Mieszkańcom tej wsi ogień nie grozi

Mieszkańcom tej wsi ogień nie grozi

W małej podlaskiej miejscowości Nowodworce nieopodal Białegostoku wszyscy mogą spać spokojnie. Ognisty żywioł nikogo tam nie zaskoczy. Odnajdziemy tam Muzeum Straży Pożarnej. Eksponaty są oczywiście w pełni sprawne i w pełnej gotowości bojowej. Wyjeżdżają w teren tylko raz w roku w ramach parady. Na swej drodze spotykają wówczas tłumy ciekawskich.

 

Najstarszy pojazd ma blisko pół wieku. Jak wiadomo, technika poszła naprzód i obecnie próżno zaobserwować takie wozy na ulicach. Muzeum powstało w 2000 r. z pomysłu Henryka Domanowskiego. Wozy strażackie możemy podziwiać codzienne a wstęp jest całkowicie bezpłatny. Wozy bojowe takich marek jak Lublin, Żuk, Star czy UAZ u niejednego przywołają wspomnienia. Muzeum to jednak nie tylko auta. Zainteresowanie wzbudzają chociażby zabytkowe motopompy. Główne miejsce w tzw. izbie tradycji zajmuje jednak wóz konny, określany jako ”platforma”. Jeszcze w 2007 r. brał udział w akcjach gaśniczych. Eksponaty pochodzą z całego województwa.

W drohiczyńskiej ziemi nadal czekają skarby

Drohiczyn to jedno z ulubionych miejsc poszukiwaczy skarbów. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się góra zamkowa stanowiąca pozostałość średniowiecznej warowni. Regularnie od XIX w. na jej terenie znajdowano ołowiane plomby. Nieraz cenne przedmioty znajdowali rolnicy w czasie zwykłych prac polowych o czym pisaliśmy tutaj. 

 

Skąd tyle skarbów w Drohiczynie? W połowie XI wieku Drohiczyn był położony na granicy Mazowsza  i Podlasia, w którym władza, zmieniała się niczym kalejdoskop. Przez miasto przebiegał niezwykle ważny szlak handlowy. Zachód wymieniał się na towary ze wschodem. Z tego powodu powstała komora celna.  Podczas drogi na zachód wszystkie towary musiały być plombowane i dopiero gdy cło zostało opłacone, transport mógł ruszyć dalej. Plomby z pieczęciami książąt ruskich stanowiły gwarancję ochrony i bezpieczeństwa. W komorze celnej były odrywane i wyrzucane. Stąd właśnie obecność ołowianych plomb, którymi  pieczętowano choćby sól.

 

Za handlem szły ogromne pieniądze. Dlatego również ziemia drohiczyńska pełna jest srebrnych monet, głównie arabskich.  Warto wspomnieć, że w XI w. obszary te zasiedlili Waregowie, którzy przypłynęli łodziami z terenów dzisiejszej Ukrainy.  Świadectwem ich obecności są  cmentarzyska  w obudowach kamiennych, rozciągające się na północ od Bugu.  Drohiczyn w tamtych czasach był także ośrodkiem produkcji rzemieślniczej.

Kobieta oddała życia za ciężarną synową

Kobieta oddała życia za ciężarną synową

Jej wspomnienie wypada na 12 czerwca. Czczona głównie w rodzinnym Lipsku, błogosławiona Marianna Biernacka jest patronką teściowych. Warto przybliżyć jej historię.

Życie Marianny Biernackiej nie było usłane różami.  Przyszło jej mierzyć się z przeciwnościami losu w czasach zaboru i wojen. Straciła czwórkę dzieci w wyniku komplikacji poporodowych. Dlatego też szczególną miłością obdarzyła dwójkę, córkę Leokadie i syna Stanisława. To właśnie z nim mieszkała aż do śmierci. Gdy Stanisław się ożenił, nawiązała szczególną relację z synową. Rodzinne szczęście zostało przerwane przez wybuch II Wojny Światowej.

W Lipsku latem 1943 r. miały miejsca masowe aresztowania. Stanowiły one zemstę za zabicie jednego z niemieckich policjantów. Rankiem rodzina została obudzona przez agresywnych hitlerowskich żołnierzy. Ci chcieli pojmać zarówno syna, jak i jego ciężarną żonę. Marianna padła na kolana. Zrozpaczona zaproponowała, żeby zabrali ją, zamiast kobiety, która lada chwila może urodzić. Niemcy zlitowali się. Dwa dni później zginęła wraz z synem i licznymi mieszkańcami Lipska. Zostali oni rozstrzelani pod Grodnem. Poświecenie Marianny nie przeszło bez echa.

Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w diecezji łomżyńskiej. Przy dawnym domu Marianny Biernackiej postawiono również pomnik. W licznych kościołach możemy odnaleźć obrazy bądź witraże przedstawiające jej postać.

Ta chatka przeniesie Was w czasy sarmatów

Ta chatka przeniesie Was w czasy sarmatów

W miejscowości Krypno położonej na terenie powiatu monieckiego poczujemy się jak w czasów sarmatów. Powstała tam bowiem wieś tematyczna ”Pacowa chata”. Przysiółek szlachecki ma na celu zachowanie tradycji dla zachowania narodowej tożsamości.

 

Na miejscu poznamy atmosferę XVI- to wiecznej Polski. W szlachecką rzeczywistość wprowadzą nas właściciele, którzy już na progu powitają nas w dawnych strojach. Pacowa Chata pełni również rolę prywatnego muzeum. Wszystkie zbiory pochodzą z regionu Podlasia. Są to eksponaty etnograficzne, historyczne i militaria. Przysiółek umożliwi również poznanie smaków, jakimi raczyła się szlachta. Poza tym uzyskamy garść informacji na temat zabaw, broni czy monet. Ciekawscy odnajdą herb swego rodu. Muzeum mogą odwiedzać zarówno osoby prywatne, jak i grupy zorganizowane.

Cerkiew trzykrotnie płonęła. Teraz jest wizytówką miasta.

Cerkiew trzykrotnie płonęła. Teraz jest wizytówką miasta.

Stanowi nie lada gratkę dla fotografów, ale i nie tylko. Cerkiew św. Ducha w Białymstoku to największa w Polsce świątynia prawosławna. Również w skali europejskiej należy do czołówki. Z pewnością stanowi obecnie jeden ze znaków rozpoznawczych miasta.

 

Po II Wojnie Światowej w Białymstoku zaszły poważne zmiany w strukturze społecznej. Do miasta przybywali mieszkańcy okolicznych wsi i miasteczek. Tym samym zajęli miejsce ludności żydowskiej. Władze PRL-u tworzyły nowe zakłady przemysłowe, których funkcjonowanie wymagało zaangażowania wielu pracowników. W Białymstoku szybko rosły nowe osiedla. Dużą część z nich zamieszkały rodziny prawosławne. 

 

Wzrost liczby wiernych przy sytuacji wyżu demograficznego oznaczał konieczność budowy nowej świątyni. Obecne nie mogły pomieścić wszystkich. Duchowni pięciokrotnie prosili o zgodę na rozpoczęcie prac nad cerkwią. Zgodę uzyskał dopiero biskup Sawa. Świątynia miała być wzniesiona dla mieszkańców największych białostockich dzielnic. Duża liczba wiernych oznaczała konieczność budowy odpowiednio dużej cerkwi. Parafianie pomagali jak tylko mogli. Dobrowolnie brali udział nawet w najcięższych czynnościach.  Mimo starań jednak nie udało się zapobiec kilku pożarom. Nie każdemu taka inicjatywa się bowiem podobała. Musiało minąć ponad 20 lat aby cerkiew przybrała obecny wygląd. 

Święto Pługa. Przekonaj się jak się bawią Tatarzy

Święto Pługa. Przekonaj się jak się bawią Tatarzy

Tatarzy zamieszkujący tereny Podlasia posiadają niezwykle bogatą kulturę. Jednym z ciekawszych wydarzeń w ich kalendarzu jest bez wątpienia święto pługa. Ma ono ponad tysiącletnią tradycję. Obchodzi się je po zakończeniu prac polowych. W Kruszynianach co roku z tego powodu organizowana jest impreza, na którą składają się pokazy kulinarne, koncerty czy rekonstrukcje bitew. Atrakcji nigdy nie brakuje. 

 

Święto rozpoczyna się modlitwą, po której przez miejscowość przejeżdża konna parada. Dzięki warsztatom kulinarnym organizowanym w lokalu organizatora, zarówno dorośli, jak i dzieci mogą podjąć wyzwanie i przygotować własnoręcznie tradycyjne tatarskie przysmaki. Święto pługa to także zawody sportowe rozgrywane w nietypowych konkurencjach, jak np. wspinanie się po słupie.

 

Celem imprezy jest przybliżenie wszystkim zainteresowanym tatarskich zwyczajów. Święto posiada niezwykle rodzinny charakter. Zwykle odbywa się w środku wakacji, a to dlatego aby przyciągnąć jak najwięcej gości.  Pierwsza edycja miała miejsce w 2007 r.

Pod Supraślem wierni składali ofiary

Pod Supraślem wierni składali ofiary

Podlaska ziemia kryje wiele śladów po dawnych kulturach. Tak jest też w Supraślu koło Białegostoku. Uważa się, że okolica, a szczególnie mała wysepka o nazwie Dęby, stanowiła istotne miejsce kultu. Świadczą o tym naczynia, które odnaleziono pod miasteczkiem. Były one ułożone do góry dnem, co sugeruje złożenie ofiar dla jednego z bóstw. Dla którego? O tym wiedzą tylko oni sami…

O wyjątkowości terenu decydowało głównie jego ustronne położenie. Przedmioty w nie najlepszym stanie trafiły do konserwacji, a następnie do laboratorium. Badacze poszukiwali bowiem śladów materiałów organicznych. Naczynia datuje się na kilka tysięcy lat. Pochodzą więc z epoki żelaza. Wówczas na terenie kraju rozwijała się Kultura Łużycka. Ze Śląska i Wielkopolski dotarła na inne tereny, w tym wschód kraju.

Do Sejn śmierć już nie przyjdzie

Do Sejn śmierć już nie przyjdzie

Na cmentarzu w Sejnach, małej podlaskiej miejscowości, kończą się powoli miejsca. Obecnie pozostało ich 200, a rocznie dochodzi do 100 pochówków. Jak łatwo wyliczyć, już niedługo nie będzie gdzie chować zmarłych. Burmistrz Sejn wprowadził więc zakaz umierania. Pytanie tylko, jak to wyegzekwować w praktyce. Mieszkańcy Sejn cieszą się, że czeka ich długowieczność. Niestety jest to śmiech przez łzy. 

 

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Tak jest i w tym przypadku. Miasta nie stać nawet na pensje dla pracowników ratusza. Budowa nowego cmentarza to więc temat z kręgu sci-fi. Radni z kolei nie mogą dojść do porozumienia w sprawie budżetu. 

Groby bez kości. Archeolodzy rozwiązali zagadkę.

Groby bez kości. Archeolodzy rozwiązali zagadkę.

W pobliżu miejscowości Czyże i Zbucz odnajdziemy grodzisko pochodzące z końca IX w. Prawdopodobnie jest starsze niż Góra Zamkowa w Bielsku Podlaskim. Badania archeologów potwierdziły istnienie pogańskich cmentarzy.

W kilkunastu kopcach odkryto przepalone ludzkie szkielety oraz części glinianych naczyń. Owe pozostałości pozwalają stwierdzić, że szczątki po spaleniu były rozsypywane na powierzchni kurhanów. Na ostatnią drogę w naczyniach z kolei umieszczano symboliczne potrawy. 

Nieopodal cmentarzyska znajduje się inny obiekt tego typu. Groby zostały stworzone z masywnych głazów, a w środku wyłożono je brukiem. W środku nie odnaleziono jednak szczątków, co przypisuje się glinianemu podłożu, w którym kości nie mają szans się zachować. Zamiast szkieletów, pochówki zawierały typową słowiańską biżuterię. Materiały znalezione w wyniku wcześniejszych badań, pozwalają stwierdzić, że dawni osadnicy posiadali związki z Rusią Kijowską.

Cudowne źródło odwiedził sam król

Cudowne źródło odwiedził sam król

Wierni przyjeżdżają do tej wioski już od 300 lat. Niecałe pół km. od kościoła znajduje się cudowne źródełko. W archiwum parafialnym znajdują się protokoły z ponad tysiącem przykładów uzdrowień.

Czym wyróżnia się miejscowość Płonki spośród co najmniej kilku podobnych na Podlasiu? Po drodze do źródełka czekają na nas kapliczki. Posiadają one obrazki z piętnastoma tajemnicami różańca. Stanowią więc doskonałe uzupełnienie mistycznego terenu. W miejscu źródełka zostało wybudowane ogrodzenie, na którego zwieńczeniu umieszczono figurkę Matki Boskiej. Woda posiada cudowne właściwości. Wiele osób odczuło ulgę przy chorobach związanych z niepełnosprawnością ruchową. Wodę oczywiście można zabrać do domu, aby mieć ją na wszelki wypadek.

Szczególna ekscytacja źródełkiem nastąpiła w okresie panowania króla Jana III Sobieskiego. Przed wyprawą wiedeńską odwiedził Częstochowę i inne cudowne miejscowości. Okoliczni mieszkańcy uznali, że mógł także odwiedzić i Płonki. Mimo, że były to tylko przesłanki, w 1983 r. postawiono pomnik pogromcy Turków.

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Bociany wróciły. Tak, to żaden news. Ale jest ich dużo mniej niż przed rokiem. Tak mówią mieszkańcy Pentowa, który wraz z Tykocinem nosi tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej. Trend ma jednak charakter krajowy. Największe ubytki są na zachodzie kraju i sięgają 40%.

 

Głównym problemem bocianów w Polsce są zmiany w krajobrazie rolniczym. Osuszanie terenów sprawia, że mają mniej pokarmu. Żaby i inne płazy bowiem same pouciekały z niekorzystnych warunków. Bocian trzyma się więc obszarów, na którym uprawia się ekstensywne rolnictwo.

 

Początki bocianiej wsi zaczęły się od katastrofy.  Nad miejscowością w  1992 r. przeszedł huragan, który zniszczył liczne drzewa. Te stały się idealnym miejscem dla bocianów, które co roku na ich wierzchołkach i konarach dobudowywały gniazda. Dzięki dwóm wieżom powstałym na terenie Pentowa miłośnicy przyrody mogą obserwować zarówno żerowiska bocianie, jak i ich gniazda. Dodatkową atrakcją jest ”Bociania Galeria”, która oferuje pamiątki, pocztówki i wydawnictwa przyrodnicze. Dzięki występowaniu tutaj jednej z największych w Polsce kolonii bociana białego, stało się ono atrakcyjnym terenem zarówno przyrodniczym, jak i edukacyjnym. Miejmy nadzieję, że to się nie zmieni.

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali odbywają się w wielu różnych miejscach w Polsce. W naszym regionie organizuje się taki konkurs w miejscach takich jak Rudka położona w powiecie bielskim. Jest kilka powodów, aby odwiedzić tą miejscowość: Kościół pw. Trójcy Świętej,
Pałac Ossolińskich zbudowany w 1763 roku przez Aleksandra Ossolińskiego, dworskie zabudowania gospodarcze i administracyjne, czy też wszechobecna przyroda – w pobliżu wsi znajduje się kompleks lasów iglasto-liściastych, zajmujący rozległy obszar. Powodem mogą też być właśnie zawody drwali, o których można przeczytać w tym artykule.

Zawody drwali na Podlasiu

Zawody drwali są częstym zjawiskiem w Polsce, odbywającym się w wielu regionach kraju. Jednym z takich miejsc jest mała miejscowość Rudka, usytuowana niedaleko Bielska Podlaskiego – tutaj corocznie rozgrywane są zawody o „Srebrną Siekierę”. Zawody odbywają się cyklicznie i przeważnie zaczynają się w ostatni weekend września. To wydarzenie gromadzi zarówno drwali, jak i pilarzy, którzy rywalizują w różnorodnych konkurencjach, zarówno indywidualnych, jak i zespołowych.

Konkurencje i kryteria oceny

W zawodach tych kluczową rolę odgrywa czas. Uczestnicy zmierzają się w takich konkurencjach jak ścinka i obalanie drzewa, przecięcie kłody na dokładność oraz zrywka, czyli transport drewna do miejsca składowania, co stanowi konkurencję drużynową. Oprócz szybkości, oceniana jest również ogólna higiena pracy oraz przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, co stanowi istotny element oceny przez komisję konkursową. Tego rodzaju imprezy, choć lokalnego charakteru, posiadają bogatą tradycję i przyciągają zarówno zawodowców, jak i miłośników tego typu rywalizacji. Zawody drwali są nie tylko okazją do pokazania umiejętności w obróbce drewna, ale także do integracji społeczności lokalnych i promocji tradycyjnych rzemiosł.

Na najlepszych czekają nagrody

Nagrody, które przyznawane są zwycięzcom mogą być różnorodne, jednak najczęściej są to praktyczne narzędzia do obróbki drewna. Stanowią one nie tylko wyraz uznania, ale również przydatny sprzęt w dalszej pracy. Takie wydarzenia stanowią nie tylko atrakcję dla uczestników, ale również dla widzów. Mogą oni obserwować zmagania zawodników oraz cieszyć się atmosferą rywalizacji i tradycyjnym rzemiosłem.

Tragedia. W ciągu pół roku zginęła cała rodzina.

Tragedia. W ciągu pół roku zginęła cała rodzina.

Białostoccy magnaci przemysłowi nie mieli wcale życia usłanego różami. Poznajmy historię żydowskiej rodziny Nowików.

W połowie XIX w. Całko Nowik znalazł się na białostockiej ziemi. Wkrótce po przybyciu założył fabrykę sukna. Zatrudniał w niej tylko kilkunastu pracowników. Firma powiększała się tak szybko, jak jego rodzina. Całko doczekał się w sumie czterech synów. Jak się okazało później, każdy z nich również miał smykałkę do interesów.

Najstarszy, Paweł po powrocie z Niemiec założył fabrykę kapeluszy. Dobrobyt przerwała wojna. Wraz z pracownikami i maszynami mężczyzna został wywieziony do Moskwy. Tam również nieźle sobie radził, tworząc kolejną fabrykę. Nadeszły czasy rewolucji. Paweł Nowik wielokrotnie trafiał do więzienia. Gdy już udało mu się wrócić do Białegostoku, spotkała go choroba. Osłabiony wyjechał w sprawach biznesowych do Berlina. Tam nadszedł kres jego dni. Miasto pogrążyło się w żałobie.

To był dopiero początek rodzinnej tragedii. Po śmierci Pawła, na czele białostockiej firmy stanął Eliasz Nowik. Stanowiskiem nie cieszył się zbyt długo. W drodze do pracy jego serce przestało bić. Mimo wezwania lekarza, nic nie udało się zrobić. Minęło kilka miesięcy, a śmierć przyszła również po pozostałych braci. Na ulicach pojawiły się plotki o przerażającej klątwie. Tym samym rodzina Nowików przestała istnieć.

Uczennica z Hajnówki wzorem filmowej bohaterki

Uczennica z Hajnówki wzorem filmowej bohaterki

”Jagoda w mieście” to serial familijny z początku lat 70-tych. Powstał na motywach powieści Ludwiki Woźniackiej. Opowiada on o losach młodej dziewczyny, która przybyła z malej wsi do Warszawy do szkoły medycznej. Pierwowzór bohaterki to mieszkanka…Hajnówki, mianowicie 18-letnia letnia uczennica Technikum Drzewnego, Irena Wasiluk. 

 

W wakacje odwiedził ją reżyser i główna serialowa aktorka. Przez 2 miesiące obserwowała ona wnikliwie wszelkie zachowania czy sposób mówienia Ireny.  Z tych spostrzeżeń zbudowała postać Jagody, którą można było oglądać na ekranach telewizyjnych. Sama Irena zagrała epizodyczna rolę Kasi. Dla Ireny była to niezapomniana przygoda,bowiem serio traktowała naukę. Trzy tygodnie spędzone w Warszawie były ciężką pracą. Jak sama twierdziła, aktorstwo jest piękne, lecz sam zawód niezwykle trudny.

Kamień przeraził okupantów. Chcieli wysadzić go w powietrze.

Kamień przeraził okupantów. Chcieli wysadzić go w powietrze.

We wsi Bierwicha znajdującej się przy drodze z Sokółki do Dąbrowy Białostockiej nie sposób przeoczyć masywnego kamienia z żelaznym krzyżem. Wyryto na nim napis ” A.D. 1655 Moskal Litwę splądrował złamawszy mir wieczny”. Głaz ma na celu upamiętnienie poległych wojsk armii polsko – litewskiej w wojnie z Rosją. Jej skutkiem była utrata na rzecz wroga licznych ziem.

Z kamieniem wiąże się pewna opowieść. Przenieśmy się na chwilę w czasy II Wojny Światowej.  Gdy koło głazu przechodził sowiet, kamień powiększył się o pół metra. Niespotykane prawda? Zaskoczony żołnierz wszystko opowiedział dowódcom. Ci postanowili wysadzić obiekt w powietrze. Wówczas jednak przy kamieniu pojawili się kozacy na koniach. Plany Rosjan musiały zostać przełożone. Wkrótce jednak postawili na swoim. Głaz został zepchnięty do potoku za pomocą czołgu.  W 1941 r.  wyłowili go Niemcy. Kamień wrócił na swoje miejsce.

Dla cara zbudowali kolej

Dla cara zbudowali kolej

Puszcza Białowieska była przed laty pełna dzikiej zwierzyny. Na polowania zjeżdżały ważne osobistości. Do Białowieży pod koniec XIX w. postanowił zawitać również car Aleksander II.

 

W związku z wizytą postanowiono wybudować tory kolejowe z Bielska Podlaskiego do Hajnówki. Cała akcja trwała niespełna dwa miesiące. Przy torach powstała centrala telefoniczna. Na terenie późniejszych zakładów drzewnych wzniesiono dworek myśliwski. Pociąg imperatora pojawił się 19 sierpnia 1984 r. Z Hajnówki wraz ze swym synem udał się powozem konnym do Białowieży.

 

Regularne kursy odbywały się zaledwie kilka tygodni i były związane z powrotami osób należących do dworu carskiego. Potem linia została zamknięta na cały rok. Jej przekazanie odbyło się dopiero w czerwcu 1985 r. Wybudowano wówczas drewniany budynek stacji kolejowej. Kilka lat później linię przedłużono do Białowieży, co umożliwiało carowi bezproblemowy dojazd do pałacu.

Jak wyglądały niegdyś szpitale? To Muzeum przybliży historię.

Jak wyglądały niegdyś szpitale? To Muzeum przybliży historię.

To jedyne takie muzeum we wschodniej Polsce. Znajduje się w skrzydle białostockiego Pałacu Branickich. Ekspozycja niemal w całości poświęcona jest aptekarstwu. Odnajdziemy w nim wszelkie narzędzia służące do wytwarzania tabletek, meble apteczne i oczywiście same chemiczne specyfiki, sięgające nawet XVIII w. 

 

Przedmioty, które możemy podziwiać w Muzeum Historii Medycyny i Farmacji pozyskano z aptek, które działały na Podlasiu w latach 60-tych. Stanowią one depozyt. W obiekcie zapoznamy się ponadto z historią medycyny. Na własne oczy przekonamy się, jak wyglądał przed laty gabinet dentystyczny czy szpital polowy. Osoby wrażliwe mogą mieć mały problem. Eksponaty są pamiątkami rodzinnymi, lecz część z nich pochodzi z miejscowych szpitali.

 

Muzeum powstało w 2011 r. Mimo stałego rozwoju, wielu Białostoczan nie wie o jego istnieniu. Czas to zmienić. Na miejscu możemy zaopatrzyć się w ciekawe gadżety.

Muzeum kultywuje rodzinne tradycje

Muzeum kultywuje rodzinne tradycje

Muzeum Kowalstwa i Ślusarstwa w Hajnówce powstało w 2003 r. Bazę stanowiła rodzinna kuźnia założona jeszcze przed II Wojną Światową. Zbiory liczą blisko 600 eksponatów. Odnajdziemy tam wyroby kowalstwa artystycznego, modele pieców, wszelkie urządzenia do wyrobu żelaza i inne tradycyjne narzędzia. Większość zbiorów stanowi darowiznę dziadków i pradziadków, lecz niektóre wypożyczono z innych placówek.

 

Muzeum ze względu na swoją korzystną lokalizację jest często odwiedzanie przez turystów. Eksponaty udostępnia się zarówno osobom indywidualnym, jak i grupom zorganizowanym, głównie wycieczkom szkolnym. Na terenie placówki organizowane są ponadto warsztaty, festyny czy też lekcje historii. Działalność muzeum to doskonały przykład kultywowania tradycji rodzinnych. Opiekę nad obiektem sprawuje Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie.

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Najcenniejszym zabytkiem w Łomży jest bez wątpienia katedra św. Michała Archanioła i Jana Chrzciciela. Powstała ona na początku XVI w. dzięki staraniom księżniczki Anny Mazowieckiej i jej synów. Stanowi najstarszy obiekt w tej części Polski i nigdy nie została poważnie uszkodzona, choć było bardzo blisko tragedii.

 

Gdy Niemcy wycofywali się z miasta mieli zamiar wysadzić katedrę w powietrze. Twierdzili bowiem, że wysokość budynku może pomóc radzieckiej artylerii przy ustalaniu punktu odniesienia. Biskup Stanisław Łukomski prosił niemieckich oficerów, aby Ci wyburzyli wyłącznie dach i wieżę.  Ci jednak nie mieli zamiaru zmieniać decyzji. Duchowny po krótkiej wizycie w świątyni wrócił do żołnierzy z dwoma różańcami. Powiedział im, że jeśli je przyjmą, wrócą do swych domów w szczęściu i zdrowiu. Oficerowie okazali się katolikami. Wzięli różańce i porzucili plany zniszczenia katedry.

W kawiarenkach kwitł nielegalny biznes.

W kawiarenkach kwitł nielegalny biznes.

W przedwojennym Białymstoku, zarówno w centrum, jak i obrzeżach,  istniały kawiarenki, które cieszyły się złą sławą. Pełniły one również rolę bazarków. Pełne były typów spod ciemnej gwiazdy. Istny raj dla złodziei i krętaczy. Każdy klient musiał mieć się na baczności. Handlowano tam wszystkim, nawet zdartymi butami. Niektórzy walczyli o przetrwanie, chcąc zarobić na chleb. Inni obracali wysokimi kwotami.

 

Dużą atrakcją kawiarenek były kelnerki, które pełniły również grzeszne usługi. Swymi wdziękami kusiły zarówno złodziejaszków, jak i porządnych mężczyzn. Dziewczyny nie miały innego wyboru. Jeśli nie były zbyt miłe dla klienta, wylatywały na bruk.  Nieraz dochodziło do sądowych rozpraw. Kobiety skarżyły się na wyzysk, ujawniając przy tym podejrzane interesy właścicieli lokalu. Najczęściej chodziło o nielegalny alkohol. Władze miasta były świadome problemu. Dlatego też wprowadzono nawet badania lekarskie o przymusowym charakterze.

Kamień okazał się skarbem. Ruszyły wykopaliska.

Kamień okazał się skarbem. Ruszyły wykopaliska.

Suraż to jedno z najstarszych polskich miast. Przejeżdżając przez nie warto odwiedzić nietypowe muzeum.  Mieści się one w specjalnie zaadaptowanym budynku gospodarczym. Powstało tylko i wyłącznie z pokoleniowej pasji.

 

Wszystko zaczęło się od prac rolniczych jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Ojciec obecnego właściciela muzeum znalazł na polu kamień z otworem. Okazał się on być neolitycznym toporkiem. Znalezisko wywołało niemałą sensację. Rozpoczęły się wykopaliska. Pracami kierował dyrektor grodzieńskiego muzeum. Dlatego też większość odnalezionych przedmiotów wywieziono na Litwę. Część jednak została w Surażu. Tematyka archeologiczna zaciekawiła znalazcę. Pasją, zaraził, jak się okazało później, swego syna.

 

W 1962 r. odbyła się pierwsza wystawa. W połowie lat 80-tych przekształciła się ona w prywatne muzeum. Średniowieczne i jeszcze starsze przedmioty wzbudzają cały czas duże zainteresowanie. Częstymi gośćmi w muzeum są pracownicy białostockiego uniwersytetu.

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

W Polsce spotkamy ich zaledwie 200 par. Większość oczywiście na Podlasiu, a dokładnie w dolinie rzeki Biebrza. Dlatego też wylądowały na…herbie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Bataliony, nazywane dawniej bojownikami najczęściej można spotkać w czasie przelotu.

 

Nazwę te tajemnicze ptaki zawdzięczają swoim męskim przedstawicielom. W okresie godów dochodzi do licznych starć i bójek. Trwać mogą one nawet cały dzień. Warto dodać, że w trakcie trwania okresu zalotów, każdy samiec przybiera inną barwę piór. Nie ma problemu więc z odróżnieniem poszczególnych osobników. Walkom nie towarzyszą żadne odgłosy. Ptaki po prostu puszą się i podskakują. To wszystko w absolutnej ciszy.

 

Bataliony są świetnymi lotnikami. Pokonują nawet do 15 tys. km. Tyle ich dzieli bowiem od zimowisk do gniazd. Jeszcze w latach 80-tych dosyć łatwo było go spotkać. Obecnie znajduje się pod ścisłą ochroną gatunkową. Duży ubytek populacji nastąpił w wyniku zakładów myśliwych. Obstawiali oni, kto odstrzeli dwa idealnie ubarwione koguty.

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy, zamawiaczki, czy też wiedźmy. Każdy nazywa je inaczej. Najczęściej mieszkają w małych wsiach w skromnych warunkach. Zazwyczaj kojarzą się nam z pomarszczonymi kobietami, które opanowały kilka zaklęć. Czas poznać tajemnice znachorek z Podlasia, gdzie magiczna profesja ma wielowiekową tradycję.

Szeptuchy – kobiety o wielkiej mocy

Na lekcjach religii uczono nas, że tylko osoby z szatańską mocą, mogą uzdrawiać innych. Wszystko ma działać na zasadzie ”coś za coś”. Wyleczenie z choroby jednego, przenosi ją na drugiego. Tyle mówi kościół. Jak jest w rzeczywistości tego nie wie nikt. Pewne jest to, że szeptuchy odmawiają liczne modlitwy. Czy diabeł miałby na tyle odwagi by wypowiadać imię swego odwiecznego rywala? Wszystko działa na zasadzie instynktu. Niektórzy są przekonani, że lekarz nie zdoła im pomóc. Ogarnia ich desperacja. Gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, wizyta u szeptuchy może okazać się ostatnią deską ratunku. No właśnie – może, ale nie musi. Zdarzają się bowiem przypadki, że nawet sama znachorka radzi udać się do lekarza.

Czy szeptuchy pomogą każdemu?

Moc z reguły dziedziczy się od kogoś z rodziny. Nie każdy jednak jest godny daru. Trzeba posiadać odpowiednie uwarunkowania duchowe, przede wszystkim duży poziom empatii. Energię szeptuchy przypisują boskiemu wstawiennictwu, pełnią rolę pośrednika. Każdy, kto chce zostać uleczony wpierw musi otworzyć drzwi na przyjęcie dawki niezwykłej łaski. Na posesjach szeptuch coraz to pojawiają się samochody potencjalnych klientów. Każdy mieszkaniec wsi bez trudu wskaże drogę do poszukiwanego domostwa. Nie każdy jednak może być przyjęty. Kobiety wyczuwają kto jest godny pomocy. Spoglądają więc prosto w duszę i serce człowieka. Swoich usług nie wyceniają zbyt wysoko. Zwykle biorą ” co łaska”. Dlatego też mimo wielu klientów żyją w skromnych warunkach. Warto dodać, że szeptucha nie musi być też wcale w sędziwym wieku. To mit!

Jak wygląda uzdrowienie?

Do szeptuchy przyjeżdżają klienci z różnymi schorzeniami. Osoba, która pragnie zostać wyleczona, musi być wpierw oczyszczona ze złej energii. Wielkie spustoszenie sieją uroki. Nie trzeba być wielkim czarownikiem aby kogoś przeklnąć. Niektórzy nawet nieświadomie mogą doprowadzić do czyjegoś nieszczęścia. Słowa i myśli mają bowiem wielką siłę. Uważa się, że wielu ludzi nie wie o tym, że wisi nad nimi klątwa. Jej zdejmowanie jest bardzo trudne i wymaga czasu.  Usuwanie zlej energii dla osoby przypatrującej się z boku może wydawać się czymś strasznym. Każdy z nas odznacza się inną wrażliwością. Niektórzy w czasie procesu oczyszczenia wpadają w trans. Trzęsie się cale ciało. Może przypominać to atak padaczki. Są też osoby, które przy odganianiu złych mocy nie reagują w żaden sposób. Przy uzdrawianiu często stosuje się owczą wełnę. Uważają, że dzięki odpowiednim formułkom posiada ona właściwość ”wyciągania choroby”. Należy ją po prostu przyłożyć do miejsca gdzie odczuwamy ból czy dyskomfort.

Odganianie chorób

Zamawiaczki potrafią również przenieść schorzenia z człowieka na ubrania. Wówczas należy mu urządzić symboliczny pogrzeb. Krzyż należy owinąć w ową tkaninę i zakopać go z cmentarnej ziemi. Większość chorób odgania się podobnym rytuałem. Szeptucha krąży wokół osoby z palącymi się ziołami. Wygłasza przy tym liczne znane sobie formułki i modlitwy. Bez trudu przygotuje dla nas też amulet chroniący przed złem. Nie będzie to jednak jakiś magiczny kamień czy biżuteria, a…świeczka. Każdy kolor świeczki przeznaczony jest na co innego. Szeptuchy chętnie się dzielą swoją wiedzą. Nie mają przed nikim tajemnic. Sami często dają spisane na karteczce zaklęcia i modlitwy. Skuteczność zamawiaczek jest niezwykle wysoka. Pomogły one w wielu przypadkach, które zostały potem udokumentowane medycznie. Jak same przyznają, najważniejsza jest wiara w uzdrowienie.

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Z dawnym grodziskiem pod Łomżą wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy.

Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.

Krusz, Ewo, krusz! Kochankowie zostali wystawieni na próbę

Krusz, Ewo, krusz! Kochankowie zostali wystawieni na próbę

Kobylin – Kruszewo to niewielka miejscowość w powiecie wysokomazowieckim. Jej nazwa związana jest z historią, która mogłaby z łatwością stać się scenariuszem melodramatu.

 

Młodego dziedzica Kobylińskiego i Ewę, córkę gospodarza połączyło przed laty silne uczucie. Jej ojciec jednak był całkowicie przeciwny związkowi, o małżeństwie nie wspominając. Wystawił córkę na próbę. Swojej miłości miała dowieść, krusząc wielki głaz za pomocą małego kamyczka. Inaczej para musiała pożegnać się na zawsze. Powodzenie misji wydawało się niemożliwe. Ewa jednak starała się ze wszystkich sił.

 

Najpierw musiała owy głaz odnaleźć. Ponoć przeszła 3 km według wskazówek ojca. Codziennie towarzyszył jej ukochany. Do ucha szeptał jej: ”Krusz, Ewo krusz”. Tak było przez 8 dni. Tyle bowiem czasu dostała na zniszczenie głazu. Niestety nie udało się. Para została więc rozdzielona. Młody mężczyzna z rozpaczy utopił się w rzece, nie mogąc żyć bez Ewy. Na wieść o tym, dziewczyna również nie wytrzymała, dzieląc los chłopaka. Na pamiątkę wielkiej miłości, ojciec młodego szlachcica założył osadę Kobylin. Do nazwy dodano ”Kruszewo”, gdyż właśnie te słowa wypowiadał swej ukochanej.

W Ciechanowcu uczniowie pobili rekord świata

W Ciechanowcu uczniowie pobili rekord świata

Rekordy świata można bić w różnych dziedzinach, nawet tych najbardziej absurdalnych, jak np. rzut karłem. Na całkowicie odmienny pomysł wpadli 10 lat temu pracownicy szkoły w Ciechanowcu. 11 maturzystów wraz z nauczycielem postanowili odbyć lekcję fizyki trwającą przez…5o godzin. Udało się! Lekcja rozpoczęta 29 kwietnia o godzinie 10.00, zakończyła się 1 maja o godzinie 12.00.

 

W ciągu dwóch dni powtórzono materiał z trzech lat. Zmagania śmiałków były oczywiście rejestrowane przez kamery. Wszystkie świadectwa wysiłku przekazano na taśmach do Londynu. Uczniów wspomagali pielęgniarki, pracownicy stołówki i rzecz jasna całe grono pedagogiczne. Brak snu i zmęczenie nie poszło na marne.

Dmuchają w trąby dla zbawiciela

Dmuchają w trąby dla zbawiciela

To jedyny w swoim rodzaju event w Europie. Już niemal 40 lat podtrzymuje dawną tradycję. Konkurs Gry na Instrumentach pasterskich sprowadza do Ciechanowca muzyków z kraju i zza granicy. Głównym wykorzystywany instrument stanowiła ligawka. Na Podlasiu stanowi ona symbol Archanioła, który miał zwiastować przyjście zbawiciela. Dlatego też konkurs odbywa się w adwent.

 

Początki były dosyć skromne. W pierwszej edycji zorganizowanej w 1975 r.  brali udział tylko mieszkańcy okolicznych wsi. Musiało minąć kilka lat, aby wydarzenia zyskało wyższą rangę. Dobrym pomysłem było stworzenie kategorii dla dzieci. Impreza zaczęła przyciągać kurpie a także polskich górali. W połowie lat 90-tych. impreza przybrała już międzynarodowy charakter, goszcząc zawodników nawet z Meksyku czy Australii. Obecnie można grać na wielu instrumentach. Miejsce imprezy nie zmienia się od początku. Jest nim Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.

 

Źródło zdjęcia: YouTube

 

 

Skandal w pałacu Branickich. Casanova uwiódł hetmanową.

Skandal w pałacu Branickich. Casanova uwiódł hetmanową.

Izabela Branicka, siostra króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz żona hetmana Branickiego nie mogła mu się oprzeć. Andrzej Makronowski, starosta ciechanowski przyjechał za nią już w 1748 r. Nazywany ”pięknym Jędrusiem” był obiektem pożądania wielu kobiet. Ponoć miał romans z małżonką jednego z Radziwiłów. Serce polskiego Casanovy należało jednak do Izabeli. Początkowo miał tylko pomóc kobiecie odnaleźć się w nowym towarzystwie. Z biegiem czasu narodziło się uczucie.

Małżeństwo z hetmanem J.K. Branickim miało charakter polityczny. Ona miała 18 lat. On ponad 60. Choć pozornie było udane, Izabele nie mogła liczyć na wsparcie. Sam hetman miał wiele kochanek, więc nie przeszkadzało mu, że i Izabela zrobiła ”skok w bok”. W sumie sam bardzo lubił Makronowskiego, traktując go jako dobrego towarzysza zakrapianych wieczorów.

Gdy hetman zmarł, Izabela wzięła potajemny ślub z ukochanym. Dlaczego potajemny? Oficjalne małżeństwo spowodowałoby utratę tytułów. Przez 13 lat żyli ze sobą w szczęściu. Kres miłości przyniosła śmierć ”pięknego Jędrusia”. Izabela nie szukała nowych adoratorów, dożywając starości w samotności.

Czekając na pociąg odwiedzimy muzeum

Czekając na pociąg odwiedzimy muzeum

Od trzech lata w Czyżewie w powiecie wysokomazowieckim działa nietypowe muzeum. Nietypowe, gdyż mieści się w…dworcu. Większość eksponatów to podarunki mieszkańców miasta. Należą do nich dokumenty, fotografie i wszelkie inne przedmioty o wartości historycznej dla miejscowości.

 

Podróżni mogą zwiedzać wystawę czekając na pociąg. W salach możemy poznać dzieje Kolei Warszawsko – Petersburskiej. Odnajdziemy tam carską salonkę upamiętniającą wizytę imperatora, jak i chatę syberyjskich zesłańców. Trzeba przyznać, że to ciekawy kontrast. 

 

Właśnie przed owym muzeum postawiono pomnik upamiętniający rodziny wywiezione w głąb Rosji. Ma on postać wagonu. Obiekt został sprowadzony z Sochaczewa a następnie gruntownie odremontowany. W jego środku wydzielono dwa pomieszczenia. Przy wejściu usłyszymy dźwięk odjeżdżającego składu. Duże wrażenie robią manekiny, które symbolizują zesłańców. Muzeum Ziemie Czyżewskiej powstało dzięki wsparciu Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.

Natura bije rekordy przy wiatraku

Natura bije rekordy przy wiatraku

Wiele osób nadal uważa, że na Podlasiu można spotkać białe niedźwiedzie. Być może obawa przed spotkaniem z misiem odstrasza od odwiedzenia wschodniej części kraju. Jedno jest pewne. Zimą owe zwierzęta naprawdę miałyby niezłe warunki do egzystencji.

 

Suwalszczyzna od lat nazywana jest polskim biegunem zimna. Taki status otrzymują miejsca położone na nizinach  o najniższej temperaturze na przestrzeni lat. Na czele mroźnego peletonu jest wieś Wiżajny, oddalona ok. 30 km od Suwałk. Tuż przed nią mieści się wzgórze, na której zainstalowano wiatrową turbinę. To właśnie obok wiatraka bite są rekordy zimna. Podczas fali mrozów temperatura łatwo przekracza – 30 stopni. Najgorzej było 12 stycznia 1950 r. Słupki rtęci powędrowały w okolice -35,5. Brrr! Z lodowatego wzgórza rozciągają się krajobrazy na Suwalski Park Krajobrazowy. 

Władca sprowadził zarazę na Podlasie

Władca sprowadził zarazę na Podlasie

Dworek w Knyszynie zapewniał władcy dużą dawkę spokoju od spraw publicznych, które to załatwiać musiał głównie w Wilnie lub Krakowie. Według wyliczeń historyków spędził w Knyszynie w sumie blisko 500 dni. Główną jego rozrywką były polowania w pobliskiej Puszczy. Cieszyła go również stadnina koni. Często również odwiedzał niedaleki zamek w Tykocinie. Prawdziwą pasją Z. Augusta były jednak kobiety.

 

Niestety król podupadł na zdrowiu. Wiosną 1572 r. stan zdrowia króla gwałtownie się pogorszył. Z powodu krwotoku i bolesnego wyjścia kamieni z pęcherza Zygmunt August bardzo osłabł. Po przejściowej poprawie w kwietniu, w maju nastąpił krwotok, prawdopodobnie efekt daleko posuniętej gruźlicy. Gdy na przyjęciu zorganizowanym w 1572 r. monarcha niespodziewanie osłabł, od razu nakazał zawieźć się do Knyszyna. Tam planował nabrać sił. Wtedy też na Mazowszu panowała zaraza. Król razem z dworzanami wyjechał „leczyć się” na Podlasie. 

 

Najpierw jednak odwiedził Tykocin. Na miejscu Z. August nakazał również wyprowadzić się zakonowi bernardynów do nowej siedziby. Nie zapomniał również o swej jednej z kochanek. W niedalekiej Wiźnie nadał szlachectwo Barbarze Giżance. Okazało się, że podróż na Podlasie nie wiele pomogła królowi. Niestety jego świta na Podlasie przywiozła także zarazę. Za murami grodu zarażonych zostało kilkaset osób. Zaś w Knyszynie życie króla Zygmunta Augusta dobiegło końca. Ciało władcy przewieziono na zamek w Tykocinie, a następnie na Wawel.

 

 

Cuda zdarzają się w tym sanktuarium regularnie

Cuda zdarzają się w tym sanktuarium regularnie

W małej miejscowości Juchnowiec Kościelny, położonej 10 km od Białegostoku od lat otacza się kultem Matkę Boską Rodzin. Przed jej oblicze przyjeżdżają rodzice poszukujący rozwiązania problemów zdrowotnych ich dzieci. Cuda zdarzają się regularnie, a ich świadectwa są dokładnie opisywane. Pod koniec lat 90-tych wielu świadków zeznało pod przysięgą o uzdrowieniu osób chorujących na niedowład kończyn.

 

Początki pierwszej świątyni datowane są na XVI w. Jej sponsorem był podskarbi litewski Stanisław Włoszek. Już w drewnianym kościele ikona Matki Bożej pokryta złoto-srebrną szatą stała się obiektem modlitw. Jej kopie otrzymał w 1997 r. papież Jan Paweł II w czasie swej pielgrzymki. W tym samym roku kościół zyskał już status sanktuarium. Obecny kościół powstał w połowie XVIII w. Główny odpust odbywa się 2-go lipca.

 

Mała rzeka niemal zniszczyła miasto

Mała rzeka niemal zniszczyła miasto

Rzeka Biała przepływająca przez Białystok obecnie wydaje się niepozorna. Kiedyś, kompletnie nieuregulowana siała spustoszenie. Największa powódź w stolicy Podlasia nastąpiła w 1992 r.

Biała zalała wówczas częściowo centrum miasta. Zagrożony był nawet słynny Pałac Branickich. Chodzić po ulicach się nie dało więc pływano łódkami. Powódź zmobilizowała do pracy władze miasta. W momencie nadejścia zimy stulecia, powstała obawa przed kolejną klęską. Śniegu było tak dużo, że roztopy mogły źle się skończyć dla całego Białegostoku. Miasto zostało podzielone na 6 fragmentów i wydzielono obserwatorów. Ze stawów miejskich spuszczono nawet wodę.

Postanowiono również wprowadzić sygnały alarmujące mieszkańców. Gdyby zaistniało zagrożenie powodziowe na ratuszy miała zawisnąć biała kula, zaś nocą latarnia o czerwonym kolorze. Diabeł nie okazał się tak straszny, jak go malują. Białka nie wylała tym razem, gdyż gwałtowne ocieplenie nie przyszło. Od tej pory Białka nie sprawia większych kłopotów.

Jeden z nich jest wielkości Pałacu Kultury. Zapraszamy na farmę wiatrową.

Jeden z nich jest wielkości Pałacu Kultury. Zapraszamy na farmę wiatrową.

W Suwałkach powstała pierwsza farma wiatrowa w Polsce. Wiatraki widać już z odległości 25 km od miasta. Jeden z nich wielkością dorównuje nawet Pałacowi Kultury i Nauki w Warszawie. Należy jednak uwzględnić wysokość wzgórza, na którym stoi.

 

Instalacja wiatraków była nie lada wyzwaniem. Przede wszystkim należało je dostarczyć do miejsca docelowego.  Do tego celu specjalnie dostosowano niektóre ulice. Jedną nawet wybudowano! Najcięższym elementem do przewozu była gondola ważąca bagatela 65 ton. Robi wrażenie…Wiatraki w parku oznaczone są numerami od 1 do 19. W praktyce stoi ich jednak 18. Czyżby ktoś się pomylił? W czasie trwania inwestycji po prostu zrezygnowano z jednej instalacji. 

Twardowski zginął przez ducha

Twardowski zginął przez ducha

Pana Twardowskiego chyba nie należy przedstawiać. Gdy nie udało mu się odkryć sposobu na produkcję złota, podpisał on cyrograf z diabłem. Od tej chwili pan ciemności musiał spełniać wszystkie jego prośby. Dusza alchemika miała zostać zabrana w Rzymie, przez co Twardowski szczególnie mocno starał się je omijać szerokim łukiem.

Rzym to jednak nie tylko miasto. W okolicach wsi Mystki – Rzym należącej do powiatu wysokomazowieckiego, jego dobra życiowa passa została przerwana. Tam w karczmie o nazwie ”Rzym” demony porwały Twardowskiego. Jak wiadomo, nie do końca im się udało, gdyż czarnoksiężnikowi udało się uciec na księżyc.

W rzeczywistości Twardowski to Lorenz Dhur, nadworny lekarz Albrechta Hohenzollerna, a potem Mikołaja Radziwiła. Został on wmieszany w aferę związaną z domniemanym wywoływaniem ducha królowej Barbary. Za zjawę przebrała się królewska kochanka, nijaka Barbara Giżanka. Oskarżony o częściowe poznanie tajemnic państwowych stał się niewygodnym graczem. Dlatego też zapadł na niego wyrok. Jedna z możnych rodzin opłaciła zabójców. Lekarz i astrolog zginął 3 km od Wysokiego Mazowieckiego.

W miejsce lasu powstały boiska

W miejsce lasu powstały boiska

Pierwsza źródłowa wzmianka o nim pochodzi już z połowy XVII. Odnajdziemy ją w ”Inwentarzu Leśnictwa Białowieskiego”. Na uroczysko Skrobosławka, bo o nim to mowa, sprowadzano osadników, którzy pełnili rolę strażników Puszczy. Mieli oni również ochraniać trakt królewski, czyli drogę prowadzącą z Bielska Podlaskiego do Białowieży. Były to początki osadnictwa na terenie dzisiejszej Hajnówki.

 

Od nazwiska jednego ze strażników,  Krzysztofa Haynaw uroczysko nazwano ”Hajnowszczyzną”, zaś istniejącą w niej straż ”Strażą Hajnowską”. Obecnie w miejscu dawnego uroczyska znajduje się osiedle mieszkaniowe, domki jednorodzinne, stadiony sportowe i Sobór Św. Trójcy. W sumie do tej pory nie wiadomo, czy określenie Skrobosławka jest całkowicie poprawne. W wieli zapisach uroczysko występuje również pod nazwą Skarbosławka.

Dzieła sztuki powstały na ścianach budynków

Dzieła sztuki powstały na ścianach budynków

W tym roku odbyła się w Białymstoku siedemnasta edycja Festiwalu Kultury Niezależnej. Jak zwykle, miasto z tego powodu zaprosiło wielu nieszablonowych twórców. Jednym z nich jest Julien de Casabianca. Malarz przenosi muzealne obrazy na elewacje budynków. Jego dzieła w ramach ”Outing Project” do tej pory mogliśmy podziwiać choćby w Paryżu i Nowym Jorku. Teraz przyszła kolej na Białystok.

Efekty kilkudniowych prac artysty możemy podziwiać na ścianach obiektów przy ulicach  Św. Mikołaja, Młynowej oraz Kijowskiej. Trzeba przyznać, że robią wrażenie. Organizatorem akcji był Białostocki Ośrodek Kultury.

Miasto przy Puszczy swą nazwę zawdzięcza Niemcom

Miasto przy Puszczy swą nazwę zawdzięcza Niemcom

Nazwa miejscowości Hajnówka pochodzi od słowa Hajnowszczyzna. Ta zaś wywodzi się od strażnika leśnego Krzysztofa Haynaw. Osadzono go na uroczysku Skarbosławka. Po raz pierwszy została użyta w dokumencie wystawionym w 1709 r. Jeszcze w połowie XVIII w. w księgach parafialnych można odnaleźć określenie rosyjskie ”Gajnówka”.

Obecna nazwa zaczęta być powszechnie stosowana po odzyskaniu niepodległości. Co ciekawe, w Czechach słowo ”Hajnovka” oznacza lokal myśliwych. Nazwa pochodzi od niczego innego, jak słowa ”hajna” – stróża leśnego dobra. Dla nas to po prostu gajowy. Także w języku niemieckim określenie ”Hain” oznacza gaj. Przypuszcza się, że pierwszy strażnik był właśnie z pochodzenia Niemcem. W Polsce istniała bowiem tradycja tworzenia nazwisk od wykonywanych zawodów.

Antychryst wysadził wzgórze. Odnaleźć tam można skarby.

Antychryst wysadził wzgórze. Odnaleźć tam można skarby.

200 lat temu przez Podlasie nastąpił przemarsz wojsk Napoleona. Kilka miast może pochwalić się prawdziwymi pamiątkami z tego okresu. Więcej jest jednak legend i opowieści, które mijają się z prawdą. W Białostockim Muzeum Historycznym odnajdziemy stolik, który imperator miał podarować na chrzciny Zygmunta Krasińskiego. Jego ojciec, Wincenty faktycznie był generałem wojsk napoleońskich. W rzeczywistości stolik został wykonany wiele lat po narodzinach polskiego twórcy.

 

Podobnie ma się sprawa z tzw. dworkiem Napoleona w Białymstoku. Miało być to miejsce schadzek ze słynną kurtyzaną Marią Walewską. Obiekt powstał wiele lat po śmierci imperatora, pełniąc rolę komory celnej. Udokumentowanym pobytem Napoleona mogą poszczycić się mieszkańcy Łomży. Spędził tam 3 godziny w zajeździe pocztowym. Za armią cesarza podążała armia saksońska, która po drodze siała spustoszenie. Niszczyli świątynie, kradli zwierzęta. Trasa ich przemarszu prowadziła przez Puszczę Knyszyńską. Teraz nazywana jest szlakiem napoleońskim. Nieopodal miejscowości Królowy Most znajduje się tzw. Rozkopana Góra. Ponoć saperzy wysadzili wzgórze w jedną noc, aby tylko mogła przejść przez niego artyleria. Na trakcie ukryte są też skarby.

 

Kolejne ślady po okresie napoleońskim prowadzą do Supraśla. Odkryto tam przed II Wojną Światową szkielety i elementy mundury polskich oddziałów walczących w kampanii moskiewskiej. W tym mieście pod Białymstokiem zlokalizowany był również francuski szpital. Nie każdy w Polsce uważał Napoleona za wybawiciela. Ludność wyznania prawosławnego nazywała do antychrystem. Była to głównie zasługa rosyjskiej machiny propagandowej. Starała się wmówić, iż to car Aleksander II jest prawdziwym wyzwolicielem i gwarantem dobrobytu.

W czasie pogrzebu rabina doszło do tragedii. Byli zabici i ranni.

W czasie pogrzebu rabina doszło do tragedii. Byli zabici i ranni.

Chrim Hertz to białostocki rabin, który piastował swoją funkcję przez blisko 63 lata. Nic dziwnego, że na wieść o jego śmierci w 1919 r., sklepy przestały działać, a na na pogrzebie pojawiły się tłumy.

Rabinem został już w wieku 19 lat, tuż po śmierci swego ojca. Pochodził z rodziny, która z powodzeniem radziła sobie w biznesie. Zamiast jednak poznawać tajniki przedsiębiorczości, młody Chrim Hertz wolał zagłębiać się w talmudycznych dziełach. Przez cały okres pełnienia swej roli uważany był za niezwykle pomocnego człowieka

Wraz ze śmiercią rabina w wieku 82 lat skończyła się pewna epoka. Wiedzieli o tym i chrześcijańscy mieszkańcy Białegostoku. W czasie procesji pogrzebowej doszło do tragedii. Na jednym z balkonów zgromadziło się zbyt wiele osób. Balustrada pękła. Ludzie runęli na ziemię. Odnieśli poważnie obrażenia. Pomoc była utrudniona przez gęsty tłum. Mimo trudności, kondukt zgodnie z planem dotarł do cmentarza na Bagnówce.

W 1922 r. dzięki funduszom zza oceanu na grobie Chaima Herza został wzniesiony namiot. W tradycji żydowskiej w ten sposób odznaczano wyłącznie zasłużone osoby. Tzw. ohel stoi na cmentarzu do dziś

Kochanki króla ukradły skarb z Knyszyna

Kochanki króla ukradły skarb z Knyszyna

Mało kto o tym wie, ale król Zygmunt August spędził ostatnie lata w Knyszynie, obecnie położonym w powiecie monieckim. Ostatni z dynastii Jagiellonów miał dwie pasje – kobiety i klejnoty. Pierwsze ”świecidełka” dostał zapewne od swej matki, Bony. Zygmunt Stary zaś przekazał synowi z kolei wszelkie rodowe skarby. 

Zygmunt August systematycznie gromadził cenne przedmioty. W jego kolekcji znalazł się choćby rubin cesarza Karola V. Gdy zbliżał się do kresu życia nakazał swoje bogactwa przewieźć z Wilna do Tykocina, gdzie budowany był nowy zamek. Tam mógł liczyć na zaufanych strażników skarbu. Pilnowali ono choćby arrasów czy cennych zbroi, nie mówiąc już o złotych monetach. Liczne kochanki i dworzanie za wszelką cenę chciały zdobyć część tortu dla siebie.

Gdy ich podstępy spełzły na niczym, postanowili zająć się majątkiem zgromadzonym w Knyszynie. Słudzy i nałożnice workami i skrzynkami opróżniali tamtejszy skarbiec. Gdy oskarżono ich o kradzież, twierdzili, iż takie były polecenia umierającego władcy. Jednak zgodnie z ostatnią wolą, jedyną spadkobierczynią była Anna Jagiellonka.

Chuligani chcieli zniszczyć posąg boga

Chuligani chcieli zniszczyć posąg boga

Niedaleko Białegostoku, na drodze z Choroszczy do Kruszewa znajduje się niewielkie wzgórze nazywane Babią Górą. Wszystko wskazuje na to, że znajdował się tam pogański, gdzie składano ofiary na cześć Światowida. Dlatego też postanowiono stworzyć drewniany posąg na pamiątkę po naszych przodkach.

Figura słowiańskiego boga stanowi kopię posągu, który odnaleziono w Zbruczu na Ukrainie. Rzeźbę postawiono w 1998 r. Była to inicjatywa ówczesnego dyrektora Centrum Kultury w Choroszczy. Kilka lat temu posąg został uszkodzony przez wandala. Ktoś chciał przepiłować jedną z czterech głów Światowida. Gdy to się nie udało do końca, chuligan usiłował wyrwać całą rzeźbę z ziemi. 

Posąg odnajdziemy na trasie ścieżki rowerowej – tzw. szlaku Światowida. Prowadzi on ze stolicy Podlasia na zerwany most w Kruszewie. Jej łączna długość wynosi 20 km w jedną stronę. Posąg Światowida ukryty jest pośród drzew. Odnajdziemy na nim napis: ”Trzy piętra postaci symbolizują: trzy sfery kosmiczne księżyc, słońce, niebo, cztery postacie, cztery pory roku, cztery twarze – wszechświat”.

Pustelnia znalazła się na celowniku wandali

Pustelnia znalazła się na celowniku wandali

W 2009 r. powstała pierwsza w kraju prawosławna pustelnia. Wszystko dzięki ojcowi Gabrielowi, byłemu namiestnikowi klasztoru w Supraślu. Jest on znany również ze swojej ogromnej wiedzy na temat ziołolecznictwa. Pomógł niezliczonej ilości chorych.

 

Tzw. skit ma swą siedzibę w Odrynkach, małej podlaskiej wsi. Otaczają ją rozlewiska Narwi. Jeszcze kilka lat temu nie sposób było tam dojechać autem w mokre dni. Nazwa wiąże się z miejscowością Sketis w Egipcie. To bezludny obszar, gdzie w IV wieku powstała pustelnia, potem osada, w której żył mnich Makary. Już niegdyś w Puszczy Narewskiej istniał monaster. Książę Iwan Wiśniowiecki zabłądził, lecz w śnie ukazał mu się św. Antonii, wskazując mu drogę przez rzekę. Jako dowód wdzięczności, książę zbudował kaplicę.

 

Na poświęcenie pustelni przybyło ponad 2 tys. osób. Opustoszała wieś stała się wręcz oblężona przez wiernych. Kaplica cieszy się dużą popularnością w całym kraju, również wśród turystów. Niestety świątynia padła ofiarą wielu ataków. Zniszczono krzyż, przecięto kable doprowadzające prąd, a traktor wrzucony do fosy. Nie oszczędzono nawet uli. W zeszłym roku doszło do innego nieszczęścia. Wybuchł pożar. Ogień pochłonął księgi liturgiczne i połowę ikon. Straty mierzy się również nie tylko wymiarze materialnym.

Dziewczyna oszukała przeznaczenie. Pokonała pana ciemności.

Dziewczyna oszukała przeznaczenie. Pokonała pana ciemności.

Między jeziorami i bagnami stała chatka rolników. Jej gospodarz widząc, że nadciągają pierwsze mrozy postanowił udać się do lasu. W czymś w piecu trzeba w końcu rozpalić. Gdy już skończył swą pracę, pojawiły się przeszkody. Wóz ugrzązł w błocie. Słońce już zaszło, a mężczyzna nie mógł wrócić do domu. Pod nosem ciągle prowadził monolog, aż w końcu wypowiedział imię diabła. Jak nic, ten pojawił się w lesie. Rolnik, mimo błahej sprawy, poprosił lucyfera o pomoc w wydostaniu wozu. Diabeł jednak nigdy nie robi nic za darmo. Zażądał jednej rzeczy, którą rolnik zostawił w domu. Miał się o nią upomnieć za 20 lat.

 

Chłop wrócił w końcu do chałupy. Okazało się, że jego żona właśnie urodziła córkę. Przestraszył się, że to właśnie ją ofiarował diabłu. Dziewczyna wyrosła na piękną, niezwykle mądrą kobietę. Służyła radą i pomocą dla każdego. gdy ukończyła 20 lat, ojciec opowiedział o dawnym pakcie. Ta jednak skwitowała to śmiechem.

 

Diabeł nie zapomniał o obietnicy rolnika. Gdy dziewczyna pojawiła się na drodze, zjawił się i on. Młoda kobieta jednak nie odczuła lęku. Powiedziała tylko, że w starym ubraniu nie wypada jej odwiedzić krainy ciemności. Dlatego też chciała się przebrać. Poprosiła diabła aby wszedł do dziupli w wierzbie. Dziewczyna bez zastanowienia wypełniła otwór ziemią, a drzewo zarosło z szatanem. Ponoć siedzi tam do dziś. Młoda kobieta mogła wrócić do swego życia. Jako że przewyższała wszystkich swą inteligencją, wioskę nazwano Przerośl. Odnajdziemy ją w powiecie suwalskim.

Dworek wyszedł z długów. Po remoncie cieszy oko.

Dworek wyszedł z długów. Po remoncie cieszy oko.

Bogdaniec to niewielka osada w powiecie białostockim. Nazwa może się Wam kojarzyć z powieścią Krzyżacy i ze słynnym Zbyszkiem z Bogdańca, ale niestety nie o tą miejscowość chodzi. Aż do XX w. nosiła nazwę Skrybicze. 500 lat temu powstał tam dworek w stylu barokowym, który posiadał majestatyczny ogród i aleję z ozdobnymi drzewami. Do połowy XIX w. cała osada była własnością Radziwiłów. Wiele inwestycji poczyniono głównie w okresie międzywojennym dzięki staraniom rodziny Karpowiczów.

 

Przede wszystkim doprowadzili oni do melioracji. W miejscu dawnej sadzawki został wykopany owalny staw. Dosadzono również nowe drzewa. Właściciele zmienili wówczas nazwę siedziby z Bogdańca na Skrybicze. Majątek posiadał w sumie powierzchnię 7 ha. Prace były możliwe dzięki zaciągnięciu kredytu. Niestety Karpowicze nie mieli środków by go spłacić. Dlatego też wkrótce Bogdaniec przejął bank.

 

II Wojna Światowa przyniosła ogrom zniszczeń. Z wszystkich budynków gospodarczych ocalał tylko spichlerz. Większość z drzew parku znikła. Po zakończeniu działań militarnych obiekt został przejęty przez PGR. Następnie mieściły się w nim zakłady wikliniarskie. Remontu dworek doczekał się w latach 50. Umieszczono w nim biura i mieszkania pracownicze. Nowy właściciel pod koniec ubiegłego millenium wzniósł nowy dwór, nawiązujący do pierwotnego obiektu. Obszar ogrodzono murowanymi kamieniami.

Jedyny taki kościół w Polsce. Otoczył kultem Śnieżną Matkę Boską.

Jedyny taki kościół w Polsce. Otoczył kultem Śnieżną Matkę Boską.

Podlasie pełne jest interesujących budowli sakralnych. Jedną z nich odnajdziemy w Łomży. Kościół Świętej Trójcy i Wniebowstąpienia NMP powstał w połowie XIX i towarzyszą mu klasztorne zabudowania. Wcześniej mieszkały tam benedyktynki, lecz odsprzedały nieruchomość kapucynom.

 

Obecny wygląd świątyni to zasługa odbudowy z 1997 r. Trwała ona wiele lat, a rozpoczęto ją już po wojnie. Od początku wznoszono wszystkie ceglane budynki. Kościół powstał na planie prostokąta z wyodrębnionym prezbiterium. Zaszczytne miejsce w nim zajmuje obraz Matki Boskiej… Śnieżnej. Przywieźli go ze swego macierzystego klasztoru Benedyktynki. Jej wizerunek otaczany był szczególnym kultem. Do wybuchu wojny ściągali dla niego pielgrzymi z całego Mazowsza. 

 

Warto wspomnieć skąd wzięło się określenie Matki Bożej Śnieżnej. Aby to zrozumieć należy przenieść się dawnego Rzymu. W IV w. papież Liberiusz miał sen, w którym to matka kościoła nakazała mu wybudować bazylikę w miejscu, które wskaże śnieg. Nadeszła noc z 4 na 5 sierpnia. Biały puch spadł na jednym z rzymskich wzgórz – Eskwilinie. Tam też powstała bazylika. Jako upamiętnienie tych wydarzeń z sufitu świątynie sypie się białe kwiatki.

Jak koń znalazł się w bloku ?

Jak koń znalazł się w bloku ?

To zdjęcie przeszło do historii. Koń na balkonie, określany żartobliwie jako ”balkoń” stał się hitem nie tylko mediów społecznościowych. Doczekał się również swoich pięciu minut w telewizji. Cała sytuacja miała miejsce w Grajewie.

 

Bohaterem fotki była klacz, którą uchwycono w czasie odpoczynku na balkonie. Zdjęcie zostało tak sprytnie wykadrowane, że odbiorcy uznali, że owy balkon znajduje się w bloku na wyższym piętrze. Jakim cudem więc zwierzę mogło się tam dostać? W rzeczywistości doszło do malej manipulacji. Koń musiał pokonać jedynie trzy schodki aby wejść na taras. Nie było więc żadnego bloku, a dom jednorodzinny.

 

Nie istniało żadne zagrożenie. Do urzędu miasta zaczęły jednak wcześniej skargi na nieodpowiednie traktowanie zwierząt. Do żadnej interwencji na szczęście nie doszło. Mieszkańcy Grajewa, kolokwialne mówiąc trochę się zagalopowali. Koń chciał tylko przyjrzeć się sobie w oknie a wyszła wielka afera.

Pseudo artysta sprofanował wizytówkę miasta. Poszedł do więzienia.

Pseudo artysta sprofanował wizytówkę miasta. Poszedł do więzienia.

W połowie lat 70 tych w Hajnówce na skwerku miejskim umieszczono czołg T-34. Wchodził on w skład brygady pancernej, która zniszczyła liczne hitlerowskie pojazdy. Pomnik miał na celu upamiętnienia zakończenia działań wojennych. 

Pod czołg składano kwiaty w rocznicę Rewolucji Październikowej lecz nie tylko. Cieszył się też popularnością wśród świeżo upieczonych małżeństw. Wiązankę zostawiały tam aby podziękować za dokonanie dobrego wyboru na całe życie. Pod koniec lat 70-tych doszło do nietypowego wydarzenia. Niewidomy mężczyzna pomalował czołg na czerwono. Za ten czyn został skazany na dwa lata więzienia. Kalectwo nie było więc okolicznością łagodzącą. Po upadku komunizmu, mimo protestów, pojazd został usunięty. Kupił go za symboliczną złotówkę rolnik z Orli pod Bielskiem Podlaskim.

Cudowne źródełko przyciąga od lat

Cudowne źródełko przyciąga od lat

Dobrowoda to niepozorna wieś w powiecie hajnowskim, położona na skraju Puszczy Białowieskiej. Jej wizytówką bez wątpienia jest źródełko o leczniczych właściwościach. Ze studzienki napić się może każdy z metalowe kubeczka. Tzw. Krynoczka znana była dawniej jako uroczysko Miednoje, co nawiązywało do nazwy przepływającego w okolicy strumyka. Źródło stanowi cel pielgrzymek zwłaszcza przy uroczystości Świętej Trójcy. Przy nim w połowie XIX w. zbudowano niewielką kapliczkę. Wszystko z datków wiernych. 

 

Uroczysko według przekazów było uznane za święte już 800 lat temu. Prawdopodobnie jego początki sięgają monasteru, którzy stworzyli mnisi uciekający przed najazdem tatarskim. Większość jednak przekonana jest, iż kult źródełka spowodowało cudowne objawienie ikony Matki Bożej na jednym z drzew. Zapiski historyczne jasno mówią o pielgrzymkach z monasteru Świętego Ducha w Wilnie, więc kult miał nie tylko lokalny charakter. Wierni odwiedzający przecierają chusteczką zamoczoną w wodzie chore miejsca. Następnie zostawiają ją na ogrodzeniu za studzienką. W ten symboliczny sposób pozbywają się choroby.

 

 

W muzeum poczujemy się jak Gutenberg

W muzeum poczujemy się jak Gutenberg

Od 3 lat w Supraślu pod Białymstokiem działa nietypowa placówka. Nawiązując do historii, miasta mieści się w klasztorze supraskim. Tam bowiem pod koniec XVII w. Bazylianie powołali do życia pierwszą drukarnię. Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa to z pewnością obowiązkowa pozycja dla turystów.

 

Obiekt powstał dzięki pasji kilku ludzi z Białegostoku. Ma na celu upamiętnienie pionierów drukarstwa na świecie, jak i w naszym regionie. Wato więc wspomnieć o początkach. Pierwszymi w branży na Podlasiu byli Iwan Fiodorow i Piotr Mścisławiec. Przyjechali oni z Moskwy do Zabłudowa i tam właśnie w 1569 roku wydrukowali liczącą 814 stron „Ewangelię Pouczającą”.

 

Najstarsze muzealne eksponaty pochodzą z połowy osiemnastego stulecia. Oprócz maszyn odnajdziemy w nim repliki pras czy tygle drukarskie. Główną atrakcją obiektu jest szansa na stworzenie własnej kartki papieru. Bezpośrednie działanie z pewnością posiada walory edukacyjne. Praktyka czyni mistrza.  A nóż podłapiemy drukarskiego bakcyla, czując się jak Gutenberg.