Wilki nie były tak groźne od lat.

Wilki nie były tak groźne od lat.

Na obrzeżach Wigierskiego Parku Narodowego doszło do prawdziwej makabry. Takiego ataku wilków na taką skalę nie notowano na Suwalszczyźnie od lat. Drapieżniki poważnie przetrzebiły stado owiec pasące się w Jeglińcu na obrzeżach Wigierskiego Parku Narodowego.

 

Śmierć poniosło blisko 20 zwierząt, a drugie tyle zostało rannych. Obecnie trwa szacowanie strat co nie będzie wcale łatwym zadaniem. Owce po ataku są bardzo nie ufne i nie pozwalają zbliżyć się na krok. Regionalna Dyrekcja Środowiska stara się jednak jak może aby spisać protokół niezbędny do wypłaty odszkodowania.

 

Właściciel stada nie może spać spokojnie. Istnieją bowiem obawy, że wilki powrócą. Wiedzą już przecież, gdzie znajdą swoje ofiary. Na razie nie wiadomo dlaczego doszło do ataku na tak dużą skalę. Uważa się, że jeśli zginie jeden rodzic młodego wilka, drugi idzie na łatwiznę w zdobywaniu pożywienia. Tak też mogło być i w tym przypadku. Obecnie na terenie Wigierskiego Parku Narodowego żyje około 20 wilków. Na terenach tych pojawiają się jednak inne watahy z dalszych stron.

Partnerzy portalu:

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Barszcz znów atakuje na Podlasiu

Powoduje on mocne oparzenia, które w skrajnych przypadkach mogą zakończyć się zgonem. Władze robią wszystko co w swej mocy aby wyplenić te diabelskie zielsko. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Nasiona są lekkie, a przenoszone przez wiatr sieją się na potęgę. Przełom czerwca i lipca to miesiące, kiedy kontakt z barszczem Sosnowskiego jest najbardziej niebezpieczny.

 

Duże skupiska rośliny występują  w Suwałkach i okolicach.Tamtejsza straż miejska wzywa wszystkich mieszkańców, aby informowali o pojawieniu się barszczu na ich posesjach. To właśnie funkcjonariusze zajmą się sprawą osobiście. Służby prowadzą również kampanię informacyjną na temat tego jak zachować się w przypadku kontaktu.

 

Samo wycięcie rośliny nic nie daje. Trzeba użyć odpowiednich środków chemicznych aby nie wyrosła ponownie za rok. Barszcz Sosnowskiego został sprowadzony do Polski w okresie komunizmu, jako roślina pastewna. Jako, że jej wysokość dochodziła do 4 m, szybko stała się popularna wśród rolników. Uprawa jednak wymknęła się spod kontroli. Dlatego też nazywana jest ”zemstą Stalina”. W dużym niebezpieczeństwie są zwłaszcza dzieci, które nie zdają sobie sprawę z zagrożenia. Należy więc uważać na bawiące się pociechy. Barszcz może zostawić blizny do końca życia.

 

 

Partnerzy portalu:

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu wszystko robi się byle jak

Na Podlasiu do niczego nie przywiązuje się wagi.  Na byle czym skacze się do wody w Augustowie, na byle czym zjeżdża się na nartach w Szelmencie. Wyobraźnia mieszkańców naszej krainy nie ma końca. Tylko pozazdrościć pomysłowości.

 

I co z tego, że wehikuły są zwykle jednorazowe. Chociaż praktycznego zastosowania nie posiadają, sprawiają więcej radości niż przejażdżka bolidem formuły 1. W sumie w czym brodzik od prysznica, wykorzystany do przejażdżki na stoku, jest gorszy od super maszyn, jakie znamy z plakatów motoryzacyjnych. Czy Porsche można wstawić do łazienki? Czy schłodzi nasze ciało po upalnym dniu? No właśnie…

 

Chociaż dystanse do pokonania są krótkie, kilka sekund radości, prędzej utkwi nam w pamięci, niż podróż dookoła świata. Globtroterzy pewnie czują się już urażeni…Aby wystartować w skokach czy zjazdach na byle czym, należy włożyć całe serce w przygotowania. Nieraz trwają one wiele miesięcy. Ludzie nie śpią po nocach, dłubiąc w warsztacie, udoskonalając swe pojazdy. Dla kilku metrów lotu czy stu metrów zjazdu naprawdę warto. Zawody to też doskonała okazja na poznanie podobnych sobie freaków. Kto wie, może druga połówka też się znajdzie…

Partnerzy portalu:

Skąd się wzięła nazwa Czarnej Hańczy?

Skąd się wzięła nazwa Czarnej Hańczy?

Czarna Hańcza to malownicza rzeka przepływająca przez Suwalszczyznę. W zeszłym roku zdobyła w prestiżowym konkursie miano rzeki roku. Skąd się wzięła jej nazwa?

 

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy przenieść się do XIII w. Były to czasy walk Litwinów z plemieniem Mazowszan. Nad brzegiem rzeki toczono niezwykle zacięte boje.  Krew mogłaby wypełnić do pełna jego koryta. Armia litewska popadła w tarapaty. Jeden po drugim padał od celnych strzałów z łuku. Wielki Książę Trojden już miał w planach odwrót wojsk, lecz niesiony honorem wypowiedział głośno słowa ”Gana cze”. Oznaczają one ”dosyć tutaj”.

 

Niesione echem powtarzane były przez gęste lasy. Los zaczął od tej chwili sprzyjać dla wojownika. Choć bitwa nie została rozstrzygnięta, uratował on wielu swoich towarzyszy. Od tej pory ”Gane cze”powtarzane było z trwogą pośród Mazowszan. Ci trochę je zniekształcili przez swój nieco twardszy język. Po jakimś czasie wykształciło się określenie ”Hane cze”, a potem ”Hancze”. Tak też nazwano rzekę, która była niemym świadkiem odezwy księcia.

 

Partnerzy portalu:

Coraz mniej wiejskich ławeczek. Czy obyczaj zaniknie na dobre?

Coraz mniej wiejskich ławeczek. Czy obyczaj zaniknie na dobre?

Wiejska ławeczka. Dla przejezdnych to lokalny monitoring. Dla mieszkańców osad to miejsce spotkań, szczerych rozmów czy nawet śpiewów. Oczywiście młodych na niej nie zobaczymy. Do ławeczki trzeba bowiem…dojrzeć. Niestety, nawet wśród starszych mieszkańców wsi są już rzadziej wykorzystywane. Obyczaj powoli zanika.

 

Jeszcze 10 lat temu nie można było wyobrazić podlaskiej wsi bez ławeczki. Zdawałoby się, że na stałe wpisały się w tamtejszy idylliczny krajobraz. Czasy się jednak zmieniają. Dzisiejsze osady coraz częściej przypominają miasta. Przybywa murowanych budynków, często bogato zdobionych. Ich właścicielami są bowiem uciekinierzy z aglomeracji. Rosnąca liczna ”obcych” na wsi zmienia jej obraz.

 

Trudno sobie wyobrazić, aby Warszawiak pasjonował się przejeżdżającymi autami po jedynej drodze na wsi. Bo co innego można obserwować z wiejskiej ławeczki. Starszych na ławeczce można porównać do obserwatorów wyścigów formuły 1. Głowę przekręcają z lewa do prawa, skupiając wzrok na maszynie.

 

Podlasie wsie, zresztą jak w całym kraju powoli się wyludniają. Z wielu zabudowań zamieszkałych zostaje kilka. Są to najczęściej Ci, których rodzina nie rusza się ze wsi od pokoleń. Zbyt bardzo przywiązani do rodzinnej ziemi, nawet nie myślą o przeprowadzce, nawet jeśli nie ma już z kim porozmawiać. Wiejskie ławeczki służyły właśnie konwersacjom, zapewne nie raz przy małym piwku.  

 

To tam plotkowano, gadano o wszystkim i o niczym, a więc o przysłowiowych tirach i naczepach. Do ławeczki trzeba jednak dotrzeć. Ci, którzy pamiętają czasy jej świetności, często są już schorowani. Nieraz poruszanie się po domostwie sprawia problem. Dojście do ławeczki stanowi więc swego rodzaju mission immposible.

 

Każda ławka to inna historia. Często poniszczone stanowiły jedyne źródło rozrywki dla mieszkańców wsi. Widząc je mamy mieszane uczucia. Jedni pytają ”Po co oni tak się gapią’?’, drudzy stwierdzają ”Ależ to urocze”. Miejmy nadzieje, że ławeczki nie znikną na stałe. Na wiejskie salony raczej nie wrócą, ale tradycja być musi!

 

Partnerzy portalu:

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia w Suwałkach – oaza przygody i odpoczynku

Zalew Arkadia to malowniczo położony sztuczny zbiornik wodny niedaleko centrum Suwałk. Jest największą atrakcją miasta w upalne, letnie dni. Dodatkowo w okresie letnim Zalew Arkadia tworzy ogólnodostępną, strzeżoną plażę miejską. W sąsiedztwie kąpieliska znajduje się plac zabaw dla najmłodszych, skate park, a także kawiarnia, a na przystani wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tu także popływać łódką z żaglem, rowerem wodnym czy odpocząć na trawie lub na jednym z kilku pomostów. Dla osób lubiących sport na świeżym powietrzu przygotowano również mini siłownię. Na terenie Zalewu Arkadia można bezpłatnie skorzystać z sieci internetowej wi-fi.

Idealne miejsce na aktywny wypoczynek i przygodę

Uroku temu miejscu nadaje wysepka położona na środku akwenu. Nad Zalewem Arkadia znajduje się hala Ośrodka Sportu i Rekreacji, z basenem i zapleczem hotelowym. Ze względu na położenie kawiarni, korzystają z niej nie tylko ludzie przebywający nad kąpieliskiem ale i ludzie z miasta. W pobliżu Zalewu Arkadia znajduje się najnowocześniejszy w województwie podlaskim Eurocamping. Cały teren ogrodzono i przygotowano pod najbardziej wymagających wczasowiczów.

Aktywny wypoczynek i piękno natury: Zalew Arkadia w Suwałkach zaprasza

Dużą atrakcją dla dzieci jest oswojone ptactwo, które podpływa do pomostów i oczekuje na kawałek chleba czy bułki. Wokół zalewu Arkadia znajdują się liczne ścieżki rowerowe, piesze i wiele ławek tuż nad brzegiem wody. Na terenie zalewu Arkadia mają miejsce różnego rodzaju imprezy rekreacyjno – sportowe, które w rezultacie przyciągają rzesze zainteresowanych. Woda Zalewu Arkadia spełnia wszystkie wymogi Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej obowiązujące dla kąpielisk publicznych. Zbiornik zasilany jest przez rzekę Czarna Hańcza, która uchodzi do Niemna na Białorusi.

Uroczyste otwarcie Zalewu Arkadia miało miejsce 22 lipca 1976 roku, jednocześnie nastąpiło zarybienie stawu, przez co zaczął przyciągać rzesze amatorów wędkowania. Każdego roku Zalew Arkadia przyciąga do siebie rzesze miłośników sportów wodnych. Dostępność krytej pływalni oraz siłowni w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji sprawia, że tereny nad Zalewem Arkadia są atrakcyjne o każdej porze roku.

Partnerzy portalu:

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało jest jednym z najważniejszych świąt w polskiej tradycji katolickiej, obchodzonym z wielką uroczystością na terenie całego kraju. Na Podlasiu, podobnie jak w innych regionach, celebruje się je z godnymi ceremoniami i procesjami, które stanowią integralną część lokalnej kultury i wiary.

Boże Ciało – przesądy i symbolika chleba w kulturze

W naszej kulturze Boże Ciało utożsamiane jest często z symbolem chleba, który odgrywa istotną rolę w licznych przesądach i wierzeniach. Jednym z popularnych przekonań było, że okruchy chleba zbierane przez pająka z pajęczyny, a następnie zanoszone do Boga, mogły wpłynąć na losy plonów. Zaniedbanie tego, jak i innych rytuałów związanych z chlebem, mogło przynieść konsekwencje w postaci nieurodzaju.

Obowiązki i ograniczenia związane z chlebem w okresie Bożego Ciała

W wielu rodzinach istniały określone zasady dotyczące obchodzenia się z chlebem podczas świętowania Bożego Ciała. Nigdy nie wolno było go wyrzucać, a upuszczone na ziemię kawałki traktowano jako świętokradztwo. Ponadto, konsumpcja chleba nieumytymi rękami była uważana za niegodziwość, podobnie jak bawienie się nim czy pozostawianie niezjedzonych części.

Ewolucja wierzeń i tradycji

Choć niektóre z tych przesądów mogą wydawać się dziś archaiczne. Warto zauważyć, że mają one swoje korzenie w głęboko zakorzenionych wierzeniach i tradycjach, które kształtowały się przez wieki. Pomimo postępujących zmian społecznych i kulturowych, wiele rodzin nadal pielęgnuje te zwyczaje.

Kontynuacja dziedzictwa i wiary

Świętowanie Bożego Ciała na Podlasiu jest nie tylko okazją do manifestowania wiary, ale również do pielęgnowania kulturowego dziedzictwa i tradycji. Poprzez uczestnictwo w uroczystościach procesyjnych i przestrzeganie starych zasad obchodzenia się z chlebem, społeczność lokalna wyraża swoje przywiązanie do wartości.

Boże Ciało – święto ruchome

Boże Ciało nie tylko odzwierciedla wiarę i obrzędy kościelne, ale również staje się symbolem trwałości dziedzictwa kulturowego i religijnego. Poprzez zachowanie tradycji związanych z chlebem i przesądami z nim związanymi, społeczność na Podlasiu kontynuuje przekazywanie wartości i symboliki, które mają głęboki wpływ na życie codzienne i sposób myślenia.

Partnerzy portalu:

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła i inne rośliny są źródłem wielu tradycji i zwyczajów. Na podlaskiej wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. Święto Bożego Ciała na podlaskiej wsi to nie tylko wyraz głębokiej wiary, ale także okazja do wspólnego świętowania i pielęgnowania tradycji. To czas, kiedy społeczność zjednoczona jest w modlitwie i radości, celebrując swoją wiarę i dziedzictwo kulturowe.

Zioła jako lekarstwo

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła. Dzięki rozchodnikowi natomiast ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Rośliny i ich właściwości magiczne

W wierzeniach ludowych, kwiaty, wianki i gałązki zbierane z ołtarzy miały szczególne właściwości magiczne. W tych czasach wianki były wite z wielu różnych ziół i traw, co wynikało z głębokiego przekonania, że każde z ziół ma swoją własną moc, a ich połączenie wzmacniało siłę magiczną. Stare przysłowie przypominało o tej idei, mówiąc: „Każde ziele mówi: święć mnie”, co sugerowało, że każde zioło posiadało swoje własne duchowe znaczenie i wartość. W procesie wicia wianków, używano różnych roślin o znaczeniu leczniczym oraz gałązek drzew. Według wierzeń miały chronić przed niebezpieczeństwami, takimi jak pioruny.

Nadnarwiańskie tradycje

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wita po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.

Partnerzy portalu:

Kwiat paproci można odnaleźć w Parku Narodowym

Kwiat paproci można odnaleźć w Parku Narodowym

Gry terenowe cieszą się coraz większą popularnością, oferując nie tylko rozrywkę, ale także niezapomniane doświadczenia edukacyjne i okazję do spędzenia czasu w gronie rodziny. Już 24 czerwca, na obszarze malowniczego Wigierskiego Parku Narodowego, planowane są ekscytujące poszukiwania kwiatu paproci. Czy nie brzmi to niezwykle kusząco? To prawdziwe wyzwanie, które stawia pytanie: kto mógłby oprzeć się pokusie zdobycia tego niezwykłego skarbu natury? Kwiat paproci ukazuje swoje piękno tylko raz w roku, czyniąc tę wyprawę jeszcze bardziej wyjątkową i niepowtarzalną. Dlatego właśnie warto podjąć to wyzwanie, spróbować swojego szczęścia i wyruszyć w poszukiwania. Żeby odkryć tajemnice tej rzadkiej rośliny, która skrywa się w sercu parku.

Kwiat paproci wyrusz w jego poszukiwania: Zapisz się już teraz!

Aby wziąć udział w tej emocjonującej rywalizacji, należy niezwłocznie przesłać zgłoszenie na adres e-mail: [email protected] do dnia 19 czerwca. Drużyny, aby być pełnoprawnymi uczestnikami, muszą liczyć od 3 do 7 osób. Co więcej, konieczne jest, aby w każdym zespole uczestniczyła przynajmniej jedna osoba pełnoletnia, zapewniając bezpieczeństwo i odpowiedzialność podczas wyprawy. Poszukiwacze przygód wyruszą na poszukiwania spod Muzeum Wigier w malowniczym Starym Folwarku, skąd rozpocznie się fascynująca podróż w poszukiwaniu kwiatu paproci. Organizatorzy zaplanowali dwie trasy: 3, 5 oraz 9 km, aby dostosować się do różnych poziomów sprawności oraz oczekiwań uczestników. Dzięki temu każdy będzie mógł cieszyć się wyprawą i doświadczyć uroku przyrody Wigierskiego Parku Narodowego.

Odkryj niezwykłe bogactwo przyrody

Uczestnicy będą mieli okazję doświadczyć nie tylko ekscytującej przygody wśród malowniczych krajobrazów parku. Lecz także będą mogli sięgnąć po cenne nagrody. W tym głównie cenne nasiona kwiatu paproci. Ta wyjątkowa okazja nie tylko umożliwi spędzenie aktywnego czasu na świeżym powietrzu, ale również pozwoli poszerzyć wiedzę o przyrodzie oraz stworzyć niezapomniane wspomnienia z bliskimi. To więcej niż tylko wydarzenie terenowe – to szansa na połączenie się z naturą. Oraz odkrycie tajemniczego kwiatu paproci i uczestnictwo w emocjonującej podróży, która zostanie w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

Lekarz jako pierwszy opisał dzieje Białegostoku

Lekarz jako pierwszy opisał dzieje Białegostoku

Julian Albin Moszyński urodził się na początku XIX w. w majątku Cisowo, należącym do hrabiego Karola Brzostowskiego. Jako, że ojciec wcześnie umarł, wychowaniem piątki dzieci zajmowała się matka. Po ukończeniu białostockiego gimnazjum wybrał się do Wilna gdzie uzyskał medyczne wykształcenie.

 

W 1828 r. wyjechał w podróż zagraniczną, aby zdobyć jeszcze większą wiedzę. Przemierzył Prusy, Saksonię i Czechy. Odwiedzał szpitale, zakłady dobroczynne i kliniki. Na uniwersytetach w Berlinie i Pradze uczęszczał na wykłady, interesując się szczególnie akuszerią. Każdą swą podróż dokładnie opisywał. Dzięki temu powstał pierwszy zarys dziejów Białegostoku z jesieni 1838 r.

 

W 1849 roku mianowany został naczelnym lekarzem wileńskiego szpitala świętego Jakuba. Piastował to stanowisko aż do śmierci. Był również autorem pionierskiego podręcznika sztuki akuszerii – książki „Pierwsze zasady sztuki położniczej”. Julian Albin Moszyński przez całe życie pielęgnował swoją pasję historyka. Był członkiem wileńskiego Towarzystwa Archeologicznego i Muzeum Starożytności. Działał też aktywnie w wileńskim Towarzystwie Dobroczynności. Był to – jak napisał jeden ze współczesnych mu historyków – „waleczny do zuchwałości, surowych zasad w życiu, lecz z sercem bijącym gorąco w stalowej piersi”

Partnerzy portalu:

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Tego nie można przegapić. Już po raz 13-sty na ulicach Podlasia pojawią się maszyny z duszą. Niektóre z nich mają nawet 100 lat i napędzane są silnikiem parowym. W sumie w rajdzie będzie uczestniczyć ok. 70 załóg z Polski, Litwy, Białorusi i Rosji. Jeśli mówią Ci takie marki pojazdów jak Rambler czy Metz – lepiej zakasaj rękawy. 

Zabytkowe pojazdy wyruszą 16 czerwca z Augustowa do Sejn, mijając po drodze malownicze miejscowości Augustowszczyzny. Tam też zaprzyjaźnione Gminy Litewskie zaprezentują swoje dziedzictwo kulturowe oraz wyroby kulinarne. W drodze powrotnej przez Wigry kolumna zatrzyma się pod klasztorem kamedułów. W samych Suwałkach na placu miejskim odbędzie się parada, a finałowa część rajdu, a więc pokaz elegancji czeka miłośników motoryzacji z powrotem w Augustowie. Zobaczymy wówczas pojazdy i ich kierowców przebranych zgodnie do danej epoki.

Rajd organizuje tradycyjnie już Białostockie Stowarzyszenie Moto Retro. Jego głównym celem jest turystyczna promocja  północno-wschodniej Polski i popularyzacja wiedzy o motoryzacji.

Partnerzy portalu:

W Szelmencie zobaczymy 8 gwiazd

W Szelmencie zobaczymy 8 gwiazd

Szelment nieopodal Suwałk znany jest turystom lubującym się w jeździe na nartach. Można to robić zimą na stoku, ale też w okresie letnim, dzięki najdłuższemu w Polsce wyciągowi do nart wodnych. Teraz ośrodek wzbogacił się o kolejną atrakcję. Powstała bowiem Aleja Olimpijczyków. Obecnie odnajdziemy w niej 8 kamiennych płyt z wyrytą gwiazdą i nazwiskami wybitnych sportowców.

 

Ośrodek uhonorował przedstawicieli różnorodnych dyscyplin. Aż trójka z nich związana była bądź jest nadal ze skokami narciarskimi. Mowa to o legendarnym Stanisławie Marusarzu, Wojciechu Fortunie, a także aktualnym dwukrotnym mistrzu olimpijskim Kamilu Stochu.

 

Uroczystości odsłonięcia każdej z tablic towarzyszyło sadzenie dębu przez sportowców bądź ich przedstawicieli. Powstanie alei posiada również cele edukacyjne. Przypomni bowiem młodzieży o wielkich postaciach historii sportu, o których istnieniu nie mieli pojęcia.

Partnerzy portalu:

Wystawa przybliża dawne zawody

Wystawa przybliża dawne zawody

Dyrekcja Wigierskiego Parku Narodowego znajduje się w miejscowości Krzywe w pobliżu Suwałk.  Zwiedzimy tam wystawę etnograficzną ”Ocalić od zapomnienia”. Przedstawia ona ponad 800 eksponatów, które stanowią przykłady przemijającej kultury materialnej okolic jeziora Wigry. Są to przede wszystkim pamiątki rodzinne przekazane nieodpłatnie przez osoby prywatne. Wystawę można oglądać w zabytkowej leśniczówce pochodzącej z lat 20-tych XX w.

 

Oglądanie zbiorów wystawy jest pierwszym krokiem do poznania historii dawnych zawodów, wykonywanych przez mieszkańców terenu Wigierskiego Parku Narodowego. W pierwszym pomieszczeniu zwanym wozownią zobaczymy choćby sanie czy uprzęże konne. Dwie kolejne izby stanowią wyposażenie dawnej chaty wiejskiej. Czwarta izba to pomieszczenie typowo gospodarcze, a w nim odnajdziemy warsztat stolarski, sprzęt do obróbki lnu i wełny oraz liczne narzędzia rolnicze. Pod wiatą stoi snopowiązałka, młockarnia czy sieczkarnia.  Na zewnątrz wystawy umieszczono pługi, brony, silniki oraz tradycyjny ogród wiejski ze starymi odmianami kwiatów i ziół.

Partnerzy portalu:

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Co jakiś czas na łamach portalu wspominamy Podlasian, którzy osiągnęli sukcesy, lecz większość z nas nie jest świadoma ich istnienia. Dziś nadeszła pora przedstawić sylwetkę Andrzeja Strumiłły – malarza, fotografa i pisarza. Jednym słowem to człowiek renesansu. Obecnie mieszka w Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie.

 

Jego kariera rozpoczęła się od współpracy z Polską Izbą Handlową. Projektując pawilony na wystawy mógł zwiedzić dalekie zakątki świata. Podróże wywarły ogromny wpływ na jego twórczość. Szczególnie interesowała go kultura azjatycka. W pracach łączył różne style – od abstrakcyjnych po metaforyczne. Fotografią zainteresował się w latach 40. Odpowiednimi zdjęciami dokumentował swoje wyprawy.

 

Jego łączny dorobek to ponad 120 wystaw w Polsce i za granicą. Były to wystawy zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, jak choćby Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.  W 2008 r. w Suwałkach powołano do życia galerię imienia Andrzeja Strumiłły. Można tam odnaleźć większość dzieł tego wybitnego twórcy.

 

Partnerzy portalu:

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa to jedno z najwyższych wzniesień w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Z jej szczytu rozciąga się piękna panorama na okolicę, a także na jezioro Hańcza i pobliskie wzgórza.  Góra w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk. Suwalski Park Krajobrazowy to obszar chroniony znajdujący się w północno-wschodniej Polsce, w województwie podlaskim. Park ten został utworzony w 1976 roku w celu ochrony walorów przyrodniczych regionu, w tym lasów, torfowisk, jezior i rzek. Szczególnie warto zobaczyć tutaj Jezioro Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce oraz Jezioro Wigry – o malowniczych krajobrazach. W Suwalskim Parku Krajobrazowym można również spotkać wiele gatunków zwierząt i roślin chronionych, takich jak wilki, rysie, bocian czarny czy storczyki.

Góra Cisowa – historia nazw

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Niektórzy nazywają ją „Suwalską Fudżijamą”, inni zaś przywiązali się do określenia „Góra Sypana”. To zdecydowanie ma sens, biorąc pod uwagę przekazy i opowieści związane z tym miejscem. Według jednej z legend, Góra Cisowa miała być usypana z ziemi wydobytej z obszaru, na którym obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Ta historia wpisuje się w bogaty folklor regionu, odzwierciedlając wiarę i tradycje przodków. Aktualna nazwa góry wywodzi się natomiast od potężnego cisa, który kiedyś zdobił jej szczyt, stanowiąc charakterystyczny element krajobrazu. To właśnie te opowieści nadają Górze Cisowej niepowtarzalny charakter i tworzą atmosferę tajemniczości wokół tego miejsca.

Cudowne widoki na Górze Cisowej

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r. Góra Sypana to także popularny cel wycieczek turystycznych oraz doskonałe miejsce do obserwacji przyrody.

Partnerzy portalu:

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

Zielone Świątki przynosiły urodzaj

Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

Królewna i przebieranki

Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola. W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

Końskie wesele

Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

Partnerzy portalu:

Góra w Szurpiłach była siedzibą wodza Jaćwingów

Góra w Szurpiłach była siedzibą wodza Jaćwingów

To z pewnością jeden z najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Polsce. Góra zamkowa w Szurpiłach otoczona jest przez 4 jeziora. Istniejące przed wiekami grodzisko znajdowało się w samym sercu historycznej Jaćwieży. Ze względu na położenie posiadało strategiczny charakter.

 

W grodzisku nie zabrakło umocnień. Otaczała go podwójna linia wałów, pogłębiono też wąwóz, przez co dwa jeziora zostały połączone. Nad powstałym kanałem stworzono most łączący gród z największą z osad. Gród w IX w. nie był jednak zamieszkały. Służył głównie, jako miejsce schronienia w czasie zagrożenia militarnego. Życie codzienne toczyło się w okolicznych osadach.

 

Rozwój grodu przypadł na XIII w. Wtedy też w kronikach odnotowano imię wodza jaćwieskiego Szurpiła. Na jego cześć nazwano jezioro, a gród stanowił siedzibę rodową. Szurpił uczestniczył w rozmowach pokojowych, ale nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. O tereny walczyli chociażby Krzyżacy, Rusini czy Litwini. Ci pierwsi w 1283 r. zdobyli gród i przez wiele lat prowadzili akcję przesiedleńczą.

Partnerzy portalu:

5 najciekawszych produkcji promujących Podlasie

5 najciekawszych produkcji promujących Podlasie

1.  W 2010 r. produkcja ta zdobyła nagrodę grand prix podczas II Edycji Festiwalu Filmów Promocyjnych Miast i Regionów organizowanego w Gdyni. Pokonała ponad 40-u konkurentów. Film powstawał przez 4 miesiące, a jego realizacja kosztowała 45 tys. zł. Kadry przyrodnicze przeplatają się akcentami kulturowymi, co przy odpowiedniej oprawie dźwiękowej tworzy całkiem niezły efekt.

 

2. Klip ten wzbudził wiele kontrowersji, gdyż emanuje nagością. Podobnie jak pierwsze propozycja, powstał z inicjatywy Urzędu Marszałkowskiego. Tym razem skupiono się na konkretnym regionie, mianowicie Puszczy Augustowskiej. Postawiono też na twarze znanych sportowców – kajakarza Marka Twardowskiego i kolarza Pawła Skowrońskiego. Panowie ścigają się na jeziorze Krzywym, napotykając na swej drodze urokliwe dziewczyny i bezwstydnych facetów. Kto wyszedł zwycięsko z wyścigu? 

3. Gdy poniższa produkcja trafiła do szerokiej publiczności, ruszyła lawina negatywnych komentarzy. Wiele osób twierdzi do tej pory, że spot bardziej pasuje do reklamy piwa niż do promocji regionu. Ujęcia plenerowe kręcono m.in. na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego i w Puszczy Knyszyńskiej. Akcja rozgrywa się w prawdziwej saunie parowej zlokalizowanej we wsi Waliłki, zamieszkanej przez staroobrzędowców. O co ten hałas? Nagi mężczyzna zostaje nie jako ”opętany Podlasiem”. Zamienia się w pixelowatego konia, żubra i bobra. Stąd też tytuł spotu – Natura przejawia się różnie.

4. Prace nad tym filmem trwały przez 3 lata. Cząstka Podlasia to czterdziestominutowy film dokumentalny, który przerósł wszelkie oczekiwania twórców.  Bilety na pokazy rozchodziły się błyskawicznie. W samym Białymstoku grany był przez 2 miesiące. Film doskonale łączy obraz z muzyką symfoniczną. Mistyka przeplata się zaś z rzeczywistością. Produkcja miała wzbudzać głębsze refleksje i tak też się stało. Po prostu wow! Miejsca, które znamy, od tej pory staną się czymś więcej.

5. Go – Podlasie ukazuje wszelkie możliwe sposoby aktywnego spędzania czasu. Dzięki odpowiedniemu montażowi mamy wiec do czynienia z prawdziwą przejażdżką po wschodnich terenach. W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. 

 

Partnerzy portalu:

Jak nazwać ulicę? Rzućmy monetą!

Jak nazwać ulicę? Rzućmy monetą!

W całym kraju trwają zmiany nazw ulic. Na samorządach wymusza to bowiem ustawa dekomunizacyjna. Do niecodziennej sytuacji z tym związanej doszło w Suwałkach. O nowej nazwie ulicy zdecydował bowiem rzut monetą.

 

Zarówno mieszkańcy ul. Mareckiego jak i Paweckiego zażyczyli sobie, aby od tej pory bytować przy ulicy Pogodnej. Taką propozycję nazwy zgłosili w czasie konsultacji społecznych. Była to jedna z wielu opcji, ale wyniki głosowania były jednoznaczne. Pogodna przypadła większości zainteresowanych do gustu. Problemu można byłoby uniknąć, gdyby władze nie pozwoliłyby na dublowanie się propozycji. Mądry Polak po szkodzie.

 

Urząd zorganizował z mieszkańcami obu ulic specjalne spotkanie. Spór trzeba było rozstrzygnąć. Zainteresowani nie zgodzili się na ponowne głosowanie, przedłużenie ulicy i zmianę numeracji czy zwykłe ustępstwo. Postanowiono zdać się na ślepy los. Zdecydowano się na rzut monetą. Wszyscy wstrzymali oddech. Czas jakby stanął w miejscu. Po chwili u jednych zagościła euforia, u drugich gorycz i rozczarowanie. Zwyciężyli mieszkańcy ulicy Paweckiego. Przegrani od tej pory zamieszkają na ulicy…Zgodnej.

 

Partnerzy portalu:

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jadąc tą drogą zapomnij o GPS-ie. I tak nie zadziała.

Jeśli zapuściliście się autem w te rejony, radzimy wyłączyć GPS, a uzbroić się w tradycyjne papierowe mapy. W okolicach tzw. Przesmyku Suwalskiego elektronika płata bowiem figla i staje się zupełnie bezużyteczna. Wszystko przez systemy NATO w tym radar wczesnego wykrywania, który znajduje się w miejscowości Szypliszki. Oddziaływania wojskowych technologii jest tak duże, że przestają działać nawet telefony komórkowe. Jak żyć?

 

Przesmyk Suwalski to licząca 104 km granica polsko-litewska. Ma on znaczenie strategiczne. Jeśli doszłoby do ataku wojsk rosyjskich na kraje nadbałtyckie, zajęcie przesmyku przez siły wroga, uniemożliwiłoby przerzucenie sił NATO. Jedna trasa kolejowa i droga A5 / E67 to jedyna szansa dotarcia lądem do Bałtów. Pakt tak bardzo dba o bezpieczeństwo, że zabiera przejeżdżającym trasą dostęp do zdobyczy techniki.

Partnerzy portalu:

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Pod Suwałkami zobaczymy mamuta

Muzeum Wigier mieszczące się w podsuwalskim Starym Folwarku posiada wiele ciekawych eksponatów. Jednym z nich jest bez wątpienia fragment ciosu mamuta. Znaleziony on został w okolicy Filipowa a do muzeum trafił jako prezent od jednego z mieszkańców Wigierskiego Parku Narodowego.

Po dokładnych badaniach laboratoryjnych umieszczono go w dziale prezentującym działania lodowca. W obiekcie odnajdziemy również kości krokodyla sprzed kilku milionów lat oraz fragmenty rafy koralowej.

Cios mamuta, ma już od jakiegoś czasu również Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Znaleziono je w latach 80-tych podczas prac ziemnych w Przerośli. Najwięcej ciosów mamuta odnajduje się w Rosji. Skamieliny transportowano drogą kolejową do chińskich zakładów rzemieślniczych. Mamuty wymarły ok. 13 tys. lat temu. Ich ciosy osiągały do 5 metrów długości i służyły do odkopywania roślin spod śniegu podczas zimy.

Partnerzy portalu:

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

Na Suwalszczyźnie polowano na renifery

10 tys. lat przed Chrystusem, północno-wschodnie krańce Polski pokryte były roślinnością tundrową. Były więc to wszelkiej maści mchy, porosty, trawy, drobne krzewy, karłowate brzozy i wierzby. Zwierzęta miały w czym ucztować. W poszukiwaniu pokarmu na tereny obecnej Suwalszczyzny przybyły choćby renifery.

Nie mogły się one oprzeć swemu przysmakowi – chrobotkowi. Za zwierzętami wyruszyli łowcy. Cóż…każdy chciał przetrwać, a że mięso renifera starczy na kilka miesięcy, był to doskonały łup. Dodatkowo z ich skór i narządów wewnętrznych produkowano ubrania czy pokrycia szałasów. Do dziś znajdowane są liczne narzędzia krzemienne służące do polowań.

Partnerzy portalu:

W Filipowie przemycali wszystko ”na legalu”.

W Filipowie przemycali wszystko ”na legalu”.

Gmina Filipów położona w powiecie suwalskim przez lata była znana ze zjawiska przemytu. Proceder miał charakter pokoleniowy. Jego największe natężenie przypadło na drugą połowę XIX w. Wszystko miało związek z delikatnie mówiąc niekorzystną sytuacją materialną mieszkańców znajdujących się pod carskim panowaniem. Za chlebem udawali się więc do sąsiednich Prus Wschodnich. Na czym polegała ich praca? Były to głównie zajęcia rolnicze. Przy granicy nieraz znajdowali się niemieccy werbownicy, którzy poszukiwali siły roboczej.

Zmierzając do Prus zabierali ze sobą takie towary jak jaja czy czy masło. W drogę powrotną byli zaopatrzeni zaś w alkohol, cukier czy tytoń. Granicę niejednokrotnie przekraczały z towarami całe rodziny. Co więcej, nikt nie uważał, że było to jakieś przestępstwo. Takie działanie uważano bowiem za jedyną drogę ucieczki od biedy. Sprawna organizacja procederu to z kolei zasługa społeczności żydowskiej. Najczęściej to ona była dostawcą i odbiorcą towarów. 

Partnerzy portalu:

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci na Podlasiu. Sprawdź koniecznie ranking!

Imiona dla dzieci zmieniają się z biegiem czasu i w zależności od regionu. Zmieniająca się popularność imion dziecięcych to fascynujące zjawisko, które Ministerstwo Cyfryzacji rejestruje i analizuje corocznie. Choć rodzice mają zwykle sporo czasu na wybór imienia dla swojego dziecka, niejednokrotnie decyzję podejmują dopiero po narodzinach. To wówczas, otoczeni oczekiwaniem i presją, muszą dokonać wyboru, który może być poddany opinii nie tylko bliskich, ale i społeczności lokalnej. Każda głowa to osobna historia, a wybór imienia staje się wyrazem nie tylko gustu rodziców, ale i wpływu otoczenia.

Imiona dla dzieci w województwie podlaskim

Na Podlasiu zaskoczymy wszystkich wierzących w stereotypy. Tutaj to nie Brajan i Angela dominują na liście popularności. Na czoło wśród chłopców wysuwają się klasyki takie jak Jakub, Szymon czy Antoni. Pokazuje to, że tradycyjne imiona wciąż mają swój urok. Na drugim biegunie znajdują się mniej popularne imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano jedynie pięciu, co jest zaskoczeniem i powodem do niedowierzania! Jeśli chodzi o dziewczynki, największą popularnością cieszy się Zuzia, która nieznacznie wyprzedza Julię i Hannę. Jednak na przeciwległym biegunie znajdują się imiona jak Vanessa, Nicole czy Sabina, które zajmują miejsca na końcu listy popularności.

A jak jest poza naszym regionem?

W Polsce, wybór imion dla dzieci często odzwierciedla różnice kulturowe, regionalne tradycje oraz zmieniające się trendy społeczne. Podlaskie to region o głęboko zakorzenionych tradycjach i silnym związku z historią i kulturą. Wykazuje często tendencję do zachowania bardziej konserwatywnego podejścia do wyboru imion. Z drugiej strony, w miastach takich jak Warszawa, które są bardziej zróżnicowane kulturowo i otwarte na wpływy z zewnątrz, można zaobserwować większą różnorodność w wyborze imion dla dzieci. W dużych metropoliach częściej występują imiona o międzynarodowym charakterze lub te, które są modnymi trendami w danym momencie. Imiona takie jak Maxim czy Nathan mogą być przykładem tego, jak miejskie społeczności odzwierciedlają swoją otwartość na różnorodność i wpływy kulturowe spoza granic kraju.

Partnerzy portalu:

Termometr –  kłamca zostanie przeniesiony.

Termometr – kłamca zostanie przeniesiony.

Na początku roku w centrum Suwałk na ścianie jednej z kamienic zainstalowano dużych rozmiarów termometr. Gdy tylko słońce wychodzi zza chmur, jego wady wychodzą na wierzch. Wystawiony na działanie promieni słonecznych zawyża temperaturę nawet dwukrotnie. Władze miasta zapowiadają przenieść go w inne miejsce.

 

Niektórzy są przekonani, że umiejscowienie termometru nie jest przypadkowe. Jako że miasto promuje się obecnie hasłem ”Pogodne Suwałki” nieco zawyżone wskazania, idealnie się w nie dopasowują. Tym sam na zawsze zerwano by z obiegowym twierdzenie, że Suwałki to polski biegun zimna. Początkowo myślano też o możliwości podglądania termometru przez internet. Jednak gdy oszustwo wyszło na jaw, plany porzucono.

Partnerzy portalu:

Majówka 2017. Nad jeziorem Szelment czekają wodne szaleństwa

Majówka 2017. Nad jeziorem Szelment czekają wodne szaleństwa

15 km na północ od Suwałk, nad jeziorem Szelment Wielki odnajdziemy nowoczesny kompleks, który zapewnia dostęp do wielu form aktywnej turystyki. Zimą Jesionowa Góra przyciąga miłośników jazdy na nartach czy desce snowboardowej. W maju kurtki i czapka nie są oczywiście potrzebne. Rusza bowiem sezon wyciągu na nartach wodnych.

 

Dzięki zainstalowaniu nowych przeszkód, poszukiwacze adrenaliny z pewnością będą zadowoleni. Jeśli woda to jednak nie nas żywioł, ma miejscu czekają na nas inne zajęcia. Rower? Czemu nie! Przejażdżka szlakiem Green Velo to sama przyjemność. Dużą dawkę emocji zapewni również park linowy, ściana wspinaczkowa czy możliwość rozegrania paintballowej potyczki. Do wyboru, do koloru. Jeśli wysiłek nie wchodzi w grę, zawsze można zatrzymać się na kiełbaskę i podziwiać piękno Suwalszczyzny.

Partnerzy portalu:

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Jeszcze tylko 2 dni mają mieszkańcy Suwałk na głosowanie dotyczące nazwy nowej hali widowiskowo-sportowej. Choć jeszcze do jej budowy droga daleka, do uruchomienia inwestycji nazwa jest niezbędna. Firma przeprowadzająca inwestycję wkomponuje ją bowiem w elewację obiektu.

 

Do wyboru Suwalczanie mają aż 153 propozycji. Biała Twierdza, Sękacz Arena czy Gwiazda Północy to tylko kilka z nich. Trzeba przyznać, że mieszkańcy wykazali się niemałą pomysłowością. Oddać swój głos można tylko przez internet. Na pomysłodawcę zwycięskiej nazwy czeka nagroda pieniężna w wysokości tysiąca złotych. Więcej informacji znajdziecie w linku poniżej.

Głosowanie na nazwę hali

 

Partnerzy portalu:

Bocian, który nie klekoce.

Bocian, który nie klekoce.

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Partnerzy portalu:

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

Zgubić się w gęstym lesie to straszna sprawa, urzeczywistnienie koszmaru nie jednego z nas. Na pewno nie grozi to nam na terenie Nadleśnictwa Głęboki Bród na Suwalszczyźnie. Przygotowano bowiem specjalną aplikację na smartfona, które wykorzystuje lokalizację GPS.

 

Na cyfrowej mapie odnajdziemy kilkadziesiąt wartych zainteresowania punktów i stale ich przybywa. Gdy już dotrzemy na miejsce, możemy posłuchać przez telefon opowiadanych gwarą historii starych mieszkańców. Dzięki programowi poznamy dokładnie leśne ścieżki. Natrafimy bez trudu chociażby na najstarszą sosnę w Puszczy Augustowskiej. 

 

Na mapę da się również nanosić własne informacje. Możemy zaznaczyć przykładowo miejsce pozostawienia auta. Niezwykle przydatne, prawda? Aplikacja nie ma więc ograniczeń, zapewniając bezpieczne i zarazem ciekawe wędrówki. Bezpłatny przewodnik multimedialny ściągniemy ze strony nadleśnictwa.

Partnerzy portalu:

Perła Podlasia zostanie odnowiona

Perła Podlasia zostanie odnowiona

Klasztor kamedułów to prawdziwa wizytówka Wigier. Mimo, że przez lata stopniowo niszczał, nadal był niezwykle chętnie odwiedzany przez turystów. Na szczęście w końcu ruszył długo oczekiwany remont. Prace potrwają do czerwca 2018 r. Koszty szacowane są na blisko 18 mln zł.

 

Remontem zostaną objęte dwa największe obiekty. Chodzi to o tzw. Dom Królewski i Kaplicę Kanclerską. W tej ostatniej przebywał papież Jan Paweł II w czasie swej pielgrzymki w 1999 r. Oprócz okien czy drzwi konieczna będzie wymiana wszelkich instalacji – elektrycznych i sanitarnej. Fundamenty mają zostać ocieplone i są solidnie wzmocnione. Budynki wkroczą w końcu w XXI w. Powstaną bowiem ułatwienia dla osób niepełnosprawnych. Remont stał się możliwy dzięki datkom miejscowej parafii. Budżet na ten cel zasiliły również opłaty parkingowe i płatne wejściówki do niektórych pomieszczeń. Właściciele obiektu ubiegają się dodatkowo o fundusze na odbudowę klasztornych murów.

Partnerzy portalu:

Powstanie nowa atrakcja na Podlasiu. Władze Parku gromadzą fundusze.

Powstanie nowa atrakcja na Podlasiu. Władze Parku gromadzą fundusze.

Podlasie doczeka się kolejnej atrakcji turystycznej. Władze Suwalskiego Parku Krajobrazowego mają w planach utworzenie ośrodka edukacji ekologicznej. Gdzie dokładnie? Na lokalizację wybrano ruiny młyna w Malesowiźnie – Turtulu.

 

Przyszły obiekt stanie więc przy rzecze Czarna Hańcza. Co w nim zobaczymy? Jako, że swój niepowtarzalny krajobraz Suwalszczyzna zawdzięcza zlodowaceniom, na pewno odwiedzający ujrzą ekspozycję na ten temat. Nie zabraknąć może też wystaw na temat zamieszkałym tam przed laty Jaćwingów. Ważne miejsce ma zajmować też kultura staroobrzędowców. Fundusze na budowę ośrodka pochodzić mają z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego.

 

Partnerzy portalu:

Unikają ubrań z guzikami i nie piją herbaty. Poznajcie zwyczaje staroobrzędowców.

Unikają ubrań z guzikami i nie piją herbaty. Poznajcie zwyczaje staroobrzędowców.

W całej Polsce żyje ich tylko dwa tysiące, z czego większość na Suwalszczyźnie. Staroobrzędowcy stanowią najmniejszą grupę wyznaniową. Członków społeczności nie przybywa. Czy obrządkowi grozi koniec? Na szczęście są ludzie, którzy walczą o przetrwanie tradycji.

 

Ruch staroobrzędowców nazywanych również zamiennie raskolnikami i filiponami, powstał w wyniku sprzeciwu wobec zmian wprowadzonych do Kościoła Prawosławnego przez patriarchę Nikona. Uznał, on że różnice między obrządkami Rosjan i Greków stanowią skutek niechlujnego przepisywania ksiąg przez mnichów. Wszystkie pisma i zwyczaje nakazał dostosować do tych greckich oryginałów.

 

Od tej pory Rosjanie musieli choćby żegnać się trzema palcami. Zmian oczywiście było dużo więcej. Mimo że Nikon został usunięty z urzędu przez cara, doszło do soboru. Nawet sama jego data, która ostatecznie zatwierdziła reformę wydawała się złowroga (1666 r.) Według przeciwników zmian, trzy szóstki stanowiły niechybny znak, że rozpoczyna się era Antychrysta. Przeciwnicy zmian zostali uznani z kolei za heretyków. Musieli uciekać w trosce o własne życie. Rozłam w cerkwi stał się faktem.

 

Na podlaskich ziemiach staroobrzędowcy pojawili się w XVII w. Obecnie spotkamy ich wyłącznie w małych wsiach z kilkunastoma zabudowaniami. Prowadzą, delikatnie mówiąc, dosyć surowy tryb życia. Nie piją nawet herbaty, gdyż uważają ją za zbyt mocny napój. O alkoholu czy papierosach nie może być więc mowy.

 

Dom modlitwy staroobrzędowców zwany molenną przypomina cerkiew. W kraju odnajdziemy jedynie cztery takie świątynie. W wystroju brakuje wielu znanych elementów – ołtarza czy prezbiterium. Nabożeństwa odprawia zaś świecki przywódca wspólnoty – Nastawnik. On też udziela sakramentów – chrztu czy ślubu. Pełni ponadto rolę spowiednika. W świątyni przestrzega się kilku zasad. Na głowie pań konieczna jest chusta. Zabrania się również mocnego makijażu i biżuterii. 

 

Jednym z niewielu zachowanych aspektów tradycyjnego wyglądu wśród większości starowierców jest długa broda, którą powinien nosić każdy mężczyzna, jako znak naśladownictwa Chrystusa. Odświętny strój męski składa się ze spodni i zakładanej bezpośrednio na ciało koszuli, często przepasanej skórzanym pasem. Dawniej koszula nie mogła być włożona w spodnie, ponieważ traktowane to było jako grzech.

 

Wśród najstarszych wyznawców jeszcze do niedawna istniały liczne przesądy. Większość z nich dotyczyła ubioru.  Nie wiązali chociażby krawatów. Miało to bowiem przypominać pętlę Judasza. Omijano również odzież z guzikami, gdyż uznawano je za ”diabelskie oczy”. Czapka z daszkiem też stanowiła przejaw obcowania z diabłem. Staroobrzędowcy ponadto unikają niektórych dań, zwłaszcza ziemniaków. Pełnią rolę odpowiednika jabłka, którym to wąż kusił Ewę w Edenie.

 

Jako grupa etniczna staroobrzędowcy bardzo dużą wagę przykładali do tradycji i zwyczajów, które wynieśli z domu rodzinnego. Po przesiedleniu się do Polski musieli jednak podporządkować się wielu polskim zwyczajom. Jedną z tradycji, która została odrzucona jest zakaz fotografowania siebie oraz ksiąg i obiektów sakralnych. Obecnie wszyscy wierni chętnie pozują do zdjęć, pozwalają na fotografowanie swoich domów czy ksiąg liturgicznych.

 

Przed II wojną światową w Polsce mieszkało około 50 tysięcy staroobrzędowców. Obecnie pozostała ich garstka tysiąca. Rada Naczelna tego wyznania została reaktywowana w 1953 roku w Suwałkach. Społeczność starowierców jest jednak mocno zdezintegrowana. Wierni z poszczególnych miejscowości praktycznie nie kontaktują się ze sobą.

Partnerzy portalu:

Georadar się nie mylił. Archeolodzy odkopali kościół w centrum parku

Georadar się nie mylił. Archeolodzy odkopali kościół w centrum parku

W centrum Suwałk od kilku dni trwają intensywne prace archeologiczne. Na terenie parku miejskiego dokopano się do fragmentów pierwszego miejskiego kościoła. Datuje się go na 1710 r.  Jako, że jego konstrukcja nie należała do solidnych, przetrwał on zaledwie 100 lat.

Dokładną lokalizację świątyni umożliwiły badania georadarowe, przeprowadzone przez fachowców z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Chociaż fundamenty zaraz po odkopaniu, niemal od razu przykrywane są z powrotem warstwą ziemi, wkrótce zostaną podjęte odważniejsze kroki. Powstała bowiem inicjatywa aby nad fragmentami budowli przeprowadzono prace konserwacyjne i zabezpieczono je szkłem hartowanym. Stworzona ma zostać tablica informacyjna aby każdy chętny zapoznał się z historią tego miejsca.

Partnerzy portalu:

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus. Dawniej polewano tylko najładniejsze dziewczyny.

Śmigus dyngus to zwyczaj, który praktykuje się w Poniedziałek Wielkanocny. Kiedyś to były czasy. Panny można było wrzucić do koryta i sadzawki bez konsekwencji. Teraz za takie działania, do aresztu może nie trafimy, ale każda ceni sobie nietykalność. Ciało to bowiem świątynia. Dzisiaj w lany poniedziałek w mało kto kultywuje dawne tradycje. Jeśli już ktoś się polewa to w minimalnych ilościach. Zamiast wiader czy konewek używa się mikroskopijnych jajeczek jako sikawkę.

Śmigus dyngus – skąd się wywodzi?

Śmigus dyngus ma interesujące korzenie sięgające czasów pogańskich. Pierwotnie był to rytuał obchodzony w okresie wiosennym, związany z oczyszczeniem oraz przywoływaniem urodzaju. Kościół katolicki, widząc w nim elementy niezgodne z jego doktryną, początkowo potępiał ten zwyczaj. Jednakże, zamiast zaniknąć, Śmigus-Dyngus zaczął stopniowo wtapiać się w kulturowy krajobraz, stając się częścią polskiej tradycji. Polewanie wodą, charakterystyczna praktyka tego dnia, miało pierwotnie symboliczne znaczenie. Uważano, że woda oczyszcza z grzechów i wszelkich nieczystości cielesnych, przygotowując tym samym ludzi na nadchodzący okres wiosenny. Ponadto, wierzyło się, że rytuał ten ma moc przyciągania deszczu, który był kluczowy dla obfitych zbiorów rolniczych. Mimo początkowych oporów ze strony kościoła, Śmigus-Dyngus z czasem stał się integralną częścią polskiej kultury, będąc nie tylko okazją do zabawy i żartów, ale także kontynuując swoje pierwotne znaczenie jako symbol oczyszczenia

Im ładniejsza dziewczyna, tym więcej wody używano

Dziewczyny przed laty nie miały oporów przed polewaniem. Jeśli któraś w poniedziałek była sucha, oznaczało to, że nie ma powodzenia u płci przeciwnej. Panowała zasada – im piękniejsza dziewczyna, tym więcej wody na nią przeznaczano. Wizyta w stawie stanowiła zaś spełnienie najskrytszych marzeń. Dlatego też panny wystawiały się nawet na publiczny widok.

Mokry odwet

Według dawnych zwyczajów, za oblewanie wodą w świąteczny poniedziałek kobiety po świętach wielkanocnych aż do Zielonych Świątek mogły brać odwet na mężczyznach i również lać ich wodą. Było to postrzegane jako zabawna tradycja, przynosząca społeczności radość i integrująca ją.

Partnerzy portalu:

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki pozwala pozbyć się piegów!

Woda ze święconki odgrywa istotną rolę w wielu zwyczajach i tradycjach, szczególnie w kulturze chrześcijańskiej. Jest to woda pobłogosławiona przez duchownego podczas obrzędu nazywanego święceniem wody. Odbywa się on m.in. w okresie Wielkanocy w Kościołach katolickim i prawosławnym. Praktyki te mogą się różnić w zależności od lokalnych tradycji i obrzędów. Woda ze święconki ma symboliczne znaczenie jako symbol oczyszczenia, życia i błogosławieństwa. Ludzie używają jej w różnych celach, zarówno w sferze duchowej, jak i codziennego życia.

Woda ze święconki kluczem do utrzymania dobrego wyglądu na Podlasiu.

Żadna świąteczna okazja nie przemija bez chęci prezentacji się w jak najlepszym świetle, a kiedy wychodzi się w jakieś miejsce publiczne, oczekiwania co do wyglądu mogą być jeszcze większe. Gładka i promienna skóra zawsze przyciąga uwagę, zwłaszcza w tak ważnych momentach. Ciekawym spojrzeniem na tę kwestię jest też tradycja, która sięga nawet pierwszej połowy XX wieku w niektórych domach na Podlasiu. Tamtejsze zwyczaje przypominały, że do koszyczka z święconką często dodawano małą buteleczkę wody, w której wcześniej gotowano jajka. Ta prosta, a zarazem niezwykła praktyka wskazuje, że nie zawsze potrzebne są kosztowne kosmetyki, by osiągnąć efekt nieskazitelnej skóry. Tradycje te, choć niezwykłe (i nie zawsze przynoszące skutki), przypominają nam, że piękno może być czasem proste i naturalne, a kluczem do niego często są rzeczy dostępne w naszym codziennym otoczeniu.

Nieskazitelna skóra?

Po powrocie do domu ze święconką młode dziewczyny obmywały sobie twarz pobłogosławioną przez księdza wodą. Wierzono, że woda pobłogosławiona przez księdza podczas święcenia może mieć właściwości oczyszczające i lecznicze. Z tego powodu używano jej też do pielęgnacji skóry. Młode dziewczyny, po powrocie do domu ze święconką, często obmywały swoje twarze tą wodą. Wierzyły one, że pomoże im pozbyć się wszelkich niedoskonałości, takich jak pryszcze czy piegi. Choć może to brzmieć nieco nietypowo dla dzisiejszych standardów pielęgnacji, dla wielu ludzi było to naturalne rozwiązanie, oparte na wierzeniach i tradycji.

Partnerzy portalu:

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko, które było zakopane rolnicy zjadali w dniu rozpoczęcia żniw

Jajko od wieków zajmuje szczególne miejsce w wielu tradycjach, zwłaszcza podczas świąt, takich jak Wielkanoc. To nie tylko smaczny dodatek do świątecznego stołu, ale również symbol głęboko zakorzeniony w obrzędach i zwyczajach ludowych. Jajko jest symbolizuje początek, życie oraz odrodzenie się przyrody – dlatego jest ono spożywane podczas Wielkanocy. Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa.

Jajko – tradycyjnie gości na stołach podczas Wielkanocy

Jednym z elementów świątecznego śniadania jest zwyczaj dzielenia się jajkiem. Choć nie każdy lubi składać życzeń, tego dnia odmówić jednak nie wypada. Jako że Wielkanoc stanowi połączenie tradycji chrześcijańskich i pogańskich, wiąże się z nią wiele przesądów związanych ze święconką. Praktykowano je głównie na terenach nadbużańskich.

Zakopane jajko – dobre zbiory

Czasami jedno poświęcone jajko trzymali aż do późnego maja. Następnie zakopywano je wraz z kością na polu, gdzie rosło żyto, była głęboko zakorzeniona w ludowych tradycjach i przesądach. Gospodarze wykonujący ten obrzęd wierzyli, że ta ceremonia przyniesie im pomyślne plony. Kiedy nadszedł czas, aby zająć się polami, gospodarze udawali się na swoje ziemie wraz z poświęconym jajkiem i kością. Wybierali pole, na którym rosło żyto, i tam, w ziemi, dokładnie zakopywali jajko obok kości. Dodatkowo, obok zakopanego jajka i kości sadzili także poświęconą gałązkę wierzbową. W dniu rozpoczęcia żniw odkopywano jajko i uroczyście zjadano dzieląc się nim jak na Wielkanoc. Taka praktyka miała zapewnić pomyślne zbiory.

Święconka a przesądy

Oprócz tego, istniały także przesądy związane z tzw. „święconką”, czyli poświęconymi pokarmami. Ludowa mądrość nakazywała nie wyrzucać resztek święconki, ponieważ wierzono, że mogą one przynieść szczęście. Jeśli zostały resztki pokarmu, zbierano go i wysypywano pod drzewka owocowe, wierząc że wyrośnie z nich marynka — ziele o białych kwiatkach. Okruchy dawano również kurom by lepiej się niosły. Od nadmiaru jaj głowa przecież nie boli. Dokładnie sprzątano również ich skorupki. Dawano je ptakom lub wysiewano do ziemi podczas siania lnu.

Partnerzy portalu:

Wyjątkowy film o Podlasiu trafił w końcu do sieci

Wyjątkowy film o Podlasiu trafił w końcu do sieci

Filmów o tematyce podlaskiej przyrody powstało wiele, ale ten jest szczególny. Ukazuje bowiem naturę dającą możliwość aktywnego spędzenia czasu. Dynamiczny montaż sprawia, że każdy kadr wbija w fotel. ”Go-Podlasie”, bo o nim tu mowa, miał swą kinową premierę pod koniec ubiegłego roku. Teraz można go w końcu zobaczyć na portalu YouTube.

 

W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. Zdjęcia trwały 3 lata. Zobaczcie sami ”Go-Podlasie”.

 

Partnerzy portalu:

Park na skraju Puszczy kusi cały rok

Park na skraju Puszczy kusi cały rok

Wigierski Park Narodowy powstał na początku 1989 r. Mieści się on na skraju Puszczy Augustowskiej, chroniąc kompleks jezior, wiele gatunków ptaków, ryb i ssaków. Najcenniejszymi elementami Parku są akweny wodne – największe jezioro Wigry i najdłuższa rzeka, często używana jako szlak kajakowy – Czarna Hańcza. W lasach dominują drzewa iglaste – charakterystyczne dla Puszczy Augustowskiej sosny i świerki. Znaczną powierzchnię Wigierskiego Parku Narodowego zajmują również torfowiska.

 

Najbardziej charakterystycznym zwierzęciem i symbolem Parku jest bóbr, zasiedlający brzegi rzek i jezior. Coraz częściej spotkać tu można wilka. Na uwagę zasługują liczne gatunki ptaków drapieżnych i wodnych. Poza bogatą przyrodą i pięknym krajobrazem na terenie Wigierskiego Parku Narodowego można zobaczyć pamiątki kultury materialnej.

 

Na szczególną uwagę zasługuje zespół poklasztorny w Wigrach oraz zachowane w niektórych wsiach obiekty drewnianego budownictwa ludowego oraz zabytki techniki. Teren Wigierskiego Parku Narodowego jest udostępniony do zwiedzania i obfituje w szereg atrakcji. Celem Parku jest zachowanie różnorodności biologicznej, składników przyrody nieożywionej i walorów krajobrazowych oraz przywracanie właściwego stanu zasobów przyrodniczych.

Partnerzy portalu:

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

Muzeum Wigier mieści się w dawnej stacji hydrobiologicznej w suwalskim Starym Folwarku.W okresie międzywojennym, dzięki jej twórcy dr. Alfredowi Lityńskiemu, stała się ona silnym ośrodkiem naukowym, a jezioro Wigry najlepiej poznanym akwenem w Polsce. Muzeum stanowi świetną kontynuację jego pracy.

 

Udostępnia jedną z najciekawszych ekspozycji w regionie dotyczącą przyrody i historii Wigier. Zwiedzanie Muzeum jest wycieczką w czasie i przestrzeni Rozpoczyna się od wystawy poświęconej działalności Stacji Hydrobiologicznej przed wybuchem II wojny światowej. Potem przenosimy się w epokę lodowcową na Suwalszczyźnie, by obejrzeć makietę fragmentu lodowca z trójwymiarowymi zdjęciami śnieżnych pustyń.

 

Następnie czeka nas skok na głęboką wodę – wirtualna podróż batyskafem na dno jeziora Wigry. Najpierw na monitorach widzimy życie na powierzchni, później zanurzamy się w ciemne i zimne głębiny. Przez  peryskop można podglądać wigierskie pejzaże z różnych okresów historycznych.

 

Z pomostu w kolejnej sali widać panoramę jeziora, słychać ptaki. Kontynuując wirtualną wędrówkę, możemy wejść na miękkie torfowisko otaczające leśne jeziorko, zajrzeć do dziupli drzewa, poczuć się odkrywcą. Od wiosny 2011 roku w Wigierskim Parku Narodowym czeka na turystów nowa atrakcja rejsy po jeziorze Wigry specjalną łodzią ”Leptodora II”. Służy ona do obserwacji życia w wodzie przez szklane okna w dnie łodzi. Łódź wyposażona jest w nowoczesny sprzęt badawczy.

Partnerzy portalu:

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty to nie tylko proces konserwacji warzyw, ale także autentyczna ceremonia, która od wieków stanowi istotny element życia społeczności. W tradycji lubelskiej, podobnie jak na Podlasiu, staranne przygotowanie beczek, precyzyjne sortowanie i układanie główek kapusty oraz ostrożne dozowanie soli to kluczowe aspekty tego kulinarnej rytuału, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Szczególną uwagę poświęcano starannej kontroli procesu fermentacji. Należało zapewnić odpowiednią jakość i niepowtarzalny smak przyszłego produktu. Podkreślało to znaczenie i dbałość o tradycyjne metody przygotowania.

Kiszenie Kapusty: tradycja, wspólnota i dziedzictwo kulturowe

Wspólne spotkania wokół beczek podczas kiszenia kapusty na Lubelszczyźnie miały głębszy wymiar społeczny niż tylko wymiana praktycznych porad. To także okazja do umocnienia więzi międzyludzkich poprzez wspólne działanie i współpracę. Ludzie z różnych pokoleń i środowisk zbierali się razem, tworząc atmosferę współdziałania i solidarności, co wzmocniło poczucie wspólnoty lokalnej. Było to ważne nie tylko dla przekazania wiedzy, ale także dla zachowania pamięci o przodkach i korzeniach kulturowych. Każdy krok tego procesu, począwszy od starannego sortowania kapusty, aż po precyzyjne fermentowanie, miał swoje korzenie głęboko zakorzenione w historii i tradycji przekazywanej przez wieki. To właśnie te wspólne doświadczenia i praktyki kulturowe tworzyły niepowtarzalny charakter społeczności lubelskiej i ugruntowywały jej tożsamość regionalną. Kiszenie kapusty było więc nie tylko sposobem na przygotowanie pożywienia na zimę. Było także sposobem na budowanie wspólnoty i zachowanie dziedzictwa kulturowego.

Kontynuacja dziedzictwa i jedność społeczności

W dzisiejszych czasach, pomimo postępującej technologii i dostępności nowoczesnych metod konserwacji, tradycyjne metody kiszenia kapusty wciąż są cenione i praktykowane. Ludzie w regionie nadal przestrzegają tradycyjnych zasad i rytuałów, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Stanowią one istotny element dziedzictwa kulturowego. Kiszenie kapusty nie tylko jest procesem kulinarnym, ale także ma głębokie znaczenie społeczne, symbolizując jedność społeczności i kontynuację tradycji rodzinnych. To praktyka, która nie tylko utrzymuje dawne zwyczaje, ale także wpisuje się w obecną rzeczywistość. Stanowi most między przeszłością a teraźniejszością, jednoczącą społeczność wokół wspólnego dziedzictwa i kultury.

Partnerzy portalu:

Natura bije rekordy przy wiatraku

Natura bije rekordy przy wiatraku

Wiele osób nadal uważa, że na Podlasiu można spotkać białe niedźwiedzie. Być może obawa przed spotkaniem z misiem odstrasza od odwiedzenia wschodniej części kraju. Jedno jest pewne. Zimą owe zwierzęta naprawdę miałyby niezłe warunki do egzystencji.

 

Suwalszczyzna od lat nazywana jest polskim biegunem zimna. Taki status otrzymują miejsca położone na nizinach  o najniższej temperaturze na przestrzeni lat. Na czele mroźnego peletonu jest wieś Wiżajny, oddalona ok. 30 km od Suwałk. Tuż przed nią mieści się wzgórze, na której zainstalowano wiatrową turbinę. To właśnie obok wiatraka bite są rekordy zimna. Podczas fali mrozów temperatura łatwo przekracza – 30 stopni. Najgorzej było 12 stycznia 1950 r. Słupki rtęci powędrowały w okolice -35,5. Brrr! Z lodowatego wzgórza rozciągają się krajobrazy na Suwalski Park Krajobrazowy. 

Partnerzy portalu:

Jeden z nich jest wielkości Pałacu Kultury. Zapraszamy na farmę wiatrową.

Jeden z nich jest wielkości Pałacu Kultury. Zapraszamy na farmę wiatrową.

W Suwałkach powstała pierwsza farma wiatrowa w Polsce. Wiatraki widać już z odległości 25 km od miasta. Jeden z nich wielkością dorównuje nawet Pałacowi Kultury i Nauki w Warszawie. Należy jednak uwzględnić wysokość wzgórza, na którym stoi.

 

Instalacja wiatraków była nie lada wyzwaniem. Przede wszystkim należało je dostarczyć do miejsca docelowego.  Do tego celu specjalnie dostosowano niektóre ulice. Jedną nawet wybudowano! Najcięższym elementem do przewozu była gondola ważąca bagatela 65 ton. Robi wrażenie…Wiatraki w parku oznaczone są numerami od 1 do 19. W praktyce stoi ich jednak 18. Czyżby ktoś się pomylił? W czasie trwania inwestycji po prostu zrezygnowano z jednej instalacji. 

Partnerzy portalu:

Dziewczyna oszukała przeznaczenie. Pokonała pana ciemności.

Dziewczyna oszukała przeznaczenie. Pokonała pana ciemności.

Między jeziorami i bagnami stała chatka rolników. Jej gospodarz widząc, że nadciągają pierwsze mrozy postanowił udać się do lasu. W czymś w piecu trzeba w końcu rozpalić. Gdy już skończył swą pracę, pojawiły się przeszkody. Wóz ugrzązł w błocie. Słońce już zaszło, a mężczyzna nie mógł wrócić do domu. Pod nosem ciągle prowadził monolog, aż w końcu wypowiedział imię diabła. Jak nic, ten pojawił się w lesie. Rolnik, mimo błahej sprawy, poprosił lucyfera o pomoc w wydostaniu wozu. Diabeł jednak nigdy nie robi nic za darmo. Zażądał jednej rzeczy, którą rolnik zostawił w domu. Miał się o nią upomnieć za 20 lat.

 

Chłop wrócił w końcu do chałupy. Okazało się, że jego żona właśnie urodziła córkę. Przestraszył się, że to właśnie ją ofiarował diabłu. Dziewczyna wyrosła na piękną, niezwykle mądrą kobietę. Służyła radą i pomocą dla każdego. gdy ukończyła 20 lat, ojciec opowiedział o dawnym pakcie. Ta jednak skwitowała to śmiechem.

 

Diabeł nie zapomniał o obietnicy rolnika. Gdy dziewczyna pojawiła się na drodze, zjawił się i on. Młoda kobieta jednak nie odczuła lęku. Powiedziała tylko, że w starym ubraniu nie wypada jej odwiedzić krainy ciemności. Dlatego też chciała się przebrać. Poprosiła diabła aby wszedł do dziupli w wierzbie. Dziewczyna bez zastanowienia wypełniła otwór ziemią, a drzewo zarosło z szatanem. Ponoć siedzi tam do dziś. Młoda kobieta mogła wrócić do swego życia. Jako że przewyższała wszystkich swą inteligencją, wioskę nazwano Przerośl. Odnajdziemy ją w powiecie suwalskim.

Partnerzy portalu:

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber uzdrowił wiele osób

Bimber, znany również jako samogon, to trunek o długiej historii i bogatych tradycjach, który zyskuje coraz większą popularność nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Jego tajemnicza aura, wytwarzana często w warunkach domowych, oraz unikalny smak sprawiają, że jest przedmiotem zainteresowania zarówno miłośników mocnych trunków, jak i badaczy kultury alkoholu.

W blasku księżyca

Lekcja angielskiego w podstawówce. Poszukujemy słówka na literkę ”m”. Nasz wzrok przykuwa hasło ”moonshine”. Tłumaczy się je jako… bimber. Oczywiście umysł młodego człowieka nie wie jeszcze skąd związek lśniącego księżyca z trunkiem. Minie trochę czasu zanim pozna prawdę. Być może uświadomi go ktoś z rodziny. I tu może coś mu pomieszać. Zwłaszcza gdy z ust wujka ze wsi usłyszy określenie PKWN. W myślach pojawiają się wojenne dzieje naszego pięknego kraju. Z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego nie ma jednak nic wspólnego. To nic innego jak polski koniak wyrobiony nocą. No właśnie… W związku z tym wszystko sprowadza się do zmierzchu.

Bimber – śladem tradycji

Bimbrownictwo na Podlasiu pojawiło się już w XIX w. Wszystko przez władze, które ograniczały swobodę produkcji własnego alkoholu. Nastąpiła carska prohibicja. Rozwojowi procederu sprzyjały też warunki naturalne. Dlatego duża ilość gęstych lasów umożliwiała w miarę swobodną produkcję po zmierzchu. Tak niestety już nie jest.  Na terenie Puszczy Knyszyńskiej czy Augustowskiej służby odnajdują prywatne fabryczki, puszczając je z dymem. Niektórym z pewnością na wieść o takich zdarzeniach popłynęła łza. Nawyk pędzenia bimbru wywodzący się z czasów okupacji niemożliwy był do wykorzenienia. Starych drzew się przecież nie przesadza. W konsekwencji po odzyskaniu wolności kraju, wolność bimbrowników została zachwiana. Polskie władze za wszelką cenę usiłowały przerwać nielegalne produkcje. Budżet kraju musiał się zgadzać.

 

Podlaski samogon powinien mieć ok. 70 proc. Najczęściej jednak wytwórcy zadowalają się już trunkiem 50 proc. Wszystko zależy od wymagań odbiorców. Oczywiście dobry bimber nie obędzie się bez wody. Ta na Podlasiu jest przejrzysta i świeża, co ma znaczenie przy destylacji. Bimber z Podlasia tradycyjnie wyrabia się z żyta. Na jego bazie powstają też inne trunki, jak. np. miodówka. Z Puszczą Knyszyńską wiąże się nierozerwalnie nazwa ”bukwicówka”. Bukwica to roślina rosnąca w lesie przypominająca szczaw. Użyta przy wyrobie zapewnia niepowtarzalny smak i aromat. Wiele osób twierdzi, że ma też właściwości lecznicze.  W rzeczywistości nawet oczyszcza nasze ciało z toksyn.

Duch nie taki straszny

W każdym regionie Polski bimber określa się inaczej. Na Podlasiu rządzi nazwa ”Duch Puszczy” oraz ”Czar PGR-u”. Samo słowo bimber wywodzi się z warszawskiego żargonu złodziejskiego. Oznaczał skradziony przedmiot, który to po schwytaniu przestępców stawał się dowodem winy. Autor definicji uważa, że bimber oznaczał początkowo ”zegarek”. Z czasem zaczęto go używać, mając na myśli towar zakazany. W miarę nowe określenie to ”księżycówka”. Odnosi się do zwyczaju wytwarzania samogonu w późnych porach nocnych. Jako że wiele osób zatruwało się w przeszłości źle sporządzonym bimbrem, ochrzczono go również jako ściemniacz.

Bimber – muzeum

W 2009 r. na terenie Białostockiego Muzeum Wsi otwarto jedyne w swym rodzaju muzeum bimbrownictwa. Zobaczymy w nich wszelkie przedmioty niezbędne do wytworzenia samogonu. Zauważymy bez trudu, że aparatura z biegiem lat ulegała ewolucji. Nowinki techniczne zawsze były chętnie widziane. Cel się nie zmieniał – jak najlepszy trunek.

Partnerzy portalu:

Dziewczyna zakochała się w wężu

Dziewczyna zakochała się w wężu

Nad jeziorem Szurpiły mieszkała przed laty córka strażnika leśnego o imieniu Jegla. Słynęła ze swej nieskazitelnej urody, lecz zalotników odprawiała z kwitkiem. Nadszedł jednak wielki dzień. Dziewczyna wybrała się nad brzeg aby zrobić pranie. Nagle z wody wyłonił się on, król wody Żaltis, który potrafił przybrać postać złotego węża. Jego królestwo znajdowało się na dnie jeziora. Oboje nie mogli bez siebie żyć. Posiadając cudowną moc, Żaltis sprawił, iż ukochana mogła swobodnie żyć w wodzie.

 

Po latach pobytu w wodnym królestwie, Jegla zatęskniła za rodziną. W dawnej chacie odnalazła jedynie swych braci, którzy nie potrafili zająć się gospodarstwem. Za wszelką cenę usiłowali powstrzymać siostrę przed ponownym odejściem. Przywołali podstępem jej męża. Uznali, że jedynym wyjściem będzie jego zabójstwo. Tak też uczynili. Na brzegu nie mieli litości dla króla. Bóg nad bogami,  Perunas ożywił wkrótce Żaltisa, choć był on już niewidzialny. Srogo ukarał braci za ich bestialstwo. Przemienił ich w kamienie, które stoją nad jeziorem do dzisiaj. Dziewczynę, która bardzo cierpiała, zdecydował zmienić w świerk. Tym samym nie mogła już ronić łez z rozpaczy.

 

Partnerzy portalu:

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Na Podlasiu żyje ich 120 mln. Gdyby jakimś cudem doszło do napromieniowania i urosłyby do ludzkich rozmiarów mielibyśmy problem. Być może dokonałyby zemsty. Mowa to o ślimakach winniczkach. Wizję apokalipsy odłóżmy jednak na później.

 

Co jakiś czas przeprowadza się inwentaryzację winniczków. Jej celem jest określenie limitów zbiorów, które zaczynają się już w kwietniu i trwają przez miesiąc. Najwięcej ślimaków odnajdziemy w gminach Siemiatycze, Bielsk Podlaski i Zabłudów. Są jednak i takie gminy, gdzie winniczki nie występują w ogóle.

 

Ślimak podlega częściowej ochronie, dlatego można zbierać okazy, których muszla przekracza 3 cm. Najlepsi łowcy są w stanie dostarczyć do skupu w okresie zbiorów nawet 30 kg winniczków. Zwykle lądują na stołach we Francji, choć i w Polsce stają się coraz bardziej popularne w kuchni. Łącznie na masową zagładę wysyłamy 240 ton ślimaków. Na szczęście ich populacja jest na tyle duża, że zanik gatunku raczej nie grozi.

 

Wielu biznesmenów zauważyło wysoki popyt na owe zwierzęta. Dlatego też wzięli byka, a właściwie ślimaka za rogi. Powstaje coraz więcej ferm ze ślimakami afrykańskimi. Rosną one sześć razy szybciej więc pozwalają więcej zarobić. Oprócz Francji trafiają do Belgii, Włoch czy Hiszpanii.

 

Partnerzy portalu:

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

25 marca to od wieków szczególny dzień na Podlasiu. Obchodzi się wówczas święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Do dziś pośród wielu mieszkańców panuje przekonanie, że jest ważniejsze nawet od Wielkanocy. Przenieśmy się na chwilę do przeszłości by poznać dawne zwyczaje.

Tego dnia obowiązywał ścisły post. Zakaz wykonywania wszelkich prac był tak rygorystyczny, że dziewczyny nie mogły nawet rozczesywać włosów. A co z rolnikami? Nawet jeśli był to jedyny dobry czas na prace na polu, musieli pozostać w domu. Jeśli złamali zakaz mogli sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. W celach zapobiegawczych przekazywano z pokolenia na pokolenie informację, że tego dnia na pola wychodzą ze swych kryjówek jadowite węże.

Ze świętem zwiastowania nierozerwalnie wiążą się bociany. Powrót tych ptaków na dachy gospodarstw miał zapewnić dobrobyt. Starano się pomóc szczęściu montując specjalne brony na gniazda. Bociany również obecne były w kuchni. Gospodynie do dzisiaj wypiekają tzw. bocianie łapy. Ze względu na post wyrabia się je tylko z wody i mąki. Czasem wkładano do ciasta monety, a dziecko, które je znalazło w przyszłości miało być zamożne. Tego dnia pieczono ponadto ciastka w kształcie maszyn rolniczych.  Dzięki temu nic złego uprawom nie mogło się stać.

Partnerzy portalu:

Janusz z Suwałk zostawił wiadomość

Janusz z Suwałk zostawił wiadomość

Polacy od lat wyjeżdżają za granicę za chlebem. Częstym kierunkiem emigracji są Niemcy, a głównym zajęciem prace budowlane. Kilka dni temu jeden z robotników odnalazł ślady po polskich pracownikach sprzed 35 lat. W ścianie przeznaczonej do wyburzenia ukryta była bowiem buteleczka.

W środku znajdowała się krótka wiadomość spisana na karteczce. Widniała na niej data 14 stycznia 1982 r. Dowiadujemy się też, że dwaj budowlańcy – Janusz z Suwałk i Krzysztof z Kielc, kładli tam tynki przed swoją podróżą do Australii. Ciekawe czy udało im się dotrzeć na miejsce. Być może i tam oddawali się pracom przy wykończeniówce. Obecnie trwają poszukiwania nadawców. Życzymy powodzenia!

Partnerzy portalu:

Łzy wędrowca przerwały klątwę

Łzy wędrowca przerwały klątwę

Na dawnych ziemiach Suwalszczyzny, pośród gęstej puszczy,  istniało osiedle myśliwych. Mieszkali oni w szałasach, żywiąc się tym, co zdołali upolować. Nad jedną z rodzin osady wisiała straszliwa klątwa. Z pokolenia na pokolenie była przekazywana na najstarszego syna. Młodzieniec pogodzony z losem czekał na dzień śmierci. Cierpiąc na nieznaną dolegliwość nie mógł ani chwili cieszyć się promieniami słońca.

 

W osadzie pewnego lata pojawił się starzec, którego wiedza wykraczała poza ludzki rozum. Gdy zobaczył chłopaka ogarnął go żal. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy, tworząc to coraz większe zagłębienie w ziemi. Pustelnik nakazał młodzieńcowi napić się wody ze Zdroju Przyszłości. Ten jednak nie miał pojęcia gdzie ono się znajduje. Starzec powiedział, że wskaże mu je własne serce.

 

Następnego ranka chłopak dostrzegł strumień pod swoją chatą. Bił od niego cudowny blask. To właśnie łzy pustelnika stworzyły źródełko. Młodzieniec nie zwlekając wziął jeden łyk. Wszystkie dolegliwości ustały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przy źródełku wykopano studnię, przez co osadę nazwano Studzieniczną.

Partnerzy portalu:

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Wschodnie regiony Polski pełne są mistycyzmu. Liczne przesądy i zabobony niegdyś stanowiły nieodłączny element codzienności. Na Podlasiu wierzy się, że niektóre zwierzęta mogą przewidzieć śmierć. Najczęstszym zwiastunem jest wycie psa. Wydaje się, że to nic szczególnego. Psy bowiem wyją w innych sytuacjach. Gdy jednak ktoś z rodziny przebywa choćby w szpitalu, a pysk wyjącego psa skierowany jest ku ziemi, trzeba być przygotowanym na najgorsze.Rzadziej praktykowana wróżba wiąże się z koniem. Jeśli kopał on pod domem gdzie leżał chory, wkrótce zawita tam śmierć. Dawniej uważano również, iż jeśli konie wiozące księdza, obejrzą się za siebie, lub będą spocone, to kostucha czyha w pobliżu. 

Ciekawym zwiastunem śmierci są krety, a właściwie ich kopce pod domem. Zwierzęta miały w ten sposób wyprowadzać duszę z gospodarstwa. Na wsiach panowało również przekonanie, iż nieszczęście przynosi piejąca kura. Dlatego też praktykowano tzw. przemierzanie. Polegało ona na mierzeniu kurą domostwa. Wygląda to dosyć absurdalnie trzeba przyznać. Gdy na progu wypadła głowa, ptaka należało zabić, jeśli zaś ogon, trzeba było go odciąć. Miało to ochronić domownika od szponów śmierci. Ludzie obawiali się ponadto sowy, a dokładnie jej złowieszczego odgłosu ”pódź, pódź”. Jeśli taki dźwięk unosił się w powietrzu, nie było już ratunku.

Partnerzy portalu: