I Retro Piknik Rodzinny „Zakręceni na Podlasiu”. PKS będzie świętować 80-lecie.

I Retro Piknik Rodzinny „Zakręceni na Podlasiu”. PKS będzie świętować 80-lecie.

Z okazji jubileuszu 80-lecia spółka PKS Nova organizuje Retro Piknik Rodzinny, który odbędzie się 20 września 2025 r. Wydarzenie zostało przygotowane z myślą o miłośnikach motoryzacji, osobach ceniących retro klimat oraz rodzinach, które będą chciały wspólnie spędzić czas i radośnie zakończyć lato. Piknik odbędzie się w Ogrodach Pałacu Branickich.

Piknik to doskonała okazja do sentymentalnej podróży w czasie, w którą zabiorą uczestników: PKS Nova, Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej w Białymstoku, Komunalne Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Białymstoku i Stowarzyszenie Miłośników Starej Motoryzacji „Moto Retro”.

Impreza główna w godzinach 12:00-18:00

Na odwiedzających czeka bogaty program atrakcji, m.in.:

  • wystawa zabytkowych samochodów i autobusów
  • stoisko PKS z kronikami pracowniczymi dokumentującymi historię przedsiębiorstwa,
  • stoiska z regionalnymi smakołykami i rękodziełem,
  • strefa zabaw dla dzieci z dmuchańcami i animacjami oraz strzelnica
  • konkurs wiedzy o PKS z nagrodami
  • wieczorne kino plenerowe w wyjątkowej scenerii ogrodów (film Król Lew) od 18:30
Ostrzeżenie dla Polski i Polaków. Sami zapraszamy wojnę na swój teren.

Ostrzeżenie dla Polski i Polaków. Sami zapraszamy wojnę na swój teren.

W Polsce coraz częściej widzę jedno – szczucie na Ukraińców i powtarzanie bzdur, które żywcem wyglądają jak pisane w Moskwie. I to nie jest żaden spontaniczny „gniew narodu”, tylko robota Kremla, który gra na naszych emocjach jak na pianinie. Internet zalany jest trollami i botami, które w kółko puszczają te same kłamstwa, aż człowiekowi zaczyna się wydawać, że „wszyscy tak myślą”. A prawda jest taka, że hasło „wyłącz TV, włącz myślenie” to żadne myślenie, tylko łykanie propagandy. I jeśli się damy w to wciągnąć, to sami sobie strzelimy w stopę – bo zamiast bronić Polski, będziemy stali z kwiatami na ulicy, gdy ruski czołg wjedzie do miasta.

17 września 1939 roku Polska walczyła na śmierć i życie z Niemcami, a od wschodu weszła na nas Armia Czerwona. Wbili nam nóż w plecy, tłumacząc, że „państwa polskiego już nie ma”. Tak naprawdę chodziło o tajny układ Ribbentrop-Mołotow, w którym dwóch bandytów podzieliło nasz kraj między siebie. Od pierwszych godzin tej agresji ruscy mordowali żołnierzy i cywilów, wywozili ludzi na Sybir, torturowali, robili czystki. A Zachód? Wiedział o pakcie, ale milczał. Polska została sama. I to jest lekcja, którą powinniśmy wbić sobie do głowy – nie wierzyć na ślepo w obietnice i zawsze dbać o własne bezpieczeństwo.

Dziś jest inaczej, bo mamy NATO i Unię Europejską. Mamy sojusze, które realnie działają, co widać w wojnie na Ukrainie – tym razem Zachód nie zostawił napadniętego kraju, tylko daje mu pieniądze, broń i wsparcie. To jest solidarność, która naprawdę istnieje.

Ale równocześnie w Polsce szerzy się coś, co może wszystko rozwalić od środka. Rosja wie, że nie pokona nas czołgami, dopóki jesteśmy razem, więc wali w nasze głowy. Podrzuca filmy wyrwane z kontekstu, tworzy fake newsy, karmi ludzi strachem – że Ukraińcy zabiorą pracę, że robią przestępstwa, że „rząd daje im wszystko”. To są proste schematy. I niestety, wielu to kupuje, a politycy, widząc nastroje społeczne, zaczynają gadać pod publikę, osłabiając nasze relacje z Ukrainą.

I teraz posłuchajcie – to może doprowadzić do chorej sytuacji. Jeśli dziś, w 2025 roku, Polska odwróci się od Ukrainy, jutro, gdy sami będziemy potrzebowali pomocy, nikt nam jej nie udzieli. I naprawdę może nadejść taki nowy „17 września”, że ruska armia wejdzie do Polski, a zmanipulowani ludzie będą stali przy drogach z kwiatami, bo wmówiono im, że to „wyzwoliciele”. Właśnie do tego prowadzi bezmyślne powielanie ruskiej propagandy.

Unia i NATO dają nam narzędzia, o których nasi dziadkowie mogli tylko marzyć. Ale żaden sojusz nas nie uratuje, jeśli my sami damy się ogłupić i podzielić. Trzeba być odpornym na propagandę, trzeba mieć trochę zdrowego rozsądku i empatii. Patriotyzm to nie plucie na innych, tylko odpowiedzialność – żeby Polska była bezpieczna i żebyśmy nie powtarzali błędów przeszłości.

17 września przypomina nam, co się dzieje, kiedy jesteśmy sami. A 2025 rok daje nam wybór: albo jesteśmy silnym narodem, który trzyma się razem z sojusznikami, albo dajemy się ograć rosyjskim trollom i powtarzamy historię. Wybór należy do nas.

Featured Video Play Icon

Wrócili na Podlasie po 9 latach. Co się zmieniło?

Wideoblogerzy Wędrowne Motyle wrócili na Podlasie po dziewięciu latach. Odwiedzili Tykocin, Narwiański Park Narodowy, Suraż, Krainę Otwartych Okiennic, Skit w Odrynkach, Siemianówkę, Białowieski Park Narodowy, Kleszczele i Grabarkę. Od razu odpowiadamy na pytanie z tytułu – czy coś się zmieniło? Z naszej perspektywy praktycznie nic. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak było, z jedną małą różnicą.

Turyści odwiedzili kładkę Waniewo–Śliwno, z której jednak nie mogli skorzystać, ponieważ w rzece jest zbyt mało wody. Problem w tym, że to zjawisko postępuje i niewiele osób decyzyjnych się nim przejmuje. Jeśli tak dalej pójdzie, za kolejne dziewięć lat w tym miejscu może być już tylko pastwisko. Bez Narwi nie będzie też ludzi w okolicy, bo woda to życie. Tak oczywiste stwierdzenie trzeba przypominać, bo urzędnicy najwyraźniej myślą, że woda pojawia się samoistnie w kranie.

Wracając do wycieczki Wędrownych Motyli – bardzo dobrze, że odwiedzili też Suraż. To jedno z najmniejszych miast w Polsce, często niesłusznie pomijane. Dawniej było świetnym miejscem do kajakowania, dziś przy obecnym stanie Narwi można wręcz szorować po dnie. Za to cała okolica nieodmiennie kojarzy się z Konopielką. Pochodzący stąd Edward Redliński napisał tu świetne dzieło. Jeśli po jego lekturze chcecie poczuć się jak w Taplarach – koniecznie wybierzcie się do Suraża, a następnie ruszcie Szlakiem Konopielki.

Jedno jest pewne – Podlasie wciąż pozostaje doskonałym kierunkiem turystycznym. Jest tu co podziwiać, co zjeść, gdzie odpocząć i się wyciszyć. Jedynie przyroda zaczęła się degradować, ale kto wie – może kiedyś ktoś kompetentny zajmie się i tym problemem, aby ratować nasze ukochane Podlasie.

Rezerwaty przyrody w Białymstoku i okolicach – zielone oazy na wyciągnięcie ręki

Rezerwaty przyrody w Białymstoku i okolicach – zielone oazy na wyciągnięcie ręki

Kiedy opuszcza się centrum Białegostoku, po kilkunastu minutach jazdy samochodem lub rowerem zaczyna się zupełnie inny świat. Miasto, choć największe w regionie, ma to szczęście, że otoczone jest terenami, które zachowały naturalny charakter i stanowią enklawy spokoju. Rezerwaty przyrody w okolicach Białegostoku są jak zielone pokoje, do których można wejść, by odetchnąć od codzienności, usłyszeć szum drzew i poczuć zapach wilgotnej ziemi. Nie trzeba planować dalekiej wyprawy – te miejsca znajdują się niemal pod ręką, a każdy z rezerwatów ma nieco inne oblicze i zaprasza do innej formy odkrywania.

Jednym z takich rezerwatów jest Las Zwierzyniecki, położony w mieście. To miejsce szczególne, bo pełni rolę pomostu pomiędzy miejskim rytmem a ciszą natury. Ścieżki wiją się tutaj wśród starych drzew, a o każdej porze roku można spotkać spacerowiczów, biegaczy czy rodziny z dziećmi. Jesienią las mieni się kolorami, latem daje chłód i wytchnienie. Choć leży tak blisko bloków i ulic, wrażenie jest takie, jakby znajdowało się na uboczu, z dala od zgiełku.

Nieco dalej, w kierunku północnym, znajduje się rezerwat Antoniuk. To teren mniej znany, a przez to spokojniejszy. Nie przyciąga tłumów, co sprawia, że można tu poczuć prawdziwy oddech przyrody. Ścieżki prowadzą między podmokłymi zagłębieniami, a wiosną i latem słychać koncert żab i ptaków. To dobre miejsce dla osób, które chcą odetchnąć w samotności, z dala od głównych traktów turystycznych. Sam spacer staje się tu przygodą, bo nie wszystko jest przygotowane tak jak w miejskim parku – bardziej przypomina to wejście w mały fragment dzikiego świata.

Tuż obok Białegostoku zaczyna się również ogromny kompleks Puszczy Knyszyńskiej, a w jej obrębie znajduje się kilka rezerwatów, które stanowią naturalne przedłużenie miejskich lasów. To już nie tylko spacery, ale także możliwość dłuższych wypraw pieszych i rowerowych. W takich miejscach człowiek czuje, że naprawdę wychodzi poza miasto – ścieżki prowadzą daleko, a krajobraz zmienia się w zależności od tego, którą stronę wybierzemy. Dla wielu mieszkańców to właśnie te rejony są weekendowym azylem, gdzie można spędzić cały dzień wędrując, zbierając grzyby czy po prostu siedząc na polanie. Wystarczy ruszyć w kierunku Wasilkowa bądź Supraśla, by poczuć piękno otaczającej Puszczy Knyszyńskiej. Można też połączyć w dłuższą wycieczkę podróż od Czarnej Białostockiej, przez Supraśl, Kołodno, aż po Wyżary. Praktycznie nie wychodząc z lasu.

Rezerwaty wokół Białegostoku nie mają monumentalnego charakteru wielkich parków narodowych, ale ich siłą jest dostępność. Można wyjść z domu i w ciągu krótkiego czasu znaleźć się w miejscu, gdzie czas płynie inaczej. To idealne przestrzenie na krótką wycieczkę, spacer po pracy, rodzinny piknik czy samotną przechadzkę. W przeciwieństwie do odległych atrakcji turystycznych, nie wymagają planowania i skomplikowanej logistyki. Wystarczy para wygodnych butów, termos z herbatą i chęć, by choć na chwilę zamienić miejski krajobraz na zielone ścieżki.

Wizyta w takich rezerwatach przypomina też, że Białystok jest miastem szczególnym. Jego tożsamość łączy miejską nowoczesność z bliskością natury. To rzadkie połączenie sprawia, że mieszkańcy mogą żyć w dużym ośrodku, a jednocześnie nie tracą kontaktu z lasem, rzeką czy polaną. To codzienny luksus, którego nie docenia się, dopóki nie porówna się go z innymi miastami.

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.
fot. PKS Nova

Voyager kontra PKS Nova. Pasażer zawsze przegrywa.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie: na tabliczce jest rozkład, pasażerowie stoją w kolejce, autobus zbliża się do przystanku. Po chwili jednak pojawia się drugi autobus, w tym samym kierunku, niemal o tej samej porze. Wiezie powietrze. I tak kilka razy dziennie. A potem w rozkładzie mamy kilkadziesiąt minut „dziury” bez kursu.

Od lat na trasach w Podlaskiem, m.in. Białystok–Hajnówka, kursują równolegle PKS Nova i prywatny przewoźnik Voyager Trans. Obie firmy mają własne rozkłady, sprzedają bilety, dysponują pozwoleniami. Problem nie w tym, że jeżdżą — tylko w tym, jak te rozkłady są do siebie ułożone. W praktyce bywa, że odjazdy obu przewoźników przypadają niemal na tę samą godzinę. W zasadzie często pierwszy podjeżdża Voyager. To strategia zgodna z prawem, choć budząca wątpliwości z punktu widzenia pasażera.

Z perspektywy pasażera kursy powinny być równomiernie rozłożone w czasie. Problem polega na tym, że obecnie nie istnieje żaden mechanizm, który z góry rozdzielałby kursy „po równo” albo w większych odstępach, tak aby pasażer miał odjazd co 30 minut, zamiast dwóch autobusów „pod rząd”. Prowadzi to do marnotrawienia zasobów: zamiast obsłużyć pasażerów w sposób równomierny i bardziej dostępny, jeden autobus jedzie przepełniony, a drugi pusty.

Od razu zaznaczmy: nie jest to afera polegająca na łamaniu przepisów, bo prawo dopuszcza równoległe kursy. Przewoźnicy składają wnioski o zezwolenia, uzgadniają dostęp do przystanków, spełniają wymogi formalne — i jeżdżą. Problem w tym, że nikt nie układa wspólnej układanki. A pasażer płaci dwa razy — najpierw biletem, a potem podatkami, gdy sejmik dotuje PKS Nova, które w tym układzie ponosi straty.

W samych suchych danych nie widać „stłoczeń” jak na dłoni, bo rozkłady są rozproszone po różnych serwisach. Ale gdy weźmiemy tablicę porannych i popołudniowych odjazdów, układa się obraz zbyt małych odstępów między kursami konkurencyjnych firm.

Dlaczego tak się dzieje?

Problem tkwi w tym, że nikt nie koordynuje „siatki” odjazdów. Dzisiejsze przepisy gwarantują możliwość legalnego wejścia na trasę, ale nie narzucają minimalnego odstępu czasowego między konkurencyjnymi kursami na tej samej linii. To oznacza, że przewoźnik może „ustawić się” kilka minut przed konkurentem i jest to zgodne z prawem. Efekt uboczny? Zamiast zwiększać łączną dostępność kursów w ciągu dnia, system generuje „piki i dziury”.

Teoretycznie ludzie wybierają portfelem, ale w praktyce oba podmioty świadczą identyczną usługę, więc można próbować konkurować ceną biletu albo godzinami odjazdów. Problem w tym, że ani jedno, ani drugie nie poprawia komfortu pasażera. Ten nie potrzebuje dwóch autobusów o 7:40 i 7:45. Potrzebuje jednego o 7:40 i kolejnego o 8:10.

Z perspektywy rodzin, osób starszych czy dojeżdżających do pracy i szkół rytm kursów ma ogromne znaczenie. Gdy pojawiają się dwa pojazdy niemal naraz, a potem dłuższa przerwa, rytm się gubi. Pasażerowie, którzy nie są codziennymi bywalcami danej linii, tracą orientację.

Kto może z tym zrobić porządek?

Zacznijmy od tego, że problem nie jest nowy. Jest znany od wielu lat. I co? I nic. Politycy i samorządowcy są jak aligatory — szerokie paszcze, żeby wiele powiedzieć, ale rączki do roboty krótkie. A istnieją dwa sposoby rozwiązania tego problemu.

Mniej realny i bardziej realny. Ten mniej realny to zmiana ustawy. Tak, coś, co można zrobić w jedną noc (jak pokazały działania polityków PiS w przeszłości), w tym przypadku urasta do rangi nieosiągalnego. Zakazanie ustawą praktyki podjeżdżania kilka minut przed konkurencją zamknęłoby problem raz na zawsze. Ale, jak wspomnieliśmy, to rozwiązanie mniej realne. Szanse na wprowadzenie takiego zakazu są bliskie zeru. Dlaczego? Bo jeśli politycy zmieniają przepisy, to zwykle po to, aby na tym skorzystać. A kto przejmie się jakimś rozkładem jazdy?

Dlatego jest drugi sposób, bardziej realny. Marszałek województwa organizuje przewozy użyteczności publicznej i wydaje zezwolenia na przewozy regularne. Nie ma jednak narzędzi, by zmuszać przewoźników do układania rozkładów racjonalnie. Ale to, że ich nie ma, nie oznacza, że nie można ich stworzyć. Wystarczy decyzja sejmiku.

Jak się za to zabrać?

Należy pamiętać, że w hierarchii prawa ustawa stoi wyżej. Skoro zakazu w niej nie ma, sejmik nie może samodzielnie go wprowadzić. Istotny staje się jednak Regionalny Plan Transportowy Województwa Podlaskiego na lata 2021–2027. To strategiczny dokument, którego głównym celem jest poprawa dostępności komunikacyjnej regionu.

Wystarczy zaktualizować go o rozdział dotyczący koordynacji działań podmiotów zajmujących się transportem publicznym. Koordynacja polegałaby na synchronizacji rozkładów jazdy między przewoźnikami na podobnych trasach oraz na wprowadzeniu minimalnych zasad (np. określonego odstępu czasowego, kolejności kursów).

Dodanie zapisu w brzmieniu: „Organizator transportu wojewódzkiego, przy wydawaniu zezwoleń na przewozy regularne, zobowiązany jest do uwzględnienia zasady koordynacji rozkładów jazdy w interesie pasażerów” dałoby marszałkowi narzędzie pozwalające odmówić zatwierdzenia rozkładu w przypadku ewidentnych „podjazdów”, wskazując brak koordynacji jako przeszkodę.

Skoro to „takie łatwe”, dlaczego nikt tego nie robi?

Podstawową barierą jest wszechobecna bierność urzędników. Po co się wychylać i narażać na kłopoty? Dlatego inicjatywa musi wyjść z sejmiku lub zarządu województwa. Co ciekawe, w ostatnim czasie w sejmiku poświęcono wiele godzin dyskusji o PKS Nova. Nikomu jednak z „zatroskanych” nie przyszło do głowy, by rozwiązać akurat ten problem, który realnie poprawiłby sytuację — nie tylko budżet PKS Nova, ale także komfort pasażerów i przejrzystość rozkładów.

Dlaczego nie warto biec po papier toaletowy, gdy nadlatują ruskie drony?

Dlaczego nie warto biec po papier toaletowy, gdy nadlatują ruskie drony?

W nocy z 9 na 10 września doszło do bezprecedensowej sytuacji – w polską przestrzeń powietrzną wleciały rosyjskie drony, część z nich od strony Białorusi. Te, które mogły stanowić zagrożenie, zostały zestrzelone przez polskie wojsko i sojuszników z NATO. Nie odnotowano ofiar wśród ludności cywilnej, a jedyne szkody ograniczyły się do fragmentów maszyn, które spadły na budynki i samochody. Rząd zwołał nadzwyczajne posiedzenie, a premier określił incydent mianem prowokacji.

Choć sytuacja była poważna, służby zadziałały szybko i skutecznie. Dlatego najważniejsze jest, aby społeczeństwo zachowało spokój. W takich momentach pojawia się naturalny niepokój, jednak panika – szczególnie w postaci masowego wykupywania makaronu czy papieru toaletowego jak w pandemii – jest całkowicie nieuzasadniona. Polska gospodarka funkcjonuje normalnie, dostawy do sklepów są zabezpieczone, a codzienne życie może toczyć się dalej bez zakłóceń.

Cywile powinni pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Jeśli w okolicy znajdą fragment drona, należy natychmiast zgłosić to odpowiednim służbom i nie zbliżać się do znaleziska. Warto śledzić komunikaty władz i mediów publicznych, zamiast powielać niesprawdzone informacje w internecie. Szkoły i instytucje działają normalnie, a zamknięta czasowo przestrzeń powietrzna nad lotniskami nie wynikała z zagrożenia, a z ułatwieniu operacji polskiego wojska.

Z dzisiejszego zdarzenia płynie ważna lekcja: Polska nie jest bezbronna, a siły zbrojne i sojusznicy reagują błyskawicznie. Dlatego zamiast ulegać panice, lepiej zaufać procedurom i spokojnie kontynuować codzienne życie. Świadomość zagrożenia jest potrzebna, ale to rozsądek i opanowanie obywateli pozwalają zachować normalność nawet w obliczu prowokacji.

W takich chwilach szczególnie nie warto rzucać się na sklepy i masowo kupować makaronu, ryżu czy papieru toaletowego – to wyłącznie nakręca zbędną histerię i prowadzi do chaosu. Równie nierozsądne jest wykupywanie na zapas kilkunastu litrów oleju, cukru czy mąki, jakby jutro miało zabraknąć piekarni. Nie ma też sensu ustawiać się w długich kolejkach po benzynę, by zatankować każdy kanister, jaki znajdzie się w garażu. Paniczne wypłacanie wszystkich oszczędności z banku, tylko po to, by trzymać je w skarpecie, również niczego nie zabezpiecza – wręcz przeciwnie, zwiększa ryzyko strat. Tak samo nie pomoże chaotyczne gromadzenie świeczek, zniczy z cmentarza, przypadkowych konserw, które nikt w domu nie jada, ani kupowanie kolejnego telewizora „na wszelki wypadek”.

Niektórzy w emocjach próbują także pędzić na stacje kolejowe czy autobusowe, by „uciec gdziekolwiek” – a to tylko potęguje zamieszanie i utrudnia służbom pracę. Równie złym pomysłem jest rozsyłanie niesprawdzonych plotek (typu mój znajomy ma ciocię w ministerstwie) w mediach społecznościowych, straszenie sąsiadów „końcem świata” albo kupowanie w internecie domowych bunkrów i masek gazowych z niepewnego źródła. Wszystko to są reakcje impulsywne, które nie podnoszą bezpieczeństwa, a jedynie wywołują poczucie chaosu i bezradności.

Zwiedzanie białostockich cerkwi – duchowość i architektura miasta wielu wyznań

Zwiedzanie białostockich cerkwi – duchowość i architektura miasta wielu wyznań

Kiedy przyjeżdża się do Białegostoku po raz pierwszy, trudno nie zwrócić uwagi na kształty kopuł, które wznoszą się ponad dachami miasta. Hełmy niektórych cerkwi połyskują w słońcu, przypominając, że stolica Podlasia od wieków była miejscem spotkania kultur i religii. Choć miasto rozwinęło się jako ośrodek wielonarodowy, to właśnie obecność prawosławia nadała mu unikalny charakter, odróżniający Białystok od wielu innych polskich miast.

sobór św. Mikołaja w Białymstoku zimą

Najbardziej okazałą i rozpoznawalną świątynią jest sobór św. Mikołaja, położony nieopodal Rynku Kościuszki. To główna cerkiew prawosławna w mieście, której majestatyczna bryła przyciąga spojrzenia przechodniów. Sobór, wybudowany w XIX wieku, powstał w stylu charakterystycznym dla rosyjskiej architektury sakralnej. Wnętrze kryje bogato zdobiony ikonostas, który dla wiernych stanowi duchową bramę pomiędzy światem ziemskim a niebiańskim. Wejście do tej cerkwi to spotkanie z tradycją wschodniego chrześcijaństwa – światłem świec, zapachem kadzidła i ciszą modlitwy, która potrafi zatrzymać nawet przypadkowego turystę.

Najstarszy opis cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku znajdujemy w spisie inwentarza sporządzonym po śmierci Jana Klemensa Branickiego. Raport z roku 1772 deklaruje: Cerkiew drewniana, noworeperowana, na półkoszkach tynkowana, żółto z szarym malowana, i kopułach blachą białą obitych, a czerwonomalowanych. Ta cerkiew od ulicy w oparkowaniu murowanym, ze trzech zaś stron parkan z dylów, między słupami murowanymi, zły. Rejestr inwentarza stwierdza ponadto, że białostocki majątek Branickich liczył 1800 mieszkańców.

cerkiew św. Marii Magdaleny

Nieco dalej, w bardziej kameralnej centrum miasta, znajduje się cerkiew św. Marii Magdaleny. To świątynia o zupełnie innym nastroju – mniejsza, bardziej intymna, otoczona zielenią. To miejsce cichej modlitwy, ale i spotkań społeczności lokalnej, gdzie tradycja przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Cerkiew św. Marii Magdaleny to jeden z najstarszych obiektów sakralnych w Białymstoku. Pierwotnie była to rzymskokatolicka kaplica złączona z niedaleką kaplicą św. Rocha. W 1758 roku ufundował ją Jan Klemens Branicki – niewykluczone, że z myślą o wiernych obrządku wschodniego.

Warto wspomnieć również o cerkwi Świętego Ducha na os. Antoniuk. Jej bardzo wysoka. To miejsce, które często robi największe wrażenie na turystach odwiedzających Białystok. Dla budowniczych cerkwi Świętego Ducha od początku najważniejszym było, by świątynia pomieściła jak najwięcej wiernych. Istniało kilka projektów budynku. W 2000 roku zawieszono unikalne na skalę światową panikadiło. Konstrukcja o łącznej rozpiętości sześciu metrów, wadze 1200 kg, złożona z dwóch części, z których wyższą umieszczono w samej kopule, zaś niższą – na wysokości 9 metrów od podłogi. Żyrandol podtrzymują 24 liny symbolizujące zstępującego na ziemię Ducha Świętego. Między świecami znajdują się prostopadłościenne witraże z wizerunkami apostołów oraz świętych. Całość przyjmuje kształt zbliżony do korony a powstała w pracowni w Mińsku.

Warto wspomnieć także o cerkwi Hagia Sofia w Białymstoku przy ul. Trawiastej. Idea budowy cerkwi pod wezwaniem Hagia Sophia w Białymstoku zrodziła się w 1986 roku w nietypowych okolicznościach – podczas lotu powrotnego z Konstantynopola. Wśród pasażerów byli metropolita Bazyli, ówczesny zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, arcybiskup diecezji białostocko-gdańskiej Sawa (od 1998 roku metropolita całej Cerkwi) oraz ks. Aleksander Chilimoniuk, proboszcz parafii Wszystkich Świętych w Białymstoku.

Wizyta w stolicy dawnego Bizancjum, w tym także spotkanie z patriarchą Konstantynopola Dymitriosem I, stały się impulsem duchowym i symbolicznym. Hierarchowie odwiedzili wówczas monumentalną Hagia Sophię – dawną cerkiew, a później meczet i muzeum – która, zgodnie z tureckim prawem, była miejscem niedostępnym dla modlitwy chrześcijańskiej. Uświadomienie sobie, że podobne ograniczenia obowiązywały również w innych, historycznych cerkwiach pod tym samym wezwaniem – w Kijowie, Połocku czy Nowogrodzie Wielkim – wzbudziło refleksję. W obliczu niemożności praktykowania modlitwy w tradycyjnych świątyniach Mądrości Bożej, narodziła się myśl: „Skoro nie można się modlić tam, niech chociaż w Białymstoku stanie cerkiew, w której będzie rozbrzmiewać modlitwa ku czci Mądrości Bożej – Hagia Sophia”.

Zwiedzanie białostockich cerkwi to nie tylko lekcja architektury, ale też podróż w głąb historii regionu. Od wieków Podlasie było pograniczem – tutaj spotykały się tradycje polska, litewska, białoruska i ukraińska. Każda z tych kultur zostawiła w Białymstoku swój ślad, ale to właśnie cerkwie najpełniej pokazują, że miasto nie było monokulturowe. Spacerując od jednej świątyni do drugiej, można poczuć klimat dawnej wielokulturowości, która wciąż jest obecna w językach, kuchni i obyczajach mieszkańców.

Niektórzy odwiedzają cerkwie tylko jako turystyczne atrakcje, inni traktują je jako miejsca duchowego zatrzymania. Niezależnie jednak od motywacji, wejście do wnętrza prawosławnej świątyni zawsze jest doświadczeniem. Złocone ikony, bogate polichromie i chór śpiewający w wielogłosie tworzą atmosferę, której trudno porównać z czymkolwiek innym. W Białymstoku to doświadczenie jest dostępne niemal na wyciągnięcie ręki – kilka minut spaceru dzieli turystę od kolejnej świątyni, każdej z własną historią i własnym rytmem życia.

Featured Video Play Icon

Z Białegostoku przez Sokółkę, Augustów i Suwałki do Wilna. Czy warto jechać?

Ten pociąg zaczyna bieg w Krakowie, następnie przez Warszawę dojeżdża do Białegostoku, by następnie dojechać Mockavy na Litwie. W dalszą podróż do Wilna można zabrać się pociągiem litewskiej firmy LTG Link, który czeka na pasażerów z Polski na tym samym peronie, na torze obok. Wystarczy jeden bilet, wystarczy przejście do drugiego pociągu i można zwiedzać stolicę Litwy!

Podróż takim pociągiem to nie tylko wygodny sposób dotarcia do celu, ale także wyjątkowa okazja, by przeżyć coś więcej niż zwykły transport z punktu A do punktu B. Trasa prowadzi przez różnorodne krajobrazy – zielone lasy Podlasia, które ciągną się aż ku litewskiej granicy zrobią wrażenie na każdym. Wystarczy spojrzeć za okno, by zobaczyć, jak zmienia się Polska w trakcie podróży najpierw na wschód, a później na północ. To jak podróż przez małą ojczyznę, która stopniowo ustępuje miejsca innemu krajowi i innej kulturze.

Pociąg daje też czas, by naprawdę poczuć klimat podróży. W przeciwieństwie do samolotu, który przenosi nas błyskawicznie z jednego miasta do drugiego, kolej pozwala obserwować świat w bardziej naturalnym tempie. Jest miejsce na spokojną rozmowę, na lekturę książki, na filiżankę kawy w wagonie restauracyjnym. Można poznać innych podróżnych – studentów jadących na Erasmus, turystów wybierających się pierwszy raz na Litwę, czy Litwinów wracających do rodzinnych stron. Każda z tych rozmów potrafi nadać podróży nowego znaczenia.

Warto też pamiętać, że sama przygoda zaczyna się w chwili wejścia na peron. Niespieszne pakowanie walizki, czekanie na stacji, zapach rozgrzanych torów latem czy chłodny powiew zimą – to wszystko buduje atmosferę wyprawy. Podróż pociągiem staje się częścią wspomnień, a nie tylko środkiem do ich zdobycia.

Granica, którą przekraczamy w Mockavie, to symboliczny moment – w kilka minut znajdujemy się w innym kraju, nagle zmienia się strefa czasowa, ale nadal nie tracimy rytmu podróży. To rzadkie doświadczenie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie przez lata przejazd przez granicę kojarzył się z długotrwałymi kontrolami i barierami. Dziś wystarczy spojrzeć na zmieniające się nazwy stacji i język na tablicach, by poczuć, że jesteśmy już w innej przestrzeni kulturowej.

Dlatego właśnie warto wsiąść do tego pociągu – nie tylko po to, by dotrzeć do Wilna, ale po to, by przypomnieć sobie, że podróż sama w sobie jest przygodą. To droga, która łączy miasta, ludzi i krajobrazy. To doświadczenie, którego nie da się odtworzyć w żadnym innym środku transportu. Pociąg z Białegostoku do Wilna to zaproszenie do przeżycia czegoś więcej niż zwykłej podróży – to szansa na małą wyprawę, która pozostaje w pamięci na długo.

Co dalej z Krywlanami? Będą budować hangar, a las jak rósł tak rośnie.
fot. UM Białystok

Co dalej z Krywlanami? Będą budować hangar, a las jak rósł tak rośnie.

W sprawach lotniska na Krywlanach można się nieco pogubić. Pamiętamy jak jeszcze poprzedni prezydent Białegostoku Ryszard Tur (a obecny rządzi już od 19 lat) wbijał symboliczną łopatę na Krywlanach. Od tego czasu kolejnemu prezydentowi czyli Tadeuszowi Truskolaskiemu udało się (z walczącą z nim wtedy pisowską większością w radzie) wybudować pas startowy. To też miało miejsce już kilka dobrych lat temu.

Od tego czasu nic się na Krywlanach nie zmieniło. Przeszkody lotnicze – czyli Las Solnicki nadal rosną, a tematu ich wycinki jak nie było tak nie ma. Za to w planach jest powstanie spółki – składającej się z Miasta Białystok, Województwa Podlaskiego i Polskich Portów Lotniczych S.A (udziały w tym ma skarb państwa). Kiedy to się stanie, nie wiadomo. W ostatnim czasie dodatkowo Prezydent Białegostoku wydał decyzję lokalizacyjną na budowę hangaru dla samolotów, z masztami antenowymi. Będzie też nowa droga kołowania. O ile nikt się nie odwoła i nie storpeduje tej inwestycji.

Warto dodać, że prawie rok temu NSA oddalił skargę na decyzję środowiskową dotyczącą Krywlan z 2016 roku. „Teraz możemy wznowić postępowanie dot. usunięcia przeszkód lotniczych i zintensyfikować prace nad tym, by jak najszybciej „odblokować” wykorzystywanie Krywlan w pełnym wymiarze” – napisał na portalu X prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Od tamtej pory o planach miasta na wycinkę nic nie wiadomo. Warto jednak przypomnieć, że w Polsce okres lęgowy ptaków zazwyczaj trwa od 1 marca do 15 października, więc w tym czasie nic ciąć nie można. Ale zaplanować owszem. Chyba, że miasto boi się mieszkańców Dojlid, że się przypną do drzew i chce to zrobić z zaskoczenia.

Tak czy inaczej, na Krywlanach niby coś się dzieje, ale tak naprawdę wszystko po staremu. Stacjonuje wojsko, Straż Graniczna, LPR i prywatne samoloty.

Dobra wiadomość z Białegostoku nad mazurskie jeziora jest sprawniej, będzie szybciej!
fot. PKP Intercity

Dobra wiadomość z Białegostoku nad mazurskie jeziora jest sprawniej, będzie szybciej!

W środę 3 września, do Giżycka wjechał pierwszy pociąg PKP Intercity z lokomotywą elektryczną. Był to skład IC Hańcza, który rano wyruszył z Krakowa. To wydarzenie jest kolejnym etapem modernizacji linii kolejowej prowadzącej przez Warmię i Mazury i bez wątpienia ucieszy wielu mieszkańców Podlasia, którzy regularnie podróżują w tamtym kierunku.

Połączenie kolejowe do Giżycka zostało uruchomione już 18 czerwca, zaraz po zakończeniu wcześniejszego etapu prac modernizacyjnych. W czasie wakacji na trasie kursowały jeszcze pociągi z lokomotywami spalinowymi, jednak dzięki modernizacji odcinka Ełk – Giżycko – Korsze możliwe stało się wprowadzenie lokomotyw elektrycznych. Dzięki tym zmianom czeka nas zwiększenie liczby połączeń i prędkości na trasie. Docelowo pociągi na Białystok – Ełk – Giżycko – Korsze pojadą z prędkością do 160 km/h, co znacznie poprawi komfort i szybkość podróży.

Dla Podlasian, którzy często wybierają pociąg jako środek transportu na Mazury, to wiadomość szczególnie dobra. Modernizacja oznacza nie tylko krótszą i wygodniejszą podróż, ale także większą dostępność połączeń, co ułatwi zarówno wyjazdy turystyczne, jak i codzienne podróże w kierunku północnej Polski. Ale też w drugą stronę – mieszkańcy Warmii i Mazur chętniej odwiedzą Podlasie!

Wszyscy wzięli się za ogromny problem. Czy ktoś zechce studiować w Białymstoku?
fot. UM Białystok

Wszyscy wzięli się za ogromny problem. Czy ktoś zechce studiować w Białymstoku?

Wreszcie ktoś się wziął za problem, który sygnalizowaliśmy od wielu lat. Białystok przestał był atrakcyjnym miejscem nie tylko do życia, ale również do studiowania. Widać to na twardych liczbach. Mieszkańców ubywa tak samo jak i studentów. Dawniej w mieście było 50 tys. żaków! Teraz ledwo ponad 20 tys. Całe lata władze patrzyły na to biernie, aż w końcu się dogadali.

Uniwersytet w Białymstoku, Uniwersytet Medyczny, Politechnika Białostocka razem z Miastem Białystok i Województwem Podlaskim zaczynają wspólną kampanię Studiuj w Białymstoku. Nawet przygotowano do tego specjalny autobus PKS Nova, który będzie wszędzie tam, gdzie coś się dzieje związanego z edukacją. Na przykład Targi Edukacyjne Perspektywy, w ramach których w 15 miastach Polski zostanie zorganizowany Salon Maturzystów Perspektywy 2025. Tylko we wrześniu będzie w Gdańsku, Łodzi, Warszawie, i na Śląsku. Autobus odwiedzi również szkoły średnie w województwie podlaskim, a także w sąsiednich województwach. Zawita do takich miasta, jak Ostrów Mazowiecka, Giżycko, Olecko, Suwałki, a także Wilno, promując lokalne uczelnie.

W ramach akcji powstanie kompleksowa oferta, która ma przyciągnąć młodzież do Białegostoku na czas studiów, a także zainspiruje ją do pozostania i realizowania swojej kariery zawodowej w regionie po zakończeniu edukacji. Czekamy na efekty.

Polak uratował 29 osób, których żywcem chcieli spalić Niemcy

Polak uratował 29 osób, których żywcem chcieli spalić Niemcy

27 czerwca to data, która na stałe wpisała się do historii Białegostoku. Była dniem, w którym okupujący Niemcy urządzili coś niewyobrażalnego. W okrutny sposób, masowo zabili ludzi tylko dlatego, że byli Żydami. Niemcy spędzili około 700 osób do wielkiej synagogi stojącej przy ul. Bożniczej (dziś zaplecze Suraskiej), a następnie podpalono budynek. Bohaterska postawa Józefa Bartoszki spowodowała, że przeżyło 29 osób. Dozorca wykorzystując nieuwagę Niemców otworzył boczne drzwi płonącego budynku. W ostatniej chwili wydostali się ludzie stłoczeni w przedsionku. W tym czasie Niemcy strzelali do Żydów, którzy uciekali z drewnianych domów, które chwilę później również zajęły się ogniem.

Taka postawa doczekała się dopiero po 84 latach uhonorowania. Józef Bartoszko w pobliżu wspomnianej, dawnej synagogi, otrzymał swój skwer. Jego uroczyste otwarcie miało miejsce 1 września. Podczas otwarcia, władzom miasta towarzyszyła wnuczka bohatera, Pani Marta.

27 czerwca 1941 w Białymstoku Niemcy zabili łącznie ponad 2000 osób. Oprawcy nie tylko spalili synagogę, dzielnicę Schulhof, a także wiele budynków z Rynku Kościuszki, Suraskiej, Rynku Siennego, a także to co napotkali na Legionowej i Akademickiej. W kolejnych dniach Niemcy dalej masowo mordowali Żydów. Do 12 lipca zamordowano łącznie prawie 8000 osób. 2 tygodnie później utworzono w mieście getto. Zabito prawie 20 proc. wszystkich Żydów z miasta.

Jak wygląda tradycyjna kuchnia łomżyńska? Zupełnie inaczej niż na Podlasiu!
fot. Katalog kulinarny Łomża

Jak wygląda tradycyjna kuchnia łomżyńska? Zupełnie inaczej niż na Podlasiu!

Województwo Podlaskie to twór z 1999 roku, który złączył ze sobą dawne województwa białostockie, łomżyńskie i suwalskie. Każdy, kto interesuje się historią od razu widzi jak bardzo przypadkowy to jest twór, bowiem historyczne Podlasie zostało rozdzielone pomiędzy województwa podlaskie, mazowieckie i lubelskie. A Podlaskiemu przyłączono kawałek Suwalszczyzny i Mazowsza. I choć w codziennym życiu nie jest to zbyt uciążliwe, to gdy chcemy szukać jakichś spójności, jest już trudniej.

Jednym z przykładów jest kuchnia. Gdy zajedziemy do takiego Supraśla, to możemy raczyć się kartaczami (to wytwór litewski, przeniesiony później na Suwalszczyznę), kiszką ziemniaczaną z kuchni białoruskiej, która przywędrowała potem na Podlasie (czyli dzisiejsze południe województwa Podlaskiego). Nie można też zapominać o kuchni tatarskiej, która króluje na wschodzie województwa. A co z Łomżą? Na zachodzie jest bardziej szlachecko!

Popularne są tu żury, barszcze oraz kapuśniaki. Kwaśne, treściwe, gotowane często na wędzonce, nie tylko syciły, ale też dawały energię do pracy w gospodarstwie. W wielu domach do dziś przygotowuje się barszcz biały na zakwasie żytnim, którego receptura wymaga cierpliwości i troski – to smak tradycji, który nie pozwala zapomnieć o dawnych sposobach gotowania.

Łomża jest bramą na Kurpiowszczyznę, a tamtejsze słodkości mają swoją niepowtarzalną nutę. Najbardziej charakterystyczne są fafernuchy – małe ciasteczka o lekko pieprznym smaku, które kiedyś wypiekano z okazji świąt. Nie można zapomnieć też o miodach kurpiowskich.

Nie można zapominać też o rybach. Szczupaki, liny czy płocie trafiały na stoły pieczone, smażone, a nierzadko wędzone w przydomowych wędzarniach. To wszystko za sprawą Narwi, która teraz umiera, ale dawniej tętniła życiem.

Kiedy więc podróżujemy przez Łomżę i okolice, warto zatrzymać się nie tylko dla widoków i zabytków. Koniecznie spróbujcie to co dla tej części Podlaskiego charakterystyczne. Przepyszne zupy, słodkie, miodowe przysmaki i pieczone lub smażone ryby.

 

Kto by się spodziewał. PKS ma już 80 lat. Będzie Retro Piknik Rodzinny.

Kto by się spodziewał. PKS ma już 80 lat. Będzie Retro Piknik Rodzinny.

I Retro Piknik „Zakręceni na Podlasiu” będzie jednocześnie imprezą urodzinową regionalnego PKS-u. 20 września, w Ogrodach Pałacu Branickich w Białymstoku, zaplanowano mnóstwo atrakcji. Będzie można m.in. zwiedzić wystawę zabytkowych pojazdów – autobusów i samochodów z kolekcji Moto Retro. Przewidziano także pokaz holowania autobusu z użyciem zabytkowego sprzętu w akcji. Na stoisku PKS Nova znajdziemy kroniki pracownicze, pamiątki i balony, a na odwiedzających czekać będą regionalne smakołyki.

Dla chętnych dostępna będzie również strzelnica łucznicza. Nie zabraknie atrakcji dla najmłodszych: dmuchańców, animacji, gigantycznych klocków czy malowania twarzy. Starsi będą mogli wziąć udział w konkursie z nagrodami, w którym premiowana będzie wiedza o PKS. Wieczorem, na specjalnym ekranie, odbędzie się kino plenerowe z kultowym filmem Disneya. Wszystkie atrakcje będą bezpłatne. Sponsorem strategicznym imprezy będzie Województwo Podlaskie.

Podlaska Komunikacja Samochodowa rozpoczęła działalność w 1945 roku, kiedy to – na wniosek ówczesnego ministra komunikacji – powołano Państwowy Urząd Samochodowy. Pod koniec tego samego roku stacja PKS w Białymstoku, mieszcząca się przy ulicy Kraszewskiego, posiadała już 60 jednostek taboru samochodowego (głównie z demobilu wojskowego) oraz uruchomiła pierwsze stałe połączenia do Warszawy i Olsztyna.

W 1951 roku wybudowano nowoczesną – jak na tamte czasy – stację obsługi, magazyny i budynek administracyjny przy ul. Fabrycznej 1. W 1975 roku, po nowym podziale administracyjnym, na mocy zarządzenia ministra komunikacji Wojewódzkie Przedsiębiorstwo PKS w Białymstoku zmieniło nazwę na Przedsiębiorstwo Państwowej Komunikacji Samochodowej w Białymstoku i rozpoczęło działalność na terenie trzech województw: białostockiego, łomżyńskiego i ostrołęckiego.

Jedną z najpoważniejszych inwestycji była budowa dworca PKS przy ul. Bohaterów Monte Cassino 10. Bardzo nowoczesny i niezwykle potrzebny, został oddany do użytku w 1986 roku, służąc 250-tysięcznemu wówczas miastu. W ciągu kilkudziesięciu lat istnienia firma kilkakrotnie zmieniała swoją nazwę, lecz kluczowa dla jej obecnego kształtu była komercjalizacja przeprowadzona w 2006 roku, która doprowadziła do powstania spółki akcyjnej. 5 lipca 2011 roku PKS Białystok został skomunalizowany, a właścicielem spółki został Samorząd Województwa Podlaskiego.

2 stycznia 2017 roku nastąpiło połączenie PKS Białystok, PKS Zambrów, PKS Łomża, PKS Siemiatycze i PKS Suwałki w jedną dużą firmę – PKS Nova.

Oto pomysł Koalicji na CPK. Hasło „C*** tam z tą Polską wschodnią” nadal obowiązuje.

Oto pomysł Koalicji na CPK. Hasło „C*** tam z tą Polską wschodnią” nadal obowiązuje.

W czasach dawnej afery podsłuchowej nagrano, jak ówczesny minister skarbu Włodzimierz Karpiński z Platformy Obywatelskiej wypowiedział słynne hasło: „C*** tam z tą Polską wschodnią”. Wracamy do niego tylko dlatego, że zawsze, gdy rząd obecnej koalicji (albo innej związanej z Platformą Obywatelską) proponuje jakieś wielkie inwestycje, w praktyce obowiązuje właśnie to hasło.

Tak było za czasów kompletnie nieskutecznego posła PO Roberta Tyszkiewicza, który szefował podlaskiej Platformie. Niestety, tak samo jest teraz, gdy region w ryzach trzyma poseł Krzysztof Truskolaski. Wydawałoby się, że skoro jest tak aktywny, wszędzie się pokazuje, nie brakuje go na żadnych oficjalnych zdjęciach – nawet tam, gdzie jego obecność nie jest specjalnie uzasadniona – powinno to przynosić jakieś efekty. To nie przytyk. Dobrze, gdy polityk jeździ po kraju i przy okazji, nieoficjalnie, „coś załatwia” dla swojego regionu czy miasta.

Niestety, gdy spojrzymy na inwestycje kolejowe (na które teraz jest najwięcej pieniędzy), okazuje się, że elektryfikacji odcinka Sokółka–Augustów nie będzie (jak wszystko jest tylko w planach). Tym razem możemy zobaczyć grafikę CPK, gdzie Koalicja mówi o rzeczywistych potrzebach Polaków. I znów wraca hasło: „C*** tam z tą Polską wschodnią”. Ktoś nam sugeruje, że pragniemy jeździć do Olsztyna, Trójmiasta i Szczecina. Owszem, tylko że my już mamy połączenia do tych miast i to całkiem niezłe. Natomiast nie mamy bezpośredniego połączenia do Lublina i Rzeszowa. I jak widać na załączonym obrazku – mieć nie będziemy.

Owszem, remonty torów trwają, ale gdyby ktoś chciał tworzyć tak zwaną wschodnią „szprychę” CPK, to na samych remontach by się nie skończyło. Trzeba by budować pewne odcinki zupełnie od zera. Ale załatwianie tego typu spraw przerasta podlaskich posłów (nie tylko Truskolaskiego – wszak wybieramy jeszcze trzynastu innych). Od 2005 roku, czyli od pierwszych wyborów do Sejmu po wejściu do UE, przez polski Parlament przewinęło się mnóstwo osób z Podlasia. I co? Trzeba było katastrofy w Jeżewie i śmierci wielu młodych osób, by ktoś zaczął realnie mówić o ekspresowej ósemce. Ekspresowa dziewiętnastka buduje się dopiero teraz, bo została wpisana do Rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023. Kto wtedy rządził? A potem cała Polska się dziwi, jak to możliwe, że wschód tak uparcie głosuje na „zły PiS”.

Ale żeby być obiektywnym – ten sam PiS, w osobie ministra Adamczyka, kompletnie zawalił realizację Rail Baltiki. Według planów już w 2025 roku mieliśmy jeździć pociągami do Warszawy z prędkością 200 km/h. Tymczasem stanie się tak dopiero w 2027 roku, a cała inwestycja zostanie zakończona rok później. Dzięki Koalicji dojedziemy do Ełku, a przez to do Olsztyna dużo szybciej. Ale coś za coś. Nikt nie zamierza inwestować w remont trasy Sokółka–Augustów (przynajmniej w jakimś znanym terminie. bo plany są jak zawsze). Szybkie pociągi do Suwałk w przyszłości pojadą przez Ełk.

Augustów został wykluczony także drogowo. Ekspresówkę Via Baltica wywalczyli sobie łomżyńscy parlamentarzyści, przez co Białystok–Augustów nie jest częścią żadnego międzynarodowego szlaku. Efekt? Droga Białystok–Supraśl jest lepsza niż dojazd do popularnej, letniej stolicy Polski. Do 2034 roku krajowa „ósemka” na odcinku Białystok–Augustów ma szansę stać się drogą dwujezdniową. Nie będzie to wprawdzie ekspresówka, ale otrzyma parametry drogi ekspresowej. Tylko że tak odległa data brzmi jak mrzonka. Aby tak się stało, znów musieliby tego pilnować na każdym etapie podlascy parlamentarzyści – ci sami, którzy od lat słyną z tego, że niczego nie potrafią załatwić ani dopilnować.

Ostatnie dni wakacji w Podlaskiem – jak je spędzić z dziećmi?
fot. PKS NOVA

Ostatnie dni wakacji w Podlaskiem – jak je spędzić z dziećmi?

Dzieci bez żadnego zajęcia potrafią dać nieźle w kość. A że ani specjalnie nie ma pogody (chociaż ma być), ani raczej nikt nie wymyśli, by wysyłać je na kolonie, to trzeba im czas zorganizować. Do końca wakacji pozostało bowiem kilka dni. Mijają one nieubłaganie, ale nadchodzący ostatni weekend sierpnia to wciąż świetna okazja, by rodzinnie odkrywać Podlasie. Jeśli szukacie pomysłów na aktywne i ciekawe zakończenie lata z dziećmi, mamy dla Was kilka sprawdzonych propozycji.

1. Ostatni kurs Turystycznej Ósemki PKS NOVA

31 sierpnia to już ostatnia szansa, by wsiąść z dziećmi do wakacyjnego autobusu „Turystyczna Ósemka” PKS NOVA. To wyjątkowa trasa, która pozwala w jeden dzień zobaczyć najpiękniejsze zakątki regionu. Przystanki są na dworcu PKS Nova w Białymstoku – stanowisko nr 8, przy Muzeum w Tykocinie, obok Ośrodka Edukacji Przyrodniczej „Młynarzówka” w Kurowie, przy Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy, przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie, przy Muzeum Ikon w Supraślu, a także przy Arboretum i Zagrodzie Pokazowej Żubrów w Kopnej Górze.

2. Pociągi do Walił – podróż pełna wrażeń

30 i 31 sierpnia ponownie pojadą wakacyjne pociągi relacji Białystok – Waliły. To prawdziwa atrakcja dla dzieci – przejazd kolejowy przez Puszczę Knyszyńską, a na miejscu możliwość pikniku, spacerów i kontaktu z naturą. Sama podróż pociągiem to frajda, a dodatkowo można połączyć ją z zabraniem rowerów i pojechaniem nad Wyżary, gdzie można podziwiać piękne bagno, zbiornik wodny czy przejść kładką. A wszystko to w otoczeniu głębokiego lasu.

3. Wycieczka rowerowa po Green Velo

Jeśli Wasze dzieci lubią rowery, warto wybrać się na rodzinny wypad po fragmencie trasy Green Velo. Na Podlasiu nie brakuje łatwiejszych odcinków idealnych dla najmłodszych, np. w okolicach Supraśla czy Krupnik. To świetny sposób na aktywne pożegnanie wakacji.

4. Spotkanie z naturą w Silvarium w Poczopku

Silvarium w Poczopku to niezwykłe leśne muzeum, w którym można spędzić kilka godzin, spacerując wśród ścieżek przyrodniczych, oglądając głazy, sowy i inne rośliny. Dzieci pokochają kontakt z naturą, a rodzice znajdą chwilę wytchnienia w pięknym otoczeniu. Szczególnie, że jest tam mnóstwo miejsca do wybiegania się.

5. Rejs statkiem po Augustowie

Na koniec lata warto jeszcze skorzystać z atrakcji nad wodą. W Augustowie statkiem możemy popłynąć do Studzienicznej oraz nad dziką Rospudę. To fantastyczna przygoda i możliwość obcowania z naturą z poziomu tafli wody, a także możliwość przepłynięcia śluzy Kanału Augustowskiego. Kontakt z jeziorami, rzekami, przyrodą w jednym z najpiękniejszych zakątków Podlasia na pewno wyciszy Wasze dzieci.

Ostatnie dni wakacji to idealny czas, aby oderwać dzieci od komputerów i telefonów, a zamiast tego podarować im wspólne chwile pełne przygód. Czy wybierzecie pociąg do Walił, Turystyczną Ósemkę, rowery czy rejs po Augustowie, albo spacery po Poczopku – Podlasie ma jeszcze wiele do zaoferowania przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Featured Video Play Icon

Lato dobiega końca. Te 3 miejsca warto odwiedzić teraz, bo za miesiąc może być zbyt zimno.

Lato powoli żegna się z Podlasiem. Choć ostatnie dni przyniosły chłodniejsze poranki i wieczory, wrócą jeszcze cieplejsze chwile, idealne na krótkie, późnoletnie wyprawy. Warto je wykorzystać, bo prognozy wskazują, że to już ostatni miesiąc, kiedy można naprawdę cieszyć się zwiedzaniem regionu w promieniach słońca, zanim na dobre zapanuje jesienny chłód. Podlasie jest wyjątkowe o każdej porze roku, ale nie da się ukryć, że niektóre miejsca tracą swoją letnią aurę szybciej niż inne. Zwłaszcza tam, gdzie teren jest podmokły, a poranna mgła i wieczorna rosa potrafią sprawić, że zimno przychodzi niespodziewanie wcześnie. Dlatego jeśli szukasz jeszcze okazji, by nacieszyć się ciepłem, te trzy kierunki powinny znaleźć się na Twojej liście.

Drohiczyn i rzeka Bug

Malowniczo położony Drohiczyn, dawna stolica Podlasia, to miejsce, które jesienią zyskuje zupełnie nowy urok. Jednak ciepłe dni to ostatnia szansa, by w pełni poczuć klimat nadrzecznych pejzaży. Spacer bulwarem nad Bugiem, widok z Góry Zamkowej czy rejs kajakiem – to atrakcje, które najlepiej smakują, gdy słońce jeszcze przyjemnie grzeje. Już niedługo poranne mgły nad rzeką staną się chłodne i gęste, a wieczory zdominują pierwsze jesienne przymrozki.

Biebrzański Park Narodowy

Biebrzańskie bagna i rozległe torfowiska są wizytówką Podlasia, ale to także jedno z tych miejsc, gdzie jesień przychodzi wyjątkowo wcześnie. Rozległe doliny potrafią zatrzymać wilgoć i chłód, co sprawia, że ciepłe dni szybko stają się wspomnieniem. Wrzesień to idealny czas, by jeszcze zobaczyć bogactwo ptaków, podziwiać dzikie przestrzenie i poczuć ogrom przyrody. To również moment, gdy wędrówka po kładkach i szlakach pozwala jeszcze cieszyć się komfortem cieplejszej pogody.

Suwalszczyzna

Na północy Podlasia, gdzie jeziora i wzgórza nadają krajobrazowi niepowtarzalny charakter, chłód pojawia się wyjątkowo szybko. Suwalszczyzna, nazywana często „polskim biegunem zimna”, wkrótce znów zacznie udowadniać, skąd wzięła się ta nazwa. Wrzesień to ostatni moment, by wyruszyć na szlak wokół jeziora Hańcza, odwiedzić Wigierski Park Narodowy czy podziwiać widoki z Cisowej Góry bez konieczności ubierania się w kilka warstw ciepłej odzieży.

Podlasie w ostatnich dniach lata ma w sobie coś magicznego – łączy ciepło promieni słonecznych z delikatnym powiewem nadchodzącej jesieni. Jeśli chcesz jeszcze poczuć klimat wakacyjnych podróży, warto zaplanować wyprawę właśnie teraz. Bo już za chwilę mgły, chłód i krótsze dni sprawią, że region odsłoni swoje bardziej surowe, jesienne oblicze.

Featured Video Play Icon

Przelot nad Suwałkami. To piękne i niepozorne miasteczko.

Na północno-wschodnim krańcu Polski, w miejscu gdzie stykają się trzy kultury i trzy granice, leżą Suwałki – miasto, które na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojne i niepozorne. Jednak każdy, kto choć raz zatrzymał się tu na dłużej, wie, że to prawdziwa brama do niezwykłej Suwalszczyzny – krainy jezior, wzgórz, lasów i unikalnych tradycji. Suwałki łączą w sobie historię, przyrodę i nowoczesność, tworząc wyjątkowy punkt na mapie turystycznej Polski.

Jednak to nie tylko samo miasto przyciąga turystów, lecz przede wszystkim jego niezwykłe otoczenie. Nieopodal znajduje się Wigierski Park Narodowy. Jego symbolem jest majestatyczny Klasztor Kamedułów w Wigrach, malowniczo położony nad jeziorem. To jedno z tych miejsc, które pozwala poczuć ducha historii i jednocześnie zachwycić się pięknem przyrody.

Suwałki to także doskonała baza dla miłośników aktywnego wypoczynku. W okolicy znajdziemy jeziora, z których wiele zachęca do kąpieli, kajakowania czy żeglowania. Wśród nich szczególną uwagę przyciąga Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce, popularne wśród nurków z całego kraju i zza granicy. Na kajakarzy czeka zaś malownicza rzeka Czarna Hańcza, której szlak uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dla rowerzystów wytyczono trasy prowadzące przez malownicze wzgórza i doliny, pozwalające odkryć niezwykły krajobraz polodowcowy.

Choć Suwałki nie są głośnym turystycznym kurortem, to właśnie w tym tkwi ich największa siła. Miasto i jego okolice pozwalają oderwać się od codzienności, zanurzyć w naturze, doświadczyć gościnności mieszkańców i odkryć bogactwo tradycji. To miejsce, które zachwyca subtelnie – nie krzyczy, nie przytłacza, ale zaprasza do tego, by się zatrzymać, rozejrzeć i poczuć wyjątkowy rytm życia.

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Znacie tego mema z nosaczem, który z czułością w oczach mówi „Kuuu… kiedyś to było”? Właśnie tak brzmi ostatni komunikat związkowców z suwalskiego PKS. Państwo związkowcy mentalnie wciąż żyją w PRL. Tyle że teraz postanowili pójść krok dalej: napisali pismo, w którym… sami nazywają siebie „wrzodem na dupie”. Nie, to nie jest mem. To jest dokument. Oficjalny. Podpisany.

To, co tam wyprodukowali, to jest literacko-polityczny bigos. Wrzucili wszystko: strach przed „sprzedażą nieruchomości”, brak „wizji rozwoju”, jakieś opowieści o mobbingu, plus wątek rodem z filmu Barei – propozycję, by spółkę przekazać pracownikom za symboliczną złotówkę. Zero faktów, zero danych, zero wyceny – za to pełen kocioł narzekań i personalnych wycieczek. Jeśli ktoś kiedyś zrobi podręcznik „Jak kompromitować się na papierze”, to to pismo będzie miało złotą ramkę.

Oddanie suwalskiego oddziału PKS Nova związkowcom za darmo? To brzmi jak scenariusz komedii, ale takiej, po której widz wychodzi z poczuciem, że ktoś go okradł z czasu i pieniędzy. Nigdy, przenigdy nie pokazali żadnego planu finansowego. Żadnej analizy ryzyka. Żadnego harmonogramu. Po prostu: „Dajcie nam kluczyki, a jakoś to będzie”. Takie „jakoś” to można usłyszeć od pijanego wujka na „weselu”, który gości raczy barwnymi opowieściami jak to kiedyś naprawiał malucha w stodole i „jakoś” było dobrze, a nie od ludzi, którzy chcą przejąć kawałek spółki z milionowymi obrotami i zobowiązaniami.

Kto będzie finansował remonty taboru? Kto będzie spłacał zobowiązania? Kto podpisze umowy z dostawcami paliwa? Kto wyłoży kasę na nowe autobusy? Pracownicy? No jasne. Bo przecież każdy kierowca ma w domu 3 miliony w skarpecie i portfel pełen kontaktów z bankami inwestycyjnymi. W realnym życiu wyglądałoby to tak: bieg pod Urząd Marszałkowski z wyciągniętą ręką i tekstem „Dajcie, bo inaczej nie pojedziemy”. Można mieć „misję”, ale misja nie opłaca faktur za części i opony.

A teraz uwaga, bo będzie wisienka na torcie. Opozycja, czyli PiS, która razem ze związkami rwie szaty nad rzekomym „upadkiem” PKS Nova, jeszcze niedawno pompowała w tę firmę miliony złotych. I co? I nic. Teraz ci sami ludzie, którzy wtedy trzymali ster, stoją z boku, pokazują palcem i krzyczą na ludzi, którzy próbują ogarniać ten bajzel. Zamiast sensownych propozycji – nowych linii, promocji biletowych, przemyślanych zmian w rozkładzie – mamy medialny kabaret.

Wywiady, sesje nadzwyczajne, groźne miny. Zero konkretów. Ani jednego sensownego pomysłu, który można by wprowadzić jutro rano. Bo po co się męczyć z mapą, kalkulatorem i pytaniami do pasażerów o ich preferencje, skoro łatwiej jest odpalić kolejną konferencję prasową i udawać, że się „walczy o dobro ludzi”. Efekt? PKS Nova nadal działa, ale to jest najwyraźniej kompletnie niewygodne dla tych, którzy żyją z marudzenia.

W tej farsie nie chodzi o pasażerów, nie chodzi o rozwój, nie chodzi o sensowne zarządzanie. Chodzi o to, żeby dowalić marszałkowi województwa – tylko dlatego, że stoi na czele koalicji zbudowanej z przeciwników PiS. Tego samego PiS, który zwyciężył w wyborach samorządowych, posiadając najwięcej radnych i nie potrafił zbudować koalicji. Tylko dlaczego za tą nieudolność mają cierpieć pasażerowie i zwykli pracownicy PKS Nova? Dlaczego wszyscy mamy wysiadać na przystanku „Ruina”?

Featured Video Play Icon

Podlaskie kamperem. Co można zwiedzać? Niech te filmy będą podpowiedzią.

Youtubowy kanał NieDoZajechania w ostatnim czasie opublikował dużo filmów związanych z województwem Podlaskiem. To kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzać nasz region samochodem czy kamperem. A takich nie brakuje. Turystyka w województwie kwitnie! A to dlatego, że Podlasie to jeden z tych regionów Polski, w których czas płynie wolniej, a krajobrazy potrafią zahipnotyzować nawet najbardziej zaprawionego w podróżach turystę. Wyruszając w trasę kamperem, zyskujemy pełną wolność – możemy zatrzymać się tam, gdzie akurat nas zauroczy widok, i spędzić noc w miejscach, w których cisza ma swoją własną melodię. Proponowana trasa pozwoli odkryć nie tylko przyrodę i architekturę, ale też klimat pogranicza kultur, w którym miesza się wpływ wschodu i zachodu.

Start od północy – Augustów i Studzieniczna

Podróż warto rozpocząć w Augustowie – miasteczku otoczonym jeziorami, które słynie z Kanału Augustowskiego i rejsów statkami. Tutaj można spędzić dzień na plażowaniu, spróbować lokalnych ryb, a wieczorem zaparkować kampera w pobliżu jeziora Necko czy Białego. Kilka kilometrów dalej, w Studzienicznej, czeka nas sanktuarium Matki Bożej, położone malowniczo na wyspie, do której prowadzi drewniany mostek. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego – z jednej strony jest spokojne i sprzyja refleksji, z drugiej oferuje piękne panoramy i możliwość krótkiego spaceru nad wodą.

Kraina Biebrzy – dla miłośników natury

Kierując się na zachód, wjedziemy do Biebrzańskiego Parku Narodowego – największego parku narodowego w Polsce, znanego z rozległych bagien i torfowisk. To raj dla ornitologów, ale nawet bez lornetki można zachwycić się tutejszymi krajobrazami. Drewniane kładki, wieże widokowe i możliwość nocowania na dziko w okolicy sprawiają, że kamperzyści czują się tu jak w domu. Poranne mgły nad Biebrzą to widok, który na długo zostaje w pamięci.

Kolejny etap to spotkanie z tatarską historią w Bohonikach i Kruszynianach. Małe, drewniane meczety i cmentarze przypominają o tym, że Podlasie od wieków jest mozaiką kultur. W Kruszynianach obowiązkowo trzeba spróbować tatarskich specjałów. Dalej na południowy wschód, tuż przy granicy, leży maleńka Jałówka z ruinami kościoła. A dalej Koterka, gdzie jest drewniana cerkiew. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Nie ma tu tłumów, za to towarzyszy nam poczucie, że jest się na końcu świata.

Z Koterki warto udać się do Mielnika, miasteczka położonego nad Bugiem, gdzie można zwiedzić ruiny kościoła zamkowego, podziwiać krajobrazy doliny rzeki i odwiedzić punkt widokowy na Górze Zamkowej. Kilka kilometrów dalej znajduje się prawosławne sanktuarium na Grabarce – góra porośnięta tysiącami krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów. To miejsce przepełnione jest symboliką i spokojem, a zarazem robi ogromne wrażenie swoją prostotą.

W Drohiczynie, dawnej stolicy Podlasia, czas warto przeznaczyć na spacer po rynku, wizytę w muzeum kajakarstwa i rejs po Bugu. Miasteczko ma swój urok – ciche uliczki, zabytkowe kościoły i panoramę rzeki, którą można podziwiać z Górki Zamkowej. Wieczorem można tu znaleźć przyjemne miejsce postojowe nad samym Bugiem.

Kraina Otwartych Okiennic – wioski jak z pocztówki

Przed powrotem warto przejechać przez Krainę Otwartych Okiennic – region, w którym zachowały się pięknie zdobione drewniane domy, cerkwie i kapliczki. Trzy najbardziej znane wsie to Trześcianka, Soce i Puchły, ale jadąc kamperem można zbaczać z głównych dróg, by odkrywać mniej znane miejscowości. Kolorowe okiennice, rzeźbione ganki i bujne ogrody sprawiają, że każdy kadr nadaje się na pocztówkę.

Białowieża i Hajnówka – serce Puszczy

Podróż warto zakończyć w Białowieży, gdzie można wybrać się na piesze lub rowerowe szlaki po Puszczy Białowieskiej. Spotkanie z żubrem w rezerwacie pokazowym, spacer do dębu Jagiełły czy przejażdżka wąskotorową kolejką w Hajnówce to atrakcje, które docenią zarówno dorośli, jak i dzieci. Białowieża i Hajnówka to miejsca, które wciągają. Te pierwsze swoją ciszą i majestatem natury – idealne, by zakończyć podróż w spokojnym rytmie. To drugie, by skosztować cudownych wypieków.

Podlasie to połączenie swobody podróżowania z możliwością zanurzenia się w unikalnym klimacie regionu. To tu można w jeden dzień przejechać od tatarskiego meczetu przez prawosławną cerkiew, po katolicką katedrę, a po drodze podziwiać dziką przyrodę, która nie ustępuje tej znanej z parków narodowych Europy. Taka trasa nie wymaga pośpiechu – najlepiej dać się ponieść drodze, zatrzymywać tam, gdzie widok zachwyci, i pozwolić, by Podlasie samo opowiedziało swoją historię.

Zalew w Wasilkowie to hit tego lata. Trzeba było powiększyć parking.

Zalew w Wasilkowie to hit tego lata. Trzeba było powiększyć parking.

Wystarczyły dwa miesiące od otwarcia zalewu w Wasilkowie po remoncie, by się przekonać jak bardzo takiego miejsca brakowało. W kontrze do bardzo kiepskich (i płatnych) Dojlid, białostoczanie  zaczęli przyjeżdżać masowo na odnowioną infrastrukturę tuż „za miedzę”. Nieoczekiwanie zrobiły się gigantyczne tłumy. A można było je nie tylko zobaczyć jadąc ul. Białostocką, ale też choćby ulicą Jurowiecką w Wasilkowie – gdy samochody były zaparkowane gęsto przy jednej z głównych dróg w miasteczku, utrudniając przy tym przejazd.

Dlatego wychodząc naprzeciw potrzebie osób zmotoryzowanych, które docierają nad zalew samochodami lub motocyklami, zorganizowana została dodatkowa, bezpłatna przestrzeń do pozostawiania pojazdów. Ponadto na wspomnianej ul. Jurowieckiej nie można się już zatrzymywać, dzięki czemu mieszkańcom nie będzie utrudniany ruch.

Warto przy tej okazji zastanowić się jak bardzo źle jest na białostockich Dojlidach, że aż tak wiele osób woli jechać do Wasilkowa nad zalew. Cóż, powiedzieć, że jakość białostockiego zalewu pozostawia wiele do życzenia, to nic nie powiedzieć. Kompletnie zarośnięty i zamulony przypomina ogromną sadzawkę, A wszelkie atrakcje wodne pozostawione na nim komicznie kontrastują. I co najśmieszniejsze – za to wszystko trzeba jeszcze płacić. Nic dziwnego, że mieszkańcy z całej okolicy wolą pluskać się w Supraśli.

Białystok ma nową atrakcję. To tężnia w Parku Planty.
fot. Bialystok.pl

Białystok ma nową atrakcję. To tężnia w Parku Planty.

Nowoczesna, sucha tężnia solankowa w białostockim Parku Planty jest już dostępna dla mieszkańców. Równocześnie trwają również prace nad dwoma kolejnymi tężniami w innych częściach miasta. Powstają one w ramach Budżetu Obywatelskiego. Sucha tężnia solankowa to altanka o powierzchni ok. 50 mkw, gdzie rozprzestrzenia się aerozol solny. Powietrze w tężni jest pobierane z zewnątrz za pomocą kanału wentylacyjnego i poddane filtracji, osuszeniu oraz obróbce. Obiekt jest przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

Osoby przebywające w tężni poddadzą się procesowi haloterapii (terapia suchą solą). To naturalny sposób leczenia chorób układu oddechowego i skóry. Podczas wdychania specjalnie przygotowanego solnego powietrza cząsteczki dostają się do dróg oddechowych w płucach, rozkładając i uwalniając jony ujemne. Jony ujemne stymulują wyściółkę dróg oddechowych, oczyszczając je ze śluzu i jednocześnie wzmacniając odpowiedź immunologiczną na patogeny. Słony aerozol reagując ze skórą, rozwiązuje różne schorzenia skóry. Haloterapia pomaga złagodzić objawy m.in. alergii, astmy, zapalenia oskrzeli, mukowiscydozy, zapalenia zatok, zapalenia skóry, trądziku czy egzemy.

Równocześnie trwają również prace nad dwoma kolejnymi tężniami w innych częściach miasta. Powstają one w ramach Budżetu Obywatelskiego. Przy ul. Szkolnej na Starosielcach powstaje obiekt o powierzchni ok. 50 m². Będzie tam nowa nawierzchnia, ławki, oświetlenie, stojak na rowery. Druga tężnia powstaje w Parku im. Jadwigi Dziekońskiej (przy spodkach). Tamtejsza będzie nieco większa, bo jej powierzchnia wyniesie aż 75 m². Oprócz samej tężni zostaną tam również wykonane ścieżki, oświetlenie oraz cała niezbędna infrastruktura.

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?

Jeżeli szukasz miejsca, w którym da się połączyć leniwe plażowanie z kameralnym klimatem małego miasteczka, Siemiatycze sprawdzą się zaskakująco dobrze. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy, około półtorej godziny z Białegostoku wystarczą, by zamienić wielkomiejski szum na szum fal sztucznego zalewu i odetchnąć zapachem lasu opadającego ku dolinie Bugu.

Już pierwszy spacer po rynku pokazuje, że to miasto lubi łączyć stare z nowym. W samym centrum stoi klasycystyczna synagoga – dziś siedziba Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. Kilkadziesiąt kroków dalej stoi też dawny Dom Talmudyczny. Jednak kiedy słońce rośnie nad dachami, najłatwiej podążyć za mieszkańcami – prosto nad wodę. A jest w czym wybierać, bo miasteczko ma dwie plaże.

Pierwszy zalew położony jest najbliżej centrum miasta – sąsiaduje z terenem zielonym wykorzystywanym na potrzeby miejskich wydarzeń promocyjnych. Nad drugim zalewem znajduje się strzeżone kąpielisko z plażą, pływającym pomostem, boiskiem do siatkówki plażowej, siłownią zewnętrzną, placem zabaw, wypożyczalnią sprzętu wodnego. Zalewy nr 1 i 2 z plażami łączy ścieżka pieszo-rowerowa oraz rekreacyjna „trasa zdrowia”. W sąsiedztwie zbiorników znajdują się obiekty sportowe: stadion miejski, skatepark oraz zespół boisk m.in. do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i kort tenisowy. Trzeci zalew bez plaży to oaza spokoju uczęszczana głównie przez wędkarzy. W pobliskim lesie znajdują się dwie oznakowane trasy piesze długości 2,3 km i 6 km.

Ci, którzy odwiedzają miasto poza sezonem plażowym, nie muszą rezygnować z Siemiatycz. Miasto może nie epatuje monumentalną historią, choć po drodze trudno nie zauważyć barokowego kościoła Wniebowzięcia NMP czy sfinksów strzegących niegdyś bramy pałacu. Resztę zostaw przestrzeni – miasto pokaże Ci, jak smakuje podlaski slow‑life.

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.
fot, Facebook Rafała Rudnickiego, wiceprezydenta miasta Białegostoku

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.

Na mapie Białegostoku pojawi się wkrótce nowe, wyjątkowo zielone i przyjazne mieszkańcom miejsce. Dobiega końca rewitalizacja stawu na osiedlu Bema, w rejonie ulic Bema i Absolwentów. Przez ostatnie miesiące prowadzono tu intensywne prace, które obejmowały oczyszczenie i pogłębienie zbiornika wodnego, a także przygotowanie jego otoczenia tak, by stało się ono przestrzenią do odpoczynku i aktywnego spędzania czasu.

W ramach inwestycji powstały drewniane pomosty, które umożliwią bezpośredni kontakt z wodą oraz obserwowanie przyrody z bliska. Dookoła stawu wytyczono nowe ścieżki – zarówno betonowe, jak i piaskowe – które stworzą malownicze trasy spacerowe. Nie zabrakło też elementów małej architektury, takich jak wygodne ławki, na których będzie można przysiąść i podziwiać widoki, oraz urządzenia siłowni plenerowej, zachęcające do ruchu na świeżym powietrzu.

Nowe miejsce ma szansę stać się ulubionym punktem spotkań mieszkańców osiedla Bema i okolic. Dzięki połączeniu zieleni, wody i strefy rekreacyjnej będzie to przestrzeń zarówno do rodzinnych spacerów, jak i aktywnego wypoczynku. Już wkrótce każdy będzie mógł tu odpocząć, poobserwować ptaki czy po prostu cieszyć się urokami przyrody w samym sercu miasta.

Featured Video Play Icon

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Zamiast malować rdzę, wietrzyć smród i likwidować brud, woli zbudować nowe. Przecież to oczywisty dowód szaleństwa! Mowa tu o prezesie PKS Nova, który rozpętał ostatnio dziką awanturę, bo śmiał swoim pracownikom zbudować nowoczesne i czyste miejsce pracy. Brakuje jeszcze zarzutu, że podmienił kawę w automacie na zbożową. To co zobaczycie na zdjęciach i filmie może być dla Was szokujące. A jeszcze związkowcy, ramie w ramię z politykami PiS walczą, by nie budować nowej bazy. Aż chciałoby się przodującemu w „walce” byłemu marszałkowi Arturowi Kosickiemu powiedzieć – człowieku obejrzyj w jakich warunkach ludzie tu pracują. Zobacz co im swoimi protestami fundujesz.

Co najbardziej żałosne, wygląda na to, że przez Kosickiego przemawia wyłącznie urażona duma. Jego formacja PiS zwyciężyła w wyborach do Sejmiku, ale nikt z nimi nie chciał tworzyć koalicji. Trudno bowiem logicznie argumentować po co były marszałek broni tej ruiny, wmawiając pracownikom PKS Nova i opinii publicznej, że jest to lepsze niż planowana, nowoczesna baza. Nie śmiejcie się – to nie są zwykłe bazy. To pomniki. To sanktuaria autobusowości. Związki zawodowe pod rękę z Kosickim już dawno powinny zgłosić je do rejestru zabytków, a najlepiej – wpisać na listę dziedzictwa UNESCO. Tam, między Wielkim Murem Chińskim, Puszczą Białowieską powinna znaleźć się rozpadające się budynki.

Ale o co cała awantura? Zbigniew Wojno czyli prezes PKS Nova niedawno ogłosił, że zamierza te „skarby” sprzedać (o ile ktoś to w ogóle będzie chciał kupić). Tymczasem zamiast nich planowany jest jeden samowystarczalny energetycznie i funkcjonalny punkt, skupiający w jednym miejscu bazę obsługującą cały teren południowy (czyli Łomżę, Zambrów i Wysokie Mazowieckie). Nowe warsztaty, stacja kontroli pojazdów, myjnia oraz kanały warsztatowo będą w założeniu nie tylko obsługiwać PKS Nova, ale też mają być udostępnione podmiotom zewnętrznym, co przełoży się na dodatkowe źródło dochodów.

Chyba, że pracownicy zostaną z tym co jest teraz, bo wspomniany Kosicki w wywiadzie dla Dzień Dobry Podlaskie przebąkiwał możliwość strajków.  Inaczej mówiąc związkowcy rozważają narażenie swojej firmy na gigantyczne straty tylko po to by zrobić dobrze dla PiS-u. Bo innej korzyści z tego nie będzie. Działacze zażądali głowy prezesa PKS Nova. Oprócz wspomnianej walki o rozpadające się bazy, dołożyli jeszcze kilka innych śmiesznych zarzutów.

Na przykład doprowadzenia do zapaści finansowej spółki. Wystarczy jednak prześledzić ostatnie 10 lat, by zobaczyć że w tym czasie pod rządami różnych prezesów spółka była cały czas na minusie na miliony złotych. A międzyczasie sprzedała swoje tereny przy ul. Fabrycznej, oddała 45 proc. terenów obecnego dworca w Białymstoku w zamian za wybudowanie nowoczesnego budynku i zaplecza. Czy wtedy związkowcy mieli coś przeciwko?

Każdy, kto prowadzi firmę doskonale wie, że sam wynik finansowy nie jest najważniejszy. Można być na minusie do momentu, gdy jest się w stanie pokrywać koszty na działalność bieżącą. Jeżeli nie brakuje na wypłaty, paliwo, części, raty kredytów czy rachunki to znaczy, że nic złego się nie dzieje. Bo firma nie tylko ma wydatki, ale też zarabia! Tymczasem nie tak dawno związkowcy wynegocjowali z obecnym prezesem podwyżki. Więc skoro martwią się o sytuację finansową spółki, może powinni się ich zrzec?

Związkowcy dawniej byli też przeciwko łączeniu PKS-ów Łomży, Zambrowa, Siemiatycz, Suwałk i Białegostoku w jedną spółkę. Dlaczego? Znów wygrała tutaj wiara, że kiedyś to było. A że autobusy się zużywają i trzeba kupować nowe? Gdzie tam lepiej było smrodzić starymi autosanami w nieskończoność i serwisować je w zapuszczonych bazach. I teraz po latach widać jak na dłoni kto ma racje. W Łomży, Wysokiem Mazowieckiem i Zambrowie stoją bazy, które kosztują krocie, ale związkowcy chcą je trzymać jak relikwie. Po co? Bo są. A że generują miesięczne straty rzędu 90 tysięcy złotych? To już ich nie interesuje. Aż łza się w oku kręci. Jakby PKS to nie była firma, ale muzeum PRL-u.

Mamy nadzieję, że nikt na poważnie związkowego betonu z politykami PiS pod rękę słuchać nie będzie. Bo z takimi doradcami, PKS wróciłby do swoich mrocznych czasów, gdy stare, zdezelowane pojazdy woziłyby powietrze, bo nikt nie chciałby tymi trupami jeździć. Najbardziej na robieniu tej polityki cierpią pasażerowie ze zwykłymi pracownikami PKS. Bo to oni zostaną z tą ruiną.

Featured Video Play Icon

Drohiczyn to południowa perła Podlasia. Co tu warto zobaczyć?

Drohiczyn nie należy do miejsc, które krzyczą swoją obecnością z billboardów czy pierwszych stron przewodników turystycznych. Leży cicho, nad rzeką Bug, na południowych krańcach województwa podlaskiego, trochę jakby poza głównym nurtem podróżniczych szlaków. A jednak ci, którzy choć raz się tu zatrzymali – nawet na krótki dzień – wracają z poczuciem, że odkryli coś bardzo osobistego. Miejsce, gdzie czas płynie nieco inaczej, a historia i natura żyją obok siebie w zadziwiającej harmonii.

Jeśli masz tylko jeden dzień, Drohiczyn nie będzie cię poganiał. Wręcz przeciwnie – zaprosi cię do niespiesznej wędrówki przez swoją historię, przyrodę i duchowe dziedzictwo. Poranek najlepiej zacząć od spaceru po nadrzecznych bulwarach. To tutaj Bug pokazuje swoją najłagodniejszą twarz – szeroki, spokojny nurt odbijający niebo, ciche trzcinowiska, zapach mokrej trawy. To także świetny moment na pierwsze spojrzenie na panoramę miasta z dołu.

Warto od razu skierować się na Górę Zamkową – to tylko kilkuminutowe podejście, a z jej szczytu roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę Bugu. Tu kiedyś stał zamek, o którym dziś przypomina już tylko nazwa i niewielki obelisk. Ale nawet bez ruin, to miejsce ma w sobie coś z majestatu dawnej siedziby książąt.

Schodząc z góry, niemal automatycznie trafisz do serca Drohiczyna – niewielkiego rynku i jego okolic. To właśnie tu skupia się większość zabytków. Drohiczyn był przez wieki miastem trzech kultur – katolickiej, prawosławnej i unickiej – co dziś można dostrzec w zaskakująco dużej liczbie świątyń jak na tak małe miasteczko.

Zbliżając się do południa, dobrze jest zrobić przerwę na posiłek. Choć Drohiczyn nie oferuje bogatej sceny gastronomicznej, znajdzie się kilka miejsc, które serwują tradycyjne podlaskie dania z prostotą i autentycznością. Kartacze, pierogi, babka czy chłodnik to lokalne rarytasy. Kuchnia, która nie próbuje nikogo zaskakiwać, tylko karmi jak w domu.

Popołudnie warto poświęcić na spotkanie z przyrodą. Można wypożyczyć rower lub po prostu wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, kierując się w stronę przystani. Jeśli pogoda sprzyja, możliwe są także krótkie rejsy na drugi brzeg po Bugu.

Na koniec dnia dobrze jest wrócić na Górę Zamkową lub usiąść na jednej z ławek przy rzece. Zachód słońca nad Bugiem ma w sobie coś z kontemplacji. Nie chodzi nawet o spektakularność barw, choć i one bywają zachwycające, ale o spokój, który w tym miejscu wydaje się być czymś naturalnym, nienarzuconym.

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.
Wigry z widokiem na klasztor, fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.

W samym sercu Suwalszczyzny, krainy ukształtowanej przez lodowiec, rozciąga się malownicza kraina trzech pojezierzy. To miejsce, gdzie przyroda przeplata się z historią, a ludzie z otwartym sercem witają przybyszów opowieściami o dawnych czasach. Nad jednym z najpiękniejszych jezior regionu – Wigry – wznosi się monumentalny pokamedulski klasztor, z którego roztacza się widok niczym z bajki: tafla wody, wysepki i bezkresna przestrzeń.

Tu, tuż obok swojej kwatery, o świcie możesz wejść w mleczne mgły snujące się po łąkach. Światło sączące się przez liście, cienie drzew i cisza tworzą niemal baśniowy klimat. Wystarczy objąć pień drzewa, spojrzeć w górę, by poczuć jego siłę i upływający czas.

Bogactwem tej gminy są jeziora – rynnowe, ciepłe i krystaliczne, a także morenowe, ukryte wśród pagórków. Perłą jest jezioro Wigry z licznymi wyspami, a wśród leśnych ostępów znajdują się mniejsze jeziorka z naturalnie kwaśną wodą, które można podziwiać z drewnianych kładek.

W krajobraz wpisuje się również Czarna Hańcza – rzeka wijąca się przez Suwalski Park Krajobrazowy aż po lasy Wigierskiego Parku Narodowego. To jedna z najpiękniejszych tras kajakowych w Polsce. Spokojna podróż jej nurtem to nie tylko kontakt z naturą, ale też okazja do poznania gościnnych mieszkańców, częstujących jagodziankami i domowymi wypiekami.

Najcenniejszym zabytkiem regionu jest z pewnością klasztor kamedułów w Wigrach – potężna budowla z XVII wieku, wzniesiona na półwyspie w sercu jeziora. Otoczona eremami, z tarasem widokowym i kościołem, była kiedyś jednym z najbogatszych klasztorów tego zakonu w Europie.

Warto też zajrzeć do drewnianego kościoła w Żylinach i odwiedzić Małą Hutę – dawną siedzibę dworską, gdzie niegdyś działała huta szkła prowadzona przez zakonników.

Zapach powietrza, spokój, którego nie znajdziesz w mieście, i niezwykła energia, którą daje ta ziemia – tego nie da się ująć w słowach. Suwalszczyznę trzeba poczuć, zobaczyć i przeżyć. Wtedy zostanie w sercu na długo.

Featured Video Play Icon

Oto dlaczego Siemianówka zabija Narew. Nawet padający deszcz nie pomaga!


Wodowskazy IMGW w miejscowości Narew – pierwszym posterunku poniżej zapory zbiornika Siemianówka – pokazały, że lustro wody opadło do 32 cm, czyli poniżej połowy historycznej średnio-niskiej wody. Tak głębokiej niżówki nie da się już tłumaczyć chwilowym brakiem opadów, bo padało intensywnie cała noc i nic to nie dało. Pokazuje to tylko słabość konstrukcji, która miała Narwę przed suszą zabezpieczać – Zbiornika Siemianówka.

Siemianówka to zbiornik płytki i rozległy. Z powierzchniowej tafli paruje przeciętnie 350–400 mm wody rocznie. Przy trzydziestu kilometrach kwadratowych lustra Siemianówka traci zatem około 12 mln m³ na samym tylko parowaniu – dwadzieścia procent rocznego zapasu użytkowego. Im bardziej zbiornik wysycha, tym mniej ma do oddania w dół rzeki i tym szybciej ucieka pozostała część. Paradoksalnie więc obiekt, który miał „wstrzymywać” powodzie i wyrównywać przepływy w suszy, sam przyspiesza odwodnienie doliny.

Po spiętrzeniu Narwi zanikły długie, łagodne wiosenne wezbrania, a letnie niżówki stały się głębsze i częstsze; osłabły również kulminacje potrzebne do okresowego zalewania łąk Narwiańskiego Parku Narodowego. Obecnie Siemianówka jest jednym z głównych czynników niszczących wielokorytowe odcinki rzeki.

Do problemów hydrologicznych dochodzi jakość wody. Nad Siemianówką, latem regularnie zakwitają w niej sinice, które produkują toksyczne mikrocytyny. Badania wykazały, że te toksyny są wykrywalne nawet 130 km poniżej zapory, pogarszając parametry Narwi.

Współczesny bilans jest więc prosty: rezerwa wody maleje przez parowanie szybciej, niż mogłaby być wykorzystana w okresach suszy. Do tego zakwity sinic pogarszają jakość wody, a co za tym idzie całe środowisko naturalne. Zbiornik nie stanowi kluczowego źródła wody pitnej. Usunięcie zapory ziemnej oznaczałoby raczej koszt rozbiórki niż jakąś wartościową infrastrukturę.

Co w zamian? Powolne spuszczenie wody, odsłonięcie dawnego koryta i pozwolenie Narwi, by odzyskała naturalną dynamikę. W miejsce jednego dużego lustra powstałaby mozaika okresowych rozlewisk, które – tak jak dawniej – gromadziłyby wodę w torfowiskach i łęgach, naturalnie regulując rzekę. W obliczu coraz cieplejszych i suchszych lat Siemianówka działa jak olbrzymie sito, przez które woda ginie zamiast służyć dolinie. Otwarcie rzeki, odbudowa drobnej retencji w dopływach i przywrócenie naturalnych progów w korycie dadzą Narwi o wiele skuteczniejszą tarczę przed suszą niż siedem kilometrów ziemnej grobli. Im szybciej odetkniemy ten korek, tym więcej wody i życia zostawimy „polskiej Amazonce” – i tym pewniej będziemy patrzeć na lato bez strachu, że rzeka znów zniknie z wodowskazów.

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

Gdzieś na granicy Podlaskiego – tam, gdzie Bug rysuje krętą linię dzieląc Podlasie na północ i południe, rozciąga się gmina Mielnik. Kamera z lotu ptaka ukazuje falujące wzgórza, przecinane smugami porannej mgły. Tu, na Wysoczyźnie Drohickiej, natura i człowiek od wieków współistnieją w harmonii. To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem – rytmem Bugu.

Wędrując tutejszymi szlakami, człowiek niepostrzeżenie przenosi się w przeszłość. Wzgórza, jakby wyrwane z innej epoki, skrywają tajemnice geologiczne i historyczne, a śpiew ptaków miesza się z echem dawnych opowieści. Mówi się o nich: Bieszczady Podlasia. I nie bez przyczyny – to właśnie tutaj znajdują się najwyższe wzniesienia na wschód od Warszawy, porośnięte lasami, które zajmują ponad 60 proc. powierzchni gminy. W ich cieniu ukryte są rezerwaty – „Uszeście”, „Grąd Radziwiłłowski”, „Głogi” – chroniące rzadką roślinność i dzikie ostępy Doliny Bugu.

Ale Mielnik to nie tylko raj dla przyrodników. To także teren przesycony historią, która nie zginęła w kronikach, ale wciąż żyje w kamieniach, ruinach i opowieściach. Na wzgórzu – ruiny zamku litewskich książąt, z widokiem, który zapiera dech. W cieniu cerkwi i kościołów XIX i XV wieku – mury, które przetrwały wojny, pożary i zmiany granic. A na skraju miejscowości – unikat: jedyna w Polsce czynna kopalnia kredy, otwarta dla tych, którzy chcą zajrzeć pod powierzchnię ziemi, dosłownie.

Gmina Mielnik to miejsce, które nie krzyczy – ale przyciąga. Nie oferuje hałaśliwych atrakcji, ale pozwala wsłuchać się w siebie. Dla jednych – to weekend z dala od miasta. Dla innych – wędrówka przez czas, naturę i historię. A dla wszystkich – dowód na to, że są jeszcze miejsca, gdzie można po prostu być.

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?

Mońki to spokojne, położone wśród zielonych pól i lasów miasto w województwie podlaskim, które stanowi idealne miejsce na rodzinny wypoczynek z dala od zgiełku dużych miast. Otoczone piękną przyrodą i bogate w ciekawe miejsca, stanowi znakomitą bazę wypadową do atrakcyjnych miejsc w regionie. Jeśli planujecie wypoczynek z dziećmi na łonie przyrody i nie chcecie całkowicie odcinać się od podstawowych usług typu stacja benzyna czy apteka, znajdziecie tu szereg interesujących aktywności, które sprawią radość zarówno młodszym, jak i starszym członkom rodziny.

Gdy zapragniecie aktywności na świeżym powietrzu, koniecznie odwiedźcie Biebrzański Park Narodowy, oddalony od Moniek zaledwie o kilkanaście kilometrów. To jeden z największych parków narodowych w Polsce, słynący z unikalnych ekosystemów bagiennych i różnorodnych gatunków ptaków. Dla rodzin z dziećmi szczególnie atrakcyjne będą ścieżki edukacyjne, które poprowadzą Was przez tereny mokradeł i lasów, jednocześnie umożliwiając poznanie niezwykłej fauny i flory regionu. Kto wie może napotkacie nawet łosia?

Warto również wyruszyć z Moniek do niedaleko położonej Twierdzy Osowiec, znanej z fascynującej historii wojskowej. Twierdza oferuje zwiedzanie z przewodnikiem, który opowiada historie pełne emocji, a także ciekawostek o życiu codziennym żołnierzy. Dzieci mogą zobaczyć prawdziwe bunkry, działa i fortyfikacje, które rozbudzają ich wyobraźnię i zachęcają do odkrywania historii. To wyjątkowa lekcja historii na świeżym powietrzu, dostosowana do każdego wieku.

Region Moniek i jego okolic to miejsce, w którym rodziny z dziećmi znajdą dla siebie wiele atrakcji o różnorodnym charakterze. Niezależnie od tego, czy planujecie weekendowy wypad, czy dłuższy wakacyjny pobyt – Mońki i ich okolice zdecydowanie mają czym Was pozytywnie zaskoczyć.

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Bilety bez limitu, darmowe przejazdy dla dzieci, wygodne kursy nad morze oraz nowoczesne rozwiązania dla turystów i mieszkańców regionu – tak prezentuje się wakacyjna oferta PKS Nova. Latem podróże mają być łatwiejsze, tańsze i dostępne dla każdego. PKS Nova stawia w tym sezonie na praktyczne promocje. Letnia oferta pozwala mieszkańcom i turystom planować codzienne dojazdy, rodzinne wypady i weekendowe wycieczki w elastyczny, wygodny i przystępny cenowo sposób.

Najciekawszą propozycją jest bilet OPEN. Czyli miesięczny bilet na nieograniczone przejazdy dla uczniów i studentów. Za 197 zł można korzystać ze wszystkich linii PKS Nova – także dalekobieżnych – bez limitu i bez ograniczeń tras. W cenie zawarte są m.in. połączenia do Gdańska z Białegostoku czy Suwałk. Inaczej mówiąc za 197 zł można zjeździć całą Polskę!

PKS Nova wspiera rodzinne podróże, oferując promocję 2+2. Wystarczy, że dwie osoby dorosłe kupią bilety, a jedno lub dwoje dzieci do 16. roku życia pojedzie z nimi bezpłatnie. Promocja obowiązuje na trasach prowadzących do najciekawszych zakątków województwa: Augustowa, Białowieży czy Tykocina. To idealna okazja na wspólną jednodniową wycieczkę – bez nadwyrężania domowego budżetu. Bilety będą dostępne od 1 lipca w kasach na dworcach oraz u kierowców.

Osoby korzystające z biletów miesięcznych nie zostają pominięte. Każdy pasażer, który zakupi bilety miesięczne na lipiec i sierpień, otrzyma wrześniowy bilet z 35 proc. zniżką. To ukłon w stronę pasażerów, którzy również latem pozostają aktywni zawodowo.

Z myślą o urlopowiczach, PKS Nova uruchomiła wygodne połączenia do Gdańska. Autobusy kursują: z Suwałk przez Giżycko, Mrągowo, Olsztyn i Elbląg, a także z Białegostoku przez Łomżę, Ostrołękę, Olsztyn i Elbląg.

Wakacyjną nowością jest również „Turystyczna Ósemka” – specjalna linia autobusowa łącząca Białystok z najciekawszymi atrakcjami regionu. Autobus kursuje codziennie do 31 sierpnia, wykonując trzy kursy (08:30, 11:00, 16:00). Na trasie znalazły się m.in. Tykocin, Kurowo, Choroszcz, Supraśl, Wasilków i Kopna Góra. Bilet dzienny za 8 zł pozwala na nielimitowane przejazdy w ciągu jednego dnia i dowolne wsiadanie/wysiadanie na trasie.

Dodatkowo, w niedziele o 11:00, podczas drugiego kursu, pasażerowie mogą skorzystać z bezpłatnego oprowadzania przez przewodnika PTTK, który opowiada o lokalnych atrakcjach i historii regionu.

Kolejna wakacyjna nowość to trasa Hajnówka – Białowieża, która pozwala na wygodne połączenie z siecią kolejową z miast takich jak Warszawa, Trójmiasto, Białystok, Olsztyn, Ełk czy Siedlce.
Po przyjeździe pociągiem do Hajnówki, bus podjeżdża w pobliże dworca i odwozi pasażera pod wskazany adres w Białowieży lub okolicach. Trasa działa w obie strony – również z Białowieży do Hajnówki, z możliwością dalszej podróży pociągiem.

Aby zamówić przejazd, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki na stronie www.pksnova.pl i podać datę oraz trasę podróży. Po zakupie biletu, dzień przed wyjazdem pasażer otrzyma SMS z potwierdzeniem godziny i szczegółami przejazdu. Bilet kosztuje 20 zł. Usługa jest dostępna do 31 sierpnia 2025 roku. Bilety można kupić online, przez infolinię oraz w stacjonarnych punktach sprzedaży. Zakup u kierowcy nie jest możliwy – rezerwacji należy dokonać najpóźniej dzień przed podróżą.

Featured Video Play Icon

Jeden dzień w Sokółce. Co warto tu zobaczyć?

Sokółka to miejsce, które na mapie Polski mogłoby wydawać się jednym z wielu małych, prowincjonalnych miasteczek. Ale jeśli dać jej jeden dzień i spojrzeć uważnie, okaże się, że ma w sobie coś z duszy pogranicza – trochę wschodu, trochę zachodu, coś głęboko duchowego, a zarazem zaskakująco codziennego. W Sokółce nic nie jest spektakularne na pierwszy rzut oka. Ale może właśnie w tym tkwi jej urok.

Dzień warto zacząć wcześnie, najlepiej o poranku, kiedy powietrze nad pobliskim zalewem Sokólskim jest jeszcze chłodne i pachnie wilgotną trawą. To miejsce, choć technicznie sztuczne, ma swoją dziką poetykę. Często można tu spotkać wędkarzy i biegaczy, a niekiedy nawet miejscowych starszych panów, którzy w ciszy obserwują taflę wody, jakby czekali na coś więcej niż tylko branie ryby. W ciepłe miesiące zalew przyciąga też plażowiczów i rodziny z dziećmi – ale z rana jest spokojnie, niemal intymnie. To dobre miejsce, by na chwilę się zatrzymać i poczuć, że zaczynasz dzień w rytmie zupełnie innym niż ten znany z dużych miast.

Z nad zalewu warto ruszyć pieszo do centrum. Droga nie jest długa, ale pozwala przejść przez Sokółkę tak, jak robią to jej mieszkańcy – bez pośpiechu. Serce miasta to Rynek – nieco klasyczny, nieco z czasów PRL, z fontanną, ławkami i urzędami. Tutaj widać codzienność Sokółki: dzieci idące do szkoły, starsze panie z siatkami na zakupy, kierowców czekających na światłach. Choć może nie wygląda jak miejsce turystyczne, to właśnie tutaj można poczuć prawdziwy puls tego miasteczka.

Jednym z najbardziej symbolicznych punktów na mapie Sokółki jest kościół pw. św. Antoniego Padewskiego. To nie tylko główny kościół w mieście, ale także miejsce, które przyciąga pielgrzymów – zwłaszcza po wydarzeniach z 2008 roku, kiedy doszło tu do zdarzenia uznanego przez wielu za cud eucharystyczny. Niezależnie od osobistych przekonań religijnych, warto wejść do środka choć na chwilę – dla spokoju, dla architektury, dla zrozumienia, jak ważne miejsce w życiu społeczności może odgrywać świątynia.

Jeśli pogoda dopisuje, dobrze jest pojechać w kierunku cmentarza tatarskiego w Bohonikach – jednej z najciekawszych i najbardziej unikatowych atrakcji w okolicach Sokółki. To zaledwie kilka kilometrów od miasta, ale można tam dotrzeć rowerem, a nawet pieszo, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty na spacer.

Bohoniki są maleńką wsią, ale w ich centrum znajduje się meczet i mizar – świadectwo obecności polskich Tatarów, którzy osiedlili się tu kilka wieków temu. Miejsce to emanuje spokojem i prostotą, która działa bardziej niż niejedna wystawna katedra czy zamkowe muzeum. Podobnie rzecz ma się w Kruszynianach, które są bardziej „sławne”.

Jeśli dzień zbliża się ku końcowi, warto wrócić na chwilę nad zalew albo wejść na niewielkie wzniesienia w okolicach miasta i spojrzeć na Sokółkę z góry. Wieczorne światła, powolny ruch samochodów i spokojny rytm życia tworzą atmosferę zamknięcia klamry dnia. To nie jest miejsce, które konkuruje z Gdańskiem, Zakopanem czy Wrocławiem. Ale to też nie jest miejsce, które udaje coś, czym nie jest.

W Sokółce wszystko ma swój czas, swój rytm i swoje znaczenie. Jeden dzień wystarczy, by zobaczyć jej kontury. Ale to, co najważniejsze, zostaje na dłużej – wrażenie, że gdzieś na wschodzie Polski, tuż przy granicy kultur i religii, toczy się życie, które wciąż potrafi być proste, głębokie i piękne w swojej zwyczajności.

Featured Video Play Icon

Suwałki na wakacje. Idealny kierunek dla poszukiwaczy ciszy i natury.

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się spojrzeć na mapę Polski i zastanowić, co kryje się na jej północno-wschodnich krańcach, to odpowiedź często brzmi: spokój, zieleń i przestrzeń. Suwałki, położone z dala od wielkich metropolii, w regionie o nieco surowszym klimacie, skrywają w sobie coś więcej niż tylko cień dawnej historii. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie turystyka wciąż może być doświadczeniem osobistym – bez tłumów, kolejek i wszechobecnych reklam. Weekend w Suwałkach to podróż w powolnym rytmie, w którym równie ważne jak zabytki, są zapach łąki o poranku, dźwięk wiatru nad jeziorem i echo kroków na leśnych ścieżkach.

Z pozoru zwyczajne miasto – Suwałki nie krzyczą do turysty. Nie mają monumentalnych zamków, zatłoczonych deptaków ani kolejek linowych. Mają za to coś znacznie bardziej cennego – autentyczność. Centrum Suwałk to przestrzeń, w której życie toczy się powoli. Pięknie odnowiony park Konstytucji 3 Maja, klasycystyczne kamienice przy ulicy Kościuszki i nieliczne, ale klimatyczne kawiarnie tworzą atmosferę miasta, które nie musi niczego udowadniać. To dobre miejsce na rozpoczęcie weekendu z kawą i spacerem.

Kiedy jednak opuści się centrum miasta i wyruszy choćby kilka kilometrów za jego granice, zaczyna się prawdziwa przygoda. Suwalszczyzna, jako jedna z najbardziej malowniczych części Podlasia, to region pełen kontrastów – wzgórza przeplatają się z jeziorami, pola z lasami, a doliny z morenowymi pagórkami, które przypominają o lodowcowej przeszłości tych ziem. Tu właśnie zaczyna się to, co wielu nazywa „ciszą północnego wschodu”. To nie tylko brak hałasu i miejskiego zgiełku, ale coś znacznie głębszego – poczucie przestrzeni, oddalenia od codzienności, jakby czas nieco się tutaj zatrzymał.

Najlepszym miejscem, by to zrozumieć, jest Suwalski Park Krajobrazowy. Położony zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od Suwałk, rozciąga się wzdłuż granicy z Litwą i oferuje krajobrazy, które zapadają w pamięć na długo. Jezioro Hańcza, najgłębsze w Polsce, o krystalicznie czystej wodzie, potężne głazy narzutowe porozrzucane po łąkach, strome wzgórza i drewniane wioski, gdzie czas płynie tak, jak kiedyś. To przestrzeń, gdzie najlepiej poruszać się pieszo lub na rowerze, zanurzając się w rytm natury. Szlaki nie są trudne, ale widoki – zwłaszcza przy dobrej pogodzie – potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów.

Drugim magicznym miejscem, do którego warto się udać, jest klasztor kamedułów nad jeziorem Wigry. Droga prowadzi przez Wigierski Park Narodowy, równie piękny, choć nieco bardziej dziki niż jego krajobrazowy odpowiednik. Jezioro Wigry to ogromna tafla wody otoczona lasami i trzcinowiskami, na której często można dostrzec żaglówki, kajaki lub zupełną ciszę. Nad jego brzegiem, na niewielkim półwyspie, wznosi się zespół pokamedulski – monumentalny, ale prosty w wyrazie.

Weekend w Suwałkach nie musi być intensywny, by był wartościowy. Wręcz przeciwnie – jego siłą jest spokój. Wizyta tutaj pozwala oderwać się od codzienności, złapać dystans i odetchnąć świeżym powietrzem. To propozycja dla tych, którzy cenią prawdziwy kontakt z naturą, historią i samym sobą. Suwalszczyzna nie narzuca się turystom, ale jeśli ktoś da jej szansę, potrafi nagrodzić go wyjątkowymi przeżyciami.

Dla wielu odwiedzających to właśnie tutaj, w tej nieco zapomnianej części Polski, odnajduje się to, czego tak często brakuje w codziennym życiu – ciszę, przestrzeń i czas. I choć weekend to niewiele, w Suwałkach wystarczy, by poczuć coś więcej niż tylko zmianę miejsca – poczuć prawdziwy wypoczynek.

Featured Video Play Icon

Parada na 600-lecie Kolna

Na wysokim, piaszczystym wzgórzu otoczonym wodami rzeki Pisy oraz rozległymi mokradłami, narodził się gród Kolno – strażnik północno-wschodnich granic Mazowsza. Był XI wiek, a mazowieckie plemiona dopiero zaczynały budować swoją przyszłość na tych trudnych, ale strategicznie ważnych terenach. Gród szybko stał się punktem na mapie, o który toczyły się walki między ambitnymi sąsiadami – wojowniczymi Jaćwingami i zakonem krzyżackim.

Przełomowy dla Kolna był dzień 28 czerwca 1425 roku, kiedy to książę mazowiecki Janusz nadał mu prawa miejskie. W owym czasie taki przywilej nie był tylko formalnością – oznaczał prawdziwą wolność. Mieszkańcy zostali uwolnieni od ceł i sądownictwa książęcych urzędników, co zaowocowało intensywnym rozwojem handlu i rzemiosła. Symbolicznie potwierdził to wczesny, bo jeszcze XIV-wieczny kościół św. Katarzyny, stanowiący serce duchowe miasta.

Jednak rosnąca popularność Kolna i przybywający wciąż nowi mieszkańcy spowodowali, że stare miejsce stało się zbyt ciasne. Książę mazowiecki Bolesław IV podjął więc decyzję o przeniesieniu miasta na nowe miejsce – nad rzekę Łabnę. W nowej lokalizacji Kolno rozkwitło, przyjmując nowoczesny na owe czasy układ szachownicy. W centrum powstał przestronny rynek, od którego promieniście odchodziło osiem ulic. Przeniesiono tam również kościół św. Katarzyny, który nadal stał się punktem orientacyjnym i duchowym przewodnikiem kolneńskich mieszczan.

Lecz spokój był tylko chwilowy. Wraz ze śmiercią Jana III Sobieskiego w 1696 roku, region pogrążył się w chaosie wojny północnej. Kolno przeżyło najazdy Szwedów oraz przemarsz zdetronizowanego króla Stanisława Leszczyńskiego, a mieszczanie – wraz z odważnymi Kurpiami – dzielnie stawiali opór grabieżom i przemocy. Tragiczny okazał się lipiec 1794 roku, kiedy to Prusacy splądrowali i spalili miasto podczas powstania kościuszkowskiego. Wielu mieszkańców zapłaciło najwyższą cenę za udział w walkach o wolność.

Kolno – dziś spokojne miasteczko na Mazowszu – wciąż pamięta swoją burzliwą przeszłość. Jego historia to nie tylko opowieść o walce o przetrwanie, ale także o niezłomności ducha ludzi, którzy mimo przeciwności losu zawsze odradzali swoje miasto z popiołów. I tak już przez 600 lat.

Featured Video Play Icon

Spacer wśród ziół — jak wygląda zwiedzanie w Ziołowym Zakątku?

Na południowym skraju Podlasia, w maleńkiej wsi Koryciny, ukrywa się miejsce, które z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników natury, zdrowego stylu życia i spokoju. Ziołowy Zakątek to nie tylko kolejna atrakcja turystyczna na mapie regionu. To przede wszystkim opowieść o miłości do roślin, tradycji zielarskiej i umiejętnym połączeniu przyrody z edukacją oraz wypoczynkiem.

Już sam wjazd na teren Ziołowego Zakątka jest jak przekroczenie niewidzialnej granicy między codziennym pośpiechem a światem, w którym wszystko zwalnia. Drewniane zabudowania, zadbane ścieżki i wszechobecna zieleń wprowadzają odwiedzających w nastrój wyciszenia. Największym skarbem tego miejsca są jednak ogrody — starannie zaplanowane, różnorodne, a przy tym całkowicie podporządkowane rytmowi natury.

Ziołowy Zakątek żyje także w rytmie pór roku. Wiosną zachwyca soczystą zielenią i kwitnącymi pierwszymi ziołami, latem pulsuje pełnią życia i barw, jesienią kusi zapachem suszonych roślin i zbiorami, zimą natomiast oferuje kameralną atmosferę, rozgrzewające napary.

Zwiedzanie ogrodów w Ziołowym Zakątku to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również swoista lekcja pokory wobec przyrody. Każdy spacer uświadamia, jak wiele zawdzięczamy roślinom i jak ogromną wiedzę kryją w sobie tradycje zielarskie. To miejsce, które niezmiennie zachwyca zarówno tych, którzy odwiedzają je po raz pierwszy, jak i tych, którzy wracają tu regularnie, by na nowo odkrywać piękno podlaskiej przyrody.

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

W meczetach w Bohonikach, Kruszynianach i Białymstoku rozpoczęły się uroczystości związane z Kurban Bajram – jednym z dwóch najważniejszych świąt w islamie. Przez cztery dni polscy Tatarzy będą celebrować Święto Ofiarowania, pielęgnując tradycje, które przetrwały w Polsce od ponad 300 lat.

Polscy Tatarzy to unikatowa wspólnota, której historia sięga XVII wieku, kiedy to osiedlili się na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Choć od pokoleń są Polakami, to zachowali własną tożsamość kulturową i religijną. Największe skupiska tej społeczności znajdują się dziś w województwie podlaskim – zwłaszcza w Kruszynianach, Bohonikach i Białymstoku. Tam też znajdują się jedyne w Polsce drewniane, zabytkowe meczety oraz mizary – muzułmańskie cmentarze, które stanowią świadectwo ich wielowiekowej obecności.

Kurban Bajram, to święto przypominające historię proroka Abrahama, który według przekazu muzułmańskiego był gotów poświęcić życie swojego syna w posłuszeństwie wobec Boga. Współczesnym wyrazem tej ofiary jest rytualny ubój zwierzęcia – najczęściej owcy lub krowy – którego mięso dzielone jest na trzy części: dla rodziny, bliskich i potrzebujących. Rozdawanie mięsa to nie tylko gest solidarności, ale również jeden z filarów islamu – jałmużna.

Featured Video Play Icon

Cuda w Puszczy Białowieskiej.

Kilka dni spędzonych w Puszczy Białowieskiej to nie tylko wędrówka po jednym z najstarszych lasów Europy, ale też podróż do świata dzikiej przyrody, gdzie każdy poranek i każda noc mogą przynieść niezapomniane emocje. Tym razem było ich wyjątkowo wiele.

Choć głównymi bohaterami tego wypadu były wilki – aż jedenaście osobników udało się zaobserwować o świcie – to nie zabrakło też innych mieszkańców puszczy. Wyczekana sóweczka, najmniejsza sowa Europy, pojawiła się w pełnej krasie, a żubry, sarny i żurawie dumnie prezentowały się przed obiektywem. Drobne ptaki, takie jak pleszka, szczygieł czy pokląskwa, dopełniały ten dźwiękowo-barwny spektakl.

Nieco trudniej było tym razem z jeleniami – pojawiły się głównie nocą, uchwycone przez noktowizor i fotopułapki. Za to szalony łoś zaskoczył nie tylko swoją obecnością, ale i zachowaniem, przypominając, że w lesie to one są gospodarzami, a my jedynie gośćmi.

Ten film to nie tylko lista gatunków. To emocje, cisza przerywana klangorem żurawi, i momenty, które zostają w pamięci na długo.

Dlaczego warto mieć kominek w domu – trzy zalety, które czuje się sercem

Dlaczego warto mieć kominek w domu – trzy zalety, które czuje się sercem

Agnieszka nie planowała kominka. Miała w domu ogrzewanie gazowe, nowoczesny piec, programowalny termostat i pełne zaufanie do technologii. Wszystko działało… aż do pierwszej zimowej awarii. Nagle zamarznięte kaloryfery, lodowata cisza i brak prądu uświadomiły jej jedno – komfort to nie tylko liczby na wyświetlaczu, ale ciepło, które można poczuć i zobaczyć. Miesiąc później w salonie stanął kominek – nie z kaprysu, ale z potrzeby. I wtedy odkryła, że to nie tylko źródło ciepła, ale coś znacznie więcej.

Kominek to więcej niż ogień

Źródło niezależnego ciepła – gdy technologia zawiedzie

Kominek to jak zapasowy silnik w samolocie – nie korzystasz z niego codziennie, ale gdy zawiedzie wszystko inne, jesteś uratowany. Niezależny od prądu, gazu czy internetu – wystarczy drewno i zapałki. Własne źródło ciepła daje coś więcej niż komfort – daje spokój. Agnieszka zrozumiała to, gdy przy kolejnej awarii jej dzieci siedziały przy kominku z kubkami kakao, a nie w kurtkach pod kocami.

Magnes rodzinnych chwil – bo ogień łączy

Telewizor może grać w tle, ale to ogień w kominku przyciąga wzrok i zatrzymuje rozmowy. Jest coś pierwotnego w siedzeniu wokół ognia – ludzie robią to od tysięcy lat. Kominek zamienia salon w miejsce spotkań, nawet jeśli wcześniej każdy siedział w osobnym pokoju. Ogień nie potrzebuje Wi-Fi – jego obecność wystarczy, żeby stworzyć atmosferę. Agnieszka mówi, że odkąd mają kominek, kolacje przy stole zdarzają się częściej niż wcześniej. I nie ma w tym nic magicznego – to po prostu ciepło, które przyciąga.

Wartość dodana do domu – i duszy, i portfela

Kominek podnosi wartość nieruchomości. To fakt. Ale nie tylko dlatego warto go mieć. On też nadaje domowi charakteru – tworzy klimat, buduje to „coś”, co sprawia, że dom staje się miejscem, do którego chce się wracać. Architekci to wiedzą – dlatego kominki wracają w nowoczesnych projektach. Agnieszka nie sądziła, że zwykły kawałek ściany z szybą i drewnianą półką zmieni tak wiele. Ale zmienił. Nawet sąsiadka z naprzeciwka teraz przychodzi „na ogień” – i zostaje na herbatę.

Nie tylko dla romantyków

Kominek to nie luksus. To praktyczne, trwałe i emocjonalne rozwiązanie. Daje ciepło w kryzysie, zbiera ludzi w jedno miejsce, buduje wartość domu i atmosferę życia. Agnieszka dziś nie wyobraża sobie zimy bez jego trzasku w tle. A jeśli zastanawiasz się, czy to rozwiązanie dla Ciebie – zajrzyj do specjalistów, którzy doradzą Ci w BTH Elmes przy ul. Nowowarszawskiej 59 w Białymstoku.  Pomogą dobrać odpowiedni model, styl, sposób montażu i zabezpieczenia. Kominek to decyzja na lata – warto ją podjąć mądrze i z sercem.

Materiał partnera

Dlaczego warto zabezpieczyć goły beton w garażu?

Dlaczego warto zabezpieczyć goły beton w garażu?

Kiedy Tomek pierwszy raz zauważył ciemne plamy na podłodze swojego garażu, zignorował temat. „To pewnie tylko wilgoć po deszczu” – pomyślał. Z czasem jednak pojawiły się pierwsze rysy w betonie, a zapach stęchlizny zaczął przeszkadzać nawet jego psu, który dotąd uwielbiał tam spać. Tomek nie był wyjątkiem – wielu właścicieli garaży zapomina, że ta przestrzeń również wymaga zabezpieczenia. Na szczęście rozwiązania są proste i dostępne dla każdego – kluczem jest właściwe użycie chemii budowlanej.

3 sposoby, by garaż służył na lata

Impregnacja posadzki – beton też potrzebuje ochrony

Posadzka w garażu to pierwsza linia frontu. Wchodzi na nią błoto, sól drogowa, kapie olej z silnika, a koła ścierają ją dzień po dniu. Impregnat do betonu działa jak niewidzialna tarcza – wnika głęboko i chroni przed wnikaniem wody oraz chemikaliów. Dzięki temu beton nie pyli, nie nasiąka, a brud można zmyć wilgotną szmatką. Tomek zdecydował się na impregnat do stosowania pędzlem – wystarczyło jedno popołudnie i podłoga wyglądała jak nowa.

Hydroizolacja ścian – suchy garaż, spokojna głowa

Wilgoć w garażu to nie tylko problem estetyczny – prowadzi do pleśni, grzybów i niszczenia konstrukcji. Jeśli ściany przylegają do gruntu, a fundament nie był odpowiednio zabezpieczony, woda znajdzie drogę. Tu z pomocą przychodzą masy uszczelniające i szlamy mineralne, które tworzą elastyczną barierę. Tomek wybrał hydroizolację na bazie polimerów – szybkoschnącą i bezwonną. Efekt? Ani kropli wody, nawet po ulewnej burzy.

Uszczelnianie pęknięć – mała szczelina, duży problem

Pęknięcie w betonie? Większość z nas je ignoruje. Tymczasem woda wnika, zamarza, rozszerza szczelinę i powoduje dalsze uszkodzenia. Najlepszym rozwiązaniem są elastyczne masy poliuretanowe lub żywice, które nie tylko uszczelniają, ale też wzmacniają strukturę. Tomek wstrzyknął żywicę w kilka pęknięć przy bramie – od tamtej pory żadnych niespodzianek.

Gdzie po pomoc?

Dziś garaż Tomka nie przypomina wilgotnego schowka z betonową podłogą. Pachnie świeżością, a narzędzia wiszą w równym rzędzie. Wszystko dlatego, że zrozumiał, że dobra chemia budowlana to inwestycja, nie wydatek. Jeśli chcesz zabezpieczyć swój garaż, ale nie wiesz, od czego zacząć – zajrzyj do sklepu Hydroflex w Białymstoku, przy ul. Zwycięstwa 18. To nowe miejsce, w którym znajdziesz nie tylko szeroki wybór profesjonalnych środków, ale i ludzi, którzy doradzą z pasją i konkretem. Twój garaż Ci za to podziękuje – może nawet pies też wróci tam spać.

Materiał partnerski

Tykocin to fantastyczne miejsce do zwiedzania. Każda okazja jest dobra!

Tykocin to fantastyczne miejsce do zwiedzania. Każda okazja jest dobra!

Położony malowniczo nad Narwią, Tykocin to jedno z najstarszych i najpiękniejszych miasteczek Podlasia. Jego bogata historia, barokowa architektura i wielokulturowe dziedzictwo przyciągają turystów z całej Polski. Spacerując brukowanymi uliczkami, można poczuć ducha przeszłości i odkryć liczne zabytki, które czynią Tykocin wyjątkowym miejscem na mapie Polski. Dodatkowo można spacerować wzdłuż rzeki, a także po niej pływać!

Na pewno zwraca na siebie uwagę Zamek w Tykocinie, pierwotnie wzniesiony w XV wieku przez Jonasza Gasztołda, był ważnym punktem strategicznym Rzeczypospolitej. W XVI wieku został rozbudowany przez króla Zygmunta II Augusta, stając się królewską rezydencją i głównym arsenałem koronnym. Po śmierci króla jego ciało przez 14 miesięcy spoczywało w zamku, oczekując na wybór nowego władcy. Dzisiejszy zamek to imitacja poprzednika. Nie jest to zabytek, a prywatna inicjatywa.

Prawdziwym zabytkiem za to jest wzniesiona w 1642 roku Wielka Synagoga w Tykocinie to jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych synagog w Polsce. Podczas II wojny światowej została zdewastowana przez nazistów, a po wojnie służyła jako magazyn. Dzięki pracom restauracyjnym w latach 70. XX wieku odzyskała swój dawny blask i obecnie mieści muzeum prezentujące historię żydowskiej społeczności Tykocina.

Dominującym elementem Placu Czarnieckiego jest Kościół Trójcy Przenajświętszej, wzniesiony w latach 1742–1750 z fundacji hetmana Jana Klemensa Branickiego. Świątynia zachwyca monumentalną fasadą, bogato zdobionym wnętrzem oraz rokokowymi organami z XVIII wieku. Jest to doskonały przykład barokowej architektury sakralnej na Podlasiu.

Centralnym punktem Tykocina jest Plac Czarnieckiego, otoczony niską, barokową zabudową. Na środku placu stoi pomnik hetmana Stefana Czarnieckiego, jeden z najstarszych świeckich pomników w Polsce, ufundowany w 1763 roku przez Jana Klemensa Branickiego.

Alumnat, zbudowany w latach 1633–1647, był miejscem schronienia dla weteranów wojennych. Obecnie w jego murach mieści się hotel i restauracja.

Warto też dodać, że w Tykocinie można spróbować wyjątkowych smaków w restauracjach, które nie idą „w masówkę”, tylko oferują bogate smakowo potrawy, związane z historią Podlasia i ludzi, którzy tu zamieszkiwali przez lata.

Featured Video Play Icon

Przestrzenie Równiny Bielskiej na Podlasiu. Coś pięknego!

Równina Bielska to rozległy obszar nizinny położony w południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, pomiędzy dolinami Narwi i Bugu. To jeden z najważniejszych elementów makroregionu Niziny Północnopodlaskiej.

Jej krajobraz tworzą łagodne pagórki, szerokie doliny rzeczne oraz liczne łąki, torfowiska i kompleksy leśne, z których najcenniejszym jest Puszcza Białowieska – ostatni naturalny las nizinny Europy. Równina pełni ważną funkcję przyrodniczą i hydrologiczną – to teren źródliskowy i retencyjny, wspierający bioróżnorodność regionu.

Znajdują się tu siedliska wielu rzadkich gatunków ptaków i roślin, co czyni ten obszar wyjątkowym nie tylko w skali kraju, ale i całej Europy.

Położenie geograficzne Niziny Północnopodlaskiej sprawia, że ma ona zupełnie inny charakter niż sąsiednie Pojezierze Litewskie na północy i Nizina Mazowiecka na zachodzie.

W odróżnieniu od pojezierza, które obfituje w jeziora polodowcowe, teren Niziny Północnopodlaskiej jest bardziej jednolity i ubogi w naturalne zbiorniki wodne, za to bogaty w rozległe łąki, torfowiska i rzeki o wolnym nurcie. To obszar o łagodniejszym ukształtowaniu terenu, bez wyraźnych wzniesień i moren, co sprzyja rolnictwu i zachowaniu tradycyjnego, mozaikowego krajobrazu.

W porównaniu z Niziną Mazowiecką, Podlasie Północne cechuje się większą lesistością, wyższym poziomem wód gruntowych i lepiej zachowanymi siedliskami naturalnymi. Dodatkowo, klimat tu jest nieco chłodniejszy i bardziej kontynentalny, co ma wpływ na roślinność i rytm przyrody.

Położenie przy granicy wpływów wschodnich i zachodnich czyni ten region miejscem przejściowym, zarówno pod względem przyrodniczym, jak i kulturowym.

Praczki po remoncie. Teraz to Różanka.

Praczki po remoncie. Teraz to Różanka.

Praczki na Plantach ponownie otwarta dla mieszkańców i turystów. To wyjątkowe miejsce, w którym można będzie podziwiać prawie 3000 róż. Ma szansę stać się stałym punktem na spacerowych trasach w mieście.

Nowa aranżacja różanki obejmuje m.in. układ kwater z różami otoczonymi roślinami jednorocznymi. Łącznie posadzono tu 2970 róż – na rabatach znalazło się 17 gatunków (2570 sztuk), a wzdłuż trejaży 8 gatunków róż pnących (400 sztuk). Rośliny podlewane są dzięki automatycznemu systemowi nawadniania.

Zakres prac obejmował nie tylko nasadzenia, ale także modernizację alejek i wymianę nawierzchni, przebudowę sieci deszczowej i energetycznej, montaż nowego oświetlenia (18 lamp), budowę trejaży, a także posadzenie drzew i krzewów, w tym 40 żywotników. Dla komfortu odwiedzających powstały podjazdy dla osób z niepełnosprawnościami oraz rodziców z wózkami.

Co istotne, konstrukcję podjazdów zmieniono z posadowionych bezpośrednio na gruncie na podwieszane na słupach, aby chronić korzenie pobliskich drzew. Odnowiono także zbiornik wodny przy pomniku „Praczek”, a w parku pojawiły się nowe ławki i kosze na śmieci.

Różanka to część większego projektu rewaloryzacji Parku Planty i Bulwarów Kościałkowskiego. Kompleksowy remont całego terenu potrwa do lutego 2026 r. Łączny koszt projektu wynosi 32,13 mln zł, z czego prace przy różance pochłonęły około 4 mln zł.

Jak naprawić konstrukcje betonowe? Poznaj materiały i techniki

Jak naprawić konstrukcje betonowe? Poznaj materiały i techniki

Beton to jeden z najtrwalszych materiałów budowlanych, jednak nawet on z czasem ulega uszkodzeniom. Pęknięcia, ubytki, odpryski czy korozja zbrojenia to problemy, które pojawiają się zarówno w starszych, jak i nowszych konstrukcjach. Dobra wiadomość? Większość z nich można skutecznie naprawić, pod warunkiem zastosowania odpowiednich materiałów i technologii.

Pierwszym krokiem w naprawie betonu jest diagnoza uszkodzenia. Należy ocenić, czy problem jest powierzchniowy (np. mikropęknięcia, odpryski), czy głębszy, związany z nośnością konstrukcji i korozją zbrojenia. Kluczowe jest też określenie przyczyny – wilgoć, agresywne środowisko chemiczne czy błędy wykonawcze. Dopiero na tej podstawie wybiera się odpowiednie materiały.

Do mniejszych napraw stosuje się najczęściej zaprawy naprawcze cementowe lub polimerowe, które charakteryzują się wysoką przyczepnością i odpornością na warunki atmosferyczne. W przypadku większych ubytków warto sięgnąć po zaprawy konstrukcyjne, często o właściwościach tiksotropowych (czyli nie spływające z powierzchni pionowych). Jeśli problemem jest korozja zbrojenia, konieczne będzie jego oczyszczenie, zastosowanie inhibitorów korozji, a dopiero potem odbudowa otuliny betonowej.

Coraz popularniejsze są również technologie natryskowe (torkretowe), które pozwalają szybko i efektywnie naprawiać większe powierzchnie, np. mosty, wiadukty czy hale przemysłowe. Do zabezpieczenia powierzchni po naprawie stosuje się natomiast powłoki ochronne, np. na bazie żywic epoksydowych czy poliuretanowych, które zwiększają odporność betonu na wodę, sole i promieniowanie UV.

Wybór odpowiedniej technologii i materiałów nie zawsze jest oczywisty, dlatego po fachowe porady można zgłosić się do Sklepu Hydroflex, ul. Zwycięstwa 18, 15-703 Białystok, www.hydroflex24.pl. Eksperci pomogą dobrać najlepsze rozwiązanie do rodzaju uszkodzenia i warunków, w jakich pracujemy.

Pamiętajmy, że prawidłowo wykonana naprawa betonu nie tylko przywraca estetykę, ale przede wszystkim zabezpiecza konstrukcję przed dalszą degradacją, wydłużając jej żywotność nawet o kilkadziesiąt lat. To inwestycja, która się opłaca – zwłaszcza gdy wykonujemy ją zgodnie ze sztuką budowlaną i przy wsparciu specjalistów.

Materiał partnera

Dom czy mieszkanie? Wady i zalety.

Dom czy mieszkanie? Wady i zalety.

Decyzja o tym, czy wybrać dom, czy mieszkanie, to jedno z ważniejszych pytań, przed którym stajemy przy poszukiwaniach idealnej nieruchomości. Obie opcje mają swoje plusy i minusy, a to, co będzie najlepsze, zależy od indywidualnych potrzeb i stylu życia. W tym artykule rozważymy wady i zalety zarówno domów, jak i mieszkań, aby pomóc Ci podjąć świadomą decyzję.

Styl życia a wybór pomiędzy mieszkaniem a domem.

Przed podjęciem decyzji o wyborze między domem a mieszkaniem warto zastanowić się nad własnymi potrzebami, zaletami i niestety wadami każdej z tych opcji. Warto też poszukać biura nieruchomości, które oprócz sprzedaży mieszkań i domów ma też dział doradców. W dobrych i odpowiedzialnych firmach znajdziesz możliwość doradztwa w kwestii nieruchomości np. tutaj: https://www.area-nieruchomosci.pl/

Doradcy otwarcie rozwieją Twoje wątpliwości, bo choć domy, jak i mieszkania mają swoje niezaprzeczalne atuty, istnieją również aspekty, które mogą stanowić wyzwanie, a o których możesz nie wiedzieć i tu jest nieoceniona rola doświadczonych doradców. Atuty są oczywiste w każdym przypadku, co jednak z wyzwaniami? Przyjrzyjmy się potencjalnym niedogodnościom związanym z oboma typami nieruchomości.

Mieszkanie – wygoda, lokalizacja, czyli… same zalety?

Mieszkanie to najczęściej wybór osób, które cenią sobie bliskość do centrum miasta, szybszy dostęp do pracy czy rozrywki.

Nawiązując do słów eksperta z firmy Area Nieruchomości: „Mieszkanie to opcja, która idealnie sprawdza się w przypadku osób szukających wygody i lokalizacji blisko miasta. Warto jednak pamiętać o kwestiach związanych z przestrzenią i prywatnością, które są różne od tych w domu jednorodzinnym” – mówimy- zalety mieszkania są oczywiste. Zwykle lokale mieszkalne znajdują się w dobrze skomunikowanych miejscach, co oznacza łatwy dostęp do sklepów, szkół czy punktów usługowych. Dla osób, które nie lubią codziennego dbania o przestrzeń zewnętrzną, mieszkanie jest wygodnym rozwiązaniem, ponieważ większość obowiązków związanych z utrzymaniem nieruchomości spoczywa na administratorze budynku.

mieszkanie w bloku

Wady mieszkania

Mieszkanie to też czasami pewne niedogodności, chociaż, nie wszyscy tak je postrzegają, to trzeba podkreślić, że mieszkanie to:

  • czasami nieco mniejsza przestronność, szczególnie w porównaniu do domu jednorodzinnego.
  • mniejsza prywatność – w bloku łatwiej o hałas od sąsiadów, a na pewno częściej się tych sąsiadów słyszy, widzi niż w przypadku domu jednorodzinnego.
  • Ograniczona możliwość personalizacji przestrzeni, chociaż deweloperzy coraz bardziej otwierają takie możliwości.

Dom – przestronność i swoboda

Decydując się na dom, zyskujesz większą przestronność, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Ekspert z Area Nieruchomości mówi wprost: „Dom to opcja dla osób, które szukają przestrzeni i swobody. Należy jednak pamiętać o dodatkowych kosztach i obowiązkach związanych z utrzymaniem nieruchomości. Ogród, prace elewacyjne, koszenie trawnika itp. co może być uciążliwe, szczególnie w przypadku dużych domów i mniejszej ilości czasu”.

Domy to opcja, która sprawdza się dla rodzin z dziećmi czy osób, które cenią sobie prywatność i wolność w aranżowaniu przestrzeni. Własny ogród to także ogromny atut – możesz stworzyć przestrzeń do wypoczynku, uprawiać rośliny, a także zapewnić dzieciom miejsce do zabawy.

Jakie są wady domu?

Tak, własny dom ma również ciemne strony:

  • Wyższe koszty utrzymania – ogrzewanie, prąd, woda, remonty oraz konieczność dbania o zewnętrzne przestrzenie.
  • Zazwyczaj większa odległość od centrum miasta, co może wiązać się z dłuższym czasem dojazdu do pracy, czy z utrudnionym transportem dzieci do szkól, przedszkoli, na zajęcia pozalekcyjne.
  • Większa odpowiedzialność za konserwację i naprawy niż w przypadku mieszkania.

koszenie trawnika

Co wybrać? Dom czy mieszkanie?

Ostateczny wybór zależy od Twoich indywidualnych potrzeb i priorytetów. Jeśli cenisz sobie wygodę, bliskość do miasta i mniejsze obowiązki związane z utrzymaniem, mieszkanie będzie lepszym rozwiązaniem. Natomiast, jeśli marzysz o większej przestrzeni, kusi Cię możliwość posiadania własnego ogrodu i nieco większa prywatności, dom może okazać się idealnym wyborem.

To Ty decydujesz o tym czym dla Ciebie jest komfort życia.

Jeśli zastanawiasz się nad kupnem domu, zapoznaj się z ofertą dostępnych nieruchomości w zaufanym linku i miejscu: https://www.area-nieruchomosci.pl/oferty/domy. W ofercie Area Nieruchomości znajdziesz szeroki wybór domów, które spełnią Twoje oczekiwania, mieszkań, które odpowiedzą na Twoje miejskie potrzeby.

Decyzja jest wyzwaniem, ale z odpowiednią pomocą ekspertów na pewno znajdziesz nieruchomość, która spełni Twoje marzenia.

Materiał partnera

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Majówka 2025 na łonie przyrody? Tylko te 3 miejsca w pełni się nadają.

Topiło w Puszczy Białowieskiej, Wyżary, Supraśl i Puszcza Knyszyńska po Sokółkę, Rajgród – to miejscowości, gdzie strefa stanów rzek jest określana jako średnia. W pozostałych miejscowościach stan rzek jest niski. Oznacza to, że jeżeli planujecie majówkę w na łonie przyrody w pobliżu rzeki, to przeważnie zobaczycie suche koryta. Dlatego w tegoroczną majówkę warto przejechać się kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła, wybrać się rowerem przez rezerwaty przyrody w pobliżu Wyżar, Supraśla, Dworzyska aż po Sokółkę. Albo wypożyczyć sprzęt wodny i popływać po jeziorze Rajgrodzkim.

Każde z tych miejsc oferuje wyjątkowe doznania przyrodnicze. Topiło to ukryta w sercu Puszczy Białowieskiej osada, otoczona torfowiskami, stawami i lasami, w których można spotkać żubry, jelenie i liczne gatunki ptaków. Trasa kolejki wąskotorowej sama w sobie jest atrakcją – to podróż przez dziką puszczę, gdzie niemal każda mijana polana zachęca do krótkiego postoju i odpoczynku w cieniu drzew.

Rejon Wyżar to z kolei mozaika lasów, bagien i łąk, a pobliskie rezerwaty, to prawdziwe oazy ciszy i kontaktu z naturą. Supraśl, z zabytkowym monasterem i malowniczymi ścieżkami, łączy historię z krajobrazem. Rowerowa trasa Supraśl – Sokółka to nie tylko przyjemna droga przez Puszczę Knyszyńską, ale też możliwość obserwacji bocianów, saren i dzików na tle ciągnących się wzgórz i wąwozów.

W Rajgrodzie i okolicach z kolei króluje woda – Jezioro Rajgrodzkie jest jednym z najczystszych w regionie. To idealne miejsce na kajak czy rowerek wodny wśród malowniczych okoliczności przyrody.

Niestety, mimo tych naturalnych bogactw, wiele rzek w regionie cierpi z powodu niskich stanów wód. Susze, regulacje koryt oraz osuszanie terenów pod uprawy sprawiły, że niegdyś tętniące życiem strumienie dziś stają się tylko wspomnieniem. Dlatego coraz więcej mówi się o konieczności renaturyzacji rzek – przywracania im naturalnych meandrów, odbudowy mokradeł i odtwarzania łąk zalewowych. Tylko dzięki takim działaniom możliwe będzie zachowanie wodnej bioróżnorodności, poprawa mikroklimatu i przywrócenie życia wielu miejscom, które dziś wysychają na naszych oczach.

Featured Video Play Icon

Nie chcesz wyjeżdżać na majówkę? Wsiadaj w autobus 500 i zwiedzaj Supraśl!

W samym sercu Podlasia, otoczony lasami Puszczy Knyszyńskiej, leży Supraśl – niewielkie miasteczko, które swoim spokojem, historią i kulturą przyciąga coraz więcej turystów. Choć Supraśl nie jest duży, to na jego terenie kryje się zaskakująco wiele miejsc, które warto zobaczyć. Od duchowych zakątków po szlaki przyrodnicze – Supraśl ma w sobie coś, co zostaje w pamięci na długo.

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem Supraśla jest Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Apostoła Jana Teologa. To prawosławny zespół klasztorny, który powstał w XVI wieku i do dziś emanuje niezwykłym spokojem. Wchodząc na jego dziedziniec, trudno nie poczuć duchowej głębi miejsca. Kopuły, zabytkowe mury oraz Muzeum Ikon, znajdujące się na terenie monasteru, przyciągają zarówno pielgrzymów, jak i turystów spragnionych kontaktu z żywą historią. Ikony, przedstawione w muzeum, tworzą niezwykłą podróż przez duchowy świat prawosławia, nawet dla tych, którzy wcześniej nie mieli z nim styczności.

Kilka kroków od klasztoru stoi Pałac Buchholtzów, dawna siedziba fabrykanckiej rodziny, która współtworzyła bogactwo Supraśla w czasach rozwoju przemysłu włókienniczego. Obecnie mieści się tu Liceum Plastyczne, ale budynek nadal zachwyca swoją elegancką architekturą i pięknym ogrodem. Z zewnątrz pałac przypomina rezydencje znane z powieści o minionych epokach. Warto przespacerować się wokół i wyobrazić sobie, jak tętniło tu życie w XIX wieku.

Supraśl to nie tylko zabytki, ale i przyroda, która niemal otula miasto ze wszystkich stron. Tuż za granicami zabudowy rozciąga się Puszcza Knyszyńska – jeden z największych kompleksów leśnych w Polsce. Miłośnicy pieszych wędrówek i rowerowych eskapad znajdą tu dziesiątki kilometrów szlaków, wiodących przez dzikie lasy, torfowiska i doliny rzek. Dla tych, którzy wolą spokojniejsze spacery, idealnym miejscem będą bulwary nad rzeką Supraśl. To świetna trasa na popołudniowy spacer – z jednej strony woda, z drugiej kawiarnie i restauracje, gdzie można zatrzymać się na lokalne specjały.

Spacerując po Supraślu, trudno nie zwrócić uwagi na drewniane domy z XIX i początku XX wieku, wiele z nich to dawne domy tkaczy, którzy niegdyś pracowali w miejscowych manufakturach. Charakterystyczne okiennice, ozdobne ganki i pachnące ogrody tworzą atmosferę miejsca, w którym czas płynie inaczej. Warto zatrzymać się przy Domu Ludowym, który jest przykładem architektury inspirowanej stylem zakopiańskim, rzadko spotykanym w tej części Polski.

Supraśl to miasto, które nie przytłacza swoją wielkością, ale oferuje wyjątkowe doświadczenia. Łączy w sobie bogactwo historii, głębię duchowości, bliskość natury i kulturę na najwyższym poziomie. Każdy, kto raz da się wciągnąć w jego spokojny rytm, prędzej czy później zapragnie tu wrócić – choćby na chwilę, by znów poczuć zapach lasu, usłyszeć śpiew rzeki i zobaczyć, jak wieczorne światło maluje ciepłe barwy na drewnianych domach.

Można tu dojechać z Białegostoku rowerem albo autobusem linii 500.

Featured Video Play Icon

Młyńskie koło wróciło na Rynek Kościuszki. Już działa!

W ubiegły weekend białostoczanie znów mogli korzystać z młyńskiego koła, które stoi na Rynku Kościuszki. Dzięki atrakcji można spojrzeć na centrum miasta z góry. Średnica konstrukcji wynosi ok. 30 metrów. Oznacza to, że u szczytu mamy widoki jak z 10-piętrowego wieżowca. Do dyspozycji zainteresowanych jest 20 gondoli. Każda z nich ma 6 miejsc. W poprzednich latach młyńskie koło cieszyło się dużym zainteresowaniem mieszkańców i turystów.

Największym zainteresowaniem koło cieszy się w ciepłe weekendy oraz wieczorami, gdy centrum miasta jest rozświetlone. Wtedy panorama z wysokości robił niesamowite wrażenie. Warto dodać, że obecność koła młyńskiego wpływa także korzystnie na okoliczne lokale gastronomiczne. Bo jak już ktoś przyjedzie do centrum, to nie tylko na koło, ale też na lody, gofry, pizzę czy inny posiłek.

W innych miastach na świecie tego rodzaju atrakcje również cieszą się ogromną popularnością. Jednym z najsłynniejszych przykładów jest London Eye, czyli wielkie koło widokowe w Londynie, które osiąga wysokość aż 135 metrów i oferuje widok na ogromny obszar stolicy Wielkiej Brytanii.

Featured Video Play Icon

Majówka 2025. 10 miejsc, które trzeba zobaczyć w Podlaskiem.

Majówka 2025 zbliża się wielkimi krokami, a Podlaskie to idealny kierunek dla tych, którzy pragną odpocząć od zgiełku miasta, zanurzyć się w dzikiej przyrodzie i odkryć bogactwo kulturowe regionu. Oto 10 miejsc, które warto odwiedzić podczas długiego weekendu majowego:​

Białowieża i Puszcza Białowieska

To serce dzikiej natury Europy. Spacer po Rezerwacie Ścisłym, obserwacja żubrów oraz jazda kolejką wąskotorową z Hajnówki do Topiła to tylko niektóre z atrakcji. Gdy tylko zajedziemy na miejsce, to dostrzeżemy jak jest wiele możliwości zwiedzania. Potężne dęby, park pałacowy, muzeum, ścieżki leśne czy jazda rowerem. Do wyboru, do koloru!

Kanał Augustowski i Augustów

Idealne miejsce dla miłośników wodnych przygód. Spływy kajakowe, rejsy statkiem oraz relaks nad jeziorami sprawiają, że Augustów to doskonały wybór na aktywny wypoczynek.​ Do tego sam Augustów jest miejscem, gdzie można spacerować czy jeździć rowerem. Ścieżek jest mnóstwo!

Tykocin

Urokliwe miasteczko z bogatą historią. Zamek, barokowa synagoga oraz klimatyczne uliczki przyciągają turystów szukających autentycznych doświadczeń.​ Do tego ścieżka spacerowa przy rzece oraz możliwość pływania barką po Narwi to same świetne pomysły na odpoczynek.

Supraśl

Miasto uzdrowiskowe otoczone Puszczą Knyszyńską. Warto odwiedzić Monaster oraz Muzeum Ikon. Spacer po malowniczych uliczkach i relaks nad rzeką Supraśl to doskonały sposób na spędzenie czasu.​ Do tego jest wiele leśnych dróg w okolicy. Dzięki czemu pieszo lub rowerem możemy zrobić wiele kilometrów.

Kruszyniany

Miejsce, gdzie można poznać kulturę tatarską. Drewniany meczet, mizar oraz regionalna kuchnia to atrakcje, które pozwalają zanurzyć się w historii i tradycji tej społeczności.​ Ponadto Kruszyniany to cicha i spokojna wieś. Możemy tam się odstresować, kontemplować i realnie wypoczywać!

Biebrzański Park Narodowy

Choć ostatnio ucierpiał w pożarze, to nadal jest rajem dla miłośników przyrody i ornitologów. Rozległe bagna, dzika fauna i flora oraz liczne szlaki turystyczne czynią to miejsce wyjątkowym na mapie Polski.​ Ponadto to królestwo łosia. Te wielkie zwierzę można podglądać w jego naturalnym środowisku. Tylko trzeba rano wstać.

Wigierski Park Narodowy

Położony wokół jeziora Wigry, oferuje piękne krajobrazy, klasztor oraz możliwość aktywnego wypoczynku na łonie natury.​ Z wieży klasztoru możemy podziwiać przepiękne widoki na całą okolicę, można też  przenocować w jednej z „cel”. Do tego nie brakuje miejsc na spacery i jazdę rowerem. Smaczku dodaje fakt, że Suwalszczyzna to górzyste tereny, więc jest to miła odmiana od płaskiego Podlasia.

Białystok

Stolica regionu z licznymi atrakcjami: Pałac Branickich, Rynek Kościuszki, cerkwie, murale oraz bogatą ofertą kulturalną i gastronomiczną może być ciekawym sposobem na spędzenie czasu. Jednak naszym zdaniem wiele mają do zaoferowania również Dojlidy, na których można odpocząć z lądu i z wody – wypożyczając sprzęt.

Drohiczyn

Historyczne miasteczko położone nad Bugiem. Zabytkowe kościoły, klasztory oraz malownicze widoki na rzekę czynią to miejsce idealnym na spokojny spacer i refleksję.​ To także dobra okazja, by wybrać się kajakiem, o ile komuś woda nie jest za zimna. Na pewno jest gdzie spacerować.

Bielsk Podlaski

Często pomijane w różnych zestawieniach miasto z bogatą historią i wielokulturowym dziedzictwem. Spacerując po jego uliczkach, można poczuć klimat dawnych czasów i odkryć liczne zabytki. ​To między innymi miejsce, gdzie nagrywano słynnego „Znachora”. Do tego przyjemny klimat małego miasteczka pośród natury. Bielsk Podlaski docenią wszyscy, którzy tęsknią za dawnymi czasami. Bo Bielsk taki trochę jest – nowoczesny, ale staroświecki. I to jego największa zaleta.

Podlasie to region, który zachwyca swoją różnorodnością i autentycznością. Niezależnie od tego, czy szukasz aktywnego wypoczynku, kontaktu z naturą czy chcesz zgłębić bogactwo kulturowe – nasz region ma to wszystko. Majówka 2025 to doskonała okazja, by odkryć te skarby i zakochać się w tej części Polski.​

Będzie nowa atrakcja. Rusza już na początku maja.
fot. MOSiR Łomża

Będzie nowa atrakcja. Rusza już na początku maja.

W Łomży rusza projekt mający tchnąć życie w port nad Narwią. W planach jest utworzenie w tej okolicy miejskiej plaży, a już niebawem mieszkańcy będą mogli wypożyczyć tam kajaki, rowery wodne oraz elektryczne motorówki.

Zanim jednak to się stanie, zostanie udrożnione wejście do portu, które obecnie zamula nanoszony przez rzekę piasek. Na ten cel radni miejscy przeznaczyli 60 tys. zł. Dzięki tym pracom z dna rzeki zostanie usunięte około 200 metrów sześciennych piasku, co umożliwi korzystanie z portu mniejszym jednostkom pływającym. Większe łodzie i tak nie mają tam wstępu ze względu na niski poziom wód.

Wypożyczalnia sprzętu wodnego ma ruszyć już na początku maja. To część szerszego planu ożywienia portu i pobliskich bulwarów, które mają przejąć funkcję miejsca wypoczynku i rekreacji po tym, jak w związku z budową bulwarów zniknie plaża przy moście Hubala. Właśnie w rejonie portu powstanie nowa strefa miejskiego plażowania.