Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Województwo Podlaskie ma ogromną ilość miejsc, gdzie można popływać kajakiem. Nie będziemy jednak ich wszystkich tu przedstawiać. Wybraliśmy te szlaki wodne, które najbardziej mogą przypaść do gustu także Wam. Teoretycznie woda to woda, więc wybór miejsca może wydawać się drugorzędny. Warto jednak wiedzieć, że jedne trasy będą bardziej wymagające, a inne mniej. Jedne będą prowadziły przez kompletne zarośla, inne będą miały też przepiękne widoki. Co najlepiej wybrać? To zależy ile czasu chcemy przeznaczyć na pływanie. Spływ kajakowy trwa zwykle kilka dni, jednak nie każdy ma ochotę przez tyle czasu siedzieć i wiosłować. Niektórym przecież starczy tylko kilka godzin.

Suwalszczyzna

Na Suwalszczyźnie są 3 miejsca, gdzie warto wypożyczyć sprzęt i zacząć drogę. To okolice Budy Ruskiej, gdzie zaczniemy piękną przeprawę rzeką Czarną Hańczą. Pierwszy odcinek możemy zakończyć w Głębokim Brodzie po kilkunastu kilometrach. Jeżeli to dla nas za mało kolejna okazja na koniec będzie w Rygolu po kolejnych kilkunastu kilometrach. Aczkolwiek na tym drugim odcinku będzie trudniej, więc jeżeli to nasz pierwszy raz to lepiej wybrać coś innego. W Rygolu natomiast możemy dołączyć do Kanału Augustowsiego, którym dopłyniemy do pięknej Przewięzi. Trasa wyniesie około 30 kilometrów. Jej zasadniczym plusem jest to, że bardzo często będzie okazja do zejścia na ląd, czego nie można powiedzieć o Czarnej Hańczy.

 

Teoretycznie możemy płynąć dalej aż do Augustowa, jednak na jeziorze Białym pomiędzy obiema miejscowościami panuje spory ruch. Jeżeli irytują Was fale robione przez inne przepływające jednostki, to lepiej sobie darować. Jeżeli jesteście zdeterminowani, to możecie dopłynąć do Jeziora Rospuda. Jeżeli to nie jest spływ kajakowy, a jednorazowe rekreacyjne pływanie, to polecamy od razu zacząć na tym jeziorze, by popłynąć dziką rzeką i Doliną Rospudy. Przed Wami będzie około 20 kilometrowa piękna trasa, którą zakończycie w Raczkach. Pamiętajmy, że po drodze będzie bardzo mała szansa na to, by zejść na ląd.

Białostocczyzna

Jeżeli chcemy wybrać coś bliżej Białegostoku, to proponujemy dwie miejscówki. Jedna to Supraśl i jego okolice. Zacząć możemy w pobliskim Surażkowie, by przepłynąć piękną i malowniczą trasą do miejscowości Supraśl przez Krzemienne. A możemy od razu w miejscowości Supraśl zacząć płynąć przez Nowodworce do Wasilkowa. Jeżeli chcielibyśmy urządzić jakiś kilkudniowy spływ, to rzeka wpada do Narwi za Fastami, a dalej możemy nawet dotrzeć do Tykocina albo i do Wizny. Po drodze będzie można zejść na ląd w wielu miejscach – Supraślu, Nowodworcach, Wasilkowie, Sielachowskich. W Dobrzyniewie Fabrycznym trzeba będzie przenieść kajak, bo jest śluza. Potem kolejna okazja do zejścia na ląd będzie w Złotorii i Tykocinie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia – szczególnie na jednodniową wyprawę to Suraż. Tam możemy wypożyczyć kajaki. Następnie zostaniemy z nimi zawiezieni do Doktorc, po to by wrócić do Suraża. Trasa jest dosyć łatwa i przyjemna. Jej przepłynięcie zajmie nam kilka godzin, bo do przepłynięcia będzie około 15 kilometrów. Nie ma przeciwwskazań, by płynąć dalej przez Narwiański Park Narodowy. To jednak już wyprawa na więcej niż 1 dzień. Warto zaznaczyć, że niezależnie czy będziemy płynąć tylko na trasie Doktorce – Suraż czy dalej, to miejsc, by zejść na ląd będzie bardzo mało, bo to dzikie tereny.

Południowe Podlasie

Rzeka Bug to kolejne miejsce, gdzie warto wypłynąć kajakiem. Konkretnie to warto wypłynąć z Niemirowa. Pierwszy przystanek (lub dzień) zrobimy po 15 km w Mielniku. Jeżeli komuś mało, to kolejny przystanek warto zrobić w Drohiczynie czyli po kolejnych 30 kilometrach. Po kolejnych trzydziestu dopłyniemy do miejscowości Granne. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

 

Jeżeli planujemy kilka dni spływu, to na wszystkich trasach bez problemu znajdziecie noclegi. Pod tym kątem nasz region jest bardzo rozwinięty. Warto tylko przed wypłynięciem sprawdzić prognozy pogody, tak by mieć pewność, że nie będzie żadnych burz, bo nie zawsze będzie jak uciec z wody, gdyby nagle na niebie zmieniła się sytuacja. Nie zapominajmy też o kapokach. Nawet, gdy umiemy pływać, to ryzyko utonięcia jest zawsze. Trzymamy jednak kciuki, by wyprawy odbywały się w spokoju.

Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Featured Video Play Icon

Parostatkiem w piękny rejs! Wypłyń na jeziora, rzeki i Kanał Augustowski.

Nie trzeba ani jechać nad morze, ani też na Mazury. Można i w Podlaskiem pływać statkiem. Najbardziej rozwiniętym miejscem do tego typu umilania sobie czasu jest oczywiście Augustów. To tam w centrum miasta przy ul. Mostowej na rzece Netta znajduje się port, z którego możemy wypłynąć na wycieczkę. Wariantów jest bardzo wiele – od krótkich po całodniowe. Port stoi na rzece, która jest połączona z jeziorem Necko, które to z kolei połączone jest z rzeką Rospudą oraz kanałami z jeziorem Białym, Studzieniczną oraz wieloma innymi wodami. To daje wiele możliwości na kierunki zwiedzania.

 

Jedną z możliwości jest rejs katamaranem. Na stylizowanym na jaćwieski statek może wejść aż 60 pasażerów. Można skorzystać z rejsu półtoragodzinnego lub też całodniowego. Kolejnym statkiem jakim możemy popływać to Kareta Wodna „Rospuda”. Jest to statek imprezowy i rejsy są organizowane pod tym kątem. W augustowskim porcie zacumowana jest także gondola. Jest to dużo mniejsza łódź, co daje więcej możliwości jeżeli chodzi o dostępność niektórych miejsc, gdzie nie zmieści się duży statek. W rejs można wybrać się także statkami, które na pokładzie mają bary, toalety, pokłady górny (taras) i dolny przeszklony. Tyle o flocie.

 

Dokąd można popłynąć w piękny rejs? Podstawowym miejscem jest rzeka Netta, z której będziemy mogli podziwiać centrum Augustowa. To ona będzie naszym punktem startowym w każdej wycieczce. Kolejnym kierunkiem jest jezioro Necko. To tam znajduje się plaża, a także piękne tereny leśne. Oglądać to wszystko możemy z pokładu. Zmiana perspektywy dobrze nam zrobi. Jedną z atrakcji jest przyrodnicza perła Dolina Rospudy. Miejsce dzikie, zarośnięte i wyjątkowe. Można będzie zobaczyć torfowiska, a przy odrobinie szczęścia rzadkie gatunki kwiatów. Jest to najpopularniejsza trasa rejsowa. Czyli Rzeka Netta – Jezioro Necko – Rzeka Rospuda – oraz Dolina Rospudy. Statek dopłynie tylko 2 km w głąb. Jeżeli chcielibyśmy zwiedzić więcej musimy wypożyczyć kajak. Znajdziemy go na plaży jeziora Necko.

 

Jeżeli planujemy zrobić komuś niespodziankę, to jest nawet możliwość zamówienia grajków na pokład! Wyobraźmy sobie, że zabieramy na randkę swoją ukochaną, płyniemy z nią w świetle zachodu słońca, nagle wyciągamy pierścionek, ona się zgadza i wtedy grajkowie grają przepiękne, miłosne melodie. Takie wspomnienia będą towarzyszyć już na zawsze. Podobno mówi się, że mężczyzna pozostaje długo pod wrażeniem jakie zrobił na kobiecie.

 

Kolejny wariant to odprężająca wycieczka Pojezierzem Augustowskim. Z Rzeki Netta poprzez Jezioro Necko, Rzekę Klonownicę, Jezioro Białe oraz Jezioro Rospuda. Możemy również wybrać się na rejs Gondolą, która zawiezie nas śluzami Kanału Augustowskiego poprzez przepiękną Przewięź aż na jezioro Studzieniczne, gdzie będzie można zwiedzić Sanktuarium Maryjne. Cały rejs potrwa aż 3 godziny! Możemy też też wybrać się nad dłuższy rejs tak zwanym „wydłużonym Szlakiem Papieskim”, który potrwa 4 godziny. Jak komuś mało to jest i rejs 6-godzinny. Tak zwany „Pełen Szlak Papieski”. Zwiedzimy podczas niego same największe perełki płynąć Kanałem Augustowskim aż do Śluzy Gorczyca. Najdłuższy rejs, ale całodniowy jest do Jeziora Paniewo, gdzie znajduje się podwójna śluza. Naprawdę warto!

Featured Video Play Icon

Suwalszczyzna samochodem. Co zwiedzać i gdzie pojechać?

Suwalski Park Krajobrazowy, Głazowisko w Bachanowie, Góra Zamkowa w Szurpiłach czy Punkt Widokowy w Smolnikach to tylko niektóre miejsca jakie warto odwiedzić na Suwalszczyźnie. Wycieczkę najlepiej zacząć troszeczkę za granicami województwa w Stańczykach – tam piękne, ogromne, kolejowe akwedukty zachwycą nie jednego odwiedzającego. Dla fanów historii przemierzając północ Podlasia będzie też możliwość zobaczenia Pomnika Bitwy pod Filipowem, który to upamiętnia wojnę ze Szwecją, o której pisaliśmy w ostatnim czasie przy okazji innego pomnika – z Tykocina.

 

Warto też skosztować podlaskich specjałów – kiszkę ziemniaczaną, babkę czy kartaczy. Koniecznie z kiszoną kapustą popijając podpiwkiem. Szczególnie, że zwiedzając wszystkie ciekawe miejsca na pewno będziemy głodni. Warto dodać, że zwiedzając Suwalszczyznę zobaczyć będziemy mogli bardzo wiele przepięknych krajobrazów dlatego warto mieć ze sobą aparat fotograficzny, by uchwycić najciekawsze widoki na pamiątkę.

 

W powyższym filmie nie ma dwóch miejsc, które także warto zobaczyć będąc na Suwalszczyźnie – to oczywiście Wigierski Park Narodowy oraz klasztor, a także przepiękne jezioro Szelment, gdzie latem można korzystać z plaży i wyciągu nart wodnych. Pamiętajcie, by przed wyjazdem zaopatrzyć się w papierową mapę albo pobrać sobie fragment mapy na telefon. Będziecie przemierzać miejsca, gdzie nie zawsze będzie sprawny internet oraz… GPS. Wszystko dlatego, że Suwalszczyzna jest także ważnym punktem na mapie pod względem wojskowym, więc czasem może nawet przestać Wam grać radio w samochodzie.

Przejażdżki ogórkiem, wieża widokowa i zegar od środka. Kiedy można zwiedzać?

Czerwony ogórek wraca na białostockie ulice! Przejażdżka z Panem Jurkiem będzie możliwa już w niedzielę 7 czerwca. To jednak nie wszystko, atrakcji będzie więcej. Jedną z nich będzie możliwość wejścia na wieżę widokową na kościele św. Rocha. Od razu uprzedzamy, taras znajduje się wysoko, ale nie na samej górze. Warto jednak popatrzeć na Białystok z góry. Białostoczanie i turyści będą mogli także obejrzeć mechanizm zegarowy znajdujący się w bramie wjazdowej do Pałacu Branickich.

 

Przejazdy Ogórkiem będą odbywać się w każdą niedzielę o godz. 11.00, 12.00, 13.00. Odjazd z parkingu przy dawnej ul. Zamkowej na boku Pałacu Branickich (formalnie to ul. Kilińskiego). Kursy będą organizowane aż do 27 września.

Zwiedzanie wieży widokowej na kościele Św. Rocha odbywać się będą od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 16.00, a w niedzielę 14.00 – 17.00. Warto zabrać ze sobą dobrą kondycję, bo do pokonania będzie bardzo wiele schodów. Ale dla tych pięknych widoków, jakie zastaniemy na miejscu naprawdę warto! Jeżeli chcielibyśmy zobaczyć zegar od środka, to wystarczy odwiedzić bramę pałacową, gdzie jest informacja turystyczna. Jest ona otwarta codziennie w godz. 10.00 – 18.00. Zegar jednak można oglądać w weekendy i święta.

fot. Krzysztof Mizera / Wikipedia

Czy Wigry to tylko klasztor? Tam można spędzać czas na wiele sposobów!

Gawrych-Ruda, Bryzgiel, Czerwony Krzyż, Rosochaty Róg, Stary Folwark oraz Wigry – to wszystko miejscowości, które położone są nad Jeziorem Wigry, w Wigierskim Parku Narodowym. Wspaniałe miejsce do odpoczynku. Tłumów nie należy się spodziewać aczkolwiek pustek też nie.

 

O głównej atrakcji tego miejsca miejsca czyli Klasztorze Kamedułów po raz kolejny rozpisywać się nie będziemy. Na pewno warto tam się udać i popatrzeć z góry na okolicę oraz obejrzeć te piękne zabudowania. Jednak chcielibyśmy zachęcić Was do odwiedzenia Jeziora Wigry i jego okolic ze względu na walory wypoczynkowe. Piękna natura w okół uspokoi Wasze dusze, zaś kąpiel w jednym z najczystszych jezior w Polsce uspokoi Wasze ciało.

 

Warto też się pokusić o wypożyczenie sprzętów wodnych – jak ktoś ma patent to żaglówki albo kajaka. Co warto podkreślić na jeziorze zabronione jest używanie silników spalinowych, dlatego też nie będzie ani hałasu, ani fal, gdy będziemy sobie płynąć. Wigry to też dobre miejsce dla wędkarzy. Można łowić ryby, gdy ma się zezwolenie władz Wigierskiego Parku Narodowego. Co warto podkreślić można znaleźć dowolny typ noclegu – agroturystykę bądź pole namiotowe i campingowe. Nic tylko odwiedzać i odpoczywać!

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

W województwie podlaskim od 1 czerwca do 30 września oficjalnie można plażować. Oczywiście jak ktoś ma ochotę, to może i w grudniu, tyle że w tym okresie oficjalnym woda jest badana. Najważniejsza wiadomość w tym roku jest taka, że podczas kąpieli w wodzie nie można zarazić się koronawirusem, co nie oznacza, że nie można wrócić do domu z wysypką, a tak może być jeżeli będziemy korzystać z miejsc do kąpieli, gdzie nikt nie sprawdza stanu wody. Warto tu zwrócić uwagę szczególnie na 2 miejsca: Siemianówka – zajeżdżając na miejsce – może się wydawać, że to dobre miejsce na plażowanie, bo przecież znajduje się tam nawet sprzęt rekreacyjny czy plac zabaw. Podobnie wiele osób dawniej jeździło do Plosek, a dziś mimo dobrej „miejscówki” woda również nie spełnia wymagań, by bezpiecznie się tam kąpać.

Na powyższej mapie zaznaczyliśmy te kąpieliska, w których woda została już przebadana. Oznacza to, że brakuje tu wielu popularnych plaż, ale nie dlatego że jest tam brudna woda. Po prostu nie doszło tam jeszcze do badania. Dlatego, gdy w końcu przyjdą ciepłe dni to te miejscówki są już pewne. Co z popularnymi, ale nie przebadanymi miejscami? Zmieniły się przepisy prawa dotyczące organizacji kąpielisk. Dlatego w tym roku będzie wiele takich miejsc, które będą otwarte tylko na miesiąc –  najpewniej w lipcu lub sierpniu.

 

Pamiętajmy też, że trwa nadal epidemia zatem trzeba uważać na plażach, by zachować odpowiedni odstęp od innych ludzi. Takie ściski jak w poprzednich latach chyba nie będą możliwe. Oczywiście można przewidzieć, że w tym roku jak nigdy popularne będą wyśmiewane parawany. Te osoby, które nad morzem je rozstawiały chyba coś pod skórą czuły, że lepiej odgradzać się od innych. Zwykle jest tak, że geniusza rozumiemy dopiero po latach. Życzymy udanej pogody i dużo ciepłych i słonecznych dni!

Co zwiedzać, gdy dojedziemy pociągiem do Walił? W pobliżu jest wiele atrakcji!

W piątki, sobotę i niedzielę. W te dni do końca września będzie kursować specjalny pociąg turystyczny z Białegostoku do Walił. Jest to atrakcja, która cieszy się zainteresowaniem – spacerowiczów i rowerzystów. Pierwszy pociąg rusza już dzisiaj. Pociąg wyjeżdża z Białegostoku, z dworca głównego. Robi jeszcze postój na dworcu Białystok – Fabryczny, a potem jedzie przez Kuriany, Zajezierce, Żednię i Sokole mijając piękne, malownicze tereny Puszczy Knyszyńskiej. Ostatnim przystankiem są Waliły koło Gródka.

 

Warto jednak pamiętać, że wyjazd w piątek raczej łączy się z brakiem możliwości powrotu tego samego dnia. Chyba, że chcecie się tylko przejechać, bo pociąg startuje o 15:50, dojeżdża na miejsce o 16.40, a wraca do Białegostoku o 16:55. Trochę lepiej jest w soboty i niedzielę, bo pociąg przemierza trasę 2 razy – rano o 8:55 oraz o 15:50. Dlatego jeżeli wybierzemy się porannym połączeniem to możemy pozwiedzać okolicę od godz. 9:45 do 16:55.

 

W okolicy możemy zwiedzić przede wszystkim Gródek, gdzie znajduje się zalew oraz przepiękna cerkiew. Jest też obok Michałowo, gdzie również znajduje się zalew i kolejna piękna cerkiew. Można też wybrać się na wycieczkę po Puszczy Knyszyńskiej. Jeżeli weźmiemy ze sobą rowery to można przejechać nią aż do Krynek oddalonych 22 km od Walił. Znacznie bliżej, bo 15 km od stacji znajdują się tatarskie Kruszyniany. Jeżeli planujemy tam nocleg, to możemy w ramach aktywnego odpoczynku przejść się tam piechotą. Wycieczka zajmie nam około 3,5 godziny. 10 km od Wali znajduje się przepiękne miejsce w Puszczy – Wyżary. Tam jest zarówno zbiornik wodny, wiata do grillowania jak też kładka na malowniczym bagnie. Naprawdę warto to zobaczyć.

 

Dawniej trasa kolejowa, którą jeździ pociąg do Walił prowadziła do samej Moskwy. Dziś na granicy z Białorusią w Gobiatach stoi zamknięte, graniczne przejście kolejowe. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie jeszcze otwarte zaś pociągiem będzie można dojechać do pobliskiego Wołkowyska. To jednak póki co sfera fantazji. Białoruskie władze otworzyły się na Polskę – znosząc potrzebę posiadania wizy, by zwiedzać zachodnią część kraju, ale póki co można to w zasadzie robić na własną rękę. Jedynym wyjątkiem jest regularne połączenie kolejowe z Grodnem, do którego można dojechać bez przesiadek nawet z Krakowa.

Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze „cerkwie” oraz „drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak „Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą „Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś „moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na „nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po „centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy „oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia
Featured Video Play Icon

Wkrótce będzie można wypoczywać nad stawem obok centrum Białegostoku. Prace już się kończą.

Za około 1,5 miesiąca białostoczanie będą mogli się cieszyć kolejnym miejscem, gdzie będzie można w przyjemnych okolicznościach przyrody odpocząć. Mowa tu stawach przy ul. Mickiewicza. Po jednej stronie od Galerii Białej są bulwary, zaś drugi staw był zaniedbany. Zimą ruszyły prace rewitalizacyjne. Ich koniec jest zapowiadany w czerwcu 2020 roku. Jak widać już niewiele zostało do zrobienia.

 

Do tej pory zakończono oczyszczenie i pogłębienie stawu oraz budowę nowych obiektów, takich jak wieża dla nietoperzy, kładka czy umocnienia brzegowe. Wzdłuż północnego brzegu stawu zbudowano sześć pomostów wędkarskich i odbudowano zniszczone schodki. Wkrótce zostaną utwardzone ścieżki i zagospodarowana strefa rekreacyjna (ławki, kosze na śmieci, oświetlenie kładki). Odbędzie się instalacja pływających wysp, nasadzenia zieleni, instalacja budek dla jerzyków, innych ptaków i wiewiórek oraz montaż tablicy informacyjnej o jeżach. To jedna z inwestycji realizowana z Budżetu Obywatelskiego.

 

Jak wspomnieliśmy to kolejne miejsce do rekreacji. Pierwsze znajduje się na Słonecznym Stoku. Stawy Marczukowskie po rewitalizacji cieszą się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Tam również można wypoczywać w przyjemnych okolicznościach przyrody. Warto zauważyć, że w mieście jest więcej takich „zapuszczonych” zbiorników wodnych, które warto by było odświeżyć. Jeden z nich mieści się przy ul. Octowej, inny przy ul. Niskiej. Niewielkim kosztem mogłyby być zagospodarowane do rekreacji.

fot. Henryk Borawski / Wikipedia

Tu mieszkali Polekszanie, potem było miasto. Warto odwiedzić biebrzański Osowiec-Twierdzę.

Dawniej było to miasto Marcinpol, dziś jest to wieś Osowiec-Twierdza, która słynie – jak sama nazwa wskazuje z twierdzy. Warto te miejsce odwiedzić, by zobaczyć XIX wieczne fortyfikacje, przejść się kładką oraz odwiedzić bunkry na wysepce. Osowiec to inaczej smutne, posępne odludzie (miejsce osowiałe). Nic dziwnego, że tak je zaborca nazwał. Okoliczne biebrzańskie bagna wówczas mogły odstraszać wiele osób. Choć dla przyrody to bardzo pożyteczne miejsce, to do dziś zapuszczenie się na bagna może się źle skończyć dla człowieka. W okresie międzywojennym dodano do nazwy miejscowości słowo „Twierdza”. Potem była II Wojna Światowa i komunizm a wieś znów byłą Osowcem. W 1998 roku postanowiono wrócić do przedwojennej nazwy.

 

O tym wyjątkowym punkcie na mapie wiemy dosyć sporo. Otóż w czasach bardzo dawnych mieszkało tam jaćwieskie plemię – Polekszanie. W 1444 roku wieś nazywała się Okrasa. Wiele się zmieniło, gdy zbudowano tam most i komorę celną. 1743 roku miejsce to nazywało się już Marcinpol i zostało miastem. Funkcjonowało tak do 1827 roku. Pod koniec XIX wieku już przez Osowiec budowano kolej łączącą Białystok z Królewcem. Rosyjski zaborca mniej więcej w tym samym czasie zbudował także jedną z największych twierdz, której zadaniem było chronić północno-zachodnie granice Imperium Rosyjskiego. Rozbudowa fortyfikacji trwała aż do wybuchu I wojny światowej. Twierdza spełniła swoją rolę. Niemcy bezskutecznie próbowali ją zdobyć podczas walk z Rosjanami. Ostatecznie ci drudzy ewakuowali się sami rok po wybuchu wojny. Dopiero wtedy Niemcy zajęli fortyfikację.

 

W międzywojniu w twierdzy stacjonowały już wojska polskie. Podczas II wojny światowej Niemcy nawet nie próbowali zdobywać twierdzy w Osowcu. Dlatego też skierowali się na Wiznę. W późniejszych dniach wojny w twierdzy stacjonowali już Niemcy, gdy razem z Rosjanami rozerwali Polskę na strzępy. W 1945 roku ostatnie wojska wróciły do Niemiec. W PRL w Osowcu znajdowała się jednostka wojskowa. Obecnie jest tam skład amunicji.

 

W twierdzy znajduje się Muzeum Twierdzy Osowiec. Gorąco polecamy odwiedzić to miejsce. Warto jednak pamiętać, że znajduje się ona na bardzo cennym przyrodniczo terenie, który można zwiedzić osobno. Rozlewiska, trzesawiska oraz bagna biebrzańskie już doskonale znacie z powodu ostatniej tragedii. W Osowcu jest kładka, którą warto przejść się, by z bliska przyjrzeć się tamtejszej przyrodzie. Dobrze jest też wybrać się na wyspę, gdzie znajdują się schrony. Podobno grasuje tam duch „Czarnej damy”, która pierwszy raz zobaczona została przez cara Mikołaja II – jeszcze, gdy żyła. Przy okazji trzeba nadmienić, że nie można zwiedzać całego fortu, gdyż częściowo został zniszczony, a częściowo należy do wojska. Turyści oprócz muzeum mogą oglądać fortyfikacje z przewodnikiem.

fot. Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie

Atrakcje na Podlasiu otwierają się jedna za drugą! Wysyp propozycji spędzania wolnego czasu.

Można powiedzieć, że to wysyp nowych propozycji spędzania czasu w Podlaskiem. W Białowieskim Parku Narodowym po remoncie powstała nowa atrakcja, w Korycinie wraca po pandemii Park Kulturowy Korycin-Milewszczyzna zaś w Białymstoku można znów wybrać się na plażę w Dojlidach.

Białowieża

W ramach modernizacji w Białowieży zmodernizowano Park Dyrekcyjny. Można teraz spacerować specjalnie przygotowaną ścieżką, czerpać informacje z tablic edukacyjnych, ale przede wszystkim upajać się wspaniałą przyrodą. Park Dyrekcyjny powstał w 1890 roku, rozbudowano go dodatkowo kilka lat przed II Wojną Światową. Znajduje się on 1,5 km od carskiego Parku Pałacowego (z którym pierwotnie stanowił całość). By dotrzeć do atrakcji wystarczy kierować się albo na ul. Stoczek albo na ul. Tropinka.

Korycin

Drugi sezon zaczyna wielka atrakcja w Korycinie. Park Kulturowy w ubiegłym roku odwiedziło 50 000 osób. 5 maja otwarto wrota do średniowiecznego grodziska, ale wyłącznie do samodzielnego zwiedzania. Dzięki tablicom informacyjnym oraz wytycznym alejkom każdy turysta może bez przodownika zwiedzać obiekt oraz poznać ciekawostki parku. Informacje są w 3 wersjach językowych – polska, angielska i rosyjska. Park dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych zarówno na wózkach inwalidzkich oraz niedowidzących (opisy atrakcji są napisane także językiem Braille’a). Oprócz tego dostępna jest infrastruktura rekreacyjna na plaży – wiaty, miejsce ogniskowe oraz grillowe. Do końca maja będzie jeszcze zamknięty wiatrak oraz sala etnograficzna z uwagi na bezpieczeństwo odwiedzających. Wstęp na teren Parku jest bezpłatny.

 

Badania archeologiczne, przeprowadzone w 2014 roku odkryły wiele tajemnic z przeszłości Milewszczyzny w Korycinie. Istniejące tam grodzisko powstało w X wieku i funkcjonowało do XII. Gród otoczony był trzema wałami i prawdopodobnie trzema fosami. Sprawne oko obserwatora może dostrzec wszystkie te elementy podczas wędrówki po jego umocnieniach. Jedną z atrakcji jest wiatrak z 1949 r. posadowiony w centrum parku, na majdanie – podobno stał w tym miejscu w XIX w. Został on przeniesiony z pobliskiej miejscowości Jatwieź Duża. To jeden z najpiękniejszych wiatraków w Polsce. Dzięki temu, że posiada pełne wyposażenie, odwiedzający poznają konstrukcję młynów wiatracznych oraz historię młynarstwa. Każdy chętny może „zostać młynarzem” i spróbować własnych sił przy produkcji mąki na żarnie nieckowatym i żarnie obrotowym. Natkniemy się tu również na ślady XVI – XVII wiecznej strażnicy czy powstałego na przełomie XIX i XX w. dworku, na którego fundamentach stanęła szklana wiata edukacyjna. Można też zajrzeć do starej, zbudowanej z kamienia piwniczki, która jest charakterystycznym elementem korycińskiej wsi. Przechowywane są w niej dary ziemi (ziemniaki, marchew, buraki) i wytwory pracy rąk mieszkańców, takie jak: konfitury, soki, kompoty czy sery korycińskie.

Dojlidy

Plaży w Dojlidach raczej nie trzeba szerzej opisywać. Sztuczny zbiornik służył dawniej tylko dla okolicznej szkoły rolniczej. Dziś to miejsce, gdzie wielu mieszkańców odpoczywa na złotym piasku. W tym roku zapewne nie będzie jednak legendarnych tłumów z powodu pandemii, ale obiekt nie powinien stać pusty. Plaża bowiem ma nie tylko do zaoferowania zbiornik wodny, ale też sprzęt do pływania – kajaki, rowery wodne, łodzie deski windsurfingowe, łodzie żaglowe. Naprawdę warto skorzystać!

To wyjątkowe miejsce trzeba odwiedzić. Idealne, by uniknąć tłumów.

Oto miejsce, które warto będzie odwiedzić, gdy zniosą już zakaz wchodzenia do lasów, parków i na bulwary. A to stanie się lada moment. Natura, cisza i spokój. Oto co nas czeka na wyspie pomiędzy stawami w Ośrodku Edukacji Leśnej „Cyraneczka” Nadleśnictwa Rudka pod Surażem. Już sama nazwa wskazuje, że to musi być gdzieś daleko od cywilizacji. Idealne miejsce, by uniknąć tłumów – a zatem zmniejszyć ryzyko zarażenia się (lub nieświadomie kogoś), a zarazem by zażyć trochę natury.

 

Najpierw postaramy się wyjaśnić jak trafić w te magiczne miejsce, gdzie pełno pięknych ptaków i widoków. Szczególnie warto wybrać się tam o poranku, gdy zastaniemy mgły oraz wschód słońca. Jeżeli jedziemy z Białegostoku to wpierw kierujemy się drogą na Łapy. Następnie skręcamy na Suraż. Kolejny kierunek to Brańsk. W Pietkowie skręcamy na Pietkowo Drugie, a następnie jedziemy prostą drogą mając po obu stronach pola. Na rozstaju dróg przed lasem skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do końca drogi. Prawda, że łatwy dojazd? Jeżeli zbyt skomplikowany – użyjcie nawigacji, na pewno Wam pomoże.

Tuż za otwartym szlabanem będzie wiata. Tam możemy zostawić samochód, by dalej wybrać się pieszo. Można iść na kładkę, można do wieży widokowej, można też do czatowni. Trochę dalej jest kolejna wieża widokowa. Będziemy wędrować pomiędzy takimi stawami jak Elżbieta I, Elżbieta II, Michał I, Michał II, Maria, Marylka, Zofia, Józef, Witold oraz Gabriela. Skąd te wszystkie imiona? To dzieci. Stawy Pietkowskie w leśnictwie Zwierzyniec, które zajmują łącznie 208 hektarów zbudował hrabia Starzeński na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej znajdowały się tam naturalne rozlewiska. Nazwy stawów pochodzą od imion dzieci Starzeńskich oraz ich spadkobierców Krasickich oraz Komarów.

Z wieży widokowej możemy podziwiać między innymi rozległe tereny wilgotnych łąk pomiędzy Surażem i Zawykami. To słynne „Taplary” z kultowej powieści Edwarda Redlińskiego „Konopielka”. „Na zebraniu przeczytała uczycielka z gazety, co pisano o bagnie i Taplarach: że za rok woda będzie spuszczona i zaczno się melioracje, układanie szosy i stawianie słupów do elektryczności. I pokazała narysowane w gazecie: u góry było tak jak jest teraz, Narew ze wszystkimi odnogami i Taplary. A u dołu jak będzie: jedna rzeka koło Zawykow i Suraża, a na bagnie łąki i drogi”. Gdy już będziecie na miejscu przeczytajcie jeszcze raz ten fragment, a następnie się rozejrzyjcie.

 

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia, którego częścią jest dzisiejsze województwo podlaskie oraz w którym Drohiczyn leży. Przepiękne miasteczko nad Bugiem będzie miało coś naprawdę unikatowego. To Ośrodek Promocji Produktu Lokalnego. Budynek będzie miał 400 metrów kwadratowych a swoim wyglądem będzie przypominać dworek. W środku będzie funkcjonować sklep z lokalnymi produktami, hala targowa i escape room o tematyce kuchni lokalnej. Do tego będą organizowane również warsztaty kulinarne.

 

Lokalne produkty warto promować, bo jest ich sporo. To między innymi sery, wędliny, miody, soki czy zioła. Warto wspomnieć choćby o znanym w całej Polsce wyjątkowym w smaku Serze Korycińskim. Dzięki inicjatywie ośrodka z Drohiczyna takich produktów – znanych nie tylko w danej gminie, powiecie czy województwie, ale w całej Polsce może być jeszcze więcej. Przyciągając ludzi w miejsce, które skupia wszystko co najlepsze do jedzenia na Podlasiu sprawimy, że lokalna turystyka będzie się rozwijać, zaś w kieszeniach lokalnych przedsiębiorców będzie więcej pieniędzy. Oni zaś oddadzą część zarobku w podatkach, które to zasilą budżety samorządu. Zatem im więcej osób przyjedzie, tym więcej sfinansuje nam drogi, szkoły, szpitale itd.

 

A wspominamy o tym przy okazji drohiczyńskiego ośrodka dlatego, że turystyka przez wielu rządzących traktowana jest jak piąte koło u wozu. Brak myślenia w szerszej perspektywie i szerszym ujęciu czasowym ma swoje negatywne konsekwencje. Dla przykładu – obecny rząd obniżył podatek dochodowy z 18 proc. do 17,75 proc. w 2019 roku, a następnie do 17 proc. w 2020 roku. Z perspektywy każdego pracującego obywatela i małych firm to niewiele. W przypadku dużych przedsiębiorców to już bardzo dużo. Jednak to czego oni wszyscy razem nie wpłacili – nie dostał nie tylko rząd ale właśnie i samorząd. Wszyscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy się zapożyczali na potęgę i wyłącznie budowali drogi, place i wprowadzali inne udogodnienia jednocześnie podpisywali na swoje miasta i gminy wyroki, bo nie wykorzystali tych pieniędzy ażeby w przyszłości się zwróciły. Każdy, kto rozwijał turystykę oraz inne dziedziny z nią powiązane – dziś może tylko zachęcać do przyjazdów na Podlasie. Bo jeżeli wybudował infrastrukturę, to ma do czego zapraszać.

 

Dlatego zyskały wszystkie gminy, które inwestowały ścieżki rowerowe, rewitalizacje zbiorników wodnych, wieże widokowe, kładki przyrodnicze i inne rzeczy, które przyciągają. Wystarczy, że kilka gmin z jednej okolicy dogadało się i każda stworzyła po jednej atrakcji – to dziś wygrywa przed tymi, które tego nie zrobiły. Przypuszczalnie – zajeżdżając do Drohiczyna – by poznać i kupić regionalne produkty możemy też zajrzeć do pięknego Niemirowa, Mielnika, Siemiatycz, Grabarki i Grannego. Wszędzie tam znajdziemy coś godnego uwagi. Można też podać inne przykłady jak kładka Waniewo-Śliwno, która po remoncie zyskała takie tłumy, że aż stała się ofiarą własnej popularności i musiała być zamknięta. Ale jeżeli poziom wody w Narwi się utrzyma to w tym roku te tłumy wrócą. I znów zostawią pieniądze w okolicy – zasilając kasę Narwiańskiego Parku Narodowego, gminy Sokoły oraz gminę Choroszcz, a także być może gmin sąsiednich. Bo dziś niemalże wszyscy dysponują samochodami, więc gdy wybierają się w miejsce danej atrakcji – zwiedzają też inne okolice.

 

Podobnie wygrane mogą czuć się inni, którzy jakiś czas temu zainwestowali w turystykę – Kruszyniany, Siemianówka, Supraśl, Białowieża, a dawniej Augustów, który postanowił konkurować z jeziorami w Warmińsko-Mazurskiem a teraz od wielu lat zbiera tego plony. A przegrani? To na przykład Białystok, który jest w tarapatach finansowych a turystyką nigdy nie był zainteresowany. Gdyby był, to może to co stracił na zmianach podatkowych, to w części by odzyskał w podatkach od turystów.

 

Województwo Podlaskie w tym roku może być jednym z turystycznych hitów. W ubiegłym roku intensywnie się promowano, robiąc zarówno dobry i zły PR. Jednak ciągle o nas było głośno. Bez wątpienia wiele osób będzie chciało zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda, atrakcje i inne ciekawostki. Swoje zrobił też Zenek Martyniuk – zarówno występując często i gęsto w telewizji oraz będąc bohaterem filmu, gdzie można było zobaczyć wiele podlaskich miejsc jak Bondary czy Kleszczele. Do tego dorzucić należy seriale telewizyjne – Rodzinka.pl, Kruk, Chyłka oraz częste emisje serii „U Pana Boga…”. To wszystko zaprocentuje i to dość szybko.

Powstanie nowa atrakcja w regionie. Będzie można spacerować i jeździć rowerem.

Tykocin zyska nową atrakcję. Będzie to 1,5 kilometrowa ścieżka edukacyjna biegnąca wzdłuż Narwi. Będzie można spacerować po dwóch stronach rzeki. Dzięki niej Narew zyska nadbrzeże, którego obecnie w miasteczku brakuje. Każdy kto przyjeżdża do Tykocina może oglądać rzekę wyłącznie z mostu. Tylko nieliczni zapuszczają się bliżej brzegu, do której ciężko jest dojść. Trzeba też wiedzieć gdzie da się zejść, a gdzie nie.

 

Inwestycja rusza jeszcze w tym roku, dzięki czemu spacery nad samą rzeką będą możliwe w czerwcu przyszłego roku. Nawierzchnia ścieżki będzie pieszo-rowerowa – z kostki. Zamontowane zostanie też oświetlenie oraz ławeczki, by można było sobie nad Narwią posiedzieć. Oczywiście nie zabraknie również tablic informacyjnych, na których dowiemy się więcej o zabytkach Tykocina a także o występującej na miejscu roślinności.

 

Tykocin to perła architektoniczna. Jest miasteczkiem, które funkcjonowało na długo przed Białymstokiem. Dopiero budowa kolei oraz granica celna pod Białymstokiem zmieniła rozwój w regionie. Obecnie jednak można w Tykocinie zwiedzać kościół, synagogę, klasztor czy zamek. Do tego dojdzie właśnie ścieżka.

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim fot. jdx / Wikipedia

5 nieoczywistych atrakcji Podlasia. Mogliście nie wiedzieć, że w ogóle istnieją!

Województwo Podlaskie to nie tylko wspaniała przyroda, ale także wyjątkowa architektura. O ile w pierwszej kolejności wymienia się na przykład Pałac Branickich, klasztor w Wigrach czy zespół klasztorny z dawnej stolicy Podlasia – Drohiczyna, to warto wiedzieć, że niesamowitych budynków w naszym regionie jest dużo więcej. Mało prawdopodobne, by słyszeli o nich turyści, bo mogli o nich nie słyszeć nawet mieszkańcy Podlaskiego. Oto 5 nieoczywistych atrakcji Podlasia.

Zespół Klasztorny Bernardynów

Każdy, kto przyjedzie do Tykocina od razu zagląda na Rynek, gdzie stoi okazały kościół pw. Trójcy Przenajświętszej. Zaraz za mostem jest Zamek, a po drugiej stronie Rynku – Wielka Synagoga. W zasadzie to główne atrakcje. Tymczasem trochę na uboczu, przy ul. Klasztornej znajduje się Zespół Klasztorny Bernardynów ufundowany przez Jana Klemensa Branickiego. Obecny budynek został wybudowany w 1771 roku. Jednak po raz pierwszy ufundowano w tym miejscu klasztor w 1479. Zwiedzając to miejsce warto zainteresować się także unikatem jakim jest Obraz Matki Boskiej Szlacheckiej.

 

Według legendarnych opowieści pierwszym portrecistą Matki Bożej miał być św. Łukasz Ewangelista, zaś jego obraz stał się pierwowzorem dla ogromnej liczby kopii. W ciągu wieków wierni otaczali kultem wiele cudownych wizerunków. Do najważniejszych należy obraz Matki Bożej „Śnieżnej”. Jedną z kopii rzymskiego pierwowzoru jest obraz Matki Boskiej „Szlacheckiej” w tykocińskim kościele p.w. Trójcy Przenajświętszej. Drugiego takiego w Polsce nie ma!

fot. muzeum.bialystok.pl

Rezydencja Ekonomiczna

fot. Nexusdx / Wikipedia

Skoro jesteśmy w Tykocinie, to warto zajrzeć także do dawnej „Rezydencji Ekonomicznej”. Obecnie jest to Urząd Miejski, który znajduje się przy ul. 11 Listopada. O samym budynku wiadomo niewiele… Wpierw był tam dworek, który pierwotnie wzniesiono w 1656 roku w czasie najazdu Szwedów na Polskę. Obecny budynek powstał w II połowie XVIII wieku w pobliżu dawnego portu rzecznego. Miał służyć do handlu zbożem. Dworek nosi również nazwę „Dwór administratora”, gdyż mieszkał w nim administrator dóbr tykocińskich namaszczony przez Jana Klemensa Branickiego. Gdy będziemy zwiedzać dworek koniecznie zajrzyjmy na jego tyły. Płynie tamtędy Narew, którą od podwórza oddziela rząd starych drzew. Nie bójmy się też zajrzeć do środka.

Okazały Pałac Ossolińskich

Pod Bielskiem Podlaskim znajduje się maleńka miejscowość – Rudka. Znajduje się w niej wielki i piękny Pałac Ossolińskich. Został zbudowany w 1763 roku przez hrabiego i starostę drohickiego Aleksandra Ossolińskiego. Obecnie w Pałacu znajduje się Zespół Szkół Rolniczych. Neobarokowy budynek ma bogaty wystrój. O ile Pałac przetrwał zaborcze czasy, to mocno oberwał podczas II Wojny Światowej. Po niej był zniszczony i opuszczony, zaś ożywiony dopiero w latach 1965 – 1970. Koniecznie trzeba te cudo zobaczyć na własne oczy!

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych

Z okolic przenosimy się do samego Bielska Podlaskiego. Tam znajduje się Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych. Jest to ciekawy przykład architektury przejściowej między klasycyzmem a barokiem. Oznacza to w praktyce, że zbudowano barokowy kościół (nowoczesny), ale jego bryła była (tradycyjnie) złożona z czterech skrzydeł ustawionych w czworobok. Budynek powstał w 1784 roku i znajduje się przy ul. Żwirki i Wigury. Aczkolwiek początki historii Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim sięgają 1632 roku. Wówczas o. Elizeusz Niewiński zakupił w tutaj dom na potrzeby zakonne. Następnie wybudowano kościół, jednak po 140 latach wszystko spłonęło. Odbudowa została sfinansowana między innymi przez Izabelę Branicką.

 

Podczas zaborów kościół został zamknięty i przekazany cerkwi prawosławnej. Wówczas przebudowano wieże i wymieniono barokowe hełmy (takie jak ma na przykład białostocki ratusz) na sferyczne kopuły. Budynek po tych modernizacjach zyskał styl rusko-biznatyjski. W 1920 roku kościół powrócił do katolików. Kopuły usunięto, a po 30 latach osadzono nowe hełmy stylizowane na barokowe. W latach 1945-1957 klasztor był zajmowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Później funkcjonowała tam poczta i dom kultury. Kościołowi zwrócono go dopiero w 1992 roku.

Zarząd Wodny

fot. jdx / Wikipedia

Augustów słynie obecnie z tego, że jest letnią stolicą Polski. Jedną z jego atrakcji jest także Kanał Augustowski. Szlaki wodne nie są bezobsługowe. Potrzebują człowieka, by opiekował się nimi, naprawiał, konserwował i zarządzał. Stąd też była potrzeba funkcjonowania Zarządu Wodnego. Miejsce, gdzie się znajdowała ich siedziba do dziś zapiera dech w piersiach. W 1903 roku zbudowano eklektyczny pałac przeznaczony dla kierownictwa wiślańsko-niemeńskiej drogi wodnej. Podczas II Wojny Światowej został zajęty przez rosyjskie NKWD, które w pobliżu zorganizowało więzienie. 22 czerwca 1941, gdy Niemcy zaatakowały ZSRR większość więźniów straciło życie. Dlatego obok budynku Zarządu Wodnego znajduje się pomnik.

 

Obecny wygląd budynku zawdzięcza się niedawnym remontom. Gdy będziecie go zwiedzać zwróćcie uwagę na czterokondygnacyjną wieżę, która dobrze się wpisuje w cały budynek. Warto podkreślić, że budynek ten jest jednym z najbardziej okazalszych w całym Augustowie!

fot. Narwiański Park Narodowy

Kładka Waniewo-Śliwno znowu czynna. Jest jednak kilka zmian!

Dobra wiadomość z Narwiańskiego Parku Narodowego. Po ostatnich opadach stan wody poprawił się już na tyle, że znów można korzystać z kładki Waniewo-Śliwno. Jednak to, że się poprawił nie oznacza że jest już dobrze. Stan wody ciągle jest niski. Dlatego zmiana w porównaniu z tamtym rokiem jest taka, że jeżeli ktoś będzie się przeprawiać, to musi użyć bardzo dużo siły by przeciągnąć pomost na drugą stronę. Obecnie na kładkę najlepiej wybierać się po opadach. Stan wody może ulec zmianie.

 

Warto też wiedzieć, że kładka od strony Waniewa w tym roku zaczyna się od pomostu pływającego i należy do niego dojść ścieżką przy rzece, bo część kładki należąca do gminy Sokoły jest w fatalnym stanie technicznym. Dosłownie się rozpada. Jak wytłumaczył nam Wójt Gminy Sokoły Józef Zajkowski – w przyszłości również i ta część będzie wyremontowana. W tej sprawie przygotowywany jest wniosek do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Kiedy dokładnie jednak przeprowadzona będzie inwestycja – jeszcze nie wiadomo.

fot. Narwiański Park Narodowy

Jeżeli potwierdzą się prognozy pogody, to w przyszłym tygodniu będzie dużo padać. Jeżeli tak się stanie to zarówno w ten i następny weekend jest szansa na skorzystanie kładki. Jak będzie później nie wiadomo. Przez brak zimy czeka nas susza, zatem i stan wody w Narwi w tym roku wysoki raczej nie będzie. Dobrze by było, by chociaż się utrzymał na minimalnym poziomie potrzebnym do przepraw. To są jednak pobożne życzenia.

graf. UM Łapy

Powstanie atrakcja wielka jak wieżowiec. Czy przyjadą turyści?

Wieże widokowe w Narwiańskim Parku Narodowym to nie jest żadna nowość. Kilka lat temu zbudowano tam 7 wież za półtorej miliona złotych. Wiele osób narzekało, że stoją pośród bagien i ciężko do nich dojść. Zaś widoki z nich na pewno nie takie wyjątkowe. W tym przypadku zabrakło chyba odpowiedniego wykonania oraz poinformowania turystów, że natura każdego dnia nie musi być piękna, że trzeba trafić w dobry moment – wschód czy zachód słońca. Wieże także służą do podglądania zwierząt i ptaków. Nie zapominajmy też, że taka wieża to idealne miejsce do oglądania nocnego nieba. Piszemy o tym co miało miejsce kilka lat temu, bo jak wiemy historia lubi się powtarzać.

 

Gmina Łapy bowiem przeprowadzać będzie kolejną inwestycję – budowę wieży widokowej w Uhowie. Tym razem będzie ona ogromna, bo 40-metrowa (czyli taka jak wieżowiec). Ma być to jedna z najwyższych wież w Polsce. Wiele osób i tym razem zapytało „po co?” Wójt chciał taką atrakcję, która sprawi, że będą gminę odwiedzać turyści. Na wieży będą znajdować się teleskopy, barometry, termometry, kompasy, wiatromierze, plansze edukacyjne a w okół latarnie, altany, wiaty na rowery i wiele innych.

 

Podłapskie Uhowo położone jest nad samą Narwią u granic Narwiańskiego Parku Narodowego. Obecnie znajduje się tam mała wieża widokowa, z której możemy obserwować przyrodę nad rzeką oraz wokół niej. Z nowej wieży będziemy mogli obserwować jeszcze więcej. Pytanie tylko czy rzeczywiście taka atrakcja przyciągnie turystów. Obecnie w tym rejonie najwyższą wieżą jest ta zbudowana w Kruszewie. Warto zaznaczyć iż jest to prywatna konstrukcja.

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

W Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi zbudowano wieżę widokową. Można z niej podglądać na przykład drapieżne bieliki. Ptaki te rozpoczęły budowę gniazda w okolicy. Wieża widokowa znajduje się w miejscowości Rakowo-Czachy niedaleko Łomży. Na wyprawę warto zabrać ze sobą lunetę lub lornetkę. W marcu trwają gody bielików i jest to prawdziwe widowisko. Choć to amory, dzięki którym ptaki łączą się w pary, to wygląda jak bitwa. Ptaki z charakterystycznymi żółtymi dziobami robią niesamowite rzeczy w powietrzu!

Warto dodać, że oprócz wieży widokowej w Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi powstał również Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, w którym specjaliści opiekują się przede wszystkimi bocianami oraz wodno-błotnymi gatunkami ptaków, a także drapieżnikami. Ponadto w ośrodku gotowi są tymczasowo nieść pomoc również ssakom – sarnom, łosiom, jeleniom a nawet jeżom.

Trzeba zauważyć, że w Podlaskiem powstaje coraz więcej wież widokowych. Najciekawsze możemy spotkać choćby w Bondarach z widokiem na Zalew Siemianówka czy na górze Św. Anny obok Królowego Mostu i Kołodna z widokiem na Puszczę Knyszyńską. Wieża znajduje się również w Nadleśnictwie Browsk, gdzie możemy podglądać żubry na polanie. Przyjemnym miejscem do obserwacji jest również kładka Waniewo-Śliwno, gdzie na jej środku można odpocząć i również podglądać naturę. W samym Waniewie również jest wieża. Jak widać drewnianych obiektów nie brakuje. Świetne miejsca do relaksu – wiosną – gdy natura budzi się do życia, a także latem czy jesienią.

Featured Video Play Icon

Podlaskie Żubry wyłoniły się o wschodzie. To lokalna atrakcja!

Żubry to przede wszystkim symbol województwa podlaskiego. Choć kojarzone są głównie z Puszczą Białowieską, to występują również w Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam na wielu polach są lokalną atrakcją. Nam również udało się uchwycić piękno tych majestatycznych zwierząt o wschodzie słońca. Niestety nie ma jednego miejsca, gdzie można żubry napotkać. Jest to wypadkowa dobrej pogody i łutu szczęścia. Zwierzęta te żyją dziko i przebywają tam gdzie mają ochotę.

 

Najczęściej są w lesie. Jednak, gdy tylko spadnie śnieg i zrobi się chłodniej to żubry wychodzą poszukując pożywienia na polach. Wówczas jest to również czas, gdy można je zobaczyć na przykład jadąc samochodem przez okoliczne wsie Puszczy Knyszyńskiej. W tym wypadku zwierzęta napotkaliśmy pod Krynkami. Były to tylko cztery osobniki. Niekiedy można w jednym miejscu napotkać kilkadziesiąt osobników na raz!

Warto pamiętać, że to dzikie zwierzęta i nie można do nich podchodzić czy podjeżdżać samochodem. Możemy narazić się na niebezpieczeństwo lub spłoszyć żubry narażając w ten sposób innych na niebezpieczeństwo. Bezpieczna odległość to 300 metrów. Wówczas zwierzęta nie będą się nami nawet interesować. Gdy zaczniemy podchodzić bliżej, te zostaną już zaniepokojone i bacznie będą nam się przyglądać. Wówczas jeden „fałszywy” ruch może doprowadzić do nieszczęścia.

Wojna o plażę. Karpie na wigilię czy letnie kąpielisko? Dojlidy były oczkiem w głowie prezydenta.

Wraz z rozwojem Białegostoku coraz więcej mieszkańców szukało miejsc, gdzie mogłoby się ochłodzić w upalne dni. Jeżdżono lub chodzono do Jurowiec oraz do Supraśla. Była to jednak spora wyprawa gdyż w latach dwudziestych miasto kończyło się na skrzyżowaniu Sokólskiej i Białystoczek (teraz 1000-lecia P.P). Większość białostoczan mieszkała w bliższej lub dalszej okolicy dzisiejszego Rynku Kościuszki. Zatem by dostać się na plaże musieli pokonać około 8 km. W dwie strony to już sporo. Na Dojlidy zaś było dużo bliżej. Dlatego już w latach 30. XX wieku było to bardzo oblegane miejsce. Szczególnie, że na uporządkowanym terenie nie było można spożywać alkoholu co czyniło je bezpieczniejsze w przeciwieństwie do Jurowiec.

 

Porządek na stawie w Dojlidach zaprowadzono już w 1933 roku. Powstanie w tym miejscu plaży było oczkiem w głowie prezydenta miasta Seweryna Nowakowskiego. Dlatego też w trzy lata przeprowadzono wszystkie prace, by ruszyć z miejską plażą w Białymstoku. Wraz z nią w Białymstoku pojawiły się stroje kąpielowe odsłaniające ciało oraz wybory miss najzgrabniejszych nóg, miss z najładniejszą opalenizną oraz miss całego sezonu letniego. Dodatkowo na Dojlidach obchodzono noc świętojańską. Wzdłuż plaży ciągnął się chodnik. Między nim a taflą wody był złociutki piasek, na którym stały też boiska do siatkówki oraz innych gier plażowych. Wybudowano również kawiarnię. Już w 1937 roku dobudowano skocznię oraz zakupiono kajaki i rowery wodne.

 

Po II Wojnie światowej Dojlidy były zapuszczonymi, zarośniętymi stawami. Miejsce to zostało wykorzystane przez Technikum Rolnicze, które postanowiło hodować karpie. O żadnym wznowieniu plaży w tym miejscu nie było nawet mowy. Zapotrzebowanie na plażowanie jednak rosło, bo mieszkańców Białegostoku przybywało. Miasto szukało sposobu by wznowić „Dojlidzki kurort”. Tymczasem dyrekcja technikum szła w zaparte. W 1958 roku postanowiono zaproponować „kompromis”. Technikum Rolnicze zaproponowało podzielenie stawów i zapłacenie gigantycznych pieniędzy każdego roku. W mieście nie przeszli koło tego obojętnie. Wybuchł skandal. Białostoczanie na łamach prasy zaczęli żywo dyskutować o tym co ważniejsze hodowla karpi czy jednak plaża dla 100 tysięcy obywateli. Sprawa odbiła się tak dużym echem, że Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić Technikum Rolnicze. Okazało się, że szkoła na hodowli ryb wcale nie zarabia, a ponadto niemalże rozdaje za darmo karpie swoich pracownikom i urzędnikom. W wyniku tego Ministerstwo Rolnictwa, któremu podlegało technikum podjęło w 1958 roku decyzję o tym ażeby stawy przekazać miastu. Ostatecznie jednak miało miejsce to w 1959 roku. W 1962 roku na terenie kompleksu zaczęto prace, które miały przywrócić rekreację.

 

Dzisiejsze Dojlidy to trzy sztuczne zbiorniki o łącznej powierzchni 34 hektarów. Mało kto wie, że dzisiejsza plaża to tylko kawałeczek całości. Z drugiej strony zalewu można udać się do wspaniałego świata natury. Występuje tam około 200 gatunków ptaków! Sprawny obserwator może zauważyć czaplę białą, czaplę nadobną, kormorany, pelikany, orły a nawet mewy! Niektóre z ptaków, które występują na stawach dojlidzkich nie są obecne nawet w największej podlaskiej dziczy – Biebrzańskim Parku Narodowym. Spacerując tamtędy możemy również napotkać wiele płazów. Przede wszystkim żaby, ale też ropuchy, kumaki, rzekotki czy traszki.

https://www.youtube.com/watch?v=vo_zIxWQB38

Druga strona Dojlid to ciekawe miejsce również zimą. Idąc tym cichym i spokojnym miejscem nieraz można zapomnieć, że nadal jest się w Białymstoku! Jeżeli wybierzemy się wcześnie rano to bardzo prawdopodobne będzie, że spotkamy sarny i inne dzikie zwierzęta. We współczesnych Dojlidach oprócz popularnej plaży jest również inne ciekawe miejsce. Dawniej intrygowało wielu, gdyż niewielu potrafiło tam dopłynąć. Dziś prowadzi tam kładka. Mowa tu o wyspie, która znajduje się kilkaset metrów od plaży. Można tam się wybrać piechotą bądź podjechać rowerem. Miejsce to jest poza Białostockim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji stąd też latem, gdy wejście na plażę jest płatne, to do wyspy można dojść drogą prowadzącą z cerkwi.

fot. Wigierski Park Narodowy

Wspaniała atrakcja na wiosnę. Żaby, ropuchy czy rzekotki urządzą przedstawienie.

Płazy – szczególnie gdy jest ich dużo obok siebie wytwarzają ciekawą atmosferę poprzez wydawanie swoich dźwięków. Namnożenie ich w jednym czasie powoduje, że miejsce gdzie to się dzieje jest prawdziwym teatrem, w którym głównymi aktorami są żaby, ropuchy czy rzekotki. O czym rechoczą i kumkają? To ich głosy godowe. Oznajmiała wszem i wobec, że to czas rozmnażania. Wiosną będzie można wybrać się na specjalną kładkę do Wigierskiego Parku Narodowego, gdzie będziemy mogli na własne uszy je usłyszeć, a nawet zobaczyć, bo płazy od człowieka nie uciekają. Oczywiście warto wiedzieć, by płazów nie dotykać.

 

W Parku wyremontowano edukacyjną kładkę „Płazy”. Postawiono 6 tablic informacyjnych, odnowiono wielki stół raz samą 47-metrową kładkę. Korzystać z niej można już teraz jednak płazy najbardziej aktywne są właśnie wiosną. Gdy dni będą robić się coraz cieplejsze, to znak że można już się wybierać. Dla miłośników przyrody, ale też dla całych rodzin z dziećmi będzie to wspaniale spędzony czas. Co ważne, kładka nie jest zbyt długa, więc zabranie ze sobą na miejsce dzieci nie wymęczy ich nadto. A czegoś będą mogły się dowiedzieć.

 

Warto podkreślić, że w Wigierskim Parku Narodowym jest wiele kładek edukacyjnych. Warto przejść się nie tylko po tej jednej, ale właśnie po wszystkich. Po wszystkim możemy wybrać się nad klasztor. Cały teren jest wart zwiedzania.

Ostatnie takie osiedle w Białymstoku. Wąskie uliczki i drewniane domy. Za kilka lat może tam być już zupełnie inaczej.

Przechodziliśmy tamtędy setki razy. Zarówno z jednej jak i drugiej strony nic nie wskazywało, że coś tam się zmienia. Dziś postanowiliśmy zajrzeć do środka i byliśmy w szoku. Połowy dawnego osiedla już nie ma. Zostało wyparte przez nowe budownictwo. Mowa tutaj o drewnianej części os. Przydworcowego – bardzo wąskie uliczki między Młynową a Bema dawniej wypełnione drewnianymi domami. A dziś… no cóż zostało już niewiele.

 

Na wstępie trzeba obiektywnie przyznać. Wartość historyczna tego miejsca nie jest zbyt wielka. Skrupulatnie sprawdzaliśmy. Jest dosłownie kilka domów jeszcze sprzed I Wojny Światowej. Nawet dwa z XIX wieku! Jednak większość to budynki, które powstały przed samą II Wojną Światową. Nie ma co tego miejsca porównywać do Bojar, ale można do Chanajek. Jak wiadomo te słynęły z wąskich uliczek, przy których stały drewniane domy i kamienice. Zupełnie jak właśnie na Toruńskiej, Angielskiej, Kieleckiej, Kurpiowskiej czy Kochanowskiego czyli drewniane Przydworcowe. Z tym, że w ostatnich latach te drewniane domy zaczęły znikać. W ich miejsce pojawiły się nowoczesne domy, a ostatnio także bloki. Nie mamy wątpliwości, że przyszłość tego miejsca jest już przesądzona. Jednak póki jeszcze istnieje to zachęcamy wszystkich bez wyjątku do spaceru tamtymi uliczkami. Poczujecie się dokładnie tak jakbyście byli na przedwojennych Chanajkach. Podczas naszego spaceru byliśmy zachwyceni domami, które napotkaliśmy. Mają w sobie niezwykły urok. Szczególnie, gdy idziemy bardzo ciasną i cichą uliczką. Czasem tylko jakiś pies zaszczeka.

Ta część Białegostoku zaczęła się rozwijać stosunkowo późno. Studiując dawne mapy widać, że najpierw było dzisiejsze centrum z Pałacem Branickich, ulicą Kilińskiego i ratuszem na czele. Później miasteczko zaczęło się rozwijać na północ. To tam powstawać zaczęły jedna przy drugiej fabryki. Pierwsze domy oddalone od centrum i to w sporych odległościach od siebie powstawały na początku XX wieku przy Angielskiej, Grunwaldzkiej, Sosnowej czy Młynowej. Dopiero w kolejnych 40 latach czyli do II Wojny Światowej ulice te zaczęły się zagęszczać domami. Wtedy też pojawiać się zaczęły domy przy wspomnianych ulicach Kieleckiej, Toruńskiej, Kochanowskiego, Kurpiowskiej, Mohylowskiej i Witebskiej oraz Angielskiej, Młynowej czy Bema.

 

Za kilka lat z pewnością będzie już tam zupełnie inaczej. Pojawiły się pierwsze bloki przy Młynowej. Ogólnie całe os. Przydworcowe obecnie mocno wypiera drewniane domy. W okolicy prowadzonych jest kilka budów. Dźwigi rozstawione są co krok. Cóż, zawsze powtarzamy że miasto jest tkanką dynamiczną, która się rozwija i zawsze nowe będzie wypierać stare (byleby z rozsądkiem). Warto zwrócić uwagę, że w tych nowych blokowiskach uchował się jeden dom – przy Angielskiej 2. Cała jego okolica dosłownie znikła na rzecz blokowisk właśnie. Oby ten drewniany dom pozostał jak najdłużej. Wybudowano go bowiem w 1885 roku. Warto dbać o taką perełkę.

Dźwigi na os. Przydworcowym to obecnie bardzo częsty widok. Można je spotkać na każdym kroku. Powstaje wiele nowych bloków w miejscu, gdzie dawniej stały drewniane domy. Na zdjęciu widok z ul. Młynowej na bloki powstające w okolicy Angielskiej i Wyszyńskiego.
fot. http://nowa.korycin.pl

Nowa atrakcja w regionie. Można uprawiać sport, ćwiczyć i odpoczywać przy ognisku!

Dawniej miasto królewskie, dziś tylko gmina wiejska, ale jaka! Mowa to o Korycinie. Leżący na trasie Białystok – Augustów jest mijany przez setki samochodów dziennie. Wiele osób zwiedzających Białystok i Augustów nawet nie wie, że przejeżdżając przez gminę odpuszcza sobie zobaczenie wiele atrakcji.

 

Jedną z najnowszych jest strefa rodzinna przy zalewie. Inwestycja pozwala skorzystać z boiska do street soccera, korty tenisowe, boisko do koszykówki, a także wiata wypoczynkowa przy której można rozpalić ognisko. Do tego jest jeszcze siłownia. Oprócz strefy rodzinnej w pobliskiej Milewszczyźnie jest jeszcze niedawno otwarty park kulturowy, gdzie możemy zobaczyć replikę dawnego grodziska słowiańskiego z X wieku, XIX-wieczny drewniany dwór i folwark a także różne zabytki odkryte podczas prac archeologicznych i przedmioty użytku codziennego dawnych mieszkańców. Nie można też zapomnieć o zrewitalizowanym wiatraku. Każdy, kto odwiedzi gminę koniecznie powinien spróbować sera korycińskiego. Jest on wyjątkowy w smaku!

 

Korycin położony jest między Puszczą Knyszyńską i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Dlatego planując wycieczkę do gminy warto uwzględnić inne atrakcje w okolicy. W okolicy Korycina zwiedzić możemy także Knyszyn, Suchowolę czy Goniądz.

Dzieła sztuki na cmentarzu. Przepiękne wielkie rzeźby pod Białymstokiem

Dziś odwiedzamy groby bliskich, stawiamy znicze by uczcić ich pamięć. Wieczorami cmentarze zamieniają się natomiast w przepiękne morza świateł. Wiele osób wtedy wybiera się, by zobaczyć efektowny wygląd białostockich nekropolii. My natomiast proponujemy również wybrać się w dzień. Konkretnie do Wasilkowa. Znajdujący się tam obiekt jest bardzo piękny za sprawą wielkich rzeźby jakie stoją obok siebie. Figury aniołów oraz Jezusa mają również przesłanie dla wszystkich.

 

Cmentarz w Wasilkowie to największy zabytek gminy. Znajduje się on na wylocie z miasta w kierunku na Świętą Wodę. Nekropolia powstała pod koniec XIX wieku i zajmuje powierzchnię 4,5 hektara. Łącznie na terenie obiekty znajduje się siedem grup rzeźb. Wszystkie nawiązują do Pasji i Zmartwychwstania Jezusa. Ponadto są też dwie fontanny i 60 zabytkowych nagrobków. Najstarszy pochodzi z 1896 roku.

 

Oprócz wielkich rzeźb na cmentarzu znajdują się również wyryte w murach wersety z Pisma Świętego. Ponadto zwiedzając wasilkowską nekropolię natkniemy się również na okazały nagrobek ks. Wacława Rabczyńskiego, którego dokonania na rzecz lokalnej społeczności są ogromne. Duchowny nie tylko przyczynił się do wybudowania kościoła pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Matki Miłosierdzia, ale również dzięki niemu powstała kaplica w Świętej Wodzie. To właśnie także za sprawą ks. Rabczyńskiego możemy podziwiać przepiękne rzeźby na cmentarzu.

 

Na cmentarzu znajduje się również grób legionistów polskich Aleksandra i Michała Żukowskich, nagrobek z 1896 r., grób 34 mieszkańców Wasilkowa i Studzianek rozstrzelonych w 1943 r. oraz groby ofiar II wojny światowej. Warto zaznaczyć również, że nekropolia jest obfita w małą architekturę. Wszystko razem przepięknie się komponuje.

Białystok pod wpływem jesieni stał się magiczny. Dwa kroki od bajecznej atmosfery!

Białystok zamienił się w magiczną krainę za sprawą jesieni, która powoli ogałaca drzewa z liści oraz zmienia ich kolory. Dlatego też na ulicach jest kolorowo. Nasze miasto ma to do siebie, że wiele u nas miejsc, które sprawiają wrażenie jakbyśmy w mieście wcale nie byli. Jednym z nich jest Rezerwat przyrody Las Zwierzyniecki. Jego ścieżki to idealne miejsce by zaczerpnąć świeżego powietrza, pospacerować w ciszy i spokoju, ale też by uprawiać sport – biegać i jeździć rowerem. Jesienna aura sprawiła, że chce się do Lasu Zwierzynieckiego iść w każdej wolnej chwili.

 

Las Zwierzyniecki w czasach Branickich służył jako miejsce polowań dworskich. Można było tu napotkać jelenie, bażanty, daniele, kuropatwy, łabędzie i dzikie kaczki. Można tylko ubolewać, że charakter tego miejsca już taki nie jest. Wiemy jednak, że istnienie takiej zwierzyny blisko centrum stanowiłoby problem. Dlatego możemy tylko spacerować po pięknej krainie i wyobrażać sobie jak tu było kiedyś.

Warto dodać, że kiedyś było zdecydowanie inaczej. Dzisiejszy rezerwat był ogromnym kompleksem leśnym, który zaczął się kurczyć pod wpływem rozwoju miasta. Z jednej strony zachodnią częśc lasu zabudowano koszarami przez co wykarczowano całe połacie lasu. Inne fragmenty przeznaczono na pola uprawne i ogrody. Las Zwierzyniecki przeistaczał się coraz bardziej w park. Wytyczono alejki spacerowe, wybudowano bufety. Wzniesiono teatr letni, restauracje i inne obiekty rozrywkowe. Do miejsca tego w roku 1895 doprowadzono nawet „konkę” czyli dawną linię tramwajową. Zwierzyniec stał się modnym miejscem.

 

W 1920 roku Zwierzyniec podzielono na 2 części. Pierwszą z nich nazwano „Parkiem Miejskim 3-go maja” i tym samym połączono go z Parkiem Miejskim im. Księcia J. Poniatowskiego, który biegł aż do Teatru Dramatycznego. Druga część to dzisiejszy Las Zwierzyniecki. Warto podkreślić, że Białystok jest jednym z niewielu miast w Polsce, w którym wchodząc do parku w centrum można wyjść poza granicę miasta w zasadzie nie wychodząc z terenów zielonych. Pielęgnujmy te tereny jak możemy, bo wiele mieszkańców innych miasta może ich nam pozazdrościć.

Letnia rezydencja Branickich. Przyjeżdżali tu królowie, spalili Niemcy.

W Polsce Choroszcz kojarzy się raczej ze szpitalem psychiatrycznym, na Podlasiu wiele osób wie, że to miasteczko rozwijało się kiedyś prężnie i ma więcej do zaoferowania niż hospitalizacja. Wizytówką miasta jest letnia rezydencja Branickich wraz z otaczającym ją parkiem z 1757 roku. Został spalony w czasie II Wojny Światowej, odbudowany został w 1960 roku. Raz do roku w pierwszą niedzielę sierpnia odbywa się na placu przed rezydencją Jarmark Dominikański.

 

Jeżeli przyjrzymy się budynkowi możemy zauważyć, że bardzo przypomina pałacyk gościnny przy ul. Kilińskiego w Białymstoku. Nie przypadkowo. Zarówno jeden jak i drugi budynek spełniać miały tę samą rolę – miejsce wypoczynku. Przy ul. Kilińskiego były miejsca dla gości, dla których zabrakło miejsca w pokojach pałacu głównego. W Choroszczy podobnie, tyle że goszczono tam zupełnie inne osoby.

 

A to dlatego, że hetman Branicki nie dożył wykończenia pałacyku przy ul. Kilińskiego. Dlatego swoich znakomitych gości mógł przyjmować dotychczas na dworze lub właśnie gościć z wielkim przepychem w Choroszczy. Za jego życia przebywali tu król Augustów III oraz brat Izabeli Branickiej oraz szwagier hetmana – król Stanisław August Poniatowski. To, co się działo podczas przyjęć gości w Choroszczy zostało opisane w książce „Grzechy hetmańskie” – autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. Swoją drogą książka ta nadaje się na serial równy superprodukcji TVP – Koronie Królów.

 

Wracając do pałacyku w Choroszczy. Warto tam się wybrać na zwiedzanie. Warto zobaczyć samo muzeum, które znajduje się w pałacyku, ale szczególnie piękny jest park znajdujący się za budynkiem. Najpierw idziemy przez dziedziniec na wyspę, gdzie stoi pałacyk, a następnie alejkami wzdłuż kanału do wzgórza widokowego. Będziemy przemierzać mijając kolejne lipy, które mają ponad 200 lat oraz klony. Na końcu dojdziemy do wzgórza, które zostało sztucznie usypane, które w przeszłości miało służyć jako dwupoziomowa piwnica. Dziś to „górka miłości”, gdzie spotyka się młodzież. Warto tam jednak wybrać się niezależnie od wieku. Spacer wśród starych drzew przy pięknym kanale w otoczeniu pałacyku da nam wiele radości i wewnętrznego spokoju. Tak bowiem działa przyroda na człowieka.

Lepszego momentu nie będzie. Czas na długą wycieczkę dorzeczami Supraśli oraz Puszczą Knyszyńską!

Chyba nie ma lepszego momentu niż obecny, by zwiedzać Puszczę Knyszyńską. Pogoda jest przepiękna, a kolory jesieni magiczne. Do tego można do domu wrócić z grzybkami, których w lesie obecnie nie brakuje. Czego chcieć więcej? Być może mało kto wie, ale dorzecza Supraśli i tereny Puszczy Knyszyńskiej oplecione są szlakami o łącznej długości 400 km! Jest z czego wybierać. Jesienią można zwiedzać kompleks leśny piechotą, rowerem albo… konno!

 

W tym ostatnim przypadku wystarczy zgłosić się do przesympatycznego Pana Cezarego, który ma swoje stadko wierzchów w Surażkowie. Razem z żoną od wielu lat prowadzi popularne „Ritowisko”. Jeżeli ktoś ma siły w nogach to szlakiem rowerowym może przejechać aż 150 km lub zrobić to samochodem odwiedzając po kolei wszystkie „przystanki”. A po drodze jest naprawdę wiele miejsc, które wyglądają jesienią przepięknie.

Pierwszy przystanek to Królowy Most i Kołodno, które oplecione są przez Wzgórza Świętojańskie. Pierwsza miejscowość ma nazwę znaną z kultowej trylogii Jacka Bromskiego „U Pana Boga”. W rzeczywistości to spokojna wieś, w której zobaczyć można przepiękną cerkiew. Tuż obok w Kołodnie możemy wdrapać się na górę Św. Anny i z wieży widokowej zobaczyć panoramę Puszczy Knyszyńskiej w złotych kolorach.

Kolejny przystanek to Supraśl, do którego dojedziemy w części żwirową drogą przez Cieliczankę. W tym miasteczku koniecznie musimy spróbować babki ziemniaczanej albo kartaczy oczywiście zapijając kwasem chlebowym. Oprócz tego warto zajrzeć nie tylko do najpopularniejszych atrakcji miasteczka jak bulwary czy klasztor, ale też przejść się malowniczą trasą wokół rzeki podziwiając Supraski System Wodny. Początek znajduje się przy ul. Nowy Świat lub na moście przy bulwarach.

Następne miejsce po drodze to Nowodworce, gdzie będziemy mogli podziwiać wspaniałe, stare pojazdy Straży Pożarnej w muzeum tej formacji. Kolejny przystanek to oczywiście Wasilków. Warto zajrzeć nad zalew, a także na świeżo wyremontowany plac w centrum. Potem jedźmy ul. Jurowiecką na Sochonie aż do miejscowości Mostek. Przy tartaku skręćmy w prawo kierując się malowniczą trasą Puszczą Knyszyńską na Ratowiec, Wólkę Ratowiecką oraz Czarną Wieś Kościelną, gdzie będziemy mogli poznać najlepsze tradycje rękodzieła ludowego. Tutaj mała uwaga – jeżeli jedziemy samochodem – warto pojechać z Wasilkowa na Świętą Wodę a dalej Czarną Białostocką, gdzie możemy przy okazji zajrzeć nad zalew.

 

Następnie, z Czarnej Białostockiej możemy pojechać na Janowszczyznę, a dalej na Wierzchlesie, by ostatecznie wyjechać Kopnej Górze i zwiedzić tam Arboretrum. Po drodze miniemy mnóstwo przepięknych krajobrazów i drewnianych wiejskich domów. Takie Podlasie w pigułce. Rowerem natomiast można pojechać przez malownicze bagna kierując się na Budzisk, a dalej Supraśl, a dopiero potem Kopną Górę. Ostatni odcinek naszej wycieczki to trasa Kopna Góra – Kruszyniany przez Silvarium w Poczopku oraz wielkie rondo w Krynkach. Jeżeli nam mało koniecznie jedźmy na Rudaki i Chomontowce do Bobrownik. Wioseczki na samej granicy z Białorusią mają swój niepowtarzalny klimat. Poczujemy się jak na końcu świata!

Z Bobrownik już prosta i krajowa droga do Białegostoku. Możemy jednak skoczyć nad rzekę Świsłocz i miejscowość Mostowlany. Dalej przez Jałówkę, gdzie stoją ruiny kościoła aż do Bondar i Siemianówki. Tam po drodze na Pasieki możemy natrafić na żubry. Pytanie tylko czy ktoś wytrzyma tak długą wycieczkę? Zawsze można rozbić ją na 2 lub 3 dni. Na Podlasiu nikt się z niczym nie śpieszy!

Featured Video Play Icon

Piękna i nowoczesna architektura w Białymstoku. To warto odwiedzić!

Białystok to nie tylko barwna, ale też tragiczna historia, to nie tylko Pałac Branickich, katedra czy Rynek. Jak każde większe miasto to dynamiczna tkanka, której otoczenie się zmienia. Oczywiście ma to swoje minusy – to, co w naszym dzieciństwie i młodości zajmowało krajobraz nieodwracalnie znikło. Zamiast drewnianych domów pojawiać się zaczęły najpierw pstrokate bloki, a teraz „apartamenty”. Zniknęło też wiele drzew, które zastąpione zostało przez chorobę wielkich miast – betonozę. Jest jednak coś, co w tym całym nowym świecie jaki nas otacza może wzbudzać zachwyt. Mowa tu o niektórych nowoczesnych budynkach, jakie w ostatnich latach pojawiły się w Białymstoku.

Jakieś 2 dekady temu przy ul. Legionowej pojawił się pierwszy w Białymstoku szklany biurowiec. Wyróżniał się bardzo w swoim otoczeniu, które dookoła miało spuściznę PRL i pozostałości po Chanajkach. Był to pierwszy taki budynek w mieście. Dziś aż takiego zachwytu już nie wzbudza. Za to są takie budynki, które w ostatnich latach zostały wybudowane i zrobiły furorę. Spacerując po Białymstoku warto przyjrzeć się im z bliska.

Opera i Filharmonia przy Odeskiej

To budynek, który wzbudził nieco kontrowersji. Jest przepiękny, ale ta wielka bryła będąca dachem nazywana była przez wielu „niepotrzebnym klocem”. Dziś, gdy zarasta zielenią wygląda dużo ładniej niż wtedy, gdy opera zaczynała działalność. Sam budynek posiada łąki kwietne, po których można spacerować, posiada na dachu mini park z rzeźbą. Jest także przepiękny w środku. Wszystko tam błyszczy i zachwyca. Zarówno foyer, widownia jak i to co się znajduje za kurtyną.

Kampus przy Ciołkowskiego

To niesamowite połączenie czterech budynków z placem, na środku którego znajduje się kula to kolejny obiekt, który warto zwiedzić. Już samo jego otoczenie – Las Zwierzyniecki oraz alejki spacerowe za budynkiem – jest bardzo przyjemne. W środku warto zwrócić uwagę na znajdujące się tam ozdoby. Nie można sobie też odmówić przejścia z budynku do budynku szklanym korytarzem.

Stadion Miejski przy ul. Słonecznej

To co prawda nie jest obiekt tak wielki jak Stadion Narodowy, ale na skalę i możliwości Białegostoku absolutnie wystarczający. Stadion to nie tylko miejsce, gdzie rozgrywa swoje mecze Jagiellonia, ale też miejsce wielu innych imprez i koncertów. Obiekt bowiem to nie tylko trybuna i boisko lecz cały kompleks pomieszczeń. To wszystko warto właśnie zwiedzić. Okazji do tego jest wiele. Można też bez okazji.

Centrum Nowoczesnego Kształcenia PB przy Zwierzynieckiej

Ten budynek tak wtopił się w otoczenie, że nie rzuca się w oczy. Jednak z bliska widać z jakim wspaniałym architektonicznym dziełem mamy do czynienia. Dostrzegli to niektórzy twórcy disco polo, a także pary młode – wybierając otoczenie budynku na plener zdjęciowy. Budynek ma z jednej strony schody, na których można posiedzieć, a z drugiej również ciekawy architektonicznie plac. Warto też zajrzeć do środka.

Archiwum Państwowe przy Mickiewicza

To nowy budynek, który bardzo mocno wyróżnia się swoją bryłą oraz przede wszystkim kolorem. Ciemne, rdzawe barwy, które tworzą klimat historii i samego miejsca jakim jest archiwum, gdzie znajduje się mnóstwo pożółkłych już papierów to tylko jeden z elementów jaki zachwyci na miejscu. Całość to kompleks trzech budynków. Warto do nich zajrzeć i zobaczyć co mają do zaoferowania.

Lasoterapia na Carskiej Tropinie. Poczuj magię Puszczy Białowieskiej!

Jesień w Puszczy Białowieskiej jest przepiękna. Złote kolory w połączeniu ze wschodami i zachodami słońca tworzą prawdziwie magiczną aurę. Warto wykorzystać dobrą pogodę na spacery po lesie. Wolne w weekend daje nam namiastkę wakacji. Ostatnie ciepłe dni można wykorzystać na przykład na długi spacer Carską Tropiną w Puszczy Białowieskiej. Warto zarezerwować sobie kilka godzin. Jakie atrakcje nas czekają?

 

Carska Tropina to bardzo stara droga, po której chodzili dawniej królowie. Dziś to miejsce, które ma głównie przyrodnicze walory. Po drodze oprócz bujnej roślinności możemy zobaczyć też panoramę Narewki z wysokiej wieży widokowej. Oprócz tego spacerując mijać będziemy wielkie dęby. To nie wszystko. Wędrując kładką będziemy mijać także bagna. Te w zależności od pory roku wyglądają naprawdę cudownie. Kolory na tafli wody tworzą niesamowitą mozaikę. Warto też wspomnieć o wilkach, których w tamtych rejonach nie brakuje. Oczywiście te mają bardzo dobry węch, dlatego już z dala nas poczują i będą trzymać dystans. Może jednak tak się zdarzyć, że zwierzę przebiegnie w zasięgu naszego wzroku. Nie tylko one – możemy napotkać też ostatnio aktywne jelenie lub inne dzikie stworzenia mieszkające w puszczy. Głównym atutem tego miejsca jest cisza, która przerywana jest tylko śpiewem ptaków. Obcowanie z naturą w tym miejscu daje dużo sił witalnych. Nie tylko odetchniemy pełną piersią, ale także uspokoimy wszystkie zmysły. Jest to tak zwana „lasoterapia”.

 

Jak dojechać na Carską Tropinę? Najlepiej dostać się do Narewki. Potem możemy piechotą iść nawet do Białowieży. Zajmie nam to około 5-6 godzin. 26 km na świeżym powietrzu dobrze nam zrobi. Możemy też skończyć w Teremiskach czyli 5 km wcześniej. Jeżeli chcemy szybciej wrócić, to najlepiej pożyczyć rower w Narewce i dojechać nim do Kosego Mostu. Wtedy pierwsze 8 km przejedziemy, a dopiero potem będziemy mogli wybrać się piechotą lub jeżeli chcemy więcej to zrobić kółko. Pamiętajmy, że szlaki turystyczne są oznaczone, dzięki czemu nie zgubimy się. Jednak dla wszystkiego lepiej mieć w pełni naładowany telefon, zapas jedzenia i wody. Trasa wiedzie przez bardzo głęboki las z dala od cywilizacji.

Featured Video Play Icon

Obserwowanie godów to świetna atrakcja. Jelenie potrafią toczyć ze sobą bitwy.

Chociaż minęło lato, to w Podlaskiem nie ma nudy. Wciąż można liczyć na wspaniałe atrakcje. Jedną z nich jest rykowisko. Czyli spędzenie nocy w lesie, by posłuchać godów jeleni. Można to zrobić na dwa sposoby – z leśnikami i samodzielnie. Wbrew pozorom noc w lesie nie jest taka straszna. Oczywiście lepiej wybrać się z kimś niż samemu. Wtedy nie będziemy bali się każdego szmeru. A tych nie zabraknie, bowiem gdy jest ciemno nasz zmysł słuchu wyostrzy się. Oczywiście to dobra okazja, by to wykorzystać do słuchania godów jeleni lub przy odrobinie szczęścia i umiejętności również obserwowania.

 

Czym właściwie jest rykowisko? Dorodne samce jak na facetów przystało spotykają się i zaczynają popisy przed innymi, próbując udowodnić sobie nawzajem kto jest mocniejszy. Robią to rycząc, co stanowi o ich wielkości czy sile. Gdy „samców-alfa” jest zbyt wiele w jednym stadzie, to dochodzi do bójek. Generalnie sceny przypominające zachowanie ludzi. Leśnicy i przyrodnicy wykorzystują czas rykowiska do obserwacji tych godów, a także do ich słuchania. Robią to także często turyści. Warto jednak pamiętać, że u jeleni hormony buzują i przez to mogą zaatakować również człowieka – dlatego nie należy absolutnie podchodzić do zwierzęcia zbyt blisko.

/napotkac-jelenia-lesie/

Jeżeli nie chcemy siedzieć w lesie samotnie lub nawet z kimś, to warto skorzystać z ofert nadleśnictw i parków narodowych, któe cyklicznie organizują wypady na rykowiska połączone z ogniskiem. Świetne przeżycie, dlatego polecamy!

Featured Video Play Icon

Te 4 wsie znajdują się obok siebie. W każdej są inne atrakcje!

Kruszewo to miejsce, które raz do roku ściąga do siebie tłumy za sprawą Dnia Ogórka. W tym roku ne było inaczej. Warto jednak wiedzieć, że Kruszewo dobrze jest odwiedzić nie tylko od święta, ale przy każdej możliwej okazji. Znajduje się tam bowiem zerwany most oraz od niedawna prywatna wieża widokowa. Dobrze jest też się wybrać na drugą zerwanego mostu czyli do Kurowa. Tam zwiedzający mogą spacerować po kładce przyrodniczej nad rzeką. Raz do roku odbywa się tam także Biesiada Miodowa. Idealnie by było zahaczyć jeszcze o pobliskie Śliwno i Waniewo. Jednak w tym roku to pechowe miejsce. Najpierw było zamknięte z powodu remontu. Po ponownym otwarciu nadmiar chętnych doprowadził do wywrócenia jednej z platform służącej do przepraw. To spowodowało zamknięcie kładki. Gdy po kolejnej dłuższej przerwie otwarto kładkę, to stan wody w Narwi spadł na tyle, że przeprawa znów stała się niemożliwa.

 

Ten swoisty czworokąt w Narwiańskim Parku Narodowym ma wiele do zaoferowania. W Kurowie oprócz kładki znajduje się też zabytkowy dworek z parkiem. Sama kładka ma 1 km długości i prowadzi przez bagna. Zwiedzający zobaczyć mogą z bliska trzcinowisko, turzycowisko, rzekę, dziką łąkę oraz zarosła. Wszystko na miejscu jest obszernie opisane na tablicach. Dodatkowo – gdy Narew pozwala – można skorzystać z Pychówek. Są to specjalne łódki, którymi można zwiedzać park narodowy z pozycji tafli wody. Po drugiej stronie zerwanego mostu w Kruszewie jest doskonałe miejsce widokowe. Siedząc na skraju konstrukcji można wypocząć. Warto też dodać, że sama droga prowadząca do mostu jest atrakcyjna. Po obu stronach znajdują się bowiem rozległe bagna i zarośla. Przy odrobinie szczęścia można napotkać łabędzie.

 

Waniewo oprócz kładki ma do zaproponowania jeszcze wieżę widokową, z której możemy podziwiać nie tylko przyrodę. Otóż w zarośla przy rzece jeden z gospodarzy często wypuszcza swoje konie. Ich obserwacja może być fascynująca. W Śliwnie natomiast również możemy napotkać koniki. Znajduje się tam również wiata, gdzie możemy urządzić sobie piknik. Jeżeli wybierzemy się na środek kładki łączącej obie wsie to tam również jest wieża obserwacyjna. Świetne miejsce by posiedzieć i porozmyślać patrząc na przyrodę.

Tajemnice Białegostoku. Chociaż są od dawna, to mało kto o nich wie.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, blogi i inne materiały dotyczące Białegostoku można zauważyć, że wszystko kręci się wokół Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki czy też białostockiej Katedry. Tymczasem nawet nasze miasto ma swoje tajemnice, o których nawet mieszkańcy znający miasto na wylot mogą nie wiedzieć. A można się dowiedzieć o nich na przykład z filmów na YouTube, które tworzone są przez różnych pasjonatów, którzy podchodzą do naszego miasta „na świeżo”.

Wieża widokowa

Jedną z takich tajemnic jest fakt, że wieża Kościoła Św. Rocha ma otwarty dla zwiedzających punkt widokowy. Było to wiadome kilka lat temu, gdy go uruchamiano, jednak sprawa jakoś przycichła i się rozmyła i wydawać się mogło, że to zbyt dużo zachodu, by wejść na punkt widokowy. Nic bardziej mylnego. Panoramę miasta można podziwiać od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 16.00 zaś w niedzielę i święta od 14.00 do 17.00. Punkt widokowy jest odpowiednio zabezpieczony. Jedynie trzeba pokonać trochę schodów idąc w kółko. Na pewno warto to zrobić. Widoki wspaniałe a i wchodzenie po schodach jest zdrowe!

Dziewczynka z konewką

Drugą z takich tajemnic jest fakt, że na muralu z dziewczynką z konewką są też inne postacie. Mało kto o nich wie, gdyż są malutkie i trzeba podejść naprawdę bardzo blisko, by je zobaczyć. Wszak zgodnie z legendą dziewczynką z konewką jest wielkoludem. Dlatego malutcy ludzie u jej stóp są oczywistością, jednak jakoś zawsze pomijani. Poza tym mało kto podchodzi do muralu, by popatrzeć na niego z bliska. Wszak jego rozmiar jest taki, by był widoczny z daleka. Warto jednak pamiętać, że każde dzieło sztuki nie tylko jest odbierane jako całość. Bardzo często dużą rolę grają detale. Tak jest i w tym przypadku.

Rzeźba na dachu

Opera i Filharmonia Podlaska to przepiękne miejsce, na które można wchodzić nie tylko do środka. Można też spacerować w otoczeniu pięknych łąk dookoła budynku. To jednak wiadomo, bo widać z ulicy. Niewiele osób jednak wie, że można również wejść na sam dach budynku, na którym widnieje osobliwa figura, która miała być pomnikiem Czesława Niemena. Wdowa po artyście nie wyraziła jednak na to zgody. Figura jednak stoi. Jest z żeliwa, ma dwa metry wysokości i waży dwie i pół tony. Rzeźba nie ma oficjalnej nazwy.

Podlaskie po wakacjach. Uroczysko „Kosy Most” to idealne miejsce jesienią.

Upalne lato skłoniło wszystkich, by wyjeżdżali jak najwięcej nad wodę, grillowali ze znajomymi czy po prostu spędzali czas zwiedzając województwo podlaskie. Warto wiedzieć, że po wakacjach w Podlaskiem istnieje także życie. Warto się wybrać na przykład do Puszczy Białowieskiej. Szczególnym miejscem, które jest mało znane jest Uroczysko „Kosy Most”. Można tam podglądać żubry, zbierać grzyby i podziwiać przyrodę, która obecnie przygotowuje się na przyjście jesieni.

 

„Kosy Most” jest położone w malowniczej dolinie rzeki Narewki w Białowieskim Parku Narodowym. Znajduje się tutaj ostoja żubrów. Przy odrobinie szczęścia i zachowania ciszy – będziemy mogli napotkać te dzikie zwierzęta. Największa szansa jest o świcie. Później żubry mogą wejść w głąb lasu, a tam już nie będą widoczne dla człowieka. Warto pamiętać o zachowaniu ostrożności. Gdy napotkamy te majestatyczne zwierzęta, nie podchodźmy do nich zbyt blisko. Przestraszone mogą nas poturbować, poważnie ranić, a nawet zabić! Na miejscu jest specjalna platforma widokowa – warto z niej skorzystać. Jeżeli szczęście nam dopisze to spotkamy także jelenie czy sarny. Oprócz zwierząt warto też podziwiać niesamowite widoki. Krajobraz doliny Narewki zapiera dech w piersiach – także o świcie.

 

Na miejsce dojedziemy samochodem oraz rowerem – drogą narewkowską. Prowadzi tam między innymi szlak Green Velo, więc można się poruszać po pomarańczowych znakach lub z nawigacją. Będąc w Białowieskim Parku Narodowym pamiętajmy o tym, że jest to miejsce bardzo cenne przyrodniczo. Nie zostawiajmy po sobie żadnych śmieci, nie niszczmy roślin, a także nie palmy ognia. W Puszczy Białowieskiej jest obecne bardzo sucho i każda iskierka mogłaby wywołać niewyobrażalny pożar.

Mówią o nich „Biebrznięci”. Postanowili swoje życie związać z dzikim Podlasiem.

Dawniej rzucano wszystko, by wyjechać w Bieszczady. Dziś te przeludnione turystami góry, ludzie zamieniają na ciche i spokojne województwo Podlaskie. Wykupują siedliska i spędzają tam resztę życia. Biebrza i jej okolice to nie tylko sielanka. Potrafi dawać w kość. Biebrza i jej okolice potrafią rozkochać w sobie wszystkich o świcie. Wystarczy wstać o wschodzie, by obserwować jak słońce wstaje a poranne mgły zanikają. Wtedy też można posłuchać jak swe okrzyki wydają żurawie, gęsi i inne ptaki. Przy odrobinie szczęścia można też spotkać łosia, który akurat chlupie się dla ochłody w Biebrzy. To wszystko ma jednak swoją cenę. Zimą mrozy potrafią tutaj dawać naprawdę w kość. Wszędobylskie mokradła potęgują uczucie zimna. Dla kogoś z Dolnego Śląska czy Podkarpacia, gdzie większość czasu jest bardzo ciepło – życie zimą u wrót Biebrzańskiego Parku Narodowego mogłoby być koszmarem.

Mówią na nią „Wiedźma”

Wieś Kulesze jest jedną z wielu, gdzie życie toczy się bardzo powoli. Większe zakupy robi się w Mońkach, zaś na co dzień w obitym sidingiem sklepiku. W wiosce znajduje się również Stodoła snów, gdzie jest „fajnie zorganizowany bałagan”. Niezwykle klimatyczne miejsce, gdzie spotykają się różnorodni artyści. Przyciąga ich między innymi Biebrzańska Jesień z Piosenką. Ale nie tylko ich. Ludzie mogą na miejscu zrobić własną imprezę, skorzystać z projektora, instrumentów muzycznych. Można też zwiedzić muzeum etnograficzne. Oczywiście nie brakuje też czasu na biesiady, ogniska i inne zabawy.

 

Przybytek prowadzi Agnieszka Zach, na którą wołają „Wiedźma”. Jej prababka była „szeptuchą”. Swoją wiedzę zielarską oraz sposób obserwacji świata i przyrody przekazała dalej. „Wiedźmę” odwiedzają ludzie, którzy pragną poczuć podlaskie „slow life” jako alternatywę do tego co mają na co dzień – czyli wielkie korporacje, dużo stresu oraz zaprzeczenie spokoju i wyciszenia.

„Król Biebrzy”

Krzysztof Kawenczyński to jedyna osoba jaka mieszka w Dobarzu. Nic dziwnego – dookoła jest tylko i wyłącznie las oraz bagna. Do wioski prowadzi jedna droga, która powstała tylko po to by się stamtąd wydostać. To właśnie Dolina Biebrzy w swojej całej okazałości. „Król Biebrzy” dawniej mieszkał w Warszawie. Prowadził tam antykwariat prowadząc zwykłe życie. Koleje losu sprawiły, że Kawenczyński postanowił rzucić wszystko i wyruszyć na Podlasie. Za swój obecny dom zapłacił jedną książką. Nie byle jaką – była to Biblia Brzeska z 1563 roku.

 

Kawenczyński ma dobrotliwe serce. Na podwórku jest u niego mnóstwo psów, krowy czy koniki. Porzucone przez innych, azyl znalazły u „Króla”.

Leśna Polana

Prywatna plaża, przepiękne koniki oraz szkockie krówki z wielkimi grzywami. Do tego kompletna cisza. To jest właściwe oaza spokoju z dala od cywilizacji. Jeżeli ktoś potrzebuje „slow life” to kilka dni właśnie tam ukoi zszargane nerwy. Tam czyli niedaleko Olszowej Drogi. Na miejscu znajduje się gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez Huberta Komendę. Pięknie jest tam wiosną – gdy są rozlewiska, cudownie czas spędza się również latem. Zimą gospodarstwo nie jest czynne.

Wspaniałych miejsc wokół Biebrzańskiego Parku Narodowego jest dużo więcej. Osowiec-Twierdza, Carski Trakt, Ruś, Grądy-Woniecko, Radziłów, Strękowa Góra, Goniądz czy Dolistowo Stare – to miejsca które warto odwiedzić. Każde z nich ma coś ciekawego do zaoferowania.

Ten kościół ma 280 lat. To prawdziwa perła!

Kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim to niesamowite miejsce. To nie tylko jeden z najcenniejszych zabytków drewnianej architektury województwa podlaskiego, ale także jeden z nielicznych tak starych budynków w regionie, który został mocno doświadczony przez wojny. Warto wiedzieć, że dawniej na Podlasiu drewno było ulubionym budulcem. Dlatego też do dziś można napotkać w regionie wiele drewnianych kościołów, cerkwi, a nawet meczety. Wszystkie te budynki doskonale oddawały kulturę panującą na Podlasiu.

 

Dlaczego Kościół pw. Św. Barbary to architektoniczna perełka? Przede wszystkim kościoły najczęściej są wielkie, monumentalne oraz posiadają wieżę. Ten jej nie ma. Wszystkie elementy świątyni są nakryte jednym, wspólnym dachem. Ponadto drewnianą szalówką naśladowano budowle z kamienia. Sam kościół przypomina okręt płynący na wschód czyli do Jerozolimy. Ta łódź ma porywać duszę, by człowiek czuł poczucie przynależności do Boga. Dlatego świątynia zawiera wszystkie elementy, dzięki którym człowiek chce wracać do tego miejsca. Warto też wspomnieć o zapachu w kościele. Wiekowe drewno i kadzidła tworzą wspaniałą mieszankę, która powoduje że jeszcze bardziej czujemy w świątyni atmosferę „sacrum”. Kościół nie tylko jednak jest przepiękny z zewnątrz. Również wewnątrz zachwyca. Szczególnie malunki na drewnianych ścianach i suficie.

Warto dodać, że świątynia pierwotnie stała w Radziłowie. Została ona jednak przeniesiona w latach 80. XX wieku właśnie do Kramarzewa. Zaś w starym miejscu wybudowano kościół murowany. W 1739 roku dzięki staraniom proboszcza Jakuba Tafiłowskiego drewniana świątynia powstała. Remontowano ją w 1760, 1811, 1820 oraz od 1867 do 1879 roku, a także w 1962 roku. W świątyni znajdują się późnobarokowe ołtarze z XIX wieku, a także rzeźby świętych Piotra i Pawła oraz obraz św. Barbary. Do tego późnobarokowa ambona w kształcie łodzi z baldachimem w kształcie żagla. Oczywiście wykonana z drewna. Na uwagę również zasługuje stojąca obok kościoła dzwonnica. Również drewniana. Kościół najlepiej zwiedzać wtedy, gdy odprawiane są w nim nabożeństwa.

fot. główne: Grzegorz Poniatowski / Wikipedia

Featured Video Play Icon

Weekendowy wypad na granicę z Litwą. Osada jaćwieska i odpoczynek nad jeziorem.

Ziemia Sejneńska to jedno z wielu niesamowitych miejsc województwa podlaskiego, które jest przez turystów w zasadzie pomijane. Nie wiadomo z czego to wynika, ale w każdy weekend mieszkańcy innych części województwa (oraz Polski) mają doskonałą okazję, by tam się wybrać.

 

Co weekend (w piątki, soboty i niedziele) kursuje bowiem pociąg z Białegostoku do Kowna. Nie oznacza to, że po drodze nie ma żadnych stacji. Kolej jedzie przez Czarną Białostocką, Sokółkę, Sidrę, Dąbrowę Białostocką, Augustów, Suwałki i Trakiszki. To właśnie ta ostatnia stacja w Polsce powinna nas zainteresować gdyż trochę ponad kilometr od niej znajduje się kilka miejsc, które warto zobaczyć.

Osada prusko-jaćwieska

Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to żadne nudne muzeum tylko prywatna inicjatywa pana Piotra Łukaszewicza, który zbudował w miejscowości Oszkinie wielki kompleks nawiązujący do dawnych czasów pogańskiej Litwy. Na miejscu możemy od niego poznać wiele niesamowitych historii dotyczących pierwszych Litwinów, którzy przywędrowali na dzisiejszą Suwalszczyznę. Sama osada zaś znajduje się na 7,5 hektarach i odtwarza XIII-wieczne „miasteczko”. Można obejrzeć wieżę strażniczą, twierdzę, fosę oraz bardzo wiele obiektów związanych z pogańskim kultem, który zanikł, gdy Litwa zdecydowała się przyjąć chrzest w 1378 roku – do czego zobowiązał się przyszły król Polski – Władysław Jagiełło.

 

Tymczasem dzisiaj na Litwie odradza się kult neopogaństwa. Oczywiście jest to mikroskala, ale warto dowiedzieć się o energii nawiedzającej osadę, a także poznać dawne pogańskie bóstwa. Na terenie obiektu nie brakuje również wielu wspaniałych budowli, które zachwycą niejednego odwiedzającego. Wystarczy spędzić tam kilka godzin by poczuć wyjątkową moc tego miejsca.

Dane kontaktowe osady:
Oszkinie 42, 16-515 Puńsk, tel. 603 977 637, e-mail: tvankste@o2.pl

Jezioro Sejwy i litewski folklor

Sama osada to jednak nie wszystko. Jest jeszcze jezioro Sejwy, wokół którego mieści się wiele ciekawych przybytków związanych z wypoczynkiem. noclegami i rozrywką. Warto dodać, że są to miejsca na uboczu bez tłumów i wielkich miast. Cisza oraz spokój. Warto jednak dodać, by przyjeżdżający mieli świadomość że zastaną na miejscu surową przyrodę oraz niewiele wygód. Jednak niedaleko jeziora znajduje się bar oraz agroturystyka, więc nie musicie się na stawiać na survival. Warto też dodać, że polodowcowe jeziora – w tym jezioro Sejwy są niesamowicie czyste. Zanurzając się w nich nie będziecie mieli obaw o wysypki czy inne zapalenia – jak to się zdarza w sztucznych zalewach.

 

Ogólnie mówiąc – jest to idealne miejsce dla wszystkich tych, którzy chcą solidnie wypocząć od przebywania w mieście. Wystarczy nabrać książek (z internetem w komórce będzie kiepsko), można też rower, strój kąpielowy. Następnie wsiadać w pociąg do Trakiszek i przepis na cudowny wypoczynek gotowy!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie. Kolejki wąskotorowe to niesamowita atrakcja!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie podlaskim – Puszcza Augustowska oraz Puszcza Białowieska. W obu przypadkach funkcjonuje niesamowita atrakcja turystyczna – kolej wąskotorowa. Warto przejechać się i tu i tu.

Kolejka Wigierska

Wigierska kolejka wąskotorowa już w 1991 roku została wpisana do rejestru zabytków jako cenny wytwór techniki. Pierwotnie kolejka leśna kursowała z Płocziczna do Zelwy. Trasa liczyła 36 km. Teraz niestety turyści mogą podróżować na krótszym szlaku, bo 10 km z Płociczna do Krusznika. Ale i tak warto to zrobić. Przejazd kolejką zabytkową przebiega przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej oraz Wigierskiego Parku Narodowego tuż nad brzegiem jeziora. W sierpniu 2019 można z atrakcji korzystać codziennie w godz. 10.00, 13.00 oraz 16.00. We wrześniu codziennie o godz. 13.00. Adres stacji początkowej to Płociczno-Tartak 40.

 

Bilet normalny kosztuje 30 zł. Dzieci do ukończenia 7 roku życia – 6 zł, starsze 20 zł. Można też przewozić rower za dopłatą 10 zł. Warto pamiętać, że przejazd odbywa się przez Wigierski Park Narodowy dlatego trzeba będzie dokuopić też kartę wstepu za 5 zł lub 2,5 zł jeżeli przysługuje nam ulga (uczniowie, emeryci i renciści). Dzieci do lat 7 w WPN wchodzą za darmo.

Telefon do organizatorów: 87 5639263, kom. 603 165 390, 697 075 906

Kolejka w Hajnówce

Wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września. Wybudowana przez Niemców w czasie I Wojny Światowej służyła do transportu drewna. Dziś wozi turystów przez piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Warto się wybrać gdyż nie da się ich zobaczyć ze szlaku. Kolejka mknie przez rezerwat Głęboki Kąt oraz rzekę Leśną. Maszyna zatrzymuje się, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem.

 

Cena biletów to: normalny 30 zł, ulgowy 20 zł, przewóz roweru lub psa – 5 zł. Dzieci do lat 4 podróżują bezpłatnie. Do końca sierpnia kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki. Główną ulicą w mieście jest 3 Maja. Powinniśmy nią przjechać całe miasto, aż do skrzyżowania z Reja i Celną. Skręcamy w tą drugą. Na jej końcu będzie stacja.

Śladem podlaskich ruin. Oto 4 miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Wiele jest osób, które podczas podróżowania szuka sobie punktu zaczepienia. Jeżeli byliśmy już na Podlasiu nie raz i chcielibyśmy je odkryć „na nowo”, to wiadomo że nie będziemy chcieli oglądać tego samego co już widzieliśmy. Dlatego też warto organizować sobie wycieczki tematyczne. Jedną z takich wycieczek może być zwiedzanie ruin podlaskich. Oczywiście nie ma żadnego sensu by jechać kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilometrów, by zobaczyć parę cegieł, dlatego też wybraliśmy specjalnie dla Was miejsca, w których sporo się jeszcze zachowało.

Kościół w Jałówce

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Oczywiście numerem jeden są ruiny Kościoła św. Antoniego w Jałówce przy samej granicy z Białorusią. Miejsce to jest bardzo klimatycze i każdy, kto zwiedza podlaskie ruiny koniecznie powinien tam zawitać. Ruiny są na samym końcu wsi – kierując się w stronę granicy.

Przy okazji warto też odwiedzić 2 inne obiekty „obok”. Przy samym rondzie w Krynkach znadjują się ruiny synagogi. Warto tutaj zaznaczyć, że niewiele tego pozostało – dlatego obejrzyjmy je przy okazji zwiedzania całego miasteczka. Można też zajrzeć do Malawicz Górnych gdzie znajdują się resztki bardzo starego młyna. To wszystko jednak tylko gdy planujemy zwiedzać właśnie całą wschodnią granicę. Sama jazda dla ruin w Krynkach czy Malawiczach nie ma sensu. Do Jałówki już tak.

Dworek w Lewickich

fot. Krzysztof Kundzicz / Wikipedia

Te miejsce jest naprawdę ciekawe. W Lewickich znajdują się ruiny dworku. Stoi on niedaleko drogi łączącej Białystok oraz Juchnowiec Kościelny. Wystarczy wjechać w drogę gruntową po lewej stronie, która to znajduje się zaraz za sklepem spożywczym.

Ruiny browaru Glogera

fot. Nexusdx / Wikipedia

W miejscowości Jeżewo znajduje się okazały budynek. To ruiny browaru Glogera. Wystarczy zjechać z drogi ekspresowej właśnie w Jeżewie na Łomżę, Tykocin, Wysokie Mazowieckie. Następnie na rondzie prosto aż do pierwszego skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo i jedziemy prosto do wsi. Gdy miniemy zielony budynek to po drugiej stronie ulicy dojrzymy ruiny. Warto też zobaczyć całą wieś, jest w niej wiele klimatycznych domów.

Ruiny schronu

fot. Fczarnowski / Wikipedia

Niewątpliwie nie można pominąć ruin schronu, w którym dzielnie walczył kpt. Władysław Raginis. Oprócz pozostałości po obiekcie jest tam także tablica pamiątkowa ale też niesamowity widok na rzekę Narew. Bowiem schron znajdował się na wzgórzu. Dlatego też najlepszą porą by tam się wybrać powinny być 2 godziny przed zachodem słońca. Wtedy poczujemy klimat tego miejsca. Gdzie ono się znajduje? Pomiędzy miejscowościami Strękowa Góra a Ruś. Jedziemy drogą krajową nr 64. Gdy dojrzymy znak „Góra Strękowa 0,4” to trzeba skręcać. Znajdziemy się wtedy na miejscu.

fot główne: Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Nowa atrakcja na Suwalszczyźnie!

Zjeżdżalnia z górki prosto do jeziora. To nowa atrakcja na terenie WOSiR Szelment. Można korzystać z tej atrakcji codziennie od 11 do 18. Konstrukcja ma około 20 metrów długości i znajduje się tuż koło pomostu. Właśnie w tym miejscu zjedziemy do jeziora. Ze zjeżdżalni można korzystać do woli, jednak wstęp na nią jest płatny – 20 zł za każdą godzinę. Jest to wystarczająco dużo czasu, by dziecko się wyszalało aczkolwiek dorośli zapewne też chętnie skorzystają.

 

W całym ośrodku WOSiR Szelment znajduje się także wyciąg nart wodnych, plaża i oczywiście polodowcowe, bardzo czyste jezioro. Do tego na miejscu można się posilić i zostać na noc. Zimą zaś warto wpaść na zwykłe narty – jest kilka ścieżek do zjeżdżania. Warto jednak zarezerwować pobyt wcześniej, gdyż spontaniczny przyjazd zimą to gwarancja, że nie znajdziemy noclegu. Ośrodek, gdy jest śnieg jest oblegany.

 

A latem? No cóż Suwalszczyzna obfituje w wiele jezior, więc chętni na wypoczynek nad wodą rozpraszają się. Co oczywiście ma też dobre strony. Patrząc z perspektywy Dojlid, na których są gigantyczne tłumy, WOSiR w Szelmencie pod Suwałkami jest miejscem kameralnym. Warto tam pojechać i odpocząć.

Łomża i jej okolice. Atrakcje i zwiedzanie. Co warto zobaczyć w Łomży?

Łomża często przez białostoczan jest traktowana żartami. W zasadzie to ta wyjątkowa sympatia międzymiastowa jest z wzajemnością. Wszystko przez sztuczny podział administracyjny kraju, w którym to wchodząca w skład Królestwa Polskiego oraz historycznego Mazowsza – Łomża – nagle znalazła się na terytorium województwa podlaskiego. Największy grzech popełnia ten, który myli Podlasie z Podlaskiem. Pierwsze to historyczna kraina jak Mazowsze, drugie to sztuczny twór istniejący od 1999 roku, który niczym nie różni się od PRL-owskiego Województwa Białostockiego, tyle że w nowej wersji Podlaskie jest bez „EGO” czyli Ełku, Gołdapi oraz Olecka.

 

Generalnie rzecz ujmując, wszelkie zmiany na mapie to dla Łomży nieustanna degradacja. Najpierw odłączono ich z Mazowsza, później zabrano województwo łomżyńskie. Warto też zaznaczyć, że we władzach wojewódzkich przedstawiciele mazowieckiej krainy również nigdy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Chociaż pierwszym Marszałkiem Województwa Podlaskiego był Sławomir Zgrzywa z Łomży. Niestety rządził w czasie, gdy niewiele można było zrobić – bo od 1999 do 2002 roku. Natomiast Polska weszła do Unii Europejskiej w 2004 roku i wtedy też uderzył strumień pieniędzy na rozwój regionalny. Do Łomży też kapało, ale zbyt słabo, bo łomżyńscy politycy siły przebicia nie mieli, podobnie jak przez lata podlascy politycy w polskim rządzie.

 

Chociaż los nie był zbyt łaskawy dla Łomży, to nie oznacza, że należy ją omijać szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie, jest to miejsce dosyć nieodkryte przez wiele osób z „Podlasia”. A naprawdę jest co zwiedzać. Przede wszystkim jedną z ciekawszych propozycji jest krypta w Katedrze św. Michała Archanioła. Co prawda to rekonstrukcja, ale swój klimat ma! Podobnie jak Muzeum Północno-Mazowieckie. Znajdujące się tam eksponaty przybliżą nas do tego z czym kojarzy się Polska za granicą. Nie można też pomijać Kurpie Open Air Muzeum w Nowogrodzie. Klimat jeszcze bardziej regionalny. Jeżeli ktoś miałby kręcić film o dworskim życiu Polaków, to tylko w Drozdowie. Znajduje się tam niesamowicie piękny obiekt, w którym obecnie znajduje się Muzeum Przyrody. Nawet jeżeli ktoś się nią nie interesuje (a powinien), to dla samego zwiedzenia pałacu warto tam pojechać.

 

Być może zaskoczeniem będzie fakt, że mimo i ż w Łomży nie ma ani morza ani jeziora to jest port. Warto Łomżę i jej okolice zwiedzić właśnie z perspektywy tafli Narwi. Będziemy mogli podejrzeć z bliska piękną przyrodę. Tak jak w Warszawie i Krakowie trzeba odwiedzić Stare Miasto, tak też w Łomży jest Stary Rynek. To wokół niego koncentruje się życie mieszkańców. Warto więc skosztować czegoś właśnie przy Rynku. Oczywiście absolutnie koniecznie jest także zrobienie sobie fotki na Ławeczce z Hanką Bielicką. O ile starsi dobrze wiedzą o kim mowa, o tyle młodzież może mieć problem. Warto sobie sprawdzić tą barwną postać.

 

Jeżeli ktoś lubi militarne klimaty, to powinien zobaczyć Twierdzę Łomża. Dosyć mało znany obiekt składający się z pięciu budynków. Jest to jedna z nielicznych twierdz, która została wybudowana w XIX wieku i brała udział w walkach dwukrotnie. Podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz podczas napadu Niemiec na Polskę w 1939 roku. Świetnym miejscem do zwiedzania – szczególnie jesienią – jest Cmentarz wielowyznaniowy. Jest z początku XIX wieku, znajduje się tam wiele pięknych rzeźb a i klimat tego miejsca niesamowity. Warto też zajrzeć na cmentarz żydowski. Nie można też zapomnieć o zwiedzaniu Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego. Jest to naprawdę niesamowite miejsce o każdej porze roku. Narew zachwyci chyba każdego, kto tam się wybierze.

fot. główne: Arkadiusz Zarzecki / Wikipedia

Nowa atrakcja turystyczna w regionie. Pociąg przewiezie na plażę przez Puszczę!

To niezwykła atrakcja turystyczna. Od dziś można jeździć przez całe wakacje pociągiem z Hajnówki nad Zalew Siemianówka. Podobnie jak z Białegostoku do Walił będą jeździć 2 pary pociągów w soboty i niedziele oraz jedna w piątek wieczorem do Siemianówki a z samego rana w sobotę powrót. Pociąg będzie jechać przez Narewkę. Bilet na całej trasie kosztuje 5 zł. Rozkład został ułożony w taki sposób aby można było bez przeszkód do Siemianówki dojechać z Czeremchy i Siedlec. Z Białegostoku nie ma torów prowadzących bezpośrednio do Hajnówki, dlatego też należy wpierw przesiąść się w Czeremsze. Jeżeli linia będzie cieszyć się zainteresowaniem turystów, to być może w przyszłości zostanie wydłużona tak by przejeżdżać torami przez nasyp na środku zbiornika aż do granicy państwa. Trzeba by było jednak wyremontować tory, gdyż za zbiornikiem nie są w najlepszym stanie.

 

Rozkład jazdy (ważny do 31 sierpnia 2019):

 

Piątki: Hajnówka – 20.40 – Narewka – 20.57 – Siemianówka – 21:04
Soboty: Siemianówka – 4:51 – Narewka – 4:58 – Hajnówka – 5:15

 

Soboty i niedziele:
Hajnówka – 10:44 – Narewka – 11:01 – Siemianówka – 11:08
Siemianówka – 12:39 – Narewka – 12:46 – Hajnówka – 13:03

 

Hajnówka – 15:40 – Narewka – 15:57 – Siemianówka – 16:04
Siemianówka – 16:12 – Narewka – 16:19 – Hajnówka – 16:36

fot główne. Phil Richards / flickr.com

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Zgodnie z naszymi przewidywaniami – Supraśl to jeden z najpopularniejszych kierunków zwiedzających województwo podlaskie. Na taki stan rzeczy wpływa także fakt, że w miasteczku ostatnio dużo się dzieje. Dlatego też chcielibyśmy przedstawić 5 najważniejszych miejsc Supraśla (wszystkich jest dużo więcej), których pomijać przy zwiedzaniu nie można.

Cmentarz

fot1. Lilly M | fot. 2 Athantor / Wikipedia

Wjeżdżając do Supraśla od strony Białegostoku na początku będziemy mijać cmentarz. To właśnie tam warto zacząć zwiedzanie miasta – od odwiedzenia okazałych kaplic osób, które zmieniły oblicze miasteczka. To właśnie te dwie rodziny wywarły największy wpływ na miasto i tchnęły w niego swoją duszę.

Prawosławny Monaster i Muzeum Ikon

Monaster to miejsce, dzięki któremu Supraśl zawdzięcza swoje istnienie. Bowiem istnieje od czasów, gdy nie było to jeszcze miasto, a maleńka osada. Jedną z najważniejszych wydarzeń, jakie miało miejsce w klasztorze było powstanie drukarni. To właśnie tam wydrukowano przepiękne pieśni Franciszka Karpińskiego – kolęda “Bóg się rodzi”, czy też zaczynająca się od słów “Kiedy ranne wstają zorze” – czyli Pieśń poranna. Na terenie monasteru znajduje się także Muzeum Ikon, gdzie możemy podziwiać przepiękną sztukę, jaką jest pisanie prawosławnych ikon. Od razu zaznaczamy, że to nie jest jakieś starodawne muzeum, gdzie po prostu obejrzymy święte obrazki. Muzeum Ikon jest nowoczesne, gdzie spotkamy się ze sztuką przez duże „S”.

Pałac Bucholtzów

fot. Lilly M / Wikipedia

Przepiękny budynek, w zasadzie najpiękniejszy w całym Supraślu to właśnie Pałac Bucholtzów, a obecnie Liceum Plastyczne. W skład całego kompleksu wchodzi eklektyczny budynek z elementami neorenesansowymi oraz z ornamentyką secesyjną. Do tego dawna stajnia i wozownia. Wszystko robi przeogromne wrażenie.

Bulwary im. Wiktora Wołkowa

To wspaniałe miejsce na spacer tuż przy rzece Supraśl. Można tam wypocząć na ławkach, na trawie, ale też poćwiczyć na siłowni pod chmurką. Można też pograć w siatkówkę plażową oraz wypożyczyć kajaki, by popływać rzeką. Generalnie bulwary są miejscem, tłumnie odwiedzanym latem – gdyż znajduje się tam plaża.

Kuchnia regionalna

Tłumy zajeżdżają do Supraśla także dla walorów smakowych. To właśnie stamtąd do białostockich knajp przywędrowała moda na babkę ziemniaczaną, kartacze i pierogi. W centrum miasta znajduje się kilka miejsc, gdzie możemy posmakować tych wybornych potraw. Najpopularniejszym przez wiele lat była „Jarzębinka”, aczkolwiek już dziś (oczywiście naszym zdaniem) powstało wiele lepszych restauracji.

Atrakcje Białegostoku. Co zwiedzić w kilka godzin? Zobacz zdjęcia i mapę.

Zwiedzanie Białegostoku i okolic ma różne wymiary. Fanatycy historii szukają czegoś innego, weekendowi przyjezdni jeszcze czegoś innego, mieszkańcy, którzy mają miasto na co dzień także zwiedzają inaczej. Podobnie jak osoby, które mają na to kilka godzin oraz kilka dni. Każdy wolny dzień jest idealny, by poznać miasto. My przygotowaliśmy specjalnie dla Was taki spacer, który zajmie od godziny do trzech (zależy kto jak szybko chodzi i czy będzie wchodzić do budynków. Polecamy zwiedzić miasto w ten sposób zarówno dla osób, które są po raz pierwszy jak i dla tych, które znają je doskonale. Na samym dole mapa. Jeżeli przejdziecie się trasą, to zostawcie w komentarzu jakiś ślad o swoich odczuciach.

Zwiedzanie miasta w kilka godzin

Żeby na szybko obejrzeć Białystok warto przejść konkretną trasę. Załóżmy, że właśnie przyjechaliście do miasta i znajdujecie się na dworcu PKP lub PKS, które stoją obok siebie. Gdzie iść dalej? Najpierw polecamy wycieczkę po centrum. Idziemy do góry w ul. Wyszyńskiego. Mijając osiedle Przydworcowe na początku nie napotkamy nic ciekawego, ale im dalej tym ciekawiej. Pierwsza okazja przy Biedronce. Obok stoi ceglana kamienica o wyjątkowym wyglądzie. Następnie idąc dalej prosto możemy zobaczyć plac, na środku którego znajduje się gwiazda Dawida i miejsca do siedzenia w kształcie… zębów. Właśnie znajdujemy się na dawnym cmentarzu żydowskim, który powstał w tym miejscu, gdy w Białymstoku zapanowała epidemia przez co wielu mieszkańców zmarło. Jak to miejsce wyglądało w przeszłości zobaczymy na tablicy pamiątkowej.

Po odwiedzeniu tego miejsca musimy wyruszyć w lewo ul. Młynową. To dawne żydowskie osiedle Chanajki. Mieszkali tam biedni, przestępcy, biznesmeni i prostytutki. Drewniane chaty i ceglane kamienice wymieszały się ze sobą, a ciasne uliczki przeplatały się. Dziś z Chanajek już prawnie nic nie zostało. Tylko kilka budynków, ale warto je obejrzeć z przodu i z tyłu. Na Młynowej znajduje się obecnie przygotowywany jako miejsce pamięci dawny cmentarz ewangelicki. Póki co nic tam nie zobaczymy, ale gdy prace zostaną ukończone – będzie tam stać pomnik. Może się wydawać, że Białystok to miasto cmentarzy. To mylące, gdyż poruszasz się po miejscach, które znajdowały się dawniej poza miastem. Wejdź w stronę Mariańskiego – tam kiedyś zaczynało się miasto. Przed sobą masz Plac NZS, przy którym stoi pomnik bohaterów Ziemi Białostockiej z napisem „Bóg Honor Ojczyzna”. Napis ten został dostawiony przez antykomunistyczne środowisko już długo po upadku PRL jako „dekomunizację”. Jest także napis „Niepodległość”, który został dostawiony przez inne środowisko z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Warto wspomnieć, że autorzy ani pierwszego ani drugiego napisu nie mieli pozwolenia by je umieścić, ale Polska to wolny kraj i każdy może do pomnika dopisać co chce.

Wchodzimy do ścisłego centrum

Wróćmy do zwiedzania. Obok pomnika stoi wielki budynek z ogromnym tarasem. To Uniwersytet w Białymstoku – wydział historyczno-socjologiczny. Dawniej siedziba komitetu PZPR. Idąc prosto w ul. Suraską zobaczymy pomnik z maską, miniemy też budynek z napisem „Solidarność”, w którym dawniej mieściła się Gazeta Współczesna – organ prasowy PZPR, a po transformacji gazeta należąca do „Solidarności”. Gdy nie było jeszcze internetu, to pod budynkiem gromadzili się kibice Jagiellonii, gdy ta grała na wyjeździe. W jednym z okien redaktorzy gazety pokazywali aktualny wynik. Idźmy dalej. Doszliśmy do najściślejszego centrum miasta. To Rynek Kościuszki. Na jego środku stoi ratusz, który nigdy nie pełnił siedziby Urzędu Miejskiego. W dawnych czasach była to wielka „galeria handlowa”. Kupcy na swoich kramach handlowali w budynku oraz wokół budynku.

Idąc prosto miniemy fontannę „wędrowniczkę”. Stoi ona obecnie obok oryginalnego miejsca. Na początku stała przy zbiegu 4 ulic. Teraz pozostała tylko jedna. Pozostałe 3 znikły na rzecz nowoczesnego rynku. „Wędrowniczka” po II Wojnie Światowej, gdy miasto zostało praktycznie całe zniszczone, została odbudowana ale już w innym miejscu – bliżej ratusza. Przy okazji przebudowy Rynku Kościuszki wróciła obok miejsca, gdzie znajdowała się przed II Wojną Światową. Nasza wycieczka dalej trwa. Pójdziemy teraz w prawo od fontanny. Kilka kroków i jesteśmy w przepięknym parku Planty. Można tu się schronić przed upałami. Przechodząc przez przejście dla pieszych warto pójść w prawo. Miniemy wtedy pomnik psa Kawelina. Tak nazywał się carski pułkownik, który przyjechał na Podlasie pod koniec XIX wieku i zrobił dla miasta wiele dobrego. Legenda głosi, że pułkownik był bardzo brzydki stąd też pies został stworzony w 1936 roku na jego podobieństwo. Pomnik został skradziony przez Niemców podczas II Wojny Światowej. W 2005 roku zrekonstruowano go na podstawie odkrytych zdjęć przedwojennego fotografa Bolesława Augustisa. Dziś stoi przy wejściu dla parku Planty. Dawniej stał w miejscu, do którego dojdziemy później.

Przejdźmy się teraz szeroką aleją na Plantach. Po drodze możemy kupić lody. Dojdźmy do końca drogi czyli do schodów. Miniemy po lewej Pałac Branickich, do którego potem wejdziemy. Teraz idźmy prosto na największą perłę Plant czyli fontanny. Są one po lewej stronie za schodami. Przejdźmy przez plac z fontannami, a potem skręćmy w prawo idąc ścieżkami przy stawie „serce”. Dojdziemy do pomnika Praczek przy kolejnym zbiorniku wodnych. Co ciekawe – pomnik ten został kiedyś ukradziony. Teraz stoi drugi.

 

Od Praczek pójdźmy w lewo ul. Mickiewicza w stronę bramy wjazdowej Pałacu Branickich. Jest ona bardzo okazała, a w jej konstrukcję wmontowany jest zegar, który mimo kilkuset lat działa znakomicie. Na szczycie znajduje się gryf. Wchodzimy na dziedziniec Pałacu Branickich. Jego obecny wygląd zawdzięczamy staraniom wielu władz. Gdy miasto zostało przejęte przez zabiorcę rosyjskiego usunął on wszelkie zdobienia ukazujące polską kulturę. Budynek wówczas stanął się Instytutem Panien Szlacheckich, gdzie rosyjskie nastolatki uczyły się obycia na salonach. Podczas II Wojny Światowej dawny pałac był mocno zniszczony. Na szczęście ten budynek oraz wiele innych został odwzorowany i odbudowany dzięki architektowi Stanisławowi Bukowskiemu. Obecnie budynek należy do Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. W prawym skrzydle znajduje się Muzeum Farmacji. Sam budynek główny można zwiedzać bezpłatnie. Można wchodzić śmiało, byleby nie zakłócać pracy ludziom. Warto wejść na piętro i wyjść na balkon, z którego spojrzymy z góry na cały przepiękny ogród. W oryginale był on dwa razy dłuższy i jeszcze bardziej okazały. Warto też następnie zejść na dół i obejrzeć rzeźby, rośliny, fontanny i czarną konstrukcję, gdzie dawniej chodziły piękne ptaki. Zejdźmy z mostu na dół i przejdźmy się obok stawu. Dojdźmy do budynku pałacu i wyjdźmy przez boczną wąską bramkę. Właśnie znajdujemy się przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, gdzie dawniej stał właśnie pomnik psa Kawelina nim go skradli Niemcy.

Luksusowa dzielnica

Idźmy teraz w prawo do przejścia dla pieszych. Po drugiej stronie ulicy będzie stał dawny Dom Koniuszego, a dziś okazały Pałacyk Ślubów. Dawniej stał tu hotel Ritz. Przejdźmy wąską ul. Kilińskiego, a następnie zatrzymajmy się przy Katedrze. Wejdźmy do środka. Jest on tylko dobudówką do białego kościołka obok, chociaż mogłoby się wydawać że jest odwrotnie. Ten biały kościółek pamięta jeszcze czasy Branickich. W krypcie pochowana jest Izabela Branicka. Tam niestety nie można wejśc. Ale kościół możemy obejrzeć. Następnie przejdźmy w lewo tyłem kościoła do ul. Kościelnej. Idźmy cały czas prosto. Na przejściu dla pieszych dalej prosto. Dojdziemy do rzeki. Przejdźmy przez most idąc cały czas prosto. Miniemy stary, ceglany budynek. Na górze ulicy znajdziemy się na Warszawskiej – historycznym osiedlu bogatych białostoczan. Mieszkały tutaj same znakomite osobistości, które pozostawiły po sobie wiele wspaniałych budynków. Po lewej zobaczymy VI Liceum Ogólnokształcące, a po drugiej stronie Pałac Tryllingów (obecnie w remoncie). Idźmy w prawo. Na horyzoncie zobaczymy wieżę kościoła. To katolicka parafia św. Wojciecha, a dawniej kościół ewangelicki. Idąc w jego stronę miniemy jeszcze Centrum Ludwika Zamenhofa – twórcy międzynarodowego języka Esperanto. Możemy wstąpić do środka.

Za skrzyżowaniem miniemy jeszcze wiele okazałych budynków. Warto wstąpić do Muzeum Historycznego, gdzie znajduje się makieta dawnego Białegostoku. Naprawdę fascynująca ekspozycja! Następnie wejdźmy do kościoła Św. Wojciecha. Obejrzyjmy go w środku i na zewnątrz. Następnie przejdźmy na drugą stronę ulicy cofając się do budynku z numerem 57 obok przystanku. Wejdźmy w bramę, a następnie prosto wchodząc w wąską drogę. Wyjdziemy do ul. Koszykowej, przy której stoi wiele wspaniałych drewnianych domów przypominających dawne osiedle Bojary. Na końcu ulicy idźmy w lewo i wstąpmy jeszcze w ulicę obok o nazwie „Wiktorii”. Wrócimy do ul. Stanisława Staszica. Idźmy tą ulicą w prawo (mając z tyłu ul. Wiktorii). Dojdziemy do ul. Piasta. Dalej idźmy w lewo do ul. Słonimskiej. Tu możemy zakończyć wycieczkę. Do centrum wrócimy autobusem linii – 5. Można wysiąść przy „Lipowej” bądź też przy kościele Św. Rocha z dużą, białą wieżą.

 

Plażowanie w Białymstoku, okolicach i województwie. Zobacz, gdzie warto pojechać nad wodę.

Dojlidy, Jurowce, Nowodworce, Supraśl, Wasilków a może Czarna Białostocka? W tych miejscach mieszczą się najpopularniejsze plaże w Białymstoku i jego okolicach. W upalne dni warto się ochłodzić w wodzie. Tylko co z jej jakością?

 

Zapewne każdy przed wyborem miejsca, gdzie chciałby odpocząć zastanawia się czy woda jest czysta? Tylko co to właściwie oznacza? Odpowiednie instytucje badają wodę pod kątem bakterii tam występujących oraz wszystkiego tego, co może nam zaszkodzić. Jednak każdy, kto był choć raz na Suwalszczyźnie i kąpał się w tamtejszych jeziorach – zapewne widzi uderzającą różnicę między tamtymi wodami a białostockimi. Polodowcowe jeziora są tak czyste, że przejrzystość wody jest bardzo wysoka.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jakość wody na zalewie w Dojlidach polepszyła się. W 2018 roku zbiornik przeszedł rewitalizację. Dzięki czemu możemy kąpać się tam bez żadnych obaw o swoje zdrowie. Nadaje się do kąpieli również rzeka Supraśl czyli możemy plażować zarówno na plaży miejskiej Supraśla, ale też w innych miejscowościach, przez które przepływa rzeka i jest bezpieczne zejście do wody tj w Nowodworcach przy moście, zalew w Wasilkowie oraz plaża w Jurowcach.

 

W ubiegłym roku nie było również zastrzeżeń do zalewów w Zarzeczanach (Gródek), Michałowie, Czarnej Białostockiej, Siemiatyczach oraz na rzece Bug w Drohiczynie oraz na rzece Brok w Czyżewie. Nic nie wskazuje na to, by w tym roku było inaczej. Jak widać, w całym województwie pełno jest zbiorników wodnych – jeziora, rzeki, zalewy. Nic tylko brać urlop i odpoczywać!

Wspaniały widok na niebie! Także na Podlasiu widać pas 60 satelitów „Starlink”.

To niesamowite jakich czasów dożyliśmy. Wystarczy spojrzeć w niebo, by zobaczyć gołym okiem niesamowity, przemieszczający się pas jasnych punktów. To 60 satelitów komunikacyjnych wystrzelonych niedawno z ziemi. Ich zadaniem będzie dostarczanie internetu z kosmosu. Obecnie są jeszcze nisko nad Ziemią oraz w trakcie „ustawiania się”. Ponadto prawdopodobnie celowo – ułożono je tak, by można je na całym świecie wtedy, gdy jest noc. Warto skorzystać z okazji, bo satelity oddalają się od naszej planety.

 

Żeby wiedzieć kiedy spojrzeć wystarczy pobrać aplikację ISS Detector. Program rozpozna naszą aplikację i wskaże najbliższą godzinę, gdy będzie można obserwować pas satelit. Warto jednak pamiętać, by zacząć obserwację około 10 minut wcześniej, gdyż mogą następować opóźnienia w podawaniu aktualnej pozycji urządzeń. Dobrze jest też wiedzieć, że konstelacja Starlink będzie lepiej widoczna, gdy obserwować ją będziemy z dala od miasta, ale w mieście również zauważymy ją bez problemu.

 

Gdy Starlink nie będzie już zauważalny, to kolejne fantastyczne zjawisko na podlaskiej części nieba będzie można oglądać w sierpniu. Wtedy Ziemia jest tak ustawiona, że można obserwować Perseidy. Jest to rój spadających gwiazd, których w ciągu godziny zauważymy naprawdę bardzo dużo! Warto interesować się astronomią, świat nas otaczający staje się wtedy bardziej fascynujący nie tylko dzięki wschodom i zachodom słońca, ale też w nocy!

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

W województwie podlaskim mamy 115 kościołów oraz 67 cerkwi. Wiele z tych budynków przyciąga do naszego regionu turystów. Obecnie w wielu filmach i materiałach promocyjnych można znaleźć zachęty, by odwiedzać Podlaskie na przykład po to, by zobaczyć na własne oczy piękne, drewniane kolorowe cerkwie. To fakt – warto je zobaczyć na własne oczy zarówno od zewnątrz jak i w środku. Jednak mimo wszystko nie warto zapominać również o zwiedzaniu kościołów. Tym razem chcemy się skupić na świątyniach zbudowanych z drewna. Mają one swój wyjątkowy urok. Dlatego, jeżeli planujecie wycieczki tematyczne w naszym regionie – to warto uwzględnić również i zwiedzanie pod takim kątem. Żałować nie będziecie, gdyż Podlaskie ma do zaoferowania prawdziwe cuda architektoniczne.

Drewniane kościoły na Suwalszczyźnie

fot. Witia / Wikipedia

Jednym z takich cudów jest kościół Św. Anny w Gibach w powiecie sejneńskim. Pierwotnie była to molenna, przez co stylem przypomina budynek w Wodziłkach czy Gabowych Grądach. Z tym, że te dwa należą do staroobrzędowców. Budynek w Gibach także do nich należał jeszcze przed II Wojną Światową.

fot. E.giedraitis / Wikipedia

Kolejnym, drewnianym cudem jest katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Berżnikach (powiat sejneński). Parafia w tym miejscu powstała już w 1447 roku. Obecny budynek pochodzi natomiast z 1819 roku. Później był jeszcze restaurowany.

fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / Wikipedia

Następna świątynia również leży na Suwalszczyźnie a konkretnie w Jeleniewie. Jest to Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa. Świątynia została wzniesiona w 1878 roku, a poświęcona w 1899 roku. Warto tutaj dodać, że ołtarz oraz konfesjonały pochodzą z innego kościoła i są w stylu rokoko. We wnętrzu obejrzymy również XIX wieczne obrazy oraz przepiękne stacje drogi krzyżowej także z tamtego wieku. Jako ciekawostkę można dodać iż na strychu kościoła znajduje się bardzo wiele nietoperzy objętych ścisłą ochroną gatunkową.

fot. Ejkum / Wikipedia

Kolejny drewniany kościół stoi w Mikaszówce. Przypomina wyglądem molennę. Wiadomo o nim tylko tyle, że został wybudowany na początku XX wieku.

fot. Thebleeding / Wikipedia

Drewniane kościoły na Podlasiu

Warto również na własne oczy zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Sokołach (powiat wysokomazowiecki). Świątynia została wzniesiona pierwotnie jako cerkiew unicka w 1758 roku w Tykocinie. Następnie w 1833 roku przeniesiono ją na cmentarz w Sokołach (tak – drewniane budynki można przenosić) i tam została kościołem katolickim. Aż do dzisiaj.

fot. Simpledot / Wikipedia

Grzechem byłoby nie zobaczenie wspaniałego kościoła św. Anny w Kalinówce Kościelnej. Świątynia została wybudowana w 1774 roku na bazie innej, spalonej w 1761 roku. Rzeźby w środku datowane są na XVII wiek. Warto także zobaczyć obraz św. Mikołaja z XIX wieku oraz XVII wieczne renesansowe tabernakulum (czyli szafki na eucharystię). Przy kościele stoi także wspaniała dzwonnica.

fot. Yarl / Wikipedia

Warto także wybrać się do Starej Kamiennej, gdzie znajduje się Kościół Św. Anny – najstarszy drewniany budynek na Podlasiu, zachowany do dnia dzisiejszego. Świątynia została ufundowana przez Piotra Wiesiołowskiego (który w Białymstoku wzniósł zamek, z którego powstał Pałac Branickich). Drewniana świątynia znajduje się w powiecie sokólskim.

Pozostałe kościoły, które warto zobaczyć to XIX wieczny Kościół Matki Bożej Szkaplerznej w Studzienicznej, XVI-wieczne Sanktuarium Matki naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa w Domanowie (rozbudowywane w XIX wieku), XVIII-wieczny Kościół św. Stanisława w Milejczycach, Kościół Matki Bożej Anielskiej w Monkiniach z XX wieku, a także XVI-wieczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława w Narwi, XX-wieczny Kościół Trójcy Przenajświętszej w Pawłówce oraz Kościół św. Jana Chrzciciela w Turośli z XIX wieku.

fot. Ludwig Schneider / Wikipedia

Kolorowe fontanny na Plantach zachwycają jak dawniej! Zobacz film i fotki.

Po dłuższej przerwie wróciły kolorowe fontanny na białostockie Planty. Duża awaria, jaka spotkała urządzenia wytryskujące wodę została na szczęście zażegnana. Trochę to niestety trwało, ale na szczęście już po wszystkim. Białostoczanie znów mogą cieszyć się wspaniałym widokiem. Fontanny świecą na kolorowo wieczorami, jednak na wspaniały pokaz wodotrysków można liczyć w weekendy. Start po godz. 20 czyli tuż po zachodzie słońca.

Można tylko żałować, że wokół zbiornika jest tak mało ławek, mimo że jest sporo miejsca by takowe dostawić. Nie trzeba chyba mówić, że gdy zaczyna się pokaz na Plantach można spotkać bardzo dużo ludzi. Niestety nie wszyscy mogą usiąść bo ławek jest za mało, a każdy chce zobaczyć wspaniałe, kolorowe wodotryski w akcji ale też posiedzieć słuchając szumu wody. Kolorowe fontanny można w Białymstoku podziwiać od wielu lat, nie licząc ostatniej przerwy.

Brzydka pogoda? Na Podlasiu można to wykorzystać

Jak to się mówi, nie ma brzydkiej pogody tylko są źle ubrani ludzie. Nie będziemy jednak zachęcać nikogo do chodzenia po deszczu, bo nie każdy lubi. Jednak chcemy namówić Was na przemieszczanie się jakimś środkiem komunikacji. Tak, by na deszczu nie przebywać przez cały czas. Gdzie pojechać i co zobaczyć, gdy za oknem brzydko?

Wypady do Muzeum

Wbrew pozorom w Białymstoku jest kilka naprawdę ciekawych wnętrz do obejrzenia. Znajdzie się coś zarówno dla tych, co szukają nowoczesności jak i tradycyjnych eksponatów. Są takie miejsca jak: Muzeum Rzeźby, Muzeum Wojska, Centrum Ludwika Zamenhofa, ale my najbardziej polecamy dwie placówki: Muzeum Farmacji we wnętrzach Pałacu Branickich, by obejrzeć jak wyglądają naprawdę dawne eksponaty medyczne. Drugim miejscem jest Muzeum Historyczne, gdzie znajduje się makieta dawnego Białegostoku, którą warto obejrzeć z bardzo bliska i nie tylko w dziennym świetle.

fot. Muzeum Historyczne w Białymstoku

Fiku-miku

Jumper Park trampolin i Strefa Wysokich Lotów to dwa miejsca gdzie możemy zaczerpnąć rozrywki ruchowej. Zarówno w pierwszym jak i drugim miejscu jest sporo miejsca na różnego rodzaju zabawy. Skoki na trampolinach, wspinaczka, gry ruchowe i wiele innych możliwości spróbowania akrobatyki.

fot. strefawysokichlotow.pl

Basen

Mimo, że jest tam dużo wody to na głowę nic nie pada. Warto podkreślić, że białostockie baseny mają bardzo wysoki standard nie tylko dla tych co chcą uprawiać sport, ale też dla tych co nie bardzo potrafią pływać. Na Włókienniczej można korzystać z pływalni sportowej, jacuzzi oraz ze strefy relaksu z saunami. Jeżeli ktoś chce więcej to znajdzie w Parku Tropikana w Hotelu Gołębiewskim. Tam oprócz wymienionych jest jeszcze basen z falą i masażami wodnymi.

fot. miejskoaktywni.pl

Nie ma wątpliwości, że najgorzej jest zamknąć się w domu i czekać na dobrą pogodę, bo ta wcale może nie nadejść tak szybko. Dlatego szkoda na to czasu. Lepiej coś zaplanować.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

Przeglądając różne przewodniki, blogi i inne miejsca gdzie ktoś coś napisał o Podlasiu najczęściej wymieniane były 3 miejsca – Meczet w Kruszynianach, kolorowe cerkwie między Bielskiem a Hajnówką oraz Białowieża. Nie ma wątpliwości, że są to miejsca fascynujące, ale nie oszukujmy się – dla tych co mieszkają na Podlasiu – prawdopodobnie się… przejadły, tak samo jak dla białostoczan – Pałac Branickich. Miło jest tamtędy przechodzić, ale specjalnie raczej nikt nie planuje tam wycieczek. Tak to jest, gdy ma się coś na co dzień.

Dlatego też tym razem postanowiliśmy napomnieć o takich miejscach, które nie są oczywiste, mało znane, ale zdecydowanie warto zobaczyć je na własne oczy. Znaleźliśmy specjalnie dla Was 5 takich miejsc.

Czerwone Bagno w Grzędach

Biebrzański Park Narodowy kryje w sobie wiele wspaniałych atrakcji, miejsc do odkrycia, a także przyrody do podziwiania. Grzędy – miejscowość na północ od Goniądza to zdecydowanie ciekawe, mało znane miejsce, w którym można drewnianą kładką wybrać się na spacer, po to by podziwiać torfowiska, lasy bagienne i ogólnie klimatyczne bagna. Po drodze miniemy też „świętą sosnę” z kapliczką. Można będzie także zobaczyć z bliska łosie, dziki, lisy i inne zwierzęta, które aktualnie przebywają w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt.

Pałac Starzeńskich w Ciechanowcu

fot. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

Osoby, które już tam były – polecają pałac. Dlaczego? Jest to budynek z XIX wieku, w którym możemy podejrzeć jak dawniej żyli polscy artystokraci. Obecnie pełni on siedzibę Muzeum Rolnictwa. Zaś wcześniej mieszkała tam Elżbieta Starzeńska, hrabina z Ożarowskich wraz mężem Michałem Konstantym, hrabim Starzeńskim. To własnie oni przeprowadzili przebudowę oraz modernizację całego pałacu będącego obecnie chlubą całego Ciechanowca. Każdy, kto odwiedzi pałac może podziwiać zabytkowe wnętrza oraz salonik. Można też poznać historię Ciechanowca. Naprawdę warto!

Biała Synagoga w Sejnach

fot. Andwieczor / Wikipedia

Bez wątpienia jest to miejsce, które warto zobaczyć w Sejnach. Biała Synagoga powstała w XVIII wieku! Wówczas z drewna. Obecny budynek to budowla z 1885 roku, który powstał za sprawą rabina Mojżesza Becalela Lurii. Podczas II Wojny Światowej żydowska świątynia została zdewastowana przez Niemców. Po wojnie natomiast budynek pełnił rolę remizy strażackiej, magazynu, a nawet zajezdni! Budynek prezentuje się naprawdę ciekawie zarówno na zewnątrz jak i w środku.

Wierszalin

fot. Krzysztof Maria Różański (Upior polnocy) / Wikipedia

Był sobie prorok Eljasz Klimowicz, który założył sektę. Razem ze swoimi wyznawcami mieszkał w drewnianej chacie w Wierszalinie. Tam też znajdują się fragmenty stawianej przez proroka świątyni. Wierszalin miał być nową stolicą świata. Warto tam zajrzeć, by poczuć niezwykły klimat tego miejsca. Może trochę straszny, może intrygujący? Bez wątpienia krąży tam jakaś dziwna moc. Szczególnie, gdy dowiemy się więcej o tym kim był prorok „Ilja”.

Kasztelik w Olendrach

Pod Siemiatyczami możemy napotkać kamienny „Kasztelik” czyli prywatny zamek wybudowany przez Pana Jurka. Jest to osoba otwarta, którą warto poznać i osobiście wysłuchać historii – po co budował ten zamek. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki.