Featured Video Play Icon

Kult ikon na Podlasiu. Tu przenikają się dwie kultury: wschodniosłowiańska i łacińska.

Bogurodzica – któż nie zna tej pięknej pieśni, która nie tylko jest religijna, ale przede wszystkim wryła się istotnie w istnienie Polski. Jest jej dziedzictwem. Jako pierwszy tekst została napisana w języku polskim. Była także polskim hymnem przed Mazurkiem Dąbrowskiego. Śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem oraz przy innych ważnych, dziejowych bitwach naszego kraju. To właśnie ona wspaniale łączy ze sobą kulturę wschodniosłowiańską oraz łacińską. Polskę oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Pieśń powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Zaś dziś, w XXI wieku kult Bogurodzicy jest wciąż żywy na Podlasiu. Obecnie w naszym regionie znajduje się 30 ikon uznawanych za cudowne, z czego 20 przedstawia wizerunek Bogurodzicy. To właśnie dzięki temu Podlasie jest wielokulturowe, mentalnie, zwyczajowo i religijne będąc nadal pograniczem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć przede wszystkim, gdy wybieramy się na zwiedzanie różnych zakątków naszego regionu. W wielu przewodnikach, blogach turystycznych i innych miejscach skupiana jest bowiem cała uwaga na architekturę. Tak jakby kolorowe cerkwie były po prostu ładnymi, kolorowymi budyneczkami i nic więcej. Próba oderwania ich od znaczenia religijnego to zwyczajne ignoranctwo. Zarówno na podlaskie cerkwie jak i zabytkowe kościoły patrzeć należy przede wszystkim przez pryzmat ich znaczenia dziejowego. Są to nie tylko ładne budyneczki, ale prawdziwe pomniki polskiej historii. Dawnej potęgi naszego kraju.

 

Stąd też kult ikon na Podlasiu ma bardzo wielkie znaczenie i trzeba o tym pamiętać. Bo jeżeli będziecie zwiedzać, sprowadzając to wszystko co widzicie jedynie do przedmiotów, to tak naprawdę pozbawiacie się odczuwania tego. Będziecie konsumentami, a nie antropologami. A tylko postawienie się w tej drugiej roli ma prawdziwy sens w zwiedzaniu naszego regionu.

Ten obraz pokazuje błogostan Podlasia. To prawdziwe miejsce, do którego warto przyjechać.

Jest takie miejsce na Podlasiu, które przypomina nam, mieszkańcom tego regionu, że to nawet lepiej, gdy jesteśmy o krok za wszystkimi. W pogoni za rozwojem i nowoczesnością wiele osób straciło zdrowie, wiele gatunków zniknęło z naszej planety, a każdy człowiek obecnie – razem z nienaturalnym jedzeniem zjada tygodniowo tyle plastiku ile ma karta do bankomatu. Czy jest od tego wszystkiego odwrót? Oczywiście. Wszyscy musimy zrobić krok do tyłu.

 

To co nas zaczęło po cichu zabijać i całą naszą planetę to masowość. Sprawiła, że wszystkiego jest coraz więcej i więcej. Jedzenia, ubrań, urządzeń, gadżetów, dostępnej rozrywki, samochodów i świata na wyciągnięcie ręki. Zapewne wiele razy przeglądając oferty telewizji kablowej i satelitarnej, banków czy operatorów komórkowych dostawaliście pakiety, w których były usługi, które pożądacie, ale też były tam usługi, których nie chcieliście albo Was wkurzały. Frustrowało, że musicie za to płacić. Dokładnie tak samo jest z tym co mamy w XXI wieku. W pakiecie dostaliśmy gigantyczne tony śmieci, jedzenie którego nie da się jeść, powietrze którym nie da się oddychać.

 

Internet miał być czymś wspaniałym, narzędziem do nauki, miejscem nieprzejednanej wolności słowa, a stał się śmietnikiem. Przewijając zaproszenie do tego tekstu na Facebooku zobaczyliście na tablicy także reklamy zachęcają by wydać jeszcze więcej pieniędzy na nowe buty, torebki i stylowe spodnie, najnowsze modele telefonów, a także nowe profilowe znajomych, relacje z tego co jedli na śniadanie oraz ich opowiadania na wideoblogach o rzekomym życiu w luksusie (bez dopowiedzenia że na kredyt). Nie można zapomnieć o przeczytaniu 10 najnowszych ciekawostek z życia celebrytów. Internet to obecnie także miejsce, gdzie przeniosły się kontakty międzyludzkie, ich relacje i przyjaźnie. Nikt do tego jednak nie zmuszał. Sami to wszystko wybraliśmy na własne życzenie. Teraz, gdy wiemy już że to jednak był zły wybór – musimy zrobić krok do tyłu. Wszyscy.

 

Patrząc na ten powyższy obrazek, rysunkową idyllę myślicie, że ona również nie istnieje, tak jak wiele wiele innych rzeczy oglądanych na Facebooku, YouTubie, Snapchacie, Tik-Toku. Tak jednak nie jest. To prawdziwe miejsce niedaleko Supraśla. Miejscowość Sokołda, a konkretnie wzgórze zaraz za wsią. Warto się tam wybrać, by przemyśleć to – co zmienić w życiu, by zrobić krok do tyłu w swoim indywidualnym wymiarze. Dlaczego tam? Bo to idealne miejsce na spacer. Po drodze jest kilka atrakcji jak Ścieżka Bartnicza, Cerkiew pw. Św. Łukasza Biskupa Krymu czy wspaniały leśny szlak prowadzący do Supraśla. Wystarczy na pół dnia, by bez myślenia o internecie i tego co tam się dzieje, zająć głowę tym co naprawdę ważne. Czyli – jak znów zacząć naprawdę żyć. Dróg jest naprawdę wiele.

Featured Video Play Icon

Podlaskie sacrum. Te miejsca odwiedza setki pielgrzymów. Są przepiękne!

Podlasie to miejsce gdzie mamy nie tylko piękną przyrodę, ale także wyjątkową duchową aurę. Mówi się, że nasz region jest wielokulturowy, co też wiąże się z wielowyznaniowością. Wszak mieszkają obok siebie katolicy, prawosławni, mniejszość tatarska, dawniej jeszcze większość żydowska. I w tej całej historii turystom zwykle pokazuje się drewniane cerkwie i meczet, a pomija kościoły.

 

W sumie nie ma co się dziwić, bo kościołów w całej Polsce 10 000! Dlatego nie wzbudzają zwykle zainteresowania turystycznego, ale za to sanktuaria już tak. Są bowiem miejscem pielgrzymek, dzięki którym wielu ludzi próbuje odnaleźć swoją tożsamość od nowa. Czym w ogóle jest sanktuarium? Jest to miejsce uznane za święte identyfikowane ze świątynią. W kościele katolickim sanktuarium to miejsce, w którym Bóg udziela w sposób szczególny swojej łaski. Dlatego ludzie pielgrzymują tam by tej łaski dostąpić. Ludzie przyjeżdżają, by znaleźć rozwiązanie swoich problemów. Często jest tak, że powtarzamy coś w kółko z marnym skutkiem, ale oczekujemy innych rezultatów. Dlatego taka pielgrzymka pozwala oderwać się od codzienności, wyciszyć i wsłuchać się w samego siebie. W skupieniu łatwiej o dobre, nowe rozwiązania starych problemów. Jedni w tym celu wędrują w górach, inni biegają, a jeszcze inny pielgrzymują.

 

Każde z tych rozwiązań jest dobre, ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach trudno jest nawiązać z kimś relację. Ludzie zapatrzeni w telefony komórkowe, zajęci wyłącznie swoim życiem i tym co nowego kupić nie są szczególnie chętni by nam pomóc. I nie chodzi tu o jakieś wyjątkowe działanie. Czasem jedno zdanie wypowiedziane przez drugiego człowieka może tchnąć w nas nową idee, która popchnie nas do przodu. I tak jak w bieganiu najczęściej mierzymy się ze swoimi słabościami, a wyprawa w góry jest bardziej po to, by zrobić sobie selfie, to w kościele cały czas jest miejsce dla człowieka. Tą wyjątkową atmosferę można poczuć szczególnie w sanktuariach, gdzie pielgrzymuje wiele osób. Tam można nie tylko wziąć udział w mszy, ale też poznać innych, nowych ludzi, którzy będą bardziej zainteresowani nami niż smartfonami.

 

W Podlaskiem także są sanktuaria i cieszą się sporą popularnością. Dlatego też przybliżymy te miejsca i liczymy na to, że zainspirujemy Was do pielgrzymki. Warto zaznaczyć, że atmosfera tych miejsc jest naprawdę wyjątkowa i warto wybrać się choćby w celach turystycznych, nawet jeżeli nic nas nie trapi.

Hodyszewo

Hodyszewo to niewielka, pełna zielonych łąk i lasów, spokojna wieś. Tu znajduje się odwiedzane przez pielgrzymów przepiękne sanktuarium oraz drewniana kaplica otoczona drzewami i polami, pod którą płynie niewielkie źródełko wody – miejsce gdzie przed laty Matka Boża objawiła się rolnikowi.

Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Świętej Wodzie

Góra krzyży i źródełko w otoczeniu Puszczy Knyszyńskiej – to oferuje nam sanktuarium w Świętej Wodzie. Powstanie tego miejsca owiane jest licznymi legendami sięgającymi czasów średniowiecza. Pierwsze udokumentowane uzdrowienie miało miejsce w 1719 r., kiedy to miejscowy szlachcic za sprawą wody z cudownego źródła odzyskał wzrok.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku

To wyjątkowe miejsce w stolicy naszego regionu. Warto przyjechać i poznać historię błogosławionego ks. Michała Sopoćki, siostry Faustyny Kowalskiej oraz zagłębić się w absolutnie fantastyczny obraz Jezusa Miłosiernego. Samo sanktuarium to także przepiękne tereny. Oprócz niego warto również zajrzeć na ul. Poleską, gdzie mieszkał błogosławiony ks. Michał Sopoćko. Bardzo ciekawe miejsce, gdzie znajduje się stary zegar, który zepsuł się zatrzymując o godz. 15 – czyli w godzinę miłosierdzia. W grudniu 2007 roku zatwierdzony został w Watykanie cud za przyczyną duchownego. Uroczysta beatyfikacja ks. Michała Sopoćki, odbyła się 28 września 2008 roku w Białymstoku.

Sanktuarium Cudu Eucharystycznego – Sokółka

Cud w Sokółce był bardzo głośnym wydarzeniem i jak to przy cudach bywa poddawany wielu wątpliwościom. Była to niedziela 12 października 2008 roku, tuż po beatyfikacji sługi Bożego ks. Michała Sopoćki. Podczas Mszy świętej rozpoczynającej się w kościele parafialnym pw. św. Antoniego w Sokółce o godzinie 8.30, w trakcie udzielania Komunii świętej jednemu z kapłanów wypadł na stopień ołtarza poświęcony opłatek. W tej sytuacji kapłan przerwał udzielanie sakramentu Komunii świętej, podniósł komunikant i zgodnie z przepisem liturgicznym, włożył do małego naczynia z wodą służącego kapłanowi do obmycia palców po udzielaniu Komunii świętej. Komunikant eucharystyczny miał się w tym naczyniu rozpuścić. Jest to proces powolny, a na jego czas zamknięto naczynie w sejfie, do którego dostęp miały tylko 2 osoby – proboszcz oraz posługująca siostra Julia Dubowska.

Po upływie tygodnia, 19 października, w niedzielę misyjną, siostra Julia – przynaglona zapytaniem ks. Proboszcza o stan Komunikantu – zajrzała do sejfu. Otwierając go poczuła delikatny zapach przaśnego chleba. Po otwarciu naczynia zobaczyła czystą wodę z rozpuszczającym się w niej Komunikantem, na środku którego widniała wypukła plamka o intensywnej czerwonej barwie, przypominająca wyglądem skrzep krwi, mający postać jakby żywej cząstki ciała. Woda w naczyniu była niezabarwiona. Do połowy stycznia 2009 roku fragment Komunikantu o zmienionej postaci w sposób naturalny zasechł i pozostał w formie zakrzepłej krwi. Od tamtej pory nie zmienił swojego wyglądu.

Sanktuarium Maryjne w Różanymstoku

Zacznijmy od tego, że miejsce to jest naprawdę przepiękne! Warto je zwiedzić choćby turystycznie. Pierwsze wzmianki dotyczące świątyni – Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku pochodzą z połowy XVII w., kiedy to został namalowany obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem przez artystę z Grodna. I to właśnie cudowne malowidło przyciąga pielgrzymów do ośrodka salezjan.

Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej w Studzienicznej

Studzieniczna słynie z obrazu słynącego łaskami. Trzy rysy charakterystyczne tego miejsca to: obecność Matki Bożej, piękno przyrody i cisza pustelni sprzyjająca zadumie i refleksji. To specyficzne Sanktuarium Maryjne w Studzienicznej mieści się na tzw. “wyspie” (dziś połączona groblą z lądem), na uboczu komunikacyjnych szlaków, prawie zewsząd otoczone wodą, z rosnącymi wokół wyspy białymi wodnymi liliami. Znajduje się tam także pustelnia, która została w XVIII wieku miejscem pielgrzymek okolicznej ludności szukającej pomocy u pustelnika z pobliskiego klasztoru. I tak miejsce w XIX wieku stało się sanktuarium. Do Studzienicznej przybył także poapież Jan Paweł II podczas jednej z pielgrzymek do naszego kraju.

Featured Video Play Icon

Nic tak nie przyciąga na Podlasie jak meczet i prawosławie

W sieci pojawił się kolejny film nagrany przez turystów, tym razem z Warszawy, którzy postanowili zwiedzić Podlasie w jeden dzień. 2 godziny drogi samochodem i pojawili się w Supraślu. Tam zwiedzili prawosławny monastyr. Kolejnym punktem wycieczki były Kruszyniany oraz tamtejszy meczet i tatarski cmentarz. Następnie Trześcianka i Puchły – gdzie również zwiedzających najbardziej zainteresowały drewniane cerkwie. Na koniec jeszcze skoczyli do Grabarki.

 

Dawniej rekordy popularności bił Augustów, potem Białowieża. Parę lat temu palmę pierwszeństwa biła Sokółka i jej kościół za sprawą cudu. Teraz natomiast niejako wizytówką Podlasia stali się Tatarzy – polscy muzułmanie, a także prawosławie i drewniane, kolorowe cerkwie. To wszystko pokazuje, że gusta turystów się zmieniają. Oczywiście należy pamiętać, że w Augustowie dalej są tłumy, w Białowieży w weekend pełno samochodów na obcych rejestracjach, zaś do Sokółki przyjeżdżają pielgrzymki. Zaś Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic wraz z kolorowymi cerkwiami dopiero stają się popularne. Gdyby nie niski stan rzeki oraz zamknięta kładka Śliwno – Waniewo, to również i to miejsce byłoby w czołówce. Warto zaznaczyć, że przed sezonem turystycznym pisaliśmy, że Kruszyniany i kładki będą hitem. Przeładowana ludźmi platforma, która wywróciła się do wody tylko to potwierdziła. Tak samo tłumy na wschodzie Podlasia, w maleńkiej, tatarskiej wiosce.

 

Warto zauważyć, że przy tym wszystkim gdzieś z boku stoi zarówno Białystok jak i regionalny kościół katolicki. Stolica Podlaskiego ma wiele do zaoferowania, ale jakoś tak pomijana jest. Zobaczcie sami, że turyści przez miasto tylko przejechali udając się od razu do Supraśla. Nie oni jedni – robi tak wiele osób. Ale nie ma co się dziwić, bo w Białymstoku nikogo turystyka zbytnio nie obchodzi. Wszystko organizowane jest minimalnym wysiłkiem, bez większej promocji. W efekcie turyści dalej będą nas omijać, a my tracić, bo jak turysta przyjeżdża to zostawia pieniądze. Podobnie jak z Białymstokiem jest także z regionalnym kościołem katolickim. Zabytków u nas nie brakuje i to naprawdę pięknych, a jednak turyści wolą tylko cerkwie i meczet. Można by pomyśleć, że po prostu kościoły są wszędzie, ale to nie jest prawda. Po prostu wiele osób włożyło wiele wysiłku, by te cerkwie i ten meczet zauważono. I tak też się stało, a zainteresowani mogą odcinać kuponu. W przypadku kościoła ktoś zaspał. Ale może się jeszcze obudzi.

Featured Video Play Icon

Zobacz magię Grabarki. Co roku ściąga tłumy ludzi nawet z daleka.

Jedni idą kilka, drudzy kilkadziesiąt, a trzeci kilkaset kilometrów. Wszyscy w tym samym kierunku – na Grabarkę. Tam co roku odbywa się Święto Przemienienia Pańskiego. Tak też było i w tym roku. To były jedne z najważniejszych dni dla wyznawców Prawosławia, ale uroczystość ma w sobie tak potężną moc, że przyciąga także ludzi innej wiary.

Każdy, kto pielgrzymuje na Świętą Górę Grabarkę niesie ze sobą intencję – na przykład za zdrowie, za znalezienie miłości czy też za rozwiązanie swoich problemów. Pielgrzymi mają ze sobą także krzyże, które już tam zostają. Po dotarciu na Grabarkę, bardzo wiele osób obchodzi na kolanach cerkiew trzy razy. Następnie upatrują miejsca dla swojego krzyża. Pod koniec idą do świętego źródełka, gdzie się obmywają. Wierzą głęboko iż woda ma uzdrawiającą moc.

 

Jest to jedne z przepięknych świąt, które trwało od poniedziałku a dziś zakończy się głównymi uroczystościami oraz procesją. Coś pięknego! Pamiętajcie, że na Świętą Górę Grabarkę można wybierać się przez cały roku. Bardzo polecamy, szczególnie wybrać się z jakąś intencją i krzyżem. Wiara umacnia człowieka wewnętrznie, nawet w dzisiejszym nowoczesnym świecie, który otwarcie walczy z religią. Wierzyć to żaden wstyd. My na Podlasiu wiemy to najlepiej.

Featured Video Play Icon

Piękny wystrój zachwyca! Synagoga, meczet i cerkiew – to wszystko jest na Podlasiu.

No to w Polskę – to seria filmów dotyczących ciekawych miejsc w naszym kraju. Jeden z odcinków dotyczył Podlasia, gdzie Maciek Paszek wybrał się najpierw do Tykocina, gdzie zobaczył wnętrze synagogi i usłyszał, że nie jest to świątynia. Następnie w meczecie dowiedział się jak modlą się Tatarzy oraz, że na pobliskim cmentarzu nie stawia się ognia, bo ten uznawany jest za pogański. Następnie w cerkwi w Puchłach zobaczył przepiękny jej wystrój oraz dowiedział się, że prawosławny ksiądz to nie jest żaden pop, tylko batiuszka.

 

To już kolejny film, który zachęca by przyjechać na Podlasie. Latami było ono pomijane, nieodkryte przez turystów. Teraz powoli to się zmienia i trzeba się cieszyć. Wydaje się, że trzeba też przygotować jeszcze więcej noclegów i lokali gastronomicznych w różnych zakątkach naszego regionu. Teraz wybór jest bardzo mały. Ale oto nie trzeba już się martwić, wolny rynek sam reguluje takie kwestie. W odpowiedzi na popyt tworzy się podaż.

 

Jednego można żałować. Autor filmu pominął zupełnie kościoły, a tych u nas – wartych pokazania jest bardzo dużo. Szczególnie kościół św. Rocha w Białymstoku czy też 281-letni kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim. Nie zabrakło jednak pokazania regionalnej kuchni w Supraślu, gdzie autor na koniec zajadał się lokalnymi przysmakami. Zobaczcie zresztą sami!

Czy białostoczanie to śledziki? Kto to wymyślił?

Nie ma chyba osoby w Białymstoku, która nie spotkałaby się z określeniem “Śledzik”. Byli nawet tacy, co chcieli je promować w Polsce w reklamie miasta. Jest ono nieco ironiczne, nawiązujące do naszej gwary. Bowiem “śledzikowanie” jest jak “mazurzenie”, które można usłyszeć na terenach dawnego Księstwa Mazowieckiego czy jak mówienie “po swojomu” na wschodzie i południu Podlasia. Skąd jednak śledzie, skoro z Białystok ma do morza jakieś 500 km?

Jak to z tym śledzikowaniem było?

Kto stoi za określeniem białostoczan mianem skądinąd przepysznej ryby? Oficjalnie nie wiadomo, zaś nieoficjalnie to najprawdopodobniej sprawka naszych złośliwych sąsiadów zza Narwi. Czym jest śledzikowanie? Łatwo je pomylić z gwarą podlaską – bułką chleba, chachmęceniem czy banialukami. A to nie o słowa chodzi lecz o to w jaki sposób je się wypowiada. Charakterystyczne jest zaciąganie i wyśpiewywanie wręcz wyrazów. Najbardziej charakterystyczny jest śledź czyli sliedź. I to prawdopodobnie wymówiony przez kogoś w Białymstoku, usłyszany i przekazany innym przez kogoś innego spoza Białegostoku dał początek “śledzikowaniu”. Kto to mógł być? Najpewniej ten co przyjechał pod białostocki ratusz, gdzie był ogromny targ i poprosił o śledzie. Taka prosta historia, a dała początek czemuś pięknemu!

 

Co ciekawe w Podlaskiem, ale w powiecie zambrowskim – czyli już na terenach dawnego Mazowsza istnieje wieś Śledzie. Administracyjnie zmieniała się jej przynależność bardzo wiele razy. Po odzyskaniu niepodległości była w województwie białostockim. W wyniku napaści ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 miejscowość znalazła się pod okupacją sowiecką. Od czerwca 1941 roku pod okupacją niemiecką. Od 22 lipca 1941 r. do wyzwolenia włączona w skład okręgu białostockiego III Rzeszy. Do 1954 roku miejscowość należała do gminy Długobórz. Z dniem 18 sierpnia 1945 roku została wyłączona z woj. warszawskiego i przyłączona z powrotem do woj. białostockiego. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa łomżyńskiego. Obecnie w Podlaskiem.

Na koniec warto sobie odpowiedzieć czy są “Śledzie po podlasku”. Oczywiście!

Najpierw musimy ugotować 2 jajka na twardo. Następnie zabieramy się za filety. Te moczymy od 6 do 12 godzin dwukrotnie zmieniając wodę. Ostatnie 2 godziny moczymy je w mleku. Następnie odsączamy i kroimy w kostkę. Kroimy cebulę, mieszamy ją w koncentracie pomidorowym (2 łyżki jak do zupy), dodajemy trochę (łyżeczkę albo dwie) musztardy oraz przyprawiamy. Wszystko mieszamy ze śledziem. To jeszcze nie wszystko.

 

Do mieszanki dodajemy 50 ml oleju i mieszamy. Na koniec wsypujemy drobno posiekane jajka. Smacznego!

Featured Video Play Icon

Puńsk to mała Litwa w Polsce. Warto ją odwiedzić.

6 lipca to dzień wyjątkowy dla naszego sąsiada – Litwy. Dzień ten uznaje się za święto państwowe na pamiątkę Króla Mendoga, założyciela Wielkiego Księstwa Litewskiego. Według historyków był koronowany właśnie 6 lipca 1253 roku. A wspominamy o tym przede wszystkim dlatego, by przypomnieć, że na terenie Polski, w województwie podlaskim – w Puńsku żyje mniejszość litewska, która również 767 rocznicę świętowała. Według ostatniego spisu powszechnego Litwini w Polsce to prawie 6 tysięcy osób.

 

Puńsk a lokalnie Punskas jest obecnie wsią, ale do 1852 roku był miastem. Jego historia jak i sąsiednich terenów wiąże się oczywiście z istnieniem plemiona Jaćwingów. W czasach średniowiecznych były to tereny często odwiedzane przez Wielkich Książąt Litewskich. Okazałe lasy stanowiły idealne miejsce do polowań. W I rzeczypospolitej Puńsk i jego okolice nazywane były Sudowią, która w wyniku wojen i zaborów była raz Litwą, raz Polską, raz Prusami oraz Rosją. Puńsk miał też swój epizod, gdy większość mieszkańców stanowili Żydzi. Po Bitwie warszawskiej (1920) Puńsk był już w Polsce i tak mimo II Wojnie Światowej już zostało. Dziś to istotny dla bezpieczeństwa naszego kraju “Przesmyk Suwalski”.

 

W Puńsku istnieje szkoła z litewskim językiem nauczania, zaś w urzędzie gminy w tym języku bez problemu mieszkańcy mogą się porozumiewać. Jeżeli będziemy zwiedzać tamte okolice nie powinny nas dziwić dwujęzyczne tablice urzędowe. Litwini w Polsce żyją także w Sejnach i Szypliszkach, a także w innych województwach, jednak to Puńsk jest najbardziej rozwiniętym ośrodkiem kulturowym tej mniejszości. Oprócz Litwinów – na Podlasiu żyje też mniejszość tatarska, o której wspominaliśmy nie raz w innych publikacjach, a także mniejszość białoruska.

Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Św. Mikołaj ludziom kojarzy się z siwym dziadkiem, który po niebie jeździ na saniach ciągniętych przez renifery. Wiemy też o Laponii – mroźnej krainie, w której mieszka, a na miejscu cały rok elfy produkują mu prezenty, które potem rozda dzieciom. Dlaczego wspominamy o tym w maju? Bo dziś (22 maja) na Podlasiu wspominamy prawdziwego świętego Mikołaja – patrona wielu cerkwi – oczywiście najbardziej znana ta w Białymstoku oraz w Białowieży, Grodzisku, Hajnówce, Kleszczelach, Michałowie, Milejczycach, Topilcu czy Narewce.

 

Kim był prawdziwy Święty Mikołaj? To biskup Miry Licyjskiej, który słynął z dobroci i troski o swoich wiernych. Żył w 270 roku a zmarł w 345 roku. Jego ciało wydzielające leczniczą mirrę pochowano tam gdzie żył czyli w Mirze Licyjskiej. Jednak po kilkuset latach w 1087 roku przeniesiono je do włoskiego miasta Bari. To tam spoczywa do dziś. Dziadek w czerwonym kubraczku jest wytworem amerykańskiej kultury, ale warto przypomnieć, że wbrew pozorom chodzi o tą samą osobę, tylko w inny sposób przedstawianą. Święty Mikołaj – ten prawdziwy – cały majątek rozdał biednym. Skąd pomysł, że wchodził zostawiać prezenty przez komin? Jest pewna legenda, która mówi, że pewien mężczyzna, który popadł w nędzę postanowił sprzedać swoje 3 córki do domu publicznego. Gdy biskup Mikołaj dowiedział się o tym, to nocą wrzucił przez komin 3 sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i butów, które suszyły się przy kominku. Stąd też w amerykańskich filmach widzimy powszechnie wieszanie kolorowych skarpetek przy kominkach.

 

W Polsce natomiast mamy choinkę, ale nie będziemy się o tym rozpisywać w maju. Skupimy się na tym, co z Podlasiem się kojarzy. A mowa tu o ikonie św. Mikołaja. Jest on przedstawiany na niej z brodą, w szatach biskupich z mitrą i pastorałem. Przy okazji wspomnienia warto wybrać się do cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku. Nawet jeżeli nie jesteśmy prawosławni, to ten cudny wystrój w środku warto obejrzeć. Szczególnie, że freski zostały kilka lat temu odnowione.

Maslenicę świętuje się głównie w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Zwyczaj ten obchodzony jest również przez Białorusinów na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Na stołach królują pączki, faworki, jagodzianki oraz bliny. Zabawa trwa w najlepsze.

Pączki, faworki, jagodzianki – dziś takie przysmaki będą królować na podlaskich stołach. Tłusty czwartek czyli ostatni czwartek przed Wielkim postem to czas, gdy można sobie pofolgować. Później jeszcze przez tydzień potrwa karnawał, który kończy się w środę popielcową. Od następnego czwartku aż do Wielkanocy trzeba zachować post. Warto nie tylko ze względów religijnych. Ogólnie dzięki stronieniu od jedzenia do świąt można zrzucić kilka kilogramów, co będzie miało dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ale zanim to nastąpi chcielibyśmy Wam przedstawić zwyczaje obchodzone na Podlasiu. Zdradzimy też przepis na wyśmienite pączki.

Skakano przez drewniany kloc

Dawniej na Podlasiu nie było tłustego czwartku. Okres trzech dni przed środą popielcową nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach zabawa trwała w najlepsze. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

Dziś tłusty czwartek głównie kojarzy się z gigantycznymi kolejkami do cukierni oraz do objadania się na potęgę. Warto jednak podtrzymywać również dawne tradycje. Nie musicie się od razu polewać wodą, ale warto spotkać się w rodzinnym gronie oraz w gronie osób najbliższych. Niech każdy przyniesie swój, własnoręcznie wykonany poczęstunek i nim wkupi się w łaski pozostałych biesiadników. Później niech zabawa i tańce potrwają do późna, by po środzie popielcowej nie było niedosytu.

Córka Dziadka Mroza

Odpowiednikiem ostatków w religii prawosławnej jest maslenica. Nie obchodzą jej jednak wszyscy prawosławni, bo to święto popularne bardziej w Rosji, Ukrainie i Białorusi. Maslenica w dawnych wierzeniach to była córka Dziadka Mroza, która żyła daleko na północy, ukrywając się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Żeby lepiej radzić sobie z mrozami wyobrażano sobie maleńką dziewczynkę, od której biło ciepło oraz radość. Podczas maslenicy dawniej symbolicznie żegnało się zimę, witało wiosnę, jednało z bliźnimi oraz wybaczało im krzywdy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa na tereny Rusi przejęto maselnicę jako obchody ostatków w kościele prawosławnym. Wyznaczono ją na siedem tygodni przed Wielkanocą. Trwa ona przez cały tydzień i jest to czas, gdy można ucztować oraz bawić się do woli.

 

Zamiast pączków są bliny (naleśniki) – symbol słońca i nadchodzącej wiosny. Te przyrządzane są w poniedziałek – pierwszy dzień rozpoczynający święto. Kolejny dzień jest przeznaczony na gry i zabawy. W środę trzeba odwiedzić teściów oraz łakomie ucztować. “Obszerny czwartek” to czas na największą zabawę. Wtedy są tańce i muzyka. Na piątek i sobotę trwają spotkania z rodziną. Natomiast w niedzielę – ludzie wybaczają sobie nawzajem i proszą o przebaczenie win, tak by wielki post rozpocząć z czystym sercem. Maslenicę świętują również Białorusini mieszkający na Podlasiu.

U Tatarów zabawa jest później

Podlascy Tatarzy natomiast zamiast Wielkiego Postu obchodzą związany z ich religią Ramadan. Jest to czas postu i wyciszenia. Ten w tym roku przypada dopiero 23 kwietnia i trwa do 23 maja. Ich kalendarz różni się od naszego i jest oparty na fazach księżyca. Dlatego też czas świąt islamskich ulega przesunięciom w kalendarzu powszechnym. Tatarzy bawią się dopiero po zakończeniu Ramadanu. Wtedy obchodzą Ramadan Bajram.

Na zakończenie przepis na pączki:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

fot. czaswlas.pl / Lasy Państwowe

Wierszalin – niedoszła stolica świata

Obecny czas to najlepszy moment by wybrać się w okolice Krynek. Można tam podglądać wielkie stada żubrów. Jednak przy okazji warto zajrzeć do Wierszalina – niedoszłej stolicy świata. Przynajmniej w oczach proroka Eliasza Klimowicza, który właśnie tam urzędował razem ze swoją sektą. Po niej nie ma już śladu jednak osada pozostała do dnia dzisiejszego.

 

Wierszalin położony jest na niewielkiej polanie. Wokół niej rośnie stary świerkowy las. Na samym środku polany stoi drewniany dom zamieszkiwany przez Ilję. Obok płynie rzeka Nietupka. Jest też stara studnia. To wszystko znajduje się pod opieką nadleśnictwa Krynki. Warto tam się wybrać by poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca. Żeby tam dojechać trzeba kierować się na miejscowość Grzybowszczyzna Stara.

 

We wschodniej Białostocczyźnie, we wsiach prawosławnych, proces upadku tradycyjnej kultury ludowej na początku XX w. miał szczególnie dramatyczny przebieg. Zachowana tu przez wieki w nienaruszonym prawie stanie kultura – poddana została nagłej, drastycznej próbie. Stało się to wówczas, gdy w 1915 r. prawie wszyscy mieszkańcy wiosek i osad zagubionych w lasach zostali deportowani przez ustępujące wojska carskie w głąb Rosji. Zetknęli się tam z innymi zwyczajami, z ludźmi o odmiennej kulturze. Były to bowiem wsie prawosławne, dla których w tym czasie, w warunkach nierzadkiej dyskryminacji wyznaniowej i narodowościowej, przekroczenie progu polskości było niezwykle trudne. I wtedy pojawił się on. Eljasz Klimowicz.

 

Samozwańcy prorok nie był jedyny. Z powodu braku duchownych w kościele prawosławnych na wsiach pojawiał się co raz jakiś cudotwórca, uzdrowiciel, samozwańczy mesjasz oraz fałszywy car. Klimowicz pochodził ze wsi Grzybowszczyzna. Co ciekawe nie potrafił czytać ani pisać. Znalazł jednak wyznawców, z którymi wspólnie zaczął wyznawać Nowe Jeruzalem. Osada w Wierszalinie miała być stolicą świata. Setkami ściągali do niego mieszkańcy Ziemi Bielskiej, Nowogródczyzny i Wołynia. Przyjeżdżali też ci, którzy wierzyli w uzdrawiającą moc Eliasza. Klimowicz zmarł w 1939 r. w okolicach Krasnojarska, wywieziony przez władze sowieckie. Jednak legenda proroka Ilji i Wierszalina – stolicy nowego świata, którą zamierzał stworzyć, przerosła rzeczywistość. Ilja natomiast stał się z czasem symbolem ludowej, kresowej religijności – prostej i naiwnej, ale niejednokrotnie nieporównywalnie głębszej niż ta, z jaką na co dzień mamy do czynienia.

Białystok na święta stał się magiczny. Te zdjęcia dobitnie to pokazują!

Można ubolewać, że choć mamy koniec grudnia to wciąż nie ma śniegu. To już kolejny rok z rzędu nie będą białe święta. Niestety chyba trzeba się z tym pogodzić. Na szczęście przystrojone miasto choć trochę zmieniło smutne oblicze. Po szarych dniach wieczory dzięki ozdobom są przyjemne. Wystarczy wybrać się na spacer po centrum. Tak też zrobiliśmy i my. Wszystko po to, by pokazać Wam ten przepiękny krajobraz, który króluje w centrum. Dlatego też, gdy już skończą się świąteczne spotkania z rodziną, to pamiętajcie że możecie się przejść. Bo jest gdzie. Gdy zbyt wiele zjemy – a na Podlasiu kuchnia wyjątkowa – trochę ruchu nam się przyda. Szczególnie w tak bajecznej scenerii.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia,
składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia
miłości, zdrowia i spełnienia marzeń oraz
abyście każdego dnia byli otwarci na drugiego człowieka
oraz pielęgnowali wszelkie relacje
Wesołych Świąt!
Kamil Gopaniuk
Podlaskie.TV

Gumisiowa Zatoka w nieistniejącej wiosce. Takie rzeczy tylko na Podlasiu!

Choć na mapie nadal jest zaznaczona to faktycznie nie istnieje. Mowa tu o dawnej wsi Łuka nad zalewem Siemianówka. Z powodu budowy tego wielkiego zbiornika wodnego mieszkańcy zostali przesiedleni w 1986 roku do miejscowości Nowa Łuka. Ta pierwotna istniała od 1632 roku. Jednymi z dawnych mieszkańców byli państwo Kuczyńscy – agentka pocztowa oraz nauczyciel, którzy pod koniec lat dwudziestych XX wieku los rzucił do wsi Łuka nad Narwią.

 

Dawna miejscowość Łuka położona była na lekkim wzgórzu, które ciągnęło się wzdłuż rzeki Narew. Wioskę można obejrzeć w filmie i serialu Nad Niemnem. Dawne zwyczaje w miejscowości, a także łuczańskie pieśni zostały przekazane kolejnym pokoleniom. Można o nich poczytać w książce pt. Łuka nad Narwią. Pamięć jest skarbem bezcennym autorstwa córki państwa Kuczyńskich – Danuty. Obecnie po wsi pozostał pół spróchniały krzyż oraz jeden dom, który zachował pierwotny wystrój.

 

Dawna Łuka jest pod wodą, ale nad nią znajduje się obecnie także “Gumisiowa Zatoka” – bardzo ciekawe miejsce, gdzie można napotkać dzikie zwierzęta, ale też w ciszy i spokoju odpocząć w otoczeniu wspaniałej przyrody i samego zalewu Siemianówka. Nazwa “Gumisiowa Zatoka” oczywiście nie jest oficjalna, ale miejscowi ją znają.  Przyjeżdżając w te tereny napotkamy nie tylko jedyny dom, ale też głaz pamiątkowy, który upamiętnia wjazd do byłej wsi. Same okolicy Łuki są również ciekawe do zwiedzania. Obok znajduje się popularne miejsce turystyczne – Stary Dwór. W Nowej Łuce jest też pole namiotowe oraz prawosławna kaplica. Warto też się wybrać nad Tamę na Zalewie. To miejsce, w którym woda z zalewu płynie już normalną rzeką.

 

Warto też objechać zalew Siemianówkę dookoła zajeżdżając do wszystkich wsi. Niektóre miejsca wyglądają tak jakby czas się tam zatrzymał. Ogólnie to miejsce staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym. Dzika przyroda, żubry, bliskość granicy z Białorusią, a także słynne ruiny w pobliskiej Jałówce – to jedne z wielu atutów tego miejsca. Warto tam pojechać także zimą. Uroku temu miejscu nie brakuje cały rok!

 

Polecamy również obejrzeć film dokumentalny ukazujący los mieszkańców wsi, którzy musieli opuścić swoje domostwa z powodu budowy zbiornika Siemianówka oraz filmu, który pokazuje jak zniszczono przyrodę w tych okolicach:

 

 

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Piękna cerkiew ukryta w lesie. Tutaj objawiła się kobiecie Matka Boża.

Piękna drewniana cerkiew ukryta w lesie oraz źródełko. Tu doszło do objawienia maryjnego, lecz nie zostało ono uznane przez Rosyjski Kościół Prawosławny. To wszystko możemy zobaczyć i poczuć na samym końcu drogi w gminie Mielnik. Zwiedzając południe Podlaskiego oraz rejony stolicy historycznego Podlasia warto właśnie również zajrzeć nie tylko do Drohiczyna, Siemiatycz i Mielnika ale też właśnie do Koterki.

 

Najpierw małe wyjaśnienie. Dawniej Koterka była częścią innej wsi – Tokary. Wszystko się zmieniło w 1948 roku, gdy Polska i ZSRR oficjalnie ustanowiły granice. Piękna, drewniana i niebieska świątynia to obecnie Cerkiew Ikony Matki Bożej “Wszystkich Strapionych Radość” w Koterce. Sama miejscowość Tokary jest podzielona granicą dlatego też występuje po obu stronach mapy. W 1852 roku doszło do objawienia maryjnego w Koterce.

 

Matka Boża miała objawić się Eufrozynie Iwaszczuk, gdy kobieta w święto Trójcy Świętej na uroczysku zbierała szczaw zamiast iść do świątyni w Tokarach. Maryja podczas objawienia miała kobiecie powiedzieć, że święto zostało ustanowione, by w tym dniu oddawać się modlitwie, a nie pracować. Mieszkańcy mieli zostać ukarani za grzechy “morowym powietrzem”. Chłopka miała udać się do proboszcza i razem ze wszystkimi modlić się o wybaczenie win. Po tym wydarzeniu na uroczysku postawiono krzyż. Zaczęli pojawiać się pielgrzymi, którzy mieli cudownie ozdrowieć. To wzystko jednak zostało zanegowane przez Rosyjski Kościół Prawosławny. Oficjalnie cudu nie było. Krzyż przeniesiono na cmentarz. Pielgrzymki jednak nie ustawały. Nadal miało dochodzić do uzdrowień w tym miejscu. Mało tego – tam gdzie wcześniej stał krzyż wybiło źródełko. Wszystkie prośby o budowę kaplicy w tym miejscu zostały odrzucane. Dopiero w 1906 roku biskup grodzieński Michał pozwolił na wybudowanie świątyni. Powstała ona w 1912 roku. Stoi do dziś przy samej granicy polsko-białoruskiej.

 

Warto też wybrać się w okolice wsi. Klimat tego miejsca jest naprawdę wyjątkowy. Piękne malowane, drewniane domy, wystrojone przydrożne kapliczki oraz pewna aura w pobliżu cerkwi sprawiają, że wycieczka w te rejony będzie udana. Szczególnie, gdy połączymy ją z wypadem nad Mielnik, Drohiczyn i Siemiatycze.

Pomnik w Mońkach. fot. Henryk Borawski / Wikipedia

Jak to się stało, że w Chicago jest tyle osób z Moniek? Odpowiedź może zaskoczyć.

11 listopada 2019 roku będzie nie tylko 101 świętem polskiej niepodległości. Będzie to data historyczna również dlatego, że tego dnia Polska zostanie włączona do ruchu bezwizowego ze Stanami Zjednoczonymi. Z tej okazji postaramy się wyjaśnić dlaczego akurat z Moniek około 2 tysięcy osób wyjechało do Chicago. Odpowiedź nie jest prosta, ale na pewno ciekawa i zaskakująca.

 

Skojarzenie Moniek i Chicago zaczyna się oczywiście od kawału z brodą o tym, że za każdym razem kiedy samolot z Warszawy miał już startować do Chicago, to pilot pytał czy na pokładzie są Mońki. Nigdy nie byliśmy w samolocie do tego amerykańskiego miasta więc nie wiemy czy tak rzeczywiście jest, jednak zaczęło nas nurtować jedno – dlaczego akurat Mońki, a nie na przykład Grajewo, Kolno, Augustów, Łomża, Suwałki albo Białystok.

 

To nie jest tak, że z innych miast nikt nie jeździł. Jednak żeby móc wyjechać do USA trzeba było posiadać wizę. Ktoś więc z jakiegoś powodu tę wizę dawał właśnie mieszkańcom Moniek. Dlaczego im? Odpowiedź jest banalna. Do późnych lat 90-tych, a może i nawet dłużej decydujący o tym czy ktoś dostanie wizę czy nie był fakt, czy ubiegający się posiada zaproszenie od kogoś stale i legalnie zamieszkującego w USA.

 

Skąd się wzięli jednak pierwsi moniecczanie w USA i to jeszcze legalnie? Tutaj odpowiedź już nie jest taka prosta. Cofnijmy się w czasie. W 1881 roku otwarto linię kolejową Białystok – Królewiec (dziś Obwód Kaliningradzki – eksklawa Rosji). Jedna ze stacji została wybudowana w Mońkach. Przez kolejne lata liczba ludności stale rosła. Nie wynikało to jednak z samego faktu wybudowania stacji. Otóż w 1861 roku zniesiono pańszczyznę czyli przymus darmowej pracy chłopów na rzecz właściciela ziemi w zamian za udziały w gruntach. Skutkiem tej decyzji był bunt chłopski gdyż pańszczyzna została zamieniona na wysoką opłatę pieniężną. Wiele ludzi w tym czasie migrowało w miejsca słabo zaludnione, by uciec przed wyzyskiem. Tak mała osada w Mońkach z biegiem lat zaczęła się rozrastać. Duży przyrost liczby mieszkańców spowodował, że w Grajewie pojawiła się agencja rekrutująca migrantów. Chłopom oferowano transport i pracę w Ameryce. Z tej propozycji skorzystało wielu z nich. I tak chętni wyjeżdżali ze monieckiej osady pociągiem do Królewca, gdzie wsiadali na statek i płynęli do Ameryki. Masowa emigracja trwała aż do lat 30-stych XX wieku.

 

W tym czasie w Mońkach niewiele się działo. Dopiero gdy Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku, to w Mońkach kościół. Dzięki temu wioseczka stała się siedzibą parafii. Po II Wojnie Światowej wszystko w Polsce zaczęło układać się na nowo. W 1953 roku podjęto decyzję, że nie historyczne miasta – Knyszyn, nie Goniądz tylko Mońki właśnie będą siedzibą powiatu. Rozpoczęto wielką rozbudowę. Powstały drogi, budynki i cała infrastruktura. W 1965 roku Mońki uzyskały prawa miejskie. Jednak niedługo po tym straciły prestiż, bo w 1975 roku weszła reforma administracyjna, która zlikwidowała powiaty.

 

Tymczasem w Polsce robiło się coraz gorzej. PRL trwał w “najgorsze” W latach 70-tych Polska zaczęła popadać w kryzys gospodarczy. Emigranci z USA korespondowali z rodzinami w Mońkach. Przesyłali im paczki i pieniądze. A później również zaproszenia. A ktoś kto je otrzymał miał jedyną możliwość otrzymania paszportu i wizy. I tak zaczęła się fala ucieczek z polskich Moniek za lepszym życiem do USA. Sami mieszkańcy uczynili z wyjazdów biznes. Otóż niezależnie czy ktoś miał rodzinę w USA czy nie zaproszenie mógł kupić. To mocno ułatwiło kolejne wyjazdy. W latach 80. w Mońkach największym pracodawcą był zakład Montażu Elementów Dyskretnych “Unitra – Cemi”. Jednak transformacja ustrojowa zabiła ten twór powodując ogromne bezrobocie. Wiele osób miało wówczas wybór – albo wyjazd do USA albo wejście na wolny rynek czyli handel czym popadnie.

 

I tak chłopi z monieckiej ziemi w XIX wieku przetarli nowe szlaki, które potem były wykorzystywane przez kolejne pokolenia. W Chicacgo rozwinęła się bardzo duża polonia. Małe Mońki w Chicacgo mają nawet własną ulicę. “Ziemia Moniecka Way”. Jest ona na skrzyżowaniu ulic Milwaukee i Belmont. Od czasu gdy Polska jest w Unii Europejskiej mało kto do USA wybiera się by pracować. Mońki i nie tylko one wolą zarabiać w Euro niż w dolarach. A my wcale im się nie dziwimy.

Featured Video Play Icon

Co robi szeptucha? Jak wygląda z bliska prawosławie? Zobacz na filmie.

Co robi Szeptucha? Jak wyglądają obchody święta Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce? Jak natomiast celebruje się w Odrynkach? To wszystko możemy zobaczyć w kolejnym odcinku “Po drugiej stronie” – autora filmu Cząstka Podlasia, który namiętnie filmuje nasz region wyciskając z niego wszystko co najlepsze, najpiękniejsze i najbardziej magiczne. Tym razem swoim widzom pokazał z bliska prawosławie.

 

Odcinek Mistyka dnia siódmego zabiera nas w podróż do Orli, Grabarki, Odrynek. To właśnie tam pielgrzymi z całej Polski przyjeżdżają by odnowić swego ducha, wznosić modlitwy za innych bądź po to by szukać uzdrowienia. Podlasie pod tym względem jest bardzo mistyczne co można zobaczyć również na filmie. Głęboka wiara pomaga wielu ludziom w trudach życia codziennego. W innych rejonach naszego kraju być może nie jest to aż tak widoczne jak na Podlasiu, gdzie nikt specjalnie nie kryje się ze swoją religią. Obok siebie bowiem żyją katolicy, prawosławni oraz polscy muzułmanie czyli Tatarzy. Dawniej jeszcze byli Żydzi, którzy zostali wymordowani przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

 

Ten mistyczny świat Podlasia pokazał również w 2012 roku raper Lukasyno, który razem z “Miss God” zaprezentował “Mój świat”. Mimo upływu lat kawałek jest ciągle aktualny. Wschodni kres w żyłach i ognista krew osiąga w naszym regionie swój wewnętrzny ład.

Jak się obchodzi Dziady na Podlasiu? Kasza, miód i wódka dla zmarłych.

Lada moment jak co roku znów będziemy obchodzić Wszystkich Świętych. To czas, gdy warto nie tylko wspominać zmarłych, ale też kultywować zwyczaje. Jak wiemy nawet najbardziej prymitywne plemiona chowały zmarłych w jakikolwiek ceremonialny sposób. Czy także ich wspominali? Trudno powiedzieć. Jest jednak pewien zwyczaj, który trochę odszedł w zapomnienie, a jest powiązany także Podlasiem. Chodzi o Dziady.

 

Chyba nie ma osoby, która by nie znała tej nazwy za sprawą wielkiego dzieła Adama Mickiewicza, który napisał w całości “Dziady II i Dziady III a nawet Dziady IV, ale pozostawił wiele wątpliwości co do części pierwszej. Dzieło literackie nie tylko ukazuje kresowe zwyczaje, ale też walkę z rosyjskim zaborcą. Co ma wspólnego z Podlasiem? Otóż taki zwyczaj obchodzony był również na obszarach pogranicznych Polski i Białorusi w naszym regionie. Tutaj jednak nikt nie używał nazwy “Dziady” lecz pominki, przewody, radecznica czy najpopularniejsze “zaduszki”. Warto zaznaczyć, że zwrot “Święto Zmarłych” jest negatywnie odbierany przez kościół katolicki. Prawidłowo mówi się “Wszystkich Świętych”. Czy to jednak to samo co “Dziady”? Kompletnie nie.

 

W ramach Dziadów przybywające na świat ludzi dusze należało odpowiednio ugościć a także zapewnić sobie ich przychylność. Jednocześnie ważna była pomoc w osiągnięciu spokoju przez duszę w zaświatach. Do najważniejszych zadań domowników było przygotowanie potraw – kaszy, miodu, jajek, kutii oraz wódki. Wieczorem szykowano ucztę w domu lub bezpośrednio na grobie. Bardzo charakterystyczne było upuszczanie części potraw i trunków na stół lub grób. Oznaczało to dzielenie się z nimi. Dziś zapalamy znicze na grobach, dawniej rozpalano ogniska by wędrujące dusze mogły spędzić noc wśród bliskich i się nie zgubić.

 

Dlaczego Dziady? Dusze utożsamia się z żebrakami, którzy wędrują przez swoje życie. W niektórych rejonach w ramach podtrzymywania zwyczajów karmiono żebraków ulubionymi potrawami zmarłych. Osoby te miały także łączyć rodzinę ze zmarłym. Warto także zwrócić uwagę, że bardzo niechętnie podchodzono do samobójców oraz osób zmarłych nagle. Niekiedy takie osoby były utożsamiane z demonami. Co ciekawe po wieczornej wieczerzy nie sprząta się stołu, by dusze nadal mogły się pożywić.

 

Jeżeli chcielibyście w tym roku sami obchodzić Dziady to możecie postępować zgodnie z tradycją: otwórzcie okna i drzwi aby dusze zmarłych mogły swobodnie wejść. Przygotujcie wieczerzę – miód, kasze, kutię, jaja oraz wódkę. Nie zapomnijcie również o wysprzątaniu grobu zmarłych i postawieniu tam zniczy. Jest jeszcze tydzień by się przygotować.

To najświętsze miejsce na całym Podlasiu. Cudowne źródełko, krzyże i tłumy pielgrzymów.

W tym tygodniu rozpoczyna się Święto Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce. Pielgrzymi z całej Polski jak co roku przywędrują do klasztoru by zostawić tam swój krzyż wraz z intencjami. Nabożeństwa potrwają 3 dni. Nawet jeżeli ktoś nie wyznaje prawosławia to i tak warto tam pojechać. Z pewnością będzie to ogromne duchowe przeżycie.

 

Chociaż tradycja pielgrzymowania sięga już 1710 r., to na dobre rozpoczęła się po II Wojnie Światowej. Wówczas to zdecydowana większość sanktuariów znalazła się w w granicach Związku Radzieckiego. Na początku XVIII w. cały region nawiedziła epidemia. Do tej pory nie wiadomo, jaka to była dokładnie choroba. Jedni są przekonani, że ludność dziesiątkowała dżuma, drudzy skłaniają się do wersji z cholerą. Być może w okolicy nie przetrwałby nikt, gdyby nie cudowne wydarzenie. Pewien staruszek z Siemiatycz doznał wizji. Niezidentyfikowany głos wskazał mu sposób na ocalenie. Przed śmiercią ludzi mogła ocalić tylko wizyta z krzyżem na uroczysku. Odezwa była ogromna. Pełni nadziei wierni udali się na górę całymi tłumami. Przypuszcza się, że mogło zebrać się na niej wówczas 10 tys. pielgrzymów.

 

Nieopodal sanktuarium znajduje się cudowne źródełko. Pod kapliczką zawsze gromadzą się kolejki. Każdy chce nabrać w butelkę jak najwięcej wody. Jej uzdrawiające właściwości pomogły niezliczonej rzeszy cierpiących. Spora grupa wiernych korzysta również ze strumienia. Namoczoną chusteczką ocierają chore miejsca, a następnie zostawiają ją nad brzegiem. Świątynia cudem ocalała z obu wojen światowych. Przegrała jednak z pożarem, który wybuchł w lipcu 1990 r. Śledczy uznali, że to było dzieło podpalaczy. Wierni nie mogli nawet myśleć o tym, że w tym miejscu zabraknie cerkwi. Odbudowali ją na wzór poprzedniczki. Budulcem głównym był już jednak kamień. Wyświęcenie miało miejsce osiem lat po tragedii.

A oto harmonogram na ten rok:

Sobota, 17.08.2019 r.
17.00 – Nabożeństwo Całonocnego Czuwania
21.00 – Akatyst do Matki Bożej

 

Niedziela, 18.08.2019
6.00 – Liturgia Święta
8.00 – Poświęcenie wody
10.00 – Liturgia Święta

17.30 – Powitanie Hierarchów
18.00 – Nabożeństwo ku czci Przemienia Pańskiego
23.00 – Nabożeństwo za zmarłych – PANICHIDA

 

Poniedziałek, 19.08.2019
01.00 – I Liturgia Święta
04.00 – II Liturgia Święta
06.30 – III Liturgia Święta
09.30 – Liturgia Święta i uroczysta procesja z poświęceniem owoców

fot główne: Radosław Drożdżewski / Wikipedia

Powstaje nowy film w Białymstoku. Młoda reżyser właśnie stąd pochodzi.

Białystok znów służy za plan filmowy, tym razem konkretnie cerkiew Haga Sophia na Wygodzie. W filmie grają aktorzy z naszego miasta. Anna Pawluczuk – studentka V roku reżyserii PWSTviT w Łodzi realizuje w Białymstoku swój film dyplomowy. Pomagają jej w tym aktorzy z białostockich teatrów.

 

O czym jest film? Główna bohaterka – Marta musi zorganizować pogrzeb swego ojca. Dzień przed pochówkiem w cerkwi zjawia się matka bohaterki z nowym partnerem. Główna bohaterka nie widziała jej od 10 lat. Widzowie filmu jednak nie tylko obejrzą interesującą historię, ale też zobaczę przede wszystkim zwyczaje, które w zasadzie są tylko na Podlasiu, gdzie bardzo mocno rozwinięte jest prawosławie. Dlatego też zobaczyć będzie można czuwanie przy zmarłym – będące prawosławnym rytuałem.

 

W filmie występują aktorzy z Białegostoku – Katarzyna Wolak, Ewa Palińska, Eliza Krasicka, Marek Tyszkiewicz czy Michał Jarmoszuk. Reżyser filmu Anna Pawluczuk również pochodzi z Białegostoku. 28-letnia studentka ukończyła w naszym mieście kulturoznawstwo. Ma za sobą już pierwsze nagrody w filmie.

fot główne: http://www.hagiasophia.cerkiew.pl/

 

Featured Video Play Icon

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.

Bimber jest trunkiem specyficznym. Na Podlasiu i być może w całej Polsce najbardziej rozpoznawalny jest “Duch Puszczy”. Warto jednak dodać, że to nie jedyny produkt jaki można skosztować w naszym regionie. Przedstawiamy Wam najpopularniejsze bimbry podlaskie.

Bimber – a co to takiego?

Najpierw jednak zacznijmy od podstaw. Co to jest bimber? Jest to inaczej mówiąc wódka, która nie jest wytwarzana przez koncerny spirytusowe tylko przez prywatne osoby przy pomocy specjalnej aparatury. Różnica między wódką a bimbrem jest też taka, że trunek ten jest dużo mocniejszy. Wódka ma 40 proc. alkoholu, natomiast bimber od 50 do nawet 70 proc. W podlaskiej gwarze regionalny trunek nazywamy również “samogonem” od zbitki słów “samo – gonić” czyli samemu pędzić. Bowiem piwo się warzy zaś wódkę pędzi. Dodatkowo bimber jest przyprawiany różnymi ziołami, dzięki czemu można uzyskać fascynujące smaki. To tyle w teorii.

 

W praktyce produkcja samogonu jest nielegalna. Trudno powiedzieć właściwie dlaczego. Wyroby koncernowe są dodatkowo opodatkowane akcyzą. To nie oznacza jednak, że bimbrownicy nie chcieliby jej płacić. Po prostu państwo nie pozwala im produkować i już. Nie bo nie. Dlatego też cała produkcja działa w ukryciu. Warto tutaj dodać, że podczas pędzenia wytwarza się para wodna. Dlatego też zauważona może zdradzić miejsce produkcji. Tak się jednak nie dzieje. Bimbrownie są ukryte głęboko w Puszczach – Knyszyńskiej, Białowieskiej oraz w Biebrzańskim Parku Narodowym, który także jest rozległym kompleksem. Warto też dodać, że we wszystkich wspomnianych lasach jest dużo bagien. Dlatego przypadkowo raczej na bimbrownię w lesie nie natrafimy.

 

Jak więc regionalni producenci wpadają? No cóż – od wielu lat największym sprzymierzeńcem wszelkich polskich służb był donos. Do dziś urzędy skarbowe mają pełne teczki donosów. Jest to dla nich cenne źródło informacji. Jeżeli kogoś kłuje w oczy, że sąsiad ma dużo pieniędzy, a w każdej wiosce przecież wszyscy wiedzą kto pędzi bimber, to często Krajowa Administracja Skarbowa, która likwiduje leśne bimbrownie – ma wszystko na tacy. Kwestia jedynie dookreślenia konkretnego miejsca. Warto jednak tutaj dodać, że przed Podlaskie przewinęła się cała masa polityków z całego kraju, którzy chętnie bimber pili. Nawet odwiedzający Białowieżę Książę Karol chciał go skosztować. Nigdy jednak nie udało się doprowadzić do legalizacji. Taka hipokryzja.

Podlaski Bimber – gdzie jest produkowany?

  1. Najbardziej rozpoznawalny produkt na Podlasiu i chyba też w Polsce powstaje na bagnach Puszczy Białowieskiej. Gdzie konkretnie oczywiście nie napiszemy. Nie polecamy też szukać, bo może to się skończyć utonięciem w bagnie. Szczególnie, że ze względu na parę wodną produkcja często odbywa się wtedy, gdy sprzyjają do tego warunki atmosferyczne – mgła, deszcz, noc. Jak dostać produkt? Wystarczy popytać we wsiach okalających Puszczę. Produkt można dostać również w Hajnówce.
  2. Kolejnym popularnym produktem regionalnym jest Kopnięcie Łosia. Oczywiście produkcja ma miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jest to teren mocno bagnisty. Jednak w Goniądzu czy Mońkach produkt powinniśmy dostać bez problemu. Wystarczy popytać.
  3. Czarna Białostocka ma dwa bardzo chwalone produkty – jeden to “Old Bimber”, drugi zaś to “BimBer”. Trunki powstają w Puszczy Knyszyńskiej. Produkt naturalnie dostaniemy w Czarnej Białostockiej, być może również w Supraślu.
  4. Kolejnym produktem regionalnym, który warto spróbować jest Zew Natury produkowany w Dobrzyniewie Dużym. Tutaj jednak żadnych lasów nie ma. Jednak nieopodal jest spory obszar Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam mieści się produkcja.
  5. Ostatnim, mniej znanym szeroko produktem jest Szwędaczek. Bimber z papryczką chili. Wbrew pozorom nie kopie mocniej niż pozostałe, ale papryczka dodaje pikanterii smaku. Trunek powstaje w Puszczy Knyszyńskiej w okolicach Gródka.

 

Oczywiście musimy podkreślić, by nie przesadzać z ilością, bo co prawda bimber jest łagodniejszy w skutkach niż wódka, to jednak debiutanci mogą przy zbyt dużej ilości bardzo szybko odpłynąć. Natomiast zaprawionych w boju uczyć nie będziemy.

To dlatego Podlasie jest takie wyjątkowe. Przypomina Australię.

Nie ma u nas kangurów, ale… Da się odczuć, że w ostatnim czasie Podlasie stało się “modne” w Polsce. Dawniej kojarzyło się z egzotycznym kandydatem na prezydenta oraz ze śledzikowaniem. Sami mieszkańcy uważali za przekleństwo to, że jest u nas tyle lasów, bagien i innych dzikich miejsc, przez które nie można budować dróg i się rozwijać. Dziś jest zupełnie inaczej – dzikość Podlasia to chluba, drogi jakoś udało się zbudować omijając cenne tereny, to co było przekleństwem stało się atutem. Podlaskie stało się miejscem, do którego przyjeżdża coraz więcej osób, by poczuć siebie, wyciszyć się i naprawdę odpocząć. Nie ma w tym żadnego przypadku. “Podlaskiego ducha” zostawili nam w spadku Jaćwingowie. Jesteśmy jak Aborygeni w Australii.

 

Każdy, kto mieszka na Podlasiu czuje pod skórą, że jest to miejsce wyjątkowe, ale nie zawsze potrafi odpowiedzieć dlaczego. Różnicę jednak czuć, gdy się wyjedzie. Zaraz człowiek chce wracać, bo nie może się odnaleźć. A nawet jak nie wraca, to zawsze tęskni. Dawniej podlaskie ziemie zamieszkiwali Jaćwingowie, którzy bardzo sobie cenili duchowy kontakt z naturą. Szczególną moc przypisywali dębom. Ich życie było przepełnione różnymi wierzeniami, zwyczajami, a także obrzędami związanymi właśnie z naturą. Chociaż po Jaćwingach właściwie nie pozostało śladu, to energia natury przeszła na kolejne pokolenia zamieszkujące podlaskie ziemie. Nie bez przyczyny sporo u nas szeptuch, zielarek i innych uzdrowicieli, do których z całej Polski przybywają wręcz pielgrzymki. Natomiast Aborygeni czcili Ziemię – matkę człowieka. Wierzyli, że duchy przodków nadały jej kształt w dalekiej przeszłości i to od nich pochodzą wszystkie elementy natury, ciała niebieskie, flora, fauna oraz potomstwo.

 

W czym kryje się moc mistycznego Podlasia? W żywiołach. Ziemia, woda, ogień i miłość – to właśnie taka mieszanka buduje naszą wyjątkowość.

Ziemia

Wystarczy przejść się gołymi stopami po trawie, posiedzieć pod drzewem lub nad rzeką, dotknąć wielkich kamieni i zamknąć oczy, wspiąć się na górkę, położyć i po prostu oddychać.

Woda

Wiele u nas w regionie “świętych” źródełek, z których ludzie czerpią wodę. Jest przecież miejscowość pod Wasilkowem – Święta Woda z takim źródełkiem, jest też studnia w Dobrowodzie pod Hajnówką. Wystarczy wydobyć ze studni, zimną, surową wodę. Jej moc będzie uzdrawiająca.

Ogień

Do dziś przetrwały obyczaje związane z paleniem ognia na Podlasiu – wystarczy wspomnieć Noc Kupały i palenie ognia. Dobrze się ma też tradycja puszczania wianków ze świeczką w środku. Dodatkowo w podlaskich chatach nadal stoją stare, kaflowe piece, z których smak potraw jest tak niesamowity, że trudno to opisać. Wyjątkowe właściwości przyrządzonych dań przypisuje się także palącemu się drewnu.

Miłość

W naszym regionie żyją obok siebie ludzie praktykujący różne religie, modlący się do innych Bogów. Nie zwalczają się nawzajem tylko miłują. Warto też wspomnieć o miłości do przyrody i zwierząt która sprawia, że na Podlasiu wymienia się dobra energia.

Oto dawne, podlaskie zwyczaje na Wielkanoc. Czy przetrwały?

Za 10 dni będziemy mieli Wielkanoc. Na Podlasiu istnieje wspaniała tradycja malowania pisanek. Dawniej nie tylko barwiło się jajka na jednolite kolory, lecz tworzyło się na skorupce prawdziwe małe dzieła sztuki! Czy dziś ta tradycja gdzieś jeszcze przetrwała? Trudno powiedzieć. Wciąż jednak można w internecie znaleźć zapisy na różnorakie warsztaty zdobienia pisanek, na których można nauczyć się techniki pokrywania jajek na różne sposoby. Jednym z popularniejszych sposobów jest także tworzenia “kraszanki” czyli farbowania jajek przy pomocy łupin z cebuli. W ten sposób wszystkie jaja mają intensywny czerwony kolor. Dodatkowo można wtedy na nich wydrapać różne wzorki. Warto zaznaczyć, że w podlaskiej tradycji nie robiono tego tylko dla zabawy. Każdy wzór coś konkretnego symbolizował.

 

Nie zapomnijmy jeszcze o kolejnych zwyczajach polewania wodą w drugi dzień świąt. Ten zwyczaj także zanika – gdyż polewanie ludzi w miastach skończyłoby się odpowiadaniem za chuligański czyn. Jak jest na wsiach dziś? Na wielu podtrzymuje się tą tradycję, która oczywiście jest skierowana na polewanie kobiet. Młodzi kawalerowie dawniej polewali wodą panny. Ta, która została oblewana najczęściej – była uznawana za najładniejszą i mającą największe powodzenie. Jeżeli, któraś nie została oblana, to była to dla niej prawdziwa obraza. Wierzono, że zostanie takowa starą panną. A na wsi takie życie było koszmarem. Stare panny musiały pomagać w wychowywaniu dzieci rodzeństwa, a także im gotować, sprzątać i prasować. A gdy się nie lubiły z bratową to już w ogóle nie było wesoło… dlatego też starym zwyczajem młode dziewczyny na wszelki wypadek nie powinny unikać polewania wodą.

Featured Video Play Icon

Ksiądz, Batiuszka oraz Imam we wspólnej akcji. Ten wspaniały film powstał na Podlasiu!

Kto by pomyślał, że obraz ze świętym może dosłownie uratować życie. Zwykle w religiach wierni modlą się do obrazu. Tym razem ksiądz proboszcz Marcin Kuczyński z kościoła katolickiego, ksiądz wikary Piotr Borowik z cerkwi prawosławnej oraz imam Meczetu w Kruszynianach wystąpili we wspólnej akcji Krajowej Izby Kominiarzy – “Znak Floriana”. Duchowni spotykając się z wiernymi edukują ich jak mają się ustrzec zatruciem tlenkiem węgla. Obrazek z wizerunkiem świętego Floriana rozdawany był w trakcie kolędy. Można nim było również sprawdzić drożność wentylacji w domu.

 

Pomysł na akcję jest zaskakujący. Wszelkie ekumeniczne działania duchownych pokazują, że Podlasie było wielokulturowe oraz że nadal jest. Nie ma co ukrywać, że antagonizmy pomiędzy wiernymi różnych religii zdarzają się do dziś. Jednak jak tłumaczy w filmie ks. Piotr Borowik – My tu na Podlasiu często razem się śmiejemy, ale też razem płaczemy. Jednak czad zabija wszystkich – wierzących, niewierzących – prawosławnych, katolików, bogatych, biednych. To zabójca wszystkich tych, którzy zapominają o swoim bezpieczeństwie.

 

Dlatego w 2019 roku duchowni podczas kolędy rozdawali obraz ze świętym Florianem – patronem strażaków. Jeżeli przyłożony obrazek do wentylacji zostanie przyssany, to znaczy że ta działa poprawnie. Jeżeli odpadnie – to znak, by zadzwonić do kominiarza. Ten prosty przekaz jest skuteczny. Zaś ludzie, którzy przyjmują duchownych mogą się przekonać o tym od razu sprawdzając jak jest z tym u nich w domu.

 

Wystarczy kilka minut by czad zabił mieszkańców. Co roku swoje życie traci trując się nim 2000 osób! Czad – czyli “cichy zabójca” (bo ani go nie czuć ani nie widać) zaczyna działać, gdy zaczyna się sezon grzewczy. Pierwsze objawy działania czadu na organizm to zawroty głowy, duszności, osłabienie, wymioty, szybszy oddech czy uczucie oszołomienia. Jak się nie dać czadowi? Warto pamiętać o tym, by wentylacja działała poprawnie. Zatem należy poddawać ją regularnym przeglądom. Można dodatkowo zainstalować czujnik.

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?

W Polsce religia prawosławna w zdecydowanej większości dominuje na Podlasiu. Nie jest to raczej nic odkrywczego. Według różnych źródeł w Polsce jest od 0,5 do 1 mln wiernych. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi. Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i jaka jest ich tożsamość? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule. Odpowiedź na to pierwsze pytanie znajduje się w historii. Na to drugie w tożsamości narodowej.

Dlaczego akurat na Podlasiu?

Zacznijmy od cofnięcia się do czasu, gdy Polska odzyskała niepodległość i miała inne granice niż obecnie. W 1931 roku przeprowadzono spis ludności. Poniżej mapa (po lewej), na której możemy zobaczyć jakie deklaracje narodowościowe przekazywali ówcześni mieszkańcy. Tereny dzisiejszego województwa podlaskiego – jak widać były mieszanką ludności polskiej, polsko-białoruskiej, białoruskiej, zaś lubelskie i podkarpackie ludności ukraińskiej. Natomiast mapa po prawej pokazuje, gdzie zamieszkują obecnie osoby prawosławne w ostatnich latach.

 

Mapa pokazuje, że religia prawosławna nierozerwalnie łączy się z narodowościami białoruską oraz ukraińską. Czy istnieją też prawosławni Polacy (Polacy w sensie tożsamości narodowej, nie obywatelskim)? Odpowiedź na to pytanie za chwilę ponieważ łączy się z drugim pytaniem, które zadaliśmy pytając o współczesne prawosławie w Polsce. Jak widać w porównaniu pierwszej mapy z drugą – na południu Polski byli Ukraińcy, zaś obecnie nie ma tam osób prawosławnych. Ma to związek z komunistyczną, wojskową akcją “Wisła” w latach 1947-1950, która polegała na wypędzeniu i rozproszeniu praktycznie całej ludności ukraińskiej z zamieszkiwanych terenów w ramach walki z Ukraińską Powstańczą Armią oraz Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, które dążyły do oderwania od Polski części jej południowych terenów. Podczas akcji polskich komunistów nie miały znaczenia fakty czy dany Ukrainiec sympatyzuje z Polską, Ukrainą czy jest obojętny. Nie miał też znaczenia fakt jakie obywatelstwo dana osoba posiada. Dlatego też jednym z czynników decydujących o nakazie wyjazdu był fakt bycia prawosławnym. Akcja “Wisła” została potępiona wielokrotnie przez współczesnych polityków. Jednak jej skutek był nieodwracalny. Stąd też prawosławni zostali jedynie na Podlasiu.

Kim są prawosławni?

Teraz możemy odpowiedzieć kim jest współczesny prawosławny. Wyznawcy tej religii przede wszystkim mają obywatelstwo Polskie. Pytając jednak kim są prawosławni mamy na myśli ich tożsamość narodową. Trzonem tej grupy są etniczni Białorusini, którzy oczywiście posiadają obywatelstwo polskie, jednak identyfikują się jako Białorusini. Jedni należą do grupy opierającej się o obecną Republikę Białoruś (związaną z Rosją) oraz sceptyczną w sprawie jakiejkolwiek ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi. Druga grupa zaś opiera swój fundament o brak suwerenności państwa białoruskiego oraz wsparcie do takowego poprzez podtrzymywanie języka białoruskiego (który na Białorusi wymiera) oraz historii czy kultury. Osoby te albo nie czują się obywatelami Republiki Białorusi lecz w pełni Polakami, zaś ich ojczyzna to Polska lub wręcz przeciwnie – czują się obywatelami Republiki Białorusi lecz stoją w opozycji do Aleksandra Łukaszenki i braku suwerenności Białorusi. Trzecia grupa to “prawosławni Polacy” – tu również nie ma znaczenia obywatelstwo polskie lecz identyfikacja tożsamości narodowej. Są to osoby, które nie tylko czują się w pełni Polakami a ich ojczyzna to Polska. Dodatkowo osoby te nie mają nic wspólnego z kulturą Białorusi.

 

Na Podlasiu oprócz katolików, prawosławnych mieszkają także polscy muzułmanie czyli Tatarzy. Przed II Wojną Światową mieszkańcy całego regionu w większości byli Żydami. 

Ta wieś jest kwintesencją wielokulturowego Podlasia

Na pewno bardzo wiele razy spotkaliście się z takim twierdzeniem, że Podlasie jest wielokulturowe. Idąc jednak przez Białystok – obecną stolicę województwa podlaskiego ta wielokulturowość nie jest specjalnie rzucająca się w oczy. I nie ma prawa, gdyż istnieje ona jedynie w świadomości i historii miasta. Czy jest jednak miejsce na Podlasiu, które jest niemalże ikoną wielokulturowości? Tak to Orla – wieś ukryta głęboko na podlaskiej ziemi.

 

Zacznijmy najpierw od definicji – czym jest ta cała wielokulturowość? Skąd się bierze jej różnorodność? Odpowiedź nie jest prosta, ale możliwa do ustalenia. Przede wszystkim gdy mówimy o tym, że Podlasie jest wielokulturowe, to mamy na myśli, że koegzystują tutaj ze sobą różne religie. Zmaterializowanie tego wyobrażenia dokonało się własnie w Orli. W tej małej wsi, głęboko ukrytej na Podlasiu jest prawdziwa mozaika różnorodności. Stoją tam kościół, cerkiew i synagoga. Swego czasu można było tam także odwiedzić szeptuchę, która według naprawdę wielu deklaracji miała cudowną moc uzdrawiania. Osobiście jej nie odwiedziliśmy, ale jednym ze znanych obrządków uzdrawiających, które wykonują szeptuchy jest palenie lnu nad głową oraz plucie, co przez kościół uznane jest za pogańskie obrządki. Orla to także miejsce, w którym znaki drogowe są pisane alfabetem łacińskim jak i cyrylicą. Dodatkowo w urzędzie gminy można załatwić sprawy po polsku oraz po białorusku. Wszystko dlatego, by bardziej zaakcentować istnienie różnych kultur w jednym miejscu.

 

 

Mała wieś na Podlasiu ma bogatą historię. Istnieje od XVI wieku. Dziś mieszka tam zdecydowana większość osób deklarujących narodowość białoruską lub ukraińską. Przed II Wojną Światową połowa mieszkańców Orli to byli Żydzi. Jeżeli ktoś jeszcze nie był w Orli, to naprawdę warto tam się wybrać, by nie tylko pospacerować ale też przede wszystkim po to by porozmawiać z ludźmi. Zobaczyć jak żyją. Może nas to do czegoś zainspiruje? Skłoni do zmiany?

Halloween po podlasku. Ludowa tradycja zamiast głupot z USA.

Czas przesilenia jesiennego to nie tylko okres, gdy przyroda zamiera, to także czas gdy dusze zmarłych powracają do swoich domostw. Na Podlasiu obchodziło się go w ostatnią sobotę przed dniem św. Dymitra (8 listopada). Najbardziej mistyczne i najciekawsze były obrzędy, bowiem nie polegały one jedynie na wspominaniu zmarłych jak dziś. Celem był kontakt z duszami krewnych.

 

Do Polski w ostatnich latach przyszedł idiotyczny zwyczaj zwany Halloween. Dzieci przebierają się za różne straszydła, zjawy i inne zombie. Chodzą po domach i zbierają słodycze. Zwyczaj ten nie pojawił się w Polsce bez przyczyny. Są one odpowiedzią na konserwatywne, religijne święto Wszystkich Świętych. Smutny to czas zadumy polegający na wspominaniu zmarłych, objeżdżaniu grobów i stawianiu zniczy oraz modlitwach. Nic dziwnego że jest to obyczaj “nudny” w porównaniu z barwnym, wesołym Halloween. Podchodząc z refleksją do tego warto jednak sobie uświadomić, że dzieci kultywują postacie związane raczej z satanizmem. Z czym innym powiązać demony, straszydła czy zombie?

 

Dlatego warto przypomnieć zapominany już dziś zwyczaj zwany Dziadami, który praktykowany być może jest jeszcze na Podlasiu tak jak było to kiedyś. Kto czytał Adama Mickiewicza, ten wie jak to się zaczyna:

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?

 

Zamknijcie drzwi od kaplicy
I stańcie dokoła truny;
Żadnej lampy, żadnej świécy,
W oknach zawieście całuny.
Niech księżyca jasność blada
Szczelinami tu nie wpada.
Tylko żwawo, tylko śmiało.

 

Dziady obchodzono zgodnie z tradycją najpierw w cerkwi, gdzie odbywała się panichida (modlitwa za zmarłych). Następnie udawano się na groby bliskich pozostawiając na nich miód, kaszę, chleb, jajka, mak. Dodatkowo rozpalano ogień, by dusza mogła się ogrzać.

 

Na zmarłych krewnych czekano również w domach. Otwierano okna i drzwi, aby dusze mogły swobodnie uczestniczyć w wieczerzy. Aby nie zakłócić ich spokoju należało jednak przestrzegać kilku zasad. Na przykład zakazane było kiszenie kapusty czy wylewanie wody – by nie ochlapać duszy. Gdy na podłogę spadła łyżka lub widelec, musiał tam pozostać. Nie wolno było też straszyć biesiadujących dusz np. uderzeniem pięścią w stół. Rozmowy przy stole dotyczyły oczywiście tylko zmarłych. Uroczysta wieczerza składała się z nieparzystej liczby potraw. Zmarłych goszczono jak najbogaciej. W okolicach Hajnówki był taki zwyczaj, by przy stole pozostawić jedno wolne miejsce. Po kolacji natomiast jedzenie pozostawało na stołach. Nie zabrakło też wódki. Podobno najbardziej ulubionym przysmakiem każdej duszy jest owsiany kisiel. W domu także rozsypywano popiół, by stąpająca dusza zostawiła na nim ślad. Dziady to tylko dusze przodków, którzy zmarli naturalnie. Strach wywoływały zawsze osoby, które popełniły samobójstwo lub zginęły w inny tragiczny sposób ponieważ ich dusze nie zaznały wiecznego spokoju zatem błąkały się po ziemi jako demony.

 

I tu wracamy do Halloween, które właśnie z tego względu jest idiotyczne. Kultywuje pamięć po demonach zamiast po naszych bliskich, którzy odeszli. Dlatego lepiej jest obchodzić Dziady wspólnie z dziećmi – odwiedzając groby, przygotowując jedzenie i zostawiając je na grobach, a także urządzając w domu kolację według tradycji. A na koniec – rozsypując popiół. To wszystko zwieńczyć można rozpalając ognisko.

 

Bez wątpienia czas Dziadów jest mistyczny. Dlatego warto go nadal krzewić i przekazywać dzieciom zamiast durnych wzorców z USA.

Konfiskują bimbrownie, ale bimber piją chętnie

Nie raz i nie dwa, a dosyć często słyszymy o policyjnych nalotach na leśne bimbrownie. Efekt jest taki, że bimbrownicy swoje urządzenia kryją na coraz większych bagnach, zaś policja nic nie likwiduje tylko uprzykrza życie. Bo w Polsce alkohol musi mieć akcyzę, stąd też nie można tworzyć nawet produktów regionalnych – jakim jest bimber. Prawo nie rozróżnia zwykłej wódy produkowanej w ilościach przemysłowych od produkcji 100 butelek bimbru dla siebie, rodziny i znajomych.

 

To samo państwo, które tak dzielnie walczy z bimbrownikami składa się z województw, a jedno z nich – oczywiście chodzi o nasze Podlaskie – prowadzi pod Białymstokiem Muzeum Kultury Ludowej, gdzie od lat można zwiedzać współczesną bimbrownię. Zatem szczycimy się w tymże muzeum czymś czego sami zakazujemy. Nie jest to głupie? 8 lat temu na Podlasiu gościł książę Karol. Być może państwo, które organizowało jego wizytę przypomni sobie co zrobiło, gdy książę zaczął mówić, że słyszał że tu jest bimber i chciałby go spróbować. A może państwo reprezentanci urzędniczych stołków różnych szczebli powiedzą, coś o polowaniach? Zagryzacie dziczyzną, a czym popijacie?

 

 

A co goście piją na weselach przy “wiejskim stole”? Smaczny bimberek zamiast wódy przy stole? A potem bawiący się na tych weselach policjanci likwidują bimbrownię, zaś politycy im przyklaskują, by potem także popijać regionalne trunki. Jak Podlasie długie i szerokie jest u nas bimbru pod dostatkiem. Jest to miły, regionalny, koloryt, który każdy chce spróbować, ale nikt nie robi nic z tym, by bimber był legalny. Skoro tak, po co szczycić się bimbrownią w muzeum? Po co podawać go przy “wiejskim stoliku” na weselach”, po co częstować nim zagranicznych oficjeli? 

 

Czy wobec tego głupie jest zakazywanie bimbru? Odpowiedzcie sobie sami.

 

fot główne, autor: big.d

Tłusty czwartek na Podlasiu. Odświętne ubrania, pączki i zakrapiana uczta

Dziś obchodzimy Tłusty Czwartek. Z tej okazji przypomnimy dawne zwyczaje, jakie panowały tego dnia na Podlasiu. Do dzisiaj w niektórych miejscowościach obchodzi się go odświętnie. Dziś masowo kupujemy pączki w cukierniach, dyskontach i hipermarketach. Ich smak znacząco się różni od dawnych wypieków, które samodzielnie gospodynie przygotowywały w domach. Oprócz pączków wypiekano także chrust, którymi częstowano swoich gości podczas wieczornych, zakrapianych uczt. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed tym świętem nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach bawiono się. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

W dzisiejszych czasach Tłusty Czwartek polega głównie na objadaniu się pączkami bez opamiętania. W kolejne dni ludzie wychodzą do miast i bawią się dyskotekach po raz ostatni przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, w czasie którego wyciszają się. Czas wolny spędzają np. na czytaniu książek i rozmyślaniu. Polacy czerpią jednak dużymi garściami z zachodu. Przestają obchodzić post, zaś kolejne weekendy do Wielkanocy traktują tak samo jak poprzednie weekendy. Na Podlasiu jednak czas płynie wolniej i zachodnie zwyczaje docierają tu też niezbyt szybko. O ile w Białymstoku nie jest to aż tak widoczne, a kluby muzyczne funkcjonują normalnie, to w pozostałych podlaskich miastach pod koniec tygodnia w lokalach wieje pustkami.

 

Warto dodać, że istnieją „Pączki serowe podlaskie”. Oto przepis:

 

Składniki:

 

– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

 

Sposób wykonania:

 

1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

 

Smacznego!

Bajstruk i swołocz. Czy znacie słownik gwary białostockiej?

Bajstruk, Bambaryła, Bułka chleba, Łachmany, Swołocz, Wiszczeć, Wsio ryba. Te słowa możecie usłyszeć tylko na Podlasiu. To tutaj pełno w języku mieszkańców jest regionalizmów.

 

Dla tych, którzy nie zrozumieli tych słów – bajstruk to inaczej nieślubne dziecko, zaś bambaryła to ktoś otyły. Na bułkę chleba mówimy, gdy mamy na myśli bohenek – co można było usłyszeć w filmie “U Pana Boga za piecem”. Łachmany zaś to stare ubrania. Swołocz to ktoś, o kim nie mamy dobrego zdania – taki łobuz trochę. Słowo swołocz mogliśmy usłyszeć w dialogu nad “sprzedanym meczem” Cukrownika Łapy w filmie Piłkarski Poker.

 

Czego wiszczysz – powiemy, gdy zwracamy komuś uwagę, by nie krzyczał. Zaś jest nam wsio ryba, gdy jest nam coś obojętne. I tak powoli żyje się na tej białostockiej wsi, można by było rzecz.

 

Wbrew pozorom słownik gwary białostockiej jest bardzo mocno rozbudowany, jednak gdybyśmy używali wszystkich słów z niego, to trudno by było chyba się porozumieć.

 

Warto zaznaczyć, że przy terenach granicznych Podlasia i Białorusi możemy usłyszeć jak ludzie mówią jeszcze inną gwarą. Tam mówią “po svojomu”. Na północy usłyszymy naleciałości białoruskie, zaś na południu naleciałości ukraińskie.

 

W samym Białymstoku raczej dominuje już czysty język polski, bez regionalizmów, jednakże jeszcze 20 lat temu było zupełnie inaczej. I pomyśleć co by się tu działo, gdyby nie było II Wojny światowej – na Podlasiu byśmy słyszeli nie tylko po svojomu, po białostocku, po polsku, ale też w jidysh, po niemiecku, rosyjsku, a może i nawet w esperanto. Prawdziwy zawrót głowy!

 

Słownik gwary białostockiej:

A

a nu jego (jeho) – do diabła z nim

abalasa – gruba żerdka od płotu

akuratnie – zrobione dokładnie tak jak trzeba

apiać – znowu

apałonik – łyżka wazowa

abalasa – gruba żerdka od płotu – używana jako wspornik do ogrodzenia.

 

B

baćko – ojciec

baciuszka – ksiądz prawosławny

badziewie, badziew – coś bez wartości

bajstruk – nieślubne dziecko

baleja – balia

bambaryła – grubas, głupek, ciężki umysł

bambetle – łachy

bambosze – ranne pantofle uszyte z resztek tkanin

banaluki – głupoty, gadasz banaluki – mówisz głupoty

bandzie – wystarczy

banerka – puszka, konserwa

barabanić – łomotać, stukać, dobijać się

barabolec – wino owocowe – ale też ciasto z zakalcem

barachło – coś bezwartościowego

batarejka – latarka

bełtać – mieszać

berbelucha – tanie wino

baryk – bar, knajpa

besztać – wymawiać komuś

bez – przez, przejdź bez ulice – przejdź przez ulice

biedy sobie naputać – ściągnąć na siebie kłopoty

bladź – pani lekkich obyczajów

blekot – szalej – roślina – blekotu się najadła

błancza – guz

błotka – płotka

bołoto – pole

bor – wiertło

borgować – kredytować, zborgować, wziąść na borg – skredytować, wziąć na kredyt

bormaszyna – wiertarka

bożyć się – przysięgać, a zabóż się – przysięgnij

bradziaga – ktoś nieprzyzwoity

brechać – kłamać, szczekać; niektórzy jednak używają tego zwrotu jako – śmiać się

browar – piwo

bryle – okulary

brynzel – idiota, glupek, ty brynzlu – ty idioto, baranie

buby, bubki – kuleczki, jagódki, itp.

buc – głupek

bulwa – ziemniak

bułka chleba – „poproszę bułke chleba” – poproszę bochenek chleba

burchel – pęcherz

buza – napój ze sfermentowanej kaszy jaglanej

 

C

certolić się – wzajemnie sobie ustępować

ciapki – kapcie

cierlica, międlnica – narzędzie do międlenia lnu

cipier – teraz

chabor – rodzaj łapówki lub prezentu

chaman – cham

chaziaj – gospodarz pełną gębą

chazior – pewny siebię, butny

certolić się – wzajemnie ustępować

chiebra – gromada, banda

chwiluńka – moment, chwileczkę

chwost – ogon

chyższy – szybszy, kto chyższy? – kto szybszy?

cierlica, międlnica – narzędzie do międlenia lnu

ciurma – więzienie

chlapcążki – obcęgi, kombinerki

chłodnik – rodzaj zupy podawanej na zimno

chodzić do magazynu – chodzić do sklepu

chodzić w arende – kraść owoce z sadu

chomtolić – psuć, coś zacząć i zostawic nie gotowe

chwacit – starczy, dosyć („ci” czytać jako „c-i” nie „ć”)

chwiluńka – moment, chwileczkę

cupać – skubać, trącać przynętę

cymes – nadzwyczajna potrawa, także nazwa jednej z potraw żydowskiego jadłospisu

cypek – mycka

czałpicsa – czepiać się kogoś, dręczyć kogoś

czemergies – samogon, ruska wódka

czepił sie jak rzep psiego ogona – ktoś się kogoś bardzo “uczepił”, przeszkadza

czuczeło – dziwadło, straszydło

czugunny – garnek odlewany, żeliwny garnek

czuwać – slychać

czy ja jemu w garki patrze sie? – nie interesuję się jego sprawami

czychunka – kolej, tor kolejowy

czyżyk – mały chłopczyk

 

D

daje dzisiaj mróz – zimno dziś

dali popalić – dokuczyli

darem, na darem, daremno, nadaremno – bez efektu, bezproduktywnie

dziengi – pieniądze

dętka – bąbka choinkowa

dladaj dla cioci – daj cioci, boli dla mnie głowa – boli mnie głowa

dochodzić tołku – racjonalizować, porządkować argumenty

durak – dziwny, niespotykany

durniacha – naiwniak, łatwowierny

durnowaty – głupkowaty

druszlak, durślak – cedzak

drzewnianny – drewniany

dwiuch – dwóch

dynia – zamiast melon i melon zamiast dynia

dynksić – bać się

działgaćpies działga – pies ujada

dziamgać – marudzić, pleść bzdury, gadać androny

dziażka – pasek

dzieżka – dzbanek

dźwi – drzwi

 

F

fajerka – jedno z kółek żeliwnych zakrywające otwór w płycie kuchennej

fanga – ślad po uderzeniu

faradyny – spodnie

farfocel – strzęp

fest zrobione – dobrze zrobione

flafcążki – obcęgi, kombinerki

fleja – brudas, brudaska

ficzka – krotka bluzka, kurtka

fifraczek – żakiet (najlepiej fioletowy, bo to kolor Podlasianek)

fizyczny piec – piec opalany węglem, drewnem

fufajka – waciak

furt – znowu, jeszcze raz, ponownie

 

G

gała – nieudacznik , gapa, ciapa

garki – garnki

gąsewka – skórzany łącznik bijaka z trzymakiem w cepach

giry, syry – nogi

glaca – łysina

gołodupiec – biedaczyna

graba – ręka

grać w kaczanego – wielkanocna zabawa polegająca na toczeniu jajek po pochyłości

gumno – łąka

góruje – ból nie do wytrzymania

gra w “dwa tereny” – gra “w dwa ognie”

gra w “piegi” – ułańska zabawa

 

H

hajtać się – brać ślub

hadztwo – ohyda, obrzydliwa istota, nieprzyjemne uczucie

handryczyć się – sprzeczać się, złościć, pokrzykiwać

hapać – brać

hapun – ten co zabiera nie swoje, (hapać – brać) np. po niegrzeczne dzieci przychodzi hapun hebel – kochanek

hetudy – tędy

hetyj – ten

hledzieć – patrzeć

hołoble – dyszle boczne w wozie konnym

hulać – pić alkohol

hulanka – popijawa

 

I

ichtrzeba ich podnieść – trzeba je podnieść (np. jabłka)

ichni – ich

ichny – ich

idę/jadę na miasto – idę/jadę do miasta

idę do jego – idę do niego

idz ty w żopu – odczep się, odwal się

idziem – idziemy

iść pieszkom – iść na nogach, pieszo

iść z buta – iść pieszo

 

J

jadaczka – gęba

jajka w śniadku – jajka na miękko ledwo ścięte

jełop – głupiec

jobów nasadzić – nawymyślać, skląć

jucha – krew

juszka – wywietrznik piecowy

 

K

kaban – wieprz, świnia

kabanina – wieprzowina

kabona, kabonka – pieniądze

kaczan – głąb, rdzeń kapusty

kanka – konewka

kartacze – Pyzy z mięsem

knypeć – niedorostek, smarkacz

karakan – karaluch, albo ktoś niski

karman – portfel

kasza hreczana – kasza gryczana

kawalerczak – niedorostek, smarkacz

każdą razą bądź – w każdym przypadku

każden, któren – każdy, który

kicha – wstyd, lub coś kiepskiego, jaka kicha – jaki wstyd, to jest kiszkawe – to jest kiepskie

kiego – czego, po co, kiego licha tam jedziesz?! – po co tam (do cholery) jedziesz?!

kiendy? – którędy?

kiendziuk – flaki

kiepeła – głowa

kinol – nos

kipiatok – wrzątek

kisle mleko – mleko zsiadłe

kitrać – chować

klatencja – klatka schodowa

klekotun – bocian

kleić durnia – udawać, ukrywać coś

klikać– wołać

kocik – mały kotek

kokrzysko, kukrzysko – stare siedlisko

kołdoby – wyboje

kołduny – pyzy, kartacze

kondon – kondom

kopańka – dłubanka, naczynie wykonane z jednego kawałka drewna

koperkaczka – puszka z podziurawionymi bokami, mocowana na drucie, wypełniona czymś palnym i rozpalona. Służyła dla zabawy do kręcenia otwartym ogniem wokół głowy.
kordła – kołdra

korp – gołębnik

koza – piecyk żeliwny

kozytkać – łaskotać

kozytki – łaskotki

kozyrek – daszek od czapki

kruczek – pogrzebacz

krupa – kasza

któren – który

kucia, kutia – potrawa bożonarodzeniowa składająca się z ryżu z makiem i bakaliami

kumać – rozumieć, nie kumaty – człowiek mający trudności w zrozumieniu czegoś

kupalim – kąpaliśmy

kupywać – kupować

kurzyć – palić papierosy

 

L

latoś – tego roku

leci jakby jemu soli na ogon nasypał – biegnie prędko, spieszy się

letko – lekko

lewszun – leworęczny, mańkut

limo – siniec

liszni – zbędny

 

Ł

ładyszka – dzbanek

łajza – powsinoga

łepetyna, łbicho – głowa

łoj – oj, łoj boże – oj boże

łoncki dziadzio – staromodny, nieaktualny człowiek

łoni – ubiegłego roku

łypa – warga

 

M

machorka – lichy tytoń

magazyn – sklep

masłobojka – maselnica, przyrząd do ubijania masła

maść nabolenie – środek na chorobę

mata – macie

mamona, mamonka – pieniądze

manera – pusta puszka ( banerka )

maszyna – kuchnia gazowa

mączka – cukier

melon – zamiast dynia i dynia – zamiast melon

menel – pijak

meszty – kapcie

mieć kołtun – fryzura w nieładzie, siano na głowie

mleko uciekło – mleko wykipiało

mielim – mielimy, mielta – mielcie

mlon – nielubiany mężczyzna

modzele, mozole – odciski

mogiłki – cmentarz

mordownia – kiepska knajpa

możno – można

musi – pewnie, prawdopodobnie, częste jest powiedzenie: musi tak…

murzyk – mężczyzna

mutra – nakrętka

myszorec – pomocnik woźnicy towarowej konnej platformy, ładowacz

myszygene – zwariowany, stuknięty

 

N

na zaś – na później, na zapas

nadajeli – dali popalić

nahula – natrętny, upierdliwy

namolny – natrętny, upierdliwy

napchać kałdun – napełnić brzuch

nastojka – nalewka

nawarzyć – ugotować

nazukoś – ukosem (przechodzić przez jezdnię nazukoś)

nie duż głowy – nie zawracaj mi głowy

nie zdzierżyłem – nie wytrzymałem

nie zniese – nie zniosę

nie zawracaj gitary – daj mi spokój, nie nudź

niehadliwy – nie brzydzący się

nos – pijak

nyje mnię – mdli mnię

 

O

obied – obiad

obiedać – jeść obiad

obrzyn – broń zazwyczaj kłusownicza, karabin z obciętą lufą

obuwaj się – nakładaj buty

ocipiał? – zwariowałeś?

odczmuchać sie – otrząsnąć się

odkazać – odmówić

odkluczyć – otworzy

odracha – niechluja

odziać się – ubrać się, opatulić

odwietki – odwiedziny nowonarodzonego dziecka

oładki, ołatki – placki ziemniaczane

otot jaki ty głupi – (oj) jaki ty głupi

otawa – drugi pokos trawy

 

P

pacan – smarkacz, pędrak

padaka – coś bardzo śmiesznego, ale padaka – ale śmieszne

pajucina – pajęczyna

pała – głowa

pampuchy – pączki dla ubogich

paniał? – zrozumiał(eś)?

papcie – obuwie domowe

patrzaj – patrz

parszuk – świnia

paszcza – buzia, usta

patałach – ktoś niezadbany, poniżenie

peniak – tchórz

pepegi – tenisówki

perelina – peleryna

pet, kip – niedopałek, papieros

pieczka – legowisko na piecu do spania

pietuch – kogut

pinda – narząd płciowy kobiety, również używane jako obelga

piterka – portfelik

piston – smarkacz

plita – płyta kuchenna

placforma – platforma np. konna do przewożenia dużych ładunków

plajster – plaster

plaskaty – płaski, spłaszczony

płastynki – blaszki z owalnym otworem przybijane do obcasa, służące do mocowania łyżew

płaszczadka – drewniany podest do tańca

po pociemku – po ciemku, siedzę po pociemku – siedzę po ciemku

po poslednim – jeszcze jednym, kolejnym, to jak, po poslednim? – to jak, zapalimy jeszcze?

pocelować – trafić

pociopać – posiekać

pochlopka – cieńka zupa

pochłodnieje – ochłodzi się

podpierdalanka – rodzaj biednej zupki z ziemniaków

podprowadził pod durnego chate – zrobił ze mnie głupca

podwórekchodź na podwórek – chodź na dwór

poka – (czyt. paka) cześć

pokinunć – zgubić

poklikać – zawołać

pomalej – pomału

popelina – wstyd, jaka popelina – jaki wstyd

potoknąć – wypłukać, także znaczyło polać wodę np. drugiej osobie na dłonie przy myciu się

porwał – podarł, uszkodził, rozerwał

poślim – poszliśmy

pośpieszaj – szybciej

poszed w kibini macier – wypchaj się, idź do diabła

poszła ty w buraki – przekleństwo typu idź do diabła, won

poszedł w bołoto – przekleństwo typu idź do diabła, won

poszła w czortu – przekleństwo typu idź do diabła, won

powiestka – wezwanie

pójdziem – pójdziemy

pójść w odwiedki – odwiedzić rodzinę, w której niedawno urodziło się dziecko; nie należy przychodzić z pustymi rękami

półpierdun – wierzchnie okrycie długości ¾

prodziż – prodiż

prukwa – obelżywie kobieta “rozlazła”

prynuka – namawianie

przebrać się – przeprowadzić się

przedzierzgać się-przebierać się

przylepka – kromka chleba

przylimonić – walnąć, stuknąć

przytrzódka – pomocnik kierownika stada krów ( naczelnego pastucha)

psiuk – mały pies

 

R

raby – plamisty (stąd często łaciata krowa nazywana jest: Raba)

ramkaramka papierosów – paczka papierosów

raszpla – kobieta bardzo lekkiego prowadzenia

razdziawa – gapa, niezdara

rećka – rzodkiewka

rezać – ciąć, rżnąć, piłować

rodyska – rzodkiewka

rogatka – proca

rozdziewaj się – zdejmij odzienie

rozgawenia – osoba roztargniona

rozkołupać – powiększyć otwór

rozpuszczanierozpuścić dzieci – rozpieścić dzieci, rozpuszczony jak bisurmański bicz – rozpieszczone dziecko

roztropa – osoba roztargniona

roztworzyć – otworzyć np. okno, słoik, buzię

roździawa jedna – krzykaczka, głośna osoba

rubaszka – koszula męska

rugać się – przeklinać

rychtyk – akurat, właśnie, samo rychtyk – w samą porę, o czasie

ryło – twarz

rypać się – tłuc/bić się

ryży – rudy

 

S

saczek – bluzka

samogon – bimber, nielegalnie pędzony alkohol

sałata, sałaciarz – taksówka, taksówkarz

saławiej – słowik

słychowaćco słychować? – co słychać?

sarafan – sukienka bez rękawów

se – sobie – weź se kup – weź sobie kup

siaszka – kosa

sień – weranda

siniak (akcent na „a”) – rodzaj grzyba, którego kapelusz sinieje po potarciu

sinka – niebieski barwnik używany do krochmalenia

siurek smarkacz, “mały interesik” u chłopczyka

skakinaty skakino jedna, ty bydlaku

skibki – kanapki

skołowacieć – stracić orientację, zgłupieć

skowroda – patelnia

skrobać marchewki – deptać komuś po piętach

smark – niedorostek, smarkacz

słychać – czuć, słychać spaleniznę – czuć spaleniznę

sobaka – pies

starszy – drużbant, świadek ślubu

stojali – stały

stojało – stało

stolarzowaty – znający się na stolarce

struchlałe – zmurszałe np “patyki struchlałe”

stukkarta stuk – w grze w karty, karta nie do wycofania

suchna – owca

sulan – leworęczny, mańkut, szmaja

swarycsa – kłócić się

swołocz – łobuz, drań

szantrapa – osoba roztargniona

szałaputa – człowiek bezmyślny

szaszok – tchórz

szlauch – rura gumowa

szparko – szybciej, poganianie

szpuk – gołąb pospolity, nierasowy

szpurc – niedorostek, smarkacz

sztanga – obciążnik zegara ściennego

sztany – spodnie

szajbus, szajbnięty – wariat

sztafirować – stroić się

szczun – smarkacz

szkodowiery, szkodowieki – skąpca

szmaja– leworęczny, mańkut

szmuc – brud

szpilorek – szydło

szprechać – mówić

szpurt – szybki bieg

sztafirować – stroić się

szuba – sałatka kartoflano-śledziowo-warzywna

szurganiec – łobuziak

szulaki – określenie na ptaki drapieżne polujące na gołębie

szypszyna – nasienie, owoc dzikiej róży

szwajsować – spawać

szwendać się – spacerować bezmyślnie

 

Ś

ślozy – łzy (częste powiedzenie: i po co tak lejesz ślozy?)

śniedać – jeść śniadanie

śrubstag – imadło

świeżynka – świeża pieczeń wykonana zaraz po uboju prosiaka

 

T

taborek – taboret

tako – w ten sposób

taksowka – nazwa każdego samochodu osobowego, nie koniecznie taxi

taskać – nieść

temu – dlatego

tenten pomarańcz – ta pomarańcz, ten winogron – ta winogron

terperda, torpeda – mały pociąg osobowy złożony z dwóch jednostek

telepać się – trząść się, ale dziś telepejszen – ale dziś zimno

toczka – głośnik zakładowego radia

tok – bateria

tołkować – tłumaczyć, bez tołku – bez sensu, bez pomyślunku, nietołkowny – nie dający sobie wytłumaczyć

tutaj babcia koszyk nosiła – “gest kozakiewicza”, tu się zgina…

trafić na chanajki – przed wojną dzielnica znana z pośledniejszych pań lekkiego prowadzenia

turza (czyt. tur-za) – boli

 

U

uchażor – starający się o rękę panny

uczycielka – nauczycielka

ugotujem – ugotujemy

ukatrupić, zakatrupić – zabić

unaj, undzi – tam

ulnik – babka ziemniaczana

upioką – upieką

upioke – upiekę

 

W

wajcha – dźwignia

walonki – obuwie z filcu na mróz i śnieg

wałatakiego wała – “gest kozakiewicza”, tu się zgina…

watacha, wataszka – grupa, gromada

wchodziny – parapetówka

wcinać – jeść

wentroba – wątroba

wieczera – kolacja
wieczerać – jeść kolację

wiernusa – zawrócić się

wiszczeć – piszczeć, krzyczeć

wiuga – zawieja

włanczać, wyłanczać – włączyć, wyłączyć

wołoczebne – prezent od matki chrzestnej

wredota – o osobie wrednej

wrzaskun – awanturnik, pieniacz, także głośno krzyczące dziecko

wsio –wszystko

wycierucha – kobieta bez zasad

wycug – dożywotnie, utrzymanie

wyczmuchać – przewietrzyć

wygrużać – wywalać, usuwać

wykipiło – wykipiało

wyskipło – wykipiało

wyrko – łóżko

wzion – zabrał

 

Z

za biezdurno – za nic, za darmo

za frajer – za nic, za darmo

za im – za nim

zaciągnąć się – zagłodzić, brak apetytu

zadawać – dać

zaidrosny – zazdrosny

zajedno – wszystko jedno, to samo

zajzajer – kwas, coś bardzo kwaśnego

zakluczyć – zamknąć

zakolegować – zaprzyjaźnić

zalatywać do kogoś – wejść do kogoś na chwilkę

zamaniło – zachciało się

zapalić – włączyć (np. światło, telewizor)

zapluszczyć oczęta – zamknąć oczy

zapojka – napój do zapijania alkoholu

zasynać – zasypiać

zaszpilić – zapiąć na guziki

zawtrakać – jeść

zbuk – zepsute jajko

zdurniał, czy co? – czyżby człowiek ogłupiał, dziwnie się zachowuje

zdym – zdejmij

zgliwiały ser – psujący się twaróg

zeksastać na zeksie – stać na czatach, okrzyk “zeksa” służy również jako ostrzeżenie alarmowe

zezwać – wyzwać, nakrzyczeć na kogoś

zieziulka – kukułka

ziomal – rodak, kuzyn

zjechać do domu – wrócić do domu

zołza – o osobie wrednej

zrobić rezultat – policzyć się z kimś, zrobić z kimś lub z czymś porządek

zrobim – zrobimy

 

Ż

żeb – żeby

żulik – mały chłopczyk

żywina – trzoda

żywiuszczyj – żywotny

Czy kobietą można orać pole?

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie wyobrażał sobie końca żniw na Podlasiu bez tego rytuału. Mowa tu o tzw. przepiórce. Na polu zostawiano garść zboża, a dwa końce kłosów związywano słomą . Przepiórkę wiązano najczęściej przy drodze, w miejscu dobrze widocznym, aby wszystkie przechodzące czy przejeżdżające osoby wiedziały, że na tym zagonie żniwa zostały zakończone.

 

Między poszczególnymi grupami żniwiarzy istniała swego rodzaju konkurencja, kto ładniej przystroi swoją przepiórkę. Przepiórkę starano się więc udekorować w odpowiedni sposób. Główną ozdobę stanowiły kwiaty, gałązki i owoce. Na koniec pozostawiano zwyczaj ”oborania”. Chwytano dziewczęta pod pachy i trzykrotnie ciągano je po ziemi wokół przepiórki. Panny ”orały” więc tylko nogami.

 

Ściernisko wokół przepiórki dokładnie oczyszczano, co miało zapobiec wzrostowi chwastów w zbożu w następnym roku. Gdzieniegdzie w czasie opielania wyrzucano jak najwyżej obcięte resztki słomy ze ścierniska. Miało to spowodować wyrośnięcie wysokiego zboża w przyszłym roku. Po ukończeniu pielenia, układano wokół przepiórki krąg lub rzadziej dwa kręgi z kamieni polnych. Starano się, aby liczba kamieni w kręgu była jak największa, ponieważ miało to wpływać na przyszłe zbiory – ile kamieni ułożono, tyle będzie kop żyta w przyszłych zbiorach.

 

 

Co wspólnego ma święta Tekla z ziemniakiem?

Rok obrzędowy na Podlasiu wyznaczony był na przełomie XIX i XX w. wyznaczony przez kalendarz liturgiczny. Wiele zwyczajów na pewno znacie, ale jeśli nie mieszkacie na wsi, o niektórych raczej nie słyszeliście. Tak być może z dniem świętej Tekli.

 

Czci się ją 23 września, kiedy to należy rozpocząć kopanie ziemniaków. Czasu rolnicy mają niemało, bo aż do 15 października. Do dziś w małych miejscowościach można usłyszeć powiedzenie ” W dzień świętej Tekli, ziemniaki będziem jedli”. Czy wcześniejsze wykopki mogły przynieść pecha. Należy w to wątpić, ale tradycja musiała być podtrzymana. 

 

Kim była św. Tekla? Wyznawcy prawosławia uważają ją za pierwszą męczennicę. Wiążą się z nią liczne niezwykłe opowieści. Wielokrotnie cudem unikała śmierci. Miała zostać spalona na stosie za zerwanie zaręczyn, lecz egzekucję przerwał deszcz. W Rzymie natomiast, rzucona na pożarcie lwom, wyszła z opresji bez szwanku. Zwierzęta bowiem nie były głodne. Uciekając przed cesarskimi  prześladowcami, natrafiła na wielki blok skalny. Dzięki modlitwom ten się rozstąpił, tworząc wąwóz. 

Łabędzie zwiastują przyszłość

Amerykanie mają świstaka, a Podlasianie…łabędzie. W Nadleśnictwie Krynki, gdzie istnieje ośrodek ich rehabilitacji, pogodę przepowiadają ptaki. Od tego jak zachowa się pierwszy puszczony wolno łabędź zależy prognoza na całe lato.

 

Gdy ptak czym prędzej biegnie w stronę wody – lato ma nadejść szybko. Jeśli mu się nie śpieszy, na promienie słońca trzeba będzie poczekać. Ważne jest również zachowanie ptaka w bajorku. Wszyscy czekają na to, czy zanurzy głowę szukając w nim pokarmu. Jeśli nie. oznacza to niezbyt dobry rok dla rolnictwa i całej gospodarki. 

 

Obserwatorzy czujnie śledzą również łabędzie tańce. Gdy ich brak, kraj czekają problemy…polityczne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ptasie prognozy z Nadleśnictwa Krynki mają wyższą sprawdzalność niż prognozy ekspertów. Zwyczaj przepowiadania przyszłości przez łabędzie raczej nie osiągnie sukcesu świstaka Philla, który wychodzi ze swojej nory i wróży pogodę dla całej Ameryki na kilka tygodni wprzód.  Warto jednak pielęgnować nową tradycję.

Ziołowy show na Podlasiu

Czerwiec to dogodny czas na zbieranie wielu gatunków ziół jak choćby, skrzypu polnego czy liści malin. Dlatego też Ziołowy Zakątek w Korycinach zorganizował imprezę pod nazwą ”Nadbużańskie Ziołowe Spotkania”. Event ma na celu promocję zbieractwa dobroczynnych roślin.

 

Atrakcji nie brakowało. Każdy mógł wziąć udział w konkursie ”Co to za zioło”. Rozpoznanie roślin po samym zapachu okazało się nie lada sztuką. Nawet najwięksi pasjonaci ziół mieli problemy. Ponadto stworzono możliwość stworzenia własnej unikalnej mieszanki. Powstały więc oryginalne receptury. Nie mogło odbyć się również bez aromaterapii. Cudownym zapachom nie było końca. Dużą atrakcją był również pokaz pozyskiwania naturalnych barwników roślinnych

 

Ziołowy Zakątek to jedyne takie miejsce w regionie. Na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. ale przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90.Placówka zrodziła się z pasji. Jej właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje. 

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Na podlaskiej  wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. 

 

Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom. Do wicia wianków używa się do dziś wielu ziół i traw, bo jak mówi stare przysłowie: ”Każde ziele mówi: święć mnie”. Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko – ziele o czarodziejskiej mocy.

 

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wito po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.  

 

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła, dzięki rozchodnikowi ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Czym jest azan dla Tatarów?

Pod słowem Azan skrywa się obrzęd nadania imienia nowo narodzonemu dziecku. Ceremonia ma zazwyczaj miejsce w domu rodziców w godzinach popołudniowych. Biorą w niej  udział imam, dwóch Świadków a także zaproszeni goście.

Noworodka zwykle ubiera się w białe szaty. Układany jest on na poduszce w taki sposób, aby głowa była skierowana w kierunku dwóch świętych dla muzułmanów miast – Mekki i Medyny. Na stole oprócz Koranu, nie może zabraknąć takich przedmiotów jak płonąca świeca, chleb i woda. Imam wprost do ucha dziecka wypowiada wersy kolejnych modlitw. 

W tradycji tatarskiej przyjmuje się, że dziecko odziedziczy cechy charakteru od osoby, która pierwsza poczęstuje dziecko słodyczami. Warto dodać, iż zwyczaj obrzezania, zwany siunniet, został zupełnie zarzucony przez społeczność.

3 najciekawsze zwyczaje zielonoświątkowe

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

 

1. Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

 

2. Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola.  W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

 

3. Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

Młodzież nauczy się tkać

Kraina wątku i osnowy – pod taką nazwą kryje się projekt mający na celu promocję tradycyjnego tkactwa. Potrwa on aż do listopada. Przez ten okres organizatorzy będą zachęcać młodzież do zajęcia się dawnym rzemiosłem. Ktoś w końcu musi przejąć pałeczkę.

 

W gminie Janów i Korycin powstanie specjalny szlak turystyczny. To tam  bowiem odnaleźć można najwięcej gospodyń trudniących się tkactwem tzw. tkaniny dwusosnowej. Jest to jeden z bardziej znanych wyrobów regionalnych. Szlak będzie odpowiednio oznakowany aby każdy chętny miał szansę zapoznać się z tradycyjnymi technikami rzemiosła.

 

Warsztaty tkactwa odbywać się będą również w Białymstoku. Dowiemy się na nich jak tradycję łączyć z nowoczesnością. W pięciodniowych szkoleniach wezmą udział twórcy ludowi i osoby, które np. myślą o otwarciu działalności w tym kierunku. Warto spróbować!

 

Supraśl ma swoje święte drzewo.

Odnajdziemy ja na południowym krańcu Supraśla. Dwustuletnia sosna przez lata nie była tylko zwykłym drzewem. Wszystko zaczęło się w 1905 r. Jedna z mieszkanek miasteczka zawiesiła na niej wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Miała to być pamiątka po długim okresie prześladowań kościoła przez carskiego zaborcę. Warto dodać, że taki zwyczaj pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Po śmierci bliskich umieszczano na drzewach tzw. tykła, czyli wotywne deski.

 

Sosna urosła w Supraślu do rangi symbolu. Nazywano ją świętą. Gromadziła wokół siebie liczne grupy modlitewne. Do okresu II Wojny Światowej była otoczona przez gęsty las. Chroniona przez mieszkańców jako jedyna ocalała od masowej wycinki. Drzewo runęło na ziemię w 2009 r. Postanowiono, że pozostanie na swym miejscu. Sosnę zadaszono i tym samym stała się kolejną atrakcją miasteczka. Ponoć drzewo pozytywnie wpływa na zakochanych. Oświadczyny przy sośnie gwarantują udane małżeństwo.

 

Bałachowcy. Skąd się oni wzięli?

Na terenie Puszczy Białowieskiej została rozwiązana białogwardyjska dywizja gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza. W jej szeregach byli głównie kozacy syberyjscy. Od imienia dowódcy nazwano nowych przybyszy. W tym właśnie czasie wytworzyło się w Hajnówce społeczeństwo różnojęzyczne, wielogwarowe i zróżnicowane pod względem religijnym. Warto jednak wspomnieć, że przed wojną nie było tu ani jednej cerkwi – pierwsza hajnowska cerkiew została poświęcona 11 października 1942 r., a więc w czasie okupacji hitlerowskiej.

Generałowi przyznano obywatelstwo polskie i zapewniono jego żołnierzom osiedlenie się na stałe. Początkowo 12 tys. żołnierzy i oficerów internowano i ulokowano w obozach. Wśród internowanych prowadzono agitację, zachęcającą do wyjazdu do tworzonych w Puszczy Białowieskiej oddziałów robotniczych pracujących przy wyrębie i wywózce surowca drzewnego. Agitacja przyniosła częściowy skutek.

Na wyjazd zdecydowało się kilka tysięcy żołnierzy. W 1921 r. w okolicach Puszczy Białowieskiej osiedliło się 2200 Bałachowców. Zamieszkiwali i pracowali przy transporcie leśnym. Setki Bałachowców osiedliło się w Hajnówce, Czeremsze, Narewce i w innych miejscowościach Puszczy Białowieskiej. W Hajnówce zasilali oni załogi Fabryki Chemicznej, Terpentyny i Kolejek Leśnych. Zajmowali stanowiska najbardziej płatne i uprzywilejowane.

Tatarzy doczekali się Centrum Kultury

To jedna z niewielu takich placówek w Polsce. W Suchowoli otwarto Centrum Kultury Islamu. Nie jest to obiekt przeznaczony tylko i wyłącznie o znaczeniu religijnym. Turyści i mieszkańcy regionu będą mieli okazję choćby zwyczaje i kuchnię mniejszości tatarskiej. Władze miasta mają nadzieję na rozwój i promocję kultury tatarskiej. Wzmocni też współpracę między społecznością lokalną a muzułmanami. 

Obiekt podzielono na 3 części. Parter stanowi część sakralną. Na pierwszym piętrze mieści się dział kulturalno-wystawowy, zaś na poddaszu część mieszkalna. Wszyscy chętni mogą skorzystać z biblioteki i czytelni. Budynek został wykupiony w 2001 przez członków gminy muzułmańskiej Bohonikach. Jego przebudowa kosztowała 2 mln zł. Uroczystość otwarcia Centrum Kultury Islamu odbyła się w ramach 620-u lecia osadnictwa Tatarów w Wielkim Księstwie Litewskim. Do Suchowoli Tatarzy przybyli 400 lat później.

Jedyny fachowiec na Podlasiu. Wytwarza łyżki blisko 50 lat.

Szlak Rękodzieła Ludowego Podlasia powstał w połowie lat 90. Działowi Etnografii Muzeum w Białymstoku przyświecała ochrona i promocja tradycyjnej twórczości ludowej. Jednym z sześciu miejsc na szlaku jest Zamczysk, gdzie odnajdziemy jedynego łyżkarza w okolicy.

Pan Mieczysław Baranowski łyżkarstwem zajął się na początku lat 70. Niegdyś zajęcie przynosiło niemałe dochody, dlatego też ową profesję wykonywała niemal cała wieś. Wszystkie wyroby odbierane były od twórców na bieżąco, więc w każdym domu pracowano jak najciężej.

Teraz to zawód praktycznie nieistniejący. Dlatego też łyżki Pana Baranowskiego to unikat. Jedni kupuję je jako dekorację, drudzy do kuchni. Ze swoimi wyrobami jeździ po różnego rodzaju jarmarkach, ale również przyjmuje klientów u siebie w pracowni gdzie zainteresowani mogą podglądać proces powstawania jego produktów. 

Święto budzi kontrowersje.

Jednym z najważniejszych świąt w religii muzułmańskiej jest tzw. Kurban Bajram. Trwa one 4 dni, mając na celu upamiętnienie złożenia ofiary przez Abrahama, który wybrał jagnię zamiast syna. Największe skupisko społeczności muzułmańskiej znajduje się w województwie podlaskim. Są to Tatarzy.

 

Uroczystości odbywają się w zabytkowych meczetach w Bohonikach, Kruszynianach, a także domu modlitw w Białymstoku. Po nabożeństwie wszyscy składają sobie życzenia i częstują słodyczami. Tatarzy w ramach święta udają się również na cmentarze – tzw. mizary.  Kurban Bajram to doskonała okazja do spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Z okazji uroczystości do Bohonik przyjeżdża też wielu Tatarów, którzy na co dzień mieszkają w różnych rejonach Polski i świata.

 

W ostatnich latach nie składa się tradycyjnej ofiary. Wszystko to z powodu niejasnej sytuacji z rytualnym ubojem. Wcześniej z tego powodu dochodziło do konfliktów. W 2014 r. rozgorzał konflikt między przedstawicielami społeczności muzułmańskiej a obrońcami praw zwierząt, którzy próbowali do uboju nie dopuścić.  Po uroczystościach działacze Muzułmańskiego Związku Religijnego (MZR) w RP poinformowali, że doszło jednak do uboju jednego barana. Do prokuratury trafiły wtedy dwa zawiadomienia: o dokonaniu nielegalnego uboju, ale i o zakłóceniu przebiegu muzułmańskich uroczystości religijnych. Oba postępowania zostały jednak przez śledczych umorzone.

Pracownicy muzeum na tropie ręczników obrzędowych. Poszukiwania zaczną się latem.

Kilka dni temu pisaliśmy o wspaniałych tradycjach związanych z ręcznikiem obrzędowym. Jego niemałą kolekcję można oglądać w Muzeum w Bielsku Podlaskim. Jego pracownicy planują poszerzyć zbiory. Dlatego też już w lipcu, wraz ze studentami z Polski i Białorusi, wyruszą w teren.

 

Ich celem jest głównie opisanie i sfotografowanie odnalezionych ręczników, oczywiście w obecności i za zgodą właścicieli. W ten sposób powstanie unikalny katalog. Aby uniknąć nieporozumień będą mieli przygotowane odpowiednie identyfikatory z imieniem, nazwiskiem i nazwą instytucji.  Pasjonaci odwiedzą kilka gmin – Boćki, Brańsk, Rudka i Wyszki. Wszystko to odbędzie się w ramach akcji  ”Spotkajmy się na ławeczce” współfinansowanym przez UE.

Źródło zdjęcia: https://www.wrotapodlasia.pl/pl/kultura/kultura_sztuka/spotkajmy-sie-na-laweczce.html

 

W Mońkach świętują z ziemniakiem

Jako jedyne miasto w Polsce, a może i na świecie ma w swym herbie ziemniaka. Nie, nie zobaczycie go w takiej formie jak na talerzu. Chodzi tu o kwiat ziemniaka. W latach 70 i 80-tych stanowił główny motor napędowy lokalnej społeczności. Mońki zawdzięczają wiele temu warzywu, dlatego też co roku organizuje się jego święto. 

Impreza w przeszłości posiadała rangę tzw. ziemniaczanych dożynek. Towarzyszyły im sympozja, wystawy oraz koncerty. Obecnie stawia się promocję lokalnej kultury. Nie brakuje jednak nigdy pokazów kulinarnych, oczywiście z ziemniakiem w roli głównej. Można z niego zrobić dosłownie wszystko. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Odbywają się również liczne konkursy, jak np. jedzenie babki ziemniaczanej na czas. W ubiegłych latach Jarmark cieszył się ogromnym zainteresowaniem, odwiedza go co roku kilka tysięcy osób.

Korowód przechodzi przez wyludnione wsie

Kilka tygodni temu w Bielsku Podlaskim ruszyła kolejna edycja Podlasko-Poleskich Spotkań Kultury Tradycyjnej ”Tam po majowuj rosi”. Jest to doskonała szansa na poznanie białoruskiego folkloru. W tym roku dużą uwagę zwrócono na pokazanie tradycyjnej ceremonii zaślubin o charakterze domowym, która stopniowo zanika.

 

Dużą ciekawostką jest to znaczne ograniczenie roli młodych. Przez całą ceremonię praktycznie nic nie mówią i są cały czas prowadzeni za rękę przez starszego swata czy marszałka. W czasie uroczystości chóry dziewczęce wykonują obrzędową melodię,  która uczestników wprowadza w odmienny nastrój, pewien rodzaj transu.

 

W ramach Spotkań Kultury Tradycyjnej przez małe miejscowości na Podlasiu przechodzą rozśpiewane korowody. Niekiedy wsie są już całkiem wyludnione. Pod drodze dołączają do nich pozdrawiani mieszkańcy. Co roku obiera się inną trasę. Po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzami, uczestnicy korowodu udają się również na pole aby je pobłogosławić. Organizatorem spotkań jest Stowarzyszenie Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. 

W Korczewie wybierają Chłopa Roku

W Korczewie nieopodal Drohiczyna odbywają się Mistrzostwa Polski o tytuł Chłopa Roku. Nagrody w konkursie są typowo rolnicze – chwytak, widły czy kosa spalinowa. Dla miastowych zdobycze owe zdobycze mogą wydawać się nieco abstrakcyjne, ale dla mieszańców wsi to nie lada gratka. Czym muszą się wykazać panowie by wygrać? Niezbędna jest głównie siła, zdecydowanie i pracowitość. Zmagania poprzedza mały konkurs wiedzy rolniczej.

W pierwszej konkurencji należy wykazać się zręcznością w pracy na traktorze wyposażonym w chwytak. Druga konkurencja polega na jak najszybszym zbieraniu ziemniaków. Zadanie trzecie z kolei wymaga wbicia kilku ogromnych gwoździ – tak, by w całości schowały się w pniu. Ostatnia konkurencja pokazuje, kto ma najzręczniejsze ręce. Dojenie krowy na czas to nie przelewki. Warto nadmienić, iż obiektem starań jest sztuczna krasula, a więc i mleko jest bardziej wodniste niż normalnie.

Ten przedmiot towarzyszy od urodzenia aż do śmierci.

Ręcznik obrzędowy towarzyszył niegdyś wszystkim rodzinnym uroczystościom. Obyczaje z nim związane kultywowano głównie na terenach Bielska Podlaskiego. Dziś z pozoru zwykła chusta, świadczy o ogromnym bogactwie kultury regionu.

Od kołyski aż po grób

W czasach Słowian ręcznik obrzędowy był wiernym przyjaciel człowieka, od chwili pierwszego samodzielnego oddechu. Jego dwa końca symbolizowały życie i śmierć. Między nimi zaś zostało zapisane nasze przeznaczenie. Pierwszą chustę otrzymywało dziecko tuż po narodzinach. Gdy chrześcijaństwo wyparło pradawne wierzenia, zwyczaj został zaadoptowany do nowych warunków. Ręcznik dawano bowiem noworodkowi po chrzcie.

Ręcznik stanowił nieodłączny element ceremonii zaślubin. Otwierał swojego rodzaju drzwi do nowej rzeczywistości. Obowiązkiem każdej panny młodej było wniesienie z posagiem własnoręcznie wyhaftowanego ręcznika. Para nowożeńców, co więcej musiała na nim stać przez cały czas trwania uroczystości. Ręcznik umieszczano również na drodze, po której zakochani jechali do świątyni. Zwyczaj ten przetrwał jeszcze do lat 60-tych. Z drugiej strony, brak ręcznika stanowił wymówkę dla dziewczyn nie chcących

Haftowana chusta pełniła również rolę ”przechowalni duszy”. Istniało przekonanie, że krąży ona w domostwie jeszcze przez dłuższy czas. Szukając odpowiedniego miejsca znajduje w niej chwilowe schronienie. Na okres 40-u  dni nad łóżkiem zmarłej osoby przywiązywano więc ręcznik do ikony. Towarzyszył również nieboszczykowi w grobie. Wkładano bowiem ją do trumny.

Echo dawnych czasów

Najstarsze ręczniki obrzędowe pochodzące z 1920 r.  można obecnie podziwiać w bielskim muzeum. Działania Funduszu Lokalnego Na Rzecz Rozwoju Społecznego sprawiły, że dzieła zobaczymy też na ekranach naszych laptopów czy tabletów. W ten sposób tradycja łączy się z nowoczesnością. Baza internetowa liczy łącznie 400 wzorów ręczników.

Jak Podlasianie nazywają swoje dzieci? Sprawdź koniecznie!

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało listę najbardziej popularnych imion nadanych w ubiegłym roku. Choć na wymyślenie imienia rodzice mają zwykle trochę czasu, nieraz decyzję podejmują dopiero po narodzinach. Ile głów, tyle pomysłów. Presję wywierają dziadkowie, przyjaciele, a nawet sąsiedzi. 

 

Zaskoczymy wszystkich. Na Podlasiu nie dominuje Brajan i Angela. Na czoło wśród chłopców wysunęły się takie imiona jak Jakub, Szymon czy Antonii. Stawia się więc na klasyczne pozycje. Na szarym końcu odnajdziemy takie imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano tylko pięciu. Szok i niedowierzanie! Jeśli chodzi o dziewczynki, najbardziej popularna okazała się Zuzia, która nieznacznie wyprzedziła Julię i Hannę. Na przeciwległym biegunie znalazła się Vanessa, Nicole czy Sabina.

 

Jak widać rodzice z Podlasia stosują raczej konserwatywne podejście przy wybieraniu imion. Całkiem inaczej jest w Warszawie. Tam zarejestrowano, delikatnie mówiąc dosyć egzotyczne imiona, jak Maxim czy Nathan.

 

 

”Trudności dla innowierców, a dla mnie dobrobyt”. Poznajcie niezwykłą tradycję Tatarów.

Tatarzy obchodzą wiele świąt świeckich. Jednym z nich jest Kydyrlez odzwierciedlający złożoną historię tej grupy. Obchodzi się go na łonie przyrody zawsze w pierwszą majową niedzielę. Głównym punkt święta stanowi ognisko, które przygotowują młodzi w okolicy meczetu. Tam też wieczorem gromadzą się wszyscy mieszkańcy lokalnej społeczności. To doskonała forma integracji.

 

Po wieczornej modlitwie najważniejszy mieszkaniec wioski rozpala ognisko i jako pierwszy je przeskakuje. W ślad za nim idą mężczyźni i młodzi chłopcy. Gdy ogień trochę przygasł ten sam rytuał wykonują kobiety i dziewczęta. Każdy w czasie skoku musi wypowiedzieć słowa: “Trudności dla innowierców, a dla mnie dobrobyt”. W dniu święta każda rodzina powinna posadzić jedno drzewo. Mężczyźni jabłoń, a kobiety gruszę.

Bednarze nie mają komu przekazać swej wiedzy

Bednarstwo to jeden z najstarszych zawodów związanych z drewnem, dziś prawie zapomniany. Jego początki sięgają pierwszych wieków naszej ery. Bednarz  zajmuje się produkcją takich przedmiotów jak beczki, które zresztą stały się wręcz symbolem tego fachu i są najczęściej z nim kojarzone. 

 

Największe zagłębie bednarskie na Podlasiu istniało w okolicach Korycina. Na naszych terenach zostało tylko kilku specjalistów. Narzekają, że nie mają komu przekazać swojej wiedzy. Młodzi bowiem nie palą się do nauki zawodu, która trwać może nawet kilka lat. Najczęściej fach przekuje się z pokolenia na pokolenie. Jako, że zapotrzebowanie na tradycyjne beczki nie jest zbyt duże, bednarze muszą improwizować. Dlatego powstają chociażby beczki ozdobne do wieszania na ścianę.

 

Każdy bednarz posiadał własną technikę, która stanowiła rodzinną tajemnicę. Jeden element pozostaje wspólny. Beczki wytwarza się ręcznie. Do produkcji swoich wyrobów bednarze wykorzystują rozmaite gatunki drewna, lecz dominuje świerk i dąb. Ten ostatni nadaje alkoholowi wyjątkowy smak.