Nie potwierdziły się zeznania świadków

Nie potwierdziły się zeznania świadków

Trwają poszukiwania ofiar komunistów na terenie pokarmelitańskiego dziedzińca klasztornego w Bielsku Podlaskim. Po II Wojnie Światowej mieściła się tam siedziba Urzędu Bezpieczeństwa. Archeolodzy sprawdzili studnię, gdzie według zeznań wrzucano ciał ofiary represji. 

Tropy jednak się nie potwierdziły. Na groby trafiono jednak kilka metrów dalej. Odnaleziono jeden kompletny szkielet. Według wstępnych badań szczątki należały do młodej osoby. Natrafiano ponadto na wiele pojedynczych kości. Teraz należy je zidentyfikować. Jako, że odkopano również zabytkową studnię, na miejscu pojawił się również konserwator zabytków. Chociaż wcześniej znajdowano podobne konstrukcje, na Podlasiu jest to unikat.

Ten budynek znają wszyscy. Czy pod nim biegną tajemnicze korytarze?

Ten budynek znają wszyscy. Czy pod nim biegną tajemnicze korytarze?

Biały dom. Nasze pierwsze skojarzenia? USA! Dla starszych mieszkańców Białegostoku jednak nie jest to takie oczywiste. Było to bowiem potoczne określenie gmachu, w którym swoją siedzibę miał Komitet Wojewódzki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dom partii stanowił przez długi czas wizytówkę miasta. Obecnie jego korytarze nie przemierzają partyjni dygnitarze a…studenci. Mieści się tam bowiem Wydział Historyczno – Socjologiczny oraz Filologiczny Uniwersytetu.

 

Projekt gmachu to dzieło Stanisława Bukowskiego, który odpowiedzialny był m.in. za wygląd Hotelu Cristal. Sławił się jednak głównie świątyniami jak choćby Niepokalanego Serca Maryi w Dojlidach. Jako że w okresie stalinizmu nie kryto się z walką z instytucją Kościoła, może zaskakiwać fakt wyboru Bukowskiego na głównego architekta. Widocznie komuniści musieli przełknąć fakt jego powiązań z duchowieństwem. Chcieli mieć reprezentacyjny gmach, a projekt spełniać w całości ich oczekiwania.

 

Lokalizacja ”Białego domu” nie była przypadkowa. Dzięki położeniu na końcu ulicy, z balkonu można z łatwością można było obserwować pierwszomajowe marsze czy inne manifestacje. Kończyły się one właśnie pod gmachem. Pod siedzibą partii utworzono plac, który z lotu ptaka przypominał pięcioramienną gwiazdę. 

 

Budynek w czasach działalności PZPR zapewniał jego użytkownikom opiekę lekarską  i stomatologiczną . Można było również zrelaksować się w saunie i skorzystać z trzech sąsiadujących z nią pokojów gościnnych. Dom Partii dysponował także własną centralą telefoniczną, a także telegrafem. System łączności pozwalający na stały kontakt z Komitetem Centralnym w Warszawie, stanowił  kluczowy element funkcjonowania aparatu władzy PRL. Członkowie partii mogli cieszyć się również najlepszą w mieście stołówką. Wraz z pomieszczeniami kuchennymi zajmowała całe podziemie prawego skrzydła gmachu.

 

Po mieście chodziły opowieści o podziemnych korytarzach i sekretnych przejściach do pobliskich mieszkalnych bloków. Skąd się one brały. Miejsca nie dostępne dla zwykłych śmiertelników od zawsze wzbudzają domysły. No cóż. Komuniści mieli obsesje na punkcie swego bezpieczeństwa, więc może w domysłach jest ziarno prawdy. A nóż student przypadkowo wciśnie ukryty guzik i otworzy drzwi do świata tajemnic. Pożyjemy, zobaczymy.

 

 

Korowód przechodzi przez wyludnione wsie

Korowód przechodzi przez wyludnione wsie

Korowód to długi szereg osób posuwających się jedna za drugą. Jest elementem wielu imprez, który pozwala na dobrą wspólną zabawę. Ta radosna forma celebracji pozwala uczestnikom poczuć się częścią wspólnoty, gdy razem przemierzają przestrzeń, śpiewają, tańczą lub wykonują inne radosne gesty. Korowody mogą być różnorodne – od formalnych, ułożonych zgodnie z określonym porządkiem, po zupełnie spontaniczne, gdzie uczestnicy łączą się w szybko zmieniającą się strukturę.

Korowód to białoruska tradycja

W Bielsku Podlaskim, malowniczo położonym w sercu Podlasia, na południe od Białegostoku, kilka tygodni temu rozpoczęła się kolejna edycja Podlasko-Poleskich Spotkań Kultury Tradycyjnej pod nazwą „Tam po Majowuj Rosi”. Jest to doskonała szansa na poznanie białoruskiego folkloru. W tym roku dużą uwagę zwrócono na pokazanie tradycyjnej ceremonii zaślubin o charakterze domowym, która stopniowo zanika.

Młodzi podczas uroczystości

Dużą ciekawostką jest też znaczne ograniczenie roli młodych. To znaczące ograniczenie roli młodych w ceremonii jest niezwykle interesujące. Podczas całego wydarzenia praktycznie nie mają oni możliwości zabrania głosu. Ich aktywność jest ograniczona do podążania za starszymi swatami lub marszałkiem. To wydaje się też być silnie zakorzenione w tradycji i symbolice, gdzie młodzi są jakby prowadzeni przez starszych. Może to odzwierciedlać ideę przekazywania mądrości i doświadczenia z pokolenia na pokolenie.

Rozśpiewane korowody

Spotkania Kultury Tradycyjnej na Podlasiu to wyjątkowe wydarzenie. Przyciąga ono uwagę nie tylko mieszkańców lokalnych społeczności, ale także miłośników kultury i tradycji z różnych regionów. Korowody, rozśpiewane i pełne życia, stanowią integralną część tych spotkań, przemierzając malownicze, ale czasem opuszczone, wsie Podlasia. Po drodze dołączają do nich także pozdrawiani mieszkańcy. Co roku trasa korowodów jest inna, co sprawia, że ​​każde spotkanie jest unikalnym doświadczeniem. To nie tylko pozwala odkryć różnorodność krajobrazów i kultury Podlasia, ale także podkreśla zmienną naturę tradycji i społeczności lokalnych. Po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzami, uczestnicy korowodu udają się również na pole aby je pobłogosławić. Organizatorem spotkań jest Stowarzyszenie Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach.

Chłop Roku – nietypowy konkurs

Chłop Roku – nietypowy konkurs

Chłop Roku to osoba, która doskonale posługuje się narzędziami rolniczymi. Tak przynajmniej jest w Korczewie znajdującym się niedaleko Drohiczyna. Korczew to wieś w Polsce, w województwie mazowieckim, w powiecie siedleckim, siedziba gminy Korczew. Znajduje się na terenach historycznego Podlasia.

Chłop Roku – rolnictwo pozwala wygrać

W Korczewie odbywają się Mistrzostwa Polski o tytuł Chłopa Roku. Nagrody w konkursie są typowo rolnicze – chwytak, widły czy kosa spalinowa. Dla miastowych zdobycze owe zdobycze mogą wydawać się nieco abstrakcyjne, ale dla mieszkańców wsi to nie lada gratka. Czym muszą się wykazać panowie by wygrać? Niezbędna jest głównie siła, zdecydowanie i pracowitość. Zmagania rolnicze często poprzedza mały konkurs wiedzy rolniczej. Uczestnicy rywalizują ze sobą, aby sprawdzić swoją wiedzę na temat rolnictwa, co pomaga wzmocnić ich umiejętności i przygotować do wyzwań związanych z pracą na roli. Tytuł Chłopa Roku nie tylko honoruje jednostkę, ale także podkreśla rolę rolnictwa w życiu społeczności wiejskiej oraz promuje wartości związane z dbałością o ziemię, tradycję i wspólnotę lokalną.

Wiejskie konkurencje

W pierwszej konkurencji należy wykazać się zręcznością w pracy na traktorze wyposażonym w chwytak. Uczestnicy muszą precyzyjnie manewrować traktorem, korzystając z chwytaka do wykonywania określonych zadań. To wymaga nie tylko umiejętności jazdy, ale także sprawnego operowania chwytakiem, by prawidłowo podnosić i przemieszczać różne obiekty. Druga konkurencja skupia się na szybkim zbieraniu ziemniaków. Uczestnicy muszą wykazać się szybkością i precyzją, zbierając jak najwięcej ziemniaków w określonym czasie. Trzecie zadanie polega na wbiciu kilku ogromnych gwoździ w pniu drzewa. Uczestnicy muszą wykazać się siłą i precyzją, aby wbijać gwoździe tak głęboko, aby całkowicie zniknęły w pniu. To wymaga nie tylko fizycznej siły, ale także umiejętności kontrolowania uderzeń, aby uniknąć uszkodzenia pnia lub narzędzia. Ostatnia konkurencja pokazuje, kto ma najzręczniejsze ręce. Dojenie krowy na czas to nie przelewki. Jednakże, w tym przypadku, krową jest sztuczna krasula, co oznacza, że mleko jest bardziej wodniste niż w przypadku prawdziwej krowy.

Żubry dzieli płot. Bez niego doszłoby do katastrofy.

Żubry dzieli płot. Bez niego doszłoby do katastrofy.

Jak wiadomo, na polsko – białoruskim przejściu granicznym stoi płot. Przeszkadza on żubrom w swobodnej wędrówce. Są tego dobre i strony. Nasze żubry są nizinnymi przedstawicielami gatunku. Z kolei, białoruskie, jak badania wykazały posiadają domieszkę genów żubra kaukaskiego.

 

Gdyby doszło do połączenia populacji, polski król puszczy miałby problemy. Spadłaby jego odporność na choroby i miałby problemy w adaptacji w nowym otoczeniu. Z drugiej strony nastąpiłoby zwiększenie zmienności genetycznej, co też jest czymś pozytywnym, o ile przebiega z umiarem. Gdyby polskie żubry w pełni połączyłyby się z białoruskimi, zapewne przestałyby istnieć. Żubr, którego dało się odtworzyć dzięki ciężkiej pracy naukowców skończyłby jako relikt historii.

Ojciec prezydenta Izraela urodził się w Łomży

Ojciec prezydenta Izraela urodził się w Łomży

Związek z Podlasiem miało i ma wiele znanych osobistości. Nie każdy się do tego przyznaje. Wolny wybór. Łomżyńskie korzenie miał prezydent Izraela Chaim Herzog, który odwiedził miasto w 1992 r. Tam właśnie urodził się jego ojciec, Isaak Herzog. Mając kilka lat, wyjechał z rodzicami do Wielkiej Brytanii.  Został następnie naczelnym rabinem Irlandii, a kiedy przeniósł się do Palestyny – naczelnym rabinem tamtejszej wspólnoty.

 

W czasie II Wojny Światowej Chaim Herzog działał w służbach wywiadowczych. Po zakończeniu działań wojennych brał udział w przesłuchiwaniu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Na prezydenta Izraela został wybrany w 1893 r. Tą funkcję sprawował przez ponad 10 lat. W 2011 r. Łomżę odwiedził jego syn. Towarzyszył mu były ambasador Izraela w Polsce i Michał Soban. Goście oddali hołd ofiarom Getta Żydowskiego

Wielcy politycy walczyli o jedną kobietę

Wielcy politycy walczyli o jedną kobietę

Na uboczu

Wyjeżdżając z Łomży, kierując się na wschód,  natrafimy na niewielką wieś Drozdowo. Jej główną atrakcją jest   Muzeum Przyrody, które regularnie organizuje nowe wystawy. Dla przeciętnego Polaka, nazwa miejscowości nic jednak nie mówi. Gdy jednak usłyszymy o Romanie Dmowski, zapala się światełko. W owej miejscowości, a dokładnie w posiadłości rodziny Lutosławskich,  ostatnie lata swego życia spędził właśnie twórca polskiej endecji.

Serce w rozterce

Ze szkolnych podręczników z pewnością pamiętamy o zaciekłym  sporze z Józefem Piłsudskim. Obaj posiadali całkowicie odmienne koncepcje kształtu nowej Polski. Lecz czy tylko inna polityczna wizja decydowała o wzajemnej niechęci? Zdecydowanie rzadziej wspomina się o tym, że byli wielbicielami tej samej kobiety – Marii Juszkiewiczowej. Niektórzy historycy i publicyści wysuwają tezę, iż to właśnie rywalizacja o płeć piękną stanowiła oś konfliktu. Juszkiewiczowa swoje pierwsze małżeństwo zawarła w wieku 17 lat, lecz nie trwało one długo.

 

Po rozwodzie przeniosła się do Warszawy gdzie uczestniczyła w działalności konspiracyjnej. Po jednym z aresztowań dostała nakaz powrotu do Wilna, a jej dom stanowił miejsce spotkań i zażartych dyskusji. Do salonu ”pięknej pani” – jak ją nazywali przyjaciele trafił wpierw Józef Piłsudski, a następnie Roman Dmowski, który odwiedzał miasto w czasie swej politycznej zsyłki. Z miłości endeka nic jednak nie wyszło, zaś Piłsudski pojął Marię za Żonę. Musiał on jednak zmienić wyznanie na ewangelicko – augsburskie. Zrobił to podpisując 24 maja 1899 r. stosowny akt w łomżyńskim zborze. Wspólne szczęście trwało jednak tylko osiemnaście lat, a naczelnik związał się z inną kobietą.

 

Nadchodzi wielkimi krokami edycja znanego festiwalu.

Nadchodzi wielkimi krokami edycja znanego festiwalu.

Już niemal 30 lat rozsławia Hajnówkę. Pierwotnie miał służyć wiejskim chórom. Z biegiem czas zyskał międzynarodowe znaczenie. Wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej. Wszystko zacznie się już 8 maja. W czasie tegorocznej odsłony festiwalu wystąpi 28 chórów z Polski i z zagranicy – Białorusi, Gruzji, Rosji i Ukrainy. Wśród imprez towarzyszących są koncerty m.in. w Warszawie, Gródku, Czeremsze, Białowieży, Hajnówce, Sokółce, Mielniku, Siemiatyczach i Bielsku Podlaskim.

 

Początkowe założenia koncertów była zgoła odmienne od obecnych. Lokalne chóry miały wymieniać się doświadczeniami aby po prostu podnieść ogólny poziom wykonań. Taka muzyka nie cieszyła się popularnością. Było wręcz odwrotnie. Teraz każdy chór, który chce coś osiągnąć musi posiadać w swym repertuarze muzykę cerkiewną. Stanowi ona połączenie modlitwy, słowa i linii melodycznej. Za zadanie stawia sobie pobudzenie człowieka do rozwoju duchowego.

 

Koncert galowy odbywa się tradycyjnie w soborze św. Trójcy. Imprezie towarzyszą również występy w innych miejscowościach. W zeszłym roku festiwal rozpoczął się tzw. flashmobem na ulicach Białegostoku. Tradycją stała się już uczta folklorystyczna. W środku Puszczy goście przedstawiają swoją bogatą kulturę. Śpiewom i tańcom nie ma końca. Festiwal przyciąga gości z całego świata. Również uczestnicy pochodzą z różnych stron świata.

W Białymstoku odbędzie się konna gonitwa

W Białymstoku odbędzie się konna gonitwa

3 Czerwca na białostockie Krywlany zawitają najszybsze konie i najlepsi jeźdźcy. Tak, to nie żart. Lotnisko ma być areną konnych wyścigów. Imprezę organizuje Ministerstwo Rolnictwa, które napotkało liczny opór. Zgodę na wydarzenie musi udzielić jednak wpierw prezydent Białegostoku, gdyż to właśnie do gminy należy teren lotniska. Entuzjastą pomysłu nie są również władze aeroklubu, obawiające się o zniszczenie nawierzchni. Obiecano im bowiem budowę pasa startowego.

 

Wedle założeń organizatorów mają odbyć się łącznie cztery gonitwy. W każdym z nich będzie uczestniczyło maksymalnie siedem wierzchowców. Zainstalowana zostanie trybuna na 3 tysiące osób. Czy jednak pomysł wzbudzi aż takie zainteresowanie? Data wyścigu związana jest ściśle z warszawskim Orange Festival, kiedy to dżokeje muszą ustąpić miejsca muzykom i innym artystom. Dlatego też bez przeszkód mogą przenieść się do Białegostoku. Gonitwa miejska ma mieć charakter rodzinny. Atrakcji nie zabraknie, jeśli dojdzie do skutku.

Mural multi-kulti powstał w Wasilkowie.

Mural multi-kulti powstał w Wasilkowie.

Nietypowa praca powstała w wyniku projektu ”Podlasie malowane na papierze i ścianie”. Dziesięcioro uczniów wasilkowskiego gimnazjum pod okiem Rafała Roskowińskiego, twórcy Gdańskiej Szkoły Muralu, przeniosła na ścianę koncepcję wielokulturowości. Na muralu odnajdziemy XVII – to wieczne postacie sarmaty, Tatara, Kozaka i Żyda.

 

Towarzyszy im drogowy znak skrzyżowania oraz cztery świątynie – kościół, cerkiew, synagoga i meczet. Dzięki zaangażowaniu w powstawanie muralu młodzi ludzie uczą się wielu rzeczy. Po pierwsze, mają kontakt z artystą i sztuką. Po drugie, poznają historię i tożsamość regionu, w którym żyją.

Ręcznik obrzędowy towarzyszy od urodzenia aż do śmierci.

Ręcznik obrzędowy towarzyszy od urodzenia aż do śmierci.

Ręcznik obrzędowy towarzyszył niegdyś wszystkim rodzinnym uroczystościom. Obyczaje z nim związane, czyli tradycje i zwyczaje, były pielęgnowane głównie na obszarach Bielska Podlaskiego. W tych regionach ludność z wielkim szacunkiem podchodziła do dziedzictwa kulturowego, starając się zachować i przekazywać kolejnym pokoleniom bogactwo tradycji. Dziś z pozoru zwykła chusta, świadczy o ogromnym bogactwie kultury regionu. W czasach Słowian ręcznik obrzędowy był wiernym przyjaciel człowieka, od chwili pierwszego samodzielnego oddechu.

Ręcznik obrzędowy od kołyski aż po grób

Jego dwa końce symbolizowały życie i śmierć. Między nimi zapisano nasze przeznaczenie. Pierwszą chustę otrzymywało dziecko tuż po narodzinach. Gdy chrześcijaństwo wyparło pradawne wierzenia, zwyczaj został zaadoptowany do nowych warunków. Ręcznik dawano bowiem noworodkowi po chrzcie. Stanowił on też nieodłączny element ceremonii zaślubin. Otwierał swojego rodzaju drzwi do nowej rzeczywistości. Obowiązkiem każdej panny młodej było wniesienie z posagiem własnoręcznie wyhaftowanego ręcznika. Para nowożeńców, co więcej musiała na nim stać przez cały czas trwania uroczystości. Ręcznik umieszczano również na drodze, po której zakochani jechali do świątyni. Zwyczaj ten przetrwał jeszcze do lat 60-tych. Haftowana chusta pełniła również rolę ”przechowalni duszy”. Istniało przekonanie, że krąży ona w domostwie jeszcze przez dłuższy czas. Szukając odpowiedniego miejsca znajduje w niej chwilowe schronienie. Na okres 40-u dni nad łóżkiem zmarłej osoby przywiązywano więc ręcznik do ikony. Towarzyszył również nieboszczykowi w grobie. Wkładano bowiem ją do trumny.

Echo dawnych czasów

Najstarsze ręczniki obrzędowe datowane na rok 1920, obecnie stanowiące eksponaty bielskiego muzeum, teraz można podziwiać również za pośrednictwem ekranów laptopów czy tabletów, dzięki działaniom Funduszu Lokalnego Na Rzecz Rozwoju Społecznego. Ta inicjatywa sprawia, że tradycja splata się z nowoczesnością, umożliwiając nam odkrycie i docenienie tych dzieł w cyfrowym świecie. Baza internetowa zawiera aż 400 różnorodnych wzorów ręczników, co dodatkowo poszerza dostępność i możliwości poznania tego kulturowego dziedzictwa. Dzięki temu projekty te stają się bardziej dostępne dla szerokiego grona odbiorców, przenosząc wartość historyczną i artystyczną tych przedmiotów do nowej przestrzeni wirtualnej.

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile.

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile.

Wieś w centrum ognia

Wizna to niewielka osada leżąca nieopodal Łomży. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą już z XI w. Na przestrzeni dziejów była gorzko doświadczana przez los, a to wszystko przez jej pechową lokalizację. Chroniąc wschodnie granicy Mazowsza narażała się wciąż na ataki nieprzyjaciół,  w tym  Zakonu Krzyżackiego. To właśnie oni spalili Wiznę po koniec XIII w. Cztery stulecia później do pożogi doprowadził potop szwedzki. Ogromne zniszczenia przyniosły też obydwie wojny światowe. Za każdym razem jednak Wizna podnosiła się z kolan.

Termopile po Polsku

W czasie kampanii wrześniowej na terenie Wizny ulokowano sieć umocnień ciągnących się na wschodnim brzegu Narwii i Biebrzy. Najcięższe walki trwały między 7 a 10 września. 42 tysiące żołnierzy niemieckich zmierzyło się z 720 Polakami. Mówimy więc tu o proporcjach sił 40:1. Sytuacja liczebna przywołuje na myśl słynną starożytną bitwę między niewielkim oddziałem 300-stu Spartan a Persami. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w schronach bojowych. Bohaterska obrona trwała ponad 700 dni.  Niemcy w czasie szturmu po kolei wysadzali obiekty. Ostatnim z nich był bunkier w Górze Strękowej. Tam też walczył dowódca całego odcinka obronnego –  kapitan Władysław Raginis. W chwili wyczerpania amunicji przez Polaków, prowadzący natarcie generał Hainz Wilhel Guderian zagroził rozstrzelaniem jeńców. Niemal cała załoga skapitulowała, oprócz kapitana Raginisa. Ten nie chcąc iść do niewoli, sam wybrał swój los, wysadzając się granatem.

Wojna źródłem inspiracji

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile, a bohaterstwo żołnierzy wciąż zdumiewa. Historia stała się inspiracją dla zespołu heavy metolowego Sabaton, który nazwał swój utwór ”40:1”. Tytuł oddaje proporcje między walczącymi stronami. Sabaton wybrał bitwę Na 70-tą rocznicę wydarzeń ,zespół  wielokrotnie koncertujący w naszym kraju, został zaproszony do samej Wizny. Szwedzcy artyści, niespecjalnie popularni w skandynawii, w ciągu kilku miesięcy stali się jedną z bardziej rozpoznawalnych zagranicznych grup na naszym rynku. Ich polską stronę internetową każdego dnia odwiedzają tysiące fanów.Teledysk zaś stworzony na potrzeby piosenki osiągnął już kilka milionów wyświetleń na serwisie Youtube. Jego premiera odbyła się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

 

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci zmieniają się z biegiem czasu i w zależności od regionu. Zmieniająca się popularność imion dziecięcych to fascynujące zjawisko, które Ministerstwo Cyfryzacji rejestruje i analizuje corocznie. Choć rodzice mają zwykle sporo czasu na wybór imienia dla swojego dziecka, niejednokrotnie decyzję podejmują dopiero po narodzinach. To wówczas, otoczeni oczekiwaniem i presją, muszą dokonać wyboru, który może być poddany opinii nie tylko bliskich, ale i społeczności lokalnej. Każda głowa to osobna historia, a wybór imienia staje się wyrazem nie tylko gustu rodziców, ale i wpływu otoczenia.

Imiona dla dzieci w województwie podlaskim

Na Podlasiu zaskoczymy wszystkich wierzących w stereotypy. Tutaj to nie Brajan i Angela dominują na liście popularności. Na czoło wśród chłopców wysuwają się klasyki takie jak Jakub, Szymon czy Antoni. Pokazuje to, że tradycyjne imiona wciąż mają swój urok. Na drugim biegunie znajdują się mniej popularne imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano jedynie pięciu, co jest zaskoczeniem i powodem do niedowierzania! Jeśli chodzi o dziewczynki, największą popularnością cieszy się Zuzia, która nieznacznie wyprzedza Julię i Hannę. Jednak na przeciwległym biegunie znajdują się imiona jak Vanessa, Nicole czy Sabina, które zajmują miejsca na końcu listy popularności.

A jak jest poza naszym regionem?

W Polsce, wybór imion dla dzieci często odzwierciedla różnice kulturowe, regionalne tradycje oraz zmieniające się trendy społeczne. Podlaskie to region o głęboko zakorzenionych tradycjach i silnym związku z historią i kulturą. Wykazuje często tendencję do zachowania bardziej konserwatywnego podejścia do wyboru imion. Z drugiej strony, w miastach takich jak Warszawa, które są bardziej zróżnicowane kulturowo i otwarte na wpływy z zewnątrz, można zaobserwować większą różnorodność w wyborze imion dla dzieci. W dużych metropoliach częściej występują imiona o międzynarodowym charakterze lub te, które są modnymi trendami w danym momencie. Imiona takie jak Maxim czy Nathan mogą być przykładem tego, jak miejskie społeczności odzwierciedlają swoją otwartość na różnorodność i wpływy kulturowe spoza granic kraju.

Puszcza gościła wielu krolów

Puszcza gościła wielu krolów

Puszcza Białowieska nie bez powodu nazywana jest królewską. Należała do ulubionych miejsc polowań wielu monarchów. Wszystko zapoczątkował Władysław Jagiełło. Pierwsze udokumentowane polowanie króla miało miejsce w 1409 r. Jego celem było zebrania zapasów do wojny z zakonem krzyżackim. Kilkuset letnie dęby są więc świadkami istotnych wydarzeń z dziejów Polski.

Co jakiś czas w Białowieży rekonstruuje się powrót Jagiełły z udanych łowów. Na imprezie nie tylko można się zapoznać z ciekawostkami historycznymi, ale też zobaczyć kolekcje broni, których używano chociażby do powalenia żubra. Duże zainteresowanie wzbudza tzw. foglerz, którego de facto Jagiełło nie mógł użyć w bitwach, gdyż jeszcze on nie istniał. Owy foglerz to nic innego jak działko, które wykazywało się sporą szybkością w działaniu. 

Kościół w Grajewie znalazł się w niechlubnym rankingu

Kościół w Grajewie znalazł się w niechlubnym rankingu

Na potrzeby naszych prac często przeglądamy różnego rodzaju zestawienia. Te wprawiło w nas osłupienie. Na stronie ”Biskup płakał jak konsekrował” publikowane są regularnie rankingi najbrzydszych budowli sakralnych. Jednym z obiektów, który nie spełnia wymogów estetycznych, jest kościół pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Grajewie. Czy słusznie? Nie nam to oceniać. Kwestia gustu. Przyznać jednak, trzeba że wyróżnia się spośród innych świątyń na Podlasiu. A jakie jest Wasze zdanie? Czy kościół w Grajewie zasłużył się by znaleźć się w mało elitarnym gronie?

Majówka 2017. Ogród leśny zaprasza entuzjastów przyrody

Majówka 2017. Ogród leśny zaprasza entuzjastów przyrody

Nie jest to ogród zoologiczny ani botaniczny. Jedyny taki obiekt na Podlasiu, nazywany enigmatycznie Silvarium stanowi kwintesencję Puszczy Knyszyńskiej. Odnajdziemy go w miejscowości Poczopek położonej na trasie Krynki-Białystok. Zwiedzanie praktycznie rozpocząć już można od wyjścia z auta.

 

Na parkingu bowiem umieszczono dokładną mapę zakątka. Dzięki niej żadna atrakcja nam nie umknie, a jest ich całkiem sporo. Będziemy przechodzić przez urokliwe mostki, podziwiać ciekawe drewniane rzeźby, odwiedzimy też dom sów. Dużą popularnością wśród przyjezdnych cieszy się też Park Megalitów, gdzie skały ułożono na celtycki wzór. Dzięki wielu planszom informacyjnym zapoznamy się ze licznymi ciekawostkami na temat roślin i zwierząt, jakie napotkamy na szlaku. Do spaceru czy jazdy rowerem przygotowano specjalne trasy, tzw. leśne wędrownice. Wytyczono je tak aby pokazać to, co najlepsze w lesie.

Pochód w Białymstoku został przerwany. Doszło do katastrofy lotniczej.

Pochód w Białymstoku został przerwany. Doszło do katastrofy lotniczej.

W końcu wolne. Pierwszy dzień maja dla większości z nas to upragniony dzień odpoczynku. Przed laty obchodzono go z wielką pompą. W 1950 r. władze komunistyczne przyznały świętu pracy rangę państwową. Organizowane marsze były świetną okazją do głoszenia ”czerwonych” haseł.

 

Z udziału w pochodzie w Białymstoku był zwolniony zakład ”Polmos”, który osiągał wysokie wskaźniki ekonomiczne. Wiele instytucji chciało się tego dnia pokazać z jak najlepszej strony. Lizusostwo często się opłacało. Białostockie szkoły uczyły dyscypliny i odpowiednich zachowań swych uczniów, aby zyskać przychylność partyjnych. W ten sposób można było chociażby zdobyć dodatkowe fundusze. Wielu uczestników marszu czekało tylko na pojawienie się samochodów z…piwem. Alkohol choć na chwilę pozwalał zapomnieć o trudach codziennego życia w PRL-u.

 

Do połowy lat 50. uczestnictwo w marszach było obowiązkowe. Trzeba było nawet podpisać się na liście. Gdy te znikły na ulicach mimo tego pojawiały się tłumy.  Przebierano się za postacie rodem z bajek a by pokazać za wszelką cenę, że to radosne święto. Trasy przemarszu w Białymstoku nie miały stałego charakteru. Raz pochód przemieszczał się od Kilińskiego, przez Rynek Kościuszki i Lipową. Następnym razem wybierano trasę przez ul. Skłodowską, która została właśnie wybudowana na potrzeby Alei Pochodów. Czasem wykorzystywano również obecną Aleję J. Piłsudskiego, która przed laty nosiła nazwę…1 maja.

 

W historii miejskich pochodów tylko jeden z nich został dokończony. Ku chwale partii piloci miejscowego aeroklubu mieli wyrzucić z pokładu wiązankę kwiatów. Z planów jednak nic nie wyszło. Kilka metrów nad ziemią samolot śmigłem zahaczył o linię nagłaśniającą pochód. Maszyna ominęła budynki i wpadła w drzewa. Ostatecznie samolot miał twarde lądowanie na terenie Parku Branickich. Pilot doznał urazu kręgosłupa. Tylko dzięki jemu doświadczeniu maszyna nie runęła na ludzi zgromadzonych na Rynku Kościuszki. Ludzie byli zbyt wstrząśnięci aby kontynuować obchody święta.

Termometr –  kłamca zostanie przeniesiony.

Termometr – kłamca zostanie przeniesiony.

Na początku roku w centrum Suwałk na ścianie jednej z kamienic zainstalowano dużych rozmiarów termometr. Gdy tylko słońce wychodzi zza chmur, jego wady wychodzą na wierzch. Wystawiony na działanie promieni słonecznych zawyża temperaturę nawet dwukrotnie. Władze miasta zapowiadają przenieść go w inne miejsce.

 

Niektórzy są przekonani, że umiejscowienie termometru nie jest przypadkowe. Jako że miasto promuje się obecnie hasłem ”Pogodne Suwałki” nieco zawyżone wskazania, idealnie się w nie dopasowują. Tym sam na zawsze zerwano by z obiegowym twierdzenie, że Suwałki to polski biegun zimna. Początkowo myślano też o możliwości podglądania termometru przez internet. Jednak gdy oszustwo wyszło na jaw, plany porzucono.

Majówka 2017. Nad jeziorem Szelment czekają wodne szaleństwa

Majówka 2017. Nad jeziorem Szelment czekają wodne szaleństwa

15 km na północ od Suwałk, nad jeziorem Szelment Wielki odnajdziemy nowoczesny kompleks, który zapewnia dostęp do wielu form aktywnej turystyki. Zimą Jesionowa Góra przyciąga miłośników jazdy na nartach czy desce snowboardowej. W maju kurtki i czapka nie są oczywiście potrzebne. Rusza bowiem sezon wyciągu na nartach wodnych.

 

Dzięki zainstalowaniu nowych przeszkód, poszukiwacze adrenaliny z pewnością będą zadowoleni. Jeśli woda to jednak nie nas żywioł, ma miejscu czekają na nas inne zajęcia. Rower? Czemu nie! Przejażdżka szlakiem Green Velo to sama przyjemność. Dużą dawkę emocji zapewni również park linowy, ściana wspinaczkowa czy możliwość rozegrania paintballowej potyczki. Do wyboru, do koloru. Jeśli wysiłek nie wchodzi w grę, zawsze można zatrzymać się na kiełbaskę i podziwiać piękno Suwalszczyzny.

Majówka 2017. Na rowerowe trasy dojedziemy pociągiem.

Majówka 2017. Na rowerowe trasy dojedziemy pociągiem.

Przewozy Regionalne i w tym roku zachęcają  do aktywnego spędzenia długiego weekendu. Dlatego też przygotowały specjalną ofertę dla rowerzystów. Nasz sprzęt przewieziemy jedynie za 7 zł. Kursy odbywają się z Białegostoku w kierunku Narwiańskiego i Biebrzańskiego Parku Narodowego.

 

Na obrzeża tego pierwszego dojedziemy w niecałe pół godziny. Wysiadając w Uhowie od razu możemy udać się na rowerową wycieczkę. Zajmie ona nawet cały dzień. Jest to więc propozycja dla wytrwałych.  Podróż do Osowca, gdzie to znajduje się siedziba Biebrzańskiego Parku Narodowego zajmuje z kolei godzinę. Na miejscu czeka już na nas 23 km ciekawej trasy. Po drodze kładki, wieże i platformy. Wszystkie szlaki edukacyjne są oznaczone odpowiednim kolorem. Dzięki licznym tablicom informacyjnym niczego nie przegapimy.

Majówka 2017. W Muzeum rozwiniemy zdolności manualne

Majówka 2017. W Muzeum rozwiniemy zdolności manualne

Ciekawą ofertę majówkową dla całych rodzin przygotowało Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie. Dzięki warsztatom z pewnością rozwiniemy swoje zdolności manualne. Wszystko pod czujnym okiem instruktorów.

 

Pierwszego dnia zajęć własnoręcznie będziemy mogli wykonać zabawki z łatwo dostępnych materiałów, bądź ozdobimy własny papierowy dom. Na dzień flagi czeka nas zadanie wykonania kotylionów w biało-czerwonych barwach. Gdy już się to uda udamy się na terenową grę ”Zagadkowy Skansen”. Na ostatni dzień majówki skorzystamy z okazji stworzenia tzw. makatki, czyli ozdobnej tkaniny na meble czy ściany. Po intensywnej pracy, każdy dzień skończy się ogniskiem w miłym towarzystwie.

Majówka 2017. Najstarszy szlak etnograficzny rusza już w weekend

Majówka 2017. Najstarszy szlak etnograficzny rusza już w weekend

Już 1 maja zostanie zainaugurowany sezon turystyczny na Szlaku Rękodzieła Ludowego. Piknik tradycyjnie odbędzie się miejscowości Czarna Wieś Kościelny. Impreza ma na celu promocję wyjątkowego, bo najstarszego szlaku etnograficznego w Polsce. Powstał on w 1994 r. z inicjatywy Muzeum Podlaskiego. Składają się na niego liczne pracownie, które kultywują dawne tradycje. Szlak przyciąga rocznie wiele tysięcy turystów.

 

Na pikniku zobaczymy dzieła mistrzów rzeźbiarstwa, garncarstwa czy zdobienia pisanek. Każdy chętny będzie mógł wziąć udział w warsztatach ceramicznych. Nauka toczenia na kole garncarskim wciągnie zapewne niejednego. Imprezie będą również towarzyszyć warsztaty kulinarne, a wszystko to w rytmie dobrej muzyki.

Majówka 2017. W Augustowie na chwilę staniemy się kowalami.

Majówka 2017. W Augustowie na chwilę staniemy się kowalami.

1 maja na Rynku Zygmunta Augusta w…Augustowie odbędzie się kolejna edycja Pikniku Kowalskiego, którego organizatorami jest Bractwo Bartne. To już trzecia jego odsłona imprezy i wygląda na to, że na stałe zapisała się do kalendarza miejskich wydarzeń.

 

Podczas imprezy zaprezentowane zostaną prace rzemieślników niegdyś cenionej, a dziś trochę zapomnianej profesji, jaką jest kowalstwo. Piknik ma na celu przybliżenie tajników pracy kowali szerszej publiczności oraz poznanie historii i pasji współczesnych rzemieślników. Podczas pikniku uczestnicy będą mieli okazję asystować w pracy jednemu z zespołów kowalskich lub własnoręcznie wybić monetę z historycznym herbem Augustowa.

Król disco pomoże sportowcowi

Król disco pomoże sportowcowi

Kilka dni temu media obiegła informacja o poważnym wypadku najbardziej utytułowanego polskiego żużlowca, Tomasza Golloba. Sportowiec nieszczęśliwie upadł podczas treningu do wyścigu motocrossowego. Wsparcie płynie nie tylko od fanów, ale również od wielu polskich artystów. Jednym z nich jest król disco polo Zenek Martyniuk. Wystawił on swój portret na aukcję. Całość funduszy zostanie przeznaczona na rehabilitację sportowca. To niezwykle szlachetny gest. Podobiznę stworzyła utalentowana mieszkanka Białegostoku. Biorąc pod uwagę, jak liczną grupą sympatyków cieszy się twórca hitu ”Przez twe oczy szalone” jest szansa, że uda się zebrać znaczną sumę. 

Źródło zdjęcia: Kadr z filmu: https://www.youtube.com/watch?v=k96jS1vurg4

Remont przyniósł sensacyjne odkrycie

Remont przyniósł sensacyjne odkrycie

Miał tam znajdować się tylko jeden pal, stanowiący fragment bramy po getcie. Okazało się, że pod ziemią spoczywa dużo większa konstrukcja. Remont na ulicy Czystej w Białymstoku przyniósł więc wielkie odkrycie. Konserwatorzy odetchnęli z ulgą. Gdyby nie ich wcześniejsze zabiegi, historyczne miejsce nie byłoby potraktowane na czas zmiany nawierzchni w tak delikatny sposób. Na euforię nie ma jednak miejsca. Pojawiły się pierwsze problemy.

 

Część bramy zlokalizowana jest bowiem na terenie wykupionym przez dewelopera. Jako, że będą tamtędy przejeżdżać auta ciężarowe, znalezisko będzie trzeba koniecznie przenieść. Wkrótce staną nowe bloki, do których trzeba przecież jakoś dojechać. Brama znajduje się zaś w newralgicznym punkcie. Na razie została ona przykryte piaskiem by nie niszczała od warunków pogodowych. Miejski konserwator zabytków zaproponował plac na sąsiedniej ulicy jako miejsce eksponowania historycznej bramy. Być może powstanie specjalna gablota upamiętniająca odkrycie. Kawałek konstrukcji trafi do Muzeum Historii Żydów Polskich.

 

Majówka 2017. W Augustowie będziemy ścigać się wzdłuż Kanału

Majówka 2017. W Augustowie będziemy ścigać się wzdłuż Kanału

”Z biegiem Kanału Augustowskiego” to już impreza kultowa. W najbliższą sobotę odbędzie się jej kolejna edycja. Wydarzenie ma na celu promocję aktywnego wypoczynku na terenie zabytkowego szlaku wodnego. Jeśli nie mamy ambicji aby stać się czynnym uczestnikiem, z pewnością nie będziemy się nudzić w roli obserwatora.

 

Zawodnicy mają do wyboru cztery formy pokonania trasy. Spływ kajakowy odbywa się na odcinku ze śluzy Gorczyca do śluzy Swoboda. Rajd rowerowy i pieszy rozgrywany jest zaś na odcinku Augustów – Studzieniczna. Na takiej samej trasie organizuje się wyścig konny. Rywalizacja odbywa się pod czujnym okiem instruktorów i pilotów. Wysiłek zakończony będzie tradycyjnie wielkim piknikiem. Każdy zawodnik otrzyma również pamiątkowe koszulki.

Majówka 2017. Podlasie można przepłynąć kajakiem.

Majówka 2017. Podlasie można przepłynąć kajakiem.

Jeśli ktoś ceni sobie aktywny wypoczynek, wobec tej propozycji nie może przejść obojętnie. Na Podlasiu nie brakuje urokliwych rzek, po których można podróżować kajakiem. Przyroda jaką napotkamy na drodze zachwyci nie jednego. Jednocześnie odpoczniemy od zgiełku miasta i spalimy zbędne kalorie. Od nas samych już zależy, jaką trasę wybierzemy. Na część z nich możemy również zabrać swoje pociechy.

 

Niektóre trasy liczą sobie Dlatego też podróże rozbite są na kilka dni. Nocowanie nad brzegiem jeziora to nie lada frajda. Niezwykle ciekawy jest szlak biegnący przez Dolinę Rospudy. Miejscami możemy mieć wrażenie, że jest to rzeka górska. Kamieniste dno, szybki nurt i powalone drzewa – to jej cechy charakterystyczne. Cała podróż może trwać nawet do pięciu dni, a jej łączna długość liczy łącznie około 105 km.

 

Mieszkańcy Białegostoku i okolic z pewnością wybiorą spływy na rzece Supraśl. Piękno Puszczy Knyszyńskiej pozwoli wypocząć zgodnie z naturą. Teren jest niezwykle zróżnicowany, co dodatkowo zwiększa jego atrakcyjność. Obszar poprzecinany strumykami i rzeczkami zaspokoi nasze potrzeby estetyczne.

 

 

Majówka 2017. Pałacyk zostanie otwarty dla wszystkich, ale tylko na 3 godziny.

Majówka 2017. Pałacyk zostanie otwarty dla wszystkich, ale tylko na 3 godziny.

Już 3 maja Pałacyk Gościnny Branickich w Białymstoku zostanie otwarty dla zwiedzających. Na własne oczy przekonamy się, w jakim przepychu żyła niegdyś rodzina hetmana. Po barokowych wnętrzach oprowadzą chętnych pracownicy Urzędu Miejskiego. Z pewnością usłyszymy nie jedną ciekawostkę. Zabytek zlokalizowany na ul. Jana Kilińskiego będzie dostępny dla zwiedzających od godz. 11 do 14. 

 

Pałacyk gościnny powstał w 1771 r. jako prezent hetmana dla swej żony Izabeli. Nocowało w nim wiele znanych osobistości,  w tym książę Paweł, późniejszy car Rosji. Po śmierci Izabeli, obiekt w całości przejął Aleksander I. Pod koniec lat 90. budynek, zarówno wewnątrz, jak i zewnątrz gruntownie odnowiono. Na podstawie źródeł historycznych odtworzono dawny wygląd pałacowych pomieszczeń. Obecnie mieści się tam Urząd Stanu Cywilnego.

Król żelaza przybył do Białegostoku

Król żelaza przybył do Białegostoku

Pokazy cyrkowe od dawna wzbudzały wielkie zainteresowanie, ale i kontrowersje. Chodzi to głównie o występy zwierząt, które według ich obrońców są wykorzystywane do granic wytrzymałości. Dziewiętnastowieczny cyrk stawiał jednak na inne atrakcje, głównie pokazy siłaczy.

 

W przedwojennym Białymstoku nie istniał stały budynek przeznaczony na występy. Wszelkie plany kończyły na panewce. Zespoły nie miały wyboru i musiały ustawiać namioty. Najczęściej wybieranym miejscem był plac przy skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Nadrzecznej. Tam też zainstalował się słynny cyrk Braci Staniewskich. Pierwszy występ wypadł na 12 kwietnia 1882 r. Z powodu nagonki na wykorzystywanie zwierząt, zgromadzeni mogli obejrzeć tylko tresowane papugi. Słoni czy lwów więc nie przewidywano.

 

Na jedną osobę pasjonaci cyrku czekali z wielką niecierpliwością. Do miasta miał zawitać Zygmunt Brejbart, nazywany królem żelaza i biblijnym Samsonem. Jego objazd związany był  z rozpowszechnianiem przez niego idei syjonistycznej. Gdy tylko wyszedł z pociągu wszystkich ogarnął szał. Na rękach przeniesiono go do dorożki. W tle przygrywała orkiestra. Gościa przewieziono do Hotelu Ritz.

 

Dlaczego nazywano go królem żelaza? Mężczyzna obchodził się z nią jak z plasteliną. Wbijał gwoździe pięścią, przegryzał łańcuchy zębami czy wyginał metalowe pręty i układał je w formie kwiatów. Imponujące. Co więcej jeździli po nim nawet motocykliści. Z każdej sytuacji wychodził bez szwanku. Cały repertuar pokazywał w białostockim cyrku dwa razy dziennie. Tak było przez cały tydzień. W końcu dla niego takie wyczyny nie stanowiły żadnego wysiłku. Wielu umiejętności nie mógł jednak pokazać w obiekcie.

 

Nie zmieściłby się tam chociażby samochód ciężarowy. Tak! Z. Brejbart wytrzymywał nawet nacisk kilku ton. Zębami przeciągał zaś całe pociągowe wagony. Pod wrażeniem występów byli głównie panie. Wiele z nich mdlało na widok niecodziennych widoków. Mężczyźni byli z kolei mniej ufni. Ostatniego dnia pobytu doszło do zakładu. Grupka mężczyzn założyła się o 500 zł, że ten nie rozerwie przyniesionych przez nich łańcuchów. Siłacz zapowiedział, że jeśli mu się uda. pieniądze przeznaczy na cele dobroczynne. Tak też zrobił. Nie mogło się skończyć inaczej niż rozerwaniem żelastwa. Publiczność przez wiele minut oklaskiwała Z. Brejbarta za ten gest.

 

Majówka 2017. Dzięki Wiośnie nad Biebrzą poznamy inne kultury

Majówka 2017. Dzięki Wiośnie nad Biebrzą poznamy inne kultury

Jeśli chcemy poznać bliżej kulturę, tradycję i litewską kuchnię, nie można tego przegapić. 29 kwietnia przy Siedzibie Biebrzańskiego Parku Narodowego w Osowcu – Twierdzy, odbędą się targi „Smaki pogranicza”. Na tegoroczną edycję zaproszono ponad 90 wystawców.

 

Na miejscu zapoznamy się pracami artystów rękodzieła ludowego. Będziemy mogli podziwiać chociażby hafty, plecionki czy pisanki. Nie zabraknie również zdrowej żywności więc z pewnością nie powrócimy do domów z pustym żołądkiem.

 

Targi mają na celu przybliżyć kulturę gminy Puńsk, zamieszkałą przez litewską mniejszość, która przez cały czas zachowała swoją tożsamość. Dzięki temu zaprezentuje wszystkim swoje dziedzictwo. Z targami łączy się happening ”Wiosna nad Biebrzą”. Na zainteresowanych czekają warsztaty plastyczne o ptasiej tematyce, zabawy w plenerze, pokazy lutnictwa bądź też zajęcia garncarskie. Wszyscy uczestnicy otrzymają pamiątkowe podarunki.

 

Wycieczki z Podlasia jeżdżą do Czarnobyla

Wycieczki z Podlasia jeżdżą do Czarnobyla

Przedwczoraj miała miejsce rocznica tragicznych wydarzeń. Wybuch w elektrowni jądrowej w Czarnobylu zmienił w mgnieniu oka życie setek tysięcy mieszkańców Ukrainy. Chmura promieniotwórczego pyłu przemieściła się niemal po całej Europie. Radioaktywny opad spadł również na tereny Podlasia. Co więcej jego śladowe ilości wykrywane są do dzisiaj. W chwili wybuchu w Białymstoku nie istniały techniczne możliwości sprawdzenie poziomu skażenia w powietrzu. Stacja w Mikołajkach zanotowała zaś, że dwa dni po katastrofie promieniowanie było 550 tys. razy silniejsze niż zazwyczaj. Różnica jest kolosalna.

 

Panika wybuchła głównie wśród kobiet. Zwiększał ją brak rzetelnych informacji na temat katastrofy. Obawa przed urodzeniem niepełnosprawnego dziecka, skłoniła je do licznych aborcji. Był to ogólnoeuropejski trend. W całej Polsce, w tym zwłaszcza na Podlasiu wszystkim poniżej 17 roku życia podawano tzw. płyn Lugola. Zwiększał on zawartość jodu w organizmie do tego stopnia, że nie był on w stanie przyjąć kolejnych dawek radioaktywnych izotopów. Z perspektywy czasu uznano to za dobrą decyzję, choć nadal wiele osób zażycie płynu Lugola przez ”dzieci Czarnobyla” przypisuje do ich problemów z hormonem tarczycy. Nie ma na to jednak bezpośrednich dowodów.

 

Mimo ciągłego niebezpieczeństwa, Czarnobyl cieszy się niemałą popularnością wśród podlaskich miłośników mocnych wrażeń. Tak, to nie żart. Niektórzy bowiem od wylegiwania się na plaży, wolą jechać praktycznie w nieznane. Takie podróże nie są jednak organizowane przez lokalne biura podróży. W sieci nie brakuje firm z innych regionów oferujących nietypową ekspedycję. Z pewnością na miejscu spotkają zwierzęta, gdyż to właśnie one opanowały tamtejszą okolicę. Raczej się ich nie wystraszą. Między bajki należy włożyć niesmaczny dowcip, o tym, że w Czarnobylu jest jak w Disneylandzie. Z tym że dwumetrowa mysz jest prawdziwa. Choć natura rozkwita, nadal to niezwykle przytłaczające miejsce. 

Bolek i Lolek zawitali na Podlasie

Bolek i Lolek zawitali na Podlasie

Właśnie ukazała się bogato ilustrowana książka ”Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”. Jej autorkami są Zuzanna Kiełbasińska i Anna Nowacka. Kultowi bohaterowie latającym dywanem przemierzają wzdłuż i wszerz kraj w poszukiwaniu zaginionego smoka wawelskiego.

 

Na Podlasiu oczywiście również nie mogło ich zabraknąć. Odwiedzili Puszczę Białowieską, Tatarów w Kruszynianach i Świętą Górę na Grabarce. Z pewnością na naszych terenach przeżyli niezapomniane przygody. Nie może być przecież inaczej. Doskonała pozycja czytelnicza nie tylko dla najmłodszych. Na majówkę, jak znalazł.

Majówka 2017. Wycieczki po Puszczy trwają nawet 7 godzin.

Majówka 2017. Wycieczki po Puszczy trwają nawet 7 godzin.

Może nie rozwijają zawrotnej prędkości, ale mają duszę. Kolej drezynowa w Puszczy Białowieskiej została uruchomiona w 2006 r. dzięki grupie pasjonatów. Po kilku latach uzyskali oni zgodę na organizację przejazdów turystycznych. Pojazdy napędzane siłą ludzkich mięśni przewożą wszystkich spragnionych wrażeń w głąb lasu. Przy odrobinie szczęścia spotkamy dzikie zwierzę. 

 

To zdecydowanie idealna propozycja na majówkę dla fanów przyrody. Najkrótsza trasa liczy 4, a najdłuższa 36 km. Przejazd tą drugą opcją w obie strony zajmuje ponad 7 godzin, więc potrzebna jest odrobina wytrwałości. Zwiedzimy chociażby owiane tajemnicą słynne miejsce mocy w Hajnówce. Największa drezyna pomieści do dwunastu osób. Rozwija prędkość 20 km/h, przez co wiatr nie popsuje nam fryzury. Radzimy wziąć koniecznie aparaty fotograficzne.

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Jednym z najcenniejszych zbiorów Muzeum Północno-Mazowieckiego w siedzibą Łomży jest moneta pochodzą z okresu Cesarstwa Rzymskiego. Małe rzecz, a cieszy! Okaz, jak to zwykle bywa, został znaleziony przypadkiem. 

Jak nie trudno się domyśleć, skarb spoczywał w ziemi, aż pewnego razu jego spokój zakłócił rolnik, wykonujący prace orne. Na szczęście trafiło na uczciwego znalazcę. Monetę przekazał specjalistom, którzy niemal od razu przystąpili do badań. Srebrny pieniądz było trzeba ”prześwietlić” z każdej strony. Zadanie mieli ułatwione. Moneta zachowała się w dobrym stanie. Wybito ją za czasów panowania cesarza Lucjusza Werusa. Poważniejsze zabiegi konserwatorskie nie były konieczne.

Łomżyńska ziemia pełna jest jeszcze nieodkrytych skarbów. Przez miasto przebiegał niegdyś istotny szlak handlowy, stąd też pozostałości po transakcjach. Rzymianie na owe tereny zapuszczali się głównie po bursztyn i miód.

Żyją w mieście obok siebie. Poprzez zabawę młodzież poznaje inne kultury.

Żyją w mieście obok siebie. Poprzez zabawę młodzież poznaje inne kultury.

Na jednej scenie spotkali się znów Polacy, Białorusini, Litwini i Tatarzy. Wszystko to w ramach 10. Festiwalu Kultur organizowanym w gmachu Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku. W jubileuszowej edycji wzięło udział łącznie kilkanaście zespołów z naszego regionu. Impreza skierowana jest głównie do młodzieży w wieku szkolnym. Swoje programy prezentują więc zarówno uczniowie szkół podstawowych, jak i licealiści. 

 

Wszyscy uczestnicy mają szansę na zapoznanie się z innymi kulturami. Obcując z nimi od najmłodszych lat uczymy się choćby tolerancji. Do głębszego poznania kulturowych smaczków służą specjalne stoiska. Z bliska można obejrzeć narodowe stroje, jak i spróbować tradycyjnych potraw. Podlasie to jedyny region Polski z takim zróżnicowaniem etnicznym. Największą mniejszość stanowią Białorusini. 

Majówka 2017. Na Podlasiu bawimy się bez granic

Majówka 2017. Na Podlasiu bawimy się bez granic

Zdecydowanie najczęściej obieranym kierunkiem na podlaską majówkę są miejscowości położone przy Kanale Augustowskim.  Już 29 kwietnia rusza ”Piknik bez granic” organizowany przez Urząd Wojewódzki. Jako, że impreza zbiega się z rozpoczęciem sezonu bezwizowego, na przejściu Rudawka – Lesnaja, po polskiej i białoruskiej granicy na pewno nie zabraknie atrakcji. Wydarzenie promuje więc Kanał w kontekście międzynarodowym.

 

W ramach święta białoruskiej kuchni przy śluzie Dąbrówka, odbędzie się chociażby konkurs na największy placek ziemniaczany. Miłośnicy rywalizacji mogą stanąć do konkurencji w jedzeniu ich na czas. Tak więc z majówki nikt głodny nie wróci.

 

Na samym Kanale Augustowskim z kolei odbędą się zawody w turystycznym wieloboju rowerowym. Będziemy mogli podziwiać najlepszych zawodników regionu, w takich konkurencjach jak jazda figurowa czy trial. Jeśli spoglądanie na wysiłek fizyczny w czasie majówki to dla nas zbyt wiele, są oczywiście inne propozycje. Można pełnić rolę obserwatora, choćby na festiwalu tańców ludowych ,,Rozkwit w stylu etno”. Imprezie przyświeca głównie rozwój kultury tanecznej.

 

Należy pamiętać, że aby przekroczyć granicę z Białorusią, należy zabrać ze sobą ważny paszport. Usługi turystyczne należy wykupić zaś co najmniej dwa dni wcześniej.

Historie z miejskim szaletem w tle. Nie raz dochodziło do skandali.

Historie z miejskim szaletem w tle. Nie raz dochodziło do skandali.

Pierwszy szalet w Białymstoku powstał w latach 2o. ubiegłego wieku. Znajdował się on na terenie obecnego parku księcia Poniatowskiego przy teatrze. Nie była to zbyt wyszukana technologicznie konstrukcja. Ot po prostu zwykłe dziury w ziemi. Na szczęście panie i panowie mieli oddzielne jamy. O intymności można było zapomnieć. Drewniane parawany nic nie dawały. Istny raj dla podglądaczy…

 

Tak się dzieje zwłaszcza w okresie letnim, kiedy to spożywamy więcej ilości płynów. Tak też było w wakacje 1926 r. Pewien mężczyzna, niesiony zapewne hormonami, wdrapał się na szczyt konstrukcji szaletu i stamtąd obserwował sytuację. Liczni spacerowicze nie kryli swego oburzenia. Wielu z nich za pewne wpadło w szok. Mimo krzyków, podglądacz nie chciał szybko przerwać swego niecnego zachowania. W końcu jednak musiał kiedyś zejść. Gdy powrócił na ziemię stwierdził, że jest fachowcem,  którego marzeniem jest instalacja oświetlenia w szalecie. Musiał więc wpierw dokładnie zbadać miejsce.

 

Kobiety zamiast szaletu wolały coraz częściej udawać się w inne miejsca. Wybierano zarówno te ustronne, jak i nieco mniej. Nie obyło się bez skandali obyczajowych. Pewna pani postanowiła zaspokoić potrzebę przy synagodze znajdującej się na ulicy…Żydowskiej. Po rozeznaniu się w sytuacji przystąpiła do swych czynności. Wokół nikogo bowiem nie było. Nie spodziewała się, że ze świątyni za chwilę wyjdą wierni. Kobieta najadła się wstydu. Modlitewnicy raczej też nie mogli być zachwyceni.

 

Inna historia ze świątynią w tle rozgrywała się każdego dnia w cerkwi na Placu Wyzwolenia. Jako, że jej budowa stanęła miejsca, pełniła funkcję szaletu nie tylko dla dzieci. Profanacji starano się zapobiegać. Potrzeby fizjologiczne okazywały się jednak silniejsze niż drut kolczasty, którym to ogrodzono teren świątyni.

 

Sprawy z uryną w Białymstoku trafiały nawet na sądową wokandę. Przed II Wojną Światową rodzina żydowskich kupców stała się pośmiewiskiem okolicy. Ojciec z synem i ich żony mieszkali razem pod jednym dachem. Niestety między paniami wybuchł ostry konflikt. Jako, że każdy mężczyzna stara się pomagać ukochanej, nestor rodziny przygotował misterny plan. Niby na zgodę przygotował dla synowej śniadanie. Do herbaty dodał jednak coś od siebie i to dosłownie. Wściekła kobieta przysięgła zabić jego jego żonę. Groźbę słyszała cała okolica. Nestor rodziny za te słowa, pozwał synową do sądu. Ona odpłaciła mu się tym samym. W końcu nie co dzień dostaje się śniadanie z moczem.

Smok narodził się w Zambrowie. Rósł 4 lata.

Smok narodził się w Zambrowie. Rósł 4 lata.

Ile może trwać tworzenie rzeźby smoka? Mieszkańcowi Zambrowa zajęło to 4 lata. Monstrum powstało ze stali, a rozpiętość jego skrzydeł dochodzi do 4 metrów. Dzięki wysokości 2 m wzbudza nie lada respekt. Po prostu wow!

 

Mikołaj Tymiński spełnił swoje dziecięce marzenie. Już w wieku ośmiu lat stworzył pierwszy projekt ”Smoczysława”. Był to plastelinowy dinozaur o wielkości 17 cm. Do dziś trzyma go w pokoju jako pamiątkę z podstawówki. Z roku na rok ambicje jednak rosły. Musiało minąć 20 wiosen, aż mężczyzna odnalazł odpowiedni materiał.

 

Prace zostały przeprowadzone w garażu znajomego. Przy wsparciu rodziny i przyjaciół smok systematycznie rósł. Po ukończeniu dzieła ”Smoczysław” trafił na aukcję internetową. Zainteresowanie dziełem przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Chętnych na posiadanie smoka nie odstraszyła cena – 35 tys.

Nikt nie chce kupić umierającego obiektu

Nikt nie chce kupić umierającego obiektu

Za każdymi ruinami kryje się historia. Nie inaczej jest z pozostałościami po żydowskiej mykwie w miejscowości Boćki nieopodal Siemiatycz. Patrząc na nie, z pewnością wpadniemy w długą zadumę.

 

O boćkowskiej mykwie nie wiele wiadomo. Nie zachowały się bowiem żadne dokumenty na jej temat. Zbudowany z kamienia polnego budynek pokryty był w całości czerwoną dachówką. Wyglądał niezwykle okazale. Po zakończeniu działań wojennych mieściła się tam kuźnia. Następnie popadł w zapomnienie. Z nieznanych przyczyn dach po prostu zniknął. Teraz mykwa bardziej straszy niż przyciąga. W chwili obecnej plac z budynkiem należy do prywatnego właściciela. Próbował on sprzedać teren, ale chętnych brakowało.

 

Warto na koniec wytłumaczyć czym w ogóle jest owa mykwa. Najprościej mówiąc określa się nią zbiornik z bieżąca wodą służący do rytualnego obmycia ciała oraz naczyń liturgicznych. W późniejszym okresie mykwą nazywano łaźnie.

Białystok upamiętni zmarłych. Na Rynku Siennym stanie pomnik.

Białystok upamiętni zmarłych. Na Rynku Siennym stanie pomnik.

W Białymstoku pojawi się nowe miejsce pamięci. Na Rynku Siennym, gdzie przed laty istniał cmentarz ewangelicki, powstanie nietypowa instalacja. Będzie to swego rodzaju artystyczna kaplica. Cztery prostokątne bryły z płaskorzeźbami mają przypominać mieszkańcom o byłej nekropolii.

 

Pod instalacją znajdzie się krypta ze szczątkami ekshumowanych pochówków. Na środku placu przecinać się będą dwie główne alejki układające się w znak krzyża. Autorem cyklu płaskorzeźb i koncepcji zaaranżowania placu przy Rynku Siennym jest znany artysta, Jarosław Perszko.

 

Na Rynku Siennym nie zabraknie też zieleni. Mają być posadzone liczny rośliny umilające czas spacerowiczom, którzy będą mogli odpocząć na licznych ławeczkach. Rozpoczęcie prac stało się możliwe dzięki zmianom w planach zagospodarowania przestrzennego. 

 

Cmentarz ewangelicki na terenie obecnego Rynku Siennego powstał na początku XVII. Działał przez blisko dwieście lat. Władze miasta nie potrafiły przez długi czas zdecydować o przyszłości nekropolii. Dopiero gdy lokalni producenci wyszli z inicjatywą przywrócenia tam handlu, ratusz postanowił działać. Wszystko ku zadowoleniu historyków i obrońców kultury dziedzictwa kulturowego.

 

Sam cmentarz skrywa swoje tajemnice. Wiele grobów kładziono warstwowo, więc nie sposób określić ich dokładnej liczby. Wstępne szacunki wskazują, że spoczywają tam szczątki nawet kilku tysięcy ewangelików – dawnych mieszkańców Białegostoku.

Źródło zdjęcia: http://www.bialystok.pl/

Zazdrosny generał zastrzelił żonę i jej kochanka

Zazdrosny generał zastrzelił żonę i jej kochanka

Okres międzywojenny. 70-letni, generał Stanisław Stelnicki powrócił po latach bitew do Białegostoku. Z Rosji przywiózł ze sobą młodą żonę, która mogłaby być jego córką. Marię, gdyż tak miała na imię, poznał na pruskim froncie, gdzie była sanitariuszką. 

Jako, że z racji sędziwego gen. Stelnicki nie mógł już prowadzić czynnej służby, musiał zadowolić się praca intendenta w szpitalu. W tej samej placówce obowiązki wykonywała jego żona. Minął rok zanim Maria zaczęła odczuwać zmęczenie rutyną. Zapragnęła więc poszerzyć krąg znajomych. Do domku na ul. Warszawskiej przychodzili głównie rosyjscy uchodźcy. Jednym z nich był Mikołaj Akimow, który szybko znalazł się w łaskach generała.

Bliższa znajomość z weteranem to był tylko pretekst aby częściej widywać Marię. Jako, że Mikołaj był gościem niemal codziennie, przyjaźń szybko zmieniła się w coś głębszego. Romans starali się ukryć jak najlepiej się dało. Konspiracja na nic się jednak zdała. W nowy rok doszło do makabrycznych zdarzeń. Generał Stelnicki wiedząc, że stracił ukochaną porwał się do szalonego czynu.

Po krótkiej rozprawie na temat uwodzenia żon, dwukrotnie postrzelił M. Akimowa, który wcześniej przyszedł złożyć mu życzenia. Padły dwa strzały prosto w serce. Generał nie oszczędził również Marii. W końcu sam odebrał sobie życie. Położył się na łóżku i wycelował we własną skroń. W pożegnalnym liście widniało tylko jedno zdanie:”wszystkie pozostałe rzeczy przeznaczam na pogrzeb mój i żony”.

Tornado przeszło przez Białystok. Samochody fruwały w powietrzu.

Tornado przeszło przez Białystok. Samochody fruwały w powietrzu.

Kataklizmy odwiedzają nasz kraj coraz częściej. Dynamiczne zmiany pogody, zwłaszcza w okresie letnim to obecnie norma. Media obiegają informacje o kolejnych lokalnych nawałnicach, które powodują liczne straty. To jednych z najbardziej niszczycielskich żywiołów należy trąba powietrzna. Jedna z nich z wielką siłą przeszła przez Białystok. Choć wydarzenia te miały miejsce w latach 80. z pewnością do dziś utkwiły w pamięci świadków.

Tornado uderzyło w Białystok 16 czerwca 1987 r. Pojawiło się nagle, jakby znikąd. Tego dnia nie przewidywano nawet małych opadów deszczu. W ciągu kilku minut przemierzyło obszar pięciu kilometrów. Ciemny lej niszczył wszystko na swej drodze. W powietrzu latały nie tylko działkowe altany, ale i całe dachy domostw, a nawet samochodowy ciężarowe. Wielotonowe auta stanowiły dla trąby małe zabawki, drzewa zaś były kruchymi zapałkami. Załoga samolotu ruszającego z Krywlan minęła się z lejem o włos. Inny nie mieli takiego szczęścia. Żywioł uniósł chociażby budkę z portierem w środku. Rodziny traciły cały dobytek w mgnieniu oka. 

Tornada na terenie miast to zjawisko niezwykle rzadkie. Mimo wielu lat badań nadal stanowią zagadkę, dlatego nigdy do końca nie wiadomo, gdzie i kiedy się pojawią. 

Miał być symbolem nowoczesności. Pierwszy wieżowiec szybko spowszedniał Białostoczanom.

Miał być symbolem nowoczesności. Pierwszy wieżowiec szybko spowszedniał Białostoczanom.

Był rok 1958. Wszyscy wstrzymali oddech. W końcu się udało. Budowa pierwszego w Białymstoku drapacza chmur została zakończona. Miasto zyskało nową wizytówkę – a przynajmniej tak chciano myśleć.  Stanęła ona w połowie białostockiej trasy WZ. Obecnie jest to skrzyżowanie ul. Sienkiewicza i al. Józefa Piłsudskiego. Budynek liczył w sumie dziewięć kondygnacji. Na poddaszu znajdowały się pralnie. Władze chciały aby budynek podziwiało jak najwięcej osób. Trasa z zachodu na wschód nie były jednak często uczęszczana. Widywano na niej głównie…furmanki.

 

Największą atrakcją wieżowca była pierwsza w powojennym Białymstoku winda. Wcześniej istniała ona jedynie w słynnym Hotelu Ritz. Aby się nią przejechać ludzie ustawiali się w kolejkach. Niektórzy nawet dorabiali sobie klucze, co raczej lokatorom nie mogło się podobać. Winda jednak nie działała od razu od dnia otwarcia wieżowca. Pierwsi mieszkańcy musieli sobie radzić bez niej. Regały byli zmuszeni nosić po schodach.

 

Nikt jednak nie narzekał. Wkrótce jednak na drugim piętrze zamieszkał konserwator, który uruchamiał windę na specjalne życzenie. On też jako jedyny w bloku miał telewizor. Stąd też kolejki na korytarzu w dniu transmisji pogrzebu J. Keneddy’ego. Mężczyzna wystawił odbiornik przed drzwi aby każdy zaspokoił swą ciekawość świata.

 

Z biegiem lat winda zaczęła się psuć. Co prawda istniał przycisk alarmowy, ale każdy był przekonany, że to tylko prowizorka. Dlatego też dzieci miały zakaz korzystania z dźwigu. Również młode matki z wózkiem wolały wnosić sprzęt po schodach, niż ryzykować utknięcie. Windę używano głównie do transportu opału. Zjeżdżała ona bowiem do piwnicy. Gdy się popsuła wiadro z węglem trzeba było nieść z powrotem na górę. Niektórzy bali się schodzić do ”podziemi” ze względu na szczury.

 

Na parterze znajdowała się część handlowa. Do historii przejdzie neonowy szyld z nazwą sklepu ”Mandarynka”. Amatorzy wina oczywiście najchętniej spożywali je na klatce schodowej. Dla nich też wkrótce ulokowano specjalne ławeczki. Jakaż wygoda! Jako że część sprzedawców mieszkała w wieżowcu, winda często z ich powodu nie była dostępna nawet na kilka godzin. Wykorzystywano bowiem ją do transportu skrzynek z towarem. 

 

Różowo-szara elewacja wieżowca szybko zbrzydła Białostoczanom. Po okresie zauroczenia przyszła obojętność. Obecnie pozostało tylko kilka osób, które mieszkają tam od początku powstania wieżowca. Nowi lokatorzy natomiast nie mają pojęcia, że ich nowe lokum ma taką bogatą historię. Wieżowiec już nie straszy przechodniów. Warto jednak na chwilę się przy nim zatrzymać i pomyśleć o dumie jaką niegdyś przynosił. 

 

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Jeśli macie problem ze zdrowiem, a farmaceutyki przepisane przez lekarze nie pomagają, warto skorzystać z dobrodziejstw natury. Zioła rozwiążą sprawę. Album o roślinach o właściwościach zdrowotnych wydawało właśnie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. Patron obiektu stworzył pierwszy podręcznik botaniki. On też zasłynął z pionierskiego opisu komórkowej budowy roślin. Terminologia wypracowano przez ks. Kluka przetrwała do dnia dzisiejszego.

 

Album stanowi nawiązanie do ogrodu roślin leczniczych, który działa na terenie muzeum od lat 80. Tam też możemy zgłębić tajniki ziołolecznictwa. Książkę podzielono na kilka działów, dzięki którym łatwo odnajdziemy ziołowy specyfik na konkretną dolegliwość. Ból zębów, gorączka czy katar już nigdy nie będą nam dokuczać. Obok opisów odnajdziemy też liczne przepisy na syropy czy przetwory. Dowiemy się też, jakie dobroczynne rośliny znajdziemy w przydomowym ogrodzie. Przewodnik po ziołolecznictwie to doskonała propozycja dla tych, który medycyna tradycyjna zawiodła.

 

W Białymstoku rodziny ścigały się wózkami dziecięcymi

W Białymstoku rodziny ścigały się wózkami dziecięcymi

Nietypowe zawody odbyły się w ostatnia sobotę w Białymstoku, ale i nie tylko. Impreza równoległe była rozgrywana w kilkunastu polskich miastach i za granicą. Międzynarodowe Wyścigi Wózków w chodzie, zgromadziły wielu amatorów niecodziennej rywalizacji. Zwycięzcą zostaje ten, który na dystansie stu kroków okaże się najszybszy. Dla bezpieczeństwa pociech wprowadzono oczywiście zakaz biegu.

 

Wiadomo, w dobie popularności filmów z serii ”Szybcy i wściekli” rodzice mogliby wpaść na różne pomysły. Rywalizowano w sumie w trzech kategoriach. Najpierw swoje możliwości pokazały mamy, potem ojcowie, a na końcu rodziny łączyli siły. Rozgrywki przeprowadzono w systemie pucharowym. Tak naprawdę wyniki nie były tego dnia czymś ważnym. Impreza ma promować aktywność ruchową na świeżym powietrzu.

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Jeszcze tylko 2 dni mają mieszkańcy Suwałk na głosowanie dotyczące nazwy nowej hali widowiskowo-sportowej. Choć jeszcze do jej budowy droga daleka, do uruchomienia inwestycji nazwa jest niezbędna. Firma przeprowadzająca inwestycję wkomponuje ją bowiem w elewację obiektu.

 

Do wyboru Suwalczanie mają aż 153 propozycji. Biała Twierdza, Sękacz Arena czy Gwiazda Północy to tylko kilka z nich. Trzeba przyznać, że mieszkańcy wykazali się niemałą pomysłowością. Oddać swój głos można tylko przez internet. Na pomysłodawcę zwycięskiej nazwy czeka nagroda pieniężna w wysokości tysiąca złotych. Więcej informacji znajdziecie w linku poniżej.

Głosowanie na nazwę hali

 

Kolorowa fontanna znów działa

Kolorowa fontanna znów działa

Niezwykła gra świateł w strumieniach wody znów porusza naszą wyobraźnię. Kolorowa fontanna w Alei Zakochanych Parku Planty obudziła się z zimowego snu. Mimo niesprzyjającej aury już przyciąga licznych przechodniów, a to dopiero początek. Zafascynowane są nie tylko dzieci. Wodne kurtyny dzięki blisko czterdziestu lampom przenoszą wszystkich na chwilę do innego świata.

 

Warto więc przysiąść, na chwilę się zapomnieć i zaspokoić zmysły. Kolorowa fontanna będzie cieszyła nasz wzrok do końca października. Oficjalne otwarcie sezonu na wodne pokazy odbędzie się już w majówkę. Władze Białegostoku tradycyjnie uruchomili fontannę trochę wcześniej ze względu na wzmożony ruch turystyczny. Kolorowe występy wodnego teatru będziemy mogli podziwiać w każdy weekend, święta i dni wolne od pracy. Z kolei w dni powszednie fontanna będzie działała w trybie oszczędnym. 

 

Autor zdjęcia: Paweł Targoński

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Na terenie Wigierskiego Parku Narodowego odbywa się maraton o dosyć nietypowej nazwie – Pościg za bobrem. Spokojnie. Żadne zwierzęta nie są zmuszane do wysiłku. Być może bardziej pełnią rolę obserwatorów. Biegacze mają do pokonania odcinek o długości 13 km. Wiedzie on drogami szutrowymi i leśnymi ścieżkami. Bóbr znajduje się w logotypie Wigierskiego Parku Narodowego stąd też pomysł na nazwę imprezy.

 

Jako, że większość uczestników maratonu biega na co dzień w mieście, zwykle są zachwyceni walorami przyrodniczymi trasy. Należy jednak zachować ostrożność i patrzeć czasem pod nogi. Pokonywanie życiówek w tym maratonie schodzi na drugi plan. Organizatorzy pragną, aby przybyli z całego kraju biegacze mogli na własne oczy przekonać się o wyjątkowości Suwalszczyzny. Wąskie i kręte ścieżki nad jeziorem Wigry czy długie kładki na bagnach z pewnością wywierają duże wrażenie.

 

Bocian, który nie klekoce.

Bocian, który nie klekoce.

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Pomnik patrona strażaków nie powróci do Białegostoku

Pomnik patrona strażaków nie powróci do Białegostoku

Mało kto z mieszkańców Białegostoku wie, że w połowie drogi między ratuszem a fontanną na Rynku Kościuszki, istniał kiedyś pomnik św. Floriana. Powstał on po wielkim pożarze miasta w 1752 r. a ufundował go Jak Klemens Branicki. Rzeźba była wykonana z drewna a stała na marmurowym postumencie. Zniknęła z krajobrazu w połowie XIX w. Przegrała walka z pogodą.

 

Projekt przywrócenia pomnika zgłosiło Towarzystwo Miłośników Sztuki Kresów i Dziejów Ojczystych. Wszystko to w ramach budżetu obywatelskiego 2017. Niestety propozycja nie zdobyła uznania mieszkańców, zdobywając kilkaset głosów. Być może zdecydowała zbyt mała znajomość tematu. Powrót figury patrona strażaków z pewnością przywróciłby historyczny charakter Rynku.