Przełom wokół Siemianówki! Dyrektor Parku mówi wprost: Narew umiera
Kładka Waniewo-Śliwno

Przełom wokół Siemianówki! Dyrektor Parku mówi wprost: Narew umiera

Jeszcze niedawno słyszeliśmy głównie ciszę. Gdy alarmowaliśmy, że Siemianówka odbiera Narwi życie, że rzeka wysycha, zarasta i powoli umiera – wielu traktowało to jak kolejną medialną burzę. Tymczasem dziś rano w Radiu Białystok padły słowa, które jeszcze jakiś czas temu wydawały się nie do pomyślenia.

Dyrektor Narwiańskiego Parku Narodowego otwarcie mówił o tym, że Narew umiera. Że trzeba zmniejszyć powierzchnię Siemianówki, która zatrzymuje ogromne ilości wody. Że konieczne będzie naturalne piętrzenie i zatrzymywanie wody w środowisku. To ogromna zmiana. Wcześniej była tylko głucha cisza.

Przez długi czas krytykowaliśmy dyrekcję za bierność. Podkreślaliśmy, że nawet jeśli Park nie ma bezpośredniego wpływu na działania poza swoim obszarem, to może wpływać pośrednio — nagłaśniając problem, wywierając presję społeczną i mobilizując instytucje takie jak Wody Polskie. Bo właśnie od tego są dziś media, organizacje i instytucje publiczne: by mówić głośno o zagrożeniach, zanim będzie za późno.

I wygląda na to, że nasze apele zostały w końcu usłyszane!

Teraz czas, by o Siemianówce i umierającej Narwi usłyszeli także politycy. By przestali traktować temat jak lokalny problem kilku ekologów czy mieszkańców regionu, a zaczęli realnie wpływać na podległe sobie instytucje i podejmować konkretne decyzje. Bez nacisku z góry wiele urzędów nadal będzie wybierało wygodną bezczynność. A Narew nie może już czekać kolejnych lat.

Cieszy nas, że temat ochrony Narwi przestaje być zamiatany pod dywan. Jeśli nasze publikacje i wielomiesięczne alarmowanie choć trochę pomogły przesunąć tę dyskusję do przodu — to znaczy, że warto było o tym mówić. Bo Narew nie ma czasu na polityczne kalkulacje i wygodne milczenie. Ona po prostu potrzebuje wody.

Białystok. Nowy regulamin Rynku Kościuszki i Placu Jana Pawła II już obowiązuje

Białystok. Nowy regulamin Rynku Kościuszki i Placu Jana Pawła II już obowiązuje

W Białymstoku obowiązuje już nowy regulamin Rynku Kościuszki i Placu Jana Pawła II. Zgodnie z przepisami bez zgody miasta nie można tam używać urządzeń nagłaśniających ani prezentować kontrowersyjnych treści, ale nadal będzie można przejeżdżać przez centrum rowerami.

Część mieszkańców liczy na ograniczenie hałasu, inni mają wątpliwości, czy zasady będą przestrzegane.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Kobieta usłyszała zarzut znęcania się nad mężem i dziećmi

Białystok. Kobieta usłyszała zarzut znęcania się nad mężem i dziećmi

Białostoccy policjanci zatrzymali kobietę podejrzaną o długotrwałe stosowanie przemocy psychicznej i fizycznej wobec męża oraz dzieci.

Według ustaleń mundurowych podczas kolejnych awantur ubliżała bliskim, szarpała ich i rzucała przedmiotami. Usłyszała zarzut znęcania się, dostała zakaz kontaktu i zbliżania się do partnera, ma też opuścić wspólne mieszkanie.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża kupiła kolejne defibrylatory AED dla pięciu szkół

Łomża kupiła kolejne defibrylatory AED dla pięciu szkół

Do Szkół Podstawowych nr 4, 5, 7, 9 i 10 w Łomży trafiły kolejne defibrylatory AED. Miasto kupiło sprzęt w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, podkreślając, że urządzenia mają zwiększyć bezpieczeństwo uczniów, nauczycieli i wszystkich osób korzystających z placówek.

Samorząd zaznacza, że szkoły coraz częściej pełnią także ważną rolę w lokalnym systemie reagowania kryzysowego, a szybki dostęp do AED może mieć kluczowe znaczenie w sytuacji nagłego zatrzymania krążenia.

Fot. Łomża

Podlaskie. Ruszył egzamin ósmoklasisty, wyniki będą 3 lipca

Podlaskie. Ruszył egzamin ósmoklasisty, wyniki będą 3 lipca

Ponad 11 tys. uczniów w województwie podlaskim rozpoczęło 11 maja egzamin ósmoklasisty. W Białymstoku pisze go ponad 3,2 tys. osób, w Suwałkach ponad 700, a w Łomży ponad 600.

Dziś język polski, we wtorek matematyka, a w środę język obcy. Wyniki mają być 3 lipca i będą liczyć się w rekrutacji do szkół średnich.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża: awaria sieci wodociągowej przy ul. Spokojnej, strażacy wypompowywali wodę

Łomża: awaria sieci wodociągowej przy ul. Spokojnej, strażacy wypompowywali wodę

W niedzielę rano przy ul. Spokojnej w Łomży doszło do awarii sieci wodociągowej. Woda zalewała piwnice i stwarzała zagrożenie dla dwóch budynków mieszkalnych.

Strażacy z JRG Łomża zabezpieczyli miejsce, ograniczali skutki awarii i wypompowywali wodę z zalewanych pomieszczeń. Na miejscu pracowało też Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Awarię opanowano po godz. 10.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok uruchomi linię 33 do kampusu UwB od 1 października

Białystok uruchomi linię 33 do kampusu UwB od 1 października

Od 1 października w Białymstoku ma ruszyć nowa linia autobusowa nr 33, która dowiezie do kampusu Uniwersytetu w Białymstoku. Miasto zapowiada też przystanek przy ul. 11 Listopada.

To ważna zmiana przed przenosinami wydziałów humanistycznych do nowej siedziby. Według Uniwersytetu chodzi o blisko 2 tysiące studentów i pracowników, a z kampusu regularnie korzystają też odwiedzający jego centrum nauki, bibliotekę i wydarzenia.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaska SG zatrzymała kolejnego podejrzanego w śledztwie o przemyt co najmniej 124 osób

Podlaska SG zatrzymała kolejnego podejrzanego w śledztwie o przemyt co najmniej 124 osób

Podlaska Straż Graniczna zatrzymała kolejną osobę w śledztwie dotyczącym organizowania nielegalnego przekraczania granicy z Białorusi do Polski. Chodzi o 41-letniego obywatela Ukrainy zatrzymanego w województwie lubuskim.

Według ustaleń śledczych grupa miała zorganizować przerzut co najmniej 124 osób. Zarzuty w tej sprawie usłyszało już 19 osób, a zatrzymanemu grozi do 8 lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne

Grabówka buduje awaryjny system łączności. Krótkofalówki trafiły do szkół i przychodni

Grabówka buduje awaryjny system łączności. Krótkofalówki trafiły do szkół i przychodni

Grabówka uruchamia awaryjny system łączności na wypadek przerw w dostawie prądu, internetu i innych sytuacji kryzysowych. Radiotelefony są już w szkole, przedszkolu, żłobku i przychodni, a gmina dostała z UKE dwa pasma częstotliwości.

Jedno ma służyć łączności między gminnymi jednostkami, a z drugiego będą mogli korzystać mieszkańcy po zakupie, dostrojeniu i rejestracji sprzętu. Samorząd zapowiada też szkolenia.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok sprzedaje dwie nieruchomości inwestycyjne warte blisko 30 mln zł

Białystok sprzedaje dwie nieruchomości inwestycyjne warte blisko 30 mln zł

Miasto Białystok wystawiło na sprzedaż dwie nieruchomości inwestycyjne o łącznej wartości blisko 30 mln zł. Chodzi o duży teren w Śródmieściu z ceną wywoławczą 25 mln zł oraz działkę przy ul. Słonecznej 6 na Nowym Mieście z ceną 4,5 mln zł.

Oba przetargi zaplanowano na 19 maja w Urzędzie Miejskim. W przypadku działek w centrum wadium wynosi 2,5 mln zł, a dla nieruchomości przy ul. Słonecznej 450 tys. zł. Termin wpłaty w obu przypadkach mija 12 maja.

Według miejskich ogłoszeń teren w Śródmieściu jest przeznaczony pod zabudowę usługową i mieszkaniową wielorodzinną, a dla działki na Nowym Mieście wydano już warunki zabudowy pod budynek wielorodzinny z usługami.

Zdjęcie ilustracyjne

Gmina Kolno. Strefa zakażenia po wykryciu rzekomego pomoru drobiu w Czerwonem

Gmina Kolno. Strefa zakażenia po wykryciu rzekomego pomoru drobiu w Czerwonem

W miejscowości Czerwone w gminie Kolno po wykryciu rzekomego pomoru drobiu u czterech gołębi wyznaczono strefę objętą zakażeniem. Właściciele drobiu i innych ptaków muszą trzymać je w odosobnieniu, zgłosić hodowle do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Kolnie i informować służby o kolejnych przypadkach padłych ptaków. W strefie obowiązują też ograniczenia dotyczące przemieszczania ptaków oraz korzystania z wody ze zbiorników, do których ma dostęp dzikie ptactwo.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. ZUS odzyskał ponad 1,12 mln zł po kontrolach zwolnień w pierwszym kwartale

Białystok. ZUS odzyskał ponad 1,12 mln zł po kontrolach zwolnień w pierwszym kwartale

Do oddziału ZUS w Białymstoku wróciło ponad 1,12 mln zł po kontrolach zwolnień lekarskich przeprowadzonych w pierwszym kwartale tego roku. To efekt cofnięcia lub obniżenia części świadczeń po sprawdzeniu prawidłowości wykorzystania L4 oraz zasadności niezdolności do pracy.

Kontrole obejmowały zarówno sam sposób korzystania ze zwolnienia, jak i dokumenty potrzebne do wypłaty świadczeń.

Zdjęcie ilustracyjne

Suwałki ogłosiły przetarg na nową ścieżkę pieszo-rowerową przy ul. Wojska Polskiego

Suwałki ogłosiły przetarg na nową ścieżkę pieszo-rowerową przy ul. Wojska Polskiego

Suwałki ogłosiły przetarg na budowę nowej ścieżki pieszo-rowerowej przy ul. Wojska Polskiego. Trasa ma powstać na odcinku od ul. Spokojnej do ul. Leśnej. W planie są m.in. nowe chodniki, zielony przystanek z oświetleniem solarnym, wymiana lamp na LED i przebudowa sygnalizacji przy skrzyżowaniu z ul. Sportową i rtm. K. Ptaszyńskiego.

Miasto zakłada 14 miesięcy na realizację zadania od podpisania umowy. Oferty w przetargu można składać do 21 maja do godz. 9:00.

Zdjęcie ilustracyjne

Przy granicy z Litwą zatrzymano czterech kurierów i 25 cudzoziemców

Przy granicy z Litwą zatrzymano czterech kurierów i 25 cudzoziemców

Straż Graniczna i żołnierze WOT zatrzymali w okolicach Sejn, Rutki-Tartak i Augustowa czterech obywateli Ukrainy, którzy różnymi samochodami przewozili łącznie 25 cudzoziemców. Część osób była przewożona w bagażnikach, a po kontroli ustalono, że to m.in. obywatele Pakistanu, Afganistanu, Maroka, Erytrei i Etiopii.

Zatrzymanym kurierom grożą zarzuty za organizowanie nielegalnego przekroczenia granicy. Cudzoziemcy mają zostać zawróceni na Litwę.

Zdjęcie ilustracyjne

Dramatyczny pożar lasu w sąsiednim województwie. Czy jesteśmy gotowi na podobne zdarzenia u nas?

Dramatyczny pożar lasu w sąsiednim województwie. Czy jesteśmy gotowi na podobne zdarzenia u nas?

Ogromny pożar lasów na Lubelszczyźnie po raz kolejny pokazał, jak szybko natura potrafi zamienić się w żywioł nie do zatrzymania. Pożar wybuchł we wtorek w godzinach popołudniowych na terenie Puszczy Solskiej, obszaru, na którym znajdują się rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary sieci Natura 2000, pomniki przyrody czy ochrona gatunkowa roślin i zwierząt. Pożar w bardzo krótkim czasie objął łącznie 250 hektarów lasów.

Należy sobie zadać pytanie już teraz. Czy Podlaskie – region pełen puszcz, bagien i parków narodowych jest przygotowany na długotrwałą suszę i coraz częstsze zagrożenie pożarowe?

Jeszcze kilkanaście lat temu wielu mieszkańców regionu uważało, że Podlaskie jest naturalnie „odporne” na takie zjawiska. W końcu mamy Biebrzę, Narew, ogromne kompleksy leśne i tereny podmokłe. Problem w tym, że klimat zmienia się szybciej niż nasze myślenie o wodzie. Coraz krótsze zimy, brak stabilnej pokrywy śnieżnej i długie okresy bez opadów powodują, że nawet miejsca uznawane kiedyś za wilgotne zaczynają wysychać.

Najbardziej alarmujące sygnały płyną z Biebrzańskiego Parku Narodowego. To właśnie tam regularnie pojawiają się informacje o suszy hydrologicznej i pożarach trzcinowisk oraz łąk. W ostatnich latach ogień wielokrotnie obejmował rozległe obszary parku. W 2025 roku spłonęły kolejne hektary cennych terenów bagiennych i torfowisk.

To szczególnie niebezpieczne dlatego, że torfowiska są naturalnym magazynem wody. Gdy są nawodnione — chronią przed suszą i ograniczają ryzyko pożarów. Gdy wysychają — zamieniają się w łatwopalny materiał, który może tlić się pod ziemią przez wiele dni. Strażacy dobrze pamiętają dramatyczne akcje gaśnicze na Biebrzy, gdzie ogień był trudny do opanowania właśnie przez przesuszone podłoże i niesłabnący wiatr.

Niepokojące sygnały pojawiają się również w Puszczy Białowieskiej. Eksperci zwracają uwagę na zmiany poziomu wód gruntowych oraz pogarszający się stan siedlisk wilgotnych. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) uznała ostatnio stan ochrony Puszczy Białowieskiej za „krytyczny”. Oczywiście problemów jest tam więcej niż sama susza, ale coraz częściej mówi się o tym, że brak stabilnych zasobów wodnych będzie jednym z największych zagrożeń dla całego ekosystemu.

Podobne obawy dotyczą również Narwiańskiego Parku Narodowego. Dolina Narwi od lat zmaga się z coraz niższymi poziomami wód i coraz krótszym okresem naturalnych rozlewisk. To zmienia cały charakter tych terenów. Łąki wysychają szybciej, zmienia się roślinność, a miejsca dawniej stale mokre zaczynają przypominać zwykłe suche pola. W praktyce oznacza to również większe ryzyko pożarowe.

Coraz częściej o problemie przesuszenia mówi się także w kontekście Puszczy Knyszyńskiej i Puszczy Augustowskiej. To ogromne kompleksy leśne, które przy długotrwałej suszy stają się bardzo podatne na pożary. Wystarczy kilka tygodni bez opadów, wysoka temperatura i silny wiatr, aby nawet niewielkie źródło ognia doprowadziło do katastrofy. Instytut Badawczy Leśnictwa regularnie publikuje mapy zagrożenia pożarowego pokazujące, że ryzyko w polskich lasach rośnie bardzo szybko.

W tym wszystkim wraca również temat zbiornika Siemianówka. Od lat sztuczny zalew zaburza naturalny obieg wody i wpływa na warunki hydrologiczne Narwi. Ogromne ilości wody są tam magazynowane na płytkim akwenie, gdzie podczas upałów następuje intensywne parowanie. Tymczasem rzeka niżej mogłaby być lepiej zasilana naturalnym przepływem.

Dziś, w czasach coraz częstszych susz, pytanie o sens dalszego utrzymywania Siemianówki wraca z nową siłą. Być może zamiast kolejnych kosztownych prób utrzymywania sztucznego zbiornika należałoby rozpocząć dyskusję o jego stopniowej likwidacji i renaturyzacji całego obszaru. Teren ten mógłby stać się jednym z największych rezerwatów przyrody w Polsce — czymś na wzór nowych obszarów ochronnych podobnych charakterem do Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Naturalne bagna, rozlewiska i mokradła działają jak gigantyczna gąbka. Zatrzymują wodę znacznie skuteczniej niż betonowe konstrukcje hydrotechniczne i sztuczne zbiorniki. Co więcej — są odporne na parowanie, wspierają bioróżnorodność i ograniczają skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Być może właśnie w tym kierunku powinno iść dziś myślenie o bezpieczeństwie wodnym Podlasia.

Pożary na Lubelszczyźnie pokazują jedno bardzo wyraźnie — Polska wchodzi w epokę, w której susza i wielkie pożary przestają być wyjątkiem. Podlaskie wciąż ma ogromny naturalny potencjał: puszcze, bagna, rzeki i parki narodowe. Ale jeśli nie zaczniemy traktować wody jako najcenniejszego zasobu regionu, nawet najbardziej zielone tereny mogą w przyszłości stanąć w ogniu.

Białystok: 33-latka z zarzutem zabójstwa byłego partnera

Białystok: 33-latka z zarzutem zabójstwa byłego partnera

33-letnia mieszkanka Białegostoku usłyszała zarzut zabójstwa swojego 38-letniego byłego partnera. Ciało mężczyzny znaleziono pod koniec kwietnia w jednym z domów jednorodzinnych w mieście.

Według prokuratury mężczyzna zginął od ciosu ostrym, wciąż nieustalonym narzędziem. Kobieta została zatrzymana w miejscu zamieszkania, nie przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Sąd zdecydował o jej tymczasowym aresztowaniu, a śledczy czekają jeszcze na wyniki sekcji zwłok.

Zdjęcie ilustracyjne

Giełczyn. Spór o planowaną chlewnię blisko domów, gmina zapowiada mediacje

Giełczyn. Spór o planowaną chlewnię blisko domów, gmina zapowiada mediacje

W Giełczynie pod Łomżą trwa spór o planowaną budowę chlewni blisko domów jednorodzinnych. Mieszkańcy obawiają się uciążliwości i pogorszenia warunków życia, a inwestor chce rozwijać swoje gospodarstwo.

Po spotkaniu z mieszkańcami wójt gminy zapowiedział mediacje i rozmowę o możliwości przesunięcia inwestycji na inne działki, dalej od zabudowy.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża: 21-latka z zarzutem po interwencji w sprawie dwuletniego dziecka

Łomża: 21-latka z zarzutem po interwencji w sprawie dwuletniego dziecka

W Łomży prokuratura zajęła się sprawą 21-latki, która pijana opiekowała się dwuletnią córką. Do zdarzenia doszło 22 kwietnia na osiedlu Południe.

Dziecko samo szukało pomocy u sąsiadki. Po interwencji policji dziewczynka trafiła do szpitala odwodniona i niedożywiona.

Kobiecie grozi do 5 lat więzienia za narażenie córki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok analizuje nową linię autobusową do kampusu UwB przy ul. Ciołkowskiego

Białystok analizuje nową linię autobusową do kampusu UwB przy ul. Ciołkowskiego

Na kampus Uniwersytetu w Białymstoku przy ul. Ciołkowskiego autobusy mają od października dojeżdżać bliżej uczelni. Studenci i władze UwB chcą nowego przystanku przy ul. 11 Listopada, bo po przenosinach kolejnych wydziałów z kampusu będzie korzystać nawet o 2 tys. osób więcej.

Miasto zapowiada analizy i nie wyklucza zmian w siatce połączeń, ale decyzja o dokładnej lokalizacji przystanku jeszcze nie zapadła.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża nie osiągnęła wymaganego poziomu recyklingu. Problem może podnieść koszty systemu odpadów

Łomża nie osiągnęła wymaganego poziomu recyklingu. Problem może podnieść koszty systemu odpadów

W Łomży wraca temat śmieci, bo miasto nie osiągnęło w 2025 roku ustawowego poziomu recyklingu. Według analizy systemu gospodarki odpadami wynik wyniósł 38,23 proc. przy wymaganych 55 proc., a luka w deklaracjach ma sięgać prawie 8 tys. osób.

Raport wskazuje też na wysoki udział odpadów zmieszanych, zwłaszcza w zabudowie wielorodzinnej. Bez skuteczniejszej segregacji, uszczelnienia systemu opłat i dalszych inwestycji koszty mogą dalej rosnąć, a z nimi opłaty dla mieszkańców.

Zdjęcie ilustracyjne

Featured Video Play Icon

Dzika przyroda Podlasia. Ekscytujące obrazy natury na żywo.

Podlaskie to jedno z tych miejsc, które nie próbują nikogo przekonywać na siłę. Ono po prostu jest – ciche, rozległe, dzikie. I właśnie dlatego przyciąga ludzi, którzy mają dość zgiełku, ekranów i sztucznie wykreowanych atrakcji. Tutaj nie ogląda się natury zza szyby. Tutaj się w nią wchodzi. To region, w którym obserwowanie zwierząt nie jest „atrakcją turystyczną” w klasycznym sensie. To doświadczenie. Spotkanie. Czasem nagłe, czasem wyczekane godzinami. I zawsze prawdziwe.

W Podlaskiem można zobaczyć półdzikie konie pasące się na rozległych łąkach, szczególnie w dolinach rzek i na terenach bagiennych. Nie są zamknięte w zagrodach ani przygotowane pod turystów. Żyją swoim rytmem – przemieszczają się, reagują na pogodę, czują obecność człowieka. Ich widok o świcie, gdy mgła unosi się nad ziemią, potrafi zatrzymać na dłużej niż jakiekolwiek widowisko.

Jeszcze bardziej surowe wrażenie robią spotkania z łosiami. To jedne z największych dzikich zwierząt w Polsce, a w Podlaskiem mają idealne warunki do życia – rozległe bagna Biebrzańskiego Parku Narodowego są ich naturalnym królestwem. Łoś nie ucieka w panice jak wiele innych zwierząt. Potrafi stać nieruchomo, obserwując. I właśnie ten moment – kiedy człowiek i dzika natura patrzą na siebie bez pośredników – zostaje w pamięci najdłużej.

Żubry to z kolei symbol Podlasia. Największe ssaki Europy, które jeszcze niedawno były na granicy wyginięcia, dziś można spotkać w Puszczy Białowieskiej i okolicznych terenach. Nie w klatce, nie na wybiegu, tylko w ich własnym świecie. Zobaczenie żubra w lesie to coś zupełnie innego niż wizyta w zoo – to poczucie obcowania z czymś pierwotnym, potężnym i jednocześnie spokojnym.

Nad tym wszystkim unosi się jeszcze jeden wymiar – ptaki drapieżne. Podlaskie to raj dla ornitologów i tych, którzy po prostu lubią patrzeć w niebo. Bieliki, myszołowy, orliki krzykliwe – krążą wysoko, wykorzystując prądy powietrza. Ich obecność trudno zaplanować, ale gdy już się pojawią, robią ogromne wrażenie. Cisza, przestrzeń i nagle majestatyczny lot nad głową.

To właśnie odróżnia Podlaskie od miejsc „zorganizowanej przyrody”. Tutaj nic nie jest ustawione pod turystę. Nie ma gwarancji, że zobaczysz konkretne zwierzę o konkretnej godzinie. Ale jeśli dasz sobie czas, zwolnisz i zaczniesz naprawdę patrzeć – natura zacznie się odsłaniać.

I wtedy okazuje się, że największą atrakcją nie jest to, co zobaczysz, ale jak to zobaczysz. Bez barierek, bez tłumu, bez scenariusza. Tylko Ty i świat, który od tysięcy lat działa na własnych zasadach.

Łomża. Po 33 latach wracają regularne pociągi pasażerskie

Łomża. Po 33 latach wracają regularne pociągi pasażerskie

Po 33 latach do Łomży mają wrócić regularne pociągi pasażerskie. Według zapowiadanego rozkładu pierwszy skład POLREGIO do Białegostoku ma odjechać 14 czerwca 2026 roku o 5:39.

Tego samego dnia planowane są też połączenia w stronę Ostrołęki i Olsztyna, a od 15 czerwca liczba odjazdów ma wzrosnąć do dziesięciu. Modernizacja linii Łomża-Śniadowo-Łapy potrwa jeszcze dłużej, ale sam powrót pasażerskiej kolei do miasta ma nastąpić już w czerwcu.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. 37 prób nielegalnego wjazdu przez granicę z Litwą w majowy weekend

Podlaskie. 37 prób nielegalnego wjazdu przez granicę z Litwą w majowy weekend

Podczas długiego weekendu na polsko-litewskiej granicy w Podlaskiem odnotowano 37 prób nielegalnego wjazdu do Polski. Największa grupa liczyła 24 obywateli Somalii, których w busie próbował przewieźć obywatel Ukrainy na tymczasowym przejściu w Poszeszupiu.

Straż Graniczna zatrzymała też kolejne osoby w rejonie Rutki-Tartak i Sejn. Wszyscy cudzoziemcy zostali przekazani stronie litewskiej, a zatrzymanym kierowcom grozi do 8 lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok planuje klinikę weterynaryjną na kampusie UwB. Potrzeba 110 mln zł

Białystok planuje klinikę weterynaryjną na kampusie UwB. Potrzeba 110 mln zł

Władze Uniwersytetu w Białymstoku i miasta chcą wspólnie zebrać około 110 mln zł na budowę kliniki weterynaryjnej na kampusie UwB oraz uruchomienie kierunku weterynaria.

Obiekt przy ul. Ciołkowskiego ma mieć ponad 4 tys. m kw. z częścią leczniczą, dydaktyczną i zapleczem dla dużych zwierząt. Według zapowiedzi studia mogłyby ruszyć jeszcze przed zakończeniem budowy samej kliniki.

Inwestycja ma służyć nie tylko uczelni, ale też całemu regionowi, także dzięki wyposażeniu do pomocy zwierzętom gospodarskim i dzikim w terenie.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok: 47-latek przyniósł zapalnik artyleryjski na komendę

Białystok: 47-latek przyniósł zapalnik artyleryjski na komendę

47-letni mieszkaniec przyniósł do białostockiej komendy zapalnik artyleryjski, który wcześniej znalazł podczas spaceru nad stawem. Jak podała policja, mężczyzna zabrał zardzewiały przedmiot do domu i czyścił go, a dopiero później zorientował się, że może być niebezpieczny.

Na miejsce weszli policyjni pirotechnicy i zabezpieczyli znalezisko. Policja przypomina, by w przypadku odnalezienia przedmiotu przypominającego niewybuch nie przenosić go, nie dotykać i od razu powiadomić służby pod numerem 112.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok otworzył Laboratorium Wad Mowy i Wymowy dla wsparcia logopedów

Białystok otworzył Laboratorium Wad Mowy i Wymowy dla wsparcia logopedów

Od 29 kwietnia logopedzi z białostockich przedszkoli i oddziałów przedszkolnych mogą konsultować najtrudniejsze przypadki w nowym Laboratorium Wad Mowy i Wymowy im. dr. Antoniego Balejki w Białostockim Centrum Edukacji przy ul. Ciepłej.

Miasto podkreśla, że placówka ma wspierać specjalistów w diagnozie i wymianie doświadczeń, a pośrednio ułatwić pomoc dzieciom wymagającym terapii.

Zdjęcie ilustracyjne

Szpital w Łapach protestuje przeciw limitom NFZ. Powiat ostrzega przed mniejszą liczbą badań

Szpital w Łapach protestuje przeciw limitom NFZ. Powiat ostrzega przed mniejszą liczbą badań

Szpital w Łapach włączył się w ogólnopolski protest szpitali powiatowych. Władze Powiatu Białostockiego alarmują, że nowe limity NFZ i brak rozliczania nadwykonań mogą ograniczyć dostęp do części badań i świadczeń.

Według starostwa w szpitalu w Łapach może to oznaczać około 1500 badań tomografii i rezonansu mniej rocznie. Samorząd podkreśla, że problem dotyczy przede wszystkim diagnostyki, która decyduje o szybkim wykrywaniu chorób i dalszym leczeniu.

Białystok: około 800 osób wyruszyło w pieszej pielgrzymce do Zwierek

Białystok: około 800 osób wyruszyło w pieszej pielgrzymce do Zwierek

Około 800 pątników wyruszyło w sobotę z Białegostoku w coroczną pieszą pielgrzymkę do Zwierek. Wydarzenie towarzyszy uroczystościom ku czci św. Męczennika Młodzieńca Gabriela, patrona dzieci i młodzieży.

Rano do Zwierek wyruszyła także pielgrzymka z Gródka, a od piątku idą również grupy z Hajnówki i Narwi. W związku z przejściem pielgrzymki kierowcy musieli liczyć się z utrudnieniami na drodze krajowej nr 19 na trasie Białystok-Zwierki.

Zdjęcie ilustracyjne

Majówka 2026. To jest rdzeń Podlasia. Musisz go zobaczyć.

Majówka 2026. To jest rdzeń Podlasia. Musisz go zobaczyć.

Siemiatycze, Drohiczyn, Mielnik czy Granne to majówkowa trasa dla tych, którzy chcą odkryć Podlasie mniej oczywiste, ale pełne klimatu i historii. To obszar nad Bugiem – rzeką, która wyznacza rytm życia, tworzy szerokie krajobrazy i daje poczucie przestrzeni, jakiej trudno szukać gdzie indziej. Jest spokojnie, naturalnie i bardzo autentycznie.

Siemiatycze to dobry punkt startowy – miasto nieduże, ale przyjazne i uporządkowane, z ciekawą historią i kilkoma miejscami, które warto zobaczyć. Zalewy w centrum to popularne miejsce spacerów i odpoczynku, szczególnie gdy pogoda dopisuje. To właśnie tutaj można złapać pierwszy oddech przed dalszą drogą. Okolice Siemiatycz zachęcają do spokojnej eksploracji – niewielkie wsie, otwarte przestrzenie i brak tłumów sprawiają, że to dobry kierunek dla tych, którzy chcą uciec od zgiełku. To Podlasie bez pośpiechu, gdzie nie trzeba „zaliczać atrakcji”, żeby dobrze spędzić czas.

Majówka 2026. To jest rdzeń Podlasia. Musisz go zobaczyć.
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Drohiczyn to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc nad Bugiem. Dawna stolica Podlasia zachwyca położeniem na wysokiej skarpie, z której rozciąga się widok na szeroką dolinę rzeki. Spacer wzdłuż krawędzi skarpy, zejście nad sam Bug czy chwila ciszy przy jednym z kościołów pozwalają naprawdę poczuć charakter tego miejsca. To również miasto z historią, którą widać na każdym kroku – od zabytkowych świątyń po spokojne uliczki. Drohiczyn nie jest głośny ani nachalny – raczej zaprasza do zatrzymania się i spojrzenia szerzej, na krajobraz i przeszłość.

Mielnik to z kolei bardziej surowa, naturalna odsłona regionu. Góra Zamkowa z widokiem na Bug, kopalnia kredy i dzikie tereny wokół tworzą klimat, który wyróżnia to miejsce na tle innych. To idealny punkt na krótki postój z widokiem, który naprawdę robi wrażenie. Okolice Mielnika to świetny teren na spacery i rower – szczególnie wzdłuż rzeki, gdzie krajobraz zmienia się z każdym kilometrem. Cisza, przestrzeń i brak komercji sprawiają, że łatwo tu złapać dystans do codzienności.

Granne zamyka tę trasę spokojnie i bez pośpiechu. To niewielka miejscowość nad Bugiem, która nie próbuje być atrakcją – i właśnie dlatego ma swój urok. To dobre miejsce, żeby po prostu usiąść nad rzeką, popatrzeć na wodę i zakończyć majówkę w najprostszy możliwy sposób.

Cały ten region to propozycja dla tych, którzy nie szukają fajerwerków, tylko prawdziwego klimatu. Bug, przestrzeń i cisza robią tu całą robotę – reszta jest tylko tłem.

Majówka 2026 – Na południowym wschodzie czeka nas magia
fot. Robert Wielgórski / Wikipedia

Majówka 2026 – Na południowym wschodzie czeka nas magia

Bielsk Podlaski, Hajnówka czy Białowieża to majówkowa podróż w głąb jednego z najbardziej charakterystycznych obszarów Podlasia. To tutaj najmocniej czuć wielokulturowość, tradycję i bliskość natury, która nie została podporządkowana człowiekowi. Drewniane cerkwie, spokojne miasteczka i Puszcza Białowieska tworzą razem przestrzeń, w której wszystko ma swój rytm – wolniejszy, bardziej naturalny.

Bielsk Podlaski to dobry punkt startowy, z wyraźnie zaznaczonym wpływem kultury prawosławnej. Miasto nie przytłacza, ale ma swój charakter – szczególnie widać to w architekturze i układzie przestrzeni. Spacerując po nim, można zobaczyć cerkwie, które nadają temu miejscu wyjątkowy klimat i przypominają, że Podlasie to region wielu tradycji.

Okolice Bielska to także spokojne wsie, gdzie czas płynie inaczej. Drewniane domy, kapliczki przy drogach i otwarte przestrzenie tworzą krajobraz, który trudno znaleźć w innych częściach Polski. To dobry moment, żeby zwolnić i po prostu być – bez napiętego planu zwiedzania.

Hajnówka wprowadza już bezpośrednio w klimat Puszczy Białowieskiej. To miasto jest naturalną bramą do jednego z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Europie. Warto zajrzeć do Soboru Świętej Trójcy – jednego z największych obiektów sakralnych prawosławia w Polsce, który robi wrażenie swoją skalą i architekturą. Warto przejechać się tamtejszą kolejką wąskotorową. Od tego roku można kupować bilety online.

Największym atutem Hajnówki jest jednak jej położenie. Stąd najłatwiej ruszyć w głąb puszczy – pieszo, rowerem albo z przewodnikiem. To miejsce dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwy kontakt z naturą, nie tylko ją „zobaczyć”.

Białowieża to finał tej trasy i jednocześnie jej najmocniejszy punkt. Puszcza Białowieska to ostatni w Europie nizinny las o charakterze pierwotnym – miejsce, gdzie przyroda rządzi się własnymi zasadami. Spacer po Rezerwacie Ścisłym czy wycieczka do miejsc, gdzie można zobaczyć żubry, to doświadczenia, które zostają w pamięci na długo.

Sama Białowieża ma spokojny, niemal uzdrowiskowy klimat. Drewniana zabudowa, szerokie drogi i otoczenie lasu sprawiają, że to idealne miejsce na zakończenie majówki. Bez pośpiechu, bez tłumów – za to z poczuciem, że było się w miejscu naprawdę wyjątkowym.

Majówka 2026. Na wschód Podlaskiego. Co dobrego tam znajdziemy?

Majówka 2026. Na wschód Podlaskiego. Co dobrego tam znajdziemy?

Supraśl, Czarna Białostocka czy Krynki to majówkowa propozycja dla tych, którzy chcą połączyć kontakt z naturą z nutą historii i klimatem pogranicza. To obszar Puszczy Knyszyńskiej – jednej z największych i najbardziej dzikich puszcz w Polsce, gdzie las nie jest tylko tłem, ale głównym bohaterem całej podróży.

Supraśl to miejsce, które od lat przyciąga spokojem i charakterystycznym, uzdrowiskowym klimatem. Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy z Muzeum Ikon to punkt obowiązkowy – nie tylko ze względu na architekturę, ale też wyjątkową atmosferę, która wprowadza w zupełnie inny rytm. Spacer bulwarami nad rzeką Supraśl czy odpoczynek wśród drewnianej zabudowy miasteczka pozwalają naprawdę zwolnić.

Warto też wyjść poza centrum i zanurzyć się w Puszczy Knyszyńskiej. Liczne szlaki piesze i rowerowe prowadzą przez gęste lasy, gdzie łatwo zapomnieć o cywilizacji. To idealne miejsce na majówkowy reset – bez tłumów, za to z zapachem lasu i ciszą, która działa lepiej niż niejeden weekend w spa.

Czarna Białostocka to z kolei propozycja dla tych, którzy chcą poczuć bardziej „surową” stronę regionu. Miasteczko położone na skraju puszczy jest świetną bazą wypadową na mniej uczęszczane trasy. Zalew Czapielówka to popularne miejsce odpoczynku – szczególnie gdy pogoda sprzyja, można tu złapać chwilę nad wodą, z dala od większych ośrodków turystycznych.

Okolice Czarnej Białostockiej to przede wszystkim lasy i małe drogi, które aż proszą się o rowerową eksplorację. To teren dla tych, którzy lubią odkrywać miejsca bez planu – skręcić w nieznaną ścieżkę i zobaczyć, dokąd zaprowadzi. Puszcza w tej części jest mniej „oswojona”, bardziej dzika, co tylko dodaje jej uroku.

Krynki zamykają tę trasę klimatem pogranicza i historią, która wciąż jest tu obecna. Charakterystyczny, gwiaździsty układ ulic wychodzących z jednego ronda to coś, czego nie zobaczysz w wielu miejscach w Polsce. Spacer po miasteczku pozwala poczuć jego dawną wielokulturowość – ślady żydowskiej przeszłości są tu nadal widoczne.

To również świetna baza do dalszego odkrywania wschodnich rubieży Podlasia. Bliskość granicy, spokojne wsie i rozległe tereny sprawiają, że to miejsce ma w sobie coś surowego, ale jednocześnie bardzo autentycznego. Idealne na zakończenie majówkowej trasy – z poczuciem, że zobaczyło się Podlasie mniej oczywiste, ale przez to jeszcze ciekawsze.

Majówka 2026 – Piękne widoki na zachód od stolicy Podlaskiego.

Majówka 2026 – Piękne widoki na zachód od stolicy Podlaskiego.

Narwiański Park Narodowy, Tykocin czy Choroszcz to jedne z tych majówkowych propozycji, które zaskakują spokojem, choć znajdują się zaledwie kilkanaście kilometrów od Białegostoku. To Podlasie bardziej „miękkie” – z rzeką, która nie płynie w jednym kierunku, tylko rozlewa się, tworząc labirynt odnóg i rozlewisk. Idealne miejsce dla tych, którzy chcą odpocząć bez konieczności pokonywania setek kilometrów.

Narwiański Park Narodowy to serce tego obszaru i jedno z najbardziej unikalnych miejsc w Polsce. Narew tworzy tu naturalną deltę śródlądową – sieć koryt, które najlepiej podziwiać z drewnianych kładek, np. w okolicach Śliwna i Waniewa. Spacer nad rozlewiskami daje poczucie obcowania z dziką przyrodą – ptaki, cisza i woda odbijająca niebo tworzą niemal medytacyjny klimat.

To również świetne miejsce dla miłośników fotografii i obserwacji ptaków. Wiosną park tętni życiem – słychać żurawie, widać czaple i dziesiątki innych gatunków. Nie ma tu spektakularnych „atrakcji”, ale jest coś cenniejszego – autentyczność i spokój, który trudno znaleźć gdzie indziej.

Tykocin to z kolei podróż w czasie. Niewielkie miasteczko zachowało historyczny układ i klimat dawnej Rzeczypospolitej. Rynek z pomnikiem Stefana Czarnieckiego, barokowy kościół i odbudowany zamek tworzą spójną, niemal filmową scenografię. Spacerując po Tykocinie, łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało życie kilka wieków temu. Nie można pominąć Wielkiej Synagogi – jednego z najlepiej zachowanych tego typu obiektów w Polsce. To miejsce robi wrażenie nie tylko architekturą, ale też historią, która przypomina o wielokulturowości Podlasia. Wizyta tutaj nadaje całej wycieczce głębszy kontekst.

Majówka 2026 – Piękne widoki na zachód od stolicy Podlaskiego.
Choroszcz domyka tę trasę spokojnym, parkowym klimatem. To idealne miejsce na końcowy przystanek – mniej turystyczne, bardziej lokalne, ale przez to autentyczne. Największą atrakcją jest Pałac Branickich, otoczony rozległym parkiem i wodami Narwi, który zachęca do niespiesznych spacerów.

To miejsce, gdzie można po prostu usiąść na ławce i pozwolić, żeby czas płynął wolniej. Cały region Narwi, Tykocina i Choroszczy nie krzyczy do turysty – raczej zaprasza go cicho. I właśnie dlatego zostaje w pamięci na dłużej.

W Białymstoku działa Urzędomat

W Białymstoku działa Urzędomat

Przy Urzędzie Miejskim w Białymstoku pojawiło się nowe urządzenie, które ma rozwiązać jeden z najbardziej irytujących problemów mieszkańców – konieczność dopasowywania się do godzin pracy urzędu. Mowa o tzw. urzędomacie, ustawionym przy ul. Słonimskiej 1. W teorii brzmi to jak kolejny krok w stronę wygody. W praktyce – zależy, jak często ktoś faktycznie musi coś odebrać.

Urzędomat działa przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. To jego największy atut. Jeśli ktoś pracuje do późna albo nie ma czasu w ciągu dnia, może podjechać wieczorem czy w weekend i odebrać dokument bez stania w kolejce. Na razie zakres spraw jest dość wąski – chodzi głównie o dowody rejestracyjne (nowe lub wtórniki) oraz trzecią tablicę rejestracyjną.

Żeby skorzystać z urządzenia, trzeba wcześniej zaznaczyć taką formę odbioru podczas składania wniosku i podać numer telefonu. Gdy dokument będzie gotowy, przychodzi SMS z kodem PIN. Na miejscu wpisuje się numer, kod, składa podpis na ekranie i skrytka się otwiera. Całość ma być szybka i bezproblemowa – o ile ktoś zmieści się w 48 godzinach, bo tyle jest czasu na odbiór. Po tym terminie dokument wraca do urzędu i wszystko wraca do starego trybu.

Nie ma tu wielkiej rewolucji technologicznej – to raczej rozwiązanie znane z paczkomatów, tylko przeniesione do administracji. Różnica polega na tym, że zamiast paczki odbieramy dokument, który i tak wcześniej musieliśmy zamówić w urzędzie. Czyli jedna wizyta mniej, ale nie zero wizyt.

Na plus można zaliczyć dostępność – urządzenie zostało dostosowane do osób z niepełnosprawnościami, ma odpowiednią wysokość, tryb wysokiego kontrastu i możliwość wyboru niższej skrytki. To akurat standard, który dobrze widzieć w praktyce, a nie tylko w dokumentach.

Czy urzędomat realnie zmieni sposób załatwiania spraw? Dla części osób na pewno tak – szczególnie tych, którzy do tej pory traktowali odbiór dokumentów jako zło koniecznie. Dla reszty będzie to po prostu wygodna opcja, z której skorzystają raz na jakiś czas. Największym testem okaże się nie samo urządzenie, tylko to, czy z czasem pojawią się w nim kolejne usługi. Jeśli nie – zostanie ciekawostką. Jeśli tak – może być początkiem czegoś większego.

Budują atrakcje dla ludzi, a chcą dotacje na przeciwdziałanie suszy i ochronę przed powodzią.

Budują atrakcje dla ludzi, a chcą dotacje na przeciwdziałanie suszy i ochronę przed powodzią.

Bielsk Podlaski szykuje się na dużą inwestycję – zbiornik retencyjny na rzece Białej, który według zapowiedzi ma przeciwdziałać suszy, chronić przed powodzią, a przy okazji stworzyć nową przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców. Wniosek o dofinansowanie już trafił do odpowiednich instytucji, a wartość projektu szacowana jest na około 40 milionów złotych. W planach są nie tylko same prace hydrotechniczne, ale też infrastruktura wypoczynkowa i nasadzenia zieleni. Na pierwszy rzut oka wszystko brzmi jak klasyczna inwestycja „dla dobra mieszkańców i środowiska”. Jednak kiedy przyjrzeć się bliżej, pojawia się kilka pytań.

Podlaskie od lat zmaga się z problemem spadających poziomów wód. Rzeki i cieki wodne są coraz płytsze, a okresy suszy wydłużają się z roku na rok. W takiej rzeczywistości trudno nie zauważyć pewnej sprzeczności w argumentacji: jednocześnie mówi się o walce z suszą i o funkcji przeciwpowodziowej. Tymczasem te dwa zjawiska rzadko występują równocześnie w sposób, który uzasadniałby budowę dużego zbiornika.

Jeśli wody jest mało – zbiornik nie ma czego magazynować. Jeśli pojawią się intensywne opady i lokalne podtopienia – ich charakter jest zazwyczaj krótkotrwały i gwałtowny. W takich przypadkach niewielki zbiornik nie jest w stanie znacząco wpłynąć na sytuację hydrologiczną, a zgromadzona w nim woda w kolejnych tygodniach po prostu odparuje. To naturalny proces, który szczególnie nasila się w okresach letnich.

Zwraca się uwagę na to, jakie powinno być właściwie podejście do gospodarki wodnej. Czyli takie, które nie polega na „zamykania” wody w zbiornikach, lecz na jej zatrzymywaniu w krajobrazie. W Podlaskiem ogromną rolę odgrywają dawne systemy melioracyjne, często jeszcze z czasów PRL, które przez dekady skutecznie odprowadzały wodę z łąk i terenów podmokłych. Robiono to po to, by rolnicy mieli większe obszary do wykorzystania. W czasach, gdy po wojnie brakowało jedzenia, było to całkiem logiczne. Dziś w XXI wieku nie brakuje  nam jedzenia tylko wody. A ten sam system przyczynia się do przesuszania gleby.

Gdyby zlikwidować te melioracje, woda mogłaby naturalnie rozlewać się na okoliczne tereny, zasilać glebę i podnosić poziom wód gruntowych. Przy intensywnych opadach działałoby to jak naturalny bufor, ograniczając gwałtowne spływy. To rozwiązanie mniej widowiskowe, ale bardziej trwałe i zgodne z lokalnym ekosystemem.

Problem w tym, że takie działania rzadko wpisują się w duże programy inwestycyjne. Nie generują spektakularnych projektów infrastrukturalnych, nie tworzą przestrzeni rekreacyjnych, nie przyciągają uwagi w taki sposób jak nowy zalew z pomostami i ścieżkami spacerowymi.

I tu pojawia się druga warstwa tej inwestycji – ta, o której mówi się już bardziej otwarcie. Planowany zbiornik ma stać się miejscem wypoczynku, rekreacji i integracji społecznej. To niewątpliwie wartość dla mieszkańców, szczególnie w miastach, które szukają nowych przestrzeni do życia poza betonem i asfaltem.

W efekcie powstaje projekt, który łączy w sobie dwa światy: oficjalną narrację o retencji i ochronie środowiska oraz bardzo realną potrzebę stworzenia atrakcyjnego miejsca dla ludzi. I być może właśnie w tym połączeniu tkwi klucz do zrozumienia całej inwestycji. Bo czasem najciekawsze nie jest to, co zapisane w dokumentach – lecz to, co znajduje się między wierszami.

Featured Video Play Icon

Równina Bielska – zobacz te przepiękne widoki!

Równina Bielska to miejsce, które na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojne i jednorodne, ale im dłużej się w nim przebywa, tym wyraźniej odsłania swoją prawdziwą naturę. To krajobraz szerokich przestrzeni, gdzie niebo zdaje się być bliżej ziemi niż gdziekolwiek indziej, a horyzont rozciąga się bez pośpiechu, jakby czas płynął tu wolniej.

Dominują tu pola uprawne, łąki i rozproszone zagajniki, które zmieniają swój charakter wraz z porami roku. Wiosną teren ożywa – pojawiają się ptaki, których śpiew niesie się daleko po otwartej przestrzeni, a świeża zieleń kontrastuje z jeszcze wilgotną ziemią. Latem Równina Bielska nabiera intensywnych barw – złote łany zbóż falują na wietrze, a powietrze drży od ciepła i dźwięków owadów. Jesień przynosi spokój i miękkie światło, które podkreśla strukturę krajobrazu, a zimą wszystko przykrywa śnieg, wyrównując granice między polami i drogami.

Choć jest to teren rolniczy, przyroda wciąż ma tu swoje miejsce. W rowach melioracyjnych i niewielkich ciekach wodnych można spotkać płazy, a wśród drzew i krzewów kryją się drobne ssaki i ptaki. Charakterystyczna dla tego regionu jest też obecność bocianów, które od lat wpisują się w rytm lokalnego życia i krajobrazu.

Równina Bielska nie przyciąga spektakularnymi formami terenu, ale właśnie w jej prostocie tkwi siła. To przestrzeń, która pozwala złapać dystans, zatrzymać się na chwilę i zobaczyć więcej – nie przez nadmiar bodźców, ale przez ich brak.

Presja ma sens! Urzędnicy wystraszyli się wściekłych rowerzystów!

Presja ma sens! Urzędnicy wystraszyli się wściekłych rowerzystów!

Jeszcze dziś rano pisaliśmy jak kompromitującą decyzję podjęli radni – zakazującą jazdy rowerom po Rynku Kościuszki. Po burzy jaka pojawiła się w sieci, urzędnicy najwyraźniej wystraszyli się wściekłych właściciel jednośladów. Na Rynku są znaki, które wykluczają rowery z ogólnego zakazu wjazdu pojazdom. Ale, trudno powiedzieć czego one dotyczą konkretnie, skoro Rynek nie jest drogą a placem. Znaki drogowe stosujemy do dróg. Tak czy inaczej urzędnicy po dwóch dniach „zastanawiania się” przyznali – jazda rowerem przez Rynek jest legalna.

Oznacza to jedno. Presja ma sens.

Presja społeczna faktycznie zadziałała, ale jednocześnie obnażyła coś znacznie groźniejszego – brak stabilności decyzji. Mieszkańcy dostali jasny sygnał: nie obowiązuje spójna polityka, tylko doraźne reagowanie na kryzysy wizerunkowe. Dziś rowerzyści „wygrali”, jutro ktoś inny może przegrać – w zależności od tego, kto głośniej krzyknie.

Jeżeli miasto chce być traktowane poważnie, nie może działać w ten sposób. Regulamin głównego placu to nie jest eksperyment, który testuje się „na żywym organizmie” i poprawia po komentarzach z Facebooka. To powinien być efekt analizy, konsultacji i świadomej decyzji.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta sytuacja była całkowicie do przewidzenia. Wystarczyło wyjść poza salę obrad i zobaczyć, jak wygląda codzienne życie w centrum. Zobaczyć ludzi jadących rano do pracy, uczniów, studentów, mieszkańców, którzy po prostu korzystają z miasta. Zamiast tego dostaliśmy decyzję zza biurka – i jej równie chaotyczną korektę.

Presja ma sens – to fakt. Ale jeszcze większy sens miałoby podejmowanie decyzji, które tej presji nie wymagają.

Szokująca decyzja radnych! Zakazują wjazdu rowerom na Rynek Kościuszki.

Szokująca decyzja radnych! Zakazują wjazdu rowerom na Rynek Kościuszki.

Decyzja radnych Białegostoku o zakazie wjazdu rowerów na Rynek Kościuszki i Plac Jana Pawła II to przykład administracyjnej krótkowzroczności w najczystszej postaci. I trudno to nazwać inaczej niż kompromitacją. Miasto od lat szczyciło się tym, że jest przyjazne dla rowerzystów. Liczba ścieżek rowerowych jest imponująca. Tymczasem jednym ruchem ręki radni wykreślają z mapy jedną z kluczowych tras rowerowych w centrum. Bez realnego zrozumienia, jak to miejsce działa w praktyce.

Bo Rynek Kościuszki to nie jest tylko „deptak”. To realny węzeł komunikacyjny. Codziennie rano przejeżdżają tamtędy ludzie jadący do pracy, szkoły, na uczelnie. Nie dlatego, że „tak im się podoba”, tylko dlatego, że nie mają sensownej alternatywy. Ulice takie jak Sienkiewicza czy częściowo Legionowa od lat są dla rowerzystów przestrzenią wrogą – niebezpieczną i niedostosowaną. Rynek był naturalnym obejściem tego problemu. Był – bo właśnie przestał nim być.

Najbardziej absurdalny w tej decyzji jest jednak detal, który mówi wszystko o jakości tego procesu: stacja roweru miejskiego BiKeR znajdująca się w obrębie objętym zakazem. W praktyce oznacza to, że użytkownik może wypożyczyć rower… ale nie może nim legalnie wyjechać. Trudno o bardziej symboliczny przykład oderwania od rzeczywistości. System działa, infrastruktura będzie stała, użytkownicy będą – tylko regulamin został napisany tak, jakby nikt nie pomyślał.

To nie jest kwestia „różnicy zdań” między radnymi a rowerzystami. To jest błąd. Jeżeli miasto chce ograniczać ruch rowerowy w takim miejscu, to najpierw musi stworzyć alternatywę. Spójny ciąg komunikacyjny. Drogę, która realnie przejmie ten ruch. Bez tego zakaz nie porządkuje przestrzeni – tylko przenosi problem gdzie indziej albo go eskaluje. Tak czy inaczej zakaz jest po prostu głupi. Bo Rynek nie jest przestrzenią wyjętą z życia miasta. To jego centrum – miejsce, gdzie różne funkcje się przenikają. Próba wycięcia jednej z nich bez przemyślenia konsekwencji prowadzi do chaosu, a nie do ładu.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego: tryb podejmowania takich decyzji. Brak analiz, brak odniesienia do realnych potoków ruchu, brak konsultacji, które miałyby jakiekolwiek znaczenie. Zrobiono to na zasadzie „wrzutki”. Dopiero po fakcie pojawia się narracja: „jeśli będą sygnały, przeanalizujemy”. Tu nie ma co analizować, tu trzeba odkręcać głupotę.

Dziś środowiska rowerowe mówią wprost: to jeden z najbardziej absurdalnych zakazów w Polsce. I trudno się z tym nie zgodzić. Bo nie chodzi tu o ideologię, tylko o elementarną spójność decyzji. Jeżeli miasto inwestuje w system roweru miejskiego, promuje ekologiczny transport i jednocześnie blokuje jego podstawowe ciągi komunikacyjne – to znaczy, że ktoś przestał nad tym panować.

Radni mają jeszcze czas, żeby tę decyzję odwrócić. Ale problem jest głębszy niż jeden zapis w regulaminie. To test kompetencji i odpowiedzialności za miasto. Bo Białystok nie potrzebuje kolejnych deklaracji o nowoczesności. Potrzebuje decyzji, które mają sens.

Featured Video Play Icon

Suwałki to nie tylko biegun zimna. Co jeszcze odkryjesz w tym mieście?

Suwałki mają wizerunek, z którym trudno konkurować – „biegun zimna”, koniec Polski, miejsce bardziej do przetrwania niż do zwiedzania. Problem w tym, że to uproszczenie. Bo kiedy wejdziesz w to miasto głębiej, szybko okazuje się, że Suwałki nie próbują nikogo na siłę zachwycać. One po prostu są – spokojne, konkretne i pełne detali, które zaczynają mieć znaczenie dopiero wtedy, gdy przestajesz patrzeć powierzchownie.

To miasto ma historię, która nie krzyczy, ale zostawia ślad. Spacerem przez Park Konstytucji 3 maja, dalej deptakiem przy ulicy Chłodnej aż do placu Marii Konopnickiej, pozwala złapać pierwszy rytm tego miasta. Nie jest szybki. I właśnie dlatego działa.

Są tu też rzeczy, których nie znajdziesz gdzie indziej. Cmentarz Siedmiu Wyznań – miejsce, które pokazuje, jak bardzo zróżnicowana była kiedyś ta część Polski. Cerkiew Wszystkich Świętych jako kolejny dowód, że Suwałki nie są jednowymiarowe. Nawet były budynek więzienia, dziś wkomponowany w galerię handlową, jest czymś więcej niż ciekawostką – to symbol zmian, jakie przeszło miasto.

Suwałki mają też lekkość, której można się nie spodziewać. Krasnoludki rozsiane po mieście, muzeum Marii Konopnickiej, niewielkie place i zaułki – to wszystko sprawia, że to miejsce zaczyna być bardziej „do przeżycia” niż „do odhaczenia”. Nie chodzi o spektakularne atrakcje. Chodzi o klimat.

I w końcu – okolice. Tu Suwałki pokazują swoją największą siłę. Zalew Arkadia jako szybkie wyjście z miasta, a dalej już tylko więcej przestrzeni. Suwalszczyzna to jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów w Polsce – pagórki, jeziora, cisza, która nie jest pustką, tylko czymś naturalnym. To nie jest region, który próbuje być modny. On po prostu jest autentyczny. Jeśli patrzysz na to miejsce przez pryzmat temperatury – tracisz połowę obrazu. A druga połowa jest zdecydowanie ciekawsza.

Featured Video Play Icon

Podlaskie na rowerze. Jak się zwiedza region na dwóch kołach?

Podlaskie najlepiej poznaje się powoli. Nie z okna samochodu, nie w pośpiechu między punktami na mapie, ale z poziomu drogi, którą naprawdę się czuje. Rower daje dokładnie to – kontakt z przestrzenią, ciszą i detalem, który w innym tempie po prostu znika. Dobrym przykładem takiej trasy jest odcinek prowadzący od Grabarki w kierunku Hajnówki. To nie jest tylko przejazd „z punktu A do B”, ale ciąg doświadczeń, które układają się w spójną opowieść o regionie.

Już sam początek ma ciężar symboliczny. Święta Góra Grabarka to jedno z najważniejszych miejsc kultu prawosławnego w Polsce. Setki, a właściwie tysiące krzyży, zapach drewna i żywicy, cisza przerywana tylko krokami pielgrzymów – to przestrzeń, która narzuca tempo. Tu nikt się nie spieszy. U podnóża bije źródełko, z którego wielu zabiera wodę na dalszą drogę, traktując to bardziej jako rytuał niż zwykły postój.

Puszcza Knyszyńska Gravel – Wyprawa rowerowa – 16.05.2026

Dalej trasa otwiera się na zupełnie inne krajobrazy. Pojawia się dolina Bugu – szeroka, spokojna, miejscami niemal dzika. To jeden z tych fragmentów Podlaskiego, gdzie ingerencja człowieka jest ograniczona, a przyroda gra pierwsze skrzypce. Drogi są łagodne, bez większych przewyższeń, co sprawia, że jazda ma bardziej charakter płynięcia niż wysiłku. Po drodze mijasz niewielkie miejscowości, w których widać wielokulturową historię regionu. Drewniane domy, przydrożne kapliczki, cerkwie ukryte między drzewami – to elementy, które nie są tu atrakcją turystyczną w klasycznym rozumieniu. One po prostu są. I właśnie dlatego robią największe wrażenie.

Im bliżej Hajnówki, tym wyraźniej zmienia się charakter przestrzeni. Pojawiają się pierwsze oznaki Puszczy Białowieskiej – las gęstnieje, światło się rozprasza, a ruch samochodowy praktycznie znika. To moment, w którym rower staje się jedynym sensownym środkiem transportu. Pozwala wjechać głębiej, zatrzymać się w dowolnym miejscu i naprawdę poczuć skalę tego terenu.

Podlaskie w wersji rowerowej to nie lista atrakcji do odhaczenia. To raczej ciąg wrażeń, które budują się powoli – od miejsc o dużym znaczeniu kulturowym, przez otwarte krajobrazy, aż po zwarte kompleksy leśne. Bez presji czasu, bez tłumów, bez konieczności planowania co do minuty. I właśnie dlatego rower jest tu najlepszym wyborem. Nie skraca dystansu – przeciwnie, pozwala go w pełni przeżyć.

Kolejka wąskotorowa w Hajnówce wraca na szlak! Można kupować bilety.

Kolejka wąskotorowa w Hajnówce wraca na szlak! Można kupować bilety.

Wąskotorowa Kolejka Leśna w Hajnówce rozpoczyna nowy sezon. Nadleśnictwo uruchomiło sprzedaż biletów na pierwsze przejazdy zaplanowane na majówkę. Pierwsze kursy odbędą się 1 maja, a kolejne w dniach 2 i 3 maja. 1 maja kolejka wyruszy o godzinie 9:00, 13:00 i 16:15. Taki sam rozkład obowiązuje 2 maja. 3 maja zaplanowano dwa kursy – o 9:00 i 13:00. Przejazdy realizowane są na trasie Hajnówka – Topiło i z powrotem. W jedną stronę to około 11 kilometrów, a cała podróż wraz z postojem trwa około trzech godzin.

Stacja początkowa znajduje się przy ul. Kolejki Leśne 12 w Hajnówce. Działa tam Ośrodek Edukacji Leśnej „Stacja”, gdzie dostępna jest kasa biletowa, poczekalnia i zaplecze sanitarne. Trasa prowadzi przez obszary Puszczy Białowieskiej, obejmując fragmenty lasów, łąk i terenów podmokłych. Przejazd odbywa się z prędkością około 20 km/h, co pozwala na swobodną obserwację otoczenia. Na końcowej stacji w Topile przewidziano około godzinny postój, który można przeznaczyć na spacer lub odpoczynek.

Kolejka ma charakter historyczny. Powstała w czasie I wojny światowej i pierwotnie służyła do transportu drewna. Po latach została przekształcona w atrakcję turystyczną i obecnie jest jedną z bardziej rozpoznawalnych form zwiedzania Puszczy Białowieskiej.

Sezon przejazdów trwa zazwyczaj do końca września. Majówka jest jego początkiem i jednocześnie okresem największego zainteresowania.

Planty miały być gotowe wiosną. Doczekamy się po wakacjach.

Planty miały być gotowe wiosną. Doczekamy się po wakacjach.

Rewitalizacja parku Planty w Białymstoku, która według pierwotnych założeń miała zakończyć się wraz z nadejściem wiosny 2026 roku, potrwa dłużej. Wszystko wskazuje na to, że prace będą kontynuowane przez całe lato, a teren jeszcze przez kilka miesięcy będzie przypominał plac budowy.

Opóźnienia dotyczą natomiast jednego z kluczowych elementów inwestycji – przebudowy fontanny. Zgodnie z założeniami ma ona zyskać multimedialny charakter, z centralną wyspą wyposażoną w system dysz i oświetlenie. To właśnie ten etap prac wpływa na wydłużenie całego harmonogramu. Obecnie za budowlanym płotem, który ją odgradza wszystko jest w gruzach.

Wiosenna pogoda sprzyja spacerom, jednak odwiedzający park muszą liczyć się z utrudnieniami. Bliska zakończenia jest m.in. Aleja Zakochanych. Zakończył się też remont alejek od strony ulicy Akademickiej, jednak sama ulica pozostaje zamknięta dla ruchu. Jej ponowne otwarcie dla kierowców planowane jest na wrzesień.

Całkowity koszt rewitalizacji parku Planty wynosi około 30 milionów złotych. Według aktualnych informacji, zakończenie wszystkich prac i przywrócenie pełnej funkcjonalności parku nastąpi dopiero po okresie wakacyjnym.

Puste witryny na każdym kroku. Centrum Białegostoku przestaje istnieć jako miejsce biznesu.

Puste witryny na każdym kroku. Centrum Białegostoku przestaje istnieć jako miejsce biznesu.

Spacer po centrum Białegostoku przestaje być spacerem po mieście wojewódzkim. To przejście z widokiem na puste witryny, wynajęte kiedyś lokale i przestrzenie, które wyglądają jak po odwrocie przedsiębiorców. Jeszcze niedawno działały tu sklepy, usługi, małe firmy. Dziś – żółte plansze „do wynajęcia” i głucha cisza. I nie mówimy o pojedynczych przypadkach. To zjawisko masowe, widoczne gołym okiem, szczególnie w ścisłym centrum. Jeśli ktoś ma wątpliwości – wystarczy przejść się i policzyć. Zobaczcie nasze zdjęcia, wykonane tylko przy głównych ulicach miasta.

To nie jest chwilowe spowolnienie. To proces. Centrum straciło swoją funkcję gospodarczą, a wraz z nią – zanika sens istnienia jako żywego organizmu miejskiego. Miasto, które nie ma aktywnego centrum, zaczyna się rozlewać i degenerować. Białystok już w tę stronę idzie.

Miasto bloków zamiast możliwości

Białystok od lat rozwija się w najprostszy możliwy sposób – przez budowę kolejnych osiedli. Bloki rosną szybciej niż jakakolwiek realna gospodarka. Efekt? Mamy coraz więcej mieszkańców, ale nie mamy dla nich pracy, rozwoju ani przestrzeni do tworzenia czegokolwiek wartościowego.

To zaczyna przypominać rozrośnięte miasto powiatowe, tylko w większej skali. 10. największe miasto w Polsce, które nie oferuje realnych możliwości dla specjalistów. Rynek pracy jest płytki, firmy nie skalują działalności, a ambitni ludzie po prostu wyjeżdżają. Zostaje stagnacja i powolne osuwanie się w przeciętność.

To nie jest kwestia opinii. To jest obserwowalny fakt: brak nowych, silnych inwestycji, brak dynamicznych firm, brak przyciągania kapitału. Lokalny biznes w wielu przypadkach nie rozwija się – on trwa. A trwanie to nie rozwój. To oczekiwanie na koniec. Mało tego, to wszystko trwa od wielu lat na grupie tych samych biznesmenów.

Centrum umiera, bo nikt nim realnie nie zarządza

Największy problem to brak jakiejkolwiek strategii. Centrum Białegostoku nie jest traktowane jak kluczowy obszar gospodarczy, tylko jak przestrzeń „do ładnego utrzymania”. Brakuje aktywnego zarządzania – przyciągania najemców, tworzenia warunków dla biznesu, realnego wsparcia przedsiębiorców. Miasto nie konkuruje o firmy. Nie tworzy impulsów. Nie daje powodów, by ktoś chciał tu inwestować. Efekt jest prosty: kapitał wybiera inne miejsca. A jeśli centrum nie zarabia, to przestaje istnieć.

Ostatnie działania miały miejsce 16 lat temu, gdy postanowiono zabetonować Rynek Kościuszki i postanowiono go „sprofilować” pod gastronomię. Tylko, że dziś po tylu latach, nie ma już z tego powodu żadnego rozwoju.

Co trzeba zrobić w ciągu 5 lat?

Jeśli ten trend ma zostać odwrócony, potrzebne są decyzje, które będą odczuwalne natychmiast – nie za 15 czy 30 lat.

Po pierwsze, jeżeli coś ma się realnie szybko zmienić potrzebna jest agresywna polityka przyciągania biznesu. Zwolnienia podatkowe dla firm w centrum, preferencyjne najmy, realne wsparcie dla nowych działalności. Nie symboliczne działania – tylko konkretne pieniądze i ulgi.

Po drugie, aktywne zarządzanie pustymi lokalami. Zarząd Mienia Komunalnego musi wejść w rolę pośrednika i animatora rynku – łączyć właścicieli z najemcami, tworzyć programy tymczasowego zasiedlania lokali, wspierać start małych biznesów. Pusty lokal to koszt zrzucany na nas wszystkich.

Po trzecie, przyciągnięcie jednego silnego sektora. Cokolwiek, co ma potencjał wzrostu i płacenia dobrych pieniędzy. Bez tego nie będzie klasy średniej, a bez klasy średniej nie będzie życia w centrum.

Po czwarte, zmiana podejścia do przestrzeni miejskiej. Centrum musi być miejscem, gdzie opłaca się być – nie tylko przejść. Potrzebne są wydarzenia, ruch, ludzie. Ale nie jednorazowe imprezy, tylko stała aktywność.

Po piąte, brutalna diagnoza i koniec udawania, że „jest dobrze”. Nie jest. I dopóki ktoś tego jasno nie powie, nic się nie zmieni.

Albo działamy teraz, albo za kilka lat postępujące wyludnianie miasta na tyle się pogłębi, że zostaną tu emeryci, urzędnicy i pracownicy służb. Dokładnie to co obserwujemy obecnie na Białorusi, gdzie gospodarka od lat jest w zapaści.

Białystok stoi w miejscu, a świat idzie dalej. Każdy dzień bez decyzji pogłębia problem. Puste lokale dziś to tylko objaw. Choroba jest głębsza – brak kierunku i odwagi, by coś zmienić. A jeśli nic się nie wydarzy, centrum stanie się tylko tłem dla miasta, które już dawno przestało żyć, a zaczęło wegetować.

Marzec był prawie bez deszczu. Temperatura wyższa od średniej. Czeka nas kolejna susza?
Rzeka Narew w Koźlikach

Marzec był prawie bez deszczu. Temperatura wyższa od średniej. Czeka nas kolejna susza?

Miniony marzec był w Polsce ekstremalnie ciepły i jednocześnie skrajnie suchy. Te dwa zjawiska – choć brzmią abstrakcyjnie – w województwie podlaskim mają bardzo konkretne konsekwencje. I widać je już teraz, w terenie.

Z jednej strony mamy efekt śnieżnej zimy. W wielu miejscach Podlasia wciąż utrzymują się skromne rozlewiska – szczególnie w dolinach rzek, na łąkach i terenach bagiennych. Biebrza, Narew czy mniejsze cieki znów tworzą krajobraz, który jest jednym z największych skarbów regionu. Wielu mieszkańców okolic tych rzek jednak przyznaje, że to nie to co kiedyś. Rozlewiska są skromne.

Marzec był też jednym z najsuchszych w historii pomiarów. W Suwałkach – czyli w samym sercu północnego Podlasia – opady praktycznie nie wystąpiły. To oznacza, że obecne rozlewiska nie są efektem bieżących opadów, tylko „zapasem” po zimie. A ten zapas szybko się kończy.

Ciepło dodatkowo przyspiesza parowanie. W praktyce oznacza to, że woda, która dziś jeszcze utrzymuje się na łąkach i w dolinach rzek, może zniknąć znacznie szybciej niż zwykle. Jeśli kwiecień i maj nie przyniosą wyraźnych opadów, Podlasie może wejść w okres suszy hydrologicznej wcześniej niż zazwyczaj.

To szczególnie groźne dla terenów, które są symbolem regionu. Bagna Biebrzańskie, rozlewiska Narwi czy torfowiska – wszystkie te ekosystemy są uzależnione od stabilnego poziomu wody. Bez niego zaczynają wysychać, a to uruchamia cały łańcuch zmian: zanika roślinność bagienna, spada liczba ptaków, rośnie ryzyko pożarów. Jeśli trend ciepłych i suchych miesięcy się utrzyma, zmiany w przyrodzie regionu będą coraz bardziej widoczne. A to już nie jest kwestia jednego sezonu, tylko kierunku, w jakim zmierza cały krajobraz północno-wschodniej Polski. W pewnym momencie będzie u nas jak w Mongolii – jeden wielki step.

W tej sytuacji rola władz – zarówno regionalnych, jak i państwowych – powinna być jednoznaczna: zatrzymywać wodę tam, gdzie naturalnie występuje. Nie ma czasu już na wielkie inwestycje hydrotechniczne, tylko o odtwarzanie i ochronę tego, co już mamy. Kluczowe jest ograniczenie melioracji odwadniających, renaturyzacja rzek takich jak Narew i jej dopływy, odbudowa małej retencji oraz blokowanie odpływu wody z torfowisk. Częściowo się to już dzieje, ale zbyt wolno i na zbyt małą skalę. Kluczowe jest też zlikwidowanie zalewu Siemianówka, który degraduje Narew. Tu niestety władze postępują w drugą stronę – rozbudowują turystykę wokół zalewu. Jest to ogromny błąd.

Podlaskie nie potrzebuje szybkiego zatrzymania wody. Każdej, która spadnie z nieba. Bez tego nawet najlepsze warunki przyrodnicze regionu zostaną stopniowo zdegradowane. Jak mawiał klasyk „Nie będzie niczego”.

Featured Video Play Icon

Rynek Kościuszki do przebudowy. Czas skończyć z betonem w tym miejscu!

Od kilkunastu lat serce Białegostoku – Rynek Kościuszki – pozostaje przestrzenią, która jest jednym, gigantycznym, betonowym placem. Trudno dziś wskazać realne korzyści z takiej formy zagospodarowania. Beton dominuje nad zielenią, funkcjonalność nad estetyką, a potencjał miejsca – zamiast być wykorzystany – zdaje się być ograniczony przez własną formę.

Oczywiście, nie wszystko jest tu złe. Sam fakt stworzenia długiego, niemal ciągłego deptaka – od ulicy Kilińskiego aż po Lipową – to krok w dobrą stronę. Ograniczenie ruchu samochodowego i oddanie tej przestrzeni pieszym to decyzja, która wpisuje się w nowoczesne myślenie o miastach. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie kończy się idea, a zaczyna realizacja.

Bo czym od lat właściwie jest Rynek Kościuszki? Latem – przestrzenią zdominowaną przez ogródki piwne. Te jednak w żaden sposób nie wymagają tak rozległej, zabetonowanej powierzchni. W wielu miastach funkcjonują one wśród zieleni, na bardziej przyjaznych, miękkich nawierzchniach, które sprzyjają odpoczynkowi, a nie odbijają upał i potęgują wrażenie pustki.

Jeszcze większe wątpliwości budzą organizowane tu wydarzenia. Koncerty, które regularnie pojawiają się na rynku, są zwyczajnie uciążliwe. Pomijając już mieszkańców przyzwyczajonych do hałasu, warto zwrócić uwagę chociażby na witraże w katedrze. Nadejdzie dzień, że się rozlecą od tego drżenia przy głośnej muzyce. Hałas niesie się daleko. Tymczasem kilka kroków dalej znajduje się plac przy Teatrze Dramatycznym – miejsce znacznie lepiej przystosowane do organizacji tego typu wydarzeń. Większa przestrzeń, bardziej naturalne „zamknięcie” akustyczne i mniej bezpośrednie sąsiedztwo mieszkań i kruchych witraży sprawiają, że byłby to wybór po prostu rozsądniejszy.

Podobnie wygląda kwestia jarmarków świątecznych. Choć przyciągają mieszkańców i turystów, ich skala wcale nie uzasadnia zajmowania centralnej części rynku. To wydarzenia, które z powodzeniem mogłyby odbywać się w innych punktach miasta – bez konieczności „zabetonowania” przestrzeni.

Po latach widać wyraźnie: zabetonowany Rynek Kościuszki nie spełnia swojej roli tak, jak mógłby. Ludzie niepotrzebnie się tam męczą, gdy chcą zjeść lody czy wypić piwo. Brakuje zieleni, cienia, naturalnych stref odpoczynku. Brakuje pomysłu na codzienne funkcjonowanie tej przestrzeni – takiego, który nie będzie uzależniony od sezonowych ogródków i okazjonalnych wydarzeń.

To nie jest apel o cofnięcie czasu, ale o refleksję. Bo skoro już mamy w centrum miasta tak dużą, wyłączoną z ruchu przestrzeń, warto zadać pytanie: czy naprawdę wykorzystujemy ją najlepiej, jak potrafimy? Odpowiedź brzmi po prostu: nie.

Featured Video Play Icon

Żegluga Augustowska wróciła na wodę. Pierwsze rejsy już ruszyły.

Wraz z pierwszymi oznakami wiosny na Kanał Augustowski wraca to, co dla wielu jest symbolem sezonu turystycznego w regionie – statki Żeglugi Augustowskiej. Po zimowej przerwie rozpoczęto pierwsze rejsy, a wraz z nimi wraca możliwość zobaczenia Podlaskiego z zupełnie innej perspektywy – spokojnej, wodnej i zdecydowanie bardziej „augustowskiej”.

W tym sezonie dostępne będą dwie dobrze znane trasy. Pierwsza to około trzygodzinny rejs do Studzienicznej – miejsca, które od lat przyciąga turystów nie tylko przyrodą, ale też swoją historią i klimatem. Druga opcja to krótszy, godzinny rejs na jezioro Rospuda, idealny dla tych, którzy chcą szybko „złapać klimat” bez całodniowej wyprawy. Na początek sezonu gotowe są dwa statki – 200-osobowe „Sajno” oraz większa „Swoboda”. Kolejne jednostki mają dołączyć na majówkę.

Na razie rejsy w kwietniu mają charakter pojedynczy i będą uruchamiane w zależności od pogody oraz zainteresowania. Kluczowe jest śledzenie bieżących informacji, bo rozkład nie jest jeszcze stały. Oficjalne otwarcie sezonu, jak co roku, planowane jest na długi weekend majowy – wtedy oferta ma być już pełna, a kursy regularne.

Warto dodać, że mimo niesprzyjających warunków pogodowych w ubiegłym roku Żegluga Augustowska przewiozła ponad 90 tysięcy pasażerów. To pokazuje, że nawet przy kapryśnej aurze zainteresowanie nie słabnie. A teraz, gdy sezon dopiero się zaczyna i wszystko wskazuje na powrót ciepłych dni, można się spodziewać, że statki znów będą pełne.

Dla wielu to nie tylko atrakcja turystyczna, ale też jeden z najprostszych sposobów, by na chwilę zwolnić. Wsiadasz na statek, zostawiasz za sobą asfalt, korki i codzienność – i przez godzinę albo trzy patrzysz na Podlaskie tak, jak powinno się je oglądać. Z poziomu wody.

Featured Video Play Icon

Białystok z góry. Punkt widokowy na wieży św. Rocha już dostępny.

Białystok można zobaczyć z zupełnie innej perspektywy. Punkt widokowy na wieży kościoła św. Rocha został ponownie otwarty. To jedna z nielicznych okazji, by spojrzeć na miasto szeroko – bez poziomu ulicy, bez pośpiechu, z dystansu, który pozwala lepiej zrozumieć jego układ i charakter.

Taras znajduje się mniej więcej w połowie liczącej blisko 80 metrów wieży. To wysokość, która daje wyraźną panoramę, ale jednocześnie pozwala dostrzec szczegóły – układ ulic, zielone fragmenty miasta i jego naturalne granice. Wejście na wieżę znajduje się od strony budynku parafialnego. Punkt jest czynny od poniedziałku do soboty w godzinach 9.00–16.00, a w niedziele i święta od 14.00 do 17.00. Wstęp jest bezpłatny, co dodatkowo zachęca, by potraktować to miejsce jako krótki, spontaniczny przystanek w ciągu dnia.

Sam kościół św. Rocha to nie tylko punkt widokowy, ale jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych w mieście. To przykład modernizmu sakralnego w skali, której trudno szukać gdzie indziej w regionie. Świątynia została wpisana na listę Pomników Historii, co tylko potwierdza jej znaczenie – nie jako lokalnej ciekawostki, ale jako obiektu o randze ogólnopolskiej.

Historia tego miejsca sięga jeszcze czasów Jana Klemensa Branickiego, który ufundował tu pierwszą kaplicę. Przez lata próby budowy większej świątyni blokowały władze carskie. Dopiero po odzyskaniu niepodległości możliwe było rozpoczęcie realnych działań. W 1925 roku powołano parafię, rok później rozstrzygnięto konkurs architektoniczny, a w 1927 roku wmurowano kamień węgielny pod budowę. Prace trwały niemal dwie dekady, a konsekracja odbyła się w 1946 roku.

Featured Video Play Icon

Podlasie ich całkowicie zaskoczyło. Dlaczego będą tu wracać?

Podlasie nie jest kierunkiem, który planuje się miesiącami. Częściej trafia się tu przypadkiem — z ciekawości, z impulsu, czasem nawet z lekkim sceptycyzmem. I właśnie dlatego potrafi zaskoczyć najmocniej. Bo zamiast gotowych atrakcji dostaje się coś trudniejszego do uchwycenia — przestrzeń, ludzi, rytm, który nie próbuje się nikomu przypodobać. Tu nie ma presji, żeby coś „zaliczyć”. Jest czas, żeby po prostu być.

To miejsce nie działa jak typowa destynacja turystyczna. Nie konkuruje, nie przekonuje, nie krzyczy. A jednak zostaje w głowie dłużej niż wiele bardziej „efektownych” miejsc. Może dlatego, że wszystko jest tu prawdziwe — spotkania, krajobrazy, cisza. I dopiero po powrocie zaczyna się rozumieć, że to nie była zwykła podróż. To było doświadczenie, które trudno nazwać… ale łatwo zapamiętać.

Supraśl ze swoim spokojem i historią, Sokółka z codziennością, która nie udaje niczego więcej, Kruszyniany z tatarskim dziedzictwem, Trześcianka z drewnianą architekturą i PuCHA jako mniej oczywisty przystanek — każde z tych miejsc dokłada własny fragment do tej układanki. Razem tworzą obraz regionu, który nie potrzebuje jednego symbolu, bo jego siła tkwi właśnie w tej różnorodności i autentyczności.