Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!
Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.
Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze „cerkwie” oraz „drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak „Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą „Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś „moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na „nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po „centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy „oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia
Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Św. Mikołaj ludziom kojarzy się z siwym dziadkiem, który po niebie jeździ na saniach ciągniętych przez renifery. Wiemy też o Laponii – mroźnej krainie, w której mieszka, a na miejscu cały rok elfy produkują mu prezenty, które potem rozda dzieciom. Dlaczego wspominamy o tym w maju? Bo dziś (22 maja) na Podlasiu wspominamy prawdziwego świętego Mikołaja – patrona wielu cerkwi – oczywiście najbardziej znana ta w Białymstoku oraz w Białowieży, Grodzisku, Hajnówce, Kleszczelach, Michałowie, Milejczycach, Topilcu czy Narewce.

 

Kim był prawdziwy Święty Mikołaj? To biskup Miry Licyjskiej, który słynął z dobroci i troski o swoich wiernych. Żył w 270 roku a zmarł w 345 roku. Jego ciało wydzielające leczniczą mirrę pochowano tam gdzie żył czyli w Mirze Licyjskiej. Jednak po kilkuset latach w 1087 roku przeniesiono je do włoskiego miasta Bari. To tam spoczywa do dziś. Dziadek w czerwonym kubraczku jest wytworem amerykańskiej kultury, ale warto przypomnieć, że wbrew pozorom chodzi o tą samą osobę, tylko w inny sposób przedstawianą. Święty Mikołaj – ten prawdziwy – cały majątek rozdał biednym. Skąd pomysł, że wchodził zostawiać prezenty przez komin? Jest pewna legenda, która mówi, że pewien mężczyzna, który popadł w nędzę postanowił sprzedać swoje 3 córki do domu publicznego. Gdy biskup Mikołaj dowiedział się o tym, to nocą wrzucił przez komin 3 sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i butów, które suszyły się przy kominku. Stąd też w amerykańskich filmach widzimy powszechnie wieszanie kolorowych skarpetek przy kominkach.

 

W Polsce natomiast mamy choinkę, ale nie będziemy się o tym rozpisywać w maju. Skupimy się na tym, co z Podlasiem się kojarzy. A mowa tu o ikonie św. Mikołaja. Jest on przedstawiany na niej z brodą, w szatach biskupich z mitrą i pastorałem. Przy okazji wspomnienia warto wybrać się do cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku. Nawet jeżeli nie jesteśmy prawosławni, to ten cudny wystrój w środku warto obejrzeć. Szczególnie, że freski zostały kilka lat temu odnowione.

Kolejny kretyn w akcji. Zastrzelił wilka w Puszczy Białowieskiej!

Kolejny kretyn w akcji. Zastrzelił wilka w Puszczy Białowieskiej!

10-letni, bardzo zdrowy i najedzony wilk padł ofiarą kolejnego kretyna. Jeden otruł orły, bociany i inne ptaki w okolicach Drohiczyna, drugi podpalił Biebrzański Park Narodowy, a teraz trzeci. A to wszystko w przeciągu ostatniego miesiąca. A kretynów będzie jeszcze więcej – wszystko dlatego, że ich przestępstw nikt nie traktuje poważnie.

 

Sprawą pierwszego, drugiego i trzeciego kretyna bada prokuratura. I co? I nic. Będą tak badać, badać, badać aż najprawdopodobniej uznają, że już wystarczy i zostanie ona umorzona z powodu nie wykrycia sprawców. A te sprawy nie są skomplikowane – w przypadku Biebrzańskiego Parku Narodowego – w grę wchodzą 3 małe wsie, gdzie ktoś wypalał łąki. Ponadto z tych terenów wcześniej było 12 zgłoszeń dotyczących pożarów. Dla sprawnej Policji to byłaby szybka sprawa. Z jakiegoś powodu nie jest. Z trucicielem ptaków mogłoby być trudniej, bo Drohiczyn i wsie w okolicy to sporo mieszkańców, jednak przypadki trucia ptaków w tamtym rejonie powtarzają się. Wystarczy porządnie zabrać się za tą sprawę, by złapać winnego.

 

Wilk został zastrzelony we wsi Przybudki w gminie Narew 25 kwietnia. Sprawa wyszła na jaw dopiero 5 maja. Minęło 10 dni i znana już jest przyczyna śmierci zwierzęcia. Zabezpieczono także fragment kuli. Miejmy nadzieję, że sprawcę poznamy szybko, aczkolwiek gdy patrzymy na podejście organów ścigania do pozostałych spraw, to można mieć wątpliwości. Zastrzelone zwierzę było w bardzo dobrej kondycji, aktywnie polowało. Prawdopodobnie był to „ojciec” wilczej rodziny. Jego śmierć osłabia całą watahę, co będzie miało wpływ również na środowisko. Gdy nie ma wilków to w lasach pojawia się więcej roślinożernych jeleni czy saren. A te ogołacają drzewa – szczególnie te młode. Gdy są wilki, to roślinożerne są bardzo czujne i nie żerują w jednym miejscu zbyt długo. Dlatego osłabienie watahy może spowodować w dłuższej perspektywie mniejszą ilość drzew, a więc i ptaków. Ich brak natomiast poskutkuje większą liczbą wszelkiej maści owadów, które prędzej czy później dotrą w dużych ilościach do domów okolicznych mieszkańców.

 

Widać jak na dłoni jak bardzo natura jest ze sobą związana, a każda ingerencja człowieka powoduje, że człowiek sam na siebie sprowadza nieszczęście. Dlatego tak ważne jest by kretynów ścigać tak jak groźnych przestępców, bo czynią szkody, które są niewidoczne gołym okiem, ale które odczujemy za jakiś czas.

Atrakcje na Podlasiu otwierają się jedna za drugą! Wysyp propozycji spędzania wolnego czasu.
fot. Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie

Atrakcje na Podlasiu otwierają się jedna za drugą! Wysyp propozycji spędzania wolnego czasu.

Można powiedzieć, że to wysyp nowych propozycji spędzania czasu w Podlaskiem. W Białowieskim Parku Narodowym po remoncie powstała nowa atrakcja, w Korycinie wraca po pandemii Park Kulturowy Korycin-Milewszczyzna zaś w Białymstoku można znów wybrać się na plażę w Dojlidach.

Białowieża

W ramach modernizacji w Białowieży zmodernizowano Park Dyrekcyjny. Można teraz spacerować specjalnie przygotowaną ścieżką, czerpać informacje z tablic edukacyjnych, ale przede wszystkim upajać się wspaniałą przyrodą. Park Dyrekcyjny powstał w 1890 roku, rozbudowano go dodatkowo kilka lat przed II Wojną Światową. Znajduje się on 1,5 km od carskiego Parku Pałacowego (z którym pierwotnie stanowił całość). By dotrzeć do atrakcji wystarczy kierować się albo na ul. Stoczek albo na ul. Tropinka.

Korycin

Drugi sezon zaczyna wielka atrakcja w Korycinie. Park Kulturowy w ubiegłym roku odwiedziło 50 000 osób. 5 maja otwarto wrota do średniowiecznego grodziska, ale wyłącznie do samodzielnego zwiedzania. Dzięki tablicom informacyjnym oraz wytycznym alejkom każdy turysta może bez przodownika zwiedzać obiekt oraz poznać ciekawostki parku. Informacje są w 3 wersjach językowych – polska, angielska i rosyjska. Park dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych zarówno na wózkach inwalidzkich oraz niedowidzących (opisy atrakcji są napisane także językiem Braille’a). Oprócz tego dostępna jest infrastruktura rekreacyjna na plaży – wiaty, miejsce ogniskowe oraz grillowe. Do końca maja będzie jeszcze zamknięty wiatrak oraz sala etnograficzna z uwagi na bezpieczeństwo odwiedzających. Wstęp na teren Parku jest bezpłatny.

 

Badania archeologiczne, przeprowadzone w 2014 roku odkryły wiele tajemnic z przeszłości Milewszczyzny w Korycinie. Istniejące tam grodzisko powstało w X wieku i funkcjonowało do XII. Gród otoczony był trzema wałami i prawdopodobnie trzema fosami. Sprawne oko obserwatora może dostrzec wszystkie te elementy podczas wędrówki po jego umocnieniach. Jedną z atrakcji jest wiatrak z 1949 r. posadowiony w centrum parku, na majdanie – podobno stał w tym miejscu w XIX w. Został on przeniesiony z pobliskiej miejscowości Jatwieź Duża. To jeden z najpiękniejszych wiatraków w Polsce. Dzięki temu, że posiada pełne wyposażenie, odwiedzający poznają konstrukcję młynów wiatracznych oraz historię młynarstwa. Każdy chętny może „zostać młynarzem” i spróbować własnych sił przy produkcji mąki na żarnie nieckowatym i żarnie obrotowym. Natkniemy się tu również na ślady XVI – XVII wiecznej strażnicy czy powstałego na przełomie XIX i XX w. dworku, na którego fundamentach stanęła szklana wiata edukacyjna. Można też zajrzeć do starej, zbudowanej z kamienia piwniczki, która jest charakterystycznym elementem korycińskiej wsi. Przechowywane są w niej dary ziemi (ziemniaki, marchew, buraki) i wytwory pracy rąk mieszkańców, takie jak: konfitury, soki, kompoty czy sery korycińskie.

Dojlidy

Plaży w Dojlidach raczej nie trzeba szerzej opisywać. Sztuczny zbiornik służył dawniej tylko dla okolicznej szkoły rolniczej. Dziś to miejsce, gdzie wielu mieszkańców odpoczywa na złotym piasku. W tym roku zapewne nie będzie jednak legendarnych tłumów z powodu pandemii, ale obiekt nie powinien stać pusty. Plaża bowiem ma nie tylko do zaoferowania zbiornik wodny, ale też sprzęt do pływania – kajaki, rowery wodne, łodzie deski windsurfingowe, łodzie żaglowe. Naprawdę warto skorzystać!

Ogromny pożar nad Biebrzą, otrute ptaki nad Bugiem, kłusownicy i braki wody. Oto Podlaskie w 2020 roku.
fot. Biebrzański Park Narodowy

Ogromny pożar nad Biebrzą, otrute ptaki nad Bugiem, kłusownicy i braki wody. Oto Podlaskie w 2020 roku.

Przyroda województwa podlaskiego jest ogromnym darem, dzięki któremu wszyscy mieszkańcy mają blisko swoich domów czyste jeziora, 3 ogromne puszcze, unikalne w skali światowej bagna, wspaniałe rzeki, a także mieszkające tam wilki, rysie, łosie, orły, sokoły czy bociany. Na co dzień nie dostrzega się tego wszystkiego, bo to po prostu jest. Jednak, gdy spojrzy się z jakimi problemami zmagają się mieszkańcy innych miast dopiero ukazuje jaki skarb mamy na miejscu.

 

W województwie małopolskim jeżeli nie zawieje porywisty wiatr, to mieszkańcy mają problem ze smogiem. Województwo śląskie natomiast ma natomiast 5 razy więcej mieszkańców niż podlaskie. Przez rozbudowany przemysł ludzie cierpią na wiele chorób. W Polsce jest to najbardziej zanieczyszczony region. Łódzkie jest największym producentem enegretycznym w kraju, co wiąże się również z emisją zanieczyszczeń. Tylko te regiony zajmują całkiem spory kawałek kraju.

 

Podlaskie nie ma w zasadzie żadnego przemysłu, ma za to bogatą przyrodę, dzięki której mamy czyste powietrze, brak zanieczyszczeń gleby, a zatem możemy pić czystą wodę oraz jeść czyste uprawy. Do tego bogaty świat zwierząt i ptaków powoduje, że nie zmagamy się ani z robactwem, ani szczurami. A takie problemy występują właśnie tam, gdzie człowiek wypędził naturę ze swojego otoczenia. Trzeba z problemem walczyć chemicznie, a potem tą chemię przyjmować na siebie. Tak jak mieszkańcy innych województw w Polsce muszą wdychać pyły, zanieczyszczone gazy oraz smog. Dodatkowo w ostatnich latach zapanowała idiotyczna „moda” na pozbywanie się drzew z miast. Ludzie na własne życzenie zmniejszyli sobie ilość czystego powietrza w otoczeniu.

 

Nie licząc Białegostoku, to ze smogiem i zanieczyszczonym powietrzem w Podlaskiem problemu nie ma. Nie ma też (także w Białymstoku) problemu ze szczurami czy robactwem. Niestety nasz region zmaga się z całą masą różnych idiotów. W Biebrzańskim Parku Narodowym strażacy walczą z gigantycznym pożarem. Wszystko dlatego, że od lat idioci (mimo próśb i apeli) nadal wypalają trawy na swoich łąkach. Ogromna susza – za którą odpowiadają inni idioci, którzy wiedzą o problemie od lat, a nic jeszcze nie zrobili – oraz porywisty wiatr rozdmuchały ogień na wiele stron.

Inny idiota lub idioci w ostatnim czasie zaczęli natomiast w pobliżu Drohiczyna nad Bugiem truć ptaki. Ich ofiarą padł orzeł bielik, bocian oraz jedenaście kruków. Gdy sprawa została nagłośniona, okazało się, że w ubiegłych latach również w okolicy dochodziło do podobnych czynów. Kolejny raz nikt nic z tym nie zrobił. O sprawie szerzej wiadomo tylko dlatego, że idioci otruli ściśle chroniony gatunek i Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków skutecznie nagłośniło problem.

Nie należy zapominać jeszcze o innych idiotach – kłusownikach, którzy tak rozmiłowali się w zabijaniu zwierząt będąc jednocześnie myśliwymi, że przestały starczać im te gatunki, których populację regulują bronią. Zaczęli zastawiać w lasach wnyki skazując zwierzęta na okropne męczarnie. Ich ofiarą padały niejednokrotnie ściśle chronione wilki, rysie a w styczniu nawet żubr, który udusił się we wnykach! Są też tacy, co jeżdżą na Białoruś, by nie tylko móc zastawiać wnyki, ale też móc legalnie zabijać żubry czy wilki. Wszystko po to, by na koniec rytualnie odciąć głowę martwemu zwierzęciu nożem i zdobyć kolejne „trofeum”.

 

Na koniec nasuwa się pytanie. Co robić z tymi wszystkimi idiotami? Izolować i leczyć? Kłusowników i trucicieli ptaków – na pewno. Natomiast te osoby, które odpowiadają za ogromne straty w Biebrzańskim Parku Narodowym powinni dodatkowo na zawsze stracić całą swoją ziemię. To może nauczy innych, by przestali wypalać łąki. Problem w tym, że przyrodę wszyscy ignorują. Dopiero teraz, gdy koronawirusa opanował cały świat, wszystko wyhamowało i dało odetchnąć naturze. Niestety to za mało. Gdy uporamy się z pandemią, to problemy braku ochrony środowiska wrócą. Susza nadal postępuje i postępować będzie skoro w Polsce 94 proc. wody wylewamy do Bałtyku zamiast ją magazynować. Jeżeli wszyscy będziecie ignorować niszczenie przyrody, to za 20 lat cała Polska będzie wyglądała jak pustynia, gdzie będzie mnóstwo robactwa i szczurów. Zobaczycie to na własne oczy o ile wcześniej nie umrzecie z pragnienia.

 

Powiew normalności. Znów można spacerować po lesie. Bez maseczki.

Powiew normalności. Znów można spacerować po lesie. Bez maseczki.

Jako, że nie zajmujemy się na tym portalu polityką, to nie będziemy komentować zasadności tego zakazu, który od dziś przestał obowiązywać. Można znów spacerować po lesie i to bez maseczki. To świetna wiadomość, bo jest to jakiś powiew normalności. Nie można siedzieć cały czas w domu, a wychodzenie do sklepu naraża nas bardziej niż wychodzenie do pustego lasu. Aczkolwiek – ten po zniesieniu zakazu taki pewnie nie będzie, więc dla wszystkiego pamiętajcie, by mijać ludzi z 2 metrowym odstępem. Dla własnego bezpieczeństwa. Pandemia cały czas trwa i każdy zastanawia się, kiedy to się skończy.

 

Na szczęście województwo podlaskie ma do zaoferowania Puszczę Białowieską, Puszczę Knyszyńską oraz Puszczę Augustowską. Lasu starczy dla każdego z pewnością. Jednak pamiętajcie, że brak zakazu nie zwalnia was z myślenia. Jeżeli będziecie widzieć wiele zaparkowanych samochodów, to pojedzcie po prostu dalej. Nie jedzcie na żadne kładki, bo istnieje ryzyko że będziecie się mijać w bardzo bliskiej odległości z innymi. A gdy zobaczycie, że ktoś idzie niewzruszony tym, że jesteście blisko i nie wygląda jakby miał zachować odstęp, to ustąpcie mu. To wszystko, by nie zachorować.

 

Po lesie można chodzić bez maseczki. Tym bardziej wybierajcie miejsca, gdzie nie ma ludzi. Warto skierować się na przykład na Wzgórza Świętojańskie w Kołodnie czy jeden z wielu leśnych szlaków. Najbliższy Białegostoku zaczyna się tuż przy wylocie na Augustów, zaraz za obwodnicą miasta. Wystarczy skręcić w prawo do lasu i iść zgodnie ze znakami na drzewach. Dojdziemy wpierw do Wasilkowa, a dalej do Nowodworców. Jeżeli będzie Wam mało, to szlakiem dojdziemy do Supraśla. Idealna trasa do spacerów.

 

Można też zacząć w Supraślu, a następnie idąc przez Jałówkę dojść do Czarnej Białostockiej. Z powrotem do miasta nie będzie problemu – można skorzystać choćby z pociągu. Warto tylko sprawdzić rozkład jazdy, bo teraz z powodu koronawirusa połączeń jest mniej. Najlepiej jest poprosić kogoś, by nas do Supraśla zawiózł zaś z Czarnej Białostockiej odebrał. Wtedy ryzyko zarażenia jest małe, a przyjemność z długich spacerów po lasach – duża.

Turystyczne atrakcje pozamykane. Ludzie wciąż nie siedzą w domach.

Turystyczne atrakcje pozamykane. Ludzie wciąż nie siedzą w domach.

Od kilku dni obowiązują liczne ograniczenia, które mają na celu zatrzymanie rozprzestrzenianie się epidemii. Jest jednak wielu ludzi, którzy nie zamierzają siedzieć w domu i chyba tylko wojsko na ulicach ich by do tego zmusiło. Wychodzą pod byle pretekstem, szukają luk w prawie, trzymają się kurczowo tego co można a czego nie można, kompletnie ignorując to co najważniejsze – czyli przebywanie w domu. Wystarczy byle pretekst do wyjścia. Nie będziemy krytykować takich osób, bo dla niektórych siedzenie w domu to psychiczna udręka. Gdyby mogli, to by 24 godziny na dobę spędzali swój czas poza domem. Ale nie będziemy też chwalić tego zachowania, bowiem w czasie epidemii najważniejsza jest grupowa odpowiedzialność a nie indywidualne potrzeby.

 

W ostatnim czasie Narwiański Park Narodowy pozamykał wszystkie kładki – w Śliwnie i Waniewie, a także w Kurowie. Stało się tak dlatego, że ludzie zaczęli masowo tam przyjeżdżać. W ich ślad poszły Biebrzański i Białowieski Parki Narodowe. Tam również wszystko już zamknięto. Póki pogoda była kiepska, to ludzi było łatwo utrzymać w domu. Teraz idzie ocieplenie, więc każdy będzie chciał gdzieś wyjść szukając miejsc odosobnienia. O ile wszyscy, którzy mają domy z ogrodami – sobie poradzą, to w ludzie z bloków nie usiedzą na swoich mikrobalkonach. Nie będziemy apelować „zostań w domu”, bo każdy odpowiedzialny to robi, a pozostali i tak mają to gdzieś. Chcielibyśmy prosić, byście pomyśleli o innych.

 

Nawet jak nie macie żadnych objawów, to możecie być zarażeni koronawirusem i zarażać innych o tym nie wiedząc. Nawet unikając ludzi, wszystko co dotkniecie może potem dotknąć ktoś jeszcze niezarażony. I ten ktoś tego spotkania z wirusem może nie przeżyć.

Wielkie atrakcje Podlaskiego mogą przestać istnieć! Zniszczy je głupota ludzi.

Wielkie atrakcje Podlaskiego mogą przestać istnieć! Zniszczy je głupota ludzi.

Jeszcze w styczniu żyliśmy ogromnymi pożarami w Australii, patrząc na dramatyczne obrazy z tamtego kontynentu. Wydaje się, że to co działo się tam jest takie odległe. Tymczasem w Podlaskiem możemy niedługo zmagać się z tym samym! Nieprawdopodobne, ale prawdziwe i realne jeszcze w tym roku. Rok 2020 może być jeszcze bardziej katastrofalny niż nam się wydaje. Epidemia, kryzys gospodarczy i jeszcze duże prawdopodobieństwo wielkich pożarów. Nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, ale wszystko co się dzieje – układa się w całość.

 

Już w tamtym roku pisaliśmy, że rzeka Biała w Białymstoku wsiąka i za jakiś czas może jej już nie być. Każdy, kto przechodzi koło niej może gołym okiem zauważyć jak niski jest jej stan. Zaś latem podczas ogromnych ulew – rzeka potrafi wylać jak 100 lat temu. Wszystko dlatego, że po powodzi w 1920 roku postanowiono rzekę uregulować, by więcej miasta nie zalała. Zadziałało, ale po kilkudziesięciu latach zaczął się zmieniać klimat. My zaś zamiast dać przestrzeń rzece – kompletnie ją zabudowaliśmy. Przebudowana rzeka działa jak rynna. Woda spływa szybko, a następnie wpada do Supraśli za Dobrzyniewem.

 

Wielką atrakcją turystyczną jest sztuczny zbiornik Siemianówka. Jest on naprawdę ogromny. Dawniej w jego miejscu było kilka wsi. Ludzie z nich zostali przeniesieni, zaś ogromne tereny zalano wodą. Ogromny zalew pozwala regulować stan rzeki Narew. Dzięki temu można było zmniejszyć jej poziom, by odsłoniło się na przykład więcej pól uprawnych. Pamiętajmy, że zbiornik postał w czasach PRL, gdy był duży nacisk na rolnictwo. Nikt wtedy jednak nie przewidział zmian klimatu. W konsekwencji – dzisiaj stan rzeki jest stale niski. Problem jest też z inną rzeką w okolicy. Od lat w opracowaniach naukowych pisze się o problemach z brakami wody w gruntach Puszczy Białowieskiej. Są one zasilane przez wody rzeki Narewki, która wypływa za bagien Dzikiego Nikoru i Kuty na Białorusi. Potem wpływa do Narwi. Problem z tym, że w XVIII wieku wyprostowano rzekę, by łatwiej spławiać nią drewno.

 

Z dzisiejszej perspektywy wszystkie te działania mają nie tylko negatywny wpływ na okoliczne środowisko, ale są również niebezpieczne. W tym roku drugi rok z rzędu będziemy mieli suszę. Nie było opadów śniegu, więc ten nie wsiąkł podczas roztopów i nie zasilił rzek oraz gruntów w ich pobliżu. W konsekwencji ogromne tereny są wysuszone. Wystarczy iskra, by doszło do wielkiej tragedii. I tu dochodzimy do sedna problemu. W ostatnim czasie kilka razy na szczęście udało się zapobiec pożarom w Puszczy Białowieskiej. W ubiegły weekend natomiast płonęły trzcinowiska w Narwiańskim Parku Narodowym. Spaliło się aż 15 hektarów trzcinowisk. Susza i silny wiatr spowodowały, że ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko po całej okolicy.

 

Do pożaru doprowadził człowiek. Jakiś idiota podpalił łąki doprowadzając do jeszcze większego niszczenia środowiska. Trzcinowiska to bowiem dom dla wielu gatunków ptaków i zwierząt. Obecnie trwa okres lęgowy. W przypadku Puszczy Białowieskiej – mimo, że udało się zapobiec pożarom, to też mieliśmy do czynienia z podpaleniami. Nie ma jednak wątpliwości, że przez idiotów możemy stracić nasze wielkie atrakcje. Zagrożenie jest ogromne, bo za oknami jest coraz cieplej. Skoro do pożarów dochodzi w miejscu, gdzie powinny być rozlewiska oraz na terenach, które powinny być podmokłe, to wyobraźcie sobie co się będzie działo latem.

 

Zapewne zastanawiacie się kto jest takim idiotą, by podpalać Narwiański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Najczęściej zaczyna się od wypalania traw. Niektórzy rolnicy wierzą, że od tego ich gleba będzie bardziej żyzna a uprawy lepsze. Problem w tym, że podpalonych traw nie da się kontrolować. Wiatr może rozdmuchać wszystko w suche okolice. A wtedy może dojść do prawdziwej katastrofy. Od wielu lat co roku strażacy apelują, by traw nie wypalać. Niestety co roku jest to samo – pożary na łąkach dalej się pojawiają. Niereformowalni idioci doprowadzą w końcu do katastrofy, a susza, która jest drugi rok z rzędu w tym pomoże. Mimo, że nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, to niestety, ale w tym roku może dojść do niewyobrażalnych pożarów w Puszczy Białowieskiej oraz w Parkach Narodowych. To co się działo do tej pory było dopiero „preludium”.

Featured Video Play Icon

Udało się policzyć żubry w Podlaskiem. Jest ich coraz więcej!

Udało się już policzyć żubry w województwie Podlaskim, co w tym roku było trudne ze względu na brak śniegu. Na wolności łącznie żyje 2048 osobników. Dodatkowo są jeszcze zwierzęta w zagrodach. To 221 sztuk czyli 2269 żubrów. Warto wiedzieć, że na wypadek jakiegoś kataklizmu – żubry w zagrodach służyć mają do tego, by ewentualnie przywrócić osobniki naturze. Póki co na szczęście – liczba wolnych żubrów systematycznie rośnie. Najwięcej zwierzą znajduje się oczywiście w Puszczy Białowieskiej, która leży w Polsce i na Białorusi. Po naszej stronie żyje 1363 osobników zaś u sąsiadów 593.

 

Żubry można spotkać szczególnie zimą. Wtedy chętniej szukają pożywienia poza lasem. Szczególnie zainteresowane są paśnikami – przygotowanymi przez leśników. Zwierzęta te są ostatnio popularnym tematem fotografów. Szczególnie duże wycieczki tej zimy jeździły w okolice Krynek i Szudziałowa, gdzie można było w dogodnych warunkach napotkać spore stadko. Żubry to symbol naszego regionu nie przypadkowo. Nigdzie indziej tak licznie nie występuje.

 

Warto przytoczyć także przykład Puszczy Augustowskiej, gdzie takich zwierząt nie było, ale w ostatnich latach założono tam nowe stadko. Te chętnie zaadaptowało się do nowych warunków. Zwierzęta poczuły się tam na tyle pewnie, że urodziły się już pierwsze młode. Co ciekawe mieszkańcy okolicznych wsi początkowo niechętni byli pomysłowi zakładania stada, jednak bardzo szybko się przekonali jak bardzo żubry przyciągają turytów. Dlatego też założenie stada miało wpływ na rozwój turystyki. Z tego samego powodu Puszcza Białowieska przyciąga przyjezdnych, zaś Puszcza Knyszyńska – fotografów.

Kaplica Bazylewskich stała się zabytkiem. To nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić Dubiny.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Kaplica Bazylewskich stała się zabytkiem. To nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić Dubiny.

Grobowiec rodzinny księdza Parteniusza Bazylewskiego ww Dubinach, wybudowany w 1898 roku został wpisany do rejestru zabytków. Jest to jedyna w całym regionie kaplica, która została wzniesiona dla duchownego prawosławnego. Od razu stała się miejscem kultu. Kaplica została zbudowana w stylu eklektycznym z wyraźnymi wpływami stylu cerkiewno–bizantyjskiego. Kaplicę założono na rzucie zbliżonym do kwadratu, o boku 4,5 m. Jest to obiekt murowany z cegły czerwonej, na podmurówce z kamienia. Szeroki, dekoracyjnie opracowany gzyms koronujący zdobią szczyciki w formie kokosznika, charakterystycznego dla budownictwa cerkiewnego przełomu XIX i XX wieku.

 

Kaplicę rodziny Bazylewskich, która obecnie nazywana jest kaplicą p.w. Św. Tomasza w Dubinach wpisano do rejestru zabytków województwa podlaskiego ze względu na zachowane wartości artystyczne zawarte w bryle budynku. Szczególnie ma tu znaczenie styl eklektyczny z wyraźnymi wpływami stylu cerkiewno – bizantyjskiego. Ponadto wpisano również do rejestru zabytków cmentarz oraz jego ogrodzenie. Dopisano je ze względu na wartości historyczne o zasięgu lokalnym, jako autentyczny, materialny dokument świadczący o historii prawosławnej parafii w Dubinach.

 

Dubiny to wieś w powiecie hajnowskim. Jest jedną z niewielu, gdzie mieszkają jeszcze Podlaszuki czyli wschodniosłowiańska autochtoniczna grupa etniczna zamieszkująca obszar Podlasia. Część Podlaszuków posługuje się własnym archaicznym dialektem, wywodzącym się z języka ruskiego. Pod względem wyznaniowym na północnym Podlasiu (w województwie podlaskim) przeważają prawosławni, natomiast na Podlasiu południowym głównie katolicy (konwertyci z prawosławia). Istnieją grupy Podlaszuków przyjmujących białoruską, ukraińską bądź polską tożsamość narodową, istnieje również grupa Podlaszuków nieutożsamiających się z jakimkolwiek z narodów.

 

Dlatego jeżeli będziecie odwiedzać Puszczę Białowieską warto również przyjechać do Dubin. Nie tylko będziecie mogli zobaczyć na żywo zabytkową kaplicę, ale też porozmawiać z wyjątkowymi mieszkańcami Dubin.

na podst. informacji Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku

 

270-letni zabytek ukryty za drzewami. Można go łatwo przeoczyć.
fot, Karol Kundzicz / Wikipedia

270-letni zabytek ukryty za drzewami. Można go łatwo przeoczyć.

Narew może się kojarzyć wielu osobom z prawosławiem. Jadąc bowiem jedną z głównych ulic miniemy bowiem przepiękną, niebieską, drewnianą cerkiew. Tymczasem, po wjechaniu do wsi od strony Zabłudowa, po prawej stronie zaraz za mostem znajduje się przepiękny, drewniany kościół z XVIII wieku. Możemy go łatwo przeoczyć, bo nieco zakrywają go drzewa. Ostatnio mogliśmy go zobaczyć w filmie „Zenek”.

 

Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa Męczennika to prawdziwa perełka architektoniczna, bowiem jest jednym z niewielu kościołów na Podlasiu, który jest drewniany. Został budowany przez 10 lat poczynając od 1738 roku. Świątynia była uszkodzona podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Wówczas budynek ostrzelano. Historia powtórzyła się podczas II wojny światowej. W 1944 roku kościół ostrzelano z broni artyleryjskiej. W środku podziwiać możemy dwa obrazy z XVI wieku, które przedstawiają sceny Ukrzyżowania. Jest też obraz Marki Boskiej z XVII wieku. Warto także przyjrzeć się prezbiterium. Jest tam nagrobna tablica z wizerunkiem rycerza lub myśliwego. Postać jest podparta włócznią. Zaś przy nodze siedzi pies.

 

Z historii wiemy, że w 1517 roku w Narwi (o istnieniu której wiemy co najmniej od 1421 roku, z prawami miejskimi od 1514 roku) istniała kaplica dworska. W 1528 roku król Zygmunt I Stary wraz z małżonką i królową Boną ufundowali kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa Męczennika nadając mu ziemię, młyn, karczmy, dziesięciny oraz inne przywileje. W 1738 roku proboszczem narewskim został kanonik gnieźnieński i oficjał generalny okręgu brzeskiego ks. Ludwik Ignacy de Riaucour. Przypuszcza się, że to on zlecił rozebranie starego budynku i wzniesienia nowego, który stoi do dziś. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica, która powstawała w latach 1773 – 1792. Wówczas proboszczem był już ks. Adam Kłokocki. W 1914 roku, podczas I wojny światowej Rosjanie ukradli dwa duże dzwony.

 

Dawniej na Podlasiu drewno było ulubionym budulcem miejscowej ludności. Dlatego też do dziś można napotkać w regionie przede wszystkim wiele drewnianych cerkwi, ale także i kościołów a nawet meczety. Wszystkie te budynki doskonale oddawały kulturę panującą w naszym regionie.

fot. Karol Kundzicz / Wikipedia
Ten dworzec z 1900 roku to architektoniczna perełka. Można go tanio kupić!
fot. Przykuta / Wikipedia

Ten dworzec z 1900 roku to architektoniczna perełka. Można go tanio kupić!

Piękny zabytkowy dworzec kolejowy w Kleszczelach jest jednym z nielicznych, jaki się zachował jako drewniana konstrukcja. W ostatnim czasie mogliśmy zauważyć w filmie „Zenek”. Obecnie jest do kupienia. Cena nie jest wygórowana.

 

Był kiedyś taki film „Dróżnik”, w którym główny bohater cierpiał na karłowatość. Jako, że z tego powodu czuł się „odludkiem” postanowił zamieszkać na… starej stacji kolejowej. Wkrótce jednak poznał przyjaciół, z którymi początkowo nie chciał mieć nic do czynienia, jednak powoli zmieniali jego nastawienie. Film ukazuje przede wszystkim introwertyka, który pragnie mieć święty spokój. Zaś dwoje przyjaciół ekstrawertyków nie daje mu żyć. Ostatecznie razem udaje się im koegzystować wzajemnie szanując swoje charaktery. Jeżeli poczuliście w sobie nić inteowertyzmu, to może warto kupić sobie starą stację w Kleszczelach i tam po remoncie zamieszkać?

 

Piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl „szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku. Dworzec w Kleszczelach ma jeszcze jedną zaletę. Około 2 km od niego znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób.

 

Jeżeli serio myślicie o dworcu w Kleszczelach jako o miejscu, które warto kupić to powiemy, że nie jest on drogi. Kosztuje „zaledwie” 75 000 zł. co przy dzisiejszych cenach nieruchomości jest dosyć atrakcyjną kwotą. Przypomnimy jednak jeszcze drugi film „Skarbonka”, gdy młode małżeństwo omal nie zrujnowało się, gdy kupili przepiękny dom i zaczęli go remontować. Okazało się, że budżet, który zaplanowali nie był delikatnie mówiąc wystarczający, gdyż wszystko zaczęło się sypać.

 

W przypadku dworca w Kleszczelach dodamy tylko, że ostatni remont był w latach 90, więc nie jest jeszcze tak źle. Budynek ma 250 metrów. Jeżeli chcielibyśmy poznać więcej informacji lub obejrzeć go w środku należy zgłaszać się do PKP S.A oddział gospodarowania nieruchomościami w Warszawie.

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia, którego częścią jest dzisiejsze województwo podlaskie oraz w którym Drohiczyn leży. Przepiękne miasteczko nad Bugiem będzie miało coś naprawdę unikatowego. To Ośrodek Promocji Produktu Lokalnego. Budynek będzie miał 400 metrów kwadratowych a swoim wyglądem będzie przypominać dworek. W środku będzie funkcjonować sklep z lokalnymi produktami, hala targowa i escape room o tematyce kuchni lokalnej. Do tego będą organizowane również warsztaty kulinarne.

 

Lokalne produkty warto promować, bo jest ich sporo. To między innymi sery, wędliny, miody, soki czy zioła. Warto wspomnieć choćby o znanym w całej Polsce wyjątkowym w smaku Serze Korycińskim. Dzięki inicjatywie ośrodka z Drohiczyna takich produktów – znanych nie tylko w danej gminie, powiecie czy województwie, ale w całej Polsce może być jeszcze więcej. Przyciągając ludzi w miejsce, które skupia wszystko co najlepsze do jedzenia na Podlasiu sprawimy, że lokalna turystyka będzie się rozwijać, zaś w kieszeniach lokalnych przedsiębiorców będzie więcej pieniędzy. Oni zaś oddadzą część zarobku w podatkach, które to zasilą budżety samorządu. Zatem im więcej osób przyjedzie, tym więcej sfinansuje nam drogi, szkoły, szpitale itd.

 

A wspominamy o tym przy okazji drohiczyńskiego ośrodka dlatego, że turystyka przez wielu rządzących traktowana jest jak piąte koło u wozu. Brak myślenia w szerszej perspektywie i szerszym ujęciu czasowym ma swoje negatywne konsekwencje. Dla przykładu – obecny rząd obniżył podatek dochodowy z 18 proc. do 17,75 proc. w 2019 roku, a następnie do 17 proc. w 2020 roku. Z perspektywy każdego pracującego obywatela i małych firm to niewiele. W przypadku dużych przedsiębiorców to już bardzo dużo. Jednak to czego oni wszyscy razem nie wpłacili – nie dostał nie tylko rząd ale właśnie i samorząd. Wszyscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy się zapożyczali na potęgę i wyłącznie budowali drogi, place i wprowadzali inne udogodnienia jednocześnie podpisywali na swoje miasta i gminy wyroki, bo nie wykorzystali tych pieniędzy ażeby w przyszłości się zwróciły. Każdy, kto rozwijał turystykę oraz inne dziedziny z nią powiązane – dziś może tylko zachęcać do przyjazdów na Podlasie. Bo jeżeli wybudował infrastrukturę, to ma do czego zapraszać.

 

Dlatego zyskały wszystkie gminy, które inwestowały ścieżki rowerowe, rewitalizacje zbiorników wodnych, wieże widokowe, kładki przyrodnicze i inne rzeczy, które przyciągają. Wystarczy, że kilka gmin z jednej okolicy dogadało się i każda stworzyła po jednej atrakcji – to dziś wygrywa przed tymi, które tego nie zrobiły. Przypuszczalnie – zajeżdżając do Drohiczyna – by poznać i kupić regionalne produkty możemy też zajrzeć do pięknego Niemirowa, Mielnika, Siemiatycz, Grabarki i Grannego. Wszędzie tam znajdziemy coś godnego uwagi. Można też podać inne przykłady jak kładka Waniewo-Śliwno, która po remoncie zyskała takie tłumy, że aż stała się ofiarą własnej popularności i musiała być zamknięta. Ale jeżeli poziom wody w Narwi się utrzyma to w tym roku te tłumy wrócą. I znów zostawią pieniądze w okolicy – zasilając kasę Narwiańskiego Parku Narodowego, gminy Sokoły oraz gminę Choroszcz, a także być może gmin sąsiednich. Bo dziś niemalże wszyscy dysponują samochodami, więc gdy wybierają się w miejsce danej atrakcji – zwiedzają też inne okolice.

 

Podobnie wygrane mogą czuć się inni, którzy jakiś czas temu zainwestowali w turystykę – Kruszyniany, Siemianówka, Supraśl, Białowieża, a dawniej Augustów, który postanowił konkurować z jeziorami w Warmińsko-Mazurskiem a teraz od wielu lat zbiera tego plony. A przegrani? To na przykład Białystok, który jest w tarapatach finansowych a turystyką nigdy nie był zainteresowany. Gdyby był, to może to co stracił na zmianach podatkowych, to w części by odzyskał w podatkach od turystów.

 

Województwo Podlaskie w tym roku może być jednym z turystycznych hitów. W ubiegłym roku intensywnie się promowano, robiąc zarówno dobry i zły PR. Jednak ciągle o nas było głośno. Bez wątpienia wiele osób będzie chciało zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda, atrakcje i inne ciekawostki. Swoje zrobił też Zenek Martyniuk – zarówno występując często i gęsto w telewizji oraz będąc bohaterem filmu, gdzie można było zobaczyć wiele podlaskich miejsc jak Bondary czy Kleszczele. Do tego dorzucić należy seriale telewizyjne – Rodzinka.pl, Kruk, Chyłka oraz częste emisje serii „U Pana Boga…”. To wszystko zaprocentuje i to dość szybko.

Życie rysia wygląda tak jakby było wbrew naturze. Te wielkie koty są w podlaskich lasach i właśnie szukają pary.

Życie rysia wygląda tak jakby było wbrew naturze. Te wielkie koty są w podlaskich lasach i właśnie szukają pary.

Wygląda prawie tak samo jak kot, tylko że jest dużo większy. Mowa tu o Rysiu – dzikim, pięknym zwierzęciu, które mimo iż prowadzi żywot samotnika, to każdego roku pamięta o tym, by się rozmnażać. Jeszcze przez miesiąc potrwa okres godowy. To daje większą szansę na spotkanie tego zwierzęcia, gdyż nie jest ono tak ostrożne. Później napotkanie zwierzęcia jest niemal niemożliwe.

 

Ryś jest przeciwieństwem wilka tak jak kot jest przeciwieństwem psa. Wilk to zwierzę, które tworzy watahę. Basior spędza swoje życie z waderą, jej siostrami, braćmi oraz swoimi dziećmi. Tylko w ten sposób mogą podtrzymać swój gatunek oraz sprawić, że nikomu nie zabraknie jedzenia. U Rysia natomiast jest zupełnie odwrotnie. Samiec prowadzi samotny tryb życia. Raz do roku, gdy zaczyna się okres godowy, to Ryś zaczyna szukać swojej samicy. Jeżeli odnajdzie jakąś w gęstych podlaskich lasach i jest między nimi „chemia” czy jak kto woli nie drą ze sobą kotów, to dochodzi do zapłodnienia. Pani Ryś po 70 dniach zostaje mamą jednego, dwóch, trzech a nawet czterech rysi. A tatuś? No cóż, w poczuciu spełnionej misji ulatnia się czym prędzej do lasu nie dając więcej znaku życia.

 

 

Żeby jednak nie było że panie rysice są takie święte. Gdy tylko odchowają swoje młode natychmiast je porzucają, by być gotowe na kolejne urodzenia. Młode rysie muszą zaś zacząć radzić sobie same. Nauczyć się polować, a potem dobrać się w pary, by na koniec prowadzić życie samotnika. To wszystko niemalże brzmi jak życie wbrew naturze, a jednak ma miejsce i działa. Rysie mają jednak mają z wilkami coś wspólnego. Zarówno jedne i drugie zwierzęta to drapieżniki, które jedzą mięso. Przysmakiem rysia są nie tylko ptaki, myszy, zające, a niekiedy i sarny. Jest jeszcze coś. Tak jak wilki, także rysie trzymają się z dala od ludzi. Wszystko po to, by potomstwo było bezpieczne.

 

 

W Podlaskich lasach żyje około 40 rysi. W całej Polsce jest około 200 sztuk. Zwierzę można zobaczyć w białowieskim rezerwacie. Na wolności praktycznie nie jest to możliwe. Udaje się to tylko nielicznym i to bardzo rzadko. Ryś prowadzi swoją aktywność głównie nocą. Nie ma problemu wtedy z widzeniem w ciemności. Od stycznia do marca trwa natomiast okres godowy. Wówczas zwierzę staje się mniej czujne i  można je napotkać również w dzień.

 

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

Marszałek nie dał pieniędzy. Nie dojedzie pociąg do Białowieży.

Marszałek nie dał pieniędzy. Nie dojedzie pociąg do Białowieży.

Złe wieści na podlaskiej kolei. Chociaż były plany na reaktywację, to bezpośrednie połączenie kolejowe do Białowieży może nigdy nie powrócić. Linia była oddana w 1897 roku. Regularny ruch pasażerski został wstrzymany w 1994 roku, a całkowicie zlikwidowano połączenie z sercem Puszczy Białowieskiej w 2000 roku. Po 20 latach wizja jego przywrócenia była bliska, ale władze powiatu hajnowskiego nie otrzymały dofinansowania na inwestycje od marszałka województwa.

 

– Powiat Hajnowski nie uzyskał dofinansowania do realizacji inwestycji i w związku z tym nie rozpoczęła się jej realizacja – informuje „Rynek Kolejowy” Walentyna Pietroczuk, Naczelnik Wydziału Promocji i Rozwoju w Starostwie Powiatowym w Hajnówce. – Na dzień dzisiejszy projekt nie będzie realizowany z RPO WP – dodaje.

 

W praktyce oznacza to, że 28 milionów złotych na remont torów między Hajnówką a Białowieżą, władze powiatu hajnowskiego muszą znaleźć same. Jeżeli nie znajdą dobrego wujka, który „zainwestuje”, to szanse na dojechanie do Białowieży pociągiem będą bliskie zeru. Dochody powiatu hajnowskiego to 58 milionów złotych zaś wydatki 59 milionów złotych. Brakująca różnica pochodzi z kredytu bankowego. Dlatego jasne jest, że powiat sam nie zrealizuje inwestycji za prawie połowę budżetu. Gdyby marszałek Artur Kosicki przeznaczył unijne pieniądze na remont tej trasy kolejowej, to powiat musiałby wyłożyć „jedynie” 4 miliony złotych.

 

To, że tak się nie stało jest bardzo złą decyzją. Białowieski Park Narodowy to wyjątkowa, unikalna w skali kraju atrakcja turystyczna. Umożliwienie dojazdu do niej pociągu spowodowałoby, że nasz region odwiedzałoby zdecydowanie więcej turystów. Warto dodać, że w październiku tego roku zakończą się remonty na trasie Białystok – Lewki (Bielsk Podlaski) oraz Lewki – Hajnówka. Trasa łącząca Hajnówkę z Białowieżą byłaby uzupełnieniem tych pozostałych, dzięki czemu podróż do Puszczy Białowieskiej z Białegostoku (a także Warszawy) przebiegałaby błyskawicznie.

Zaznaczyliśmy niebieską linią trasę kolejową, która miała powstać przy okazji trwającej budowy bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką. Tak się jednak nie stanie.

 

Pierwsze Bociany w Podlaskiem! Gdzie są pozostałe?

Pierwsze Bociany w Podlaskiem! Gdzie są pozostałe?

Pierwsze bociany pojawiły się w Wigierskim Parku Narodowym. Do Polski powróciły również żurawie, dzikie gęsi oraz inne ptaki. Kalendarzowa wiosna za niecały miesiąc, za oknem coraz cieplej. Podlaskie budzi się do życia po szarej, bezśnieżnej i ponurej zimie. Na pozostałe bociany jeszcze poczekamy.

 

Na Suwalszczyźnie zwykle zima przychodzi najwcześniej zaś odchodzi najpóźniej. Tym razem jednak również i tam było bardzo ciepło. To jednak nie skusiło bocianów by pozostać. Zarówno z Suwalszczyzny jak z reszty województwa podlaskiego odleciały do Afryki. W tamtym roku o tej samej porze bociany były w Turcji. W tym roku są dużo dalej bo w Etiopii, zatem na nasze wspaniałe ptaki jeszcze sobie poczekamy. W ubiegłym roku większość bocianów wracała dopiero w maju.

 

Dla wszystkich tych, którzy bliżej lata chcieliby na żywo poobserwować bociany mogą wybrać się na Podlasie w szczególności na Podlaski Szlak Bociani. Przebiega on przez całe nasze województwo. Zaczyna się w Białowieskim Parku Narodowym. Tam mając szczęście możemy dostrzec czarnego bociana. Warto także zajrzeć do Pentowa – Europejską Wieś Bociana – gdzie znajduje się aż 26 gniazd tych ptaków! Szlak kończy się w Stańczykach, gdzie są dawne, wielkie akwedukty kolejowe – tuż za granicami województwa.

Trzy podlaskie puszcze czekają! Można wrócić z pamiątką.

Trzy podlaskie puszcze czekają! Można wrócić z pamiątką.

Przełom lutego i marca to najlepszy cas na to, by wybrać się do lasu i wrócić z niesamowita pamiątką. Bowiem o tej porze roku jelenie zrzucają poroża. Dzieje się tak przed każdą wiosną. Zbieranie poroży jest dozwolone jednak należy przestrzegać pewnych zasad!

 

W trakcie poszukiwań poroży nie wolno płoszyć zwierząt, zmuszając ich do biegu, licząc że podczas ucieczki odpadnie stare poroże. Należy także unikać miejsc, które są pod ochroną i oznaczone jako ostoja zwierząt. Jeżeli znajdziemy poroże – staje się ono naszą własnością. Możemy je zabrać do domu na pamiątkę lub sprzedać. Z poroży tworzy się między innymi biżuterię. Im okazalsze poroże – tym większa cena. Podlaskie obfituje w lasy – możemy wyjechać do Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej oraz Puszczy Augustowskiej.

 

Dlaczego jelenie zrzucają poroże? Co roku jesienią odbywają się gody jeleni, czyli rykowisko. To wtedy byki chcą zdobyć uznanie łań. Ich największym atrybutem jest potężne poroże, dumnie noszone na głowie mniej więcej do końca lutego. Po okresie godów „stary oręż” staje się zbędny. Proces jego zrzucania jest związany ze zmianami zachodzącymi w tkankach u podstawy poroża. W tkance kostnej tworzą się jamy, które z czasem się powiększają i w końcu poroże się odłamuje.

Są z nami od zawsze, omal nie wyginęły. Żubry żyją we wszystkich podlaskich puszczach!

Są z nami od zawsze, omal nie wyginęły. Żubry żyją we wszystkich podlaskich puszczach!

Są z nami od zawsze, chętnie na nie polowano w czasach królewskich. Mięso z żubra spławiane było rzekami w pobliże pogranicza Królestwa Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim. Tam szykowano się do wielkiej bitwy, która w 1410 roku dała wielkie zwycięstwo Polakom pod wodzą Jagiełły. Kilkaset lat później po dwóch wojnach światowych żubry niemalże wyginęły. Na szczęście udało się rozmnożyć te piękne zwierzęta. Dziś zachwycają i przyciągają coraz więcej turystów. Żubry w Podlaskiem liczą łącznie ponad 1000 osobników.

 

Chwilę po nadejściu niepodległości Polski bo w 1919 roku okazało się, że żubry niemalże wyginęły. Obecnie na świecie żyje ponad 3 tysiące tych zwierząt – z czego w Polsce jedna czwarta. By ratować wymierający gatunek zaczęto odtwarzać populację zaledwie z 12 przodków. Dlatego zwierzęta są ze sobą mocno spokrewnione. W Białowieży, gdzie dokonywano odrodzenia – pierwsze żubry opuściły rezerwat w 1952 roku. Łącznie do 1966 roku wypuszczono 38 osobników. W całej Puszczy Białowieskiej (łącznie po stronie białoruskiej) żyje około 1000 osobników.

 

W Puszczy Knyszyńskiej pierwszy osobnik pojawił się dopiero w 1969 roku w okolicach Walił. Samotny wędrowiec przybył z Puszczy Białowieskiej. Cztery lata później postanowiono mu dobrać towarzystwo. Odłowiono 5 osobników – również z Puszczy Białowieskiej i wypuszczono w okolicach Walił. Od tego momentu stado rozrosło się znacznie i liczy sobie obecnie około 100 sztuk. Najwięcej żubrów napotkać można w okolicach Krynek i Szudziałowa.

 

Obecnie stado żubrów rozrasta się także w Puszczy Augustowskiej, gdzie początkowo niechętnie patrzono na te zwierzęta jednak szybko doceniono, że przyciągają turystów. W 2018 roku przywieziono w okolice Augustowa małe stadko – dwa samce i cztery samice. Potem jeszcze dowieziono jeszcze jedną samicę. Z tego stada przyszły już na świat dwa młode żuberki. Do stada dołączył także wcześniej dziko żyjący żubr, który starł się z innym młodym osobnikiem, co doprowadziło do śmierci tego drugiego. Docelowo opiekunowie stada liczą, że rozrośnie się ono do 50 sztuk.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Zabawa trwa w najlepsze.
Maslenicę świętuje się głównie w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Zwyczaj ten obchodzony jest również przez Białorusinów na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Zabawa trwa w najlepsze.

Podlaskie zwyczaje przed postem – pączki, faworki, jagodzianki – takie przysmaki królują na podlaskich stołach podczas karnawału. Oczywiście zwieńczeniem jest Tłusty Czwartek czyli ostatni czwartek przed Wielkim postem. Jest to czas, gdy można sobie pofolgować. Później jeszcze przez tydzień potrwa karnawał, który kończy się Środą Popielcową. A potem do Wielkanocy trzeba zachować post. Oczywiście warto nie tylko ze względów religijnych. Ogólnie dzięki stronieniu od jedzenia do świąt można zrzucić kilka kilogramów, co będzie miało dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ale zanim to nastąpi, chcielibyśmy Wam przedstawić karnawałowe zwyczaje obchodzone na Podlasiu. Oczywiście zdradzimy też przepis na wyśmienite pączki.

Podlaskie zwyczaje przed postem – skakano przez drewniany kloc

Dawniej na Podlasiu nie było tłustego czwartku. Okres trzech dni przed środą popielcową nazywano „Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach zabawa trwała w najlepsze. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

Podlaskie zwyczaje przed postem – córka Dziadka Mroza

Odpowiednikiem ostatków w religii prawosławnej jest maslenica. Nie obchodzą jej jednak wszyscy prawosławni, bo to święto popularne bardziej w Rosji, Ukrainie i Białorusi. Maslenica w dawnych wierzeniach to była córka Dziadka Mroza, która żyła daleko na północy, ukrywając się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Żeby lepiej radzić sobie z mrozami wyobrażano sobie maleńką dziewczynkę, od której biło ciepło oraz radość. Podczas maslenicy dawniej symbolicznie żegnało się zimę, witało wiosnę, jednało z bliźnimi oraz wybaczało im krzywdy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa na tereny Rusi przejęto maselnicę jako obchody ostatków w kościele prawosławnym. Wyznaczono ją na siedem tygodni przed Wielkanocą.

Maslenica na Podlasiu

Trwa ona przez cały tydzień i jest to czas, gdy można ucztować oraz bawić się do woli. Zamiast pączków są bliny (naleśniki) – symbol słońca i nadchodzącej wiosny. Te przyrządzane są w poniedziałek – pierwszy dzień rozpoczynający święto. Później, kolejny dzień jest przeznaczony na gry i zabawy. W środę trzeba odwiedzić teściów oraz łakomie ucztować. „Obszerny czwartek” to czas na największą zabawę. Wtedy są tańce i muzyka. Na piątek i sobotę trwają spotkania z rodziną. Natomiast w niedzielę – ludzie wybaczają sobie nawzajem i proszą o przebaczenie win, tak by wielki post rozpocząć z czystym sercem. Maslenicę świętują również Białorusini mieszkający na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem – u Tatarów zabawa jest później

Podlascy Tatarzy natomiast zamiast Wielkiego Postu obchodzą związany z ich religią Ramadan. Jest to czas postu i wyciszenia. Ten w tym roku przypada dopiero 23 kwietnia i trwa do 23 maja. Ich kalendarz różni się od naszego i jest oparty na fazach księżyca. Dlatego też czas świąt islamskich ulega przesunięciom w kalendarzu powszechnym. Oczywiście tatarzy bawią się dopiero po zakończeniu Ramadanu. Dlatego wtedy obchodzą Ramadan Bajram.

Na zakończenie przepis na pączki:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Następnie do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Później posypać cukrem pudrem

Smacznego!

Jak polują wilki i dlaczego dzięki nim rosną drzewa? Oto tajemnice ich królestwa.

Jak polują wilki i dlaczego dzięki nim rosną drzewa? Oto tajemnice ich królestwa.

Nie było zimy oraz śniegu to i szansa na jego ujrzenie w podlaskich lasach była niewielka nawet dla zapalonych i cierpliwych. Warto jednak wiedzieć, że w naszym regionie żyje aż 200 osobników, więc cień szansy na spotkanie ich w środowisku naturalnym zawsze jest. Tym razem zabierzemy Was do królestwa wilka.

 

W całym kraju żyje około 500 osobników – w tym prawie połowa na Podlasiu. Wilki zamieszkują lasy, bagna oraz równiny. Mało kto wie, że gdyby bajka o Czerwonym Kapturku nie była bajką, to wilk nie zjadłby babci, bo wilki ludzkiego mięsa zwyczajnie nie lubią. Dla tych wspaniałych zwierząt – człowiek po prostu śmierdzi. A twarz wydaje się być okropna! Dlatego płochliwy wilk, gdy ujrzy człowieka ucieka czym prędzej. Wilki nie są samotnikami tylko zwierzętami stadnymi. Trzon rodziny składa się z basiora – samca oraz wadery – samicy. Na początku, gdy para ma młode, to uczy je na pasącym się bydle jak polować, przez co rolnicy często domagają się ich odstrzałów. Gdy już młode wilczki trochę dorosną – to przychodzi czas na rodzinne polowania na dorodne jelenie. To, co się dzieje w lesie można nazwać „efektem motyla”.

 

Czym on jest? Trzepot skrzydeł motyla, np. w Ohio, może po trzech dniach spowodować w Teksasie burzę piaskową. Podobnie jest w podlaskich lasach. Dzięki wilkom rosną drzewa. Jak to możliwe? Gdy drzewka są jeszcze młode to często padają ofiarą roślinożernych jeleni. Te jednak muszą być czujne, bo w każdej chwili może na nie zapolować wilcza rodzina. Dlatego tam gdzie jest wilk, jeleń nie żeruje w jednym miejscu, tylko ciągle poszukuje pożywienia na dużym obszarze. Czasem zdarza się tak, że przechadzając się leśnymi ścieżkami natrafia na swojej drodze na basiora. W panice zaczyna uciekać, lecz za plecami czeka wadera z młodymi. Jeleń nie ma szans. Właśnie stał się obiadem na 2 lub 3 tygodnie. Z taką częstotliwością bowiem odżywiają się wilki. Ponadto żeby ułatwić sobie życie – polują na stare i schorowane zwierzęta. Zatem wykonują robotę za myśliwych. Są jednak zwierzęta, które wilków aż tak bardzo się nie boją. To żubry.

Wilki mają również zaawansowany system komunikowania się poprzez różnego rodzaju odgłosy, wydzielanie feromonów i oznaczanie terenu poprzez pozostawianie odchodów. Ponadto warto wiedzieć, że wilcza rodzina to nie tylko basior, wataha i ich młode. W stadzie często żyją jeszcze starsze siostry, bracia, ciocie, wujkowie. Gdyby każda z wilczyc miała młode, to całe stado narażone byłoby na śmierć głodową. Dlatego zawsze tam gdzie wataha – tylko jedna para wilków dominuje.

 

Mała jest szansa na to, że spotkamy wilka w środowisku naturalnym. Trzymają się one z dala od człowieka. Najwytrwalsi czekają na nie zimą wiele godzin w ambonach myśliwskich i specjalnych namiotach tylko po to by zrobić zdjęcie. Czasem jakiś osobnik przemknie przez wieś czy pole, albo w oddali w lesie. Jest jednak możliwość zobaczenia wilka z bliska w Białowieskim Rezerwacie Pokazowym oraz w białostockim ZOO. Jako ciekawostkę dodamy iż w USA żyją… czarne wilki. Jak wiadomo psy wyewoluowały z wilków. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych doszło do czegoś odwrotnego. To znaczy kilkanaście tysięcy lat temu psy ponownie stały się wilkami, bo zmieszały się z nimi, gdy przybyły razem z człowiekiem, który zasiedlał Amerykę. Naturalna selekcja doprowadziła do tego, że czarna sierść wilka stała się coraz bardziej popularna w USA. Tymczasem w Europie na skutek ocieplenia się klimatu (nie obecnego tylko tego, gdy stopniał lód i pojawiły się jeziora) wilki poszarzały.

https://www.youtube.com/watch?v=otp_g0o07h0

 

Piękne Podlasie pokazane w filmie Zenek. Trzeba kuć żelazo póki gorące.
Kadr z filmu Zenek (2020), TVP Dystrybucja Kinowa

Piękne Podlasie pokazane w filmie Zenek. Trzeba kuć żelazo póki gorące.

W ubiegły weekend miała miejsce premiera filmu Zenek. Ostatnio wokalista zespołu Akcent, mimo że nadal jest skromny i bardzo sympatyczny to zyskuje coraz więcej hejterów. Tylko dlatego, że… jest bardzo mocno promowany przez TVP. Czy to jest powód do hejtu? Trudno żeby sam zainteresowany się temu przeciwstawiał. Jeżeli ktoś chce mu robić wielką, ogólnopolską reklamę to dlaczego miałby odmówić?

 

Koncerty sylwestrowe w Zakopanem być może nie wywołały jeszcze aż tak skrajnych reakcji. Niektórzy po prostu gdzieś napominali, że TVP promuje disco polo. Jednak już benefis Zenka w białostockiej Operze rozsierdził wiele osób do reszty. Dobry tydzień trwała zażarta dyskusja czy to odpowiednie miejsce na takiego typu imprezy. Być może wiele osób nie wie, że w Białymstoku po prostu innego miejsca nie mamy. Wiele osób znów grzmiało, że promowane jest disco polo. Tym razem przy okazji premiery filmu Zenek wszyscy hejterzy grzali się w boksach startowych, by wyruszyć do ataku od razu po premierze. A tu niespodzianka. Film okazał się bardzo przyjemny w odbiorze, zaś Jakub Zając grający młodego Zenka zachwycił widzów. Film nie jest idealny, ale warto go obejrzeć. Jeżeli ktoś nie lubi disco polo to i tak go w filmie nie usłyszy, chyba że postanowi siedzieć w kinie na napisach końcowych.

 

Warto ten film zobaczyć przede wszystkim dlatego, by zobaczyć jak piękne jest nasze Podlasie. Twórcy zabrali nas w podróż, w której nie tylko można będzie zobaczyć w Zenku dawną dyskotekę w Bondarach nad Siemianówką – Bar Disco Czar, można będzie również zobaczyć przepiękny dworzec w Kleszczelach oraz Świętą Górę Grabarka czy most kolejowy na rzece Bug. W tym filmie jest jednak coś ponadto – nasze wielokulturowe Podlasie, antropologiczna uczta oraz sentymentalny powrót do dzieciństwa wielu z nas. Ten film to momentami 200 procent Podlasia w Podlasiu. Dawniej były filmy – U Pana Boga za piecem, U Pana Boga w Ogródku oraz U Pana Boga za miedzą. Trylogia Jacka Bromskiego zachwyciła całą Polskę. Później na bazie popularności powstał serial, w którym mogliśmy jeszcze dokładniej poznać losy bohaterów. W przypadku Zenka władze województwa podlaskiego powinny pójść za ciosem i starać się z TVP wyprodukować również serial – kontynuujący film.

 

Nie chcemy tu wchodzić w politykę, bo nie taki jest cel, jednak warto zauważyć, że gdy u władzy w Polsce, ale też województwie rządzili inni ludzie (nie ważne z jakiej partii), to reprezentanci naszego regionu – posłowie i senatorowie, a także kolejni marszałkowie – nie potrafili nic załatwić. Logiczne jest więc, że skoro obecnie w Polsce i w województwie rządzi ta sama ekipa i akurat udało się, że zorganizowano najpierw wielką imprezę w Białymstoku Disco pod gwiazdami w Polsacie, następnie pokazywano w TVP2 serial Rodzinka z Białymstokiem w tle zaś teraz TVP zrealizowało wspólnie film Zenek na Podlasiu a nie jakiś inny na przykład na Podkarpaciu, to trzeba kuć żelazo póki gorące. Od 1989 roku w Polsce i od 1999 roku w województwie podlaskim władza zmieniała się wielokrotnie. Zmieni się także nie raz. Bez wątpienia to jest czas naszego województwa i musimy go wykorzystać. Bo jeżeli tego nie zrobimy, to przyjdą następni i będą produkować u siebie.

 

Myślicie że przy okazji realizacji wielkiej inwestycji kolejowej między Warszawą a Krakowem stacja w małej Włoszczowej, gdzie do dziś zatrzymują się pociągi powstała przypadkowo? A czy Euro w 2012 roku odbyło się w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu także dlatego, że to takie fajne miasta? A co z lotniskiem w Radomiu, w które nadal się inwestuje mimo że było kompletnym niewypałem? Czy w województwie podlaskim lokalni politycy z jakiejkolwiek opcji politycznej, kiedykolwiek, cokolwiek wielkiego załatwili? Nic. Dlatego teraz jest czas, by to wszystko zmienić. Tylko trzeba aktywnie zabiegać o to, by realizowano u nas nie tylko kolejne koncerty, filmy i seriale, ale także wielkie inwestycje. Drogi i tory to jednak nie wszystko. To dopiero początek. Musimy mieć tu warunki do tego, by w Białymstoku i całym województwie podlaskim było więcej możliwości do zarabiania dużych pieniędzy. To zadanie dla władz naszego województwa, które współrządzą naszym krajem.

 

Sandomierz ma Ojca Mateusza czy tego chce czy nie. My zaś mamy Zenka i Krzysztofa Kononowicza, o których Polska wciąż nie zapomina czy chcemy tego czy nie. Sympatyczny, skromny Zenek – jest naszym ambasadorem, który promowany w całym kraju – koncertując czy występując w telewizji oraz internecie – nieustannie promuje nasz region i zachęca kolejne osoby, by przyjeżdżały właśnie u nas swój wolny czas, wydawały tu pieniądze, a może i zostały tu na dłużej. Jeżeli zabraknie Zenka, to zostanie Krzysztof Kononowicz i nie będzie niczego. Czy tego właśnie chcecie?

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

W Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi zbudowano wieżę widokową. Można z niej podglądać na przykład drapieżne bieliki. Ptaki te rozpoczęły budowę gniazda w okolicy. Wieża widokowa znajduje się w miejscowości Rakowo-Czachy niedaleko Łomży. Na wyprawę warto zabrać ze sobą lunetę lub lornetkę. W marcu trwają gody bielików i jest to prawdziwe widowisko. Choć to amory, dzięki którym ptaki łączą się w pary, to wygląda jak bitwa. Ptaki z charakterystycznymi żółtymi dziobami robią niesamowite rzeczy w powietrzu!

Warto dodać, że oprócz wieży widokowej w Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi powstał również Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, w którym specjaliści opiekują się przede wszystkimi bocianami oraz wodno-błotnymi gatunkami ptaków, a także drapieżnikami. Ponadto w ośrodku gotowi są tymczasowo nieść pomoc również ssakom – sarnom, łosiom, jeleniom a nawet jeżom.

Trzeba zauważyć, że w Podlaskiem powstaje coraz więcej wież widokowych. Najciekawsze możemy spotkać choćby w Bondarach z widokiem na Zalew Siemianówka czy na górze Św. Anny obok Królowego Mostu i Kołodna z widokiem na Puszczę Knyszyńską. Wieża znajduje się również w Nadleśnictwie Browsk, gdzie możemy podglądać żubry na polanie. Przyjemnym miejscem do obserwacji jest również kładka Waniewo-Śliwno, gdzie na jej środku można odpocząć i również podglądać naturę. W samym Waniewie również jest wieża. Jak widać drewnianych obiektów nie brakuje. Świetne miejsca do relaksu – wiosną – gdy natura budzi się do życia, a także latem czy jesienią.

Pogańskie Podlasie. Kim była Południca oraz Morowa Dziewica?

Pogańskie Podlasie. Kim była Południca oraz Morowa Dziewica?

Nim w Polsce i Litwie nastąpiło czasy chrześcijańskie to na ziemiach dzisiejszego Podlasia prawdziwym utrapieniem były czarownice, wilkołaki i demony. Ludzie bali się przede wszystkim Południcy oraz Morowej Dziewicy. Kim były?

 

Południca to inaczej baba o żelaznych zębach. Według wierzeń słowiańskich była złośliwym i morderczym demonem, który polował latem na tych, którzy w samo południe przebywali w polu. Słowianie zamieszkujący tereny dzisiejszego Podlasia wierzyli, że Południcami stawały się wszystkie kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu. Ludowe wierzenie w Południce miało też racjonalne wytłumaczenie. Prawdopodobnie ludzie nazywali w ten sposób udar słoneczny.

 

Morowa dziewica to kolejny demon o jakim mówiono na pogańskim Podlasiu. Kobieta przemierzała świat pod postacią chudej, bladej niewiasty. Kto ją spotkał musiał na karku nieść do wsi lub miasta. Wszyscy mieszkańcy zmagali się następnie z chorobami, a nawet umierali. Dlatego też ludzie panicznie bali się, że ich wieś lub miasto taka osoba nawiedzi. Warto oczywiście dodać, że morowa dziewica to była po prostu zaraza. Dlatego, gdy ludzie na wieść o tym, że taka może wystąpić we wsi lub w mieście w popłochu uciekali do lasu. W tym czasie często wykorzystujący sytuację plądrowali opuszczone tereny. Strach przed morową dziewicą przetrwał do czasów chrześcijańskich. Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak brzmiały modlitwy błagalne. W 1831 roku ze strachu przed zarazą zakopano żywcem kobietę wraz z kogutem i wroną. Trudno powiedzieć dlaczego, jednak w strachu ludzie racjonalnie nie postępują.

 

Na Podlasiu – z racji terenów, gdzie jest dużo lasów i bagien wierzono również że te zamieszkiwane są przez diabły przybierające różne rozmiary i wygląd. Diabły lubiły psoty oraz towarzystwo ludzi. Na tyle, że powodowały iż wędrowcom myliła się droga. Czasem też diabły przybierały postać sowy.

Żubr zadusił się we wnykach! Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej.
Zdjęcie z 2018 roku. Pracownicy Białowieskiego Parku Narodowego, którzy uratowali kolejnego żubra. To już trzeci w 2018 roku, który padł ofiarą kłusowników, a drugi, którego udało się z uratować z wnyków. Mamy 2020 a kłusownictwo w Puszczy Białowieskiej kwitnie. fot. Białowieski Park Narodowy.

Żubr zadusił się we wnykach! Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej.

Coś nieprawdopodobnego. Puszcza Białowieska na listach światowego dziedzictwa UNESCO, wielka atrakcja turystyczna, XXI wiek i technika dająca bardzo wiele możliwości. Tymczasem w Nadleśnictwie Browsk w okolicy Babiej Góry (Siemianówka) grasują kłusownicy. Ich ofiarą padł żubr, który zadusił się we wnykach pozostawionych w lesie. Mało tego! Jak powiedział Radiu Białystok Michał Krzysiak (szef Białowieskiego Parku Narodowego) – to nie pierwszy przypadek. Mało tego! Na początku XX wieku o mało co żubry całkowicie by wyginęły – między innymi przez kłusowników. Nikt nic z tej lekcji nie wyciągnął.

 

Można zrozumieć, że Puszcza Białowieska jest ogromna i przewija się przez nią bardzo wiele osób. Jednak dzisiejsza technika pozwala na bardzo wiele. W zasadzie trzeba tylko chcieć. Odnosimy wrażenie, że jednak nikomu się nie chce tępić kłusowników. Puszcza Białowieska to Białowieski Parku Narodowy oraz trzy nadleśnictwa (Browsk, Białowieża, Hajnówka). Gdyby razem ze Strażą Leśną i Policją wypowiedzieli totalną wojnę kłusownikom, to problem można by było rozwiązać raz na zawsze. Szczególnie, że wyłapanie idiotów nie byłoby trudne.

 

Białowieski Park Narodowy na swojej stronie pisze „W Puszczy Białowieskiej obserwuje się szczególnie okrutny rodzaj kłusownictwa – wnykarstwo. Wnyk wykonany jest zazwyczaj z plecionej z kilkunastu drutów pętli, a jego koniec zamocowany jest do drzewa. Wnyki nastawiane są na trasach wędrówek zwierząt. Żubry stają się raczej przypadkowymi ofiarami i trafiają we wnyki nastawiane na jelenie, dziki czy sarny. Co roku notuje się kilka przypadków okaleczenia, a nawet śmierci żubrów z tego powodu. Najczęściej pętla zaciska się na kończynach, czasem na szyi, rogach lub głowie. Niebezpieczne są zarówno grube stalowe liny uniemożliwiające uwolnienie się zwierzęcia, jak i cienkie, które zrywane zaciskają się na kończynie powodując okaleczenie zwierzęcia.

 

Dlaczego nie byłoby trudne wyłapanie idiotów? Po pierwsze chociażby pracownicy nadleśnictw puszczę znają jak własną kieszeń. Skoro wnyki są na trasach wędrówek zwierząt, to wystarczy sporządzić mapę z tymi trasami i je obserwować fotopułapkami. Po drugie – nie trzeba obserwować wszystkich osób. Nie trzeba być wyjątkowo bystrym by wiedzieć, że kłusownictwem zajmują się niektórzy myśliwi. Problem chyba jest jednak bardziej złożony. Puszcza Białowieska to Hajnówka i trochę wiosek z okolicy. Leśnicy i myśliwy – to wszystko znajomi, koledzy, przyjaciele, rodzina. Wszyscy się znają bo są z okolicy. W tym gronie nie ma przypadkowych osób. Być może problemem dla leśniczych byłoby donoszenie na znajomych?

 

Dlatego problemem kłusownictwa powinna zająć się instytucja niezależna od nadleśnictw. Oto informacja z 2015 roku: W zeszłym roku na terenie wszystkich nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji w Białymstoku straż leśna odnalazła ponad 320 sztuk potrzasków, wnyków czy innego sprzętu wykorzystywanego przez kłusowników – informuje Polskie Radio Białystok. Minęło 5 lat a jakby nic się nie zmieniło. Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej.

 

Już raz udowodniliście, że presja ma sens. To idealny moment, by spróbować ponownie poruszyć wiele osób do działania! Prosimy, udostępniajcie tą informację wszędzie – Na Facebooku, Twitterze, Instagramie, blogach i innych miejscach z dopiskiem „Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej”. Im więcej osób zobaczy, że kłusownictwo w Puszczy Białowieskiej ciągle kwitnie, to być może znajdzie się ktoś kto problem postanowi rozwiązać raz na zawsze!

Featured Video Play Icon

Babka ziemniaczana. Ukochana potrawa na Podlasiu.

 

 

Babka ziemniaczana jest tradycyjną potrawą kuchni białoruskiej. Jednak to na Podlasiu w ostatnim czasie ma swoje pięć minut. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe restauracje oferujące to danie. A wydawałoby się, że skoro jest ono mało skomplikowane, to każdy może sobie je zrobić sam. Z myślą o tych osobach postanowiliśmy przybliżyć babkę ziemniaczaną od kuchni.

 

Babka ziemniaczana to nic innego jak tarkowane ziemniaki z dodatkiem kawałków boczku (skwarek) lub słoniny. Kartoflak, pyrczok, kugel – to wszystko to samo danie. Warto dodać, że raz do roku w Supraślu na Podlasiu co roku organizowane są mistrzostwa świata w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej. Jak zrobić przygotować takie danie? Bardzo prosto – potrzebować będziemy przede wszystkim ziemniaków (co oczywiste), tarki, boczku, czosnku, cebuli, jajek, mąki i oleju lub innego tłuszczu, a także pieprzu, soli i piekarnika. Warto też zaopatrzyć się w siadłe mleko, kefir, jogurt naturalny. W połączeniu z wypieczoną babeczką smakują wyśmienicie.

Babka ziemniaczana – składniki:

1,5 kg obranych ziemniaków

2 duże cebule (300 g)

3 jaja – 1 na każde pół kilo ziemniaków

150 g mąki – 50 g na każde pół kilo ziemniaków

3 ząbki czosnku

500 g – mięsa (boczek, kiełbasa, podgardle itp)

sól, pieprz, tłuszcz (olej) do pieczenia

Przygotowanie składników

Po obraniu ziemniaków, zetrzyj je na tarce o średnich oczkach lub użyj maszynki do mielenia mięsa. Następnie delikatnie odciskaj nadmiar wody z tarkowanych ziemniaków za pomocą gazety lub czystej ściereczki kuchennej. Pokrój boczek lub słoninę w drobną kostkę, a cebulę i czosnek posiekaj drobno. Na rozgrzanej patelni rozpuść olej lub smalec, a następnie podsmaż na nim pokrojony boczek lub słoninę, aż stanie się lekko złocisty. Dodaj posiekaną cebulę i czosnek, i smaż wszystko razem przez kilka minut, aż warzywa będą miękkie i lekko zrumienione. Odstaw masę do ostygnięcia.

Babka ziemniaczana – przepis

W dużej misce połącz tarkowane ziemniaki z podsmażonym boczkiem (lub słoniną) z cebulą i czosnkiem. Dodaj jajka, mąkę pszeniczną oraz sól i pieprz do smaku. Jeśli używasz, dodaj również inne przyprawy według własnych upodobań. Później dokładnie wymieszaj wszystkie składniki, aż powstanie jednolita masa. Przełóż masę do formy do pieczenia, wcześniej wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównaj wierzch masą, aby uzyskać równomierne pieczenie. Potem piecz babkę ziemniaczaną w nagrzanym piekarniku do temperatury około 180°C przez około 60-70 minut, aż stanie się rumiana i chrupiąca na wierzchu, a w środku będzie dobrze przypieczona i elastyczna. Gdy babka ziemniaczana będzie gotowa, wyjmij ją z piekarnika i pozostaw do ostygnięcia przez kilka minut. Później, po ostudzeniu możesz pokroić babkę ziemniaczaną na kawałki i podawać jako samodzielne danie lub jako dodatek do dań głównych.

Featured Video Play Icon

Dolina Górnej Narwi. Wyjątkowe miejsce, gdzie żyją półdzikie konie.

Żadne przewodniki turystyczne ani inne publikacje o tym nie wspominają. A szkoda, bo Dolina Górnej Narwi to miejsce wyjątkowe i w zasadzie pomijane przez wszystkich. Żyją tam półdzikie konie, czerwone krowy będące gatunkiem w odbudowie (w rolnictwie zanikła na rzecz bardziej wydajnych) oraz takie ptaki jak czajki, rycyki, dubelty i krwawodzioby. Warto tam się wybrać zwiedzając wschodnią Białostocczyznę.

 

Kalitnik to wieś ukryta gdzieś między Michałowem, Siemianówką, Gródkiem i takimi wsiami, że pewnie nigdy o nich nie słyszeliście. To takie Podlasie, do którego mało kto zagląda. A szkoda, bo jest przepiękne. Na nadnarwiańskich łąkach Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków dbając o różne gatunki prowadzi stację terenową. To właśnie tam zimuje niemal sto koni, które w inne pory roku żyje półdziko. Mają one nietypowe zadanie do wykonania. Razem z krowami dają lepsze szanse bytowe ptakom.

 

To wszystko dzieje się na kilkuset hektarach. Wystarczy zobaczyć na filmie, że zwierzęta mają tam jak w raju. One jak i ptaki żyją ze sobą w symbiozie. To wszystko warto zobaczyć na własne oczy odwiedzając Kalitnik. Można to zrobić przy okazji jadąc do Michałowa czy nad Siemianówkę właśnie. Miejsce niezwykłe i unikalne. Nawet jak na Podlasie, gdzie pełno jest ciekawych atrakcji turystycznych i przyrodniczych.

Puszczańskie Olbrzymy. Te dęby są wielkie jak wieżowce! Rosną u nas.
fot. Zubron / Wikipedia

Puszczańskie Olbrzymy. Te dęby są wielkie jak wieżowce! Rosną u nas.

Puszcza Białowieska kojarzy się głównie z żubrami. Warto jednak przyjechać tutaj także dla dębów. Olbrzymie drzewa mają kilkadziesiąt metrów długości. Człowiek przy nich wydaje się maleńki. To trzeba zobaczyć na własne oczy! Warto dodać, że w żadnym miejscu w Europie dęby nie osiągają takich rozmiarów jak w Puszczy Białowieskiej. Najpotężniejszy jest dąb „Maciek”, który mierzy 40,8 metra a w obwodzie ma 741 cm! Najwyższe drzewo mierzy 43,6 metra wysokości. W obwodzie ma 398 cm. Prawdziwe wieżowce!

 

Jeżeli ktoś myśli, że to tylko 2 giganty to może się pomylić. Ogromnych dębów, które mają co najmniej 400 cm w obwodzie jest około 3 tysięcy! Warto dodać, że w całym XX wieku człowiek wyciął około 13 tysięcy drzew, które dziś zaliczałyby się do gigantów. Dlatego w Puszczy Białowieskiej pozostało tylko 20 procent tego co mogłoby dziś rosnąć. Człowiek wycinał nawet drzewa o obwodzie 300-450 cm.

 

Dlatego też warto wiedzieć, że za kilkadziesiąt lat gdy większość gigantów prawdopodobnie uschnie nie będzie miała już „następców”. Wasze wnuki a być może i dzieci nie zobaczą tych wspaniałych, majestatycznych drzew. Wy macie jeszcze szansę i lepiej z niej skorzystajcie póki możecie. Wspaniałe dęby oglądać możemy w rezerwacie ścisłym Puszczy Białowieskiej.

Podlaskie zimą bez śniegu? Oto 3 wyjątkowe miejscówki!

Podlaskie zimą bez śniegu? Oto 3 wyjątkowe miejscówki!

Styczeń to zwykle czas, gdy na Podlasiu jest biało. Tak było nawet w tamtym roku. Tym razem jednak za oknami jedynie szaro, a prognozy pogody pokazują, żeyb na śnieg nie czekać. Bo raczej go nie będzie. Oczywiście w pogodzie wszystko się zmienia, ale trzeba być gotowym na brak białego puchu. W związku z tym chcielibyśmy zaproponować 3 miejsca zimą, w których cudownie jest nawet wtedy gdy nic białego z nieba nie pada.

Puszcza Białowieska

To miejsce, które cały rok roztacza nad sobą fantastyczną aurę, również teraz. Warto tutaj dodać, że gdy ktoś wybierze się na spacer po lesie porankiem to z dużym prawdopodobieństwem ujrzy szron. Będzie to jakaś namiastka białych dni. Ponadto w lesie nie przeszkadza brak słońca, które również i zimą bardzo wpływa na nasze samopoczucie i odbiór otoczenia.

Żubry pod Krynkami

Zima nawet taka bez śniegu to czasu, gdy trudniej o pożywienie w lesie. Wówczas przyzwyczajone żubry wychodzą na pola, gdzie czekają na nie przygotowane stogi siana. To wszystko po to ażeby nie niszczyli pól rolnikom. Dzięki temu jest wiele miejsc na Podlasiu, gdzie można napotkać te majestatyczne zwierzęta nie wchodząc do lasu. A to ważne, bo niektórzy turyści są tak zdesperowani, że potrafią jeździć samochodem po lesie i płoszyć zwierzęta. Dlatego też jeżeli chcemy z bezpiecznej odległości obserwować całę stado symbolu Podlasia to warto wybrać się pod Krynki. Zwierzęta o świcie możemy napotkać na drodze Krynki – Sokółka.

Wzgórza Świętojańskie

Mało kto wie, lecz w okolicy Białegostoku znajdują się góry. W małej, zapomnianej wsi Kołodno można wspiąć się na najwyższy szczyt na Białostocczyznie. Mówimy tutaj dokładnie o Wzgórzach Świętojańskich składających się z Góry Kopnej, Góry Św. Jana oraz Góry Św. Anny. Ta druga jest najwyższa, bo znajduje się 209 metrów n.p.m. Ostatnia góra jest 7 metrów niższa. Trafić na górę jest bardzo łatwo. Można to zrobić aż trzema drogami. Pierwsza znajduje się jeszcze w Królowym Moście, a w zasadzie na jego granicy. Idziemy szeroką drogą, a w pewnym momencie w lewo wydeptaną ścieżką zaczynamy się wspinać w górę. Druga droga znajduje się w Kołodnie i prowadzi prosto na górę Św. Anny, do mogiły Powstańców. Stamtąd już blisko do wieży widokowej. Trzecie wejście jest lepsze jako zejście – gdyż prowadzi leśną drogą do asfaltowej ulicy. Niestety jest ona kręta i idąc pod górę łatwiej się zgubić. Na pierwszy raz warto wybrać wejście w Kołodnie. Widoki z dwupiętrowej wieży są piękne przez cały rok.

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Koniec roku to także czas podsumowań. W związku z tym postanowiliśmy przypomnieć nasze najlepsze teksty z tego roku i opatrzeć je liczbami i dodatkowym komentarzem. W tym roku mieliśmy aż 194 148 unikalnych użytkowników. Jak na portal, który nie zieje sprawami kryminalnymi, patologią, nie uprawia polityki oraz nie stosuje chwytliwych tytułów, po których Czytelnik czuje się oszukany, to jest to całkiem przyzwoity wynik.

Nasz numer jeden to:

Ten film to absolutny unikat! Niemcy przekazują Sowietom Białystok w Pałacu Branickich
/bialystok-1939-historia-sowieci-niemcy

 

Kto jeszcze nie widział może obejrzeć na własne oczy dramatyczne sceny z miasta. Jest także nasz nowy materiał, gdzie film z życia w Białymstoku podczas II Wojny Światowej jest dłuższy: /bialystok-1939-1944-film/

Drugi najpopularniejszy artykuł w tym roku to:

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?
/absolutny-skandal-nadlesnictwo-uwaza-ze-wilk-to-szkodnik/

 

Mnóstwo udostępnień tego artykułu w internecie pokazało, że presja ma sens. Zaraz po naszej publikacji nadleśnictwo usunęło swoje „przemyślenia” z Facebooka. Do dziś jednak nie przeprosiło. Jednak Lasy Państwowe będące nad nadleśnictwem – stanowczo stwierdziły – wilk to nie jest szkodnik.

Kolejne popularne artykuły to:

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.
/bimber-podlaski-duch-puszczy/

Podejrzewamy, że popularność tego artykułu wynika przede wszystkim z faktu, że w innych częściach Polski usłyszano o naszym regionalnym trunku i postanowili sprawdzić cóż to za wynalazek.

 

To była luksusowa dzielnica Białegostoku. Mieszkali tu najbogatsi.
/to-byla-luksusowa-dzielnica-bialegostoku-mieszkali-tu-najbogatsi/

Przedwojenna Warszawska była przeciwieństwem Chanajek. Zobaczcie sami kto mieszkał dawniej w tej części miasta.

 

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?
/dlaczego-prawoslawni-sa-akurat-na-podlasiu-i-kim-wlasciwie-sa/

Ostatni tekst, który zdobył popularność dotyczy tożsamości osób prawosławnych. Zrobiliśmy bardo dokładną analizę w oparciu o statystyki ze spisów powszechnych, a także innych źródeł by odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są (tożsamościowo).

 

Dziękujemy, że byliście z nami w tym roku a także w poprzednich. Pokazaliście, że w polskim internecie jest miejsce również na tematy, które nie wywołują niepotrzebnych, fałszywych i chwilowych sensacji. Miejsce, w którym można wzajemnie dyskutować z poszanowaniem drugiej osoby. W przyszłym roku będziemy się starać pokazać i napisać jeszcze więcej. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż nie stoją za nami wielkie korporacje ze swoimi wielkimi budżetami, stąd też Podlaskie.TV nie jest czymś co przynosi stałe dochody. Zatem, by mogło funkcjonować autorzy najpierw zarabiają pieniądze w swoich pracach, a dopiero potem przygotowują kolejne materiały do publikacji. Jeżeli zależy Ci tak jak nam ażeby portal się rozwijał jeszcze bardziej możesz wesprzeć nas dodatkowymi środkami, które przeznaczone będą na utrzymanie serwera, domeny, a także na produkcję kolejnych filmów i zdjęć  oraz przyczynią się do powstawania kolejnych artykułów: /wsparcie/

 

Wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2020 roku!

Kamil Gopaniuk

Gumisiowa Zatoka w nieistniejącej wiosce. Takie rzeczy tylko na Podlasiu!

Gumisiowa Zatoka w nieistniejącej wiosce. Takie rzeczy tylko na Podlasiu!

Choć na mapie nadal jest zaznaczona to faktycznie nie istnieje. Mowa tu o dawnej wsi Łuka nad zalewem Siemianówka. Z powodu budowy tego wielkiego zbiornika wodnego mieszkańcy zostali przesiedleni w 1986 roku do miejscowości Nowa Łuka. Ta pierwotna istniała od 1632 roku. Jednymi z dawnych mieszkańców byli państwo Kuczyńscy – agentka pocztowa oraz nauczyciel, którzy pod koniec lat dwudziestych XX wieku los rzucił do wsi Łuka nad Narwią.

 

Dawna miejscowość Łuka położona była na lekkim wzgórzu, które ciągnęło się wzdłuż rzeki Narew. Wioskę można obejrzeć w filmie i serialu Nad Niemnem. Dawne zwyczaje w miejscowości, a także łuczańskie pieśni zostały przekazane kolejnym pokoleniom. Można o nich poczytać w książce pt. Łuka nad Narwią. Pamięć jest skarbem bezcennym autorstwa córki państwa Kuczyńskich – Danuty. Obecnie po wsi pozostał pół spróchniały krzyż oraz jeden dom, który zachował pierwotny wystrój.

 

Dawna Łuka jest pod wodą, ale nad nią znajduje się obecnie także „Gumisiowa Zatoka” – bardzo ciekawe miejsce, gdzie można napotkać dzikie zwierzęta, ale też w ciszy i spokoju odpocząć w otoczeniu wspaniałej przyrody i samego zalewu Siemianówka. Nazwa „Gumisiowa Zatoka” oczywiście nie jest oficjalna, ale miejscowi ją znają.  Przyjeżdżając w te tereny napotkamy nie tylko jedyny dom, ale też głaz pamiątkowy, który upamiętnia wjazd do byłej wsi. Same okolicy Łuki są również ciekawe do zwiedzania. Obok znajduje się popularne miejsce turystyczne – Stary Dwór. W Nowej Łuce jest też pole namiotowe oraz prawosławna kaplica. Warto też się wybrać nad Tamę na Zalewie. To miejsce, w którym woda z zalewu płynie już normalną rzeką.

 

Warto też objechać zalew Siemianówkę dookoła zajeżdżając do wszystkich wsi. Niektóre miejsca wyglądają tak jakby czas się tam zatrzymał. Ogólnie to miejsce staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym. Dzika przyroda, żubry, bliskość granicy z Białorusią, a także słynne ruiny w pobliskiej Jałówce – to jedne z wielu atutów tego miejsca. Warto tam pojechać także zimą. Uroku temu miejscu nie brakuje cały rok!

 

Polecamy również obejrzeć film dokumentalny ukazujący los mieszkańców wsi, którzy musieli opuścić swoje domostwa z powodu budowy zbiornika Siemianówka oraz filmu, który pokazuje jak zniszczono przyrodę w tych okolicach:

 

https://www.youtube.com/watch?v=KBdwCG3VeKM

 

Wasza presja miała sens. Nadleśnictwo ucina dyskusję, a Lasy Państwowe przyznają „Wilk na pewno nie jest szkodnikiem”.

Wasza presja miała sens. Nadleśnictwo ucina dyskusję, a Lasy Państwowe przyznają „Wilk na pewno nie jest szkodnikiem”.

Szanowni Czytelnicy dowiedliście, że presja ma sens. Ponad 1300 udostępnień naszego poprzedniego artykułu o skandalu z udziałem Nadleśnictwa Browsk pokazało jak wielką siłą jesteście, gdy trzeba działać w dobrej sprawie.

 

Przypomnijmy – przed ubiegłym weekendem Nadleśnictwo Browsk wchodzące w skład przyrodniczej perły jaką jest Puszcza Białowieska napisało na swoim Facebooku pytanie, które zmroziło nie tylko nas. „Czy jeszcze sprzymierzeniec czy już szkodnik ???”. Chodziło o wilka, który został umieszczony na zdjęciu. Takie postawienie sprawy przez nadleśnictwo – wchodzące w skład instytucji państwowej wywołało lawinę oburzenia. Wilk należy bowiem do gatunków chronionych tak jak na przykład żubr, który również wchodzi rolnikom na pola i niszczy uprawy. Nikt jednak nie nazywa żubra szkodnikiem.

Napisaliśmy na Podlaskie.TV o sprawie, a nasz artykuł został udostępniony 1300 razy. Łącznie oburzająca wiadomość dotarła do wielu tysięcy osób. To spowodowało, że Nadleśnictwo Browsk usunęło skandalicznego posta z Facebooka. Niesmak jednak pozostał – szczególnie, że zamiast przeprosin pojawiło się kolejne zdjęcie wilka z dorysowaną chmurką, gdzie było napisane „Leśnicy to mają tematy do dyskusji… Raz wilk coś mieszkańcom zniszczy i od razu, że szkodnik”. Taki „humor” nie spodobał się jednak ludziom gdyż w komentarzach posypały się kolejne wyrazy oburzenia. Było ich na tyle dużo, że i ten obrazek został usunięty.

Ostatecznie przeprosin nie było. Nadleśnictwo napisało tylko, że „Z dzisiejszej dyskusji warto zapamiętać, że wilk jest gatunkiem chronionym i jest bardzo ważny dla środowiska”, a następnie „pamiętajcie także, że macie prawo ubiegać się o odszkodowanie w przypadku szkody wyrządzonej przez dzikie zwierzę. Później pojawił się jeszcze kolejny post już w zupełnie innym tonie. Tym razem udostępniono rozmowę o tym, że wilk nie jest zagrożeniem dla człowieka.

Chcieliśmy zapytać Nadleśnictwo Browsk o całą sytuację. Niestety w piątek kierownik jednostki był nieuchwytny, dziś natomiast usłyszeliśmy, że „Z polecenia Dyrekcji Regionalnej (Lasów Państwowych – dop. red) nie możemy się w tej sprawie wypowiadać”. Po takiej informacji postanowiliśmy zapytać u źródła. Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Jarosław Krawczyk zaprzeczył ażeby był w tej sprawie jakiś zakaz. Natomiast dyrekcja uznała, że dyskusja była niepotrzebna z punktu widzenia dobrego imienia Lasów Państwowych i nie ma sensu dalej prowadzić tej dyskusji. Jarosław Krawczyk podkreślił, że Lasy Państwowe na pewno nie traktują wilka jako szkodnika. Jest dzikim zwierzęciem, które występuje w naturalnym środowisku.

 

Dyskusja była oczywiście niepotrzebna, a sama teza w pytaniu była skandaliczna. To nie ulega wątpliwości. Jednak warto wiedzieć dlaczego takie pytanie w ogóle mogło paść. Dlaczego chciało o tym dyskutować Nadleśnictwo Browsk już zostawmy, jednak ogólnie na wilki skarżą się rolnicy. Tak jak pisaliśmy powyżej – żubry potrafią zniszczyć im uprawy zaś wilki zagryźć bydło na polu. Można ubiegać się o odszkodowanie ale tu jest większy problem.

 

Rolnik traci zwierzę, traci pieniądze, a odszkodowanie nie zawsze dostaje. Bowiem te nie przysługuje, jeżeli szkoda wyrządzona przez wilki powstała od zachodu do wschodu słońca, a zwierzęta pozostawały bez bezpośredniej opieki. Ponadto zagryzione bydło i wniosek o odszkodowanie rozpatruje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Odszkodowanie obejmuje cenę rynkową za padłe zwierzęta, koszt utylizacji padliny, koszt wizyty lekarza weterynarii oraz ewentualne koszty leczenia, gdy zwierzę padnie w trakcie leczenia.

 

Warto jednak dodać, że nim taka decyzja zapadnie – najczęściej przeprowadzane jest postępowanie administracyjne, podczas którego urzędnik musi znaleźć dowody na to, że zwierzę rzeczywiście zostało zagryzione przez wilka, a nie na przykład dzikiego psa. Nim to wszystko się ustali mija sporo czasu. A pieniędzy do tego czasu nie widać. To jeszcze nie wszystko! Nawet, gdy dostaniemy decyzję o przyznaniu odszkodowania to pieniędzy możemy nie zobaczyć… wiele miesięcy. Wszystko dlatego, że RDOŚ ma bardzo mało pieniędzy na odszkodowania i są one dzielone nie tylko na wilki lecz na wszystkie zwierzęta. Jak wytłumaczyła nam Beata Bezubik z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, gdy pula pieniędzy się wyczerpie to dodatkowe pieniądze musi przyznać Ministerstwo Środowiska. A to wszystko trwa.

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?
Takimi zdjęciami zachęcają się myśliwi do wyjazdów do Puszczy Białowieskiej na Białoruś, gdzie zabijanie wilków jest legalne.

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?

Coś niebywałego wydarzyło się dzisiejszego (15.11.2019) poranka. Na swojej facebookowej stronie Nadleśnictwo Browsk umieściło zdjęcie wilka z podpisem „Czy jeszcze sprzymierzeniec czy już szkodnik?”. Podpis został umieszczony w dwóch językach – po polsku i po angielsku. Już samo stawianie takiej tezy przez instytucję państwową, której zadaniem jest ochrona lasu jest skandaliczne. Czy Nadleśnictwo Browsk uważa, że z Puszczy Białowieskiej (obręb działania nadleśnictwa) należałoby się pozbyć wilka?

Już jakiś czas temu pisaliśmy, że niektórzy myśliwi marzą o tym ażeby znów móc strzelać do wilka. Niektórzy tak bardzo, że jeżdżą po to na białoruską część Puszczy Białowieskiej, by tam robić to legalnie. Tam bowiem jak w Polsce za komuny – dalej wilka się tępi. Jak widać myśliwi znaleźli kolejnego sprzymierzeńca – nadleśnictwo. A trzeba być całkowitym ignorantem żeby stawiać w ogóle taką tezę. Otóż wilk jest sprzymierzeńcem także nadleśnictwa gdyż oczyszcza las z chorej i słabej zwierzyny. To właśnie uwiera myśliwych, bo robi im konkurencję. Dlaczego wilk przeszkadza Nadleśnictu Browsk?

 

Tego się nie dowiemy (przynajmniej dziś). Zadzwoniliśmy do nadleśnictwa, jednak nim mogliśmy o to zapytać to tylko się dowiedzieliśmy, że kierownika jednostki dzisiaj nie ma, a z osobą prowadzącą Facebooka nie można się skontaktować, bo to osoba prywatna. Nie można nawet się dowiedzieć, kto to jest bo jest RODO. Nie wiedzieliśmy, że odkąd funkcjonuje RODO to pracownicy państwowej instytucji z automatu stali się tajni. No cóż ogarnia nas smutek, że ktoś traktuje państwową firmę jak prywatną.

 

Mamy do Państwa prośbę. Wielokrotnie widzieliśmy, że presja ma sens. Tym razem też tego dowiedziemy – ale tylko razem z państwem. Udostępniajcie gdzie się da ten tekst, nagłaśniajcie sprawę. Musimy doprowadzić do tego ażeby Nadleśnictwo wytłumaczyło się dlaczego stawia tezy, że wilka jest szkodnikiem i dlaczego. Przypomnijmy, że to zwierzę jest pod ochroną nie przypadkowo. Jest ono wielkim sprzymierzeńcem przyrody, którego chcieli wytępić w PRL. Prawie im się to udało. Ostatnie lata znów straszy się ludzi wilkami. Trzeba to koniecznie powstrzymać, a takich ludzi, którzy tak robią piętnować.

Jak duchy przemykają w gęstym lesie. Rysie żyją w Puszczy, ale są bliskie wyginięcia.

Jak duchy przemykają w gęstym lesie. Rysie żyją w Puszczy, ale są bliskie wyginięcia.

W kontekście województwa podlaskiego bardzo dużo mówi się o żubrach i łosiach. Zrobiły się one na tyle popularne, że jak ostatnio informowaliśmy – ludzie łamią dla nich przepisy. Wjeżdżają w zamknięte dla samochodów obszary, a następnie podjeżdżają pod stado żubrów, by zrobić sobie selfie. Ostatnio ta głupia praktyka przybiera na sile. Po drugiej stronie popularności są wilki – którymi wciąż straszy się ludzi. Szczególnie wtedy, gdy w ramach nauki polowania młodych wilczków zaatakowane zostanie bydło na polu. Są jednak mieszkańcy Podlaskiego, których zupełnie się pomija. To wielkie i piękne dzikie koty czyli Rysie. Niestety bliskie wyginięcia.

 

Jeden taki osobnik ostatnio został zabrany z Bielska Podlaskiego do Białowieskiego Parku Narodowego. Osłabiony błąkał się o terenie jednej z bielskich fabryk, a później biegał po placu komendy straży pożarnej. Na co dzień mierzący się z pożarami strażacy schwytali rysia w siatkę i przekazali weterynarzom z Białowieskiego Parku Narodowego. Zwierzę było bardzo osłabione, ale na szczęście trafiło w dobre ręce.

 

Warto wiedzieć, że w Polsce żyje tylko 430 rysi. Na samym Podlasiu występuje tylko kilkadziesiąt osobników. Spotkać rysia to jak wygrać w totolotka. Udało się to naprawdę niewielu osobom. Trzeba wiedzieć gdzie można na nie natrafić i trzeba długo czatować w ukryciu. Można też natrafić przypadkiem zapuszczając się głęboko w las. Pamiętajmy jednak, że ryś to drapieżnik, który ma podobne upodobania co kot, lecz siłę dużo większą.

 

Ryś należy do gatunków zagrożonych wyginięciem. Tak niska ich liczba oznacza, że wielkie dzikie koty mogą zniknąć z polskich lasów. Niestety kłusownictwo, coraz więcej dróg oraz ekspansja człowieka w lasach to wyrok dla rysia. Więcej o jego życiu możecie się dowiedzieć z cudownego filmu „Saga prastarej puszczy”, który był realizowany w Puszczy Białowieskiej.

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

 

Featured Video Play Icon

Co robi szeptucha? Jak wygląda z bliska prawosławie? Zobacz na filmie.

Co robi Szeptucha? Jak wyglądają obchody święta Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce? Jak natomiast celebruje się w Odrynkach? To wszystko możemy zobaczyć w kolejnym odcinku „Po drugiej stronie” – autora filmu Cząstka Podlasia, który namiętnie filmuje nasz region wyciskając z niego wszystko co najlepsze, najpiękniejsze i najbardziej magiczne. Tym razem swoim widzom pokazał z bliska prawosławie.

 

Odcinek Mistyka dnia siódmego zabiera nas w podróż do Orli, Grabarki, Odrynek. To właśnie tam pielgrzymi z całej Polski przyjeżdżają by odnowić swego ducha, wznosić modlitwy za innych bądź po to by szukać uzdrowienia. Podlasie pod tym względem jest bardzo mistyczne co można zobaczyć również na filmie. Głęboka wiara pomaga wielu ludziom w trudach życia codziennego. W innych rejonach naszego kraju być może nie jest to aż tak widoczne jak na Podlasiu, gdzie nikt specjalnie nie kryje się ze swoją religią. Obok siebie bowiem żyją katolicy, prawosławni oraz polscy muzułmanie czyli Tatarzy. Dawniej jeszcze byli Żydzi, którzy zostali wymordowani przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

 

Ten mistyczny świat Podlasia pokazał również w 2012 roku raper Lukasyno, który razem z „Miss God” zaprezentował „Mój świat”. Mimo upływu lat kawałek jest ciągle aktualny. Wschodni kres w żyłach i ognista krew osiąga w naszym regionie swój wewnętrzny ład.

Featured Video Play Icon

Podlaski chleb – tak wygląd i smakuje. Powinien być czysty…

Podlaski chleb, pieczony w tradycyjnym piecu kaflowym, stanowi nie tylko smakowitą przysmak, lecz także niezwykłe dziedzictwo kulturowe, które przenosi nas w głąb historii i tradycji Podlasia.

Filmowiec ukazujący dziedzictwo Podlasia

Ireneusz Prokopiuk to niezwykle utalentowany filmowiec z Podlasia, który swoją pasję i zaangażowanie oddaje w licznych filmach dokumentalnych. Ukazuje on bogactwo tradycji i zwyczajów naszego regionu. Jeden z najbardziej znanych jego dzieł to „Rudaki”, produkcja, która już w czasach, gdy YouTube nie istniał, a internet nie był jeszcze tak rozwinięty, cieszyła się popularnością na antenie Canal+. Dzięki postępowi technologicznemu, dziś możemy cieszyć się dostępem do tych filmowych arcydzieł, które rzucą światło na historię i kulturę Podlasia. Jedną z takich „perełek” jest film „Historie Podlaskie: Chleb”.

Podlaski chleb – odkrywanie sekretów tradycyjnego chleba

W tym filmie Prokopiuk zabiera nas w podróż do serca podlaskiej wsi. Tam gdzie tradycyjnie piecze się chleb w charakterystycznym, ceramicznym piecu kaflowym. Obserwujemy, jak mieszkańcy przygotowują ciasto. Jak ostrożnie wkładają je do pieca, a następnie czekają na magiczny moment, gdy pachnący chleb wyjmuje się z pieca. Warto zauważyć, że proces pieczenia chleba w tradycyjnym piecu kaflowym to kulinarna sztuka.

Filmowa podróż do serca podlaskiej wsi

W filmie możemy usłyszeć cenne wskazówki od miejscowych mieszkańców, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami. Przekazują oni wiedzę na temat tego, jak powinien być przyrządzany prawdziwy, tradycyjny chleb. Jedna z mieszkanek regionu podkreśla, że podlaski chleb powinien być czysty, wolny od dodatków, które mogą zaburzyć jego autentyczny smak. Przede wszystkim troska o tradycję i jakość produktów sprawia, że chleb pieczony w tradycyjnym piecu kaflowym ma niepowtarzalny smak.

Podlaski chleb – smak i tradycja

Dla wielu osób, które miały okazję skosztować podlaskiego chleba pieczonego w ten sposób, doświadczenie to jest niezwykle pamiętne i wyjątkowe. Smak tego chleba, pełen aromatu i nuty tradycji, pozostaje w pamięci na długo, stanowiąc niezapomniane doświadczenie kulinarno-kulturowe. Dzięki filmowi Ireneusza Prokopiuka, który ukazuje proces przygotowywania i pieczenia chleba w tradycyjnym piecu kaflowym, możemy choć na chwilę przenieść się do magicznego świata podlaskiej wsi i cieszyć się autentycznym smakiem, który od wieków kultywuje się na tym terenie.

Aromatyczna podróż przez podlaskie smaki

Podsumowując, film „Historie Podlaskie: Chleb” to nie tylko opowieść o procesie pieczenia chleba. To także podróż w głąb tradycji i kultury Podlasia. Dzięki niemu możemy lepiej zrozumieć znaczenie chleba w życiu mieszkańców tego regionu oraz docenić piękno i autentyczność tradycyjnych metod wypieku. To także hołd dla tych, którzy ze starannością i pasją przekazują kolejnym pokoleniom sztukę pieczenia chleba w tradycyjny sposób.

Połączenie kolejowe Białystok – Siemiatycze? Wystarczy dobra wola, nic więcej!

Połączenie kolejowe Białystok – Siemiatycze? Wystarczy dobra wola, nic więcej!

W 1999 roku województwo podlaskie zostało utworzone jako zlepek województw białostockiego, łomżyńskiego, suwalskiego. Między 1975 a 1998 rokiem w samym województwie białostockim były takie duże miasta (powyżej 10 tys. mieszkańców) jak Białystok, Bielsk Podlaski, Hajnówka, Łapy, Sokółka, Siemiatycze, Mońki, Czarna Białostocka. Wymieniliśmy te wszystkie ośrodki, by zwrócić uwagę na ważną rzecz. Tylko do jednego z nich nie da się dojechać koleją. I nie dlatego, że nie ma w nim torów tylko dlatego że nie ma połączeń. Dlaczego nie ma bezpośredniego, kolejowego połączenia Białystok – Siemiatycze? Jest tylko pośrednie tj. z przesiadką i trwa tyle samo co podróż do Warszawy. Brzmi kuriozalnie? Witajcie na Podlasiu. Na dokładkę możemy powiedzieć, że bezpośrednie połączenie kolejowe z Siemiatyczami ma… Warszawa.

 

Od wielu lat pasażerowie proszą samorządy by można było dojechać bezpośrednio z Białegostoku do Lublina, a nie jak obecnie przez Warszawę. Niestety władze – w tym województwa podlaskiego są głuche. Może by i chciały by taki pociąg był, ale problemem jest brak elektryfikacji. Zatem połączenia najczęściej spotykanym pociągiem, który jeździ dzięki trakcjom na razie być nie może. Ale przypomnijmy, że samorząd województwa podlaskiego dysponuje szynobusami, które nie potrzebują prądu tylko paliwa. Wystarczyłoby się więc dogadać. Tu mamy jednak kolejny problem – dogadać musiałyby się ze sobą aż 3 województwa – podlaskie, mazowieckie i lubelskie. Gdy chodzi o pieniądze to trudno na to liczyć. Szczególnie, gdy trzej marszałkowie nie są z tej samej opcji politycznej. Warto jednak zaznaczyć, że zarówno koleje mazowieckie jak i koleje podlaskie realizują połączenie Czeremcha – Siedlce. Przez cały dzień jeździ aż 6 par pociągów. 

 

Marszałek Województwa Podlaskiego nie musi się oglądać na innych marszałków. Mógłby chociaż sypnąć groszem, by szynobusy jeżdżące z Białegostoku do Czeremchy dojeżdżały aż do Siedlec tak by nie trzeba było się przesiadać. Dobrze by było żeby dojeżdżały chociaż do Siemiatycz (najlepiej z Suwałk) – tak by poruszanie się pociągiem po całym województwie nie było problemem. Dlatego nie ma co się oglądać na innych, trzeba działać. Nie może być tak, że po 20 latach województwo podlaskie nadal jest tworem sztucznym na tyle, że nawet południowa część dawnego województwa białostockiego ma większe związki z Lubelszczyzną i Mazowszem niż ze stolicą własnego województwa.

Wielkie polowania w Puszczy Białowieskiej. Królowie strzelali do niedźwiedzi, żubrów i jeleni.

Wielkie polowania w Puszczy Białowieskiej. Królowie strzelali do niedźwiedzi, żubrów i jeleni.

Za każdym razem polowanie było wielkim wydarzeniem. Służby dworu w Białowieży szykowały się na przyjazd władcy i jego świty już dużo wcześniej. Najwyżej „punktowane” było upolowanie niedźwiedzi, żubrów, jeleni czy łosi – czyli zwierząt dużych. Niekiedy zwierząt zabijano tak wiele, że później mięso pakowano w ogromne zasolone beczki i spławiano Narwią do innych miast. W całej historii polowali tu władcy nie tylko z Polski, ale też z ZSRR czy hitlerowskich Niemiec.

