruska zagroda”

Wystawa etnograficzna pokazująca typową wiejską zagrodę Białorusinów Podlasia. Ekspozycja jest symbolicznym odwzorowaniem zagrody i przestrzeni wiejskiej – można zobaczyć tu wiejską chatę, stodołę, spichlerz. Na sali zgromadzono ponad 70 eksponatów z przełomu XIX i XX w., stanowiących dziedzictwo kultury materialnej Białorusinów Podlasia. Zgromadzone muzealia to min.: pług, jarzmo, socha, wóz drabiniasty z zaprzęgiem typowym dla tej części kraju, cepy, kadłuby na zboże czy słomiane zasobniki tzw. „korobki”. Eksponaty pochodzą głównie z terenu wschodniej Białostocczyzny – powiatów hajnowskiego, bielskiego, białostockiego czy sokólskiego. Dodatkowo ekspozycje wzbogacają wielkoformatowe fotografie min. z początku XX w. i okresu międzywojennego z terenów Podlasia i Polesia.

„Białoruski Kalendarz”

Wystawa etnograficzna poświęcona życiu i pracy białoruskiej ludności Podlasia, ukazana została w cyklu rocznym. Sala skomponowana została zgodnie z kalendarzem agrarnym podlaskich Białorusinów. Ekspozycja została zaaranżowana tak, by w dwunastu podcieniach pokazać wybrane, ważniejsze prace w gospodarstwie podzielone na poszczególne pory roku. Ukazane jest min. wysiew zboża, orka, młócenie zboża, sianokosy, miodobranie, żniwa, pieczenie chleba, wykopki. Zaprezentowano także symboliczne wnętrze izby na „kalady” czyli wigilię Bożego Narodzenia. Ekspozycja składa się z ponad 150 eksponatów, archiwalnych wyjątkowych zdjęć. Jest także coś do posłuchania.

„Rzemiosło na białoruskiej wsi Podlasia”

Wystawa etnograficzna pokazuje kilka tradycyjnych rzemiosł, które odeszły w niepamięć. Wśród nich poznamy kowalstwo, garncarstwo, stolarstwo, kołodziejstwo czy bednarstwo a także tkaczkę w chacie. Całość zaaranżowana jest w ten sposób, by zwiedzający mógł zajrzeć do poszczególnych warsztatów, podpatrzeć rzemieślnika przy pracy lub porozglądać się pod jego nieobecność. Po wystawie oprowadza lektor zarówno po polsku, białorusku oraz angielsku. Na ekspozycji zgromadzono ok. 400 eksponatów z Białostocczyzny. Muzealia znakomicie uzupełniają archiwalne, unikatowe fotografie, niektóre ukazują nasze tereny nawet 100 lat temu.

„Hajnówka. Brama do Puszczy”

Wystawa zbiorowa malarstwa Zbigniewa Budzyńskiego, Bogusławy Czarkowskiej, Vidasa Dregvy, Piotra Gagana, Michała Janczuka, Wiktora Kabaca, Manueli Korneckiej, Macieja Milewskiego, Marii Najdek, Andrzeja Sobieraja, Emilii Sobieraj, Waldemara Wojczakowskiej); prace powstały podczas pleneru malarskiego zorganizowanego z okazji obchodów jubileuszu 60 lat miasta Hajnówka w 2011 r.

„Rockowisko”

Warto też wspomnieć, że Muzeum Białoruskie w Hajnówce każdego roku organizuje wyjątkowy, letni koncert „Rockowisko”. Można na nim posłuchać zarówno debiutantów na scenie muzycznej jak i prawdziwe gwiazdy z Polski i Białorusi.

Partnerzy portalu:

Tajemnicza postać robi furorę. Mała wieś stała się atrakcją dzięki dziełom lokalnego rolnika – artysty.
fot. S. Nicewicz

Tajemnicza postać robi furorę. Mała wieś stała się atrakcją dzięki dziełom lokalnego rolnika – artysty.

Maleńka wieś Knyszewicze na Podlasiu stała się ostatnio lokalną atrakcją turystyczną za sprawą jednego z mieszkańców. Ludzie zatrzymują się pod jego domem, by zrobić sobie zdjęcie. Nawet skusili się na to żołnierze stacjonujący nieopodal.

fot. S. Nicewicz

Knyszewicze leżą nieopodal Sokółki, Krynek, a także ostatnio głośnego za sprawą kryzysu na granicy – Usnarza. Mimo, że pojawili się żołnierze w okolicy, to czas nadal płynie powoli. Jeden z mieszkańców – Stanisław Nicewicz raz po raz urozmaica innym wiejskie życie. Ostatnia jego atrakcja to betonowa, tajemnicza postać trzymająca lampion. Powstała jesienią 2020 roku. Jednak rozgłos zyskuje powoli – za sprawą poczty pantoflowej. Oprócz jej, na zewnętrznej ścianie domu Stanisława Nicewicza znajdują się wyjątkowe obrazy jego autorstwa. Całość tworzy wyjątkowy klimat. Latem postać miała na sobie dodatkową pelerynę, na której było napisane „Nie musiałbym opanowywać swojego gniewu, gdyby ludzie opanowali swoją głupotę”. Daje do myślenia prawda? Mimo, że postać wygląda dosyć poważnie, to wzbudza ogólną wesołość. Nawet ostatnio przejeżdżający żołnierze postanowili zrobić jej pamiątkowe zdjęcie. Nie brakuje też chętnych na selfie.

Stanisław Nicewicz to człowiek wielu talentów. Jak widać potrafi nie tylko malować świetne obrazy, rzeźbić wielkie betonowe postacie, ale też zajmuje się hodowlą kóz i pszczół. Co ciekawe jest z zawodu… informatykiem. Swoim znajomym na Facebooku regularnie serwuje bardzo trafne prognozy pogody… z własnej stacji meteo!

fot. S. Nicewicz

Warto też wspomnieć o samych Knyszewiczach. Na wzniesieniu nieopodal wsi zachował się XVIII-wieczny, kuty w kamieniu krzyż nagrobny. Jest to rudyment cmentarza cholerycznego. Ze względu na swoje nietypowe kształty jest on określany mianem baby kamiennej. W Knyszewiczach i w sąsiednich Harkawiczach znajdują się cmentarzyska ze stelami, dzięki odnalezionym monetom – szelągom Jana Kazimierza – datowane na XVII wiek. W obu wsiach archeolodzy odkryli po dziesięć szkieletów, głównie dzieci. Z tego względu, we wsi prowadzono projekt badawczy – „Mogiłki pogranicza”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Supraśl zimą wygląda przepięknie. Widać to najlepiej z góry.

Za każdym razem, gdy widzimy Podlasie nagrane z góry, to się zachwycamy. Drony na rynku są dostępne już od około 8 lat. Mimo wszystko ujęcia nimi tworzone nie spowszedniały. Tym razem pojawił się w serwisie YouTube film prosto z Supraśla zimą. Możemy podziwiać monastyr, centrum czy rzekę. Nie ulega wątpliwości, że uzdrowisko oraz cała Puszcza Knyszyńska na początku roku wygląda bardzo okazale. Nawet, gdy nie ma aż tak dużo śniegu.

Na filmie możemy zobaczyć, że przez śnieg przebijają się wysuszone łąki. To kluczowe dla reszty miesięcy w roku. Jeżeli taki stan się utrzyma, to znaczy że zima będzie już do końca bez śniegu to niestety, ale latem czeka nas susza. Normalnie w naturze jest tak: zimą pada śnieg, wiosną wchłania się do ziemi zamieniając w ciecz i podnosząc jej stan przy rzekach i nawadniając łąki. Dzięki temu wszystko kwitnie. Letnie deszcze natomiast podlewają już to co rozkwitło. Dlatego jeżeli zimą nie pada śnieg, to okoliczne łąki nie są odpowiednio nawodnione na wiosnę. Zamiast rozlewisk na rzekach mamy wysuszoną roślinność. Potem, gdy następuje lato, to już intensywne nawadnianie deszczem nic nie pomaga.

Bez łąki wiele gatunków owadów nie pojawi się. A to podstawowy pokarm dla ptaków, które nie mają na czym żerować. Ponadto stworzenia te są potrzebne naturze do rozsiewania nasion. Przypomnijmy też, że na żerujące ptaki polują drapieżniki. Dlatego brak śniegu zimą może poważnie zakłócić cały ekosystem w okolicy. W ostatnich latach już to przerabialiśmy. Gigantyczne susze w Podlaskim powodowały nieustanne zagrożenie pożarowe w lasach oraz potężny, wielodniowy pożar po podpaleniu w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dziś na Podlasiu znów ostatni dzień roku. Będą fajerwerki o północy i zabawa do rana!

Dziś na Podlasiu ponownie będzie można usłyszeć fajerwerki. Prawosławni o północy będą świętować Nowy Rok zaś dziś wieczorem bawić się będą podczas Szczodrego Wieczoru (lub Małance). Dlaczego 2 tygodnie po 1 stycznia? Bo ten dzień w kalendarzu juliańskim, wokół którego są zorganizowane obrzędy cerkiewne przypada właśnie jutro.

Dlaczego Małanka? W obrządku kalendarza gregoriańskiego świętujemy w imieniny Sylwestra. Tak samo w juliańskim zabawa ostatniego dnia roku przypada od imienin Melanii. Szczodry wieczór pochodzi natomiast od wschodniego przepychu i bogactwa potraw na stole świątecznym.

Dziś imprezy noworoczne ograniczają się do muzyki, dobrego jedzenia, tańców w domach i (w normalnych czasach) restauracjach. Dawniej świętowano tak jak na wschodzie. Na przykład na Ukrainie, gdzie po zachodzie słońca były wróżby i przebrania. Najpopularniejsze były za Melanię, jego narzeczonego Wasyla, babkę, dziada, Żyda, Cygana, lekarza, diabła, a nawet niedźwiedzia. Wszyscy razem chodzili tak od domu do domu rozweselając gospodarzy.

Dziś na Podlasiu króluje wieczorem Zorka, Prymaki, Czeremszyna czy Kupalinka. Dawniej śpiewano pieśni noworoczne, które nie miały charakteru religijnego, a które w swej treści życzyły pomyślności, zdrowia i urodzaju w Nowym Roku. Ostatni dzień w roku jest także znany jako Bahaty i Hohotucha. Szczedriwki natomiast to jedne z najstarszych zachowanych tradycyjnych pieśni życzeniowych, które współcześnie śpiewa się od tzw. Starego Nowego Roku (13 stycznia). Życzyły zdrowia, dobrobytu, wielkich plonów, miłości, stworzenia nowych rodzin, rozwoju gospodarstw, obfitego miodobrania i wszelkich Łask Bożych. Przykład na powyższym filmie w wykonaniu polsko-ukraińskiego zespołu Dagadana.

Partnerzy portalu:

Aksamitne poroża sarny można zaobserwować tylko zimą
Samiec sarny (kozioł) ze scypułem na głowie. fot. Grzegorz Żurek / Lasy Państwowe

Aksamitne poroża sarny można zaobserwować tylko zimą

Zima to czas, gdy spacerujący lasami mogą napotkać sarny, których głowy zdobione są aksamitnym porożem – czyli delikatną, owłosioną i silnie ukrwioną skórę okalającą poroże nazywaną scypułem. Generalnie z dzikich zwierząt sarnę zobaczyć można najłatwiej. Są to tak samo płochliwe zwierzęta, ale kręcą się w pobliżu młodych drzew i niskich roślin. Dlatego spędzając czas na wieżach widokowych w pobliżu polan możemy je dostrzec. Oczywiście pamiętajmy, że wszystkie zwierzęta aktywnie funkcjonują w czasie, gdy wstaje słońce. Dlatego na leśną wędrówkę można się wybrać zawsze, ale jeżeli nastawiamy się także na obserwację zwierząt to musimy wstać jeszcze w nocy.

Scypuł, o którym wyżej wspomnieliśmy, wygląda jak błyszczący, mięciutki meszek, może dlatego scypuł po angielsku to velvet, czyli aksamit. Wyrasta on wraz z rozwijającym się porożem, które każdego roku późną jesienią, kozły zrzucają, by następnie odbudować je na nowo. Występujące w nim liczne naczynia krwionośne transportują wraz z krwią makro i mikroelementy niezbędne do rozwoju nowo powstającego poroża. Gdy poroże jest w pełni wykształcone następuje zatrzymanie dopływu krwi, scypuł zamiera i usycha, a samce wycierają go o drzewa i krzewy.

Pamiętajmy, że dzikie zwierzęta – nawet, gdy wyglądają na miłe czy spokojne to nadal są dzikie. Próba podchodzenia do nich, drażnienia ich, robienia sobie z nimi selfie to narażanie się na ryzyko ataku. W internecie nie brakuje filmów z ludźmi, którzy próbowali i solidnie oberwali.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Żydzi intensywnie rozwijali Zambrów. Brali też udział w uroczystościach patriotycznych. Dziś pozostał po nich cmentarz.

Podlaskie przed II wojną światową było zamieszkane głównie przez Żydów. Po tragicznych momentach historii, zostało po dawnych mieszkańcach niewiele. Jedną z takich pamiątek jest XIX-wieczna nekropolia w Zambrowie. Jest nieco zarośnięta, ale zachowane są alejki.

Pierwsze wzmianki o ludności żydowskiej mieszkającej w Zambrowie pochodzą z XVII wieku, jednak aż do schyłku XVIII wieku było ich niewielu. 32 osoby stanowiły 5,8 proc. mieszkańców miasta. Z biegiem lat zaczęło ich przybywać coraz więcej. Przyjeżdżali z pobliskiej miejscowości Jabłonka. Początkowo Żydzi skupieni byli wokół gminy w Tykocinie. W późniejszych latach zaczęli migrować po całej okolicy. Kluczową inwestycją, która zachęcała do przenosin była synagoga, wokół toczyło się całe życie. Ta w Zambrowie powstała w 1895 roku. W kolejnych latach napływ ludności żydowskiej przybrał na sile, zaś liczba mieszkańców zwiększyła się dziesięciokrotnie. Do wybuchu II wojny światowej Żydzi stanowili już niemal połowę mieszkańców.

Zwiększająca się przewaga nad liczbą chrześcijan zaczęła powodować konflikty. W latach 30. XX wieku dochodziło do prób blokowania żydowskich sklepów przez endeków. Na nic to się jednak nie zdało. Zambrów dzięki Żydom rozkwitał, którzy zajmowali się nie tylko handlem, ale też rozwijali życie społeczne, polityczne i sportowe. Co ciekawe – Żydzi brali również udział w obchodach rocznic patriotycznych, zaś lokalny garnizon miał rabina.

Historia Żydów w Zambrowie skończyła się tak samo jak w pozostałych miastach. W 1941 roku Niemcy zajęli miasto i zaczęli zabijać ludzi w lasach. Tak życie odebrali ponad 2 tys. osobom tylko dlatego, że byli Żydami. Pozostali czekali na egzekucję w gettcie. Ostatecznie trafiając do niemieckich obozów zagłady. Osoby, które przeżyły uciekły do Palestyny lub do obu Ameryk. Po Żydach zambrowskich nie pozostał niemal żaden ślad. Zostało jedynie kilkanaście kamienic z przełomu XIX i XX wieku oraz kirkut.

Cmentarze żydowskie znajdują się w całym regionie. Najbardziej znane i dobrze zachowane są w Białymstoku i Krynkach. W wielu miejscowościach są zaniedbane i znajdują się ukryte w zaroślach.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Las krzyży na wzgórzu to najbardziej charakterystyczny znak tego miejsca. Oto Sanktuarium w Świętej Wodzie.

Sanktuarium Święta Woda na wzgórzu w Wasilkowie przyciąga wiernych z całej Polski od lat. Pierwsza potwierdzona wzmianka o tym miejscu pochodzi z 1719 roku. Wówczas polski szlachcic Bazyli przybył na uroczysko zwane Świętą Wodą, z nadzieją, że odzyska wzrok. Tak też się stało. Cudowne ozdrowienie zaczęło historię tego miejsca. W akcie wdzięczności mężczyzna ufundował tym miejscu drewnianą kaplicę. W 1778 roku z Watykanu dla świątyni nadszedł przywilej odpustowy.

Podczas rosyjskiego zaboru, na rozkaz cara odebrano katolikom Świętą Wodę i przekazano prawosławnym. Zwrot nastąpił dopiero, gdy Polska odzyskała niepodległość. Nim to nastąpiło w kaplicy znajdował się obraz Matki Bożej Bolesnej. W 1915 roku, gdy na podlaskie tereny wkraczali Niemcy, to prawosławny duchowny ze Świętej Wody wywiózł malunek w głąb Rosji. Po I wojnie światowej, już w katolickiej świątyni znajdowała się kopia obrazu.

Święta Woda bardzo silnie związana jest z osobą ks. Wacława Rabczyńskiego. Po II wojnie światowej to on zajmował się sanktuarium. A raczej tym co po nim pozostało. Spalone, zbezczeszczone miejsce zaczęło powoli się odradzać. Kolejną kopię obrazu Matki Bożej Bolesnej namalowała matka księdza – Helena Rabczyńska. Ponadto zbudowano specjalną grotę z figurą bożej rodzicielki, która miała być kopią francuskiej. To właśnie tam można zaczerpnąć wody ze świętego źródełka.

Las krzyży, o którym wspominamy w tytule, to pomnik trzeciego tysiąclecia. Największy krzyż mierzy 25 metrów wysokości. Miejsce to, razem ze źródełkiem przyciągają pielgrzymów i okolicznych mieszkańców od wielu lat. Kościół jest także popularnym miejscem jeżeli chodzi o śluby osób nie będących parafianami.  Szczególnie, że na miejscu jest też sala weselna. Najważniejsza pielgrzymka do tego miejsca odbywa się 25 maja czyli w przededniu Dnia Matki. Jest to pielgrzymka kobiet. Nowych krzyży na wzgórzu przybywa natomiast w święto Matki Boskiej Bolesnej. Wspomnienie liturgiczne obchodzone jest w Kościele katolickim 15 września.

Partnerzy portalu:

Nowe budynki w skansenie. Będzie też stary kościółek. Ślub w takim klimacie będzie hitem!
Fot. Kamil Timoszuk / Wrota Podlasia

Nowe budynki w skansenie. Będzie też stary kościółek. Ślub w takim klimacie będzie hitem!

Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zostało wzbogacone o nowe obiekty. Reprezentują one budownictwo wschodniego Podlasia. Oprócz stodoły z Redut, stoją tam już dwie chałupy z Czyż (pow. hajnowski) – jedna z 1888 r. i druga z połowy XX wieku. W starszej z chat zobaczymy, jak wyglądało wnętrze wiejskich domów sprzed ponad stu lat. Natomiast przy młodszym budynku, charakteryzującym się wyjątkowymi zdobieniami, trwają prace wykończeniowe na zewnątrz. To nie wszystko, niebawem stanie także dom z Makówki. Zabudowa, która tworzy część Skansenu poświęconą budownictwu wschodniopodlaskiemu, została przeniesiona z powiatów hajnowskiego, bielskiego i siemiatyckiego. Jest charakterystyczna przede wszystkim dla mniejszości białoruskiej.

Budynek z Czyż z 1888 r. to prawdziwa gratka dla odwiedzających Skansen. Jego wnętrze zostało wyposażone w sprzęty z okresu międzywojennego! Są tu krosna, ławy, stół, olbrzymi piec z nieodłącznym zapieckiem, niecki, dzieże, michy, święte obrazy i ozdoby. Wrażenie także robi niski strop połączony z gigantycznym, krytym strzechą dachem. Drugi dom z Czyż to budowa z lat 50. XX wieku. Jest koloru ciemnożółtego i zachwyca bogactwem zdobień architektonicznych. Charakteryzuje się wspaniałymi narożami, bogatą oprawą okien i pięknymi okiennicami.

Niebawem Skansenu dopełnią także domy przeniesione z Makówki i Plutycz. Kamienny fundament pod chałupę z Makówki jest już gotowy. Wkrótce rozpocznie się składanie domu. Będzie to najstarszy obiekt w tej części muzeum. Na jednej z belek domu wycięty rok 1867. To typ budynku z XIX wieku, z charakterystycznym dla tego okresu układem wnętrza i wyglądem zewnętrznym, ale też takimi detalami jak tram, czyli belka pod pułapem, którą już pod koniec XIX wieku wycinano, bo przeszkadzała w swobodnym poruszanie się we wnętrzu.

Chata z Plutycz posłuży za miejsce na działania edukacyjne i warsztatowe. Wokół tych czterech domów powstaną zagrody. Będą to budynki gospodarskie: stodoły, spichlerze, budynki inwentarskie. Wszystko jak za dawnych czasów. Co ciekawe, do Skansenu trafił zabytkowy kościół z dzwonnicą z Seroczyna (diecezja drohiczyńska). Obiekt jest już pozyskany i czeka na przeniesienie. Jest to obiekt wyjątkowy, pochodzi z terenów historycznego Podlasia, a gdyby stanął w Skansenie, możliwe byłoby tam organizowanie ślubów!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto Biebrzańska Wiedźma. Wyjątkowy film pokazuje, jak jej się żyje w dziczy.

Na kanale „Cząstka Podlasia” pojawił się pierwszy film z serii „Wschodnie opowieści”. Bohaterką odcinka jest Agnieszka Zach, zielarka, przewodniczka, nurek i mama czwórki dzieci. Znana szerzej jako Biebrzańska Wiedźma. Jak jej się żyje w dziczy Biebrzańskiego Parku Narodowego? Dlaczego jest wiedźmą? Ten film polecamy przede wszystkim ludziom mieszkającym w miastach, gdyż ważne jest w nim także spojrzenie na naturę. Podlaskie krajobrazy są tłem wszystkich opowieści.

Agnieszka Zach na początku filmu porównuje życie w naturze do oddychania. I trzeba przyznać jej rację. Z perspektywy miasta – na przykład Białegostoku ta natura gdzieś nam umyka. Nie tylko dlatego, że jej nie widzimy z betonowych ulic, ale tez nie słyszymy i nie czujemy. Co innego na wsi. Tam odbieramy ją wszystkimi zmysłami. Ważne jej także na to co ludzie myślą, gdy słyszą „wiedźma”. Kojarzy się negatywnie, a tak być nie powinno. Wiedźma to osoba wiedząca, która swoją wiedzę używa do pomocy innym. Dlatego określenie Biebrzańska Wiedźma nie jest dla Agnieszki Zach obraźliwe.

Warto obejrzeć ten film także dlatego, by zrozumieć czym jest Biebrzański Park Narodowy. Z perspektywy turysty być może są to poszczególne interesujące elementy: łosie, kładki, rośliny i rzeka. Tymczasem jest to cały ekosystem, w którym człowiek musi się poddać jego surowym zasadom. Można to sobie uświadomić czując klimat „Wschodnich Opowieści”.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy można dopłynąć z Łomży do Białowieży? Im to się udało!

W czerwcu 1927 roku w łomżyńskim czasopiśmie Życie i praca można było przeczytać relację z przepłynięcia łodzią z Łomży do Białowieży. Czterech śmiałków, uczniów 8-klasy zdecydowało się na tą wyjątkową wyprawę. Cała trudność polegała na tym, że trzeba było całą drogę wiosłować pod prąd. A dystans między dwoma miejscowościami jest spory. Lądem to 150 kilometrów. Rzecznymi zakolami? Dużo więcej.

– Któregoś dnia (było to jeszcze w kwietniu) przyszła mi do głowy myśl urządzenia wycieczki do Białowieży – łódką – tak zaczyna się relacja z tego wyjątkowego wydarzenia. Oczywiście chętnych było bardzo wielu, z pośród których ostatecznie miało jechać 4-ch. tj. Jarocki Stanisław, Kraszewski Kazimierz, Stilter Andrzej i ja (Jan Kazimierz Wiszniewski – dop. red). Było więc nas czterech żądnych przygód, nowych wrażeń, miłujących życie koczownicze – a takim jest właśnie jazda łódką w nieznane okolice, jazda pełna niewygód i trudów. – można było przeczytać w Życiu i praca.

Po otrzymaniu świadectw w niedzielę 19 czerwca, od poniedziałku rozpoczęliśmy przygotowania do podróży. Niezbędna była dla nas dokładna mapa, którą też otrzymaliśmy od p. Krauzego, okazującego wielkie dla naszej wyprawy zainteresowanie; był na tyle dobry, że we środę o godz. 5-tej pożegnał nas nas przystani. Zakupiliśmy na drogę prowiantów (2 klg. słoniny, 5 klg. ryżu, 5 klg. cukru, kakao, kawy, makaronu, soli, i t. d.), finanse też nie przedstawiały się zbyt skromnie – mieliśmy więc wszystko, co jest potrzebne na 2-u tygodniową wycieczkę. Rankiem 22 czerwca siedzieliśmy już w łodzi.

W szybkiem tempie minęliśmy most, Starą Łomżę, Szur, które groźne, zdradliwe wiry oglądaliśmy w godzinę po wyjeździe. Przed Siemieniem, chcąc się upewnić co to za wieś zapytałem jakiegoś rybaka o nazwę. Ten się odwrócił, przyjrzał chałupom jakby pierwszy raz je widział i ostatecznie mruknął coś niezrozumiale. Ciekawe, że wszyscy chłopi niechętnie patrzą na wycieczkowiczów, a pytania ich uważają za kpiny. 

Minęliśmy rozsiadłe nad rzeką Niewodowo, Siemień, Rakowo-Czachy, Rakowo-Boginie i o 11-ej zatrzymaliśmy się na śniadanie przed Krzewem. Śliczne brzegi ma Narew w odcinku Krzewo – Bronowo. Samo Krzewo ma bardzo ładne położenie: chaty, rozrzucone na dość wysokich wzgórzach, porośniętych lasem, łyskają pośród zieleni bielą ścian, dalej zaś nieco lewy brzeg porastają bujne trzciny i wysokie trawy, które znowu są podszyciem pięknych olszyn. Tutaj zauważyliśmy pierwszy raz 2 jastrzębie unoszące się ponad wierzchołkami – ptaki, które potem będziemy często spotykać.

Na noc zatrzymaliśmy się w Złotorji, w smutnem dla nas miejscu, gdyż tutaj gwoli dogodzenia podniebienia wydaliśmy aż 5 zł. i kazaliśmy sobie usmażyć rybek. Dobre, bo dobre, ale jak przyrządzane! Pierwszy raz widziałem takie barbarzyństwo! Z żywych, rzucających się jeszcze, zeskrobywała gospodyni wbrew naszym protestom łuskę, następnie żyjącym wyjmowała wnętrzności i, co jest potworne, biedne te nieme stworzenia rzucały się jeszcze na gorącej patelni, przetrzymywane nożem (żeby nie upadły na podłogę) przez gospodynię.

Minęliśmy Izbiszcze, Topilec, Bokiny, Uhowo, znajdujące się po przeciwnej stronie mostu kolejowego w Łapach i w tem ostatnim mieście urządziliśmy dwugodzinny postój. Miasteczko małe, nieciekawe, właściwie tylko stacja kolejowa z solidnemi zabudowaniami stacyjnemi. O godz. 16-ej wyruszyliśmy dalej. Ludność tu zupełnie inna, niż tam w dole Narwi! Odcinek Łomża -Białowieża z biegiem rzeki można podzielić na 3 części. Łomża – Waniewo – ludność na wskroś polska, katolicka, Waniewo – Suraż – daje się już słyszeć język ruski, większość jest jednak Polaków – katolików, Suraż-Białowieża – o, tutaj wszystko na każdym kroku przypomina Białoruś, ale o tem później! Jakież było moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy przed Waniewem otrzymałem na swe pytanie ruską odpowiedź! Później zdarzało się to coraz częściej i częściej, tak że w końcu dziwiłem się, gdy słyszałem polski język!

Bardzo chętnie rozmawiałem z chłopami, spotykanymi w drodze, wiedząc że tylko w ten sposób poznam ich charakter i obyczaje. Rozumieliśmy się doskonale mimo, że ja mówiłem do nich po polsku, a oni zaś do mnie po białorusku!

Nigdzie nie spotkałem tyle uprzejmości, co w Narwi na plebanji. Wielebny ksiądz proboszcz tyle nam okazał serca, tak serdecznie z nami rozmawiał, że wprost zawstydzeni byliśmy Jego uprzejmością! Spotkała nas tu prawdziwa, staropolska gościnność!

Już widać Białowieżę! Czerwieni się na zielonem tle drzew zameczek myśliwski b. cara Mikołaja II, obecna własność Państwa Polskiego. Muszę się przyznać, że niekiedy wątpiłem czy dojedziemy łodzią do samego miejsca, tak niektóre przeprawy były ciężkie. Jeszcze ostatni wysiłek – i jesteśmy w Białowieży. Zatrzymujemy się na brzegu, a tymczasem coraz więcej osób zbiera się i z zaciekawieniem nam się przygląda.

Cała wyprawa trwała 17 dni. Z Łomży do Białowieży uczniowie płynęli 9 dni. Potem odpoczywano 3 dni. Droga powrotna z prądem była już dużo szybsza. Trwała 5 dni.

Powyższe fragmenty z czasopisma Życie i praca – numer 29-39 z 1927 roku. Poniżej pełny artykuł.

Tytuł: Życie i Praca : organ informacyjno-społeczny poświęcony sprawom Ziem Województwa Białostockiego. R. 4, 1927, numery 29-39

Wydawca / drukarz: Michał Piaszczyński

Miejsce wydania / druku: Łomża

Data: 1927

Język: polski

Typ źródła: czasopismo

Lokalizacja oryginału: Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy Zenek nadal jest na topie? Oto jego najnowszy hit. Białystok w tle.

Piękna kobieta, wytworna restauracja, morze, luksusowy jacht, a we wszystko to wplątane kadry z Białegostoku. Oto nowa piosenka zespołu Akcent – Classy Girl. Czy przypadnie fanom Zenka do gustu? Twórca takich hitów jak Oczy zielone, Prawdziwa miłość to Ty, Szczęśliwa gwiazda i wielu wielu innych nie spoczywa na laurach. Ostatni dzień 2021 roku był dniem premiery jego najnowszej piosenki.

Warto przyjrzeć się ciekawym szczegółom teledysku. Wprawne oko rozpozna Białystok. Niestety aura podczas kręcenia zdjęć w stolicy Podlasia nie dopisała, stąd też obrazki te raczej nie zachwycą. Ujęcia z restauracji również były nagrywane w Białymstoku. Jest coś jeszcze. Widać wyraźnie, że Zenon Martyniuk już młodzieńcem nie jest. Piosenkarz nie boi się pokazać pierwszych siwych włosów czy zmarszczek. Do tego bohaterką z teledysku jest dojrzała, piękna kobieta. Gdyby zamiast niej wystąpiła jakaś 20-letnia modelka to efekt byłby komiczny. Przekaz jest jasny: piosenka i teledysk kierowane są raczej do rówieśników wokalisty, a nie młodych fanów. Dlatego na całość należy patrzeć w innych kategoriach. Oto nowość, która pokazuje, że Akcent nadal tworzy, mimo że mógłby w kółko grać swoje hity.

I z tego trzeba się cieszyć. Mamy 2022 rok, a Zenek to nadal Zenek. Skromny piosenkarz, któremu sodówa nie uderzyła do głowy, choć mogła wiele razy. Ostatnie lata dla Zespołu Akcent były złote. Wszystko wskazuje na to, że to wszystko jeszcze potrwa. Miło, że wokalista pokazuje Białystok – nawet jeżeli w sposób mało zachwycający. Przypominanie o naszym mieście w teledyskach powoduje, że wiele osób chce tu przyjechać. Dlatego też Zenkowi życzymy wszystkiego dobrego i dziękujemy za to, że od Podlasia się nie odcina.

Partnerzy portalu:

Szczęśliwego Nowego Roku!

Szczęśliwego Nowego Roku!

Przesyłamy najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, pomyślności i spełnienia marzeń w 2022 roku. W szczególności chcielibyśmy życzyć, by w tym roku nie tylko mówiono o powrocie do normalności, ale by to faktycznie miało miejsce.

Do siego roku!

Kamil Gopaniuk,

Podlaskie.TV

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białowieski Park Narodowy ma 100 lat! Został w Polsce powołany jako pierwszy.

Puszcza Białowieska w historii Polski miała zawsze ogromne znaczenie. Już w czasach królewskich, władcy przyjeżdżali tam na polowania. Władysławowi Jagielle, który rządząc kursował między Krakowem a Wilnem była przystankiem w drodze, ale też miejscem gdzie pozyskiwano zapasy na udaną wojnę z Krzyżakami. Bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku okazałą się tak dużym sukcesem, że na kolejne kilkaset lat nasz kraj był potęgą w Europie. Puszcza Białowieska służyła także rosyjskim carom podczas zaborów, Niemcom podczas okupacji, a także PRL-owskim sekretarzom. Obecnie od lat postulowane jest, by polski teren Puszczy Białowieskiej, w całości należał do Parku Narodowego. Teraz jest podzielony pomiędzy tą instytucję a trzy nadleśnictwa, które pozyskują tam drewno.

Jak to się stało, że 100 lat temu objęto ten teren ustawową ochroną? Po zakończeniu działań wojennych, w 1919 r. do Puszczy Białowieskiej wysłana została ekspedycja naukowców pod przewodnictwem prof. Władysława Szafera. Początkowo w poszukiwaniu żubrów, których jednak nie znaleziono, ponieważ podczas I wojny światowej zostały wystrzelane przez wojska niemieckie i kłusowników. Pomimo, iż wolno żyjących żubrów nie odnaleziono, uwagę naukowców zwrócił unikatowy ekosystem leśny – las naturalny o charakterze pierwotnym. 29 grudnia 1921 r. na konferencji w Departamencie Leśnictwa, Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Państwowych w Warszawie, na części obecnego obszaru Parku oraz w innych fragmentach Puszczy Białowieskiej, poczynione przez naukowców wysiłki przyniosły efekt w postaci decyzji o powołaniu pięciu rezerwatów przyrody, z których dwa obecnie tworzą serce Białowieskiego Parku Narodowego, jakim jest Rezerwat Ścisły.

W 1924 r. dwa z pięciu rezerwatów utworzyły jednostkę o nazwie „Nadleśnictwo Rezerwat”.  W 1932 r. „Nadleśnictwo Rezerwat” zostało przekształcone w „Park Narodowy w Białowieży”. W 1947 r. jednostkę restytuowano jako Białowieski Park Narodowy i pod tą nazwą funkcjonuje do dziś. Podstawą prawną była ustawa o ochronie przyrody z dnia 10 marca 1934 r. Pomimo faktu, że z formalnego punktu widzenia tę datę należy uważać za początek funkcjonowania parku narodowego, to już wcześniejsze struktury administracyjne – rezerwaty przyrody utworzone w 1921 r.

Przez te 100 lat udało się skutecznie przywrócić naturze żubra. Próbowano także dać nowe życie turom i tarpanom. Niestety nie udało się to i już nie ma o tym nowych dyskusji. Obecnie Park Narodowy skupia się wyłącznie na ochronie przyrody w rezerwatach, a także opiekuje się żubrami. BPN prowadzi także działalność edukacyjną między innymi przy pomocy swojego muzeum. Instytucji życzymy co najmniej kolejnych 100 lat!

Partnerzy portalu:

Szykuje się ściema? Ścieżka rowerowa Hajnówka – Białowieża już ustalona?

Szykuje się ściema? Ścieżka rowerowa Hajnówka – Białowieża już ustalona?

Dwa dni temu pisaliśmy o tym, że ma powstać ścieżka rowerowa, która połączy Hajnówkę z Białowieżą. W tej sprawie mają odbyć się konsultacje społeczne 12 stycznia. Tymczasem okazuje się, że może szykować się ściema, że kogoś interesuje zdanie mieszkańców. Owszem będą mogli się wypowiedzieć, ale nad projektem, który prawdopodobnie ma już wybrany wariant. Skąd taki wniosek? Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, za którą stoi Adam Wajrak – dziennikarz, ekolog mieszkający w Puszczy Białowieskiej twierdzi na łamach Gazety Wyborczej, że taka ścieżka zostanie sfinansowana tylko wtedy, gdy będzie biegła razem z drogą wojewódzką.

Zacznijmy od tego – dlaczego budowa takiej ścieżki rowerowej przy drodze wojewódzkiej to niszczenie przyrody. W obszarze, który powinien być chroniony. Otóż każdy, kto jechał choć raz samochodem tamtędy wie, że nawet jezdnia jest bardzo wąska dla samochodów, by jak najmniej ingerowała w naturę. Doczepienie jeszcze do niej ścieżki rowerowej oznacza wycinkę 4000 drzew. Tak – w Puszczy Białowieskiej. Ścieżka ma też przebiegać przez rezerwaty przyrody. Taka ścieżka miała już powstać wcześniej, ale zablokowała ją Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Co więcej, jak czytamy w Gazecie Wyborczej – Dyrektor Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich Mariusz Nahajewski tłumaczył, że tereny przy torach czy drogi leśne należą do innych instytucji. Natomiast zarząd dróg może inwestować tylko na terenach leżących w pasie drogowym lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Po co więc konsultacje?

Jak pisaliśmy – ścieżkę można byłoby budować obok starej drogi kolejowej. Tymczasem na łamach Wyborczej czytamy, że PZDW w ogóle nie jest tym zainteresowane. Jedno jest pewne – rozbudowa drogi wojewódzkiej z Hajnówki do Białowieży jest poważną ingerencją w przyrodę i nie można się na nią zgadzać. Do tej pory to było jasne. Wycieranie się konsultacjami społecznymi pod z góry ustalony przebieg nie powinno być w ogóle brane pod uwagę.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Megapowódź Suwalska. Niesamowity film pokazujący katastrofę z przeszłości.

Nie możemy wyjść z podziwu nad tym filmem. Wszystko dlatego, że został stworzony przez naukowców. Wydawałoby się, że odkrywanie czegoś nowego wymaga ślęczenia w bibliotece i przed komputerem. Zaś badania – nawet terenowe – mogą być efektywne, a nie efektowne. To wszystko można uznać za stereotypy, które przełamali naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Profesorzy uczelni wcielili się w prowadzących intrygujący program o Megapowodzi Suwalskiej. Jednej z pięciu największych naturalnych katastrof tego typu na świecie!

Dzięki filmowi możemy się dowiedzieć, co sprawiło, że tak wygląda dzisiejsze ukształtowanie pięknej, pofalowanej Suwalszczyzny. Okazuje się, że na terenach polodowcowych, dzięki którym mamy krystalicznie czyste jeziora w Podlaskiem, w przeszłości miała miejsce gigantyczna powód, zaś ogromne masy wody tworzyły kanały, które rzeźbiły teren. Dokładniej temu zjawisku właśnie przyglądają się naukowcy z UMK w Toruniu. Dowiedzieliśmy się od nich między innymi, że liczne głazy znajdujące się w okolicy przywędrowały do nas aż ze Skandynawii, zaś źródłem powodzi są prawdopodobnie tereny dzisiejszej Litwy.

Film naukowy został stworzony z ogromnym rozmachem. Dzięki czemu podziwiać możemy unikatowy teren Suwalszczyny, a przy okazji dowiadujemy się o jego przeszłości. Popularyzowanie nauki właśnie w taki sposób ma ogromny sens. Zamykanie się w bibliotekach, publikowanie dla wąskiego grona zainteresowanych czy prezentowanie na konferencjach to dziś za mało. Dlatego powinno powstawać takich filmów coraz więcej.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To danie jest symbolem Podlasia. Kiszka ziemniaczana jest znana tylko u nas!

Ludzie z różnych regionów Polski, którzy zostali przez nas zapytani o kiszkę ziemniaczaną byli zdezorientowani. Nie bardzo wiedzieli jakie danie mamy na myśli i czy aby na pewno jest ono jadalne. Każdy, kto je spróbuje, będzie zachwycony. Oczywiście jeżeli zostanie odpowiednio przyrządzone. Kiszkę można kupić w lokalach gastronomicznych, w turystycznych miejscach na Podlasiu. A gdyby tak zjeść ją bez wychodzenia do lokalu? Oto jak powstaje kiszka ziemniaczana. Przepis – prosto z Krainy Otwartych Okiennic, a konkretnie z miejscowości Pawły niedaleko Bielska Podlaskiego.

Walentyna Krasnodemska na filmie przekazała recepturę swojej mamy. Zacznijmy od tego, że kiszka ziemniaczana to nie to samo co babka ziemniaczana i przepisy się nieco różnią. Zacznijmy od tego, że potrzebować będziemy jelit – które dostaniemy w każdym sklepie z garmażerią. Oprócz tego składniki, których użyjemy to 3 kg ziemniaków, skwarki przesmażone z cebulą, kasza jęczmienna, 25 dag mięsa mielonego, pieprz i sól, liść laurowy.

W pierwszej kolejności tarkujemy na małych oczkach ziemniaki. Do surowych ziemniaków dodajemy skwarki – czyli mięso usmażone z cebulką. Do tego dodajemy kaszę. Jeżeli użyjemy 3 kg ziemniaków to też tyle samo potrzebować będziemy kaszy. Proporcja musi być pół na pół. Wtedy będzie idealnie. Do tego wszystkiego dodajemy surowe mięso mielone. Na koniec wszystko przyprawiamy pieprzem i solą. Pamiętajmy, żeby nie zepsuć smaku przesadzając z tą drugą przyprawą. Nawet jeżeli będziecie mieli dużą porcję, to pamiętajcie, że sól przede wszystkim zmieni smak wody znajdującej się w warzywach, a nie smak warzyw. Na koniec po solidnym wymieszaniu dodajemy liść laurowy.

Na koniec zostaje nam włożenie ciasta do kiszki. Robimy to łyżką. Na koniec przekłuwamy igłą kiszkę by uszło powietrze i nie pękła podczas pieczenia. Gdy kiszka jest gotowa to wsadzamy ją do pieca na godzinę. A potem już się tylko zajadać…

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niezwykły film o monasterze w Supraślu. Tak wyglądał proces odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków.

Monaster w Supraślu to wyjątkowe miejsce. Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż i postanowiono, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Film opowiada o procesie odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków cerkwi Zwiastowania Bogurodzicy w prawosławnym monasterze w Supraślu. Pokazano w nim unikalne, historyczne zdjęcia monasteru. Można zobaczyć fotografie sprzed zburzenia ławry, jej ruiny i ocalałe freski. Widz zapoznany zostaje również ze zdjęciami z różnych etapów odbudowy monasteru. Zobaczyć też można historyczny fragment Nabożeństwa Paschalnego sprawowanego przez ówczesnego namiestnika archimandrytę Mirona.

Monaster w Supraślu dziś, to także wyjątkowe i niesamowite Muzeum Ikon. Dlatego jadąc tam, by zwiedzać – warto się zapoznać z historią tego miejsca. Od powstania świątyni i zakonu, po  czasy jego rozkwitu, historię dawnej drukarni, po smutne czasy wojny i nowoczesność.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ten film to prawdziwa rewelacja! Świąteczny Białystok z lotu ptaka.

W ostatnim czasie razem ze startem jarmarku bożonarodzeniowego, uruchomiono także świąteczne iluminacje w centrum miasta. Pokazywaliśmy je Wam na żywo, a także na zdjęciach. To jednak nie wyczerpało tematu, gdyż właśnie powstał rewelacyjny film, w którym możecie zobaczyć jak wygląda centrum z perspektywy lotu ptaka. Zostało to nagrane dronem specjalną techniką, dzięki czemu ujęcia są bardzo dynamiczne, a efekt końcowy jest piorunujący! Na filmie zobaczyć możemy oczywiście Rynek Kościuszki, Pałac Branickich, plac przez Teatrem Dramatycznym czy ul. Lipową. Nie brakuje też skwerku przy Cerkwi Św. Mikołaja czy ul. Kilińskiego. To wszystko w świątecznym, wieczornym klimacie.

Jeżeli chcecie coś kupić na jarmarku, to będzie on dostępny do 22 grudnia. Można tam dostać tradycyjne regionalne wędliny, chleby, miody, ale też ozdoby świąteczne i wyroby rękodzielnicze. Otwarte jest codziennie od godz. 12.00 do 20.00. Główną atrakcją jarmarku, na placu między Ratuszem a zachodnią pierzeją Rynku, jest karuzela wenecka, w której może przejechać się jednocześnie kilka osób. Można też zrobić pamiątkowe zdjęcie w specjalnej ramce – fotograficznej kartce świątecznej.

Iluminacje natomiast na pewno zostaną z nami dłużej, bo na Podlasiu świętuje się dwa razy. Najpierw Boże Narodzenie obchodzą katolicy, a potem prawosławni – 2 tygodnie później. I tak wigilia odpowiednio jest 24 grudnia i 6 stycznia, zaś Sylwester i Małanka – 31 grudnia i 13 stycznia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To mało znana część Supraśla. Jest przepiękna!

Turystyczne życie w Supraślu kręci się wokół ul. 3 Maja, gdzie są restauracje, a także wokół bulwarów z plażą. Mnóstwo osób odwiedza także Muzeum Ikon i Monastyr. Tymczasem jest jeszcze miejsce, o którym większość przyjezdnych być może nawet nie wie. Nazywa się Pólko. Jest to osada leśna w gminie Supraśl.

Prowadzi do niej szutrowa droga jeszcze przed Supraślem. Lepiej wpisać nazwę w nawigację, bo można wjazd pominąć. Na miejscu zastaniemy wiatę i miejsce do biwakowania. Do tego jest dzika plaża, na przepięknym zakolu rzeki, ale też coś jeszcze. Mowa o wyjątkowym, ostrym zakolu rzeki. Siedząc tam można odnieść wrażenie, że to długi mini-półwysep. Jeżeli ktoś lubi odpoczywać patrząc na rzekę, to na tym zakolu będzie wprost idealnie.

Warto podkreślić, że możemy tam obcować z naturą przez cały rok. Wiosną, gdy natura budzi się do życia, latem gdy jest tam słonecznie i zielono, a także jesienią, która mieni się wszystkimi kolorami. Oczywiście także zimą, gdy Puszcza Knyszyńska znajduje się pod białym puchem. Największy efekt daje rzeka Supraśl, która spokojnie meandruje. W oddali, po drugiej strony rzeki, w oddali znajdują się Studzianki.

Pólko może być częścią pieszego spaceru. Trasa zajmie nam około 2 godziny, bo to 7,5 km. Zaczynamy i kończymy pod Supraślem robiąc pętlę po lesie. Jak wygląda droga na mapie i na żywo możecie zobaczyć na filmie. Można też zrobić większa trasę obejmującą Supraśl. Wtedy możemy na przykład dojść do Pólka, potem wrócić drogą przy rzece przez okolice szpitala do ul. Kodeksu Supraskiego. Trzeba przyznać, że widoki są bardzo przyjemne.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękne i niepowtarzalne podlaskie sanktuaria. Różanystok to jedno z nich.

Archidiecezja Białostocka wyprodukowała cykl filmów dotyczących podlaskich sanktuariów. Można będzie zobaczyć ich piękno i niepowtarzalność. Pierwszy odcinek dotyczy Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku i jest już do obejrzenia powyżej. Filmy zawierają nie tylko informacje dotyczące specyfiki lokalnego kultu maryjnego, spuścizny historycznej i kulturowej. Można zwyczajnie się dowiedzieć o ciekawych miejscach do zwiedzania.

Różanystok znajduje się niedaleko Sokółki. Jest to miejsce, gdzie pielgrzymuje co roku wiele osób. Znajduje się tam także ośrodek wychowawczy, gdzie przebywa młodzież. Za sanktuarium odpowiadają Salezjanie. Historia tego miejsca zaczyna się w 1652 r. Wówczas malarz w Grodnie, najprawdopodobniej Jan Szretter, maluje na prośbę rodziny Tyszkiewiczów obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. Po 6 latach następują pierwsze cuda przed Obrazem Matki Boskiej w dworze Tyszkiewiczów w Krzywym Stoku. Następnie obraz przeniesiono do drewnianego kościoła, który pod to specjalnie wybudowano. W kolejnych latach cuda zostają uznane, zaś miejsce to zaczyna się rozwijać pod kątem religijnym.

W trakcie zaborów najpierw kościół zostaje zamknięty, a potem car przekształca go w cerkiew. Pierwsza wojna światowa zmienia sytuacje. Jednak prawosławne mniszki, które uciekają w głąb Rosji zabierają ze sobą cudowny obraz. Cerkiew zamienia się w koszary wojskowe i magazyn. 2 tygodnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Biskup wileński Jerzy Matulewicz przywraca do życia parafię różanostocką.

Podlaskie Sanktuaria Maryjne to miejsca o ciekawej i wyjątkowej architekturze. Nie zawsze są doceniane, często słabo znane, nie tylko wśród osób z innych regionów Polski czy świata, ale również wśród mieszkańców Podlasia. Wszystkie stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik pobożności, ale również cenny i niedoceniany fragment spuścizny kulturalnej, historycznej i religijnej regionu. W kilkunastominutowych filmach, dzięki nagraniom z drona, można zobaczyć przedstawiane miejsca w szerokich kadrach, z różnych perspektyw.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto twórcy ludowi Podlasia. Zobacz, jak powstają wyjątkowe regionalne produkty.

Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku wyprodukował wyjątkowy film, w którym możemy poznać twórców ludowych z Podlasia. Zwykle można było się o nich dowiedzieć jeżdżąc po lokalnych festynach. Tym razem może z nimi i ich dziełami zapoznać się szersza publiczność.

W filmie możemy zobaczyć Panią Teresę Pryzmont z Wasilówki, która wprowadza widzów w świat krosna. Opowiada też o tym jak zaczęła się jej przygoda z tkaniem, gdy była dzieckiem. Kolejnym twórcą jest Michał Koc, rzeźbiarz z Hajnówki. Opowiada o swojej pasji, którą zajął się, gdy nie mógł dłużej pracować w swoim zawodzie. Ciekawa jest również opowieść Jana Szarkiela, który jest stolarzem z Ciełuszek. Wykonuje on przepiękne drewniane ornamenty, które zdobią niejeden dom w Krainie Otwartych Okiennic. Kolejny twórca z filmu mógłby mieć pseudonim „gliniarz”, bo zajmuje się garncarstwem. Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej to także utalentowany człowiek. Swoim zajęciem para się od 25 lat!

W dalszej części filmu możemy także poznać Jerzego Tarasiewicza, który jest tokarzem z Hajnówki. Wykonuje on przepiękne naczynia z drewna. Kolejnym twórcą jest Marek Kozak, który jest kowalem we wsi Simuny. Warto dodać, że nie chodzi o podkuwanie koni, lecz o kowalstwo artystyczne. Wieszaki, świeczniki, ale też kute płoty i bramy to jego specjalność. Ciekawe zajęcie ma także Piotr Bogacewicz, który tworzy małe dzieła sztuki… poprzez wycinanie papieru. Mieszka w Krywiatyczach. Jego rodzina robi to z pokolenia na pokolenie. Warto dodać, że twórca pasją zaraził też swoje dzieci. Warto dodać, że wycinanki można zastosować choćby podczas kolędowania.

Krystyna Cieśluk tworzy natomiast pisanki. Pochodzi z Lipska, gdzie można napotkać ogromną pisankę, zdobiącą miasto. Warto dodać, że na jajkach nie znajdują się przypadkowe wzorki. Wszystko jest przemyślane i ma odniesienia religijne. Pani Krystyna została nauczona, by umieszczać na pisance wszystko co nas otacza – to co na niebie i to co na ziemi. Dlatego też, jej wielkanocne dzieła są przepiękne i wyjątkowe.

Opowieści twórców przeplatane są pięknymi widokami Podlasia. Możemy zobaczyć niezwykłe krajobrazy i ujęcia z drona. Warto to dzieło zobaczyć, bo jest na czym oko zawiesić i też można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poszerzając własne horyzonty.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy legenda o Janie z Kolna jest prawdziwa? To on pierwszy odkrył Amerykę?

Na podstawie tekstu „Legendy o Janku z Kolna, który odkrył Amerykę” poetki Janiny Anny Krzyżewskiej, Kolneński Ośrodek Kultury i Sportu zrealizował wyjątkowy film. Jest to legenda o Janie z Kolna. Warto jednak podkreślić, że osoba ta istniała naprawdę. Nasz Janek był doskonałym nawigatorem. Film składa się z dwóch części – opowiedzianego wstępu oraz po około 3,5 minuty – część właściwa, gdzie możemy zobaczyć w akcji młodych aktorów.

Sceny do filmu kręcone były w okolicach Kolna, nad Pisą, w Cieciorach, na Mazurach nad Jeziorem Roś, nad polskim morzem w okolicach Sobieszewa, w Nowogrodzie, a także na scenie Kolneńskiego Ośrodka Kultury i Sportu. W nagraniach do filmu udział wzięło około 40 osób i są to członkowie zespołów działających w Kolneńskim Ośrodku Kultury i Sportu, instruktorzy oraz pracownicy ośrodka. Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialna jest instruktor KOKiS – Anna Podeszwik, natomiast montażem i dźwiękiem zajął się Paweł Podeszwik.

Trzeba przyznać obiektywnie, że film bardzo się dobrze ogląda. Minęły już czasy, gdy było widać bardzo wyraźnie różnice miedzy produkcjami amatorskimi a profesjonalnymi. Realizacja legendy nie różni się zbyt od typowego programu w telewizji. Dlatego twórcom należą się szczególne gratulacje, że potrafili zrealizować film na tak wysokim poziomie. Trzymamy kciuki za kolejne produkcje. Natomiast widzom chcielibyśmy życzyć dobrego seansu.

W filmie wystąpili:

Mateusz Bągart jako Jan z Kolna, Ojciec Jana-Paweł Podeszwik, Hanka-mama Janka- Irena Gołębiewska, Zbietka-Marlena Wszeborowska, Rybka-Amelia Szymańska, Kapitan Pining Śmiały-Jakub Liszewski, Kapitan Podhorst-Adam Podeszwik, Kobiety za straganami-Zofia Górska, Teresa Pomichowska, Król Danii-Eugeniusz Regliński, Damy Dworu- Julia Wierzbicka, Julia Rydelek, Marynarze-Robert Zieliński, Paweł Podeszwik, Narrator Główny-Nadia Podeszwik, Narratorzy-Jakub Liszewski, Adam Podeszwik, Anna Podeszwik.

Zespół Dziecięcego Teatru Muzycznego Junior w składzie: Julia Bagińska, Marta Dziekońska, Magdalena Czerwińska, Maja Kodłubajska, Anna Chmielewska, Marlena Wszeborowska, Nadia Podeszwik,Eliza Darmetko, Gabriela Malinowska, Łucja Błażejczyk, Rozalia Modzelewska

Zespół Dziecięcego Teatru Muzycznego w składzie: Natalia Szymańska, Oliwia Sielawa, Patrycja Wygnalska, Julia Rydelek, Anna Wróblewska, Emilia Klonowska, Natalia Kuklińska, Zuzanna Malinowska, Aleksandra Święcicka, Emilia Chaberek, Julia Milczarska, Julia Wierzbicka, Amelia Szymańska, Aleksandra Skrodzka.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Miasto na skraju Puszczy. Tak kiedyś wyglądała Hajnówka.

Hajnówka to dość młode miasto. Uzyskała prawa miejskie dopiero w 1950 roku. Wcześniej mimo, że zamieszkiwana była przez 15 000 osób, to rządził nią… sołtys. Historia miasta związana jest oczywiście z przemysłem leśnym. Cóż mogłoby lepiej funkcjonować tam, gdzie jest Puszcza? Patrząc na ten rejon dziś widzimy go zupełnie inaczej. Hajnówka staje się miejscem turystycznym, gdzie ludzie przyjeżdżają oddychać świeżym powietrzem, obejrzeć żubry, przejechać się kolejką wąskotorową. Wycinka w lesie wzbudza zaś protesty. Pojawiają się też głosy, by cała Puszcza Białowieska była parkiem narodowym.

Dawniej patrzono na Hajnówkę inaczej. Po 1950 roku, gdy zyskała prawa miejskie zaczęto intensywnie budować domy. Wszystko co stare zostało rozbierane i zastępowane nowym. Z filmu można dowiedzieć się także co nieco o młodzieży. Tej podobno w mieście nie brakowało, zaś weekendy spędzali podobnie jak dzisiejsza młodzież – na potańcówkach. Nie brakowało tez domów kultury. Gorzej było z opieką lekarską. Przyjmowano pacjentów po trzech do jednego pokoju! Dzisiaj to nie do pomyślenia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wyjątkowy film historyczny! Tak wyglądały dawniej Suwałki. Zobacz miasto w 1937.

Nie tylko aktualne podróże są ważne, ale te sentymentalne i historyczne również. Jak można bowiem zwiedzać miasto nie znając jego przeszłości? Patrzeć na ludzi, budynki i całe otoczenie bez żadnego kontekstu? Wówczas patrzymy wyłącznie na kształty, a nie coś w czym kryje się czas, który minął. Dlatego ważne jest oglądanie starych filmów i zdjęć. Dla jednych się z czymś już kojarzą, a u innych wywołują wspomnienia, a jeszcze inni mają jakieś dalsze wyobrażenia.

Warto podkreślić, że film jest pewną rekonstrukcją cyfrową – stąd są pewne zniekształcenia. Nie powinny one jednak przysłonić najważniejszego. Suwałki na dawnym filmie wyglądają cudownie. Mnóstwo ludzi, uśmiechnięte twarze, gwar. Nikt wówczas nie spodziewał się najgorszego czyli tego co wydarzyło się po 2 latach.

Po takim „zwiedzaniu” warto wybrać się do Suwałk obecnych. Wtedy można dostrzec jak bardzo się zmieniły.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Białystok – Suwałki rowerem? Świetny pomysł nawet jesienią!

Wigierski Park Narodowy, Puszcza Augustowska, Kanał Augustowski, Biebrzański Park Narodowy i Tykocin to tylko niektóre atrakcje jakie można odwiedzić korzystając z podlaskiego odcinka Green Velo. Jesienna aura to także dobry czas na dłuższą rowerową wycieczkę. Jeżeli chcielibyśmy przejechać trasę z powyższego filmu, to musimy wiedzieć, że trzeba ją zaplanować na dwa dni. Z Suwałk do Białegostoku, drogą dla samochodów jest 120 km. W przypadku trasy rowerowej jest to około 200 km. Warto jednak spróbować swoich sił. Choćby dla tej wspaniałej przyrody.

Do Suwałk możemy dojechać bezpośrednim pociągiem z Krakowa, Warszawy i Białegostoku. Po wyruszeniu w drogę z zabytkowego dworca warto przejechać przez centrum Suwałk oraz wybrać się nad zalew Arkadia. Jeżeli przyjechaliśmy z daleka, to możemy też się solidnie wyspać i ruszyć dopiero następnego dnia.

Białystok – Suwałki rowerem? Świetny pomysł nawet jesienią! Kolejny przystanek w naszej drodze do Wigierski Park Narodowy. Warto tam zobaczyć przede wszystkim klasztor, a także obserwować przyrodę miło spędzając czas nad jeziorem Wigry. Trasa dalej prowadzi do Mikaszówki, gdzie będziemy jechać dalej wzdłuż Kanału Augustowskiego odwiedzając między innym sanktuarium w Studzienicznej oraz Augustów. Szczególe warto wybrać się tam nad bulwary, plażę i na Rynek.

Następnie trasa poprowadzi nas do Goniądza przez piękne tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego. Będziemy jechać wzdłuż rzeki Biebrzy podziwiając niesamowitą przyrodę. Następnie zajedźmy do Osowca-Twierdzy, gdzie możemy spędzić czas w muzeum, wybrać się nad bunkry i kładkę. Później pojedźmy Carskim Traktem do Strękowej Góry. Po drodze będzie jeszcze jedna kładka, z której będzie można podziwiać łosie przy odrobinie szczęścia.

Ostatni odcinek drogi to Tykocin, tamtejsze bulwary, piękny kościół, synagoga, zamek i ogólnie otwarty rynek. W oko mogą też wpaść przepiękne drewniane domy. Na sam koniec zahaczymy o Narwiański Park Narodowy. Jeżeli chcemy, to możemy tam zajechać lub pojechać prostą drogą do Białegostoku.

Jak widzicie na powyższym filmie – droga będzie miała nawierzchnię mieszaną, dlatego w trasie sprawdzi się rower z grubszymi oponami. Nasza prędkość będzie może trochę niższa, ale taka wycieczka to przecież nie wyścig. Warto cieszyć się każdą chwilą spędzoną na szlaku.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te placki to idealna potrawa na chłodne dni! Potrzebne dwa popularne u nas produkty.

Gotowane ziemniaki usmażone jako placki z sosem grzybowym to bajeczna potrawa, która popularna jest na Podlasiu ze względu na szeroką dostępność ziemniaków i grzybów. Jak się robi tą potrawę w naszym regionie? O tym dowiemy się z filmu nagranego w Pawłach.

Kartofle gotujemy w mundurkach, potem je tarkujemy na drobnych oczkach. Dodajemy soli, wbijamy jedno jajko, przyprawiamy liściem laurowym i pieprzem. Sypiemy następnie mąkę. Wkrajamy do tego cebulkę i wszystko zagniatamy. Jeżeli ciasto nam się nie skleja, to dosypujemy mąki, aż osiągnie konsystencje przypominającą gumę. Rozgrzewamy patelnię, na której używamy oliwy lub smalcu. Dodajemy też masła dla smaku. Rękoma formujemy placki i kładziemy na rozgrzanej patelni. Następnie wysmażamy po obu stronach.

Pozostało zrobienie sosu grzybowego. Najlepiej nadadzą się do tego oczywiście świeże zbiory prosto z lasu. Jeżeli takie mamy, to po wyczyszczeniu wrzucamy je na patelnię, gdzie powoli podsmażamy z cebulką. Gdy ta się zeszkli to dodajemy do wszystkiego śmietany i czekamy aż się zetnie tworząc z grzybami i cebulką wspólną i gęstą konsystencję. Doprawiamy wszystko pieprzem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Cerkiew w Puchłach to wyjątkowe miejsce na mapie Podlasia. Zaczęło się od cudownego uzdrowienia.

Kraina Otwartych Okiennic to hasło, na które wiele osób reaguje bardzo ciepło. Takie miejscowości jak Trześcianka, Soce czy Puchły odwiedziło w ostatnich latach mnóstwo osób z Polski i zagranicy. Drewniane domki i kolorowe cerkwie to połączenie wręcz magiczne. Tym razem chcemy skupić się na samej miejscowości Puchły. Ostatnio w tamtejszej cerkwi odbył się Koncert Muzyki Cerkiewnej z okazji 110 rocznicy osiedlenia się Dykałowiczów w Puchłach. Z tej okazji chcielibyśmy przybliżyć Wam historii wsi, a przy okazji obejrzyjcie i wysłuchajcie przepiękny koncert (od 24 minuty).

Cudowne uzdrowienie

Historia wsi zaczyna się od drzewa, w którym miała objawić się Matka Boża jednemu z okolicznych mieszkańców w XV wieku. Chory zaczął się modlić pod lipą o zdrowie. Nie dość, że ujrzał on bożą rodzicielkę, to jeszcze obrzęk nóg zniknął. Drzewo przy której miało mieć miejsce objawienie do dziś stoi przy cerkwi. Świątynia jest najważniejszym miejscem w Puchłach. Tak też było w przeszłości.

Zacznijmy jednak od początku. W roku 1561 istniał tu dwór. Syn wójta z Trościanicy (Trześcisanki) nazywał się Tomasz Puchłowicz. Prawdopodobnie dobra pochodzą od jego nazwiska. Jeżeli nie od opuchlizny modlącego się. A może modlił się sam Puchłowicz? Trudno powiedzieć, bo o wsi krąży wiele legend. Jedna z nich mówi, że dziedzic był złym człowiekiem i kazał ludziom zmienić wiarę na grekokatolicką. Prawosławni mieszkańcy jednak modlili się o pomoc Matki Bożej. Gdy dziedzic zmarł, to po jego śmierci zaczął się pojawiać na rozstajach dróg. Ludzie dalej się modlili, by zjawa przestała się im pokazywać. Poskutkowało.

Niezależnie która wersja jest prawdziwa, to do cerkwi, gdzie miało miejsce uzdrowienie zaczęły przyjeżdżać liczne pielgrzymki z intencją uzdrowienia dla siebie lub chorych bliskich. Przypomnijmy też, że na Podlasiu w 1710, 1830 i 1855 roku miały miejsce epidemie dżumy i cholery. Wówczas też odnotowano liczne uzdrowienia, które przypisywano świętemu miejscu. Na pamiątkę cudownego uzdrowienia powstała ikona.

Cerkiew powstawała wiele razy

W 1754 roku przez wieś miał przejść huragan, który uszkodził starą cerkiew. Ówczesny właściciel wsi, pułkownik Józef Wilczewski ufundował nową, która powstała w 1756 roku. Spłonęła ona w 1771 roku, a wraz z nią prawdopodobnie ikona, od której zaczęła się historia wsi. Kolejna świątynia powstała w 1798 roku. Była to niewielka kaplica, którą przeniesiono z uroczyska spod Ryboł. Obecna cerkiew to budynek wzniesiony w latach 1913-1918. Świątynia jest z drewna, wzniesiona na planie krzyża, przepięknie ozdobiona i położona pośród drzew. Niesamowite jest także wnętrze świątyni. Można było je podziwiać między innymi w filmie „My name is Sara”. Cerkiew ma zapierający dech w piersiach ikonostas oraz niezwykłe, aczkolwiek proste polichromie. Warto też wspomnieć o dzwonnicy, do której wejście poprzedzone jest gankami.

W cerkwi dalej można czcić Ikonę Opieki Matki Bożej. Mimo, że oryginalna spłonęła toteż obecna powstała po 1781 roku. Warto na koniec wspomnieć o Dykałowiczach. Puchły były wsią prywatną zaś Dykałowicze ostatnimi jej właścicielami. Zostali oni wywłaszczeni przez komunistyczne władze.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak powstaje Ser Koryciński? Rodzina Bielców produkuje go od pokoleń.

Trwa akcja „Dobre Smaki na Wsi”, która promuje turystykę kulinarną. W jej ramach odwiedzono rodzinę Bielców, którzy od pokoleń produkują Ser Koryciński. Każdy kto go jadł wie, że jego smak jest wyjątkowy. Swój wyrazisty smak zawdzięcza naturalnej produkcji bez polepszaczy z mleka od okolicznych krów, z autorską mieszanką ziół.

Projekt promujący dobre smaki powstał z myślą o zmianie wizerunku polskiej wsi. Niektórzy ją postrzegają poprzez infantylne programy w telewizji o rolnikach z Podlasia albo o wiejskich chłopakach „do wzięcia”. Tymczasem prawdziwa wieś to nie tylko rolnictwo. Są też przepiękne krajobrazy, spokój i małe wiejskie przedsiębiorstwa czy agroturystyka położona w naturalnych, dalekich od miejskiego gwaru miejscach.

Film warto pokazać ze względu na rodzinę Bielców, którzy od lat produkują Ser Koryciński. Jako ciekawostkę można dodać, że produkt ten jest tak popularny, że w Warszawie swego czasu można było nawet kupić… „podróbkę”. Oryginał powstaje we wsi Aulakowszczyzna w gminie Korycin. Legenda głosi, że produkcji sera nauczyli mieszkańców regionu Szwajcarzy, którzy w drugiej połowie XVII wieku na ziemiach korycińskich brali udział w jednej z bitew Potopu Szwedzkiego. Ranni żołnierze mieli trafić do folwarku Kumiała nieopodal Korycina. Niektórzy Szwajcarzy zdecydowali się osiąść tutaj na stałe i ponoć to właśnie oni w ramach wdzięczności za gościnność i opiekę nauczyli mieszkańców produkcji wyjątkowo smacznego sera. Dojrzałą postać Sera Korycińskiego uzyskuje się po kilku miesiącach leżakowania.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak powstają bułki z kapustą i grzybami prosto z Białowieży!

Bułeczki drożdżowe to niejedna specjalność pani Joanny Kiryluk. Pełni ona też funkcję przewodnika turystycznego w Białowieży. Z powyższego filmu dowiecie się jak zrobić przepyszne bułki z kapustą i grzybami, a także poznacie lepiej Białowieżę. Odcinek Białoruskich Smaków Podlasia jest bardzo rodzinny, ponieważ występuje tu także mama Pani Joanny – Pani Katarzyna Szpakowicz – zajmująca się zielarstwem i ziołolecznictwem, która sztuki tej nauczyła się z kolei od swojej mamy. Opowiada ona o zaletach medycyny naturalnej i zachęca do zbierania ziół. To na Podlasiu tradycja bardzo silna, zaś zioła są bardzo skuteczne skoro przez tyle lat ludzie od nich nie odeszli.

Jeżeli chodzi o same bułki, to przepis jest następujący. Do miski wrzucamy dwie trzecie kostki drożdży, zasypujemy 3 łyżkami cukru. Dolewamy do tego trochę mleka i trochę mąki, by wymieszać drożdże. Dopiero potem będziemy dodawać resztę wody i mąki. Do mieszadła wlewamy też pół szklanki oliwy. Następnie dosypujemy coraz więcej mąki. Gdy ciasto przestaje mieć płynną konsystencję dosypujemy odrobinę soli i dodajemy mąkę. Nie piszemy ile tej mąki trzeba, bo musimy ją dosypywać na bieżąco. Każdy, kto mieszał kiedyś wodę i mąkę dobrze wie, że idealne proporcje nie istnieją. Gdy uda nam się odpowiednio zmieszać oba składniki i ciasto będzie w końcu jednolite, to wyrabiamy je jeszcze 10 minut i odstawiamy na 30 minut do wyrośnięcia.

Zajmijmy się teraz farszem. Kroimy cebulę i podsmażamy. Następnie kroimy kapustę. W kolejnym kroku kroimy grzyby i wsypujemy je razem z kapustą do garnka, gdzie już powinna być podsmażona cebula. Nie zapomnijmy o przyprawach – jeżeli je lubimy.

Ostatni krok to umieszczenie farszu w przyszłych bułeczkach. Najpierw ciasto rolujemy w wałek, a następnie nożem kroimy na mniejsze kawałki. Wyrabiamy z każdego kawałka mały placek. Do środka nakładamy łyżką farsz i formułujemy bułkę – zlepiając ciasto. Następnie przyszłe bułeczki wsadzamy do formy, smarujemy je od góry olejem by były chrupkie. Po 10 minutach w piekarniku powinny być gotowe. Wskaźnikiem będzie to czy są już zarumienione.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Królowy Most i Kołodno cały czas popularne! Tak wygląda droga na wieżę widokową.

Królowy Most i Kołodno są cały czas „na topie”. Nie maleje liczba turystów odwiedzających te miejsca. Przyjeżdżają samochodami i rowerami od strony Białegostoku i od strony Supraśla. Mimo niesłabnącej popularności Wzgórz Świętojańskich, dalej wiele osób ma problem ze znalezieniem wejścia na górę. Dlatego warto obejrzeć powyższy film i zobaczyć sobie wcześniej jak wygląda dojazd i droga do wieży widokowej, z której widać Puszczę Knyszyńską.

Wejść na górę jest kilka, jednak najlepiej iść z drogi żwirowej niedaleko cmentarza (na filmie), prowadzącej do lasu. W pewnym momencie będzie wejście na górę po lewej stronie. Można zejść drugą drogą, a następnie przejść przez całe Kołodno do cmentarza (jeżeli tam zostawiliśmy samochód). Można też dojechać rowerem, wspiąć się z nim na górę (trudności będą tylko chwilowe), a potem zjechać oczywiście trzymając hamulec, by się nie zabić.

Samo Kołodno i Królowy Most warto zwiedzać o każdej porze roku. Gdy ktoś przybędzie na Podlasie może śmiało zrobić nawet całą pętlę w Puszczy Knyszyńskiej. Jadąc i zwiedzając trasą Białystok – Supraśl – Cieliczanka – Kołodno – Królowy Most – Wyżary – Białystok. Po drodze same fantastyczne miejsca!

Partnerzy portalu:

Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Przejedź rowerem dookoła i podziwiaj przyrodę.
fot. Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi

Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Przejedź rowerem dookoła i podziwiaj przyrodę.

W ramach Światowego Dnia Turystyki na terenie Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi, przy forcie nr 1, odbyło się uroczyste otwarcie ścieżki pieszo – rowerowej pn. „Nadnarwiańskie Górki”. Szczerze powiedziawszy nie wiadomo co oni dokładnie tam otwierali, bo ścieżka ma lekko ponad 3 km, z czego część nawierzchni to kocie łby (dla rowerzystów koszmar), a część to utwardzony piach, który w suche dni jest mordęgą. Zaś inwestycja polegała na wyznaczeniu istniejącej drogi na mapie, oznaczeniu 3 tablicami informacyjnymi oraz 8 tablicami kierunkowymi. Jest też obietnica uzależniona od Wójta Piątnicy. Jeżeli ten będzie chciał się dogadać z dyrekcją Parku, to pojawią się też stojaki na rowery, kosze na śmiecie i ławki.

O tym wielkim „otwarciu” piszemy przy okazji. Bo ogólnie chcieliśmy Was zachęcić do objechania rowerem całego przyrodniczo cennego terenu Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi i jego okolicy. Trasa wynosi 75 km. Na wspomnianym wyżej „otwieranym” terenie z Piątnicy do Kalinowa przejedziemy przez strefę krawędziową, z której rozciąga się widok na dolinę Narwi, przebiegając wzdłuż wysoczyzn okalających prawy brzeg rzeki. Fragment trasy przechodzi również obok fortów carskich, które stanowią atrakcję historyczną i czaplińca, gdzie w bezpiecznej odległości możemy podziwiać gniazda czapli siwej tworzącej zwartą kolonię. Tuż obok znajduje się zasiedlone gniazdo bielika. W tym miejscu obserwujemy bardzo rzadkie sąsiedztwo dwóch gatunków ptaków: osobnika szczytowego i jego ofiary. W przestrzeni okalającej ścieżkę turystyczną występuje również bardzo ciekawe polodowcowe ukształtowanie terenu z okresu zlodowacenia środkowopolskiego. Stojąc na południowym skraju Wysoczyzny Kolneńskiej zobaczymy wspaniały widok na dolinę i jej najwęższy odcinek.

Jadąc dalej możemy zawitać do Muzeum Przyrody w Drozdowie. Piękny budynek, wspaniałe wnętrza, kładka, park, wypchane dzikie zwierzęta. Jest naprawdę co podziwiać! Kolejny przystanek to Piaskowa Górka, która jest niezwykłym siedliskiem zwierząt, roślin i owadów. Jeżeli chodzi o te ostatnie – to w tym miejscu odnotowano 27 gatunków motyli! Kolejna atrakcja to Bronowo. Tamtejszy drewniany most zagrał w filmie „Wołyń”. Ogólnie to piękne widokowo miejsce. Następnie zjedźmy na chwilę z Parku i wybierzmy się do Wizny. To jest miasteczko o wyjątkowej historii. Warto zobaczyć też wydmy i niesamowite miejsce jakim są Grądy-Woniecko.

Powrotny odcinek wiedzie przez Rybno, gdzie zimą szusują narciarze. Jest też Siemień Nadrzeczny w pięknym widokiem na Narew oraz inny punkt widokowy – Góra Królowej Bony. Na sam koniec do odwiedzenia pozostanie Stara Łomża i Łomża.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jesień to idealny czas na spacery. W Białymstoku jest takie idealne miejsce.

Oczywiście mowa tutaj o Parku Konstytucji 3 Maja, pobliskim zoo oraz Lesie Zwierzynieckim. Jesienne kolory prezentują się tam naprawdę cudownie. Wystarczy tylko się przejść. Zacznijmy od tego, że im więcej ruchu tym lepiej dla Waszego zdrowia. Nasze podlaskie świeże powietrze (które w może nie w całym Białymstoku, ale w jego lesie jeszcze występuje). Być może nie wszyscy wiedzą lub pamiętają, że Las Zwierzyniecki jest rezerwatem przyrody. Dzięki temu dziko występująca tam przyroda jest prawdziwą ucztą dla naszych zmysłów – wzroku, słuchu czy węchu.

Sam Park Konstytucji 3 Maja wraz ogrodem zoologicznym, to także idealne miejsca na spacer z dziećmi. Jest mnóstwo alejek i dwa różnorodne place zabaw. Do tego nie brakuje ławek by posiedzieć. Przypomnijmy, że metamorfozę przeszło także zoo, dzięki czemu już nie tak jak kiedyś można wędrować dookoła, ale także wejść do środka, by podglądać wiele zwierząt. Główną atrakcją jest oczywiście niedźwiedź, jednak przy odrobinie cierpliwości można zaobserwować także cichego i nieśmiałego rysia. Podobnie jest z wilkami.

Las Zwierzyniecki natomiast podzielony jest na kilka alejek. Warto je przejść wszystkie. Tunele z drzew i kolorowych liści spowodują, że poczujemy się jak w świecie baśni albo co najmniej jakiegoś dobrego filmu. Jeżeli zabierzemy ze sobą drugą połówkę, to jest szansa, że będzie to film romantyczny. Przy okazji wędrówek po rezerwacie zajrzyjcie także na pobliski kampus uniwersytecki. Jest to prawdziwe dzieło architektoniczne.

Białystok pod wpływem jesieni stał się magiczny. Dwa kroki od bajecznej atmosfery!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Hopa ziemniaczana. Tak ją robią gospodynie na Podlasiu.

Kucharz Krystofor dotarł do podhajnowskiego Starego Berezowa, gdzie gotował wspólnie z miejscowym Kołem Gospodyń Wiejskich. Na warsztacie znalazła się Hopa ziemniaczana. Co to takiego? To oczywiście inna wersja babki ziemniaczanej – z dodatkiem kaszy – przysmak, dla którego turyści szturmują Supraśl i Białowieżę (i nie tylko). Jak wiemy robi się ją dosyć prosto, ale diabeł tkwi w szczegółach. Dlatego każdy ma swoją wersję. Zobaczcie sami jak się robi ją w Starym Berezowie.

Do takiej porcji jak na filmie potrzebować będziemy 2kg ziemniaków, 150/200g kaszy jęczmiennej, 4 jajka, kawałek boczku, jedną kiełbasę, jedną cebulę, 1,5 łyżeczki soli, 1,5 łyżeczki pieprzu ziołowego, 2 łyżeczki majeranku oraz smalec do smażenia. Na początku tarkujemy ziemniaki, potem kroimy boczek i kiełbasę w kostkę, tak samo postępujemy z cebulką. Wrzucamy na patelnię smalec, a gdy się wystarczająco roztopi to dorzucamy do niego kiełbasę i boczek, a na koniec cebulkę. Resztę smalcu kładziemy na blaszkę. Wysmarowujemy nim całą blaszkę. W osobnym pojemniku przyprawiamy ziemniaki, wbijamy do nich jajka i wsypujemy surową kaszę. Po usmażeniu mięsa i cebuli wrzucamy ją do pojemnika z ziemniakami. Wszystko mieszamy i przelewamy do blaszki. Następnie wstawiamy potrawę do piekarnika na 1,5 godziny i pieczemy w 180 stopniach.

Jeżeli chcielibyście poznać bardziej tajniki gotowania na Podlasiu, to warto odwiedzić Stare Berezowo i tamtejsze Koło Gospodyń Wiejskich. Można także podejrzeć zwyczaje mieszkańców. W trzecią niedzielę po Wielkanocy, każdego roku po liturgii w cerkwi odbywa się procesja na cmentarz. Tam są święcone groby. Wszystko jest interesującym, lokalnym ceremoniałem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wyjątkowy i jedyny taki film dokumentalny. Z czasów, gdy furmanki mijały się z samochodami.

Myszyniec – Kolno to jedna z trzech tras kolejki wąskotorowej, dzięki której miasto znajdujące się dzisiaj w województwie podlaskim było zaopatrywane w wiele ważnych towarów i mogło się rozwijać. To właśnie w nim można było zobaczyć na ulicy mijające się furmanki i samochody. Meble, żywność, pasza – wszystko to docierało do Kolna tylko przy pomocy kolejki. Klasyczna kolej szerokotorowa tam nie dotarła.

W czasach dawnych Kolno było ważnym ośrodkiem handlowym pomiędzy Mazowszem i Prusami. Mimo poważnych zmian na mapie – targi w mieście się zachowały. W XVI wieku handlowali między sobą kupcy i chłopi. W XX wieku miasto dotknęła mocno II wojna światowa. Po tym miasto podupadło. W PRL zaczęło się powoli odbudowywać. Charakter miasta został jednak powoli zmieniony. Pojawiły się pierwsze bloki, zaś władze miasta postawiły na profil usługowo-handlowy dla rolniczego zaplecza. To wszystko miałoby nawiązywać do tradycji z przeszłości.

Tego typu plany spowodowały pojawienie się niebywałego kontrastu w mieście – traktory czy motocykle mijały się w mieście z furmankami. Wtedy właśnie powstał ten wyjątkowy i jedyny film dokumentalny o Kolnie, w którym główną rolę odgrywała kolejka wąskotorowa – będąca już wtedy anachronizmem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kładka Waniewo-Śliwno. Tak obecnie wygląda przeprawa przez rozlewiska.

Jak wiadomo, od dłuższego czasu kładka od strony Waniewa jest w fatalnym stanie technicznym. Zadbana część biegnąca od Śliwna to ta należąca do Narwiańskiego Parku Narodowego. Ta druga zaniedbana należy do gminy Sokoły. Wójt Józef Zajkowski, pytany przez dziennikarzy o remont, wielokrotnie się wypowiadał że cały czas to planuje. Jako największą przeszkodę w realizacji wskazywał konieczność wykonania drogiej inwestycji z drewna dębowego, by było to na lata. Nie sposób mu odmówić racji. Ostatnio obiecywał prace na majówkę. Jak widać na powyższym filmie dalej jest źle. Wstyd dla gminy Sokoły, że ma takiego wójta, co tylko planuje i nic więcej nie robi. Kładka jest odwiedzana przez ogromne tłumy turystów. Wszyscy oni potem wracają do swoich miast i opowiadają o zniszczonej infrastrukturze co rzutuje na całe Podlaskie.

Od strony Śliwna kładka została świeżo wyremontowana w 2018 roku. Teraz jest jeszcze lepiej, bo pierwsze zejście jest poprawione i utwardzone kostką. Po drodze przeprawiamy się platformami po rozlewiskach i mijamy wieże widokowe. Możemy z nich obserwować to, co się dzieje w przyrodzie. Na powyższym filmie turysta napotkał na swojej drodze lisa, który akurat zwinął jajko. Warto jednak wziąć ze sobą lornetkę, gdyż można w okresie lęgowym napotkać wiele pięknych gatunków ptaków. Sam spacer jest już dobrą sprawą.

Długość kładki wynosi 1050 metrów. Obecnie niestety, końcówka trasy przez wspomniane wyżej długotrwałe planowanie wójta jest niedostępna. Jak widać na powyższym filmie – można ewentualnie iść po zdezelowanej części. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tej części, która jest dostępna. Na kładce obowiązują bilety wstępu do Narwiańskiego Parku Narodowego. Kupić je można w siedzibie Parku w Kurowie oraz przez internet na stronie instytucji.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Takie widoki, że zapiera dech w piersiach! Niesamowity film z Rajgrodu.

Rajgród i jego okolice to chyba jedna z lepszych, nieco zapomnianych miejscówek wypoczynkowych. Warto jednak tam się wybrać nie tylko w pełni lata, ale także pod jego koniec. Chłodne wieczory i cieplejsze poranki powodują, że można tam zaobserwować mgły. Wschód słońca obecnie jest w o tyle atrakcyjnej porze, że nie trzeba zbyt większych poświęceń by na niego zdążyć. A obserwowanie go choćby w Rajgrodzie dostarczy nam niezapomnianych przeżyć na wiele czasu.

Warto w mieście spędzić czas nie tylko na plaży, ale też w pięknych okolicach. Nazwa Rajgród nie jest przypadkowa, to naprawdę jest Gród w raju! Powyższy film tylko to potwierdza. Możemy na nim zobaczyć wyjątkowe widoki z góry. Poranne mgły, wschód słońca, rwącą wodę na tamie, leśne zakątki i przede wszystkim jeziora Rajgrodzkie i Jerzgnia. Niedaleko jest jeszcze trzecie jezioro Dręstwo i czwarte Krzywe. Polecamy Wam spędzić czas nad każdym z nich.

Możecie spacerować, jeździć rowerem po okolicy lub wypożyczyć sprzęt wodny by popatrzeć na te cuda z pozycji tafli wody. Jak widzicie na filmie – w momencie nagrywania ujęcia latał też balon. To nie przypadek bowiem w naszym regionie jest mnóstwo propozycji na lot balonem. Niezależnie jaki środek lokomocji wybierzecie, to radzimy pierwszy wolny weekend wykorzystajcie koniecznie na wycieczce w tamte strony.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na tropie ducha puszczy. Surwiwalowcy sprawdzali Podlasie i Suwalszczyznę.

Podlaskie jest coraz bardziej popularne. Po tym jak odwiedziło nas mnóstwo turystów, kręcono seriale i będą znów kręcić film z serii „U Pana Boga…”, zainteresowanie regionem nie maleje. Co raz pojawiają się u nas ludzie, którzy kręcą wartościowe materiały na YouTube (nie mylić z YouTuberami) i do tego mają tam wysokie zasięgi. W dzisiejszych czasach to doskonałą promocja. Tym razem na tropie ducha puszczy znalazła się ekipa „Ekwipunek Dźwigany Codziennie”.

Autorzy na swoim kanale traktują o bushcrafcie, sztuce przetrwania, outdoorze, turystyce czy włóczęgostwie. Podlasie to idealny teren dla nich. Na pierwszy raz postanowili odwiedzić najbardziej znane i popularne miejscówki. W naszym regionie zobaczyli Świętą Górę Grabarkę, skit w Odrynkach, Trześciankę i jej malownicze chaty, tatarskie Kruszyniany, a także piękne rejony Suwalszczyzny.

Najprzyjemniejsze było zakończenie relacji, które zostało ujęte tak: „To, że tam wrócę, jest pewne, jak w banku – a nawet pewniejsze„. Ciszyć się należy, że nasz region tak zaczął przyciągać ludzi i że chcą do nas wracać. Jeszcze trochę, to może też będą się osiedlać.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wyglądały Sejny w 1991 roku. Było gorzej czy jednak lepiej?

Rok 1991. Dopiero co była transformacja ustrojowa, Wojciech Jaruzelski przestał być prezydentem, ludzie zaś wybrali na to stanowisko Lecha Wałęsę. Z perspektywy takich ośrodków jak Warszawa, Gdańsk czy Wrocław sytuacja gospodarcza była fatalna, bo panowała jeszcze hiperinflacja, ale można było wyjechać na handel do RFN. Co mieli jednak powiedzieć mieszkańcy Sejn? Przyjeżdżali do nich Litwini i mówili – u nas jest jeszcze gorzej niż u Was.

Z powyższego filmu dokumentalnego wiemy, że chciano w jakiś sposób zorganizować przedsiębiorczość przy przejściu granicznym. Okazało się, że nie wchodzi to w grę, bo terenami wokół nich ma zacząć zajmować się wojewoda – czyli organ rządowy (wówczas nie było jeszcze marszałków województwa). Dlatego mimo istnienia przejścia granicznego, mieszkańcy raczej korzyści z tego nie odnosili. Co innego ludzie kultury, dla których miejsce to było inspiracją. Pogranicze powodowało, że tematów do twórczości było wiele. Szczególną uwagą obdarzano tolerancję.

Można też usłyszeć o zarobkach rzędu 500 000 zł. Chociaż dziś to wydaje się ogromną kwotą, to przez wspomnianą hiperinflację takie pieniądze nie były za wiele warte. Za 9500 zł można było kupić wtedy 1 dolara. Zatem zarobek o którym mowa wynosił lekko ponad 50 dolarów. Jak na miesiąc życia to nie było zbyt dużo. I chociaż gospodarczo było bardzo źle, wręcz fatalnie, to można zauważyć coś, czego brakuje u ludzi dzisiaj.

Jak to jest, że mimo takiej biedy ludzie są uśmiechnięci i ogólnie zadowoleni. A dziś żyjąc w przepychu i mając pod dostatkiem wszystko jest tyle frustracji w ludziach, problemów psychicznych i agresji? Teoretycznie każdy ma już tyle, że żyje na poziomie 10 razy lepszym niż mieszkańcy Sejn w 1991 roku. I co? I nic. Nadal jest źle? Czy może jednak wtedy było lepiej? Z odpowiedzią na to pytanie musicie zmierzyć się jednak sami.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękne stare miasto. Łomża ma czym zachwycić!

Jeszcze 20 lat temu Łomża nie przypominała tego miasta, którym jest obecnie. W 1999 utraciła status miasta wojewódzkiego na rzecz Białegostoku, które stało się stolicą połączonego z Łomżyńskiego, Suwalskiego i Białostockiego województwa podlaskiego. Zmarginalizowana i pomijana przez władzę na szczęście nie zniechęciła swoich mieszkańców. W ciągu dwóch ostatnich dekad liczba ich nieznacznie zmieniała się.

Łomża powstała w X wieku. Przetrwała zabory, dwie wojny. Przez miasto przepływa rzeka Narew. W okolicy znajduje się również Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi, a także Chroniony Krajobraz Równiny Kurpiowskiej i Doliny Dolnej Narwi. W granicach miasta położony jest Las Jednaczewski. Pod względem przyrodniczym miasto może także cieszyć się bogactwem jezior zakolowych.

Najważniejsze zabytki Łomży to ratusz z lat 1822-1823, Brama Napoleona, Klasztor Kapucynów z kościołem Matki Bożej Bolesnej, Katedra św. Michała Archanioła i Jana Chrzciciela z 1525 roku! Spacerując po mieście możemy natrafić na ławeczkę z pomnikiem Hanki Bielickiej. Aktorka była związana z Łomżą, w której zamieszkała po I wojnie światowej. Warto tu podkreślić, że Bielicka często podkreślała publicznie swoje zamieszkanie – dzięki czemu przysłużyła się promocji miasta.

Gdy patrzymy na powyższy film, to możemy zauważyć że po 20 latach bardzo wiele się zmieniło. Co prawda Łomżę dotknęła betonoza – choroba wielu prezydentów miast, ale nie brakuje terenów zielonych, które w jakiś sposób rekompensuje głupi pomysł zabudowywania zabudowywania głównych placów w mieście kostką. Trzeba podkreślić, że po mieście spaceruje się całkiem przyjemnie. Dlatego jeżeli jeszcze nigdy nie byliście tam, to koniecznie kupcie bilet (póki co można tylko na autobus) i czym prędzej przyjeżdżajcie.

 

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Rowerem dookoła Białegostoku. Czy to trudna wycieczka? Zależy w którą stronę.

Póki jeszcze jest dobra pogoda, to warto szukać sposobów by wyjść z domu i pojeździć rowerem. Czy próbowaliście kiedyś objechać cały Białystok? Nie jest to trudne, bo miasto otoczone jest ścieżką rowerową. O ile ilość kilometrów nie powinna być przeszkodą, to dużo jazdy pod górę już tak. Chyba, że pojedziecie w odpowiednim kierunku.

Żeby objechać całe miasto nie omijając żadnego osiedla zrobicie 36 kilometrów. Jest to niewiele, stąd też Białystok często nazywany jest miastem kompaktowym. Jednak to tylko pozornie prosta trasa, bo może być tak że będziecie jechać cały czas pod górę. Który kierunek będzie właściwy, by sobie „ułatwić” zadanie? Zacznijmy najpierw od tego, że nie mieszkamy w górach i te wzniesienia nie są jakieś znaczne. Jednak jeżeli nie macie bardzo dobrej kondycji, to możecie nie podołać.

Na powyższym filmie autor jedzie właśnie cięższą trasą – czyli pod górę. Jeżeli chcecie mieć lżej niż on, to musicie jechać w odwrotnym kierunku. Czyli jeżeli zaczynacie na skrzyżowaniu z Sienkiewicza – tak jak na filmie, to udajcie się w stronę Wygody. Jeżeli jednak nie chcecie pomijać wszystkich osiedli, to musicie jechać ul. Wysockiego do góry. Z górki dopiero będzie w okolicach lotniska na Krywlanach, ale potem będzie lekko szło aż do osiedla TBS. Jazda tak jak na filmie spowoduje, że lekko Wam będzie tylko z Dojlid do Wygody.

Warto jednak spróbować i w jedną i w drugą stronę. Można nawet na raz – jeżeli 36 kilometrów to dla Was za mało. My polecamy objechanie miasta oraz przejazd przez centrum. Chociaż ścieżki rowerowe w mieście nie są idealnie połączone, to i tak trzeba je ocenić bardzo wysoko. Szczególnie, gdy ktoś był w innym mieście niż Białystok i próbował jeździć rowerem.

Partnerzy portalu: