Ścisłe centrum Białegostoku może się zmienić! Kontrowersyjny pomysł, który warto zrealizować.

Ścisłe centrum Białegostoku może się zmienić! Kontrowersyjny pomysł, który warto zrealizować.

Około 1000 macew spoczywa pod ziemią w samym centrum miasta. Jakiś czas temu chcieli je odkopać. Czy to dobry moment, by wrócić do tego pomysłu? Czy Park Centralny z problematycznym pomnikiem na czele powinny zniknąć z białostockiego krajobrazu? Czy zatęchła siedziba Uniwersytetu powinna stać się nowoczesnym biurowcem? Zaś pod placem parking podziemny. To wszystko warto zrealizować. Potrzeba tylko śmiałej decyzji.

 

Cmentarz żydowski z lotu ptaka. Zdjęcie lotnicze z 1939 roku.

 

W dawnym Białymstoku między ul. Sosnową, Odeską, Surażską oraz Mińską znajdował się cmentarz żydowski. W 1890 roku otwarto nową nekropolię na ul. Wschodniej. Zaś ten między czterema ulicami stał zamknięty. W 1939 roku przyszła II wojna światowa. Niemcy spalili lub wywieźli praktycznie wszystkich żydów w mieście. W 1945 roku Polska stała się krajem komunistycznym. Zaraz po wojnie cmentarz był miejscem, gdzie wysypywano śmieci a także urządzano libacje alkoholowe. W latach 1952 – 1954 głównym architektem w mieście był Michał Bałasz. To on, gdy pełnił swoją funkcję zasugerował białostockim władzom by cmentarz zasypać, by uchronić go przed dalszą dewastacją. Nikt żadnej oficjalnej decyzji nie podjął. Po prostu cmentarz zasypano. Bez ruszania nagrobków. Dlatego też przechodząc przez centrum miasta natrafiamy na park położony dużo wyżej niż reszta terenu. Pod ziemią bowiem spoczywają szczątki 1000 dawnych mieszkańców. Charakterystyczna jest też mała górka, z której każdej zimy dzieci zjeżdżają na sankach. Prawdopodobnie pod jej powierzchnią znajdują się kolejne nagrobki. Czy decyzja o zasypani cmentarza była dobra? Sądząc po tym z czego składał się dawny murek przy białostockim ratuszu, sucha fontanna na Plantach, czy też niektóre drogi – tak. Dla tych, którzy nie pamiętają – przypomnimy – wszystkie wymienione składały się z rozbitych na części macew. Jaki los spotkałby te 1000 grobów, gdyby ich nie zasypano? Zapewne taki sam.

 

Pomnik w latach PRL, autor nieznany

 

W 1972 władze zorganizowały konkurs na projekt obiektu, który miałby upamiętnić białostoczan walczących o Ziemie Białostocką podczas II Wojny Światowej. I tak w 1975 roku powstał Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej, który stanął na krawędzi zasypanego cmentarza. W 1990 roku czyli już po transformacji ustrojowej postanowiono „odkomunizować” pomnik. Przybyli kapłani katoliccy oraz prawosławni, poświęcili pomnik, zaś u podnóża pomnika na kamieniu zmieniono napis. „W hołdzie bohaterom Ziemi Białostockiej poległym w walce o Polskę Ludową – Mieszkańcy Ziemi Białostockiej” został zastąpiony na „Poległym i pomordowanym za Wolną Polskę”. Doczepiono też orła w koronie. Po 25 latach od tego wydarzenia dostawiono jeszcze na wielkim głazie obok kolejne napisy „Chwała i cześć żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego, którzy walczyli i zginęli za wolność i niepodległość ojczyzny”. W 2011 roku członkowie Klubu Więzionych, Internowanych i Represjonowanych oraz Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego podjęli się bez pytania o jakąkolwiek zgodę modyfikacji pomnika. Jak widać dodanie napisów na kolejnym kamieniu to byłoby za mało. Dlatego doczepiono napisy „Bóg Honor Ojczyzna” zaś orzeł na górze pomnika zyskał koronę. Generalnie akcja wywołała oburzenie tylko części mieszkańców. Sam autor pomnika również wyraził swój sprzeciw. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, zaś napisy pozostały. Na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości – kolejne osoby postanowiły doczepić kolejny napis – Niepodległość. I tak każdy po swojemu pomnik modyfikował.

 

Obecny pomnik – 2018

 

Mówi się, że modyfikowano pomnik, by go „odkomunizować”. Tak naprawdę, to jeżeli ktoś chciałby podjąć się „odkomunizowania”, to musiałby zająć się całym otoczeniem. Sam pomnik, stojący obok dawny „Dom partii”, a także siedziba sądu są wybudowane w stylu socrealistycznym – czyli charakterystycznym dla czasów polskiego komunizmu. Wszystko to szare, monumentalne budynki, które dodatkowo stały się zabytkami. Dlatego też wszystko co stoi wokół Placu NZS (dawniej Uniwersyteckiego) jest jednym wielkim pomnikiem komunizmu w centrum Białegostoku. O ile wyburzenie budynku sądu byłoby problematyczne, to zmiana elewacji na podobną – jaką ma Sąd przy ul. Mickiewicza już nie takie straszne. Zamiast „Domu partii” wybudowanie w tym miejscu normalnego, nowoczesnego biurowca także nie byłoby takie straszne. A pomnik? Wyburzyć i postawić nowy – Pomnik Bohaterów Białegostoku – przy, którym znalazłoby się miejsce do upamiętnienia wszystkich tych, którzy walczyli o Białystok. Do którego doczepianoby kolejne tablice czy inne kamienie za każdym razem, gdy będzie trzeba. Sam pomnik natomiast powinien stanąć na środku Placu NZS.

 

Park Centralny należałoby natomiast rozkopać, macewy wyczyścić, a teren symbolicznie ogrodzić tworząc lapidarium. Warto tutaj dodać, że nekropolia ta powstała w 1760 roku, zatem byłoby to odkopanie prawdziwego 258-letniego zabytku, a nie pamiątek po komunie. Takie lapidarium z miejsca stałoby się wielką atrakcją turystyczną. A wszyscy, którzy przyjeżdżają do Tykocina – nie omijaliby też Białegostoku.

 

Pomysł całkowitej zmiany ścisłego centrum miasta być może jest śmiały, ale warty realizowania nawet nie w imię ideałów „odkomunizowania”, lecz z racjonalnego punktu widzenia. Przede wszystkim – Uniwersytet chce się pozbyć śmierdzącego jaja – jakim jest dawny „Dom partii”. Dlaczego śmierdzącego? Bo taniej jest ten zatęchły budynek wyburzyć niż wyremontować. Poza tym nie oszukujmy się, nie jest to żadna perła architektury tylko zwykły, betonowy kloc. Pomnik? Stał się własną karykaturą. Nawet jeżeli intencje pomysłodawców doczepiania do niego były słuszne, to wykonanie spowodowało, że obecnie coś co ma upamiętniać bohaterów prezentuje się komicznie szare, brudne, betonowe kloce z tymi wszystkimi napisami – złotymi, srebrnymi w różnych stylach. A na tym wszystkim czarny orzeł w koronie.

 

 

Sam park też jest bezużyteczny. Wspomniana górka, pod którą zapewne są szczątki służy do zjeżdżania na sankach zimą. Ławeczki najczęściej odwiedzane przez meneli. Taki wniosek można wyciągnąć po ilości i częstotliwości patroli tego miejsca. Jest też plac zabaw – jeden z wielu. O tym, jak beznadziejny jest ten park może świadczyć pewna „afera” z 2014 roku. Rządząca wtedy miastem Platforma Obywatelska chciała w parku tym urządzić piknik z okazji częściowo wolnych wyborów – 4 czerwca. Wywołało to oburzenie ze względu właśnie na spoczywające szczątki. Ostatecznie z pomysłu się wycofano. Z tego też samego powodu wybuchła „afera”, gdy na Rynku Siennym zorganizowano pokazy mody i dużą imprezę. A to wszystko na szczątkach dawnych mieszkańców miasta – ewangelików. Dziś to teren pusty i ogrodzony, gdzie podobno miał powstać jakiś pomnik i miejsce zadumy. Na razie nic się nie dzieje.

 

Podsumowując należy zadać sobie pytanie – co jest atrakcyjniejsze? Betonowe kloce, zatęchły budynek przypominające komunizm i bezużyteczny park? Czy też prawie 260-letni zabytek, nowoczesny biurowiec oraz pomnik bardziej funkcjonalny i zaprojektowany na nowo przez artystę, który ma poczucie estetyki a nie samozwańczych dekomunizatorów? Warto też zbudować w końcu parking podziemny – pod placem – do czego przekonywaliśmy w innym tekście.  Pomysł jest kontrowersyjny, ale warto go zrealizować.

 

fot. główne: Autor: T. Sumiński, źródło: http://www.ladniej.uwb.edu.pl/

Partnerzy portalu:

To już trzeci kościół w tym miejscu. Pierwszy pojawił się w 1525 roku!

To już trzeci kościół w tym miejscu. Pierwszy pojawił się w 1525 roku!

Zabłudów to miasteczko, które słynie z lodziarni, do której zawsze ustawione są gigantyczne kolejki, a także z Kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła. Jego historia sięga 1525 roku! To właśnie wtedy Zygmunt Stary nadał Aleksandrowi Chodkiewiczowi prawa do Puszczy Błudowskiej (dziś część Puszczy Białowieskiej), a 8 lat później król wydał przywilej lokacyjny miasta Zabłudowa. Gdy miasto zostało założone znajdowała się w nim już cerkiew oraz kościół właśnie.

 

Świątynia powstała po raz drugi w 1688 roku, po wojnach z Moskwą. Wtedy też wiele miasteczek podlaskich zostało zniszczone. Zaś w roku 1800 rząd pruski nakazał kościół rozebrać i wybudować nowy. Ostatecznie nowa świątynia została ukończona dopiero w 1840 roku, lecz konsekracja nastąpiła dopiero w 1856 roku. Zabłudowski kościół przechodził wielokrotnie prace remontowe. Ostatnie prace zakończyły się w 2006 roku. Jednak w 2008 roku ruszyła budowa nowej plebanii, gdyż starą strawił pożar.

 

Kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła jest zbudowany trochę na wzór Katedry Wileńskiej. Przejeżdżając przez Zabłudów warto nie tylko przyjrzeć się jej zewnątrz, ale też wstąpić do środka, by obejrzeć też niesamowite obrazy.

 

fot. Polimerek / Wikipedia

Partnerzy portalu:

5 największych bitew na Podlasiu. „Gra o tron”, spalone miasta i niesamowita obrona.

5 największych bitew na Podlasiu. „Gra o tron”, spalone miasta i niesamowita obrona.

Z okazji zbliżającego się 100-lecia Niepodległości Polski chcielibyśmy przypomnieć 5 największych bitew, jakie miały miejsce w naszym regionie. Walczono z plemionami, które łupiły nasze ziemie, miała miejsce także „Gra o tron”, walczono z zaborcą, a także hitlerowcami oraz komunistami. Od setek lat Polska musiała z kimś walczyć, także Ziemie Podlaskie oraz te, które przylegają do dzisiejszego województwa podlaskiego były areną walk niejednokrotnie. My postanowiliśmy przypomnieć 5 największych zbrojnych walk, które miały miejsce w naszym regionie.

Ostatni najazd plemienia. Bitwa nad Narwią (1282)

 

Z racji czasów bardzo odległych o bitwie nie wiadomo zbyt wiele. Zapisy kronikarskie mówią, że stoczona ona została 13 października 1282 roku pomiędzy wojskami księcia krakowskiego Leszka Czarnego a połączonymi wojskami litewsko-jaćwieskimi, których było 14 tys. Najeźdźcy wtargnęli na ziemie lubelską, a następnie po jej spustoszeniu wycofały się z wielkimi łupami. Na terenach znajdujących się między Narwią a Niemnem dogoniły ich wojska polskie w liczbie 6 tysięcy. Przyjmuje się, że bitwa mogła mieć miejsce w jednym z pięciu miejsc:
– pod Brańskiem, nad rzeką Nurzec
– nad Narwią koło Długosiodła
– pod Wasilkowem nad rzeką Supraśl
– na polach wsi Łopiennik i Krzywe
– nad ujściem Czarnej Hańczy do Niemna, nieopodal wsi Jatwieź.

Polacy najpierw doprowadzili do rozdzielenia sił przeciwnika. Wpierw uciekli Litwini, a następnie rozbito wojska jaćwieskie. Polacy dodatkowo splądrowali Wysoczyznę Białostocką czyli dzisiejsze tereny między Ziemią Sokólską, Supraślem i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Jeżeli ten fakt przyjmiemy jako następstwo bitwy, to najprawdopodobniej ta miała miejsce pod Wasilkowem. Rozochoceni zwycięstwem Polacy dorwali się do terenów, które mieli pod ręką. Prawdopodobnie po tej walce plemienie Jaćwingów więcej w Polsce się nie pokazało.

Gra o tron. Wojna o Podlasie (1440 – 1444)

 

W tym miejscu należy najpierw przypomnieć kontekst historyczny. Książę mazowiecki Bolesław IV angażował się w walki stronnictw politycznych w Polsce, które były związane ze sprawą obsady tronu litewskiego i unii polsko-litewskiej. Bolesław IV został wciągnięty w konflikt, który wybuchł po zabójstwie przyjaciela Polski – wielkiego księżego litewskiego Zygmunta Kiejstutowicza. 20 marca 1440 roku ten został zamordowany, a następnie Polacy w odpowiedzi wysłali do Wilna Kazimierza Jagiellończyka, który był namiestnikiem Władysława III Warneńczyka. Litwini jednak zaplanowali co innego. Ogłoszono Kazimierza księciem dzielnicowym (udzielnym). Polacy w odpowiedzi na to poparli syna Zygmunta – Michała Kiejstutowicza. Ten zmuszony został do ucieczki na Mazowsze. Książę mazowiecki Bolesław IV postanowił to wykorzystać i zbrojnie zajął Podlasie. Litwini zagrozili mu wojną. Na całym konflikcie zyskali oczywiście Polacy, którzy zyskali nowe możliwości nacisku na magnatów litewskich w sprawach związanych z obsadzeniem tronu unii obu krajów.

 

Konflikt narastał, a w 1444 roku z rozkazu Kazimierza Jagiellończyka wojewoda trocki zajął Mielnik i Drohiczyn. Polacy zostali postawieni na ostrzu noża. Albo zbrojnie wesprą księstwo mazowieckie albo przegrają całą sprawę. Ostatecznie jednak doszło do ugody z Litwinami. Bolesław IV zdecydował zrzec się Podlasia wraz powiatem węgrowskim za 6 tys. kop groszy praskich. W 1453 roku Bolesław IV znów wystąpił z pretensjami o ziemię podlaską. Obecnie panujący król Kazimierz Jagiellończyk stanowczo jednak odrzucił pretensje i Bolesław IV ostatecznie musiał pogodzić się z utratą ziem wraz z Drohiczynem.

Spalone miasto. Bitwa pod Siemiatyczami (1863)

 

Przenosimy się w czasy powstania styczniowego. 6 i 7 lutego 1863 roku między rosyjskimi oddziałami a polskimi oddziałami powstańców doszło do największej bitwy w całym powstaniu. Po stronie polskiej było 4000 żołnierzy, zaś po rosyjskiej 2500. Mimo przewagi liczebnej Rosjanie stracili 70 żołnierzy, zaś Polacy 200.

 

Jak wiadomo w 1863 roku Polska była podzielona na 3 zabory – Pruski, Austriacki oraz Rosyjski. W 1860 roku w Siemiatyczach miały miejsce demonstracje patriotyczne. Po mszy śpiewano „Boże coś Polskę”, zaś młodzież chodziła w wojskowych konfederatkach (czapki z kwadratowym denkiem). Mieszkańcy uprzykrzali życie carskim urzędnikom oraz miejscowemu duchownemu prawosławnemu. W 1862 roku z Siemiatycz wycofał się rosyjski garnizon, co rozochociło polską konspirację.

 

Gdy w Polsce wybuchło powstanie styczniowe 22 stycznia, to na Białostocczyźnie oraz w Siemiatyczach walki wybuchły dopiero 6 lutego. Bitwa miała skutki tragiczne. Całe miasto było spalone. Przetrwały tylko 4 budynki. Powstańcy mieli przewagę liczebną, ale ogniową przeciwnik. Ostatecznie powstańcy uciekli na tereny Królestwa Polskiego, Puszczy Białowieskiej oraz na Białoruś.

4 dni bohaterskich działań. Obrona Wizny (1939)

 

Wizna to niewielka osada leżąca nieopodal Łomży. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą już z XI w. Na przestrzeni dziejów była gorzko doświadczana przez los, a to wszystko przez jej pechową lokalizację. Chroniąc wschodnie granicy Mazowsza narażała się wciąż na ataki nieprzyjaciół, w tym Zakonu Krzyżackiego. To właśnie oni spalili Wiznę po koniec XIII w. Cztery stulecia później do pożogi doprowadził potop szwedzki. Ogromne zniszczenia przyniosły też obydwie wojny światowe. Za każdym razem jednak Wizna podnosiła się z kolan.

 

W czasie kampanii wrześniowej na terenie Wizny ulokowano sieć umocnień ciągnących się na wschodnim brzegu Narwi i Biebrzy. Najcięższe walki trwały między 7 a 10 września. 42 tysiące żołnierzy niemieckich zmierzyło się z 720 Polakami. Mówimy więc tu o proporcjach sił 40:1. Sytuacja liczebna przywołuje na myśl słynną starożytną bitwę między niewielkim oddziałem 300-stu Spartan a Persami. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w schronach bojowych. Bohaterska obrona trwała 4 dni.

 

Niemcy w czasie szturmu po kolei wysadzali obiekty. Ostatnim z nich był bunkier w Górze Strękowej. Tam też walczył dowódca całego odcinka obronnego – kapitan Władysław Raginis. W chwili wyczerpania amunicji przez Polaków, prowadzący natarcie generał Hainz Wilhel Guderian zagroził rozstrzelaniem jeńców. Niemal cała załoga skapitulowała, oprócz kapitana Raginisa. Ten nie chcąc iść do niewoli, sam wybrał swój los, wysadzając się granatem.

Mały Katyń. Obława Augustowska (1945)

Ekshumacja w Gibach, fot. IPN

 

Giby, to mała miejscowość tuż przy granicy Polski i Litwy. To tam w lipcu 1945 roku odbyły się tragiczne wydarzenia. Miała tam miejsce tak zwana “Obława Augustowska” nazywana także „Małym Katyniem”.

 

Oddziały Armii Czerwonej i NKWD przeprowadziły akcję pacyfikacyjną na terenie Puszczy Augustowskiej. To tam znajdowali się polscy żołnierze podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego. Należy wskazać na bardzo smutny fakt, że rosyjskim żołnierzom pomagali także polscy żołnierze – między innymi pracownik Urzędu Bezpieczeństwa w Augustowie Mirosław Milewski. Swoimi zasługami dla Rosjan zbudował sobie karierę w Biurze Politycznym KC PZPR.

 

Obława Augustowska była bardzo długo ignorowana przez polskie władze. Dopiero w 2014 roku Sejm RP uczcił pamięć ofiar Obławy Augustowskiej. Natomiast w 2015 roku ustanowiono, że 12 lipca będzie Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku.

Partnerzy portalu:

Wołano za nimi Lipki, Muślimy. Są z nami od kilkuset lat

Wołano za nimi Lipki, Muślimy. Są z nami od kilkuset lat

Wiele się mówi o Podlasiu jako miejscu wielokulturowym. Najczęściej wspomina się o symbiozie katolików i prawosławnych. Warto jeszcze przypomnieć o polskich muzułmanach, których najwięcej jest… w Białymstoku. 

 

W ostatnim czasie muzułmanie Polakom kojarzą się raczej źle, za sprawą wszystkich wydarzeń, które mają miejsce za granicą. Natomiast polscy muzułmanie czyli Tatarzy powinni kojarzyć się wyłącznie dobrze. Nasi muzułmanie są w Polsce od XIV wieku – na początku osiedlali się w okolicach Wilna, Trok, Grodna i Kowna. Natomiast od XVII wieku także na terenie Wołynia, Podola, później na Suwalszczyźnie. Na Tatarów mówiono wówczas Lipki lub Muślimy. Ta pierwsza nazwa pochodziła od tureckiej nazwy Litwy.

 

Brama wejściowa na cmentarz w Bohonikach

 

Na przełomie XVII i XVIII wieku szlachta tatarska spolonizowała się, zaś mieszczaństwo uległo wpływom białoruskim. W międzywojniu Tatarów żyło w Polsce około 5,5 tysiąca. Zamieszkiwali województwo wileńskie, nowogrodzkie a także białostockie.

 

Cmentarz w Bohonikach

 

Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie o wspólnotę religijną polskich i zagranicznych muzułmanów – szczególnie tych, o których w mediach mówi się wyłącznie negatywnie. W 1936 roku uchwalona została przez parlament ustawa o stosunku państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego (która obowiązuje do dziś), w której to jest napisane, że polscy muzułmanie pozostają w łączności religijno-moralnej ze swoimi współwyznawcami za granicą, tworzą własny związek religijny niezależny od żadnych władz obcokrajowych świeckich i religijnych (tzn. Muzułmański Związek Religijny). Ponadto w ustawie ustanowiono obowiązek odmawiania modlitw za pomyślność Rzeczypospolitej i jej Prezydenta, a także Rządu i Wojska w każdy piątek oraz dnie uroczystych świąt.

 

Meczet w Bohonikach

 

Po II Wojnie Światowej działalność Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP została wznowiona w 1947 roku. Od tego czasu organizacja nieprzerwanie działa na rzecz społeczności tatarsko-muzułmańskiej w Polsce. Tylko w samym Białymstoku żyje około 2000 Muzułmanów. Mieszka tu także Mufti (czyli przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego).

 

 

W Białymstoku są dwa miejsca związane z Tatarami – pierwsze to dom modlitwy przy ul. Hetmańskiej, drugi to zabytkowy dom drewniany ukryty pomiędzy blokami na osiedlu Piasta. Jest to parterowy, przedwojenny dom. Parter nawiązuje do wystroju meczetu. Ponadto Tatarów spotkamy oczywiście w Kruszynianach oraz Bohonikach. Od niedawna także w Suchowoli, gdzie powstało Centrum Kultury Muzułmańskiej.

 

Centrum Kultury Muzułmańskiej w Suchowoli

Partnerzy portalu:

Na dworcu kolejowym znów poczujemy klimat XIX wieku!

Na dworcu kolejowym znów poczujemy klimat XIX wieku!

W listopadzie tego roku ruszają prace remontowe na dworcu PKP w Białymstoku. Ich zakończenie planuje się na 2020 rok. Trzeba przyznać, że dzisiejszy dworzec nie jest najgorszy, ale przejdzie niesamowitą metamorfozę. Przede wszystkim zniknie antresola. Budynek będzie miał bardzo dużo przestrzeni w środku, dużo bieli i dużo światła. Nieśmiało można go porównać do dworca w Przemyślu (najpiękniejszy dworzec kolejowy w Polsce).

 

Po lewej dworzec w Białymstoku po remoncie, po prawej obecny dworzec w Przemyślu – uznany za najpiękniejszy w Polsce

 

Dworzec PKP w Białymstoku powstał w 1862 roku. Oczywiście budynek, który widzimy dziś nie jest tym, który powstał prawie 160 lat temu. Żeby powstał dworzec, najpierw musiały zostać położone tory kolejowe. W tamtych czasach gród nad Białą jak był pod rosyjską okupacją stąd też połączenie mogło przyjść ze wschodu. O budowie linii kolejowej z Petersburga do Warszawy myślano już w 1835 roku, lecz car Mikołaj I nie przepadał za tego typu inwestycjami. Stąd też dopiero do budowy przystąpiono w 1852 roku.

 

 

Przy budowie pracowało 15 tysięcy osób! Budowa linii kolejowej zakończyła się w 1862 roku. Pierwszy pociąg ze stacji kolejowej na warszawskiej Pradze ruszył na wschód przejeżdżając przez Białystok oraz Wilno. Wówczas podróż zajmowała 38 godzin. Dziś byłoby znacznie krócej. Wszak to „tylko” 1100 km. Z Warszawy do Białegostoku można było się dostać dwa razy w tygodniu. Dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się rozbudowana poczekalnia, gdyż wzrósł wtedy także ruch kolejowy. Dobudowane zostały wtedy dwa kolejne pawilony i podzielono poczekalnię dla klasy I, II i III. W tej pierwszej podróżni mogli odpoczywać na wygodnych kanapach typu szezlong, które były wyścielone aksamitem. W budynku dworca znajdowała się także ekskluzywna restauracja.

Wysoka, śmigająca białymi ścianami ku sufitowi, pod którym płoną jaśniejące misy lamp. Na tle olbrzymich okien, szafirowych od zmierzchu, piętrzą się na bufecie stogi ognistych pomarańczy

To opis dworca, który stworzyła znana pisarka Maria Dąbrowska. Mamy nieodparte wrażenie, że jest on bardzo zbieżny z wizualizacją tego dworca, który ma być w 2020 roku. Oznacza to, że przebywając w białostockiej poczekalni poczuć będziemy mogli klimat XIX wieku.

 

 

Podczas I Wojny Światowej wojska rosyjskie wycofywały się, a po drodze spaliły budynek dworca. Po wojnie dworzec odbudowano. Niestety przyszła II Wojna Światowa i tym razem Niemcy budynek zbombardowali i zniszczyli jak 95 proc. miasta.

 

 

W PRL budynek nie odzyskał już czasów świetności mimo odbudowy i remontów. Jednak po transformacji ustrojowej było jeszcze gorzej. W 1989 roku rozpoczęła się modernizacja dworca, która trwała… 14 lat! Ostatecznie udało się 28 listopada 2003 roku otworzyć nowy dworzec, który jak wspomnieliśmy na wstępie mimo tylu lat trzyma się całkiem nieźle. Jednak nikt w Białymstoku na remont się zapewne nie obrazi. Współczujemy tylko podróżnym oczekującym, gdyż będą oczekiwać na swój pociąg na dworcu tymczasowym, co nie jest zbyt wygodne i komfortowe. Warto się jednak przemęczyć.

 

 

Partnerzy portalu:

Na tej ulicy historia zatoczyła koło. Miejmy nadzieję, że po raz ostatni

Na tej ulicy historia zatoczyła koło. Miejmy nadzieję, że po raz ostatni

Ul. Jurowiecka w Białymstoku stanie się na całej długości dwupasmowa po obu stronach z pasem zieleni i buspasem. Przy tej okazji warto dawną ulicę powspominać gdyż w historii Białegostoku przewijała się wielokrotnie. Tereny leżące przy dzisiejszej ul. Jurowieckiej w XVIII i XIX wieku należały do wsi Bojary oraz wsi Białostoczek. Gdy w XIX wieku włączono je do Białegostoku, to prawdopodobnie właśnie wtedy dzisiejsza Jurowiecka otrzymała swoją pierwszą nazwę czyli była ul. Pocztową. Najstarszy dokument odnaleziony dotyczący tej ulicy datujemy na 1871 rok. Jest to dokument notarialny z nazwą ul. Pocztowa właśnie. Dokument podpisany jest przez Starszego Notariusza Sądu Okręgowego w Grodnie.

Brudny strumyk

Na początku XX wieku, bo w 1902 roku powstała charakterystyczna kamienica, która jest jednym z wielu przykładów białostockiej szkoły muratorskiej. Warto przypomnieć, ze władze Białegostoku w pewnym momencie chciały ją wyburzyć! bo znajdowała się w pasie drogowym. Na szczęście durniowi, który na to wpadł stanął na drodze konserwator zabytków, który objął budynek ochroną. Kamienica ta była świadkiem wielu wydarzeń. Ul. Pocztowa była alejką przy której rosło bardzo wiele drzew. Stały też inne kamienice oraz drewniane domy. Za nimi zaś płynęła rzeka Biała, która różniła się od tej, którą można zobaczyć dziś. Do 1922 roku rzeka Biała była pogardliwie nazywana małym, brudnym strumykiem. Wszystko się zmieniło w nocy 26 lipca. Rzeka wylała tak, że pod wodą znalazło się centrum miasta. Jak widać historia lubi się powtarzać, bo znów po większych ulewach pod wodą jest choćby Jurowiecka.

 

Krwawa rzeź

16 sierpnia 1943 roku kamienica (już przy ul. Jurowieckiej) była świadkiem likwidacji getta. Noc przed akcją Niemców księżyc pięknie świecił nad miastem. Nad ranem Niemcy rozwiesili na terenie getta plakaty, w których poinformowali o wywózce całej ludności getta do pracy na Lubelszczyźnie. Teren getta był otoczony przez wojsko. Przy płocie getta na ul. Smolnej, tuż obok Jurowieckiej Żydzi zorganizowali punkt samoobrony. Ponad 100 młodych osób z karabinami, rewolwerami a nawet jednym karabinem maszynowym. Do tego mieli granaty-samoróbki, siekiery, młoty, noże i „coctaile Mołotowa”. Plan był tak, by podpalić płot getta, a następnie próbować uciec. Gdy parkan spłonął Żydzi ujrzeli niemiecki czołg i żandarmerię. Nikt nie zdołał uciec. Kilka godzin później mały chłopak nieoczekiwanie rzucił w twarz niemieckiego oficera żarówkę z kwasem solnym, co go raniło i oślepiło. Przy sąsiadującej z Jurowiecką ulicą Ciepłą zaczęła się prawdziwa rzeź. Niemcy strzelali do tłumów czekających na wywózkę przy bramie. Chłopiec, który rzucił żarówką od razu został zabity. Niemcy strzelali z kilku stron. Żydowscy bojownicy próbowali walczyć, ale nie mieli szans. Aczkolwiek w walkach podczas likwidacji getta 100 Niemców straciło życie, wielu też było rannych. 

 

 

Stadion i PKS

Między 1962 a 2008 rokiem przy Jurowieckiej znajdował się stadiom im. Janusza Kusocińskiego oraz hala sportowa. Cały obiekt należał do Jagiellonii. Ówczesne władze Jagiellonii na początku XXI wieku planowały w miejsce starego obiektu wybudować „nowy”, który na wizualizacjach jak na tamte czasy, prezentował się całkiem nieźle. Na szczęście skończyło się tylko na dobudowaniu bocznych trybun za bramkami, zaś później Jaga przeniosła się na wspaniały obiekt, jaki obecnie znajduje się przy ul. Słonecznej.

 

Historia Jurowieckiej to także dworzec PKS, który powstał w 1968 roku. Funkcjonował on tam przez ponad 20 lat. Plac dworcowy miał stanowiska odjazdowe. Sam budynek dworca później służył jako dom pogrzebowy, potem warzywniak, a na koniec sklep z odzieżą używaną. Ostatecznie zniknął. Sam dworzec PKS także zniknął, gdyż wybudowany nowoczesny budynek jak na tamte czasy przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Na Jurowieckiej zaś powstał „Plac Inwalidów”, na którym przez wiele lat znajdował się bazar.

 

Najnowsze dzieje Jurowieckiej to odremontowanie wspomnianej kamienicy, która miała zostać wyburzona, ale dzięki staraniom mieszkańców została wyremontowana i dziś służy między innymi Radiu Racja, które tam ma swoją siedzibę. Jest też stary dom, który stoi przy rondzie i ul. Poleskiej i miejmy nadzieję, że stać będzie jeszcze długo. Dzisiejsza Jurowiecka to także galeria Jurowiecka, która powstała na miejscu bazaru, a także apartamenty Jagiellońskie, które powstały zamiast galerii Jagiellońskiej.

 

Przebudowa i poszerzenie ul. Jurowieckiej będzie wiązać się również z tym, że wytnie się sporo drzew, które być może pamiętają jeszcze ul. Pocztową. Miejmy nadzieję, że tak jak historia zatoczyła koło i sprawiła, że Jurowiecka po każdej większej ulewie znajduje się pod wodą, to jednak nie powtórzy dalszych losów, jakie miały miejsce na Jurowieckiej. Oby nigdy już nie było tu żadnych strzelanin ani żołnierzy.

Partnerzy portalu:

Tajemnicza krypta pod kościołem. Kto się znajduje w trumnie?

Tajemnicza krypta pod kościołem. Kto się znajduje w trumnie?

Zabytkowe świątynie bardzo często przyciągają turystów dzięki swojemu wyglądowi, historii czy też wyjątkowym zdobieniom wewnątrz. Są też miejsca zwykle dla turystów niedostępne lub dostępne bardzo rzadko, owiane tajemnicą, budzące największą ciekawość – to podziemne krypty. Wielokrotnie spoczywają w nich nie tylko księża czy zakonnicy, ale także królowie, inni władcy czy też szlachta. Na przykład w Białymstoku w krypcie białostockiej katedry spoczywa Izabela Branicka, Katarzyna Poniatowska (nastoletnia bratanica Stanisława Augusta Poniatowskiego – ostatniego króla Polski), a z doczesnych abp Edward Kisiel.

 

Jednak warto pamiętać, że to na południu naszego województwa rozgrywały się najciekawsze historie. Dlatego też jeżeli uwielbiamy zwiedzać krypty, to warto wybrać się do Siemiatycz. Tam spoczywają przedstawiciele rodu Sapiehów – Kazimierz Karol, Michał Józef, Jerzy Felicjan oraz Benedykt Paweł. Oprócz nich w krypcie pochowany został także zasłużony dla Siemiatycz hr Heryk Ciecierski, autor popularnych pamiętników. I to właśnie z przekazów ustnych po pogrzebie tego ostatniego zachowała się informacja, że krypty w Siemiatyczach istnieją. Kilka lat temu młoda historyczna Natalia Andrzejewska próbowała je zobaczyć, lecz proboszcz kościoła pokazał jej tylko dwie małe piwniczki i stwierdził, że niczego innego nie ma.

 

Przeczyło to temu co mówią starsi mieszkańcy miasta pamiętający własnie pogrzeb Ciecierskiego. Zatem albo proboszcz urzędując kompletnie nie interesował się co jest pod ziemią albo zwyczajnie nie chciał nikomu tego pokazywać. Do podziemi udało się zejść naszemu Czytelnikowi Adamowi Nowaczukowi, który postanowił podzielić się z nami zdjęciami z tego miejsca za co dziękujemy. Jak widać na tych fotografiach – żadnych trumien nie widać. Wszystko dlatego, że zwyczajnie ich tam nie ma…

 

 

Gdzie więc są? Tego nie było wiadomo. 2 lata temu wspomniana Natalia Andrzejewska, historyczka przeprowadziła poszukiwanie grobowców. Razem z ekipą TV Lublin oraz ze Stowarzyszeniem Historycznym Exploatorzy.pl po otrzymaniu zgody od konserwatora zabytków oraz proboszcza zaczęła prace poszukiwawcze, do których przygotowywała się przez rok. Zadanie nie było zbyt łatwe. Na początku historyczka próbowała ustalić ile osób zostało pochowanych w podziemiach kościoła. Niestety źródła były niekompletne, ani nie było ciągłości w ich spisie. Nie wiadomo kompletnie nic, co się działo między 1822 a 1933 rokiem. Właśnie w 1933 pochowany był hr. Henryk Ciecierski. Łącznie ustalono, że pochowanych jest łącznie 17 osób. Wiadomo też było, że jedna (ale nie jedyna) krypta znajduje się pod ołtarzem.

 

Podziemia kościoła kryć powinny szczątki Ciecierskiego, czterech osób z rodu z Sapiehów oraz dwunastu proboszczów i zakonników. W piwnicach nie było śladu po pochówku, jedynie tylna ściana wyglądała na dobudowaną. Historyczka miała fotografię z 1967 roku, na której było widać dwie trumny pod głównym ołtarzem. Zaginęły zaś trumny Sapiehów oraz 11 księży. Nie było też trumny hr. Ciecierskiego. 

 

Żeby nie rozmontowywać całego zabytkowego kościoła w poszukiwaniu trumien należało zrobić to bezinwazyjnie czyli georadarem. Poszukiwania głównej nawy nic jednak nie dały. Jednak na bocznej nawie odnaleziono przestrzeń, która mogła być kryptą. Następnie odkryto puste przestrzenie także w północnej nawie i przy wejściu do kościoła. Ostatecznie udało się odnaleźć kryptę pod południową nawą kościoła. Pod cegłami znajdowała się zdobiona trumna z metalowymi obiciami (zdj. główne). Krypta jest jednak zabudowana i tylko decyzją konserwatora zabytków oraz proboszcza może stworzyć z tego wspaniała atrakcję turystyczną. 

 

Materiał TVP Historia (od 7 minuty 30 sekundy, same poszukiwania od 14 minuty)

https://vod.tvp.pl/video/bylo-nie-minelo,na-kaplicznej-gorze,27919121

 

Co z pozostałymi trumnami? W czasie okupacji sowieckiej prawdopodobnie znienawidzone ślady Rzeczpospolitej magnackiej były masowo niszczone i wyrzucane. Tak też mogło stać się z trumnami. Jeden z czytelników Głosu Siemiatycz z przekazów rodzinnych wie, że szczątki z wyrzuconych trumien mogły zostać podczas sowieckiej okupacji uratowane przez Antoniego Nowickiego i Wacława Szyszko. Obaj zebrali i z powrotem ułożyli szczątki w trumnach ratując je. Czy to właśnie uratowane szczątki znajdują się pod ziemią?

 

Historia siemiatyckich, podziemnych krypt jest jeszcze niedokończona. Czy kiedyś uda się ustalić dokładnie losy wszystkich 17 osób pochowanych w podziemiach kościoła? Czas pokaże.

 

Zdjęcie główne – klatka z programu „Było nie minęło” TVP Historia
Zdjęcia: Adam Nowaczuk
Źródła: esiemiatycze.pl, podlasiemniejznane.wordpress.com, TVP Historia

Partnerzy portalu:

Gródek istnieje już 520 lat. Sprawdź dlaczego to miasteczko jest wspaniałe!

Gródek istnieje już 520 lat. Sprawdź dlaczego to miasteczko jest wspaniałe!

Znany głównie z festiwalu Basowiszcza, trochę mniej z zalewu z plażą, a najmniej – bo tylko przez wtajemniczonych i miejscowych – z lasów przepełnionych grzybami. Mowa tu o Gródku. Miasteczko ukończyło 520 lat istnienia. Gródek był zaznaczany już na starych mapach. Jego historia sięga XV wieku i związana jest z rodem Chodkiewiczów. W 1498 r Aleksander Chodkiewicz ufundował tu klasztor prawosławny, który później został przeniesiony do Supraśla. W Połowie XVI wieku Gródek otrzymał prawa miejskie. W późniejszych czasach miejscowość przechodziła kolejno w ręce Paców, Sapiehów oraz Radziwiłów. W 1897 r. utracił prawa miejskie.

 

Historia Gródka to także historia podlaskich Żydów. Przed II wojną światową stanowili oni połowę mieszkańców. W miejscowości znajdowało się kilka! drewnianych synagog. W 1941 r. Niemcy utworzyli tam getto, do którego trafiło ok. 2,5 tys. Żydów. Pracowali m.in. przy budowie dróg oraz wyładunku i załadunku wagonów na pobliskiej stacji kolejowej w Waliłach. Getto zostało zlikwidowane 2 listopada 1942, a jego mieszkańcy wywiezieni do obozu przejściowego w Białymstoku.

Dzisiaj Gródek jest znany z festiwalu Basowiszcza oraz imprezy Siabrouskaja Biasieda. Do Gródka można dojechać samochodem, rowerem (przez Puszczę Knyszyńską) oraz w sezonie letnim pociągami w weekendy, które dojeżdżają do Walił malowniczą linią kolejową także przez serce Puszczy Knyszyńskiej. Mało kto wie, ale w lasach pod Gródkiem jest bardzo dużo grzybów, dlatego jego okolice to wręcz raj dla grzybiarzy. Jedno jest pewne, warto odwiedzić Gródek przy każdej możliwej okazji. Jest to małe, wspaniałe miasteczko, któremu życzymy co najmniej kolejnych 520 lat istnienia!

 

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Centrum Białegostoku przed wojną było przepełnione restauracjami i kawiarniami jak dziś!

Centrum Białegostoku przed wojną było przepełnione restauracjami i kawiarniami jak dziś!

Przedwojenny Białystok to nie tylko Chanajki, których klimat można by było porównać do dzisiejszych osiedli „socjalnych” na obrzeżach miasta. Tak samo jak dzisiaj, tak też przed wojną bardziej majętni białostoczanie lubowali się w odwiedzaniu lokali gastronomicznych, których w dzisiejszym centrum nie brakowało – zupełnie jak dziś.

 

Kiedy w latach 90-tych i kolejnych na Rynku i w okolicach rozwijały się banki i apteki mieszkańcy nie byli z tego faktu zadowoleni, stąd też, gdy do władzy doszedł Tadeusz Truskolaski, to pod jego władzą powoli wypierano z lokali miejskich wszystko, co nie było gastronomią. Później reszta musiała się dostosować do dzisiejszego rynku, by nie splajtować. I tak dziś wychodząc na Rynek nie wyobrazimy sobie, że dawniej były tylko Puby Strych, Gryf, kawiarnia Ratuszowa (w budynku ratusza) czy pizzeria Savona. Dzisiejszy Rynek pełen jest wszelkiej maści lokali gastronomicznych.

 

 

Przed wojną wykwintna restauracja mieściła się w hotelu Ritz. W każdą sobotę i niedzielę odbywały się tam „Fajfy” czyli imprezy dla elit. Warto dodać, że scena z kultowego filmu Miś „nie mamy Pana płaszcza i co Pan nam zrobi” jest żywcem wyjęta właśnie z przedwojennego Ritza. Szatniarz miał u siebie taki bałagan, że często oddawał garderobę nie temu komu trzeba. W Ritzu można było nie tylko potańczyć, ale też dobrze zjeść. Restauracja słynęła ze swojej kuchni. Dodatkowo raz na jakiś czas odbywały się tam pokazy paryskiej mody. Naprawdę światowe miejsce!

 

Inną restauracją z ul. Kilińskiego w Białymstoku, która była prestiżowa był Ermitaż. Można było zjeść tam śniadania, obiady i kolacje. Wszystko ze świeżych produktów. Kuchnia była „ruska” i „francuska”. Restauracja słynęła także z możliwości zamawiania jedzenia… na dowóz. I to nawet pod miasto! Przy Kilińskiego były jeszcze restauracja Leśniewskiego i restauracja Renaissance. Dodatkowo w dawnej loży masońskiej, znanej dzisiejszym białostoczanom jako dawna Książnica Podlaska – była piekarnia, gdzie można było kupić takie cuda jak chlebek turecki oraz Rachatłukum – także turecki wyrób przypominający galaretki w cukrze.

 

 

Przy Sienkiewicza można było odwiedzić kawiarnię Buzna Orient, gdzie częstowano napojem Buzna – jest to lekko fermentowany, słodko kwaskowy napój z… kaszy jaglanej z dodatkiem rodzynek. Taka egzotyczna nazwa wzięła się od efektu po wypiciu – wszystko buzuje w żołądku. Kolejnym ciekawym miejscem była restauracja Akwarium na Rynku Kościuszki. Można było tam zaznać kuchni żydowskiej oraz z całego świata.

 

W restauracjach nie tylko jedzono. Bardzo często występowały różne orkiestry, które przygrywały niejedną wspaniałą melodię. Na przykład w restauracji Renaissance można było posłuchać orkiestry złożonej z samych młodych dziewczyn. Jednak ceny były tam dużo wyższe niż w konkurencyjnym Ermitażu. Dlatego też właściciel tego pierwszego przybytku razem ze szwagrem postanowili spalić konkurencję. Przez co trafili do kryminału. Ermitaż zaś po pożarze nie podniósł się już. Ritz zniknął razem z wojną tak jak i wiele innych wspaniałych miejsc przedwojennego Białegostoku.

 

Na szczęście życie nie znosi próżni. Po wojnie znów w Białymstoku otworzyło się wiele lokali, a dzisiaj Rynek Kościuszki i Kilińskiego każdego weekendu tętnią życiem.

 

Partnerzy portalu:

Opowieść o lotnisku w Kurianach

Opowieść o lotnisku w Kurianach

Mieszkałem przez 11 lat w Halickich, a że już od młodości interesowałem się historią, to nasłuchałem się trochę opowieści o tym lotnisku. Powstało ono za pierwszego sowieta. Ten okres był najgorzej wspominany przez mieszkańców Halickich. Żołnierze sowieccy byli zakwaterowani w ziemiankach, wykopanych w lesie koło folwarku Białostoczek (do chwili obecnej doskonale są widoczne ślady po tych ziemiankach).

Na porządku dziennym było wymuszanie od mieszkańców wsi alkoholu. Bardzo często do drzwi wieczorem dobijał się uzbrojony żołnierz, żądając wódki pod groźbą użycia broni. Gdy ją dostawał, stwierdzał że sowiecki żołnierz nie jest złodziejem i w zamian pozostawiał koszulę lub jakieś inne elementy wyposażenia. Następnego dnia do gospodarza przychodził dowódca sołdata z oskarżeniem, że tenże nielegalnie posiada własność armii sowieckiej. Nieborak musiał oddać zostawiony fant i ponownie wykupić się wódką, żeby dowódca nie wniósł oficjalnego oskarżenia.

Inny z mieszkańców wspominał kiedyś, że zimą z 1940 na 1941-był zmuszony do stawiania się z furmanką na lotnisku w celu wywożenia śniegu. Jednego dnia, podczas wyjazdu z terenu lotniska, wartownik – ku jego zdziwieniu, zaczął kontrolować czy nic nie wywozi w śniegu. Niestety okazało się ,że któryś z bojców podrzucił mu łopatę. Delikwent został natychmiast aresztowany i osadzony pod strażą w jednej z ziemianek. Uwolnienie go, kosztowało rodzinę konewkę bimbru.

Władza sowiecka skończyła się w czerwcu 1941. Sowieci uciekali w takim pośpiechu, że w ziemiankach pozostawiali sporo rzeczy, które przygarnęła okoliczna ludność. Szczególnie cenione były elementy umundurowania, które po usunięciu odznaczeń i dystynkcji, po małych przeróbkach krawieckich nadawało się do noszenia przez cywili. Sowieckie odznaki zerwane z mundurów służyły dzieciom do zabawy – jedna z nich dotrwała do moich czasów na strychu starego domu i znajduje się w mojej kolekcji. Jest to odznaka absolwencka 7 Szkoły Dowódców Lotnictwa Wojskowego ZSRR.

Co wydaje się trochę dziwne – najlepiej wspominane były czasy okupacji niemieckiej. Niemcy rozbudowali infrastrukturę lotniska, postawili nowe hangary oraz wieżę kontroli lotów. Piloci byli zakwaterowani w folwarku Białostoczek – natomiast obsługa naziemna we wsi Halickie. Z tego co opowiadali mieszkańcy żołnierze niemieccy bardzo dobrze się do nich odnosili, m.in. dzielili się racjami żywnościowymi, a nawet jak wspominał jeden z mieszkańców, kwaterujący u nich Niemiec pomagał im w pracach polowych przy żniwach. Inny z kolei mieszkaniec Kolonii Halickie, wspominał że jako dziecko pomagał w poszukiwaniach kół zrzucanych przez startujące niemieckie samoloty (prawdopodobnie chodziło mu o szybowce wojskowe, które po starcie odrzucały kołowe podwozie), za co otrzymywał pieniężne gratyfikacje.

Latem 1944, Niemcy opuścili lotnisko – jednak wcześniej zniszczyli hangary i pasy startowe poprzez detonacje wkopanych bomb lotniczych. Niestety nie wszystkie bomby wybuchły. Jedna z nich zaraz po wojnie była przyczyną tragedii, kilkunastoletni mieszkaniec Halickich (niestety już nie pamiętam nazwiska) przy niej majstrował i wywołał eksplozję. Jeszcze do lat 90-tych w miejscu eksplozji stał krzyż upamiętniający to wydarzenie z inskrypcja na metalowej tabliczce.

Inna bomba, która nie wybuchła, była wkopana akurat centralnie po granicy dwóch działek i jeszcze do niedawna robiła za słupek graniczny. Mimo planowej ewakuacji, Niemcy pozostawili elementy wyposażenia. W moich zbiorach z tegoż miejsca i czasu znajduje się, butla tlenowa z samolotu i filiżanka z kantyny Luftwaffe.

 

 

Wkrótce po wycofaniu się Niemców, lotnisko ponownie zostało zajęte przez Sowietów. Najpierw się zajęli oni wyrównaniem pasów startowych. Jak opowiadał jeden z mieszkańców – leje po bombach były najpierw wypełniane ściętymi pniami drzew,a następnie zasypywane ziemią.

Sowieci z końca wojny całkiem przyzwoicie się odnosili do mieszkańców wsi. Nie byli już tak izolowani, jak ich pobratymcy w 1939-1941 roku, kwaterowali w domach i Polaków uznawali za sojuszników. Jeden z mieszkańców zapamiętał, że obsługa lotniska pozwalała starszym wyrostkom kompletować taśmy z amunicją do broni pokładowej, za co dostawali konserwy i słodycze (podobno amerykańskie).

Ostatecznie lotnisko zostało opuszczone na początku 1945 roku, w wyniku postępów ,,ofensywy styczniowej” i przesunięcia się frontu. Po bytności ostatnich użytkowników lotniska najwięcej pozostało łusek z broni pokładowej. Co zaradniejsi mieszkańcy oprawiali w nie pilniki i dłuta, spotkałem się nawet z pługami konnymi, w których rączki były zrobione z łusek od działek pokładowych 23mm.

Sowieci pozostawili również jeden z samolotów, prawdopodobnie zbyt mocno uszkodzony żeby nadawał się do naprawy. Podobno jeden z gospodarzy wymontował z niego silnik – udało się mu go uruchomić i przez kilkanaście lat po wojnie był używany do napędu młockarni (ale moim zdaniem to legenda – silnik lotniczy jest za duży do takiej roboty). Z tego okresu i miejsca posiadam w kolekcji, papierową tubę na pociski do 37 mm działka pokładowego samolotu Airacobra.

JACEK ANTONIUK

Partnerzy portalu:

Za rzeką było już inne Państwo. Ta dzielnica Białegostoku ma 100 lat!

Za rzeką było już inne Państwo. Ta dzielnica Białegostoku ma 100 lat!

Za rzeką Dolistówką znajdowaliśmy się już w innym kraju. Ulica Skorupska i dzisiejsze osiedle Skorupy było granicą pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. To mało znany fakt dotyczący tego regionu dzisiejszego Białegostoku. Jeszcze mniej osób wie o tym, że w granicach miasta Skorupy leżą od 100 lat podobnie jak Antoniuk, Białostoczek, Dojlidy, Dziesięciny, Marczuk, Ogrodniczki, Pieczurki, Starosielce czy Wysoki Stoczek. Zaś np. osiedle Piasta zostało wybudowane w latach 70-tych. Wcześniej uprawiano tam zboże.

 

Patrząc na Skorupy z tej perspektywy można zauważyć, że są one ważną częścią historii naszego miasta. Dziś Skorupy to zabudowane blokami przez deweloperów osiedle mieszkaniowe, do którego prowadzą nowe asfaltowe drogi. 100 lat temu zaś drogi były z kocich łbów, zaś domy z drewna. Każde miasto żyje i rozwija się dynamicznie – dlatego też taki fakt nikogo raczej nie dziwi. Warto jednak pamiętać o tej starej dzielnicy Białegostoku i wybrać się do niej na wycieczkę. Gdyż za kilka lat dawne Skorupy całkowicie znikną, tak jak znikały Bojary.

 

Co dokładnie warto zwiedzić? Najwięcej zobaczymy na ul. Nowowarszawskiej, a także na ulicach od niej odchodzących. Najlepiej odnajdą się tu fani dawnej architektury, której w Białymstoku już jest jak na lekarstwo. Nie brakuje też eleganckich kamienic. Warto dodać, że są też punkty na Skorupach, z których widoczny jest krajobraz jak dawniej – czyli niezagospodarowane łąki. Wszystkich sekretów dzisiejszych Skorup zdradzać nie będziemy, gdyż warto wędrować tym osiedlem i odbierać je subiektywnie. Niech Was jednak nie zwiodą kiczowate rodzinne budynki-klocki. Pomiędzy nimi często znajdziecie coś ciekawego.

Partnerzy portalu:

Rosjanie pozostawili bunkry. Dziś to atrakcja turystyczna

Rosjanie pozostawili bunkry. Dziś to atrakcja turystyczna

Dziś to wyjątkowa atrakcja turystyczna, która została w Polsce pozostawiona przez Rosjan. Pomniki architektury wojskowej, które przyczyniły się do rozwoju sztuki fortyfikacji. Mowa tu o schronach na tak zwanej „Linii Mołotowa”. Konstrukcje przetrwały do dziś i można je zwiedzać także na Podlasiu.

Tak zwana Linia Mołotowa ciągnie się od litewskiej Kłajpedy po Bieszczady. Schrony były budowane z żelbetu wzmacniane kamieniami, które miały osłabiać siłę ataku artyleryjskiego. W praktyce jednak schrony nie spełniły swego zadania. Znajdując się na granicy miały służyć jako zatrzymanie ataku, by zdążyć się zmobilizować. Wszystko przez typowe podejście do weekendu. Bowiem w sobotę życie towarzyskie w Rosji kwitło, zaś Niemcy nieoczekiwanie uderzyli w niedzielę. Picie alkoholu, które towarzyszyło sobotniej nocy osłabiło możliwości bojowe żołnierzy. Na czas obsadzono tylko część schronów, które podczas pierwszego ataku zostały ominięte i zaatakowane dopiero przez drugi front.

Schrony przetrwały jednak do dziś. Pierwotnie budynki posiadać miały własne zasilanie w energię, instalację oświetleniową, system wentylacji powietrza, ogrzewanie, a większe również kanalizację. Przewidziany był zapas paliwa na 60 godzin pracy maszyn schronu bez zmniejszania mocy. Mniejsze obiekty były podłączane do sąsiednich schronów. W rzeczywistości jednak większość schronów to betonowe pudełka bez prądu, wody i łączności. Prawdopodobnie właśnie taki można napotkać w okolicach Siemiatycz, co udokumentował nasz Czytelnik Adam Nowaczuk.

Warto wybrać się „szlakiem Linii Mołotowa”, by obejrzeć budynki, w których Rosjanie chcieli przetrwać pierwszy atak wroga.



fot. Adam Nowaczuk

Partnerzy portalu:

Białystok Fabryczny – stacja kolejowa z piękną historią

Białystok Fabryczny – stacja kolejowa z piękną historią

Nieopodal centrum Białegostoku znajduje się zapomniana stacja kolejowa Białystok-Fabryczny. Co jakiś czas usłyszeć można o planach wznowienia ruchu na stacji, jednak pociąg osobowy zatrzymywał się tam raz na jakiś czas. Mało kto wie, że owa stacja barwną ma historię. Zaś ta skończyła się wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Jak to się stało, że przez ostatnie 100 lat w Białymstoku uchował się dworzec bez znaczenia strategicznego?

 

Dziś Białystok Fabryczny to opuszczony budynek, w miarę odnowiony peron i nowa tablica informacyjna. Jest także kładka nad torami, która na starą nie wygląda. Jak to możliwe, że PKP utrzymuje dworzec, na których ruch pasażerski jest „od święta”? Dworzec kolejowy znajdujący się przy ul. Romualda Traugutta powstał w 1886 roku. Wówczas rosyjski zaborca rozbudowywał linię łączącą Białystok z Moskwą. Trasa ta biegła przez Baranowicze, Wołkowysk, Mińsk, Smoleńsk aż do Moskwy. Co ciekawe na trasie tej pasażerów było jak na lekarstwo, zaś połączenie służyć miało przede wszystkim do transportu wojska. Budynek dworca wybudowano nieopodal rosyjskich koszarów wojskowych. Sam budynek wyglądał jak miniaturka dworca głównego. Co ciekawe przy obsłudze dworca pracowało bardzo wiele osób! Co najmniej dwadzieścia osób! Naczelnik, rewizor, pomocnicy, kasjerzy, agenci, telegrafiści i inni.

 

W 1919 roku w Białymstoku zaraz za całą Polską przyszła niepodległość. Naturalnie kierunek Moskwa przestał się liczyć, zatem węzeł kolejowy w tamtą stronę przestał mieć znaczenie. W 1930 roku doszło do zmian organizacyjnych, skutkiem których po raz pierwszy pojawiła się tablica Białystok Fabryczny. Wynikało to z tego, że na stacji zaczął koncentrować się ruch towarowy. I tak pozostało do dziś.

 

Widok z kładki dworca Fabrycznego

Białystok Fabryczny jest obecnie bocznicą dla Elektrociepłowni oraz dla jednej ze spółek PKP. Wcześniej z bocznicy korzystały jeszcze „Uchwyty”, Gazownia, Huta Szkła oraz centralna składnica żywnościowa na Węglówce. W późniejszych latach funkcjonowała jeszcze Linia kolejowa nr 37. Już nie do Moskwy, lecz do Zubek Białostockich. W PRL dobudowano przystanki Sokole, Zajezierce i Straszewo. W 1987 roku miał miejsce kapitalny remont torów na trasie Białystok Fabryczny – Zubki Białostockie.

 

Do dziś jednak Białystok upamiętnia „ocalenie miasta”, gdy 9 marca 1989 roku przy ul. Poleskiej w pobliżu dworca wykoleił się pociąg towarowy, który jadąc z ZSRR do NRD przewoził cysternę chloru. Pięć wielkich cystern leżało i w każdej chwili mogło zacząć się ulatniać. Przez całą dobę jednak służby ratunkowe stawiały na tory przewrócone wagony. Gdyby doszło do zniszczenia tylko jednej cysterny, to strefa skażenia zabiłaby 10 tysięcy osób, zaś zaszkodziłaby 40 tysiącom. Na szczęście nic takiego się nie stało, jednak raz do roku w rocznicę katastrofy kolejowej mieszkańcy zbierają się, by pomodlić się i podziękować opatrzności za ocalenie miasta.

 

Linia nr 37 została zlikwidowana w 2000 roku. Od tamtej pory pociągi pasażerskie na Fabrycznym zatrzymują się już tylko „od święta”. A to z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a to przy okazji kursowania turystycznego pociągu do Walił. Przy okazji Białystok Fabryczny niszczeje. Budynek pozostaje w rękach prywatnych.

 

Oto wszystkie nazwy stacji:
1886 – 1915 – Białystok Poleski
1915 – 1918 – Bialystok Ostbahnhof
1918 – 1930 – Białystok Towarowy
1931 – 1939 – Białystok Fabryczny
1939 – 1945 – Białystok Industriebahnhof
od 1945 – Białystok Fabryczny

 

Zdjęcie główne, autor: Paweł Szrajber

Partnerzy portalu:

Ten budynek mógłby służyć ludziom. Kolejny zapuszczony zabytek w mieście.

Ten budynek mógłby służyć ludziom. Kolejny zapuszczony zabytek w mieście.

Okazały 2-piętrowy budynek nie rzuca się białostoczanom w oczy. Wszystko dlatego, że schowany jest w podwórku między ulicami Sienkiewicza a Al. Piłsudskiego. Mowa tu o kamienicy z Sienkiewicza 26A. Dawniej zamieszkiwały tu rodziny żydowskie, po II Wojnie Światowej był to posterunek milicji. Zabytek to tak zwana białostocka szkoła muratorska. Piękna kamienica powstała najprawdopodobniej w 1889 roku!

 

– W tym roku planujemy zlecić wykonanie dokumentacji projektowej. Później poszukamy pieniędzy. Remont mógłby się rozpocząć najszybciej w przyszłym roku – to słowa Andrzeja Ostrowskiego z Zarządu Mienia Komunalnego dla Kuriera Porannego… z 2013 roku. Minęło 5 lat od tamtych słów, a kamienica niszczeje jak niszczała a miasto podobnie jak inne wspaniałe zabytki ma w d… Tak podsumować można politykę Tadeusza Truskolaskiego względem białostockich zabytków. Stoją opuszczone i zapuszczone a mogłyby wspaniale służyć. Niestety nie w Białymstoku. Tutaj konserwatorem zabytków są prawdopodobnie developerzy. Historia niszczenia Bojar czy Młynowej, a także bierne podejście do drewnianych domów np. z ul. Mazowieckiej tylko to potwierdza.

 

To że Białystok jako miasto to dynamiczna tkanka społeczna i nieustannie się zmienia jest wiadome. Jednak nie można zaakceptować faktu, że prezydent kompletnie nic nie robił tyle lat, by ratować zabytki, które płonęły i niszczały. Jedynie co się robi, to zabija się je deskami. To Panie Prezydencie trochę za mało. Jeżeli nie będziemy dbali o dziedzictwo własnego miasta, to utraci ono swoją tożsamość. Już raz tak się stało, gdy Niemcy w 95 procentach zniszczyli Białystok podczas II Wojny Światowej. Niech ten fakt da do myślenia osobom odpowiedzialnym za to, że dawny Białystok kompletnie znika.

Partnerzy portalu:

Kościół św. Wojciecha. Charakterystyczna świątynia o zaskakującej historii

Kościół św. Wojciecha. Charakterystyczna świątynia o zaskakującej historii

Kościół św. Wojciecha w Białymstoku jest charakterystycznym punktem Białegostoku. Mieści się przy ul. Warszawskiej. Jedyny budynek w mieście w stylu neoromańskim. Dawniej był świątynią ewangelicko-augsburska w 1910 roku. Na początku XX wieku w Białymstoku społeczność ewangelików liczyła aż 5000 osób, w związku z czym potrzebowali swojego miejsca modlitw. I tak powstała „Kircha św. Jana”. Z dawnych czasów w obecnym kościele zachował się krzyż i ołtarz, a także boczne balkony zwane emporami.

 

Po wojnie, już w kościele katolickim miało miejsce wiele wydarzeń historycznych. Był to kościół seminaryjny, gdzie kardynał Karol Wojtyła odprawiał rekolekcje. Z tym kościołem związany jest także patron nowej ulicy (przedłużenia Sitarskiej) – ks. Michał Sopoćko. W 2013 roku wybuchł pożar na wieży kościoła, przez co kościół przez jakiś czas nie miał jej wykończenia. Na dziedzińcu przed kościołem można napotkać krzyż, który wtedy spadł podczas gaszenia pożaru.

 

Kościół św. Wojciecha w Białymstoku bez wątpienia jest jednym, który wpisał się w centrum miasta. Wysoka budowla widziana jest z wielu punktów Białegostoku. Dlatego też zwiedzając miasto warto świątynię odwiedzić.

 

fot. Xorik / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Odkryto starodawną osadę na Podlasiu. Tak mogła wyglądać

Odkryto starodawną osadę na Podlasiu. Tak mogła wyglądać

To odkrycie spod Suchowoli wstrząsnęło dotychczasową wiedzą historyczną. W ostatnim czasie archeolodzy w miejscowości Jatwieź Duża wykopali osadę, która powstała między VIII a VI wiekiem przed naszą erą. Do tej pory najstarszą osadą w Polsce była uznawana ta w Biskupinie – to właśnie o niej uczyliśmy się na lekcjach historii. Czy niedługo uczniowie będą słyszeć o Jatwiezi Dużej? O tym, że osada jest naprawdę z epoki brązu świadczy fakt, że do wzniesienia dużej osady (mając do dyspozycji jedynie prymitywne narzędzia) potrzebna by była stabilna struktura społeczna – czyli musiałby być ktoś, kto budowę osady zaplanował, przeprowadził „inwestycję”, a także zarządzał ludźmi by to zbudowali.

 

Odkrycie osady wyszło przypadkiem. Naukowcy analizowali zdjęcia satelitarne i badali teren w celu wykrycia potencjalnych obszarów zalewowych. Co dalej z wykopaną osadą? Nic. Miejsce prac zostanie zasypane.

 

Osada mogła wyglądać podobnie jak ta w Biskupinie. Ludzie mieszkali w dorzeczu, więc mieli dostęp do wody, zaś na terenie dzisiejszego Biebrzańskiego Parku Narodowego panował podobny klimat jaki mamy dziś w Bieszczadach… tyle, że bez gór. Za to mogły występować tak egzotyczne dziś zwierzęta jak renifery – na które polowano. Ludzie posługiwali się już prymitywnymi narzędziami, wiedzieli też co to pasterstwo, hodowla bydła i rolnictwo. Budowa wielkiej osady oznaczała też, że musi ona posiadać funkcje obronne przed obcymi. Na co dzień jednak występował tradycyjny podział ról – mężczyźni zajmowali się łowiectwem, zaś kobiety zbieractwem.

 

Na zdjęciu osada w Biskupinie

 

 

Partnerzy portalu:

Bitwa Białostocka 1920. To będzie prawdziwe show!

Bitwa Białostocka 1920. To będzie prawdziwe show!

Na ulicach Białegostoku po raz kolejny odbędzie się inscenizacja Bitwy Białostockiej. Warto zobaczyć na własne oczy rekonstrukcję tego zdarzenia z 1920 roku. Bitwa odbyła się pomiędzy 1 Pułkiem Piechoty Legionów a wycofującymi się spod Warszawy resztkami armii radzieckiej. Jej wynik końcowy był zadowalający dla nas – gdyż siły bolszewików zostały rozbite. W wyniku tej bitwy 209 polskich żołnierzy zostało zabitych i rannych. Zaś w bolszewickim wojsku 600 osób zginęło i zostało rannych, zaś 8200 osób było jeńcami. Dodatkowo bolszewicy stracili 22 działa, 147 ckm-y, 1 samolot a także 3 pociągi wypełnione bronią, innym sprzętem i jedzeniem. Setki żołnierzy radzieckiej armii uciekło do pobliskich lasów, gdzie przez kilka kolejnych dni byli wyłapywani przez Polaków. Wszyscy żołnierze radzieccy zostali pochowani na cmentarzu razem z żołnierzami niemieckimi – z I wojny światowej. Cmentarz znajduje się przy ul. Świerkowej w Białymstoku.

 

Jeżeli coś upamiętniać to z pewnością sukcesy, a nie porażki. Dlatego też z powodów technicznych (potrzeba dużo miejsca) inscenizacja odbędzie się na Placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów (Plac Uniwersytecki). Warto dodać, że nie będzie to powtórka z poprzedniego roku. Tym razem inscenizacja najpierw pokaże życie codzienne w tamtych czasach, a następnie przeniesie widzów na pole wojennej potyczki z udziałem kawalerii. W tym roku będzie można zobaczyć na pewno więcej strojów i mundurów z epoki oraz więcej zróżnicowanego sprzętu wojskowego.

 

Pokaz odbędzie się 19 sierpnia o godz. 12.30. Weźmie w nim udział ok. 120 rekonstruktorów, 3 repliki wozów militarnych, armaty i konie. Inscenizacja zostanie wzbogacona o scenografię, efekty dźwiękowe i pirotechniczne. Na specjalnie ustawionym telebimie widzowie będą mogli zobaczyć film oraz pokaz slajdów obejmujący zdjęcia z poprzednich rekonstrukcji i historyczne fotografie z epoki. Widowisko potrwa kilkadziesiąt minut. Potem rekonstruktorzy i pojazdy biorące w niej udział, udadzą się pod Muzeum Wojska w Białymstoku. Tam będzie można obejrzeć z bliska pojazdy i armaty, porozmawiać z uczestnikami inscenizacji. Będzie też możliwość bezpłatnego zwiedzania ekspozycji muzealnych. Chętni poczęstują się wojskową grochówką.

 

fot. Wschodzący Białystok

Partnerzy portalu:

Ogród Pałacu Branickich był dwa razy większy, a na jego końcu pierwszy teatr w Polsce!

Ogród Pałacu Branickich był dwa razy większy, a na jego końcu pierwszy teatr w Polsce!

Mało kto wie, że Pałac Branickich w Białymstoku z dzisiejszych czasów nie jest tym samym miejscem co w czasach swojej świetności czyli w XVIII wieku. Złote czasy całego miasta – w tym Pałacu Branickich skończył III rozbiór Polski. Zaś piekło II Wojny Światowej dokończyły dzieła zniszczenia i dziś mamy replikę Pałacu. W wersji znacznie biedniejszej. Najciekawszych rzeczy dowiedzieć się można jednak ze starych rycin. Otóż dziś ogród pałacu kończy się tuż za mostem. Kiedyś za mostem była dalsza część ogrodu, która była tak samo długa jak ta, którą możemy podziwiać dzisiaj. Ogród sięgał więc aż do dzisiejszego budynku Książnicy Podlaskiej przy ul. Skłodowskiej. Zaś na jego zwieńczeniu była wielka brama z kolumnami. Na krańcu ogrodu znajdowała się także Komedialnia czyli pierwszy na ziemiach polskich teatr, który został założony 17 lat przed Teatrem Narodowym w Warszawie!

 

Białostocki operhaus był piętrowym budynkiem, posiadał loże, wielką scenę, a także wprawiającą w zachwyt kurtynę, która była namalowana olejnymi farbami przez Augustyna Mirysa – polskiego malarza, urodzonego we Francji. Mirys służył swym talentem na dworach Sapiehów czy Krasickich, a później także dla Branickiego – za co dostał od niego dokumenty nadające mu szlacheckie pochodzenie.

 

W Komedialni znajdowały się zapisy 19 oper, 41 baletów i 122 dramatów! Białostocki operhaus miał własną orkiestrę, balet, a na scenie występowały gwiazdy sprowadzane z Rzymu, Wenecji czy Wiednia. Życie kulturalne na dworze Branickiego tętniło tak bardzo, że Białystok był ważnym ośrodkiem kulturalno-społecznym w Europie! Żałować można tylko, że dzisiejszy Pałac to replika z połowę mniejszym ogrodem. To se ne vrati…

Partnerzy portalu:

Malutka ulica przypomina o dawnych Chanajkach. Ochrona budynków przyszła w samą porę.

Malutka ulica przypomina o dawnych Chanajkach. Ochrona budynków przyszła w samą porę.

Malutka uliczka odchodząca od Wyszyńskiego, leżąca tuż przy Sosnowskiego czyli Grunwaldzka to pozostałość po dawnym Białymstoku i Chanajkach. Nim powstała ulica Sosnowskiego – przy Kijowskiej było rozwidlenie – kocimi łbami dojechać można było własnie Grunwaldzką do Wyszyńskiego lub żwirową ulicą Sosnową do Sukiennej. Krajobraz zaczął się zmieniać około 20 lat temu. Najpierw wybudowano bloki przy ul. Brukowej w sąsiedztwie I LO, później kolejne – bliżej Sosnowej i Grunwaldzkiej. Kolejne zmiany to znikające kolejne drewniane domy z dawnych Chanajek stojące przy Grunwaldzkiej. Aż w końcu wybudowano tu normalną, szeroką, asfaltową drogę, zaś z dawnych miejsc pozostał tylko Wydział Architektury, kilka domów oraz ciekawy fragment Angielskiej i właśnie pozostałości Grunwaldzkiej – jeden to szary, duży dom drewniany oraz sąsiadująca dawna fabryka.

 

Ostatnio pożal się Boże miejscy urbaniści w planach zagospodarowania przestrzennego nie uwzględnili przeszłości obu budynków. W ich miejsce wkrótce zapewne pojawiłyby się „apartamenty”. Na szczęście wkrótce będą wybory, więc politycy uważają co robią i tym razem zmiany zablokowali i odpowiednie przepisy pojawią się w nowym projekcie planu zagospodarowania przestrzennego. A warto dbać o historię miasta zachowując to, co jeszcze może przypominać o dawnej historii miasta. Wyjątkowy dom – zaprojektowany przez znanego w międzywojniu architekta – Szymona Pappe oraz fabryka Szlachtera – w której są warsztaty szkolne, to zdecydowanie miejsca, które nie zasługują jeszcze na śmierć na rzecz kolejnych „apartamentów”.

 

Póki co developerzy muszą szukać sobie innych miejsca.

Partnerzy portalu:

Podlaska Korona Królów. Tu było historyczne „trójmiasto” Podlasia Podlasia

Podlaska Korona Królów. Tu było historyczne „trójmiasto” Podlasia Podlasia

Tak zwany rdzeń Podlasia to jego dawna stolica i okolice – to tam dawniej toczyło się dworskie życie. Trzy najważniejsze miejscowości Podlasia na mapie leżały tuż przy Bugu. Mielnik, Drohiczyn oraz Granne. W Drohiczyn to właśnie dawna stolica Podlasia – które leżało na terytorium Królestwa Polskiego. Po odkupieniu grodu przez Jagiellonów – na rynku w Drohiczynie tętniło życie. Damy mogły tam zdobyć piękne ubrania, można było skorzystać z łaźni czy też zakupić świece. Nie zabrakło oczywiście budynku ratusza i wagi. XVI wiek to okres największego rozkwitu Drohiczyn. Później w mieście pojawiły się trzy kościoły, cerkwie unickie i prawosławne oraz cztery klasztory. Był też szpital, apteka i szkoła. Dopiero Potop szwedzki sprawił, że miasto zostało zniszczone i utracono 68 proc. ludności. 

 

Nieopodal Drohiczyna w Mielniku do dziś stoją ruiny kościoła, który był częścią zamku. Wszystko to oczywiście na wzgórzu – by doskonale z daleka widać czy nie czai się wróg. 23 października 1501 roku na zamku w Mielniku podpisano Unię mielnicką między Królestwem Polski i Wielkim Księstwem Litewskim. Wieża zamkowa miała aż trzy kondygnacje i dodatkową wieżyczkę, a także na specjalny ganek z widokiem na dziedziniec. Druga kondygnacja była połączona z basztami. Na dziedzińcu znajdowało się też więzienie. W XVI wieku niestety zamek spłonął, a pozostał tylko kościół i wieża wjazdowa. To co pozostało i to co naprawiono zniszczone zostało podczas Potopu szwedzkiego.

 

Granne było prywatną osadą należącą do Niemirowiczów-Szczyttów. Znajdowała się tam kamienna przeprawa przez rzekę Bug, którą stanowiła najkrótszą drogę z Królestwa Polskiego do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prowadziła od Warszawy do Wilna. Do dziś – gdy niski jest poziom wody resztki przeprawy odsłaniają się i można je zobaczyć na własne oczy.

 

Dlatego też wybierając się na południe województwa podlaskiego warto własnie zwiedzić te historyczne „trójmiasto” i jeszcze bardziej zagłębić jego historię.

 

mapa z 1665 roku

Partnerzy portalu:

Wkrótce znów będzie można zwiedzić wielką atrakcję, a zimą obejrzymy wspaniałe obrazy

Wkrótce znów będzie można zwiedzić wielką atrakcję, a zimą obejrzymy wspaniałe obrazy

Muzeum Podlaskie w Białymstoku w ostatnim czasie było bardzo aktywne, dzięki czemu będziemy mogli niedługo ponownie zwiedzać Dom talmudyczny w Tykocinie, a także podziwiać portrety Jana Klemensa oraz Izabeli Branickich. Kierownictwo Muzeum doprowadziło do wylicytowania ich na monachijskiej aukcji. Obrazy zakupiono za 55 tysięcy euro. Dom talmudyczny czyli tak zwana „mała synagoga” to jedna z atrakcji Tykocina, budynek stojący przy synagodze, w którym właśnie kończy się remont. Obrazy zaś było można oglądać od lutego, teraz potrwa ich ważna renowacja.

 

Dom talmudyczny w Tykocinie będzie otwarty dla zwiedzających już od 22 lipca. Budynek postawiono w latach 1772-1798. Było to bardzo ważne miejsce na mapie polskich Żydów. Podczas II Wojny Światowej Niemcy doszczętnie zniszczyli synagogę. Dopiero w 1974 roku odnowiono ją. Teraz budynek przechodził po raz kolejny remont. Zwiedzający będą mogli obejrzeć w środku cztery różne wystawy.

 

Obrazy Branickich są namalowane przez nieznanego autora bądź autorów. Prace konserwatorskie być może wyjaśnią kim był twórca. Będzie też próba odpowiedzi na pytanie czy ktoś przemalowywał obrazy i kiedy, z jakiego kręgu artystycznego pochodzą oraz kiedy zostały namalowane. To, co zostało namalowane sugeruje, że portrety powstały około 1766 roku. Już w grudniu będzie można znów oglądać odrestaurowane obrazy przedstawiające Branickich.

 

fot. Emmanuel Dyan

Partnerzy portalu:

To były charakterystyczne miejsca w Białymstoku.  Dziś nie ma po nich śladu

To były charakterystyczne miejsca w Białymstoku. Dziś nie ma po nich śladu

Kiedy dziś spacerujemy po Białymstoku nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo zmieniło się to miasto. Najczęściej można usłyszeć, że w ostatnich latach stolica województwa podlaskiego wypiękniała. Bardzo wiele osób chwali przede wszystkim deptak. Są też inne charakterystyczne miejsca – choćby nowa Opera i jej ogród, wieżowiec zwany „Maczugą” na Kaczorowskiego czy też białostockie Planty i tamtejsze fontanny. Zanim do Białegostoku dotarło piekło II wojny światowej, to miasto również miało swoje charakterystyczne miejsca. Dziś przedstawimy 5 takich miejsc.

Staw przy Elektrycznej – Argentyna

Nim powstał budynek Teatru Dramatycznego i jego plac, to w tym samym miejscu znajdowała się „Argentyna” czyli staw z intensywnie niebieską wodą. Niestety nie było to spowodowane stopniem zasolenia, lecz regularnym wlewaniem tam chemikaliów z okolicznych fabryk. Staw mimo wszystko regularnie zarastał. W końcu podjęto decyzję, że się go zasypie.

Hotel Ritz

Zupełnie obok „Argentyny” znajdował się prestiżowy Hotel Ritz. Była to najbardziej reprezentacyjna budowla przedwojennego Białegostoku. Budynek miał 4 kondygnacje oraz drewniane windy! Goście oprócz wypoczynku w pokojach mogli zagrać w bilard czy napić się piwa. Hotel zniknął w 1944 roku, gdy Niemcy zniszczyli większość miasta. Dziś w tym miejscu są po prostu tereny zielone.

Ul. Zamkowa

Mało kto wie, że tuż obok dzisiejszej ul. Kilińskiego – fragment drogi którą dziś nazywamy placem Jana Pawła II (choć to nie jest plac) nazywał się ul. Zamkową. Zaś zamiast parkingu przy boku Pałacu Branickich znajdował się okazała kamienica, w której mieszkali ludzie. O tym miejscu niewiele wiadomo, gdyż prawdziwe życie toczyło się zupełnie obok – przy ul. Kilińskiego.

Ul. Nadrzeczna

Było to miejsce wyjątkowe. Przede wszystkim dlatego, że jak sama nazwa wskazuje ulica znajdowała się nad rzeką. Oczywiście naszą „Białką”. Ulicę od rzeki odgradzał drewniany płotek po obu stronach, który dzięki temu nadawał całej ulicy wielkiego uroku. Przypominało to bowiem 2 pasy drogi oddzielone rzeką. Nadrzeczna znajdowała się pomiędzy Kościelną a Sienkiewicza.

 

Synagoga przy Suraskiej

Wielka Synagoga przy ul. Bożniczej (dziś Suraska) gdyby dziś istniała, to z okien wysokich budynków byłaby tak samo zauważalna jak cerkiew Św. Mikołaja, Katedra czy Kościół Św. Rocha. Niemcy jednak spędzili Żydów do bożnicy i spalili ją razem z nimi. Po synagodze został dziś jedynie pomnik będący odwzorowaniem spalonej kopuły. Świątynia przy Suraskiej była bardzo charakterystycznym budynkiem, aczkolwiek architekci uważali że jest kiczowata. Budynek był murowany i posiadał blaszany dach oraz wspomnianą wcześniej kopułę o średnicy 10 metrów oraz 4 mniejsze kopuły w rogach kwadratowego budynku.

 

Białystok cały czas się zmienia. Dziś już prawie znikły Bojary, wkrótce pewnie znikną stare domy na Młynowej, Angielskiej oraz na dzisiejszym osiedlu Przydworcowym i Bema. Za jakiś czas pewnie nie będzie też żółtego domku przy Mazowieckiej, a wszystko to zostanie obudowane blokami. I tak w pewnym sensie historia zatacza koło. Dzisiaj czasy są takie, że pozbywamy się wszystkiego co „PRL-owskie”, więc nie zdziwcie się, gdy za jakiś czas nie będzie już takiego budynku na Placu Uniwersyteckim (dziś plac NZS), nie zdziwcie się gdy znikną też inne monumentalne budynki z centrum – jak np ten, który zajmuje dzisiaj sąd przy ul. Skłodowskiej. Tak samo znikały wcześniej „stare drewniane chaty”, by zastąpiły je „nowoczesne bloki”, tak samo zniknęła synagoga wraz z Żydami, by zastąpili ich „nowi mieszkańcy”, tak samo hotel Ritz nie został odbudowany po wojnie, bo pierwowzór powstał rękami zaborcy. Tak samo jak znikła Nadrzeczna na rzecz wielkiej „Alei Piłsudskiego” i tak dalej. To, że nowe wypiera stare wiemy od dawna. To że nie da się tego zatrzymać, bo zawsze towarzyszy temu jakaś ideologia też wiemy. Musimy się więc przyzwyczaić, że „To se ne vrati pane Havranek”.

Partnerzy portalu:

Niemcy urządzili w Białymstoku rzeź. Tak wybili prawie wszystkich Żydów w mieście

Niemcy urządzili w Białymstoku rzeź. Tak wybili prawie wszystkich Żydów w mieście

Niemcy, którzy okupowali nasz kraj podczas II Wojny Światowej przebywali też w Białymstoku. 27 czerwca 1941 roku spędzili Żydów z okolicznych Chanajek (dziś ul. Młynowa i okoliczne) do wielkiej synagogi, która stała w miejscu, w którym dziś stoją bloki i budynek Krajowej Izby Rozliczeniowej (okolice Suraskiej). Następnie Niemcy zamknęli świątynie i podpalili ją ze wszystkimi ludźmi w środku.

 

„…gdy weszli Niemcy poszukując mężczyzn – uciekłem do drugiego pokoju, gdy schowałem się, szwagra Arona Zelmanowicza zabrali. Siostra pobiegła za mężem. Wprowadzili ich do Synagogi na rogu ul. Suraskiej – Szkolnej. Widzieliśmy to ze strychu domu, w którym ukrywaliśmy się. Było ze mną dużo osób. (…) Gdy synagogę zapełniono ludźmi – widziałem jak Niemcy pozamykali wyjścia i kordonem otoczyli budynek i podpalili go…” – to fragment wspomnień świadka wydarzeń. Fragment pochodzi z Kuriera Porannego.

 

W synagodze spłonęło około 700 osób. Następnie Niemcy zgotowali rzeź na ulicach miasta. Zginęło kolejne 1000 osób. Łącznie w „czarny piątek” w Białymstoku Niemcy zabili ponad 2000 osób. Niemcy spalili synagogę, dzielnice Chanajki, a także wiele budynków z Rynku Kościuszki, Suraskiej, Rynku Siennego, a także to co napotkali na Legionowej i Akademickiej. W kolejnych dniach Niemcy dalej masowo mordowali Żydów. Do 12 lipca zamordowano łącznie prawie 8000 osób. 2 tygodnie później utworzono w mieście getto. To prawie 20 proc. wszystkich Żydów z miasta.

 

2 lata później Niemcy zamordowali w getcie około 800 osób. Zaś kolejne 30 tys. wywieziono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince oraz Auschwitz-Birkenau. W Białymstoku Niemcy zgotowali w ciągu 2 lat okupacji zgotowali piekło, w którym straciło życie bardzo wiele osób. Po wojnie w Białymstoku żyło około 1100 żydów. Przed okupacją Niemiecką 60 000.

Partnerzy portalu:

Białystok w TVP1. Czy jest się w czym zakochiwać?

Białystok w TVP1. Czy jest się w czym zakochiwać?

Tomasz Bednarek odwiedził Białystok – stolicę Podlasia, w której zachowało się wiele pamiątek po dawnej wielokulturowej Rzeczypospolitej. Tak zaczyna się wstęp do programu „Zakochaj się w Polsce” wyemitowanego w TVP1. Widzowie z całego kraju zostali zabrani na wycieczkę po mieście. Autor programu chciał przede wszystkim pokazać wielokulturowość miasta. Jaki był efekt?

 

Wycieczka Tomasza Bednarka zaczyna się w Pałacu Branickich, później widzimy ratusz, katedrę, cerkiew, następnie trochę o historii Żydów w mieście, potem o Tatarach, by na koniec opowiedzieć o Zamenhofie i Operze i pożegnać się widokiem z okna hotelu w galerii Jurowieckiej. Efekt przedstawienia Białegostoku w 20-kilku minutach w taki sposób był nudny. Przede wszystkim program zdominowali urzędnicy. Autor programu poszedł na łatwiznę. Przez co tylko przedstawiciel cerkwi oraz przedstawicielka Tatarów opowiadali bardzo ciekawie. Pozostali? Klepali wyuczone formułki, które wypowiadali zapewne setki razy przy każdej możliwej okazji. Motyw przewodni był widoczny – wielokulturowość, która miała szansę zostać połączona językiem Esperanto. Jest to powtarzane przez urzędników od promocji miasta / województwa od lat niczym wielka legenda, która tak naprawdę jest już nudna. Białystok naprawdę miał ciekawsze epizody w swojej historii, które spowodowały, że dziś jesteśmy takim miastem właśnie, a nie innym. Choćby ten o Manchesterze Północy – gdy masowo przenoszono się z Łodzi do Białegostoku, albo o drugim największym po warszawskim powstaniu w Getcie. 

 

Ogólne wrażenie jest średnie. Pokazywanie w letnią pogodę zaśnieżonego miasta może wywołać poczucie, że u nas naprawdę chodzą białe niedźwiedzie po ulicach.  Ogólnie gdybyśmy byli turystami, to po tym programie do Białegostoku raczej byśmy nie przyjechali. Już więcej ciekawych rzeczy o mieście można znaleźć na Wikipedii niż w programie „Zakochaj się w Polsce”. Nie ma co oczekiwać od autora programu jakiejś specjalnej znajomości Białegostoku, ale wszystko wygląda tak jakby pan Bednarek zadzwonił nie tam gdzie trzeba, by potem pokazać wszystko bez polotu. 

 

Dostaliśmy w ogólnopolskiej telewizji prawie półgodzinną reklamę. Nie wykorzystaliśmy niestety tego, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pokazaliśmy się jako kolejne miasto, w którym są jakieś zabytki, jakieś kościoły, jako ciekawostka – cerkiew i meczet, a także mamy Operę, pomnik (po zgładzonych Żydach) oraz pomnik po Ludwiku Zamenhofie i centrum jego imienia. Fascynujące!

 

Odcinek do obejrzenia tutaj:
https://vod.tvp.pl/video/zakochaj-sie-w-polsce,bialystok,37280448

 

 

 

Partnerzy portalu:

Czy Rzeka Biała wsiąknie? Duże prawdopodobieństwo jeśli nic nie zrobimy.

Czy Rzeka Biała wsiąknie? Duże prawdopodobieństwo jeśli nic nie zrobimy.

Rzeka Biała, od której nazwy istnieje Białystok (biały stok to po staropolsku biały potok), to zaledwie dopływ Supraśli, lecz jednocześnie rzeka z którą mieszkańcy z pewnością utożsamiają się. Mało kto wie, że w 1922 roku w Białymstoku doszło do powodzi. Na szczęście nie uczyniło to nikomu większych szkód. Można powiedzieć, że ta powódź była zemstą za szyderstwa. Dziennikarze „Gazety Białostockiej” pisali o niej „Któż bowiem mógł traktować poważnie, mały, brudny strumyk przepływający przez miasto, w którym zawsze brakuje wody”. W nocy 26 lipca zaczął padać rzęsisty deszcz. Woda przybrała, zaś na ulicach rozległy się syreny. Zalało ulicę Nadrzeczną (która już nie istnieje), Sienkiewicza, Kupiecką (Malmeda), Zamenhofa i Branickiego. Dodatkowo woda dotarła aż do elektrowni (która znajdowała się w miejscu dzisiejszej galerii Arsenał – przy ul. Elektrycznej). Maszyny zostały wyłączone, a miasto pogrążyło się w ciemnościach. Na szczęście 28 lipca woda już się nie podnosiła.

 

Tamto zdarzenie wpłynęło na to co się dzieje dzisiaj. Po powodzi postanowiono, że rzeka zostanie uregulowana. Tak też zrobiono. Po latach naukowcy jednak wskazują, że był to błąd. Nie tylko Biała nie powinna być regulowana, ale żadna inna rzeka. Jak podaje Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego na swoich stronach – Polska pustynnieje. Z analiz naukowców wynika, że na przykład Jezioro Zdworskie (Mazowsze) nie powinno już istnieć. Jest tam tylko dlatego, że w jeziorze znajduje się rurociąg, który każdego roku pompuje ponad milion metrów sześciennych wody. Powodem jest zmiana klimatyczna. Kilkanaście lat temu średnie temperatury były niższe. Zimą padał śnieg, a pokrywa utrzymywała się długo. Wiosną rośliny zaczynają pobierać wodę i czyniły to właśnie podczas roztopów.

 

Obecnie zimą częściej pada deszcz niż śnieg. Woda nie jest pobierana przez rośliny, więc odpływa. Obecnie także lata są gorętsze – co skutkuje ekstremalnymi ulewami (o czym w Białymstoku mieszkańcy wiedzą doskonale). Wtedy nadmiar wody nie nadąża wsiąkać w grunt i woda odpływa – powodując znane nam w Białymstoku powodzie. Zatem intensywne deszcze nie powodują zwiększenia się zasobów wodnych. Dlatego do magazynowania wody buduje się zbiorniki retencyjne. W Polsce nie ma terenów do budowy wielkich zbiorników (podobnych do Zalewu Siemianówka). Dlatego tworzy się małe zbiorniki. Na Podlasiu mamy też sprzymierzeńca – jest tu dużo lasów, które są naturalnymi zbiornikami retencyjnymi. Ściółka pochłania wilgoć. Dlatego Lasy Państwowe od wielu lat prowadzą skuteczną gospodarkę wodną. Problem w tym, że w Białymstoku lasy się wycina a nie sadzi.

 

I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Warto też pamiętać, że na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm.

 

Dlatego może być taka sytuacja, że za kilkanaście lat rzeka Biała zostanie przemianowana na Biały Strumyk. Idąc przez Centrum można zauważyć, że miejscami rzeki jest po kostki. Wszystko dlatego, że dawni mieszkańcy wyregulowali rzekę, zaś przywrócenie dawnego stanu nie jest całkowicie możliwe, bo obecni mieszkańcy zabudowali dolinę rzeczną – gdzie okresowo mogła się gromadzić woda. Warto jednak rozważyć renaturalizację koryta rzeki tam gdzie się da. By przyszłe wnuki, a być może dzieci dzisiejszych maturzystów mogły jeszcze mieszkać w mieście, gdzie istnieje rzeka. 

 

Źródło Białej znajduje się w okolicy Protas, jednak regularne koryto można zauważyć dopiero przy stawach Dojlidzkich.

 

źródła: SGGW, Kurier Poranny

foto: Henryk Borawski / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Te budynki kryją niesamowitą historię. Kino, katownia UB i inne

Te budynki kryją niesamowitą historię. Kino, katownia UB i inne

W jednym budynku mieściła się masarnia, w innym urzędowało UB, a w jeszcze innym zachwycano się filmami w kinie Chrobry. Dziś po nich pozostały tylko pustostany.

 

Kamienica przy ul. Drohiczyńskiej powstała 1927 roku. Przed II wojną światową należała do rodziny Peretko. Znajdowały się w niej nie tylko mieszkania, ale także biura. Po wojnie budynek przeznaczono pod działalność Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim. Budynek był świadkiem niejednego katowania, mordowania, torturowania i grzebania więźniów. W 1956 skończył się w Polsce okres stalinizmu, a kamienicę oddano prawowitym właścicielom. Do lat 90-tych. XX wieku mieszkali tam ludzie. Teraz budynek stoi pusty i niszczeje.

 

Kamienica Peretków przy ul. Drohiczyńskiej fot. Adam Nowaczuk

 

Kino Chrobry to dosyć znane miejsce siemiatyczanom. Przed wojną budynek należał do żydowskiej rodziny, później podczas okupacji służył wojskowym jako magazyn. W latach 50 tych na miejscu wyremontowano budynek i utworzono w nim kino. Najpierw „Sojusz”, a później zmieniono na „Chrobry”. I taka nazwa utrwaliła się u mieszkańców do dziś. Ostatni film można było obejrzeć w „Chrobrym” pod koniec 2000 roku. Kino przegrało oczywiście z rewolucją cyfrową i wielkimi multipleksami w dużych miastach. Kogo było stać jeździł do Białegostoku na premiery, kogo nie – czekał trochę i ściągał z internetu. Chętnych na film w „Chrobrym” było coraz mniej, aż przestało to być rentowne.

 

Kino Chrobry fot. Adam Nowaczuk

 

 

Być może kiedyś budynek jeszcze posłuży jakiejś inicjatywie. W Białymstoku były 4 małe kina. W Syrenie obecnie znajduje się kawiarnia, w kinie Pokój mamy Chińskie Centrum Handlowe, Kino Ton stoi puste i okazjonalnie otwierane jest na wykłady różnych osób. Kino Forum należące do Białostockiego Ośrodka Kultury nie zamknęło się. Kupiło nowoczesny projektor i wyświetla filmy niszowe. Miejmy nadzieję, że do „Chrobrego” w jakiejś postaci będzie można się jeszcze kiedyś wybrać. Czy to na kawę, do sklepu albo do restauracji? Podobnie w pozostałych budynkach. To źle się dzieje, gdy jakiś stoi opustoszały. Zaniedbane szybko niszczeją, a później są wyburzane.

 

Drewniany, komunalny budynek przy ul. Krótkiej.  fot. Adam Nowaczuk

 

Bardzo dziękujemy za nadesłanie zdjęć i inspirację tematem Czytelnikowi, Panu Adamowi Nowaczukowi. 

Partnerzy portalu:

Nowy patron ulicy wywołuje wielkie kontrowersje

Nowy patron ulicy wywołuje wielkie kontrowersje

Na osiedlu Skorupy nowa ulica została przez radnych nazwana imieniem Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Jest to postać bardzo kontrowersyjne oceniania przez historyków. Gdy tylko pojawiła się tablica z nazwą ulicy – w pobliżu, na płocie z płyt OSB na prywatnej posesji znalazł się napis „Ulica Mordercy!!!”, a także „Miejsce zbrodniarzy jest na śmietniku historii Łupaszko to ludobójca”. Dodatkowo naklejono na samą tablicę z nazwą doklejono kartkę z napisem „ZBRODNIARZ”. To bardzo czytelny sygnał, że nie każdemu pasuje patron nowej ulicy. Jeszcze nigdy w historii miasta, żaden patron nie wzbudzał takich emocji.

 

Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszko” należał do „Żołnierzy Wyklętych”. Już w PRL historycy pisali o nim jako „krwawy herszt wileńskich bandytów” i „imperjalistyczny szpieg anglosaski”. Propaganda PRL przedstawiała go jako tego, który organizował „napady terrorystyczno-rabunkowe. Nie tylko o Łupaszcze w PRL mieli takie zdanie, lecz o wszystkich „Żołnierzach Wyklętych”. Łupaszko ostatecznie osadzony przez komunistów w więzieniu na ul. Rakowieckiej w Warszawie. Tam przez 2,5 roku był torturowany. Ostatecnie w procesie został „osiemnastokrotnie” skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 roku.

 

Może się wydawać, że powyższe napisy i naklejki umieścili osoby, które nadal wierzą w propagandę PRL. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że wiele osób zarzuca Łupaszcze, że z jego inspiracji, żołnierze którymi dowodził dokonali zbrodni na polskiej, białoruskiej i żydowskiej ludności cywilnej na Wileńszczyźnie, a także za zbrodnie cywilne np. w podlaskiej Narewce, gdzie jak pisano – „zastrzelił Białorusinów chcących żyć raczej w państwie białoruskim niż polskim”.

 

Niewątpliwie sprawa Łupaszki dotyka najbardziej mniejszości narodowych. Dlatego do dziś wywołuje wiele kontrowersji nadanie jego imieniem jednej z ulic w Białymstoku. Mamy tutaj więc próbę czynienia bohatera, z osoby która była „Żołnierzem wyklętym”, znienawidzonej przez władze PRL, a jednocześnie, któremu zarzuca się zbrodnie wojenne.

Partnerzy portalu:

Pałac Branickich to chluba Białegostoku. Ogrodzenie się sypie, lecz nie wiadomo kiedy remont

Pałac Branickich to chluba Białegostoku. Ogrodzenie się sypie, lecz nie wiadomo kiedy remont

Na murach Pałacu Branickich w Białymstoku sypie się ogrodzenie. Trzeba przeprowadzić jego remont. Póki co pojawiły się siatki ochronne, lecz tylko tyle. Nie wiadomo kiedy obiekt zostanie wyremontowany. Przede wszystkim Wersal Podlaski to najważniejszy zabytek w mieście, a ewentualne remonty muszą być uzgadniane z wojewódzkim konserwatorem zabytków. Jak na razie ten nie wydał opinii w tej sprawie, lecz nawet jak to zrobi to wciąż data remontu nie będzie jasna.

 

Tegoroczny budżet przewidział 100 tys. zł na przygotowanie dokumentacji technicznej potrzebnej do remontu. Jej opracowanie zajmie jakiś czas. Dlatego zamiast ładnego, odnowionego muru będziemy przez najbliższy czas oglądać szpetne siatki ochronne. Miejmy tylko nadzieję, że w przyszłym roku – gdy w Białymstoku pojawią się wiosną pierwsze grupy wycieczkowe, to będą mogły oglądać Pałac Branickich w Białymstoku w pełnej okazałości.

 

Warto dodać, że Wersal Podlaski w 1944 roku, gdy z Białegostoku wycofywali się Niemcy, został zniszczony. Zaś ich dzieła dokończyła jeszcze Armia Czerwona.  Po wojnie pozostało tylko 30 procent tego co mamy dziś. Do lat 60-tych ubiegłego wieku znaczną część odbudowano w pośpiechu, jednak dopiero w 1990 roku odbudowano Pawilon Toskański oraz kaplicę pałacową z kopułą. W 2006 roku na bramie pałacowej pojawił się herb Branickich –  Gryf. Ostatni raz tam był w 1806 roku. W 2011 roku zrekonstruowano Pawilon pod Orłem (gdzie przebywały ptaki). 

 

Rekonstrukcja dawnego Pałacu Branickich ciągle trwa, ale niestety kosztuje gigantyczne pieniądze, dlatego rozłożone jest w czasie.

Partnerzy portalu:

Zwiedzaj Białystok jeżdżąc zabytkowymi autobusami

Zwiedzaj Białystok jeżdżąc zabytkowymi autobusami

Do jesieni jeżdżąc po Białymstoku będzie można zwiedzać miasto. Znany z poprzednich lat „Ogórek” oraz trochę nowszy „Jelcz” zawiozą nas w różne miejsca. Ogórek będzie nas wozić po Białymstoku szlakiem białostockich koszar, białostockich cmentarzy oraz szlakiem bitwy o Białystok. Natomiast jelczem zwiedzić będziemy mogli Białystok wielokulturowy, Białystok przemysłowy i Białystok niepodległościowy.

 

Odjazdy ogórka odbywać się będą o godz. 11 i 12 – 20 i 27 maja, a także 11 czerwca, 11 lipca i 11 sierpnia o godz. 11 i 17.

 

Zaś do września w soboty i niedziele o godz. 13, 14 i 15 pojedziemy jelczem. 

 

Godz. 13 – Białystok Wielokulturowy
Godz. 14 – Białystok przemysłowy
Godz. 15 – Białystok niepodległościowy

 

Odjazdy są z parkingu na boku Pałacu Branickich (od strony Kilińskiego). Przejazdy są bezpłatne.

 

Partnerzy portalu:

Tutaj ostatnie chwile spędził król. Czy warto odwiedzić Knyszyn?

Tutaj ostatnie chwile spędził król. Czy warto odwiedzić Knyszyn?

Knyszyn dzisiaj to jedno z wielu podlaskich miasteczek, w których czas płynie spokojnie. Dawniej jednak mieścił się tutaj Zamek, w którym od czasu do czasu rezydował Król Zygmunt August. Czy dzisiaj warto jeszcze odwiedzić Knyszyn? 

 

Gdy zajedziemy do Knyszyna i się rozejrzymy, to w życiu byśmy nie powiedzieli, że to jedno z najstarszych miast w województwie podlaskim. Wszystko dlatego, że podczas II wojny światowej w 80 proc. zostało zniszczone. Dzisiejszy Knyszyn to gmina miejsko-wiejska. Tutaj umarł w 1572 roku Król Zygmunt August, a Jan Matejko uwiecznił to na obrazie.

 

 

Dziś jednak warto pojechać do Knyszyna, by zobaczyć kilka ciekawych zabytków. Układ miasta jest jeszcze XVI wieku. Kościół z 1520 roku (rozbudowany w 1902 roku), a także inne budynki z XVII i XIX wieku. Jest także cmentarz żydowski z XVIII wieku. Także, gdy dotrzemy do miasta, możemy tam parę ciekawostek znaleźć dla siebie. Idealnie na wypad rowerem, pociągiem (stacja Knyszyn-Zamek) czy samochodem choćby w najbliższy weekend. Po zwiedzaniu warto zajść do lodziarni, która stoi tuż przy ratuszu.

 

fot. Henryk Borawski

Partnerzy portalu:

Wielki Gościniec Litewski – nowy szlak turystyczny wiedzie przez Podlasie

Wielki Gościniec Litewski – nowy szlak turystyczny wiedzie przez Podlasie

Wielki Gościniec Litewski – to nowy szlak turystyczny, który prowadzi z Warszawy przez historyczne Podlasie i Białoruś aż do Wilna. Czyli tereny, które należały do Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Szlak ten istniał od XI wieku, lecz największą rolę odgrywał w XV wieku, gdy Polska i Litwa miały unormowane stosunki w postaci unii obu państw. Wtedy na trasie tej przewożono towary na handel, podróżowali posłowie, a także przewożono pocztę.

 

Szlak zaczynał się na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie znajdowała się poczta. Następnie wiódł przez Liw, gdzie była granica pomiędzy Mazowszem a Wielkim Księstwem Litewskim. Kolejny punkt to Sokołów Podlaski, gdzie swoje majątki mieli Kiszkowie i Radziwiłłowie. W XVIII wieku powstały kolejne stacje, gdy funkcjonowała już regularna poczta królewska. Wówczas na znaczeniu zyskały stacje w Grannem na Bugu, Bielsku Podlaskim i Białymstoku, w którym zachwycano się Wersalem Podlaskim – rządzonym przez Jana Klemensa Branickiego.

 

Kolejne przystanki wiodły przez Wasilków z odnogą do Supraśla, Czarną Białostocką, Sokółkę i Kuźnicę. Później Grodno, Druskienniki, Troki i Wilno. Wielkie Gościniec Litewski stracił na znaczeniu, gdy pojawiła się na tej samej trasie kolej. Dziś szlak turystyczny ma się odrodzić. Ministerstwo Sportu i Turystyki chce go oznaczyć specjalnymi tabliczkami. Po drodze powinniśmy napotkać zabytki, które zachowały się, a pełniły rolę w obsłudze traktu.

Partnerzy portalu:

U Pana Boga za piecem po 20 latach. Te miejsce wciąż jest magiczne [ZDJĘCIA]

U Pana Boga za piecem po 20 latach. Te miejsce wciąż jest magiczne [ZDJĘCIA]

20 lat temu na ekranach kin mogliśmy oglądać „U Pana Boga za piecem” w reżyserii Jacka Bromskiego. Film ten dziś już jest kultowy, tak jak i jego niektóre sceny. Sama historia filmowa też urzeka. Jednak, to za co kochamy pierwszą część trylogii, to za ukazaną magię Podlasia, która bije już od pierwszej sceny, gdy to ksiądz jedzie na rowerze po polu otoczonym unikalnymi, drewnianymi płotami. Dwie dekady później postanowiliśmy pojechać do Wierzchlesia, by znów zobaczyć kultowe miejsce. Musimy przyznać, że zostaliśmy oczarowani magią płotów. Gdybyśmy mieli rower, sami byśmy się przejechali tamtą drogą, by poczuć się jak w filmie.

 

Sami zobaczcie jak dzisiaj wygląda miejsce z pierwszej sceny filmu „U Pana Boga za piecem”

 

 

A tą drogą pod górę wjeżdżał Krzysztof Dzierma odgrywający rolę księdza. Niestety po prawej stronie został już tylko fragment płotu…

 

Partnerzy portalu:

Las Pietrasze. Skrywa wiele tajemnic, rozgrywało się tu wiele historii

Las Pietrasze. Skrywa wiele tajemnic, rozgrywało się tu wiele historii

Las Pietrasze kryje bardzo wiele tajemnic. Na jego terenach w historii rozgrywało się bardzo wiele wydarzeń. Fruwały sterowce, miały miejsce zbiorowe egzekucje, znajdowała się tam stara wojskowa strzelnica, a przechadzając się ścieżkami natrafimy na doły, rowy, nasypy czy wykopy. Przez Pietrasze prowadzi także pieszy szlak turystyczny. W lesie znajduje się także najwyższy punkt w mieście – tak zwana „górka miłości”. Kiedyś znajdowała się także inna górka, z której mogliśmy podziwiać z oddali Wasilków. Ta została jednak rozkopana, gdyż trwa tam zabudowa mieszkaniowa.

 

W 1898 odbywały się tam manewry wojskowe, mieszkańcy Getta Białostockiego uciekali do tego lasu, ale też ginęli tam, zaś w czasach komunizmu UB-ecy wywozili tam ofiary represji, gdzie mordowano je bez wyroków. Dziś można natrafić po tych wydarzeniach miejsca pamięci. Bardzo ciekawie jednak wyglada Las Pietrasze po prześwietleniu lidarem (narzędzie
podobne do georadaru).

 

Zaznaczone elementy znajdują się pod ziemią. Oznacza to, że w tych miejscach tereny są nienaturalnie odkształcone. Co robili ludzie, gdy Las Pietrasze był jeszcze bardzo młody i słabo zarośnięty? Mogą to być dawne miejsca walk lub miejsca, gdzie masowo chowano ludzi. Mogą być tam też ślady dawnych osad? Żeby to wyjaśnić potrzebne byłoby rozkopanie tych miejsc i stworzenie stanowisk archeologicznych. Miejmy nadzieję, że kiedyś tak się stanie. Zaś teraz pozostają nam tylko domysły.

 

fot. Geoportal

Partnerzy portalu:

Nie ma już ciuchci przy dworcu. Teraz będzie atrakcją gdzie indziej

Nie ma już ciuchci przy dworcu. Teraz będzie atrakcją gdzie indziej

Przez wiele lat stała na Słonecznym Stoku, potem odrestaurowana trafiła na białostocki dworzec PKP. Dobudowany do niej wagonik zaś służył za bar z fast-foodem. Teraz to już przeszłość – po lokomotywie nie został już ślad. Ciuchcia, która w Białymstoku stała od lat ma już 100 lat! Teraz kolej trafiła pod Ełk do miejscowości Prostki. Tam prywatny przedsiębiorca razem z władzami gmin porozumiał się i dzięki temu ciuchcia będzie służyć jako atrakcja. Będzie można ją obserwować jadąc choćby pociągiem do Ełku.

 

Po ciuchci na dworcu PKP w Białymstoku pozostało już tylko puste miejsce i wspomnienie. Przypomnijmy, że dworzec, a także jego otoczenie za jakiś czas zostanie kompletnie odrestaurowane. Wtedy ciuchcia by już nie pasowała – do pozostałej części. Dlatego jej czas był tak i tak policzony. Trzymajmy kciuki za to, by w Prostkach przetrwała kolejne 100 lat!

 

fot. Henryk Borawski / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Piękny pomnik na Plantach. To Danuta Siedzikówna p.s „Inka”

Piękny pomnik na Plantach. To Danuta Siedzikówna p.s „Inka”

fot. Anna Tertel / Wikipedia

 

Na białostockich Plantach odsłonięty został wczoraj pomnik Danuty Siedzikówny ps. „Inka”. Z okazji dnia Żołnierzy Wyklętych, który obchodzimy 1 marca. Pomnik został zbudowany na podstawie projektu Karola Badyny. Sama koncepcja powstała oddolnie z Budżetu Obywatelskiego. Choć pomniki – szczególnie przedstawiający ludzi nie zawsze wyglądają atrakcyjnie – to w tym przypadku można niewątpliwie mówić o arcydziele. „Inka stoi na tle ściany”. Zarówno postać jak i ściana jest pełna dziur – zapewne po kulach.

 

Danuta Siedzikówna ps. „Inka” była sanitariuszką 5. Wileńskiej Brygady AK, odtworzonej na Białostocczyźnie. W czerwcu 1945 r. została aresztowana przez NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Na szczęście podczas konwoju uwolnił ją patrol Armii Krajowej. Ponownie została aresztowana dopiero w 1946 roku. Najpierw przeprowadzono śledztwo, a następnie skazano na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 roku.

 

 

 

Partnerzy portalu:

Bardzo cenne znalezisko! Opisuje tragiczne chwile Białegostoku

Bardzo cenne znalezisko! Opisuje tragiczne chwile Białegostoku

Znaleziono pamiętnik z getta w Białymstoku, które utworzyli niemieccy naziści okupujący Polskę podczas II Wojny Światowej. To bardzo cenne odkrycie. Swoje myśli na bieżąco spisywał 18-letni Żyd Dawid Szpiro. Getto istniało 26 lipca 1941 roku. Mieszkało w nim ponad 40 tys. Żydów z Białegostoku oraz okolic. Główna brama do wydzielonej dzielnicy żydowskiej znajdowała się przy ul. Kupieckiej w pobliżu skrzyżowania z ul. Lipowej (dzisiaj Kupiecka to ul. Malmeda). Do Getta można było wjechać także przy Jurowieckiej 4, a także przy skrzyżowaniu Fabrycznej i placu Wyzwolenia (okolice Komendy Wojewódzkiej Policji).

 

Tydzień po utworzeniu getta weszło w życie rozporządzenie, które zakazywało Żydom opuszczać getto pod groźbą śmierci. Ponadto każdy z nich musiał nosić białe opaski z gwiazdą Dawida, a także żółte gwiazdy na lewej stronie klatki piersiowej, a także gwiazdę na plecach. Racjonowano także żywność. Żydzi nie mogli kupować jedzenia w poza gettem, zaś osoby pracujące otrzymywały 0,5 kg chleba dziennie. Później 0,3 kg. W getcie zaczął szybko panować głód, bo wkrótce zakazano także handlu.

 

Żywność, nielegalnie dostarczali Żydom, ryzykując życie Polacy. Przyłapanym groziła wywózka do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Życie codzienne w getcie opisywał Dawid Szpiro. Jest to jeden z bardzo niewielu dokumentów z tamtego okresu. 18-latek pisał między innymi o tym, że uciekł z Supraśla do Białegostoku, tam zamieszkał w getcie i pracował w policji. Dawid Szpiro opisywał okupację sowiecką, ale też niemiecką. Z pamiętnika można się dowiedzieć, że Białystok był mocno zniszczony, lecz ludzie starają się żyć normalnie – kochają, żenią się, rodzą dzieci. 18-latek opisywał także swoją pracę.

 

Pamiętnik kończy się w lipcu 1943 roku. Autor najprawdopodobniej wojny nie przeżył. Niemcy 5 lutego 1943 roku zaczęli wyłapywać wytypowane osoby do wywózki do obozu zagłady w Treblince, która jest oddalona od Białegostoku około 90 km. Historycy przyjmują, że w ciągu 8 dni Niemcy wywieźli z getta ok. 12 tys. osób, zaś 2 tys. zamordowali.

 

Partnerzy portalu:

Mural został naprawiony. Ślad po idiocie zniknął

Mural został naprawiony. Ślad po idiocie zniknął

Mural „utkany wielokulturowością” znajdujący się przy Al. Piłsudskiego został najpierw zniszczony przez idiotę, ale dobrzy ludzie nie pozostali bierni, dzieło znów jest odmalowane. Wszystko dlatego, że jakiś idiota nie mógł znieść widoku menory i namazał na niej swastykę. Po całej sprawie fragment muralu został zakryty. Następnie miejscy aktywiści, organizacje pozarządowe, a nawet prezydent Białegostoku razem spotkali się przy muralu, by go odmalować. Oczywiście zajął się tym autor muralu, lecz każdy mógł zostawić odbicie swojej ręki.

 

W ostatnim czasie TVN24 zrobił o Białymstoku reportaż, lub nazywając to wprost – paszkwil. Sugerując ustami wątpliwych autorytetów, że białostoczanie to neofaszyści i antysemici od urodzenia. Choć chyba wszyscy mieszkający tutaj zdają sobie sprawę, że jest to bzdura i potwarz, to niestety takie działania idiotów jak z pomazaniem muralu dają argumenty stacji TVN24 do produkowania takich paszkwili.

 

Warto przypomnieć, że Białystok jest jednym z najbezpieczniejszych miast w Polsce! Dlatego tym bardziej smuci fakt, że pojedyncze osoby raz na jakiś czas rujnują dobry wizerunek miasta. Nawet jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia do Żydów, to krytyka poprzez malowanie swastyk jest czymś tak idiotycznym, że trudno to komentować. Dlatego też możemy tylko zaapelować. Jeżeli będziecie widzieli, że po raz kolejny ktoś maże po ścianach, to nie odwracajcie wzroku, tylko reagujcie. Bo takim zachowaniem malujący pluje bezpośrednio na Białystok i białostoczan. Nie udawajcie wtedy, że to deszcz pada.

Partnerzy portalu:

Stare budynki w Białymstoku. Sukienna będzie wyremontowana, a reszta?

Stare budynki w Białymstoku. Sukienna będzie wyremontowana, a reszta?

Miasto postanowiło wyremontować kamienicę przy ul. Sukiennej. Obecnie przypomina ruderę, zyska blask, a następnie zostanie przekazana placówce opiekuńczo wychowawczej. To dobra decyzja, bo to co się dzieje z dawnymi budynkami w Białymstoku to zbrodnia na dziedzictwie miasta. Warto sobie zadać pytanie co z pozostałymi budynkami. Wiele z nich należy do prywatnych właścicieli, nie można ich nakłonić do remontów, ale można przygotować program, który będzie zachęcający do uczynienia tego. Skoro można oddawać ziemię pod kościoły z 90 procentową bonifikatą, to dlaczego by nie  wygospodarować podobnych kwot dofinansowujących remonty budynków. 

 

Od razu pada pytanie o celowość takiego działania. Bowiem znane jest stanowisko prezydenta, że nie każda drewniana chata to zabytek, ale czy oznacza to, że mamy pozbywać się dziedzictwa miasta tylko dlatego, że wygląda szpetnie? Zniszczyć jest łatwo, odbudować czy wyremontować trudniej. Jednak jeżeli w Białymstoku nie będziemy dbali o własną historię, to wkrótce będziemy przypominać Litwę, która nie ma własnego dziedzictwa narodowego, przez co możemy zwiedzić tam na przykład muzeum KGB, muzeum pieniędzy czy muzeum iluzji. 

 

Poniżej galeria budynków w mieście, które zasługują na to, by znów odzyskały swój blask. 

 

Partnerzy portalu:

Żydowska menora zamalowana swastyką

Żydowska menora zamalowana swastyką

2 lata temu przy Al. Piłsudskiego powstawał mural symbolizujący włókiennicze tradycje miasta. Na malunku były umieszczone także symbole pamięci po dawnych mieszkańcach Białegostoku – Żydach, Rosjanach oraz Niemcach. W ostatnim czasie ktoś zamalował żydowską menorę, a w jej miejsce umieścił swastykę. Co ciekawe, mural powstawał tego samego dnia, w którym ulicami przechodził bardzo głośny i kontrowersyjny marsz narodowców – „Stop uchodźcom”. To właśnie osoby sympatyzujące z tym ugrupowaniem są w pierwszej kolejności podejrzewani o zamalowanie menory. Jednak warto mieć na uwadze, że nie raz dochodziło do prowokacji, za którymi stały środowiska lewicowe (Antifa). Ludzie powiązani z tą grupą nie raz dokonywali podobnych czynów, by zrzucić winę na narodowców właśnie. 

 

Nie wiadomo też czy swastyka nie powstała z inspiracji kogoś, kto nie zgadzał się z przekazem muralu. Bowiem jak już wspomnieliśmy – dawny Białystok był multikultorowy, zaś dawni mieszkańcy to także Niemcy. Nie sposób jednak nie pamiętać, że w 1941 roku zorganizowali w Białymstoku holocaust. Synagoga stojąca przy ul. Suraskiej została przez nich zamieniona w krematorium na raz spalono około 1000 Żydów. Swastyka domalowana mogłaby więc stanowić pewne „dopowiedzenie”. Jednak należy pamiętać, że ingerencja w dzieło artysty jest niedopuszczalna. Z takim przypadkiem jednak mieliśmy już do czynienia w Białymstoku. Przy placu NZS w Białymstoku (plac Uniwersytecki) do wielkiego pomnika doczepiono nielegalnie napisy „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Stał za tym klub Więzionych i Represjonowanych. Napisy zostały do dzisiaj. Nie ulega jednak wątpliwości, że malowanie swastyk nie jest dobrym pomysłem. Znak ten budzi jednoznaczne, negatywne skojarzenia i nie powinien być publicznie prezentowany w jakiejkolwiek formie.

Partnerzy portalu:

Strajk w Białymstoku. Komunikacja sparaliżowana na kilka miesięcy!

Strajk w Białymstoku. Komunikacja sparaliżowana na kilka miesięcy!

W 1991 roku w Białymstok wybuchł strajk w MPK, który sparaliżował komunikację miejską w mieście na kilka miesięcy! Protestujący między innymi okupowali zajezdnię. W tamte dni jeden z białostoczan nagrał film, który dzisiaj po latach możemy obejrzeć, by przypomnieć sobie tamte wyjątkowo gorące lato. Temperatura była tak samo wysoka zarówno na ulicach, jak i w zajezdni przy Składowej, gdzie protestowali kierowcy. 

 

Dzisiaj taki strajk jest już raczej niemożliwy. Miasto wzbogacone doświadczeniem z tamtych lat – kontroluje aż trzy spółki miejskie, które odpowiadają za transport pasażerów po mieście. 

Partnerzy portalu:

Stan Wojenny także w Białymstoku. Tak wyglądał 13 grudnia 1981r.

Stan Wojenny także w Białymstoku. Tak wyglądał 13 grudnia 1981r.

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku Rada Państwa wprowadziła stan wojenny na obszarze całego kraju. Dziś obchodzimy 36. rocznicę tego wydarzenia. Dlatego też przypomnijmy jak przebiegał pierwszy dzień w Białymstoku.

W nocy Komendzie Wojewódzkiej Milicji przy ul. Sienkiewicza ogłoszono akcję pod kryptonimem „Jodła”. Pracownicy SB oraz milicjanci zebrali się przed północą. Następnie dowództwo podzieliło ich na grupy dwu, trzy i czteroosobowe. W każdej z nich znajdował się przynajmniej jeden milicjant. Wszystkie grupy otrzymały koperty oraz sprzęt do wyważania drzwi. Następnie mundurowi z SB-kami schodzili do samochodów, zapoznawali się z zawartością koperty i ruszali w miasto, by rozpocząć internowania.

Początkowo zatrzymano 40 działaczy „Solidarności” związanych z dużymi zakładami produkcyjnymi – Uchwyty, Unitra-Biazet czy Fasty. Zatrzymani zostali przewiezieni do Aresztu Śledczego przy ul. Kopernika, gdzie byli umieszczeni w 4 osobowych celach. Władze zawiesiły też działanie „Klubu Inteligencji Katolickiej” oraz „Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego”. Zakazano też organizacji strajków. Przestały wychodzić gazety. Można było przeczytać tylko Trybunę Ludu, Gazetę Współczesną oraz Żołnierza Wolności. Nie było można też się wychodzić w miejsca publiczne między 22 a 6 rano. W pozostałych godzinach każdy musiał mieć przy sobie dowód osobisty lub legitymację szkolną. Także nie działały telefony. Nie bardzo można było też obejrzeć coś w telewizji. Przez cały dzień nadawany był tylko Dziennik Telewizyjny – 3-krotnie. Pomiędzy emisjami była przerwa.

Partnerzy portalu:

Przedwojenny Białystok i tajemnicza historia kobiety w kryminalnym filmie fabularnym

Przedwojenny Białystok i tajemnicza historia kobiety w kryminalnym filmie fabularnym

Można będzie znów poczuć klimat przedwojennego Białegostoku. Już w przyszłym roku będzie można obejrzeć „Czarną damę” – film, który powstał w ramach budżetów województwa i miasta.

 

Krzysztof Szubzda stworzył scenariusz oraz wyreżyserował film. Będzie to kryminalna historia tajemniczej kobiety, która uciekając przed trudną przeszłością wraca do Białegostoku. Tutaj musi poradzić sobie z nowymi zagrożeniami. W tle mieszać się będą wątki podlaskiej sekty oraz mafijnych interesów żydowskiego półświatka z Chanajek. Pomysł na „Czarną Damę” pojawił się kilka lat temu. Zaczęło się od działającego przed wojną detektywa Pierso. Ten zafascynował autora. Następnie w scenariuszu pojawiły się inne motywy z historii Podlasia. Cały film będzie utrzymany w duchu dawnej wielokulturowości.

 

Można tylko ubolewać, że film nie będzie pełnometrażowy, bo zapowiada się ciekawie. W rolach głównych zobaczymy białostockich aktorów.

Partnerzy portalu:

Tu nie będzie już archiwum. Co dalej z budynkiem w centrum Białegostoku?

Tu nie będzie już archiwum. Co dalej z budynkiem w centrum Białegostoku?

Przy ul. Mickiewicza tuż obok gmachu sądu powstała właśnie nowa siedziba Archiwum Państwowego w Białymstoku. Placówka po prawie 60 latach przeprowadza się z ciasnoty do wielkiego budynku, który zapewni normalne funkcjonowanie placówce na długie lata. Obecnie akta mają 4 kilometry długości i są poupychane po różnych wynajętych magazynach. Nowy budynek pomieści 11 km i będzie można go rozbudować.

 

Powstaje od razu pytanie co dalej z budynkiem na zdjęciu. Stoi w samym centrum miasta, tuż obok katedry. Budynek należy do miasta, więc powstaje pytanie czy magistrat wynajmie go czy będzie chciał zagospodarować samodzielnie. Sprzedaż raczej nie wchodzi w grę. Zastanówmy się co mogłoby tam powstać.

 

Najgorsze co można zrobić, to utworzyć tam kolejne muzeum, galerię sztuki czy centrum kultury. Wydaje się, że wszystkich tego typu placówek mamy w mieście przesyt. Ponadto nie oszukujmy się, urzędnicy którzy fantazjują o koncepcjach zagospodarowania różnych miejsc zwykle sami wpadają na „genialne” pomysły, a o potwierdzenie ich „wyjątkowości” proszą swoich pracowników, którzy nierzadko są jak pracownicy klubu Tęcza w „Misiu”. W odpowiedzi na pomysły szefa odpowiadają – łubu dubu…

 

Przede wszystkim budynek powinien zostać wynajęty osobie prywatnej. Zwykle przedsiębiorcy mają więcej pomysłów od urzędników. Po drugie, o tym jaki charakter ma przybrać budynek po wyprowadzce Archiwum Państwowego powinni zadecydować mieszkańcy. Czy ma się tam znajdować pub, restauracja, Biedronka, dyskoteka, bank, sklep monopolowy, fryzjer czy jeszcze wiele wiele innych. Wszystko byle nie kolejna miejska instytucja do spędzania czasu przez towarzystwo wzajemnej adoracji, na którą będziemy łożyć pieniądze wszyscy.

 

Pierwotny budynek powstał w 1807 roku, obecny to replika odbudowana po wojnie. Początkowo służył jako magazyn sprzętu strażackiego. W międzywojniu był tam sklep oraz kawiarnia. W 1941  niemieccy okupanci otworzyli w budynku „Deutsches Hauskaffe” czyli kawiarnię. W 1944 budynek został zniszczony, a odbudowany w 1956 roku. 4 lata później wprowadziło się tam Archiwum Państwowe. 

 

A jakie są Wasze pomysły na zagospodarowanie tego budynku?

 

fot.  Sunridin / Wikipedia

Partnerzy portalu:

Niepodległa Polska przyszła do Białegostoku znacznie później

Niepodległa Polska przyszła do Białegostoku znacznie później

11 listopada to oficjalna data odzyskania niepodległości przez Polskę. Warto jednak pamiętać, że w Podlaskiem można ją świętować jedynie symbolicznie, gdyż 11 listopada 1918 roku Białystok, Łomża czy Suwałki, Bielsk, Szczuczyn, Zambrów wciąż były częścią innego kraju. Wszystko dlatego, że Polska była krajem rozebranym przez 3 państwa. Stworzenie go nie było zbyt proste. Jak wiemy tereny naszego kraju należały do Prus (Niemiec), Rosji, a także Austro-Węgier.

 

Wyżej wymienione miasteczka od 1795 roku należały do Prus. W nocy z 11 na 12 listopada Centralny Komitet Narodowy na Obwód Ziemi Białostockiej podpisał umowę z Niemiecką Radą Żołnierską. Wojska pruskie miały wycofać się z miasta, jednak po kilku dniach zamiast tego przejęli władze w mieście. W interesie Niemiec było bezpieczne wycofanie się. Były 2 możliwe drogi powrotu. Przez Białystok, Grajewo do Prus Wschodnich (dzisiejsze Mazury) bądź przez Warszawę do Berlina. Józef Piłsudski wybrał, że to zbyt duże zagrożenie, by wojska niemieckie transportowane były przez centralną Polskę, zatem Białystok pozostał w rękach Niemiec.

 

Do kolejnego porozumienia doszło 5 lutego 1919 roku. W Rosji trwała wojna domowa, a polskie władze obawiały się, że wojska sowieckie będą zajmować kolejne miasta na zachodzie. Dlatego też porozumienie z Niemcami zakładało, że tam gdzie ich wojska wycofają się, natychmiast wkroczą polskie wojska. Tak też się stało. 19 lutego wieczorem do Białegostoku wkroczyły polskie wojska. Uroczyste przywitanie żołnierzy odbyło się jednak 22 lutego. Wtedy też na ulicach miasta odbyła się defilada wojskowa, na którą przyszli mieszkańcy witając wolność i niepodległość.

 

Partnerzy portalu:

Cud w Sokółce przyciąga turystów z całej Polski

Cud w Sokółce przyciąga turystów z całej Polski

Cud w Sokółce przyciąga turystów z całej Polski!
Nie żubry, nie kanał augustowski, nie Wigry, lecz Sokółka, to bez wątpienie miasteczko, które przyciągnęło do siebie wielki tłumy z całej Polski za sprawą cudu, jaki miał miejsce w 2008 roku. Od tamtego dnia nic w Sokółce już nie było takie same. Mała miejscowość, niejako w cieniu Białegostoku, leżąca tuż przy samej granicy z Białorusią żyła swoim spokojnym życiem. Wiele osób pracowało tam lub dojeżdżało do Białegostoku i innych miejscowości. Przez miejscowość przebiega tranzyt międzynarodowy, co też wpływa na rozwój miasteczka.

Cud w Sokółce w kościele św. Antoniego

12 października 2008 roku w kościele św. Antoniego w Sokółce (znanego z filmu U Pana Boga za Piecem) odbywała się niedzielna msza święta. Podczas udzielania komunii świętej przez księdza Jacka Ignielewicza kobieta wskazała, że na ziemi leży jedna z hostii. Zgodnie z procedurą kościelną – taką hostię należy włożyć do naczynia liturgicznego wypełnionego wodą, gdzie ta ma się rozpuścić. Tak się jednak nie stało. Po tygodniu duchowni zajrzeli do naczynia liturgicznego, gdzie znajdowała się hostia, jednak naczynie było wypełnione czerwoną substancją. Wyjęto hostię, na której pozostał czerwony ślad.
O całym zdarzeniu poinformowano kurię, która zdecydowała o przeprowadzeniu badań patomorfologicznych. Między czasie wieść o cudzie w Sokółce zaczęła się rozchodzić w coraz szerszych kręgach, aż dotarła do mediów. Sprawą żyła cała Sokółka, później całe Podlaskie, a następnie już cała Polska. Choć biskupi tonowali nastroje, to zainteresowanie zdarzeniem w kościele św. Antoniego zaczęło przerastać wszystkich, dlatego Do małego miasteczka zaczęły przyjeżdżać coraz większe tłumy licząc na to, że zobaczą cudowną hostię.

– Pan Jezus wywrócił nam tutaj w parafii życie. Na taki obrót spraw nie byliśmy przygotowani – śmieje się ks. Dziubiński – wiele jednak wcześniejszych faktów może wskazywać na przygotowywanie tego miejsca pod przyszłe wydarzenia – dodaje. – czytamy w serwisie idziemy.pl. Wierni nie mieli jednak szans na zobaczenie cudownej hostii. Mogli ją zobaczyć jedynie nieliczni za zgodą metropolity.

Sprawę wyjaśniano…

Sprawę czerwonej plamy wyjaśniano przez rok. Między czasie media ujawniały kolejne komentarze naukowców – potwierdzające cud jak i zaprzeczające jemu. Ostatecznie kuria uznała, że nie doszło do ingerencji człowieka w czasie, gdy hostia moczyła się w wodzie. Watykan cudu nie uznał do dziś, jednak w diecezji podjęto, że będzie to cud eucharystyczny. Na uroczystości wystawienia i przeniesienia hostii z plebanii do kościoła przyjechało 25 tysięcy osób! 2 października 2011 roku Sokółka przeżyła chyba największe oblężenie ludźmi w historii. Wszyscy chcieli zobaczyć jedno – jak w asyście sióstr eucharystek ks. Gniedziejko, krocząc po dywanie ułożonym ze świeżych kwiatów, przeniósł cudowną hostię. Obecnie w Sokółce znajduje się Sanktuarium Cudu Eucharystycznego w Sokółce.

 

https://www.youtube.com/watch?v=aw9Sar5GTXk

Partnerzy portalu:

Tutaj Niemcy stracili setkę żołnierzy i tyle samo pojazdów

Tutaj Niemcy stracili setkę żołnierzy i tyle samo pojazdów

W najbliższą niedzielę (17 września) odbędzie się kolejna – 78. rocznica bitwy pod Olszewem (gmina Brańsk). Uroczystości będą miały miejsce – jak co roku – przy pomniku odsłoniętym 38 lat temu.

 

To właśnie tam, w nocy z 13 na 14 września 1939 roku, doszło do starcia pomiędzy Suwalską Brygada Kawalerii, która szła od strony Hodyszewa a niemieckim oddziałem pancernym. Marsz SBK–u do północy przebiegał bez zakłóceń. Na wschodnich obrzeżach wsi Brygada natknęła się na nieprzyjaciela. Polacy rozpoczęli atak. Początkowo zaskoczeni Niemcy bronili się bez skutku. Dopiero po jakimś czasie przystąpili do walki przy użyciu czołgów i samochodów pancernych. Bitwa trwała kilka godzin. Mimo poświęcenia się, polscy wojskowi nie przewyższyli wroga. W akcie zemsty za poniesione straty zabito mężczyzn. Kobiety i dzieci kazano zostawić. Żołnierze niemieccy spalili wszystkie budynki mieszkalne i zabudowania gospodarskie.

 

Według źródeł Instytutu Pamięci Narodowej pod Olszewem przeciwnik stracił około stu różnego rodzaju pojazdów, tyle samo żołnierzy. Po stronie polskiej poległo ponad 50 żołnierzy i oficerów, a powyżej stu było rannych. Zginęły 53 osoby cywilne oraz 30 jeńców.

 

Pamięć o tym wydarzeniu i ofiarach przetrwała do dziś dzięki mieszkańcom wsi i pobliskich miejscowości, którzy rokrocznie przybywają wraz z gośćmi na kolejne rocznice. A także dzięki Bożenie Pierzchało, miejscowej historyk, opiekunce Izby Pamięci Narodowej w Wyszkach, propagatorce pamięci o bitwie olszewskiej, autorce pracy magisterskiej na temat tej bitwy i pielęgnowaniu tradycji. 

 

Tegoroczne uroczystości rozpoczną się mszą świętą w południe. Następnie zostaną złożone kwiaty pod pomnikiem. W programie również piknik historyczny, przywitanie gości i rekonstrukcja bitwy w wykonaniu Szwadronu Honorowego 3 Pułku Szwoleżerów Mazowieckich im. płk. J. Kozietulskiego. Obchody zakończą się apelem poległych o godzinie 20.00.

 

Rafał Górski

Partnerzy portalu:

Białystok podczas II Wojny Światowej. Pierwsze 2 lata w mieście był spokój

Białystok podczas II Wojny Światowej. Pierwsze 2 lata w mieście był spokój

Dziś 78. rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Można powiedzieć, że Białystok na początku piekło wojny praktycznie ominęło. Na samym Podlasiu toczyły się walki, jednak miastu praktycznie nic się nie stało. Dopiero w 1941 roku gród nad Białą mocno oberwał. 15 września 1939 roku do Białegostoku wkroczyły wojska niemieckie. W mieście zorganizowano co prawda tymczasowe dowództwo obrony miasta, ale wszystko przypominało prowizorkę. Wiadome było, że walka w mieście skończyłaby się dla Białegostoku katastrofą – bo znajdowała się tu głównie drewniana zabudowa, która stanęłaby niemalże natychmiast w ogniu.

 

Dlatego też polskie wojska wycofały się. Zaś Niemcy zajęli miasto. Wojska stacjonowały tutaj przez tydzień. Bowiem 22 września zgodnie z ustaleniami wkroczyli do Białegostoku Sowieci, którzy okupowali miasto przez kolejne lata, a administracyjnie przypisano nas do Zachodniej Białorusi. Rosjanie byli w Białymstoku przez 19 miesięcy. 22 czerwca 1941 został zerwany pakt między Niemcami a ZSRR. Wtedy wojska niemieckie ponownie wkroczyły do Białegostoku i niestety nasze miasto już ucierpiało solidnie.

 

Partnerzy portalu:

300 lat temu koronowano ten cudowny obraz

300 lat temu koronowano ten cudowny obraz

W najbliższą sobotę, 26 sierpnia 2017 r., odbędą się diecezjalne obchody trzysetnej rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej we wsi Topczewo w gminie Wyszki.

 

To właśnie tam, w kościele parafialnym pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika, znajduje się słynąca cudami kopia Obrazu Czarnej Madonny, będąca jedną z osiemnastu najsłynniejszych na świecie. Podczas potopu szwedzkiego pocięta na 76 części i wyrzucona na śmietnisko. Dzięki jasności, która promieniowała ze zniszczonego obrazu, został on znaleziony przez wiernych, odrestaurowany i umieszczony ponownie w ołtarzu.

 

Na uroczystości organizowane są piesze pielgrzymki z Brańska, Łubina Kościelnego, Bielska Podlaskiego i Strabli, a także pielgrzymki autokarowe i indywidualne.

 

O godzinie 10.00 rozpocznie się koncert scholi parafialnej z Topczewa, następnie Koła Żywego Różańca poprowadzą czuwanie modlitewne. Punktem centralnym będzie msza św. pod przewodnictwem biskupa drohiczyńskiego Tadeusza Pikusa. Kazanie wygłosi ks. Zbigniew Rostkowski – wikariusz generalny i kanclerz drohiczyńskiej kurii. Przed Eucharystią ks. dr Zenon Czumaj zaprezentuje historię topczewskiego obrazu. Wszyscy przybyli będą mogli skorzystać z poczęstunku przygotowanego przez parafian.

 

Rafał Górski

Partnerzy portalu:

Dziś rocznica Bitwy białostockiej. Tu rozbito armię bolszewików.

Dziś rocznica Bitwy białostockiej. Tu rozbito armię bolszewików.

Dziś mija 97 rocznica Bitwy białostockiej. Trochę zapomniana, lecz w ostatnim czasie zaczęto o niej przypominać. W ubiegły weekend na ulicach miasta można było zobaczyć jej przebieg – gdyż miała miejsce rekonstrukcja historyczna.

 

Bitwa odbyła się pomiędzy 1 Pułkiem Piechoty Legionów a wycofującymi się spod Warszawy resztkami armii radzieckiej. Jej wynik końcowy był zadawalający dla nas – gdyż siły bolszewików zostały rozbite.

 

W wyniku tej bitwy 209 polskich żołnierzy zostało zabitych i rannych. Zaś w bolszewickim wojsku 600 osób zginęło i zostało rannych, zaś 8200 osób było jeńcami. Dodatkowo bolszewicy stracili 22 działa, 147 ckm-y, 1 samolot a także 3 pociągi wypełnione bronią, innym sprzętem i jedzeniem.

 

Setki żołnierzy radzieckiej armii uciekło do pobliskich lasów, gdzie przez kilka kolejnych dni byli wyłapywani przez Polaków. Wszyscy żołnierze radzieccy zostałi pochowani na cmentarzu razem z żołnierzami niemieckimi – z I wojny światowej. Cmentarz znajduje się przy ul. Świerkowej w Białymstoku.

 

fot. Dawid Gromadzki / Urząd Miejski Białystok

 

Partnerzy portalu: