Zgubiła go pazerność. Mógł mieć miłość, dostał śmierć.

Zgubiła go pazerność. Mógł mieć miłość, dostał śmierć.

Czarna magia

Nad brzegiem Narwi koło Łomży stał niegdyś zamek. Mieszkał w nim król, który poślubił kobietę z odległych krain. Trudy panowania osładzała mu ukochana córka. Umierając pozostawił poddanych w rozpaczy. Królowa, która przejęła rządy okazała się okrutna. Praktykowała też czarną magię. Swoim pracownicom zakazała oglądać się za siebie gdy wracały z zamku. Te, które posłuchały mogły liczyć na pieniądze. Jeśli nie, zamiast monet dostawały żaby i węże.

Zemsta z zazdrości

Na wzgórzu tymczasem stał zamek jej brata. Był on całkowitym przeciwieństwem kobiety. Zazdrosna o szacunek, jakim go obdarzała miejscowa ludność, postanowiła go zabić. Dziki koń miał go rozszarpać na strzępy. Książę został jednak uratowany przez jednego z wieśniaków. Wyleczył go siemieniem. Mieszkańcy żądali ustąpienia czarownicy z tronu. Ta postanowiła wrócić do rodzinnej krainy. Córka jednak była przywiązana do swych poddanych i nie miała zamiaru jechać z królową. Matka ją przeklęła a zamek zapadł się z dziewczyną pod ziemię. Złe moce powodowały, że nikt nie dał rady odwalić kamienia.

Trudny wybór

Królewnę postanowił uwolnić jeden z rycerzy, który daleki był od zuchwałości. Przynajmniej tak było na początku. Dostawszy się do lochów, odnalazł tam śpiącą królewnę i wyniósł ją na zewnątrz. Młoda królewna otworzyła swoje oczy. Rycerz nie miał jednak chęci na amory. Opanował go zły czar. Opętany bogactwami, jakie pozostały w ruinach wrócił do środka. Zamek zapadł się już do końca. Mężczyzna zginął przygnieciony przez konstrukcję. Królewna pogrążyła się w rozpaczy i rozpłynęła się niczym mgła.Do dziś u podnóża góra płyną ponoć jej zły.

Efekt Ojca Mateusza nie u nas. Przez zaniedbanie lokalnych władz

Efekt Ojca Mateusza nie u nas. Przez zaniedbanie lokalnych władz

Mija 7 lat od powstania ostatniej części komediowej trylogii Jacka Bromskiego ” U pana Boga za…” Akcja wszystkich z nich rozgrywa się w Królowym Moście. W rzeczywistości jednak na ową podlaską wieś składa się cerkiew i kilka domostw. Na ekranie wykorzystano bowiem głównie obiekty w Sokółce, Supraślu i Tykocinie. Dwie sceny, jakie faktycznie kręcono w Królowym Moście, to były: akcja z policją przy drodze, kiedy to zobaczymy tabliczkę z nazwą miejscowości, a także, gdy komendant charakterystycznie modli się do kapliczki po wezwaniu z pagera.

 

Główny plan zdjęciowy komedii stanowił Supraśl. Centrum Kultury i Rekreacji zostało przerobione na dom komendanta.  Komin, z którego skoczył ojciec głównego bohatera odnajdziemy zaś przy Centrum Edukacji. Na ekranach jednak najczęściej pojawia się uliczka 3-go Maja. Po niej raz po raz maszerował słynny już komendant.

 

W pierwszej części zobaczymy również kilka kadrów z Białegostoku. Chodzi tu o bazar zlokalizowany przy ulicy Kawaleryjskiej. Co prawda obecnie ilość kupców jest dużo mniejsza, ale nadal można posłuchać tam swojskiej muzyki. Dyskoteka, na którą jeden z bohaterów jeździł po pagery mieściła się z kolei w Janowie. Działała ona do 2016 r. Teraz działa tam fabryka soków. Sokółka stanowiła miejsce dowodzenia niezapomnianego proboszcza. Na potrzeby filmu wykorzystano tamtejszy kościół oraz plebanię.

 

W Tykocinie nakręcono większość ujęć do ostatniej części trylogii. Najwięcej pracy wymagały sceny kaskaderskie, w których to samochód przestępcy miał efektownie dachować. Kręcono je na jednej z głównych ulic przy rynku. Mieszkańcy Tykocina bez trudu rozpoznają również budynek banku czy karczmy. 

 

Sukces filmu nie przełożył się w ogóle na rozwój turystyki. A warto tutaj podać przykład Sandomierza, w którym przyjezdni zaczęli pojawiać się masowo po sukcesie Ojca Mateusza. Przyjezdni  w Tykocinie przechodząc obok filmowych obiektów, nie mają najczęściej o tym pojęcia. Sporo winy tu lokalnych władz, które nie starały się w ten sposób promować miejscowości.

Nie dał odpocząć królowi

Nie dał odpocząć królowi

Przeżył ponad 450 lat. Przegrał z wiatrem w połowie lat 70-tych. Tuż przed zwaleniem drzewo dalekie było już od optymalnej kondycji. Do dziury w pniu mogło wejść nawet kilka osób.  Upadek odbił się szerokim echem w mediach. Powstawały reportaże i publikacje. Dąb Jagiełly stanowi nierozerwalny symbol Białowieskiego Parku Narodowego. Turyści dotrą do niego dzięki specjalnie wytyczonej trasie w ścisłym rezerwacie. Jako, że dąb był bardzo wiekowy dosłownie obrósł w legendy.  

 

To przy nim król Władysław Jagiełło rozbił obozowisko na czas przygotowań do bitwy z krzyżakami. Monarcha jednak nie mógł schronić się w cieniu drzewa, gdyż było jeszcze zbyt małe. Okolica doskonale nadawała się do gromadzenia zapasów. Przez okolicę przepływa bowiem rzeka Narewka, którą to transportowano mięso do Płocka. Twórcą legendy jest dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego Jan Jerzy Karpiński. W pierwszy publikacjach  drzewo jednak nie miało imienia.  Z osobą króla zostało powiązane w latach 30-tych.

 

Porwania i rozboje. W tle słychać hejnał.

Porwania i rozboje. W tle słychać hejnał.

Kilka kilometrów od przejścia granicznego z Litwą. Dalej na Podlasiu nie można już mieszkać. Z pozoru cicha spokojna wieś Becejły mają jednak swój niepowtarzalny urok. Codzienne o godz. 20:00 z wieży kościelnej odgrywany jest hejnał. Nikt nie wie dlaczego, ale tradycja rzecz święta. Stare zwyczaje należy pielęgnować. Nazwę Becejły odnotowano po raz pierwszy w XV w. Z jej powstaniem wiążą się dwie krótkie, lecz ciekawe opowieści.

 

W zamku w pobliskim Jeleniewie mieszkał książę wraz ze swoją córką. Jadąc do kościoła spotkali na swej drodze syna rybaka. Księżniczka zakochała się od pierwszego wejrzenia. Ojciec jednak nie chciał jednak o tym słyszeć. Syn rybaka zdecydował się na desperacki krok. Postanowił uciec z dziewczyną. Książę widząc, że uczucia córki to nie tylko kaprys w końcu wydal zgodę na ślub. W prezencie otrzymali wieś, którą nazwano na cześć nowego pana – Becejły.

 

Druga wersja pochodzenia nazwy wsi posiada kryminalny wydźwięk. Pewien rozbójnik zarabiał na podróżnych… okradając ich. Nie można było zliczyć osób, na których wymusił okup. Z niemieckiego słowo ”bezahlen” znaczy dosłownie ”płacić”. Stąd też prawdopodobnie nazwa wsi.

Zabawa skończyła się tragedią. Znaleziono ciała.

Zabawa skończyła się tragedią. Znaleziono ciała.

Początki wsi Niewodnica Kościelna, leżącej nieopodal Białegostoku, sięgają połowy XVI w. Wówczas to sędzia ziemski, Maciej Lewickim nadał sobie tytuł dziedzica. Wziął on sobie za żonę księżniczkę Annę Porycką ze Zbaraża, przez co szybko wspinał się w hierarchii społecznej. Jego karierę przerwała śmierć, a majątek  przez ponad pół wieku zarządzany był przez zaradną żonę. To jej dworek zawdzięczał swój rozkwit.

 

Ostatnim jego właścicielem była rodzina Nowickich. Miejscowi oskarżali ich o zawarcie paktu z diabłem. Ze względu na praktykowanie czarnej magii, nikt nie zbliżał się do dworku. Strach brał górę. Po wojnie w budynku dawnego dworku odbywały się zabawy. Miały one tragiczny finał. Wiele osób odebrało sobie życie po skończeniu imprezy. Czy coś ich opętało? Młodzi kończyli powieszeni na sznurku.

 

Dworek szlachecki miał być wielokrotnie remontowany, lecz na planach się kończyło. Dziwnym trafem inwestor szybko bankrutował. Magiczna siła opróżniała jego portfele. Niewytłumaczalne historie mogą mieć związek z pewną historią. Otóż jeden z mieszkańców dworku, jeszcze za czasów rodziny Nowickich, został żywcem zamurowany w piwnicy. Ciała jednak nie odnaleziono. Zapisy parafialne jasno mówią, że w czasie pogrzebu ostatniego właściciela, ludzie ustawiali beczki z płonącą smołą. Twierdzili, że powinien być już w piekle.  Dziwne zjawiska występują tam też obecnie. Ludzie skarzą się na zapach siarki, która to wedle przekazów stanowi zapach demonów.

Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Kiedyś odzwierciedlał potęgę militarną. Teraz nic po nim nie pozostało. Chodząc po okolicy, ciężko uwierzyć, że mógł stanąć tam zamek. Mowa tu o dawnej twierdzy w Mielniku.

Składała się on z dwóch części – górnej i dolnej. Wyposażona w dwie baszty obronne stanowiła solidną fortyfikację. Najwcześniejsze zapiski o niej pochodzą z końca XIV w. z kronik krzyżaka Wiganda z Marburga. Wówczas to zakon podjął nieudaną próbę oblężenia. Zamek okazał się nie do zdobycia. Czasy świetności przypadają na okres panowania króla Kazimierza IV Jagiellończyka. Na początku XVI w. podpisano w nim Unię Mielnicką. Polska i Litwa miały stać się jednym państwem. Na pismach się jednak skończyło. Traktat nie był przestrzegany, gdyż Aleksander Jagiellończyk obawiał się utraty tronu.

Postrachem dla wrogów stanowiła tzw. ”Izba Czarna”. W tym zamkowym więzieniu wyroki odsiadywali głównie moskiewscy kniaziowie. Z biegiem lat zamek stracił swe znaczenie, głównie ze względu na brak modernizacji. Już samo przekształcenie baszty w mieszkalną kamienicę mówi samo za siebie. Najgorsze jednak przyniósł ogień. Pozostał tylko kościół na zamku dolnym, który też wkrótce zamienił się w popiół. Budowli nigdy nie odbudowano. 

Donieśli na kochanków. Miłość przepadła.

Donieśli na kochanków. Miłość przepadła.

Żywioł nadciąga

Niebo w ciągu dnia pociemniało. Zdawało się że zapadła noc. Wraz z chmurami przyszedł wiatr. Fale na jeziorze osiągnęły niebotyczne rozmiary. Wingryna miała zamiar schronić się w domu. Dostrzegła jednak łódź. Mężczyzna walczył z żywiołem. Wingryna przywiązała się liną do drzewa. Na brzegu stała łódź, którą postanowiła wykorzystać do ratunku. Wyruszyła bez chwili zawahania. Rozpoczęła się bitwa z czasem.