Jagiełło szykował się do wojny z Krzyżakami

Puszcza Białowieska dzisiaj słynie z pięknego rezerwatu i ostoi żubrów. W dawnych czasach natomiast miejsce to było znane jako jedno z niewielu w Europie obfitujące w dziką zwierzynę. Szczególnie dużo było tutaj żubrów, co przyciągało władców na polowania. Puszcza była wliczana w dobra królewskie, przez co bez zgody króla nikt nie mógł w niej polować. Namiestnikiem władcy w lesie była osoba powołana na stanowisko łowczego. Czasem jednak dla rozrywki i sam król wybierał się na polowania.

 

Najstarszym udokumentowanym polowaniem w Puszczy Białowieskiej było te w 1409 roku, gdy Władysław Jagiełło wraz ze swoim bratem Witoldem oraz całą świtą przez ponad tydzień polował na dziczyznę. Warto jednak podkreślić, że nie robili tego dla rozrywki. Władca szykował się do wojny z krzyżakami i potrzebował bardzo dużych zapasów jedzenia dla swoich żołnierzy. Władca kazał zasolić mięso i w beczkach przesłać przez Narew i Wisłę do Płocka, a następnie przechować na przyszłą wojnę. Wszyscy doskonale wiemy jaki był rezultat bitwy z krzyżakami pod Grunwaldem, która miała miejsce rok później.

Pies dostał kołdrę z lisich ogonów

Dosyć inne polowanie miało miejsce w 1546 roku. Wówczas Zygmunt II August ze swoją świtą upolował tak dużo zwierzyny, że nie wiedział potem co z nią robić. Kilkadziesiąt beczek mięsa (jedna miała pojemność 150 litrów) postanowił wysłać do Krakowa, Poznania oraz Wilna. Warto dodać, że król był pierwszy władcą, który używał broni palnej podczas polowań. Przed wyjazdem do puszczy zakupił 20 funtów prochu oraz ołów do odlewania kul. Zygmunt miał również ulubionego psa – Gryfa, któremu na polowanie zamówił kołdrę z lisich ogonów, a sobie samemu rękawiczki na futrze z barana. Polowanie było dla władcy ryzykowną rozrywką. Otóż jednego dnia z opresji ratować go musiał kasztelan trocki, który później otrzymał za to nagrodę – 12 florenów. Innego dnia ucierpiał jeden z naganiaczy, którego poranił niedźwiedź.

 

Kolejnym wielkim polowaniem w Puszczy Białowieskiej było te urządzone przez Augusta III Sasa w 1752 roku. Co ciekawe nie było ono klasyczne. W specjalnie przygotowanej konstrukcji strzelano z niewielkich odległości do kilkudziesięciu żubrów, łosi oraz saren. Krew lała się ze zwierząt strumieniami. Warto odnotować, że w tym dziwacznym polowaniu towarzyszył królowi Jan Klemens Branicki.

Wielka impreza

Następne polowanie w naszych rejonach miało miejsce w 1784 roku i urządził je ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski w 1784 roku. Tym razem również nie było standardowo. Polowanie zamieniło się bardziej w wielką imprezę, na której jednym z punktów było strzelanie władcy do zwierząt. Na wydarzenie przyjechało razem z królem i jego świtą stu ułanów oraz pięćdziesięciu kozaków. Zamówiono dla wszystkich 260 butelek piwa, 30 butelek araku oraz 20 butelek likieru. Na polowanie wyremontowano i rozbudowano dwór w Białowieży. Król wybrał się polować na kilka godzin. Później wrócił do dworu, tam śpiewano już pieśni i trwa bal. Następnego dnia rano król obdarował zasłużonych w czasie polowania biżuterią.

 

Jeszcze jedno polowanie miało miejsce w 1912 roku czyli tuż przed I Wojną Światową. Polska była 121 rok w pod zaborami, a krajem rządził car Mikołaj II z Romanowów. Na dwa tygodnie przed wydarzeniem ogrodzono teren łowiecki, gdzie zaganiano zwierzynę łowną oraz przygotowywano stanowiska strzelnicze. Rano polujący otrzymywali mapy swoich łowisk, a następnie polowano przez cały dzień z przerwami na jedzenie. Najwyżej „punktowane” były żubry, łosie oraz jelenie.

 

W całej historii królowie, władcy, premierzy, sekretarze, rządzący Polską, ZSRR czy hitlerowskimi Niemcami polowali w Puszczy Białowieskiej kilkadziesiąt razy. Ostatni raz strzelano do zwierząt w PRL. Konkretnie strzelał Józef Ozga-Michalski, prezes ZSL, poeta i pisarz w 1969 roku.

Jak się obchodzi Dziady na Podlasiu? Kasza, miód i wódka dla zmarłych.

Jak się obchodzi Dziady na Podlasiu? Kasza, miód i wódka dla zmarłych.

Lada moment jak co roku znów będziemy obchodzić Wszystkich Świętych. To czas, gdy warto nie tylko wspominać zmarłych, ale też kultywować zwyczaje. Jak wiemy nawet najbardziej prymitywne plemiona chowały zmarłych w jakikolwiek ceremonialny sposób. Czy także ich wspominali? Trudno powiedzieć. Jest jednak pewien zwyczaj, który trochę odszedł w zapomnienie, a jest powiązany także Podlasiem. Chodzi o Dziady.

 

Chyba nie ma osoby, która by nie znała tej nazwy za sprawą wielkiego dzieła Adama Mickiewicza, który napisał w całości „Dziady II i Dziady III a nawet Dziady IV, ale pozostawił wiele wątpliwości co do części pierwszej. Dzieło literackie nie tylko ukazuje kresowe zwyczaje, ale też walkę z rosyjskim zaborcą. Co ma wspólnego z Podlasiem? Otóż taki zwyczaj obchodzony był również na obszarach pogranicznych Polski i Białorusi w naszym regionie. Tutaj jednak nikt nie używał nazwy „Dziady” lecz pominki, przewody, radecznica czy najpopularniejsze „zaduszki”. Warto zaznaczyć, że zwrot „Święto Zmarłych” jest negatywnie odbierany przez kościół katolicki. Prawidłowo mówi się „Wszystkich Świętych”. Czy to jednak to samo co „Dziady”? Kompletnie nie.

 

W ramach Dziadów przybywające na świat ludzi dusze należało odpowiednio ugościć a także zapewnić sobie ich przychylność. Jednocześnie ważna była pomoc w osiągnięciu spokoju przez duszę w zaświatach. Do najważniejszych zadań domowników było przygotowanie potraw – kaszy, miodu, jajek, kutii oraz wódki. Wieczorem szykowano ucztę w domu lub bezpośrednio na grobie. Bardzo charakterystyczne było upuszczanie części potraw i trunków na stół lub grób. Oznaczało to dzielenie się z nimi. Dziś zapalamy znicze na grobach, dawniej rozpalano ogniska by wędrujące dusze mogły spędzić noc wśród bliskich i się nie zgubić.

 

Dlaczego Dziady? Dusze utożsamia się z żebrakami, którzy wędrują przez swoje życie. W niektórych rejonach w ramach podtrzymywania zwyczajów karmiono żebraków ulubionymi potrawami zmarłych. Osoby te miały także łączyć rodzinę ze zmarłym. Warto także zwrócić uwagę, że bardzo niechętnie podchodzono do samobójców oraz osób zmarłych nagle. Niekiedy takie osoby były utożsamiane z demonami. Co ciekawe po wieczornej wieczerzy nie sprząta się stołu, by dusze nadal mogły się pożywić.

 

Jeżeli chcielibyście w tym roku sami obchodzić Dziady to możecie postępować zgodnie z tradycją: otwórzcie okna i drzwi aby dusze zmarłych mogły swobodnie wejść. Przygotujcie wieczerzę – miód, kasze, kutię, jaja oraz wódkę. Nie zapomnijcie również o wysprzątaniu grobu zmarłych i postawieniu tam zniczy. Jest jeszcze tydzień by się przygotować.

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Jak się żyje w Krainie Otwartych Okiennic? Turyści przyjeżdżają z całej Polski i ze świata!

Odkąd Kraina Otwartych Okiennic tj. Trześcianka, Soce i Puchły stały się popularne w przewodnikach turystycznych i wszelkiej maści portalach i blogach, to turyści z całej Polski, a nawet ze świata ruszyli na Podlasie, by na własne oczy zobaczyć przepiękne okiennice, stare drewniane domy oraz ich wyjątkowy wystrój. To wszystko możecie zobaczyć między innymi w kolejnym odcinku „Po drugiej stronie” twórców kultowej „Cząstki Podlasia”.

 

Popularne wioseczki między Zabłudowem a Hajnówką to obecnie miejsca, gdzie silnie zaczęła rozwijać się agroturystyka. Pojawiła się wręcz moda na spędzanie czasu na podlaskiej, cichej i spokojnej wsi. Posiedzieć w starej, drewnianej izbie (lub w nowej stylizowanej na starą) to jednak nie to samo co siedzenie w luksusowym hotelu. Są zupełnie inne przeżycia i odczucia. Do tego natura robi swoje. Ktoś kto przyjeżdża ze Śląska czy Krakowa oddychając tutejszym powietrzem może poczuć się jak w sanatorium. Nie inaczej jest z jedzeniem. Jajka prosto od wiejskiej kury, warzywa prosto z ogródka, a owoce prosto z drzew to najlepsze i najzdrowsze co człowiek może zjeść. Do tego wszystko przyrządzone na piecu kaflowym. Nikogo nie powinno dziwić, że na Podlasiu jest tak dużo stulatków.

 

Warto pamiętać, że czas można spędzić nie tylko w Krainie Otwartych Okiennic. Wybierając się na wycieczkę w te rejony dobrze jest też zahaczyć o Narew, Hajnówkę i Białowieżę. Miejsca te słyną nie tylko z charakterystycznych domów, ale też żubrów, puszczy, pięknych cerkwi i wszystkiego co w Podlasiu najlepsze – pogodnych ludzi, z którymi można porozmawiać na ławeczce przed domem. W dzisiejszych zwariowanych czasach to naprawdę coś, co napawa optymizmem.

Featured Video Play Icon

Podlasie oczami znanej blogerki. Duuużo jedzenia.

Paulina to urodzona w Luksemburgu blogerka, która szukała swojego miejsca w życiu. W ciągu 8 lat mieszkała w trzech krajach w 7 różnych miastach, by na koniec powrócić do Luksemburga. W ostatnim czasie szczupła dziewczyna przyjechała na Podlasie. Oglądając film można jednak dojść do wniosku, że po tej ilości jedzenia z jaką miała tu do czynienia do ojczyzny wracała z pełnym brzuchem. Takie gościnne nasze Podlasie.

 

Na filmie, w którym Podlasie jest promowane możemy zobaczyć Krainę Otwartych Okiennic i miejscowość Soce, możemy też zobaczyć Białowieski Park Narodowy, a także mnóstwo jedzenia. Oczywiście na talerzu królowały pierogi i kartacze. Paulina także liznęła podlaskiej kultury – tworząc gliniane rękodzieło oraz ugniatając ciasto na tradycyjne wypieki. Oprócz tego Paulina posmakowała co to jest jazda drezyną przez Puszczę oraz lepiła pierogi oraz zjadła prawdziwą zupę grzybową.

 

Musimy przyznać, że Paulina to prawdziwa szczęściara, że mogła wystąpić w takim filmie. Teraz jej czytelnicy przeczytać mogą 10 powodów dla których warto odwiedzić Podlasie. Jakież to powody? Numer pierwszy to żubry. Tam na zachodzie są znane jako „bizony”. Drugi powód – las Puszczy Białowieskiej. Kolejny to jakżeby inaczej – jedzenie. A na zachętę blogerka obrazuje ten powód sękaczem.

 

Kolejne powody to wolno płynący czas oraz wsie zatracone w czasie, a razem z nimi mieszkańcy. Paulina zachwycona jest również kulturą słowiańską oraz florą i fauną Podlasia. W zachwyt wpadła także widząc carski wystrój. Jako zalety wskazała również możliwość obcowania z prawosławiem oraz bliskość granicy z Białorusią, do której też można się wybrać. My od siebie możemy tylko dodać, że w Białowieży i jej okolicach jest niesamowity klimat także zimą. Puszcza wtedy jest naprawdę jak z bajki!

 

Jeżeli nie macie problemów z angielskim, to możecie sami przeczytać co napisała o nas Paulina – tutaj.

Lasoterapia na Carskiej Tropinie. Poczuj magię Puszczy Białowieskiej!

Lasoterapia na Carskiej Tropinie. Poczuj magię Puszczy Białowieskiej!

Jesień w Puszczy Białowieskiej jest przepiękna. Złote kolory w połączeniu ze wschodami i zachodami słońca tworzą prawdziwie magiczną aurę. Warto wykorzystać dobrą pogodę na spacery po lesie. Wolne w weekend daje nam namiastkę wakacji. Ostatnie ciepłe dni można wykorzystać na przykład na długi spacer Carską Tropiną w Puszczy Białowieskiej. Warto zarezerwować sobie kilka godzin. Jakie atrakcje nas czekają?

 

Carska Tropina to bardzo stara droga, po której chodzili dawniej królowie. Dziś to miejsce, które ma głównie przyrodnicze walory. Po drodze oprócz bujnej roślinności możemy zobaczyć też panoramę Narewki z wysokiej wieży widokowej. Oprócz tego spacerując mijać będziemy wielkie dęby. To nie wszystko. Wędrując kładką będziemy mijać także bagna. Te w zależności od pory roku wyglądają naprawdę cudownie. Kolory na tafli wody tworzą niesamowitą mozaikę. Warto też wspomnieć o wilkach, których w tamtych rejonach nie brakuje. Oczywiście te mają bardzo dobry węch, dlatego już z dala nas poczują i będą trzymać dystans. Może jednak tak się zdarzyć, że zwierzę przebiegnie w zasięgu naszego wzroku. Nie tylko one – możemy napotkać też ostatnio aktywne jelenie lub inne dzikie stworzenia mieszkające w puszczy. Głównym atutem tego miejsca jest cisza, która przerywana jest tylko śpiewem ptaków. Obcowanie z naturą w tym miejscu daje dużo sił witalnych. Nie tylko odetchniemy pełną piersią, ale także uspokoimy wszystkie zmysły. Jest to tak zwana „lasoterapia”.

 

Jak dojechać na Carską Tropinę? Najlepiej dostać się do Narewki. Potem możemy piechotą iść nawet do Białowieży. Zajmie nam to około 5-6 godzin. 26 km na świeżym powietrzu dobrze nam zrobi. Możemy też skończyć w Teremiskach czyli 5 km wcześniej. Jeżeli chcemy szybciej wrócić, to najlepiej pożyczyć rower w Narewce i dojechać nim do Kosego Mostu. Wtedy pierwsze 8 km przejedziemy, a dopiero potem będziemy mogli wybrać się piechotą lub jeżeli chcemy więcej to zrobić kółko. Pamiętajmy, że szlaki turystyczne są oznaczone, dzięki czemu nie zgubimy się. Jednak dla wszystkiego lepiej mieć w pełni naładowany telefon, zapas jedzenia i wody. Trasa wiedzie przez bardzo głęboki las z dala od cywilizacji.

Puszcza Białowieska w ogniu! Stan zagrożenia jest olbrzymi. Ludzie muszą otworzyć oczy!

Puszcza Białowieska w ogniu! Stan zagrożenia jest olbrzymi. Ludzie muszą otworzyć oczy!

Kilka tygodni temu pisaliśmy o tym jak drastycznie wzrasta zagrożenie pożarem w Puszczy Białowieskiej. Kilka dni temu pisaliśmy, że Polska w ciągu kilku najbliższych dekad może stracić 75 procent lasów. To straszne, ale scenariusz ten realizuje się na naszych oczach. 9 września doszło do pożaru w Puszczy Białowieskiej. Ogień strawił 1,5 hektara lasu! Martwy świerk upadając, przewrócił się na linie energetyczną powodując jej zerwanie po czym powstało zarzewie pożaru. Pożar rozprzestrzenił się w trybie natychmiastowym. W ciągu pół godziny ogień pochłonął hektar lasu. W ciągu następnej pół godziny kolejne pół hektara. Dodatkowo akcję utrudniał silny wiatr, który rozdmuchiwał ogień. Strażacy walcząc z żywiołem z ziemi i powietrza na szczęście uratowali Puszczę. Jednak ten pożar jest jednym z wielu jaki dotyka ten rejon. W tym rou aż 10 razy doszło pożaru w okolicy Puszczy Białowieskiej. W popularnym kompleksie leśnym znajduje się aż 7 milionów ton martwego drewna. Ponadto panuje susza.

Brak opadów oznacza znaczny spadek wód gruntowych. Zjawisko to jest obserwowane już od kilku lat. Corocznie poziom wody spada o 20-30 cm, jest to katastrofalne w skutkach dla drzewostanów. Najbardziej wrażliwe są gatunki drzew o płytkim systemie korzeniowym. Zjawisko suszy hydrologicznej negatywnie wpływa także na gatunki wymagające żyznych i wilgotnych siedlisk, takie jak dąb i jesion, które są osłabione.

 

Koalicja Kocham Puszczę oskarża Lasy Państwowe oraz nadleśnictwo o zaniedbania, które doprowadziły do pożaru. Wymieniają brak planu zapobiegania pożarom, brak urządzeń piętrzących wodę, wykonanie rozległych wycinek, które zwiększyły zagrożenie pożarowe. Ponadto członkowie Koalicji Kocham Puszczę zauważyli iż pożar miał miejsce w nasadzeniach wykonanych przez nadleśnictwo, które są bardziej podatne na pożar niż dojrzałe lasy. Zdaniem członków organizacji nie powinno się wykonywać takich nasadzeń.

 

 

Warto jednak zwrócić uwagę na coś innego. Ludzie muszą otworzyć oczy. Trwają właśnie poważne zmiany środowiskowe i dotykają one także nasz region. Stan zagrożenia jest olbrzymi. Suche martwe świerki cały czas padają na drogi, szlaki turystyczne i linie energetyczne. Naukowcy rekomendują zasadzie drzew na 2 milionach hektarach powierzchni Polski. Tam gdzie grunty są najsłabsze, tam gdzie są góry i zlewnie rzek. Według nich potrzebujemy 11 mln hektarów lasów. Czyli musimy zwiększyć poziom drzew z obecnego o 5 procent. Do tego należy przywrócić naturalne koryta rzek, które powodowały, że woda płynęła powoli rozlewając się po całej okolicy. Teraz koryta rzek są jak rury. Woda szybko spływa do morza. W ten sposób pozbywamy się nawodnienia na gigantycznych obszarach kraju.

Featured Video Play Icon

Krowie wyspy na Podlasiu. Autorzy magicznego filmu o naszym regionie znów ukazują nieznane.

Najbardziej kojarzeni są z filmu „Cząstka Podlasia”, którego nagrywanie zajęło im 5 lat. Można na nim oglądać magię naszego regionu – mnóstwo przepięknych widoków jak z baśniowej krainy. Tymczasem to  wszystko dzieje się tak niedaleko nas. Film w wersji skróconej można oglądać w internecie.

Tym razem twórcy postanowili nagrać serię „Po drugiej stronie”. Zaczęli od „krowich wysp”. Słyszeliście, że jest coś takiego w naszym regionie? My też nie. Dlatego warto zobaczyć. Krowie wyspy znajdują się nad Zalewem Siemianówka. Jest to „koniec świata”. Samodzielnie ciężko się tam dostać gdyż jest on otoczony bagnami. W tym przypadku jednak nie działa zasada „im dalej w las tym ciemniej”. Tutaj jest im dalej tym piękniej. Autorzy postarali się pokazać wspaniałe, nieznane miejsce jak najlepiej. I to im się udało. Dodatkową zaletą filmu jest ich osobista narracja. Na pierwszy rzut oka wygląda super i cóż… czekamy na kolejne odcinki twórców.

 

Featured Video Play Icon

W Białymstoku będzie coraz goręcej, a Podlasie może stracić swoje lasy!

W 1960 roku w Białymstoku wystąpiły tylko 2 dni, gdy temperatura przekroczyła 32 stopnie Celsjusza. Gdy naukowcy zorientowali się iż ma miejsce ocieplenie klimatyczne, to zaczęli wyliczać upalne dni (takie powyżej 32 stopnie) jakie mogą mieć miejsce w przyszłości. Dla Białegostoku w 2019 roku liczba tych dni wynosi średnio 7 do 15 dni. Mamy końcówkę lata i już widać, że prognozy się potwierdziły. Zatem należy zakładać, że prognozy na dalszą przyszłość również się potwierdzą.

 

Należy pamiętać, że temperatura nie skacze nagle do 32 stopni tylko najczęściej rośnie gdy na danym obszarze występuje wyż. Najpierw taki Białystok jest jego obrzeżach, następnie w jego centrum. Zupełnie jak z innymi zjawiskami atmosferycznymi. Dlatego liczba dni z upałami pokazuje też, że gorąco będzie dużo dłużej niż statystycznie. Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że 32 stopnie to są w cieniu. Natomiast na słońcu jest dużo goręcej. Nie wiadomo jak bardzo, bo pomiar temperatury powietrza jest prawidłowy tylko wtedy, kiedy dokonuje się go w miejscu silnie zacienionym, na wysokości 200 centymetrów nad gruntem, na wolnej przestrzeni, z dala od miejsc zabudowanych. Jednak wystarczy wyjść na słońce, by poczuć że jest dużo goręcej.

 

W ciągu kolejnych 50 lat liczba dni, w których przekroczone będą 32 stopnie wyniesie w Białymstoku co najmniej 15. Wtedy w Warszawie będzie takich dni około 40. Obecnie występuje ich tam około 25. Ekstremalne upały nie grożą za to Łodzi. Tam prezydent miasta idzie pod prąd i nie ulega głupim trendom wycinania starych drzew zamieniając je na beton i małe drzewka. – Nie możemy czekać bezczynnie i patrzeć, jak nasze miasta zamieniają się w pustynie, na osiedlach zabraknie wody, a plastikowe śmieci zasypią nasze ulice – mówiła w czerwcu Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. Zapowiedziała zieloną rewolucję. Za 10 lat Łódź stanie się wola od smogu z węglowych pieców oraz plastiku. W mieście posadzone zostanie 50 tys. drzew.

 

Jej śladem powinny pójść wszystkie polskie miasta. Jak wyliczyli naukowcy Polskiej Akademii Nauk – współcześni 30-40 latkowie mogą dożyć czasów, gdy z naszego kraju zniknie 75 proc. drzew! Warto tutaj dodać, że jak nie będzie drzew to zniknie też bardzo wiele gatunków innych roślin, grzybów a nawet zwierząt! Obecnie lasy zajmują 30 proc. powierzchni naszego kraju. Tylko województwo podlaskie może poszczycić się Puszczą Białowieską, Puszczą Knyszyńską oraz Puszczą Augustowską. Jeżeli będziemy biernie się przyglądać, to zamiast tych kompleksów leśnych będzie tak samo jak na bieszczadzkich szczytach. Wszędzie stepy.

 

Naukowcy rekomendują zasadzie drzew na 2 milionach hektarach powierzchni Polski. Tam gdzie grunty są najsłabsze, tam gdzie są góry i zlewnie rzek. Według nich potrzebujemy 11 mln hektarów lasów. Czyli zwiększyć poziom drzew z obecnego o 5 procent. Patrząc na wycinki w miastach i betonowanie wszystkiego co się da – zdaje się na razie idziemy w odwrotnym kierunku.

Podlaskie po wakacjach. Uroczysko „Kosy Most” to idealne miejsce jesienią.

Podlaskie po wakacjach. Uroczysko „Kosy Most” to idealne miejsce jesienią.

Upalne lato skłoniło wszystkich, by wyjeżdżali jak najwięcej nad wodę, grillowali ze znajomymi czy po prostu spędzali czas zwiedzając województwo podlaskie. Warto wiedzieć, że po wakacjach w Podlaskiem istnieje także życie. Warto się wybrać na przykład do Puszczy Białowieskiej. Szczególnym miejscem, które jest mało znane jest Uroczysko „Kosy Most”. Można tam podglądać żubry, zbierać grzyby i podziwiać przyrodę, która obecnie przygotowuje się na przyjście jesieni.

 

„Kosy Most” jest położone w malowniczej dolinie rzeki Narewki w Białowieskim Parku Narodowym. Znajduje się tutaj ostoja żubrów. Przy odrobinie szczęścia i zachowania ciszy – będziemy mogli napotkać te dzikie zwierzęta. Największa szansa jest o świcie. Później żubry mogą wejść w głąb lasu, a tam już nie będą widoczne dla człowieka. Warto pamiętać o zachowaniu ostrożności. Gdy napotkamy te majestatyczne zwierzęta, nie podchodźmy do nich zbyt blisko. Przestraszone mogą nas poturbować, poważnie ranić, a nawet zabić! Na miejscu jest specjalna platforma widokowa – warto z niej skorzystać. Jeżeli szczęście nam dopisze to spotkamy także jelenie czy sarny. Oprócz zwierząt warto też podziwiać niesamowite widoki. Krajobraz doliny Narewki zapiera dech w piersiach – także o świcie.

 

Na miejsce dojedziemy samochodem oraz rowerem – drogą narewkowską. Prowadzi tam między innymi szlak Green Velo, więc można się poruszać po pomarańczowych znakach lub z nawigacją. Będąc w Białowieskim Parku Narodowym pamiętajmy o tym, że jest to miejsce bardzo cenne przyrodniczo. Nie zostawiajmy po sobie żadnych śmieci, nie niszczmy roślin, a także nie palmy ognia. W Puszczy Białowieskiej jest obecne bardzo sucho i każda iskierka mogłaby wywołać niewyobrażalny pożar.

Szlakiem podlaskich cerkwi. Zielone, niebieskie, pomarańczowe. Drewniane i murowane.

Szlakiem podlaskich cerkwi. Zielone, niebieskie, pomarańczowe. Drewniane i murowane.

Województwo podlaskie obfituje nie tylko w kościoły katolickie ale też cerkwie prawosławne. Warto wiedzieć, że świątynie te warto zwiedzać nie tylko ze względu na to by na własne oczy zobaczyć istne cuda architektoniczne, ale też ze względu na wystrój w środku. Bowiem ten znacząco się rożni od wystroju kościołów.

 

Moglibyśmy napisać, że warto wszystkie cerkwie obejrzeć z osobna i byście nie żałowali, jednak na pewno trudno wygospodarować tak dużo czasu (objechanie wszystkich świątyń zajęłoby z tydzień). Dlatego też postanowiliśmy zaproponować tylko niektóre budynki, murowane ze względu na ich historię oraz drewniane bo to ważny element kulturowy Podlasia. Architektura z drewna była u nas dominująca. Nawet, gdy wzorowano się na budynkach z cegły, to budowano je właśnie z drewna. Jest to unikat na całą Polskę. Warto więc wybrać się szczególnie w rejon na południe od Białegostoku.

Kraina Otwartych Okiennic i okolice

Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów w Ploskach, Trześciance, Puchłach warto także zajechać do Narwi. Najbardziej charakterystyczne będzie to, że świątynie będą miały różne i niespotykane jak na budownictwo kolory – niebieskie, zielone czy pomarańczowe. Dla przykładu w Puchłach będzie niebieska z ciemnym dachem i kopułami, w Trześciance zielona z zielonym dachem i złotą kopułą, a w Narwi niebieska ale z niebieskim dachem i niebieską kopułą. Czy był jakiś klucz? Nie jest to co prawda wiedza oficjalna, ale „miejscowa”. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego, niebieski to kolor Matki Boskiej a pomarańczowy to kolor zwiastujący opiekę któregoś ze świętych.

Białystok i Supraśl

Warto również zajrzeć do murowanych cerkwi. Koniecznie trzeba obejrzeć Katedralną cerkiew pw. św. Mikołaja Cudotwórcy stojącą w samym centrum Białegostoku przy ul. Lipowej. Obiekt został wzniesiony już w 1846 roku. Warto wiedzieć, że w 1897 roku świątynię odwiedził ówczesny car Rosji Mikołaj II (nasza część Polski była pod zaborem rosyjskim). Sama cerkiew jest typowa dla architektury Imperium Rosyjskiego. W centrum znajduje się także Cerkiew pw. Świętej Marii Magdaleny. Warto zaznaczyć iż znajdujący się na wzgórzu budynek na bardzo ciekawą historię. Przede wszystkim na początku (czyli w 1758 roku) była ona kościołem katolickim. Dopiero 100 lat później w niejasnych okolicznościach budynek został przejęty przez cerkiew i tak pozostało do dnia dzisiejszego.

 

Powinniśmy też zajechać do Cerkwi pw. Świętego Ducha na Antoniuku. Chociaż nie ma ona zbyt długiej przeszłości, to jest to jedna z największych cerkwi w Polsce! Kolejną świątynią wartą odwiedzenia jest Haga Sophia przy ul. Trawiastej. Została zbudowana na wzór bizantyjskiej świątyni w Stambule o takiej samej nazwie. Z taką różnicą, że białostocka jest 3 razy mniejsza od oryginału.

 

Na sam koniec Supraśl i Cerkiew Św. Jana Teologa. Jej wystrój jest naprawdę niezwykły. Monaster supraski i cały obszar wokół wzbudza zainteresowanie wszystkich zwiedzających. Świątynia powstała w 1889 roku. Jest zbudowana z czerwonych cegieł. W środku przepięknie wypełniona freskami. Warto też odwiedzić znajdujące się na jej terenie Muzeum Ikon, bo robi niesamowite wrażenie na każdym.

Przepiękne widowisko na niebie. Noc spadających gwiazd. Gdzie je oglądać?

Przepiękne widowisko na niebie. Noc spadających gwiazd. Gdzie je oglądać?

Jak co roku jest to niesamowite zjawisko dostrzegalne gołym okiem. Wygląda naprawdę efektownie. Nasza Ziemia ma takie położenie, że na niebie można obserwować rój meteorów zwanych Perseidami. Wystarczy wybrać ciemne miejsce i obserwować niebo. Nie będzie brakować rozbłysków. W ciągu godziny dojrzymy ich aż kilkadziesiąt! Najlepszy czas na obserwacje to właśnie dziś w nocy. Księżyc nie będzie przeszkadzać. Planujcie wycieczkę za miasto.

 

Najlepsze miejsca do obserwacji to przede wszystkim południowa i wschodnia część Białostocczyzny. Wystarczająco daleko od łuny światła z Białegostoku będzie już w okolicach Doktorc. Tam też przepływa Narew więc można zorganizować klimatyczny piknik nad rzeką. Słuchając odgłosów natury, patrząc w niebo poczujemy się jak w zaczarowanym świecie. Kolejny dobrym miejscem będzie też wiata biwakowa pod Pietkowem. Będzie tam widoczne całe niebo. Możemy także zrobić piknik nad Narwią w Strękowej Górze. Tam również jest wiele miejsc, w których światło większego miasta nie będzie nam przeszkadzać w obserwacji. Świetnym miejscem będą również okolice Jagłowa nad Biebrzą. Tam również zbyt wielu zabudowań i światła nie ma. Dobrym pomysłem może być też obserwacja gdzieś po drodze z Bielska Podlaskiego do Hajnówki.

 

Warto żeby były to jak największe otwarte przestrzenie oraz nieskrępowana możliwość obserwacji. Warto też by nie było to blisko lasu, który nie tylko będzie zasłaniać ale też może narazić nas na spotkanie z dzikim zwierzęciem, które możemy zaskoczyć swoją obecnością. Leżenie i patrzenie w niebo nie powoduje zbyt dużo hałasu. Jeżeli również nie będzie wiatru to zwierzę może nas nie wyczuć. Zaskoczone natomiast może zaatakować. Dlatego też najlepiej urządźmy sobie piknik w wieży widokowej lub nad rzeką.

 

Byleby tylko pogoda dopisała, która w ostatnim czasie jest kapryśna. Potrzebujemy bezchmurnego nieba. Warto też zabrać aparat fotograficzny i ustawić, by robił zdjęcia nieba interwałem. Wtedy istnieje duża szansa, że wyjątkowy moment uchwycimy na pamiątkę. Można też bez aparatu. Wystarczy leżeć i patrzeć w niebo. Wszystko będzie dostrzegalne gołym okiem. Kiedy obserwować? Po zachodzie księżyca czyli od 1:54.

Są tylko 2 takie miejsca w województwie. Kolejki wąskotorowe to niesamowita atrakcja!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie. Kolejki wąskotorowe to niesamowita atrakcja!

Są tylko 2 takie miejsca w województwie podlaskim – Puszcza Augustowska oraz Puszcza Białowieska. W obu przypadkach funkcjonuje niesamowita atrakcja turystyczna – kolej wąskotorowa. Warto przejechać się i tu i tu.

Kolejka Wigierska

Wigierska kolejka wąskotorowa już w 1991 roku została wpisana do rejestru zabytków jako cenny wytwór techniki. Pierwotnie kolejka leśna kursowała z Płocziczna do Zelwy. Trasa liczyła 36 km. Teraz niestety turyści mogą podróżować na krótszym szlaku, bo 10 km z Płociczna do Krusznika. Ale i tak warto to zrobić. Przejazd kolejką zabytkową przebiega przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej oraz Wigierskiego Parku Narodowego tuż nad brzegiem jeziora. W sierpniu 2019 można z atrakcji korzystać codziennie w godz. 10.00, 13.00 oraz 16.00. We wrześniu codziennie o godz. 13.00. Adres stacji początkowej to Płociczno-Tartak 40.

 

Bilet normalny kosztuje 30 zł. Dzieci do ukończenia 7 roku życia – 6 zł, starsze 20 zł. Można też przewozić rower za dopłatą 10 zł. Warto pamiętać, że przejazd odbywa się przez Wigierski Park Narodowy dlatego trzeba będzie dokuopić też kartę wstepu za 5 zł lub 2,5 zł jeżeli przysługuje nam ulga (uczniowie, emeryci i renciści). Dzieci do lat 7 w WPN wchodzą za darmo.

Telefon do organizatorów: 87 5639263, kom. 603 165 390, 697 075 906

Kolejka w Hajnówce

Wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września. Wybudowana przez Niemców w czasie I Wojny Światowej służyła do transportu drewna. Dziś wozi turystów przez piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Warto się wybrać gdyż nie da się ich zobaczyć ze szlaku. Kolejka mknie przez rezerwat Głęboki Kąt oraz rzekę Leśną. Maszyna zatrzymuje się, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem.

 

Cena biletów to: normalny 30 zł, ulgowy 20 zł, przewóz roweru lub psa – 5 zł. Dzieci do lat 4 podróżują bezpłatnie. Do końca sierpnia kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki. Główną ulicą w mieście jest 3 Maja. Powinniśmy nią przjechać całe miasto, aż do skrzyżowania z Reja i Celną. Skręcamy w tą drugą. Na jej końcu będzie stacja.

Czy Puszcza Białowieska może spłonąć? Zagrożenie drastycznie wzrasta!

Czy Puszcza Białowieska może spłonąć? Zagrożenie drastycznie wzrasta!

Puszcza Białowieska z tej strony rzadko kiedy jest przedstawiana opinii publicznej, ale jak najwięcej osób powinno wiedzieć, że tylko w ubiegłym roku w jej rejonie doszło do 10 pożarów. W tym roku doszło do takich przypadków aż 9 razy. Są to wydarzenia, przez które może dojść do wielkiego pożaru lasu. W nim bowiem znajduje się duża ilość martwego drewna. A to powoduje, że ryzyko pojawienia się ognia wzrasta. Leśnicy obliczyli że jest to 7 milionów ton. To jak gigantyczna beczka prochu!

Czy Puszcza Białowieska może się kiedyś spalić? Warto zauważyć, żę gaszenie pożaru w lasach jest bardzo trudne, a straty idą wówczas w miliony. Gaszenie takich pożarów trwa tygodniami. Dlatego też z wielką obawą należy patrzeć na coraz większe susze i ekstremalne upały. Na szczęście ostatnio pogoda trochę się uspokoiła, ale jesteśmy dopiero w połowie lata.

Warto też dodać, że zdecydowana większość pożarów ogólnie jest wywoływana przez człowieka. Dlatego też to jego działalność może również doprowadzić do pojawienia się ognia w lesie. To wszystko prowadzi do smutnego wniosku, że w Puszczy Białowieskiej z roku na rok drastycznie wzrasta zagrożenie pożarowe. Obyśmy tego skarbu nigdy nie stracili, ale należy działać szybko, bo może być niedługo za późno.

Póki co leśnicy mają specjalne miejsce do obserwacji lasu i szybkiego powiadamiania służb. Jest ono w nadleśnictwie Hajnówka (zachód Puszczy). Podobnie jest w nadleśnictwie Browsk (północ Puszczy). Warto jednak się zastanowić nad kolejnymi takimi punktami. Oczywiście najważniejsze będzie odwracać skutki suszy. Człowiek każdego dnia degraduje środowisko. Im mniej deszczu, tym bardziej sucho w lesie. Pożar w puszczy byłby gigantyczną katastrofą ekologiczną.