Featured Video Play Icon

Megapowódź Suwalska. Niesamowity film pokazujący katastrofę z przeszłości.

Nie możemy wyjść z podziwu nad tym filmem. Wszystko dlatego, że został stworzony przez naukowców. Wydawałoby się, że odkrywanie czegoś nowego wymaga ślęczenia w bibliotece i przed komputerem. Zaś badania – nawet terenowe – mogą być efektywne, a nie efektowne. To wszystko można uznać za stereotypy, które przełamali naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Profesorzy uczelni wcielili się w prowadzących intrygujący program o Megapowodzi Suwalskiej. Jednej z pięciu największych naturalnych katastrof tego typu na świecie!

Dzięki filmowi możemy się dowiedzieć, co sprawiło, że tak wygląda dzisiejsze ukształtowanie pięknej, pofalowanej Suwalszczyzny. Okazuje się, że na terenach polodowcowych, dzięki którym mamy krystalicznie czyste jeziora w Podlaskiem, w przeszłości miała miejsce gigantyczna powód, zaś ogromne masy wody tworzyły kanały, które rzeźbiły teren. Dokładniej temu zjawisku właśnie przyglądają się naukowcy z UMK w Toruniu. Dowiedzieliśmy się od nich między innymi, że liczne głazy znajdujące się w okolicy przywędrowały do nas aż ze Skandynawii, zaś źródłem powodzi są prawdopodobnie tereny dzisiejszej Litwy.

Film naukowy został stworzony z ogromnym rozmachem. Dzięki czemu podziwiać możemy unikatowy teren Suwalszczyny, a przy okazji dowiadujemy się o jego przeszłości. Popularyzowanie nauki właśnie w taki sposób ma ogromny sens. Zamykanie się w bibliotekach, publikowanie dla wąskiego grona zainteresowanych czy prezentowanie na konferencjach to dziś za mało. Dlatego powinno powstawać takich filmów coraz więcej.

 

Ścieżka rowerowa połączy Hajnówkę z Białowieżą. Którędy przebiegnie?
Green Velo w Hajnówce do Białowieży

Ścieżka rowerowa połączy Hajnówkę z Białowieżą. Którędy przebiegnie?

Plany połączenia Hajnówki z Białowieżą rowerem już są. Nie ma ustalonego jednak przebiegu trasy. W tym celu, 12 stycznia odbędą się konsultacje społeczne. Tym razem w formie zdalnej, więc będzie można poznać proponowane przebiegi i się wypowiedzieć na ich temat siedząc w kapciach przed komputerem w domu. Zanim to jednak nastąpi będzie można zgłaszać własne propozycje przebiegu ścieżki. Jakie mogą być potencjalne warianty?

Na pewno nie będzie to trasa drogowa. Każdy, kto jechał tamtędy wie, że jest ona bardzo wąska i ledwo mieszczą się tam samochody po dwóch stronach. Słuszna to koncepcja, by nie budować autostrady w lesie. A szczególnie tak cennym. Mamy bardzo szeroką drogę łączącą Białystok z Supraślem z betonową estakadą blisko czubków drzew i jak to wygląda? Koszmarnie. Trwale zniszczono przyrodę w tym miejscu dla wygody ludzi. W Puszczy Białowieskiej na szczęście takich idiotycznych pomysłów nie myślą. Dlatego o poszerzeniu drogi Hajnówka – Białowieża nie ma mowy. Pytanie tylko czy dotyczy to także wąskiego paska drogi rowerowej?

Jeżeli chodzi o wariant leśny, to jest już droga rowerowa z Hajnówki do Białowieży. Zaczyna się przy Żabiej Górce w Hajnówce i prowadzi przez Rezerwat Dębowy Grąd, Budy, Teremiski czy Pogorzelce. Problem z tym, że budowa tam utwardzonej infrastruktury to duża ingerencja w przyrodę. Można zwyczajnie utwardzić teren, ale nie do końca o to chodzi. Droga dla rowerów musi być dostępna w każdą pogodę. Wbrew pozorom amatorów dwóch kółek nie brakuje o każdej porze roku.

Jest jeszcze trzeci wariant. To stara droga kolejowa. Pytanie jednak tutaj brzmi czy można na niej budować? Formalnie droga ta nie nadaje się do użytku, nieformalnie można tam napotkać prywatne pociągi. Z infrastruktury korzystają też turystyczne drezyny. Czy dobudowa biegnącej obok ścieżki będzie właściwym rozwiązaniem? A co jeśli władze zdecydują się w końcu wyremontować ten odcinek pod pociągi pasażerskie? Czy oznaczać to będzie likwidację ścieżki czy będzie można budować obok niej? Niewiadomych jest sporo.

Biorąc pod uwagę powyższe, interesujące będą zaproponowane przebiegi trasy przez innych oraz argumentacja za nimi przemawiająca. Jeżeli macie własne propozycje, możecie je wysyłać mailem do 2 stycznia 2022 r. na adres [email protected]. Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich, biorąc pod uwagę wyniki konsultacji, w połowie 2022 roku podejmie decyzję o przebiegu trasy.

Featured Video Play Icon

Tłumy pielgrzymów docierają tu, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin

Juchnowiec Kościelny to małe miasteczko nieopodal Białegostoku. Przy rondzie łączącym główne ulice miasteczka stoi Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. Parafia w tym miejscu została powołana do życia w 1547 roku. Wkrótce w kościele umieszczony został niewielkich rozmiarów obraz Matki Bożej. Od razu zasłynął on niezwykłymi łaskami. Pod ich wpływem nastąpił niezwykły rozkwit kultu Matki Bożej. Kult osłabł dopiero pod koniec XIX w., lecz wśród ludu zachowały się wspomnienia dawnych cudów i niezwykłych zdarzeń.

6 listopada 1996 r. Abp Stanisław Szymecki nadał obrazowi tytuł „Matki Bożej Królowej Rodzin”. Obecnie przybywają tu liczni pielgrzymi. Na początku okresu wakacyjnego do Sanktuarium pielgrzymują całe rodziny, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin.

Najliczniejszą grupę sanktuariów na Podlasiu stanowią sanktuaria maryjne – niezwykłe miejsca kultu religijnego i pobożności, o ciekawej, a często wręcz unikatowej architekturze. Sanktuaria ukazują piękno i tradycje Podlasia, są jednym z najcenniejszych elementów spuścizny kulturowej, historycznej i religijnej regionu, ale przede wszystkim stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik wiary i historii ludzi tu żyjących.

Obskurny most w Pałacu Branickich zostanie odremontowany! Ruszają właśnie prace.

Obskurny most w Pałacu Branickich zostanie odremontowany! Ruszają właśnie prace.

Rozpoczyna się przebudowa mostu w ogrodzie dolnym Pałacu Branickich. W związku remontem od poniedziałku, 20 grudnia, do końca czerwca 2022 roku brama wejściowa do Ogrodu Branickich od strony ulicy Akademickiej zostanie zamknięta. Zwiedzający mogą wchodzić do ogrodu wejściem bliżej akademika lub bocznymi bramkami przy Herkulesach i Galerii Arsenał. Dostępna jest też brama od strony ul. Legionowej i od strony Placu Jana Pawła II przy katedrze.

Podczas remontu, most w Ogrodzie Branickich zyska nową nawierzchnię i balustrady. Rozebrane zostaną także schody od strony rzeźby sfinksów. W planach jest także utwardzenie nawierzchni dojścia do mostu od strony ul. Akademickiej. Od strony salonu ogrodowego wykonana zostanie nawierzchnia żwirowa. Obecnie chodzi się tam po wydeptanym piachu. Na realizację prac Miasto uzyskało pozwolenie konserwatorskie Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Białymstoku.

Przypomnijmy, że Pałac Branickich w Białymstoku należy do Uniwersytetu Medycznego, zaś ogród, brama pałacowa i tereny zielone tuż za nią – do miasta. Miejmy nadzieję, że po remoncie otoczenie ogrodu zmieni się nieco na lepsze. Obecny most i asfaltowa alejka są po prostu obskurne i nie pasujące do reszty.

Featured Video Play Icon

To danie jest symbolem Podlasia. Kiszka ziemniaczana jest znana tylko u nas!

Ludzie z różnych regionów Polski, którzy zostali przez nas zapytani o kiszkę ziemniaczaną byli zdezorientowani. Nie bardzo wiedzieli jakie danie mamy na myśli i czy aby na pewno jest ono jadalne. Każdy, kto je spróbuje, będzie zachwycony. Oczywiście jeżeli zostanie odpowiednio przyrządzone. Kiszkę można kupić w lokalach gastronomicznych, w turystycznych miejscach na Podlasiu. A gdyby tak zjeść ją bez wychodzenia do lokalu? Oto jak powstaje kiszka ziemniaczana. Przepis – prosto z Krainy Otwartych Okiennic, a konkretnie z miejscowości Pawły niedaleko Bielska Podlaskiego.

Walentyna Krasnodemska na filmie przekazała recepturę swojej mamy. Zacznijmy od tego, że kiszka ziemniaczana to nie to samo co babka ziemniaczana i przepisy się nieco różnią. Zacznijmy od tego, że potrzebować będziemy jelit – które dostaniemy w każdym sklepie z garmażerią. Oprócz tego składniki, których użyjemy to 3 kg ziemniaków, skwarki przesmażone z cebulą, kasza jęczmienna, 25 dag mięsa mielonego, pieprz i sól, liść laurowy.

W pierwszej kolejności tarkujemy na małych oczkach ziemniaki. Do surowych ziemniaków dodajemy skwarki – czyli mięso usmażone z cebulką. Do tego dodajemy kaszę. Jeżeli użyjemy 3 kg ziemniaków to też tyle samo potrzebować będziemy kaszy. Proporcja musi być pół na pół. Wtedy będzie idealnie. Do tego wszystkiego dodajemy surowe mięso mielone. Na koniec wszystko przyprawiamy pieprzem i solą. Pamiętajmy, żeby nie zepsuć smaku przesadzając z tą drugą przyprawą. Nawet jeżeli będziecie mieli dużą porcję, to pamiętajcie, że sól przede wszystkim zmieni smak wody znajdującej się w warzywach, a nie smak warzyw. Na koniec po solidnym wymieszaniu dodajemy liść laurowy.

Na koniec zostaje nam włożenie ciasta do kiszki. Robimy to łyżką. Na koniec przekłuwamy igłą kiszkę by uszło powietrze i nie pękła podczas pieczenia. Gdy kiszka jest gotowa to wsadzamy ją do pieca na godzinę. A potem już się tylko zajadać…

Featured Video Play Icon

Niezwykły film o monasterze w Supraślu. Tak wyglądał proces odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków.

Monaster w Supraślu to wyjątkowe miejsce. Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż i postanowiono, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Film opowiada o procesie odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków cerkwi Zwiastowania Bogurodzicy w prawosławnym monasterze w Supraślu. Pokazano w nim unikalne, historyczne zdjęcia monasteru. Można zobaczyć fotografie sprzed zburzenia ławry, jej ruiny i ocalałe freski. Widz zapoznany zostaje również ze zdjęciami z różnych etapów odbudowy monasteru. Zobaczyć też można historyczny fragment Nabożeństwa Paschalnego sprawowanego przez ówczesnego namiestnika archimandrytę Mirona.

Monaster w Supraślu dziś, to także wyjątkowe i niesamowite Muzeum Ikon. Dlatego jadąc tam, by zwiedzać – warto się zapoznać z historią tego miejsca. Od powstania świątyni i zakonu, po  czasy jego rozkwitu, historię dawnej drukarni, po smutne czasy wojny i nowoczesność.

Ksiądz zginął przez sedes na drodze. Tak radziła szeptucha?
fot. Archiwum Policji / Sedes stał na środku jezdni.

Ksiądz zginął przez sedes na drodze. Tak radziła szeptucha?

2 maja 2009 roku. Całą Polskę obiegła bulwersująca historia z Podlasia. Prawosławny ksiądz Tomasz Lewczuk wracał razem z żoną i dziećmi samochodem do domu w Hajnówce z Warszawy. Tego dnia przejechali kilkaset kilometrów swoją skodą octavią. Gdy dojechali do Bielska Podlaskiego napisali SMS do rodziców, że lada moment będą. Około godz. 22, kilka kilometrów przed Hajnówką, nieopodal skrzyżowania z drogą do Nowoberezowa, zobaczyli na środku drogi… sedes. W ostatniej chwili próbując ominąć przeszkodę, a jednocześnie gwałtownie hamując, ksiądz stracił panowanie nad autem i uderzył w nim w drzewo. 33-letnia żona i ich kilkuletnie dzieci wyszły praktycznie z tego bez szwanku. 38-letni duchowny zmarł po tygodniu w szpitalu.

Znalazł się właściciel sedesu

Po wypadku od razu zaczęto dochodzić kto i po co zostawił sedes na drodze. Oskarżono… Szeptuchę, która miała rzekomo poradzić jednemu ze swoich „pacjentów” takie działanie na złe uroki. Później się okazało, że o postawienie sedesu na drodze oskarżył brat swoje siostry, które miały rzekomo w ten sposób go „zaczarować”, a trafiło na batiuszkę.

A było to tak: Po 6 tygodniach od wypadku udało się ustalić… właściciela sedesu. Na komisariat w Hajnówce zgłosił się Stefan K., który udzielił informacji, że sedes był jego. Sanitariat miał zostać skradziony ze wsi Istok, z posesji jego nieżyjących rodziców. Według zgłaszającego sedes miał zostać wywieziony przez dwie siostry, które chciały w ten sposób rzucić na niego urok. Takie działanie miała doradzić im szeptucha. Zaskoczeni opowieścią policjanci… uwierzyli mężczyźnie i zaczęli dochodzenie.

Motywem „rzucenia uroku” miał być majątek Stefana K. Po tym, gdy się dorobił i wybudował dom, siostry z zazdrości miałyby rzekomo chcieć, by znów był biedny. Co na to siostry? Wytłumaczyły, że z bratem nie rozmawiają 8 lat, po tym, gdy ten po śmierci wujka zagarnął dla siebie zasiłek pogrzebowy. Potem było tylko gorzej. Rodzice trójki zapisali na nich majątek bez wyróżniania komu co. Po śmierci zaczęło się prawdziwe piekło.

Jedna z sióstr na łamach lokalnej prasy wspominała, że policja przez wiele godzin wypytywała ją na komendzie o ten sedes, a nawet próbowano ją nakłonić, by się przyznała. Całe przesłuchanie było dla niej traumatycznym przeżyciem. Drugą siostrę także przesłuchano. Ani jedna, ani druga siostra nie przyznała się. Żadnej z nich też zarzutów nie postawiono. W tym czasie brat rozgłaszał wszędzie, że to one są winne śmierci duchownego.

Porada szeptuchy?

Tak też mówiono w całej Polsce – że to szeptucha kazała postawić sedes na drodze, przez co zginął człowiek. Doszło do tego, że zdesperowana policja zaczęła sprawdzać ludzi wykrywaczem kłamstw. Próbowano też wyjaśnić sprawę przesłuchując okoliczną młodzież, czy aby nie postawiono sedesu dla żartu. Rozpytywano także szeptuchy z okolicznych wiosek. Kluczową informacją, która mogła skłonić policję do wersji z szeptuchą była zawartość sedesu. Z plotek wiadomo, że sanitariat nie był pusty. Mogła tam znajdować się na przykład butelka wódki, która zniszczona rzekomo miała przerwać pijaństwo. Policja nie chciała zdradzić co tam było. Udało się też ustalić, że sedes z Istoku kilka godzin przed wypadkiem jeszcze stał na posesji.

Policjanci nie odpuszczali. Oprócz badań wykrywaczem kłamstw, przeprowadzono nawet eksperyment procesowy, analizowano DNA. Nawet doszło do postawienia zarzutów jednej z sióstr, ale niczego nie udowodniono. Brat po roku od sprawy nadal utrzymywał, że winna jest siostra. Był zdziwiony, że nie potwierdza tego wariograf. Do tego, według niego moment zabrania sedesu miała widzieć sąsiadka z posesji obok.

Dwa lata po śmierci 38-letniego księdza Tomasza Lewczuka prokuratura umorzyła śledztwo. Nie udało się ustalić, kto sedes postawił na środku prostej drogi. Ostatecznie uznano, że był to chuligański wybryk zrobiony dla żartu.

Featured Video Play Icon

Ten film to prawdziwa rewelacja! Świąteczny Białystok z lotu ptaka.

W ostatnim czasie razem ze startem jarmarku bożonarodzeniowego, uruchomiono także świąteczne iluminacje w centrum miasta. Pokazywaliśmy je Wam na żywo, a także na zdjęciach. To jednak nie wyczerpało tematu, gdyż właśnie powstał rewelacyjny film, w którym możecie zobaczyć jak wygląda centrum z perspektywy lotu ptaka. Zostało to nagrane dronem specjalną techniką, dzięki czemu ujęcia są bardzo dynamiczne, a efekt końcowy jest piorunujący! Na filmie zobaczyć możemy oczywiście Rynek Kościuszki, Pałac Branickich, plac przez Teatrem Dramatycznym czy ul. Lipową. Nie brakuje też skwerku przy Cerkwi Św. Mikołaja czy ul. Kilińskiego. To wszystko w świątecznym, wieczornym klimacie.

Jeżeli chcecie coś kupić na jarmarku, to będzie on dostępny do 22 grudnia. Można tam dostać tradycyjne regionalne wędliny, chleby, miody, ale też ozdoby świąteczne i wyroby rękodzielnicze. Otwarte jest codziennie od godz. 12.00 do 20.00. Główną atrakcją jarmarku, na placu między Ratuszem a zachodnią pierzeją Rynku, jest karuzela wenecka, w której może przejechać się jednocześnie kilka osób. Można też zrobić pamiątkowe zdjęcie w specjalnej ramce – fotograficznej kartce świątecznej.

Iluminacje natomiast na pewno zostaną z nami dłużej, bo na Podlasiu świętuje się dwa razy. Najpierw Boże Narodzenie obchodzą katolicy, a potem prawosławni – 2 tygodnie później. I tak wigilia odpowiednio jest 24 grudnia i 6 stycznia, zaś Sylwester i Małanka – 31 grudnia i 13 stycznia.

3 warianty obwodnicy kolejowej w grze. Którędy może przebiegać nowa trasa dla pociągów?
fot. PKP PLK SA / zdjęcie ilustracyjne

3 warianty obwodnicy kolejowej w grze. Którędy może przebiegać nowa trasa dla pociągów?

Spółka PKP PLK mimo kontrowersji nie rezygnuje z planów budowy Północnej Kolejowej Obwodnicy Białegostoku. W grze obecnie są trzy warianty. Każdy z nich pozwoli nie zmieniać czoła pociągu przyjeżdżającego do Białegostoku, który ma ruszać w trasę powrotną. Do tego połączone kolejowo ze sobą będą Sokółka z Ełkiem. Oznacza to, że transport towarów koleją ominie Białystok, co odciąży infrastrukturę.

Tyle pozytywów. Kontrowersje wzbudza przebieg obwodnicy. Ludzie zwyczajnie nie chcą mieć sąsiedztwa w postaci torów, dlatego zaplanowano wiele alternatywnych wariantów, konsultowano. Nawet próbowano forsować inwestycję przez Puszczę Knyszyńską. Ostatecznie w grze zostały trzy warianty.

Wariant pierwszy prowadzi przez Białystok, wzdłuż Trasy Generalskiej. Drugi wariant zaczyna się w Sochoniach i prowadziłby po trasie planowanej drogi ekspresowej S19. Trzeci wariant prowadzi z Wasilkowa do miejscowości Kozińce znajdującej się w Fastach. Ten wariant wydaje się być najgorszy. Ten prowadzący po Trasie Generalskiej także nie należy do najlepszych, bo prowadziłby pod ziemią. Choć sam przebieg nie byłby uciążliwy, to na czas jego wybudowania zamieniono by życie w horror okolicznym mieszkańcom.

Wybór tych trzech wariantów oznacza, że pozostałe propozycje idą w zapomnienie, zaś mieszkańcy, których dotyczyły mogą odetchnąć. Warto jednak podkreślić, że mieszkanie blisko torów nie jest aż tak uciążliwe jak to się wydaje. Owszem słychać pociągi, ale jeżdżą one raz na jakiś czas. Ktoś kto mieszka na przykład przy ekspresówce – szum samochodów słyszy przez cały czas.

 

 

Featured Video Play Icon

Sanktuarium w Krypnie. Mała wieś między Białymstokiem a Mońkami. Zjeżdżają tam tłumy.

Na starym szlaku królewskim, który wiódł z Krakowa do Wilna przez podlaskie miasteczka znajduje się również Krypno. Obecnie jest to miejsce wielu pielgrzymek, gdyż znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. W środku świątyni można podziwiać przepiękny ołtarz, a także obraz Matki Bożej Pocieszenia. Jest to najstarsze sanktuarium maryjne na Podlasiu.

Według legend obraz stał przy lipie obok poidła dla koni, zwanego krypą. 3-krotnie odnoszono go do kościoła w pobliskim Knyszynie, jednak za każdym razem pojawiał się pod lipą. Czy był to znak, by w tym miejscu budować świątynie? Przypomnijmy, że podobną legendą owiana jest cerkiew w Puchłach, także nie będziemy doszukiwać się w tej opowieści zbyt wiele. Kroniki historyczne mówią jednak, że starosta knyszyński, hetman Jan Zamoyski zamówił obraz Matki Bożej Śnieżnej, który miał być repliką dzieła z Rzymu. Obraz docelowo miał oddziaływać na jego małżonkę. Jeżeli spojrzymy na obecny obraz, to nawiązania do białego puchu można odnaleźć. Obecny kościół w Krypnie jest dziełem ze schyłku XIX wieku. Dokładnie to zbudowano go w latach 80. Świątynie wybudowano mieszając styl neoromański z neogotyckim. Autorem projektu był Feliks Nowicki.

Przez te wszystkie lata kult maryjny w Krypnie nie ustał, a wręcz przeciwnie. Pielgrzymki do tego miejsca są coraz popularniejsze za sprawą większych możliwości podróżowania. Wbrew pozorom, wielu ludzi pozostaje konserwatywna, nawet w nowoczesnym świecie i od religii się nie odwraca. Jednych zbliżają imprezy, aplikacje randkowe, a innych właśnie pielgrzymki. Sanktuarium w Krypnie co roku przyjmuje całe rodziny, ale też mężczyzn, którzy ćwiczą siłę swoich charakterów przebywając kilometry pieszo. Nie brakuje też rolników, którzy modlą się o pomyślne plony i udany zasiew.

Featured Video Play Icon

Jak powstaje tradycyjny smalczyk? Oto przepis prosto z Michałowa.

Smalczyk z chlebkiem i ogórkiem kiszonym to chyba zaraz po śledziach, najpyszniejszy podlaski „słodycz”. Jeżeli chcielibyście samodzielnie zrobić taki smalczyk, to dobrze trafiliście. Oto przepis w wykonaniu Pani Anieli Monach z Michałowa, która nauczyła się tego od mamy.

Ważne są proporcje: 1:1:1. Jeżeli pół kilo to wszystkiego po pół kilo, jeżeli kilogram to też wszystkiego po kilogram. A potrzebować będziemy cebuli, jabłka, czosnku, słoniny, a także soli, pieprzu i majeranku. Na pierwszy ogień idzie słonina, którą wrzucimy na patelnie. Wytapiamy skwarki. Jeżeli ktoś nie wie co to znaczy, to już tłumaczymy. Chodzi o to, żeby duże kawałki słoniny stały się malutkie i chrupiące. Następnie do tego wrzucamy cebulę do zeszklenia. Kolejnym produktem wrzucamy jabłko pokrojone. Pamiętajmy, by nie obierać go ze skóry. Jabłko powinno być lekko kwaśne. Następnie dodajemy ząbek czosnku. Doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem. Następnie czekamy aż wszystko się porządnie wysmaży by było chrupiące. Gdy będzie gotowe i lekko przestygnie, to przelewamy wszystko do naczynia.

Kiedy wszystko przestygnie to możemy smarować kromki chleba. Najlepszy smalec jest na następny dzień po wyjęciu z lodówki. Wtedy wszystko wszystkim przenika. Jeżeli dodamy do tego menu jeszcze ogórków kiszonych, to już w ogóle palce lizać!

 

 

Do Siemianówki dojedziemy pociągiem. Będzie kursować codziennie!

Do Siemianówki dojedziemy pociągiem. Będzie kursować codziennie!

Od 1 stycznia będzie można dojechać pociągiem z Czeremchy do Siemianówki. Będzie to powrót regularnej linii po 17 latach. Warto dodać, że połączenia będą funkcjonować codziennie!

Małymi krokami zbliżamy się do coraz lepszej dostępności kolejowej w regionie. Teraz mieszkańcy południowo-wschodniej części województwa będą mieli większe możliwości pod tym względem. Od 1 stycznia 2022 roku rusza nowe połączenie kolejowe. Poprowadzi z Czeremchy do Siemianówki przez Dobrowodę, Kuraszewo, Kraskowszczyznę, Orzeszkowo, Hajnówkę i Narewkę. To nie koniec dobrych wieści kolejowych. Oprócz lokalnego połączenia, pociąg PKP Interncity do Warszawy, Białegostoku i Gdyni zatrzyma się także w miejscowości Nurzec-Stacja. Zmodernizowana stacja kolejowa była dostępna od końcówki 2019 roku.

Przypomnijmy jeszcze, że w tle jest cały czas sprawa kolei do Łomży oraz do Wilna. Pociąg na trasie Warszawa – Białystok – Suwałki – Kowno – Wilno miał ruszyć w drugiej połowie 2021 roku. Mamy już koniec roku, a o połączeniu póki co nadal cisza. Dokłada data uruchomienia połączenia nie jest podawana. Polski i litewski przewoźnik pracowali nad tym by Warszawę, Białystok, Suwałki oraz Kowno i Wilno można było przejechać jednym pociągiem mimo różnic infrastrukturalnych. Chodzi o to, że w krajach dawnego ZSRR budowano szersze tory. Jazda jednym pociągiem musi jednak poczekać do 2025 roku, gdy powstanie Rail Baltica. Do tego czasu ma być przesiadka w Kownie. Póki co plan jest taki, żeby można było kupić jeden bilet na dwa pociągi. W tle toczą się także negocjacje nad połączeniem Wilno – Ryga. Przed epidemią było weekendowe połączenie łączące te dwa miasta.

Piękne ozdoby i Jarmark Świąteczny w Białymstoku. Miasto jak z bajki!

Piękne ozdoby i Jarmark Świąteczny w Białymstoku. Miasto jak z bajki!

Zbyt dużo opowiadać nie trzeba. Świąteczny czas nadchodzi także i na Podlasie. Boże Narodzenie coraz bliżej. Mamy początek grudnia i prawdziwą zimową pogodę. Lekki przymrozek, śnieg. W połączeniu z ozdobami na Rynku Kościuszki, Lipowej, Kilińskiego, na terenie Pałacu Branickich i w innych miejscach Białystok stał się miastem jak z bajki!

Na Rynku Kościuszki możecie zrobić zakupy w ramach jarmarku świątecznego. Nie brakuje rękodzieła czy produktów regionalnych. Jest też karuzela dla dzieci, a także świetlista fotoramka, przy której można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Przy Cerkwi św. Mikołaja na Lipowej stoi natomiast świetlny renifer z saniami, do których można wsiąść. Bliżej katedry mamy choinkę, świetlisty prezent i bombkę. Pałac Branickich natomiast zyskał karetę z końmi. Plac przed Teatrem Dramatycznym również ma swoje ozdoby. Podobnie ulica Kilińskiego.

Spacer zimową aurą w takich warunkach jest naprawdę wyjątkowy. Białystok – miasto jak z bajki cieszyło się popularnością w niedzielny wieczór, 5 grudnia. Do centrum zjechały ogromne tłumy ludzi. Od godz. 17. można podziwiać przepiękne ozdoby świąteczne, które przez jakiś czas z nami zostaną.

Featured Video Play Icon

To mało znana część Supraśla. Jest przepiękna!

Turystyczne życie w Supraślu kręci się wokół ul. 3 Maja, gdzie są restauracje, a także wokół bulwarów z plażą. Mnóstwo osób odwiedza także Muzeum Ikon i Monastyr. Tymczasem jest jeszcze miejsce, o którym większość przyjezdnych być może nawet nie wie. Nazywa się Pólko. Jest to osada leśna w gminie Supraśl.

Prowadzi do niej szutrowa droga jeszcze przed Supraślem. Lepiej wpisać nazwę w nawigację, bo można wjazd pominąć. Na miejscu zastaniemy wiatę i miejsce do biwakowania. Do tego jest dzika plaża, na przepięknym zakolu rzeki, ale też coś jeszcze. Mowa o wyjątkowym, ostrym zakolu rzeki. Siedząc tam można odnieść wrażenie, że to długi mini-półwysep. Jeżeli ktoś lubi odpoczywać patrząc na rzekę, to na tym zakolu będzie wprost idealnie.

Warto podkreślić, że możemy tam obcować z naturą przez cały rok. Wiosną, gdy natura budzi się do życia, latem gdy jest tam słonecznie i zielono, a także jesienią, która mieni się wszystkimi kolorami. Oczywiście także zimą, gdy Puszcza Knyszyńska znajduje się pod białym puchem. Największy efekt daje rzeka Supraśl, która spokojnie meandruje. W oddali, po drugiej strony rzeki, w oddali znajdują się Studzianki.

Pólko może być częścią pieszego spaceru. Trasa zajmie nam około 2 godziny, bo to 7,5 km. Zaczynamy i kończymy pod Supraślem robiąc pętlę po lesie. Jak wygląda droga na mapie i na żywo możecie zobaczyć na filmie. Można też zrobić większa trasę obejmującą Supraśl. Wtedy możemy na przykład dojść do Pólka, potem wrócić drogą przy rzece przez okolice szpitala do ul. Kodeksu Supraskiego. Trzeba przyznać, że widoki są bardzo przyjemne.

Posejnele to maleńka wieś. Tamtejsza aleja 100-letnich drzew została zabytkiem.
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

Posejnele to maleńka wieś. Tamtejsza aleja 100-letnich drzew została zabytkiem.

Sejneńszczyzna to przepiękna kraina wchodząca w skład województwa podlaskiego. Znajduje się tam wieś Posejnele, w której rosną 100-letnie drzewa. Aleja, którą tworzą stała się właśnie zabytkiem decyzją prof. Małgorzaty Dajnowicz, podlaskiej konserwator zabytków.

Aleja powstała w okresie międzywojennym i zasadzona była jako element założenia gospodarstwa rolnego rodziny Szyryńskich, która w sposób wyjątkowy zapisała się w dziejach naszego regionu. Gospodarstwo rodziny Szyryńskich w Posejnelach miało istotny wpływ na okoliczną kulturę rolną. Właściciele byli zaangażowani w edukację i rozwój kulturalny regionu. Podczas wojny dawali schronienie walczącym o niepodległość, wykazując się niezwykłym patriotyzmem i poświęceniem.

W skład alei wchodzą przede wszystkim lipy, ale także kasztanowce, dęby, klony zwyczajne i jawor. Najstarszy z dębów został oszacowany na ok. 120 lat, zaś pięć najstarszych lip na około 100 lat. Drzewa te tworzą „szkielet” alei, wypełniony młodszymi nasadzeniami: prawie trzydzieści z nich, przede wszystkim lipy, liczy od 50 do 70 lat.

Aleja w Posejnelach przejawia przede wszystkim wartości krajobrazowe i przyrodnicze. Dwa szpalery drzew liściastych tworzą charakterystyczne dla minionych epok wnętrze krajobrazowe, a następnie płynnie przechodzą w kompleks leśny. Aleja posiada również wartości historyczne o znaczeniu lokalnym, ze względu na zasłużoną dla regionu rodzinę Szyryńskich –  tłumaczy decyzję prof. Dajnowicz. Aleja wpisuje się również w krajobraz doliny rzeki Marycha.

Z zimowych wyjazdów nic nie wyjdzie. Białowieża i Kruszyniany dalej zamknięte.
Siłowe forsowanie granicy, okolice Mielnika / fot. Straż Graniczna

Z zimowych wyjazdów nic nie wyjdzie. Białowieża i Kruszyniany dalej zamknięte.

Do 1 marca obowiązywać będzie rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie wprowadzenia czasowego zakazu przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Republiką Białorusi. Oznacza to, że wszystkie miejscowości, do których nie było można wjechać podczas stanu wyjątkowego, nadal pozostają zamknięte dla osób postronnych, czyli także turystów. W strefie nadgranicznej znajdują się turystyczne miejscowości Białowieża i Kruszyniany. Tak jak latem, tak też zimą cieszyły się wyjątkową popularnością.

To nie są jedyne miejsca, których nie można zwiedzać. Nie ma możliwości zwiedzania Niemirowa i pięknego krajobrazowo trójstyku granic nad Bugiem, nie ma też możliwości zwiedzania cerkwi w Koterce. Nie ma też wjazdu do Starego Masiewa na północy Puszczy Białowieskiej, gdzie jest platforma widokowa. Tak samo nie zobaczycie ruin kościoła w Jałówce i nie przejedziecie malowniczą drogą z tej miejscowości do Bobrownik przez Mostowlany i bramę kolejową z napisem „MIR (pokój)”. Nie ma również wjazdu do Krynek i tamtejszych atrakcji. Nie można też zwiedzać śluzy Kurzyniec oraz innych bliskich okolic Kanału Augustowskiego.

Nie mamy pewności czy 1 marca coś się zmieni w tej kwestii. Jeżeli popatrzymy na Ukrainę, to tam od 2014 roku zdestabilizowano sytuację w Donbasie, Ługańsku i Krymie. Są to tereny okupowane przez Rosję. Teoretycznie można do nich dojechać, ale nie jest to zbyt łatwe ani bezpieczne. U nas natomiast okupacji nie ma, ale sam fakt, że od wielu miesięcy dostęp do tylu miejsc jest zabroniony oznacza, że Polacy również nie mogą korzystać z własnego terytorium. Nie ma w zasadzie żadnej gwarancji, że 1 marca nasze problemy magicznie się rozwiążą, skoro w innych częściach świata trwają już od wielu lat. Nikt chyba nie sądzi, że Putin od tak sobie odpuści.

Z drugiej jednak strony będzie budowana stalowa, wysoka zapora na granicy. Nawet jeżeli powstanie błyskawicznie, w co wątpimy, to presja migracyjna ustanie? Wystarczy spojrzeć na francuskie Callais, z którego tłumu migrantów próbuje dostać się do Wielkiej Brytanii. Czy naturalna bariera w postaci wody Kanału La Manche działa na nich zniechęcająco? Przez lata istniało tam koczowisko, które władze francuskie w końcu zlikwidowały. Czy to coś dało? Chyba nie, skoro dalej czytamy o próbach dopłynięcia do Wielkiej Brytanii.

Jeżeli migranci mają wsparcie logistyczne i techniczne białoruskich pograniczników to czy stalowy płot będzie zaporą nie do pokonania? Co chwilę będą próby dokonania wyłomu. Nie mamy wątpliwości, że dopóki na granicy będzie potrzeba stacjonowania żołnierzy, to możemy zapomnieć o wjazdu do tych miejsc. Mimo, że ostatnio zima uspokoiła sytuację, to przecież koczowiska prędzej czy później wrócą.

Featured Video Play Icon

To jedyny taki wywiad! Szeptucha z Podlasia: Nie każdy rozumie moje metody.

O tej kobiecie chyba jest więcej legend niż prawdziwych informacji. Jedno jest pewne, Szeptucha z Podlasia to nie jest fikcyjna postać, ale prawdziwa kobieta, do której przyjeżdżają ludzie z całej Polski po pomoc. Mamy XXI wiek i mogłoby się wydawać, że tego typu działalność powinna być już na wymarciu. A tu wręcz przeciwnie! Ludzie dostrzegają, że nowoczesny świat nie tylko daje, ale też zabiera. Dlatego też warto posłuchać tego wywiadu, nawet gdy nasza wiara w dorobek współczesnej medycyny jest stuprocentowa i niezachwiana.

Czym Szeptucha się zajmuje? Nie tylko uzdrawia ludzi. W wywiadzie opowiadała jak leczyła między innymi nogi poprzez palenie lnu, a także zdejmowała klątwy z ludzi czy też topiła wosk, by uspokoić płaczące dzieci. Dlatego nie można stawiać znaku równości między nią a lekarzami. Oni zajmują się człowiekiem wyłącznie od strony medycznej, Szeptucha zaś pomaga ludziom z różnymi problemami, na różne sposoby. Wszystko co dobre jestem w stanie zrobić dla drugiego człowieka, ale nigdy wbrew człowiekowi. – tłumaczy w wywiadzie.

Co ciekawe kobieta nie przyjmuje tylko na Podlasiu – jeździ tez po całej Polsce, ale innych krajach, nawet tak odległych jak USA czy Australia. Szeptucha do swojej roli przygotowywała się bardzo długo, zaś wiedzę otrzymała od matki, a ta od swojej matki. Jeżeli uważacie, że potrzebujecie pomocy Szeptuchy, to w wywiadzie podała swój numer telefonu do kontaktu.

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska na weekend. 15 najlepszych atrakcji Białowieży i jej okolic.

Puszcza Białowieska to jeden z najstarszych lasów w Europie. Stanowi relikt pierwotnych krajobrazów, które dominowały w naszym regionie i jego okolicach. Żyją tu nie tylko żubry, ale też wilki czy rysie, czyli przepiękne drapieżniki ceniące sobie wolność i intymność. Unikają kontaktu z ludźmi i potrzebują ogromnych obszarów do życia. Puszcza Białowieska to także mnóstwo gatunków ptaków, owadów i roślin. Dodajmy, że nasz podlaski skarb znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO od 1976 roku. To wszystko sprawia, że Białowieża i jej okolice są miejscem wyjątkowym o każdej porze roku. Dlatego też przedstawiamy Wam najlepsze atrakcje Puszczy Białowieskiej, najlepsze atrakcje Białowieży i jej okolic. Artykuł ten będzie uniwersalny i pasować będzie na każdą porę roku.

Białowieski Park Narodowy

graf. Białowieski Park Narodowy

Zacznijmy od samego serca Białowieży, czyli Białowieskiego Parku Narodowego. Warto jednak zacząć od podstaw. Puszcza Białowieska znajduje się częściowo w Polsce, a częściowo na Białorusi. W polskiej części znajduje się Obszar Ochrony Ścisłej, Obręb Ochronny Hwoźna, Rezerwat Przyrody. Puszcza to także Nadleśnictwa i zwykłe lasy gospodarcze. Siedziba Białowieskiego Parku Narodowego znajduje się w Białowieży i sama w sobie atrakcją nie jest, lecz jej położenie i sąsiadujące atrakcje już tak. Warto dodać, że jeżeli planujecie spędzić weekend w Białowieży, to zaplanujcie wcześniej najlepsze miejsce noclegowe.

Park Pałacowy w Białowieży

Siedziba Parku otoczona jest Parkiem Pałacowym. Przepiękne, przyrodnicze miejsce idealne na długie spacery. Można wejść od ul. Parkowej, gdzie znajduje się piękna drewniana brama lub też od ul. Kolejowej, gdzie znajduje się całe turystyczne centrum. Warto skorzystać z usługi przewodnika, który tam w pobliżu czeka na chętnych do oprowadzania.

Muzeum Przyrodniczo-Leśne

Na terenie Parku Pałacowego w Białowieży znajduje się Muzeum Przyrodniczo-Leśne. Jest ono częścią siedziby Białowieskiego Parku Narodowego. Instytucja jest najstarszym muzeum w polskich parkach narodowych i równocześnie najstarszym, czynnym muzeum województwa podlaskiego. Jego tradycje sięgają okresu międzywojennego, a w swoich zbiorach posiada wiele cennych kolekcji naukowych i rzadkich okazów.

Zwiedzający idą specjalną ścieżką, po której mogą zapoznać się z najbardziej charakterystycznymi dla Puszczy zbiorowiskami leśnymi, procesami ekologicznymi i zjawiskami przyrodniczymi. W części kulturowej ekspozycji zobaczyć możemy sposoby historycznego użytkowania Puszczy na przestrzeni wieków: sianokosy, bartnictwo, przerób drewna na terpentynę czy węgiel drzewny.

Muzeum Przyrodniczo-Leśne to także stale zmieniające się wystawy czasowe, wieża widokowa

Dworek Gubernatora Grodzieńskiego

Jest to najstarszy budynek w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Wybudowano go w 1845 r. Od lat tłumnie odwiedzany jest przez turystów. Obiekt powstał w miejscu dworu króla Augusta III Sasa. Zatrzymywali się w nim znane postacie polityki, w tym sam car Aleksander II. Pierwszym gościem był generał-gubernator Fiodor J. Mirkowicz, który przybył do puszczy na polecenie cara w związku z planowanym polowaniem na żubry. W okresie I Wojny Światowej Dworek pełnił funkcję szpitala a potem kasyna oficerskiego. Po odzyskaniu wolności stał się gospodą. Przez 5 lat budynek używany był również jako przedszkole. Dziś mieści się tu Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Białowieskiego Parku Narodowego.

Cerkiew w Białowieży

Podczas zaborów świątynia została okrzyknięta najpiękniejszą w całej guberni. Imperator Aleksander III postanowił ją zafundować, lecz sam efektów końcowych nie doczekał. Był to wiek XIX. I choć na szczęście czasy zaborów i carów już minęły, toteż piękno cerkwi nie przeminęło, a w szczególności detal z cegły. Świątynia znajduje się w centrum Białowieży na wzniesieniu przy ul. gen. Waszkiewicza.

Rezerwat Pokazowy Żubrów

Mimo swojej nazwy, w rezerwacie są także inne zwierzęta. Rezerwat pokazowy znajduje się koło Białowieży. To doskonałe miejsce by spędzić trochę czasu na łonie przyrody, a także by poobserwować dzikie zwierzęta z bliska. Obecny rezerwat pokazowy żubrów o powierzchni 27,9 ha powstał w 1937 r. i początkowo był miejscem restytucji tarpana leśnego. Od chwil i zaniechania w tym rezerwacie prac nad restytucją tarpanów i utworzenia w 1955 r. zagrody dla żubrów rezerwat ten spełnia rolę obiektu turystycznego. W rezerwacie, w warunkach zbliżonych do naturalnych, eksponowane są żubry, koniki polskie typu tarpana, łosie, jelenie, sarny, dziki, żubronie (krzyżówka żubra z bydłem domowym), wilki i ryś.

Rezerwat Biosfery Obręb Ochronny Orłówka

fot. Białowieski Park Narodowy

Jest to najcenniejsze przyrodniczo miejsce w całej Puszczy Białowieskiej. Dlatego można tam wejść wyłącznie z przewodnikiem. Rosnący las w rezerwacie powstał bez ingerencji człowieka. Mamy więc rzadką okazję zobaczenia w nim całego cyklu życiowego drzewa: od siewki, po spróchniałe, obumierające drzewa kończące już swoje życie. Ogromna ilość starych, leżących drzew zaskakuje prawie każdego, kto po raz pierwszy odwiedza rezerwat. To właśnie

z tego pozornego nieporządku bierze swoje źródło unikalność, olbrzymia wartość, niewyobrażalne bogactwo i różnorodność występujących tutaj form życia. Obręb Ochronny Orłówka położony jest w odległości ok. 1 km na północ od Parku Pałacowego.

Rezerwat Krajobrazowy

Jeden z kurhanów w kwadracie 387C, fot. Stormbringer76 / Wikipedia

Ten rezerwat skupia się natomiast na wyjątkowości krajobrazu Puszczy Białowieskiej. Możemy w nim obserwować całą reprezentację kompleksu. Łącznie 17 różnych zbiorowisk leśnych. Ponadto w rezerwacie znajduje się 37 kurhanów datowanych od X do XIII wieku. Jest tam także wzniesienie o wysokości 183 m n. p. m. Przez rezerwat biegnie szlak turystyczny – zielony.

Rezerwat Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej

To jeden z młodszych rezerwatów Puszczy, bo wpisany na listę dopiero w 2003 roku. Szczególnymi cechami ochrony obszaru są działania mające na celu zachowanie ze względów naukowych dydaktycznych i krajobrazowych lasów naturalnych i zbliżonych do naturalnych, typowych dla Puszczy Białowieskiej łęgów i olsów oraz siedlisk leśnych z dominacją starych drzewostanów z dużym udziałem olszy, dębu, jesionu, a także licznych gatunków rzadkich i chronionych roślin zielnych, grzybów i zwierząt oraz utrzymaniem procesów ekologicznych i zachowaniem różnorodności biologicznej.

Rezerwat Wysokie Bagno

Jak sama nazwa wskazuje ten rezerwat skupia się na bagnach. Powstał w celu zachowania naturalnego boru świerkowego na torfowisku oraz odcinka zatorfionej doliny rzeki Narewki ze stanowiskiem bobrów. Mało kto sobie zdaje sprawę jak ważną rolę w środowisku pełnią bagna.

Wysuszone bagno spowoduje, że zaczną na nim wyrastać krzewy oraz drzewa. Przez to zagrożone będzie funkcjonowanie zwierząt i ptaków, które w takim terenie żerują. Warto wiedzieć, że brak ptaków może istotnie wpłynąć na brak roślin, gdyż wiele gatunków zarówno bierze udział w zapylaniu kwiatów jak i w rozsiewaniu nasion. Ponadto odchody ptaków stanowią nawóz. Bez bagna doszłoby do mocnej degradacji środowiska.

Szlak Dębów Królewskich

Powstał on w 1978 r. dla ochrony cennych zbiorowisk. Prowadzi przez majestatyczne wiekowe rośliny, a każdą z nich nazwano imieniem królów polskich i litewskich, co nadaje im indywidualny charakter. Liczą one od 150 do 500 lat. Wędrując po szlaku poznamy historię Puszczy Białowieskiej, Litwy i Polski od XII do końca XVIII w. Szlak przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Stworzono bowiem kładkę dla wózków oraz tabliczki informacyjne opatrzone znakami w alfabecie Braille’a. Modernizacja przyniosła również parking i deszczochron. W Uroczysku Stara Białowieża odnajdziemy też miejsca do relaksu w postaci choćby wiaty i ławek.

Żebra żubra

Jest to ścieżka przyrodnicza o długości 2,7 km. Jest to ciąg drewnianych kładek i grobli. Prowadzą one przez podmokłe tereny Puszczy Białowieskiej, a także dawne łąki w dolinie rzeki Narewki. Na szlaku obowiązuje zakaz jazdy rowerem. Szlak rozpoczyna się niedaleko północnej części Białowieży przy drodze prowadzącej do miejscowości Budy (droga ta stanowi przedłużenie ul. Zastawa w Białowieży), a kończy się przy wejściu do Rezerwatu Pokazowego Żubrów.

Stacja Białowieża Pałac

fot. Robert Wielgórski / Wikipedia

Dawna stacja kolejowa jest po prostu przepiękna. Zbudowano ją w 1897 roku na potrzeby rezydencji carów Rosji. Budynek zachwyca z zewnątrz jak i wewnątrz. W środku możemy podziwiać białe zasłony, wiklinowe fotele, a to wszystko w bogactwie roślin. O każdej porze roku jest tam zupełnie inaczej.

Białowieża Towarowa

Tutaj mamy natomiast szereg obiektów do zwiedzania. Na dawnej stacji stoją parowozy, jest wieża ciśnień oraz budynek stacji – restauracja. Miejsce to powinni odwiedzić nie tylko fani kolei, ale też fani historii. Wystój, architektura i cały klimat tego miejsca jest naprawdę wyjątkowy. Stacja znajduje się na uboczu Białowieży.

Dąb Jagiełły

fot. Maire / Wikipedia

Według legendy, pod tym dębem miał przesiadywać Władysław II Jagiełło przed łowami zorganizowanymi przed wyprawą grunwaldzką. Jak wiemy była ona bardzo owocna i zmieniła dzieje naszego kraju na setki lat. Co ciekawe drzewo zostało zwalone przez wichurę w 1974 roku. Wówczas obliczono, że nie miało więcej niż 450 lat. Oznacza to, że Jagiełło pod nim nie miał prawa przesiadywać, bo nie żył długo przed tym zanim wyrosło. Obecnie można oglądać w Białowieskim Parku Narodowym jego rozkładający się pień. Twórcą legendy Dębu Jagiełły był Jan Jerzy Karpiński. Sprawiła ona, że tysiące turystów zostało odciągniętych od centrum Białowieży i zgodnie z zamysłem autora zaczęło podziwiać piękno ostępów puszczy.

Leśniczówka Dziedzinka dom Simony Kossak i Lecha Wilczka

fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

To świeżo upieczony zabytek. Drewniana leśniczówka została wybudowana w 1935 roku w uroczysku Dziedzinka w granicach rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Z tego samego okresu pochodzi znajdująca się na działce stodoła ze spichlerzem. Najpierw w 1971 roku w leśniczówce zamieszkał fotograf dzikiej przyrody – Lech Wilczek, a po pewnym czasie, do drugiej części domu wprowadziła się prof. Simona Kossak – biolog, miłośniczka lasów i dzikiej przyrody, popularyzatorka nauki. Oboje stworzyli dom i miejsce przyjazne zwierzętom.

„Dziedzinka” dzięki swemu położeniu jest doskonałym punktem obserwacyjnym zwierząt w ich naturalnym środowisku. Dlatego też duet swoją działalnością naukową i artystyczną doprowadził do rozpropagowania unikatowych walorów przyrodniczych Puszczy Białowieskiej w czasach, gdy zainteresowanie ochroną przyrody było bardzo niskie albo prawie żadne.

Białowieża to nie wszystko!

Na zakończenie chcielibyśmy Wam przekazać, byście swojego zwiedzania nie ograniczali do Białowieży i jej okolic. Koniecznie zobaczcie co ma do zaoferowania Hajnówka, Topiło, Budy, Teremiski, Masiewo, Czerlonka czy Gródek. Te wszystkie miejsca również są bardzo interesujące! Szczególnie, że możecie tam natrafić na żubry chodzące po ulicach! Najważniejsze jednak, że wszędzie tam spotkanie serdecznych, podlaskich ludzi.

Featured Video Play Icon

Piękne i niepowtarzalne podlaskie sanktuaria. Różanystok to jedno z nich.

Archidiecezja Białostocka wyprodukowała cykl filmów dotyczących podlaskich sanktuariów. Można będzie zobaczyć ich piękno i niepowtarzalność. Pierwszy odcinek dotyczy Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku i jest już do obejrzenia powyżej. Filmy zawierają nie tylko informacje dotyczące specyfiki lokalnego kultu maryjnego, spuścizny historycznej i kulturowej. Można zwyczajnie się dowiedzieć o ciekawych miejscach do zwiedzania.

Różanystok znajduje się niedaleko Sokółki. Jest to miejsce, gdzie pielgrzymuje co roku wiele osób. Znajduje się tam także ośrodek wychowawczy, gdzie przebywa młodzież. Za sanktuarium odpowiadają Salezjanie. Historia tego miejsca zaczyna się w 1652 r. Wówczas malarz w Grodnie, najprawdopodobniej Jan Szretter, maluje na prośbę rodziny Tyszkiewiczów obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. Po 6 latach następują pierwsze cuda przed Obrazem Matki Boskiej w dworze Tyszkiewiczów w Krzywym Stoku. Następnie obraz przeniesiono do drewnianego kościoła, który pod to specjalnie wybudowano. W kolejnych latach cuda zostają uznane, zaś miejsce to zaczyna się rozwijać pod kątem religijnym.

W trakcie zaborów najpierw kościół zostaje zamknięty, a potem car przekształca go w cerkiew. Pierwsza wojna światowa zmienia sytuacje. Jednak prawosławne mniszki, które uciekają w głąb Rosji zabierają ze sobą cudowny obraz. Cerkiew zamienia się w koszary wojskowe i magazyn. 2 tygodnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Biskup wileński Jerzy Matulewicz przywraca do życia parafię różanostocką.

Podlaskie Sanktuaria Maryjne to miejsca o ciekawej i wyjątkowej architekturze. Nie zawsze są doceniane, często słabo znane, nie tylko wśród osób z innych regionów Polski czy świata, ale również wśród mieszkańców Podlasia. Wszystkie stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik pobożności, ale również cenny i niedoceniany fragment spuścizny kulturalnej, historycznej i religijnej regionu. W kilkunastominutowych filmach, dzięki nagraniom z drona, można zobaczyć przedstawiane miejsca w szerokich kadrach, z różnych perspektyw.

Featured Video Play Icon

Narwiański Park Narodowy. Czy warto tam się wybrać zimą?

Od razu odpowiemy na pytanie z tytułu tak warto. Skupimy się na tym, dlaczego. Narwiański Park Narodowy jest wyjątkowym miejscem za sprawą rzeki i jej rozlewisk, przy której mieszczą się cztery miejscowości – Kurowo, Kruszewo, Śliwno i Waniewo. W tej pierwszej znajduje się siedziba Parku, a także kładka. Kruszewo, które słynie z przepysznych ogórków to także miejsce, gdzie znajduje się zerwany most. Śliwno i Waniewo są natomiast połączone kładką z pływającymi platformami służącymi do przeprawy. Latem to także miejsce lęgowe wielu gatunków ptaków.

Patrząc na to wszystko teraz możemy się skupić na aurze zimowej. Na pewno warto zobaczyć rozlewiska z zerwanego mostu. One są przepiękne i dzikie o każdej porze roku. W Kruszewie znajduje się także prywatna wieża widokowa. Wystarczy zapukać do gospodarza. Przyjemne także będą spacery po Kurowie i Śliwnie po kładkach. W Waniewie natomiast oprócz kładki jest także wieża widokowa. Trzeba dodać, że kładka w Waniewie jest już w bardzo złym stanie technicznym i od lat czeka na remont. Dlatego wszystkie miejscowości lepiej zwiedzać z osobna. Park można objechać samochodem w okolicach Baciut.

Jest także druga część Parku Narodowego, przy której położone jest Uhowo i Suraż. Warto także odwiedzić te miejscowości. W tej pierwszej z nich jest wieża widokowa. Te drugie to jedne z najmniejszych miast w Polsce, które warto odwiedzić samo w sobie o każdej porze roku. Zimą wszystkie miejsca głównie nadają się do spacerów w przyjemnych okolicznościach. Jeżeli potrafimy wstawać rano, to warto wybrać się tam o wschodzie. Aczkolwiek zachód też prezentuje się pięknie.

Wynajem garażu – co powinna zawierać umowa?

Wynajem garażu – co powinna zawierać umowa?

Posiadanie samochodu to ogromny komfort, który poprawia jakość naszego życia. Nie marzniemy na przystankach, szybko się przemieszamy i nie musimy pamiętać o kasowaniu biletów. Samochód to również odpowiedzialność bowiem musimy go gdzieś zaparkować. Właśnie wtedy przydaje się garaż. Nie zawsze chcemy posiadać go na własność. Idealnym rozwiązaniem będzie jego wynajęcie. Umowa najmu garażu gwarantuje, że zawsze mamy gdzie stanąć, bez względu na porę dnia. To nasze indywidualne miejsce parkingowe. Wygoda i komfort wynikające z najmu miejsca garażowego są nie do opisania. Dodatkowo zabezpieczamy swój samochód przed śniegiem, deszczem lub gradem.

Dlaczego umowa najmu garażu to dobry pomysł?

Posiadanie własnego, wydzielonego miejsca do parkowania, jest dziś na wagę złota. To luksus, który ułatwia codzienne parkowanie i oszczędza nasz czas poświęcany na szukanie miejsca parkingowego. Nawet jeśli nie korzystamy z samochodu codziennie, a używamy go od czasu do czasu, własne miejsce parkingowe sprawdzi się w 100%. Garaż lub wyznaczone miejsce parkingowe to również zabezpieczenie dla naszego samochodu. Niestety posiadanie garażu na własność wiąże się z dużym wydatkiem. Warto rozejrzeć się dookoła i poszukać garażu na wynajem. Tutaj niezbędna będzie poprawnie skonstruowana umowa najmu garażu na autoumowa.pl. Jeśli spisujemy jakąkolwiek umowę, zawsze warto korzystać z gotowych, poprawnych wzorów. Dzięki temu mamy pewność, że wszystkie ważne i potrzebne rubryki do uzupełnienia, znajdują się w umowie.

Co powinno się znaleźć w umowie najmu miejsca garażowego?

Aby bezpiecznie wynająć garaż, i nie zbankrutować, powinniśmy przygotować odpowiedni wzór umowy najmu miejsca garażowego. Pisemna umowa najmu garażu nie jest obowiązkowa z punktu widzenia polskiego prawa. Jest ona jednak dużym zabezpieczeniem dla każdej ze stron. Jeśli dojdzie do wątpliwości lub niezgodności dotyczących przedmiotu najmu, umowa jest swego rodzaju zabezpieczeniem.

Umowa najmu miejsca garażowego powinna zawierać ważne informacje dotyczące obu stron zawierających umowę. Po pierwsze dane osobowe najemcy i wynajmującego. Po drugie wszelkie informacje dotyczące przedmiotu umowy. Nie mniej istotne są zawarte ustalenia dotyczące wysokości opłat za najem, terminu obowiązywania umowy oraz momentu udostępnienia pomieszczenia. Umowa najmu miejsca garażowego powinna być podpisana zarówno przez najemcę, jak również wynajmującego.

Warto również zwrócić uwagę na jeszcze jeden, bardzo ważny szczegół. Bez względu na rodzaj spisywanej umowy, a także jej przedmiot, trzeba zawsze pamiętać, aby została sporządzona w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach. Jeden otrzymuje najemca, a drugi wynajmujący.

Kto ponosi odpowiedzialność za ubezpieczenie miejsca garażowego?

Obowiązek ubezpieczenia miejsca garażowego leży po stronie wynajmującego, o ile nie zostało to uregulowane w inny sposób. Wynajmujący, czyli osoba udostępniająca garaż, jest odpowiedzialna za jego ochronę w sytuacji powstania szkody lub nieszczęśliwego zdarzenia. Jeśli dojdzie do powodzi, pożaru lub włamania, to właśnie po stronie wynajmującego leży cała odpowiedzialność i powstały problem. Właściciel oprócz dobrego zamka powinien zainwestować w prawidłowe ubezpieczenie garażu.

Odwrotnie wygląda sytuacja, jeśli wynajmujący zawrze w umowie najmu podpunkty, które przesuną odpowiedzialność na najmującego. Wtedy, w razie nieszczęśliwego wypadku, odpowiedzialność za powstałe szkody, spada na osobę użytkującą garaż. Warto na to zwrócić uwagę podczas podpisywania umowy.

Materiał partnerski

Featured Video Play Icon

Miejsca jak z baśni istnieją naprawdę. Są tuż pod Białymstokiem!

Każdego dnia wiosną, latem, jesienią i zimą tamtędy przemierza setki samochodów. Szczególnie w weekend. Wszystko to za sprawą Supraśla, który jest wyjątkową atrakcją turystyczną. Tymczasem pędząc do uzdrowiska praktycznie wszyscy pomijają prawdziwą perełkę. Mają wiele uroku latem, w słoneczne dni, a także prezentują się jak miejsca z baśni wtedy, gdy spadnie śnieg. Można ją zwiedzać piechotą, na nartach, a jak ktoś lubi to także i rowerem. Mowa tu o dwóch miejscowościach Nowodworce i Ogrodniczki.

Nowodworce

Nowodworce leżą na szlaku Wielkiego Gościńca Litewskiego, a także na trasie pieszego szlaku turystycznego z Białegostoku do Supraśla. We wsi znajduje się także mini-plaża i mostek, na którym latem można odpocząć patrząc na rzekę.

O każdej porze roku możemy trafić tam urokliwą leśną drogą. Wystarczy obserwować znaki na drzewach. Szlak zaczyna się w Białymstoku na drodze wylotowej do Augustowa, 500 metrów od skrzyżowania. Zaczyna się znakiem drogowym zakazującym ruchu kołowego (białe koło z czerwonym obwodem) z dopiskiem „Nie dotyczy ALP”. To na tyle charakterystyczne miejsce, że bez problemu je znajdziecie. Następnie należy kierować się znakami na drzewach. Jest to szlak czerwony (nie oznacza to stopnia trudności). Dlatego na skrzyżowaniach dróg wypatrujcie czerwonych oznaczeń na białym tle. W ten sposób lasem dojdziecie do ul. Wysockiego przy pętli autobusowej. Po przejściu przez ulicę na drugą stronę kontynuujcie drogę lasem za pętlą. Kolejne znaki szlaku doprowadzą Was do Nowodworców.

Do wsi prowadzi też inna, mniej znana droga. Zaczyna się przy siedzibie Wodociągów w Wasilkowie. Żwirową drogą, dojdziecie do samego mostku przy rzece Supraśl w Nowodworcach. Przez wieś prowadzi również droga rowerowa. Nie zapomnijcie odwiedzić Muzeum Straży Pożarnej. Można je zwiedzać z zewnątrz.

Ogrodniczki

To miejsce, które zatrzymuje wielu rowerzystów jadących do Supraśla. Wszystko to za sprawą wymagającej krzepy w nogach górki. Wjechanie pod nią jest prawdziwą mordęgą. Na miejscu znajduje się na szczęście trochę ławek i wiata MOR Green Velo, by sobie odpocząć. Ale to nie jest jedyna atrakcja jaka kryje się w Ogrodniczkach. Dużo więcej jest tuż za drzewami! Tam mamy dwa urokliwe zbiorniki wodne zwane „jeziorkami”. Tam też jest możliwość campingu latem oraz snowpark dla amatorów śnieżnego szusowania. Przepiękne są także widoki, gdy jesteśmy na górze i patrzymy w dół terenu.

I pomyśleć, że to wszystko tak blisko Białegostoku…

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych to dobrze zorganizowana ekipa! Jest bliska wygranej w prestiżowym konkursie.
fot. Facebook BKKN / Białostocka ekipa na wyjeździe we Wrocławiu

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych to dobrze zorganizowana ekipa! Jest bliska wygranej w prestiżowym konkursie.

Chociaż wszyscy są niepełnosprawni, to łączy ich zupełnie coś innego – pasja. Dzięki niej i dzięki wzajemnej obecności są dla siebie niewyobrażalnym wsparciem. Pretekstem do wyjścia z domu i wspólnego spotkania jest dla nich mecz Jagiellonii Białystok i reprezentacji Polski. To na stadionie nawiązali przyjaźnie, poznali nowych ludzi, a co najważniejsze dla nich – nauczyli się funkcjonować w społeczeństwie. Mowa tu o Białostockim Klubu Kibiców Niepełnosprawnych.

Warto dodać, że to nie jest to napisane na wyrost. Oni, mimo różnych niepełnosprawności, są świetnie zorganizowani i bardzo aktywni! Skrzykują się, jadą razem setki kilometrów na wyjazdowe mecze Jagiellonii i mecze reprezentacji Polski. Aktywnie kibicują również w Białymstoku na meczach u siebie. Nie brakuje ich również na meczach białostockich drużyn futsalowych czy rugby. Jak sami określają – kibicowanie daje im wolność. Są też dla siebie doskonałą grupą wsparcia, bo mierzą się z podobnymi problemami.

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych na swoim koncie ma zorganizowane 15 wyjazdów na mecze Jagiellonii i reprezentacji. Łącznie pojechało na nie kilkadziesiąt osób. Oprócz oglądania widowiska sportowego grupa zwiedza także miasta, które odwiedza. Gdy jacyś niepełnosprawni kibice przyjeżdżają z Polski na Podlasie, to także zostają przez BKKN odpowiednio ugoszczeni.

Swoją aktywnością uświadomili wielu ludziom i instytucjom, że jakiekolwiek wydarzenie sportowe czy kulturalne musi uwzględniać osoby niepełnosprawne. Teraz startują w konkursie Podlaska Marka Konsumentów i są na dobrej drodze do wygranej. Wy także możecie zagłosować na nich. Wystarczy podać organizatorowi (Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego) swój numer telefonu i pobrać kod sms. Następnie wpisać ten kod i potwierdzić. To wszystko!

Podlaska Marka to jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych plebiscytów odbywających się na terenie regionu, organizowany nieprzerwanie od 14 lat przez Marszałka Województwa Podlaskiego i niezmiennie cieszący się dużym zainteresowaniem regionalnych producentów i konsumentów. W ciągu ostatniej dekady w konkursie rywalizowało łącznie kilkaset produktów, które do dzisiaj, dzięki obecności na rynku i swojej doskonałej jakości, przyczyniają się do promocji Podlaskiego w kraju i poza granicami Polski. Wśród laureatów znajdują się zarówno produkty dużych podlaskich przedsiębiorstw, takich jak np.: Mlekovita, Polmos, Pronar, ale również drobnych producentów, kultywujących tradycje dziedzictwa kulturowego regionu.

Otrzymanie tytułu Podlaskiej Marki Roku nie wynika z wysokości sprzedaży, czy z liczby zatrudnionych pracowników, ale z wysokiej jakości i unikatowych walorów wytwarzanych produktów. Podlaska Marka przyznawana jest więc najciekawszym inicjatywom, najpiękniejszym miejscom oraz najlepszym produktom, których wspólnym mianownikiem jest obszar ich realizacji – województwo podlaskie.

Czy turystyka wróci do Białowieży i Kruszynian? Kończy się stan wyjątkowy.

Czy turystyka wróci do Białowieży i Kruszynian? Kończy się stan wyjątkowy.

Ostatni dzień listopada będzie ostatnim dniem stanu wyjątkowego, który został wprowadzony po tym, gdy dyktator Łukaszenko zaczął eskalować napięcie na granicy Polski i Białorusi. Przypomnijmy, że w odległości 3 kilometrów od pasa granicy mają wstęp tylko mieszkańcy. Osoby z zewnątrz mogą tam się pojawić tylko w ramach obowiązków służbowych. Taka decyzja uderzyła w dwie turystyczne miejscowości – Białowieżę i Kruszyniany. Dodatkowo, obecność dużej ilości wojska, policji i straży granicznej nad granicą była całkowicie zrozumiała i dawała poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie spowodowała zmęczenie psychiczne mieszkańców. Dodatkowo ciężko było, gdy co raz w pobliżu koczowały grupy migrantów, a czasem dochodziło także do ich zgonów.

Po ostatnich szturmach na granicy, póki co sytuacja się uspokoiła. Nie wiadomo jednak na jak długo. Jedno jest pewne, pod koniec listopada kończy się stan wyjątkowy. O ile dostęp do pasa na granicy dalej nie będzie możliwy za sprawą nowej ustawy o ochronie granic państwowych, toteż dostęp do Białowieży i Kruszynian już tak. Czy turyści skuszą się na powrót?

Biznes w tej branży jest bardzo delikatny i buduje się go latami. Szczególnie ciężko jest w Kruszynianach, gdzie mieszkają Tatarzy, gdzie stoi zabytkowy i wyjątkowy drewniany meczet, jest też mizar (tatarski cmentarz). Najpopularniejsze gospodarstwo agroturystyczne w szczycie sezonu spotkało nieszczęście i doszło do pożaru. Potem wybuchła pandemia koronawirusa, która doprowadziła do wprowadzenia lockdownu. Gdy już można było „wracać do normalności”, to zaraz wprowadzono stan wyjątkowy.

W Białowieży natomiast jest duża baza hotelowa, która została także uderzona lockdownem, a teraz kolejny raz oberwała stanem wyjątkowym. Przez cały rok było tam mnóstwo turystów, którzy odwiedzali park narodowy i rezerwaty. Teraz jest tam zupełnie pusto. Białowieża to bowiem wieś, chociaż ze względu na liczbę mieszkańców (ponad 2500) powinna być miastem.

Niestety, raczej nie będzie też tak, że po zakończeniu stanu wyjątkowego turyści rzucą się do zwiedzania Kruszynian i Białowieży. Po tym co się stało, przygraniczna część Podlasia może kojarzyć się reszcie kraju jako miejsce potencjalnie niebezpieczne. Dlatego przed branżą turystyczną w naszym regionie stoi ogromne zadanie, by odbudować w turystach poczucie bezpieczeństwa. A trzeba dodać, że to nie jest tak, że ucierpią tylko te dwa miejsca. Rykoszetem może oberwać również Supraśl, Augustów, Wigry, a nawet szerszej odkrywane dopiero teraz okolice Sejn, Siemiatycz czy Sokółki.

Przed nami zima. Jeżeli spadnie dużo śniegu, to może to uratować resztki sezonu w Białowieży, a być może i Kruszynianach. Obie te miejscowości pod białym puchem wyglądają naprawdę bajecznie i cudownie. Niestety gwarancji pogody nie ma. Nie ma też gwarancji, że białoruski dyktator powiedział ostatnie słowo.

Featured Video Play Icon

Oto twórcy ludowi Podlasia. Zobacz, jak powstają wyjątkowe regionalne produkty.

Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku wyprodukował wyjątkowy film, w którym możemy poznać twórców ludowych z Podlasia. Zwykle można było się o nich dowiedzieć jeżdżąc po lokalnych festynach. Tym razem może z nimi i ich dziełami zapoznać się szersza publiczność.

W filmie możemy zobaczyć Panią Teresę Pryzmont z Wasilówki, która wprowadza widzów w świat krosna. Opowiada też o tym jak zaczęła się jej przygoda z tkaniem, gdy była dzieckiem. Kolejnym twórcą jest Michał Koc, rzeźbiarz z Hajnówki. Opowiada o swojej pasji, którą zajął się, gdy nie mógł dłużej pracować w swoim zawodzie. Ciekawa jest również opowieść Jana Szarkiela, który jest stolarzem z Ciełuszek. Wykonuje on przepiękne drewniane ornamenty, które zdobią niejeden dom w Krainie Otwartych Okiennic. Kolejny twórca z filmu mógłby mieć pseudonim „gliniarz”, bo zajmuje się garncarstwem. Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej to także utalentowany człowiek. Swoim zajęciem para się od 25 lat!

W dalszej części filmu możemy także poznać Jerzego Tarasiewicza, który jest tokarzem z Hajnówki. Wykonuje on przepiękne naczynia z drewna. Kolejnym twórcą jest Marek Kozak, który jest kowalem we wsi Simuny. Warto dodać, że nie chodzi o podkuwanie koni, lecz o kowalstwo artystyczne. Wieszaki, świeczniki, ale też kute płoty i bramy to jego specjalność. Ciekawe zajęcie ma także Piotr Bogacewicz, który tworzy małe dzieła sztuki… poprzez wycinanie papieru. Mieszka w Krywiatyczach. Jego rodzina robi to z pokolenia na pokolenie. Warto dodać, że twórca pasją zaraził też swoje dzieci. Warto dodać, że wycinanki można zastosować choćby podczas kolędowania.

Krystyna Cieśluk tworzy natomiast pisanki. Pochodzi z Lipska, gdzie można napotkać ogromną pisankę, zdobiącą miasto. Warto dodać, że na jajkach nie znajdują się przypadkowe wzorki. Wszystko jest przemyślane i ma odniesienia religijne. Pani Krystyna została nauczona, by umieszczać na pisance wszystko co nas otacza – to co na niebie i to co na ziemi. Dlatego też, jej wielkanocne dzieła są przepiękne i wyjątkowe.

Opowieści twórców przeplatane są pięknymi widokami Podlasia. Możemy zobaczyć niezwykłe krajobrazy i ujęcia z drona. Warto to dzieło zobaczyć, bo jest na czym oko zawiesić i też można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poszerzając własne horyzonty.

Białostoczanie w ramach protestu używali nafty. Tak zmusili elektrownię do obniżek cen!
fot. Muzeum Podlaskie w Białymstoku

Białostoczanie w ramach protestu używali nafty. Tak zmusili elektrownię do obniżek cen!

Białystok na początku XX wieku, od kilkudziesięciu lat był już prężnie rozwijającym się miastem dzięki kolei. W 1908 roku dodatkowym czynnikiem pobudzającym było zniesienie przez Cesarstwo Rosyjskie (pod którego zaborem była Polska) poddaństwa chłopów. W praktyce oznaczało to, że mogli oni migrować. Wielu z nich mieszkając w okolicy, wybrało Białystok. Przemysł ruszył z kopyta, bo liczba firm produkujących w mieście szła w setki. Samych zajmujących się włókiennictwem było 300.

We wspomnianym 1908 roku została zawarta umowa pomiędzy Białymstokiem a Niemieckim Towarzystwem Przedsiębiorstw Elektrycznych w Berlinie. Na jej mocy towarzystwo zobowiązało się do zbudowania w mieście elektrowni. W zamian Białystok nie mógł zbudować takiego budynku samodzielnie lub pozwolić komuś jeszcze na taką inwestycję. Wszystko przez 50 lat. Potem elektrownia miała przejść na własność miasta. 13 maja 1913 roku, przy ul. Elektrycznej 13 powstała pierwsza elektrownia w mieście.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego, korzystając z monopolu firma podnosiła mieszkańcom ceny energii przy każdej możliwej okazji. Prowadziło to do sporów. Wielcy odbiorcy przemysłowi, jak warsztaty kolejowe w Łapach płaciły 15,5 gr, magistrat za oświetlenie ulic 61 gr, odbiorcy przemysłowi w Białymstoku po 77 gr, a prywatni 88 gr za 1 kWh. Takie ceny dla odbiorców prywatnych, podczas gdy w Krakowie cena wynosiła 55 gr, a w Warszawie 73 gr powodowały wielkie niezadowolenie odbiorców. Prowadziło to do ciągłych sporów z magistratem i mieszkańcami. Miasto groziło wypowiedzeniem umowy i skierowało sprawę do sądu.

W latach 1930-33 wybuchały strajki elektryczne w czasie których rezygnowano z korzystania z energii elektrycznej. W takiej sytuacji powołany został Ogólnozwiązkowy Komitet do Walki o Tańsze Światło Elektryczne, który ogłosił 7 i 8 września 1932 roku dniami strajku ostrzegawczego. Drobni sklepikarze, a także różne inne firmy, które najbardziej korzystały z prądu najpierw każdego dnia strajku całkowicie wyłączali prąd. 22 stycznia 1933 roku został rozpoczęty bezterminowy strajk elektryczny. Protest objął również Wasilków i Łapy. Przez 2 miesiące protestujący mieszkańcy nie używali prądu! Doprowadziło to do powstania strat w elektrowni sięgających 150 tys. zł.

Białostoczanie używali nafty, a strajk przyniósł im korzyść. Monopolista został zmuszony do spełnienia żądań i obniżek cen. Porozumienie osiągnięto 12 maja 1933 r. Umowa elektrowni z miastem nie dotrwała do końca. II wojna światowa zniszczyła biznes. Ostatecznie w 1944 roku elektrownię upaństwowiono. Dziś jest to siedziba Galerii Arsenał.

Podlaskie ma nowy szlak turystyczny! To malownicza trasa z Tykocina do Wasilkowa.
fot, Fundacja Obowiązek Polski

Podlaskie ma nowy szlak turystyczny! To malownicza trasa z Tykocina do Wasilkowa.

Obecnie z Tykocina do Wasilkowa można dojechać dosyć szybko najpierw obwodnicą, a później drogą ekspresową. Przyznajmy sobie jednak, że widoków żadnych ciekawych nie będzie. Dlatego świetną alternatywą jest nowy szlak turystyczny „Pamięć i Tożsamość”, który łączy oba miasta.

Trasa biegnie spod Alumnatu w Tykocinie poprzez Górę, Pacową Chatę, Borsukówkę, Chraboły i kończy w Wasilkowie w Folwarku Nadawki tuż przy stajni Grot. Malownicza trasa szlaku prowadzi przez podlaskie wsie o nieznanych, często ciekawych historiach, co skłania do lepszego poznania regionu, otaczającej go przyrody, jego historii, czy tradycji. Jako pierwsi szlak przemierzyli go ci, którzy szlak stworzyli czyli Podlaska Chorągiew Husarska. Oczywiście przejechali ją konno.

Nowy szlak prowadzi przez malownicze tereny nad Narwią. Kolejny przystanek Pacowa Chata to wioska tematyczna, przysiółek szlachecki, w którym poznać możemy sarmackie tradycje. Następnie trasa prowadzi wzdłuż Puszczy Knyszyńskiej aż do Wasilkowa. Nie zapomnijmy też, że warto dokładnie zwiedzić zarówno Tykocin jak i Wasilków. Trasa szlaku ta ma 45 kilometrów. Można ją przemierzyć pieszo, biegiem, rowerem lub… konno tak jak robiono to dawniej. Niezależnie od środka transportu, warto choć raz się tamtędy przejść.

Featured Video Play Icon

Kładka Waniewo-Śliwno. Tak obecnie wygląda przeprawa przez rozlewiska.

Jak wiadomo, od dłuższego czasu kładka od strony Waniewa jest w fatalnym stanie technicznym. Zadbana część biegnąca od Śliwna to ta należąca do Narwiańskiego Parku Narodowego. Ta druga zaniedbana należy do gminy Sokoły. Wójt Józef Zajkowski, pytany przez dziennikarzy o remont, wielokrotnie się wypowiadał że cały czas to planuje. Jako największą przeszkodę w realizacji wskazywał konieczność wykonania drogiej inwestycji z drewna dębowego, by było to na lata. Nie sposób mu odmówić racji. Ostatnio obiecywał prace na majówkę. Jak widać na powyższym filmie dalej jest źle. Wstyd dla gminy Sokoły, że ma takiego wójta, co tylko planuje i nic więcej nie robi. Kładka jest odwiedzana przez ogromne tłumy turystów. Wszyscy oni potem wracają do swoich miast i opowiadają o zniszczonej infrastrukturze co rzutuje na całe Podlaskie.

Od strony Śliwna kładka została świeżo wyremontowana w 2018 roku. Teraz jest jeszcze lepiej, bo pierwsze zejście jest poprawione i utwardzone kostką. Po drodze przeprawiamy się platformami po rozlewiskach i mijamy wieże widokowe. Możemy z nich obserwować to, co się dzieje w przyrodzie. Na powyższym filmie turysta napotkał na swojej drodze lisa, który akurat zwinął jajko. Warto jednak wziąć ze sobą lornetkę, gdyż można w okresie lęgowym napotkać wiele pięknych gatunków ptaków. Sam spacer jest już dobrą sprawą.

Długość kładki wynosi 1050 metrów. Obecnie niestety, końcówka trasy przez wspomniane wyżej długotrwałe planowanie wójta jest niedostępna. Jak widać na powyższym filmie – można ewentualnie iść po zdezelowanej części. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tej części, która jest dostępna. Na kładce obowiązują bilety wstępu do Narwiańskiego Parku Narodowego. Kupić je można w siedzibie Parku w Kurowie oraz przez internet na stronie instytucji.

 

Białystok zyska kolejny przystanek kolejowy. Przydałoby się jeszcze kilka innych.
Przystanek na Zielonych Wzgórzach już powstaje. fot. PKP PLK SA

Białystok zyska kolejny przystanek kolejowy. Przydałoby się jeszcze kilka innych.

Trwa budowa przystanku kolejowego pomiędzy ulicami Zielonogórska i Starosielce w Białymstoku. Jest to część trasy Rail Baltica. Wszystko będzie tak skonstruowane, że pociągi jadące na przykład z Ełku do Bielska Podlaskiego oraz z Łap do Ełku nie będą musiały zajeżdżać do Białegostoku. To wszystko w teorii. W praktyce pociągi będą jeździć tak, jak zaplanuje przewoźnik. Szczególnie, że pomijanie głównej stacji w mieście nie ma żadnego sensu.

Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Transport kolejowy nie polega na przewożeniu wyłącznie pasażerów. Dlatego jeżeli nawet nie będzie połączeń pasażerskich pomiędzy stacjami „Ełk – Bielsk Podlaski” czy też „Łapy – Ełk”, toteż istnienie takiej infrastruktury pozwoli na planowanie nowych łańcuchów dostaw, co przyczyni się do rozwoju naszego regionu.

Jednak nie wolno być minimalistą. W interesie wszystkich mieszkańców jest rozwój kolei także dla pasażerów. W ostatnim czasie pisaliśmy, że największym w zasadzie problemem jest brak połączenia ze Śniadowem (mimo istniejących przejezdnych torów) oraz brak połączenia kolejowego z Białowieżą. Jest też problem wykluczenia Łomży. Od 1993 roku nie było tam pociągu pasażerskiego. Mają one wrócić, ale plany są bardzo mgliste. Ogólnie mówiąc jakieś plany są, ale żadnych realnych terminów. Prace projektowe (czyli konkretny plan budowy) mają zostać ukończone dopiero w 2023 roku). Zaś rozpoczęcie robót budowlanych ma być w nowej perspektywie finansowej UE. W praktyce oznacza to, że takie połączenie będzie jeżeli Unia w kolejnym rozdaniu środków będzie łożyć dalej na rozwój kolei. Bo urzędnicy z Brukseli mogą powiedzieć „dość”, tak jak to było w przypadku lotnisk regionalnych. Wtedy zostaniemy sobie z planami.

Niezależnie od tych planów ma być budowane z połączenie kolejowe łączące Ostrołękę z Łomża i Giżyckiem. Tutaj jednak również terminy nie są zbyt napięte. Ogólnie wszystkie inwestycje kolejowe związane z budową CPK mają potrwać do 2034 roku. Trudno też powiedzieć czy do tego czasu projekt dotrwa, gdyż może zniknąć w momencie zmiany władzy w Polsce.

Oprócz wspomnianego wyżej problemu Łomży, który może zostanie w końcu rozwiązany przez odpowiednie inwestycje, powstaje jeszcze Rail Baltica. Połączenie w naszym regionie przebiega po obecnych torach kolejowych, tyle że na nowoczesnej infrastrukturze. Przy okazji budowane są również przystanki kolejowe. Jadąc do Warszawy pociągiem można zauważyć, że niektóre z nich zatrzymują się w zupełnie nowych miejscach. Czy zatem pociąg pośpieszny w przyszłości będzie też zatrzymywać się na Nowym Mieście? Bardzo możliwe. Nowoczesne składy dużo szybciej sobie radzą z zatrzymaniem i ponownym ruszeniem niż maszyny starego typu. Dlatego też nie powoduje to zbyt wielkich opóźnień w rozkładzie jazdy. Ciekawe jednak czy nie odbędzie się to kosztem stacji Starosielce?

Trzeba się jeszcze przyjrzeć czy jest sens omijania przez pociągi pasażerskie Białegostoku. Obecnie pociąg z Hajnówki do Gdyni jedzie przez stację główną i tak powinno zostać. Jeżeli będzie połączenie Olsztyn – Warszawa przez Białystok (które samo w sobie nie ma sensu), to także jeszcze głębszym nonsensem byłoby omijanie stolicy województwa podlaskiego i zatrzymywanie się wyłącznie na stacji na Zielonych Wzgórzach. Dlatego nowa infrastruktura łącząca 3 kierunki w tamtym miejscu będzie raczej przydatna tylko dla pociągów towarowych.

Tak czy siak inwestycje kolejowe cieszą. Patrząc z perspektywy ostatnich dekad, to po upadku PRL z powodów finansowych kolej w Podlaskiem bardziej dogorywała. Teraz rozkwita. Warto jednak zauważyć, że w Białymstoku i jego okolicach przydałoby się jeszcze kilka innych przystanków kolejowych. Zauważalny jest mocno brak takowego na osiedlu Białostoczek, Szczególnie, że planowane są dodatkowe dwa przystanki w Wasilkowie – jeden przy ul. Nadawki obok działek, drugi na osiedlu Lisia Góra. Gdyby jeszcze dodać do tego przystanek na wspomnianym Białostoczku to od stacji głównej można by było stworzyć całkiem dobre, lokalne połączenie z Czyżewa aż do Grodna. Tego typu propozycji snuć można jeszcze więcej. Póki co kolej jest u nas traktowana podobnie jak ścieżki rowerowe. Są to inwestycje przy okazji. Gdyby Unia nie dawała, to sami by nie budowali.

Featured Video Play Icon

Plażowanie w Podlaskiem. Mapa kąpielisk w regionie.

Chociaż sezon letni już trwa, to warto pokazać, gdzie można plażować w Podlaskiem. Jeżeli lubicie spędzać czas nad wodą, to warto pojechać to tu, to tam. Trochę odmiany zawsze urozmaica czas wolny. Z powodu przyduchy nie zalecamy kąpieli w rzece Supraśl w Supraślu, Nowodworcach i Wasilkowie. Chociaż już jej nie ma, to trzeba poczekać na badania wody. Zaznaczyliśmy te kąpieliska na żółto. Nie warto jednak tych plaż przekreślać. Niedługo sytuacja może się zmienić.

Jeżeli chodzi o pozostałe kolory, to na zielono zaznaczyliśmy plaże, gdzie jest ratownik. Ale nie oznacza to, że w zaznaczonych na pomarańczowo nikogo nie ma. Tu po prostu nie posiadamy aktualnych informacji. Warto jednak korzystać z plaż w całym regionie. Każda z nich ma co innego do zaoferowania. Nie tylko piaszczyste lub trawiaste brzegi. Niektóre mają też wypożyczalnie sprzętów wodnych i gastronomię na miejscu.

Najważniejsze jednak jest to, że wybór kąpielisk w całym Podlaskiem jest naprawdę okazały. To, co zaznaczyliśmy na mapie to i tak nie wszystkie miejsca, gdzie można się kąpać. Nad samym Kanałem Augustowskim małych miejsc z dobrym zejściem do wody jest mnóstwo. Jednak to wszystko miejsca „dzikie”. Ani tam ratowników, ani też solidnej infrastruktury. Jeżeli pasuje Wam taka sytuacja, to też warto korzystać. Człowiek jest kowalem własnego losu. Nic nie ochroni Was tak jak własny rozum. Życzymy udanego wypoczynku!

Katastrofa ekologiczna na rzece Supraśl. Trzeba ją ratować!
fot. OSP Supraśl, Zalew w Supraślu

Katastrofa ekologiczna na rzece Supraśl. Trzeba ją ratować!

Śnięte ryby, na całej szerokości rzeki Supraśl, zastali strażacy w sobotę 10 lipca 2021 r. po zgłoszeniach wędkarzy. Plaże w Supraślu i Wasilkowie zostały obłożone zakazem kąpieli do odwołania. Wstępnie ustalono, że nastąpiła tzw. „przyducha”. Jej konsekwencje odczujemy przez kolejne lata. Potrzebne są pilne inwestycje, by ratować rzekę.

Jak wiemy z lekcji chemii, woda to inaczej H2O czyli połączenie wodoru z tlenem. „Przyducha” natomiast to taki stan, w którym tlenu w wodzie jest dużo mniej niż powinno. Jego braki powodują powolną śmierć ryb, które najpierw zaczynają być niecierpliwe. Potem ich ruchy są gwałtowne. Zaczynają też próbować łapać powietrze. W kolejnym kroku skóra i skrzela bledną, następuje wytrzeszcz oczu i śmierć z osłabienia. Masowe wymarcie ryb wpływa na cały ekosystem. Jak wiemy z biologii – istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. Brak ryb powoduje głodowanie innych gatunków i ich migrację – choćby ptaków. Ostatecznie dochodzi do pogorszenia się jakości życia człowieka.

To z czym mieliśmy do czynienia na rzece Supraśl, możemy nazwać katastrofą ekologiczną. Doszło do zjawiska, które zabiło masowo ryby. Dodajmy, że jest początek lata i początek kłopotów. „Przyducha” wystąpiła dlatego, że najpierw występowały obfite deszcze. Powstały rozlewiska na łąkach. W takim środowisku powstały masowo mikroorganizmy, które natomiast zabrały tlen rybom. Przed nami zapewne kolejne letnie ulewy. Przypomnijmy, że człowiek doprowadził do zmian klimatycznych, przez co zjawiska atmosferyczne rzadko występują normalnie. Są wielkie ulewy, rekordowe upały czy trąby powietrzne.

Napowietrzanie Zalewu w Wasilkowie

Odrodzenie się środowiska na rzece Supraśl wymagać będzie kilku lat. Jednak trzeba zaznaczyć, że mówimy tu o latach bez kolejnych „przyduch”. Dlatego też bez ratowania rzeki przez człowieka, może to być niemożliwe. Podobny problem mieli w Ełku. Tam wykonano rekultywację zbiornika wodnego. Specjalne urządzenia napowietrzają wody jeziora za pomocą 2 urządzeń, zanurzonych w najgłębszych miejscach jeziora. Jednocześnie dozowane są do wody sól i żelazo, które powodują dezaktywację fosforu. Aby ograniczyć dopływ mikroorganizmów do wody umieszczono glony poroślowe. Generalnie rzecz biorąc – uczyniono z jeziora wielkie akwarium.

Weźmy pod uwagę, że rzeka płynie i jest to inny rodzaj zbiornika niż jezioro. Problem „przyduchy” wystąpił nad zalewem w Supraślu, a następnie przeniósł się rzeką nad zalew w Wasilkowie. Dlatego też te dwa zbiorniki wodne powinny zostać zamienione jak najszybciej w takie „akwaria”. Gminy Supraśl i Wasilków jeżeli chcą ratować rzekę, to powinny natychmiast zacząć planować tego typu inwestycje. W innym przypadku będziemy świadkami kolejnych, coraz częściej występujących „przyduch”. Coraz częstszy będzie też widok strażaków, którzy ręcznie będą napowietrzać zbiorniki. Będą też zakazy kąpieli. Czy tego chcemy?

Featured Video Play Icon

Ogromny obszar dzikiej przyrody. Na miejscu czuje się magię. To oni służą tej ziemi.

22 kwietnia to Światowy Dzień Ziemi. Tak jak w Walentynki ludzie przypominają sobie o miłości, tak też w święto naszej planety ludzie przypominają sobie o ekologii. Nawet w ostatnich czasach stało się to modne. Chociaż azjatyckie rzeki za sprawą tamtejszych mieszkańców to szambo, które wpływa do wspólnych Oceanów, to najgorliwsi w byciu „eko” są Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska. Oczywiście obciążając tym zwykłych ludzi zamiast tych, którzy najbardziej przyczyniają się do degradacji środowiska.

Ciągłe dążenie do nowoczesności, ciągłe ulepszanie świata, a także nieustanna pogoń za pieniądzem nie sprawiają, że ludzie są szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie – nieustanna konsumpcja wszystkiego co się da doprowadza do wielu ludzkich nieszczęść i tragedii. Ludzie przeglądają social media i myślą, że tak wygląda świat, a ich życie jest marne. Życie w Województwie Podlaskim jest zgoła inne. Oczywiście Białystok jest „europejski”, ale wystarczy wyjechać poza jego obszar, by zobaczyć że nikt u nas czas nie pędzi tylko co najwyżej bimber. Ludzie żyją spokojnie w wiejskich i małomiasteczkowych wspólnotach, że jak ktoś chce „zażyć” świata to jedzie do Białegostoku albo Warszawy, ale zawsze wraca.

Doskonałym przykładem takiego spokoju są okolice Biebrzy. Sam park narodowy to ogromny obszar dzikiej przyrody. Wystarczy tam przyjechać, a od razu czuje się magię tego miejsca. A co jeśli ktoś tam mieszka? Jest prawdziwym szczęściarzem. Tak też można powiedzieć o tych, którzy są w biebrzańskiej służbie. To ich codzienna praca powoduje, że na tym kawałku ziemi przyroda działa w sposób niezakłócony. Gdy rok temu wybuchł ogromny pożar – oni ratowali nie tylko park narodowy, ale przede wszystkim swój dom.

Tak jak pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego służą swojemu kawałkowi ziemi, tak w Światowy Dzień Ziemi warto pamiętać, że zamartwianie się o cały świat nie ma sensu. Wiara, że politycy rozwiążą problemy klimatyczne jest nieco naiwna. Wystarczy służyć ziemi – nie trzeba całej. Niech każdy pod opieką ma swój kawałek. Swoją własną lokalną ojczyznę. I takie przesłanie mamy dla Was na 22 kwietnia i wszystkie kolejne dni.

Featured Video Play Icon

Białystok – wiele może Was tu zaskoczyć. Zobacz zanim tu przyjedziesz!

Białystok to miejsce, które staje się coraz atrakcyjniejsze dla turystów. Tym razem naszym miastem zainteresował się dziennikarz Mateusz Grzymkowski, który na swoim kanale YouTube w niezwykle barwny sposób pokazał i opowiedział o naszym mieście. Dzięki czemu wszyscy, którzy kojarzą nas z Kononowiczem, disco polo mogą słodko się zdziwić.

Od niedawna stolica Podlasia kojarzy się wielu negatywnie. Swoją cegiełkę dołożył tu m.in. Lord Kruszwil, który pokazał Białystok jako zacofaną wieś. W swoim vlogu niemal równo po „słynnym” nagraniu pokazuję Białystok z zupełnie innej strony. Wiele może Was zaskoczyć! Zobacz zanim tu przyjedziesz! Vlog „Białystok stolica Podlasia!” jest krótką opowieścią o miejscach mniej i bardziej znanych. Bo przecież to wschodnie miasto to nie tylko disco polo, Zenek Martyniuk czy Krzysztof Kononowicz. Ma o wiele więcej do zaoferowania! Nie zdradzam jednak wszystkiego. Wskazuję drogę i liczę, że ten vlog zachęci Was do przyjazdu do stolicy Podlasia jak i do pozostałych miejsc na Podlasiu. – opisuje dziennikarz.

Na filmie zobaczymy oczywiście Pałac Branickich, katedrę, murale czy drewniane domy. Warto jednak zobaczyć film dlatego, że jest wszystko co widzimy jest ciekawie opowiedziane. Na szczęście Mateusz Grzymkowski nie odkrywa wszystkich kart i zostawia coś dla tych, co nigdy u nas nie byli i być może skuszą się na odwiedziny. Szczególnie latem – gdy Rynek tętni życiem niemal całą dobę.

Featured Video Play Icon

Tak wyglądały przedwojenne Suwałki. Zobacz film z 1937 roku.

Zwykle stare filmy z podlaskich miast możemy oglądać tylko dlatego, że kręcili je żołnierze okupantów na potrzeby propagandy. Zarówno niemieccy jak i rosyjscy – prowadząc wojnę na wielu frontach – tworzyli całe dokumenty dla swoich obywateli, by utwierdzać ich w słuszności prowadzonej polityki względem innych państw. W tym przypadku jest zupełnie inaczej, bo film z Suwałk powstał w 1937 roku czyli w czasie, gdy II Rzeczypospolita Polska cieszyła się niepodległością już 19 lat. U władzy był już Hitler, jednak życie w Polsce toczyło się spokojnie – a tym bardziej w Suwałkach. Przypomnijmy tez, że wówczas nasz kraj granicami sięgał aż do Wilna, więc nasz region był bardziej w środku niż na wschodzie.

Niniejsze filmy pokazują tzw. dzielnicę żydowską w Suwałkach. Na nagraniu zobaczycie na przykład Synagogę, Park, czy też jedne z głównych ulic w mieście – Noniewicza oraz Marii Konopnickiej. Nie zabrakło w kadrach słynny jarmarku. Film składa się z dwóch części. W tej drugiej możemy obejrzeć cmentarz żydowski przy ulicy Zarzecze, publiczną łaźnię, ulicę Kościuszki, ratusz czy rzekę Czarną Hańczę. Warty uwagi jest również Dom Starców Żydowskich, który znajdował się przy ulicy Noniewicza.

https://www.youtube.com/watch?v=uNhMdLafcZ4

Dziś nie istnieje już ani gmina żydowska ani synagoga. Ulica Noniewicza nazywała się wówczas Joselewicza 36 i tam znajdowała się świątynia. Bożnica pochodząca z 1828 roku była murowana, o długości 30 metrów i szerokości 16 metrów. Miała dwa rzędy wielkich okien i osiem kolumn od frontu. Charakterystycznym elementem budowli były: okazały kolumnowy portyk oraz falista attyka. Okolice synagogi zamieszkiwała do II wojny światowej głównie mniejszość żydowska, której przedstawiciele w znacznym stopniu opanowali lokalny handel i przemysł.

Synagoga została zdewastowana przez Niemców na początku okupacji. Po wojnie częściowo zniszczony i opuszczony budynek stopniowo popadał w ruinę. W 1952 roku świątynia została wpisana do rejestru zabytków województwa białostockiego. Jako właściciela budynku wskazano Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, Oddział w Białymstoku. Cztery lata później, w 1956 r. synagoga, będąca już w stanie katastrofy budowlanej, na polecenie władz lokalnych i za zgodą ówczesnego ministra kultury została skreślona z listy zabytków i zburzona.

Tak wyglądały przedwojenne Suwałki. Zobacz film z 1937 roku.
Synagoga w Suwałkach, stojąca przy ul. Joselewicza 36 / fot. Archiwum UM Suwałki

 

Featured Video Play Icon

Tak promowało się Podlaskie 10 lat temu. Czy wiele się zmieniło?

Czasem warto wrócić po latach do czegoś, co już się obejrzało. Można jeszcze raz zrozumieć, poznać na nowo zapomniane lub porównać z tym co aktualne. Wracamy po 10 latach do filmu promocyjnego województwa podlaskiego. Tak się składa, że dziś gdyby jeszcze raz nagrać ten sam film, to tylko jednej sceny by się nie udało zrealizować – skoku na deskorolce przy Centralu. Wszystko dlatego, że zlikwidowano tam murek widoczny w kadrze filmu. A reszta? Bez zmian.

Od razu nasuwa się pytanie czy to dobrze czy źle. Cały czas mamy presję rozwoju, bo nie można stać w miejscu. Każdy chce zarabiać coraz więcej, więc produkujemy coraz więcej, konsumujemy coraz więcej, zamawiamy coraz więcej usług. Gdyby to wszystko realizować także na Podlasiu, to nie zniknąłby tylko ten murek, ale coś więcej. Zatracilibyśmy się w tym co materialne i całkowicie odsunęlibyśmy od siebie to co duchowe. W 2020 roku za sprawą znanych każdemu wydarzeń mieliśmy przedsmak takiego świata.

Co jest jego odwrotnością? To, do czego ludzie uciekali, gdy im nic nie było wolno. Natura. Rzeki, lasy, pola, jeziora, ale też dzikie zwierzęta. Pośród tego świątynie pełne ludzi, należących do tej samej wspólnoty. Świat, gdzie nikt nie jest sam, a życzliwi ludzie są na każdym kroku. To właśnie Podlasie z jego magią. To fascynujące, ze po 10 latach, mimo prężnie rozwijającego się świata u nas nie zmieniło się zbyt wiele. A gdy świat na rok się zatrzymał, to u nas tylko w Białymstoku, Łomży, Suwałkach i innych powiatowych miejscowościach można to było poczuć. W mniejszych miejscowościach było tak jak zawsze. I to jest właśnie dobre. Ciągle wracamy do czegoś co było w przeszłości, bo nie cierpimy przyszłości oraz zmian. A na Podlasiu czas płynie tak wolno, że zmiany są ledwo dostrzegalne.

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze „śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek „tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

Czy na Podlasiu jest miejsce dla genetycznie modyfikowanych drzew?
fot, Wrota Podlasia

Czy na Podlasiu jest miejsce dla genetycznie modyfikowanych drzew?

W PRL masowo sadzono topole, bo bardzo szybko rosły. Niestety także latem mocno rozwiewało puch z takich drzew, który to był dosłownie wszędzie i przylepiał się do wszystkiego. Jako dziecko pamiętam, że puch bardzo łatwo się palił, a topola ogromna dzięki wiatrowi przyjemnie szumiała. Gdyby dawniej zrobić pocztówkę z Polski, to w krajobrazie takiego drzewa zabraknąć by nie mogło. Niestety topola to także katorga dla alergików, których zaczęło pojawiać się coraz więcej, a wręcz występować masowo. Okazało się też, że wielkie drzewa to zwyczajne chwasty. Dziś trudno takie dostrzec w miejskim krajobrazie.

 

Tymczasem zamiast zazieleniać całe miasta, by było jak najwięcej tlenu i chłodu latem, to testuje się genetyczne mieszanki – drzewa tlenowe. Taka roślina daje 10 razy więcej tlenu niż normalne drzewo, przez co jest w mieście bardzo pożyteczna. Ale to też chodzenie na skróty. By posadzić mniej, by było więcej betonu. 50 takich drzew posadzono w Łomży w ramach eksperymentu pod okiem Wyższej Szkoły Agrobiznesu w Łomży.

 

Drzewo powstało w 2011 roku w warunkach laboratoryjnych. Osiąga wysokość 16 metrów w 6 lat, a po ścięciu odrasta od pozostawionego pnia jeszcze przez kilkanaście lat. Może wyprodukować nawet do 10 razy więcej tlenu w porównaniu z innymi gatunkami rodzimych drzew liściastych, a to dzięki liściom o ogromnej powierzchni sięgającej nawet 3000 centymetrów kwadratowych (czyli o średnicy 70 cm). Topola bis? Drzewa posadzono przy trasach z dużym ruchem samochodów. Teraz trzeba będzie sprawdzić co gromadzi się w ich liściach i w glebie pod wpływem intensywnego ruchu drogowego. W dalszej perspektywie także to jaką mają wartość opałową takie drzewa. Ważna dla naukowców i ekologów jest także ocena jak drzewo tlenowe wpływa na rodzime ekosystemy i gatunki roślin.

 

Miejmy nadzieję, że cała ta genetyczna mieszanka po prostu nie wypali i wrócimy do normalnych drzew. W przyrodzie nie ma drogi na skróty. Nawet jak przez 10 czy 20 lat nie będzie widać różnicy, to ta różnica może występować. A jako pierwsze odczują ją zwierzęta, a potem być może ludzie. Tak było, gdy wyregulowano rzeki, a w praktyce je zniszczono i mamy suszę oraz podtopienia, tak było z pryskaniem upraw i wybiciem mnóstwa pszczół. Można wymienić jeszcze dużo, co człowiek zniszczył próbując przerabiać naturę. Dlatego genetycznie modyfikowane drzewa z Łomży nie powinny być sadzone już nigdzie indziej, gdy tylko eksperyment się zakończy.

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

Władysław Jagiełło (u góry). Ilustracja z książki „Wizerunki książąt i królów polskich“ / Ksawery Pilati (1843-1902) / Wikipedia

Ostatnio obchodziliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, którego konsekwencje doprowadziły do rozpadu państwa Zakonu Krzyżackiego i długoletniej dominacji Królestwa Polskiego. A wspominamy o tym, by skłonić do refleksji – co dziś pozostało nam po tym wielkim zwycięstwie. Złotymi głoskami w historii zapisał się Władysław Jagiełło. Po wielu latach polskiej dominacji przyszły jednak zabory. Gdy odzyskaliśmy niepodległość – trzeba było zszyć kraj. Mało kto wie, ale w 1918 roku obowiązywało na terenach II RP pięć różnych porządków prawnych! Jednak krok po kroku do 1939 roku Polska zaczęła się odradzać. Potem wielkie zniszczenia II wojny światowej obróciły wiele miejsc w gruz i znów trzeba było odbudowywać. W czasach PRL byliśmy niejako znów pod zaborem rosyjskim. Przez to choćby nasz region kulturowo powrócił do tych czasów. Polityka „rusyfikacyjna” prowadzona była jednak bardziej subtelnie. Mamy jednak 2020 rok, jesteśmy bogatszym krajem niż jeszcze 10, 20 czy 30 lat temu. Możemy sobie pozwalać na coraz więcej. Dlatego też przyszedł czas na to, by zrobić pewien bilans, którym odpowiemy sobie czy nadal chcemy kontynuować dzieło zaborcy czy zacząć przywracać pamięć i dziedzictwo o świetnych czasach Królestwa Polskiego oraz odrodzić te elementy kultury polskiej, o których zapomnieliśmy.

Z perspektywy podlaskiej

Król Polski oraz Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, gdy rządził zarówno Polską jak i Litwą rezydował głównie w ówczesnej polskiej stolicy – Krakowie, ale wielokrotnie podróżował również do Wilna, by doglądać tamtejszych spraw osobiście. Chcąc nie chcąc królewski orszak musiał jakoś się przetransportować. Gdy spojrzymy na mapę, to zastanawiamy się czy król Jagiełło podróżował też przez dzisiejsze Podlasie. Drogi z Krakowa prowadzące do Wilna były dwie, jedna prowadziła przez dzisiejsze Podlasie. Należy jednak zaznaczyć, że wówczas nasz region był „rozdarty” pomiędzy Księstwo Litewskie, a lenno Królestwa Polskiego. Choć granica była umowna, to gdyby jej się trzymać, to można by było powiedzieć że Jagiełło jadąc przez nasz region kilkukrotnie by przekraczał granicę raz w jedną raz w drugą stronę. Jak wyglądała trasa?

 

Pierwszym większym przystankiem podczas wyprawy z Krakowa był zamek w Lublinie. Następnie wybierano wariant kierując się albo na Brześć albo na Mielnik . Gdy padał wybór tej drugiej trasy, to przekraczając rzekę Bug orszak kierował się następnie na Milejczyce. Kolejny przystanek to Bielsk oraz miejscowość Narew. Ostatnim punktem dzisiejszego Podlasia były Krynki. Dodać należy także, że trasą tą nie poruszał się jedynie orszak, ale była ona stale uczęszczana przez kupców, urzędników, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych, artystów i innych. A od 1569 roku, gdy utworzona została Rzeczypospolita Obojga Narodów była to najważniejsza droga w państwie!

Szlak Jagielloński

Patrząc z dzisiejszej perspektywy zaborcy rosyjskiemu skutecznie udało się doprowadzić do degradacji kultury polskiej bowiem dziś między Lublinem a Białymstokiem nie ma porządnej drogi (która dopiero powstaje). O dawnej trasie nie ma nawet co wspominać. Na 130 kilometrowym odcinku pomiędzy Mielnikiem a Krynkami mimo, że istnieją drogi to tak naprawdę niewiele pozostało. Warto jednak podkreślić, że 11 lat temu utworzono turystyczny „Szlak Jagielloński”. Niestety nie poszły za tym żadne inwestycje. Upowszechnianie kultury i historii nie powinno mieć miejsca tylko w sposób teoretyczny przy pomocy książek czy mediów. Warto przywracać to, co zaborca doprowadził do upadku. Gdyby tak zrobić „inwentaryzacje”, to wyszłoby, że jest wiele obiektów (choćby ruiny w Mielniku), które można by było przywrócić, spójnie ze sobą połączyć, a także zorganizować wokół nich turystykę. Byłby to niewątpliwie pierwszy krok, by przywrócić pamięć o świetnych polskich czasach, które nasi protoplaści wywalczyli na polach Grunwaldu.

Jak kapitan Bruzda uciekł z więzienia?

Jak kapitan Bruzda uciekł z więzienia?

Czasy II Wojny Światowej. Jednym z więźniów łomżyńskiego więzienia jest kapitan Jan Tabortowski, pseudonim Bruzda, szef inspektoratu łomżyńskiego AK. Do celi trafił wraz z kilkunastoma towarzyszami w wyniku zasadzki gestapo. Przyjaciele postanawiają go odbić. Zaczyna się igranie z ogniem.

 

Na szczęście dla żołnierzy wśród Niemców znalazł się zdrajca. Strażnik więzienny umożliwił kontakt z przetrzymywanymi. Wraz z córką dostarczał aresztowanym broń i podrobione do cel klucze. W nocy z 12 na 13 stycznia 1943 r. aresztowani wyszli z cel, sterroryzowali obsługę więzienia i przedostali się na zewnątrz muru okalającego budynek. Ze względu na bezpieczeństwo Bruzdy komendant okręgu Mścisław skierował jego na nowe stanowisko – inspektora Inspektoratu IV Suwałki”.

 

Po wojnie Tabortowski uczestniczył w licznych akcjach zbrojnych, m.in. w maju 1945 r. 200 ludzi pod jego komendą zajęło Grajewo. Mimo amnestii okazało się, że nadal grozi mu aresztowanie i 3 lata później ponownie zszedł do podziemia. Zaczął się ukrywać m.in. na Bagnach Biebrzańskich. Uważa się go za ostatniego akowca, który zginął w walce. Doszło do tego w Przytułach, w obecnym powiecie łomżyńskim.

Do Łomży nie wpuszczano Żydów

Do Łomży nie wpuszczano Żydów

Żydzi w ciągu kilkuset lat stopniowo napływali na teren Mazowsza i Podlasia. Miasta północno-wschodniej Polski ubożały na skutek licznych wojen. Prawo Rzeczpospolitej nie sprzyjało działalności finansowej szlachty,dyskryminowało „stan trzeci”. Dominowały niewielkie miasteczka, których właściciele chętnie godzili się na osiedlenie każdego, kto wnosił jakikolwiek kapitał. Żydzi byli idealnymi wprost kandydatami, zajmując się handlem,
dysponowali ”gotowymi” pieniędzmi

 

Aż do wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej (1941) prawie połowę mieszkańców Łomży stanowili Żydzi. Pierwsze wzmianki dotyczące ich obecności w mieście pochodzą z roku 1494. Pół wieku później, a dokładnie w 1556 r., dotknął ich zakaz osiedlania się w obrębie miasta, powtórzony pod koniec XVI stulecia. Przywilej de non tolerandis Judaeis, praktykowany w miastach królewskich, miał chronić chrześcijańskich kupców przed konkurencją.

 

Wyznawcy judaizmu, nie mogąc mieszkać w samej Łomży, osiedlali się w jej okolicach, np. we wsi Rybaki (dziś ulica w obrębie Łomży). Formalną zgodę na ich powrót do miast narodowych (dawniej królewskich) wydały dopiero władze zaborcze w 1822 r. Od tego momentu Żydów w Łomży szybko przybywało. W pierwszych dziesięcioleciach XX w. gmina żydowska dysponowała okazałą synagogą, jesziwą, szpitalem i kilkoma szkołami, wydawała też swoje gazety. Żydzi mieli także własne partie polityczne. Kres temu położyło zajęcie Łomży przez Niemców w czerwcu 1941 r.

 

Tuż po wkroczeniu do miasta hitlerowcy utworzyli getto i do września wymordowali kilka tysięcy Żydów w okolicznych lasach, m.in. koło Giełczyna i Sławca. Likwidacja getta nastąpiła w listopadzie 1942 r., a pozostałych przy życiu Żydów przetransportowano do obozu w Zambrowie, a potem do Treblinki. Warto wspomnieć, że łomżyńskie korzenie miał prezydent Izraela Chaim Herzog (1918–97), który to odwiedził miasto w 1992 r. W Łomży urodził się jego ojciec, Isaak Herzog. Mając kilka lat, Isaak wyjechał z rodzicami do Wielkiej Brytanii. Został następnie naczelnym rabinem Irlandii, a w 1937 r., kiedy przeniósł się do Palestyny – naczelnym rabinem wspólnoty aszkenazyjskiej.

Puszcza została przeniesiona do Minecrafta

Puszcza została przeniesiona do Minecrafta

Po trzech miesiącach w końcu się udało. W ramach projektu ”Ostatnie drzewo” Puszcza Białowieska została przeniesiona w skali 1:1 do świata wirtualnego, a mianowicie słynnej gry Minecrafta. Autorom przyświecała przede wszystkim dokładność. Odtworzono nie tylko drzewostan, ale i każdy najmniejszy strumyczek.

 

Łącznie do cyfrowej wersji trafiło ponad  700 km kw. powierzchni Puszczy, co zajmuje 18 GB . W praktyce oznacza to, że cała mapa zbudowana jest z ponad 50 miliardów bloków. Zdecydowano się uwzględnić tylko 5 obszarów, na których widać ludzką działalność. Wszystko to oczywiście zobaczymy w typowej dla Minecrafta, kanciastej grafice. Kwadratowe jest więc też…słońce. Powstał również film promocyjny. Przewodnikiem po kompleksie leśnym jest głos niezastąpionej Krystyny Czubównej. 

 

Sięgnięcie do Minecrafta nie jest przypadkiem. Jego użytkownikami są przede wszystkim młodzi ludzie, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy z obecnego konfliktu o Puszczę. Dzięki mapie mogą zapoznać się z tematem. Teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że kopia zapasowa nie pozostanie jedyną wersją.

 

 

Czego brakowało w Cristalu?

Czego brakowało w Cristalu?

Hotel Cristal w Białymstoku to jeden z wielu obiektów zaprojektowanych w czasach PRL przez Stanisława Bukowskiego. Otwarto został w 1952 r. jako Hotel Miejski ”Żubr”, lecz na wykończenie trzeba było jednak czekać latami. Obecnie  przyjmuje około 50 tys. gości rocznie.

 

Kilka elementów hotelu nie przetrwało do dnia dzisiejszego. Chodzi tu zwłaszcza o jeden z pierwszych neonów w mieście. Zaprojektowała go Placyda Bukowska, żona projektanta, uczennica Ludomira Sleńdzińskiego na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.

 

Fasadę budynku rozświetlała tzw. Dama Kameliowa będącej zarysem kobiecej postaci, która trzyma trójkątny kieliszek do martini. Neon zniknął w latach 90. podczas prac remontowych. Instalacja miała pełnić również reklamową funkcję.  Zatem nie tylko wzbogacała walory estetyczne gmachu, lecz także zachęcała do skorzystania z oferty hotelu.

 

Z okazji zbliżającego się 65-lecia otwarcia hotelu dyrekcja postanowiła odtworzyć neon w pierwotnej formie. Domagali się tego starsi klienci. Co prawda nie znalazł się na elewacji, ale na szklanej dobudówce, gdzie mieści się wejście do restauracji. 

 

Czy Podlasiu grozi inwazja żmij?

Czy Podlasiu grozi inwazja żmij?

W Polsce miejscami, gdzie spotkanie żmii jest najbardziej prawdopodobne, są tereny górzyste, szczególnie Bieszczady i Beskidy. Jednak mieszkańcy nizinnych terenów nie powinni jednak wyzbywać się czujności. Ostatnimi czasy zaobserwowano pojawienie się sporej liczby żmij również na Podlasiu. Przekonała się o tym mieszkanka gminy Rajgród (powiat grajewski).

 

Do jednostki policji zgłosił się mężczyzna z prośbą pomocy dla swej żony, która odczuwa silny ból głowy i nogi. Okazało się, że kobietę ugryzła żmija. Wszystko działo się na terenie posesji letniskowej. Funkcjonariusze bez chwili zawahania umieścili cierpiącą w radiowozie po czym na sygnale popędzili do szpitala. Na szczęście kobieta doszła do siebie.

 

Czy na Podlasiu nie można spokojnie spacerować czy leżakować? Bez przesady. Inwazja żmij nam nie grozi. Najczęściej do ataków gada dochodzi przypadkiem. One również kochają słońce i korzystają z pięknej pogody. Niekiedy nasze drogi dosłownie się krzyżują i dochodzi do nadepnięcia żmii. Tej już instynkt podpowiada atak. Można się jednak zabezpieczyć.

 

Przed wyprawą w tereny, gdzie ryzyko spotkania ze żmiją jest większe, trzeba zwrócić uwagę na odpowiedni strój. By ograniczyć ryzyko ukąszenia przez żmiję, warto nosić długie spodnie włożone w skarpety oraz kryte buty za kostkę.

 

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Powoduje on mocne oparzenia, które w skrajnych przypadkach mogą zakończyć się zgonem. Władze robią wszystko co w swej mocy aby wyplenić te diabelskie zielsko. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Nasiona są lekkie, a przenoszone przez wiatr sieją się na potęgę. Przełom czerwca i lipca to miesiące, kiedy kontakt z barszczem Sosnowskiego jest najbardziej niebezpieczny.

 

Duże skupiska rośliny występują  w Suwałkach i okolicach.Tamtejsza straż miejska wzywa wszystkich mieszkańców, aby informowali o pojawieniu się barszczu na ich posesjach. To właśnie funkcjonariusze zajmą się sprawą osobiście. Służby prowadzą również kampanię informacyjną na temat tego jak zachować się w przypadku kontaktu.

 

Samo wycięcie rośliny nic nie daje. Trzeba użyć odpowiednich środków chemicznych aby nie wyrosła ponownie za rok. Barszcz Sosnowskiego został sprowadzony do Polski w okresie komunizmu, jako roślina pastewna. Jako, że jej wysokość dochodziła do 4 m, szybko stała się popularna wśród rolników. Uprawa jednak wymknęła się spod kontroli. Dlatego też nazywana jest ”zemstą Stalina”. W dużym niebezpieczeństwie są zwłaszcza dzieci, które nie zdają sobie sprawę z zagrożenia. Należy więc uważać na bawiące się pociechy. Barszcz może zostawić blizny do końca życia.

 

 

Ściany będą uczyć historii

Ściany będą uczyć historii

Już wkrótce mieszkańcy Łomży będą mogli podziwiać historyczne postacie na ścianach kilku budynków. Kosztem blisko 60. tys. zł powstaną bowiem murale odnoszące się do ważnych dla miasta wydarzeń. Jest to doskonała metoda  na promocję Łomży. Istotny jest jednak również aspekt edukacyjny.

 

Największy mural zostanie stworzony przy ul. Wojska Polskiego. Będzie przedstawiał epizod powstania styczniowego. Następny upamiętni postać Jakuba Ignacego Wagi, prekursora działalności ekologicznej. Ozdobi on budynek na ul. Polnej.  Z kolei sylwetkę kapitana Mariana Raganowicza i jego 33. Pułk Piechoty. artyści namalują na ul. Rządowej.

 

Grafiką zajmą się studenci z Gdańskiej Szkoły Muralu, założonej przez dr Rafał Roskowiński. Jego podopieczni działali już w regionie, mianowicie w Wiźnie. Czy ścienne malowidła przyciągną do Łomży turystów? Na odpowiedź na to pytanie należy poczekać.

 

Gwiazdor będzie jeździł białostockim rowerem

Gwiazdor będzie jeździł białostockim rowerem

Ile czasu może powstawać wypasiony rower? Wszystko zależy od tego, dla kogo został projektowany. Dla Adama Zdanowicza z Białegostoku stworzenie ”maszyny” dla legendarnego gitarzysty Slasha zajęło blisko rok.

 

W rowerze można odnaleźć wszystkie elementy, jakie ubóstwia muzyk. Rama w kształcie instrumentu, pedały w formie małych gitar, czaszka na kierownicy czy węże na zębatce – od tego wszystkiego każdy pasjonat może umrzeć z zazdrości.

 

A wszystko zaczęło się od…Dody, która supportowała Gun’s N Roses na koncercie w Gdańsku. To ona była pomysłodawczynią nietypowego prezentu. Poprzez wspólną znajomą skontaktowała się z Adamem Zdanowiczem,a ten jako wieloletni fan zespołu, mógł spełnić swoje marzenie. Nie dość, że poznał kultowego muzyka, to jeszcze zrobił mu rower.

 

Z długiego procesu powstawania egzemplarza powstał cały film , a link do niego został zamieszczony w siodełku roweru. Slash uznał produkcję za genialną i umieścił ją na swoim kanale na YT.Już niedługo rower z Białegostoku będzie śmigał po ulicach Los Angeles. Możemy być dumni z dzieła Podlasianina.

Szkoła muzyczna to więzienie

Szkoła muzyczna to więzienie

Kompleks więzień w Łomży zaczął swe funkcjonowanie w 1892 r. Składał się on z kilku murowanych z czerwonej cegły budynków dwu i trzypiętrowych, otoczonych wysokim murem. Na bokach zlokalizowano zaś strażnice. Łącznie gwarantował odsiadkę dla trzystu przestępców.

 

Wycofujący się w 1944 roku Niemcy zniszczyli budynki więzienne. Po wyzwoleniu, w drugiej połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, ruiny, mimo iż były pilnowane przez uzbrojonych ormowców, były penetrowane przez mieszkańców miasta, którzy wykorzystywali niektóre fragmenty (blachy, fragmenty wyposażenia, elementy drewniane) do naprawy zniszczonych w czasie wojny domów, jak też przez szukających przygód młodszych mieszkańców Łomży.

 

Zniszczone wybuchami budynki więzienia, a także ceglane mury ogrodzenia zostały rozebrane prawdopodobnie na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. O przyczynach tych rozbiórek krążyły różne pogłoski. Słyszało się między innymi, że cegłę i inne materiały pochodzącą z rozbiórek tych budowli łomżyńskie władze przekazały na odbudowę Warszawy. Z większych budowli, pozostał tylko dawny budynek administracyjny z bramą wjazdową, w którym, po przebudowie, znalazła siedzibę szkoła muzyczna.

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu do niczego nie przywiązuje się wagi.  Na byle czym skacze się do wody w Augustowie, na byle czym zjeżdża się na nartach w Szelmencie. Wyobraźnia mieszkańców naszej krainy nie ma końca. Tylko pozazdrościć pomysłowości.

 

I co z tego, że wehikuły są zwykle jednorazowe. Chociaż praktycznego zastosowania nie posiadają, sprawiają więcej radości niż przejażdżka bolidem formuły 1. W sumie w czym brodzik od prysznica, wykorzystany do przejażdżki na stoku, jest gorszy od super maszyn, jakie znamy z plakatów motoryzacyjnych. Czy Porsche można wstawić do łazienki? Czy schłodzi nasze ciało po upalnym dniu? No właśnie…

 

Chociaż dystanse do pokonania są krótkie, kilka sekund radości, prędzej utkwi nam w pamięci, niż podróż dookoła świata. Globtroterzy pewnie czują się już urażeni…Aby wystartować w skokach czy zjazdach na byle czym, należy włożyć całe serce w przygotowania. Nieraz trwają one wiele miesięcy. Ludzie nie śpią po nocach, dłubiąc w warsztacie, udoskonalając swe pojazdy. Dla kilku metrów lotu czy stu metrów zjazdu naprawdę warto. Zawody to też doskonała okazja na poznanie podobnych sobie freaków. Kto wie, może druga połówka też się znajdzie…

Leśnicy pomagają sokołom

Leśnicy pomagają sokołom

Już blisko 6 lat trwają starania leśników z Poczopka (Nadleśnictwo Krynki) o przywrócenie populacji sokoła wędrownego. Do tymczasowego gniazda w środku lasu trafiły właśnie dwie opierzone samiczki. Mają kilka tygodni i czują się doskonale w nowym środowisku. Konstrukcja przypominająca klatkę wisi 20 m nad ziemią.

 

Dlaczego tak wysoko? Ptaki muszą trenować skrzydła, a w wyższych partiach drzewa jest to możliwe dzięki większym porywom wiatru. Przez trzy tygodnie sokoły będą szczegółowo obserwowane po czym zostaną wypuszczone w świat. Wraz z otwarciem klatki czeka ich ważny egzamin. Same muszą nauczyć się zdobyć pokarm.

 

W latach 60. liczba sokołów wędrownych drastycznie spadła. Jednak dzięki programowi reintrodukcji, a więc przywracania, udało się uratować te wyjątkowe ptaki, które potrafią pikować nawet do 300 km/h.