Ratunek w ramionach

Mężczyzna wpadł z krzykiem do wody. Lina była na tyle wystarczająca, że pozwoliła na dotarcie do rozbitka. Udało się. Ostatkiem sił dotarli z powrotem na ląd. Mężczyzną okazał się zakonnik z pobliskiego klasztoru. Fabian, gdyż tak było na imię, spojrzał na swoją wybawczynię. Oboje ulegli wzajemnej fascynacji. Musieli jednak wrócić do swych obowiązków. Od tego dnia codziennie pojawiali się nad brzegiem jeziora, lecz los chciał, że ciągle się mijali. Chcieli wyznać w końcu swoje uczucia, aż w końcu nadszedł wielki dzień.

Smutny finał

Ich usta w końcu się spotkały. Namiętne chwile zostały podejrzane przez innych zakonników. Na Fabiana doniesiono do przeora. Mężczyznę zamknięto w wieży. Z tęsknoty za ukochaną nie chciał nic jeść i pić. Wkrótce zmarł. Wingryna  w oddali dostrzegła tylko ducha Fabiana ulatującego do nieba. Dziewczyna nie umiała żyć w samotności. Za jakiś czas i ona odeszła do lepszego świata. Na środku jeziora tuż po jej śmierci wyłoniła się wyspa. Duchy Fabiana i Wingryny nadal próbują się spotkać, lecz zawsze przeszkadza im burza. Klątwa może zostać przerwana wtedy, gdy znajdzie się para bardziej zakochana od nich.

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Synagogę w Tykocinie odwiedza rocznie ok. 60 tys. turystów. Połowa z nich pochodzi z zagranicy, głównie Izraela. W zeszłym roku w konkursie organizowanym przez ”National Geographic”  zajął piąte miejsce w kategorii ”7 nowych cudów Polski”.

Początki synagogi w Tykocinie sięgają początków XVI w. Wówczas to wielki kanclerz litewski Olbracht Gasztołd sprowadził Żydów z Grodna. Szybko powstał ośrodek myśli judaistycznej, obejmujący swym zasięgiem Podlasie, Mazowsze i Litwę. Z dawnej murowanej świątyni do dziś przetrwału polichromie z tekstami modlitw, które pełnią rolę ściągi. Ich konserwację przeprowadzono w latach 70-tych. W czasie II Wojny Światowej synagoga została ograbiona. W mieście przeżyło tylko 21 wyznawców judaizmu. Połowa z nich stała się autorami książki o losach tykocińskich Żydów. Jedyny polski egzemplarz odnajdziemy w lokalnym muzeum.

W pamięci ocalałych przetrwały liczne opowieści. W synagodze przed laty wisieć miał cudowny żyrandol, w którym ukryto magiczne amulety z wypisanymi modlitwami. Ich głównym zadaniem miało być ochrona Żydów od wszelkich nieszczęść. Tak też się działo. Żyrandolowi przypisywano brak ofiar przy niemieckim bombardowaniu. Mimo że świątynia cała się zatrzęsła, obyło się bez rannych. W czasie jednego nabożeństwa żyrandol się urwał. Choć synagoga była pełna wiernych, żyrandol w niewytłumaczalny sposób zmienił trajektorię. Nikomu nic się nie stało. Synagoga w Tykocinie pełna była też skarbów. W połowie XIX w.  przy remoncie podłogi odkryto choćby 9 staropolskich łyżek. Na części z nich widniała data – 1647. Inne posiadały wygrawerowane przysłowia.

Generał był tak bogaty, że nawet konie żyły w luksusie

Generał był tak bogaty, że nawet konie żyły w luksusie

Dowspuda to niewielka miejscowość w powiecie suwalskim położona nad malowniczą rzeka Rospuda.  Niegdyś mogła być głównym ośrodkiem regionu. Losy potoczyły się inaczej. Po dawnym bogactwie pozostały tylko ruiny.

Wizytówka Dowspudy to pozostałości po posiadłości Ludwika Michała Paca, generała wojsk samego Napoleona. O tym jak dawniej musiała to być wspaniała rezydencja świadczy powiedzenie: ”Wart pałac Paca, a Pac Pałaca”. Po upadku cesarza wojskowy udał się do Anglii. Zafascynowany architekturą neogotyku, postanowił przenieść styl do swego kraju. Początki nie należały do łatwych. Co raz zmieniał architektów, którzy nie spełniali jego oczekiwań. W końcu się jednak udało.

Pałac pełen przepychu budził podziw, powstawały tez na jego temat liczne plotki. Ponoć konie w stajniach miała własne pozłacane lustra a jadły z marmurowych żłobów. Ludwik Michał Pac sprowadził z Anglii nie tylko nowinki architektoniczne. Do Dowspudy zawitały nowe techniki uprawy roli i hodowli. Powstała nawet pierwsza fabryka produkująca maszyny rolnicze. Okolica prężnie się rozwijała aż do czasów wybuchu powstania listopadowego. Według legendy właściciel uciekł z pałacu dzięki wybudowanym pod ziemią tunelom. Pałac i otaczające go zabudowania zostały sprzedane. Wkrótce też zostały rozebrane. Cegły posłużyły jako budulec koszar w Suwałkach. Obecnie z pałacu pozostał tylko wejściowy portyk oraz tzw. wieża bociana, na której gniazdują ptaki.

Wojskowe śmigłowce na białostockich Krywlanach

Wojskowe śmigłowce na białostockich Krywlanach

Dziś popołudniu na białostockim lotnisku Krywlany wylądowały wojskowe śmigłowce należące do polskiej armii. To dość niecodzienny widok, gdyż Białystok nigdy nie był strategicznym miastem i tu wojskowe maszyny zazwyczaj nie lądują. Mamy jednostkę wojskową, jednakże ze względu na porozumienia z NATO – kluczowy dla obronności wschodniej granicy jest tak zwany „przesmyk suwalski” – czyli kilkadziesiąt kilometrów granicy między miejscowością Szlamy w powiecie sejneńskim a miejscowością Wiżajny w powiecie suwalskim.

 

Co w Białymstoku robiły wojskowe śmigłowce? Trudno powiedzieć. Maszyny na zdjęciu to W3PL Głuszec, śmigłowce wsparcia bojowego, którymi Wojsko Polskie dysponuje od niedawna. Maszyny są bardzo nowoczesne, a żołnierze sobie je chwalą.

Nadal na niego polują. U nas śpi spokojnie

Nadal na niego polują. U nas śpi spokojnie

W krajach skandynawskich nadal na niego polują. W Polsce znajduje się pod ścisłą ochroną. Mowa to rysiach, które żyją głównie w Puszczy Białowieskiej oraz w mazurskich lasach. W całym kraju naliczono ich 200. Specjaliści z polski i zagranicy przeprowadzili badania, z których wynika, że nic na razie im nie zagraża.

https://www.youtube.com/watch?v=QFbrPJO5syU

Na naukowców czekało wyzwanie. Ryś rzadko opuszcza gęste lasy, a otwarte tereny stanowią dla niego swoistą barierę. Aby zebrać materiały do badań, zamocowano na pniach drzew dywaniki z odpowiednim zapachem. Tak zwabione koty chętnie się ocierały o drzewo, pozostawiając swoje włosy, a więc materiał genetyczny. Zebranie około trzystu próbek umożliwiło szczegółowe badanie. Okazało się, że rysie z Puszczy cechuje niska różnorodność genetyczna. Przyczyną tego stanu jest życie tych kotów w izolacji. Rysie są zdolne do długich wędrówek, lecz muszą mieć do tego odpowiednie warunki. Kompleksy leśne jako, że są porozdzielane przyczyniają się do niskiej zmienności genów. Na razie jednak żadna interwencja nie jest konieczna.

 

Skaczą dla zabawy i pieniędzy

Skaczą dla zabawy i pieniędzy

Nad augustowskimi jeziorami odpoczywają latem tłumy wczasowiczów. Co roku do miasta przyjeżdżają z koncertem gwiazdy muzyki światowego formatu. Odbywają się również liczne imprezy sportowe o dużej randze. Najwięcej śmiechu przynosi jednak konkurs, który zyskał już pełnoletność. Mowa to o ”Mistrzostwach w pływaniu na byle czym”. Konstruktorzy wodowanych na rzece Netta wehikułów, ściągają z całej Polski, by wziąć udział w tym niecodziennym wydarzeniu.

 

Warunkiem jest zbudowanie pojazdu napędzanego „wiatrem, wiosłem, silnikiem lub siłą i godnością osobistą” – jak piszą organizatorzy – oraz przepłynięcie w ten sposób określonego dystansu. Załoga oczywiście musi być na pokładzie. Co roku pula nagród jest coraz większa, dochodząc do 40 tys. zł. Tym, którzy nie mają odwagi stawić czoła takiemu wyzwaniu, radzimy wziąć do Augustowa na tę okoliczność lornetkę i dobry humor. Patronat nad imprezą tradycyjnie obejmuje Polskie Radio Białystok.

Źródło zdjecia: Józef Kowalski, Wikimedia.

Duch seksoholiczki krąży po miejscowości. Zginęła marnie.

Duch seksoholiczki krąży po miejscowości. Zginęła marnie.

Dzień kobiet za nami. Kwiaty powoli więdną, a pudełka po czekoladkach wylądowały w koszu. Liczy się jednak gest. Świat bez płci pięknej byłby pusty i pozbawiony większego sensu. Adam Mickiewicz pisał, że to ”marny puch”. Zapomniał dodać jednak, iż mimo wszystko”wprawia wszystko w ruch”. Nawet pośród kobiet znajdą się czarne owce. O jednej z takich niewiast opowiada poniższa legenda, w której znajdziemy nie jedno ziarno prawdy.

 

We wsi Nieciece nieopodal Tykocina mieszkała przed laty kobieta o imieniu Rzepicha.  Posiadała dziewięcioro rodzeństwa przez które jej życie nie należało od początku do kolorowych. Rodzice Rzepichy często zaglądali do kieliszka. Trud wychowania przypadł więc dziadkom.

 

Po familii odziedziczyła nietypowe zachowanie, które doprowadzało mieszkańców do furii. Już jako małe dziecko kradła kury po czym z uśmiechem na ustach topiła w rzece. Gdy dorosła jej pasją byli mężczyźni,  a także alkohol. Stała się prawdziwą łowczynią męskich serc, a ściśle mówiąc – ciał.

 

Nie przepuściła nawet synowi młynarza, który miał zamiar zostać księdzem. Tknięty grzechem musiał porzucić swoje plany. Pewnej jesieni Rzepichę odnaleziono w gorzelni. Miarka się przebrała. Właściciel karczmy pijaną niemal do nieprzytomności kobietę zamknął w beczce. Następnie wystawił ją na dziedzińcu. Po tygodniu bezwstydna kobieta zmarła. Do dziś duch alkoholiczki krąży po miejscowości. Panowie, miejcie się na baczności!

Miał być kurort dla nazistów z Niemiec. Teraz to wspaniała plaża

Miał być kurort dla nazistów z Niemiec. Teraz to wspaniała plaża

Będąc w okolicy Sokółki nie sposób przeoczyć Zalewu. Lokalizacja łatwa jest do zapamiętania dla turystów, a to ze względu na to, że położony jest przy ulicy…. wodnej. Zalew Sokólski zajmuje łącznie powierzchnię ok. 20 ha. Powstał on już w 1942 r. w czasach okupacji hitlerowskiej. Siłę roboczą stanowili zaś głównie Żydzi.

 

Istnieją dwie wersje celu jego budowy. Pierwsza z nich mówi o obniżeniu poziomu wód gruntowych w związku z osuszaniem bagien, druga zaś, sugeruje chęci utworzenia kurortu dla niemieckich pacjentów. Obecnie zalew stanowi doskonałe miejsce do spędzenie wolnego czasu. Posiada on łącznie dwa zejścia do wody. Funkcjonuje przy nim wypożyczalnia sprzętu rekreacyjnego – kajaków, żaglówek i rowerów wodnych.

 

Z atrakcji można korzystać codziennie w godzinach 10-18. Na miłośników siatkówki czekają dwa piaskowe boiska. Nad wodą organizowane są liczne imprezy – mistrzostwa w skokach na nartach wodnych, zawody skuterów i rywalizacja wędkarzy. W maju 2013 r. nad zalewem postawiono pomnik braci Ejsmontów – słynnych żeglarzy z Węgorzewa. Odnowiono również promenadę, która posiada teraz nową nawierzchnię, barierki i oświetlenie. Wokół zalewu ma powstać kompleks z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i kręgielnią. Głównym punktem w przyszłości ma zostać odkryty basen.

Takiego muzeum jeszcze nie było!

Takiego muzeum jeszcze nie było!

To pierwsza taka placówka. W pełni multimedialna zapewnia doskonałą interakcję z gośćmi.  Od 3 miesięcy w Grajewie działa Centrum Tradycji Mleczarstwa – Muzeum Mleka. Całość powstała dzięki wsparciu Unii Europejskiej.

 

Muzeum zaprojektowano tak, aby zarówno dzieci, jak i dorośli mogli dowiedzieć się czegoś nowego o białym napoju. Obiekt podzielono łącznie na siedem stref. Pierwsza z nich to łąka, gdzie odnajdziemy automatyczne zwierzęta. W dziale historycznym zapoznamy się z losami mleka na przestrzeni dziejów. Kolejna wystawa to swoista podróż w czasie. W imitacji obory zawarto wszelkie eksponaty funkcjonujące w branży mleczarskiej. Muzeum uświadomi nam jaką drogę pokonuje mleko, zanim dotrze na nasz stół.

 

W barze mlecznym wrócimy zaś  do PRL-u. Na ekranie telewizora puszczane są też doskonale polskie komedie z dawnej epoki. Dzieci szczególnie ucieszą się z wizyty w laboratorium. W ruch pójdą mikroskopy i wirówki oddzielające śmietanę od mleka. Muzeum czynne jest codzienne w godzinach 10 -18. Dzięki niemu dokładnie zapoznamy się w wyjątkowym naturalnym napojem. Od ilości ciekawostek głowa nie zaboli.

Białostoczanie spacerują po klawiszach

Białostoczanie spacerują po klawiszach

Białystok jako pierwsze miasto w Polsce złożył hołd muzyce bluesowej. Idea powstania Alei Bluesa pojawiła się w 2007 r. Pomysł zrealizowano błyskawicznie. Deptak z chodnikiem w kształcie klawiatury fortepianu powstał w sąsiedztwie Rynku Kościuszki. Spacerowiczów tylko kilkaset metrów dzieli od parku planty.

 

Powstanie Alei  zbiegło się kilkoma istotnymi wydarzeniami. W mieście obchodzono Rok Bluesa, festiwal Jesień z Bluesem, a także rocznicę  śmierci Ryszarda ”Skiby” Skibińskiego. Ten ostatni był legendarnym założycielem Kasy Chorych.  Deptak pełni funkcję edukacyjną, przypominając młodym pokoleniom o osiągnięciach największych muzyków gatunku. Mało kto wie, ale to właśnie w Białymstoku działa wiele znanych kapel, które posiadają fanów  w całej Polsce. Dlatego należy uważać miasto za jeden z istotnych ośrodków Bluesa. Ponadto w Białymstoku odbywa się najstarszy festiwal bluesowy.

 

W Alei Bluesa odsłonięto tabliczki takich gwiazd estradowych, jak Ada Rusowicz czy Martyna Jakubowicz. Regularnie dołączają do nich nowe nazwiska.

 

Wyrodna córka porzuciła chorą matkę

Wyrodna córka porzuciła chorą matkę

Elga mieszkała w drewnianej chatce razem ze swoją matką. Ta spełniała wszystkie jej zachcianki. Mimo że podupadała na zdrowiu, pracowała ciężko u bogatych gospodarzy. W wolnych chwilach, by zarobić jeszcze więcej zbierała owoce lasu. Córka nie odwzajemniała uczuć matki. Z roku na rok stawała się coraz bardziej oschła i zarozumiała. Podczas gdy matka harowała w pocie czoła, Elgę w dzień dopadało lenistwo, a nocą balowała.

 

Dziewczyna nie mogła patrzeć na chorą matkę. Bała się, że na starość też ją czeka taki los. Gdy ”odpoczywała” pod dębem podszedł do niej starzec. Prosił ją aby wróciła do domu i zaopiekowała się matką. Dziewczyna jednak tylko głośno się roześmiała. Mężczyzna zapowiedział, że nie zazna już miłości, dopóki czas i woda nie wyżłobią takich samych ran jak łzy rozpaczy jej matki. Po tych słowach Elga zamieniła się w zimny głaz, który do dziś stoi nieopodal jeziora Pobondze nieopodal Suwałk.

Weekend na Podlasiu. Tu nie wiadomo co to nuda!

Weekend na Podlasiu. Tu nie wiadomo co to nuda!

Miejscówki na majówkę są już zabukowane. Na wymarzony urlop jednak jeszcze trochę poczekamy. Nim rozkwitną pąki na drzewach, a wiosenne słońce opali nasze blade twarze, warto skorzystać już teraz z całego wachlarza możliwości, jakie daje nam Podlaskie.

 

Mieszkańcy Białegostoku i okolic powinni udać się do Tykocina. Skoro kręci się tam filmy, coś musi być w tym miasteczku. Oprócz zwiedzenia nietypowego trapezowego rynku szczególnie polecamy most na rzece Narew. Podobno przyniosła go armia ZSRR z Wrocławia. Miał on trafić dalej na wschód, lecz został w Tykocinie. Trzeba przyznać, że pasuje do barokowych budowli. 

https://www.youtube.com/watch?v=TOUgXcC_A2U

W niewielkim oddaleniu od stolicy Podlasia znajduje się malowniczy Supraśl. Czeka tam na nas choćby Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa, a także najbardziej oblegane Muzeum Ikon. We wszystkich obiektach poznamy na pewno wiele ciekawostek. Miasteczko wyróżnia się licznymi drewnianymi zabudowaniami. Przykładem takiej perełki jest Stara Poczta nazywana też Domem ogrodnika.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

Kto jeszcze nie był w Białowieży, ten niech nadrobi zaległości. Najstarsze muzeum na Podlasiu znajduje się właśnie tam. Prezentacja zbiorów opiera się on na nowoczesnych technologiach i w niczym nie przypomina kojarzącego się ze słowem muzeum zwiedzania wystaw w gablotach za szkłem. Na wystawach podziwiać można fragmenty ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz pełne sceny z życia zwierząt, np. żery wilków. 

 

Jeśli stęskniliśmy się za wodą, najlepszym wyjściem będzie wycieczka do Augustowa. Aby rozprostować kości przyda się spacer, najlepiej po bulwarach. Augustowski deptak to fantastyczny trakt, wyłożony kostką brukową, czysty i prowadzący przez ciekawe zakątki Augustowa. Przy bulwarze powstały hotele, ośrodki wypoczynkowe i restauracje. Stoi tu również piękny Pałac na Wodzie.  Przy moście cumuje często statek wycieczkowy Jaćwież, należący do Żeglugi Augustowskiej. Podczas rejsu tym statkiem poznamy historię Jaćwingów.

 

Śniegi stopniały, więc warto wrócić do aktywnego wypoczynku. W Puszczy Białowieskiej skorzystamy z pewnością ze szlaków do nordic walking, który staje się coraz popularniejszy. Przez Podlasie, warto przypomnieć, przebiega słynny szlak rowerowy Green Velo, liczący w sumie 2000 km. Okolice Łomży, Augustowa czy Suwałk powinny więc w weekend zapełnić się jednośladami. Jeśli lubimy łączyć podziwianie widoków ze spalaniem kalorii, to wręcz idealna propozycja.

 

 

 

Nawiedzone mokradła w Puszczy Białowieskiej. Łatwo się tam zgubić

Nawiedzone mokradła w Puszczy Białowieskiej. Łatwo się tam zgubić

Magia mokradeł

Puszcza Białowieska pełna jest tajemniczych uroczysk. Jedno z nich znajduje się w okolicy wsi Zastawa. Podmokły las nosi imię Knihiniówka, lecz przewodnicy określają się go Knaziewka”. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od gwarowej nazwy czajki, która gniazduje właśnie na terenach uroczyska. Dawniej uroczysko stanowiło dla człowieka dużą przeszkodę. Ułożone w poprzek kłody ściętych drzew stanowiły jedyną drogę do okolicznych miejscowości. Dziś przebiega przez nie tzw. ”Kładka Żubra” stanowiąca istotny dla rozwoju turystyki szlak edukacyjny. 

Zagubieni

Podróżni nie są świadomi tego, że mokradła są nawiedzone. Wielu było świadkiem niewyjaśnionych wydarzeń. Pierwsze relacje pochodzą jeszcze sprzed wojny. Mężczyzna wiózł koniem drewno. Gdy zapadł zmrok, zwierzę zarżało w panice. Z mroku wyłoniła się biała postać. Aby lepiej jej się przyjrzeć rolnik podpalił wiązkę siana. Nim płomienie objęły uschniętą trawę, postać rozpłynęła się we mgle.

Innym razem dwóch kłusowników ujrzało na drodze ognisty krzyż, który z wielką prędkością mknął w ich kierunku. Przerażające. Mężczyźni nie mogli uwierzyć własnym oczom. Z krzykiem uciekli do domu. Dziwne zjawiska mają miejsce do tej pory. Nikt nie wie co jest tego przyczyną. Domniemuje się, że mam to związek z dawnymi magicznymi rytuałami.

Jeśli ktoś wybiera się na uroczysko, niech lepiej weźmie dobrą nawigację. Mokradła w tajemniczy sposób wpływają na orientację. Mnóstwo osób nie mogło znaleźć drogi powrotnej. Gdyby nie telefon komórkowy, być może zostaliby tam na zawsze.

Felieton: Miłość na wsi. Od dyskoteki do dyskoteki

Felieton: Miłość na wsi. Od dyskoteki do dyskoteki

Życie w mieście diametralnie różni się od wiejskiej rzeczywistości na Podlasiu. Inne możliwości, inne spojrzenie na świat. A jak jest ze sprawami miłosnymi? Miasta mają to do siebie, że stajemy się anonimowi. W tłumie ciężko wyłapać tą jedyną, tego jedynego, ale od czego są w końcu parki, kluby czy puby. Istnieje więc wiele opcji. Gdy już nam się uda kogoś zdobyć, będzie już z górki. Nie potrzeba zbyt wiele kreatywności. W mieście raczej zakochane pary nie powinny się nudzić. Do wyboru do koloru. Wszystko zależy od upodobań.

 

Kłopotu bogactwa nie znają młodzi mieszkańcy wsi. Ciągle te same twarze, te same obowiązki. Jedyną rozrywkę często stanowią letnie dyskoteki w remizie, o ile mamy fundusze na wejściówkę. Jeśli już nazbieraliśmy drobne, spotyka nas nieszczęście. Wśród świateł i stroboskopów spotykamy znowu znajomych ze szkoły. Od czasu do czasu pojawi się biały kruk. Każdy nowa osoba wzbudza ogromne zainteresowanie. Szybko powstają kółka adoracji. Gdy nastaje ranek, nasza miłość od pierwszego wejrzenia opuszcza wioskę i może już nie wrócić. Wyciągamy białą chusteczkę na pożegnanie i wracamy do krainy marzeń. Jeśli jednak obie strony zapłoną uczuciem, też pojawi się problem. Załóżmy, że nasz ukochany/ukochana wpada do nas na randkę. Z jednej strony myślimy – super, z drugiej – wpadamy w panikę. Na wsi nie ma pizzerii, jedyne kino jakie mamy to zaś ekran laptopa. Do stodoły na pokaz zwierząt też nie zaprosimy. Zbyt skromna bowiem to kolekcja na zoo. Pozostaje jedynie spacer i niekończące się sesje przytulania.

 

Co jednak mają robić samotni?  Gdy lato się skończy, a drzwi dyskoteki zostaną zamknięte, trzeba cierpliwie czekać na poprawę swego losu. Przeglądanie memów w internecie zabije czas. Warto też znaleźć hobby i nie zaszkodzi szklanka wody przy nocnym stoliku. Dla raptusów jedynym rozwiązaniem będzie zrzutka na benzynę i zawitanie do miasta. Hej przygodo!

Na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?
fot. SilverTree / Wikipedia

Na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?

Na Podlasiu znajdzie się miejsce dla wszystkich tych, którzy lubią podróżować własnym autem i coś zwiedzić. Mamy kilka propozycji, jak zwiedzić Podlaskie, by się nie wykosztować. Wystarczy zatankować i przygotować trochę gotówki na dobre jedzenie i wypoczynek.

Piątek wieczór i rozpoczęcie przygody na Podlasiu

Przypuśćmy, że przyjeżdżacie zaraz po pracy i na Podlasiu meldujecie się w piątek wieczorem. Z pewnością naszą przygodę powinniśmy zacząć w Białymstoku. Wieczorem na Rynku Kościuszki życie tętni na całego. Jest tu bardzo wiele miejsc, gdzie skosztujemy regionalnego jadła czy browarów.

Sobota przed świtem

fot. K. Gopaniuk

Z pewnością jeżeli chcemy kierować samochodem, to nie powinniśmy zbyt wiele tych browarów wypić. Wcześniej niż wstanie świt powinniśmy wybrać się nad zalew Siemianówka. Nieopodoal miejscowości Pasieki znajduje się wieża widokowa, z której przy odrobinie szczęścia o bladym świcie można podziwiać żubry.

fot. K. Gopaniuk

Kolejny przystanek to śniadanie w Kruszynianach. Zwiedzimy tam tatarski meczet (polscy Muzułmanie). Do wyboru mamy kilka miejsc, w których zjemy tradycyjne tatarskie jedzenie. Najsławniejszy jest Pierekaczerwnik. Bez wątpienia możemy polecić baraninę.

Następnie warto zwiedzić Krynki, Poczopek i Kopną Górę. W tej pierwszej miejscowości znajdziemy między innymi stary, żydowski cmentarz, w Poczopku zaś wspaniały rezerwat, a w Kopnej Górze kolejny rezerwat. W konsekwencji obiad będzie smakować doskonale. Tam zdecydowanie polecamy babkę ziemniaczaną. Można ją skosztować przy głównej ulicy w Supraślu.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

Na wieczór wróćmy do Białegostoku, by solidnie odpocząć bo całodniowej wycieczce.

Niedziela

Niedzielę zaś możemy spędzić w Augustowie i Suwalszczyźnie. W centrum tego pierwszego znajduje się port, z którego możemy odpłynąć statkiem, by zwiedzić znaną w całej Polsce Dolinę Rospudy. Później, po wspaniałej wodnej wycieczce warto zajechać do klasztoru w Wigrach i Szelmentu, by spróbować swoich sił na wyciągu nart wodnych. Tam też znajduje się restauracja, w której możemy się posilić przed dalszą drogą. Kolejny przystanek to Wiżajny, gdzie znajduje się trójstyk granic Polski, Litwy i Rosji.

fot. K. Gopaniuk

Na zakończenie ostatnim przystankiem będą Stańczyki i wielkie akwedukty. Miejsce warte odwiedzenia, gdyż w Polsce niewiele jest tak wielkich budowli.

Na Podlasiu

fot. K. Gopaniuk

Cała wycieczka zajmie nam nie więcej niż 400 km podróżowania. Dlatego jeżeli ktoś ma samochód na gaz, to będzie go kosztować ta wycieczka jedną, standardowa butla gazu.

Serdecznie zapraszamy!

Biedak zakochał się w bogatej. Poszedł dla niej do piekła.

Biedak zakochał się w bogatej. Poszedł dla niej do piekła.

Zamczysko odżyło

Janek był niezwykle utalentowanym młodym człowiekiem. Nie rozstawał się nigdy ze swoimi skrzypkami. Cieszył się dużym powodzeniem u płci przeciwnej lecz tego nie wykorzystywał. Pewnej nocy gdy wracał z karczmy doszło do czegoś niespotykanego. Pagórki, na których niegdyś istniały zamczysko otworzyły się niczym drzwi. Janek ujrzał kobietę. Na początku myślał, że to halucynacje z powodu alkoholu. Po chwili jednak zrozumiał, iż wszystko dzieje się naprawdę. Kobieta przedstawiła się jako królowa Bona.  Wyznała mu, że w zapadłym zamczysku odbywa karę za grzechy. Zauważywszy skrzypce, poprosiła Janka aby coś jej zagrał. Ten się zgodził, wpadając w muzyczny trans. Bona, tak wzruszona występem, przyrzekła mu pomoc w każdej życiowej sytuacji. 

Spełnione obietnice

Nie trzeba było długo czekać nim Janek wpadł w kłopoty. Za dnia pilnował bydła, lecz często zdarzało mu się zapomnieć o całym świecie. Tak też było i tym razem. Janek pochłonięty grą na skrzypcach nie zauważył, że jedna z młodych krów zniknęła. Jak się potem okazało, powędrowała do lasu, gdzie zjadły ją wilki. Janek nie wiedział co robić. Nie miał pieniędzy, a jakoś musiał zrekompensować straty właściciela. Przypomniał jednak sobie o obietnicy królowej. O jedenastej w nocy udał się na wzgórze. I tym razem ziemia się rozstąpiła. Janek powiedział Bonie o swym problemie. Ta nakazała mu udać się do lochów zapadniętego zamczyska. Mógł jednak wziąć tylko 10 talarów. Inaczej miała spotkać go kara. Janek przełamał strach i zszedł do podziemi. Mimo że bogactw było tam bez liku, do sakiewki włożył tylko kilka monet.

Recepta na miłość

Prawdziwe problemy dopiero nadeszły. Janek zakochał się w córce młynarza – Małgośce. Wiedział jednak w głębi duszy, że do siebie nie pasują, a to ze względu na status majątkowy. Chłopak mógł mieć każdą niewiastę, lecz to bez tej jednej nie mógł żyć. Ponownie udał się po pomoc do Bony. Ta nakazała mu złapać nietoperza, umieścić go w garnku i zakopać w mrowisku. Drugiego dnia w naczyniu miały powstać magiczne grabie, którymi mógł przyciągać i odciągać kobiety. Tak też się stało. Małgośka wpadła mu w ramiona.

Piechotą do piekła

Związkowi sprzeciwiali się jednak jej zamożni rodzice. Janek i tą kwestię postanowił rozwiązać dzięki znajomości z duchem Bony. Wpadł na pomysł kupna opuszczonego gospodarstwa. Po pieniądze znów musiał udać się do podziemia. Tym razem interesowała go kwota 100 talarów. Na miejscu potknął się o piekielne psy strzegące skarbów. Przewróciwszy się zauważył cudowne buty, jakich nigdy nie widział. Mimo że Bona przestrzegła go o konsekwencjach brania czegoś więcej, tym razem jej nie posłuchał. Założył buty, a wtedy na zegarze wybiła dwunasta. Góra zatrzęsła się od piekielnego śmiechu. Buty zaczęły płonąć. Nie było siły aby się ich pozbyć. Rankiem odnaleziono Janka pozbawionego nóg. Do końca życia został kaleką. Czołgał się od wsi do wsi ze swoimi skrzypkami aby mieć co włożyć do ust.

 

Trzęsienia ziemi w Podlaskiem. Jak to możliwe w naszym położeniu geograficznym?

Trzęsienia ziemi w Podlaskiem. Jak to możliwe w naszym położeniu geograficznym?

Jeśli uważaliśmy na lekcjach geograficznych, Polska nie leży na styku płyt tektonicznych. Teoretycznie więc nie musimy obawiać się drgań skorupy ziemskiej. Natura jednak może spłatać psikusa.

 

Wstrząsy o dużej sile miały miejsce jesienią 2004 r. w Suwałkach i Białymstoku.  Odnotowano wówczas wstrząsy o sile 5 – ciu stopni w skali Richtera. Pierwszych lżejszych wstrząsów, nie wszyscy byli świadomi. Niektórzy mogli powiązać zdarzenie z wibracjami przejeżdżających samochodów ciężarowych. Gy jednak po południu zaczęły pękać ściany budynków, szafki same się przesuwały, wszystko było już oczywiste. Drobnym zniszczeniom uległ nawet szpital i dom pielęgniarek w Suwałkach.

 

2 lata później ziemią znowu zatrzęsło. Epicentrum mogło pochodzić z pogranicza polsko – białoruskiego. Prawdopodobnie trzęsienie było spowodowano wielkim wybuchem, o którym jednak nic nie wiadomo. Inny badacze wskazywali również na mróz jako winowajcę. Podobne rzeczy dzieją się bowiem w Skandynawii. Pod wpływem niskiej temperatury pękają bowiem skały granitowe. Większość skłania się jednak ku wersji o ”sztucznej” przyczynie polskiego trzęsienia. Mieszkańców Podlasia należy uspokoić. Z pewnością nie będą świadkami katastrof, jakie znają choćby z hollywoodzkich produkcji.

 

Te ptaki są zagrożone wyginięciem. Ludzie zabijali je, bo dobrze smakują

Te ptaki są zagrożone wyginięciem. Ludzie zabijali je, bo dobrze smakują

Na jego odrodzenie wydano w zeszłym roku ponad 8 mln zł. Pod koniec lat 90. w  całej Polsce naliczono ich jedynie kilkadziesiąt. Mowa tu o głuszcach –  ptakach zagrożonych wyginięciem, o których przeciętny Kowalski wie bardzo niewiele.

 

Głuszec był niegdyś cennym łownym gatunkiem. Zabijano go zarówno dla smacznego mięsa, jak i dla sportu. Stanowił bowiem doskonałe trofeum. Lot głuszca odbywa się wyłącznie w linii prostej. Jest przy tym dosyć hałaśliwy, a to ze względu na jego gabaryty. Głuszcze są bardzo bojaźliwe dlatego ciężko spotkać ich na żywo. Ukrywając się w zakamarkach lasu walczą o przetrwanie. Swoją nazwę zawdzięczają temu, że…głuchną. Dzieje się tak w czasie śpiewów godowych, które powtarzają w ciągu dnia nawet 200 razy. Przyczyny tego stanu nie są jednak dokładnie znane.

 

W celu odrodzenia populacji tych królewskich ptaków sprowadzono z Rosji kilkadziesiąt okazów. Trafiły one do Pusczczy Augustowskiej. Po okresie kwarantanny zaobrączkowano je i wyposażono w nadajniki, które umożliwią bezproblemową obserwację. Dzięki temu badacze uzyskają wiedzę o kierunkach ich przemieszczenia. Program odbudowy populacji będzie prowadzony jeszcze do 2018 r. 

 

Ludzie zginęli przez zdrajcę. Te krzyże to upamiętniają

Ludzie zginęli przez zdrajcę. Te krzyże to upamiętniają

Cień historii

Szubienica to szczególne miejsce pamięci dla mieszkańców Chroszczy, miejscowości oddalonej od Białegostoku o kilka kilometrów. Aby zrozumieć symboliczne znaczenie, należy przenieść się w czasy powstania styczniowego.

Zdrada w szeregach

Chociaż w samej Choroszczy nie doszło do walk, insurekcja przyniosła tragedię. Niewielki oddział dowodzony przez Ksawerego Markowskiego ukrywał się w lesie i stamtąd prowadził działania partyzanckie. Wśród trzydziestu mężczyzn był jeden zdrajca. Do dziś nie są znane powody, jakimi się kierował. Najczęściej mówi się o porachunkach miłosnych. Oddział kozaków wysłany do pacyfikacji otoczył zaskoczonych żołnierzy. Niektórym udało się uciec z oblężenia. Innych czekał tragiczny koniec. Nad pojmanymi odbył się sąd polowy. Wyrok mógł być tylko jeden – śmierć przez powieszenie.

Nieudana ucieczka

Egzekucja miała mieć miejsce na niewielkim wzgórzu na skraju lasu. Współtowarzysze podjęli próbę odbicia skazańców. Powietrze przeszył huk. Doszło do wybuchu zdetonowanej amunicji. Plan powiódł się częściowo. Kilku powstańców uniknęło śmierci, lecz nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Schwytanych stratowano końmi bądź zastrzelono. Ciała zaś zostały wrzucone do jednego dołu. Pozostałych zgodnie z pierwotnymi rozkazami powieszono na szubienicy. Stąd też nazwa choroszczańskiego wzgórza.

Upamiętnienie tragedii

Po latach starań,w październiku 1989 r. uroczyście odsłonięto pomnik poświęcony powstańcom. Jest to jedyny taki obiekt w okolicy. Jakiś czas później dodano również marmurowy znicz i godło powstańcze na skarpie.

Czarna dama dusiła wrogów. Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś

Czarna dama dusiła wrogów. Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś

Twierdza Osowiec powstała w drugiej połowie XIX w. Zbudowana została w miejscu zwężenia biebrzańskich bagien, co miało służyć ochronie linii kolejowej Białystok – Królewiec. Składała się ona z czterech fortów i do dziś sławi się tym, że nigdy nie została zdobyta. Pochłonęła jednak wiele ofiar, co z pewnością miało wpływ na nietypowe zjawiska.

 

W Twierdzy Osowiec przetestowano po raz pierwszy gazy bojowe. Chmura o szerokości kilku kilometrów, która powstała po wypuszczeniu chloru z baterii gazowych, przyniosła śmierć tysiącu Rosjan. Wielu próbowało uciec. Jednym się udało, drudzy nie mieli tyle szczęścia. Ocalałych oskarżono o dezercję. Na sądzie polowym żołnierze przyznali, że w oparach widzieli czarną zjawę, wybierającą swe ofiary. Czarna dama, gdyż tak ją nazwano, dusiła ich za gardło, pozbawiając ostatniego tchnienia. Potwór w ciemnej pelerynie miał mieć ponoć szerokość kilku metrów. Ducha widziano również współcześnie. Przypadek został udokumentowany przez reporterów. Na jednym ze zdjęć, po ich wywołaniu okazało się, że przy dziennikarce stała właśnie złowroga Czarna Dama.

 

Pani w czerni to nie jedyna zjawa, jaką można spotkać bądź usłyszeć na terenie Twierdzy Osowiec. Wiele osób skarżyło się, że w czasie zwiedzania czuło na karku mroźny oddech. Nic nam jednak nie grozi, gdyż jest to ”Dobry duch Twierdzy”. Przed wojną młody rosyjski oficer popełnił samobójstwo z powodu odrzuconych zaręczyn szlachcianki z Goniądza. Jego żywot zakończyła kula w skroń i od tej pory towarzysze broni byli świadkami zjawisk paranormalnych. Pewnego dnia odkryli na ścianie wykonany krwią napis ” Chryste, daj wieczny odpoczynek duszy sługi Twojego”.  Jęki i zawodzenia w tunelach słychać do dziś.  Wszystkich odważnych, nie bojących się upiorów, zapraszamy na wycieczkę po Twierdzy Osowiec. 

 

To jedyne takie miejsce w Europie. Dzieci są zachwycone

To jedyne takie miejsce w Europie. Dzieci są zachwycone

Jedyne takie miejsce

Czy dziecko może przebywać w fabryce? Tak, o ile jest to fabryka..misia. Zeszłego roku w Białymstoku powołano do życia pierwsze takie miejsce w Europie. Każde dziecko po przekroczeniu murów poznaje bajkę o misiu Madrusiu, który bardzo chce poznać nowych kolegów. Należy jednak ich najpierw stworzyć. To jest właśnie zadanie dla maluchów.

Zrób to sam

Dzieci sami decydują o wyglądzie misia swoich marzeń. Wybierają futro, oczy i nos, a także serce, które własnoręcznie malują. Następnie z niewielką pomocą dorosłych wypełniają skórę puchem. Przy użyciu  maszyn, igły i nici w krótkim czasie otrzymają nowego przyjaciela. To jednak nie wszystko. Każdy miś musi mieć też imię i określony charakter. Tak więc dziecko decyduje o życiowej postawie pluszaka. Cały proces kończy się otrzymaniem odpowiedniego certyfikatu. 

Moc atrakcji

Właściciele fabryki sami zbudowali maszyny służące do produkcji misia na życzenie. Śmiało postawili na miejscowych rzemieślników zaopatrujących fabrykę w skórki i inne niezbędne elementy, w tym ubranka. Zrezygnowano z taniej chińszczyzny na rzecz jakości. Fabryka misia zapewnia ponadto inne atrakcje, jak choćby interaktywna podłoga. Zdecydowanie jest to miejsce godne polecenia, nie tylko na przyjęcie urodzinowe dziecka.

Fabryka Misia znajduje się przy ul. Zwycięstwa 8 w budynku Madro.

To może być wielka atrakcja. Jednak nad zabytkiem ciąży fatum

To może być wielka atrakcja. Jednak nad zabytkiem ciąży fatum

Wieża ciśnień w Łomży to bez wątpienia jedna z wizytówek tego miasta. Swą pracę zakończyła oficjalnie w 1992 r. Od tej pory stoi opuszczona i nic na razie nie wskazuje, by sytuacja miała ulec zmianie. 

 

Budynek powstał na początku lat 50. przez co mógłby już oficjalnie zostać zabytkiem. Wpisanie do rejestru zagwarantowałoby ochronę obiektu i zachowanie dziedzictwa kulturowego. Władze miasta chciały sprzedać wieżę razem z działką, lecz niestety bez skutku. Poprzedni prezydent Łomży, Mieczysław Czerniawski, planował przekształcenie jej w obserwatorium astronomiczne. Byłaby to doskonała rozrywka dla uczniów. Taki pomysł nie spodobał się jednak dla Ministerstwa Edukacji Narodowej. Bez uzyskania dotacji inwestycja nie mogła zostać dopięta na ostatni guzik.

 

Kolejne próby przetargu kończą się niepowodzeniem, mimo obniżki ceny za otaczającą działkę. Warunkiem nabycia jest też konieczność rozpoczęcia inwestycji w ciągu dwóch lat. Obecne władze Łomży oczami wyobraźni widzą w wieży ciśnień hotel z restauracją. Na razie to pobożne życzenia. Obiekt mieści się na terenie wpisanym do rejestru zabytków o ”historycznym układzie urbanistycznym miasta Łomży”. Dlatego tez każda decyzja musi przejść przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. Tymczasem wieża coraz bardziej niszczeje i bardziej odstrasza niż przyciąga.

Bocian przemówił ludzkim głosem. Wskazał kufer pełen złota i srebra

Bocian przemówił ludzkim głosem. Wskazał kufer pełen złota i srebra

Ciężkie życie

Nadeszła wiosna. Na dach chaty powróciły bociany. Z promieniami słońca i przyszedł jednak głód. Pozostało chude mleko i ziemniaki. Tak wyglądał marzec Macieja Skiby, mieszkańca niewielkiej osady na Podlasiu. Uśmiech mężczyzny wzbudzał jedynie syn,  który niedawno przyszedł na świat. To w nim upatrywał nadzieję na lepsze jutro. Wedle tradycji dziecku nadano imię po ojcu.

Zatrute powietrze

Minęło 12 lat. Wybuchła epidemia. Większość ludzi albo zmarła, albo uciekła jak najdalej. Maciej Skiba nie przetrwał zarazy, lecz jego syn miał więcej szczęścia. Długo tułał się po innych miastach, lecz nie mając ani wykształcenia, ani fachu w ręku, nie mógł znaleźć pracy. Wrócił więc do rodzinnej osady. Następnego dnia na podwórzu odnalazł pisklę i stojącego przy nim bociana.

Bogactwo pod kamieniem

Maciej bez chwili zastanowienia odłożył młodego ptaka do gniazda. Pełen żalu mówił sam do siebie, że chce zakończyć swój żywot. Wówczas bocian przemówił ludzkim głosem. Nakazał Maćkowi porzucić troski. W zamian za pomoc wskazał dla chłopaka ukryty pod kamieniem skarb. Bocian mówił prawdę. Faktycznie kufer pełen był złotych i srebrnych monet.  Maciek jednak ostrożnie dysponował niespodziewanym majątkiem. Kupił kilka koni, krów i zbudował dom. Wkrótce spotkał miłość swego życia. Wioska powoli zaczęła się zaludniać. Po dziś nosi nazwę Boćki.

Z wiatrem we włosach ścigają się po rzece

Z wiatrem we włosach ścigają się po rzece

Przez Augustów przepływa rzeka Netta, stanowiąca swoiste źródło miejskich rozrywek. W 1999 r. uruchomiono na niej pierwszy w kraju profesjonalny wyciąg nart wodnych. Władze miasta zostały nagrodzone z okazji tego wydarzenia. Wyciąg otrzymał bowiem tytuł ”Atrakcji turystycznej roku”.

 

Parametry wyciągu są imponujące. Posiada om 740 m długości, a prędkość, jaką pozwala rozwinąć to blisko 60 km/h. Na miejscu obsługa zapewnia wynajem fachowego sprzętu, a doświadczeni instruktorzy zapewniają bezpieczeństwo turystom. Wyciąg czynny jest codziennie w lipcu i sierpniu. W miesiące takie jak maj, czerwiec i wrzesień, z jego usług skorzystamy jedynie w weekendy. Jednorazowy wypad ze sprzętem wiąże się z kosztem 4 zł, zaś za całodniowe szaleństwo bez ekwipunku zapłacimy 100 zł.

 

Mimo że taki sport wymaga sprawności fizycznej, co roku tysiące turystów zostawia obawy za sobą. W drugiej połowie lipca odbywają się zawody w skokach na nartach wodnych – memoriał Zygmunta Kowalika ”Netta Cup”. Konkurs ten posiada międzynarodowy wydźwięk i organizowany był już w latach sześćdziesiątych. Od kilku lat rozgrywane są też konkurencje o puchar burmistrza miasta, które rozpoczynają się po zachodzie słońca. W sierpniu z kolei mamy do czynienia z prestiżowymi Mistrzostwami Polski. Kategorie w jakich startują zawodnicy to: slalom, skoki i jazda figurowa.

Wsie podzielone rozlewiskiem. Przyjedź na kładki.

Wsie podzielone rozlewiskiem. Przyjedź na kładki.

Między miejscowościami Śliwno i Waniewo, oddalonymi od Białegostoku o około 30 km, odnajdziemy kładkę, która tylko z nazwy jest zwyczajna. Na początek naszej przygody musimy użyć siły mięśni aby przyciągnąć platformę, która pozwoli dostać się na drugi brzeg Narwi. Znajdujące się na kołowrotku liny nie powinny sprawić żadnego kłopotu. Dlatego też posiłować się mogą też dzieci. Łącznie na trasie przygotowano pięć takich tratw.

 

Gdy już uporamy się z platformami możemy się delektować pięknem okolicy. Przejście nad rozlewiskami jest całkowicie bezpieczne przez co nie musimy obawiać się o nasze pociechy. Jako że turystów nie ma zbyt wielu nic nie zakłóci spokoju przyjezdnym. Kilometrowa drewniana kładka posiada wieżę obserwacyjną, z której skorzysta nie tylko miłośników ptaków. Wieża powstała w miejscu dawnego zamczyska. Kładkę można zwiedzać z obu stron. Do nas już należy wybór czy spacer rozpoczniemy w Śliwnie czy w Waniewie.

 

Najlepsi tatuażyści zawitają do Białegostoku

Najlepsi tatuażyści zawitają do Białegostoku

Już za miesiąc na terenie stadionu miejskiego w Białymstoku odbędzie się pierwsza na Podlasiu, dwudniowa edycja imprezy ”Tattoo Konwent”. Swoje umiejętności zaprezentują najlepsi tatuażyści w branży, zarówno Ci z kraju i z zagranicy. Już teraz ruszyły zapisy do poszczególnych artystów. Przedstawiciele studiów tatuażu wykonują w czasie imprezy autorskie wzory. Jako, że główny punkt programu to  wybór najlepszego tatuażu, warto trochę pocierpieć dla głównej nagrody.

Wstęp na teren imprezy według informacji organizatorów będzie całkowicie bezpłatny, więc każdy chętny podpatrzy mistrzów w akcji. W części wystawienniczej poznamy różne style tatuowania preferowane przez specjalistów. Konwent zapewni również inne rozrywki. Na gości czekać będzie też coś dla podniebienia dzięki food trackom.a impreza pod szyldem Tattoo Konwent odbyła się w 2009 roku w Centrum Stocznia Gdańsk i przyciągnęła 2500 odwiedzających. Dzisiaj w ciąg roku wydarzenia z cyklu Tattoo Konwent są odwiedzane przez ponad 32000 osób. Zobaczymy jak będzie w Białymstoku. 

Samoloty prześwietliły Park Narodowy

Samoloty prześwietliły Park Narodowy

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Stanowi też jeden z najcenniejszych w Europie obszarów bagiennych. Aby ustalić zagrożenia dla przyrody na terenie blisko 60 ha, wykorzystano zdobycze techniki. W zeszłym roku dane zostały zebrane przez samoloty wyposażone w specjalistyczne sensory detekcyjne.

Laserowe skany umożliwiają zdobycie wielu szczegółowych informacji terenowych. Zdjęcia dają miarodajny podgląd na rozkład temperatur, dzięki czemu łatwiejsza jest analiza poziomu wilgoci na danym obszarze. Uzupełniając dane z poprzednich lat pokazują, której części parku grozi przesuszenie. Suche torfowiska to jednak nie jedyne zagrożenie. Bagna powoli zarastają trzciną, drzewami i krzewami. Skany odpowiadają na pytania dotyczące kierunku i dynamiki tych zmian. Badacze dowiedzieli się o kondycji rzadkich roślin  zy kondycji cieków wodnych.Wykorzystanie samolotu do badań stanowiło konieczność. Nie wszędzie bowiem na terenie Parku można łatwo dotrzeć drogą lądową. Cała operacja kosztowała blisko 2 mln zł.

Zazdrosna czarownica zamieniła księcia w mysz

Zazdrosna czarownica zamieniła księcia w mysz

Od pierwszego wejrzenia

Białowieska Puszcza w czasach średniowiecza pełna była dzikiej zwierzyny. Inni wyruszali na polowania całą grupą, lecz on jedynie z drewnianą pałką, sam przemierzał lasy. Mowa tu o jednym z litewskich książąt. Po udanych łowach miał zwyczaj odpoczywać nad rzeką Lutownią. Tam też spotkał Oksanę, dziewczynę o niespotykanej urodzie. Miłość zakwitła niczym wiosenny kwiat. Wszystko układało się dobrze, aż do czasu gdy, między młodych wplątała się wiedźma o imieniu Ksantypa.

Sroga zemsta

Kobieta posiadała ogromną moc, dzięki której mogła zmieniać postać. Ponadto posiadała władzę nad dziką zwierzyną. Od chwili ujrzenia księcia pośród drzew, zawładnęła nią obsesja. Nie chciała już wieść pustelniczego życia. Ukazywała się księciowi jako piękna kobieta z wydatnym biustem. Mężczyzna jednak bez pamięci był zakochany bez pamięci w Oksanie. Ksantypa miała już dać za wygraną, lecz spawy przybrały nieoczekiwany obrót. Książę w lustrze wody dostrzegł prawdziwe oblicze wiedźmy.

Stara, przygarbiona, z wieloma kurzajkami wzbudziła jego odrazę. Ten postanowił dołączyć Ksantypę do swej kolekcji łowcy. Wziął zamach swoją drewnianą dzidą, chcąc ugodzić czarownicę prosto w serce. Ta jednak wypowiedziała zaklęcie, które zamieniło chłopaka w mysz. Zemsta poszła dalej. Rzuciła też urok na Oksanę, w wyniku czego stała się puszczykiem. Jak wiadomo, ptak ten ten żywi się gryzoniami. Dlatego też Oksana przypadkiem mogła pożreć ukochanego. Pohukiwanie puszczyka pełni więc rolę ostrzegawczą. Według legendy czar ustąpi gdy przez sto lat człowiek nie wytnie w Puszczy ani jednego starego drzewa,

Przyjedź tutaj, a będziesz miał erotyczne sny

Przyjedź tutaj, a będziesz miał erotyczne sny

Pobojna Góra według przekazów stanowiła grodzisko Jaćwingów. Plemię osiedlało się często na terenach oo szczególnej koncentracji energii. Takie też znaleźli nad Biebrzą. Nazwa góry wiązać się może ze szwedzkim potopem, bowiem właśnie tam wojska walczyły najdłużej. Pobojna Góra to jednak nie tylko miejsce śmierci wielu żołnierzy. Dziesiątki osób doświadczyło tam czegoś niewytłumaczalnego.

 

Jeśli zachowamy ciszę z łatwością usłyszymy odgłosy, które wydobywają się z ziemi. Najczęściej są one w obcym języku. Niejednokrotnie okolicę przeszywa krzyk, lecz również i piękny śpiew. Pewne jest, że każdy biwakowicz będzie miał nad Biebrzą fantazyjne sny, które okazują się być niesamowicie realne. Wypoczywający na urlopie nauczyciel usłyszał głos mężczyzny żądający zapłaty za miejsce namiotowe. Gdy ten odmówił niespodziewany gość runął z hukiem na konstrukcję. Nauczyciel błyskawicznie obudził się z bólem.  Faktycznie namiot spadł mu na głowę.

 

Przed laty reformator społeczny hrabia Karol Brzostowski wyznał nad Biebrzą miłość Wiktorii Rymaszewskiej. Niespotykane widoki działają na wyobraźnię do dziś. Na Pobojną Górę nadal przybywają chętnie pary zakochanych. Okolice pobudzają siły witalne. Noc to gwarancja erotycznych snów. Niejedni wracali do cywilizacji jako już zaręczeni. Samotni mężczyźni muszą mieć się na baczności. Duchy młodych dziewic są aktywne zwłaszcza latem i nie koniecznie okażą im dobroć. Opowieści o Pobojnej Górze zainteresowały znanego jasnowidza, ojca Kilimuszkę. Stwierdził on obecność wielu bytów i tajemniczych przedmiotów.

 

Uratowali Polskę. Dziś mało kto o nich pamięta.

Uratowali Polskę. Dziś mało kto o nich pamięta.

Rok 1920. Bolszewicy idą na zachód z hasłami rewolucji. Wydaje się, że nie ma na nich siły. Każdego dnia broń składają kolejne polskie oddziały. Nadszedł 28 lipca. W Łomży działa jedynie zapasowy batalion złożony z jeszcze nieprzeszkolonych rekrutów. – uczniów i studentów. Dowodzi nimi kapitan Marian Roganowicz.

Obrońcy zajęli forty w Piątnicy, które zostały wybudowane przez cara. Rozpoczęła się krwawa walka o czas. Miejscowi pomagali jak tylko mogli, ewakuując rannych, donosząc wodę i jedzenie. Tak działo się do 2 sierpnia. Zdecydowania przewaga wojsk bolszewickich pod wodzą Michaiła Tuchaczewskiego przechyliła szalę zwycięstwa. Polakom skończyła się amunicja. Postanowiono walczyć na bagnety.

Poświęcenie żołnierzy dały szansę na przegrupowanie wojsk w okolicach Warszawy. Tam zatrzymano pochód rewolucjonistów. Bez bohaterskiej obrony na ziemi łomżyńskiej nie byłoby ”Cudu nad Wisłą”. Przyznał to później sam M. Tuchaczewski.

Wilkołaki zabijały na Podlasiu

Wilkołaki zabijały na Podlasiu

O zjawisku lykantropii ludzkość dowiedziała się za czasów świętej inkwizycji. Podejrzenia o bycie wilkołakiem oznaczały jedno – śmierć w męczarniach.  Przemianę w wilka tłumaczono czarną magią i konszachtami z diabłem. Okazuje się że i na wschodzie Polski inkwizytorzy mogli mieć ręce pełne roboty.

Transformacja w bestię

Najwięcej opowieści na temat wilkołaków pochodzi z Podlasia, lecz temat znany jest też na Lubelszczyźnie. Najstarsze zapiski pochodzą z XVI w. Rzecz miała miejsce nieopodal Mielnika nad rzeką Bug. Kobieta przez okolicznych mieszkańców od zawsze była uważana przez wiedźmę. Na prostych czarach jednak się nie kończyło. Żyjąc w gniewie, postanowiła zemścić się za lata udręki. Metamorfoza odbywała się poprzez siedmiokrotne obiegnięcie magicznych leśnych drzew i odpowiednie zaklęcie. Po zatoczeniu siódmego kręgu powstawała machina do zabijania. W okolicy znajdowano zmasakrowane konie, krowy i świnie. Taka sytuacja powtarzała się podejrzanie regularnie. Kres występkom nadszedł przypadkiem. Gajowy spacerując po lesie zauważył w połowie przemienioną bestię. Z ciała człowieka została tylko głowa. Czarownica rozpoczęła ucieczkę, lecz szybko została ona zakończona wystrzałem z dubeltówki. Kobieta padła na wilgotną ziemię. W kałuży krwi z powrotem przemieniła się w człowieka.

Skazany na śmierć

Również okolice Dąbrowy Białostockiej były świadkami tajemniczych wydarzeń. Pod koniec XIX w. żył tam pewien młodzieniec, który znikał w lesie na wiele tygodni. Początkowo tlumaczono to chorobą psychiczną. Wszystko zmieniło się gdy jeden z miejscowych gospodarzy przegonił wilka, raniąc go kosą w lewą łapę. Nazajutrz zauważono, że młodzieniec również ma okaleczoną nogę i utyka. Osadnicy wiedzieli już co robić. Kilku mężczyzn pojmało chłopaka, wywiozło do lasu i utopiło w bagnie.

 

Puszcza Białowieska kryje skarb. Dołącz do poszukiwań

Puszcza Białowieska kryje skarb. Dołącz do poszukiwań

Coś nowego

W okolicach Puszczy Białowieskiej powstało 11 tras łączących naukę z zabawą. Mowa to o tzw. szlakach questingowych. Uczestnicy zabawy odpowiadając poprawnie na pytania otrzymują wskazówki umożliwiające dotarcie do ukrytego w skrzyni skarbu. Poruszać możemy się w dowolny sposób. Możemy wybrać pieszą wędrówkę bądź też rower. Nietypowa forma wypoczynku promowana jest jako produkt turystyczny powiatu hajnowskiego. Stanowi doskonałą propozycję na spędzenie wolnego czasu zarówno dla osób indywidualnych, jak i grup zorganizowanych, zwłaszcza szkolnych wycieczek.

Questing w praktyce

Zgodnie z zasadami questingu trasy w terenie nie są opisane, lecz znajdziemy je wyłącznie w sieci. Zagadki dotyczą różnych dziedzin. Dzięki questom historycznym zagłębimy się choćby w tematykę związku królowy Bony z Narwią. Zagadki kulturowe czekać zaś będą na nas w miejscowości Nowoberezewo, gdzie to będziemy podziwiać krajobraz podlaskiej wsi. Z kolei Dubicze Cerkiewne zapraszają na ”Szlak Błękitu” i zapoznanie się z obrządkiem wschodnim. W kolejnych miasteczkach na własne oczy przekonamy się o wzajemnym przenikaniu kultur , będziemy też świadkami prac rękodzieła ludowego. Questy w powiecie powstały dzięki projektowi dofinansowanemu z Unii Europejskiej – ”Questing – Wyprawy odkrywców w Puszczy Białowieskiej”.

 

Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Niejednokrotnie z ust turystów wydobywa się stwierdzenie, że Suwalszczyzna posiada bajkowe krajobrazy. Co więcej, w Suwałkach urodziła się autorka wielu książek dla dzieci, Maria Konopnicka.  Było to powodem utworzenia tzw. Baśniowego Szlaku. Oprócz Suwałk, składa się na niego sześć innych okolicznych miejscowości – Nowa Wieś, Kopiec, Puńsk, Bakałarzewo, Rutka Tartak oraz Sejny.

Na szlaku odnajdziemy siedem przystanków nazywanych Wioskami Bajek. Na początek czeka na nas zaułek krasnoludków. Mieści przy Muzeum Marii Konopnickiej, utworzonym w domu gdzie pisarka przyszła na świat. Sympatyczne krasnoludki zabiorą chętnych na poszukiwanie skarbu, a w czasie wędrówki opowiedzą nam wiele barwnych opowieści. Każda wioska to inne atrakcje. Towarzyszyć nam będą postacie z różnych bajek i baśni. Wycieczki umożliwiają poznanie zarówno świata fauny i flory, jak i dawnych zwyczajów. Dzieci nauczą się też niemało o litewskiej kulturze. Przede wszystkim jednak szlak daje dzieciom szansę na aktywny wypoczynek, a to choćby dzięki parkom linowym istniejącym w Wiosce Zapomnianych Wojów.

Rywalizowali w blasku księżyca

Rywalizowali w blasku księżyca

Śnieg, noc i pot. W połowie lutego już po raz piąty odbył się w Suwałkach bieg narciarski na orientację. Spragnionych adrenaliny gościła trasa ”papiernia”. Imprezę zorganizował tradycyjnie Klub Rowerowy MTB Suwałki przy wsparciu nadleśnictwa Suwałki. Uczestnicy musieli wykazać się kondycją i umiejętnością szybkiego myślenia przy wzmożonym wysiłku, co wcale nie jest łatwym zadaniem.

 

Śmiałkowie, mając do dyspozycji jedynie czytelną mapę,  musieli odszukać zaznaczone na niej punkty kontrolne. Mapy zawierały wszelkie niezbędne informacje na temat gęstości lasu czy rodzaju podłoża. Większość punktów kontrolnych stanowiły tablice ścieżki edukacyjnej.  Gdy już im się to udało, należało za pomocą odpowiedniego kasownika potwierdzić swoją obecność.

 

Biegi na orientację (już bez nart) odbywają się również w innych porach roku. Aby stanąć na starcie nie trzeba być wcale wyczynowcem. Wystarczy chęć aktywnego spędzenia czasu na łonie natury. Nadleśnictwo Suwałki przygotowało w tym celu trzy stałe trasy. Są to kolejno ”Las Suwalski” , ”Szwajcaria” oraz  ”Rutka”.

 

 

Podlaskie opowieści i legendy biją rekordy popularności

Podlaskie opowieści i legendy biją rekordy popularności

Język polski należy do jednych z najtrudniejszych. Najwięcej problemów dla cudzoziemców sprawia przede wszystkim odmiana wyrazów. Na tym też skupili się dr Konrad Szamryk i dr Katarzyna Szostak-Król, pisząc książkę o podlaskich legendach. Znajdziemy w niej opowieści na temat Białegostoku, Augustowa czy Supraśla. Z pewnością rozbudzili wyobraźnie niejednego czytelnika.

 

Autorzy tego nowatorskiego opracowania mieli na celu naukę czytania ze zrozumieniem. Dlatego też pod każdą legendą zamieszczono zestaw ćwiczeń, sprawdzający chociażby gramatykę. Odbiorcy książki to głównie najmłodsi obcokrajowcy zamieszkujący Podlasie, lecz korzystać może z niej każdy chętny. Nie od dziś wiadomo, że nauka języka przyśpiesza integrację z otoczeniem. Pozycja trafiła na półki wszystkich wschodnich placówek, do których uczęszczają dzieci z rodzin cudzoziemskich. Dzięki ciekawej tematyce ”Podlaskie opowieści i legendy dla obcokrajowców” cieszą się niemałą popularnością. Książkę również można bezpłatnie pobrać drogą elektroniczną.

 

Chciały się zabawić. Zostały porwane.

Chciały się zabawić. Zostały porwane.

Hipisi po podlasku

Lata sześćdziesiąte. Za oceanem króluje rock & roll i rozwija się ruch hipisowski. W tym czasie kilkadziesiąt kilometrów od Białegostoku, w małej wsi Zawyki,  hasła wolności, otwarcia na świat propagują traktorzyści, a w zasadzie traktorsi – gdyż tak siebie nazywali. Amerykańskie zasady wkrótce zastąpili własną wizją.

Szpan na traktorze

Początkowo była ich zaledwie garstka. Z dnia na dzień grupa zaczęła się rozrastać. Szeregi zasilili znani sportowcy czy artyści. Każdego lata w okolicach wsi organizowano zloty. Na polach organizowali wyścigi niszcząc cudzą ziemię. Wśród młodych wzbudzali podziw, starsi nie mogli na nich patrzeć. Nawet ksiądz z ambony przestrzegał przed grupą.

 

Traktorsem został syn jednego z ważnych działaczy partyjnych. Ze względu na czarny kolor jego pojazdu nazwano go ”Galanto”. Każdego dnia stosował metodę podrywu ”na błotnik”, która okazała się niezwykle skuteczna. Kobieta z miejscowego kółka różańcowego wpadły w furię, biorąc sprawy w swoje ręce. Na wsi jak wiatr rozniosła się informacja, że mężczyzna porywa młode dziewczyny, a następnie spuszcza z nich krew.

 

Wieści dotarły szybko również do Białegostoku. Wkrótce Zawyki odwiedzili panowie w garniturach. Tydzień później traktorsi zniknęli z pola widzenia. Powstało wiele teorii, mniej lub bardziej realnych. Jedni twierdzili, że wygrali na loterii, drudzy zaś, że porwali ich kosmici. W rzeczywistości większość traktorsów wyjechało za granicę. Ci, którzy pozostali zbudowali okazałe fermy. Nikt jednak nie wie, skąd wzięli na to fundusze. Po traktorsach pozostał jedynie manifest spisany na pożółkłej kartce i ślady opon, które pozostawili na odkrywkowych złożach wapna pod Surażem.

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Na skraju Puszczy Białowieskiej leży niewielka wieś Dubicze Cerkiewne. Już sama nazwa wskazuje na związki z obrządkiem prawosławnym. Pierwsza świątynia powstała w połowie XVI, co potwierdza przywilej wydany przez króla Zygmunta III Augusta. W sąsiedztwie przebiegał trakt carski z Bielska Podlaskiego do Kamieńca. Z tego właśnie względu droga aż do dzisiaj nazywana jest gościńcem Kamienickim.

 

Pierwsza świątynia pod wezwaniem Piotra i Pawła zakończyła swe istnienie w gwałtowny sposób. Stanęła bowiem w płomieniach. Ikona niesiona przez silny wiatr zatrzymała się na samym końcu wsi. Mieszkańcy uznali, że właśnie tam powinna powstać nowa cerkiew.

 

Bardziej fantastyczna wersja mówi o zapadnięciu się świątyni przez ziemię. Miała to być kara za grzechy parafian. Ponoć jeśli 12 lipca w południe, gdy przyłożymy ucho do ziemi na wzgórzu, usłyszymy bicie cerkiewnych dzwonów. W miejscu tym stoi do dziś kamienny krzyż. Stanowi pamiątkę po starej cerkwi. Obecna drewniana świątynia w Dubiczach Cerkiewnych powstała tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Jej konsekracja nastąpiła zaś w 1955 r.

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Studiował geografię. Przez pięć lat był dziennikarzem radiowym. Jednak to film okazał się jego prawdziwą pasją. Mowa to o Ireneuszu Prokopiuku, urodzonym w Bielsku artyście.

 

Filmy tworzone przez Ireneusza Prokopiuka posiadają krótkometrażowy charakter. Trwają do około 10 minut. Z pozoru przypominają produkcje dokumentalne, lecz znajdziemy tam też wątki fabularne. Opowiadają o prostych ludziach i ich codziennych czynnościach. Wiele zwyczajów, które obserwujemy w materiałach, powoli zanika. Dlatego też u niektórych pojawi się nutka nostalgii. Poszczególne mogą przenieść widza do krainy dziecięcych wspomnień. Realizacja filmu wymaga znalezienia odpowiedniego bohatera i przede wszystkim zdobycia jego zaufania. To zaś nie jest łatwym zadaniem. I. Prokopiukowi taka sztuka udaje się jednak doskonale. Dzięki temu możemy przykładowo dokładnie poznać zasady pieczenia wiejskiego chleba czy przygotowania wieprzowiny do wędzenia. Bohaterowie sami przyznają, że boją się zapomnienia. Już wkrótce niegdyś powszechne praktyki przejdą do lamusa. Być może dzięki filmom przetrwają trochę dłużej.

 

Produkcje Ireneusza Prokopiuka powstają dzięki przychylności władz samorządowych. W zamian za hojność tworzy dzieła, które doskonale odzwierciedlają i promują region Podlasia.

Zielarka zamieniła mężczyzn w dziki. Jeden żyje do dziś.

Zielarka zamieniła mężczyzn w dziki. Jeden żyje do dziś.

Rzeź w Puszczy

W białowieskim Parku Pałacowym odnajdziemy pomnik upamiętniający jedno z polowań króla Augusta III Sasa. Obława na zwierzęta była jak na tamte czasy przeprowadzona spektakularnie. Ponad pięćset wynajętych osób kilka miesięcy zapędzało żubry, łosie, sarny czy dziki do wielkiej zagrody. Wiele zwierząt padło przed przyjazdem królewskiego orszaku. Król osobiście dokonał egzekucji na połowie zgromadzonych okazów. Jego uwagę przyciągnął dzik z czarnym krzyżem na grzbiecie. Nietypowe umaszczenie miało wiązać się ze sprowadzeniem zakonu krzyżackiego.

Siła zaklęcia

Jak wiadomo, zamiast w pokoju chrystianizować plemiona, krzyżacy wybrali drogi miecza. Pewnego lata czterech zakonników zapuściło się do Puszczy. Po drodze korzystali z życia wykorzystując kobiety i zabijając zwierzynę dla samego sportu. W jednej z karczm dowiedzieli się o kobiecie o imieniu Ksantypa. Wiodła ona życie pustelnika. Znając doskonale specyfikę miejscowych ziół zajmowała się uzdrawianiem. Żądni krwi poganina bracia zakonni wyruszyli nad rzekę Łutownia. Po drodze mijali martwe ptaki i węże. Puszczyki nawoływały niczym nocą. Starali się jednak ignorować wyraźne znaji. Na miejsce dotarli przed nocą Kupały, kiedy to według wierzeń, zaklęcia działają ze szczególną mocą. Ksantypa oszukała śmierć. Nim ostrza przeszyły ją na wylot, zdążyła wypowiedzieć magiczną formułkę. Krzyżacy zostali przemieni w dziki. Podobno jeden z nich z charakterystycznym krzyżem na grzbiecie, kilka lat temu był  widziany w miejscu mocy pod Hajnówką. Legenda głosi, że jeśli ktoś go ubije, pradawni bogowie powrócą na ziemię.

Powstanie ulica Simony Kossak

Powstanie ulica Simony Kossak

Powstanie ulica Simony Kossak. W Białowieży, miejscowości z bogatymi korzeniami historycznymi i przyrodniczymi, mieszkańcy postanowili uczcić pamięć wybitnej postaci, Simony Kossak, poprzez zaproponowanie nadania jednej z ulic jej imienia. To inicjatywa, która narodziła się bezpośrednio w sercach społeczności lokalnej, która czuje silną więź z historią i dziedzictwem tego miejsca. To właśnie Towarzystwo Przyjaciół Energii Odnawialnej z Białowieży, reprezentujące głos mieszkańców, złożyło wniosek w imieniu społeczności, aby uhonorować pamięć tej wybitnej badaczki przyrody.

Powstanie ulica Simony Kossak – dla Puszczy Białowieskiej zrobiłaby wszystko

Decyzja o nadaniu ulicy imienia Simony Kossak spotkała się z szerokim poparciem wśród radnych, którzy dostrzegli nie tylko znaczenie symboliczne tej inicjatywy, lecz także potencjał, jaki niesie za sobą dla lokalnej społeczności. Ulica ta będzie prowadzić do miejsca, gdzie kobieta spędziła większość życia, do leśniczówki o nazwie „Dziedzinka”. Leśniczówka „Dziedzinka”, jest świadkiem wielu lat pracy i pasji Simon Kossak, dlatego ma szansę stać się nie tylko miejscem symbolicznym. Zakłada się, że nowa ulica, nosząca imię Simony Kossak, stanie się jednym z ważniejszych punktów na mapie Białowieży. Być może będzie przypominać o jej wkładzie w badania i ochronę przyrody oraz inspirując kolejne pokolenia do kontynuowania jej dzieła.

Nieoceniony wkład w rozwój Białowieży

Data 18 marca, dziesiąta rocznica śmierci Simony Kossak, zostanie uroczyście upamiętniona poprzez odsłonięcie tablic z nowymi oznaczeniami ulicy. Będzie to jednocześnie wyraz szacunku i uznania dla jej dziedzictwa. Tego dnia mieszkańcy Białowieży oraz goście z całej Polski będą mieli okazję podziwiać i celebrować pamięć tej wybitnej postaci. Zapewne dlatego, że wniosła nieoceniony wkład w rozwój nauki, ochronę przyrody i kulturę lokalną. Inicjatywa nadania imienia Simony Kossak ulicy w Białowieży jest niezwykłym wyrazem szacunku dla jej osoby. Jest to także manifestacją związku społeczności z jej dziedzictwem oraz przypomnieniem o wartościach, które ona reprezentowała. To także zachęta do dalszych badań i działań na rzecz ochrony przyrody oraz pielęgnowania kultury lokalnej. Mimo wszystko stanowi ona nieodłączny element tożsamości tego regionu.

Więcej informacji o życiu tej wyjątkowej kobiety znajdziecie państwo pod linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=O4ITurlKBiM

Źródło zdjęcia: https://www.youtube.com/watch?v=y3tle2hwXHM

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny

. Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny. Dziś, w dniu obchodów sześćdziesiątych szóstych urodzin, warto przyjrzeć się nie tylko współczesnej rocznicy, ale także historii i dorobkowi artystycznemu człowieka, który przekroczył próg sześćdziesiątki. Andrzej Beja-Zaborski, urodzony w malowniczym Wałbrzychu. Jest postacią znaną przede wszystkim z niezwykłego talentu, który przejawia się na deskach teatru oraz na ekranie kinowym. Wielu widzów, zafascynowanych jego talentem, kojarzy go z rolą brawurowego komendanta z filmu „Królowy Most”, który w pełni wyrażał swój aktorski geniusz w trzech odsłonach komediowej trylogii Jacka Bromskiego pt. „U pana Boga za”.

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny – ceniony za poczucie humoru

Za mistrzowskie odtworzenie postaci Beja-Zaborski został uhonorowany w 1988 roku nagrodą za najlepszą rolę drugoplanową na prestiżowym festiwalu w Gdyni. To tylko podkreśla jego niezaprzeczalne umiejętności aktorskie oraz zdolność do wcielenia się w różnorodne role. Jednak rola komendanta to tylko jeden z wielu kamieni milowych w karierze tego wybitnego artysty. Nigdy nie zapomnimy również pozostaje jego wizerunek policjanta w serialu „Pitbull”, gdzie ponownie udowodnił aktorską wszechstronność.

Inne produkcje Bei-Zaborskiego

Nie sposób również nie wspomnieć o jego udziale w innych filmach, takich jak „Kariera Nikosia Dyzmy” czy „Wesele”. Andrzej Beja-Zaborski z pewnością zasługuje na miano aktora, który potrafi skraść każdą scenę, nawet jeśli grają role epizodyczne. Jego obecność na ekranie zawsze przyciąga uwagę i zostaje w pamięci widzów na długo po zakończeniu seansu. Z okazji kolejnego jubileuszu życzymy mu kolejnych udanych kreacji, inspirujących ról i niegasnącego zapału do sztuki. Bo to przecież ona sprawia, że świat staje się bardziej barwny i interesujący dla nas wszystkich. Niech każdy kolejny rok przynosi mu jeszcze większe sukcesy. A przede wszystkim niech jego talent niech będzie źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń artystów. Jego wszechstronność, talent i poświęcenie sztuce są godne podziwu i inspirują nie tylko współpracowników, lecz także wszystkich miłośników sztuki.

Źródło zdjęcia: Trailer filmu ”U pana Boga w ogródku”

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem?

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem?

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę. Istnieją niezaprzeczalne zapiski, aż po brzegi wypełnione tajemnicami, które podważają ustalony przez wieki narrację, jakoby to Krzysztof Kolumb jako pierwszy opatrzył stopę na ziemi amerykańskiej. Otóż, według niektórych zachowanych dokumentów, to nie słynny włoski odkrywca, lecz skromny mieszkaniec Podlasia, imieniem Jan z Kolna, miał wkroczyć na nieznane jeszcze brzegi tego kontynentu, ostatecznie wypierając kolumbijskią legendę z pierwszego planu historii odkryć geograficznych.

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem? – niepozorny sternik na tropie Ameryki

Historia, splątana nićmi zapomnienia i tajemnic, rzuca nas w wir wydarzeń datowanych 16 lat przed krwistą podróżą Kolumba. Jan z Kolna, wchodzi na scenę historii jako niepozorny sternik, pełniący służbę na pokładzie okrętu duńskiego monarchy, Christiana Oldenburga. To właśnie w roku 1476, podczas wyprawy mającej na celu odnalezienie zaginionych osadników grenlandzkich, statek ten zawinął na wybrzeża Labradoru. Wyznaczył nowy punkt odniesienia dla długiej historii geograficznych dylematów. Wątek tej opowieści, jakby wypisany atramentem z odległych wieków, splata się z innymi nitkami historii, dlatego ta sieć powiązań jest niepowtarzalna. Flota, w skład której wchodziły kilka okrętów, miała pierwotnie podjąć poszukiwania zaginionych osadników grenlandzkich. Jednakże po dotarciu do zachodnich wybrzeży, kontynuowała swą podróż na zachód, kierując się w stronę nieodkrytych lądów. Warto zaznaczyć, że nazwa „Labrador” w XVI wieku odnosiła się zarówno do Grenlandii, jak i właściwego obszaru Labradoru.

Odtwarzanie prawdy

Zamieszanie w nazewnictwie nie jest jedyną trudnością, z jaką muszą się zmierzyć badacze zaginionych kart historii. Informacje o Janie z Kolna zostały spisane dopiero po jego śmierci, a więc powstały dodatkowe trudności w odtworzeniu prawdy. Pierwsze wzmianki o jego polskim pochodzeniu pojawiły się dzięki Franciszkowi de Belloforest. Właśnie on jako pierwszy wskazał na tę tajemniczą postać jako na Polaka. Niektórzy wierzą, że odkrywca może być Norwegiem lub nawet Portugalczykiem, co tylko pogłębia mglistość tych dawnych wydarzeń. Jedna z teorii sugeruje, że Jan z Kolna to w rzeczywistości młody Krzysztof Kolumb skrywający swoją tożsamość. Ostateczne rozwiązanie może być jednym z najbardziej fascynujących odkryć w dziejach ludzkości.

Sam zbudował sobie zamek

Sam zbudował sobie zamek. W połowie drogi między Drohiczynem a Mielnikiem ukazuje się coś wyjątkowego, coś, czego nie spotyka się codziennie w podróży przez te ziemie. W świecie, gdzie wiele zabytków chyli się ku upadkowi, jedno miejsce śmiało wyłamuje się z tego trendu – Korona Podlasia, zamek wznoszony od dziesięciu lat z niesłabnącym zapałem przez jednego człowieka. To dzieło pasji, które z dnia na dzień nabiera coraz większego blasku, budząc zachwyt i podziw. Prasa nie omieszkała poruszyć tematu tego niezwykłego zamku, a reportaże o nim krążą w mediach publicznych, zdumiewając widzów swoją historią i rozmachem przedsięwzięcia.

Sam zbudował sobie zamek – ogrodzenie z nietypowego surowca

Historia tego monumentalnego dzieła sięga początku, kiedy to właściciel, Jerzy Korowicki, postanowił zbudować z kamienia solnego ogrodzenie. Dlatego coś co początkowo miało być jedynie płotem, przerodziło się w ambitne przedsięwzięcie – wzniesienie prawdziwej twierdzy. Korowicki, niezłomny we wznoszeniu murów, zajął się każdym szczegółem, każdym kamieniem, by z dnia na dzień spełniać swoje marzenie. Krzemienie i otoczaki, starannie obrabiane własnoręcznie, stanowią główny budulec zamku, nadając mu niepowtarzalny charakter i solidność, która robi wrażenie.

Wyposażenie zamku

Chociaż wnętrza zamku nie są jeszcze w pełni wyposażone, natomiast jego imponująca bryła robi już ogromne wrażenie. Wśród surowych murów odnajdziemy na razie tylko prosty stół rycerski, dlatego w przyszłości zamierza się tu stworzyć salę uroczystości kameralnych. Na szczycie zamku, dumnie wznosi się korona, symbolizująca jego wyjątkową rangę. Dlatego też nawet własny herb nie został zapomniany – lustrzane odbicie herbu Siemiatycz stoi za znakiem tego dzieła.

Wykorzystanie obiektu

To miejsce stało się ulubionym punktem sesji fotograficznych dla nowożeńców. Zapewne dlatego, że przyciąga ich swoim niezwykłym urokiem, jak również romantycznym krajobrazem, rozpościerającym się dookoła, na malowniczych terenach nad Bugiem. Warto również dodać, że pierwotnie na terenie zamku planowano uruchomić zakład przetwórczy. Na szczęście te plany nigdy nie ujrzały światła dziennego. Pozwolono Koronie Podlasia zachować swój dostojeński charakter i historyczną rangę, którą tak dumnie nosi.