Wystawa przybliża dawne zawody

Wystawa przybliża dawne zawody

Dyrekcja Wigierskiego Parku Narodowego znajduje się w miejscowości Krzywe w pobliżu Suwałk.  Zwiedzimy tam wystawę etnograficzną ”Ocalić od zapomnienia”. Przedstawia ona ponad 800 eksponatów, które stanowią przykłady przemijającej kultury materialnej okolic jeziora Wigry. Są to przede wszystkim pamiątki rodzinne przekazane nieodpłatnie przez osoby prywatne. Wystawę można oglądać w zabytkowej leśniczówce pochodzącej z lat 20-tych XX w.

 

Oglądanie zbiorów wystawy jest pierwszym krokiem do poznania historii dawnych zawodów, wykonywanych przez mieszkańców terenu Wigierskiego Parku Narodowego. W pierwszym pomieszczeniu zwanym wozownią zobaczymy choćby sanie czy uprzęże konne. Dwie kolejne izby stanowią wyposażenie dawnej chaty wiejskiej. Czwarta izba to pomieszczenie typowo gospodarcze, a w nim odnajdziemy warsztat stolarski, sprzęt do obróbki lnu i wełny oraz liczne narzędzia rolnicze. Pod wiatą stoi snopowiązałka, młockarnia czy sieczkarnia.  Na zewnątrz wystawy umieszczono pługi, brony, silniki oraz tradycyjny ogród wiejski ze starymi odmianami kwiatów i ziół.

Augustów reklamuje się w warszawskich autobusach

Augustów reklamuje się w warszawskich autobusach

3o sekund. Tyle trwa najnowszy spot reklamujący Augustów. Mogą go zobaczyć pasażerowie ponad 60-u linii komunikacji miejskiej w Warszawie. Zalet kurortu nie można jednak oglądać codziennie. Na dni promocji wyznaczono poniedziałek i środę. Filmik będzie się pojawiał 6 razy w ciągu godziny aż do 20 września. Czy akcja przyniesie spodziewane rezultaty? Czy w ogóle trzeba jeszcze kogoś zachęcać by odwiedził owe miasto? Wielu turystów i tak skarży się na tłumy.

 

 

Jak w powojennym Białymstoku walczono z pijaństwem?

Jak w powojennym Białymstoku walczono z pijaństwem?

Socjalizm miał dawać ludziom szczęście i dobrobyt. Zamiast jednak radować się z cudownej sytuacji kraju, szukano pocieszanie w alkoholu. Tak też było w Białymstoku. Pijackie wybryki w latach 50. były tak liczne, że władze postanowiły działać na szeroką skalę.

 

Z nadużywającym procentów walczono na różne sposoby. Przy kinie Pokój na ul. Lipowej powstała specjalna galeria z podobiznami jego mości, którzy zakłócali porządek. Przechodnie traktowali to jednak jako atrakcję. W gazetach podawano z kolei dane osobowe, w tym miejsce zamieszkania miłośników mocniejszych trunków. Informowano również o ich popisach zakłady pracy. 

 

Ciekawą formę ograniczenia spożycia zastosował jeden z białostockich barów, nazywany ”wykańczalnią”. Kupno każdego kieliszka wódki, obligowało do zamówienia dania gorącego. Stali klienci lokalu nie kryli zdziwienia. Aby zaspokoić pragnienie spożywali więc wino w ilościach hurtowych. Tak więc eksperyment zakończył się niepowodzeniem.

 

Nastał rok 1956. W całym kraju uruchomiono izby wytrzeźwień. W Białymstoku powstała ona na ulicy Warszawskiej, a w skład jej personelu wchodził milicjant, sprzątaczka i trzech felczerów. Koszt samemu noclegu wynosił 90 zł. To jednak nie wszystko. Sam dowóz na miejsce wymagał uiszczenia 15 zł. Inne usługi, jak mycie, strzyżenie czy prasowanie ubrań również uszczuplały portfel. Co jednak gdy zataczający się delikwent nie miał gotówki? Dawano mu wówczas 7 dni na uregulowanie długu.

 

Już pierwszego dnia funkcjonowania ”hotel dla pijaków” odwiedziło ponad dwudziestu gości. Duże zainteresowanie ofertą sprawiło, że władze placówki postanowiły zwiększyć ilość łóżek. Niektórzy przychodzili tam dobrowolnie, szukając spokoju od problemów życia codziennego. Jako, że wizyta w izbie trwała 8 h, mieli sporo czasu na przemyślenia.

 

Podlaskie meczety mogą trafić na listę UNESCO

Podlaskie meczety mogą trafić na listę UNESCO

Czy zabytki związane z kulturą tatarską trafią na listę światowego dziedzictwa UNESCO? Jest na to duża szansa. Polskie władze w tym celu nawiązały współpracę z Litwinami i Białorusinami. Wkroczenie na wyższy level nie byłoby możliwe bez uznania obiektów za pomnik historii. Na szczęście tak stało się już w 2012 r.

 

Meczety i mizary znajdujące się w Bohonikach i Kruszynianach stanowią dowód kulturowego bogactwa, ale także i religijnej tolerancji. Są też świadectwem pokojowego istnienia społeczności muzułmańskiej w chrześcijańskim świecie. Zachowała ona odrębność przy równoczesnej asymilacji. Teraz materialne dziedzictwo ma szansę zostać uhonorowane. Obiekty sakralne doskonale łączą wzorce lokalne i orientalne. Drewniane świątynie posiadają wschodnie zwieńczenia wieżyczek i zdobienia wnętrz. Tak jest też u naszych wschodnich sąsiadów – chociażby w Wilnie.

 

Jedynym polskim obiektem na liście UNESCO jest obecnie Puszcza Białowieska. Do prestiżowego grona miał też dołączyć Kanał Augustowski, ale sprawa ucichła. Trzymajmy więc kciuki za wątek tatarski.

 

Zegar słoneczny na Kanale doczekał się renowacji

Zegar słoneczny na Kanale doczekał się renowacji

Półtora kilometra od granicy z Białorusią, został odnowiony zegar słoneczny, który liczy sobie już 200 lat. Znajduje się on na obok śluzy Kanału Augustowskiego, Wołkuszek.

 

Granitowy zegar odnaleziono już kilkanaście lat temu przy pracach nad przebudowa Kanału. Konserwacja polegała na nałożeniu nowych podziałek do odczytywania godziny,  a także na wymianie wskazówki. Jako, że pogoda nie dopisywała trzeba było kilku dni aby sprawdzić czy zegar działa poprawnie.

 

Planowane jest też umieszczenie przy zegarze odpowiedniej tablicy informacyjnej. Nie zabraknie też kamiennej ławeczki. Miejscowe władze otwierając nowe atrakcje nad białoruską częścią Kanału Augustowskiego, zamierzają przyciągnąć jak najwięcej turystów. Od października ubiegłego roku w ten rejon oraz do Grodna można przyjeżdżać bez wiz.

Poznaj tajemnice Kościoła Farnego

Poznaj tajemnice Kościoła Farnego

Czy to najważniejszy historyczny obiekt w Białymstoku? Wiele przemawia na jego korzyść. Kościół Farny to bowiem najstarszy murowany budynek w stolicy Podlasia. Jako jeden z nielicznych zachował oryginalne wyposażenie. Mimo że wygląda na dobudówkę, wcale nią nie jest. Gotowi na poznanie jego historii?

 

Fundatorem kościoła był marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Piotr Wesołowski. Pracę nad świątynią rozpoczęto w 1612 r. Wyposażenie zostało ufundowane zaś  przez kolejnego właściciela miasta Jana Klemensa Branickiego. To on uczynił z kościoła rodowe mauzoleum. Pochował tam serca swego ojca i babki. A taki sam los zadbała żona, po śmierci hetmana.

 

Pod koniec XIX w. okazało się, że świątynia jest za mała by pomieścić wiernych. Władze carskie jednak zabraniały budowania kościołów. Dziekan parafii Wilhelm Szwarc wykorzystał kruczek i uzyskał zgodę na rozbudową istniejącej świątyni. Zamówiono został więc projekt dobudówki. Ta rozrosła się do wielkich rozmiarów, przewyższając wielokrotnie pierwotną świątynię.

 

Kilkadzieścia lat temu była to prawdziwa sensacja archeologiczna. We wnętrzu kościoła parafialnego Wniebowzięcia Maryi Panny odnaleziono zamurowane wejście. Gdy udało dostać się na drugą stronę, badacze nie mogli uwierzyć własnym oczom. Leżały tam trumny. W sumie było ich ponad 20. Jedna z nich była bogata zdobiona. Na wieku widniał zaś pozłacany herb rodziny Poniatowskich, a także łacińska inskrypcja.

 

Okazało się, że spoczywa tam bratanica ostatniego króla Polski. Zmarła Katarzyna Poniatowska była ubrana w jasną koszulę i białe rękawiczki. Zachował się nawet wianek z uschłych kwiatów. Uwagę przyciągały też tekstylne buty. Krypty szukano przez lata. Mimo licznych zapisków w księgach parafialnych badacze mieli nie mały orzech do zgryzienia.  Do tej pory nie udało się ustalić tożsamości większości osób pochowanych w krypcie. Przypuszcza się, że spoczywa tam choćby ojciec fundatora kościoła.

 

W grobowcach jest m.in. pochowany pierwszy metropolita białostocki abp Edward Kisiel, biskup diecezji mińsko-mohylewskiej Edward Ropp, ale także jest tam trumna żon Izabeli Branickiej. Krypty są niedostępne na co dzień. Bardzo rzadko można je oglądać. Ostatnie takie okazje były w lutym i czerwcu 2010 roku, gdy białostoccy przewodnicy organizowali wejścia do krypt z okazji międzynarodowego dnia przewodnika turystyki oraz w ramach akcji „Lato z zabytkami”

 

W kościele farnym miały miejsce premiery znanych polskich pieśni religijnych – jak ”Bóg się rodzi”. Świątynia zachowuje związki z muzyką do dnia obecnego. Organizowane są bowiem corocznie w czerwcu niedzielne koncerty organowe pod nazwą „Muzyka w Starym Kościele”.

 

 

 

Pałac w Pawłowiczach – 5 faktów

Pałac w Pawłowiczach – 5 faktów

Pałac w Pawłowiczach jest jednym z niewielu zachowanych zabytków województwa podlaskiego z początku XVII wieku. Pałac składał się z dwóch pięter i został zlokalizowany na osi drogi dojazdowej prowadzącej od gościńca zaleskiego. Stanowił on element renesansowej kompozycji przestrzennej. Jest ważnym świadectwem historii regionu podlaskiego, ale również świetnym przykładem architektury renesansowej i klasycystycznej.

Pałac w Pawłowiczach – unikalny zabytek renesansu i klasycyzmu

Pawłowicze to niewielka miejscowość w powiecie sokólskim. Od XVI opiekę nad miejscowością sprawował ród Wołłowiczów. Kierowali oni akcją osiedleńczą i kontrolowali eksploatację puszczańskich zasobów. Mimo że w sztuce panował barok, familia postanowiła stworzyć pałac klasycystyczny. Czas zapoznać się z nim nieco bliżej.

5 faktów o pałacu w Pawłowiczach

1.  Obiekt wzniesiony w 1610 r.  na polecenie podskarbiego litewskiego Pawła Wołłowicza jest najstarszym pałacem w regionie urządzonym w całości w stylu renesansowym.

2. Przy wejściu do budynku można dojrzeć oryginalną tablicę z łacińską inskrypcją – ”Czego pragniesz dla siebie, czyń i drugiemu”.

3. Prawdopodobnie przy pałacu istniał zbór kalwiński, który upamiętniać miał go kamień w wyrytym krzyżem. Zlokalizowany był on ponoć przy wjeździe do pałacu.

4. Pałac w Pawłowiczach od połowy lat 60. stanowił siedzibę szkoły podstawowej,  ale ze względu na niż demograficzny szybko przestał pełnić ową funkcję. Jednak teraz to pustostan otwierany jedynie na czas wyborów.

5. Z pałacem wiąże się tragiczna legenda. Dawno temu dziedzic pawłowicki miał przepiękną córkę na wydaniu, która jednak zakochała się w młodym koniuszym pracującym we dworze. Pomimo to Ojciec zabronił córce spotykać się ze sługą i przez pewien czas ta przestrzegała zakazu. Jednak uczucie okazało się silniejsze. Gdy rozsierdzony dziedzic dostrzegł swą latorośl w ramionach koniuszego, zagotowała się w nim krew i nakazał zamurować córkę w murach pałacu, lecz tylko do połowy, by bardziej cierpiała. Gdy zmarła, zamurowano ją całą, a podobnie postąpiono z koniuszym. Do tej pory można ponoć zobaczyć dwa wgłębienia przy schodach prowadzących do piwnic.

Zalew w Repczycach na Podlasiu to gratka nie tylko dla wędkarzy

Zalew w Repczycach na Podlasiu to gratka nie tylko dla wędkarzy

Zalew w Repczycach to niezwykłe miejsce, otoczone malowniczą przyrodą, które sprawia, że staje się ono idealnym celem dla spacerowiczów, miłośników rowerowych przejażdżek czy osób pragnących spędzić czas na pikniku. Otoczenie zbiornika wodnego urzeka różnorodnością krajobrazów i bogactwem flory. Stanowi to niezaprzeczalny atut dla wszystkich, którzy pragną odpocząć od miejskiego zgiełku i cieszyć się harmonią natury. Jednak to nie wszystko, co ma do zaoferowania ten urokliwy teren. Zbiornik wodny przyciąga także pasjonatów wędkarstwa, którzy w tym miejscu mają szansę spróbować swoich sił i zanurzyć w wodach różnorodnych gatunków ryb.

Początki istnienia zalewu w Repczycach

W okresie letnim tłumnie odwiedzany jest chętnie odwiedzany przez mieszkańców okolic Hajnówki. Powstał on na początku millenium na rzece Nurzec, a jego łączna powierzchnia wynosi około 11 ha. Dodatkowo linia brzegowa rozciąga się na długości ponad 2 km. Opiekę nad zbiornikiem sprawuje dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Kleszczelach.

Zalew w Repczycach – nie tylko dla wędkarzy 

Zalew w Repczycach zapewnia wiele wariantów spędzenia swojego czasu. Możemy tu korzystać z licznych atrakcji. To idealne miejsce dla osób poszukujących wypoczynku na świeżym powietrzu oraz dla miłośników aktywności wodnych. Atrakcje przygotowano również dla dzieci. Obecność ratowników WOPR gwarantuje całkowite bezpieczeństwo. Ponadto na miejscu możemy wypożyczyć sprzęt służący do rekreacji wodnej, taki jak kajaki czy rowery wodne. Ciekawą formą zorganizowania pobytu jest również organizacja ogniska w specjalnie wyznaczonych do tego miejsca.

Zalew w Repczycach to przyjazne miejsce dla wypoczynku i obcowania z naturą

Miłośnicy gier zespołowych zagrają niejeden mecz siatkówki i koszykówki. Na zmotoryzowanych wczasowiczów czeka parking. Obszar zalewu zapewnia zaplecze sanitarne – wc i natryski. Wędkarzy przyciąga głównie zachodnia część zbiornika. Gdyż cenią sobie spokojne i malownicze miejsca nad wodą, gdzie mogą odpocząć i cieszyć się naturą, a tak właśnie jest tutaj. W wodach czekają na nich takie gatunki jak: szczupaki, okonie, leszcze, karpie, a także sum. Wędkowanie nie wymaga specjalnych zezwoleń – wystarczy karta.

5 faktów o początkach białostockiej biblioteki miejskiej

5 faktów o początkach białostockiej biblioteki miejskiej

Rok 1910. Na ówczesnej ulicy Niemieckiej w Białymstoku swoje drzwi otwiera czytelnia. Rok później wprowadzono opcję wypożyczenia publikacji. Biblioteka publiczna swobodnie funkcjonowała do I Wojny Światowej. Czas poznać jej sekrety.

1.  Personel biblioteki składał się tylko z dwóch osób. W kilka miesięcy obsłużył on ponad 500 tys. czytelników.

2. Na część książek wprowadzono opłaty abonamentowe. Zniżki posiadali żołnierze, bezrobotni i uczniowie.

3. Aby mieć środki na nowe pozycje organizowano bale charytatywne. Dochód szedł na uzupełnienie bibliotecznych półek o polską beletrystykę i prace naukowe. Bibliotekę wspomagała również miasto. Na jej potrzeby przeznaczała 100 rubli rocznie.

4. Połowę książek stanowiły książki w języku polskim. W zbiorach znajdowały się również publikacje pisane po niemiecku, francusku, angielsku, hebrajsku i w jidysz.

5. Biblioteka ściśle współpracowała z pierwszym lokalny czasopismem – Gazetą Białostocką. Na jej łamach często pojawiały się wpisy promujące placówkę.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Akiba Rubinstein urodził się w miejscowości Stawiski w powiecie kolneńskim. Po śmierci rodziców trafił pod opiekę dziadków.  Być może to właśnie oni zarazili pasją swego wnuczka. Akiba nauczył się grać w szachy w wieku 14 lat. W opanowaniu gry do perfekcji pomógł mu podręcznik autorstwa Josepha Sossnitza.

 

Szachy tak bardzo pochłonęły życie Akiby, że porzucił on studia talmudyczne, jakie rozpoczął w Białymstoku. Ćwiczenia zajmowały mu nawet 8 godzin dziennie przez 300 dni w roku. Istne szaleństwo. Pierwszy pojedynek stoczył w 1901 r. ze znamy w środowisku szachowym G. Bartoszkiewiczem. Utytułowany gracz musiał uznać wyższość dużo młodszego kolegi.

Wkrótce po pojedynku Ariba udał się do Łodzi, który nazywany był polską stolicą szachów. Tam też rozgrywano mistrzostwa. Pod opiekę wziął go Henryk Selwe – prawdziwa legenda gry. Ariba po trzech latach przerósł mistrza. Zdobycie pierwszego miejsca na Kongresie Niemieckiego Związku Szachowego otworzyły mu drzwi do dalszej kariery. W 1912 wygrał pięć kolejnych turniejów, w których uczestniczyła sama śmietanka gry.

 

Po zakończeniu I Wojny Światowej Ariba osiadł w Niemczech, a następnie udał się do Belgii. Nadal jednak reprezentował Polskę. Tak też było na licznych olimpiadach szachowych, z których wspólnie z kolegami przywoził medale. W czasie II wojny światowej Akiba Rubinstein przebywał w Belgii. Ukrywał się w szpitalu w Brukseli. Zmarł w Antwerpii 14 marca 1961 r. 

Lokal zareklamował się przez uczciwość

Lokal zareklamował się przez uczciwość

Jesienią 1934 r. po wieloletnim remoncie Pałacyku Gościnnego w Białymstoku otwarto Cafe Club, nazywano później przytułkiem rozrywki towarzyskiej. Właścicielem lokalu był Hirsz Wider, który zlecił wykonanie wnętrz znanemu architektowi Szymonowi Pappe. To on był twórcą budynku Wojska Polskiego, nazywanego potocznie ”okrąglakiem”.

Kawiarnię urządzono w nowoczesnym stylu. Bogate dekoracje, setki świateł – to wszystko pierwszym klientom zatykało dech piersiach. Na otwarciu amerykańskie standardy zagrała jazzowa orkiestra. Prawdziwą nowinką w lokalu był stolik prasowy. Nazywano go gniazdem prasożytów. 

W pierwszym tygodniu funkcjonowania kawiarni miało miejsce ciekawe wydarzenie, które przyczyniło się do promocji lokalu. Jeden z klientów znalazł pod stołem pierścionek z brylantem. Znalazca przekazał go żonie właściciela. Wkrótce potem do kawiarni zawitała elegancka dama z zapytaniem o klejnot. Ogromnie się zdziwiła, że tak szybko udało się jej odzyskać zgubę. Uczciwość została nagrodzona. Na wieść o porządności lokalu, tłumnie zaczęła napływać do niego śmietanka towarzyska miasta.

Bóbr i czapla żyją razem pod jednym dachem

Bóbr i czapla żyją razem pod jednym dachem

Kurowo jest niewielką miejscowością w powiecie wysokomazowieckim. Zlokalizowana jest w nim Siedziba Dyrekcji Narwiańskiego Parku Narodowego. Stanowi ją zabytkowy dworek otoczony zewsząd parkiem. Na gości czeka ekspozycja przedstawiająca ptaki i ssaki, które zamieszkują Dolinę Narwi. Dzięki niej przyjrzymy się z bliska okazom bardzo płochliwym w naturalnym środowisku. Jedne z nich umieszczono w gablotach, przy drugich zaś odtworzono warunki bytowania. Tak jest choćby w przypadku bobrów.

 

Na miejscu z pewnością nieraz skorzystamy ze ścieżek przyrodniczo-edukacyjnych. Na wyróżnienie zasługuje tzw. ”Kładka wśród bagien” o długości 1 km. Trasa rozpoczyna się już za dworkiem, kierując nas do drewnianego pomostu. Dzięki niemu przemieszczamy się po bagiennych terenach Narwi. Na krótkim odcinku przejdziemy przez pięć ekosystemów, a przy każdym z nich umieszczono tabliczki z cennymi informacjami. Chętni mogą skorzystać również z wieży obserwacyjnej. Osobom w wieku szkolnym poleca się z kolei ścieżkę ”Park przydworski w Kurowie”, która pozwala zapoznać się z fauną i florą dominującą w okolicy.

Jak marszałek złowił szczupaka?

Jak marszałek złowił szczupaka?

Józef Piłsudski odwiedził augustowskich kawalerzystów w 1935 r. Zaproponowano mu oczywiście jedną z głównych atrakcji miasta – rejs statkiem po jeziorze Necko. Rejs jednak sam w sobie mógł dla marszałka wydać się mało ciekawy. Postanowiono więc nieco go uatrakcyjnić. Piłsudskiemu wręczono bambusową wędkę z przyczepioną płotką. Owa ryba miała pełnić rolę wabika na drapieżnego szczupaka.

 

Ten jednak nie pojawił się przez dłuższy czas. Zniecierpliwiony marszałek postanowił pójść na papierosa. Wówczas to postanowiono nieco pomóc szczęściu. Jeden z członków załogi wyjął z beczki szczupaka, wbij w niego haczyk, po czym wypuścił do jeziora. Piłsudski powróciwszy z dymka musiał tylko dopełnić formalności. Nieświadomy oszustwa cieszył się ze zdobyczy.

Dziewczynkę z konewką można mieć przy sobie

Dziewczynkę z konewką można mieć przy sobie

Z tej wiadomości ucieszą się panie. Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Białymstoku wprowadził do sprzedaży torebki prezentujące słynną ”Dziewczynkę z Konewką”. Kto nie wie o kogo chodzi – już wyjaśniamy. Otóż jest to postać z muralu zdobiąca Instytut Chemii. Malowidło powstało w ramach akcji „Folk on the street” której założeniem było wprowadzenie motywów kultury ludowej Podlasia do przestrzeni publicznej Białegostoku.

 

Bawełniane torebki nie dość, że ładnie się prezentują, to są bardzo funkcjonalne. Posiadają wytrzymałe rączki i dwie kieszenie dzięki czemu idealnie nadają się na wyjście do miasta. Jak na razie można dostać je jedynie w czarnej wersji, ale w planach jest rozszerzenie oferty kolorystycznej.  Torebki to nie jedyne gadżety związane z muralem jakie można zakupić w siedzibie WOAK. Dziewczynka z konewką widnieje również na zeszytach, kubkach czy workach.

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Co jakiś czas na łamach portalu wspominamy Podlasian, którzy osiągnęli sukcesy, lecz większość z nas nie jest świadoma ich istnienia. Dziś nadeszła pora przedstawić sylwetkę Andrzeja Strumiłły – malarza, fotografa i pisarza. Jednym słowem to człowiek renesansu. Obecnie mieszka w Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie.

 

Jego kariera rozpoczęła się od współpracy z Polską Izbą Handlową. Projektując pawilony na wystawy mógł zwiedzić dalekie zakątki świata. Podróże wywarły ogromny wpływ na jego twórczość. Szczególnie interesowała go kultura azjatycka. W pracach łączył różne style – od abstrakcyjnych po metaforyczne. Fotografią zainteresował się w latach 40. Odpowiednimi zdjęciami dokumentował swoje wyprawy.

 

Jego łączny dorobek to ponad 120 wystaw w Polsce i za granicą. Były to wystawy zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, jak choćby Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.  W 2008 r. w Suwałkach powołano do życia galerię imienia Andrzeja Strumiłły. Można tam odnaleźć większość dzieł tego wybitnego twórcy.

 

Dworek Sapiehów zniszczyli Rosjanie

Dworek Sapiehów zniszczyli Rosjanie

Dubno to niewielka miejscowość w powiecie bielskim, położona nad rzeką Nurzec. Niecałe dwa kilometry od wsi istniał niegdyś dwór należący do rodu Sapiehów. Teraz zamiast dworu są gęste krzaki i co jakiś czas archeolodzy.

 

Obiekt stworzył  pierwszy wojewoda podlaski Jan Sapieha. Na urząd został mianowany przez króla Zygmunta Starego w 1513 r.  Prawdopodobnie zmarł on w swojej rezydencji w Dubnie i tu został tymczasowo pochowany, zanim jego ciało przeniesiono do Kodnia.

 

Rozbudowa rezydencji to z kolei zasługa Mikołaja Krzysztofa Sapiehy. Miński wojewoda władał miejscowością 100 lat później. Dubno stawiło siedzibę zacnego rodu do połowy XVII w. Potem co raz dwór zmieniał właścicieli, którzy, delikatnie mówiąc, nie zbyt dbali o budynek. Czarę goryczy przelały działania wojsk moskiewskich. Zniszczony obiekt pełnił rolę spichlerza.Ostatecznie dwór rozebrano przed stu laty. Fotografie odkopanych w ubiegłych latach fragmentów i komputerowa wizualizacja dworu wiszą na ścianach urzędu gminy Boćki.

W Białymstoku szykują się do bicia rekordu

W Białymstoku szykują się do bicia rekordu

Już w niedzielę na placu przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku odbędzie się finał kampanii Kilometry Dobra organizowanej przez Caritas. To wyjątkowa akcja charytatywna, w której może wziąć udział każdy. Organizatorem mistrzostw świata w dobroci jest Polski Instytut Filantropii.

Na czym polega rywalizacja na dobroć? Wystarczy przez trzy miesiące zbierać pieniądze. Następnie podczas finału akcji fundacje wymienią je na monety o nominale 1 zł, aby ułożyć z nich nieprzerwany ciąg złotówek i pobić rekord Guinessa. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Potrzeba ponad 75 km. Czy uda się to w Białymstoku? Trzymamy kciuki.

Wszelkie środki zebrane w ciągu trwania akcji Kilometry Dobra będą przeznaczone na remont Katolickiego Ośrodka Wychowania Terapii Uzależnień „Metanoia” w Czarnej Białostockiej.

Po zamku został tylko fragment

Po zamku został tylko fragment

Pierwotny drewniany zamek w Ciechanowcu powstał, nad prawym brzegiem Nurca, dzięki kasztelanowi Mikołajowi Kiszce na początku XVII w. Przez blisko 30 lat warownia była przebudowywana. Otoczono ją ziemnymi fortyfikacjami z nawodnioną fosą. W okresie szwedzkiego potopu zamek uległ dużemu zniszczeniu. Jako że nie prowadzono żadnych badań, nikt nie zna dokładnego rozplanowania obiektu. Z przekazów wiadomo, że zamek posiadał baszty i mury obronne. Ponoć zatrzymywała się w nim Królowa Bona,  Zygmunt Stary oraz Zygmunt August.

 

Po  ”potopie” nowa właścicielka miasta, Eleonora Bremmerowa na miejscu zniszczonej warowni wzniosła drewniany dwór, który w czasie Wojny Północnej został strawiony przez ogień. Kolejni właściciele Ciechanowca, Ossolińscy, wznieśli na terenie zamkowym murowaną siedzibę, która została spalona w 1915 roku przez wycofujące się wojska rosyjskie. Do dziś zachował się we fragmentach mur podzamcza, piwnica w niewielkim wzgórzu oraz resztki fosy.

 

Chórzyści stworzyli nową wersję hymnu Jagi

Chórzyści stworzyli nową wersję hymnu Jagi

Już w niedzielę o 18. Jagiellonia Białystok rozpocznie ostateczny bój o historyczne mistrzostwo Polski. Na Podlasiu nikt raczej nie wątpi w szczęśliwe zakończenie. W mieście panuje hasło ”wszystkie ręce na podkład”. Kibicie wymyślają więc różne formy wsparcia dla żółto – czerwonych.

 

Jedną z ciekawszych jest nagranie nowej wersji hymnu Jagiellonii. Dwudziestu wykonawców z Chóru Akademickiego stworzyło epicką muzyczną opowieść na cztery głosy. Aranżacją zajął się dyrygent, prof. Edward Kulikowski. Pomysłodawcami są sami członkowie chóru, na co dzień oddani fani klubu. Czy nowa wersja zagrzeje piłkarzy do walki jeszcze bardziej?

Bunkier wykorzystano jako zjeżdżalnię

Bunkier wykorzystano jako zjeżdżalnię

W Augustowie nad kanałem Bystrym natkniemy się na nietypowe gruzowisko. Opatrzone jest napisem ”Nigdy więcej wojny”. Są to pozostałości po bunkrze, które z biegiem lat zyskały nowe funkcjonalności. Nad kamieniami powstała kładka pieszo-rowerowa, która nieco zakłóciła wyjątkowość tego miejsca.

 

Bunkier powstał w miejscu strategicznym aby mieć podgląd na jedną z głównych ulic. W jego budowę zaangażowało się nie tylko wojsko, ale i zwykli mieszkańcy miasta. W bunkrze znajdowało się działko przeciwlotnicze, lecz ze skutecznością strzałów bywało różnie.

 

Pozostałości po bunkrze wysadzonym na przełomie 1944/1945 r zyskały nową rolę. W latach siedemdziesiątych dzieci zjeżdżały z nasypu na sankach.  Po zabezpieczeniu wejścia, bunkier stał się zwykłym pomnikiem. Mimo, że do jego wnętrza zostały zamknięte na wieki, nadal pozostaje namacalnym dowodem wojennej rzeczywistości. Warto też wspomnieć, że w czasach PRL-u przy pomniku odbywały się uroczystości z okazji świąt narodowych.

Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Urodzony w Białymstoku Chaim Zelig Słomiński od dziecka interesował się astronomią i matematyką. To w nauce podkładał swoją przyszłość. Gdy skończył 18 lat ożenił się z majętną panną z podbiałostockiego Zabłudowa. Ta jednak nie rozumiała pasji męża. Związek zakończył rychły rozwód.

 

Po powrocie do stolicy Podlasia Chaim rozpoczął pracę nad podręcznikiem od matematyki w języku hebrajskim. Dzięki pomocy wileńskiego sponsora publikacja została wydana. Rok później światło dzienne ujrzało dzieło ”Kometa”. Pracę z astronomii również przyjęto pozytywnie.

 

W 1842 r.  Chaim Słonimski poślubił Sarę, najmłodszą córkę Abrahama Sterna i osiadł w Warszawie na stałe. Zajął się udoskonalaniem maszyny do liczenia wynalezionej przez swojego teścia. Praca ta przyniosła mu nagrodę Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu. Wynalazek ten prezentował później między innymi w Królewcu i Berlinie, gdzie zaprzyjaźnił się z wybitnym naukowcem niemieckim – Aleksandrem Humboldtem.

W latach 50-tych XIX wieku Słonimski miał już na swoim koncie kilka istotnych wynalazków, jak urządzenie do jednoczesnego przekazywania czterech depesz przez jeden przewód. W roku 1850 otrzymał patent na cynowanie naczyń kuchennych z lanego żelaza, a w 1854 na sikawkę strażacką.

 

Chaim Zelig Słonimski był wielkim entuzjastą języka hebrajskiego, znawcą i popularyzatorem Talmudu. Działał w Warszawskim Towarzystwie Krzewienia Oświaty, opracował podstawy kalendarza żydowskiego, ogłosił w języku hebrajskim wiele prac z dziedziny matematyki i geometrii.

 

Zapomniany cmentarz sąsiaduje z centrum handlowym

Zapomniany cmentarz sąsiaduje z centrum handlowym

Cmentarz ten zajmuje niespełna pół hektara. W jego pobliżu odnajdziemy wielkie centra handlowe. Białostocka nekropolia na ulicy Produkcyjnej należy do zapominanych obiektów w mieście. Powstał on najprawdopodobniej w połowie XIX wieku. Cmentarz założyła grupa niemieckich tkaczy z Saksonii, których sprowadzono do fabryk włókienniczych zlokalizowanych w Choroszczy.  22 rodziny zamieszkały w północnej dzielnicy miasta, na terenie dzisiejszego osiedla Bacieczki. 

 

Na cmentarzu niemieckim w Białymstoku odnajdziemy tylko kilka nagrobków. Na trzech z nich można odczytać nazwiska zmarłych. Największy, z figurą Jezusa, pozbawiony jest głowy. Reszta to betonowe obramowania mogił. Ostatni pochówek na cmentarzu przy ulicy Produkcyjnej odbył się  po II wojnie światowej. W 2009 roku urząd miasta nieco uporządkował nekropolię.

Z Rynku do Parku dojdziemy w kilka chwil

Z Rynku do Parku dojdziemy w kilka chwil

Niewiele miast wielkości Łomży może pochwalić się parkiem krajobrazowym leżącym tuż za ich granicami. Ten łomżyński utworzono w 1994 r. Doceniono w ten sposób wyjątkowy charakter przełomowego odcinka doliny Narwi. Teren parku – ponad 7 tys. ha – obejmuje kilkunasto kilometrowy odcinek rzeki.

 

Rozpoczyna się na wysokości wsi Bronowo, gdzie do Narwi wpada prawobrzeżny dopływ – Łojewek, a kończy na obrzeżach Łomży (przy drodze do Piątnicy), gdzie koryto dwukrotnie charakterystycznie załamuje się pod kątem prostym. Tym samym wystarczy krótki spacer ze Starego Rynku, by oglądać piękny widok nadnarwiańskich łąk należących do parku. Tego inne miasta w Polsce mogą Łomży tylko pozazdrościć.

 

Godłem parku jest czajka, ptak charakterystyczny dla rozległych łąk nadrzecznych. Towarzyszą jej inne gatunki, które dla swego bytowania wymagają otwartych terenów łąkowych, torfowisk, szuwarów i starorzeczy, m.in.rycyk, krwawodziób, bąk, bączek, kropiatka,wodniczka, a z drapieżnych: błotniak łąkowy,orlik krzykliwy, puchacz i sowa błotna. Ptaki królują na tym terenie zwłaszcza podczas wczesno wiosennych przelotów.

 

Nad Narwią można wówczas obserwować duże stada gęsi,tokujące bataliony, liczne czajki. Interesujące obserwacje ornitologiczne można prowadzić wręcz z samego miasta. Ptakiem, którego spotka każdy, nawet niezbyt uważny obserwator jest bocian biały – w każdej podłomżyńskiej wsi natrafimy na kilka jego gniazd usytuowanych na słupach czy dachach budynków.

W fundamentach dworca umieszczono kapsułę czasu

W fundamentach dworca umieszczono kapsułę czasu

Prace wre i już na jesień oddanie zostanie oddany do użytku nowy dworzec PKS w Białymstoku. W poniedziałek w fundamentach umieszczono kapsułę czasu. Co znajduje się we wmurowanym akcie erekcyjnym? Tradycyjnie nie mogło zabraknąć dokumentu z nazwiskami pomysłodawców inwestycji. To jednak oczywiście nie wszystko. Szklana kapsuła zawiera również zdjęcia starego dworca, lokalne gazety oraz fotografie osób, które podpisały akt erekcyjny. 

Teraz rodzi się pytanie. Kiedy potomni ujrzą zawartość kapsuły? Musiałoby to się wiązać z gruntowną modernizacja lub rozbiórką. Ile czasu upłynie zanim nowy dworzec zakończy swój żywot? No cóż…na razie niech najpierw powstanie.

Co ukrywał Piłsudski w Białymstoku?

Co ukrywał Piłsudski w Białymstoku?

Józef Piłsudski wielokrotnie odwiedzał Białystok. Jako działacz Polskiej Partii Socjalistycznej czynił to raz na kwartał. Ze względów bezpieczeństwa podróżował samotnie. Tutejsi przyjaciele nazywali go towarzyszem Wiktorem albo Ziukiem. Spotkania odbywały się w jednym z czteropokojowych mieszkań na obecnej ulicy Jana Kilińskiego. Tam wręczał sprzymierzeńcom odezwy i gazetę ”Robotnik”, którą ukrywano w fortepianie jednej z rodzin. Zwykle brało w nich udział maksymalnie 7 osób.

 

Rzadko zdarzało się by nocował w mieście. Jeśli już, schronienie znajdował na ulicy Starobojarskiej. Zwykle opuszczał miasto tego samego dnia. Piłsudski dbał bowiem o innych. Nie chciał doprowadzić do aresztowań współpracowników.

 

Kolejna wizyta miała miejsce już po I Wojnie Światowej. Pod hotelem Ritz, gdzie zjadł obiad, zorganizowano manifestację na jego cześć. 3 lata później władze zadecydowały o nadaniu marszałkowi tytułu honorowego mieszkańca Białegostoku. Na czas przyjazdu powstały bramy triumfalne, a na dworcu witano Piłsudskiego chlebem i solą.

 

Jako, że był to poranek prezydent miasta zaprosił go na śniadanie do swego domu. Była to jedynie część nieoficjalna wydarzenia. Prawidłowe uroczystości z rozmachem odbyły się na Rynku Kościuszki. Nie zabrakło płomiennych przemówień i defilad.  Natomiast uroczysty obiad w ogrodach Pałacu Branickich zgromadził ponad 2 tys. Tak właśnie wyglądały ostatnie odwiedziny marszałka w mieście.

Na muralu w Choroszczy zobaczymy burmistrza

Na muralu w Choroszczy zobaczymy burmistrza

Jedni nazywają to sztuką, drudzy formą reklamy. W Choroszczy pod Białymstokiem jeden mural przyciąga szczególną uwagę. Dostrzec można w nim burmistrza miasta. Jednak malowidło powstało zanim Robert Wardziński objął swój urząd. Czarno-biały streetart stanowi formę promocji czasopisma, które było wydawane przez stowarzyszenie wówczas jeszcze kandydata na burmistrza. O agitacji politycznej nie może być więc mowy.

W Choroszczy powstaje coraz więcej murali. Jeden z nich ozdabia ściany urzędu miejskiego. Jest on swoistą mapą po okolicy. Przedstawia zabytkowe budynki, kapliczki, pomniki, a także miejsca rekreacji. Jego kolorystyka jest stosowana aby jak najlepiej wpasować się w charakter ulicy. 

W Augustowie ratują pszczoły

W Augustowie ratują pszczoły

W Polsce tradycje bartnicze powiązane z dzikimi pszczołami zaczęły znikać w XVIII w. Przyczyniły się do tego choroby, rozwój przemysłu, a także biurokratyczne zakazy. Miód tworzony przez dzikie pszczoły osiąga astronomiczne kwoty na rynku. Jest to bowiem rzadki towar.

 

Na terenie Puszczy Augustowskiej przeprowadzono projekt mający na celu przywrócić zawód bartnika do łask. Stworzono specjalny ogródek z ponad setką gatunków drzew, krzewów czy kwiatów. Nie zapomniano oczywiście o roślinach uprawnych. Mają z niego korzystać pszczoły mieszkające w kłodach bartnych zawieszonych na drzewach nadleśnictwa. Ogródek stanowi również część ścieżki edukacyjnej.

 

Cała akcja odbyła się przy współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego a także Uniwersytetem w Białymstoku. W odtworzeniu tradycji bartniczych duży udział mieli też Rosjanie. Na dalekim wschodzie od lat pomoc dla dzikich pszczół jest na porządku dziennym. Projekt kosztował blisko milion złotych.

Stworzył gazetę pod rosyjskim zaborem. Pisał po polsku.

Stworzył gazetę pod rosyjskim zaborem. Pisał po polsku.

Konstanty Kosiński urodził się 23 stycznia 1887 we wsi Bogusze Litewka w obecnym powiecie bielskim. W Białymstoku ukończył szkołę podstawową a na studia udał się do Petersburga. W 1915 roku zaangażował się w działalność społeczno – kulturową. Wraz z kilkunastoosobową grupą zapaleńców stworzył Towarzystwo Dramatyczne Pochodnia. Teatr ten pełnił ważną rolę patriotyczną.

 

Główną pasją Konstantego Kosińskiego było jednak dziennikarstwo. Gdy ukończył 25 lat zwrócił się do gubernatora o koncesję na wydawanie gazety w języku polskim. Warunek był tylko jeden – polityczna bezbarwność. Próba uzyskania zgody władz carskich na wydawanie gazety w języku polskim stanowiła wielki akt odwagi. Ostatecznie się udało.

 

Gazeta Białostocka była to pierwszą i jedynym czasopismem w języku polskim ukazująca się w mieście w czasach zaboru rosyjskiego. Wychodziła jako tygodnik. Wydawano ją z przerwami przez trzy lata. Jej ostatni numer ukazał się 15 sierpnia 1915 roku, tuz po wkroczeniu Niemców do Białegostoku.

 

Po odzyskaniu niepodległości, Konstanty Kosiński aktywnie współtworzył szkolnictwo podstawowe. Wkrótce też wznowił pracę dziennikarską jako współpracownik, a następnie jako redaktor naczelny Dziennika Białostockiego. Za swoje osiągnięcia został wielokrotnie odznaczony. Otrzymał Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyże Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa – gdzie odnajdziemy ”Sypaną Górę”?

Góra Cisowa to jedno z najwyższych wzniesień w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Z jej szczytu rozciąga się piękna panorama na okolicę, a także na jezioro Hańcza i pobliskie wzgórza.  Góra w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk. Suwalski Park Krajobrazowy to obszar chroniony znajdujący się w północno-wschodniej Polsce, w województwie podlaskim. Park ten został utworzony w 1976 roku w celu ochrony walorów przyrodniczych regionu, w tym lasów, torfowisk, jezior i rzek. Szczególnie warto zobaczyć tutaj Jezioro Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce oraz Jezioro Wigry – o malowniczych krajobrazach. W Suwalskim Parku Krajobrazowym można również spotkać wiele gatunków zwierząt i roślin chronionych, takich jak wilki, rysie, bocian czarny czy storczyki.

Góra Cisowa – historia nazw

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Niektórzy nazywają ją „Suwalską Fudżijamą”, inni zaś przywiązali się do określenia „Góra Sypana”. To zdecydowanie ma sens, biorąc pod uwagę przekazy i opowieści związane z tym miejscem. Według jednej z legend, Góra Cisowa miała być usypana z ziemi wydobytej z obszaru, na którym obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Ta historia wpisuje się w bogaty folklor regionu, odzwierciedlając wiarę i tradycje przodków. Aktualna nazwa góry wywodzi się natomiast od potężnego cisa, który kiedyś zdobił jej szczyt, stanowiąc charakterystyczny element krajobrazu. To właśnie te opowieści nadają Górze Cisowej niepowtarzalny charakter i tworzą atmosferę tajemniczości wokół tego miejsca.

Cudowne widoki na Górze Cisowej

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r. Góra Sypana to także popularny cel wycieczek turystycznych oraz doskonałe miejsce do obserwacji przyrody.

Mecz Legia – Jagiellonia w popularnym filmie animowanym

Mecz Legia – Jagiellonia w popularnym filmie animowanym

Blok Ekipa to popularny serial animowany tworzony przez Bartosza Walaszka, znanego między innymi z zespołu Bracia Figo-Fagot, a także mniej znany szerszej publiczności jako producent, scenarzysta czy reżyser takich klasyków jak Bułgarski Pościkk, Wściekłe pięści węża, Sum tak zwany olimpijczyk, Kapitan Bomba, Koń Rafał, Piesek Leszek i wiele wiele innych. 

 

W najnowszym odcinku serialu animowanego Blok Ekipa Bartosz Walaszek poświęcił uwagę polskiej ekstraklasie. Trzej nierozłączni kumple – Walu, Wojtas i Spejson to wierni kibice Legii Warszawa. Pewnego dnia dochodzą do wniosku, że oglądanie meczów w telewizji mówiąc delikatnie nie jest najlepszym pomysłem. Mimo, że mają zakazy stadionowe, to Walu – czyli mózg całej trójki – wpada na genialny pomysł jak obejść tenże zakaz i znów poczuć moc wrażeń z polskiej ekstraklasy.

 

To jak wyglądał mecz Legia – Jagiellonia, a także jakim wynikiem skończyło się spotkanie zobaczycie w najnowszym odcinku. Miłego oglądania!

Środek Europy jest na Podlasiu

Środek Europy jest na Podlasiu

Środek Europy – zastanawialiście się kiedyś, gdzie jest? Oczywiście, że na Podlasiu! A dokładnie w miejscowości Suchowola koło Białegostoku. Zaszczyt ten dzierży dumnie od 1775 r. Wówczas to kartograf króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przeprowadził odpowiednie wyliczenia. Suchowola to małe miasto położone w województwie podlaskim, w powiecie sokólskim, nad rzeką Olszanką. Jest to również siedziba gminy miejsko-wiejskiej o tej samej nazwie. Według danych z 2018 roku, Suchowola liczyła 2196 mieszkańców, co świadczy o niewielkim rozmiarze miejscowości. Suchowola ma bogatą historię, będąc miastem królewskim i posiada dziedzictwo kulturowe. W przeszłości, w XVIII wieku, należała do ekonomii grodzieńskiej i znajdowała się w powiecie grodzieńskim województwa trockiego. Suchowola jest typową miejscowością wiejską, gdzie można odczuć spokój i bliskość natury. Miejscowość Suchowola może być doskonałym miejscem dla osób szukających spokoju i kontaktu z przyrodą.

Znaczenie środka Europy dla regionu Podlasia

Linie poprowadzone z punktów najbardziej wysuniętych na naszym kontynencie krzyżują się na suchowolskim rynku. Pępek Europy obecnie jest to Park Miejski. Aby upamiętnić ten fakt, w centrum miasta postawiono pamiątkowy głaz. Jest to więc duża gratka dla odwiedzających. Suchowola to niewielka miejscowość położona w województwie podlaskim, około 25 km na południe od Białegostoku. Charakteryzuje się spokojnym i malowniczym otoczeniem, które przyciąga turystów z całego kraju. W Suchowoli znajduje się wiele atrakcji turystycznych, takich jak zabytkowe kościoły, muzea i parki. W Suchowoli można poczuć prawdziwą atmosferę Podlasia i odpocząć od zgiełku miasta.

Środek Europy – lokalizacja geograficzna

Co ciekawe, Suchowola to nie jedyny ”pępek Europy”. Granice kontynentu są trudne do jednoznacznego określenia. Dlatego też co jakiś czas za jego centrum uznaje się inne miasto. Ile głów, tyle rozumów chciałoby się powiedzieć. Jedni twierdzą, że środek Europy jest na Litwie, drudzy, że w Niemczech. My jednak swoje wiemy. Jednakże, bez względu na te różnice interpretacji, w Suchowoli czujemy pewność co do naszego przekonania. To miasto, otoczone historią i kulturą, której niepodważalną częścią jest również fakt, że to tu bije serce Europy.

Król Afganistanu odwiedził Białystok.

Król Afganistanu odwiedził Białystok.

Spokojnie. Nie chodzi to o zjazd Talibów. Wszystko działo się w 1928 r. Białystok został przystankiem na trasie do Moskwy króla Afganistanu – Ammanulaha. Cała wizyta trwała mniej niż pół godziny. Wieści o przyjeździe gościa wzbudziły ogromne zainteresowanie w mieście. Dworzec zgromadził wielu ciekawskich. Na perony wpuszczano tylko za okazaniem specjalnej przepustki.

Pociąg salonowy pojawił się na dworcu o godz. 12:50. Rozbrzmiał hymn Afganistanu grany przez kompanię honorową, na wietrze trzepotały flagi. Król ubrany był po cywilnemu. Zasalutował w podziękowaniu za godną oprawę. Polscy oficjele – gen. Sosnkowski i płk. Wieniawa Długoszewski przywitali się z królewską strażą. Do wagonu wkroczył wicewojewoda Skrzyński ze swoją świtą. Po francusku życzył królowi przyjemnej podróży. Ten odpowiedział w swoim języku. Wyraził również podziw dla polskiej armii. Nie minęła chwila a skład ruszył dalej.W nadgranicznych Stołpcach król Amanullah przesiadł się do pociągu sowieckiego.

Lekarz, który pomagał ubogim. Poznajcie Józefa Chazanowicza.

Lekarz, który pomagał ubogim. Poznajcie Józefa Chazanowicza.

Dziś pamięć po nim jest, delikatnie mówiąc, znikoma. Przed wybuchem II Wojny Światowej jego imię nosiła jedna z ulic Białegostoku. Józef Chazanowicz niemal całe swoje życie spędził w stolicy Podlasia. Pora przypomnieć jego osiągnięcia.

 

Urodzony w Goniądzu J. Chazanowicz studiował nauki medyczne w Królewcu i Sankt Petersburgu. Do Białegostoku przybył w 1878 r. Jako lekarz okulista cieszył się wielkim uznaniem. Za darmo pomagał ubogim przez co zyskał miano społecznika. Nie mogąc patrzeć, jak traktuje się pacjentów w szpitalu, założył towarzystwo dobroczynne Linas Hacedek, co w tłumaczeniu oznacza dosłownie dyżury przy chorych. Działalność owego towarzystwa szybko się rozrosła. Wpierw powstała jadłodajnia, następnie apteka, a tuż po śmierci Chazanowicza, pogotowie ratunkowe.

 

Pasją lekarza była głównie literatura. Planował utworzenie żydowskiej książnicy narodowej, a część jej zasobów miało pochodzić z jego prywatnej biblioteki. Przyświecało mu ocalenie od zapomnienia hebrajskich pism. Jego marzenie się ziściło. W 1895 przesłał na Bliski Wschód pierwszą partię 8800 książek. Tak powstała Uniwersytecka Biblioteka w Jerozolimie. Chazanowicz opuścił Białystok po wkroczeniu Niemców do miasta, w 1915 roku i udał się w głąb Rosji. Dotarł do Jekaterynosławia, gdzie w domu starców, w nędzy i opuszczeniu zakończył życie 28 listopada 1918 roku”

 

 

Kawa z żołędzi. Ten napój był niegdyś podlaskim przysmakiem

Kawa z żołędzi. Ten napój był niegdyś podlaskim przysmakiem

Kawa z żołędzi na terenach nadbużańskich długoletnia tradycja, która sięga głęboko w historię regionu. Praktyka ta jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, a mieszkańcy do dziś korzystają z wiedzy, którą odziedziczyli po swoich przodkach. Wspomnienie o kawie żołędziowej sięga nawet czasów przed II wojną światową, gdy napój ten cieszył się dużą popularnością. Świadectwa o kawie żołędziowej można znaleźć także w literaturze polskiej, gdzie pisarze opisywali jej dobroczynne działanie na organizm ludzki. Przykładem może być „Zielnik Ekonomiczno-Techniczny” Józefa Geralda Wyżyckiego z 1845 r., który wspominał o korzystnym wpływie tego napoju na układ trawienny i limfatyczny.

Kawa z żołędzi – historia

Najbardziej przekonującym dowodem na tradycję kawy żołędziowej oraz jej związek z nadbużańskim Podlasiem są zapiski ks. Krzysztofa Kluka. W swoich dziełach opisywał on zachwyt nad kawą żołędziową, która stanowiła ważny element kultury i życia codziennego w regionie. Ksiądz Kluk, korzystając z zasobów biblioteki i gabinetu przyrodniczego w Siemiatyczach, dokonał przełomu w polskich naukach przyrodniczych i rolniczych. Jego opisy kawy żołędziowej podkreślały nie tylko jej walory smakowe, ale także jej właściwości prozdrowotne, które wzbudzały zainteresowanie zarówno wśród mieszkańców, jak i badaczy. Kawa żołędziowa, będąca istotną częścią kultury i tradycji nadbużańskiego Podlasia, ma swoje korzenie głęboko zakorzenione w historii tego obszaru. Jej spożywanie nie tylko stanowiło codzienny rytuał, ale także odzwierciedlało specyfikę życia społeczności lokalnych. Znaczenie tego napoju przejawiało się nie tylko w aspektach kulinarnych, ale również w kształtowaniu tożsamości regionalnej oraz w praktykach związanych z życiem społecznym i religijnym.

Współczesne spożycie kawy żołędziowej

Współczesność również podtrzymuje tradycję spożywania kawy żołędziowej, choć jej popularność może nie być już tak powszechna jak kiedyś. Niemniej jednak, nadal można spotkać osoby, które praktykują tę tradycję. Czerpią oni z niej nie tylko przyjemność smaku, ale także satysfakcję z kontynuowania dziedzictwa przodków. Ponadto, zainteresowanie kawą żołędziową rośnie wśród osób poszukujących alternatywnych sposobów na poprawę zdrowia i samopoczucia. Warto również zauważyć, że kawa żołędziowa staje się przedmiotem badań naukowych i eksperymentów kulinarnych. Przywracanie i pielęgnowanie tradycji kawy żołędziowej przyczynia się do ochrony dziedzictwa kulturowego i kulinarnego Podlasia.

Białystok upamiętni muzyka

Białystok upamiętni muzyka

Ryszard Skibiński to legenda polskiej muzyki i założyciel białostockiej grupy Kasa Chorych. W swej barwnej karierze współpracował z samym liderem zespołu Dżem, Ryszardem Riedlem. W latach 70. stworzył od podstaw pierwszy w kraju festiwal bluesowy. Organizowany jest do dziś.  Do tej pory w Białymstoku mogliśmy podziwiać jego gwiazdę w ”Alei Bluesa”. Już wkrótce doczekamy się również tablicy pamiątkowej na bocznej ścianie Białostockiego Ośrodka Kultury.

 

Owa tablica zastąpi płytę upamiętniającą Dawida Abelowicza Kaufmana, znanego pod pseudonimem Dżiga Wiertow. Urodzony w Białymstoku artysta należy do grona najwybitniejszych twórców filmów dokumentalnych. Zasłynął dzięki awangardowej produkcji ”Człowiek z kamerą”, którą przedstawiała jeden dzień z życia mieszkańców Związku Radzieckiego. Powiązania z komunistami nie przeszły bez echa. IPN zdecydował, że upamiętnienie ”współpracownika” sowietów jest nie na miejscu. Dlatego też tablica zostanie usunięta na zawsze.

 

W Zabłudowie powstała pierwsza drukarnia w regionie

W Zabłudowie powstała pierwsza drukarnia w regionie

Początki Zabłudowa jako miasta związane są ściśle z osobą Grzegorza Chodkiewicza, wielkiego hetmana litewskiego. Przywilej lokacyjny uzyskał on od króla Zygmunta Augusta. W 1563 r. Grzegorz Chodkiewicz ufundował kościół parafialny, cerkiew a przy niej szpital. Dla hetmana było to jednak za mało.

 

W pobliżu, w Supraślu, istniał największy na zachodnich rubieżach prawosławia ośrodek intelektualny. Dlatego też postanowił stworzyć pierwszą w regionie drukarnię. Do jej obsługi sprowadził fachowców z Moskwy. Iwan Moskwicin i Piotr  Mścisławiec mieli za sobą wydane takie pozycje jak ”Apostoł” czy ”Czasosława”. 8 lipca 1568 roku w drukarni zabłudowskiej rozpoczęto pracę nad inauguracyjnym dziełem. Ukończono je wiosną następnego roku.

 

Na pierwszej karcie znajdował się tytuł: Księga zwana Ewangelią Pouczającą. Drukarnia  miała więc służyć podniesieniu poziomu intelektualnego i rangi społeczności prawosławnej. Wydana księgą osiągnęła dużą popularność i była przepisywaną ręcznie przez prawosławnych Słowian i Greków. Jej liczne rękopisy krążyły po ziemiach słowiańskich przez wiele lat.

Działalność drukarni nie trwała zbyt długo. Zakończyła swój żywot w marcu 1970 r. Wpływ zdobnictwa graficznego i ornamentacyjnego Fiodorowa i Mścisławca można zauważyć jeszcze w XVIII wieku i to nie tylko w wydaniach cyrylickich, ale również w wielu księgach drukowanych czcionką łacińską. Do dziś na świecie zachowało się około pięćdziesięciu egzemplarzy ewangelii zabłudowskiej. 

 

Jagiellonia świętuje 97. urodziny

Jagiellonia świętuje 97. urodziny

Dziś swoje 97. urodziny obchodzi najbardziej utytułowany klub piłkarski w województwie podlaskim – Jagiellonia Białystok. Czego można życzyć solenizantowi? To chyba oczywiste. Przed żółto – czerwonymi ostateczny bój o mistrzostwo Polski.

 

Początki klubu sięgają lat 20. ubiegłego wieku. Wówczas to żołnierze stacjonującego w Białymstoku Batalionu Zapasowego 42 Pułku Piechoty powołali do życia Koło Sportowe. Na pierwszy sukces trzeba było czekać dekadę. ”Dzieci Białegostoku”  zdobyły mistrzostwo okręgu, dzięki czemu uzyskały prawo walki w barażu o awans do I Ligi. W nim jednak nie sprostała rywalom.

 

W 1932 r. doszło do fuzji sekcji piłkarskiej z lekkoatletyczną, co zaowocowało powstaniem klubu o nazwie BKS Jagiellonia. Jego herb kolorystyką nawiązywał do herbu miasta. Do tej pory jednak nie wiadomo, kto był pomysłodawcą emblematu. W następnych latach problemy finansowe i zawirowania historyczne sprawiły, że klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Motor, Wici, Związkowiec Białystok – to tylko kilka z nich. Ostatecznie do starej nazwy powrócono w 1957 r. 

 

W najwyższej klasie rozgrywkowej Jagiellonia pojawiła się w 1987 r. Białostocką drużynę trenował wówczas Janusz Wójcik, późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski. Debiut z Widzewem Łódź zakończył się remisem, a na trybunach zasiadło ponad 30 tys. kibiców. Rok później Jaga dotarła sensacyjnie do finału Pucharu Polski, gdzie przegrała z naszpikowaną gwiazdami Legią. Jak się później okazało, były to miłe złego początki. Kilka lat później klub spadł do IV ligi. Na powrót na salony kibice musieli czekać aż do 2007 r. 

 

Wkrótce pracę w klubie rozpoczął Michał Probierz, nazywany polskim Guardiolą. Sukcesy przerosły najśmielsze oczekiwania. Puchar, Superpuchar Polski oraz historyczny awans do europejskich rozgrywek napawały dumą całe Podlasie. Teraz pod wodzą tego samego trenera Jagiellonia ma nadal szansę na zdobycie korony mistrzowskiej. 

 

W Suchowoli pobiegli po trzeźwość

W Suchowoli pobiegli po trzeźwość

W ubiegłą niedzielę w Suchowoli już po raz dwudziesty pierwszy wystartował Cross Trzeźwości. To największa impreza sportowa w tej gminie, która od lat przyciąga zawodników z całego województwa. Biegacze przemierzyli szlak, który wielokrotnie pokonywał bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

 

Wydarzenie rozpoczęło się od  marszu Nordic Walking ”Krokiem po zdrowie”. Sam Cross Trzeźwości przebiegł na atestowanej trasie 10km. Z Suchowoli  zawodnicy tradycyjnie biegli do wsi Okopy, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego, gdzie następował nawrót do miasteczka, które uważane jest za centrum Europy.

 

Cross Trzeźwości zalicza się do cyklu PCK Podlasie Tour i Grand Prix Podlasia w Biegach Ulicznych. W tym roku po raz pierwszy zorganizowano dodatkowo wyścig na wózkach dla osób niepełnosprawnych. Nie zabrakło też konkurencji biegowych dla najmłodszych.

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

Zielone Świątki przynosiły urodzaj

Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

Królewna i przebieranki

Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola. W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

Końskie wesele

Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

Aktorzy występuja w stodole

Aktorzy występuja w stodole

Puńsk to niewielkie miasteczko na północno – wschodnim krańcu Polski. Jego wizytówką jest bez wątpienia Muzeum Litewskiego Centrum Kultury Ludowej. Skansen został wybudowany w 1986 r. i stanowi okazałą zagrodę wiejską z przełomu XIX i XX w. Przewodnik oprowadzi nas po domach mieszkalnych, oborach, stodołach, spichlerzach i studniach. Tylko, żeby kondycji nie zabrakło!

 

W każdym z budynków przedstawionych w skansenie znajdziemy również charakterystyczne narzędzia pracy lub użytku domowego. Są to eksponaty związane z uprawą roli, a więc widły, cepy do młócenia zboża, nosiłki, siekacze czy sierpy. Dla mieszkańców wsi to nic szczególnego, ale na ”mieszczuchach nadal robią wrażenie”. Niektóre z eksponatów obrazują również rękodzieło ludowe.

 

Ciekawy obiekt w skansenie to bez wątpienia teatr stodolany, który zlokalizowany jest, jak to sugeruje nazwa, w stodole. Niegdyś w taki właśnie sposób przygotowywano rozrywki mieszkańcom. Taką tradycję podtrzymuje Dom Kultury Litewskiej, organizując na małej scenie liczne imprezy, w tym ”Festiwal na klepisku”. Co roku uczestniczy w nim co najmniej kilka grup aktorskich. Sztuki, jak łatwo się domyśleć wykorzystują motywy wiejskiego życia. Mimo, iż sztuki grane są w języku litewskim, to zrozumieć ich treść nie jest trudno. Są to przeważnie komedie, a artyści grają tak sugestywnie, że śmieją się nawet turyści z dalekich krajów, którzy coraz częściej trafiają na gościnną ziemię puńską. Aktorzy zwykli rolnicy, robotnicy, studenci, uczniowie, pedagodzy, lekarze czy ludzie z tytułami naukowymi. Wszystkich łączy miłość do teatru, własnej kultury i  języka.

Ziołowy Zakątek na Podlasiu – na zioło tylko do Korycin!

Ziołowy Zakątek na Podlasiu – na zioło tylko do Korycin!

Ziołowy Zakątek na Podlasiu jest to miejsce gdzie można znaleźć różnorodne zioła i rośliny lecznicze. To idealne miejsce dla miłośników naturalnych sposobów leczenia oraz dla osób szukających odpoczynku wśród zieleni. W Ziołowym Zakątku można kupić herbaty ziołowe, olejki eteryczne oraz kosmetyki naturalne. Oprócz tego występują tam warsztaty związane z ziołolecznictwem oraz spotkania dla miłośników natury.
Ponadto na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. jednakże przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90.

Ziołowy Zakątek na Podlasiu – historia powstania

Ziołowy Zakątek w miejscowości Koryciny to miejsce, które powstało z pasji do ziół i natury, gdyż właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Historia jego powstania sięga kilku lat temu, kiedy to zaczęli zbierać i suszyć zioła na własny użytek. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje. Z czasem zaczęli dzielić się swoją wiedzą i pasją z innymi, organizując warsztaty i spotkania związane z ziołolecznictwem. Po ukończeniu studiów rolniczych stworzył jedyne miejsce w regionie, gdzie zetkniemy się bogatą kolekcją flory. Otworzył własny sklep z ziołami i produktami naturalnymi, a dodatkowo dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi miłośnikami ziół. Tak powstał Ziołowy Zakątek w Korycinach, który do dziś cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców okolic oraz turystów z całej Polski.

W małej miejscowości Koryciny odnajdziemy przepiękny ogród 

Ogród jest tak popularny, że aby się po nim poruszać trzeba mieć plakietkę. Wiele osób omija bramki chcąc zaspokoić swoją…wiedzę. Każdy okaz jest opatrzony tabliczką z ciekawostkami, co jeszcze bardziej zachęca do zapoznania się z całym ogrodem. Goście mają szanse poznać chronione rośliny i dziko rosnące gatunki jadalne, jak również rośliny  trujące czy przyprawowe. Bez obaw – barszcz sosnowskiego ogrodzono płotem. Specyfiką Ogrodu są kolekcje populacji dziko rosnących roślin leczniczych pozyskiwanych z obszaru Wschodniej Polski, stanowiące materiał badawczy wykorzystywany m.in. przez współpracujące z Ogrodem instytucje naukowe.

W Łomży odmówili wina dla Napoleona

W Łomży odmówili wina dla Napoleona

O wizytach Napoleona na Podlasiu krążą legendy. Wiele miejscowości przyznaje się, do goszczenia imperatora, lecz tak naprawdę nie zjawił się w nich ani na chwilę. Nie przeszkodziło to jednak w nazywaniu domków czy zajazdów imieniem cesarza.

Napoleon przemierzył północne Podlasie tylko raz, wycofując się z Moskwy. Na swej trasie pozostawił liczne złote monety, które zostały wybite w czasach panowania Ludwika XIII. Nazywane były one luidorami. W grudniu sanie z cesarzem ruszyły z Wilna w kierunku Warszawy. Po drodze odwiedziły nasze podlaskie miasta – Augustów, Grajewo i Łomżę.  

Cesarz płacił za żywność i inne towary dostarczone dla jego kompanów. Nie każdy jednak wiedział z kim ma do czynienia. Napoleon przedstawiał się często jak wielki koniuszy dworu francuskiego – Armand Caulaincourt. Dlatego też nie wszystkie jego polecenia spełniano od razu. Tak też było z prefektem łomżyńskim Janem Lasockim, który dopiero usłyszawszy, że ma obsłużyć imperatora, przestał zwlekać z dostarczeniem wina. Napoleon nie miał specjalnie wielkich zachcianek. Zadowolił się zupą, kotletem wołowym i potrawką z młodych kogutów. Pobyt w Łomży trwał jedynie trzy godziny. Gospodarzom za gościnę zapłacił 30 tysięcy luidorów.

Rosa Raisa. Zapomniana gwiazda z Białegostoku.

Rosa Raisa. Zapomniana gwiazda z Białegostoku.

Białystok może pochwalić się wieloma znanymi osobistościami. Niestety, niekiedy są zapomniane. Jedną z takich wybitnych postaci jest śpiewaczka operowa, która w latach 30. ubiegłego wieku zawładnęła scenami za oceanem.

 

Rosa Raisa a właściwie Róża Bursztyn urodziła się w żydowskiej rodzinie w Białymstoku. Ze względu na prześladowania, już w wieku 14 lat wyemigrowała do Włoch. Tam też podjęła naukę śpiewu, początkowo w Palermo u Ewy Tetrazzini – znakomitej solistki operowej, później w Konserwatorium w Neapolu. 

 

Debiut na deskach opery przyszedł w 1913 r. Wykonała partię Leonory w operze ”Oberto” Giusepe Verdiego z okazji 100-lecia urodzin kompozytora. W tym samym roku rozpoczęła się jej kariera za oceanem. Dzięki występowi ze słynnym wówczas zespołem Chicago Grand Opera Company, nawiązała współpracę na scenach w Filadelfii. 

 

Wkrótce artystka rozpoczęła gościnne występy w mediolańskiej La Scali. Na dziesięciolecie wspólnych działań wykonała tytułową partię opery Turandot Giacomo Pucinniego. Lata trzydzieste wieku to okres sukcesów artystki, które odnosiła na największych festiwalach i scenach operowych Ameryki i Europy.

 

Po zakończeniu kariery scenicznej poświęciła się pracy pedagogicznej prowadząc wraz z mężem – włoskim tenorem Giacomo Riminim studia wokalne w Chicago. Po śmierci męża w 1952 roku zamieszkała w Los Angeles, gdzie zmarła.

Góra w Szurpiłach była siedzibą wodza Jaćwingów

Góra w Szurpiłach była siedzibą wodza Jaćwingów

To z pewnością jeden z najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Polsce. Góra zamkowa w Szurpiłach otoczona jest przez 4 jeziora. Istniejące przed wiekami grodzisko znajdowało się w samym sercu historycznej Jaćwieży. Ze względu na położenie posiadało strategiczny charakter.

 

W grodzisku nie zabrakło umocnień. Otaczała go podwójna linia wałów, pogłębiono też wąwóz, przez co dwa jeziora zostały połączone. Nad powstałym kanałem stworzono most łączący gród z największą z osad. Gród w IX w. nie był jednak zamieszkały. Służył głównie, jako miejsce schronienia w czasie zagrożenia militarnego. Życie codzienne toczyło się w okolicznych osadach.

 

Rozwój grodu przypadł na XIII w. Wtedy też w kronikach odnotowano imię wodza jaćwieskiego Szurpiła. Na jego cześć nazwano jezioro, a gród stanowił siedzibę rodową. Szurpił uczestniczył w rozmowach pokojowych, ale nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. O tereny walczyli chociażby Krzyżacy, Rusini czy Litwini. Ci pierwsi w 1283 r. zdobyli gród i przez wiele lat prowadzili akcję przesiedleńczą.

Pałac w Supraślu – 5 faktów o Pałacu Buchholtzów

Pałac w Supraślu – 5 faktów o Pałacu Buchholtzów

Pałac Buchholtzów w Supraślu to niezwykła perła architektoniczna z przełomu XIX i XX wieku, majestatycznie górująca nad niewielką miejscowością na wschodzie Polski. Jego imponująca bryła oraz bogate detale architektoniczne stanowią wyraz ekstrawagancji i prestiżu, jakim cechowały się budowle z tego okresu. Założony na przełomie stuleci, pałac reprezentuje charakterystyczne cechy stylu architektonicznego epoki, charakteryzującego się elegancją, finezją oraz dbałością o szczegóły. Jego położenie w malowniczym otoczeniu, otulonym zielenią drzew i rozległymi ogrodami, dodaje mu dodatkowego uroku oraz tworzy niepowtarzalny klimat.

Pałac w Supraślu to jeden z najpiękniejszych pałaców na Podlasiu

Zbudowany przez bogatą rodzinę Buchholtzów i przez lata służył jako ich rezydencja. Obecnie pałac jest udostępniony dla zwiedzających i stanowi również popularny cel turystyczny. 

5 faktów o pałacu w Supraślu: 

1.  Początki obiektu związane są z dwoma żydowskimi włókiennikami, którzy przybyli z Łodzi, uciekając przed wysokim cłem na towary z Królestwa Polskiego. Fabryka sukna Wilhelma Zacherta i Adolfa Buchholtza seniora w krótkim czasie stała się jednym z największych w regionie. W jej pobliżu powstał murowany dom stanowiący podwaliny dla przyszłego pałacu.
2. Pałac powstał dzięki teściom Adolfa Bucholtza. Gdy młody przedsiębiorca chciał żenić się z jedną z najbogatszych panien łódzkich fabrykantów – Adelą Scheibler, rodzice narzeczonej zawitali na Podlasie sprawdzić, gdzie będzie mieszkać ich córeczka. Adolf usłyszał, że jeśli chce mieć za żonę Scheilblerównę, musi bowiem najpierw wybudować dla niej pałac. Wskutek tego budowa trwała ponad 13 lat.
3.  Adolf nie cieszył się długo żoną i pałacem. Pewnego dnia, w końcu 1903 roku  lub na początku 1904 , gdy przejeżdżał koło supraskiego klasztoru, wystraszone czymś konie poniosły i wywróciły powóz. Fabrykant zmarł po kilku dniach. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Supraślu. Jeszcze w tym samym roku żona wystawiła mu tam okazałe mauzoleum.  Miejscowi mówią, ze wdowa w każdą niedzielę, aż do własnej śmierci (30 lat później), chodziła na cmentarz z kwiatami. Fabrykę męża sprzedała w 1910 roku, ale pozostała w pałacu w  Supraślu,
4. Pałac Buchholtzów słynął w okolicy z nowinek technicznych, ponieważ zainstalowano w nim bowiem windę i system centralnego ogrzewania.
5. Od 1959 r. mieści się w nim Liceum Plastyczne im. Artura Grottgera. Jest to instytucja podległa Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szkołę kończyli chociażby innymi Leon Tarasewicz i Agnieszka Maciąg.

 

W podziemiach zamku odnaleziono tunele

W podziemiach zamku odnaleziono tunele

Na Podlasiu odnajdziemy co najmniej kilka ruin dawnych zamków. Zwykle wpędzają w nas zadumę. Jednym z takich obiektów są pozostałości fortecy z Sidrze położone nad rzeką o tej samej nazwie.

Zamek na wzgórzu powstał dzięki Eustachemu Wołłowiczowi w połowie XVI w. Pełnił wówczas funkcję Wielkiego Kanclerza Litewskiego. Jako, że prowadził on akcję osadniczą na tych terenach, forteca miała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim sprowadzonym ludziom. Wiek później zamek jednak został przekształcony w pałac. Tak zdecydowali nowi właściciele, magnaci Potoccy. Do tej pory nie wiadomo co się stało z budynkiem w czasie potopu szwedzkiego i najazdu Moskali. Jako, że wrogowie mieli w zwyczaju plądrowanie takich obiektów, przypuszcza się, że pałac spotkał podobny los. Istniał on jeszcze do czasów powstania styczniowego. Ostatecznie został zaś rozebrany po roku 1880.

W latach 70. przeprowadzono wykopaliska. Badacze ustalili rozkład murów i pomieszczeń dawnego zamku. Szczególną uwagę wzbudziły piwnice. Odnaleziono tam bowiem tunel, który ponoć miał prowadzić na pobliski cmentarz. Uznaje się, że miało to być wyjście awaryjne na czas niebezpieczeństwa. Piwnice trzeba było jednak zasypać gdyż strop korytarza się zawalił. Tajemnicy więc już nie poznamy. 

Stalin stracił głowę dla Białegostoku

Stalin stracił głowę dla Białegostoku

Mija 10 lat od gruntownej przebudowy Rynku Kościuszki w Białymstoku. Mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić do betonowego krajobrazu. W czasie prac odkopano wiele śladów historii.  Wśród gruzów, przy ratuszu, odnaleziono chociażby pomnik ”pierwszego sowieta” a więc Józefa Stalina. Posąg pozbawiony był głowy. Skąd więc wiadomo, że to generalissimus? Otóż zdradziła go napoleońska postawa i radziecki płaszcz.

 

Komuniści chcieli zburzyć miejski ratusz i w jego miejsce postawić olbrzymi posąg Stalina. Swoich planów na szczęście nie zdążyli zrealizować ze względu na konflikt z Niemcami. Rozmiary pomnika wskazują, iż raczej nie miał szans by stanąć w centrum miasta. Figura ledwie przekracza bowiem metr. Na plener więc nie miała szans. Prawdopodobnie stanowiła ozdobę wnętrz. Jak jednak trafiła pod ziemię? Odpowiedzialni za to są hitlerowcy. Po wkroczeniu do miasta podpalili budynki w centrum. Potem zaczęli odgruzowywać teren, a zbędne materiały posłużyły do budowy placu.

 

O Mamma Mia! Podlasie reklamuje się na włoskich portalach

O Mamma Mia! Podlasie reklamuje się na włoskich portalach

Od kilku dni na włoskich portalach społecznościowych odbywa się akcja promocyjna Podlasia. Dedykowane wpisy w social media mają na celu zachęcić mieszkańców półwyspu do odwiedzin polski wschodniej.  Projekt realizowany jest przez zagraniczny ośrodek Polskiej Organizacji Turystycznej w Rzymie przy współpracy z Urzędem Marszałkowskim.

 

Jakiego rodzaju wpisy odnajdziemy na włoskich portalach? Nie zabrakło informacji o  najważniejszych obiektach i wydarzeniach związanych z naszym regionem. Szczególny nacisk został położony został na turystykę kulturową, etno-gastronomiczną i młodzieżową. Czy projekt osiągnie sukces? Jeśli nagle usłyszymy hałaśliwych Wlochów na naszych ulicach – misja zakończyła się powodzeniem! Tymczasem Białystok musi zadowolić się garstką z Erasmusa.

Badacze tworzą osiedla dla ptaka

Badacze tworzą osiedla dla ptaka

Biebrzański Park Narodowy to istny raj dla ptaków i …ornitologów. Nie ma w Polsce takiego drugiego miejsca. Wszystkich gatunków skrzydlatych przyjaciół nie sposób wymienić. Jednym z mniej znanych ptaków jest z pewnością wodniczka. Okazuje się, że pojawia się w miejscach, gdzie jeszcze kilka lat temu próżno było jej szukać.

 

Ponad 20 procent światowej populacji wodniczek mieszka właśnie nad Biebrzą. Dlatego też nie ustają wysiłki mające na celu ich ochronę. Za działaniami idą konkretne kwoty. Na samo usuwanie zakrzaczeń czy koszenie bagiennych łąk wydano ponad 6 mln euro. Jest to konieczne gdyż zarośnięte tereny nie należą do ulubionych. Wodniczki po prostu z nich uciekają. Naukowcy zaobserwowali, że na wykoszonych 250 ha szybko pojawiły się pierwsi mieszkańcy. Aby swego rodzaju ”osiedle” wodniczek się rozrastało, należy przeprowadzać podobne akcje. Dlatego też nawiązuje się współpracę z innymi krajami.

 

Wodniczka była niegdyś powszechnym ptakiem. Występowała w całej Europie, lecz jej populacja spadła ze względu na osuszanie podmokłych terenów. Jako jedyna przedstawiciel wróblowatych zagrożony jest wyginięciem. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego naliczono 15 tys. par.

 

Żubrówka. Daje siłę i jest afrodyzjakiem.

Żubrówka. Daje siłę i jest afrodyzjakiem.

Żubrówka, już od XIV wieku, stanowi nieodłączny element polskiej tradycji, znana ze swojego wyjątkowego dodatku – źdźbła trawy z białowieskich puszczańskich polan, które nadają jej charakterystyczny smak i aromat. Pomimo że początkowo dodawano ją jedynie dla poprawy smaku, szybko zyskała reputację bardziej mistyczną.

Żubrówka: śladami produkcji

Historia żubrówki, odwołująca się do wiedzy ludowej i tradycji, wpisuje się w kulturowe dziedzictwo Polski. Już od stuleci wytwarzana jest według sprawdzonych przepisów, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Względy kulturowe, jak również praktyczne, skłaniały do poszukiwania i wykorzystywania traw leśnych jako dodatku do gorzałki. Trawa rosnąca na białowieskich polanach, uważana za symbol siły i zdrowia. Idealnie wpisywała się w ówczesne przekonania dotyczące korzyści zdrowotnych płynących z natury. Dla polskiej szlachty, która w XIV wieku wzbogacała gorzałkę trawą, było to nie tylko kwestia poprawy smaku trunku, ale również poszukiwania dodatkowych, niezwykłych właściwości.

Tradycja w nowoczesnym świecie

Równolegle z rosnącym zainteresowaniem społecznym, trawa żubrowa zaczęła odgrywać coraz większą rolę w świadomości kulturowej. Stała się symbolem związku z przyrodą, dziedzictwem narodowym i tradycją. Jej obecność w butelkach żubrówki nie tylko wpływała na smak trunku, ale również na jego tożsamość kulturową. Bez trawy, żubrówka byłaby jedynie zwykłą wódką, pozbawioną swojego charakterystycznego smaku i znaczenia. Mimo że technologie produkcji mogły ulec zmianie, to duch tradycji i związku z naturą pozostały nienaruszone.

Współczesna produkcja żubrówki

Współczesna produkcja żubrówki, choć oparta na zaawansowanych technologiach, nadal respektuje tradycyjne wartości i zachowuje autentyczny charakter trunku. Każdy proces, począwszy od zbioru trawy, przez wytwarzanie wódki, aż po butelkowanie, odbywa się z najwyższą dbałością o jakość i autentyczność. Dzięki temu każdy kieliszek żubrówki jest nie tylko smakiem puszczy, ale także sentymentalną podróżą przez historię i kulturę Polski.  Jej historia, sięgająca XIV wieku, przenika się z historią polskiej szlachty, zbieraczy trawy i nowoczesnych producentów. To historia pełna pasji, wiedzy i poświęcenia, która odzwierciedla wartości kulturowe i ekologiczne, będąc zarazem ważnym elementem dziedzictwa narodowego Polski.