6 tysięcy złotych za najładniejszy drewniany dom

6 tysięcy złotych za najładniejszy drewniany dom

W tym roku odbędzie się już XIII edycja konkursu na Najlepiej Zachowany Zabytek Wiejskiego Budownictwa w Podlaskiem. Organizowany jest on przez Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu i Urząd Marszałkowski. Do tej pory napłynęło 30 zgłoszeń. Zdecydowana większość pochodzi ze wschodniej części województwa. Najczęściej są to całe zagrody, domy mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej.

 

Konkurs ma za zadanie ochronę tradycyjnego, wiejskiego budownictwa drewnianego oraz propagowanie wiedzy na temat wartości zabytkowej i piękna dawnej wiejskiej architektury drewnianej. Organizatorzy chcą zachęcić władze gminne i właścicieli obiektów drewnianych budownictwa wiejskiego do dbałości o ich stan. Istotne jest także kształtowanie poczucia tożsamości regionalnej, dumy z dbałości o zachowane obiekty i potrzeby ich konserwacji i utrzymania. Dla zwycięzców przewidziane zostały nagrody pieniężne. Pierwsza nagroda – 6 000 zł., trzy drugie nagrody po 3.000 zł., pięć trzecich nagród po 1.500 zł. oraz dziesięć wyróżnień po 500 zł.

 

W lipcu zakończy się komisyjny objazd zgłoszonych obiektów. Konkurs zostanie tradycyjnie podsumowany na przełomie października i listopada, jednak w 2017 roku organizatorzy chcieliby zdążyć na Europejskie Dni Dziedzictwa we wrześniu.

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba, coroczna impreza odbywająca się w malowniczej miejscowości Michałowo niedaleko Białegostoku, stanowi niezaprzeczalnie wyjątkową okazję do eksploracji bogactwa przyrodniczego regionu Podlasia. W Polsce wyróżnia się ponad 12 tysięcy gatunków grzybów. To tutaj, na Podlasiu, w atmosferze otaczającej przyrodę, odbywa się to wielkie święto zbieractwa, kulinarnych eksperymentów i miłych spotkań.

Święto grzyba w Michałowie: kulinarna uczta i festiwal lokalnych smaków

Odważni podróżnicy i lokalni mieszkańcy spotykają się na głównym placu, gdzie rozmieszczone są liczne stoiska prezentujące różnorodne przysmaki grzybowe oraz wytwory lokalnych rzemieślników. Świąteczne stoiska, zdobione naturalnymi elementami, kuszą smakoszy coraz bardziej wyszukanymi kulinarnymi kreacjami, takimi jak grzybowy tort czy wyśmienite risotto z borowikami. To prawdziwy festiwal smaków, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Niezwykłym punktem programu jest wybór najsmaczniejszego dania, do którego zaproszone jest specjalne jury, gotowe na kulinarne wyzwania. Od delikatnych zup po wykwintne dania główne, wszystko jest poddane próbie smaku i kunsztu kulinarnego. Uczestnicy festiwalu mają okazję do degustacji różnych potraw i poznania różnorodności przygotowania grzybów.

Smakowite potrawy, konkursy, i promocja zdrowego stylu życia

Oprócz kulinarnych atrakcji, Michałowskie święto grzyba to również doskonała okazja do uczestnictwa w konkursach i zabawach, które wzbogacają atmosferę imprezy. Oczywiście konkurs na władcę grzyba to wydarzenie szczególnie lubiane przez miłośników przyrody. Wszyscy wyruszają na poszukiwania w pobliskich lasach, próbując zgromadzić jak najwięcej okazów. Święto grzyba przyciąga również wielu turystów, którzy chętnie uczestniczą w lokalnych tradycjach i wydarzeniach kulturalnych. Również promocja imprezy poza regionem sprawia, że Michałowo staje się celem podróży dla wielu pasjonatów zbieractwa grzybów i miłośników kuchni. To okazja do poznania lokalnej kultury i tradycji. Także do skosztowania wyjątkowych potraw przygotowanych z naturalnych składników, które od wieków stanowią nieodłączny element kuchni podlaskiej.  Wspólna zabawa, eksploracja lasów i spotkania w przyrodniczej scenerii sprzyjają integracji społecznej i dbaniu o zdrowie. To także okazja do podzielenia się pasją do zbieractwa, wymiany doświadczeń i wspólnego spędzenia czasu w rodzinnej atmosferze.

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Zajączki to mała wieś położona w gminie Juchnowiec Kościelny. Co ją wyróżnia? Otóż na jednym z pól sąsiadujących z miejscowością znajduje się kamień, i to nie byle jaki. Podobno ślad na nim pozostawiła Matka Boska. W obwodzie głaz ma kilkanaście metrów. Jeszcze większa jest tajemnica z nim związana.

Według legendy. Maryja, niosąc Jezusa na rękach widziana była również pod dzisiejszym Bielskiem Podlaskim czy we wsi Białki nieopodal Trześcianki. Co robiła na Podlasiu, tego raczej się nie dowiemy. Wracając jednak do samych Zajączek, tamtejsze ziemie są bardzo grząskie. Wędrówka musiała więc być ciężka. W pewnej chwili wspięła się na kamień by rozejrzeć się po okolicy. Na chropowatej powierzchni pozostał ślad jej stopy, który jednak stopniowo zatarł czas. Teraz by go dostrzec należy uruchomić wyobraźnię.

Na głazie dostrzec można za to bez trudu kilkanaście otworów. Właściciel pola chciał go bowiem pozbyć się ze swej ziemi, wysadzając kamień w powietrze. Eksplozja zakończyła się tragicznie. Głaz został nienaruszony, a mężczyzna stracił wzrok. Okoliczni mieszkańcy uznali to jako karę za pozbycie się świętego miejsca.

Od tego czasu głaz nie był przez nikogo niepokojony. Przez lata stanowił przedmiot kultu, stawiano przy nim świece i modlono się. Radiesteci odkryli skupisko olbrzymiej energii wokół głazu. Z kolei poszukiwacze zjawisk paranormalnych uznają go za jeden z diabelskich kamieni, służące do komunikacji z istotami z innego wymiaru.

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino przy ulicy Lipowej istniało od pokoleń. W 1912 r.  uruchomiono obiekt o nazwie ”Modern”. Wytrzymał on niespełna ćwierć wieku. Na jego miejsce powstał ”Pan” , który na czas okupacji zmienił się na ”Capitol”. Po zakończeniu działań wojennych przy planach budowy ul. Lipowej nie mogło zabraknąć obiektu X Muzy. Jego otwarcie miało nastąpić 22 lipca 1952 r. Nazwa kina miała stanowić wezwanie do walki o…pokój.

Pewnie zastanawiacie się, co było na pierwszym seansie. Otóż zgromadzeni najlepsi miejscy robotnicy mieli przyjemność oglądania mieli przyjemność oglądania radzieckiego ”Wielkiego Koncertu”. Lokalne media zachwycały się nad kinem bez końca.

Oprócz seansów, na odwiedzających czekała bogato wyposażona czytelnia. Jej główną dekorację stanowił otoczony kwiatami portret Stalina. Swój żywot zakończyła wraz ze śmiercią towarzysza. Zresztą uginające się półki z radziecką prasą i literaturą i tak Białostoczanom do gustu nie przypadły. Na miejsce czytelni powstało coś na osłodę. Białostockie Zakłady Cukiernicze utworzyli tam filię Podlasianki. W lokalu pierwsi goście zjawili się 1 maja 1955 r. 

Kino było w stanie pomieścić 800 widzów. Zastosowano w nim wiele nowatorskich rozwiązań technicznych poprawiających akustykę i klimatyzację. Wszystko to było zasługą projektanta inż. architekta Zygmunta Rogulskiego. Ze względu na niezwykłe jak na tamte czasy wnętrza, kino zostało zaliczone do polskiej czołówki.

W połowie lat 50. wprowadzono kolejne wynalazki. Pojawił się panoramiczny ekran i stereofoniczny dźwięk. Normalnie Europa! Nie udał się za to pomysł z tzw. ”przechowalnią dla dzieci”. Uznano, że nie można na czas trwania seansu zgromadzić w jednym pomieszczeniu milusińskich ze względu na ryzyko epidemii. 

Tatarzy doczekali się Centrum Kultury

Tatarzy doczekali się Centrum Kultury

Tatarzy to niezwykle fascynująca grupa ludów o bogatej historii i kulturze. Wywodzą się z terenów północno-wschodniej Mongolii oraz rejonu Bajkału, skąd rozprzestrzenili się na obszary Europy wschodniej i północnej Azji. Ich historię można śledzić aż do czasów imperium Czyngis-chana, gdy stali się istotną częścią wieloetnicznej armii mongolskiej. Uczestniczyli oni w wyprawach na Europę. Po rozpadzie imperium mongolskiego, Tatarzy uformowali wiele nowych państw. Do tych państw należały między innymi Chanat Kazański i Chanat Krymski, które były ważnymi podmiotami politycznymi na mapie regionu. W XIV wieku przyjęli sunnicką wersję islamu, co wpłynęło na dalszy rozwój ich społeczności i kultury. Zatem, mając na uwadze ich znaczenie historyczne i kulturowe, miejsce, które pozwala na głębsze poznanie historii i dziedzictwa Tatarów, jest niezwykle wartościowe.

Tatarzy mają swoje Centrum Kultury

To jedna z niewielu takich placówek w Polsce. W Suchowoli otwarto Centrum Kultury Islamu. To, że Centrum nie ogranicza się wyłącznie do aspektów religijnych, jest niezwykle istotne. Dzięki różnorodnym działaniom kulturalnym i edukacyjnym, takim jak różne pokazy i wystawy, otwiera ono drzwi do poznania bogactwa tradycji i zwyczajów społeczności tatarskiej. Jest to nie tylko okazja dla mieszkańców regionu, ale również dla turystów, by zanurzyć się w fascynującym świecie tej mniejszości narodowej. Turyści i mieszkańcy regionu będą mieli okazję choćby zwyczaje i kuchnię mniejszości tatarskiej. Władze miasta mają nadzieję na rozwój i promocję kultury tatarskiej. Wzmocni też współpracę między społecznością lokalną a muzułmanami.

Wygląd obiektu

Obiekt podzielono na 3 części, każda z nich informuje o czym innym. Parter stanowi część sakralną. Na pierwszym piętrze mieści się dział kulturalno-wystawowy, zaś na poddaszu część mieszkalna. Wszyscy chętni mogą też skorzystać z biblioteki i czytelni. Budynek został wykupiony w 2001 przez członków gminy muzułmańskiej Bohonikach. Jego przebudowa kosztowała 2 mln zł. Uroczystość otwarcia Centrum Kultury Islamu odbyła się w ramach 620-u lecia osadnictwa Tatarów w Wielkim Księstwie Litewskim. Do Suchowoli Tatarzy przybyli 400 lat później.

Legendarny pojazd trafił do Muzeum

Legendarny pojazd trafił do Muzeum

Muzeum Rolnictwa im. Krzysztofa Kluka wzbogaciło się o cenny eksponat. Jest to legendarny ciągnik Rumely Oil Pull, który na linie produkcyjne trafił ponad 100 lat temu w stanie Illinois. Ciągnik dołączył do swoich 43 braci po fachu. 

Takich maszyn nie wyprodukowane za wiele. Szacuje się, że na przełomie lat 20. i 30. wytworzono ich niespełna 2, 4 tys. Losy wiele egzemplarzy są nieznane. Dlatego trzeba jak najbardziej docenić nowy nabytek Muzeum. Co więcej jest on w pełni sprawny, gdyż poprzedni właściciel przeprowadził gruntowny remont.  

Traktor posiada niezwykły napęd. Rozruch jest możliwy dzięki benzynie, a następnie rozgrzany silnik przeskakuje na naftę. Pełną moc maszyna osiąga po zasileniu…wodą. Pojazd na stalowych kołach osiąga prędkość do 5,6 km/h. Wyjątkowy ciągnik będziemy mieli okazję zobaczyć z okazji Nocy Muzeów 20 maja.

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Już 19 maja 2017 w Białymstoku odbędzie się Festiwal Piwa. Stanowi to doskonałą okazję na zapoznanie się ze smakami trunków z całego kraju, ale także z Litwy. W ramach imprezy zostanie zorganizowany III Podlaski Konkurs Piw domowych.

 

Fachowcy ocenią je w trzech kategoriach – American IP, piwo szampańskie i monachijskie ciemne. Przewodniczącym Jury będzie główny piwowar w Browarze Stary Rynek – Czesław Dziełak. Sam przyznaje, że warzenie piwa w domowym zaciszu to nie lada sztuka. Stanowi też świetne wprowadzenie do zostania zawodowym piwowarem.

 

Jedną z głównych atrakcji festiwalu będzie kasyno piwne. Przy stole jaki znamy z gry w ruletkę trzeba będzie odgadnąć smak, aromat i styl piwa. Jednym słowem – sama przyjemność. Ośmiu graczy w ciągu godzinnych potyczek zawalczy o nagrodę w postaci…piwa rzecz jasna. Zabawa odbędzie się na Rynku Kościuszki.

5 faktów o synagodze w Orli

5 faktów o synagodze w Orli

Synagoga w Orli stanowi najstarszą świątynię takiego typu w powiecie bielskim. Odnajdziemy ją w samym centrum liczącej niespełna tysiąc mieszkańców wsi.

1. O pochodzeniu synagogi nie wiele wiadomo. Jako, że Orla w XVII w. stanowiła ośrodek kalwinizmu, mogła powstać w wyniku przebudowy zboru.

2. Legenda mówi, że żona Radziwiłła za sprzedaż budynku zażądała od gminy żydowskiej 10 tysięcy groszy. Suma miała być wpłacona w ciągu godziny samymi grosikami. Według innej wersji miało to być 2,5 tysiąca groszy dostarczonych w ciągu jednej nocy.

3. Świątynia znajduje się na niższym poziomie niż ulica. Stanowi to odzwierciedlenie słów psalmu: ”Z głębi wołam do Ciebie, Panie”.

4. Na froncie obiektu widniał przed laty napis w języku hebrajskim ”Jakimże lekiem napawa to miejsce”.

5. W czasie II Wojny Światowej synagoga pełniła funkcję szpitala i spichlerza. Magazynowano w niej chociażby zboże. Po zakończeniu działań dawała schronienie…owocom.

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

154 lata temu w sercu Puszczy Knyszyńskiej, pod Waliłami, rozegrała się jedna z największych bitew powstania styczniowego. Polskie oddziały nie miały szans z trzykrotnie większymi siłami Rosjan. Kilkudziesięciu pasjonatów historii, z inicjatywy nadleśnictwa Supraśl, ruszyło śladami tamtych wydarzeń, chcąc również odkryć nieznane fakty. W ziemi odnaleziono wiele prywatnych rzeczy – podkówkę od buta, obozowy toporek, metalową zapinkę od paska czy mały medalik. Dowody materialne są niezwykle cenne.

 

Przypuszcza się, że leśna mogiła, która utożsamiana jest z powstańcami tak naprawdę jest miejscem pochówku żołnierzy rosyjskich. Mogiła poległych 32 powstańców nadal nie została odnaleziona. Rozwiązać zagadkę ma pomóc georadar. Jako, że okolica pełna jest anomalii nie jest to takie łatwe zadanie. 

 

Pamięć po wydarzeniach z kwietnia 1863 r. przetrwała. Pielęgnują ją mieszkańcy okolicy i leśnicy.  W 150-tą rocznicę wydarzeń utworzono ścieżkę edukacyjną śladem powstańców.

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jeśli zapuściliście się autem w te rejony, radzimy wyłączyć GPS, a uzbroić się w tradycyjne papierowe mapy. W okolicach tzw. Przesmyku Suwalskiego elektronika płata bowiem figla i staje się zupełnie bezużyteczna. Wszystko przez systemy NATO w tym radar wczesnego wykrywania, który znajduje się w miejscowości Szypliszki. Oddziaływania wojskowych technologii jest tak duże, że przestają działać nawet telefony komórkowe. Jak żyć?

 

Przesmyk Suwalski to licząca 104 km granica polsko-litewska. Ma on znaczenie strategiczne. Jeśli doszłoby do ataku wojsk rosyjskich na kraje nadbałtyckie, zajęcie przesmyku przez siły wroga, uniemożliwiłoby przerzucenie sił NATO. Jedna trasa kolejowa i droga A5 / E67 to jedyna szansa dotarcia lądem do Bałtów. Pakt tak bardzo dba o bezpieczeństwo, że zabiera przejeżdżającym trasą dostęp do zdobyczy techniki.

Aplikacja zarejestruje nasze eskapady po Parku Narodowym

Aplikacja zarejestruje nasze eskapady po Parku Narodowym

Wigierski Park Narodowy powstały w 1989 r.  jest jednym z największych w Polsce. Ponad 60% jego powierzchni stanowią lasy, więc czystego powietrza nie brakuje. Każdego roku władze Parku robią wszystko, co w ich mocy, aby jeszcze bardziej zachęcić turystów do odwiedzin. Na ten sezon przygotowano nowe liczne platformy widokowe czy kładki.

 

Goście coraz rzadziej korzystają z usług przewodnika, więc z myślą o samotnych wędrowcach stworzono aplikację na smartfona. Rejestruje ona ścieżki przemierzane przez turystów, które mogą być potem propozycją trasy dla innych. Oczywiście taka trasa zostaje zweryfikowana przez pracowników obsługujących serwis. Ścieżki różnią się długością czy stopniem trudności. Poruszać można się po nich zarówno pieszo, jak i rowerem. 

 

Wigierski Park Narodowy przygotowuje mnóstwo atrakcji na wakacje. W ramach Letniej Akademii Przygody odbędą się przykładowo zawody wędkarstwa ekologicznego. W ubiegłym roku park odwiedziło ponad sto dwadzieścia tysięcy turystów. W tych roku władze liczą na jeszcze więcej. 

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Muzeum Wigier mieszczące się w podsuwalskim Starym Folwarku posiada wiele ciekawych eksponatów. Jednym z nich jest bez wątpienia fragment ciosu mamuta. Znaleziony on został w okolicy Filipowa a do muzeum trafił jako prezent od jednego z mieszkańców Wigierskiego Parku Narodowego.

Po dokładnych badaniach laboratoryjnych umieszczono go w dziale prezentującym działania lodowca. W obiekcie odnajdziemy również kości krokodyla sprzed kilku milionów lat oraz fragmenty rafy koralowej.

Cios mamuta, ma już od jakiegoś czasu również Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Znaleziono je w latach 80-tych podczas prac ziemnych w Przerośli. Najwięcej ciosów mamuta odnajduje się w Rosji. Skamieliny transportowano drogą kolejową do chińskich zakładów rzemieślniczych. Mamuty wymarły ok. 13 tys. lat temu. Ich ciosy osiągały do 5 metrów długości i służyły do odkopywania roślin spod śniegu podczas zimy.

W Drohiczynie nadal walczą rycerze

W Drohiczynie nadal walczą rycerze

Jednym ze średniowiecznych zakonów powstałym na polskich ziemiach byli tzw. Bracia Dobrzyńscy. Zaczął on działać w XII w. Bracia mieli na celu bronić Mazowsze i Kujawy przed pruskimi atakami. Przez kilka lat sprawowali władzę w Drohiczynie, a ich rządy zostały przerwane przez Daniela Halickiego, późniejszego króla Rusi.

 

Aby upamiętnić zakon, w miasteczku, co roku organizuje się turniej rycerski. Dzięki niemu możemy zobaczyć jak walczono na miecze kilkaset lat wstecz, ale i nie tylko. Zasady pojedynków są proste. Wygrywa ten, kto trzykrotnie trafi rywala. Wszyscy przybyli do obozowiska nad Bugiem są zawsze pod ogromnym wrażeniem.

 

Boje z Braćmi Dobrzyńskimi toczą Templariusze i Joanici. Oczywiście nie są to już przedstawiciele dawnych zakonów. Pasjonaci walk przyjeżdżają z Białegostoku, Warszawy, Lublina oraz Białej Podlaskiej.

Na Podlasiu pedałujemy szlakiem bocianów

Na Podlasiu pedałujemy szlakiem bocianów

Śnieg w końcu stopniał więc można udać się na wycieczkę rowerową. Nie dość, że spalimy kalorię, będziemy również bliżej natury. Jednym z najciekawszych szlaków rowerowych w Polsce jest bez wątpienia Podlaski Szlak Bociani, który przecina niemal całe województwo podlaskie ukazując jednocześnie jego najważniejsze walory.

 

Powstał on w 2002 r. a rok później otrzymał prestiżową nagrodę Polskiej Organizacji Turystycznej. Szlak przebiega przez najcenniejsze pod względem przyrodniczym tereny nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Łączy najpiękniejsze miejsca województwa podlaskiego, w tym 4 parki narodowe. 

 

Szlak Bociani stanowi najdłuższy znakowany szlak rowerowy województwa podlaskiego licząc 412,5 km. Poprzez tablice informacyjne można poznać życie i zwyczaje Bociana Białego oraz dowiedzieć się o miejscowościach i atrakcjach turystycznych na szlaku.

 

Podlaski Szlak Bociani należy do sieci Zielonych Szlaków – Greenways w Polsce. Greenways to szlaki dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego, tworzone wzdłuż rzek, tradycyjnych, historycznych tras handlowych, naturalnych korytarzy przyrodniczych i kolei.

 

Król chciał mieć największy staw. Dworzanin wezwał nieczyste moce.

Król chciał mieć największy staw. Dworzanin wezwał nieczyste moce.

Knyszyn był ulubionym miejscem wypoczynku Zygmunta Augusta. Okolica przepełniona dziką zwierzyną zachęcała wręcz do organizacji polowań. Król musiał mieć wszystko, co najlepsze. Tuż obok posesji króla istniał staw, który wielkością nie zadowalał monarchy.

Na swym dworze posiadał wyjątkowego maga i astrologa, Jana Twardowskiego. Ten czuł się bardzo pewnie pod opieką króla. Twardowski otrzymał wyraźne polecenie – miał sprawić, że powstanie największy staw Europie. Nad Knyszyn nadciągnęły chmury. Dzień zamieniła się w noc.

Ludzie pochowali się w domach. Rozpętała się największa wichura jaką widzieli. Otóż Twardowski wezwał do pomocy nieczyste moce, którym wcześniej powierzył swą duszę. To dzięki nim staw powiększał się z sekundy na sekundę.  Ziemia z Knyszyna ponoć przez diabły została przeniesiona aż do Krakowa – z niej został usypany kopiec. Woda ze stawu dymiła jeszcze kilka dni. Po śmierci króla, Twardowski zginął z rąk dworzan. Staw pozostał zaś do dziś.

Stach Konwa, czyli człowiek – widmo.

Stach Konwa, czyli człowiek – widmo.

Stach Konwa uważany jest za wielkiego bohatera Kurpiowszczyzny, z tym, że nikt nie wie czy istniał naprawdę. Nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające jego egzystencję. Postać do świata literatury wprowadził badacz Adam Zakrzewski.

 

Stach Konwa był chłopem z dziada pradziada. Podobno urodził się w Nowogrodzie. Uczestniczył w wielu bojach. Niebywała odwagą odznaczył się w walce ze Szwedami pod Myszyńcem. Kiedy Kurpie poparli Stanisława Leszczyńskiego w wojnie o sukcesję na tronie polskim, dowodził oddziałem strzelców kurpiowskich. Pod Jednaczewem, kilka kilometrów na zachód od Łomży, oddział Stacha został rozgromiony, a on sam trafił do niewoli. Stronnicy Augusta III Sasa proponowali mu przejście na ich stronę, na co jednak nie przystał. Został więc powieszony.

 

Wątpliwości budzi też fakt, że nazwisko Konwa nie występuje w regionie – być może był to jednak pseudonim przyjęty z obawy przed represjami wobec rodziny. W czasach zaborów i dążeń niepodległościowych Konwa stał się uosobieniem mitu wolnego i walecznego Kurpia, ludowego przywódcy. W międzywojniu legendarną postać spopularyzował Adam Chętnik. Z jego inicjatywy w 1922 r. w lesie pod Jednaczewem stanął nawet nagrobek Stacha. Zniszczony podczas wojny, został później odtworzony w nowogrodzkim skansenie

Kapitan Wysocki nie poddał się dekomunizacji

Kapitan Wysocki nie poddał się dekomunizacji

W ubiegłym roku sejm przyjął uchwałę, nakazującą samorządom zmianę ulic, które propagują ustrój komunistyczny. Zniknęła więc większość patronów spod czerwonego sztandaru. Nie inaczej jest w Bielsku Podlaskim. Do lamusa przeszła ulica Gomułki czy 30.lipca. Ostała się jedynie ulica Władysława Wysockiego. Ma to jednak swoje uzasadnienie.

 

Urodzony w Bielsku Podlaskim Wysocki po powrocie z kampanii wrześniowej został aresztowany przez NKWD. W 1943 r. wstąpił do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Zginął w bitwie pod Lenino. Po śmierci przyznano mu tytuł bohatera Związku Radzieckiego i  Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari.

 

Choć była to decyzja propagandowa, to ów fakt budzi kontrowersje. Niektórzy  uważają, że przez sam fakt działań w armii radzieckiej, zdyskredytował się. Pracownicy IPN, uważają jednak, iż był tylko ofiarą komunistycznej polityki. Dlatego też nie ma przeciwwskazań aby przestał patronować ulicy. W Bielsku Podlaskim odnajdziemy również jego pomnik. Imię bohatera nosi również jedna ze szkół.

Białystok przez 7 dni był częścią Białorusi

Białystok przez 7 dni był częścią Białorusi

Białoruś odzyskała niepodległość już w marcu 1918 r. Ziemię sokólską, bielską i białostocką traktowali jako swą własność. Większość mieszkańców tych powiatów mówiła w ich języku. W strukturze społecznej przeważali Żydzi i Polacy. Rodowitych Białorusinów było jednak niewielu.

Część z nich uciekła w głąb Rosji w obawie przed represjami. W 1915 r. propaganda rosyjska uruchomiła bowiem swą machinę. Niemcy mieli ponoć mordować, gwałcić wyznawców prawosławia. Dlatego też doszło do tzw. bieżeństwa.

Władze Białorusi postanowiły działać. Był początek 1919 r. Do Białegostoku z Grodna przyjechał Konstanty Jezowitow. Wysłannik rządu białoruskiego stał się samozwańczym naczelnikiem miasta. Jako, że wcześniej pracował jako nauczyciel, jedną z jego głównych misji było wprowadzenie nauczania języka białoruskiego.

Plan zrealizował częściowo. W Białymstoku żadna białoruska szkoła nie powstała, lecz za to w Augustowie czy Krynkach już tak. W styczniu miasto odwiedził komisarz polskiego rządu, Ignacy Mrozowski. To jemu Niemcy powierzyli władzę nad Białymstokiem. Samozwaniec z Białorusi uciekł w popłochu na wschód. Białystok jako część Białorusi istniał tylko tydzień.

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

Ta wiadomość pewnie rozbudziła niejednego mieszkańca Kiermus pod Tykocinem. Nocą, z czwartku na piątek, na terenie Dworku Pod Łąkami przyszło na świat żubrzątko. Maluch czuje się ponoć znakomicie. Jedynym problemem, na szczęście, jest tylko wybór imienia.

 

”Ostoya Żubra”  stanowi pierwszą prywatną hodowlę króla Puszczy w Polsce. Stado sprowadzone z Białowieży w 2008 r. posiada komfortowe warunki na kilku hektarach zwierzyńca. Oprócz żubra odnajdziemy tam bowiem również kozy, owce czy osiołki. To nie lada atrakcja nie tylko dla najmłodszych.

 

Pensjonat Kiermusy Dworek nad Łąkami położony jest w okolicach Biebrzańskiego i Narwiańskiego Parku Narodowego. Jedynie 500 metrów dzieli go od brzegu rzeki Narew. Cały wystrój pensjonatu nawiązuje do motywów historycznych. Na terenie obiektu nie zaznamy nudy. Ogromne zainteresowanie wzbudza choćby Muzeum Oręża Polskiego z największą wystawą średniowiecznych narzędzi tortur.

Jedyny łyżkarz na Podlasiu. Wytwarza łyżki blisko 50 lat.

Jedyny łyżkarz na Podlasiu. Wytwarza łyżki blisko 50 lat.

Jedyny łyżkarz w okolicy może zostać odnaleziony w Zamczysku, które jest jednym z sześciu miejsc na Szlaku Rękodzieła Ludowego Podlasia. Ten szlak powstał w połowie lat 90. Działowi Etnografii Muzeum w Białymstoku przyświecała ochrona i promocja tradycyjnej twórczości ludowej. Zamczysk, malownicza wieś usytuowana w sercu Polski, w województwie podlaskim, to prawdziwy klejnot regionu. Położona w powiecie białostockim, w gminie Czarna Białostocka, wieś ta zachwyca swoim urokiem. Otoczona bujną przyrodą i pełnymi zieleni lasami, stwarza idealne warunki do wypoczynku i relaksu wśród natury.

Jedyny łyżkarz ma wielkie doświadczenie

Pan Mieczysław Baranowski łyżkarstwem zajął się na początku lat 70. Niegdyś zajęcie przynosiło niemałe dochody, dlatego też ową profesję wykonywała niemal cała wieś. Wszystkie wyroby odbierane były od twórców na bieżąco, więc w każdym domu pracowano jak najciężej. Łyżkarstwo to wyrób przedmiotów gospodarczych z drewna, głównie łyżek i warząchwi, a także innych przedmiotów kuchennych. W tym celu używa się drewna miękkiego, tzn. lipy, wierzby, topoli i olchy. Rzemiosło to wymagało dużego nakładu pracy i zdolności manualnych. Łyżkarstwem zajmowano się głównie na wsi i zimą kiedy było mniej pracy na polu. Praca łyżkarza była kilkuetapowa: ociosywano drewno według formy, żłobiono środek specjalnie do tego stworzonym dłutem i prawie gotowy przedmiot szlifowano. Zręcznemu łyżkarzowi wyrób jednej łyżki tą metodą zajmował około piętnastu minut.

Znikający zawód

Teraz to zawód praktycznie nieistniejący. W dzisiejszych czasach, kiedy większość produkcji masowej wypiera tradycyjne rzemiosło, rzemieślnicy tacy stają się coraz rzadszym widokiem. Pan Baranowski jest jednym z tych niewielu, którzy trzymają się starej szkoły rzemiosła z pasją i zaangażowaniem. Dlatego też łyżki Pana Baranowskiego to unikat. Jedni kupują je jako dekorację, drudzy do kuchni. Ze swoimi wyrobami jeździ po różnego rodzaju jarmarkach, ale również przyjmuje klientów u siebie w pracowni gdzie zainteresowani mogą podglądać proces powstawania jego produktów. Jego łyżki stają się symbolem nie tylko wyjątkowości i unikalności, ale także oddaniem hołdu dla rzemiosła, które kiedyś było fundamentem społeczeństwa.

Źródło zdjęcia: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3b/Spoon_Carving_-_Shave_horse_-_Feast_of_the_Hunters_Moon_-_2006.jpg

W tej wsi wariuje nawigacja

W tej wsi wariuje nawigacja

Kontynuujemy wątek związany z miejscowością Paproć Duża. Ta wieś ma unikalną w skali kraju zabudowę. Od okręgu o długości blisko 2 km, odchodzi promieniście 9 ulic. W samym jego środku znajduje się kościół pw. Miłosierdzia Bożego. To właśnie w nim Józef Piłsudski wziął ślub z Marią Juszkiewiczówną. Unikalne rozwiązanie widać doskonale na zdjęciach satelitarnych.

 

Miejscowość na planie koła została założona przez Niemców pod koniec XVIII w., którzy mieszkali w niej do wybuchu II Wojny Światowej. Nazywała się ona pierwotnie Konigshuld. Swą obecną nazwę zawdzięcza prawdopodobnie otaczającym ją lasom. Niemały problem posiadają kierowcy. Ich nawigacja samochodowa pokazuje często rondo, co jest zwykłym wprowadzeniem w błąd. Sołtys radzi jednak zwracać uwagę na znaki i nie ufać zbytnio technologii. 

Mnisi skarżyli się na hałas. Nową siedzibę miał wskazać Bóg.

Mnisi skarżyli się na hałas. Nową siedzibę miał wskazać Bóg.

Wieki temu, 30 km od obecnego Supraśla, znajdowała cię cerkiew. Sąsiadowała ona z zamkiem. Mnisi, którzy przybyli ze Świętej Góry Athos,  nie chcieli jednak mieszkać w tamtejszym monasterze, skarżąc się na hałasy z fortecy. Duchowni w końcu potrzebują spokoju aby zagłębić się w modlitwie. 

Po dwóch latach, w związku z uciążliwością przebywania mnichów w ludnym i gwarnym Gródku, zakonnicy poprosili swojego dobroczyńcę, aby ulokował ich w innym miejscu nad tą samą rzeką. Fundator pozwolił przenieść siedzibę klasztoru z Gródka na nowe, spokojne miejsce, a o wyborze nowej siedziby zakonnej miał zdecydować Bóg.

Według legendy w 1498 roku zakonnicy puścili nurtem rzeki drewniany krzyż, a ten zatrzymał się na terenie ówczesnego uroczyska Suchy Hrud. W ten sposób krzyż wskazał miejsce na budowę monasteru. Dziś ten zabytek jest jednym z najchętniej odwiedzanych w Supraślu.

Kontrowersyjne święto

Kontrowersyjne święto

Kontrowersyjne święto tzw. Kurban Bajram jest jednym z najważniejszych świąt w religii muzułmańskiej. Trwa ono 4 dni, mając na celu upamiętnienie złożenia ofiary przez Abrahama, który wybrał jagnię zamiast syna. W Polsce, największe skupisko społeczności muzułmańskiej znajduje się w województwie podlaskim. Są to Tatarzy, którzy stanowią grupę ludów tureckich z Europy wschodniej oraz północnej Azji. Ich historię można śledzić aż do terenów północno-wschodniej Mongolii i rejonu Bajkału. Tatarzy w Polsce, od wieków mieszkający na tych terenach, przyczynili się do różnorodności kulturowej i religijnej kraju, jednocześnie zachowując swoje tradycje i obyczaje, w tym obchody świąt islamskich, takich jak Kurban Bajram.

Kontrowersyjne święto a jego tradycje

Uroczystości odbywające się w zabytkowych meczetach w Bohonikach, Kruszynianach, a także w domu modlitw w Białymstoku stanowią niezwykłą okazję do celebracji dla społeczności Tatarów w Polsce. Po nabożeństwie, które jest centralnym punktem święta, wszyscy obecni składają sobie serdeczne życzenia i dzielą się słodyczami, tworząc atmosferę wzajemnego szacunku i wspólnoty. Nieodłącznym elementem obchodów jest również odwiedzenie cmentarzy przez Tatarów, znanych jako „mizary”. To czas pamięci o zmarłych, w którym społeczność oddaje hołd swoim przodkom. Kurban Bajram to doskonała okazja do spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Z okazji uroczystości do Bohonik przyjeżdża też wielu Tatarów, którzy na co dzień mieszkają w różnych rejonach Polski i świata.

Konflikty z obrońcami praw zwierząt

Centralnym elementem obchodów jest również zabicie zwierzęcia ofiarnego. W ostatnich latach nie składa się tradycyjnej ofiary. Wszystko to z powodu niejasnej sytuacji z rytualnym ubojem. Wcześniej z tego powodu dochodziło do konfliktów. W 2014 r. rozgorzał konflikt między przedstawicielami społeczności muzułmańskiej a obrońcami praw zwierząt, którzy próbowali do uboju nie dopuścić.  Po uroczystościach działacze Muzułmańskiego Związku Religijnego (MZR) w RP poinformowali, że doszło jednak do uboju jednego barana. Do prokuratury trafiły wtedy dwa zawiadomienia: o dokonaniu nielegalnego uboju, ale i o zakłóceniu przebiegu muzułmańskich uroczystości religijnych. Oba postępowania zostały jednak przez śledczych umorzone.

W Białymstoku istniał ośrodek nawracania Żydów.

W Białymstoku istniał ośrodek nawracania Żydów.

Budynek, w którym mieściło się jeszcze 10 lat temu kino ”Syrena” powstał ze środków Towarzystwa Krzewienia Chrześcijaństwa wśród Żydów. Tzw. Misja Barbikańska miała na celu nawracać liczną społeczność żydowską na wyznanie ewangelicko-reformowane. Białystok stać się miał głównym ośrodkiem owej misji. Wyszło jednak trochę inaczej. Zainteresowanie nową wiarą było jednak znikome.

W utworzonej kaplicy organizowano chociażby kursy przygotowawcze do chrztu czy katechetyczne. Z biegiem czasu w budynku uruchomiono drukarnię, która wydawała pisma w dwóch językach – polskim i jidysz. Następnie powstała czytelnia, biblioteka oraz bezpłatne ambulutorium, Misja zakończyła swą działalność wraz z wybuchem II Wojny Światowej.

Po wojnie wyburzono wieżę, która znajdowała się na froncie, a budynek przeznaczono na salę widowiskową. W przebudowanym obiekcie w 1956 r. uruchomiono kino ”Syrena”. Ostatni seans odbył się 2 marca 2008 r. Starano się wielokrotnie ożywić miejsce. Odbywały się tam koncerty, było też siedzibą  teatru dla dzieci.  Przez pewien czas historia zatoczyła koło i budynek pełnił religijną funkcję. Miały w nim miejsce spotkania baptystów. Obecnie mieści się tam kawiarnia ” W Starym Kinie”. Prowadzi ją Stowarzyszenie Ku Dobrej Nadziei.

Odnaleziono fragmenty nagrobków. Brakuje na nich napisów.

Odnaleziono fragmenty nagrobków. Brakuje na nich napisów.

Przy jednym z pustostanów na osiedlu Bema w Białymstoku odnaleziono dwie macewy i trzy postumenty pod nagrobki. Jak to w życiu bywa, o znalezisko zadecydował przypadek. Mimo że czas starł inskrypcje, nikt nie ma wątpliwości co do ich pochodzenia.

 

Przy ulicy Bema jeszcze w latach 60. można było napotkać uporządkowany żydowski cmentarz. W jego miejsce stworzono bazar, a potem halę mięsną i obiekt zakładu ubezpieczeniowego. Dopiero w 2009. władze miasta zdecydowały się coś zrobić z miejscem pamięci. Powstał skwer, postawiono ławki, a z bukszpanów została uformowana gwiazda Dawida. Macewy trafią prawdopodobnie na cmentarz na ulicy Wschodniej. Tam też planowane jest budowa lapidarium.

Wesołe nowiny! W Białymstoku przyszły na świat trojaczki.

Wesołe nowiny! W Białymstoku przyszły na świat trojaczki.

Ten dzień pracownicy oddziału ginekologicznego zapamiętają na długo. Taki poród zdarza się bowiem raz na osiem tysięcy przypadków. Szczęśliwą mamą trzech dziewczynek jest 26-letnia mieszkanka Białegostoku. Do szpitala wojewódzkiego trafiła będąc w 30. tygodniu ciąży. Maluchy na razie przebywają w inkubatorach. Zarówno ona, jak i dumna mama czują się dobrze. Cała redakcja naszego portalu składa najszczersze gratulacje. 

Na księżną rzucono klątwę.

Na księżną rzucono klątwę.

Księżna Anna z Sapiehów była jedną z najznakomitszych postaci związanych z Siemiatyczami. Podupadającą miejscowość w XVIII. w zmieniła w tętniący życiem ośrodek. W 2012 r. w tym postawiono jej pomnik, jeden z nielicznych w całych Siemiatyczach.

 

Nie zawsze jednak cieszyła się szacunkiem i uznaniem.  Chcąc wybudować drogę z ratusza do pałacu, musiała ona zniszczyć żydowski cmentarz. Nie mogło to się oczywiście spodobać tej społeczności. Opowieści mówią, że w czasie spaceru ktoś w akcie zemsty ją uprowadził. Dochodziły również słuchy, że na księżną rzucono klątwę. W jej wyniku miał umrzeć jej syn. Zrozpaczona postanowiła więc udobruchać żydowskich mieszkańców, oferując im im wschodnią część miasta pod budowę cmentarza.

 

Największym zainteresowaniem księżnej były nauki biologiczne. Współpracowała z księdzem Janem Krzysztofem Klukiem, autorem pierwszej w Polsce książki o florze. Z licznych wypraw przywoziła ze sobą rośliny. Niektóre z nich musiano przewozić statkami. W swym pałacu posiadała nawet gabinet historii naturalnej.

 

W Pałacu gościła wiele znanych osobistości, jak Hugo Kołłątaja czy cesarza Austrii Józefa II. Dla wielu kobiet stanowiła wzór kobiety idealnej. Na jednym z balów organizowanych przez Stanisława Augusta Poniatowskiego została uznana na najlepiej ubraną. Aby dobrze wyglądać musiała też nie mało wydawać. Szał zakupów sprawił, że pod koniec życia narobiła sobie ogromnych długów.

Na ulicach wsi pojawiły się upiorne zjawy

Na ulicach wsi pojawiły się upiorne zjawy

Niedawno pisaliśmy o ślubie Józefa Piłsudskiego z Marią Juszkiewiczówną. Marszałek musiał zmienić swoje wyznanie na ewangelicko-augsburskie. Ceremonia odbyła się w małej wsi Paproć Duża. Z kościołem, w którym złożyli przysięgę, wiąże się ciekawa historia.

Świątynia przetrwała obydwie wojny, lecz w latach 60. zaczęła popadać w ruinę. W 1967 r. kościół wykupił miejscowy rolnik, po czym go zburzył. Od tej pory na wsi zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gdy zapadał zmierzch na mieszkańców padał blady strach. Po wsi chodziły bowiem indory pozbawione oczu. Przerażające!

Ptaki jęczały jak konający ludzie. Wydarzenia te przypisano faktowi likwidacji świątyni. Aby przywrócić sytuację do normy konieczna była budowa nowego kościoła. Mając tylko jedną fotografię, stworzono replikę świątyni sprzed stu lat. Po jej wyświęceniu, upiornych ptaków już nie widziano.

5 faktów o Sanktuarium w Różanymstoku

5 faktów o Sanktuarium w Różanymstoku

12 km od granicy Białorusi odnajdziemy wyjątkowe Sanktuarium Maryjne. Różanystok w powiecie sokólskim od lat tłumnie odwiedzany jest przez wiernych. Przyciągani przez cudowny wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem szukają pomocy i wytchnienia. Najwyższa pora przybliżyć jego historię.

1. Pierwsze nietypowe zjawisko związane z obrazem miało miejsce w sypialni rodziny Tyszkiewiczów, którzy sprowadzili obraz z Grodna. Zaschnięte kwiaty oplecione wokół dzieła nabrały żywych kolorów, samoczynnie zapaliły się oliwne lampki, a pokój przepełniony został zapachem…róż. Do domu Tyszkiewiczów przybywali pielgrzymi. Wielu z nich zostało uzdrowionych z ciężkich chorób. Obraz postanowiono przenieść, by mogło zobaczyć go więcej osób.

2. Do weryfikacji cudów powołano specjalną komisję biskupią. Ponad 30 zjawisk uznano za autentyczne.

3. Obraz został oddany pod opiekę sprowadzonym z Sejn Dominikanom. To im zawdzięcza się obecną nazwę miejscowości. Mimo, że żyli tam przez 200 lat, znajome jest miejsce pochówku tylko jednego zakonnika. Był to ostatni proboszcz Kwiryn Medyński. Ponoć pod posadzką bazyliki ukryte są skarby zakonników. Dlatego też świątynia była wielokrotnie plądrowana przez łowców złota.

4. Obraz, który obecnie możemy podziwiać w bazylice, nie jest tym, od którego zaczęła się historia sanktuarium. Oryginał został wywieziony w 1915 r. przez prawosławne mniszki. Dzieło zaginęło. Warto nadmienić, że siostra przełożona była spokrewniona z carem. Dlatego też do miejscowości spływały ”złote ruble”.

5. Na miejsce cudownego obrazu próbowano wstawić inny. Wiele z nich się nie przyjęło. Dopiero dzieło Jana Sawczyka z Warszawy zachwyciło wiernych. Łaski znów zaczęły spływać.

Rzeźba już budzi kontrowersje. Na razie stoi w stodole.

Rzeźba już budzi kontrowersje. Na razie stoi w stodole.

W centrum Bielska Podlaskiego, a dokładniej w Parku Królowej Heleny, stanie monumentalna rzeźba. Choć wyglądem przypomina słowiańskiego Światowida,  ma na celu upamiętnienie Sejmu Wielkiego Księstwa Litewskiego z udziałem króla Zygmunta Augusta. Odbył się on w 1564 r. gromadząc w Bielsku licznych książąt hierarchów, wojewodów. W sumie przybyło ponad kilka tysięcy osób.  Było więc to istotne wydarzenie społeczno – polityczne. 

 

Dzieło powstało w czasie pleneru rzeźbiarskiego przed trzema laty. Autor pracował nad nią przez cały miesiąc. Przedstawia ona króla i najważniejszych delegatów, jak choćby hetmana J.K. Chodkiewicza. Na wykonanej w drewnie dębowym rzeźbie ukazana jest artystyczna panorama starego miasta Bielska z napisem ”Wielki Walny Sejm Bielski” i jego herb.

 

Jak na razie rzeźba spoczywa spokojnie w stodole twórcy koncepcji artystycznej. Styl rustykalny nie każdemu się spodobał. Bielscy radni przyjęli uchwałę niejednogłośnie. Część z nich stwierdziła, że rzeźba pasuje bardziej do skansenu niż do centrum miasta.

Mońki doczekały się własnej ulicy w Chicago

Mońki doczekały się własnej ulicy w Chicago

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że każdy w dziesięciotysięcznych Mońkach ma kogoś z rodziny za oceanem. Emigracja zaczęła się jeszcze w czasach PRL-u. Dzięki przesyłanym pieniądzom, miasteczko bardzo prężnie się rozwijało. Nawet Pewex działał lepiej niż w samym Białymstoku. Nie bez powodu więc Mońki ochrzczono dolarowym zagłębiem.

 

Parlament Chicago postanowił uczcić mieszkańców Moniek, którzy od lat ciężko pracują w stolicy stanu Illinois. Tym samym przyczynili się do jego dobrobytu. ”Ziemią Moniecką” nazwano jedno z ważniejszych skrzyżowań. Na uroczystość zaproszono burmistrza Moniek oraz jedną z radnych. Jak na polską tradycję przystało, ważne wydarzenie poprzedziła msza święta. Odbyła się ona w Bazylice św. Hiacynta

W Korycinie powstanie słowiańskie grodzisko

W Korycinie powstanie słowiańskie grodzisko

W Korycinie wkrótce rozpocznie się budowa prasłowiańskiego grodziska. Będzie ono częścią parku kulturowego, którego łączny koszt powstania szacuje się na 4, 5 mln. zł.

 

Osada powstanie dokładnie w miejscu gdzie według archeologów działali nasi przodkowie. Dzięki inwestycji przekonamy się, jak wyglądało ich codzienne życie. Zrekonstruowana zostanie brama wjazdowa, wały, mury z kamienia, a także najistotniejsze budowle. Nie zabraknie również ścieżek edukacyjnych.

 

Grodzisko to jednak nie wszystko. W ramach projektu powstanie folwark, a ze wsi Jatwież Duża zostanie przeniesiony wiatrak. Wnętrza zostaną wyposażone w multimedia aby zwiedzanie było jak najbardziej atrakcyjnie. Powstanie również odpowiednia aplikacja na smartfona, ułatwiająca zdobywanie naszej wiedzy o obiektach.

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

10 tys. lat przed Chrystusem, północno-wschodnie krańce Polski pokryte były roślinnością tundrową. Były więc to wszelkiej maści mchy, porosty, trawy, drobne krzewy, karłowate brzozy i wierzby. Zwierzęta miały w czym ucztować. W poszukiwaniu pokarmu na tereny obecnej Suwalszczyzny przybyły choćby renifery.

Nie mogły się one oprzeć swemu przysmakowi – chrobotkowi. Za zwierzętami wyruszyli łowcy. Cóż…każdy chciał przetrwać, a że mięso renifera starczy na kilka miesięcy, był to doskonały łup. Dodatkowo z ich skór i narządów wewnętrznych produkowano ubrania czy pokrycia szałasów. Do dziś znajdowane są liczne narzędzia krzemienne służące do polowań.

Wichura była karą za grzechy

Wichura była karą za grzechy

Pogoda w całym kraju szaleje. Słoneczne dni przeplatają się z opadami śniegu. Nie brakuje podtopień i innych mało przyjemnych zdarzeń. Strach pomyśleć co przyniosą nam kolejne miesiące. Nie tak dawno pisaliśmy o tornadzie, które pod koniec lat 90. nawiedziło Białystok. Trochę poszperaliśmy i okazuje się, że również Tykocin stał się ofiarą kaprysu natury. Było to w 1992 r.

 

Do końca nie wiadomo, czy była to trąba powietrzna czy potężna wichura. Zeznania świadków są sprzeczne. Jedni widzieli lej tornada, drudzy na myśl o tym pukają się w głowę. Pewne jest, że skutki burzy pomagało usuwać wojsko. Najbardziej ucierpiał reprezentacyjny Park Czarnieckiego. Pomnik hetman jednak oszczędziło. Tamtejsze potężne lipy złamały się niczym zapałki. Budynki zostały pozbawione dachów.

 

Z kościoła natomiast odpadły duże ilości tynku. W czasie kazania, kapłan stwierdził, że kataklizm to nic innego, jak kara za grzechy mieszkańców. Duże straty odnotowano w sąsiadującej z Tykocinem wsi Nieciece. Wiatr był tam tak silny, że uszkadzał mury budynków. Opowiadano różne historie, np. o wciągniętej przez trąbę krowie, którą odnaleziono kilka kilometrów dalej.

Knysze zawędrowały za ocean.

Knysze zawędrowały za ocean.

Knysze, będące połączeniem bułki i pieroga, mają swoje korzenie w bogatej tradycji kulinarno-kulturowej. Źródła tego dania sięgają głęboko zarówno do kuchni litewskiej, białoruskiej, jak i lokalnych przysmaków regionu Podlasia. Istnieją nawet przekazy sugerujące, że to właśnie w malowniczej miejscowości Knyszyn, położonej niedaleko Białegostoku, knysza pojawiła się po raz pierwszy. Mogłoby to tłumaczyć pochodzenie nazwy tego wyjątkowego dania.

Knysze symbolem różnorodności kulinarnych tradycji

Pomimo swojego lokalnego rodowodu, knysze zdobyły popularność na międzynarodową skalę, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie zyskały rzesze oddanych wielbicieli. W Nowym Jorku, jednym z najbardziej zróżnicowanych kulinarnie miast świata, knysze stały się symbolem różnorodności kulinarnych wpływów. Przyciągają one uwagę zarówno lokalnych mieszkańców, jak i turystów z całego świata. W regionie Podlasia trudno jest teraz znaleźć autentyczne knysze. Starania lokalnych społeczności, w tym organizacja corocznych ”Dni Knyszyna” z warsztatami tworzenia tego przysmaku, świadczą o dążeniu do ochrony i promocji lokalnej kultury kulinarnej. Knysza staje się więc nie tylko smakowitym przysmakiem. Także symbolem dziedzictwa kulinarnego i lokalnej tożsamości, który trafia na stoły nie tylko mieszkańców Podlasia. Także cieszy podniebienia miłośników kuchni na całym świecie.

Różnorodność kulinarna Podlasia

Warto podkreślić, że knysze mogą być wypełnione różnorodnymi nadzieniami. Sprawia to, że są one wyjątkowo wszechstronnym daniem, które można dostosować do indywidualnych preferencji smakowych. Grzyby i kasza gryczana są jednymi z najczęstszych składników nadzienia. Aczkolwiek istnieje wiele innych możliwości, takich jak mięso, warzywa czy ser. Dodatkowo, knysze stanowią nie tylko pyszny przysmak, ale także ważny element dziedzictwa kulinarnego regionu Podlasia. Warto go więc pielęgnować i promować. Poprzez organizację wydarzeń kulinarnych, takich jak ”Dni Knyszyna”, lokalne społeczności mogą zachować tradycje kulinarne. Również plusem jest możliwość przyciągnięcia uwagi mieszkańców i turystów, promując unikalność i bogactwo lokalnej kultury gastronomicznej. Poprzez eksperymentowanie z tak różnorodnymi składnikami nadzienia, knysze stają się symbolem kreatywności i różnorodności kulinarnych tradycji Podlasia, które warto pielęgnować i promować wśród lokalnej społeczności i turystów.

 

Dowiedz się, co oznaczają napisy na łomżynskich nagrobkach

Dowiedz się, co oznaczają napisy na łomżynskich nagrobkach

Żydowski cmentarz w Łomży powstał prawdopodobnie w 1820 r., jeszcze przed formalną zgodą na osiedlanie się tej społeczności. Jest on usytuowany na skarpie doliny Narwi, co nadaje mu szczególny urok i sprawia, że jest to jeden z punktów widokowych w obrębie miasta. Kirkut, który oglądamy współcześnie, to efekt rekonstrukcji przeprowadzonej w latach 80. ubiegłego stulecia.

 

Zachowane nagrobki zostały na powrót ustawione w pionie, w trzech grupach, a przez teren poprowadzono alejkę spacerową. To jedna z najciekawszych nekropolii żydowskich w północno-wschodniej Polsce, tak ze względu na liczbę zachowanych nagrobków (około 150), jak i na ich charakter – zostały wykonane z lokalnego surowca– głazów narzutowych. Charakterystyczną cechą jest wypukłe liternictwo i płaskorzeźby na części macew.

 

Żydowska tradycja religijna nie toleruje przedstawiania postaci ludzkich i zakaz ten dotyczy również nagrobków. Aby przybliżyć postać zmarłego, macewy pokrywano więc symbolicznymi płaskorzeźbami, najczęściej o biblijnym rodowodzie. Błogosławiące dłonie oznaczają osobę z rodu kapłańskiego. Pochylony dzban to symbol rodu lewitów, którzy posługiwali w świątyni, m.in. umywając ręce kapłanom.

 

Ręka wrzucająca monetę do skarbonki symbolizuje osobę wspomagającą ubogich. Świece lub menora zdobią groby kobiet – do ich obowiązku należy bowiem zapalanie szabasowych świec. Kobiecymi ornamentami są też owca, gołąb lub inny ptak, które oznaczają imiona żeńskie: Rebeka, Taube (lub męskie Jona), Fejgl. Lew, jeleń, niedźwiedź lub wilk nawiązują do imion męskich – Lejb, Hirsz, Ber, Wolf. Winnym gronem nazywano cały lud Izraela. Znaczenia zwojów i księgi możemy się domyślać – dotyczą osoby uczonej w Torze i Talmudzie. Podobną symbolikę ma korona, w synagodze umieszczana na zwojach Tory. Na mogile wskazuje ona na umiłowanie Pisma przez zmarłego.

W Supraślu odbędzie się ”Leniwy Festiwal”

W Supraślu odbędzie się ”Leniwy Festiwal”

Od 1 lipca do 17 września w Supraślu pod Białymstokiem odbędzie się nietypowy festiwal filmowy. Prezentowane będą dzieła tzw. nurtu slow cinema. Wyróżniki kina powolności to prawie zupełny brak szybkiej akcji, dynamicznego montażu, długie ujęcia i kontemplacja.Nie zaskoczy nas też nagłe podwyższenie głośności dźwięku. Warto dodać, że niektóre produkcje trwają nawet 6 godzin. Dlatego też filmy nazywa się wędkarskimi. Nie są one dla każdego. Monotonię trzeba bowiem lubić.

 

Produkcje poruszają tematykę samotności, śmierci, najskrytszych lęków. Nie odnajdziemy tam bohaterów z hollywoodzkich filmów. Aktorami są najczęściej amatorzy, przez co całość nabiera naturalnego charakteru.”Leniwy festiwal” w Supraślu stanowi doskonałą propozycję dla tych, którzy nie przepadają za dużymi festiwalami. Jeśli cenicie sobie głębszą refleksję, na pewno nie może Was tam zabraknąć.

Kamienny krąg w Poczopku przekazuje energię z kosmosu

Kamienny krąg w Poczopku przekazuje energię z kosmosu

Co prawda tego obiektu nie stworzyli  druidzi, a leśnicy, ale i tak jest wspaniały. Kamienny krąg we wsi Poczopek nie jednemu już dał kosmicznej energii. Powstał on  na wzór celtyckich obiektów i stanowi swego rodzaju rekonstrukcję pierwszego kręgu, który miał istnieć w Poczopku tysiące lat temu.

 

Kamienie z kręgu pochodzą głównie z okolicznych lasów i pól, choć dwa największe odnaleziono na posesjach prywatnych. W sumie uzbierano ponad 30 głazów. Ich umieszczenie nie mogło być przypadkowe. Aby krąg pełnił należycie swoje funkcje, tzn. wzmacniał kosmiczną energię, należało wybrać odpowiednie miejsce.

 

Konieczne było więc zasięgnięcie porad specjalistów. Odczucia wewnątrz kręgu są różne. Jedni odczuwają przenikliwe zimno, drudzy falę gorąca. Wszystko zależy od wrażliwości człowieka. Wiadomo jedno – wizyta w kręgu zapewnia relaks fizyczny i psychiczny.

Józef Piłsudski wziął ślub na Podlasiu

Józef Piłsudski wziął ślub na Podlasiu

Marszałek Piłsudski odwiedzał Łapy, leżące ok. 20 km od Białegostoku bardzo często. Miało to głównie związek z przebiegającą przez miasteczko linię kolejową, ale nie tylko. W Łapach mieszkała bowiem pierwsza małżonka naczelnika – Maria Kazimiera Juszkiewicz. Wieś położona ok 50 km dalej była zaś świadkiem ceremonii zaślubin. Sakramentalne tak powiedzieli w miejscowości Paproć Duża (słynącej z tego, że jest w kształcie koła). Na akcie małżeństwa Józef Piłsudski podpisał się jako kupiec z Łap. 

 

Pierwsza wizyta naczelnika w Łapach przypadła na 1 czerwca 1919 r. Podróżował on wówczas do wyzwolonego Grodna. Na kolejne odwiedziny mieszkańcy musieli czekać kilkanaście lat. Zawsze jednak witano go niezwykle uroczyście. 31 maja przez Łapy przemknął specjalny pociąg z sercem zmarłego marszałka.

Kawał historii kościoła zgromadzono pod jednym dachem

Kawał historii kościoła zgromadzono pod jednym dachem

Drohiczyn to miasto z bogatą historią. Jedną z jego głównych atrakcji jest Muzeum Diecezjalne. Jego zbiory mieszczą się w kilku salach. Główna z nich – papieska – wyposażona jest w obrazy, pamiątkowe medale, monety okolicznościowe znaczki oraz pocztówki. W innych pomieszczeniach można odnaleźć przedmioty ze srebra czyli kielichy, relikwiarze, monstrancje, a wśród nich te należące niegdyś do rodów Sapiehów czy Radziwiłłów. Na specjalnych stojakach wiszą  bogato zdobione i haftowane ornaty.

 

Nie przejdziemy również obojętnie obok gabloty z pastorałem samego papieża Piusa XII. Można też obejrzeć zabytkowe rzeźby i obrazy, a także oryginalne dokumenty królewskie podpisane przez Władysława IV, Jana Kazimierza i Augusta II.  Każdy eksponat ma swoją unikatową historię. Nie inaczej jest w przypadku Krzyża Virtuti Militari z powstania kościuszkowskiego. Na szczególną uwagę zasługuje czarna biżuteria przypominająca kajdany, którą nosiły żony Polaków zesłanych po 1863 roku na Sybir. Warto wspomnieć o wykonanym na Syberii kielichu mszalnym z dwiema duszami, w które wkładało się rozgrzany kawałek metalu, by podczas mszy św. nie zamarzało wino.

W Filipowie przemycali wszystko ”na legalu”.

W Filipowie przemycali wszystko ”na legalu”.

Gmina Filipów położona w powiecie suwalskim przez lata była znana ze zjawiska przemytu. Proceder miał charakter pokoleniowy. Jego największe natężenie przypadło na drugą połowę XIX w. Wszystko miało związek z delikatnie mówiąc niekorzystną sytuacją materialną mieszkańców znajdujących się pod carskim panowaniem. Za chlebem udawali się więc do sąsiednich Prus Wschodnich. Na czym polegała ich praca? Były to głównie zajęcia rolnicze. Przy granicy nieraz znajdowali się niemieccy werbownicy, którzy poszukiwali siły roboczej.

Zmierzając do Prus zabierali ze sobą takie towary jak jaja czy czy masło. W drogę powrotną byli zaopatrzeni zaś w alkohol, cukier czy tytoń. Granicę niejednokrotnie przekraczały z towarami całe rodziny. Co więcej, nikt nie uważał, że było to jakieś przestępstwo. Takie działanie uważano bowiem za jedyną drogę ucieczki od biedy. Sprawna organizacja procederu to z kolei zasługa społeczności żydowskiej. Najczęściej to ona była dostawcą i odbiorcą towarów. 

Co ”Kanał” Andrzeja Wajdy ma wspólnego z Białymstokiem?

Co ”Kanał” Andrzeja Wajdy ma wspólnego z Białymstokiem?

Andrzej Wajda bez wątpienia należy do najbardziej wybitnych polskich twórców. Urodził się w Suwałkach, a plenery Podlasia mogliśmy podziwiać w Panu Tadeuszu. Reżyser miał też pośrednie związki z Białymstokiem, choć mógł nawet nie być tego świadomy. Wszystko jednak sprowadza się do filmu ”Kanał”.

 

Jak wiadomo, w okresie komunizmu, każda produkcja musiała przejść przez cenzurę. Na czele Komisji Centralnego Urzędu Kinematografii stał w latach 5o. Leonard Borkowicz. Wcześniej w Białymstoku pełnił on funkcję pełnomocnika PKWN-u. Początkowo odrzucił scenariusz, twierdząc, że pokazywanie przez półtorej godziny ludzi w ciemnościach, będzie nie do wytrzymania. Film wymagał więc poprawek. Po ich naniesieniu zdecydował się na odważne posunięcie. Produkcja została wysłana na międzynarodowy festiwal w Cannes. Tam miała być oceniana bez żadnej cenzury. Film osiągnął niebywały sukces, zdobywając Srebrną Palmę.

 

Scenarzystą ”Kanału” był Jerzy Stefan Stawiński. Należy on do grona twórców tzw. polskiej szkoły filmowej.  Napisał dialogi do wielu innych filmów, które dziś uznaje się za kultowe – ”Pułkownik Kwiatkowski’ czy ”Krzyżacy”. Stawiński miał też zlecenie stworzenia książki o białostockiej Akademii Medycznej. Powstała ona w listopadzie 1952 r. Surrealistyczną powieść nazwano ”Herkulesy”. Historia uczelni przeplata się z wątkami ideologicznymi i obyczajowymi. Jej głównym bohaterem jest Józef Gandera, który przybył ze wsi na studia medyczne.

 

Do białostockich kin ”Kanał” trafił 10 dni po premierze. Wyświetlany był w Kinie Pokój sześć razy dziennie. Oglądać mogli go wszyscy powyżej 14-go roku życia. Co ciekawe, w białostockich mediach, o produkcji nawet nie wspomniano.

 

Źródło zdjęcia: Kadr z filmu ”Kanał”

Wołodyjowski ukrył się na Podlasiu.

Wołodyjowski ukrył się na Podlasiu.

Gdzie odnaleźć Michała Wołodyjowskiego? Oczywiście, że w Białymstoku! Nie, nie chodzi nam o żaden zlot cosplayerów. Od ponad miesiąca tak nazywa się podlaski pomnik przyrody – dwustuletni dąb. Piękny okaz rośnie spokojnie między blokami na ulicy…Wołodyjowskiego właśnie. Drzewo osiąga wysokość 23, 5 m, a obwód jego pnia wynosi 326 cm.

 

Dęby szypułkowe są stałym elementem krajobrazu naszego kontynentu. Dorastają nawet do 50 m. Dzięki temu uważa się ze najszlachetniejsze w przyrodzie. Trudno się z tym nie zgodzić. Dąb Wołodyjowski jest jednak dzieckiem w porównaniu do swych kuzynów. Najstarsze z nich osiągnęły wiek tysiąca lat. Z pewnością byli świadkami wielu ważnych wydarzeń. Szkoda, że nic nie opowiedzą…Łącznie w Białymstoku status pomnika przyrody, posiadają 33 drzewa.

Zagadka herbu Grajewa nadal jest nierozwiązana

Zagadka herbu Grajewa nadal jest nierozwiązana

Herb Grajewa to czerwony wilk stojący na tle trzech drzew iglastych, a dokładniej świerków. Obowiązuje on od 1990 i nie jest zgodny z zasadami heraldyki. Tyle wiadomo. Brak jednak jest jakichkolwiek informacji na temat bliższej historii jego pochodzenia. Na pewno nie pojawił się w akcie lokacyjnym miasta, chociaż powinien. 

 

Najstarszy wizerunek herbu pochodzi z lat 30. XX w. Odnaleźć go można na znaczku reklamowym niemieckiego przedsiębiorstwa produkującego kawę. Ta sama firma wydała również cały katalog z herbami. Powoływała się ona na dane z Archiwum Akt Dawnych w Warszawie. Większość jego materiałów jednak przepadła w wyniku działań wojennych.  Herb nieco się różnił od obecnego. Wilk był przede wszystkim czarnego koloru.

 

Na przestrzeni kolejnych lat niewiele ingerowano w wygląd symbolu miasta, choć tymczasowo zmieniono świerki na drzewa liściaste. Dlaczego? Ludzka wyobraźnia nie ma  granic. To jedyne wytłumaczenie. Widocznie ktoś z ratusza się nudził. Historycy nadal zachodzą w głowę, jak w herbie znalazło się zwierzę. Niegdyś prywatni właściciele Grajewa posługiwali się w pieczęciach srebrnymi liliami czy radłami od pługa. Wilk zatem wskoczył na herb w zagadkowy sposób. Nie zachowała się żadna dokumentacja, żadna wzmianka o uhonorowaniu wilka tym zaszczytem.

Ręczniki obrzędowe – pracownicy muzeum na tropie już latem

Ręczniki obrzędowe – pracownicy muzeum na tropie już latem

Ręczniki obrzędowe – źródło wielu wspaniałych tradycji. Kilka dni temu o nich pisaliśmy. Ich niemałą kolekcję można oglądać w Muzeum w Bielsku Podlaskim. Bielsk Podlaski to miasto w Polsce, w województwie podlaskim, siedziba powiatu bielskiego oraz gminy wiejskiej Bielsk Podlaski. Leży on na południe od Białegostoku nad rzeką Białą. Wydaje się, że muzeum nie zamierza poprzestać na obecnej kolekcji, ale dąży do jej poszerzenia. Planowane wyprawy, które odbędą się już w lipcu, zapowiadają się jako ekscytująca możliwość zgłębiania kolejnych aspektów tej fascynującej dziedziny. Współpraca z studentami z Polski i Białorusi nie tylko umożliwi poszerzenie perspektywy, ale także wniesie świeże spojrzenie i pomysły. Dlatego też już w lipcu, wraz ze studentami z Polski i Białorusi, wyruszą w teren.

Ręczniki obrzędowe i cele ich odnalezienia

Studenci z Polski i Białorusi mają za główny cel opisanie i sfotografowanie ręczników obrzędowych, które odnajdą, zachowując jednocześnie szacunek i zgodę właścicieli. Ich praca ma na celu stworzenie unikalnego katalogu, który będzie dokumentacją tych unikatowych artefaktów kulturowych. Aby zapobiec nieporozumieniom i uprościć komunikację z właścicielami, studenci będą nosić identyfikatory z imieniem, nazwiskiem oraz nazwą swojej instytucji. Dzięki temu będą mogli wyraźnie przedstawić swoje intencje oraz pokazać, że działają w ramach określonego projektu badawczego lub naukowego. Ta ostrożność pomaga w budowaniu zaufania i relacji z lokalną społecznością. Ułatwia to z kolei zbieranie danych i materiałów do katalogu.

Ręczniki chowają się gdzieś w naszym regionie

Pasjonaci z różnych zakątków mają zamiar odwiedzić kilka urokliwych gmin, w tym Boćki, Brańsk, Rudkę i Wyszki. Wszystko to jest częścią inicjatywy o nazwie „Spotkajmy się na ławeczce”, która nie tylko ma na celu promowanie lokalnych społeczności, ale także jest współfinansowana przez Unię Europejską. Uczestnicy będą mieli okazję nie tylko cieszyć się pięknem tych miejscowości, ale także integrować się z lokalną społecznością i doświadczyć kultury oraz tradycji regionu. Będą mogli także odnaleźć część historii.

Źródło zdjęcia: https://www.wrotapodlasia.pl/pl/kultura/kultura_sztuka/spotkajmy-sie-na-laweczce.html

 

Przy odbudowie Pałacu Branickich nie uniknięto pomyłek

Przy odbudowie Pałacu Branickich nie uniknięto pomyłek

Po II Wojnie Światowej Pałac Branickich został zniszczony w 70%. Spalony w 1944 r. już rok później stał się szczególnym obiektem starań władz miasta. Projekt odbudowy został stworzony przez cenionego inżyniera Stanisława Bukowskiego. Zakładał on powrót dawnej rezydencji rodu Branickich do XVIII-to wiecznej formy. Konieczna była więc rezygnacja z późniejszych przeróbek. Odbudowa, która została ukończona w latach 60. nie uniknęła pomyłek. Do odtworzenia użyto bowiem ryciny, która uchwyciła pałac w chwili jego przebudowy. Hetman w dalszym okresie sporo jednak nie zmieniał.

Najstarsze fragmenty Pałacu znajdują się  w piwnicy. Jej sklepienia pamiętają jeszcze czasy XVII w. Z kolei od strony pałacowego ogrodu zachowało się gotyckie okno z tamtego okresu. Wewnątrz obiektu, na kominkach natomiast dostrzec można płyty z herbami Branickich. Przy głównych schodach Pałacu odnajdziemy rzeźbę szlifierza, która również zachowała się w oryginale. W wyniku działań wojennych straciła dosłownie głowę, którą odnaleziono w jednej z białostockich szkół. W sumie przywrócono dawny wygląd tylko dwóm pomieszczeniom zabytku. Są to tzw. złote pokoje oraz kaplica.

Na Podlasiu powstanie cerkiewny szlak. Będzie dokąd wędrować.

Na Podlasiu powstanie cerkiewny szlak. Będzie dokąd wędrować.

Z inicjatywy Lokalnych Grup Działania – Tyglu Dolnego Bugu i Puszczy Białowieskiej powstanie szlak turystyczny śladami podlaskich cerkwi. Ma być on gotowy do lata 2018 r. Jak na razie wniosek tkwi w stosie urzędniczych papierów. Należy więc cierpliwie czekać. Trasy będą przygotowane przez obie organizacje.

 

Obiekty zostaną opatrzone tablicami informacyjnymi, powstaną również miejsce parkingowe czy wiaty. Miejsc związanych ściśle z wiarą prawosławną jest bardzo dużo. Na szlaku na pewno odwiedzimy Mielnik, Siemiatycze, Grodzisk czy Grabarkę. Dzięki powstaniu szlaku z pewnością rozwinie się sektor turystyczny, gdyż będzie on trwał nie tylko wakacyjną porą.

Miasto ziemniaka. W Mońkach z nim świętują.

Miasto ziemniaka. W Mońkach z nim świętują.

Miasto ziemniaka to określenie, które można przypisać tylko takiej miejscowości, która wyjątkowo celebruje to popularne warzywo. Jednym z takich miast jest Mońki, położone w województwie podlaskim, w powiecie monieckim. Miasto Mońki jest siedzibą gminy miejsko-wiejskiej o tej samej nazwie. Wśród mieszkańców i gości miasta panuje atmosfera, w której ziemniak pełni szczególną rolę, być może jako symbol historii, kultury lub tradycji lokalnej społeczności.

Miasto ziemniaka – święto na jego cześć

Jako jedyne miasto w Polsce, a może i na świecie ma w swym herbie ziemniaka. Nie, nie zobaczycie go w takiej formie jak na talerzu. Chodzi tu o kwiat ziemniaka. Choć nazwa może wydawać się nietypowa, to w Mońkach ziemniak jest czymś więcej niż tylko codziennym składnikiem kuchni. To symbol lokalnego dziedzictwa, pracy rolników oraz bogactwa regionu. W latach 70 i 80-tych stanowił główny motor napędowy lokalnej społeczności. Mońki zawdzięczają wiele temu warzywu, dlatego też co roku organizuje się jego święto. Świętowanie ziemniaka staje się więc pretekstem do organizowania różnorodnych wydarzeń, festiwali, czy konkursów, które integrują społeczność i promują lokalną kulturę.

„Ziemniaczane dożynki” i ich przebieg

Impreza w przeszłości posiadała rangę tzw. ziemniaczanych dożynek. Towarzyszyły im też sympozja, wystawy oraz koncerty. Obecnie stawia się promocję lokalnej kultury. Nie brakuje jednak nigdy pokazów kulinarnych, oczywiście z ziemniakiem w roli głównej. Można z niego zrobić dosłownie wszystko. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia – pokazuje to wszechstronność potraw i zastosowań, do których przydaje się to warzywo. Nieodłączną częścią wydarzenia są także konkursy, które dodają szczyptę rywalizacji i zabawy. Jednym z popularnych konkursów jest wyścig jedzenia babki ziemniaczanej na czas, który zawsze przyciąga tłumy chętnych do udziału oraz kibiców. Choć oblicze imprezy się zmienia, niezmiennie przyciąga ona rzesze zwiedzających. Coroczny Jarmark cieszy się ciągłym zainteresowaniem, przyciągając tysiące osób, które chcą skosztować lokalnych przysmaków, uczestniczyć w konkursach czy też po prostu cieszyć się atmosferą wspólnej zabawy i celebracji lokalnej kultury.

Brodacze zasiedlali Białystok

Brodacze zasiedlali Białystok

Od trzech lat działa w Białymstoku tzw. szlak Bojar. Najstarsza dzielnica miasta doczekała się licznych tabliczek informacyjnych, zarówno przy istniejących, jak i nieistniejących już obiektach. Dzięki nim poznamy historię budynków i związanych z nimi ludźmi. Układ urbanistyczny Bojar stanowi odzwierciedlenie dawnych szlaków komunikacyjnych. Historyczne trakty wiodły do istotnych miejsc w regionie. 

Nazwa dzielnicy pochodzi od specyficznego określenia ludności, którzy od XV w. osiedlali się na okolicznych terenach. Nie byli ani szlachcicami, ani włościanami. Stanowili bardziej stan pośredni. Bojarów dzielono na 3 typy. Bojarzy pancerni, jak nie trudno się domyśleć, trudnili się w sztuce wojennej. Bojarzy ”putni” znani byli zaś z szybkiej jazdy przy dostarczeniu istotnej korespondencji. Bojarzy turemni pełnili głównie służbę na zamkach. 

Czym wyróżniał się ten stan? Na pewno samym wyglądem przyciągał uwagę. Mężczyźni niemal nigdy nie golili brody i nosili długie stroje. W Rosji noszenie brody przez Bojarów zostało zakazane przez cara Piotra Wielkiego. Opornym czasem ścinano nie włosy a …głowę. Potem chętni na brodę musieli płacić odpowiedni podatek.

W Białymstoku upamiętnią kapelana na sportowo

W Białymstoku upamiętnią kapelana na sportowo

Już w najbliższą niedzielę odbędzie się w Białymstoku bieg upamiętniający Stanisława Suchowolca. Kapelan Solidarności zmarł tragicznie w pożarze plebanii w styczniu 1989 r. Sprawców zdarzenia do dziś nie udało się ustalić. Start imprezy wyznaczono na godzinę 11. pod pomnikiem błogosławionego Jerzego Popiełuszki.

 

Trasa biegu  kończy się na Dojlidach przy świątyni Niepokalanego Serca Maryi obok której pochowany jest ks. Stanisław Suchowolec. Uczestnictwo w wydarzeniu zapowiedzieli uczniowie, liczne stowarzyszenia oraz służby mundurowe.