Kracze jak wrona a wygląda jak papuga

Kracze jak wrona a wygląda jak papuga

Można ją spotkać od maja do września głównie na terenach Kurpiowszczyzny. Niestety populacji Kraski, nazywanej papugą Europy, jest coraz mniejsza. W całym kraju żyje jedynie kilkadziesiąt par tego barwnie upierzonego ptaka. Jest to więc gatunek zagrożony wyginięciem. A jeszcze trzydzieści lat temu kraski występowały w lasach między Piątnicą a Wizną, czyli na terenie całego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi.

 

Mierzy trzydzieści centymetrów, a dźwięki, które wydaje można pomylić z krakaniem wrony. Łomżyński Park Krajobrazowy by uratować losy kraski. Wybudowano specjalnie dla nich specjalne budki lęgowe, na skraju lasu, między gałęziami starych olch. Nie mogły być to miejsca przypadkowe. Kraska, jako że poluje w powietrzu, musi posiadać w okolicy punkty widokowe, a więc słupy czy linie wysokiego napięcia.

 

Głównym zagrożeniem dla kraski są zmiany w krajobrazie rolniczym. Ptak potrzebuje śródpolnych drzew i krzewów, obszarów o ekstensywnym użytkowaniu. Do spadku liczebności przyczyniło się zaś nadmierne stosowanie środków ochrony roślin.

Partnerzy portalu:

Młodzież wędkuje na potęgę

Młodzież wędkuje na potęgę

Czy wędkarstwo to pasja tylko podstarzałych mężczyzn, którzy uciekają od swych żon, aby mieć spokój na kilka godzin? Obserwując wydarzenia w Jedwabnem koło Łomży można stwierdzić coś całkiem innego. Już od 23 lat nad stawami odbywają się tam zawody najmłodszych wędkarzy.

 

Konkurencja ma rodzinny charakter i jest przyjazna także rybom, które po złowieniu, zważeniu i sfotografowaniu wracają do stawu. W tym roku na starcie stanęło 44 młodych pasjonatów. Ryby, pod opieką dorosłych lecz bez ich pomocnej dłoni łowiono przed dwie i pół godziny. Liczyło się kto złowi najwięcej i największych ryb, a nad przestrzeganiem zasad czuwali doświadczeni sędziowie. Największym okazem w tej edycji okazał się karp. Swoja drogą ciekawe czy dożyje on świąt…

 

Tegoroczne zawody należy udać za udane. ryby ochoczo brały, choć zazwyczaj były to niewielkie sztuki. Kolejne edycje nie odbyłyby się gdyby nie wsparcie lokalnych władz i hojnych sponsorów.

Partnerzy portalu:

Pierwszy kościół w Łomży powstał dzięki świętemu

Pierwszy kościół w Łomży powstał dzięki świętemu

Pierwszy kościół w Łomży powstał na wzgórzu św. Wawrzyńca. Usytuowany został tuż przy grodzisku, dziś nazywanym tzw. Starą Łomżą. Założenie świątyni około 1000 r. w miejscu pogańskiego kultu przypisywane jest przez niektórych autorów św. Brunonowi z Kwerfurtu, podążającemu śladami św. Wojciecha.

 

Podstawę do takiej hipotezy daje fakt męczeńskiej śmierci Brunona na pograniczu prusko-jaćwieskim, która to według zapisków historycznych miała miejsce w 1009 r. Wypis z tablicy erekcyjnej kościoła parafialnego brzmi: ”Kościół łomżyński ufundowany w Starej Łomży około roku 1000 przy wzroście wiary na Mazowszu, później przeniesiony do kościoła Panny Maryi, gdzie obecnie klasztor kapucynów się znajduje”. Prawda jest jednak nieco inna.

 

Wątpliwości co daty wzniesienia kościoła św. Wawrzyńca rozwiały chyba wykopaliska przeprowadzone w 2000 r. Dowodzą one, że ruiny kościoła pochodzą z końca XIV wieku. Odkopane fragmenty budowli pod kościołem nie zostały uznane więc za pozostałości świątyni jedenastowiecznej.

 

Kościół pod wezwanie św. Wawrzyńca w I połowie XVIII wieku był już bardzo zniszczony, że za zezwoleniem biskupa płockiego w 1765 roku został rozebrany, a część materiału została wykorzystana do budowy klasztoru kapucynów.

Partnerzy portalu:

Akceptowała romans męża. Poznajcie postać Zofii Chylińśkiej.

Akceptowała romans męża. Poznajcie postać Zofii Chylińśkiej.

Urodzona w Łomży, Zofia Chylińska, już jako dziecko wykazywała talent plastyczny. Gdy miała 16 lat poznała Wojciecha Gersona, co zaowocowało zostania jego uczennicą w warszawskiej pracowni. Po śmierci mentora postanowiła wyjechać do Paryża. Tam obracała się wśród największych sław, ale zachowała niezależność artystyczną. We Francji poprzez przyjaciółkę poznała Bolesława Leśmiana.

 

Stała się wierną towarzyszką życia poety, znanego z nieporadności życiowej. Leśmian poświęcił żonie tylko jeden erotyk – ”Usta i oczy”. Jako kobieta i żona wykazała się niezwykłą cierpliwością i tolerancją. W milczeniu cierpiała, bez reszty poświęcając się rodzinie. Miała bowiem pełną świadomość romansu męża z Dorą Lebenthal. Wiedziała, że to dla niej, wziętej lekarki warszawskiej, Bolesław poświęcił cykl wierszy ”W malinowym chruśniaku”. Życie osobiste i szczęście poświęciła rodzinie. Raz tylko wróciła do Łomży w roku 1929, kiedy Bolesław nie uregulował długów spowodowanych przez jego zastępcę.

 

To właśnie Zofii Chylińskiej, Łomżyniance, która lubiła szokować otoczenie bliższe i dalsze,  literatura polska zawdzięcza uratowanie, zabezpieczenie i następnie opublikowanie większej części twórczości poetyckiej Bolesława Leśmiana. Pomimo tego w 1960 r. ówczesny reżim odmówił jej prawa wjazdu do kraju, gdzie Zofia miała do załatwienia pilne sprawy związane z edycją dzieł swego męża. Co więcej, pozbawiono ją praw do należnego honorarium, co jeszcze bardziej pogorszyło jej sytuację materialną. Prace artystyczne Zofii Chylińskiej, które swego czasu wzbudzały tyle emocji i bardzo podobały się zarówno publiczności, jak i krytykom sztuki, są rozproszone. Los większości z nich jest nieznany, a przecież cieszyły się ogromną popularnością na wystawach sztuk plastycznych w Paryżu i warszawskiej Zachęcie.

 

Partnerzy portalu:

Ryby z Biebrzy smakują wszystkim

Ryby z Biebrzy smakują wszystkim

Ryby z Biebrzy stanowią niezwykłą atrakcję dla smakoszy i pasjonatów kulinariów. Otoczona bujną naturą, rzeka Biebrza zapewnia unikalne warunki dla ryb, co przekłada się na ich wyjątkowy smak i aromat. Bezpośrednie oddziaływanie czystych, niezanieczyszczonych wód na te delikatne stworzenia sprawia, że mięso leszcza, jednego z lokalnych gatunków, jest niezwykle delikatne, białe i ubogie w tłuszcz. To prawdziwa uczta dla koneserów, którzy cenią sobie jakość i świeżość potraw.

Receptura biebrzańskiej ryby w zalewie octowej

Wyjątkowa jakość mięsa ryb z Biebrzy stanowi podstawę dla lokalnej potrawy, która przetrwała przez wieki i jest dumą regionu. Dzięki odpowiedniej konsystencji oraz zastosowaniu naturalnych składników, potrawa ta może przechowywać się w lodówce nawet do trzech miesięcy. Im dłużej od jej przygotowania, tym bardziej intensywny i wyjątkowy staje się jej smak. To kulinarne arcydzieło, które podbija podniebienia i pozostawia niezapomniane wrażenia smakowe.

Kulinarna gwiazda Biebrzy: sukces na talerzu

W 2011 roku biebrzański leszcz w zalewie octowej został uhonorowany pierwszym miejscem w prestiżowym konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, co potwierdziło jego wyjątkowość i walory smakowe. Rok później, na poznańskich targach, potrawie tej przyznano nagrodę „Perły”, cementując jej pozycję jako niekwestionowanej gwiazdy kulinarnego nieba. To nie tylko zaszczyt dla lokalnej kuchni, lecz także dowód na to, że tradycyjne przepisy i autentyczne składniki potrafią zdobyć uznanie na szeroką skalę. Biebrzański leszcz w zalewie octowej nie tylko delektuje podniebienia, lecz także opowiada historię regionu i jego związku z przyrodą. Smak tej potrawy jest nie tylko smakiem przeszłości, lecz także odzwierciedleniem troski o zachowanie dziedzictwa przyrodniczego dla przyszłych pokoleń.

Ryby z Biebrzy

Biebrzański leszcz w zalewie octowej to nie tylko potrawa, lecz także symbol bogactwa przyrodniczego i kulinarnego regionu Biebrza. Jego wyjątkowy smak, pochodzący z czystych wód i tradycyjnych receptur, podbija serca smakoszy na całym świecie. Zdobywa on uznanie na prestiżowych konkursach kulinarnej sztuki. To prawdziwa perła kulinarnego dziedzictwa, która kontynuuje tradycję i historię, jednocześnie inspirując do odkrywania piękna natury i kuchni Podlasia.

Partnerzy portalu:

Bocian został nowym logo Łomży

Bocian został nowym logo Łomży

Powiat Łomżyński już wkrótce będzie miał nowe logo. Wybór padł na bociana, który na terenie starostwa zakłada liczne gniazda. Jako, że budzi on raczej pozytywne emocje, na pewno nie wzbudzi kontrowersji. Grafice  towarzyszy hasło ”Powiat Łomżyński. Ja tu zostaję”. Bocian więc z logo nigdzie nie odleci. 

 

Ptak nie posiada jednak biało – czerwonej kolorystyki. Uznano, że kolor niebieski, bardziej będzie odpowiadał założeniom, nawiązując do przepływającej przez powiat rzeki Narew. Zarówno logo jak i hasło jeszcze w tym roku pojawią się na materiałach promocyjnych Starostwa. Życzymy powodzenia w propagowaniu bociana.

Partnerzy portalu:

Park ogłasza konkurs dla ekologów

Park ogłasza konkurs dla ekologów

Ogrody Przyjazne Przyrodzie. Tak właśnie nazywa się organizowany przez Biebrzański Park Narodowy konkurs dla mieszkańców gmin lezących na jego terenie. We wzorowym ogródku nic nie może się marnować. Pozornie niepotrzebne przedmioty mogą stać się dekoracją, która zachwyci nie tylko znajomych.

 

Ogród stanowić powinien schronienie dla licznych zwierząt, jeży czy też drobnych płazów i gadów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny drewniany płot. Obecnie wiejskie ogrody upodobniają się do tych z miast. Idealnie przystrzyżona trawa czy krzewy nie są jednak dobrym miejscem dla dzikiej przyrody.

 

Każdy właściciel posesji, których ogród spełnia ”naturalne” kryteria może przystąpić do konkursu. W sumie zasięg akcji obejmuje 14 nadbiebrzańskich gmin. Ma ona na celu promocję przyjaznych praktyk ogrodniczych i zachęcenie do obcowania z przyrodą. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 sierpnia. Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://www.biebrza.org.pl/

Partnerzy portalu:

Utwory Łomżanina grają na całym świecie

Utwory Łomżanina grają na całym świecie

Urodził się w Łomży, lecz mieszkał w niej kilkadziesiąt dni. Obawiając się wojny, jego rodzina uciekła do Lublina. Do rodzinnego miasta wrócił jeszcze w latach 70-tych na zlot Łomżynian.  Zbigniew Bargielski to słynny kompozytor, którego nazwisko niewiele mówi Podlasianom. Pora to zmienić.

 

Pierwsze kroki w muzycznym świecie stawiał w Warszawie, skąd przeprowadził się do Paryża. Na stałe osiadł jednak w Wiedniu, a więc mieście wielkich artystów. Pierwszą nagrodę zdobył w 1970 r. wygrywając konkurs ”Młodych kompozytorów Polskich”. Za całość pracy został odznaczony Krzyżem Oficerskim. Jedno z jego dzieł było rekomendowane przez Międzynarodową Trybunę Kompozytorów UNESCO w Paryżu. W 2008 r. wspólnie z Łomżyńską Orkiestrą Kameralną pracował nad nowymi utworami.

 

Partnerzy portalu:

Natura w Łomży potrafi zaskoczyć

Natura w Łomży potrafi zaskoczyć

Nieopodal Łomży malowniczy krajobraz tworzy wijąca się rzeka Narew. Tereny objęte są ochroną parku krajobrazowego. Zakola rzeki możemy podziwiać z dogodnego punktu obserwacyjnego, stworzonego w Siemieniu Nadrzecznym.

 

Powstała wieża widokowa, plac zabaw dla dzieci, siłownia na świeżym powietrzu, a także tablica z mapą okolicy. Na południowej krawędzi Narwi odnajdziemy Górę Królowej Bony – grodzisko w tzw. Starej Łomży. Należy one do jednego z największych tego typu w tej części Polski. Całość obiektu zajmuje powierzchnie ponad 2 ha, a najłatwiej dostać się tam od strony południowej.

 

Grodzisko podlega ochronie konserwatorskiej na podstawie rejestru zabytków. Po drugiej stronie rzeki w Drozdowie warto odwiedzić Muzeum Przyrodnicze. Powstało one w 1984 r. stawiając sobie za cel badanie przyrody Polski północno-wschodniej, a zwłaszcza Ziemi Łomżyńskiej.

 

Szczególne miejsce w jego działalności zajmuje gromadzenie pamiątek po rodzinie Lutosławskich. Muzeum mieści się bowiem w dawnej siedzibie rodu, z której wywodzi się słynny kompozytor Witold Lutosławski. W ofercie odnajdziemy zwiedzanie z przewodnikiem czy też specjalne zajęcia oświatowe dla dzieci i młodzieży z zakresu nauk historycznych lub przyrodniczych. Istnieje możliwość skorzystania z muzealnej biblioteki.

Partnerzy portalu:

Jak konik polski pomaga naturze?

Jak konik polski pomaga naturze?

Tego kuca choroba się nie ima. Dzieci go kochają. Konik Polski świetnie radzi sobie w każdych warunkach. Kilkadziesiąt sztuk odnajdziemy w specjalistycznej zachowawczej hodowli na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Koniki Polskie hodowane są nie tylko po to by gatunek przetrwał. Pomagają one również w dużym stopniu przyrodzie. Traktuje się je jako żywe kosiarki.

 

Na podmokłych terenach bagiennych zjadają nadmiar roślin. To zaś ułatwia życie innym zwierzętom, głównie ptakom, którym zarośla nie sprzyjają. Konik Polski nie należy do wybrednych. Smakoszem go nie nazwiemy. Zadowoli się nawet pędami. Do dyspozycji oddano im 214 ha. Teren jest ogrodzony aby uniknąć niespodzianek. Od każdej wiosny żyją bez dachu nad głową i nie są dokarmiane. Muszą sobie radzić same. Jako że mają skłonności do amorów, hodowla szybko się rozrasta. Dlatego też często się je sprzedaje.

Partnerzy portalu:

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało jest jednym z najważniejszych świąt w polskiej tradycji katolickiej, obchodzonym z wielką uroczystością na terenie całego kraju. Na Podlasiu, podobnie jak w innych regionach, celebruje się je z godnymi ceremoniami i procesjami, które stanowią integralną część lokalnej kultury i wiary.

Boże Ciało – przesądy i symbolika chleba w kulturze

W naszej kulturze Boże Ciało utożsamiane jest często z symbolem chleba, który odgrywa istotną rolę w licznych przesądach i wierzeniach. Jednym z popularnych przekonań było, że okruchy chleba zbierane przez pająka z pajęczyny, a następnie zanoszone do Boga, mogły wpłynąć na losy plonów. Zaniedbanie tego, jak i innych rytuałów związanych z chlebem, mogło przynieść konsekwencje w postaci nieurodzaju.

Obowiązki i ograniczenia związane z chlebem w okresie Bożego Ciała

W wielu rodzinach istniały określone zasady dotyczące obchodzenia się z chlebem podczas świętowania Bożego Ciała. Nigdy nie wolno było go wyrzucać, a upuszczone na ziemię kawałki traktowano jako świętokradztwo. Ponadto, konsumpcja chleba nieumytymi rękami była uważana za niegodziwość, podobnie jak bawienie się nim czy pozostawianie niezjedzonych części.

Ewolucja wierzeń i tradycji

Choć niektóre z tych przesądów mogą wydawać się dziś archaiczne. Warto zauważyć, że mają one swoje korzenie w głęboko zakorzenionych wierzeniach i tradycjach, które kształtowały się przez wieki. Pomimo postępujących zmian społecznych i kulturowych, wiele rodzin nadal pielęgnuje te zwyczaje.

Kontynuacja dziedzictwa i wiary

Świętowanie Bożego Ciała na Podlasiu jest nie tylko okazją do manifestowania wiary, ale również do pielęgnowania kulturowego dziedzictwa i tradycji. Poprzez uczestnictwo w uroczystościach procesyjnych i przestrzeganie starych zasad obchodzenia się z chlebem, społeczność lokalna wyraża swoje przywiązanie do wartości.

Boże Ciało – święto ruchome

Boże Ciało nie tylko odzwierciedla wiarę i obrzędy kościelne, ale również staje się symbolem trwałości dziedzictwa kulturowego i religijnego. Poprzez zachowanie tradycji związanych z chlebem i przesądami z nim związanymi, społeczność na Podlasiu kontynuuje przekazywanie wartości i symboliki, które mają głęboki wpływ na życie codzienne i sposób myślenia.

Partnerzy portalu:

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła i inne rośliny są źródłem wielu tradycji i zwyczajów. Na podlaskiej wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. Święto Bożego Ciała na podlaskiej wsi to nie tylko wyraz głębokiej wiary, ale także okazja do wspólnego świętowania i pielęgnowania tradycji. To czas, kiedy społeczność zjednoczona jest w modlitwie i radości, celebrując swoją wiarę i dziedzictwo kulturowe.

Zioła jako lekarstwo

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła. Dzięki rozchodnikowi natomiast ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Rośliny i ich właściwości magiczne

W wierzeniach ludowych, kwiaty, wianki i gałązki zbierane z ołtarzy miały szczególne właściwości magiczne. W tych czasach wianki były wite z wielu różnych ziół i traw, co wynikało z głębokiego przekonania, że każde z ziół ma swoją własną moc, a ich połączenie wzmacniało siłę magiczną. Stare przysłowie przypominało o tej idei, mówiąc: „Każde ziele mówi: święć mnie”, co sugerowało, że każde zioło posiadało swoje własne duchowe znaczenie i wartość. W procesie wicia wianków, używano różnych roślin o znaczeniu leczniczym oraz gałązek drzew. Według wierzeń miały chronić przed niebezpieczeństwami, takimi jak pioruny.

Nadnarwiańskie tradycje

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wita po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.

Partnerzy portalu:

Czy książę zagości w mieście na stałe?

Czy książę zagości w mieście na stałe?

W czerwcu w 2017 roku Łomża świętować będzie 600-lecie uzyskania przywileju miejskiego. Na tą okazję stworzono projekt pomnika upamiętniający założyciela miasta – księcia Janusza. To już kolejna próba uhonorowania tej osobistości. Poprzednie kończyły się fiaskiem. Nie wypaliły pomysły z przedstawieniem księcia na koniu czy wspierającego się na cyrklu. Teraz Janusz I Mazowiecki po prostu siedzi na tronie.

 

Książę Janusz w koronie i odświętnych szatach trzyma na kolanach miecz przytrzymując go prawą dłonią. Na boku trony można dostrzec tarczę. W lewej ręce, która jest trochę wyciągnięta, zaciska dokument lokacyjny miasta. Projekt został stworzony przez toruńskiego rzeźbiarza Maciej Jagodzińskiego. Chociaż pomysł podoba się ratuszowi, nie wiadomo czy zostanie zrealizowany. Wszystko to z braku odpowiednich funduszy. Być może Łomża poczeka na 700. lecie.

Partnerzy portalu:

Pióro bohatera przetrwało w ziemi 70 lat

Pióro bohatera przetrwało w ziemi 70 lat

Muzeum „Fort” w Piątnicy koło Łomży dokumentuje militarną historię regionu. Bohaterom kampanii wrześniowej poświęcona jest specjalna gablota. Jednym z cennych eksponatów jest bez wątpienia pióro należące do majora Władysława Raginisa. Był on dowódcą odcinka Wizna w pierwszych dniach II Wojny Światowej.  Podjął wówczas batalię z czterdziestokrotnie większymi siłami nacierających Niemców. Po trzech dniach nierównej walki, w obliczu przegranej, dotrzymał wojskowej przysięgi złożonej przed bitwą, że żywy nie opuści schronu. Wziął do ręki granat i dokończył dzieła.

 

Pióro odnaleziono podczas ekshumacji szczątków majora Władysława Raginisa w 2012 r. Przetrwało tylko dlatego, że zostało ukryte w płaszczu. Musiało przejść jednak rekonstrukcję. Było bowiem połamane, prawdopodobnie przez złodzieja, który za wszelką cenę chciał dobrać się do złotej stalówki. Odnowienia przedmiotu podjęła się grupa pasjonatów pasjonaci z wrocławskiego „Forum o Piórach”.

 

Pióro majora było prawdopodobnie prezentem rodzinnym. Miało więc dla niego wartość sentymentalną. Przedmiot tej klasy przed wojną stanowił towar luksusowy. Stalówka była pokryta czternastokaratowym złotem. Kosztował około pięćdziesięciu złotych.

Partnerzy portalu:

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

Zielone Świątki przynosiły urodzaj

Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

Królewna i przebieranki

Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola. W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

Końskie wesele

Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

Partnerzy portalu:

W Łomży odmówili wina dla Napoleona

W Łomży odmówili wina dla Napoleona

O wizytach Napoleona na Podlasiu krążą legendy. Wiele miejscowości przyznaje się, do goszczenia imperatora, lecz tak naprawdę nie zjawił się w nich ani na chwilę. Nie przeszkodziło to jednak w nazywaniu domków czy zajazdów imieniem cesarza.

Napoleon przemierzył północne Podlasie tylko raz, wycofując się z Moskwy. Na swej trasie pozostawił liczne złote monety, które zostały wybite w czasach panowania Ludwika XIII. Nazywane były one luidorami. W grudniu sanie z cesarzem ruszyły z Wilna w kierunku Warszawy. Po drodze odwiedziły nasze podlaskie miasta – Augustów, Grajewo i Łomżę.  

Cesarz płacił za żywność i inne towary dostarczone dla jego kompanów. Nie każdy jednak wiedział z kim ma do czynienia. Napoleon przedstawiał się często jak wielki koniuszy dworu francuskiego – Armand Caulaincourt. Dlatego też nie wszystkie jego polecenia spełniano od razu. Tak też było z prefektem łomżyńskim Janem Lasockim, który dopiero usłyszawszy, że ma obsłużyć imperatora, przestał zwlekać z dostarczeniem wina. Napoleon nie miał specjalnie wielkich zachcianek. Zadowolił się zupą, kotletem wołowym i potrawką z młodych kogutów. Pobyt w Łomży trwał jedynie trzy godziny. Gospodarzom za gościnę zapłacił 30 tysięcy luidorów.

Partnerzy portalu:

Bez niego nie można sobie wyobrazić przedwojennej Łomży. O kim mowa?

Bez niego nie można sobie wyobrazić przedwojennej Łomży. O kim mowa?

Jedną z częściej uczęszczanych ulic w Łomży jest bez wątpienia ta o nazwie Woziwodzka. Prowadzi ona w dół, skąd możemy podziwiać szeroką panoramę doliny rzeki Narew, a także położonej na jej przeciwległym brzegu Piątnicy. Bez woziwody nie można było sobie wyobrazić przedwojennej Łomży.

Tylko nieliczne zabudowania posiadały wówczas instalacje wodne. Jednokonny wóz nie był wyposażony w tzw. gnojówki czyli boczne deski. Umieszczono na nim beczkę, najczęściej koloru zielonego. W tylnej ścianie beczki wisiał odnaleźć można było kran, a na nim wisiało wiadro z drewna. Woziwoda własnoręcznie donosił nim czystą wodę do mieszkań. Prawdziwy pracuś. Od jego fachu ulicę nazwano właśnie Woziwodzką. Całkiem logiczne 😉

Partnerzy portalu:

W Jeziorku upamiętnią bohaterkę. Trwają prace nad muralem.

W Jeziorku upamiętnią bohaterkę. Trwają prace nad muralem.

W Jeziorku koło Łomży, na ścianie szkoły powstaje mural upamiętniający powojenną nauczycielką historii, Teodorę Rydzewską. Jako wzorzec posłużyła fotografia z legitymacji. Mural ma mieć ponad 25 metrów kwadratowych, a jego twórcą jest Wojciech Woźniak z Gdańska. Szczególny rodzaj hołdu zasługuje na uznanie.

 

Teodora Rydzewska w okresie okupacji, ryzykując życie, edukowała dzieci w tajnych kompletach. Angażowała się czynnie w działalność Armii Krajowej. Po zakończeniu działań wojennych była zagorzałym przeciwnikiem komunistów. Walcząc o polskie wartości, nie pozwoliła chociażby by w szkole zdejmowano krzyże.

 

Nauczycielka stosowała nietypowe metody. Tłumacząc dzielenie ułamków zwykłych proponowała wystąpienie dwóch uczniów. Jeden z nich musiał stanąć na głowie. Trzeba przyznać, że takie obrazowe przedstawienie sprawy zapada w pamięć do końca życia. Dla wielu mieszkańców okolicy Teodora Rydzewska jest bohaterką. Odsłonięcie muralu nastąpi 1 czerwca, co pokryje się z obchodami 140. rocznicy powstania szkoły w Jeziorku.

Partnerzy portalu:

Krowy pomogą dla Parku

Krowy pomogą dla Parku

Władze Biebrzańskiego Parku Narodowego robią wszystko aby wykosić jak najwięcej hektarów łąk. Same jednak nie dadzą rady. Dlatego też pomocy szukają u…krów. 

 

Koszenie podmokłych terenów jest koniecznością. Zapobiega to bowiem ich zarastaniu, a większość zwierząt preferuje otwarte przestrzenie. Chodzi tu zwłaszcza o ptactwo wodno-błotne. Powstała więc idea masowej dzierżawy łąk rolnikom. Czeka na nich blisko 600 ha. Cenę wejściową przetargu ustawiono tak nisko, aby większość zainteresowanych farmerów mogła w nim uczestniczyć.

 

Działki będzie można dzierżawić nawet na pięć lat. Przynajmniej raz w roku rolnicy muszą skosić nabyte tereny. Jako, że większość z nich to siedliska zwierząt, użycie mechanicznych kosiarek nie wchodzi w grę. Konieczne jest użycie siły własnych rąk. Alternatywą jest też kosiarka rotacyjna w postaci krowy. Za taki wypada dodatkowo otrzymają dodatkowe unijne dopłaty. 

 

Do tej pory Park dzierżawił jedynie 6, 3 ha łąk. Nie wszyscy jednak wywiązują się z umów. Dług rolników osiągnął już milion złotych. Jak się tłumaczą dzierżawcy? Winę zrzucają na urzędników i problemy z wypłatą dopłat.

 

Partnerzy portalu:

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Droga pośród bagien przyciąga nie tylko fotografów

Carska droga przed laty posiadała charakter strategiczny. Łączyła takie twierdze jak Łomża, Osowiec czy Grodno. Biegnie ona wśród biebrzańskich bagien stanowiąc ścieżkę edukacyjną. Trasa od Strękowej Góry do Twierdzy Osowiec to nie lada gratka dla miłośników przyrody i fotografii.

 

Carska droga dzięki pieniądzom z unii europejskiej została solidnie wyremontowana. Powstała ścieżka rowerowa, miejsca postojowe czy tablice informacyjne. Jako, że droga pozbawiona jest większych zabudowań czy reklam wielkopowierzchniowych pokonuje się ją niezwykle przyjemnie.

 

Do największego kompleksu bagien łąkowych wprowadzi nas drewniana kładka o długości 400 m. Z pewnością zobaczymy rzadkie gatunki ptactwa a czasem nawet i samego łosia. Obserwację ułatwiają specjalnie przygotowanego do tego wieże. Na tzw. Grobli Honczarowskiej odbywają się co roku mistrzostwa w sianokosach, które ściągają zawodników z całej Europy.  Zapobiega to niszczeniu bagiennych traw. Na deser czeka nas wizyta w Twierdzy Osowiec. Okopy, dawna fosa z wodą i pozostałości budowli fortecznych na pewno pozostaną w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

W Piątnicy pobiegną z butelką mleka

W Piątnicy pobiegną z butelką mleka

Piątnica, przepiękne miejscowość położona w Dolinie Narwi już 11 czerwca stanie się stolicą wszystkich ceniących aktywny wypoczynek. Mowa tu o drugiej edycji ”Biegu z butelką mleka”. Wszyscy chętni mogą spróbować swoich sił na dystansach 5 i 10 km i 21 km.

 

Na wybranych przez siebie trasach w ręku będą trzymać tytułową butelkę z białym zdrowym trunkiem. Cały dochód z wpisowego zostanie przeznaczony na cele dobroczynne. Uczestnicy biegu sami podejmą decyzję komu przekażą zebrane środki. Na najlepszych czekają puchary i odlewane medale i oczywiście nagrody finansowe. Impreza jak w zeszłym roku organizowana jest przez Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Sportu dla Wszystkich „Biegamy dla Zdrowia”. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął zaś Wójt Gminy Piątnica.

 

Pierwszy w Polsce i oczywiście w Piątnicy bieg z butelką mleka przyciągnął na start aż blisko 300 zawodniczek i zawodników z regionu i z kraju. Trasa półmaratonu (dystans 21 km) była atestowana co oznacza, że uzyskane wyniki miały oficjalny charakter.

Partnerzy portalu:

Pomnik badacza i jego żon stanął w skansenie

Pomnik badacza i jego żon stanął w skansenie

W 50. rocznicę śmierci  Adama Chętnika, założyciela Skansenu w Nowogrodzie, na jego terenie postawiono pomnik-ławeczkę etnografa i jego dwóch żon. Data ich odsłonięcia to nie przypadek. Jako, że cała trójka była głęboko wierząca wybrano Święto Marki Bożej Fatimskiej. Warto przypomnieć, że obchodziliśmy okrągłą setną rocznicę objawień.

 

Adam Chętnik stawał na ślubnym kobiercu dwa razy. Pierwsza, Zofia Klukowska pomagała w budowie skansenu i w części go finansowała. Gdy A. Chętnik musiał się ukrywać mając dwa wyroki śmierci, sama zajęła się muzeum i robiła to doskonale. Zmarła w 1950 r. Pięć lat później związał się z Jadwigą Nowicką. Ona również kontynuowała dzieło, pełniąc funkcje kustosza. 

 

Pomnik Adama Chętnika przedstawia go trzymającego laseczkę i aparat fotograficzny. Tak właśnie został zapamiętany – chodził bowiem od domu do domu pytając i zbierając różne rzeczy. Pomniki ufundowały władze Łomży i powiaty: łomżyński i ostrołęcki, przy wsparciu marszałka województwa podlaskiego. Uroczystości przygotowało wspólnie z wieloma instytucjami i parafią w Nowogrodzie Towarzystwo Ochrony Dziedzictwa Kurpiowszczyzny im. A. Chętnika.

 

 

Partnerzy portalu:

Stach Konwa, czyli człowiek – widmo.

Stach Konwa, czyli człowiek – widmo.

Stach Konwa uważany jest za wielkiego bohatera Kurpiowszczyzny, z tym, że nikt nie wie czy istniał naprawdę. Nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające jego egzystencję. Postać do świata literatury wprowadził badacz Adam Zakrzewski.

 

Stach Konwa był chłopem z dziada pradziada. Podobno urodził się w Nowogrodzie. Uczestniczył w wielu bojach. Niebywała odwagą odznaczył się w walce ze Szwedami pod Myszyńcem. Kiedy Kurpie poparli Stanisława Leszczyńskiego w wojnie o sukcesję na tronie polskim, dowodził oddziałem strzelców kurpiowskich. Pod Jednaczewem, kilka kilometrów na zachód od Łomży, oddział Stacha został rozgromiony, a on sam trafił do niewoli. Stronnicy Augusta III Sasa proponowali mu przejście na ich stronę, na co jednak nie przystał. Został więc powieszony.

 

Wątpliwości budzi też fakt, że nazwisko Konwa nie występuje w regionie – być może był to jednak pseudonim przyjęty z obawy przed represjami wobec rodziny. W czasach zaborów i dążeń niepodległościowych Konwa stał się uosobieniem mitu wolnego i walecznego Kurpia, ludowego przywódcy. W międzywojniu legendarną postać spopularyzował Adam Chętnik. Z jego inicjatywy w 1922 r. w lesie pod Jednaczewem stanął nawet nagrobek Stacha. Zniszczony podczas wojny, został później odtworzony w nowogrodzkim skansenie

Partnerzy portalu:

Dowiedz się, co oznaczają napisy na łomżynskich nagrobkach

Dowiedz się, co oznaczają napisy na łomżynskich nagrobkach

Żydowski cmentarz w Łomży powstał prawdopodobnie w 1820 r., jeszcze przed formalną zgodą na osiedlanie się tej społeczności. Jest on usytuowany na skarpie doliny Narwi, co nadaje mu szczególny urok i sprawia, że jest to jeden z punktów widokowych w obrębie miasta. Kirkut, który oglądamy współcześnie, to efekt rekonstrukcji przeprowadzonej w latach 80. ubiegłego stulecia.

 

Zachowane nagrobki zostały na powrót ustawione w pionie, w trzech grupach, a przez teren poprowadzono alejkę spacerową. To jedna z najciekawszych nekropolii żydowskich w północno-wschodniej Polsce, tak ze względu na liczbę zachowanych nagrobków (około 150), jak i na ich charakter – zostały wykonane z lokalnego surowca– głazów narzutowych. Charakterystyczną cechą jest wypukłe liternictwo i płaskorzeźby na części macew.

 

Żydowska tradycja religijna nie toleruje przedstawiania postaci ludzkich i zakaz ten dotyczy również nagrobków. Aby przybliżyć postać zmarłego, macewy pokrywano więc symbolicznymi płaskorzeźbami, najczęściej o biblijnym rodowodzie. Błogosławiące dłonie oznaczają osobę z rodu kapłańskiego. Pochylony dzban to symbol rodu lewitów, którzy posługiwali w świątyni, m.in. umywając ręce kapłanom.

 

Ręka wrzucająca monetę do skarbonki symbolizuje osobę wspomagającą ubogich. Świece lub menora zdobią groby kobiet – do ich obowiązku należy bowiem zapalanie szabasowych świec. Kobiecymi ornamentami są też owca, gołąb lub inny ptak, które oznaczają imiona żeńskie: Rebeka, Taube (lub męskie Jona), Fejgl. Lew, jeleń, niedźwiedź lub wilk nawiązują do imion męskich – Lejb, Hirsz, Ber, Wolf. Winnym gronem nazywano cały lud Izraela. Znaczenia zwojów i księgi możemy się domyślać – dotyczą osoby uczonej w Torze i Talmudzie. Podobną symbolikę ma korona, w synagodze umieszczana na zwojach Tory. Na mogile wskazuje ona na umiłowanie Pisma przez zmarłego.

Partnerzy portalu:

Ojciec prezydenta Izraela urodził się w Łomży

Ojciec prezydenta Izraela urodził się w Łomży

Związek z Podlasiem miało i ma wiele znanych osobistości. Nie każdy się do tego przyznaje. Wolny wybór. Łomżyńskie korzenie miał prezydent Izraela Chaim Herzog, który odwiedził miasto w 1992 r. Tam właśnie urodził się jego ojciec, Isaak Herzog. Mając kilka lat, wyjechał z rodzicami do Wielkiej Brytanii.  Został następnie naczelnym rabinem Irlandii, a kiedy przeniósł się do Palestyny – naczelnym rabinem tamtejszej wspólnoty.

 

W czasie II Wojny Światowej Chaim Herzog działał w służbach wywiadowczych. Po zakończeniu działań wojennych brał udział w przesłuchiwaniu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Na prezydenta Izraela został wybrany w 1893 r. Tą funkcję sprawował przez ponad 10 lat. W 2011 r. Łomżę odwiedził jego syn. Towarzyszył mu były ambasador Izraela w Polsce i Michał Soban. Goście oddali hołd ofiarom Getta Żydowskiego

Partnerzy portalu:

Wielcy politycy walczyli o jedną kobietę

Wielcy politycy walczyli o jedną kobietę

Na uboczu

Wyjeżdżając z Łomży, kierując się na wschód,  natrafimy na niewielką wieś Drozdowo. Jej główną atrakcją jest   Muzeum Przyrody, które regularnie organizuje nowe wystawy. Dla przeciętnego Polaka, nazwa miejscowości nic jednak nie mówi. Gdy jednak usłyszymy o Romanie Dmowski, zapala się światełko. W owej miejscowości, a dokładnie w posiadłości rodziny Lutosławskich,  ostatnie lata swego życia spędził właśnie twórca polskiej endecji.

Serce w rozterce

Ze szkolnych podręczników z pewnością pamiętamy o zaciekłym  sporze z Józefem Piłsudskim. Obaj posiadali całkowicie odmienne koncepcje kształtu nowej Polski. Lecz czy tylko inna polityczna wizja decydowała o wzajemnej niechęci? Zdecydowanie rzadziej wspomina się o tym, że byli wielbicielami tej samej kobiety – Marii Juszkiewiczowej. Niektórzy historycy i publicyści wysuwają tezę, iż to właśnie rywalizacja o płeć piękną stanowiła oś konfliktu. Juszkiewiczowa swoje pierwsze małżeństwo zawarła w wieku 17 lat, lecz nie trwało one długo.

 

Po rozwodzie przeniosła się do Warszawy gdzie uczestniczyła w działalności konspiracyjnej. Po jednym z aresztowań dostała nakaz powrotu do Wilna, a jej dom stanowił miejsce spotkań i zażartych dyskusji. Do salonu ”pięknej pani” – jak ją nazywali przyjaciele trafił wpierw Józef Piłsudski, a następnie Roman Dmowski, który odwiedzał miasto w czasie swej politycznej zsyłki. Z miłości endeka nic jednak nie wyszło, zaś Piłsudski pojął Marię za Żonę. Musiał on jednak zmienić wyznanie na ewangelicko – augsburskie. Zrobił to podpisując 24 maja 1899 r. stosowny akt w łomżyńskim zborze. Wspólne szczęście trwało jednak tylko osiemnaście lat, a naczelnik związał się z inną kobietą.

 

Partnerzy portalu:

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile.

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile.

Wieś w centrum ognia

Wizna to niewielka osada leżąca nieopodal Łomży. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą już z XI w. Na przestrzeni dziejów była gorzko doświadczana przez los, a to wszystko przez jej pechową lokalizację. Chroniąc wschodnie granicy Mazowsza narażała się wciąż na ataki nieprzyjaciół,  w tym  Zakonu Krzyżackiego. To właśnie oni spalili Wiznę po koniec XIII w. Cztery stulecia później do pożogi doprowadził potop szwedzki. Ogromne zniszczenia przyniosły też obydwie wojny światowe. Za każdym razem jednak Wizna podnosiła się z kolan.

Termopile po Polsku

W czasie kampanii wrześniowej na terenie Wizny ulokowano sieć umocnień ciągnących się na wschodnim brzegu Narwii i Biebrzy. Najcięższe walki trwały między 7 a 10 września. 42 tysiące żołnierzy niemieckich zmierzyło się z 720 Polakami. Mówimy więc tu o proporcjach sił 40:1. Sytuacja liczebna przywołuje na myśl słynną starożytną bitwę między niewielkim oddziałem 300-stu Spartan a Persami. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w schronach bojowych. Bohaterska obrona trwała ponad 700 dni.  Niemcy w czasie szturmu po kolei wysadzali obiekty. Ostatnim z nich był bunkier w Górze Strękowej. Tam też walczył dowódca całego odcinka obronnego –  kapitan Władysław Raginis. W chwili wyczerpania amunicji przez Polaków, prowadzący natarcie generał Hainz Wilhel Guderian zagroził rozstrzelaniem jeńców. Niemal cała załoga skapitulowała, oprócz kapitana Raginisa. Ten nie chcąc iść do niewoli, sam wybrał swój los, wysadzając się granatem.

Wojna źródłem inspiracji

Bój przeszedł do historii jako polskie Termopile, a bohaterstwo żołnierzy wciąż zdumiewa. Historia stała się inspiracją dla zespołu heavy metolowego Sabaton, który nazwał swój utwór ”40:1”. Tytuł oddaje proporcje między walczącymi stronami. Sabaton wybrał bitwę Na 70-tą rocznicę wydarzeń ,zespół  wielokrotnie koncertujący w naszym kraju, został zaproszony do samej Wizny. Szwedzcy artyści, niespecjalnie popularni w skandynawii, w ciągu kilku miesięcy stali się jedną z bardziej rozpoznawalnych zagranicznych grup na naszym rynku. Ich polską stronę internetową każdego dnia odwiedzają tysiące fanów.Teledysk zaś stworzony na potrzeby piosenki osiągnął już kilka milionów wyświetleń na serwisie Youtube. Jego premiera odbyła się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

 

Partnerzy portalu:

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci zmieniają się z biegiem czasu i w zależności od regionu. Zmieniająca się popularność imion dziecięcych to fascynujące zjawisko, które Ministerstwo Cyfryzacji rejestruje i analizuje corocznie. Choć rodzice mają zwykle sporo czasu na wybór imienia dla swojego dziecka, niejednokrotnie decyzję podejmują dopiero po narodzinach. To wówczas, otoczeni oczekiwaniem i presją, muszą dokonać wyboru, który może być poddany opinii nie tylko bliskich, ale i społeczności lokalnej. Każda głowa to osobna historia, a wybór imienia staje się wyrazem nie tylko gustu rodziców, ale i wpływu otoczenia.

Imiona dla dzieci w województwie podlaskim

Na Podlasiu zaskoczymy wszystkich wierzących w stereotypy. Tutaj to nie Brajan i Angela dominują na liście popularności. Na czoło wśród chłopców wysuwają się klasyki takie jak Jakub, Szymon czy Antoni. Pokazuje to, że tradycyjne imiona wciąż mają swój urok. Na drugim biegunie znajdują się mniej popularne imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano jedynie pięciu, co jest zaskoczeniem i powodem do niedowierzania! Jeśli chodzi o dziewczynki, największą popularnością cieszy się Zuzia, która nieznacznie wyprzedza Julię i Hannę. Jednak na przeciwległym biegunie znajdują się imiona jak Vanessa, Nicole czy Sabina, które zajmują miejsca na końcu listy popularności.

A jak jest poza naszym regionem?

W Polsce, wybór imion dla dzieci często odzwierciedla różnice kulturowe, regionalne tradycje oraz zmieniające się trendy społeczne. Podlaskie to region o głęboko zakorzenionych tradycjach i silnym związku z historią i kulturą. Wykazuje często tendencję do zachowania bardziej konserwatywnego podejścia do wyboru imion. Z drugiej strony, w miastach takich jak Warszawa, które są bardziej zróżnicowane kulturowo i otwarte na wpływy z zewnątrz, można zaobserwować większą różnorodność w wyborze imion dla dzieci. W dużych metropoliach częściej występują imiona o międzynarodowym charakterze lub te, które są modnymi trendami w danym momencie. Imiona takie jak Maxim czy Nathan mogą być przykładem tego, jak miejskie społeczności odzwierciedlają swoją otwartość na różnorodność i wpływy kulturowe spoza granic kraju.

Partnerzy portalu:

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Jednym z najcenniejszych zbiorów Muzeum Północno-Mazowieckiego w siedzibą Łomży jest moneta pochodzą z okresu Cesarstwa Rzymskiego. Małe rzecz, a cieszy! Okaz, jak to zwykle bywa, został znaleziony przypadkiem. 

Jak nie trudno się domyśleć, skarb spoczywał w ziemi, aż pewnego razu jego spokój zakłócił rolnik, wykonujący prace orne. Na szczęście trafiło na uczciwego znalazcę. Monetę przekazał specjalistom, którzy niemal od razu przystąpili do badań. Srebrny pieniądz było trzeba ”prześwietlić” z każdej strony. Zadanie mieli ułatwione. Moneta zachowała się w dobrym stanie. Wybito ją za czasów panowania cesarza Lucjusza Werusa. Poważniejsze zabiegi konserwatorskie nie były konieczne.

Łomżyńska ziemia pełna jest jeszcze nieodkrytych skarbów. Przez miasto przebiegał niegdyś istotny szlak handlowy, stąd też pozostałości po transakcjach. Rzymianie na owe tereny zapuszczali się głównie po bursztyn i miód.

Partnerzy portalu:

Bocian, który nie klekoce.

Bocian, który nie klekoce.

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Partnerzy portalu:

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby

”Nazywam się, proszę Państwa, Hanka Bielicka. Pochodzę z miasta Łomży, urodzona tamże w roku tysiąc dziewięćset…” – tak zaczynała Hanka Bielicka piosenkę ”My z Łomży”.  Naprawdę artystka urodziła się na terenach dzisiejszej Ukrainy, gdzie jej rodziców ewakuowano podczas I wojny światowej. Z Łomżą była jednak związana od zawsze i do końca.

 

Ojciec Hanki był nie tylko założycielem Banku dla Przemysłu i Handlu, ale także działaczem niepodległościowym, posłem na Sejm i zasłużonym społecznikiem. Jego słynna córka ukończyła w Łomży gimnazjum, a potem, jeszcze przed wybuchem wojny – romanistykę oraz Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie.

 

Zadebiutowała na deskach teatru w Wilnie, choć, jak sama przyznawała, jej pierwsze występy miały miejsce w łomżyńskim Klubie Wioślarskim. Po wojnie związała się ze stołecznym teatrem Syrena. Znana była z temperamentu i umiłowania do kapeluszy z szerokim rondem. Serce publiczności podbiła w ”Podwieczorkach przy mikrofonie” jako Dziunia Pietrusińska.

 

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby i to mimo podeszłego wieku. Dowodem jej ostatni występ telewizyjny w programie Szymona Majewskiego. Powiedziała wówczas: „Dzisiejszy wieczór będzie pod nazwą: Bawcie się dzieci, nim babcia odleci”. Było to na kilka dni przed jej śmiercią. Pomnik na ulicy Farnej jest dowodem, że łomżanie kochają swą krajankę. Bo i jakże nie kochać osoby, która śpiewała: „Bo my z Łomży, a Łomża jest perłą wśród miast, najpiękniejszą gwiazdeczką wśród gwiazd”.

Partnerzy portalu:

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Bociany wróciły już na dobre, więc przyszła najwyższa pora aby je trochę podejrzeć. Coraz modniejsze staje się umieszczenie kamer przy gniazdach tych ptaków. Dzięki temu obserwacja może trwać przez całą dobę. Poprzez dobrodziejstwo internetu, każdy zainteresowany o dowolnej porze, jednym kliknięciem przeniesie się do światu bocianów na żywo. Projekt ten ma trwać przez najbliższe 9 lat.

 

Ostatnia kamera stanęła w miejscowości Rakowy – Czachy w gminie Piątnica. Są to tereny Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwii. Dlatego też oprócz bocianów śmiało podpatrzymy walory przyrodnicze krajobrazy. Kamera odpowie nam na pytania, jak zmiany w środowisku wpływają na zachowania ptaków. Będziemy też być może świadkami wydarzeń z kategorii tragicznych. Nieraz zdarza się bowiem, że bociany wyrzucają jaja czy już narodzone młode. Oczywiście amorów również nie zabraknie. Obecnie trwa konkurs na imiona obserwowanych bocianów. 

 

Link do transmisji znajdziecie poniżej:

Bociany on-line

Partnerzy portalu:

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus to zwyczaj, który praktykuje się w Poniedziałek Wielkanocny. Kiedyś to były czasy. Panny można było wrzucić do koryta i sadzawki bez konsekwencji. Teraz za takie działania, do aresztu może nie trafimy, ale każda ceni sobie nietykalność. Ciało to bowiem świątynia. Dzisiaj w lany poniedziałek w mało kto kultywuje dawne tradycje. Jeśli już ktoś się polewa to w minimalnych ilościach. Zamiast wiader czy konewek używa się mikroskopijnych jajeczek jako sikawkę.

Śmigus dyngus – skąd się wywodzi?

Śmigus dyngus ma interesujące korzenie sięgające czasów pogańskich. Pierwotnie był to rytuał obchodzony w okresie wiosennym, związany z oczyszczeniem oraz przywoływaniem urodzaju. Kościół katolicki, widząc w nim elementy niezgodne z jego doktryną, początkowo potępiał ten zwyczaj. Jednakże, zamiast zaniknąć, Śmigus-Dyngus zaczął stopniowo wtapiać się w kulturowy krajobraz, stając się częścią polskiej tradycji. Polewanie wodą, charakterystyczna praktyka tego dnia, miało pierwotnie symboliczne znaczenie. Uważano, że woda oczyszcza z grzechów i wszelkich nieczystości cielesnych, przygotowując tym samym ludzi na nadchodzący okres wiosenny. Ponadto, wierzyło się, że rytuał ten ma moc przyciągania deszczu, który był kluczowy dla obfitych zbiorów rolniczych. Mimo początkowych oporów ze strony kościoła, Śmigus-Dyngus z czasem stał się integralną częścią polskiej kultury, będąc nie tylko okazją do zabawy i żartów, ale także kontynuując swoje pierwotne znaczenie jako symbol oczyszczenia

Im ładniejsza dziewczyna, tym więcej wody używano

Dziewczyny przed laty nie miały oporów przed polewaniem. Jeśli któraś w poniedziałek była sucha, oznaczało to, że nie ma powodzenia u płci przeciwnej. Panowała zasada – im piękniejsza dziewczyna, tym więcej wody na nią przeznaczano. Wizyta w stawie stanowiła zaś spełnienie najskrytszych marzeń. Dlatego też panny wystawiały się nawet na publiczny widok.

Mokry odwet

Według dawnych zwyczajów, za oblewanie wodą w świąteczny poniedziałek kobiety po świętach wielkanocnych aż do Zielonych Świątek mogły brać odwet na mężczyznach i również lać ich wodą. Było to postrzegane jako zabawna tradycja, przynosząca społeczności radość i integrująca ją.

Partnerzy portalu:

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki odgrywa istotną rolę w wielu zwyczajach i tradycjach, szczególnie w kulturze chrześcijańskiej. Jest to woda pobłogosławiona przez duchownego podczas obrzędu nazywanego święceniem wody. Odbywa się on m.in. w okresie Wielkanocy w Kościołach katolickim i prawosławnym. Praktyki te mogą się różnić w zależności od lokalnych tradycji i obrzędów. Woda ze święconki ma symboliczne znaczenie jako symbol oczyszczenia, życia i błogosławieństwa. Ludzie używają jej w różnych celach, zarówno w sferze duchowej, jak i codziennego życia.

Woda ze święconki kluczem do utrzymania dobrego wyglądu na Podlasiu.

Żadna świąteczna okazja nie przemija bez chęci prezentacji się w jak najlepszym świetle, a kiedy wychodzi się w jakieś miejsce publiczne, oczekiwania co do wyglądu mogą być jeszcze większe. Gładka i promienna skóra zawsze przyciąga uwagę, zwłaszcza w tak ważnych momentach. Ciekawym spojrzeniem na tę kwestię jest też tradycja, która sięga nawet pierwszej połowy XX wieku w niektórych domach na Podlasiu. Tamtejsze zwyczaje przypominały, że do koszyczka z święconką często dodawano małą buteleczkę wody, w której wcześniej gotowano jajka. Ta prosta, a zarazem niezwykła praktyka wskazuje, że nie zawsze potrzebne są kosztowne kosmetyki, by osiągnąć efekt nieskazitelnej skóry. Tradycje te, choć niezwykłe (i nie zawsze przynoszące skutki), przypominają nam, że piękno może być czasem proste i naturalne, a kluczem do niego często są rzeczy dostępne w naszym codziennym otoczeniu.

Nieskazitelna skóra?

Po powrocie do domu ze święconką młode dziewczyny obmywały sobie twarz pobłogosławioną przez księdza wodą. Wierzono, że woda pobłogosławiona przez księdza podczas święcenia może mieć właściwości oczyszczające i lecznicze. Z tego powodu używano jej też do pielęgnacji skóry. Młode dziewczyny, po powrocie do domu ze święconką, często obmywały swoje twarze tą wodą. Wierzyły one, że pomoże im pozbyć się wszelkich niedoskonałości, takich jak pryszcze czy piegi. Choć może to brzmieć nieco nietypowo dla dzisiejszych standardów pielęgnacji, dla wielu ludzi było to naturalne rozwiązanie, oparte na wierzeniach i tradycji.

Partnerzy portalu:

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko od wieków zajmuje szczególne miejsce w wielu tradycjach, zwłaszcza podczas świąt, takich jak Wielkanoc. To nie tylko smaczny dodatek do świątecznego stołu, ale również symbol głęboko zakorzeniony w obrzędach i zwyczajach ludowych. Jajko jest symbolizuje początek, życie oraz odrodzenie się przyrody – dlatego jest ono spożywane podczas Wielkanocy. Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa.

Jajko – tradycyjnie gości na stołach podczas Wielkanocy

Jednym z elementów świątecznego śniadania jest zwyczaj dzielenia się jajkiem. Choć nie każdy lubi składać życzeń, tego dnia odmówić jednak nie wypada. Jako że Wielkanoc stanowi połączenie tradycji chrześcijańskich i pogańskich, wiąże się z nią wiele przesądów związanych ze święconką. Praktykowano je głównie na terenach nadbużańskich.

Zakopane jajko – dobre zbiory

Czasami jedno poświęcone jajko trzymali aż do późnego maja. Następnie zakopywano je wraz z kością na polu, gdzie rosło żyto, była głęboko zakorzeniona w ludowych tradycjach i przesądach. Gospodarze wykonujący ten obrzęd wierzyli, że ta ceremonia przyniesie im pomyślne plony. Kiedy nadszedł czas, aby zająć się polami, gospodarze udawali się na swoje ziemie wraz z poświęconym jajkiem i kością. Wybierali pole, na którym rosło żyto, i tam, w ziemi, dokładnie zakopywali jajko obok kości. Dodatkowo, obok zakopanego jajka i kości sadzili także poświęconą gałązkę wierzbową. W dniu rozpoczęcia żniw odkopywano jajko i uroczyście zjadano dzieląc się nim jak na Wielkanoc. Taka praktyka miała zapewnić pomyślne zbiory.

Święconka a przesądy

Oprócz tego, istniały także przesądy związane z tzw. „święconką”, czyli poświęconymi pokarmami. Ludowa mądrość nakazywała nie wyrzucać resztek święconki, ponieważ wierzono, że mogą one przynieść szczęście. Jeśli zostały resztki pokarmu, zbierano go i wysypywano pod drzewka owocowe, wierząc że wyrośnie z nich marynka — ziele o białych kwiatkach. Okruchy dawano również kurom by lepiej się niosły. Od nadmiaru jaj głowa przecież nie boli. Dokładnie sprzątano również ich skorupki. Dawano je ptakom lub wysiewano do ziemi podczas siania lnu.

Partnerzy portalu:

Pożegnanie postu. Zakopane garnki i powieszone śledzie.

Pożegnanie postu. Zakopane garnki i powieszone śledzie.

Pożegnanie postu – w tych czasach się nad nim, poza wizytą w kościele, nie zastanawiamy, ale kiedyś było to szeroko świętowane wydarzenie. Po dłużących się dniach trwania postu, trzeba w końcu coś zjeść – kończy się Wielki Post a zaczyna czas świątecznego obżarstwa. Wielki Post to czas pokuty przygotowujący do przeżycia najważniejszych dla chrześcijan świąt wielkanocnych. W Kościele łacińskim zaczyna się w Środę Popielcową, przypadającą 46 dni przed Niedzielą Wielkanocną (do postu nie wlicza się przypadających w tym okresie 6 niedziel). Czas trwania wielkiego postu ma odniesienie do trwającego 40 dni postu samego Chrystusa. Wielkopostny czas przygotowania jest też niezwykle istotny w kulturze chrześcijańskiej. To także okres refleksji, pokuty i umartwienia, który przygotowuje wiernych na celebrację zmartwychwstania Chrystusa podczas Wielkanocy. Tradycje związane z Wielkim Postem często przypominają o tych duchowych wartościach poprzez różnorodne praktyki, obrzędy i rytuały.

Pożegnanie postu – koniec z żurkiem

Przed laty, również na Podlasiu, okres ten witano w niezwykły sposób. Wszystko działo się późną porą w Wielki Piątek, bądź też rankiem w Wielką Sobotę. Jako, że główną potrawą spożywaną w poście był żurek, wylewano go całymi garnkami na ziemię. Czasem nawet zakopywano całe naczynia. Nieraz do środka dodawano jeszcze trochę popiołu. Był to znak nastania końca pokuty. Ową tradycję nazwano ”pogrzebem żuru”.

Kara dla śledzia

Nie tylko żurek był bohaterem tego symbolicznego pożegnania. Śledź, będący często głównym elementem postnych posiłków, także miał swoją rolę do odegrania. Największego, najokazalszego śledzia wybierano i przybijano do drzewa – czasem mogła to być nawet sztuczna ryba wykonana z drewna lub tektury. Ta nietypowa kara była swoistym wyrazem uznania dla śledzia, który przez cały okres wielkiego postu był „królem stołu”, dominującą potrawą na postnym stole. Wieszanie ryby odbywało się z uśmiechem na twarzy, świadcząc o radości z końca ograniczeń żywieniowych i nadchodzącej obfitości pokarmów.

Tradycje jako element kultury regionu

Te tradycje, choć dziś może praktykowane bardzo rzadko albo niepraktykowane, wciąż stanowią kolorowy i fascynujący element kultury i historii regionu. Przypominają one o głębokim znaczeniu wielkopostnego okresu przygotowania w kulturze chrześcijańskiej i oczekiwania na radosne święta Wielkanocy.

Partnerzy portalu:

Kursanci przyjeżdżają do Łomży nawet znad morza

Kursanci przyjeżdżają do Łomży nawet znad morza

Zastanawialiście się kiedyś ile razy można zdawać egzamin na prawo jazdy w ciągu dnia? Jeśli komuś powinie się noga, zazwyczaj musi trochę ochłonąć. Zwykle tydzień wystarczy. W Łomży jest jednak inaczej. Kursanci potrafią nawet podchodzić do egzaminu praktycznego w ciągu doby. Przepisy tego nie zabraniają, więc czemu nie? Jeśli znajdzie się szybki termin, wszyscy z niego korzystają. Po co w końcu odwlekać nieuniknione. Z drugiej strony, gdy się człowiek śpieszy, to cię diabeł cieszy…

 

Łomża od lat przyciąga kursantów z różnych zakątków Polski. Miasto jest niewielkie, więc i ruch na drodze będzie mniejszy niż choćby w Białymstoku. Ale co tam stolica Podlasia. Łomżę odwiedzają kandydaci na kierowców nawet znad morza. Dlatego tez mówi się o zjawisko turystyki egzaminowej. Czy na pewno idą oni na łatwiznę? Statystyki mówią, że dziennie zdaje pozytywnie co druga osoba. Gwarancji powodzenia nie ma więc żadnej. Zawsze i tak liczą się nabyte umiejętności.

Partnerzy portalu:

Misjonarz zginął pod Łomżą. Teraz go czczą.

Misjonarz zginął pod Łomżą. Teraz go czczą.

Osoba św. Brunona jest szczególnie ważna dla Łomży, bowiem uważa się, że to z jego inicjatywy powstała pierwsza miejska świątynia. Niektórzy historycy twierdzą też, że misjonarz mógł ponieść śmierć właśnie w okolicach Łomży. W 1963 r. święty został ogłoszony patronem diecezji łomżyńskiej.

Z pochodzenia był saskim arystokratą. Kształcił się w Magdeburgu, gdzie przyjął święcenia kapłańskie. W 988 r. wstąpił do zakonu benedyktynów, po czym zamieszkał w klasztorze nieopodal Rawenny. Mnichów sprowadził do Polski król Bolesław Chrobry. Swoją pracę rozpoczął oczywiście w Wielkopolsce.Później prowadził misje ewangelizacyjne w Polsce i sąsiednich krajach.  Brunon w roku 1009, wraz towarzyszącymi mu misjonarzami, udał się osobiście  na pogranicze Prus i Rusi, czyli do krainy Jaćwingów.

Według tradycji nawrócił i ochrzcił nad Bugiem tamtejszego króla Nothimera. Wyprawa misyjna szybko zakończyła się tragiczną męczeńską śmiercią arcybiskupa Brunona i jego 18 towarzyszy misjonarzy w dniu 9 marca 1009 roku. Jego ciało wykupił Bolesław Chrobry. Męczeńska śmierć św. Brunona szerokim echem rozeszła się po całej ówczesnej Europie, jak wcześniej śmierć św. Wojciecha. 

Partnerzy portalu:

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty to nie tylko proces konserwacji warzyw, ale także autentyczna ceremonia, która od wieków stanowi istotny element życia społeczności. W tradycji lubelskiej, podobnie jak na Podlasiu, staranne przygotowanie beczek, precyzyjne sortowanie i układanie główek kapusty oraz ostrożne dozowanie soli to kluczowe aspekty tego kulinarnej rytuału, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Szczególną uwagę poświęcano starannej kontroli procesu fermentacji. Należało zapewnić odpowiednią jakość i niepowtarzalny smak przyszłego produktu. Podkreślało to znaczenie i dbałość o tradycyjne metody przygotowania.

Kiszenie Kapusty: tradycja, wspólnota i dziedzictwo kulturowe

Wspólne spotkania wokół beczek podczas kiszenia kapusty na Lubelszczyźnie miały głębszy wymiar społeczny niż tylko wymiana praktycznych porad. To także okazja do umocnienia więzi międzyludzkich poprzez wspólne działanie i współpracę. Ludzie z różnych pokoleń i środowisk zbierali się razem, tworząc atmosferę współdziałania i solidarności, co wzmocniło poczucie wspólnoty lokalnej. Było to ważne nie tylko dla przekazania wiedzy, ale także dla zachowania pamięci o przodkach i korzeniach kulturowych. Każdy krok tego procesu, począwszy od starannego sortowania kapusty, aż po precyzyjne fermentowanie, miał swoje korzenie głęboko zakorzenione w historii i tradycji przekazywanej przez wieki. To właśnie te wspólne doświadczenia i praktyki kulturowe tworzyły niepowtarzalny charakter społeczności lubelskiej i ugruntowywały jej tożsamość regionalną. Kiszenie kapusty było więc nie tylko sposobem na przygotowanie pożywienia na zimę. Było także sposobem na budowanie wspólnoty i zachowanie dziedzictwa kulturowego.

Kontynuacja dziedzictwa i jedność społeczności

W dzisiejszych czasach, pomimo postępującej technologii i dostępności nowoczesnych metod konserwacji, tradycyjne metody kiszenia kapusty wciąż są cenione i praktykowane. Ludzie w regionie nadal przestrzegają tradycyjnych zasad i rytuałów, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Stanowią one istotny element dziedzictwa kulturowego. Kiszenie kapusty nie tylko jest procesem kulinarnym, ale także ma głębokie znaczenie społeczne, symbolizując jedność społeczności i kontynuację tradycji rodzinnych. To praktyka, która nie tylko utrzymuje dawne zwyczaje, ale także wpisuje się w obecną rzeczywistość. Stanowi most między przeszłością a teraźniejszością, jednoczącą społeczność wokół wspólnego dziedzictwa i kultury.

Partnerzy portalu:

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Najcenniejszym zabytkiem w Łomży jest bez wątpienia katedra św. Michała Archanioła i Jana Chrzciciela. Powstała ona na początku XVI w. dzięki staraniom księżniczki Anny Mazowieckiej i jej synów. Stanowi najstarszy obiekt w tej części Polski i nigdy nie została poważnie uszkodzona, choć było bardzo blisko tragedii.

 

Gdy Niemcy wycofywali się z miasta mieli zamiar wysadzić katedrę w powietrze. Twierdzili bowiem, że wysokość budynku może pomóc radzieckiej artylerii przy ustalaniu punktu odniesienia. Biskup Stanisław Łukomski prosił niemieckich oficerów, aby Ci wyburzyli wyłącznie dach i wieżę.  Ci jednak nie mieli zamiaru zmieniać decyzji. Duchowny po krótkiej wizycie w świątyni wrócił do żołnierzy z dwoma różańcami. Powiedział im, że jeśli je przyjmą, wrócą do swych domów w szczęściu i zdrowiu. Oficerowie okazali się katolikami. Wzięli różańce i porzucili plany zniszczenia katedry.

Partnerzy portalu:

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Z dawnym grodziskiem pod Łomżą wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy.

Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.

Partnerzy portalu:

Antychryst wysadził wzgórze. Odnaleźć tam można skarby.

Antychryst wysadził wzgórze. Odnaleźć tam można skarby.

200 lat temu przez Podlasie nastąpił przemarsz wojsk Napoleona. Kilka miast może pochwalić się prawdziwymi pamiątkami z tego okresu. Więcej jest jednak legend i opowieści, które mijają się z prawdą. W Białostockim Muzeum Historycznym odnajdziemy stolik, który imperator miał podarować na chrzciny Zygmunta Krasińskiego. Jego ojciec, Wincenty faktycznie był generałem wojsk napoleońskich. W rzeczywistości stolik został wykonany wiele lat po narodzinach polskiego twórcy.

 

Podobnie ma się sprawa z tzw. dworkiem Napoleona w Białymstoku. Miało być to miejsce schadzek ze słynną kurtyzaną Marią Walewską. Obiekt powstał wiele lat po śmierci imperatora, pełniąc rolę komory celnej. Udokumentowanym pobytem Napoleona mogą poszczycić się mieszkańcy Łomży. Spędził tam 3 godziny w zajeździe pocztowym. Za armią cesarza podążała armia saksońska, która po drodze siała spustoszenie. Niszczyli świątynie, kradli zwierzęta. Trasa ich przemarszu prowadziła przez Puszczę Knyszyńską. Teraz nazywana jest szlakiem napoleońskim. Nieopodal miejscowości Królowy Most znajduje się tzw. Rozkopana Góra. Ponoć saperzy wysadzili wzgórze w jedną noc, aby tylko mogła przejść przez niego artyleria. Na trakcie ukryte są też skarby.

 

Kolejne ślady po okresie napoleońskim prowadzą do Supraśla. Odkryto tam przed II Wojną Światową szkielety i elementy mundury polskich oddziałów walczących w kampanii moskiewskiej. W tym mieście pod Białymstokiem zlokalizowany był również francuski szpital. Nie każdy w Polsce uważał Napoleona za wybawiciela. Ludność wyznania prawosławnego nazywała do antychrystem. Była to głównie zasługa rosyjskiej machiny propagandowej. Starała się wmówić, iż to car Aleksander II jest prawdziwym wyzwolicielem i gwarantem dobrobytu.

Partnerzy portalu:

Jedyny taki kościół w Polsce. Otoczył kultem Śnieżną Matkę Boską.

Jedyny taki kościół w Polsce. Otoczył kultem Śnieżną Matkę Boską.

Podlasie pełne jest interesujących budowli sakralnych. Jedną z nich odnajdziemy w Łomży. Kościół Świętej Trójcy i Wniebowstąpienia NMP powstał w połowie XIX i towarzyszą mu klasztorne zabudowania. Wcześniej mieszkały tam benedyktynki, lecz odsprzedały nieruchomość kapucynom.

 

Obecny wygląd świątyni to zasługa odbudowy z 1997 r. Trwała ona wiele lat, a rozpoczęto ją już po wojnie. Od początku wznoszono wszystkie ceglane budynki. Kościół powstał na planie prostokąta z wyodrębnionym prezbiterium. Zaszczytne miejsce w nim zajmuje obraz Matki Boskiej… Śnieżnej. Przywieźli go ze swego macierzystego klasztoru Benedyktynki. Jej wizerunek otaczany był szczególnym kultem. Do wybuchu wojny ściągali dla niego pielgrzymi z całego Mazowsza. 

 

Warto wspomnieć skąd wzięło się określenie Matki Bożej Śnieżnej. Aby to zrozumieć należy przenieść się dawnego Rzymu. W IV w. papież Liberiusz miał sen, w którym to matka kościoła nakazała mu wybudować bazylikę w miejscu, które wskaże śnieg. Nadeszła noc z 4 na 5 sierpnia. Biały puch spadł na jednym z rzymskich wzgórz – Eskwilinie. Tam też powstała bazylika. Jako upamiętnienie tych wydarzeń z sufitu świątynie sypie się białe kwiatki.

Partnerzy portalu:

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber, znany również jako samogon, to trunek o długiej historii i bogatych tradycjach, który zyskuje coraz większą popularność nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Jego tajemnicza aura, wytwarzana często w warunkach domowych, oraz unikalny smak sprawiają, że jest przedmiotem zainteresowania zarówno miłośników mocnych trunków, jak i badaczy kultury alkoholu.

W blasku księżyca

Lekcja angielskiego w podstawówce. Poszukujemy słówka na literkę ”m”. Nasz wzrok przykuwa hasło ”moonshine”. Tłumaczy się je jako… bimber. Oczywiście umysł młodego człowieka nie wie jeszcze skąd związek lśniącego księżyca z trunkiem. Minie trochę czasu zanim pozna prawdę. Być może uświadomi go ktoś z rodziny. I tu może coś mu pomieszać. Zwłaszcza gdy z ust wujka ze wsi usłyszy określenie PKWN. W myślach pojawiają się wojenne dzieje naszego pięknego kraju. Z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego nie ma jednak nic wspólnego. To nic innego jak polski koniak wyrobiony nocą. No właśnie… W związku z tym wszystko sprowadza się do zmierzchu.

Bimber – śladem tradycji

Bimbrownictwo na Podlasiu pojawiło się już w XIX w. Wszystko przez władze, które ograniczały swobodę produkcji własnego alkoholu. Nastąpiła carska prohibicja. Rozwojowi procederu sprzyjały też warunki naturalne. Dlatego duża ilość gęstych lasów umożliwiała w miarę swobodną produkcję po zmierzchu. Tak niestety już nie jest.  Na terenie Puszczy Knyszyńskiej czy Augustowskiej służby odnajdują prywatne fabryczki, puszczając je z dymem. Niektórym z pewnością na wieść o takich zdarzeniach popłynęła łza. Nawyk pędzenia bimbru wywodzący się z czasów okupacji niemożliwy był do wykorzenienia. Starych drzew się przecież nie przesadza. W konsekwencji po odzyskaniu wolności kraju, wolność bimbrowników została zachwiana. Polskie władze za wszelką cenę usiłowały przerwać nielegalne produkcje. Budżet kraju musiał się zgadzać.

 

Podlaski samogon powinien mieć ok. 70 proc. Najczęściej jednak wytwórcy zadowalają się już trunkiem 50 proc. Wszystko zależy od wymagań odbiorców. Oczywiście dobry bimber nie obędzie się bez wody. Ta na Podlasiu jest przejrzysta i świeża, co ma znaczenie przy destylacji. Bimber z Podlasia tradycyjnie wyrabia się z żyta. Na jego bazie powstają też inne trunki, jak. np. miodówka. Z Puszczą Knyszyńską wiąże się nierozerwalnie nazwa ”bukwicówka”. Bukwica to roślina rosnąca w lesie przypominająca szczaw. Użyta przy wyrobie zapewnia niepowtarzalny smak i aromat. Wiele osób twierdzi, że ma też właściwości lecznicze.  W rzeczywistości nawet oczyszcza nasze ciało z toksyn.

Duch nie taki straszny

W każdym regionie Polski bimber określa się inaczej. Na Podlasiu rządzi nazwa ”Duch Puszczy” oraz ”Czar PGR-u”. Samo słowo bimber wywodzi się z warszawskiego żargonu złodziejskiego. Oznaczał skradziony przedmiot, który to po schwytaniu przestępców stawał się dowodem winy. Autor definicji uważa, że bimber oznaczał początkowo ”zegarek”. Z czasem zaczęto go używać, mając na myśli towar zakazany. W miarę nowe określenie to ”księżycówka”. Odnosi się do zwyczaju wytwarzania samogonu w późnych porach nocnych. Jako że wiele osób zatruwało się w przeszłości źle sporządzonym bimbrem, ochrzczono go również jako ściemniacz.

Bimber – muzeum

W 2009 r. na terenie Białostockiego Muzeum Wsi otwarto jedyne w swym rodzaju muzeum bimbrownictwa. Zobaczymy w nich wszelkie przedmioty niezbędne do wytworzenia samogonu. Zauważymy bez trudu, że aparatura z biegiem lat ulegała ewolucji. Nowinki techniczne zawsze były chętnie widziane. Cel się nie zmieniał – jak najlepszy trunek.

Partnerzy portalu:

Stary Rynek przyciąga wszystkich

Stary Rynek przyciąga wszystkich

Najczęstszym punktem wypadowym Łomżynian jest Stary Rynek. Owy prostokątny plac znajduje się w śródmieściu, a jego główny budynek to zlokalizowany we wschodniej części ratusz. Powstał on w XIX w. według projektu Aleksandra Graffe. Podczas późniejszej przebudowy dobudowano do ratusza oficyny, przez co stworzono wewnętrzny dziedziniec.

 

Wokół rynku możemy podziwiać odbudowane kamienice naśladujące styl barokowy. Zastąpiły one zniszczone w czasie drugiej wojny światowej klasycystyczne obiekty. Dzięki staraniom mieszkańców powstał deptak na ulicy Farnej. Wyłożono go bazaltową kostką, wkomponowano stylowe lampy i ławki. Ciekawa szczególnie jest rzeźba słynnej aktorki Hanki Bielickiej, której pomnik-ławka, zachęca do fotografowania.

Partnerzy portalu:

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Na Podlasiu żyje ich 120 mln. Gdyby jakimś cudem doszło do napromieniowania i urosłyby do ludzkich rozmiarów mielibyśmy problem. Być może dokonałyby zemsty. Mowa to o ślimakach winniczkach. Wizję apokalipsy odłóżmy jednak na później.

 

Co jakiś czas przeprowadza się inwentaryzację winniczków. Jej celem jest określenie limitów zbiorów, które zaczynają się już w kwietniu i trwają przez miesiąc. Najwięcej ślimaków odnajdziemy w gminach Siemiatycze, Bielsk Podlaski i Zabłudów. Są jednak i takie gminy, gdzie winniczki nie występują w ogóle.

 

Ślimak podlega częściowej ochronie, dlatego można zbierać okazy, których muszla przekracza 3 cm. Najlepsi łowcy są w stanie dostarczyć do skupu w okresie zbiorów nawet 30 kg winniczków. Zwykle lądują na stołach we Francji, choć i w Polsce stają się coraz bardziej popularne w kuchni. Łącznie na masową zagładę wysyłamy 240 ton ślimaków. Na szczęście ich populacja jest na tyle duża, że zanik gatunku raczej nie grozi.

 

Wielu biznesmenów zauważyło wysoki popyt na owe zwierzęta. Dlatego też wzięli byka, a właściwie ślimaka za rogi. Powstaje coraz więcej ferm ze ślimakami afrykańskimi. Rosną one sześć razy szybciej więc pozwalają więcej zarobić. Oprócz Francji trafiają do Belgii, Włoch czy Hiszpanii.

 

Partnerzy portalu:

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

25 marca to od wieków szczególny dzień na Podlasiu. Obchodzi się wówczas święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Do dziś pośród wielu mieszkańców panuje przekonanie, że jest ważniejsze nawet od Wielkanocy. Przenieśmy się na chwilę do przeszłości by poznać dawne zwyczaje.

Tego dnia obowiązywał ścisły post. Zakaz wykonywania wszelkich prac był tak rygorystyczny, że dziewczyny nie mogły nawet rozczesywać włosów. A co z rolnikami? Nawet jeśli był to jedyny dobry czas na prace na polu, musieli pozostać w domu. Jeśli złamali zakaz mogli sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. W celach zapobiegawczych przekazywano z pokolenia na pokolenie informację, że tego dnia na pola wychodzą ze swych kryjówek jadowite węże.

Ze świętem zwiastowania nierozerwalnie wiążą się bociany. Powrót tych ptaków na dachy gospodarstw miał zapewnić dobrobyt. Starano się pomóc szczęściu montując specjalne brony na gniazda. Bociany również obecne były w kuchni. Gospodynie do dzisiaj wypiekają tzw. bocianie łapy. Ze względu na post wyrabia się je tylko z wody i mąki. Czasem wkładano do ciasta monety, a dziecko, które je znalazło w przyszłości miało być zamożne. Tego dnia pieczono ponadto ciastka w kształcie maszyn rolniczych.  Dzięki temu nic złego uprawom nie mogło się stać.

Partnerzy portalu:

Policja dzieli lokal z biblioteką

Policja dzieli lokal z biblioteką

Pierwszy drewniany dwór w Jedwabnem (powiat łomżyński) powstał w połowie XVIII w. Nikt jednak nie wie, jak wyglądał i przez kogo został wybudowany. Można tylko domniemywać. Obecny dwór, choć nieco zmieniony, powstał dzięki sekretarzowi Stanisława Augusta Poniatowskiego, Stanisławowi Rembielińskiemu. Warto wspomnieć, iż był to pierwszy murowany budynek w mieście.

 

Pierwsza przebudowa nastąpiła po śmierci Rembielińskiego i trwała blisko 50 lat. Dwór został otoczony przez duży park, który rozciągał się od zabudowań gospodarczych aż do stawu. Biegła przez niego główna aleja, a po jej obu stronach powstał ogród ozdobny. Graniczył on z sadem przechodzącym następnie w łąki.

 

W okresie I Wojny Światowej przez Jedwabne przebiegała linia frontu. Dwór ucierpiał tak bardzo, że ówcześni właściciele pozbyli się majątku. Ich następcy, chcąc zdobyć środki na odbudowę, dokonali podziału ziemi. Areał zmniejszał się coraz bardziej. Bez dobrych gospodarzy dwór i jego okolice popadły w ruinę. Sady zostały wycięte, a park zlikwidowano. Wkrótce zabudowania całkowicie się rozpadły. W latach 50 – tych doprowadzono do remontu. Wnętrza zmieniły się całkowicie, lecz jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, przywrócono dworek niemal do pierwotnej wersji. Obecnie w dworku swoją siedzibę ma policja, dom kultury i biblioteka.

Partnerzy portalu:

Wieśniacy pomogli dokonać zemsty

Wieśniacy pomogli dokonać zemsty

Nieopodal Łomży odnajdziemy niewielkie wzniesienie nazywane Górą Zamkową. Dawne zamczysko było niegdyś własnością królowej Bony. Chociaż dla większości z nas, postać ta kojarzy się raczej pozytywnie, opowieści nie raz wspominają o jej ciemnej stronie. 

 

Syn królowej Bony zakochał się w ubogiej dziewczynie. Królowej nie było to na rękę. Nie chciała nawet słyszeć o ślubie z sierotą. Podjęła więc szybkie działania. Dziewczyna została porwana ze swej skromnej chaty i stracona. Syna natomiast postanowiła okaleczyć a następnie wygnać. Przywiązano go nogami do dzikiego konia, który pomknął w stronę lasu. Młody książę przeżył. Koń zawlókł księcia do jednej z okolicznych wiosek.

 

Miejscowi bez chwili zastanowienia postanowili pomóc. Odwiązali księcia i przystąpili do leczenia. Ten padał z głodu. Nakarmili więc go najlepszą rzeczą jaką mieli. Była to marchew. Minęło wiele dni zanim chłopak doszedł do siebie. Gdy już czuł się wystarczająco dobrze wpadł na pomysł odbicia zamku. O pomoc poprosił swych wybawców. Akcja okazała się udana. Królowa została przepędzona z hukiem. Zemsta smakowała więc dobrze. Na cześć warzywa, którym chłopi nakarmili księcia ich osadę nazwano Marchwinami.

Partnerzy portalu:

Narew ukrywa cenny skarb

Narew ukrywa cenny skarb

Niecały kilometr od tzw. Starej Łomży, na rzece Narew znajduje się wyspa, tak zwana Kępa. Według przekazów rozegrała się tam w XVII w. wielka potyczka ze Szwedami. Polacy, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swą stronę, urządzili na nich zasadzkę. Podpiłowali most.

 

Gdy tylko wojska nieprzyjaciół wkroczyły na niego, most runął z hukiem. Krzyk rozprzestrzenił się na dziesiątki kilometrów. Jeden po drugim wpadali bezwładnie w objęcia rzeki. Narew i jej brzegi pełne były martwych Szwedów. Polacy odnieśli sukces. W miejscu przeprawy z ciał poległych powstała wyspa. Rybacy twierdzą, że na dnie rzeki nadal można znaleźć liczne monety i kamienne kule. Raz za razem woda wyrzuca kości poległych.

 

 

Partnerzy portalu: