fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

Stary wiatrak został odnowiony. Najczęściej podziwiany jest z trasy.

W ostatnim czasie zakończył się remont przy zabytkowym wiatraku w miejscowości Szaciłówka. Miejscowość leży po drodze z Białegostoku do Augustowa, jeszcze przed Korycinem. Prace renowacyjne polegały na obiciu wiórem osikowym ścian obiektu, naprawie stolarki okiennej, oczyszczeniu i pomalowaniu dachu. Wiatrak został wpisany do rejestru zabytków województwa podlaskiego w 1976 roku.

Jak wskazuje karta ewidencyjna zabytku, konstruktorem i budowniczym obiektu był Kazimierz Bartulewicz. Budowa wiatraka zajęła mu 5 lat i trwała od 1932 do 1937 roku. Obiekt ma kształt ostrosłupa ściętego o podstawie regularnego ośmioboku oraz ścianach zwężających się ku górze. Budynek posiada aż trzy kondygnacje oraz podpiwniczenie. W środku znajdują się schody. Całkowita wysokość obiektu wynosi 12,3 m, zaś szerokość podstawy 8m. Wiatrak pracował nieprzerwanie do 1948 roku.

Młyn wiatrowy w Szaciłówce jest wyjątkowym przykładem budownictwa przemysłowego wsi. Zachowując swoją drewnianą konstrukcję, niezmiennie świadczy o wyjątkowości województwa podlaskiego pod względem zachowanej do dzisiaj architektury drewnianej.

źródło: Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

 

Featured Video Play Icon

Talkowszczyzna. Piękne miejsce do spacerów. Czekają tu Baba Jaga, Jeleni most i wieża widokowa.

Talkowszczyzna to niewielka wieś leżąca po drodze z Supraśla do Krynek. Jest to naprawdę wspaniałe i całkowicie relaksujące miejsce do spacerów. Można tam przemierzać Puszczę Knyszyńską przez cały rok. Dawniej znajdował się tu folwark.

W okolicy można przebyć 15-kilometrowy szlak zwiedzając między innymi Uroczysko Pierekał – czyli kolonię niedaleko wsi. Jest tam wieża widokowa, z której przy odrobinie szczęścia będziemy mogli podziwiać dzikie zwierzęta – w tym żubry. Gdy będziemy tam sobie spacerować, to z pewnością natrafimy rzeźbę baby Jagi, której góra jest gniazdem. Podczas spaceru natrafimy także na pięknie rzeźbione poręcze drewnianego mostu. To znak, że dotarliśmy do Jeleniego mostu. Wyrzeźbione głowy tych zwierząt spowodują, że nie pomylimy go z żadnym innym. Powstał on na potrzeby dawnej kolejki wąskotorowej, biegnącej z Czarnej Białostockiej do Walił.

Ogólnie możemy zrobić pętlę po lesie, ale do samego uroczyska Pierekał trzeba zboczyć z trasy. Warto też o to się pokusić, gdy będziemy chcieli zobaczyć przepiękne rozlewiska w dolinach. Pamiętajcie jednak o tym, by zabrać ze sobą coś do nawigacji. W lesie łatwo o pomyłkę. Trasa nie będzie jednak zbyt wymagająca.

Featured Video Play Icon

Przedwojenne Suwałki. Zaczynali od dwóch domów.

Suwałki zostały założone w 1690 roku przez kamedułów wigierskich i składały się wtedy z zaledwie dwóch domów! Korzystne położenie przyszłego miasta sprawiło, że zaczęło się ono błyskawicznie rozwijać. Ów położenie to skrzyżowanie szlaków handlowych. Po 10 latach osada była tak rozbudowana, że utworzony został podział na Suwałki Małe i Suwałki Wielkie. Prawa miejskie Król August II Mocny nadał im w 1720 roku. Jest to najmłodsze miasto z całej, obecnej Suwalszczyzny czyli Sejn, Lipska i Augustowa.

Dalszą historię miasta determinują zabory. Białystok był pod zaborem rosyjskim, zaś Suwałki leżały w Kongresowym Królestwie Polski. Dzisiejsza stolica województwa podlaskiego mogła się intensywnie rozwijać z dwóch powodów. Przez miasto przebiegała Warszawsko-Petersburska kolej żelazna. Ponadto Kongresowe Królestwo Polski było politycznie zależne od Imperium Rosyjskiego, co miało wpływ na handel po obu stronach granicy położonej tuż za Białymstokiem. Tymczasem Suwałki oddalone było znacznie od granicy Imperium Rosyjskiego, zaś leżące blisko Prus. To powodowało, że były miastem garnizonowym. Do dziś zwiedzając miasto można podziwiać dawne koszary, w których w momencie powstania funkcjonowały wojska rosyjskie.

Podczas I wojny światowej do miasta wkroczyli Niemcy. Okupowali miasto przez cały jej okres. W 1918 roku, gdy Polska odzyskała niepodległość, to granice naszego kraju były jeszcze płynne. Niemcom zależało, by Suwałki były litewskie. W sierpniu 1919 roku wybuchło powstanie sejneńskie, które dotarło także i do Suwałk. Po 5 dniach Litwini opuścili miasto. Próbowano je jeszcze odebrać w 1920 roku, ale ostatecznie nie udało im się to. Dalszy okres międzywojnia również łaskawy nie był. Miasto bowiem pozostawało poza głównym szlakiem handlowym.

Podczas II wojny światowej okupant niemiecki przyłączył miasto do siebie. Zaczęła się eksterminacja Żydów oraz polskiej inteligencji. Tylko w samych Suwałkach założono dwa obozy pracy. 23 października 1944 roku do miasta wkroczyła Armia Czerwona. Po wojnie większość budynków jednak przetrwała w stanie nienaruszonym.

Featured Video Play Icon

Pstrokate obiekty w Białymstoku. Wiele już zniknęło, ale sporo pozostało.

Całe otoczenie białostockiej stacji kolejowej przechodzi metamorfozę. Na samym dworcu brak jest pierwszych dwóch peronów, a w ich miejscu kopany jest właśnie tunel, dzięki któremu nie będą potrzebne „kładki grozy” w przyszłości. Jeżeli ktoś się zastanawia skąd taka nazwa, to wystarczy zapytać losowego białostoczanina, czy nigdy nie bał się że wpadnie w otwór pomiędzy stopniami schodów.

To wszystko jednak przechodzi do historii, podobnie jak przeszło Centrum Handlowe Park, po którym niewiele już pozostało. Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że to było jedno z ostatnich takich miejsc w Białystoku, które przypomina białostoczanom o transformacji ustrojowej. Chodzi o charakterystyczne budynki trwające jeszcze od czasów PRL-u lub lat 90. Przypomnijmy, że ostatnie dwie dekady temu takich miejsc było dużo więcej. Zaznaczmy, że nie chodzi nam o wyjątkowe modernistyczne budynki (Central, Spodki, Uniwersytet w Białymstoku) ani o budynki stworzone po II wojnie światowej przez architekta Bukowskiego. Mamy tu na myśli te miejsca, które wyglądały jakby były tymczasowe, ale o nich zapomniano. Takie wyjątkowo pstrokate, wyraźnie wyróżniające się od reszty otoczenia.

 

Najbardziej charakterystycznym był wielki, obskurny bazar przy ul. Jurowieckiej ciągnący się od stadionu Jagiellonii do skrzyżowania z ul. Sienkiewicza. Najpierw zapadła decyzja, by bazar zlikwidować. Był rok 2008. Przypomnijmy, że od 9 lat leżała na stole propozycja samych kupców, by bazar zmienić w nowoczesną galerię handlową, w której dalej mieliby swoje miejsca pracy. Ostatecznie lokalsi musieli przenieść się na ul. Andersa, a teren został zagospodarowany przez biznesmena z Siedlec, który wybudował tam Galerię Jurowiecką. Gdy handel pozostał na stadionie obok, to władze Jagiellonii planowały właśnie budowę galerii handlowej. Trwało to tak długo, że gdy biznesmenów wyprzedził z galerią sąsiad z działki obok, to planowana „Galeria Jagiellońska” nie powstała, zamiast niej mamy wielkie blokowisko.

Kolejną inwestycją była całkowita przebudowa Rynku Kościuszki. Mini-park przy ratuszu zniknął, wycięto też sporo drzew, a całość całkowicie zabetonowano. O ile na początku budziło to duże niezadowolenie mieszkańców, to kilka pierwszych lat z ogródkami piwnymi pokazały, że miejsce jest coraz modniejsze i tętni życiem dzień i noc. Z biegiem lat przybyło tam i w całej okolicy również lokali gastronomicznych. Wiele jednak się zmieniło od czasów, gdy zmiany klimatu dają o sobie znać. Letnie upały potrafią betonowy rynek podgrzać do czerwoności.

Rok 2012 to czas, gdy oddano do użytku Operę i Filharmonię Podlaską. Zastąpiła ona amfiteatr. Dawniej odbywały się tam niemalże wszystkie koncerty. Najbardziej rekordowy jaki pamiętamy odbył się, gdy ś.p. Andrzej Lepper podczas kampanii wyborczej Samoobrony zafundował mieszkańcom darmowy koncert zespołu Ich Troje. Widowisko oglądało wówczas 10 tys. ludzi, zaś obiekt pękał w szwach.

W 2014 roku wybudowano przejście podziemne na skrzyżowaniu Jurowieckiej, Al. Piłsudskiego i Sienkiewicza. Wcześniej w tym miejscu mieliśmy po prostu zwykłe pasy. Trudno powiedzieć po co te przejście skoro dalej samochody stoją na światłach tak jak stały. Gdyby chociaż tam było skrzyżowanie bezkolizyjne. Nie ma jednak wątpliwości, że poza samą bezużytecznością tego miejsca – jest ładniej. Rok 2014 to także czas, gdy do użytku oddano całkowicie nowoczesny Stadion Miejski w Białymstoku. Zastąpił on oddany na dożynki wojewódzkie PRL-owski obiekt.

Rok 2017 to otwarcie nowego dworca PKS w Białymstoku. PRL-owski budynek zastąpiono nowoczesnym obiektem. Przeniesiono także perony w nowe miejsce. Było to bardzo rozległe miejsce, gdzie od kilku dekad grała ta sama muzyka. Najbardziej charakterystyczne było Numero Uno ze swoich przebojem – Tora Tora Tora. Teraz jest kompaktowo. Zwolnione miejsce zajęła galeria handlowa.

W roku 2020 wyremontowano natomiast po raz kolejny wnętrze zabytkowego dworca PKP. Poprzednie również było kompromisowym miksem PRL-u i lat 90. W tym przypadku zrobiono cokolwiek, by zakończyć ciągnący się latami remont. W ostatniej modernizacji natomiast obiektowi przywrócono XIX-wieczny blask.

Kiedy tak spojrzymy na centrum Białegostoku, to można jeszcze napotkać kilka budynków, które pamiętają transformację. Pierwszy jaki przychodzi na myśl, to budynek handlowy przy ul. Legionowej. Charakterystycznie pstrokaty. Dokładnie tak jak się budowało w latach 90. Kolejny taki budynek to „Zielona Kamienica” przy ul. Rocha. Nie można zapominać także o Opałku czy „Błękitnym wieżowcu” przy Centralu. Ostatnim takim pstrokatym budynkiem jest białostocki ZUS, na którym kiedyś dla żartu próbowano zorganizować skoki narciarskie.

Warto dodać, że to nie są budynki stare i będą jeszcze służyć przez lata. Warto jednak, by ich elewacje dostosować do dzisiejszych czasów. Na pewno byłoby schludniej, chociaż jak się popatrzy na taką Warszawę, to naprawdę jest u nas przepięknie.

Featured Video Play Icon

Puszcza Knyszyńska zimą wygląda przepięknie! Tu można wybrać się na spacer.

Podsokołda to wieś niedaleko Supraśla, która dawniej była miejscem ważnych wydarzeń historycznych. Ludziom, którzy na co dzień nie interesują się zbyt mocno historią mogło się przewinąć gdzieś, że było tam powstanie. Tylko które? Styczniowe czy listopadowe? Okolicznym mieszkańcom zlały się dwa wydarzenia w jedno. Trzeba było wielu lat i uporu żeby wszystko „odkręcić”

Od razu wyjaśniamy – pomiędzy dwoma wydarzeniami było 30 lat różnicy, toteż z dzisiejszej perspektywy wielu osobom mogło się pomylić. Swego czasu Supraśl również miał problem z pamięcią, honorując powstańców styczniowych zasługami listopadowych – dedykując pomnik przy Arboretum w Kopnej Górze „Powstańcom 1863”. Jedyna bitwa jaka tam się odbywała miała miejsce podczas Powstania Listopadowego w 1831 roku. Dodajmy, że było to potężne powstanie, które zaczęło się – w listopadzie i trwało do października następnego roku. Sama bitwa w okolicach rzeki Sokołdy miała miejsce w czerwcu (niektóre archiwa podają lipiec – bo pod zaborem rosyjskim obowiązywał kalendarz juliański).

Oto zapiski proboszcza parafii w Szudziałowie:

Na dniu dzisiejszym w czasie Uroczystości obchodzącey się rocznie w Szudziałowskim Kościele, gdy lud zebrał się z różnych stron, trafił się wypadek niepraktykowany; przy zaczynaniu się processyi z Najśw . Sakramentem otoczony zostałem woiennemi ludźmi uzbroionemi . Przestrach i zdziwienie moie ukończyły się, iż słysząc komenderówkę w tym samym ięzyku, w jakim to piszę, domyślać się wypadało, iż chcą assystować Wszechmocnemu w Sakramencie ukrytemu . Po skończoney processyi i odeyściu moim z Ołtarza do Zakrystyi, powitali mię Katolickim sposobem, a razem oświadczyli, iż nie w innem zamiarze przybyli: nayprzód, aby dopełnili cześć należną Bogu, po wtóre Naczelnik tych żołnierzy oświadczył, iż przybył z Warszawy walczyć za Wiarę, Oyczyznę y wolność, abym im broń, którą przy sobie mieli obrzędem swoim pobłogosławił (…)

(…) Po tym obrzędzie wszyscy ci padli krzyżem na ziemię z orężem w ręku i mnie toż samo kazali dopełnić; późniey wstawszy, którego nazywano Kapitanem zalecił sam w głos do ludu, aby ten modlił się za dusze poległych Polaków; po skończonych trzech Zdrowaś Marya!, nie więcey, i tyleż „wieczne odpocznienie”, którego lud, lękając się zapewne morderstwa iakiego, przestraszony pomagał, pospieszyłem do Zakrystyi, taż eskorta prowadziła mnie do Plebanyi, która otoczywszy Plebanią, ieden ten Kapitan wszedł do Plebanyi rozkazał dać Kałamarza, pióra i Papieru, z resztą usiłowałem uwolnić się od tey daniny, lecz pióra i papier na stole moim sam znalazł i wziął, a po Kałamarz posłał i przyniesiono . Na dziedzińcu więc Plebańskim zapisywał imiona i nazwiska ochotników lecz że się nie znaydywałem tam przy nich, niewiem kto się zapisywał lub poszedł . Z resztą, nic nie rabowali, ani krzywdy inney dopełnili, tylko kazali dać nie wielką ilość wódki, kilka flaszek, dwa paczki tytuniu do palenia, funt lub więcey tabaki do zażywania, chustkę do nosa i librę papieru . Od udzielenia obiadu wymówiłem się, iako na moią iedną osobę goto-
wanego, a to aby ich głodem przymorzyć, za co z pogróżkami, konno i piechotą w niemałey liczbie wyruszyli w dalszą drogę przez wieś Szudziałowo .

Dan w Szudziałowie Roku 1831 d . 21 Junij . X . Andruszkiewicz

Podczas powstania listopadowego, w Puszczy Knyszyńskiej funkcjonowały dwa polskie oddziały.

Dlaczego więc funkcjonuje w pamięci również Powstanie styczniowe? Najprawdopodobniej dlatego, że było ono bardzo krwawe i traumatyczne. 22 stycznia 1863 r.,, gdy wybuchło, miało ono partyzancki charakter walki, objęło swym zasięgiem Królestwo Polskie i część wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. W trakcie powstania nie było wielkich bitew. Powstańcy nie opanowali w zasadzie większego miasta, działali przeważnie w lasach i na wsi. Wobec miażdżącej przewagi armii rosyjskiej oddziały powstańcze musiały być w ciągłym ruchu. Walki partyzanckie trwały ponad 15 miesięcy (tylko w zaborze rosyjskim), a więc znacznie dłużej niż np. w czasie powstania listopadowego w 1831 r. Przez cały okres powstania przez oddziały powstańcze przewinęło się około 200 tysięcy ludzi, a jeszcze więcej wspomagało powstańców. Bilans powstania był tragiczny. W trakcie powstania było dziesiątki tysięcy poległych i pomordowanych, wtrąconych do więzień i zesłanych w głąb Rosji. Skonfiskowano też wiele majątków. Ostre represje dotknęły również Kościół Rzymskokatolicki.

Oto fragment historii dotyczący wydarzeń powstania styczniowego z Podsokołdy:

[Powstańcy] doszli do wsi Sokołdy, tu chcieli odpocząć . Byli pokrwawieni, byli oblepieni błotem, szlamem, nic nie mieli ze sobą tylko jedną broń, nic kompletnie! Tak opowiadała babcia Łazewska. Powstańcy mieli świeże rany, ociekali krwią, byli bardzo zmęczeni. Byli znużeni do tego stopnia, że po prostu upadali ze zmęczenia, nie mogli ustać na nogach . Chcieli odpocząć i tu, w Sokołdzie się zatrzymali . Już dalej iść nie mogli, byli u granic wytrzymałości: przemęczeni, głodni . Kiedy tu przyszli pod wieczór, to tych najbardziej poranionych umieścili w domach w Sokołdzie i prosili o opiekę, natomiast reszta rozlokowała się na łące między wsią Sokołda a rzeką . Palili ogniska – trzy albo cztery – bo dni wtedy były już gorące, ale noce jeszcze zimne, gotowali sobie do zjedzenia to co od ludzi dostali, przynajmniej wodę gorącą . Chcieli tu odpocząć, przynajmniej z grubsza, opatrzeć rany . No i chodzili po wsi i prosili u kobiet o prześcieradła, o tzw . płachty . Te płachty były lniane . Potrzebowali ich na opatrunki a oprócz tego zmywali z siebie błoto, brud, więc musieli się czymś wytrzeć, okryć, bo nie mieli nic z sobą tylko broń i to prawdopodobnie nie każdy tę broń miał.

Co się wydarzyło, kiedy ten oddział stacjonował w Sokołdzie? Przyszli prawdopodobnie wieczorem, w przeddzień tego pogromu późniejszego, albo w nocy . W Podsokołdzie był Żyd, nazywał się Jankiel, on miał sklep; ten dom stoi do dzisiaj, w tym sklepie można było wszystko kupić, „mydło, szydło i powidło”; ten Żyd jechał z rana do Szudziałowa, gdzie zaopatrywał się w towary . Przejeżdżał przez Sokołdę i widział, że tam się paliły jeszcze ogniska, widział powstańców, którzy byli tam przy ogniskach nad rzeką. Przyjechał do Klina. W Klinie zatrzymał go oddział Kozaków, którzy go zaczęli wypytywać czy nie widział powstańców, ponieważ tu gdzieś powstańcy muszą być. Zaczęli wypytywać Żyda czy on nie widział powstańców . On widział, ale początkowo wystraszył się i nic nie mówił. Kozacy zaczęli go tarmosić i zagrozili, że pojadą do Sokołdy i jeśli stwierdzą, że skłamał, to jego rozstrzelają, a rodzinę wyślą na Sybir. Żyd zląkł się i powiedział, że w Sokołdzie widział właśnie tych powstańców. No i wtedy kozacy (nie wiem co tam z nim zrobili) ale pojechali do Sokołdy. Do samej wsi nie dojechali: zatrzymali się w lesie, i doczekali do nocy. W nocy rozdzielili się na połowę. Część poszła przez Łaźnie prawdopodobnie, w stronę Supraśla, część została w lesie od Kopnej Góry. I na ranku zaatakowali tych powstańców, którzy się tego nie spodziewali.

Najpierw zaczęli strzelać kozacy od strony Supraśla, więc powstańcy myśleli, że to od Białegostoku przyszedł atak więc zaczęli uciekać w stronę Kopnej Góry . No i ponieważ tu było to przejście, więc się na nim skupili . A wtedy od strony Kopnej Góry zaatakowała druga część kozaków, wzięli ich w dwa ognie. Nabili bardzo dużo, tak mój tatuś opowiadał, a jemu dziadek opowiadał, że można było przejść suchą nogą po ciałach tych zabitych powstańców. Bo oni skupieni byli przeważnie przy tym przejściu.

Niektórym z powstańców udało się, mimo tego nasilonego ognia, uciec w stronę Woronicza . Uciekali po górze – jadąc do Woronicza po lewej stronie. Za nimi pojechali Kozacy . Dopędzili ich na górze w Woroniczu. Tak jak Tatuś mi mówił, jechali za nimi Kozacy i strzelali do nich w plecy tak jak do kaczek, jak do dzikiego zwierza . Wszystkich, którzy zostali zastrzeleni, nie pozwalali pochować . I dopiero pod osłoną nocy ludzie z Woronicza i Międzyrzecza zbierali tych zastrzelonych i chowali po prawej stronie góry woronickiej, tam gdzie stoi krzyż .

Natomiast ci, którzy zginęli w Sokołdzie podczas przeprawy, byli grzebani w nocy . Wywożono ich z Sokołdy do lasów i w lesie byli chowani . Nic o miejscu pochówku ani mój tata, ani babcia Łazewska nie mówili . Ale chowani byli nie zaraz, ale po trzech albo czterech dniach, kiedy kozacy odeszli . Bo część z nich pojechała jako eskorta dla odwożonych schwytanych, a część została, żeby zobaczyć, kto będzie tych zabitych, powieszonych zabierał, żeby wyciągnąć konsekwencje wobec rodziny. Dopiero gdy kozacy odjechali, ludzie zaczęli wyciągać tych pobitych z rzeki . Tatuś mi opowiadał, że przez te trzy dni woda w rzece była czerwona od krwi.

Dziś Podsokołda to spokojne miejsce w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie można długimi godzinami spacerować i rozmyślać nad wydarzeniami z przeszłości. Szczególnie zimą, gdy spadnie śnieg jest tam bardzo pięknie. Byleby był śnieg.

Featured Video Play Icon

Do postu jeszcze daleko. Zobacz jak powstają słynne michałowskie bułeczki!

Nina Gorbacz z Michałowa ujawniła jeden z sekretów miasta, a mianowicie – przepis na ichniejsze bułeczki. Jako, że do postu jeszcze daleko, to warto pokusić się o wykorzystanie tych informacji do wyrobienia własnych przysmaków. Nie będzie to szczególnie trudne. Dodajmy tylko, że przepis ten Pani Nina poznała od mamy, a ta od swojej mamy. Dlatego jedząc bułeczki, z pewnością poczujemy się jak dawniej.

Na kilogram mąki potrzebować będziemy: szklankę cukru, szczyptę soli, 6 jaj, opakowanie (10dag) drożdży. Do tego warto dodać cytrynowy aromat. Na później zostawcie też masło i jedno jajko.

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku i dodajemy cukier. Po utworzeniu się skorupki dodajemy pozostałe składniki (oprócz masła). Odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Następnie rolujemy wszystko w kształt „bagietki” czy też „węża”. Im będzie grubszy wałek, tym większe bułeczki. Dlatego najlepiej robić je średniej wielkości. Następnie kroimy wałek odcinając kulki o wybranej wielkości. W kolejnym kroku rozpłaszczamy je w placek i smarujemy rozpuszczonym masłem. Jeżeli chcemy, to opcjonalnie możemy je posypać na przykład cynamonem lub dodać białego sera.

W kolejnym roku zwijamy ciasto w rulonik i zginamy na połowę. Następnie nożem przecinamy je (ale nie w całości, tylko do połowy). Wtedy wyjdzie nam piękne serce, które będzie prawie gotowe do pieczenia. Został nam ostatni krok – wysmarowanie żółtkiem jajka bułeczek od góry, by po upieczeniu wyglądały olśniewająco! Pieczemy w 180 stopniach aż do zarumienienia się góry.

 

 

 

 

fot. UM Tykocin

Tykocin jak Kazimierz Dolny? Można zauważyć bardzo wiele podobieństw!

Ścieżka edukacyjna wzdłuż rzeki Narew w Tykocinie jest już ukończona i w pełni gotowa na przyjmowanie turystów. Przypomnijmy, że od lat były tam zarośla, zaś rzekę można było podziwiać głównie z mostu. Teraz można się przespacerować nowymi bulwarami.

Budowa ścieżki wzbudziła kontrowersje. Tykocin to zabytkowe miasto. Jakiekolwiek przebudowy w okolicy centrum wpływają na odbiór całości. Długa, wybrukowana ścieżka jest zupełnie nowym elementem, zmieniającym krajobraz. Ponadto wielu osobom nie podoba się sam fakt, że zastosowano betonową kostkę, od której w czasach zmian klimatycznych powinno się odchodzić – szczególnie przy rzece. Potężna ulewa (jakich jest coraz więcej) może spowodować podtopienia, bo deszczówka, przez bruk nie będzie miała jak spływać. Są jednak także plusy tego rozwiązania. Po ścieżce edukacyjnej będą mogły poruszać się nie tylko nogi, ale też koła wózków i rowerów. Na utwardzonej powierzchni bez kostki nie byłby to najlepszy pomysł – szczególnie po deszczu.

Najważniejsze, że cały brzeg Narwi może teraz służyć mieszkańcom. Wcześniejsze zarośla – mimo, że zupełnie naturalne nikogo nie przyciągały. A tak Tykocin może porównać się do Kazimierza Dolnego, gdzie również są bulwary nad rzeką, mała starówka, zamek, synagoga czy stare domy. W jednym i drugim mieście nie brakuje także turystów. Jedyne, czego brakuje w Tykocinie to ogródki na Rynku latem. Gastronomia jest tu rozproszona.

Miejmy nadzieję, że pod tym i innymi względami Tykocin się jeszcze rozwinie. Gdyby nie wydarzenia historyczne, to dziś Białystok prawdopodobnie byłby wsią, a stolicą województwa na przykład Tykocin.

Czy Białystok ze swoim lotniskiem przebije Radom? Będzie rozbudowa Krywlan!

Było to już wiadomo od dawna, ale warto przypomnieć w kontekście tego co wydarzyło się w 2021 roku. Miasto Białystok planuje budowę terminala i hangaru na lotnisku Krywlany. Tak tym samym lotnisku, które nie może działać bo do tej pory, od kilku lat nie można wyciąć drzew, by umożliwić lądowanie samolotom pasażerskim. Tak się czasem zastanawiamy co jest śmieszniejsze – budowa lotniska w Radomiu jako kaprys zakompleksionych na punkcie Warszawy polityków, które stało bezużyteczne aż je zamknięto na czas rozbudowy na jeszcze większe. Czy może śmieszniejsza jest budowa lotniska Krywlany i rozbudowa bez załatwienia najważniejszej rzeczy – usunięcia przeszkód lotniczych. Trochę to przypomina pewnego dewelopera, który buduje bez pozwolenia, a potem liczy że jakoś to będzie.

Najnowsza historia z Krywlanami trwa już ładnych parę lat. Mimo sprzeciwu polityków, którzy głosowali za, mimo sprzeciwu mieszkańców Dojlid i Olmont, wybudowano pas startowy. Zanim wybuchło w 2020 wiadomo co, to podobno nawet LOT miał chrapkę na lądowania i starty z Białegostoku. Tylko trzeba było rozwiązać maleńki problemik. Wyciąć las. Problemik stał się problemem. Co bystrzejszy zauważył, że niekiedy jest potężna kłótnia o kilka drzew. Co jeśli ktoś chciałby wycinać cały las? Oliwy do ognia dolał od siebie jeszcze kościół, który ujawnił plany wycinki innego lasu. Rozwścieczeni mieszkańcy mieli zostać pozbawieni dwóch kompleksów! Tego było już za wiele. Może trzeba było więc zacząć od załatwienia sprawy tego lasu?

Ostatecznie żadne lasy nie zostały (jeszcze wycięte) zaś Tadeusz Truskolaski zgodnie z wyrokiem sądu, na spokojnie musi od nowa przygotować decyzję o wycince lasu pod lotnisko. Tymczasem ogłoszone zostało to, co dawniej wpisano do budżetu: Nowa inwestycja na Krywlanach za prawie 16 milionów złotych. Miasto chce budować terminal do odpraw pasażerów i hangar na samoloty. Ponadto okazało się, że… płyta lotniska nie jest dostosowana do wymagań Urzędu Lotnictwa Cywilnego i dopiero teraz trzeba będzie się za to zabrać!

Miejmy tylko nadzieję, że nie przebijemy Radomia. Tam jest lotnisko, z którego nikt nie chciał latać. My możemy mieć lotnisko, z którego nikt nie będzie mógł latać. Bo czytamy o kolejnych inwestycjach, zaś o tym co najważniejsze – cisza.

Takiego miejsca jak to, nie ma na żadnej mapie

Takie hasło napisane na ścianie opuszczonego wagonu niedaleko stacji w Zubkach Białostockich doskonale oddaje klimat tego miejsca. Zostało ono zapomniane wiele lat temu. Czynna stacja kolejowa mieściła się na legendarnym szlaku Białystok – Wołkowysk – Baranowicze, otwartym w 1886 roku. Po II wojnie światowej stacja Zubki Białostockie dalej istniała. Niestety przemiany ustrojowe w Polsce zrujnowały linię. W latach 90. likwidowano kolejne połączenia, a ostatni pociąg, który zatrzymał się także w Zubkach Białostockich ruszył 2 kwietnia 2000 roku.

Po 22 latach od tamtego kursu, na YouTube można obejrzeć 3 krótkie filmiki pokazujące obecny stan rzeczy. Jest gorzej niż źle. Osobiście na stacji w Zubkach Białostockich byliśmy w 2005 roku czyli zaledwie 5 lat po ostatnim kursie. Wyglądało to wtedy tak:

Minęło 17 lat od naszej wizyty i możemy to samo miejsce obejrzeć ponownie. Niewiele tam się zmieniło.

Warto jednak sobie zadać pytanie czy tak musi być. Przypomnijmy, że w 2016 roku na tej trasie wróciły pociągi. Na początku tylko w weekendy, a ostatnio codziennie. Do końca września 2021 szynobus dojeżdżał do pobliskich Walił (Zubki są jedną stacje – Straszewo – dalej). W tym roku prawdopodobnie połączenie znów będzie funkcjonować, bo jest zainteresowanie turystyczne. Już jakiś czas temu pisaliśmy, że szynobus nie musi zatrzymywać się w Waliłach tylko mógłby dojeżdżać do samej granicy, po drodze zahaczając o wspomniane Straszewo, Zubki Białostockie i Gobiaty.

Problem w tym, że obecnie nie ma czego pokazywać turystom. Jak wyglądają Zubki już wiecie. Tak natomiast prezentuje się Straszewo.

Stacja Straszewo, fot. K. Kundzicz / Wikipedia

W Gobiatach natomiast stacji nie ma, ale jest bardzo wymowna brama z napisem po rosyjsku. „MIR” oznacza „Pokój”.

Nieczynne kolejowe przejście graniczne – Gobiaty

Tylko czy tak musi być? Czy nie można odrobinę zainwestować w te miejsca? Nie chodzi nam o nic wielkiego. Wystarczy, by w Straszewie był kawałek twardego podłoża. W Zubkach trzeba b było po prostu posprzątać, odmalować i wstawić okna. Miejsce mogłoby na co dzień być wiejską świetlicą albo po prostu służyć w sezonie turystom jako klimatyczna poczekalnia. W Gobiatach także wystarczy kawałek twardego podłoża do wysiadania.

Jeżeli wpiszemy w Google lub inne mapy „Zubki białostockie” to oczywiście zobaczymy to miejsce, tak samo jak Straszewo czy Gobiaty. Jednak w świadomości społeczeństwa tych miejsc nie ma. Są opuszczone i zapomniane. Czy takie mają pozostać? Nie trzeba zbyt wielu pieniędzy by przywrócić je do życia i zwrócić mieszkańcom w postaci użytecznych lokalizacji. Nie chodzi tylko o dojazd do Białegostoku dla garstki mieszkańców. Chodzi o to, by Białystok i Polska mogła tam przyjechać.

Straszewo to niezwykle dzikie i fantastyczne miejsce. Można tam zbierać tony grzybów, obserwować dzikie ptaki (w tym duże drapieżniki) i dzikie zwierzęta (łącznie z wilkami). Same Zubki to małą wioseczka ze wspomnianą stacją kolejową. Idealne miejsce do spacerów o każdej porze roku. Gobiaty to nie tylko interesujący punkt graniczny z bramą, ale także dobre miejsce do dalszych wycieczek. Do Kruszynian jest 10 km. Do Jałówki (gdzie są ruiny kościoła 12 km).

Ruiny kościoła w Jałówce, fot. P. Jakubczyk
Meczet w Kruszynianach

Warto wspomnieć też o rowerzystach, którzy zyskaliby dostęp do kolejnych tras, do których normalnie jest za daleko (by móc potem wrócić). Mogliby na przykład przyjechać do Zubek pociągiem, a dalej niezwykle malowniczą trasą rowerem do Siemianówki, do której też wróciły pociągi. To wszystko są realne pomysły, które można zrealizować niskim kosztem. Tylko potrzebna jest chęć. U nas niestety na tereny przygraniczne patrzy się dosyć specyficznie.

Na Dolnym Śląsku jest takie miasto nieopodal Wrocławia – Wałbrzych. Strasznie zaniedbane, zapuszczone i przygnębiające. Dawniej leżało na terenie Niemiec, ale po drugiej wojnie światowej dostała je Polska „na otarcie łez” za utratę kresów. Wówczas mieszkańcy nie byli przekonani o tym, że miasto trafiło do Polski na zawsze, więc nie bardzo chcieli w nie inwestować. Lata mijały, Wałbrzych coraz bardziej zapuszczony należał do Polski. I teraz ciężko jest nadgonić ten czas. Na Podlasiu podobnie jest z terenami przygranicznymi. Traktuje się tak, jakby ktoś miał tu wkroczyć i je nam zabrać. Lata mijają, a takich miejsc jak Zubki przybywa. Ostatni mieszkańcy po prostu z nich uciekają, bo nie ma po co tam siedzieć.

Od takich wiosek się zaczęło, potem taki sam los zaczął spotykać tak zwaną „Polskę powiatową” czyli małe miasteczka i te, które dawniej były stolicami województw (przy podziale na 49 regionów). Znikać zaczęły połączenia kolejowe, autobusowe, przestano dbać o budynki i infrastrukturę. Zaczynało brakować pracy i ludzi. Czy naprawdę kiedyś chcemy się obudzić w Podlaskiem, gdzie ludzie mieszkają tylko w Białymstoku, Łomży i Suwałkach? A do tego to wszystko zmierza, bo pozwalamy rządzącym, by w naszym imieniu nie dbali o małe miasta powiatowe i wioseczki. Nabrali dofinansowania z Unii Europejskiej i myślą że to na co pozwolili im wydać te pieniądze wystarczy. Otóż nie.

Featured Video Play Icon

Jest szansa na nowoczesną trasę Białystok – Augustów! Sporo się dzieje na podlaskich drogach.

Mimo, że mamy zimę, to wiele się dzieje na podlaskich drogach. Dla porządku przypomnijmy, że przez nasz region ma przebiegać Via Baltica (ekspresówka z Warszawy do Tallina w Estonii) oraz Via Carpatia (międzynarodowa trasa z Kłajpedy na Litwie do Salonik w Grecji). Trasa tej pierwszej przez Podlaskie przebiegać będzie od Budziska na granicy z Litwą, przez Suwałki, Szczuczyn, Stawiski, Łomżę i Śniadowo. Druga zaczyna się na granicy z Białorusią w Kuźnicy i biegnąć będzie po obecnej trasie, czyli Sokółkę do Białegostoku, a dalej przez Dobrzyniewo Duże, Choroszcz, Ploski, Haćki, Bielsk Podlaski i Siemiatycze.

Warto pamiętać, że przy okazji tych dwóch wielkich inwestycji powstają także obwodnice miast, ale też będą łączniki Via Carpatia – Via Baltica. Generalnie więc na tych dwóch korytarzach międzynarodowych skorzystają nie tylko przewoźnicy i firmy transportowe, ale wszyscy mieszkańcy – mając daleko od siebie TIR-y, a przy okazji mogąc korzystać z obwodnic. Jak wspomnieliśmy na początku, na podlaskich drogach, mimo zimy sporo się dzieje. Na przykład ostatnio otwarty został łącznik, którym można ominąć Łomżę jadąc z Zambrowa w kierunku Ostrołęki i Szczytna. Docelowo droga będzie łączyć drogę krajową 63 z ekspresówka Via Baltica.

Jeżeli chodzi o tą drogę, to w tym roku drogowcy mają skończyć odcinek Łomża Południe – Łomża Zachód ze zjazdem na drogę krajową 61 ze Szczuczyna do Ełku Południe. Gotowy będzie też odcinek łączący granicę z Litwą w Budzisku z obwodnicą Suwałk.

Ważą się też losy innych dwóch dróg – porzuconej przez niektórych polityków trasy Białystok – Augustów oraz szesnastki z Białegostoku do Ełku. Jedna z nich zostanie łącznikiem pomiędzy Via Carpatia a Via Baltica. Pod uwagę będą brane różne kryteria, jednak warto zauważyć, że na trasie Białystok – Augustów jest 5 razy więcej TIR-ów niż z Białegostoku do Ełku. A to może być kluczowy czynnik przy decyzji o łączniku. Problem w tym, że nikt nie zaplanował pieniędzy na taką inwestycję. Trzeba by było sporo się napocić w Warszawie, by przekonać premiera do zmian. Szczególnie, że każdy wariant ma swoich zwolenników i przeciwników. W tym wpływowych polityków.

W tym roku prawdopodobnie ruszą także prace nad Via Carpatia – mają być realizowane odcinku Kuźnica – Sokółka, Krynice – Białystok Zachód oraz Białystok Zachód – Księżyno.

 

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Tykocinie. Tak wyglądał dawniej.

Wyjątkowy film o Tykocinie można oglądać w sieci. Chociaż został on opublikowany w serwisie YouTube w 2018 roku, to do tej pory nie doczekał się specjalnego rozgłosu, a szkoda, bo jest naprawdę co oglądać. Film został przypuszczalnie nagrany w latach 60. XX wieku. Nadano mu tytuł „Zabytki Tykocina”. Można zobaczyć na nim Rynek główny, synagogę, kościół, klasztor, pomnik Stefana Czarnieckiego, a także prace archeologiczne na ruinach zamku. Nie zabrakło też rzeki Narew. Jest też wiele innych wyjątkowych miejsc z miasteczka.

To wszystko można oglądać także i dziś na żywo, dlatego też warto zrobić sobie porównanie z tym jak to było około 60 lat temu. Czy aż tak wiele się zmieniło? Ulice i budynki, które przetrwały wojnę, w PRL-u także zostały zachowane. Lata współczesne zaczęły oddziaływać na miasta i ich wygląd, ale gdy spojrzymy na Tykocin dzisiaj to na szczęście zmiany są tylko na lepsze. Nie ma tam wciskania nowego pomiędzy stare. Jest renowacja tego drugiego i wyraźny podział pomiędzy dawną architekturą, a współczesną. Być może Tykocin od takiej degradacji uchronił fakt, że po II wojnie światowej utracił prawa miejskie, a odzyskał je dopiero na początku lat 90.

To chyba dlatego teraz Tykocin cieszy się tak dużym zainteresowaniem turystycznym. Przyjeżdżają tu także filmowcy, dzięki którym później ludzie miasteczko mogą oglądać. Była tam nagrywana kultowa „Biała sukienka”, sceny trylogii „U Pana Boga…”, a ostatnio „My name is Sara”.

Featured Video Play Icon

Białystok i jego okolice. Po tym filmie aż zachciało się lata!

Zimy na Podlasiu w ostatnich latach nie są zbyt srogie. Może to i dobrze, ale brakuje też śniegu. Wyjątkowy pod tym względem (i chyba nie tylko tym) był rok 2020. Wówczas śniegu u nas nie brakowało. Wcześniejsze trzy lata było go jak na lekarstwo, toteż mieliśmy problemy z coraz większą suszą. To już jednak przeszłość. Natura wspaniale się odrodziła, co widać także na filmie z lata 2021 roku. Oprócz wspaniałej przyrody, możemy zobaczyć też wiele interesujących miejsc w okolic Białegostoku.

Letnia wycieczka na powyższym filmie zaczyna się na Wyżarach. Wspaniały zbiornik wodny razem z pobliskimi bagnami, kładkami i wieżą widokową na polanę stanowią niezwykły kompleks przyrodniczy, który przyciąga coraz więcej osób.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Kolejny miejscem, jakie możemy zaobserwować jest Arboretum w Kopnej Górze niedaleko Supraśla. Kolejny kompleks przyrodniczy, gdzie bioróżnorodność zachwyca. Szczególnie przyjemnie się tam spaceruje latem, gdy wszystko już rozkwitło. Oprócz roślin, jest tam także drewniana chata, w której możemy nie tylko odpocząć w cieniu, ale ogólnie porozmyślać jak to kiedyś się w takich domach żyło.

Następna na liście jest Pustelnia w Odrynkach. Mała cerkiew strojąca na wyspie, do której można dojść na dwa sposoby – zwykłą drogą i długą, drewnianą kładką. Jest to miejsce, które istnieje nadal mimo, że jego założyciel już nie żyje. Moc tego miejsca oddziałuje nadal. Nie brakuje chętnych, by zobaczyć świątynie. Ludzie często przyjeżdżali tam i przyjeżdżają nadal po uzdrowienie.

Archimandryta Gabriel nie żyje. Popularna pustelnia w Odrynkach była jego domem.

Na filmie nie mogło zabraknąć Białegostoku. Przyjechać na Podlasie i nie zobaczyć obecnej stolicy województwa podlaskiego? Tak nie może być. Tym razem podziwiać możemy różne świątynie, Operę, centrum z Pałacem Branickich. Jeżeli chcielibyście także pozwiedzać Białystok, to wartko skorzystać z naszych propozycji.

Wielki spacer po Białymstoku. Ułożyliśmy dla Was trasę na 3 godziny

Ostatnio miasteczko to podlaskie Zakopane. Mowa oczywiście o Supraślu, które od kilku lat jest już uzdrowiskiem i zaczyna rozkwitać. Swoje też zrobiło wystąpienie miasta w trylogii „U Pana Boga…” – Jacka Bromskiego. W każdy letni weekend Supraśl przeżywa potężne oblężenie.

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Nieopodal Supraśla, po drodze na Krynki jest kolejne przyrodnicze miejsce, które może zachwycić. Mowa o Silvarium w Poczopku. Tam oprócz wspaniałych miejsc do spacerowania, można także podglądać różne gatunki sów. Kompleks przyrodniczy przyciąga wiele osób.

Ostatnia na liście, ale nie mniej warta do zwiedzania jest Kraina Otwartych Okiennic – Trześcianka, Soce i Puchły. W tej ostatniej miejscowości oprócz przepięknych drewnianych domów jest także wyjątkowa cerkiew, którą można było ostatnio obejrzeć w filmie „My name is Sara”.

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Jak się patrzy na te wszystkie obrazy, to znowu chce się lata. Skoro zima jest taka byle jaka, to może dobrze by było gdyby lato nadeszło w tym roku wcześniej. Aczkolwiek wiosna też by się przydała. Tej jednak, w naszym regionie przez zmiany klimatyczne dawno nie było widać. Może w tym roku?

Featured Video Play Icon

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej. Jest także wyjątkowa instytucja.

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej, ale także miejsce, gdzie żyje mniejszość białoruska. Są to obywatele Polski, narodowości białoruskiej. Wielu mieszkańców jest aktywna i zaangażowana społecznie. Jednym z miejsc, które skupia wokół różnych wydarzeń jest Muzeum Białoruskie w Hajnówce. Warto wybrać się tam, gdy będziemy zwiedzać okolicę. Na miejscu są na co dzień wystawy stałe o tematyce etnograficznej.

Gromadzone przez wiele lat eksponaty dokumentujące życie i kulturę materialną Białorusinów Podlasia prezentowane są na trzech stałych ekspozycjach. Każdy, kto odwiedzi Muzeum Białoruskie w Hajnówce może zobaczyć mnóstwo ciekawych zabytków. W roku 2011 powstała nowa multimedialna wystawa dotycząca rzemiosła, zaś w 2016 przeprowadzono modernizację dwóch istniejących wystaw nadając im multimedialny charakter.

„Białoruska zagroda”

Wystawa etnograficzna pokazująca typową wiejską zagrodę Białorusinów Podlasia. Ekspozycja jest symbolicznym odwzorowaniem zagrody i przestrzeni wiejskiej – można zobaczyć tu wiejską chatę, stodołę, spichlerz. Na sali zgromadzono ponad 70 eksponatów z przełomu XIX i XX w., stanowiących dziedzictwo kultury materialnej Białorusinów Podlasia. Zgromadzone muzealia to min.: pług, jarzmo, socha, wóz drabiniasty z zaprzęgiem typowym dla tej części kraju, cepy, kadłuby na zboże czy słomiane zasobniki tzw. „korobki”. Eksponaty pochodzą głównie z terenu wschodniej Białostocczyzny – powiatów hajnowskiego, bielskiego, białostockiego czy sokólskiego. Dodatkowo ekspozycje wzbogacają wielkoformatowe fotografie min. z początku XX w. i okresu międzywojennego z terenów Podlasia i Polesia.

„Białoruski Kalendarz”

Wystawa etnograficzna poświęcona życiu i pracy białoruskiej ludności Podlasia, ukazana została w cyklu rocznym. Sala skomponowana została zgodnie z kalendarzem agrarnym podlaskich Białorusinów. Ekspozycja została zaaranżowana tak, by w dwunastu podcieniach pokazać wybrane, ważniejsze prace w gospodarstwie podzielone na poszczególne pory roku. Ukazane jest min. wysiew zboża, orka, młócenie zboża, sianokosy, miodobranie, żniwa, pieczenie chleba, wykopki. Zaprezentowano także symboliczne wnętrze izby na „kalady” czyli wigilię Bożego Narodzenia. Ekspozycja składa się z ponad 150 eksponatów, archiwalnych wyjątkowych zdjęć. Jest także coś do posłuchania.

„Rzemiosło na białoruskiej wsi Podlasia”

Wystawa etnograficzna pokazuje kilka tradycyjnych rzemiosł, które odeszły w niepamięć. Wśród nich poznamy kowalstwo, garncarstwo, stolarstwo, kołodziejstwo czy bednarstwo a także tkaczkę w chacie. Całość zaaranżowana jest w ten sposób, by zwiedzający mógł zajrzeć do poszczególnych warsztatów, podpatrzeć rzemieślnika przy pracy lub porozglądać się pod jego nieobecność. Po wystawie oprowadza lektor zarówno po polsku, białorusku oraz angielsku. Na ekspozycji zgromadzono ok. 400 eksponatów z Białostocczyzny. Muzealia znakomicie uzupełniają archiwalne, unikatowe fotografie, niektóre ukazują nasze tereny nawet 100 lat temu.

„Hajnówka. Brama do Puszczy”

Wystawa zbiorowa malarstwa Zbigniewa Budzyńskiego, Bogusławy Czarkowskiej, Vidasa Dregvy, Piotra Gagana, Michała Janczuka, Wiktora Kabaca, Manueli Korneckiej, Macieja Milewskiego, Marii Najdek, Andrzeja Sobieraja, Emilii Sobieraj, Waldemara Wojczakowskiej); prace powstały podczas pleneru malarskiego zorganizowanego z okazji obchodów jubileuszu 60 lat miasta Hajnówka w 2011 r.

„Rockowisko”

Warto też wspomnieć, że Muzeum Białoruskie w Hajnówce każdego roku organizuje wyjątkowy, letni koncert „Rockowisko”. Można na nim posłuchać zarówno debiutantów na scenie muzycznej jak i prawdziwe gwiazdy z Polski i Białorusi.

fot. S. Nicewicz

Tajemnicza postać robi furorę. Mała wieś stała się atrakcją dzięki dziełom lokalnego rolnika – artysty.

Maleńka wieś Knyszewicze na Podlasiu stała się ostatnio lokalną atrakcją turystyczną za sprawą jednego z mieszkańców. Ludzie zatrzymują się pod jego domem, by zrobić sobie zdjęcie. Nawet skusili się na to żołnierze stacjonujący nieopodal.

fot. S. Nicewicz

Knyszewicze leżą nieopodal Sokółki, Krynek, a także ostatnio głośnego za sprawą kryzysu na granicy – Usnarza. Mimo, że pojawili się żołnierze w okolicy, to czas nadal płynie powoli. Jeden z mieszkańców – Stanisław Nicewicz raz po raz urozmaica innym wiejskie życie. Ostatnia jego atrakcja to betonowa, tajemnicza postać trzymająca lampion. Powstała jesienią 2020 roku. Jednak rozgłos zyskuje powoli – za sprawą poczty pantoflowej. Oprócz jej, na zewnętrznej ścianie domu Stanisława Nicewicza znajdują się wyjątkowe obrazy jego autorstwa. Całość tworzy wyjątkowy klimat. Latem postać miała na sobie dodatkową pelerynę, na której było napisane „Nie musiałbym opanowywać swojego gniewu, gdyby ludzie opanowali swoją głupotę”. Daje do myślenia prawda? Mimo, że postać wygląda dosyć poważnie, to wzbudza ogólną wesołość. Nawet ostatnio przejeżdżający żołnierze postanowili zrobić jej pamiątkowe zdjęcie. Nie brakuje też chętnych na selfie.

Stanisław Nicewicz to człowiek wielu talentów. Jak widać potrafi nie tylko malować świetne obrazy, rzeźbić wielkie betonowe postacie, ale też zajmuje się hodowlą kóz i pszczół. Co ciekawe jest z zawodu… informatykiem. Swoim znajomym na Facebooku regularnie serwuje bardzo trafne prognozy pogody… z własnej stacji meteo!

fot. S. Nicewicz

Warto też wspomnieć o samych Knyszewiczach. Na wzniesieniu nieopodal wsi zachował się XVIII-wieczny, kuty w kamieniu krzyż nagrobny. Jest to rudyment cmentarza cholerycznego. Ze względu na swoje nietypowe kształty jest on określany mianem baby kamiennej. W Knyszewiczach i w sąsiednich Harkawiczach znajdują się cmentarzyska ze stelami, dzięki odnalezionym monetom – szelągom Jana Kazimierza – datowane na XVII wiek. W obu wsiach archeolodzy odkryli po dziesięć szkieletów, głównie dzieci. Z tego względu, we wsi prowadzono projekt badawczy – „Mogiłki pogranicza”.

Featured Video Play Icon

Supraśl zimą wygląda przepięknie. Widać to najlepiej z góry.

Za każdym razem, gdy widzimy Podlasie nagrane z góry, to się zachwycamy. Drony na rynku są dostępne już od około 8 lat. Mimo wszystko ujęcia nimi tworzone nie spowszedniały. Tym razem pojawił się w serwisie YouTube film prosto z Supraśla zimą. Możemy podziwiać monastyr, centrum czy rzekę. Nie ulega wątpliwości, że uzdrowisko oraz cała Puszcza Knyszyńska na początku roku wygląda bardzo okazale. Nawet, gdy nie ma aż tak dużo śniegu.

Na filmie możemy zobaczyć, że przez śnieg przebijają się wysuszone łąki. To kluczowe dla reszty miesięcy w roku. Jeżeli taki stan się utrzyma, to znaczy że zima będzie już do końca bez śniegu to niestety, ale latem czeka nas susza. Normalnie w naturze jest tak: zimą pada śnieg, wiosną wchłania się do ziemi zamieniając w ciecz i podnosząc jej stan przy rzekach i nawadniając łąki. Dzięki temu wszystko kwitnie. Letnie deszcze natomiast podlewają już to co rozkwitło. Dlatego jeżeli zimą nie pada śnieg, to okoliczne łąki nie są odpowiednio nawodnione na wiosnę. Zamiast rozlewisk na rzekach mamy wysuszoną roślinność. Potem, gdy następuje lato, to już intensywne nawadnianie deszczem nic nie pomaga.

Bez łąki wiele gatunków owadów nie pojawi się. A to podstawowy pokarm dla ptaków, które nie mają na czym żerować. Ponadto stworzenia te są potrzebne naturze do rozsiewania nasion. Przypomnijmy też, że na żerujące ptaki polują drapieżniki. Dlatego brak śniegu zimą może poważnie zakłócić cały ekosystem w okolicy. W ostatnich latach już to przerabialiśmy. Gigantyczne susze w Podlaskim powodowały nieustanne zagrożenie pożarowe w lasach oraz potężny, wielodniowy pożar po podpaleniu w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Featured Video Play Icon

Dziś na Podlasiu znów ostatni dzień roku. Będą fajerwerki o północy i zabawa do rana!

Dziś na Podlasiu ponownie będzie można usłyszeć fajerwerki. Prawosławni o północy będą świętować Nowy Rok zaś dziś wieczorem bawić się będą podczas Szczodrego Wieczoru (lub Małance). Dlaczego 2 tygodnie po 1 stycznia? Bo ten dzień w kalendarzu juliańskim, wokół którego są zorganizowane obrzędy cerkiewne przypada właśnie jutro.

Dlaczego Małanka? W obrządku kalendarza gregoriańskiego świętujemy w imieniny Sylwestra. Tak samo w juliańskim zabawa ostatniego dnia roku przypada od imienin Melanii. Szczodry wieczór pochodzi natomiast od wschodniego przepychu i bogactwa potraw na stole świątecznym.

Dziś imprezy noworoczne ograniczają się do muzyki, dobrego jedzenia, tańców w domach i (w normalnych czasach) restauracjach. Dawniej świętowano tak jak na wschodzie. Na przykład na Ukrainie, gdzie po zachodzie słońca były wróżby i przebrania. Najpopularniejsze były za Melanię, jego narzeczonego Wasyla, babkę, dziada, Żyda, Cygana, lekarza, diabła, a nawet niedźwiedzia. Wszyscy razem chodzili tak od domu do domu rozweselając gospodarzy.

Dziś na Podlasiu króluje wieczorem Zorka, Prymaki, Czeremszyna czy Kupalinka. Dawniej śpiewano pieśni noworoczne, które nie miały charakteru religijnego, a które w swej treści życzyły pomyślności, zdrowia i urodzaju w Nowym Roku. Ostatni dzień w roku jest także znany jako Bahaty i Hohotucha. Szczedriwki natomiast to jedne z najstarszych zachowanych tradycyjnych pieśni życzeniowych, które współcześnie śpiewa się od tzw. Starego Nowego Roku (13 stycznia). Życzyły zdrowia, dobrobytu, wielkich plonów, miłości, stworzenia nowych rodzin, rozwoju gospodarstw, obfitego miodobrania i wszelkich Łask Bożych. Przykład na powyższym filmie w wykonaniu polsko-ukraińskiego zespołu Dagadana.

Samiec sarny (kozioł) ze scypułem na głowie. fot. Grzegorz Żurek / Lasy Państwowe

Aksamitne poroża sarny można zaobserwować tylko zimą

Zima to czas, gdy spacerujący lasami mogą napotkać sarny, których głowy zdobione są aksamitnym porożem – czyli delikatną, owłosioną i silnie ukrwioną skórę okalającą poroże nazywaną scypułem. Generalnie z dzikich zwierząt sarnę zobaczyć można najłatwiej. Są to tak samo płochliwe zwierzęta, ale kręcą się w pobliżu młodych drzew i niskich roślin. Dlatego spędzając czas na wieżach widokowych w pobliżu polan możemy je dostrzec. Oczywiście pamiętajmy, że wszystkie zwierzęta aktywnie funkcjonują w czasie, gdy wstaje słońce. Dlatego na leśną wędrówkę można się wybrać zawsze, ale jeżeli nastawiamy się także na obserwację zwierząt to musimy wstać jeszcze w nocy.

Scypuł, o którym wyżej wspomnieliśmy, wygląda jak błyszczący, mięciutki meszek, może dlatego scypuł po angielsku to velvet, czyli aksamit. Wyrasta on wraz z rozwijającym się porożem, które każdego roku późną jesienią, kozły zrzucają, by następnie odbudować je na nowo. Występujące w nim liczne naczynia krwionośne transportują wraz z krwią makro i mikroelementy niezbędne do rozwoju nowo powstającego poroża. Gdy poroże jest w pełni wykształcone następuje zatrzymanie dopływu krwi, scypuł zamiera i usycha, a samce wycierają go o drzewa i krzewy.

Pamiętajmy, że dzikie zwierzęta – nawet, gdy wyglądają na miłe czy spokojne to nadal są dzikie. Próba podchodzenia do nich, drażnienia ich, robienia sobie z nimi selfie to narażanie się na ryzyko ataku. W internecie nie brakuje filmów z ludźmi, którzy próbowali i solidnie oberwali.

Featured Video Play Icon

Żydzi intensywnie rozwijali Zambrów. Brali też udział w uroczystościach patriotycznych. Dziś pozostał po nich cmentarz.

Podlaskie przed II wojną światową było zamieszkane głównie przez Żydów. Po tragicznych momentach historii, zostało po dawnych mieszkańcach niewiele. Jedną z takich pamiątek jest XIX-wieczna nekropolia w Zambrowie. Jest nieco zarośnięta, ale zachowane są alejki.

Pierwsze wzmianki o ludności żydowskiej mieszkającej w Zambrowie pochodzą z XVII wieku, jednak aż do schyłku XVIII wieku było ich niewielu. 32 osoby stanowiły 5,8 proc. mieszkańców miasta. Z biegiem lat zaczęło ich przybywać coraz więcej. Przyjeżdżali z pobliskiej miejscowości Jabłonka. Początkowo Żydzi skupieni byli wokół gminy w Tykocinie. W późniejszych latach zaczęli migrować po całej okolicy. Kluczową inwestycją, która zachęcała do przenosin była synagoga, wokół toczyło się całe życie. Ta w Zambrowie powstała w 1895 roku. W kolejnych latach napływ ludności żydowskiej przybrał na sile, zaś liczba mieszkańców zwiększyła się dziesięciokrotnie. Do wybuchu II wojny światowej Żydzi stanowili już niemal połowę mieszkańców.

Zwiększająca się przewaga nad liczbą chrześcijan zaczęła powodować konflikty. W latach 30. XX wieku dochodziło do prób blokowania żydowskich sklepów przez endeków. Na nic to się jednak nie zdało. Zambrów dzięki Żydom rozkwitał, którzy zajmowali się nie tylko handlem, ale też rozwijali życie społeczne, polityczne i sportowe. Co ciekawe – Żydzi brali również udział w obchodach rocznic patriotycznych, zaś lokalny garnizon miał rabina.

Historia Żydów w Zambrowie skończyła się tak samo jak w pozostałych miastach. W 1941 roku Niemcy zajęli miasto i zaczęli zabijać ludzi w lasach. Tak życie odebrali ponad 2 tys. osobom tylko dlatego, że byli Żydami. Pozostali czekali na egzekucję w gettcie. Ostatecznie trafiając do niemieckich obozów zagłady. Osoby, które przeżyły uciekły do Palestyny lub do obu Ameryk. Po Żydach zambrowskich nie pozostał niemal żaden ślad. Zostało jedynie kilkanaście kamienic z przełomu XIX i XX wieku oraz kirkut.

Cmentarze żydowskie znajdują się w całym regionie. Najbardziej znane i dobrze zachowane są w Białymstoku i Krynkach. W wielu miejscowościach są zaniedbane i znajdują się ukryte w zaroślach.

Featured Video Play Icon

Las krzyży na wzgórzu to najbardziej charakterystyczny znak tego miejsca. Oto Sanktuarium w Świętej Wodzie.

Sanktuarium Święta Woda na wzgórzu w Wasilkowie przyciąga wiernych z całej Polski od lat. Pierwsza potwierdzona wzmianka o tym miejscu pochodzi z 1719 roku. Wówczas polski szlachcic Bazyli przybył na uroczysko zwane Świętą Wodą, z nadzieją, że odzyska wzrok. Tak też się stało. Cudowne ozdrowienie zaczęło historię tego miejsca. W akcie wdzięczności mężczyzna ufundował tym miejscu drewnianą kaplicę. W 1778 roku z Watykanu dla świątyni nadszedł przywilej odpustowy.

Podczas rosyjskiego zaboru, na rozkaz cara odebrano katolikom Świętą Wodę i przekazano prawosławnym. Zwrot nastąpił dopiero, gdy Polska odzyskała niepodległość. Nim to nastąpiło w kaplicy znajdował się obraz Matki Bożej Bolesnej. W 1915 roku, gdy na podlaskie tereny wkraczali Niemcy, to prawosławny duchowny ze Świętej Wody wywiózł malunek w głąb Rosji. Po I wojnie światowej, już w katolickiej świątyni znajdowała się kopia obrazu.

Święta Woda bardzo silnie związana jest z osobą ks. Wacława Rabczyńskiego. Po II wojnie światowej to on zajmował się sanktuarium. A raczej tym co po nim pozostało. Spalone, zbezczeszczone miejsce zaczęło powoli się odradzać. Kolejną kopię obrazu Matki Bożej Bolesnej namalowała matka księdza – Helena Rabczyńska. Ponadto zbudowano specjalną grotę z figurą bożej rodzicielki, która miała być kopią francuskiej. To właśnie tam można zaczerpnąć wody ze świętego źródełka.

Las krzyży, o którym wspominamy w tytule, to pomnik trzeciego tysiąclecia. Największy krzyż mierzy 25 metrów wysokości. Miejsce to, razem ze źródełkiem przyciągają pielgrzymów i okolicznych mieszkańców od wielu lat. Kościół jest także popularnym miejscem jeżeli chodzi o śluby osób nie będących parafianami.  Szczególnie, że na miejscu jest też sala weselna. Najważniejsza pielgrzymka do tego miejsca odbywa się 25 maja czyli w przededniu Dnia Matki. Jest to pielgrzymka kobiet. Nowych krzyży na wzgórzu przybywa natomiast w święto Matki Boskiej Bolesnej. Wspomnienie liturgiczne obchodzone jest w Kościele katolickim 15 września.

Fot. Kamil Timoszuk / Wrota Podlasia

Nowe budynki w skansenie. Będzie też stary kościółek. Ślub w takim klimacie będzie hitem!

Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zostało wzbogacone o nowe obiekty. Reprezentują one budownictwo wschodniego Podlasia. Oprócz stodoły z Redut, stoją tam już dwie chałupy z Czyż (pow. hajnowski) – jedna z 1888 r. i druga z połowy XX wieku. W starszej z chat zobaczymy, jak wyglądało wnętrze wiejskich domów sprzed ponad stu lat. Natomiast przy młodszym budynku, charakteryzującym się wyjątkowymi zdobieniami, trwają prace wykończeniowe na zewnątrz. To nie wszystko, niebawem stanie także dom z Makówki. Zabudowa, która tworzy część Skansenu poświęconą budownictwu wschodniopodlaskiemu, została przeniesiona z powiatów hajnowskiego, bielskiego i siemiatyckiego. Jest charakterystyczna przede wszystkim dla mniejszości białoruskiej.

Budynek z Czyż z 1888 r. to prawdziwa gratka dla odwiedzających Skansen. Jego wnętrze zostało wyposażone w sprzęty z okresu międzywojennego! Są tu krosna, ławy, stół, olbrzymi piec z nieodłącznym zapieckiem, niecki, dzieże, michy, święte obrazy i ozdoby. Wrażenie także robi niski strop połączony z gigantycznym, krytym strzechą dachem. Drugi dom z Czyż to budowa z lat 50. XX wieku. Jest koloru ciemnożółtego i zachwyca bogactwem zdobień architektonicznych. Charakteryzuje się wspaniałymi narożami, bogatą oprawą okien i pięknymi okiennicami.

Niebawem Skansenu dopełnią także domy przeniesione z Makówki i Plutycz. Kamienny fundament pod chałupę z Makówki jest już gotowy. Wkrótce rozpocznie się składanie domu. Będzie to najstarszy obiekt w tej części muzeum. Na jednej z belek domu wycięty rok 1867. To typ budynku z XIX wieku, z charakterystycznym dla tego okresu układem wnętrza i wyglądem zewnętrznym, ale też takimi detalami jak tram, czyli belka pod pułapem, którą już pod koniec XIX wieku wycinano, bo przeszkadzała w swobodnym poruszanie się we wnętrzu.

Chata z Plutycz posłuży za miejsce na działania edukacyjne i warsztatowe. Wokół tych czterech domów powstaną zagrody. Będą to budynki gospodarskie: stodoły, spichlerze, budynki inwentarskie. Wszystko jak za dawnych czasów. Co ciekawe, do Skansenu trafił zabytkowy kościół z dzwonnicą z Seroczyna (diecezja drohiczyńska). Obiekt jest już pozyskany i czeka na przeniesienie. Jest to obiekt wyjątkowy, pochodzi z terenów historycznego Podlasia, a gdyby stanął w Skansenie, możliwe byłoby tam organizowanie ślubów!

Featured Video Play Icon

Oto Biebrzańska Wiedźma. Wyjątkowy film pokazuje, jak jej się żyje w dziczy.

Na kanale „Cząstka Podlasia” pojawił się pierwszy film z serii „Wschodnie opowieści”. Bohaterką odcinka jest Agnieszka Zach, zielarka, przewodniczka, nurek i mama czwórki dzieci. Znana szerzej jako Biebrzańska Wiedźma. Jak jej się żyje w dziczy Biebrzańskiego Parku Narodowego? Dlaczego jest wiedźmą? Ten film polecamy przede wszystkim ludziom mieszkającym w miastach, gdyż ważne jest w nim także spojrzenie na naturę. Podlaskie krajobrazy są tłem wszystkich opowieści.

Agnieszka Zach na początku filmu porównuje życie w naturze do oddychania. I trzeba przyznać jej rację. Z perspektywy miasta – na przykład Białegostoku ta natura gdzieś nam umyka. Nie tylko dlatego, że jej nie widzimy z betonowych ulic, ale tez nie słyszymy i nie czujemy. Co innego na wsi. Tam odbieramy ją wszystkimi zmysłami. Ważne jej także na to co ludzie myślą, gdy słyszą „wiedźma”. Kojarzy się negatywnie, a tak być nie powinno. Wiedźma to osoba wiedząca, która swoją wiedzę używa do pomocy innym. Dlatego określenie Biebrzańska Wiedźma nie jest dla Agnieszki Zach obraźliwe.

Warto obejrzeć ten film także dlatego, by zrozumieć czym jest Biebrzański Park Narodowy. Z perspektywy turysty być może są to poszczególne interesujące elementy: łosie, kładki, rośliny i rzeka. Tymczasem jest to cały ekosystem, w którym człowiek musi się poddać jego surowym zasadom. Można to sobie uświadomić czując klimat „Wschodnich Opowieści”.

 

 

Featured Video Play Icon

Czy można dopłynąć z Łomży do Białowieży? Im to się udało!

W czerwcu 1927 roku w łomżyńskim czasopiśmie Życie i praca można było przeczytać relację z przepłynięcia łodzią z Łomży do Białowieży. Czterech śmiałków, uczniów 8-klasy zdecydowało się na tą wyjątkową wyprawę. Cała trudność polegała na tym, że trzeba było całą drogę wiosłować pod prąd. A dystans między dwoma miejscowościami jest spory. Lądem to 150 kilometrów. Rzecznymi zakolami? Dużo więcej.

– Któregoś dnia (było to jeszcze w kwietniu) przyszła mi do głowy myśl urządzenia wycieczki do Białowieży – łódką – tak zaczyna się relacja z tego wyjątkowego wydarzenia. Oczywiście chętnych było bardzo wielu, z pośród których ostatecznie miało jechać 4-ch. tj. Jarocki Stanisław, Kraszewski Kazimierz, Stilter Andrzej i ja (Jan Kazimierz Wiszniewski – dop. red). Było więc nas czterech żądnych przygód, nowych wrażeń, miłujących życie koczownicze – a takim jest właśnie jazda łódką w nieznane okolice, jazda pełna niewygód i trudów. – można było przeczytać w Życiu i praca.

Po otrzymaniu świadectw w niedzielę 19 czerwca, od poniedziałku rozpoczęliśmy przygotowania do podróży. Niezbędna była dla nas dokładna mapa, którą też otrzymaliśmy od p. Krauzego, okazującego wielkie dla naszej wyprawy zainteresowanie; był na tyle dobry, że we środę o godz. 5-tej pożegnał nas nas przystani. Zakupiliśmy na drogę prowiantów (2 klg. słoniny, 5 klg. ryżu, 5 klg. cukru, kakao, kawy, makaronu, soli, i t. d.), finanse też nie przedstawiały się zbyt skromnie – mieliśmy więc wszystko, co jest potrzebne na 2-u tygodniową wycieczkę. Rankiem 22 czerwca siedzieliśmy już w łodzi.

W szybkiem tempie minęliśmy most, Starą Łomżę, Szur, które groźne, zdradliwe wiry oglądaliśmy w godzinę po wyjeździe. Przed Siemieniem, chcąc się upewnić co to za wieś zapytałem jakiegoś rybaka o nazwę. Ten się odwrócił, przyjrzał chałupom jakby pierwszy raz je widział i ostatecznie mruknął coś niezrozumiale. Ciekawe, że wszyscy chłopi niechętnie patrzą na wycieczkowiczów, a pytania ich uważają za kpiny. 

Minęliśmy rozsiadłe nad rzeką Niewodowo, Siemień, Rakowo-Czachy, Rakowo-Boginie i o 11-ej zatrzymaliśmy się na śniadanie przed Krzewem. Śliczne brzegi ma Narew w odcinku Krzewo – Bronowo. Samo Krzewo ma bardzo ładne położenie: chaty, rozrzucone na dość wysokich wzgórzach, porośniętych lasem, łyskają pośród zieleni bielą ścian, dalej zaś nieco lewy brzeg porastają bujne trzciny i wysokie trawy, które znowu są podszyciem pięknych olszyn. Tutaj zauważyliśmy pierwszy raz 2 jastrzębie unoszące się ponad wierzchołkami – ptaki, które potem będziemy często spotykać.

Na noc zatrzymaliśmy się w Złotorji, w smutnem dla nas miejscu, gdyż tutaj gwoli dogodzenia podniebienia wydaliśmy aż 5 zł. i kazaliśmy sobie usmażyć rybek. Dobre, bo dobre, ale jak przyrządzane! Pierwszy raz widziałem takie barbarzyństwo! Z żywych, rzucających się jeszcze, zeskrobywała gospodyni wbrew naszym protestom łuskę, następnie żyjącym wyjmowała wnętrzności i, co jest potworne, biedne te nieme stworzenia rzucały się jeszcze na gorącej patelni, przetrzymywane nożem (żeby nie upadły na podłogę) przez gospodynię.

Minęliśmy Izbiszcze, Topilec, Bokiny, Uhowo, znajdujące się po przeciwnej stronie mostu kolejowego w Łapach i w tem ostatnim mieście urządziliśmy dwugodzinny postój. Miasteczko małe, nieciekawe, właściwie tylko stacja kolejowa z solidnemi zabudowaniami stacyjnemi. O godz. 16-ej wyruszyliśmy dalej. Ludność tu zupełnie inna, niż tam w dole Narwi! Odcinek Łomża -Białowieża z biegiem rzeki można podzielić na 3 części. Łomża – Waniewo – ludność na wskroś polska, katolicka, Waniewo – Suraż – daje się już słyszeć język ruski, większość jest jednak Polaków – katolików, Suraż-Białowieża – o, tutaj wszystko na każdym kroku przypomina Białoruś, ale o tem później! Jakież było moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy przed Waniewem otrzymałem na swe pytanie ruską odpowiedź! Później zdarzało się to coraz częściej i częściej, tak że w końcu dziwiłem się, gdy słyszałem polski język!

Bardzo chętnie rozmawiałem z chłopami, spotykanymi w drodze, wiedząc że tylko w ten sposób poznam ich charakter i obyczaje. Rozumieliśmy się doskonale mimo, że ja mówiłem do nich po polsku, a oni zaś do mnie po białorusku!

Nigdzie nie spotkałem tyle uprzejmości, co w Narwi na plebanji. Wielebny ksiądz proboszcz tyle nam okazał serca, tak serdecznie z nami rozmawiał, że wprost zawstydzeni byliśmy Jego uprzejmością! Spotkała nas tu prawdziwa, staropolska gościnność!

Już widać Białowieżę! Czerwieni się na zielonem tle drzew zameczek myśliwski b. cara Mikołaja II, obecna własność Państwa Polskiego. Muszę się przyznać, że niekiedy wątpiłem czy dojedziemy łodzią do samego miejsca, tak niektóre przeprawy były ciężkie. Jeszcze ostatni wysiłek – i jesteśmy w Białowieży. Zatrzymujemy się na brzegu, a tymczasem coraz więcej osób zbiera się i z zaciekawieniem nam się przygląda.

Cała wyprawa trwała 17 dni. Z Łomży do Białowieży uczniowie płynęli 9 dni. Potem odpoczywano 3 dni. Droga powrotna z prądem była już dużo szybsza. Trwała 5 dni.

Powyższe fragmenty z czasopisma Życie i praca – numer 29-39 z 1927 roku. Poniżej pełny artykuł.

Tytuł: Życie i Praca : organ informacyjno-społeczny poświęcony sprawom Ziem Województwa Białostockiego. R. 4, 1927, numery 29-39

Wydawca / drukarz: Michał Piaszczyński

Miejsce wydania / druku: Łomża

Data: 1927

Język: polski

Typ źródła: czasopismo

Lokalizacja oryginału: Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie

Featured Video Play Icon

Czy Zenek nadal jest na topie? Oto jego najnowszy hit. Białystok w tle.

Piękna kobieta, wytworna restauracja, morze, luksusowy jacht, a we wszystko to wplątane kadry z Białegostoku. Oto nowa piosenka zespołu Akcent – Classy Girl. Czy przypadnie fanom Zenka do gustu? Twórca takich hitów jak Oczy zielone, Prawdziwa miłość to Ty, Szczęśliwa gwiazda i wielu wielu innych nie spoczywa na laurach. Ostatni dzień 2021 roku był dniem premiery jego najnowszej piosenki.

Warto przyjrzeć się ciekawym szczegółom teledysku. Wprawne oko rozpozna Białystok. Niestety aura podczas kręcenia zdjęć w stolicy Podlasia nie dopisała, stąd też obrazki te raczej nie zachwycą. Ujęcia z restauracji również były nagrywane w Białymstoku. Jest coś jeszcze. Widać wyraźnie, że Zenon Martyniuk już młodzieńcem nie jest. Piosenkarz nie boi się pokazać pierwszych siwych włosów czy zmarszczek. Do tego bohaterką z teledysku jest dojrzała, piękna kobieta. Gdyby zamiast niej wystąpiła jakaś 20-letnia modelka to efekt byłby komiczny. Przekaz jest jasny: piosenka i teledysk kierowane są raczej do rówieśników wokalisty, a nie młodych fanów. Dlatego na całość należy patrzeć w innych kategoriach. Oto nowość, która pokazuje, że Akcent nadal tworzy, mimo że mógłby w kółko grać swoje hity.

I z tego trzeba się cieszyć. Mamy 2022 rok, a Zenek to nadal Zenek. Skromny piosenkarz, któremu sodówa nie uderzyła do głowy, choć mogła wiele razy. Ostatnie lata dla Zespołu Akcent były złote. Wszystko wskazuje na to, że to wszystko jeszcze potrwa. Miło, że wokalista pokazuje Białystok – nawet jeżeli w sposób mało zachwycający. Przypominanie o naszym mieście w teledyskach powoduje, że wiele osób chce tu przyjechać. Dlatego też Zenkowi życzymy wszystkiego dobrego i dziękujemy za to, że od Podlasia się nie odcina.

Featured Video Play Icon

Białowieski Park Narodowy ma 100 lat! Został w Polsce powołany jako pierwszy.

Puszcza Białowieska w historii Polski miała zawsze ogromne znaczenie. Już w czasach królewskich, władcy przyjeżdżali tam na polowania. Władysławowi Jagielle, który rządząc kursował między Krakowem a Wilnem była przystankiem w drodze, ale też miejscem gdzie pozyskiwano zapasy na udaną wojnę z Krzyżakami. Bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku okazałą się tak dużym sukcesem, że na kolejne kilkaset lat nasz kraj był potęgą w Europie. Puszcza Białowieska służyła także rosyjskim carom podczas zaborów, Niemcom podczas okupacji, a także PRL-owskim sekretarzom. Obecnie od lat postulowane jest, by polski teren Puszczy Białowieskiej, w całości należał do Parku Narodowego. Teraz jest podzielony pomiędzy tą instytucję a trzy nadleśnictwa, które pozyskują tam drewno.

Jak to się stało, że 100 lat temu objęto ten teren ustawową ochroną? Po zakończeniu działań wojennych, w 1919 r. do Puszczy Białowieskiej wysłana została ekspedycja naukowców pod przewodnictwem prof. Władysława Szafera. Początkowo w poszukiwaniu żubrów, których jednak nie znaleziono, ponieważ podczas I wojny światowej zostały wystrzelane przez wojska niemieckie i kłusowników. Pomimo, iż wolno żyjących żubrów nie odnaleziono, uwagę naukowców zwrócił unikatowy ekosystem leśny – las naturalny o charakterze pierwotnym. 29 grudnia 1921 r. na konferencji w Departamencie Leśnictwa, Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Państwowych w Warszawie, na części obecnego obszaru Parku oraz w innych fragmentach Puszczy Białowieskiej, poczynione przez naukowców wysiłki przyniosły efekt w postaci decyzji o powołaniu pięciu rezerwatów przyrody, z których dwa obecnie tworzą serce Białowieskiego Parku Narodowego, jakim jest Rezerwat Ścisły.

W 1924 r. dwa z pięciu rezerwatów utworzyły jednostkę o nazwie „Nadleśnictwo Rezerwat”.  W 1932 r. „Nadleśnictwo Rezerwat” zostało przekształcone w „Park Narodowy w Białowieży”. W 1947 r. jednostkę restytuowano jako Białowieski Park Narodowy i pod tą nazwą funkcjonuje do dziś. Podstawą prawną była ustawa o ochronie przyrody z dnia 10 marca 1934 r. Pomimo faktu, że z formalnego punktu widzenia tę datę należy uważać za początek funkcjonowania parku narodowego, to już wcześniejsze struktury administracyjne – rezerwaty przyrody utworzone w 1921 r.

Przez te 100 lat udało się skutecznie przywrócić naturze żubra. Próbowano także dać nowe życie turom i tarpanom. Niestety nie udało się to i już nie ma o tym nowych dyskusji. Obecnie Park Narodowy skupia się wyłącznie na ochronie przyrody w rezerwatach, a także opiekuje się żubrami. BPN prowadzi także działalność edukacyjną między innymi przy pomocy swojego muzeum. Instytucji życzymy co najmniej kolejnych 100 lat!

Featured Video Play Icon

Miało stać w Choroszczy, a jest pod Białymstokiem. Można tu podziwiać starą podlaską wieś.

Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej znane większości z dawnej nazwy czyli Białostockie Muzeum Wsi to niesamowity obiekt, który cały czas się rozwija. Obecnie można tam zobaczyć 43 duże budynki – chałupy, dwór, spichlerze, studnie, leśniczówki. Bogactwo architektoniczne jakie pozostawili po sobie mieszkańcy Podlasia skumulowane w jednym miejscu. Oprócz tego zwiedzający mogą zobaczyć jak powstaje bimber oraz dowiedzieć się co nieco o Sokołach.

Muzeum skansenowe to pomysł Szwedów, który trafił także do Polski. W naszym regionie możemy podziwiać także obiekty w Ciechanowcu czy Nowogrodzie. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej jest miejscem, które 5 lat temu powstało na bazie Białostockiego Muzeum Wsi. A te swój początek miało w latach 70. Razem z powołaniem województwa białostockiego zaczęto planować skansen w Choroszczy. Ostatecznie uznano, że lokalizacja na obrzeżach Białegostoku będzie dużo lepsza. I tak dziś wyjeżdżając ze stolicy Podlaskiego w kierunku Augustowa i Suwałk mijamy po prawej stronie wiatrak, który wita zwiedzających Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej.

Stare chałupy kryte strzechą to nawet na Podlasiu już rzadkość. Dlatego też każdy może zobaczyć jak się ludziom dawniej żyło. Taka wizyta w skansenie skłania do refleksji czy teraz ludziom jest lepiej. Z jednej strony możemy spojrzeć na nowoczesne, zachodnie kraje, a z drugiej na taki skansen. Oto dwie skrajności. Wydaje się, że mentalnie mieszkańcy Podlasia nadal wolą żyć jak w skansenie i wbrew pozorom nie jest to nic negatywnego. Gdy zjedziemy z głównych tras na boczne wsie, to spotkamy wyjątkowych, otwartych i ciepłych ludzi. Już sama konwersacja z nimi pokazuje jak bardzo są szczęśliwi. A to za sprawą, że wśród nich są inny tacy sami ludzie.

Z drugiej strony mamy ludzi na zachodzie, którzy szczęście muszą udawać kupując coraz to nowe gadżety. Trend ten przychodzi także i do naszego kraju i jest coraz bardziej zauważalny. Na szczęście w naszym regionie nie wszyscy bezmyślnie kopiują, to co u sąsiadów. Dzięki temu życie w naszym regionie jest spokojniejsze, wolniejsze i blisko natury. A skansen pod Białymstokiem nie tylko przypomina o naszym dziedzictwie, ale też o źródle naszego szczęścia. Dlatego warto tam zajrzeć choć raz, by ponownie odkryć coś o czym niektórzy już dawno zapomnieli.

Szykuje się ściema? Ścieżka rowerowa Hajnówka – Białowieża już ustalona?

Dwa dni temu pisaliśmy o tym, że ma powstać ścieżka rowerowa, która połączy Hajnówkę z Białowieżą. W tej sprawie mają odbyć się konsultacje społeczne 12 stycznia. Tymczasem okazuje się, że może szykować się ściema, że kogoś interesuje zdanie mieszkańców. Owszem będą mogli się wypowiedzieć, ale nad projektem, który prawdopodobnie ma już wybrany wariant. Skąd taki wniosek? Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, za którą stoi Adam Wajrak – dziennikarz, ekolog mieszkający w Puszczy Białowieskiej twierdzi na łamach Gazety Wyborczej, że taka ścieżka zostanie sfinansowana tylko wtedy, gdy będzie biegła razem z drogą wojewódzką.

Zacznijmy od tego – dlaczego budowa takiej ścieżki rowerowej przy drodze wojewódzkiej to niszczenie przyrody. W obszarze, który powinien być chroniony. Otóż każdy, kto jechał choć raz samochodem tamtędy wie, że nawet jezdnia jest bardzo wąska dla samochodów, by jak najmniej ingerowała w naturę. Doczepienie jeszcze do niej ścieżki rowerowej oznacza wycinkę 4000 drzew. Tak – w Puszczy Białowieskiej. Ścieżka ma też przebiegać przez rezerwaty przyrody. Taka ścieżka miała już powstać wcześniej, ale zablokowała ją Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Co więcej, jak czytamy w Gazecie Wyborczej – Dyrektor Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich Mariusz Nahajewski tłumaczył, że tereny przy torach czy drogi leśne należą do innych instytucji. Natomiast zarząd dróg może inwestować tylko na terenach leżących w pasie drogowym lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Po co więc konsultacje?

Jak pisaliśmy – ścieżkę można byłoby budować obok starej drogi kolejowej. Tymczasem na łamach Wyborczej czytamy, że PZDW w ogóle nie jest tym zainteresowane. Jedno jest pewne – rozbudowa drogi wojewódzkiej z Hajnówki do Białowieży jest poważną ingerencją w przyrodę i nie można się na nią zgadzać. Do tej pory to było jasne. Wycieranie się konsultacjami społecznymi pod z góry ustalony przebieg nie powinno być w ogóle brane pod uwagę.

 

Featured Video Play Icon

Megapowódź Suwalska. Niesamowity film pokazujący katastrofę z przeszłości.

Nie możemy wyjść z podziwu nad tym filmem. Wszystko dlatego, że został stworzony przez naukowców. Wydawałoby się, że odkrywanie czegoś nowego wymaga ślęczenia w bibliotece i przed komputerem. Zaś badania – nawet terenowe – mogą być efektywne, a nie efektowne. To wszystko można uznać za stereotypy, które przełamali naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Profesorzy uczelni wcielili się w prowadzących intrygujący program o Megapowodzi Suwalskiej. Jednej z pięciu największych naturalnych katastrof tego typu na świecie!

Dzięki filmowi możemy się dowiedzieć, co sprawiło, że tak wygląda dzisiejsze ukształtowanie pięknej, pofalowanej Suwalszczyzny. Okazuje się, że na terenach polodowcowych, dzięki którym mamy krystalicznie czyste jeziora w Podlaskiem, w przeszłości miała miejsce gigantyczna powód, zaś ogromne masy wody tworzyły kanały, które rzeźbiły teren. Dokładniej temu zjawisku właśnie przyglądają się naukowcy z UMK w Toruniu. Dowiedzieliśmy się od nich między innymi, że liczne głazy znajdujące się w okolicy przywędrowały do nas aż ze Skandynawii, zaś źródłem powodzi są prawdopodobnie tereny dzisiejszej Litwy.

Film naukowy został stworzony z ogromnym rozmachem. Dzięki czemu podziwiać możemy unikatowy teren Suwalszczyny, a przy okazji dowiadujemy się o jego przeszłości. Popularyzowanie nauki właśnie w taki sposób ma ogromny sens. Zamykanie się w bibliotekach, publikowanie dla wąskiego grona zainteresowanych czy prezentowanie na konferencjach to dziś za mało. Dlatego powinno powstawać takich filmów coraz więcej.

 

Green Velo w Hajnówce do Białowieży

Ścieżka rowerowa połączy Hajnówkę z Białowieżą. Którędy przebiegnie?

Plany połączenia Hajnówki z Białowieżą rowerem już są. Nie ma ustalonego jednak przebiegu trasy. W tym celu, 12 stycznia odbędą się konsultacje społeczne. Tym razem w formie zdalnej, więc będzie można poznać proponowane przebiegi i się wypowiedzieć na ich temat siedząc w kapciach przed komputerem w domu. Zanim to jednak nastąpi będzie można zgłaszać własne propozycje przebiegu ścieżki. Jakie mogą być potencjalne warianty?

Na pewno nie będzie to trasa drogowa. Każdy, kto jechał tamtędy wie, że jest ona bardzo wąska i ledwo mieszczą się tam samochody po dwóch stronach. Słuszna to koncepcja, by nie budować autostrady w lesie. A szczególnie tak cennym. Mamy bardzo szeroką drogę łączącą Białystok z Supraślem z betonową estakadą blisko czubków drzew i jak to wygląda? Koszmarnie. Trwale zniszczono przyrodę w tym miejscu dla wygody ludzi. W Puszczy Białowieskiej na szczęście takich idiotycznych pomysłów nie myślą. Dlatego o poszerzeniu drogi Hajnówka – Białowieża nie ma mowy. Pytanie tylko czy dotyczy to także wąskiego paska drogi rowerowej?

Jeżeli chodzi o wariant leśny, to jest już droga rowerowa z Hajnówki do Białowieży. Zaczyna się przy Żabiej Górce w Hajnówce i prowadzi przez Rezerwat Dębowy Grąd, Budy, Teremiski czy Pogorzelce. Problem z tym, że budowa tam utwardzonej infrastruktury to duża ingerencja w przyrodę. Można zwyczajnie utwardzić teren, ale nie do końca o to chodzi. Droga dla rowerów musi być dostępna w każdą pogodę. Wbrew pozorom amatorów dwóch kółek nie brakuje o każdej porze roku.

Jest jeszcze trzeci wariant. To stara droga kolejowa. Pytanie jednak tutaj brzmi czy można na niej budować? Formalnie droga ta nie nadaje się do użytku, nieformalnie można tam napotkać prywatne pociągi. Z infrastruktury korzystają też turystyczne drezyny. Czy dobudowa biegnącej obok ścieżki będzie właściwym rozwiązaniem? A co jeśli władze zdecydują się w końcu wyremontować ten odcinek pod pociągi pasażerskie? Czy oznaczać to będzie likwidację ścieżki czy będzie można budować obok niej? Niewiadomych jest sporo.

Biorąc pod uwagę powyższe, interesujące będą zaproponowane przebiegi trasy przez innych oraz argumentacja za nimi przemawiająca. Jeżeli macie własne propozycje, możecie je wysyłać mailem do 2 stycznia 2022 r. na adres kontakt@sciezkabialowieska.pl. Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich, biorąc pod uwagę wyniki konsultacji, w połowie 2022 roku podejmie decyzję o przebiegu trasy.

Featured Video Play Icon

Tłumy pielgrzymów docierają tu, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin

Juchnowiec Kościelny to małe miasteczko nieopodal Białegostoku. Przy rondzie łączącym główne ulice miasteczka stoi Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. Parafia w tym miejscu została powołana do życia w 1547 roku. Wkrótce w kościele umieszczony został niewielkich rozmiarów obraz Matki Bożej. Od razu zasłynął on niezwykłymi łaskami. Pod ich wpływem nastąpił niezwykły rozkwit kultu Matki Bożej. Kult osłabł dopiero pod koniec XIX w., lecz wśród ludu zachowały się wspomnienia dawnych cudów i niezwykłych zdarzeń.

6 listopada 1996 r. Abp Stanisław Szymecki nadał obrazowi tytuł „Matki Bożej Królowej Rodzin”. Obecnie przybywają tu liczni pielgrzymi. Na początku okresu wakacyjnego do Sanktuarium pielgrzymują całe rodziny, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin.

Najliczniejszą grupę sanktuariów na Podlasiu stanowią sanktuaria maryjne – niezwykłe miejsca kultu religijnego i pobożności, o ciekawej, a często wręcz unikatowej architekturze. Sanktuaria ukazują piękno i tradycje Podlasia, są jednym z najcenniejszych elementów spuścizny kulturowej, historycznej i religijnej regionu, ale przede wszystkim stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik wiary i historii ludzi tu żyjących.

Obskurny most w Pałacu Branickich zostanie odremontowany! Ruszają właśnie prace.

Rozpoczyna się przebudowa mostu w ogrodzie dolnym Pałacu Branickich. W związku remontem od poniedziałku, 20 grudnia, do końca czerwca 2022 roku brama wejściowa do Ogrodu Branickich od strony ulicy Akademickiej zostanie zamknięta. Zwiedzający mogą wchodzić do ogrodu wejściem bliżej akademika lub bocznymi bramkami przy Herkulesach i Galerii Arsenał. Dostępna jest też brama od strony ul. Legionowej i od strony Placu Jana Pawła II przy katedrze.

Podczas remontu, most w Ogrodzie Branickich zyska nową nawierzchnię i balustrady. Rozebrane zostaną także schody od strony rzeźby sfinksów. W planach jest także utwardzenie nawierzchni dojścia do mostu od strony ul. Akademickiej. Od strony salonu ogrodowego wykonana zostanie nawierzchnia żwirowa. Obecnie chodzi się tam po wydeptanym piachu. Na realizację prac Miasto uzyskało pozwolenie konserwatorskie Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Białymstoku.

Przypomnijmy, że Pałac Branickich w Białymstoku należy do Uniwersytetu Medycznego, zaś ogród, brama pałacowa i tereny zielone tuż za nią – do miasta. Miejmy nadzieję, że po remoncie otoczenie ogrodu zmieni się nieco na lepsze. Obecny most i asfaltowa alejka są po prostu obskurne i nie pasujące do reszty.

Featured Video Play Icon

To danie jest symbolem Podlasia. Kiszka ziemniaczana jest znana tylko u nas!

Ludzie z różnych regionów Polski, którzy zostali przez nas zapytani o kiszkę ziemniaczaną byli zdezorientowani. Nie bardzo wiedzieli jakie danie mamy na myśli i czy aby na pewno jest ono jadalne. Każdy, kto je spróbuje, będzie zachwycony. Oczywiście jeżeli zostanie odpowiednio przyrządzone. Kiszkę można kupić w lokalach gastronomicznych, w turystycznych miejscach na Podlasiu. A gdyby tak zjeść ją bez wychodzenia do lokalu? Oto jak powstaje kiszka ziemniaczana. Przepis – prosto z Krainy Otwartych Okiennic, a konkretnie z miejscowości Pawły niedaleko Bielska Podlaskiego.

Walentyna Krasnodemska na filmie przekazała recepturę swojej mamy. Zacznijmy od tego, że kiszka ziemniaczana to nie to samo co babka ziemniaczana i przepisy się nieco różnią. Zacznijmy od tego, że potrzebować będziemy jelit – które dostaniemy w każdym sklepie z garmażerią. Oprócz tego składniki, których użyjemy to 3 kg ziemniaków, skwarki przesmażone z cebulą, kasza jęczmienna, 25 dag mięsa mielonego, pieprz i sól, liść laurowy.

W pierwszej kolejności tarkujemy na małych oczkach ziemniaki. Do surowych ziemniaków dodajemy skwarki – czyli mięso usmażone z cebulką. Do tego dodajemy kaszę. Jeżeli użyjemy 3 kg ziemniaków to też tyle samo potrzebować będziemy kaszy. Proporcja musi być pół na pół. Wtedy będzie idealnie. Do tego wszystkiego dodajemy surowe mięso mielone. Na koniec wszystko przyprawiamy pieprzem i solą. Pamiętajmy, żeby nie zepsuć smaku przesadzając z tą drugą przyprawą. Nawet jeżeli będziecie mieli dużą porcję, to pamiętajcie, że sól przede wszystkim zmieni smak wody znajdującej się w warzywach, a nie smak warzyw. Na koniec po solidnym wymieszaniu dodajemy liść laurowy.

Na koniec zostaje nam włożenie ciasta do kiszki. Robimy to łyżką. Na koniec przekłuwamy igłą kiszkę by uszło powietrze i nie pękła podczas pieczenia. Gdy kiszka jest gotowa to wsadzamy ją do pieca na godzinę. A potem już się tylko zajadać…

Featured Video Play Icon

Niezwykły film o monasterze w Supraślu. Tak wyglądał proces odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków.

Monaster w Supraślu to wyjątkowe miejsce. Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż i postanowiono, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Film opowiada o procesie odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków cerkwi Zwiastowania Bogurodzicy w prawosławnym monasterze w Supraślu. Pokazano w nim unikalne, historyczne zdjęcia monasteru. Można zobaczyć fotografie sprzed zburzenia ławry, jej ruiny i ocalałe freski. Widz zapoznany zostaje również ze zdjęciami z różnych etapów odbudowy monasteru. Zobaczyć też można historyczny fragment Nabożeństwa Paschalnego sprawowanego przez ówczesnego namiestnika archimandrytę Mirona.

Monaster w Supraślu dziś, to także wyjątkowe i niesamowite Muzeum Ikon. Dlatego jadąc tam, by zwiedzać – warto się zapoznać z historią tego miejsca. Od powstania świątyni i zakonu, po  czasy jego rozkwitu, historię dawnej drukarni, po smutne czasy wojny i nowoczesność.

fot. Archiwum Policji / Sedes stał na środku jezdni.

Ksiądz zginął przez sedes na drodze. Tak radziła szeptucha?

2 maja 2009 roku. Całą Polskę obiegła bulwersująca historia z Podlasia. Prawosławny ksiądz Tomasz Lewczuk wracał razem z żoną i dziećmi samochodem do domu w Hajnówce z Warszawy. Tego dnia przejechali kilkaset kilometrów swoją skodą octavią. Gdy dojechali do Bielska Podlaskiego napisali SMS do rodziców, że lada moment będą. Około godz. 22, kilka kilometrów przed Hajnówką, nieopodal skrzyżowania z drogą do Nowoberezowa, zobaczyli na środku drogi… sedes. W ostatniej chwili próbując ominąć przeszkodę, a jednocześnie gwałtownie hamując, ksiądz stracił panowanie nad autem i uderzył w nim w drzewo. 33-letnia żona i ich kilkuletnie dzieci wyszły praktycznie z tego bez szwanku. 38-letni duchowny zmarł po tygodniu w szpitalu.

Znalazł się właściciel sedesu

Po wypadku od razu zaczęto dochodzić kto i po co zostawił sedes na drodze. Oskarżono… Szeptuchę, która miała rzekomo poradzić jednemu ze swoich „pacjentów” takie działanie na złe uroki. Później się okazało, że o postawienie sedesu na drodze oskarżył brat swoje siostry, które miały rzekomo w ten sposób go „zaczarować”, a trafiło na batiuszkę.

A było to tak: Po 6 tygodniach od wypadku udało się ustalić… właściciela sedesu. Na komisariat w Hajnówce zgłosił się Stefan K., który udzielił informacji, że sedes był jego. Sanitariat miał zostać skradziony ze wsi Istok, z posesji jego nieżyjących rodziców. Według zgłaszającego sedes miał zostać wywieziony przez dwie siostry, które chciały w ten sposób rzucić na niego urok. Takie działanie miała doradzić im szeptucha. Zaskoczeni opowieścią policjanci… uwierzyli mężczyźnie i zaczęli dochodzenie.

Motywem „rzucenia uroku” miał być majątek Stefana K. Po tym, gdy się dorobił i wybudował dom, siostry z zazdrości miałyby rzekomo chcieć, by znów był biedny. Co na to siostry? Wytłumaczyły, że z bratem nie rozmawiają 8 lat, po tym, gdy ten po śmierci wujka zagarnął dla siebie zasiłek pogrzebowy. Potem było tylko gorzej. Rodzice trójki zapisali na nich majątek bez wyróżniania komu co. Po śmierci zaczęło się prawdziwe piekło.

Jedna z sióstr na łamach lokalnej prasy wspominała, że policja przez wiele godzin wypytywała ją na komendzie o ten sedes, a nawet próbowano ją nakłonić, by się przyznała. Całe przesłuchanie było dla niej traumatycznym przeżyciem. Drugą siostrę także przesłuchano. Ani jedna, ani druga siostra nie przyznała się. Żadnej z nich też zarzutów nie postawiono. W tym czasie brat rozgłaszał wszędzie, że to one są winne śmierci duchownego.

Porada szeptuchy?

Tak też mówiono w całej Polsce – że to szeptucha kazała postawić sedes na drodze, przez co zginął człowiek. Doszło do tego, że zdesperowana policja zaczęła sprawdzać ludzi wykrywaczem kłamstw. Próbowano też wyjaśnić sprawę przesłuchując okoliczną młodzież, czy aby nie postawiono sedesu dla żartu. Rozpytywano także szeptuchy z okolicznych wiosek. Kluczową informacją, która mogła skłonić policję do wersji z szeptuchą była zawartość sedesu. Z plotek wiadomo, że sanitariat nie był pusty. Mogła tam znajdować się na przykład butelka wódki, która zniszczona rzekomo miała przerwać pijaństwo. Policja nie chciała zdradzić co tam było. Udało się też ustalić, że sedes z Istoku kilka godzin przed wypadkiem jeszcze stał na posesji.

Policjanci nie odpuszczali. Oprócz badań wykrywaczem kłamstw, przeprowadzono nawet eksperyment procesowy, analizowano DNA. Nawet doszło do postawienia zarzutów jednej z sióstr, ale niczego nie udowodniono. Brat po roku od sprawy nadal utrzymywał, że winna jest siostra. Był zdziwiony, że nie potwierdza tego wariograf. Do tego, według niego moment zabrania sedesu miała widzieć sąsiadka z posesji obok.

Dwa lata po śmierci 38-letniego księdza Tomasza Lewczuka prokuratura umorzyła śledztwo. Nie udało się ustalić, kto sedes postawił na środku prostej drogi. Ostatecznie uznano, że był to chuligański wybryk zrobiony dla żartu.

Featured Video Play Icon

Ten film to prawdziwa rewelacja! Świąteczny Białystok z lotu ptaka.

W ostatnim czasie razem ze startem jarmarku bożonarodzeniowego, uruchomiono także świąteczne iluminacje w centrum miasta. Pokazywaliśmy je Wam na żywo, a także na zdjęciach. To jednak nie wyczerpało tematu, gdyż właśnie powstał rewelacyjny film, w którym możecie zobaczyć jak wygląda centrum z perspektywy lotu ptaka. Zostało to nagrane dronem specjalną techniką, dzięki czemu ujęcia są bardzo dynamiczne, a efekt końcowy jest piorunujący! Na filmie zobaczyć możemy oczywiście Rynek Kościuszki, Pałac Branickich, plac przez Teatrem Dramatycznym czy ul. Lipową. Nie brakuje też skwerku przy Cerkwi Św. Mikołaja czy ul. Kilińskiego. To wszystko w świątecznym, wieczornym klimacie.

Jeżeli chcecie coś kupić na jarmarku, to będzie on dostępny do 22 grudnia. Można tam dostać tradycyjne regionalne wędliny, chleby, miody, ale też ozdoby świąteczne i wyroby rękodzielnicze. Otwarte jest codziennie od godz. 12.00 do 20.00. Główną atrakcją jarmarku, na placu między Ratuszem a zachodnią pierzeją Rynku, jest karuzela wenecka, w której może przejechać się jednocześnie kilka osób. Można też zrobić pamiątkowe zdjęcie w specjalnej ramce – fotograficznej kartce świątecznej.

Iluminacje natomiast na pewno zostaną z nami dłużej, bo na Podlasiu świętuje się dwa razy. Najpierw Boże Narodzenie obchodzą katolicy, a potem prawosławni – 2 tygodnie później. I tak wigilia odpowiednio jest 24 grudnia i 6 stycznia, zaś Sylwester i Małanka – 31 grudnia i 13 stycznia.

fot. PKP PLK SA / zdjęcie ilustracyjne

3 warianty obwodnicy kolejowej w grze. Którędy może przebiegać nowa trasa dla pociągów?

Spółka PKP PLK mimo kontrowersji nie rezygnuje z planów budowy Północnej Kolejowej Obwodnicy Białegostoku. W grze obecnie są trzy warianty. Każdy z nich pozwoli nie zmieniać czoła pociągu przyjeżdżającego do Białegostoku, który ma ruszać w trasę powrotną. Do tego połączone kolejowo ze sobą będą Sokółka z Ełkiem. Oznacza to, że transport towarów koleją ominie Białystok, co odciąży infrastrukturę.

Tyle pozytywów. Kontrowersje wzbudza przebieg obwodnicy. Ludzie zwyczajnie nie chcą mieć sąsiedztwa w postaci torów, dlatego zaplanowano wiele alternatywnych wariantów, konsultowano. Nawet próbowano forsować inwestycję przez Puszczę Knyszyńską. Ostatecznie w grze zostały trzy warianty.

Wariant pierwszy prowadzi przez Białystok, wzdłuż Trasy Generalskiej. Drugi wariant zaczyna się w Sochoniach i prowadziłby po trasie planowanej drogi ekspresowej S19. Trzeci wariant prowadzi z Wasilkowa do miejscowości Kozińce znajdującej się w Fastach. Ten wariant wydaje się być najgorszy. Ten prowadzący po Trasie Generalskiej także nie należy do najlepszych, bo prowadziłby pod ziemią. Choć sam przebieg nie byłby uciążliwy, to na czas jego wybudowania zamieniono by życie w horror okolicznym mieszkańcom.

Wybór tych trzech wariantów oznacza, że pozostałe propozycje idą w zapomnienie, zaś mieszkańcy, których dotyczyły mogą odetchnąć. Warto jednak podkreślić, że mieszkanie blisko torów nie jest aż tak uciążliwe jak to się wydaje. Owszem słychać pociągi, ale jeżdżą one raz na jakiś czas. Ktoś kto mieszka na przykład przy ekspresówce – szum samochodów słyszy przez cały czas.

 

 

Featured Video Play Icon

Sanktuarium w Krypnie. Mała wieś między Białymstokiem a Mońkami. Zjeżdżają tam tłumy.

Na starym szlaku królewskim, który wiódł z Krakowa do Wilna przez podlaskie miasteczka znajduje się również Krypno. Obecnie jest to miejsce wielu pielgrzymek, gdyż znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. W środku świątyni można podziwiać przepiękny ołtarz, a także obraz Matki Bożej Pocieszenia. Jest to najstarsze sanktuarium maryjne na Podlasiu.

Według legend obraz stał przy lipie obok poidła dla koni, zwanego krypą. 3-krotnie odnoszono go do kościoła w pobliskim Knyszynie, jednak za każdym razem pojawiał się pod lipą. Czy był to znak, by w tym miejscu budować świątynie? Przypomnijmy, że podobną legendą owiana jest cerkiew w Puchłach, także nie będziemy doszukiwać się w tej opowieści zbyt wiele. Kroniki historyczne mówią jednak, że starosta knyszyński, hetman Jan Zamoyski zamówił obraz Matki Bożej Śnieżnej, który miał być repliką dzieła z Rzymu. Obraz docelowo miał oddziaływać na jego małżonkę. Jeżeli spojrzymy na obecny obraz, to nawiązania do białego puchu można odnaleźć. Obecny kościół w Krypnie jest dziełem ze schyłku XIX wieku. Dokładnie to zbudowano go w latach 80. Świątynie wybudowano mieszając styl neoromański z neogotyckim. Autorem projektu był Feliks Nowicki.

Przez te wszystkie lata kult maryjny w Krypnie nie ustał, a wręcz przeciwnie. Pielgrzymki do tego miejsca są coraz popularniejsze za sprawą większych możliwości podróżowania. Wbrew pozorom, wielu ludzi pozostaje konserwatywna, nawet w nowoczesnym świecie i od religii się nie odwraca. Jednych zbliżają imprezy, aplikacje randkowe, a innych właśnie pielgrzymki. Sanktuarium w Krypnie co roku przyjmuje całe rodziny, ale też mężczyzn, którzy ćwiczą siłę swoich charakterów przebywając kilometry pieszo. Nie brakuje też rolników, którzy modlą się o pomyślne plony i udany zasiew.

Featured Video Play Icon

Jak powstaje tradycyjny smalczyk? Oto przepis prosto z Michałowa.

Smalczyk z chlebkiem i ogórkiem kiszonym to chyba zaraz po śledziach, najpyszniejszy podlaski „słodycz”. Jeżeli chcielibyście samodzielnie zrobić taki smalczyk, to dobrze trafiliście. Oto przepis w wykonaniu Pani Anieli Monach z Michałowa, która nauczyła się tego od mamy.

Ważne są proporcje: 1:1:1. Jeżeli pół kilo to wszystkiego po pół kilo, jeżeli kilogram to też wszystkiego po kilogram. A potrzebować będziemy cebuli, jabłka, czosnku, słoniny, a także soli, pieprzu i majeranku. Na pierwszy ogień idzie słonina, którą wrzucimy na patelnie. Wytapiamy skwarki. Jeżeli ktoś nie wie co to znaczy, to już tłumaczymy. Chodzi o to, żeby duże kawałki słoniny stały się malutkie i chrupiące. Następnie do tego wrzucamy cebulę do zeszklenia. Kolejnym produktem wrzucamy jabłko pokrojone. Pamiętajmy, by nie obierać go ze skóry. Jabłko powinno być lekko kwaśne. Następnie dodajemy ząbek czosnku. Doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem. Następnie czekamy aż wszystko się porządnie wysmaży by było chrupiące. Gdy będzie gotowe i lekko przestygnie, to przelewamy wszystko do naczynia.

Kiedy wszystko przestygnie to możemy smarować kromki chleba. Najlepszy smalec jest na następny dzień po wyjęciu z lodówki. Wtedy wszystko wszystkim przenika. Jeżeli dodamy do tego menu jeszcze ogórków kiszonych, to już w ogóle palce lizać!

 

 

Do Siemianówki dojedziemy pociągiem. Będzie kursować codziennie!

Od 1 stycznia będzie można dojechać pociągiem z Czeremchy do Siemianówki. Będzie to powrót regularnej linii po 17 latach. Warto dodać, że połączenia będą funkcjonować codziennie!

Małymi krokami zbliżamy się do coraz lepszej dostępności kolejowej w regionie. Teraz mieszkańcy południowo-wschodniej części województwa będą mieli większe możliwości pod tym względem. Od 1 stycznia 2022 roku rusza nowe połączenie kolejowe. Poprowadzi z Czeremchy do Siemianówki przez Dobrowodę, Kuraszewo, Kraskowszczyznę, Orzeszkowo, Hajnówkę i Narewkę. To nie koniec dobrych wieści kolejowych. Oprócz lokalnego połączenia, pociąg PKP Interncity do Warszawy, Białegostoku i Gdyni zatrzyma się także w miejscowości Nurzec-Stacja. Zmodernizowana stacja kolejowa była dostępna od końcówki 2019 roku.

Przypomnijmy jeszcze, że w tle jest cały czas sprawa kolei do Łomży oraz do Wilna. Pociąg na trasie Warszawa – Białystok – Suwałki – Kowno – Wilno miał ruszyć w drugiej połowie 2021 roku. Mamy już koniec roku, a o połączeniu póki co nadal cisza. Dokłada data uruchomienia połączenia nie jest podawana. Polski i litewski przewoźnik pracowali nad tym by Warszawę, Białystok, Suwałki oraz Kowno i Wilno można było przejechać jednym pociągiem mimo różnic infrastrukturalnych. Chodzi o to, że w krajach dawnego ZSRR budowano szersze tory. Jazda jednym pociągiem musi jednak poczekać do 2025 roku, gdy powstanie Rail Baltica. Do tego czasu ma być przesiadka w Kownie. Póki co plan jest taki, żeby można było kupić jeden bilet na dwa pociągi. W tle toczą się także negocjacje nad połączeniem Wilno – Ryga. Przed epidemią było weekendowe połączenie łączące te dwa miasta.

Piękne ozdoby i Jarmark Świąteczny w Białymstoku. Miasto jak z bajki!

Zbyt dużo opowiadać nie trzeba. Świąteczny czas nadchodzi także i na Podlasie. Boże Narodzenie coraz bliżej. Mamy początek grudnia i prawdziwą zimową pogodę. Lekki przymrozek, śnieg. W połączeniu z ozdobami na Rynku Kościuszki, Lipowej, Kilińskiego, na terenie Pałacu Branickich i w innych miejscach Białystok stał się miastem jak z bajki!

Na Rynku Kościuszki możecie zrobić zakupy w ramach jarmarku świątecznego. Nie brakuje rękodzieła czy produktów regionalnych. Jest też karuzela dla dzieci, a także świetlista fotoramka, przy której można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Przy Cerkwi św. Mikołaja na Lipowej stoi natomiast świetlny renifer z saniami, do których można wsiąść. Bliżej katedry mamy choinkę, świetlisty prezent i bombkę. Pałac Branickich natomiast zyskał karetę z końmi. Plac przed Teatrem Dramatycznym również ma swoje ozdoby. Podobnie ulica Kilińskiego.

Spacer zimową aurą w takich warunkach jest naprawdę wyjątkowy. Białystok – miasto jak z bajki cieszyło się popularnością w niedzielny wieczór, 5 grudnia. Do centrum zjechały ogromne tłumy ludzi. Od godz. 17. można podziwiać przepiękne ozdoby świąteczne, które przez jakiś czas z nami zostaną.

Featured Video Play Icon

To mało znana część Supraśla. Jest przepiękna!

Turystyczne życie w Supraślu kręci się wokół ul. 3 Maja, gdzie są restauracje, a także wokół bulwarów z plażą. Mnóstwo osób odwiedza także Muzeum Ikon i Monastyr. Tymczasem jest jeszcze miejsce, o którym większość przyjezdnych być może nawet nie wie. Nazywa się Pólko. Jest to osada leśna w gminie Supraśl.

Prowadzi do niej szutrowa droga jeszcze przed Supraślem. Lepiej wpisać nazwę w nawigację, bo można wjazd pominąć. Na miejscu zastaniemy wiatę i miejsce do biwakowania. Do tego jest dzika plaża, na przepięknym zakolu rzeki, ale też coś jeszcze. Mowa o wyjątkowym, ostrym zakolu rzeki. Siedząc tam można odnieść wrażenie, że to długi mini-półwysep. Jeżeli ktoś lubi odpoczywać patrząc na rzekę, to na tym zakolu będzie wprost idealnie.

Warto podkreślić, że możemy tam obcować z naturą przez cały rok. Wiosną, gdy natura budzi się do życia, latem gdy jest tam słonecznie i zielono, a także jesienią, która mieni się wszystkimi kolorami. Oczywiście także zimą, gdy Puszcza Knyszyńska znajduje się pod białym puchem. Największy efekt daje rzeka Supraśl, która spokojnie meandruje. W oddali, po drugiej strony rzeki, w oddali znajdują się Studzianki.

Pólko może być częścią pieszego spaceru. Trasa zajmie nam około 2 godziny, bo to 7,5 km. Zaczynamy i kończymy pod Supraślem robiąc pętlę po lesie. Jak wygląda droga na mapie i na żywo możecie zobaczyć na filmie. Można też zrobić większa trasę obejmującą Supraśl. Wtedy możemy na przykład dojść do Pólka, potem wrócić drogą przy rzece przez okolice szpitala do ul. Kodeksu Supraskiego. Trzeba przyznać, że widoki są bardzo przyjemne.

Siłowe forsowanie granicy, okolice Mielnika / fot. Straż Graniczna

Z zimowych wyjazdów nic nie wyjdzie. Białowieża i Kruszyniany dalej zamknięte.

Do 1 marca obowiązywać będzie rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie wprowadzenia czasowego zakazu przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Republiką Białorusi. Oznacza to, że wszystkie miejscowości, do których nie było można wjechać podczas stanu wyjątkowego, nadal pozostają zamknięte dla osób postronnych, czyli także turystów. W strefie nadgranicznej znajdują się turystyczne miejscowości Białowieża i Kruszyniany. Tak jak latem, tak też zimą cieszyły się wyjątkową popularnością.

To nie są jedyne miejsca, których nie można zwiedzać. Nie ma możliwości zwiedzania Niemirowa i pięknego krajobrazowo trójstyku granic nad Bugiem, nie ma też możliwości zwiedzania cerkwi w Koterce. Nie ma też wjazdu do Starego Masiewa na północy Puszczy Białowieskiej, gdzie jest platforma widokowa. Tak samo nie zobaczycie ruin kościoła w Jałówce i nie przejedziecie malowniczą drogą z tej miejscowości do Bobrownik przez Mostowlany i bramę kolejową z napisem „MIR (pokój)”. Nie ma również wjazdu do Krynek i tamtejszych atrakcji. Nie można też zwiedzać śluzy Kurzyniec oraz innych bliskich okolic Kanału Augustowskiego.

Nie mamy pewności czy 1 marca coś się zmieni w tej kwestii. Jeżeli popatrzymy na Ukrainę, to tam od 2014 roku zdestabilizowano sytuację w Donbasie, Ługańsku i Krymie. Są to tereny okupowane przez Rosję. Teoretycznie można do nich dojechać, ale nie jest to zbyt łatwe ani bezpieczne. U nas natomiast okupacji nie ma, ale sam fakt, że od wielu miesięcy dostęp do tylu miejsc jest zabroniony oznacza, że Polacy również nie mogą korzystać z własnego terytorium. Nie ma w zasadzie żadnej gwarancji, że 1 marca nasze problemy magicznie się rozwiążą, skoro w innych częściach świata trwają już od wielu lat. Nikt chyba nie sądzi, że Putin od tak sobie odpuści.

Z drugiej jednak strony będzie budowana stalowa, wysoka zapora na granicy. Nawet jeżeli powstanie błyskawicznie, w co wątpimy, to presja migracyjna ustanie? Wystarczy spojrzeć na francuskie Callais, z którego tłumu migrantów próbuje dostać się do Wielkiej Brytanii. Czy naturalna bariera w postaci wody Kanału La Manche działa na nich zniechęcająco? Przez lata istniało tam koczowisko, które władze francuskie w końcu zlikwidowały. Czy to coś dało? Chyba nie, skoro dalej czytamy o próbach dopłynięcia do Wielkiej Brytanii.

Jeżeli migranci mają wsparcie logistyczne i techniczne białoruskich pograniczników to czy stalowy płot będzie zaporą nie do pokonania? Co chwilę będą próby dokonania wyłomu. Nie mamy wątpliwości, że dopóki na granicy będzie potrzeba stacjonowania żołnierzy, to możemy zapomnieć o wjazdu do tych miejsc. Mimo, że ostatnio zima uspokoiła sytuację, to przecież koczowiska prędzej czy później wrócą.

Featured Video Play Icon

To jedyny taki wywiad! Szeptucha z Podlasia: Nie każdy rozumie moje metody.

O tej kobiecie chyba jest więcej legend niż prawdziwych informacji. Jedno jest pewne, Szeptucha z Podlasia to nie jest fikcyjna postać, ale prawdziwa kobieta, do której przyjeżdżają ludzie z całej Polski po pomoc. Mamy XXI wiek i mogłoby się wydawać, że tego typu działalność powinna być już na wymarciu. A tu wręcz przeciwnie! Ludzie dostrzegają, że nowoczesny świat nie tylko daje, ale też zabiera. Dlatego też warto posłuchać tego wywiadu, nawet gdy nasza wiara w dorobek współczesnej medycyny jest stuprocentowa i niezachwiana.

Czym Szeptucha się zajmuje? Nie tylko uzdrawia ludzi. W wywiadzie opowiadała jak leczyła między innymi nogi poprzez palenie lnu, a także zdejmowała klątwy z ludzi czy też topiła wosk, by uspokoić płaczące dzieci. Dlatego nie można stawiać znaku równości między nią a lekarzami. Oni zajmują się człowiekiem wyłącznie od strony medycznej, Szeptucha zaś pomaga ludziom z różnymi problemami, na różne sposoby. Wszystko co dobre jestem w stanie zrobić dla drugiego człowieka, ale nigdy wbrew człowiekowi. – tłumaczy w wywiadzie.

Co ciekawe kobieta nie przyjmuje tylko na Podlasiu – jeździ tez po całej Polsce, ale innych krajach, nawet tak odległych jak USA czy Australia. Szeptucha do swojej roli przygotowywała się bardzo długo, zaś wiedzę otrzymała od matki, a ta od swojej matki. Jeżeli uważacie, że potrzebujecie pomocy Szeptuchy, to w wywiadzie podała swój numer telefonu do kontaktu.

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska na weekend. 15 najlepszych atrakcji Białowieży i jej okolic.

Puszcza Białowieska to jeden z najstarszych lasów w Europie. Stanowi relikt pierwotnych krajobrazów, które dominowały w naszym regionie i jego okolicach. Żyją tu nie tylko żubry, ale też wilki czy rysie, czyli przepiękne drapieżniki ceniące sobie wolność i intymność. Unikają kontaktu z ludźmi i potrzebują ogromnych obszarów do życia. Puszcza Białowieska to także mnóstwo gatunków ptaków, owadów i roślin. Dodajmy, że nasz podlaski skarb znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO od 1976 roku. To wszystko sprawia, że Białowieża i jej okolice są miejscem wyjątkowym o każdej porze roku. Dlatego też przedstawiamy Wam najlepsze atrakcje Puszczy Białowieskiej, najlepsze atrakcje Białowieży i jej okolic. Artykuł ten będzie uniwersalny i pasować będzie na każdą porę roku.

Białowieski Park Narodowy

graf. Białowieski Park Narodowy

Zacznijmy od samego serca Białowieży, czyli Białowieskiego Parku Narodowego. Warto jednak zacząć od podstaw. Puszcza Białowieska znajduje się częściowo w Polsce, a częściowo na Białorusi. W polskiej części znajduje się Obszar Ochrony Ścisłej, Obręb Ochronny Hwoźna, Rezerwat Przyrody. Puszcza to także Nadleśnictwa i zwykłe lasy gospodarcze. Siedziba Białowieskiego Parku Narodowego znajduje się w Białowieży i sama w sobie atrakcją nie jest, lecz jej położenie i sąsiadujące atrakcje już tak. Warto dodać, że jeżeli planujecie spędzić weekend w Białowieży, to zaplanujcie wcześniej najlepsze miejsce noclegowe.

Park Pałacowy w Białowieży

Siedziba Parku otoczona jest Parkiem Pałacowym. Przepiękne, przyrodnicze miejsce idealne na długie spacery. Można wejść od ul. Parkowej, gdzie znajduje się piękna drewniana brama lub też od ul. Kolejowej, gdzie znajduje się całe turystyczne centrum. Warto skorzystać z usługi przewodnika, który tam w pobliżu czeka na chętnych do oprowadzania.

Muzeum Przyrodniczo-Leśne

Na terenie Parku Pałacowego w Białowieży znajduje się Muzeum Przyrodniczo-Leśne. Jest ono częścią siedziby Białowieskiego Parku Narodowego. Instytucja jest najstarszym muzeum w polskich parkach narodowych i równocześnie najstarszym, czynnym muzeum województwa podlaskiego. Jego tradycje sięgają okresu międzywojennego, a w swoich zbiorach posiada wiele cennych kolekcji naukowych i rzadkich okazów.

Zwiedzający idą specjalną ścieżką, po której mogą zapoznać się z najbardziej charakterystycznymi dla Puszczy zbiorowiskami leśnymi, procesami ekologicznymi i zjawiskami przyrodniczymi. W części kulturowej ekspozycji zobaczyć możemy sposoby historycznego użytkowania Puszczy na przestrzeni wieków: sianokosy, bartnictwo, przerób drewna na terpentynę czy węgiel drzewny.

Muzeum Przyrodniczo-Leśne to także stale zmieniające się wystawy czasowe, wieża widokowa

Dworek Gubernatora Grodzieńskiego

Jest to najstarszy budynek w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Wybudowano go w 1845 r. Od lat tłumnie odwiedzany jest przez turystów. Obiekt powstał w miejscu dworu króla Augusta III Sasa. Zatrzymywali się w nim znane postacie polityki, w tym sam car Aleksander II. Pierwszym gościem był generał-gubernator Fiodor J. Mirkowicz, który przybył do puszczy na polecenie cara w związku z planowanym polowaniem na żubry. W okresie I Wojny Światowej Dworek pełnił funkcję szpitala a potem kasyna oficerskiego. Po odzyskaniu wolności stał się gospodą. Przez 5 lat budynek używany był również jako przedszkole. Dziś mieści się tu Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Białowieskiego Parku Narodowego.

Cerkiew w Białowieży

Podczas zaborów świątynia została okrzyknięta najpiękniejszą w całej guberni. Imperator Aleksander III postanowił ją zafundować, lecz sam efektów końcowych nie doczekał. Był to wiek XIX. I choć na szczęście czasy zaborów i carów już minęły, toteż piękno cerkwi nie przeminęło, a w szczególności detal z cegły. Świątynia znajduje się w centrum Białowieży na wzniesieniu przy ul. gen. Waszkiewicza.

Rezerwat Pokazowy Żubrów

Mimo swojej nazwy, w rezerwacie są także inne zwierzęta. Rezerwat pokazowy znajduje się koło Białowieży. To doskonałe miejsce by spędzić trochę czasu na łonie przyrody, a także by poobserwować dzikie zwierzęta z bliska. Obecny rezerwat pokazowy żubrów o powierzchni 27,9 ha powstał w 1937 r. i początkowo był miejscem restytucji tarpana leśnego. Od chwil i zaniechania w tym rezerwacie prac nad restytucją tarpanów i utworzenia w 1955 r. zagrody dla żubrów rezerwat ten spełnia rolę obiektu turystycznego. W rezerwacie, w warunkach zbliżonych do naturalnych, eksponowane są żubry, koniki polskie typu tarpana, łosie, jelenie, sarny, dziki, żubronie (krzyżówka żubra z bydłem domowym), wilki i ryś.

Rezerwat Biosfery Obręb Ochronny Orłówka

fot. Białowieski Park Narodowy

Jest to najcenniejsze przyrodniczo miejsce w całej Puszczy Białowieskiej. Dlatego można tam wejść wyłącznie z przewodnikiem. Rosnący las w rezerwacie powstał bez ingerencji człowieka. Mamy więc rzadką okazję zobaczenia w nim całego cyklu życiowego drzewa: od siewki, po spróchniałe, obumierające drzewa kończące już swoje życie. Ogromna ilość starych, leżących drzew zaskakuje prawie każdego, kto po raz pierwszy odwiedza rezerwat. To właśnie

z tego pozornego nieporządku bierze swoje źródło unikalność, olbrzymia wartość, niewyobrażalne bogactwo i różnorodność występujących tutaj form życia. Obręb Ochronny Orłówka położony jest w odległości ok. 1 km na północ od Parku Pałacowego.

Rezerwat Krajobrazowy

Jeden z kurhanów w kwadracie 387C, fot. Stormbringer76 / Wikipedia

Ten rezerwat skupia się natomiast na wyjątkowości krajobrazu Puszczy Białowieskiej. Możemy w nim obserwować całą reprezentację kompleksu. Łącznie 17 różnych zbiorowisk leśnych. Ponadto w rezerwacie znajduje się 37 kurhanów datowanych od X do XIII wieku. Jest tam także wzniesienie o wysokości 183 m n. p. m. Przez rezerwat biegnie szlak turystyczny – zielony.

Rezerwat Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej

To jeden z młodszych rezerwatów Puszczy, bo wpisany na listę dopiero w 2003 roku. Szczególnymi cechami ochrony obszaru są działania mające na celu zachowanie ze względów naukowych dydaktycznych i krajobrazowych lasów naturalnych i zbliżonych do naturalnych, typowych dla Puszczy Białowieskiej łęgów i olsów oraz siedlisk leśnych z dominacją starych drzewostanów z dużym udziałem olszy, dębu, jesionu, a także licznych gatunków rzadkich i chronionych roślin zielnych, grzybów i zwierząt oraz utrzymaniem procesów ekologicznych i zachowaniem różnorodności biologicznej.

Rezerwat Wysokie Bagno

Jak sama nazwa wskazuje ten rezerwat skupia się na bagnach. Powstał w celu zachowania naturalnego boru świerkowego na torfowisku oraz odcinka zatorfionej doliny rzeki Narewki ze stanowiskiem bobrów. Mało kto sobie zdaje sprawę jak ważną rolę w środowisku pełnią bagna.

Wysuszone bagno spowoduje, że zaczną na nim wyrastać krzewy oraz drzewa. Przez to zagrożone będzie funkcjonowanie zwierząt i ptaków, które w takim terenie żerują. Warto wiedzieć, że brak ptaków może istotnie wpłynąć na brak roślin, gdyż wiele gatunków zarówno bierze udział w zapylaniu kwiatów jak i w rozsiewaniu nasion. Ponadto odchody ptaków stanowią nawóz. Bez bagna doszłoby do mocnej degradacji środowiska.

Szlak Dębów Królewskich

Powstał on w 1978 r. dla ochrony cennych zbiorowisk. Prowadzi przez majestatyczne wiekowe rośliny, a każdą z nich nazwano imieniem królów polskich i litewskich, co nadaje im indywidualny charakter. Liczą one od 150 do 500 lat. Wędrując po szlaku poznamy historię Puszczy Białowieskiej, Litwy i Polski od XII do końca XVIII w. Szlak przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Stworzono bowiem kładkę dla wózków oraz tabliczki informacyjne opatrzone znakami w alfabecie Braille’a. Modernizacja przyniosła również parking i deszczochron. W Uroczysku Stara Białowieża odnajdziemy też miejsca do relaksu w postaci choćby wiaty i ławek.

Żebra żubra

Jest to ścieżka przyrodnicza o długości 2,7 km. Jest to ciąg drewnianych kładek i grobli. Prowadzą one przez podmokłe tereny Puszczy Białowieskiej, a także dawne łąki w dolinie rzeki Narewki. Na szlaku obowiązuje zakaz jazdy rowerem. Szlak rozpoczyna się niedaleko północnej części Białowieży przy drodze prowadzącej do miejscowości Budy (droga ta stanowi przedłużenie ul. Zastawa w Białowieży), a kończy się przy wejściu do Rezerwatu Pokazowego Żubrów.

Stacja Białowieża Pałac

fot. Robert Wielgórski / Wikipedia

Dawna stacja kolejowa jest po prostu przepiękna. Zbudowano ją w 1897 roku na potrzeby rezydencji carów Rosji. Budynek zachwyca z zewnątrz jak i wewnątrz. W środku możemy podziwiać białe zasłony, wiklinowe fotele, a to wszystko w bogactwie roślin. O każdej porze roku jest tam zupełnie inaczej.

Białowieża Towarowa

Tutaj mamy natomiast szereg obiektów do zwiedzania. Na dawnej stacji stoją parowozy, jest wieża ciśnień oraz budynek stacji – restauracja. Miejsce to powinni odwiedzić nie tylko fani kolei, ale też fani historii. Wystój, architektura i cały klimat tego miejsca jest naprawdę wyjątkowy. Stacja znajduje się na uboczu Białowieży.

Dąb Jagiełły

fot. Maire / Wikipedia

Według legendy, pod tym dębem miał przesiadywać Władysław II Jagiełło przed łowami zorganizowanymi przed wyprawą grunwaldzką. Jak wiemy była ona bardzo owocna i zmieniła dzieje naszego kraju na setki lat. Co ciekawe drzewo zostało zwalone przez wichurę w 1974 roku. Wówczas obliczono, że nie miało więcej niż 450 lat. Oznacza to, że Jagiełło pod nim nie miał prawa przesiadywać, bo nie żył długo przed tym zanim wyrosło. Obecnie można oglądać w Białowieskim Parku Narodowym jego rozkładający się pień. Twórcą legendy Dębu Jagiełły był Jan Jerzy Karpiński. Sprawiła ona, że tysiące turystów zostało odciągniętych od centrum Białowieży i zgodnie z zamysłem autora zaczęło podziwiać piękno ostępów puszczy.

Leśniczówka Dziedzinka dom Simony Kossak i Lecha Wilczka

fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

To świeżo upieczony zabytek. Drewniana leśniczówka została wybudowana w 1935 roku w uroczysku Dziedzinka w granicach rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Z tego samego okresu pochodzi znajdująca się na działce stodoła ze spichlerzem. Najpierw w 1971 roku w leśniczówce zamieszkał fotograf dzikiej przyrody – Lech Wilczek, a po pewnym czasie, do drugiej części domu wprowadziła się prof. Simona Kossak – biolog, miłośniczka lasów i dzikiej przyrody, popularyzatorka nauki. Oboje stworzyli dom i miejsce przyjazne zwierzętom.

„Dziedzinka” dzięki swemu położeniu jest doskonałym punktem obserwacyjnym zwierząt w ich naturalnym środowisku. Dlatego też duet swoją działalnością naukową i artystyczną doprowadził do rozpropagowania unikatowych walorów przyrodniczych Puszczy Białowieskiej w czasach, gdy zainteresowanie ochroną przyrody było bardzo niskie albo prawie żadne.

Białowieża to nie wszystko!

Na zakończenie chcielibyśmy Wam przekazać, byście swojego zwiedzania nie ograniczali do Białowieży i jej okolic. Koniecznie zobaczcie co ma do zaoferowania Hajnówka, Topiło, Budy, Teremiski, Masiewo, Czerlonka czy Gródek. Te wszystkie miejsca również są bardzo interesujące! Szczególnie, że możecie tam natrafić na żubry chodzące po ulicach! Najważniejsze jednak, że wszędzie tam spotkanie serdecznych, podlaskich ludzi.

Featured Video Play Icon

Piękne i niepowtarzalne podlaskie sanktuaria. Różanystok to jedno z nich.

Archidiecezja Białostocka wyprodukowała cykl filmów dotyczących podlaskich sanktuariów. Można będzie zobaczyć ich piękno i niepowtarzalność. Pierwszy odcinek dotyczy Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku i jest już do obejrzenia powyżej. Filmy zawierają nie tylko informacje dotyczące specyfiki lokalnego kultu maryjnego, spuścizny historycznej i kulturowej. Można zwyczajnie się dowiedzieć o ciekawych miejscach do zwiedzania.

Różanystok znajduje się niedaleko Sokółki. Jest to miejsce, gdzie pielgrzymuje co roku wiele osób. Znajduje się tam także ośrodek wychowawczy, gdzie przebywa młodzież. Za sanktuarium odpowiadają Salezjanie. Historia tego miejsca zaczyna się w 1652 r. Wówczas malarz w Grodnie, najprawdopodobniej Jan Szretter, maluje na prośbę rodziny Tyszkiewiczów obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. Po 6 latach następują pierwsze cuda przed Obrazem Matki Boskiej w dworze Tyszkiewiczów w Krzywym Stoku. Następnie obraz przeniesiono do drewnianego kościoła, który pod to specjalnie wybudowano. W kolejnych latach cuda zostają uznane, zaś miejsce to zaczyna się rozwijać pod kątem religijnym.

W trakcie zaborów najpierw kościół zostaje zamknięty, a potem car przekształca go w cerkiew. Pierwsza wojna światowa zmienia sytuacje. Jednak prawosławne mniszki, które uciekają w głąb Rosji zabierają ze sobą cudowny obraz. Cerkiew zamienia się w koszary wojskowe i magazyn. 2 tygodnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Biskup wileński Jerzy Matulewicz przywraca do życia parafię różanostocką.

Podlaskie Sanktuaria Maryjne to miejsca o ciekawej i wyjątkowej architekturze. Nie zawsze są doceniane, często słabo znane, nie tylko wśród osób z innych regionów Polski czy świata, ale również wśród mieszkańców Podlasia. Wszystkie stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik pobożności, ale również cenny i niedoceniany fragment spuścizny kulturalnej, historycznej i religijnej regionu. W kilkunastominutowych filmach, dzięki nagraniom z drona, można zobaczyć przedstawiane miejsca w szerokich kadrach, z różnych perspektyw.

Featured Video Play Icon

Narwiański Park Narodowy. Czy warto tam się wybrać zimą?

Od razu odpowiemy na pytanie z tytułu tak warto. Skupimy się na tym, dlaczego. Narwiański Park Narodowy jest wyjątkowym miejscem za sprawą rzeki i jej rozlewisk, przy której mieszczą się cztery miejscowości – Kurowo, Kruszewo, Śliwno i Waniewo. W tej pierwszej znajduje się siedziba Parku, a także kładka. Kruszewo, które słynie z przepysznych ogórków to także miejsce, gdzie znajduje się zerwany most. Śliwno i Waniewo są natomiast połączone kładką z pływającymi platformami służącymi do przeprawy. Latem to także miejsce lęgowe wielu gatunków ptaków.

Patrząc na to wszystko teraz możemy się skupić na aurze zimowej. Na pewno warto zobaczyć rozlewiska z zerwanego mostu. One są przepiękne i dzikie o każdej porze roku. W Kruszewie znajduje się także prywatna wieża widokowa. Wystarczy zapukać do gospodarza. Przyjemne także będą spacery po Kurowie i Śliwnie po kładkach. W Waniewie natomiast oprócz kładki jest także wieża widokowa. Trzeba dodać, że kładka w Waniewie jest już w bardzo złym stanie technicznym i od lat czeka na remont. Dlatego wszystkie miejscowości lepiej zwiedzać z osobna. Park można objechać samochodem w okolicach Baciut.

Jest także druga część Parku Narodowego, przy której położone jest Uhowo i Suraż. Warto także odwiedzić te miejscowości. W tej pierwszej z nich jest wieża widokowa. Te drugie to jedne z najmniejszych miast w Polsce, które warto odwiedzić samo w sobie o każdej porze roku. Zimą wszystkie miejsca głównie nadają się do spacerów w przyjemnych okolicznościach. Jeżeli potrafimy wstawać rano, to warto wybrać się tam o wschodzie. Aczkolwiek zachód też prezentuje się pięknie.

Wynajem garażu – co powinna zawierać umowa?

Posiadanie samochodu to ogromny komfort, który poprawia jakość naszego życia. Nie marzniemy na przystankach, szybko się przemieszamy i nie musimy pamiętać o kasowaniu biletów. Samochód to również odpowiedzialność bowiem musimy go gdzieś zaparkować. Właśnie wtedy przydaje się garaż. Nie zawsze chcemy posiadać go na własność. Idealnym rozwiązaniem będzie jego wynajęcie. Umowa najmu garażu gwarantuje, że zawsze mamy gdzie stanąć, bez względu na porę dnia. To nasze indywidualne miejsce parkingowe. Wygoda i komfort wynikające z najmu miejsca garażowego są nie do opisania. Dodatkowo zabezpieczamy swój samochód przed śniegiem, deszczem lub gradem.

Dlaczego umowa najmu garażu to dobry pomysł?

Posiadanie własnego, wydzielonego miejsca do parkowania, jest dziś na wagę złota. To luksus, który ułatwia codzienne parkowanie i oszczędza nasz czas poświęcany na szukanie miejsca parkingowego. Nawet jeśli nie korzystamy z samochodu codziennie, a używamy go od czasu do czasu, własne miejsce parkingowe sprawdzi się w 100%. Garaż lub wyznaczone miejsce parkingowe to również zabezpieczenie dla naszego samochodu. Niestety posiadanie garażu na własność wiąże się z dużym wydatkiem. Warto rozejrzeć się dookoła i poszukać garażu na wynajem. Tutaj niezbędna będzie poprawnie skonstruowana umowa najmu garażu na autoumowa.pl. Jeśli spisujemy jakąkolwiek umowę, zawsze warto korzystać z gotowych, poprawnych wzorów. Dzięki temu mamy pewność, że wszystkie ważne i potrzebne rubryki do uzupełnienia, znajdują się w umowie.

Co powinno się znaleźć w umowie najmu miejsca garażowego?

Aby bezpiecznie wynająć garaż, i nie zbankrutować, powinniśmy przygotować odpowiedni wzór umowy najmu miejsca garażowego. Pisemna umowa najmu garażu nie jest obowiązkowa z punktu widzenia polskiego prawa. Jest ona jednak dużym zabezpieczeniem dla każdej ze stron. Jeśli dojdzie do wątpliwości lub niezgodności dotyczących przedmiotu najmu, umowa jest swego rodzaju zabezpieczeniem.

Umowa najmu miejsca garażowego powinna zawierać ważne informacje dotyczące obu stron zawierających umowę. Po pierwsze dane osobowe najemcy i wynajmującego. Po drugie wszelkie informacje dotyczące przedmiotu umowy. Nie mniej istotne są zawarte ustalenia dotyczące wysokości opłat za najem, terminu obowiązywania umowy oraz momentu udostępnienia pomieszczenia. Umowa najmu miejsca garażowego powinna być podpisana zarówno przez najemcę, jak również wynajmującego.

Warto również zwrócić uwagę na jeszcze jeden, bardzo ważny szczegół. Bez względu na rodzaj spisywanej umowy, a także jej przedmiot, trzeba zawsze pamiętać, aby została sporządzona w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach. Jeden otrzymuje najemca, a drugi wynajmujący.

Kto ponosi odpowiedzialność za ubezpieczenie miejsca garażowego?

Obowiązek ubezpieczenia miejsca garażowego leży po stronie wynajmującego, o ile nie zostało to uregulowane w inny sposób. Wynajmujący, czyli osoba udostępniająca garaż, jest odpowiedzialna za jego ochronę w sytuacji powstania szkody lub nieszczęśliwego zdarzenia. Jeśli dojdzie do powodzi, pożaru lub włamania, to właśnie po stronie wynajmującego leży cała odpowiedzialność i powstały problem. Właściciel oprócz dobrego zamka powinien zainwestować w prawidłowe ubezpieczenie garażu.

Odwrotnie wygląda sytuacja, jeśli wynajmujący zawrze w umowie najmu podpunkty, które przesuną odpowiedzialność na najmującego. Wtedy, w razie nieszczęśliwego wypadku, odpowiedzialność za powstałe szkody, spada na osobę użytkującą garaż. Warto na to zwrócić uwagę podczas podpisywania umowy.

Materiał partnerski

Featured Video Play Icon

Miejsca jak z baśni istnieją naprawdę. Są tuż pod Białymstokiem!

Każdego dnia wiosną, latem, jesienią i zimą tamtędy przemierza setki samochodów. Szczególnie w weekend. Wszystko to za sprawą Supraśla, który jest wyjątkową atrakcją turystyczną. Tymczasem pędząc do uzdrowiska praktycznie wszyscy pomijają prawdziwą perełkę. Mają wiele uroku latem, w słoneczne dni, a także prezentują się jak miejsca z baśni wtedy, gdy spadnie śnieg. Można ją zwiedzać piechotą, na nartach, a jak ktoś lubi to także i rowerem. Mowa tu o dwóch miejscowościach Nowodworce i Ogrodniczki.

Nowodworce

Nowodworce leżą na szlaku Wielkiego Gościńca Litewskiego, a także na trasie pieszego szlaku turystycznego z Białegostoku do Supraśla. We wsi znajduje się także mini-plaża i mostek, na którym latem można odpocząć patrząc na rzekę.

O każdej porze roku możemy trafić tam urokliwą leśną drogą. Wystarczy obserwować znaki na drzewach. Szlak zaczyna się w Białymstoku na drodze wylotowej do Augustowa, 500 metrów od skrzyżowania. Zaczyna się znakiem drogowym zakazującym ruchu kołowego (białe koło z czerwonym obwodem) z dopiskiem „Nie dotyczy ALP”. To na tyle charakterystyczne miejsce, że bez problemu je znajdziecie. Następnie należy kierować się znakami na drzewach. Jest to szlak czerwony (nie oznacza to stopnia trudności). Dlatego na skrzyżowaniach dróg wypatrujcie czerwonych oznaczeń na białym tle. W ten sposób lasem dojdziecie do ul. Wysockiego przy pętli autobusowej. Po przejściu przez ulicę na drugą stronę kontynuujcie drogę lasem za pętlą. Kolejne znaki szlaku doprowadzą Was do Nowodworców.

Do wsi prowadzi też inna, mniej znana droga. Zaczyna się przy siedzibie Wodociągów w Wasilkowie. Żwirową drogą, dojdziecie do samego mostku przy rzece Supraśl w Nowodworcach. Przez wieś prowadzi również droga rowerowa. Nie zapomnijcie odwiedzić Muzeum Straży Pożarnej. Można je zwiedzać z zewnątrz.

Ogrodniczki

To miejsce, które zatrzymuje wielu rowerzystów jadących do Supraśla. Wszystko to za sprawą wymagającej krzepy w nogach górki. Wjechanie pod nią jest prawdziwą mordęgą. Na miejscu znajduje się na szczęście trochę ławek i wiata MOR Green Velo, by sobie odpocząć. Ale to nie jest jedyna atrakcja jaka kryje się w Ogrodniczkach. Dużo więcej jest tuż za drzewami! Tam mamy dwa urokliwe zbiorniki wodne zwane „jeziorkami”. Tam też jest możliwość campingu latem oraz snowpark dla amatorów śnieżnego szusowania. Przepiękne są także widoki, gdy jesteśmy na górze i patrzymy w dół terenu.

I pomyśleć, że to wszystko tak blisko Białegostoku…

fot. Facebook BKKN / Białostocka ekipa na wyjeździe we Wrocławiu

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych to dobrze zorganizowana ekipa! Jest bliska wygranej w prestiżowym konkursie.

Chociaż wszyscy są niepełnosprawni, to łączy ich zupełnie coś innego – pasja. Dzięki niej i dzięki wzajemnej obecności są dla siebie niewyobrażalnym wsparciem. Pretekstem do wyjścia z domu i wspólnego spotkania jest dla nich mecz Jagiellonii Białystok i reprezentacji Polski. To na stadionie nawiązali przyjaźnie, poznali nowych ludzi, a co najważniejsze dla nich – nauczyli się funkcjonować w społeczeństwie. Mowa tu o Białostockim Klubu Kibiców Niepełnosprawnych.

Warto dodać, że to nie jest to napisane na wyrost. Oni, mimo różnych niepełnosprawności, są świetnie zorganizowani i bardzo aktywni! Skrzykują się, jadą razem setki kilometrów na wyjazdowe mecze Jagiellonii i mecze reprezentacji Polski. Aktywnie kibicują również w Białymstoku na meczach u siebie. Nie brakuje ich również na meczach białostockich drużyn futsalowych czy rugby. Jak sami określają – kibicowanie daje im wolność. Są też dla siebie doskonałą grupą wsparcia, bo mierzą się z podobnymi problemami.

Białostocki Klub Kibiców Niepełnosprawnych na swoim koncie ma zorganizowane 15 wyjazdów na mecze Jagiellonii i reprezentacji. Łącznie pojechało na nie kilkadziesiąt osób. Oprócz oglądania widowiska sportowego grupa zwiedza także miasta, które odwiedza. Gdy jacyś niepełnosprawni kibice przyjeżdżają z Polski na Podlasie, to także zostają przez BKKN odpowiednio ugoszczeni.

Swoją aktywnością uświadomili wielu ludziom i instytucjom, że jakiekolwiek wydarzenie sportowe czy kulturalne musi uwzględniać osoby niepełnosprawne. Teraz startują w konkursie Podlaska Marka Konsumentów i są na dobrej drodze do wygranej. Wy także możecie zagłosować na nich. Wystarczy podać organizatorowi (Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego) swój numer telefonu i pobrać kod sms. Następnie wpisać ten kod i potwierdzić. To wszystko!

Podlaska Marka to jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych plebiscytów odbywających się na terenie regionu, organizowany nieprzerwanie od 14 lat przez Marszałka Województwa Podlaskiego i niezmiennie cieszący się dużym zainteresowaniem regionalnych producentów i konsumentów. W ciągu ostatniej dekady w konkursie rywalizowało łącznie kilkaset produktów, które do dzisiaj, dzięki obecności na rynku i swojej doskonałej jakości, przyczyniają się do promocji Podlaskiego w kraju i poza granicami Polski. Wśród laureatów znajdują się zarówno produkty dużych podlaskich przedsiębiorstw, takich jak np.: Mlekovita, Polmos, Pronar, ale również drobnych producentów, kultywujących tradycje dziedzictwa kulturowego regionu.

Otrzymanie tytułu Podlaskiej Marki Roku nie wynika z wysokości sprzedaży, czy z liczby zatrudnionych pracowników, ale z wysokiej jakości i unikatowych walorów wytwarzanych produktów. Podlaska Marka przyznawana jest więc najciekawszym inicjatywom, najpiękniejszym miejscom oraz najlepszym produktom, których wspólnym mianownikiem jest obszar ich realizacji – województwo podlaskie.

Czy turystyka wróci do Białowieży i Kruszynian? Kończy się stan wyjątkowy.

Ostatni dzień listopada będzie ostatnim dniem stanu wyjątkowego, który został wprowadzony po tym, gdy dyktator Łukaszenko zaczął eskalować napięcie na granicy Polski i Białorusi. Przypomnijmy, że w odległości 3 kilometrów od pasa granicy mają wstęp tylko mieszkańcy. Osoby z zewnątrz mogą tam się pojawić tylko w ramach obowiązków służbowych. Taka decyzja uderzyła w dwie turystyczne miejscowości – Białowieżę i Kruszyniany. Dodatkowo, obecność dużej ilości wojska, policji i straży granicznej nad granicą była całkowicie zrozumiała i dawała poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie spowodowała zmęczenie psychiczne mieszkańców. Dodatkowo ciężko było, gdy co raz w pobliżu koczowały grupy migrantów, a czasem dochodziło także do ich zgonów.

Po ostatnich szturmach na granicy, póki co sytuacja się uspokoiła. Nie wiadomo jednak na jak długo. Jedno jest pewne, pod koniec listopada kończy się stan wyjątkowy. O ile dostęp do pasa na granicy dalej nie będzie możliwy za sprawą nowej ustawy o ochronie granic państwowych, toteż dostęp do Białowieży i Kruszynian już tak. Czy turyści skuszą się na powrót?

Biznes w tej branży jest bardzo delikatny i buduje się go latami. Szczególnie ciężko jest w Kruszynianach, gdzie mieszkają Tatarzy, gdzie stoi zabytkowy i wyjątkowy drewniany meczet, jest też mizar (tatarski cmentarz). Najpopularniejsze gospodarstwo agroturystyczne w szczycie sezonu spotkało nieszczęście i doszło do pożaru. Potem wybuchła pandemia koronawirusa, która doprowadziła do wprowadzenia lockdownu. Gdy już można było „wracać do normalności”, to zaraz wprowadzono stan wyjątkowy.

W Białowieży natomiast jest duża baza hotelowa, która została także uderzona lockdownem, a teraz kolejny raz oberwała stanem wyjątkowym. Przez cały rok było tam mnóstwo turystów, którzy odwiedzali park narodowy i rezerwaty. Teraz jest tam zupełnie pusto. Białowieża to bowiem wieś, chociaż ze względu na liczbę mieszkańców (ponad 2500) powinna być miastem.

Niestety, raczej nie będzie też tak, że po zakończeniu stanu wyjątkowego turyści rzucą się do zwiedzania Kruszynian i Białowieży. Po tym co się stało, przygraniczna część Podlasia może kojarzyć się reszcie kraju jako miejsce potencjalnie niebezpieczne. Dlatego przed branżą turystyczną w naszym regionie stoi ogromne zadanie, by odbudować w turystach poczucie bezpieczeństwa. A trzeba dodać, że to nie jest tak, że ucierpią tylko te dwa miejsca. Rykoszetem może oberwać również Supraśl, Augustów, Wigry, a nawet szerszej odkrywane dopiero teraz okolice Sejn, Siemiatycz czy Sokółki.

Przed nami zima. Jeżeli spadnie dużo śniegu, to może to uratować resztki sezonu w Białowieży, a być może i Kruszynianach. Obie te miejscowości pod białym puchem wyglądają naprawdę bajecznie i cudownie. Niestety gwarancji pogody nie ma. Nie ma też gwarancji, że białoruski dyktator powiedział ostatnie słowo.

Featured Video Play Icon

Oto twórcy ludowi Podlasia. Zobacz, jak powstają wyjątkowe regionalne produkty.

Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku wyprodukował wyjątkowy film, w którym możemy poznać twórców ludowych z Podlasia. Zwykle można było się o nich dowiedzieć jeżdżąc po lokalnych festynach. Tym razem może z nimi i ich dziełami zapoznać się szersza publiczność.

W filmie możemy zobaczyć Panią Teresę Pryzmont z Wasilówki, która wprowadza widzów w świat krosna. Opowiada też o tym jak zaczęła się jej przygoda z tkaniem, gdy była dzieckiem. Kolejnym twórcą jest Michał Koc, rzeźbiarz z Hajnówki. Opowiada o swojej pasji, którą zajął się, gdy nie mógł dłużej pracować w swoim zawodzie. Ciekawa jest również opowieść Jana Szarkiela, który jest stolarzem z Ciełuszek. Wykonuje on przepiękne drewniane ornamenty, które zdobią niejeden dom w Krainie Otwartych Okiennic. Kolejny twórca z filmu mógłby mieć pseudonim „gliniarz”, bo zajmuje się garncarstwem. Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej to także utalentowany człowiek. Swoim zajęciem para się od 25 lat!

W dalszej części filmu możemy także poznać Jerzego Tarasiewicza, który jest tokarzem z Hajnówki. Wykonuje on przepiękne naczynia z drewna. Kolejnym twórcą jest Marek Kozak, który jest kowalem we wsi Simuny. Warto dodać, że nie chodzi o podkuwanie koni, lecz o kowalstwo artystyczne. Wieszaki, świeczniki, ale też kute płoty i bramy to jego specjalność. Ciekawe zajęcie ma także Piotr Bogacewicz, który tworzy małe dzieła sztuki… poprzez wycinanie papieru. Mieszka w Krywiatyczach. Jego rodzina robi to z pokolenia na pokolenie. Warto dodać, że twórca pasją zaraził też swoje dzieci. Warto dodać, że wycinanki można zastosować choćby podczas kolędowania.

Krystyna Cieśluk tworzy natomiast pisanki. Pochodzi z Lipska, gdzie można napotkać ogromną pisankę, zdobiącą miasto. Warto dodać, że na jajkach nie znajdują się przypadkowe wzorki. Wszystko jest przemyślane i ma odniesienia religijne. Pani Krystyna została nauczona, by umieszczać na pisance wszystko co nas otacza – to co na niebie i to co na ziemi. Dlatego też, jej wielkanocne dzieła są przepiękne i wyjątkowe.

Opowieści twórców przeplatane są pięknymi widokami Podlasia. Możemy zobaczyć niezwykłe krajobrazy i ujęcia z drona. Warto to dzieło zobaczyć, bo jest na czym oko zawiesić i też można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poszerzając własne horyzonty.